Gość: ktokolwiek z nas
IP: proxy / *.chello.pl
10.01.03, 01:52
Moi Rodacy...
W dotychczasowych burzliwych dyskusjach na temat Unii dominuje wątek
ekonomiczny. Trudno się temu dziwić, wszak to dotyczy naszego bytu, naszego
życia, naszych codziennych przyziemnych spraw. Jednak zza tego tumultu
powszedności przebija inny obraz. Obraz pewnego procesu. Procesu, który
zaczął się w 1989 roku, kiedy to zapisano ostatnie zdanie w rozdziale PRL
naszej wspólnej historii. Nie wszystkim się podoba nasza dzisiejsza
rzeczywistość. Korupcja, marnotrawstwo, kunktatorstwo, bieda. Wiele
popełniono błędów. Dla jednych Polska jest dziś zbyt kapitalistyczna, dla
innych zbyt socjalistyczna. Wiele osób jest zgorzkniałych, czuje się
oszukanymi i pragnęłoby powrotu starego porządku. Zawrócić z drogi, w którą
wszyscy wspólnie wyruszyliśmy. Są chwile, kiedy w każdym z nas odzywa się
głos zwątpienia. Ale Polska, jaką by ona nie była - nie jest już PRL-em. Nie
mówię tego jako ideolog. Mówię to jako realista. Świat się zmienił. Od 10 lat
próbujemy lepiej, lub gorzej odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na prawdę
dużo zależy od nas samych. Wraz z PRL, w skali globalnej upadł ZSRR, a co za
tym idzie cały dotychczasowy porządek świata. Karty rozdane w Jałcie zostały
zgrane. Dziś, to co dookoła obserwujemy, to jest już nowe rozdanie kart.
Żyjemy w realiach takich w jakich żyjemy. Świat odkąd powstała cywilizacja
dzieli się na strefy wpływów. Tak było, jest i będzie. Na ruinach ZSRR świat
organizuje się na nowo. Ponad aferami, subwencjami, aborcją,
antyglobalistami... Świat organizuje się na nowo. Trwa pewien proces, którego
wynik, będzie decydować w geopolitycznym układzie naszej planety przez
najbliższe dziesięciolecia, który zdeterminuje życie najbliższych pokoleń. W
ogólnokrajowej debacie o Unii zdajemy się tego nie dostrzegać. W geopolityce
nie ma próżni. Nie ma tu miejsca dla niezależności. Nawet za czasów naszej
świetności, w czasach potęgi Jagiellonów, byliśmy częścią kultury, która dziś
patrzy na nas z katedralnych wież, uniwersyteckich murów, miejskich rynków,
wiejskich młynów. Polska stoi przed jasnym wyborem. Albo będziemy
kontynuować, to co zaczęliśmy w 1989 roku, albo dostaniemy się pod inną
strefę wpływów. W naszym przypadku oznaczać to może tylko dominację Rosji.
Dominację nieobliczalnego kraju, który stoi na rozdrożu imperialistycznych
tęsknot upadłego mocarstwa i nowego mafijno-kapitalistycznego modelu
samodzierżawia. Czy jesteśmy, aż tak zdesperowani, aby grac w tą rosyjską
ruletkę ? Jeżeli powiemy Unii -nie-, wcześniej czy później staniemy się dla
USA i Europy Zachodniej kartą przetargową, którą będzie można poświęcić
Moskwie. Taka jest polityka. Takie są realia. Historia jest ich świadkiem.
Nie będziemy amerykańską wyspą w Europie, bo czym jest dla tego mocarstwa
odległe 40 milionowe państewko, w porównaniu z całą Ameryką Płd. i Środkową i
interesami na Bliskim Wschodzie. Nie będziemy niezależnym państwem
środkowoeuropejskim, bo jesteśmy na to zbyt słabi. Spójrzmy prawdzie w oczy.
Cóż takiego mamy, z czym można się liczyć. Silną gospodarkę ? Silną armię ?
Broń nuklearną ? Powstaje nowy układ sił, który nas również będzie
obowiązywać, w którym musimy zając jakieś miejsce. Mamy tą historycznie
rzadką szanse, że o naszych losach zdecydujemy sami. Roman Dmowski pisał, że
największym nieszczęściem dla Polski jest znajdować się pomiędzy dwoma
wrogimi państwami. Jedynym wyjściem dla Polski jest opowiedzieć się po
którejś ze stron. To jest tak na prawdę kwintesencją tego referendum !
Geopolityczny wybór, dla nas i następnych pokoleń. Decyzja wymagająca od nas
wszystkich rozwagi męża stanu. Bo przyszło nam żyć w takim ustroju, że przez
te parę chwil czerwcowego dnia, nad urną wyborczą, musimy stać się nikim
innym, jak mężami stanu. Wybrać pomiędzy wschodem, a zachodem. To nie jest
zwykłe głosowanie. To nie jest decyzja w której najważniejsze są kwoty dopłat
do mleka. To nie jest sąd jaki mamy wydać dzisiejszej Europie. Nie dla
wszystkich jest ona taką, jaką być powinna. Ale innej nie mamy. Możemy mieć
jednak w niej swój głos. Nikt nie obiecuje nam, że w Unii spadnie na nas
manna z nieba, nikt nie ukrywa, że czeka nas wiele wyzwań. Czeka nas po
prostu zwykła codzienność. Nie o nią chodzi w tej decyzji. Chodzi w niej, o
fundament, na którym będziemy tą codzienność budować. Tak wygląda nasz wybór
czarno na białym. Nie jestem euroentuzjastą. Nie jestem słuchaczem Radia
Maryja. Nie jestem młodym demokratą, ani działaczem Samoobrony. Jestem
Polakiem, tak samo jak wy i tak samo jak wy, w tej decyzji jestem
odpowiedzialny za losy mojego kraju. Apeluje do was wszystkich, aby szczegóły
nie przysłoniły nam istoty tej decyzji. Apeluje, abyśmy potraktowali to
referendum nie jako element wewnętrznej walki politycznej, ale jako decyzje,
która zadecyduje o losach naszych dzieci , wnuków, prawnuków, zadecyduje o
losach nas wszystkich. Polski. Odrzućmy choć na chwilę nasze zatargi,
niesnaski, nasze konflikty i uprzedzenia. Ta chwila tego wymaga. Chwila, w
której historia będzie nam się uważnie przyglądać. Chwila, w której w jeden
punkt zbiega się, tysiąc lat naszych dziejów. Dziejów polski i Europy. Los
daje nam szanse, która może się już nie powtórzyć. Niech Bóg nad nami czuwa...