Dodaj do ulubionych

Ortografia...

06.09.06, 23:47
Miałabym malutką prosbę - jeśli wiecie że robicie błędy ortograficzne to
skopiujcie posta do worda nim go wyślecie tutaj. On sprawdzi błędy. Nie wiem -
może tylko mi to przeszkadza (jestem wzrokowcem), ale może też innych razi w
oczy np.: "wogule" czy "tesz".
(taka mała dygresja - mam nadzieję że nikogo nie uraziłam :) )
Obserwuj wątek
    • cat_s Re: Ortografia... 07.09.06, 00:05
      Witam,
      Nikogo zapewne nie óraziłaś, poza tymi, kturym błendy popełniać się zdaża.

      > Nie wiem - może tylko mi to przeszkadza (jestem wzrokowcem)

      Bycie wzrokowcem jest łatwe - ok. 70-75% ludzi to wzrokowcy. Znacznie tródniejsze jest bycie osobom tolerancyjnom, ktura wybacza drobne potkniencia ortograficzne a przywionzuje wienksze znaczenie do treści nirz do formy.

      Z gury a raczej z dołó pżepraszam za swojom ortografie, ale na swoje ósprawiedliwienie dodam, rze net jest dla wżystkich i rze karzdemu zdażajom się literuwki. O dysleksji i dysortografii wspominać nie bendę.

      Pozdrawiam i łonczę się w buló
      cat_s ;-)
      • sofanes Re: Ortografia... 07.09.06, 03:25
        Ech, catsie, Ty jakis zgorzknialy (zgozgnialy ;-) ostatnio...
        Bledy byly, sa i beda...pewnie, ze lepiej, gdyby ludzie ich nie robili, ale
        sila ani namowy nie poskutkuja...trza (tsza) sie z tym pogodzic...
        A poza tym, przyklad plynie z gory...mysle, ze smialo moglbys cat_sie zmienic
        haslo w sygnaturce (to dawne) na "nie ma darmowych obiatow" ;-)
        • sofanes Re: Ortografia... 07.09.06, 03:27
          No i masz, jak niejasno napisalem...to o gorzkim i o syganturce bylo do catsa,
          reszta do kingipuelli ;-)
          • cat_s Re: Ortografia... 07.09.06, 03:48
            Sofanes napisał:
            > mysle, ze smialo moglbys cat_sie zmienic
            > haslo w sygnaturce (to dawne) na "nie ma darmowych obiatow" ;-)

            Albo i nawet: "nie ma darmowych opiatów"...
            Ale nie zrobię tego, żeby nie być podejrzewanym o jakieś nieładne preferencje ;-)

            Pozdrawiam
            cat_s
            • sofanes Re: Ortografia... 07.09.06, 04:47

              > Albo i nawet: "nie ma darmowych opiatów"

              To dobre :-)))
              • cat_s Re: Ortografia... 07.09.06, 05:01
                Cóż... staram się 'równać w górę'...;-)

                'Premier: "obiat" zamiast "obiad", PAP 2006-09-06
                Ortografia to prawdziwa zmora polskich uczniów. I nie tylko...Jarosław Kaczyński też ma z nią kłopoty. Dowody? "Super Express" dotarł do wpisu w księdze pamiątkowej jednej z restauracji.
                [...] Z wdzięcznością za bardzo miły pobyt i znakomity!!! obiat z nadzieja na kolejne wizyty" - czytamy w księdze pamiątkowej restauracji. Poniżej data i podpis: Jarosław Kaczyński.'
                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3598499.html

                ;-)
                • leo48 Re: Ortografia... 07.09.06, 05:19
                  Ten temat też już tu "chodził" parokrotnie. Jednak tak powszechna tolerancja
                  dla pospolitych i nagminnie popełnianych błędów, mnie wprost zdumiewa. Ja sam
                  nie byłbym aż tak wyrozumiały dla językowego niechlujstwa. Jeśli ktoś nie
                  nauczył się poprawnej pisowni, z którą ma do czynienia przez całe życie, to
                  śmiem twierdzić, że jego wiedza w dziedzinach np zawodowych, czego uczył się
                  znacznie krócej jest, równie niepełna. Nie zasługuje zatem na pełne zaufanie od
                  strony fachowej.

                  Nie twierdzę, że sam nie mogę sporadycznie czegoś popełnić ale kilka rażąco
                  ordynarnych błędów w jednym krótkim wpisie zaesze mnie odrzuca (pomijam
                  literówki). W moich zamierzchłych szkolnych czasach trzy błędy ortograficzne w
                  wypracowaniu to była ewidentna lufa, o maturze nawet nie byłoby co marzyć.

                  Charakterystyczne jest, że tak straszn a pisownię prezentują często na forum
                  ludzie, którzy nie mają problemów ze składnią oraz dysponują bogatym i barwnym
                  słownictwem. Osobiście mnie najbardziej urzeka a nawet wzrusza słówko "wreście".
    • zwierz.alpuhary Re: Ortografia... 07.09.06, 08:19
      bardzo, ale to bardzo zgadzam się z kingą_puellą, ja tez jak widzę takie byki,
      to mi się odechciewa czytać posty danej osoby
      • leo48 Re: Ortografia... 07.09.06, 08:39
        Na miejscu inicjatorki tego wątku nie miałbym aż takich skrupułów, czy kogoś
        nie urażę wytykając mu nieuctwo. Może to jest właśnie sposób. Pod każdym takim
        postem wytknąć najbardziej rażące błędy. Wtedy delikwent ma do wyboru trzy opcje

        1. Uczyć się, uczyć się i jeszcze raz uczyć się (aż do pozytywnego skutku)
        2. Korzystać z Worda przed wysłaniem lub pisać w Wordzie i kopiować do forum
        3. dać sobie spokój z pisaniem (jeśli czegoś nie umiesz, nie rób tego i już)

        Tyle rzeczy w naszym kraju jest kiepskich. Język za to jest piękny i bogaty.
        To nasza mowa ojczysta, nie róbmy z niej śmietnika.
        • august.bw Czwarta alternatywa... 07.09.06, 08:56
          Jest jeszcze czwarta alternatywa :). Delikwent-nieuk pospolity może dostarczyć
          zaświadczenie o dysleksji/dysgrafii nabyte na bazarze lub od renomowanego
          medyka...
    • zerozeroseven Re: Ortografia... 07.09.06, 10:08
      Eeee tam ;-)

      Ortografia to tylko pewna konwencja wprowadzona na potrzeby formalizmów
      urzędowych (korespondencja, kartografia, sądownictwo, itp.) przepisami bodajże
      dopiero z roku 1936. Zresztą jeszcze w '62 występowały na tym tle jakieś
      kłótnie. :-D

      Sposób pisania po polsku aż do końca 19. wieku był osobiastą sprawą piszącego.
      Zresztą, o ilę się nie mylę, dla języka angielskiego nie ma do dnia
      dzisiejszego żadnej oficjalnej kodyfikacji, a także uchwał w sprawie poprawnej
      pisowni, rad ortograficznych czy komitetów czystości języka. Zdaje sobie z tego
      sprawę każdy, kto aktywnie tym językiem operuje i co więcej nikt sobie z tego
      powodu szat nie rozdziera.

      Polacy przywiązani są do swojej ortografii jak do smoka wawelskiego, podobnie
      jak do swojego ciężkiego akcentu i sztywnego słownictwa. Prawdopodobnie to
      efekt dziesięcioleci walki o polskość i prawa dla polskiego języka. Jednak
      czasy się zmieniają. W naszym kraju, za sprawą nowej imigracji oraz otwarcia
      kulturowego będą pojawiały się nieznane dotąd słowa, nietradycyjne sposóby
      zapisu słów starych, nowe akcenty, związki frazeologiczne i co tam jeszcze.
      Walkę z tym uważam za bezcelową, a nawet w dłuższej perspektywie za szkodliwą.
      Lepiej spożytkować energię na ważniejsze rzeczy. :-D
      ___________________________________
      www.tcp.org.pl
      • leo48 Re: Ortografia... 07.09.06, 12:14
        Tak samo umowną konwencją są przepisy ruchu drogowego, prawo karne, przepisy
        administracyjne a także dekalog. To co, negujemy wszystko ? Tyz piknie.
        • cat_s Re: Ortografia... 07.09.06, 12:47
          Leo,
          Z "pewną taką nieśmiałością" oraz przyjemnością, oraz przekorną przekorą biorę udział w dalszej polemice, choć raczej nie będę obstawał zbyt twardo przy swoim stanowisku... ;-)

          Jest oczywiste, że pewne normy obowiązują i obowiązywać powinny - przykłady, które podałeś są oczywiste i nikt zdrowy na umyśle kłócić się z nimi nie będzie... a przynajmniej z sensownością jednoznacznej wykładni przepisów ruchu drogowego, prawa karnego oraz przepisów administracyjnych (Dekalog bym pozostawił w osobnej kategorii, boć to kwestia przekonań, które są adyskutowalne).

          Ale - dalibóg - powiem szczerze: jeśli ktoś ma sensowne treści do wyartykułowania a z jakiegos powodu ortografia nie jest jego mocną stroną - wolę czytać mądre treści z błędami, niźli niemądre poprawną pisane polszczyzną ... ;-)

          O negowaniu wszystkiego oczywiście mowy być nie może... wszak nie jesteśmy anarchistami ;-)

          Pozdrawiam
          cat_s
        • zerozeroseven Re: Ortografia... 07.09.06, 12:51
          Ależ, bez łamania konwencji nie byłoby żadnego postępu!

          Nie jesteśmy termitami, my się zmieniamy, a razem z nami zmieniamy nasz świat -
          to jak mówimy, piszemy, zachowujemy się. Nie wtłaczajmy ludzi w kaftany
          sztywnych reguł, tam gdzie to nie jest absolutnie potrzebne i nie starajmy się
          obciosywać wszystkich na własny obraz i podobieństwo. Negujmy prawdy zastane i
          pozwólmy je negować innym. To jest istota umysłu wyzwolonego.

          Miało być o ortografii, a wyszło filozoficznie, ale to Twoja wina Leo. ;-D
          ___________________________________
          www.tcp.org.pl
          • leo48 Re: Ortografia... 07.09.06, 14:45
            Są dwie szkoły na temat tego, czy to my zmieniamy świat (czyli czasy) czy one
            nas zmieniają. Mnie uczono, że tempora mutantur et nos mutamur in illis (cytuję
            z pamięci więc może niedokładnie). W każdym razie, niezależnie od
            najwspanialszych treści, lubię gdy są ubrane w perfekcyjną formę. Taki kaprys
            ale bywają gorsze. Podsumowując, z wiatrakami walczyć nie zamierzam ale swoją
            opinię chyba mogę wyrazić.
            • zerozeroseven Re: Ortografia... 07.09.06, 15:06
              > Są dwie szkoły na temat tego, czy to my zmieniamy świat (czyli czasy) czy one
              > nas zmieniają. Mnie uczono, że tempora mutantur et nos mutamur in illis(cytuję
              > z pamięci więc może niedokładnie).

              Prawda oczywiście leży pośrodku: w takim samym stopniu sami ulegamy wpływowi
              świata w jakim go zmieniamy. Ludzka myśl przenika otaczający świat, a świat
              przenika ludzkie myśli.

              Co do perfekcyjnej formy, to po prostu rzecz gustu. A jak wiadomo de gustibus
              non disputandum est - cytuję z pamięci :D. Warto tylko pamiętać, że czy chleb
              będzie z formy kwadratowej, okrągłej czy najzwyczajniej ugnieciony gołymi
              rękami zawsze pozostanie chlebem.
              ___________________________________
              www.tcp.org.pl
              • leo48 Re: Ortografia... 07.09.06, 15:10
                Protokół rozbieżności sporządzony. Pozostajemy, każdy przy swoim choć z drugiej
                strony te rozbieżności nie są tak straszliwe, by zburzyć porządek wszechrzeczy.
                • sofanes Re: Ortografia... 07.09.06, 16:30
                  Bardzo przyjemna i kulturalna dyskusja tu sie rozwinela...
                  Az przyjemnie sie czyta...
                  Ale jedno pytanie mi sie nasuwa - czemu to zaraz obrazac termity...?
                  One tez sie zmieniaja i ewoluuja; coz to za przyklad statycznosci...?
                  Jak rzekl Ben Akiba, wszystko plynie...
                  ;-)
                  • leo48 Re: Ortografia... 07.09.06, 17:57
                    Ja tam nie mam wyboru i mogę brać udział w dyskusji tylko kulturalnej. W tych
                    czasach, kiedy uczęszczałem do szkół, to niestety (albo i stety) koniecznie
                    trzeba było nabrać pewnej ogłady. I to potem tak już jakoś zostaje na zawsze.

                    Ale czy to źle ?
                  • zerozeroseven Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 07.09.06, 23:15
                    sofanes napisał:

                    > Ale jedno pytanie mi sie nasuwa - czemu to zaraz obrazac termity...?
                    > One tez sie zmieniaja i ewoluuja; coz to za przyklad statycznosci...?

                    Widzisz, strasznie upraszczając różnica między termitem a człowiekiem jest jak
                    między kalkulatorem a PC-tem. Sprowadza się do stopnia determinizmu funkcji.
                    Działanie termita tak jak działanie kalkulatora jest raz na zawsze zdefiniowane
                    zarówno przez budowę wewnętrzną (architekturę/hardware) jak i oprogramowanie
                    (software). Przy czym hardware i software są w tym przypadku mocno ze sobą
                    zintegrowane – nierozłączne. Choćbyśmy niewiadomo jak długo próbowali, nie
                    wydusimy z kalkulatora ani litery, tak samo jak z termita serenady.
                    W tym sensie termit ma charakter statyczny, ograniczony, nierozwojowy. W
                    bezpośredni sposób ma to przełożenie na społeczeństwo, które termit tworzy, z
                    jego ustalonymi rolami i regułami.

                    Determinizm funkcji człowieka jest nieporównywalnie mniejszy niż termita. Nie
                    możemy tu mówić o pewności zachowań, ale jedynie o prawdopodobieństwach
                    określonych stanów. Analogicznie determinizm funkcji komputera jest dużo niższy
                    niż kalkulatora. Komputer PC może być tak zaprogramowany, że będzie pełnił
                    funkcje wyłącznie kalkulatora, ale może też pełnić funkcję maszyny do pisania,
                    konsoli do gier, itp. Funkcje PC będą więc w tym przypadku uzależnione od tylko
                    od rodzaju programu załadowanego do jego pamięci -rzecz niemożliwa w przypadku
                    klasycznego kalkulatora – a ograniczać je będzie wyłącznie liczba dostępnych,
                    gotowych do użycia programów.

                    Człowiek naturalnie jest czymś dużo więcej niż komputer PC. W odróżnieniu od
                    termitów, kalkulatorów, czy komputerów PC ma nie tylko zdolność do działania
                    zgodnie z zadanym programem, ale unikalną umiejętność jego świadomej
                    modyfikacji. Innymi słowy: człowiek może programować się sam…
                    (Podkreślam słowo „świadomość”, bo funkcję zmiany kodu można umieścić w samym
                    kodzie; nie umiemy jednak jeszcze sprawić, aby kod dokonywał zmiany samego
                    siebie w sposób świadomy) W tym sensie ludzie mają charakter dynamiczny,
                    otwarty i rozwojowy. Zmieniają samych siebie, a razem z nimi zmienia się ich
                    społeczeństwo i środowisko.

                    P.S. Wydaje się, że termit ma mniejszy determinizm funkcji niż PC – tyle że
                    nie umiemy jeszcze termitów programować. Wątpię jednak, że dałoby się załadować
                    termita programem, który pozwoliłby mu na świadome dokonywanie w tym programie
                    zmian. W tym sensie termit stoi wyżej od PC, ale będzie zawsze stał niżej od
                    człowieka :)
                    ___________________________________
                    www.tcp.org.pl
                    • sofanes Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 08.09.06, 02:31
                      Aleeeeeee gdzieeeeeee taaaaaaaa...

                      Robisz typowo techniczne uproszczenie - roznica miedzy termitem a czlowiekiem
                      jest daleko mniejsza, niz kalkulatora i peceta.
                      A juz na pewno dzialanie termita nie jest raz na zawsze zdeterminowane...
                      Wystepuje tutaj pod haslem kategorycznej obrony termitow, ktore obrazasz po raz
                      kolejny! ;-)
                      O ile funkcje kalkulatora i peceta sa zdeterminowane w stopniu rzeczywiscie
                      wysokim, termit reprezentuje organizm zywy, ktory skutecznie, na swoich
                      krotkich nozkach, wymyka sie definicji determinizmu.
                      Po pierwsze, nie ma dwoch podobnych termitow, podczas gdy kalkulatory ze swoim
                      hardwarem i softwarem sa identyczne.
                      Tak jest! Kazdy termit moze miec troche inna informacje genetyczna, a juz kazdy
                      jeden rozni sie od innych sposobem jej regulacji. (Te roznice sa niewielkie,
                      ale sa! Wiecej, sa podstawowym narzedziem Ewolucji).
                      Nie da sie w zaden sposob powiedziec, ze termity maja ten sam hardware i
                      software, co z latwoscia mozna rzec o kalkulatorach i pecetach.

                      Trzymajac sie Twojego porownania - litery z kalkulatora ni cholery ni pojdzie
                      wycisnac, ale serenade z termita - oooo, tego wykluczyc nie mozna...trzeba by
                      jednak przekonac zwierzatko, ze spiewanie serenad lezy w jego znakomicie
                      pojmowanym interesie, a nie jakies tam zucie drewna, budowa termitery czy
                      czyszczenie krolowej.
                      Gdybysmy wiec namowili Nature, zeby mu przewage spiewania serenad jasno
                      przedstawila, wystarczyloby poczekac chwilke (tak z pareset milionow lat) i
                      voila, mozna sprzedawac bilety na wystep...
                      Innymi slowy, termit podlega prawom ewolucji, ktora nie jest zdeterminowana, bo
                      zalezna od zmiennych warunkow srodowiska (co przyda sie w tym stuleciu, nie
                      musi byc przydatne za kolejne trzysta lat), a zmiennosc lezy u podstaw jego
                      istnienia i przetrwania.
                      Gdzie tu durny kalkulator porownywac...;-)
                      Jeszcze inaczej - jesli Ziemie dotknalby jakis kataklizm, i zostaly na niej
                      tylko termity i kalkulatory, termity rach-ciach wyrwalyby sie z okowow swojej
                      niszy ekologicznej i rozpelzy po calym globie, szybko zmieniajac sie i
                      przystosowujac.
                      Kalkulatory by tylko lezaly i sie kurzyly...

                      Idzmy dalej...piszesz, ze determinizm funkcji czlowieka jest mniejszy niz
                      termita - a guzik, a guzik.
                      Wez jednego termita i jednego czlowieka i sprobuj przewidziec, co bedzie dalej
                      robil - nie ma na to szans.
                      Dlatego wymyslono socjologie, ktora zajmuje sie zachowaniem zbiorowsci, a nie
                      jednostki, a i biologia ewolucyjna operuje pojeciem populacji, a nie
                      pojednyczego przedstawiciela.

                      Co zas do przewagi czlowieka, ktora niejako daje mu niepowtarzalna mozliwosc
                      aktywnego wplywania na otoczenie, dynamizm i rozwojowosc - nie przesadzalbym.
                      Determinizm zachowan czlowieka, i pisze to calkiem powaznie, wcale nie jest tak
                      bardzo duzo mniejszy, niz termita.
                      Zmieniamy srodowisko, by lepiej nam sluzylo...?
                      A co robia termity...? Termitere.
                      One pracuja na rzecz krolowej...? A my nie chodzimy do roboty...?
                      Inteligencja to niezly wynalazek, ale wcale nie jest powiedziane, ze zawsze i w
                      kazdych "okolicznosciach przyrody" jest rzecza, do ktorej dazy Ewolucja, by
                      zapewnic lepsze przystosowanie do srodowiska.
                      Byc moze w pewnych okolicznosciach lepszym przystosowaniem ewolucyjnym bylaby
                      szybkosc, duze zeby, albo jeszcze cos innego...powiedzmy, ze to my wykonczymy
                      tygrysa, bo dzieki inteligencji mamy karabin.
                      Ale moze pewnego dnia pojawi sie superwirus, (bez udzialu czlowieka), ktory
                      wykosi ludzi, bo bedzie w stanie zyc dalej np. w zwierzetach; i na co zda sie
                      wtedy nasza inteligencja...

                      ***

                      Co do programowania zwierzat\ludzi...a coz my robimy...?
                      Czy pszenica, z ktorej robi sie make, nie jest zaprogramowana przez
                      czlowieka...?
                      W naturze dlugo by nie pozyla, majac taki byle jaki zestaw genow (byle jaki z
                      punktu widzenia przetrwania w srodowisku).
                      A roslina, produkujaca ludzkie przeciwciala, albo szczepionki...?
                      Tyz zaprogramowana...
                      Do nauczenia termitow serenady daleka droga, ale juz dzis sa poznane takie
                      geny, ze gdyby je np. przelozyc szympansom, kto wie, czy by nie nauczyly sie
                      mowic, albo po prostu zmadrzaly.
                      Oczywiscie, nikt takich eksperymentow nie bedzie robil (mam nadzieje), bo nie
                      byloby to zbyt etyczne, stworzyc...no wlasnie, co...?
                      Ale to juz zupelnie inna historia i moze zajmiemy sie nia kiedy indziej, przy
                      okazji innego off-topicu...
                      ;-)

                      Zdecydowanie termitom przeprosiny sie naleza, jak psu kosc...;-)
                      • leo48 Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 08.09.06, 05:51
                        Przeczytawszy to, co powyżej, rozdziawiłem gębę w niemym podziwie. I jak ja
                        teraz taki rozdziawiony pójdę do fabryki? Od jutra zaczynam dokształcanie.
                        • zerozeroseven Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 08.09.06, 22:39
                          Sofanesie!

                          Ależ poruszyłeś tematów!

                          Oczywiście, determinizm funkcji termitów może się zmieniać na drodze ewolucji,
                          tak jak determinizm funkcji kalkulatora zmieniać w drodze wypuszczania na rynek
                          coraz to kolejnych jego wersji (przy czym w jednym i w drugim przypadku zmiany
                          mogą zachodzić zarówno w kierunku zmniejszenia jak i zwiększenia tego
                          determinizmu). Potencjału ewolucyjnego nie można mylić jednakże, ze stopniem
                          determinizmu funkcji danego osobnika, czy też mówiąc szerzej, gatunku.
                          Potencjał ewolucyjny (rozumiany jako liczba możliwych kombinacji istniejącego
                          materiału genetycznego) termita, jest nieskończenie wyższy niż wszystkich
                          istniejących komputerów razem wziętych - to prawda; ale przecież termit przy
                          olbrzymim potencjale ewolucyjnym ma jednocześnie relatywnie wysoki poziom
                          determinizmu osobniczych funkcji – i to jest również bezsprzeczne.

                          Po drugie, istnienie drobnych różnic pomiędzy poszczególnymi termitami nie ma
                          większego wpływu na poziom determinizmu ich funkcji, jest to wyłącznie skutek,
                          wybranego przez naturę, liniowego sposobu dokonywania zmian, który jest pełnym
                          zamiennikiem metody skokowej, charakterystycznej dla trwającej ewolucji
                          technologicznej.

                          Po trzecie, ewolucja technologiczna jest równoważna biologicznej. Oczywiście
                          przebiegają one na innych poziomach i w inny sposób, ale wydaje się, że w
                          efekcie, prowadzą do tego samego: czyli powstania systemu zdolnego do pełnej
                          samoorganizacji, niezależnego od ingerencji natury (bioewolucja) czy też
                          ingerencji człowieka (technoewolucja).

                          Po czwarte, ponieważ determinizm funkcji termita jest wyższy od determinizmu
                          funkcji człowieka jeśli wezmę, jak piszesz, jednego termita i jednego człowieka
                          i spróbuję przewidzieć, „co będzie dalej?”, prawdopodobieństwo prawidłowego
                          określenia tego co zrobi termit będzie dokładnie o tyle wyższe, o ile wyższy
                          jest determinizm jego funkcji w relacji do determinizmu funkcji ludzi. Co
                          więcej, jesteśmy zdolni lub bardzo bliscy tego, aby móc powiedzieć co może i z
                          jakim prawdopodobieństwem zrobić termit potraktowany dowolnym bodźcem - tak jak
                          jesteśmy w stanie określić z jakim prawdopodobieństwem wypada „0” w ruletce -
                          nie jesteśmy jednak w stanie zrobić do końca tego w stosunku do zachowań
                          ludzkich.

                          Po piąte, socjologia i biologia ewolucyjna bazują właśnie na rozkładzie
                          funkcji. Ponieważ determinizm funkcji termitów jest ogromny, ich socjologia
                          jest nieporównywalnie prostsza od socjologii ludzkiej, żeby nie powiedzieć
                          banalna. Biologia ewolucyjna to inna sprawa, potencjał ewolucyjny termitów, jak
                          już zostało powiedziane, jest porównywalny z ludzkim.

                          Po szóste. Unikalność człowieka polega na umiejętności dokonywania świadomej i
                          samodzielnej modyfikacji kodu jaki nim zawiaduje. To daje ogromną przewagę
                          ewolucyjną. Żeby zniszczyć ludzkość nie potrzeba super wirusa czy drapieżnika,
                          wystarczy bezmyślny asteroid, który pierdyknie w Ziemię. Przewaga człowieka nad
                          termitem polega na tym, że w obliczu zbliżającej się zagłady ludzkość zdąży
                          wyemigrować na księżyc albo rozbić asteroidę na kawałki. Termit będzie
                          przeżuwał drewno…

                          Po siódme, dlatego termita nie przeproszę, bo jak wykazano powyżej termit
                          głupie bydlę jest i do żadnego rozwoju niezdolne;-)
                          ___________________________________
                          www.tcp.org.pl
                          • sofanes Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 09.09.06, 01:11
                            Ha.
                            No to po kolei...

                            > Potencjału ewolucyjnego nie można mylić jednakże, ze stopniem
                            > determinizmu funkcji danego osobnika, czy też mówiąc szerzej, gatunku.

                            Alez ja nie myle tych pojec; przeciez nie uzywam ich zamiennie.
                            Idzie o to, ze potencjal ewolucyjny na determinizm jednak wplywa, czemu chyba
                            nie zaprzeczysz.
                            Poniewaz wplyw ten jest nieokreslony i zmienny od warunkow srodowiska, termit,
                            w dluzszej perspektywie, jest daleko mniej zdeterminowany w swych zachowaniach,
                            niz kalkulator - ktory znowu jest zdeterminowany kompletnie.

                            Nie zgodze sie z twierdzeniem, ze "determinizm funkcji termitów może się
                            zmieniać na drodze ewolucji, tak jak determinizm funkcji kalkulatora zmieniać w
                            drodze wypuszczania na rynek coraz to kolejnych jego wersji".
                            Zauwaz, ze termit poradzi sobie li i jedynie poprzez interakcje ze
                            srodowiskiem, ktore go otacza; kalkulator w zadne interakcje nie wejdzie, a do
                            wprowadzania jego kolejnych wersji potrzebna jest interwencja i inteligencja
                            czlowieka. Obecnosc lub brak czlowieka jest tym dodatkowym czynnikiem, ktory
                            jest warunkiem sine qua non sztucznej, "skokowej" ewolucji kalkulatorow.
                            (Dodam tutaj, ze Twoje stwierdzenie, iz "skokowa" ewolucja jest rownoprawnym
                            zamiennikiem "liniowej" powyzszym stwierdzeniem zostaje, przekonujaco, mam
                            nadzieje, obalone).
                            Dlatego tez, wracajac do sedna tej dyskusji, zupelnie nie mozna porownac pary
                            kalkulator-pecet i termit-czlowiek, gdyz skonczony determinizm przedmiotow
                            nijak sie ma do bedacego w stanie permanentnej ewolucji determinizmu istot
                            ozywionych.
                            Ergo, porownujac stopien determinizmu termita do kalkulatora, obrazasz go bez
                            zadnej watpliwosci.

                            Tak wiec, wywod Twoj, choc skladajacy sie z logicznych i wynikajacych z siebie
                            krokow, obciazony jest pierworodnym grzechem bledu w zalozeniu, iz determinizm
                            i potencjal ewolucyjny to sprawy niezalezne, i ze mozna rozpatrywac je w
                            oderwaniu od siebie.

                            Tu musze przyznac, ze niezwykle uradowalo mnie Twoje stwierdzenie, iz:
                            "potencjał ewolucyjny termitów, jak już zostało powiedziane, jest porównywalny
                            z ludzkim".
                            Pomijajac juz luzne dywagacje na temat porownan stopni determinizmu pomiedzy
                            kalkulatorami, pecetami, ludzmi i termitami, warto przypomniec, jakiez to Twe
                            stwierdzenie sprowokowalo mnie do wygloszenia Obrony Termita; erhm,erhm, cytuje:
                            "Nie jesteśmy termitami, my się zmieniamy"

                            Tym samym zachowuje wiare, iz zachowasz sie, jak by nalezalo, i przeprosin
                            termita jednakze dokonasz... ;-P
                            Podsumowujac, gdybys rzekl - "Nie jestesmy kalkulatorami, my sie zminiamy" -
                            nikt, nawet tak czepliwy jak ja, nie moglby zlego slowa powiedziec...
                            ;-))
                            • zerozeroseven Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 25.09.06, 17:08
                              Przepraszam za tak długą zwłokę w odpowiedzi.
                              Dopiero influenza, która zmogła moje członki pozwoliła mi się oderwać od spraw
                              nie cierpiących zwłoki i zająć się takimi, które po prostu lubię.

                              Poniżej krótki komentarz do Twoich, jakże w sumie słusznych, wypowiedzi:

                              >Alez ja nie myle tych pojec; przeciez nie uzywam ich zamiennie.
                              >Idzie o to, ze potencjal ewolucyjny na determinizm jednak wplywa, czemu chyba
                              >nie zaprzeczysz.
                              >Poniewaz wplyw ten jest nieokreslony i zmienny od warunkow srodowiska, termit,
                              >w dluzszej perspektywie, jest daleko mniej zdeterminowany w swych
                              >zachowaniach,
                              >niz kalkulator - ktory znowu jest zdeterminowany kompletnie.

                              Oczywiście, termit jest w dłuższej perspektywie znacznie mniej zdeterminowany
                              niż kalkulator.
                              Kalkulator i pecet posłużyły mi wyłącznie jako przykład stopnia relacji
                              pomiędzy poziomem determinizmu człowieka i termita.

                              >Zauwaz, ze termit poradzi sobie li i jedynie poprzez interakcje ze
                              >srodowiskiem, ktore go otacza; kalkulator w zadne interakcje nie wejdzie, a do
                              >wprowadzania jego kolejnych wersji potrzebna jest interwencja i inteligencja
                              >czlowieka. Obecnosc lub brak czlowieka jest tym dodatkowym czynnikiem, ktory
                              >jest warunkiem sine qua non sztucznej, "skokowej" ewolucji kalkulatorow.
                              >(Dodam tutaj, ze Twoje stwierdzenie, iz "skokowa" ewolucja jest rownoprawnym
                              >zamiennikiem "liniowej" powyzszym stwierdzeniem zostaje, przekonujaco, mam
                              >nadzieje, obalone).

                              I tutaj również generalnie się zgadzam. Zwróć jednak uwagę na fakt, że „czynnik
                              ludzki” jest tym samym w ewolucji kalkulatora, czym ślepy traf utrwalony
                              doborem naturalnym u zwierząt (w tym termitów). W konsekwencji możemy mówić o
                              innym mechanizmie ewolucji, ale nie o różnicy w samej istocie tego procesu.
                              Ewolucja bez względu na sposób jej przebiegu pozostaje ewolucją, a tym samym
                              twierdzenie o równoważności ewolucji przebiegającej "skokowo" i "liniowo" nie
                              zostaje być obalone.

                              >Dlatego tez, wracajac do sedna tej dyskusji, zupelnie nie mozna porownac pary
                              >kalkulator-pecet i termit-czlowiek, gdyz skonczony determinizm przedmiotow
                              >nijak sie ma do bedacego w stanie permanentnej ewolucji determinizmu istot
                              >ozywionych.

                              Jak już napisałem powyżej fakt że ewolucja zwierząt przebiega jak na razie w
                              sposób odmienny od ewolucji maszyn, nie zmienia faktu, że tu i tam mamy do
                              czynienia z ewolucją. Tak więc można przy pewnym poziomie uproszczenia
                              porównywać te pary. Być może za jakiś czas będziemy mieli możliwość
                              zastosowania lepszych porównań. Nastąpi to wtedy, gdy powstaną maszyny zdolne
                              do posiadania potomstwa podlegającego dokładnie takim samym prawom ewolucji jak
                              to ma miejsce w świecie zwierzęcym. Myślę, że nastąpi to wcześniej niż się
                              spodziewamy.

                              „Ergo, porownujac stopien determinizmu termita do kalkulatora, obrazasz go bez
                              zadnej watpliwosci.”

                              Antropomorfizacja termita jest błędem. Termit to tylko sprawna maszynka do
                              kopania dziur w ziemi - nie może więc przyjąć przeprosin. Mając jednak na
                              uwadze fakt Twojego występowania w roli ambasadora tych zwierzątek składam
                              przeprosiny na twoje ręce, z prośbą o przekazanie tych przeprosin adresatom
                              niezwłocznie po osiągnięciu przez nich poziomu pozwalającego na zrozumienie
                              przekazu(co prawdopodobnie nigdy nie nastąpi).

                              Pozdrawiam,
                              ;-)

                              ___________________________________
                              www.tcp.org.pl
                              • sofanes Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 27.09.06, 02:05
                                Z radoscia musze stwierdzic, ze zblizylismy sie troszke do konsensusu...
                                Mam nadzieje, ze influenza poszla precz...

                                > I tutaj również generalnie się zgadzam. Zwróć jednak uwagę na fakt, że „c
                                > zynnik
                                > ludzki” jest tym samym w ewolucji kalkulatora, czym ślepy traf utrwalony
                                > doborem naturalnym u zwierząt (w tym termitów).

                                Hmm, w zasadzie - tak. Patrzac jednak szerzej - czlowiek jest rowniez
                                implikacja dzialania doboru naturalnego (spuscmy zaslone milczenia na
                                kreacjonistow); w takim, szerszym kontekscie, "czynnik ludzki" spada z
                                piedestalu rownosci z "doborem naturalnym".

                                > Kalkulator i pecet posłużyły mi wyłącznie jako przykład stopnia relacji
                                > pomiędzy poziomem determinizmu człowieka i termita.

                                I to pozostawalo osia sporu miedzy nami; z bolem moge zgodzic sie na zgnliy
                                kompromis, ktory w tym wypadku bedzie brzmiec: "ten zestaw porownan moze byc od
                                biedy uzyty, pod warunkiem jednak podkreslenia, iz mowimy o ukladzie sztucznym,
                                zamknietym i generalnie skali mikro".
                                Nie doprecyzowales tego w swym oryginalnym poscie i stad moja zdecydowa
                                reakcja w obronie czci termitow...

                                > Antropomorfizacja termita jest błędem.

                                Ha - jakby to ujac...mysle sobie, ze to dyskusyjne twierdzenie; generalnie
                                jednak wychodze z zalozenia, ze lepiej przesadzac z antropomorfizacja niz miec
                                jej niedomiar...;-)

                                > Mając jednak na
                                > uwadze fakt Twojego występowania w roli ambasadora tych zwierzątek składam
                                > przeprosiny na twoje ręce, z prośbą o przekazanie tych przeprosin adresatom
                                > niezwłocznie po osiągnięciu przez nich poziomu pozwalającego na zrozumienie
                                > przekazu(co prawdopodobnie nigdy nie nastąpi).

                                Dobrze wiec, niech tak bedzie - przyjmuje na siebie ten zaszczytny ciezar i
                                obciaze nim swoja rodzine; by przyszle pokolenia nie zapomnialy o obowiazku,
                                jaki ich prajaszczur sofanes wzial na swe barki.
                                W stosunku do jadowitej strzaly, jaka dolaczyles do przeprosin (chodzi mi o
                                uwage wzieta w nawiasy), jako pierwszy honorowy ambasador dobrych stosunkow z
                                termitami, zachowam dyplomatyczne milczenie.
                                ;-)

                                • zerozeroseven Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 27.09.06, 10:40
                                  Sofanesie!
                                  Chętnie zgodziłbym się na wszystko co piszesz, bo dyskusja z Tobą to dla mnie
                                  prawdziwa przyjemność i honor, niestety nie zawsze masz rację, co konstatuję z
                                  pewną satysfakcją. :-)

                                  Napisałeś mianowicie: „Patrzac jednak szerzej - czlowiek jest rowniez
                                  implikacja dzialania doboru naturalnego (spuscmy zaslone milczenia na
                                  kreacjonistow); w takim, szerszym kontekscie, "czynnik ludzki" spada z
                                  piedestalu rownosci z "doborem naturalnym".

                                  Otóż, fakt że ewolucja kalkulatora oparta jest o „czynnik ludzki”, a ewolucja
                                  termita o „dobór naturalny” nie czyni ewolucji kalkulatora gorszą, ale inną.
                                  Obie ewolucje jak już napisałem, są równoważne w tym sensie, że z podobną
                                  efektywnością prowadzą do powstania formy najskuteczniej działającej w zadanych
                                  warunkach. Mówiąc inaczej, gdyby ewolucja np. na rynku dóbr konsumpcyjnych
                                  podlegała prawom doboru naturalnego, prawdopodobnie funkcjonalność, a może
                                  nawet i z grubsza wygląd powiedzmy telewizora, nie odbiegałyby specjalnie od
                                  tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni obecnie. Różnica mogłaby pojawić się
                                  natomiast w obszarze czasu potrzebnego na powstanie danej formy i odpowiednik
                                  naszego obecnego telewizora mógłby wyewoluować ze swojej formy pierwotnej np.
                                  dopiero za milion lat. W tym sensie moglibyśmy powiedzieć, że ewolucja oparta
                                  o „czynnik ludzki” przewyższa ewolucję naturalną, bo przebiega dużo szybciej i
                                  jest w stanie szybciej zareagować na zmieniające się środowisko. Szybkość ta
                                  wynika ze znacznie ograniczonej roli elementu losowego w powstawaniu
                                  kolejnych „ulepszeń”. W konsekwencji jeśli nasi naukowcy odkryliby dzisiaj, że
                                  za 1000 lat Ziemia nieuchronnie ulegnie nagłemu i całkowitemu rozpadowi,
                                  prawdopodobnie jedynymi formami jakie przeżyłyby ten kataklizm byliby ludzie
                                  (którzy jak dotąd jedyni wyrwali się z okowów naturalnej ewolucji) oraz formy
                                  podlegające ewolucji kierowanej „czynnikiem ludzkim”, w tym różnej maści
                                  kalkulatory. Termity nie zdążyłyby wyemigrować na Marsa. Nie miałyby szans.
                                  Pozdrawiam serdecznie ;-)
                                  ___________________________________
                                  www.tcp.org.pl
                                  • sofanes Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 28.09.06, 23:19
                                    Zerozerosevenie!

                                    > prawdziwa przyjemność i honor, niestety nie zawsze masz rację, co konstatuję
                                    >z
                                    > pewną satysfakcją. :-)

                                    Doprawdy, nie ma tu powodu do satysfakcji, a to dlatego, iz jasnym i oczywistym
                                    jest, iz nie ma ludzi nieomylnych...no, moze poza Ojcem Wszystkich Turkmenow...
                                    Coz wiec dopiero ja, Sofanes...jesli zdarzy mi sie racje miec raz czy dwa wsrod
                                    dziesiatkow sporow, to radowac mi sie wypada jak malemu dziecku...nie kpij
                                    wiec, zerozerosevenie, z pomylek prostego Sofanesa...

                                    > Obie ewolucje jak już napisałem, są równoważne w tym sensie, że z podobną
                                    > efektywnością prowadzą do powstania formy najskuteczniej działającej w
                                    zadanych
                                    > warunkach.

                                    Tak, jasnym to jest...moze niezbyt precyzyjnie sie wyrazilem poprzednio;
                                    powtorze wiec raz jeszcze: w ukladzie "zamknietym", warunkowym - a rozumiem
                                    przez to li i wylacznie porowanie obu zestawien (komp-kalkulator i termit-
                                    czlek), czynnik ludzki i dobor naturalny mozna zrownac jako wspolna sile
                                    sprawcza ewolucji.
                                    Wychodzac jednak z tych sztywnych ram - oba czynniki tylko pozornie sa
                                    rownowazne, gdyz ewolucja kierowana przez czlowieka nie mogla powstac bez
                                    poprzedzajacej ewolucji kierowanej doborem naturalnym.
                                    (Ktora doprowadzila do stworzenia czlowieka).
                                    Gdyby kazdy z wspomnianych wyzej "czynnikow sprawczych ewolucji" w istocie byl
                                    sobie rowny, moglibysmy stwierdzic np., ze w wyniku dzialania czlowieka
                                    stworzony zostal dobor naturalny, co brzmi malo sensownie.

                                    Idac dalej tym tropem, jasnym jest, ze twierdzenie: "W tym sensie moglibyśmy
                                    powiedzieć, że ewolucja oparta o „czynnik ludzki” przewyższa ewolucję
                                    naturalną, bo przebiega dużo szybciej",
                                    jest nieprawdziwe, gdyz powinno byc sformulowane w sposob nastepujacy:
                                    "Ewolucja, kierowana przez dobor naturalny, ktory na pewnym etapie zaskutkowal
                                    pojawieniem sie czlowieka, znacznie przyspieszyla dzieki temu osiagnieciu".
                                    Pozdrawiam rowniez
                                    ;-)
                                    • zerozeroseven Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 29.09.06, 10:47
                                      Czekam, aż nas administratorzy skarcą, za te dywagacje na forum miejskim :-D

                                      Ale póki co, napisałeś:

                                      > Gdyby kazdy z wspomnianych wyzej "czynnikow sprawczych ewolucji" w istocie
                                      byl
                                      > sobie rowny, moglibysmy stwierdzic np., ze w wyniku dzialania czlowieka
                                      > stworzony zostal dobor naturalny, co brzmi malo sensownie.

                                      A może nie tak bardzo bezsensownie jak się pozornie wydaje? Wprawdzie w wyniku
                                      działania człowieka sam dobór naturalny nie może być stworzony, to jednak jak
                                      najbardziej do pomyślenia jest stworzenie maszyny, która będzie podlegała
                                      prawom takiego doboru, a kolejne pokolenia tej maszyny będą pochodzić z
                                      prawdziwego ojca i prawdziwej matki. W konsekwencji możliwy jest scenariusz, w
                                      którym „ewolucja naturalna”, która zaskutkowała pojawieniem się człowieka,
                                      pojawi się ponownie na niższym poziomie, jako efekt naszej kreacjonistycznej
                                      mocy w odniesieniu do maszyn. Jeśli przyjmiemy takie, jak najbardziej przecież
                                      prawdopodobne założenie, otrzymamy klasyczny paradoks jajka i kury, z tym że
                                      rolę jajka pełnić będzie „dobór naturalny”, a rolę kury „czynnik ludzki”.
                                      Dalej. Czy można powiedzieć, że jajko jest równoważne kurze? I tak, i nie -
                                      stąd nasza dyskusja. W rzeczywistości i jajko i kura są formami przejściowymi
                                      bardziej abstrakcyjnego bytu, jakim jest „kura rozciągnięta w czasie”. Chodzi o
                                      to, że gdybyśmy mogli obserwować byty w czterech wymiarach zarówno kura jak i
                                      jajko byłyby ze sobą absolutnie tożsame. Tak samo tożsame/równoważne są w mojej
                                      opinii zjawiska „ewolucji naturalnej” i ewolucji kierowanej czynnikiem ludzkim.
                                      Rolę „kury rozciągniętej w czasie” pełni wtedy Ewolucja „per se”. Czymże jest
                                      więc Ewolucja? Cóż, być może zjawiskiem podobnym do grawitacji, czy siły
                                      wyporu. Pewną cechą stałą naszego wszechświata. Obserwujemy ją na co dzień w
                                      różnych przejawach, tak jak możemy zobaczyć różne formy kury. Przy czym jak już
                                      raz zdemaskujemy ewolucję jako prawo fizyczne, zaczynamy odkrywać ją wszędzie.
                                      Widzimy, że tym samym prawom ewolucji podlega nasza firma, organizacja
                                      partyjna, krajobraz za oknem kształtowany siłami wiatru i wody, otaczające nas
                                      sprzęty, zwierzęta no i na koniec, my sami.

                                      Panta rei,

                                      Pozdrawiam, :-)
                                      ___________________________________
                                      www.tcp.org.pl
                                      • sofanes Re: Straszny OT - nie czytać po zmierzchu :-) 15.10.06, 00:39
                                        Bozesz Ty moj...
                                        Myslalem, ze to zart, albo GW sobie jaja robi...a to prawda...
                                        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3684136.html
                                        • zerozeroseven Re Does God Play Dice? 15.10.06, 02:18

                                          Drogi Sofanesie,
                                          Skąd ta prowokacja?

                                          Jestem przekonany, że podzielasz pogląd, że do do końca nie wiadomo, czy
                                          zjawiska fizyczne mają charakter zjawisk zdeterminowanych, czy też są raczej
                                          przykładem procesów losowych, które (być może) są tylko sztucznym modelem
                                          tłumaczącym naszą niewiedzę.
                                          Czy potrafisz opowiedzieć na pytanie czy teoria prawdopodobieństwa obiektywnie
                                          opisuje naszą rzeczywistość i jest składową każdej teorii fizycznej?
                                          ;-DDD

                                          _______________
                                          www.tcp.org.pl
                                          • sofanes Re: Re Does God Play Dice? 16.10.06, 00:02
                                            To zadna prowokacja...
                                            A moze, ale raczej nie moja ;-)
                                            Tak mna tylko wstrzasnelo, i nie wiedzialem, w jakim watku sie uzewnetrznic,
                                            wszak to zupelny off-topic...

                                            > Czy potrafisz opowiedzieć na pytanie czy teoria prawdopodobieństwa
                                            obiektywnie
                                            > opisuje naszą rzeczywistość i jest składową każdej teorii fizycznej?

                                            Rzecz jasna, ze nie potrafie...
                                            Tak tylko mysle, ze wszystko, co poznajemy, umieszczamy w ramach opisowych,
                                            ktore sobie stworzymy; to po prostu zdolnosc myslenia abstrakcyjnego.
                                            Nie jest mozliwe bycie obiektywnym do konca, gdyz "obiektywizm" to takze
                                            pojecie przez nas ukute.

                                            Nauka jednak operuje pewnymi modelami, ktore (jak dotad) wystarczajaco
                                            dokladnie pozwalaja nam interpretowac, planowac i ksztaltowac otaczajaca nas
                                            rzeczywistosc.
                                            Dla przykladu - nie potrafimy okreslic, jak bedzie zachowywac sie kazda
                                            pojedyncza czastka paliwa rakietowego podczas reakcji spalania, ale potrafimy
                                            okreslic efekt tego spalania na tyle dobrze, ze czlowiek wyladowal na Ksiezycu.
                                            Nie ma co mnozyc abstrakcyjnych bytow i uzywac skomplikowanego jezyka, nauka
                                            nigdy nie bedzie w stanie wyjasnic nam wszystkiego, jak i my nie bedziemy nigdy
                                            w stanie wszystkiego pojac.
                                            Jednak, jak juz napisalem, metoda naukowa i racjonalizm pozwolil zbudowac
                                            nowoczesna cywilizacje - bredzenie o tym, ze teoria ewolucji to "tylko" teoria,
                                            to brak elementarnego pojecia o tym, czym jest i jakimi narzedziami posluguje
                                            sie nauka - i kompletnie kompromituje wypowiadajacego takie slowa (wiceministra
                                            edukacji, Boze...).
                                            Warto podkreslic, ze nie chodzi o to, ze ewolucja istnieje, co jest faktem dla
                                            kazdego myslacego czlowieka, tylko o niezrozumienie, czym jest racjonalizm i
                                            metoda naukowa.
                                            Przychodzi po prostu facet z ministerstwa i wstawia kawalki rodem z
                                            sredniowiecza.
                                            Lada dzien astrologia i astronomia tez zostana zrownane.
                                            Wiesz sevenie, ze zwykle staram sie tonowac oceny i wypowiedzi - ale z cala
                                            odpowiedzialnoscia stwierdzam tu, ze Wiceminister Edukacji Narodowej RP jest
                                            nieukiem, a uzyje slowa mocniejszego - polglowkiem.

                                            Widzisz, ja moge smiac sie z pomyslow nauki patriotyzmu w szkole, ale
                                            przynajmniej rozumiem mniej wiecej pobudki, jakie wprowadzaczom przyswiecaja.
                                            Rozumiem tez, ze ktos moze uwazac zygote za pelnoprawna istote ludzka, bez
                                            wzgledu na to, jakie na ten temat mam zdanie osobiste.
                                            Jesli jednak nauke zaczyna przedstawiac sie jako twor, w ktorym punkt widzenia
                                            zalezy od pogladow patrzacego, to szlag mnie trafia, bo naprawde wracamy do
                                            sredniowiecza.
                                            Albo czasow Trofima Lysenki...
                                            • sofanes Re: Re Does God Play Dice? - suplement 16.10.06, 00:10


                                              Einstein, ktorego cytujesz, uwazal, ze Bog w kosci nie gra.
                                              Bez wzgledu na to jednak, co uwazal Wielki Albert, Niels Bohr i inni wielcy
                                              tamtych czasow, oraz jaki byl ich stosunek do kwestii metafizycznych, w swoich
                                              pracach i dokonaniach stosowali metode naukowa...twierdzenia dowodzili na
                                              papierze, a nie dopisujac formule - "tak jest, bo Bog tak chcial"...
                                              ;-)
                                              • deptaczek Re: Re Does God Play Dice? - suplement 16.10.06, 11:18
                                                Ech,
                                                dopiszę się do tego wątku, bo i mnie myśli wicemin. uderzyły (w potylicę i czoło
                                                jednocześnie).
                                                Szczególnie, oprócz teorii p. wicemninistra na temat teorii naukowych, uderzyła
                                                mnie jedna rzecz: "Ja reprezentuję pogląd cywilizacji, w której zostałem
                                                ukształtowany. Musimy dbać, żeby ta cywilizacja przetrwała." i do tego powołanie
                                                na Biblię i antyk. I jeszcze "O, świat sobie już radził bez tolerancji i poradzi
                                                sobie dalej. Nie może być tak, że kilku maniaków będzie decydowało o losach
                                                cywilizacji..."

                                                Do dziś byłam przekonana, że cywilizacja chrześcijańsko-zachodnio-europejska
                                                wśród kilku najważniejszych cech, jakie ją określają, charakteryzuje się:
                                                - tolerancją dla ludzkich poglądów i zachowań - niespotykaną w żadnej innej
                                                kulturze w takim stopniu; i powiązanym z tym:
                                                - przywiązaniem do wolności jednostki, nawet kosztem dobra ogólnospołecznego.
                                                Wolność ta dotyczy również wolności słowa i dyskusji (dzięki czemu możemy czytać
                                                głupoty wypowiadane przez p. wicemin.).
                                                Wiem oczywiście, że wartości te nie są odwieczne, nasza cywilizacja je
                                                "wypracowała" w drodze ewolucji (:-D). Ale są jej istotnym wyróżnikiem. Którego
                                                jak widać p. Orzechowski nie dostrzega. Chyba, że jego wychowała inna cywilizacja.

                                                Na szczęście dla siebie, podzielam wiarę p. wicemin., że nie będzie kilku
                                                maniaków decydowało o losach naszej cywilizacji, więc kilku reprezentantów LPR w
                                                rządzie nie zmieni świata. I tym optymistycznym akcentem odsuwam od siebie
                                                przerażenie posobotnie.
                                                • zerozeroseven Re: Re Does God Play Dice? - suplement 16.10.06, 14:17
                                                  A dla mnie wypowiedzi ministra świadczą jedynie, że kreacjonizm, a w zasadzie
                                                  jego teoria Inteligentnego Projektu wszedł właśnie w fazę eksportową. Z
                                                  problemem IP zmierzyć się przyjdzie więc wkrótce nie tylko Polakom, ale także
                                                  innym europejczykom…

                                                  Pomiędzy nauką i teologią rozciąga się granica, której przebieg chcą zmienić
                                                  przedstawiciele i jednej, i drugiej strony. Wyniki granicznych potyczek wcale
                                                  nie są takie łatwe do przewidzenia zwłaszcza tam, gdzie granica przebiega
                                                  niewyraźnie lub jest trudno dostępna. Granicę pomiędzy ewolucjonizmem i
                                                  kreacjonizmem przyrównałbym do granicy przebiegającej na wzburzonym morzu, a
                                                  bitwa morska właśnie się rozpoczęła… :-D
                                                  ___________________________________
                                                  www.tcp.org.pl
                                                  • sofanes Re: Re Does God Play Dice? - cd. 16.10.06, 16:32
                                                    Tak, Deptaczek poruszyla kwestie, o ktorej nie wspomnialem - czyli tych
                                                    czynnikow, ktore uksztaltowaly "wyglad" dziejszych demokracji.
                                                    Rzecz jasna, ze chrzescijanstwo jest elementem tozsamosci Europy, czy szerzej,
                                                    Zachodu - ale najwazniejszym czynnikiem, ktory uksztaltowal nasze dzisiejsze
                                                    patrzenie na swiat, bylo Oswiecenie.
                                                    Chrzescijanstwo i dogmatyzm doprowadzilo do wojny trzydziestoletniej, w ktorej
                                                    zginelo cwierc Europy; o stosach i innych atrakcjach nie warto wspominac...
                                                    Te koszmary doprowadzily do narodzin Oswiecenia, a ono - do zmiany kosciolow
                                                    chrzescijanskich.
                                                    To, ze dzisiaj mowimy o tym, ze chrzescijanstwo jest najlepiej przystosowane do
                                                    nowoczesnego swiata, w przeciwienstwie do niektorych innych religii,
                                                    zawdzieczamy wlasnie Oswieceniu.
                                                    Tolerancja, metoda naukowa, wolnosci obywatelskie ktore sa dla nas juz tak
                                                    oczywiste, ze ich obecnosci nie dostrzegamy i z radocha krzyczymy "dosc
                                                    liberalizmu" to wlasnie dziedzictwo Oswiecenia, a nie Chrzescijanstwa.

                                                    Najlepsze w tym wszystkim, ze teologowie Kosciola Katolickiego swietnie to
                                                    rozumieja, nie protestuja przeciwko rozdzialowi kosciola od panstwa, uznaja
                                                    bledy Inkwizycji, sa wreszcie oredownikami dbania o prawa czlowieka (powtorze
                                                    jeszcze raz - dziedzictwa Oswiecenia, nie Chrzescijanstwa).
                                                    Sa jednak politycy madrzejsi od laickich medrkow i swietsi od papiezy.
                                                    Nasz pech, ze to oni beda odpowiadac za wyksztalcenie naszych dzieci...

                                                    > A dla mnie wypowiedzi ministra świadczą jedynie, że kreacjonizm, a w zasadzie
                                                    > jego teoria Inteligentnego Projektu wszedł właśnie w fazę eksportową. Z
                                                    > problemem IP zmierzyć się przyjdzie więc wkrótce nie tylko Polakom, ale także
                                                    > innym europejczykom…

                                                    E, nie sadze...nasz rzad,a szczegolnie persony pokroju M.Orzechowskiego czy
                                                    Giertycha, traktowane sa przez Zachod jako, ja wiem...osobliwosci...?
                                                    Na dawnych dworach trzymano rozne potworki, by bawily gosci...to wlasnie cos w
                                                    tym rodzaju.
                                                    Eksportowac to my nie mamy tego gdzie, bo nikt tego nie kupi; to w koncu lichy
                                                    towar, jak i inne niketore mysli naszych Najswiatlejszych.
                                                    Przykro mi tylko, ze w prasie zagranicznej powraca stara opinia o klotliwej,
                                                    populistycznej i niezrozumialej Polsce.
                                                    Inaczej mowiac, zadna "walka" czy "eksport\import" idei sie nie bedzie odbywal,
                                                    bo naszymi glupotami i burzami w szklance wody nikt rozsadny za granica sie nie
                                                    interesuje; to tylko nam sie wydaje, ze jak obrazimy niemieckiego ambasadora
                                                    albo pokazemy jezyk Rosji, to cala Europa bedzie to przezywala i komentowala.
                                                    Taki mamy rzad, jaki se wybralismy, i to tylko nasz problem...
                                                    Zakoncze Galczynskim:
                                                    Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie - chcieliscie Polski, no to ja macie,
                                                    skumbrie w tomacie, pstrag.
                                                    ;-)
                                                  • zerozeroseven Re: Re Does God Play Dice? - cd. 16.10.06, 17:24
                                                    >Inaczej mowiac, zadna "walka" czy "eksport\import" idei sie nie bedzie
                                                    odbywal...

                                                    A jednak! Tyle, że eksporterem nie jest w tym przypadku Polska, bynajmniej, ale
                                                    USA ze stanem Kansas na czele. Polska jest więc w tym przypadku jedynie dość
                                                    wdzięcznym odbiorcą przekazu, który - jestem o tym przekonany - trafi na żyzny
                                                    grunt i jeszcze usłyszymy o naszych rodzimych kreacjonistach nie raz.

                                                    Ciekawa strona dot. tej tematyki: www.racjonalista.pl
                                                    Polecam.

                                                    ___________________________________
                                                    www.tcp.org.pl
                                                  • zerozeroseven Re: Re Does God Play Dice? - cd. 16.10.06, 17:43
                                                    Jeśli będa trudności ze znalezieniem tego tematu trzeba szukać w
                                                    katalogu "nauka" podkatalog "nauka i religia".
                                                    ___________________________________
                                                    www.tcp.org.pl
                                                  • sofanes Re: Re Does God Play Dice? - cd. 16.10.06, 21:06
                                                    A tu pozwole sobie, zerozerosevenie, nie zgodzic...
                                                    Istnieje bez watpienia nurt starajacy sie przedstawiac USA jako kraj
                                                    ciemniakow, bo w tej i owej szkole rodzice chcieli, by nie nauczac o ewolucji,
                                                    tylko o kreacjonizmie.
                                                    Wynika to jednak raczej z tego, ze panuje tu prawdziwa wolnosc slowa i
                                                    samorzadnosc daleko bardziej posunieta, niz w Polsce.
                                                    Wielu demokratycznych komentatorow rwie wlosy z glowy i stara przedstawiac sie
                                                    rzady konserwatystow jako rzady ciemniakow i nawiedzonych religijnie, z Bushem
                                                    na czele, ale polscy dziennkarze, tlumaczacy te publikacje z radoscia w oku i
                                                    zestawiajac je z dzialaniami naszych (pozal sie Boze) rodzimych konserwatystow,
                                                    popelniaja wielki, jesli nie gigantyczny blad.
                                                    Jest bowiem tak, ze wsrod amerykanskich konserwatystow sa nawiedzeni jeszcze
                                                    bardziej niz ksiadz Rydzyk (czemu przyjelo sie nazywanie go Ojcem...?), ale
                                                    stanowia oni zupelny margines, i to raczej nieszkodliwy.
                                                    Przytaczane opowiesci o nawroceniu Busha i tlumaczenie jego krokow
                                                    religijnym "powtornym narodzeniem" w mojej osobistej opinii jest totalna bzdura.
                                                    W USA wolnosci slowa, prasy itp.itd. sa cenione daleko wyzej, niz w Europie, o
                                                    Polsce nie wspominajac, i tak zostanie.
                                                    Taka partia jak LPR albo nawet PiS zostalaby zamknieta w ZOO.
                                                    Nie chce tu pisac elaboratu i uzasadniac wszystkiego punkt po punkcie, ale
                                                    zapewniam, ze OGOL amerkanskich konserwatystow padlby trupem z wrazenia, gdyby
                                                    dowiedzial sie, jak rozumiany jest w RP rozdzial religii od panstwa, wolnosc
                                                    slowa i zgromadzen, i tak dalej.
                                                    Padlby trupem powtornie, gdyby dowiedzial sie, ze polscy "konserwatysci"
                                                    uwazaja sie mniej-wiecej rownymi w pogladach do tych amerykanskich.
                                                    Nie zaglebiajac sie juz w dodatkowe off-topicy tego off-topicu ;-),
                                                    o to, ze amerykanskie dzieci beda sie uczyc, ze Teoria Ewolucji jest rownowazna
                                                    z ID nie obawiam sie jakos zupelnie - o to, ze polskie dzieci moga sie tego
                                                    uczyc - obawiam sie jak najbardziej i prawdziwie.
                                                    Amerykanscy politycy moga byc religijnii, ale rozumieja, czym jest rozdzial
                                                    religii od panstwa (i dlaczego jest on bardzo wazny).
                                                    Szczerze mowiac, mam wrazenie, ze wielu polskich bardzo madrych ludzi pisze
                                                    czasami o USA podajac rozne przyklady czy cytujac roznych ludzi, zupelnie
                                                    czasami nie zauwazajac wlasciwego kontekstu...
                                                    Dla przykladu: Jacek Zakowski, ktorego bardzo cenie, pisze czesto o Jeremim
                                                    Rifkinie, zrownujac go np. z Fukuyama czy Huntingtonem, podczas gdy to gosc
                                                    zupelnie innego (mniejszego) kalibru, zdolny opowiadacz, ale facet zupelnie nie
                                                    poslugujacy sie warsztatem solidnego naukowca; notorycznie przeinacza fakty,
                                                    uzywa statystyk tak, by wyszlo na jego, a czasami po prostu zmysla.
                                                    Stalym jego chwytem jest np. podawanie dlugiej listy bibliografii, by jego
                                                    pisarstwo przypominalo prawdziwe studium badawcze, ale w istocie korzysta z tej
                                                    bibliografii zupelnie dowolnie.
                                                    (Kiedys zreszta, po wywiadzie J. Zakowskiego z J.R. w "Polityce" rozpetala sie
                                                    gwaltowna dyskusja w ktorej sformulowano mniej wiecej te same zarzuty, ktore tu
                                                    przytoczylem; J. Zakowski nadal jednak uwaza, ze Rifkin to Godny Szacunku
                                                    Naukowiec...
                                                    Inna dziwaczna osoba jest cytowany czesto przez GW i inne media Noam
                                                    Chomsky, "guru amerykanskiej lewicy" - a w istocie gosc z innej planety, ze tak
                                                    to okresle, ktory ma mniej-wiecej poglady Fidela Castro, lekko przyprawione
                                                    anarchia i ekologia typu Greenpeace...

                                                    Oni istnieja, maja nawet wielu zwolennikow, ale to folklor USA, ktory nigdy do
                                                    main-streamu glownej politycznej dyskusji sie nie przebija, to w ogole nie
                                                    wchodzi w gre.
                                                    W Polsce natomiast ten folklor doszedl do wladzy, i nie mozna zapominac, ze w
                                                    wynki jak najbardziej demokratycznych wyborow.
                                                    Powiem wiec tak - rozne kretynskie idee moga narodzic sie w USA, ale skielkowac
                                                    moga tam, gdzie padna na podatny grunt.
                                                    Pieknego kwiatka, ktory z nich wyrosnie, jednak nigdzie nie wyeksportujemy, tak
                                                    sobie mysle, a o czym napisalem juz powyzej...

                                                    PS. Co do portalu "racjonalista" mam uczucia mieszane - nie przeszkadza mi np.,
                                                    ze polska to kraj katolicki, przeszkadza mi mieszanie swiatow metafizycznych i
                                                    fizycznych przez naszych konserwatystow.
                                                    Taka jednak mamy chadecje, jacy sami jestesmy ;-)
    • jersey.girl Re: Ortografia... 08.09.06, 05:51
      Ortografia mi sie przyjemnie kojarzy, bo z odbieraniem dyplomu "Mistrza
      Ortografii" i nagrody ksiazkowej w postaci "Malego Lorda" w naszym pruszkowskim
      MOKu w jakies 3. klasie szkoly podstawowej (a dokladnie SP 2, gdzie moja
      wychowawczynia byla pani Zofia Gruszczynska, aby uzupelnic kontekt historyczny
      :)). Niestety, teraz robie chyba wiecej bledow niz w tej 3. klasie, czesciowo
      wynika to z pisania wiecej po angielsku niz po polsku. Ciagle jednak dostaje
      szalu, gdy widze "grejfrut", "włanczać" czy "dyslekcja" - nie zwracam innym
      uwagi, tylko sie we wnetrzu gotuje, ot, zboczenie takie. A przeciez
      sjp.pwn.pl/ jest na wyciagniecie reki :).
      • leo48 Re: Ortografia... 08.09.06, 06:15
        To może stwórzmy lobby tych, którzy jednak nie wyrażają zgody, a drobne błędy
        wzajemnie sobie wybaczymy.
        • kinga_puella Re: Ortografia... 08.09.06, 07:49
          Drobne błędy i literówki wybaczamy, ale tych grubych nie :)
          Publiczne poprawianie błędów może dać tylko pozytywny skutek :)
          (mówię o tych typu wogule, jusz, ktury itp - ręce mi zadrżały aż jak to pisałam.
          :) )
          • erleusortok Re: Ortografia... 09.09.06, 21:42
            Czyli nie lubisz takich rzeczy:
            smaczek.pac.pl/jubi/?q=http%3A%2F%2Fwp.pl&m=0
            ;-)
      • soloviev Re: Ortografia... 09.09.06, 21:53
        jersey.girl napisała:

        > Ortografia mi sie przyjemnie kojarzy, bo z odbieraniem dyplomu "Mistrza
        > Ortografii"

        Ha, ja tez mam taki dyplom, tyle ze odbieralem go w muzeum hutnictwa (ot taki
        maly pruszkowski akcent w tym "niepruszkowskim" watku). ;-)
    • w3c-strict Re: Ortografia... 25.09.06, 20:29
      Wystarczy polska wersja Firefoksa 2.0 beta 2 :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka