Gość: wak
IP: 165.222.186.*
28.09.01, 10:42
Sa dowcipy o blondynkach, o policjantach, zajaczku. Teraz Chyba nadszedl czas
na SLD. Oto co mi wlasnie przyslal znajomy (czlonek SLD, zeby nie bylo....):
Do ksiedza zglosila sie kobieta, która chce wyjsc za maz ale miala juz
trzech mezow...
- No cóz, prosze pani, w tej sytuacji, w swietle prawa kanonicznego, sama
pani rozumie, nie moge udzielic pani slubu...
- Alez, prosze ksiedza - kobieta na to - mimo to caly czas jestem... hm...
niewinna.
- Jak to?
- To dluga historia. Opowiem ksiedzu. Mój pierwszy maz... No coz, wyszlam za
niego na zadanie mego ojca. Antoni byl uroczym czlowiekiem, bardzo dobrym i
poczciwym. Tylko, cóz, mial juz 82 lata, juz nie byl w stanie uszczesliwic mnie
inaczej jak tylko swa dobrocia. Dalam biedakowi tylko piec miesiecy szczescia...
- Hm, tak, rozumiem. Niezbadane sa wyroki Boskie... - Drugi maz z kolei byl
mlodym, zabójczo przystojnym oficerem policji. Wyksztalcony, wysportowany, znal
jezyki, swietnie sie zapowiadal, awans mial w kieszeni. Ale mial pecha. Jako
prezent slubny dostal od kolegów motor. Chcial sie przejechac. Mokre liscie na
drodze, drzewo, zlamana podstawa czaszki, rozlegle obrazenia wewnetrzne. Mój
kochany Artur, przynajmniej nie cierpial.
- Tak, rozumiem. Serdecznie pani wspójczuje. A trzeci maz? Jak dlugo trwalo
pozycie?
- Och, czternascie lat.
- Czternascie lat?! I mówi pani, ze przez caly ten czas...?
- Ani razu. Wie ksiadz, on byl z SLD. Co wtorek wieczorem przychodzil do
mego lozka, siadal na brzegu i przez dlugie godziny opowiadal, jak bedzie
fantastycznie, kiedy sie wezmie do rzeczy...