wild
16.03.03, 22:02
businessman.onet.pl/artykul.html?DB=162&ITEM=1113683
Luksusowy bimber
Polska wódka, która tak łatwo ustępuje pola konkurencji w kraju i za granicą,
ma jednak jeden powód do rynkowej chwały. W 1997 r. przeprowadzono w USA
udaną kampanię wódki Belvedere. Zrealizowała ją niewielka amerykańska agencja
Clarity Coverdale Fury. Ale nie wynajął jej ówczesny producent Belvedere -
żyrardowski Polmos, tylko współpracujący z nim dystrybutor zza oceanu - firma
Philips Millenium.
Przypuścił on prawdziwy szturm na Amerykę. Wódka trafiła do tamtejszych
sklepów od razu jako najdroższa na rynku, ponaddwukrotnie przebijając ceną
Absoluta. Jej reklamy znalazły się wyłącznie w czasopismach czytanych przez
elitę gospodarczą, kulturalną i polityczną. Gościły np. przez okrągły rok na
stronach "Wall Street Journal".
Jakby na przekór wysokiej cenie i snobistycznej klienteli, ogłoszenia
zachwalały Belvedere jako niehigieniczny, przaśny produkt z zacofanej Polski.
Odwoływały się do najgorszych stereotypów: na jednej z reklam widać chłopa
pchającego pług ciągnięty przez konia, a w tle majaczy drewniana rozwalająca
się szopa. Napis pod spodem głosi, że 100 km na południowy zachód od Warszawy
brud nadaje się idealnie do produkcji wódki. Na innym zdjęciu pokazano
warszawską Syrenkę, a nad nią umieszczono buńczuczne hasło: "Nasza wódka
przetrwała Iwana Groźnego, Otomanów, carów, nazistów, Sowietów i wermut". I
tak dalej w tym stylu.
Przewrotna strategia poskutkowała: egzotyczna Belvedere zyskała niebywały
prestiż, jako alkohol drogi i modny, pity w najlepszym towarzystwie. Po tej
kontrowersyjnej dla wielu Polonusów kampanii reklamowej wartość sprzedaży
wszystkich naszych wódek w USA potroiła się, sięgając prawie 11 mln dolarów
rocznie.

)