Dodaj do ulubionych

PRZYMUS ZWANY SOLIDARNOŚCIĄ

30.08.02, 21:56
Oto w "Gazecie Wyborczej" ( kiedyś... ) pan Tadeusz Kowalik w
artykule "Biegun nierówności" stwierdził, ze "w nowoczesnych gospodarkach
rynkowych absolutnie niezbędna jest owa odrobina solidarności", mając na
myśli przymusowe zabieranie przez państwo części dóbr bogatym i dawanie ich
biednym. Niezależnie od tego, czy uważa się to za sprawiedliwe, czy nie,
nazywanie tego solidarnością jest jawną kpiną ze znaczenia tego słowa. O
solidarności można mówić, jeśli ktoś dobrowolnie identyfikuje się z celami
innych i działa na rzecz tych celów (np. strajki solidarnościowe). Gdyby
jacyś bogaci Polacy dzielili się dobrowolnie z jakimiś swoimi biednymi
rodakami poczuwając się do narodowych więzi, moglibyśmy mówić o (narodowej)
solidarności. (Podobnie, jeśli ci biedni dobrowolnie rezygnowaliby z
wszelkich roszczeń względem tych bogatych - solidarność A z B nie jest tym
samym, co solidarność B z A!). Ale pan Kowalik (i polemizujący z nim pan
Maleszka, który jednak w tej sprawie solidaryzował się (he, he) ze swoim
adwersarzem, przestrzegając jedynie, by "nie wylać dziecka z kąpielą") miał
na myśli co innego: że absolutnie niezbędna jest odrobina PRZYMUSU.

Przymus jednak jest czymś mało szlachetnym, w przeciwieństwie do
solidarności. Wypada zatem użyć szlachetniejszego słowa i zamaskować tym
samym prawdziwą naturę tego, o czym się mówi. Oczywiście nie jest to wymysł
pana Kowalika - nazywanie przymusu "solidarnością" jest od dawien dawna
ulubionym chwytem tych, którzy chcą na tym przymusie skorzystać. Rozbrajają
tym samym swoich oponentów moralnie. To nie oni muszą teraz tłumaczyć się z
tego, że chcą zmuszać innych - to tamci muszą tłumaczyć się z tego, że nie w
smak im "solidarność". Sprzeciwiasz się dajmy na to, by zabierano ci pod
przymusem pieniądze i dawano jako dotacje rolnikom, sprzeciwiasz się cłom
zaporowym na tańszą zagraniczną żywność - i już można ci wygarnąć, że jesteś
obrzydliwym egoistą, który nie ma ochoty solidaryzować się z polskim chłopem.
Oczywiście jasne i nie wymagające tłumaczenia jest, że cnotą jest (dla
Polaka) solidaryzowanie się z chłopem polskim, a nie np. francuskim,
niemieckim czy amerykańskim (ktoś, kto przyznałby się do takiej solidarności,
naraziłby się nie tylko nacjonalistom, ale i lewicy, a nawet wielu
liberałom), i oczywiście polskiemu chłopu (ani proponującemu
taką "solidarność" politykowi) nie przynosi ujmy to, że nie zamierza on
solidaryzować się Z TOBĄ i twoimi interesami.

Nazywanie pewnych rodzajów przymusu "solidarnością" tak utrwaliło się w
potocznym języku i świadomości, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to,
o czym mówią i myślą jako o solidarności, wcale tą solidarnością nie jest.
Ciekawe, czy zdają sobie z tego sprawę publicyści "GW"?

Nie jest to jedyny przykład na maskowanie przymusu pod szlachetnym
przebraniem i przemycanie w potocznie używanych zwrotach ideologii jego
zwolenników. I tak na przykład mówi się o "ochronie rynku" danego kraju,
mając na myśli przymusowe odgrodzenie potencjalnych konsumentów
przebywających w jego granicach od towarów produkowanych poza tymi granicami
(przy pomocy ceł, zakazów importu, specjalnych podatków akcyzowych, koncesji
itp.). Jest to tak utarty zwrot, że termin "protekcjonizm" (z
łac. "protegere" - osłaniać, chronić) przyjął się jako termin naukowy w
ekonomii i naukach politycznych, i posługują się nim nawet zagorzali
przeciwnicy takiej polityki. Tymczasem "ochrona rynku" jest ochroną tylko
niektórych uczestników procesu rynkowego - producentów, i to nie wszystkich!
W stosunku do pozostałych uczestników rynku - konsumentów i reszty
producentów - jest ona dokładnym przeciwieństwem ochrony, to znaczy AGRESJĄ.
Wracając do przytoczonego wyżej przykładu - jeśli rząd wprowadza np. zaporowe
cła na zagraniczną żywność (benzynę, samochody itd.), to chronione są przez
to interesy polskich producentów żywności (benzyny, samochodów itd. - często
są to zresztą w rzeczywistości producenci niepolscy, przynajmniej jeśli
chodzi o kapitał, jak np. FIAT chroniony przed konkurencją tanich samochodów
z m. in. Azji), gwałcone zaś interesy producentów zagranicznych oraz
konsumentów, którzy muszą kupować drożej, a od czasu do czasu stają w obliczu
braków (jak ostatnio z benzyną). Nazywanie "ochrony rynku" napaścią na rynek,
a "protekcjonizmu" agresjonizmem byłoby co najmniej tak samo sensowne -
jednak dziwnym (?) trafem funkcjonują tylko te pierwsze zwroty, ukazujące
ten "przyjemniejszy" fragment prawdy i przedstawiające dobro jednej grupy
interesu jako dobro wspólne.

Jeśli mowa o "przyjemniejszych" fragmentach prawdy (które NIE SĄ prawdą, jako
że część czegoś to nie to coś), nie można zapomnieć o "państwie opiekuńczym".
Również i to sformułowanie na trwałe weszło do języka nie tylko potocznego,
ale i naukowego, i również tu posługują się nim nawet zagorzali przeciwnicy
polityki, którą oznacza. "Państwo opiekuńcze" to państwo, które funduje swoim
obywatelom leczenie, naukę, emerytury, renty, zasiłki i wiele innych rzeczy -
im więcej, tym bardziej "opiekuńcze". "Opieka" rodzi pozytywne skojarzenia,
nic więc dziwnego, że ktoś, kto występuje przeciw "opiekuńczemu" państwu
traktowany jest najczęściej jak osobnik pragnący odebrać nam bogatego wujka z
Ameryki przysyłającego nam regularnie grube pliki dolarów, albo pozbawić
dziecko kochających rodziców. Któż normalny występowałby przeciwko opiece?
Fakt, że WARUNKIEM KONIECZNYM tej "opieki" (w przeciwieństwie do opieki
dobrowolnie oferowanej przez osoby prywatne czy ich grupy) jest przymusowe
zabranie w podatkach, cłach, obowiązkowych ubezpieczeniach i inflacji
pieniędzy tym wszystkim, którzy są nią objęci (tym więcej, im "troskliwsza"
jest ta "opieka"), jest w języku ukrywany - nie mówi się o "państwie
grabieżczym" ani nawet "grabieżczo-opiekuńczym". "Opieka" państwa nad
obywatelami ma więcej wspólnego z "opieką" alfonsa nad prostytutką niż z
powiedzmy opieką siostry PCK nad chorym staruszkiem. Przyznajcie się jednak -
które z tych skojarzeń jest Wam bliższe, gdy słyszycie słowo "opiekuńczy"?

Gdy przychodzi do rozważań historycznych, przeciwieństwem "państwa
opiekuńczego" jest "dziki kapitalizm". Sformułowanie to zasługuje na
szczególną uwagę. Ponieważ słowo "dziki" ma dla większości ludzi wydźwięk
negatywny (wyjątkiem może być garstka zagorzałych ekologów-prymitywistów),
automatycznie przemycana jest w tym zwrocie sugestia, że pewien rodzaj
kapitalizmu, który jest przezeń opisywany, jest zły i niegodny cywilizowanego
(nie-dzikiego) człowieka. Nie jest to oczywiście oświecony kapitalizm
współczesnego świata ucywilizowany przez opiekuńcze państwo, lecz kapitalizm
z poprzedniego wieku, gdy takiego państwa jeszcze nie było. Wniosek jest
prosty - czynnikiem cywilizującym i dobroczynnym w kapitalizmie jest owo
państwo. Gdyby nie ono, żylibyśmy w dżungli. Kto zatem występuje przeciwko
interwencjonizmowi państwa w gospodarkę, jest orędownikiem barbarzyństwa,
wsteczniakiem pragnącym cofnąć nas znów do czasów, gdy panowało brutalne
prawo silniejszego i bezwzględna walka na kły i pazury, gdzie wszystkie
chwyty były dozwolone. I tu następna sugestia: teraz takich czasów nie ma!

(Na marginesie: nikt nie mówi o dzikim socjalizmie, choć z pewnością
socjalizm w wydaniu Lenina, Stalina, Mao czy Pol Pota był o wiele bardziej
barbarzyński i okrutny niż najbardziej bezwzględny kapitalizm).

Te parę przykładów pokazuje, jak język, z którym się stykamy i którym się
często sami posługujemy przesiąknięty jest etatystyczną ideologią. Nawet
krytycy tej ideologii polemizują z nią na jej polu.

Nie jest łatwo wyplenić z języka ideologiczne zwroty i ideologiczne używanie
słów. (Można jednak próbować). Zwracajmy jednak uwagę na to, czy to, co
słyszymy lub wypowiadamy nie jest kryptopropagandą wroga.

Jacek Sierpiński
Obserwuj wątek
    • vini1 Re: PRZYMUS ZWANY SOLIDARNOŚCIĄ 03.09.02, 07:22
    • wild PRZYMUS ZWANY SOLIDARNOŚCIĄ 03.09.02, 18:01
      ----------------------------------------------------------------------------
      info.onet.pl/547179,12,1,0,120,686,item.html
      Prezydent Francji Jacques Chirac wezwał w Johannesburgu do wprowadzenia
      międzynarodowego podatku solidarnościowego, który umożliwiłby zwalczanie
      ubóstwa na świecie.
      ----------------------------------------------------------------------------

      Jacques Chirac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka