duch_tyu
10.02.03, 02:45
Nie było mnie tu przez trzy dni, wracam i widzę - "wojna forumowa" dotarła i
tutaj. Cóż - jeśli komuś do szczęścia jest niezbędne dręczenie drugiego
kogoś - znajdzie go zawsze.
Kiedyś A. Michnik w książce "Takie czasy..." przedstawił "zasady dialogu"
ówczesnej opozycji z ówczesnymi "prominentami". "Dialog" z Siwakiem
przypominałby wg niego przesłuchanie opozycjonisty przez sprawnego SB-ka,
dialog z Rakowskim - posłuchanie u łaskawego monarchy. A jednak - nawet tę
różnicę należało wg niego dostrzec i docenić.
Od długiego czasu trwa "dialog" "kwietnych" z parą Miriam-Perła, do których
dołączyła Lady-Hawk. Moim zdaniem różnice między nimi są również i również
należy je dostrzec.
Najprostsza chyba, choć dla mnie wciąż niepojęta, jest postawa L-H. Tak mało
brakowało, by w moich oczach została usprawiedliwiona - szczerego przyznania,
że jej postępowanie względem Carminy było złe, głupie i że żałuje go. To, co
robiła - i robi - jest przecież chore! Chore z nienawiści, której wciąż nie
rozumiem. Nienawiści - najpierw wobec Carminy, potem przeniesionej na jej
przyjaciół, a w przyszłości - chyba na tych, którzy nie nienawidzą jej równie
mocno, jak ona. Ta nienawiść spowodowała, że została wykorzystana przez
graczy lepszych od niej. Ale dopóki choroba trwa - dialog z nią nie ma sensu.
Perła. Ten człowiek do dziś budzi we mnie uczucia skrajne. Z jednej strony -
kto go czyta, ten widzi to jak na dłoni - to mały, zagubiony i pełen
kompleksów człowieczek. Kompleksów na tle swej wiedzy, inteligencji, a przede
wszystkim - na tle swej wartości jako mężczyzny. Stąd potrzeba tych ciągłych
zapewnień: jaki to on jest męski, jaki przystojny i wytęskniony... W sumie -
jeśli nie współczucie, to co najmniej litość.
Z drugiej jednak strony - te właśnie kompleksy powodują ujawnianie jego
najgorszych cech charakteru: podłości i chamstwa, jako surogatu "męskiej"
odwagi. Psychicznie bardzo słaby, o czym wie - kompensuje to sobie podczas
napadów niekontrolowanej wściekłości. Wtedy, na krótko, potrafi stworzyć
pozory siły. Napotkawszy jednak na niespodziany opór - z miejsca się wycofuje
i atakuje ponownie dopiero, gdy minie pierwszy szok. Pisze wtedy seriami, bez
względu na to, czy ktoś mu odpowiada, czy nie. Okres pobudzenia trwa u niego
dość długo - szczyt chamstwa osiąga przeciętnie dopiero w 3-4 poscie, spadek
podniecenia - znacznie później. Dyskusja z nim, gdy jest w takim stanie,
również nie ma sensu - bo to również stan chorobowy...
Kompensacją jego kompleksu niższości jest również chroniczne doszukiwanie się
najgorszych cech u ludzi niechętnych mu. Opinie te jednak ustępują, gdy od
któregoś z nich uzyska dobre słowo (przykłady: Limak, ja, a ostatnio Witek.)
Ten głód akceptacji jest chyba najlepszym dowodem, jak bardzo jest
zakompleksiony. Do tego dochodzą próby wykazywania swego poloru - z reguły
działające na jego niekorzyść, bo ośmieszające go - oraz wykazywania, że to
on panuje nad sytuacją, nawet wtedy, gdy ogląd sytuacji dowodzi, że to absurd.
Niezaspokojony głód akceptacji i kontroli sytuacji prowadzi u niego do prób
niszczenia tego, czego nie był w stanie zdobyć - z ludźmi w szczególności.
Niszczy, świadomie, czy podświadomie, nawet to, co - wydawałoby się - jest mu
drogie, jeśli to coś samym swym istnieniem zaprzecza jego wyższości. Dobitny
przykład: Miriam.
Czemu Miriam?
1. Perła jest zwolennikiem kultu "macho". Dominowanie przez kobietę
nad "swoim" mężczyzną jest dla takich ludzi upokorzeniem. A Miriam dominuje
nad nim zdecydowanie: inteligencją, wiedzą, siłą charakteru.
2. Miriam jest Żydówką. Poglądy Perły na temat "żydostwa" muszą być tłumione,
jeśli chce ją mieć. To też dyskomfort.
Skutek: kto czytywał Miriam rok temu, wie o czym myślę. Rok temu królową i
pierwszą organizatorką "kwietnych wątków" była właśnie Miriam. Rok temu -
rzeczniczką swego narodu na Forum była również Miriam. WTEDY potrafiła to
udźwignąć. Jedno i drugie - do czasu związania się z Perłą...
Wniosek: bezsens dyskusji i prób dialogu. Ten człowiek najpierw musi uporać
się z samym sobą. Niestety - nie wróżę mu sukcesu. To tak, jak z
alkoholikiem: żeby mu pomóc, on sam musi najpierw przyznać się do swojej
słabości. Ale żeby się przyznać do słabości - trzeba mieć bodaj minimum
siły... Bez tego - pogarda jest jedynym uczuciem, na jakie zasługuje. Nie
nienawiść - pogarda...
Pozostaje Miriam. O niej i do niej pisałem wiele - i tu i wcześniej. To, co
napiszę teraz jest spowodowane głównie jej wypowiedziami - w dyskusji z
Hiacyntem.
NIE WIEM, na ile wypowiedzi te są szczere. NIE WIEM, na ile jej wola dialogu
jest szczera, a na ile spowodowana sytuacją: osamotnieniem, upadkiem wpływów
na Forum i sympatii wobec niej, niegdyś wielkiej. Wolę tę jednak widzę.
Nie mają dla mnie znaczenia spory o "czarną Mańkę" itp. Carmina widziała
Miriam, jako "muzę" forumowego żula? Skoro tak - porównanie celne. A mnie
para M+P przypominała parę "przyjemniaczków" napadających bar w filmie "Pulp
Fiction" - i co? Też nic. Nie ma sensu kłócić się o takie zaszłości,
drobiazgi.
Jest sens dyskutować o pojednaniu jako takim. I JEST szansa, że z TEJ
dyskusji coś może wyjść.
Wiem, pamiętam, jak niedawno ja sam porównałem Miriam do żmii z bajki la
Fontaine'a. A jednak myślę, że z nią - i na razie tylko z nią - można
próbować coś wyjaśnić, coś - zakończyć.
Czy się uda? NIE WIEM. Dotychczas takie próby - w tym moje próby - kończyły
się fiaskiem. Ale właśnie dlatego, że nie wiem, nie chcę pozbawiać nas
wszystkich kolejnej szansy.
Jak to zrobić? Mam propozycję.
Hiacynt, "wyzwany" przeze mnie, wybrał dyskusję o pojednaniu.
Pojednanie może dotyczyć spraw bardzo konkretnych, np. zadr i blizn po ranach
zadanych w naszych bojach, nie zawsze czystych.
Proponuję Miriam włączenie się do tej dyskusji. Myślę, że Hiacynt TAKIEJ
dyskusji nie będzie kontestował. Na początek - na temat zasad, wymogów
koniecznych do spełnienia przez strony, by pojednanie mogło mieć miejsce.
Hiacynt przedstawiłby swoje, każdy z dyskutantów - swoje. Być może znajdziemy
to, co nas łączy - tutaj.
A potem wróćmy do konkretów z naszej przeszłości i spróbujmy wdrożyć
opracowaną teorię...
tyu