perla
05.02.09, 21:57
otóż okazuje się, że coraz większe zapotrzebowanie na bohaterów
wojennych jest. Co w filmach obecnych widać jest. I o ile żydostwo
robi bohatera z erotomana, którego działalność bohatersko-wojenna w
zasadzie ograniczała się do łapania kur w pobliskich wioskach, to
Niemcy trochę ambitniejsi starają się być. Robią bohatera wojennego
z pułkownika Klausa von Stauffenberga, przetrąconego w Afrika
Korpus, debila, który postanowił wysadzić w powietrze Adolfa H.
Napisałem "debila" bo tylko debil mógł podłożyć bombę pod grubym
blatem stołu dębowego (sic!!!). Pierwszy lepszy fachowiec od bomb
powinien mu uświadomić, iż Adolf po czymś takim wyjdzie co najwyżej
lekko ogłuszony, co zresztą tak stało się.
Ale to dzień szczęścia dla Polski był. Bo gdyby Stauffenberg debilem
nie był, i Adolf faktycznie w powietrze wyleciał by był, to wielce
prawdopodobne jest, że po wojnie granica ZSSR byłaby z linią Wisły,
a dalej to by Niemcy były właśnie.