Gość: Krzys52
IP: *.proxy.aol.com
15.09.03, 23:26
Tyle sie tu ciagle mowi o Zydach,... o Zydach,... o Zydach oraz, czego
znacznie wiecej, walkuje personalne przepychanki (ulubiona tematyka Abe i
Szui), ze pomyslalemo jakiejs odmianie. W koncu, wydaje mi sie, tematyka
krajowa blizsza winna byc cialu niz Izrael.
.
Gdyby sprawa o tym ciezarze gatunkowym trafila sie tu, w Stanach, to do jej
zakonczenia nie schodzilaby z pierwszych stron czolowych gazet. Wyborcza jest
skromna - nie lubi robic niepotrzebnego rozglosu. Pewnie boleje po cichu
razem z uczestnikami - za zamknietymi drzwiemi. Zgodnie z nowa wizja
dziennikarstwa polskiego.
To nic ze ma miejsce sad kapturowy, to nic ze lamana jest konstytucja i
naruszane prawa jednostki. To wszystko ma miejsce po linii i na bazie. Pewnie
dlatego i dyskusja z informacji prasowej zostala skierowana wylacznie na F.
Warszawa. Sprawa lokalna - bez znaczenia dla reszty kraju.
A ja chcialbym spytac, bo rozne s pogloski o wlascicielach prasy - kto
kontroluje Gazete Wyborcza?
.
Oto skromny artykul GW:
.
Pierwsza w stolicy sprawa o nielegalną aborcję
Bogdan Wróblewski 13-09-2003, ostatnia aktualizacja 13-09-2003 00:04
Pierwszy w stolicy proces o nielegalną aborcję rozpoczął się wczoraj za
zamkniętymi drzwiami. Na ławie oskarżonych zasiedli: 53-letnia lekarka z
pogotowia ratunkowego w Nowym Dworze prowadząca też prywatny gabinet, lekarka
ze szpitala w Nowym Dworze (uczestniczyła w zabiegu jako
anestezjolog), "kierowca" (prawdopodobnie pośrednik, który podwiózł kobietę i
jej męża na zabieg) oraz ojciec dziecka.
Naprzeciwko oskarżonych usiedli wczoraj rodzice zmarłej 20-letniej Karoliny.
Zostali oskarżycielami posiłkowymi. To ze względu na ich uczucia - "ważny
interes prywatny", jak to ujmuje prawo - sąd postanowił utajnić proces.
Zamknął drzwi przed publicznością. Pierwsza z takim wnioskiem pospieszyła
jednak adwokat jednej z lekarek.
Było za późno
Oskarżone kobiety, "działając wspólnie i w porozumieniu i za zgodą ciężarnej
z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego
i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, dokonały zabiegu przerwania
ciąży u pokrzywdzonej (...) rozrywając ściankę macicy i powodując krwawienie,
co skutkowało jej zgonem" - napisał prokurator w akcie oskarżenia, który do
sądu wpłynął w ubiegłym roku ("Gazeta" pisała wówczas o sprawie). Śledztwo
trwało ponad rok, oczekiwanie na proces tyle samo.
O podejrzeniu nielegalnej aborcji zawiadomił policję 4 marca 2001 r. szpital
w Nowym Dworze Mazowieckim. Karolina została tam przywieziona umierająca, w
środku nocy. Krwawiącej kobiety nie udało się uratować.
O tym, co zdarzyło się wcześniej, wiadomo przede wszystkim z wyjaśnień męża
zmarłej. Rok wcześniej urodziła im się córka. W lutym następnego roku okazało
się, że kobieta znów jest w ciąży. Nie byli przygotowani na kolejne dziecko.
Postanowili ciążę usunąć. Prywatny gabinet lekarki z Legionowa znaleźli przez
ogłoszenie prasowe: "tanie zabiegi ginekologiczne pod narkozą, tel...". Cenę
uzgodnili przez telefon - 4-4,5 tys. zł.
Po małżeństwo przyjechał z Legionowa do Warszawy kierowca. Podczas zabiegu
okazało się, że są jakieś komplikacje i trzeba odwieźć kobietę do szpitala.
Zrobiła to lekarka. Ale było już za późno.
Tylko mąż nie zaprzecza
"Zabieg został przeprowadzony z narażeniem zdrowia i życia pacjentki", a
decyzja o odwiezieniu do szpitala była "zbyt późna" - ocenili biegli lekarze
położnicy. Prowadząca prywatna praktykę lekarka nie przyznaje się do winy.
Twierdzi, że przyjęła "poronienie w toku". Zaprzecza, jakoby wzięła 4,5 tys.
zł. Przez pół roku przebywała w areszcie, wyszła za poręczeniem - 30 tys. zł.
Anestezjolog przyznaje się tylko do uśpienia Krystyny. "Kierowca" twierdzi,
że podwiózł parę na ich prośbę. Do winy przyznaje się tylko mąż zmarłej.
Mimo oskarżenia w 2002 r. obie lekarki nadal wykonywały swój zawód. Grozi im
do dziesięciu lat więzienia i odpowiedzialność dyscyplinarna, bo sprawa
trafiła do rzecznika odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w
Warszawie i do sądu lekarskiego. Wczoraj nie udało nam się ustalić, czy
poniosły jakieś konsekwencje, czy też rozstrzygnięcie zostało odroczone do
czasu zakończenia sprawy karnej.