Gość: AndrzejG
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
24.01.02, 09:32
Wolnoamerykanka , czyli ‘chwyć tak ,jak możesz chwycić’ , zapasy pozwalające
na niemal wszystkie chwyty. Cóż to ma do wolnego rynku?
Do założenia wątku przyczynił się mój udział w dyskusji w wątku Galby ,
‘Warzywniak vs hipermarket’ , gdzie opowiadałem się za wolnym rynkiem ,
bez wtrącania się urzędasów. Ostatnie zdarzenia dotyczące handlu zwłokami w
Łodzi,zmusiły mnie do głębszego zastanowienia się nad granicami wolnego rynku.
Czy można dopuścić wolnoamerykankę? Wbrew potocznemu znaczeniu słowa,
sport ten regulowany jest przepisami. Nie wszystkie chwyty są dozwolone.
Cechą działalności gospodarczej powinien być zysk i tego nie da się zmienić.
Jednak jak ustrzec się chwytów poniżej pasa , żeby nie zepsuć tego rynku.
Jakie są waszym zdaniem granice wolnego rynku?
Podział na kupca i klienta jest zbyt uproszczonym. Wszyscy jesteśmy kupcami
i klientami , czyli uczestniczymy w grze zwanej wolnym rynkiem. Na ile pozwolić
sędziom na decydowanie o zwycięstwie , bez zgubienia sensu gry?
Pozdrawiam Andrzej