galba
05.08.02, 15:04
Bawiąc nad polskim morzem postanowiłem zajrzeć do Gdańska. Największe
wrażenie podczas tego krótkiego wypadu zrobił na mnie... wagon barowy WARS.
O urokach Gdańska słyszał chyba każdy więc nie będę się tu rozwodził nad tym
dlaczego Złota Brama zachwyca i która ze staromiejskich uliczek jest
najbardziej urokliwa. Pozwolę sobie zatem na krótką opowieść o innym
niezwykle zajmującym zjawisku, którego doświadczyłem podczas wojaży do
nadmotławskiej ekspozytury Hanzy.
Aby dotrzeć do celu swej wyprawy postanowiłem skorzystać z usług Polskich
Kolei Państwowych (PKP). Po przekroczeniu progu PKP-owskiego salonu na
kółkach skierowałem się do "wagonu barowego WARS" - nie wiedziony bynajmniej
chęcią zakosztowania jakichś trunków lecz zupełnie przypadkowo, prowadzony
zapewne na postronku Opatrzności, która postanowiła widocznie dać mi szansę
na przeżycie czegoś, o czym wyłącznie marzyć mogą rodacy wygrzewający się na
Costa del Sol – odbyłem podróż w czasie! Niestety Opatrzność ma to do siebie,
że gdy już coś człowiekowi ześle to niezwykle rzadko jest to to coś na co
czekało się z utęsknieniem. Tak było i tym razem: Wszechmocna Ręka zamiast
przenieść mnie do ukochanego przeze mnie Antyku (lub chociaż przełomu XIX/XX
w.) rzuciła mną w mroki Polski Ludowej. Obietnicą dobrej zabawy a’la "Miś"
czy "Alternatywy 4" była scenografia, wagon urządzono w stylu bodajże
późnogierkowskim (nie będąc specjalistą nie dam głowy czy przypadkiem nie był
to jednak wczesny Jaruzelski): fotele powlekała tkanina cudownie
niepowtarzalnego koloru, którego nazwać nie sposób (można za to go sobie
przyrządzić we własnym zakresie – bierzemy obranego buraka, wdeptujemy go w
ziemię i pozostawiamy na 7 dni) a na szybach ręka bezimiennego artysty
umieściła dyskretny wzorek do złudzenia imitujący kilkuletni brud. Centrum
tego zaj******go (jak mawiają ostatnio w Telewizji) wagoniku stanowił barek
zbity z wielce eleganckiej sklejki (odrzut z eksportu?) gdzieniegdzie
urozmaiconej gustownymi odpryskami.
Tak oto w sposób lekki i przyjemny doszliśmy do miejsca, w którym wspomnieć
należy o najcenniejszym eksponacie tego skansenu – Kobieta Za Ladą (model
1976). Kto pamięta urocze funkcjonariuszki usług dla ludności z filmów śp. S.
Barei, ten może zacząć wyobrażać sobie ową dzierlatkę. Już stojąc w drzwiach
intruz... przepraszam... klient podjąć musi męską decyzję: wejść czy wycofać
się pod naporem spojrzenia z gatunku "a ten tu czego?!". Dalszy przebieg
wizyty w tym sanktuarium socjalizmu zależy od indywidualnych preferencji
zwiedzającego – program kulturalno-oświatowy jest elastyczny by nie rzec
interaktywny, dlatego opisany poniżej ciąg wypadków jest jedynie jednym z
wielu dostępnych scenariuszy.
Towarzysząca mi Osoba okazała się odważniejsza ode mnie i jako pierwsza
stanęła twarzą w twarz z bazyliszkiem zza lady: Proszę małą butelkę
niegazowanej wody, tylko nie z lodówki. Sięgając po wodę Lady of WARS
wycedziła leniwie: Będzie z lodówki bo jest zepsuta i nie mrozi, trzy
pięćdziesiąt (konsumpacja w/w wody dowiodła, że lodówka tak do końca nie była
zepsuta). Sycąc się wodą (Towarzysząca...) i herbatą (ja) zasiedliśmy za
stołem oczekując dalszego ciągu spektaklu, który jak najbardziej nastąpił:
Proszę zamknąć okno! – rzuciła barwoman tonem zaprawionego w bojach KGB-isty.
Ale jest strasznie gorąco – odrzekł zbrodniarz, który śmiał uchylić jedyne
zdatne do otwarcia okno (cóż za drobnomieszczański nawyk! ledwie 35 stopni
Celsjusza a temu zachciewa się chłodnego powietrza!). Nie wolno otwierać! Jak
się nie podoba to sugeruję zmianę lokalu! – Kolejowa Wenus zdusiła opór
błyskotliwą ripostą. A kto pozwolił wziąć tę gazetę?! Proszę ją odłożyć! –
sapnęła gniewnie taż sama Anioł-kobieta gdy jeden z klientów sięgnął po
kolorowe pismo leżące na sąsiednim stoliku. Ale ja myślałem, że wolno
przeczytać – intruz podjął nieudolną próbę obrony. Proszę odłożyć bo to
znaczy, że stolik jest zarezerwowany! Ukradli tabliczkę i teraz leży gazeta! –
nie pozostawiła żadnych wątpliwości Ona i przywołała mnie do porządku srogim
spojrzeniem, które było karą za parsknięcie śmiechem (wywołane myślą, że
najchętniej owa pani rozłożyłaby takie gazety na wszystkich stolikach). Po
chwili do wagonu barowego wkroczyło dwoje młodych, spragnionych wrażeń ludzi.
Postanowili pójść na całość: zasiedli w fotelach nie składając uprzednio
zamówienia... TU NIE MA OBSŁUGI KELNERSKIEJ!!! – WARS Girl ryknęła głosem,
który mimo jej pokaźnej tuszy wprawił słuchaczy w podziw dla możliwości
ludzkiego ciała...
Niestety dalszy bieg wydarzeń spowija mgła tajemnicy – wysiadając z pociągu
bezpowrotnie straciłem możliwość śledzenia przygód wesołego wagonu (wciąż
czuję nieopisany żal gdy pomyślę ile mnie ominęło – jeszcze kilkaset
kilometrów szampańskiej zabawy w wagonie im. Stanisława Anioła). Tak więc nie
dysponując danymi na temat dalszego rozwoju wypadków (czy Helga von Wars
zastosowała środki przymusu fizycznego wobec jakiegoś niezdyscyplinowanego
klienta? a może okazała trochę serca i w drodze wyjątku pozwoliła otworzyć
okno – tego nie dowiem się pewnie nigdy) przejdę od razu do wniosków : do
socjalistycznych wagoników PKP przyczepiony jest jeszcze jeden, jeszcze
bardziej czerwony (wiem – trudno w to uwierzyć). Po torach całej
Rzeczypospolitej hulają wagony należące do WARS S.A. (100 proc. akcji w ręku
państwa), których znakiem firmowym są chamstwo i niestrawne "posiłki" (np.
opis wizualnych walorów bigosu przywodziłby na myśl treść orzeczenia lekarza
sądowego). Po co państwo trzyma w swych rękach 100 proc. udziałów tego
potworka? Dlaczego nie można wagonów restauracyjnych i barowych sprzedać
komuś, kto włoży w to więcej serca? Dlaczego nie można wydzierżawić ich
Wietnamczykom, którzy z takim powodzeniem prowadzą bój o podniebienia
milionów Polaków (w jednym z Gdańskich supermarketów skorzystałem z
wietnamskiej restauracyjki – skośnooki właściciel nieomal całował mnie po
rękach za to, że to u niego zamówiłem obiad - tani i smaczny zresztą).
Dlaczego...
Ano dlatego, że dewiza "Klient nasz Pan" obowiązuje... nawet w socjalizmie
(dla niezorientowanych – wbrew temu co słychać zewsząd: nie żyjemy w
kapitalizmie, szczególnie dzikim, lecz w zwykłym, ordynarnym socjalizmie). A
kto jest klientem WARS-a? Nie ten żałosny biedak, kupujący butelczynę wody
mineralnej lecz PAŃSTWO. To przecież ono bez opamiętania pompuje góry
pieniędzy w potworki pokroju PKP, WARS czy inny unikany przez normalnych
klientów twór. Dotuje, dopłaca, skupuje interwencyjnie, umarza długi, pozwala
nie płacić podatków, rzuca kłody pod nogi konkurentom – czy mając takiego
protektora chciało by się komukolwiek zabiegać o jakichś innych klientów? Po
co?