Dodaj do ulubionych

Ubezpieczenia. Podejście III (do Luki głównie)

21.01.06, 21:35
Najpierw podziekowania.

Dziękuję wymagajacym dyskutantom (szczególnie Luce): dzięki Wam dokładniej
zrozumiałem kwestie ubezpieczeń i dzieki wam powstał kolejny model jak
działają ubezpieczenia: mam nadzieję, że tym razem bardziej spójny niż
poprzednie.

-------------------------------------------------

Jest rok 2100

Pewien młody człowiek - dajmy na to Andrzej Majchrzyk - używając domowego
sprzętu lubił ogladać niebo. Szczególnie upodobał sobie układ Alfa Centauri.
Tu od razu trzeba zuważyc, że domowy sprzęt do obserwacji to nie to samo co
dziś. Co to tonie! Nawet używając domowego sprzętu można było odkrywać nowe
układy, planety, księżyce, asteroidy. Nawet takie, o takie tycie...

I właśnie taki maleńki okruch skały odkrył pan Majchrzyk. Przyjrzawszy mu się
z bliska aż zaniemówił! To nie była skała! To było złoto! Z pomocą swojej
aparatury (nie pytajcie mnie jak konkretnie to zrobił - nie wiem) upewnił się
na 100%, że cały obiekt jest ze złota o próbie 999.

"Cholera!" - pomyslał odkrywca obliczywszy, że złota skała waży 2 tony - "toż
to warte jest 10 mln dolarów amerykańskich!"

Pan Majchrzyk policzył szybko koszty jakie musi ponieść, żeby ściągnąć złoto
na ziemię. Najwięcej kosztował pojazd do skoku podprzestrzennego: całe sto
tysiecy dolarów!

"Gdybym zastawił dom, samochód i zebrał wszystkie oszczędności to chyba
uzbieram tę kwotę - dobra nasza!"

I faktycznie: wydłubawszy ostatnie grosze ze skarbonki dzieci (a miał ich
troje) uzbierał kasę i dokonał zakupu pojazdu.

Niezorientowany czytelnik może pomysleć, że to wszystko takie proste:
Majchrzyk kupił statek, skoczył zebrał złoto i już. Otóż sprawa nie jest aż
taka prosta. Z lotem wiąże się ryzyko. Niewielkie, 2%: co 50 podróżnik ginie
w czasie takiej podróży – poprostu gubisie gdzieś w podprzestrzeni.

I dlatego Majchrzyk zadał sobie pytanie: a może się ubezpieczyć?

Majchrzyk był człowiekiem rozważnym: wiedział, czego od życia oczekuje i miał
jasno zakreslone plany i potrzeby. Wiedział np, że WSZYSTKIE jego potrzeby
materialne (i jego żony a także edukacja dzieci i przygotowanie ich do
dorosłego życia) zamykają się w sumie ok 8 mln $.

No i poszedł do ubezpieczalni, żeby usłyszeć ich warunki.

A ubezpieczalnia powiedziała tak: panie Majchrzyk skoro już pan nie masz
pieniędzy, żeby się ubezpieczyć normalnie, to My pana ubezpieczymy troszkę
inaczej. Jesli pan się zgubi w kosmosie wypłacimy pana małżonce 10 000 000.
Ale jeśli Pan się nie zgubi i przywiezie pan ten samorodek to odpali nam pan
5% jego wartosci czyli 500 000 zielonych. Co pan na to?

No właśnie. I co Pan na to, panie Luka?

Szansa na śmierć (i ruinę rodziny: dla ułatwienia decyzji przjmiemy, że żona
Majchrzyka nie umie nic co mogło by się przydać na rynku pracy, nie ma
przyjaciól, ani zadnej rodziny. Nie zawarli też intercyzy. I mają strasznego
pecha w lotto. Noi długi maja teraz) jest 2% więc ubezpieczając się Majchrzyk
przepłaca o 150%. Na pięćdziesiąt takich prób średnio 49 powinna się
powieść, prawda?

Majchrzyk się ubezpieczył.

Czy to jest głupota?

(dziękuję także: llukiz i rs_forum)
Obserwuj wątek
    • xiazeluka O, nowelka 22.01.06, 00:15
      Dla mnie głównie? Jestem zobowiązany, nie omieszkam się kiedyś zrewanżować,
      może nawet liryką.

      Odpowiedź na Twoje pytanie jest prosta, jednak najpierw drobna korekta -
      zamiast "ubezpieczalnia" użyjmy zwrotu "wspólnik z forsą". Co nam to daje? Ano
      to, co zdajesz się kwestionować - cały czas chodzi o ZYSK.

      Przy okazji - w bodajże piątkowej Trybunie Wybiórczej był artykuł o
      ubezpieczeniach samochodowych; otóż maleje liczba ubezpieczających się z tytułu
      AC, obecnie wynosi ona 22%, choć ani kradzieże samochodowe, ani warunki na
      drogach się nie zmieniły. Wnioski...? Takie: lepsza brzęcząca moneta w garści,
      niż złoto na orbicie.

      PS. Kolego keyserze, zadając pytanie w stylu "Czy on zrobił głupotę?" wymagasz
      ode mnie odpowiadania za tego kogoś, nawet, jeśli to osoba wirtualna. Równie
      dobrze można zapytać: "Czy głupotą jest zakładanie pasów bezpieczeństwa?" Wszak
      w 1 przypadku na 10 ich BRAK ratuje życie...
      • keyser_sose No i nareszcie 22.01.06, 00:25
        > PS. Kolego keyserze, zadając pytanie w stylu "Czy on zrobił głupotę?"
        wymagasz ode mnie odpowiadania za tego kogoś, nawet, jeśli to osoba wirtualna.
        Równie dobrze można zapytać: "Czy głupotą jest zakładanie pasów
        bezpieczeństwa?" Wszak w 1 przypadku na 10 ich BRAK ratuje życie...

        Kolego Luka, a policzyć ile razy nazwałeś ubezpieczenie głupotą? Teraz
        odmawiasz nazwania tego działania rozsądnym. Ja to przyjmuję: tylko na
        przyszłość nie nazywaj ubezpieczania się głupotą. Co najwyżej: "biorąc
        wyłącznie ekonomiczny aspekt przedsięwzięcia jest ono statystycznie
        nieopłacalne"

        (Nie proś mnie o to bo to szukanie, bo to żmudne jest, ale jak zechcesz to to
        zrobię.)

        A po namysle mogę odrobinę zmienić nowelkę i poprostu dołożyć Majchrzykowi 500
        000 długu. Na ubezpieczenie. I wtedy zostanie słówko o które chodzi.
        "Ubezpieczalnia" znaczy się.

        Bo ubezpieczalnia to jest właśnie wspólnik z forsą od zabezpiecznia tyłow.

        Naturalnie nie zawsze ubezpieczanie się jest rozsądne - ale czasem jest.
        Podobnie jak zakup samochodu (czasem taniej jeździć taksówkami - i kłopotów
        mniej i pić można kiedy się chce)
        • xiazeluka Wyjaśnię Ci rzecz podstawową, pryncypium: 22.01.06, 00:46
          Ja uważam, że każdy wolny człowiek zachowuje się racjonalnie. Wolny, czyli
          taki, który nie musi oglądać się na urzędasów, tylko stanowi sam o sobie (w
          naszych niewolniczych czasach trudno kogoś takiego wskazać, lecz to jest
          właśnie SKUTKIEM). Wolność to swoboda wyboru. Swoboda wyboru zaś powoduje, że
          człowiek czasami popełnia błędy, podejmuje niewłaściwe decyzje (co naturalnie
          nie przeczy temu, że postępuje racjonalnie - po prostu przelicza się lub nie
          uwzględnia wszystkich czynników i tak dalej). Z tego punktu widzenia
          ubezpieczenia SĄ GŁUPOTĄ - a rozsądek nie ma tu nic do rzeczy! Iluż to ludzi
          rozsądnych pali papierosy? Iluż to ludzi rozsądnych powoduje wypadki
          samochodowe? Czy rozsądne jest granie w kasynie w ruletkę?

          Wróćmy teraz do zysku i racjonalności - otóż człowiek kieruje się w swym
          działaniu chęcią zysku: zarobku, szczęścia, powodzenia w interesach, sukcesu
          potomstwa i tak dalej, a to oznacza, że ubezpieczenie się jest głupotą, jako że
          zysku żadnego nie daje - aby otrzymać odszkodowanie trzeba najpierw
          zainwestować, czyli innymi słowy: nie ubezpieczysz domu dopóki go nie
          wybudujesz. Jakie jest prawdopodobieństwo pożaru owej nieruchomości? Równie
          niewielkie, jak chytrze pomyślana kwota składki. Równe śmierci w wyniku
          nieszczęśliwego wypadku. Załóżmy, że w pracy opłacasz sobie jakieś tam
          ubezpieczenie, powiedzmy 4 PLN miesięcznie (suma ubezpieczenia - 20 000 PLN).
          Aby je dostać, musisz np. doznać zawału serca (to jest inwestycja). Masz 30
          lat, zawał Ci się nie przytrafia. Po trzech latach kończysz pracę, czyli także
          owo ubezpieczenie, a zawału jak nie było, tak nie ma. Strata wynosi więc 144
          PLN nie licząc odsetek. Spokojnie możemy uznać to ubezpieczenie za
          nieracjonalne.
          Powstaje jednak kwestia - a co, jeśli jednak zawał się trafi w okolicach
          trzydziestki? Za co się kurować? Odpowiedź - należy zawczasu gromadzić kapitał.
          Własny kapitał, a nie polisę zależną od cudzego widzimisię ("
          miał pan zawał i chce odszkodowanie? Ale nasz detektyw firmowy ustalił, że tuż
          przed zawałem biegł pan po schodach, pod górę, a w paragrafie 3 punt 6 podpunkt
          357356 umowy wyraźnie napisane, że nie wolno panu uprawiać sportów
          ekstremalnych..."). Przez kapitał rozumiem nie tylko forsę czy nieruchomości,
          lecz także długi wdzięczności, liczną rodzinę, znajomości i tym podobne.

          Możesz oczywiście powiedzieć, że to w niczym nie różni się od ubezpieczenia - i
          poniekąd będziesz miał rację. Poniekąd - ponieważ ubezpieczenie to mechaniczny
          gromadzenie kapitału to rozwijająca przyjemność.
          • keyser_sose pryncypium 22.01.06, 00:56
            O pryncypia to my sie nie spieramy - mam podstawy by uważać, że nie różnimy się
            specjalnie w tej materii.

            Skoro nadal twierdzisz, że ubezpieczanie sie jest głupotą to ja nadal proszę o
            jasną odpowiedź:

            Czy Twoim zdaniem rozsądny człowiek ubezpieczył by się na miejscy Majchrzyka?

            Czy Ty byś się ubezpieczył.

            Gwarantując w ten sposób sobie 100% sukcesu a nie 98%. (Chociaż zgodnie z Twoją
            kalkulacją Majchrzyk przepłaca 150 000 najmniej)
            • xiazeluka Lubię detale 22.01.06, 01:05
              Dlatego nie chciałem Cię urazić wspomnieniem o pryncypiach.

              Dlaczego ubezpiecznie jest głupotą? Odpowiedzi udzieliłeś sam:

              "Chociaż zgodnie z Twoją kalkulacją Majchrzyk przepłaca 150 000 najmniej"

              Nie jest więc to sukces 100-procentowy!

              No, ale żeby nie było, że się uchylam. Robię tak:
              Informację o złotym meteorze sprzedaję bogatemu frajerowi za połowę-trzy
              czwarte ceny owego meteoru. ZYSK mój polega na tym, że mam forsę w ręku, bez
              ryzyka. gdybym był nieuczciwy, to bym sporzedał informację jeszcze z tuzinowi
              innych frajerów (a za zdobytą kasę wybudował szybszy statek kosmiczny i
              sprzątnął kosmiczny gruz frajerstwu sprzed nosa). Nie mam całej wartości
              obiektu, owszem, ale nie mam również na głowie kosztów zewnętrznych, nie tracę
              czasu, mogę rozkręcić interes; wykonuję zatem czynności ofensywne, a nie
              defensywne, jakim jest ubezpieczenie.

              A tak w ogóle - to przykład powyższy jednak bardziej odpowiada inwestycji,
              ubezpieczenie pasuje tu jak ryba do roweru.

              • keyser_sose Re: Lubię detale 22.01.06, 01:17
                To dobrze, że lubisz detale - dzięki temu muszę się wysilać i model jest coraz
                pełniejszysmile


                > Dlaczego ubezpiecznie jest głupotą? Odpowiedzi udzieliłeś sam:
                >
                > "Chociaż zgodnie z Twoją kalkulacją Majchrzyk przepłaca 150 000 najmniej"
                >
                > Nie jest więc to sukces 100-procentowy!

                Nadal nie udaje mi się przekazać, że celem Majchrzyka było zarobienie 8 mln? Że
                skoro zarobił tyle ile pragnął to reszta przestaje mieć znaczenie?

                Przeczytaj jeszcze raz.

                Rozumiesz. Majchrzyk zrealizował wszystkie swoje cele: sukces wynosi 100%

                Bo celem żadnego normalnego człowieka nie jest zarabianie pieniędzy tylko ich
                wydawanie. Skoro Majchrzyk ma na wszystko to pozostałe 2 mln mają dla niego
                wartość znikomą.

                > No, ale żeby nie było, że się uchylam. Robię tak:
                > Informację o złotym meteorze sprzedaję bogatemu frajerowi za połowę-trzy
                > czwarte ceny owego meteoru.

                Dlaczego uważasz, że ktoś chciałby zaryzykować życie dla 2 500 000?

                A jak nikt taki się nie znajdzie?

                Przyjmijmy, że nikt kto ma takie pieniądze nie jest godny zaufania - no wiesz
                Dziki Zachód: kto wlezie pierwszy na asteroidę do tego należy.
                • keyser_sose korekta 22.01.06, 01:24
                  Jest 2 500 000

                  Powinno być: 7 500 000
                • xiazeluka Re: Lubię detale 22.01.06, 01:28
                  keyser_sose napisał:

                  > Nadal nie udaje mi się przekazać, że celem Majchrzyka było zarobienie 8 mln?
                  Że skoro zarobił tyle ile pragnął to reszta przestaje mieć znaczenie?

                  W takim razie nie musiał się w ogóle wysilać i podejmować, co tu ukrywać,
                  męczących zabiegów - mógł po prostu podzielić się z kimkolwiek informacją,
                  inkasując kasę bez fatygowania się. Widzisz na drzewie worek złota - zamiast
                  się wspinać i ryzykować skręcenie karku proponujesz spółkę facetowi z
                  telekomunikacji, wyposażonemu w słupowłazy - i tyle. Pamiętaj, że koszty
                  poniesione przy ściąganiu kamienia z kosmosu to więcej niż tylko haracz dla
                  Commercial Union.

                  > Bo celem żadnego normalnego człowieka nie jest zarabianie pieniędzy tylko ich
                  > wydawanie.

                  To częściowo prawda - kobiety podzielają drugą część zdnia, mężczyźni pierwszą.

                  > Skoro Majchrzyk ma na wszystko to pozostałe 2 mln mają dla niego
                  > wartość znikomą.

                  Skoro tak twierdzisz, to nie wypada mi zaprzeczać, znasz tego Majchrzyka lepiej.

                  > Dlaczego uważasz, że ktoś chciałby zaryzykować życie dla 2 500 000?

                  Ponieważ są tacy, co ryzykują życie dla 50 000. A nawet za mniej.

                  > A jak nikt taki się nie znajdzie?

                  Skłonność do ryzyka, błogosłowiona dla rozwoju ludzkości, nadal drzemie w
                  ludziach, pomimo wszechobecnego socjalizmu. Znajdzie się.

                  > Przyjmijmy, że nikt kto ma takie pieniądze nie jest godny zaufania - no wiesz
                  > Dziki Zachód: kto wlezie pierwszy na asteroidę do tego należy.

                  Skoro tak, to robię zgodnie z zapowiedzią - sam wyślizguję frajerów (12 razy
                  sprzedaję informację, buduję najszybszą rakietę i mam asteroidę).
                  • keyser_sose No co Ty Luka:-) 22.01.06, 01:40
                    Jesteś gotów oddać 2 500 000

                    za ryzyko wynoszące 2%?

                    Przepłacasz.
                  • keyser_sose Ale frajerów... 22.01.06, 01:55
                    ... zforsą to na pewno będzie Ci znaleść bardzo trudno. Szczególnie jak będą
                    wiedzieli że masz inklinacje do poniższyshdziałańsmile

                    Przyjmijmy, że nie znalazłeś żadnego?

                    > Skoro tak, to robię zgodnie z zapowiedzią - sam wyślizguję frajerów (12 razy
                    > sprzedaję informację, buduję najszybszą rakietę i mam asteroidę).
                    • xiazeluka Trochę o frajerstwie 22.01.06, 12:32

                      No cóż, okazuje się, że ja jestem frajerem - dałem się ustawić w niekorzystnej
                      pozycji, ponieważ przeoczyłem pewien kluczowy drobiazg: Ty nie piszesz o
                      ubezpieczeniach!

                      Modele, które prezentujesz, nie dotyczą ubezpieczeń, tylko wyborów i/lub
                      inwestycji. Ubezpieczenie to przecież koszt ponoszony z myślą "ech, na wszelki
                      wypadek..." w perspektywie kilkudziesięciu lat, Twoje modele natomiast
                      dotyczyły czynności rzeczywistej, jednorazowej, w dającej się przewidzieć
                      perspektywie i dającym się oszacować ryzyku! Jeśli ubezpieczam dom od pożaru,
                      to takich danych nie mam - ponieważ mieć nie mogę. Tu czynnik ryzyka jest
                      określony wyłącznie statystycznie (w sensie - ile pożarów domów zdarza się w
                      ciągu 50 lat), w Twoich modelach natomiast mogę wyliczyć konkretny wskaźnik:
                      dam tyle i tyle, to zdobędę tyle i tyle. Równie dobrze mógłbyś pisać
                      zamiast "ubezpieczyć" po prostu "otworzyć biznes na kredyt"...

                      Dałem się złapać, przyznaję. Spryciarz z Ciebie, Keyserze.
                      • keyser_sose Nie mogę, niestety 22.01.06, 22:24
                        z przesłankami Twojej oceny mojego sprytu.

                        To są ubezpieczenia.

                        Zauważ, że ubezpieczyciel NIE finansuje przedsięwzięcia tylo PORAŻKĘ.

                        Na przedsięwzięcie Majchrzyk ma.

                        I to, dokładnie to mają robić ubezpieczyciele: zarabiać jesli wszystko idzie
                        zgodnie z planem i wypłacać odszkodowanie, które finansuje porażkę.
                        • xiazeluka To nie są ubezpieczenia 23.01.06, 10:17
                          Od tego powinniśmy właściwie zacząć: o czym my właściwie piszemy? Co rozumiemy
                          przez "ubezpieczenie"?

                          Wnosząc z podawanych przez Ciebie przykładów nie chodzi Ci o klasyczne polisy
                          (wpłata - wypłata w przypadku losowym), lecz o kwestie nieco bardziej
                          skomplikowane, z ubezpieczeniem mające wspólne jedynie nazewnictwo. Czy bowiem
                          tak zwany III filar to aby na pewno ubezpieczenie? Czym to się różni od
                          wieloletniej inwestycji, skoro polega na inwestowaniu w mniej lub bardziej
                          bezpieczne papiery wartościowe?

                          Poproszę o Twoją definicję "ubezpieczenia".
                          • keyser_sose Re: To nie są ubezpieczenia 23.01.06, 13:18
                            xiazeluka napisała:

                            > Od tego powinniśmy właściwie zacząć: o czym my właściwie piszemy? Co
                            rozumiemy przez "ubezpieczenie"?
                            > Wnosząc z podawanych przez Ciebie przykładów nie chodzi Ci o klasyczne polisy
                            > (wpłata - wypłata w przypadku losowym)

                            Przecież w moim przykładzie tak właśnie jest: wpłacam 500 000 i jeśli nic się
                            nie dzieje to tracę te pieniądze. A jesli zachodzi wypadek losowy (znaczy sie
                            umarłem) to 10 000 000 dostaje moja rodzina

                            > Poproszę o Twoją definicję "ubezpieczenia".

                            Definicja ad hoc:

                            O ubezpieczeniu można mówić wtedy gdy

                            Wpłacam określoną kwotę ubezpieczycielowi. Ten gwarantuje mi określoną wypłatę
                            w wypadku zajścia jakiegoś zdarzenia.

                            Coś jak zakłady bukmacherskie.
                            • xiazeluka Re: To nie są ubezpieczenia 23.01.06, 13:42
                              keyser_sose napisał:

                              > Przecież w moim przykładzie tak właśnie jest: wpłacam 500 000 i jeśli nic się
                              > nie dzieje to tracę te pieniądze. A jesli zachodzi wypadek losowy (znaczy sie
                              > umarłem) to 10 000 000 dostaje moja rodzina

                              Z Bogiem. Ten przypadek to strata co najmniej 500 000.

                              > Coś jak zakłady bukmacherskie.

                              Dobrze. Czy mądre jest granie w totolotka?
                              • keyser_sose Re: To nie są ubezpieczenia 23.01.06, 13:56
                                > Z Bogiem. Ten przypadek to strata co najmniej 500 000.

                                Przecież Ty się zgodziłeś oddać 2 500 000 żeby uniknąć tego ryzyka - to
                                dlaczego uważasz, że zaoszczędzenie 2000 000 jest stratą?

                                > > Coś jak zakłady bukmacherskie.
                                >
                                > Dobrze. Czy mądre jest granie w totolotka?

                                Nie, nie jest. Są korzystniejsze formy hazardu. Np ruletka. I czasem gra na
                                ruletce jest rozsądna (np jestem winny Alowi Capone 2 000 0000 dolarów na
                                jutro, a mimo największych starań uzbierałem tylko 100 000 i nie mam zupełnie
                                skąd wziąć reszty, a wiem co ze mną zrobi - i z moją rodziną - jak mnie
                                znajdzie,a znajdzie napewno)
                                • xiazeluka Re: To nie są ubezpieczenia 23.01.06, 14:10
                                  keyser_sose napisał:

                                  > Przecież Ty się zgodziłeś oddać 2 500 000 żeby uniknąć tego ryzyka - to
                                  > dlaczego uważasz, że zaoszczędzenie 2000 000 jest stratą?

                                  To właśnie krytykowałem w Twoim modelu - brak rozróżnienia inwestycji od
                                  ubezpieczenia. Gdyby mi nie zależało na forsie, czasie i zyskach, to bym się
                                  ubezpieczył...

                                  > Nie, nie jest.

                                  I tu masz odpowiedź na pytanie: czy ubezpieczanie się jest mądre?
                                  • keyser_sose po pierwsze: 23.01.06, 14:23
                                    > > Nie, nie jest.
                                    >
                                    > I tu masz odpowiedź na pytanie: czy ubezpieczanie się jest mądre?

                                    Twoje pytanie dotyczyło totolotka a nie hazardu w ogóle.

                                    Zwracam uwagę, że nie ma żadnego kasyna które oferowałoby hazard statystycznie
                                    korzystny dla graczy.

                                    Czy to oznacza, że każdy hazard w każdych warunkach jest durnotą?

                                    Nie nie oznacza

                                    Ty mnie zapytałeś o szczególny rodzaj hazardu prowadzony przez konkretną firmę -
                                    ja Ci odpowiedziałem

                                    To tak jakbyś zapytał: a warto się ubezpieczyć w Commercial Union w tym i tym
                                    wariancie?

                                    Na to ja: nie, bo są inne ubezpieczenia o korzystniejszych zasadach

                                    Na co Ty: widzisz ubezpieczanie sie jest bez sensu

                                    Wnioskowanie nieuzasadnione
                                    • xiazeluka Re: po pierwsze: 23.01.06, 15:02
                                      > Zwracam uwagę, że nie ma żadnego kasyna które oferowałoby hazard
                                      statystycznie korzystny dla graczy.

                                      To samo można powiedzieć o ubezpieczeniach - patrząc na drapacze chmur
                                      zasiedlone przez bogate towarzystwa ubezpieczeniowe raczej trudno uwierzyć w
                                      to, by ich działanie było korzystne dla klientów. Towarzysztwa najpierw
                                      realizują swoje zyski.

                                      > Na to ja: nie, bo są inne ubezpieczenia o korzystniejszych zasadach

                                      Pytałem o definicję, zaproponowałeś taką totolotkową. Poproszę w takim razie o
                                      skorygowaną definicję - bez niej nie posuniemy się do przodu, jeśli
                                      pisząc "ubezpieczenie" obaj mamy na myśli dwie różne rzeczy.
                                      • keyser_sose Re: po pierwsze: 23.01.06, 15:12
                                        > > Zwracam uwagę, że nie ma żadnego kasyna które oferowałoby hazard
                                        > statystycznie korzystny dla graczy.
                                        >
                                        > To samo można powiedzieć o ubezpieczeniach - patrząc na drapacze chmur
                                        > zasiedlone przez bogate towarzystwa ubezpieczeniowe raczej trudno uwierzyć w
                                        > to, by ich działanie było korzystne dla klientów. Towarzysztwa najpierw
                                        > realizują swoje zyski.

                                        Dobrze. Uznajmy że hazard i ubezpieczenia sa porównywalne

                                        Czy stąd wynika, że wszelki hazard jest zawsze głupi?

                                        > Pytałem o definicję, zaproponowałeś taką totolotkową. Poproszę w takim razie
                                        o skorygowaną definicję - bez niej nie posuniemy się do przodu, jeśli
                                        > pisząc "ubezpieczenie" obaj mamy na myśli dwie różne rzeczy.

                                        Na razie definicja mi odpowiada - nie widze potrzeby korekty.

                                        Ruletka pasuje tak samo do podanej definicji

                                        To ty nie zauważasz, że są inne formy hazardu niż totolotek. Totolotek opiera
                                        się na tym, że 50% wpłat idzie na wygrane a 50% do kasy. W ruletce 35/36 wpłat
                                        idzie na wygrane, a 1/36 do kasy kasyna. To jest jedyny powód dla którego
                                        napisałem, że totolotek się nie opłaca: są inne formy hazardu gdzie strata
                                        staystycznie jest mniejsza - i te sa bardziej opłacalne.
                                        • xiazeluka Dobrze 23.01.06, 16:00
                                          keyser_sose napisał:

                                          > Czy stąd wynika, że wszelki hazard jest zawsze głupi?

                                          Tak. Co nie oznacza, że nie należy nie próbować.
                                          Nawiasem pisząc bylismy już w tym miejscu - wtedy, kiedy wspominałem o paleniu
                                          papierosów.

                                          > W ruletce 35/36 wpłat idzie na wygrane, a 1/36 do kasy kasyna.

                                          A nie odwrotnie przypadkiem? W ruletce nie da się grać bezpiecznie, to znaczy
                                          obstawić wszystkich pól tak, by mieć minimalną wygraną, zdarzają się poza tym
                                          serie i to Twoje 50% pewności sukcesu to prosta droga do stracenia wszystkiego.
                                          • keyser_sose Nie, nie odwrotnie 23.01.06, 16:05
                                            >
                                            > > Czy stąd wynika, że wszelki hazard jest zawsze głupi?
                                            >
                                            > Tak. Co nie oznacza, że nie należy nie próbować.
                                            > Nawiasem pisząc bylismy już w tym miejscu - wtedy, kiedy wspominałem o
                                            paleniu papierosów.

                                            Nie, nie byliśmy. Pominąłeś kolejny przykład z Alem Caponem.

                                            Po prostu sa sytuacje, kiedy trzeba (tzn jest to zachowanie racjonalne)
                                            hazardować i są takie kiedy nie trzeba.

                                            > > W ruletce 35/36 wpłat idzie na wygrane, a 1/36 do kasy kasyna.
                                            >
                                            > A nie odwrotnie przypadkiem?

                                            Nie. Jestem pewien. Jest 36 pól a stawka za trafienie wynosi 35:1

                                            tak więc 1/36 idzie dla krupiera

                                            a 35/36 na wygrane

                                            Tymczasem w totku 50% kasy idzie na wygrane a 50% idzie dla krupiera

                                            > Twoje 50% pewności sukcesu to prosta droga do stracenia wszystkiego.

                                            Ja pisałem o jakichś 50% jako sposobie na pewną wygraną???? Coś pokręciłeś.
                                            • xiazeluka Re: Nie, nie odwrotnie 23.01.06, 16:18
                                              keyser_sose napisał:

                                              > Po prostu sa sytuacje, kiedy trzeba (tzn jest to zachowanie racjonalne)
                                              > hazardować i są takie kiedy nie trzeba.

                                              Palenia papierosów nie trzeba ryzykować. Z resztą frazesu zgadzam się
                                              całkowicie.

                                              > Nie. Jestem pewien. Jest 36 pól a stawka za trafienie wynosi 35:1

                                              Chwileczkę. Przecież nie wygrywa się za każdym razem, więc to 1/36 należy
                                              powiększyć o ilość prób i liczbę grających.

                                              > Tymczasem w totku 50% kasy idzie na wygrane a 50% idzie dla krupiera

                                              Owszem, ale pula do podziału jest znacznie większa, w dodatku za jeden kupon za
                                              1,25 PLN możesz wygrać milion PLN więcej, w ruletce za taką stawkę nie wygrasz
                                              50 PLN.

                                              > Ja pisałem o jakichś 50% jako sposobie na pewną wygraną???? Coś pokręciłeś.

                                              Nie pisałeś o lepszych i gorszych formach hazardu?
                                              • keyser_sose Dość! 23.01.06, 16:30

                                                > Chwileczkę. Przecież nie wygrywa się za każdym razem, więc to 1/36 należy
                                                > powiększyć o ilość prób i liczbę grających.

                                                Napisałem: 1/36. Co oznacza,że statystycznie wygrywasz raz na 36 prób i
                                                otrzymujesz w zamian 35/36 tego co do tej pory postawiłeś.

                                                Wielkość kwot iliość graczy nie ma nic do rzeczy

                                                Jeśli nie ma tu zgody to sorry - ja się poddaje.

                                                To są fakty.

                                                A może kolejny zakład?

                                                A w totolotku statystycznie wygrywasz raz na ileś tam miliardów i otrzymujesz w
                                                zamian 50% tego co postawiłeś.

                                                Co oznacza, że totolotek jest gorszą formą hazardu. Dokładnie o 19/36. Tyle
                                                staystycznie tracisz grajac w totka a nie w ruletke.
                                                • xiazeluka Tylko spokojnie 23.01.06, 16:41
                                                  Piszesz nie o wygrywaniu, lecz o minimalizowaniu przegranej. Z takim
                                                  nastawieniem nie ma co zaczynać grać w cokolwiek.

                                                  Różnica polega jeszcze na wysokości wygranej, co sprawia, że ruletka jest
                                                  traktowana jak rozrywka, a totolotek jako okazja to szybkiego wzbogacenia się
                                                  (co wcale nie oznacza, że Twoje wyliczenia nie są prawdziwe).
                                                  • keyser_sose Już spokojnie 23.01.06, 16:55
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Piszesz nie o wygrywaniu, lecz o minimalizowaniu przegranej. Z takim
                                                    > nastawieniem nie ma co zaczynać grać w cokolwiek.

                                                    Słusznie. Wybacz Poniosło mnie.

                                                    czasem jednak jest inaczej

                                                    Wyobraż sobie, że zaproponowano Ci złoty interes (masz absolutne zaufanie do
                                                    wspólnika i rzecz jest policzalna): 100% szans na sukces. Warunek: masz w ciągu
                                                    20 min zorganizować 1 mln PLN. Jak skombinujesz zarobisz 20 mln

                                                    Stoisz właśnie przed kasynem i medytujesz.

                                                    Nikt Ci nie pożyczy - masz straszne długi (straszne!)

                                                    Nie masz na to też czasu.

                                                    Za to masz 30 000 w kieszeni.

                                                    Wiesz co to znaczy?

                                                    To znaczy, że wprawdzie stawiasz 30 000 - ale statystycznie wygrywasz nie 35/36
                                                    tylko 35/36 + 20 000 000

                                                    I wtedy granie staje sie statystycznie opłacalna.
                                                  • xiazeluka Dobrze 23.01.06, 17:14
                                                    Zgadzam się z wywodem jako logicznym.

                                                    Konkluzja, jak rozumiem, brzmi: ...dlatego hazard polegający na ubezpieczeniu
                                                    się jest w pewnych warunkach opłacalny, zatem JKM nie racji pisząc, że to
                                                    głupota.

                                                    Rozbija się zatem wszystko o te "pewne warunki" - dlatego prosiłem o definicję
                                                    na tyle szczegółową, by móc mieć pewność, że znajdziemy podstawę do osiągnięcia
                                                    kresu dyskusji.
                                                  • keyser_sose Re: Dobrze 24.01.06, 11:00
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Zgadzam się z wywodem jako logicznym.

                                                    Trochę pomerdałem z liczbami.

                                                    wygrana statystyczna nie wynosi 35/36 bo

                                                    po pierwsze w ruletce jest 37 liczb (36 kolorowychi bezkolorowe zero)

                                                    czyli 36/37

                                                    Po drugie 20 mln wygrywasz pod warunkiem że trafisz we właściwą liczbę.

                                                    Czyli statystyczna wygrana wynosi 1/37 * 20 mln

                                                    Co nadalczyni grę opłacalną - ale nie tak bardzo jak by wynikało z mojego
                                                    pisania

                                                    >
                                                    > Konkluzja, jak rozumiem, brzmi: ...dlatego hazard polegający na ubezpieczeniu
                                                    > się jest w pewnych warunkach opłacalny, zatem JKM nie racji pisząc, że to
                                                    > głupota.
                                                    >
                                                    > Rozbija się zatem wszystko o te "pewne warunki" - dlatego prosiłem o
                                                    definicję

                                                    Dotychczasowa definicja wydaje mi się wystarczajaca. To jest rodzaj zakładów
                                                    bukmacherskich (tam też nie da się grac bezpiecznie i też statystycznie gracz
                                                    przegrywa).

                                                    > na tyle szczegółową, by móc mieć pewność, że znajdziemy podstawę do
                                                    osiągnięcia kresu dyskusji.

                                                    A tak w ogóle, to wlasnie wymyslam kolejną nowelkę, na chwilę (dzień, dwa) więc
                                                    przerwe ten watek.

                                                    Nie zdążę już do wieczora nic do Ciebie skrobnąć, ale odpowiem później na temat
                                                    wojsko a ubezpieczenie
                                  • keyser_sose Po drugie 23.01.06, 14:27
                                    >Gdyby mi nie zależało na forsie, czasie i zyskach, to bym się
                                    > ubezpieczył...

                                    Nareszcie zgoda?

                                    Ja sięz tym zdaniem zgadzam (generalnie. Dodałbym kilka szczegółów, ale nie o
                                    nich teraz rozmawiamy): bo są inne cele które kochający mąż i ojciec postawi
                                    wyżej niż zysk, swój czas i forsa.

                                    I to jest właśnie norma, o którą kiedyś pytałeś.
                                    • xiazeluka He, he 23.01.06, 15:08
                                      Zapomniałeś o czymś ważniejszym - o lenistwie. Mąż i ojciec może być kochający
                                      ponad miarę, jednak niezdolny do zmuszenia się do wysiłku; w tym więc przypadku
                                      cel stojący wyżej niż zysk to fotel przed telewizorem.

                                      Teraz pytanie: czy ubezpieczony 40-latek tyjący w tym fotelu nie postępuje
                                      nieroztropnie? Zamiast się gapić w ekran i wpłacać co miesiąc na polisę, mógłby
                                      wykorzystać swój potencjał lepiej, efektywniej. Nie masz wrażenia, że
                                      ubezpieczenie rozleniwia, odbiera inwencję, korumpuje poczucie
                                      odpowiedzialności?
                                      • keyser_sose czasem jest odwrotnie 23.01.06, 15:18
                                        > Nie masz wrażenia, że
                                        > ubezpieczenie rozleniwia, odbiera inwencję, korumpuje poczucie
                                        > odpowiedzialności?

                                        Np masz dwóch identycznych żołnierzy (bliźniaków jednojajowych) którzy:

                                        1. Właśnie zaczęli służbę (więc nie mieli czasu odłożyć),

                                        2. Mają po żonie i dziecku

                                        3. Kochają swoją rodzinę

                                        4. Cała rodzina jest na ich utrzymaniu

                                        5. Nie zajmują się finansami - wszystkie sprawy z tym związane zostawiając
                                        żonie.

                                        6. Jednego znich żona ubezpieczyła na życie, a drugiego nie.

                                        Jak sądzisz, który z nich będzie gotów prędzej zaryzykować życie w
                                        niebezpiecznej misji?
                                        • xiazeluka Re: czasem jest odwrotnie 23.01.06, 15:54
                                          keyser_sose napisał:

                                          > Jak sądzisz, który z nich będzie gotów prędzej zaryzykować życie w
                                          > niebezpiecznej misji?

                                          Obaj. Ochotnicy to tacy faceci, którzy dlatego wybierają wojsko, by zaspokoić
                                          potrzebę solidnej, męskiej rozrywki. Odpowiedź może być inna, jeśli zaciągnęli
                                          się do armii tylko dla forsy - wtedy brzmi "żaden".
                                          • keyser_sose Re: czasem jest odwrotnie 23.01.06, 16:00
                                            Acha, czyli uważasz, że poniższy czynnik jest nieistotny:

                                            1. Jeden wie, ze jeśli zginie rodzina nie ma środków do trzymanie

                                            2. Drugi wie, że jesli zginie to ukochani będą mieli z czego żyć

                                            I Ty naprawdę uważasz, że ten czynnik nie ma nic wspólnego z decyzją ryzykować
                                            czy nie?????

                                            Nie nie wierzę Luka, że tak uważasz.

                                            Ot advocatus diavoli i tyle...
                                            • xiazeluka Tym razem piszę serio 23.01.06, 16:10
                                              W wojsku (policji, marynarce wojenne, lotnictwie) jest pełno żonatych i
                                              dzieciatych, mimo to zawsze są chętni do wykonywania niebezpiecznych misji.
                                              Ignorujesz więc czynnik niepoliczalny. Po drugie - kobiety za takich
                                              ekstremalnych wojowników wychodzące z pewnością liczą się (no dobra -
                                              wykreślmy "z pewnością", nie mam pojęcia o zasadach rządzącymi rozumowaniem
                                              niewiast), a zatem być może biorą to pod uwagę. Dlaczego?

                                              Otóż jest tak, że na niebezpieczne misje zgłaszają się żonaci właśnie, w celu
                                              szybkiego, dużego zarobku. Mnie bez czołgu do Iraku nikt nie zawlecze
                                              obietnicami 5 mln dularów miesięcznie***, niemniej na pewno trafią się tacy,
                                              którzy zaryzykują, by polepszyć sytuację materialną rodziny.


                                              ***Każdy ma swoją cenę - kto wie, czy za 20 mln imperialistycznych dolarów
                                              jednak bym się nie skusił?
                                              • keyser_sose odpowiadam serio 23.01.06, 16:24
                                                xiazeluka napisała:

                                                > W wojsku (policji, marynarce wojenne, lotnictwie) jest pełno żonatych i
                                                > dzieciatych, mimo to zawsze są chętni do wykonywania niebezpiecznych misji.
                                                > Ignorujesz więc czynnik niepoliczalny.

                                                Nie prawda: po prostu wszyscy są ubezpieczani. Założysz się?

                                                > Po drugie

                                                Po drugie pytanie dotyczyło wartości bojowej człowieka, którego miłość zostaje
                                                na zapleczu. Jesli zginę oni zdechną z głodu. Rozumiesz?

                                                Żony wojowników mają być bezpieczne i tyle, żeby mogli się skupić na zadaniach
                                                i nie byli kunktatorscy.

                                                > Otóż jest tak, że na niebezpieczne misje zgłaszają się żonaci właśnie, w celu
                                                > szybkiego, dużego zarobku.

                                                I zawsze są ubezpieczeni
                                                • xiazeluka Re: odpowiadam serio 23.01.06, 16:35
                                                  keyser_sose napisał:

                                                  > Nie prawda: po prostu wszyscy są ubezpieczani. Założysz się?

                                                  Fałszywe przełożenie. Ludzie ci nie zgłaszają się do wojska, by siedzieć w
                                                  ciepłych gaciach na wartowni, lecz by ryzykować życiem. Istnienie ubezpieczenia
                                                  na ich motywację nie wpływa.

                                                  > Po drugie pytanie dotyczyło wartości bojowej człowieka, którego miłość
                                                  zostaje na zapleczu. Jesli zginę oni zdechną z głodu. Rozumiesz?

                                                  W wojsku okazji do stracenia życia jest więcej niż w biurze, zatem okoliczność
                                                  tę amatorzy silnych wrażeń biorą pod uwagę, jednak mimo wszystko decydują się
                                                  ganiać za Arabusami po pustyni, a nie siedzieć za biurkiem. A żony bokserów?
                                                  Przecież w każdej chwili ich mąż może stracić życie, zostać zaślinionym
                                                  warzywem lub dostać rozmiękczenia mózgu - a mimo to szkółki pięściarstwa są
                                                  pełne.

                                                  > Żony wojowników mają być bezpieczne i tyle, żeby mogli się skupić na
                                                  zadaniach i nie byli kunktatorscy.

                                                  Żony są bezpieczne - w dzisiejszych czasach, by znaleźć wroga, trzeba wyjechać
                                                  na inny kontynent.

                                                  > I zawsze są ubezpieczeni

                                                  Przymusowo czy dobrowolnie?
                                                  • keyser_sose Re: odpowiadam serio 23.01.06, 17:06
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > keyser_sose napisał:
                                                    >
                                                    > > Nie prawda: po prostu wszyscy są ubezpieczani. Założysz się?
                                                    >
                                                    > Fałszywe przełożenie. Ludzie ci nie zgłaszają się do wojska, by siedzieć w
                                                    > ciepłych gaciach na wartowni, lecz by ryzykować życiem. Istnienie
                                                    ubezpieczenia na ich motywację nie wpływa.

                                                    Człowiek ma wiele różnych motywacji. To, że pierwszożędna jest taka jak
                                                    sugerujesz, to jeszcze nie znaczy, że inne nie mają znaczenia. Żadnego?????????

                                                    Mają mniejsze ale mają.

                                                    O kroplach przepełniających szalę słyszałeś? To jest właśnie to.

                                                    Obaj są gotowi ryzykować życie - ale kiedy decyzja stanie na krawędzi - wtedy
                                                    to właśnie będzie decydujące

                                                    Ty piszesz, że nie ma zadnej zależności miedzy gotowością bojową żołnierza a
                                                    bezpieczeństwem materialnym jego rodziny w wypadku śmierci.

                                                    Mylisz się.

                                                    > Żony są bezpieczne - w dzisiejszych czasach, by znaleźć wroga, trzeba
                                                    wyjechać na inny kontynent.

                                                    Chodziło o bezpieczeństwo materialne

                                                    > > I zawsze są ubezpieczeni
                                                    >
                                                    > Przymusowo czy dobrowolnie?

                                                    Jeżeli nie dobrowolnie to w interesie wodza leży by jego rzołnierz nie
                                                    zamartwiał się z czego będzie żyć rodzina kiedy on umrze. Dlatego ja bym
                                                    ubezpieczenie dawał "za darmo" (naturalnie pomniejszając o to żołd - choć nasz
                                                    dzielny wojak nie będzie o tym wiedział).

                                                    A poza tym: dobrowolność byłaby i tak: nikt nie każe iść do woja!
                                                  • xiazeluka Re: odpowiadam serio 23.01.06, 17:27
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Mają mniejsze ale mają.

                                                    Te mniejsze nie są decydujące przy podejmowaniu decyzji głównej - zaciągnięcia
                                                    się do armii. Zresztą, gdyby miały, to w interesie armii leżałoby
                                                    zabranianie/uniemozliwianie/zniechęcanie żołnierzy do zawierania małżeństw.

                                                    > Obaj są gotowi ryzykować życie - ale kiedy decyzja stanie na krawędzi - wtedy
                                                    > to właśnie będzie decydujące

                                                    - Wietnamce złapali naszego pułkownika, Johna Wayne'a. Montujemy ekipę, by go
                                                    odbić. Operacja będzie nielegalna, szanse są niewielkie, nikt nam nie pomoże.
                                                    Idziesz?
                                                    - Mowa. Wayne uratował mi kiedyś życie, dzięki niemu mam szczęście wychowywać
                                                    syna! Kiedy wyruszamy?

                                                    > Ty piszesz, że nie ma zadnej zależności miedzy gotowością bojową żołnierza a
                                                    > bezpieczeństwem materialnym jego rodziny w wypadku śmierci.

                                                    Mylę się, twierdzisz. Dobrze, zamiast się przezywać, skróćmy wywód - poproszę
                                                    dowód.

                                                    > Jeżeli nie dobrowolnie

                                                    Chwileczkę - dosyć stanowczo twierdziłeś, że żołnierze są ubezpieczeni,
                                                    dlaczego więc teraz piszesz "jeżeli"? Odnosisz się do sytuacji realnej,
                                                    konkretnej, czy teoryzujesz, wnosząc po reszcie akapitu?

                                                    > to w interesie wodza leży by jego rzołnierz nie
                                                    > zamartwiał się z czego będzie żyć rodzina kiedy on umrze.

                                                    Interes wodza to inna sprawa. Mowa była o motywacji ochotnika.

                                                    > Dlatego ja bym
                                                    > ubezpieczenie dawał "za darmo" (naturalnie pomniejszając o to żołd - choć
                                                    nasz dzielny wojak nie będzie o tym wiedział).

                                                    No, nie wiem - ja bym dużo płacił, bez oszukiwania na składce.

                                                    > A poza tym: dobrowolność byłaby i tak: nikt nie każe iść do woja!

                                                    Oczywiście! Ale są tacy, którzy chcą - i jest to dla nich ważniejsze od rodziny
                                                    czy istnienia ubezpieczenia.
                                                  • keyser_sose Dowód Cz I założenie 24.01.06, 23:01
                                                    > Mylę się, twierdzisz. Dobrze, zamiast się przezywać, skróćmy wywód - poproszę
                                                    > dowód.

                                                    Służę. Najpierw proszę byś przyjął poniższe założenie:

                                                    Założenie:

                                                    Napisałeś:

                                                    "Otóż jest tak, że na niebezpieczne misje zgłaszają się żonaci właśnie, w celu
                                                    szybkiego, dużego zarobku. Mnie bez czołgu do Iraku nikt nie zawlecze
                                                    obietnicami 5 mln dularów miesięcznie***, niemniej na pewno trafią się tacy,
                                                    którzy zaryzykują, by polepszyć sytuację materialną rodziny"

                                                    Twoje słowa są założeniem mojego dowodu(jesli zniekształcę Twoją mysl, prosze
                                                    popraw mnie), które (założenie) streszczę nastepujaco:

                                                    Wśród żonatych żołnierzy istnieje silna korelacja dodatnia miedzy potrzebą
                                                    poprawienia bytu rodzinie a gotowością zaryzykowania życia.

                                                    Daj znać jesli uwazasz, że moje założenie jest prawdziwe. (Jesli chcesz dokonac
                                                    w nim korekty, to też daj znać - moze cos razem wykombinujemy)

                                                    Wtedy przedstawię jeszcze raz tezę
                                                  • abprall Re: Dowód Cz I założenie 24.01.06, 23:07
                                                    proszę dowód do kontroli..!


                                                    ---------------------
                                                    pieprzone cywile
                                                  • keyser_sose Dowód Cz I założenie poprawione 24.01.06, 23:54
                                                    Wybacz, że juz na etapie założenia wnoszę poprawki... zbładziłem.

                                                    Chciałem leźć na około, kiedy Ty sam napisałeś to, co chciałem w pierwszym
                                                    etapie wywodzić.

                                                    Założenie do dowodu:

                                                    Wśród ludzi istnieje silna korelacja miedzy nagrodą (zyskiem) a gotowością
                                                    zaryzykowania życia.

                                                    Czyli: im wyższa nagroda tym wiecej znajdzie się chętnych do udziału w akcji.

                                                    Tak?
                                                  • keyser_sose Dowód w całości. 25.01.06, 00:43
                                                    Przemyslałem sprawę - oto dowód w całości. Jutro mogę nie mieć czasu na pisanie
                                                    więc po co odwlekać nieuniknione.

                                                    > Mylę się, twierdzisz. Dobrze, zamiast się przezywać, skróćmy wywód - poproszę
                                                    > dowód.

                                                    Założenie:
                                                    Wśród ludzi istnieje silna korelacja miedzy wysokością nagrody (zyskiem) a
                                                    gotowością zaryzykowania życia.

                                                    Teza:
                                                    Istnieje zatem silna korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    życie a gotowością zaryzykowania życia.

                                                    Dowód:

                                                    Spodziewana nagroda za wykonanie akcji: N
                                                    Nagroda za udział w misji: X
                                                    Nagroda za wykonanie misji: Y (PLN)
                                                    Szansa przeżycia: Z
                                                    Suma ubezpieczenia w razie śmierci: W

                                                    Zatem:

                                                    N= X + Y*Z + (100-Z)*W

                                                    Zatem

                                                    Spodziewana nagroda rośnie wraz z sumą ubezpieczenia.

                                                    A ponieważ istnieje silna korelacja dodatnia między nagrodą a gotowością
                                                    oddania życia, zatem ubezpieczeni będą chętniej ryzykowali życie.

                                                    CND

                                                    Już?
                                                  • keyser_sose korekta do wzoru. 25.01.06, 00:48
                                                    Jest:
                                                    N= X + Y*Z + (100-Z)*W

                                                    Powinno być:

                                                    N= X + Y*Z + (100%-Z)*W

                                                    % mi wypadł, wybacz.
                                                  • keyser_sose Dowód Wersja Ostateczna(?) 25.01.06, 05:34
                                                    Byc może pojawią sie jakieś poprawki kosmetyczne, ale rdzeń dowodu juz sie nie
                                                    zmienismile

                                                    Założenie:
                                                    Wśród ludzi istnieje silna korelacja dodatnia miedzy wysokością nagrody
                                                    (zyskiem) a gotowością zaryzykowania życia.

                                                    Teza:
                                                    Istnieje zatem silna korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji.

                                                    Dowód:

                                                    Spodziewana nagroda za udział w ryzykownym przedsięwzięciu: N
                                                    Wartość elementów stałych nagrody (niezależnych od przezycia): X
                                                    Wartość elementów zmiennych (zależnych od przeżycia): Y
                                                    Szansa przeżycia: Z
                                                    Suma ubezpieczenia w razie śmierci: W

                                                    Zatem:

                                                    N = X + Y*Z + (100% - Z)*W

                                                    Zatem

                                                    Spodziewana nagroda rośnie wraz z sumą ubezpieczenia.

                                                    A ponieważ istnieje silna korelacja dodatnia między wysokością nagrody a
                                                    gotowością oddania życia, zatem ubezpieczeni będą chętniej ryzykowali życie.

                                                    CND
                                                  • xiazeluka Już można? 25.01.06, 09:47
                                                    (Przepraszam za skrótowość postu, ale sążnistą odpowiedź mi zeżarło, nie mam
                                                    siły pisać wszystkiego jeszcze raz)

                                                    Z założeniem się zgadzam - im większa kumulacja w totolotku, tym więcej
                                                    chętnych w kolejce do kolektury.

                                                    Z tezą już nie do końca - oczekiwana nagroda jest do zbobycia w czasie
                                                    rzeczywistym dla mnie osobiście, ubezpieczenie natomiast nie ma większej
                                                    wartości motywacyjnej, ponieważ suma polisy przypadnie moim spadkobiercom.
                                                    Czyli: należy odróżnić chęć zysku od poświęcenia się. Jeśli wiem, że w miejscu
                                                    oddalonym od mojego domu można zdobyć 5 mln (kto pierwszy, ten lepszy), to
                                                    wsiadam do auta i gnam na złamanie karku nie przejmując się ubezpieczeniami;
                                                    jeśli wyjeżdżam na rok do Iraku, do ubezpieczam swoje życie, by rodzina coś w
                                                    razie czego dostała. Pożądanie nagrody wypływa z silnych bodźców emocjonalnych,
                                                    różnych od decyzji o ubezpieczeniu, czyli długoterminowym celu nie przynoszącym
                                                    bezpośrednich profitów.

                                                    Dowód zatem wymaga solidnej korekty, tym bardziej, że i tak nie nadaje się do
                                                    opisu amatorów silnych wrażeń.
                                                  • keyser_sose Dowód: Druga wersja ostateczna:-) 25.01.06, 21:20
                                                    Dzięki za uwagi.

                                                    Naturalnie obaliłeś postawioną przeze mnie tezę - trudno, nie pierwszy raz mi
                                                    zdarza głosić wątpliwe tezy i pewnie jeszcze nie raz się zdarzy.

                                                    Wracając do naszych baranów:

                                                    Teza powinna brzmieć inaczej, mianowicie tak.

                                                    Teza:

                                                    Istnieje korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji wśród ludzi
                                                    zainteresownych w korzystnej przyszłości materialnej spadkobierców.

                                                    Cała reszta dowodu pozostaje bez zmian.

                                                    Czy mozemy uznać tę tezę za dowiedzioną?

                                                    Zdaje się, że masz jeszcze watpliwość nastepującą:

                                                    >Dowód zatem wymaga solidnej korekty, tym bardziej, że i tak nie nadaje się do
                                                    > opisu amatorów silnych wrażeń

                                                    Otóż, to jest trochę inaczej.

                                                    Z tego prawa (no wiesz, jeśli uznamy to zdanie za dowiedzione to możemy je
                                                    traktować jak prawo) wynika jedynie, że

                                                    Jeżeli

                                                    porównasz dwie niemal identyczne populacje różniące się tylko jedną cechą
                                                    (członkowie jednej są ubezpieczeni a drugiej nie)

                                                    To

                                                    łatwiej znajdziesz chętnych do narażenia życia w grupie ubezpieczonych.

                                                    Tak więc na podanym orzez Ciebie przykładzie miłośników mocnych wrażeń:

                                                    Jeżeli:

                                                    Porównasz dwie populacje miłośników mocnych wrażeń, którzy jednoczesnie dbają o
                                                    przyszłość materialną swoich spadkobierców, a jedyną różnicą między nimi będzie
                                                    ubezpieczenie na życie

                                                    To

                                                    łatwiej bedzie znaleźć chetnych do zaryzykowania życia wśród ubezpieczonych.

                                                    (Dużo łatwiej jest mi to sobie uświadomić kiedy myslę o misjach z szansą
                                                    przeżycia 1%. Albo 1 promil. No, niezły to musi byc miłośnik mocnych wrażeń,
                                                    żeby się zgodzićsmile)
                                                  • basia Re: Dowód: Druga wersja ostateczna:-) 25.01.06, 22:13
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Teza:
                                                    >
                                                    > Istnieje korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    > życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji wśród ludzi
                                                    > zainteresownych w korzystnej przyszłości materialnej spadkobierców.
                                                    >

                                                    Chyba jednak nie tak.

                                                    Istnieje korelacja pomiedzy ryzykiem przedsiewziecia a wysokoscia ubezpieczenia.

                                                    czyli wartoscia objasniana jest wysokosc ubezpieczenia, a ryzyko - objasniajaca.
                                                    jezeli ryzyko wrosnie o iles tam w jakiejs skali to ubezpieczenie o np. 1 zl. czyli im wieksze ryzyko, tym wyzsze ubezpieczenie. Czyli - moge zginac, nie bede mogl dalej zarabiac, rodzine musze zabezpieczyc.

                                                    Twoja teza brzmi jakosc odwrotnie, ze wraz ze wzrostem wysokosci ubezpieczenia wzrasta chec poniesienia ryzyka swojego zycia.
                                                    -O! jakie fajne wysokie ubezpieczenie. To sobie zaryzykuje i wezme. Inaczej na rodzine nie zarobilem, to moze chociaz uda mi sie zginac i zostawie po sobie ubezpieczenie.

                                                  • keyser_sose A co,nieprawda? 25.01.06, 22:33
                                                    > Twoja teza brzmi jakosc odwrotnie, ze wraz ze wzrostem wysokosci
                                                    ubezpieczenia wzrasta chec poniesienia ryzyka swojego zycia.

                                                    Tak własnie uwazam.

                                                    Im więcej dają za ryzyko tym chetniej ludzi je ponoszą.

                                                    A myslisz, ze czemu np są wysokie nagrody za wydanie przestępców?

                                                    Bo za małe pieniądze sie nie kalkuluje Ala Capone wydać. Co innego za duze.
                                                  • basia Re: A co,nieprawda? 25.01.06, 23:05
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Tak własnie uwazam.
                                                    >
                                                    > Im więcej dają za ryzyko tym chetniej ludzi je ponoszą.
                                                    >
                                                    > A myslisz, ze czemu np są wysokie nagrody za wydanie przestępców?
                                                    >
                                                    > Bo za małe pieniądze sie nie kalkuluje Ala Capone wydać. Co innego za duze.

                                                    Slusznie napisales, ale napisales o pieniadzach dla "sprawcy" dzialania. On wykona pomyslnie dzialanie dostanie kase. Im wieksze ryzyko tym wieksze pieniadza.

                                                    Co innego ubezpieczenie, pieniedzy z tego ubezpieczenia nie dostanie "sprawca" po wykonaniu pomyslnym dzialania, ale wtedy gdy mu sie nie uda przezyc - pieniadze dostanie rodzina.W innym przypadku - gdy przezyje - nie dostanie nic, ani on ani jego rodzina.

                                                    Ps. w zwiazku z Twoja zajetoscia nie obraze sie za brak odpowiedzi.
                                                  • xiazeluka Jesteś rozrywany, keyserze... 26.01.06, 11:47
                                                    Chyba odczuwam z tego powodu niską zazdrość. Niemniej Pani Basia wytknęła Ci
                                                    dokładnie to samo, na co i ja wskazywałem.

                                                    Tezę oprotestuję: motywy podejmowania ryzykownych zachowań i motywy
                                                    ubezpieczania się wynikają z odmiennych przyczyn. Załóżmy, że jestem
                                                    ubezpieczony od wypadku komunikacyjnego - czy to oznacza, że nie zachowuję się
                                                    czasami na drodze ryzykownie, np. omijając opuszczone zapory na przejeździe
                                                    kolejowym, bo mi się spieszy?
                                                    Ubezpieczenie ma przynieść zysk w odległej, nieokreślonej przyszłości, co w
                                                    żaden lub niewielki sposób wpływa na moje doraźne decyzje. Jeszcze jeden
                                                    przykład: jesteś ubezpieczony na zdrowie, jesteś także zawodnikiem drużyny
                                                    piłki nożnej. Czy podczas gry zastanawiasz się nad konsekwencjami poniesienia
                                                    kontuzji? Czy cofasz nogę? Czy grałbyś inaczej, gdybyś nie był ubezpieczony?
                                                    Twierdzę, że w podejmowaniu krótkotrwałych, doraźnych decyzji ryzykownych nikt
                                                    nie bierze pod uwagę tkwiącej im w kieszeni polisy na życie czy też
                                                    zabezpieczeniem materialnym bliskich.

                                                    Trudniejszy przykład jest taki: praca w Iraku na rok za 25 000
                                                    imperialistycznych dolarów miesięcznie. Ryzyko utraty życia: 20% (obejmujące
                                                    terrorystów i wypadki w pracy). Czy da się tu wskazać jakąś korelację? Pan
                                                    Kowalski, mąż i ojciec dwojga dzieci zarabiający średnią krajową będzie się
                                                    zapewne dłużej zastanawiał od pana Malinowskiego, samotnego dwudziestolatak,
                                                    ale pan Wiśniewski, również jak Kowalski mąż i ojciec dwojga dzieci od trzech
                                                    lat na bezrobociu - pojedzie do Iraku z Malinowskim! Wiśniewski się nawet nie
                                                    ubezpieczy, bo i tak nie ma z czego...

                                                    Ta teza jest błędna już na dzień dobry:

                                                    > Porównasz dwie populacje miłośników mocnych wrażeń

                                                    Amator mocnych wrażeń szuka wyzwań, adrenaliny, niebezpieczeństwa, nie
                                                    przejmując się ubezpieczeniem; motywacją w tym przypadku jest Nagroda w postaci
                                                    szaleństw w dżungli, a nie odległy obraz wiejskiego domu z kominkiem, przy
                                                    którym będzie grzać stare kości. Chodzi o TU i TERAZ, a nie jakieś fusy z kawy.
                                                    Ubezpieczeniem zaczną się przejmować dopiero po założeniu rodziny i wtedy ich
                                                    skłonność do ryzyka OSŁABNIE.

                                                    Odwołajmy się do przeszłości: konkwistadorów pchała do przodu chęć zysku
                                                    (oczekiwana krótkoterminowo Nagroda), chociaż szanse na przeżycie były
                                                    niewielkie (długa i niebezpieczna podróż za wielką wodę, zasadzki nieznanego
                                                    świata, opór tubylców, choroby, świadomość, że niewielu poprzedników wróciło
                                                    żywych, a jeszcze mniej z nich - bogatych, i tak dalej); mimo to pragnienie
                                                    wdarcia się do El Dorado było na tyle silną motywacją, że rzucali na szalę swój
                                                    los, rezygnująć z Ubezpieczenia (spokojnej służby na dworze granda). Dzięki
                                                    takim hazardzistom Europa opanowała świat - gdyby wszyscy się ubezpieczali, to
                                                    w końcu Aztekowie skolonizowaliby nas i dzisiaj miałbyś czerwoną skórę i modlił
                                                    się do pierzastego świętego Latającego Węża.
                                                  • basia Re: Jesteś rozrywany, keyserze... 26.01.06, 12:54
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Amator mocnych wrażeń szuka wyzwań, adrenaliny, niebezpieczeństwa, nie
                                                    > przejmując się ubezpieczeniem; motywacją w tym przypadku jest Nagroda w postaci
                                                    >
                                                    > szaleństw w dżungli, a nie odległy obraz wiejskiego domu z kominkiem, przy
                                                    > którym będzie grzać stare kości. Chodzi o TU i TERAZ, a nie jakieś fusy z kawy.
                                                    > Ubezpieczeniem zaczną się przejmować dopiero po założeniu rodziny i wtedy ich
                                                    > skłonność do ryzyka OSŁABNIE.

                                                    Dotrzymujac towarzystwa i zgadzajac sie z tym co napisalsales, do powyzszego fragmentu dorzuce dla KS okolicznosc na "tak" dla ubezpieczenia, choc ubezpieczenia nie w sensie zysku, ale uchronienia sie od straty. Zyskiem, tak jak Luka napisales, sa wrazenia.

                                                    Moze sie zdazyc, ze wybierzemy sie do kraju za siedmioma gorami i za siodmym lasem bedziemy wspinac sie na najwyzsze drzewo. Istnieje wszak ryzyko, ze spadniemy z tego drzewa i polamiemy sobie nóżki, a do najblizszego szpitala tysiace kilometrow. Zeby sie tam dostac musi przyleciec po nas helikopter, a gips w tym kraju ma cene zlota. W takiej sytuacji, kiedy stac nas na wyprawe, ale na poniesienie ewentualnych kosztow szpitalnych - nie, mozemy sie wtedy ubezpieczyc.

                                                    Jednak nie znam nikogo, kto zrezygnowalby z wyprawy, nie majac mozliwosci ubezpieczenia sie. Nie widze tu zadnej korelacji ani tego, ze wysokosc ubezpieczenia implikuje dzialania, co KS probowal dowiesc jak mi sie wydaje.
                                                  • xiazeluka Bardzo słuszna uwaga, Pani Basiu 26.01.06, 12:57
                                                    Zawstydziła mnie Pani - tego właśnie zabrakło w mojej poprzedniej wypowiedzi.
                                                    Starzeję się czy co?
                                                  • keyser_sose Nieporozumienie. 26.01.06, 22:37
                                                    > Porównasz dwie populacje miłośników mocnych wrażeń
                                                    >
                                                    > Amator mocnych wrażeń szuka wyzwań, adrenaliny, niebezpieczeństwa, nie
                                                    > przejmując się ubezpieczeniem; motywacją w tym przypadku jest Nagroda w
                                                    >postaci szaleństw w dżungli, a nie odległy obraz wiejskiego domu z kominkiem,
                                                    >przy którym będzie grzać stare kości. Chodzi o TU i TERAZ, a nie jakieś fusy z
                                                    >kawy (...)itd.

                                                    Właśnie przedstawiłeś ludzi NIE troszczących się o przyszłość materialną
                                                    spadkobierców. I wcale nie chodziło mi o domek z ogródkiem (pierwsze
                                                    nieporozumienie) w odległej przyszłości tylko co sie stanie z moimi bliskimi ZA
                                                    MIESIAC jesli ja umrę dziś!
                                                    Żebrać będą, czy jak?

                                                    Drugie nieporozumienie

                                                    Napisałeś tak jakby dominująca motywacja była jedyną: tzn człowiek lubiący
                                                    mocne wrażenia nie będzie sie interesował losem rodziny w razie niepowodzenia.

                                                    A mnie interesuja ludzie dbający o swoich bliskich: tylko do takich
                                                    ograniczyłem dowód. Przeczytaj jeszcze raz. I nie czytaj samej Tezy tylko razem
                                                    z Dowodem, który nie ulega zmianie.

                                                    Nie zgadzam się, z takim postawieniem sprawy, że dominujaca motywacja neguje
                                                    wszystkie inne: czyli albo amator domku z ogródkiem, albo amator silnych wrazeń.

                                                    Człowiek ma wiele różnych motywacji i dopiero jakaś wypadkowa decyduje o
                                                    działaniu. Wypadkowa. Kilku, kilkunastu, a moze i kilkudziesięciu. I zmiana
                                                    jakiejkolwiek ze składowych może zaważyć na ostatecznym działaniu.

                                                    Dlatego kiedy pisałem o grupie ludzi lubiących mocne wrażenia i dbajacych o
                                                    zabezpieczenie bytu materialnego swoim spadkobiercom to właśnie miałem na mysli
                                                    (tam jest spójnik logiczny"i"): U nich ta motywacja ma swoją siłę i są sytuacje
                                                    w których to właśnie ta motywacja zdecyduje (a jesli tak, to jest korelacja
                                                    dodatnia. I tylko o to mi chodzi.) Rozpatrz proszę sprawe gotowości pójścia na
                                                    akcję o szansie przeżycia 1%.

                                                    Każdy żołnierz oddziału:

                                                    1. Ma żonę i dziecko

                                                    2. Kocha swoją rodzine.

                                                    2. Rodzina jest na jego wyłącznym utrzymaniu. Żona nie umie nic, co by
                                                    zapewniło byt jej i dziecku w razie zejścia tatusia

                                                    3. Nie ma zadnych krewnych ani przyjaciół którzy by im pomogli.

                                                    4. Nie ma ubezpieczenia

                                                    Rozważmy teraz dwa warianty:

                                                    Wariant I:

                                                    Dowódca staje przed oddziałem i mówi:

                                                    - Potrzebuję jednego ochotnika na misję, w której szansa przeżycia wynosi 1%.
                                                    Idziemy odbijać jeńców i potrzebny jest ktoś żeby odciągnąć uwagę żółtków.

                                                    (czyli na 99% rodzina tego ochotnika zostanie bez środków do utrzymania.)

                                                    Wariant II:

                                                    Dowódca staje przed oddziałem i mówi:

                                                    - Potrzebuję jednego ochotnika na misję, w której szansa przeżycia wynosi 1%.
                                                    Idziemy odbijać jeńców i potrzebny jest ktoś żeby odciągnąć uwagę żółtków.
                                                    Jesli ochotnik zginie będę utrzymywał jego zonę i dziecko przez nastepne 20 lat.

                                                    Pytanie: do którego dowódcy chetniej zgłoszą się ochotnicy?
                                                  • xiazeluka Faktycznie nieporozumienie 27.01.06, 13:16
                                                    Zauważ, że Ty dekretujesz cudze zachowania - oświadczasz, że oni MUSZĄ się
                                                    zachowywać tak, jak sobie to wyobrażasz, ignorująć fakt, że jest to znacznie
                                                    bardziej skomplikowana sprawa. Po drugie - należy zrobić zastrzeżenie, że nie
                                                    mówimy o wszystkich, a jedynie żonatych z dwójką dzieci i sporym kredytem
                                                    hipotecznym. Tyle, że w takim przypadku nie wyciągnięmy wniosków ogólnych, a
                                                    jedynie odniesiemy się do mniejszości zadłużonych dzieciatych żonatych. Uda sie
                                                    na tej podstawie wyciągnąć konkluzję ogólną na temat ubezpieczeń?

                                                    Amator mocnych wrażeń troszczy się o rodzinę najlepiej jak umie, ale to nie
                                                    oznacza, że rezygnuje z wyzwań, zaś uzależnianie jego ekstremalnych upodobań od
                                                    przymusowego (nie państwowo, ale domyślnie) ubezpieczenia się, wulgaryzuje
                                                    problem. Proponuję, byś przeprowadził ankietę wśród kosmonautów, żołnierzy sił
                                                    specjalnych, rajdowców i innych takich, zadając im pytanie: "Czy dobrowolnie
                                                    się pan ubezpieczył?" To "dobrowolnie" musi być różne od obowiązkowego, a jeśli
                                                    obowiązkowe jest, to zapytać "A czy dobrowolnie się pan ubezpieczył dodatkowo?"
                                                    Dopóki nie otrzymamy wyników takiej ankiety dalsze rozważania "jak kto się musi
                                                    zachować" uważam za jałowe. Dowodem w tym przypadku nie może być wydumane
                                                    przełożenie, tym bardziej, że chodzi o konkretną, dedykowaną grupę ludzi, a nie
                                                    ogół.

                                                    Przykład z żołnierzami jest po prostu nonsensowny: wybór wygląda tak - a) brak
                                                    nagrody w razie niepowodzenia, b) nagroda w razie niepowodzenia. To nad czym
                                                    się tu zastanawiać???
                                                  • keyser_sose Upewniam się 27.01.06, 21:18
                                                    > Przykład z żołnierzami jest po prostu nonsensowny: wybór wygląda tak - a)
                                                    brak
                                                    > nagrody w razie niepowodzenia, b) nagroda w razie niepowodzenia. To nad czym
                                                    > się tu zastanawiać???

                                                    Rozumiem, że to moze byc denerwujace, ale właśnie do czegoś dochodzimy - jeśli
                                                    się nie mylę to ten podwątek zamkniemy w ciagu 2-3 postów.)

                                                    Wybacz mi zatem, bo to bardzo istotne:

                                                    Zrozumiałem, Cie tak, że chetniej na akcje pójdą podkomendni dowódcy, który
                                                    zapewni bezpieczeństwo materialne rodzinie.

                                                    Czy tak?
                                                  • xiazeluka Nie. Zupełnie nie. 28.01.06, 19:14
                                                    Jeśli alternatywa jest taka:

                                                    a) dam ci 8,96 mln imperialistycznych dolarów,
                                                    b) nie dam ci 8,96 mln imperialistycznych dolarów.

                                                    To zastanawiać się nie ma nad czym. No i oczywiście to znowuż nie jest o
                                                    ubezpieczeniach, to raczej teleturniej "Idż na całość" z odsłoniętą zawartością
                                                    bramek.
                                                  • keyser_sose Jesli nie ma sie nad czym zastanawiać to odpowiedz 29.01.06, 06:17
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Jeśli alternatywa jest taka:
                                                    >
                                                    > a) dam ci 8,96 mln imperialistycznych dolarów,
                                                    > b) nie dam ci 8,96 mln imperialistycznych dolarów.
                                                    >
                                                    > To zastanawiać się nie ma nad czym. No i oczywiście to znowuż nie jest o
                                                    > ubezpieczeniach, to raczej teleturniej "Idż na całość" z odsłoniętą
                                                    zawartością bramek.

                                                    Pragne zauwazyc jednak, że ochotnicy mogą sie w ogóle nie zgłosić: i tyle. Jest
                                                    sie nad czym zastanawiac.

                                                    Jesli to jest proste pytanie to daj prosta odpowiedź.

                                                    A kwestie jak sie to ma do ubezpieczeń pozostaw mnie.
                                                  • keyser_sose Nieporozumienie II 28.01.06, 05:00
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Zauważ, że Ty dekretujesz cudze zachowania - oświadczasz, że oni MUSZĄ się
                                                    > zachowywać tak, jak sobie to wyobrażasz, ignorująć fakt, że jest to znacznie
                                                    > bardziej skomplikowana sprawa.

                                                    Mylisz się. Pisząc o korelacji nie mam na mysli, że tak muszą - mam na mysli,
                                                    ze statystycznie częściej bedą się zachowywać w ten sposób.

                                                    > Po drugie - należy zrobić zastrzeżenie, że nie
                                                    > mówimy o wszystkich, a jedynie żonatych z dwójką dzieci i sporym kredytem
                                                    > hipotecznym.

                                                    Ja to zrobiłem. Umknęło Ci - stąd tyle nieporozumień. Porównaj dowodzone tezy.

                                                    Teza nr I
                                                    Istnieje zatem silna korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji.

                                                    Teza nr II
                                                    Istnieje korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji wśród ludzi
                                                    zainteresownych w korzystnej przyszłości materialnej spadkobierców.

                                                    > Tyle, że w takim przypadku nie wyciągnięmy wniosków ogólnych, a
                                                    > jedynie odniesiemy się do mniejszości zadłużonych dzieciatych żonatych.

                                                    Jeżeli uzgodnimy stanowisko w dla grupy "dzieciatych, zadłuzonych" (trochę sie
                                                    wyzłośliwiasz - ja tę grupę nazwałem "ludźmi zainteresowanymi w korzystnej
                                                    przyszłości materialnej spadkobierców") wtedy przystąpię do nastepnej części
                                                    wywodu.

                                                    Jeśli więc zgadzamy się co do tego, jak wyglada sparawa w tej grupie, to daj
                                                    znać.
                                                  • xiazeluka Re: Nieporozumienie II 28.01.06, 19:24
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Mylisz się. Pisząc o korelacji nie mam na mysli, że tak muszą - mam na mysli,
                                                    > ze statystycznie częściej bedą się zachowywać w ten sposób.

                                                    Kto konkretnie? Są jakieś statystyczne dane na tenmat ryzykantów z wyboru?

                                                    > Istnieje zatem silna korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    > życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji.

                                                    Stop. To już omawialiśmy - ja wtedy zwróciłem uwagę na motywację i zeszło na
                                                    gorące głowy chcące się sprawdzić w serwiwalu. Po drugie - pilot myśliwca na
                                                    lotniskowcu ryzykuje życie częściej, niż żołnierz pełniący służbę wartowniczą w
                                                    prowincjonalnym garnizonie. Po trzecie - jeżeli ktoś ryzykuje życie dla Nagrody
                                                    w postaci silnych wrażeń, to zaspokaja swoją potrzebę niejako kosztem bliskich,
                                                    nawet, jeśli wykupi polisę - forsą nie odkupisz zabitego ojca. teza więc jest
                                                    niekompletna, co najmniej - motywacja to jedno, chłodna kalkulacja to drugie.
                                                    Dla Nagrody robi się więcej niż dla długofalowego oszczędzania na starość.

                                                    > Teza nr II
                                                    > Istnieje korelacja dodatnia między wysokością ubezpieczenia na
                                                    > życie a gotowością zaryzykowania życia w niebezpiecznej misji wśród ludzi
                                                    > zainteresownych w korzystnej przyszłości materialnej spadkobierców.

                                                    To już bardziej, jednak wspomniałem już o różnych motywacjach zależnych od np.
                                                    poziomu życia - biedak z liczną rodziną zaryzykuje chętniej od bogatego z
                                                    jednym dzieckiem! No i teza pada.

                                                    > Jeżeli uzgodnimy stanowisko w dla grupy "dzieciatych, zadłuzonych" (trochę
                                                    sie wyzłośliwiasz - ja tę grupę nazwałem "ludźmi zainteresowanymi w korzystnej
                                                    > przyszłości materialnej spadkobierców") wtedy przystąpię do nastepnej części
                                                    > wywodu.

                                                    Nie bez powodu się wyzłośliwiam - z powodów przedstawionych powyżej.
                                                    Przypominam, że operujemy abstrakcyjnymi, nieostrymi pojęciami.

                                                    > Jeśli więc zgadzamy się co do tego, jak wyglada sparawa w tej grupie, to daj
                                                    > znać.

                                                    Z przykrością donoszę, że nie widzę nadal konsensusu.
                                                  • keyser_sose Trzy kwestie 29.01.06, 06:18
                                                    1. Ubezpieczenie nie jest zbieraniem na starość. Wręcz przeciwnie. Jest
                                                    zabezpieczeniem przed ryzykiem spodziewanym w najblizszej przyszłości kosztem
                                                    zysków późniejszych.

                                                    Jesli ubezpieczam dom to nie dlatego, że chce na tym ubezpieczeniu zarobić w
                                                    przyszłości tylko dlatego, ze boję się go stracic zanim sie dorobie na tyle, ze
                                                    ta strata mnie nie zaboli.

                                                    Jak słusznie zauwazyłeś III filary, II filary to nie sa żadne ubezpieczeniami
                                                    tylko niekorzystnymi formami oszczędzania

                                                    Czasem są zwiazane z ubezpieczeniem na wypadek niezdolnosci do pracy: ale wtedy
                                                    to jest ubezpieczenie od niezdolnosci do pracy + niekorzystna forma
                                                    oszczędzania.

                                                    albo z ubezpieczeniem składki na wypadek niezdolnosci do jej wpłaty: ale wtedy
                                                    to jest ubezpieczenie od niezdolności do wpłaty składki + niekorzystna forma
                                                    oszczedzania.

                                                    Jak jeszcze raz zauwazę gdzies cień sugestii, ze np ubezpieczenie na życie
                                                    wiąże sie w jakimis profitami w odległej przyszłości to zwatpie w Twoja dobra
                                                    wolę. Ubezpieczenie na zycie ma zapewnic byt rodzinie w razie gdyby jej
                                                    jedyny/główny żywiciel umarł zanim się dorobi.

                                                    Jeszcze raz (tym razem dokładnie):
                                                    ----------------------------------------------

                                                    ubezpieczenie to jest zakład bukmacherski dotyczacy zajscia jakiegoś zdarzenia -
                                                    odbieranego jako nieporządane dla podpisujacego umowę.
                                                    ------------------------------------------------

                                                    Jesli chcesz coś dodać do definicji to dodaj.


                                                    2. Potrzebuję tekstu JKM na temat ubezpieczeń lekarzy od odpowiedzialnosci
                                                    cywilnej. Pamiętam, że dowodził tam, ze lepiej sie leczyć u lekarza
                                                    nieubezpieczonego, bo ten sie bardziej stara. Masz coś takiego? (NCzas nadal
                                                    sie nie otwiera). Jesli nie masz to - to ja prośbę mam: mozesz uzasadnić
                                                    dlaczego ubezpieczenia od OC szczególnie lekarzy są szkodliwe?

                                                    3. Co z czym sie porównuje: kluczowe pytanie

                                                    >To już bardziej, jednak wspomniałem już o różnych motywacjach zależnych od np.
                                                    >poziomu życia - biedak z liczną rodziną zaryzykuje chętniej od bogatego z
                                                    >jednym dzieckiem! No i teza pada.

                                                    Po pierwsze: błąd w metodologii. Badajac wpływ czynnika na zachowanie (w tym
                                                    wypadku ubezpieczenia na zycie) zawsze należy porównywać grupy o mozliwie
                                                    zbliżonym poziomie wszystkich cech poza cechą badaną: w tym wypadku bogatych
                                                    ubezpieczonych z bogatymi nieubezpieczonymi i biednych nieubezpieczonych z
                                                    biednymi nieubezpieczonymi (I wtedy teza działa)

                                                    A kluczowe dla podwątku pytanie brzmi:

                                                    Czy z tego co napisałeś wynika, że w grupie biednych dzieciatych i żonatych da
                                                    sie zaobserwowac wpływ ubezpieczenia na zycie na gotowość do zaryzykowania
                                                    życia?
                                                  • xiazeluka ...nadal nieustalone. 29.01.06, 23:11
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > 1. Ubezpieczenie nie jest zbieraniem na starość.

                                                    I w tym momencie znowu stajemy na rozdrożu - o czym my właściwie piszemy?
                                                    Proponowałem już, by najpierw uzgodnić definicję, ponieważ ciągle będziemy
                                                    mówić do siebie dwoma językami. Ubezpieczenie w sensie oczekiwania emerytury
                                                    nie jest żadnym tam działaniem doraźnym.
                                                    Bez tego nigdzie nie zajdziemy.

                                                    > Jak słusznie zauwazyłeś III filary, II filary to nie sa żadne ubezpieczeniami
                                                    > tylko niekorzystnymi formami oszczędzania

                                                    Jeszcze niekorzystniejszą formą "ubezpiecznia" jest harcz na Zawsze Ukradną
                                                    Składkę - z tego punktu widzenia II i III filar są lepsze.

                                                    > Ubezpieczenie na zycie ma zapewnic byt rodzinie w razie gdyby jej
                                                    > jedyny/główny żywiciel umarł zanim się dorobi.

                                                    A jeśli nie umrze - to jaka jest funkcja takiego "ubezpieczenia"? Możliwości
                                                    główne są dwie - umrę przed momentem wypłacalności polisy, albo nie.
                                                    Zabezpieczanie forsy rodzinie jest więc jednym z celów wykupienia polisy.

                                                    > ubezpieczenie to jest zakład bukmacherski dotyczacy zajscia jakiegoś
                                                    zdarzenia - odbieranego jako nieporządane dla podpisujacego umowę.

                                                    ...lecz pożądanego przez jego rodzinę - zgodnie z Twoją logiką. Innymi słowy -
                                                    ubezpieczenie na życie jest odpersonifikowaniem płatnego zabójcy. Czy aby na
                                                    pewno o to nam chodzi?

                                                    > Jesli chcesz coś dodać do definicji to dodaj.

                                                    Przykład 1: pan Wiśniewski przez 70 lat opłacał swoją polisę na życie. Zmarł
                                                    samotnie w wieku 101 lat, pochowawszy uprzednio żonę i syna.

                                                    Przykład 2: pan Kowalski zmarł tragicznie, pozostawiwszy żonę z dwojgiem dzieci
                                                    i kredytem hipotecznym, którego wartość dwukrotnie przekraczała sumę polisy.
                                                    Czy polisa zapewniła byt rodzinie, jeśli żona zarabia 1800 PLN, a rata kretydu
                                                    wynosi 1200 PLN? Przypominam, że wymagalność kredytu względem banku to zwykle
                                                    200% całości kredytu (masz kredyt na 200 tys. PLN, w hipotece masz zapis na 400
                                                    tys. PLN).

                                                    > 2. Pamiętam, że dowodził tam, ze lepiej sie leczyć u lekarza
                                                    > nieubezpieczonego, bo ten sie bardziej stara. Masz coś takiego?

                                                    Nie, ale pamiętam coś takiego - JKM domagał się, by instruktor prawa jazdy
                                                    odpowiadał za wyczyny wyszkolonego przez siebie kierowcy. Nieuchronną
                                                    konsekwencją wprowadzenia tego pomysłu w życie byłoby m.in. gorliwe
                                                    ubezpieczanie się instruktorów. Masz tu na dłoni sprzeczność w koncepcjach JKM -
                                                    potraktuj to jako gest dobrej woli z mojej strony.

                                                    > Jesli nie masz to - to ja prośbę mam: mozesz uzasadnić
                                                    > dlaczego ubezpieczenia od OC szczególnie lekarzy są szkodliwe?

                                                    Oczywiście - jak konował ma OC, to nie interesuje się efektami zaordynowanej
                                                    kuracji. To coś w rodzaju "patentu na zabijanie" a la Dżejms Bond.

                                                    > Po pierwsze: błąd w metodologii. Badajac wpływ czynnika na zachowanie (w tym
                                                    > wypadku ubezpieczenia na zycie) zawsze należy porównywać grupy o mozliwie
                                                    > zbliżonym poziomie wszystkich cech poza cechą badaną

                                                    Nie negując słuszności powyższych uwag zauważę, że nadal mogą być z realizacją
                                                    tezy problemy - biedak ma doraźne potrzeby ważniejsze od nieokreślonych in spe,
                                                    a zatem nie przejmuje się kwestaimi ubezpieczenia na życie, ponieważ po prostu
                                                    i tak nie ma z czego. Bogaci natomiast mają to i tak głęboko gdzieś, pozostaje
                                                    nam tylko jako obiekt badawczy klasa średnia. Co to jest klasa średnia?

                                                    > Czy z tego co napisałeś wynika, że w grupie biednych dzieciatych i żonatych
                                                    da sie zaobserwowac wpływ ubezpieczenia na zycie na gotowość do zaryzykowania
                                                    > życia?

                                                    Nagrody, a nie ubezpieczenia. Liczy się chęć natychmiastowej zmiany statusu
                                                    materialnego.
                                                  • keyser_sose Re: ...nadal nieustalone.? jeszcze chwila. 31.01.06, 06:20
                                                    > > Jesli nie masz to - to ja prośbę mam: mozesz uzasadnić
                                                    > > dlaczego ubezpieczenia od OC szczególnie lekarzy są szkodliwe?
                                                    >
                                                    > Oczywiście - jak konował ma OC, to nie interesuje się efektami zaordynowanej
                                                    > kuracji. To coś w rodzaju "patentu na zabijanie" a la Dżejms Bond.

                                                    Zgoda. I co więcej: taki lekarz bedzie mniej uważny, będzie dla swojej wygody
                                                    chętniej zaniedbywał obowiązki (ot, na zasadzie, jak już gdzieś skrobnąłem:

                                                    Np: Wyszedłem z domu wsiadłem do autobusu i pomyslałem sobie: czy ja na pewno
                                                    wyłączyłem żelazko?

                                                    Jesli dom jest ubezpieczony to to może byc ostateczna instancja, zeby nie
                                                    wracać do domu. (bo dom i tak jest ubezpieczony, a przeciez prawdopodobnie i
                                                    tak je wyłączyłem.)

                                                    ------------------------------------------------------------------------------

                                                    Czy jest zgoda co do tego?

                                                    (Co do reszty czuję wyraźnie protokół rozbieżności. Cóż, trudno, tak bywasmile -
                                                    niemniej tę kwestię chciałbym jeszcze troszke pociągnąć.

                                                    ---------------------------------------------------------------------

                                                    Jestem teraz w Polsce i nie mam stalego dostępu do Internetu piszę z
                                                    kawiarenek - mogę więc odpowiadać nieregularnie. Wybacz
                                                  • xiazeluka Krok po kroku 31.01.06, 10:44
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Czy jest zgoda co do tego?

                                                    Jest.

                                                    > mogę więc odpowiadać nieregularnie. Wybacz

                                                    Drogi keyserze, korespondowanie z Tobą to przyjemność - zatem nie ma się co
                                                    spieszyć.
                                                  • keyser_sose Re: Krok po kroku 01.02.06, 23:03
                                                    > Jest.

                                                    Dobra.

                                                    Czyli lekarz będzie mniej rzetelny, bo ubezpieczenie zmniejsza karę za
                                                    niepowodzenie.

                                                    (obaj nie potrzebujemy do tego badań, ani ankiet: jest to tak oczywiste...)

                                                    Intencja lekarza nie ma więc nic do rzeczy. Nie wierzę, że lekarz ubezpiecza
                                                    się po to by sobie porzezać.

                                                    (obaj nie potrzebujemy do tego badań, ani ankiet: jest to tak oczywiste...)

                                                    A jednak taki jest skutek: lekarz będzie podejmował działania bardziej
                                                    ryzykowne w sferze objetej ubezpieczeniem, bo co jakiś czas instancją
                                                    decydującą o działaniu będzie polisa ("na pewno nic złego się nie stanie -
                                                    jeśli dajmy na to nie przeprowadzę jakiejś uciążliwej procedury - a jakby coś
                                                    to i tak wypłatą zajmie się ubezpieczenie." To jest działanie bardziej
                                                    ryzykowne niż przeprowadzenie procedury)

                                                    Ale przecież w tej samej sytuacji jest piłkarz ubezpieczający nogi. Z tych
                                                    samych przyczyn.

                                                    Za niepowodzenie - złamanie nogi - odpowiedzialność bierze ktoś inny,
                                                    zmniejszając karę za złamanie. Mam bardzo silne podejrzenie, że przprowadziwszy
                                                    to samo rozumowanie co w wypadku lekarza dostaniemy ten sam wynik: piłkarz
                                                    bedzie działał bardziej ryzykownie.

                                                    Bo główny zarzut wobec ubezpieczeń sprowadza się do tego, że po ubezpieczeniu
                                                    rośnie szansa na ubezpieczone zdarzenie.

                                                    Bo przestaję tak bardzo dbać o karę.

                                                    Pozdrawiam serdecznie

                                                    KS
                                                  • xiazeluka Stop 02.02.06, 09:58
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > A jednak taki jest skutek: lekarz będzie podejmował działania bardziej
                                                    > ryzykowne w sferze objetej ubezpieczeniem,

                                                    Nie będzie, a w każdym razie z pewnością go to nie zmotywuje do działań
                                                    ryzykownych.
                                                    1. Zawrze ubezpieczenie dla ochrony swego lenistwa - mam OC, to leczę byle jak,
                                                    pacjenci i tak nie mają wyboru, na operację do hydraulika przecież nie pójdą.
                                                    2. Nie jestem pewien, czy ubezpieczenie broniłoby przed odpowiedzialnością za
                                                    zgon pacjenta - no bo równie dobrze każdy mógłby się tak ubezpieczyć i mieć w
                                                    dupie konsekwencje (np. kierowca z bezwzględnym OC nie odpowiadałby za
                                                    spowodowanie katastrofy drogowej). To nie ubezpieczenie, lecz licenzja na
                                                    zabijanie.
                                                    3. Najlepszym gwarantem jakości pracy jest wolny rynek: konował-zabójca
                                                    błyskawicznie poszedłby z torbami.

                                                    Teraz piłkarz: zawodnik nie ubezpiecza się po to, by bardziej ryzykować -
                                                    dwuletnia rekonwalescencja połączona ze spadkiem formy oznacza wątpliwe szanse
                                                    na powrót na boiskow dobrej drużynie i zarabianie milionów. Ubezpieczenie nogi
                                                    w tym przypadku to zabezpieczenie przed bezrobociem - przeciętny kopacz poza
                                                    bieganiem za piłką niewiele potrafi, jeśli straci nogę, to zostanie dziadem.

                                                    Nie zgadzam się więc z Twoim wnioskiem.
                                                  • basia Spirala 02.02.06, 14:17
                                                    czy nie masz wrazenia, Luka, ze dyskusja ta jak spirala wyglada? a mialoby sie nadzieje, ze to okrag jest? bo kiedy juz, juz, myslisz, ze w pogladach zblizaacie sie do jednego punktu, to okazuje sie, ze ze nie na jednej linie jestescie.

                                                    do Keysera-
                                                    keyser_sose napisał:
                                                    >
                                                    > > A jednak taki jest skutek: lekarz będzie podejmował działania bardziej
                                                    > > ryzykowne w sferze objetej ubezpieczeniem

                                                    Zwroc uwage, ze to ubezpieczenie dotyczy materialnej odpowiedzialnosci, nie moralnej. Gdyby bylo tak jak mowisz, musialaby istniec ubezpieczenie - czysciel sumien i swiadomosci poszkodowanych. To znaczy, ze jakims cudem, poszkodowany zapominalby o szkodzie wyrzadzonej przez lekarza, a lekarz wymienil by sobie reputacje na swieza, wykrochmalna i wyparsowana.
                                                  • xiazeluka Mam takie wrażenie 02.02.06, 14:47
                                                    Dlatego uprzednio dwa razy proponowałem ustalenie, co to jest to cholerne
                                                    ubezpieczenie.
                                                  • keyser_sose definicja 02.02.06, 23:22
                                                    Luka, luka

                                                    a to?

                                                    Przeoczyłeś, a to już była druga próba ustalenia definicji z mojej strony

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=35394769&a=35858067
                                                    Cytat:

                                                    "Jeszcze raz (tym razem dokładnie):
                                                    ----------------------------------------------

                                                    ubezpieczenie to jest zakład bukmacherski dotyczacy zajscia jakiegoś zdarzenia -
                                                    odbieranego jako nieporządane dla podpisujacego umowę.
                                                    ------------------------------------------------

                                                    Jesli chcesz coś dodać do definicji to dodaj."


                                                    Jak Ci sie podoba ta definicja to fajnie.

                                                    A jak nie, to ją zmodyfikujmy.
                                                  • xiazeluka Re: definicja 03.02.06, 09:46
                                                    O ile pamiętam, nie zgodziłem się z taką definicją.

                                                    Zakład bukmacherski zawieram dla rozrywki, ubezpieczenie z intencją
                                                    zminimalizowania szkód. Dobrowolne ubezpieczenia emerytalne to ubezpieczenia
                                                    tylko z nazwy, prawidłowa nazwa to fundusze inwestycyjne.

                                                    Proponuję stworzyć definicję na podstawie konkretnego przykładu: AC.
                                                  • keyser_sose Re: definicja 03.02.06, 13:01
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Zakład bukmacherski zawieram dla rozrywki, ubezpieczenie z intencją
                                                    > zminimalizowania szkód.

                                                    ok

                                                    ----------------------------------------------
                                                    ubezpieczenie to jest zakład dotyczacy zajscia jakiegoś zdarzenia -
                                                    odbieranego jako nieporządane dla podpisujacego umowę i zawierany z intencją
                                                    zmniejszenia szkód w razie zajścia tego zdarzenia.
                                                    ------------------------------------------------

                                                    > Dobrowolne ubezpieczenia emerytalne to ubezpieczenia
                                                    > tylko z nazwy, prawidłowa nazwa to fundusze inwestycyjne.

                                                    Tym tematem w ogóle sie nie zajmowałem: tu zgoda absolutna.

                                                    > Proponuję stworzyć definicję na podstawie konkretnego przykładu: AC.

                                                    Zgoda.
                                                  • xiazeluka Aby nie przedłużać - zgoda na taką definicję /nt 03.02.06, 13:06
                                                  • keyser_sose A co z zastrzeżeniem... 03.02.06, 13:43
                                                    dotyczacym czasu?

                                                    >> A teraz w sprawie definicji. Jakie cechy tegozadania sprawiają, że nie
                                                    uwazasz tego za ubezpieczenie?

                                                    >Jednorazowość. To biznes, a nie ubezpieczenie.

                                                    Bo jesli odrzucimy to zastrzeżenie i nie znajdzie sie inne, to model, który
                                                    przedstawiłem (pamietasz , o tych 20 000 000) okaże sie adekwatny.

                                                    I okaże się, że są sytuacje gdy ubezpieczenie jest racjonalne.
                                                  • xiazeluka Zostawmy na razie czas 03.02.06, 13:46
                                                    Mamy definicję, poproszę o wnioski.
                                                  • keyser_sose Wniosek nr I 03.02.06, 14:33
                                                    Są sytuacje, w których ubezpieczenie się jest racjonalne (za racjonalne uznamy
                                                    środki maksymalizujące szanse osiągnięcia celu), zaś nieubezpieczenie sie jest
                                                    działaniem nieracjonalnym (zmniejszajacym szanse osiagniecia celu)
                                                  • keyser_sose Kwestia nazwy 02.02.06, 23:09
                                                    > > A jednak taki jest skutek: lekarz będzie podejmował działania bardziej
                                                    > > ryzykowne w sferze objetej ubezpieczeniem,
                                                    >
                                                    > Nie będzie, a w każdym razie z pewnością go to nie zmotywuje do działań
                                                    > ryzykownych.
                                                    > 1. Zawrze ubezpieczenie dla ochrony swego lenistwa - mam OC, to leczę byle
                                                    jak, pacjenci i tak nie mają wyboru, na operację do hydraulika przecież nie
                                                    pójdą.

                                                    No to wróćmy to elementu w którym się zgodzilismy:

                                                    "Wyszedłem z domu wsiadłem do autobusu i pomyslałem sobie: czy ja na pewno
                                                    wyłączyłem żelazko?

                                                    Jesli dom jest ubezpieczony to to może byc ostateczna instancja, zeby nie
                                                    wracać do domu. (bo dom i tak jest ubezpieczony, a przeciez prawdopodobnie i
                                                    tak je wyłączyłem.)"
                                                    -----------------------------------------------

                                                    To zachowanie jest bardziej ryzykowne niz sprawdzenie czy faktycznie wyłączyłem
                                                    zelazko czy nie.

                                                    Podobnie lekarz, który zaniecha jakijś procedury podejmuje ryzyko: gdzie stawką
                                                    jest z jednej strony jego wygoda a z drugiej dobro pacjenta. I łatwiej mu jest
                                                    podjąć to ryzyko gdy kara za porażkę jest mniejsza.

                                                    Bez ubezpieczenia zachowa sie ostrożniej z ubezpieczeniem ryzykowniej.

                                                    tak jak ja w przypadku domu.

                                                    A intencje nie mają nic wspólnego z efektem. Po rostu: zmniejsza się kara za
                                                    porazkę zmniejsza się motywacja do ostrozności.

                                                    Ja tez nie ubezpieczam domu po to , żeby sie spalił. A jednak efektem ubocznym
                                                    podpisania polisy jest to, że szansa spalenia się domu rośnie

                                                    -------------------------------------------------------------

                                                    > Teraz piłkarz: zawodnik nie ubezpiecza się po to, by bardziej ryzykować -
                                                    > dwuletnia rekonwalescencja połączona ze spadkiem formy oznacza wątpliwe
                                                    >szanse na powrót na boiskow dobrej drużynie i zarabianie milionów.
                                                    >Ubezpieczenie nogi
                                                    > w tym przypadku to zabezpieczenie przed bezrobociem - przeciętny kopacz poza
                                                    > bieganiem za piłką niewiele potrafi, jeśli straci nogę, to zostanie dziadem.

                                                    Motywy nie maja znaczenia: liczy sie efekt. Lekarz też się nie wykupuje polisy,
                                                    żeby mordować. Wykupuje ją, żeby w razie pomyłki (każdemu sie zdarza, nie), nie
                                                    pozostać bez środków do życia. Czyli sytuacja absolutnie analogiczna. Ale
                                                    skutkiem ubocznym transakcji (tak słusznie podkreślanym przez JKM) jest zmiana
                                                    wysokości Kary i działanie lekarza będzie tę zmianę uwzględniało - bez względu
                                                    na motywy jakie mu przyswiecały przy podpisywaniu umowy. Podobnie piłkarz
                                                    zabezpiecza się przed bezrobociem. To jego cel. A jaki jest skutek uboczny?
                                                    Odrzuciwszy kwestie motywów nie znajdują różnicy w ich sytuacji.

                                                    Bo nie checi się liczą a efekty.

                                                    A efekt jest taki, że zmniejszenie kary powoduje wzrost ilości danych zachowań

                                                    a podniesienie kary wzrost ich liczby.

                                                    Bez wzgledu na intencje i w pełni świadome decyzje
                                                  • keyser_sose Kwestia nazwy: Errata 02.02.06, 23:15
                                                    Jest: Kwestia nazwy

                                                    Powinno być: Kwestia Intencji

                                                    Jest: a podniesienie kary wzrost ich liczby.

                                                    Powinno byc: a podniesienie kary spadek ich liczby.
                                                  • xiazeluka Re: Kwestia nazwy 03.02.06, 09:56
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Ja tez nie ubezpieczam domu po to , żeby sie spalił. A jednak efektem
                                                    ubocznym podpisania polisy jest to, że szansa spalenia się domu rośnie

                                                    Tak rozumują jedynie ludzie ograniczeni umysłowo - mam samochód z ABS, EDB,
                                                    tuzinem poduszek i kurtyn powietrznych, opony zimowe itepe, to pojadę sobie 180
                                                    km/h po oblodzonej serpentynie górskiej.
                                                    Przyznasz, że szanse na skorzystanie z ubezpieczenia maleją? Zawarcie polisy
                                                    nie zwalnia od dobrze pojętej konieczności nabycia gaśnicy i nie zasypiania z
                                                    palącym papierosem w łóżku.
                                                    Pytanie zatem: czy ubezpieczenia można w ogóle rozpatrywać w oderwaniu od
                                                    intencji?

                                                    Lekarz wykupuje polisę, by nie użerać się w sądzie o odszkodowanie i nie pójść
                                                    z torbami, jednak jeśli przyjąć ekstremalne założenie, że OC uwalnia go od
                                                    jakiejkolwiek odpowiedzialności, to zainteresowanie solidnym świadczeniem usług
                                                    maleje, nabywa w ten sposób iluzorycznego poczucia nieomylności. Tak czy
                                                    inaczej skutek jest jeden - niedbalstwo: co mi grozi za niewłaściwe
                                                    zabandażowanie palca? Podwyżka składki o 10 groszy? No to lu!
                                                  • keyser_sose Re: Kwestia nazwy 03.02.06, 13:28
                                                    >Tak rozumują jedynie ludzie ograniczeni umysłowo - mam samochód z ABS, EDB,
                                                    >tuzinem poduszek i kurtyn powietrznych, opony zimowe itepe, to pojadę sobie
                                                    >180 km/h po oblodzonej serpentynie górskiej.

                                                    Cały propblem w tym, ze to nie jest kwestia rozumowania. Decyzja o ODROBINĘ
                                                    szybszej jeździe zapadnie bez dogłębnej analizy.

                                                    Podałeś przerysowany przykład z oblodzona drogą i 180 km.

                                                    Dobra.

                                                    A teraz zmniejszmy predkość i trasę.

                                                    Masz 100 identycznych kierowców. Dzielisz ich na dwie grupy po 50. Jednej
                                                    grupie dajesz samochód z ABSami (ABS, EDB, tuzinem poduszeki, wzmocninymi
                                                    drzwiami itp), a drugiej bez.

                                                    Pierwsza grupa przejechała trasę 1000km ze średnią prędkością dajmy na to 70
                                                    km/h.

                                                    Pytanie: czy w drugiej grupie średnia prędkość będzie wyższa?

                                                    Moja odpowiedź: tak, będzie wyższa. Może o 1km/h, może o 2. I decyzja o tym
                                                    by jechać odrobinę szybciej nie zapadnie po dogłębnej analizie. Jak często
                                                    analizujesz zmianę prędkości o 2 km/h?

                                                    > Lekarz wykupuje polisę, by (...)nie pójść z torbami,

                                                    piłkarz wykupuje polisę, by nie pójść z torbami


                                                    > jednak jeśli przyjąć ekstremalne założenie, że ( polisa - zmiana KS) uwalnia
                                                    go od jakiejkolwiek odpowiedzialności, to zainteresowanie solidnym świadczeniem
                                                    usług maleje (drastycznie - dopisek KS),

                                                    Jesli jednak przyjąć ekstremalne założenie, ze polisa uwalnia piłkarza od
                                                    jakichkolwiek przykrosci z wiązanych z uszkodzeniem nogi , to zainteresowanie
                                                    dbaniem o swoje nogi spada draastycznie.

                                                    ---------------------------------------------

                                                    > inaczej skutek jest jeden - niedbalstwo: co mi grozi za niewłaściwe
                                                    > zabandażowanie palca? Podwyżka składki o 10 groszy? No to lu!

                                                    Tak. Ale czym jest niedbalstwo?

                                                    Otóż bardzo często, jest to podjecie nieuzasadnionego ryzyka.

                                                    Np.

                                                    Śpieszy mi się na randkę, to zawinę ten palec szybciej. W końcu szansa na
                                                    powikłania rosnie o 1/100 procenta, wiec na pewnio nic się nie stanie - a nawet
                                                    jesli się stanie to jestem gotów to zaryzykować, bo mam polisę (i znowu: lekarz
                                                    nie przeprowadzi tego całego rozumowania świadomie: ot łatwiej mu podjąć taką
                                                    decyzję, gdy ubezpieczenie jest niż gdy go nie ma).

                                                    Skłonność do ryzyka nie zawsze jest skłonnością porządaną. Czasem chcemy, zeby
                                                    człowiek był bardziej ostrozny, mniej skłonny do ryzykowania. I wtedy go
                                                    nieubezpieczamysmile
                                                  • xiazeluka Re: Kwestia nazwy 03.02.06, 14:32
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Moja odpowiedź: tak, będzie wyższa. Może o 1km/h, może o 2. I decyzja o tym
                                                    > by jechać odrobinę szybciej nie zapadnie po dogłębnej analizie.

                                                    Uzasadnienie poproszę. Ja jeżdżę obecnie WOLNIEJ, ponieważ nie ma opon
                                                    zimowych. Zgodnie z podanym przez Ciebie przykładem powinienem jeździć tak
                                                    samo, jak latem.

                                                    >Jak często analizujesz zmianę prędkości o 2 km/h?

                                                    Tego nie analizuję. Analizuję szanse w zależności od warunków na drodze, czyli
                                                    dostosowuję szybkość do jakości nawierzchni, bez patrzenia na szybkościomierz
                                                    czy znaki drogowe.

                                                    > piłkarz wykupuje polisę, by nie pójść z torbami

                                                    By nie pójść z torbami w razie czego, a nie bezwzględnie.

                                                    > Jesli jednak przyjąć ekstremalne założenie, ze polisa uwalnia piłkarza od
                                                    > jakichkolwiek przykrosci z wiązanych z uszkodzeniem nogi , to zainteresowanie
                                                    > dbaniem o swoje nogi spada draastycznie.

                                                    Błędna analogia. Odpowiedzialność lekarza polega na manipulacjach związanych z
                                                    inną osobą, piłkarz dba sam o siebie.

                                                    > Tak. Ale czym jest niedbalstwo?
                                                    > Otóż bardzo często, jest to podjecie nieuzasadnionego ryzyka.

                                                    Nie. Niedbalstwo wynika z bezrefleksyjnej rutyny, nieuzasadnione ryzyko to
                                                    decyzja świadoma.

                                                    > Śpieszy mi się na randkę, to zawinę ten palec szybciej.

                                                    To jest skalkulowane ryzyko, a nie niedbalstwo.

                                                    > Skłonność do ryzyka nie zawsze jest skłonnością porządaną.

                                                    Jest porządaną - dzięki niej rodzaj ludzki się rozwija, nawet jeśli trup ściele
                                                    się gęsto.

                                                    > Czasem chcemy, zeby
                                                    > człowiek był bardziej ostrozny, mniej skłonny do ryzykowania. I wtedy go
                                                    > nieubezpieczamysmile

                                                    Nie "my", tylko on sam.
                                                    Po drugie - powiedz mi, keyserze, gdyby wszystkich ubezpieczyć od utraty
                                                    zatrudnienia (pensji), to kto by odczuwał konieczność pracowania?
                                                  • basia Re: Kwestia nazwy 03.02.06, 11:20
                                                    keyser_sose napisał:


                                                    > Jesli dom jest ubezpieczony to to może byc ostateczna instancja, zeby nie
                                                    > wracać do domu. (bo dom i tak jest ubezpieczony, a przeciez prawdopodobnie i
                                                    > tak je wyłączyłem.)"
                                                    > -----------------------------------------------
                                                    Bosz, czy ja Cię dobrze rozumiem????
                                                    Dom to nie sa tylko sciany, mebloscianaka i dwa fotele, ktorych moze i byloby zal, ale skoro moglibysmy je sobie odkupic to kij z mebloscianka,niech sie spali. Ludzie w domach maja rzeczy, ktore sa nie do odkupienia : zdjecia, pamiatki itp - tych ZADNE UBEZPIECZENIE NIE ZWROCI.

                                                  • xiazeluka A, właśnie 03.02.06, 11:26
                                                    Ja tam wracam do domu, by się upewnić, że żelazko wyłączone, chociaż mam alarm,
                                                    ubezpieczenie i wścibskiego sąsiada. Spalonych fotografii przecież nie odtworzę
                                                    za żadne pieniądze.
                                                  • keyser_sose Re: A, właśnie 03.02.06, 13:55
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > Ja tam wracam do domu, by się upewnić, że żelazko wyłączone

                                                    Ja też. Generalnie

                                                    Ale czy zawsze?

                                                    A jeśli jesteś już w autobusie i jedziesz na spotkanie na które nie powineś sie
                                                    spóźnić? Powiedzmy, że ten ktoś nigdy nie czeka, ani nie przyjmuje
                                                    usprawiedliwień telefonicznych.

                                                    A jesli jest to spotkanie biznesowe? A Twój kontrahent nigdy nie rozmawia z
                                                    ludźmi którzy się spóźniają?

                                                    Moje zachowanie będzie wtedy zalezało od dwóch czynników:

                                                    nagrody za pojawienie się na spotkaniu )im wyższy zarobek tym chetniej uznam,
                                                    że "i tak nic się nie stanie") (niewierzysz? To pomyśl, jak Ty sie zachowasz
                                                    jeśli zarobek wynosi :100 pln, 1000PLN, 10000PLN, 100000000 PLN)

                                                    kary za spalenie się domu (im wazniejsze i bardziej wartosciowe rzeczy sa w
                                                    domu - np Twoje fotografie - tym chetniej wrócę.)
                                                  • basia ostatnie slowo 03.02.06, 14:09
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Ale czy zawsze?

                                                    ja zawsze. fakt posiadania ubezpieczenia nie ma z tym nic wspolnego.
                                                    raz jeden bylam okradziona( tfu, tfu, tfu - zeby nie zapeszac) i chetnie oddalabym cala kwote ubezpieczenia za jedna, akurat te jedna, kasete video.

                                                    Pieniadze z ubezpieczenia za skradziony sprzet i inne rzeczy, to byl jak lizak aby ograniczyc lkanie.
                                                  • keyser_sose |awsze to naprawdę bardzo często. 03.02.06, 14:25
                                                    basia napisała:

                                                    >
                                                    > ja zawsze.

                                                    A jeśli jesteś 2000 km od domu? Też pakujeszsie i jedziesz spowrotem? (załóż
                                                    przez chwilę, ze nie mozesz nikogopoprosić oto,zeby zrobił tozamiast Ciebie)

                                                    A jesli własnie masz unikatową szanse odzyskania dwóch innych kaset o podobnej
                                                    wartosci emocjonalnej(jeśli wrócisz sprawdzić żelazko to okazja zniknie)

                                                    Dlatego proponuje zamiast zawsze, napisac zwykle. Albo: jedynie w wyjatkowych
                                                    przypadkach tego nie czynie. (Ja wtedy zapytam, co sprawia, że w tych
                                                    wyjatkowych wypadkach jednak jestes gotowa ZARYZYKOWAĆ? I okaże się, że
                                                    spodziewana nagroda - cokolwiek by to było: choćby te kasety o wyjatkowej
                                                    wartosci sentymentalnej - jest wyzsza os spodziewanaj straty. Bo strata
                                                    towartość domu (mierz ją jak chcesz i porównuj z czym chcesz) pomnozona przez
                                                    szansę, że żelazko zostało włączone)
                                                  • basia zawsze kiedy jest to mozliwe 03.02.06, 14:45
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    >A jeśli jesteś 2000 km od domu? Też pakujeszsie i jedziesz spowrotem? (załóż
                                                    > przez chwilę, ze nie mozesz nikogopoprosić oto,zeby zrobił tozamiast Ciebie)

                                                    żadne spotkanie warte milion dolarow ,ani posiadane ubezpieczenie,nie bedzie argumentem ze nie wroce) Argumentem, ze nie wroce, moze byc tylko inna okolicznosc niematerialna (powiedzmy dramatyczna), ktora jest wazniejsza od wspomnien na kasecie lub papierze fotograficznym.








                                                  • keyser_sose Re: zawsze kiedy jest to mozliwe 04.02.06, 04:05
                                                    > Argumentem, ze nie wroce, moze byc tylko inna okolicznos
                                                    > c niematerialna (powiedzmy dramatyczna), ktora jest wazniejsza od wspomnien na
                                                    > kasecie lub papierze fotograficznym.

                                                    To wystarczy.

                                                    Jak widać sa okoliczności, w których dopuszczasz tę możliwość. OK.

                                                    Bo za pieniądze też można kupić nieprzeliczalne.

                                                    Np. mozna sfinansowac kuracje ratującą życie bliskiej osoby.

                                                    To zmienia, czyz nie?

                                                    Tak więc zamiast "zawsze" wprowadzamy "zwykle" , "generalnie", "bardzo czesto"
                                                  • xiazeluka Re: A, właśnie 03.02.06, 14:19
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Ale czy zawsze?

                                                    Gdzie tu miejsce na "ale", skoro napisałem "zawsze"?

                                                    To "zawsze", w przypadku, gdy nie ma fizycznej mozliwosci powrotu (okoliczność
                                                    istnienia Nagrody nie ma tu nic do rzeczy) możesz rozumieć również tak:
                                                    a) telefon do żony/kochanki/matki/teściowej/sąsiada - "proszę sprawdzić..."
                                                    b) wysłanie taksówkarza/ochrony/znajomego
                                                    c) w ostateczności: zawiadomienie straży pożarnej - "Pali się! Adres..."
                                                    d) itd.

                                                    Natomiast przeliczanie Nagrody na bezcenne fotografie to już gruba przesada -
                                                    prewencja to jedno, gaszenie płonącej za plecami firanki to drugie. Nikt
                                                    normalny przecież nie gabi się w swój gorejący dom, bo ma ubezpieczenie!
                                                  • xiazeluka Jeszcze jedno 03.02.06, 14:20
                                                    Wypłata ubezpieczenia oznacza, że wcześniej poniosłeś STRATĘ.
                                                    Suma ubezpieczenia ogranicza tę SZKODĘ.
                                                    Celem ubezpieczenia nie jest oczekiwanie SZKODY.
                                                  • keyser_sose Podobne z podobnym 03.02.06, 14:30
                                                    > Natomiast przeliczanie Nagrody na bezcenne fotografie to już gruba przesada -

                                                    A jeśli Nagrodą jest cała sterta bezcennych fotografii?

                                                    A w domu zostawiam dwie?

                                                    Podobne porównuj z podobnym Luka
                                                  • xiazeluka Chyba kpisz 03.02.06, 14:33
                                                    Nagroda: udane spotkanie biznesowe.
                                                    Strata: spalone fotografie.

                                                    To Twój przykład, a nie mój.
                                                  • keyser_sose kpina? 03.02.06, 14:44
                                                    mój przykład nie zakładał istnienia "bezcennych fotografii"

                                                    Po jego wprowadzeniu na drugiej szali pojawia sie podobna wartość

                                                    Np sa to bezcenne obrazy van Ghoga.

                                                    Masz jeden w domu - a masz szansę za bezcen dostac dwa.

                                                    To jest spotkanie biznesowe

                                                    Nadal
                                                  • basia Warości bezcenne osobiste 03.02.06, 14:49
                                                    Keyserze istnieja wartosci niemierzalne, bezcenne, ktorych vangogami nie zmierzysz.

                                                  • xiazeluka Owszem 03.02.06, 15:08
                                                    Twój przykład nie zawierał "bezcennych fotografii"? Przepraszam, a o czym jest
                                                    właściwie mowa - domu rodzinnym czy kartonie pod mostem?

                                                    I wyjasnijmy sobie: nawet oryginał "Upadłej Madonny z wielkim cycem" van Klompa
                                                    nie wynagrodzi utraty sadyby rodowej. Przeliczanie wszystkiego na forsę to
                                                    ślepa uliczka.
                                                  • keyser_sose Zaraz się poddam, naprawde 04.02.06, 03:54
                                                    i będziemy pisac protokół rozbieżności.

                                                    Tylko jedna kwestia jeszcze:

                                                    Czy - Twoim zdaniem - dolegliwość kary wpływa na to jak czesto popełniany jest
                                                    czyn czy nie wpływa? Statystycznie.

                                                    Pozdrawiam

                                                    KS

                                                    Ps I: O prównywaniu rzeczy nieprzeliczalnych:

                                                    "- Nigdy w życiu nie zaryzykowałabym zyciem swojego dziecka! Nic nie jest dla
                                                    mnie tak cenne!!! To jest zupełnie nieprzeliczalne! - powiedziała matka, po
                                                    czym wzięła dziecko na rękę i przeszła przez Marszałkowską, zobaczyc nową
                                                    sukienke na wystawie."

                                                    PS II. Daruj Luka, ale w moim przykładzie nie ma nic o oponach. Nic. Wywaliłem
                                                    je właśnie po to, żebyś się nie przyczepił. A Ty i tak swoje.

                                                    Pamiętam jak JKM kiedyś powiedział: gdyby kierowcy musieli prowadzić samochody
                                                    w szklanych kulach tuż przed maską samochodu (bez zadnych wzmocnionych drzwi
                                                    itp) - prowadziliby znacznie ostrożniej.

                                                    Ale Ty uwazasz inaczej, prawda? Przecież zabezpieczenia nie wpływają na
                                                    ostrozność...
                                                  • keyser_sose Re: Zaraz się poddam, naprawde cz II 04.02.06, 06:15
                                                    Zabezpieczenia w samochodzie nie maja wpływu na ostrożność/odwagę prowadzenia...

                                                    Jasne

                                                    A rycerz w pełnej zbroi płytowej bedzie równie ostroznie/odważnie atakował 20
                                                    chłopów z widłami...

                                                    jak rycerz okutany w lnianą sukmanę.
                                                  • xiazeluka Na Prawicy nie ma takiego pojęcia 04.02.06, 17:01
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Czy - Twoim zdaniem - dolegliwość kary wpływa na to jak czesto popełniany
                                                    jest czyn czy nie wpływa? Statystycznie.

                                                    Wpływa.

                                                    > "- Nigdy w życiu nie zaryzykowałabym zyciem swojego dziecka! Nic nie jest dla
                                                    > mnie tak cenne!!! To jest zupełnie nieprzeliczalne! - powiedziała matka, po
                                                    > czym wzięła dziecko na rękę i przeszła przez Marszałkowską, zobaczyc nową
                                                    > sukienke na wystawie."

                                                    Ech?

                                                    > PS II. Wywaliłem je właśnie po to, żebyś się nie przyczepił. A Ty i tak
                                                    swoje.

                                                    Ty porównujesz, ja porównuję - mamy chyba równe prawa w dyskusji?

                                                    > Ale Ty uwazasz inaczej, prawda? Przecież zabezpieczenia nie wpływają na
                                                    > ostrozność...

                                                    Zaraz mi ręce opadną, albo i coś jeszcze - pisałem chyba wystarczająco wyraźnie
                                                    o róznicy między zabezpieczeniem a ubezpieczeniem?
                                                  • keyser_sose re Na Prawicy nie ma takiego pojęcia 04.02.06, 18:29
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    > keyser_sose napisał:
                                                    >
                                                    > > Czy - Twoim zdaniem - dolegliwość kary wpływa na to jak czesto popełniany
                                                    >
                                                    > jest czyn czy nie wpływa? Statystycznie.
                                                    >
                                                    > Wpływa.

                                                    A ubezpieczenie tę dolegliwość zmniejsza?

                                                    > Ech?

                                                    Chodzi o to, ze deklaracja to jedno, a czyny to drugie. Oczywiście ryzykujemy
                                                    rzeczami bezcennymi dla mamony - nawet jesli to wypieramy i deklarujemy, ze nie
                                                    i nigdy w życiu.

                                                    > Zaraz mi ręce opadną, albo i coś jeszcze - pisałem chyba wystarczająco
                                                    wyraźnie o róznicy między zabezpieczeniem a ubezpieczeniem?

                                                    tak, pisałeś. A potem napisałeś to:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=35394769&a=36123564
                                                    Ja pisałem o ubezpieczeniu. Na co Ty opisujesz zabezpieczenia - ja się odnosze
                                                    do zabezpieczeń a Ty mi mówisz o ubezpieczeniach. I komu co ma opaśc?
                                                  • xiazeluka Re: re Na Prawicy nie ma takiego pojęcia 06.02.06, 09:03
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > A ubezpieczenie tę dolegliwość zmniejsza?

                                                    Na czym polega ubezpieczenie od kary śmierci?

                                                    > Chodzi o to, ze deklaracja to jedno, a czyny to drugie. Oczywiście ryzykujemy
                                                    > rzeczami bezcennymi dla mamony - nawet jesli to wypieramy i deklarujemy, ze
                                                    nie i nigdy w życiu.

                                                    E tam. Przykład z życia: tsunami, matka z dwojgiem dzieci walczy z falą. Aby
                                                    uratować przynajmniej jedno, puszcza to drugie. Jakiego rodzaju kalkulację
                                                    przeprowadziła? Nawiasem pisząc skończyło się po holiłudzku - to oddane
                                                    żywiołowi przeżyło.
                                                    Albo trudniejszy przykład - wyobraź sobie, że jesteś szefem kliniki
                                                    transplantacyjnej i musisz podjąć decyzję: masz dwa serca, pięcioro pacjentów.
                                                    Dwóch możesz uratować przeszczepem, pozostali umrą. Oto oni:
                                                    1) dziewczyna, 17 lat, uczennica, po próbie samobójczej.
                                                    2) mężczyzna, 25 lat, robotnik w hucie.
                                                    3) kobieta, 33 lata, matka dwojga dzieci, pracownica biurowa.
                                                    4) mężczyzna, 45 lat, znany konstruktor sztucznych serc.
                                                    5) mężczyzna, 65 lat, profesor historii renomowanego uniwersytetu.

                                                    Dokonaj wyboru, keyserze.

                                                    > Ja pisałem o ubezpieczeniu. Na co Ty opisujesz zabezpieczenia - ja się
                                                    odnosze
                                                    > do zabezpieczeń a Ty mi mówisz o ubezpieczeniach. I komu co ma opaśc?

                                                    Mam wrażenie, że nie nadążasz. Zeszło na intencje, prawdopodobieństwo i sposoby
                                                    dochodzenia do wniosków.
                                                  • keyser_sose Re: re Na Prawicy nie ma takiego pojęcia 06.02.06, 10:16
                                                    > > A ubezpieczenie tę dolegliwość zmniejsza?
                                                    >
                                                    > Na czym polega ubezpieczenie od kary śmierci?

                                                    Nie rozumiem o co chodzi.

                                                    Zadałem proste pytanie: czy ubezpieczenie zmniejsza dolegliwość nieporządanego
                                                    zdarzenia. (Oczywiste jest, że jesli np. gram w totolotka, to karą jest
                                                    przegrana, prawda? A nagrodą wygrana? Bo kara to negatywny skutek własnego
                                                    postępowania a nagroda to pozytywny, prawda?)

                                                    Zgodnie z ustaloną pezez nas definicją ubezpieczenie jest zawierane w celu
                                                    zmniejszenia dolegliwości.

                                                    To oznacza, że jesli ktoś się ubezpiecza, to zmniejsza dolegliwość?

                                                    A to oznacza...


                                                    > > Chodzi o to, ze deklaracja to jedno, a czyny to drugie. Oczywiście ryzyku
                                                    > jemy
                                                    > > rzeczami bezcennymi dla mamony - nawet jesli to wypieramy i deklarujemy,
                                                    > ze
                                                    > nie i nigdy w życiu.
                                                    >
                                                    > E tam.

                                                    Luka, zostawiam temat. Jesli uwazasz, ze nie ryzykujemy rzeczy bezcennych w
                                                    zyciu dla rzeczy mniej cennych o ile uwazamy, ze szansa utraty rzeczy bezcennej
                                                    jest niska (czyli, ze przeliczamy) to trudno - to jest rozbiezność.


                                                    > > Ja pisałem o ubezpieczeniu. Na co Ty opisujesz zabezpieczenia - ja się
                                                    > odnosze
                                                    > > do zabezpieczeń a Ty mi mówisz o ubezpieczeniach. I komu co ma opaśc?
                                                    >
                                                    > Mam wrażenie, że nie nadążasz. Zeszło na intencje, prawdopodobieństwo i
                                                    sposoby dochodzenia do wniosków.

                                                    O nadażaniu

                                                    Napisałeś coś takiego: tylko idiota mysli w ten sposób mam zabezpieczenia jadę
                                                    jak wariat.

                                                    Na co ja odpowiedziałem (parafrazując): jest rzeczą normalną - a nie
                                                    wariactwem - dostosowywanie predkości do własnego bezpieczeństwa.

                                                    Na co Ty piszesz, że nie nadążam.

                                                    Może i tak
                                                  • keyser_sose Kara 06.02.06, 10:30
                                                    Kara finansowa za niedbalstwo w wypadku lekarza jest łagodzona przez
                                                    ubezpieczenie.

                                                    Kara finansowa za niedbalstwo w wypadku właściciela domu jest łagodzona przez
                                                    ubezpieczenie.

                                                    I nic mnie nie obchodzą motywacje.
                                                  • xiazeluka Re: Kara 06.02.06, 11:33
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Kara finansowa za niedbalstwo w wypadku lekarza jest łagodzona przez
                                                    > ubezpieczenie.

                                                    Oczywiście. Ale z punktu widzenia pacjenta nie warto do takiego wesołego
                                                    sanitariusza chodzić po poradę.

                                                    > Kara finansowa za niedbalstwo w wypadku właściciela domu jest łagodzona przez
                                                    > ubezpieczenie.

                                                    A amputacja łagodzi ból promieniujący z zagangrenowanej rany... Można i tak.
                                                  • keyser_sose wyjasnij różnicę 07.02.06, 02:28
                                                    >> To oznacza, że jesli ktoś się ubezpiecza, to zmniejsza dolegliwość?

                                                    >Nie zmniejsza dolegliwość (bo ona jest identyczna dla ubezpieczonych i nie),
                                                    lecz łagodzi jej skutki.

                                                    napisałem, że ubezpieczenie zmniejsza dolegliwość kary (czyli innymi słowy:
                                                    łagodzi skutki podjętej akcji. Rozumiesz, Luka: kara jest skutkiem. Łagodzonym
                                                    przez ubezpieczenie.)

                                                    A Ty piszesz "Nie..."

                                                    Zaprzeczanie mi wchodzi Ci w nawyk czy jak?

                                                    I nie pisz mi tu o punkcie widzenia pacjenta. Rozwazamy wpływ ubezpieczenia na
                                                    zachowanie ubezpieczonego, więc wtręt o pacjencie jest absolutnie nie na temat.

                                                    Po wyjasnieniach ponawiam analogię:

                                                    Kara finansowa za niedbalstwo w wypadku lekarza jest łagodzona przez
                                                    ubezpieczenie.

                                                    Kara finansowa za niedbalstwo w wypadku właściciela domu jest łagodzona przez
                                                    ubezpieczenie.


                                                    Pozdrawiam

                                                    KS
                                                  • xiazeluka Re: wyjasnij różnicę 07.02.06, 07:18
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > napisałem, że ubezpieczenie zmniejsza dolegliwość kary (czyli innymi słowy:
                                                    > łagodzi skutki podjętej akcji. Rozumiesz, Luka: kara jest skutkiem.
                                                    Łagodzonym przez ubezpieczenie.)
                                                    > A Ty piszesz "Nie..."

                                                    No bo nie! Tu nie ma nieubłaganej konsekwencji: kara nie jest skutkiem, lecz
                                                    jedną z wielu ewentualności. Jeśli wydarzenie niepożądane nie wystąpi, to
                                                    ubezpieczenie wtedy jest karą...


                                                    > Rozwazamy wpływ ubezpieczenia na
                                                    > zachowanie ubezpieczonego, więc wtręt o pacjencie jest absolutnie nie na
                                                    temat.

                                                    To proszę, oto przykład zachowania:

                                                    Wyjrzyj przez okno - warunki na drogach są straszne, kierowcy jeżdżą wolniej i
                                                    ostrożniej, choć wszyscy mają ubezpieczenie; oznacza to, że ważniejsza jest
                                                    asekuracja, od ubezpieczenia, decydującą motywacją jest chęć uchronienia się od
                                                    wypadku pomimo posiadania polisy minimalizującej karę.

                                                  • keyser_sose Metodologia 07.02.06, 10:53
                                                    >No bo nie! Tu nie ma nieubłaganej konsekwencji: kara nie jest skutkiem, lecz
                                                    >jedną z wielu ewentualności. Jeśli wydarzenie niepożądane nie wystąpi, to
                                                    >ubezpieczenie wtedy jest karą...

                                                    Czyli liczy się wykrywalność, a nie dotkliwość?

                                                    Analogia z systemem karnym jest pełna. A wiesz czemu? Bo system karny jest
                                                    protezą systemu wychowaczego (nie pisze teraz o wychowywaniu pojedynczego
                                                    przestepcy - tylko o wprowadzaniu porzadanych zachowań w społeczeństwie)

                                                    Spodziewana dotkliwość kary = dotkliwość kary x wykrywalność

                                                    Nigdy nie twierdziłem, ze liczy się WYŁĄcznie dotkliwość kary. Zawsze
                                                    uważałem, że wykrywalność jest bardzo istotna: czasami nawet istotniejsza niż
                                                    dotkliwość.
                                                    (oddychanie np jest wazniejsze niż jedzenia, prawda)

                                                    Metodologia:

                                                    Jesli badamy wpływ jakiegoś czynnika na zachowanie to zakładamy, że inne sie
                                                    nie zmieniają.

                                                    Jeśli badamy wpływ wykrywalności na działanie to sprawdzamy, czy zachowanie
                                                    sie zmieni jeśli dotkliwość kary pozostaje bez zmian a jedynym czynnikiem
                                                    zmiennym jest wykrywalność.

                                                    Jeśli badamy wpływ wykrywalności na działanie to sprawdzamy, czy zachowanie
                                                    sie zmieni jeśli dotkliwość kary pozostaje bez zmian a jedynym czynnikiem
                                                    zmiennym jest wykrywalność.

                                                    Jeśli badamy wpływ dotkliwości kary na działanie to sprawdzamy, czy
                                                    zachowanie sie zmieni jeśli wykrywalność kary pozostaje bez zmian a jedynym
                                                    czynnikiem zmiennym jest dotkliwość

                                                    >> Rozwazamy wpływ ubezpieczenia na
                                                    >> zachowanie ubezpieczonego, więc wtręt o pacjencie jest absolutnie nie na
                                                    temat.

                                                    >To proszę, oto przykład zachowania:

                                                    Bardzo zły przykład.

                                                    Zmieniła się wykrywalność jazdy z predkością 120 km/h

                                                    (I wzrosła kara, naturalnie)

                                                    Jesli rozważamy wzrost ostrozności w zależności od dajmy na to ubezpieczenia,
                                                    to mamy rozważać zachowania ludzi w tych samych warunkach: jedynie
                                                    ubezpieczenie się zmienia.

                                                    Czyli POGODA MA BYĆ JEDNAKOWA. Sam sobie wybierz jaka: grad, deszcz, słońce,
                                                    tsunami.

                                                    A potem - przy zadanej pogodzie - rozwaz zachowania ludzi wzależności od
                                                    ubezpieczenia lub jego braku.

                                                    Już?
                                                  • xiazeluka Re: Metodologia 07.02.06, 11:32
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Czyli liczy się wykrywalność, a nie dotkliwość?

                                                    A można rozpatrywać rzecz rozdzielnie? To stara śpiewka lewactwa -
                                                    "wykrywalność" ma załatwić problem przestępczości. Korwin rozprawił się z tą
                                                    bzdurą przykładem mandatu w wysokości 1 PLN w świecie stuprocentowej
                                                    wykrywalności.

                                                    > Analogia z systemem karnym jest pełna. A wiesz czemu? Bo system karny jest
                                                    > protezą systemu wychowaczego (nie pisze teraz o wychowywaniu pojedynczego
                                                    > przestepcy - tylko o wprowadzaniu porzadanych zachowań w społeczeństwie)

                                                    Nie zgadzam się. System karny nie jest od wychowywania ludzi, tylko
                                                    szykanowania łamiących umowy społeczne. Porządane są ogólnie akceptowane umowy
                                                    (np. nie zabijaj), a nie wychowawcze sprawstwo Molocha.

                                                    > Spodziewana dotkliwość kary = dotkliwość kary x wykrywalność

                                                    Tu formalna zgoda. Formalna, ponieważ nie uwzględniająca osób skazanych za
                                                    czyny popełnione bez premedycji - one nie kalkulują.

                                                    Do metodologii proszę załaczyć konkretne przykłady.

                                                    > Zmieniła się wykrywalność jazdy z predkością 120 km/h

                                                    Nie rozumiemy się - nie piszę o szaleńcach, a o większości zmotoryzowanych.

                                                    > Czyli POGODA MA BYĆ JEDNAKOWA. Sam sobie wybierz jaka: grad, deszcz, słońce,
                                                    > tsunami.
                                                    >
                                                    > A potem - przy zadanej pogodzie - rozwaz zachowania ludzi wzależności od
                                                    > ubezpieczenia lub jego braku.

                                                    To właśnie zrobiłem i wykazałem, że ubezpieczenie nie ma wpływu na ich decyzje.
                                                    Pogoda wpływa na motywacje kierowców bardziej niż istnienie ubezpieczenia -
                                                    porównywanie zachowań kierowców niezależnie od pogody fałszuje rzeczywiste
                                                    przełożenie motyw-nagroda/kara.

                                                    I. Brak pogody - ubezpieczeni kierowcy zachowują się różnie. "Różnie" brzmi
                                                    infantylnie, jednak trudno lepiej sytuację opisać: jeden przejedzie odległość
                                                    AB szybciej, inny wolniej, a to oznacza, że istnienie dla obu ubezpieczenia ma
                                                    mniejsze znaczenie od doraźnych wyborów. Ktoś, kto się boi przyspieszyć powyżej
                                                    100 km/h, nie będzie się przejmował istnieniem korzystnego ubezpieczenia,
                                                    ponieważ on chce pokonać dystans, a nie zafundować potomkom sutą stypę.

                                                    II. Pogoda zmienna - tu widać wyraźniej brak wpływu istnienia ubezpieczenia na
                                                    zachowania kierowców: generalnie jeźdżą wolniej, od zachowań ryzykownych
                                                    powstrzymuje ich czynnik zewnętrzny (śnieg na ulicy), a nie kara za zapędy
                                                    rajdowe. Ubezpieczenie nie jest brane pod uwagę - chcę dojechać w jednym
                                                    kawałku do pracy, a nie narażać się na kłopoty, nawet jeśli finansowo nie
                                                    stracę. Kupno nowego pojazdu, wyrabianie dokumentów, tablic, zawracanie głowy w
                                                    urzędach, strata czasu i/lub zysków nie zostanie zrekompensowana
                                                    odszkodowaniem, ponieważ odszkodowanie zwraca jedynie część wartości rozbitego
                                                    auta.

                                                    Gdyby przyjąć Twoje teoretyczne orzeczenie - to nikt nie zachowałby się na
                                                    drodze racjonalnie, wszak kara zostanie częściowo zniwelowana odszkodowaniem.
                                                    Jaka jest więc różnica między kierowcą z OC i lekarzem z OC? W obu przypadkach
                                                    ryzykujesz SOBĄ.
                                                  • xiazeluka Re: re Na Prawicy nie ma takiego pojęcia 06.02.06, 11:30
                                                    keyser_sose napisał:

                                                    > Nie rozumiem o co chodzi.

                                                    Pytam, jak ubezpieczysz amatora mordowania bliźnich (no wiesz, zabezpieczenie
                                                    się od dolegliwości błędu, czyli wpadnięcia w ręce policji).

                                                    > Zadałem proste pytanie: czy ubezpieczenie zmniejsza dolegliwość
                                                    nieporządanego zdarzenia.

                                                    Trzymając się przykładu z lekarzem - zależy, dla kogo: pacjent nie będzie
                                                    zachwycony, jeśli się dowie, że konował nie odpowiada za błedy w sztuce. Rzecz
                                                    w tym, że ufność pokłada się w lekarzu, a nie ubezpieczycielu.

                                                    > (Oczywiste jest, że jesli np. gram w totolotka, to karą jest
                                                    > przegrana, prawda? A nagrodą wygrana? Bo kara to negatywny skutek własnego
                                                    > postępowania a nagroda to pozytywny, prawda?)

                                                    A co to ma do rzeczy a propos ubezpieczeń?

                                                    > To oznacza, że jesli ktoś się ubezpiecza, to zmniejsza dolegliwość?

                                                    Nie zmniejsza dolegliwość (bo ona jest identyczna dla ubezpieczonych i nie),
                                                    lecz łagodzi jej skutki.

                                                    > Jesli uwazasz, ze nie ryzykujemy rzeczy bezcennych w
                                                    > zyciu dla rzeczy mniej cennych o ile uwazamy, ze szansa utraty rzeczy
                                                    bezcennej jest niska (czyli, ze przeliczamy) to trudno - to jest rozbiezność.

                                                    Czyli: według Ciebie aby wygrać w karty 100 PLN zaryzykuję życiem własnego
                                                    dziecka? No, to faktycznie mamy rozbieżność...

                                                    > Na co ja odpowiedziałem (parafrazując): jest rzeczą normalną - a nie
                                                    > wariactwem - dostosowywanie predkości do własnego bezpieczeństwa.
                                                    >
                                                    > Na co Ty piszesz, że nie nadążam.

                                                    Bo nie nadążasz, teraz już mam pewność - dla przekonanych o byciu
                                                    nieśmiertelnym (wypasione BMW z ABS, EDB, CNN i PZPR z dresiarzem za kierownicą)
                                                    "dostosowywanie prędkości do własnego bezpieczeństwa" to pusty frazes; ci
                                                    goście nie jeżdża po to, by było bezpiecznie, tylko po to, by było szybko,
                                                    emocjonująco, szpanersko i niebezpiecznie! Słyszałeś kiedyś o nielegalnych
                                                    wyścigach albo biciu rekordu na trasie pl. Bankowy - pl. stalinowskiej
                                                    konstytucji w Warszawie, w godzinach szczytu? Prędkość podróżna to ok. 180
                                                    km/h. Albo 240 km/h na trasie gdańskiej.
                                                    No, powiedzmy, że to są ekstremiści. Jednak tzw. normalnym kierowcom również
                                                    zdarza się wykonać ryzykowny manewr, grubo przekroczyć bezpieczną prędkość,
                                                    zabawić się w rajdowca. Oznacza to, że mam poważne wątpliwości, czy uda Ci się
                                                    opracować uniwersalną definicję ludzkiej motywacji, warunku sine qua non dowodu
                                                    o dobrodziejstwie ubezpieczenia.
                  • keyser_sose Kto to powiedział? 22.01.06, 02:40
                    > > Bo celem żadnego normalnego człowieka nie jest zarabianie pieniędzy tylko
                    > ich wydawanie.
                    >
                    > To częściowo prawda - kobiety podzielają drugą część zdnia, mężczyźni
                    pierwszą.

                    A oto zagadka:

                    "Także wszystko stoi do góry nogami, ja patrzę z przerażeniem na to, że w tej
                    chwili wszystko jest nienormalne. Np. w gospodarce się mówi, że patrzymy na
                    eksport, a przecież celem gospodarki jest import, a nie eksport! Przecież,
                    jeżeli ja ekspoeruję węgiel za granicę i kupuję za to, załóżmy telewizory, to
                    celem jest kupowanie telewizorów, a nie eksport węgla. To jest cel. Eksport
                    jest tylko smutną koniecznością na ten cel, jakim jest import."

                    Oczywiście

                    eksport=zarabianie
                    Import=wydawanie

                    I jeszcze małe uzupełnienie:

                    Zdanie:

                    >Bo celem żadnego normalnego człowieka nie jest zarabianie pieniędzy tylko ich
                    wydawanie.

                    Powinno brzmieć:

                    Bo celem działalności gospodarczej normalnego człowieka nie jest zarabianie
                    pieniędzy tylko ich wydawanie.

                    (zdanie w poprzedniej wersji wykluczało inne cele niż zdobywalne pieniędzmi co
                    jest tezą fałszywą)
                  • keyser_sose Luka! Czy ja Cię dobrze zrozumiałem????!!! 22.01.06, 09:35
                    xiazeluka napisała:

                    > > Dziki Zachód: kto wlezie pierwszy na asteroidę do tego należy.
                    >
                    > Skoro tak, to robię zgodnie z zapowiedzią - sam wyślizguję frajerów (12 razy
                    > sprzedaję informację, buduję najszybszą rakietę i mam asteroidę).

                    Znaczy się: ubezpieczenie głupie

                    a

                    Oszukiwanie bliźnich mądre?

                    Wycofaj się z tego czym prędzej!

                    I rozmawiajmy o uczciwych wyborach.

                    Ale w ten sposób wracamy do kluczowego pytania, prawda?
                    • xiazeluka Niedobrze mnie zrozumiałeś 22.01.06, 12:31
                      Zaproponowałeś Dziki Zachód (w sensie braku zasad, tak to zrozumiałem), więc
                      usunąłem z rozważań uczciwość. Uczciwe metody podałem wcześniej.
                      • keyser_sose dziki zachód 22.01.06, 22:18
                        to nie tosamo co brak zasad.

                        Jednym ze sposobów uzyskiwania działek był bieg: ktopierwszy zajął działkę do
                        tego należała. Musiał tylko na nia wleźć.

                        To miałem na mysli.
                        • xiazeluka Rozumiem 23.01.06, 10:18
                          Jednak rzecz nie w wejściu na działkę, lecz jej sprzedaży.
    • andrzejg Dziwna ubezpieczalnia 22.01.06, 22:37
      keyser_sose napisał:

      >
      > A ubezpieczalnia powiedziała tak: panie Majchrzyk skoro już pan nie masz
      > pieniędzy, żeby się ubezpieczyć normalnie, to My pana ubezpieczymy troszkę
      > inaczej. Jesli pan się zgubi w kosmosie wypłacimy pana małżonce 10 000 000.
      > Ale jeśli Pan się nie zgubi i przywiezie pan ten samorodek to odpali nam pan
      > 5% jego wartosci czyli 500 000 zielonych. Co pan na to?
      >

      Nie znam ubezpieczalni, która ubezpieczyłaby bez pieniędzy.Działając w ten
      sposób poszliby z torbami po kilku ubezpieczeniach, bo trafiłby się niejeden
      szaleniec gotów poświęcić życie dla uposażenia rodziny.Ubezpieczalnie nie
      podejmują ryzykownych działań i tak ubezpieczenie od powodzi na terenie
      zalewowym będzie o wiele wieksze.Przykład kompletnie bezsensony,wręcz prosżący
      się o przewałkę 10 000 000 wobec 500 000???

      Wobec takich warunków i znalezienia frajera podpisałbym taką umowę, z tym
      że nie wierzę w głupotę ubezpieczalń.Te głupie do 2100 roku padną z pewnością


      A.
      • keyser_sose Już się poprawiłem 22.01.06, 22:43
        Dołożyłem Majchrzykowi 500 000 długu

        A dalej wszystko bez zmian
        • 7em Re: Już się poprawiłem 02.02.06, 12:37
          dlaczego majchrzak posługuje sie dolarami? czyżny chójnia ełropejska do tego
          stopnia upała że wprowadziła bony dolarowe i peweksy do 2100roku?

          5040
    • jaceq Re: Ubezpieczenia. Podejście III (do Luki głównie 29.01.06, 14:08

      Sama idea ubezpieczeń tzw. OC. Czy wszystko z nią w porządku? Ubezpieczenie "od
      odpowiedzialnoći (cywilnej)". Czyli ubezpieczenie od nieodpowiedzialności.
      Można się (jak ktoś chce) ubezpieczyć od nieodpowiedzialności cudzej. Czy można
      od własnej? Czy można ubezpieczyć się od własnej głupoty? Roszczenia
      poszkodowanych pokrywa ubezpieczyciel wg własnego widzimisię i może sobie na to
      pozwolić, ponieważ ma "potencjał prawniczy" znacznie wyższy, niż zdecydowana
      większość poszkodowanych. Sądy mają wstręt do przyznawania odszkodowań w
      należytej wysokości. Zresztą, złożenie pozwu o przyzwoite odszkodowanie
      skutecznie blokuje wysokość tzw. wpisu. Jedyną osobą, której totalnie wisi ew.
      rozstrzygnięcie między ofiarą a ubezpieczycielem, jest sprawca szkody. Zapłacił
      składkę tzw. "OC" i może spać spokojnie.

      _____________________________
      Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
      cenzurą obyczajową".
      • keyser_sose Re: Ubezpieczenia. Podejście III (do Luki głównie 29.01.06, 15:23
        > Sama idea ubezpieczeń tzw. OC. Czy wszystko z nią w porządku?
        >Ubezpieczenie "od odpowiedzialnoći (cywilnej)". Czyli ubezpieczenie od
        >nieodpowiedzialności. Czy można od własnej? Czy można ubezpieczyć się od
        >własnej głupoty? Jedyną osobą, której totalnie wisi ew.
        > rozstrzygnięcie między ofiarą a ubezpieczycielem, jest sprawca szkody.
        Zapłacił składkę tzw. "OC" i może spać spokojnie.

        Tak, zdjecie odpowiedzialności z człowieka za niepowodzenie jego czynów ma
        negatywne skutki. Ale może mieć i pozytywne. Zależy od sytuacji. Jeśli chcesz
        zachęcic osobnika do działań normalnie dlań nieracjonalnie ryzykownych to go
        ubezpiecz od negatywnych skutków. Jesli chcesz go zniechecic to nie ubezpieczaj
        (a jak jest ubezpieczony to mu to ubezpieczenie zabierz).

        Po prostu:

        Po ubezpieczeniu wzrasta szansa zajścia zdarzenia. Bo mniej mi zależy, żeby do
        tego zdarzenia nie doszło - bo ryzyko wziął na siebie ktoś inny.

        Stąd wynika w prosty sposób, ze

        Po ubezpieczeniu - kiedy ryzyko związane z porazka wziął na siebie ktos inny -
        racjonalne staja się działania, które w innym wypadku byłyby nieracjonalne (z
        powodu tego ryzyka).

        Np: Wyszedłem z domu wsiadłem do autobusu i pomyslałem sobie: czy ja na pewno
        wyłączyłem żelazko?

        Jesli dom jest ubezpieczony to to może byc ostateczna instancja, zeby nie
        wracać do domu. (bo dom i tak jest ubezpieczony, a przeciez prawdopodobnie i
        tak je wyłączyłem.)

        Wiadomo: najwięcej osiągaja ludzie nie majacy nic do stracenia (w domysle nic
        nie ryzykujący), ale i najczęściej przegrywają.

        Jesli sie czegos dorobiłem (np zony i dzieci) to już ryzykuję.
        Ubezpieczając ich przyszłość - zdejmuje to ryzyko: znowu ryzykuje tylko sobą.

        Tak więc wszystko zalezy od celu w jakim sie ubezpieczasz. Chcesz byc
        ostrozniejszy? Nie ubezpieczaj tego co Ci drogie. Chcesz byc bardziej
        ryzykancki? Ubezpiecz.

        Tak jak z lekarzem. Chcesz się leczyć u ostrożnego lekarza: idź do
        nieubezpieczonego. On bedzie uważał bardziej niz ten drugi.

        Chcesz mieć odważniejszego wojownika, mniej dbajacego o siebie, a bardziej
        skoncentrowanego na zadaniu? Ubezpiecz mu rodzinę.
        • jaceq Re: Ubezpieczenia. Podejście III (do Luki głównie 29.01.06, 16:23

          keyser_sose napisał:
          > Po ubezpieczeniu - kiedy ryzyko związane z porazka wziął na siebie ktos inny

          Rzecz w tym, że ten "ktoś inny" skutków na siebie nie wziął. Dla niego to tylko
          biznes, owszem, ryzykowny (może mi się uda zatrzymać składkę OC dla siebie,
          może mi się uda wykpić kosztem zaledwie kilku tys. odszkodowania).
          Ubezpieczający się przymusowo od własnej głupoty jest (przeważnie nie
          dobrowolnie) uczestnikiem takiego biznesu. Tylko status ofiary przeważnie jest
          taki sam.


          > Jesli sie czegos dorobiłem (np zony i dzieci) to już ryzykuję.
          > Ubezpieczając ich przyszłość - zdejmuje to ryzyko: znowu ryzykuje tylko sobą.

          Wg mnie porównujesz nieporównywalne.


          _____________________________
          Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
          cenzurą obyczajową".
          • keyser_sose Re: Ubezpieczenia. Podejście III (do Luki głównie 29.01.06, 16:33
            jaceq napisał:
            > Rzecz w tym, że ten "ktoś inny" skutków na siebie nie wziął. Dla niego to
            tylko biznes, owszem, ryzykowny (może mi się uda zatrzymać składkę OC dla
            siebie, może mi się uda wykpić kosztem zaledwie kilku tys. odszkodowania).

            Hm.. ale to zarzut jest do śądów, nie do ubezpieczycieli, prawda?

            Jeśli sady będą działać skutecznie i sprawiedliwie, ten problem przestanie
            istnieć.

            > > Jesli sie czegos dorobiłem (np zony i dzieci) to już ryzykuję.
            > > Ubezpieczając ich przyszłość - zdejmuje to ryzyko: znowu ryzykuje tylko s
            > obą.
            >
            > Wg mnie porównujesz nieporównywalne.

            Dobra, a co powiesz na taką zależność:

            "Chetniej ryzykujemy utratę czegoś,co jest ubezpieczone ponieważ za porażkę
            dostaniemy nagrodę."

            Chyba w ten sposób motywowany jest zarzut JKM wobec ubezpieczeń o generowanie
            demoralizacji i niedbalstwa?
            • jaceq Re: Ubezpieczenia. Podejście III (do Luki głównie 29.01.06, 17:43

              > Hm.. ale to zarzut jest do śądów, nie do ubezpieczycieli, prawda?

              W kontekście, który przytoczyłeś, to nie wiem, czy to jest w ogóle zarzut. Jest
              okazja na czymś legalnie zarobić, no to czemu na tym nie zarobić? Sądy też
              działają w dość sztywnym chomącie, jaki narzuca prawo. Jeżeli jednak już
              zarzut, to do prawodawcy.

              > Jeśli sady będą działać skutecznie i sprawiedliwie, ten problem przestanie
              > istnieć.

              Właśnie. "Jeśli" a nie "kiedy".

              > Dobra, a co powiesz na taką zależność:

              Powiem tak: nie traktowałbym tego jako "nagrodę". Płacę AC i OC. AC mi się
              przydało, OC - jeszcze nigdy. Od x lat wożę ze sobą gaśnicę, bo muszę, w którą
              co kilka lat muszę zainwestować, a które również jeszcze nigdy nie miałem
              okazji sprawdzić i co do której mam niezachwianą pewność, że w życiu nie ugasi
              pożaru, do ugaszenia którego potrzebny jest wóz strażacki. "Inwestycja"
              (obowiązkowa), z mojego punktu widzenia, całkowicie więc chybiona. Może również
              mnie skusić np. do zaoszczędzenia (choćby czasu) na przeglądzie instalacji
              elektrycznej. Jednak nie sposób wszak przewidzieć, co się może zdarzyć w
              przyszłości i że gaśniczka, którą kupuję być może uratuje czyjeś życie bądź
              mienie. I to byłaby nagroda. Gdyby "inwestycja" kosztowała mnie 150, to bym
              klął jak szewc. Ale kosztuje mnie kilkanaście wyrzuconych na śmietnik złotych.
              A w pełni "ubezpieczony" byłbym, gdybym woził ze sobą wóz strażacki.

              Pozdrawiam niemniej.
              _____________________________
              Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
              cenzurą obyczajową".
              • keyser_sose hmm... 29.01.06, 17:57
                > > Dobra, a co powiesz na taką zależność:
                >
                > Powiem tak: nie traktowałbym tego jako "nagrodę". Płacę AC i OC. AC mi się
                > przydało, OC - jeszcze nigdy. Od x lat wożę ze sobą gaśnicę, bo muszę, w
                którą co kilka lat muszę zainwestować,

                ja w ogóle nie rozpatruje "ubezpieczeń obowiązkowych" czyli złodziejstwa w
                biały dzień. Tu jedynie rozpatruję ubezpieczenia dobrowolne.

                Jak powiedział JKM:

                "Gdyby ubezpieczenie było dla nas korzystnie, to nie byłoby przymusu, sami
                byśmy się ubezpieczali. Ubezpieczenie jest dla nas oczywiście niekorzystne."

                (Rozmawiała Dorota Gawryluk 05-10-2005)

                Tak więc.

                Założenie: gdyby to było korzystne to przy dobrowolnych ubezpieczeniach
                ubezpieczalibysmy się sami

                Teza: Ubezpieczenia są korzystne

                Dowód: ludzie masowo się ubezpieczają. Dobrowolnie. Ubezpieczenia dobrowolne to
                ogromny rynek finansowy w USA np.

                Kontrteza: Ale na ubezpieczeniach traci sie finansowo!

                Odpowiedź: Widac ludzie odnoszą korzysci innej niz finansowa natury.

                Kiedy się ubezpieczają? Kiedy się dorobią, lub kiedy maja bardzi dobre widoki
                na dorobienie się.

                I temu jest poswięcony watek. Moja teza brzmi: sa sytuacje w których
                ubezpieczenie się jest racjonalne i korzystne. Luka się z tym nie zgadza.

                A Ty?
                • jaceq Re: hmm... 29.01.06, 18:11

                  > I temu jest poswięcony watek.

                  No to przepraszam, że się wciąłem z obowiązkowym OC.

                  > Moja teza brzmi: sa sytuacje w których
                  > ubezpieczenie się jest racjonalne i korzystne. Luka się z tym nie zgadza.
                  > A Ty?

                  Zgadzam się z Twoją tezą. Są takie sytuacje. Zdarzyło mi się kiedyś zalać komuś
                  mieszkanie. Być może miałbym z tym problem, gdybym zdołał jakoś wydębić od
                  producenta, w drodze ugody albo sądownie, odszkodowanie za sprzedanie mi wężyka
                  od spłuczki, który po roku eksploatacji zwyczajnie pękł. Ale nie mówimy o
                  sytuacjach księżycowych, tylko o realnych. Spotkałeś się zapewne z zabawnymi
                  oświadczeniami: "producent oprogramowania nie odpowiada za skutki używania,
                  bądź nieużywania oprogramowania".

                  _____________________________
                  Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
                  cenzurą obyczajową".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka