Dodaj do ulubionych

Polak,Arab dwa bratanki

28.07.03, 14:40
Jedziemy do Iraku. Dostaliśmy gorące jak piekło (do 50 stopni) województwo
górnopołudniowe, choć bardziej podobała nam się strefa północna. Nic to! I
tak jedziemy z pieśnią na ustach: "Polak, Arab dwa bratanki, do łopaty i
hulanki".


Chętnych do wyjazdu z walącej się Rzeczypospolitej nie brakuje. Irak też
wprawdzie rozwalony, ale można go odbudować, a w III RP to już tylko można
się zapluć na śmierć lub wdeptać w glebę brata bliźniaka.
Jak człowiek słyszy, że rządzą nim - cytuję prasę z ostatniego tygodnia -
zera, dwa zera, bezczelni oszuści, złodzieje, kryminalni prowokatorzy oraz
skorumpowani idioci - to weźmie nogi za pas i popędzi do Iraku, pokrzepiając
się hasłem: lepszy koczownik-szyita niż nadwiślański bandyta!

Zaiste, niejednemu lepiej będzie pod berłem Hassana ben Belki niż pod knutem
profesora Osamy Kołodki. Znając pomysłowość rodaków, to każdy z zatrudnionych
w Iraku zafunduje sobie przyzagrodową stację CPN.

Niestety! Telewizja publiczna podała, że w rejony starożytnego Babilonu i
Międzyrzecza (nie mylić z Międzyrzeczem Wielkopolskim!) wybiera się również
wicepremier Mohammed al-Pol. Ma przyklejać winietki na wielbłądach.
Niewykluczone, że ta szokowa wiadomość padła z ust zasłużonego satyryka Jacka
F., ale co to zmienia? Od kilku sezonów najpoważniejszymi i najbardziej
odpowiedzialnymi politykami są satyrycy!

Wracając do pana al-Pola, to wie, co robi. Nasza strefa ma nieźle rozwiniętą
sieć kolei i autostrad, więc nie trzeba braci Arabów mamić obietnicą budowy
wirtualnych szos. A co się tyczy dróg żelaznych, to wiele tam można jeszcze
spieprzyć - na wzór PKP. Zaś naprawą irackiego prawa i parlamentaryzmu
mogliby się zająć posłowie Ali Baba Pęk i Omar ibn Lepper.

Z okazji wyprawy do Iraku w mediach pełno porad praktycznych dla wojskowych i
cywilów. Radzą, żeby dużo pić, bo upał potworny, ale nasza gubernia jest jak
najbardziej muzułmańska, więc o alkohol trudno. Najlepiej mieć swój, choć
opowiadał mi wybitny polski arabista, że gdy przed I wojną w Zatoce był w
Bagdadzie, to w pewnej knajpie wypił więcej piwa niż w Polsce w całym swoim
profesorskim życiu.

Dobrze wiedzieć, że w Iraku widok mężczyzn trzymających się za ręce, to
powszechnie przyjęty gest, a nie wyraz osobliwej orientacji. Na wszelki
jednak wypadek radzimy nie wysyłać do Iraku członków i sympatyków Ligi
Polskich Rodzin!

Ale warto wyekspediować na przykład nauczycieli. I minister Krystynie
Szeherezadzie Łybackiej ulży i być może arabskie dzieci prawidłowo odpowiedzą
na pytanie z egzaminu gimnazjalnego: Czym odżywia się i oddycha zarodek
kukurydzy? Wybitni polscy biolodzy wciąż jeszcze biedzą się nad tą kwestią.

Radzą nam też, by nie traktować osób odzianych w tradycyjne arabskie szaty
jako wieśniaków przybyłych na targ, bo tak ubierają się również absolwenci
Oksfordu. No, niestety, u nas jest akurat odwrotnie. Mało to mamy polityków,
którzy ubierają się jak absolwenci Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w
rzeczywistości przybywają do Sejmu jak do karczmy? Salam Alejkum!


Bogdan Maciejewski

www.superexpress.pl/iso/stale/irak/wczesniej/irak_1.shtml
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka