sz0k
12.06.07, 18:52
Motto:
Przeżywszy życie bezbożnie, jak trzeba
Poszedł ateista po śmierci do Nieba.
Spotyka go św.Kunegunda:
"No, i jak Pan teraz wyglunda?"
A on jej na to: "O Santa!
Ładnie to kpić z repatrianta?"
(chyba Marian Załucki?)
(...)
Ale jest jeszcze aspekt społeczny.
Ludzie wierzący, że Pan Bóg po śmierci nagradza dobrych, a karze złych,
rzadziej kradną, gwałcą, mordują. Może tylko ze strachu - ale ja wolę mieć
mniejszą szansę, że zostanę zamordowany... i jest mi wszystko jedno, czy nie
zostanę zamordowany dlatego, że potencjalny morderca nie zabił mnie bo nie
lubi zabijać - czy ze strachu przed Piekłem.
Jeśli więc chcecie, by zwiększyła się liczba przestępstw, by trzeba było
obciążać budżety coraz wyższymi wydatkami na policję, na kamery monitorujące
miasta, na aparaturę podsłuchową - to proszę: przekonujcie ludzi, że Pana Boga
nie ma.
Powtarzam: z politycznego punktu widzenia jest obojętne, czy Pan Bóg istnieje,
czy nie istnieje; ważne: by ludzie wierzyli, że istnieje. Jak mawiali rosyjscy
nihiliści: "Boga niet - otca w mordu można!". Chcecie oberwać po mordzie od
własnego dziecka? To uczcie je, że nie istnieje Niebo i Piekło, a moralność
jest względna...
OK – jesteście elitą, Wasze dzieci będą dobrze wychowane i bez bojaźni Bożej
nikogo mordować i gwałcić nie będą. Jednak – wyobraźcie to sobie, Kochani
Ateiści – na świecie obok dzieci dobrze wychowanych (a i z takimi nigdy nic
nie wiadomo...) istnieje ze trzydzieści razy tyle dzieci źle wychowanych.
Nieraz: dzieci prymitywnych umysłowo – i będących prymitywami. I jakaś część z
nich jednak boi się tego Piekła. Oni nie wnikają w szczegóły, obcy im jest
spór o transsubstancjalność lub o manicheizm – natomiast prostą naukę:
„Ukradniesz – będziesz się smażył dwa lata” - rozumieją.
I jeśli widzą w kościele tłum modlących się, widzą wśród nich wielkich tego
świata, ludzi mądrych i wykształconych – to mówią sobie: „Ja tam nie wiem, czy
Bóg istnieje – ale skoro miliardy ludzi weń wierzą, inteligentni i mądrzejsi
ode mnie wierzą - to oni pewno wiedzą lepiej... Na wszelki wypadek nie będę
kradł”.
Nawet więc, jeśli w Niego nie wierzycie, to w Waszym interesie jest siedzieć
cicho - a nawet przekonywać innych, że On istnieje!
Czy myślicie, że np. Mieszkowi I objawił się Duch Święty? Nie, on po prostu
skalkulował, że religia chrześcijańska jest korzystna dla podtrzymania władzy
królewskiej, władzy ojca rodziny itd. I dlatego pod przymusem kazał nawracać...
Jeśli tego nie rozumiecie, jeśli nie rozumiecie własnego interesu - no, to
trudno! Coś nie w porządku z inteligencją i racjonalizmem. Bo podobno
nazywacie się racjonalistami?
Reasumując: oczywiście możecie mieć rację twierdząc, że Bóg nie istnieje. Ja
nie krytykuję niewiary w Boga, nie krytykuję ateizmu! O tym jednak, czy Bóg
istnieje, przekonamy się (albo nie...) dopiero po śmierci. Dlatego nie
wierzcie sobie - nikt Wam nie zakazuje nie wierzenia - i uważania się po cichu
za lepszych od tkwiącej w zabobonach Wiekszości.!
Natomiast głoszenie ateizmu, ateizm wojujący, jest absolutnie nieracjonalny. W
dodatku: szkodliwy społecznie.
Więc: po co go głosić?
JKM (14:40)
korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID218011074,index.html