hugo_w2
20.07.06, 05:43
Premier Jarosław Kaczyński w wygłoszonym w parlamencie expose - długim i
zdaniem wielu obserwatorów nieskładnym - zapewnił, iż rząd zajmie się
wszystkim - od bezpieczeństwa narodowego i bezrobocia do naprawę fatalnego
stanu rodzimej piłki nożnej.
Z wypowiedzi premiera wynika, iż bliska jest mu idea "wielkiego rządu" -
rozbudowanego aparatu administracyjnego, który zajmuje się wszystkimi,
ważnymi i mniej ważnymi, elementami funkcjonowania kraju. Wielki rząd w
praktyce oznacza rozrastającą się biurokrację, która pochłonie coraz większy
odsetek dochodu narodowego; oznacza marnotrawstwo pieniędzy, wysiłku i
energii ludzkiej.
Ma to być rząd, który przypilnuje wszystkiego, nad wszystkim sprawuje pieczę,
nie pozostawia wiele wolności indywidualnej inicjatywie ani tym bardziej -
mechanizmom rynkowym. Nieufność do nich, a więc do kapitalizmu jako takiego,
stanowi głęboki rys zaprezentowanej polityki.
Kapitalizm dla premiera Kaczyńskiego równa się oszustwu, niesprawiedliwości,
krzywdzie. Mechanizm ten winien być - jego zdaniem - korygowany i
kontrolowany, aby nie doprowadzał do nierówności społecznych, rozwarstwień.
Interwencja rządu pozwoli na w miarę równomierne rozłożenie dochodu
narodowego.
Znamy te hasła nie od dziś. To pewna recepta na stagnację gospodarczą, na
ucieczkę najbardziej twórczych, niespokojnych jednostek, którym aparat
państwowy nie pozwala na rozwinięcie skrzydeł. Jeśli ludziom nie pozwala się
zarobić, jeśli bogactwo z samej definicji jest zjawiskiem podejrzanym, a
prosperujące przedsiębiorstwo traktuje się jako formę wyzysku, to zdobędzie
się poklask biedoty niewykształconej i bezradnej, ale jednocześnie zahamuje
rozwój gospodarczy.
Jarosław Kaczyński zaproponował latynoamerykańską formułę rządu. Efekt będzie
taki, jak w Ameryce Południowej: stagnacja ekonomiczna, ucieczka kapitału,
ogromna emigracja zarobkowa.
Problemy te już zaczynają trapić Polskę. Około miliona głównie młodych ludzi
wyjeżdża w poszukiwaniu lepszej pracy i godziwych warunków życia; inwestorzy
zagraniczni coraz ostrożniej angażują się w Polsce, a nowy rząd z
ksenofobicznym nastawieniem może ich jeszcze bardziej odstraszyć.
Premier Kaczyński, zapowiadający "lustrację gospodarczą", podkreśla wrogie
stanowisko wobec rynku. Nawet jeśli wiele majątków wyrosło w Polsce w wyniku
tzw. uwłaszczenia nomenklatury, dziś już nie można tych procesów uwstecznić.
Zachwiałoby to wciąż słabą polską gospodarką. Idea "odbierania bogatym" (z
założenia nieuczciwego majątku), by rozdzielić między biednych, wielu się na
pewno spodoba, ale zepchnie Polskę jeszcze bardziej na margines współczesnego
rozwoju.
W zarysowanym programie jest wiele jeszcze złych i szkodliwych haseł (na
przykład koncepcja państwa narodowego), ale wizja gospodarki wróży najgorzej.
Quelle PDN-NY(CK)