Gość: aris
IP: *.nsm.pl
26.03.03, 22:26
To nie ulega watpliwosci. O to fakty:
- coraz wieksze sklocenie swiata zachodniego.
- podburzenie nastrojow antyamerykanskich w calym swiecie arabskim -
(konsekwencje tego moga byc bardzo nieobliczalne i niebezpieczne dla swiata -
idealny pretekst dla terrorystow). Nawet fundamentalisci islamscy zaczynaja
sie z nim jednoczyc.
- zjednoczenie broniacego sie narodu irackiego (nawet Szyitow, wbrew temu co
sie mowi o rzekomym powstaniu w Basrze) w imie stwierdzenia "lepszy brutalny
Saddam niz Amerykanie jako wyzwoliciele (ostatni wyzwoliciele jakich
chcieliby ogladac irakijczycy)";
Predzej, czy pozniej Saddam zostanie pokonany, podkreslam militarnie
pokonany, ale chciazby byl martwy i tak odniesie zwyciestwo zostajac uznany
za meczennika w swiecie arabskim.
To zadziwiajace jak wielki blad popelnilo USA w tak nieprzemyslany sposob
rozpoczynajac te wojne. Czyzby Amerykanom nie byla znana mentalnosc Arabow,
dla ktorych pojecie demokracji jest zupelnie obce, a niechec (teraz juz
nienawisc) do USA jest zupelnie oczywista.
To wszystko swiadczy tylko jak krotkowzrocznym politykiem jest G.W.Bush.
Tak wiec spojrzmy szerzej na te wojne, nie tylko na postepy militarne armii
USA, ale rowniez na sfere polityczno-spoleczna, ktora przeciez zawazy na
przyszlosci tego regionu, a pewnie i swiata...