Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6)

26.02.10, 18:52
ale pokrecilam w tytule, ale poniewaz starsze sa archiwizowane
automatycznie, miejmy tez kolejnosc w tym roku :)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 27.02.10, 09:19
      Na dzis tak na szybko to polecam "Bez twarzy" na Jedynce ok. 20.00 -
      Nicholas Cage i John Travolta.
    • grek.grek "Blueberry"/"Chudnij" - knoty dwa 27.02.10, 12:20
      To ja od razu krytykę popuprawiam.

      "Blueberry", wczoraj w TVN.
      Młody chłopak, Mike Blueberry, przyjeżdza na tzw. dziki zachód, ma tam się życia uczyć - w tle : typowe miasteczko, saloon, burdello bumbum, faktoria i takie tam pierdoły; nawiązuje romans z miejscową bella dzifka, ale kiedy konsumują namiętną znajomość wpada jakiś oszołom, jej stały klient jak się okazuje i zabija pannę, a przy okazji wznieca pożar. Oszołom się ulatnia, chłopak jakoś wydostaje, półprzytomnego kuń unosi na prerię, a tam gość mdleje; znajdują go Indianie, potem wychowują, duchowo uwznioślają, a potem jest pstryk - mija iks lat, i ten gość jest szeryfem, a w okolicy pojawia się nagle ten oszołom, który kiedyś zabił jego miłość - szuka złota i tajemnej indiańskiej księgi, dzięki której może zdobyć wielką moc. Spiknął się on z niemieckim poszukiwaczem przygód, geologiem, co ma również charpkę na skarb, ukryty w jaskini w górach, a do tego ma niebagatelny atut : mapę z dojściem do miejsca, gdzie to coś leży. A oszołom ma paru typków ze sobą, którzy później się rozpraszają, i w końcowej rozgrywce oszołom zostaje sam. Przeciw nim jest Blueberry, jego zastępca, jego przyjaciółka, co zarządza saloonem i burdlem, której oszołom zastrzelił przyjaciela, plus trochę czerwonych twarzy.
      W finale spotykają się w tej jaskini - oszołom pełen żądzy zdobycia, czego tam szuka, świeżo po wykończeniu Niemca, co go chciał okantować, i Bluebeery - świeżo po naćpaniu się jakiś peyotlem, po którym ma 20-minutowe wizje, polegające na przeplataniu się obrazków kompueterowych i jakichś układanek z kalejdoskopu, na przemian z retrospekcjami i wizjami a'la Las Vegas Parano, które wyskakują z jego otworu gębowego. A potem wraca do rzeczywistości i ten diler indiański, co go nafaszerował dragami mówi mu, że dotarł do głębi samego siebie. Oszołom jest obezwładniony i zdaje się - nie żyje. A burdelmama ładnie go całuje, potem jeszcze się wydziera jak kot na puszczy i koniec.

      W połowie tego filmu nie wiedziałem kogo mam najpierw przeklinać : siebie - za to, że mam zwyczaj oglądania do końca nawet najgorszej chały i nie umiem się z tego nałogu wyzwolić, Vincenta Cassela - który jest zayebiście dobrym aktorem, z charyzmą jakiej ze świecą szukać, a dał twarz do takiego g.wna, organizatorów Igrzysk w Wankuwerze, że mecz Słowacja-Kanada dają o 3 wnocy polskiego czasu, czy tego złośliwego sprzedawcę, który kiedyś nie chciał sprzedać mu sznurka do snowpowiązałki, bo uznał, ze miałem mętne spojrzenie.

      Parę fajnych ujęć kamery - plenery meksykańskie : góry wysokie, góry strzeliste, doliny i przełęcze, góry upstrzone w dole czymś a'la kosodrzewina (? - kto się zna, ten wie, o co chodzi), pustynie jakies, wielkie równiny, prerie etc. etc. Bogata kolorystyka. Znane gębofony - Cassel, jako Blueberry, Juliette Lewis jako saloonmama, Michael Madsen, jako oszołom - on chyba wypadł najlepiej.

      W sumie - gno się w tym filmie dzieje, żadnych większych zwrotów akcji, wlecze się to jak słonisko, nawet jak na momenet zerwie się do kłusu, to i tak nie robi wrażenia, metafizyka, iluminacje i symbolika, tak subtelne, że aż nieczytelne. Mające lekko ironizować z klasyki gatunku kadrowanie, ze zbliżeniami, napawaniem się przedłużaniem kolejnych ujęć faciów ze zmrużonymi oczami albo knujących coś przeciw sobie, bliskie raczej estetyce drugorzędnych filmów kung-fu.

      Generalnie - jak widzicie znane, wysokopłatne twarze w komputerowym knocie, to wiecie o co chodzi : że producent takiego filmu jest niechybnie idiotą, który ma za dużo pieniędzy i zamiast fundować chorym dzieciom protezy i operacje, wydaje je na coś, co powinno zostać dla świata anonimowe, razem z ojcami tego nieszczęscia - reżyserem i scenarzystą, dla pewności - zesłanymi na bezludną wyspę bez prawa powrotu.

      Czesi dali film "Chudnij !". Nie wiem jaki jest polski tytuł. Jest to wg Stephena Kinga, więc jest to horror - grubas nie uważa na drodze, pod koła wpada mu starsza Cyganka i ginie. Jest proces sądowy i grubasa uniewinniają, w czym paluchy maczają jego kumple - sędzie i policjant.

      Wpieniony król Cyganów rzuca na nich klątwę - jednemu twarz atakują jakieś narośle, drugiemu dziób gnije, a gruby chudnie na potęgę - ładuje w siebie dziesiątki tys kalorii i nic. Z początku gośc nie wierzy w jakieś cygańskie czary, ale później nie ma wyjścia. Musi coś robić, bo zaraz będzie ważył tyle, ile średni chomik, do tego zycie mu się sypie, bo żona go zdradza z lekarzem pierwszego kontaktu. Odszukuje więc tego Cygana i prosi o zdjęcie klątwy, ale Cygan ma to w nosie, a na dodatek jego bojowa córka z procy przestrzeliwuje eks-grubasowi łapę na wylot.

      Sponiewierany gość kontaktuje się ze swoim kumplem, jakimś byłym komandosem, czy kimś - i ten kumpel zaczyna Cyganów prześladować : truje im psy, potem ostrzeliwuje z maszynowej ich obozowisko, zabijając męza córki króla, nastepnie porywa córkę i grozi jej zabiegiem upiększającym w postaci wylania jej na twarz żrącego kwasu. Potem ją wypuszcza i wysyła z wieścią do króla Cyganów - damy wam luz, jak zdejmiesz klatwę. I stary się spotyka z dogorywającym eks-grubasem, daje mu placek, nasącza go jego własną krwią - żeby zdjąć klątwę, daj go komuś do zjedzenia, klątwa zniknie, ale ten ktoś umrze. Komu daje placek ? - hehe, no wiadomo, niewiernej żonie. Najpierw jednak sugeruje córce żeby nie spała tej nocy w domu, a u koleżanki, bo mają z mamą do pogadania.

      Wraca, niby nic, kochanie mam dla ciebie prezent, zjedz sobie ciasto; o, kochanie, to moje ulubione, już jem - a rano żona leży w łózku martwa z wykrzywioną horrorystycznie gębą. Ale nie ma lekko - córka przypadkiem wróciła wcześniej i też się obżarła tego ciasta, więc wkrótce umrze. Facet załamany sam chce się uraczyć, ale do drzwi dzwoni dzwonek - lekarz/ Niezapowiedziany. Eks-grubego miało nie być w domu. Tłumaczy się gęsto,że niepokoił się o jego żonę, która słabo znosi problemy zdrowotne męża i tak dalej. A eks-gruby zaprasza go do środka, żeby poczęstował się plackiem. I wiadomo, co dalej się stanie.

      Niezłe. Wartości odżywcze mniej więcej na poziomie tego placka w filmie ;)
      • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij" - knoty dwa 27.02.10, 13:34
        www.youtube.com/watch?v=koJlIGDImiU&feature=channel
        Znalazłam piękny teledysk Enrike! :)
        Mike Rourke, Jennifer Love Hewitt i ... kiepskie aktorstwo
        Pleksiglasa. :)

        Słuchając romantycznego Enrike czytałam sobie Twoje teksty... :)
        O Bluebrry, ktory ma wstząsająco benadziejny scenariusz, przecież
        ten film jest o niczym!
        Co skłania takich dobrych aktorów do grania w takim g... tylko kasa?
        I jaki interes ma producent, żeby zrobić tak beznadziejny film?

        To już lepszy ten drugi, bo przyjamniej z góry wiadomo, że jak
        horror, to to raczej za mądre nie będzie. :)

        A ile jeszcze osób wytruł grubas tym plackiem?

        :)
        • grek.grek Re: "Blueberry"/"Chudnij" - knoty dwa 27.02.10, 15:00
          Grubas miał otruć tylko żone, a wyszły mu trzy trupy /trzeci - w sugestii, ale raczej pewniak ;)/

          Blueberry miał scenariusz gdzieś tam wpisujący się w ramy gatunkowe westernu, aczkolwiek przesadził z parapsychologią i reklamą kartelu z Medelin ;) To, co w westernie zwykle odbywa się w samo południe, na pustej main street, tutaj przybrało postać jakieś rozgrywki w podświadomości kreowanej komputerowo. Miało być oryginalnie, a wyszło męcząco. Poza tym, trwało ponad 2 godziny, a zasługiwało, po scenariuszu oceniając, najwyżej na 5 kwadransów. Poza tym, scenariusz pisało 9 osób. To akurat rozumiem - żeby takiego knota stylizowanego na ambitne dzieło komercyjne spłodzić trzeba wspólnej pracy wielu wybitnych mistrzów, pojedynczo można najwyżej napisać Nigdy w zyciu albo Kochaj i Tańcz ;)
          • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij" - knoty dwa 27.02.10, 15:21
            :)))

            Tak sobie myślałam, czy nie wytruł on czasem tym ciastem połowy
            miasta? ;)

            > Poza tym, scenariusz pisał o 9 osób.

            Czyli sprawdza się powiedzenie, gdzie kucharek sześć ... :)
            A może to jakiś ekseryment był?

            • grek.grek Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 28.02.10, 12:35
              Połowę miasta, to wytruł reżyser nakręcając takiego knota, hehe.

              O, esksperyment to był na pewno - na mnie :)

              Wczoraj - "Wirus", powtórka. Znośny. grupa ludzi przewożacą kutrem rózne ładunki z pkt A do pkt B znajduje na oceanie opustoszały rosyjski statek. Załoga, wedle danych z bazy, miała liczyć 300 osób. A tu pusto.
              Zgodnie z prawem, odtransportowując statek do portu mogą zarobić 10 % jego wartości. Na oko buda jest warta 300 mln, ich jest dziesięcioro, więc... Warunek jest jeden - nie może być na statku nikogo z załogi. Zachłanny kapitan i koledzy już liczą kasę. jedna Foster, eks-wojskowa, ma kiepskie przeczucia. I nie myli się - nie dośc, że na statku jest ktoś : rosyjska informatyczka, to wg jej opowieści statek jest opanowany przez tajemniczą energię z kosmosu, która opanowała systemy komputerow i właściwie uczyniła ze statku pułapkę - kontrolując wszystkie kable, przewody i urządzenia jest w stanie atakować w każdym momencie i miejscu. Na dodatek, zamienia statek w swój własny kombinat, gdzie produkuje maszyny bojowe : od najmniejszych pierdółek po hybrydy, biomechanizmy, wykorzystując żyjących jeszcze ludzkich zombie. Kapitan próbuje wykończyć Rosjankę, potem sam się staje maszyną, a Foster, wraz z jednym z kolegów, siekąc ogniem, mieczem i bryzgając potem i krwią, doprowadzają do wielkiego wybuchu na pokładzie i zatopienia całego statku, razem z tych cholerstwem z kosmosu, w ostatniej chwili katapultując się z niego.

              Jak na horror-sf niegłupie, na tle głupot, które powstawały i powstają w hurtowych ilościach. Jamie Lee Curtis jest zawsze fajna, zgrabna i powabna i swoim wdziękiem ratuje każdą produkcję na poziomie reklamówek kancelarii prezydenta Rp, a Donald Sutherland szmacący się jako pół-człowiek pół-maszyna - ma za swoje. Zawężone miejsce akcji, od cholery efektów, maszyny jak w mikromamatriksie, obcy w postaci niematerialnej, zamiast kolejnego dmuchanego krokodyla jurajskiego - to się może obronić, niestety za mało jakiejś podkładki pod te akcje.
              • pepsic Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 28.02.10, 20:11
                Nigdy nie zrozumiem, co mężczyźni widzą w Jamie Lee Curtis ??
                • grek.grek Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 01.03.10, 12:01
                  Ładny tyłek :))

                  Po prostu - kObieca jest, ma swój styl, jest JAKAŚ, a to rzadkość; btw, do dzisiaj nie wiem, dlaczego Ripley zagrała Weaver, a nie Curtis, i co za heretyk to wylansował...aczkolwiek się do Weaver przyzwyczaiłem i już sobie innej wyobrazić w tej roli nie umiem, heh.
                  • maniaczytania Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 01.03.10, 19:15
                    kobieca? Ona? o dzizas ;)))
                    • grek.grek Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 12:20
                      Wiesz, my-brzydale też zachodzimy w głowę, co Wy-piękne tam widzicie w tych wszystkich Banderasach, Valentinach i... Zakościelnych ;)
                      • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 13:51
                        To ja już nie powiem, że rachityczna Curtis nie wygląda na taką,
                        która mogła by sobie z Obcym poradzić. ;))
                        • grek.grek Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 14:14
                          No może, Weaver to jednak waga cięzka była, ale z drugiej strony - JC Jamie Curtis, to normalnie jak JC Justina Cowalczik ;) Chuda, ale z charakterem ;); btw, te karabiny, co tam dawali na planie, to i tak plastikowe były, więc by uniosła, hehe.
                          • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 14:25
                            Widzę, że Justyna wywarła na Tobie wielkie wrażenie! :)

                            Może by i uniosła, ale widzowie obawialiby się, że mogłaby sobie te
                            pajęcze nóżki połamać goniąc Obcego!
                            :)
                          • pepsic Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 14:43
                            Porównanie Jamie L. Curtis do naturalnej i pełnej wdzięku Justyny
                            Kowalczyk to nadużycie :)) Toż to babochłop w dodatku po operacjach
                            plastycznych.
                          • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" i J.L Curtis 03.03.10, 13:02
                            Dobra, przsadziłam(łyśmy?) z kpinami. Bardzo ładna była z niej laska
                            w młodości. Na tym zdjęciu mi się podoba:

                            www.celebrities.pl/jamie_lee_curtis/jamie_lee22.jpg
                            i tu też:

                            www.celebrities.pl/jamie_lee_curtis/jamie_lee24.jpg
                            Zresztą tak ją pamiętam, kojarzę z filmów, zawsze z tym uroczym
                            uśmiechem na twarzy.

                            Bez wątpienia Curtis jest dobra aktorką, choć jej talent, mam
                            wrażenie, nie został w pełni wykorzystany w kinie, a szkoda.

                            :)
                      • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" OT brzydal 02.03.10, 14:02
                        grek.grek napisał:

                        > Wiesz, my-brzydale też zachodzimy w głowę, co Wy-piękne tam
                        widzicie w tych wsz
                        > ystkich Banderasach, Valentinach i... Zakościelnych ;)

                        A propos brzydali -

                        Brigitte Bardot w dokumencie "I Brigitte stworzyła Bardotkę",
                        odnosząc się do swego romansu z brzydalem Sergem Gainsbourgiem,
                        powiedziała: uroda nie jest ważna, bo przemija, ważny jest intelekt,
                        wrażliwość, czułość, bo to zostaje!

                        Tu ów brzydal -

                        www.kavaleer.com/blog/wp-content/serge_gainsbourg.jpg
                        Ma w sobie TO COŚ! :))
                        • grek.grek Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" OT brzydal 02.03.10, 14:16
                          Ale gęba zakazana... Jakbym co i rusz w lustrze takiej nie oglądał, to bym się przestraszył ;)
                          • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" OT brzydal 02.03.10, 14:19
                            grek.grek napisał:

                            > Ale gęba zakazana...

                            Eeeeeeeeee, nie znasz się!!!

                            Jakbym co i rusz w lustrze takiej nie oglądał, to bym się
                            > przestraszył ;)

                            hahahahahhahaha :)
                        • pepsic Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" OT brzydal 02.03.10, 14:28
                          Brzydal? Nie powiedziałabym, całkiem niezły, tyle że po balandze.
                          Gdzie tam Banderasowi do niego? :)
                          • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" OT brzydal 02.03.10, 14:36
                            pepsic napisała:

                            > Brzydal? Nie powiedziałabym, całkiem niezły,

                            tyle że po balandze.

                            hahahaha :)

                            To prawda, że niezły! Napisałam "brzydal", bo tak dosłownie
                            powiedziano o nim w tym dokumencie!

                      • maniaczytania Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 15:29
                        prosze tylko nie Zakoscielny - brr!

                        Zreszta juz tu kiedys z Barbasia udowodnilysmy, ze my i dla brzydali serce mamy ;)
                        • barbasia1 Re: "Blueberry"/"Chudnij"/"Wirus" 02.03.10, 15:47
                          maniaczytania napisała:


                          > Zreszta juz tu kiedys z Barbasia udowodnilysmy, ze my i dla
                          brzydali serce mamy
                          > ;)

                          Dokładnie, tak, Maniu! :)
    • barbasia1 Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 11:56
      - "Chwilami życie bywa znośne". Co ciekawe to nie jedyny dziś
      wieczorem dokument, którego boharetem jest poeta/ka. W TVP2 o 23.25
      film dokumnetalny "Gliwickie lata Tadeusza Różewicza".

      Skoro mamy aż dwie tak interesujące propozycje do wyboru na
      dzisiejszy późny wieczór nie będę już pisać, że w TVP1 o 21.10
      zaczyna się finałowy mecz hokeja na lodzie na Igrzyskach w
      Vancouver ? ;)
      • grek.grek Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 12:53
        Ja bym dodał jeszcze "Kocha... Nie kocha" - psychothriller z... Audrey Tatou, w roli zakochanej patologicznie studentki. Nie wiem, moze to jakiś klon "Zauroczenia" z Alicią Silverstone, czy jakiegoś ambitniejszsego dziełka, które nie przychodzi mi teraz do głowy. Tak czy owak, urocza panna Audrey wychodząca (mam nadzieję) z imidżu słodko-pierdzącej Amelii, to może być interesujące, jak każda taka próba porzucenia ciepłej szuflady. Normalnie jakby Adamczyk zagrał ateistę, co chodzi na msze tylko po to, zeby złośliwie sikać do kropielnicy ;)
        • ewa9717 Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:04
          Nie wierzę, że Adamczyk w ogóle siusia ;)
          • barbasia1 Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:08
            ewa9717 napisała:

            Jak to! Przecież w "Testosteronie" (zaraz po roli Wiadomo_Kogo :)
            s i k a ł i jeszcze gołym zadkiem świecił! :)
            • ewa9717 Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:24
              Niemożliwe. Dubler. Adamczyk, moim zdaniem, nie ma zadka. Ani
              przodka ;)barbasia1 napisała:

              > ewa9717 napisała:
              >
              > Jak to! Przecież w "Testosteronie" (zaraz po roli Wiadomo_Kogo :)
              > s i k a ł i jeszcze gołym zadkiem świecił! :)

              • grek.grek Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:29
                Hyhyhyhy :)
              • barbasia1 Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:33
                ewa9717 napisała:

                > Niemożliwe. Dubler. Adamczyk, moim zdaniem, nie ma zadka. Ani
                > przodka ;)

                chichichichi :)

                Wiesz Ewo, przekonuje mnie Twoja agrumentacja!
                Że też nie przyszło mi to wcześniej do głowy! :)
                • maniaczytania Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 19:21
                  Prosze mnie sie od Adamczyka lodczepic!

                  To jeden z najlepszych polskich aktorow i koniec! On potrafi zagrac wszystko.
                  Nie wiem, czy ogladalisci "Lowcow skor"? o wydarzeniach lodzkich i pavulonie.
                  Adamczyk zagral glownego lekarza- morderce, ale jak!
        • barbasia1 Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:13
          grek.grek napisał:

          Greku, może byś tej nocy o 0.15 uruchomił swoje fantastyczne
          radzieckie wideo i nagrał ten thriller z Audery Tautou,
          a potem nam opowiedziesz, co?/

          PS
          Greku do czego to doszło, forumowicze chcą Cię całować! Koniec
          świata ;)))
          Chyba będziemy zazdrośni! ;)))/
          • grek.grek Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:27
            Czytałem. Do tej pory nie mogę się otrząsnąc z szoku, haha.

            Film obejrzę, albo nagram, albo nagram i obejrzę, a w każdym razie - napiszę co i jak :)
            • barbasia1 Re: Dziś w TVN o 22.45 dokument o Szymborskiej 28.02.10, 13:37
              grek.grek napisał:

              Nie dziwie się! :)

              > Film obejrzę, albo nagram, albo nagram i obejrzę, a w każdym
              razie - napiszę co i jak :)

              Świetnie!
    • grek.grek "Kocha...nie kocha", spojler 1 01.03.10, 11:33
      NO to słów kilka o Tautou i tym jej hiciorze, he he.

      Jest sobie studentka, tak uroczo pierdołowata, jak to tylko Tautou może być - płócienne porteczki, bluzeczka, niewinny uśmiech, sandałki, włoski cudne, normalnie dziewuszka jak z obrazka. Maluje. Właśnie wygrała konkurs i latem ma namalować 15 obrazów dla słynnej galerii.
      I ona ma romans z żonatym lekarzem-kardiologiem. Poza tym - jest lekko stuknięta.

      Dziewczyna mieszka obok swojego oblubieńca, a ściślej - zajmuje się domem pod nieobecność właścicielki, co do Usa pojechała.
      Widzimy ją na przyjęciu dla medycznej braci - rozmawia o swoim lubym ze swoim kolegą, studentem medycyny, który jest w niej zakochany, próbuje ją odwieść od dalszego romansu z żonkosiem, ale bezskutecznie; widzi jak najpierw ona się wymyka z przyjęcia i idzie na górę, a potem lekarz, a później oboje wychodza z toalety, a następnie wychodzą - najpierw ona, a zaraz po niej - on.
      Ona jest zakochana do nieprzytomności - maluje go, wszędzie : nawet wtedy, kiedy na zajęciach ma do tego celu modela; w parku - biegającego z jakimś dzieckiem; wysyła mu kwiaty, do gabinetu zaś portret. Kiedy ma urodziny ona na niego czeka, wypacykowana i z winem, ale... on się nie zjawia. Cały czas wspomina moment, gdy dostała od niego kwiatek - jak w romantycznej scenie miłosnej, długie spojrzenie, uniesienie na twarzy jego...
      U ślusarza odbiera dorobiony klucz, przyczepia do niego identyfikator z jego imieniem... Kiedy widzi go całującego się z żoną na ulicy, z którą miał być w kryzysie, a która wszelako jest w ciązy - dostaje nerwa. "Ona chce go złapać na dziecko !". Maluje mu na aucie tekst "nie pozwól,żeby ona nas rozdzieliła". jej przyjaciółka mówi jej, że trudno wierzyć w to, że facet porzuci dla niej żoną z dzieckiem, na co nasza studentka się obrusza - no wiesz, to nie jest byle romansik.
      On przychodzi pod jej dom, puka, zagląda. Ale jej nie ma. A rano ona oddaje tej przyjaciółce pożyczony skuter - miała wypadek, łokieć ma zdarty, maszyna jest stuknięta.

      W romansie lepiej się dzieje, bo zona poroniła, a potem odeszła... Angelina, nasza studentka, chwali się przyjaciółce, że jadą z kardiologiem do Florencji, dostała od niego zaproszenie z biletem. Na lotnisku czeka jednak na swojego lekarza, czeka, czeka, a on nie przychodzi. Siedzi w domu bowiem. Zastanawia się. A potem pędzi autem. A ona w tym czasiw dzwoni...Angelina opuszcza samotnie puste jak grób lotnisko i wlecze się ulicami z walizką, którą później wywala z mostu do wody. W domu zamalowuje na czarno jego portret i tnie na kawałki ślubną suknię, co ją przymierzała codziennie.
      Jej kolega student medycyny idzie do kardiologa i mu robi awanturę - "zniszczył pan jej karierę, jak pan mógł ją tak potraktować, jak... szmatę !". Lekarz go wyprasza.

      Angelina prosi tego kolegę o coś, co ma być dla lekarza prezentem. Ten odmawia, by za chwilę się zgodzić. Wierzy chyba, że dziewczyna musi uderzyć głową w dno, żeby otrzeźwieć, a potem z nim się związać.

      W tiwi podają nagle, że lekarz został oskarżony o molestowanie i pobicie swojej pacjentki. Angelina zaraz namierza kobietę, a dzień później podają w radio, że baba nie zyje, zaś niewinna studentka ma podrapaną buźkę. Policja odwiedza ją, ale ona ma alibi - była z przyjaciół, której przyznaje się, że to była jej robota, ale przypadkowa - chciała babkę skłonić do wycofania pozwu, szarpały się, a tamta zeszła na zawał. Od razu szantażuje, ale z wielkim wdziękiem, przyjaciółkę, że jesli piśnie słowo, to ona wyciągnie jakieś brudy i jej córkę odbiorą.
      Policja bierze się tymczasem za lekarza i go aresztuje, podejrzewając,że to on jest mordercą. Angelina widzi jak go pakują do więziennej karetki, a w ostatniej chwili... całuje się on z żoną i czule z nią żegna. Jest załamana. W domu odkręca gaz... I tutaj taśma się zatrzymuje, wraca do początku i widzimy całą historię oczyma lekarza.

      Prowadzi on gabinet prywatny, w którym jakaś napalona baba ciągle chce żeby ją badał i sama się rozbiera, mimo że to niekonieczne jest, a sekretarka jest do bólu niechlujna i nieudolna w swojej robocie; do tego praktykuje w szpitalu; prywatnie - ma żonę, ona spodziewa się dziecka, mieszkają w willowej dzielnicy. Jego problem polega na tym, ze ma cichą wielbicielkę, która przysła mu kwiaty, liściki miłosne, namalowany portet w prezencie... Przyjaciel każe mu się wyluzować, bo to jakiś zart na pewno.

      Na bankiecie dla pracowników szpitala spotyka dziewczynę, swoją sąsiadkę, przypadkiem, w toalecie, on myje ręce, ona poprawia makijaż, kilka kurtuazyjnych słówek, wychodzą po sobie, a potem on ją podwozi do domu, bo widzi, ze bidulka stoi na przystanku sama.
      Bawi się z synem kolegi w parku, a na ławce nieopodal znajduje rysunki, jak zdjęcia z tej zabawy. Przestraszony zabiera małego i odchodzi...

      Z żoną układa mu się dobrze, z róznymi tam zgrzytami małymi, ale tworzą udaną parę. Do momentu, kiedy zabierają ten portret-prezent do domu i się okazuje, że na odwrocie jest dedykacja miłosna dla niego, a nastepnego dnia zona lekko zirytowana powiada, że na jego automat.sekretarce jest 23 razy nagrana piosenka miłosna (standard amerykański, chyba Sinatra, nie pamiętam tytułu). Lekarz przekonuje ją, że to jakiś kiepski żart, a sam zaczyna podejrzewać wszystkich o bycie tą natrętną wielbicielką - pacjentki, pacjenta-geja, nawet swojego kolegę z pracy, który chciał mu zrobić zwykły masaż karku. Porównuje charakter pisma z listów do tego z dokumentów róznych i nic.
      POtem spotyka swoją żonę na ulicy, całują się, potem rozmawiają i ona sugeruje,że on nie chce dziecka, że to reakcja na ciązę...
      W nocy żona się budzi i prosi go mleko. Nie ma mleka w chałupie, więc idzie do uroczej sąsiadki. Ale jej nie ma.

      Na drugi dzień się okazuje, że żona miała wypadek, potrącił ją skuter, poroniła.

      Kilka dni później, żona przypadkiem odbiera przesyłkę do niego - liścik i klucz z jego imieniem, nie do ich domu...Kłocą się. Ona musi wyjechać na chwilę, z sprawach służbowych chyba.
      Lekarz jest cały w nerwach. Dostaje znów kwiaty, każe sekretarce je sobie zabrać, a potem ją wywala za kolejną gafe. Okazuje się,że w bukiecie kwiatów był bilet lotniczy do Florencji... Sekretarka jest niemal szczęsliwa,że teraz będzie szukał tego biletu i nie znajdzie :)
      Do lekarza przychodzi chłopak z awanturą. Lekarz go wyprasza, uznając, ze to sfrustrowany narzeczony wywalonej sekretarki.
      A potem dostaje prezent - ludzkie serce przebite strzałą. Wpada w szok. A tutaj wchodzi ta baba, co się zawsze chciała rozbierać. I jemu się zaraz kojarzy, że to ona musi być tą tajemniczą szajbuską i leje ją z liścia. Baba składa skargę, a kilka dni później go aresztuja, w ostatnim momencie żona go całuje, co więcej - żona zostaje jego adwokatem, jest bowiem prawniczką; daje mu dodatkowo alibi, zeznania sąsiadki nic nie wnoszą i wypuszczają go.

      I tutaj się historie obie zbiegają, bo w nocy pod domem słyszy straż pożarną. Wynoszą zagazowaną sąsiadkę, Angelinę, on jej udziela pomocy pierwszej, towarzyszy jej w drodze do szzpitala, jak to lekarz z powołania. Ona go widzi i jest szczęśliwa, że on ją uratował, że jednak ją kocha i mu zależy.
      W szpitalu on ją, już oficjalnie odwiedza, ona rozanielona, tuż przedtem był ten student, co ją kocha, a później spotykają się na korytarzu student i lekarz i student daje mu w pysk, krzycząc, żeby się do niej nie zbliżał, że to jego wina. I tu się lekarzowi zaczyna składać cała historia... już wie, kto go prześladował. Idzie nocą do jej domu, jak to sąsiad ;), przetrząsa go, znajduje fragment listu, a gdyby nie otwarte drzwi, który posłużyły za parawan dla leżącego kasku skuterowego, to by wiedział, kto odpowiada za poronienie przez żonę dziecka...

      I finał. Ona wychodzi ze szpitala i przychodzi do jego gabinetu. On sie pakuje i mówi,ze wyjeżdza. A ona że jadą razem, a on że nie i żeby już sobie dała spokój, bo to chore jest. No to ona go w łeb posążkiem z brązu. I chłop traci przytomnośc.
      cdn.

    • grek.grek "Kocha... nie kocha", spojler 2 & 3 grosze. 01.03.10, 11:56
      Jak zawsze zapomniałem o czymś - tam, w domu, u niej, on widzi kwiatek i sobie przypomina jeden moment, od którego, teraz to rozumie i dostrzega, wszystko, cała ta hucpa się musiała rozpocząć : był to dzien, w którym jego zona zaciążyła, on przydrałował do domu, z bukietem kwiatów dla niej, a że spotkał przy okazji sąsiadkę, to, z tej radości że będzie ojcem, jej też, spontanicznie, dał kwiatek; nie mógł wiedzieć,że ona to potraktuje jak wyznanie miłosne..

      Zatem - oboje lądują w szpitalu, a raczej - szpitalach : on - w normalnym - nieprzytomny, z cięzkim urazem głowy, ona - w psychiatryku. I oboje w tej samej pozycji, tyle że ona przypięta pasami. On się zbiera powoli, uczy się na nowo chodzić, wyjeżdza z żoną, i córką (więc, żona zaszła znów w ciązę i tym razem urodziła). Ona, po jakimś czasie, zostaje wypuszczona, z offu powiada,że "żyłam w fikcji, którą sama stworzyłam, ale teraz widzę,że to było irracjonalne", czy coś w ten deseń.

      I w ostatniej scenie ona idzie długim korytarzem do wyjścia, a sprzatający jej pokój robotnik znajduje za szafą naturalnej wielkości
      portet mężczyzny wykonany z... pastylek, tabletek, medykamentów wszelkiej maści. Smieje się szczerze, zabiera do zdzierania tego ze ściany, a ona opuszcza szpital. Pewnie se znajdzie nowy obiekt, a może staremu nie odpuści... ;)

      Gdyby nie to pokazanie całej sprawy z dwóch punktów widzenia, dzięki czemu to, co widzimy oczyma paranoicznej studentki jest czymś kompletnie innym niż to, co widzi racjonalny i trzeźwy lekarz, to by wyszedł kolejny banalny filmik z ogranymi szablonami. A tak, jest to w jakiś sposób ciekawe, bo w jej ujęciu naprawde wygląda to jak romans, tak też postrzega to jej koleżanka i kolega, opierający się na jej wersji, w którą nie mają powodu nie wierzyć.

      POza tym, fo francuski film, więc wszystko tu jest francuskie - wnętrza domów, ulice i uliczki, kwiaciarnia, szpital, domy, galeria, pastelowe kolory, twarze aktorów, nawet tych, co tam gdzieś w tle przemykają, zdjęcia, park, atmosfera, podmuch z ekranu, fluidy, wszystko jest takie, że po prostu wiadomo,że to film francuski; tylko ten szlagier muzyczyny, "ich piosenka", jak mówi Angelina, jest z Hameryki podwędzona.

      Tautou może i gra szmergla, ale nie zmienia swojego wizerunku, bo jest równie urocza, słodka, pełna nieseksualnego wdzięku i czaru, jak Amelia. To nawet niezłe, że nie naruszając swojego emploi odgrywa rolę w sumie podobną estetycznie, można by nawet powiedzieć że to "Amelia II. Sen wariata". Dobry pomysł, ale na rzeczywiste przełamanie własnej szufladki przez Tautou trzeba będzie trochę poczekać.
      • barbasia1 Re: "Kocha... nie kocha", spojler 2 & 3 grosze. 01.03.10, 14:27
        Własnie tak, całkiem przyzwoity thriller wyszedł, dzięki temu, że,
        jak pisałeś, ta w gruncie rzeczy banalna, schematyczna igrana
        historia o chorej psychicznie, która uroiła sobie romans,
        opowiedziana została zupełnie inaczej, zupełnie niestandardowo.

        > Tautou może i gra szmergla, ale nie zmienia swojego wizerunku, bo
        jest równie urocza, słodka, pełna nieseksualnego wdzięku i czaru,
        jak Amelia.

        Ae parząc z perspektywy filmu, bsadzenie w roli chorej na umyśle
        Angeliny, uroczej, słodkiej pełnej wdzięku i czaru Tautou miało
        zapewne na celu spotęgowanie efektu zaskoczenia.

        :)
        • grek.grek Re: "Kocha... nie kocha", spojler 2 & 3 grosze. 01.03.10, 15:02
          Otóż to.

          Trudny jest opis, wbrew pozorom, samemu trzeba poszczególne sceny sobie odtworzyć znając już oba punkty widzenia - do tego, dobra aranżacja, scenariusz, jest i pomysł na całą rzecz; wygląda to tak, że np. kiedy ona go rysuje w parku biegającego z dzieciakiem, to - z jej pkt widzenia - kamera pokazuje ich, na przemian, w taki sposób, jakby byli tam ze sobą, a w rzeczywistości ona rysuje z daleka, a on nie wie,że ona tam jest, i kiedy widzi potem te rysunki na ławce zostawione, to odnosi wrażenie, że ktoś mu grozi, boi się o malca, szuka go i szybko zabiera wietrząc jakieś niebezpieczeństwo.

          Jak już Tautou naprawdę się zdecyduje na jakiś odwrót od swojego imidżu to będzie mocne trzepnięcie, tak coś vzuję :) Ale będzie musiała, wg mnie, zmienić fryzurę, ciuchy, sposób poruszania się, mimikę, całą zewnętrzność swoją.

          Wczoraj dopiero mi się zauwazyło coś ciekawego, wg mnie - Tautou jest katalogowana jako "aktorka J.P Jeuneta", tego od Amelii. Ten sam Jeunet reżyserując Obcego IV wkręcił do obsady... kogo ? Winonę Ryder. jak wygląda Winona Ryder w Obcym IV ? Jak bliźniaczka Audrey Tautou - wielkie oczy, czarne włosy, filigranowa sylwetka, aniołka buzia, maniery :) To się nazywa chyba paranoja... Pana reżysera, albo moja ;)

          • barbasia1 Re: "Kocha... nie kocha", spojler 2 & 3 grosze. 01.03.10, 15:30
            Widocznie do takiego typu kobiet pan reżyser J.P Jeunet ma
            słabość!? :)

      • grek.grek Re: "Kocha... nie kocha", spojler 2 & 3 grosze. 01.03.10, 14:41
        Kurde balans, jak brakuje edycji...

        To gadanie z offu pani studentki na końcu, że się jej w głowie przejaśniło itd, to była jednocześnie jej rozmowa z lekarzem
        prowadzącym, po której została zwolniona - więc : łgała jak z nut, żeby się wydostać z wariatkowa, a może i nie do końca, bo wiedziała, że żyje w oparach absurdu, ale jednocześnie "nic jej nie zostanie, jeśli przestanie wierzyć".

        P.S : Składnia i stylistyka w tym, co piszę - leżą i kwiczą, ajnoł det. Jak to mówił klasyk : pierwszą wersję pisz spontanem i z głowy, czyli z niczego, w drugiej skreślaj, poprawiaj i wygładzaj. U mnie jest wersja pierwsza tylko :)

        • barbasia1 Re: "Kocha... nie kocha", Tomasz Lis 01.03.10, 15:25
          Bardzo brakuje edycji!
          Chociaż może gdyby była człowiek (ja!)poprawiałby posty w
          nieskończoność. Mnie się większosć moich postów, tez przecież w
          większości pierwszych wersji, nie podoba! (Zawsze potzrebowałam
          więcej czasu na przemyślenie, no i poprawki) I na początku
          przejmowałam usterkami, błedami, skrótami myślowymi, teraz już
          trochę mniej.
          Inaczej jest z Twoimi "pierwszymi wersjami", Twoje są naprawdę
          dobre! I nie ma się co dziwić, w końcu jesteś prawdziwym
          filmokinomaniakiem!

          A Lisu będzie dziś rozmawiał na temat najnowszej biografii
          Kapuścińskiego!
          • grek.grek Re: "Kocha... nie kocha", Tomasz Lis 01.03.10, 15:44
            Zatem... niech żyje wersja podstawowa i precz z pacykowaniem postów :)

            Właśnie na taki temat u Lisa liczyłem, hehe. Będzie ciekawie. Chyba.

            • ewa9717 Re: "Kocha... nie kocha", Tomasz Lis 01.03.10, 18:01
              No ale książka w księgarniach zapowiadana dopiero na marzec chyba.
              Wolałabym wiedzieć, o co się będą spierać. A swoją ścieżką, na
              miejscu Lisa PO rozmowie zrobiłabym teścik na znajomość lektury, a
              nie tylko kawałków, które z odpowiednim komentarzem podetknęli
              sekretarze czy inne przydupasy (to tyczy tylko "polityków").
              • maniaczytania Re: "Kocha... nie kocha", Tomasz Lis 01.03.10, 19:14
                Ksiazka podobno w sprzedazy od dzisiaj, ale masz racje Ewa, ze to taka nasza
                polska specjalnosc sie robi - wypowiadanie sadowi i miazdzacych krytyk na temat
                nieznanych sobie dziel - cenzura prewencyjna.
                Tyle, ze to sie robi juz masowe i niesmieszne - oto kolejna sprawa:
                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7614222,Konflikt_o_film__Rozyczka____To_pachnie_cenzura_prewencyjna_.html
                • ewa9717 Re: "Kocha... nie kocha", Tomasz Lis 01.03.10, 19:35
                  Tu akurat córka Jasienicy strzeliła sobie w kolano: po takiej akcji
                  film będzie kojarzony tylko z Jasienicą, a wielu we wszystkim będzie
                  się dopatrywalo sensacji i skandalu.
                  • maniaczytania OT - cenzura prewencyjna 01.03.10, 19:52
                    wiesz co, to nie tylko w tym przypadku.
                    W zasadzie w kazdej takiej akcji cenzury przed - tylko napedza sie klientow (
                    ile osob kupiloby ksiazke "SB a Lech Walesa", gdyby nie bylo nagonki na autorow
                    przed publikacja?) - teraz biografie Kapuscinskiego pewnie tez kupi wiecej osob
                    niz kupowalo ksiazki jego samego.
                    • barbasia1 Lis o książce z Domosławskim 04.03.10, 12:38
                      Dla tych, którzy nie oglądali programu - u Lisa gościł tylko
                      Domosławski autor biografii Kapuścińskiego. Bardzo ogólnie
                      rozmawiono na temat samej książki oraz kontrowersji wokół niej,
                      żadnych konkretnych szczegółów treści nie zdradzono, co zrozumiałe,
                      gdyż premiera tej ksiazki była przewidziana była na środę , 3 marca,
                      a program Lisa emitowano, jak wiadomo w poniedziałek 1 marca.

                      Mnie się udało kupić tę książką, na razie przeczytałam dwa środkowe
                      rodziały(tak, tak, uległam presji skanadalu :/) , które poruszały
                      sprawy z zycia osobistego Kapuścińskiego i jego rodziny –
                      skomplikowanę relację z córką, która się butowała, podejmowała
                      nierozsądne decyzje (o małżeństwie, w młodym wieku, z Kanadyjczykiem
                      z polskiego pochodzenia z Vancouver; małżeństwo szybko zakończyło
                      się rozwodem), uciekała z domu, także jako już dorosła osoba,
                      kilkakrotnie zrywała kontakty z ojcem, z rodzicami,zmieniała
                      adresy,żeby nie można się było z nią skontaktować, tylko, jak pisze
                      Domosławski, numer konta, na który ojciec regularnie przelewał dla
                      niej (a potem i dla jej syna) pięniadze, stale był ten sam.

                      To zachowanie córki, jak mi się wydaje, było dramatycznym wołaniem o
                      uwagę i uczucia ojca. Zresztą w cytowanych w książce fragmentach
                      wywiadów udzielonych prasie Zofia wprost wyznaje z żalem i
                      goryczą , że wspólnych chwil z ojcem było mało, że nie poświęcał jej
                      zbyt wiele czasu i uwagi, że pochłaniała go bardziej praca,
                      spotkania, pisanie, rozmowy...

                      Oto cena jaką się płaci za karierę, za sławę, za podróże,
                      interesujące, barwne życie!

                      Drugi z rozdziałów zdradza (dość oględnie, z dystansem, bez wdawania
                      się w szczegóły, czy niesmaczne rozważania), że Kapusciński miał
                      kochankę, z którą zwiazany był przez ponad 30 lat ( o jej istnieniu
                      miała wiedzieć żona pisarza) oraz liczne, a własciwie niezliczone
                      (sic!) romanse (jedniodniowe, najczęściej kilkumiesięczne).

                      Nie dziwię się pani Alicji, żonie Kapuścińskiego, że poczuła się
                      straszliwie dotknięta ujawnieniem tego typu szczegółów (oczywiście
                      nie tylko o te fakty jej chodzi), bolesnych zwłaszcza dla niej -
                      jako kobiety, jako żony pisarza, jako osoby, która poświęciła się
                      mężowi, jego pracy, „współtworząc „administracyjno-logistyczne”
                      zaplecze jego kariery” i że chciała wstrzymać wydanie tej książki.

                      Z drugiej strony dzięki tego typu faktom otrzymujemy szalenie
                      intrygujący, niejdenoczaczny portrert człowieka, wielkiego, znanego
                      w świecie pisarza, który, jak się okazuje, nie był wolny od
                      słabosci, małości...


                      Pani Alicjo jest Pani Wielka!
                      • pepsic Re: Lis o książce z Domosławskim 04.03.10, 20:47
                        Oglądałam z niesmakiem i zachodzę w głowę, jakim trzeba być człowiekiem, aby swojemu mentorowi i w jakimś sensie przyjacielowi wystawić 3 lata po śmierci tego typu laurkę?

                        • maniaczytania Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 06:43
                          A ja zachodze w glowe, jak mozna oceniac ksiazke nie przeczytawszy jej?

                          Problem z ta biografia jest taki, ze po raz pierwszy biografia znanego czlowieka
                          powstala dosc krotko po jego smierci, wiec zyja jeszcze "osoby dramatu". I to
                          problem dla biografa - poczekac z publikacja czy nie? Ale na pewno nie powinien
                          zaklamywac faktow, ktore zna. Dobrze napisala Barbasia - to wszystko, co opisal,
                          pokazuje, jakim czlowiekim byl Kapuscinski, bez tego, nie bylby jego portret pelny.
                          • ewa9717 Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 09:40
                            Też czekam, az dostanę książkę. Ale po rozmowie z Lisem (bo jednak
                            obejrzałam) nie sądzę, że autorowi chodziło o przykopanie mistrzowi
                            czy epatowanie pikantnymi szczegółami.
                            • barbasia1 Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 13:41
                              ewa9717 napisała:
                              >[...] nie sądzę, że autorowi chodziło o przykopanie mistrzowi
                              > czy epatowanie pikantnymi szczegółami.

                              Też nie sądzę, żeby chodziło o dokopanie, zresztą jestem o tym
                              przekonana, przeczytawszy (na razie) te dwa rozdziały biografii.

                          • pepsic Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 13:26
                            Nie oceniam książki, tylko postępowanie autora biografii, który wg
                            wdowy po pisarzu "wkradł się w jej łaski" (cytat nie dosłowny).
                            Bywał w domu Kapuścińskich i znał pewne sprawy, a potem je
                            wykorzystał. Miał prawo, ale co z morałami? Zabrakło tak
                            zwyczajnie, po ludzku przyzwoitości, bo pewnych rzeczy w życiu się
                            nie robi. Barbasia zapodała kilka faktów (podziękowania), więc
                            chyba mogę się odnieść jednym zdaniem, mimo że biografii nie
                            czytałam. Romanse - nic miłego dla nikogo, ale sprawa córki mogła
                            mocno zaboleć matkę i kto wie, czy nie spowodowała gwałtownej jej
                            reakcji.
                            • barbasia1 Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 13:48
                              pepsic napisała:

                              Tak, mnie też nurtuje to pytanie, czy człowiek, który mienił się
                              uczniem, przyjacielem Kapuścińskiego powinien był brać się za
                              pisanie jego biografii.
                              • ewa9717 Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 14:30
                                barbasia1 napisała:

                                > pepsic napisała:
                                >
                                > Tak, mnie też nurtuje to pytanie, czy człowiek, który mienił się
                                > uczniem, przyjacielem Kapuścińskiego powinien był brać się za
                                > pisanie jego biografii.

                                Ale z drugiej strony (to ja, Tewje M.): jeśli nie uczeń i
                                przyjaciel, to kto?
                                • barbasia1 Re: Lis o książce z Domosławskim 06.03.10, 13:05
                                  Ale z drugiej strony (to ja, Tewje M.): jeśli nie uczeń i
                                  > przyjaciel, to kto?

                                  Ktoś neutralny? Nie przyjaciel, nie wróg?

                                  Ale! Znalazłam wczoraj bardzo ciekawą wypowiedź znanego fracuskiego
                                  biografa Jeana Lacouture dotyczącą tej właśnie kwestii -

                                  Na pytanie Jędrzeja Bieleckiego z Dziennika Gazeta Prawna,
                                  czy przyjaciel może być obiektywnym biografem, Lacouture odpowiada
                                  następująco - "Tak, ale ważniejsza jest inna kwestia: zaufania
                                  między biografem a bohaterem. Panowie powinni otwarcie ustalić, czy
                                  ich prywatne rozmowy mogą zostać wykorzystane do pisania książki.
                                  Osoby, o której się wie, że napisze to, co się jej mówi, nie
                                  traktuje się tak samo, jak kogoś, komu tylko się zwierza. Tu nie ma
                                  miejsca na grę w chowanego"

                                  "Nawet jeśli ceną będzie niemożność poznania części prawdy?" - pyta
                                  dalej Bielecki.
                                  Na co Lacouture odpowiada tak: "Ktoś kto zna dobrze danego
                                  bohatera, potrafi ustalić prawdę bez wydzierania jej w ten sposób.
                                  Można ją odbudować na podstawie innych kontaktów. Lubię biografów,
                                  kóryzy podchodzą do osób, o których piszą, z ostrożnością i
                                  łaskawością. Nawet jeśli już nie żyją".
                                  (Dziennik Gazeta Prawna 5-7.03, s. M2).


                                  • ewa9717 Re: Lis o książce z Domosławskim 06.03.10, 13:23
                                    Popatrz na to, co napisła Hajota:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,151,108181045,108299495,Re_Kapuscinski_non_fiction.html
                                    • barbasia1 Re: Lis o książce z Domosławskim 06.03.10, 14:19
                                      Wyjdaje mi się rozsądna ta wypowiedź Hajoty. Ale ponieważ nie
                                      przeczytałam jeszcze całej książki, więc na razie nie będę się
                                      wypowiadać.

                                      Nie mniej jednak pytanie o to, czy Domosławski nie nadużył zaufania
                                      przyjaciela pozostaje ciągle otwarte.
                                      • ewa9717 Re: Lis o książce z Domosławskim 06.03.10, 16:45
                                        barbasia1 napisała:

                                        >
                                        > Nie mniej jednak pytanie o to, czy Domosławski nie nadużył
                                        zaufania
                                        > przyjaciela pozostaje ciągle otwarte.

                                        Niemniej jednak i na to pytanie można próbować odpowiadać dopiero po
                                        przeczytaniu książki. Chyba dostane we wtorek ;)
                                        • barbasia1 Re: Lis o książce z Domosławskim 07.03.10, 13:11
                                          To świetnie, że tak szybko ukaże się dodruk książki.

                                          A tu mam jeszcze jeden głos w dyskusji - Agaty Tuszyńskiej:

                                          www.emetro.pl/emetro/1,85652,7619321,Te_ksiazke_za_dobrze_sie_czyta.html




                          • barbasia1 Re: Lis o książce z Domosławskim 05.03.10, 13:49
                            maniaczytania napisała:

                            > Problem z ta biografia jest taki, ze po raz pierwszy biografia
                            znanego czlowieka powstala dosc krotko po jego smierci, wiec zyja
                            jeszcze "osoby dramatu". I to problem dla biografa - poczekac z
                            publikacja czy nie?

                            Otóż to!
                            • maniaczytania ksiazka Domoslawskiego- pokrecona moralnosc polska 05.03.10, 21:56
                              Jeszcze na jedno chcialam zwrocic uwage, nad czym jakos tak ostatnio mi sie
                              pomyslalo ;)
                              Sporo roznych autorytetow moralnych obrusza sie na A. Domoslawskiego ( czesto
                              nawet nie przeczytawszy tej ksiazki) , a dlaczego nikt sie nie obrusza na to,
                              jak sie zachowywal, co robil R. Kapuscinski? Przeciez to nie zostalo wymyslone,
                              tylko on taki byl.
                              To wlasnie taka pokrecona polska moralnosc - mozesz krasc, bylebys nie dal sie
                              zlapac, mozesz zdradzac, byleby nikt o tym glosno nie mowil - strasznie mnie to
                              denerwuje.
                              --
                              hmm, co by tu napisac?
                              • barbasia1 Re: ksiazka Domoslawskiego- pokrecona moralnosc p 06.03.10, 13:39
                                Nie, nie, to nie tak!

                                Nie jest tak, że krytykowany jest tylko autor biografii,
                                Domosławski , wrecz przeciwnie (vide: różne audycje publicystyczne
                                np. w TVPinfo., prasę np. wczorajszy Dziennik Gazeta Prawna i
                                artykuł pod znaczącym tytułem: „Nie ma mocniejszego zarzutu wobec
                                reportera niż kłamstwo”).
                                Po prostu, ze względu na proces, jaki żona Kapuścińskiego wytoczyła
                                wydawnictwu?/Domosławskiemu?, chcąc zablokować ukazanie się książki,
                                dyskusje na temat postępowania biografa i tego, czy jako przyjaciel
                                pisarza miał prawo ujawniać różne szczegóły z życia intymnego
                                pisarza i jego żony (oraz inne fakty) znacznie wyprzedziły dyskusję
                                nad samą książką i nad kontrowersyjnymi faktami z życia
                                Kapuścińskiego.
                              • pepsic Re: ksiazka Domoslawskiego- pokrecona moralnosc p 07.03.10, 16:19
                                A to akurat inna kwestia i w niej miłosierna nie jestem. Dobrze się stało, że
                                informacja o współpracy z SB i nabijaniu czytelnika w butelkę dotarła do opinii
                                publicznej, ale nie widzę potrzeby wchodzenia z butami w relacje rodzinne pisarza.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 02.03.10, 11:51
      Cos tam się w TVP zmienia - dziś, w Jedynce - wyobraźcie sobie - 20:20 "25 godzina" Spike'a Lee z Nortonem. Nie najlepszy film samego Lee (chociaż b,dobry), ale i tak najlepsze kino, jakie we wtorek po wiadomościach publiczna raczy(ła) pokazać od... od tak dawna, że sam nie pamiętam od jak dawna. Ma to być nowy cykl : "wiesz, co dobre". Zobaczymy, czy nasza wiedza i ich się ze sobą pokrywają, hehe.

      W Dwójce filmy mają się teraz zaczynać o 22:20 (przynajmniej we wtorki). Czyli, zmiana niebagatelna.

      Ale prawdziwy hicior będzie w niedzielę najbliższą - start o 22:15 "Aż poleje się krew", a po nim od razu "Bulwar Zachodzącego Słońca". Noc Oskarowa, więc pewnie jest to jednorazowy wyskok, ale i tak rzecz nie do przecenienia. Gdyby TVP taką ofertą zasypywała widza częściej... i mimo wszystko wcześniej... Ale 20:00 magicznym sposobem jest 19 na 20 razy zarezerwowana dla kolejnych koszmarków łepkowszczyzny.

      POstęp jest, to warto odnotować i docenić. Ale miejsca na poprawę jest jeszcze całkiem sporo.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 02.03.10, 13:28
        > W Dwójce filmy mają się teraz zaczynać o 22:20 (przynajmniej we
        wtorki). Czyli, zmiana niebagatelna.

        Greku, a skąd masz tę info. bo ja widzę w programie na ten i
        przyszły wtorek godzinę 22.50, ale oczywiscie to i tak już lepiej
        niż ta wczesniejsza godzina 23.25!

        A poza tym masz bardzo dobre wieści! :)

        Skoro mowoa o Oscarach trzeba by się powoli przygotować do naszego
        prywatnego forumowego typowania!

        'łepkowszczyzna' - o! ładne (tzn. ładny termin )! :))
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 02.03.10, 14:10
          Faktycznie, 22:50; zagalopowałem się jednak :)

          Powoli mozna dopinać na ostatni guzik typowania, hehe. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i zobaczymy, czy, i - czym, nas zaskoczą.
          • barbasia1 Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 02.03.10, 16:03
            Czy "Kuba Wojewodzki" zaczyna dziś nowy sezon?

            Wczoraj na Polsacie leciał "Podziemny krąg"!!! ale ponieważ wczoraj
            byłam bardzo zmęczonym spojrzeniem Dżeka, musiłam iść spać i nie
            obejrzałam całości, mimo wszystko jutro napiszę słów kilka o tym
            filmie, jak obiecałam ...z rok temu :)


            > Powoli mozna dopinać na ostatni guzik typowania, hehe. Zobaczymy,
            co z tego wyjdzie i zobaczymy, czy, i - czym, nas zaskoczą.


            Trudne będzie to typowanie!
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 02.03.10, 17:51
              Dla posiadaczy Ale Kino! polecam na dziś o 22.10 nietypowy horror - pod wiele mówiącym tytułem "Pozwól mi wejść" (ale nic z tych rzeczy!). Stonowany, nie przerażający zbytnio o przyjaźni wampirzycy z prześladowanym w szkole chłopcem. I do tego język szwedzki miło kojarzący się z Wallanderem.

              Wczoraj natomiast miałam przyjemność obejrzeć francuską etiudę pt. "Mozart dla kieszonkowców" - o dwóch niegramotnych złodziejaszkach, nieudacznikach, do których przyplątał się cygański chłopiec, tytułowy Mozart. Sympatyczne i wdzięczne pomimo gorzkich podtekstów. Polecam. Niestety też na Ale Kino!

              Barbasiu, czekamy na "Podziemny Krąg" :) Podobno niezły, a wczoraj nikt nie przypomniał :(

              Wczoraj Norton, dzisiaj Norton ("25. godz.") - czyżby faktycznie coś drgnęło?
              • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 02.03.10, 18:32
                ja "Podziemnego Kregu" tez kawalek wczoraj przypadkiem obejrzalam.

                A dzisiaj jeszcze na Polsacie "Wloska robota" i tez z Nortonem,
                zreszta w samej gwiazdorskiej obsadzie ( oko do greka ;) )
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 13:15
                Pepsic, na śmierć zapomniałam, że w poniedziałek będzie
                leciał "Podziemny krąg", przypomniałam sobie przypadkiem
                przerzucając kanały po programie Lisa!

                Fajne rzeczy lecą na "Ale kino"!
                a za Kim Ki-duka i poszerzenie wiedzy o kinematografii koreańskiej
                wielkie dzięki:)
                :)

                O Nortonie i "Podziemnym kręgu" za chwil kilka.

            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 13:34
              Ja mam, mniej więcej, poskładane, co jak i na kogo. Żadnego z tych filmów nie widziałem, więc się będę posiłkował tym, co przeczytałem o nich, recenzjami, jakimiś opiniami osób trzecich. W zasadzie... chodzi o to, żeby coś trafić, a tutaj to własne gusta tylko by przeszkadzały, hehe ;)

              Wojewódzkiego obejrzałem sobie bez nadziei, ale było śmiesznie -
              Wojewódzki pół godziny lansuje niejaką Wendzikowską, a na koniec
              rzuca do Zamachowskiego :
              - Zbyszku, widziałeś jakiś film z Anią ?
              Zamachowskie :
              - Ekhmmm, nieee, no nie, jakoś nie... ;))

              Hyhyhy :) Mam wrażenie, że 3/4 gości Wojewódzkiego powinno wchodzić do studia i się przedstawiać - z czego mogliby ew. być znani, żeby było wiadomo, z kim się ma do czynienia. Ja też nie wiedziałem kto zacz Wendzikowska. Ładna jak Kate Beckinsale, ale - hu is szi ??? Doktor G mówi mi, że aktorka, ale chyba za mało oglądałem w życiu, bo jej jakoś nie zarejestrowałem, heh.
              • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 13:38
                Ha, a ja ja kojarze i ogladalam kiedys kawalek serialu "Dziki" na Polsacie (
                beznadzieja), w ktorym ona grala. Bardzo sliczna dziewczyna i kibicuje jej, zeby
                udalo sie kariere zagramanica zrobic, bo w polskim "piekielku" raczej sie nie uda.
              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 13:53
                Wendzikowska występowała w beznadziejnym serialu "Dziki" i bardzo
                się panom podobała, film też, co mnie do dziś zastanawia. Dodam, że
                niezłą chałturę odstawił Linda grając nienasyconego samca z pejczem
                w ręku. Ale o co tam chodziło, nie mam do dziś pojęcia, chyba o
                hasaniu po lasach czołgami.
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 04.03.10, 12:07
                  Przypomniałem sobie Wendzikowską z "Show" Ślesickiego. Scena pod prysznicem ;)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 17:42
                >a tutaj to własne gusta tylko by przeszkadzały, hehe ;)

                Otóż to.
                Prrzekonałam się o tym na własnej skórze, nie miałam problemów z
                typowaniem w kategorii muzyka, dopóki nie usłyszłam wszytkich
                nominowanych. Teraz nie jestem pewna niczego, na dodatek podobają mi
                się wszytskie ścieżki dźwiękowe.

                To co, w piatek, albo sobotę zagłosujemy? Zreszta można nawet
                wcześniej.

                > - Zbyszku, widziałeś jakiś film z Anią ?
                > Zamachowskie : - Ekhmmm, nieee, no nie, jakoś nie... ;))

                chichichi
                Tak było! :)
                Zlłośliwiec ten Kuba.

                Serialu "Dziki" nie oglądałam, no może jakieś fragmenty, bo Lindę z
                pejczem!? dziwnym trafem kojarzę, ale Wędzikowskiej za Chiny
                przypomnieć sobie nie mogę ani tu, ani nigdzie indziej.

                Wiem, że aktualnie Wędzikowska zajmuje się przeprowadzaniem
                wywiadów z aktorami (głównie hollywoodzkimi, brytyjskimi) przy
                okazji róznych premier filmowych i robi to dla DDTVN - (czyli ciąg
                z cylku 'promujemy naszych').

                Tyle gorących nazwisk na obecnie rynku (Żuławski młody, czy nawet
                stary /cap i zbereźnik/, Szczepkowska (skandalistka odLupy;
                cdn.! :)), a ten nudną Wędzikowską emabluje pół programu. Ech!


                PS
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108147650,Re_Blueberry_Chudnij_Wirus_i_J_L_Curtis.html

                :)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 04.03.10, 12:10
                  Ja własnie zatypowałem :)

                  Wendzikowska ma tę przewagę nad Szczepkowską, ze robi coś dla TVN, a szczycący się swoją niezależnością Wojewódzki ma prikaz zapraszania do każdego programu przynajmniej 1 twarzy związanej w jakiś sposób ze stacją... tak jakby jego własna nie wystarczyła...
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 04.03.10, 13:08
                    Widziałam! :)

                    Ale Szczepkowska jest lepszą aktorką od Wendzikowskej... :))

                    Właśnie!
                    Poza tym przecież w tym świadaniowym DDTVN niesustannie, dzień w
                    dzień odbywa się promocja radosnej twórczości TVN-u (oraz TVN-
                    owskich gębofomów). Co za dużo to niezdrowo.

                    :)
                    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 04.03.10, 14:44
                      "Lepsza aktorka" ? A wiesz, to zależy, co się komu bardziej podoba - tyłek Szczepkowskiej, czy cycki Wendzikowskiej. ;)

                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać 2010 - 2 (vol. 6) 04.03.10, 15:30
                        O przepraszam! Szczepkowska najpierw zaperezentowała (przez lata
                        prezentowała) swoje umiejętnosci aktorskie, tyłek pokazała całkiem
                        niedawno! w ramach protestu artystyczno-socjalnego (jutro będzie
                        moja odpowiedź w stosownym wątku), a Wendzikowska zaczęła od
                        pokazywania cycków, i na tym skończyła, jej umiejętności aktorskich
                        ciągle nie widać. :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 13:45
      Bez fuszerki tym razem - "Szkoła uwodzenia", 22:50, Polsat. Może i nienazbytwymagająceiambitne, ale, w sumie, fajne - estetycznie, (obserwacyjnie) socjologicznie, intrygancko... zoologicznie ;) Plejada młodego aktorstwa hollywodzkiego w głównych (t)rolach. Ogląda się całkiem dobrze, z tego, co pamiętam, hehe.

      A poza tym... "Polska-Bułgaria w piłkę, z komentarzem Szpakowskiego", sportowe kino grozy, o 20:15 w Jedynce, tylko dla ludzi o mocnych żołądkach.
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 14:46
        Ja mysle, ze ciekawy moze byc film "Godzina szczytu" - rosyjski z 206r. na
        podst. powiesci i filmu Jerzego Stefana Stawinskiego, ktory wlasnie odebral Orla
        za dokonania zycia i jest autorem jednych z ciekawszych scenariuszy filmowych
        (Kanal, Eroica, Zezowate szczescie, Jutro idziemy do kina).
        • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 03.03.10, 14:46
          aaa, zapomnialam napisac, ze dzis na Jedynce o 22.40
    • grek.grek Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 12:04
      Orajt, słuchajcie, ja już nic nie wykombinuję przez te 4 dni, więc lecą z moimi propozycjami Oskardów, lajkajsed - na podst. róznych recenzji, opinii gdzieś tam przeczytanych/zasłyszanych, plus na podstawie skojarzeń nie wiadomo skąd i na czym opartych, czyli strzałów na oślep :
      (tylko w muzie, dzięki Barbasi, można mieć materiał poglądowy) :
      (jeśli jakichś kategorii nie uwzględnię, Wy to zróbcie, ja dopiszę później/ jesli jakies kategorie są zbędne - moje typy będą nieważne) :

      No to ciach, raz jeszcze lista nominacji :
      www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100202/KRAJSWIAT/391966181
      film - weź tu wybierz... ;) jestem idiotą i stawiam na "ten trzeci" - "W chmurach".

      reżyseria - Kathryn Bigelow

      scenariusz org. - Quentin za "Bękarty",
      scenariusz adap. - Fletcher "W chmurach"

      aktor pierwszoplanowy - big konkurencja... mój typ : Colin Firth (ale i tak pójdzie do Clooney'a :)
      aktor drugoplanowy - Waltz
      aktorka pierwszoplanowa - Meryl Streep (te dziady lubią taki kambeki)
      aktorka drugoplanowa - stawiam na Annę Kendrick z "Up in the air" (chociaż w 90 % opinii murowaną faworytką jest Mo'Nique, hehe)

      film nienaglojęzyczny - tu jest jazda, bo najlepsze filmy zostały już obsypane nagrodami w Europie, a Ameryka nie lubi dublowac... ale stawiam na "Proroka".

      Zdjęcia - "Hurt Locker"
      Kostiumy - co ja mogę o tym wiedzieć... "Parnassusa" obstawię.
      scenografia - "Avatar"
      montaż - hesus, jak się bawić to... chociaż jeden golas dla "Bękartów"

      Muzyka - "Sherlock Holmes" (majołn Oskard dla muzy z "Hurt Locker")
      Dźwięk - ojażesz... Hurt Locker.
      efekty - "Avatar"

      Uff.

      Teraz Wy, enjoy :)


      • barbasia1 Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 12:55
        Świetnie, świetnie! :)

        Ja 'zatypuję' ;) jutro albo w sobotę.
        Już widzę, że w kilku kategoriach różnimy się, ale to dobrze,
        będziemy mieć więcej zabawy porówując po ogłoszeniu wyników, kto ile
        trafił. :)

        >majołn Oskard dla muzy z "Hurt Locker"

        Wiedziałam!!! :)))
        /ciekawam, czy z przypadku Papsic, która tam wyżej pisała, że ma
        już swojego kandydata w kategorii muzya też sprawdzą się moje
        przypuszczenia!??/

        >jestem idiotą i stawiam na "ten trzeci"
        hahahahaha
        Qurcze Ty, to chyba lubisz ryzyko!?? ;)))
        • grek.grek Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 14:39
          Heheehe ;) Zobaczymy, co z tego wyjdzie i gdzie się ukryje niespodzianka, a jakaś być musi.

          No i wiesz, trafiłem Winslet rok temu ;)), więc...ekhmm, tego...hehe
          • barbasia1 Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 15:24
            Pewnie będzie niejedna! :)

            > No i wiesz, trafiłem Winslet rok temu ;)), więc...ekhmm,
            tego...hehe
            :)))
            Wiem, wiem, pamiętam, i w związku z tym zastanawiam się czy
            obstawać przy swoich propozycjach, czy ściagać od Ciebie! ;)
            • barbasia1 Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 15:32
              Nie moge patrzeć na te moje literówki! Pepsic, przepraszam, za błąd!
              :)
              • ewa9717 Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 20:02
                Nie obstawiam, bo łapę z aktualnego pulsu dawno zdjęłam, ale wydaje
                mi się, że "Avatar" dostanie wiecej niż dwa. Jakieś uzasadnienie
                pewnie sie znajdzie. Coć mi się wydaje, że pościga
                nieszczęsnego "Titanica". Zresztą, gdybym miała wybierać, wolalabym
                jeszcze raz posiedzieć na tej bajeczce z efektami niż na
                niezatapialnym ;)
                • barbasia1 Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 05.03.10, 13:25
                  ewa9717 napisała:
                  ale wydaje
                  > mi się, że "Avatar" dostanie wiecej niż dwa.

                  Czy w kategorii najlepszy film Avatar też ma szanse na statuetkę ?!

                  Z jednej strony hollywoodzcy Akademicy mają skłonność go
                  gigantomanii, ale z drugiej strony, jak pokazuje
                  doświadczenie "bajeczki z efektami",czyli filmy SF nie są specjalnie
                  doceniane ...
                  Mam dylemat!
      • pepsic Re: Oskardy'10, typowanie czas zacząć :) 04.03.10, 20:09
        To może ja, ale bardzo skromnie, bo tylko w dziedzinie muzyki:
        Oskar - "Hurt Locker"
        Mój typ - "Sherlock Holmes"
        Ps. Po ostatnich skandalach dotyczących HL trochę się łamię, ale nie widzę nic
        innego. Chyba, że dziadki całkiem stetryczeli.
        Ps.2 do Grek: nie zgapiałam :)

      • maniaczytania Re: Oskardy'10 - moje typy 04.03.10, 20:47
        No to ja lece ( na podst. glownie roznych donosow i swojego nosa - cholera okaze
        sie, ze sie nie znam i bedzie plama ;) ):

        film - "Hurt Locker" mimo wszystko

        rezyseria - Kathryn Bigelow

        aktor pierwszoplanowy - Jeff Bridges

        aktor drugoplanowy - Christoph Waltz (mam wielka nadzieje, ze nikt mu nie zagrozi!)

        aktorka pierwszoplanowa - Sandra Bullock ( a co!)

        aktorka drugoplanowa - Maggie Gyllenhaal ( szczerze jej go zycze :) )

        scenariusz org. - "Odlot"

        scenariusz adap. - "W chmurach"

        film nieanglojezyczny - "Gorzkie mleko"

        Kategorie pozostale dopisze pozniej :)
        • barbasia1 Re: Oskardy'10 - moje typy 05.03.10, 13:18
          maniaczytania napisała:

          Ciekawa jestem, która ścieżka dżwiękowa Tobie się podoba, Maniu?
          (typuję ... „Odlot”?)
          :)
          • maniaczytania Re: Oskardy'10 - moje typy 06.03.10, 16:06
            Barbasiu - zgadlas :)

            Mimo mojego uwielbienia dla Hansa Zimmera, pamietam wciaz doskonala muze z filmu
            "Ratatuj" (absolutnie fenomenalna) i dlatego moj typ na Oskara to "Odlot" tego
            samego kompozytora Michaela Giacchino.

            A teraz pozostale typy:

            piosenka - Down in New Orleans :)

            film animowany - Odlot

            scenografia - strzelam - "Sherlock Holmes"

            charakteryzacja - Star Trek?

            montaz - hmm, moze "Hurt Locker"?

            zdjecia - "Hurt Locker"

            dzwiek- Avatar

            kostiumy - nie mam pojecia, a niech bedzie ... "Bright Star"

            efekty - Avatar

            no dobra, to tyle, jak spadac, to z wysokiego konia :)
        • barbasia1 Re: Oskardy'10 i jeszcze moje typy 06.03.10, 16:27
          NAJLEPSZY FILM: "Avatar" (za zarobione 2 miliardy dolarów i za 3
          wymiary)

          REŻYSERIA - Kathryn Bigelow ("The Hurt Locker") – bo jest doskonała
          okazja na precedens – pierwszy Oscar dla kobiety za reżyserię.

          AKTOR PIERWSZOPLANOWY - Jeff Bridges - "Szalone serce" (kibicuję
          Colinowi Firthowi, ale to byłby już drugi w ciagu 2 lat Oscar dla
          aktora, który gra rolę geja, a to chyba niemożliwe, jeszcze by
          sobie ludzie coś głupiego pomyśleli o Akadamikach / tak pewnie
          Akademicy kombinują!? ;)
          (myślałam jeszczze o Jeremym Rennerze z "The Hurt Locker", ale nie
          znam człowieka, więc muszę zostać przy Jeffie ...)

          AKTOR DRUGOPLANOWY
          Christoph Waltz - "Bękarty wojny" (Maniaczytania, na wielką nadzieję
          na Waltza ..., a ja też o nim myślałam, zresztą jakiś Oscar należy
          się też Quentinowi.)

          AKTORKA PIERWSZOPLANOWA
          Sandra Bullock - "The Blind Side" (skoro taka sensację wywołała
          zdobywając Złotego Globa,zwróciła tym samym na siebie uwagę no i
          młoda jest i ładna ...)

          AKTORKA DRUGOPLANOWA
          Mo'Nique - "Precious on the Novel 'Push' by Sapphire" (bo rolę
          ponoć zagrała świetnie, trudną mocną rolę, no i Grek pisze o jej
          90-procentowych szansach na Oscara (nie typując jej!?!?!??!)

          SCENARIUSZ ORYGINALNY
          Mark Boal - "The Hurt Locker" (skoro jest kontrkandydatem takiego
          hiciora jak Avatar , to historia musi być ciekawa...)

          SCENARIUSZ ADAPTOWANY
          "Dystrykt 9" - Neill Blomkamp, Terri Tatchell

          FILM ANIMOWANY
          "Odlot" (dużo pozytywnych głosów od internautów na youtube)

          FILM NIEANGLOJĘZYCZNY
          "Biała wstążka" (Niemcy) (dużo dobrego o nim czytałam; Akademicy
          chyba jednak ciągle uwrażliwieni są na tematykę II wojny)

          ZDJĘCIA
          Mauro Fiore - "Avatar"


          KOSTIUMY "Młoda Wiktoria" (ciężko powiedzieć, wszystkie by mi się
          podbały; chciałam od Greka spisać - „Parnassus”, jak wiadomo
          wyobraxnia Terrry’ego Gilliama jest nieograniczona, ale żeby było
          ciekawiej wybrałam coś innego...)

          SCENOGRAFIA "Avatar"

          MONTAŻ "Avatar"

          MUZYKA Michael Giacchino - "Odlot" (dla tego, który zdobył
          najwięcej nagród w tym roku, poza tym to naparwdę śliczna muzyka
          nawiązująca do muzyki z lat 40-tych , dziadki z Akademii będą
          wzruszone, jak usłyszą klimaty prypominające im czasy młodości)
          Mój OSCAR dla Zimmera za odwagę by bałkańskimi folkowymi rytmami
          zilustrować opowieść o angielskim detektywie .

          DŹWIĘK "Avatar"

          EFEKTY SPECJALNE "Avatar"

          DOKUMENTALNY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
          "Królik po berlińsku" (za naszych trzymamy, poza tym to ciekawy
          dokument o Europie czasów zimnej wojny)
          :)
          • pepsic Re: Oskardy'10 i moje 06.03.10, 19:22
            Moje typy (a jednak skusiliście mnie):
            najlepszy film Precious
            najlepszy aktor Jeff Bridges
            najlepsza aktorka Meryl Streep
            najlepszy film zagr. Biała wstążka
            scenariusz adapta. Dystrykt 9
            reżyseria James Cameron
            scenografia Avatar
            film animowany Odlot
            piosenka Tate it all (Nine)
            scenariusz oryg. A Serious Man
            film nieanglojęzyczny Biała Wstążka
            film krótkometrażowy Królik po berlińsku (tylko z patriotyzmu)
            kostiumy Coco Chanel
            muzyka The Hurt Locker
            • barbasia1 Re: Oskardy'10 i moje 07.03.10, 12:38
              Pepsic, świetnie, że i Ty zdecydowałaś się oddać swoje głosy ! :)

              Żałuję teraz, że też nie oddałam głosu na "Coco Chanel" za kostiumy!
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 11:15
      Hehe, ruszyły typowania, ale coś widzę, że niektórzy nader skromnie - Pepsic ?; Mania odważniej, i zdaje się, że logicznie; czułem, że jak ktoś tu ma wyjść na idiotę, to musowo ja ;)

      Dzisiaj wysypka jest :
      20:00, TVN, King Kong - zrobił Peter Jackson, więc pewnie będzie wizual, efekty, cała strona widowiskowa. Jakaś nowa interpretacja ? Ktoś widział, ktokolwiek wie ? :)

      23:15, TVP 1, Gangi Nowego Jorku - dobre, świetnie oddane realia epoki, scenografia, cały enturaż przygotowany na medal - mogę zaświadczyć, bom widział ), ale jednak rzecz ciut zbyt rozwlekła, co się czuje niestety w kościach. Ciągle oraz w każdej niemal roli, nawet gdy bardzo tego próbuje uniknąć, dzieciakowaty Di Caprio jednak jeszcze długo nie będzie godnym partnerem dla Day Lewisa, który nie ma słabych ról w dorobku.

      A Polsat się przestraszył. Znowu. Miał dać "Hostel", czyli klasykę gore, ale się wycofał w ostatniej chwili. I tak dobrze, ze informują o tym ramówka internetowa i telegazeta, i nie będzie powtórki z "Zatrutym piórem", które wycofano bez żadnej zapowiedzi. Czyżby uznano, że jednak Hostel, to o parę wybebeszonych flaków za daleko ? KRRiTV czuwa :)

      Polecam wszystkim, którzy mają Kulturę : "Zły dotyk" - oglądałem dość dawno temu, i nie po polsku; bardzo dobry film; generalnie, rzecz o pedofilii, molestowaniu i konsekwencjach ich wpływu na psychikę dziecka/ci. Duża dawka emocji. Znakomita rola Josepha Gordona Levitta, który zawłaszcza ekran jak chce i w ogóle, jak porównuję z pamięci, to Di Caprio jest przy nim najwyżej aktorzystą w kufajce, zresztą przy naszym Dorocińskim też. I to przereklamowanym :)


      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 12:55
        "Zły dotyk" - trochę późno, ale kto wie, brzmi interesująco. Czy
        słyszałeś/liście o angielskiej "Grze pozorów" (Ale kino o 20.10),
        która od GW otrzymała maks. ilość gwiazdek oznaczającą wielkie kino?

        Ps. No cóż, zadanej lekcji nie odrobiłam. Nie mam nic na
        usprawiedliwienie :(
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 13:16
          pepsic napisała:

          Za to jeśli Oskara otrzyma wskazany przez Ciebie „The Hurt Locker”,
          będziesz mogła, Pepsic, powiedzieć, że Twoje typowanie na FT
          sprawdzio się w 100 %! :)

          /A ja myślałam, że „The Hurt Locker” bardziej Ci się podoba. :)/
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 14:13
            W sumie to podobają mi się wszystkie (trochę mniej wtórny Avator
            ) i nie będe wybrzydzać, jak ktoś inny wygra. Sherlock Holmes
            uwiódł mnie, tj. muzyka - motywami bałkańskimi i arabskimi, które
            nie wiem, czy słusznie dosłyszałam.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 14:56
              pepsic napisała:

              Tak, dobrze usłyszałaś! W ścieżce muzycznej do Sherlocka Holmesa ( I
              Never Woke Up In Handcuffs Before) słychać wyraźne motywy
              bałkańskie (arabskie raczej nie), co może zaskakiwać w kontekście
              filmu, którego akcja toczy się w XIX-wiecznym Londynie.

              Właśnie znalazłam szalenie ciekawą i jak mi się wydje fachową
              recenzję scieżki dżwiękowej z "Sherlocka Holmesa"!!!

              www.muzykafilmowa.pl/recenzje/2010/sherlock.htm

            • barbasia1 O muzyce filmowej 05.03.10, 15:03
              Świetna strona! Za późno odkryłam!

              www.muzykafilmowa.pl/artykuly/oscary2010.htm
              • pepsic Re: O muzyce filmowej 06.03.10, 19:55
                W życiu nie byłam tak wyedukowana, jak w tegorocznych nominacjach muzycznych. Widzę, że moje typy (Twoje i Greka również) w końcówce :(

                Ps. Gorana Bregovića to ja bardzo, bardzo... a i popatrzeć przyjemnie. A poza tym o kinie bałkańskim i Kusturicy jeszcze w Ojejku nie było :)
                • barbasia1 Re: O muzyce filmowej 07.03.10, 13:01
                  pepsic napisała:

                  Wiesz, właściwie ja też! :)

                  Mam nadzieję, że nadrobimy jeszcze w stosownym czasie te zaległości!
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 14:07
          Chyba nawet oglądałem kiedyś :) Ale na tyle dawno, że pamiętam tylko motyw główny i charakterystyczną gębę Stephena Rea.

        • never_never Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 06.03.10, 18:00
          Gra pozorów - świetny film! Polecam, pewnie będzie jeszcze go można
          znaleźć na Ale Kino w tym tygodniu.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 13:28
        grek.grek napisał:
        >czułem, że jak ktoś tu ma wyjść na
        > idiotę, to musowo ja ;)

        Greku! będziemy łaskawe dla Ciebie - jak chcesz możesz wprowadzić
        poprawki do swojego typowania! :)
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 14:14
          Co to, to nie, już się do nich przywiązałem, i to byłoby lekko nie fair, aczkolwiek drugi plan kobiecy obstawiłem do luftu, z najnowszych niusów-fusów wynika, że to Vera Farmiga robi "Up in The Air" i nawet Clooney musi mocno wyciągać kopyta, żeby jej tam dotrzymać kroku :)

          Ale, nie takie sensacje się zdarzały w historii. Co i rusz patrzymy na filmy, po czasie, porównujemy i się za głowę łapiemy - jakim cudem ten, czy tamta, dostali tę nagrodę, przeciez tamta czy tamten są lepsi, bardziej wyraziści, barwniejsi, wiarygodniejsi i wiele innych "jsi".

          Więc - nołbady nołs, nie ma żelaznych faworytów, każdy może przegrać, i w tym cała atrakcja tej zabawy :)
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 05.03.10, 22:02
      Tak zerknelam na program tv na nadchodzacy tydzien i ... nie jest zle, az strach
      sie bac :)
      m.in. "Utalentowany Pan Ripley", "Ksiega Diny"!!!, "Plan doskonaly"

      a jutro mozna oberzec film jednej z kandydatek do Oscara - Kathryn Bigelow na 1
      o 22.40 "Przeklenstwo wyspy" - z opisu calkiem zachecajaco :)
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 06.03.10, 13:41
        Cholewa, znowu oglądałem i nic nie pamiętam, poza tym, ze Elizabeth Hurley zawodowo uwodziła Seana Peana na jachcie :)

        Jutro maraton w Jedynce, od 22:15 do 3:00 - "Aż poleje się krew" i "Bulwar Zachodzącego Słońca".

        Szkoda, ze TVP dzisiaj nie daje któregoś z tych filmów, zamiast dwóch naraz - za to idzie na rekord z, 56 czy 67 - nie wiem, bo się pogubiłem w liczeniu, wyświetleniem Wroga publicznego. To jest dobry film (choć końcówka kombinowana maksymalnie), ale, kruca... w rozsądnych dawkach, a nie 2 razy na kwartał...
        TVN też daje w kaczan z "Wywiadem z wampirem", który w kategorii "filmy powtarzane do u,sranej śmierci" również jest w czołówce i chyba go już każdy Polak powyżej 5 roku życia widział ze trzy razy. Ale TVn tak ma - liderem jest, w końcu : kto miałby taką czelność, żeby Władcę Pierścieni (od razu całą trollogię) dawać co 3 tygodnie, a Zabójczą broń (dowolny numer) co 2 i pół ? :)

        • barbasia1 "King Kong" 06.03.10, 14:04
          Wczoraj
          >20:00, TVN, King Kong - zrobił Peter Jackson, więc pewnie będzie
          wizual, efekty, cała strona widowiskowa. Jakaś nowa interpretacja ?

          Tak! :)
          Film "King Kong" ilustruje naszą tezę (forumek z FT i BB), że dla
          kobiet nie jest ważny wygląd u faceta. Obiektem wstchnień może być
          włochaty King Kong byle tylko miał w sobie niezdefiniowane do
          końca TO COŚ, a konkretniej męskość, dzikość, siłę, odwagę, ...

          Oglądałam wczoraj, tak mniej więcej od połowy, od momentu, kiedy
          statek z ekipą filmowców zaczął dopływać do tajemniczej Wyspy
          Czaszek.
          I to była dobra decyzja, bo całości tego długaśnego dzieła bym nie
          zniosła mentalnie.
          • grek.grek Re: "King Kong" 06.03.10, 14:20
            Kurde, to ja już nie wiem, komu łatwiej starać się dorównać - mięTkiemu Zakościelnemu, czy włochatemu King KOngowi, w dodatku z "tym czymś" ;)

            Ja się dopiero zbieram do projekcji - z tego co widziałem 3 godziny samego filmu i do tego klasyczna tvn-owska orgia reklam, na szczęście do przewijania. Klasyczna wersja z Jessicą Lange była krótsza o niemal godzinę... teraz, sądząc z tych wszystkich nowych popisowych widowisk, chyba trzeba więcej siana, żeby opatulić nim to, o co głównie chodzi, czyli pokaz możliwości najnowszych technologii cyfrowych w służbie kina.
            W zasadzie, jak się zamierza pokazać maksimum efektów, to po co sobie, i widowni, głowę zaprzątać jakimiś pobocznościami utrudniającymi odbiór.

            MOże zmienię zdanie po obejrzeniu KK, ale i tak się szykuję... właśnie na te efekty ;))
            • barbasia1 Re: "King Kong" 06.03.10, 15:19
              MięTkość też musi być! Zwróć uwagę, jak będziesz ogladąć, z jaką
              delikatnością King Kong obchodzi się z Ann, nawet jak ją dla zabawy
              szturchając przewraca robi to, jak na niego, bardzo delikatnie.
              ;)

              Wygenerowanych komputerowo efektów specjalnych jest co niemiara!
              (tak, można powiedzieć to główny bohater filmu). Począwszy od
              wieglachnego goryla tytułowego King Konga, poprzez budzące grozę
              potężne dinozaury, pólmertowe karaluchy, olbrzymich rozmiarów pająki
              i dżdżownice pożerające ludzi, na samej wizji Wyspy Czaszek
              skończywszy...
              :)
              • grek.grek "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 11:46
                W klasycznej wersji z Lange King Kong wyposazony jest także w ową delikatnośc, czyli, jak widzę, nic się nie zmieniło i żadnej wariacji na temat nie ma, goryl nie miota blondyną we wsze strony ;)...

                "Dżdzownice pożerające ludzi" - nie mogę się doczekać ;)

                "Przekleństwo wyspy" - wszystko mi się przypomniało po kwadransie. Dobry film. Scenariusz niezły, ale główna zaleta, to aktorstwo Seana Peana, tutaj świetnie kreującego pogrązonego w półdepresji dziennikarza-poetę, i, trzynmajcie się mocno, Elizabeth Hurley - ma dziewczyna wdzięk, to jej trzeba przyznać, i tym wdziękiem nadrabia każdą techniczną niedoskonałość jaką jacyś puryści mogliby jej zarzucić, a pewnie by mogli. Urzekająca - bardzo subtelna wulgarność a'la Bardot połączona z lekko przerysowanym uwodzicielskim stylem Marylin. Ale i tak wszystkich przeskoczyła ta dziewczyna, grająca zabójczynię XIX wieczną - Sarah Polley, na zewnątrz chłodna, ale podskórnie kipiąca od namiętności.

                Btw, jacht, woda, muzyka naśladująca Komedę, scena gry w bierki, psychogra gestów i krótkich spojrzeń, narastające napięcie między uczestnikami wycieczki... Bigelow uważnie obejrzała POlańskiego i sobie coś pożyczyła :) Ale z umiarem, co się ceni. Nie dorównała oczywiście mistrzowi w kreowaniu klimatu, w graniu na najwyższej nucie, ale ja tam ten film znalazłem wcale przyjemnie. I za pierwszym, i za drugiem razem. Trzeci będzie, a pewnie będzie, tylko ze wg na Liz Hurley ;)

                Maniu, Barbasiu, co powiecie na Złotą Malinę dla Sandry B. ? hehe :)

                Swoją drogą, teraz to będzie hit, jeśli Sandra dostanie Oskara. Pierwszy taki przypadek w historii ?

                My, z Pepsic jak widzę, postawiliśmy za to na największą, wybaczcie epitet, frajerkę w historii - Streep ma 16 nominacji i 2 Oskardy, skuteczność... niepowalająca.
                Nie wiem, jak Wy sądzicie, ale ja zaczynam się zbierać do gratulacji dla Helen Mirren albo sensacyjnie zwycięskiej Mulligan. Po prostu Bullock i Streep są skażone genetycznie i umazane malinami, hyhy.

                TVP 1 dzisiaj :
                22:15 Aż poleje się krew
                1:00 Bulwar Zachodzącego Słońca

                Enjoy, bo taki wieczór się prędko nie powtórzy, wszak Oskary raz do roku tylko są. Transmisja będzie w radyju, w Trójce, od północy do 6 rano, jak kto się szykował. Powiem Wam, że Trójka umie to zrobić dobrze, słuchałem 2 czy 3 lata temu i było fajnie i do rzeczy.





                • barbasia1 Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 12:58
                  grek.grek napisał:

                  > W klasycznej wersji z Lange King Kong wyposazony jest także w ową
                  delikatność czyli, jak widzę, nic się nie zmieniło i żadnej wariacji
                  na temat nie ma, [...]
                  Nie, nie ma, inaczej by jakiś horror powstał, a tak mamy kino prawie
                  familijne. :)

                  > "Dżdzownice pożerające ludzi" - nie mogę się doczekać ;)
                  :)

                  Może raczej dżdżownicopodobne istoty wyłażące z ziemi/błota. :)


                  "Przekleństwo wyspy" - świetny film! odlądałam niestety nie
                  zobaczyłam całości, tylko do sceny, kiedy kobiety zostają same w
                  domku, idą spać, bratowa prosi Maren by ta pozwoliła jej spać ze
                  sobą ...)
                  Greku, czy moższe dopowiedzieć w skrócie co było dalej.
                  Czy rzeczywiście Maren była zabójczynią? I dlaczego? Z zazdrości?


                  > Maniu, Barbasiu, co powiecie na Złotą Malinę dla Sandry B. ?
                  hehe :)

                  Jak przeczytałam tę info. - pomyślałam, katastrofa, przegrałyśmy!
                  Ale potem przypomniało mi się, że Amerykanie kochają precedensy i
                  pierwsze przypadki w historii i odzyskałam wiarę w Oscara dla
                  Sandry. :)

                  "Kocham Kino" dziś około północy, pewnie będzie mowa o Oscarach.
                  :)
                  • pepsic Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 13:29
                    Drugą noc zarwałam i wcale nie mam pewności, czy było warto. A tak chciałam
                    popatrzeć na Daniela Day-Lewisa. Znowu pojawiły się jakieś perwersje tym razem
                    kazirodcze i lesbijskie. Ale chętnie poczytam dopowiedzenie Greka, bo o ile
                    wątek sprzed lat nie sprawiał trudności, to ze współczesnym parę wątpliwości mi
                    zasiano.

                    Ps. Liz Harley owszem ma ładne piersi (Grek by napisał: cycki), ale talentu
                    aktorskiego za grosz. Reżyserce nie wróżę Oskara, za dużo chciała ugrać za
                    jednym razem, a film sprawia wrażenie niedokończonego, czuję niedosyt.
                    • grek.grek Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 13:43
                      Piersi, tudzież cycki, niewiele warte, nawet najładniejsze, kiedy osobowości seksualnej brak. A Hurley posiada obie zalety. I wg mnie, chyba o ten rodzaj "talentu" chodziło Bigelow, kiedy ją obsadzała ;)

                      • pepsic Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 14:24
                        Zawsze to jakaś pociecha:)
                        Chętniej widziałabym w jej roli ponętną blondynkę, także ze względów
                        praktycznych (obydwie panie myliły mi się, co i rusz).
                    • barbasia1 Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 15:08
                      pepsic napisała:

                      Reżyserce nie wróżę Oskara, za dużo chciała ugrać za
                      > jednym razem, a film sprawia wrażenie niedokończonego, czuję
                      niedosyt.

                      !!!?
                      Pepsic, mówisz tu o "The Hurt Locker"? Oglądałaś?
                      • pepsic Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 15:24
                        Nie, nie - o "Przekleństwach wyspy", jak w tytule posta - z racji tej samej
                        osoby reżyserki. Teoretycznie mogła się podszkolić, bo faktycznie w dobrym
                        kierunku zmierza. No przecież bym się pochwaliła;)
                        Z nominowanych tylko "Królika..." zahaczyłam, czemu dałam wyraz. Mam za to
                        widoki na Sherlocka.
                        • barbasia1 Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 15:36
                          pepsic napisała:


                          >No przecież bym się pochwaliła;)

                          Ja myślę! :)

                          Sądziłam, że obejrzałaś niedawno i nie zążyłaś się pochwalić
                          wcześniej!


                          Mam za to> widoki na Sherlocka.

                          O! Super! Dasz znać, jak obejrzysz, mam nadzieję!?

                          :)
                          • pepsic Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 16:03
                            Wszytko przez te skróty myślowe:(
                            W kwestii Sherlocka - nie omieszkam :))
                  • grek.grek Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 13:33
                    Zabójczynią była zaiste Maren - rzecz cała, jak pewnie się zdązyłaś domyślić, dotyczyła jej kazirodczego związku z bratem; jej siostra ich przyłapała wtedy na gorącym uczynku, doniosła staremu, stary wydał ją za mąż, a potem doplinował,żeby z męzem wyjechała do Ameryki. I teraz się ona kładzie z tą swoją bratową do łózka, dobiera się tam do niej (śpiącej, chyba), włazi jej siostra, widzi co się dzieje i ją zaczyna bluzgać, przy okazji paplając tej bratowej o tej wstydliwej historii z dzieciństwa. Więc się ta cała Maren wnerwiła i walneła ją krzesłem, potem siekierą uciekającą bratową, na koniec poddusiła ostatecznie siostrę i skryła się pod skałami, że niby uciekła przed tym prawdziwym sprawcą; który został stracony, mimo że Maren w ostatniej chwili ruszyło sumienie, napisała list do prokuratora, próbując odkręcić sprawę przyznając się do kłamstwa podczas procesu /swoją drogą, co za prawo wtedy było - wystarczyła wersja świadka, mogącego sobie dowolnie zmyślać; żadnych odcisków palców, żadnego Szerlockaholmsa, żadnych ślądów DNA, żadnych CSI NY... dobrze żyć w XXI wieku ;)/ - prokurator jednak się nie zgodził na wstrzymanie egzekucji (wg polityczne i prestiżowe), faceta powiesili, a sama Maren popełniła samobójstwo w oceanie.

                    A współcześnie - jacht wpadł z sztorm, oczywiście demolka, panika, zacięta pompa, woda wlewa się pod pokład, próbują się jakoś uporać, Hurley zachorowała z tej całej wirówki, wyłazi na pokład, chwieje się przy burcie, żona Peana próbująca sterować gablotą podchodzi do niej, ni to ją ratować, ni wypchnąć... zostawiony ster wali w jakiś kawałek drewana, uruchamia sie reakcja na końcu której jest puszczony w ruch kawałek masztu, który Hurley dostaje w plecy i wypada za burtę. Skacze jej na pomoc Pean. Z kołem ratunkowym. Ją się udaje wyciągnąć z wody. Peana już nie, mimo próby poczynionej przez jego żonę. Ale, swoje spełnił - uratował dziewczynę, może mu się w ostatniej chwili poprawiło, skoro całe życie cierpiał z tego powodu, że dawno temu innej - nie zdołał uratowac, a może nawet spowodował jej śmierć.

                    I to chyba tyle :)

                    Hehe, coś czuję,że Oskar za pierwszy plan kobiecy będzie w tym roku zaskoczeniem :) No bo : albo wygra babka, co dostała jednocześnie Malinę, albo ta, co ma skuteczność oskarową 2 z 16, albo kompletnie niezauważona w typowaniach (o dziwo) Mirren, albo dzieciara Mulligan, od ręki za swój pierwszy większy film i rolę, albo czarnoskóra, nikomu nie znana debiutantka, w dodatku za film niezależny, czyli z reguły obcy i niemiły Hollywodowi. Będzie ciekawie, nie ma co :))

                    Znowu Torbicką wykurzyli. MÓwiąc szczerze, jak ją zobaczyłem w zwiastunie tego nowego szoł muzycznego, jak się głupawo buja do
                    jakiejś tandetnej muzyczki, to sobie pomyślałem : kara mustafa.
                    I proszę, jak się od razu spełniło. Hehe.
                    • pepsic Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 14:33
                      Mnie zastanawiało napięcie pomiędzy trójką na jachcie i tu doszukiwałam się
                      podtekstów, powiązań z przeszłością większą lub mniejszą. W topielicy błędnie
                      rozpoznałam bratową i w głowę zachodziłam, skąd się tam wzięła. Umknął mi
                      moment samobójstwa Maren. Było pokazane, czy do interpretacji?
                      Ps. Wiedziałam, że sól konserwuje, ale aż tak!
                      • grek.grek Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 14:56
                        W którymś momencie, jakby subiektywnej próbie retrospekcji żony Peana, ona wyobraża sobie tę scenę sprzed wielu lat, kiedy Pean i jego ukochana mieli wypadek, z którego ta dziewczyna wyjechała nogami do przodu, a Pean nigdy tego nie odchorował - że ta dziewczyna ma twarz Hurley, ergo - że w Hurley Pean widzi tę właśnie dawną, i wciąz, swoją miłość. I że żony nie kocha, tak naprawdę. I nigdy jej nie kochał. A kiedy trwa sztorm i Pean idzie uwijac się przy ratowaniu łodzi, owa żona mu krzyczy, że go "kocha", ale on już nawet na to nie odpowiada. A potem ratuje Hurley i topi się. Odkupienie winy ? Maren i bohater Peana są do siebie bardzo podobni - chłodni, pozornie apatyczni, z własną trudną historią w środku skrywaną. I oboje się topią - zeby to się składało, to trzeba by przyjąć, ze Pean popełnił samobójstwo. Mógł się uratować, ale nie chciał. Oboje musieliby paść ofiarą tragicznej namiętności. Nie wiem, coś piep,rzę... :)

                        W topielicy bardzo dobrze, wg mnie, rozpoznałaś - bo była tam bratowa; a a chwilę później pojawiła się Maren, tylko sam już nie wiem, czy w miejsce tamtej, czy obok tamtej. Ktoś tam się chyba wodą porządnie zachłysnął ;)

                        Nie, moment samobója nie był pokazany dosłownie. Po prostu Maren poszła, jak wtedy, w nocy kiedy zabiła dwukrotnie, pod te skały, kuca tam, w koszuli nocnej i jest do tego tylko tekst aluzyjny, w stylu : "mój mąz zdziwi się rano, kiedy żona nie będzie witać go wracającego...".
                        • pepsic Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 15:16
                          Też stawiam na samobójstwo, bo przecież miał deskę, ale retrospekcji wypadku za
                          nic nie kojarzę, za to kwestię w koszuli nocnej - jak najbardziej.
                          Wniosek? Bądź tu mądry i zrozum kobietę:)

                          Ps. Dziwię się Madonnie, że tak smaczny kąsek wypuściła z rąk ;)
                          Dzięki Ci za wyjaśnienia:)
                    • barbasia1 Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 07.03.10, 15:06
                      Dzięki Ci Greku! :)
                      Nie wiem, czy to dobrze, czy raczej źle, że w filmie na długo przed
                      zakończeniem wyraźnie sugeruje się, kto był zabójcą / zabójczynią ...

                      Mnie się podbał sposób opowiadania i pomysł (zresztą chyba
                      nie nowy ) włączenia we wspólczesną opowieść kryminalnej historii z
                      przeszłości...

                      > kara mustafa.
                      chichichi

                      Ale to chyba jednak za duża kara jak na jednorazowy występek, nie
                      sądzisz! (podobno Grazynka zgodziła się poprowadzić tylko jedne z
                      odcinków tego programu).

                      Tak, tak, będzie wielkie zaskoczenie w tej kategorii. Jak nie
                      Meryla, nie Sandra i nie Helen (niedawno dostała Oscara
                      za "Królową " więc w tym roku na pewno nie dostanie Oscara, daję
                      sobię rękę uciąć, zwłaszcza, że nie stworzyła w tym najnowszym
                      filmie lepszej kreacji niż w Królowej, jak piszą recenzenci), to
                      raczej Mulligan albo czarnoskóra debiutakntka.
                      Ale! skoro Mo'Nique ma dostać Oscara za rolę drugoplanową, to raczej
                      zwycięży Mulligan, albo ... słodka jak malina Sandra, co ma Złotego
                      Globusa! ;)

                      Greku, jeśli masz zamiar dziś w nocy śledzić galę Oscarową, to życzę
                      Ci wielu fantastycznych wrażeń i emocji!

                      /Ja sprawdzę wyniki rano, albowiem noc oscarową z Morfeuszem spędzać
                      będę! :/
                      Licznych trafień nam wszystkim życzę! :)
                      • grek.grek Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 08.03.10, 12:10
                        Majpleżer :)

                        Niestety, dla mnie, Sandra wygrała. O shit... ;)
                        Tobie gratuluję konsekwencji - obstawiałaś ją od początku.

                        A wiesz,że nie śledziłem jakoś, obejrzałem za to oba filmy, co je Jedynka dała, i coś mnie jakoś nie ciągneło do słuchania radyja nocą :)
                        • barbasia1 Re: "King Kong"/"Przekleństwo wyspy"/Oskardy 08.03.10, 14:11
                          grek.grek napisał:

                          > Niestety, dla mnie, Sandra wygrała. O shit... ;)

                          :)

                          Tak, byłam jej pewna od początku, a w tej pewności utwierdzał mnie
                          Złoty Glob, którego otrzymała nieco wcześniej za tę samą rolę.
            • maniaczytania Re: "King Kong" 06.03.10, 15:23
              prosze, tylko nie rownaj do M. Zakoscielnego ;)

              A ja wczoraj ogladalam "Apartament" z Joshem Hartnettem i Diane Kruger, ale
              opisywac nie bde, bo jest tak zakrecony, ze bym sie pogubila. Warto bylo obejrzec.
              • pepsic Zły dotyk, Gra pozorów - z wczoraj 06.03.10, 19:39
                "Zły dotyk" - mocne sceny, ale dla mnie zbyt dosłowne - do tego stopnia, że aż
                tak bardzo nie porusza, jak można by się spodziewać, ale na pewno dołuje.
                Wcześniej zahaczyłam o "Grę pozorów". Historia niebanalna, w I części bojownik
                IRA zaprzyjaźnia się z zakładnikiem, który knuje dość osobliwą intrygę w akcie
                zemsty. Kluczowa scena, gdy jedna z bohaterek okazuje się być kimś innym do
                estetycznych nie należy. Spoglądając na dość osobliwy wątek miłosny zatęskniłam
                za poczciwym "Przeminęło z wiatrem". Jak dla mnie za dużo na jeden wieczór.
    • maniaczytania Oscary, Oscary, Oscary 08.03.10, 06:33
      Tak na szybko sprawdzilam - mam 10 trafien! :) Nie jest zle - zwlaszcza, ze
      trafilam w 4 glownych kategoriach :)))))
      • maniaczytania Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 06:35
        trafilas chyba z 12 :)
        • barbasia1 Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 09:18
          maniaczytania napisała:

          > trafilas chyba z 12 :)

          :)))))))
          Ale jesteś szybka, Maniu! :) Zaraz będę liczyć! :)
          Ciekawe po ile trafień mają Pepsic, Grek!

          Tobie też gratuluję, 4 trafienia to też coś! :)
          • maniaczytania Barbasiu, 08.03.10, 09:30
            ja mialam 10 trafien, te 4 to w glownych kategoriach (aktor,
            aktorka, rezyser i film!) :)
            • barbasia1 Maniu, 08.03.10, 13:30
              Oczywiscie, że w 10 trafiłaś! Przepraszam bardzo, coś mi się
              pokręciło, to z pośpiechu!!!
              BRAWO! :)

              /Śniły mi się dziś w nocy te nominacje! :)/
          • grek.grek Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 12:27
            Barbasiu, Maniu, gratulacje - trafiałyście jedno za drugim, jak dwugłowy Jesse James :)
            Pepsic podjęła ryzyko w wielu kategoriach, a do tego ustrzeliła Bridgesa - gutdżab, zawsze się fajnie czeka na to, czy to pójście pod prąd wypali, czy nie.

            Mam 5 trafień, na 16 strzałów - juhuuu, lepsza skutecznośc niż Meryl Streep z okazji Oskardów (2/17) - sorry, Meryl, musisz mocno zafiniszować, żeby mi dorównać ;) Anna Kendrick, Quentin, Firth, kto mi te typowania przysłał ? ;)
            Ale powiem, że Torbicka, wczoraj, w KK, też typowała Firtha, chociaż raczej życzeniowo. Pani Grażyno, wstyd tak się pomylić ;)

            (Oskard dla Sandry, aj kent belivet)

            Fajnie było, gratuluję... nam wszystkim. Za rok obstawię rzucając kostkami do gry ;)
            • barbasia1 Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 14:03
              grek.grek napisał:

              :)))

              Dzięki Ci Greku za gratulacyje!
              Tobie też gratuluję/my! W końcu poprawiłeś ubiegłoroczny wynik! :)

              Jak zobaczyłam mój wynik 13 na 18 obstawionych pomyslałam to jakaś
              pomyłka i że to powinin być Twój wynik!?

              Oczywiście nie będę ukrywać, że ten "spektalkularny" wynik
              zawdzięczam różnym komentarzom na stronach filmowych, które
              poczytałam, zwłaszcza zamieszczonym tam typowaniach wziętych wprost
              z amerykańskiej giełdy oscarowej. A i jeszcze uwzględniłam Twoje
              uwagi, stąd taki dobry wynik! :)

              Właściwie najbardziej dumna jestem z typowania w jednej kategorii -
              kostiumy, bo tu miałam rzeczywiście nosa, nic a nic wcześniej nie
              czytałam o nominowanych!
              Zadowolona jestem z kategorii pierwszoplanowa aktorka, bo Sandra
              nie miała wysokich notowań, mimo, że jej rola została doceniona
              wczesniej Złotym Globem i cieszę się z Oscara dla pani Bigelow! /
              zwłaszcza, że Cameron deptał jej po piętach/ oraz z Oscara dla
              filmu "Odlot" (w kategorii muzyka).

              A i jeszcze jedno chciałam oddać głos na The Hurt Locker w kategorii
              dżwięk, ale zmylili mnie specjaliści od ścieżek dżwiękowych, którzy
              pisali (tam wyżej, przypominam, strona muzyka filmowa), że słabo
              słychać muzykę w filmie!? Jacyś głusi, czy co?


              Tu poczepiam najświeższe wieści pooscarowe (kontrowersje!)
              dotyczące "The Hurt Locker"

              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,7636840,Weterani_z_Iraku___Hurt_Locker__jest_nieprawdziwy.html


              >Za rok obstawię rzucając kostkami do gry ;)
              EeeeNienocoTy! ;)

              > (Oskard dla Sandry, aj kent belivet)

              Jak nadejdzie odpowiedni moment, przyjrzymy się Sandrze
              krytycznie ! :)
              • grek.grek Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 14:30
                Hehe, zawsze to coś ;)

                13/18 - ostro pojechałaś :)

                Milestones :
                - Bigelow - pierwszy Oskard za reżyserkę dla kobiety.
                - Bullock - pierwsza aktorka, która w jednym sezonie dostała Oskarda i Malinę jednocześnie.

                Co powiesz na niewielki dorobek Avatara ? Miało być Titanicowo-władcopierścieniowo, a tutaj... klops (trochę) ;)

                Hehe, Sandrze, to ja nie odpuszczę, z mściwą satysfakcją czytam opinie, że jej wygrana z Meryl, to Akademików pomyłka wysokiej klasy ;)
                No cóż, jak to w piosence, "runął już ostatni mur", po Oskarze dla Sandry, to już tylko czekać na Oskara na nominację dla Grażynki z Klanu :)
                • barbasia1 Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 14:44
                  No wiesz, Akademicy chcieli dziewczynę (Sandrę) docenić, bo drugi
                  raz taka okazja może się nie zarzyć. ;)
                  A Meryl ma już dwa Oscary oraz wielkie szanse z jej talenetem na
                  kolejne w przyszłości.


                  > Co powiesz na niewielki dorobek Avatara ? Miało być Titanicowo-
                  władcopierścieni owo, a tutaj... klops (trochę) ;)

                  Może wreszcie Akademicy nieco krytyczniej, a tym samym obiektywniej
                  podchodzą do superprodukcji?! I Dobrze!


                  >po Oskarze dla Sandry, to już tylko czekać na Oskara na nominację
                  dla Grażynki z Klanu :)

                  O Matko, nie strasz! ;)))
                  • barbasia1 Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 12! nie 13 08.03.10, 15:07
                    SPROSTOWANIE!!!!!

                    Miałam nie 13 a 12 trafnych typowań /na 18.

                    Mania, rano doskonale policzyła!

                    Śpię chyba dzisiaj, od rana!
                    :)
                  • grek.grek Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 15:31
                    Portale muzyczne donoszą, że niejaki Mark Linkous, lider Sparklehorse popełnił samobójstwo... Wczoraj Oskard dla Sandry... Czy to nie jest zastanawiająca zbieżnośc faktów ? ;)) Czy ś.p pan Mark nie był przypadiem zaprzysięgłym miłośnikiem kina ? ;)
                    Żartuję sobie, ale jest to zaskoczenie. Spotykam opinie, o tym Oskarze dla Sandry, od wysoce ostrożnych po otwarcie krytyczne. Hmm... ;)

                    Oby tak było, na wszelkie wypadek niech ktoś zamknie Camerona w domowym areszcie, to wyeliminuje głównego aspiranta do tworzenia kolejnych takich dzieł :)
                    • barbasia1 Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 16:14
                      O! Czany humor! hehehe :)

                      Może Akademików zaczarowało dobre serce bohaterki,którą gra Sandra,
                      czy optymistyczna, krzepiąca serca opowieść filmowa!?

                      Cameron pewnie sam się zamknie teraz w domu, po tym jak z byłą żoną
                      w kategorii najlepszy rezyser przegrał! :)
                      • pepsic Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 17:24
                        Przyłączam się do gratulacji dla całej Waszej trójki. Barbasia i Mania - jestem
                        pod wrażeniem! Ale i przypomnę, że Grek jako pierwszy w wątku zwrócił uwagę na
                        Hurt Locker rekomendując film w Canal+, a poza tym nie podliczył Mo'Nique,
                        którą wskazał jako 90%-ową faworytkę obok swojej. Nie chciałam tego wcześniej
                        pisać, ale spoglądając w zwiastunie na gładką buzię (geny? akurat!) i
                        słodkie oczy Sandry B. zwątpiłam całkowicie w jej umiejętności dramatyczne. Dla
                        ułatwienia podaję swoje typy - 3 trafione; miejsce ostatnie!
                        • maniaczytania Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 18:01
                          Dziekuje wszystkim za gratulacje i gratuluje wszystkim, ktorzy trafili, chocby
                          nawet raz! :)
                          Sama jestem bardzo zadowolona - praktycznie nic nie czytalam o filmach, zadnego
                          poza "Bekartami wojny" nie widzialam, kategorie "techniczne" to wlasciwie byly
                          strzaly - a tu 10 :) Zla tylko jestem na siebie, bo znajac gusta Amerykanow
                          powinnam byla dobrze obstawic piosenke, a ja wskazalam ta, ktora mnie sie
                          najbardziej podobala.

                          A tak w ogole to dziekuje Wam za super zabawe :)
                        • barbasia1 Re: Barbasiu - gratulacje dla Ciebie! 08.03.10, 18:08
                          pepsic napisała:

                          >3 trafione; miejsce ostatnie!

                          Jak na pierwsze forumowe głosowanie, to i tak naprawdę nieźle!

                          > Ale i przypomnę, że Grek jako pierwszy w wątku zwrócił uwagę na
                          > Hurt Locker rekomendując film w Canal+

                          To prawda.
                          Doceniam to!
                          Ja zreszą, jak już mówiłam, uwagi Greka uwzględniłam w swoim
                          głosowaniu!

                          :)

                          >ale spoglądając w zwiastunie na gładką buzię (geny? akurat!)
                          i słodkie oczy Sandry B. zwątpiłam całkowicie w jej
                          umiejętności dramatyczne

                          hahaha

                          Coraz bardziej jestem ciekawa tego filmu! :)
                        • pepsic Sandra Bullock 09.03.10, 20:52
                          Muszę oddać sprawiedliwość Sandrze. Na gali zachwycała przepiękną suknią. Może make-up ciut za mocny.
                          Tu niestety tylko do połowy:
                          oscary.onet.pl/-1,142875,1,1,gal.html
                          a tu cała kreacja:
                          www.plotek.pl/plotek/51,79592,7637494.html?i=1
                          • barbasia1 Re: Sandra Bullock 09.03.10, 20:54
                            To samo miałam napisać!
                            A w TV ta suknia prezentowała się jeszcze lepiej niż na tych
                            zdjęciach, tak mi się przynajmniej wydaje!

                            :)
                            • pepsic Re: Sandra Bullock 09.03.10, 21:26
                              Nie miałam szczęścia, nie trafiłam na żadną, choćby minutową relację :(
                              Wypatrzyłam ją dopiero dzisiaj w Wyborczej.
                              • barbasia1 Re: Sandra Bullock 09.03.10, 21:40
                                Zobacz tu:

                                www.youtube.com/watch?v=V2QyDXUJjs0&feature=related
                                Na tym filmiku suknia wygląda na złotawą, ale to chyba przez światła
                                (w rzeczywistosci, w naturalnym świetle suknia była srebrzysta)
                                • pepsic Re: Sandra Bullock 10.03.10, 14:18
                                  O tak, tu Sandra i suknia jeszcze ładniej się prezentuje.
        • barbasia1 Lista laureatów - Oscary 2010 08.03.10, 09:24
          Poniżej lista laureatów:

          FILM: - "The Hurt Locker

          REŻYSERIA: Kathryn Bigelow - "The Hurt Locker. W pułapce wojny"

          SCENARIUSZ ORYGINALNY: Mark Boal - "The Hurt Locker"

          SCENARIUSZ ADAPTOWANY: "Precious on the Novel 'Push' by Sapphire" -
          Geoffrey Fletcher

          AKTOR PIERWSZOPLANOWY: Jeff Bridges - "Szalone serce"

          AKTOR DRUGOPLANOWY: Christoph Waltz - "Bękarty wojny"

          AKTORKA PIERWSZOPLANOWA: Sandra Bullock - "The Blind Side"

          AKTORKA DRUGOPLANOWA: Mo'Nique - "Precious on the Novel 'Push' by
          Sapphire"

          FILM ANIMOWANY: "Odlot"

          FILM NIEANGLOJĘZYCZNY: "El Secreto de Sus Ojos" (Argentyna)

          PEŁNOMETRAŻOWY DOKUMENT: "The Cove"

          ZDJĘCIA: Mauro Fiore - "Avatar"

          KOSTIUMY: "Młoda Wiktoria"

          SCENOGRAFIA: "Avatar"

          CHARAKTERYZACJA: "Star Trek"

          MONTAŻ: "The Hurt Locker. W pułapce wojny"

          MUZYKA: Michael Giacchino - "Odlot"

          PIOSENKA FILMOWA: "Szalone serce" - "The Weary Kind (Theme from
          Crazy Heart")

          DŹWIĘK: "The Hurt Locker. W pułapce wojny"

          MONTAŻ DŹWIĘKU: "The Hurt Locker. W pułapce wojny"

          EFEKTY SPECJALNE: "Avatar"

          KRÓTKOMETRAŻOWY FILM ANIMOWANY: "Logorama"

          FILM KRÓTKOMETRAŻOWY: "The New Tenants"

          DOKUMENTALNY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY: "Music by Prudence"


          film.interia.pl/raport/oscary-2010/wiadomosci/news/oscary-avatar-wielkim-przegranym,1448720,6800

          /z interii, bo w na gazeta.pl nie widzę takiej listy/
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 2 (vol. 6) 08.03.10, 12:33
      Oglądaliście wczoraj "Aż poleje się krew" ? Przyznam, że jestem pod wrażeniem. Znakomity film. Pod każdym względem.

      "Bulwar Zachodzącego Słońca" - shit... nie wiem, który lepszy był. Wilder zrobił ponadczasowy, rewelacyjny film. Kopia jeszcze bardzo dobra; ciekawe, że najstarsze filmy, które powinny być najlepiej, z racji wieku, znane, są znane najmniej :)

      Jeśli będą chętni - służę spojlerami, jakby nie - osobno podrzucę jakieś własne spostrzeżenia, może jakaś dyskusion się wywiąże :)

      • grek.grek Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 12:34
        Żeszkruca, zatytyłować zapomniawszy.
        • barbasia1 Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 14:06
          Bardzo prosilibyśmy o "Bulwar Zachodzącego Słońca"!!!

          /Nie prosiłam wczoraj, bo myślałam, że może zarwiesz noc dla
          Oscarów.../
          :)
          • grek.grek Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 14:39
            W takim razie jutro nadziobię o tymże filmie :)

            E tam, wiesz, ja się nie nastawiałem, nie miałem pojęcie o której się ten szoł zaczyna, a poza tym... przez radio, to takie jakieś niepełne by jednak było; słuchałem już raz i, mimo że było fajnie, to jednak... czegoś brakowało. Moze wizji ;)

            Poza tym, sama rozumiesz - gala Oskarowa, to nie jest superciekawe wydarzenie, nagrody owszem, ale kilka godzin kiepskich żartów prowadzących, jakieś występy, zwykle mało interesujące podziękiwania i dedykacje nagrodzonych, przetykane tymi 10 sekundami emocji przzy zawieszeniu głosu wreczających recytujących kwestię "and Oscar goes to..." - to bawi raz, dwa razy, za trzecim trzeba by trochę wypić, żeby się tym szczególnie cieszyć, a ja generalnie niepijący jestem :)

            Za to Jedynka zafundowała 5 godzin wielkiego kina i to mnie znacznie bardziej zadowoliło, niżgala Oskarowa zadowolić by mogła.
            Nie sądziłem, że to powiem, ale... brawo Jedynka ! Takie "noce oskarowe", to ja biorę w ciemno.
            Noce "canneńskie"/"berlińskie"/"gdyńskie"/"weneckie" też można by wprowadzić ;))
            • barbasia1 Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 14:57
              grek.grek napisał:
              >to jednak... czegoś brakowało. Moze wizji ;)

              Tak, tak, stawiałabym tu na wizję, a właściwie jej brak! :)

              > Za to Jedynka zafundowała 5 godzin wielkiego kina i to mnie
              >znacznie bardziej zadowoliło, niżgala Oskarowa zadowolić by mogła

              Doskonale rozumiem!
              W takim razie czekamy na zdanie sprawozdanie z nocy oskarowej
              na "Bulwarze Zachodzącego Słońca".
              :)
              • grek.grek Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 15:34
                Będzie :)

                "Mission Impossible 3", "44 minuty" - w Polsacie, od 20:00. Nie wiem, czy po wczorajszej uczcie dam radę coś takiego obejrzeć, ale... może ;)
                Nastawiasz/acie się na któryś z tych filmów ?
                Na pozostałych kanałach - Lisy, Szymony, poniedziałek po prostu, hehe.
                • barbasia1 Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 16:07
                  grek.grek napisał:

                  Później przestudiuję program TV.
                  W każdym razie teraz już wiem, że na "Mission Impossible 3" raczej
                  nie będę się nastawiać! :)

                  Nawet nie wiem, jakie tematy na dziś zaplanował nasz Fantstyczny Mr.
                  (Pan) Lis! :)
                  • pepsic Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 17:41
                    Jestem chętna na "Bulwar.", co do którego mam mgliste wspomnienia z bardzo
                    smutnym przesłaniem, a także na "Aż poleje się krew" - choć muszę przyznać, że
                    początek toczył się ślamazarni i pierwsze 40 minut mogli sobie darować. Czyli
                    co? Dalej się odmieniło?
                    Ps.Co oni zrobili Day-Lewisowi z nosem?
                    :))
                    • maniaczytania Re: Aż poleje się krew/Bulwar Zachodzącego Słońca 08.03.10, 18:06
                      ja sie pisze na streszczenie "Az poleje sie krew" - przysnelam troche :) na
                      ogladaniu mojego ulubionego serialu "Kosci", za to potem sie obudzilam i
                      ogladalam cos bardzo interesujacego, chociaz tez nie do konca, ale moze ktos
                      ogladal i dopowie? O tym w osobnym watku :)
    • maniaczytania Tatuaz, rez. Jane Campion, 08.03.10, 18:18
      w roli glownej Meg Ryan w troche odmiennym niz zazwyczaj emploi.
      Wczoraj na Polsacie o 23.00.

