Dodaj do ulubionych

~~~~~~~~~Drogi Cesiu137~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

04.10.07, 20:38
Popełniłeś logiczny bład w rozumowaniu co gorsza jako naukowiec i
fizyk... wstyd!

Zabezpieczenie przede mną który gdy chce tworzy nowy nick?

Kiedy nadejdą wreszcie czasy gdy król będzie nagi?

gdy nie będzie się juz nareszcie czcić Einsteina
odkrywcy energii w atomie... znano już wcześniej skutki i rozpacz
odkrywcy wykorzystania energii (chem.)do wybuchów tejże materii
i udekorowaano go dla szyderstwa jego medalem

To czasy faryzeuszów szarlatanów i kpiarzy z dobrych ludzi
nadajecie sobie tytuły, wymieniacie się recenzjami...
znam Was uczniowie...

Na pocieszenie zobacz jaki błąd popełnił Korwin-Mikke znawca logiki
kombinacyjnej i czym skutkuje wrodzona pycha i nabyta arogancja:

"
W ustroju względnej wolności żyliśmy przez chwilę - półtorej roku,
co najwyżej - w związku z tym dzisiejszy Polak w ogóle nie wyobraża
sobie życia w państwie, w którym prawo nie regulowałoby większości
spraw - i on nie miałby czego sprytnie omijać"

Jak zdrówko?
Obserwuj wątek
    • andrzejg Re: ~~~~~~~~~Drogi Cesiu137~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 04.10.07, 21:28
      haszysta napisał:

      > Popełniłeś logiczny bład w rozumowaniu co gorsza jako naukowiec i
      > fizyk... wstyd!


      Jaki błąd?
      Co stworzysz wirtualne szalbierstwo mające na celu zamazanie,
      zagmatwanie i trudności z dojąciem do napisanych słów (którz tak
      robi? Tchórz bojący sie odpowiedzialności za słowo), to Cees po
      prostu je doda do listy niechcianych.

      Twórz wirtualne byty w nieskończoność. Na pewno to pomoże innym ze
      zrozumieniem tego co piszesz, a dodam jedynie,że w pełni zgadzam się
      z opisem Ceesa co do Twojego wirtualnego bytu, choc w realu
      wydawałes sie inny, to teraz juz nie wiem....i nie chę wiedzieć


      >
      > "
      > W ustroju względnej wolności żyliśmy przez chwilę - półtorej roku,
      > co najwyżej - w związku z tym dzisiejszy Polak w ogóle nie
      wyobraża
      > sobie życia w państwie, w którym prawo nie regulowałoby większości
      > spraw - i on nie miałby czego sprytnie omijać"
      >
      > Jak zdrówko?

      Hahaha
      Te półtora roku , to te co był przy żłobie?

      al jaja

      A.
    • cs137 Re: Na temat Einsteina moge, owszem, rozmawiać 04.10.07, 22:44
      Wbrew powszechnemu mniemaniu, Einstein nie miał prawie żadnego wpływu na
      stworzenie broni jadrowej - a w praktyce, nie prawie, a po prostu żadnego. Broń
      jądrowa by tak samo powstała, gdyby Einstein umarł nie w 1955 roku (czy może w
      1954?), a np. w 1924 roku. Formuła E=mc2 absolutnie nie daje zadnej praktycznej
      recepty na zbudowanie bomby A. Do stworzenia bomby A przyczyniły sie głównie
      badania EMPIRYCZNE, konkretnie niejakiego pana Hahna, który pierwszy
      zaobserwował rozczepienie jąder uranu 235. Formuła E=mc2 w żaden sposób nie
      pozwalała jednak odgadnac, że w tym procesie wydziela sie multum energii - Hahn
      nie był absolutnie w stanie zmierzyć różnicy masy między jądrem U235, a
      produktami rozszczepienia. A bez tej informacji formułę E=mc2 mozna sobie o
      kant doopy potłuc.

      Hahn i inni, którzy powtórzyli jego doświadczenia, nie byli w stanie zmierzyć
      ubytku masy - byli jednak w stanie zmierzyć całkowita
      ENERGIĘ, która wyzwala sie w procesie (dokładny pomiar masy jader jest sprawą
      skomplikowaną; pomiar energii czastek powstałych w akcie rozszczpienia jest
      sprawa dużo prostszą i ludzie to umieli robic jeszcze długo przed rokiem 1937, w
      którym to (bodajże) Hahn dokonał swojego odkrycia.

      Einstein do prac Hahna palca nie przyłożył. Jeżeli już jakiegos fizyka-teoretyka
      chce sie obarczyć wina, to ewentualnie Hannę Meitner. Jedyne podobieństwo miedzy
      Einstenem a nia było takie, że Einstein był niemickim Żydem, a Meitner -
      niemiecką Żydówka.

      Mieszanie Einsteina do całej sprawy broni A jest jednym z całej długiej listy
      nieporozumień, które media stworzyły wokól postaci tego genialnego męża. Nie
      tylko media, ale nawet wyspecjalizowana literatura. Na przykład, studentom od
      lat powtarza się, że doświadczenia Michelsona-Moreleya, ktore wykazały, ze
      hipotetyczny "kosmiczny eter" nie istnieje, były jednym z "intelektualnych
      bodźców". które doprowadziły Einsteina do sformułowania w 1905 roku szczególnej
      teorii względności. Tymczasem, nie ma zadnego dowodu na to, że Einstein w ogóle
      o tych doświadczeniach (zapoczątkowanych już w 1887 roku chyba) wiedział.

      Szczegolna teoria względnosci pokazała, ze w ogóle eter jest niepotrzebny, by
      wszystko "grało". No, a że Einstein stworzył swą teorie ileśtam lat po
      eksperymentach Michelsona-Moreleya, to ludzi natycmiast skłania do myslenia
      według schematu: "Einstein stworzył teorie wyjaśniająca negatywny wynik
      Michelsona". Tak - to prawda - tylko, że to wcale nie był cel, który mu
      przyświecał, bo o wynikach Michelsona najprawdopodobniej wcale on nie wiedzial.

      Faktem jest, ze Michelson był tak głeboko przeświadczony o istnieniu eteru, ze
      nie robił wielkiej reklamy wokół tego, iz hipoteze obalił.
      On jeszcze dlugo kombinował, jaki by eksperyment zrobić, by ten eter w końcu
      jakos zaobserwować.

      Michelson, nota bene - pierwszy Amerykanin, uhonorowany Nagrodą Nobla z fizyki,
      urodził sie gdzies pod Poznaniem. Gdyby sie spierac o jego narodowaosc, to byłby
      jednak problem - Poznań w owym czasie znajdował sie w całkiem innym państwie,
      które, na dodatek, dzis w ogóle nie istnieje. Ponadto był on wyznania
      starozakonnego. Wielu Polaków więc z miejsca by sie sprzeciwiło, gdyby próbowano
      go nazwać Polakiem. Z Michelsonem było niby podobnie, jak z Conradem - no, ale
      Conrad był katolikiem, więc my go jak najbardziej chcemy - ale jakiegos tasm
      parchatego? No i co z tego, że sławny? Parchy licza sie przede wszystkim.
      • cs137 Re: Sorry, Hahn ostatecznie odkrył rozszczepienie 04.10.07, 23:01
        w roku 1938, nie 1937:

        en.wikipedia.org/wiki/Otto_Hahn
        Z lektury powyższego tekstu mozna równiez łatwo sie przekonać, w jakim stopniu
        Einstein sie przyłozył do tego odkrycia: otóż, w żadnym stopniu.

        Jeśli już dzielic włos na czworo, i koniecznie sie upierac przy tym, że Einstein
        miał jakis udzial w stworzeniu broni A, to ostatecznie mozna sie zgodzić - przy
        czym przyczynil sie on nie jako naukowiec, ale jako "osoba publiczna" o znacznym
        autorytecie. Mianowicie, mam na myśli słynny list Einsteina do Prezydenta
        Roosevelta, w którym nawoływał do podjecia jak najenergiczniejszych prac w celu
        stworzenia broni jadrowej. List jednak nawiazywał wyłacznie do probelmów
        politycznych - spraw naukowych Einstein w nim w ogóle nie poruszył.

        Do stworzenia broni A znajomośc wzoru E=mc2 nie była koniecznie potrzebna.
        Podobnie, jak Chińczykom wcale nie była potrzebna znajomośc Tablicy Mendelejewa
        do wymyslenia prochu. W ogóle nie wiedzieli, co to jest "pierwiastek
        chemiczny", a co to jhest "związek chemiczny" - a proch mimo to wymyślili!
      • hasz0 Coś misię zdaje, że w Los Alamos był u Openheimera 04.10.07, 23:22
        ale gneralnie się zgadza ten wywod z wrażeniem, jakie wywarły znane
        mi lektury o Einsteinie (w tym książka ? polskiego współpracownika
        prof. ? czytana w podstawówce - jak zresztą wszystkie, które
        przeczytałem w życiu w tempie 3 na dzień podczas wypasania owiec i
        krów na podhali).
        W 1953 roku, w proteście przeciw zbrojeniom jądrowym. Albert
        Einstein podpisał pacyfistyczny manifest Bertranda Russella.
        Kilka dni póĽniej pękł tętniak aorty, nie zgodził się na operację,
        mówiąc: "Chcę odejść wtedy, kiedy sam zechcę. Sztuczne przedłużanie
        życia jest niesmaczne". Zmarł w 1955 roku. Albert Einstein był
        namiętnym fajek- nie wypuścił jej z rąk nawet wtedy, gdy pewnego
        wywróciła się żaglówka i wpadł do wody.
        Oprócz klubu Nobla Einstein miał członkostwo Klubu Palaczy Fajek
        bo jak mawiał:

        - Palenie fajki zapewnia spokojny i obiektywny osąd spraw ludzkich.

        Co trudno przychodzi, gdy się nie widziało dzisiejszego programu
        Jaworowicz o szatanie krążącym wokół Jasnej Gory, zainstalowanym w
        1944 r. co skutkuje łapówkarsko-agenturalną III RP, przeżarta
        okrągłostołowym jadem antypolskiej, postkomunistycznej i
        antynarodowej zmowy i jakże trudno w to uwierzyć naukowcom a co
        dopiero potępić, bronione platformowo i medialnie postkomunistyczne
        patologie w konwulsyjnych odruchach moralnego skarlenia z pomocą
        alkoholowrgo guru Kwaśniewskiego, bufetowej i pomocnika szefa.
        • hasz0 Zaraz sobie przypomnę nazwisko fizyka współpracown 04.10.07, 23:25
          ika Eisteina 1 z 10 na świecie co rozumieli teorię
          wzgledności.
          • cs137 Re: To już dane czasy... 05.10.07, 00:58
            Dzis ludzi, którzy rozumieja OTW (Ogólna Teorię Wzglednosci), jest multum.
            Dowcip polegał na tym, ze dopóki jedyna metoda zapoznania sie z OTW było
            przegryzanie sie przez oryginalne artykuły Einsteina, niewielu było w stanie to
            zrobić. Einstein zdecydowanie nie pisał swoich prac tak, by były zrozumiałe dla
            szerokiego grona.

            Od tamtej pory jednak powstało sporo podręczników, które wprowadzją studenta w
            zagadnienie w duzo bardziej "strawny" sposów. Choćby niedawno wydana ksiązka na
            temat OTW napisana przez Andrzeja Krasińskiego, mego o rok młodszego kolege ze
            studiów, a dzis chyba speca Nr 1 od OTW w Polsce. AK ma jednak dar przystępnego
            tłumaczenia
            zawiłosci tej teorii.

            Ja osobiście o OTW nie mam zielonego pojecia. Ale Einstein pracował nad całym
            spektrum zagadnien we wspólczesnej fizyce. Zrobił duzy wkład do rozwoju
            mechaniki statystycznej (najprościej ujmując, jest to wspólczesna nauka o
            zjawiskach cieplnych). Ponieważ ja ucze tego przedmiotu, to z ciekawosci
            zajrzałem do oryginalnych prac Einsteina dotyczących zjawiska tzw. "Kondensacji
            Bose-Einsteina". Z wielkim trudem przegryzłem sie przez einsteinowski tok
            rozumowania i jego matematyke - a jest ona niewątpliwie tak z 10 razy prostsza,
            niz w przypadku OTW. Wiec spodziewam się, ze przyswajanie sobie OTW tylko na
            podstawie oryginalnych prac Mistrza musi stanowic nie lada wyczyn.

            Pisałem o listach Einsteina do Roosevelta, tu jest link, w którym podane są
            wszystkie:

            hypertextbook.com/eworld/einstein.shtml
            W czasie, gdy Projekt Manhattan trwał, Einstein chyba nie przebywal przez
            dłuższy czas w Los Alamos. Ja nie przypuszczam, by jego bezposredni udzial w
            projekcie mógł w jakikolwiek sposób przyśpieszyć osiągnięcie ostatecznego
            celu. Fakt, ze Einstein był genialny, nie oznaczał wcale, że na KAŻDYM polu był
            on lepszy od kogokolwiek innego.

            Wkład Einsteina w rozwój fizyki jadra atomowego nie był jakis
            super-hiper-imponujący, wielu innych zrobiło znacznie więcej od niego dla
            rozwoju tej dziedziny. Spośród "gigantów", to chociażby taki Enrico Fermi, czy
            Hans Bethe. Wkład Einsteina był niezwykle cenny, ale był to raczej wkład
            posredni: odkrycia Einsteina w rodzaju E=mc2 pozwolily osiągnąc wieksze
            zrozumiejnie całej gamy zjawisk w fizyce, W TYM RÓWNIEŻ zjawisk zachodzących w
            jadrach atomowych.

            Einstein był specjalista od najbardziej ogólnych teorii fizycznych. Zas praca w
            Los Alamos juz głownie koncentrowała sie na rozwiązaniu całej masy praktycznych
            problemów. Na przykład, dobre oszacowanie masy krytycznej. Heisenberg, szef
            niemieckiego projektu, pokpił tutaj sprawę - swiadomie lub nieswiadomie -
            przez co Niemcy porzucili swój projekt, uznając g za nierealistyczny.
            Heisenbergo oszacował ktytyczna mase U235 na 1000 kg lub więcej, co było
            wynikiem ok 20 razy zawyzonym. Niemcy dysponowali ok. 50 tonami uranu, przy
            zawartosci izotpu 235 równej 0.7% to sie przekłada na 350 kg, czyli według
            Heisenberga Niemcy w ogóle nie dysponowali potrzebną iloscią.

            W Los Alamos podeszli do sprawy dużo poważniej, nie użyli przyblizonej
            matematyki, jak Heisenberg, tylko podeszli numerycznie. Ponieważ nie było
            jeszcze komputerów, do prowadzenia rachunkow numerycznych zasadzili 200
            dziewcząt do elktrycznych arytmometrów i w ciagu kilku miesiecy uporali sie z
            problemem (dzisiejszemu PC-etowi prawdopodobnie by to zajęło minutę. lub mniej -
            z tym, że jeszczxe ktoś musiałby przedtem napisać program.

            Talenty Einsteina zupełnie, ale to zupełnie nie mogłyby się przydac przy
            prowadzeniu tego rodzaju prac.
            • andrzejg :) dzięki 05.10.07, 04:40
              no to idę do konkretnej pracy

              a Haszem sie nie przejmuj
              Jeszcze sie polubicie....

              A.
              • hasz0 podczas przypominania zachciało mi sie spać 05.10.07, 07:56
                Oto oświadczenie Einsteina, podpisane na tydzień przed jego
                śmiercią, wydane było wspólnie z Bertrandem Russellem:

                "Przed nami otwiera się droga szczęścia, wiedzy i mądrości. Czy
                zamiast niej wybierzemy śmierć, nie potrafimy bowiem zaniechać
                naszych kłótni? Zwracamy się zatem jako ludzie do ludzi:
                - 'pamiętajmy o naszym człowieczeństwie i zapomnijmy wszystko inne'."

                Co to tak naprawde oznacza

                www.zb.eco.pl/zb/104/antymili.htm
                • haszysta jak to dobrze przeczytałem w Selkrosie o Sklerosie 05.10.07, 08:44
                  i w chwili gdy zastosowałem opisaną tam metodę, już po kilku
                  minutach...gdy wpadła mi jak natrętna mucha - myśl;
                  - "którz" na "bierząco", spośród moich stałych krytyków,
                  jest "wykształciuchem", kto uczonym, kto naukowcem,
                  a kto pasjonatem nauki...

                  nagle... mam:

                  - najkrótsza ulica w Polsce jest nazwana imieniem właśnie tego
                  fizyka.
                  Twórcy postaci dającej się wykorzystać w ogólnej teorii względności
                  rachunku spinorowego van der Waerdena, równania Diraca w
                  czasoprzestrzeniach ogólnej teorii względności, uogólnienie
                  klasycznej w nieliniową elektrodynamikę Maxwella tamże, równań ruchu
                  w ogólnej teorii względności, kosmologii relatywistycznej i teorii
                  faktoryzacji. Razem z Einsteinem napisał międzynarodowy bestseller,
                  który w ciągu siedemdziesięciu lat od chwili publikacji miał ponad
                  200 wydań.

                  Miał szczęście, bo oskarzono go tak jak małżeństwo Rosenbergów
                  o kontakty z komunistami w Polsce i możliwości sprzedaży im tajemnic
                  wojskowych dotyczących broni nuklearnej - że było to akurat w
                  Kanadzie - a w USA wtedy w 1953 r. wykonano wyrok na Juliusie i
                  Ethel Rosenberg, parze agentów radzieckiego wywiadu, za działania
                  szpiegowskie w zakresie broni atomowej.

                  Co jest takiego w fizykach, że naiwnie wierzą komunistom
                  i postkomunistom w ich nieszczere obietnice i pokojowe intencje?

                  A gdy zdemaskowani uciekną na Platformę ratunkową
                  pod faryzejską nazwą to są gotowi w obronie ich matactw, stale
                  niedotrzymananego słowa, wrednych fałszywych kłamstw,
                  wmawania naiwniakom nierealnych idealistycznych utopii
                  w rodzaju:

                  1)
                  gdy sprzedamy 500 najlepszych firm za papierki, tracące ważność
                  w czasie upojnego Sylwestra nastana szczęśliwe lata dobrobytu
                  "mordy Wy moje"

                  2) gdy pozbedziemy się stoczni, hut, kopalni, banków, PGR, miejsc
                  pracy dla wielu milionów, szpitali, rozwalimy związki zawodowe, na
                  powrót uwierzymy komuchom i donosicielom - damy się im uwłaszczyć na
                  wspólnym majątku, pozwolimy na handel bronią, narkotykami, na
                  balangii mafii z prokuraturą i sędziami, ustawami po 300 mln zł za
                  brak słowa, zniesiemy karę śmierci za zdradę, anwet ustanowimy to
                  jako honor bo to jedyni profesjonaliści, wyszkoleni przecież za
                  granicą to...litera prawa stanie się
                  ......."bukwą prawa" pod_Zollowaną Stępieniem.
                  Przekonali się o tym dobitnie widzowie, oglądajacy wczoraj program
                  Jaworowicz o szatanie zainstalowanym pod Częstochową i w całej
                  Polsce w korporacjach lucyferiańskich i Korwin-Mikke
                  korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID256903214,index.html
                  3) gdy Tusk wygra z PiS i połączy platformę z LiD

                  to będzie POLiNatolinaleczka z Polski


                  • cs137 Re: Tak, tak, fizycy wierza komunistom... 05.10.07, 10:31
                    haszysta napisał:


                    > Co jest takiego w fizykach, że naiwnie wierzą komunistom
                    > i postkomunistom w ich nieszczere obietnice i pokojowe intencje?

                    Najlepszy przykład niezachwianej wiary,
                    to Edward Teller, oczywiście :o))))

                    I jego sowiecki "odpowiedznik", Andriej Sacharov.

                    Z fizykami jest tak, że jedni wierza, a inni nie - i nie różnia się w tym
                    przypadku zbytnio od przedstawicieli każdej innej profesji.

                    W całym okresie istnienia ZSRR niewielu zachodnich fizyków zdecydowało sie
                    wyemigrowac do tego "raju". Natomiast sporo sowieckich fizyków wyrwało na
                    Zachod, pokonujac trudnosci, które czyniły taką woltę niemal niemozliwą. Więc
                    cus mi tu nie gra, Drogi Haszu.

                    Ponadto - jesli ktoś uważa Kaczyńskich za skaranie boze, czy musi to
                    automatycznie oznaczac, iz jest sympatykiem komunizmu? Ja do JK nie mam
                    pretensji za jego antykomunizm - wprost przeciwnie, mam mu za złe, że z hasłami
                    antykomunizmu na ustach jednocześnie wstepuje w ślady komunistów.

                    Komunistów nie lubimy nie tylko z tego powodu, że sie nazywają "komunisci". Nie
                    lubimy ich przede wszystkim za ich METODY. Dlatego nie mozna akceptować
                    sytuacji, kiedy komunizm zwalcza sie przy pomocy środków wzietych wprost z
                    komunistycznego arsenału.

                    "Odniesliśmy wielki sukces w naszej ofensywie, wróg się wycofał w popłochu na
                    dalekie pozycje, porzucając czołgi, baterie artyleryjskie, samoloty i magazyny
                    pełne amunicji. Teraz wiec my uzyjemy tej zdobycznej broni dla dalszego
                    pognębienia wroga".

                    Taka zasada moze być dobra w zwykłej wojnie, ale w walce z komunizmem
                    abosolutnie nie wolno jej stosowac.
    • cs137 Re: No to, Haszeńko-serdeńko, kończymy zabawę 07.10.07, 21:48
      Już mi się zaczyna powoli nudzić.

      W USA jakis czas temu był film, czy serial w TV, pt. "Naturally born killers".

      Widzisz, dla każdego, kto ma odrobine pomyślunku, oczywistym jest, ze Ty, Haszu,
      też jesteś "naturally born" - ale nie killer, tylko "walczak". Wojownik. Czujesz
      niodpartą potrzebę walki. Walczac, czujesz soie jak ryba w wodzie. Dlatego tutaj
      na forum bez przerwy drzesz koty z kim się tylko da.

      No więc, jesli ktoś coś lubi, to dobrym uczynkiem bliźniego w stosunku do niego
      jest DAĆ MU TO, CO ON LUBI. Dlatego ja własnie postanowiłem spełnic w stosunku
      do Ciebie dobry uczynek i ofiarowac Ci porcję pozywki dla twoich "potrzeb
      wojownika". Wiec od pewnego czasu piałem Ci rózne uszczypliwości, a Ty w
      odpowiedzi spełniałes sie jako wojownik.

      No, ale "est modest in rebus", jak mówią Zulusi z podgrupy plemiennej Xhoza,
      więc czas juz skończyć. Ja musze sie eraz skoncentrowac na bardzo pilnej
      robocie. Tak, że niech jakiś inny forumowicz teraz przejmie tę role "dobrego
      Samarytanina" w stosunku do Ciebie i niech on Ci teraz te patyki przez dziurę w
      płocie podsuwa, tak jak ja to robiłem przez jakis czas.

      Vale!

      (nie "walę", tylko to jest łacińska grzecznosciowa formułka na zakończenie
      listu, analogiczna do np. "Z szac0nkiem" w polszczyźnie).
      • hasz0 ok/n 07.10.07, 22:48

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka