Gość: vincent vega
IP: 193.19.164.*
27.01.04, 18:19
Złotych Globów Relacyjkę z rozdania sobie wczoraj obejrzałem na Canal
Plus... Jest dobrze – jak nic szykuje się kilka filmów do obowiązkowego
obcięcia. I ważna rzecz – rządzą starzy wyjadacze. Przedstawiciele tzw.
średniego pokolenia też swoje trzy grosze wrzucili. A młodzież
hollywoodzka ? Młodzież kiepsko. Zresztą kto z tych najmłodszych niby ma
winnerem zostawać – malowana lala Ashton Kutcher może ? Collin Farell, ktoś
powie… Eeee... Mnie tam nie przekonuje. Jest po prostu na niego moda i tyle.
W „Rekrucie” go niedawno oglądałem... Powiem tylko tyle...W tej profesji
trzeba mieć warsztat – to jasne, ale trzeba mieć też twarz, no mordę po
prostu trzeba mieć odpowiednią. Twarzowcem znaczy się trzeba być. Al Pacino
jest twarzowcem, Eastwood jest twarzowcem , Tommy Lee Jones itd., a Farel
nie ma twarzy odpowiedniej. Gębę ma przeciętną. I m.in. dlatego w Hollywood
dziadki rządzą bezapelacyjnie i szeroko wymiatają. Są niezniszczalni. I co
tu dużo mówić - przyjemnie było zobaczyć wczoraj Jacka Nicholsona, który
ubrany w gajer za tysiące pieprzonych baksów, z szelmowską – jak zawsze –
miną rozdawał uśmiechy typu Złośliwy Joker i gwizdał przez zęby jak
pospolity żul, fetując kolejnych zwycięzców. Albo stary, dobry Al. Pacino z
kucykiem, czy siwy jak gołąbek rewolwerowiec Clint. Nie dają się stare wygi.
Fajnie, że nie przyszli na rozdanie Globów tylko po to, żeby ożłopać się
szampana i opchać kawiorem. Oni byli tam, bo wciąż robią kino. Dobre kino.
I przyszli odebrać nagrody za porządną robotę. No, ale nic...Oglądam
sobie... Jeden z naczelnych dziadków Hollywood – Clint „Dymiące Magnum”
Eastwood odpierdzielił nowy film. „Mystic River” to się nazywa. Pokazują
fragment. A tam scena z Seanem Pennem i Timem Robinsem. Sean – twarz już
starsza, zmęczona bardziej, lekka siwizna na skroniach, płacze...Wystarczy.
Już czuję, że będzie moc... Sean to Sean. Od razu przypomniałem go sobie –
skurczybyka, jednego z moich ulubieńców – z tych wszystkich filmów,
w których bezwzględnie zarządzał. Koniec lat 80-tych. „Kolory” z Robertem
Duvalem, wkrótce potem „Ofiary wojny” z M.J. Foxem, dalej wyjebisty, ale
chyba mało u nas znany, mafijny „State of Grace” ( z równie niesamowitym
Garym Oldmanem w roli mafijnego psychola), przez znów mafijne „Życie
Carlita”, „Dead Man Walking” i „I am Sam”. I teraz „ Mystic River” i „21
gram” z Benicio del Toro ( myślę, że będzie to absolutny czad). I jeszcze
taki symbol – Sean zgarnia wczoraj oczywiście nagrodę, ale nie ma go na
sali. Ludzie się rozglądają, gdzie jest... A jego nie ma... Statuetkę
odbiera za niego dieduszka Clint. Sean jak zwykle, gdzieś tam, daleko od
tego wszystkiego, na „swojej drodze”...
A potem pokazują fragment najnowszego filmu z Alem Pacino. Kilkadziesiąt
sekund, ale wystarczy w zupełności, żeby skumać, że będzie coś mocnego. W
scenie z filmu Pacino wychudzony, przygarbiony, siwy, z zapadniętymi
policzkami, ostrzyżony od garnka, żeby go oszpecić, stary i ciężko chory,
bezradny, w szpitalnym kaftanie, stoi utrzymując równowagę tylko dzięki
stojakowi od podłączonej w żyłę kroplówki... I gada coś swoim słynnym
chrypem do jakiegoś bambusa. Szpital, a może więzienie ? Będzie „duży”
film, coś czuję... Pacino zgarnia oczywiście nagrodę. Słuchając jego
podziękowań i przekomarzania się z zaczepiającym go jajcarsko zza stolika
Nicholsonem próbuję automatycznie przypomnieć sobie największe kreacje
Pacina. To bez sensu. Było ich bez liku. Kiedyś dawno temu
„ Ojciec chrzestny”,” Strach na wróble”,”Serpico” i „Pieskie popołudnie”.
Nie ma sensu wszystkiego wymieniać. I lata ostatnie – „Adwokat
Diabła”, „Gorączka”, „Bezsenność”, „Rekrut”. I absolutnie niezapomniana i
perfekcyjna jazda. „Zapach kobiety”. Każdy gówniarz i każda gówniara na
pierwszym roku szkoły teatralnej powinien (nna) to w kółko oglądać. Żeby
pojąć co to są wysokie loty. Ehh... Starzy wyjadacze, stara gwardia,
królowie ekranu...
Było też trochę dobrej roboty w wykonaniu średniego pokolenia, czy raczej
średniego młodszego. Nagrodę za rolę żeńską wyhaczyła Charlize Theron.
Bardzo lubię, bo milusia i przytulna. Nie kojarzę do końca, ale też dostała
nagrodę za jakąś mocną rzecz. Gdzieś czytałem, że w tym filmie zdecydowała
się wystąpic ze straszliwie oszpeconą twarzą . Bankowo trzeba będzie
obejrzeć. A młodzież hollywoodzka, co ? Dupa. Tylko Jack Black upasiony jak
maciora przy stoliku z wyrazem twarzy wielkiego olewacza siedział. No i go
olano...
P.S. Jest jeszcze jedna dobra wiadomość. Dziś w radyjku usłyszałem
reklamę... „Prawdziwy romans” Quentina Tarantino ( rozumiem, że nie trzeba
rozwijać zagadnienia)wychodzi na DVD w specjalnej wersji reżyserskiej
z alternatywnym ( !!!!) zakończeniem. Majty natychmiast do wymiany. Tym
jednak, którzy – przez przypadek – nie mieli z filmem do czynienia zapodam
tylko część obsady na zachętę :
- Christian Slater
- Patricia Arquette
- Gary Oldman
- Samuel L. Jackson
- James Gandolfini
- Val Kilmer
- Brad Pitt
- Christopher Walken
- Denis Hopper
Moc. Potworna. Kto nie widział – koniecznie musi. Tylko trzeba oglądać
w dużym worku foliowym. Bo jucha strasznie bryzga na prawo i lewo. Wiadomo
Quentin - swój gość.