      Meg gra wykladowczynie literatury (chyba), pisarke, ktora wszedzie widzi slowa,
      w metrze, w kawiarni i zapisuje je ku pamieci. Pewnego dnia bedac w knajpie ze
      studentem schodzi w poszukiwaniu toalety do podziemi i tam natyka sie na scene,
      hmm, jak by to ujac - nazwijmy to dosc ostra (duzo bylo pokazane), kiedy
      tajemnicza pani sprawia przyjemnosc panu - pan ma na wewnetrznej stronie
      nadgarstka charakterystyczny tatuaz - bodajze trojke pik. Meg przypatruje sie
      chwile zafascynowana, potem znika. Jest w filmie troche dziwny motyw z jej
      siostra, ktora Meg czesto odwiedza, siostra mieszka nad jakims dziwnym
      lokalem-speluna z tancami na rurze i przezywa wlasny zawod milosny, po tym, jak
      zostawil ja zonaty lekarz.
      Tymczasem pod oknem mieszkania domu/ kamienicy, w ktorej mieszka Meg, zostaja
      znalezione zwloki dziewczyny. Do drzwi Meg puka policjant prowadzacy sledztwo,
      zeby zadac rutynowe pytania. Rutynowa wizyta przeradza sie w mniej typowa, kiedy
      policjant zaczyna sie interesowac Meg po wysluchaniu nagrania jej bylego
      "kilkurazowego ( w roli lekko oblakanego wielbiciela Kevin Bacon) epizodycznego
      partnera, a Meg zauwaza na nadgarstku policjanta tatuaz. Potem tak sie kreci ten
      policjant kolo niej, ona o nim mysli wieczorami rozpalona, az w koncu dochodzi
      do hmm spelnienia. Ona lekko pruderyjna, malo doswiadczona wypytuje go potem,
      kto go nauczyl roznych rzeczy itp. Sceny dosc odwazne, powiedzialabym. W
      miedzyczasie sledztwo sie toczy, okazuje sie, ze ofiara byla widziana w tej
      knajpie, w ktorej Meg pierwszy raz spotkala policjanta, nie zauwazylam jakos
      dokladnie - moze wlasnie z ta ofiara?

      A dalej niestety nie pamietam, bo zasnelam :( i bardzo bym chciala, zeby ktos
      dopisal koncowke :)
      • barbasia1 Re: Tatuaz, rez. Jane Campion, 09.03.10, 21:54
        maniaczytania napisała:

        Jaka szkoda, że zasnęłaś, bo film naprawdę intrygujący!

        W każdym razie, dzięki za ten kawałek filmu. Mam nadzieję, że ktoś
        zechce dopisać nam ciag dalszy!

        :)
    • grek.grek Bulwar Zachodzącego Słońca spojler 1 09.03.10, 11:47
      Widzę, że na oba hiciory niedzielne zapotrzebowanie się zdarzyło, więc... lecim na Szczecin, najpierw z "Bulwarem".

      Więc - film zaczyna się od sceny przedostatniej, ale streszczę rzecz całą, pomijając to.

      Joe Gillis (narrator w całej opowieści) jest bardzo trzeciorzędnym scenarzystą filmowym. Przyjechał z Ohio do LA, z wielką nadzieją zrobienia zawrotnej kariery w branży, a koniec końców wegetuje na obrzeżach, nie daje rady zainteresować swoimi pomysłami wielkich wytwórni (właśnie po raz kolejny zostaje odrzucony jego scenariusz, tym razem - dramat o bejsboliście); od trzech miechów zalega z czynszem, przez co wisi nad nim realna groźba windykacji długu, poprzez konfiksatę auta. Uciekając przed komornikami wjeżdza w tytułowy Bulwar Zachodzącego Słońca. Trafia do opustoszałej, zapuszczonej (szczury w basenie, wziędła roślinność, fatalnie prezentujący się kort tenisowy) wielkiej willi ("dom wyglądał idiotycznie, jak wszystkie rezydencje, które budowały szalone gwiazdy filmowe w szalonych latach 30-tych"), parkuje auto w garażu i zamierza zamelinować się na kilka dni w środku, żeby przeczekać najgorszy okres.

      Okazuje się, że chałupa wcale nie jest pusta. W środku jest imponująco wyposażona, pełna barokowego przepychu i czysta jak łza, a mieszka tam starsza kobieta (50 lat ma; dzisiaj byśmy powiedzieli, że w okresie drugiej młodości, hehe) z łysym, przesadzistym lokajem (na imie mu Max i nie mówi o pani domu inaczej jak per "Madame"). Biorą oni Joego za przedstawieciela firmy pogrzebowej, gdyż ponieważ... właśnie zmarła ulubiona małpa pani domu. Joe szybko ich wyprowadza z błędu, a w nieco groteskowej kobiecie rozpoznaje dawno zapomnianą wielką gwiazdę kina niemego - NOrmę Desmond. Powiada "była pani wielką aktorką...", na co Norma się oburza "Ja jestem wielka ! To kino stało się małe ! Kiedyś na to, co robimy były zwrócone oczy całego świata, ale ONI musieli zdobyć jego uszy, więc otworzyli gęby i zaczęli gadać; urządzili masakrę idolów : Fairbanksów, Gilbertów, Valentinów, zastepując miernotami. Upletliście sznur ze słów i zadławiliście nim kino ! Będzie ono rzęzić w technikolorze i pokazywać swój czerwony jęzor !" - mówi to, a do tego zachowuje się, jak archetyp gwiazdy - wyniosła, arogancka, pewna siebie, dumna, w pozie, jakby grała dramat w jednym ze swoim filmów, ona nadal JEST gwiazdą w swoim najgłębszym przekonaniu. Miliony mnie kochają !", mówi, ciągle dostaje listy od fanów i setki zdjęć do podpisania - świat o niej pamięta ciągle i kocha.

      Kiedy słyszy, że Joe jest scenarzystą, proponuje mu rzut oka na własny jej scenariusz, którego realizcha filmowa będzie jej wielkim powrotem do aktorstwa - opowieści o Salome zabijającej niewiernego kochanka; jest oczywiście przekonana, że dzieło jest wybitne, ale chce zapewne, aby ktoś jeszcze się tym zachwycił. Joe zaczyna świtać dobra, w jego ówczesnym mniemanu, myśl... Bierze ten scenariusz i czyta ("cóż za urocza atnosfera : nerwowa cisza, Max, martwa małpa i wycie wiatru za oknem", nazywając go w myślach "rekordem w kategorii 'denny scenariusz', " i "budzącym mdłości szmirowatym tekstem, bezładną plątaniną słów", dodając "ciekawe, co by grafolog powiedział o jej dziecięcych gryzmołach..."
      Ale Joe ma plan... Chce mianowicie przeczekać u starszej pani kilka dni, a może nawet parę groszy wytargować. Powiada więc, że tekst jest świetny, ale trzeba go ciut przerobić dla potrzeby nowoczesnego kina. Norma, po sprawdzeniu jego znaku zodiaku (wypada pozytywnie), proponuje mu, żeby się tym zajął, pod warunkiem, ze zrobi to tutaj - Joe dostaje gościnnny pokój do dyspozycji i obietnicę dobrej zapłaty; przypuszcza, że zajmie mu cała akcja jakieś 2 tygodnie, a potem zwieje gdzie pieprz rośnie.

      Rankiem budzi się i widzi, ze cały jego dobytek jest razem z nim w pokoju. Max, na polecenie Normy, ustalił jego namiary i z jego czynszówki wszystko przetransportował do willi, a bogata ("milion dolarów, więcej niż mają te dzisiejsze pseudogwiazdy, udziały w wydobyciu ropy...") pani domu uregulowała też jego zaległy rachunek.

      Pracuje więc nasz Joe dzielnie nad scenariuszem, dowiadując się coraz to nowych rzeczy - wierny Max z dumą informuje, że "niegdyś Madame dostawała 17 tysięcy listów od wielbicieli tygodniowo, męzczyzni przekupowali fryzjerów, żeby odkładali dla nich pukle jej włosów, pewien indyjski maharadża przyjechał specjalnie po jej jedwabną pończochę, żeby się nią później udusić".
      Norma istnieje we własnym świecie, w którym ciągle gra, jest podziwiana i opiewana... choć na zewnątrz tej posiadłości nikt nie wie w ogóle,że ona jeszcze żyje... "Była lunatyczką spacerującą po niebotycznych szczytach dawnej sławy Była kompletnie oszalała na jednym punkcie : celuloidowego wizerunku Normy Desmond", tak ją portretuje w swoim myślach Joe. I dodaje "bała sie świata, że jej przypomni, iż jej czas minął"

      Dom skrzy się od luksusu, jej zdjęcia i portety wiszą i stoją wszędzie, a na wielkim ekranie na ścianie ogromniastego salonu wyświetlane są tylko filmy z jej udziałem. "tylko to chciała oglądać; wielbiła aktorkę na ekranie".
      Co jakiś czas dom odwiedzają inni dawni gwiazdorzy kina niemego, równie zapomniani i odstawieni "zamglone postaci w minionej epoki", "figury woskowe" - jak nazywa je ironicznie Joe. Grają w brydża, a Joe robi za przyd,pasa wielkiej Normy.

      Traci samochód. Zabierają go z garażu szukający go ciągle komornicy (dług miał być uregulowany, więc jakaś nieścisłość tutaj zachodzi). Ale Norma ma własne auto, starego grata z 30 roku. Jeździ nim z Joe na przejażdzki. Kupuje mu w sklepach ubrania, tonem nie znoszącym sprzeciwu wydaje na niego kilo kasy, uczy manier, zwraca uwagę na odpowiednie zachowanie. Zaczyna go posiadać... Zyje w stylu wielkiej gwiazdy, nie udaje, ona po prostu taka jest. "Wciąz dumnie machała do tłumów, mimo że pochód minął ją bardzo dawno temu"

      Przy okazji, od Maxa, Joe dowiaduje się kolejnych ciekawostek - a to,że Madame miała 3 męzów, a to, że listy od fanów pisze... sam Max, utrzymując w niej przeświadczenie o tym, że nadal jest wielbiona. Wierzyła by w to i bez tych listów, ale Max ją kocha po prostu, więc daje tej wierze podkładkę. Dlaczego tak o nią dba ? To się później wyjaśni.
      Drzwi w domu nie mają zamków, po jej próbach samobójczych lekarze zabronili je montować, w jej sypialni odcięto dopływ gazu, żadnych tabletek, srodków nasennych itd.

      Sylwester. Norma organizuje wystawne przyjęcie - dla niej i dla Joe. Wynajmuje orkiestrę. UBiera go w wytworny smoking. tańczą na parkecie "na którym pląsał sam Valentino"; Joe czuje się niezręcznie, czuje się w złotej klatce trzymany, pragnąłby już uciec stąd, próbuje żartować "o dwunastej zawiążemy orkiestrze oczy i rozbijemy kieliszki na łysinie Maxa", ale czuje, że nadchodzi moment przełomowy. I faktycznie, Norma snuje plany dla nich dwojga - dla niego wyremontuje basen, otworzy znów swój dom w Malibu, pojadą w podróż i... niedosłownie, ale wyznaje mu miłość. Joe reaguje chaotycznie, odpowiadając, ze coś się jej przestawiło, że nie może go sobie kupić, a co jeśli on ma jakąś dziewczynę ? "Nie ma NAS, ja tutaj nie pasuję, do ciebie pasuje jakiś Valentino, a nie bezrobotny scenarzysta". Norma przyjmuje to oczywiście kiepsko, ucieka do pokoju, zamyka się, a Joe postanawia pobyć wśród "normalnych ludzi" i wybiera się na zabawę u kolegi, gdzie spotyka się branża takich samych jak on niespłnionego zawodowo planktonu okołofilmowego. Poznaje tam dziewczynę swego kolegi - Betty. Poznaje formalnie i prywatnie, bo Betty, pracownica Paramonut Pictures, była tą osobą, której głos zadecydował o tym,ze jego scenariusz o bejsboliście nie został zaakceptowany. Okazuje się ona sympatyczną, ciepłą, energiczną panną i na dodatek proponuje mu wspólną pracę nad jednym z jego dawnych, tez oczywiście odrzuconych, scenariuszy. Ma propozycję przeróbek, dzieki którym mogliby oboje na tym wypłynąc w branży. Joe odmawia, ale zawiązuje się między nimi nić sympatii.
      cdn


    • grek.grek Bulwar Zachodzącego Słońca spojler 2 09.03.10, 12:40
      Z imprezy Joe dzwoni do Normy i każe Maxowi spakować jego manele i mu je odesłać. Dowiaduje się, że Norma podcięła sobie żyły. Jedzie więc z powrotem, w drzwiach mija wychodzącego lekarza. Ma wyrzuty sumienia, a do tego widzi, że jest ona w kiepskim stanie emocjonalnym i powtarza "odejdź do swojej dziewczyny" na przemian z "zrobię to jeszcze raz !". Co ma czynić... mówi jej, ze dziewczynę sobie wymyslił, bo uważa, że znalazł się w ogóle tutaj przez pomyłkę, a tak w ogóle, to ma dla niej same najcieplesze uczucia, bo mu pomogła, kiedy nikt nie chciał. I zostaje w swoim pluszowym zakładzie zamkniętym. Norma jest o niego zazdrosna, kontroluje go, włada nim. Zaborcza, w przekonaniu, że skoro jest największą gwiazdą kina, to ma do tego święte prawo.

      Jako fanka astrologii (też słabostka dawnych gwiazd, nieprawdaż ? hehe) Norma wykorzystuje sprzyjającą koniunkcję planet i sama wysyła swój przerobiony scenariusz do Paramount. Joe spodziewa się, że raczej nikt jej stamtąd nie odpowie. Jakież więc jest jego zdziwienie, kiedy jednak przychodzi odpowiedź (akurat Norma naśladuje, dla jego zabawy, a własnej przyjemności - Chaplina; świetna scena, a Gloria Swanson - nie do odróżnienia od Charliego) - dzwonią z wytwórni.

      Norma jest w siódmym niebie. Nie dowiadując się o co chodzi, z wielkim szykiem, ubrana jak ze swoich dawnych filmów, zajeżdza pod bramę. z Joe razem. Odźwierny jej nie poznaje, nie chce wpuścić (wtf ?), ale starszy jego kolega oczywiście tak i każe otwierać. Norma do niego rzuca "naucz kolegę dobrych manier, gdyby nie ja, to nie byłoby tej wytwórni". Przyjechała przekonana, że jej scenariusz chwycił i czeka ją wielki powrót na ekran. O cóż innego mogłoby chodzić...Prawda zaś jest taka, że jeden z asystetntów dzwonił do niej z powodu jej zabytkowego samochodu, który nadawałaby się do wykorzystania w jednym z kręconych właśnie filmów. Tylko teraz szef wytwórni i reżyser w jednym ma kłopot - jak to odkręcić, jak ją spławić ("to ona jeszcze żyje ??", i za chwilę , asystent "szefie, spławić ją ? szef "spławiło ją 30 milionów fanów...") zachowując jednocześnie pozory ? Jest wnerwiony całą sytuację, ale zachowuje się z klasą, przyjmuje ją z wdziękiem, pozwala usiąść obok planu filmowego, popatrzeć... Tu odbywa się wspaniała scena - Norma siedzi na krześle, w pozie teatralnej, dookoła kłębi się tłum aktorów i statystów w strojach filmowych, nagle jeden z pracowników starej daty poznaje ją, pozdrawia i kieruje na nią wielki reflektor oświetlając jej postać, natychmiast wszyscy biegną a jej kierunku, wzdychając "zobaczcie, to Norma Desmond !", tłoczą się wokół niej, ściskają, są zachwyceni. Kiedy reflektor zostaje wyłączony, wszyscy się nagle rozchodzą, świat wraca do swoich kształtów właściwych. Czy trzeba lepszej metafory ? :)

      Joe w tym czasie spotyka się z Betty, pracującą piętro wyżej. Znów rozmawiają o tym scenariuszu. ONa mu proponuje wieczorne spotkania w jej biurze celem pracy nad nim, jako że ma czas, bo jej narzeczony, a jego przyjaciel, wyjechał właśnie kręcić film daleko za rzeką. Joe na to przystaje.
      Norma zaś wychodzi żegnana wylewnie przez reżysera, zapewniana, ze jej scenariusz jest świetny, trzeba tylko trochę poczekać na realizację. Bierze te wykrętne, mgliste słówka, w swoim przemożnym pragnieniu come backu, za obietnicę i pewną kartę. Jest wniebowzięta. Kiedy odjeżdza reżyser-szef, zadowolony że się jej pozbył, każe swoim asystentom odpuścić z tym jej samochodem. Byleby już więćej jej nie oglądać na oczy...

      Norma, czekając w przejęciu na rolę, której nigdy nie dostanie, wpada w wir przygotowań do swojego triumfalnego powrotu - dieta, maseczki, wizaż, sen o 21, itd. Joe wymyka się zaś wieczorami, żeby pracować z Betty nad ich własnym scenariuszem. Poznają się coraz lepiej, rodzi się między nimi uczucie, w przerwach spacerują sobie nocami po opustoszałej Paramount, po uliczkach okolonych tekturowymi dekoracjami filmowymi. ROmans in da coming.

      W domu Joe próbuje przekonać Maxa, żeby wreszcie zacząc Normę odkręcać z tej paranoi w jakiej żyje. Na co Max, że nie ma mowy, i zdradza mu, że jest byłym jej pierwszym męzem, że to ją odkrył, kiedy miała 17 lat, a potem, kiedy się wycofała, on także porzucił swoją świetnie rokującą karierę reżyserską ("bo kiedy ona odeszła nic nie miało sensu") i najął się u niej za lokajasa. Więc nie zrobi nic, bo mogłoby jej zaszkodzić, a w tym momencie prawda mogłaby ją zabić...

      Norma niepokoi się znikaniem wieczorym Joe i nie za bardzo wierzy w jego tłumaczenia, ze sobie jeździ na plaże i zażywa relaksu. Znajduje kopię scenairusza jego i Betty, podpisanego ich nazwiskami i już wie, że jest inna kobieta.

      Atmosfera się zagęszcza, kiedy Betty wyznaje Joemu, że jest w nim zakochana i nie ma zamiaru żenić się z jego przyjacielem.
      Joe oczywiście chciałby się z nią związac, ale jak uciec od Normy ?

      Sytuacja sama się rozwiązuje. Norma wydzwania do Betty anonimowo i pyta ją co wie o Joe, czy wie z kim i gdzie on mieszka, kto za niego płaci ?
      Joe nakrywa ją na tym, wyrywa słuchawkę i mówi Betty, że jeśli chce poznać prawdę, to niech przyjedzie do nich - podaje adres. Norma jest w histerii. Betty zjawia się szybko. Joe oprowadza ją po domu, ironicznie demonstruje cały luksus w jakim żyje, zdradza że to dom Normy Desmond, że jest jej utrzymankiem "jest stara i samotna, postanowiła sobie załatwić młode towarzystwo, wiesz jak to jest : stara bogata i młody biedny..." - z szyderstwem opowiada jej o swoim życiu w klatce, a kiedy Betty, mimo wszystko, mówi mu "zabierz swoje rzeczy i chodź ze mną", Joe odpowiada "dokąd ? Do jednopokojowego mieszkanka w jakiejś norze, którego i tak nie będę mógł opłacić ? nieźle się tu urządziłem, nie jest to godne podziwu, ale mnie pasuje. Ty i Artie (ten przyjaciel jego, jej narzeczony) będziecie godni podziwu; odejdź i ożeń się z nim". I ona odchodzi zaszokowana. Nie ma to jak radykalne wyjście z kłamstwa, prawda ? :)

      Norma dziękuje mu, że odprawił dziewczynę, ale Joe nie poprzestaje na tym. Jak Aleksander Wielki rozcinający węzeł nie do rozplątania, Joe zamierza, po skończeniu z okłamywaniem betty, porzucić Normę. Pakuje się. Norma rozpaczliwie szantażuje go tym, ze popełni samobójstwo, ale Joe już tego nie słucha. zarzuca jej aktorzenie i mówi "swoją sprawę ze śmiercią załatw we własnym zakresie". Prosto w twarz rzuca jej, ze jej czas się skończył i żeby to zaakceptowała. Mówi "Max, powiedz jej prawdę". Ale Max pozostaje wierny do końca, mówi "Nigdy nie było większej gwiazdy od Madame". A Madame w pozie zastygłej gwiazdy niemego kina kontempluje te słowa. Joe macha na to ręką. Wychodzi. Norma za nim. Z pistoletem. Strzela mu w plecy. Joe martwy ląduje w basenie. Bo, jak mówi Norma, "gwiazd się nie opuszcza. Dlatego są gwiazdami..."

      (to była własnie pierwsza scena filmu - trup w basenie, policja dookoła... Narratorem jest Joe, więc - opowiada całą historię zza grobu)

      Więc - zjawia się policja, dziennikarze, dom Normy jest oblegany, wielka sensacja. Joe prowadzi nadal narrację - "wyciągneli moje ciało z wody, jak wieloryba zakłutwego harpunami" (hehehe); martwi się o Normę, "tytuły w gazetach, a'la 'zapominana aktorka...', 'starzejąca się eks-gwiazda...' mogą ją wykończyć".
      Gliny ją pytają o wszystko, a ona nic. Siedzi przed lustrem. I nagle ktoś mówi, że przyjechała kronika filmowa "z kamerami'. Norma słysząć "kamery" ożywia się. Jest przekonana,że to przyjechali z Paramount kręcić obiecany film. Pudruje się, przygotowuje do grania sceny. Max ustawia na dole kamery z tymi od kroniki, a policji radzi, żeby udawać, żeby ona uwierzyła w tę szopkę, bo inaczej sama nie zejdzie na dół. Norma wystylizowana wychodzi z pokoju, "Jaka to scena ?", pyta, Max, zamienia się w reżysera i mówi "To scena twojego zejścia na dół schodami", "akcja !" - i ona schodzi, a właściwie płynie tymi schodami w w dół, wśród zastygłych postaci dziennikarzy, policjanów, kronikarzy, gapiów.A na dole mówi "To moje zycie. My, kamery i ci cudowni ludzie w ciemnościach.I nic poza tym.."

    • grek.grek Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących uwag 09.03.10, 13:05
      Właściwie wszystko jakoś się zawarło w tym opisie samego filmu, więc już truł nie będę dodatkowo ;)

      Powiem tylko,że Billy Wilder nakręcił wielki film, w którym nie ma ani jednego niepotrzebnego elementu. Stworzył świetne postacie, rozpisał całą intrygę perfekcyjnie, a psychodrama Normy Desmond, to naprawdę wybitny pokaz kinowej wiwisekcji ludzkiej duszy. Bulwar ma 61 lat, a ogląda się go lepiej niż 99 % dzisiejszych produckji. To chyba najlepiej jego mistrzostwo artystyczne i uniwersalność tematu oddaje.

      11 nominacji do Oskara, 3 wygrane, w tym za scenariusz; odtwarzająca główne role czwórka aktorska - w komplecie z nominacjami. Niestety, bez wygranych, co trochę mnie dziwi, w jednym przypadku - Glorii Swanson, grającej rolę Normy. Pewnie za dużo nie widziałem, ale z tego, co widziałem, to jest jedna z największych ról kobiecych. Gwiazda niemego kina zepchnięta na boczny tor przez galopującą epokę kina dźwiękowego, pełna manier z tamtego czasu, niemal odtwarzająca siebie z filmów, z tymi chwytami, które wtedy były niezbędne, aby wyrazić emocje (wytrzeszczone oczy podkręslające gniew, pozy pełne dumy, wyniosłości), a jednocześnie idealnie pasująca do wzorca gwiazdy w każdym czasie - zaborcza, autokratyczna, egocentryczna do bólu zębów, jakby cała czas grała, jakby stale była obserwowana, nawet jeśli już nikt na nią nie patrzy od dawna, ogarnięta paranoją w swoim mikrokosmosie, reagująca na rzeczywistość zawsze filtrując ją przez sito własnej nieistniejącej już świetności, w niezgodzie na przemijanie i w buncie przeciw czasowi, jak motyl w bursztynie zastygły. Orajt, stop temu, bo się grafomańsko robi i tak ponad moją zwyczajową, wysoką normę :). Swanson oddała to w sposób
      mistrzowski. Koniec, kropka.

      To ostatnia scena, Norma wygłaszająca ostatnie zdania i wierny Max po lewej:
      www.filmreference.com/images/sjff_01_img0480.jpg
      Norma i Joe, zabawa sylwestrowa :
      www.eskimo.com/~noir/ftitles/sunest/sunset02.jpg
      A ttaj wpis z jakiegoś bloga, do maksymalizacji zdjęcie całej czwórki :
      W.Holden/Max, G.Swanson/Norma, przepiękna N.Olson/Betty, E.Vom Stroheim/Max, plus link do ostatniej sceny z filmu :
      lolitasclassics.blogspot.com/2009/02/gloria-swanson-1899-1983.html






      • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka uwag 09.03.10, 13:47
        Trzy posty, w tym dwa bardzo długie, czuję, że to będzie wielke
        dzieło! :)
        Zabieram się do czytania!
      • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 09.03.10, 16:22
        Fantastyczna klasyka kina amerykańskiego!
        Świetny opis, właściwie wszystko już powiedziałeś, Greku -
        tragedia Normy polega na tym, nie chce, nie potrafi, nie jest w
        stanie zrozumieć przemian, jakie zachodzą dokoła niej, mechanizmów,
        jakie zaczynają rządzić kinem, przemysłem filmowym w czasach,
        kiedy kino dźwiękowe na wypiera kino nieme (ludożerka, fani dyktują
        kogo chcą oglądać, a kogo nie, im więcej widzów w kinie, tym większe
        pieniądze zarabia film itd.).
        :)
        • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 12:45
          Dzięki Ci :), ale naprawdę świetny opis, to jest tutaj :
          www.ofilmie.pl/recenzje/sunset-blvd/
          Jest w BZS taki moment, ten moment, kiedy Norma zżyma się na kino mówione, peroruje jakie jest ono niestrawne, że "zaczęto nieznośnie i bez przerwy gadać" a Joe dorzuca "po to właśnie w kinach rozdaje się popcorn" (w sugestii : do zatykania sobie nim uszu ;)

          • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 13:06
            >a Joe dorzuca "po to właśnie w kinach rozdaje się popcorn" (

            a tego to ja nie mogę zaakceptować, nie znoszę zapachu popkornu na
            sali kinowej, dżwięków chrupania, ciamkania, szurania łapami po
            kartonowym pudełku po popkornie podczas seansu!
          • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 13:17
            grek.grek napisał:

            >ale naprawdę świetny opis, to jest tutaj :

            Nie, nie pod linkiem kryje się recezja, a Twój tekst jest świetnym,
            dokładnym streszczeniem filmu (na które liczyłam) + kilka uwag
            komnetarza, a to dwie różne rzeczy.
            Rzuciłam okiem, rzeczywiście ciekawy tekst.

            :)
            • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 14:38
              Jak zwykle pomyliłem wszystko ze wszystkim :)

              Heh, ja pamiętam kino z trzeszczącymi, ordynarnymi w swej drewniakowatości fotelami. A na ekranie Superpotwór, Mechagodzilla, Wejście Smoka... hehe, takie kino preferowałem mając 10 lat.
              Kiedy się pojawiły popcorny, mięTkie foteliki i inna technika bolszaja, to ja się pojawiać przestałem, bo kino straciło swoją twarz :)
              A poza tym, przy odrobinie dobrej woli można sobie stworzyć naprawdę świetną atmosferę dla oglądania filmów we własnej chawirze :)
              • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 14:42
                Wejście Smoka grali w Polsce z opóźnieniem nastoletnim, bo oryginał jest z 73 roku. Inne czasy to były, dzisiaj nie do pomyślenia. Od razu się tłumaczę, żeby nie było, że w 73 miałem 10 lat ;))
                • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 15:06
                  grek.grek napisał:

                  Nawet gdybyś miał i tak byśmy Cię lubili! :))

                  Ja pamiętam z dzieciństwa "Niekończacą się opowieść", "Akademię Pana
                  Kleksa" (byliśmy cała szkołą). Też, pamiętam, trzeszczało, stukało,
                  jak ktoś wstawał, ale nie mogą sobie przypomnieć, czy te krzesełka w
                  kinie były jeszcze drewniane, czy już miękkie fotelikowe.
                  Pamiętam za to zapach kina! Bez woni popkornowej oczywiście. :)
                  • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 15:16
                    Hehe :)

                    O widzisz, Akademię też oglądąłem, z całą klasą byłem zresztą. Takie czasy były, chadzało się na Akademię; dzisiaj chodzą na Papieża i POpiełuszkę oraz Katyń ;) Dobrze, że się wcześniej niz później urodziłem, heh.
                    • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 15:26
                      grek.grek napisał:
                      Takie czasy były
                      > , chadzało się na Akademię; dzisiaj chodzą na Papieża i
                      >POpiełuszkę oraz Katyń ;) Dobrze, że się wcześniej niz później
                      urodziłem, heh.

                      Będę się z tego później spowiadać ;), ale nie mogę się nie
                      śmiać! :)))))

                      Greku, a na "Wejście smoka", "Godzillę" chodziłeś sam, jeśli mogę
                      spytać? Czy wtedy wpuszano małych chłopców samych na takie filmy?
                      • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 11.03.10, 13:35
                        Udawało mi się wyciągać starego, który lubił się w kinie zdrzemnąć, a dowodu i tak nie sprawdzano. WS było, chyba, od 12 lat, a ja w wieku lat 10 na 12 wyglądałem bezapelacyjnie ;) Teraz to nawet nie wiem, czy to była polska premiera, ale wiem, że oglądałem właśnie ten film, hehe.
                        • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 11.03.10, 14:24
                          grek.grek napisał:

                          Ładne wspomnienie! :)

                          A propos Twego Taty, przypomniało mi się, że Kaziemierz Kutz w
                          swojej biografii opowiadał, jak to jego ojciec Franciszek zasnął
                          podczas śląskiej premiery "Krzyża Walecznych" - pierwszego filmu
                          swego syna!
                          Kutz zirytowany pytał potem matkę - "Gdzieś ty go znalazała, tego
                          Franka?" :)


                          >a ja w wieku lat 10 na 12 wyglądałem bezapelacyjnie ;)

                          Jeśli tak, to ja przepraszam za "małego chłopca"! :)

                          • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 11.03.10, 15:16
                            Ciekawe, czy jego stary chrapał, bo mój czasami prawie się do tego zrywał, ale byłem czujny i go szturchałem łokciem, hehe.

                            Heh, no wiesz, 10 czy 12, to słabo widać w takim wieku jednak :)
                            • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 11.03.10, 15:39
                              grek.grek napisał:

                              hahahahahahahahahaha :)

                              Nic o chrapaniu Kutz nie mówi, ale nie zdziwiłabym się, gdyby jego
                              ojciec też chrapał. :)

                              Powiem Ci, że mój tato też zawsze spał w kinie! :) Przynamniej tak
                              mi mówiła moja mama o jakimś ich spólnym wyjściu do kina (na film
                              historyczny :)) Pewnie dlatego ze mną już do kina nie chodził. :)
                              • grek.grek Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 12.03.10, 15:27
                                Hehehe :)
                                • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 12.03.10, 16:16
                                  Dodam, że tato mój to pasjonat historii! Mama była podwójnie
                                  zbulwersowana zachowaniem w kinie! :))
              • barbasia1 Re: Bulwar Zachodzącego Słońca, kilka żenujących 10.03.10, 14:58
                grek.grek napisał:

                > Jak zwykle pomyliłem wszystko ze wszystkim :)

                :)
                Ależ skąd!

                > A poza tym, przy odrobinie dobrej woli można sobie stworzyć
                naprawdę świetną atmosferę dla oglądania filmów we własnej
                chawirze :)

                No jasne! :)

                I w domu w różnych pozycjach można sobie oglądać filmy! :)
    • grek.grek Az poleje się krew, spojler 09.03.10, 14:01
      Nie wiem, jaki Was, Maniu i Pepsic, interesuje fragment, ale film był, jak chodzi o same wydarzenia, niedługi, zatem - polecę po całości.

      Więc, szukający ropy Daniel Plainview zaczyna od prymitywnego rycia w ziemi. Nic mu nie przeszkadza, nawet wypadki i kontuzje. Uparty typ. Ryje i ryje pod ziemią, aż odkrywa kamień sugerujący, że grzebie we właściwym miejscu.

      PO pewnym czasie grzebie z zespołem. O odkrywają ropę. Wydobywają ją po prostu wiadrami z otworu z ziemi, używając prowizorycznego wyciągu, a to, co wydobędą wlewają do wielkiej kałuży. Wtedy to Daniel zyskuje syna. W wypadku ginie jeden z jego kolegów, a on przejmuje opiekę nad chłopcem.

      Znów mija trochę czasu. Daniel, z chłopcem, wędruje po kolicznych terenach i skupuje działki, wierząc,że są to tereny roponośne. Chłopiec służy mu do robienia dobrego wrażenia na prostych, bogobojnych, skorych do pytań o rodzinę i doceniających więzi familijne farmerach, żeby tym łatwiej wyciągac od nich podpisy pod umową. Kupuje działki za drobną cenę, w kontekście przyszłych zysków. Co zresztą taki farmer ma do stracenia - i tak sam ropy nie wydobędzie, więc bierze kasę i gitara. Zakłada firmę. Odwiedza go niejaki Paul Sunday i informuje,że teren należący do jego rodziny jest terenem zasobnym w ropę i proponuje mu odsprzedanie go. Daniel ubija z nim interes i odkupuje od jego rodziny działkę za 10 tysięcy dolków. Poznaje wtedy jego brata bliźniaka - Eliaha. Los wkrótce ich ze sobą znów zetknie.

      Wkrótce Daniel staje się prawdziwym potentatem.
      Robotnicy przyjeżdzają pracować w jego imperium razem z rodzinami. Powstaje osada, zalążek miasta zapewne późniejszego (Bostonu ?). Razem z rozrastaniem się wspólnoty powstają nowe zjawiska, m.in Kościół, założony i prowadzony przez owego Eliaha Sundaya. Eliah robi szoł w stylu dzisiejszych telewizyjnych kaznodzieji, podaje się za uzdrowieciela i zaczyna rywalizować z Danielem, który, jak człowiek czynu, racjonalista, uważa jego szopki za element demoralizujący i odciągający ludzi od pracy i przez to osiągania celów także przez niego samego. Uważa, że ma decydujący wpływ na ludzi i proponuje danielowi nieformalny sojusz - podczas otwarcia nowego szybu Daniel ma go przedstawić jako pasterza, poprosić o błogosławieństwo nowego miejsca pracy, wylansować, pokazać, ze są sobie równi, co dodałoby splendoru Eliahowi. Do tego sugeruje, że Daniel powinien łożyć na jego Kościół. Daniel niby się zgadza, ale podczas ceremonii ignoruje go. Eliah zostaje upokorzony.

      PO wybuchu gazu w szybie jego syn traci słuch. Daniel jest niepocieszony. Jego gniew skupia się na Ekliahu, który właśnie przychodzi upomnieć się o datek na Kościół. Daniel poniewiera nim, rzuca w błoto i policzkuje. Gniew zaś Eliaha kieruje się przeciw własnemu ojcu, za to, że w ogóle smiał sprzedać Danielowi swoją działkę, że tak pokornie znosi własną podległość wobec nafciarza.

      Wkróce Daniel poznaje brata przyrodniego, który go odnalazł i przyjechał się z nim zobaczyć. Rozmawiają przy ognisku i Daniel trochę się po raz pierwszy odkrywa, mówi o sobie : "Patrzę na ludzi i nie widzę w nich nic dobrego, samo zło. Nie muszę o nic pytać, by to wiedzieć". Tyle o jego motywacjach. Poza nimi, pewnie wrodzona pazerność. Tak ufundowano Amerykę, na takich podstawach właśnie. I to trwa. "Chcę tyle zarobić,żeby nie musiec już nigdy z nimi obcować, by uciec od wszystkich" - oł jes, czy nie tego chce Ameryka od świata ? zarabiać na nim i pozostawać w izolacji. Klasyczna interpretacja postaci Daniela, zdaje się być trafiona w sedno :).

      PLainview próbuje jakoś sobie radzić z głuchym synem, karmi go, utrzymuje, dba, ale nie możę znieść jego kalectwa. Któregoś dnia zostawia go, porzuca właściwie, w wagonie na którejś ze stacji, a sam ucieka. Chłopiec krzyczy do niego z odjeżdzającego pociągu, ale Daniel nawet się nie ogląda.

      Próbują od niego jego interes wykupić inni, więksi biznesmeni, sugerująć,że sam nie poradzi sobie na takim wielkim terenie jaki posiadł i lepiej dla niego będzie sprzedać je im, do dalszej eksploatacji, a samemu pobierać procent godziwy od takiej dzierżawy. Ale Daniel odmawia. Jest na to zbyt chciwy, zbyt niezależny.

      I ma nowy plan - chce przeprowadzić rurociąg. W tym celu musi wykupić ziemię od niejakiego Bendiego, ostatniego który jeszcze ma własną działkę. Jedzie więc do niego, razem z bratem. POdczas rozmowy postanawia nagle sprawdzić go. zadaje mu pytanie o nazwę dworku z ich rodzinnych stron. I pęka gośc, przyznaje, ze jest oszustem - poznał prawdziwego brata Daniela, na owego brata łożu śmierci, dowiedział się tego i owego i postanowił udawać go. Daniel nie ma litości, zabija go, a potem zakopuje. Płacze i pije z żalu, że jego brat, być moze jedyna osoba, którą mógłby kochać (tego fałszywego, przez pewien czas, kiedy mu wierzył, traktował najlepiej jak mógł) - nie żyje. Zasypia. Rano znajduje go ów Bendi. Wie po co Daniel przyjechał. Oświadcza, że sprzeda mu ziemię, ale dopiero jak Daniel zmyje z siebie grzech. Zabójstwa, którego Bendi był świadkiem, jak się okazuje. I drugi warunek : musi się ochrzcić i wstąpić do Kościoła.

      Daniel wraca więc do osady i postępuje dokładnie jak musi - wstępuje do wspólnoty wiernych, a potem Eliah go poddaje publicznie swojemu ekstatycznemu szoł, w którym klęcząc Daniel musi wykrzykiwać, że "jest śmieciem i grzesznikiem", a Elijah, niby to w akcie wypędzania z niego grzechu, leje go po gębie, by na koniec ochrzcić. Wiele Daniela kosztje ta pokazówka, ale czego się nie robi dla biznesu. PO zakończeniu mruczy pod nosem "mam rurociąg".
      POtem przywożą mu z powrotem głuchego syna (odnalezionego w sierocińcu), którym musi się zająć. Syn jest nieufny, ale tylko początkowo. Wkrótce Eliah wyjeżdza z miasteczka by "nawracać w nowych miejscowościach wokół pól naftowych"/ Ech, ci to zawsze wiedzą, gdzie konfitury wyjadać ;)

      Mija wiele lat. Daniel ma wypasioną posiadłość, zamek w stylu królewskim. Mieszka w nim sam, ze służbą. Jego syn, ożeniony z córką Sundayów, przybywa do niego i komunikuje (na migi, z pomocą tłumacza), ze chce odejść, wyjechac do Meksyku i założyć swój biznes. Daniel jest wściekły, że syn będzie mu robił za konkurencję. Wyzywa go od najgorszych, wypomina, że "nie jest jego dzieckiem, a zwykłym podrzutkiem, śmieciem, dwulicowym niewdzięcznikiem", syn na to spokojnie "grunt, że nie jestem taki jak ty". I odchodzi.

      A później Daniela odwiedza Elijah - schludny, elegancki, wypachniony. Pracuje teraz w radio. Zastaje Daniela pijanego w sztok. Rozmawiają w kręgielni. Eliah proponuje mu biznes - jeszcze jedną działkę, którą Bendi zostawił wnunkowi, a ten wnuk chciałby być aktorem i chce zarobić na wyjazd do Holiłud. Daniel na to : orajt, ale najpierw się musisz ukorzyć. Jak w tym swoim szoł, namiętnie masz krzyczeć,że jestes fałszywym prorokiem, a Boga nie ma. Eliah z trudem, ale spełnia to żądanie. Tylko po to, żeby na końcu dowiedzieć się, ze upokorzył się
      na próżno, bo oto Daniel z mściwą satysfakcją mówi mu, ze działka wnuka Bendiego jest już wysuszona, Daniel wysączył z niej ropę techniką drenażu z terenów własnych działek sąsiadujących z nią. Zemsta jest słodka :)
      Eliah płacze, że "Bóg mnie nie ostrzegł przed paniką na rynkach, że moje inwestycje przepadną". Jest bankrutem, a ostatnia szansa na kasę rozpłynęła się we mgle. Daniel go dobija : twój brat był mądrzejszy od ciebie, za swoje 10 tysięcy rozkręcił firmę, małą,ale dającą stały dochód i żyje sobie dostatnio. A ty zawsze byłeś idiotą, niegodnym swojej matki. Bezlitośnie po nim jedzie. I nie odpuszcza mu do konca - rzuca w załamanego Eliaha kulami do kręgli, ten ucieka po sali piszczać przeraźliwie, a Daniel i tak dopada go i zabija kręglem. Kiedy wchodzi lokaj daniel siedzi bezradnie obok trupa i mówi "już po wszystkim..."
      Koniec.

      Scena w kręgielni - popis Daniela Day Lewisa. POPIS. Cała rola - POPIS. Mistrzostwo w każdym calu. Stworzył postać, stał się nią, z nią się zespolił, i trzymał to przez 2 i pół godziny nie schodząc niemal z ekranu. Czapa z głowy.
      • grek.grek Re: Az poleje się krew, trzy grosze 09.03.10, 14:12
        Dodam jeszcze tylko, ze jak XX wiek miał Obywatela Kane'a, tak XXI mieć będzie Daniela Plainview - opis wielkiej kariery i osobowości amerykańskiego self-made mana. Który lepszy, to nie jest temat, bo liczy się rzut oka na postawy i motywacje. Tutaj Plainview utożsamia wuja Sama imperializm, izolacjonizm i kolonializm współczesny i dawny. Gniew i ządzę zysku z niechęci do innych. Gotowośc na wszystko w imię osiągnięcia celu. Bezwzględność dla przeciwników i zdrajców. Wartości pionierów, różnych Tommy Joadów, wywrócone na nice - Plainview jako zapowiedź przyszłej amerykańskiej polityki. Dekonstrukcja pax americana, a może jego bezlitosne, właściwie odczytanie poprzez rozkręcenie na śrubki charakteru jej ucieleśnienia.

        Wielki aktor, w znakomitym filmie znakomitego reżysera i scenarzysty Paula Andersona. Jak się dwóch gości z głową na karku i talentem spiknie, to powstaje taka właśnie rewelacyjna rzecz. Pewnie, macie rację, przejechany trochę, niespieszne tempo, ale z drugiej strony zdjęcia świetne, budowanie atmosfery za pomocą kadrowania umiejętnego - to się bardzo broni.

        I muzyka. PO wybuchu gazu, kiedy płonie szyb - kapitalne rytmy, jak tripowa wersja jakiego zuluskiego tańca wojennego. Rewelacja :)
        • barbasia1 Re: Az poleje się krew,jeden grosz 09.03.10, 20:34
          grek.grek napisał:

          Widziałam tylko jedną scenę z tego filmu, za to chyba najładniejszą
          (jedyną taką?) - Daniel Plainview jedzie pociągiem obok niego siedzi
          malusienki chłopczyk, ten przybrany syn. Plainview patrzy na małego,
          mały na niego, po czym sięga swoją malutką rączką do twarzy Daniela
          i próbuje łapać go za wąsy. Na twarzy Plainviewa pojawia się
          delikatny uśmiech - w tym momencie chyba między mężczyzną, a
          dzieckim rodzi się więź, wydawałoby się, silna i na zawsze ...

          Naprawdę interesujący film, Greku!
          Dobrze, że go opisałeś tu!
          Liczę na powtórkę! :)
        • pepsic Re: Az poleje się krew, Bulwar... 09.03.10, 20:36
          Dziękuję za obydwa ładne streszczenia :)
      • maniaczytania Re: Az poleje się krew, spojler 10.03.10, 06:01
        bardzo sekju werymacz :)
        • grek.grek Re: Az poleje się krew, spojler 10.03.10, 12:49
          Uff, to znaczy,że dało się jakoś przeczytać :)
    • barbasia1 Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 09.03.10, 20:52
      no i "Kuba Wojewódzki", który tym razem jak widzę będzie molestował
      dziewice: Annę Przybylską, Annę Dereszowską Dominikę Łakomską (czyli
      reklamy wyrobów tefałenowskich ciąg dalszy; nie oglądałam Klubu
      Szlonych Dziewic, czytałam opinie na forum, jakieś takie mało
      entuzjastyczne?!?).
      Drugim gościem będzie akordeonista Marcin Wyrostek.

      To ja wolę "Tupilany" ...
      :)
      • barbasia1 Re: Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 09.03.10, 20:58
        > To ja wolę "Tupilany" ...

        :)
        O! Matko moja! Jak ja piszę! Tulipany, oczywiście!
      • pepsic Re: Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 09.03.10, 21:20
        "Dziewice" - odrealnione i plastikowe, co stwierdzam subiektywnie, bo na
        podstawie kwadransa, ale całkowicie nie skreślam. Natomiast jestem zachwycona
        innym tewałenowskim serialem "Usta",usta" - jak dla mnie rewelacja. Tylko
        patrzeć, jak do Kuby zawita Wilczak i reszta ekipy.

        Ps. To ja też stawiam na Tulipany, choć ciężko będzie mi odpuścić Kubie. Swoją
        drogą mógłby sobie darować zapraszanie co i rusz tych samych gości, choć akurat
        Przybylska niezłe show odstawiła niegdyś.
        • grek.grek Re: Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 10.03.10, 12:54
          Hehe, Wojewoda musi zapraszać bohaterów stacji; pewnie ma taki zapis w kontrakcie :)

          "Usta usta" - komediowy serial ?
          • pepsic "Usta, usta" - serial polski 10.03.10, 14:16
            Komedia i satyra z abstrakcyjnym poczuciem humoru. Scena w teatrze -
            cudna. Taką minę musiała mieć publiczność oglądająca pośladki
            wiadomo kogo. Tanie bułgarskie wino przyniesione na snobistyczną
            imprezkę - tudzież. Zachęcam bardzo :)
            • grek.grek Re: "Usta, usta" - serial polski 10.03.10, 14:45
              Czuję się zachęcony :)
      • grek.grek Re: Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 10.03.10, 13:06
        "Gościem będzie akordeonista Marcin Wyrostek" - od razu mi się przekręciło na "gościem będzie wyrostek Marcin - akordeonista" - wiem, słabe, ale nie wiem czemu mnie rozbawiło ;)

        Pamiętam trochę klimat "Tulipanów" - fajny. No i Małgorzata Braunek, Nowicki, Chyra, Malanowicz, film o radości życia w wieku dojrzałym. A potem "Wszystko, co kocham" z samymi niemal młodziakami o nastoletniej
        zieleninie. Jacek Borcuch wygląda na rezysera, który ma jakąś wizję swojej filmografii (przynajmniej tymczasowo) - opowiadać o losach, problemach i postawach róznych pokoleń. I, zobacz(cie), że w zgrabny sposób w obu tych filmach (częsciach jednego filmu ?) opowiada o tym samym - o radości życia. Gdyby cofnął się jeszcze dalej, gdyby WCK było filmem o młodości pokolenia 50-60 lat, to można by uznać, że ludzie z Tulipanów, to ci młodzi z WCK, tylko kilkadziesiąt lat później, nie ?
        • barbasia1 Re: Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 10.03.10, 13:56
          grek.grek napisał:

          > "Gościem będzie akordeonista Marcin Wyrostek" - od razu mi się
          przekręciło na "gościem będzie wyrostek Marcin - akordeonista" -
          wiem, słabe, ale nie wiem czem u mnie rozbawiło ;)

          chichichi
          A mnie zaraz po wysłaniu wczorajszego postu przyszła do głowy taka
          wersja: "Wojewódzki będzie molestował trzy dziewice i Wyrostka -
          akordenistę". :)
          Mądra Polka po fakcie.

        • pepsic Re: Dziś "Tulipany" w TVP2 o 22.50 10.03.10, 14:00
          Nie zachwyciły mnie Tulipany i nie dotrwałam na placu boju. Lepiej
          mi było pozostać przy Wojewódzkim. Klimaty nieśpieszne, żeby nie
          powiedzieć nudne, muzyka rodem z lat 80-tych i improwizacja
          towarzystwa wzajemnej adoracji, czyli come back tuzów aktorskiego
          świata. Zabrakło energii i ręki ryżysera, aby ujrzeć i docenić
          radość, o której piszesz. Za to podobała mi się scena w szpitalu
          kiedy Mały ustawia któtko i dosadnie swojego współlokatora -
          naprawiacza świata.
    • grek.grek "Klucz do koszmaru"/spojler/ 11.03.10, 14:08
      Taki sobie horror, o dziewczynie, co pracuje w hospicjum, a potem znajduje ogłoszenie w gazecie, propozycje, którą przyjmuje po rozmowie wstępnej - zajęcia się facetem po udarze, co nie chodzi i nie mówi i umrzeć ma za m-c, jak mówią lekarze. Przeprowadza sie w tym celu do wielkiego domu (rzecz się dzieje na jankeskim południu, więc klimaty takie około-nowooreleańskie, wiecie o co chodzi), z 30 pokojami, w którym mieszka razem z tym facetem, jego żoną, a czasami się pojawia tam prawnik rodzinny, przyjaciel domu.

      Oczywiście, okazuje się, że w domu straszy, na strychu. Dziewczyna, rzecz jasna, wszystkie najgorsze nawet znaki, że jakieś duchy buszują w chałupie, przyjmuje z taką normalnością, jakby chodziło o szczury harcujące na poddaszu :) Grzebie, szuka, włazi gdzie nie powinna, bez śladu strachu czy niepewności chociaży - jak to w horrorze.

      Dom ma ponurą historię - kiedyś mieszkali w nim bogaci plantatorzy wraz z czarną służbą. Służba zajmowała się magią. Plantatorzy odkrywszy to, zabili ich. Ale ci czarni przedtem odprawili rytuał dzięki któremu powracają i zyskiwać odpornośc na śmierć. Aby to osiągnąc w kolejnej postaci muszą odprawić rytuał "poświęcenia" - zabić kogoś wierzącego w duchy, by przejąć jego cielesność.

      Żona udarowca i prawnik są właśnie cielesnymi postaciami, w których mieszkają ci czarni, co ich kiedyś zabito. Znaleźli dziewczynę po to, żeby starsza pani mogłaby sobie znaleźć nowe, młode ciało. Ale najpierw musiała uwierzyć w ducha, żeby zaklęcie zadziałało. Więc ją straszyli, żeby tak się stało. Duch się wciela w dziewczynę, a starsza pani pozbawiona w sobie ducha zamienia się w taki sam udarem ścięte pół-warzywo, jak starszy pan, co przed nią został tak samo załatwiony, tyle,że z niego duch przedostał się co ciała prawnika :) Trzeba przyznać,że się nasza bohaterka broniła przed zostaniem pokrowcem na ducha, czyniła zaklęcia, sypała magiczny proszek, rysowała kręgi mające ją ochronić - i na nic, nie udało się, pech normalny.

      No niech będzie - w miarę dało się ugryźć, jak na horror, Kate Hudson w głównej roli, a poza tym - dużo starych chwytów znanych wszem i wobec : a to hałasy niewyjaśnione, a to duchy w lusterku, a to to, a to śmo. reżyser chyba chciał zbudować jakąs atmosferę grozy, warunek sine qua non dobrego horroru, ale wyszło mu średnio na jeża, nie ta muzyka, nie te zdjęcia, nie ten talent - klasykiem ten film nigdy nie będzie.
      • barbasia1 Re: "Klucz do koszmaru"/spojler/ 11.03.10, 14:34
        A jak się kończy ten horror? Czy tak po prostu - duchy wcielają się
        w nowe ciała i żyją długo i szczęśliwie dopóki nie znajdą następnych
        pokrowców?
        Taki lajtowy horror chyba mogłabym obejrzeć.


        Greku, opowiesz mi dzisiejszo-jutrzejszą Tarę, nie dam rady dziś
        dotrwać o 0.10, już czuję! :)
        • grek.grek Re: "Klucz do koszmaru"/spojler/ 11.03.10, 15:20
          Własnie tak, dziewczyna zachowuje się tak, że widać już że jest pod wpływem ducha, ze ten duch zrobił sobie z niej dla siebie pokrowiec.
          Może powtórzą kiedyś; znając TVN - bankowo :)

          Oczywiście, że opowiem, pamiętam :) Californication ser. 1 kompletuję. Jutro jest trzeci odcinek, więc na przyszły tydzień od razu wrzucę w miarę rozumny (ech, ten czeski język...) opis 3 pierwszych.
          • barbasia1 Re: "Klucz do koszmaru"/spojler/ 11.03.10, 15:43
            > Może powtórzą kiedyś; znając TVN - bankowo :)

            To lukniemy! :)

            Dzięki serdeczne,
            ja się duchowo nastawiam ;) na kolejny odcinek Cali 3, opowiem
            wkrótce!
            Dziś albo jutro o Szczepkowskiej wreszcie obiecuję dokończyć
            odpowiedź!
            Ech!
            :)
    • grek.grek "Plan doskonały" 12.03.10, 13:52
      Dziabnęliście wczoraj "Plan doskonały" ? Mnie jakoś nie porwał. Spike Lee ewidetnie nie jest specjalistą od filmów akcji :)
      • ewa9717 Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 14:14
        Zasnęłam w trakcie ;)
        • grek.grek Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 15:10
          Filmu, czy przerwy reklamowej ? ;)

          Spike Ci tego i tak nie zapomni, hehe.
        • barbasia1 Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 15:24
          ewa9717 napisała:

          > Zasnęłam w trakcie ;)

          chichichi
          To nie powiem Ci Ewo, żeśmy się wczoraj z Grekiem śmiali z tych co
          zasypiają na filmach, ale w kinie! ;)

          Więc ja też "dziabnęłam" (czując, że Grek będzie oglądał, mimo że
          nie polecał filmu wczoraj, w końcu opis wyglądał obiecująco,
          nieprawdaż!? - sensacja, treść-oryginalny napad na bank, Spike Lee
          za kamerą, a Denzel Washington przed )!?
          Nie oglądalam od początku (spóźniłam się niewiele), nie zobaczyłam
          też niestety zakończenia !!! czyli najważnieszego (beznadziejnie,
          wiem), więc bardzo bym Cię Greku prosiła o dopowiedzenie
          końcówki, nie zostało dużo (wkurzyla mnie ilość TVN-owskich reklam
          przed północą! i poszałam spać). Widziałam do momentu, kiedy Denzel
          oznajmia , ze sprawa utknęła w miejscu, sprawcy napadu przepadli,
          nikt nic nie wie. Zwierzchnik Denzela mówi mu by w takim razie
          zakończył tę sprawę, bo w końcu i tak nic nie skradzono z banku, a
          nikt z góry nie naciska by wyjaśnić sprawę do końca ... / no i
          potem była kupa reklam/.

          Mnie się zastanowiła cała ta akcja policji , kiedy postanowiono
          szturmem wejść do banku , zlikwidować bandytów i odbić zakładników.
          Cały plan, jak pamiętasz, jednak bierze w łeb, bandyci
          podsłuchawszy rozmowę (jak zdołano zainstalować na policji ten
          podsłuch?) każą zakładnikom opuścić bank, no i wtedy drzwi banku się
          otwierają zakładnicy z podniesionymi rękami wychodzą, my wiemy, że
          to zakładnicy, ale policja tego nie wie, jest zdezorientowana,więc
          mimo, że wychodzący z banku są nieuzbrojeni urządza im masakrę, o
          ile dobrze widziałam trup ściele się gęsto!!! To nawet był mocna
          scena! - giną bogu ducha winni ludzie. Dopiero po kilku chwilach
          ogień zostaje wstrzymany i resza uchodzi życiem.

          Jednak po wszytskim okazuje się (o ile dobrze widziałam), że
          zabitych nie ma/ nie było widać?!? Wszyscy, którzy leżeli na ziemi,
          bo tak mi kazała policja, wstawali i szli do autobusu!? / dobrze
          widziałam???/
          Nie było żadnych ciał przed bankiem, śladów krwi, nawet
          zakrwawionych rannych!?? i żadnych karetek?!

          Czy za taką akcję - gdzie giną niewinni ludzie, sprawa mogła by być
          tak po prostu zamknięta?



          :)
          A teraz lecę do Tary /właśnie na "Wszystkich wcieleniach" zdarzyło
          mi się ostatnio zasnąć, to na pocieszenie, Ewo! ;)/
          Dzięki, Greku, za Tarę! :)
          • barbasia1 Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 15:34
            Podirytowany oficer policji Frazier (Denzel Washington) do
            konsultantki szefów banku Madeleine (Jodie Foster) - "Pocałuj mnie w
            mój czarny tyłek!" (z akcentem na 'czarny')
            :)



          • grek.grek Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 15:37
            Więc, zwierZchnicy kazali denzelowi wypuścić wszystkich i sprawę zamknąć. Bank wrócił do normalnego funkcjonowania i przyszedł tam
            ten herszt złodziejów - okazało się, ze gdzieś w srodku ukryli
            te diamenty, czy co tam, i on je wyciągnął, a potem z nimi wyszedł, jak normalny, przeciętny klient (reszta czekała na niego w aucie obok banku - oprócz tej trójki, której twarze było widać, w zespole był jeszcze ten starszy jegomość w czarnej jarmułce, czy jak to się nazywa, na głowie).
            przy okazji zderzając się z Denzelem wchodzącym własnie do banku, aby obejrzeć tajemniczą skrytkę, która jako jedyna nie widniała w wykazie, mimo że w rzeczywistości istniała. A później odjeżdżają.

            W skrytce (792 ?) Denzel znajdujezostawiony przez wodza złodziejów pierścionek - dowód na zamieszanie właściela banku w podejrzane interesy z faszystami, w czasie wojny, na których zbił fortunę (właściciel wspominał o tym pierścionku w rozmowie z Foster, już po napadzie, dając jej pieniądze w zamian za trzymanie gęby na kłódkę; niestety, gdzieś mi umkneła, co się dokładnie z tym pierścionkiem wiązała, jaka historia - w każdym razie, był to obciązający go dowód). I Denzel z tym pierścionkiem idzie do restauracji, w której Foster je w najlepsze z burmistrzem i komunikuje im, ze sprawa nie jest zamknięta.

            Jakoś tak to było :)

            W.s Tary - majpleżer :)

            Za tydzień jest o 23:35, więc Twoje szanse na obejrzenie wzrosły :)
            • barbasia1 Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 16:28
              Jeszcze były dokumenty, papiery obciążające tego właściciela banku!
              Pamiętem, że przywódca bandy też je gdzieś chował, jako swoje
              zabezpieczenie na wypadek wpadki!? Zabrał je od razu, czy były w tej
              skrtyce z diamentami, pamiętasz?

              A co ty myślisz o tej akcji przed bankiem?


              W moim dodatku entuzjastyczne opinie na temat tego filmu, że
              scenariusz doskonały i niestereotypowy.
              Niestereoptypowy może tak, ale czy doskonały, nie byłabym tego taka
              pewna.
              :)
              • maniaczytania Re: "Plan doskonały" - doskonaly, doskonaly, tylko 12.03.10, 18:29
                ja widze, ze towarzystwo niedokladnie ogladalo i stad wrazenie niedobre zostalo.
                Zalecam obejrzenie jeszcze raz na spokojnie, moze z wypozyczalni?

                Otoz, to byl napad, ale wlasciwie go nie bylo. Od poczatku chodzilo tylko i
                wylacznie o dokumenty, a nie o diamenty. Calosc byla na zlecenie jakiejs
                zydowskiej organizacji ( dziewczyna, i ten starszy pan).

                Greku - herszt zlodziei nie przyszedl potem do banku, tylko wyszedl ze srodka.
                Po tym, jak policja po akcji przed bankiem aresztowala wszystkich (i wlasciwie z
                przesluchan nic nie wywnioskowala) - w czasie akcji herszt ukryl sie i zostal w
                banku w takim jednym pomieszczeniu jakby gospodarczym - zlodzieje zrobili tam
                jakby drugie sciany, pomniejszajac minimalnie cale pomieszczenie.

                Oj, kochani, niedobrze, niedobrze - przy takim scenariuszu, nawet chwila
                nieuwagi i nie wie sie, o co chodzi :)
                • grek.grek Re: "Plan doskonały" - doskonaly, doskonaly, tylk 13.03.10, 11:23
                  Uno momento, senorita :) - drugie ściany pamiętam, ale czy przypadkiem herszt złodziejów był przesłuchiwany przez Denzela i jego partnera, tak jak wszyscy inni, którzy wyszli z banku ? Jak to wytłumaczyć ? Przyznaję, że akurat końcówkę gdzieś tam trochę nieuważnie obejrzałem, ale taka scena była.

                  Co do oceny całości - mnie, po prostu Spike Lee nie pasuje jako reżyser
                  filmów akcji. Jest twórcą zaangażowany społecznie, takie są jego najlepsze filmy.
              • grek.grek Re: "Plan doskonały" 13.03.10, 11:29
                Powiem Ci, że teraz to już nic nie pamiętam, a jesli pamiętam, to się tym wspomnień boję ;) - w skrytce były diamenty i guma do żucia, to - jak przez mgłę, ale widzę. Papiery, jak Mania pisze, były clue całej sprawy, a pierścionek dla policji, jako dowód obciązający szefa banku i pretekst do zajęcia się sprawą jego przeszłości. Tak to by wyglądało na końcu. Uciekam z wątku o tym filmie, zanim się do reszty skompromituję ;)
                • barbasia1 Re: "Plan doskonały" 13.03.10, 15:26
                  grek.grek napisał:

                  > Powiem Ci, że teraz to już nic nie pamiętam, a jesli pamiętam, to
                  się tym wspomnień boję ;) -
                  :)))

                  To ja w takim razie nie będę Cię już pytać, jak wspominasz i co
                  myślisz o tej akcji przed bankiem, kiedy wychodzą zakładnicy?

                  Oglądałam nieuważnie, nie da się ukryć! :/ Ale obejrzę raz jeszcze
                  przy najbliższej okazji, mimo że też prefeuję zaangażowane
                  społecznie kino Spike'a Lee.
                  • grek.grek Re: "Plan doskonały" 13.03.10, 15:51
                    Akcja orajt, sprytnie pomyślany manewr, w ogóle im bliżej się przyglądam, tym scenariusz bardziej mi się podoba. Problem w tym, że
                    ciągle widzę "director Spike Lee" i mnie to się nijak nie zazębia ;).

                    Na szczęscie mamy Manię, której to nie przeszkadza i dzięki niej jakoś ten finał zajarzyliśmy - (przynajmniej ja) :)
                    • maniaczytania Re: "Plan doskonały" 13.03.10, 15:56
                      grek.grek napisał:

                      > Problem w tym, że
                      > ciągle widzę "director Spike Lee" i mnie to się nijak nie zazębia ;).
                      >
                      > Na szczęscie mamy Manię, której to nie przeszkadza i dzięki niej jakoś ten fina
                      > ł zajarzyliśmy - (przynajmniej ja) :)

                      Hmm, i teraz nie wiem, czy powinnam sie obrazic, czy nie ;)))
                      • grek.grek Re: "Plan doskonały" 13.03.10, 16:08
                        Hehehe ;))
                        No coś Ty, przeciwnie; spójrz : Ty kupujesz Spike'a, zgaduję - w obu wcieleniach, Barbasia jedno z nich preferuje ponad drugie,
                        a ja tylko jedno umiem zaakceptować i polubić, ergo - mam zawężoną
                        perspektywę i bardzo możliwe, że tracę coś ciekawego, bo gdybym spojrzał inaczej na sprawę, to może bym wyciągnął z "Planu..." więcej korzyści... zmysłowych, poznawczych, whatever :)
                        • maniaczytania Re: "Plan doskonały" 14.03.10, 00:50
                          Powiem tak - film to dla mnie film - musi mi sie podobac, musi mnie wciagnac w
                          swoj swiat, dopiero potem moge myslec o rezyserze i porownywac z jegoi innymi
                          filmami itp.
                    • barbasia1 Re: "Plan doskonały" 13.03.10, 16:52
                      grek.grek napisał:

                      > Akcja orajt, sprytnie pomyślany manewr

                      OK! ... cofam pytanie! ;)))))

                      i dzięki niej jakoś ten fina
                      > ł zajarzyliśmy - (przynajmniej ja) :)

                      no ja też!
                      Dzięki Ci Maniu! :)
      • pepsic Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 14:43
        Po "Niebiańskich istotach" - niespodziewanej gratce, trudno było mi
        wytrwać więcej, niż 10 minut.
        Ps. A tak się Wyborcza zachwycała.
        • grek.grek Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 15:07
          Kędyż tę gratkę azaliż serwowali ? ;)
          • gcc1 Re: "Plan doskonały" 12.03.10, 16:28
            A ja polecam na ale kino świetny,klimatyczny film Wernera Herzoga
            Niezwyciężony.
            • pepsic Niezwyciężony 12.03.10, 18:35
              Nie widzę nic takiego :(
              • gcc1 Re: Niezwyciężony 12.03.10, 20:15
                Było dzisiaj w południe,ten film złapiesz jeszcze pewnie w tym
                miesiącu na ale kino.
          • pepsic Niebiańskie istoty 12.03.10, 18:11
            Wczoraj w Ale Kino z rewelacyjną debiutantką w roli głównej Kate Winslet i
            przepięknie skadrowaną Nową Zelandią znaną z Władcy Pierścieni, tegoż samego
            twórcy.
            • gcc1 Re: Niebiańskie istoty 13.03.10, 12:14
              Polecam jeszcze z soboty na niedziele o 0.15 na ale kino
              znakomity,nastrojowy,klimatyczny szwedzki horror Pozwól mi wejść.
              • pepsic Re: Pozwól mi wejść, Niebo 15.03.10, 22:13
                Potwierdzam. Niekonwencjonalny, nietypowy horror, który ogląda się całkiem
                przyjemnie. Zwraca uwagę, o czym wcześniej pisałam.
                Ps. Ale Kino! ostatnio dopieszcza. Nareszcie upolowałam "Niebo" Tykwara.
                Podobało mi się, aczkolwiek I dynamiczna część - dużo bardziej. Temat wyjściowy
                - zamach bombowy na dilera/bossa narkotykowego, a sprawczynię doskonale
                zagrała Cate Blanchett. Tylko, że w świetle ostatnio wydarzeń wokół
                współscenarzysty/senatora (nadal z immunitetem) - wymowa filmu zrobiła się
                niestety dwuznaczna.
                Nieźle zapowiada się serial angielski "Stan gry" (niedziela), entuzjastycznie
                zachwalany w dodatku do Wyborczej. Póki co nie oglądałam, ale w środę powtórka i
                okazja do wyrobienia swojego zdania.
                • barbasia1 Re: Pozwól mi wejść, Niebo 16.03.10, 13:08
                  pepsic napisała:
                  Tylko, że w świetle ostatnio wydarzeń wokół
                  > współscenarzysty/senatora (nadal z immunitetem) - wymowa filmu
                  zrobiła się > niestety dwuznaczna.

                  Chodzi Ci o to, że senator hipokrytą się okazał?
                  • pepsic Re: Pozwól mi wejść, Niebo 16.03.10, 13:27
                    W jakimś sensie tak. Wziął na tapetę problem narkomanii, a po latach
                    okazało się, że sam go ma.
                    Ps. Nie przeszkadzało mi to w żadnym razie w odbiorze, ale myśl
                    przeleciała.
    • grek.grek "Equilibrium"/spojler 13.03.10, 12:24
      Equilibrium - dla tych, co nie oglądali, a może by chcieli wiedzieć o czym to w ogole było : ciekawa wizja futurologiczna : aby wyplenić wojnę i przestępstwo totalitarna władza zabrania emocji. Emocje bowiem są impulsami wywołującymi wszelkie negatywne reakcje i konflikty. Trzeba je wykastrować, nawet kosztem jednoczesnej eliminacji tej pozytywnej strony ich posiadania i odczuwania. Ktokolwiek je okazuje, albo wchodzi w posiadanie zwierząt albo rzeczy mogących je wywoływać (literatury, muzyki, przedmiotów) - jest przestępcą i podlega eksterminacji. Ludzie dodatkowo mają nakaz zażywania specjalnego narkotyku, który hamuje wszelkie życie uczuciowe - kto go odstawia ten także jest przestępcą i do piachu z nim.

      Społeczeństwo przypomina zrobotyzowane stado (chodzą w szyku jak robotnicze hufce, w Metropolis zdaje się, obowiązuje ubiór jednokolorowy, twarze bez wyrazu, obraz miasta i wnętrz domów jest chłodny, pozbawiony barw, odhumanizowany, w dodatku wszedzie są głośniki i ekrany, z których Ojciec, czyli jakby Główny Ideolog i Guru państwa sączy w uszy ludzi swoją szygalewszczyznę), ale nielicznie buntownicy tworzą podziemie, z którym toczy boje policja specjalna - świetnie wyszkoleni i mający niezwykłą intuicję, pozwalającą im wyłapać tych, co udają emocje, a tak naprawdę są ciągle pod ich wpływem, tzw. klerycy.

      Jeden z nich, dotąd bardzo karny i ideowy, który stracił z powodu przestępstwa odczuwania uczuć - żonę i matkę, a potem sam zastrzelił swojego przyjaciela, także kleryka, łapiąc go na czytaniu Yatesa, któregoś dnia przypadkiem zbija swoją fiolkę z dzienną dawką narkotyku i doznaje emocji (chociaz już wcześniej bębniły mu w uszach strofy poetyckie o "marzeniach") - uwalniają się w nim uczucia i zafrapowany nimi przechodzi krok po kroku na stronę buntowników - odstawia prochy, zakochuje się w aresztowanej za posiadanie normalnego - ukrytego za ścianą tego poprawnego sterylnego, przepisowego - kolorowego domu, w którym przechowuje ksiązki, płyty, gadżety i inne takie; ratuje psa przeznaczeonego na kotlety - przy okazji musi wytłuc cały patrol policji, który go na trzymaniu czworonoga w bagazniku auta; próbuje ratować grupkę buntowników ganianych przez ichnie gestapo, narażając się na wpadkę, jako że jego nowy partner, bardzo zaangażowany w sprawę, patrzy mu na ręce, jak CBA jakieś. Bezskutecznie. Nawiązuje jednak kontakt z szefem podziemnego światka, a ten sugeruje, że mógłby zrobić rzecz fundamentalną, jako wciąż kleryk może dotrzeć do Ojca i go zabić. Agent się waha. Egzekucja buntowniczki, co w niej jest zakochany, której nie mógł/nie zdązył zapobiec, ciążące mu - smierć żony i przyjaciela, które dopiero teraz może emocjonalnie przeżyć, troska o dzieci i ich przyszłość (zgaduję), zaczynają w nim kumulować gniew wobec opresyjnej ideologii. Wpada w rozpacz po śmierci dziewczyny, za co jego nemezis - podejrzewający go od początku partner z CBA aresztuje go. Staje przed szefem oskarżony o okazywanie emocji i o zabójstwo patrolu policji. Udaje mu się wyślizgąć, z tej okazji, że podczas egzekucji grupy buntowników zamienił broń i podrzucił swoją temu z CBA, którego teraz wynoszą, a on jest cacy, a swoją emocjonalność tłumaczy koniecznością
      kamuflażu dla dobra śledztwa.

      Kiedy dojrzewa w nim ostatecznie decyzja o zabiciu Kim Ir Sena, czy Ojca, czy jak mu tam, razem z buntownikami realizują plan, który pozwoli mu się dostać na audiencję, czyli przed oblicze tego całego guru : on ich "denuncuje", aresztują ich, a on, w dowód uznania za taki wyczyn, dostaje prawo spotkania z Ojcem. On zabije Ojca, a oni będą już na miejscu, by przeprowadzić natychmiastową akcję zbrojną. Tyle,że władza też go zdązyła przejrzeć, wkręcić i zaplanowała zasadzkę - ich aresztują, a na niego, na miejscu czeka stado uzbrojonych gestapowców i... ten z CBA, który wszystko rozplanował.

      I dzielny nawrócony agent musi stoczyć bój z chmarą typków jak z Gwiezdnych Wojen i ich zgładzić, razem z tym z CBA. Ojcem okazuje się być ten jego szef - Ojciec od dawna nie żyje, ale ktoś musiał władzę i porządek utrzymywać, więc wizerunkiem Ojca się posługiwano, ale faktyczną pieczę nad realizacją polityki państwa sprawował ten właśnie szef służby bezpieczeństwa. Co ciekawe, on też odczuwa emocje (agent zobaczył to zresztą już wcześniej, podczas jednego ze spotkań, kiedy już sam był w fazie udawania - szef przeciągnął delikatnie dłonią po stole, wykonał ruch, który agent widział także wśród ludzi, na ulicch, gest zdradzający emocjonalność), mógłby mu agent na końcu wydyszeć w twarz "mnie tu chcieli wykastrować, a tu, Cyganie, cy,cki sobie przyprawiasz ?!"< ale nic mu nie powiedział - zdobył się za to na zabójstwo, pomimo swojego odczuwania niestosowności takiego aktu. A potem, na planie ogólnym, na scenę wbiegają hordy buntowników i zaczyna się przewrót, po którym wszyscy będą żyli długo, szczęsliwie i ponosząc wszelkie koszta i doznając wszelkich zalet swojego pełnego człowieczeństwa :)

      Kto oglądał ? :)
      Dla mnie - niezłe. Ciekawy pomysł, scenografia, Bale w roli, do której jego twarz pasuje jak ulał, Emily Watson nie powinna się nigdy strzyc, bo z włosami a'la Julia Ormond w Wichrach jej do twarzy.
      Nie kupiłem tych momentów, kiedy agent-kleryk wykańcza gestapo, jak jakiś następny Arnold albo Sylvester, czyli seriami, tonami i samemu nie ponosząc żadnej szkody, mimo że logika wskazywałaby, że przynajmniej jedną rękę i jedną nogę oraz śledzionę mogliby mu uszkodzić. Finał - nawalanka, dyskusja z tym całym zastępcą Ojca zbyt krótka, mogliby się zdobyć na jakąś filozoficzną puentę, ale... pal licho. Dobre, ale Seksmisja lepsza ;)

      Jak oceniacie ?
      • maniaczytania Grindhouse vol.1 - Death Proof 13.03.10, 15:37
        to bylo to, co wczoraj z kolei ja ogladalam. Niestety za duzo nie napisze, bo
        cholerka znowu zasnelam ( zaczal sie o 23.25).

        Jak zwykle w filmach Tarantino nie fabula jest istotna. Jest wiec sobie tzw.
        Kaskader Mike (super extra mesko wygladajacy i niezle grajacy Kurt Russell),
        ktory jezdzi sobie niezla bryka (i to ona jest wlasnie tytulowo
        smiercioodporna), skonstruowana specjalnie dla kaskaderow (kierowca nigdy nie
        zginie). Kaskader nasz poluje sobie na mlode laski, ktore poznaje w barach
        przydroznych, flirtuje z nimi, stawia browary itp. To, co zdazylam zobaczyc (bo
        bardzo dlugo sie te sekwencje rozgrywaja, jak to u Tarantino) to motyw z
        didzejka, ktora razem z kolezankami pojawia sie w barze (ktorego wlascicielem
        jest zreszta Tarantino wlasnie). Jedna z nich (Rose McGowan) szuka podwozki do
        domu i tu zglasza sie Mike. Dziewczyny ostro pija, szaleja, tancza - jedna
        odstawia super taniec dla i na Kaskaderze, potem rodzielaja sie na parkingu -
        jedna jedzie z Kaskaderem na specjalnym siedzeniu pasazera - jakby klatce,
        cztery jada sobie razem. Mike z dziewczyna jada sobie i potem jest super scena -
        on mowi do niej na skrzyzowaniu - gdzie chcesz jechac w prawo czy w lewo? na to
        ona - w prawo. A on - no widzisz, i mamy problem, bo gdybym rowniez jechal w
        prawo, to pozniej zaczelabys sie bac, a poniewaz ja jade w lewo musisz zaczac
        sie bac juz teraz, hehe :) A potem jest okropna scena, w ktorej niestety
        dziewczyna zostaje zabita. A potem Mike jedzie i mija pozostale cztery
        dziewczyny, ktore spiewajac sobie piosenke,nie zauwazaja go. On zatrzymuje sie
        kawalek dalej i zatrzymuje przodem do kierunku, z ktorego przyjada one, gasi
        swiatla i czeka. Jak zjawiaja sie dziewczyny, to Mike daje gazu i wjezdza w ich
        samochod, jakby przejezdzajac przez niego, zapalajac swiatla na sekunde przed
        zderzeniem. A wtedy to juz doslownie reka, noga, mozg na scianie - scena
        powtorzona cztery razy, zeby pokazac dokladnie co stalo sie z kazda dziewczyna.
        Potem szpital - Mike jest lekko ranny i rozmowa dwoch gliniarzy - starego i
        mlodego - stary mowi, ze wie, ze to Mike, ale nie da sie nic mu udowodnic.
        Potem jest przeskok w czasie o 14 miesiecy - Mike staje na stacji benzynowej w
        poblizu samochodu kolejnych dziewczyn. I sa fajne sceny jak robi podchody,
        sprawdza je , a potem ... zasnelam :(
        • grek.grek Re: Grindhouse vol.1 - Death Proof 13.03.10, 15:56
          Nawet u średniego Tarantino (takie chodzą słuchy o Death Proof, a przynajmniej o : Death Proff w jego całokształcie), jak widac, jest jakaś scena, co ją warto obejrzeć, hehe :)
    • grek.grek "Pokerzyści", spojler. 13.03.10, 12:59
      Pokerzyści - trochę w stylu Żądła film o kanciarzach karcianych.

      Vernon (Townsend), Tiffany (czarna Kinga Rusin, czyli Thandie Newton) i Miller (Gabriel Byrne) tworzą trio oszustów pokerowych. Vernon jest megatalentem zręcznościowym, co potrafi przykryć asa pik dłonią, a po zdjęciu jej zostaje goła baba z karo w stretagicznym miejscu ;), Miller nagania klientów i organizuje numery, a Tiffany jest... ładna i niebezpieczna (wycelować z gnata, strzelić, wystawić napalonego na nią gościa facetom od pobierania organów - żaden problem).

      Kiedyś się ze sobą poróżnili - nie jest to dookkreślone w fabule, ale fakt faktem,że Miller i Tiffany wyrolowali kiedyś Vernona. Teraz się znów spiknęli.

      Trafia się im okazja - głupi i impulsywny pokerzysta (Jammie Foxx, dobry jak zawsze, no - prawie zawsze), którego wkręcają w spółkę : wnosimy kasę, umawiamy się na grę w tajnej szulerni, ty grasz, stawiasz kasę, Vernon robi cuda z kartami, przy jego rozdaniu kiwamy frajerów przy stole, na końcu zgarniamy kasę i dzielimy się - ty bierzesz najwięcej, ale i ty najwięcej musisz wnieśc. Człowiek w to wchodzi. Rzeczywiście, wprowadzają go do tzw., towarzystwa : pałacyk, starsza dama, prowadząca tajny dom gry dla bogatych snobów, z czego sama czerpie procent od ogółu wygranych, w salonie szwedzki stół, najlepsze laski do towarzystwa, w ogóle - przepych w starym stylu. Pokerzysta podpala się w któryms momencie i wchodzi do gry za prawie 100 tys. Przegrywa oczywiście, bo zapomniał, przy okazji, ze miał grać max przy rozdaniu Vernona, a to akurat nie było Vernona rozdanie. Miller i Vern pocieszają go, że następnym razem się odkują. Tyle, że następnego rzu nie będzie, a cała gra była ustawiona na zrobienie w bambuko właśnie tego głupiego typka - wszyscy inni, cały salon, to była inscenizacja, żeby go puknąć na te 100 kafli.
      Jak w Żadle robienie w balona Lonegana :)

      Między Vernonem, Tiffany i Millerem też odbywa się gra - Tiffany czuje, ze lepsza kasa czeka ją przy Vernonie, że Miller nie ma przyszłości, więc próbuje się zbliżyć do Vernona, niejako go odkupić sobie swoją dobrocią i sympatią, po tamtym numerze, co mu kiedyś wycięli.

      Problem polega na tym, ze 80 kafli z tych 100 było, de facto, kasą gangstera - pokerzysta wisiał ją gangusowi i miał zwrócić, ale się zapomniał i za nią zagrał. Gangsterzy likwidują lekkomyślnego gostka, a dług przechodzi na Millera i Vernona.
      Pomagierzy gangusa, w pierwszym odruchu, chcą ich zabić. Udaje się im uciec jakoś. Jednemu gangusowi też.

      Liczą na to, ze kasę dadzą radę oddać po wykonaniu swojego planu - puszczeniu z torbami wielkiego szulera, niejakiego Stevensa (w tej roli... the one and only, Sylvester Stallone, i, niech mnie myszy pozbawią nosa, jesli się mylę - jest dobry)- Stevens wygląda na faceta kończącego karierę, bardziej mu zależy na kobiecie (Melanie Griffith, która wygląda dobrze już tylko z 5 metrów i przy słabym świetle) i jakby sie szykował do nowego życia, poza stołem. Jest najlepszy, nigdy nie przegrał, a swoje pierwsze wielkie pieniądze zarobił w dramatycznych okolicznościach (musiał się o nie strzelać). Jest oczywście oszustem. Tutaj własnie o to chodzi - o szulerkę, i nikt nie ukrywa, że jest inaczej, chodzi tylko o to, kto lepszy numer wciśnie.

      Nasza trójka gromadzi forsę i staje do gry. W puli mogą być nawet 2 melony martwych wujów samów. Grać mają w hotelu - na dole siedzi czarny starszy pan, czyta gazetę, podchodzi się do niego, rzuca hasło "szukam pana Hemingwaya", on patrzy na buty pytającego (muszą być skórzane, specjalne), wie kto zacz i kieruje pod odpowiedni numer pokoju.

      Na miejscu pierwsza niemiła niespodzianka - całe spotkanie odbywa się u... tego gangstera, któremu są formalnie winni 100 kafli. Ale ten zdaje się nic nie wiedzieć.
      Grają więc - Stevens oszukuje, ale Vernon w przerwie poznaje jego sekret : karty znaczone w taki sposób, że widać ich wartość tylko wtedy, kiedy się zmruży oczy. Więc przychodzi ostatnie rozdanie. Vernon ma swój numer, ale Stevens okazuje się sprytniejszy i to on zgarnia całą pulę. "Znaczyłem karty, kiedy ciebie na świecie jeszcze nie było", rzuca.

      Na sali pojawia się także ten gangster, który uszedł z życiem ze strzelaniny z naszą trójką. Hałasuje, że to oni są winni szefowi kasę - i wszyscy celują do wszystkich : Tiffany do szefa, a reszta do Tiffany i Millera. Szef uspokaja sytuację i ostatecznie wszyscy się rozchodzą - z jednym zastrzeżeniem : wychodzi na jaw, że to Tiffany zakapowała Millera, że to on wyrolował tego pokerzystę na kasę gangusową. Zrobiła to z chęci wyelimowania chłopa z gry, a zbliżenia się do Vernona. Rozpada się ich trójkąt : Vernon przegrał, ,kasy nie ma, więc Miller nie chce mieć z nim do czynienia, Vernon nie zaufa Tiffany, która zdradza na prawo i lewo, a Miller nie chce miec już do czynienia z Tiffany, z tego samego, co Vernon powodu.

      A na koniec dowiadujemy się,że cała ta gra była ustawiona - umówili się Stevens z Vernonem, dla Stevensa była to kolejna akcja z cyklu "puknąć frajera na gruba kasę", a dla Vernona - słodka zemsta za to, że przed laty Tiffany i Miller go oszukali. W barze Stevens, ze swoją kobietą, przynoszą Vernonowi jego działkę, gadka-szmatka, brakło tylko gestu przejechania palcem po swoim nosie, a potem jest koniec filmu :)

      Widziałem lepsze filmy o pokerzystach (Hazardziści, jedyny chyba mówiący coś o tym, czym jest poker) o hazardzie (Hazardzista) i o oszustach (Żądło, Kolor pieniędzy, Wielki Szu), ale każdy w zasadzie, w tej tematyce się sytuujący - jest fajny, na swój sposób.

      Triki karciane nieprawdopodobne i naiwne, jak dla dzieci. Nic o naturze i faktycznym charakterze pokera. Ale nie o tym miało być. Miało być o zemście i o ustawianiu numerów - i było. I nawet nie bolały mnie oczy :) Jeśli będzie powtórka - polecam. Dla relaksu :)
      • barbasia1 Re: "Pokerzyści"i kolecja filmów "karcianych" 15.03.10, 15:03
        grek.grek napisał:

        >w tej roli... the one and only, Sylvester Stallone,
        >i, niech mnie myszy pozbawią nosa, jesli się mylę - jest dobry

        :)))
        No jeśli tak, to musi być naprawdę zacna rola Stallone! :)
        Obejrzę, przy najbliższej okazji!

        Tiffany - czarna Kinga Rusin, czyli Thandie Newton - aż musiałam ją
        zobaczyć:

        img.vvo.pl/t/thandie-newton/thandie-newton-49570.jpg
        Ha! Rzeczywiście bardzo podobna do Kingi Rusin! Niesamowite!


        >Melanie Griffith, która wygląda dobrze już tylko z 5 metrów i przy
        słaby m świetle

        chichichi

        Biedna Melanie ...
        Kiedyż wreszcie pojawi się ten elisir wiecznnej młodości!
        :)
    • grek.grek Powtórka "Hazardzisty", dziś, Dwójka. 13.03.10, 14:09
      Hazardzista, 22:25, dziś w Dwójce. Bardzo polecam, Studium zachowań człowieka uzależnionego od hazardu. Doskonały P.S Hoffman.

      Barbasiu, pora chyba dogodna :) Może Ci się uda obejrzeć, jeśli będziesz miała czas i wenę.
      • barbasia1 Re: Powtórka "Hazardzisty", dziś, Dwójka. 13.03.10, 15:15
        Zakakująco szybko "Hazardzista" pojawia się znów w TVP! Ale to
        dobrze!
        Tu Grek pisał nam o "Hazardziście":

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,106214460,Czlowiek_Pajkak_dok_Hazardzista_spojler_3_grosze.html

        Przypomniałam sobie ten tekst i muszę Ci powiedzieć, Greku, że czuję
        się podwójnie zachęcona przez Ciebie (poprzednio i dziś! :) do
        obejrzenia tego filmu, choć oferta w telewizji dziś wręcz
        oszałamiająca!
        W TVN o 20.00 Usta, usta - serial komediowy, o którym wspominała i
        do którego obejrzenia zachęcała Pepsic (powtórka chyba w niedzielę
        po południu), potem o 21.00 w tak zwanej "gwiazdorskiej obsadzie" :)
        Ocean's Thirteen (2007) to chyba premiera? i jak by tego było mało o
        23.35 jeszcze "Jeździec bez głowy" Tima Burtona (ktory zobił
        ostatnio "Alicję w krainie czarów") z Johnnym Deppem i Christiną
        Ricci (na szczęście widziałam /liśmy już)!
        TVN szaleje! :)

        W TVP o 20.20 ( do 23.15) też zdaje się premiara filmowa - trzecia
        część piratów "Piraci z Karaibów: Na krańcu świata".
        Podobno grający rolę ojca kapitana Sparrowa gitarzysta The Rolling
        Stones Keith Richards zasnął (wracając do tematu spania na
        filmach :) podczas uroczystej premiery tej części Piratów i
        przegapił swój występ. Tłumaczył się potem, że od trzech dni nie
        spał.
        Złośliwi mówią, że niewiele stracił. :))

        A W TVP2 o 21.20 Kabaret Moralnego Niepokoju!??ale nie wiem, czy to
        premiera będzie, czy powtórka?


        Greku, widzę nowe filmy nam tu wrzuciłeś. Nie widziałam żadnego z
        nich, dzięki więc bardzo, bardzo serdeczne!!!
        Zaraz zabieram się do czytania! :))))
        • grek.grek Re: Powtórka "Hazardzisty", dziś, Dwójka. 13.03.10, 15:41
          Dziś faktycznie obrodziło. Już szykuję taśmę na "Piratów" :)

          Dodatkowo, kto ma TV 4 może skubnąć Ostatniego Mohikanina i Trzynastkę, więc jest w czym wybierać.

          KMN - nie mam pojęcia bladego, ale chyba nowość jakaś...

          Zapomniałem uprzedzić, że te dwa spojlery dzisiejsze sknociłem w sensie stylistycznym - jeszcze bardziej niż zazwyczaj, aleeeee jak umawialiśmy : "pierwsza wersja do koszyka, druga do śmietnika" ;) Więc - mam nadzieję, ze zęby Cię/Was od czytania nie rozbolą. Obiecuję poprawę :)
          • barbasia1 Re: Powtórka "Hazardzisty" i inne 14.03.10, 21:32
            AWARIĘ SIECI MIELIŚMY DZIŚ!
            Dzwoniłam do firmy dostarczającej internet trzy razy. Miał szczęście
            informatyk, że rozmawialiśmy przez telefon, a nie w cztery oczy, bo
            chyba bym go udusiła. :) Czy to już uzależnienie? :)
            Uzależnienie jak u tego hazardzisty Machowny’ego?

            Obejrzałam "Hazardzistę"! Miałeś rację to bardzo dobry film i
            znakomita rola P.S. Hoffmana! /może jutro coś więcej wystukam .../

            "Pitarów" za to odpuściłam, bo i tak nie zobaczyłabym całej
            końcówki, na którą nakładał się "Hazardzista". Widziałam tylko
            kilka fragmentów, kilka scen, co ciekawe wszystkie!? z
            widowiskowymi efektami specjalnymi - piracki statek płynący wśród
            gór lodowych, a potem spadający głębinę morską z wodami wodospadu,
            zmulitplikowanego Sparrowa :), kraby przenoszące jego statek do
            morza!

            grek.grek napisał:
            Zapomniałem uprzedzić, że te dwa spojlery dzisiejsze sknociłem w
            sensie stylistycznym - jeszcze bardziej niż zazwyczaj

            Wiesz, ja strasznie nie lubię, jak ktoś niesłusznie krytykuje
            Greka! :))))
            Donoszę, że zęby nie rozbolały, wszystko zrozumiałam :) A filmy
            interesujące bardzo, zwłaszcza ta futurystyczna
            antyutopia "Equilibrium" /i na ten temat postaram się coś napisać
            jutro/.
            A ja w tym czasie patrzyłam na Forresta Gumpa, po raz kolejny!
            Szkoda!


            • grek.grek Re: Powtórka "Hazardzisty" i inne 15.03.10, 12:11
              Hoffman rządzi :)

              Ja "Piratów" dopiero nadgryzłem, Keira Knightley rozdaje kopniaki na prawo i lewo, a pan żołty z długa brodą odstawia kozaka. Zobaczymy jak się rozwinie, chociaż tu najwazniejszy będzie, jak w poprzednich częsciach, rozmach inscenizacyjny, scenografia, wyśmienita charakteryzacja, no i Sparrow alias Depp, bez którego ta saga piracka traci 90 % wartości :) To się nazywa one man show, hehe.

              Uff, no to cieszę się,że dało się przejść przez tę moją bazgraninę.

              W Equilibrium jest jeszcze fajna sprawa z synem agenta - wydaje się, że chłopiec jest świetnie zindokrytynowanym małym, drewnotwarzowym hitlerjugend, taki jest zdyscyplinowany, gotów zakapować starego w sekunde, pyta - czy mam donieść na mojego kolege, którego widziałem, jak płakał ? (stary mu odpowiada - koniecznie). Kiedy agent udaje emocje, bo przestał zażywać narkotyk, wydaje się, ze oprócz tego drugiego agenta, CBA-guy, to syn jest pierwszym w kolejce do odkrycia jego przestępstwa i wsypania go. A na końcu wychodzi na jaw, że i syn udawał - i to od początku, nawet wtedy, kiedy jeszcze ojciec latał na koksie, przez cały czas - odstawił prochy po tym jak matka został stracona za odczuwanie emocji. Więc najpierw syn udawał, a potem udawali przed sobą obaj, z tej przyczyny, ze jeden nie wiedział,że drugi już nie koksuje :) Fajnie pomyślane, a efekt, kiedy syn mówi ojcu, że wie,że on czuje, i że sam czuje również - klasyka.

              Aha, słuchaj, nie wiem, czy oglądałaś wczoraj KMN na Dwójce... jeśli nie, to nie masz czego specjalnie żałować, to były powtórki - 3 skecze, które już parę razy grali przy róznych okazjach : teleturniej "to idiotyczne", Mrównica i Dyrektor spotykający w lesie ekologów, Bogdan i Irena w sklepie odzieżowym (Bogdan val Cieślak przebiera się za kotarą, prowadząc jednocześnie dialog z Pakosińską, a na końcu wychodzi w stroju z Parady Równości), do tego 2 piosenki i skończyło się 15 minut przed terminem gazetowym, bo tyle właśnie Dwójka przeznaczyła na reklamy i zwiastuny przed "Hazardzistą". Cały witz polegał na tym, że ten wystep KMN nagrany został w Poznaniu, w sali teatralnej na milion widzów.

              "Forrest Glemp" ? O shit, Hanks powrócił ;) Nie widziałem, chyba się nigdy nie skuszę...

              • barbasia1 Re: Powtórka "Hazardzisty" i inne 15.03.10, 14:35
                >To się nazywa one man show, hehe.
                Otóż to! Sparrow alias Depp jest wspaniały!
                Zgodził się wystąpić w czwartej części. :)


                > "Forrest Glemp" ? O shit, Hanks powrócił ;) Nie widziałem, chyba
                się nigdy nie skuszę...

                Naprawdę nie widziałeś "Forresta Gumpa"!!!????
                Po tym jak polecałam Ci nieszczesnego "Apollo 13" trochę boję się
                polecać Forresta (zwłaszcza, że tu, jak pewnie wiesz, też gra Tom
                Hanks, Twój "ulubieniec":).
                Powiem Ci tylko jedną rzecz, sam pan Kałużyński ma pozytywny
                stosunek do "Forresta Gumpa"! (to niezły argument, co!? ;) W
                komentarzu do filmu "Filadelfia" (w moim Leksykonie, tom 5)
                pojawiła się malutka uwaga, że Tom Hanks (grający główną rolę w
                Filadelfii) zasłużył na Oscara za rolę Forresta! Czyli nie ejst tak
                źle jak się spodziewasz! :)

                > Aha, słuchaj, nie wiem, czy oglądałaś wczoraj KMN na Dwójce...
                jeśli nie, to nie masz czego specjalnie żałować, to były powtórki -
                3 skecze,

                Dzięki serdeczne za info., tak rzuciłam okiem i rozpoznałam program
                który już widziałam nawet ze dwa razy, więc nawet tego już nie
                oglądałam ...
                :)
                • grek.grek Re: Powtórka "Hazardzisty" i inne 15.03.10, 15:23
                  Facet jest jak kura, co znosi złote jaja - co film, to sukces; w Alicji podobno jego Kapelusznik, to znów jest najlepsza rola.

                  P>Kałużyński pod koniec życia już chyba miał słaby kontakt z rzeczywistością ;)) Żartuję. Nie przełamię się do Hanksa, po prostu. Niechby go chociaz obsadzali w jakichś drugorzędnych rolach, a to zawsze musi grać w centrum. I przez ten fakt, niemal wszystkie jego filmy są na wskroś przesiąknięte amerykańską manierą kręcenia - nieznośny patos, wzruszenia budowane na demonstracjach i manifestacjach, nienachalnie finezyjna konstrukcja, w ogóle nieciekawe są one ze wg na to,że muszą koniecznie coś udowodnić światu : tolerancję, sukces, przełamanie się ku oczywistemu dobru, każdy może coś osiągnąć, a to się równa zawsze uznaniu świata itd. I zawsze jakoś d tych produkcji angażują Hanksa :) Pasuje do nich, jak nikt. Jest mdły, bezbarwny, podobny do nikogo i aktorsko zachowawczy. Nie kupię tego, nie dam rady :)

                  • barbasia1 Re: Powtórka "Hazardzisty" i inne 15.03.10, 16:05
                    grek.grek napisał:
                    "Jest mdły, bezbarwny, podobny do nikogo "
                    :)))
                    To prawda, ma warunki poczciwego przeciętniaka, takiego everymana z
                    którym przeciętny amerykański widz może się łatwo utożsamić!?
                    Więc pewnie przede wszytskim tego powodu tak chętnie obsadza się go
                    w głównych rolach w tych typowych produkcjach Wuja Sama. :)

                    /Kałużyński i Raczek mówią, że chłop ma również talent. :)/


                    Oczywiście, nie ma co się zmuszać do oglądania! :)

                    > Facet jest jak kura, co znosi złote jaja - co film, to sukces; w
                    Alicji podobno jego Kapelusznik, to znów jest najlepsza rola.

                    Ma szczęście do nieprzeciętnych ról! :)
                • pepsic Re: Powtórka "Hazardzisty" i inne 15.03.10, 21:47
                  Ja również nie przekonałam się do Forresta Gumpa, nie tylko z powodu gł.
                  głównego odtwórcy, ale i pomysłu na film. Hanks, którego Grek trafnie
                  scharakteryzował moim idolem też nie jest, a kilka słów krytycznych pod jego
                  adresem w którejś części Ojej... padło.
      • maniaczytania Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 14.03.10, 11:24
        to filmy, z ktorymi wczoraj spedzilam wieczor - bardzo udany. "Hazardziste"
        nawet zaczelam ogladac, ale jakos mnie nie wciagnal.

        "Ostatni Mohikanin" to oczywiscie wiadomo - najpiekniejsza muzyka filmowa ever
        jak dla mnie, przepiekne gorskie widoki, Indianie, Anglicy, Francuzi,
        zapierajace dech w piersi sceny, przyjazn, oddanie, honor, piekne watki milosne,
        jeden bardzo delikatnie zarysowany (Alice i Unkas), drugi wyrazistszy (Nataniel
        i Cora) pelen pasji, no i Daniel Day Lewis - mlody i jakze piekny!!! Ach :)

        "Jezdziec bez glowy" - nigdy nie ogladalam wczesniej w calosci od poczatku do
        konca, wreszcie sie udalo. Znakomity jest! Swietna historia zreszta, tajemnica,
        powrot zza grobu, dziwne smierci czlonkow malej spolecznosci. Piekna dziewczyna,
        dobry chlopiec pomocnik i konstabl probujacy rozwiazac zagadke przy pomocy
        "szkielka i oka". No i chyba musze sie wreszcie przyznac, sama przed soba -
        kocham Johnny'ego Deppa - zwlaszcza w rolach kostiumowych - jest po prostu
        perfekcyjny! :)
        • grek.grek Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 14.03.10, 13:41
          Heh, pamiętam tę scenę, kiedy bohater grany przez Day-Lewisa patrzy dłuższą chwilę na tę córkę generała, ona : na co pan tak patrzy, a on : na panią, a ona nie wie, czy uciekać, czy wręcz przeciwnie, na co on reaguje uśmiechem. Tak się kiedyś udowdziło chyba ;)

          • maniaczytania Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 14.03.10, 18:21
            :))) Greku - nie wiedzialam, ze z Ciebie taki romantyk ;)
            Nie przypuszczalabym, ze jakis facet zapamieta z tego filmu akurat ta scene :)
            • grek.grek Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 15.03.10, 12:13
              Reumatyk ;)



              • barbasia1 Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 15.03.10, 14:38
                grek.grek napisał:

                > Reumatyk ;)

                :))))))))))))
                chichichichi

                Pisz tak dalej, a przeciwnicy w dyskusji będą mieli doskonałe
                argumenty na to, żeś "stary komunista"! ;)))
                • grek.grek Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 15.03.10, 15:50
                  Hyhyhy ;)
                  Ich już nic nie przekona, hehe.
                  • barbasia1 Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 15.03.10, 16:57
                    Co racja, to racja. :)

                    • grek.grek Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 16.03.10, 11:21
                      Dopiero teraz załapałem związek między "stary komunista", a "reumatyk"... Za trudne Twoje rebusy dla mnie :))

                      A swoją drogą... hehehe :)
                      • pepsic Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 16.03.10, 12:27
                        Też nie zrozumiałam i co gorsza nadal w tym stanie trwam ;)
                        • barbasia1 Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 16.03.10, 12:58
                          pepsic napisała:

                          :)))

                          W takim razie już tłumaczę -
                          Zdarzyło się nie raz, że w formowych dyskusjach na tematy
                          polityczne Grek nazwany został przez adwersarzy "starym komunistą",
                          czy "starym komuchem" (chyba raczej tej drugiej formy powinnam była
                          użyć tam wyżej)! bo przecież, logiczne jest, że młody człowiek tak
                          zaciekle i tak rzeczowo nie mógłby bronić dawnego ustroju, PRL-u,
                          Jsruzelskiego itd.! :)
                          No i kiedy zobaczyłam, że Grek pisze o sobie reumatyk (a kto ma
                          reumatyzm, tylko starzy!), pomyślałam, że daje do ręki argument tym
                          co poderzewają, że on stary komunista. :)

                          To oczywiście wszystko żarty takie. ://
                          • pepsic Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 16.03.10, 14:02
                            Dzięki za wyłożenie kawy na ławę. Chyba przeniosę się do linka po
                            prawej na sprawdzian IQ ;)
                            • barbasia1 Re: Ostatni Mohikanin, Jezdziec bez glowy 16.03.10, 14:07
                              pepsic napisała:

                              > Dzięki za wyłożenie kawy na ławę. Chyba przeniosę się do linka po
                              > prawej na sprawdzian IQ ;)

                              :))))
                              EeenienocoTy! :)
    • grek.grek "Sydney"/spojler 15.03.10, 11:42
      Sydney, wczoraj na Polsacie.

      Patrzę na opis - historia o hazardzistach, w jednej z ról P.S Hoffman... biorę w ciemno. Okazało się, że ani to tak naprawdę o
      graniu w cokolwiek, ani Hoffman tam nie gra powaznej roli (pojawia się na ekranie na jakieś 3 minuty). Ale nie zawiodłem się.
      A to com widział, opowiem.

      Więc - siedzącego pod restauracją faceta (chłopaka właściwie, chociaż John C.Reilly nawet w kołysce nie wyglądał na chłopaka, tylko od razu był facetem) zaczepia starszy jegomość - schludny, garnitur, krawat, klasa bije po oczach. Zaprasza go ni stąd nie zowąd do środka - stawia kawę. Gadka szmatka - chłopak/facet, czyli John wraca właśnie z Vegas, czy skądś tam, w każdym razie z miejsca, gdzie można dużo wygrać, albo wszystko przegrać - wraca goły jak święty turecki, chciał zarobić na cermonię pogrzebową (ktoś umarł w rodzinie, zabijcie mnie - nie pamiętam : kto, ale chyba chodziło o matkę) i przegibał. Stary przedstawia się jako Sydney i proponuje, że zabierze go ze sobą i pomoże mu zarobić pieniądze. Chłopak jest nieufny, a nuż go starszy jegomośc zamierza seksualistycznie wykorzystać ? Starszy jednak uspokaja go, a ma dar przekonywania. Więc jadą. Do Reno. W Nevadzie, Czyli do Kasynowni Wielkiej.

      W kasynie Sydney, gdzie gra się we wszystko oprócz cymbergaja na wodzie, sprzedaje mu parę grepsów (np. jak mając tylko 150 dolców kupić żetony, przegrać 20, wymienić to co zostało na kase, potem kasę na żetony, i tak w koło macieja wychodząc ostatecznie z 2 tysiącami na czysto - niemożliwe ? w stanie Nevada, US, wszystko jest możliwe ;)), dzięki którym John łojąc na jednorękim zarabia niezłą kasę - podoba mu się to, w ogóle życie w tym stylu przypada mu do gustu.

      Można się tylko domyślać,ze Sydney ma za soba bogatą przeszłość w tej branży. Wielka elegancja, kultura, styl bycia, który jednym słowem można określić jako cooool :)

      MIjają 2 lata. Sydney i John są blisko ze sobą, jak ojciec i syn, wujek i bratanek, Jarek i Leszek. Oprócz tego John ma kolegę - niejakiego Jimmy'ego, hałaśliwego i chamowatego, co nieco, Murzyna. Pojawia się on na moment, żeby zniknąc, a potem znów się pojawić. Ale o tym później.

      Jest i kobieta. Ona wszystko, całą akcję, jak to w filmach tego typu, rozbuja. Kobietą ma na imię Clementine i pracuje w kasynie, jako kelnerka. Po pracy dorabia puszczalstwem z klientami kasyna, bo zbiera na jakiś własny interes, jak mówi. Miła dziewczyna, sympatyczna bardzo, tylko pogubiona nieco. Sydney i jej proponuje pomoc - zabiera ją do swojego pokoju, daje nocleg. Clementine nie jest przekonana, co do jego intencji, pewnie starszy jegomość poczył zew natury i zaraz zaproponuje tu jakieś bajabongo. Ale nic z tych rzeczy.

      O co chodzi ? Facet jest dobrym Samarytaninem ? Ma śmiertelną chorobę i chce wszystkim pomóc nagle ? Pytanie o motyw takiego postępowania Sydneya trzymało mnie przy ekranie, bo czułem, że to nie może być jakaś bezpłciowa, choć dobrze opowiadana i grana, historyjka.

      Clementine Sydney zainteresował się nie przypadkiem. To dziewczyna, w której zakochał się John. Kiedy ów John odkrywa,że dziewczyna śpi w ich apartamencie nie posiada się ze szczęścia. On jej zdaje się też nie jest całkiem obojętny. Następnego dnia Sydney wysyła ich na zakupy.

      A później dostaje telefon - John i Clementine mają kłopoty. W pokoju motelowym przetrzymują zakładnika, przykutego za rękę kajdankami, nieprzytomnego, pobitego. I czekają na okup. Kim jest zakładnik ?
      Clementine, będąc na wyjściu z Johnem, postanowiła się... puścić. Zdaje się, weszło jej to w krew. I trafiła jegomościa, który zrobił swoje, ale nie zapłacił. Więc poleciała do Johna na skargę, a ten, jak dobry alfons, zajął się typkiem, a potem zadzwonił do jego żony po pieniądze - 3 setki za usługę.

      Sydney nie może uwierzyc, że się tak wpie,przyli. Patrzy na Johna, co ma pistolet za paskiem, jak jakiś szczyl, co się bawi w gangusa i ręce mu opadają. Ale jest jak Wolf z Pulp - nie traci zimnej krwi ani na moment - każe im wiać, zostawić tę kasę, jegomościa i pryskać. Nikt ich nie widział, nie było świadków, wedle ich własnych słów, więc sprawa jest do uratowania. Problem się zaczyna robić, kiedy KLementyna się upiera, że ma w d,pie wszystko i chce swoje 300 dolców. Sydney na nią wsiada, a John ostro jej broni, bo... to "jego żona" - między kupowaniem gaci, a puszczaniem się, Clementyna i John wzięli sobie szybki ślub :) Jarek i Leszek biorą się za łby prawie. W ostatniej chwili hamują. Sydney przekonuje Clementynę, a nagle nawrócony na prawidłową logikę John nawet jej liścia sprzedaje. W końcu jakoś pannę udaje się przekabacić. Sydney zaciera śpady, odpina kajdanki zakładnikowi, pakuje ich do auta i wysyła get out of the state, czy jakoś tak - nie wiadomo, czy facet będzie coś pamiętał jak się obudzi, a jakby pamiętał, to i tak ew. zawiadomiona policja będzie szukała duchów. I oni wyruszają autem, a Sydney wraca do pokoju.

      Dostaje list. Od tego Jimmy'ego - kolegi Johna. Z żądaniem spotkania. I spotykają się. Tu się wreszcie wyjaśnia, jaki motyw ma Sydney - pomaga Johnowi, spika go z dziewczyną i tak dalej, bo... kiedyś zabił jego rodzonego ojca. Jimmy o tym wie, czy raczej o plotkach, jakie kursują po Atlantic City o tamtym wydarzeniu. Przy okazji się okazuje,że pistolet John miał od niego, a Jimmy wie o całej akcji z zakładnikiem. Więc ma haki i na Johna i na Sydneya. Czego chce ? A kasy chce, nie jest zbyt oryginalny. Sydney próbuje go zignorowac, ale Jimmy nie odpuszcza, bierze go na muszkę i zmusza do współpracy.

      Mówi Sydneyowi - "choćbyś ze skóry wyszedł, to nie zastąpisz mu ojca", a Sydney na to - a ja się jednak będą starał tak postępować, jakbym był jego ojcem, o ile mnie nie zastrzelisz, a mam nadzieję, że tego nie zrobisz, bo dla Johna jestem jak ojciec i tego nie zmienisz.

      I Jimmy nie strzela. Sydney wypłaca 6 kafli, Jimmy je z uśmiechem kasuje i zostawia go w spokoju. Idzie sobie pograć w kości. I dobrze mu idzie. Jimmy gra, John i już normalnie zachowująca się Klementyna sa w drodze daleko stąd (dzwonią tylko raz, i Sydney oczywiście musi powiedzieć Johnowi,że go kocha, i takie tam, sami rozumiecie ;)/, a Sydney jest w domu Jimmy'ego, do którego się włamał, siedzi w fotelu po ciemaku i czeka na powrót lokatora. Lokator się zjawia, jest upojony powodzeniem przy stole do gry, szmapanskoje igristoje i blond paniusią, którą zamaszyście obłapia, z wzajemnością zresztą. JUż się szykuję do skonsumowania znajomości, a tu nagle Jimmy widzi Sydneya z gnatem wycelowanym we własny rozporek. Dostaje cały magazynek w klatę i zionie ducha, a pośmiertnie zostaje ogołocony z kasy, którą wygrał - to jest interes, nie ? - "dajesz" gościowi 6 kawałków, potem idziesz i odbierasz pewnie dwa rzy tyle :). Blondynę Sydney wypuszcza, choć to chyba trochę ryzykowne, a do tego widać, że dla Sydneya nie była to pierwszyzna... Ale - to już koniec filmu, więc scenarzysta ją oszczędził ;)

      I koniec właśnie następuje w restauracji, w której się poznali John i Sydney. Sydney siedzi samotnie przy stoliku i pije kawę. Fine.

      Hoffman pojawił się na 3 minuty i zagrał hałaśliwego gracza w kości. Dobry był.

      Sydneya zagrał niejaki Peter Baker Hall. Bardzo stylowa rola : dyskrecja, stonowanie, elegancja w każdym calu, a jak trzeba, to przyspieszenie i rozwałka Samuela Jacksona, bo to właśnie on odegrał
      szantażystę Jimmy'ego - Jax ze swoją prezencją, ciuchami, chodem, mimiką, zawsze kojarzy mi się z latami 70-tymi, blaxploitation, Shaftami rozmaitymi, jest taki niedzisiejszy, kompletnie wyjęty z kontekstu, z innego czasu i wymiaru - to jest w nim najlepsze; Clementine zagrała Gwyneth Paltrow - też chyba nieźle bo to w końcu aktorka nie w kij dmuchał.
      A reżyserował Paul Thomas Anderson, ten o "Aż poleje się krew", ale i "Boogie Nights" i od "Magnoli", kóra podobno jest świetna, a z której widziałem tylko efektowny deszcz żab :)

      OPadają ręcę, kiedy wchodzi tytuł oryginalny "Hard Eight", a lektor czyta "Sydney" ;)

      • grek.grek Re: "Sydney"/spojler 15.03.10, 11:53
        Jeszcze słowo a'propos tytułu org. "Hard Eight", czyli trudna ósemka - trudna ósemka, to, w grze w kości, sytuacja, kiedy wypadają dwie "4" (łatwa ósemka, to 5 + 3). Sydney zasłynął kiedyś takim właśnie numerem - postawił 2 tys na trudną ósemkę i wygrał. Potem gracz, którego odtwarza Hoffman, taki buraczyna z fizjonomią a'la okularnik z wolnych strzelców w Archiwum X albo jakiś grunge-boy z filmów Kevina Smitha, tłucze przy stole w kości, dogaduje pół-sympatycznie, pół-głupawo Sydneyowi, który jednakowoż próbuje obstawić hard eight za 2 tys. przy kolejnym rzucie chłopaka - ale ten nie trafia, i ma chyba wyrzuty sumienia lekkie, ze stary się przejechał na jego pechu. A na końcu na hard eight stawia Jimmy, za pieniądze które wyszantażował od Sydneya - i wyrzuca ją, zwycięza, a pieniądze trafiają do Sydneya. Taka zabawa, z której można sobie wyinterpretować, co się komu podoba :) - że Sydney jest już out of the game i się starzeje oraz kończy, teraz obstawia innych, którzy nie mają tyle szczęscia, co on kiedyś, ale na końcu jednak się udaje i to w dwójonasób, cudzymi rękami za swoje pieniądze oszukać własną niemoc... A nie wiem, dajcie mi spokój ;)) W każdym razie, owa hard eight ma tutaj symboliczne znaczenie.
        • barbasia1 Re: "Sydney"/spojler 15.03.10, 20:48
          Objaśnienia angielskiego tytułu i interpretacja bardzo ciekawe i kto
          wie, może nawet przydatne kiedyś w przyszłości, jak trafimy nie
          przypadkiem do Kasinia Wielkiego! ;))

          Co do polskiego tytułu, „Sydney”, nie jest on w polskiej wersji
          przypadkowy, trafiłam na anglojęzyczną wiki i tam napisano,
          że "Sydney” to oryginalny tytuł tego filmu, oba tytuły figurują w
          filmowej bazie danych na stronie IMDB!

          Ten drugi tytuł (czy raczej pierwszy) „Sydney” kierowałby uwagę na
          postać jednego z głównych bohetrów, Sydney’a, starzejącego się
          hazardzistę (i gangstera?), który pragnie odkupić winę? z
          przeszłości za zły uczynek – morderstwo ojca Johna.
          Przyznam, że mam ambiwalentne odczucia po przeczytaniu streszczenia.
          Nie przekonała mnie do końca ta opowieść, choć początek był nawet
          dość intrygujący, wciągający.
          Nie wiem, może z obrazem, grą aktorską (aktorzy przecież świetni), z
          klimatami jest on lepszy niż mi się wydaje!?

          Nie mniej jednak wdzięczna jestem za ten opis, albowiem dowiedziałam
          się z Twojego tekstu o nowym (dla mnie) gatunku filmowym -
          blaxploitation! – dla zainteresowanych z wiki:

          Blaxploitation (portmanteau ang. black exploitation) –
          gatunek filmowy, stworzony we wczesnych latach siedemdziesiątych XX
          wieku w USA. Był to okres powstawania wielu filmów o wyzysku,
          przeznaczonych dla publiczności afrykańskiego pochodzenia
          zamieszkałej w miastach. W filmach tych zatrudniano czarnoskórych
          aktorów i wykorzystywano muzykę soul i funk.

          Chociaż krytykowane przez ugrupowania praw obywatelskich za
          posługiwanie się stereotypami, zaspokajały nowo odkryty popyt na
          rozrywkę afrocentryczną i były niezwykle popularne wśród czarnej
          widowni.
          pl.wikipedia.org/wiki/Blaxploitation
          oraz o „Shaftach”! Też z wiki:

          Shaft – amerykański kryminał z 1971 roku na podstawie
          powieści Ernesta Tidymana. Film doczekał się dwóch kontynuacji:
          Wielka wygrana Shafta (1972) i Shaft w Afryce (1973) oraz remake'a z
          2000 roku.
          pl.wikipedia.org/wiki/Shaft
          No tak człowiek całe życie się uczy! :)
          • ewa9717 Re: "Sydney"/spojler 15.03.10, 21:00
            Wykonywano też gesty w stronę innych nacji niekoniecznie
            pierwszorzędnych w USA, na tej fali działali chyba "nasi ludzie" -
            niejaki Banaczek z Kazinskym, pewnie i jeszcze jacyś;)
            • barbasia1 Re: "Sydney"/spojler 16.03.10, 13:05
              No proszę, nawet nie wiedziałam o istnieniu detektywa Banaczka/
              Banacka!

              Dla siebie i dla tych, którzy nie wiedzieli info ze strony filmwebu:

              "Thomas Banacek (w polskiej wersji językowej - Banaczek) to prywatny
              detektyw amerykański, polskiego pochodzenia. Pracuje głownie dla
              firm ubezpieczeniowych za sowitą opłatę. Mieszka w Bostonie w
              ekskluzywnej dzielnicy Beacon Hill. Po mieście porusza się własną
              limuzyną prowadzoną przez szofera Jay'a . Nie stroni od luksusu,
              uwielbia piękne rzeczy i polskie przysłowia, o których w Polsce nikt
              nie słyszał. W dochodzeniach często pomaga mu bliski przyjaciel
              Felix Mulholland , właściciel antykwariatu (Mulholland's Rare Books
              & Prints). W drugiej serii pojawia się nowa współpracownica Carlie
              Kirkland."

              www.filmweb.pl/f177078/Banacek,1972
              :)
          • grek.grek Re: "Sydney"/spojler 16.03.10, 14:10
            "Hard Eight wyświetla się na ekranie, więc "Sydney" lektora trochę kuriozalnie zabrzmiało :)

            (Pewnie tytuł zastępczy się przyjął z racji enigmatyczności orryginalnego)
            • barbasia1 Re: "Sydney"/spojler 16.03.10, 14:24
              Wyobrażam sobie! :)
              Można by pomyśleć, że to lektor z innego filmu. :))


              >Pewnie tytuł zastępczy się przyjął z racji enigmatyczności
              orryginalnego.

              Z całą pewnością tak było.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka