Gość: ewta-de
IP: *.dip.t-dialin.net
10.10.02, 07:26
Kilka uwag w ważnej sprawie
Z uwagi na to, że poniższego tekstu, który wpłynął do Agory 23 września
br., "Gazeta Wyborcza" nie wydrukuje - o czym poinformowała mnie sekretarka
redaktora naczelnego pani Agnieszka Słońska - proszę o jego publikację na
łamach "TRYBUNY", która obiektywniej ocenia zjawiska zachodzące w służbie
zdrowia.
Gazetę Wyborczą" czytam codziennie od pierwszego numeru. Zasługa to mego
męża, który ją kupuje. Gdy odebrano jej znaczek "Solidarności",
protestowałam. Obecnie sama przed sobą się tego wstydzę.
Czytam ostatnio w "Gazecie Wyborczej" głosy pełne oburzenia o kampanii
przeciwko dziennikarzowi za to, że ośmielił się wykryć i opisać prawdę o
sądownictwie. Straszy się go prokuratorem. Przyznaję, że jest to słuszne
oburzenie. Dziennikarz powinien reagować na nieprawidłowości! Dziennikarz
powinien pisać prawdę. Tylko dlaczego czyni to "wybiórczo".
W służbie zdrowia było i jest wiele nieprawidłowości. Jako lekarz z
wieloletnią praktyką (32 lata pracy zawodowej, w tym 20 lat na stanowisku
ordynatora, według opinii jednego z najlepszych w regionie śląskim) wiele
razy chwytałam za pióro w celu wyrażenia opinii dotyczących problemów
nurtujących środowisko lekarskie regionu śląskiego. Korespondencję wysyłałam,
osobiście dostarczałam, nawet rozmawiałam z Panem,
PANIE REDAKTORZE MICHNIK.
Nigdy nic nie opublikowaliście, nigdy nie otrzymałam żadnej odpowiedzi na
poruszane w korespondencji tematy, zawsze kończyło się na niespełnionych
obietnicach publikacji.
W 1998 roku w reportażu Elżbiety Jaworowicz na temat Instytutu Onkologii w
Gliwicach i skandalu towarzyszącemu wybudowaniu obok drugiego szpitala
onkologicznego - przez lekarza wojewódzkiego Andrzeja Sośnierza,
wypowiadający się lekarze mówili o blokadzie informacji dotyczących
nieprawidłowości, zwłaszcza informacji niekorzystnych dla Andrzeja Sośnierza.
Lekarz wojewódzki Andrzej Sośnierz wtedy tylko dlatego nie został odwołany,
że długotrwale chorował. Ozdrowiał, gdy przez minister Knysok został powołany
na stanowisko dyrektora Śląskiej Kasy Chorych. Środowisko lekarskie mogło
tylko bezsilnie zaciskać pięści.
Już jako lekarz wojewódzki dał się poznać jako człowiek "wielki" - izolujący
się od środowiska lekarskiego, niedostępny nawet dla profesorów, a co dopiero
dla ordynatorów, czy zwykłych lekarzy. Z tego okresu należy podkreślić jego
koneksje i powiązania z dyrektorem szpitala im. S. Leszczyńskiego w
Katowicach. Wybudowano tam w błyskawicznym tempie i całkiem po cichu Instytut
Radioterapii.
Jako dyrektor kasy chorych Andrzej Sośnierz z wielkiego człowieka stał się
bardzo wielkim człowiekiem. Spotykał się tylko z wybranymi.Kto z nim dobrze
żył, otrzymywał korzystny kontrakt i dobrze mu się działo, bo "właściwy"
kontrakt z kasą chorych, to spokojny byt dla osoby, czy placówki służby
zdrowia. Stąd poparcie niektórych osób dla dyrektora Sośnierza. "Gazeta
Wyborcza" pisze jedynie z pozycji wygodnej,
ODPOWIADAJĄCEJ PANU SOŚNIERZOWI
i publikuje głosy jego popleczników. Ja, moje środowisko usiłowaliśmy
wypowiedzieć się w rubryce telefonicznej opinii publicznej regionalnego
wydania gazety na temat szkodliwych praktyk stosowanych przez dyrektora
Sośnierza. Ukazywały się jedynie opinie wielbiące Sośnierza. Żadnych
krytycznych nigdy.
Obecnie pan Andrzej Sośnierz przestał już być dyrektorem Śląskiej Kasy
Chorych. I co? W "Gazecie Wyborczej" dalej ukazują się artykuły sławiące tego
człowieka. Kreuje się go na bohatera-rycerza. Poświęca się mu całe strony,
nawet kolorowych zdjęć... Jego pożegnalny, jako dyrektora, życiorys, to pasmo
samych sukcesów! Gdzie rzetelność dziennikarska, Panie Redaktorze Michnik?
Proszę spojrzeć do publikacji "GW" sprzed lat. Choćby o zniszczeniu oddziału
oparzeniówki w Siemianowicach. Z części wspaniałej, jedynej w kraju
oparzeniówki zrobiono oddział urologiczny. Zbiegło się to w czasie z pożarem
w Hali Widowiskowej Stoczni Gdańskiej. Łóżek dla poszkodowanych dramatycznie
brakowało. Wcześniejsze protesty środowiska, m.in. moje, by nie czyniono tego
szaleństwa, ignorowano. Nie skrytykowano także innych "dokonań", np.
likwidacji szpitala dziecięcego w Katowicach Załężu itp.
Pan Sośnierz - według "Gazety Wyborczej" - to wspaniały człowiek-nowator. O
wymuszonej, wprowadzonej w szpitalach i poradniach komputeryzacji, chipach
niepasujących do czytników itd. w "GW" ani słowa. Rycerz przydzielający sobie
wysokie premie, a odmawiający zapłaty 30 zł lekarzowi z hospicjum za wizytę -
w trakcie której był z umierającym na nowotwór dzieckiem w kinie - "bo
kontrakt tego nie obejmuje".
TA WSPANIAŁA, WEDŁUG "GW",
Śląska Kasa Chorych, wspaniała dzięki dyrektorowi Sośnierzowi, płaciła
najniższe w Polsce stawki za usługi hospicyjne ("Trybuna Śląska" z 18.04.2002
r.). Pod koniec ub.r. wszystkie ośrodki hospicjum na Śląsku negocjowały
bezskutecznie zmianę zaniżonych cen, w końcu obowiązujące w 2001 r. kontrakty
po prostu przedłużono, niestety tylko na 3 miesiące. Od początku kwietnia
2002 r. lekarze i pielęgniarki w hospicjach pracowali za darmo. Nowych ciężko
chorych odsyłano do lekarzy rodzinnych ("Trybuna Śląska" z 18.04.2002 r.). Za
to kto dobrze żył z dyrektorem Sośnierzem - m.in. prywatne kliniki, Instytut
Okulistyki w Katowicach, wspominany już uprzednio szpital im. S.
Leszczyńskiego w Katowicach - miał kontrakty podpisane wcześniej nawet na 3
lata ("GW" z 30.04.2002 r.).
"Gazeta Wyborcza" konsekwentnie przemilcza opisy, jak wygląda leczenie w
szpitalach i przychodniach (państwowych), jakie są ich warunki
farmakoekonomiczne, że obecnie opłacalne jest jedynie leczenie pacjentów
młodych, zdrowych i bogatych - krótko, skutecznie, tanio. Pacjent ciężko
chory to katastrofa finansowa dla oddziału szpitala, zadłużenie itp. Pod
koniec 2001 r. byłam na jednym z wzorcowych oddziałów dermatologicznych na
Śląsku. Brakowało leków, antybiotyków, maści. Zażenowana ordynator oddziału
pytała pacjentkę czy może sobie kupić balsam kosmetyczny do ciała do leczenia
skóry...
Swego czasu dyrektor Sośnierz wydał polecenie, że według kontraktu z kasą
chorych szpital ma zapewnić przyjętemu pacjentowi: Ą świadczenie zdrowia Ą
środki farmaceutyczne, materiały medyczne Ą pomieszczenie i wyżywienie
odpowiednie do stanu zdrowia. Nie przeszkodziło to dyrektorowi Sośnierzowi w
wystąpieniu prasowym ("GW" z 20.05.2000 r.) na wypowiedź: "Kasa musi
rozsądnie wydawać pieniądze, a chorym trzeba w końcu powiedzieć, że nie stać
nas na wszystko dla wszystkich. Konstytucja, która gwarantuje im pełny dostęp
do najlepszych świadczeń, jest faryzejska".
CO MA TEN CZŁOWIEK W SOBIE,
że jest tak wielbiony przez Pana dziennikarki: J. Watołę, A. Stelmach, G.
Cichocką. Urodę, pieniądze, brodę? Przecież te same panie całkiem odmiennie
komentują działalność ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego, a przy krytyce
Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych już w ogóle nie dobierają słów,
przemilczając istotne fakty. np. o wysokości kontraktów.
"Gazeta Wyborcza" obawia się centralizmu w zarządzaniu służbą zdrowia. A
przecież takiego "samorządnego zarządzania" jak obecnie, terroru,
zastraszania panującego w placówkach służby zdrowia nie było nawet za
najczarniejszych stalinowskich czasów ("Pro Medico", VII - VIII 2002 r.;
patrz również wypowiedź prof. A. Gierek w "GW" z 14.08.2002 r.).
Panie Redaktorze Michnik, czy nie pamięta Pan treści książki, którą
napisaliście z księdzem Tischnerem? Czy gazety nie stać na wyrażanie
obiektywnych opinii? Przecież Pan się szczyci tym, że "Gazeta Wyborcza" jest
bezstronna i demokratyczna. Toż jest to czysta hipokryzja, na przykładzie jak
wyżej.
------------------------
Encyklopedia Actus Purus (2000 - 2002) o autorce: "Rasiewicz Danuta, ur.
21.01.1944 w Jaśle, doktor nauk medycznych, specjalista dermatolog, medycyna
estetyczna. Studia: Śl. Akademia Medyczna
(1968). Nauczyciel akademicki (1970 - 80)