Dodaj do ulubionych

Spotkania z Chestertonem

26.07.03, 00:48
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żył sobie mały chłopiec, który
mieszkał w domu z ogrodem. Wolno mu było zrywać ogrodowe kwiaty, lecz tylko
pod warunkiem, że nie uszkodzi ich korzeni.
Była jednak pewna roślina - niepozorna, kolczasta, z niewielkim kwiatkiem
podobnym do gwiazdki - którą bardzo chciał wyrwać z korzeniami. Jego
opiekunowie, ludzie przyzwoici, lecz nudni, podawali mu różne powody,
tłumacząc, czemu nie należy tego robić. Były to z reguły powody niemądre,
lecz nie aż tak niemądre, jak powód, który podawał chłopiec - ten
mianowicie, że chce poznać Prawdę o roślinie. Nikomu w owym sennym, dość
bezmyślnym domostwie nie przyszło do głowy, by wyjaśnić chłopcu, że w ten
sposób po prostu zabije roślinę, a w martwej roślinie nie ma ani odrobinę
więcej Prawdy niż w żywej. Tak więc pewnej ciemnej nocy, gdy księżyc zniknął
za chmurami niczym za pieczęcią, strzegącą tajemnicy zbyt cudownej lub zbyt
strasznej, by ją wyjawić, chłopiec zszedł po kryjomu po starych,
skrzypiących schodach i w piżamie pobiegł do ogrodu. (...)
Spróbował ją wyrwać, lecz roślina tkwiła w ziemi jak przykuta żelazem. A
kiedy szarpnął z całych sił, za jego plecami rozległ się huk. (...) Wielki
komin nad kuchnią przekrzywił się i upadł. Chłopiec desperacko znów
pociągnął za roślinę i usłyszał, jak spada dach stajni, a konie w panice
kwiczą i walą kopytami. Wówczas uciekł pędem do domu i schował się pod
kołdrą. (...)
Ciekawość jednak drążyła go nadal. Niebawem znów podkradł się do
niezniszczalnej rośliny. Zaparł się nogami i ciągnął co sił, lecz ona nie
ustąpiła. I tylko przez szarą mgłę, która nadciągnęła znad morza, dobiegły z
oddali przeraźliwe krzyki, że runął zamek królewski, że znikły wieże
strzegące wybrzeża, że pół wielkiego portu zatonęło pod falami. Chłopiec
wystraszył się i przez dłuższy czas nie zbliżał się do rośliny.
Kiedy jednak dorósł, a kraj odbudował się już po kataklizmie, powiedział
ludziom wprost: "Trzeba skończyć z zagadką tego irracjonalnego chwastu. W
imię Prawdy, wyrwijmy go". Zgromadził grupę silnych mężczyzn, którzy
ciągnęli roślinę dzień i noc. Upadł Wielki Mur Chiński na odcinku
czterdziestu kilometrów, piramidy rozsypały się w gruzy, Wieża Eiffla
runęła, zabijając połowę mieszkańców Paryża, Statua Wolności spadła do
morza, niszcząc amerykańską flotę, pod ruinami Katedry Św. Pawła zginęli
wszyscy londyńscy dziennikarze, zaś Japonia po serii trzęsień ziemi zatonęła
w morzu. (...) Oni zaś i tak nie zdołali wyrwać rośliny. (...)
Ludzie, którzy w imię nauki próbują obalić religię, są moim zdaniem podobni
do takiego właśnie chłopca w ogrodzie. Sceptycy nie zdołali wyrwać
chrześcijaństwa z korzeniami. Zdołali jednak całkiem skutecznie powyrywać
drzewa i poniszczyć ogrody należące do zwykłego człowieka. Zwolennikom
sekularyzacji nie udało się zdeptać tego, co boskie. Udało im się tylko
zdeptać to, co świeckie. (...) Wrogowie religii nie umieją przejść koło niej
obojętnie. Pracowicie próbują ją zniszczyć. Nie są w stanie tego zrobić, za
to przy okazji niszczą wszystko inne. (...) Doprowadzili (jeśli to dla nich
pociecha) do kompletnego chaosu w moralności, etyce i zwyczajnym zdrowym
rozsądku. (...) Są jak Tytani: nigdy nie wdarli się do niebios, lecz
spustoszyli ziemię.
tłumaczenie - Jaga Rydzewska

Gilbert Keith Chesterton - fragment eseju "The Roots of the World" ze
zbioru "Lunacy and Letters".



>> Na początek <<
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka