Dodaj do ulubionych

"Czy sejm może wystawić prawo jazdy?"

IP: *.kki.krakow.pl 10.07.02, 14:21

Było na forum Kraj - bez wielkiego sukcesu. Niektórzy przeczytali i zachęcali
do przestawienia na inne fora. Proszę bardzo. Miłej lektury.

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_020708/prawo/prawo_a_3.html
Obserwuj wątek
    • jacek#jw Re: 10.07.02, 14:42
      Gość portalu: smk napisał(a):

      >
      > Było na forum Kraj - bez wielkiego sukcesu. Niektórzy przeczytali i zachęcali
      > do przestawienia na inne fora. Proszę bardzo. Miłej lektury.
      >
      > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_020708/prawo/prawo_a_3.html


      Kiedy sądowi wyjdzie coś nie tak, ludzie zwracają się do sądu.
      Kiedy mleczarzowi powinie się noga, ludzie zwracają się do sądu.
      Kiedy komuś coś się wydaje, idzie do sądu.
      Żaden rozsądny człowiek nie pójdzie do sejmu, chyba, że ma "dojścia".

      Szczerze mówiąc, wygląda to na narzekanie na swój nieszczęśliwy los.
      Pozdr / Jacek
      • Gość: smk Re: IP: *.kki.krakow.pl 10.07.02, 14:49
        jacek#jw napisał:

        > Gość portalu: smk napisał(a):
        >
        > >
        > > Było na forum Kraj - bez wielkiego sukcesu. Niektórzy przeczytali i zachęc
        > ali
        > > do przestawienia na inne fora. Proszę bardzo. Miłej lektury.
        > >
        > > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_020708/prawo/prawo_a_3.html
        >
        >
        > Kiedy sądowi wyjdzie coś nie tak, ludzie zwracają się do sądu.
        > Kiedy mleczarzowi powinie się noga, ludzie zwracają się do sądu.
        > Kiedy komuś coś się wydaje, idzie do sądu.
        > Żaden rozsądny człowiek nie pójdzie do sejmu, chyba, że ma "dojścia".
        >
        > Szczerze mówiąc, wygląda to na narzekanie na swój nieszczęśliwy los.
        > Pozdr / Jacek

        Szczerze mówiąc, ja tam nie widziałem narzekania, tylko podejście z pewną
        rozsądną dozą humoru do zjawiska, które nie jest przecież problemem wyłącznie
        sądów.

        Pozdrawiam
        smk
        • jacek#jw Re: 10.07.02, 15:15
          Gość portalu: smk napisał(a):

          > Szczerze mówiąc, ja tam nie widziałem narzekania, tylko podejście z pewną
          > rozsądną dozą humoru do zjawiska, które nie jest przecież problemem wyłącznie
          > sądów.
          >
          > Pozdrawiam
          > smk


          No to zgoda. Rzeczywiście jest tam opis zjawiska występującego w wielu
          dziedzinach życia. Tylko jak do tego podejść? Można wyśmiewać oczywiście tyle, że
          nie zawsze jest to skuteczne, a i pomyłki też się zdarzają.

          Pozdr / Jacek
      • mn7 Re: 10.07.02, 15:03
        jacek#jw napisał:

        > Kiedy sądowi wyjdzie coś nie tak, ludzie zwracają się do sądu.

        Owszem nazwya się to środek zaskarżenia.

        > Kiedy mleczarzowi powinie się noga, ludzie zwracają się do sądu.

        Od razu do Sądu Najwyższego i to osobiście do prezesa? Co on ma z tym zrobić -
        Twoim zdaniem? Zatelefonowac do tej spółdzielni i powiedzieć: "Wicie,
        rozumicie..."?

        > Kiedy komuś coś się wydaje, idzie do sądu.

        Ale chyba do rejonowego a nie pisze do prezesa SN, Biura Skarg KC (są ciągle
        takie listy) do Rzecznika Praw Obywatelskich (a jakże) i do wszystkich świętych.

        > Żaden rozsądny człowiek nie pójdzie do sejmu, chyba, że ma "dojścia".

        Łudzisz się, że brak świrów przychodzących do sejmu i żądających np. żeby ich
        wpuścić na 5 minut na mównice a potem strasznie oburzonych odmową?

        > Szczerze mówiąc, wygląda to na narzekanie na swój nieszczęśliwy los.

        Czyli uważasz, że pełniąc określoną funkcję publiczną trzeba tony takiej
        korespondencji "wliczać w koszty"? No coś w tym jest, w sumie też tak uważam, co
        jednak nie zmienia faktu, że lekki felieton na ten temat wolno Gardockiemu
        napisać. A mania wysyłania kilkudziesięciu kopii jakiegoś bełkotu do
        najróżniejszych adresatów jest niestety szeroko rozpowszechniona i podobno jest
        to specyficznie polski problem (jeśli chodzi o skalę zjawiska, bo gdzie indziej
        też pewnie tacy korespondenci się zdarzają).


        • hania_76 Re: 10.07.02, 15:14
          mn7 napisała:

          > Czyli uważasz, że pełniąc określoną funkcję publiczną trzeba tony takiej
          > korespondencji "wliczać w koszty"? No coś w tym jest, w sumie też tak uważam, c
          > o
          > jednak nie zmienia faktu, że lekki felieton na ten temat wolno Gardockiemu
          > napisać. A mania wysyłania kilkudziesięciu kopii jakiegoś bełkotu do
          > najróżniejszych adresatów jest niestety szeroko rozpowszechniona i podobno jest
          >
          > to specyficznie polski problem (jeśli chodzi o skalę zjawiska, bo gdzie indziej
          >
          > też pewnie tacy korespondenci się zdarzają).
          >
          >
          Nazywa sie to "pieniactwo sadowe" i w swietle orzecznictwa SN nie stanowi
          podstawy do ubezwlasnowolnienia. Nawet czesciowego.
          Cos mi sie wydaje, ze ten watek, podobnie jak na forum Kraj, nie zrobi furory.
          Czyzby zamiast lektury lekkich i kulturalnych felietonow, forumowicze woleli
          ciezkie pyskowki?
          • mn7 Re: 10.07.02, 15:33
            hania_76 napisała:

            > mn7 napisała:
            >
            > > Czyli uważasz, że pełniąc określoną funkcję publiczną trzeba tony takiej
            > > korespondencji "wliczać w koszty"? No coś w tym jest, w sumie też tak uważ
            > am, c
            > > o
            > > jednak nie zmienia faktu, że lekki felieton na ten temat wolno Gardockiemu
            >
            > > napisać. A mania wysyłania kilkudziesięciu kopii jakiegoś bełkotu do
            > > najróżniejszych adresatów jest niestety szeroko rozpowszechniona i podobno
            > jest
            > >
            > > to specyficznie polski problem (jeśli chodzi o skalę zjawiska, bo gdzie in
            > dziej
            > >
            > > też pewnie tacy korespondenci się zdarzają).
            > >
            > >
            > Nazywa sie to "pieniactwo sadowe" i w swietle orzecznictwa SN nie stanowi
            > podstawy do ubezwlasnowolnienia. Nawet czesciowego.

            Nie zawsze. Pomiędzy korzystaniem ze swoich praw a kwerulanctwem jest jeszcze
            szeroka szara strefa twórczości, która nie jest aż pieniactwem. Z racji pracy
            zawodowej obserwuję niesamowity wzrost tego typu twórczości w ostatnich latach. Z
            jednej strony to w ogóle dobrze, że ludzie korzystają ze swoich praw i walczą o
            swoje interesy, ale z drugiej srony czasem poziom tej walki (w tym etyczny) jest
            taki, że po prostu nóż się w kieszeni otwiera.
            Nie mówiąc już o tym, że prawo jest jedną z tych sfer, na której "znają się" w
            Polsce wszyscy. Można to zresztą zaobserwowac na tym forum - kompletne brednie
            wypisywane z niebywałą dezynwolturą i oburzenie na innych, że ośmielają się
            tłumaczyć, że coś wygląda inaczej. Przykład z wczoraj i przedwczoraj - r(...) i A
            (...), ale przeciez tez in(...) i jego pojęcie o wolności słowa, roli TK itp.


          • mn7 Re: 10.07.02, 15:48
            hania_76 napisała:

            > mn7 napisała:
            >
            > > Czyli uważasz, że pełniąc określoną funkcję publiczną trzeba tony takiej
            > > korespondencji "wliczać w koszty"? No coś w tym jest, w sumie też tak uważ
            > am, c
            > > o
            > > jednak nie zmienia faktu, że lekki felieton na ten temat wolno Gardockiemu
            >
            > > napisać. A mania wysyłania kilkudziesięciu kopii jakiegoś bełkotu do
            > > najróżniejszych adresatów jest niestety szeroko rozpowszechniona i podobno
            > jest
            > >
            > > to specyficznie polski problem (jeśli chodzi o skalę zjawiska, bo gdzie in
            > dziej
            > >
            > > też pewnie tacy korespondenci się zdarzają).
            > >
            > >
            > Nazywa sie to "pieniactwo sadowe" i w swietle orzecznictwa SN nie stanowi
            > podstawy do ubezwlasnowolnienia. Nawet czesciowego.

            Nie zawsze. Pomiędzy korzystaniem ze swoich praw a kwerulanctwem jest jeszcze
            szeroka szara strefa twórczości, która nie jest aż pieniactwem. Z racji pracy
            zawodowej obserwuję niesamowity wzrost tego typu twórczości w ostatnich latach. Z
            jednej strony to w ogóle dobrze, że ludzie korzystają ze swoich praw i walczą o
            swoje interesy, ale z drugiej srony czasem poziom tej walki (w tym etyczny) jest
            taki, że po prostu nóż się w kieszeni otwiera.
            Nie mówiąc już o tym, że prawo jest jedną z tych sfer, na której "znają się" w
            Polsce wszyscy. Można to zresztą zaobserwowac na tym forum - kompletne brednie
            wypisywane z niebywałą dezynwolturą i oburzenie na innych, że ośmielają się
            tłumaczyć, że coś wygląda inaczej. Przykład z wczoraj i przedwczoraj - r(...) i A
            (...), ale przeciez tez in(...) i jego pojęcie o wolności słowa, roli TK itp.






        • jacek#jw Re: 10.07.02, 15:29
          mn7 napisała:

          > jacek#jw napisał:
          >
          > > Kiedy mleczarzowi powinie się noga, ludzie zwracają się do sądu.
          >
          > Od razu do Sądu Najwyższego i to osobiście do prezesa? Co on ma z tym zrobić -
          > Twoim zdaniem? Zatelefonowac do tej spółdzielni i powiedzieć: "Wicie,
          > rozumicie..."?

          A co w tym złego widzisz? Czy każdy pokrzywdzony musi byc od razu wyposażony w
          taką wiedzę, że doskonale będzie wiedział do kogo się zwrócić? Przecież sędzia to
          również instytucja (nie tylko człowiek), gdzie bez problemu można przekierować
          tego typu sprawy w odpowiednie miejsca. Problem byłby wtedy, gdyby skala tego
          zjawiska była tak duża, że utrudniało to by pracę sądów (w tym tego najwyższego).
          Nic na to nie wskazuje, również wskazany artykuł, który te sprawy traktuje raczej
          jako ciekowostki. Uderz w stół, a nożyce się odezwą?

          >
          > > Kiedy komuś coś się wydaje, idzie do sądu.
          >
          > Ale chyba do rejonowego a nie pisze do prezesa SN, Biura Skarg KC (są ciągle
          > takie listy) do Rzecznika Praw Obywatelskich (a jakże) i do wszystkich świętyc
          > h.

          j.w.
          >
          > > Żaden rozsądny człowiek nie pójdzie do sejmu, chyba, że ma "dojścia".
          >
          > Łudzisz się, że brak świrów przychodzących do sejmu i żądających np. żeby ich
          > wpuścić na 5 minut na mównice a potem strasznie oburzonych odmową?

          Mowa o sejmie, czy o sądach?
          >
          > > Szczerze mówiąc, wygląda to na narzekanie na swój nieszczęśliwy los.
          >
          > Czyli uważasz, że pełniąc określoną funkcję publiczną trzeba tony takiej
          > korespondencji "wliczać w koszty"? No coś w tym jest, w sumie też tak uważam, c
          > o
          > jednak nie zmienia faktu, że lekki felieton na ten temat wolno Gardockiemu
          > napisać.

          Jak najbardziej. Ciekawa jest jednak reakcja obu stron.


          > A mania wysyłania kilkudziesięciu kopii jakiegoś bełkotu do
          > najróżniejszych adresatów jest niestety szeroko rozpowszechniona i podobno jest
          >
          > to specyficznie polski problem (jeśli chodzi o skalę zjawiska, bo gdzie indziej
          >
          > też pewnie tacy korespondenci się zdarzają).

          A czy tylko sądy są adresatami takiej korespondencji?

          >
          >


          Pozdr / Jacek
          • mn7 Re: 10.07.02, 16:00
            jacek#jw napisał:

            > mn7 napisała:
            >
            > > jacek#jw napisał:
            > >

            > A co w tym złego widzisz? Czy każdy pokrzywdzony musi byc od razu wyposażony w
            > taką wiedzę, że doskonale będzie wiedział do kogo się zwrócić? Przecież sędzia
            > to
            > również instytucja (nie tylko człowiek), gdzie bez problemu można przekierować
            > tego typu sprawy w odpowiednie miejsca. Problem byłby wtedy, gdyby skala tego
            > zjawiska była tak duża, że utrudniało to by pracę sądów (w tym tego najwyższego
            > ).
            > Nic na to nie wskazuje, również wskazany artykuł, który te sprawy traktuje racz
            > ej
            > jako ciekowostki. Uderz w stół, a nożyce się odezwą?
            >
            Nie obraź się, ale wygląda na to,że w ogóle nie zrozumiałeś o co chodzi. Wydaje
            mi się, że chodzi o to, iż w Polsce problemem jest totalny brak zrozumienia, że
            określone ograny państwowe mają określone kompetencje. O tyle, o ile jakieś
            organy mają kompetencje zbliżone lub nawet zazębiające się, zjawisko pisania
            bzdurnych pism można rozumieć. Ale w sytuacji gdy ktoś pisze o swojej sprawie
            (często zresztą istniejącej wyłącznie w jego wyobraźni) do wszelkich możliwych
            adresatów, którzy w oczywisty sposób nie są kompetentnymni adresatami, to
            zjawisko jest na pewno niekorzystne.

            Gardocki zwrócił uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, która nam tu umyka - w
            sprawach cywilnych zazwyczaj jedna ze stron sporu jest niezadowolona. Spraw są
            setki tysięcy. Znaczna częśc spośród niezadowolonych nie może pojąć, że nie mieli
            racji w sporze, albo że im się coś nie należało. Najprostszym wyjaśnieniem -
            korupcja. Nie twierdzę że w Polsce korupcji nie ma - oczywiście jest i niestety
            niemała, ale ta postawa "sprawiedliwie jest wtedy gdy wyjdzie na moje" sprawai,
            że statystyki oparte o metodę surveyową w tej mierze ulegają absurdalnemu
            zawyżeniu.

            > > Łudzisz się, że brak świrów przychodzących do sejmu i żądających np. żeby
            > ich
            > > wpuścić na 5 minut na mównice a potem strasznie oburzonych odmową?
            >
            > Mowa o sejmie, czy o sądach?

            O sejmie. Nota bene to Ty zapytałeś o sejm, który ze sprawą ma luźny związek -
            tzn. taki, ze był w tytule felietonu.

            > Jak najbardziej. Ciekawa jest jednak reakcja obu stron.

            Jakich stron?

            > A czy tylko sądy są adresatami takiej korespondencji?
            >
            Oczywiście że nie i dokładnie o to chodzi!
            Zresztą w felietonie nie było w ogóle mowy o sądach, tylko o konkretnym wysokim
            urzędniku państwowym.

            • jacek#jw Re: 10.07.02, 16:55
              mn7 napisała:

              > Nie obraź się, ale wygląda na to,że w ogóle nie zrozumiałeś o co chodzi. Wydaje
              >
              > mi się, że chodzi o to, iż w Polsce problemem jest totalny brak zrozumienia, że
              >
              > określone ograny państwowe mają określone kompetencje.

              Nie obrażam się, możesz pisać o wiele gorsze rzeczy, inaczej byłoby to coś na
              kształt pieniactwa. Wydaje się jednak, że w Polsce ludzie wiedzą, która
              instytucja jest od czego. Owszem zdarzają się i tacy co swoje pretensje zgłaszają
              nie tam gdzie trzeba, ale jest ich raczej niewielu. Pewnie uciążliwość takiego
              postępowania sprawia takie wrażenie.

              > O tyle, o ile jakieś
              > organy mają kompetencje zbliżone lub nawet zazębiające się, zjawisko pisania
              > bzdurnych pism można rozumieć. Ale w sytuacji gdy ktoś pisze o swojej sprawie
              > (często zresztą istniejącej wyłącznie w jego wyobraźni) do wszelkich możliwych
              > adresatów, którzy w oczywisty sposób nie są kompetentnymni adresatami, to
              > zjawisko jest na pewno niekorzystne.

              Jest niekorzystne, ale z mojego punktu widzenia nie powinno ono mieć wpływu na
              działanie sądu.

              >
              > Gardocki zwrócił uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, która nam tu umyka - w
              > sprawach cywilnych zazwyczaj jedna ze stron sporu jest niezadowolona. Spraw są
              > setki tysięcy. Znaczna częśc spośród niezadowolonych nie może pojąć, że nie mie
              > li
              > racji w sporze, albo że im się coś nie należało. Najprostszym wyjaśnieniem -
              > korupcja. Nie twierdzę że w Polsce korupcji nie ma - oczywiście jest i niestety
              >
              > niemała, ale ta postawa "sprawiedliwie jest wtedy gdy wyjdzie na moje" sprawai,
              >
              > że statystyki oparte o metodę surveyową w tej mierze ulegają absurdalnemu
              > zawyżeniu.

              No dobrze, ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że konstrukcja
              prawna umożliwia odwołania i ludzie w przekonaniu swojej subiektywnej racji będa
              z tego korzystać. Duża jest ta znaczna część?

              >
              > > > Łudzisz się, że brak świrów przychodzących do sejmu i żądających np.
              > żeby
              > > ich
              > > > wpuścić na 5 minut na mównice a potem strasznie oburzonych odmową?
              > >
              > > Mowa o sejmie, czy o sądach?
              >
              > O sejmie. Nota bene to Ty zapytałeś o sejm, który ze sprawą ma luźny związek -
              > tzn. taki, ze był w tytule felietonu.

              Konteks był taki, że swir pójdzie wszędzie, nawet do sejmu, zaś rozsądny człowiek
              wie do jakiej instytucji się zgłosić. Jeżeli ode mnie wymagasz zrozumienia,
              spróbuj sam zrozumieć.

              >
              > > Jak najbardziej. Ciekawa jest jednak reakcja obu stron.
              >
              > Jakich stron?

              Sądów i ludzi w nich pracujących z jednej strony i ludzi korzystających z tych
              sądów z drugiej. Tak dla wiadomości Twojej w ostatnim czasie miałem do czynienia
              z sądem w sprawie ściągania długów pracowniczych po bankructwie i oszustwach
              pracodawcy, w sprawach zapisów w księgach wieczystych oraz w sprawie ustalania
              własności w postępowaniu spadkowym przy sfałszowaniu podpisu jednego ze
              spadkobierców i wywiezieniu części majątku za granicę. Łatwo nie było.

              >
              > > A czy tylko sądy są adresatami takiej korespondencji?
              > >
              > Oczywiście że nie i dokładnie o to chodzi!
              > Zresztą w felietonie nie było w ogóle mowy o sądach, tylko o konkretnym wysokim
              >
              > urzędniku państwowym.

              Owszem, ale ja pozwoliłem sobie rozszerzyć nieco temat. I przypadek sprawił, że
              forum zadziałało niemal jak sądy. Wysłałeś list, nie byłeś pewien co się z nim
              stało, wysłałeś ponownie. Podobnie było z opisem roszczeń pracowniczych, z tym,
              że pismo było wysyłane trzy razy.

              >
              Pozdr / Jacek
              • mn7 Re: 10.07.02, 16:59
                jacek#jw napisał:

                > mn7 napisała:
                >
                > > Nie obraź się, ale wygląda na to,że w ogóle nie zrozumiałeś o co chodzi. W
                > ydaje
                > >
                > > mi się, że chodzi o to, iż w Polsce problemem jest totalny brak zrozumieni
                > a, że
                > >
                > > określone ograny państwowe mają określone kompetencje.
                >
                > Nie obrażam się, możesz pisać o wiele gorsze rzeczy, inaczej byłoby to coś na
                > kształt pieniactwa.

                wink

                > Wydaje się jednak, że w Polsce ludzie wiedzą, która
                > instytucja jest od czego. Owszem zdarzają się i tacy co swoje pretensje zgłasza
                > ją
                > nie tam gdzie trzeba, ale jest ich raczej niewielu. Pewnie uciążliwość takiego
                > postępowania sprawia takie wrażenie.

                Oj, nie byłbym takim optymistą.

    • ptwo Re: 11.07.02, 00:58
      Gość portalu: smk napisał(a):

      >
      > Było na forum Kraj - bez wielkiego sukcesu. Niektórzy przeczytali i zachęcali
      > do przestawienia na inne fora. Proszę bardzo. Miłej lektury.
      >
      > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_020708/prawo/prawo_a_3.html
      Na zdrowy rozum Sejm nie może wystawić prawa jazdy, ale do wiatru - na pewno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka