hasz0
24.02.09, 13:00
Przebrał się w dostarczone mu połatane ubranie, włożył opaskę z
gwiazdą Dawida i zamaskowanym tunelem wszedł go do getta. Wmieszał
się w tłum obdartych, głodujących i umierających na ulicach. W
rynsztokach leżały zwłoki czekające na wywiezienie ręcznymi wózkami
na cmentarz. Przypadkowo widział, jak dwóch blondynów w mundurach
Hitlerjugend strzelało z ulicy w okna domów i okrzykami radości
witało krzyk bólu, świadczący o celnym strzale. Po dziesięcioleciach
opisywał te sceny z fotograficzną dokładnością w filmie
Lanzmana „Shoah”. Zwykle w prywatnych rozmowach kwitował je tylko
prostymi słowami: „widziałem rzeczy straszne”. Wspominał, że nigdy
nie zapomni szeptu „zapamiętaj to, i jeszcze to i jeszcze to”,
którym wciąż zwracał się do niego przewodnik po warszawskim gettcie,
dobrze przed wojna zapowiadający się adwokat Leon Feiner. W czasie
okupacji Feiner był jednym z przewodniczących działającej przy
Delegaturze Rządu R.P. na Kraj Rady Pomocy Żydom,
kryptonim „Żegota”. Utworzyła ją Zofia Kossak-Szczucka, a jednym z
najaktywniejszych działaczy był profesor Władysław Bartoszewski.
Feiner pozostał w gettcie i zginął z jego mieszkańcami. Nazwiska
drugiego żydowskiego przywódcy Karski, ze względów konspiracji,
nigdy nie poznał.
Obaj przekazali mu pięć żądań społeczności getta do alianckich
przywódców:
Zapobieżenie eksterminacji Żydów musi być zadeklarowane przez
sojuszników jako oficjalny cel wojny z Hitlerem.
Aliancka propaganda powinna poinformować naród niemiecki o
zbrodniach dokonywanych w jego imieniu i publikować nazwiska
oficjalnych przedstawicieli władz biorących udział w ludobójstwie
Żydów.
Alianci winni apelować do narodu niemieckiego, by wywarł presję na
reżim Hitlera, by powstrzymać eksterminację.
Alianci powinni zadeklarować, iż jeśli ludobójstwo będzie
kontynuowane i Niemcy nie powstaną przeciwko Hitlerowi, by je
wstrzymał, będzie możliwe obarczenie narodu niemieckiego zbiorową
odpowiedzialnością za te zbrodnie.
Jeśli żadne z tych żądań nie zostanie spełnione, alianci powinni w
odwecie bombardować niemieckie zabytki kulturalne i dokonać
egzekucji wszystkich jeńców wojennych, którzy, po poinformowaniu ich
o zbrodniach, wciąż deklarować będą lojalność dla Hitlera.
Jan Karski starał się tłumaczyć, że są to warunki nierealne i
niezgodne z prawem międzynarodowym, że Brytyjczycy na pewno ich nie
przyjmą. Odpowiedź Feinera zapamiętał na całe życie: „Nie wiemy, co
jest a co nie jest realne. Wiemy, że umieramy. Powiedz im to, żeby
żaden przywódca narodów zjednoczonych nie mógł powiedzieć, iż nie
wiedział, że nas mordują, że możemy oczekiwać pomocy tylko z
zewnątrz.” Zapytawszy, co przekazać żydowskim przywódcom za granicą,
usłyszał, że ma ich przekonać, by masowo organizowali strajki
głodowe i kontynuowali je aż do śmierci. Taka masowa akcja miała
wstrząsnąć sumieniem świata.
Feiner zaproponował następnie Karskiemu kolejny wyjazd na zbieranie
dokumentacji, by dowiedział się, co dzieje się z Żydami wywożonymi z
gett. Kilka dni później wraz z łącznikiem AK Karski wyjechał
pociągiem do Izbicy koło Lublina, skąd wywożono Żydów do obozu
zagłady w Bełżcu. Dostał się do środka obozu przebrany w mundur
ukraińskiego strażnika. Członek AK, który prowadził skład złomu
pośredniczył w przekupieniu dwóch SS-manów. Jeden pożyczył mundur i
miał dzień wolny od służby, a drugi oprowadził Karskiego po
rozległym terenie otoczonym drutami kolczastymi. Właśnie przybył
transport z Czechosłowacji. Karski widział na własne oczy, jak kilku
tysiącom wystraszonych i wygłodniałych po transporcie ludzi
odbierano ich bagaże. Był świadkiem selekcji i bicia ludzi na
śmierć. Następnie zobaczył, jak ładowano Żydów do towarowego pociągu
odchodzącego do krematoriów w Bełżcu. Powiedziano mu jeszcze, że
czasami, ze względów oszczędności pociągi nie docierają do Bełżca,
tylko zostawia się je na bocznicy, aż wszyscy Żydzi umrą z głodu.