Dodaj do ulubionych

Moralitet o korycie

09.05.05, 01:58
Gdyby to była przynajmniej kość
Ale to jest poszczerbiony kartofel
I trochę grysu.

A jednak żrą się.
Kąsają się, gryzą,
Cała świta do koryta,
Jedno ryło włazi z kopytami,
Drugie ryło pcha się pod kopyta,
Każdy ryj pod ryjem ryje,
Wszystko jedno grys, kartofel,
Byle było ryło w ryło,
Wiwat Rzeczpospolita.
*
Obywatele,
Nie samym chlewem człowiek żyje.


Kazimierz Wierzyński,
Czarny polonez, 1968
Obserwuj wątek
    • patience Moralitet o czystej grze 09.05.05, 03:19
      Kazimierz Wierzyński

      Moralitet o czystej grze

      Czeka

      N.K.W.D.

      Gestapo

      U.B.

      I da capo.

      Dawniej nocne pukanie do drzwi,

      Teraz czekamy w południe, najlepiej prywatnie,

      Dawniej godzinami twarzą do ściany,

      Teraz prosimy siadać, pomówmy poufnie,

      Dawniej piwnica, karetka i przepadł,

      Teraz niech pan się zastanowi, bo jakże inaczej,

      Czasy unormowane, nie jest tak źle,

      Mieszkanie z puli premiera,

      Paszport konsularny na lata,

      Stypendia, kongresy,

      Pan widzi, wszystko się zmienia,

      Żadna deprawacja, denuncjacja,

      Żaden Orwell, to informacja,

      Nasze prywatne okno na świat,

      Kto i z kim, tak czy nie.

      Niech pan się zastanowi,

      Ustawi się moralnie,

      Nam chodzi o szczerość,

      O czystą, jasną grę.

      *

      Mówi się – double talk,

      Śni się – double dreams,

      Żyje się – double life,

      Ale skacze się z okna tylko raz.
    • patience Manifest szalony 09.05.05, 03:23
      Manifest szalony

      Precz z poezjami! Z duszą tromtadrata!
      Niech żyją bzdurstwa, bujdy, banialuki!
      Dosyć rozsądku! Wiwat trans wariata!
      Życie jest wszystkim! Nie ma żadnej sztuki!

      Dosyć bezpłciowych, literackich stylów,
      Form, psychologii, manier, problematów!
      Dzisiaj pegazem: czwórka krokodylów,
      Gryząca w pyskach swych orzechy światów!

      Dziś gra się słońcem football-match ogromny!
      Bóg strzela gole - po ludzku, wspaniale!
      Dziś skok na ziemię z nieba karkołomny,
      Cesarskie cięcie i salto mortale!

      Dalej, Kolumbie! Odkrywaj Europę!
      Jest trzeci między dwoma biegunami!
      Świat się zamienił w kolosalną szopę
      I wszystko chodzi do góry nogami!

      Literatura kona w dzikich krzykach,
      A tłum się śmieje, śmieje do rozpuku!
      Kpy jakieś tango tańczą na pomnikach
      I wieszczom wrzeszczą: tere-fere kuku!

      Pereł już nie chcą jeść wybredne świnie,
      "Hop!" krzyczy smarkacz, nim zrobi dwa kroki,
      Miód z ptasim mlekiem w wodociągach płynie
      I jeden ogon mają wszystkie sroki!

      Szlag trafił wreszcie raz strachy na Lachy,
      Jak trawa rośnie - słychać w całym mieście,
      Ziarnkami grają ślepe kury w szachy
      I Meksyk leży sobie w Budapeszcie!

      Na dłoni rosną włosy, brwi i rzęsy,
      Święci tureccy chodzą stale w fraku,
      Przedziwnie mądre są wszystkie nonsensy
      I ludzie rodzą się dziś w szapoklaku!

      Łącz się, hołoto! Hurmą do szeregu!
      Pod słońcem błyska twoja ciemna gwiazda!
      Bij, zabij! Razem pierwsi lepsi z brzegu!
      Wal krokodyla! Pegaz rusza! Jazda!


      Kazimierz Wierzyński
    • patience Wielka scena 09.05.05, 04:08
      Równi i najrówniejsi na wielkiej scenie,
      Wszyscy szczęśliwi, rekursu nie ma,
      Wieczyste prawo ustanowione,
      Odkryty ruch rotacyjny historii,
      Jeśli są błędy, będzie poprawa,
      Tylko zaczekać na nowy plan,
      Bo nie ma wsypy na wielkiej scenie,
      Reżyseruje wieczyste prawo,
      Czasem się tylko aktor zaleje,
      Jakiś statysta nie dorósł do roli,
      Wraca do domu nocą po błocie,
      W knajpie się brata z obywatelem,
      Prowadzą się chwiejnie po chlapawicy,
      Cholerny klimat, wszystko się zmieni,
      Po zimie wiosna, obywatelu,
      Po wiośnie lato, towarzyszu aktorze,
      Plan rotacyjny, tylko zaczekać,
      Wszyscy szczęśliwi i w nowych rolach,
      Każdy się swego jeszcze dobije,
      Tylko cichutko, w jakimś kąciku,
      Może w tej knajpie, tam jakoś cieplej,
      Jeszcze jednego pod naszą nadzieję,
      Pod wielki dzwon nasz, klimat nie klimat,
      Wieczyste prawo, więc tylko zaczekać,
      Cierpliwie, spokojnie zaczekać
      Na wielką scenę,
      Na przyjście Godota.


      Kazimierz Wierzyński
    • patience W imię Ojca 09.05.05, 04:11
      Daremnie stąd chcesz uciec i troski odpędzasz,
      Wiecznie będziesz tu wracał, śmieszny polski nędzarz.

      Do klęsk, do krwi. do grobu, co trawą już zarósł.
      Do walki i do krzywdy, domokrążny wiarus.

      Do miast, do wsi spalonych, do gruzów i ruder.
      Gdzie jak pies się wałęsa twój smutek - maruder.

      Do pieśni, że już idą, biją w tarabany,
      Do ziemi i miłości w kraju zakazanej.

      Do snów, do drzew i ptaków, do mgieł na pastwisku -
      Nie podołasz swej trosce, już jesteś w tym spisku.

      W tym wolnym zgromadzeniu, w tym bractwie i kole,
      W religii bierzmowany rozpaczą na czole.

      Zrywający się nocą na głos powołania
      Szerzyć wiarę wśród pogan twojego wyznania.

      Gotów iść tchu ostatkiem, dopóki nie skonasz,
      Domokrążny po świata pustyni misjonarz.

      W przymusie dobrowolnym, co nie zna zwątpienia.
      Bo prawda jest nad klęską i nic jej nie zmienia.

      W swej racji samowiednej, w natchnieniu wytrwałym,
      Bo słowo wyszło z prawdy i stało się ciałem.

      I stanie się wolnością, i Bóg jej wysłucha
      W imię Ojca i Syna, i polskiego ducha.


      Kazimierz Wierzyński
    • krzys52 Re: Moralitet o praworzadnosci 09.05.05, 04:14
      moze bylby napisany przez tegoz Wierzynskiego, zaraz po przeczytaniu mojego
      watku, o tym, co nie wolno przed i po slubie.
      Toz, Patience, to noz sam otwiera sie w kieszeni. A to tylko historia jedna z
      wielu codziennych.
      .
      Pozdrawiam
      K.
    • patience Poprawka historyczna 09.05.05, 04:20
      Ojczyzna to nie jest węch,
      Popraw się, stary mój kompanie,
      Nie starczy ci pięciu, dziesięciu zmysłów,
      By ją wywąchać,
      To dobre dla kotów, które co noc
      Trafiają bezbłędnie do swoich koszów,
      Aby zwinąć się w kłębek i spać.

      Ojczyzna to jest pamięć podskórna,
      Bezsenny nerw,
      Pokutnik nocny bardzo świadomy,
      Czego chce tutaj i po co się włóczy
      Po myślach, po widmach, po setkach lat,
      I nawet koty z wygrzanej słomy
      Wypędza, nie daje im spać.


      Kazimierz Wierzyński
    • krzys52 No to teraz oberwie Ci sie od Ady bo Ada zna lepsz 09.05.05, 04:43
      lepszych poetow. surprised))
      • patience Re: No to teraz oberwie Ci sie od Ady bo Ada zna 09.05.05, 04:46
        Jasne, najlepsza jest ona osobiscie.wink
    • patience Na proces moskiewski 09.05.05, 04:46
      Oskarżajcie nas wszystkich, nie tylko szesnastu,
      Sądźcie poległych w grobie, to też winowajcy,
      Sądźcie szkielet, co z wojny pozostał się miastu,
      Gdy wyście jeszcze z diabłem kumali się, zdrajcy.

      Oskarżcie także wolność, nic znane wam słowo,
      Ten odwieczny zabobon, co zawsze nas dzieli,
      Cały kraj polski weźcie, zamknijcie go w celi
      I wprowadźcie pod sztykiem na salę sądową.

      I choć wyrok spiszecie w ciemnicach swych na dnie
      By w kremlińskiej go potem ujawnić asyście,
      Jeszcze ten, kto jest wolny, bez trudu odgadnie,
      Że zbrodniarzem w tej sali nic my, ale wyście.

      My przyjmiemy wasz werdykt. Nie zdoła was zawieść
      Polska pamięć i długie pokoleń wspomnienia,
      Bo cokolwiek się stanie, jak świat się pozmienia,
      Niezmienna wasza przemoc i gwałt i nienawiść.

      Lecz kto wolny, a myśli, że z oczu odpędzi
      Upiora waszych jaskiń, bagienny wasz opar,
      Błądzi, bo moskiewskiego świat uląkł się sędzi,
      Wolnych w walce opuścił, ciemięzcę ich poparł.

      I osądził się hańbą i skazał sam siebie,
      Uciekłszy od rozumu, szaleńczy trybunał,
      I z diabłem się na polskich mogiłach pokumał
      I potępiony będzie na ziemi i niebie.

      Kazimierz Wierzyński

      -------

      dokładnie w tym samym czasie, gdy odbywał się „proces” przywódców Polskiego
      Państwa Podziemnego (18-21 czerwca 1945), Stalin prowadził rozmowy z grupą
      Stanisława Mikołajczyka na temat przyszłego rządu „jedności narodowej”. Ta
      zbieżność była zaplanowana jako spektakl dla światowej opinii publicznej i jako
      sposób na upokorzenie Polaków, na odebranie im nadziei na niepodległość.

      Z zyczeniami dla imprezantow w Moskwie.
    • patience KAZIMIERZ WIERZYŃSKI 09.05.05, 04:49

      Poeta, prozaik, eseista. Urodził się 27 sierpnia 1894 w Drohobyczu jako
      Wirstlein (w 1912 cała rodzina wystąpiła o zmianę nazwiska na Wierzyński), zmarł
      13 lutego 1969 w Londynie.

      W 1912 ukończył liceum klasyczne w Stryju, studiował filozofię, literaturę i
      historię na uniwersytetach w Krakowie i Wiedniu, a po wojnie krótko we Lwowie.
      Debiutował w 1913 wierszem HEJ, KIEDYŻ, KIEDYŻ! w drohobyckiej jednodniówce
      "1863". W czasach szkolnych i studenckich brał udział w ruchu
      niepodległościowym, m.in. w Drużynach Sokolich, po wybuchu I wojny światowej
      wstąpił ochotniczo do Legionu Wschodniego, po jego rozwiązaniu został wcielony
      do armii austriackiej. Od 1915 do 1918 przebywał w niewoli rosyjskiej w obozie
      jenieckim w Riazaniu. Po ucieczce stamtąd brał udział w konspiracyjnej
      działalności POW w Kijowie, skąd przedostał się do Warszawy (jesień 1918) i
      zaczął brać udział w stołecznym życiu literackim. Współpracował z pismem "Pro
      Arte et Studio", brał udział w wystąpieniach kabaretu Pod Picadorem, był jednym
      z współtwórców grupy poetyckiej "Skamander", wydał debiutancki tomik poetycki
      WIOSNA I WINO (1919). W czasie wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921 był oficerem
      do spraw propagandy w Biurze Prasowym Naczelnego Dowództwa (1920), redagował
      Bibliotekę Żołnierza Polskiego oraz czasopisma "Ukraińskie Słowo" i "Dziennik
      Kijowski".

      Po wojnie wrócił do Warszawy, gdzie mieszkał przez cały okres międzywojenny. Był
      stałym współpracownikiem miesięcznika "Skamander", "Wiadomości Literackich" (od
      1924), recenzentem literackim i teatralnym "Gazety Polskiej" (od 1930),
      redagował tygodnik "Kultura" (1931-1932), a także "Przegląd Sportowy"
      (1926-1931). W 1928 otrzymał złoty medal w konkursie literackim IX Olimpiady, w
      1935 Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury, w 1936 Państwową Nagrodę
      Literacką. W 1938 został powołany na członka PAL. Po wybuchu wojny został
      ewakuowany wraz z zespołem "Gazety Polskiej" do Lwowa, następnie przez Francję,
      Portugalię i Brazylię do Stanów Zjednoczonych (1941). Był tam założycielem
      komitetu redakcyjnego "Tygodnika Polskiego", współpracował z londyńskimi
      "Wiadomościami" Mieczysława Grydzewskiego (1945-1957). Publikował w
      wydawnictwach londyńskich i paryskim Instytucie Literackim (Biblioteka
      "Kultury"), współpracował z Radiem Wolna Europa. W 1964 przeniósł się do Europy,
      osiadając początkowo w Rzymie, później w Londynie, gdzie zmarł. W 1978 jego
      prochy przeniesiono do kraju.

      Twórczość międzywojenna Wierzyńskiego rozpoczyna się tomami WIOSNA I WINO (1919)
      oraz WRÓBLE NA DACHU (1921), przynosząc nieznaną wcześniej poezji polskiej dawkę
      radości życia o ogromnym nasileniu, co przy tradycyjnie poważnej i koturnowej
      polskiej liryce było istotną nowością. Podmiot liryczny, występujący jako młody
      człowiek żyjący wśród konkretnych realiów współczesnej miejskiej cywilizacji
      obnosi po ulicach swoją radość życia, programowo niefrasobliwy i zbuntowany
      przeciw rygorom, powadze i nudnej pryncypialności zastanego świata.

      Wszystko to zmienia się począwszy od tomu WIELKA NIEDŹWIEDZICA (1923). Poezja
      Wierzyńskiego traci radość, euforyczny nastrój przygasa, przechodzi w pogłębioną
      refleksję nad złożoną naturą życia i świata (m.in. włącza on do tego tomu
      wiersze wojenne z lat 1914-1918). Zjawiskiem odrębnym w jego twórczości jest w
      sposób mistrzowski nawiązujący wersyfikacją i tematyką do antyku tom LAUR
      OLIMPIJSKI (1927), który zawiera portrety sportowców w akcji. Tendencja
      reportażowa i realizm obserwacji łączy się w nim harmonijnie ze skłonnością do
      patosu i hiperboli, z pochwałą sportu i jego wartości moralnych, a nawet z
      hymnem na cześć przekraczającego wyznaczone sobie granice człowieczeństwa.

      Kolejny tom, PIEŚNI FANATYCZNE (1929), przynosi ekspresjonistyczną, czy nawet
      preturpistyczną wizję miejskiej nędzy, wzorowaną na mechanizmach snu, zbliżoną w
      pewnym stopniu do onirycznych wizji Schulza, być może nawet zapowiadająca poezje
      miejskiego wyobcowania autorstwa Białoszewskiego.

      Tom WOLNOŚĆ TRAGICZNA (1936) to zamknięty wierszami epitafijnymi życiorys
      Piłsudskiego, kreujący i czerpiący z istniejącego w dwudziestoleciu mitu tej
      postaci, legendy o wielkim samotniku, przywódcy, który przerasta własny naród i
      bezskutecznie próbuje pchnąć go na drogi wielkości. Ostatni z przedwojennych
      tomów Wierzyńskiego, KURHANY (1938), napisany jest w patetycznej retoryce,
      13-zgłoskowcem, opisuje bohaterów (głównie XIX-wiecznych) narodowej mitologii -
      kontynuacją i zamknięciem tego nurtu w poezji Wierzyńskiego jest napisana w
      końcu sierpnia 1939 WSTĄŻKA Z WARSZAWIANKI, synteza polskiej mitologii, w której
      znowu główną rolę odgrywa Piłsudski, a która zakończona jest pointą "Coś jak
      grecka tragedia, coś jak wieś spokojna".

      W okresie wojennym Wierzyński pisze dużo (wydaje pięć tomów), stając się bardem
      walczącej Polski, towarzysząc żołnierzowi polskiemu w jego walce o prawo do
      ojczyzny i ocalenie wartości europejskiego humanizmu. Zmagania te przedstawione
      są jako tragiczne, pełne zwodów i rozczarowań, o czym świadczyć mogą także
      symboliczne tytuły tomów - ZIEMIA-WILCZYCA, czy KRZYŻE I MIECZE.

      W okresie powojennym Wierzyński przeżywa kryzys psychiczny, związany m.in. z
      utratą podczas wojny prawie całej rodziny, co przekłada się również na kryzys
      twórczy. Wychodzi z niego, pisząc książkę o Chopinie (ŻYCIE CHOPINA), a od
      początku lat pięćdziesiątych wydaje kolejne tomy wierszy, stanowiące nowy
      rozdział w dziejach jego liryki. Zmienił warsztat poetycki, odrzucił klasyczne
      rygory i retoryczne wysłowienie, nadał swoim wierszom formę intymnej rozmowy,
      wykorzystując poetykę humoru, ironię i autoironię. Wyraził w nich stoicką
      afirmację istnienia, poczucie więzi z ojczystą mową i ziemią, a także wyraził
      tragizm wygnańczego losu oraz porażenie okrucieństwem powojennego świata.

      Osobne miejsce w powojennej poezji Wierzyńskiego zajmuje pamfletowy i
      publicystyczny CZARNY POLONEZ (1968), przez niektórych badaczy ceniony dosyć
      nisko, przez innych (jak Michał Głowiński) stawiany obok POEMATU DLA DOROSŁYCH
      Adama Ważyka.

      Oprócz poezji opublikował także dwa tomy opowiadań o tematyce wojennej (GRANICE
      ŚWIATA - 1933 i POBOJOWISKO - 1944), wybór recenzji i felietonów teatralnych W
      GARDEROBIE DUCHÓW (1938), książkę o Ameryce MOJA PRYWATNA AMERYKA (1966), a
      także zbiór esejów o charakterze wspomnieniowym CYGAŃSKIM WOZEM. MIASTA, LUDZIE,
      KSIĄŻKI (1966).
      • drf Pójdę po rozum do głowy... 16.05.05, 00:42
        Po rozum do głowy

        Pójdę po rozum do głowy
        Coraz dalej, coraz głębiej w las,
        Między myśli trwałe jak drzewa,
        Dogłębne, dorzeczne,
        Arcylogiczne, nie do zbicia,
        Myśli z dna, z granicy życia
        I ostateczne.

        I tam już wszystko porozstrzygam,
        Poskładam razem i stanowczo,
        Tutaj radości, tu rozpacze,
        I z trzodą się pomieszam owczą
        I odtąd mnie popędzą z tłumem,
        I śmiać się będą, gdy zapłaczę
        Nad moim światem, nad miłością,
        Nad utraconym bezrozumem.


        Kazimierz Wierzyński
        • marianna.rokita Re: Pójdę po rozum do głowy... 16.05.05, 00:46
          O rany smile Kir cytowal Wierzynskiego ostatanio smile)))))))))))
          Czekaj poszukamsmile ( Jak mam sad(((((((((((( )
          • gini Re: Felga, felga 16.05.05, 00:58
            • Moralitet o korycie - patience 09.05.2005 01:58
            • Moralitet o czystej grze - patience 09.05.2005 03:19
            • Manifest szalony - patience 09.05.2005 03:23
            • Wielka scena - patience 09.05.2005 04:08
            • W imię Ojca - patience 09.05.2005 04:11
            • Re: Moralitet o praworzadnosci - krzys52 09.05.2005 04:14
            • Poprawka historyczna - patience 09.05.2005 04:20
            • No to teraz oberwie Ci sie od Ady bo Ada zna lepsz - krzys52 09.05.2005
            04:43
            • Na proces moskiewski - patience 09.05.2005 04:46
            • Re: No to teraz oberwie Ci sie od Ady bo Ada zna - patience 09.05.2005 04:46
            • KAZIMIERZ WIERZYŃSKI - patience 09.05.2005 04:49
            • Pójdę po rozum do głowy... - drf 16.05.2005 00:42
            • Re: Pójdę po rozum do głowy... - marianna.rokita 16.05.2005 00:46


            Hela zalozylas wontka w porzadku, tyle, ze piszesz w nim praktycznie sama.
            O to ci chodzilo?







            --------------------------------------------------------------------------------

            Copyright
            • marianna.rokita Gienka : 16.05.05, 01:00
              "Felga" - przybliza tworczosc i dobrze czyni. Panimajesz ?
              Masz swojego Brela.
              • marianna.rokita Co ja moge wam dac?Slysze czas? 16.05.05, 01:08
                Co ja moge wam dac?

                Co ja mogę wam dać,
                Kromkę księżyca?
                Tym sie nikt nie nakarmi,
                To tylko zachwyca.

                Ale taki mój chleb
                I nim ja się żywię,
                Tyle że gęsty i zaczyniony
                W złoto zielonej oliwie.

                Tyle że nocą blask
                Sieje się z góry nasenny,
                Upajający, półmroczny
                Bukiet wysokopienny.

                Tyle że kiedy wiatr
                Za wiosennym pogoni nowiem
                Lecę pod nieskończoność,
                Po co, nie powiem.

                Tyle że kiedy sen
                Za pełnią zimową się toczy,
                Wypływam na śnieżną wieczność,
                Na wszystko zamykam oczy.

                Więc, jeśli ktoś z was chce,
                Niech leci ze mną,
                Tylko uprzedzam, tam bywa chmurnie
                A czasem samotnie i ciemno.

                Oto wszystko co wam mogę dać,
                Kromkę księżyca.
                Tym sie nikt nie nakarmi,
                Ale jak to zachwyca.

                Slysze czas
                Tylko w nocy słyszę czas,
                Pytam dokąd mnie goni
                Przez tyle świata, tyle miast,
                Ciągle zmieniam adresy,
                Gubię zapiski i rękopisy,
                Nie wiem gdzie mieszkam
                I nie wiem jak długo,
                Bo to wszystko tymczasem,
                Wszystko w międzyczasie,
                W tym bękarcim słowie,
                Ale jakże mądrym
                I jak okrutnym,
                W międzyczasie od początku,
                W międzyczasie do końca,
                I tyle jest mego słowa
                A poza nim
                Już prawdziwy czas

                Słyszę go w nocy,
                Patrzę w ciemność i widzę
                Jak mijam w nawiasie,
                Od urodzenia do śmierci,
                Pod każdym adresem,
                W każdym mieszkaniu,
                W ogromnym świecie,
                Śród pogubionych zapisków
                I trwożnych słów
                Mego międzyistnienia.

                Na próżno go pytam,
                On mnie nie goni,
                Czeka spokojnie,
                Nic mi nie powie
                I jeśli co słyszę
                To tylko szum w uszach
                Pusty szum.

                Jest to czas w który nie mogę wkroczyć,
                Któremu nie mogę się sprzeciwić,
                Do którego nie należę
                A który jest wszystkim.
              • gini Re:Manka 16.05.05, 01:12
                marianna.rokita napisała:

                > "Felga" - przybliza tworczosc i dobrze czyni. Panimajesz ?
                > Masz swojego Brela.

                Ja nie jestem gienka o tym wiedza wszyscy , ciesz sie , ze mam dobry humor
                dzisiaj, a Felga niech sie cieszy, ze w ogole wpadam i ciagne watki.
                Chamy w telewizorze pokazuja plaze i slonce a u mnie zimno jak cholera jasna!!!
                • marianna.rokita Re:Manka 16.05.05, 01:15
                  Rozwal telewizor!
                  W razmach rownie dobrego humoru ciesze sie,ze ci d....zmarznie smile)))))))(uwazaj
                  na zapalenia pecherza)

                  Mysle,ze na twoj widok Gienka, Patience tupie z radosci smile
                  • marianna.rokita teraz adieu z tego watku :) nie rozwalamy n/t 16.05.05, 01:18

                    • pijatyka Re: tego watku nie rozwalamy 28.07.25, 16:28


                      Absolutnie wink


      • pijatyka Re: Kazimierz Wierzyński 02.05.25, 21:25


        Michał Anioł malował leżąco
        Przywiązany na deskach do stropu
        Gdy zatrzęsło freskami, ścianami
        I kaplicą i całą Europą.

        Spojrzał w dół, w ludzi tłum, jak się roi
        Toczy wojny, wyrzyna się, brata,
        I odkrzyknął im z góry:
        "Spokojnie.
        Bo przerwę.
        Przerwę Stworzenie Świata"



    • boomerang Re: Moralitet o korycie 03.05.25, 07:56
      Czy to ta Marianna Rokita rekordzistka?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka