Grzegorz Piotrowski był (jest ?) zawodowym mordercą. Robił, to co robił, bo
nieźle (jak na ówczesne czasy) płacili, a komunizm dawał swoim pretorianom
poczucie bezkarności. Dla prawdziwego sadysty równie rozkoszne, jak solidna
dawka koki. Prawdopodobnie nigdy się już nie dowiemy czy, i ile jeszcze osób,
do czasu spieprzenia zlecenia na Popiełuszkę, GP zlikwidował. Nie przypadkiem
archiwa IV wydziału MSW (do walki z kościołem) zniszczono, spalono, a przede
wszystkim pochowano tak starannie. Było mu jednak raczej obojętne, co to za
osoby. Jego ostatnie, antykościelne wybryki to wyłącznie próba wykorzystania
sprzyjającej koniunktury i zdyskontowania własnej, ponurej legendy. Lektura z
dreszczykiem. Pamiętajmy, że kilka lat temu przybierał pozy skruszonego,
prawie nawróconego. Teraz mu przeszło. Dla prawdziwych „gumanistów” to
zapewne jeszcze jeden dowód na to, jak wieloletnie więzienie deprawuje ludzi.
Bezczelność i knajacka pogarda GP dla wymiaru sprawiedliwości to nie tylko
ośmieszenie pojęcia resocjalizacji. To także ośmieszenie III RP i naszych
europejskich ambicji. Z Piotrowskim do Brukseli. Zwiewny minister mógłby
nakręcić kolejny cykl reklamowych spotów. Powodzenie w kręgach „dresiarskich”
(dowartościowywanych ostatnio na różne sposoby, patrz choćby „Masłoska
rzondzi”

murowane.
Dla mnie wyjście GP na wolność ma znaczenie symboliczne. To po prostu
potwierdzenie prawa do orzekania kary śmierci przez osoby, które takich
ludzi, jak GP mogą wynająć. I to wszystko dzieje się w państwie, które
równocześnie samo usuwa z kodeksu karę śmierci. Prymat ludzkiej
przedsiębiorczości nad urzędniczym zniewoleniem ?