Dodaj do ulubionych

Ile ich jest-trudno policzyć!

17.07.08, 19:50
Są czarne,bure,mniejsze wieksze i bardzo ruchliwe,ze nigdy ich nie
mozna złapać!Ale może to i dobrze,bo dzieciaki już próbowały je
wyłowić!Mowa o małych ,dzikich kotkach "zadomowionych" w zaroslach
bloku przy ul.Działkowej 54,od strony pól.Kilka z tych maleństw
niestety już odeszło i to w taki sposób,że powinnismy się
wstydzić.Kotki dokarmia codziennie osoba,która niestety tak jak i
inne osoby to robiące jest potępiana,przeganiana tak jakby robiła
coś złego!Kociaki są dzikie,ropieja im oczy napewno mają jakieś
choróbska! i są głodne,nieraz nawet bardzo! Panie dozorczynie ich
nie toleruja bo musza po nich sprzatać, przeganiaja ,wywalaja
pojemniki ,które ludzie stawiają z jedzeniem czy piciem,zdarza się
szczucie psami.Wczoraj po południu malutki schorowany kotek umierał
leżąc pośrodku podwórka pomiędzy samochodami sciągając na siebie
spojrzenia przechodzących dorosłych i dzieci...Niestety nie wiem co
się z nim dalej stało.Po paru minutach juz go nie było......
Jeżeli juz dopuścilismy do tego,by te kociaki rozmnożyły się w
naszym środowisku to pozwólmy im żyć.Smutne mają te kociaki oczy
widząc spasione psiska prowadzane przez swoich właścicieli,podczas
gdy one nieraz nie mają się gdzie schować, nie mówiąć juz o
jedzeniu.Schroniska ich chyba nie przyjma bo i tak są
przepełnione,zresztą jak je wyłapać?
Obserwuj wątek
    • wfe416n Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 17.07.08, 22:05
      a ja myślałem że dzikie koty są ................ dzikie i dokarmianie ich to zło.
      • leo48 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 06:00
        Tak niewiele im potrzeba. Wystarczy ich zaciekle nie zwalczać. Żywią
        się samodzielnie i z pewną pomocą dobrych ludzi. Sam nie przepadam
        za aromatami, jakie po nich pozostają, ale doceniam pożytek, jaki
        też przynoszą.

        Mieszkam niezbyt daleko od wysypiska i dawniej miałem w garażu i
        piwnicy plagę myszy, trafił się też szczur samotnik. Jednak od kilku
        lat nie mam praktycznie po nich śladu (a także zniszczeń) bo w
        moim "ażurowym" garażu i jego przyległej graciarni koczują 3 koty.
        Mimo kilku lat ich tolerowania, pozostają nieufne bowiem dbałości o
        własne bezpieczeństwo nauczyło ich sąsiedztwo okolicznych gołębiarzy
        z ich przemyślnymi pułapkami.

        Nasza pomoc w ich przetrwaniu ogranicza się do wymoszczenia na zimę
        legowiska w starych narzutach i kocach oraz wystawiania rezydentowi
        staruszkowi miseczki z ciepłym mlekiem, które wypija dopiero po
        odejściu "dokarmiaczy" na bezpieczną odległość.

        Nawet, gdy jeszcze żył mój pies Kapsel, to i on umiarkowanie dawał
        upust instynktowi, w wyniku czego "pogonienie kota" było niezbyt
        częste i nieszczególnie gorliwe.
        • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 14:03
          Leo - bezdomnym kotom nie daje się mleka. Od tego maja biegunki i tym bardziej smrodzą.
          Najlepsza jest sucha karma - nie psuje się latem i nie zamarza zimą. Do tego zwykła woda.

          No i śmierdza tylko niekastrowane kocury, które po prostu znaczą teren. Jak się wykastruje - sytuacja znaaaaacznie się poprawia:)

          PS Jako legowisko na zimę najlepsze są dla kotów duże styropianowe pudła z otworem wielkości kota:) Tanie, nieprzemakalne i zrobienie budki polega na wycięciu dziury:) (w każdej hurtowni farmaceutycznej takich pudeł maja na kopy):)
      • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 13:57
        W Polsce dziekie koty to żbik i ryś:)
        To co biega po ulicach to zdziczałe koty domowe.

        Same sobie nie radzą w mieście nijak. Dokarmiać trzeba, ale z głową. Jak dokarmiasz to i kastrujesz by się nie mnożyły bez ograniczeń.
        • etzel Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 28.02.09, 13:37
          orchidka77 napisała:
          > Dokarmiać trzeba, ale z głową. Jak dokarmiasz to i kastrujesz by się nie
          mnożyły bez ograniczeń.

          Po co kastrować kocury, skoro właściciele kotek kastrują swoje pupilki? O mały
          włos i bym Cię posłuchał i wykastrował swojego kocura, ale ponieważ mi się nie
          chciało iść do weterynarza, więc mój kot ma szczęście i nie jest gwałcony przez
          durne okoliczne kocury, tylko dzielnie daje im odpór. Uf :)
          • cat_s Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 28.02.09, 15:56
            Witam,
            Cóż, kastracja kotów obu płci jest sprawą zupełnie oczywistą dla każdego świadomego użytkownika kota.

            > Po co kastrować kocury, skoro właściciele kotek kastrują swoje pupilki?

            Chociażby po to, że nie wszyscy właścicie kastrują swoje kocice. Oprócz tego duża część kociej populacji nie ma swoich właścicieli a koty jeszcze nie osiągnęły takiego stanu samoświadomości i zdolności komunikacyjnych, żeby wpaść do weta i poprosić o zabieg. Koty przeważnie też nie dysponują gotówką, aby za zabieg taki zapłacić.

            > więc mój kot ma szczęście i nie jest gwałcony przez durne okoliczne
            > kocury, tylko dzielnie daje im odpór.

            Kot kastrowany nie jest narażony częściej na homoseksualne nadużycie, niźli niekastrowany człowiek. Czy inny kot.
            Za to po kastracji z reguły jest mniej agresywny i mniej nastawiony na obronę swojego terytorium. Co za tym idzie, w trakcie "dawanie odporu" jest mniej narażony na różnorakie urazy spodowane kocim "nawalaniem się".

            Krótko mówiąc, zabieg kastracji, tak kotów, jaki i kocic, jest wręcz moralnym obowiązkiem świadomego i troszczącego się o dobro swego kota właściciela. Wyjątkiem są koty ras hodowlanych, ale dotyczy to niewielkiego jeno procenta wszystkich kotów.

            Świadomość konieczności kastracji przychodzi z czasem. Do świadomych właścicieli przychodzi oczywiście a nie do kotów.
            Jako - nieskromnie powiem - świadomy właściciel i użytkownik wykastrowanej 'onegdaj' kotki zalecam z całego serca zabieg o którym mówimy - dla dobra kota, kociej populacji jako takiej oraz samego właściciela.

            Ale oczywiście, jak by się nie stało - wszystkiego najlepszego życzymy Twemu kotu - ja i mój kot.

            Pozdrawiam
            cat_s
            • etzel Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 28.02.09, 17:47
              cat_s napisał:
              > Chociażby po to, że nie wszyscy właścicie kastrują swoje kocice.

              To ich sprawa. A co do bezdomnych kotów to są one kastrowane. Jeżeli więc uda mu
              się zapłodnić jakąś kotkę, to to będzie cud. Po co w takim razie mam kastrować
              kocura? Z resztą ma już ponad rok. Nie widzę sensu.

              • cat_s Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 28.02.09, 23:40
                Witam,

                >> Chociażby po to, że nie wszyscy właścicie kastrują swoje kocice.
                > To ich sprawa.
                Dziwna to zaiste argumentacja ale, po namyśle, zrozumiała. Jasne, to "ich" sprawa. A sprawa kastracji Twojego kota - to Twoja sprawa. Widać więc dowodnie, że wasze "sprawy" się nie pokrywacją. No i odbrze, bo z tego pokrywania jeszcze jakieś małe kotki by się ulęgły ;-)

                > co do bezdomnych kotów to są one kastrowane

                Są, i owszem, kastrowane. Czasami. Głównie przez odpowiedzialnych właścicieli. Miasto czy organizacje społeczne organizują czasami akcje bezpłatnych czy raczej tylko przeważnie częściowo odpłatnych zabiegów sterylizacyjnych ale na akcje takie załapuje się tylko nieznaczna część kociej populacji.

                >> Jeżeli więc uda mu się zapłodnić jakąś kotkę, to to będzie cud. Po co w
                >> takim razie mam kastrować kocura? Z resztą ma już ponad rok. Nie widzę
                >> sensu.

                Cuda się zdarzają niestety. Dowody na takie cuda można spotkać na każdym spacerze.
                Kot ma ponad rok? To w sam raz, że tak powiem. Bo młodszych kotów się nie kastruje z powodów medycznych.
                A że sensu nie widzisz - to widać. Bez obrazy żadnej oczywiście. Z czasem być może kiedyś go zobaczysz. Czego tradycyjnie życzymy.
                • orchidka77 kastrowanie... 02.03.09, 17:14
                  Hmmm... to ja poproszę o pokazanie mi gdzie są te pokastrowane bezdomne koty w Pruszkowie, bo ja jakoś wciąż trafiam w Pruszkowie na stada niekastrowanych i mnożących się na potęgę...

                  Jeśli chodzi o kastrację domowego kocura... warto też wziąć pod uwagę to, że Twój kot w trakcie zapładniania bezdomnej kotki może się zarazić - kocim katarem, kocim tyfusem, kocią białaczką, FIV (odpowiednik ludzkiego HIV). Nie wspomnę już o grzybicy (w Pruszkowie ostatnio często spotykana u kotów:/), pchłach i wszołach...:/
                  Kocur nie wdaje się także w walki o kocice i nie wraca do domu poturbowany:/ (widziałeś kiedyś ropnia, który może powstać po takiej kociej walce? (ropa, martwica skóry i tym podobne atrakcje...)

                  Dobrze także wiedzieć, że kocury, tak jak mężczyźni - chorują na raka jąder, prostaty i prącia...

                  Generalnie kastracja kocura to zabieg praktycznie kosmetyczny. Dobry weterynarz jest w stanie go zrobić w niecałe 10 minut. Kot jest w pełni sprawny już po 12h - jak minie otępienie po narkozie.
                  Wierz mi - widziałam wiele razy na własne oczy - nic strasznego...


                  PS Cat_s nasze miasto kastruje bezdomne kotki na swój koszt. Trzeba tylko zgłosić taką potrzebę do właściwej osoby w Wydziale Środowiska.
                  Kastrowałam tak kilka bezdomnych kotek pruszkowskich.
                  Kocurów na razie nie kastrują, ale kocury można zgłosić do Koterii (koteria.org.pl). Pruszków także obejmują swoją działalnością:)
                  Miasto ma także "na stanie" klatkę łapkę i łapacza, który może dzikie bezdomniaki złapać. W razie czego ja także mogę udostępnić taką klatkę wraz z instrukcją lub obsługą (wolę to niż za kilka miesięcy łapać stada kociąt z kocim katarem:/)...
                  • orchidka77 wyłącznie dla twardzieli... 03.03.09, 15:05
                    ... jak wyglada ropień po kociej walce (po kilku dniach z martwicą skóry)...
                    Nie polecam oglądania zdjęcia przy jedzeniu!
                    zwierzakidoadopcji.ekrakow.pl/wp-content/uploads/koty/pazdziernik%20koty/dziurawy2.jpg
                    • etzel Re: wyłącznie dla twardzieli... 04.03.09, 10:48
                      Czy kocur po kastracji wychodzi na dwór? A jeśli wychodzi, to z jakich pobudek?
                      Jeżeli więc nie wychodzi, bo mu się nie chce, to zabieg zmienia radykalnie
                      zachowanie kocura, a zatem kastracja wcale nie jest obojętna dla kocura.

                      Choroby i inne bariery, które czyhają na mojego kocura, wcale mnie nie
                      przekonują, by trzymać zwierzę zamknięte w czterech ścianach.

                      Skąd przekonanie, że władze gminy czy miasta mają prawo lub powinny kastrować
                      koty? I skąd rozróżniają, który kot ma właściciela od tego, który jest
                      bezpański? Przecież nie chodzą za kotem :)
                      • sqz Re: wyłącznie dla twardzieli... 05.03.09, 11:00
                        etzel napisał:
                        I skąd rozróżniają, który kot ma właściciela od tego, który jest
                        > bezpański? Przecież nie chodzą za kotem :)

                        Rozroznienie jest bardzo proste. Jesli zwierze lata luzem, samopas
                        tzn że jest bezpańskie i powinno byc złapane przez odpowiednie
                        służby i wywiezione do schroniska. Dotyczy to tak samo kotów jak i
                        psów. Jeżeli jest zwierzaczek oznakopwany to za dostawe właściciel
                        powinien zapłacić tak z 1000 zł to nastepnym razem przypilnuje
                        pupilka.
                        • etzel Re: wyłącznie dla twardzieli... 06.03.09, 11:09
                          Rozumiem więc, że to, co lata samopas, jest niekastrowane. Ale czy też
                          bezpańskie? Jak właściciel ma upilnować kota? Kot to nie pies, który wypuszczony
                          na dwór, trzyma się wiernie granic wyznaczonych mu przez człowieka, czyli np.
                          granic działki (chociaż nie zawsze). Czy obowiązkiem kota jest przestrzegać
                          zasad ludzkich /*pytanie czysto retoryczne*/? Czy właściciel kota jest jego
                          właścicielem faktycznym czy nominalnym?


                          sqz napisał:
                          > Rozroznienie jest bardzo proste. Jesli zwierze lata luzem, samopas
                          > tzn że jest bezpańskie i powinno byc złapane przez odpowiednie
                          > służby i wywiezione do schroniska. Dotyczy to tak samo kotów jak i
                          > psów.
                      • orchidka77 Re: wyłącznie dla twardzieli... 09.03.09, 11:37
                        Jeśli kot jest wychodzący i jest wypuszczany to wychodził będzie.
                        Jedyna różnica jest taka, że kocur po kastracji będzie się trzymał bliżej domu, bo odpadnie mu motywacja związana z ganianiem za kotkami. Nie będzie się też wdawał w bójki o kotki.

                        Główna motywacja do wychodzenia to załatwianie potrzeb fizjologicznych (zwłaszcza, jeśli w domu nie ma kuwety).
                        Koty to zwierzęta ciekawskie i po kastracji kot będzie wychodził także z powodu ciekawości i dla zabicia nudy (zwłaszcza jeśli jest jedynym kotem w domu i cały dzień jest sam).

                        Skoro choroby Cię nie interesują - to choć go zaszczep na nie, żeby nie chorował.

                      • orchidka77 gmina a kastracje bezdomnych zwierząt 09.03.09, 15:13
                        etzel napisał:

                        > Skąd przekonanie, że władze gminy czy miasta mają prawo lub powinny kastrować
                        > koty? I skąd rozróżniają, który kot ma właściciela od tego, który jest
                        > bezpański? Przecież nie chodzą za kotem :)

                        Stąd:)
                        www.psianiol.org.pl/boz/prawo/gminny.htm
                        Nie muszą wcale chodzić za kotem... Wg Rozporządzenia MSWIA w sprawie zasad i warunków wyłapywania bezdomnych zwierząt:

                        Paragraf 1: "Rozporządzenie reguluje zasady i warunki wyłapywania zwierząt domowych lub gospodarskich, które uciekły, zabłąkały się lub zostały porzucone przez człowieka, a nie istnieje możliwość ustalenia ich właściciela lub innej osoby, pod której opieką zwierze dotąd pozostawało, zwanych dalej "zwierzętami bezdomnymi".

                        Wg tego kot bez czipa, tatuażu lub obróżki z kontaktem do właściciela to kot bezdomny:)

                        • slusarczyk Re: gmina a kastracje bezdomnych zwierząt 09.03.09, 18:59
                          a dla wszystkich którzy mają wątpliwości, czy kastrować swojego zwierzaka, zapraszam do obejrzenia tego filmiku: www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx

    • borekt Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 13:36
      Żal kotków, ale niestety właśnie dlatego, że niektórzy "mądrzy" ludzie biorą się
      z ich dokarmianie, później są takie sytuacje.
      U mnie w bloku w piwnicy też się takie zadomowiły, a to dlatego że sąsiadeczki
      wylatywały z karmą dla kotków i mleczkiem. W końcu w piwnicy zrobił się taki syf
      (smród, że wejść nie można) no
      i oczywiście trzeba było kotki eksmitować.
      Jeżeli ktoś dokarmia to niech sobie do domu takie koty bierze.
      Jak napisałem wcześniej żal mi tych stworzeń, ale z drugiej strony nie lubię
      wąchać tego smrodu jak wchodzę do piwnicy, ani ocierających się o mnie kociaków.
      • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 14:12
        Jak mądrzy ludzie biorą się za dokarmianie to takich problemów nie ma. Nie ma kociaków. Ilośc kotów jest określona i stała. No i nie ma smrodu.
        Wystarczy trochę głowy, odpowiedzialności i zorganizowania sensownego miejsca dla kotów - wtedy ani koty ludziom, ani ludzie kotom w drogę nie wchodzą.

        Co do brania do domu...próbowałeś kiedyś zdziczałego kota choćby pogłaskać? Jak nie - to spróbuj! Wtedy pogadamy:)
        • borekt Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 15:18
          orchidka77 napisała:

          > Jak mądrzy ludzie biorą się za dokarmianie to takich problemów nie ma. Nie ma k
          > ociaków. Ilośc kotów jest określona i stała. No i nie ma smrodu.
          > Wystarczy trochę głowy, odpowiedzialności i zorganizowania sensownego miejsca d
          > la kotów - wtedy ani koty ludziom, ani ludzie kotom w drogę nie wchodzą.
          >
          > Co do brania do domu...próbowałeś kiedyś zdziczałego kota choćby pogłaskać? Jak
          > nie - to spróbuj! Wtedy pogadamy:)
          >
          Ani nie próbowałem, a tym bardziej nie zamierzam. Ja kota nie chcę i nie
          dokarmiam. Niestety z moich obserwacji wynika, że dokarmiają najczęściej osoby
          starsze, które nie mają co z czasem robić, no a tak zejdą sobie do piwnicy i na
          talerzyku wrzucą jakieś papu.
          Jest to bardzo wygodne (dla tych osób), mają się kim opiekować ale tylko w
          piwnicy, no bo przecież w domu syfu nie tolerują. Tymczasem reszta sąsiadów musi
          wkładać maski schodząc po rowerek dla dziecka.
          Niestety ten smród to nie tylko mocz, ale również grubsza sprawa.

          Dlatego moje zdanie jest właśnie takie - chcesz mieć zwierzaka, bierz go do
          domu, sprzątaj po nim jak narobi na trawniku czy nawet chodniku, a nie zmuszaj
          innych do tolerowania zwierzaków w piwnicy.
          Jakie są efekty zaciągania dzikiego kota do mieszkania mało mnie interesuje,
          jest to tylko i wyłącznie sprawa dokarmiacza, niech sobie radzi.
    • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 13:55
      Mam klatkę łapkę i doświadczenie w łapaniu dzikusków. Chętnie pomogę, ale sama nie dam rady.

      Jeśli chodzi o maluchy to na początek jedyne co mogę zrobić to pofocić i ogłosić w celu poszukania domu tymczasowego. Maluchy oswajaja się błyskawicznie i często juz po tygodniu można im szukać domów stałych.
      Co do leczenia to też chętnie pomogę - wiem co i jak podawać.

      Jeśli chodzi o dorosłe - najlepiej wyłapać i wykastrować. Na szczęście nasze miasto sponsoruje takie zabiegi. Koty po kastracji wracaja na miejsce. Po kastracji, co jasne - nie mnożą się i dodatkowo nie śmierdzą, bo nie znaczą terenu i nie drą sie po nocach w czasie rujek.


      Odezwij się do mnie - chętnie pomogę w ogarnięciu tego stadka.

      PS Karmę dla bezdomniaków też da się załatwić.
      • leo48 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 14:30
        Jeśli chodzi o mojego rezydenta weterana, to on na tej kropelce
        ciepłego mleka zimową porą egzystuje już dwa sezony i chyba jego
        organizm przywykł do tej dawki.

        Co do "zapachów" to faktycznie byłoby trudno je polubić ale jeśli
        pgraniczone są do przestrzeni garażowej, można je tolerować. Jest to
        woń mocno zbliżona do tej, jaką wyczuwamy przy nadmiernym obsadzeniu
        działki bukszpanem a jakoś nikt nie proponuje sterylizacji roślin.

        Wreszcie co do tego kastrowania to może i nie miałbym obiekcji gdyby
        nie to, że wyobraziłem sobie sytuację, iż pojawia się na Ziemi
        gatunek istot stojących w systematyce wyżej od nas i postanawia
        ograniczyć naszą liczebność. Uwierzcie mi, że naprawdę nie chciałbym
        zostać schwytany w styropianowe pudełko-pułapkę. I to na dodatek w
        jakim celu ?! Kastracja ! godzi w wolność jednostki

        Ponieważ zaś moja tolerancja wobec sierściuchów nie narusza komfortu
        życia osób trzecich jako że zawęża się do granic posesji, pozostaję
        przy obecnym status quo czyli "szorstkiej przyjaźni" w rodzaju tej,
        jaka istniała w swoim czasie między Kwaśniewskim a Millerem. Wobec
        nich też nikt nie postulował tak skrajnych posunięć.
        • wfe416n Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 18.07.08, 17:33
          W firmie w której pracuję tzn na terenie firmy jest ok 30 kotów - małe, duże, średnie, młode, stare i jeden "weteran" który już niestety potrzebuje opieki i nie opuszcza warsztatu w którym pomieszkuje ( ja wiem, ze sto lat ma a na serio mówią że 16 lat ) - koty unikają ludzi, ludzie nie wchodzą kotom w drogę i jakoś to funkcjonuje bez zbytniego stresu. Koty zdziczałe ale nie boją się obecności człowieka ( tylko obecności, bliskie spotkania wykluczone ).
          • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 21.07.08, 10:45
            Taka stała ilość jest od dawna? Czy to stan tegoroczny?:)
            • wfe416n Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 21.07.08, 11:46
              tak było zawsze, część z nich idzie w świat, część młodych jest zabieranych przez pracowników do domu, te które zostają - dorastają i tak w kółko. Może troche przesadziłem z liczbą ale kotów na terenie zakładu nigdy nie brakowało.
              • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 21.07.08, 12:06
                hmmm... uwzględniając możliwości rozmnażania kotów (www.nsalamerica.org/news_and_events/pyramid.gif) to musicie mieć bardzo chłonny rynek na kociaki:) lub dużą śmiertelność:(...
                A nie myśleliście, żeby je wykastrować? Miasto sponsoruje takie zabiegi...

                PS Stadko w centrum Pruszkowa, przy którym pomagam w opiece potrafiło przed wysterylizowaniem zwiększyć liczebność o nawet 50% w ciągu roku mimo gigantycznej śmiertelności kociąt na tym terenie (panuje tam wyjątkowo zjadliwy wirus kociego kataru, który powoduje, że kociętom już w 6 tygodniu życia wypływają oczy). Stado zwiększało liczebnośc oczywiście ku rozpaczy okolicznych mieszkańców. Teraz z 15 kotów zostało 9 (kilka poszło do adopcji, a 2 umarły). Z tego co wiem, mieszkańcy odetchnęli z ulgą, bo koty juz się nie drą jak opętane i nie tłuką między sobą w trakcie rui, no i ich nie przybywa:)
                • wfe416n Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 21.07.08, 19:57
                  lepiej tego tematu nie poruszać, jeszcze wyniknie problem a problemy się usuwa a nie rozwiązuje.
                  • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 21.07.08, 21:00
                    Wiesz, w razie czego, wiesz, że jest taka możliwość:)

                    ...i w razie czego mozna po cichu wykastrowac najbardziej płodne kotki:)
        • orchidka77 Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 21.07.08, 10:43
          Hmm... czemu to zawsze mężczyźni mają największe obiekcje w stosunku do kastracji:)))

          Leo, sprawa wyglada tak, że kastracja ma dla kocura wiele zalet - najprościej rzecz ujmując - przedłuża mu życie:)
          Jak chcesz to o szczegółach poczytaj tu: www.vetserwis.pl/kastracja_kot.html

          Jeśli chodzi o te "istoty stojące w systematyce wyżej od nas" to róznica jest taka, że człowiek sobie jakoś radzi na Ziemi (pomijając Afrykę), a koty radzą sobie w naszym środowisku średnio:(
          Piszę "naszym środowisku" w sensie zdominowanym przez człowieka. Zazwyczaj koty w miastach są niedożywione i umierają na wiele chorób.
          Najlepszy przykład to długość życia - kot w domu dożywa nawet 20 lat, a kot bezdomny w Polsce żyje średnio 2 lata...:(

          PS To czy posadzisz u siebie bukszpan czy nie - zależy od Ciebie:) A na to czy niekastrowany kot się rozmnoży czy nie - nie masz wpływu:)
          Jak nie wykastrujesz to się rozmnoży i tyle:)
          • apurimac Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 05.03.09, 00:31
            Nie wiadomo dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden
            kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
            M. B.

            -----------------------------------------
            Rozważajcie często, że jedzenie przeznaczone jest dla żołądka, a
            żołądek dla robaków - bł. S. Papczyński
        • apurimac Re: Ile ich jest-trudno policzyć! 05.03.09, 00:53
          leo48 napisał:

          > że wyobraziłem sobie sytuację, iż pojawia się na Ziemi
          > gatunek istot stojących w systematyce wyżej od nas i postanawia
          > ograniczyć naszą liczebność. Uwierzcie mi, że naprawdę nie
          chciałbym
          > zostać schwytany w styropianowe pudełko-pułapkę. I to na dodatek w
          > jakim celu ?!

          Nie potrzeba Marsjan:
          Kontrola urodzin a emisja CO2

          -----------------------------------------
          Rozważajcie często, że jedzenie przeznaczone jest dla żołądka, a
          żołądek dla robaków - bł. S. Papczyński
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka