galba
09.12.03, 10:35
Wybory w Rosji się Europie nie spodobały bo państwowa machina działała całą
parą na rzecz Wspólnej Rosji.
A dlaczego te same osoby udawały, że niczego nie widzą podczas referendów
integracyjnych w Europie Środkowej? Dlaczego 99,9 procent czasu w programach
informacyjnych, rozrywkowych, edukacyjnych i wszelkich innych wypełnionych
treścią jawnie miłą władzy nie było wtedy "klęską demokracji"? Dlaczego jawne
łamanie prawa wyborczego na Litwie i na Słowacji nie wywołało burzy
na "demokratycznych salonach Europy"?
Dlaczego parodia demokratycznych wyborów prezydenckich we Francji, która
pozwoliła utrzymać się u władzy operetkowemu prezydentowi Chiracowi
była "sukcesem demokracji" a zwycięstwo Putinowców (nie noszące tak jawnych
oznak zamachu stanu) jest jej klęską?
Czy kraje Unii Europejskiej, w których o wynikach głosowania nie decyduje
kartka wyborcza tylko kula lub nóż inspirownego przez "służby" zamachowca są
bliższe demokracji niż krytykowane przez nie państwa?
Czy sukcesem demokracji i wyrazem dla niej szacunku było karanie jednego
członka UE przez członków pozostałych tylko za to, że Naród wybrał sobie
(mimo medialnego jazgotu) większość parlamentarną niezwiązaną z masońską
kamarylą?
Czy demokracja święci tryumfy w kraju, w którym można latami trzymać bez
wyroku (nawet aktu oskarżenia!) w więzieniu człowieka tylko za to, że podpadł
klice biurokratycznych czcicieli fiskusa?
Czy demokratycznym jest zwyczaj sadzania do więzienia ludzi za to, że nie
chcą sprzedawać swoich towarów w kilogramach lecz funtach?
Czy demokratyczny będzie kraj, którego projekt konstytucji przewiduje, że
wszystkie dotychczas niezależne państwa wchodzące w jego skład są równe ale
jeden dominujący jest ważniejszy?
Czy w ramach reguł demokratycznych mieści się zwyczaj odmowy poddania pod
referendum tematów, w wypadku których władza jest pewna, że Naród zaszczyci
ją "gestem Kozakiewicza"?
Itd.
G.