hugo_w2
22.02.08, 07:23
Realne zarobki Amerykanów obniżyły się w 2007 roku - wynika z
najnowszego raportu Center for Economic and Policy Research. To
kolejne badania, które potwierdzają, że amerykańska klasa średnia -
przez lata motor napędowy rozwoju kraju - znalazła się w poważnych
tarapatach.
Po uwzględnieniu stopy inflacji realne dochody z pracy spadały w USA
przez osiem z ostatnich 13 miesięcy. Dane dotyczą miejsc pracy w
sektorze prywatnym, na niekierowniczych stanowiskach i obejmują
takie sektory gospodarki, jak przemysł, górnictwo, usługi czy
budownictwo. Konkluzja badań jest zdecydowanie pesymistyczna.
Dane statystyczne dotyczące zarobków potwierdzają jedynie to, co
zwykli Amerykanie odczuwają na co dzień. Drożejąca żywność, wyższe
koszty opieki zdrowotnej sprawiają, że domowe budżety trzeszczą w
szwach. W ciągu minionych trzech miesięcy roczna stopa inflacji
wyniosła aż 6,8 proc. Rosnące ceny detaliczne oraz stagnacja
realnych wynagrodzeń odbijają się na standardzie życia przeciętnej
rodziny. Amerykanie muszą dziś pracować dłużej i ciężej, aby żyć na
tym samym poziomie. Rosnące koszty opieki zdrowotnej, a przede
wszystkim wyższego wykształcenia sprawiają, że zmniejszają się
szanse na realizację "snu o Ameryce" także dla kolejnej generacji,
bo coraz większej liczby rodzin nie stać na opłacenie studiów swoich
dzieci. Kłopoty te pogłębiać się jeszcze będą w tym roku z powodu
zwalniającej gospodarki. Niezależnie bowiem od tego, czy w USA
będziemy mieli recesję, czy tylko stagnację, sytuacja na rynku pracy
będzie jeszcze się pogarszać. Jeśli dodamy do tego spadającą wartość
nieruchomości, stanowiących często jedyną życiową inwestycję
Amerykanów, zobaczymy, że perspektywy, jakie czekają klasę średnią,
są niewesołe. Potwierdzają to także prognozy Rezerwy Federalnej,
przewidujące zarówno wzrost inflacji, jak i bezrobocia. Rabaty
podatkowe, które wkrótce trafią do kieszeni Amerykanów, mają
charakter doraźny i tylko w niewielkim stopniu złagodzą skutki
spadku dochodów.
Trudno wskazać jedną, główną przyczynę kryzysu klasy średniej. Wśród
najważniejszych wymienia się postępującą globalizację i masowe
przenoszenie miejsc pracy do krajów o tańszej sile roboczej.
Zrzucanie winy na wolny rynek i powrót do izolacjonizmu byłoby
uproszczeniem, gdyż Stany Zjednoczone należą także do wielkich
beneficjentów gospodarczego otwarcia ostatnich lat. Proces zmian na
rynku pracy ma jednak charakter długotrwały i co najgorsze - trudno
wskazać działania, które byłyby w stanie go odwrócić. Z problemem
tym muszą zmierzyć się nie tylko ekonomiści, ale także kandydaci do
Białego Domu, bo sytuacja gospodarcza i sytuacja klasy średniej
stały się jednym z najważniejszych tematów obecnej kampanii.
Quelle PDN-NY(TD)