Dodaj do ulubionych

X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu

IP: *.echostar.pl 28.07.03, 19:35
Chwalmy Pana! 28 lipca mija 10. rocznica podpisania konkordatu. Dla
uczczenia tego doniosłego święta przedstawiamy dziś pierwszą, tajną i
nigdzie dotąd nie opublikowaną wersję konkordatu. Bezczelność zawartych w
niej propozycji była tak wielka, że nie zgodziła się na nie nawet Hanna
Suchocka. Porównajcie je sobie z rzeczywistością. Można dojść do zabawnych
wniosków.
Błyskawiczne postępy, jakie odnowiona Rzeczpospolita u swego zarania
poczyniła we wchodzeniu klerowi w dupę, najpełniej obrazuje zestawienie
dwóch projektów konkordatu: uzgodnionego przez komisję wspólną rządu i
episkopatu w maju 88 roku projektu "Konwencji" – który następnie wylądował w
koszu wraz z peerelem – i wyrychtowanego przed biskupa Kowalczyka projektu z
października 91.
Nie uwierzylibyście, na co zgadzał się Kościół nasz święty, kiedy władza go
jeszcze – słabiutko – trzymała pod butem. Ani słowa o katolickiej większości
narodu, nierozerwalnych więzach i takich tam. "Mając na uwadze trwałe
związki Kościoła katolickiego w Polsce z życiem narodu" – wpisali w
preambule projektu czarni z komuchami pospołu, co można by równie dobrze
odnieść do Stowarzyszenia Pszczelarzy albo Związku Browarów Polskich.
"1. Polska Rzeczpospolita Ludowa jest państwem świeckim (niekonfesyjnym)
gwarantującym swobodę przekonań światopoglądowych i religijnych.
2. Stolica Apostolska uznaje tak pojętą świeckość Polskiej Rzeczypospolitej
Ludowej" – głosił art. 2, a art. 3 – to już absolutna rewelacja – oznajmiał,
iż Kościół kat. "zgodnie ze swoją doktryną naucza poszanowania prawa oraz
władzy państwowej i współdziała z Państwem dla dobra osoby ludzkiej, dobra
kraju i pokoju". Tłumacząc na nasze: w zamian za zgodę na swobodne
działanie, Kościół będzie wspierał reżim komunistyczny. Kwestie obsadzania
stanowisk kościelnych i struktur organizacyjnych Kościoła pozostawiono do
negocjacji między rządem a Watykanem, nowe zgromadzenia klasztorne wymagały
zgody władz, państwo łaskawie godziło się, aby Kościół na swoim terenie
nauczał dzieci religii, co zostało uznane za "wewnętrzną sprawę Kościoła
katolickiego", i każda w zasadzie działalność Kościoła musiała odbywać
się "według prawa polskiego". Co istotne – dotyczyło to także kwestii
majątkowych.
Niestety, komuna osierociła nas nieutulonych w żalu i przyszła demokracja.
Przyniosła ze sobą nuncjusza Kowalczyka i propozycję zaczynającą się od
takich oto słów: "Rzeczpospolita Polska, biorąc pod uwagę, że religia
katolicka jest wyznawana przez zdecydowaną większość społeczeństwa polskiego
i że Kościół katolicki wnosi, od zarania państwowości polskiej,
niezastąpiony wkład w tworzenie warunków dla osoby ludzkiej i wspólnoty
narodowej, uwzględnia to w swoim ustawodawstwie".
No i uwzględniła.
Projekt Kowalczyka używa absurdalnego terminu "Stolica Święta". Gwarantuje
tej św. stolicy wszystko, nic w zamian nie dając RP. A najśmieszniejsze jest
to, że – choć w wyniku negocjacji wykreślono z niego co bezczelniejsze
zapisy – w realu Kościół konsekwentnie je realizuje. Poczytajcie, czego nie
ma, a jakby było.
l "Państwo zapewnia Kościołowi zarządzanie i administrowanie jego sprawami i
majątkiem, zgodnie z prawem kanonicznym". W podpisanym konkordacie
ów "majątek" wypadł, ale w realu – jak wszystkim wiadomo – Kościół jest
jedyną instytucją, która zarabia miliardy złotych, nie prowadzi księgowości,
nie płaci podatków, handluje lewymi fakturami (poczytajcie choćby "Świętych
faktur obcowanie" – historię założonego przez arcybiskupa Gocłowskiego
Wydawnictwa Stella Maris i jego przekrętów z użyciem lewych faktur VAT-
owskich) i zaświadczeniami o darowiznach (że wspomnimy tylko opowieść o
bezkarności księdza z "Parafii św. PITa") i wszystkie urzędy skarbowe ma w
dupie.
l "Mianowanie, wybór lub odwołanie osób pełniących funkcje organu
reprezentującego" kościelne osoby prawne "odbywa się wyłącznie w oparciu o
przepisy prawa kanonicznego". W konkordacie tego zapisu nie ma, ale – jeżeli
wspomnimy choćby historię ks. Halberdy ("Bóg nie oddaje") – okaże się, iż w
rzeczywistości Kościół korzysta pełnymi garściami z tego przywileju. Ks.
Halberda – przypominamy – pożyczał pieniądze jako dyrektor ekonomiczny
elbląskiej kurii. Wyłudził tego szmalu 120 mln zł. A jak przyszło do
oddawania – pełnomocnicy kurii oświadczyli w sądzie, że dyrektor ekonomiczny
kurii nie reprezentuje, a zatem kuria nikomu nic nie jest winna, amen.
l "Sprawowanie kultu publicznego w innych miejscach (tj. nie kościołach) nie
wymaga zezwolenia władz świeckich". W konkordacie dopisano "chyba że
odpowiednie przepisy prawa polskiego stanowią inaczej, w szczególności ze
względu na bezpieczeństwo i porządek publiczny". W Polsce odpowiednie
przepisy prawa zobowiązują do uzyskania zezwolenia nawet babcię, handlującą
czosnkiem i jajkami na chodniku, ale Kościół swobodnie i bez skrępowania
zajmuje drogi pielgrzymkami i procesjami, nie zawracając sobie głowy choćby
kodeksem ruchu drogowego (kto próbował kiedykolwiek przejechać koło
pielgrzymki drogą szybkiego ruchu, wie, o czym mówię).
l "Prawomocne wyroki, stwierdzające nieważność małżeństwa, wydane przez sądy
kościelne, a także dyspensy papieskie od małżeństwa niedopełnionego są
uznawane przez państwo za obowiązujące". Krótko mówiąc, państwo ma uznawać
groteskowe kościelne rozwody, które mogą być udzielone z tej przyczyny, iż –
na przykład – pan młody wierność ślubował nieszczerze. W podpisanym
konkordacie ten element wypadł, ale nie mówmy hop. Póki co nie ma jeszcze
problemów z rozwodami małżeństw konkordatowych – bo nie ma takich rozwodów.
Kiedy się wszakże zaczną – problem się pojawi. Prawnicy toczą spór: czy
małżeństwo konkordatowe to dwa małżeństwa w jednym, czy też jedno wywołujące
dwojakie skutki. Wbrew pozorom, problem nie jest akademicki. Jeśli dwa – w
tym cywilny, w którym ksiądz niejako wyręcza USC – nie ma problemu, państwo
może je rozwiązać wedle swojego prawa. Ale jeśli jedno – to co? Państwo nie
może w oparciu o prawo cywilne rozwiązać małżeństwa, które powstało na mocy
prawa kanonicznego. A zatem – rozwód cywilny jest niemożliwy. Pozostaje
separacja, bo ona nie wkracza w obszar, który reguluje prawo kanoniczne. Ale
to z kolei oznacza, że rozwodnicy konkordatowi nie mogą się drugi raz
ożenić. Moim akurat zdaniem, lepiej dla nich, ale problem nierówności
prawnej pozostaje. Słychać, iż księża mają powszechny choć niejawny zakaz
dawania ślubów niekonkordatowych – czyli tylko kościelnych. Jedynym
sposobem, żeby uniknąć takiej pułapki, jest zatem najpierw zawarcie ślubu
cywilnego w USC – a potem postawienie księdza przed faktem dokonanym. Mało
kto o tym jednak wie.
l "Państwo gwarantuje, że nauczanie i wychowanie dzieci i młodzieży będzie
uwzględniać chrześcijańskie zasady etyki i wartości, którymi naznaczone jest
dziedzictwo kultury polskiej". Jak jest w rzeczywistości? Wystarczy poczytać
podręczniki do przysposobienia do życia w rodzinie oraz nie poczytać nie
istniejących w szkołach książek do edukacji seksualnej, żeby wiedzieć.
l "W przedszkolach oraz szkołach publicznych wszystkich rodzajów i stopni
nauczanie religii jest włączone w plan zajęć na równi z innymi
przedmiotami". W konkordacie nauczanie owo ma być zorganizowane "zgodnie z
wolą zainteresowanych". Dla niezainteresowanych miała być etyka. Jak jest?
Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
ostatniej lekcji, tak, aby nie chodzący na nią uczniowie nie musieli
siedzieć na korytarzu – Kościół zrobił awanturę tak wielką, iż władze
oświatowe skwapliwie się z tej idei wycofały. W ustawach okołokonkordatowych
postanowiono, że stopnie z religii nie będą wpisywane na świadectwa. W
praktyce jednak, w ba
Obserwuj wątek
    • Gość: camrut X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu - cd IP: *.echostar.pl 28.07.03, 19:37
      Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
      ostatniej lekcji, tak, aby nie chodzący na nią uczniowie nie musieli siedzieć
      na korytarzu – Kościół zrobił awanturę tak wielką, iż władze oświatowe
      skwapliwie się z tej idei wycofały. W ustawach okołokonkordatowych
      postanowiono, że stopnie z religii nie będą wpisywane na świadectwa. W
      praktyce jednak, w bardzo wielu szkołach, zwłaszcza na prowincji
      – po prostu się je wpisuje. I kto ma odwagę zaprotestować?
      l "Kompetentna władza kościelna mianuje i odwołuje nauczycieli religii",
      ale "przysługują im prawa i obowiązki na równi z innymi nauczycielami". W
      konkordacie stoi, iż w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego
      nauczyciele podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a "w innych
      sprawach przepisom państwowym". Jak jest naprawdę – opisaliśmy w
      tekście "Wielka nadzieja czarnych", gdzie ksiądz-paker, napierdalający dzieci
      podczas lekcji religii, zawieszony przez dyrektorkę po tym, jak katecheza
      wywołała u jednego z uczniów wstrząs mózgu – został po interwencji biskupa
      odwieszony przez Komisję Dyscyplinarną przy wojewodzie.
      l "Papieskie akademie, katolickie uniwersytety oraz wydziały filozoficzne i
      teologiczne są subwencjonowane przez państwo na równi z innymi wyższymi
      uczelniami państwowymi". W konkordacie wprost mowa o KUL i PAT, a potem
      czytamy, iż "państwo rozważy udzielanie pomocy finansowej" innym teoszkołom. W
      prak-tyce za kształcenie katolickich pretorian płacimy w Warszawie (za dwie
      szkoły), Katowicach, Opolu, Toruniu, Poznaniu, Olsztynie.
      l "Stowarzyszenia katolickie nie podlegają prawu państwowemu o
      stowarzyszeniach". W konkordacie wpisano, iż "jeżeli te zrzeszenia poprzez swą
      działalność wkraczają w sferę uregulowaną w prawie polskim, podlegają także
      temu prawu". Myślicie, że to kompromis? To poczytajcie ustawę o
      stowarzyszeniach. Stoi w niej jak byk: "Przepisom ustawy nie podlegają: 1)
      organizacje społeczne działające na podstawie odrębnych ustaw lub umów
      międzynarodowych, których Rzeczpospolita Polska jest stroną (w tym także
      konkordatu); 2) kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne; 3)
      organizacje religijne, których sytuacja prawna jest uregulowana ustawami o
      stosunku państwa do kościołów i innych związków wyznaniowych, działające w
      obrębie tych kościołów i związków".
      l "Kościół ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego
      przekazu (...) na zasadach określonych umową między kompetentnymi władza-mi
      państwowymi i kościelnymi". W konkordacie zasady te mają być już "określone w
      prawie polskim". Historia Radia Maryja wykazuje, że żadne prawo polskie nie
      podskoczy, gdy Kościół chce ewangelizować medialnie.
      l "Kościół może urządzać publiczne zbiórki", kropka. W konkordacie jest już
      łagodzący zapis, iż "przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie mają
      zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność
      charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz utrzymanie
      duchownych i członków zakonów, jeżeli odbywają się w obrębie terenów
      kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych w
      danej okolicy i w sposób tradycyjnie ustalony". Ten, kto wspomni choćby
      historię świadectw udziałowych zbieranych przez Rydzyka – wie, który zapis
      wszedł w życie.
      Właściwie jedynym zapisem, którego czarnym jak dotąd nie udało się
      przeforsować – jest art. 9 dotyczący świąt. Zgodnie z nim wolne od pracy miały
      być także dni święta Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Pańskiego,
      świętych Piotra i Pawła oraz święta Niepo-kalanego Poczęcia Najświętszej Maryi
      Panny.
      No ale w końcu na jakiś kompromis Kościół musiał pójść, prawda? W końcu Polska
      nie jest państwem wyznaniowym.
      Ależ skąd.
      Autor : Agnieszka Wołk Łaniewska
      • Gość: makler Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 20:02
        Gość portalu: camrut napisał(a):

        > Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
        > ostatniej lekcji, tak, aby nie chodzący na nią uczniowie nie musieli siedzieć
        > na korytarzu – Kościół zrobił awanturę tak wielką, iż władze oświatowe
        > skwapliwie się z tej idei wycofały. W ustawach okołokonkordatowych
        > postanowiono, że stopnie z religii nie będą wpisywane na świadectwa. W
        > praktyce jednak, w bardzo wielu szkołach, zwłaszcza na prowincji
        > – po prostu się je wpisuje. I kto ma odwagę zaprotestować?
        > l "Kompetentna władza kościelna mianuje i odwołuje nauczycieli religii",
        > ale "przysługują im prawa i obowiązki na równi z innymi nauczycielami". W
        > konkordacie stoi, iż w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego
        > nauczyciele podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a "w innych
        > sprawach przepisom państwowym". Jak jest naprawdę – opisaliśmy w
        > tekście "Wielka nadzieja czarnych", gdzie ksiądz-paker, napierdalający dzieci
        > podczas lekcji religii, zawieszony przez dyrektorkę po tym, jak katecheza
        > wywołała u jednego z uczniów wstrząs mózgu – został po interwencji biskup
        > a
        > odwieszony przez Komisję Dyscyplinarną przy wojewodzie.
        > l "Papieskie akademie, katolickie uniwersytety oraz wydziały filozoficzne i
        > teologiczne są subwencjonowane przez państwo na równi z innymi wyższymi
        > uczelniami państwowymi". W konkordacie wprost mowa o KUL i PAT, a potem
        > czytamy, iż "państwo rozważy udzielanie pomocy finansowej" innym teoszkołom.
        W
        > prak-tyce za kształcenie katolickich pretorian płacimy w Warszawie (za dwie
        > szkoły), Katowicach, Opolu, Toruniu, Poznaniu, Olsztynie.
        > l "Stowarzyszenia katolickie nie podlegają prawu państwowemu o
        > stowarzyszeniach". W konkordacie wpisano, iż "jeżeli te zrzeszenia poprzez
        swą
        > działalność wkraczają w sferę uregulowaną w prawie polskim, podlegają także
        > temu prawu". Myślicie, że to kompromis? To poczytajcie ustawę o
        > stowarzyszeniach. Stoi w niej jak byk: "Przepisom ustawy nie podlegają: 1)
        > organizacje społeczne działające na podstawie odrębnych ustaw lub umów
        > międzynarodowych, których Rzeczpospolita Polska jest stroną (w tym także
        > konkordatu); 2) kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne; 3)
        > organizacje religijne, których sytuacja prawna jest uregulowana ustawami o
        > stosunku państwa do kościołów i innych związków wyznaniowych, działające w
        > obrębie tych kościołów i związków".
        > l "Kościół ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego
        > przekazu (...) na zasadach określonych umową między kompetentnymi władza-mi
        > państwowymi i kościelnymi". W konkordacie zasady te mają być już "określone w
        > prawie polskim". Historia Radia Maryja wykazuje, że żadne prawo polskie nie
        > podskoczy, gdy Kościół chce ewangelizować medialnie.
        > l "Kościół może urządzać publiczne zbiórki", kropka. W konkordacie jest już
        > łagodzący zapis, iż "przepisy prawa polskiego o zbiórkach publicznych nie
        mają
        > zastosowania do zbierania ofiar na cele religijne, kościelną działalność
        > charytatywno-opiekuńczą, naukową, oświatową i wychowawczą oraz utrzymanie
        > duchownych i członków zakonów, jeżeli odbywają się w obrębie terenów
        > kościelnych, kaplic oraz w miejscach i okolicznościach zwyczajowo przyjętych
        w
        > danej okolicy i w sposób tradycyjnie ustalony". Ten, kto wspomni choćby
        > historię świadectw udziałowych zbieranych przez Rydzyka – wie, który zapi
        > s
        > wszedł w życie.
        > Właściwie jedynym zapisem, którego czarnym jak dotąd nie udało się
        > przeforsować – jest art. 9 dotyczący świąt. Zgodnie z nim wolne od pracy
        > miały
        > być także dni święta Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Pańskiego,
        > świętych Piotra i Pawła oraz święta Niepo-kalanego Poczęcia Najświętszej
        Maryi
        > Panny.
        > No ale w końcu na jakiś kompromis Kościół musiał pójść, prawda? W końcu
        Polska
        > nie jest państwem wyznaniowym.
        > Ależ skąd.
        > Autor : Agnieszka Wołk Łaniewska



        Z czerwonymi ścierwami camrutami precz !!!
        • kkkaczory_piss_brothers bananowy debikulu-jak 15-latku jak nie wiesz co na 28.07.03, 21:05
          napisac to, nie stosuj prymitywnych arg. ad persomam.

          'jak KUBA bogu, tak bog kubie'
          • Gość: camrut :) IP: *.echostar.pl 29.07.03, 09:23
            no i po spawiesmile
        • Gość: camrut Prawda tak cie w oczy kole,zes oslepl IP: *.echostar.pl 28.07.03, 21:16
          Gość portalu: makler napisał(a):

          >> Z czerwonymi ścierwami camrutami precz !!!

          Co do innych twoich zdolnosci/zmyslow poznawczych nie bede tracic na nie
          czasu, z racji ich oczywistego niedomagania, tudziez braku.
          Zanim pozwolisz nerwowym paluszkom baraszkowac po klawiaturze, postaraj sie
          przeczytac tekst, jesli zamierzasz juz na niego odpisywac a nie z obledem i
          cieknacym sluzem rzucac sie agonalnie na forum.
        • Gość: Pytak takich jak ty za jaja i na stos,bydlaku ! IP: 130.94.107.* 28.07.03, 21:19
          • Gość: camrut CoDoStosowI takDalej-obronia ich prawa autorskie:) IP: *.echostar.pl 28.07.03, 21:28
            Witam i pozdrawiamsmile!
            • Gość: Pytak Hej,witaj.pozdrawiam rowniez IP: 130.94.107.* 28.07.03, 23:37
        • Gość: XXX Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: 153.19.176.* 29.07.03, 11:55
          Makler jesteś z GPP czy z RYDZYJKA.
      • Gość: Palnick Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: *.stenaline.com 29.07.03, 01:17
        Konkordat poczęty z naruszeniem prawa i dobrego obyczaju jest po prostu nie
        ważny. Trzeba zacząć od anulowania konkordatu i cofnięcia decyzji
        uwłaszczających KK z naruszeniem prawa - a jest takich przypadków całe multum.
        Smutna to rocznica. Rocznica oddania Polski w lenno Watykanu. Głównym powodem
        była chęć zrobienia przyjemności JP II (sic!).
        Polacy to nieprawdopodobnie zidiociały w swej masie naród. Dzięki czarnym
        wampirom.
        • Gość: camrut Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: *.echostar.pl 29.07.03, 01:28
          Gość portalu: Palnick napisał(a):

          > Konkordat poczęty z naruszeniem prawa i dobrego obyczaju jest po prostu nie
          > ważny. Trzeba zacząć od anulowania konkordatu i cofnięcia decyzji
          > uwłaszczających KK z naruszeniem prawa - a jest takich przypadków całe
          multum.
          > Smutna to rocznica. Rocznica oddania Polski w lenno Watykanu. Głównym
          powodem
          > była chęć zrobienia przyjemności JP II (sic!).
          > Polacy to nieprawdopodobnie zidiociały w swej masie naród. Dzięki czarnym
          > wampirom.

          Nigdzie na swiecie papiez nie ma takiego kredytu zaufania nie dlugosci macek
          jak w Polsce; oczywisciwe z racji piastowania stanowiska namiestnika kosciola
          przysluguja mu roznego rodzaju uprawnienia - jednak nigdzie dogmat o
          nieomylnosci papieza nie wprowadza takiego paralizu intelektualnego jak u nas.
          Nawet w najblizszym srodowisku Wojtyly pojawiaja sie glosy krytykujace jego
          polityke - i to wsrod braci klerykalow, co jasno dowodzi,ze przekonanie o
          swietosci 'papy' i jego jedynie slusznych ruchach doskwiera jedynie rodzimym
          katoholikomsad.
          Obawiam sie,ze jako takie krytyczne spojrzenie na polityke Watykanu - w tym i
          ustalenia konkordatowe - bedzie mozliwe dopiero po smierci Wojtyly. Do tego
          czasu 'papiez' bedzie synonimem 'Polaka' i niewiele na tym gruncie da sie
          zrobic - przeciez to glowny bastion narodowych katoholi.

          Masz 'swieta'smile racje co do naruszenia prawa jak i dobrego obyczaju; ukazuje
          to tez nieudolnosc wladz i jakies dziwne przemieszanie rozumienia dobrze
          pojetego interesu narodowego.
          I wiesz co jest najsmutniejsze w tej rocznicy???
          Dziesiec lat obrony jednego z najbardziej niesprawiedliwych dokumentow
          regulujacych panowanie obcych interesow w naszym kraju - i to wiesz przez
          kogo???Przez ludzi, ktorzy nie maja zielonego pojecia, czego on dotyczy (sic!)


    • alfalfa Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu 28.07.03, 20:45
      Gość portalu: camrut napisał(a):

      > Niestety, komuna osierociła nas nieutulonych w żalu i przyszła demokracja.

      No, masz rację. Co za strata.

      chlip, chlip...
      • Gość: camrut Alfalfa i omega analfabetyzmu funkcjonalnego:) IP: *.echostar.pl 28.07.03, 21:25

        Alfalfa napisal/a:

        >>Gość portalu: camrut napisał(a):
        >>Niestety, komuna osierociła nas nieutulonych w żalu i przyszła demokracja.

        Autorka tekstu jest : Agnieszka Wołk Łaniewska, co jak byk 'stoi' podpisem na
        koncu artykulu - co do przytaczanego fragmentu, widac,zes go po prostu nie
        zrozumial - czyli nie tylko z czytaniem masz klopoty ale i rozumienie tekstu
        pozostawia wiele do zyczenia

        >No, masz rację. Co za strata.
        >chlip, chlip...

        no z ta strata to znowu nie przesadzajmy - miescisz sie w sredniej 'krajowej
        grupy wyznaniowej'.
        .....
        • alfalfa Re: Alfalfa i omega analfabetyzmu funkcjonalnego: 29.07.03, 00:15
          Gość portalu: camrut napisał(a):

          >
          > Alfalfa napisal/a:
          >
          > >>Gość portalu: camrut napisał(a):
          > >>Niestety, komuna osierociła nas nieutulonych w żalu i przyszła demokrac
          > ja.
          >
          > Autorka tekstu jest : Agnieszka Wołk Łaniewska, co jak byk 'stoi' podpisem na
          > koncu artykulu - co do przytaczanego fragmentu, widac,zes go po prostu nie
          > zrozumial - czyli nie tylko z czytaniem masz klopoty ale i rozumienie tekstu
          > pozostawia wiele do zyczenia
          >

          Wklejałeś misiu? Wklejałeś. Popłacz zatem wraz ze mną. Nie bądź taki
          am.pozanan.pl
          smile)

          > >No, masz rację. Co za strata.
          > >chlip, chlip...
          >
          > no z ta strata to znowu nie przesadzajmy - miescisz sie w sredniej 'krajowej
          > grupy wyznaniowej'.
          > .....
          W czym się mieszczę? Już przestań! Ty enigmatyku, ty..mój.
          smile))
          • Gość: camrut Alfalfa i omega analfabetyzmu funkcjonalnego:) IP: *.echostar.pl 29.07.03, 00:34
            alfalfa napisał:

            > Gość portalu: camrut napisał(a):
            >
            > >
            > > Alfalfa napisal/a:
            > >
            > > >>Gość portalu: camrut napisał(a):
            > > >>Niestety, komuna osierociła nas nieutulonych w żalu i przyszła dem
            > okrac
            > > ja.
            > >
            > > Autorka tekstu jest : Agnieszka Wołk Łaniewska, co jak byk 'stoi' podpisem
            > na
            > > koncu artykulu - co do przytaczanego fragmentu, widac,zes go po prostu nie
            >
            > > zrozumial - czyli nie tylko z czytaniem masz klopoty ale i rozumienie tek
            > stu
            > > pozostawia wiele do zyczenia
            > >
            >
            > Wklejałeś misiu? Wklejałeś. Popłacz zatem wraz ze mną. Nie bądź taki
            > am.pozanan.pl
            > smile)
            >
            > > >No, masz rację. Co za strata.
            > > >chlip, chlip...
            > >
            > > no z ta strata to znowu nie przesadzajmy - miescisz sie w sredniej 'krajo
            > wej
            > > grupy wyznaniowej'.
            > > .....
            > W czym się mieszczę? Już przestań! Ty enigmatyku, ty..mój.
            > smile))


            Jak najbardziej podtrzymujesmile)!
    • Gość: DEBIL Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: *.utaonline.at 28.07.03, 20:49
      Gość portalu: camrut napisał(a):

      ) Chwalmy Pana! 28 lipca mija 10. rocznica podpisania konkordatu. Dla
      ) uczczenia tego doniosłego święta przedstawiamy dziś pierwszą, tajną i
      ) nigdzie dotąd nie opublikowaną wersję konkordatu. Bezczelność zawartych w
      ) niej propozycji była tak wielka, że nie zgodziła się na nie nawet Hanna
      ) Suchocka. Porównajcie je sobie z rzeczywistością. Można dojść do zabawnych
      ) wniosków.
      ) Błyskawiczne postępy, jakie odnowiona Rzeczpospolita u swego zarania
      ) poczyniła we wchodzeniu klerowi w dupę, najpełniej obrazuje zestawienie
      ) dwóch projektów konkordatu: uzgodnionego przez komisję wspólną rządu i
      ) episkopatu w maju 88 roku projektu "Konwencji" – który następnie wylądowa
      ) ł w
      ) koszu wraz z peerelem – i wyrychtowanego przed biskupa Kowalczyka projekt
      ) u z
      ) października 91.
      ) Nie uwierzylibyście, na co zgadzał się Kościół nasz święty, kiedy władza go
      ) jeszcze – słabiutko – trzymała pod butem. Ani słowa o katolickiej w
      ) iększości
      ) narodu, nierozerwalnych więzach i takich tam. "Mając na uwadze trwałe
      ) związki Kościoła katolickiego w Polsce z życiem narodu" – wpisali w
      ) preambule projektu czarni z komuchami pospołu, co można by równie dobrze
      ) odnieść do Stowarzyszenia Pszczelarzy albo Związku Browarów Polskich.
      ) "1. Polska Rzeczpospolita Ludowa jest państwem świeckim (niekonfesyjnym)
      ) gwarantującym swobodę przekonań światopoglądowych i religijnych.
      ) 2. Stolica Apostolska uznaje tak pojętą świeckość Polskiej Rzeczypospolitej
      ) Ludowej" – głosił art. 2, a art. 3 – to już absolutna rewelacja 
      ) 211; oznajmiał,
      ) iż Kościół kat. "zgodnie ze swoją doktryną naucza poszanowania prawa oraz
      ) władzy państwowej i współdziała z Państwem dla dobra osoby ludzkiej, dobra
      ) kraju i pokoju". Tłumacząc na nasze: w zamian za zgodę na swobodne
      ) działanie, Kościół będzie wspierał reżim komunistyczny. Kwestie obsadzania
      ) stanowisk kościelnych i struktur organizacyjnych Kościoła pozostawiono do
      ) negocjacji między rządem a Watykanem, nowe zgromadzenia klasztorne wymagały
      ) zgody władz, państwo łaskawie godziło się, aby Kościół na swoim terenie
      ) nauczał dzieci religii, co zostało uznane za "wewnętrzną sprawę Kościoła
      ) katolickiego", i każda w zasadzie działalność Kościoła musiała odbywać
      ) się "według prawa polskiego". Co istotne – dotyczyło to także kwestii
      ) majątkowych.
      ) Niestety, komuna osierociła nas nieutulonych w żalu i przyszła demokracja.
      ) Przyniosła ze sobą nuncjusza Kowalczyka i propozycję zaczynającą się od
      ) takich oto słów: "Rzeczpospolita Polska, biorąc pod uwagę, że religia
      ) katolicka jest wyznawana przez zdecydowaną większość społeczeństwa polskiego
      ) i że Kościół katolicki wnosi, od zarania państwowości polskiej,
      ) niezastąpiony wkład w tworzenie warunków dla osoby ludzkiej i wspólnoty
      ) narodowej, uwzględnia to w swoim ustawodawstwie".
      ) No i uwzględniła.
      ) Projekt Kowalczyka używa absurdalnego terminu "Stolica Święta". Gwarantuje
      ) tej św. stolicy wszystko, nic w zamian nie dając RP. A najśmieszniejsze jest
      ) to, że – choć w wyniku negocjacji wykreślono z niego co bezczelniejsze
      ) zapisy – w realu Kościół konsekwentnie je realizuje. Poczytajcie, czego n
      ) ie
      ) ma, a jakby było.
      ) l "Państwo zapewnia Kościołowi zarządzanie i administrowanie jego sprawami i
      ) majątkiem, zgodnie z prawem kanonicznym". W podpisanym konkordacie
      ) ów "majątek" wypadł, ale w realu – jak wszystkim wiadomo – Kościół
      ) jest
      ) jedyną instytucją, która zarabia miliardy złotych, nie prowadzi księgowości,
      ) nie płaci podatków, handluje lewymi fakturami (poczytajcie choćby "Świętych
      ) faktur obcowanie" – historię założonego przez arcybiskupa Gocłowskiego
      ) Wydawnictwa Stella Maris i jego przekrętów z użyciem lewych faktur VAT-
      ) owskich) i zaświadczeniami o darowiznach (że wspomnimy tylko opowieść o
      ) bezkarności księdza z "Parafii św. PITa") i wszystkie urzędy skarbowe ma w
      ) dupie.
      ) l "Mianowanie, wybór lub odwołanie osób pełniących funkcje organu
      ) reprezentującego" kościelne osoby prawne "odbywa się wyłącznie w oparciu o
      ) przepisy prawa kanonicznego". W konkordacie tego zapisu nie ma, ale – jeż
      ) eli
      ) wspomnimy choćby historię ks. Halberdy ("Bóg nie oddaje") – okaże się, iż
      ) w
      ) rzeczywistości Kościół korzysta pełnymi garściami z tego przywileju. Ks.
      ) Halberda – przypominamy – pożyczał pieniądze jako dyrektor ekonomic
      ) zny
      ) elbląskiej kurii. Wyłudził tego szmalu 120 mln zł. A jak przyszło do
      ) oddawania – pełnomocnicy kurii oświadczyli w sądzie, że dyrektor ekonomic
      ) zny
      ) kurii nie reprezentuje, a zatem kuria nikomu nic nie jest winna, amen.
      ) l "Sprawowanie kultu publicznego w innych miejscach (tj. nie kościołach) nie
      ) wymaga zezwolenia władz świeckich". W konkordacie dopisano "chyba że
      ) odpowiednie przepisy prawa polskiego stanowią inaczej, w szczególności ze
      ) względu na bezpieczeństwo i porządek publiczny". W Polsce odpowiednie
      ) przepisy prawa zobowiązują do uzyskania zezwolenia nawet babcię, handlującą
      ) czosnkiem i jajkami na chodniku, ale Kościół swobodnie i bez skrępowania
      ) zajmuje drogi pielgrzymkami i procesjami, nie zawracając sobie głowy choćby
      ) kodeksem ruchu drogowego (kto próbował kiedykolwiek przejechać koło
      ) pielgrzymki drogą szybkiego ruchu, wie, o czym mówię).
      ) l "Prawomocne wyroki, stwierdzające nieważność małżeństwa, wydane przez sądy
      ) kościelne, a także dyspensy papieskie od małżeństwa niedopełnionego są
      ) uznawane przez państwo za obowiązujące". Krótko mówiąc, państwo ma uznawać
      ) groteskowe kościelne rozwody, które mogą być udzielone z tej przyczyny, iż R
      ) 11;
      ) na przykład – pan młody wierność ślubował nieszczerze. W podpisanym
      ) konkordacie ten element wypadł, ale nie mówmy hop. Póki co nie ma jeszcze
      ) problemów z rozwodami małżeństw konkordatowych – bo nie ma takich rozwodó
      ) w.
      ) Kiedy się wszakże zaczną – problem się pojawi. Prawnicy toczą spór: czy
      ) małżeństwo konkordatowe to dwa małżeństwa w jednym, czy też jedno wywołujące
      ) dwojakie skutki. Wbrew pozorom, problem nie jest akademicki. Jeśli dwa –
      ) w
      ) tym cywilny, w którym ksiądz niejako wyręcza USC – nie ma problemu, państ
      ) wo
      ) może je rozwiązać wedle swojego prawa. Ale jeśli jedno – to co? Państwo n
      ) ie
      ) może w oparciu o prawo cywilne rozwiązać małżeństwa, które powstało na mocy
      ) prawa kanonicznego. A zatem – rozwód cywilny jest niemożliwy. Pozostaje
      ) separacja, bo ona nie wkracza w obszar, który reguluje prawo kanoniczne. Ale
      ) to z kolei oznacza, że rozwodnicy konkordatowi nie mogą się drugi raz
      ) ożenić. Moim akurat zdaniem, lepiej dla nich, ale problem nierówności
      ) prawnej pozostaje. Słychać, iż księża mają powszechny choć niejawny zakaz
      ) dawania ślubów niekonkordatowych – czyli tylko kościelnych. Jedynym
      ) sposobem, żeby uniknąć takiej pułapki, jest zatem najpierw zawarcie ślubu
      ) cywilnego w USC – a potem postawienie księdza przed faktem dokonanym. Mał
      ) o
      ) kto o tym jednak wie.
      ) l "Państwo gwarantuje, że nauczanie i wychowanie dzieci i młodzieży będzie
      ) uwzględniać chrześcijańskie zasady etyki i wartości, którymi naznaczone jest
      ) dziedzictwo kultury polskiej". Jak jest w rzeczywistości? Wystarczy poczytać
      ) podręczniki do przysposobienia do życia w rodzinie oraz nie poczytać nie
      ) istniejących w szkołach książek do edukacji seksualnej, żeby wiedzieć.
      ) l "W przedszkolach oraz szkołach publicznych wszystkich rodzajów i stopni
      ) nauczanie religii jest włączone w plan zajęć na równi z innymi
      ) przedmiotami". W konkordacie nauczanie owo ma być zorganizowane "zgodnie z
      ) wolą zainteresowanych". Dla niezainteresowanych miała być etyka. Jak jest?
      ) Etyki nie ma prawie nigdzie. O pomysł, żeby religia była na pierwszej lub
      ) ostatniej l
      • kkkaczory_piss_brothers NIE NADWYREZAJ TAK SWOICH ZWOI MOZGOWYCH DEBILU 28.07.03, 21:07
        Gość portalu: DEBIL napisał(a):

        " "
      • Gość: camrut DEBILU- zatkalo cie czy co?! IP: *.echostar.pl 28.07.03, 21:32
        ???????????????????????????????????
        • kkkaczory_piss_brothers debilaNIEzatkalo,debil mysli,za2h odpowieNa2linijk 28.07.03, 23:13
          debila NIE zatkalo, debil mysli, za 2h odpowie popstem dlugim na 2linijkismile
          • Gość: camrut debilaNIEzatkalo,debil mysli,za2h odpowieNa2linijk IP: *.echostar.pl 29.07.03, 00:35
            calkiem mozliwe...to byloby zupelnie w jego stylusmile
          • Gość: debil Re: debilaNIEzatkalo,debil mysli,za2h odpowieNa2l IP: *.dipool.highway.telekom.at 29.07.03, 09:58
            kkkaczory_piss_brothers napisał:

            > debila NIE zatkalo, debil mysli, za 2h odpowie popstem dlugim na 2linijkismile


            tobie nie wsadzaja bo masz kile i zes zasyfiony
            • Gość: Stefan. Re: debilaNIEzatkalo,debil mysli,za2h odpowieNa2l IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 29.07.03, 10:06
              Gość portalu: debil napisał(a):

              > kkkaczory_piss_brothers napisał:
              >
              > > debila NIE zatkalo, debil mysli, za 2h odpowie popstem dlugim na 2linijki:
              > )
              >
              >
              > tobie nie wsadzaja bo masz kile i zes zasyfiony
              >Debilu-tutu sruttu palancie .turutututu,tutu,pyk!!!!.
              • Gość: camrut chcialamRzec:pewniesKrakowiak..aleMnie uprzedziles IP: *.echostar.pl 29.07.03, 21:24
                chcialam rzec:pewnies Krakowiak..ale mnie uprzedziles...

                Gość: Stefan. IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl
    • Gość: Palnick Konkordatowa paranoja - źródło poddaństwa Polski. IP: *.stenaline.com 29.07.03, 01:05

      Autor: Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl

      Wielokrotne wrzucanie w dyskusji argumentu, że konkordat jest zatwierdzony i
      już musimy go bezwzględnie przestrzegać (bo trudno to nazwać ratyfikacją)
      jako aktu obowiązującego nakazjue zastanowić się nad intencjami (bądź wiedzą)
      takich rozmówców. Argument co najmniej śmieszny sugerujący honorowanie
      działań budzących poważne wątpliwości co do ich legalności nie mówiąc już o
      zdecydowanych sprzecznościach treści interesów.

      KONKORDAT (z łacińskiego concordare - "zgadzać się") jest formą umowy o
      charakterze międzynarodowym, zawartej między Stolicą Apostolską a danym
      państwem. W odróżnieniu od konwencji (która zwykle reguluje pewien wycinek
      spraw) obejmuje całokształt wzajemnych stosunków i problemów interesujących
      obydwie strony. Całokształ? Dobre sobie. W konkordacie dano pierwszeństwo na
      terenie Polski w rozstrzyganiu związanych z potrzebami kościoła przed prawem
      krajowym. A więc czyj calokształt stosunków zostazł tu uregulowany? ;o((.
      Niejednoznaczna funkcja konkordatu nie jest wcale domeną
      ostatnich "doniosłych" przecież zmian.
      Już w 1938 roku Polska dążyła do wypowiedzenia obowiązujacego Konkordatu z
      Watykanem. Gdyby nie wybuch wojny, doszłoby do tego zapewne w 1940 roku. I
      nie chciały tego żadne rządy lewicowe. Wiceministrem oswiecenia publicznego
      był ksiądz Zongollowicz. Dyrektorem departamentu wyznań byl Franciszek
      Potocki. Wszyscy bardzo gorliwi katolicy. Ale stali na stanowisku, że umowa z
      Watykanem jest szkodliwa dla naszych interesow państwowych. Nie widze
      powodów, dla których teraz mielibyśmy ten ostatni - delikatnie mówiąc -
      "niedoskonały" konkordat nie wypowidzieć. Tym bardziej, że rola
      funkcjonariuszy kościelnych zgromadzonych w MSWiA bliższa jest
      teorii "zachwaszczyków" niż interesom kraju, jako całości. Pozostali
      dygnitarze kościelni wydają się wykazywać też wcale nie najgorsze talenty w
      tej materii.

      Jest w sumie bardzo wiele przyczyn i powodów dla zrealizowania takiego
      stanowiska bez względu na prezentowaną miłość własną wszelkiej maści
      religiantów.
      Do najważniejszych z nich należy bezsprzecznie zaliczyć:
      1) Niezgodność konkordat z uchwaloną konstytucją - np. z jej art. 25 ust. 1,
      zapewniającym równouprawnienie kościołów i związków wyznaniowych - m.in.
      dlatego, że nakłada na państwo obowiązek współfinansowania kształcenia
      duchownych katolickich, podczas gdy inne związki wyznaniowe nie mają takiego
      przywileju.
      - Ponadto, wobec odrzucenia przez sejm projektu ustawy zakazującej
      umieszczania ocen z religii na świadectwach szkolnych, ratyfikacja konkordatu
      utrwala praktykę niezgodną z art. 53 ust. 7 konstytucji, który zapewnia
      obywatelom prawo do nieujawniania swojego światopoglądu, przekonań
      religijnych lub wyznania.

      2) Niezgodna z konstytucją była też sama procedura ratyfikacji konkordatu.
      Art. 90 ust. 2 konstytucji stanowi, że ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikacją
      umowy, która przekazuje organizacji międzynarodowej kompetencje organów
      władzy państwowej w niektórych sprawach, jest uchwalana w parlamencie
      większością 2/3 głosów. Konkordat, który ewidentnie jest umową tego rodzaju,
      został przez parlament poparty tylko zwykłą większością głosów. Wbrew
      konstytucji poparcie to uznano za wystarczające do ratyfikacji konkordatu.

      3) Konkordat podpisany został wbrew znacznej części opinii publicznej.
      Potwierdza to także dostępna w internecie sonda wskazyjąca, iż ok. połowy
      internautów była przeciwna zatwierdzeni konkordatu w przedstawionej formie
      przy dwudziestoparo procentowej akceptacji takiego stanu rzeczy.

      Powoływanie się na moc obowiązującą prawa sprzecznego z aktem prawnym
      wyższego rzędu jest powoływaniem się na wyższą moc obowiązującą przedstępstwa
      niż legalizmu prawniczego.

      Sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej o rządowym projekcie ustawy o ratyfikacji
      Konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską o przebiegu
      prac związanych z oceną zgodności Konkordatu z Konstytucją uchwaloną przez
      sejm 2 kwietnia 1997 r. wykazuje, że spośród sześciu ekspertyz tylko dwie
      jednoznacznie stwierdzały, iż Konkordat nie jest sprzeczny z Konstytucją.
      Pozostałe głosiły wprost tezę o niezgodności lub zagrożeniach wypływających z
      regulacji zawartych w Konkordacie.
      W tej sytuacji Komisja zwróciła się o dodatkowe opinie do stałego zespołu
      ekspertów Komisji Konstytucyjnej. Do Komisji wpłynęły trzy opinie, które nie
      zmieniły stanowiska jej członków. Rząd także nie potrafił określić skutków
      finansowych związanych z ratyfikacją. Dokonuje to za nich dzisiaj
      społeczeństwo "aprobując" kolejne pomysły podatkowe dla udźwignięcia tego
      ciężaru sad(.
      W sprawozdaniu stwierdzono także, że Konkordat narusza trzy ważne normy
      konstytucyjne: prawo obywateli do milczenia w sprawach religii, prawo
      wyższych uczelni do autonomii oraz prawo dziecka do uwzględnienia w procesie
      wychowania jego sumienia i przekonań.

      W związku z przyjęciem takiego stanowiska Komisja nie wypełniła w pełni
      zadania nałożonego na uchwałę Sejmu i nie odniosła się do projektu ustawy
      ratyfikacyjnej. Posłanka zgłosiła wniosek o przyjęcie sprawozdania Komisji
      Nadzwyczajnej. No i co? Po prostu zlożyła.

      A w sejmie z (opanowanym w tym czasie przez obóz nacjonalistyczno-klerykalno-
      kołtuński) z jawnym naruszeniem prawa zaspokojono dwa gorące życzenia
      hierarchii i kleru katolickiego: ratyfikowano konkordat i uchylono
      wprowadzoną przez sejm poprzedniej kadencji liberalizację ustawy
      antyaborcyjnej (zezwalając tym samym w drugim wypadku na naruszanie wolności
      osobistej zagwarantowanej konstytucją).

      Czyżby ten kołtuński legalizm prawniczy miał trwać nadal?
      • Gość: camrut Konkordatowa paranoja-kontynuacja watku Ed'a IP: *.echostar.pl 29.07.03, 04:04
        Takie ujmowanie rzeczy czyli kurczowe trzymanie się tezy, ze raz
        zatwierdzonego konkordatu żadna mocą poddać weryfikacji nie możemy a jedyne co
        nam pozostało to tylko jego bezwzględne przestrzeganie ucina - łeb wszystkim
        próbom rozsądnych polemik ze zwolennikami podobnego podejścia.
        Cóż (...) trudno charakteryzować cala rzesze naszych narodowych ‘wyznawców’
        choć czasami sami się wprost o to proszą (...) -trudno też przyjąć, że oto
        wszyscy jak jeden mąż, kalka w kalkę gotowi i chętni są podtrzymywać ów
        bzdurny stan prawa a raczej bezprawia. Bliższa byłabym twierdzeniu, ze ich
        intencje maja wartość ‘zerowa’ w tym względzie - podobnie z reszta jak wiedza
        na temat.
        Nasi ‘narodowi’ wyznawcy wyzbyci są z jakiejkolwiek inicjatywy jak i ‘głodu
        informacji’ czy prostej ciekawości, skierowanej bądź co bądź w stronę wydawać
        by się mogło – najważniejszych dla nich spraw .
        Stan taki nie jest oczywiście zbiegiem okoliczności, czy spadkobiercą
        przedziwnego przypadku - a zawdzięczamy go jedynie konsekwentnym zabiegom
        kleru, który dążył do zminimalizowania jakiejkolwiek świeckiej działalności
        na swoim gruncie, czyniąc z niego prawdziwy bastion swoistej autonomii.
        Wierny, sprzężony w całą maszynerię typu daj – podaj pełni w niej jak
        najbardziej funkcje przedmiotową sprowadzającą się do pompowania coraz
        większej ilości kasy do chorego krwioobiegu. Dodajmy nie dostając nic w zamian.
        Wszelkie twory typu rady parafialne itd., choć potencjalnie mogłyby właśnie
        pełnić płaszczyznę dialogu i ukrócić wszechpanoszenie się kk - tak naprawdę
        przedłużają macki kościoła ułatwiając miękkie, płynne wciskanie się ideologii
        w życie świeckie.
        Czego księdzu w sutannie załatwić nie wypada – zrobi to za niego oddany
        członek rady inspirowany duchem świętymsmile i ‘dobrym’ słowem swojego
        kaznodziei – za rzecz jasna - ‘bóg zapłać’ .
        Ponieważ do kleru przylgnęło przekonanie o nieomylności – wyprowadzane z
        dogmatu o nieomylności papieża i przez co roztropniejszych duchownych
        skrapliwie ekstrapolowane na cała brać zakonną – przyjęło się też nie
        dyskutować z księdzem, bo ten na mocy powyższego – obdarzony został również
        ową przypadłością (...).

        Co to wszystko oznacza? Ano tyle:
        wierni zawsze przychylali się do zaleceń kk, choć może nie z zapałem, to
        jednak skutecznie wykonując polecenia płynące z serca instytucji. Dlaczego? No
        bo jak tu dyskutować, z czymś, co z założenia jest ‘ nieomylne’ nie narażając
        się przy okazji na gniew i niełaskę parafialnego księdza, a może i niełaske
        samego boga???
        A jak tu występować przeciwko bogu skoro już dawno utonęło się w wierze???

        Kościoł nigdy nie wykroczył poza dbanie o swoje interesy, nigdy nie przechylił
        się w stronę wiernych, bo realizacja czyiś ‘zachcianek’ kosztuje - o czym wie
        on doskonale - w końcu na wilką skale spełnia on swoje.
        Nikt nie pyta otumanianych od przedszkola ‘wiernych’ czy chcą łożyc na kolejne
        seminarium duchowne przyczyniając się tym samym do rozrostu administracji kk,
        czy wierny chętnie zobaczy kolejnych misjonarzy pracujących oddanie na rzecz
        pomnażania wiernych w kolejnym biednym i egzotycznym kraju, etc, etc., – po
        prostu wystarczy przeczytanie stosownego apelu, stosunkowo wysoko postawionego
        w hierarchii czarnego, albo jeszcze lepiej gdy apel jest sygnowany pieczęcia
        całego ‘sabatu’ – wiadomo im wyżej doszedł tym bardziej ową dolegliwością
        niomylności złożony (...)
        Demokracja w kk jest jak najbardziej niewskazana. Dociekliwość również. W tym
        ciekawosć wiedzysad .
        System hołduje bezrefleksyjnej poddańczości nieprzyzwyczajony do
        jakiegokolwiek krytyki - każdą myśl sprzeciwu traktuje jak atak wroga.
        Nie ma zatem co spodziewac się jakiejś chęci zmienienia owej konkordatowego
        rzeczywistości od środka – inicjatywa po stronie wiernych jest niemożliwa. Sam
        kk o to jak zwykle zadba (...)
      • Gość: malko Re: Konkordatowa paranoja - źródło poddaństwa Pol IP: 80.50.28.* 31.07.03, 11:38
        Skoro konkordat NIE JEST zgodny z Konstytucją i narusza prawa obywateli to ja
        pytam GDZIE JEST RZECZNIK PRAW OBYWATELSKICH !! Każdego pierwszego przy KASIE??
    • Gość: Palnick Zlikwidowac konkordat! Już X rocznica. IP: *.stenaline.com 29.07.03, 10:08

      Dożyliśmy już 10 rocznicy wtrynienia nam końkordatu. Ile jeszcze rocznic przed
      nami? Jaki będzie stan posiadania KK za 10 lat? Na mojej ulicy 60 procent domów
      jednorodzinnych zostało zapisane klechom. Dewoty jeszcze powłóczą nogami ale to
      tylko kwestia czasu.
    • Gość: malko Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: 80.50.28.* 29.07.03, 10:25
      Ciekawe czy zasługi Hani Suchockiej zostaną docenione przez KK. Jak to
      ładnie by brzmiało: błogosławiona Hanna S.
      • Gość: Talko. Re: X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 29.07.03, 17:41
        Gość portalu: malko napisał(a):

        > Ciekawe czy zasługi Hani Suchockiej zostaną docenione przez KK. Jak to
        > ładnie by brzmiało: błogosławiona Hanna S.
        >Gdyby się tak stało to może by i ładnie brzmiało.Mimo to nawet Paetz nie
        będzie chciał jej ubogacić,nawet mając "Nie" przed oczami.
    • Gość: Pytak Ciekawy tekst a propos IP: *.gen.twtelecom.net 29.07.03, 12:04
      Kler i tożsamość narodowa
      Mówi się wiele jedynie o tym jak przywiązanie do
      polskiej wiary pielęgnowało świadomość narodową. Jest w
      tym może jakiś odblask prawdy, ale tylko odnośnie
      zwykłych pojedynczych księży, nie Kościoła jako takiego.
      Symbolem tego jest pięć podpisów biskupich pod aktem
      Targowicy - zaprzedania Polski z 1792 r.

      Górny Śląsk

      Jak czytamy w książce 150 lat niewoli pruskiej (nakładem
      Spółki Wydawniczej Karola Miarki, Mikołów 1920): "Urząd
      biskupi ulegał pod każdym względem rządowi pruskiemu,
      dawał się używać za narzędzie i przyczyniał się gdzie
      mógł do germanizowania polskich dzielnic. W r. 1787 już
      samorzutnie napomina proboszczów do pielęgnowania
      niemczyzny w szkołach. Górny Śląsk miał zostać
      zniemczony jak najprędzej." (s.11) I nieco
      dalej: "Kościół zaprowadził w celach germanizacyjnych na
      Górnym Śląsku niemieckie nabożeństwa dla dzieci, msze
      szkolne z niemieckim śpiewem, zastąpił w licznych
      wypadkach polskie melodje niemieckiemi i dawał tym
      pieśniom wszędzie pierwszeństwo tak, że pieśni
      staropolskie coraz więcej się zacierały w pamięci.
      Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie
      bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie
      gazety, czasopisma, a zwalczali polskie, katolickie
      siostry zakonne zakładały ochronki tylko niemieckie.
      Księża rozmawiali z dziećmi szkolnemi tylko po niemiecku
      i posługiwali się w korespondencji z parafjanami tylko
      językiem niemieckim" (s.54)

      Diecezja wrocławska, której podlegał prowincja kościelna
      Górnego Śląska nie należała ówcześnie nie do niemieckiej
      organizacji kościelnej, lecz była niejako neutralna,
      gdyż na mocy bulli cyrkumskrypcyjnej De salute animarum
      z 1821 r. podlegała bezpośrednio Stolicy Apostolskiej,
      czyli administracyjno-prawnie była niejako wyjęta z
      niemieckiego kościoła, pomimo, iż tereny ich należały
      przecież do Niemiec. To było bardzo dla Polski korzystne
      i stanowiło pewien symbol. Wyjątkowe były role
      niemieckiej hierarchii katolickiej w akcji antypolskiej.
      Kardynał Kopp prowadził intensywną germanizację na
      Górnym Śląsku. Tuż przed plebiscytem na Górnym Śląsku
      kardynał Bertram z Wrocławia wzywał podległych sobie
      proboszczów, by zakazali polskim księżom jakiejkolwiek
      agitacji plebiscytowej. Tak więc główne role odgrywali
      tam hierarchowie niemieccy, ale to nieprawda, że to
      niemieccy duchowni germanizowali Polaków, gdyż czynił to
      tamten kościół jako całość i germanizatorami byli
      zarówno duchowni narodowości polskiej jak i niemieckiej.
      Świadczy o tym choćby otwarty "List do górnośląskich
      księży - germanizatorów" ogłoszony w kwietniu 1919 r.
      Oto jego fragment: "Zwracamy się do Was - kapłani, co
      uznając prawa Boże, gwałcicie je sromotnie, szydząc z
      wszelkiej sprawiedliwości, zamiast uszlachetniać serca
      ludu, powierzonego Waszej opiece, czynicie zeń jakieś
      stworzenie bez uczucia i serca. O! - Wy grabarze ludu
      górnośląskiego, Wy, którym matka nuciła nad kolebką
      piosnki polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku
      Waszej hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! -
      Biada Wam!!! Wy zbrodniczą dłonią synowską burzycie
      gniazda Waszych ojców."

      Kiedy w 1929 r. papież zawarł konkordat z Prusakami
      włączył już włączyć biskupstwa wrocławskie i warmińskie
      do niemieckiej organizacji kościelnej.

      Janina Barycka pisała w latach 30.: "O ile o Kościele
      mowa, słyszy się często opinję, że Śląsk Górny
      Kościołowi głównie zawdzięcza swój polski charakter.
      Zapewnienia te brzmią specjalnie fałszywie na tle
      germanizacyjnej działalności kleru śląskiego. Jeśli dziś
      na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to dzieje się to nie
      dzięki zasługom kleru, ale mimo jego germanizacyjnych
      usiłowań, faktem jest bowiem, że tak, jak to dziś czynią
      księża na Śląsku Opolskim czy w Prusach Wschodnich, tak
      samo przed wojną kler śląski wytężał wszystkie siły, by
      ludowi polskość jego odebrać. Faktu tego nie zmieni
      powoływanie się na działalność niektórych jednostek z
      pośród kleru, które istotnie w bardzo ciężkich czasach
      dla ratowania polskości Śląska poważne położyły zasługi.
      Ale... jednostki owe, czujące po polsku i pracujące dla
      polskości, są tylko jaśniejszemi punktami w ponurej
      masie księży renegatów, pracujących na rzecz
      niemczyzny."

      Wielkopolska

      Choć podaje się, że w Wielkopolsce kościół był ostoją
      polskości, tak jednak znów jeśli idzie o hierarchię
      sprawa jest złożona. Z pewnością symbolem propolskich
      pasterzy (a zarazem antyniemieckich), zasiadających na
      stolcu gnieźnieńskim, jest Jakub Świnka (zm. 1314),
      który od roku 1283 gorliwie sprzeciwiał się wchodzeniu
      Niemców do Kościoła polskiego, występował również w
      obronie języka polskiego oraz był rzecznikiem
      zjednoczenia Polski, w czasie kiedy była rozbita. Na
      dziewięciu znaczniejszych arcybiskupów gnieźnieńskich z
      okresu zaborów, większość prowadziła politykę ugodową.

      Świnką okresu zaborów uznać można z pewnością abpa
      Teofila Wolickiego (od 1828), który troszczył się o
      język polski, w szczególności w szkołach parafialnych,
      bronił narodowego charakteru Kościoła oraz utrzymania
      archidiecezji gnieźnieńskiej jako symbolu polskości.
      Polskim patriotą uznać również można abpa Leona
      Przyłuskiego (od 1845). Czy wreszcie Edmunda Dalbora (od
      1915), który popierał udział duchowieństwa w powstaniu
      wielkopolskim (1918-19) i akcji plebiscytowej na Śląsku
      i Warmii.

      Bardziej dwuznaczne były postawy arcybiskupów:
      Mieczysława Ledóchowskiego (od 1866), który początkowo
      współpracował z rządem pruskim i ograniczał udział
      duchowieństwa w propagowaniu haseł narodowych, jednak
      nawrócił się na patriotyzm wówczas kiedy rząd wystąpił z
      metodycznym atakiem na katolicyzm w okresie
      Kulturkampfu; Juliusza Dindera (od 1886), który wzburzył
      opinię publiczną wprowadzając nauczanie religii w języku
      niemieckim już od najniższych klas gimnazjalnych, jednak
      później sprzeciwiał się polityce germanizacyjnej rządu
      pruskiego; Floriana Stablewskiego (od 1892), który
      jakkolwiek występował w obronie prawa do używania
      polskiego języka, jednak prowadził politykę ugodową
      wobec władz, bardziej za to zajmowała go walka z
      socjalizmem. W 1894 r. mówił: "Potępiam propagandę
      polską na Górnym Śląsku, bo w tej dzielnicy, oddzielonej
      na podstawie prawno-państwowej przez 5 czy 6 stuleci od
      Polski; a zatem w czasie, w którym uczucia narodowego w
      naszem zrozumieniu wogóle nie było, rozbudzanie tego
      uczucia nie posiada w dobie dzisiejszej żadnego
      uprawnienia"

      Ale już zdecydowanie negatywnie ocenić należy postawy
      arcybiskupów: Jana Gabriela Podolskiego (od 1767), który
      był współorganizatorem konfederacji radomskiej (1767),
      zaś w czasie konfederacji barskiej czynił zabiegi w celu
      utworzenia stronnictwa prosaskiego współdziałającego z
      Rosją; nadto był rzecznikiem uniezależnienia Kościoła
      polskiego od Rzymu i zasłynął z wielu skandali;
      Antoniego Kazimierza Ostrowskiego (od 1777) - wykonawcę
      poleceń Rosji, symbol hańby polskiego kleru, który na
      sejmie w latach 1772-75 przewodniczył delegacji
      podpisującej traktaty rozbiorowe Polski, na żołdzie
      ościennych mocarstw; Ignacego Raczyńskiego (od 1806) -
      całkiem uległego wobec zarządzeń władz pruskich; czy w
      końcu Edwarda Likowskiego (od 1906), który również
      prowadził politykę uległości wobec Prusaków. Wraz z
      prałatem Dorszewskim wydał odezwę wzywającą Polaków pod
      sztandary niemieckie, gdyż - powiada - "w narodzie
      polskim nie wymarło poczucie obowiązku względem władzy z
      woli Boga nad nim postawionej"; jednocześnie
      przestrzegał, by nie dawano się zwodzić "agentom i
      burzycielom pokoju", którzy odwodzili Polaków od
      prawowitej władzy.

      Arcybiskup lwowski, Józef Bilczewski, w odezwie z 4
      sierpnia 1914 nakazywał Polakom bić się za Austrię.
      Kiedy w proteście przeciw rusyfikacyjnej polityce władz
      rosyjskich w Królestwie Polskim rozpoczął się strajk i
      bojkot szkół rządowych (1905), wówczas arcybiskup
      wars
    • Gość: Pytak wato przeczytac IP: *.gen.twtelecom.net 29.07.03, 12:12
      'Okupacja' II Rzeczpospolitej
      Kiedy naród polski odzyskał w 1918 niezależny byt
      państwowy, sprawą oczywistą i konieczną były głębokie
      reformy ekonomiczno-społeczne, dostosowujące Polskę do
      nowych realiów. Tymczasem kler katolicki, jak określił
      to poseł Kazimierz Czapiński [_9_] w czasie jednej z
      debat konstytucyjnych w Sejmie, był "czarno-fioletowym
      batalionem reakcyjnym" [_10_]. "Większość kleru spotyka
      się nie tam, gdzie się Państwo buduje, ale tam, gdzie
      się temu Państwu rzuca kłody pod nogi" (Barycka)

      Kiedy wprowadzano reformę rolną "całe duchowieństwo
      sejmowe, w liczbie 30..., wszyscy jak jeden mąż
      głosowali przeciwko reformie rolnej" (Czapiński). Powód
      był prosty: musieli się podzielić ziemią z polskim
      społeczeństwem. W samej tylko Galicji było ówcześnie 129
      tys. hektarów ziemi kościelnej (połowa episkopatu).
      Jeden arcybiskup lwowski posiadał 31 tys. ha. 49 tys. ha
      należało do klasztorów, z czego 1/3 do dominikanów. Ale
      mało tego. "Gdy była mowa o kolatorstwie ze strony
      chłopów, członków gminy, biskupi i księża oświadczyli,
      że nie podporządkują się woli Sejmu. Nic wobec tego
      dziwnego, że jednym z pierwszych podarunków w
      niepodległej Polsce ze strony kleru katolickiego
      polskiego, było upokorzenie Polski wobec Rzymu, kiedy to
      Sejm uchwalił, że Polska nie ma prawa swojej własnej
      kwestii rolnej załatwić w pewnym jej dziale bez zgody
      tej wyższej instancji, która ma być dla Polski Rzym"
      (Czapiński)

      Podobnie jak i dziś czuli się panami. Wkrótce po
      zawarciu konkordatu katowicka Kuria biskupia uznała, że
      nawet już sądy państwowe muszą słuchać się zarządzeń
      kościelnych. Oto fragment pisma:
      Kurja Biskupia [0 28/26]
      Katowice, dnia 8 stycznia 1926 r.
      W-ny Adwokat Dr. Pałka
      Pszczyna
      W odpowiedzi na list z dnia 6.I.1926 r. w sprawie Krz...
      c/a P... donoszę, że Sąd Kościelny uważa prawomocny
      wyrok w danej sprawie, wydany przez Sąd Okręgowy w
      Katowicach (8.P.66/35) za wyrok mylny i bez znaczenia w
      sprawie Kurji Biskupiej przeciwko p. J.K...
      Oficjał w z. Ks. Jarczyk

      Sabotowali nie tylko polski Sejm, polską Komisję
      Kodyfikacyjną, polskie sądy, władze rządowe,
      terroryzowali nauczycieli w szkołach, ale nawet i do
      wojska polskiego często odnoszono się z dawną
      nieufnością. Oto kilka wycinków prasowych z jednej tylko
      gazety (Przegląd Łomżyński), większość dotyczy jednego
      tylko roku (podane za Barycką):

      18 II 1931: "W dniu 16 lutego r.b. Sąd Grodzki w Ł.
      rozpatrywał sprawę ks. Ch. z W., pow. łomżyńskiego,
      oskarżonego o obrazę Wojska Polskiego, dokonaną w ten
      sposób że ks. Ch. na kazaniu wygłoszonem w W. między
      innemi wyraził się: 'w piątek przyjechała do W. jakaś
      zgraja i założyła organizację, do której mogą należeć
      jedynie łobuzy i wyrzutki społeczeństwa'. Powyższe
      wyrażenie dotyczyło się przyjazdu ppłk. R. wraz z innymi
      wojskowymi do W."

      6 III 1933: "Niema prawie miesiąca, abyśmy z przykrością
      nie zanotowali kilku faktów ukarania księży katolickich
      przez sądy lub władze administracyjne za różne
      przekroczenia lub występki. Jeśli zważymy, że
      duchowieństwo z powołania swego powinno świecić
      przykładem, to fakty te są zatrważające i wymagają
      szybkiej naprawy. Oto znowu musimy z obowiązku
      publicystycznego zanotować kilka podobnych przykrych
      wypadków z naszego terenu. Dnia 31 ub. m. przed Sądem
      Grodzkim w Ostrołęce odbyła się rozprawa przeciw ks. T.,
      nauczycielowi religji szkoły powszechnej w Rz., który
      rozszerzał napisany przez siebie 'referat' oraz
      wygłaszał z niego odczyty, uwłaczające członkom rządu
      polskiego. Sąd w wyniku rozprawy skazał księdza T. na 3
      miesiące bezwzględnego aresztu. (...) Są to wypadki,
      które, niestety, coraz częściej się zdarzają."

      9 VII 1933: "Rozprawa sądowa przeciwko księdzu J. Ch.,
      b. wikaremu w P., o zniewagę i zniesławienie rządu i
      wojska, która odbywała się przed Sądem Grodzkim w Z. w
      dniu 28 maja b.r. i nie doszła wówczas do końca, obecnie
      w dniu 3 b.m. znalazła prze tymże sądem swój epilog. Sąd
      Grodzki pod kierownictwem p. sędziego T. po wysłuchaniu
      rzecznika oskarżenia publicznego, pprokuratora S.O. w Ł.
      p. M., oraz świadków wydał wyrok, mocą którego zasądził
      ks. J. Ch. na dwa miesiące bezwzględnego aresztu."

      30 VII 1933: "W n-rze 24 Przeglądu Łomżyńskiego z dnia
      11 czerwca b.r. pisaliśmy, jak to ks. proboszcz G. z
      parafji Ł., pow. ostrołęckiego, uczcił święto
      Wniebowstąpienia Pańskiego, bijąc wraz ze swym organistą
      strzelca B. Cz. Obecnie donoszą nam, że ks. proboszcz A.
      G. i organista T. za czyn nielicujący z ich stanowiskami
      i niemający nic wspólnego z miłością bliźniego, zostali
      przez Sąd Grodzki w M. w dniu 19 lipca b. r. skazani na
      grzywny i koszty sądowe."

      3 IX 1933: "Działalność w gminie i parafji w S. ks.
      wikarego K. Sz. zaprowadziła w końcu przed kratki sądowe
      Sądu Grodzkiego w S., gdzie w dniu 25 b. m. odpowiadał
      za znieważenie władz wojskowych i państwowych, jako
      oskarżony z art. 127 K. K. (...) Świadkowie oskarżenia w
      całej rozciągłości potwierdzili stawiane ks Sz. zarzuty,
      przyczem jeden ze świadków oskarżenia Ł. G., rolnik z
      B., uczestnik walk o Niepodległość Polski, odznaczony za
      waleczność, zarzucił księdzu, iż powiedzeniem swojem
      naraził go na kpiny zebranych, z których nikt nie był na
      wojnie, a zebrani, trzymając stronę księdza, poddali
      jego moralność w wątpliwość, tylko za to, iż wiele lat w
      trudzie i znoju walczył o Niepodległość i bronił Polski,
      za co został odznaczony. Sąd, uznając winę ks. Sz. za
      udowodnioną, skazał go z art. 12? K. K. na 1 miesiąc
      aresztu bez zamiany na grzywnę. Jako okoliczność
      łagodzącą przyjął Sąd pod uwagę młody wiek oskarżonego,
      jego niewyrobienie życiowe, bardzo popędliwy charakter,
      oraz fakt, iż działalność jego podyktowana, była chęcią
      przypodobania się swej władzy przełożonej."

      26 IX 1933: "W dn. 10.XI b. r. w Sądzie Grodzkim w S.
      odbyła się rozprawa przeciwko ks. kanonikowi St. z S.,
      byłemu dyrektorowi gimnazjum koedukacyjnego w Z.,
      oskarżonemu z art. 127 K. K. o zniewagę funkcjonarjusza
      Policji Pań. podczas pełnienia służby, przez wyrażenie
      się w sposób uwłaczający godności. Po zbadaniu świadków,
      którzy stwierdzili fakt zniewagi, Sąd skazał ks. St. na
      2 tygodnie bezwzględnego aresztu. Na podkreślenie
      zasługuje przemówienie oskarżyciela publicznego,
      podprokuratora Sądu Okręgowego p. Sz., który zaznaczył,
      że ksiądz katolicki, który winien być wzorem pokory
      chrześcijańskiej, kierowany niskiemi pobudkami natury
      materjalnej, złość swoją wyładował publicznie na,
      funkcjonarjuszu Pol. Pań. w czasie służby, za co winien
      ponieść zasłużoną karę..."

      Symbolem "ruchu oporu" przed nową "okupacją", był w
      latach 30. T. Żeleński-Boy, określany w prasie
      klerykalnej jako "znany wróg religii katolickiej"
      (Goniec Pomorski). W Dziewicach konsystorskich
      pisał: "Kamień grobowy odwalono, Polska zaczęła żyć
      własnym życiem. Natychmiast kler wyciągnął rękę po nią,
      niby po swoje prawe dziedzictwo." Poświęcił temu cykl
      felietonów, zebranych m.in. w książce pod jakże
      znamiennym tytułem: Nasi okupanci, gdzie czytamy w
      jednym z fragmentów: "Okupacja kraju, o której nieraz
      mówiłem, postępuje. Dzieje się to zwłaszcza dzięki
      osobliwej konfiguracji frontów politycznych. Jeśli
      Sienkiewicz w Potopie porównywał Rzeczpospolitą do
      postawu czerwonego sukna, które sobie wydzierają
      królewięta, to dziś można by powiedzieć, że wszystkie
      bez wyjątku partie wydzierają sobie czarną połę sutanny.
      W następstwie tej polityki nic dziwnego, że 'stan
      posiadania' rośnie... Departament nauki i sztuki
      znajduje się w ręku osoby duchownej. Łysiny macherów z
      Instytutu Literackiego wcale dobrze imitują tonsurę.
      Katolicka Agencja Prasowa rzuca pioruny na teatr za
      wystawienie sztuki, w której Filip II, patron św.
      Inkwizycji, potraktowany jest nie dość czule. (...)
      Słowem, obręcz się zacieśnia. Gdyby nasza okupacja
      ziściła swoje ideały, wszys
    • Gość: Informator Swiete skutki IP: 130.94.107.* 29.07.03, 12:47
      Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia..
      Autor tekstu: Leon Bod Bielski

      ...budżetów rozkradzionych nikt nie wróci do istnienia...
      Pani L.S. oburzonej na los rencistów (Angora nr 24)
      chciałbym przekazać kilka prawd mających wpływ na ten
      stan rzeczy. Otóż nasze "świeckie państwo naturalnego
      prawa kanonicznego" ma na głowie inne niż dogadzanie
      emerytom i rencistom, priorytetowe wydatki z budżetu.
      Ten, jak wiadomo, jest wypadkową trudu ogółu
      społeczeństwa ale to wcale nie świadczy, że będzie się
      po nim wtórnie a sprawiedliwie rozpływał. Po to mamy
      rząd, armię biurwokratów by o "sprawiedliwy" rozdział
      wspólnie wypracowanego dobra dbali i postanowień
      Konkordatu oraz Komisji Majątkowej Do Zaklepywania
      Wszelkich Żądań i Fanaberii Kościoła z nawiązką
      pilnowali. Tak jak pszczoły znoszące pożytek nie mają
      wpływu na to, że zżera go m.in. armia trutni tak
      szaraczek-Polaczek nie ma nic do gadania, gdy z jego
      krwawicy rośnie potęga budowanych Świątyń Opa(cz)ności,
      że Fundusz Kościelny w odmienności od kondycji KRUS-u i
      ZUS-u ma się kwitnąco, że darmowo uczący katecheci biorą
      solidne pensje za mizerne efekty kolejnej odmiany
      ideologicznej indoktrynacji narodu. Nasz Wielki Rodak
      namnożył diecezji, te zaś - parafii, one natworzyły
      dekanatów a każdą parafię trzeba wywianować w tereny pod
      zabudowę, ziemię orną, dać lub oddać solidne gmachy na
      siedziby, najlepiej po wcześniej przeprowadzonym
      generalnym remoncie, wydajnie wspomóc w budowie kilku
      kościołów na parafię, uczelnie państwowe rozbudować o
      Instytuty Teologii Papieskiej. Trzeba łożyć miliony na
      konserwację piramid kościelnej pychy, na utrzymanie
      rzeczonych Instytutów, KUL-i, Akademii Teologii etc., na
      budowanie kościołów garnizonowych dla rosnącej wciąż w
      likwidowanej Armii armii kapelanów i ich habitowych
      posługaczek z pensjami majorów. Każdego roku trzeba
      poczynić w budżecie (pani myśli- czyim kosztem?) rezerwę
      na kolejną pielgrzymkę, by Kwaśniewski, Miller i reszta
      nawróconych lewiznowych neofiutów znów mogli dać
      świadectwo swojej świeżo "autentycznie odzyskanej
      wiary".. Premier wraz z samorządami nie mogą zaniedbywać
      obowiązku przekazywania klerowi darowizn pieniężnych i
      czynić na rzecz wewnętrznego okupanta Polski ciągłych
      bardzo wartościowych ustępstw terytorialnych czy też np.
      przekazywać zblazowanemu prałacinie wartych 100 mld
      dolarów pokładów bursztynu. Jednocześnie trzeba zamknąć
      każdego roku kilkanaście kopalń węgla z nadzieją, że
      może prałat zatrudni górników na Wybrzeżu, co pozwoli
      połączyć przyjemne (nadmorski klimat) z pożytecznym
      (praca). Rząd musi utrzymywać armię wcześniej próżno
      indoktrynowanych religijnie kryminalistów po z górą 2290
      zł na miesiąc, gdyż rozleniwiona Służba Więzienna
      wspólnie z armią powtórnie za to samo, w czym zawiedli w
      szkołach, opłacanych kapelanów łatwiej ich upilnuje za
      drutami niż w kamieniołomach czy przy budowie tak
      wspaniale nam rosnących setek kilometrów darmowych
      autostrad.. Kryminalistów tych tworzy jak mysz nomen
      omen kościelna piszcząca po przysiółkach bieda i
      bezrobocie z woli rządu, finansistów i innych
      ponadnarodowych molochów władzy oraz moralny nihilizm
      panujący z woli upadłych autorytetów, nauczających
      moralności według niegdyś cytowanej w prasie wypowiedzi
      jednego z arcybiskupów: "nie ważne, czy ich czegoś na
      lekcjach religii nauczymy, ważne byśmy tam byli"..

      To wszystko, szanowna Pani kosztuje straszne pieniądze i
      dlatego ich brakuje na takie duperele jak zasiłki,
      renty, emerytury, dopłaty do żywienia w szkołach,
      przedszkola, świetlice, kluby, zasiłki dla bezdomnych i
      bezrobotnych. Jak wiadomo z nauczania naszej Matki-
      Kościoła Rzym-kat prawo naturalne ma prymat nad
      stanowionym. Pszczoły-robotnice dbają więc, by ul pod
      wodzą królowej był pełen miodu a ta nie stosowała
      aborcji czy antykoncepcji, nie ma wśród nich
      królobójstwa (i dlatego mają miód) na rzecz wprowadzenia
      rządów byłych sekretarzy a obecnych gorliwych neofiutów-
      sekciarzy (dlatego mamy gówno), nie mają żadnych
      pretensji do swego krótkiego życia, nigdy nie przechodzą
      na emerytury i renty - gdy przyjdzie na to czas godnie
      odchodzą do Krainy Wiecznych Miodów według "reguł prawa
      naturalnego" i nie piszą przedtem do swoich pszczelich
      gazet listów pełnych oburzenia! A trutnie? A trutnie rok
      w rok przez cały rok regularnie będą się na wszystkie
      strony i pozycje bzykać na Miodowej (sic!) ze świecką
      Królową zapewniającą im ustępstwa terytorialne,
      bezpieczeństwo socjalne, przyjemność obcowania oraz
      obfitość miodów ze wspólnego trudu milionów
      robotnic..Praw naturalnych pani nie zmienisz i nie bądź
      pani głąb, skoroś już i tak z dziada pradziada pszczoła-
      parafianka! "Kato- Ula" też, jak mniemam, w diabły nie
      porzucisz, bo nie pozwoli Ci na to przyrodzone
      parafialne prawo"naturalne" zamienione w
      obowiązek "dawania odwłoka" gdy zażąda tego byle wywłoka!

      • Gość: malko Re: Swiete skutki IP: 80.50.28.* 29.07.03, 13:11
        Nic dodać, nic ująć. "Święta" prawda.
        PS.Komuchy do komitetów, KLER tam gdzie ich miejsce czyli do ołtarzy.
      • Gość: Krzys52 Re: Swietny tekst :)))..............n/t IP: *.proxy.aol.com 29.07.03, 16:49
    • Gość: camrut JAK ADMIN WATEK O X ROCZNICY Z F.K. WYKASOWAL! IP: *.echostar.pl 30.07.03, 02:11
      Skandal!
      Wykasowali caly watek
      'X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu' z forum GW Kraj!
      Co to ma byc?
      Zdrowie administratorow po raz pierwszysad!
      • Gość: Krzys52 Re: JAK ADMIN WATEK O X ROCZNICY Z F.K. WYKASOWAL IP: *.proxy.aol.com 30.07.03, 03:17
        Gość portalu: camrut napisał(a):

        > Skandal!
        > Wykasowali caly watek
        > 'X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu' z forum GW Kraj!
        > Co to ma byc?
        > Zdrowie administratorow po raz pierwszysad!
        .
        ::
        Kamilo,
        to umiesc go tam jeszcze raz, i jeszcze... Ja tak robie. Az znudzi im sie
        zdejmowanie watku. Na F.K. pozwalaja sobie bydlaki na znacznie wiecej niz tutaj
        tutaj. Przypuszczalnie z uwagi na wyzsza poczytnosc. A ze skargami do Admina...
        odradzam. To NIC nie daje.
        .
        Serdecznosci... no i caly jestem z Toba smile)
        .
        K.

        • Gość: camrut Re: JAK ADMIN WATEK O X ROCZNICY Z F.K. WYKASOWAL IP: *.echostar.pl 30.07.03, 03:42
          sad
          co za czasy....
          Co do pozdrowien - w pelni odwzajemniam;o)
          Kamila R.
        • Gość: debil Re: JAK ADMIN WATEK O X ROCZNICY Z F.K. WYKASOWAL IP: *.utaonline.at 30.07.03, 07:21
          Gość portalu: Krzys52 napisał(a):

          > Gość portalu: camrut napisał(a):
          >
          > > Skandal!
          > > Wykasowali caly watek
          > > 'X rocznica podpisania konkordatu - cyrografu' z forum GW Kraj!
          > > Co to ma byc?
          > > Zdrowie administratorow po raz pierwszysad!
          > .
          > ::
          > Kamilo,
          > to umiesc go tam jeszcze raz, i jeszcze... Ja tak robie. Az znudzi im sie
          > zdejmowanie watku. Na F.K. pozwalaja sobie bydlaki na znacznie wiecej niz
          tutaj
          >
          > tutaj. Przypuszczalnie z uwagi na wyzsza poczytnosc. A ze skargami do
          Admina...
          >
          > odradzam. To NIC nie daje.
          > .
          > Serdecznosci... no i caly jestem z Toba smile)
          > .
          > K.
          >


          milosc psychopatow,politowania godne. a gdzie sie kochacie?w klinice???hihihi
          • kkkaczory_piss_brothers O! Debil..a gdzie masz swego zalotnika Wesolego:)? 30.07.03, 07:56

            > milosc psychopatow,politowania godne.

            Zgadzam sie. Powinni was z 'Wesolym' tych co to w trzech osobach, rozdzielic.
            Razem jestescie jeszcze bardziej smutnisad...choc politowanie przysluguje wam
            jak najbardziej 'jednostkowo'smile

            >a gdzie sie kochacie?w klinice???hihihi

            Wiesz...mielismy ci tego nie mowic.... ale za murami jest piekniejszy swiatsmile



            • Gość: camrut Daj spokoj...oni tak zawsze na trzeciego:)... IP: *.echostar.pl 30.07.03, 08:03

              Swoja droga, to urocze...zawsze zaczynaja dzionek od podbicia mojego watkusmile
              Jeszcze troche i zaczne podejrzewac, ze zaniedbuja z tego powodu
              paciorek;o)...jeszcze sie opuszcza w wierze...i jak zwykle wszystkiemu 'baba'
              bedzie winnasmile

              pozdrawiam!
              Kamila
        • Gość: debil Re: JAK ADMIN WATEK O X ROCZNICY Z F.K. WYKASOWAL IP: *.utaonline.at 30.07.03, 07:21
          szkoda ze ciebie nie wykasowali,wielki blad,ale naprawimy
          • kkkaczory_piss_brothers debilna mania wyzszosci?jak wysoko latasz?golebico 30.07.03, 08:16

            Gość portalu: debil napisał(a):

            > szkoda ze ciebie nie wykasowali,wielki blad,ale naprawimy
            • Gość: camrut swieta prawda, swieta prawda:) IP: *.echostar.pl 01.08.03, 17:45
          • Gość: Kastro. Re: JAK ADMIN WATEK O X ROCZNICY Z F.K. WYKASOWAL IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 30.07.03, 09:07
            Gość portalu: debil napisał(a):

            > szkoda ze ciebie nie wykasowali,wielki blad,ale naprawimy
            >Turututu tutu,tuturutu debilutu.Srutu tutu-palancie.
    • Gość: camrut _____X rocznica podbitka dla niesmialych:)________ IP: *.echostar.pl 30.07.03, 17:58
      • camrutt Re: _____X rocznica podbitka dla niesmialych:)___ 31.07.03, 01:33
        A teraz opowiastka dla niesmiałych .

        Korytarzem szedł małolat. Wyszłam z przedziału i weszłam razem z nim do
        ubikacji. Chłopiec spłoszył się i próbował uciec, ale go zatrzymałam. Zamknęłam
        za sobą drzwi i przekręciłam zamek. Podciągnęłam powoli krótką sukienkę do góry
        i jedną nogę postawiłam na sedesie. Chłopak stanął jak wryty i nie wiedział
        gdzie ma patrzeć, czy na moją twarz, czy na moją cipkę. Uśmiechnęłam się i
        zobaczyłam jak na policzkach tego onieśmielonego i zaskoczonego
        siedemnastolatka pojawiły się wielkie rumieńce.
        - Chodź ze mną - powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę.
        Chłopak podał mi swoją spoconą dłoń. Zaprowadziłam go do swojego przedziału.
        Zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek, żeby nikt nas nie nakrył. Potem szczelnie
        zasunęłam zasłonki. Siadając na skraju kanapy, podciągnęłam wysoko sukienkę i
        rozchyliłam szeroko nogi.
        - Podejdź tu - odezwałam się do chłopca i wyciągnęłam ręce.
        Młodzieniaszek podszedł bliżej i stał jak kamienny posąg. Pomanipulowałam przy
        rozporku i zsunęłam mu spodnie razem ze slipkami, z których wyskoczył naprężony
        ptaszek. Jego podbrzusze porastały gęste, czarne i lśniące miękkie włoski.
        Chwyciłam delikatnie członka i zsunęłam z niego napletek, potem pośliniłam
        palce i masowałam przez chwilę odsłoniętą główkę. Dalej naprowadziłam siusiaka
        do swojej rozwartej cipki, ujęłam małolata za pośladki i docisnęłam go do
        siebie. Chłopak zaczął pomału poruszać się w mojej wilgotnej i gorącej jamce.
        Na jego twarzy rysował się grymas spełnienia. Pracował śmiało swoim penisem
        ocierając się po mokrych ściankach nabrzmiałej szparki. Nie trwało to jednak
        zbyt długo, bo oto młodzian zaczął dyszeć i przyspieszać. Poczułam
        charakterystyczne podrygiwanie członka i uderzenia jego wytrysku. Chłopak
        ruszył się jeszcze kilka razy w mojej cipce i wyciągnął mokrego od śluzu
        członka. Biedaczysko nie był w stanie ustać na nogach i upadł na siedzenia
        naprzeciw niej, wyczerpany pierwszym przejściem miłosnym. Oddychał ciężko i
        szybko, wpatrując się w moje krocze.
        - To był twój pierwszy raz? I jak ci było? - zapytałam z zaciekawieniem.
        - Tak. Było wspaniale - odpowiedział wyczerpanym głosem.
        Posiedział tak jeszcze przez chwilkę. Poczym wstał, wdział spodnie, poprawił
        koszulkę i wyszedł. A ja ciągle była niezaspokojona. Nie dopieszczona wilgotna
        cipka nie dawała mi wręcz spokoju. Pocierając ją energicznie palcami i drażniąc
        kciukiem sprężystą łechtaczkę, doprowadziłam się do orgazmu, osiągając w ten
        sposób mizerny cień satysfakcji seksualnej... Pociąg leniwie wtoczył się na
        dworzec. moja podróż dobiegła końca. Wysiadłam i poczułam na swoim nagim sromie
        delikatny powiew wieczornego wiatru, który wdzierał się pod sukienkę. Idąc tak,
        wyczuwałam na sobie pożądliwe spojrzenia mijających mnie mężczyzn...
        camrut
        • camrut ZLE SIE PODPISALES PODSZYWACZU - RACZKA ZADRZALA?! 31.07.03, 01:53
          moze to z przyzwyczajenia???
          A moze tys jeden z tych wesolych debili???? - tyle razy ci powtarzam....od
          intymnych zwierzen sa ksieza...
          • kkkaczory_piss_brothers KAMILO - co za popularnosc, nawet grafomani podaj 31.07.03, 02:06
            podaja sie za ciebie, aby przydac sobie estymy

            pozdrowienia
            'Wierny' wielbicielsmile




            ps. niskich lotow ten uzurpator

            www.erotyki.obywatel.pl/opowiadania/pierwszy/10-malolatywpociagu.htm
            • Gość: camrut MozeTo oszalalyNa punk.moichWatkow admin F.K:)?! IP: *.echostar.pl 31.07.03, 02:14
              bo wyczucie estetyki grafomanskie to on ma....
        • kkkaczory_piss_brothers dlaczego nie podpisujesz sie swoim prawdziwym 31.07.03, 02:00
          • kkkaczory_piss_brothers nickiem THEEMIN i DLACZEGO ZREZYGNOWALES Z 31.07.03, 02:02
            ORYGINALNEGO TYTULU?

            www.erotyki.obywatel.pl/opowiadania/pierwszy/10-malolatywpociagu.htm
            10. MAŁOLATY W POCIĄGU

            Oto historia, opowiedziana mi przez pewną dziewczynę, która wydarzyła się w
            ubiegłe wakacje. Z początku niedowierzałem jej, ale opowiedziała to z takim
            uczuciem, jakby to zaszło zaledwie wczoraj. Po długim namyśle postanowiłem
            więc zapisać, to co zapamiętałem. A całe zdarzenie, wyglądało mniej więcej
            tak.
            Dobiegły końca sesje egzaminacyjne, wszystko zaliczone i można spokojnie
            jechać do domu. Spakowałam manele, oddałam klucz od akademika i wyruszyłam na
            dworzec. Wsiadłam do wagonu i zajęłam pierwszy przedział z brzegu. Rozsiadłam
            się wygodnie, bo przede mną jakieś cztery godziny jazdy brudnym i śmierdzącym
            pośpiesznym. Jeśli się nie spóźni, to na dziesiątą wieczorem będę już w domku.
            Na szczęście cały przedział był tylko do mojej dyspozycji i miałam cichą
            nadzieję, że tak właśnie pozostanie do końca mojej podróży. Troszkę znudzona
            zaczęłam rozglądać się po przedziale i zobaczyłam, że przez ściankę
            przewiercona jest dziurka...
            Do ubikacji wszedł jakiś facet, około czterdziestki. Pochyliłam się i
            przyłożyłam oko. Wspaniale! Dziurka dawała nawet całkiem szerokie pole
            widzenia. Mężczyzna pogrzebał przy rozporku, rozpiął spodnie, odchylił slipy i
            wyciągnął na wierzch swojego grubego penisa. Miał bujnie owłosione podbrzusze.
            Po skończonej czynności fizjologicznej, potrząsnął energicznie parę razy swoim
            penisem i schował go do majtek. Wyglądało to trochę komicznie. Zapiął spodnie
            i wyszedł. Po nim było jeszcze kilku innych facetów. Każdy miał innego penisa.
            A to długiego i chudego, grubego i długiego, małego i żylastego, krótkiego
            itd. Wyliczanka mogłaby trwać jeszcze długo. Ale zerkając tak na tych facetów,
            to znaczy dokładnie na ich przyrodzenia, poczułam podniecenie. Sięgnęłam ręką
            pod sukienkę i włożyłam rękę w majtki. Bruzdka rozdzielająca płatki mojej
            cipki była mokra. Pociąg zaczął zwalniać i hamować. Dojeżdżał do stacji.
            Wyciągnęłam więc rękę z majtek, zlizałam śluz z palców i poprawiłam sukienkę.
            Na stacji wsiadła grupa kilku chłopaczków w wieku około od 15 do 18 lat, wraz
            z opiekunem. Taszczyli ze sobą toboły i tobołki, z których wystawał sprzęt
            sportowy typu piłki, rakiety tenisowe. Pewnie jechali na jakiś obóz ze swoim
            trenerem. Pomyślałam sobie, że na takich młodziaków też dobrze byłoby sobie
            popatrzeć.
            Minęło sporo czasu, gdy w stronę ubikacji szedł jeden z nich. Chyba
            najmłodszy. Stanął przy klozecie i zaczął rozpinać spodnie. Potem zsunął je do
            kolan i zaczął ściągać majtki. Zobaczyłam, że jego siusiak jest wyprężony, a
            na podbrzuszu tuż przy nasadzie, wiły się delikatne, jasne włoski łonowe.
            Chłopaczek zacisnął dłoń na swoim siusiaku i zaczął wykonywać powolne ruchy
            ręką, do przodu i do tyłu. Gdy ją cofał, odsłaniała się czerwona główka. Jego
            podniecenie zaczęło przybierać na sile, bo ręka zaczęła latać mu coraz
            szybciej. Naraz znieruchomiał, a z jego siusiaka wyleciała porcja białej,
            gęstej spermy. Ubrał majtki, potem spodnie i wyszedł. Po chwili do ubikacji
            wszedł jego starszy kolega. I sytuacja znów się powtórzyła. Chłopak opuścił
            spodnie razem z majtkami. Ujął w dłoń swojego sterczącego penisa i zaczął
            walić konia dość szybkimi ruchami. Jego siusiak był o wiele grubszy i dłuższy,
            niż u poprzedniego. Pewnie mają ze sobą jakiegoś świerszczyka i będą teraz tak
            latać do kibla rozładowywać swoje napięcie seksualne - pomyślałam sobie. Ale
            ten niecodzienny widok zaczął na mnie działać i czułam, że wzmaga się także i
            moje napięcie. Cipka zaczynała produkować coraz więcej wilgoci i domagała się
            pieszczot. Zdjęłam z siebie majtki i schowałam je do torebki. Przytknęłam
            ponownie oko do dziurki w ściance i włożyłam rękę pod sukienkę. Delikatnie i
            leniwymi ruchami zaczęłam trzeć wilgotną bruzdkę, zapuszczając środkowy palec
            w głąb mojego ciała. Chłopak nadal pracował zawzięcie, ale widać było, że
            długo nie wytrzyma. I wcale się nie myliłam. W chwilę potem trysnął dość sporą
            porcją nasienia. Masował jeszcze chwilkę swojego penisa, po czym naciągnął
            skórkę na główkę, ubrał spodnie i poszedł do swojego przedziału. Raptem w
            mojej głowie zaświtała szalona myśl...
            Korytarzem szedł kolejny małolat. Wyszłam z przedziału i weszłam razem z nim
            do ubikacji. Spłoszył się i próbował uciec, ale go zatrzymałam. Zamknęłam za
            sobą drzwi i przekręciłam zamek. Podciągnęłam powoli krótką sukienkę do góry i
            jedną nogę postawiłam na sedesie. Chłopak stanął jak wryty i nie wiedział,
            gdzie ma patrzeć, czy na moją twarz, czy na cipkę. Uśmiechałam się i widziałam
            jak na policzkach tego onieśmielonego i zaskoczonego siedemnastolatka pojawiły
            się wielkie rumieńce.
            - Chodź ze mną - powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę.
            Podał mi swoją spoconą dłoń. Zaprowadziłam go do swojego przedziału. Zamknęłam
            drzwi i przekręciłam zamek, żeby nikt nas nie nakrył. Potem szczelnie
            zasunęłam zasłonki. Siadając na skraju kanapy, podciągnęłam wysoko sukienkę i
            rozchyliłam szeroko nogi.
            - Podejdź tu - odezwałam się do chłopca i wyciągnęłam ręce.
            Młodzieniaszek podszedł bliżej i stał jak kamienny posąg. Pomanipulowałam przy
            rozporku i zsunęłam mu spodnie razem ze slipkami, z których wyskoczył
            naprężony ptaszek. Jego podbrzusze porastały gęste, czarne i lśniące miękkie
            włoski. Chwyciłam delikatnie członka i zsunęłam napletek, potem pośliniłam
            palce i masowałam przez chwilę odsłoniętą główkę. Dalej naprowadziłam siusiaka
            do rozwartej cipki, ujęłam małolata za pośladki i docisnęłam go do siebie.
            Chłopak zaczął pomału poruszać się w mojej wilgotnej i gorącej jamce. Na jego
            twarzy rysował się grymas spełnienia. Pracował śmiało swoim penisem ocierając
            się po mokrych ściankach nabrzmiałej szparki. Nie trwało to zbyt długo, bo oto
            młodzian zaczął dyszeć i przyspieszać. Poczułam charakterystyczne podrygiwanie
            członka i uderzenia jego wytrysku. Chłopak ruszył się jeszcze kilka razy w
            mojej cipce i wyciągnął mokrego od śluzu członka. Biedaczysko nie był w stanie
            ustać na nogach i upadł na siedzenia naprzeciw, wyczerpany pierwszym
            przejściem miłosnym. Oddychał ciężko i szybko, wpatrując mi się w krocze.
            - To był twój pierwszy raz? I jak ci było? - zapytałam z zaciekawieniem.
            - Tak. Było wspaniale - odpowiedział wyczerpanym głosem.
            Posiedział tak jeszcze przez chwilkę, poczym wstał, wdział spodnie, poprawił
            koszulkę i wyszedł. A ja ciągle byłam niezaspokojona. Moja niedopieszczona
            wilgotna cipka nie dawała mi wręcz spokoju. Pocierając ją energicznie palcami
            i drażniąc kciukiem sprężystą łechtaczkę, doprowadziłam się do orgazmu,
            osiągając mizerny cień satysfakcji seksualnej...
            Pociąg leniwie wtoczył się na dworzec. Moja podróż dobiegła końca. Wysiadłam i
            poczułam na moim nagim sromie delikatny powiew wieczornego wiatru, który
            wdzierał się pod sukienkę. Idąc tak, wyczuwałam na sobie pożądliwe spojrzenia
            mijających mnie mężczyzn...
            Takich pikantnych historyjek, jest jeszcze kilka, które być może kiedyś ujrzą
            światło dzienne. Co prawda, powierzone były mi w tajemnicy, ale...


            Autor: theemin@viper.pl


    • Gość: doku Nie damy ziemi, skąd nasz ród, nawet Watykanowi IP: *.chello.pl 31.07.03, 01:58
      • Gość: camrut A co z innymi artykulami honorujacymi bezprawie? IP: *.echostar.pl 31.07.03, 02:09
      • Gość: malko Re: Nie damy ziemi, skąd nasz ród, nawet Watykano IP: 80.50.28.* 31.07.03, 14:57
        Ziemi w 90% to może nie oddamy, ale ród w tym samym procencie już od wieków
        najpierw w Rzymie,potem w Watykanie.
    • Gość: camrut ____No Panowie a co z konordatem?!______________ IP: *.echostar.pl 31.07.03, 20:34
      Toz to wszystkie problemy sami sobie zagwarantowalismy. I to na pismie -
      niektorzy uwazaja,ze dozywotnio - nie chcac nawet slyszec o jakichkolwiek
      zmianach w podpisanym przez rzad Hanny Suchockiej cyrografie ze 'Stolica
      Apostolow'...

      Takie ujmowanie rzeczy czyli kurczowe trzymanie się tezy, ze raz
      zatwierdzonego konkordatu żadna mocą poddać weryfikacji nie możemy a jedyne co
      nam pozostało to tylko jego bezwzględne przestrzeganie ucina - łeb wszystkim
      próbom rozsądnych polemik ze zwolennikami podobnego podejścia.
      Cóż (...) trudno charakteryzować cala rzesze naszych narodowych ‘wyznawców’
      choć czasami sami się wprost o to proszą (...) -trudno też przyjąć, że oto
      wszyscy jak jeden mąż, kalka w kalkę gotowi i chętni są podtrzymywać ów
      bzdurny stan prawa a raczej bezprawia. Bliższa byłabym twierdzeniu, ze ich
      intencje maja wartość ‘zerowa’ w tym względzie - podobnie z reszta jak wiedza
      na temat.
      Nasi ‘narodowi’ wyznawcy wyzbyci są z jakiejkolwiek inicjatywy jak i ‘głodu
      informacji’ czy prostej ciekawości, skierowanej bądź co bądź w stronę wydawać
      by się mogło – najważniejszych dla nich spraw .
      Stan taki nie jest oczywiście zbiegiem okoliczności, czy spadkobiercą
      przedziwnego przypadku - a zawdzięczamy go jedynie konsekwentnym zabiegom
      kleru, który dążył do zminimalizowania jakiejkolwiek świeckiej działalności
      na swoim gruncie, czyniąc z niego prawdziwy bastion swoistej autonomii.
      Wierny, sprzężony w całą maszynerię typu daj – podaj pełni w niej jak
      najbardziej funkcje przedmiotową sprowadzającą się do pompowania coraz
      większej ilości kasy do chorego krwioobiegu. Dodajmy nie dostając nic w zamian.
      Wszelkie twory typu rady parafialne itd., choć potencjalnie mogłyby właśnie
      pełnić płaszczyznę dialogu i ukrócić wszechpanoszenie się kk - tak naprawdę
      przedłużają macki kościoła ułatwiając miękkie, płynne wciskanie się ideologii
      w życie świeckie.
      Czego księdzu w sutannie załatwić nie wypada – zrobi to za niego oddany
      członek rady inspirowany duchem świętymsmile i ‘dobrym’ słowem swojego
      kaznodziei – za rzecz jasna - ‘bóg zapłać’ .
      Ponieważ do kleru przylgnęło przekonanie o nieomylności – wyprowadzane z
      dogmatu o nieomylności papieża i przez co roztropniejszych duchownych
      skrapliwie ekstrapolowane na cała brać zakonną – przyjęło się też nie
      dyskutować z księdzem, bo ten na mocy powyższego – obdarzony został również
      ową przypadłością (...).

      Co to wszystko oznacza? Ano tyle:
      wierni zawsze przychylali się do zaleceń kk, choć może nie z zapałem, to
      jednak skutecznie wykonując polecenia płynące z serca instytucji. Dlaczego? No
      bo jak tu dyskutować, z czymś, co z założenia jest ‘ nieomylne’ nie narażając
      się przy okazji na gniew i niełaskę parafialnego księdza, a może i niełaske
      samego boga???
      A jak tu występować przeciwko bogu skoro już dawno utonęło się w wierze???

      Kościoł nigdy nie wykroczył poza dbanie o swoje interesy, nigdy nie przechylił
      się w stronę wiernych, bo realizacja czyiś ‘zachcianek’ kosztuje - o czym wie
      on doskonale - w końcu na wilką skale spełnia on swoje.
      Nikt nie pyta otumanianych od przedszkola ‘wiernych’ czy chcą łożyc na kolejne
      seminarium duchowne przyczyniając się tym samym do rozrostu administracji kk,
      czy wierny chętnie zobaczy kolejnych misjonarzy pracujących oddanie na rzecz
      pomnażania wiernych w kolejnym biednym i egzotycznym kraju,czy moze z radością
      przywita nowy przybytek na 'cześć pana' etc, etc., – po prostu wystarczy
      przeczytanie stosownego apelu, stosunkowo wysoko postawionego w hierarchii
      czarnego, albo jeszcze lepiej dy apel jest sygnowany pieczęcia
      całego ‘sabatu’ – wiadomo im wyżej doszedł tym bardziej ową dolegliwością
      niomylności złożony (...)
      Demokracja w kk jest jak najbardziej niewskazana. Dociekliwość również. W tym
      ciekawosć wiedzysad .
      System hołduje bezrefleksyjnej poddańczości nieprzyzwyczajony do
      jakiegokolwiek krytyki - każdą myśl sprzeciwu traktuje jak atak wroga.
      Nie ma zatem co spodziewac się jakiejś chęci zmienienia owej konkordatowego
      rzeczywistości od środka – inicjatywa po stronie wiernych jest niemożliwa. Sam
      kk o to jak zwykle zadba (...)

      z poważaniem
      K.R.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka