Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 7 (vol. 24)

    • grek.grek "Sherlock Holmes" [2009 vers] TVN, 20:00 12.10.12, 13:45
      no to mamy hita, Drodzy.
      i to w TVN ;]
      serio.

      "Sherlock Holmes" ad 2009, z Downey'em Jr i Jude'em Law w rolach... wiecie jakich [Downey gra Sherlocka].

      jestem ogromnie ciekaw, egzotyka XIX wieku przemawia do mnie od zawsze, do tego
      kultowe postaci, na pewno jakaś szurnięta zagadka kryminalna trącąca chwilami kinem
      grozy, no i same glówne postaci, na pewno uwspółcześnione, Holmes - ponoć - nie jakiś
      nobliwy, tylko awanturnik i gość z biglem, może gdzieś zaplącze się wpływ doktora House'a,
      o którym już napisano, ze mając być wariacją sherlockowską - przeskoczył pierwowzór,
      no i po prostu dobre tempo, zgrabne dialogi, jakieś puenty...
      A dodatkowo [no właśnie, "dodatkowo", znów mnie Mania prześwięci ;)] w obsadzie
      Rachel Mc Adams, i aż się ciśnie na usta tekst klasyka "jesteś piękna, tak że szok/ chcę
      być piękny jak Jude Law".

      kto by pomyślał, TVN i taka premiera... ;]


      • siostra.bronte Re: "Sherlock Holmes" [2009 vers] TVN, 20:00 12.10.12, 14:16
        Też planuję obejrzenie. Chociaż czasowo to istna kolubryna, 2,5 godziny, pewnie dzięki blokom reklamowym.
        Nie wiem czy wytrzymam :)
      • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes" [2009 vers] TVN, 20:00 12.10.12, 22:56
        Telegraficznie:
        Zdążyłam. Obejrzałam. Bardzo. ;)
    • barbasia1 "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 13.10.12, 08:02
      Chyba nie muszę nikogo zachęcać!? Najlepsza wg. Zygmunta Kałużyńskiego komedia Woody'ego Allena. I Mani się podobała, wyjątkowo! :)))

      Mam wielką nadzieję, że zdążę wrócić na film. Muszę. Dziś będę robić porządki jesienne w plenerze. A w niedzielę będę składać zeznania na wszelkie tematy (m.in.na temat "Mad Men", dzięki Greku za wielce intrygujące migawki z "Paradoksu").

      Czekajcie na mnie! ;) Do zobaczenia!

      I miłego dniaaaaaa

      • maniaczytania "Listy do Julii" TVN 21.45 13.10.12, 11:08
        a to moj plan na dzis :)

        a troszke pozniej napisze o - obejrzanym ofkors Paradoksie, obejrzanej wczoraj powtorce Madmenow i obejrzanym w niedziele w kinie francuskim hicie komediowym - "Na tropie Marsupilami".
      • siostra.bronte Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 13.10.12, 13:22
        Widziałam ten film parę lat temu. I średnio mi się podobał, chociaż jak wiecie jestem fanką Allena.
        Trochę drażniło mnie protekcjonalne podejście bohatera do Lindy (Mira Sorvino). I sam film trochę się dłużył. Ale na pewno warto zobaczyć.
        Barbasiu, udanych porządków :)
        • pepsic Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 13.10.12, 19:45
          Siostro,wygląda, że chyba ułatwiłaś mi wybór, skuszę się na polski "Ki" w Canal+.
          • siostra.bronte Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 13.10.12, 19:49
            Tylko żeby potem nie było na mnie :))
            • pepsic Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 13.10.12, 23:09
              Spokojnie:) Właśnie obejrzałam. Przyjemna bajeczka, ale jak na Allena mało błyskotliwa, no może poza zagajeniem. Jestem oczarowana ścieżką dźwiękową , a także rozbawiona pomysłowymi gadżetami erotycznymi, bąbelkami w akwarium:)
              Mira Sorvino posiada fajny typ urody i ... intrygującĄ barwę głosu, nie sądzicie?
              • siostra.bronte Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 14.10.12, 13:23
                Ulżyło mi :) Obejrzałam film ponownie i zrobił na mnie ciut lepsze wrażenie.
                Do momentu spotkania z Lindą film bardzo zabawny. Typowy Allen :)
                Potem film trochę traci impet. Postać Lindy jest trochę denerwująca, zbyt przerysowana (dyskusyjny Oscar). I akurat jej głosik mnie drażnił. I mimo wszystko bohater ją oszukiwał, jakoś mi to nie pasowało do postaci jakie zwykle gra Woody.
                A chórek antyczny raczej powodował zwolnienie tempa i moim zdaniem był zbędny.
                Ale w porównaniu z późniejszymi filmami Allena ten jest, mimo zastrzeżeń, całkiem udany.
        • barbasia1 Dziękuję, Bronte! :) 18.10.12, 15:02

          siostra.bronte napisała:

          > Barbasiu, udanych porządków :)
      • grek.grek Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 13.10.12, 13:39
        dzięki za zapowiedź :] rekomendacja dodattkowa, też ciekawa.

        uff, czyżby zagoniono Cię do zgarniania liści ? współczuję, jeśli tak, strasznie
        żmudne zajęcie.

        orajt, czekam[y] na Cię :]

        mam nadzieję, że tym razem nie złapie Cię trailer Paradoksu i nie zdradzi Ci
        interesujących szczegółów przed czasem :]
        • barbasia1 Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 14.10.12, 18:13
          Witaj! Witajcie! Jestem spóźniona, musiałam coś załatwić dziś,Dziś, po takim zajętym tygodniu, heh.

          > uff, czyżby zagoniono Cię do zgarniania liści ? współczuję, jeśli tak, strasznie żmudne zajęcie.

          :)
          Też, też. I zbierałam jabłuszka, co pospadały z drzewa... niektóre zdążyły już się popsuć, w powietrzu unosił się zapach jabłkowego wina, ale nie wpłynęło to destabilizująco na pracę. I malowałam trochę, myłam okna itd. Dużo udało się zrobić wczoraj.

          Spóźniłam się w końcu prawie godzinę na Allena, na "Jej wysokość Afrodytę" (widziałam od momentu, kiedy Allen swatał faceta, farmera? trenującego boks z Lindą), będę musiała wypożyczyć film. "Spiralę" obejrzałam (dzięki przypomnieniu o sobotnim cylku na forum)

          > mam nadzieję, że tym razem nie złapie Cię trailer Paradoksu i nie zdradzi Ci
          > interesujących szczegółów przed czasem :]

          Nie, nie, tym razem nic nie widziałam. :)
          • grek.grek Re: "Jej wysokość Afrodyta" TYPKultura 20:20 15.10.12, 13:42
            hop hop, Barbasiu :]

            hoho, no to widzę, że robota furkotała w powietrzu... Przodowniczko :}

            o, mam wrażenie, że "Afrodyta" jeszcze poleci w tiwi, stawiam na ktoryś z
            głównych kanałów, w ciągu najbliższych... 6 tygodni [może się sprawdzi ?]

            wery gut. trailery są wyjątkowo niewdzięczne, zwłaszcza, kiedy film/serial
            ma się zdarzyć za dzień/dwa.
    • siostra.bronte "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" 13.10.12, 13:25
      Jutro w Kulturze o 10.25. Stylowy i zabawny filmik wg. opowiadania Oskara Wilde'a z 1968 r. W roli głównej Andrzej Łapicki.
      Jeżeli nie śpicie w niedzielę do południa to polecam :)
      • grek.grek Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" 13.10.12, 13:41
        może się uda :]

        dodałbym jeszcze "Spiralę" Zanussiego w TV Polonia,
        dzisiaj 22:45 i powtórka o 4:30.
        • siostra.bronte Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" 13.10.12, 14:03
          Liczyłam na to, że to Ty napiszesz o "Spirali" :)
          To nie będzie miły i przyjemny film, ale koniecznie trzeba go zobaczyć.
          A, Greku, ok. północy w Kulturze "Oczy szeroko otwarte". Kiedyś zdaje się wyrażałeś zainteresowanie :) Obejrzysz?
          • grek.grek Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" 14.10.12, 13:46
            spróbuję... następnym razem :]
            Jakoś wczoraj podytkowała "mi się" inna marszruta : od 2:20 do 6:00 :]
      • pepsic Re: "Zbrodnia lorda Artura Saville'a" 13.10.12, 19:58
        Spać w biały dzień? Co to, to nie;) W niedziele o tej godzinie zazwyczaj mam już ugotowany obiad:)
    • grek.grek "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 13:31
      obejrzeliście ? [Barbasia, jak czytam, zdecydowanie tak :)]

      to ja może zacznę.

      podobał mi się ten brand new look Sherlocka. Pamiętam wersję z brytyjskich serial,
      która była równie ciekawa, ale jakby statyczniejsza i statEczniejsza, bardziej był
      to staromodny dżentelmen. Tutaj jest Holmes żywiołowy, rozchełstany, taki
      bardziej... na czasie. Nie zmieniła się tylko błyskotliwość dedukcji, które przeprowadza.

      Holmes ad 2009 wydał mi się skrzyżowaniem doktora House'a i Jacka Sparrowa -
      na pewno zwróciliście uwagę na miny, jakie stroi Downey Jr w trakcie pojedynków,
      ucieczek i starć z większymi isilniejszymi od siebie przeciwnikami. Choćby ta scena, kiedy
      próbuje poderwać cięzki wielki topór i nie jest w stanie go nawet poruszyć, za to
      jego prześladowca łapie się zań jedną ręką :] a później stają naprzeciw siebie : Holmes
      z toporkiem nadającym się do łupania kawałków węgla, a tamten z tym
      gigantem większym od Holmesa :] Dokładnie takie same zachowania preferował
      Johnny Depp jako pirat, ten sam rodzaj zdziwienia i zaskoczenia wyrażanego mową
      ciała, ta sama siląc się na spokój desperacja.

      Tak jak Sparrow sprawiał wrażenie dziabniętego jakimś LSD albo inną meskaliną,
      tak samo Holmes wydaje się być lekko puknięty. Pewnie morfiną, którą się
      dopingował, co zdaje się w literackim oryginale Conan Doyle'a było explicite zaznaczone.

      od House'a Holmes wziął odzywki, numery robione Watsonowi [cyganka wróżąca
      z ręki], ten sam rogardiasz jaki dookoła siebie robi, ekscentryzm [kiedy dynda na
      sznurku, próbując rozwikłać w jaki sposób lord Blackmore mógł przeżyć szubienicę],
      przebieranki i ten sam sposób bycia wrażliwego cynika. Nie wspominając o ledwie
      ukrywanym poczuciu bezradności wobec wdzięków atrakcyjnej kobiety ;] No i o
      wdawaniu się w bijatyki, jakkolwiek House nie brał chyba udziału w ringowych
      potyczkach.

      Trochę sie nie rozwinął w jakim ciekawym dialogu motyw zagrożonej przyjaźni
      obu głównych bohaterów, bo zdaje się Watson miał się żenić ze swoją dziewczyną.
      Holmes próbuje go odwieść od zamiaru, a Watson nie umie sobie darować udziału
      w kolejnej awanturze. Niby z powodu odpowiedzialności za losy przyjaciela, z powodu
      lojalności wobec niego, ale... także z racji owego "dreszczyku emocji", o który wspomina
      Holmes. Pojawia się tutaj dylemat : czy Watson zamierza zrezygnować z przygód na
      rzecz domowych łapci, wypraw do supermarketu i niańczenia potomstwa ?

      Sama intryga kryminalna, musiała w końcu ewoluować w stronę racjonalnych, naukowych rozwiązań, ale ciekawie wspartych na legendach wiejących grozą i satanizmem. Lord Blackmore
      okazal się niezlym miglancem, Holmes myślał szybko i sprawnie, klasyka gatunku. Wzbogacona sekwencjami kina akcji, które, nie wiem jak Wam ?, ale mnie jakoś nie zburzyły
      obrazu całości. W brytyjskich "szerlokach" Holmes glównie ruszał glową i pykał z fajki, tutaj biega, buja się na linach jak małpa na gumie, wykorzystuje najnowsze zdobycze techniki [co za momenty, kiedy "ładował" prądem różczkę i odrzucał nią tego wielkoluda, co go chciał skrócić o korpus]. Miało być połączenie akcji i dedukcji i, wg mnie, wypadło bardzo okazale.

      scena, kiedy trup Blackmore dynda pod nieukończonym mostem w monumentalnej scenerii - świietne ujęcie.

      moment, kiedy Watson dusi jakiegoś gościa w morderczym pojedynku, tamten ostatkiem
      sił stara sie uwolnić z jego uchwytu, i zziajany Doktor cedzi mu do ucha "spokojnie, jestem lekarzem" :] czysty komizm.

      No i scena najlepsza : goły Holmes przywiązany [przez przez swoją ukochaną, wtedy jeszcze grającą na dwa fronty] do łózka w hotelowym pokoju, z poduszką zakrywającą teren strategiczny, wchodzi pokojówka, widzi go w tej pozie, a on wypala do niej, z całych sił starając się jej nie przerazić "jestem profesjonalistą, pod tą poduszką jest klucz do wyjaśnienia całego nieporozumienia" [czy jakoś tak]. Nie wiem, co mnie bardziej rozśmieszyło, to "jestem profesjonalistą", czy ta poduszka, czy może świadomość nieuchronności reakcji pokojówki, czyli krzyku i ucieczki :] A potem Holmes jeszcze zgryźliwie rzuca, że "kiedyś pokojówki były bardziej frywolne", haha :]

      scenografia doprawiana komputerowo, ale jakoś wcale mi to nie przeszkadzało, nie wiem jak Wam...

      za to stroje, sceny uliczne, dobór miejsc pod względem architektoniczym, te uliczki, wystrój pokojów i sal... wehikuł w XIX wiek, dla samego dekoru bym ten film obejrzał, nawet
      jakby Mroczki grały główne role, razem z Cichopek. Ten Londyn jest po prostu pełen
      starodawnego wdzięku, a do tego stoi u progu postępu, nowej ery w dziejach ludzkości, już cywilizacja, a jeszcze trochę... ciemnogród ;] Taki moment graniczny.

      pierwszoligowe, jak na taki typ kina, aktorstwo.
      Robert Downey Jr lekkim skokiem dołączył do Johnny Deppa i Hugh Laurie. Brawurowy, naturalny, z poczuciem humoru skrzyżowanym z wiarygodną melancholią i zadumą. Jude Law, Rachel Mc Adams... żałowałem tylko, ze do roli Blackmore'a nie udało się zaangażować np., hmmm... Gary Oldmana ? :] Jakiejś wyrazistszej twarzy, generalnie, wyrazistszego spojrzenia, mowy ciała. Aktor był odpowiednio chłodny i zmanierowany, ale nie powiało prawdziwą czernią. Charakteru :] jednak przy kreowaniu takich postaci, bad guys, bez odpowiedniego aktora -
      obyć się nie sposób, scenariusz i otoczenie nie jest w stanie nadrobić pewnych braków. Może się czepiam trochę... ale, to tylko moje subiektywne odczucie, ofk.

      no nic, tyle moich spostrzeżeń.

      A jak u Was ? Jak Wam się spodobało ?

      • siostra.bronte Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 14:00
        Napisałeś chyba o wszystkim :)
        Tak, Holmes zdecydowanie przypomina House'a. Też to zauważyłam.
        Podobały mi się zdjęcia, mroczny klimat miasta i nie przeszkadzała mi nawet wyraźna ingerencja komputerów.
        Sam film trochę przeładowany. Czasem nie mogłam się połapać o co chodzi. Za dużo bieganiny i lania się po gębach :)
        Nowy Holmes jakiś osiłkowaty i bliski granicy parodii, ale rozumiem, że taki był zamiar. Ale lubię Roberta Downey'a.
        Zgadzam się, że lord Blackomore jest na grany jednej nucie i nie przeraża tak jak powinien. Oj tak, mój ukochany Gary Oldman byłby wspaniały w tej roli.
        W sumie całość ciut męcząca, czasem napięcie siadało. Ale jako rozrywka w piątkowy wieczór jak najbardziej ok.
        A i jeszcze jedno. W roli sir Thomasa (ten, co widowiskowo zszedł w wannie) ledwo poznałam Jamesa Foxa. Mój Boże, za młodu to był niesamowicie przystojny facet :)
        Przy okazji, w niedzielę w Ale Kino zaczyna się brytyjski serial o Sherlocku. Tym razem bohater jest przeniesiony do czasów współczesnych i korzysta z najnowszych zdobyczy techniki. W roli głównej młody i zdolny Benedict Cumberbatch.
        Podobno efekt jest całkiem niezły.
        Mamy jakiś renesans Holmesa :)
        • angazetka Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 15:57
          > Tak, Holmes zdecydowanie przypomina House'a.

          A House Holmesa ;) Na zasadzie: co było pierwsze: jajko czy kura.

          > Przy okazji, w niedzielę w Ale Kino zaczyna się brytyjski serial o Sherlocku. T
          > ym razem bohater jest przeniesiony do czasów współczesnych i korzysta z najnows
          > zych zdobyczy techniki. W roli głównej młody i zdolny Benedict Cumberbatch.
          > Podobno efekt jest całkiem niezły.

          NIEZŁY? Genialny!!! Brytyjski "Sherlock" to jest jedna z najlepszych rzeczy, jakie tv może dać człowiekowi. Zakochałam się w tym serialu tak gdzieś po pierwszym kwadransie. Bardzo, bardzo warto go zobaczyć.
          • siostra.bronte Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 17:30
            Witaj :)
            Tak, wiadomo, że House był wzorowany na Holmesie. Ale w tej wersji to podobieństwo jest bardzo wyraźne.
            Zdecydowanie zachęciłaś mnie do oglądania serialu :)
          • pepsic Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 19:24
            Na jeden odcinek gdzieś kiedyś trafiłam. Nie zdawałam sobie sprawy, że obcuję z arcydziełem.
            Ups;)
          • barbasia1 Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 16.10.12, 18:23
            angazetka napisała:
            > NIEZŁY? Genialny!!! Brytyjski "Sherlock" to jest jedna z najlepszych rzeczy, ja
            > kie tv może dać człowiekowi. Zakochałam się w tym serialu tak gdzieś po pierwsz
            > ym kwadransie. Bardzo, bardzo warto go zobaczyć.

            A kto nam sierotkom bez ale kino! opowie o serialu?
            • siostra.bronte Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 16.10.12, 19:02
              Hehe :) Może ja się podejmę, ale muszę zobaczyć przynajmniej kilka odcinków. Pierwsze wrażenia pozytywne :)
              • angazetka Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 16.10.12, 19:37
                Hehe, jak obejrzysz kilka odcinków, to serial się skończy ;) To są dwie serie po trzy odcinki.
                Napisz więcej o swoich wrażeniach, bom - jako dzika fanka - strasznie ich ciekawa.
                • siostra.bronte Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 16.10.12, 19:50
                  O, szkoda, że taki krótki!
                  Na początku nie mogłam się wciągnąć, ale po jakimś czasie zaczęło mi się nawet podobać. Dwójka głównych aktorów znakomita. Benedict Cumberbatch w roli Holmesa ma wdzięk i charyzmę. No i ten głos :)
                  I jeszcze fajna muzyka Davida Arnolda (tego od ostatnich Bondów).
                  Jestem ciekawa jak się ten serial rozwinie :)
                  • barbasia1 Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 16.10.12, 20:40
                    Siwtnie. :) W takim razie trzymam za słowo! I na wrażenia, uwagi na temat nowego Sherlocka Holmesa czekam cierpliwie.

                    Gdzieś, być może w Gazecie Telewizyjnej, czytałam bardzo entuzjastyczne recenzje.
        • grek.grek Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 14.10.12, 13:38
          ja pamiętam jeszcze te stare brytyjskie, "nobliwe" filmy o Sherlocku, w których
          paradował w ciemnozielono-brązowawych kraciastościach i kopcił fajkę.
          Miały klimat rewelacyjny, kilka razy powtarzanego "Psa Baskerville'ów" do dzisiaj
          wspominam :]

      • pepsic Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 19:43
        Tak kiedyś napisałam:
        Z gatunku awanturniczo-komputerowych, więc teoretycznie szans nie miał, a jednak za sprawą gł. bohatera wzorowanego na dr Housie dało się obejrzeć.
        Drugi raz się nie skusiłam, ale wypada coś dodać o przyjemnej muzyczce łatwo wpadającej w ucho, a także zgodzić się z Siostrą: zbyt męczący z intrygą ginącą wśród nadmiernej otoczki.
        Rachel Mc Adams - doprawdy nie rozumiem, co w niej widzicie??
        • siostra.bronte Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 13.10.12, 19:51
          O, mnie też Rachel Mc Adams się nie podoba :)
        • grek.grek Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 14.10.12, 13:42
          świetne spostrzeżenie, muzyka kapitalna, Hansa Zimmera.
          miała nominację oskarową, Barbasia nam wtedy grała ten kawałek
          klasyczny :]

          Rachel ? Urocza :]
          • mia72 Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 15.10.12, 09:14
            Sherlock w piątek, Sherlock w niedzielę... na ale kino od tej niedzieli serial o Holmesie uwspółcześnionym ,tzn została postać i fabuła z grubsza conan doyle'a, ale anturaż i zdobycze techniki teraźniejsze. Podobno niezły - ja nagrałam i obejrzę, bo wlazł w paradę D. Craig ("Dom snów") na odkodowanym chwilowo canal + ;)
      • tutatmon Re: "Sherlock HOlmes" - jakie wrażenia ? 15.10.12, 13:52
        Ja ogólnie bardzo lubię tego aktora. Bardzo fajnie zagrał w ironmanie. Lubię jego sarkazm oraz ironie oraz rodzaj jego bezczelności :)
    • maniaczytania KK - pazdziernik/ listopad 14.10.12, 12:58
      no, to na kolejne tygodnie mamy takie propozycje:

      18.10 - "4 miesiace, 3 tygodnie i 2 dni" - rumunski dramat, m.in. o aborcji - jej zakazie, ale i pelnym dopuszczeniu w Rumunii, nagrodzony bodajze Zlota Palma;

      25.10 - "Granice milosci" - argentynsko-amerykanski, z gatunku takich, co lubimy, czyli puzzle do skladania, ktore dopiero na koncu w jakas calosc spojna sie ukladaja, ale czy dobry? to sie okaze...

      01.11 - "Ogrod Luizy" - polski, z Marcinem Dorocinskim, ogladalam i polecam, mnie sie bardzo podobal;

      08.11 - "Scoop", czyli cos dla obecnych i tutaj milosnikow Allena ;)

      cdn. nastapi za jakis czas ...
      • grek.grek Re: KK - pazdziernik/ listopad 14.10.12, 13:50
        obejrzę wszystkie :] "Scoop" chyba już widziałem, reszta - premierowo.

        Mogliby dać Torbickiej drugie okno w tygodniowej ramówce...
        w jednym byłyby filmy polskie, a drugim kino światowe.

        w ogole, jakby się dobrze przypiąć, to jakiś na każy dzień tygodnia
        można by znaleźć jakąś cykliczną audycję filmową : kino polskie, światowe,
        perły z lamusa, kino jakiegoś konkretnego reżysera [powiedzmy, że wybór
        4 filmów, czyli 12 reżyserów/aktorek/aktorów w ciągu roku]... itd.
      • pepsic Re: KK - pazdziernik/ listopad 14.10.12, 18:42
        Jedyny, który oglądałam: 4:3:2. Chłodny zapis przygotowań do pokątnej aborcji, jej upokarzający przebieg i zdeterminowane, beznamiętne bohaterki, a wszystko rozgrywające sie w realiach socjalistycznej Rumunii. Chyba nie mam ochoty na powtórkę.
        Swoją droga, tak się wstrzelić idealnie z tematyką na czas.
        Co do reszty z repertuaru KK - wielka niewiadoma:) Ktoś coś?

        o aborcji - jej zakazie, ale i pelnym dopuszczeniu w Rumunii,
        Maniu, ??
        • maniaczytania Re: KK - pazdziernik/ listopad 14.10.12, 19:21
          pepsic napisała:

          > o aborcji - jej zakazie, ale i pelnym dopuszczeniu w Rumunii,
          > Maniu, ??

          A, bo tak to jest, jak sie przeczyta gdzies opis, samemu nie ogladajac filmu i potem powtarza/ przeksztalca glupoty ;)
          W opisie bylo napisane, ze film o problemie aborcji, ktorego nie rozwiazaly ani zakaz w komunistycznej, ani potem legalizacja.
      • barbasia1 Re: KK - pazdziernik/ listopad 18.10.12, 14:59
        Dobry przegląd, Maniu!
        Nic nie widziałam, wszystko zamierzam obejrzeć. :)
    • grek.grek "Jej wysokość Afrodyta" & "SPirala", wrazenia ? 14.10.12, 13:28
      pokomentujemy ? :]

      "Jej wysokość Afrodyta" - Woody nakręcił kiedyś słaby film ? coraz mniej w takie cuda
      wierzyć jestem skłonny. Ma swój styl i ten styl jest tak inny od wszystkich, tak dobrze
      poprawia nastrój i tak jest to wszystko inteligentne, że po nawet jak ewentualnie można
      by dowodzić, że jest "słabe",to chyba tylko wobec innych filmów samego Allena.

      Pomysł z greckim chórem komentującym wydarzenia, i używającym do tego najzupełniej
      współczesnych okresleń [wzmianka o tym, jak powstał zawód psychoanalityka i jak dobrze
      jest płatny/za godzinę] i formy [automatyczna sekretarka u Zeusa; taniec grupowy do jakiejś piosenki] - świetny.

      sam Woody - przekomiczny w scenach pierwszej wizyty u agentki towarzyskiej, która stara się go zachęcić do skorzystania z jej usług, a on się przed tym broni wciskając coraz głębiej w kanapę... i barowej rozmowy z jej alfonsem ["Achilles miał tylko piętę... ja mam całe ciało Achillesa"].

      ciekawe pytanie : jak to jest, że wybitna inteligencja jaką przejawia dziecko nie ma żadnego uzasadnienia w poziomie umysłowym jego matki, ojca, przodków, w całym drzewie genealogicznym ? Intrygujące pytanie, ukryte pod luźną formą.

      Dialog z porno-wstawkami ? Chyba najodważniejsze spośród filmów Allena, które dotąd obejrzałem. W dodatku wypowiada je postać kobieca :] Bezpurderyjna na tyle, ze sam
      Woody [jego ekranowe alter ego] wysiada przy niej, obrazując standardową reakcję
      intelektualisty wobec wyzwolonej seksualnie kobiety [?].

      NIe byłby sobą, jakby nie zahaczył o temat kryzysu w związku damsko-męskim.
      On flirtuje z matką ich adoptowanego dziecka, ona z facetem, "co się na nią gapi, rozbiera ją wzrokiem" - zabawne spięcie : Woody i Helena są zaproszeni do tego Wgapiacza na jakieś party; najpierw jest scena, kiedy Woody opowiada Helenie o tym, jak ten facet ją pożera wzrokiem, ona odpowiada, ze na pewno to Woody wyolbrzymia, pstryk i od razu jest scena na tym przyjęciu i obrazek jak ten gość wgapia się w Helenę, rozwiewający wątpliwości co od tego, że Woody nic a nic nie przesadzał.

      koniec końców, on skacze w bok, ona też... i dopiero wtedy dostrzegają, że : hej, jesteśmy jednak sobie bliscy. Stara jak świata recepta na restart związku i tutaj okazuje się skuteczna.

      świetne role kobiece, jak to u Allena, heh :] Mira Sorvino dostała Oskarda [drugoplanowa rola] za te swoje blondynkowe wygibasy :] moim zdaniem, największe wrazenie robiło to, jak tekstami napisanymi przez Allena zupełnie zbijała z tropu postać, która miała być w założeniu Allenem himself. Chyba sam Woody nie spodziewał się takiej bomby :]

      "Spirala".
      oglądaliście ?
      Rzeczywiście, Siostro, trudna rzecz, a poza tym... w trzeciej minucie filmy kapnąłem się, ze kiedyś oglądałem. Co ciekawe, pamiętam pierwsze 20 minut i ostatnią scenę, co robiłem w środku, skąd ten dziwny przeskok ?.. nie wiem... i nie chcę wiedzieć ;]

      Śmierć jest tutaj w centrum. Nie jakaś holokaustowa, nie zbiorowa, nie grupowa, jednostkowa
      śmierć i przeżywanie świadomości jej nieuchronności przez jednego człowieka. Rzadkość prawdziwa. Nie śmierć z powodu natury człowieka, tego ze każdy kiedyś... itd., ale śmierć
      przedwczesna, z powodu innego niż starość i upływ czasu, śmierć zaplanowana poza właściwościami życia i świata.

      Gośc jedzie w góry, żeby strzelić tam samobója. Jest śmiertelnie chory, uciekł w tym celu z hospicjum [to się okaże później nieco]. Zatrzymuje się w schronisku. Wyrzuca w cholerę
      klucze do samochodu i dowód osobisty, przybiera pozę cynika, zza której wystaje ogromna rozpacz i przerażenie i chodzi po całym pensjonacie wdając się w prowokacyjne rozmowy z innymi ludźmi. Oni wszyscy mają jakieś plany, czegoś od życia chcą, śmierć jest daleko od nich, nie muszą o niej mysleć - to go frustruje, on nie ma przed soba żadnej perspektywy.

      Studenci chcą się dorabiać, podróżować do Indii, jeździć na saksy do Szwecji; jakaś kobieta nosi ciążę... on to wszystko wyśmiewa, dogryza, dogaduje, sugeruje, ze to nic nie warte, że to egoizm, że wynika z braku świadomości iż wobec śmierci wszystko jest niczym, że "Bóg śmieje się słysząc o ludzkich planach". Oni go nie rozumieją : nie mogą zrozumieć, bo oni i on patrzą z poziomu innych życiowych doświadczeń, on przeżywa stan graniczny, musi pozostać niezrozumiany.

      W jadalni wdaje się w konflikt i ze studentami śpiewającymi glośno piosenkę, jak również ze starszymi karciarzami, chcącymi ich trochę uciszyć. Prowokuje studentów żeby śpiewali głośniej, a kiedy dowiaduje się, ze wśród karciarzy jest jakiś ważniak - przysiada się do niego i rzuca eleganckim tonem :"mam do pana prośbę osobistą, niech pan mnie pocałuje w dpę ?". Facet wybucha.
      Potem czepia się jego syna, który przychodzi go przeprosić za zachowanie ojca - sugeruje,ze chłopak wpływowemu tatusiowi wszsytko zawdzięcza, a nawet że jego narzeczona chętnie by barłożyła z tatusiem niż "z takim wymoczkiem". Tu tez przegina.

      Samotnie przebywającej w schronisku Teresie imputuje, ze pewnie "szuka chłopa", w ogole jest arogancki. Z punktu widzenia zaczepianych ludzi - bankowo. Z pkt widzeni widza - niezupełnie. Widać w tym próbę buntu przeciw swojemu losowi, negację wynikającą z poczucia niesprawiedliwości dziejów. "docierasz do końca, bierzesz w garść to wszystko, co zrobiłeś, czego dokonałaś, co przeżyłes,ściskasz mocno i... gwno, gwno leje ci się między palcami" - mocna scena, kiedy poucza studencika. Jak mocna jest jej wymowa, kiedy widać dwóch tak dalece odmiennych od siebie ludzi, o tak krańcowo różnej sytuacji : faceta jedną nogą w grobie i młodziaka, który słucha go uważnie, ale przecież przed chwilę zapowietrzał się z powodu jakiegoś zarabiania pieniędzy,żeby się ustawić...

      Potem wychodzi rano w góry i znika. A cała reszta zaczyna go szukać. Znajdują go zmrożonego niemal na kość. Samobój nie wyszedł.

      Wtedy wyjaśnia się jego tożsamość. Facet nazywa się Piątek, był tzw. człowiekiem sukcesu, kiedy dopadła go choroba. Rak, zapewne. TEraz jest w ostatnim stadium.

      Akcja przenosi się do hospicjum, gdzie po kolei dogorywającego Piątka odwiedzają ludzie poznani w górach. Rozmawiają z nim. Zwłaszcza Teresa, z którą się zbliża bardzo. I ten ważniak, z którym Piątek przeprowadza bardzo istotne rozmowy - facet przeżył swoje, był nawet po drugiej stronie, tak bardzo był, ze jak mówi "ogarnęła mnie taka lekkośc, że
      z żalem wracałem do życia, do tych wszystkich spraw, bolączek i trosk z nim związanych".
      Gość powiada, że nie boi się już śmierci, nie w sensie mentalnym, metafizycznym, jako
      zetknięcia z ostatecznością, co najwyżej może mieć jakieś obawy związane ze sferą
      dolegliwości fizjologicznych.

      scena zupełnie kładąca na łopatki : Piątek kuśtyka do kostnicy, patrzy jak pielęgniarz, w zimnym bezosobowym pomieszczeniu, myje martwe ciało jego kolegi z sali... Patrzy, wychodzi, słania się na nogach, siada na schodach, obok łózka jakiejś starszej kobiety, ona coś do niego mówi, a on w jakiejś dzikiej rozpaczy w milczeniu, tylko rycząc bezgłośnie, osuwa powoli na podłogę, aż leży cały na niej i płacze. Tylko za tę scenę Nowicki powinien jakiegoś Oskara dostać.

      I co mu zostało... ucieczka, ostatni akt wolnego człowieka : śmierć na własnych warunkach.Ostatni akt godności. Wyłazi więc na parapet okna, kładzie się bokiem, plecami do zewnątrz i wolno wytacza się spadając i zabijając na mejscu.

      Wybitna rola jana Nowickiego. Wybitna. Oskarowa.Gośc jest nadzwyczajny. Od pierwszej sceny do finałowej. Mistrzostwo.

      Temat odważny i pod prąd. Mam wrażenie, ze dzisiaj jeszcze dobitniej brzmiący. Przy tym
      wypieraniu śmierci, swiadomości nieuchronności, cięzkiej choroby, przy tym bieganiu
      za tzw.sukcesem, czyli skórą, furą i komórą - tym bardziej niewygodny, bo nie tyle
      odbierający wartość życiu, ile jakoś tam skłaniający do ironii, że nie ma sensu spinac
      pośladków w pogoni za nowym ajfonem czy kafelkami z hiszpańskiej terakoty, że
      życie to coś więcej niż te pierdoły.

      Dobra, robi się patetycznie nieźnośnie, finito ;]

      Piszcie, Czcigodni :]
      • grek.grek Re: "Jej wysokość Afrodyta" & "SPirala", wrazenia 14.10.12, 13:51
        P.s : widzę Wasze opinie dot "Afrodyty", powyżej :]
      • siostra.bronte Re: "Jej wysokość Afrodyta" & "SPirala", wrazenia 14.10.12, 14:01
        Z tego co wiem, w Kulturze będzie dłuższy przegląd filmów Allena, właśnie tych późniejszych i obawiam się, że jakiś słaby film jednak zobaczymy :)
        O "Spirali" napisałeś wszystko :)
        Oglądanie tego filmu wręcz boli. Przyznam, że od momentu kiedy bohater trafia do szpitala (bo to jednak nie było hospicjum - widzimy lekarzy i pielęgniarki) często musiałam sięgać po chusteczki.
        Obraz umierania w obskurnym szpitalu, w samotności jest wręcz nie do zniesienia.
        Scena samobójstwa niezwykła. Tomasz nie staje na parapecie i nie rzuca się w dół, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Kładzie się na parapecie i niezdarnie zsuwa się w przepaść.
        Twarz Nowickiego z tego filmu nie do zapomnienia.
        Jedyne co optymistyczne w tej historii to, że otoczenie nie pozostało obojętne na los bohatera. Kilka osób, Teresa, młody filozof i nawet obrażony przez niego notabl (sugestywny Jan Świderski) chciało się jednak z nim spotkać. Potrzebowali tego, pewnie z różnych powodów. Ale liczy się sam fakt, że nie pozostali obojętni.

        • grek.grek Re: "Jej wysokość Afrodyta" & "SPirala", wrazenia 15.10.12, 13:38
          a fakt, szpital - mój błąd.

          to ciekawe, z czym oni się chcieli zetknąć odwiedzając go ?
          może odruch serca to był jednak ?
      • barbasia1 "Spirala" 01.11.12, 13:39
        > Piszcie, Czcigodni :]

        :)

        A chciłabym przypomnieć, a'propos dzisiejszego święta, piękną scenę finalową ze "Spirali", w której bohater grany przez Nowickiego, zapewne wielki milosnik gór, pierwsze kroki w zaświatach stawia na drodze prowadzącej ku masywowi Mieguszowieckich Szczytów.

        Piękna wizja życia po śmierci, robić to co się kocha najbardziej ...

        Nie wiem, jak Was drogie Koleżanki i Drogi Kolego, ale mnie dziś z cmentarza szybko przegonił deszcz i zimno.

        :)
        • grek.grek Re: "Spirala" 01.11.12, 15:39
          istotnie, scena godna uwagi.

          hehe, wiesz, że i ja wiałem prędko :] inna rzecz, ze cmentarz pełen ludzi traci swój wdzięk
          i naturalny charakter, dyskrecję; to znaczy, tam zawsze ludzi jest dużo, tylko na ci na codzień
          są jacyś tacy mniej aktywni i leżakują sobie spokojnie, zaś ci pierwszolistopadowi hałasliwi i ciągle chodzą ;]
          • barbasia1 Re: "Spirala" 01.11.12, 15:59
            Hahaha! :)))

            Prawda, prawda. :)

            /Miałam przez moment awarię internetu, ufff na szczęście krótkotrwałą!/
    • grek.grek "BOrgiowie" odcinek 6 15.10.12, 13:34
      seks, damsko-męskie relacje, "szczypta" polityki :]

      Kardynał, papa in spe ;], Della Rovere odwiedza króla Francji, Karola.
      Okazuje się on dośc obcesowym typem o twarzy pretensjonalnego buldoga.
      Kardynał namawia go do najechania Italii, zajęcia Neapolu,do którego Francja
      ma roszczenia, obalenia papiestwa, czyli - ryje kret dzielnie. Przy okazji DR sugeruje,żeby
      Francuzi nie narobili podczas tej akcji zbrojnej zbyt wielkich szkód, zawiera tę
      sugestię w tekście "Rzymianie pojęcie wojny traktują <<teatralnie>>". Na co
      Karol zaprasza go do przetestowanie najnowszej zdobyczy techniki wojskowej
      Francji : armatę, która wypluwa kulki robiące duże dziury w ścianach. DR osobiście, na
      prośbę francuskiego króla, daje sygnał do odpalenia jednej z takich kulek. Efekty
      jej uderzenia w mur wydłużają mu i tak pociągłą twarz.

      W ostatniej scenie odcinka król dobitnym, zdecydowanym tonem komunikuje
      kardynałowi, że podejmie się inwazji na Italię, ale... zrobi to w swoim stylu, czyli -
      będzie demolka.

      W Rzymie tymczasem zapada ostateczna decyzyja, że 13-letni Joffre poślubi
      księzniczkę neapolitańską, Sanchę [jest córką króla Neapolu, ale... nieślubną].
      Akurat papierstwo wizytuje ambasador Neapolu, przy okazji wyrażając zdziwienie,że
      to nie Juan będzie księżniczkę zaślubiał. Juan robić ma za organizatora całej imprezy.
      Rodrigo wysyła go do Neapolu, gdzie poznaje on królewnę. Istotne, jest ładna, zgrabna,
      prima sort panna. Od słowa, do słowa... jak już wiadomo z wizyty Della Rovere [odc2 albo 3]
      Neapolem rządzi tak naprawdę syn królewski, jako że król jest głuchym jak pień warzywem, ktre siedzi przy stole tępo, coś przeżuwa, i wszyscy się z niego nabijają. No i w pałacu jest specjalna sala, która zaszokowała kardynała : przy stole, w pozach z Ostatniej Wieczerzy siedzą zmurszałe truchła wrogów Neapolu, którzy zostali pojmani i zabici.

      I właśnie w tej uroczej salce... Juan i Sancha mają seks. Juan wychodzi z założenia, że... po co ma się żenić z księzniczką, skoro może ją posiąść, korzystając z tego, że oboje preferują libertyńskie podejście do tych spraw ;]

      Sancha wkrótce zjawia się w Rzymie, gdzie poślubia Joffre'ego. Po uroczystości przychodzi noc poślubna... Przed nią - Sancha i Juan raz jeszcze bawią się w doktora, a potem księżniczką przychodzi do swojego 13-letniego męża, rozbiera się, szykuje się do "skoku" na niego, a męzowi oczy zaokrąglają się do wielkości talerzy :]

      W pałacu Sforzów też romans.
      Kontuzjowany mąz Lukrecji głównie poleguje w łózku, z racji złamanej nogi, a ona tymczasem używa życia z urodziwym parobkiem Paolo. A to się wybierają konno do lasu, gdzie nad stawem Lukrecja opowiada Paolo historię o Narcyzie i powiada, że odtąd tak go będzie tytułowała [pewnie dlatego, ze taki z niego piękniś, że się jej kojarzy z ową postacią]. Tutaj pierwszy raz się całują. A wieczorem Paolo odwiedza LUkrecję w jej sypialni i idą w swoich zabawach dalej... Sforza coś tam podejrzewa może, jakieś tam odgłosy być może dochodzą z góry, ale facet kuśtyka o lasce, po schodach nie da rady wejść, więc poprzestaje tylko na pytaniu do praczki i kucharki, czy one nie słyszą jakichś podejrzanych szmerów, ale one - wiedzące, że Paolo i Lukrecja oddają się rozrywkom - uspokajają go, że nic z tych rzeczy. Słowem : Lukrecja po okresie chamskiego traktowania przez męza, jakby była materacem, wreszcie może poznać czym jest seks :]

      Cesare w poprzednim odcinku zabił sadystycznego męża swojej kochanki.
      Ona nic o tym nie wie. Facet mia wyjechać na dwa dni, więc ona na te dwa dni przychodzi do
      Cesare i... jak sądzicie ? tak, mają seks. Wszyscy w tym odcinku skupiają się na tych czynnościach, włącznie z 13-letnim męzem jurnej księzniczki ;]

      Dwa dni mijają szybko, i pojawia się u Ursuli [tak ma na imię ta postać] niepokój, bo
      mąz miał wrócić, a tu ani widu ani słychu. Mija tydzień...

      I nadchodzi dzień, w którym przypadkiem dwóch ludzi odnajduje jego ciało, a obrażenia
      nie pozostawiają wątpliwości, że baron został zabity.

      Ursula z łatwością kojarzy z całą sprawą Cesare. Tylko ona, jej mąz i Cesare wiedzieli, że
      baron miał wyjechać. "wiedziałam,ze jesteś kardynałem, ale nie wiedziałam, ze jesteś mordercą" - wypala Cesare w twarz. On na to, ze sądził, iż ona z ulgą przyjmie fakt, że
      jest wolna od swojego prześladowcy, i że tak naprawdę nie powiedziała mu nigdy, żeby
      tego nie robił, chociaż on jej dawał sugestie, ze to jedyna droga do pozbycia się barona
      z jej, ba - ich, życia. Teraz mogą być razem, szczęśliwi, więc : o co chodzi ?

      Na to kochanica z płaczem, że teraz nie mogą być razem, bo ona nie może wiązać się
      z killerem. I że jedyne wyjście z sytuacji to wstąpienie do klasztoru. Cesare jest zrozpaczony, bo ewidentnie jest w niej zakochany do uszy. Na tyle, ze kiedy ona komunikuje mu swoją decyzję - on za nią krzyczy ze łzami w oczach, że nawet jak ona zostanie zakonnicą, to on i tak będzie na nią czekał i takie tam inne histerie ;]

      W każdym razie, rzeczywiście zostaje ona mniszką, obcinają jej włosy, wciskają w ten strój, z którego tylko twarz widać i od tej pory... czy ja wiem... chyba będzie pokutowała za to, ze - takie mam wrażenie - w jej mniemaniu przyczyniła się do śmierci prawowitego męża.

      Jest też wątek eks-męza Vanozzy, imieniem Theo. facet się pojawia po raz kolejny w pałacu Borgiów, co wyraźnie wnerwia Juana, który sprawia mu solidne manto. Na oczach matki, co wyprowadza ją z równowagi. Skarzy na Juana Rodrigo. A ten wzywa Juana na rozmowę. Okazuje się, ze Juan cierpi z powodu pogłosek, jakoby jeden z nich [synów Vanozzy] nie był synem Rodrigo, a właśnie Theo, jakby nie patrzeć : gościa bez szlacheckiego pochodzenia, jak go tytułuje Juan "poganiacza bydła". Rodrigo uspokaja go, ze na pewno nie chodzi o niego i wysyła, żeby przeprosił matkę, błagał ją o wybaczenie i już nigdy nie podnosił ręki na Theo. Dla porządku sprzedaje Juanowi sredniej mocy liścia :]

      jest w formie, bo przed chwilą barłożył ze swoją kochanką, Giulią.
      najpierw zamienił jej zgrabną nogę na mapę Włoch i tłumaczył zawiłości poltycznych rozgrywek, a potem paszczeką zaatakował ją poniżej pępka ;]

      seksu sporo, ale w bardzo oględnych demonstracjach.
      elegancja to czy pruderia ? :]
      a może po prostu dbalośc o to,żeby golizna nie przesłoniła całokształtu spraw.




      • siostra.bronte Re: "BOrgiowie" odcinek 6 15.10.12, 13:46
        Przebiegłam wzrokiem Twój tekst i wygląda na to, że otoczka historyczna jest chyba pretekstem do licznych scen erotycznych.
        Jak w ogóle spamiętałeś te imiona, tudzież kto z kim? Chyba musisz robić notatki w czasie oglądania :)
        • grek.grek Re: "BOrgiowie" odcinek 6 16.10.12, 13:23
          opisywany odcinek akurat w seks obfitował, ale całość - niekoniecznie jest nim
          naszpikowana, zaś same sceny w dośc oględnych aranżacjach :]

          hah, wiesz, przy szóstym odcinku to już pełna orientacja w serialowym...
          facebooku.
      • barbasia1 Re: "BOrgiowie" odcinek 6 16.10.12, 00:34
        Ach ten rozpustny świat włoskiego renesansu. ;)


        >Cesare [...] za nią krzyczy ze łzami w oczach, że nawet jak ona zostanie zakonnicą, to on i tak >będzie na nią czekał i takie tam inne histerie ;]
        Hehe! :)))
        Prawdziwy romantyk z tego Cesare, jedyny z całego towarzystwa, do czasu pewnie! :)


        A! Mam małą ciekawostkę!
        Wywodząca się z rodu Della Rovere - Lucrezia Lante Della Rovere (rocznik 1966) jest włoską aktorką.

        Tak wygląda pani Lucrezia Della Rovere:
        www.google.pl/search?q=Della+Rovere+Lucrezia+Lante&hl=pl&rls=com.microsoft:pl&prmd=imvnso&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=hIt8UIiFFobYsgbV4oCQBw&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1399&bih=847
        Ale niestety nie wiem, czy jest dobrą aktorką.

        :)
        • grek.grek Re: "BOrgiowie" odcinek 6 16.10.12, 13:27
          hehe, a wiesz, tym razem ten seks wyniikał w większości z uczuć :]

          istotnie.
          zabija z miłości, a jak mu miłośc ucieka, to płacze...
          jednocześnie, jak trzeba zlecić morderstwo polityczne, to skrupułów nie ma.
          człowiek... renesansu ;]

          a to ciekawa historyja.
          ktoś z Della Rover-ów dając dziewczynce na imię Lukrecja miał chyba
          świadomość, jak ciekawą zbitkę tworzy, biorąc pod uwagę kontekst
          historyczny losów obu rodów.
    • barbasia1 "Milczenie Lorny" TVPKultura 20:20 teraz, już 15.10.12, 20:24
      Prawie rok temu Grek opowiadał, obejrzawszy via CTV, dziś "Milczenie Lorny"w naszej telewizji, przez chwilą wypatrzyłam w Gazecie Telewizyjnej / myślałam, że dziś nic nie ma ciekawego/, właśnie zaczyna się film...no to lecę ...

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,130312090,_Milczenie_Lorny_ze_spojlerem.html
      :)
      • grek.grek Re: "Milczenie Lorny" TVPKultura 20:20 teraz, ju 16.10.12, 13:32
        ja też obejrzałem, powtórkowo :]

        dzięki za przypomnienie [i to jeszcze z moim spojlerem :)]
        • barbasia1 Re: "Milczenie Lorny" TVPKultura 20:20 teraz, ju 16.10.12, 18:30
          Fajnie. :)

          Przypomniałam sobie po filmie Twój tekst. :)
      • grek.grek Re: "Milczenie Lorny" TVPKultura 20:20 teraz, ju 16.10.12, 13:33
        jak Twoje wrażenia, Barbasiu, po seansie ?
    • siostra.bronte "Zawrót głowy" 15.10.12, 23:02
      W Ale Kino jakiś festiwal Hitchcocka. Tydzień temu "Ptaki", dzisiaj "Zawrót głowy" (opisany nie tak dawno przez Greka).
      Oczywiście, widziałam ten film kilka razy, wręcz znam go na pamięć, ale z braku innych atrakcji postanowiłam go obejrzeć ponownie.
      I muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Ten film się nie starzeje. Ma niesamowity, hipnotyzujący klimat. Rewelacja.

      Jedna z najpiękniejszych scen w filmie, kiedy Judy staje się "Madelaine" :
      www.youtube.com/watch?v=_Q8VhPT-VcM&feature=related
      • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 16.10.12, 13:36
        o yes, pamiętam :]

        w jakiejś ankiecie prestiżowej, nie tak dawno "Zawrót głowy" uznano filmem all time best.

        o, mam :
        film.onet.pl/wiadomosci/zawrot-glowy-hitchcocka-filmem-wszech-czasow,1,5206160,wiadomosc.html
        wszystkie Twoje zachwyty popieram w pełni :]

        świetna scena.

        • siostra.bronte Re: "Zawrót głowy" 16.10.12, 14:11
          Tak, słyszałam o tej ankiecie. Chociaż jak to z takimi listami bywa, można dyskutować o wynikach.
          Ciekawe, że z każdym kolejnym obejrzeniem odkrywam w tym filmie coś nowego.
          Kiedy widziałam go po raz pierwszy, wieki temu, byłam rozczarowana. Potem zaczął mi się coraz bardziej podobać. A teraz jestem zachwycona!
          Jak to zmienia się odbiór filmów wraz z wiekiem :)
          Jeżeli chodzi o Hitchcocka to moja lista ulubionych filmów: "Rebeka", "W cieniu podejrzenia", "Starsza pani znikna", "Zawrót głowy" i "Psychoza".
          :)
          • siostra.bronte Re: "Zawrót głowy" 16.10.12, 14:48
            To, co zauważyłam tym razem to wykorzystanie kolorów, np. często pojawia się zieleń.
            Okazuje się, że powstały dogłębne analizy na ten temat :)
            faculty.cua.edu/johnsong/hitchcock/pages/stills-vertigo/colors.html
          • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 17.10.12, 13:44
            widziałem 3 z tej 10, a Ty ? :]

            hoho, ja mniej w ogole "hitchcocków" obejrzałem niż Ty masz ulubionych :]
            Okno na podwórze, Zawrót, Psychoza, Ptaki i to chyba wszystko.
            ale za to... wszystkie bardzo dobre :]
            • siostra.bronte Re: "Zawrót głowy" 17.10.12, 14:03
              Widziałam 4, więc niewiele więcej od Ciebie.
              Ze wstydem przyznaję, że nie widziałam "Obywatela Kane'a" :)

              Kiedyś byłam na przeglądzie Hitchcocka w kinie. Gdzie te czasy, kiedy chciało mi się chodzić do kina :) No i wtedy obejrzałam jego starsze filmy.
              Faktycznie w tv powtarzanych jest tylko kilka jego filmów, tych najbardziej znanych.
    • barbasia1 A dziś mecz Polska- Anglia... 16.10.12, 18:20
      Nie wiem, czyście zapomnieli czy co? ;))

      Eliminacje tylko, ale zawsze to emocje ... ;)

      A co tam dziś u Ciebie, Grekuniu? Moscisz już sobie siedzisko? Układasz poduchy na fortelu?Chłodzisz piwo czy sok pomidorowy? Szykujesz danie z kapusty na wieczór z piłką nożną? ;}}

      /PS Mam przeczucie, że Grek dziś schował pod łóżko swój telewizor i będzie słuchał radia ... /


      Bardzo jesiennie dziś u nas, więc jesiennego Milsa Davisa Tobie Greku, Wam wszytskim podrzucam:

      Autumn leaves - Miles Davis

      www.youtube.com/watch?v=dsp5OASh7bg&feature=related
      Wkleję jeszcze wersję śpiewaną "Autumn Leaves", piosenke wykonywał Nat "King" Cole'a.
      Ale dla nas zaśpiewa jego córka - Natalie Cole,
      "Autumn Leaves" raz jeszcze
      www.youtube.com/watch?v=TZ0cPnOilHs&feature=related

      :)

      • siostra.bronte Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 16.10.12, 19:06
        Nie zapomnieliśmy, będziemy oglądać :)
        • barbasia1 Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 16.10.12, 20:35
          siostra.bronte napisała:

          Dobrze! :)

          "Na 17 spotkań z Aglią wygraliśmy tylko jedno." Powiedział właśnie w Jedynce Dariusz Szpakowski i dodał - ale jakoś tak bez przekoniania - "Czas na drugie zwycięstwo." ;))

          • siostra.bronte Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 16.10.12, 21:51
            No i nic z tego.
            Skandal i kompromitacja! Pytam się, po co ten stadion ma dach????
            • barbasia1 Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 16.10.12, 22:06
              Ożeż! Podkręciłyśmy atmsferę, a meczu nie ma.

              Grek będzie się pewnie z nas chichrał.

              > Skandal i kompromitacja! Pytam się, po co ten stadion ma dach????

              Może w piłkę wodną mieli z Anglikami grać? ;))

              • grek.grek Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dexterem 17.10.12, 13:41
                ktoś zapomniał zamontować drenaż do trawy, ale po co, skoro jest dach... ;]

                nie wiem, jak Wy, ale ja tam żadnej sensacji nie dostrzegłem, ot... nasza polska
                szarobura rzeczywistość.

                gorsza sprawa, że postanowiłem pójśc wcześniej spać i obudzić się na Californication,
                nastawiłem budzik na za kwadrans północ [miało się zacząć o 23:55], a ten zachował
                się jak... organizatorzy meczu z tym dachem i nie zadzwonił.

                Sam się zbudziłem na ostatnie 3 minuty - zapłakana Becca, Hank ją odwiedza w jej
                pokoju, coś się stało, co miało związek, najpewniej, z tym jej starszym-znacznie
                chłopakiem... Hank namawia ją na jakiejś wyjście, wymieniają "niedźwiedzia"...

                Barbasiu, na jutro spróbuję wykombinować jakiś opis tego 3 odcinka z jakiejś
                strony w necie.
                Nie będzie to, wszelako, relacja moja, a więc... będzie sucha i bez dodatków.

                Kupuję nowy budzik :]
                Nie dam się drugi raz wykołować, hehe.

                Ale, skoro z Californication pechowo się złożyło, to może kilka słów o 6 sezonie
                Dextera ?

                Yes :] zaczął się 2 tygodnie temu, szykowałem entree po 4 odcinku, kiedy będzie
                już jakiś zarys fabuły i wyznaczone główne kierunki fabuły, ale... co tam, spróbuję
                zacząc wcześniej i zrekapitulować pierwsze 2 odcinki.

                Zatem : Dexter robi to samo, co zawsze - w dzień jest grzecznym poczciwym
                laborantem policyjnym, dobrym kolegą, bratem i ojcem, a nocami łapie w siatkę
                rozmaite kanalie, które umykają wymiarowi sprawiedliwości, typując je na podstawie
                akt policji, do których ma komputerowy dostęp, jako pracownik pionu, jakby nie
                patrzeć - śledczego. Łapie, przypina do stołu w pomieszczeniu dokładnie zafoliowanym,
                czasami wdaje się w krótka rozmowę, potem pobiera kroplę krwi z policzka - trofeum,
                które trzyma w pudełku specjalnym, następnie wysyła do krainy wiecznych łowów, a
                po wszystkim pokawałkowane zwłoki topi w oceanie. Rytuał.

                W 1 odcinku wymierza karę dwóm pracownikom pogotowia ratunkowego, którzy
                zabijali pacjentów, a ciała sprzedawali na organy [coś jak w Łodzi, Polska, hehe].

                następny był jego eks-kolega szkolny, podejrzany o zabójstwo swojej żony, która
                chodziła z nimi do jednej klasy w szkole średniej. Okazją jest spotkanie klasowe
                po latach. Dexter powiada, ze kiedyś "nie zauważano go, bo i byl samotnikiem", ale
                teraz każdy go wita jak starego druha i świetnego kumpla - powód ? historia zabójstwa
                jego żony, Rity przez Trinity'ego [sezon 4], znalazła się w mediach i Dex w ich
                oczach urósł do miana celebryty.

                Dziwne rzeczy go spotykają, m.in dawna koleżanka szkolna, rodzaj miss klasy, koniecznie chce mu podziękować za to,ze kiedyś odpisywała od niego na testach, i dziękuje mu... seksem oralnym :]

                Dex ma określony plan : musi zdobyć krew tego swojego kolegi, zeby porównać ją ze śladami znalezionymi na miejscu zbrodni. Ma nadzieję, ze okazją ku temu będzie okolicznościowy mecz futbolowy, w który daje się wmanewrować. Obrywa solidnie, grać specjalnie nie umie, ale za to przypadkiem może załadować łokciem w nos kolegi i w ten sposób zdobyć materiał potrzebny do przeprowadzenia badań. Wynik jest pozytywny... a później... rytuał zostaje ponownie przeprowadzony, jak zawsze z sukcesem :]

                Pojawia się ciekawy motyw religijny.
                W 1 odc Dexter wybiera przedszkole dla swojego syna [w ogole, dużo scen z Dexterem-ojcem, zajmującym się z troską i oddaniem swoją latoroślą]. Za namową kolegi z pracy, sprawdza przedszkole prowadzone przez siostry zakonne. Niespecjalnie mu przypada do gustu, z powodu dośc makabrycznie dosłownych krucyfiksów wiszących na ścianach [krew... Dexter jako dziecko był świadkiem jak killerzy zabili piłą mechaniczną jego matkę, z której ciałem i we krwi której spędził w zamkniętym kontenerze wiele godzin, z tego się wzięła, jak mniema, jego obsesja na punkcie krwi, a potem także konieczność zabijania; jego syn również go przeżył [morderstwo na Ricie], więc Dexter boi się, ze skrzyżowaniem doświadczeń życiowych i genów zrobi z jego dzieciaka takiego samego "potwora", za jakiego sam siebie uważa]. POza tym, kiedy siostra zakonna zadaje mu pytanie : dlaczego przedszkole katolickie, czy jest pan wierzący ? on sobie nagle uświadamia, ze nie wierzy w... nic, może w jakieś przestrogi i uwagi na temat zycia, jakie zostawił mu przybrany ojciec [ciągle pojawia się w Dextera wyobraźni, udziela mu rad, konwersują...], który nauczył go jak utylizować swoje obsesje i jak nie dać się złapać i posadzić na elektryczne krzesło.

                Ostatecznie Dexter oddaje syna do tego katolickiego przedszkola, a sam zaczyna się zastanawiać, co może dać mu ze swej strony dać, jakie wartości, jako ktoś, kto nie wierzy w żadnego Boga.

                I w 2 odcinku zasadza się na pewnego czarnoskórego mordercę, który swego czasu uniknął kary. Najpierw przyglada się jego życiu i z ciekawością stwierdza, ze facet się nawrócił. Zmienił się. Uwierzył w Boga i ta wiara go wyprowadziła "na ludzi". Teraz prowadzi warsztat samochodowy i jednocześnie pomaga dzieciakom prześladowanym przez miejscowych ulicznych gangsterów alias handlarzy narkotykami. Dexter celowo uszkadza swoje auto, oddaje go do naprawy właśnie temu facetowi i zblża się do niego, jak do każdego [albo : wielu] z tych, których ma zamiar zabić.

                Tu ma zupełnie nową sytuację w swojej... karierze ;] : kogoś, kto zasługuje na smierć za to,ze kiedyś popelnił morderstwo i uniknął kary, ale jednocześnie kogoś, kto pokutuje za tamten czyn i spłaca swój dług wobec społeczeństwa, kogoś, kto się zmienił.

                Co z tym fantem począć ? no i właśnie Dexter tego nie wie. Na razie pomaga gościowi w jednej z zadym, kiedy gangusy przyszli do jego warsztatu i chcieli go pobić. Pewnie się zakolegują, a czy Dexter go ubije, to kwestia tego, czy facet naprawdę się zmienił, co się
                zapewne okaże wkrótce.

                Nie będzie to chyba jednak glównyu przeciwnik Dextera w tej serii. Będą nimi dwaj zabójcy, którzy bazując na przepowiedniach zwiastujących bliską Apokalipsę, zabijają w dziwny sposób [np. w martwe ciało wpuszczając węże]
                róznych przypadkowych ludzi, szykując siebie i świat na nadejście czasów ostatecznych. Jeden jest starszy [gra go mr E.J Olmos, znany niegdyś z roli szefa Crocketta i Tubbsa w "Miami Vice", postarzał się, ale nie na tyle, żeby go nie rozpoznać, zresztą... nazwisko jest w obsadzie i to jako special guest star ;)], drugi młody i chyba ten młody trochę się starszemu stawia, choć na razie schemat pozostaje ten sam : mlody grzmoci delikwetna pałkę w łeb, a starszy wydaje komendy :]

                Siostra Dextera, Debra, zostaje porucznikiem. Awans jak cholera. Szkoda,ze kosztem sierżanta Batisty, kolegi z wydziału. Pierwotnie to Batista miał dostać ten awans, ale Debra... została celebrytkę i awans przypadł jej, jako postaci tymczasowo bardzo znanej, a więc lepszej jako twarz wydziału. A wszystko przez to, ze w restauracji, w której jadła kolację rozpętala się zadyma, wpadł jakiś przestępca z bronia, ona go obezwładniła - a ktoś nagrał to komórką, wpuścił do internetu i dziewczyna została gwiazdą. Wbrew sobie i wbrew swojemu pojmowaniu misji zawodowej, no ale... fakt faktem. I dostała ten awans nie zabiegając o niego. Batista rozczarowany tym, że został pominięty, nie ma jednak pretensji do Debry, są zbyt dobrymi przyjaciółmi,, żeby to mogło ich poróznić, więc nawet sprzedają sobie "niedźwiedzia"-giganta :]
                I jest git.

                Dla Batisty to nawet lepiej, jakby został porucznikiem, to by musiał nosić mundur i głupią czapkę, a tak nadal będzie mógl się ubierąc, jak na Latynosa przystało, w kolorową koszulę i
                kapelusz słomkowy.



                • siostra.bronte Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 17.10.12, 13:56
                  Podziwiam Twój stoicki spokój. Moim zdaniem to jednak kompletna kompromitacja.
                  Czegoś takiego jeszcze u nas nie było (wątpię, czy gdziekolwiek to się zdarzyło).
                  Bo tu nie chodzi tylko o mecz. To przykład, jeden z wielu, że daleko nam do normalności.
                  Typowe, polskie dziadostwo. Smutne, ale prawdziwe.
                  • grek.grek Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 17.10.12, 14:58
                    wiesz, Siostro, jest skandal i kompromitacja, ale... za tydzień będzie coś nowego :]
                    a w tej sprawie, jak to w Polandzie, wszystko rozejdzie się po kościach, winni się
                    nie znajdą, a na końcu się okaże,że znowu, tak naprawdę, "nic się nie stało".

                    kompromitacją jest polski rząd, polska opozycja polityczna, polski prezydent, polskie drogi, polskie prawo, polskie sądy [przegrywamy taśmowo sprawy w trybunałach praw człowieka i państwowa kasa ciepłą rączką buli miliony zł odszkodowań za błędy jakichś idiotów-sędziów/prokuratorów/etc; w sprawie Amber Gold zwlekano miesiącami zanim przesłuchano żonę glównego oskarżonego, bardzo zaangazowaną w cały proceder; a to tylko krople w oceanie niekompetencji i głupoty], polski służba zdrowia, polskie media, polski Kościół, polska religijność, polska ustawa aborcyjna, polska ustawa o in vitro, polska szkoła, i tak dalej... tak naprawdę, chyba tylko my nie jesteśmy skompromitowani w tym skompromitowanym do szczętu kraju :]

                    zawsze mówiłem, ze jedyną szansą na rozwój i modernizację dla Polski byłoby stanie się niemieckim landem :]

                    teraz : że tylko rychła federalizacja Europy może to bagno polskie zlikwidować i ochronić Polakow przed samymi sobą.


                    • siostra.bronte Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 17.10.12, 16:38
                      Zgadzam się.
                      Ale moim zdaniem sami nie jesteśmy bez winy :)
                      Bo do tej długiej listy dodałabym jeszcze naszą mentalność, której nie znoszę: bałaganiarstwo, kombinowanie gdzie się da, brak szacunku dla państwa i prawa, wszechobecne chamstwo, brak tolerancji, ogólne podejście: jakoś to będzie, dramatyczny rozdźwięk między religijnością a prozą życia, brak zaufania dla innych (chyba najniższy wskaźnik w Europie), brak zainteresowania czymś więcej niż czubek własnego nosa (społeczeństwo obywatelskie w powijakach). Uff, długo by wymieniać...
                      Efekt jest taki, że mamy takie państwo i takie instytucje jakie mamy. Bo jakoś to będzie. Może za 100 lat uda się tę mentalność zmienić.
                      Przykład niemiecki jest mi bliski z wielu powodów, chociaż aż tak daleko bym się nie posunęła :)
                      • pepsic Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 17.10.12, 18:46
                        Zgadzam się, państwo zawodzi na całej linii, ale chyba za bardzo wyolbrzymiacie nasze przywary narodowe. My Polacy (jeśli mogę generalizować) mamy od wieków pod górkę i nie sprzyjają nam okoliczności, a przede wszystkim doskwiera brak poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego, a to wszytko powoduje, że w człowieku odzywają si,e niskie instynkty.
                        Co do zastrzeżeń wobec opozycji - Grek, byłoby miło z Twojej strony, gdybyś spojrzał obiektywnie na tę część strony politycznej, która próbuje z mniejszym lub większym skutkiem coś zdziałać i docenił choć raz starania PiS:) A tak na marginesie, w swoim stwierdzeniu: "mamy takie państwo i takie instytucje jakie mamy " zgodziłeś sie pośrednio z Kaczyńskim, domyślam sie, ze niechcący, który dziś powiedział: "To jest wydarzenie mające charakter symboliczny. Ono pokazuje w sposób iluminacyjny stan polskich instytucji "
                        pzdr.:))
                        • grek.grek Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 18.10.12, 13:50
                          Pepsic, chętnie bym docenił, tylko nie bardzo wiem ... co ? :]
                          Marsz protestu -?
                          Kandydat na premiera rządu, który nie powstanie, bo PiS go nie ma
                          szans stworzyć ?
                          oburzenie z powodu zamiany ciał w trumnach ?
                          rozmowy gospodarcze z fachowcami ?

                          wiesz, to są ruchy polityczne, szukanie medialnej obecności i sugerowanie, że
                          jest się alternatywą dla obecnego rządu - ergo : działania obliczone na efekt
                          właśnie polityczny, czyli wygranie kolejnych wyborów.

                          wiesz, od wygrania wyborów do skutecznego rządzenia, do posiadania
                          wizji tegoż... wg mnie, daleka bardzo droga.

                          więc : starania polityczne są dobre, ale niewiele z tego wynika dla mnie, dla Ciebie,
                          dla nas, bo opozycja tworzy wrażenie, ale nie tworzy realnego programu zmian.
                        • barbasia1 Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 18.10.12, 14:48
                          pepsic napisała:

                          > Zgadzam się, państwo zawodzi na całej linii, [...]

                          Ma pewno można mieć bardzo wiele zastrzeżeń do pracy rządu, do stanu państwa, różnych sektorów, ale szerzmy defetyzmu, w końcu Polskę szczęśliwie ominęły poważne kryzysy.

                          A tak na margnesie, w swoim stwierdzeniu: "mamy takie państwo i takie instytucje jakie
                          > mamy
                          " zgodziłeś sie pośrednio z Kaczyńskim,

                          Ma racje Kaczyński krytykując instytucje państwowe. Tylko , że instytucje państwowe nie zrobiły się nagle złe przez rządy PO, wiele instytucji działa kiepsko już od dawna, źle działały także za rządów PIS. Weźmy choćby prokuraturę i głośną sprawę Amber Gold, w czasach, kiedy Zbigniew Ziobro był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w rządzie K. Marcinkiewicza, przymykano oczy na niecne sprawki Plichty, dwa czy trzy razy umarzano mu sprawy.
                          • siostra.bronte Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 18.10.12, 14:58
                            Widocznie rodakom nie było tak źle, skoro wybrali kontynuację i "ciepłą wodę w kranach". Ale fachowcy zapowiadają ciężkie czasy i kryzys nas nie ominie.
                            Już teraz sytuacja np. na rynku pracy jest dramatyczna i będzie coraz gorzej. Jak ludziom głód zajrzy w oczy, to wtedy opozycja będzie miała szanse na przejęcie władzy.
                            • barbasia1 Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 18.10.12, 15:14
                              Czasy kryzysowe są młynem na wodę dla opozycji i szansą na przejęcie władzy.
                              Problem w tym, czy opozycja wie/ będzie wiedziała, jak zaradzić trudnej sytuacji, bo przecież gdyby było takie proste, to patria rządząca już dawno by rozwiązała problemy.

                              Na razie opozycja i wirtulalny kandydat na wirtulanego premiera ograniczają się do czarnowidztwa i składają bardzo mgliste i ogólnikowe deklaracje, niestety.
                              • siostra.bronte Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 18.10.12, 15:24
                                Oczywiście, nigdy nie wiadomo czy opozycja poradziłaby sobie z problemami lepiej niż rządzący. Ale dwie kadencje chyba wystarczą i można by dać szansę opozycji. Niech się wykaże :)
                                Jednak chyba nawet byli wyborcy PO widzą, że rząd po prostu niewiele robi. I to nie dlatego, że nie potrafi. Tak jest wygodnie i tyle. Bo trzeba by podjąć trudne decyzje, choćby odebrać przywileje różnym grupom społecznym.
                        • barbasia1 Pepsic PS 18.10.12, 16:22
                          forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,139727071,Re_Ogladal_ktos_wczoraj_Sniezne_anioly_.html

                          :)
                      • grek.grek Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 18.10.12, 13:45
                        slowem, deklaratywny idealizm nie wytrzymuje konfrontacji z codziennymi nawykami.

                        no i racja, to się przekłada na działanie instytucji i innych podmiotów rozmaitych.
                        moze nie zawsze ryba psuje się od głowy... ;]

                        o, ja będę większym optymistą, myślę, że uda się zmienić wiele dzięki kontaktowi
                        z Europą, ze światem. W przeciągu 20 lat, 25 ?

                        A żeby tak nie robić we własne gniazdo, to trudno nie zauważyć, że mimo polskiego
                        bałaganu i całej reszty, to np. nie POlska wyhodowała ten cały kryzys gospodarczy :]

                  • barbasia1 Re: Polska- Anglia Bronte, jaka pogoda dziś 17.10.12, 15:23
                    w stolicy?

                    :)
                    • siostra.bronte Re: Polska- Anglia Bronte, jaka pogoda dziś 17.10.12, 16:16
                      Jak na złość jest słonecznie i ciepło :)
                      • barbasia1 Re: Polska- Anglia Bronte, jaka pogoda dziś 17.10.12, 16:18
                        siostra.bronte napisała:

                        > Jak na złość jest słonecznie i ciepło :)

                        Hehehehe :)))

                        Pocieszmy pikarzy, wieczorem będzie chłodno, więc z dachem w sam raz.
                • barbasia1 Re: Polska- Anglia/bez Californication, ale z Dex 17.10.12, 16:15
                  > nie wiem, jak Wy, ale ja tam żadnej sensacji nie dostrzegłem, ot... nasza polska
                  > szarobura rzeczywistość.

                  A ja mimo wszystko nie spodziewałam się po najnowoczesniejszym i najkosztowniejszym stadionie w Polsce tak poważnych i kompromitujących niedróbek.

                  >nastawiłem budzik na za kwadrans północ [miało się zacząć o 23:55], a ten zachował
                  > się jak... organizatorzy meczu z tym dachem i nie zadzwonił.

                  Hehehe! :)))
                  Nie szkodzi, przynajmniej dostarczyłeś ogranizmowi tyle snu, ile potrzebował.

                  "relacja moja, a więc... będzie sucha"
                  W kontekście ostanich wydarzeń około sportowych, "suchy" brzmi nad wyraz pozytywnie. ;)

                  • grek.grek Californication odc 3 [opis zapożyczony] 18.10.12, 13:38
                    hahaha:] świetne.

                    no, ale sucho bo sucho...

                    Californication odc 3...wg relacji zasłyszanej/zaczytanej :]

                    Hank chce wyjechać. Łysy go zatrzymuje, ale Hank jest zdecydowany.
                    Przed wyjazdem wpada pożegnać się z córką. Zastaje rodzinkę w fazie
                    kłótni : Richard [mąż Karen], i Tyler [tak ma na imię ten chłopak Beccy]
                    mają sprzeczkę o to, ze ponoć Tyler wychylił Richardowi jego "symboliczną
                    butelkę" whisky [symboliczną, bo będącą znakiem jego absytencji].
                    Potem Hank widzi jak Tyler traktuje Karen jak kucharkę-jadłopodajkę, Hank
                    mu dogryza, nie stroniąc od gróźb, nawet pomimo to, że Tyler wyjawia mu, że
                    to Beccy pomysł, żeby mieszkał razem z nimi i był pod opieką, po tym jak mu
                    się przydarzyło pobicie.

                    Hank pisze ten scenariusz dla Samuraja, i ma okazję znów spędzić trochę czasu z tą
                    czekoladką [na imię ma,jak informuje ów skrót : Kali], podcvzas gdy Samuraj oddaje się, hehe, lekturze tego, co Moody wymoodził. w klubie jakiś facio się przystawia do Kali,więc Hank wkracza, atmosfera gęstnieje, aż do tego stopnia, ze oboje muszą sie salwować ucieczką [szkoda, ze tego nie widziałem, hehe]. Kali dziękuję Hankowi za to, że ją obronił, i - z tego co tu piszą - są rozbawieni całym zajściem [po czasie, to wszystkie koszmary stają się komedią, heh]. Całują się [olalala], może coś więcej [enigmatycznie bardzo napisane] ?, Hank odwozi ją do domu, a ona rankiem ma wyjazd/wylot na jakieś nagranie, czy tam coś.

                    aaa, no i się wyjaśnia : Becca dowiaduje się, ze Tyler ją zdradza, stąd jej zachowanie w ostatniej scenie. Karen dzwoni po Hanka, ten się zjawia i robi za Ojca Pocieszczyciela.

                    Efekt ? znów nie może wyjechać. Który to już w... historii ? :]

                    a Łysy, jak to Łysy, tyle że tym razem z przygodnego seksu wpadł w seks wirtualny, czytaj : w pornografię. a z pornografii do seksu przygodnego z powrotem, tym razem próbując uwieść swoją nowoprzyjętą pomoc domową [ta dzierlatka z odc 2]. Dziewczyna mu odmawia, w ogóle jest zdziwiona jego zachowaniem, a on przeprasza, że próbował. {pewnie do następnej próby, podczas której nie będzie ona już ani zdziwiona ani oporna ;)]

                    i to tyle, co by wynikało z tego opisu, który dopadłem.

                    Było chyba ciekawie, szkoda, szkoda, że tak się to potoczyło. Zachciało mi się budzikiem podpierać... ech ;]










                    • barbasia1 Re: Californication odc 3 [opis zapożyczony] 18.10.12, 15:26
                      Bez grymaszenia kupuję ten opis.
                      /Opis w końcu nie taki suchy, pod Twoją klawiaturą ożył ... :)/

                      Powtórzą pewnie Czesi jeszcze tę serie, nadrobisz wtedy zaległości.
                      • grek.grek Re: Californication odc 3 [opis zapożyczony] 19.10.12, 14:36
                        dzięki :]

                        mam taką nadzieję, byłby to bowiem jedyny odcinek, które nie widziałem ;]
                • barbasia1 Dexter sezon 6 20.10.12, 20:03
                  Sezon 6 zapowiada się naprawdę interesująco! Zwłaszcza ciekawie brzmi wątek wiary, religii, a właściwie wątki religijne, bo to nie tylko refleksje Dexa na temat wiary, Boga, religii, ale i motyw nawróconego przestępcy, który postanowił się zmienić i pomagać ludziom, co być może ocali mu życie, i nawiedzonych proroków-zabójców (z sekty?), wieszczących koniec świata i w makabryczny, nieludzki sposób szykujących siebie i świat na nadejście Apokalipsy.
                  Ciekawe!

                  Namnożyło się nam seriali w tym sezonie.
                  Greku, będziesz miał sporo pracy. Bo domagam się dalszych relacji o Dexterze.
                  :)
                  • grek.grek Re: Dexter sezon 6 21.10.12, 14:22
                    postaram się zadowolić Twoje oczekiwania :]

                    istotnie, ten sezon ma na razie niezłe wejście tematyczne, właśnie ów kierunkowskaz, o
                    którym wspominasz; pytanie : co dalej ?
                    ciekaw jestem zwłaszcza tego, czy schemat "Dexter na tropie killera, za pomocą sprytnie mylonych śladów i podrzucanych błędnych tropów, zawsze pół kroku przed
                    policją, czyli swoją siostrą, ukrywając ledwie-cudem swoje drugie oblicze i unikając wpadek", tym razem doczeka się jakiegoś urozmaicenia, a może nawet przełamania ?..
                    • barbasia1 Re: Dexter sezon 6 21.10.12, 14:53
                      Myślę, że ten schemat raczej pozostanie, a urozmaiceniem pewnie będą właśnie te kwestie religijne. Zresztą zobaczymy.

                      :)
      • grek.grek Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 17.10.12, 13:47
        haha, owszem, szykowałem to i owo na mecz, ale... popłynąłem z tym całym
        towarem ;]

        "danie z kapusty na mecz" ? :]]

        dzięki, Miles zawsze mile słyszany.
        Natalie Cole też, chociaż, to zabrzmi dziwnie... gdybym miał dokonać tragicznego
        wyboru, to jednak bym się skłaniał ku piosenkom jej ojca :]
        • grek.grek A dziś mecz Polska- Anglia...dziś "też" :] 17.10.12, 13:50
          codziennie mamy mecz ;]

          byle nie padało.

          zauważyłem, ze ostatnio same powtórki filmowe... "Paragraf 436" w Polsacie, Nikita w CTv, jutro
          "JUlie" z Tildą Swinton, "Panny z Wilka", "Wodzirej", "Komornik", dzisiaj "Leon Zawodowiec"... i tak jakoś wychodzi, ze co film w ramówce, to my go już dawno temu przerabialiśmy na wszystkie sposoby.

          • siostra.bronte Re: A dziś mecz Polska- Anglia...dziś "też" :] 17.10.12, 14:08
            O tak, nowości jak na lekarstwo.
            • grek.grek Re: A dziś mecz Polska- Anglia...dziś "też" :] 17.10.12, 15:06
              dziś w TVP 2 "Cała ona" [21:45], całkiem przyzwoita komedia romantyczna.

              typowa amerykańska szkoła średnia.
              On, szkolny piękniś, zakłada się z kolegami, ze z największego bochomaza
              żeńskiego zrobi królową balu. wybór pada na ekscentryczną malarkę, która
              ubiera się dziwnie, koleguje się z samymi "nieudacznikami" itd.
              Oczywiście, jak to w tego typu historiach, książe z bajki poznaje czupiradło
              [akurat tutaj "czupiradło" jest bardzo ładne, tyle że "dziwne", a jak wiadomo, w
              american hgh school "dziwny" to epitet skazujący na towarzyską klęskę] i...
              zakochuje się w niej i zupełnie zapomina o tym, po ci się do niej przystawiał.
              Wiadomo, że prędzej czy później, tak czy siak, będzie się musiał przed nią z
              tego wytłumaczyć, bo w końcu wszystko musi wyjść na jaw, a potem
              stanie przed zadaniem odzyskania jej uczuć.

              Czyli, stary schemat : chłopak zdobywa dziewczynę, chłopak traci dziewczynę,
              chłopak odzyskuje dziewczynę.

              Nienajgorszy film, naprawdę. Przewidywalny, ale da się zjeść :]

              a w TVP KUltura "Maurycy", czyli też powtórka, o 0:35.
              patrz, a my, swego czasu, zastanawialiśmy się, czy powtórzą,zebyśmy wszyscy
              mogli obejrzeć, hehe.

              to będzie, zdaje się, czwarta emisja, od tamtego momentu :]
              • siostra.bronte Re: A dziś mecz Polska- Anglia...dziś "też" :] 17.10.12, 16:42
                Oj, komedie romantyczne, zwłaszcza amerykańskie to nie dla mnie :)
                Faktycznie, ostatnio "Maurycy" jest często powtarzany. Ale w tym przypadku nie mam nic przeciwko :)
                • pepsic "Chłopiec z latawcem" / Wallander, ok.godz. 20.oo 17.10.12, 19:07
                  Mnie też komedie romantyczne nie kręcą, ani amerykańskie, ani tym bardziej rodzime.Ostatnio miałam przyjemność (znikomą) zapoznać się częściowo z durnowatymi "Druhnami". A dzisiaj wypatrzyłam na wynalezionym przez Was programie tvn7: chińsko-amerykański dramat pt. "Chłopiec z latawcem". Coś mi chodzi po głowie, ze pozycja warta zachodu. Siostra pewnie szykuje się na brytyjskiego Wallandera w Ale Kino, a Barbasia... odpoczywa. Mi tak średnio podszedł w tej roli Kenneth Branagh, działa na mnie usypiająco.

                  Ps. Grek, nie myślałeś o komórce, bezwzględny w niej budzik nigdy nie zawodzi:))
                  • siostra.bronte Re: "Chłopiec z latawcem" / Wallander, ok.godz. 17.10.12, 19:14
                    Tak, będę oglądać Wallandera :) Ta książka była już sfilmowana w wersji szwedzkiej.
                    Ano właśnie, też pomyślałam o budziku w komórce :)
                  • grek.grek Re: "Chłopiec z latawcem" / Wallander, ok.godz. 18.10.12, 13:52
                    jeśli mnie następny budzik, bez powodu [baterie etc.] wystawi do wiatru, to zacznę
                    się skłaniać ku tej opcji :]
          • barbasia1 Re: A dziś mecz Polska- Anglia...dziś "też" :] 17.10.12, 15:22
            > codziennie mamy mecz ;]
            To będą pamiętne mecze elimancyjne roku pańskiego 2012, kiedy to Anglików za zatrzymał deszcz, a potem ... Się okaże ... :)

            Irytują mnie strasznie rozważania i zatroskanie czy przełożenie meczu na drugi dzień nie wpywnie niegatywnie!? na polskich piłkarzy, którzy od X dni przygotowywali się na w t o r k o w y mecz, czy skoncentrowani we wtorek będa postrafili się skoncentrować w środę (posłuchiwałam dziś trochę radio, Trójkową audycję Kuby Strzyczkowskiego). Do jasnej ciasnej są chyba profesjonalistami czy nie!? Jak się nie potrafią dodstowywać do sytuacji niech idą kopać kartofle w pole.


            > byle nie padało.

            Wszytsko jedno i tak dach ma być dziś zamknięty.

            A u nas na południu bardzo ładna dziś pogoda. Trzeba spytać Bronte jak tam w stolicy z pogodą?


            U mnie jakiś spadek energii / ostanio mam dodatkową extra job ;)/, niż intelektulany, zaległości straszne, wiec wcale nie będę narzekać na barak nowości, które trzeba koniecznie oglądać. :)
            • grek.grek Re: A dziś mecz Polska- Anglia...dziś "też" :] 21.10.12, 14:25
              przepraszam, że z opoźnieniem, Barbasiu :]

              ja też słuchałem tej audycji w 3-ce.
              podzielam/podzielałem Twoje zdanie.
              w końcu nie kopią tej piłki za "bóg zapłać", tylko za niezgorsze pieniądze
              i to jest ich zawód :]

              pogoda od niemal tygodnia - bardzo dobra.

              mam nadzieję, że ten spadek już się odwrócił we wzrost :}
        • barbasia1 Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 17.10.12, 15:33
          > haha, owszem, szykowałem to i owo na mecz, ale... popłynąłem z tym całym
          > towarem ;]
          haha :))
          Co tam szykowałeś, Greku?

          > "danie z kapusty na mecz" ? :]]
          Twoje surówki z kapusty przyszły mi wczoraj na myśl. :))

          Mówisz, masz:

          Nat "King" Cole "Autumn Leaves"
          www.youtube.com/watch?v=8kP8jPa1wCg
          :)
          • barbasia1 Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 17.10.12, 15:37
            Ten sam utwór po francusku w wykonaniu YVESA MONTANDA - Les Feuilles Mortes

            www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=Xo1C6E7jbPw
            :)
          • grek.grek Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 18.10.12, 14:42
            sernik, lampkę wina, czekoladę... takie drobiazgi :]

            aaaach, no prawda, widzisz... sam zapomniałem.
            Może dlatego, że całą wiosnę i lato też - konsumowałem
            glównie saute jabłka, i jakoś mi czerwona kapusta wypadła
            z miksu ;]

            dzięki, Barbasiu :]
            ponoć ten głos ma być afrodyzjakiem dla kobiet, ale... na mnie
            też działa ;] nie jako afrodyzjak, ale po prostu jak na jednego
            chłopa, który lubi posłuchać jak inny chłop dobrze i nastrojowo śpiewa.
            • barbasia1 Re: A dziś mecz Polska- Anglia... 18.10.12, 14:57
              Ho, ho! Same dobre rzeczy! :))

              :)))

              O tak, piękny męski głos ma Yves Montand.

              Rzeczywiście działa. Smutno, melancholijnie mi się zrobiło, jakoś tak. ;))
    • barbasia1 "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ..." 18.10.12, 17:02
      - to na dziś rozkład jazdy ...

      Na 3. odcinek Mad Men" się szykuję. "Paradoks" zostawiam na niedzielę.
      Greku, oglądałeś 2. odcinek Mad Men? Jaki wrażenia?

      Wieczorem napisze słówko o 2. odcinku. Mania też obiecała co nieco napisać o MM!?

      Teraz lecę na krótką przejażdżkę rowerem do lasu, póki słonce jeszcze nie zaszło.

      • siostra.bronte Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 18.10.12, 17:25
        O właśnie, Grek jeszcze się nie wypowiedział na temat MM (fajny skrót). Podejrzane :)
        Miłej przejażdżki :)
        • barbasia1 Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 18.10.12, 20:48
          > O właśnie, Grek jeszcze się nie wypowiedział na temat MM (fajny skrót). Podejrzane :)

          Właśnie!

          > Miłej przejażdżki :)
          Dzięki! :)))
      • barbasia1 "Man Men" odc. 2 18.10.12, 21:14
        W drugim odcinku więcej uwagi poświęcono Betty, ślicznej młodej, blondwłosej idealnej żonie Dona Drapera i matce jego dzieci, idealnej pani domu, cierpliwej i wyrozumiałej dla męża.

        Betty ma poważny problem. Nie wiadomo dlaczego drętwieją jej dłonie w niespodziewanych momentach. Taki napad drętwienia rąk zdarza jej się podczas jazdy autem z dziećmi, w wyniku czego dochodzi do wypadku, na szczęście niegroźnego. Lekarze niestety nie potrafią jej pomóc, kolejny lekarz, którego odwiedza wysyła Betty do ... psychiatry. Betty radzi się Dona, co ma zrobić. Don lekko przerażony każe zmienić jej lekarza. Betty przerażona wypadkiem poważnie rozważa jednak pójście do psychiatry. Nie jest to już bowiem , jak mówi, taki powód do wstydu jak kiedyś.

        Betty odwiedza swoją przyjaciółkę w oparach papierosów rozmawiają o pewnej kobiecie, rozwódce, która właśnie z dziećmi sprowadziła się niedaleko. Bliskie sąsiadki owej rozwódki, jak donosiła koleżanka martwią się, czy w związku z tym, że w sąsiedztwie zamieszkała rozwódka, nie spadną czasem ceny nieruchomości!

        cdn.

        :)
        • barbasia1 Re: "Man Men" odc. 2 / Maniu, dorzucisz coś? 20.10.12, 17:03
          Nie jest to już bowiem , jak mówi, taki powód do wstydu i stygmatyzacji,jak to kiedyś bywało.

          Betty odwiedza swoją przyjaciółkę? sąsiadkę? w ciąży, obie palą, w oparach papierosów rozmawiają o pewnej kobiecie, rozwódce, która właśnie z dziećmi sprowadziła się niedaleko. Niektóre sąsiadki z okolicy, jak donosiła koleżanka, martwią się, czy w związku z tym, że w sąsiedztwie zamieszkała rozwódka, nie spadną tu czasem ceny nieruchomości!

          Panie współczują owej rozwódce, z powodu tego, że będzie musiała s a m a zarabiać na utrzymanie siebie i dwójki dzieci. Potem Betty jedzie autem, mija powoli dom rozwódki, świetna scena, pani rozwódka właśnie wprowadza się do nowego domu; przed domen stoi duży wóz bagażowy, przy wozie kierowca, a pani rozwódka z trudem pcha samodzielnie do domu wielkie pudło wypełnione rozmaitymi rzeczami.

          3. odcinku.Betty zaprosi tę kobietę z jej synkiem na urodziny swojej córeczki.

          Peggy, sekretarka Dona jest zdegustowana i podirytowana nachalnymi, obcesowymi spojrzeniami rzucanymi w jej kierunku przez niemal wszystkich mężczyzn z pracy. Koleżanka radzi jej się nie przejmować, chłopy wywalają gały, bo Peggy jest nowa, w dodatku ładna i młoda / nie pamiętam dokładnie, co jeszcze jej powiedziała, heh/ .

          Agencja Dona przygotowuje reklamę dezodorantu ... / też ciekawy wątek z wymyślaniem reklamy, ale ,wybaczcie, tu też szczegóły umknęły mi z głowy/.

          PS Jak się włącza lektora??? Bo mam wersję z napisami, a chciałabym z lektorem.


          Maniu, dorzucisz coś? Coś ważnego, co pominęłam?
          :)

          • maniaczytania Maniu, dorzucisz coś? - dorzucam :) 20.10.12, 20:28
            Wymyslanie reklamy, bo bardzo mi sie podobalo. Chodzilo o pierwszy dezodorant meski w sprayu. Grafik zrobil plakat "kosmonauty', ze produkt nowoczesny taki, kosmiczny. Ale Don (ech!) uparl sie, ze musza szukac innego pomyslu - odpowiedzi na pytanie - "czego pragna kobiety?" :)))
            Dlaczego? Bo to glownie kobiety kupuja deozodoranty swoim panom.
            Byla tez fajna scena u jego kochanki - skad masz telewizor? - dostalam, ale jesli to problem, to fruuu go przez balkon i po problemie ;)

            Alez ten Don jest tajemniczy! Zauwazylas? On chyba cos kryje z przeszlosci swej to raz, a dwa - widac, ze nie jest za szczesliwy w tym jakze cudownym idealnym malzenstwie ze sliczna mlodziutka idealna zoneczka.
            • barbasia1 Re: Maniu - świetne! :) MM, odc. 2 i 3. 21.10.12, 14:12
              Miałam nadzieję, że o napiszesz o reklamie dezodorantu! :)))

              Wyleciała mi z głowy ta scena, jak kochanka wyrzuca przez okno telewizor, widząc , że Don krzywi się, że zaczęła oglądać telewizję.

              > Alez ten Don jest tajemniczy! Zauwazylas? On chyba cos kryje z przeszlosci swej

              Tak.
              Niestety tak się stało, że przypadkowo szukając informacji na temat MM trafiłam na informację na temat Dona i poznałam tajemnicę Dona. Ciekawy wątek.

              widac, ze nie jest za szczesliwy w tym jakze cudownym idealnym
              > malzenstwie ze sliczna mlodziutka idealna zoneczka.

              Właśnie.

              Zaskoczyło mnie to, postępowanie Dona (odcinek 3.), że nie zjawił się na przyjęciu z zamówionym urodzinowym tortem , po który pojechał, że wystawił do wiatru żonę, że zlekceważył ją i skompromitował.


              Greku, klientka agencji Dona, ta brunetka, właścicielka sklepu dla pań, która całuje się z Donem (i jest zawiedziona jego wyznaniem o tym, że jest żonaty) w odcinku 3, to ta sama, która pojawiła się w pierwszym odcinku (krytykowała wówczas pomysły Dona).
              W agencji dostrzeżono wyjątkowe zaangażowanie Dona w to zlecienie i już się plotkuje, że Don ma romans z "Żydówką."

              W odcinku 3. z podróży poślubnej wraca Pete, który spędził noc z Peggy po swoim wieczorze kawalerskim ( w 1. odcinku). Pete oznajmia (chyba z żalem) Peggy, że nie będzie się mógł z nią już spotykać, bo jest żonaty. Oczywiście Peggy to rozumie. ;)

              :)
              • grek.grek Re: Maniu - świetne! :) MM, odc. 2 i 3. 21.10.12, 14:28
                dzięki, Barbasiu :]
                czytam wszystko, co piszesz Ty, piszecie Wy.
                łapię w ten sposób klimat, potrafisz go sugestywnie wytworzyć.
                plus cała seria informacji, dzięki ktorym ogarniam powoli całą
                tę mkrosferę serialową.

                • barbasia1 Re: Maniu - świetne! :) MM, odc. 2 i 3. 21.10.12, 14:46
                  > potrafisz go sugestywnie wytworzyć.
                  Miło mi, że tak mówisz. :)

                  Oglądam wersję oryginalną z napisami (nie wiem jak włączyć lektora, zdaje się na początku jest ten temat informacja, ale za każdym razem spóźniam się na nią) i niestety, zauważyłam, że sporo rzeczy mi umyka ...

                  :)
                  • maniaczytania Re: Maniu - świetne! :) MM, odc. 2 i 3. 21.10.12, 16:21
                    barbasia1 napisała:

                    > Oglądam wersję oryginalną z napisami (nie wiem jak włączyć lektora, ...

                    A ja mam lektora, a chcialabym napisy i tez nie wiem, jak ;)))
                • barbasia1 Re: Maniu - świetne! :) MM, odc. 2 i 3. 21.10.12, 15:05
                  PS

                  Kochanka Dona też jednak nie do końca akceptuje fakt, że on jest żonaty...
      • grek.grek "Paradoks" 7 19.10.12, 13:23
        "4 miesiące..." mam na dziś, ew. jutro, więc z przyjemnością przeczytam Wasze
        [kolejne] uwagi.

        co do "Paradoksu", to 7 odcinek jakby na nieco niższym poziome niż ostatnie 2-3.

        śledztwo dotyczy sprawy sprzed 2 lat - w budzie, alias szopie działkowej pokłócili
        się o flaszkę pijaczkowie, doszło do zabójstwa, skazany został ten, który przeżył,
        jego odciski byly na narzędziu zbrodni [ "tulipanie"]...

        po tychże 2 latach pojawia się nowy trop w sprawie, no i tu mam
        wątpliwości, czy wybrano właściwe rozwiązanie...

        w sprawę okazuje sie byc zamieszany ktoś z wyższych szczebli państwowych urzędasów...

        liczyłem na jakieś ciekawe dialogi, zwłaszcza w scenie narady całej grupy śledzczej, ale
        nic z tego nie wyszło, może Wy coś znajdziecie; panu Gumożuj mniej gumożuliła tym razem, i dyskretniej zdecydowanie, więcej mówiła, i to bardzo serio :]

        chyba najlepiej wypadł Andrzej Zieliński w obu spotkaniach dialogowych z komisarzycą Joanną. w jednym z nich [drugim w kolejności] napotyka, po raz pierwszy, na jej zdecydowany opór, odpór, czy jak to zwać, ale fakt faktem, ze zagaił dośc nonszalancko, i zaparkował aauto w niewłaściwym miejscu, co daje mu ona do zrozumienia.

        Kaszowskiego jest więcej tym razem.

        sporo wymian zdań na zasadzie "pada deszcz" - "ta, niech pada" - "i dobrze że pada". takie pyk-pyk strzały, ale żeby to dobrze brzmiało, to musi mieć rytm i naprawdę celnie trafiac, tu jakoś to nie głaszcze uszu należycie, wg mnie. Próby dobre, w każdym razie.

        nie zauważyłem żadnej sceny, która by mnie jakoś poderwała [do lotu, hehe], raczej równy, lekko bezbarwny odcinek.

        interesująca jest pani lekarka, taka z dużymi ustami i oczami :] może dlatego, że widać te oczy przez okulary, a kobieta w okularach zawsze ma w sobie coś ciekawego.

        wątki osobiste na drugim planie, wątek romansowy zgrzyta, z powodu, wg komisarz nieprofesjonalnego zainteresowania pana policjanta jej życiem osobistym, z czym ten się nie zgadza; Kaszowski i jego dwie muzy, jakos tak oszczędnie, a romantyczne gesty inspektore są raczej śmiesznawe, w kontekście całokształtu jego osoby; jeśli co odcinek będzie po jednym geściku, na zmianę wobec obu jejmości, to trzeba będzie sześciu albo siedmiu sezonów, zeby z tego wyszła jakaś historia :]

        słowem, obejrzeć warto, żeby ciągłośc zachować.
        Mam nadzieję, że spodoba Wam się bardziej niż mnie.
        chociaż... nie żeby było jakoś tragicznie, może po prostu ostatnie trzy odcinki dośc
        wysoko zawiesiły poprzeczkę.

        P.s : dobre ujęcia miejskich krajobrazów, to co już zauważyłyście, Czcigodne; no
        i tradycyjnie bardzo dobra scena początkowa [z jakimś "domem złym" może się
        kojarzyć] i nagłe zakończenie.

        • jyntie Re: "Paradoks" 7 19.10.12, 13:52
          można gdzieś na internecie obejrzeć ten serial ?
          • pepsic Re: "Paradoks" 7 19.10.12, 14:42
            Można, ale w szczegółach koleżanki sa bardziej zorientowane:))
          • barbasia1 Re: "Paradoks" 7 20.10.12, 15:59
            jyntie napisał(a):

            > można gdzieś na internecie obejrzeć ten serial ?

            Zapytaj na Forum Seriale, tam są ludzie bardziej zorientowani.
        • pepsic Re: "Paradoks" 7 - s p o j l e r ! 19.10.12, 14:41
          Mam podobne odczucia. Odcinek wyraźnie słabszy. Czyżby wpłynęła zmiana reżysera? Bohaterowie wypaleni, dychający na pól gwizdka i bez krzty energii, aż się chciało nimi potrząsnąć, a w ich zdawkowych relacjach nic nie posuwa się do przodu. Zagajenie intrygi obiecujące, tak kojarzące się z Domem Złym, ale z naciąganym suspensem dopisanym na kolanie. No i panowie realizatorzy nie na czasie, jako że teraz nadeszły lata dla innego rodzaju mafii, gospodarczej, nie dresiarsko-pruszkowskiej. No i od pana prokuratora można by wymagać bardziej przemyślanej zbrodni, bez udziału świadków. Natomiast w sprawie pani w kujonkach (co za paskudne okulary) o sztucznym imagu mam zdanie odmienne, nie wspominając o wątłych dowodach w sprawie.
          • grek.grek Re: "Paradoks" 7 - s p o j l e r ! 20.10.12, 14:12
            nie wiem, czy zauważyłaś, ale jest jakaś taka tendencja serialowa, ze odcinki 7-8 są
            często mniej energetyczne, słabsze, i po nich następuje nagłe przyspieszenie i te ostatnie
            już konsekwentnie trzymają widza za gardło ?

            zwłaszcza w tych produkcjach, które wypuszczają odcinki ok 40-45 minutowe, w 25-min jest to czasami 1-2 odcinki.

            wiesz, okulary może i paskudne same w sobie, ale kompozycję całości ubogacają i dowartościowują ;]
            • siostra.bronte Re: "Paradoks" 7 - s p o j l e r ! 22.10.12, 17:42
              Zgadzam się z Waszymi opiniami. Odcinek słabszy niż poprzednie.
              Sporo niejasności w intrydze. Skąd ofiara wiedziała o machlojkach prokuratora? No i trudno uwierzyć, żeby tenże sam biegał gdzieś po krzakach, żeby załatwić świadka.
              Aktorom faktycznie jakby zabrakło energii. Zwłaszcza pani komisarz od pewnego czasu gra na jednej nucie: lekkie znudzenie plus ironiczny uśmieszek. Nawet, kiedy dowiedziała się, że Młody ją śledzi, nie zrobiło to na niej większego wrażenia. To się robi trochę monotonne.
      • grek.grek Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 19.10.12, 14:15
        wczoraj oglądałem Mad Men.

        powoli się wdrażam w who is who, korzystając z Twoich, Barbasiu, podpowiedzi :]

        na razie podziwiam świetnie oddane strojami, charakteryzacją, fryzurami i wnętrzami dekoracje
        z epoki. robią wrazenie, rzeczywiście jest to jak wehikuł czasu w świat sprzed pół wieku.

        na więcej refleksji zdobędę się wkrótce, być może dziś spróbuję raz jeszcze obejrzeć ten
        3 odcinek, co by tym głębiej zanurkować w temat.

        o, słońce do późna świeci, po jego zajściu jest jaśniej niż w po dniu pochmurnym; optycznie się dzień wydłuża :]
        • siostra.bronte Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 19.10.12, 14:33
          Po tych 3 odcinkach mogę powiedzieć, że serial jest ciekawy, świetnie zrealizowany. Znakomicie oddany anturaż epoki.
          Ale...brak mi w nim jakiegoś ducha, wydaje się za bardzo wykoncypowany. Nie wzbudza we mnie głębszych emocji, nie porywa.
          • pepsic "Man Men" 19.10.12, 14:48
            Dlatego po jednym odcinku podziękowałam. Bo ja z tych, co lubią się emocjonować.

            Znakomicie oddany anturaż epoki.
            Zgoda, tyle że niechcący osiąga efekt odwrotny, w sensie że nadmierna estetyka razi sztucznością.



            • siostra.bronte Re: "Man Men" 19.10.12, 14:58
              Dobrze to ujęłaś. Ten świat wygląda na sztuczny, wykreowany.
        • barbasia1 Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 19.10.12, 22:58
          To się bardzo cieszę. :))

          Jutro dokończę 2. docinek MM / właśnie, dobry skrót/...

          > o, słońce do późna świeci, po jego zajściu jest jaśniej niż w po dniu pochmurny
          > m; optycznie się dzień wydłuża :]

          O, tak!
          I tak ciepło jest jeszcze! Oby jak najdłużej.

          Dobrej nocy! :)
          • grek.grek Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 20.10.12, 14:16
            czyli, układ idealny - cieszymy się oboje :]

            orajt, będę oczekiwał, Twoje uwagi rozjaśniają mi całokształt spraw.

            "4 miesiące..." obejrzałem nocą [dzięki za życzenia] i zrobił na mnie wrazenie bardzo dobre.
            Nie wiem, czy jeszcze dziś, czy dopiero jutro,ale na pewno się wypowiem
            w jego temacie.

            koniec lata przełozony o miesiąc, w tym sezonie :]
            ponoć jeszcze jakiś czas potrwa ta zacna pogoda.
            korzystać trzeba bezwzględnie :]



            • barbasia1 Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 20.10.12, 15:14
              > czyli, układ idealny - cieszymy się oboje :]

              O, to,to. Bardzo dobrze powiedziane. :))))

              "Mad Men" - za moment dokończę ...

              > "4 miesiące..." obejrzałem nocą

              Na mnie też film zrobił wrażenie. Przejmująca historia.
              Cenne jest tu to, że film nie opowiada się po żadnej stronie, ani po stronie aborcji, ani przeciwko, tylko pozostawia zostawia widzowi pole do własnej interpretacji ....
              cdn. /Nawet sobie nie wyobrażam sobie, żebyś nie napisał komentarza! :)/

              [dzięki za życzenia]
              :)

              Cudownie, wspaniale! Mogę jeszcze jeździć do lasu na rowerze! Dziś też się wybieram. Wczoraj wróciłam bardzo późno, ale za to jadłam lody na mieście ;).
              • grek.grek Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 21.10.12, 14:32
                widzę, że aktywnie, zdrowo i... smacznie spędzasz czas :]
                Tak trzymać :]

                o to chodzi, nie ma żadnego tonu umoralniającego w tym filmie.
                nawet trudne warunki, w których się cała operacja odbywa, nie są
                przesądzające, chociaż... sympatia dla dziewczyn chyba jest nieunikniona.

                • barbasia1 Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 21.10.12, 15:15
                  :)
                  Kalorycznie, ale co tam, wybiegałam potem te atrakcyjne lody z wafelkami w środku, tak mi się przynajmniej zdaje ... ;))

                  Cudna pogoda dziś u nas. Lecę teraz na rower.
                  O Allenie i Zanussim / przeczytałam wszystkie Twoje komentarze / dwa słowa dorzucę wieczorem ...


                  Właśnie tak.

                  :)
                  • grek.grek Re: "Paradoks", "Man Men" "4 miesiące, 3 dni ... 22.10.12, 14:09
                    hehe, dobra taktyka :]

                    ponoć w piątek pogoda się sfilcuje.
                    ale, jak w październiku zapowiadają 5 stopni i śnieg z deszczem,to w listopadzie
                    będzie jeszcze parę ładnych dni ;]

                    orajt, zatem : będę/będziemy oczekiwać na Twoje komentarze zapowiadane.
    • grek.grek "Pułapka", PL ad 97, storyline 19.10.12, 14:10
      Kilka razy natrafiałem na ten tytuł i zawsze coś mi przeszkadzało, żeby ów film
      obejrzeć.

      tym razem wszystkie warunki się zgrały i... okazało się, ze to całkiem nienajgorsze kino.

      Marek KOndrat gra niejakiego Maćka, aktora, który w poszukiwaniu ról i kasy
      wyemigrował do Ameryki, tylko po to, by niepysznym i niespełnionym wrócić do
      Polandu. Na miejscu czasami łapie jakieś chałtury, śpiewa Sinatrę i pajacuje na scenie
      na weselnym przyjęciu dla nowobogackiego buraka; próbuje też wariantu kariery przez
      łózko, ze skutkiem dośc marnym; chodzi na przesłuchania do "Tramwaju zwanego
      pożądaniem", gdzie nieudolnie próbuje naśladować Marlona Brando - jest tu komiczna
      scena, kiedy Stanley wydaje z siebie okrzyk bólu : Maciek wydziera się, jakby go
      żywcem ze skóry obdzierali, na co podchodzi reżyser i powiada "proszę pana, w pańskm
      wrzasku nie ma bólu" :]. Generalnie, jest słabo, proza życia przygniata, agent Macka
      to idiota, a sam Maciek zgrywa się na koniach i lubi sobie wypić, co prędko prowadzi go do zadłuzenia u gangsterów pruszkowskich.

      Wtedy trafia mu się fucha - ma przez kilka dni przypilnować domu stojącego na plaży
      nadmorskiej, dla niejakiego pana Wolfa. jest to klimatyczna rudera piętrowa, z ladunkiem
      w postaci przemycanej whisky, którą ma ktoś odebrać, czy cośtam. W każdym razie
      Maciek zostaje w tym domu, co jakiś czas dzwoni do niego "elektryczny pastuch", czy raczej "telefoniczny", i kontroluje sytuację.

      Maciek popija, wyleguje się, łazi po plaży, czasami ktoś do niego strzela robiąc dziurę w brudnym oknie ;]

      Któregoś dnia Maciek trafia do stojącej po sąsiedzku chawiry. szwęda się po niej, kiedy pojawia się atrakcyjna blond pani.Nie wiedząc co ze sobą zrobić, próbuje się ukrywać w łazience, ale robi tyle rwetesu [szamoce się z pękiem wędek pozostawionych na miejscu], że daje jej szybko okazję do zdemaskowania go, a na domiar złego wbija sobie haczyk od wędki w palec i dopiero jej zdecydowana interwencja pozwala mu się z tego wyplątać,z pewnym ubytkiem na skórrze i mięsie własnym :]

      Pani ma na imię Ewa i jako że mieszkają blisko siebie - zaprzyjaźniają się, ona go zabiera na jakiś raut w miejscowym dansing-klubie, on się ubiera jak amerykański gangster z lat 50-tych, tak się sobie podoba, ze z zacięciem ćwiczy przed lustrem kwestię z "Taksówkarza" : "are yu talkin to me ?". Zaczynają się oboje sobie podobać, spędzają, podchmieleni, noc w jej jeepie, na plaży, gdzie ona znajduje porzucone śmigło [od łodzi, czy czegoś ?] i podpita taszczy je zataczając się nielicho...

      I kiedy Maćkowi wydaje sie, że Ewa jest całkiem do rzeczy... zaczyna się robić niemiło. W ruderze pojawiają się kolejne dziwne postaci, a stawką w grze okazują się być 2 miliony dolarów.

      Jest to kasa pochodząca z przestępstwa. Maciek znajduje truposzy : a to niejakiego "Szustera" ktory się okazuje być "Zawadą", potem "Szustera", ktory jest jednak "Albinem", a na końcu wreszcie okazuje się, że ten, który ich zabił i podawał się za "Zawadę", sam jest Szusterem, i gra go Bogusław Linda.

      Ewa zaś jest dziewczyną Szustera.

      Dlaczego ten dom ? tutaj mam pewien problem z uszczególówieniem, zwłaszcza że nie oglądałem z taśmy, i nie mogłem sobie cofnąc, żeby upewnić się co do nich. W każdym razie : dochodzi do rozgrywki między Ewą i Szusterem, a Maćkiem.

      Szuster topi go w wannie, w której pływają węgorze, ale topi go tak nieudolnie, że Maciek za za chwilę sam celuje do niego z pistoletu. Chwila nieuwagi Maćka i znow szanse się wyrównują. wtedy do akcji wkracza Ewa i zabija Szustera.

      mowiłem coś o 2 milionach dolców ?
      są.
      a raczej miały być w walizce, ktorą przywiózł ze sobą Szuster.
      PO jej otwarciu okazuje się jednak, ze są w niej wyłącznie roczniki... "PLayboya".

      BYć może Ewa miała mieć oko na ten dom, w którym strózował Maciek, własnie
      dlatego, ze to w tym domu ukryta została gotówka, i Szuster o tym wiedział.
      Zabił Zawadę, który zdaje się był detektywem pracującym dla kogoś z zewnątrz, kto
      szedł tropem tej kasy, zaś Albin byl kierowcą Szustera i zginął jako zbędny świadek
      [jego ciało znajduje Maciek i w panice próbuje je zatopić w porzuconym przy plaży aucie, co udaje sie o tyle, o ile, bo spuszczone do wody auto nie tonie, jako że woda jest zbyt płytka - jeden z wielu akcentów parodystycznych].

      Ostatecznie kasę znajduje...Maciek. Przypadkiem. Ukryta była w obudowie wielkiego
      zabytkowego żyrandolu czy też mało zabytkowego, a po prostu smętnie zwisającego
      z sufitu lampionu :]

      Tak czy owak, Ewa i Maciek mają 2 miliony dolców, szaleją z radości, a rankiem... Maciek
      budzi się sam, w pustym pokoju, pustym domu, w ktrym nie ma Ewy, a zwłaszcza nie ma
      2 milionów zielonych.

      Jak się póxniej okazuje Ewa uciekła zagranicę, do Wenezueli, a za towarzysza wzięła sobie
      mało obiecującego pracownika miejscowej stacyjki benzynowej, niejakiego Władka.

      Film zatem miejscami niejasny fabularnie, ale za to naprawdę zajmująco opowiadany.

      Narratorem jest bowiem sam Maciek, a formuła ewidentnie odwoluje się do kina noir. Tyle, ze nie ma facetów w prochowcach i klimatów nocnych zaułkow wielkiego miasta z jego klubami, spelunami i dodge'ami na parkingach.

      Nie, tu jest polskie miasteczko nadmorskie, a razcej sama plaża z przyległościami, i to już porą post-letnią, raczej bliższą jesieni. Reszta się w pełni zgadza : samotny pechowiec zaplątany w morderczą, tajemniczą intrygę, bezwzględny bandyta, węszący prywatny detektyw, ścigakący bohatera gangsterzy [tutaj - w tle i w pamięci], długi, pieniądze, sekretna skarbonka, no i oczywiście zmysłowa femme fatale, której ulega nasz bohater i zostaje przez nią ostatecznie wykiwany. Głos Kondrata ma taki stylowy odcień, kiedy leci z offu, akcja krązy zgodnie z regułami gatunku, relacja narratora płynie rytmicznie i świetnie współgra z ekranowymi obrazkami. Plaża, morze i willowa rudera nie mają nic wspolnego z ulicami i melinami San Francisco, ale "Pułapka" jest z załozenia parodią noir i jako taka się sprawdza bezbłędnie.

      Kondrat jest bardzo udany, Joanna Benda czarująca, zwłaszcza w scenie na rozmowy na wietrznej plaży, Linda wkracza i robi swoje, ale wszystkim film kradnie Leon Niemczyk, który pojawia sie w pięciominutowym epizodzie - gra miejscowego komendanta policji, czy moze jeszcze milicji [97 rocznik ?] i... wygląda [czarne okulary, charakterstyczna pałka], mówi [per "koleś" z akcentem] i zachowuje się [chyba nawet gumę żuje], jak klasyczny amerykański glina :] Amerykański policaj żywcem wyjęty z przedmieśc LA w jakiejś polskiej nadmorskiej mieścnie... :] Kapitalny efekt, tylko dla NIemczyka w opisywanej sekwencji warto ten film zobaczyć.

      • siostra.bronte Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 19.10.12, 14:30
        O, widziałam ten film, kiedy pojawił w kinach.
        I pamiętam, że zrobił na mnie fatalne wrażenie. Jakiejś amatorszczyzny. Z ekranu wiało nudą, a próby stylizowania się na amerykańskie kino gangsterskie wywoływało śmiech na sali (dosłownie niestety). Aktorstwo też kiepskie, kolejna żenująca rola Lindy.
        Ale kto wie, może teraz odebrałabym ten film inaczej? :)
        • grek.grek Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 20.10.12, 14:06
          o, ostro Siostro ;]

          ale, po części, się zgadzam, nie jest to wykwit jakiegos superkina, mnie ujął
          jakiś niewypowiedziany, moze i pokraczny, wdzięk, jaki ten film ma w sobie.
          Miejsce, dialogi, mimo wszystko - niezłe aktorstwo, na granicy pastiszu [Kondrat],
          no i ta, wg mnie - świadomie przefasonowana, próba stylizacji na noir movie.

          możliwe, kto wie, specyficzne warunki odbioru mogą spowodować zmianę oceny :]
          • siostra.bronte Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 20.10.12, 14:15
            Faktycznie, zwykle jestem raczej łagodnym recenzentem :)
            Ale ten film dobrze zapamiętałam.
            Może coś w tym jest, że film oglądałam w kinie i jakoś udzieliła mi się atmosfera na sali :)
            • beret24 Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 01.03.13, 16:53
              Widziałem to wczoraj. Nigdy nie słyszałem o tym filmie wcześniej.

              Najpierw byłem w kinie na "Być jak Kazimierz Deyna". Niestety, stek komunałów i nic poza tym. Nie wiem... Polski humor chyba nie istnieje. A jeżeli polski humor to to, co widzę w polskich kabaretach i komediach, to dla mnie dno.

              Później oglądałem "Ronin" w TV. Reklamy są do bani w TV. Wybija to z rytmu i zwyczajnie wku...a. Sorry za wulgaryzm.

              I po "Roninie" leciała na TVP HD właśnie ta "Pułapka". OK, rozumiem, jeśli komuś się ten film nie podobał. Rozumiem czyjś punkt widzenia.

              Natomiast ja byłem pozytywnie zaskoczony. Tzn. najpierw też sądziłem, że jakiś polski film, który usiłuje skserować amerykańskie kino, ale jednak nie wyłączyłem. Kondrat fajnie grał tego kolesia. Jakoś mi się podobał. Fajna, według mnie była scenografia, dialogi i sceny.

              Jak ktoś tu wspomniał - pastisz odpowiadał mi akurat w tym momencie.

              Jak dla mnie zarwanie nocy opłaciło się, ale nie poszedłem na trening w piątek... Coś za coś.

              • barbasia1 Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 02.03.13, 00:03
                beret24 napisał:

                > Widziałem to wczoraj. Nigdy nie słyszałem o tym filmie wcześniej.
                >
                > Najpierw byłem w kinie na "Być jak Kazimierz Deyna". Niestety, stek komunałów i
                > nic poza tym. Nie wiem... Polski humor chyba nie istnieje. A jeżeli polski hum
                > or to to, co widzę w polskich kabaretach i komediach, to dla mnie dno.
                >

                O! Świetnie. Możesz napisać coś więcej o "Być jak Kazimierz Deyna", może w najnowszym wątku!?
                A propos, w najnowszym miesięczniku KINO bardzo fajną recenzje tego filmu napisał ksiądz! Andrzej Luter.
                • beret24 Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 18.06.13, 00:53
                  Nie, nie. Na rozmowę o tym BJKD szkoda miejsca, nawet w pojemnym internecie.

                  Nie czytałem nigdy tego miesięcznika. Lubię filmy, ale czytam o nich po obejrzeniu.

                  Dziwna sprawa z tym odpisaniem twoim. Pewnie masz jakieś powiadomienia. Wróciłem tutaj, bo na TVPHD znów leci ten film. Jakiś taki sentyment mnie łapie, jak patrzę na ten film. Może to tandetne, co piszę, ale nic nie poradzę. Tak mam.
      • barbasia1 Re: "Pułapka", PL ad 97, storyline 19.10.12, 23:24
        A "Pułapkę" wyreżyserował Adek Drabiński, przeczytałam ...

        filmpolski.pl/fp/index.php/157047

        Rzeczywiście, nienajgorsze kino. :)
    • maniaczytania Mad Men 19.10.12, 23:46
      wlasnie ogladam sobie trzeci odcinek i musze przyznac, ze to, co mnie najbardziej przyciaga do tego serialu to ... Don Draper :) Ech, ze tak sobie westchne ... ;)))
      • pepsic Re: Mad Men/PitBull 20.10.12, 11:46
        Właśnie wczoraj odkryłam, ze w piątki o 23.10 nadają powtórki MM-ów. Nawet się przymierzałam, bo pomimo krytyki nie skreślam całkowicie z planu zajęć. Tyle że przypadkowo natknęłam się na dwa nowsze odcinki "PitBulla" (2008). Zawsze miałam dobre zdanie, aczkolwiek niepełny obraz, ale to co wczoraj zobaczyłam skłania mnie do entuzjastycznej opinii, że nie ma lepszego polskiego serialu kryminalnego. Rewelacja! I to pomimo udziału jednego aktora, którego nie lubię z przyczyn poza zawodowych, ale talentu mu nie odmówię. Poprawcie mnie, jeśli się mylę.

        Ps. Nie sądzicie, ze świat schodzi na psy? James Bond przerzuca się na pospolite piwo;) Nadzieja, że tylko w reklamie.
        • siostra.bronte Re: Mad Men/PitBull 20.10.12, 14:17
          Wstyd się przyznać, ale nie widziałam ani jednego odcinka "Pitbulla". Jakoś tak się złożyło.
          Nurtuje mnie jakie to przyczyny pozazawodowe masz na myśli :)
          • pepsic Re: Mad Men/PitBull 22.10.12, 18:56
            Chodzi o aktora Grabowskiego, tego który wydawał się zostać na wielki wieków Fernandem Kiepskim z Grekowego ulubionego sitcomu, ale za przyczyną doskonałego Gebelsa się nie stał. Powód jest prosty: nie przepadam za artystami przypochlebiającymi się władzy.
            • pepsic Re: Mad Men/PitBull 22.10.12, 19:01
              Siostro, musisz;) Przypuszczam, ba nawet jestem pewna że podejdziesz równie entuzjastycznie. Nieznajomość osobistych relacji bohaterów nie stanowi większej przeszkody do wyrywkowego oglądania (przynajmniej dla mnie), bo odcinki sa dość zwarte.
        • barbasia1 Re: Mad Men/PitBull 20.10.12, 15:57
          Tak, powtórki MM są w piątek, mówiliśmy o tym nawet, kiedy serial startował oraz w związku z tym, że MM nieszczęśliwie stały się konkurencją dla "Paradoksu".

          Ja , przyznam, też nie śledziłam uważnie "Pitbula".
          I nie wiem , którego aktora masz na myśli?

          "Pitbul", czytałam kiedyś, w miarę najwierniej, jak to tylko możliwe w filmie fabularnym, pokazuje pracę policji. Dla mnie jednak najlepszym serialem kryminalnym pozostanie już zawsze "Glina".

          Nie sądzicie, ze świat schodzi na psy? James Bond przerzuca się na pospolite piwo;)

          Ha, ha! Coś w tym jest. :)

          >Nadzieja, że tylko w reklamie.

          Się okaże, wkrótce na ekrany wchodzi "Skyfall", w 23. filmie z serii, który jak zapowiadają "jest mroczniejszy niż jakikolwiek agent 007 w historii"
          • maniaczytania Re: Mad Men/PitBull 20.10.12, 16:16
            barbasia1 napisała:
            > "Pitbul", czytałam kiedyś, w miarę najwierniej, jak to tylko możliwe w filmie fabularnym, pokazuje pracę policji. Dla mnie jednak najlepszym serialem kryminalnym pozostanie już zawsze "Glina".

            Barbasiu - wybaczamy Ci, albowiem napisalas tez:

            > Ja , przyznam, też nie śledziłam uważnie "Pitbula".

            :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            • barbasia1 Re: Mad Men/PitBull 20.10.12, 16:22
              Obejrzę, nadrobię zaległości kiedyś ... :)
      • bulewar Re: Mad Men 20.10.12, 14:25
        Ja obejrzałem póki co wszystkie odcinki i póki co jakoś ten serial do mnie nie przemawia. Zobaczymy, może później się to zmieni.

        --
        aikido gdańsk
      • barbasia1 Re: Mad Men 20.10.12, 16:18
        maniaczytania napisała:

        > wlasnie ogladam sobie trzeci odcinek i musze przyznac, ze to, co mnie najbardzi
        > ej przyciaga do tego serialu to ... Don Draper :) Ech, ze tak sobie westchne ..
        > . ;)))

        Ha,ha :)

    • siostra.bronte "Wszyscy mówią: kocham Cię" /"Kontrakt" 20.10.12, 14:50
      I znowu sobotni maraton z Allenem i Zanussim :)
      "Wszyscy mówią..." widziałam kiedy wchodził do kin. Wydał mi się przeładowany wątkami i nierówny. Ale i tak chętnie zobaczę go ponownie.
      Widziałam też "Kontrakt", ale bardzo dawno, więc niewiele pamiętam.
      • barbasia1 Re: "Wszyscy mówią: kocham Cię" /"Kontrakt" 20.10.12, 16:13
        Pisze się na ten maraton, choć, przyznam, za maratonami nie przepadam! :)


        • siostra.bronte Re: "Wszyscy mówią: kocham Cię" /"Kontrakt" 20.10.12, 16:48
          "Kontrakt" jest na pewno filmem mniej dramatycznym i łatwiejszym w odbiorze niż poprzednie, więc nie powinno być tak źle :)
          • barbasia1 Re: "Wszyscy mówią: kocham Cię" /"Kontrakt" 20.10.12, 18:42
            Same dobre wieści! Dzięki. :)
    • maniaczytania a muzycznie na dzis ja polecam 20.10.12, 16:38
      soundtrack z filmu, juz tu przez nas omawianego, ktory w ramach KK obejrzelismy i chyba? o ile dobrze pamietam, nam sie podobal :)

      www.youtube.com/watch?v=wtVSfINZA4I&feature=related
      www.youtube.com/watch?v=PZikEa626m0&feature=related
      www.youtube.com/watch?v=NSUMYjgDO3E&feature=related
      Milego sluchania, ja lubie raz na jakis czas do tych piosenek wrocic - duzy plus filmu!
      I plus, ze tak wlasnie zostal gdzies w glowie ...
      • barbasia1 Re: a muzycznie na dzis ja polecam 20.10.12, 18:51
        Tak, podobał nam się bardzo film "Once".

        Dzięki, Maniu, za tę kilmatyczną muzykę ...

        :)
    • grek.grek "Wszyscy mówią..."/"KOntrakt" - jakie wrażenia ? 21.10.12, 12:45
      uzbierało mi się trochę spostrzeżeń, spróbuję Was pomęczyć nimi w jednym wątku :]

      "Wszyscy mówią : kocham Cię".

      powiem Wam, że forma musicalowa mnie zaskoczyła, Woody i musical ? no way ;] A tu proszę, całkiem ciekawie to wyszło, aczkolwiek teksty kawałkow lirycznych... mało oryginalne. Najbardziej podobał mi się ten kawałek, który śpiewają duchy w kaplicy, o tym, żeby "bawić się, póki jest się młodym, zamiast na starość żałować zmarnowania najlepszych lat" - w pełni zgadzam się z przesłaniem, z tą zaledwie róznica, że wg mnie starość nie jest żadnym alibi dla zaprzestanie zabawy :]

      Postać grana przez Julię Roberts, rany... jak Woody mógł się w niej zakochać ? ;] Taka mdła beza, że strach. Na szczęście, rzuciła go, co już wydaje się bliższe racjonalnej kalkulacji. No i ci amanci córki Allena, tak samo misio-pysiowaci ;] Czyżby Woody dobierał to towarzystwo ironicznie ? hehe.

      najlepszą rólkę, wg mnie, zagrał Tim Roth. świetny, jako przestępca zwolniony z pudła po 10 latach odsiadki; z tym swoich nieudolnych samczym charmem stereotypowo wyposzczonego garownika... Heh.

      Dostało się też obu stronom amerykańskiej sceny politycznej. Głęboko wrażliwa na krzywdę więźniów w zakładach karnych liberalna demokratka okazuje się być wrażliwa wybiórczo, bo kiedy jej córka zakochuje się w jednym z tych bandziorów, za których prawami ona się opowiada, nagle mija jej cała dla nich serdeczność.

      Syn małżeństwa demokratów, zapalony republikanin i konserrwatysta, postulujący dziki kapitalizm i nieograniczony dostęp do broni, okazuje się koniec końców... cierpieć na niedotlenienie mózgu :] Po wyleczeniu zostaje wzrorowym demoliberałem.

      No i... stara miłość nie rdzewieje, prawda ? :]

      Poza tym, jakie przyjacielskie relacje łączą byłego i aktualnego męza tej samej pani. Ten aktualny wie, że były wciąz się w niej podkochuje, a mimo to nie ma nic przeciw ich spotkaniom, wyjściom, ba - serdecznie się kumpluje z tym gościem. Oto skala zaufania w związku. I zrozumienia. Poglądy polityczne,w tej kwestii, idą u nich w parze w praktyką codziennych relacji m/ludzkich.

      Bardzo ładne kadry w Wenecji, widok z mieszkanka na Montmarte, finałowa scena na paryskim
      bulwarze... Woody lubi Europa, a my lubimy Woody'ego.

      Teksty, jakie zapamiętaliście ?

      - Kochałbym się z tobą w każdym pokoju, na każdym łózku, każdym dywanie, każdym stole...
      - Mamy jeszcze zabytkowe żyrandole.

      - Holden na pewno też umie być zwierzęciem.
      - Tak... chomikiem.

      - Dziadek nie był ateistą, republikaninem, nawet demokratą nie był.
      - Kimś musiał w końcu być...
      - Owszem, był fetyszystą, przepadał za stopami.

      To mi utkwiło w pamięci :]

      "Kontrakt"
      Takie trochę "Wesele" Smarzowskiego, w wydaniu dla inteligenckiej widowni, nie sądzicie ?

      Tutaj też przyjęcie weselne okazuje się być pokazem kłamstwa, interesowności, hipokryzji i
      generalnie każdy wypada w tym harmidrze na większego lub mniejszego buraka.

      Ojciec pana młodego - bogaty lekarz, mający układy z waaadzą, przyprawiający rogi kolejnej żonie, jawnie opowiadający się za rządami "silnej ręki" [na przykładzie swojego szpitala], zawsze robiącvy dobrą minę do kiepskiej gry; ciotka z Francji - pretensjonalna obłudnica [scena w teatrze], a do tego kleptomanka; jej córka - przycinająca matce przy gościach; aktorzy teatralni/studenci : akcje z sauną i bieganiem na golasa po dworze [to akurat wesołe bylo], oczywiste propozycje seksualne składane ważniakowi, który "wszystko może załatwić", ew. "skromne" prośby o L4 zwalniające z zajęć w szkole; cyniczna postać grana przez Tyszkiewicz, dążąca do rozbicia małżeństwa i związku z synem swojego niemieckiego kochanka; przyjaciel pana młodego, "humanista", przychodzący na przyjęcie wyłącznie po to, by coś od wpływowego lekarza uzyskać; wreszcie ojciec panny młodej - wcale nie lepszy od swojego vis a vis ze strony pana młodego... I wreszcie sam pan młody, ktory przed ołtarzem dostaje kopa od swojej cywilnie już poślubionej żony, na co sobie solidnie zapracował : popijaniem, obcesowym dobieraniem do niej i kombinacjami, jakby tu dostać mieszkanie i kasę kosztem innych ludzi albo zgniłych kompromisów. nawet [a może "nawet"] ksiądz da się urobić.

      wydaje mi się, ze panna mloda straciła sporo szacunku dla pana młodego już w momencie, kiedy poszedł on na ugodę w sprawie kościelnego ślubu.
      CHociaż... ten akturat kompromis osiągneła ona sama.

      i wiecie co, najpierw miałem eks-żonę lekarza, matkę pana młodego, za jakąs zołzę, kiedy tak wyniośle odmawiała obecności na ślubie,a potem na weselu - w połowie filmu już było jasne, że
      babka dobrze wiedziała, co robi.

      Próbuje łatać tę przeciekającą łajbę aktualna żona lekarza, ale jej subtelne rady raczej spływają jak woda po kaczce. MOże tylko próbować poprawiać atmosferę, obracać w żart kolejne skandale [masowa kradzież, wybite przez rozgryczonego pana młodego okno], uśmiechać się, częstować, rozmawiać.

      W ogole, ślub kościelny nie doszedł do skutku, skandal z panną młodą uciekającą sprzed ołtarza, ale nic to - nikt o tym nie mówi. Bo przecież wązna jest impreza,a na niej darmowe koryto i okazja do nawiązania kontaktów w interesach. W ogole, panna młoda powinna być w centrum całego interesu, a tutaj w środku bryluje pan lekarz, traktujący rzecz całą jako kolejną okazję do zabłyśnięcia : swoim mieszkaniem, swoją zamożnością, swoimi towarzyskimi zaletami etc.

      Służba ? Też nie lepsza, kiedy zdegustowana zachowaniem pana młodego, wychowująca go od dziecka sędziwa gospodyni, kominikuje, że odchodzi, jej młodsza pomocnica nie pyta : co się stało ?dlaczego ?,a tylko : czy starsza pani wraca czy nie, bo jak nie, to ona chętnie zajmie jej pokój.

      Pan mlody podpala w końcu chałupę, kiedy wszyscy bawią się na kuligu. POlicja, strażacy... wracają goście, chwila zaskoczenia, co się stało ?, a za moment... niezawodny lekarz zaprasza do środka, na dalsze imprezowanie, bo przecież "barek ocalał, drodzy państwo". Scena jak z Felliniego :]

      Nie wiem, co miał oznaczać ten jeleń, patrzący z taką dumą, na pannę młodą i żonę lekarza spotykające go w lesie ? Macie jakiś pomysł ?

      Generalnie, ładny groteskowy portrecik tzw. klasy średniej w czasach minionych. Czymże ci ludzie róznią się od plebsu namalowanego przed Smarzowskiego kilkadziesiąt lat później ?

      Aktorsko - obsada najwyższej próby, trudno chyba kogoś wyróżnić ponad resztę, bo, imo, wszyscy byli dobrzy.

      aha, i sceny seksu...haha, dlaczego oni gaszą światło, kiedy zaczynają ? :}
      co to za pruderia reżysera, skoro po tym zgaszeniu i tak akcja się, za przeproszeniem, nie posuwa w tym kierunku ?
      gośc ma jakiś problem z erotyką, i sceny z golasami tego nie tuszują.

      MOże uważa, ze seks jest na tyle intymną sprawą, ze w kinie powinien być wyciemniany ?
      to chyba dość średniowieczne podejście ?


      • siostra.bronte Re: "Wszyscy mówią..."/"KOntrakt" - jakie wrażeni 21.10.12, 14:31
        Co tu można dodać ? :)
        Zawsze dziwił mnie fenomen Julii Roberts jako amantki. I tutaj też wypadła słabo.
        Oglądałam film dopiero od połowy, więc sporo mi umknęło.
        Rozbawiła mnie scena, kiedy Roberts po upojnej nocy komplementowała Woody'ego. Miny jakie wtedy robił, były rozbrajające :)

        Dobrze opisałeś "Kontrakt". Obsada faktycznie znakomita.
        Ale muszę przyznać, że wiecznie naburmuszona narzeczona działała mi na nerwy. Okazywała swoją niechęć i wręcz pogardę wobec rodziny narzeczonego w tak ostentacyjny sposób, że to było naprawdę denerwujące.
        I tak, przyznam się, że na jej miejscu nie miałabym żadnych oporów w przyjęciu pomocy teścia :))
        Co do sceny seksu, pokazanie jej w ten sposób pozostawiło nas w niepewności co się rzeczywiście stało. I to jest chyba ciekawsze, niż "kawa na ławę".
        Moim zdaniem scena z golasami jak na nasze kino była bardzo odważna, zwłaszcza, że byli tam także panowie :)



        • pepsic Re: "Wszyscy mówią..."/"KOntrakt" - jakie wrażeni 21.10.12, 22:27
          wiecznie naburmuszona narzeczona działała mi na nerwy
          O tak, dziewucha niesympatyczna, z gatunku lubujących się w niepotrzebnych demonstracjach.
          • barbasia1 Re: "Wszyscy mówią..."/"KOntrakt" - jakie wrażeni 22.10.12, 16:58
            Bronte napisała:
            pepsic napisała:

            > wiecznie naburmuszona narzeczona działała mi na nerwy
            > O tak, dziewucha niesympatyczna, z gatunku lubujących się w niepotrzebnych demonstracjach.

            Podpisuję się pod Waszymi wypowiedziami na temat dziewczyny.
        • grek.grek Re: "Wszyscy mówią..."/"KOntrakt" - jakie wrażeni 22.10.12, 14:06
          panna młoda pewnie zdązyła wstępnie poznać wesołą rodzinkę pana młodego, a
          poza tym - wydaje mi sie, ze film rusza w momencie, w którym ona już ma
          wątpliwości, co do tego całego ślubu, bo... zobaczyła, że jej narzeczony, to
          swój własny tatulo, wykapany. I może stąd ta mina niezadowolona ?

          można i tak do tego podejśc :]
          dla mnie, trochę niezrozumiałe jest to wyłączanie światła.
          dla kogo oni to robią ?
          Dla widza ?
          przecież to film, tam nie ma widzów, są bohaterowie na ekranie :]
          seks przy zgaszonym świetle, to jakieś średniowiecze, tak w realu, jak
          i na ekranie.
          poza tym, wiesz, to zgaszenie światła, wg mnie jest właśnie "kawą na ławę", bo
          zostaje ono zgaszone w sugestii, że "teraz pan i pani będą przejawiać aktywność
          niegodną filozofów" i dlatego zostawmy ich samym sobie :]

          haha, wiesz, z tymi golasami... dobrze, że aktorzy byli całkiem nago, bo gdyby byli
          rozebrani tylko od pępka w dół, to panów od pań nie daloby się odróżnić ;]
      • pepsic Re: "Wszyscy mówią..." 21.10.12, 22:39
        Mi sie podobały filozoficzne dywagacje nad trumną dziadka i .. taniec na bulwarze, ale już otoczkę musicalową uważam za zbędną.
    • grek.grek "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów kilka 21.10.12, 13:19
      tak trochę bez echa przeszedł :]

      tak sobie myślałem przed, w trakcie i po - za co ta Złota Palma mogła mu się przytrafić ?

      i tak sobie wymyśliłem, że parę powodów by się znalazło.

      Świat przedstawiony. Odrapane klatki schodowe, ciemne, syfiaste zaułki; wiosenne roztopy na zewnątrz, kałuże tkwiące w dziurach ulicznych, beznadzieja rumuńskiego schyłkowego komunizmu pośród szarych domów, brudnych okien, zdezelowanych aut, kolejek pod sklepami, cinkciarzy w domach studenckich i w hotelach; a przede wszystkim w ludzkich twarzach i zachowaniach. nic nie jest szczere i czyste, nawet kiedy jedna dziewczyna poświęca się dla drugiej - ten ludzki jest jest usmarowany tą brzydotą i nie dociera z taką mocą, z jaką mógłby, gdyby dostał inne otoczenia do zaistnienia. Facet, który z tego gestu korzysta - w tym tureckim sweterku, z nadwagą, przerzedzony - doprawia całokształtu ponuractwa.

      Sama historia : aborcja, konieczność zebrania kasy, kombinatoryka : jak tu wynająć pokój bez dowodu, jak całą rzecz rozegrać, zeby nie wpaść i nie pójść do więzienia, jak pozbyć się wreszcie płodu. Co to za świat, w którym nic nie można zrobić w świetle dnia, kiedy wszystko odbywa się, dosłownie i w przeności, pod osłoną nocy, a człowiek zmuszony jest łamać prawo, zeby ochronić swoje prawo wyboru życiowej ścieżki ?

      samo przerwanie ciąży, to jedno, tutaj można dywagować bez konca o moralnych i medycznych aspektach sprawy.
      Chodzi, wg mnie, o swobodę decydowania o własnym ciele, o wolność sumienia.
      Tutaj nawet władza państwowa jest zaangażowana w sprawę, mimo że jej przedmiot
      nie powinien jej w ogóle obchodzić.

      BOhaterowie są ludzccy.
      Tak po prostu, ani heroiczni, ani wspaniałomyślni. Są normalni.
      Od gościa w tureckim swetrze, po obie dziewczyny, nawet tę obrotną blondynkę, która
      załatwia wszystkie sprawy, jest sprytna i ma charakter.
      Wszyyscy są "ludźmi zza rogu", których spotkać można na ulicy nie zwrócić uwagi.
      Zwykli ludzie zamieszani w idiotyczny system, który każe im się szmacić, kłamać, korumpować, omijać durne prawo i wikłać w kolejne komplikacje.

      Wydaje mi się, Wam też ?, że blondynka też była w ciąży [wymiotuje, ma momenty osłabienia, a swojemu chłopakowi czyni wyrzuty, ze "nie uważał" podczas seksu].
      MOże dlatego, już po całej akcji, kiedy siedzą w barze i piją wodę - rzuca w ostatnim
      kadrze cięzkie spojrzenie w kamerę.
      Robi to, nie tylko po to, by podsumować to, co obie przeszły, ale także to,ze wkrótce
      ona sama będzie musiała przejśc przez to ponownie. Pewnie znów z pomocą tureckiego
      swetra.
      KOłowrotek, zadnej nadziei na uspokojenie.

      Kiedy blondynka przychodzi na przyjęcie urodzinowe matki swojego chłopaka, zauwazyliście, żeo, owszem - sadzają ją przy stole, ale nie ma szans ani zjeść podanej zupy, bo ktoś jej przeszkadza, i to moze zupełnie bezwiednie, bo nie nawykły człek do zwracania uwagi na komfort otoczenia; kiedy próbuje zapalić - jakiś grubas, i to obcy dla rodziny, strofuje ją, ze "co to za czasy,zeby młodzi palili przy rodzicach" - mimo że ona jest tylko dziewczyną syna gospodarzy, a tego tłustego typka widzi pierwszy raz na oczy; a do tego : to jakby do niej kierowane są utyskiwania tzw. starszego pokolenia, zgromadzonego przy stole, jaka to młodzież niefajna, jakie ma 'świetne warunki startu" [ironia i komizm], jak jej dobrze, a jak im, starym dziadom, było kiedyś gorzej i jak to oni musieli na wszystko "tymi ręcamy" zapracowac, chociaż pewnie gros z nich "pracowało" za pomocą wchodzenia w układy z mniejszymi i wiekszymi bonzami i strukturami systemu.

      Nic dziwnego, ze po takim seansie, kiedy siedzący jak mumia za jej plecami chłopak ani słowem jej nie broni - dziewczyna go porzuca. [do czego się przyczynia jeszcze mało zborna rozmowa w jego pokoju] Co jeszcze trzeba powiedzieć i zrobić, zeby aż nadto jasne stało się, ze nie ma ona z nim żadnej przyszłości ? Zostaje sama, zdana na własny los.

      świetny pomysł, wg mnie, z wyborem dwóch dziewczyn na główne bohaterki.
      Mogłaby to być np. para zakochanych, czemu nie ?
      MOżna by wszystko przeprowadzić trochę innymi torami, ale też by się dało scenariusz
      sklecić.

      Dwie dziewczyny, to jednak pomysł o tyle lepszy, że jednak mężczyzna w takiej sytuacji, w kulturowym oczekiwaniu, powinien się wykazać bohaterstwem, kobieta - już niekoniecznie. Od kobiet ciągle jeszcze duża część społeczeństwa oczekiwałaby raczej słabości, załamania, szukania pomocy męskiej, a tutaj pani blondynka nie prosi żadnego faceta o pomoc, sama robi co moze, aby osiągnąć cel. Zawsze dzielna kobieta wygląda lepiej na ekranie. Nie jest to moja ocena, ze męzczyźnie heroizm przystoi bardziej. Wg mnie, takie jest jednak częściej występujące społeczne podejście. To tak jakby Hannibala łapał agent Starling :] Lipa :] tylko agentka Starling mogła przeprowadzić z nim taką grę psychologiczną i miało to wszelkie walory wiarygodności,że o napięciu ekranowym nie wspomnę. Tutaj jest podobnie. Blondynka budzi autentyczną sympatię.

      Tak po prostu, dobrze mi się oglądało ten film.
      Kamera prowwadzona pewnie i z wyczuciem, tylko raz przyspiesza, traci ostrość, bo dostosowuje się do tempa biegu naszej bohaterki, ale jest to absolutnie uzasadnione
      przyczynami obiektywnymi. Dziewczyna odczuwa lęk w ciemnym zaułku między ciemnymi
      budynkami, w głuchej ciszy, w której mogłaby zostać zaatakowana, a jej krzyku nikt
      by nie usłyszal, albo nikt by nań nie zareagował - biegnie więc, byle szybko ten trudny
      fragment drogi przebyć, byle pod światła latarni.

      rumuńskie kino.
      Złota Palma...

      Czemu nie polskie ? :]
      Kiedy polskie ? :]

      • siostra.bronte Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 21.10.12, 13:55
        Nawet nie podchodziłam do tego filmu, bo wiedziałam, że jest przygnębiający.
      • pepsic Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 21.10.12, 22:23
        jak pozbyć się wreszcie płodu.
        Myślę, że jest to niezwykle trafne przesłanie, jako że w filmie nie wspomina się ani słowem o kwestiach moralnych się. Ot, pozbyć się kłopotu i po sprawie. Kto by sobie głowę zawracał wyrzutami sumienia.

        Chodzi, wg mnie, o swobodę decydowania o własnym ciele,
        A jak to się ma do decyzji o aborcji w 9 miesiącu ciąży? Wszak ciało nadal jest własnym.

        Ta druga dziewczyna, która podejrzewasz o ciąże, zdaje się miała okres.
        Dla mnie nikt w filmie nie wzbudzał sympatii, a już z pewnością nie główne bohaterki.

        • grek.grek Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 22.10.12, 13:58
          wiesz, te wyrzuty sumienia, to sukces tych, którzy chcą aborcji całkowicie zakazać.

          nazywając zygotę "dzieckiem" i stawiając przerwanie ciązy na równi z "zabójstwem dziecka"
          wywołali to poczucie winy.
          Nie mnie sądzić, co czują kobiety po zabiegu, ale uważam, że gdyby traktować całą rzecz
          bez tego językowego szantażu i presji - byłoby zupełnie inaczej.

          zreszta, niech nikt nie będzie strażnikiem sumienia brata swego :]
          katolików nikt do aborcji nie namawia.
          nikogo nikt nie namawia.
          chodzi o prawo wyboru, prawo ponoszenia konsekwencji własnych wolnych decyzji.

          zresztą, skoro aborcja, to "zabicie dziecka", to dlaczego prawica nie żąda za tę
          zbrodnię dożywocia dla kobiety i lekarza ? ba, obecna ustawa przecież dopuszcza
          te "zabójstwa", kiedy np. płód jest wynikiem gwałtu.

          To wszystko zalatuje polityką, ideologią i religią, nie ma nic wspólnego z humanizmem.

          nie słyszałem o projektach uwzględniających aborcję w 9 m-cu.

          na trop ciązowy naprowadziła mnie scena, kiedy zwraca uwagę swojemu
          chłopakowi, że "nie uważa" w trakcie seksu.



          • pepsic Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 22.10.12, 19:24
            Greku, nie zrozumiałeś mnie. Argumentowałeś, że kobieta ma prawo decydowania o swoim organizmie, dlatego zapytałam, przyznaję przewrotnie, jak się ma Twój argument do przerwania 9-miesiecznje ciąży, skoro to nadal jej własne ciało. Chciałam w ten sposób udowodnić, że temat nie jest ani łatwy, ani jednoznaczny. A wracając do filmu. Wg mnie zabrakło emocji i rozterek moralnych, które zazwyczaj towarzyszą kobiecie przed podjęciem decyzji, bo jak sądzę równie ważne, jeśli nie większe sa dylematy przed. A w zamian otrzymałam techniczny, beznamiętny przekaz. Zdaję sobie sprawę, że tak miało być, ale mnie to nie zadowala.

            Ps. Halo, coście się oboje uparli, że ta druga laska tez była w ciąży? Zwróciła chłopakowi uwagę, gdyz dotarło do niej, jakie konsekwencje niesie za sobą seks bez zabezpieczeń.
            • grek.grek Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 23.10.12, 13:13
              aha, taki model teoretyczny ? :]
              wiesz, wolałbym jednak odnosić się do konkretnych wątków.
              9 miesięczny płód, zdaje się, ma już rozwinięty mózg, więc
              to inna sytuacja jakościowa niż gdy chodzi o sam zarodek
              czy zygotę.

              mnie się wydaje, że film startuje w momencie, w ktorym bohaterka ma
              to już za sobą, o ile miała jakiekolwiek opory.

              chodziło, być może, o pokazanie kobiet/y w opresji wynikającej z warunków
              zewnętrznych. wątek moralnego dylematu trochę by tutaj mógł naruszyć
              spójność fabuły.

              ad PS.
              hehe :]
              Twoja wersja jest logiczna, ofk.
              ale te wymioty pasowały do innego wariantu.

              Podobnie jak, wg mnie, ostatnie ujęcie.
              jej towarzyszka mówi "nie mówmy o tym, po prostu nigdy o tym, co sie stało
              już nie mówmy".
              a blondynka rzuca w kamerę wymowne spojrzenie.

              ja to zinterpretowałem jako : "nie mówmy ? ja chyba jestem w ciązy, więc za chwilę
              temat znów wróci, bo ja też nie chcę jej donosić"

              odpowiedzi oczywistej nie ma, zatem : skazani jesteśmy na domysły, "co autor chciał
              powiedzieć".
      • barbasia1 Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 22.10.12, 16:50
        > Dwie dziewczyny [...] Zawsze dzielna kobieta wygląda lepiej na ekranie. [...]

        Greku, ale w tym jest przede wszystkim samo życie, szczera prawda. Dziewczyna w ciąży zostaje sama, nie ma wsparcia od swojego mężczyzny, ojca dziecka, bo ten zapewne uznał, ze ciąża to wyłącznie jej sprawa. Ileż to młodych dziewczyn było od zawsze porzucanych na wieść o ciąży przez swych chłopaków, którzy uznawali, że niespodziewana ciąża to nie jest ich problem, tylko dziewczyny. Ileż to dziewczyn w ciąży pozostawało zdanych na siebie bez najmniejszej pomocy ze strony ojca dziecka (tu dziewczyny mają za mało pieniędzy i stają w upokarzającej sytuacji, kiedy, muszą zapłacić w naturze).

        Nie dziwne potem, że nie mogąc liczyć na mężczyznę, a i na wsparcie najbliższej rodziny (bo biedna, bo będzie wypominać, że wstyd i hańba) wybiera w rozpaczy i strachu (które w tym momencie spychają kwestie moralności na dalszy plan) najdramatyczniejsze dla kobiety wyjście czyli aborcję ( tu pokątną), której powstrzymać nie mogą nawet zakazy, kary, groźba więzienia ...

        To, że dziewczyna jest w takiej sytuacji sama, zdana na pomoc tylko oddanej przyjaciółki ze studiów jest znaczące, może być według mnie poniekąd oskarżeniem mężczyzn, którzy zostawiają kobiety same, stawiają przed tak dramatyczną decyzją...

        Na ciekawą rzecz zwróciłeś uwagę, nie pomyślałam o tym, że Otylia może być w ciąży. Bardzo możliwe. Ale jeśli jest w ciąży rzeczywiście, to pewnie, uczestnicząc w tym dramacie, który przeżyła przyjaciółka nie zdecyduje się na pokątną aborcję. Zresztą Otylia, jak się wydaje, jest w lepszej sytuacji ma chłopaka, który ją kocha, chce się z nią ożenić (choć chyba też nie dopuszcza do świadomości niezaplanowanej ciąży... )

        cdn.
        :)
        • barbaram1 Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 22.10.12, 20:23
          Podglądam tu Państwa dość często, lecz do dyskusji włącze się po raz pierwszy.
          Otóż, ja też oglądając film odniosłam wrażenie, że blondynka jest w ciąży. Chyba zresztą tylko dlatego zgodziła się na seks z facetem w tureckim sweterku. Sądzę, że wiedziała, iż być może za chwilę będzie sama potrzebowała takiej samej pomocy od koleżanki. Jakie inne powody mogłyby być? Przyjaźń bez granic? Nie sądzę.
          Nie zgodzę się również, że brakowało emocji i dylematów. To właśnie blondynka jest cała w dylematach, co zrobić dalej. Jeśli jest w ciąży, to chyba pod koniec tego wszystkiego jednak nie chce jej usunąć. Ale to oczywiście domysły.....
          Poza tym (wydaje mi się, ale mogę się mylić) to nie blondynka mówi, że ma okres, ale jej koleżanka, która tym tłumaczeniem chce ją wybawić od nieszczęsnego seksu z obleśnym typem.
          • grek.grek Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 23.10.12, 13:27
            celna uwaga.
            tak jakby tym seksem "dla niej" chciała zaciągnąć u niej kredyt.

            ja bym jednak postawił na to, że blondynka również zdecyduje się
            na aborcję.

            może to spojrzenie na koniec, a może ogólna wymowa filmu, który chyba
            nie żeglował w stronę happy endu.

            chociaż, coś jest w tym co piszesz... może decyzja o urodzeniu mogłaby być
            jedyną szansą na wyrwanie się z mocy obezwładniającego systemu ?
          • siostra.bronte Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 24.10.12, 15:26
            Miło nam. Zapraszamy częściej :)
          • barbasia1 Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 26.10.12, 22:47
            barbaram1 napisała:

            Witamy! Zapraszamy do kometowania filmów! :)
        • grek.grek Re: "4 miesiace, 3 tygodnie..." - jeszcze słów ki 23.10.12, 13:23
          masz rację, Barbasiu, ta życiowa prawda, to dodatkowy plus dla tego filmu.

          oskarżenie mężczyzn ? możliwe, w jakiejś mierze na pewno. MNie się wydaje,że
          chodziło tutaj najbardziej, albo głównie, o oskarżenie systemu, aczkolwiek : nie
          ma co ukrywać, ze mężczyźni w tym filmie wypadają blado, od du,powatego
          narzeczonego blondynki, który ze spuszczoną głową słucha, jak obcy ludzie przy stole
          biesiadnym, zwracają jej uwagę, przed Tureckiego Swetra, aż po sprawcę ciązy, który
          wziął nogi za pas. Kobiety są więc osamotnione i wystawione na jelenia.

          mnie się wydaje,ze ten chłopak to przeszłość.
          zostawia go ona stojącego jak ta d,pa w polu, w drzwiach jego mieszkania, nie czeka
          nawet na windę tylko zbiega schodami w dół. Ona się przekonuje, wg mnie, że
          gość jest nieprzyszłościowy, ani się za nią nie ujmie, ani nic...

          widzę, ze mamy podobną interpretację sytuacji.

          pytanie : co ona zrobi, jeśli jest w ciązy ?
          wg mnie, ostatnia scena może rzucać jakiś trop.
          jej towarzyszka jest spokojna, pali papierosa, coś tam je, mówi "zapomnijmy o sprawie",
          a ona patrzy wymownie w kamerę.
          wg mnie, zapis tego spojrzenia brzmi "nie "zapomnijmy", bo teraz ja jestem w ciązy, i znów
          będziemy musiały przez to przejść; a jesli nie "my", to na pewno ja".

          co sądzisz ?
    • pepsic "Bitwa pod Wiedniem" - przestrzegam! 21.10.12, 22:01
      Byłam, zobaczyłam, oceniałam. Bardzo źle. Wątła fabuła, nieciekawa, można powiedzieć, żadna. Ot pretekst do pokazania paru sztuczek batalistyczno-komputerowych, tudzież żywota świętego, i epizodycznie polskiego wątku jako uzasadnienia do wyciągnięcia łapy po dwumilionową dotacje. Szyc nie mówi nic; Olbrychski marszczy brwi wołając: ognia, a Janem III Sobieskim jest Skolimowski (20 lat starszy od pierwowzoru!), zatrudniony chyba li tylko po znajomości. Aha, w roli austriackiego cesarza Leopolda zaskakujący dobry Adamczyk, tyle że pomylił plany filmowe myśląc, ze występuje w komedii. Ale zeby nie było, jest jeden mały plusik. Było mi miło jako Polce patrzeć, jak nasi pod polską flagą (mniejsza, że historycznie niewłaściwą) z Czarną Madonną (tu błędu sie nie dopatrzyłam) rozgramiają obcą armię, ale to trochę za mało na ponaddwugodzinny film.
      Jeszcze bardziej chciało mi się spać, niż na seansie "Harry Potter".
      • pepsic Re: "Bitwa pod Wiedniem" - przestrzegam! 21.10.12, 22:51
        Ale, ale, nic nie wspomniałam o największym obciachowym curiosum, otóż o nabotoksowanej małżonce Kara Mustafy i jej napompowanych ustach., bo że bitwa odbyła się 12, a nie 11 września 1683 roku, to kto by sobie zawracał głowę.
      • grek.grek Re: "Bitwa pod Wiedniem" - przestrzegam! 22.10.12, 14:00
        polecam, jako odtrutkę, "BOrgiów", serial :]
      • barbasia1 Re: "Bitwa pod Wiedniem" - przestrzegam! 22.10.12, 16:55
        pepsic napisała:

        > Byłam, zobaczyłam, oceniałam. Bardzo źle. Wątła fabuła, nieciekawa, można powie
        > dzieć, żadna. Ot pretekst do pokazania paru sztuczek batalistyczno-komputerowych,

        O! To dokładnie tak jak w przypadku "Bitwy warszawskiej 1920".


        A Alicja Bachleda Curuś jak się spisała?
        • siostra.bronte Re: "Bitwa pod Wiedniem" - przestrzegam! 22.10.12, 17:17
          Już z zapowiedzi wynikało, że to będzie gniot :)
        • pepsic Re: "Bitwa pod Wiedniem" - przestrzegam! 22.10.12, 19:08
          Barbasiu, tam nie było co grać. Tyle, że w przeciwieństwie do Szyca, czy Olbrychskiego zaznaczyła swoją obecność (najpierw rozkapryszona, potem zmiękczona siostra cesarza Leopolda).
    • pepsic "Popiełuszko, wolność jest wśod nas" 21.10.12, 23:19
      Nie mam pojęcia, czy film jest dobry, czy zły, bo oglądałam fragmenty po łebkach, a uważnie tylko końcówkę, kiedy esbecy depczą ks. Popiełuszcze po piętach. Chcę tylko napisać, że Adam Woronowicz rewelacyjnie wczuł się w rolę. Prawie nigdy nie zdarza mi się na filmach, ale się popłakałam.
    • grek.grek BOrgiowie odcinek 7 22.10.12, 11:48
      seks w odwrocie, na plan pierwszy wysunęły się : wojna, krew i strach.

      Francuski król rozpoczyna bowiem najazd na Italię. Jako pierwsza pada pod
      kulami francuskich armat Lucca. Najpierw potęzne uderzenia z dział kruszą mury twierdzy i
      jej wrota, a potem 25 tysięcy żołnierzy wpada do środka i zaczyna rzeź : bryzga krew
      z podcinanych gardeł, uciekający z krzykiem cywile są przeszywani szablami albo kopiami,
      nikt nie uchodzi cało, a armia plądruje miasto. Wśród Francuzów jest kardynał Della
      Rovere, które doznaje cięzkiego szoku na widok tego pandemonium. Zaczynają go
      dręczyć wyrzuty sumienia, bo przecież to on namówił Karola do inwazji. Próbuje ratować
      ranną kobietę, chroni ją przed francuskim żołdakiem, ale nie jest w stanie pomóc wszystkim.
      Przypominają mu się prorocze wizje mnicha florenckiego Savonaroli, o "czerwonym kardynale", ktory doprowadzi Italię do zguby i zaczyna dostrzegać siebie samego w tej niechlubnej roli. Wyraźnie psuje mu to humor.

      I apetyt. Na pobitewnej uczcie, w namiocie króla, kardynał odmawia poczęstunku, co wkurza
      Karola, który wykrzykuje, ze "czegoś się pan spodziewał ? zabawy ? to wojna jest, wojsko to zwierzę, które trzeba nakarmić", a więc : pozwolić uwalniać instynkty, gwałcić, zabijać, rabować i zdobywać łupy. "Sądzisz kardynale, że żołnierze idą za mną, bo mnie kochają ? Nie, idą, bo wiedzą, że przy mnie mogą się obłowić", tak król streszcza kardynałowi źródło swojego autorytetu wśród wojska.

      Następna jest Florencja. Borgowie są w panice, nie wiedzą, co Florentczycy zamierzają zrobić, poddadzą się, będą się bić z Francuzami ?

      Rodrigo alias Papa zbiera kardynalską brać i próbuje przeforosować swój pomysł, co by Florencję, w całości... ekskomunikować, w przypadku gdyby nie podjęła walki z Francuzami :]
      Tylko kardynał Sforza podnosi rękę, a i to nie jest głos "za", a wyłącznie, jak się okaże, prośba o to, żeby Papa zastanowił się jeszcze parę razy zanim zaproponuje takie rozwiązanie. Zatem, Rodrigo przegrywa w tej sprawie.

      Kardynał Della Rovere, wstrząśnięty obrazkami z rzei w Lucco, przekonuje krola francuskiego, zeby mu pozwolił pojechać do Florencji przodem, zanim dotrze tam wojsko i zaapelować do zdrowego rozsądku rządzących nim. Spotyka się z przedstawicielem wszystkich rodzin florenckich i z Machiavellim. Rozmowa jest krótka, Florencja przyjmuje wszystkie warunki Francji i odpuszcza sobie walkę za Neapol i papiestwo w Rzymie. Warunki są zaś takie, że Florencja ma ugościć wojsko francuskie i dopłacić 400 tysięcy dukatów, co lekko wkurza negocjatorów, bo to oznacza, że nie dośc, iż wpuszczą Francuzów do domu, to jeszcze im za to muszą zapłaciź. Ale... co mają do wyboru ? Rzeź i mordobicie. Żaden wybór dla racjonalnie kalkujących florentczyków. Macchiavelli nie może powstrzymać się od paru gorzkich uwag nt. Della Rovere, m.in ironicznie chwali jego "zmysł taktyczny".

      Kiedy pod bramą wjazdową do miasta pojawiają się francuskie wojska, na czele z Karolem, wita ich orszak florencki. Brama jest otwarta, a Macchiavelli [świetna aktorska twarz] wdaje się z krótką rozmowę z królem : najpierw wita jego i wojsko w "gościnnych prograch" miasta, a potem, kiedy Karol nie może wjechać, bo grot wyprostowanej lancy w jego ręku zachacza o podniesioną bramę, Machaivelli sugeruje mu, żeby opuścił lancę w dół - król tak robi, ale Machiavelli dodaje,że zrobiłby jeszcze lepiej, gdyby lancę odwrócił grotem w tył, wtedy "nie będzie to wyglądało, jakby wjeżdzał do Florencji, jako najeźdzca, a raczej jako gość". Król chwilę duma, a potem robi dokładnie tak, jak mu poradzono.

      W Neapolu umiera stary król. Tron zostaje pusty, a synalek, dotąd wesołek i cwaniak, zaczyna płakać, bo wie, ze zbliża się potęga francuska, a on nie wie, co ma robić... z tego, co bełkoce do siebie wynika, że rozważa ucieczkę.

      Rodrigo wzywa na naradę Cesare, bo sytuacja zaczyna cuchnąć. Karol weźmie Neapol, ale nie oszczędzi Rzymu, będzie chciał obalić papiestwo Borgiów, a zatem : Rzym albo stanie do walki, albo Borgiowie powinni także wiać w te pędy. A może jakiś ukladzik z królem ? Tylko jaki ?

      Na razie, Rodrigo bierze się za liczenie wojska, które ma do ewentualnej dyspozycji. Cesare namawia go, żeby to jemu powierzył dowództwo nad armią, ale Rodrigo stawia jednak na Juana. Juana, który w czasie, gdy ważą się losy Rzymu i porządku politycznego w całej Italii, zabawia się z Sanchą, która przed chwilą poślubiła jego 13-letniego brata.

      Borgiowie nie wiedzą jeszcze, ze Florencja nie podjęła walki, ale biorą taką możliwość pod uwagę. Zamiast czekać na wieści, Rodrigo postanawia sprawdzić, czy inni sojusznicy są mu lojalni. Wysyła swoją kochankę, Giulię Farnese, do męza Lukrecji Giovanniego Sforzy, żeby sprawdziła, czy sojusz przez małżeństwo zawarty - trzyma się i obowiązuje.

      Giulia w pałacu Sforzy spotyka się z samym Giovannim i z jego siostrą, Katarzyną [dośc kostyczna brunetka]. Wypytuje ich o plany i doznaje zawodu, kiedy oboje informują ją, że
      ich wojska nie przystąpią do walki. Rzym zostanie więc sam, o ile Neapol nie pomoże.
      Sojusz, dla którego Rodrigo poświęcił cnotę Lukrecji - okazał się palcem na wodzie pisany.

      a właśnie - Lukrecja. Romansuje ona w najlepsze z parobkiem Paolo, ale mąż, Giovanni, powoli zaczyna wracać do formy. Co ciekawe, fakt że Lukrecja zajmowała się nim z oddaniem w czasie, gdy leczył złamaną nogę - zmienia jego stosunek do niej, staje się dla niej cieplejszy znacznie. zaczyna "zapominać, ze pochodzi ona z rodu Borgiów", co widocznie dla Sforzy początkowo miało decydujące znaczenie i stąd traktował ją tak obcesowo.

      Giovanni wydobrzał na tyle, ze wspomina o seksie. LUkrecja na to nie ma ochoty, więc zastawia kolejną pułapkę na mężula. Tym razem w sypialni wylewa na posadzkę wodę z miednicy. sama kladzie się na łózku w prowokującej pozie, tak żeby mąz nie patrzył pod nogi, kiedy będzie szedł... i oczywiście kończy się to dla niego poślizgnięciem i cięzkim upadkiem. Z seksu nici, ku zadowoleniu Lukrecji.

      Giulia po zmyciu jej głowy przez Sforzów spotyka się z Lukrecją, a ta skarży się jej na to, ze czuje się gorzej, miewa wymioty i inne takie... O ile Lukrecja niepokoi się, ze być może dopadła ją malaria, Giulia nie ma wątpliwości i komunikuje Lukrecji, że to nie malaria, Lukrecja zaś spodziewa się dziecka. Ciekawe, czyjego ? Męza czy parobczaka ? :]

      Wcześniej, w początkowej fazie odcinka Lukrecja miała też spotkanie z Cesare. Nie ukrywa przed nim, że Sforza traktuje [ował ?] ją niezbyt szlachetnie, Cesare to wnerwia, sugeruje,ze pójdzie nakopać mu w szmaty, ale Lukrecja go powstrzymuje. Cesare na to, żeby go zostawiła, ale ona - że nie, bo "to jej mąż". Robi się zabawnie, bo o ile przed kontuzją Sforza nie miałby nic przeciwko, żeby żona odeszła od niego, to teraz jej nie puści, gdyby ewentualnie odejśc chciała, a ciąza może być dobrym ku temu powodem. O ile oczywiście urodzi się malec z twarzy podobny do zupełnie nikogo, poza... stajennym ;]

      związek Cesare z żoną barona, którego ubił, leży i kwiczy. Ursula poszła do klasztoru, siedzi teraz w celi zakonnej, modli się, i jest "mniszką Martą". Cesare odwiedza ją tam, próbuje rozmawiać, ale ona go odrzuca, nawija o tym, ze "teraz tylko z Bogiem jest zwiążana", co Cesare kwituje sarkastycznym : "no to mam następnego konkurenta... i nawet zabić go nie mogę". Generalnie, sprawa wygląda kiepsko, babka jest w nastroju pokutnym, nie pozwala się nawet palcem dotknąć. Cesare wychodzi z jej celi ciut podłamany.

      Zaś papa Rodrigo w obliczu katastrofy, najpierw idzie do łózka z Giulią, która lojalnie uprzedza go, ze ma okres i że to "seks w takich warunkach określany bywa jako nieczysty [dla mężczyzny]", ale Rodrigo jest postępowym facetem.

      Potem zaś, papież odwiedza swojego ulubionego, od kiedy złożył śluby jako prosty ksiadz, spowiednika. Staruszka z siwą brodą, który "zawsze umiał sprawić, ze wychodziłem z konfesjonału radosny i świeży, pełen entuzjazmu i wiary". Papa zwierza mu się, ze narobił od kija głupstw i grzechów nazbierał cały wór.
      • grek.grek BOrgiowie odcinek 7 22.10.12, 11:52
        i że w momencie ma problem z podjęciem decyzji - co robić w obliczu zagrożenia.
        Dziadek go uspokaja "Bóg cię widzi, będzie z tobą, módl się, a pomoże ci wybrać
        właściwą drogę" - cóż, rady za 3,50 plus vat, ale z drugiej strony... cóż mu starszy
        pan innego miał powiedzieć ? :]

        dobry odcinek, jak na serial - imponujące sceny batalistyczne, dużo statystów w strojach
        wojskowych, dynamiczna, ostra, świetnie nakręcona sekwencja ataku Francuzów na
        Lucco.

        aktorzy są znakomicie, casting był mistrzowski, twarze są dobrane perfekcyjnie, a do tego
        po prostu umieją grać, przynajmniej na moje odczucie poczynione okiem laika :]

        • barbasia1 Re: BOrgiowie odcinek 7 22.10.12, 23:21
          Świetny odcinek, to prawda. :)

          Król Francji Karol , najeźdźca ,wyczytałam, zostanie ostatecznie pokonany i wyparty z Włoch, co jeszcze wzmocni pozycję papy Borgii. A jak do tego dojdzie pokażą pewnie kolejne odcinki...

          Pomysł Lukrecji na uniknięcie seksu z mężem oryginalny acz wysoce ryzykowny. ;))

          Dzięki! Pięknie opowiedziane! Dobrej nocy! :)))
          • grek.grek Re: BOrgiowie odcinek 7 23.10.12, 13:05
            hoho, ciekawe jak tego dokonają ?
            zamodlą go naśmierć ? ;]
            albo mu armaty podwędzą, hehe.
            mam nadzieję, że prawda historyczna ujrzy światło dzienne w tych
            pozostałych 2 odcinkach, bo nie wiadomo, kiedy ewentualna 2 seria
            się zdarzy.

            hehe, to prawda :]
            wiesz, grunt, że fortel okazał się skuteczny.

            cała przyjemność po mojej stronie,
            udanego dnia, Barbasiu :]
            • barbasia1 Re: BOrgiowie odc. 7/ Dynastia Tudorów II 7 i 8 23.10.12, 15:11
              > zamodlą go naśmierć ? ;]
              He,he,he :)

              Tego to już nie wyczytałam, nawet nie szukałam, tego dowiemy się z serialu.
              Jeszcze tylko dwa odcinki? Szkoda.

              (Chyba Borgia sprzymierzy się przeciwko Francuzom z rodzimą Hiszpanią )

              Seria 2 w Stanach miała premierę niedawno, przed wakacjami, właśnie, ciekawe, kiedy Czesi ją pokażą . W produkcji jest już seria 3., na maj 2013 zaplanowana jest premiera w Stanach.

              hahaha :)
              Że człowiek uszedł z życiem, na tej kamiennej posadzce to cud. ;))

              Dobrego dnia, Greku! Witaj! :)

              A ja pozazdrościłam Ci historycznych klimatów i od ubiegłego tygodnia oglądam "Dynastię Tudorów 2. sezon, wczoraj oglądałam 8 odcinek, o całkiem niezłej porze jest pokazywany w Jedynce (dopiero teraz się zorientowałam ) - 23.05.

              Król Henryk jest żonaty z Anna Boleyn, mają córkę Elżbietę, ślub oczywiście nie został uznany przez papieża, ale szczęśliwie po kilku latach pierwsza żona Henryka królowa Katarzyna zmarła (7. odcinek) i Anna Boleyn stała się prawowitą żoną , oczekuje drugiego dziecka, upragnionego przez króla syna , następcy tronu.

              Ale na horyzoncie pojawia się już piękna blondwłosa Jane Seymour.Henryk poznaje ją, kiedy po polowaniu zatrzymuje się w posiadłości hrabiego Seymoura. Król poleca ojcu aby wysłał dziewczynę na jego dwór. I tak piękna Jane zostaje dwórką, król zaczyna z nią flirtować, okazywać jej względy. Podczas turnieju rycerskiego któl walczy w jej imieniu i z jej wstążką na sercu! Nietstey turniej na kopie dla króla kończy się bardzo źle, zostaje strącony z konia , traci przytomność na długa chwilę (wszyscy są przekonani, że już koniec z królem / oprócz widzów, wiemy, że jeszcze kilka zon przed nim ;), odnawia mu się kontuzja w nodze.

              A Jane robi maślane oczy do króla, ale zgodnie z zaleceniami ojca i brata ( którzy już węszą przyszłe wpływy u króla) broni cnoty jak niepodległości, odrzuca prezent od Henruka, sakiewkę pełną złota , odpowiadając królowi, że taki prezent powinien jej wręczyć w dniu ślubu. A Henrykowi działa coraz bardziej na zmysły działa niedostępność panny.

              Pewnego dnia król zwabia Jane do swego gabinetu, tam się całują, widzi to Anna Boleyn, która niespodziewanie wchodzi do króla. Dostaje szału, krzyczy, rozpacza, wkrótce traci ciąże. upragnionego syna, właściwie nie wiadomo czy był to syn, nie było mowy o płci dziecka. W każdym razie król jest wściekły. Wini Anne, Anna wini Henryka.

              :)
              • barbasia1 Re: BOrgiowie odc. 7/ Dynastia Tudorów II 7 i 8 23.10.12, 15:28
                Pewnego dnia król zwabia Jane do swego gabinetu, tam dziewczyna siada mu na kolanach i całują się, widzi to Anna Boleyn, która niespodziewanie wchodzi do króla. Dostaje szału, krzyczy, rozpacza, wkrótce traci ciąże (w wyniku nadmiernych emocji po wypadku króla na trunieju i na widok panny Seymour siedzącej królowi na kolanach), upragnionego syna, właściwie nie wiadomo czy był to syn , nie było mowy o płci dziecka. W każdym razie król jest wściekły. Wini Anne, Anna wini Henryka.

                Sakiewka z pieniędzmi, którą dostała Jane Seymour wraz z listem od króla, była formą zapłaty za usługi, które Jane miała mu wkrótce wyświadczyć w jego sypialni (tak sobie Henryk kombinował). Jednak (w filmie) Jane ucałowała tylko kopertę i powiedziała do posłańca, iż "honor to jedyna rzecz, której będzie broniła nawet za cenę śmierci, a jeżeli król pragnie ją wynagrodzić, niech zrobi to po jej ślubie". (cytat za wiki)


                Ojciec Jane był sir-em.

                :)
              • grek.grek Re: BOrgiowie odc. 7/ Dynastia Tudorów II 7 i 8 24.10.12, 13:16
                ano tak wychodzi, obliczono ten 1 sezon na 9 odcinków.

                o, skoro w Stanach niedawno, to myślę, że na wiosnę Czesi powinni
                tę 2 serię wrzucić.
                W międzyczasie dadzą powtórkę pierwszej, hehe.

                hehe, wszyscy zadowoleni : on uszedł z życiem, ona... też uszła ;]

                o, to możliwy scenariusz, sojusz z Hiszpanią, tylko na razie Francuzi prą
                szybko i zdecydowanie, musiałoby to się ekspresowo potoczyć ze strony Borgiów.
                [zabawne, że mówimy sobie tutaj o faktach historycznych tonem przewidywania
                scenariusza serialowego, hehe]

                a pamiętam dobrze, wspomniałaś już kiedyś o "TUdorach" i kreśliłaś portret tego serialu
                i bohaterów.
                dzięki Ci za to barwne streszczenie ["jeszcze kilka żon przed nim", hehe].
                Jak widzę i tutaj seks i gry towarzyskie są w centrum fabuły, no i interesa, w tym
                przypadku facetów "węszących wpływy" zza sukienki spokrewionej z nimi kobiety.
                Czas płynie, jazda na oklep na dinozaurze została zastąpiona jazdą konną, a ostatnio
                samochodami, a tutaj nic się nie zmienia :]



    • siostra.bronte "Zaliczenie" 22.10.12, 15:11
      Jutro w Kulturze, o 17.40, dosyć wcześnie, więc zapowiadam już dziś.
      Krótki film Zanussiego z 1968 r. Ciekawe uzupełnienie jego przeglądu w Tvp Polonia.
      Student (Daniel Olbrychski) nie przystąpił do ważnego egzaminu, nie pamiętam już dlaczego. Bez tego zaliczenia zostanie skreślony z listy studentów.
      Zdesperowany idzie do domu profesora (sugestywny Aleksander Bardini), aby prosić go o odpytanie. Między tą dwójką zacznie się psychologiczna gra...
      Krótki film, ale daje do myślenia. Polecam :)
      • barbasia1 Re: "Zaliczenie" 22.10.12, 15:18
        Postaram się zaliczyć jutro "Zaliczenie".


        :)
        • siostra.bronte Re: "Zaliczenie" 22.10.12, 15:37
          Haha :)
          • barbasia1 Re: "Zaliczenie" (1968) 24.10.12, 18:57
            "Zaliczenie" Zanussiego to naprawdę dobra rzecz.

            Student (znakomity młody Olbrychski) nie przystąpił do egzaminu z fizyki (PS Zanussi studiował fizykę na UW) , ponieważ, jak się tłumaczył profesorowi, w czasie sesji chorował, "coś płucami, ciężki stan nerwów". ;)

            Od tego zaliczenia zależą dalsze studia, gdyż już rok raz zawalił.Jak teraz nie dostanie zaliczenia na 4. semestr zostanie skreślony z listy studentów. Decyzje o przeegzaminowania dziekan postawił profesorowi. W jego rękach i łaskawości spoczywa los studenciny lekkoducha.

            Student otrzymuje szansę, profesor zgadza się go przepytać, daje mu do rozwiązania zadanie z podręcznika zadań do fizyki, który stoi w gabinecie na półce pełnej książek, podaje na tablicy jeden z potrzebnych wzorów, na wszelki wypadek, po czym nastawia czasomierz na 10 minut i ... wychodzi do ogrodu.

            Studentowi przychodzi w pierwszej chwili na myśl, by przestawić czasomierz, ale ponieważ nie potrafi, zostawia go i zaczyna głowić się nad zadaniem. Poci się nad kartką, ale w końcu wdaje się, że wie jak ma rozwiązać zadanie, podchodzi trochę do tablicy i zapisuje na niej rozwiązanie, różne równania, w których "podstawia, przestawia", aż dochodzi do do momentu, kiedy ma napisać końcowy wynik. Student nie jest jednak jego pewien, więc postanawia pod nieobecność profesora szybko zajrzeć do książki, do klucza, po czym przepisuje rozwiązanie z klucza. Zadowolony czeka na profesora przy tablicy...

            cdn.



            Jeśli nie chcecie czekać na mój ciąg dalszy możecie obejrzeć film (półgodzinna miniatura) na youtube:

            cz.1.
            www.youtube.com/watch?v=pjaxhYL-tz8&feature=relmfu
            :)
            • siostra.bronte Re: "Zaliczenie" (1968) 24.10.12, 20:18
              Cieszę się, że Ci się podobało :)
              Widziałam ten filmik ze sto lat temu, ale pamiętam go do tej pory. Świetne, zaskakujące zakończenie. Długo się potem zastanawiałam, dlaczego profesor tak postąpił :)
              • pani_lovett Re: "Zaliczenie" (1968) 26.10.12, 19:11
                Witaj, Bronte, to ja barbasia1, na wszelki wypadek przypomnę. :)

                Myślę, że to jedne z lepszych filmów Zanussiego.
                Nieprzegadany nadmiernie.

                A ja czułam, że profesor da ostatecznie zaliczenie studentowi. I że tak to się właśnie skończy, że student zorientuje się dopiero po wyjściu od profesora, że ma zaliczenie.

                Być może mądry i wyrozumiały dla durnej młodości profesor uznał, że nauczka, którą dał studentowi jest wystarczająca i że nie pójdzie ona w las i postanowił mu dać ostatnią szansę.

                :)


      • dona.a Re: "Zaliczenie" 22.10.12, 19:13
        siostra.bronte napisała:

        > Jutro w Kulturze, o 17.40, dosyć wcześnie, więc zapowiadam już dziś.
        > Krótki film Zanussiego z 1968 r.

        Dzięęęki:)
        • siostra.bronte Re: "Zaliczenie" 22.10.12, 22:11
          Nie ma za co :)
      • pepsic Re: "Zaliczenie" 22.10.12, 19:26
        Niestety beze mnie. Będę musiała opuścić Was na chwil kilka. Jutro postaram się jeszcze odezwać.
    • siostra.bronte "Psychoza" 22.10.12, 22:29
      Właśnie obejrzałam ten film, po raz n-ty, w Ale kino. Po prostu mistrzostwo.
      Cytat, który pozostaje w pamięci : "Wszyscy jesteśmy uwięzieni we własnych pułapkach, ale nikt nie jest w stanie się wydostać. [...]. Ja urodziłem się w mojej i już nawet się nie buntuję" (Norman Bates - Anthony Perkins).
      • grek.grek Re: "Psychoza" 23.10.12, 13:32
        ambitnie :]

        ja wczoraj przypomniałem sobie "8 milę" w TVN7.
        [żeby nie dublować, ośmielę się posłużyć własną wersją spojlera :
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98620263,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html
        z vol 2... hehe.
        • grek.grek Re: "Psychoza" 23.10.12, 13:42
          [fatalny ten mój opis i cała reszta, za dużo przecinków i w ogóle ;);
          połowę bym wykosił]

          [portret środowiska hiphopowego - jest dobry, właściwy, należyty; to do
          poprawki po wczorajszym zrepetowaniu]
          • barbasia1 Re: "Psychoza" 23.10.12, 16:01
            Nie narzekaj1 Dobry opis.

            W drugim życiu poprawisz. ;)

            A ja "Dynastę Tudorów" 2. sezon oglądałam wczoraj , co zrelacjonowałam wyżej ...

            "Psychozą" niegdyś omawialiśmy wspólnie tu ...
            :)
            • grek.grek Re: "Psychoza" 24.10.12, 13:24
              uff :]
              [zmieniłbym wiele]

              haha :]
              do 21.12.2012 mam czasu jeszcze trochę, heh.
              chyba, że ostatecznie odwołali.... event :]

              czytałem z ciekawością.

              a wiesz, że jakby pokazali Psychozę w tiwi, to bym chętnie zobaczył...
              Nie wiem, jakiś taki jesienny jest to film. MOże jak większość thrillerów ?
              jakoś tak pasują mi do jesieni, ale takiej brzydszej/"brzydszej" -
              wiesz, na zewnątrz pada, słota i liście przyczepiające sie do butów, a
              w środku : odpalasz sobie taki dreszczowiec, popijasz, podjadasz... jakoś
              wtedy dopiero zaczyna to mieć odpowiednią oprawę.

              btw, nowego Bonda premierowo odpalili :]
              niebawem rzucą pierwsze recenzje, a sądząc po tym, jak go reklamowano od
              pół roku, pewnie w trzy dni zwrócą się koszta - ludzkośc pewnie nogami już
              przebiera, zeby to cacko obejrzeć ;]

              aha, słuchaj, słuchajcie, w piątek TVN daje "Wyspę tajemnic" - hicior ad 2010.

              ktoś w TVN zdecydował, zeby w piątki puszczać naprawdę dobre filmy.
              Najpierw Sherlock, teraz Wyspa, kurde balans... KOcham Kino zaczyna mieć
              konkurencję :]
              • siostra.bronte Re: "Psychoza" 24.10.12, 15:25
                Tak, thrillery pasują do jesieni :)
                Sprawdziłam, że "Wyspa tajemnic" to znowu kolubryna trwająca aż do 1.00! Nie wiem czy dam radę. Film jest na pewno ciekawy, ale Di Caprio to jeden z nielicznych aktorów, którzy mnie zniechęcają do oglądania.
                • barbasia1 Re: "Psychoza" 24.10.12, 19:02
                  > Sprawdziłam, że "Wyspa tajemnic" to znowu kolubryna trwająca aż do 1.00! Nie wi
                  > em czy dam radę.

                  Ożeż! Do pierwszej też nie dotrwam. Trzeba będzie poprosić Greka, by opowiedział nam zakończenie.

                  Nic nie wiem na temat "Wyspy tajemnic"!?

                  • siostra.bronte Re: "Psychoza" 24.10.12, 19:28
                    Z tego co pamiętam to film Martina Scorsese. Thriller, który rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym dla przestępców.
                    • barbasia1 Re: "Psychoza" 24.10.12, 19:36
                      Dzięki. Ale chyba nic nie wiem na temat tego filmu ...

                      :)
                      • siostra.bronte Re: "Psychoza" 24.10.12, 19:38
                        Faktycznie, jakoś tak przeszedł bez większego echa :)
                • grek.grek Re: "Psychoza" 25.10.12, 13:04
                  i to takiej... "zgniłej" ;]

                  o kurdesz, rzeczywiście.
                  nie wiem tylko, po jakiego grzyba startują z tym filmem 22:25, a nie
                  o ósmej ? czyżby byl "drastyczny" ? Nie wierzę, żeby TVN bał się
                  drastycznych scen, skoro pokazuje takie programy jak Kulinarne Rewolucje,
                  Perfekcyjna Pani Domu czy, od pewnego czasu, Kuba Wojewódzki Szoł...

                  o, a cóż to zniechęciło Cię do Leona, Siostro ? :]
                  • siostra.bronte Re: "Psychoza" 25.10.12, 13:48
                    Hehehe :)
                    Gdyby nie te reklamy to całość nie byłaby taka długa. Jednak lepiej ogląda się filmy w stacjach niekomercyjnych.

                    Co do Leonarda, to po prosty nigdy mi się nie podobał jako aktor. Nie przekonuje mnie.
                    Ja lubię aktorów, którzy mają w sobie jakąś tajemnicę. Już sama ich obecność na ekranie elektryzuje :) Przykłady? Gary Oldman, Gabriel Byrne...
                    Leonardo sprawia wrażenie niezbyt interesującego człowieka. Moim zdaniem. No i na koniec, nie podoba mi się jako mężczyzna, chociaż u aktora to akurat nie jest takie ważne. Nigdy nie rozumiałam dlaczego panie tak się nim zachwycają (podobnie w przypadku Brada Pitta czy Johnny'ego Deppa) :)
                    • grek.grek Re: "Psychoza" 26.10.12, 14:28
                      bezapelacyjnie.
                      [stąd wolę nagrywać filmy, a potem oglądać przewijając reklamy]

                      wiesz, Leon się rozwija, może jak mu się rysy wyostrzą, a męskość
                      zarysuje bruzdą czoło - zyska u Ciebie choć trochę akceptacji ? :]

                      ja tego Deppa też nie rozumiem.
                      może dlatego, bo się nie znam na męskiej urodzie, a może dlatego, że
                      ciągle czytam "jaki ten Depp jest seksowny"... Tak patrzę, spinam się
                      w sobie, próbuję wejśc w kobietę... to znaczy : w stan umysłu i libido kobiety ;],
                      wytęzam wszystkie siły i... no i nie wiem, w którym miejscu ten Depp
                      jest "seksowny" :]



                      • siostra.bronte Re: "Psychoza" 26.10.12, 14:52
                        Ale Leo już ma pod czterdziestkę i fizycznie się zmienił, ale to nic daje. Może za 20 lat? :)
                        Hehe, widzę że naprawdę się starałeś zrozumieć fenomen Deppa :)
              • barbasia1 Re: "Psychoza" i inne 24.10.12, 19:32
                Kiedyś może poprawisz.
                A mnie się wszystko podoba.

                Dostałam poufną wiadomość z wiarygodnego źródła, że odwołano koniec świata. Jeszcze się trochę razem pomęczymy na tym łez padole. Cieszysz się? :)) To znaczy, razem, ale osobno, oczywiście. ;))

                Pięknie dziękuję. :)


                Szalenie lubię Daniela Craiga, ale na najnowszego Bonda raczej nie przyciągnie mnie do kina. Przed momentem, pod koniec Panoramy wrzucono migawkę ze światowej premiery "Skyfall" w Wielkiej Brytfanii, Brytanii z udziałem licznie zaproszonych gości z wyższych sfer, w tym następcy Jej Królewskiej Mości, który gratulował Agentowi 007.

                Już raczej wolałabym zobaczyć polską "Obławę" , sporo dobrego o tym filmie słyszałam /później poszukam recenzji/. A Ty Greku, a Wy coś czytaliście na temat "Obławy"?

                > aha, słuchaj, słuchajcie, w piątek TVN daje "Wyspę tajemnic" - hicior ad 2010.
                Postaramy się obejrzeć. Bronte mówi, że film trwa aż do pierwszej w nocy, ja i Bronte czujemy w kościach, że nie dotrwamy do końca wspomożesz nas zakończeniem, Greku?

                Świetnie!
                Dobrze, że nie w czwartek tylko w piątek te filmy pokazują! :)

                Komentarz na temat Sherlocka!!! Pamiętam!

                :)

                • siostra.bronte Re: "Psychoza" i inne 24.10.12, 19:42
                  Delikatnie przypominam, że swego czasu miałaś skomentować "W poszukiwaniu idealnego kochanka" :))
                  • barbasia1 Re: "Psychoza" i inne 24.10.12, 21:50
                    Tak, pamiętam o tym filmie! Nie nadążam z odpowiedziami, przepraszam, heh.

                • grek.grek Re: "Psychoza" i inne 25.10.12, 13:14
                  hehe, pewnie że się cieszę, chociaż z drugiej strony, kupiłem już popcorn i colę i
                  nawet fotel nowy, żeby to widowisko obejrzeć... A tu taki zawód... ;]

                  phroszę bahdzo :]

                  o, czytałem coś o "OBławie", II wś, partyzant leśny i jednocześnie egzekutor zabijający
                  kolaborantów - własnie ma zlikwidować jakiegoś swojego dawnego znajomego, z dodatkowo
                  traci cały oddział kolegów z lasu i musi dojśc, kto ich wsypał i umożliwił Niemcom zliokalizowanie i wykoszenie ich. Tyle wiem z opisów.
                  Rzeczywistość surowa, bez upiększeń, ponoć świetny Dorociński i Stuhr Jr niezgorszy.

                  swoją drogą, pchają tego Dorocińskiego już wszędzie.
                  Przed chwilą była "RÓza", też w poetyce czasów wojennych...

                  Miło, że gra kolejne świetne role, ale jeszcze ze dwie w takim emploi i
                  przepadnie mu jakaś naprawdę wybitna kreacja, do której nie zostanie
                  poproszony z powodu zmęczenia jego twarzą widzów i obawy reżyserów i
                  producentów, że nie będzie dość wiarygodny z tego powodu.

                  o właśnie, hehe :]
                  i dobrze, że TVN raczej pokazuje kino rozrywkowe, sensacje, thrillery, a
                  Kocham Kino celuje jednak w rzeczy obyczajowe, psychologiczne, dramaty etc.
                  Dzięki temu się uzupełniają ciekawie, nie sądzisz ?

                  orajt :]
    • grek.grek "Californication 5, odc 4 24.10.12, 11:50
      orajt, seks, seks, seks i... jeszcze więcej seksu, w tym odcinku :]
      [ktoś powiedział : "jak zwykle" ? ;)]

      Hank ma pecha. Niby wiadomo, ale teraz ma prawdziwego pecha...
      Dostaje esemesa od Carrie, tej swojej eks-dziewczyny, którą zostawił w Nowym Jorku
      [odc 1], po krępującej scenie jaką mu zafundowała w restauracji, a która to potem
      próbowała się z nim skontaktować, ale Moody był "nieuchwytny". Trudno, żeby było
      inaczej, skoro Carrie potrafiła mu... spalić mieszkanie, w napadzie złości. TEraz to
      doppiero wychodzi na jaw.

      Teraz mu esemesuje i... już tylko Charlie zdązy zażartować "jakby przyjechała tutaj, to
      mogłaby, ja wiem ?.. pozabijać Karen i Beccę ?", kiedy rozlegnie się dzwonek do drzwi,
      Hank otworzy, a tam stać będzie... właśnie owa Carrie. Namierzyła jakoś Hanka w tym
      całym LA, z tego co zrozumiałem : z pomocą telefonu czy innego urządzenia z dziedziny zaawansowanej technologii ;]

      Trudno się oprzeć, mnie było, wrażeniu, ze serialowy Moody musiał być naprawde w kryzysie,
      skoro zaczepił się z taką kobietą : jakaś taka hałaśliwa, niedyskretna, zadbana, ale o dość lisim typie urody... generalnie - jedyna jej zaleta, to seksualne wyemancypowanie i otwartość. Jak powiada "każdy seks z Hankiem, to 7 lat więcej życia [dla niej]". Czy to dziwne, ze Hank czuje się sprowadzony do roli samobieżnej erekcji ? :]

      Co gorsza, przyjechała w dobrym nastroju, co zwiastuje dla Hanka same kłopoty. Najpierw ofk muszą mieć, co ? bingo, seks :] I to nie tylko. Carrie wspomina o tym, ze mogliby A po seksie oraz licznych komplementach od niej dla Hanka, do drzwi stukają Becca i Karen z zaproszeniem na śniadanie. Hank chce z nimi wyjśc od razu, w samych gaciach, robiąc co się da, żeby nie spotkały się z Carrie, ale na próżno - Carrie się pojawia w polu widzenia i Hank chcąc nie chcąc musi ją przedstawić. KOniec końców, dostają oboje zaproszenie na kolację w domu Karen i Richarda, tego jej męza czy nowego faceta - kimkolwiek on dla niej jest; powodem jubla jest wydanie nowej powieści Richarda, przez Stuarta, faceta Marcy. Moody szczęśliwy nie jest, ale cóż, jak sobie pościelił, tak się będzie wysypiał.

      Pierwszy zjawia się Hank z Carrie. ma z nią spore problemy, kiedy ciągle jeszcze w samochodzie, przed domem Karen ona zaczyna mu się z nosem pchać do rozporka.
      Na powitanie wychodzi Richard, widząc co się dzieje daje Hankowi znaki, klasycznym gestem
      "good luck", popartym wygibasem pseudogimnastycznym; po chwili zjawia się Stuart [z Marcy]
      i on też gratuluje Hankowi ;]

      A potem - stół, 6 osób, i wisząca w powietrzy awantura, bo jak jest Moody to pewne jak amen w pacierzu.

      Rozmowa schodzi na temat... zgadniecie ? seksu, ktoś powiedział ? :] Brawo.

      Seks na ustach wszystkich. Oprócz Hanka.Bo on tego słucha z miną cierpiętnika. Najchętniej by uciekł. Ale nie ma jak i dokąd.

      Richard zwierza się, ze praktykuje seks tantryczny i, ciekawostka, "od 14 lat nie miał widocznego orgazmu", bo "[u niego] wszystko odbywa się w środku". Tutaj Hank się wręcz krzywi z niesmakiem. A że Richard nie omieszka dodać, że ten seks praktykuje razem z Karen, to Hank nie może się powstrzymać przed zjadliwymi komentarzami. Na drugą nogę przykładają Stuart z Marcy, którzy do seksu wykorzystują rozmaite "zabawki z nocnej szafki", a Marcy nie potrafi sobie odmówić, żeby nie dowalić Łysemu - że "za czasów bycia z Charlie'em zabawki były dla mnie codziennością, z okazji jego sprinterskich talentów". Hank staje w obronie kumpla "hej, nie ma go tutaj, nie moze się bronić, więc daruj sobie". Generalnie, atmosfera gęstnieje, a do tego jeszcze nie zdązyła zabrać głosu Carrie... Kolejne wykłady Stuarta i Richarda dowodzić mają tego, ze "seks analny to dowód na trwałośc związku, na zaufanie i prawdziwą wspólnotę dusz"... Hank ledwie wytrzymuje, bo co Richard nie powie o seksie, to jemu się wyświetlać musi, że gośc niechybnie praktykuje je z Karen. Zwłaszcza, ze Karen się zagadkowo uśmiecha i bawi włosami. Moody próbuje uciąć tę całą dyskusję "o czym wy mówicie, seks ma początek, środek i koniec, nie ma w nim żadnych tajemnic i dziwactw" - Hank erotoman-konserwatysta ? :]

      Wreszcie głos zabiera Carrie, chwali Hanka, znów nawija o tych "plus 7 latach życia za każdy numer z Hankiem"... niby jest dobrze. Wtedy pojawia się Becca. Hank przyjmuje jej wejście z okrzykiem ulgi, wreszcie koniec seksu przy stole. MIna mu rzednie, kiedy dowiaduje się, ze Becca była na randce z tym swoim chłopakiem, Tylerem [btw, okazuje się, że w 3 odcinku to Hank kazał Tylerowi powiedzieć Becce, że ją zdradza - Tyler powiedział pokornie {w końcu czarnoskórzy "kumple" Hanka złamali mu nogę), Hank liczył że Becca go porzuci, a tymczasem nie dość, ze się rozbeczała, to jeszcze do niego wróciła]. Hank "wybaczyłaś mu ?", Becca "zgadnij, gdzie się tego nauczyłam ?" i rzuca wymowne spojrzenie na niego i Karen.

      Karen z Hankiem zaczynają nagle wymieniać zdania na temat Beccy, typowa dyskusja "wychowawcza", włącza się Richard, że Becca mieszka teraz z nimi, na co Hank, że to nie zmienia faktu, ze jest "wspólnym dzieckiem" jego i Karen. Słucha tego Carrie, coś w niej wzbiera i znienacka wybucha : rąbie Hankowi prosto w twarz, że "jest zerem", że "jego przyjaciele mają rodziny, szczęście i miłość, a on ma NIC, zero", wstaje od stołu i wyrzuca mu, ze "robiła to z nim analnie i połykała go [mówiłem, ze otwarta bardzo], ale nie może na niego patrzeć" - zabiera sie i wychodzi. Jak ktoś mi powie, o co jej poszło, to będę wdzięczny ;] Serio : chyba dostrzegła, że Hank ciągle ma się ku Karen, że tak naprawdę ona, Carrie, jest mu zupełnie zbyteczna, że on jej nie kocha, ani nie lubi zbytnio nawet, i że "związek oparty na czysto seksualnej podstawie", to fikcja, bo ona chciałby więcej.

      Ląduje więc Hank nocą przed domem Karen, z papierosem w gębie i zadumą na obliczu. Karen podchodzi do niego i rzuca "nieźle ci pojechała, przypomniało mi to nasze << największe hity >>", w czym Hank przyznaje jej rację. I wyznaje, ze... nadal ją kocha. A Karen jemu, że i ona nigdy nie przestanie kochać jego, ale związek między nimi nie jest już możliwy. ani teraz, ani nigdy. A Richard jest dla niej idealnym rozwiązaniem, bo jest fajny gośc, a dodatkowo "rozumie i akceptuje, ze ja ciebie nigdy kochać nie przestanę".

      A Łysy ? :] Łysy próbuje uwieść swoją nową opiekunkę dla syna [poznali się w 2 odc]. Nieskutecznie, ale... ona, wychodząc naprzeciw jego potrzebom... umówiła go ze swoją przyjaciółką. Łysy wybiera się więc na randkę w ciemno. Babka jest niczego sobie, typ bibliotekarki, całkiem ładnej i atrakcyjnej. Trochę wycofanej, ale udaje się im nawiązać rozmowę, znaleźć temat [nowe technologie w służbie korzystania z literatury... uff], a potem... lądują u niej w łózku. I ona mu się zwierza,ze jest dziewicą, ze czekała na właściwego faceta itd. Charlie jest zaskoczony, a już zwłaszcza, kiedy pani dziewica okazuje się być frywolna niezwykle i dość ostro zachęca go, zeby "ją wziął". No to...bierze, cóż poradzić ;] Idzie mu to... jak to jemu - najpierw falstart, potem restart, a po kilkunastu sekundach - kaniec filma, i to mimo [albo może... z powodu ? :), chociaż Łysy "sprinterem" był zawsze] jej prowokacyjnych wrzasków i pohukiwań. "I co, już ?", rzuca ona, Łysy, przepraszająco "niestety...", na co ona... w płacz :]]

      I tak to było.

      Jest nieźle. zostawiając poza konkurencją 1 & ew. 2 serię - powiedziałbym, że nawet bardzo
      nieźle.

      jak zawsze świetny soundtrack, serie są lepsze i gorsze, tak samo jak poszczególne odcinki, ale muzyka zawsze prima sort i świetnie dobrana do okoliczności. Nie wiem, czy te same kawałki bez filmowego podkładu i momentów, w ktorych się pojawiają - odnoszą ten sam skutek. MOże niekoniecznie, nawet jesli zawsze do dyspozycji pozostaje własna wyobraźnia pamięciowa :]

      • barbasia1 Re: "Californication 5, odc 4 24.10.12, 22:14
        >[ktoś powiedział : "jak zwykle" ? ;)]

        To ja powiedziałam. ;)

        >Carrie potrafiła mu... spalić mieszkanie
        Nie dziwi mnie to. Odrzucona kobieta zdolna jest do wszystkiego. ;)

        Dzięki. :)))
        • grek.grek Re: "Californication 5, odc 4 25.10.12, 13:19
          haha, i miałaś rację :]

          powiało grozą ;]]

          cała przyjemnośc po mojej stronie, hehe, jeszcze 2/3 tego sezonu przed nami.
          • barbasia1 Re: "Californication 5, odc 4 25.10.12, 19:52
            Miałam, rację ja, koneserka californijskiego świntuszenia, ha,ha! ;))

            Nooo! ;)))

            Dobrze.

            :)
            • grek.grek Re: "Californication 5, odc 4 26.10.12, 14:29
              hehehe :]
      • lokart5151 Re: "Californication 5, odc 4 26.10.12, 11:28
        Serial jest kapitalny :) Jestem już dużo dużo z przodu, ponieważ nie mogłem się doczekać odcinków w TV :) Mimo tego, że widziałem już te odcinki to jak na trafię w tv na ten serial to nie przełączam kanału :)
        • grek.grek Re: "Californication 5, odc 4 26.10.12, 14:31
          ja mam wlew cykliczny ;]

          jeśli cię najdzie ochota - śmiało, dorzucaj komentarze, własne wrażenia i co tam chcesz.
    • pepsic W kwestii formalnej 24.10.12, 20:49
      Chciałam zameldować, że od jutra mnie nie będzie. Niestety raczej nie obejrzę "Wyspy", nt której dużo dobrego słyszałam, a nawet fragmenty wyhaczyłam, ani czwartkowego KK, tym razem z Kim Basinger. Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło i do zobaczenia za kilka tygodni.
      :)
      • barbasia1 Re: W kwestii formalnej 24.10.12, 21:59
        >do zobaczenia za kilka tygodni.

        "T y g o d n i"?

        8-O

        A co Ty będziesz robić k i l k a t y g o d n i bez nas i bez telewizji?

        Do zobaczenia zatem! Wszystkiego dobrego gdziekolwiek będziesz!
        Czekamy!

        :)
        • pepsic Re: W kwestii formalnej 24.10.12, 22:29
          Będę leniuchować;) Ale nie w buszu, wiec może kawiarenka internetowa jakaś się trafi.
          Dziękuje:)
          • siostra.bronte Re: W kwestii formalnej 24.10.12, 23:08
            Udanego wyjazdu! Na pewno tam będzie cieplej :)
          • barbasia1 Re: W kwestii formalnej 25.10.12, 19:34
            pepsic napisała:

            > Będę leniuchować;) Ale nie w buszu, wiec może kawiarenka internetowa jakaś się trafi.

            :)))!

            Mam nadzieję!
            Odpoczywaj!

            :)

      • grek.grek Re: W kwestii formalnej 25.10.12, 13:16
        Tunezja czy Egipt ? ;]

        whataver, wielu wrażeń życzę, Pepsic.
    • barbasia1 "Wszystko o mojej matce" 1999 24.10.12, 22:16
      Teraz na TVPKultura .

      Bije kolorami po oczach z ekranu ...

      :)
      • pepsic Re: "Wszystko o mojej matce" 1999 24.10.12, 22:29
        U mnie mecz:(
        • siostra.bronte Re: "Wszystko o mojej matce" 1999 24.10.12, 23:09
          Borussia wygrała. Hura!
      • siostra.bronte Re: "Wszystko o mojej matce" 1999 25.10.12, 12:57
        Warto wspomnieć, że jednym z reżyserów, którzy inspirowali Almodovara (także jeżeli chodzi o wyraziste kolory) jest dawny mistrz melodramatu, Douglas Sirk :)
        www.youtube.com/watch?v=drDdBy3loxs
        Niestety, jego filmy są nie do zdobycia.
        • barbasia1 Re: "Wszystko o mojej matce" / Douglas Sirk 25.10.12, 19:48
          Dzięki za cenną informację, Bronte. "All That Heaven Allows" Sirka - ładny fragment !

          Liczę na TVPKulturę, może tu doczekamy się filmów Douglasa Sirka.

          :)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka