Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22)

09.07.12, 23:18
No, to zakladam - piszcie tu, piszcie, zebym po powrocie miala co czytac :)

A ja sie powoli bede pakowac na piekne plaze Chorwacji ;)
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Klub szczescia 09.07.12, 23:27
      nie wiem, czy ktos z Was wczoraj ogladal - zaczynal sie tuz przed polnoca,a skonczyl ok. 2 w nocy. Ale warto bylo zarwac nocke dla tego filmu na podstawie powiesci Amy Tan o czterech chinskich emigrantkach, ich corkach, ich matkach, o relacjach - matka-corka, o chinskich legendach, wierzeniach. Niespieszny, emocjonalny i bardzo wzruszajacy. Jakby ktos byl chetny, to moge nawet opisac szczegolowiej po powrocie - na penwo go nie zapomne :)
      • barbasia1 Re: Klub szczescia 10.07.12, 00:10
        Makabryczna pora! Tylko początek obejrzałam - historię pierwszej z pań, która jako malutka dziewczynka została wyswatana, a może nawet kupiona przez bogatą rodzinie na żonę dla syna ...

        Kiedy dziewczyna osiagnęła odpowiedni wiek, bardzo wczesny, matka zaprowadziła ją do domu przyszłego męża (matka z pozostałymi członkami rodziny wkrótce wyprowadzili się w inne miejsce ) tam odbyły się zaślubiny. Oboje młodzi mieli zobaczyć, zgodnie z chińską tradycją?, swe twarze dopiero w noc poślubną.

        Świetna scena, śliczna młodziutka, panna młoda,zdjęła welon zakrywajacy twarz i siedzi na łożu w pięknym ślubnym stroju, czekając ze strachem pomiesznym z ciekawością na pana młodego, ten za chwilę zajawia się w sypialni, kamera pokazuje najpierw wielkie czarne buciska, śmiejąc się figlarnie pan młody odsłania swoje oblicze, oczom dziewczyny ukazuje się tłuściutka, okrągła twarz ... bardzo młodego chłopca. Panna młoda lekko zaskoczona młodym wiekiem pana młodego, mówi do siebie, że modliła się by mąż nie był stary, ale z pewnością musiała przesadzić z modlitwami.
        A pan młody bardzo nieuprzejmie oświadczył jej że ma klaść się spać na podłogę, on sam będzie spał w łóżku i wgramolił się do łóżka, a dziewczyna musiała spać na ziemi...

        Ciąg dalszy obiecała Mania, trzymam za słowo :)

        /Chcę powtórkę o lepszej porze!/
        • grek.grek Re: Klub szczescia 10.07.12, 15:18
          no to trzymamy kciuki za Manię, Barbasiu :]
          Ma-nia, Ma-nia, Ma-nia !
          • barbasia1 Re: "Klub szczęścia" 10.07.12, 16:05
            grek.grek napisał:

            > no to trzymamy kciuki za Manię, Barbasiu :]
            > Ma-nia, Ma-nia, Ma-nia !


            Oczywiście, że tak. Koniecznie musi nam Mania opowiedzieć, co było dalej.

            To ja jeszcze dopowiem, że dziewczyna nie była szczęśliwa w tym domu, zrzędliwa teściowa (teścowe pod każdą szerokoscią geograficzną i w każdych czasach są takie same ), winiła ją o to, że nie rodzi wnuków gdy tymczasem bardzo młodzi małżonkowie spali ze sobą jak brat z siostrą.
            I gdy pewnego dnia dziewczyna podsłuchała jak służąca mówi o swojej ciąży komuś (nie jestem jednak pewna z kim była w ciąży) postanowiła podstepem uwolnić się od tej rodziny.
            Następnego dnia z udawanym krzykiem i płaczem zerwała się z łózka i pobiegła przed ołtarzyk przy którym czczono chińskich przodków i palono im kadzidełka i opowiedziała o swoim niezykłym śnie, w ktorym odiwedził ją zacny przodek, który kazał odjeść jej od rodziny, bo inaczej spadnie na nią klątwa, wypadną zęby (na dowód otworzyła usta i pokazała dziurę po zębie, a była to stara dziura o czym nikt wiedział). Zacny przodek miał powiedzieć też , swatki przekupione zapewne wybrały jej synowi niewłaściwą kobietę na żonę i że tą, którą da wnuki, jest służąca i tu wskazała na zaciążoną dziewczynę lekko przerażoną sytuacją .
            Cóż miała robić teściowa, wola przodków najważniejsza, musiała odprawić żonę syna, bardzo szczęśliwą z tego powodu ...


            Scenariusz powstał na podstawie książki Amy Tan.
            lubimyczytac.pl/ksiazka/65698/klub-radosci-i-szczescia
            :)

            Muszę sprawdzić czy ten film można dostać w wypożyczalni.
            • grek.grek Re: "Klub szczęścia" 12.07.12, 14:15
              czyżby feminizm po chińsku ? :]
              • barbasia1 Re: "Klub szczęścia" 15.07.12, 13:53
                Tak mi to właśnie zapachniało. :)
    • barbasia1 OT wakacyjny 09.07.12, 23:32
      Do zobaczenia, Maniu.
      Pięknej opalenizny!
      Wracajcie szczęśliwe!


      PS Pozdrów od nas Chorwację.
      Co tam się ogląda w telewizji?
      • maniaczytania Re: OT wakacyjny 10.07.12, 00:02
        barbasia1 napisała:

        > Co tam się ogląda w telewizji?

        To samo co u nas raczej. Tyle, ze ... filmy i seriale leca w oryginalnych wersjach jezykowych z napisami! Kilka fajnych udalo mi sie nawet obejrzec - np. "Sabrine" w wersji z Harrisonem Fordem :)

        Podrowie na pewno ;)
        • siostra.bronte Re: OT wakacyjny 10.07.12, 00:06
          Maniu, zazdroszczę. Kocham Chorwację! Byłam tam dwa razy, na Istrii i wyspie Rab. Raj na ziemi.
          Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam pojadę :)
        • barbasia1 Re: OT wakacyjny 10.07.12, 16:07
          O! Dzięki za info.! Oryginalne wresje - świetnie mają.
    • grek.grek "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 13:24
      "Łanie/les Biches"

      Chabrola to film, film to Chabrola.

      Paryż
      Frederica jest bogatą, znużoną codziennością atrakcyjną 40-tką - Why [tak sie przedstawia] zaś jest nastoletnią [na oko] uliczną malarką, która na chodnikach kreśli swoje figury i obrazki, za 'co łaska' do kapelusza. Fredrica wrzuca całe 500 frankow, dziewczynę to dziwi bardzo, bo "jeśli daje mi pani pięćset franków i stwierdza, ze się jej podobały moje malunki, to znaczy się, ze się pani nie zna na malarstwie"; potem nawiązują rozmowę, która kończy się w apartamencie Frederiki, gdzie Why bierze kąpiel, pod dwuznacznym okiem swojej nowej przyjaciółki, a potem się ubiera tylko po to, zeby Frederica zabrała się do jej rozbierania - prolog kończy się powolną manipulacją palców Fredericy przy guziku spodni Why. BYć może to sugestia, ze miały seks, a być może tylko jakaś artystyczna zabawa.

      Frederica zabiera Why do Saint Tropez, gdzie ma swój dom letniskowy. Zamieszkuje go z kucharką, kamerdynerem oraz dwoma dziwnymi facetami, którzy wyglądają jak zwariowani studenci matematyki z polibudy, w okularach, pulowerach. Wygłaszają głośne komentarze,
      podśmiewują się, przypominają błaznów na dworze królowej.

      Why na początku jest onieśmielona, co skrzętnie stara się ukrywać, ale Frederica
      szybko przekonuje ją do siebie. Spacerują razem po październikowym miasteczku,
      grają w petankę [tak się chyba ta gra nazywa, w ktorej starsi panowie rzucają
      kulami do celu ?], przechadzają się bulwarami, robią zakupy, buszują po straganach
      z obrazami, ksiązkami i ubraniami. Wygląda na to, ze nawiązały przyjacielską więź,
      może lekko podszytą erotyzmem, chociaż ich rozmowy schodzą jednak na facetów.

      I jeden się pojawia.
      Nazywa się Paul Thomas, jest architektem i poznają go podczas jednej z partii
      pokera w domu Fredericy, ktory jest miejscowym ośrodkiem hazardowym, towarzyskim,
      punktem spotkań ludzi na pewnym poziomie.

      Paul przypada do gustu obu kobietom. Frederica widząc, ze iskrzy między Paulem, a
      Why zaczyna traktować dziewczynę z wyższością, niby prosi, a w rzeczywistości - każe
      jej "przynosić, wynosić i zamiatać" przy stole pokerowym i przy sobie samej. Jakby chcąc
      Paulowi dać do zrozumienia : czy wypada romansować z ćwierćsłużącą ?
      Why to dostrzega, zauważa zmieniający się znienacka stosunek do niej Fredericy.

      Po wieczorku Why wymyka się z domu i spotyka się z Paulem. Idą na dlugi spacer, potem do niego, facet jest starszy, miły, kulturalny itd., mozna zakładać, ze jest pierwszą milością dla młodej Why. Wszędzie śledzą ich ci dwaj dziwacy wysłani za nimi przez Fredericę.

      Why wraca późno i sugeruje że poszła z Paulem do łózka.

      Frederica przyjmuje to z pozornym spokojem, ale następnego dnia sama spotyka się z
      Paulem i uwodzi go swoją dojrzałą kobiecością.
      Trudno orzec, czy robi to, bo się jej gośc spodobał, czy robi to dla rozrywki, jaką będzie
      dla niej, cięzko znużonej życiem, pokrzyżowanie planów swojej młodej przyjaciółki.

      W każdym razie, Paul i Frederica zostają parą. On się wprowadza do jej willi. Komentujących niegrzecznie obecność Paula dwóch błaznów Frederica wyrzuca na zbity pysk. Zostaja we trojkę, oni i Why. Why robi za kogoś w rodzaju panny do towarzystwa, tu nastawi im muzykę, tam naleje wina, gdzie indziej coś jeszcze. Frederica triumfuje nad nią, bawi się jej widząc, ze Why znosi to wszystko, bo kocha Paula i... kocha też ją. A skoro oni są razem, to ona musi kochać ICH. I nawet swój niższy status w tym trójkącie Why traktuje jak coś dobrego. Cierpi, kiedy Frederica spotyka się z paulem i razem gdzieś jadą, a ona musi zostać sama, ale zaraz się uśmiecha, bo przecież ich szczęście jest jej szczęściem.

      Why próbuje przekonać Paula do siebie, i to nawet za pomocą zmiany we Fredericę. Robi sobie
      dokładnie taki jak ona makijaz, fryzurę, i rzeczywiście wyglada jak jej młodsza wersja. W naiwności sądzi, ze Paul ją pokocha, ale Paul jest tylko rozeźlony, trzaska drzwiami. Na nic desperackie próby. Paul woli dojrzałość i seksapil Fredericy. Why mu się podoba, ale nie oczarowuje go, jak wtedy, kiedy zaraz po pokerze spacerowali, całowali się i u niego... być mozę mieli seks, co też nie zostało wprost wypowiedziane, ale pozostawione w sferze domsylów.

      Trudno orzec, na ile Frederica kocha Paula, a na ile jest on dla niej atrakcyjny
      jako zdobycz, dzięki której posiadaniu może napawać się widokiem wzdychającej
      do niego Why, świadomością, ze posiada coś, na czym dziewczynie zależy najbardziej
      na świecie.

      Symboliczna jest scena, kiedy Frederica i Paul mają seks w sypialni, a za drzwiami
      siedzi Why i namiętnie masturbuje się, w rozmarzeniu łączac się z nimi w seks-trójkącie.

      Wreszcie Frederica komunikuje Why, ze wyjeżdza z Paulem do Paryża. Why zostaje sama.
      Po pewnym czasie decyduje się opuścić willlę.

      Wraca do Paryża, i odwiedza Fredericę w jej apartamencie. Wyznaje jej miłośc, jej i
      Paulowi, pragnienie by być z nimi, że o nic więcej nie chodzi - o to tylko, by móc być
      z nimi, towarzyszyć im.

      Frederica na chłodno odmawia. Chce zerwać z Why i po prostu ją odprawić. A na dokładkę,
      rozmawia przez telefon z Paulem umawiając się na kolację wieczorną.

      Odpowiedź Why jest drastyczna : wyciąga nóz i zabija Fredericę. A potem znów zmienia
      uczesanie i makijaż, tym samym przeistacza się we Fredericę i w takiej formie będzie
      czekała na Paula, który wieczorową porą przyjeżdza po nią... po Fredericę... zastanie Why... czy ją zaakceptuje ? a jesli nie, to czy ona także i jego zabije ?

      To już pozostaje do samodzielnej interpretacji, film kończy się w momencie kiedy Paul wchodzi do kamienicy/hotelu...

      Francusko-włoska produkcja, 68 rok, piękne aktorki - Stephanie Audran i młoda Jacqueline Sassard, młody Trintignant, urokliwe ujęcia Saint Tropez jesienną porą, wspaniałe zdjęcia i styl. styl narracji, bez wykładania kawa na ławę wszystkiego, skupienie na obserwacji tego co
      jest między [pół]słówkami, między gestami i spojrzeniami pomiędzy młodą emocjonalną Why, a starszą doświadczoną i chłodną Fredericą, która wzięła dziewczynę znikąd... po co ? dla zabicia czasu, dla towarzystwa, a potem dla zabawy ? Chyba tak. Frderica jest dekadentką, ma ten egzystencjalny przesyt, jak z jakiegoś Sartre'a czy kogośtam, probuje to jakoś od siebie oddalić za pomocą kręcenia uczuciami Why, jej świeżością i młodością. Nie uczy jej życia, nie daje
      jej lekcji, po prostu się nią bawi. Najpierw łączy je więź niemal siostrzana, choć i nie bez seksualnego podtekstu, później Frederica nie ma skrupułów, zeby to zdegradować. Why znosi to z coraz większą pokorą, coraz bardziej zakochana w niej i Paulu, w NICH, gotowa na swoją podleglość. Nie moze znieśc odrzucenia. Woli zabić. I spróbować szcześcia, wierząc, ze ten pierwszy raz z Paulem nie był przypadkowy.

      jest poetyka obrazu, jest niespiesznośc, jest klimat, jest stylowe, mistrzowskie kino. Scena zabójstwa bardzo elegancka, przypomina niemal miłosny akt. A erotyka... kiedy w apartamencie Fredericy Why po kąpieli wchodzi do pokoju, w spodniach i koszuli, Frederica
      bierze za rogi spodu koszuli i związuje je nad jej mokrym jeszcze pępkiem, a potem zaczyna wolno zjeżdzać ręką do guzika spodni Why, sugerując coś, albo i nie... i więcej w tej
      scenie erotyzmu i seksualnego napięcia niż we wszystkch wygibasach łózkowych ostatnich
      lat w kinie wszelakim ;]

      świetny film. jaka szkoda, ze TVP całkowicie pomija lata 50,60, 70 w kinie europejskim...
      • siostra.bronte Re: "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 14:02
        Brzmi bardzo zachęcająco :) Tytuł obił mi się o uszy, niestety filmu nie widziałam.
        Faktycznie, trudno gdziekolwiek zobaczyć europejskie kino z tego okresu, nawet w Ale kino czy Europie.
        • siostra.bronte Re: "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 14:24
          A propos Chabrola. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa jego filmy: "Niech bestia zdycha" i "Rzeźnik". Oczywiście oglądane jeszcze za komuny :)
          Żałuję, że nie udało mi zobaczyć kilku innych, zwłaszcza "Pięknego Serge'a" i "Kobietek".
        • grek.grek Re: "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 15:17
          "Niech bestia..." też Czesi pokazywali, ale nie miałem możliwości akurat tego dnia
          obejrzeć. Żeby to TVP, zamiast połowy tych koszmarnych serialideł, taką ofertą
          mogła się poszczycić... :]

          nastrój "Łań" jest znakomity, zdjęcia perfekcyjne, scenografia/miejsca także.
          Paryż jest tylko w prologu - scena na moście, potem spacer ulicą i rozmowa
          obu kobiet, ale za to tak sugestywnie i atmosferycznie, że można poczuć
          jego specyfikę... tamtych lat, kiedy jeszcze miał tę otoczkę kawiarniano-bohemiczno-romantyczną, bo teraz to się chyba jakoś zgrało i, podobno, turyści jadący
          tam i szukający wielkich wrazeń wyjeżdzają rozczarowani i załamani jego zwyczajnością.
          Może to kwestia galopującej i wszechobecnej modernizacji ? za dużo centrów
          handlowych, nowoczesnych linii samochodów plus rejwach komunikacji miejskiej, a
          za malo widoczków, zaułków, za mało nocnej turystyki po zakamarkach, a za dużo
          tej konwencjonalnej, "pocztówkowej" ? A może za duże oczekiwania ? :]
          • siostra.bronte Re: "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 17:11
            Naprawdę pozazdrościć Czechom telewizji! I nowości, i klasyka...
            Tak, Paryż jest chyba najbardziej "filmowym" miastem świata. Byłam tam raz, wiele lat temu, niestety, w pełni sezonu. Tabuny turystów zdecydowanie przeszkadzały w kontemplowaniu urody miasta :) Ale na pewno nie byłam rozczarowana. Trzeba mieć tylko więcej czasu na zwiedzanie właśnie zaułków, miejsc mniej znanych.
            • siostra.bronte Re: "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 17:49
              Aż zajrzałam do youtube. "Łanie", "Rzeźnika", "Niech bestia..." można zobaczyć w całości, tyle, że z angielskimi napisami :)
      • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz1. 10.07.12, 21:52
        Świetnie, Greku. :)

        Na stronie dwutygodnik.com znalazłam ciekawy artykuł okolicznościowy Jakuba Majmurka na temat Chabrola i jego kina (skopiuję może i wkleję na wypadek gdyby kiedyś miało zniknąć)

        www.dwutygodnik.com/artykul/1486-claude-chabrol-1930-2010-cyniczny-amoralista.html
        Claude Chabrol (1930-2010).
        Cyniczny (a)moralista
        Jakub Majmurek

        Po Ericu Rohmerze odszedł w tym roku drugi wielki klasyk francuskiej Nowej Fali – Claude Chabrol. Chabrol ma stałe miejsce w historii kina, we wszystkich akademickich, a także popularnonaukowych opracowaniach wymienia się go jednym tchem obok Godarda i Truffauta jako jednego z najważniejszych autorów Nowej Fali. A jednak wydaje się, że Chabrol pozostaje trochę w ich cieniu i to od samego początku. Choć jego debiutancki „Piękny Sergiusz” (1958) o rok wyprzedza „Czterysta batów” i „Do utraty tchu”, to za początek Nowej Fali uznaje się właśnie premierę tych dwóch filmów na festiwalu w Cannes w 1959 roku. Podobnie jak Jacques Rivette Chabrol jest klasykiem słabo znanym, jakby trochę zapomnianym, mimo że aż do ostatnich miesięcy przed śmiercią ciągle pozostawał aktywny twórczo. Krytycy zarzucali czasem jego filmom, że nie ewoluują, że ciągle powtarzają się w nich te same problemy, motywy, ta sama estetyka, bohaterowie, przestrzenie, dekoracje. To prawda – w dorobku Chabrola nie ma tak radykalnych zerwań i cięć, w jakie obfituje twórczy dorobek Godarda, czy takiej różnorodności tematów, jaka cechowała kino Truffauta. Nie jest to jednak w żadnym wypadku powód do stawiania zarzutów twórcy. Siła kina Chabrola, podobnie jak kina Rohmera, tkwi w konsekwencji i wierności – pewnym tematom, problemom, wyborom estetycznym, obojętności na zmieniające się artystyczne i intelektualne mody. Korzeni kina Chabrola i powracających w nich motywów należy szukać w jego działalności jako krytyka filmowego w latach pięćdziesiątych, w kierowanym przez André Bazina „Cahiers du Cinéma”.

        Chabrol od dzieciństwa kochał kino, jako młody chłopak w czasie wojny zorganizował nawet objazdowe kino w Sardent (miasteczko w regionie Limousin na południowym zachodzie Francji), gdzie mieszkał u swojej babci. W latach pięćdziesiątych, pod naciskiem ojca studiując prawo i farmację na Sorbonie, w naturalny sposób wkracza w kinofilskie środowiska Paryża, w końcu (w 1953 roku) dostaje się do redakcji „Cahiers”. Chabrol uczestniczy w najważniejszych krytycznych kampaniach pisma: o politykę autorską, o poważne odczytanie traktowanych wówczas we Francji głównie jako czysta rozrywka klasycznych filmów hollywoodzkich, wreszcie o artystyczną reputację takich twórców jak Hitchcock. Choć Nowa Fala uznawana jest za ściśle europejski (czy nawet ściśle francuski) fenomen, przynależący do instytucji „kina artystycznego”, to nie należy zapominać, że wywodzi się ona z fascynacji grupy kinofilów znad Sekwany klasycznym, amerykańskim kinem hollywoodzkim.

        Teoria autora filmowego była formułowana przede wszystkim w oparciu o lekturę dzieł hollywoodzkich reżyserów, takich jak Nicholas Ray, czy Alfred Hitchcock. Ten ostatni był szczególnie ważny dla Chabrola jako krytyka i autora filmowego. Jako krytyk Chabrol poświęcił Hitchcockowi napisaną wspólnie z Rohmerem książkę z 1957 roku, jako autor filmowy konsekwentnie nawiązywał do problemów, motywów, klimatów znanych z twórczości autora „Psychozy”. Wydaje się, że Chabrol, ze wszystkich reżyserów Nowej Fali, do końca pozostał najbardziej wierny swoim kinofilskim fascynacjom z lat pięćdziesiątych. Między uprawianą przez Chabrola krytyką i praktyką filmową zachodzi całkowita ciągłość, filmowa twórczość jest dla niego (podobnie jak dla Godarda) krytyką uprawianą innymi środkami, jego kino można odczytywać jako komentarz na temat klasycznego amerykańskiego kina lat pięćdziesiątych.

        Poza Hitchcockiem (podobnie do niego Chabrol wykorzystywał konwencję kryminalnej zagadki do wprowadzania na ekran skomplikowanych zagadnień moralnych) kluczową inspiracją Chabrola pozostaje czarny kryminał, kino noir, o którym pisał jako krytyk, i którego ślady widać w jego filmach, zwłaszcza czarne kino tworzonego przez europejskich emigrantów w Hollywood: Fritza Langa i Otto Premingera. Z Langiem łączy Chabrola bardzo zdyscyplinowane podejście do inscenizacji i przestrzeni, w filmach obu autorów jest ona zamknięta, silnie uporządkowana (u Chabrola także społecznie), zgeometryzowana, wydaje się osaczać bohaterów.
        cdn.
        • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.2 10.07.12, 21:53
          Z Premingerem (ale także z Billym Wilderem) łączy Chabrola panujący we wszystkich jego filmach klimat moralnej dwuznaczności, pewnego cynizmu, rozczarowania człowiekiem i pogodzenia się z jego (a także społecznym) zepsuciem. Ale u Chabrola to pogodzenie nigdy nie jest całkowite, mimo całego swojego cynizmu pozostaje on (zwłaszcza w pierwszym okresie twórczości) moralistą, pogodzenie się „z biegiem rzeczy” zawsze jest bolesne i nosi znamiona tragedii, której poczucie obce jest prawdziwemu, czystemu cynizmowi. Pisząc o „Laurze” Premingera, Chabrol zauważył, że postacie poprzedzają w niej fabułę – najpierw są doskonale opracowane charakterologicznie postacie, a rozwój fabuły jest tylko logiczną konsekwencją ich działań, podejmowanych w oparciu o pochodzenie, cechy charakteru, itp. To samo można powiedzieć o kinie Chabrola, u niego też najpierw są postacie i pewna przestrzeń społeczna – ruch fabuły wydaje się być logiczną konsekwencją spotkania postaci ze światem, w jakim są zanurzone; fabuła wynika z postaci i świata, nie na odwrót (postacie i świat przedstawiony nigdy nie są dodatkiem do fabularnej intrygi).

          Chabrol przenosi motywy znane z czarnego kryminału, czy kina Hitchcocka w bardzo konkretną przestrzeń społeczną – francuskiej prowincji i zamieszkującego ją drobnomieszczaństwa, tego bardzo zamożnego (choć odległego o lata świetlne od pieniędzy, wpływów i władzy wielkiej burżuazji) i tego właściwie całkowicie już sproletaryzowanego. Reżyser, wychowujący się na prowincji syn aptekarza, doskonale znał ten świat. Znamy go także z „Pani Bovary” Flauberta, Chabrol zresztą bezpośrednio przeniósł tę powieść na ekran w 1991 roku, obsadzając w tytułowej roli Isabelle Huppert. Postać „pani Bovary” – mieszczki znudzonej życiem na prowincji ciągle powraca w twórczości Chabrola w różnych wariantach fabularnych. Najciekawszym przykładem jest chyba osadzony w schemacie hitchcockowskiego thrillera „Rzeźnik” (1970), historia Hélene – jeszcze względnie młodej, samotnej dyrektorki szkoły (w tej roli Stéphane Audran), potwornie nudzącej się w niewielkiej prowincjonalnej mieścinie. Kobieta wiąże się z Popaulem, rzeźnikiem, weteranem wojen w Algierii i Indochinach, który okazuje się być psychopatą mordującym młode kobiety. Choć Hélene od jakiegoś czasu wie, że jej nowy przyjaciel jest mordercą, to i tak (z nudów, poczucia beznadziei, lęku przed tym, że w jej życiu nic się już nigdy nie zmieni i nie wydarzy) brnie w ten związek. Na wycieczce z uczniami znajduje zwłoki młodej kobiety, a obok nich zapalniczkę, którą wcześniej podarowała Popaulowi na urodziny. Chabrol mistrzowsko wygrywa ten rekwizyt, służący Hélene jako fetysz (jak każdy fetysz potwierdza to, czemu ma zaprzeczać) – tak długo jak zapalniczka jest w jej szufladzie kobieta może udawać przed Popaulem, że o niczym nie wie, tak samo udawać może jej przyjaciel, oboje zachowują się zgodnie z charakteryzującą fetyszyzm zasadą „dobrze wiem, że, ale tym nie mniej postępuję tak, jakbym nie wiedział”. Gdy tylko Popaul znajduje zapalniczkę w szufladzie Hélene, cała iluzja się sypie, ich relacja kończy się gwałtowną konfrontacją.

          Flaubert mówił: „Pani Bovary to ja”. W powieści męskiego autora reprezentowała kobieca bohaterka. Podobne zjawisko zachodzi w kinie Chabrola, gdzie w głównych rolach obsadzane są przede wszystkim kobiety, i to one wydają się być reprezentantkami autora w tekście. Reżyser współpracował blisko z kilkoma aktorkami, które ciągle obsadzał w swoich filmach, dwie najważniejsze to wspomniana Stéphane Audran (prywatnie małżonka reżysera w latach 1964-1983) oraz Isabelle Huppert. Z męskimi aktorami Chabrol nigdy nie budował takich więzi, choć wielu aktorów powraca w szeregu jego filmów. Z żadnym nie zbudował takich relacji jakie łączyły np. Truffauta (czy w pewnym okresie także Godarda) z Jean-Pierrem Léaudem.

          Świat prowincji pojawia się już w debiutanckim filmie Chabrola, „Pięknym Sergiuszu” (1958). Akcja filmu (nakręconego za pieniądze pochodzące z pokaźnego spadku, jaki otrzymała pierwsza żona reżysera) osadzony jest w Sardent, miasteczku, gdzie reżyser spędzał okres wojny. Bohater filmu, młody, wrażliwy, delikatny (choruje na gruźlicę) student François (Jean-Claude Brialy) wraca do rodzinnego miasteczka, by spędzić w nim zimę. Miasteczko wydaje się znajdować w stanie beznadziei i upadku, kto mógł wyjechał z niego, ci, którzy zostali, wiodą pozbawione ambicji i nadziei życie. Wśród nich jest Sergiusz, najlepszy przyjaciel François z dzieciństwa. Sergiusz miał szansę wyrwać się z miasteczka, doskonale zdał maturę, mógł studiować architekturę. Ale dziewczyna, z którą się spotykał (raczej jej nie kochał) zaszła w ciążę, musiał się ożenić i zostać na miejscu. Gdy François spotyka go po latach, Sergiusz jest alkoholikiem nie mogącym utrzymać żadnej stałej pracy, dziecko (dla którego poświęcił wszystko) urodziło się chore, zdeformowane i zmarło po kilku dniach, jego żona (nad którą znęca się psychicznie) oczekuje drugiego. François próbuje „ocalić” swojego przyjaciela przed nim samym, ale zamiast tego wdaje się z romans z siostrą jego żony, Marie. Choć na końcu reżyser pozostawia nadzieję i dla Sergiusza i jego przyjaciela. „Piękny Sergiusz” jest nie do końca typowy dla późniejszej twórczości reżysera, brak w nim gatunkowych odniesień, wątek kryminalnej zagadki jest w zasadzie szczątkowy (sprawa ojcostwa Marie), jest to też najbardziej moralistyczny ze wszystkich jego filmów, w niektórych momentach wygląda niemalże jak któreś z dzieł Bressona (myślący o kapłaństwie, schorowany, ciągle zmagający się ze sobą i złem otaczającego go świata François bez wątpienia mógłby być bohaterem filmu autora „Kieszonkowca”). Ale z drugiej strony pojawiają się też tutaj trzy najważniejsze dla Chabrola tematy: prowincja jako miejsce nudy i beznadziei, poddana radykalnej krytyce instytucja rodziny oraz kulturalne i moralne pretensje francuskiego mieszczaństwa.
          cdn.
          • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.3 10.07.12, 21:54
            W mniej życzliwej dla niego interpretacji François jest świętoszkowatym hipokrytą (romans z Marie), któremu w jego działaniach (prowadzących na ogół do opłakanych skutków) chodzi nie tyle o „zbawienie” przyjaciela, co o utwierdzenie się w poczuciu wyższości nad światem, z jakiego udało mu się uciec, dzięki prawie już zakończonej edukacji uniwersyteckiej.

            Rodzina jest jednym z głównych motywów twórczości Chabrola, za każdym razem jest przedstawiana jako źródło dysfunkcji, instytucja oparta na ekonomicznym egoizmie, seksualnej represji i hipokryzji. W „Pięknym Sergiuszu” tytułowy bohater tkwi w toksycznym związku z kobietą, której nie kocha, tylko dlatego, że ich kilka intymnych spotkań skończyło się ciążą. Marie, siostra żony Sergiusza, okazuje się nie być córką mężczyzny, którego zawsze uważała za ojca, gdy tylko on się o tym dowiaduje, wykorzystuje seksualnie dziewczynę, z pożądaniem do której od dawna – jak sugeruje film – się zmagał. Motyw dzieci odkrywających, że ich domniemani rodzice nie są ich prawdziwymi rodzicami, czy wpisanych w rodzinne struktury kazirodczych pragnień, ciągle powraca w twórczości Chabrola. Jego ojcowie rodzin zawsze utrzymują co najmniej jedną kochankę albo korzystają z usług prostytutek, matki także nie są wierne swoim mężom, w efekcie dzieci często okazują się nie być potomkami osób prawnie uznawanych za swoich rodziców. Także seksualność dzieci przysparza problemów instytucji rodziny: w filmie „Violette Nozière” (1978) Chabrol przedstawia opartą na faktach historię małoletniej prostytutki z okresu międzywojnia (w tej roli Isabelle Huppert), której drobnomieszczańscy rodzice dowiadują się czym trudni się ich córka, gdy lekarz rodzinny informuje ich, że choruje na syfilis. Ten splot rodzinnych zdrad i pragnień prowadzi często u Chabrola do sytuacji jak z greckiej tragedii. W „Kwiatach zła” (2003) para młodych kochanków okazuje się (za sprawą niewierności małżeńskiej swoich rodziców) być najprawdopodobniej rodzeństwem, w „Na dwa spusty” (1959) zakochany w matce, szalony chłopak morduje piękną sąsiadkę – kochankę swojego ojca, o którym to związku cała rodzina udaje, że nie wie.

            Także krytyka kulturalnych i moralnych pretensji mieszczaństwa ciągle powraca w twórczości Chabrola. W „Kwiatach zła” ojciec rodziny użala się na wulgarność Amerykanów i sławi francuskie przywiązanie do tradycji i ziemi, ale swoją winnicę sprzedał Japończykom, by zainwestować pieniądze w laboratorium fabrykujące leki. W dodatku jego rodzina współpracowała z nazistami, jego ojciec sporządzał listy Żydów przeznaczonych do deportacji do obozów zagłady. Najlepszym filmem pod tym względem są „Ceremonie”. Dom zamożnej, pełnej pretensji, prowincjonalnej, mieszczańskiej rodziny obserwujemy tu z punktu widzenia niepiśmiennej służącej (Sandrine Bonnaire). Chabrol doskonale pokazuje tu, że mieszczańska kultura opiera się na dystynkcji i wykluczeniu; mieszczańskie wartości kulturalne są wartościami tylko o tyle, o ile zostaną przeciwstawione komuś, kto jest wykluczony z udziału w nich (służba, ale także proletariat, czy nielegalny imigrant). Służąca zaprzyjaźnia się z odrzuconą przez pana domu kochanką, prowadzącą dość hipisowski styl życia pracownicą poczty. Na końcu obie kobiety biorą rewanż na świecie, który ich odrzucił, i przy pomocy drogiego sprzętu myśliwskiego mordują rodzinę pracodawców, gdy ta ogląda w telewizji inscenizację „Don Giovanniego” Mozarta.
            Chabrol konsekwentnie pozostaje wierny kinu swoich mistrzów: Hitchcocka, Premingera, Langa. Nie tylko podejmuje charakterystyczne dla niego tematy, nie tylko osadza je doskonale we francuskiej rzeczywistości, ale także czyni z nich subtelne narzędzie krytyki społecznej, wykorzystując je jako zwierciadło społecznego świata, w którym dorastał i z którego dzięki kinu uciekł (choć nie do końca, gdyż w przeciwieństwie do reżysera, jego kino od tego świata uwolnić się nie jest w stanie). Nawet jeśli dziś jest to klasyk trochę zapomniany, nie należy przywiązywać do tego szczególnej wagi. W eseju o czarnym kryminale Chabrol pisał, że mody w kinie się zmieniają, ale w końcu zostają tylko wielcy autorzy i podejmowane przez nich tematy. I Chabrol jako autor, i podejmowane przez jego kino tematy na pewno oparły się próbie czasu oraz zmieniających się filmowych mód, na długo towarzyszyć będą kolejnym pokoleniom miłośników kina.

            www.dwutygodnik.com/artykul/1486-claude-chabrol-1930-2010-cyniczny-amoralista.html
            • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.3 10.07.12, 22:06
              Jeszcze jedno zdanie ze strony "Ale kino"" "U Chabrola [...] nie fabuła czy intryga liczą się najbardziej. Bardziej od zagadki kryminalnej interesuje go zagadka ludzkich charakterów".

              • siostra.bronte Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.3 10.07.12, 23:54
                Bardzo ciekawy tekst! Dzięki, Barbasiu :)
              • grek.grek Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.3 11.07.12, 14:36
                świetna wklejka, Barbasiu :]
                • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.3 11.07.12, 15:33
                  Maj pleże Bronte, Greku. :)
    • grek.grek "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 10:51
      wczoraj psych-egzystencjalizm, to moze dzisiaj... coś co nie ma chyba gatunkowego
      odwołania ? :]

      "Bronson" jest o Bronsonie, ale nie tym Bronsonie, tylko o tym drugim. Przyszywanym. Najbardziej znanym więźniu w Wielkiej Brytfanii.
      Ten artykuł, dzieki Siostrze uzyskany, opisuje losy tego faceta, mnie pomogło przeczytanie go przed obejrzeniem filmu :
      natropie.onet.pl/najnowsze/plama-na-honorze-rodziny,1,5165347,artykul-special.html
      Film ilustruje wiele z epizodów, o których mowa w tym artykule, ale nie jest prostą biografią odfajkowującą kolejne punkty, daty, zdarzenia istotne.

      Przede wszystkim narratorem jest sam Bronson, czy raczej Michael Peterson, co się na "
      Charlie Bronsona" przemianował później, z powodów... marketingowych.

      "Chciałem się odznaczyć, wyróżnić, czymś zapisać... Aktorstwo ? Śpiew ? Nie, byłem beztalenciem. Ale miałem w sobie 'coś', co nadawało się do wyeksponowania". Co to było ? Agresor. Mike alias Charlie lubił się, po prostu, bić :] Atakować samodzielnie, albo prowokować do ataku, żeby móc odpowiedzieć. Jesli dodać do tego brak poszanowania dla własności cudzej, to nic dziwnego, ze przesiedział w pace 34 lata, w tym 30 w odosobnieniu.

      "Nie będę wam ściemniał, ze więzienie to straszne miejsce, którego należy unikać. Dla mnie było to miejsce idealne pozwalające na pełny rozwój osobisty i realizację planów" - facet jest szczery. No i wie, co mówi, bo wywołując niezliczone burdy, wdając się w seryjne bitwy ze strażnikami, terroryzując terapeutów Michael zaskarbił sobie w końcu zainteresowanie tabloidów, najgorszych szmatławców, w których zyskał status celebryty.

      Film jest jego monologiem, ale jakże nietypowym.
      Michael odstawia coś na kształt Szymon Majewski Show. POjawia się jako szołmen na
      scenie, przed tłumem nieruchomych postaci ludzkich na widowni; robi za klauna z wymalowaną twarzą; odgrywa brawurowo wewnętrzną dysputę dwóch stron swojej osobowości, błazeńską i gniewną - połowę twarz ma pomalowaną, drugą połowę naturalną, zmieniając strony i modulując odpowiednio głos tworzy wrażenie dialogu tych przeciwieństw, w gruncie rzeczy świetnie się uzupełniających; spiewa piosenkę; jest kabareciarzem, jest stand-uperem, a i bywa po prostu więźniem - w zwykłej granatowej, drelichowej koszuli... i w każdym z tych wcieleń jest prawdziwy.

      Jest bystry. Chyba lekko puknięty, ale bystry. I jest zabawny. Naprawdę bywa śmieszny.
      Śmiesznie chodzi szeroko stawiając nogi na boki, jak pingwin. Robi dziwne miny. Zawiesza się
      czasami z wyrazem zaskoczonego zastanowienia na twarzy. Śmieje się często, jakby ironizował wiecznie i puszczał oko, hej to zgrywa, jaka jest prawda, to ja wiem tylko, ale wam nie
      powiem nigdy.

      Ma gniew w sobie. Prostą chęć zadymiania dla zyskania rozgłosu ? Niekoniecznie. MOże w pewnym momencie, po prostu uznał, że mu się to opłaca, ale jak sam zauważa "miał TO w sobie". Lubił. Na wolności nie wytrzymywał w spokoju. Spiknąwszy się z poznanym w więzieniu
      gostkiem, bierze udział w bijatykach na pięści, a jak akurat nie ma nic innego, to toczy boje ze szczutymi na siebie psami. Musi się z kimś/czymś szarpać, bo nie usiedzi. Na wolności poznaje dziewczynę. Nic z tego ostatecznie nie wychodzi, bo ona kogoś ma, z kim wiąze powżniejsze plany. I jest taka scena, kiedy ona maca go po głowie i napotyka na kolejne blizny, pyta : skąd to masz ? - z bójki, odpowiada on, - a to ? - z bójki, - a to ? - też z bójki... :]
      Taki typ, po prostu.

      Jest kapitana scena, kiedy Michael zatrudniony przy wydawaniu innym więźniom posiłków [początki, później całkowicie odmówi pracy w więzieniu, uznając, ze to mu uwłacza] spotyka tego gościa, który na wolności zatrudni go do nielegalnych bójek. Co za moment... Charlie błaznuje, probuje sprowokowac, ale tamten porusza się w pozie... dystyngowanego hippisa :], na lekkim haju, takiego trochę Jacka Sparrowa, i Michael grzecznie podaje mu czarną kawę, tamten dziękuje, zegna go i Mike zostaje w takiej trochę dziwnej pozie, z wyciągniętą ręką do przodu, błazeńską miną i zaskoczeniem. Pantomima niemal, teatrzyk, scenka jak z jakiejś opowieści Jarmusha, podlana lekkim humorem.

      Nie lubi ludzi, którzy próbują się z nim spoufalić. Strażnika mówiącego mu po imieniu, faceta prowadzącego terapię malarstwem. Obu wykorzystuje do wszczęcia kolejnej awantury. Bierze ich za zakładników i czeka aż strażnicy ruszą ich odbijać. z pałkami, gazami pieprzowymi, i będzie mógł z nim się bić. Ale to nie jest zwykłe przetrzymywanie. Charlie rozbiera się do rosolu, smaruje w barwy wojenne [raz na biało, a raz na czarno, farbami malarskimi, wygląda wtedy jak jakiś Indianin na ścieżce wojennej], a z wypacykowanego terapeuty robi sobie eksponat artystyczny : związuje go, maluje całego, przykleja mu atrapę oczu, zdobi jabłkiem wciśnietym w usta, dokłada rózne elementy i tworzy "dzieło sztuki" :] Gość ma bigla.

      Władze więzienne próbują go poskramiać na rózne sposoby. Na pewien okres czasu faszerują go
      tonami psychotropów i umieszczają w oddziale dla psychicznie chorych - czymś w rodzaju wielkiego hangaru, bez pokojów/cel, po ktorym pensjonariusze poruszają się w miarę swobodnie. Charlie jest półprzytomny, siedzi na fotelu, a tamci grają w piłke, łażą, odstawiają rózne swoje tiki, ale w sumie bardzo to fajny obrazek, nie ma żadnych czubków nie do strawienia ;] Jeden z nich interesuje się Michaelem, odwiedza go, podchodzi, przyznaje się do jakiejś komitywy z nim. Michael jest otumaniony, ale świadom tego, co dookoła niego się dzieje : kiedy słyszy jak tamten nawija mu do ucha probuje go zbluzgać, lecz nie może wyartykułować żadnego słowa zamiast tego wpadając w ślinotok. Załatwi go już po dojściu do siebie. Poddusi na tyle, żeby tamten stracił przytomność :]

      Nikogo nie zabija. I szczyci się tym. Nie o to chodzi,zeby zabijać. Chodzi o to, żeby... mieć publikę. Cały jego filmowy monolog jest przed wyimaginowaną publiką. Raz przypominającą manekiny nieruchomo siedzące w półmroku, innym razem owacją nagradzającą jego kolejne skecze, piosenki, deklamacje i stan upy. Ma talent artystyczny, tworzy obrazy, żywe instalacje ;], i własny przypadek traktuje jako coś, co można podpiąć pod próbę wypowiedzi artystycznej.

      Jednocześnie, nie tylko wskutek izolatek więziennych, ale chyba także po prostu własnej natury, jest to człowiek ogromnie samotny. Rodzice go nie rozumieją, chociaż starają się zrozumieć, ale nie mają nań żadnego wpływu. Dziewczyna ma innego, i nawet nie pomaga ukradziony ze sklepu pierścionek. Jednocześnie on sam nie dązy do zblizenia z innymi. W mig wyczuwa, kto jest nieszczery. A tych, co uznaje za niegodnych znajomości ze sobą, po prostu kasuje.
      W jeden ze scen, kiedy po kolejnym przestępstwie wraca do swojego więzienia w Luton, na pytanie "co robiłeś na wolności, Charlie ?", odpowiada : "to co zawsze i wszędzie... budowałem swoje imperium" :]

      Co mnie w tym gościu ujęło ?
      Odpowiedzialność. Za własne życie. Nie żadne "zbłądziłem, byłem głupi", albo "chciałem inaczej,ale tak wyszlo". żaden z niego pierdoła. On od A do Z swoje życie akceptuje i
      niczego nie żałuje. Nie szuka alibi. Próbuje znajdować odpowiedzi, ale nie na pytanie pod
      tytułem "dlaczego tak zmarnowałem swój czas ?". On uważa, ze nie zmarnował ani
      minuty.

      Gra go Tom Hardy. Pierwszy raz widzę gościa. Jest brawurowy, ma kapitalny akcent,
      całkowicie się otwiera i poświęca w tej roli, eksponuje absolutnie własne ciało, gania na golasa, wariuje, wdziewa liczne maski, manipuluje twarzą, a nade wszystko jest fizyczną kopią
      swojego bohatera : ogolony na zero, z solidnym wąsem niemal 1 do 1 upodobnia się
      do Michaela Petersona. Wg mnie, rewelacyjna rola. pełne wcielenie, utożsamienie z bohaterem, z pietyzmem i troską oddawanie każdego detalu osobowości. Musiał naprawdę intensywnie studiować Bronsona, żeby ten efekt osiągnąć w toku swojej pracy.

      Generalnie, pierwszy kontakt z reżyserem
      • siostra.bronte Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:38
        Brzmi ciekawie :)
        Ale tak się zastanawiam, czy ten film, jakby to określić, nie gloryfikuje bohatera? Nie chodzi mi tu o jakieś łatwe moralizowanie, ale jednak to jest kawał drania. Nawet nie żałuje tego co robił. Chociaż dla Ciebie, to akurat zaleta :)
        Na pewno tacy bohaterowie są ciekawsi niż postaci pozytywne, ale moim zdaniem coś za dużo tych filmów o ciężkim życiu gangsterów i innych drani :)
        • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:45
          O, myslę, ze to ciekawa bardzo kwestia, Siostro.

          zastanawiam się, czy "kawal drania", to dobre określenie ;]

          gośc wojuje, lubi się bić, wziąć za twarz, na pewno ma zamiłowanie
          do przemocy.

          ale jednocześnie jest kimś w rodzaju self made mana, w znaczeniu
          bardziej life-art niż binzesowym.

          i - tak, przyznaję. Polubiłem go. wiesz, z powodu tego, że nie biadoli, nie
          próbuje swojego życia negować, ze je akceptuje, ze je świadomie prowadzi,
          że podąża za głosem... no cóż - serca :]
          realizuje ten sartrowski postulat, żeby życiu nadawać sens samodzielnie,
          ponieważ z zasady ono sensu nie ma żadnego.
          I Michael w tej pustce wiecznej samotności znajduje cel i środki realizacji.
          jasne, czy cel jest właściwy... hmm, czy środki moralne... hmmmmmm ;]
          ale, wie kim jest, po co jest. nie miota się. znajduje siebie. Myślę, ze to
          ważne, że to bardzo ludzkie i wskazujące na jego zdolnośc do odpowiedzialności
          za swój los. Nie los w postaci społecznej, ale los w sensie kosmicznym,
          czysto egzystencjalnym, przy zrozumieniu nonsensu świata i własnej
          w nim obecności, ale wobec odmowy śmierci albo zapaści.

          nie wiem, moze za daleko się posuwam, ale to nie jest taki sobie prostacki
          bijak i uliczny menel. To jest gośc z osobowością i nie tak oczywisty, jak
          by się mogło zdawać z daleka. Ten film pokazuje osobowośc złożoną,
          interesującą, wieloaspektową.
          • siostra.bronte Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:56
            O, facet rzeczywiście zrobił na Tobie wrażenie.
            Może masz trochę racji. Bronson znalazł swoje "powołanie", jakiekolwiek ono nie jest.
            A może to dorabianie ideologii :) Facet bił i co tam jeszcze robił. Czy ma znaczenie z jakich pobudek to robił? Przemoc pozostaje przemocą.
            Ale to są teoretyczne dywagacje, może po obejrzeniu filmu napisałabym coś innego :)
            • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 14:13
              jest to ciekawa postać, nie ma co ukrywać; a może tylko
              ciekawie przedstawiona ?..

              wybór drogi na pewno, w tym przypadku, nasuwa kiepskie
              skojarzenia, ale interesujące jest to, że na pierwszy rzut
              oka bohater, w którym... no co może być ciekawego, ot
              dresiarz jakiś... okazuje się być zupełnie niejednowymiarowy i
              posiada jakąs osobność/wsobność.
          • barbasia1 Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 16:16
            Też mam wrażenie, że film mitologizuje postać Bronsona.

            :)
            • barbasia1 Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 21:50
              Albo może filmowy Bronson tworzy swoją legendę?

              • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 14:19
                moze jedno i drugie :]
                film przedstawia interesującego człowieka, w takiemże stylu, a
                i sam on postawił sobie za cel zdobycie uznania, którego się doczekał,
                przy czym forma tego uznania może się podobac bardziej lub mniej.
                Jemu najbardziej :]

                Wiesz, trudno orzec na ile całośc jest kreacją samego Bronsona, a na
                ile z tego, co pokazuje film ja sam wyciągnąłem pewne rzeczy, na ile
                dałem się zwieśc, a na ile odczytałem prawidłowo to, co miało być
                powiedziane i zaznaczone.
      • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:38
        ucięło ostatnie zdanie, ale chciałem tylko zakończyć,że
        kontakt pierwszy z reżyserem Refnem - nader ciekawy.
        dzisiaj, po "Drive", gość jest na fali, jeśli w każdym filmie
        szuka/będzie szukał tak niebanalnych rozwiązań, jak w
        "Bronsonie", to tylko zacierac ręce w oczekiwaniu na jego
        wyczyny.
        • barbasia1 Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 14:39
          Znalazłam coś jeszcze o Charlesie Bronsonie w ramach uzupłenienia do filmu, do artykułu, który zalinkowała Bronte. Między innymi znajdziecie tu informację na temat tego, jak wygląda zwykły dzień Bronsona w więzieniu:

          wiadomosci.wp.pl/page,2,title,Najslawniejszy-wiezien-brytanii,wid,11028824,wiadomosc.html
          Zaiste nituzinkowa to postać. :) - malarz, poeta, wydał 10 tomików wierszy!

          PS
          „Małżeństwo jest dla tych, którzy muszą udowadniać, że są normalni: Żona, trójka dzieciaków, dom, samochód i wakacje dwa razy do roku. A potem co? Śmierć”. - Charles Bronson
          He,he :)

          Muszę sobie pożyczyć "Bronsona".
          :)
          • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 15:29
            świetna rzecz, dzięki, Barbasiu :]

            koniecznie obejrzyj.
            jak tam się wgłębić w lekturę tych artykulów, to dziwaczna forma
            filmu w pełni koreluje z kolorową osobowością tego jegomościa.

            • barbasia1 Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 16:25
              Czuję, że po obejrzeniu filmu też polubiłabym tę postać. Właściwie już ją lubię po przeczytaniu Twojej opowieści.

              Trailer "Bronsona"
              www.youtube.com/watch?v=GMJ1c3qxOWc
              • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 13.07.12, 14:28
                o, świetnie, można się zorientować w tym, jak to ekranowo się prezentuje.

                no to jestem ciekaw, jak by wypadła konfrontacja Twojego przeczucia z
                wrazeniami po obejrzeniu.
                Jeśli tylko uda Ci się gdzieś znaleźć - mam nadzieję, ze napiszesz, jak wypadło ? :]
          • pepsic Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 16.07.12, 20:03
            Żona,trójka dzieciaków, dom, samochód i wakacje dwa razy do roku.
            Jak czytałam grekową recenzję pomyślałam: mógł chłopina postawić na dom z ogródkiem i gromadkę dzieci. Jednomyślność jakowaś;)
            • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 18.07.12, 16:10
              to by go mogło zabić ;]
    • barbasia1 Dziś nawał propozycji ... ;) 12.07.12, 15:37
      W TVP1 "Glina" o 22:10, seria druga się rozpoczyna ...

      W TVP 2 o 21:50 w KK "Rewizyta" Zanussiego, prawie nowość z 2009 roku.
      "Krzysztof Zanussi wraca do swoich bohaterów z lat. 70., by - przez niedoszłego samobójcę z "Serca na dłoni"- pokazać ich drogę przez życie i moralne dylematy mininych 30 lat. Bez emocji." - tak piszą w moim dodatku TV / GW.

      W TVPKultura o 22:10 też bardzo ciekawa pozycja - "Ajami" dramat izraelski (2009).
      "Ajami to biedna wieloetniczna i wielowyznaniowa dzielnica Jafy. Film wyreżyserował tandem - Arab Scandar Copti i Żyd Yaron Shani. To pięć opowieści o tym, że życie w takiej wspólnocie, wbrew opinii wielu w Izraelu, jest możliwe". TV/GW

      Ojej, co tu teraz wybrać?
      Żal opuscić Gajewskiego...

      :)
      • grek.grek Re: Dziś nawał propozycji ... ;) 12.07.12, 15:46
        haha, ależ nam się jednocześnie zgrało :]
        I te same tytuły nam się wyświetliły.

        very gut, od przybytku głowa nie boli, prawdaż, Barbasiu ? :]
        • barbasia1 Re: Dziś nawał propozycji ... ;) 12.07.12, 16:38
          Hahaha :)
          Telepatia jakowaś czy co!? ;)


          O! I jeszcze "Dzieje Mistrza Twadowskiego" (1995), jeśli ktoś miałby ochotę na na baśniowe klimaty w TVPKultura 20:20. ;)

          > very gut, od przybytku głowa nie boli, prawdaż, Barbasiu ? :]

          Prawdaż, Greku. :)
          • grek.grek Re: Dziś nawał propozycji ... ;) 13.07.12, 14:25
            możliwe :]

            wybrałem powtórkę II serii Dextera [akurat leci tam, gdzie i IV pokazywali].
            sentyment.
            to najlepsza seria spośród tych 4 które widziałem.
            jednak miss Lila i sierżant Doakes narobili dużego zamieszania,
            scenariusz jest wielowarstwowy.
            I jednak te pierwsze serie mają szwung, następnym coraz trudniej
            jest dorównywać oryginałom.
            Tak w przypadku Californication, jak i Dextera.
            Na szczęśce, Glina ma 2 serie, więc pozostaje świeżością stałą :]
            Jak nakręcą wreszcie 3-cią, to też nie będzie to chyba zbyt wiele.
            Ale już np. 4 czy 5 i to kręcone rok po roku mogłyby wywołać
            efekt przesytu...
    • grek.grek co na dziś ? 12.07.12, 15:44
      coś na dziś ?

      wczoraj skonsumowałem "Ziemię obiecaną" w Kulturze. ech, klasyka.
      oglądaliście ?

      KOcham Kino, 21:45.
      TVP 2 dzisiaj "Rewizyta' Zanussiego.
      postacie jego poprzednich filmów 'zbieraja się' i udzielają życiowych porad
      młodemu bohaterowi jednego z ostatnich [filmów].

      20:05, Dwójka
      "Druga szansa", brzmi jak kryminał czy thriller ?
      dziennikarka, seryjny zabójca...

      w Kulturze "Sztuczki" o 16:20 i coś co się nazywa "Ajami" o 22:10, a co
      ma być filmem o gangach w newralgicznej dzielnicy Tel Awiwu.

      TVP1, 22:20, start 2 serii Gliny [bardzo dobrej serii, warto dodać, wątek ścigania
      Petera Kurtena, który dominuje w drugiej części - znakomity; świetne dialogi,
      cała ich seria, w każdym odcinku;
      wątek śmierci eks-aktorki - very gut,; watek śmierci młodej dziewczyny, z
      dziwnym i nie dającym się rozgryźć podejrzanym - zaskakujący; i tym razem
      cała galeria dysfunkcyjnych postaci w tle, jakby scenariusz chciał pokazać
      młodych warszawiaków w kondycji co najmniej wątpliwej, co nie zmienia
      faktu, że wychodzą z tego same dobre filmowe obrazki; wątek gansgterskich
      porachunków i ekskursja Banasia na prowincję celem szukania pary zaginionych
      Cyganów; plus dużo więcej pani patolog, JÓźwiaka, Banaś coraz bardziej
      przypominający Gajewskiego.

      krucafaks, jakby nie to, że widziałem tę serię dobre pięć razy... ;]
      Mam nadzieję, ze Wy widzieliście ją mniej razy, a ostatni raz dawno temu.
      • siostra.bronte Re: co na dziś ? 12.07.12, 17:24
        Żaden z tych tytułów jakoś mnie nie pociąga. "Glinę" już widziałam, faktycznie świetny serial.
        Może rzucę okiem na czeskiego "Mojego nauczyciela" w Ale kino, chociaż recenzje miał raczej średnie.
        • grek.grek Re: co na dziś ? 13.07.12, 14:15
          rzuciłaś okiem ? :]
          warto było ?..
          • siostra.bronte "Mój nauczyciel" 13.07.12, 17:25
            Rzuciłam, a nawet obejrzałam w całości :)
            No więc tak, temat ciekawy, ale trochę zmarnowany.
            O fabule. Bohaterem filmu jest Petr, nauczyciel, który porzuca życie w Pradze i osiedla się gdzieś w małej wiosce. Nie wiadomo dlaczego, może chce uciec od przeszłości, zacząć wszystko od nowa.
            Petr uczy dzieci w miejscowej szkole. Zaprzyjaźnia się z sąsiadką, Marią, samotną kobietą po przejściach. Jest matką nastoletniego Lady, trochę łobuza, który sprawia jej dużo problemów. Petr podoba się Marii, ale jest gejem. Delikatnie odrzuca jej awanse, nie mając odwagi powiedzieć jej prawdy.
            Sam jest zainteresowany synem Marii. No i dochodzi do dramatu, po jakiejś pijackiej nocy Petr, jakby to ująć, wykorzystuje seksualnie chłopaka. Brzmi to okropnie i scena jest szokująca, chociaż nie dosłowna. Na szczęście Lada nokautuje Petra. Ten, kiedy do niego dociera co zrobił, próbuje popełnić samobójstwo, Maria go znajduje i zabiera do siebie. Lada się wścieka i ucieka z domu.
            Wszystko kończy się czymś w rodzaj happy-endu. Marie wybacza Petrowi, bo widzi w nim samotnego, zagubionego człowieka, bynajmniej nie świętego. Podobnego do niej. Maria przekonuje Ladę, żeby też mu wybaczył, bo jak mówi "nienawiść by ich zatruła". I "każdy kogoś potrzebuje". Wygląda na to, że będą się wszyscy przynajmniej przyjaźnić.
            Co w tym filmie nie gra? Przede wszystkim scenariusz i postać głównego bohatera. Gra go znany Pavel Liska i po prostu nie jest przekonujący. Jest jednowymiarowy, ma ciągle zbolałą minę. Nie wiadomo dlaczego tak cierpi. Czy dlatego, że nie akceptuje siebie takiego jakim jest, czy też boi się zdemaskowania przez otoczenie.
            Pewnie bycie nauczycielem-gejem nie jest takie łatwe, ale Petr wpędza się w kłopoty na własne życzenie. I naprawdę trudno uwierzyć, że ten wrażliwy i spokojny facet mógłby zrobić coś tak odrażającego. Zwłaszcza, że jest nauczycielem! Gdyby sprawa wyszła na jaw, mógłby się pożegnać z karierą. A przecież nie jest idiotą. No i w dodatku wykorzystał zaufanie Marii...
            Wygląda to tak, jakby reżyser szukał dramatu na siłę. Szkoda, że film w sposób niezamierzony utrwala stereotyp homoseksualisty, który tylko dybie na nieletnich chłopców.
            No, ale gdyby Petr związał się z normalnym facetem, to pewnie nie byłoby o czym robić filmu...
            Po tej akcji tracimy dla Petra całą sympatię. Owszem, próba samobójcza sprawia, że jest go nam żal, jednak nie tak łatwo zapomnieć co zrobił. Optymistyczne zakończenie jest trochę na siłę i nie przekonuje.
            Ale są też plusy. Film jest oryginalny na tle trochę zbyt sielankowego, czeskiego kina, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Jest parę scen naprawdę poruszających, np. wizyta Petra u rodziców. Matka na wieść o tym, że syn jest gejem próbuje zachować spokój, chociaż widać, że jest wstrząśnięta. Ale potem radzi Petrowi, żeby sobie kogoś znalazł, bo "samotność jest straszna". I z pewnością wie o czym mówi.
            Albo scena kiedy Petr delikatnie odrzuca zaloty Marii. Oboje są zażenowani, a Maria mówi: "Przepraszam, zapomniałam, że już jestem stara".
            W ogóle postać Marii, kobiety już niemłodej, doświadczonej przez los, jest bardzo przekonująca dzięki świetnej roli Zuzany Bydzovskiej.
            I jeszcze piękna muzyka. Chodzi mi po głowie :)

            Fragment filmu:
            www.youtube.com/watch?v=X067g7OdE4Q
            W sumie warto, chociaż z zastrzeżeniami :)
            • grek.grek Re: "Mój nauczyciel" 14.07.12, 14:14
              Zaiste, brzmi nieco dramatycznie, jakby pozbawiony był ten film
              tego "czeskiego pierwiastka" pewnego dystansu do sytuacji i
              bohaterów, która nieco ów dramatyzm nieweluje w jego dosłowności.

              Ale sami Czesi mówią, ze ich kino trochę się zmienia,
              więcej dziś jest opowieści idących wbrew starej czeskiej szkole :]

              MOże istotnie powiela i zakorzenia stereotyp geja, jako "nieobliczalnego
              seksmaniaka", ale z drugiej strony... w czym pewne nieopanowanie we
              własnej namiętności homoseksualisty rózni się od tegoż w wykonaniu
              hetero ? MOże to po prostu dowodzi, czy raczej - pokazuje, bo
              dowodzić chyba nie trzeba, ze w reakcjach emocjonalnych orientacja
              seksualna nie ma żadnego znaczenia. POsunięcie się za daleko, wbrew woli
              drugiej strony, jest tak samo niestosowne.

              no tak, sympatię pewnie łatwo utracić dla gościa, ale z drugiej strony
              staje się on jednocześnie ofiarą własnej namiętności, a w dodatku zakazanej.
              To powinno go czynić ciekawszym, przynajmniej teoretycznie; czy tak jest
              w praktyce ?

              Dzięki Ci za tę filmową wycieczkę, ja bym obejrzał bez zastrzeżeń, nie ma
              to jak nowość :]


              • siostra.bronte Re: "Mój nauczyciel" 14.07.12, 15:22
                Tak, masz rację, że taki bohater jest na pewno ciekawszy. Naprawdę jestem tolerancyjna i mogę postaciom filmowym dużo wybaczyć :)
                Ale Petr jest trochę papierowy. Liska nie potrafił go przekonująco zagrać. Może to także wina scenariusza. Inaczej nasza reakcja na jego postępek nie byłaby tak negatywna.
                Jest tu zresztą niekonsekwencja w zachowaniu Petra. Wcześniej mówi swojemu eks, który go odwiedził w wiosce, że seks bez miłości go nie interesuje. I mamy właśnie obraz takiego wrażliwego, uczuciowego faceta.
                Nie wiadomo co się nagle stało, że jednak przekracza granicę. Nie widać specjalnie jego fascynacji Ledą, ot parę ukradkowych spojrzeń. Dlatego ten postępek jest zaskakujący i brzmi ciut fałszywie. Ale to tylko moje odczucie.
                Co ważne, Petr nie tylko dopuścił się prawie gwałtu, ale też nadużył zaufania Marii, która mu pomogła po przyjeździe do wioski. Kobieta także wysyłała Ledę na korepetycje do Petra. Tym bardziej jego zachowanie jest naganne.
                Masz rację, teraz premiery w tv są na wagę złota :))
                • grek.grek Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 14:41
                  znienacka eksplodująca namiętność ? :]

                  mnie się wydaje, ze te wszystkie zabiegi scenariuszowe tworzą
                  jednak postać nie tak papierową.
                  Bo i porywcza, i niepohamowana w momencie napadu żądzy, i
                  taka ludzka się zdaje, popełnia kardynalne błędy, zawodzi,
                  nie umie zapanować nad sobą etc.

                  MOże faktycznie aktor nie odpalił i stąd tak to się prezentuje ekranowo ?..
                  • siostra.bronte Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 16:05
                    No właśnie, jakoś zbyt nagle! Gdyby tak np pokazano, że Petr nie śpi po nocach, bo go żądze zżerają albo coś takiego :) Zabrakło jakiegoś napięcia, kumulowania emocji.
                    Tak, w teorii jest to bardzo ciekawa, dużo do zagrania, ale chyba jednak zawiódł aktor.
            • barbasia1 Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 16:15
              I naprawdę trudno uwierzyć, że ten wrażliwy i spokojny
              > facet mógłby zrobić coś tak odrażającego. [...]

              Pod wpływem wielkiej namiętności w człowieku budzi się demon, mówi jeden z bohaterów "Gliny" spokojny, zrównoważony jak się zdawało człowiek, wojskowy, w którym, ten demon się obudził, człowiek ten zabił z zazdrości swego brata.

              W Petrze też też chyba pod wpływem uczuć do syna Marii, ten demon zaczął się budzić i pod wpływem alhoholu, kiedy, jak toz wykle, czujność osłabła, dał o sobie znać ...

              Kontrowersyjna scena, kiedy Pert okazuje uczucia do syna Marii przypomniała mi usłyszaną kiedyś w radiu, historię, która stała się inspracją do napisania najkrótszego i prawdopodobnie najpiękniejszego wiersza o miłości. Autorem tego wiersza jest włoski poeta Sandro Penna (1906-1977), który tak się skłąda też był homoseksualistą .
              Otóż Sandro Pennę tak kiedyś oczarował pewien młodziniec pracujący jako kelner w restauracji, że podszedł do niego i chciał go pocałować. Ten jednak w odpowiedzi wymierzył mu bolesny cios.
              To zdarzenie zaowocwało tym oto wierszem:
              który w oryginale brzmi tak :
              "Amore, amore
              lieto disonore"

              Po polsku brzmi to mniej więcej tak (wyleciało mi z głowy jak dokładnie przetłumaczył to tłumacz):
              Miłość, szczęśliwa? / radosna? zniewaga.


              Kończąc - mnie też, Bronte, zachęciłaś do obejrzenia filmu Bohdana Slamy. :)
              :)
              • siostra.bronte Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 19:42
                Cieszę się, że zachęciłam :)
                Jak Was czytam to sobie myślę, że chyba jestem zbyt surowa dla Petra :)
                • barbasia1 Re: "Mój nauczyciel" 18.07.12, 17:50
                  Tak, myślę, że za surowo oceniłaś Peta. Zamroczenie alkoholowe poniekąd usprawiedliwia haniebny postępek, Petra imo. On sam zresztą jak pisałaś, kiedy wytrzeźwiał, jest wstrząśniety tym, co zrobił, do tego stopnia, że próbuje wymierzyć sobie karę, najwyższą z możliwych (popełnić samobójstwo) ...

                  :)
            • pepsic Re: "Mój nauczyciel" 17.07.12, 20:56
              Przymierzałam się, nawet rzuciłam okiem, ale nie wciągnęło mnie. Widzę że tez nie jesteś przekonana do końca. Ale skoro jestem w bojowym nastoju, nie dziwi Cie, że kobieta dojrzała, twardo stąpająca po ziemi przyjmuje męża łapserdaka z powrotem, żeby znowu ją bił i chlał? Trochę naciągane?

              I naprawdę trudno uwierzyć, że ten wrażliwy i spokojny facet mógłby zrobić coś tak odrażającego. Zwłaszcza, że jest nauczycielem!
              Przykre, ale zdarza się. Tacy ludzie wyglądają normalnie, jak każdy. Znam podobne historie, niestety ocierające o pedofilię, z wyrokami, z piętnem na całe życie i odsunięciem od zawodu.
        • barbasia1 Re: co na dziś ? 13.07.12, 15:56
          Tak, tak, napisz, Bronte, słówko o czeskim "Moim nauczycielu", jeśli warto.
          Moje detektory, dekodery, anteny niestety nie sięgają "Ale kino".
          :)
          • siostra.bronte Re: co na dziś ? 13.07.12, 17:26
            Życzenie spełnione :)
            • barbasia1 Re: co na dziś ? 14.07.12, 20:17
              siostra.bronte napisała:

              > Życzenie spełnione :)

              Dziękuję pięknie. :))
      • barbasia1 Re: co na dziś ? 12.07.12, 17:30
        "Ziemię obiecaną" , owszem oglądałam, nie raz, ale wczoraj akurat nie.
        To wspaniały film.

        Dzięki temu mamy eleganckie wprowadzenie do 2. serii "Gliny". :)

        Pamiętam niewiele z 2. serii, najlepiej wątek szukania pary zaginionych Cyganów, Dziewczyna, Cyganka była zdaje się koleżanką córki Gajewskiego ze studiów i chyba to ona poposiła Młodego, by zajęli się tą sprawą;

        Jak rozumiem nie zamierzasz na razie oglądać "Gliny" po raz 6?
        :)
        • grek.grek Re: co na dziś ? 13.07.12, 14:20
          dobry literacki materiał do napisania scenariusza :]

          pamiętasz bardzo dobrze :]

          o, na pewno będę oglądał, mimo tego ze to 6 [albo i 66 raz, hehe],bez zaskoczenia
          ale na pewno z przyjemnością z ponownego usłyszenia niektórych dialogów, zobaczenia
          niektórych scen, czy obcowania z samym klimatem, jak ustaliliśmy, bliskoskandynawskim, hehe.
      • barbasia1 Re: co na dziś ? 13.07.12, 14:50
        "Ajami"zdaje się Twój opis lepiej lepiej pasował do filmu, niż mój zaczerpnięty z Gazety telewizyjnej , obejrzałeś?

        Ja początek i koniec. Ciekawy film bardzo przez tą orientalną otoczkę obyczajową, koloryt lokany. Choćby ta niesamowita procedura załatwiania ugody pomiędzy rodziną właścicela baru, który postrzelił Beduina, chcącego wymusić na nim zgodę na ochronę baru za pieniądze, a jego rodziną, chyba można powiedziejć mafijną, mającą duże wpłwy w mieście , w dzielnicy (100 wielbłądów odszkodowania dla postzre - cena wyjściowa ;)

        W środek wstawiłam "Glinę", teraz dopiero uświadomiłam sobie przyczyną większości zbrodni w serialu Pasikowskiego jest miłość, gwałtowna, chorobliwa, fatalna, niszcząca namiętność budząca w człowieka demona , jak wynał na śledztwie kapitan Stępień, który trawiony wielką zazdrością o kobietę, zabił swojego brata tramwajarza.

        /Do wątku Agaty oczywiscie oczywiscie wrócę./
        :)
        • barbasia1 Re: co na dziś ? 13.07.12, 14:53
          Zaraz wracam.
        • grek.grek Re: co na dziś ? 14.07.12, 14:19
          Niestety, nie udało mi się obejrzeć...dzięki za ten szkic, Barbasiu, bez powtórki
          ani rusz :]

          to prawda.
          w zdecydowanej większości, tak właśnie jest.
          W 2 serii również nie brakuje tego wątku, chociaż jest też i polityka, ksenofobia, a i
          czystej szajby zabijania nie brakuje.

          ostatnie 3 odcinki 1-wszej serii nagrywałem i wczoraj je obejrzałem za jednym zamachem.
          Ależ scena, kiedy Gajewski znajduje w jakiejś piwnicy martwą Nanę Petru.
          Przerażający klimat, no i poza ofiary, ilustracja muzyczna...
          Robi wrażenie, jak dobrze że 1 serię powtarzali tak rzadko, ze zdązyłem zapomnieć ;]
          • barbasia1 Re: co na dziś ? 15.07.12, 14:25
            To cień szkicu raczej, heh. Szukałam w naszej wypożyczalni tego filmu, ale niestety nie ma , znalazlam go za to w necie, na tej stronie
            pelnyekran.pl/filmy/item/509-ajami-2009
            niestety jest tu problem z napisami polskimi, które, raz, nakładają się na obcojęzyczne napisy, dwa są przesunięte, ale spóbuję obejrzeć ...




            :)
            • grek.grek Re: co na dziś ? 16.07.12, 14:13
              niezła strona :]
              Kultura na pewno da riplej.
              oni ze wszystkiego riplej dają ;]
              • barbasia1 Re: co na dziś ? 18.07.12, 17:39
                > oni ze wszystkiego riplej dają ;]

                Niewątpliwie ma to dobre strony. Też czekam na ripley.
    • grek.grek sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 14.07.12, 15:15
      tak patrzę, patrzę i nie jest tak najgorzej...

      "Vanilla Sky" chyba najciekawsza rzecz,23:55 w TVP1.
      niektórzy wolą wersję hiszpańską, a mnie jakoś hamerykańska się podoba.
      z Cruise'em i Penelopą.

      wcześniej, 20:20, "Wróg publiczny" z Willem Smithem.
      To jest bardzo, bardzo dobry film sensacyjny; świetny momentami.
      Ma tylko jedną wadę... puszczany jest zbyt często i, nie wiem jak Wam, ale
      mnie się dokumentnie opatrzył.
      Błogosławieni, którzy jeszcze nie widzieli, a mają dziś wieczorem ochotę na
      jakiś film :]

      TVP Kultura,m 20:20 "BLask", niezwykła historia pianisty, artysty pchanego
      do sukcesu przez ojca i płacącego za to wysoką cenę, aż do momentu...
      Obejrzyjcie. świetny Geoffrey Rush.
      Mamy ten film w archiwum, tak przy okazji, he... he... he ;]

      w TVN :
      20:00 "OKrucieństwo nie do przyjęcia Joela Coena,
      22:05 : "PRestiż" Nolana

      zacne propozycje, chociaż "Prestiż" chyba już był i my też to uwieczniliśmy.

      Czesi powtarzają "Zapaśnika" [23;45, w CT1], również opisywaliśmy, komentowaliśmy.
      nic nas nie może zaskoczyć, jesteśmy jak pokerzysta z samymi asami w rękawie,
      wyłapiemy powtórkę w trymiga. tacy jestesmy my, tacy my jesteśmy ;]]
      • grek.grek Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 14.07.12, 15:16
        * "Zapaśnik" 23:15.
      • barbasia1 Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 14.07.12, 15:54
        Na "BLask" się chyba skuszę...

        "Zapaśnika" wolałabym po polsku. Niedawno dołączony był do jakiejś gazety, mignął mi w kiosku czy EMPiku, żałuję, że nie kupiłam.


        Ha, ha. :)))

        Na razie cierpliwie rejestrujemy powtórki, ale za chwilę żądni nowości, będziemy się ich głośno domagać! , prawda Prezesuńcu?

        • grek.grek Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 15.07.12, 14:50
          weźmiemy zakładników i zagrozimy, ze zmusimy ich do całodobowego
          oglądania "Barw Szczęścia" :]
          to będzie mordercze ultimatum.

          I jak, obejrzałaś "Blask" ?

          Ja się zainstalowalem na "Vanilla Sky".
          bardzo dobre, nic nie straciło w moich oczach, ale po drugim obejrzeniu
          chyba druga część odstaje od pierwszej, wchodzi już w grę wątek sennej
          ułudy, firma spełniająca marzenia, "być jak pies Benny" ;] i trochę film
          traci urok, aczkolwiek w finale pojawia się interesujący dylemat przed ktorym
          staje bohater.
          świetna Penelopa i, o dziwo, Tom Cruise też dał się oglądać.
          żartuję, to dobry aktor, trochę sponiewierany przez swój celebrytym przez co
          zawsze jest pewna bariera w podejściu do jego aktorstwa. przynajmniej mnie
          się to gdzieś tam, chwilowo chociażby, pojawia.
          A Tobie ?
          A Wam ?

          To zresztą nie tylko casus Cruise'a, ale i np. Brada Pitta.
          Dzisiaj Brad w dobrym flmie, ale... zaraz, wczoraj widziałem go przelotem w
          jakiejś plotkarskiej rubryce, ze go złapano, jak kupował gatki w żółwie. Litości... ;]
          "Brad Pitt z dzieckiem, jak uważacie : jest słodki ?" - klasyka portalowa.
          Po takim czymś człowiek się, chcąc nie chcąc, uprzedza.
          Znaczy, ja się trochę uprzedzam, bo mi to zostaje w pamięci i jak na złośc akurat
          wtedy się wyświetla, kiedy absolutnie nie powinno, heh.
          • siostra.bronte Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 15.07.12, 16:14
            grek.grek napisał:

            > weźmiemy zakładników i zagrozimy, ze zmusimy ich do całodobowego
            > oglądania "Barw Szczęścia" :]
            > to będzie mordercze ultimatum.

