Dodaj do ulubionych

________________________Wszechobe cnego mozesz miec

20.07.07, 08:13
Rycho7 do Danusi:

"Wszechobecnego mozesz miec nawet na klawiaturze w klawiszu Amen (Enter).

Obserwuj wątek
    • rycho7 Re: ________________________Wszechobe cnego mozes 20.07.07, 08:24
      hasz0 napisał:

      > Rycho7 do Danusi:
      >
      > "Wszechobecnego mozesz miec nawet na klawiaturze w klawiszu Amen (Enter).

      Jak masz cos do do powiedzenia to napisz. Boisz sie? Ja nie ewangelizowalem
      przy pomocy stosow i Torquemady. To nie moje tradycje.

      Uwazasz, ze Wszechobecny nie moze byc wszedzie? Nie proponowalem poszukiwan w
      latrynie bo Ty jako super obrazalski zaraz bys slowotoczyl o obrazie "uczuc
      religijnych". Tylko mnie Twoj bozek nie dal laski pojmowania Wszechobecnosci.
      • hasz0 _____________Pycha i zaślepienie_-> 20.07.07, 08:43
        Pycha ludzka nie zna żadnych granic, bowiem na kilu „Titanica” wymalowano
        bluźnierczy i prowokujący Bożą sprawiedliwość napis: „Ni Dieu, ni maitre”.
        Napis złowieszczo głosił, że dla tego statku nie potrzeba „Ani Boga, ani Pana”,
        gdyż był zbudowany z tak wspaniałej angielskiej stali, że żadna siła na świecie
        nie zdoła go pokonać i Bóg go nie zwycięży. Nazwa statku nawiązywała do
        tytanów, których w starożytności zaliczono do bogów olimpijskich. Hezjod w
        „Teogonii” opisuje walkę, znaną jako tytanomachia, po której tytani zostali
        strąceni do piekieł. W pierwszym swoim rejsie z Southampton do Nowego
        Jorku „Titanic” uderzył w górę lodową, która się pojawiła niespodziewanie w
        miejscu, gdzie się jej nikt nie spodziewał. Statek zaczął tonąć, część
        pasażerów zdołano ewakuować na szalupy ratunkowe, lecz wkrótce okazało się, że
        było ich stanowczo za mało, tak że duża część pasażerów skazana była na
        zatonięcie wraz ze statkiem. Załoga była nie przeszkolona, gdyż zaniechano
        próbnych ćwiczeń. Uratowało się tylko 711 osób. Prasa angielska ogłosiła, że
        katastrofa była rezultatem haniebnej lekkomyślności, ryzykanctwa i braku
        poczucia odpowiedzialności.

        W 1928 r. w jednym z portów francuskich wyłowiono tajemniczą i hermetycznie
        zamkniętą butelkę. Po jej otwarciu, według dokumentu w niej umieszczonego
        okazało się, że wyrzucił ją w morze jeden z pasażerów „Titanica”. Z tego
        autentycznego dokumentu, jaki dotarł z „Titanica” po tylu latach do opinii
        publicznej, wiadomo obecnie dokładnie jakie dramatyczne sceny
        rozgrywały się na tonącym statku. Dziwne, że w filmach, które zostały
        nakręcone, tych scen nie ukazano. Na pokładzie zanurzającego się w głębiny
        oceanu, tego niezatapialnego olbrzyma, rozgrywały się dantejskie sceny. Ludzie
        po prostu wariowali ze
        zgrozy i śmiertelnego strachu. Wielu nie wytrzymując psychozy strachu strzelało
        sobie z pistoletów w głowę lub serce, inni skakali wprost w odmęty morskie, by
        nie czekać zatonięcia, byle zginąć jak najprędzej. Na statku było wielu
        milionerów, ale znajdowali się również międzynarodowi gangsterzy. W chwili
        katastrofy gangsterzy ci, jak opętani, biegali z workami po opuszczonych
        kabinach i wygarniali z szaf i biurek złoto, biżuterię, klejnoty, zegarki,
        portfele pełne pieniędzy, papiery wartościowe, futra oraz wszystko co
        przedstawiało jakąś wartość. Uginając się pod ciężarem zrabowanego bogactwa
        tonęli, jak inni.

        Jednak byli również na pokładzie ludzie, którzy w chwili śmiertelnego strachu i
        zgrozy zachowali się do końca w sposób godny. Wierzący skupili się wokół dwóch
        księży, Polaka i Anglika, i wyznawali przed nimi swoje grzechy. Klęczeli na
        pokładzie i odmawiali modlitwy. Z modlitwą zanoszoną do Boga zstępowali wraz
        z „Titaniciem” w wodną otchłań oceanu.

        Świat to statek w miniaturze. Bo Ziemia w rzeczywistości podobna jest do
        płynącego statku, a my jesteśmy pasażerami. Piotr Skarga w swoich sejmowych
        kazaniach porównywał upadającą Rzeczypospolitą do tonącego statku, natomiast
        szlachtę i magnaterię do majtków, którzy zamiast ratować statek, myśleli tylko
        o własnym dobytku. Na statku są klasy odpowiednio do zamożności pasażerów. W
        pierwszej znajdują się najbogatsi, w drugiej średnio zamożni, a w trzeciej
        najbiedniejsi. Taki podział jest również na świecie. Tak jak na statku zdarzają
        się bunty, w wyniku których buntownicy dążą do przejęcia sterów i władzy, tak
        samo są buntownicy na świecie, czyli masoneria, która dąży do narzucenia nowego
        porządku świata i panowania nad ludźmi.

        Współczesny świat to arogancja i pycha polityków, bezwład i chaos,
        szechświatowa nadprodukcja i głód, wysokie bezrobocie i siedliska ludzkiej
        nędzy, narkomania i samobójstwa, aborcja i eutanazja, homoseksualizm i
        pedofilia. Państwa Europy Zachodniej, USA, Chiny, Rosja są uzbrojone od stóp do
        głów w najnowocześniejszą broń, a dziesiątki państw nie są w stanie
        poradzić sobie z wysokim zadłużeniem, kryzysem gospodarczym i z biedą. W latach
        dziewięćdziesiątych Światowa Organizacja Zdrowia oszacowała, że 1,2 mld ludzi
        na świecie cierpiało wskutek chronicznego niedożywienia, a każdego roku od 40
        do 60 mln ludzi umierało z głodu i związanych z nim chorób. W tym samym czasie
        w zamożnych państwach Zachodu miliony ludzi cierpi z powodu chorób związanych z
        nadwagą. Wysokie bezrobocie, ale również masowa migracja ludności ze wsi do
        miast doprowadziła do powstania na obrzeżach wielkich miast dzielnic nędzy.
        Naukowcy twierdzą, że gdyby żywność była rozprowadzana równomiernie, to
        wystarczyłoby jej dla wszystkich mieszkańców świata. Problemem wielu państw
        jest ogromne zadłużenie, którego obsługa pochłania znaczną część dochodów
        budżetowych. W 1991 r. długi państw Ameryki Łacińskiej osiągnęły wartość 430
        miliardów dolarów. Obecnie wynoszą ponad 500 miliardów dolarów. Wysokie
        zobowiązania wobec Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego
        ograniczają środki, jakie państwo mogłoby inwestować w rozwój gospodarki,
        oświaty i służby zdrowia. Tak również jest w Polsce.
        W latach trzydziestych w Anglii na jednym z zebrań Britisch Association
        powołano zespół składający się z przedstawicieli różnych działów nauki. Zespół
        ten opracował plany, które miały urzeczywistnić Nową Erę. Przewodniczącym
        espołu został sir Frank Smith, sekretarz Towarzystwa Królewskiego. Powstał
        nawet ruch Nowej Ery. Uczeni ci doszli do wniosku, że finanse i przemysł
        eksploatują odkrycia naukowe przy niedostatecznej kontroli praw ekonomicznych.
        Winą obarczono przemysłowców, ekonomistów, bankowców, polityków i handlowców.
        Postanowiono, wykorzystując odkrycia naukowe, wywołać wojnę eliminacji,
        która pochłonie trzecią część ludności świata, a zarazem usunie wszystkich
        przeciwników „postępu”. Zaplanowano, by na przeludnione obszary świata, a w
        szczególności na Daleki Wschód, zrzucić bombę bakteriologiczną z zarazą, która
        łączyć będzie w sobie tyfus, cholerę, dżumę i ospę. Ich oczom ukazały się w
        całej rozciągłości spustoszenia dokonane przez wynalazki naukowe, cierpiąca
        najokropniejsze męki ludzkość, cywilizacja obalona przez szaleńcze zastosowanie
        odkryć naukowych. W tamtych latach była to wizja przyszłości, która
        współcześnie staje się rzeczywistością. Szaleńcy ci, kiedy doprowadzili świat
        do katastrofalnej sytuacji, załadowali się na statek, lecz zamiast zwierząt
        Noego, zabrali do swojej arki plany, wykresy i formuły, według których
        mieli zbudować nową cywilizację. Wylądowali na Antarktydzie, gdyż według ich
        teorii, zaginiona Atlantyda znajdować się ma głęboko pod zamarzniętym
        antarktycznym lądem. Czekając na powrót, układali plany urzeczywistnienia Nowej
        Ery. O ile ktoś nie daje temu wiary, to trzeba jeszcze dodać, że siedemdziesiąt
        lat temu uczeni ci projektując „państwo doskonałe” wyposażyli je we wszelakie
        dostatki, a mianowicie w służbę zdrowia, pożywienie, odzież, energię, środki
        transportu i łączności, w samoloty przekraczające barierę dźwięku, broń
        atomową, szklane domy i mieszkania, hipermarkiety, rozrywki oraz w racjonalny
        podział olbrzymiej ilości wolnego czasu, jako szczodry dar nauki. Z dziedziny
        medycyny, uczeni ci zakładali przedłużenie życia i unicestwienie chorób, oraz
        stworzenie człowieka z probówki. Dzisiaj wiemy, że zapłodnienie in vitro jest
        faktem. Dzieci urodzone przy użyciu tej techniki często są nazywane „dziećmi z
        probówki”. W prognozach XXI wieku w książce „Wojny” Francois Heisbourg
        przewiduje, że Daleki Wschód w 2014 r. będzie do złudzenia przypominał Europę z
        1914 r. lub Bałkany pod koniec XX wieku. Francois Heisbourg jest głównym
        strategiem wielkiej europejskiej firmy, która zajmuje się sprawami obrony i
        przestrzeni kosmicznej W latach 1981-84 był doradcą do spraw bezpieczeństwa
        wewnętrznego w Ministerstwie Obrony F
        • hasz0 _____tera Rychu malutki przerywnik.... 20.07.07, 08:44
          Aby zrozumieć naturę grzechów głównych, a zwłaszcza pierwszego i podstawowego z
          nich - grzechu pychy — trzeba się cofnąć do początku i modelu wszystkich
          grzechów, jakim jest grzech pierworodny opisany w trzecim rozdziale Księgi
          Rodzaju. Z braku miejsca nie możemy wdać się tu w jego dokładną analizę, stąd
          też skupimy się tylko na samej jego istocie. Polega ona na tym, że człowiek dał
          się oszukać szatanowi i to w najczulszym punkcie dotyczącym natury Boga. Szatan
          przekonał człowieka, że Bóg nie jest miłością, że jest zagrożeniem, rywalem
          człowieka oraz do tego, że jeśli człowiek zerwie układ z Bogiem i stanie na
          własnych nogach, sam będzie jak Bóg, sam będzie decydował o tym, co jest dobre,
          a co złe. Za grzechem pierworodnym stoi pierworodne kłamstwo tego, który kłamcą
          był od początku. Ponieważ kłamstwo to, w które człowiek uwierzył, dotyczy
          miłości, a miłość Boga dostępna jest jedynie przez wiarę, człowiek zamknął
          sobie drogę do miłości Boga, co więcej, zamknął w swym sercu drogę do Boga jako
          miłości. Człowiek zaś stworzony z miłości i dla miłości, nie może bez niej żyć.
          Życie człowieka bez miłości staje się absurdem. Słowo Boże nazywa taki stan
          człowieka bez ogródek - „śmiercią”. Tak żyć po prostu nie można, człowiek musi
          być kochany. Dlatego po odcięciu się od bezwarunkowej miłości Boga człowiek
          stwierdza z przerażeniem, że może być niekochany, że może być niegodny miłości.
          Traci grunt pod nogami, zaczyna czuć się zagrożony i to w tym, co dla niego
          najważniejsze. Jest to pierwsza reakcja człowieka po grzechu. Pismo Święte
          mówi: „poznali, że są nadzy”. Rodzi się wstyd, który w gruncie rzeczy jest
          lękiem o własną godność, ostatecznie o godność bycia kochanym. Poprzez ten
          specyficzny lęk człowiek mówi: „Nie mogą mnie pozbawić mojej godności, mojego
          honoru, poczucia, że jestem kimś, nie mogą mnie sprowadzić do rangi
          zwierzęcia”. W pewnym sensie spełnia się tu kłamliwa obietnica szatana: poprzez
          lęk o siebie i o swoją godność człowiek staje w centrum swojego świata, on sam
          dla siebie staje się najwyższą, ale jednocześnie zagrożoną wartością. Zyskuje
          pewne atrybuty boskości, ale nie czynią go one Bogiem, lecz bożkiem dla samego
          siebie. Tekst święty mówi dalej, że „zrobili sobie wtedy przepaski”. Tu rodzi
          się pycha jako pewna strategia ukrywania tego, o co się w nas boimy, i
          zdobywania ludzkiej miłości. Jej podstawą jest więc lęk o własną godność
          niegwarantowaną już przez bezwarunkową miłość Boga i postawienie w centrum
          swego świata własnego zalęknionego i obolałego ja.
          • hasz0 _________i z refleksją czytaj dalej -> 20.07.07, 08:54
            Obrony Francji, a następnie w latach 1987-92 był dyrektorem Międzynarodowego
            Instytutu Badań strategicznych w Londynie. Indie zamieszkiwane przez 1,1
            miliarda ludzi, w przeciwieństwie do Chin, stanowią zbieraninę różnych grup i
            kast etnicznych, językowych i religijnych. Indie są państwem wielonarodowym,
            zróżnicowanym pod względem etnicznym, religijnym i kulturowym. W latach
            dziewięćdziesiątych, religijne i etniczne animozje, zwłaszcza między
            hinduistami i sikhami oraz między hinduistami i muzułmanami, doprowadzały
            wielokrotnie do krwawych walk. Indie posiadają broń nuklearną. Przewiduje się
            rozpad Indii poprzez straszną wojnę. Karnataki, Maharasztra i Bengal będą dążyć
            do niepodległości. Etnicznej kruchości Indii towarzyszy geograficzne i
            polityczne rozproszenie terytorialne nie połączonych, lecz indywidualnych
            silnych secesjonistów, co ma doprowadzić szczególnie do gwałtownego konfliktu.
            Silny gospodarczo Pendżab podzieli trójstronna wojna domowa między eparatystami
            sikhijskimi, siłami rządu centralnego i lokalnymi władzami hinduskimi.
            Maharasztra, jeden ze stanów secesjonistycznych, ma użyć przeciwko siłom
            federalnym broń bakteriologiczną. W odwecie siły federalne użyją pociski
            balistyczne Prithwi, które zostaną wyposażone w głowice nuklearne. Zostaną
            zniszczone wielkie miasta i zginie miliony ludzi. Świat będzie się trzymał z
            dala od tej masakry. Jednak gospodarkę światową ogarnie dewastujący kryzys
            społeczny i ekonomiczny. Więc wszystko będzie się odbywać tak, jak zaplanowali
            w latach trzydziestych uczeni z Britisch Associaton.

            Celem masonerii są Stany Zjednoczone Świata.
            Podział Jugosławii jest faktem.

            Nowy porządek świata opiera się na platońskiej filozofii i jego idei „państwa
            doskonałego”, Atlantydy. Jest on bluźnierczy i prowokujący sprawiedliwość Bożą.
            Tak jak budowniczowie „Titanica”, tak i masoni budują nowy porządek świata,
            którego żadna siła nie zdoła zniszczyć. W tym nowym porządku nie ma miejsca dla
            Boga i Praw Bożych. Kościół Katolicki ma być sprowadzony do roli sekty.
            Atlantyda Platona kończy się wielkim kataklizmem, gdyż „tym, którzy nie
            potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego, wydawało się właśnie wtedy, że są
            osobliwie piękni i szczęśliwi, kiedy napełniała ich chciwość niesprawiedliwa i
            potęga”. Dlatego „później przyszły straszne trzęsienia ziemi i potopy, i
            nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna, a wyspa Atlantyda zanurzyła się pod
            powierzchnią morza i zniknęła”.

            ONZ
            Wielu sądzi, że to ONZ jest czymś w rodzaju rządu światowego. Tymczasem jest to
            zasłona dymna do ustanowienia przez masonów nowego porządku świata i rządu
            światowego. Przejęła ona funkcje Ligi Narodów, która została założona w 1919 r.
            z inspiracji masonerii. Czy Liga Narodów spełniła swą rolę? Powstała zaraz po
            pierwszej wojnie światowej, która według państw członkowskich „miała zakończyć
            wszystkie wojny”, by nie powtórzyła się rzeź z pierwszej wojny. Nie zdołała ona
            jednak zapobiec agresji i utrzymać pokoju światowego. Choć powstała ona z
            inicjatywy prezydenta USA, Woodrowa Wilsona, to Kongres sprzeciwiał się jego
            polityce, i nie ratyfikował Statutu Ligi Narodów. Wiemy też, że polityka Anglii
            i Francji, członków Ligi, szła na ustępstwa Hitlerowi, co wzmocniło jego
            politykę ekspansji, i w rezultacie doprowadziło do wybuchu drugiej wojny
            światowej. Radzie Ligi Narodów przewodniczył mason Leon Bourgeois. Jego
            nazwisko jest wymienione w „Protokółach Mędrców Sjonu”. W wykładzie XVI w
            punkcie 8 mówi się o nim w sposób następujący: „Jeden z najlepszych agentów
            naszych we Francji, mianowicie Borgeois, ogłosił już nowy program wychowania
            poglądowego”. Bourgeois Leon /1851 - 1925/ był politykiem francuskim, który
            szybko zrobił karierę polityczną. Piastował liczne państwowe stanowiska: od
            1888 r. był deputowanym, od 1890 r. był ministrem spraw wewnętrznych, następnie
            oświaty i później sprawiedliwości. W 1902 został prezydentem Izby, w latach
            1895-96 kierownikiem radykalnego gabinetu, w 1906 r. został ministrem spraw
            zagranicznych. W 1920 r. otrzymał pokojową nagrodę Nobla. Był członkiem tajnej
            masońskiej loży Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku.

            Już 14 sierpnia 1941 r. Winston Churchill i Franklin Delano Roosevelt spotkali
            się na pokładzie okrętu wojennego „Prince of Wales”, by wydać wspólnie tzw.
            Kartę Atlantycką, która zawierała postanowienia o utworzeniu koalicji
            antyhitlerowskiej oraz międzynarodowej organizacji świata. USA choć jeszcze
            formalnie w wojnie nie uczestniczące, to prowadziły politykę dość ścisłej
            współpracy z Anglią. Podstawę takiej współpracy stanowiła uchwalona w marcu
            1941 r. ustawa „Lend - Lease - Act”. Karta Atlantycka przewidywała zachowanie
            przez akceptujące ją państwa zasady wolnego wyboru formy rządu, równości państw
            w dziedzinie międzynarodowego handlu, oraz że żadne państwo nie będzie mogło
            dokonywać zaboru ziem innego państwa. Nazwa „Narody Zjednoczone”, której
            inicjatorem był Roosevelt, została użyta po raz pierwszy w Deklaracji Narodów
            Zjednoczonych 1 stycznia 1942 r. Tego dnia w Waszyngtonie przedstawiciele 26
            państw świata, w tym i Polski, podpisali Deklarację Narodów Zjednoczonych.
            Uczestnicy tego spotkania składając podpis pod tekstem Deklaracji, wyrazili
            poparcie dla „celów i zasad” zawartych w Karcie Atlantyckiej. Jednocześnie
            zadeklarowali w imieniu swych narodów wolę dalszej walki, oświadczając, że
            „całkowite zwycięstwo nad ich wrogami niezbędne jest dla obrony życia,
            wolności, niepodległości i wolności religii oraz dla zachowania praw człowieka
            i sprawiedliwości zarówno we własnych, jak i innych krajach”. Praktyka
            pokazała, że ideały Karty Atlantyckiej i Deklaracji Narodów Zjednoczonych
            pozostawały często w sprzeczności z działalnością niektórych państw, które
            podpisały Deklarację, głównie ZSRR. USA i Anglia szły na daleko posunięte
            ustępstwa względem ZSRR.

            W dniach 24 - 30 marca 1942 r. premier RP Władysław Sikorski przebywał z
            oficjalną wizytą w Waszyngtonie. Podczas rozmów z Rooseveltem powiedział, że
            uznanie zachodniej granicy ZSRR uczyni z Polski łatwą zdobycz dla tego państwa.
            Dodał, że pomoc dla ZSRR nie powinna oznaczać zgody na jego terytorialną
            ekspansję, tym bardziej, że jest ona sprzeczna z Deklaracją Narodów
            Zjednoczonych. 26 kwietnia tego samego roku rząd angielski uznał zachodnie
            granice ZSRR na obszarze dawnych państw bałtyckich i Rumunii. Przeciw takiemu
            stanowisku Anglików zaprotestował Sikorski, który odebrał to, jako przyzwolenie
            na uznanie wszystkich radzieckich aneksji w Europie Wschodniej. Następnym
            etapem było zwołanie w dniu 30 października 1943 r. spotkania ministrów spraw
            zagranicznych Chin, USA, Anglii i ZSRR, na którym przyjęto Deklarację
            Moskiewską. W jej artykule 4 zapisano, że w najbliższym terminie powołana
            zostanie „ogólna organizacja międzynarodowa oparta na zasadzie suwerennej
            równości wszystkich państw miłujących pokój”. Na konferencji odbytej na
            przełomie sierpnia i września 1944 r. w Dumbarton Oaks, Anglia, USA, Chiny i
            ZSRR uzgodniły wstępny projekt organizacji świata. Na konferencji w Jałcie w
            lutym 1945 r. przywódcy mocarstw Winston Churchill, Roosevelt i Stalin
            dyskutowali nad zasadami, na których miała się oprzeć ONZ, oraz ustalili czas i
            miejsce konferencji założycielskiej tej organizacji. Trójka ta dokonała w
            Jałcie bandyckiego podziału świata, i jednocześnie stworzyła ona zasłonę dymną
            dla dalszych masońskich haniebnych celów.
            Prezes Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej na Emigracji, Arciszewski w
            przeddzień konferencji w Jałcie mówił:
            „Chodzi o to, że w rzeczywistości nie ma już szczerych stosunków
            międzynarodowych. Są tylko przejawy siły. Jeśli pokój w Europie ma być trwały,
            musi być oparty na zasadach
            • hasz0 Next _________i z refleksją czytaj dalej -> 20.07.07, 09:18
              sprawiedliwości, poszanowania prawa, dobrym sąsiedztwie między państwami
              w stosunkach międzynarodowych”. W telegramie wysłanym do Roosevelta
              błagał: „Chcę wierzyć, że istotne wolności będą zagwarantowane mojemu
              narodowi”. Churchill i Rosevelt bez żadnych skrupułów oddali Polskę we władanie
              Stalinowi. W kwietniu 1945 r. rozpoczęła się w San Francisco konferencja, w
              czasie której tworzono ogólny zarys Karty Narodów Zjednoczonych, a 24
              października tego roku powołano ONZ. Do jej celów zapisanych w Karcie należały
              zakończenie wojny, utrzymanie pokoju i praca na rzecz przestrzegania praw
              człowieka, tolerancji oraz postępu społecznego i gospodarczego. Kartę
              podpisało 50 państw, wśród nich Polska. Wymieniono w niej sześć głównych
              organów ONZ. Do najważniejszych należy Rada Bezpieczeństwa, która składa się z
              5 stałych członków, oraz 10 niestałych wybieranych na dwa lata. Do stałych
              członków należą:
              USA, Anglia, Chiny, Francja i Rosja. Na czele ONZ stoi Sekretariat z
              Sekretarzem Generalnym. Obecnie do tej organizacji należą 184 państwa. ONZ
              wypowiada się w formie rezolucji. ONZ miała w założeniu służyć utrzymaniu
              pokoju w świecie, lecz zakres jej władzy jest w praktyce ograniczony. Od 1945
              r. nie było wojny o zasięgu światowym, jednak na całym świecie wybuchały wojny
              o zasięgu lokalnym. Owszem, ONZ pełniła rolę negocjatora w wielu takich
              konfliktach, lecz zazwyczaj nie była w stanie ich rozwiązać lub im zapobiec.
              Więc nie wypełniała ona swego zadania. USA i ZSRR realizowały swoje światowe
              cele nie licząc się z Kartą ONZ. John E. Rankin, kongresmen Stanów
              Zjednoczonych Ameryki stwierdził, że „ONZ jest największym oszustwem w historii
              świata”. Organizacja ta ma flagę w błękitnym kolorze. Jest na niej
              przedstawiona Ziemia, którą oplatają pięć koncentrycznie ułożonych na siebie
              kół o coraz mniejszej średnicy, czyli świat koncentrycznych kręgów / „Tarcza
              Achillesa”, Zeszyt Narodowy nr 5/.
              W czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. George Busch, prezydent USA, często
              mówił o „nowym porządku światowym”. Wielu sądziło, że to ONZ jest czymś w
              rodzaju światowego rządu, lecz ONZ jest zasłoną dymną dla działań tajnego
              światowego rządu, który nazywa się „Klub 300”, oraz jego pomocniczych
              organizacji takich jak Rada Stosunków Międzynarodowych USA, Królewski Instytut
              Spraw Zagranicznych, Klub Bildenberg, Klub Rzymski i wiele innych tajnych
              organizacji /Zeszyt Narodowy nr 2/. Rada Stosunków Międzynarodowych /The
              Council on Foreign Relations, w skrócie CFR/ została założona w USA przez
              illuminatów w 1921 r. Poważnej pomocy finansowej udzielił Radzie David
              Rockefeller, który był jej przewodniczącym. Człowiek ten w 1945 r. kiedy
              powstała Grupa de Bildenberg, również udzielił tej organizacji poważnej pomocy
              finansowej, a w 1973 r. utworzył Komisję Trójstronną, która jest
              międzynarodowa. Jej celem jest międzynarodowe połączenie interesów handlowych i
              bankowych przez przejęcie kontroli nad państwami. Rada Stosunków
              Międzynarodowych jest filią Królewskiego Instytutu Spraw
              Zagranicznych. Główna siedziba Rady w USA znajduje się w Nowym Jorku, w budynku
              Rockefellerów. Członkami Rady są bankierzy z Wall Street, ekonomiści, politycy,
              dziennikarze oraz kolejni prezydenci USA i ich doradcy. Jej celem było
              utworzenie jednego światowego rządu przez likwidację państw narodowych.

              „Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów bowiem są to rządy hien nad
              osłami.” Arystoteles

              W lipcu 1782 roku w Wilhelmsbaden, niedaleko od Frankfurtu nad Menem, odbył się
              Kongres Wszechmasoński, który już wtedy był opanowany od środka przez
              Iluminatów Weishaupta. Podczas tego spotkania nastąpiła unifikacja kilku
              odłamów masońskich, wśród których wiodącą rolę pełnili Martyniści, Iluminaci
              francuscy. Kongres poprzedził okres intensywnych negocjacji pomiędzy
              Weishauptem a czołowymi masonami Europy, zakończony osiągniętym porozumieniem
              20 grudnia 1781 roku. O czym mówiono podczas tego sabatu „wtajemniczonych”
              świat nie wie, zapewne jest to tajemnicą kilku, niesłychanie pilnie
              strzeżoną. Co natomiast wiadomo, to tylko strzępy informacji, zawarte miedzy
              innymi w biografii hrabiego de Virieu, uczestnika spotkania: Przywiozłem z
              powrotem tragiczne tajemnice. Nie zdradzę ich wam. Spisek, jaki się układa,
              jest tak dobrze pomyślany, że będzie niemożliwością dla monarchii i kościoła mu
              umknąć.” Od tego też czasu, jak zapewnia nas autor biografii hrabiego,
              wypowiadał się on o masonerii z nieskrywaną grozą. Co jeszcze wiadomo na pewno
              na temat Illuminatich sięga początkami raportu władz bawarskich, które poleciły
              przeprowadzenie rewizji w domu Von Zwacka 11 października 1785 roku, a więc
              cztery lata po kongresie. Otóż ze znalezionych dokumentów wynikało niezbicie iż
              zaplanowano: „światową rewolucję, która zada śmiertelny cios ludzkości (...)
              która spełni się jako rezultat pracy tajnych stowarzyszeń, co jest i będzie
              naszą najgłębszą tajemnicą.” A zatem, cóż to za okropny spisek układał się w
              Wilhemsbaden. O czym mógł radzić szatański miot, czego jeszcze ludzkość
              nie doświadczyła? Ano, jak myślę, Adam Weishaupt wyłożył na kongresie zebranym
              masonom podstawowe zasady demokracji jako systemu, przy pomocy którego dostaną
              kiedyś w swe szpony padół ziemski. Kiedy mowa o demokracji, zdumiewające, jak
              tzw. szeroki ogół społeczny odnosi się do tego wątku a właściwie z jaką
              zaciekłością zwalcza jakikolwiek próby dyskusji na ten temat. Dowodzi to, jak
              sądzę, jednego a mianowicie, że nowczesna propaganda jest w stanie wymazać
              znaczne obszary szarej materii w mózgu przeciętnego Sylwka i Tereski Pudło,
              zakładając oczywiście, że ta materia w ogóle istniała, że było z czego
              wymazywać. I tak, zamach na dzisiejszą demokrację kojarzy się głównie z
              napadem na wolność, na zdobycze socjalne, na historię ludzkości, podczas której
              miliony oddały życie właśnie w imieniu demokracji. Wszak to w obronie
              demokracji cały świat jednoczył się do wojny z nazizmem niemieckim, ponosząc
              przy tym horrendalne straty. Tyle tylko, że jak powiedział to bardzo ładnie J.
              C. Guillebaud, „Holocaustu dopuścił się nazizm zrodzony, przy całym swym
              barbarzyństwie, w ramach nowoczesnej demokracji. I stąd pytanie o demokrację”.
              Ano owszem, warto zastanowić się nad tym dziwnym systemem politycznym, i to
              pomimo a być może właśnie dlatego, że jest on tak bardzo zażarcie broniony
              przez wszystkie rządy tzw. równości społecznej. Ja osobiście sądzę, że kiedy
              Adam Weishaupt zastanawiał się, jak można by było najefektywniej zniszczyć
              naszą łacińską cywilizację, musiał od razu założyć, że nie da się tego
              przeprowadzić w systemie autentycznie monarchistycznym. Innymi słowy,
              zdawał sobie sprawę z tego iż dużo łatwiej jest oszukać mało wykształcone setki
              milionów niż kilka tysięcy światłej arystokracji. Po drugie, musiał wiedzieć,
              że bez destrukcji kościoła, jako strażnika wartości moralnych i etycznych, też
              mu się nie powiedzie. Stąd, jak sądzę, sięgnął do czasów antycznych i
              reanimował system demokratyczny, o którym to profesor KUL, filozof i
              polonista, Henryk Kiereś mówi iż: ...jest to taki ustrój gdzie rządzi
              większość, która jest manipulowana, której stwarza się miraż, że to
              ona wybiera, a w gruncie rzeczy ów wybór jest kierowany przez wąska grupę
              manipulatorów.” Jeśli zaś chodzi o kościół katolicki to ataki nań nie ustają aż
              do dzisiaj a sama destrukcja prowadzona jest dwoma torami. Z jednej strony
              zmasowana ofensywa medialna a z drugiej rozsadzanie podstaw od wewnątrz. I tak,
              gdyby opierać się na informacjach prasowych, większość pedofilów ukrywa się
              dziś w sutannach. Mało tego, księża są usuwani z kościelnych stanowisk na
              podstawie domniemanej wiedzy o nieprawidłowościach czy też wręcz totalnie
              sfabrykowanych „dowodów winy”, w dodatk
              • hasz0 & Next _________i z refleksją czytaj dalej - 20.07.07, 09:27
                w dodatku szytych aż nadto grubymi nićmi. Ale, trzeba zaraz dodać, księża
                czy też inni hierarchowie niewygodni władcom dzisiejszego świata. Przecież ich
                miejsca potrzebne są fałszywym kapłanom, którzy potrafią tak skutecznie chronić
                się za parawanem społecznej adoracji sutanny. Jednym z nich jest być może
                niejaki William Swing, biskup z USA. W czerwcu 1996 roku zaproponował on
                utworzenie tzw. „Zjednoczonej Religii”, która ma stać się duchowym
                partnerem Organizacji Narodów Zjednoczonych. I wszyscy ci, którzy uważają, że
                droga do Boga prowadzi przez Jezusa Chrystusa, nie są zapraszani do organizacji
                jako chrześcijańscy fundamentaliści, nie tolerancyjni ortodoksi. I tylko
                szkoda, że nie ma więcej tak odważnych kapłanów jak Biskup Fuldy, J. Dyba,
                który w 1995 roku tak pięknie powiedział: „W demokracji panuje większość, w
                kościele prawda. Biskup nie musi być ponownie wybierany, dlatego może mówić
                prawdę.” Kiedy zaś już mowa o dzisiejszej demokracji to warto przypomnieć
                sobie, że dwie Wojny Światowe z horrendalnymi stratami ludzkiej materii, które
                w efekcie genetycznie wykrzywiły Europę, dokonały się w systemach
                demokratycznych. Nie od rzeczy będzie tu także przypomnienie, iż bez tego
                wykoślawienia genetycznego, prawdopodobnie nie byłoby dziś mowy o Unii
                Europejskiej, która, jak sądzę, wkrótce okaże się gigantycznym Euro -
                kołchozem. Będą albo już są stosowane zasady kołchozowe,
                gdzie, jak w tym starym dowcipie, dzielili świnię po uboju. Kierownik z
                zastępcą wzięli po połowie i ogłosili, że jak komu się nie podoba, to dostanie
                po ryju. No, ale żeby zapędzić Europejczyków do kołchozu, trzeba było najpierw
                wymordować najodważniejszych i inteligencję, tak, by patriotyzm przestał być
                przeszkodą w realizacji planu, nakreślonego przez Weishaupta w 1776 roku. Dziś,
                co niesłychanie znamienne, Stany Zjednoczone Północnej Ameryki, przy wsparciu
                posłusznych wasali (w tym Polski) dokonują militarnej inwazji suwerennych
                państw, by, jak to ujmuje aktualny prezydent USA, upewnić się, że będą tam
                zainstalowane „demokratyczne” rządy. Innymi słowy taki ustrój, przy pomocy
                którego możni tego świata dostana to co chcą, nawet wbrew żywotnym interesom
                rodzimej ludności. Kto ma jakiekolwiek wątpliwości w tym względzie niech bliżej
                przyjrzy się Polsce, która jest przecież nominalnie demokratycznym państwem.
                Tak więc na naszych oczach dokonuje się ostatni etap Wielkiego Planu, mającego
                na celu zniszczenie dorobku cywilizacyjnego białych ludzi z Europy. Rzecz w
                tym, że nową budowlę, zwaną Nowy Porządek Światowy można budować tylko na
                ruinach starego systemu. Jak pisał w „Time” w 1992 roku Strobe Talbott w
                artykule zatytułowanym „Narodziny Globalnego Narodu” („The Birth of the Global
                Nation”wink: „Narodowość, tak jak jest obecnie rozumiana, zostanie obalona.
                Wszystkie państwa zostaną poddane jednemu, globalnemu rządowi (...)”. 23
                września 1994 roku, David Rockefeller podczas prelekcji dla ambasadorów ONZ:

                „Obecnie znajdujemy się na krawędzi globalnych przemian. Wszystko, co
                potrzebujemy, to odpowiednio wielki kryzys światowy, by narody zaakceptowały
                Nowy Porządek Światowy”. Gdyby zaś ktoś zastanawiał się, po co komu ta cała
                transformacja, odpowiedzi udzielił już w 1992 roku były prezydent Citicorp
                (światowy potentat finansowy, zatrudniający około 300 tysięcy pracowników)
                Walter Wriston: „Prawdziwa globalna gospodarka wymaga zniesienia państwowej
                suwerenności. I niech nikomu się nie wydaje, że będzie mógł uciec z tego
                systemu”. Tak więc wygląda na to, że nowi właściciele ziemskiego globu chcą
                zgarnąć całą pulę, bez reszty. I, jak sądzę, jedynym pocieszeniem dla
                przyszłych generacji może być tylko to, iż nawet szatański miot będzie
                potrzebował lokai i parobków. Sadząc po teraźniejszych gabinetach i
                parlamentach - nie zabraknie im służby.

                Według encyklopedii liberalizm to wolność, wyrozumiałość i tolerancja zarówno w
                życiu prywatnym jak i gospodarczym.

                Po tym jak w „komunie” nie wolno było nawet myśleć inaczej niż to wskazał
                Lenin, zachłysnęliśmy się, że można teraz oglądać prawie wszystko nie tylko w
                telewizji ale i na ulicy. Kiedyś Rzymianie wołali: „chleba i igrzysk”. Dano
                więc i naszemu ludowi rozrywki w postaci telewizji, boisk piłkarskich gdzie
                policja na bezrobocie raczej nie narzeka... W telewizji co chwilę, zarówno
                dorośli jak i dzieci, mogą oglądać wyczerpujące filmowe instrukcje jak po
                trupach dojść do pieniędzy. Nie zapomnijcie jednak, że w razie wpadki nie
                wszyscy wychodzą z więzienia ze względu na chorobę! W imię tolerancji i
                wolności przymykamy oko na dziewczynki z przydrożnych agencji towarzyskich,
                gdzie jedyną higieną jest woda z plastikowej butelki i nikomu nie przeszkadza,
                że na to patrzą dzieci. O porządku nawet nie wspomnę - wystarczy
                spojrzeć ile i jakich śmieci jest w miejscach gdzie można obserwować seks, jak
                w klatce z małpami. A wydawać by się mogło, że już dawno zeszliśmy z drzewa.
                Mamy jednak zdrowe odruchy samozachowawcze i panikujemy przed ptasią grypą.
                Zamykamy bogu ducha winne kury w kurnikach / co na to ochrona zwierząt? /, a
                jakoś nikt nie martwi się ilu uczestników przydrożno-leśnego seksu zostanie
                zarażonych AIDS. Nikt nikogo nie zamyka, a nawet paluszkiem nie
                pogrozi...Przecież im więcej wydajemy z naszych składek na chorych na
                AIDS, tym mniej mamy dla ludzi chorych nie z własnej winy... Jakoś nikt nie
                mówi o eutaazji nieuleczalnie chorych na AIDS, za to czerpiemy z wzorców
                liberalizmu zachodniego gdzie nowonarodzonym i starcom „reguluje się” prawo do
                życia. A w sferze gospodarczej?
                Tylu tu chętnych do kasy, że muszą stać w kolejce do różnych komisji sejmowych,
                żeby rozstrzygały o ich winie - sądy już nie nadążają...
                Oj, o rozrywki dla mas władcy tego świata zadbali aż nadto! Nieco gorzej z
                chlebem... Puszczono to zatem na żywioł. I tu co zaradniejsi radzą sobie sami,
                bo w liberalizmie państwo nie wtrąca się do gospodarki jest wolna konkurencja.
                A więc Owsiak ma rację: róbta co chceta? Nieco inaczej wygląda w państwach,
                które w łaskawości swej przyjęły nas pod swoje wspólnotowe skrzydła, podobno na
                naszą własną prośbę. Niby to w Europie jest liberalizm, są nawet dopłaty ale
                nie dla wszystkich równe.

                A więc znowu planowa gospodarka socjalistyczna!

                Gdzie więc ta obiecana wolność liberalizmu? W polityce to tak jak w lesie - im
                głębiej w las... tym mniej widać! Czy aby na pewno? U nas z liberalizmem
                utożsamia się Platforma Obywatelska. Jeśli dojdą do władzy to czy będą
                naprawdę „ojcami narodu”? Czy starczy im „kasy wdzięczności” chociaż dla tych,
                którzy na nich głosowali? Czy będą reprezentowali interesy Polski i
                Polaków? Czy wyciągną lekcję z historii, że Polska popadała w niewolę, a nikt
                Jej nie przychodził z pomocą?


                Co PO-wcy zrobią, by szarym ludziom, a nie elicie działo się lepiej; żeby było
                jedno prawo dla wszystkich?
                Zobaczymy...
                dokumenty źródłowe, niedoceniane czy
                wręcz ignorowane przez naszych badaczy.
                Warto je przytoczyć. Oto kilka przykładów.
                Cytat z dokumentu z dnia 25.XI.1939 r., zatytułowanego „Sprawa traktowania
                ludności byłych polskich obszarów z rasowo politycznego punktu widzenia”,
                opracowanego na zlecenie Urzędu ds. Rasowo-Politycznych NSDAP, którego autorami
                byli dr E.
                Wetzel (kierownik centrali doradczej tego Urzędu) oraz dr G. Hecht (kierownik
                Oddziału dla Volksduetschów i Mniejszości w powyższym Urzędzie):
                „Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia
                przenoszeniu chorób zakaźnych na teren Rzeszy. (...) Wszystkie środki, które
                służą ograniczaniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane.
                Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki
                służące spędzaniu płod
                • hasz0 Re: & Next _________i z refleksją czytaj dalej - 20.07.07, 09:47
                  Omawiany wyżej plan zalecał również, by na roboty przymusowe do Niemiec wywozić
                  przede wszystkim mężczyzn żonatych i kobiety zamężne, gdyż w ten sposób rozbija
                  się rodziny, co wpłynie na zmniejszenie przyrostu naturalnego.
                  Zgodnie z powyższym planem Verordnung (Rozporządzenie) Generalnego Gubernatora
                  Franka z dnia 9 marca 1943 r. wprowadziło pełną niekaralność aborcji
                  dokonywanych przez Polki i przedstawicielki innych niższych narodów, zwiększono
                  natomiast kary za aborcję dzieci niemieckich - aż do kary śmierci włącznie.
                  W 1942 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa stopa urodzeń wynosiła 18,6
                  promil, w 2003 r. w III RP wyniosła ona zaledwie 9,2 promil - czyli niecałą
                  połowę tego co w podczas wojny i okupacji. Stopa urodzeń w Polsce od 1989 roku
                  nie zapewnia już zastępowalności pokoleń, zaś jej poziom w 2003 r. oznacza, że
                  populacja odtwarza się zaledwie w 60 procentach.
                  Komentowanie tych faktów jest chyba zbędne. Czytelnik może sobie sam
                  odpowiedzieć na pytanie: czy Polska (i nie tylko Polska) współczesna jest
                  przedmiotem agresji demograficznej, w której wykorzystywane są metody zalecane
                  przez hitlerowskich ekspertów.
                  Przeglądając po wyborcze komentarze zauważyć można ogromną nerwowość
                  tzw. ,,mniejszości niemieckiej,,. By nie być posądzony o złośliwość przytoczę
                  fragment artykułu pt. Im Lokal / W lokalu /, który ukazał się w wydawanym na
                  Górze Świętej Anny tygodniku niemieckojęzycznym Oberaschlesien nr.18/2005 str.2
                  z dnia 28 września 2005 roku: ’’ Wszędzie oddawali starsi także i tym razem
                  głosy na listę niemiecką / każdy mógł wybierać trzech kandydatów! /
                  zaznaczając trzech Niemców najlepiej , chociaż tuż za nimi znajdował się na
                  liście kandydat LPR , który znany jest ze swej wrogości
                  do Niemców , szerzeniu żywiołu polskości na Śląsku Opolskim Grabowski ,
                  umieszczony po nazwisku , byłby wszedł do Senatu o mało co . On określa
                  miejscowych Niemców jako ,,sztuczny produkt,,. Zdumiewające ludzie, na których
                  On napada w,, Myśli Polskiej,, w otwarty sposób, oddają na niego głosy. Oddają
                  kartkę, na której obok niemieckich kandydatów zaznaczone jest krzyżykiem
                  nazwisko Grabowskiego. Niewiedza czy głupota?,, Podpisujący się pod tymi
                  słowami skrótem EC autor refleksji po wyborczych zarzuca mi wrogość do Niemców.
                  Nigdy nie byłem wrogiem żadnego narodu. Jednak nie można być obojętnym będąc
                  Polakiem, gdy stawiane są pomniki nazistowskie, gdy zdejmuje się godło polskie
                  z państwowego urzędu czy zakłamuje się historię Śląska . Na nikogo nie napadam -
                  jak zarzuca mi autor ukrywający się pod literkami EC -staram się zawsze dojść
                  do prawdy. W cytowanym artykule autor użył określenia, że szerzy żywioł polski -
                  ale gdzie? Na ziemiach polskich?! Czy kogoś może dziwić, że występuje w
                  obronie słusznych praw i należytego ich poszanowania? Ta ziemia mnie karmi,
                  tutaj pracuję - tutaj urodziły się i kształcą moje dzieci. Przypuszczam, że tak
                  jest też w przypadku autora tego artykułu. Czy można nie być wdzięcznym za te
                  dobrodziejstwa? Czy wobec tego słuszną rzeczą jest robić zarzut z tego,
                  że będąc w Polsce, i będąc Polakiem „szerzy się żywioł Polski”? Miłość do
                  Ojczyzny jest jak miłość do Matki. Nie ze wszystkim się zgadzam co Matka nam
                  karze, nie zawsze podzielam jej zdanie - ale zawsze Ją szanuje i zawsze będę
                  Jej bronił. Skąd się bierze ta nerwowość? Sprawa jest nader prosta wystarczy
                  popatrzeć na liczbę głosów oddanych na tzw. mniejszość niemiecką w ostatnich
                  pięciu wyborach do Polskiego Parlamentu:
                  1990 głosowało 135 220 osób 1993
                  110 454 osób
                  1997 82 008 osób
                  2001 55.254 osób
                  2005 40 050 osób
                  Tempo spadku jest zawrotne.
                  Często w swojej kampanii wyborczej rozmawiałem z Ślązakami, którzy przyznawali
                  się, że wzięli paszporty niemieckie, by łatwiej znaleźć pracę w Niemczech czy
                  Holandii. Żalili się, że są na „zachodzie” oszukiwani i gorzej traktowani jako
                  pracownicy. Pierwszy rektor Uniwersytetu Opolskiego prof. A. Marek swoją
                  książką ,,Głos zniewolonego Śląska,, i Maciej Ślęczek rodowity Ślązak
                  autochton, uczciwy człowiek , który zawsze mówi publicznie tzw. mniejszość
                  niemiecka, pozwolili mi wyrobić sobie zdanie o tzw. Niemcach na Śląsku
                  Opolskim.. Ci Panowie są dla mnie autorytetami w sprawach Śląskich.
                  Niestety nie może nim być np. Brunon Kozak dziś nazywający siebie Bruno
                  Kosakiem. Moi starsi koledzy pracujący w Kędzierzyńsko-Kozielskiej oświacie
                  wspominają Brunona Kozaka jako zaangażowanego aktywistę - prezesa Związku
                  Nauczycielstwa Polskiego w powiecie kozielskim, stojącego dzielnie na trybunie
                  pierwszomajowej i skandującego komunistyczne hasła. Bruno Kozak jako kierownik
                  szkoły uczył też języka rosyjskiego. I przyszedł pamiętny rok 1990, gdzie nasz
                  prezes i nauczyciel języka rosyjskiego poczuł, że wiatr wieje teraz od zachodu
                  i przemienił się w aktywistę tzw. mniejszości niemieckiej. Aż strach pomyśleć,
                  co by było gdyby wiatr historii zawiał znów od wschodu. Tego typu ludzie nie
                  mogą być dla mnie autorytetami.

                  W wyborach do Senatu dostałem 46325 głosów czyli 17,33 % - a najlepszy kandydat
                  Komitetu Wyborczego Wyborców „Mniejszość Niemiecka” Rudolf Schweda tylko 31632
                  głosy czyli 11.8 % . Pan Rudolf obkleił wszystkie słupy i płoty swoimi
                  plakatami . Były prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego a dziś działacz DFK
                  Pan Kozak ( dziś Kosak) dostał niespełna 30660 głosów jest się więc czym
                  denerwować. LPR wydrukowała mi dwadzieścia tysięcy ulotek i ani jednego
                  plakatu. Poświeciłem jednak swój czas, by jeździć na spotkania z moimi
                  przyszłymi wyborcami. Przejechałem tysiące kilometrów. Długie rozmowy, dyskusje
                  utwierdziły mnie w przekonaniu, że ludzie są często zdezorientowani.

                  Najlepiej są zorientowani w sytuacji politycznej słuchacze Radia Maryja i
                  czytelnicy Naszego Dziennika. Spotkania z wyborcami zaowocowały również
                  nawiązaniem nowych znajomości a nawet przyjaźni. Miałem też częsty kontakt z
                  organizacjami kresowymi. Nigdy nie kryłem - a wręcz zawsze byłem dumny - z
                  moich korzeni kresowych. Moją miłość do Ojczyzny wyniosłem z domu rodzinnego i
                  w tym duchu wychowuję swoje dzieci. Dobry wynik w wyborach, za który dziękuję
                  wszystkim wyborcom - mobilizuje mnie do dalszej pracy dla Polski.

                  Praca ta ma na pozór charakter eseistyczny - na pewno nie rozwiąże ona
                  problemów działania, praktyki (praxis), może jednak przybliżyć nasz
                  politechniczny wzór praktyki kosmologicznej oraz to, skąd by się brała ta nasza
                  kosmologiczna praxis inżynieryjna. Celem pracy jest także uwidocznienie źródeł
                  naszego politechnicznego (swoiście operacyjnego) nastawienia do
                  realizmu, poznania, praktyki, kopernikanizmu. Prakseologicznemu (w naszym
                  sensie i nieinstrumentalistycznemu) rozumieniu kopernikanizmu przeczy najnowsze
                  doświadczenie, zresztą wbrew oficjalnym deklaracjom. Jeszcze akapit, kilka
                  zdań, nad którymi trzeba się zastanowić, zdań, napisanych najpierw tzw.
                  trudniejszym językiem, lecz nie tak znów trudnym, a potem - językiem
                  współcześnie oczekiwanym - łatwiejszym, niestety ciągle i tak „trudnym”, bo nie
                  gazetowym: miłym, lekkim i przyjemnym. Będą te uwagi dotyczyć modnej literatury
                  związanej jednak i z nanotechniką. W ćwierć wieku po pracach naukowych i
                  referatach w Politechnice Wrocławskiej, okazuje się, że idea przedstawiona
                  wtedy przez pracownika Instytutów Metrologii, Fizyki i Nauk Ekonomiczno-
                  Społeczych Politechniki Wrocławskiej dotyczy dziś, ciągle, po ponad ćwierć
                  wieku - podnoszonego zagadnienia przewidywania rozwoju technologii najnowszej,
                  nanotechnologii. Aby dokładnie oddać nastrój i nie być posądzonym o
                  koloryzowanie, warto jest w sprawie praktyki technologicznej, znaczenia
                  praktyki nanotechnologii wprost zacytować. „Świat Marketingu”, który
                  reprezentuje wiośnianą rewolucję po Polskiej Wiośnie, po Roku 1989, dokonana w
                  imię większej produkcji na głowę w maszynach budowlanych i przemyśle, p
                  • hasz0 ________________Hołd PWr__________________ 20.07.07, 09:48
                    Praca ta ma na pozór charakter eseistyczny - na pewno nie rozwiąże ona
                    problemów działania, praktyki (praxis), może jednak przybliżyć nasz
                    politechniczny wzór praktyki kosmologicznej oraz to, skąd by się brała ta nasza
                    kosmologiczna praxis inżynieryjna. Celem pracy jest także uwidocznienie źródeł
                    naszego politechnicznego (swoiście operacyjnego) nastawienia do
                    realizmu, poznania, praktyki, kopernikanizmu. Prakseologicznemu (w naszym
                    sensie i nieinstrumentalistycznemu) rozumieniu kopernikanizmu przeczy najnowsze
                    doświadczenie, zresztą wbrew oficjalnym deklaracjom. Jeszcze akapit, kilka
                    zdań, nad którymi trzeba się zastanowić, zdań, napisanych najpierw tzw.
                    trudniejszym językiem, lecz nie tak znów trudnym, a potem - językiem
                    współcześnie oczekiwanym - łatwiejszym, niestety ciągle i tak „trudnym”, bo nie
                    gazetowym: miłym, lekkim i przyjemnym. Będą te uwagi dotyczyć modnej literatury
                    związanej jednak i z nanotechniką. W ćwierć wieku po pracach naukowych i
                    referatach w Politechnice Wrocławskiej, okazuje się, że idea przedstawiona
                    wtedy przez pracownika Instytutów Metrologii, Fizyki i Nauk Ekonomiczno-
                    Społeczych Politechniki Wrocławskiej dotyczy dziś, ciągle, po ponad ćwierć
                    wieku - podnoszonego zagadnienia przewidywania rozwoju technologii najnowszej,
                    nanotechnologii. Aby dokładnie oddać nastrój i nie być posądzonym o
                    koloryzowanie, warto jest w sprawie praktyki technologicznej, znaczenia
                    praktyki nanotechnologii wprost zacytować. „Świat Marketingu”, który
                    reprezentuje wiośnianą rewolucję po Polskiej Wiośnie, po Roku 1989, dokonana w
                    imię większej produkcji na głowę w maszynach budowlanych i przemyśle, produkcji
                    mleka, mięsa, masła i w całym rolnictwie. Jak znajdujemy w piśmie „Świat
                    Marketingu”, nanotechnologia - najważniejszy kierunek w nowoczesnych
                    technologiach - chce w I połowie XXI w. wytwarzać światy. Jak się okazuje ze
                    świata ekonomii, nie tylko „Świata Marketingu”, wytwarzanie światów, czyli
                    zadanie nanotechnologii oznacza - jak się to szumnie powiada, ale bez
                    najmniejszego zgłębienia teoretycznego istoty problemu, o czym za chwilę -
                    pełną (chirurgiczną) kontrolę nad materią, produkcję, oznacza, cytuję wyrażenia
                    ekonomiczne - produkcję bez zahamowań i bez skutków ubocznych, wzrostu entropii
                    (zanieczyszczeń). Kosmologiczna technologia lansowana w świecie marketingu i
                    ekonomii, czyli nanotechnologia ma więc zlikwidować zanieczyszczenia, odnowić
                    środowisko, słowem - zmniejszyć entropię i dać w I połowie XXI w. nowe źródła
                    energii, odnawialne, alternatywne, niewyczerpalne, bez skutków negatywnych - z
                    wyłącznie skutkami pozytywnymi. Reasumując - lecz znowu w duchu
                    całej tej myśli nowatorskiej XXI wieku - treść nowego pomysłu, artykułu
                    reprezentującego myśl nie tylko z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, czy
                    ograniczona do ekonomo-informatyka Ireneusza P. Rutkowskiego, nanotechnologia
                    da nano-wojaże (inteligentne?), nano-wiedzo-wypoczynek, inteligentne cyber-
                    olejki do opalania (zmniejszające lub pochłaniające nasłonecznienie), wiedzo-
                    rozrywkę, nano-kulturę, turystykę, podróże, jak to się tajemniczo określa, w
                    przestrzeni oraz zmieni też czasoprzestrzeń masę fizyczną i
                    zrewolucjonizuje ... marketing, a także menadżerstwo, merkantylizm, ekonomię,
                    zarządzanie substancją ożywioną, organizację rynków i produkcji. Warto jest
                    przytoczyć tego wyraźnego ducha współczesnej nauki, zwłaszcza nauki o
                    zarządzaniu, bo jednak nie tyle o marketing, ile o czas i o przestrzeń tu, w
                    tym studium, studium z konieczności jednak o Szkole Wrocławskiej, nam
                    chodzi. Stwarzająca światy nanotechnologia, czyli nowa ekonomia, oznacza też
                    bio-techniczne wyparcie organizmów i człowieka - z samego rodzenia ludzi na
                    rzecz budowania (manipulowania) geno-materiału, czyli rodzenia struktur
                    molekularnych (ostatecznie maszyną jest człowiek - ze stanowiska
                    nanotechnologii), dobrze dostosowanych do zmieniającej się rynkowej cyber-
                    informacji, budowania człowieka atom po atomie, przez biomechany, info-montery,
                    samoreplikatory, atoli wprost z umieszczania materiału okupującego trajektorie
                    w odpowiednich miejscach innych trajektorii, zatem przez struktury molekularne,
                    ergo przez maszyny, bez pośrednictwa naturalnych matek, tak jak DNA-montery
                    urodzą upragnione przez przyszłe matki dinozaurki, a inteligentne
                    samoreplikatory urodzą upragnione wartościowe, tzn. inteligentne, a jakże,
                    produkty: dzieci inteligentne z wiedzą o usługach i koniecznie z tym, co znamy
                    od Roku 89 - czyli dzieci z ... tzw. umiejętnościami. Przejawia się tu
                    zagadnienie platformy prakseologicznej. Jest więc cała ideologia umiejętności,
                    w odniesieniu do platformy nowomowy, którą to technologię inżynierii
                    języka powołano w ramach neutralizowania pułapek ekskluzji wolnorynkowej.
                    Zagadnienie prakseologiczne uległo tu wypaczeniu i wymaga namysłu.
                    Cyber-informaty wytworzą (urodzą), zgodnie z indywidualnymi pragnieniami (no i
                    potrzebami), wiedzo-urod(z)ą dzieci na zapotrzebowanie, z automatycznym (ot
                    co!) „istotnym udziałem niematerialnej wartości dodatkowej”. Industrialne
                    cyfrowe bio- replikatory wyprodukują dzieci innowacyjne, oparte na wiedzy (i o
                    zysku, więc i wiedzy analogowej, info-hybrydowej), całkowicie
                    zoptymalizowane pod względem wydajności, bez ryzyka niewiedzy (i rynkowej),
                    nieinteligencji, niewydajności, niezoptymalizowania. O nowoczesnej (i rynkowej)
                    przytomności (i usługowej) nanotechnologów świadczy najlepiej pogląd, że kraj,
                    który opanuje nanotechnologię, konkurencją zdominuje inne kraje;
                    nanotechnologia, czytamy, to także pomoc białych - kolorowym,
                    bo biali (powiedzmy dla jasności: biali w typowym dla nich usługiwaniu)
                    nanotechnicznie urodzą nano-żywność dla kolorowych oraz zaprowadzą rewolucyjne
                    nano-zmiany społeczne, psychiczne, socjalne. Jest tu, w tej pracy, opisana
                    część politechnicznej inżynierii i pewnego sposobu rozumienia modelowania,
                    które czy to ukształtowały humanistykę, czy to miały związek - tego nie
                    przesądzajmy - z atmosferą Politechniki. Na pewno Politechnika miała
                    ducha w latach 70. Ale jaki on był, jak był złożony? Czym był ukształtowany?
                    Czy to był duch po prostu potocznego życia albo życia spontanicznego, czy
                    jednak spontanicznego w znaczeniu wielkokorelatywnym, a nie ideologii
                    wybiórczego darwinizmu, który zresztą to darwinizm nie może być inny jak
                    wybiórczy? Czy łatwiej było tę atmosferę tworzyć i czy był możliwy jej dalszy
                    rozwój, po stanie wojennym?
                    Przedstawiam skróconą historię, jednak o znaczeniu psychologicznym i
                    socjologicznym, naszych politechnicznych recepcji fizyki inżynieryjnej w
                    odniesieniu do inflacji - wtedy to nazywaliśmy modelami, bo „inflacja” to nazwa
                    zachodnia. Dziś się pomija nasze polskie żywe doświadczenia, przytłacza nas
                    walec - kto wie czy w najmniejszym jeszcze stopniu francuszczyzny. „Naszych
                    recepcji fizyki” znaczy: moich, ale odniesionych do koncepcji teoretycznych
                    Teresy Grabińskiej, a także tych osób, które po moich wykładach uważały to, co
                    odnoszę do inflacji, w latach 70., za oczywiste - z różnych powodów,
                    najczęściej ontologicznych, teoriopoznawczych. Dziś te względy ulegają
                    zanikowi - na rzecz dostosowania się do prawa, a nawet ciasno rozumianego
                    przepisu. Osoby te wyrażały to powinowactwo mniej lub bardziej otwarcie w
                    latach 70., po prostu w tym uczestniczyły. Ze względów zaś bardziej związanych
                    z polską kulturą w nauce (kulturą namilczania się) sprawy te nie były
                    ublikowane. Nie chodzi tu o ograniczenia w publikowaniu, bo i te były - bardzo
                    silne. (Będzie o tym jeszcze mowa, ale publikować bezproblemowo mogli albo
                    marksiści - po prostu osoby podpierające się nieskończonym autorytetem partii,
                    albo księża w pismach kościelnych. Niemarksiści i nieksięża z publikowaniem
                    mieli kłopoty). Od 89 r. opinia jest karmiona, jak na jakimś froncie, super-
                    nowoczesnymi zasadami w historii
                    • hasz0 Re: ________________Hołd PWr__________________ 20.07.07, 09:52
                      w historii, w naukach empirycznych, w astronomii, w naukach ekonomicznych (tak
                      się sprzedaje wolny rynek), ścisłych, w kosmologii w celu wykazania,
                      przodowania od Roku 89 produkcji, per capita, i produkcji w wysokich
                      technologiach. Toczy się walka o dusze i niniejszy artykuł jest bardzo
                      skromną próbą uchronienia od zapomnienia naprawdę drobnej części, mikroczęści
                      naszej historii - tu: historii naszej szkoły. Od Wiosny 89, tzn. wbrew
                      oczekiwaniom, które do Wiosny doprowadziły, nie ma w ogóle klimatu do
                      rejestrowania tez wypowiedzianych w Polsce - na wiele lat przed Zachodem. Jest
                      to przykład wykorzystania słusznych oczekiwań naprawy do pogorszenia sytuacji.
                      Wiele nowatorskich stwierdzeń najlepszych przedstawicieli nauki amerykańskiej
                      XXI w. wypowiedział w latach 50. Jan Gadomski. W 40 lat po lądowaniu na Marsie,
                      sfinansowanym przez RWPG, amerykańskie lądowanie na Marsie przedstawia
                      się jako dowód niezdolności krajów słowiańskich do generowania najbardziej
                      zaawansowanych technologii, a zniszczenie krytycznej władzy sądzenia jest tak
                      wielkie, że młodzież, idąc za nowoczesnym dziennikarstwem, tego już nie widzi.
                      Aby uświadomić sobie zanik krytycznego myślenia na Atlantydzie i rozwój plotki,
                      wystarczy powiedzieć, że to co było w RWPG normą (loty na stację
                      orbitalną, Marsa) to jest dziś przedstawiane jako dowód postępowości
                      kapitalizmu, a minimalny wzrost czy wręcz ubytek ludności jest wielkim
                      osiągnięciem gospodarczym, rewolucją gospodarczą, dowodem efektywności
                      techników, sprawności wolnego rynku, efektywności zarządzania przez zwalnianie
                      i limitowanie dostępu do podstaw utrzymania życia nowoczesnych społeczeństw.
                      Jeżeli sfinansowanie lądowania aparatów RWPG na Księżycu w 1959 przedstawia
                      inteligent, mający się za wybitnego przedstawiciela inteligencji, jako naganne
                      rozbicie statku, i dowód słuszności podbicia Słowian między morzami ABC, to
                      można sobie łatwo wyobrazić, że faktycznie w obliczu walca medialnego skazuje
                      się naszą historię na zapomnienie. Prawdą jest, że sfinansowanie wielkiego
                      przyrostu gospodarczego i planu Ciołkowskiego budowy stacji kosmicznych podjęło
                      się tylko RWPG, nie zaś kraje zachodnie. Od r. 89 rozwój technologii jest tak
                      nikły, że w porównaniu do rewolucji lat 50. i 80. napędzanej przez RWPG -
                      właściwie zanikł.
                      W związku z sytuacją po roku 1945, trzeba powiedzieć, że nie publikowano wiele
                      ważnych ujęć, czy osiągnięć - ważnych ze stanowiska tego, co później
                      znajdowaliśmy w literaturze zachodniej. Osoby związane (bo nie zajmujące się!)
                      z inflacją nie zabrały się do opisania tego, co miało miejsce w Politechnice
                      Wrocławskiej. Bardziej przyzwyczaiły się do stałej sytuacji utrudniania
                      publikowania wyników i niech nikt nie mówi o dostępności publikowania, chyba,
                      że ma na myśli pisma załóg przedsiębiorstw, zwykle fabrycznych, zwłaszcza w
                      latach 1982-89. Wydawnictwa bardziej interesowały się obcą twórczością,
                      stwierdzał to nawet Związek Literatów Polskich. Po 89 r. wcale nie opracowano
                      tego zagadnienia, przeciwnie - zostało ono stłumione. Uczciwie mówiąc,
                      publikowanie było trudne, także w Rocznikach KULowskich, w końcu piśmie jednak
                      dla księży, a nie dla cywilów. I trudne było, powiedzmy, w PWN, Studiach
                      Filozoficznych, dostępnych dla kół bardziej, a nie mniej, jednak amiestniczych.
                      Mógłbym tego nie pisać - wystarczy wskazać na efekty naszego myślenia o fizyce,
                      w postaci publikacji zagranicznych. Nie wszystko jednak można przedstawić w
                      publikacjach stricte naukowych, często pomija się tło społeczne, środowiskowe,
                      światopoglądowe. Aby opisać takie sploty, trzeba często tę samą sprawę
                      naświetlać z różnych stron i tak uczynimy. Wiele czynników sprzyjało zjawieniu
                      się gotowej koncepcji inflacji, w 1976 r., na Konferencji Metodologii Nauk w
                      Politechnice Wrocławskiej w Mirosławicach. Nie minę się z prawdą, jeśli powiem,
                      że na przykład w Politechnice Wrocławskiej,aspirującej do Technological
                      Institute w latach 70., tkwił jednak napęd klasy Technical Uniwersity i nie
                      został on całkiem zmarnowany, choć mogło być, i chcieliśmy, żeby było, lepiej.
                      Ten napęd Technical Uniwersity miał, pomimo panowania KU PZPR, pozytywne
                      znaczenie dla, co tu dużo mówić, wyższego rozumienia fizyki inżynieryjnej.
                      Pamiętam jak wprawiało to w osłupienie profesorów z Instytutu Metrologii
                      Elektrycznej. Nie wiedzieli, co na to powiedzieć, nawet protestowali - ze
                      stanowiska czysto inżynieryjnego, ale strażników porządku minionego zadziwiała
                      nasza ruchliwość tematyczna. W rzeczywistości byliśmy metodologami nauk, a jest
                      wiele nauk. Rektora nie drażniła wielotematyczność. Zajmowaliśmy się robotyką,
                      biogenezą, elektromagnetyzmem, mikrofalami, automatyką, łącznością,
                      zabezpieczeniami, modelami, teorią jakości, implantów, techniką kontroli i
                      pomiaru, komputerową (gramatyki), mieliśmy plan konstruowania nowych
                      materiałów, a nie tylko transferem technologii, ekologią, teorią środowiska,
                      materią ukrytą. Trzeba o atmosferze przecież powiedzieć, aby zrozumieć, na czym
                      polegał wątek socjologiczny naszych odkryć i teorii, a także hipotez. Wpomniane
                      dopiero co te „inne” osoby przychylne inflacji z 1976 r. - dziś owiedzielibyśmy
                      teorii spoza wąsko rozumianej kosmologii - uczestniczyły w rozumieniu tej
                      koncepcji (inflacji), tworzyły klimat, z którego potem powstawała pewna
                      organizacyjna i nawet finansowa przychylność, stanowiły dodatkowe tło dla
                      wypowiadanych przez nas zdań, dawały atmosferę - często polemiczną, ale
                      najzwyczajniej uznanie. Na wszelki wypadek: Proszę mi nie zarzucać tendencyjnej
                      apoteozy okresu minionego. W moim wspomnieniu, nie pozbawionym trudnych
                      elementów, wymagających od czytelnika niezwykłej wyobraźni, postępuję trochę
                      jak Autor w „Beniowskim”. Wielkie wydarzenia, epoka krwawa (wyrażenie
                      Słowackiego! - przyjęte na radach) - a tymczasem Beniowski dość
                      przypadkowo znalazł się Barze i chyba nikłą rolę odegrał (tam) w obronie
                      polskości. W latach 70. wielki wybuch (big bang) mieliśmy za produkt quasi-
                      komputerowego skanowania teorii fizycznych po jakościach: Mianowicie jakości
                      wchodzą w stosunek z fizyką matematyczną i są przez nią manipulowane aż do
                      końca - do uzyskania zgodności z obserwacjami, tymczasem my poszukiwaliśmy (w
                      Politechnice była ta atmosfera) wyjścia z pułapki wielkiego wybuchu.

                      Co to była za pułapka? - z niedowierzaniem pyta nas fizyk z P.Wr., który
                      powiedział, że w ogóle nie rozumie, co to się wtedy w latach 70. tu działo.
                      Odpowiem: pułapka niekosmologiczności wielkiego wybuchu. I tym wtedy żyliśmy.
                      Nic dziwnego, że dochodziliśmy do inflacji. Nie zarzucajmy własnej historii.
                      Takie były powody wprowadzenia przez nas koncepcji wszechświatów we
                      wszechświecie. Robiliśmy to w ramach koncepcji, którą opisałem w pierwszym
                      rozdziale „Wszechświat i metafizyka” (PWN, Warszawa 1998). Tę koncepcję -
                      stustronicowy manuskrypt - wydałem w: Z Zagadnień Filozofii Przyrody i
                      Filozofii Przyrodoznawstwa, t. VII, 1985.
                      TECHNICZNA RECEPCJA FIZYKI
                      NIECH SIĘ KAŻDY ZMIERZY Z REYMONTEM
                      Godzi się tu powiedzieć najogólniej, bez oddzielania wątków merytorycznych od
                      psychologicznych i socjologicznych, że z tej atmosfery naukowej pro-
                      metodologicznej, która panowała w Politechnice, a której nie ma w UE i która
                      upada z faktycznym dostosowywaniem Polski do UE od 89r., brała się częściowo
                      nasza recepcja fizyki technicznej i w ogóle każdej fizyki. Była ta nasza
                      recepcja recepcją kosmologiczną - a to oznacza pewien praktycyzm, którego nie
                      mogą zrozumieć zwykli fizycy, a o czym jeszcze tu dokładniej napiszę.
                      Nasz praktycyzm w nauce, nieznany gdzie indziej, brał się z naszej współpracy z
                      cybernetykami, z naszych dwuinstytutowych etatów, z aury inżynieryjnej. Później
                      zaowocował on praktycyzmem w pracach psychologicznych, w nowych teoriach
                      psychologii humanistycznej. Czy można podać jakiś przykład tej osobliwej naszej
                      recepcji fizyki w Politechnice Wr
                      • hasz0 Re: ________________Hołd PWr__________________ 20.07.07, 09:54

                        Czy można podać jakiś przykład tej osobliwej naszej recepcji fizyki w
                        Politechnice Wrocławskiej? Można, jest nasza recepcja fizyki widoczna w wielu
                        pracach na każdym kroku. To kosmologizowanie-w-praktyczności obejmowało także
                        rozszczepianie jądra atomowego, które inspirowało nas do poszukiwania teorii
                        modeli. Takiego nastawienia nigdzie indziej nie było.
                        Nie było na przykład w Uniwersytecie B. Bieruta, UW, w UJ. Uważaliśmy, że
                        nowocześni fizycy jądrowi i w ogóle nauka nowoczesna, bazuje zbyt sztywno na
                        pomiarach i rozwija - jak to mówiłem z T. Grabińską, przy aplauzie innych,
                        wymieńmy tu prof. Hadrysia, dr B. Łysakowską - pakiety katalogistyczne, które
                        powstają ze skanowania tzw. opowieścią kauzalną. Termin ‘opowieść kauzalna’
                        oznaczał pół-naukę, którym to mianem ochrzciliśmy zachodnie tendencje,
                        podejście kauzalne. Mówiliśmy też o pół- modelach albo pra-modelach, o pseudo-
                        nauce. Inni, z naszej grupy, też to „wiedzieli”, lecz nie rozwinęli swych
                        przemyśleń do postaci teorii fizycznych teorii. Opowieści causal stories są
                        kategorią należącą do naszych rozważań. To jedna strona tego splotu. Co miało
                        status causal stories, nie nadawało się do naszych celów, wytwarzania
                        szechświatów. Było też tak, że kosmologię utechnicznialiśmy. To druga strona.
                        Ona wywoływała jeszcze większe zdumienie, ponieważ utechnicznienie kosmologii
                        było wtedy nie do pomyślenia, i dopiero potem powstała odpowiednia moda -
                        jednak na zasadzie tylko słownych zabaw. Przedtem sprawa wyglądała całkowicie
                        odkrywczo. Niewiarygodnie. To utechnicznianie kosmologii nie wiązało się
                        z tym, co nazywaliśmy parametryzowalnością, bo dotyczyło kresu rzeczywistości.
                        Jak powiedziałem, moja opowieść nie rozwiąże problemów praktycznych ani
                        praktyki jako takiej, działania w ogóle. Jest bardziej może nastawiona na
                        istnienie. Jest to opowieść o naszym politechnicznym rozumieniu kosmologicznej
                        praktyki, która by się brała z istnienia, a mniej z działania, która też
                        działanie odnosiła do globalizmu. Nasze politechniczne nastawienie do realizmu,
                        praktyki na pewno nie brało się z zegarowego działania, raczej kopernikowaliśmy
                        zegarmistrza, przekształcając go w zegarmistrza świata. Nie wiem, czy to nasze
                        rozwijanie modelu, praktyki było związane z politechnicznym klimatem
                        zarządzania i zachęcania do oryginalności.
                        Nasza szkoła naukowa wypracowała w oficjalnym totalitaryzmie politechnicznym
                        własne oryginalne rozumienie modeli i inżynierii. Nie jest łatwo opisać, jak
                        się ukształtowała duchowość Politechniki, na to trzeba pióra Reymonta -
                        podobnie jak nie jest łatwo to zrobić temu, kto by chciał uchwycić różnicę
                        między Politechniką Wrocławską a klimatem akademii krakowskich. Dlaczego
                        „za komuny” ok. jedna trzecia Instytutu Nauk Ekonomiczno-Społecznych
                        Politechniki Wrocł. uczestniczyła w ruchu oporu - co stanowi niebywały kontrast
                        w porównaniu z Wydziałami Humanistycznymi, uniwersyteckimi, PANowskimi. Jest
                        także różnica między dzielnicami Polski - na pewno i Politechnika miała ducha,
                        ale problem w tym „tylko”, jak to opisać. Niestety, po Roku 89 jedyne pismo
                        Sigma, jako tako niezależne, zostało zlikwidowane - a myśmy w 198S sądzili, że
                        powstanie drugie takie, a potem jeszcze inne. Czy Pryzmat oddawał w 199k, k, S
                        = 0, ...,9 ducha Politechniki - i jakiego, każdy niech sobie na to odpowie i na
                        pytanie, czym był on ukształtowany i czy to był duch życia, w jakimkolwiek
                        sensie. Nie bez kozery - „w jakimkolwiek sensie”. Niech się każdy zmierzy z
                        Reymontem, wolna droga, nikt nikomu nie zabrania wznieść się na poziomy.
                        UNIKAĆ PROSTYCH STWIERDZEŃ Mam tu uwagę, na którą mi chyba każdy pozwoli,
                        ponieważ moja teza o pomocy organizacyjnej dla badań metodologicznych władz
                        Politechniki Wrocławskiej w latach 70. wywołała 10 I 2004 na radzie Wydz.
                        Architektury protesty i posądzenia mnie o sprzyjanie, Bóg wie, jakim ciemnym
                        siłom. Szły w tym kierunku sarkastyczne i wtórujące im śmiechy. innych
                        profesorów odnośnie do dorobku wrocławskiej szkoły metodologii. Muszę więc
                        dodać, że na pewno Politechnika Wrocławska nie była ani rajem, ani nawet takim
                        miejscem pracy, na jakie pracownicy zwyczajnie zasługiwali! Żadnego
                        totalitaryzmu nie zamierzam pochwalać - niech to będzie jasne. Ale w
                        Politechnice sytuacja była nie taka prosta. Może jeszcze działał duch Szkoły
                        Lwowskiej? W tym wspomnieniu, które ma znaczenie dla teorii nauki, dla
                        naukoznawstwa, na przykład dla teorii pół-socjologicznych stylów myślowych,
                        będę starał się programowo unikać aż tak prostych stwierdzeń, typowych dla lat
                        90., ponieważ wszystko co jest kalką języka gazetowego, jest mierne.
                        Celem tego szkicu jest uchronienie od zapomnienia tej części naszego
                        wrocławskiego rozumienia fizyki, która nas przed r. 1989 poruszała, uchronienie
                        tego, o co wtedy walczyliśmy, powiedzmy do r. 1989, i co miało oddźwięk w
                        strukturze jednak już nie samorządnościowej, która nastąpiła po 89. Przedstawię
                        historię, którą dobrze znam, a której z braku mediów, dotąd nie opisano.
                        Wiele osób mogło ją opisać, jednakże jedno jest pewne: nikt nie lubi pisać do
                        szuflady, nie lubi nawet po 89. I tak znika nam historia. Pod tym względem
                        rządy esbe fatalnie wpisały się w słowiańskie mniejsze przywiązanie do pisania
                        niż do mówienia. Czy po 89 sytuacja się poprawiła? - o tym powiedzą badacze
                        atmosfery na uczelniach. Na pewno nie w pierwszych najważniejszych dla
                        gospodarki (cybernetycznej analizy gospodarki i in.) latach 89-93 i nie na
                        miarę naszych oczekiwań. Zacznę od tego, że w latach 70. ostry jak brzytwa
                        Rektor, członek Politbiura, stworzył modelową, na pierwszy rzut oka,
                        przerażającą nas wtedy swą ostrością własną wersję totalitarnego zarządzania
                        uczelnią, w której znalazło się miejsce dla teorii fizyki, tego, czego ludzie
                        nie rozumieją, a dla świętego spokoju etykietują dziś swobodnie i samorządnie
                        słowem ‘filozofia’. Można sobie zdać sprawę z tego, jak bardzo jest trudno
                        opisać to wszystko, skoro powiem teraz tak: Na płaszczyźnie życiowo-
                        organizacyjnej nasza kosmologiczna koinonia, czy grupa poszukiwania sensu praw,
                        nigdy tego ostrego modelu nie traktowała poważnie, a nawet z nim walczyła, gdy
                        inni być może się poddawali. Wiele osób, które tworzyły atmosferę (mówię o tej
                        pozytywnej atmosferze), różnie się zachowało po 13 grudnia, częściej
                        mało świetlanie, bywało niejednoznacznie, czego też oczywiście nie pochwalam i
                        nigdy nie chciałbym, aby moje wspomnienie było traktowane jako próba
                        jakiegokolwiek ich wybielania. Na pewno mogło być lepiej i oni ponoszą winę za
                        blokowanie naszych starań, za to, że nie było tak dobrze, jak mogłoby być.
                        Szczerze mówiąc, psychologiczne aspekty mało mnie w tym wspomnieniu interesują,
                        a jeśli już to piszę, to z punktu widzenia następnych 16 letnich doświadczeń
                        myślenia rynkowego, marketingowego. Czy nie myślenia wąskiego i żelaznego?
                        Z porównania wyników naukowych, a także z porównania następnych wersji
                        zarządzania nauką i nauczaniem w uczelni, był ten model z lat 70. - jak się
                        okazuje - nie tak bardzo, jak to teraz mówią, z żelaza. I to nawet nie w tym
                        rzecz, że ktoś powiedziałby, że do Wiosny 89 „nie zawsze” była Politechniką z
                        żelaza. Bo ani nie była z żelaza, i miała miękkie populacje (permanentne)
                        teoriopoznawcze, ani nie była li tylko Politechniką, rozwijając szkołę taką,
                        która w ograniczeniu rynkowym ginie, wszak taka wolność (hazardyzacja) zawsze
                        powoduje, że gorsze wypiera lepsze - wbrew temu, co wtłoczono ludziom do głowy
                        środkami nieetycznymi (hipnozą). Teoriopoznawcze populacje w Politechnice - to
                        nasz stały termin. Taki (jak podają w papierach) naprawdę ten układ nie był - o
                        ile tylko uwzględnimy prawo, dobrze znane nam z lat 70., T. Grabińskiej z
                        zakresu teorii języków: „nieostrość koordynacyjna zwiększa się gdy język
                        zyskuje na ostrości semantycznej. Nieostrość koordy
                        • cyborg.jr Re: ________________Hołd PWr__________________ 20.07.07, 09:57
                          recepcja czy percepcja....?
                          opier'doliłem wczoraj faceta z recepcji ... dał mi zimmer nr 13 ... czego nie
                          lube ...
                        • hasz0 Re: ________________Hołd PWr__________________ 20.07.07, 09:59
                          Zacznę od tego, że w latach 70. ostry jak brzytwa Rektor, członek Politbiura,
                          stworzył modelową, na pierwszy rzut oka, przerażającą nas wtedy swą ostrością
                          własną wersję totalitarnego zarządzania uczelnią, w której znalazło się miejsce
                          dla teorii fizyki, tego, czego ludzie nie rozumieją, a dla świętego spokoju
                          etykietują dziś swobodnie i samorządnie słowem ‘filozofia’. Można sobie zdać
                          sprawę z tego, jak bardzo jest trudno opisać to wszystko, skoro powiem teraz
                          tak: Na płaszczyźnie życiowo-organizacyjnej nasza kosmologiczna koinonia, czy
                          grupa poszukiwania sensu praw, nigdy tego ostrego modelu nie traktowała
                          poważnie, a nawet z nim walczyła, gdy inni być może się poddawali. Wiele osób,
                          które tworzyły atmosferę (mówię o tej pozytywnej atmosferze), różnie się
                          zachowało po 13 grudnia, częściej
                          mało świetlanie, bywało niejednoznacznie, czego też oczywiście nie pochwalam i
                          nigdy nie chciałbym, aby moje wspomnienie było traktowane jako próba
                          jakiegokolwiek ich wybielania. Na pewno mogło być lepiej i oni ponoszą winę za
                          blokowanie naszych starań, za to, że nie było tak dobrze, jak mogłoby być.
                          Szczerze mówiąc, psychologiczne aspekty mało mnie w tym wspomnieniu interesują,
                          a jeśli już to piszę, to z punktu widzenia następnych 16 letnich doświadczeń
                          myślenia rynkowego, marketingowego. Czy nie myślenia wąskiego i żelaznego?
                          Z porównania wyników naukowych, a także z porównania następnych wersji
                          zarządzania nauką i nauczaniem w uczelni, był ten model z lat 70. - jak się
                          okazuje - nie tak bardzo, jak to teraz mówią, z żelaza. I to nawet nie w tym
                          rzecz, że ktoś powiedziałby, że do Wiosny 89 „nie zawsze” była Politechniką z
                          żelaza. Bo ani nie była z żelaza, i miała miękkie populacje (permanentne)
                          teoriopoznawcze, ani nie była li tylko Politechniką, rozwijając szkołę taką,
                          która w ograniczeniu rynkowym ginie, wszak taka wolność (hazardyzacja) zawsze
                          powoduje, że gorsze wypiera lepsze - wbrew temu, co wtłoczono ludziom do głowy
                          środkami nieetycznymi (hipnozą). Teoriopoznawcze populacje w Politechnice - to
                          nasz stały termin. Taki (jak podają w papierach) naprawdę ten układ nie był - o
                          ile tylko uwzględnimy prawo, dobrze znane nam z lat 70., T. Grabińskiej z
                          zakresu teorii języków: „nieostrość koordynacyjna zwiększa się gdy język
                          zyskuje na ostrości semantycznej. Nieostrość koordynacyjna dotyczy koordynacji
                          terminów teoretycznych z odpowiadającymi im wielkościami empirycznymi”.
                          Elementy tego ostrego modelu występowały często w wadze papierowej i je
                          nieustannie po swojemu obchodziliśmy. Muszę powiedzieć, że mieliśmy już wtedy
                          świadomość tej papierowości - w latach 70. i 80. To nie jest żadne wybielanie
                          władz Politechniki. Sami ucierpieliśmy z ich powodu wystarczająco dużo.
                          Dlaczego np. jeden z poważnych uczonych wchodził w rolę komisarza nam
                          przeciwnego, chociaż znał nasze patriotyczne poglądy i je tolerował, a nawet do
                          nich zachęcał? Nie odpowiem na każde pytanie wyczerpująco, ponieważ
                          chciałbym innym zostawić miejsce do tworzenia teorii i nie zamierzam nikogo,
                          kto jest uczonym, z tego zadania uczonego zwalniać. Wskazówkę uczeni znajdą w
                          książce T. Grabińskiej pt. „Realizm i instrumentalizm w fizyce współczesnej”,
                          PWr 1992. Jest to prawdziwa (mógłbym napisać jedyna) książka z filozofii
                          fizyki, a jeżeli tak nie jest, niech mi pokażą inną - to co uprawiają koledzy
                          fizycy. Niepotrzebnie za to się wzięli - za amatorskie nauczanie tzw. filozofii
                          fizyki, która w ich wydaniu jest po prostu najczęściej niedobrą popularyzacją
                          fizyki. Niech pod hasłem „filozofia’ nie popularyzują fizyki, lecz najpierw
                          stworzą teorię filozoficzną czegokolwiek, może być nauczania albo
                          kopernikanizmu. To, co robią jako filozofię, jest popularyzacją, oszukiwaniem
                          studentów, antynauką. To, co jest powieleniem z podręczników i jest brane od
                          innych autorów, nauką nie było i nie jest, i jest tylko dydaktyką lub historią,
                          ale nie filozofią. To tak, jakby niczego w fizyce nie robili, odkryć nie mieli
                          i zajmowali się powtarzaniem tego, co przed nimi zrobili inni. Jeżeli do roku
                          2000 filozofami nie zostali, to płonne są nadzieje, że w roku 2000 nimi będą.

                          Powtórzę:
                          "taka wolność (hazardyzacja) zawsze powoduje, że gorsze wypiera lepsze - wbrew
                          temu, co wtłoczono ludziom do głowy środkami nieetycznymi (hipnozą)"
                          • hasz0 rekt. Porębski został po wypadkach III 1968 z1sekr 20.07.07, 10:05
                            POP PZPR...
                            i zwykłęgo dr
                            awansował na profesora i w 3 m-ce
                            jako rektor zamienił Politechnikę w zwaną dalej... "szkołę"
                            oraz wydawał regularnie "Księgi pana Tadeusza"
                            skreślony student traktował ten przypadek jako poważne wezwanie do dziekana
                            który pokazywał mu paragraf w ksiedze nr taki a taki...

                            student pokazywał w swojej nr taki a taki paragraf wg którego nie był skreślony
                            i...wracał do brydża.

                            • rycho7 o domyslaniu sie 20.07.07, 15:34
                              hasz0 napisał:

                              > POP PZPR...

                              Domyslam sie, ze robiasz za ironie i Wszechmogacego wcieliles w Porębskiego.
                              Nie da sie ukryc, ze w Twoich urojeniach robi on za Pierwszego Sekretarza
                              Najwyzszej Organizacji Partyjnej Popieprzonych Zadymiarzy Porubstwa Rujnego.
                              • hasz0 Tadeusz Porębski był 1 sekr. POP PZPR P Wr. 20.07.07, 15:47
                                i dr inż. - awansował ideologicznie na prof. zwyczajn. i rektora
                                za zasługi w przewodniczeniu Senackiej Komisji Dyscyplinarnej
                                Politechniki i wydaniu około 100 wilczych biletów na polecenie SB.
                                Takie mundre dr awansowały w PRL-u w niecałe 3 miesiace o tyle szczebli...
                                pryzmat.pwr.wroc.pl/Pryzmat_140/140marz.html
                                • rycho7 gratuluje nastepnego sukcesu w USAnskim sadzie 20.07.07, 20:28
                                  hasz0 napisał:

                                  > Takie mundre dr awansowały w PRL-u

                                  Moze nie wiazalo sie to z wyZerowaniem IQ>170. Ciesze sie, ze PiS odzyska takze
                                  USAnskie sadownictwo. MacCarthy nie usunal szarej sieci. Jedyna nadzieja w
                                  kaczkach drapiezcach. No i w Haszu w Trojcy Jedynym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka