TRAMWAJE PANA MICHNIKA
Motto :
"(…

wydaje sie, ze antysemityzm ma kilka przyczyn. Jedna z nich jest zapewne
zazdrosc spowodowana tym, ze Zydzi wydaja stosunkowo wysoki odsetek ludzi
bardzo zdolnych i wskutek tego zajmuja nieraz kierujace stanowiska w
literaturze, nauce, filozofii a nawet polityce. Inna przyczyna jest chyba
fakt, ze ten sam narod wydaje stosunkowo wielu ludzi nietolerancyjnych i
bezwzglednych, gdy tylko posiada wladze. Przejawia sie to miedzy innymi w
lekcewazeniu przez nich uczuc religijnych i patriotycznych gojow. Oni to sa
w wysokim stopniu odpowiedzialni za szerzenie sie antysemityzmu (…

"
Jozef Bochenski, (Sto Zabobonow,Antysemityzm)
PYTANIA O IDENTYFIKACJE
Ciekawy z wielu wzgledow esej "Niezgoda na uklon" - autorstwa pana Adama
Michnika opublikowany (7-8 grudnia 2002) w "GW" wydal mi sie (z poczatku)
wstepna proba stawiania pytan o narodowa identyfikacje polskiego Zyda. Alter
ego autora. I to wbrew pozorom i formalizmom, gdyz Adam Michnik kanwa eseju
zdaje sie czynic wybrane (w wiekszosci wlasne) uwagi i komentarze dotyczace
pisarstwa Hannah Arendt.
No coz, to licencia poetica w duzym stopniu rzadzi esejem.
Pierwotna impresja jaka odnioslem przy lekturze tekstu, to przytlaczajace
wszystko inne wrazenie, ze problem identyfikacji rozpoznawany przez
wiekszosc Zydow w diasporze, w okresie dojrzewania, wydaje sie, iz dopadl
A.Michnika dopiero teraz, gdy jest juz mezczyzna w wieku dojrzalym. Sa widac
pytania, przed ktorymi - jako czlonkowie swoich spolecznosci - nie
uciekniemy. Mozemy je jedynie pchac, ciagnac przed, czy za soba - w czasie.
Wreszcie nas doganiaja - i malo wazne, czy one nas, czy my je. Gdyz
natarczywie (kiedy zlapia) domagac sie beda odpowiedzi.
Charakterystyczna dla publicystyki A.Michnika, skaposc i oszczednosc wlasnego
tekstu - specjalnie w omawianym artykule jest widoczna - poprzez zwykle u
niego bogactwo (nagromadzenie) cytatow. Niestety, i w tym wypadku, to one
wlasnie (cytaty) daja glebie esejowi, gdyz wspomniane"proby stawiania pytan"
przez autora, (zdeterminowane jak wyzej) - istotne, a jakby pisane miedzy
wierszami, niezdecydowane, jakby przestraszone niezagospodarowanym jeszcze
(ale juz calkiem niezle przygotowanym do eksploatacji) terenem.
Naturalnie, ze esej ktorego bohaterka jest Arendt, jej doswiadczenie i
pisarstwo, sila rzeczy nie moze ograniczyc sie tylko do jednego watku.
Dlatego autor nie mogl, chocby marginalnie, nie wspomniec o podstawowych dla
jej tworczosci tematach.
Tak wlasnie, choc bardzo wybiorczo, postapil pan Adam. Zakloca to oczywiscie
wlasciwe proporcje dorobku pisarki. Oto centralna dla Arendt kwestia wlasnej
Zydow odpowiedzialnosci za swoj los, pozostala przez autora praktycznie
pominieta milczeniem.
Skwitowal temat jedynie kilkoma zdaniami :
" Natomiast 20 lat pózniej przeczytano uwaznie ksiazke "Eichmann w
Jerozolimie. Rzecz o banalnosci zla". W ksiazce tej Hannah Arendt rozprawila
sie z mnóstwem zydowskich mitów i stereotypów, postawila tez kilka pytan
nader klopotliwych dla spolecznosci zydowskiej. Poddala krytyce sama
filozofie procesu Eichmanna i podjela watek wspólpracy zydowskich judenratów
z administracja nazistowska."
Dysproporcja to tym bardziej uderzajaca, iz autor sam nie stara sie
specjalnie ustosunkowac, do tej przecie kluczowej w pisarstwie Arendt
kwestii. No coz prawa rzadzace gatunkiem eseju daja mu wolnosc do dosc
swobodnego rozkladania akcentow, choc sadze, iz z jednej strony ten skapy
wspominek (zilustrowany cytatem), a z drugiej strony szerokie rozwodzenie sie
nad stosunkiem Arendt do rewolt studenckich 68 roku, wprowadza pewna - co by
tu nie mowic - dysharmonie, nawet przy bardzo uproszczonej probie opisu jej
pisarstwa i swiatopogladu.
NURTUJACE PYTANIA
Jak juz sygnalizowalem powyzej, najwiekszym zainteresowaniem przecietnego,
polskiego czytelnika, znajacego przecie (z brazu lub spizu odlana) postac
pana Adama glownie jako jednego z najwazniejszych kreatorow naszej
wspolczesnej historii, cieszyc sie beda te autobiograficzne watki, w Michnika
publicystyce, ktore przybliza im jego pomnikowa juz postac, sprowadzajac ja
(tem sposobem) do bardziej ludzkich rozmiarow, tlumaczac postawy i zachowania.
Nasz Heros (gdyz takim jest /byl ?/ widziany przez ogol spoleczenstwa), ktory
daje nam szanse, aby mysli jego sledzic, poczynania komentowac i rozumiec,
staje sie (dzieki Bogu! i wlasnej publicystycznej dzialalnosci) bardziej
zrozumialy.
Efekt ten Pan Adam w znacznym stopniu poteguje dzieki swej legendarnej juz
bezpretensjonalnosci, ludowemu stylowi porozciaganych swetrow i wymietych
marynarek, ale nade wszystko dzieki aktywnosci na wspomnianej niwie
publicystycznej.
Bez watpienia esej "Niezgoda na uklon" nalezy do tego nurtu w Michnikowym
pisarstwie, ktory bardzo wyraziscie ilustruje watki autobiograficzne, obecny
(naszego autora) stan umyslu i kolejne, logicznie konsekwentne etapy rozwoju
ideowego jednego (przecie) z wybitniejszych, wspolczesnie dzialajacych w
Polsce dzialaczy politycznych.
SOFIZMATY I KWESTIE BEZ ODPOWIEDZI
Kiedy pan Adam Michnik pisze :
" Eseje Arendt o kondycji zydowskiej czytam zawsze z mieszanymi uczuciami.
Nie wierze bowiem w szczególnosc przeznaczenia zydowskiego, wierze natomiast
w empiryczna prawde o historycznym losie zydowskim, naznaczonym przez wieki
dyskryminacji, upokorzenia, antysemityzmu. Ale swiadomy wybór tozsamosci
zydowskiej jest czyms innym niz stygmatyzacja przez antysemityzm, który
godzil zarówno w "Zydów zydowskich", jak i w Zydów asymilowanych".
…zalujemy, iz autor nie probuje rozwinac postawionej przez siebie tezy.
Twierdzac, ze "czyms innym" jest swiadomy wybor tozsamosci zydowskiej,
anizeli stygmatyzacja przez antysemityzm - zadawala sie przecie tylko
goloslowna konstatacja nie silac sie nawet na udzielenie odpowiedzi. Czym
jednak ten wybor jest w istocie ? Kwestia podniesiona przez Michnika nie
powinna pozostac niewyjasniona.
Mowi sie, iz trzymanie czytelnika do konca w niepewnosci, swiadczy o klasie
autorow nie tylko kryminalow ale i wszelkich innych dziel literackich. Pan
Adam wykazuje mistrzostwo, gdy poslugujac sie kolejnym cytatem nie daje nam
pewnosci, czy relacjonuje tylko stanowisko? czy zdaje sie jednak przychlac
do stanowiska Arendt ? :
" Mimikra nie jest uczciwa - powiada Arendt - ale tez nie jest mozliwa. Zas
asymilacja? Przeobrazenie sie Zyda we Francuza czy w Austriaka?"
" Kogo - (pyta wiec Pan Adam - przyp.moj) - uznac mozna za pisarza
zydowskiego? Czy tego, który pisal o sprawach zydowskich, jak Isaac Singer
czy Szmuel Agnon? Czy tego, który portretowal spolecznosci zydowskie, jak
Izaak Babel, Lion Feuchtwanger, Bernard Malamud badz Julian Stryjkowski? Czy
tego, kto problem zydowski przetwarzal na problematyke uniwersalna, jak Franz
Kafka, Bruno Schulz czy Kazimierz Brandys? A moze zydowskim pisarzem jest
ten, kto ma krew zydowska - wedle pomyslów ideologów nazizmu? (…

Nie da sie -
i nie nalezy próbowac - usunac doswiadczenia Holocaustu i nazizmu ze
swiadomosci zbiorowej. Cien Zaglady bedzie towarzyszyl kazdej debacie o
Zydach i antysemitach. Ale nie oznacza to przeciez, ze nalezy przyjac
hitlerowska definicje Zyda."
Na dluzsza mete ta maniera (czy tez nieumiejetnosc sformulowania wlasnej
definicji ?) w wykonaniu Adama Michnika okazuje sie coraz bardziej
denerwujaca. Autor znow stawia przed Czytelnikiem kolejne pytanie (niejako
zmuszajac go do myslenia), lecz sam - umyka, ucieka przed jednoznaczna
odpowiedzia. Zaznacza jedynie stanowczo fraze (warte podkreslenia) :
"(…

nie oznacza to przeciez, ze nalezy przyjac hitlerowska definicje Zyda."
Ale coz - moj Boze! - z kolejnego stwierdzenia wynika ? Autor - zgoda - nie
jest sklonny - co zrozumiale - do zaakceptowania definicji hitlerowskiej, ale
czemu nie proponuje