            Hehehe!
            Chodzi mi po głowie, żeby zacząć oglądać filmy w youtube, oczywiście raczej klasykę, bo jest bardziej dostępna. Nawet jeżeli nie wszystko zrozumiem :) Bo te powtórki w tv są naprawdę denerwujące.
            • grek.grek Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 16.07.12, 14:12
              no to tylko mogę pogratulować.
              Tobie - decyzji.
              a sobie i nam - perspektywy Twoich recenzji :]
              • siostra.bronte Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 16.07.12, 16:48
                Dzięki. Oby to nie był słomiany zapał :)
      • siostra.bronte Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 14.07.12, 18:02
        I znowu jakoś nic mnie nie kręci :)
        "Blask" widziałam, "Wroga publicznego" też i to ze dwa razy. "Vanilla sky" zobaczyłam tylko kawałek, bo jakoś mnie zmęczył. Pozostaje ewentualnie "Prestiż".
        • grek.grek Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 16.07.12, 14:10
          skusiłaś się ?
          • siostra.bronte Re: sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 16.07.12, 16:49
            Spóźniałam się na początek, potem jakoś nie mogłam się wciągnąć i zrezygnowałam.
    • barbasia1 OT muzyczny z Radio Roxy 14.07.12, 20:12
      Na Radio Roxy online ucho nastawiłam,
      i na taki oto sympatyczny utwór trafiłam

      www.tekstowo.pl/piosenka,foster_the_people,pumped_up_kicks.html
      :)
      • grek.grek Re: OT muzyczny z Radio Roxy 15.07.12, 14:52
        dobre, podoba mi sie ten typ energii, ten styl.
        • barbasia1 Re: OT muzyczny z Radio Roxy 15.07.12, 15:19
          :)

          Panowałam wczoraj nadobić zaległości w odpowiedzi na postach, ale tak skonana byłam, że na słuchaniu radia Roxy i przeglądaniu stron filmowych się skończyło. :/

          Dobrej niedzieli, Greku. :)
          • grek.grek Re: OT muzyczny z Radio Roxy 16.07.12, 14:08
            co się odwlecze, to nie uciecze...

            Radio Roxy - aaa, to jest dobry wybór, Barbasiu :]

            mam nadzieję, ze był istotnie ?

            dzięki, gut niedziela, każdy dzień is gut, nawet jakby
            nie wszystko na gut by wyglądało... czego i Tobie życzę :]
            • barbasia1 Re: OT muzyczny z Radio Roxy 18.07.12, 17:56
              :))))

              Taki jeden fajny facet mi je polecił. :}

              > dzięki, gut niedziela, każdy dzień is gut, nawet jakby
              > nie wszystko na gut by wyglądało... czego i Tobie życzę :]

              To jest gut, a nawet very gut myślenie! :)))

              • grek.grek Re: OT muzyczny z Radio Roxy 19.07.12, 14:14
                kto to mógł być ?.. ;] [dzięki]

                carpe diem :]
                • pepsic Re: OT muzyczny z Radio Roxy 19.07.12, 15:24
                  kto to mógł być ?
                  Smakosz wiśniowych konfitur?
                  ;))
                  • barbasia1 Re: OT muzyczny z Radio Roxy 22.07.12, 16:55
                    pepsic napisała:

                    > kto to mógł być ?
                    > Smakosz wiśniowych konfitur?
                    > ;))

                    A tego jeszcze chyba nie wiem?
                    :)
    • siostra.bronte "Konopielka" 14.07.12, 23:22
      Jutro w dwójce, oczywiście po nocy.
      Może już widzieliście, ale na wszelki wypadek zwracam uwagę :)
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 15.07.12, 08:25
      w ostatniej chwili przed wyjazdem przybieglam, zeby sie pochwalic, ze wczoraj w Biedronce udalo mi sie trafic jeden z tomow Leksykonu filmowego Z. Kaluzynskiego i T. Raczka! "Komedie, przygody, animacje" za 9,90zl :)))
      • barbasia1 OT książkowo-wakacyjny 15.07.12, 13:23
        O! Fantastycznie.
        Wszytskie tomy są świetne, ale ten chyba szczególnie ze względu na gatunek filmowy , który w tym tomie panowie biorą na warsztat krytyka.
        Przyjemnej lektury zatam, mam nadzieję, zabierzasz na wakacje ze sobą? Pasuje w sam raz.

        A mnie brakuje tylko tomu II Leksykonu filmowego - "Ekranizacje literatury"(wszytskich jest pięć). Na razie pożyczyłam z bibliteki w przyszłym tygodniu, jak pozwolą, przedłużę po raz chyba piąty? ;)

        Wybiorę się jutro do naszej Biedronki. Może u nas rzucą tom II? Dzięki, Maniu, za wieści. Szczęśliwej podróży! :)

        /Świetna cena!/
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22) 16.07.12, 14:10
        no to wpadłaś... teraz będziemy Cię ganiać, żebyś cytowała nam... wszystko, he he.

        udanych wojazów oraz wojaży :]
    • grek.grek "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 16.07.12, 14:37
      wczoraj ustrzeliłem film o Pszoniaku.
      "Z Gliwic do Paryża".
      A w nim sam aktor o sobie, o początkach, o dzieciństwie w Gliwicach rodzinnych,
      o aktorstwie, o spełnianiu się na scenach paryskich i w filmach, o rodzinie, o
      matce, ojcu. DUżo wypowiedzi o nim jego partnerów filmowych, reżyserów, o
      jego najbardziej znanych rolach ["Biesy" u Wajdy, gdzie grał Wierchowieńskiego,
      "Danton" kinowy, "Ziemia obiecana"]. Fragmenty filmów, spektakli teatralnych, jakiegoś benefisu,
      rozmowy na gliwickim rynku, ale i zdjęcia z Paryża, gdzie człowiek mieszka,
      chadza po ulicach, ma swoją ulubioną kawiarnię.

      Podobało mi się, jak powiedział, ze dla niego aktorstwo, to "nie jest zawód, nie uważa
      się za zawodowego aktora, bo nigdy aktorstwo nie było dla niego jedynym źródłem
      zarobkowania, a do tego : nie gra "od 9 do 5", tylko jest aktorem cały czas, nie
      przestaje obserwować świata, analizować, na scenie jest po prostu sobą akurat
      zmienionym na potrzeby tekstu, ale zachowującym swoją tożsamośc duchową" -
      niedokładnie tak to powiedzial, to taka próba moja ujęcia w jedno jego słów.

      I o ojcu, że zmarł, bo nie mógł znieśc, ze rodzina została zmuszona do opuszczenia
      Lwowa. Tak tęsknił, ze umarł.

      Trochę także fabularyzowanych epizodów z jego biografii, które sam opisał, a młodzi
      aktorzy zagrali. Zgrabnie to wszystko zaplecione w jeden rytm narracji. I wyłonił się
      z niego sensowny facet, trochę pretensjonalny może, ale bystry i naprawdę oddany
      temu, co robi, aktor z powołania. CO ciekawe, był odrzucany na egzaminach, zdaje się
      do najbardziej prestiżowej szkoły aktorskiej - Warszawa czy Krakow, przyznam że wyleciało
      mi z głowy - w każdym razie : początki miał trudne, warunki podobno liche, ale
      jakoś nikt nie wpadł na to, zeby sprawdzić czy ma talent :] sam Pszoniak wspomina to
      bez zyły na czole, spokojnie, jak człowiek, który zdobył w swojej branży pozycję dającą
      mu przywilej wielkoduszności ;]

      "Historia bluesa"
      to jest rzecz o... zaskoczę Was... o bluesie ;]
      Czarnym jak kawa i ostrym jak papryka.
      Amerykańskim.
      Skip James, JB Lenoir - niewidomy wizjoner i paru innych - ich sylwetki i osobowości
      muzyczne są przedstawiane w taki sposób, żeby przy okazji prześledzić jak rozwijał
      się blues w Ameryce połowy XX wieku.
      Reżyserem jest Jim Wenders, a to co widziałem, to II część IV-częściowego cyklu.

      Dużo muzyki, zdjęć, fachowa chronologia, ciekawe obserwacje przypominające jak
      blues opowiadający o zyciu konkretnych ludzi zaczął ewoluować w stronę bluesa
      zaangażowanego społecznie. świetne kawałki, archiwalne nagrania, i perełka :
      współczesne nawiązania do twórczości starych bluesmanow, na czele z zawsze
      świetną Cassandrą Wilson.
      Co ciekawe, ale i nie dziwne, o ile dziś muzycy zarabiają i zyją godziwie, o tyle
      ojcowie bluesa zwykle egzystowali w warunkach ubogich i umierali raczej bez pompy.
      Kochali muzykę. Byli artystami w najściślejkszym tego słowa znaczeniu : nie dbali
      o nic, procz własnej muzyki i chęci dzielenia się nią z innymi ludźmi. luksusy
      nie były im w głowie. Skip James ponoć nawet własnych strun do gitary nigdy
      nie miał, tylko ciągle grał na pożyczonych sprzęcie, co dodatkowo podnosi walor
      jego muzyki i jego skalę umiejętności.

      dobre rzeczy :]

      • siostra.bronte Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 16.07.12, 17:13
        Chciałabym dyskretnie przypomnieć, że czekamy na parę słów o "Żywocie Mateusza" :)
        • grek.grek Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 17.07.12, 13:53
          nagrałem.
          wkrótce obejrzę.
          z chęcią coś napiszę :]
          • siostra.bronte Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 18.07.12, 14:37
            Super :)
      • pepsic Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 16.07.12, 20:10
        Nie wiem, czy w ramach tego samego cyklu, ale wcozraj n-ty raz zaśmiewałam sie ze skeczu z udziałem Pszoniaka i Fronczewskiego "Awas", dla mnie rewelacja.
        • grek.grek Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 17.07.12, 14:11
          tak, był w trakcie rozmowy z Pszoniakiem wieczornej.

          i nawet się nie skrzywił, że w ramach przywoływania jego
          najlepszych rzeczy z aktorskiego dorobku pojawił sie także
          ten skecz.
          A prowadząca taktownie przeszła dalej, ku jego kreacjom
          teatralnym, tak żeby nie stworzyć wrażenia, że ten Awas to
          jakaś cezura w jego zawodowym życiu ;]
      • barbasia1 Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 18.07.12, 20:59
        "Z Gliwic do Paryża"

        Miał szczęście do ciekawych ról.

        Lubię takie opowieści z życia ... :)


        "Historia bluesa"
        Czasy to, kiedy muzyka nie była jeszcze przemysłem. :)
        • grek.grek Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 19.07.12, 14:23
          yes, Barbasiu, i chyba nosa trochę, nieprawdaż ? :]
          i pomyśleć, ze go nie chcieli, bo "warunków nie miał",tak
          jakby aktor musiał mieć od razu cechy amanta albo... atlety, hehe.
          Tak jakby dla tych niepozornych, a za to utalentowanych, ról nie pisano.

          a tak, jakkolwiek już zaczynało się tam coś dziać, wytwórnie, płyty,
          gdzieś tam przemysł muzyczny w powijakach. ale sztuka, takie ma się
          wrażenie, jeszcze była czysta i bez tej cezury, że może istnieć tylko w
          warunkach sprzedaży.

          • barbasia1 Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 22.07.12, 17:24
            Prawdaż.

            > i pomyśleć, ze go nie chcieli, bo "warunków nie miał" [...]

            Wiem, że do szkoły aktorskiej przyjmują, przy czym nie wiem w jakich proporcjach, zarówno amantów jak i kandydatów na aktorów charakterystycznych, widocznie w owym czasie charakterystyczność Pszoniaka budziła wątpliwości. ;)

            Ale nie tylko brak warunków mu wytknięto, ale jeszcze "brak wrażliwości" i "wady wymowy"!? Mówi o tym wszytskim w zalinkowanym niżej wywidzie.

            Pszoniak wspominał w wywiadzie, że jak dowiedział się, że nie może przystąpić do drugiego etapu egzaminów z powodu braku warunków, otworzył drzwi do sali i krzyknął w kierunku komisji: „Niech się wam, k…., nie wydaje, że nie będę aktorem”. A w komisji byli – między innymi – Perzanowska, Świderski, Jan Kreczmar i Wyrzykowski".

            Człowiek z charakterem. :))

            wywiadowcy.pl/wojciech-pszoniak/


            Racja.
    • barbasia1 Dziś w TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte" 16.07.12, 22:17
      (2009) izraleskie "Broobeck Mountain", by scharakteryzować w największym skrcie!? Opowieść o związku żonatego mężczyzny z młodszym partnerem w ortodoksyjnej społeczności żydowskiej w Jerozolimie ...

      Zauważyliście, to już kolejny (trzeci?) film w ostanim czasie podejmujący wątek miłości homoseksualnej.

      Godzina 22.00, teraz już.

      W tym samym czasie "Glina" i nasz wspaniały komisarz Gajewski.
      Heh. I co tu wybrać? :/

      :)

      • siostra.bronte Re: Dziś w TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwa 17.07.12, 00:01
        O, zauważyłaś! Nie napisałam o tym filmie, bo moglibyście pomyśleć, że mam jakąś obsesję na ten temat :)
        Widziałam "Oczy szeroko otwarte" jakiś czas temu, chyba w Ale kino. Może jutro napiszę coś więcej.

        • barbasia1 Re: Dziś w TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwa 17.07.12, 21:48
          siostra.bronte napisała:

          > O, zauważyłaś! Nie napisałam o tym filmie, bo moglibyście pomyśleć, że mam jaką
          > ś obsesję na ten temat :)

          EnienocTty, nie pomyślelibyśmy, wcale nie, chyba nie, no może trochę, he,he. ;))
          • siostra.bronte Re: Dziś w TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwa 17.07.12, 22:47
            :D
      • grek.grek TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Vertigo 17.07.12, 14:08
        bez możliwości nagrywania z dekodera czuję się jak bez palca u nogi :]
        ciekaw byłem konfrontacji tego filmu z "Brokeback", no i tak mi wyszło, że
        nie obejrzałem. Mogłem wskoczyć w ostatnie pół godziny, ale uznałem, że
        to by było gorsze niż nieobejrzenie wcale. Lepiej spróbować z całością, w momencie
        ponownej emisji.

        czy Tobie udało się obejrzeć ?

        a to jest zagwozdka.
        Jakbyś miała czeskie kanały, to by Ci jeszcze doszedł "Arizona Dream" i "Dexter, II" ;]

        Obejrzałem za to wczoraj, powtórkowo, najpierw "Vertigo", a później ww. Dexa.
        Uff, Vertigo to jest jednak niezmiennie klasa, jakże inna oprawa niż dzisiaj, ile
        stylu.
        Tylko kobiece ubrania tragiczne, nie podkreślające kobiecego wdzięku. Aż szkoda, ze
        Kim Novak trafiła na modę tak tragicznie toporną. Te spódnice pod kolano nietwarzowe...
        a pod spodem zapewne majtki dokładnie zabudowujące każdy centymetr pośladków [rany,
        jakie słowo fatalne, ale "tyłek" jeszcze gorsze, zaś "d..a" to się kojarzy z zupełnie
        czym innym niż estetyka ciała plus : mam skromny zasób słów, więc może poratujecie jakimś adekwatnym i seksownym określeniem ? :]] i nie poprawiające wyglądu zewnętrznego, no
        i ten materiał wyglądający jak jakaś wykładzina podłogowa... A jak sukienka, to a'la Audrey
        Hepburn - taki klosz długi w dół.

        Nie znam się na krawiectwie, ale amerykański konserwatyzm społeczno-polityczny musiał
        mieć wtedy decydujące wpływy nie tylko w Kongresie ;]
        Patrząc na te aktorki i ich wystrój zewnątrza, czułem i czuję się zawsze jak facet
        rozpłaszczony na gładkiej ścianie i szukający na niej choćby minimalnego, tyci-tyci
        punktu zaczepienia, zeby nie spaść w dół.
        Tutaj spada moja wyobraźnia, bądź co bądź, także erotyzująca.
        Nobliwie ubrane ładne, zgrabne dziewczyny.
        Zgroza.
        Żadnej kobiecie to zresztą nie przystoi.

        Ale film jest nie do zgrania.
        to znaczy... raz na jakieś półtora roku-dwa lata :]
        • pepsic "Vertigo" to inaczej "Zawrót głowy" - by Hitchcok 17.07.12, 15:22
          Zawsze mi się wydawało, że to, co zakryte jest bardziej pociągające. Lubię modę z lat 50 i 60-tych za podkreślanie ... kobiecości. Prawdziwe damy:)

          Ps. Nie ma takiego słowa w j. polskim określającego tę część ciała w sposób, jaki sobie życzysz;)
          Ps. 2. Tytuł pozwoliłam sobie poprawić dla porządku.
          • grek.grek Re: "Vertigo" to inaczej "Zawrót głowy" - by Hitc 18.07.12, 16:09
            o, masz wiele racji, Pepsic.
            Tylko... wiesz, chodzi o to, żeby to zakrywanie jednocześnie
            pobudzało wyobraźnię.
            A tutaj... no nic, raczej tę wyobraźnię skutecznie blokuje :]

            haha :]
            tego się obawiałem...
            "zadek" też nie pasuje, fatalne słowo.
            "pupa" - infantylne, raczej do opisu niemowlaka pasuje.

            cóż za punktowe ubóstwo skądinąd bogatego języka, nieprawdaż ? :}
            • barbasia1 Re: "Vertigo" to inaczej "Zawrót głowy" - by Hitc 18.07.12, 16:24
              A mnie potoczna pupa, pasuje mi do opisu kobiecej sylwetki,
              a pośladki do męskiej.

              Pośladki, męskie pośladki ... - mnie to kręci ;)))

              :)
              • grek.grek Re: "Vertigo" to inaczej "Zawrót głowy" - by Hitc 21.07.12, 14:30
                ciekawe rozróżnienie :]

                o, no proszę ;]
        • barbasia1 Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 17.07.12, 16:28
          Ożeż, szkoda wielka!
          Są nowe kanały, ale nie ma nagrywania. Jak to śpiewał Jan Kaczmarek - "bilans musi wyjść na zero", heh.

          Obejrzałam, ale znów nie cały. Komisarz Gajewski nie pozwolił ;)

          Film "Oczy..." jest bardziej złożony, bogatyszy psychologicznie, tym samym, myślę, ciekawszy od "Brokeback Mountain". Główny bohater Aaron, otrodoksyjny Żyd, mąż ojciec czwórki dzieci (Aaron przyjął na pomocnika do swego sklepu rzeźniczego studenta Ezriego, który który wzbudził w nim wielką namiętność ) zmaga się nie tylko z presją swojej społeczności, tak jak bohaterowie BM, (tu społeczności na tyle małej, że wszyscy o wszytskim natychmiast wiedzą), która stanowczo potępia związki homoseksulane, (a presja ta jest naparwdę silna i prawdziwy strach może budzić, "strażnicy moralności", młodzi studenci Tory nachodzą Aarona, szantażują go, straszą pozbawieniem pracy, zarobku, wyrzuceniem z jego i rodziny ze społeczności, wieszają obok jego domu plakaty głoszące, że oto w pobliżu mieszka grzesznik, nie wahają się nawet sięgnać po drastyczniejsze środki - pewnego wybijają kamieniami witryny sklepu rzeźniczego Aarona, by dać wyraz swojej niekaceptacji i by skłonić Aarona do wyrzucenia Ezriego, Ezrie, miesza na zapleczu jego sklepu, tam też się do siebie zbliżają ), ale potężne rozdarcie powoduje też świadomość łamania zasad religijnych, w których został wychowany, które wyznaje i które są dla niego bardzo ważne (w nich wychowuje też swoje dzieci) .


          :)
          • barbasia1 Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 17.07.12, 16:36
            Jest jeszcze w Aaronie poczucie winy wobec rodziny, zdradzanej żony, która z budzącą podziw i szacunek cierpliwością czeka ...
          • siostra.bronte Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 17.07.12, 16:50
            Bardzo ciekawy film. Zwłaszcza ze względu na miejsce akcji. Tak jak to już opisała Barbasia, ultraortodoksyje środowisko Żydów. Aż trudno uwierzyć, że można żyć według tak surowych norrm religijnych, pod całkowitą kontrolą "strażników moralności".
            Historia zakazanej miłości bohaterów jest pełna prawdziwych emocji i namiętności. Między Aaronem i Ezrim aż iskrzy. Greku, "Brokeback Mountain" chowa się przy tym filmie :)
            Nie zdradzę chyba tajemnicy, że film nie kończy się dobrze. I trochę szkoda. Brakuje odrobiny nadziei....
          • grek.grek Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 18.07.12, 16:07
            dzięki, Barbasiu :]

            ciekawa opinia, Twoja i Siostry, że oskardowe "Brokeback" nie dostaje do
            "Oczu". Z niecierpliwością czekam na powtórkę, mam nadzieję, ze... będę
            mógł się z Wami... nie zgodzić i się rozdyskutujemy :]
            • barbasia1 Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 18.07.12, 16:10
              He, he. Zgodzisz, się z nami, zgodzisz! Czuję to w kościach. ;))
              • siostra.bronte Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 18.07.12, 16:26
                Na pewno :)
                Tym bardziej, że Grek miał do "Brokeback Mountain" zastrzeżenia. Sprawdziłam:)
                Powtórzę swoją opinię, że "BM" jest filmem przereklamowanym, pozbawionym wiarygodnych emocji, z fatalną rolą Heatha Ledgera. Podobał mi się tylko Jake Gylenhaal i muzyka.
        • siostra.bronte "Zawrót głowy" 17.07.12, 16:57
          Ciekawe, że tyle miejsca poświęciłeś ówczesnej modzie.
          Zgadzam się z Pepsic, że bardziej ekscytujące jest to czego nie widać. Ale może mężczyźni mają inne zdanie :)
          A jak Ci się podoba Kim Novak?
          • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 18.07.12, 16:04
            hehe :]
            tak się trochę obruszyłem, nie ? ;]

            Kim Novak - świetna.
            to właśnie ona mnie sprowokowała do tej tyrady nt. mody ówczesnej
            utrudniającej ekspozycję pełni urody wielu aktorek.
            • siostra.bronte Re: "Zawrót głowy" 18.07.12, 16:41
              A "Pal Joey" widziałeś?
              Kim robi tam striptiz, niestety przerwany przez Franka Sinatrę :)
              • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 19.07.12, 14:12
                bad Frank, bad Frank ;]

                mam nadzieję zobaczyć kiedyś.
        • barbasia1 "Vertigo" 18.07.12, 20:50
          Zgadam się z Pepsic, z Bronte, akurat lata 50 i 60. szczególnie emanowały kobiecością, a stroje uwydatniała kobiece kształty, talię. Szalenie kobiece imo były te kloszowe szerokie, wcięte w talii sukienki i kloszowe spódnice za kolano albo dla odmiany bardzo wąskie ołówkowe spódnice.
          Moda lat 50. nie ograniczała się tylko do mocno zabudowanych kreacji, kobiety nosiły też suknie z odkrytymi dekoltami albo wycięciami z tyłu, charakterystyczne dla tych czasów były też seksowne sukienki typu gorset z ramiączkami albo bez ramiączek.

          Czyż nie jest śliczna i seksowna np. ta sukienka z g o ł y m i ;) plecami
          www.bemodels.pl/artykuly/zobacz/125/historia-mody-lata-5/strona/2#!prettyPhoto[group]/2/

          Ciekawa tych kreacji Kin Novak w "Vertigo" pogrzebałam w necie natrafiłam na blog, który nie tylko pokazują kadry z filmów , ale zamieszcza rozmowę z Kim Novak na temat jej stojów w filmie. Kim wyznała, że początkowo nie przypadł jej do gustu ten obcisły szary kostiumik z małym żakiecikiem z ołówkową półdługą spódnicą, zwłaszcza kolor (celowo wybrany) nie mnie jednak w końcu paradoksalnie pomógł on jej zbudować rolę Madeleine.

          Kostiumy do "Vertigo" zaprojektowała Edith Head (najbardziej uhonorowana kostiumolożka hollywoodzka, 35 dominacji do Oscara, 8 nagród) ,a szary kostiumik powstał na podstawie wskazówek samego Hitchcocka, reżysera filmu . Prosty szary elegancki, kostium przydający jej, platynowej blondynce, upiornej, śmietrlenej bladości miał nadawać postaci Madelene elegancji, tajemniczości, czy nierelności. Madeleine miała wyglądać niczym istota z zaświatów, wg. jej męża Madeleine miała być opętana przrez ducha prababki Carlotty Valdes.


          Więcej na ten temat tu:
          berentzannacmp.wordpress.com/2009/11/03/edith-head-kim-novak-style-in-vertigo/
          Tu jest fascynujący artykuł na temat kostiumów w "Vertigo" i ich zwiazków z filmowymi charakterami bohaterek:
          clothesonfilm.com/costume-identity-in-hitchcocks-vertigo/25039/
          Jeden tylko fragment a propos wypowiedzi Twej Greku, być może wyjaśni on dlaczego, tak chłodne emocjonalnie wrażenia i spostrzeżenia wywołała u Ciebie kobiecość bohaterki granej przez Kim Novak ...

          "Madeleine is a femme-fatale, both dangerous and desirable. Yet her clothing is not overtly sexualised. She bears little flesh, often choosing high necklines and long sleeves. The classic ‘Hitchcock blonde’, Madeleine embodies the aloof beauty described by Truffaut as ‘the paradox between the inner fire and the cool surface’.

          In this way Madeleine personifies Hitchcock’s sexual ideal, which he described thus: ‘We’re after the drawing-room type, the real ladies, who become whores once they’re in the bedroom. Poor Marilyn Monroe had sex written all over her face, and Brigitte Bardot isn’t very subtle either.’ Madeleine, carefully buttoned-up in her little grey suit, has a discreet sexual allure. She is reserved, mysterious, the ‘drawing-room type’
          (jakby trzeba przetłumaczyć to powiedzcie)
          • grek.grek Re: "Vertigo" 19.07.12, 14:18
            ale zawodowo to napisałaś :]

            no a ja nijak nadal nie mogę się przekonać do tej mody kobiecej...

            męska już mi się bardziej podoba, te kapelusze i garnitury...
            sam byś wdział ;]
            Aczkolwiek, James Stewat noszący pasek od spodni pod pachami wyglądał
            także co nieco fikuśnie, hehe. [to tak, z mojej strony, dla wyrównania proporcji].
            • grek.grek Re: "Vertigo" 19.07.12, 14:19
              * byM
            • pepsic Re: "Vertigo" 19.07.12, 18:12
              To prawie tak, jak komisarz Zawada z "Kryminalnych";)
            • barbasia1 Re: "Vertigo" 20.07.12, 20:36
              Ściągę miałam. :))

              A mnie się bardzo podoba i moda męska również. :)

              He, he. Miałam takiego znajomego, wcale nie starego, który tak właśnie, nosi spodnie i pasek od spodni, pod pachami.

              Greku, wyglądałbyś szalenie intrygująco w kapeluszu, prochowcu,
              paska i tak nie byłoby widać ... :)
              na pierwszy rzut oka ... :}





              • grek.grek Re: "Vertigo" 21.07.12, 14:32
                widać to był oldskulowy gość :]

                hehe, kto wie, w tym prochowcu to by mnie mogli
                brać zarówno za detektywa, jak i za... wiemy, kto
                wieczorami lubi chadzać w prochowcu i dlaczego spod
                niego wystają dołem gołe łydki ;]]

                • barbasia1 Re: "Vertigo" 22.07.12, 17:55
                  Śmieszny. ;)

                  Hehehehe! :)
                  EnocoTy! Latem byś tego płaszcza przecież nie nosił. :))
          • pepsic Re: "Vertigo" 19.07.12, 18:20
            To wymienionych pań BB, MM, AH dorzuciłabym ikonę mody tamtych lat, damę (obsesja?) w każdym calu: Jacqueline Kennedy.

    • pepsic "Co wiesz o Elly" kultura / "Synegdocha" ale kino 17.07.12, 15:09
      Zachęcam do obejrzenia tego irańskiego dramatu, warto. Temat: pozycja kobiety w Iranie. W ojejku temat został już opisany i przewałkowany. Dodam, ze reżyser może się pochwalić świeżutkim Oscarem za "Rozstania", godz. 21:45,

      W "Ale kino+" późno w nocy "Synekdocha, Nowy York" - trudny, intrygujący. Film jakby dla Ciebie Grek i spokojnie mogłabym go polecić, gdyby w grę wchodził inny kanał, tym bardziej, że gł. bohatera, jakże znakomicie gra Twój ulubiony P.S. Hoffman. Ja go tez lubię:)
      • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" kultura / "Synegdocha" ale 17.07.12, 21:44
        Ożeż, znowu poważna konkrurencja dla "Gliny"! Cozapech!

        Rzuciłam okiem na dzisiejszy program, i oczom nie wierzyłam, w TVPKultura dają najpierw, o godzinie 20.20 1596 powtórkę komedii z brodą "KC Dezerterzy" , a potem dopieroświeżą premierę głośnego irańskiego filmu reżysera ze światowej czołówki. Rozumiecie coś z tego?

        P.S. Hoffman - ja się dołączam do wszytkich lubiących i ceniących tego aktora.
      • grek.grek Re: "Co wiesz o Elly" kultura / "Synegdocha" ale 18.07.12, 16:01
        yes, mamy to na rozkładzie, i to w kilku miejscach, hehe.

        niestety, nie ma Ale kino. nadal nie mam. może kiedyś wskoczy
        pośród te dekodowane kanały...

        Hoffman jest zawodowy :]
      • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" kultura 22.07.12, 17:48
        "Co wiesz o Elly?" - rozmowę zostawiam na później...

        Teraz tylko jedna kwestia, która nie daje mi spokoju. Napisałaś w swoim poście, że Elly popełniła samobójstwo (przypomniałam sobie Twoje streszczenie zaraz po obejrzeniu filmu) z powodów honorowych. Zaskoczyło mnie to bardzo, bo byłam święcie przekonana , że Elly zginęła jednak przypadkowo ratując dziecko, które wpadło do wody. Skąd pewność, Pepsic, że to było samobójstwo? Elly przecież chciała w ten dzień koniecznie wracać do domu ...

        "Co wiesz o Elly? " by Pepsic
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,120424060,122086041,_Co_wiesz_o_Elly_pogmatwany_spojler.html
        • pepsic Re: "Co wiesz o Elly" kultura 22.07.12, 21:48
          Za trzecim (!) podejściem też zaczęłam się zastanawiać, skąd przeświadczenie o samobójstwie. Jednak okoliczności wskazują, ze tak: (scena z latawcem) i zachowanie współtowarzyszy, którzy po smutnym fakcie w popłochu analizują, przypominają szczegóły spotkania, którzy z jednej strony oszukują się, ze żarty, mają wyrzuty sumienia, niedomówienia. I trzeba wziąć pod uwagę inną kulturę, to, co u nas nieprawdopodobne, u nich staje sie całkiem realne. Poza tym zwykły wypadek nie wywołałby takiej paniki, ale z drugiej strony kropki nad i nie postawiono.
          • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" kultura 22.07.12, 23:42
            Scena latawcem? Nieprzypominam sobie nic znaczącego w tej scenie!?? O ile dobrze ją pamiętam ...

            Myślę, że gdyby wyjazd dziewczyny bez narzeczonego w towarzystwie damsko-męskim miał się okazać aż taką hańbą, która zmuszałaby do samobójstwa, dziewczyna raczej nie zdecydowałaby się na wyjazd, a jej znajoma - matka córeczki, której wychowaczynią była Elly nie namawiałaby ją do tego wyjazdu.

            Współtowarzysze wpadli w popłoch, bo okazało się, że nikt nie zna Elly i nic nie wie o dziewczynie, nie wszyscy wiedzieli,czyja to znajoma i skąd się wzięła na wycieczce, a tu czekały przecież przesłychania na policji ...

            Nie jestem przekonana do tego samobójstwa.
            • pepsic Re: "Co wiesz o Elly" kultura 23.07.12, 21:03
              Scenę z latawcem kończy wrażenie że Elly podjęła ważną decyzję, ale oczywiście sa to domniemania. Poza tym musiało coś być na rzeczy, jakieś odczucia, skoro uczestnicy spektaklu przyjęli wersję samobójstwa. Oczywiście, to tylko moje przeświadczenie, gdyż reżyser okoliczności jej śmierci pozostawił otwarte. Ciekawe, jaką hipotezę Grek w swoim omówieniu postawił, dopiero co miałam pod ręka, ale diabeł ogonem przykrył;)
              Prawdopodobnie nie uporała się, chęć przeciwstawienia się tradycji przerosła ją ponad siły. Wcześniej uległa perswazji Sepideh, znanej z wtrącania nosa w nie swoje sprawy, która potem czując się winna przeżywa ból i dramat. Notabene świetna aktorka, świetne poprowadzenie postaci!
              Tak, ale i honor Elly mieli na względzie, skądinąd niczemu winnej.
    • pepsic "Glina" - wczorajszy odcinek 17.07.12, 17:49
      Przespałam w sensie dosłownym:( Prawie cały odcinek, od rozmowy ojca ze Stuhrem w sprawie wyprowadzki. Paratujcie, opowiedzcie. Czy w wątku osobistym na linii Agata-Andrzej cos drgnęło, czy nadal zastój?
      Ps. Do Agaty wrócę, jak wrócę;)
      • pepsic Agata - krytyczne spojrzenie 17.07.12, 20:38
        Agata - wydmuszka czy obraz współczesnej kobiety wylewającej żale na forach internetowych, nieprzystosowana do prozy życia, powielająca stereotypy z marnych telenowel biorąca je za real. Ma niezłego faceta, spokojnego, kocha ją, trochę mruk (czasami walor), dobry kandydat na ojca (ma dobre relacje z córką), wyciąga średnią krajową. No, nie ma sie do czego przyczepić. Ale nie, wbiła sobie do głowy, że nigdy nie ma go w domu. Ano nie ma, bo za przestępcami się ugania, nie za kobitkami, bo jak większość ludzi na świecie pracuje. Agata nie ma swojego życia (Grek by napisał pasji, ale tak daleko nie sięgajmy), nie ma przyjaciółki, matki, siostry. Z kolesiem z pracy wykazującym zainteresowanie jej osobą pogrywa w dziecinne gierki, jakieś chore, egzaltowane pretensje o komplementy. Facet prawie ją gwałci w mało romantycznej scenerii. No chyba że to taka wyrafinowana forma seksu była, nie znam się. Nic to, za kilka godzin wskakuje mu na dobre do łóżka opuszczając człowieka, którego chwile wcześniej bardzo kochała i który tak zwyczajnie po ludzku na to nie zasługuje. Nie wiadomo właściwie, kiedy zdążyła się odkochać. Niestety nowy obiekt miłości nie wykazuje uznania jej zdolnościami kulinarnymi, na dodatek okazuje sie damskim bokserem, więc wraca bez krępacji do człowieka, którego skrzywdziła, a w tym samym dniu przymila sie i prowokuje do seksu. Widzicie tu gdzieś sens? Bo ja nie. Wniosek: albo Pasikowski nie ma pojęcia o kobiecej psychice, albo ja;)
        • barbasia1 Re: Agata - krytyczne spojrzenie 18.07.12, 15:15
          Akurat o Tobie, Pepsic, nie można powiedzieć, żebyś nie znała się na kobietach. :)

          Pięknie podsumowane, Pepsic!

          Do listy zalet Gajewskiego, dodałabym jeszcze, że jest to facet z zasadami, brzydzący się zdradą (ideał!) .

          Ale coś na obronę Agaty trzeba by napisać ...
          Za chwil kilka ...

          :)

          • pepsic Re: Agata - krytyczne spojrzenie 19.07.12, 14:37
            Do listy zalet Gajewskiego, dodałabym jeszcze, że jest to facet z zasadami, brzydzący się zdradą (ideał!) .
            Pożyjemy, zobaczymy, do ... III serii, i uchroń nas panie przed ideałami;)
            To w ramach wyrównywania proporcji:)
          • pepsic Re: Agata - krytyczne spojrzenie 19.07.12, 15:27
            Akurat o Tobie, Pepsic, nie można powiedzieć, żebyś nie znała się na kobietach
            Znany teoretyk ze mnie;)
            • barbasia1 Re: Agata - krytyczne spojrzenie 22.07.12, 23:14
              pepsic napisała:

              > Akurat o Tobie, Pepsic, nie można powiedzieć, żebyś nie znała się na kobieta
              > ch

              > Znany teoretyk ze mnie;)

              Ale masz przewagę nad innymi teoretykami, żeś kobieta! ;)
        • grek.grek Re: Agata - krytyczne spojrzenie 18.07.12, 16:31
          Pasikowski wcisnąl w postać Agaty swój własny kompleks, może
          uraz wobec pewnego typu kobiet.
          W Psach czy Krollach była to kobieta cyniczna i sprzedajna, "zła kobieta to była" :]

          Agata ma lżejszy kaliber, moze dlatego, ze Glina jest z ducha "pasikowski", ale
          scenariusz telewizyjny jednak, czyli nie jadący po bandzie.
          Dlatego Agata może równie dobrze uchodzić za ofiarę całej sytuacji.
          Nie jest figurą zdradzieckiego lachona, przepraszam za dosadnośc, ale
          tak własnie malować lubił femme fatale w swoich filmach reżyser i
          ich scenarzysta Pe.

          Pragnie bliskości kochanego faceta, ale on pracuje i o niej zapomina.
          więc ona, z potrzeby ciepła, rzuca się w ramiona takiego, co chociaż
          trochę z nią rozmawia i wykazuje jakies oznaki poczucia humoru i otwartości.
          robi to zatem nie tyle z chęci zdrady, ile z rozpaczy, rozczarowania, może
          nawet nieświadomie.

          Agata ogrywa stereotypy dot. kobiecości. że egzaltowana, że by chciała
          faceta upupić, odebrać mu życie i siebie w centrum postawić, że płacze bez
          przerwy, że uczucia jej przysłaniają rozsądek itd. I tylko to udało się
          przemycić do "Gliny" z Pasikowskiego krytycyzmu wobec płci piękniejszej :]

          czy płaczliwa i chwiejna emocjonalnie Agata, to lepsza wersja jest niż wyrachowana, zimna zdradziecka suka z innych filmow pana Pe ? hmm... Moze oba warianty są równie kiepskie ?
          A może Agatę da się usprawiedliwić, ale tylko z dużym udziałem komponentu litości
          i wspołczucia ? czy lepsza postać, nad którą można się tylko litować, czy taka która
          wzbudza raczej odczucia towarzyszące zwykle dusicielom ? :]
          • pepsic Re: Agata - krytyczne spojrzenie 19.07.12, 15:18
            A może Pasikowski źle rozegrał postać Agaty i zamiast pogubionej, ale wzbudzającej sympatię dziewczyny wyszła postać irytująca i bezbarwna, której nawet nie pomoże ogrywanie stereotypów. Albo może komisarz Gajewski jest dla tej młodej dziewczyny za stary metrykalnie i mentalnie i za bardzo monotematyczny ? (to tak w ramach wyrównywania proporcji;) Tak, czy owak, zdecydowanie lepiej udała mu się postać pani patolog, to co pisałeś wcześniej. Tu pozwolę sobie na kolejną mało elegancką uwagę, w pierwszej serii Agnieszka Pilaszewska miała 38 lat, tylko. Uwierzycie? I żeby nie było - lubię ją, tylko nie wiem, dlaczego tak bardzo upiera się przy blond włosach.
            A przy okazji, zaważyliście, jak w przeciągu 9 lat zmienił się wizerunek aktorek. Śliczna jak obrazek Urszula Grabowska [włosy i biuścik do pozazdroszczenia;) ] jest naturalna, z delikatnym make up'em, nie boi sie nie korzystnych ujęć, raz wygląda lepiej, raz gorzej. Dzisiejsze bohaterki filmowe to zupełne przeciwieństwo - plastik, dopracowany każdy cal, nadmiar tapety. I jak się z takimi utożsamiać? ;)
            Ale co by nie mówić, pierwszorzędnie reżyser poprowadził Bonaszewskiego jako szwarc charakter, potrafił sugestywnie zawrócić dziewczynie w głowie. Nawet się zastanawiam, może zbyt surowa dla Agatu jestem.

            • grek.grek Re: Agata - krytyczne spojrzenie 20.07.12, 16:23
              możliwe, że faktycznie nie dobrali się metrykalnie, on ma już dziecko i eks -żonę, a
              ona chce mieć dziecko i męza - on ma inne oczekiwania od życia i związku niż ona.
              Coś w tym jest.

              patolog by była dla Gajewskiego, wg mnie, w sam raz.
              tyle, ze są do siebie zbyt podobni, zeby to mogło filmowo odpalić :]

              w zasadzie, tylu dobrych ambitnych aktorów zeszło się w tym serialu, że to aż budzi
              uznanie dla możliwości perswazyjnych twórców... i zasobności portfela producentów ;]

              • pepsic Re: Agata - krytyczne spojrzenie 22.07.12, 22:04
                A poza tym Gajewski wygląda na faceta, który tak po prostu "nie lubi" kobiet i nie chodzi o preferencje seksualne. Taki, co to nie przytuli, nie pogłaszcze, nie flirtuje (nigdy, ale i nie zdradza), nie komplementuje, nie przynosi kwiatka, nie pochwali za ładny wygląd, no i seksapilu mu brakuje. Myśli, że jak kocha to wystarczy.
                • grek.grek Re: Agata - krytyczne spojrzenie 23.07.12, 14:34
                  z patolog trochę próbuje flirtować, ale to takie bardziej jest dzielenie się
                  potarganym zyciem, wspólnota doświadczeń codzienności, trudno tam
                  założyć nawet w wyobraźni jakieś szalone wygibasy na stole do sekcji zwłok ;]
                  • pepsic Re: Agata - krytyczne spojrzenie 23.07.12, 21:08
                    A tak, tylko, że to flirt wielce zawoalowany.
                    Żebyśmy się czasem nie zdziwili:)
                    • grek.grek Re: Agata - krytyczne spojrzenie 24.07.12, 14:14
                      wiesz, taka ostrożnie ćwierćintymna relacja dwójki ludzi nie mających złudzeń i uciekających w
                      swoją pracę od pustyni emocjonalnej w prywatnym życiu. moze te namiętności by były tu
                      nawet zupełnie nie na miejscu ?.. :]
                      • pepsic Re: Agata - krytyczne spojrzenie 24.07.12, 21:24
                        Nie sugerujesz chyba, że w żyłach naszych bohaterów płynie woda zamiast krwi, a poza tym kto wie, jak dalece sięgają fantazje erotyczne Władka;)
          • barbasia1 Re: Agata - krytyczne spojrzenie 23.07.12, 01:14
            > Agata ogrywa stereotypy dot. kobiecości. że egzaltowana,
            >że by chciała faceta upupić, odebrać mu życie i siebie w centrum postawić, że płacze bez
            > przerwy, że uczucia jej przysłaniają rozsądek itd. I tylko to udało się
            > przemycić do "Gliny" z Pasikowskiego krytycyzmu wobec płci piękniejszej :]

            To wcale nie tak, że Agata chce " faceta upupić, odebrać mu życie i siebie w centrum postawić".
            Agata, jako że jej relacja z Gajewskim jest stosunkowo świeża stara się po prostu budować trwały związek (w tym krótkim czasie jaki pozstaje między praca a odpoczynkiem, snem), traktując go bardzo poważnie. A inaczej niż poprzez bliskość fizyczną, bycie ze sobą , rozmowę!, wspólne przeżywanie emocji, współne doświadczanie wielu sytuacji życiowych, nie da się stworzyć , dobrego, mocnego, satysfakcjonującego związku z drugim człowiekiem , nieprawdaż? I Agata, choć bardzo młoda dobrze o tym wiedziała.

            Zaś Gajewski, zatraciwszy się w swej pracy, wyniszczającej psychicznie, fizycznie (w opisie Gajewskiego - stoi - "zmęczony życiem"), nie dostrzega jej strarań, nie dostrzega jej potrzeby bliskości lub być może je lekceważy (jak pisała Pepsic, pewnie uważa, że wystraczyć ma jej samo to, że ON ją kocha i że tylko on o tym wie), a to w końcu wywołuje w niej frustrację i popycha w ramiona doktora, który okazuje jej zainteresowanie.

            Pewnie A mogłaby się zająć jakąś pasją , tylko że frustracja , poczucie samotności, rozczarowanie prędzej czy później tak by w niej dało o sobie znać .



            Ciąg dalszy jeszcze na pewno nastąpi , z a tydzień

            Pa!
            :)
      • barbasia1 Re: "Glina" - wczorajszy odcinek 17.07.12, 21:32
        Agata mieszka osobno, nie kontaktuja sie z Andrzejem. We wczorajszym odcinku doktorek (Bonaszewski ) pod jej blokiem czekał i zaczepiał ją, kiedy do pracy wychodziła, ale posłala go do siedmu diabłów. Pożałował, że nie nie zrobił obdukcji po pobiciu...

        :)
        • pepsic Re: "Glina" - wczorajszy odcinek 19.07.12, 14:34
          Pożałował, że nie nie zrobił obdukcji po pobiciu...
          Niech zgadnę, Agata nawet nie zająknęła się o zaniechaniu swojej?
          (dzięki):)
          • barbasia1 Re: "Glina" - wczorajszy odcinek 23.07.12, 01:19
            Zgadłaś! :)

            Sprostowanie!: Agata nadal pomieszkuje z Andrzejem w tym wynajętym wspólnie mieszkaniu. Ale nie są ze sobą. Choć Agata chyba by chciała.
            Przepraszam za pomyłkę.
    • grek.grek "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 13:30
      Alez wczoraj przemeblowali program, prawdaż ? :]

      "Glina" wypadł z ramówki, wypadła "Samowolka"... ale za to pojawił się "Amok".
      I może słów parę na okoliczność.

      Rzecz jest z 98 roku, ale traktuje o początku transformacji, a tutaj konkretnie o
      początkach funkcjonowania giełdy papierów wartościowych w Warszawie.

      Temat jest świeży, więc interesuje media. Maciek jest redaktorem w jednej z gazet.
      Młody, rzutki, odwiedzający regularnie ojca, mieszkajaćego w zawalonym ksiązkami i
      albumami cichym mieszkanku, co podkreślać ma chyba inteligenckie pochodzenia
      Maćka. [Ojciec zajmuje się chyba zabytkami sakralnymi, w każdym razie w domu
      ma rózne figurki maryjne i chyba pracuje nad ich restauracją]
      Dostaje od szefa zadanie napisania artykułu o giełdowej rzeczywistości.

      POznaje Maksa, który go wprowadza w obyczaje i realia codziennego funkcjowania
      tej instytucji. Maks to jest człowiek początku lat 90, motywowany w życiu zasadą
      Gordona Gekko z Wall Street : chciwość jest dobra i kasa rządzi światem. Maks
      traktuje giełdowe rozgrywki, jak nową formę męskiej rozgrywki o wpływy i pozycję.
      Kiedyś liczyło się to, który upoluje i przytarga do pieczary mamuta, dzisiaj - kto
      nakosi kasę, i to bez jakichś uwłaczających etatów i comiesięcznych pensyjek -
      prawdziwi faceci, wg Maksa, zarabiają szybko i ruszając głową, a nie innymi
      częsciami ciała. Taka filozofia stawia jego samego w pozycji wysoce uprzywilejowanej :]

      Maciek na początku chce napisać tylko dobry artykuł. Szybko jednak zmieniają
      mu się priorytety. Obcowanie z Maksem, oglądanie jak prędko i wskutek posiadanie
      dobrych cynków, ew. dobrej intuicji, mozna zarobić mnóstwo pieniędzy, cały ten
      słowniczek pojęć giełdowych, codzienność skomplikowanych szachów w których figurami
      są ludzie, notowania, papiery i pieniądze - wchłania go aż po pięty. Na początku tłumaczy
      cała sytuację wymogami dziennikarskiej rzetelności. Nie można pisać o czymś, czego
      sie samemu nie spróbowało. zaczyna więc grać. Razem z Maksem i jeszcze paroma
      jegomościami. Zdobywa forsę. Uczestniczy w czymś frapującym. Wkrótce przestaje
      być dziennikarzem, tak naprawdę - staje się graczem, kumplem Maksa, należy już do
      innego świata.

      Miał plan : być dobrym dziennikarzem, poślubić wiolonczelistkę Ewę, mieć dziecko, dom itd.
      WEjście w giełdową rzeczywistość burzy te plany. Maks ciągle ironizuje z tradycyjnych
      relacji damsko-męskich, dogryza Ewie pozbawiając ją resztek wpływu na Maćka i czyniąc ją w jej oczach hamulcową postępu, rozwoju osobostego : "co, chciałabyś go uwiązać na smyczy ? i tylko w niedzielę wyprowadzać na spacer, tak ?" - mówi tak, jakby chciał Maćkowi zasugerowac, że jest kastrowany przez swoją dziewczynę i jej wyobrażenia o szczęsciu mężczyzny. Maciek tego słucha, a że coraz częsciej przebywa raczej z Maksem niż z Ewą - kiedy ona pyta "czy ja ci jestem do czegoś jeszcze potrzebna w życiu ?", on jej odpowiada, po dłuższym namyśle :"możesz zrobić mi kawy ?". Ewa wie, ze straciła Maćka.

      Maciek zaś dumny jest z siebie : pierwsze pieniądzena giełdową grę pożycyzł od ojca - teraz mu zwraca z procentem, a ojciec nie może ukryć wrazenia, kiedy słyszy ile i jak prędko Maciek zarobił. Nawet nieinteligencka zupełnie "o kur.a" wyskakuje mu z ust i obaj się z tego smieją serdecznie. Szefowi, który nagabuje Maćka o artykuł - chłopak cedzi w twarz, żeby się poszedł
      ślizgać "w miesiąc zarobiłem pół miliona, ile pan wyciąga na rok ?", a potem daje mu whisky. Szef : za co ? Maciek : za to, że mnie pan tam wysłał i dostałem swoją życiową szansę. De facto, Maciek odchodzi z redakcji.

      Sam Maks jest singlem. Sypia jednak z Julią, swoją dawną dziewczyną. A w rzeczywistości wykorzystuje ją do przeprowadzenia transakcji swojego życia, która uczyni go giełdowym
      pierwszoligowym graczem.

      Maks ma swoją przeszłośc. Kiedyś był szulerem karcianym. Pewnego razu musiał się salwowac ucieczką przed oszukanymi i dybiącymi na jego życie typkami - zwiał z hotelu zostawiając z niezapłaconymi rachunkami właśnie Julię. "Jak spłaciłam te długi ? jakoś sobie poradziłam...", sugerująco wspomina ten moment Julia. To był koniec ich związku. Ale nie koniec wzajemnego przyciągania seksualnego.

      Julia wraca jako żona szwedzkiego biznesmena, Eklunda. Współpracuje on blisko z facetm o ksywie Rekin, największym graczu giełdowym. Maks chce Rekina puścić w skarpetach. W tym celu przeprowadza szereg małych posunięć taktycznych, mających zakończyć się zdobyciem fortuny i nowej pozycji w świecie papierowych rozgrywek. Julia nie jest anielicą. Jest tak samo wyrachowana jak Maks. Eklunda nie kocha, to jej inwestycja we własną materialną zasobność. Jest ładna, reprezentacyjna, w sam raz żona biznesmena.

      Dzięki seksualnemu bywaniu w domu Julii - maks dobiera się do papierów Eklunda i znajduje tam haka na Rekina. Podstawiając seksualnie Julię podpitemu bliskiemu współpracownikowi Rekina i robiąc im kompromitujące fotki - szantażem zdobywa informacje o stanie finansów i interesów
      Rekina. Następnie składa mu propozycję nie do odrzucenia. Jesli papiery dot. lewych układów Rekina mają nie dostać się w ręce prokuratora - Rekin ma się podłożyć, ma postawić swoje aktywa na akcje które idą na niski kurs, a do tego ma dać Maksowi 30 mld [starych zł], które on z kolei ulokuje w korzystny sposób. Maks zarobi fortunę, Rekin pójdzie z torbami.

      Po co Maksowi maciek ? Maciek ma być w decydującym momencie w budynku giełdy i tam się sprawą zająć, Maks pokazać się nie może, także z obawy o swoje bezpieczeństwo. Czekać będzie na sfinalizowanie akcji w jakiejś dziurze na Pradze.

      Tak to sobie Maks wymyśli. Nie tylko dla siebie, dla własnego interesu. Musi zarobić
      szybko i dużo aby spłacić jakieś swoje zobowiązania bandziorkom, ktorzy co jakiś czas
      przypominają mu o swoim istnieniu i o tym, ze czekają na te kasę, co im Maks wisi.
      A zatem, Maks jest pod kreską.

      Figury rozstawił, zaplanowal partię, ale nie mógł przypuszczać, ze Maciek nie
      do konca da się wytresować... że zostanie w nim odrobina przyzwoitości, przez którą
      Maks przegra.

      Oto bowiem, Maciek na prośbę Julii, z którą zresztą sam romansował przez moment, [chyba pobitej przez Eklunda, w kazdym razie na pewno
      za to,ze dała się Maksowi wykorzystać w sposob rujnujący męzusia i jego kumpla Rekina]
      oddaje jej oryginał dokumentu będącego hakiem jaki Maks znalazł na Rekina.

      Tak oto Rekin, bliski samobója, zdobywa przewagę i może Maksa z uśmiechem wykiwać.
      Kasy już nie da się odzyskać, ale Rekin tak rozgrywa tę partię, ze sam traci bardzo
      dużo, lecz nie wszystko i nadal ma dobrą pozycję wyjściową do odzyskania swoich
      wpływów i pieniędzy, za to Maks traci wszystko, przegrywa do zera. Nie pytajcie mnie
      na czym polegał ten giełdowy trick Rekina, bo sam tego nie ogarnąłem, za dużo technicznych
      słów dot. papierów wartościowych i ich obrotu ;]

      Tak czy owak, Maks jest skończony. Próbuje uciekać - gdziekolwiek. Nie ucieka daleko. W pociągu dopadają go gangsterzy i wyrzucają drzwiami do Wisły. Maks ginie.

      Maciek, bez swojego mentora, decyduje się zostać giełdowym graczem. W ostatniej
      scenie już w marynarce i porządnie uczesany idzie do budynku Giełdy. Przez szybę
      autobusu widzi go Ewa. Jest w ciązy. Maciek nigdy się o tym nie dowiedział. Ona mu
      nie powiedziała. Rozstali się zanim cokolwiek można było po niej poznać. Maciek zostanie
      nowym Maksem. Ewa zostanie wspomnieniem.

      I tak to było. Historia o uwiedzeniu :] Pieniędzmi, mitologią kuszącą wokół nich rozpiętą,
      nowymi czasami - mówiąc górnolotnie. Świetne role : chłodny Baka/maks, zmieniający się
      Maćkowiak/Maciek, wampowata Cielecka/Julia i bossowaty - przy czym tym większe wrazęnie robi jego rostrzęsienie, kiedy komunikuje Maćkowi, ze jest bliski załamania - Majchrzak w roli Rekina.

      Maks wygląda na nowego człowieka. "Kiedy w RPA rozdzielano działki na terytoriach, gdzie odkryto diamenty, po prostu ustawiono ludzi w szeregu i dano sygnał do biegu. Kto dobiegł perwszy, ten zajmował najkorzystniejsze działki".
      • grek.grek "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 13:41
        czy w ten sposób Maks nie podsumował takze początku lat 90 w Polsce ?
        kiedy ruszył wolny rynek, rynki kapitałowe, giełda.
        KOkosy zyskali ci "najszybciej biegający", uzbrojeni w najszybsze "nogi" i
        najpojemniejsze "płuca" - uklady, cynizm, ale także kreatywność biznesową.

        Maks ma przeszłość, ma też swoje lęki - boi się nie tylko bandziorów, z którymi
        łączą go niezapłacone "weksle"; jego matka jest w domu wariatów. maks ją
        odwiedza nawet, ale zostaje wyproszony przez lekarza, bo matka dostaje ataku
        korby. "czy to dziedziczne ?", pyta lekarza cichym głosem. Być mozę pochodzi
        z dysfunkcjonalnej rodziny, nawet na pewno, wspomina o tym. BYć moze pieniądze
        i giełda i cała ta filozofia mają mu rekompensować urazy z dzieciństwa, kompleksy,
        brak poczucia wartości, zapełnić pustkę. Trochę to by było naiwne, ale mam wrażenie, ze
        chyba scenariusz gdzieś w tym kierunku opisywał całą jego historię.

        Jest też scena, kiedy Maks daje kasę chłopcu grającemu na akordeonie w
        przejściu podziemnym. pochyla się i mówi : dam ci pieniądze, ale jak jeszcze raz
        powiesz mi to, co ostatnim razem, to ci je odbiorę razem ze wszystkim co
        zarobiłeś dotąd.
        Maks odchodzi kilka kroków, a mały za nim "spierd..aj" - Maks uśmiecha się szeroko.
        zapewne w chłopcu widzi siebie sprzed lat, a może mu imponuje ta mała dziecięca
        zlośliwość i spryt.

        Kiedy Maciek, już później po śmierci Maksa, temu samemu chłopcu wrzuca pieniądze -
        mały nic za nim nie krzyczy.

        zalety : ofk cała ta giełdowa zabawa. Dużo technikaliów, trudno połapać się w istocie rzeczy
        [mnie było], ale brzmiało nieźle i po minach i zachowaniach widziałem, czy zyskali czy
        stracili, więc wątku nie traciłem ;]

        do tego bardzo dobra muzyka, przypominała mi "Nagi instynkt". świetna.
        • siostra.bronte Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 14:36
          O, a dlaczego takie zmiany w ramówce?
          "Amok" widziałam dawno temu. Dobrze go opisałeś :)
          • barbasia1 Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 15:09
            Czyżby przeczytali mój wczorajszy post z gorzkimi żalami? ;)
            Żart. Aż taka naiwna nie jestem.

            Też nic nie wiem, o zmianach w ramówce, zainstalowałam się na filmie "Co wiesz o Elly?", żałując szczerze "Gliny". A tu taka niespodzianka.
            Ale chyba nie zamierzają zawiesić na dobre 2. serii "Gliny"?

            A dziś mecz, i znów "Glina" wypada z ramówiki.
            • grek.grek Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 16:15
              a co, możliwe :]

              dzisaj mecz się wtrążolił w ramówkę, jak zauważyłaś - Glina get down.
              ALE za to w TVP 2 o 20:00... "Szczęki" - dla mnie bomba, idealny
              film na dzisiaj. Nie wiem, jak deszczowo i burzowo, to thrillery albo
              horrory za mną chodzą ;]
              I koniecznie takie na dwie, dwie i pół godziny rozpisane, hehe.

              a u Ciebie ?
              • barbasia1 Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 16:26
                Ja w takie dni lubię kryminały.
                "Glina" tak idealnie się wpasowuje, to go wyrzucili ... :/
                • siostra.bronte Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 16:33
                  Przykre jest to, że tvp nie poczuwa się do tego, żeby wytłumaczyć i przeprosić widzów w takich sytuacjach!
                  Pamiętam historię sprzed stu lat, kiedy z powodu problemów technicznych przerwana została emisja filmu "Wielka ucieczka" ze Steve McQueenem. To był chyba sobotni wieczór. Wyobraźcie sobie, że w międzyczasie puszczono coś innego, a po zdaje się ok 2 godzinach film pokazano! Pani prezenterka gorąco przepraszała za utrudnienia. To były czasy :)
                  • barbasia1 Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 20:55
                    Właśnie! Właśnie! :)
          • pepsic Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 15:19
            Zamiast "Gliny" pojawił się film z udziałem zmarłego niedawno boksera Jerzego Kuleja, pewnie na tę smutną okoliczność, ale nijak nie wyglądało to na "Amok".
          • grek.grek Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 16:12
            dzięki :]

            rzuciłem wczoraj okiem w ramówkę, a tam same zmiany... Kuleja postanowili
            uczcić. "Amok" pewnie im pasował czasem trwania do nowego grafika ;]
      • barbasia1 Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 18.07.12, 17:15
        No właśnie, tam gdzie pojawiają się duże pieniądze, ka$$a, tam zanika moralność, zasady, szlachetne uczucia.

        Wciągąjąco, opowiedziane, Greku, jak zawsze. :)
        • grek.grek Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 19.07.12, 14:29
          tak właśnie, Maks nie ma skrupułów probując wyrolować tych i owych, i tylko
          częściowo tłumaczy go wyrok śmierci jaki nad nim ciązy z powodu zaległości
          finansowych u gangsterów.

          Trudno też, jak tam się zastanawiam, do końca określić jego wiarę w głoszone
          poglądy. Być może cały ten kult kasy jest u niego przykrywką, i tak naprawdę
          usiłuje tylko zmanipulować Maćka,ktory jest mu potrzebny do zrealizowania
          planów, może wcale nie wierzy w to, co mówi ? Istnieje, wg mnie, taka szansa.

          może nawet zazdrości Maćkowi planów, tego normalnego życia, dziewczyny i
          jej charakteru.

          A Maciek znajduje swoją drogę i pomysł na życie, odkrywa siebie, a
          zatem cała ta historia kończy się na tym, że Maks być może przypadkiem, a na pewno
          nieświadomie pomógl Maćkowi dotrzeć do prawdy o sobie, o tymco chce robić, co
          go interesuje. A może wcale nie, może maciek się tylko zakochał w łatwej
          kasie ?
          parę pytań i niejasności można by znaleźć :]

          dzięki, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: "AMok" via TVP1, ze spojlerami 20.07.12, 19:53
            Niezły film, jeśli tyle pytań, kwestii można zeń wyciągnąć.

            :)
    • grek.grek KOcham Kino "Berlin Calling" 19.07.12, 14:37
      taki mniej zobowiązujący moze film w Kocham Kino, letni ?

      "Berlin Calling", z opisu : barwna historyja o didżeju popadającym
      w narkotykowe zabawy, z ktorych próbuje go wyciągnąć dziewczyna.
      zapewne muzyki nie zabraknie, i to pewnie klubowej.

      i pytanie : czy to będzie głos w temacie "stop narkotykom", czy
      raczej "narkotyki może i uzależniają, ale jak fajnie się na nich odlatuje" ?

      młodzieżowa rozrywkowa akcja z morałem w tle ?
      a może ciężkawy dramat zaczynający się niewinnie ?

      chyba warto sprawdzić ? :]

      21:45 TVP2.

      i konkurencja w TVP 1 : Glina, 22:20 - wraca :], a po nim Krugerandy -
      kiedyś gdzieś zdarzyło mi się polecić, więc wypada mi zrobć to ponownie, z
      okazji powtórki.
      Niezłe polskie kino problemowe, młodzież bez perspektyw imająca się
      czego-popadnie, żeby się odbić ku lepszemu życiu, rozumianemu jako
      posiadanie pieniędzy w odpowiedniej ilości.
      młodzi aktorzy na zaczątku swoich filmowych dróg [Dorociński, Maciej Stuhr],
      surowy klimat malomiasteczkowy.
      • siostra.bronte Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 19.07.12, 19:04
        Ech, znowu nic ciekawego. W tv plaża.
        Chyba jako jedyna nie oglądam "Gliny". Widziałam raz i nie ciągnie mnie do powtórki. Co innego "The killing" :)
        • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 19.07.12, 22:31
          Ty możesz oglądać "The killing". My musimy czekać na łaskę którejś z dostępnych telewizji, heh.
          :)
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 19.07.12, 22:29
        Ja bym się jednak na "Glinę" skusiła. :)

        "Krugerandy" - pamiętam nie tak dawno opowiadałeś. :)

        • grek.grek Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 14:10
          o, Glina to zawsze jest dobry wybór, Barbasiu :]
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 14:45
            :)))
            Właśnie.
            Nie zestarzał się "Glina prawda, Greku?
            Pepsic mi tak powiedziała, ugodziwszy w me serce. ;/
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 21.07.12, 14:34
              hehe :]
              wg mnie, trzyma poziom.
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 15:06
        Greku powiedz mi, pliz, jak się kończą "Krugerandy"? Oglądałeś wczoraj! Pamiętasz jeszcze?
        Do porzebu Panicza? oglądałam.
        Wszyscy, który mieli w rękach krugerandy giną!?!

        Fajny film, niepozbawiony momentów humorystycznych.
        Podobala mi się Tyszkiewicz w roli surowej nauczycielki rosyjskiego z prowincjonalnej szkoły., ktora to prowincjonalność podkreślał kiczowaty strój oraz misternie acz nieco nidebale upieta fryzura. Świetna scena kiedy niczym Sherlok Holmes przeprowadza (z mężem?) śledztwo w sprawie skardzonego ze szkolnego sejfu ich własnego woreczka z krugerandami. Złodzieja z przypadku - Panicza /Stuhr/ zdradzają karteczki z gotowcem (test z rosyjskiego) w pośpiechu źle podłożone do zeszytu zamiast starych. W tym celu włamał się z pomocą Arka /Dorociński/do szkolnego seju, pieniądzę znaleźli przypadkiem.
        "Dawaj woreczeczek" - głosem nieznoszącym sprzeciwu mówi pani od rosyjskiego do Panicza.
        Tylko jak oni potem wybrnęli z tej kradzieży. Przecież nie oddali woreczka?


        "Krugerandy" -
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,134972622,na_dzis_Katastrofa_MOje_zycie_Krugerandy.html
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 16:33
          może tu będzie zakończenie : filmpolski.pl/fp/index.php/127971

          ja, przyznam, słabo pamiętam.

          hehe, dobra scena :] Szkoda, ze się wczoraj nie zainstalowałem, ale
          wybrałem powtórkę Dextera.
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 17:41
            Dzięki! Przeczytałam. :)

            Nieuczciwie zdobyte zlote monety krążą z rąk do rąk, a kto je dotknie temu przynoszą nieszczęście.

            Bez natrętnego moralizowania film ostrzega młodych przed uleganiem pokusie łatwych pieniądzy zdobytych w spsób nieuczciwy.

            A tak, pisałeś, że powtórki Dextera u Czechów (u nas ani widu ani słychu kolejnych części).
            A ja czekam na 5. serię (w wersji do czytania :)))
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 21.07.12, 14:37
              to prawda.
              I jednocześnie stawia dylemat, bo ci młodzi mają w zasadzie bardzo
              ograniczony wybór : albo lewizna albo wegetacja na podobieństwo
              własnych rodziców. Nie ma drogi pośredniej.

              o, ja też, mam nadzieję, ze ta hurtowa powtórka zostanie zwieńczona
              jesienną premierę 5 serii. na pewno będę ją tutaj coverował :]
              • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 22.07.12, 16:31
                Na to liczyłam. :))
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 15:09
        > młodzieżowa rozrywkowa akcja z morałem w tle ?
        > a może ciężkawy dramat zaczynający się niewinnie ?
        > chyba warto sprawdzić ? :]

        I jak? Sprawdziłeś? Jakie wrażenia? Napisz, Greku.:)
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 16:34
          mam na taśmie, niestety tylko połowę, no - 60 % :]
          z powodów technicznych zawirowań, nie udało mi się calości nagrać.
          ale obejrzę to co mam i spróbuję chociaż o klimacie coś napisać.
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Berlin Calling" 20.07.12, 19:29
            OK.

            Widziałam ostanią z ostanich scenę ...
            główny bohater z dziewczyną jadą pociagiem,
            czyli wszytsko dobrze się skończyło .
            :)

    • siostra.bronte "W przebraniu mordercy" 19.07.12, 22:58
      Z braku atrakcyjnych tytułów wybiegnę trochę w przyszłość :)
      Sobota, godz. 23.10 w dwójce. Świetny thriller Briana de Palmy. Widziałam go, oczywiście, dawno temu, ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie.
      Ten film ma niesamowity klimat, jak z koszmarnego snu. I solidnie straszy.
      Świetne, wręcz hipnotyzujące zdjęcia potęgują klimat zagrożenia. Do tego atrakcyjny anturaż epoki, koniec lat 70 tych.
      W obsadzie: Angie Dickinson, Micheal Caine i Nancy Allen.
      Oczywiście, de Palma korzysta pełnymi garściami z dorobku Hitchcocka, ale robi to stylowo i z wdziękiem. Może komuś ten film wyda się wtórny i efekciarski, ale mnie się bardzo podobał :)
      Zobaczcie koniecznie!!
      Szkoda, że tv nie pokazuje takich perełek częściej.
      • barbasia1 W przebraniu mordercy /Cztery noce z Anną 25.07 20.07.12, 15:20
        To ja też wybiegnę w czasie i polecę Waszej uwadze film "Cztery noce z Anną" w reż. Skolimowskiego (2008). W najbliższą środę o 23:05.
        Niebalana historia o miłości niespełnionej, niedowzajemnionej, oczywiście. Ciekawa jestem bardzo Twoich Greku, Bronte , Pepsic, Waszych wrażeń i opinii.
        Jak wrócę z urlopu dodam swoje trzy grosze. :)
        • siostra.bronte Re: W przebraniu mordercy /Cztery noce z Anną 25. 20.07.12, 17:27
          Tak, też zauważyłam ten tytuł.
          Mamy nadzieję, że wrócisz z urlopu z nowymi siłami i odrobisz parę zaległości :))
          • barbasia1 Re: W przebraniu mordercy /Cztery noce z Anną 25. 20.07.12, 17:46
            Przepraszam Cię strasznie, Bronte, za niewywiązanie się z obietnicy napisania o "Maurycym" ! Post na temat "Maurcyego" to będzie pierwszy post jaki napiszę zaraz po powrocie. Cassavetes przy innej okazji.
            Nie nadążam!

            :)
            • siostra.bronte Re: W przebraniu mordercy /Cztery noce z Anną 25. 20.07.12, 17:54
              Nic się nie stało :))
              • barbasia1 Re: W przebraniu mordercy /Cztery noce z Anną 25. 20.07.12, 19:36
                Dzięki.
      • pepsic Re: "W przebraniu mordercy" 22.07.12, 22:19
        No więc kolejnego klasyka zaliczyłam. Bardzo fajny. Nie miałam pojecia, ze w starych filmach jest tyle uroku! Jedyne zastrzeżenie mam do grafomańskiej gry Angie Dickinson (w scenie pod prysznicem przestraszyłam sie, że mam do czynienia z filmem klasy B), ale np. pan detektyw Latynos ze swoimi tekstami był doskonały: co to za dom, w którym wszyscy po lunchu się bzykają?
        Siostro, poproszę o więcej takich dzieł, jeśli można nie o północy:))
        • siostra.bronte Re: "W przebraniu mordercy" 22.07.12, 22:52
          Miło mi :))
          Tak, stare filmy są zupełnie inne. Ale czasy się zmieniły na gorsze i to pod każdym względem. I zaryzykuję twierdzenie, że ludzie są coraz głupsi, powierzchowni i infantylni.
          Wiem, jak to brzmi. Za moich czasów, panie dzieju...Ale coś w tym jest!
          Te stare filmy są o ludziach i ich emocjach, prawdziwych problemach. A teraz robi się (mam na myśli kino amerykańskie) filmy dla dzieciaków, jakieś komiksy o potworach. w 3D...
          Wracając do filmu. Faktycznie, Dickinson gra w sposób trochę przerysowany. Ale jednak pasuje to klimatu filmu. I trzeba przyznać, że jest niesamowicie fotogeniczna. I moim zdaniem, seksowna :) Daj Boże tak wyglądać ok. 50-tki!
          Wyczytałam, że jej rolę zaproponowano jako pierwszej...Liv Ullmann. Ale ta odmówiła z powodu brutalności filmu. Szkoda!
          Też bym chciała więcej takich filmów w tv, o jakiejś ludzkiej porze :)
          • grek.grek Re: "W przebraniu mordercy" 23.07.12, 14:48
            a może się procentowy rozkład zmienił ? może nadal jest wiele wartościowych
            oldskulowych filmów, a nam sie nie schodzi z nimi po drodze ?..

            ale racja pełna, że technologia tak wiele rzeczy ułatwia, że w odwrocie są
            ambitne scenariusze.
            moim zdaniem, to widać w tzw. kinie rozrywkowym, gdzie właśnie wchodzą
            filmy imponujące, ale mało rozgarnięte.

            "Szczęki" są takim przykładem właśnie, jak, parafrazując Lalamido "ze sznurka
            od snopowiązalki i szprychy od rowera zrobić kamarę video'.

            Łajba, kałuża, sztuczna ryba i trzech facetów w tej łajbie. I z tego powstaje
            historia i akcja i opowieśc o odwiecznej walce człowieka z naturą, z czytelnym
            motywem z Moby Dicka, gdy Quint ignoruje wszelkie zasady zdrowego
            rozsądku i bezpieczeństwa, co by tylko rekina upolować.

            i zwróć oraz zwróćcie uwagę na to, jak długo trzeba czekać na pojawienie się
            rekina, i jak nagle wyłania się z wody z rozdziawionym dziobem.
            To samo było w "Obcym, 8 pasażerze Nostromo" - długi czas wyczekiwanie
            na pierwsze ujęcie kosmity. Gdzies w półmroku, we fleszu, a dopiero daleko
            po połowie filmu, a może jeszcze później - we w miarę pełnym zarysie.

            także w "Siedem" John Doe zjawia się późno.
            a twórcy zastosowali kapitalny manewr,nazwisko grającego Johna Doe Kevina Spacey'ego nie
            pojawia się w napisach początkowych, stąd jest pełnym zaskoczeniem tożsamość
            mordercy, kiedy już jego twarz się na ekranie ukazuje. rozsądne, przytomne, ale
            jednocześnie jak łatwo można by było o tym zapomnieć. A ekipa "Siedem" w pełnej
            konspirze ukrywała tego Spacey'ego przed światem, nikt nie miał pojęca, ze jest w
            obsadzie, jak dobrze pamiętam.

            no i powstały nieśmiertelniki.

            ale coraz częściej pomysł zastępuje technika. zamiast fortelu jest granat.

            z drugiej strony... takie perły nie mogą przecież powstawać taśmowo, muszą
            mieć odpowiednio liche tło, bo skąd byśmy mieli wiedzieć, że są perłami, gdyby
            tyle lipy nie było ? ;]

            • siostra.bronte Re: "W przebraniu mordercy" 23.07.12, 15:03
              Ano właśnie, "Szczęki" to dobry przykład. Film rozrywkowy, komercyjny, a jednak poziomem emocji i pomysłowością bije obecne hity na głowę! Moim zdaniem kino rozrywkowe nie było kiedyś tak głupie i bezmyślne jak teraz.
              Kiedy ogląda się te stare filmy to widzimy trochę inny świat, innych ludzi niż teraz. Nie potrafię tego określić....
              Przytoczę anegdotę. Moja koleżanka, fanka sitcomu "Dwóch i pół" opowiedziała zabawną historię. Bohater, Charlie Sheen ogląda właśnie "Szczęki" w tv. Przychodzi jego bratanek, nastolatek. Sheen opowiada, jaki to wspaniały film, klasyk. Dzieciak ogląda, ale zaczyna narzekać, że "nic się nie dzieje", "gdzie ten rekin?". I szybko rezygnuje, bo film jest dla niego nudny! :))
              • grek.grek Re: "W przebraniu mordercy" 24.07.12, 14:10
                zgadzam się, mamy tam jakichś takich ludzi głębiej przeżywających swój czas, wg mnie.
                wolniej żyjących, ale mocniej. jest w tym jakaś postawa egzystencjalna, mają jakąś
                osobowość, w znaczeniu retro, że myślą i kształtują swoją tożsamość. dzisiaj jest tylko szybciej i hałaśliwiej, a osobowości, to już chyba tylko w serialach się zdarzają :]
                • siostra.bronte Re: "W przebraniu mordercy" 24.07.12, 15:35
                  Trafiłeś w sedno :)
          • pepsic Re: "W przebraniu mordercy" 23.07.12, 21:18
            Pewnie kiedyś byli podobni, tylko teraz w dobie upadku wartości moralnych, upadku elit, konsumpcjonizmu te negatywne cechy bardziej się uwypukliły.

            Bronte, jestem trochę mniej zachwycona wizerunkiem dojrzałej Angie Dickinson, którą w filmie postrzegałam bardziej w kategoriach kiczowatych. Ponadto mam wrażenie, że ciało pod prysznicem należało do innej, młodszej kobiety. Jednak jeśli nie, to pełna zgoda, daj panie;) A propos niedawno prasę bulwarową obiegły plażowe zdjęcia Sharon Stone z ciałem bez grama tłuszczu, ale jednak nie wyglądającą na 20-latkę, ku pokrzepieniu serc. Rzecz jasna nie widzę w tym nic złego. A przy okazji, obserwując panie z naszego rodzimego podwórka, to co wyprawiają z urodą stwierdzam, że najbardziej podoba mi się Julia Popiel i kierunek, w którym podąża.

            Liv Ullmann, o tak piękna kobieta ze ślicznie zadartym noskiem. Zawsze mi sie podobała.
            • pepsic Re: "W przebraniu mordercy" 23.07.12, 21:32
              * Lidia Popiel
            • siostra.bronte Re: "W przebraniu mordercy" 23.07.12, 21:33
              Niestety, w scenie pod prysznicem Dickinson miała dublerkę :)
              Chodziło mi raczej o jej szyk, elegancję, no i pomimo wieku nadal była wtedy piękną kobietą. Chociaż to akurat nie mój typ :)
              A Liv Ullmann też bardzo lubię.
    • siostra.bronte "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 13:04
      Dzisiaj prawie w tym samym czasie :)
      "Zodiaka" próbowałam obejrzeć jakiś czas temu. Fincher wyraźnie nawiązuje do kina lat 70-tych. Niestety, widziałam tylko część, bo mnie po prostu znudził. A trwa ponad trzy godziny! Ale może miałam gorszy dzień :)
      Za to "Bullitt" to absolutny klasyk kina sensacyjnego, ze wspaniałym Steve McQueenem w roli głównej. Wciągająca fabuła, najsłynniejszy pościg samochodowy w historii kina i malownicze San Francisco w tle. Jeżeli jakimś cudem nie widzieliście, to obejrzyjcie koniecznie. Ech, takich filmów już się nie robi...
      • grek.grek Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 14:09
        "Zodiaka" [tego-właściwego-fncherowskiego, bo jest jeszcze inna wersja] mamy w archiwum.
        scoverowany od A do Z :]

        Steve McQueen ma u mnie chody z powodu "Papillona", w innych wcieleniach jakoś
        rzadko go widywałem, może przez własne zaniedbania został u mnie aktorem jednej roli.
        ale za to niedoścignionej.

        ciekawe, kiedyś czytałem o jakimś plebiscycie, który przeprowadzono, chyba na początku
        lat dwutysięcznych, w Wielkiej Brytanii. Przepytano bardzo dużą liczbę kobiet w temacie
        "najseksowniejszy mężczyzna" - najwięcej głosów dostali właśnie Steve McQueen i Kurt Cobain.
        Zastanawiające, ze obaj... już nie żyli :]

        • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 14:42
          O "Zodiaku" tu nam się Greku rozpisał w częściach.
          Z taką ściągą pod ręką łatwiej potem oglądać! :)

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,103757749,Zodiak.html

          > Zastanawiające, ze obaj... już nie żyli :]

          Hehehe :) Mnie to nie dziwi. Aktorów taśma filmów unieśmiertelnia.

          Anna Dymna opowiadała kiedyś, że i teraz zdarzało jej się po emisji "Kochaj albo rzuć", "Znachora" czy innego filmu z dawnych lat, dostawać listy miłosne z oświadczynami od zakochanych w jej młodym obliczu młodzieńców.

          :)
          :)
          • grek.grek Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 16:30
            ale się rozgadałem ;] [dzięki za link, właśnie zabierałem się do szukania, co
            by potwierdzic, ze to się zdarzyło istotnie ;)]

            hehe, i kto powie, ze polskie aktorki sprzed lat nie prześcigały urodą i wdziękiem
            aktorek amerykańskich ? :]
            • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 18:45
              I bardzo dobrze. W końcu to film 3 godzinny. Z taką pomocą nie strach oglądać "Zodiaka". :)

              Prawda!?

              A Kazimierzowi Kutzowi Anna Dymna spodobała się dopiero jak przytyła, a stało się to po ciąży. Wróciła na scenę, akurat grała u Kutza, kiedy weszła na próbę, ten powiedział z nieukrywanym zadowoleniem: „No, teraz to masz dupę i cyce! Wreszcie się i z ciebie prawdziwa baba zrobiła!”.
              I została jego ulubionką aktorką. :)

              (tę anegdotę Anna Dymna też lubi opowiadać)
          • siostra.bronte Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 17:33
            Dzięki za linka. Ale długie! Nie dałam rady przeczytać, spojrzałam na koniec :) Widzę, że film się Wam podobał.
            • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 19:57
              Bronte, nie grymaś. Czytanie trwa krócej niż oglądanie filmu. :)
              • siostra.bronte Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 19:59
                :D
        • siostra.bronte Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 17:20
          Dla mnie chyba właśnie "Bullitt" jest jego rolą życia.
          W filmie jest taka scena, chyba w knajpie, kiedy McQueen patrzy na Jacqueline Bisset. Imo to jedna z najbardziej seksownych scen w historii kina :)
          • siostra.bronte Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 18:14
            O, znalazłam tę scenę. Z hiszpańskim dubbingiem, ale to nie przeszkadza :)
            www.youtube.com/watch?v=UO-b67lgmyk
          • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 19:16
            Świetna scena, świetny klimat, muzyka ...

            A muzykę, widzę,. skomponował nasz znajomy znakomity Lalo Schifrin ("Brudny Harry", "Misssion Impossible")

            Bullitt (Original Score) - Lalo Schifrin
            www.youtube.com/watch?v=DUo9ogmtBoU&feature=related

            Jestem totalnie zachęcona do Bullitta. :)

            Przystojniak z tego McQueena, bez dwóch zdań.
            • siostra.bronte Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 19:24
              Tak, wspaniała scena, subtelna, ale bardzo zmysłowa.
              Cieszę się, że zachęciłam Cię (może i Greka?) do "Bullitta". Ale jak widać, to film w "starym" stylu, który niecierpliwych widzów może znudzić.
              O tak, to był przystojniak. Na mnie najbardziej działają jego zimnobłękitne oczy :)
              • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 19:32
                Jestem pewna, że i Greka zacheciłaś do obejrzenia. On też lubi klimaty "w starym stylu".

                :)
                • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 20.07.12, 19:34
                  O! Tak młodo zmarł Steve McQueen!, miał zlediwe 50 lat!
      • pepsic "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 20.07.12, 21:22
        Czuje sie przekonana i nastawiona, oby tylko... nie zasnąć;))
        Mi też szalenie podobały sie te niebieskie oczy, tyle, że Steve MQueen'a kojarzę z "Wielkiej ucieczki" - pamiętna brawurowa ucieczka na motorze i samotne odbijanie piłeczki o ścianę jednoosobowej celi (mam nadzieję, że nic nie pokręciłam).
        • siostra.bronte Re: "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 20.07.12, 21:37
          Widzę, że narobiłam Wam apetytu.
          Bardzo lubię ten film, ale zdaję sobie sprawę, że mógł się trochę zestarzeć. Akcja toczy się trochę wolno, więc niebezpieczeństwo zaśnięcia istnieje :)
          Tak, dobrze pamiętam "Wielką ucieczkę". Niczego nie pokręciłaś :)
          • pepsic Re: "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 21.07.12, 19:45
            Niebezpieczeństwa uniknęłam, choc przyznaję, zawiesiłam się na chwilkę i pogubiłam w intrydze, ale nie ona tu najważniejsza, bo tu się p a t r z y na Stev'a McQueena. Film do wielokrotnego użytku. Ja przynajmniej nie odmówię sobie powtórki w lepszej kondycji. Niby nic, a magnetyzm jest.
            Dzięki Bronte,:)
            • siostra.bronte Re: "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 21.07.12, 21:05
              Cieszę się, że film Ci się tak podobał :)
              Przyznam, że znowu nie mogłam się połapać w intrydze :)
              Tak, ten film to popis McQueena. Wystarczy, że jest na ekranie a nie można od niego wzroku oderwać.
              • barbasia1 Re: "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 22.07.12, 15:55
                Obejrzałam! :)

                Ze szczegółami intrygi też u mnie średnio, spóźniłam się pół godziny na film.

                W pamięci zostanie mi efektowna scena pościgu McQueena za przestępcami wąskimi wznoszącymi się górę, to opadającymi ulicami San Francisco. I auto McQueena podskakujące co chwilę na pofałdowaniach terenu.


                Najlepsza rola McQueen to jednak ta w "Papillonie".

                :)
                • siostra.bronte Re: "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 22.07.12, 16:06
                  A dla mnie jednak w "Bullicie" :)
                  Co do sceny pościgu. Zauważyliście, że kiedy się zaczyna, to muzyka nagle milknie? Słyszymy tylko ryk silników, pisk opon i brzęk odpadających części samochodów. Kapitalny pomysł.
                  Dzięki temu ta scena jest tak autentyczna i robi ogromne wrażenie. Nawet dzisiaj, w czasach efektów specjalnych!
                  Teraz w scenach akcji hałaśliwa muzyka zagłusza wszystko :)
                  • barbasia1 Re: "Bullitt" tvn 7, godz. 22:00 22.07.12, 16:10
                    > Dzięki temu ta scena jest tak autentyczna
                    >i robi ogromne wrażenie. Nawet dzisiaj, w czasach efektów specjalnych!

                    To prawda.

      • pepsic Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 21.07.12, 19:52
        W ramach ciekawostki poinformuje, że coś łączy te dwa filmy. Steve McQueen grając Bullitta wzorował się na rzeczywistym policjancie prowadzącym śledztwo w Zodiaku, który oparty jest na faktach.
        • barbasia1 Re: "Zodiak"/ "Bullitt" 22.07.12, 15:33
          pepsic napisała:

          O! Apetyczny smaczek filmowy! :)
    • grek.grek kino : "Prometeusz", "Mroczny RYcerz powstaje" 20.07.12, 14:03
      No to "Mroczny rycerz powstaje" ma swoją legendę.
      premiera w Denver zakończona strzelaniną i 14 trupami.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,12162512,Zamaskowany_zabojca_zastrzelil_10_osob_na_premierze.html
      W Polandzie za tydzień.
      może bez fajerwerków ?

      A od dziś długo wyczekiwany "Prometeusz" Ridleya Scotta.
      zapowiadany był jako prequel Obcego i coś mi się wydaje, że to nałożyło
      na niego z miejsca ogromne oczekiwania.

      czytam różne recenzje i w dominującej większości - jakaś forma rozczarowania.

      rewelacyjnie zrealizowane, dekoracje, scenografia, efekty, infrastruktura etc.,
      aktorstwo [jest Theron, fassbender, jest szwedzka Lis Salander] prima sort, ale
      zawód, że nie ma tyle akcji, ile być powinno, że płytko, że banalnie, że
      generalnie brakuje tego "czegoś". Ja bym powiedział, że możliwe iż brakuje
      zdrowego rozsądku :] Porównując do "Obcego" można załatwić na amen każdy film s-f.
      Ale, junoł... Scott za sterami, wiadomo, ze ma to być nawiązanie, odnoszące się
      wprost do epizodu z "Obcego" [jednej z postaci występującej w formie martwej], więc
      klapa zapadła zanim film wszedł do użytku :]

      Wybieracie się może ?

      film.interia.pl/recenzje/news/prometeusz-nigdy-nie-ufaj-stworzycielom,1823452,6290
      www.rp.pl/artykul/9146,915306-Prometeusz-Ridleya-Scotta-w-kinach.html
      wyborcza.pl/1,75475,12157361,_Prometeusz___Tytan_glupi__ale_ladny__recenzja_.html


      • barbasia1 Re: kino : "Prometeusz", "Mroczny RYcerz powstaje 20.07.12, 15:43
        Ponura legenda.
        Tak, czytałam informacje na ten temat tragedii podczas premiery w Denver. Szok.


        Słyszłam szumne zapowiedzi, ale przyznam szczerze, nie ciągnie mnie bardzo do kina na "Promteusza". Wlałabym obejrzeć coś innego, coś z zaległych rzeczy, może "Wstyd", też zresztą z Fassbenderem.

        Ja bym powiedział, że możliwe iż brakuje
        > zdrowego rozsądku :] Porównując do "Obcego" można załatwić na amen każdy film s-f.
        :)))
        He, he.
        Hollywood zaczyna gonić swój ogon, robić w kóło jedno i to samo, seqele, prequele, dalsze części, remaki, nowsze wersje filmów, filmy nawiązujące do starych, a wszytskim brak ducha oryginału, heh.

        Dziękuję pięknie za linki do recenzji. Poczytam później. :)
        • grek.grek Re: kino : "Prometeusz", "Mroczny RYcerz powstaje 20.07.12, 16:28
          wchodzi też do kin "Bez wstydu" :]
          nasz polski.
          O erotycznym zaintrygowaniu bratersko-siostrzanym.
          brzmi obrazoburczo, ale recenzje pierwsze przekonują, że tylko brzmi, heh.
          Ja to w polskim kinie.

          coś w tym jest, ciągle dokrętki, nakrętki, przekrętki...
          Chociaz ten nowy Batman, to ma być rzecz całkowicie odmienna od
          dawnych Batmanów, trudna, psychologiczna i mało komiksowa. Uwidim ;]

          i tak patrzyłem na "Szczęki" w środę i pomyślałem, ze tyle lat mija, a
          owe Szczęki czy Obcy : ósmy pasażer Nostromo, to są ciągle rzeczy
          niedoścignione i żaden Avatary, Władcy Pierścieni czy inne technologicznie
          dopieszczone widowiska nie są w stanie im dorównać, bo nie mają... duszy :]
          • siostra.bronte Re: kino : "Prometeusz", "Mroczny RYcerz powstaje 20.07.12, 17:26
            Przyłączam się do chóru niezadowolonych :)
            Mam dosyć tych wszystkich Spidermanów, Batmanów, prequelów i sequelów. Ale Amerykanie są, jak widać, infantylni jak dzieci.
          • barbasia1 Re: kino : "Prometeusz", "Mroczny RYcerz powstaje 20.07.12, 18:13
            A tak słyszłam zapowiedzi filmu "Bez wstydu", ale nie trafiłam jeszcze na recenzje.
            W rolach rodzeństwa młody, ambitny, odważny aktor Mateusz Kościukiewicz oraz Agnieszka Grochowska.

            Czyli stary, dobrze znany z wcześniejszych filmów bohater w jeszcze jednej odsłonie.
            Znów stare w nowej wersji. Uwidim, pagawarim. ;)

            "Władcy Pierścieni" bym broniła, ze względu na wykreowną z niepsotykanym w kinie zrozmachem i fantazją stronę wizuaulaną, którą ,z ekipią oczywiście, fan Tolkiena, Peter Jackson. Wg. mnie czuć tu wielką pasję, serce. :)

          • barbasia1 OT informacyjno-muzyczny 20.07.12, 20:08
            Greku, Drodzy, wybieram się na krótki urlop od niedzieli (do przyszłego poniedzałku) , już pisałam o tym w odpowiedzi na post Pepsic. Wszytsko wskazuje na to, że jutro będę dopiero na forum późnym wieczorem. Także do jutra wieczorem jeszcze

            Wszelkie wątki postaram się dokończyć po powrocie .

            Pozdróweczka :)

            Coś muzycznego w sam raz na na wieczorową porę:
            Moonshine - Katie Melua

            www.youtube.com/watch?v=oZCGeu6STwg
            www.tekstowo.pl/piosenka,katie_melua,moonshine.html
            :)
            • pepsic Re: OT informacyjno-muzyczny 20.07.12, 21:25
              Udanego wypoczynku i interesujących seansów filmowych, oby nic nie uciekło!
              • barbasia1 Re: OT informacyjno-muzyczny 22.07.12, 15:31
                Dzięki, Pespic. Dobrego tygodnia! Do zobaczenia! :))
                • siostra.bronte Re: OT informacyjno-muzyczny 22.07.12, 16:01
                  Przyłączam się do życzeń. Udanego urlopu! :)
                  • barbasia1 Re: OT informacyjno-muzyczny 22.07.12, 16:11
                    Dziękuję pięknie! Pozdrówka! :)
            • grek.grek Re: OT informacyjno-muzyczny 21.07.12, 14:29
              zatem, wielu wrażeń wszelakich życzę, Barbasiu :]

              • barbasia1 Re: OT informacyjno-muzyczny 22.07.12, 15:13
                Dziękuję pięknie, Grekuniu! :}
                Nie żegnam się specjalnie, bo przecież i tak za dłuższy moment wracam.

                Nie było mnie wczoraj jestem dziś. Mała przesunięcie planów się przydarzyło! :)
                Ale dobrze, załapałam się na dwie opowieści. :))
                • grek.grek Re: OT informacyjno-muzyczny 23.07.12, 14:15
                  hehe, szalej bez ograniczeń, Barbasiu :]

                  • barbasia1 Re: OT informacyjno-muzyczny 31.07.12, 00:20
                    Szaleję, Grekuniu, tylko co to za szaleństwo ... :/

                    See U, do jutra! :)

                    :)))

                    Podają, że jutro kumulacja, 18 milionów do zgarnięcia
                    chyba jutro siądę nad wytypowaniem 6 szczęśliwych liczb,
                    wszak obiecałam Ci wycieczkę, i rikszę,
                    a poza tym fajne wyprzedaże są ... :)

                    Dobranoc!
                    • pepsic Re: OT informacyjno-muzyczny 31.07.12, 18:52
                      Barbasiu, a tu sie ukryłaś?
                      Witamy stęsknieni :)
                      • siostra.bronte Re: OT informacyjno-muzyczny 31.07.12, 18:58
                        Już się martwiłam, bo miałaś wrócić na olimpidę :)
                        • siostra.bronte Re: OT informacyjno-muzyczny 31.07.12, 18:58
                          *olimpiadę.
                        • barbasia1 Re: OT informacyjno-muzyczny 01.08.12, 00:33
                          Jestem, już jestem. Na olimipadę, tzn. XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie, a właściwie Igrzyska XXX Olimpiady miałam podgląd ... ;)

                          Miło Cię widzieć i czytać Bronte. Dobra robota z "Fedorą" . Czytałam wczoraj wieczorem, jutro wrzucę do swój grosz...
                      • barbasia1 Re: OT informacyjno-muzyczny 01.08.12, 00:27
                        pepsic napisała:

                        > Barbasiu, a tu sie ukryłaś?
                        > Witamy stęsknieni :)

                        :]]]
                        Jakie miłe powitanie! Ściskam serdecznie, Pepsic!
                        oraz Wszystkich.
                        Też tęskniłam ... :)

                        Latam tam i siam, po wielkich miastach, jakoś zaiąść przed komputerem na dłuzej nie mogłam ...

                        :)

    • siostra.bronte "Klute" 22.07.12, 12:58
      Dziś po nocy w Europie, więc pewnie nikt go nie obejrzy :)
      Ale o tym filmie warto napisać. "Klute" Alana J. Pakuli z 1971 to klasyk kina amerykańskiego.
      Bohaterem jest prywatny detektyw Klute (Donald Sutherland), który ma zadanie odszukać swojego przyjaciela. Tropy wiodą do Nowego Jorku, do call-girl Bree (Jane Fonda)...
      Jak w przypadku "Bullitta" mogę powtórzyć: takich filmów już się nie robi.
      "Klute" ma fascynujący klimat. Pokazuje prawdziwych ludzi i prawdziwe emocje. Nie ma tu efektownych scen akcji, fabuła rozwija się powoli. A jednak ta historia wciąga.
      Sutherland w roli zamkniętego w sobie detektywa jest świetny. A Bree to jedna z najlepszych ról Fondy (Oscar). Wspaniały duet!
      Polecam!
      • grek.grek "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 22.07.12, 14:25
        znam tytuł - filmu nie miałem okazji jeszcze widzieć.

        za to wczoraj obejrzałem "W przebraniu mordercy", który poleciłaś i
        nie powiem - dobry. Jakkolwiek był to thriller, to zapamiętam przede
        wszystkim scenę z galerii, gdzie Angie Dickinson i je amant ganiali się
        z rękawiczką zgubioną w tle :] co za tańce godowe ;] A potem taksa,
        a w taksie namiętności seksualne, i zero słów. Gdzie ci "specjaliści
        od podrywu" z ich teoriami kosmologicznymi ;]

        Kim jest Bobby - wyczułem prawie od razu, ale jakoś starałem sie do tego
        nie przywiązywać nadmiernie.

        rzeczywiście, nastrój znakomicie wykreowany, niezle tempo, wątek schizofrenii
        wiarygodny.

        A byłem po 3 filmach ;]
        Yes, najpierw Hugh Grant i "Prosto w serce" - komedyja romantyczna, Grant
        gra zapomnianego co nieco, choć ciągle lubianego przez fanki w średnim wieku,
        szansonistę, czy raczej... bądźmy szczerzy : wchodzącego w smugę cienia wycierusa, któremu agent zalatwia same nędzne fuchy w mało prestiżowych miejscach [miejski park np.] podczas których mruczy jakieś kiepskie "pościelkówy" do których żałośnie kręci tyłkiem i podrygując wykonuje kopulacyjnopodobne wygibasy rozpalając grupkę kobiet pod sceną piszczących jak nastolatki. Finał tych kuriozalnych występów jest zawsze ten sam : przejmujący ból
        nadwreżonego biodra. Idol się posunął. W latach.
        Hugh Grant naprawdę jest świetny w tych kiczowatych popisach.

        I w takim momencie zdarza mu się życiowa szansa. Młoda nowa "Britney Spears" wyznaje, ze
        się wychowała na piosenkach Hugh i chciałby z nim coś nagrać, i żeby on jej piosenkę
        napisał jakąś. Hugh zna się na muzyce, ale nie umie pisać tekstów. Mając tydzień na
        sprostanie wyzwaniu, czyli wykorzystanie niepowtarzalnej szansy na powrot do pierwszej ligi
        szołbzu, w znaczeniu zarówno ekspozycji jak i finansów - rzuca się w wir pracy.

        Po jednym dniu wie, ze nic z tego nie będzie, bo jest za cienki, to co pisze nadaje się
        tylko do kosza na śmieci.
        Traf chce, ze prawdziwy talent tekściarski odkrywa w dziewczynie, ktora przychodzi
        podlewać kwiaty i sprzątać w jego apartamencie. Ma ona nie tylko zdolności twórcze, ale
        przy okazji jest intrygująco "dziwna" [jej rajd między stolkami w restauracji
        celem przemknięcia do damskie toalety, co by tam się ukryć przed niemile widzianym
        człowiekiem (jej eks, literat który wykorzystał jej pióro i postać, aby nadziobać
        powieść, ktora dobrze się sprzedała, ale ją samą upokorzyła], sympatyczna i ładna na dodatek. POczątkowo się opiera, on niezrażony ciągle ją namawia, w tym celu nawet
        odwiedza regularnie jej krewnych, w tym siostrę - jego histeryczną fankę - aż w końcuzostają partnerami, co owocuje nie tylko świetną piosenką, ale i romantycznym
        uczuciem. On znajduje nowy kierunek w życiu, ona się może wreszcie ogarnie trochę ;]

        Niezłe, niegłupie, bez ckliwości, angielszczyzna gatunkowa.

        "1o minut do północy", czyli Charles Bronson jako detektyw policyjny na tropie zabójcy młodych dziewczyn. Znajduje faceta, młodzieńca z problemami seksualnymi, ale nie ma na niego żadnego haka, więc prowadzi z nim grę, a to próbując sfabrykować dowody, a to starając się sprowokować do odsłonięcia się i dostarczenia dowodu, ktory pomoże go wsadzić wreszcie za kratki. Zbój jest niegłupi, nawet jak atakuje cztery dziewczyny w żeńskim akademiku to hasa na golasa. Praktyczne. Nie ma zmartwienia, co zrobić później z pomazaną krwią odzieżą :] No ale sami rozumiecie, że z Karolem lepiej nie zadzierać. W końću i tak musi dopaść typa, a motywacją dodatkową jest to, że bezpośrednie niebezpieczeństwo zaczyna dosięgać jego
        własną ukochaną córkę.

        Nic specjalnego, typowa bronsonowska crime story, ale ma ten myszkowaty rys lat 80-tych
        amerykańskich, w ktorych to dekoracjach jakoś tak szlachetniej wygląda niż jej współczesne odpowiedniki.

        No i # 4... ale to może jutro, co by nie wszystko naraz :]
        • siostra.bronte Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 22.07.12, 15:01
          Cztery filmy jednego wieczoru? Jestem pod wrażeniem :)
          O "W przebraniu mordercy" napiszę jeszcze w wątku wyżej. Zgadzam się, że scena w muzeum to majstersztyk! I to ona, po wielu latach najbardziej utkwiła mi w pamięci.
          "Prosto w serce" widziałam jakiś czas temu, jakoś przypadkiem. Ale obejrzałam do końca, więc film był całkiem, całkiem.
          • siostra.bronte Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 22.07.12, 15:02
            A, ciekawa jestem czy widziałeś "Bullitta"?
          • grek.grek Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 23.07.12, 14:20
            Bullitta widziałem niegdyś. Osttania projekcja umknęła mi...

            coś w niej jest, prawda ? zmiana goni zmianę na bardzo
            krotkim dystansie. Jej sie wydaje, ze on nie chce flirtować, ale
            idzie za nim, jakby jednak podejrzewała, ze on chce żeby
            poszła, traci go z oczu, znajduje, chce zrezygnować, ale
            ogląda się ostatni raz i widzi, ze on na nią patrzy. I znów
            gonitwa :], a potem jego ręka na jej ramieniu i jej nagła ucieczka,
            więc teraz on za nią... I taksówka wieńcząca dzieło.
            I zero slów. Bo i co tu mówić ?

        • barbasia1 Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 22.07.12, 16:08
          >komedyja romantyczna
          O!!! 8-O ;)

          Hugh Grant z Drew Barrymore, ładna para. :)

          www.filmweb.pl/Prosto.W.Serce#picture-9


        • pepsic Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 22.07.12, 22:25
          Kim jest Bobby - wyczułem prawie od razu, ale jakoś starałem sie do tego nie przywiązywać nadmiernie.
          Nie przyznam się, nawet po torturach,jak póxno do do mnie dotarło;)
          • siostra.bronte Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 22.07.12, 22:34
            Hehe! Kiedy oglądałam ten film po raz pierwszy to też byłam zaskoczona, że Bobby to psychiatra. Ale wtedy byłam początkującą kinomanką :)
            Może Greka naprowadził Michael Caine. Zwykle grał podejrzanych facetów :)
            • siostra.bronte Re: "Klute" 23.07.12, 12:49
              Obejrzałam ponownie, po wielu latach. I wciąż robi duże wrażenie.
              A Jane Fonda w tym filmie... Po prostu brak słów. Jedna z najlepszych ról kobiecych ever.
              • siostra.bronte Re: "Klute" 23.07.12, 16:34
                Zapomniałam napisać o świetnej muzyce. Aż ciarki przechodzą...
                www.youtube.com/watch?v=OCFpzxepRDo
          • grek.grek Re: "Klute"/"Prosto w serce"/"10 minut..." 23.07.12, 14:25
            mnie się jakoś, tak po prostu, lekarz nie podobał.
            Bobby była duża, to też mi podrzuciło trop, że może
            to być mężczyzna. Razem z taką trochę męskawą twarzą.
            postawiłem na niego na 90 %, a jedyną konkurencją był syn Kate Miller,
            dziwnie się zachowujący, podobny ustami do Bobby, ale jednocześnie
            trochę zbyt wątły.
            Ale kiedy syn uratował w pociągu tę agentkę towarzyską -
            miałem 99 % pewności ;]

            ... najciemniej zwykle jest pod latarnią ;]

            no i wydawało mi się, ze to musi być któraś z osób już zaprezentowanych,
            z trudem wyobrażałem sobie, ze zostanie wprowadzona
            całkiem nowa postać, nowa twarz. To by jednak bylo rażące nadużycie
            scenariuszowe.

            ale wyszło zeznanie w sprawie... hehe ;]

      • pepsic Re: "Klute" 23.07.12, 21:25
        Oki, ale innym razem:)
        Kiedyś miałam Zone Europe, nie za długo, bo mnie niegodziwcy odcięli. Była to wtedy taka żelazna trójka - z Ale kino i Kulturą. Przy okazji, mam wrażenie, ze od ponad dobrego roku Ale kino znacznie obniżyło loty idąc w amerykańskie wielokrotne powtórki i średniawe seriale. Pewnie z względu na kryzys.
        • siostra.bronte Re: "Klute" 23.07.12, 21:38
          Faktycznie, Ale kino się popsuło. W Europie zresztą też w najlepszym czasie lecą głównie amerykańskie filmy marnego sortu. A jak coś dobrego, to ok. północy.
    • grek.grek Na dziś ? Siekierezada, Trick, POrzucona... 22.07.12, 14:33
      mamy "Siekierezadę" o uroczej 1:05 w TVP2, potem "Pitbul" next odcinek
      [Pepsic, ja myślę, ze Glina i Pitbul, to rózne konwencje na tyle, że mam
      problem w porównaniem, ktory z nich lepszy - wiesz, inne rodzaje sportu :)
      Stanę na tym, ze oba mam w jak najlepszej pamięci, chętnie ją sobie
      odświeżając]
      jest "Trick" w Kulturze 20:40 i 3:45
      TVp1 "Chinka", 1:45
      nie ma to jak filmy o bardzo wczesnych porach :]

      POlsat daje "POrzuconą", ktorą coverowaliśmy wieki temu.
      też wcześnie... punkt o północy :]

      • siostra.bronte Re: Na dziś ? Siekierezada, Trick, POrzucona... 22.07.12, 16:08
        "Siekerezadę" warto zobaczyć, ale to film bardzo przygnębiający.
        • grek.grek Re: Na dziś ? Siekierezada, Trick, POrzucona... 23.07.12, 14:27
          znałem, ale obejrzałem z chęcią ponownie.

          w czym upatrujesz przygniębiającego charakteru tego filmu ?
          • siostra.bronte Re: Na dziś ? Siekierezada, Trick, POrzucona... 23.07.12, 14:45
            No, szczegółów to nie pamiętam. Mnie Stachura generalnie dołuje.
      • pepsic Re: Na dziś ? Siekierezada, Trick, POrzucona... 22.07.12, 22:29
        Konwencja konwencją [swoja drogą modne ostatnio słowo:)], ale na ten sam temat.
    • barbasia1 Koncert z okazji 80. urodzin Wojciecha Kilara 23.07.12, 00:00
      Właśnie w Dwójce!

      Cztery tylko linki z jego wspaniałą muzyką filmową ...

      Wojciech Kilar - "Trędowata"; Walc
      www.youtube.com/watch?v=wsaufVKyOxc
      Wojciech Kilar - "Ziemia obiecana"; Walc
      www.youtube.com/watch?v=HaokgWSWD2Q
      Wojciech Kilar- "Kronika wypadkow milosnych" (opowiadałeś niedawno, Greku!)
      www.youtube.com/watch?v=j_oHx3ItaFo
      "Love Remembered" - Wojciech Kilar (OST Dracula)
      www.youtube.com/watch?v=B_OQvVdggUM&feature=related
      See You ...
      • grek.grek Re: Koncert z okazji 80. urodzin Wojciecha Kilara 23.07.12, 14:29
        dzięki, Barbasiu, wyszła dyskografia prawie ;]

        co jak co, ale muzyka filmowa, to jest polska specjalnośc.
        żeby tak scenariusze w polskich filmach odpalaly równie często i równie dobrze jak motywy muzyczne i ścieżki dźwiękowe...
      • pepsic Re: Koncert z okazji 80. urodzin Wojciecha Kilara 23.07.12, 20:50
        Jaka szkoda, że przegapiłam, i to po raz drugi, bo koncert był transmitowany w ubiegłym tygodniu w kulturze Wojciech Kilar i sporo młodszy Michał Lorenc to obecnie chyba najbardziej zdolni i znani polscy kompozytorzy filmowi na świecie. Choć Kilar bardzo dużo ofert odrzuca np. propozycje napisania muzyki do "Władcy Pierścieni".
    • grek.grek "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym guście 23.07.12, 10:54
      no dobra, 3 z 4 były, to może ten ostatni jeszcze :]

      "Gra Ripleya" sie nazywa[ł]/
      "Utalentowany...", "POdstępny..." - Tom Ripley jest jak Bond, Bourne albo i Adaś Miauczyński. Rózne wcielenia, rózni aktorzy, rózne historie.

      Miał twarz Matta Damona, Barry'ego Peppera ["Podstępny Ripley" nie był wybitnym filmem, ale jego scenografia, atelier malarskie, galerie, zamki, prowincja francuska - uwodzicielski jest
      pod tym względem i z czystym sumieniem, bo nieużywanym ;), polecam Wam; chyba nawet kiedyś go coverowałem, no nic, whataver :)]

      W "Grze Ripleya" bohater zamieszkuje posiadłośc na włoskiej prowincji, w małym miasteczku, wcale nie mniej urokliwym niż Gubbio z "Don Matteo". Ma wypasioną posiadłość, z ogrodem, wielkim dziedzińcem, a w chałupie przestronne... komnaty [pokojami nawet tego nie sposób nazwać, hehe] z wielkoformatowym malarstwem na ścianach. Mieszka tam z , na oko, ćwierć wieku młodszą żoną, artystką-klawesynistką, i dochodzącą kucharką. Ripley ma twarz zdystansowanego dżentelmena, niepozbawionego osobistego wdzięku, z nienagannymi manierami, konesera sztuki i muzyki, a i także miłośnika dobrej kuchni.

      Któregoś dnia zjawia się u niego znajomy z Berlina, niejaki Reeves, arogancki i prowokujący Brytol. Nie dośc, ze paskudnie i z premedytacją plami sadzonymi jajkami drogie obicie kanapy Ripleya, to przybywa z propozycją mokrej roboty - na jego interesy berlińskie nastaje mafia rosyjska, chcialby się jej pozbyć. W tym momencie dociera z ekranu info, że Ripley oprócz życia wysmakowanego dandysa ma drugie oblicze : killera, może także złodziejaszka... Trudno powiedzieć, w jaki sposób dorobił się takiego domu i oprzyrządowania doń.

      Ripley odmawia Reevesowi, ale poleca mu usługi niejakiego Jonathana, miejscowego stolarza, parającego się oprawianiem w ramy obrazów. Jonathan miał pecha wyrazić się niepochlebnie o Ripleyu podczas jakiejś imprezy u wspólnych znajomych. Ripley nie dał po sobie nic poznać, ale zapamiętał ten afront. Jonathan jest potrzebowskie - cierpi na leukemię, a do tego bardzo mu zależy, zeby zabezpieczyć finansowo żone i syna.

      Reeves składa propozycję zaskoczonemu Jonathanowi : 100 tys papierów za odstrzelenie sxzefa rosyjskiej mafii plus na koszt Reevesa konsultacje medyczne z wybitnym specjalistą od leczenia białaczki. Jonathan początkowo odmawia, jest nawet oburzony i zawstydzony, nie ma pojęcia skąd ten Reves się wziął i dlaczego mu coś takiego proponuje... ale duma, duma, duma, patrzy na swoje życie pełne finansowych trosk i... przyjmuje ofertę. Jedzie do Berlina zrobić swoje.

      Robota wypada świetnie. Dostaje pistolet z tłumikiem, i powstrzymując drżenie łydek zabija rosyjskiego mafiosa w jakimś muzeum fauny i flory. Pan mafioso ogląda sobie pająki w terrarium, a ten mu strzela w plecy cichutko i odchodzi jakby nigdy nic. Duży talent :]

      Konsultacje medyczne wypadają tak sobie, ale pojawia się nadzieja na przedłużenie życia choćby, jesli nie na całkowite wyleczenie. W domu JOnathan ściemnia żonę, ze cały ten wyjazd do Berlina był z powodów medycznych, że uczestniczy w jakimś projekcie eksperymentalnych
      badań nad nowym lekiem na białaczkę. Żona wierzy, no bo dlaczego nie...

      Ale Jonathanowi nie jest dane żyć spokojnie. Jak raz wdepnął, to na dobre... Niebawem znów odzywa się Reeves. Ma dla niego następną robotę - zabicie ukraińskiego mafiosa. Jonathan sie opiera, "to było jeden raz, nie chcę więcej", ale Reeves sugeruje, ze jesli Jonathan się nie zgodzi, to on chętnie nakabluje na niego tym gangusom, którzy szukają zabójcy swojego wodza, a oprócz tego w mało wyszukany sposób daje mu do zrozumienia, ze mógłby skrzywdzić jego rodzinę. Oczywiście, za dobre wykonanie będzie kasa.

      Uwikłany w mafijne gierki Jonathan ma zabić szefa ukraińskich gangsterow z Berlina - w pociągu jadącym do Dusseldorfu. A ściślej w toalecie. I ma to zrobić nie pistoletem, a garotą. Szef ma obstawę. Jonathan jest mocno zdenerwowany i niepewny. I byłby się chyba prędzej sam udusił niż tego mafiosa, gdyby nie wyrósł jak spod ziemi... Tom Ripley. Z pomocą. Jak zawodowy killer, na zimno i z opanowaniem Ripley nakreśla plan dzialania i po kolei likwiduje tą garotą szefa mafii i jego ochroniarza. Drugiego ochroniarza pomaga mu zabić Jonathan. Pistoletem z tłumikiem.

      Cała sytuacja zbliża Ripleya i Jonahtana. Czemu Ripley mu pomógł ? może poczuł się winny, ze chłppa tak wkręcił i życie mu się przez to wywróciło do góry nogami ?

      W domu żona Jonathana zaczyna coś podejrzewać, a facet tłumaczy się z kolejnej przywiezionej paczki szmalu w sposób coraz bardziej mętny - że niby wygrał ją w kasynie do
      którego zawlókł go jego doktor berliński :]

      Z telewizji tymczasem grucha grubego kalibru informacja : chłopaki sfuszerowali robotę w pociągu. Ten trzeci gangster przeżył - został tylko postrzelony przez Jonathana. POlicja szuka
      zabójców mafiosów, a mafiosi szukają ich celem wywarcia zemsty za śmierć szefa. I wiedzą kogo szukać, rysopis mają z pierwszej ręki :]

      Ripley wie, ze prędzej czy później do niego przyjdą. Jego zona wyjeżdza na występ do Vicenzy, Ripley sugeruje jej, ze będzie miał "towarzyską wizytę" - i ona to przymuje jakby nie pierwszy raz się z tą stroną męzowego życia stykała... kucharka dostaje urlop. I Ripley zbroi chałupę na
      spodziewaną inwazję zbirów.

      Jonathan niespodziewanie przychodzi do niego, zeby mu w tym starciu pomóc. Ripley przyjmuje go z grzecznością, chociaż może i wolałby załatwić sprawę sam zamiast dodatkowo martwić się o to, czy tego drugiego nie trafią w zadek. Zostają sami w domu Ripleya, jedzą, grają w warcaby, rozmawiają. POczątkowa niechęć Jonathana znika, Ripley nawet mu się przyznaje, ze
      go w cała sprawę wmontował, polecając Reevesowi z chęci odegrania się za komentarze na swój temat. Teraz i tak nie ma to już znaczenia.

      Dzwoni żona Jonathana, szuka męża. Ripley mówi jej, ze nie wie, gdzie on może być.

      Gangusów jest trzech. Ten postrzelony, z opatrunkiem na uchu i dwóch kolegów jego. Najpierw próbują zabić Reevesa, który próbował schronić się u Ripleya zawczasu, ale Ripley go nie wpuścił, za co Reevse histerycznym wrzaskiem poprzysiągł mu zemstę. Gangusy zabijają kumpla Reevsea, jemu samemu chwilowo udaje się uciec, ale tylko po to, zeby odwlec egzekucję. Ginie po tym, jak zostaje namierzony w małym hoteliku i zdybany tam przez żądnych zemsty Rosjan.

      Później wdzierają się oni na teren posiadłości Ripleya, gdzie po tradycujnej akcji sensacyjnej, zostają zabici. Ale dwaj tylko... JEden z nich ginie od razu, a drugi łapie się we wnyki myśliwskie,co je Ripley w kuchni rozstawił. Mając zakładnika Ripley zmusza go, zeby zadzwonił do Berlina i poinformował swoich kumpli mafijnych, ze zabił Ripleya i Jonathana - i kiedy facet spełnia żądania : Ripley go zabija.

      Pech chce, ze kiedy targają zwłoki zabitych pojawia się w domu Ripleya żona Jonathana. Jest zaszokowana tym, co widzi. Jonathan tłumaczy jej, ze się bronili tylko, ale ona nie daje sobie niczego wyjaśnić, zapewne przejrzała właśnie tajemnicę ostatnich skrytych poczynań mężula.

      Wydaje się ze jest temat zakończony. Ripley i Jonathan jadą autem nad jezioro, czy raczej staw ;], gdzie Ripley podpala gangusów auto z ich trupami w środku [Reevesa też, gangusy mieli jego zewłok w bagażniku], samochód wybucha, śladów będzie zero... Czysta robota.
      Ripley i Jonathan rozstają się przyjacielsko.

      I to znów nie jest koniec - i my to wiemy, bo widzieliśmy co najmniej trzech gangsterów, a Ripley z Jonathanem ubili dwóch tylko... Ripley wracając do domu przypadkiem zauważa stpojący w krzakach jakiś obcy samochód. Tknięty przeczuciem biegnie do domu Jonathana. A tam są dwaj gangsterzy rosyjscy i trzymają na muszce żonę i syna Jonathana, a i jego samego także. Ripley wlazi razem z drzwiami i jednego kładzie strzałem od razu, z drugiem wymienia kolejne kulki. I byłby zginął, gdyby w decydującym momencie Jonathan nie zasłonił go własnym ciałem i wyzionął przy tym ducha... Ale umarł z cieniem uśmiechu na ustach...
      • grek.grek "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym g 23.07.12, 11:09
        skąd ten ów uśmiechu cień ? może z powodu tego, że w ostatnim momencie
        dotarło do niego, ze zrobił coś dla innych ? może to jedyne co może czuć
        i co dać może spokój śmierci człowiekowi, który wie, ze umiera i nie chce tylko
        umrzeć bezsensownie ?

        A Ripley ?..
        wspomni ten uśmiech Jonathana, ten spokoj na jego twarzy, słuchając koncertu
        klawesynowego swojej żony, odbywająćego się nocą w zjawiskowych okolicznościach
        ruin jakiegoś starego zamku. Będzie na nią patrzył z uśmiechem, a ona, ze sceny,
        będzie patrzyła na niego. I kaniec filma.

        stylowa rzecz, naprawdę. począwszy od zewnątrza i wnętrza domu Ripleya, przez
        architekturę miasteczka, w ktorym większośc akcji się rozgrywa, po roztaczany przez
        głównego bohatera powiew art-lajfu.

        Kontrastuje z tym postać Jonathana, borykającego się z gasnącym w nim życiem,
        ze świadomością śmierci, i pragnieniem zrobienia czegokolwiek dla pomyślności swoich
        bliskich. Przez to pakującego się w nie lada kabałę. On ma dylematy, on ma
        wewnętrzny rozgardiasz. Ripley jest inny, opanowany, spokojny, wyzbyty drgnień.
        MOżna by rzecz - także bez sumienia. I byłby to taki typ chłodnego kontemplatora
        malarstwa [nawet oczekując na przybycie gangusów z karabinami - Ripley potrafi się
        zadumać nad płótnem ściennym i wodzić palcem po nagim ciele postaci kobiecej] z
        drugim zyciem killera, gdyby nie dodatkowy rys : naprawdę kocha swoją młodszą żonę.
        Wszelako. Patrzenie na nią sprawia mu nieoopisaną przyjemność i w nim widać jego
        do niej żarliwe uczucie. I to czyni tę postać ciekawą. Bo koneserów sztuki z
        bakcylem killeryzmu to już widzieliśmy paru :]

        Czy każdy człowiek może zabić ?
        to jest wg mnie najciekawsze pytanie wynikajace z fabuły.
        Jonathan dostaje pistolet, obietnicę dużych pieniędzy i musi tylko nie spanikować,
        znaleźć w sobie dość zimnej krwi, zeby strzelić w plecy drugiemu człowiekowi.
        Nie byle komu, ale handlarzowi narkotyków, alfonsowi.
        Czy świadomośc, ze ofiara nie jest porządnym obywatelem wystarczająco
        dodaje animuszu ?

        Malkovich jest dobry, rola jakby dla niego uszyta, wg mnie; bardziej kojarzy
        mi się on własnie z dystansem niż z jakimiś histeriami ekranowymi w których
        też parę razy gdzieś go widywałem.

        Oprócz niego jest Ray Winstone [Reeves] i przede wszystkim Dougray Scott [Jonathan],
        ktory nie pozwala by Malkovich ukradł cały film :]

      • pepsic Re: "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym g 23.07.12, 21:30
        No właśnie, te Ripleye wprowadzają w błąd, a jak ktoś nie przepada za Mattem D, (ja) to wręcz zniechęcają.
        Przeczytane, dzięki. Wychodzi, że warto:)
        • siostra.bronte Re: "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym g 23.07.12, 22:14
          No właśnie, namnożyło się filmów o Ripley'u :)
          Grał go także Alain Delon w filmie "W pełnym słońcu". Nie widziałam go.
        • grek.grek Re: "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym g 24.07.12, 14:17
          moja przyjemność.

          zaletami film kusi, ale... pytanie, czy dasz szansę Malkovichowi ;]
          • pepsic Re: "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym g 24.07.12, 21:18
            Rozumiem, że do "Hańby" nawiązujesz:) No przecież nie przysłużył sie filmowi, z kolei tytuł dziwoląga "Być jak John Malkovich" wskazuje, że ten aktor ma problem z rozdzieleniem życia osobistego od zawodowego. Ale np. w "Niebezpiecznych związkach" był doskonały:)
            • grek.grek Re: "Gra Ripleya" - spojler, opowieśc,coś w tym g 25.07.12, 14:16
              wiesz, zaniepokoiłem się, czy przypadkiem "Hańba" nie obrzydziła Ci
              tego aktora [na jakiś czas] :]
    • grek.grek "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 24.07.12, 14:35
      wymacaliście coś na dziś ?

      wczoraj "Ladykillers" poszlo bez zapowiedzi, ale pamiętam, ze to jakiś rok temu
      spojlerowaliśmy ten film bardzo solidnie :]

      "Bad Boys II" taktycznie ominąłem ;]

      mnie się wyświetla "Krytyczna terapia", 20:00 w TVN7 - ciekawy thriller medyczny,
      trochę przypominający "Comę". w głównej roli jest Hugh Grant, jest też Gene Hackman.
      pamiętam, że to dobry film, zwłaszcza jak sie ogląda pierwszy raz i, oby !, nie
      pozwala filmowi się rozwijać własnym rytmem. wtedy zaskakuje zakończenie.
      W ktorym bohater staje przed naprawdę trudnym wyborem. Pozornie można przewidzieć
      jak zdecyduje, ale tutaj twórcy są ambitni - w jego usta wkładają uzasadnienie dla
      decyzji jaką podejmuje :]

      w Jedynce "KOmornik", 22;40.
      kurdesz, ja mam zawsze lekką niestrawnośc oglądając ten film.

      pierwsza połowa to jest kino na poziomie światowym.
      bohater, ktorego nie da się polubić, ale który zaciekawia.
      kapitalne filmowanie, montaz, świetnie zaaranżowane miejca i pora roku ;]
      kolejne dialogi i sytuacje - wykonycpowane w sposób klasowy.
      Chyra zasuwa jak motorek, gra życiową rolę, jest skur...synem pierwsza klasa.
      do połowy, może do 2/3 czasu trwania, ten film idzie na rekord.

      po połowie, tuż po pornograficznej scenie eksmisji wzruszająco przyczepionego do
      swojego łóżka starszego pana, zaczyna się robienie z bohatera durnia, a okrzyk
      "Nie zabronicie mi być dobrym !" przelewa czarę goryczy.

      spartlono ten film w sposób przerażający. bo ktoś uznał, ze trzeba dać morał.
      Morał nachalnie wciśnięty między wódkę, a zakąskę.

      MOżna było różnie poprowadzić losy komornika Bohme. doszli scenarzyści do
      wniosku, że wariant najgłupszy, najbardziej ckliwy i rujnujący fabułę będzie najlepszy ;]

      wielka szkoda, wg mnie zepsuto szansę na jeden z lepszych filmów dekady, a może
      nawet całego 23 lecia.

      pozostaje cieszyć się tymi 2/3, które pozostają kawałkiem dobrego kina polskiego [i nie tylko[.

      22:05, Glina - trzymacie się dzielnie ? :]

      Siostro, sprobuję jutro napisać parę słów o pewnym filmie, ktory
      niedawno pojawił się tytularnie w dyskusji.
      On się pojawił, a ona pojawiła się przed dwoma dniami :]
      szans na obejrzenie go, z czego skorzystałem.
      com widział, coś pomyślał - spróbuję jutro nadziobać niezdarnie parę kulfonów :]


      • grek.grek Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 24.07.12, 14:36
        * "pozwala się rozwijać własnym rytmem" - bez "nie" :]
      • siostra.bronte Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 24.07.12, 15:45
        "Krytyczną terapię" już widziałam. Faktycznie, to dobry film.
        Co do "Komornika" to jakoś nie miałam okazji go zobaczyć. I przyznam, że Twoja recenzja raczej zniechęca.
        Czekam z ciekawością na te "kulfony" :)
        A, wiesz, że 1 sierpnia będzie powtórka "Maurycego" w Kulturze? Nie musiałeś długo czekać :)
        • pepsic Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 24.07.12, 21:06
          Napaliłam się na "Maurycego", aby przeżyć błyskawiczny zawód z racji pory w godz. 22.30 - 1.00. :(
          • siostra.bronte Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 24.07.12, 21:34
            O właśnie, byłam ciekawa, czy widziałaś ten film.
        • grek.grek Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 25.07.12, 14:15
          no coś Ty, nie zniechęcaj się :]
          przez 2/3 to naprawdę dobre kino, a potem... kto wie, może
          miałabyś inną opinię niż ja o tym, jak poprowadzono fabułę ?

          hehe, szybko poszło :]
          obejrzę na pewno.
          Dzięki za informację.
          • grek.grek Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 25.07.12, 15:06
            ale strzeliłem gafę :]

            scena eksmisji dziadka na łóżku jest w "Z odzysku", w "Komorniku" jest
            mlody wisielec, który popełnił wykroczenie, Bohme je zdemaskował, a
            później zignorował błagania chłopaka, co by mu odpuścił, bo wyrok
            jaki może dostać zniszczy mu karierę piłkarską. chłopak po prostu zakopał zmarlą babcię zamiast ją oficjalnie pochowac, i zrobił to po to, zeby biedna wiejska rodzina mogła nielegalnie pobierać babciną rentę. Bohme wykazał uczciwość zawodową, nie dał się przebłagać, więc
            niby dobrze i porządnie, ale... no wlasnie, skutki tej bezkompromisowości okazały się tragiczne.
            • siostra.bronte Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 25.07.12, 20:09
              Podejrzewam, że i tak nikt by tej gafy nie zauważył :)
            • pepsic Re: "Krytyczna terapia"/,"KOMornik" 26.07.12, 09:40
              Bardzo dobrze pamiętam tę scenę z Odzysku rozgrywająca się bez słów, robi wrażenie, ale .... nie wyłapałam.
      • pepsic Glina 24.07.12, 21:10
        Sie trzymamy, nie zasypiamy, nawet niezły wczoraj odcinek był:) Dzisiaj wyjątkowo wcześnie, 21:40. Z tym że w czwartek "Glinie" stanowczo odpuszczam i nastawiam się na KK.
        • grek.grek Re: Glina 25.07.12, 14:18
          dobrze, ze sprostowalaś godzinę emisji, bo ja brałem ją ze szmatławca z programem
          i coś tam musi pokręcili.

          o, a co tam w KK tak dobrego, że Gajewski przegrać nie może nie ? :]
          • pepsic Re: Glina 25.07.12, 21:13
            Wzmianka poniżej:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka