mysza63
30.03.08, 18:40
Nie raz i nie dwa różne osoby zżymały się na moje nie ortograficzne pisanie. Chciałabym więc poruszyć ten problem i może odrobinę tolerancji znaleźć w narodzie. Na początek suche fakty.
Dysleksja to zaburzenie objawiające się trudnościami w nauce czytania i pisania u dzieci, które nie powinny mieć z taką nauką problemów - są normalnie rozwinięte intelektualnie, nie mają żadnych poważnych wad wzroku i słuchu ani schorzeń neurologicznych, są otoczone w szkole prawidłową opieką dydaktyczną i nie są zaniedbane środowiskowo. Dysleksja występuje w różnym nasileniu u kilku-kilkunastu procent populacji.
Dysleksja to nie choroba, którą można wyleczyć. Dyslektykiem jest się na całe życie.
Jedną z odmian dysleksji jest dysortografia - zaburzenie psychiczne, objawiające się na nieświadomym popełnianiu błędów ortograficznych pomimo znajomości zasad pisowni i odpowiedniej motywacji do poprawnego pisania. Dysortografia może być korygowana poprzez nauczenie zasad ortografii jednak całkowite ustąpienie objawów występuje bardzo rzadko. Równie powszechnie wyolbrzymia się lenistwo i nieuwagę dziecka.
To trochę tak jak mówienie, że homoseksualizm to choroba, którą można wyleczyć.
Osobiście spędziłam w szkole podstawowej wiele godzin pozalekcyjnych na ćwiczeniu ortografii, albowiem moja nauczycielka polskiego widziała we mnie potencjalną kandydatkę na olimpiadę polonistyczną. Owszem regułki znam i co z tego. Kiedy piszę szybko, myśląc o treści przestają być dla mnie widoczne błędy ortograficzne.
Miałam nadzieję, że ludzie młodzi mają już świadomość tego, że są na świecie choroby, których zwyczajnie nie da się wyleczyć, że istnieją ludzie obdarzeni różnymi ułomnościami co wcale nie dyskwalifikuje ich z otoczenia. Szybciej toleruje się zaśmiecanie języka angielszczyzną, wulgaryzmami, żargonem a odsądza się od czci i wiary tych, którzy czasem palą się ze wstydu za to, że natura tak ich obdarowała.
pozdrawiam wszystkich, którzy być może nie mają odwagi pisać publicznie bo nie daj bóg zrobią jakiegoś byka