Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27)

    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 12.01.13, 16:10
      jestem i ja, w tygodniu Was tylko podczytywalam :)

      No, KK nie ogladalam znow, bo dalam szanse kolejnemu odcinkowi "Body of Proof" (i bardzo mi sie ta "Anatomia zbrodni" podoba). Obejrzalam tez we wtorek pierwszy odcinek innego serialu z Ameryki na TVP1 - "Zemsta" ("Revenge") - da sie poogladac, glownie ze wzgledu na Madeleine Stowe, ktora gra druga glowna role - niekoronowanej krolowej Hamptons, ktora rzadzi niepodzielnie towarzystwem, manipulujac itd. I nagle pojawia jej sie konkurentka w domu obok - jest duzo mlodsza, ale kto wie, czy nie wytrawniejsza w grze? Victoria (M. Stowe) nie wie jednak, ze Emily Thorne przyjechala tu, by sie zemscic za zniszczenie swojego ojca ...
      Obejrzalam tez wczoraj pierwszy odcinek ""Szpiegow w Warszawie" - na poczatku bez wiekszego zainteresowania, ale juz pod koniec bylam 'wciagnieta"" i kupiona, za tydzien tez bede go sledzic.
      I rzucilam okiem, ale na sama koncowke "Mad Menow" - Barbasiu - mozesz mi wyjasnic sprawe tych linii lotniczych??? Bo nie do konca zrozumialam - najpierw Don pozbyl sie klienta z linii lotniczych, potem zas ten mlody (on stracil ojca w katastrofie - jakiej?) 'nabywal' klienta z linii lotniczych. Czy oni juz nie pracuja w jednej agencji? Czy to chodzilo o te same linie lotnicze? A, i czyje dziecko trzymala na rekach w kosciele sekretarka Dona?

      A dzis w sumie rozne filmy sa, ale chyba same powtorki,
      wiec polece Wam jeden, zgodnie z teoria - "tydzien bez Kevina tygodniem straconym" :)))
      "Znamie" - piekny film, o milosci, ktora pokonuje przeszkody, chusteczki pod reka trzeba miec na final koniecznie i obowiazkowo, ale uwaga, bo sporo scen jest wczesniej, ktore niezle trzymaja w napieciu i przestraszyc moga :) TVP 1 - 20.20.
      • siostra.bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 12.01.13, 17:02
        Natknęłam się na końcówkę "Szpiegów", więc nie mogę oceniać. Ale przeszkadzał mi dubbing, trochę to brzmi nienaturalnie. Może trzeba było zostawić wersję oryginalną i dodać lektora? Chyba, że angielski naszych aktorów był tak kiepski :)
        David Tennant jest znany głównie z roli dr. Who w kultowym serialu (nie widziałam go).
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 13.01.13, 16:26
          > David Tennant jest znany głównie z roli dr. Who w kultowym serialu (nie widział
          > am go).

          Drewniany jakiś tu główny bohater grany przez Davida Tennanta , bez isky, czaru, w ogóle nie budzi emocji, nie rozgrzały mnie nawet pieszczoty kamery jego nagiego ciała pod prysznicem (długie ujęcie!). :)

          Sam miniserial mało emocjonujący, nazbyt powolny, jak na historię szpiegowską z pościgami i akcjami (zwłaszcza, że są tylko 4 odcinki i nie ma wiele czasu na rozkręcanie się), więcej tu
          był scen salonowych z małoznaczącymi rozmowami, niż emocjonujacych akcji.

          Klimatem przypomina mi ten pierwszy odcinek serialu fabularyzowane dolumenty.
      • mia72 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 12.01.13, 17:16
        Ja nie Barbasia, ale tak mi się zdaje, że pozbyli się dawnego klienta czyli małych linii, żeby przypodobać się nowemu klientowi (wielkim liniom) stosując poniekąd szantaż emocjonalny (ojciec "młodego" zginął właśnie w katastrofie samolotu tychże linii) .
        Co do sekretarki, to sama czekam na wyjaśnienia, bo dzięki tutaj zgromadzonym zaczęłam oglądać serial od tego sezonu i trudno mi się jeszcze połapać w personaliach;)
        • maniaczytania Mia, 12.01.13, 17:26
          dzieki :) teraz juz mi sie to jakos poskladalo :)
      • barbasia1 Mad Men 2 s. odc.2 13.01.13, 16:43
        :)
        > I rzucilam okiem, ale na sama koncowke "Mad Menow" - Barbasiu - mozesz mi wyjas
        > nic sprawe tych linii lotniczych??? Bo nie do konca zrozumialam - najpierw Don
        > pozbyl sie klienta z linii lotniczych, potem zas ten mlody (on stracil ojca w k
        > atastrofie - jakiej?) 'nabywal' klienta z linii lotniczych. Czy oni juz nie pra
        > cuja w jednej agencji? Czy to chodzilo o te same linie lotnicze?

        To Mia już dobrze wyjaśniła.
        Chodzi o dwie linie lotnicze. By pozyskać lepszego klienta, większe linie lotnicze, które akurat są w tarapatach z powodu katastrofy lotniczej, w której, jak się okazało, zginął ojciec Pete'a , a tym samym zarobić więcej pieniędzy, zrezygnowali, na razie w ciemno (ale i tak liczą , że zyskają, choćby tylko na tym, że w świat pójdzie wieść, że "wysoko mierzą") ze swojego kilenta, który jest włascicielem o wiele mniejszej lini lotniczej.

        cdn.


        A, i czyje dzi
        > ecko trzymala na rekach w kosciele sekretarka Dona?
    • grek.grek "Wojna domowa [Easy virtue]" [1] 13.01.13, 14:18
      oglądaliście może ?

      KOmedia w najlepszym brytyjskim stylu.

      są to chyba lata 30-te.
      John Whitaker, młodzian z brytyjskiej rodziny błękitnokrwistej-hehe, przywozi do rodzinnej posiadłości żonę, Amerykankę - Laritę. Dla familiji jest to rzecz co najmniej konsternująca, raz że... Amerykanka :], a dwa - Amerykanka na wskroś nowoczesna, bo, o zgrozo, biorąca udział w wyścigach automobilowych w Monte Carlo. Matka Johna miała inne plany wobec niego, chciała go ożenić z jedną z panien tutejszych, z ich sfer towarzyskich, a tu taka chryja :] Przyjmuje więc Laritę z najwyższą , ledwie tylko skrywaną pod salonowymi manierami, niechęcią i nadzieją, że uda się jej ją od syna jakoś odpędzić.

      I oto w enturażu pięknego zamku, świetnych wnętrz, ogrodów i plenerów brytyjskiej szlacheckiej prowincji rozgrywa się cała akcja, w której : dużo humoru, dużo inteligentnej ironii i szczypta goryczki.

      Pani Whitaker [świetna, kostyczna Kristin Scott Thomas] co i rusz próbuje uświadomić Laricie [Jessica Biel, ucharakteryzowana "na epokę", z jasnymi loczkami], że to nie jest środowisko, nie jej świat i niewłaściwy dla niej mężczyzna, czy raczej chłopak. A Larita próbuje przetrwać w dusznej atmosferze tworzonej przez panią domu, jej dwie córki : przejrzałą nieco dziwaczkę Marion, czekającą na powrót swojego ukochanego kryminalisty, którego zdjęcia nawet nie ma, ale za to rozpoznaje go na fotce jakiegoś innego faceta, którą przy sobie nosi ["jakby odjąć uszy, nos i podbródek, to idealne podobieństwo jest między nimi"] oraz młodszą, Hildę - naiwną dzierlatkę, która dowiedziawszy się, że w oryginale kankana tańczyły panny bez bielizny - występuje w takim stylu w miejscowym szacownym teatrzyku dla wyższych sfer, czym wywołuje salwy braw, mnóstwo śmiechu i wstyd własnej matki, a potem dowiedziawszy się, jakie palnęła głupstwo zalewa się łzami rozpaczy, biadając "gdzie ja teraz znajdę męża...", co jej brat kwituje "teraz to nie będziesz mogła opędzić się od kandydatów".

      Do tego jeszcze pan Whitaker [Colin Firth], złożona osobowościowo postać weterana wojennego, który ciągle przeżywa traumę z okopów, nie goli się, nie przywiązuje wagi do stroju, nie uśmiecha się, a większość czasu spędza w ichnim garażu remontując stary motocykl. Po wojnie nie wrocił od razu do domu, zaszył się w burdelach i palarniach opium w Paryżu, skąd zabrała do żona. Jest to jedna z tajemnic poliszynela w całej okolicy, która, zdaniem pani Whtaker, nie przysparza rodzinie plusów, a sam mąz jest dośc kłopotliwym gadżetem.

      No i do tego oczywiście rubaszna, humorystyczna służba, na czele z lokajem Furberem, który ze spokojem przyjmuje nawet najdziwniejsze polecenia, jak chodzi wypowiedziane z głębin elegancji salonu : "podaj szpadel !".

      Przepychanka między obiema paniami polega na tzw. stawianiu na swoim albo ukrywaniu wpadek. Kiedy Larita przez pomyłkę dusi małego psa rodzinnego - siadając na nim, musi to ukrywac dobra chwilę, bo co sekundę ktoś wchodzi do pokoju i chce ją z niego wyprosić. Siedzi jednak dzielnie, przeżywa nawet wizytę pani domu i jej pytania o miejsce pobytu psa, a potem, kiedy droga już wolna, rzuca się razem ze zwłokami, i wraz z lokajem i ogrodnikiem pędzą cichcem przez posesje, żeby dziada zakopać. Gdyby się pani Whitaker dowiedziała...

      Larita ma alergię na kwiaty, pani Whitaker robi więc wszystko,żeby jej kwiaty ze swojej hodowli ciągle podtykać pod nos i zmuszać do kichania. Któregoś dnia Larita wywala przez okno doniczki.

      Kiedy Larita potępia coroczne polowanie na lisa, jako rozrywkę niegodną, broniąca szlacheckiego stylu życia pani Whitaker jest oburzona.Lartia zarzeka się,ze nie weźmie udziału w mającym się odbyć na dniach tymże polowaniu. Lecz kiedy przychodzą z Detroit [miejsce urodzenia i wychowania Larity] rzeczy należące do dziewczyny, a wśród nich bezwstydny obraz jej aktu pani Whitaker stawia ultimatum : albo zapolujesz na lisa, albo te obrazy nie mają prawa tutaj być. I nieważne, że ten goły portret to same kółka, kwadraty i trójkąty, czyli akt według abstrakcjonistów ;]

      Larita i na to znajduje sposób. Poluje, owszem, ale burzy całkowcie tradycję pędząc wśród dostojnych jeźdzców motocyklem, w kurtce skórzanej i pilotce z goglami :]

      oczywiście, są i postaci z zewnątrz. eks-miłość Johna, ktora tak całkiem nie wygasła, i poczciwy kuternoga w średnim wieku, który robi maślane oczy do Larity i podziwia jej niezależność i kobiecy charm.

      A sama Larita z dnia na dzień czuje się gorzej w posiadałości.Nie przystaje do tych wszystkich norm. Jest inna. Czuje brak akceptacji ze strony matki męża, a co gorsza - czuje, że sam mąż to nie był najlepszy wybór.

      Ma ona przeszłość/ Primo, jest wdową. Secundo, kiedyś została oskarżona o zabicie swojego męża, z zarzutu ją oczysczono. W którymś momencie prawda wychodzi na jaw. W finale sama wyzna, że owszem, zabiła go, ale z miłości, bo umierał na raka i błagał o skrócenie cierpień. Czy wobec takiej miłości może się ostać związek z młodym, mdłym lekko Johnem ? BYc może akcje jego matki, jej niechęć i niedopasowanie do świata prowincji brytyjskiej to tylko dodatki do
      faktu, że Laritę i Johna nic naprawdę nie łączy.

      W zasadzie, to najlepiej się jej rozmawia z ojcem Johna.Pan Whitaker jest cichy, ale miły, na pewno zaś zgorzkniały. "być może jestem ze straconego pokolenia romantykow", powiada. Jest dojrzały, ma przeszłośc, jemu i Laricie jest do siebie blisko. To on ją broni, kiedy pani Whitaker atakuje ją za pochodzenie, za przeszłośc, za to, ze wdowa i że po rozprawie sądowej, no i że daje się na golasa malować za pomocą trójkątów ;] Nawet i huknąć mu się zdarza, aby jej pomóc.

      John najpierw ochoczo popiera żone, ale czyni to raczej bezmyślnie, nie potrafi zrobić nic, żeby przerwać całą tę matczyno-siostrzaną nawałnicę, koniec końców nawet występowi Hildy bez majtek winną została Larita ;]
      Skutkiem rozwoju wydarzeń John zbliża się z tą swoją eks-narzeczoną, zaczyna do niego docierać, że być może i dla niego i dla rodzinnego spokoju lepiej by było,zeby z Laritą się rozstał. Za duża presja ? Może za duże wymagania ? Larita w którymś momencie mówi do pana Whitakera "wybrałam Johna, bo był... chłopcem, świezym i niewinnym, a ja po śmierci męża potrzebowałam właśnie takiego kogoś". A więc, być może tu nie było miłości od początku, tylko jej chęc uśmierzenia bólu, a jego chłopięca ciekawość kobiety dojrzałej i nowoczesnej, jakiej w swoim środowisku w Anglii nie widział nigdy, jej inność.

      Tak czy owak, przez ciąg zdarzeń humorystycznych, komicznie złośliwych i wtrętów lekkogorzkich dochodzi do finalnego aku - przyjęcie u Whitakerów, zjeżdza się całe towarzystwo z okolcy, pani Whitaker rzuca "wszyscy przyjechali, żeby zobaczyć amerykańską wampirzycę". I rzeczywiście, kiedy Larita w białej sukni z dekoltem schodzi na dół- zapada cisza i wszystkie fraki i tużury gapią się na nią. Ona ordynuje orkiestrze tango. Wiadomo : taniec miłosny. I teraz ; kto z nią zatańczy ? Ona prosi męża - on niby próbuje, ale za chwilę pęka pod naporem milczącego tłumu. A więc - koniec związku, chłopiec nie dojrzał. Jest w stanie tylko patrzeć na dalszy rozwój wypadków z ukrycia. Na to wyrywa się kuternoga-maślane oko, ale i on odpada, a może to ona nie chciała tanczyć z nim... Wreszcie występuje ten właściwy - pan Whitaker i porywa ją do namiętnego tańca, na co z ukrywaną ledwie złością patrzy pani Whitaker cedząc przez usta "niech ktoś to przerwie !". Ale jest za późno.

      Larita odchodzi. W ostatnim słowie zachęca córki Whitakerów do odejścia "zostawcie tę pustynię, jedźcie w świat, nie czekajcie na cud", namaszcza tę eks-narzeczoną Johna "wyjdź za niego za mąz, i bądźcie szczęśliwi", próbuje też pożegnać się jakoś z panią Whitaker, oddając jej nawet uznanie, za to że "próbuje utrzymac rodzinę w całości", ale reakcja jest chłodna, Laritę pańcie żegnają szyderstwami i ostrzeżeniami, żeby "trzymala się z daleka od porządnych ludzi". Na co Larita wychodząc zrzuca z postumentu replikę rzeźby Wenus z Milo :]

      cdn
      • grek.grek Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 14:44
        w ostatnim momencie Laritę żegna życzliwy jej lokaj, jest lekko dziabnięty, ona go pyta " od kiedy pijesz ?", a on na to "to jeszcze nic, kiedyś byłem nawet aresztowany" ona "za co ?", on "za bigamię" :]]

        Yes, Larita i jej nowoczesne poglądy zmienią ten dom na zawsze, nawet pomimo prób zachowania starych obyczajów i konwencji przez panią Whitaker. Czas, w którym twoja córka tańczy publicznie kankana świecąc gołym tyłkiem, syn i amerykańska synowa zostają przyłapani goli, na seksie w szopie, a na ścianie, pośród portretów i herbów, zawisa golizna wyrażona trójkątami... na trwałe musi przeorać świadomość otoczenia ;] Bo i o tym to film, o nowoczesności konfrontującej się z etykietą, ciągłymi klasowymi przesądami i zapyziałą starocią, ale przecież starocią też uzasadnioną, bo, w mniemaniiu jej zwolenniczki i starażniczki : gwarantującej ciągłość rodziny, porządek, kultywującej tradycje. Zatem, jakkolwiek instynktownie staje sie po stronie Larity, to i racje pani Whitaker nie są bezzasadne.

        Kiedy Larita i John przybywają do posiadłości wychodzi na powitanie cała rodzina Whitakerów, jedna z córek rzęzi "Jak ja mam się do niej uśmiechać ?", na co pan Whitaker spokojnie odpowiada ironicznie : "Jesteś Angielką... udawaj" :] Może właśnie to najgorsze w tym wszystkim było dla swobodnej, otwartej Amerykani - nieszczerość.

        Larita wsiada do auta, chce odjeżdzać, kiedy wskakuje do niego pan Whitaker, który na przyjęciu wreszcie pojawił się uczesany i ogolony oraz we fraku. Wcześniej dokładnie unikał wszekich rodzinnych zabaw, ani w tenisa nie pograł, ani nie potańczył.

        Uciekną więc oboje, złączeni wspólnotą osobowości i poniesionych w życiu strat. Ale radośniejsi, jakby samo wyrwanie się z miejsca tak sztywnego i bezlitosnego było obietnicą szczęścia we dwoje.

        Wspaniałe aktorstwo, zapach brytyjskości, gustowna scenografia. same rarytasy. Do tego inteligentne dialogi, mądry humor i trafna refleksja. Pełny pakiet:] Plus muzyka z przerobionymi na bardziej stateczną modłę hitami a'la "Sex Bomb".

        trochę linków, na pewno uda się Wam klimat poczuć, no i pewnie rozpoznacie gros scen, o których chaotycznie pisałem, mam nadzieję,ze i kankan się znajdzie ;] :
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=zhiJwJsNMYw
        tango :
        www.youtube.com/watch/v=tNTEWzL39IAew.
        www.youtube.com/watch?v=OmEOwC-SAxc
        www.youtube.com/watch?v=QnldoBg4JTo
        www.youtube.com/watch?v=cMuuR6eJ4c8
        www.youtube.com/watch?v=V_HeuuF1nuM
        www.youtube.com/watch?v=tOtRS0fx_xe
        www.youtube.com/watch?v=_ZfxGHC0Mfc



        • siostra.bronte Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 15:17
          O, widziałam ten film w tv jakiś czas temu. Moja opinia nie jest tak entuzjastyczna.

          Film mnie rozczarował. Niby to komedia, ale nie tak zabawna, jak się spodziewałam. I brakowało też większych emocji, przez co nie byłam specjalnie zaangażowana w losy bohaterów.

          Jak widać w zwiastunie, scenariusz oparto na sztuce Noela Cowarda, pochodzącej, jak sprawdziła, z lat 20-tych ub.wieku. Może więc humor trochę już zwietrzał?

          Filmowi nie pomogła Jessica Biel, która jest w tej roli, moim zdaniem, drewniana. Na szczęście są jeszcze znakomici Kristin Scott-Thomas i Colin Firth. I uroczy ( "mdły"??) Ben Barnes w roli Johna. Poza tym faktycznie, jest na co popatrzeć. Piękne kostiumy i scenografia.
          Ale całość rozczarowuje.

          Część linków, tradycyjnie, nie działa :)

          • er.pa Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 15:26
            To i ja się za Siostrą odważę nie do końca zachwycić. Oglądałam drzewiej, nie mam na świeżo, ale czegoś mi brakło, jakiejś większej lotności dowcipu. A seria gagów z pieskiem zgniecionym niczym orzech pod Jagienką mnie jakoś najbardziej zniesmaczył.
            Natomiast CF uroczy i w wersji zgaszonej, i w wersji tanecznej, ale on to by nawet nogę od stołu zagrał tak, że by od niej oczu nie można było oderwać.
            Ale posiadłość pierwsza klasa.
            Mnie ten Ben Barns jakoś nie ogólnie nie leży. Nie wiem, czy widzieliście Doriana Gray'a z nim w roli głównej. Film ogólnie słaby, ale tego gościa ja jakoś szczególnie nie kupuję.
            • siostra.bronte Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 18:14
              Znaczy, że coś jest na rzeczy :)

              No właśnie, ten dowcip ze zgniecionym pieskiem był i tak ryzykowny, niepotrzebnie go przeciągnięto. Trafne nawiązanie do Jagienki :)

              Wiesz, Ben Barnes nie jest specjalnie w moim typie, i jako aktor, i jako mężczyzna. Ale na tle drewnianej Biel i tak wypadł nieźle.

              "Portret Doriana Graya" to moja ukochana książka. Dlatego nie zamierzam oglądać filmu Parkera. Widziałam tylko fragmenty w youtube, ale to mi wystarcza - istna profanacja!


              • er.pa Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 18:45
                Siostro, masz rację "Doriana Graya" (2009) należy zignorować, pomimo Colina Firtha, który w roli Lorda Henry'ego sprawdza sie co prawda znakomicie, ale dopisane nowe zakończenie rozwala tę postać dokumentnie i powoduje apopleksję u widza znającego tekst powieści. Poza epilepsją wywołaną efektami specjalnymi.

                Oglądając Easy Virtue miałam jakies takie lekkie poczucie deja vu, i teraz się odrobinkę wysiliłam, by poszukać co mi ten film przypominał. Otóż przypominał mi film oparty, jak sie okazuje, na późniejszej sztuce pana Cowarda: "Związki rodzinne" (Relative Values), z Julie Andrews w roli matki arystokratki i z kim oczywiście? Z Colinem Firthem, a jakże, tylko w bardziej komediowym wcieleniu. I po tamtym filmie zostało mi bardzo miłe wspomnienie.
                www.filmweb.pl/film/Zwi%C4%85zki+rodzinne-2000-32542
                • siostra.bronte Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 19:14
                  O, nie słyszałam o tym filmie. Gdzie go widziałaś?
                  • er.pa Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 19:39
                    Widziałam w naszej telewizji, jakoś zupełnie przypadkiem, i nie umiem tego ani w czasie umieścić, ani do stacji przypisać. Na pewno dobre parę lat temu. Był na tyle sympatyczny, że się w mojej anglofilskiej pamięci zapisał, choć wytropić go dałam radę tylko dzięki zapamiętaniu Colina. Pamiętałam, że matkę grał ktoś kogo lubię, ale że to Julie Andrews, to juz mi w pamięc nie zapadło :) Tam jest jakas taka fajne relacja między postaciami granymi przez tych dwoje.
        • pepsic Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 13.01.13, 20:49
          Podzielam zdanie koleżanek. Film pozostawia niedosyt, a gł. bohaterka wcale nie wydaje się być tak sympatyczną osoba, za jaką miała uchodzić. Dwa, pod wielkoduszną eutanazją wyczuwam pokaźną sumkę na koncie pana męża.
          • siostra.bronte Re: "Wojna domowa [Easy virtue]" [2] 14.01.13, 12:54
            Tak jest, to zarozumiała babka, próbująca narzucić otoczeniu jedynie słuszny styl bycia i życia.
    • grek.grek "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 11:57
      Stanęliśmy na opisie, więc działam :]
      ostrzeżenie dla wszystkich, którzy jednak wolą poczekać na obejrzenie i nie chcą znać
      fabuły.

      w 1 odc znaleziono ciało niejakiej Nanny Larsen,19-letniej uczennicy, córki miejscowego [akcja w Kopenhadze] przedsiębiorcy. Zwłoki były skrępowane, i znajdowały się w wyłowionym z jeziora samochodzie, należącym do sztabu wyborczego kandydata na burmistrza, Hartmanna. POlicajami, którzy tę sprawę biorą są Sarah Lund, która właśnie miała wyjechać do Szwecji, wraz ze swoim chopem, i jej następca, Jan Meyer.

      I teraz...
      Sprawa trafia do mediów, nie ma siły, wiadomo, kto jest ofiarą, ale nic poza tym.Policja trzyma w tajemnicy fakt, że auto w którym znaleziono ciało należał do stronnictwa politycznego. Prosi ich o też sam Hartmann, kiedy go odwiedzają Sarah z Meyerem, aby wypytać go o ewentualne związki Nanny z polityką. Hartmann i jego ludzie [asystentka, z którą ma romans i starszy facio w okularach, wyglądający na skrzyżowanie intelektualisty i mistrza spin doctoringu,hehe] odpowiadają, że nie znają dziewczyny. Auto istotnie jest ich, mają takich 30, a służa one do działań kampanijnych. Osobą, która - wedle papierów - miała mieć nadzór nad ruchem samochodów w piątkowy wieczór [1 listopada, piątek - yes, określona jest data zniknięcia Nanny] jest niejaka Nielsen, kierująca wolontariuszami pracującymi dla sztabu.

      W zasadzie, z zeznań przesłuchiwanych rodziców Nanny oraz jej najlepszej koleżanki Lisy, wykluwa się obraz następujący : Nanna w piątkowy wieczór 1 listopada brała udział w przyjęciu hallowenowym w szkole, przebrana za postać z kreskówki. Auto, w którym jej zwłoki później odnaleziono - kręciło się pod szkołą, zostało zarejestrowane przez kamery monitoringu, i jest na zdjęciach, które ma policja. Nanna okłamała swoich rodziców, że noc spędzi u Lisy. Lisa ją kryła instynktownie, ale też była zaskoczona słysząc tę wersję. Sądziła, że Nanna skłamała, żeby spędzić noc ze swoim chłopakiem.Jego też policja chciała przesłuchać, ale - korzystając z takiej możliwości, danej uczniom przez nauczycieli, w związku z zajściem - wymknął się prędko do domu, wyglądając na takiego, który ma coś do ukrycia.

      Nanna biegła jakiś czas przez las [ta scena rozpoczęła oba odcinki], ale została złapana,zgwałcona, oberwała mocno w głowę, a potem ją związano, zapakowano do auta i utopiono razem z nim.W zasadzie nie ma żadnych śladów na miejscu zbrodni, jest tylko charakterystyczny wisiorek, którego wszelako Lisa nie rozpoznaje jako przedmiotu należącego do Nanny. Ale Sarah Lund zwraca uwagę na ten drobiazg, co sugeruje, że swoją rolę odegra on wkrótce.

      Sarah wprawdzie w 1 odcinku przesunęła swój lot do Sztokholmu, ale źle odczytałem jej intencje ;] Ona nie chce zostać i grzebać przy sprawie. Chce wyjechać, a sprawę zostawić Meyerowi. Tyle,że szef policajów nie chce się na to zgodzić, sam załatwia jej tydzień dodatkowej służby w Kopenhadze, dogadując się ze Sztokholmem, gdzie - jak z tego wyniika - Sarah będzie nadal policjantką, tyle że na szwedzkich papierach.

      Nielsen, babka od rejestru samochodów, sprawdza dla Sary i Meyera, kto ostatni korzystał z samochodu, w którym znaleziono ciało Nanny. Rzecz dzieje się na podziemnym parkingu, gdzie faktycznie stoi kilkanaście takich samych aut. Meyer zajmuje się papierkami, a Sarah przygląda się intensywnie jednemu z samochodów./ Przy innych trwa ruch, ludzie wnoszą i wynoszą jakieś papiery, ulotki wyborcze, plakaty, a ten jeden stoi cały ciemny i spokojny, mimo że zdaje się ktoś w środku siedzi... I faktycznie - znienacka auto rusza z piskiem opon. Policaje za nim, ale na piechotę, to można najwyżej kury łapać. Samochód im ucieka, wyjeżdza na najwyższe piętro tego parkingu, gdzie znajdują je, ale ofk bez kierowcy. Kierowca właśnie sp,ieprza przed podwórko, widzą go z wysoka, jest ciemno...

      Mają jednak nazwisko.Ostatnim, który korzystał z samochodu w którym znaleziono Nannę był niejaki John Lynge. Typowa twarz : łysiejący niezgarbnie zwalisty, ze wzrokiem potencjalnego gwałciciela. Facet ma kartotekę, siedział za molestowanie seksualne 14-latki.

      Policaje ustalają, że ma siostrę. I zanim oni zdążą ją odwiedzić, a ona sama do nich dzwoni i przychodzi na komisariat z zeznaniem, że jej, zniknięty na 7 lat, braciszek był u niej, zrobił demolkę szukając pieniędzy, a potem sie zawinął. Policaje pytają, do kogo jeszcze Lynge ewentualnie mógłby pójść. Jego siostra powiada, że po tej sprawie sądowej i skazaniu rodzina i znajomi odwrócili się od niego, a jedynymi osobami, o który wie, że mu pomagały były kobiety z jakiejś charytatywnej organizacji pracującej z więźniami. Tylko jedna z tych kobiet ciągle mieszka w Kopenhadze [druga wyjechała, a trzecia nie żyje], ale nie podnosi słuchawki telefonu.

      Policaje oczywiście spieszą na miejsce. Wieczorową porą, zeby było ciekawiej ;] Lynge jest prawie tam gdzie myślą, z tą róznicą, że nie w domu tej jejmości, lecz w mieszkaniu obok - gdzie terroryzuje starszą panią z kotem. Szuka pieniędzy. Policaje dzwonią do drzwi, pytają o sąsiadkę, ale starsza pani wystawia tylko głowę i nieskładnie cos tam mruczy, by szybko zniknąć za drzwiami. Ale nie z kopenhaskimi detektywami takie numery. Orientują się oni od razu,że coś jest nie tak. Nie dają po sobie nic poznać, wychodzą z kamienicy, wsiadają do auta. Sara chce wezwać posiłki, ale Meyer juz odbezpiecza pukawkę i powiada,że czekać nie będzie, bo się Lynge ulotni i tyle go będą widzieć. Sara zatem chwilę kontempluje, by jednak ze schowka w aucie wyciągnąć pistolet, chyba nigdy nie używany ?, i jej twarz wyraża chyba ochotę wejścia do akcji wraz z nowym partnerem :]

      Przy okazji, widać już różnice między nimi. Sara jest opanowana, chrupie nieustannie jakies cukierki czy orzeszki, wie jak rozmawiać z ludźmi, nie rzuca się i nie stawia. No i myśli. Meyer woli działać, szybko się wkurza, w biurze Hartmanna raz dwa wsiada na szefa sztabu polityka, kiedy tylko dowiaduje się, że na jakieś ustalenia w papierach będzie trzeba moment poczekać.Sara go mityguje, a kiedy już jest wiadomym, że będą razem pracować przez następny tydzień, stawia mu warunki : nie rzucasz się, respektujesz ludzi, nie śmiecisz w moim samochodzie i po mieście jeździsz góra 50 na godzinę. Poza tym, dziwi się ona swojemu nowemu koledze, kiedy ten na pytanie Larsena "złapiecie go ?", odpowiada "dorwiemy ich, ruszymy wszystko, co ma ręce i nogi i dopadniemy go" - wg Sary, to wbrew podręcznikowym regułom, tak się nie mówi do ojca ofiary, nie można dać mu zapewnienia, na co Meyer odpowiada, że "ma swoje własne zasady".

      Btw, w artykule w POlityce napisali, że "Sara Lund jest na granicy autyzmu" :] Cytując poetę, "czy was tam do reszty po...ało" ;]] - gdzież tu autyzm, bardzo kontaktowa jest, rozmowna, posiada nawet mimikę twarzy, bystra taka. Gdzie tam autyzm... I sweterek zupełnie nie turecki [Barbasiu, słuszna uwaga]. Siostro, pytałaś czy atrakcyjną jest ona... przyjrzałem się teraz i bym powiedział, że nawet bardzo. W dodatku, jest atrakcyjna bez widocznego wysilłku, naturalnie.

      Na bocznym planie jest rodzina Larsenów, która musi uporać się ze stratą córki, i to w tak tragicznych okolicznościach. Muszą jakoś dalej żyć. Larsen idzie do pracy, jego ludzie witają to zakłopotanym załobnym milczeniem, najbliższy współpracownik bierze za niego odbieranie telefonów, ale zdradza "nie wiem, jak mam się zachować, co powiedzieć...".Trzeba też poinformować jakos o śmierci siostry dwóch małych chłopców. Larsenowie tłumaczą im w klasyczny sposób : że Nanna odeszła, że do nieba, że już nie wróci itd. Ale co zrobić, kiedy jeden z malców zadaje tak mądre pytanie : "jak umarła ?". Matka wstaje, a ojciec odpowiada,ze "nie wie".

      POlicja trzyma w tajemnicy informację o tym,że auto w którym były zwłoki Nanny należało do sztabu Hartmanna. Dla politykierów ujawnienie takiej rzeczy byłoby gwoździem do wyborczej trumny, sztab przeciwnika na pewno by to wykorzystał przeciw nim, a może nawet by nie musiał, samo ujawnienie by ich pogrązyło.

      ale...
      • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 12:07
        ... w ostatniej scenie jadący wieczorową porą, wraz ze wspołpracownikami, Hartmann, zadowolony z tego, że właśnie przekabacili na swoją stronę jakiegoś człowieka od konkurencji - dostaje telefon i po chwili mina mu rzednie, bo własnie rozmawiał z dziennikarzem, który twierdzi, że dotarł do informacji, o tym, że Nannę znaleziono w aucie jego drużyny politycznej.

        skąd dziennikarz ma wieści ?
        pewnie Hartmann ma kreta, czego się domyślał już w 1 odcinku, kiedy okazało się, że konkurencja zdobyła jakimś cudem jego grafik dnia. Asystentka romansowa, którą chyba - jak sugerowała scena - podejrzewał, wtajemniczona w sytuację przez niego - twierdzi, że to poważna rzecz, sama się zajmie ustaleniem źródła przecieku,zwłaszcza, ze tylko kilka osób miało dostęp do tak poufnych danych. Teraz sytuacja jest już podbramkowa, bo jeśli media opublikują info o samochodzie, to facet może iśc pietruchę sadzić, a nie wybory wygrywać. Będzie skończony.

        [btw, w 1 odcinku Hartmann składa kwiaty na grobie Anny Hartmann, z danych na pomniku wynikać by mogło, że zony albo siostry; nie wiem, może to będzie miało znaczenie później, więc lepiej pamiętać, heh]

        Ma to wszystko styl, nie jest podrabiane, nie widać maniery, jest tempo, ale nie ma bieganiny [poza jedną sceną], rozgrywka na dłubaninę, zbieranie tropów, drobiażdzek tu drobiażdżek tam... rzeczywiście, każdy może być podejrzany, nawet ten Lynge, bo przecież to niezły myk wystawić w 2 odcinku sprawcę i skłonić widza,żeby od razu porzucił taką możliwości, i uznał, że najciemniej nie jest jednak pod latarnią ;]

        No nic, jest dobrze, ciekawie, klimatycznie. Miałyście, Czcigodne, rację, ogląda się świetnie.
        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 12:22
          krucafaks, nie znalazłem żadnego treściwegop trailera tego 2 odcinka,wszędzie zresztą
          w nawiasie dodają tytuł amerykańskiego remake'u, więc też nie wiadomo, jak to traktować.
          dla wyczucia klimatu, trailer odc 1 :
          www.youtube.com/watch?v=wU1_xAO8LuQ
          • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 12:51
            Tylko żałować, że w swoim czasie nie miałam tak doskonałej ściągawki:))

            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 15:21
              dzięki, Pepsic, 2 razy oglądałem ten odcinek, heh.
          • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 13:06
            Świetnie napisane, Greku :)

            Co do Sary, to jednak nie jest osobą towarzyską i otwartą. I za to ją lubię :) Będzie to zresztą widać w kolejnych odcinkach.

            Wątek rodziny Nanny jest bardzo ciekawy. W serialach kryminalnych zwykle nie ma miejsca na dramat rodzin ofiar. Tutaj pokazano go w sposób bardzo wiarygodny i przejmujący, a aktorzy grający Pernille i Theisa są znakomici.
            • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 13:40
              Siostro, miałam to napisać, dokładnie tak. Tego typu dramaty rodzinne na ogół są pomijane bądź zbywane jedną, czy dwoma scenami, zazwyczaj ckliwymi, a tu pokazano ludzka tragedię prosto i przejmująco.
            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 15:24
              dzięki, Siostro, staram się :]

              wszystko przede mną, zatem.
              tymczasem wydaje się dość kontaktowa, przynajmniej na poziomie relacji zawodowych, albo
              okołozawodowych.
              zdecydowanie korzystniej wypada od nienaturalnie zamkniętej i świdrowatej komisarzycy z "Paradoksu".

              prawda.


              • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 00:11
                grek.grek napisał:

                > Sara Lund korzystniej wypada od nienaturalnie zamkniętej
                >i ś w i d r o w a t e j komisarzycy z "Paradoksu".

                Że jaka jest komisarzyca?!?! 8-O

                • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 13:23
                  eekhm... przecudowna ! ;]

                  ale tak naprawdę, to właśnie ta polska odpowiedź na Sarę Lund wydała mi się, otóż
                  właśnie, autystyczna, przynajmniej do ostatniego odcinka.

                  brakowało mi w tej postaci swoistego luzu i wdzięku, nawet będąc serio można to z siebie
                  wykrzesać, no a jej nie udało się...czy raczej - jej nie pozwolono ;]
                  • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 16:57
                    Greku, masz link do tego artykułu w Polityce, gdzie piszą piszą o Sarze Lund, jakoby była "autystyczna" ? Wpisałam w google te hasła, ale nic nie wyskoczyło.

                    Ciekawa jestem jak ja bym odebrała Sarę Lund, i jakby u mnie wypadło porównanie obu komistarzyc.


                    • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 17:28
                      Pozwolę sobie i wyręczę Greka:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,141448167,141673839,Re_FOrbrydelsen_odc_1_.html
                      • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 19:16
                        Dzięki!!! :)))

                        Widziałam ten link w ubiegłym tygodniu, ale nie miałam czasu, żeby zajrzeć do niego!

                        :)
                      • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 19:17
                        A Ty Pepsic, odbierałaś Sarę Lund jako osobę "autystyczną"?
                        • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 20:32
                          Eee, nie:)) Spoglądałam z życzliwością , ale i z lekką dezaprobatą widząc, jak na własne życzenie po kolei traci to i owo. Z tym, że bliższe wydały mi sie inne postacie kobiecie, Pernille nie mogącą się pozbierać po śmierci córki, ani poukładać od nowa życia oraz Rie asystentka Hartmanna (polityka) bezgranicznie mu oddana (wątek pobieżny).
                          Oto i one:
                          Pernille
                          www.filmweb.pl/serial/Forbrydelsen-2007-365605/photos#picture-30
                          Rie:
                          www.filmweb.pl/serial/Forbrydelsen-2007-365605/photos#picture-105
                          • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 14:13
                            czyżby tym razem męska część obsady pozostawała aż tak bardzo w tle ?
                            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 14:24
                              Wszystkie trzy panie są bardzo interesujące. Mnie najbliższa jest Sara.

                              Greku, panowie są równie fascynujący :) Pisałyśmy o tym z Pepsic w postach ze spojlerem w tytule, więc pewnie tego nie czytałeś.

                              Powtórzę moją opinię. Bardzo podoba mi się Hartmann, pod każdym względem :) Na pierwszy rzut oka zimny i niesympatyczny, ale z czasem rozumiałam go coraz lepiej. Bardzo lubię też Meyera. No i ku zdumieniu Pepsic, mam słabość do Theisa, bo jest ciepły i misiowaty :)
                              • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 14:58
                                czytałem, czytałem, przede mną nic nie umknie ;]
                                ale tak raczej skupiłyście się na imidżu, więc wyszło mi, że kiedy chodzi o
                                osobowość, styl bycia, to jednak żeńska część wypada okazalej,bo jednak zajmują
                                się one konkretnymi zadaniami, a panowie robią tło ? ;]..

                                • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 15:36
                                  Hehe, więc spojlery Cię nie zniechęcają :)

                                  Ale właśnie napisałam, że panowie podobają mi się także ze względu na osobowość. Hartmann jest intrygujący, bo wydaje się, że nie odkrył wszystkich kart. Może ukrywa jakieś tajemnice.

                                  A Theis podoba mi się właśnie ze względu na charakter, bo nie z powodu wyglądu. I wszyscy trzej panowie działają. Nie wiem dlaczego uważasz, że nic nie robią :)

                                  • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 17.01.13, 14:02
                                    i tak nie jestem w stanie nic wywnioskować ;]

                                    działają, owszem.
                                    wiesz, ja bym tam nie miał kłopotów z tym, gdyby to postaci kobiece przewodziły stawce,
                                    tak tylko jakoś mi się nasunęło, że wobec ich osobowości - męskie charaktery pozostaną
                                    w tle. Ale
                                    • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 17.01.13, 18:17
                                      I co dalej? :)
                                      • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 18.01.13, 14:05
                                        chciałem dopisać, że "Ale nie mam nic przeciwko, żeby panował w omawianej kwestii parytet" ;]
                                • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 15:56
                                  Greku, zapewniam będziesz usatysfakcjonowany, wymienieni panowie w żadnym razie nie będą stanowić tła, będą dominować na ekranie ze swoimi perypetiami rodzinno-zaowodowymi dość wyraziście, zwłaszcza postać Hartmann i Theisa, mocno rozbudowana. Tyle, że na tym etapie nie chcemy psuć zabawy. M i tak za dużo sie wyrwało wczoraj o Sarze:(
                                  • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 17:49
                                    Tak jest. Cierpliwości, Greku :)
                            • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 14:59
                              Jakoś tak nie ma na kogo oka zawiesić;) Grubo ciosany Theis - Siostra twierdzi, że misio (?!), być może, ale mało pociągający; obślizgły Hartmann pozujący na dobrego polityka - nie ze mną te numery i nie ten typ urody, Meyer - o tu jesteśmy zgodne z Siostrą, ma to coś.
                              • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 15:06
                                * na kim
                      • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 14:11
                        dzięki, Pepsic :]
        • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 00:45
          Podoba mi się. :)
          • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 13:24
            dobrze się zaczyna :]
            • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 16:44
              Tak. :)
      • pepsic Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 13:45
        Gwoli porządku chciałam zwrócić uwagę, że pierwsza na gorąco wyłapała turecki sweterek Siostra oświecając, że z Wysp Owczych pochodzi.
        • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 13:48
          Dzięki, Pepsic :)
          Z powodu wrodzonej skromności było mi niezręcznie prostować ten błąd :)
        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 14.01.13, 15:25
          mea culpa, w takim razie :]

          Barbasiu, próbowałem ;]]
          • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 00:16
            :)))
            Tak oczywiście Bronte pierwsza zwróciła uwagę na sweterek, miała okazję się dobrze wcześniej przyjrzeć, więc wiedziała.
            A ja tylko się śmiałam z Twojej znajomości fasonów chińskich sweterków. :/

            To dobranoc.
            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 13:29
              chyba dlatego bardziej utkwiła mi w pamięci Twoja wypowiedź :]]

              dzieńdoberek.
              • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 16:42
                He,he,he, he! :)))))


                Ale te moje mądrzejsze nieco wypowiedzi, kórymi staram się robić wrażenie na Tobie ;), też zapamiętujesz, co?
                • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 15.01.13, 16:43
                  Dzieńdoberek! :)))
                • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 15:01
                  oczywiście...
                  ... co też starałem się potwierdzić w laudacji do jednego z Twoich OjejAsów :]]
                  • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 16.01.13, 23:45
                    Tak, oczywiście, myślalam o tym pisząc ten post.

                    Ale, że kobietom nigdy dość miłych dla ucha słów, chciłam utwierdzenia w laudacji. ;)

                    To pisałam ja, zobywczyni nagrody Ich Troje, czyli Imienia Esperanzy, Lisbeth i Leonarda

                    Dobrej nocy, Mr Grek.
                    • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 17.01.13, 14:04
                      hehe :]

                      dobrego dnia, Barbasiu :]
                      • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [2 odcinek] 18.01.13, 00:32
                        I znów dobrej nocy!


                        Co ja nocny marek jestem czy co!?

                        :)
    • siostra.bronte Złote Globy 14.01.13, 13:50
      Nie przywiązuję wagi do nagród filmowych, zwłaszcza amerykańskich :)
      Ale warto trzymać rękę na pulsie. Zwykle to zapowiedź Oskarów, które zresztą fatalnie się zdewaluowały w ostatnich latach.
      Jakieś komentarze?
      • angazetka Re: Złote Globy 14.01.13, 13:56
        Ja tam przywiązuję wagę, w ogóle lubię sledzić nagrody różne ;) Tzn. nie są to dla mnie wyznaczniki jakości filmu, ale znak, co się gdzie ceni w danym momencie.
        I boleję, że tak niewiele z filmów z tych najbardziej liczących się w wyścigu jest już u nas. Szykują mi się gorące tygodnie w kinie.
      • maniaczytania Greku - Kevin, tak 14.01.13, 19:57
        Kevin dostal Zlotego Globa, lalala :)
        • siostra.bronte Re: Greku - Kevin, tak 14.01.13, 20:05
          Hehe, wiedziałam, że się ucieszysz. Po cichu liczyłam, że wygra Benedict :)
          • maniaczytania Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 21:13
            siostra.bronte napisała:

            > Hehe, wiedziałam, że się ucieszysz.

            :)

            > Po cichu liczyłam, że wygra Benedict :)

            Niech mu bedzie za rok ;)
            • siostra.bronte Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 23:22
              Dzięki :)
              Ale Costner jest chyba nie do pobicia. To samo zdarzyło się na nagrodach Emmy w ub. r.
              • siostra.bronte Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 23:34
                A propos. Serial, za który został nagrodzony Costner, "Hatfields & McCoys" od niedawna leci w AXN.
        • barbasia1 Re: Greku - Kevin, tak 14.01.13, 23:52
          :)
          To ja też się bardzo cieszę.
          Uwielbiam Kevina Kostnera od początku lat 90., kiedy to oberzałam "Tańczącego z Wilkami".
          • barbasia1 Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 00:31
            i żadna słabsza rola, żaden spadek formy mnie do niego nie zniechęci.
            • pepsic Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 17:15
              Jakby to delikatnie powiedzieć, w "Znamieniu" nie wypadł na bystrzaka [wybacz Maniu] ;)
              • maniaczytania Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 21:34
                Pepsic - to znaczy, ze dobrze zagral ;)
          • maniaczytania Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 21:14
            Barbasiu - a juz myslalam, ze sama jedna ja tu jestem fanka Kevina :)
            • pepsic Re: Greku - Kevin, tak 16.01.13, 15:17
              Może nie od razu fanka, ale jak Grek zauważył, trudno sie oprzeć temu niebieskookiemu drągalowi.
              • siostra.bronte Re: Greku - Kevin, tak 16.01.13, 17:52
                Mam do niego obojętny stosunek. Przynajmniej mnie nie zniechęca, jak paru innych aktorów.
                Gdybym miała wymienić filmy, w których mi się podobał, to będzie to jednak "Tańczący z wilkami" i "JFK'.
              • grek.grek Re: Greku - Kevin, tak 17.01.13, 13:57
                żeby nie było, hehe - pisałem bazując na opiniach niektórych kobiet :]]
            • barbasia1 Re: Greku - Kevin, tak 16.01.13, 23:58
              maniaczytania napisała:

              > Barbasiu - a juz myslalam, ze sama jedna ja tu jestem fanka Kevina :)

              Pozwolić nie mogę, byś sam(a) na sam została z Kevinem Kostnerem. ;)
          • pepsic Re: Greku - Kevin, tak 16.01.13, 15:30
            Mi wpadł w oko nieco wcześniej, w "Bez wyjścia", gdzie doskonale prezentował się w białym komandorskim mundurze, w"Bodyguardzie"- tez nieźle wypadł, choć co ciekawe, jego fryzura została okrzyknięta za najgorszą wszechczasów [zawistnicy jacyś;)] Ale "Tańczący z wilkami" był dla mnie trudnym i monotonnym przeżyciem.
        • grek.grek Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 13:19
          Nie ma Popiołka, więc ja to powiem... koniec świata :]
          • maniaczytania Re: Greku - Kevin, tak 15.01.13, 21:37
            grek.grek napisał:

            > Nie ma Popiołka, więc ja to powiem... koniec świata :]

            Piekne ;)
    • siostra.bronte Re: Złote Globy 14.01.13, 18:13
      No właśnie, film Afflecka ma różne recenzje. W sumie to film sensacyjny z politycznymi wątkami. Trochę się dziwię, że wygrał.
      • maniaczytania Re: Złote Globy 14.01.13, 20:06
        choc go nie widzialam to sie nie dziwie, ze wygral. To film o sukcesie amerykanskiego wywiadu, do tego o sile Hollywood :)
        • barbasia1 Re: Złote Globy - lista zwycięzców 15.01.13, 00:01
          Zatem mamy już podopowiedzi do naszych forumowych typowań oscarowych.

          NAJLEPSZY FILM - DRAMAT - "Operacja Argo"
          NAJLEPSZY AKTOR W DRAMACIE - Daniel Day-Lewis - "Lincoln"
          NAJLEPSZA AKTORKA W DRAMACIE - Jessica Chastain - "Wróg numer jeden"
          NAJLEPSZY FILM - KOMEDIA LUB MUSICAL - "Les Miserables: Nędznicy"
          NAJLEPSZY AKTOR W KOMEDII LUB MUSICALU - Hugh Jackman, "Les Miserables: Nędznicy"
          NAJLEPSZA AKTORKA W KOMEDII LUB MUSICALU - Jennifer Lawrence - "Poradnik pozytywnego myślenia"
          NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY - Christoph Waltz - "Django"
          NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA - Anne Hathaway - "Les Miserables: Nędznicy"
          NAJLEPSZA REŻYSERIA - Ben Affleck - "Operacja Argo"
          NAJLEPSZY SCENARIUSZ - Quentin Tarantino - "Django"
          NAJLEPSZY FILM ZAGRANICZNY - "Miłość"
          NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY - "Merida Waleczna"
          NAJLEPSZA MUZYKA - Mychael Danna - "Życie Pi"
          NAJLEPSZA PIOSENKA - "Skyfall", Skyfall Muzyka: Adele, Paul Epworth; słowa: Adele, Paul Epworth
          NAGRODA CECILA B. DE MILLE'A - Jodie Foster
          film.onet.pl/wiadomosci/zlote-globy-przyznane,1,5392934,wiadomosc.html
          film.onet.pl/fotoreportaze/zlote-globy-2013-najlepsze-momenty-na-zdjeciach,5393007,13493723,fotoreportaz-maly.html
          Nagodzona muzyka - Mychael Danna "Życie Pi"
          "Kołysanka Pi"

          www.youtube.com/watch?v=NTQ9Cw0a7IY
          • grek.grek Re: Złote Globy - lista zwycięzców 15.01.13, 13:27
            myślę, że Day Lewis na 99 % dostanie Oscara, zwłaszcza, że za Lincolna.
            a ciekaw jestem bardzo, czy ta cała "Operacja Argo" się obroni; to może być
            najbardziej interesująca sprawa.
            • siostra.bronte Re: Złote Globy - lista zwycięzców 15.01.13, 14:23
              Ciekawa sprawa. Daniel ma już dwa Oscary, może to też będzie się liczyć.

              Pozostali kandydaci: Bradley Cooper, Hugh Jackman, Joaquin Phoenix i Denzel Washington (też z nagrodą na koncie). I faktycznie, w tym zestawie, Day-Lewis jest chyba faworytem.

              Bardzo lubię Daniela. Chociaż wolałam jego wcześniejsze role, z lat 80 i 90-tych. Widziałam spory fragment "Aż poleje się krew" (oscarowa rola) i jakoś średnio mi się tam podobał. Gra teraz, jak dla mnie, zbyt "technicznie", za mało emocjonalnie.

              Obejrzałam zwiastun "Lincolna". Wygląda na dosyć nudny film, pełen przemów, deklaracji i patosu. I propagandy jaki to naród amerykańskie jest (był?) wielki. Ale Day- Lewis podobno jest znakomity. Tylko szkoda, że gra już starszych panów. Podkochiwałam się w nim za młodu :)
            • siostra.bronte Złote Globy-trailery 15.01.13, 14:32
              No właśnie, sukces "Operacji Argo" (także nominacje do Oscara) jest trochę zaskakujący. Aż sama chciałabym go obejrzeć z ciekawości.

              Tutaj trailer:
              www.youtube.com/watch?v=6wAOi0BZ3KM
              • siostra.bronte Re: Złote Globy-trailery 15.01.13, 15:14
                Zapomniałam, że miało być kilka trailerów :) W wersji pl.

                Tutaj "Lincoln":
                www.youtube.com/watch?v=BSA0ogkz-e8
                I "Django" Tarantino. Muszę przyznać, że wygląda całkiem interesująco. Oprócz Leo :)
                www.youtube.com/watch?v=fmwcCsS0-YM
              • barbasia1 Re: Złote Globy-trailery 15.01.13, 17:01
                siostra.bronte napisała:

                > No właśnie, sukces "Operacji Argo" (także nominacje do Oscara) jest trochę zask
                > akujący. Aż sama chciałabym go obejrzeć z ciekawości.

                Ja też.

                "Oparty na faktach thriller nagrodzonego Oscarem Bena Afflecka (Miasto złodziei, Buntownik z wyboru). Opowiada o niezwykle niebezpiecznej, tajnej operacji, której celem było uratowanie szóstki Amerykanów z opanowanego rewolucją 1979 roku Iranu.
                Specjalista od ewakuacji z terytorium wroga, Tony Mendez z CIA (Affleck), przedstawia ryzykowny plan wywiezienia ukrywających się Amerykanów z Iranu. To plan tak nieprawdopodobny, że wydarzyć mógłby się tylko w filmie"
            • barbasia1 Re: Złote Globy - lista zwycięzców 15.01.13, 16:33
              To bardzo prawdopodobne. Już sama charakteryzacja, wygląd, jakby człowiek zszedł z potretu, budzi szacunek.

              "Operacja Argo" - nic nie wiem na temat tego filmu, zaraz będę rzucać okiem na zalinkowane przez Bronte trailery.

              :)
    • grek.grek "Gra",finał "Californication", "Spacer po linie" 15.01.13, 13:54
      wczoraj Czesi puścili "Osiem i pół", ale - po pierwszym oglądzie, jakoś mi nie spieszno było do
      powtórki, aczkolwiek filmy Felliniego, to jest uczta dla oka. Zatem, nie wyciągnę Was na schadzkę we włoskie chaszcze ;]

      dziś, całkiem ciekawie :

      20:00,TVN 7 "Gra" - jeśli nie widzieliście, to warto temu filmowi dać szansę. Fincher, to marka sama w sobie, a Michael Douglas bardzo dobrze zostaje zdekonstruowany w swoim filmowym imidżu. Aczkolwiek, i tak najbardziej przypadł mi do gustu w "Wonder Boys", sfatygowany, nieuczesany, w przebrzydłym szlafroku na werandzie domku w podłej dzielnicy.

      Tutaj gra biznesmena, który ma wszystko, co można kupić za pieniądze, ale żyje oddzielony szklaną szybą od świata, popada w rutynę, ciągle tylko kursy walut, interesy za kolejne miliony i samotne wieczory w luksusowym domu z odgrzewanym obiadem z mikrofali, oczywiście z telewizorem nastawionym na informacje z giełdy. Zbliża się do wieku, w którym jego własny ojciec strzelił samobója.I wtedy pojawia się jego dawno nie widziany brat [gra go Sean Penn], z pewną propozycję : zagraj w grę, ona odmieni twoje życie, tak jak zrobiła to z moim.

      Co będzie dalej, to jest zaiste zagwozdka dla tych, którzy mają szczęście oglądać ten film pierwszy raz. Pozornie rzecz wydaje się jasna, gra i te sprawy, lecz z każdą kolejną dziwną akcją zaczyna się wkradać podejrzenie, że to wcale nie jest taki proste i oczywiste, że w grze toczy się inna Gra, i to może nawet niejadna. Aż do finału. A jak jest naprawdę - sami się przekonajcie, naprawdę warto, choćby dla tej wartkiej akcji, kolejnych zwrotów i niepewności,co jest prawdą,a co umową handlową, co kreatywnością a co normalnym oszustwem.

      w CT1, 23:35, ostatni odcinek "Californication".
      tytuł "W piekle nie jest tak źle" - aż pachnie siarką ;]

      No i "Lalka", 1:15 w TVp2, będę jednym z 12 widzów, którzy oglądają, hehe.
      Ale o tej porze ma to swój urok.
      czuje się tę wspólnotę nietoperzów :]

      TVP1, 1:00 - też ładna pora - "Romeo i Julia z Saskiej Kępy", romans malarza-artysty i pani pomocy domowej. 88 rocznik.

      w TV4 "Spacer po linie", biografia Johnny'ego Casha, 2005 rocznik. szkoda, że mi zachodzi na ww.seriale, bo chętnie bym obejrzał, a tak mogę najwyżej na powtórkę liczyć, żałując, że POlsat taki film puszcza w swojej "córce", a w "matce" jakieś mało wyszukane sensacyje. Może Wy się przymierzacie ?


      • siostra.bronte Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 15.01.13, 14:07
        "Gra" to całkiem zgrabny thriller. Chociaż trzeba przyznać, że w świetle zakończenia fabuła jest mało prawdopodobna.

        Mam wrażenie, że "Lalka" leci non stop. Prawie jak "Stawka większa niż życie" (którą zresztą uwielbiam), hehe.

        Też wypatrzyłam "Spacer po linie", ale pora trochę późna.
        • grek.grek Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 16.01.13, 14:10
          mnie się wydaje, że - może poza tym dokładnie w punkt upadkiem przez szybę
          ze szkła cukrowego,bo jednak nie da się zaanrażować czyjegoś wyboru popełnienia
          samobója - dośc logicznie to się rozwijało... Facet wszedł w to po uszy, i w pewnym
          momencie, przyznam, zaczęło mi się wydawać, że być może wcale mu sie nie wydaje, że
          ktoś go probuje wykantować.

          hehe, mnie cieszą te nieustanne powtórki :]

          yes, pewnie jeszcze powtórzą, może tym razem na POlsacie pójdzie ?
          • siostra.bronte Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 16.01.13, 14:16
            No właśnie, chodzi o końcówkę. Tak jak napisałeś, trudno przewidzieć czyjeś samobójstwo. A gdyby bohater rzucił się z innego okna i zginął? Ale faktycznie, do tego momentu historia jest dosyć wiarygodnie przedstawiona.
      • barbasia1 Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 15.01.13, 16:29
        > 20:00,TVN 7 "Gra"
        Oglądałam, bardzo mi się podobała "Gra". Nie będę dziś oglądać, zaczekam aż bardziej zatrez mi sie w pamięci fabuła. ;)

        Pan Kałużyński w Leksykonie rozpisał się na kilka stron na temat "Osiem i pół". Jeśli chcesz mogę Ci/nam zrobić wstęp streszczając co nieco. W stosownym momencie, jak powtórzą dopowiesz fabułę!? Co Ty na to?

        Ożeż, co ten Hank znowu wymyślił!? Poprzedni odcinek nie zwiastował przecież upadku na samo dno piekieł!?


        TVP1, 1:00 - też ładna pora - "Romeo i Julia z Saskiej Kępy", romans malarza-ar
        > tysty i pani pomocy domowej. 88 rocznik.
        O! Brzmi ciekawie. :)

        "Spacer po linie" - jeśli jest późno, to raczej nie będę oglądać.

        Przyjemnego zatem oglądania "Lalki", wszytskim 12 nietoperzom, w tym Tobie Nocnymarku.
        (jakiej płci są pozostałe nietoperze?;)
        • grek.grek Re: "Gra",finał "Californication", "Spacer po lin 16.01.13, 14:05
          Oczywiście, że jestem na TAK :]
          jeśli tylko znajdziesz chwilę - taki wstęp byłby doskonałą rzeczą.

          hehe :]

          dzięki, Lalka w środku nocy... to jest to ;]
          [nie mam pojęcia, co z tymi nietoperzami, hehe; pewnie dzielą się po równo ? ;)]
          • barbasia1 "Spacer po linie" 16.01.13, 23:55
            Szkoda tego "Spaceru po linie" . Szkoda, że nie oglądałeś i nam nie opowiesz ...
            (Ja tylko na mały fragment okiem rzuciłam )

            Zatem wkrótce się pojawi ...

            > dzięki, Lalka w środku nocy... to jest to ;]

            Klimatycznie.

            >nie mam pojęcia, co z tymi nietoperzami, hehe; pewnie dzielą się po równo ?
            ;))
            • grek.grek Re: "Spacer po linie" 18.01.13, 14:03
              także żałuję, i zastanawiam się dlaczego Polsat puścił go w TV4,a nie w głównym swoim kanale [mógłbym nagrać].

              hehe ;]
              • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 18:18
                Skoro nie w głównym swoim kanale , tylko w TV4, to nie rozumiem dlaczego tak późno w nocy dali ten film.

                Czytałam, że "Spacer po linie" nie jest , ani oryginalnym, ani wybitynym filmem biograficznym. Biografia zrobiona została według sprawdzonego, standarowego hollywoodzkiego schematu, jak napisano na filmwebie, w dodatku zaprawionego clkiwym i sentymantalnym sosem. W krótkich epizodach przedstawiono najważniejsze wydarzenia z różnych lat życia i kariery muzyka . Najwięcej miejsca poświęcono wątkowi związku Johnny'ego Casha z amerykańska piosenkarką i kompozytorką country June Carter (która była jego drugą żoną; pozostali małżeństwem aż do jej śmierci w 2003 roku, on zaś, sprawdziłam na wiki, zmarł kilka miesięcy po niej, na skutek komplikacji po operacji) oraz na wątku jego walki z uzależnieniami.

                Wielbicielką country, Johnnego Casha nie jestem, ale bardzo lubię filmy biograficzne, dlatego mi szkoda tego filmu.

                June Carter była autorką jednego z największych przebojów Johnny'ego Casha "Ring of Fire".

                Oto ta piosenka i Johnny Cash z akompaniamentem instrumentów dętych w stylu meksykańskim (pomysł takiej aranżacji podobno mu się przyśnił).
                The Ring Of Fire

                www.tekstowo.pl/piosenka,johnny_cash,ring_of_fire.html
                Na koniec "The Ring Of Fire w ognistym wykonaniu ... Acid Drinkers!
                Trzymajcie się mocno, Moi Drodzy, swoich krzeseł i foteli! ;)
                www.tekstowo.pl/piosenka,acid_drinkers,ring_of_fire__johnny_cash_cover_.html

                :)
                • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 18:24
                  I lubię Joaquina Phoenixa. :)
                  • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 18:28
                    który grał, jak już wspomniałeś wyżej Greku, Johnny'ego Casha zwanego także Man in Black – "Człowiekiem w czerni", "ze względu na kolor ubrań jakie nosił – będący znakiem sprzeciwu wobec społecznych dyskryminacji i nierówności" - podpowiada mi wiki. :)
                    • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 19.01.13, 19:06
                      Joaquin Phoenix - Ring of Fire

                      www.youtube.com/watch?v=SN9lk2jN5cw
                      Tralier filmu:
                      www.youtube.com/watch?v=rIfdWoHqeXE
                      i prawdziwi Johnny Cash and June Carter w pisence "Jackson"
                      www.youtube.com/watch?v=4GvD_NQrLFo&NR=1
                      • grek.grek Re: "Spacer po linie" 20.01.13, 13:35
                        Dzięki, Barbasiu, za cały ten zestaw informacji i interpretacji :]

                        Johnny Cash, mimo etykiety muzyka country, przez wielu zaliczany jest
                        do bluesa, a nawet rocka i ma szacun u przedstawicieli innych gatunków
                        muzycznych, przekracza granice stylu, z którego się wywodzi.

                        I wiesz, że jak tak go posłuchać,to naprawdę nie jest typowe country,coś
                        pod nózkę, square dancing itd. To jest muzyka, w której widać jakieś
                        otwarcie na inną estetykę, z której można robić świetne aranżacje, jak np.
                        ta Acid Drinkers, która nie służy kowbojom do zabawy.

                        Mam wrażenie, że czy biografie, czy to postaci autentycznych czy fikcyjnych, wtedy
                        są ciekawe, kiedy scenariusz zakłada dobieranie się im do tzw. tyłka :] hagiografie albo
                        wyliczanki chronologiczne obronić może rozmach, dobre zdjęcia, muzyka i popis aktora
                        odtwarzającego takiego bohatera - ponoć własnie Phoenix zagrał świetnie ?
                        • barbasia1 Re: "Spacer po linie" 20.01.13, 16:01
                          > I wiesz, że jak tak go posłuchać,to naprawdę nie jest typowe country

                          Właśnie, właśnie. Posłuchałam kilku utworów i to ku memu zdziwieniu z przyjemnością i ta sama myśl mi przyszła do głowy.

                          No więc na pewno ta biografia filmowa broni się dobrą muzyką, która jak ładnie napisałeś "przekracza granice stylu z którego się wywodzi" . Ma więc szansę spodobać się nie tylko wielbicielom country.

                          Podobno Phoenix i Reese Witherspoon (za mało widziłam, ale ogólnie pozytywne wrażenie pozostawili ) zostali wybrani do swoich ról przez samego Johnny'ego Casha i June Carter (chyba jeszcze kilka lat przed nakręceniem filmu).

                          :)
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 15.01.13, 16:09
      panpietruszka napisał(a):

      > Ja jak zawsze bede ogladał m jak miłość:)

      Aleś mnie pan okrutnie rozcarował tym postem, a już tak się ucieszyłam widząc nowy
      m ę s k i nick.
      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 15.01.13, 17:17
        Mnie bardziej rozczarował produkt, który pan w sygnaturce reklamuje.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 27) 15.01.13, 19:22
          Mnie akurat interesowałby temat szaf wnękowych do zabudowy. Ale nie w tym wątku.
    • grek.grek Calfornication sez 5 odc 12 16.01.13, 13:05
      zaczyna się oniryczną sceną, w której Hank Moody gości w .. a co Wam będę opowiadał ;] ... :
      www.youtube.com/watch?v=3P3VDlqDAjI
      [hehe, w pierwszym momencie pomyślałem - mam nadzieję, że już tak mają i dla mnie
      miejscówkę, czekałem tylko na to, jaki jest haczyk, hehe]

      Po tym uroczym wstępie, Hank, no bo i cóż mu pozostało, po takim "proroczym śnie", jedzie do domu Karen i Batesa.

      I tu pierwsza, z licznych w tym ostatnim odcinku, sensacji : oto niereformowalny alkoholik Bates decyduje się... odejść od Karen. Ale nie tak sobie : zanim się ostatecznie zawinie w swoją stronę powiada "bądźcie razem", nie chce przeszkadzać Karen i Hankowi w powrocie do siebie. On sam zaś "chce być wolny", związek dusi jego inwencję twórczą i życiową [albo obie naraz, o ile to jakaś róznica], a poza tym, zapewne, po prostu chce swobodnie grzać w palnik i nie tłumaczyć się przed nikim. Co też daje do zrozumienia, na odchodnym chowając za pazuchę czule obejmowaną butelczynę. Nie muszę dodawać, że Karen i Hank są mocno zaskoczeni.Kiedy ten stan mija, natychmiast nadrabiają łóżkowe zaległości i generalnie kwitną i szczebioczą, jakby się znali góra dwa dni.

      Hank wraca [co za scena, w zwolnionym tempie biegnie chodnikiem, a one czekają na podjeździe i padają sobie w ramiona, haha] nie tylko do łózka Karen, ale i do spacerów z Beccą most[k]ami na kanałach Venice. I do rozmów o życiu. Becca informuje go, że rzuciła Tylera - Hank na to "brawo", ale w następnym zdaniu ona dorzuca "ale zaraz do niego wróciłam", Hank - "tragedia...". A w jeszcze następnym Becca zwierza mu się,że Tyler poprosił ją o rękę...Hank wstrzymuje oddech...i ona się zgodziła. I tutaj Moody nie wytrzymuje - rzuca pokaźnego pawia przez barierkę do wody. Becca "pogratuluj mi", na co Hank chce ją pocałować, ale z racji tego, co przed chwilą go spotkało - musi się ograniczyc do werbalnych zapewnień, że... to fatalna decyzja Beccy.

      Co może jeszcze zrobić Hank, aby upadek jego rodziny powstrzymać ?
      Jedzie na plan "Gliniarza z Santa Monica" i próbuje się rozmówić z Tylerem. Odbędzie się tam prawdziwe pandemonium ;]

      Po primo, odwiedza Samuraja w jego przyczepie filmowej, i dowiaduje się, że Samuraj wie, iż Kali, z którą, jak się okazuje, romantyczna strona Samuraja łączyła plany małzeńsko-dziecięco-domowe - miała romans z Tylerem. Samuraj cały jest wkurzony i rozżalony jednocześnie, własnie ma kręcić ostatnią scenę tego swojego kiczu, ale już dojrzewa w nim myśl, żeby uwolnić swoje mniej liryczne wcielenie, które domaga się "uczynienia z tego planu filmowego prawdziwej apokalipsy". Hank prosi go,żeby się opanował, nie robił głupstw.

      Ostatnia scena tego gniota, to strzelanina przestępców z policją, w której oczywiście Samuraj w swojej roli kładzie wszystkich bandziorów jednym strzałem. Uwalnia zakładniczkę, gra ją... Kali, i zamiast przewidzianych w scenariuszu miłosnych uścisków i wyznań, Samuraj rzuca do niej "wal się, suko" - jak to się życie z ekranem miele ;], a grającej małą rólkę Lizzy nawet nie dopuszcza do powiedzenia jej kwestii, tylko każe spadać. a nasza aktoreczka tak się starała by dostać tę rolę. I to nawet dwa razy :]

      Film jest skończony. Samuraj idzie pewnym krokiem do Tylera. Chce mu chyba krzywdę zrobić.Nawet bezapelacyjnie chce. W ręku ma pistolet z planu filmowego. Hank staje między nim, a chłopakiem, cała ekipa patrzy, co sie stanie. Hank rzuca "nie bójcie się, ten pistolet to
      rekwizyt", na co Samuraj szybko zmienia sztuczną pukawkę na calkowicie prawdziwą wzbudzając panikę na pokładzie. Hank wciąż go uspokaja, ale najtrudniejsze przed nim : szepcząc do siebie "jak prawda - to do końca" wyznaje mu, że on też miał romans z Kali.Samuraj "tylko nie ty, nie mój czarnuch...". Hank tłumaczy,że to było w samolocie lecącym do LA i że nie miał pojęcia, że Kali to dziewczyna Samuraja, albo że nią w ogole zostanie. Samuraj gotów mu jest efekt takiego pechowego zbiegu okoliczności wybaczyć, ale skruszony Hank dopowiada,że już w LA i już wiedząc kim jest Kali - miał z nią drugą okoliczność. No i tu Samuraj już nie wytrzymuje i zaczyna nie na żarty machać pistoletem grożąc, że za chwilę wszyscy będą martwi.

      I już pistolet Samuraja ma wystrzelić wiedziony ręką rozeźlonego właściciela [rozwijam się pisarsko,nie ;), kiedy na pomoc rzuca się, a jakże - Łysy :]
      Łysy, który na plan przyjechał ze swoją eks-żoną Marcy, po dramatycznej, hehe, dyskusji w domu, w której oboje uświadomili sobie, że Lizzie i Stuart ich zdradzili,nieważne - że on jest producentem filmowym, a ona początkującą aktorką, zaś oralne przyjemności są w branży czymś jak "podanie ręki" ;]... zdradzili ich i kropka.

      I oto Łysy, w zwolnionym tempie jest to pokazane, rzuca się osłonić własnym ciałem Moody'ego. I udaje mu się, pistolet Samuraja wypala, Łysy pada kwicząc niemiłosiernie. Wrzeszczy, że "już puka do bram niebios" [że co proszę, gdzie ? hehe,podczas gdy
      jest zaledwie draśnięty w ramię. Samuraj zaraz pędzi z przeprosinami, że nie chciał, że
      to był przypadek, cala branżowa maska gangstera spada pięknie w tym momencie- no ludzki
      człowiek, prawie załamany tym, że postrzelił nieznacznie faceta, którego zawsze wyśmiewał.
      Hank oczywiście jest wzruszony tym, że przyjaciel "uratował mu życie",odprowadza Charliego, leżącego na noszach, do karetki, trzymając go za dłoń i puszczając w niepamięc wszystkie grzechy jego [czy te sceny Wam czegoś nie przypominają ?].

      Kali zaczyna przepraszać Samuraja, który mięknie w oczach, zwłaszcza kiedy dziewczyna wyznaje mu, że "nigdy nikt nie był w niej tak zakochany, żeby chcieć aż zabić, i to najwyższy akt miłości" - odchodzą razem wybaczając sobie nawzajem.

      Tyler dziękuje Hankowi, że go zasłonił przed kulką, a Hank przestrzega go,żeby nie zawiódł już nigdy Beccy, bo nigdy nie jest za późno, żeby go nauczyć moresu, no i... facetowi,który ci uratował życie, się nie odmawia :]
      .
      A wkurzona Marcy łapie za pistolet odebrany Samurajowi i wymierza siarczyste uderzenie kolbą poniżej pasa Stuarta, ktory momentalnie zwija się z bólu i łapie za to... gdzie go uderzono ;] I w takiej niewygodnej cokolwiek pozycji przepraszająco kica jak zając w krok za dumnie chcącą go zostawić na lodzie Marcy.

      Uff, awantura zażegnana. Niczym w kiepskim filmie :]

      Hank dzwoni do Karen,która w domu przygotowuje kolację, że zaraz będzie w chałupie.
      Oczywiście, jako nowo odnalezieni sobie przeznaczeni są nieznośnie przesłodzeni ;]

      Zanim jednak Hank dostanie się domu, czeka go jeszcze jedna akcja. W mieszkaniu Łysego i Marcy, do którego przyjeżdza po swoje rzeczy, czeka na niego Carrie, dziewczyna, którą zostawił wyjeżdzając z Nowego Jorku, a która potem przyjechała w ślad za nim do Los Angeles [odcinki 1-3], dziewczyna, która - bagatela - spaliła mu mieszkania i publicznie skompromitowała, z powodu miłosnego zawodu,oczywiście.

      Carrie więc,próbuje się upewnić, że już ich nie łączy. Hank potwierdza.Ona mu proponuje seks, "na pożegnanie", ale Hank odmawia. Mówi, że będzie miał o niej dobre wspomnienie, zwłaszcza dotyczące seksu, ale to już przeszłość. Na co ona, nie zrażona, oferuje "pożegnalnego drinka,na co Hank z westchnieniem zniecierpliwienia przystaje. Wypija raz dwa duszkiem i chce wychodzić. Zatrzymuje go widok dużej ilości papierków po pigułkach leżących na stoliku. Czy Carrie je zjadła ? Hank znów nie może odmówić, kiedy carrie zaczyna się do niego kleić. Pozwala,żeby położyła go na sofie i nagle zamazuje mu się niego widoczność. Carrie zagląda mu w twarz, a on czuje, że piguły zdaje się on połknął, a ona mu je podała:]

      Kiedy wzrok na chwilę mu wraca widzi nad sobą... twarz Karen.

      KOniec.

      CO z tą twarzą na końcu ? Przysniło mu się ? Majaki ? Metafora taka,że nawet jak ma do czynienia z inną kobietą, to i tak kocha się zawsze z tą jedną ?

      trochę w zawieszeniu pozostawia ten finał, możliwe, że, tak sobie imaginuję - przygotowano od razu 5 i 6 sezon, stąd taki otwarty i pozostawiający fur
      • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 13:25
        no i po sezonie :]

        teraz może wreszcie trailery z całości [o ile działają] :
        www.youtube.com/watch?v=kxk0yCCI24c
        www.youtube.com/watch?v=_WDT4Omtqr8
        dziwne zakończenie, cały ostatni odcinek wygląda na zabawę z konwencją
        amerykańskiego happy endu : uratowanie życia zmazuje grzechy, melodramat zakochanych,
        zejście się zakochanych niespodziewane, zemsty liczne ;]. W sumie, cóż lepszego mieli do wyboru... Gdyby Hank nie dostał kolejnej szansy,by wrócić na łono związku i ojcostwa [i ją przypuszczalnie w 6 sezonie spaprać, hehe], zapewne już nigdy by nie spróbował ponownie, a to oznaczałoby koniec serialu, bo Californication nie istnieje bez kanonicznego wątku starania się Hanka o odzyskanie [i utrzymanie przy sobie, a siebie przy nich] Karen i Beccy. Finał zatem spodziewany, a dla twórców uznanie, że umieli tę koniecznośc dziejową wypichcić puszczając oko do widowni.

        to był dobry sezon, aczkolwiek... trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że tylko sentyment widowni do postaci Hanka trzyma go przy życiu, tak naprawdę prawdziwy entuzjazm minął, klimat pierwszych dwóch serii się ulotnił, chwilami scenarzyści łapią się prawą ręką za lewe ucho, ale... jako sympatyk -nie mam nic przeciwko 6 serii, może uda się zgrabnie zamknąć rzecz całą. No chyba, że jednak jest w planach 7-my...:]
        • pepsic Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 15:11
          Nie znam sie za bardzo na serialach, ale ten ma chyba najlepszy podkład muzyczny na świecie sądząc po trailerach.
          • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 23:05
            O tak, podkład muzyczny w Californication jest naparwdę znakomity. Są tu znakomite stare utwory (jak właśnie Led Zeppelinów, czy Eltona Johna , Warrena Zewona / słabo znanego poza Ameryką ) ale też i sporo nowości. Na stronach fanów serialu można znaleźć wątki poświęcone utworom wykorzystanym w danym sezonie, w danym odcinku. (swego czasu grzebałam trochę) . Trzeba by kiedy i u nas założyć taki podwątek poświęcony wyłącznie muzyce w Californication.

            :)

            Led Zeppelin - Dazed and Confused

            www.tekstowo.pl/piosenka,led_zeppelin,dazed_and_confused.html
            Dobre!


            Elton John - Rocket Man
            www.youtube.com/watch?v=-LX7WrHCaUA
            • pepsic Re: Californication sez 5 odc 12 18.01.13, 14:57
              Dziękuję za najlepszą muzykę na świecie, tj. zespół Led Zeppelin!

              Ps. Barbasiu, mam na uwadze, ze nie skończyłyśmy rozmowy w vol. 26.
          • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 17.01.13, 13:55
            trailery, to jeszcze nic.
            wg mnie, muzyka z Californication idealnie pasuje do poszczególnych scen, albo
            jako współbrzmienie z puentą, wymową całego odcinka, dlatego najlepiej jej
            słuchać w trakcie oglądania :]
            • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 17.01.13, 23:52
              O tak! :)

              Tu np. niezapomniana scena z ostatniego odcinka 3. sezonu, z doskonale dobraną klimatyczną piosenką Rocket Man Eltona Johna:
              www.youtube.com/watch?v=Be1ZIlotflc
              :)
              • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 18.01.13, 13:54
                świetna ilustracja tego, o czym myślałem, Barbasiu.
                piosenka idealnie pasuje do momentu ekranowego, brzmi klimatycznie w tym właśnie
                enturażu. nie ma wyjścia, kto chce słuchać tego soundtracku musi pooglądać serial :]
                • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 18.01.13, 13:57
                  Albo koniec 2 sezonu, kiedy Hank spaceruje z Beccą zatłoczonym deptakiem Venice, spotyka jedną ze swoich eks-przyjaciółek, a potem uspokaja Beccę, że został z nią w LA, mimo że pierwotnie miał jechać do NY z Karen, wcale nie tylko dlatego, że plany się zmieniły, alei dlatego,że w LA jest po prostu ciepło i przyjemnie... i wtedy wchodzi przeróbka "California dreamin" Mamas & Papas- też świetne, ale takie momenty charaketryzują większość [znakomitą]o odcinków.
                  • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 19.01.13, 16:50
                    Otóż i to zakończenie:

                    www.youtube.com/watch?v=jTWXOqhF2Io
                    a na początku pocałunek pięknej od kalifonijskiej dziewczyny ... ;)
                    • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 20.01.13, 13:36
                      yes yes yes :]]
                      dzięki, świetny moment.
                  • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 19.01.13, 16:52
                    >też świetne, ale takie momenty charaketryzują większość [znakomitą]o odcinków.

                    Otóż to. Muzyka jest perfekcyjnie dobrana w Californication.
        • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 16.01.13, 22:51
          > [...] w pierwszym momencie pomyślałem - mam nadzieję, że już tak mają i dla mnie
          miejscówkę

          Miejścówkę dla Ciebie w tych tam z Cali rajskich zaświatach, tak? O! Na pewno! W zaświatach każdemu według pragnień . ;)

          >No chyba, że jednak jest w planach 7-my...:]

          Jak to, czy będzie sezon 7.? Wspominałam już w ubiegłym roku, o tym, że sezon 7. jest w produkcji. Nie tylko go wyprodukowano ,ale nawet wystartował pierwszy odcinek! dokładnie miłao to miejsce trzy dni temu, 13 stycznia tego roku, w niedzielę wieczorem .
          Marylin Manson będzie straszył w tym sezonie.

          Każdy oryginalny koncept po jakimś czasie musi stracić świeżość. Tak się dzieje z każdym serialem opartym na charakterystycznym koncepcie. Podobnie jest, zauważ jest z Dexterem.

          To teraz Karen ma powód, by się na Hanka znów obrazić ...
          I starania się Hanka o odzyskanie [i utrzymanie przy sobie, a siebie przy nich] Karen i Beccy zaczną się od początku.

          Na tym cały urok Hanka polega, że pomimo słabości do licznych pań, on cały czas krąży wokół Karen, odejść od niej na zawsze nie potrafi. Tylko ona się liczy. Prawdziwa miłość! ;)

          Wiesz ja nawet już bym nie chciała zobaczyć takiego happy endu w Cali, w którym Hank zostaje z Karen . Bo oni zawsze będą już razem. Tak jak Łysy z Marcy. :)

          Tylko do czego Hankowi Marylin Manson będzie potrzebny? To ciekawe!

          Dziękuję Ci za sezon 6.!
          :)
          • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 17.01.13, 13:41
            rajskie, to one raczej nie były....
            w rajskich wszystkie kobiety chodzą zapięte po szyję ;]

            Faktycznie.... zapomniałem zupełnie, że pisałaś, mea culpa.
            cały czas gdzieś mi się z tyłu głowy tłucze ten zbliżajacy się [ufam]
            6 sezon i jakoś tak automatycznie odnoszę do niego wszelkie informacje dot.
            przyszłości tego serialu.

            Na pewno tak jest, o ile jednak w Dexter odbywa się w konwencji, w której
            możliwe są napięcia kryminalne, twisty, a do tego sam bohater ciągle
            ewoluuje w swojej psychice - to w Californication właściwe wszystko kręci się
            wokół jednej sprawy, z paroma zawsze wątkami pobocznymi, w których i tak
            zwykle chodzi o seks ;]

            Dlatego, jakkolwiek dobrze oceniam ten 5 sezon, to wcale nie chciałbym, żeby
            6 zaczął się od przyszłego tygodnia :] Przy Californication przerwa jest wskazana,przynajmniej
            dla mnie. A następnego Dextera mógłbym w zasadzie konsumować choćby od zaraz, tak ciekawi mnie, jak puszczą, i rozegrają, to od [wiadomego] miejsca,w którym zatrzymali.

            tak własnie.
            Jest dobrze, więc bankowo w 1odcinku nowej serii Hank to zepsuje :]
            a potem przez kolejnych 11 będzie próbował odkręcić.
            właściwie można by to traktować, jako ten niezmienny fundament fabuły i zajmować
            się samymi pobocznościami oraz drogami naprawy, ale kiedy Karen po raz enty decyduje się
            zacząć "od nowa" i wiadomo, że żeby przeżyć serial potrzebuje wolty Hanka... heh, to
            się jednak chce trochę odpocząć, żeby nie przegrzać kaloryferów ;]

            właśnie, Hank nie zdradza Karen mentalnie, bo kocha tylko ją.
            pytanie, czy sam seks [choćby i przyjemny, hehe] można traktować jako zdradę.
            w jakimśtam kanonie kulturowym jest to przyjęte, ale czy nie jest to tylko przesąd i
            pułapka,w której się ludzie dali zamknąć, łącząc w nierozerwalną całość uczucia i
            fizjologię ?
            wydaje mi sie, że w tym notorycznym "zdradzaniu" Hanka w centrum jest własnie to
            zagadnienie/pytanie.
            I wiesz co, wydaje mi się, że, jak tak sięgam pamięcią, ona nigdy go nie porzucała
            z powodu tych seksualnych przypadków.

            cała przyjemnośc po mojej stronie [była i jest] :]

            • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 18.01.13, 00:12
              Ależ to był raj dla niegrzecznych chłopców, tam kobiety mogą chodzić nawet w negliżu ... :)

              /Teraz widzę, że z zaświatowego forumowania jednak będą nici. Naiwna. ;)/

              Pomyliłam numerację, o 6 sezonie pisałam. Marylin Manson i rock opera, to wszystko w 6 sezonie, on 13 stycznia wystartował.
              Znalazłam króciutki trailer:
              www.youtube.com/watch?v=6RSERPCAF1o
              cnd.

              :)

              GoodNight!
              • grek.grek Re: Californication sez 5 odc 12 18.01.13, 14:09
                aaaa, teraz rozumiem, zbyt wolno-myślący jestem :]

                dzięki, Barbasiu, może już na wiosnę będzie w CTv,chociaż...
                może jednak na jesieni dopiero ?..

                Good Morning !
                czy raczej, Good Afternoon;]
                • barbasia1 Re: Californication sez 5 odc 12 19.01.13, 16:38
                  Tak, to był piekielny raj dla niegrzecznych chłopców i niegrzecznych dziewczynek.

                  Pewnie dopiero jesienią można się spodziewać 6. sezonu Californication.

                  Good Afternoon, Greku.

                  Ciężki tydzień minął.

                  :)
            • barbasia1 Re: Californication - refleksja 20.01.13, 13:38
              > [...], więc bankowo w 1odcinku nowej serii Hank to zepsuje :]
              > a potem przez kolejnych 11 będzie próbował odkręcić.właściwie można by to traktować, jako ten niezmienny fundament fabuły
              > właśnie, Hank [...] kocha tylko ją.

              Patrz Greku, pod bijącym po oczach opakowaniem w postaci obyczajowej odwagi, kontrowersji, naruszania tabu, epatowania ludzkimi fantazjami seksualnymi, perwersjami (oczywiście z przymrużeniem oka), przekraczaniem granic dobrego smaku, szkowaniem, kryje się w gruncie bardzo konserwatywny przekaz - najważniejsza jest (prawdziwa) miłość, rodzina.

              :)
              • grek.grek Re: Californication - refleksja 20.01.13, 13:44
                celna uwaga, Barbasiu.
                Moody nawet cały jest konserwatywny, jak chodzi o rózne inne sprawy : nie uznaje współczesnej muzyki, lubi Stonesów; szanuje klasykę języka i nie znosi nowomowy; seks tylko za obopólną zgodą i nie dla pieniędzy,zysku albo jednostronnej przyjemności itd. Facet z zasadami i jedną słabością : lubi kobiety w liczbie mnogiej i kiedy ma okazje do seksu, to je głównie wykorzystuje, a przecież on za tym seksem nie biega, to seks sam do niego przychodzi ;]

                powstaje pytanie : na ile zdrada czysto seksualna narusza uczucie miłości ?
                czy ciało może zdradzić porozumienie duchowe ?
    • siostra.bronte Nagisa Oshima 16.01.13, 19:08
      Wybitny japoński reżyser zmarł wczoraj w wieku 80 lat. Wypatrzyłam tę wiadomość na pasku w jakiejś stacji tv. Na polskich portalach, niestety, ani słowa.

      Najbardziej znany film to oczywiście "Imperium zmysłów". Z ostatnich lat: "Wesołych świąt, Mr. Lawrence" (nie do końca udany, ale z przepiękną muzyką Sakamoto) i "Tabu" (pokazywany jakiś czas temu w tv.
      • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 16.01.13, 20:26
        Tutaj utwór Ryuichi Sakamoto. Jeden z najpiękniejszych tematów filmowych, jakie słyszałam:
        www.youtube.com/watch?v=LGs_vGt0MY8
        • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 16.01.13, 23:13
          Piękny utwór, prawda.
          Wg mnie najpiekniejszy temat muzyczny Sakamoto skomponował do "Wichrowych Wzgórz."

          Nieco informacji na temat tego reżysera ...

          W wieku 80 lat zmarł Nagisa Oshima, japoński reżyser, autor m.in. filmu "Imperium zmysłów"
          Nazywany był japońskim Pasolinim - Nagisa Oshima to indywidualista-prowokator, który zaczynał jako krytyk (pisał m.in. o polskiej szkole filmowej), a potem współtworzył w Japonii nową falę na przełomie lat 50. i 60., realizując kino oparte głównie na faktach.

          Gdy na Berlinale pokazano jego "Imperium zmysłów" (1976), skończyło się skandalem - film o szefie domu publicznego i jego służącej został na 18 miesięcy skonfiskowany przez sąd. Bo obraz Oshimy to właściwie niekończący się akt seksualny, brawurowy, szalony erotyzm w stanie czystym, który ma prowadzić do wolności (w tle rządzona przez wojskowych Japonia), ale zarazem sam w sobie zniewala i niszczy. Film kończy się uduszeniem głównego bohatera przez kochankę, która odcina mu genitalia.



          Tematowi ryzykownego, niebezpiecznego, łamiącego granice seksu Oshima pozostał wierny do końca - od głośnego "Imperium namiętności" z 1978 roku (nagroda za reżyserię w Cannes) po swój ostatni film "Tabu" o japońskich homoseksualistach z XIX wieku. Wątek homoseksualny był też kluczowy w "Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence" (1983), filmie z Takeshim Kitano (to Oshima odkrył go jako aktora) i Davidem Bowiem zakopywanym w piachu po szyję.

          Oshima zmarł na zapalenie płac. Miał 80 lat.

          Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,13242033,Tworca__Imperium_zmyslow__nie_zyje.html#ixzz2IB9j5Vu1


          Może Kultura coś pokaże, przypomni w zwięzku z tą smutną rocznicą .
          Przyznam, że widziałam żadnego filmu Oshimy.
          • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 10:02
            Tak, Sakamoto napisał też piękną muzykę do "Wichrowych wzgórz". A także do "Pod osłoną nieba" Bertolucciego.

            Oprócz wyżej wymienionych, widziałam też dosyć oryginalny film "Max, moja miłość", w którym Charlotte Rampling ma romans z...małpą. I jak sama przyznała, to jej ulubiony film, w jakim grała.
            • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 10:03
              Zajrzałam do zalinkowanego tekstu, a tam właśnie fotka Rampling :)
              • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 00:30
                > film "Max, moja miłość", w >którym Charlotte Rampling ma romans z...małpą. I jak sama przyznała, to jej ulubiony film, >w jakim grała.


                . Pamiętam była malutka wzmianka ten temat w artykule o Rampling w Wysokich Obcasach z ubiegłego roku chyba! Ja go nawet linkowałam w związku z naszą rozmową o Rampling.

                A więc to Nagisa Oshima był reżyserem tego filmu!

                siostra.bronte napisała:

                > Zajrzałam do zalinkowanego tekstu, a tam właśnie fotka Rampling :)
                :)

                Z tego właśnie filmu. Powiem Ci, że zaintrygował mnie ten film. Chętnie bym go obejrzała.

                Bronte, ile Ty ciekawych rzeczy już widziłaś!
                • pepsic Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 15:00
                  Tez pamiętam, nawet byłam nieco skonsternowana.
                • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 15:13
                  Dzięki, Barbasiu :)
                  Za młodu namiętnie chodziłam na różne przeglądy i festiwale. Można było zobaczyć filmy, które później nie były pokazywane ani w kinach, ani w tv.
                  "Maxa" widziałam wieki temu. Wydał mi się , delikatnie mówiąc, nieporozumieniem. Może nie powinno się go traktować zbyt serio :)
          • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 13:34
            Trzeba przyznać, że autor tekstu potrafi spojlerować :)
          • grek.grek Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 16:12
            O, dzięki, Barbasiu, za ten kaganek oświecenia :]
            nazwisko zmarłego jest mi, a raczej - było do przed-chwilą, nieznane, a
            tutaj nawet cały zasygnalizowałaś tematykę filmów jego.

            może coś wcisną w tę poustalaną tygodniami do przodu ramówkę ?
            • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 00:18
              Mnie też. Dobrze, że Bronte mimo, że okoliczność smutna, wypatrzyła tę informacje i tu ją umieściła.

              :)
      • grek.grek Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 16:09
        Przyznam, że nie znam :]
        może będzie jakaś okazyja, żeby jednak poznać, choćby jeden-dwa
        najważniejsze filmy.
      • grek.grek Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 16:19
        patrzcie, pan reżyser w wieku 80 lat zawinął się w piórnik, a jego równolatek
        Berlusconi własnie wziął ślub z młodszą o 50 lat babką :]

        obrzućcie mnie pomidorami, ale ten Silvio cały, to jest nadzieja dla wszystkich
        facetów - jasne,człowiek ma miliony na koncie, ale przecież i bez milionów można
        dożyć tej 80-tki w dobrej kondycji, radości życia i apetytu na więcej. Kwestia
        podejścia, dbania o siebie i pozytywnego myślenia. Co by mu dały te miliony, gdyby
        się zapuścił, zgorzkniał, a nawet spleśniał mentalnie ? jak tak gdzieś spojrzałem na
        człowieka, to - pomijając jego polityczne wygibasy - wyglądał jak ktoś, kto lubi życie.

        a teraz popatrzcie na przeciętnego polskiego, nawet nie 80-latka, a 60-latka.
        Człowiek się szykuje już do grobowca. Kompletny zanik aktywności wszelakiej,
        stateczność, dziób w pałąk... nic dziwnego,że polski 60-latek może tylko pomarzyć o
        30-letniej kochance ;]
        • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 17.01.13, 18:15
          Uwaga, będę rzucać :)

          Greku, naprawdę wierzysz, że wystarczy pozytywne myślenie i dbanie o siebie? Pan Berlusconi ma kasę na najlepszą opiekę medyczną, operacje plastyczne i przeszczepy włosów. To zdecydowanie pomaga w walce z upływem czasu.

          A u nas seniorzy tak wyglądają ze względu na niski poziom życia i opieki zdrowotnej. Nie trzeba porównania z Berlusconim. Wystarczy porównanie z równolatkami z krajów zachodnich! Ogromna różnica.
          • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 00:31
            Właśnie.
            Ja jutro pomogę Bronte rzucać pomidorami.
            • siostra.bronte Berlusconi 18.01.13, 10:28
              Chyba już czas na zmianę tytułu, bo temat radykalnie się zmienił.

              Hehe, Barbasiu, czekam niecierpliwie :)

              Dodam jeszcze, że bogaci panowie, choćby i stuletni zawsze będą przyciągać młode kobiety, które chcą się ustawić w życiu. Nic nowego.

              Wiem, że panowie zazdroszczą Berlusconiemu. Luksusy, orgie, żyć nie umierać. A teraz, biedaczek, jest za to ciągany po sądach!

              • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 14:15
                > Dodam jeszcze, że bogaci panowie, choćby i stuletni zawsze będą przyciągać młod
                > e kobiety, które chcą się ustawić w życiu. Nic nowego.

                Właśnie to chciałam powiedzieć na wstępie.

                To co najbardziej pociągające w osiemdziesięciolatku Berlisconim dla młodych, ślicznych trzydziestek, to nie jego radość życia, nie odmłodzona, wyprasowana po liftingach za wielką kasę twarz, nie dopakowana syropianem klata, ani nie zalana betonem męskość, tylko właśnie pieniądze, pozycja, władza, możliwości, znajomości, luksusy i wszelkie dobra świata w zasięgu ręki . To jest największy afordyzjak dla wielu kobiet, zwłaszcza młodych.
                • grek.grek Re: Berlusconi 19.01.13, 15:27
                  ha, Barbasiu, jakim więc cudem inni panowie z kasą i pozycją nie są takim obiektem
                  zainteresowania młodszych kobiet ? :]

                  wiesz,stary piernik z kasą zawsze będzie wabikiem dla młodych kobiet,które za jego pieniądze
                  będą się stroić... dla młodszych od niego kochanków ;], niemniej : jeden piernik może być
                  mniej atrakcyjny,a drugi bardziej,z jednym to może być tylko interes życia, a z drugim interes
                  życia z całkiem ciekawą i interesującą znajomością.

                  wiesz, jako wciąz młody mężczyzna, hehe, też bym wolał być utrzymankiem pani w wieku starszym, która jest uśmiechnięta,wesoła i ciekawa życia niż pani ponurej, niekobiecej i
                  w wisielczym nastroju ;]
                  • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 16:10
                    grek.grek napisał:

                    > ha, Barbasiu, jakim więc cudem inni panowie z kasą i pozycją nie są takim obiek
                    > tem zainteresowania młodszych kobiet ? :]

                    Przyznam, że nie słyszłam o takich przypadkach. :)

                    Pewnie, że im więcej zalet ma człowiek, tym lepiej.
                    • siostra.bronte Re: Berlusconi 19.01.13, 18:26
                      Hehe. Co i rusz słychać o kolejnych przypadkach, kiedy starsi panowie z kasą znajdują sobie młode kochanki, tudzież żony.
                      Żeby nie szukać daleko: świeża afera z byłym już prezesem naszej giełdy :)
                      • siostra.bronte Re: Berlusconi 19.01.13, 18:36
                        A pan B. bardzo ostentacyjnie, w południowym stylu, pokazuje jaki to on jest męski i wspaniały. I że dalej "może". Często pokazuje się z wianuszkiem młodych kobiet, nie wspomnę już o przysłowiowych orgiach. Inni są bardziej dyskretni :)
                        • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 18:39
                          Włosi to straszne snoby.
                          ale uwielbiam wszytsko, co włoskie, nawet do pana B. mam życzliwy i wyrozumiały stosunek. ;)
                      • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 18:37
                        Otóż.

                        A ten były prezes giełdy ma taki niezbyt sympatyczny wyraz twarzy. Nie wygląda na radosnego, wesołego człowieka. Nie sądzisz Bronte?
                        • siostra.bronte Re: Berlusconi 20.01.13, 12:55
                          Tak, wybitnie niesympatyczny i arogancki facet.
                  • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 16:42
                    Też bym sobie życzyła iść przez życie z człowiekiem uśmiechniętym, pogodnym, serdecznym z poczuciem humoru, pasją (filmową najlepiej) , ciekawym życia, niż z jakimś bucem, ponurakiem i chamem.

                    :)
                    • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 17:13
                      no i oczywiście lubiącym rozmawiać, gadać, opowiadać itd. ... ;)

                    • grek.grek Re: Berlusconi 20.01.13, 13:38
                      no pewnie, że to lepszy wybór by był :]
                      • barbasia1 Re: Berlusconi 20.01.13, 20:23
                        oraz z moim kotkiem pod drugą pachą ...

                        podpisano
                        Cat Queen jeszcze bardziej honorowa członkini Jeszcze Bardziej Tajnego Stowarzyszenia Kotów Świata
                        • grek.grek Re: Berlusconi 21.01.13, 13:24
                          od tego momentu każdy kot świata jest zobowiązany służyć Ci
                          dobrym słowem i pomocą :]
                          • barbasia1 Re: Berlusconi 23.01.13, 16:53
                            Pięknie dziekuję! :)))

                            Z taka wiadomością od razu mi raźniej wędrować przez życie.
                  • barbasia1 Re: Berlusconi 19.01.13, 22:17
                    > wiesz, jako wciąz młody mężczyzna, hehe, też bym wolał być utrzymankiem pani w
                    > wieku starszym, która jest uśmiechnięta,wesoła i ciekawa życia niż pani ponurej
                    > , niekobiecej i w wisielczym nastroju ;]

                    A mógłbyś (w sensie, czy byłbyś skłonny?) zostać utrzymankiem bogatej pani?

                    :)
                    • grek.grek Re: Berlusconi 20.01.13, 13:48
                      tylko wtedy, kiedy miałbym szansę zostać dziedzicem pokaźnego majątku, haha.

                      żartuję, wiesz - założyłem hipotetyczną sytuację z cyklu "gdybym miał się
                      postawić w sytuacji tych dziewczyn, co to wychodzą za mąz za 90-letnich
                      jegomościów i zaklinają się, że to z miłości,a nie dla ich bogactwa, to bym..."-
                      ;]

                      nijak nie chciało mi wyjść, że mógłbym być utrzymankiem jakiegoś... pana ;]]
                      • barbasia1 Re: Berlusconi 20.01.13, 14:34
                        Uffff! Wystraszyłam się, że Cię ktoś nam podkupi. ;)

                        Hahahahaha :)))

                        • grek.grek Re: Berlusconi 21.01.13, 13:25
                          hehe, nawet jeśli by ktoś próbował, to sam nie odejdę, będziecie musiały mnie wyrzucić ;]

                      • siostra.bronte Re: Berlusconi 20.01.13, 14:36
                        Dobra, dobra, jakoś nie przekonują mnie te tłumaczenia, że to był żart :)
                        A gdyby pan był pogodny, uśmiechnięty, inteligentny, tudzież posiadał wiele innych zalet? :))
                        • barbasia1 Re: Berlusconi 20.01.13, 15:32
                          i zaoferował związek platoniczny bez seksu? ;))
                          • siostra.bronte Re: Berlusconi 20.01.13, 19:04
                            :)))
                          • grek.grek Re: Berlusconi 21.01.13, 13:29
                            haha :]


                            to zależy, w ktorym miejscu dla niego kończył by się "seks", a zaczynała "platoniczność" ;]]
                            • pani_lovett Re: Berlusconi 22.01.13, 21:01
                              Pół na pół. ;))
                        • grek.grek Re: Berlusconi 21.01.13, 13:27
                          taki dziadzio do trzymania za rączkę podczas spacerków niedzielnych ? ;]

              • grek.grek Re: Berlusconi 19.01.13, 15:22
                haha ;]
                ech tam, ja nie "luksusy i orgie" miałem na myśli, ale to, że jak gościa widzę,to
                dostrzegam w ni, żarliwość życia, on naprawdę LUBI ŻYĆ. a jakimi sposobami
                realizuje tę skłonność - to rzecz drugorzędna. Podejrzewam, że i bez tych milionów -
                żyłby tak samo chętnie i aktywnie, może włosów miałby mniej, ale entuazjamu
                pewnie by mu nie ubyło :]
                • barbasia1 Re: Berlusconi 20.01.13, 20:16
                  > dostrzegam w ni, żarliwość życia, on naprawdę LUBI ŻYĆ.
                  Aż za bardzo lubi.

                  Jak się ma tyle pieniędzy, jak u stóp leży cały świat i piękne kobiety, jak się żyje się w tak cudownym kraju, to az żal umierać. :)

            • grek.grek Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 14:01
              o, idę po całą zbroję, bo szykuje się nawałnica ;]]

              wallchan.com/images/sandbox/14978-cat-warrior-armor-cute-funny.jpg
              • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 14:09
                Jaki on śliczny! 8}

                Wszytsko zepsułeś!

                Jak ja mam teraz rzucać pomidoramy mojego ślicznego kotka-rycerza!

                • grek.grek Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 15:51
                  znaczy się... fortel zadziałał ;]]
                  • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 16:45
                    Niestety tak. :)))

                    Fortel podobny do tego, który stosuje Kot w Butach ze Shreka. Robi wielkie, śliczne oczy minkę słodkiego kotka do przytulania i w ten sposób załatwia wszytskich przeciwników, którym z miejsca miękną serca na ten widok.


                    Czekaj, Bronte , za chwil kilka zbiorę się w sobie i rzucę ... pomidorkiem koktajlowym. ;)
                    • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 16:47
                      Barbasiu, liczę na Ciebie :))
                      • barbasia1 Re: Nagisa Oshima 19.01.13, 14:02
                        Adwersarz mnie podstępnie osłabił. Wyrącił mi pomidory z ręki. Jednym spojrzeniem.


                        Postaram się Bronte. Bo bardziej przychylam się do Twych opinii.

                        :)
                    • grek.grek Re: Nagisa Oshima 19.01.13, 14:07
                      :]]

          • grek.grek Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 13:52
            Bez obaw, dzisiaj jestem w szyszaku :]

            tak, wierzę w to.
            jasne, jak się rak pojawi albo inne coś wyniszczające, to ciężka sprawa,ale
            i najlepsze kliniki za miliony w takich warunkach nie fundują dobrego sampoczucia,
            a jedynie mogą zwiększać szansę na wyleczenie albo komfort ostatnich dni, co
            wg mnie nie jest równoznaczne z tym, o czym pisałem.

            oczywiście, kasa na operacje plastyczne i inne takie - pomaga, ale żadna operacja
            nie da tego, o co naprawdę chodzi, a na co pracuje się całe życie : nastawienia,
            uśmiechu, pasji życia odkrywanej w rzeczach wielkich i najmniejszych nawet drobiazgach.

            kobiet chyba też nie zdobywa się wyłącznie sztuczną grzywą, prawda ? ;]

            u nas seniorzy wyglądają tak,jak stan ich umysłu.
            oni sami są chorzy na własną niemoc.
            narzekają, zawsze mają jakies "ale" i "gdyby", nigdy nie są tu i terraz, a ich plany
            sięgaają najwyżej kolejnego występu w ich ulubionej dyscyplinie sportu : czołgania się
            po lekarzach,kościołach i siedzeniu przed tv. Traithlon ;]

            Wiesz, to zasługa polskiej tradycji narodowej,u nas starszy człowiek dostosowuje się
            do utartego stereotypu starszego człowieka. w Japonii starsi ludzie biegają maratony, w
            Hiszpanii chodzą na podryw, a we Francji rzucają kulkami w parku i to na pieniądze.
            Nie mają czasu chorować i chodzić po lekarzach.Inna kultura, ale na to się składają
            całe dziesięciolecia cementowania tego w świadomości społecznej.

            w Polsce senior woli iśc na cmentarz albo do kościoła.
            CHrześcijaństwo miało być religią radosnych ludzi,religią życia, propagował filozofię,którą wcielał Franciszek z Asyżu w Polsce zastąpił je
            ponury, odświętny i nadęty katolicyzm orientujący ludzi na śmierć, grozę i grzeszność. To też przyczyniło się do ukształtowania postaw,które ludzie niemal bezwiednie przyjmują, jako przynależne ich wiekowi.

            wiesz,wg mnie ludzie starzeją się dlatego, że się im wmawia albo dlatego, że panuje opinia i stereotyp, że powinni się zachowywać i żyć "poczciwie, statecznie, jak na wiek przystało" itp. głupstwa. Ludzie się starzeją z braku odwagi, żeby to kopnąć w tyłek i robić to na co sie ma ochotę, i to najlepiej,żeby nie przystawało to do metryki :]

            • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 14:21
              Hehe :)

              Mimo wszystko, nie sądzisz chyba, że młoda babka poleciałaby na naszego emeryta z głodową emeryturą?

              Ostro napisałeś o naszych seniorach. Tak, duże znaczenie ma też tradycja i kultura. A jednak upieram się, że niski poziom życia i służby zdrowia powodują, że na stare lata seniorzy często nie mają już siły, żeby wieść rozrywkowe życie. Na pewno są w znacznie gorszej formie niż ich rówieśnicy z zachodu. Tamci pomykają sobie na rowerach, jeżdżą na wycieczki i grają w kulki.

              Kiedy nasz emeryt zastanawia się, czy wykupić leki czy zapłacić rachunki, to naprawdę nie w głowie mu zabawy.

              "Senior woli iść na cmentarz albo do kościoła".
              Mam bardzo krytyczny stosunek do katolicyzmu, ale akurat w tej kwestii nie czepiałabym się. Dla wielu starszych ludzi to źródło pocieszenia i rozumiem to.

              Twoja wiara, że siłą woli można zatrzymać starość jest naprawdę imponująca :)
              • grek.grek Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 15:22
                jako na męża albo stałego partnera - pewnie nie.
                ale na kochanka - dlaczego nie ? :]
                jakby był wysportowany, uroczy i temperamentny - nie mógłby się opędzić od
                młodych... żon niewłasnych. Choćby z ciekawości :]
                a czego więcej trzeba takiemu w sile wieku ze "głodową emeryturą" ? ;]

                wiesz, wg mnie, to oni się całe życie bardzo skrupulatnie przygotowują do
                swojego bezrozrywkowego seniorstwa, boją się go, a kiedy przychodzi nie mają
                zaplecza, żeby mu się przeciwstawić. Przy czym, przez "zaplecze" jednak bardziej
                rozumiem kwestie mentalności i nieumiejętności życia innego niż według wzorców
                dyktowanych przez otoczenie.

                to jest tak jak z alkoholizmem w rodzinie : dla jednego jest to motywacja, żeby
                nie wziąć kieliszka alkoholu do ust, a dla drugiego - coś co powiela w swoim własnym
                życiu. Niestety, polscy seniorzy zdecydowanie częściej powielają to, co obserwują przez
                całe życie, a widzą starszych ludzi wiodących dość jałową i mało atrakcyjną egzystencję.

                pewnie są w gorszej formie, ale wiesz... to też wynika z trybu życia jaki prowadzą
                przez całe życie, a na starego psa nowych sztuczek nie można już nauczyć. MOżna by
                rzec, wg mnie, że jaka młodość, taka starość :] w znaczeniu : jak młody człowiek nie
                ma swojego świata, osobistej pasji życia i posłusznie dostosowuje się do otoczenia i jego
                norm i przykazań -na 99 % będzie miał przykrą starość, bo jakie jest otoczenie, to
                widać na każdym kroku...

                wiesz, choroby starcze są pokłosiem kiepskiego niezdrowego stylu życia za młodu.
                jak się np. pali papierosy 30 lat, to sie na starość ma raka, jak się nie uprawia sportu, to się ma układ nerwowy i wydolnościowy kwalifikujący do trumny, jak się je nadmiernie, to sie
                ma cukrzycę itd.

                ale wiesz, wg mnie problem polega na bierności ludzi,którzy przyjmują starość bez oporów, godząc się na to co z nimi będzie i że będzie mało ciekawie i statycznie.

                wiesz, ja myślę, że dla nich kościół to już bardziej jakaś towarzyska okazja :]
                szkoda, że w tak ponurej atmosferze, tak mało kreatywnej.

                och :] rzecz nie tyle w sile woli, ile w nastawieniu, myśleniu i odwadze życia według własnych
                reguł.

                • siostra.bronte Re: Nagisa Oshima 18.01.13, 16:39
                  Wciąż uważam, że Twój optymizm jest oparty na słabych przesłankach :)

                  Wiesz, zdrowy tryb życia wcale nie gwarantuje bycia zdrowym staruszkiem :) Może trochę zwiększa szanse, ale nic więcej. Etymologia raka nie do końca jest zbadana. Na raka płuc chorują ludzie, którzy w życiu nie zapalili papierosa. Pamiętam szok, jaki wywołała śmierć Lindy McCartney, wegetarianki i wielbicielki zdrowego odżywiania. I nic to nie dało, zmarła na raka piersi, w sile wieki. Liczą się więc też inne czynniki, na jakie nie mamy wpływu, choćby obciążenia genetyczne.

                  Tak, z pewnością, kościół to też w jakimś sensie rozrywka, możliwość spotkania innych ludzi. I to za darmo. Bo u nas temat zorganizowania czasu dla starszych ludzi leży kompletnie.

                  Powtórzę raz jeszcze, nasi emeryci są zbyt schorowani i biedni, żeby szaleć na stare lata.

                  Ciężki temat. Wolę dyskutować o filmach :) Niczego nie wypatrzyłeś w programie, Greku?
                  • grek.grek życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach"] 19.01.13, 14:04
                    Oczywiście, że gwarancji nie ma żadnej, ale poza ekstremalnymi i niezmiernie rzadkimi przypadkami [np. na raka choruje co roku 0,2 % populacji w Polsce; słaby jestem z matematyki, ale to by znaczyło, że na tysiąc osób ledwie 2 raka doświadczają, a nowotwory te są róznego typu, te łagodne nie wpływają na zdrowie w sposób rujnujący].

                    Mnie chodzi o to, co realnie jest w naszym zasięgu, poza rakiem i róznicami w dochodach, aby dać sobie szansę na udaną i ciekawą starość. Ludzie zbyt często ułatwiają sobie sprawę mówiąc : nie mam takiej a takiej kwoty pieniędzy, bo jakbym miał, to hoho :] To szukanie wymówki jest, wg mnie. Zawsze jest coś czego się nie ma i to coś nie może człowieka hamować w dążeniu i rozwoju.

                    wiesz, starsi ludzie sami się nie organizują, w ogole :u nas wszyscy czekają, aż "coś im się zorganizuje", tak jakby byli dziećmi przedszkolnymi.

                    we Francji starsi ludzie sami się zbierają i grają w petankę [to rzucanie kulami], szachy, gry planszowe i karciane, zakładają kluby rowerowe, uprawiają sztukę etc. A statystyczny polski emeryt siedzi na ławce, werandzie albo pod kościołem i komentuje przechodzących ludzi.

                    Nie zgodzę się z Tobą, Siostro. ci ludzie, w swojej masie, są po prostu zgnuśniali i otępieni, bo to życie napędza człowieka, a oni już dawno życia się wyrzekli. Zamenili je na narzekanie i bezradność. Powinien być X krąg piekieł,a w nim ludzie, którzy zdradzili życie ;]

                    powiedz sama, ile trzeba zdrowia fizycznego i pieniędzy, żeby robić to co ci przykładowi emeryci francuscy ? to już polski emeryt jest obłożnie chory i umierający oraz wyzuty ze wszelkich oszczędności, żeby w kilku nie kupić sobie kart, gier planszowych, kulek do rzucania, farb do malowania obrazów ? nie wierzę, że polscy emeryci są w tak fatalnej kondycj, żeby takich "szaleństw" nie móc uprawiać. To kwestia chęci i potrzeby aktywności :]

                    czekam aż kiedyś zobaczę polskich emerytów w jakimś parku rzucających tylko kulkami, i to na pieniądze, ze wszystkimi tego konsekwencjami natury uczuciowej :] pokazujących tej, za przeproszeniem - du,powatej, młodzieży, jak umie się bawić i roznamiętniać "starszy" człowiek.
                    pójdę im kibicować i będę wdychał ich radość życia :]

                    orajt, uff ;]]

                    powtórki, Siostro, powtórki liczne wyłowiłem.

                    Wczoraj : "Chłopcy z ferajny" [TVN 7], "Fight club" [Polsat], a przedwczoraj "Scarface" [TV4, bodajże] - same świetne filmy, ba - klasyki nie tylko w swoich przedziałach gatunkowych, ktore po parę razy już omawialiśmy, więc może dlatego nie przyszło mi do głowy je anonsować..?

                    wczoraj także "Kult" w POlsacie, który pamiętam, że opisywałem, i znów to mnie jakoś uśpiło... :]

                    Dzisiaj widzę :
                    20:20 & 2:45 "3:10"Yuma" w Kulturze.
                    a nie mówiłem, że będzie powtórka :]
                    oglądam.

                    TVP1 :
                    20:20 "Ostatnia akcja" - firmują to jako "polską żartobliwą odpowiedź na Ocean's Eleven" :]
                    23:55 "Piła 4" - trochę dziwne, że polska publiczna daje takie filmy, mimo że wybór tytułów sensacyjnych/kryminalnych/dreszczowców jest dośc pokaźny i zapewne parę lepszych i mniej prymitywnych by się znalazło.

                    TVN, tu widzę hit na dzisiaj [22:35]:
                    "W chmurach" z Clooneyem, który gra faceta-wykidajłę w renomowanej firmie : jak trzeba kogoś zwolnić z pracy, to własnie jest jego działka- brudna robota : pójść, spojrzeć w oczy, powiedzieć, wyjaśnić, i być przy tym eleganckim i niewzruszonym.Facet żyje na walizkach, bo zleceń mnóstwo, a praca to całe jego życie.Zdaje się idzie w stronę śmiercionośnej rutyny, kiedy los stawia mu na drodze kobietę. 6 nominacji oscarowych, w tym w tych naj kategoriach : film, aktor, aktorki obu planów, reżyser i scenariusz adaptowany. Bez statuetek, ale nominacja to już jest wyróznienie, a 6,to hoho :]

                    w ogole,TVn dzisiaj łamie system :
                    20:00 "Uwierz z ducha", a po "W chmurach" - o 0:45 "8 mila" -= też powtórka i to nie pierwsza, ale film ciekawy, omawialiśmy również parę juz razy, niemniej : takich wypakowanych wieczorów filmowych TVN często nie proponuje.

                    Polsat ma słabszą, wg mnie, ofertę : od 20:00 : "Aniolki Charliego" ad 2000+, "KOmando" -kiedyż ja to oglądałem na taśmach VHS kupowanych na bazarku, hehe] i "HOstel 2" [widziałem "Hostel", nie polecam, gatunek gore, gdzie o jakości i randze filmu decyduje ilośc wylanej czerwonej farby, poziom makabreski prezentowanych tortur i jak najmniej sensowny scenariusz, zaś zaletą dodatkową jest drewniane aktorstwo]

                    TV4 "Polowanie na powtora" [21:00]... za tytułem którym kryje się ponoć obława na jakiegoś groźnego zabójcę. "Rewolwera" [22:55] Guya Ritchie nie znam, aczkolwiek film faceta,który zrobił "Sherlocka" z Lawem o Downeyem & "Przekręt" - może być potencjalnie świetny.




                    • barbasia1 Re: życie seniora ;] 19.01.13, 14:21
                      Nie chcę Cię straszyć Grekuniu, ale naukowcy zbadali, że żonaci mężczyźni żyją dłużej niż ci nieżonaci . :}
                      • grek.grek Re: życie seniora ;] 19.01.13, 15:31
                        tym nieżonatym spieszy się do tego piekielnego raju z "Californication", a ci żonaci
                        ociągają się, bo czeka na nich tylko mało intrygujący raj niebiański ;]
                        ale by było, nie ? hehe ;]]
                        • barbasia1 Re: życie seniora ;] 19.01.13, 15:59
                          Hahahaha :)))


                          Ale wymyśliłeś! ;///

                          Bronte, kochana, podaj mi proszę największe pomidory, jakie tam masz w koszyczku...


                          PS
                          Miałam dodać w podwątku o Californication "piekielny raj dla niegrzecznych chłopców i niegrzecznych dziewczynek".


                          • grek.grek Re: życie seniora ;] 20.01.13, 13:27
                            zadanie było niełatwe :]]

                            ja udam się po najokazalszy hełm jaki mam w dyspozycji, hehe.

                            yess :]
                            • barbasia1 Re: życie seniora ;] 20.01.13, 16:06
                              Muszę przyznać, że bardzo zgrabnie Ci to wyszło. Brzmi jak aforyzm z teki Oscara Wilde!


                              Hehehe! :)
                              Tylko na mnie nie patrz tym kocim wzrokiem!


                              :///
                              • grek.grek Re: życie seniora ;] 21.01.13, 13:19
                                dzięki :]
                                [z teki wyjątkowo niezgrabnych "oskaryzmów", hehe]

                                www.elenacresci.co.uk/wp-content/uploads/2010/02/CatCatStaringFirstToBlinkLoses.jpg;]
                                • grek.grek Re: życie seniora ;] 21.01.13, 13:21
                                  www.elenacresci.co.uk/wp-content/uploads/2010/02/CatCatStaringFirstToBlinkLoses.jpg
                                  ;]
                                  • pani_lovett Re: życie seniora ;] 22.01.13, 20:59
                                    OmójSłodziutkiKotku jesteś słodki! :}
                    • siostra.bronte Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 15:15
                      Tak to jest ze statystyką, można ją różnie wykorzystywać. Niestety, wraz z wiekiem zachorowalność na raka gwałtownie wzrasta. W grupie wiekowej powyżej 60-lat rak jest główną przyczyną śmierci u kobiet i drugą u mężczyzn, po chorobach układu krążenia. Te dane już nie wyglądają tak wesoło. No i liczba zachorowań wciąż rośnie.

                      Ale zostawmy ten ponury temat. Wiesz, może nie doceniasz naszych staruszków? Może grają w karty, szachy albo imprezują w zaciszu swoich mieszkań :) W naszej kulturze nie ma tradycji bawienia się poza domem, choćby w parkach. Albo spędzania wspólnie z przyjaciółmi i rodziną "na mieście". Może to klimat, może jeszcze inne czynniki. Tak już jest.

                      Wreszcie wracamy do filmów :) "W chmurach" to tytuł znany i nagradzany, ale temat wydaje mi się mało ciekawy, no i nie jestem fanką Clooneya. Ale z braku innych atrakcji spróbuję obejrzeć. Gra też Vera Framiga, która przemknęła w "Kandydacie", pokazywanym niedawno w tvn. Zwróciłam uwagę na jej piękne oczy :)
                      • siostra.bronte Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 15:18
                        PS: dane, jakie podałam dotyczą oczywiście naszego kraju.
                      • grek.grek Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 15:44
                        racja, ale często jest tak dlatego, że po 60-tce odbija się czkawką styl życia z pierwszych 50 lat.
                        kto siebie nie szanował, ten na starość płaci cenę.
                        Pisałem o tym :]

                        wiesz, z rakiem to nie jest tak [z tego co można by wyczytać i wywnioskować], że z dnia na dzień się rozwija. Zwykle jest on efektem wielu lat, albo i dekad, wykluwania się, do czego sami nosiciele się walnie przyczyniają. Jasne, są i przypadki zupełnie niezwiązane z czymkolwiek zależnym od człowieka, ale nie jest to coś, co spotyka każdego albo nawet jakiś znaczący odsetek populacji, to są przypadki wciąz marginalne.

                        MOże tak jest, niemniej więcej ich widuję pod kościołami, siedzących jak mumie na ławkach i z tego co wiem : tłumnie oblegających lekarskie gabinety/.Ja sam 2 razy w roku chodzę do przeglądu zębów, w życiu może 3 razy byłem u lekarza,bo robiłem badania do jakichś papierów.I to wszystko, tu opieram się na tym, co słyszę.

                        yes, obie kobiece role drugoplanowe "W chmurach" miały nominacje oscarową [druga to zasługa niejakiej Anny Kendrick].

                        swoją drogą,TVN się szarpnął, nie ? :]
                        film z 2009, i to dość wysoko oceniany...i nie jakaś pościgówko-strzelanka z "segalem"albo
                        "czakiem"... hoho ;]

                        • barbasia1 ["W chmurach" 19.01.13, 18:47
                          > swoją drogą,TVN się szarpnął, nie ? :]
                          > film z 2009, i to dość wysoko oceniany...i nie jakaś pościgówko-strzelanka z "segalem"albo "czakiem"... hoho ;]

                          Prawda! Początkwo myślałam, że może to nie o ten film chodzi.
                          • angazetka Re: ["W chmurach" 19.01.13, 21:24
                            Też się ucieszyłam :) Nie zdążyłam na to do kina, dziś zamierzam nadrobić.
                            • barbasia1 Re: ["W chmurach" 20.01.13, 15:31
                              Też nie zdążyłam obejrzeć w kinie. O filmie "W chmurach" usłyszłam i tytuł zapamiętałam, kiedy zaczęto mówić o nominacjach oscarowych w 2010.



                              A Tobie, Angazetko, jak się spodobał film?


                              Ja o filmie napisałam niżej.
                              :)
                              • angazetka Re: ["W chmurach" 20.01.13, 17:14
                                Właśnie czytałam pierwszą część twoich refleksji :)
                                Mnie się bardzo podobało, w zasadzie jedynym minusem była dla mnie Anna Kendrick, której nie trawię na ekranie, ale co począć. Film był mądry, fajnie ironiczny, dobrze zagrany i taki... niebanalny. Niehollywoodzki. Jakby... angielski?
                                • barbasia1 Re: ["W chmurach" 20.01.13, 20:38
                                  Śliczne podsumowanie, Angazetko! Podpisuję sie pod każdym słowem. Film zasakująco mało amerykański. ;)

                                  Anna Kendrick moim zdanim doskonale pasowała do tej roli, już sam wyraz twarzy mówił wszytsko o charakterku jej bohaterki - o jej pewność siebie, zdecydowaniu, ogromnych ambicjach, chęci osiągnięcia sukcesu za wszelką cene, co poniekąd było maską, potem ta maska nieco opadła z jej twarzy,
                                  Bardzo dobrze imo pokazała tę subtelną przemianę bohaterki Anna Kendrick.
                    • barbasia1 Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 15:43
                      Myślę Greku, że demonizujesz ten stosunek starszych ludzi, emerytów do życia. Myślę, że nie jest aż tak źle, jak piszesz, Wydaje mi się, ze właśnie jest coraz lepiej w tej kwestii, przynajmniej w większym miastach , gdzie jest więcej możliwosci realizowania się w późnym wieku, widać tu wiekszą aktywność ludzi starszych, zaangażowanie w różne towarzystwa i stowarzyszenia, u nas np. działa prężnie towarzystwo Kresowiaków (ludzie spotykają się na mszach, a po mszy idą się towarzysko rozrywać w kawiarence, organizują różnego rodzaju akcje charytatywne dla ludzi z dawnych kresów itd.) , powodzeniem cieszą się u nas w mieście i w kraju Uniwersytety Trzeciego Wieku, starsze osoby chodzą u nas tłumami ćwiczyć jogę do domu kultury. Aktywne uczesteniczenie w życiu kościoła, parafii wcale nie musi być ponure i mało rozwijające. Śpiewanie w chórze kościelnym stało się wielka pasją i wielką przyjemnością i radością dla mojej byłej już sasiadki starszej pani, b. prostej kobieciny, która całe życie zajmowała się wychowaniem 6 dzieci , a teraz ze względu na zmianę zamieszkania i wyjazd córki z rodziną do Anglii została sama.


                      Naparwdę wyraźnie zmienia się podejście starszych ludzi do życia . Oczywiscie wszytsko, jak pisałeś zależy do człowieka, jeśli ktoś za młodu nie miał pasji, z której czerpałby radość, zadowolenie, spełnienie, nie był otwarty na świat i innych ludzi , z którymi mogłby dzielić radość, wymieniać się pozytywną energią, nie miał ciekawości świata, nie miał chęci poznawa nie innych ludzi, świata (choćby tego w granicach kraju), nie miął chęci twórczego działania dla to i na starość na pewno nie będzie inny.


                      Oczywiście zgadzam się też z Tobą , że pozytywne myślenie i pozytywne nastawienie nastawienie do życia oraz pasje, z których czerpie się radość oraz, to bym dodała jeszcze, bo to mi się waże wydaje, obecność bliskich osób, z którymi człowiek dobrze się rozumie,, z którymi dzieli radość, ale i smutki / jak to w życiu/, na których może polegać to na pewno klucz do dobrego, szcześliwego życia. Oczywiście na to dobre życie do późnej starości składa sie, ja mówi Bronte jeszcze wiele innych czynników. Przede wszytskim dobre geny i dobre zdrowie.

                      >we Francji starsi ludzie sami się zbierają i grają w petankę [to rzucanie kulami],

                      We Włoszech, w Neapolu też widziłam starszych panów grających w kule, tam ta gra nazywa się bocce.

                      U nasza starsi panowie tworzą kluby dyskusyjno-degustacyjne ;) w garażach, grzebiąc z pasją przy swoich automobilach.

                      :)
                      • siostra.bronte Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 17:38
                        O właśnie. Jest różnie w zależności od miejsca. Na pewno w dużych miastach możliwości jest znacznie więcej. Tak jak napisała Barbasia, są różne stowarzyszenia, uniwersytety, zajęcia w domach kultury (te niestety najczęściej odpłatne). Gorzej jest pewnie w małych miejscowościach i na wsi, chociaż tam też mogą działać jakieś lokalne organizacje i parafie. Może gdyby przeprowadzono jakieś badania na ten temat mielibyśmy szerszy obraz.
                        • barbasia1 Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 18:56
                          W gminach, na wsiach też działają domy kultury, stowarzyszenia, klubu rozmaite, orkiestry, zespoły ludowe. Pamiętacie dziarskie seniorki z Jarzebinek jak zawojowały Polskę przed EURO?

                          >zajęcia w domach kultury (te niestety najczęściej odpłatne).
                          Niestety tak.

                          :)
                          • siostra.bronte Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 21:27
                            Świetny przykład :)
                      • grek.grek Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 20.01.13, 13:25
                        Barbasiu, pytanie : jakie to są proporcje ?
                        Na pewno następują zmiany, masz oczywiście rację.

                        Może chodziło mi o atrakcyjność tych form spędzania czasu, chociaż
                        tutaj przecież decyduje własne odczucie, a nie jakaś norma... :]
                        MOże tak patrzę trochę z punktu widzenia "starości", którą sam zamierzam
                        uprawiać... ;]

                        petanque, bocce... u nas to by było chyba "lecenie w kulki", nie ? ;]

                        kawał mi się przypomniał.
                        spotyka się dwóch dziadków i jeden mówi do drugiego :
                        - wiesz co, ja to już nie pamiętam, czy na wojnie dostałem kulką między łopatki
                        czy łopatką między kulki...
                        [heh]

                        Jasne, każdy czynnik z wymienionych ma znaczenie, ważna jest perspektywa
                        jednostki. Wiesz, mnie najgorsze wydaje się to, że wielu ludzi starszych akceptuje
                        swoją starość pozbawioną rozrywek i atrakcji, akceptuje ten społeczny - wg mnie, ciągle
                        pokutujący w narodzie - że "starszy człowiek",to gorszy gatunek, że do wielu rzeczy
                        już się nie nadaje, że "w pewnym wieku, to juz... [itd.]", i oni się na ten dyktat stereotypów
                        zgadzają bez protestu.

                        haha, no tak, zwłaszcza komponent "degustacyjny", jak mniemam, pełni rolę doniosłą i
                        zaszczytną ? ;]
                    • barbasia1 Re: życie seniora ;] & mapa na dziś ["W chmurach" 19.01.13, 18:45
                      > TVN, tu widzę hit na dzisiaj [22:35]:
                      > "W chmurach" z Clooneyem, który gra faceta-wykidajłę w renomowanej firmie [...]
                      > 6 nominacji oscarowych

                      Tak to prawdziwy HIT! Biorę! :))

                      Żebym tylko dotrwała do 22:35, a potem wytrzymała do końca.
                      /Głowa mnie dzisiaj strasznie boli./
    • grek.grek "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [via TVp2] 20.01.13, 12:21
      Ależ się niespodziewanie namnożyło tego towaru wczoraj :]
      "W chmurach" na razie tylko nagrałem, więc - ciekaw jestem Waszych opinii.
      "Yuma" - check.

      ale przy okazji doszedł jeszcze jeden tytuł, który jakoś umknął [mnie] podczas
      szperania po ramówce.

      "Ława przysięgłych" się to nazywa, w oryginale "Runaway Jury,The".

      Do jakiegoś biura wpada mistrzunio z karabinem i strzela jak wariat,kładąc trupem
      parę osób. Żona jednego z zamordowanych składa pozew sądowy przeciw
      producentom broni, z której ten czubek zastrzelił jej męża. Oskarżycielem zostaje
      idealista, prawnik od lat starający się o jakiś precedensowy wyrok skazujący producentów,
      zalewających bronią rynek, który posłużyłby jako przyczynek do zmiany prawa na
      bardziej restrykcyjne w tym względzie. Niby producenci działają wedle obowiązujących
      reguł, to nie oni pociągają za spust, ale tylko pozbawienie ich pewności siebie i
      ośmielenie innych poszkodowanych w strzelaninach do żądania odszkodować właśnie od
      nich może wpłynąć na zmiany ustawodawcze, osłabić ich lobby polityczne, i tylko tą
      drogę można dążyć do odejścia od sytuacji, w której 3/4 ludności nosi gnata w
      kieszeni albo torebce, a już na pewno ma go w kuchni pod zlewem, a USA są krajem w
      którym masowe strzelaniny są na porządku dziennym. Prawnika gra Dustin Hoffman.

      Przeciw niemu stają adwokaci wynajęci przez pozwanego, czyli bogaty cyniczny koncern obracający bronią i amunicją za miliardy dolarów rocznie.

      Nie między nimi rozgrywa się tutaj jednak cała batalia, co jest ciekawym zabiegiem fabularnym, wg mnie.

      Najważniejszy jest pojedynek jaki odbywa się za kulisami. Koncern wynajmuje niejakiego Fitcha [gra go świetnie Gene Hackman]. Facet działa na zapleczu, ma swoją ekipę zaufanych ludzi i najnowocześniejszy sprzęt, a zajmuje się...doborem ławy przysięgłych, w taki sposób,żeby profil ławników jak najbardziej pasował do idealnego modelu, jaki może w danej sprawie opowiedzieć się po stronie jego zleceniodawcy.

      Fitch i jego ludzie wiedzą o kandydatach na ławnikow wszystko i już podczas wstępnej selekcji na ucho przez mikrofon ze swojej dziupli Fitch steruje adwokatem : kogo wziąć,a przeciw komu zgłosić veto. Zarówno przed [miał wytypowaną grupę już zawczasu] jak i po wyłonieniu składu - za całą dwunastką Fitch puszcza swoich pomagierów, którzy ich śledzą i na bieżąco informują go o każdym ich kroku, a on siedzi ze swoimi specami od komputerów i elektroniki w naszpikowanej supernowoczesną aparaturą budzie, centrum dowodzenia. Tak się dzisiaj odbywają sądowe wojny ;]

      Fitch mógłby być pewny następnego sukcesu i pokaźnej gotówki na koncie, gdyby nie jeden mały błąd. Dał się nabrać niejakiemu Nicholasowi Easterowi, facetowi o wyglądzie chłopka roztropka, niepozornemu, poczciwie przyznającemu się, że bardziej mu w życiu chodzi o wzięcie udzialu w mistrzostwach gier video niż w rozprawie. Dostaje on swoje miejsce w dwunastce. Zaraz później spotyka się ze swoją dziewczyną/koleżanką i z rozmowy wynika coś zupełnie przeciwnego : cieszą się oboje ogromnie z jego powodzenia. I mówią coś o kasie... dużej kasie.

      Easter i jego koleżanka mają bowiem plan. I długo, niemal do finału, nie sposób się kapnąć o co naprawdę im choodzi. Zatem, jesli nie chcecie wiedzieć, co dalej i jak dalej - czytajcie z zamkniętymi oczami ;]

      Facet od pierwszego spotkania z resztą ławników zaczyna ich normalnie i po ludzku urabiać. Załatwia im sensacyjnie obiad na koszt samego sędziego [czyli na koszt państwa,czyli na ich własny, hehe], wzrusza opowieścią o utraconym kiedyś koledze, proponuje świetną kandydaturę na przewodniczącego [niewidomego], temu uśmiech, tamtej dobre słowo i facet rządzi, ciągle będąc niepozornym facecikiem.

      Fitchowi ma swój typ na lidera grupy, eks-weterana wojennego, sądzi, że taki facet musowo przekona całą ławę do wyroku korzystnego dla producentów broni. Prędko jednak okazuje się,że ktoś inny rozdaje karty. Kiedy w odruchu solidarności z Easterem przeżywającym żałobę po koledze [Easter kłamie ofk] cała ława niespodziewanie wstaje i wygłasza całą grupą deklarację niepodległości FItch truchleje. Kto ich do tego namówił ? Kto sprawił,że wszyscy tak żąrliwie się rozmodlili ?Jego lider ? Nie. Widzi jak jedna z kobiet delikatnie poklepuje po dłoni Eastera, w geście a'la "trzymaj się,jesteśmy z tobą" - i już wie, kto jest liderem.

      Wysyła swoich goryli aby przeszukali dom Eastera, przetrząsa jego CV, ale zanim czegoś się dowie o motywacjach niespodziewanego konkurenta - dostaje telefon od tajemniczej kobiety. Proponuje mu ona układ : za 10 milionów dolków załatwimy ci pomyślny wyrok. KObietą jest Marla, dziewczyna Eastera. A więc chodzi o pieniądze ?

      Gra toczy się więc między Marlą i Easterem,, a Fitchem.Easter urabia ławę,a Marla z zewnątrz negocjuje. FItch próbuje ich jakoś dopaść,ale są sprytni. Najpierw po sądzie zaczyna latać kartka ze zdjęciem całej dwunastki ławników i napisem "na sprzedaż?", co wytwarza swąd wokoł całej sprawy, zmusza sędziego do odizolowania całej dwunastki od reszty świata,bo zachodzi podejrzenie, że może ona byc obiektem propozycji korupcyjnych.

      Fitch nie zasypia gruszek w popiele. Zaatakowany - odpowiada kontrą. Wykorzystując znajomości swoich mocodawców i własne zaczyna terroryzować ławnikow, np. doprowadzając do
      aresztowania ich bliskich z zagrożeniem odsiadką - ławnicy nie wiedzą, o co chodzi, ale chodzi wstępnie o wywarcie presji, żeby później poinformować o tym, że mogą swoich krewnych uratować, o ile zagłosują za "odpowiednim" werdyktem.

      Oczywście, probuje też dopasć Eastera i Marlę. Dzieki swoim informatykom odkrywa,że Easter był już ławnikiem w innych sprawach,tylko pod zmienionymi nazwiskami, są zdjęcia, na ktorym rózni się od siebie obecnego zarostem i fryzurą. Siepacze Fitcha plądrują mu jeszcze raz dom i podpalają go,ale nadal Fitch nie ma na niego haka, nic nie można znaleźć. z Marlą ustala spotkanie, obstawia teren swoimi gorylami i fotografiami, żeby tajemniczą panne zdemaskować, ale jest ona lepsza : wysyła w umówione miejsce [restauracja] jakąś inną dziewczynę, tamci robią jej zdjęcia, a za chwilę kelnerka przynosi mu liścik z info od Marli, że "ma minutę na wyjście i spotkanie z nią".FItch nie ma nawet czasu zawołać swoich ludzi, tylko wsiada do autobusu miejskiego i tam go Marla ostatecznie przyskrzynia : 10 baniek i ani dudu, i że FItch ma się od niej i Eastera a także od reszty świadków odwalić, bo przegra.Fitch chce jej dać500 tys, Marla wysyła go na drzewo, stawka wynosi 10 milionów

      Marla przychodzi też do oskarżyciela-idealisty, i też chce 10 milionów. Gra w : kto da ? kto da więcej ? On ich oczywiście nie ma, wierzy w sprawiedliwość, w ludzi, a takze w swojego świadka : człowieka z samego serca koncernu, który zdecydowal się zeznawać. Trzymają go w ukryciu, żeby mu się krzywda nie stała. Ale kiedy świadek znika i cała linia obrony upada - także i idealista zwraca się do swoich wyżej postawionych kolegów [chyba polityków demokratów]
      o kasę, żeby jednak ten proces wygrać. W jego optyce korpucja ma slużyć tutaj dobrym celom. Nie wiaadomo jednak czy je dostaje, grunt, że nie dociera z nimi do Marli.

      Fitch ofk nie rezygnuje z dopadnięcia dziewczyny, nie pamiętam jakim sposobem, ale jego ekipa ją namierza. Wysyłają tam swojego bandziorka, Marla stacza z nim bój, rani go w nogę, wkurzona dzwoni do Fitcha i informuje go,że cena wzrosła do 15 milionów i nie będzie już żadnych negocjacji.

      I oto dopiero pod koniec wyjaśnia się, o co grają Marla i Easter. Bo, jak się słusznie domyślacie, nie chodzi o pieniądze. To by było zbyt banalne i na pewno nie w takiej sprawie.

      FItch kupuje u Marli i Eastera wyrok. Przelew,10 baniek, podpis,kasa na koncie. Easter potrzebuje 9 głosów w 12-osobowej ławie. Zdobywa je bez trudu, ALE...

      ...oto wysłannik FItcha podążając śladami róznych tożsamości Eastera identyfikuje także Marlę.
      Odkrywa rzeczy przerażające dla Fitcha i jego ekipy...
      cdn
      • grek.grek cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [via T 20.01.13, 12:42
        Oto okazuje się,że Easter i Marla, to para prawników, zagorzałych przeciwników broni palnej, wręcz wojownikow na tym froncie, Easter od zawsze, a Marla od momentu traumy jaką przeżyła podczas i po strzelaninie w jednym z miasteczek w Indianie. Są zdjęcia w gazetach, na których oboje widnieją podczas zapalania zniczy w miejscu masakry. Potem brali udział w kilku sprawach takich jak ta obecna, jako członkowie ławy przysięgłych.

        Jest za późno jednak, za późno dotarli do tych informacji : Fitch już zapłacił.
        Trwają obrady ławników, Easter siedzi i się nie odzywa, dopiero kiedy dostaje sms-a od Marli "kasa jest"- włącza się i przekonuje ludzi do... opowiedzenia się za odszkodowaniem dla wdowy po zabitym, a więc : za zadaniem klęski koncernom, Fitchowi i całej reszcie. Wyrok jest więc sensacyjny, wdowa dostaje 110 milionów, a oskarżyciel idealista doznaje wzruszenia, że wreszcie spełnił się jego sen o precedensowym wyroku, który pomoże - być może -zmienić prawo.Nie odbyło się to czystymi metodami, ale czy w grze w której szlachetny cel mozna osiągnąć tylko manipulacją - nie jest to alibi dostateteczne ? Żeby też nie było zbyt ciemnawo, to ławnicy sami podjęli decyzję. Easter tylko wygłosił krótki speech, w którym pokonał tego weterana wojennego, ktory się zapienił i w ten sposób jeszcze dobitniej wpłynął na wyniki głosowania.

        Poczciwy oskarżyciel i Easter wymieniaja krotkie spojrzenie, warte więcej niż milion słów, zaś Fitch jest wściekły i zalamany.

        Marla i Eeaster dobijają go dodatkowo : grożą, że jeśli jesczze raz pojawi się w jakiejś grze tego typu, to oni wyciągną na niego ten czek na 15 baniek i pójdzie siedzieć za korupcję. Zatem, to koniec kariery Fitcha. Marla i Easter odchodzą w glorii i chwale, a kamera pokazuje bawiące się na podwórzu dzieci, że niby : mniej broni na ulicach - to dobry znak dla przyszłych pokoleń.

        a co z 15 utargowanymi milionami, zapytacie ?
        o nie ,nasi idealiści nie wezmą ich dla siebie -przeznaczą je na fundusz pomocy ofiarom strzelanin :]
        Żeby już było super-praworządnie :]

        Ciekawa intryga, sala sądowa nie jest tutaj miejscem głównej walki, są podchody i triki,
        motywacje bohaterów są dlugo niejasne, akcja sprawnie i wartko poprowadzona, a
        ozdobą całości jest aktorski bezpośredni pojedynek Hackman-Hoffman w sądowej
        łazience, z ktorego zwycięsko wychodzi [aktorsko] Hackman :] -tak to wg mnie wyglądało :]


        • grek.grek Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 20.01.13, 12:44
          trailer
          www.youtube.com/watch?v=CaVZ0-oc0bA
          • barbasia1 Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 22.01.13, 20:37
            "Ława przysięgłych" jest adaptacją książki fachmana od thrillerów prawniczych i kryminałów - amerykańskiego pisarza Johna Grishama, właśnie znalazłam tę informację.

            Koncept, by bohaterami thrillera sądowego uczynić członków ławy przysięgłych jest dość ciekawy, pomysłowy, z drugiej strony cała historia łącznie z happy, happy :) endem przedstawia się imo jakoś mało wiarygodnie.

            Opowieść jak zawsze wciągająca. :)
            • barbasia1 Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 23.01.13, 11:52
              albo inaczej, historia grubymi nic mi jest szyta...

              :)
            • grek.grek Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 23.01.13, 13:35
              a tu nawet dalej to zaszło, bo ta ława jest jedynie pionkiem w grze, w której
              za sznurki pociągają inni, niejako wokół ławy toczy się gra.

              z jednej strony, fajnie, że wyroku nie wydaje jeden sędzia, którego by można
              łatwo przekupić albo który mógłby się pomylić i nikt by nie mógł go skorygować
              [no chyba, że później Sąd Najwyższy], a z drugiej : nawet dwunastka niezależnych
              potencjalnie ławników może zostać zmanipulowana, bo nie ulega wątpliwości, wg mnie,że
              Easter by ich zbałamucił,gdyby musiał [koniec końców, to oni podejmują decyzję, i
              on nawet nie musi się nadweręzać].

              dzięki, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 23.01.13, 16:30
                A to na plus. :)

                Cała przyjemność czytelnika po mojej stronie. :)
        • siostra.bronte Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 20.01.13, 13:16
          Dzięki, Greku :)
          Tytuł nieznany, więc go nawet nie zauważyłam w programie. Wygląda na całkiem ciekawą historię. Bardzo lubię Hackmana.
          Tylko znowu ten amerykański patos. Chciałabym kiedyś zobaczyć film, w którym sprawę sądową wygrywają ci źli :)
          • grek.grek Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 20.01.13, 13:57
            moja przyjemnośc :]

            zaiste, opowieść jest ciekawa, ale i masz rację, że lekko się nad nią unosi ten moralizujący ton
            odnoszący się do sprawy nadmiernie rozwiniętego dostępu do broni w Ameryce.

            wiesz, ten ton uderza w utopijną wiarę, że coś da się z tym zrobić, a prawda,z tego co słychać, jest taka, że Amerykanie traktują prawo do posiadania broni jak świętość, jak symbol swojej wolności obywatelskiej, lobby branży jest potężne, zmian nie będzie, nawet jeśli rzeczywiście zaczną być wypłacane 100-milionowe odszkodowania. Firmy odpiszą odpowiednią rezerwę na takie sprawy, aczkolwiek - kto uwierzy, że amerykańskie sądownictwo nagle zacznie ganiać za producentami karabinów ?:]
            Chyba,że już gania;]

            hehe, chyba małe szanse, Siostro, Amerykanie nawet Annę Kareninę potrafią ocalić od śmierci i pchnąć w ramiona happy endu :] A jak bohater umiera na końcu, to tak umiera, żeby wszyscy wiedzieli, że tą śmiercią wszystkich złych wyrolował i dumą się uniósł.

            a Hackman bardzo dobry był, żałuj że nie widziałaś, i... szykuj się na powtórkę :]
            • siostra.bronte Re: cd "Ława przysięgłych, Runaway Jury, THe" [vi 20.01.13, 14:19
              Tak, kwestia broni jest w Stanach nie do ruszenia. Co prawda po każdej masakrze w jakiejś szkole zaczyna się dyskusja, ale niczego to nie zmienia. Amerykanie będą bronić prawa do posiadania broni jak niepodległości. Jakby nadal tkwili w "westernowych" czasach. Nie potrafię tego zrozumieć.

              Hehe, wierzę, że mogliby zrobić taką wersję z Kareniną :)

              Chętnie obejrzę ten film, jeżeli tylko będzie powtórka.
            • barbasia1 "W chmurach" 20.01.13, 15:24
              > "W chmurach" na razie tylko nagrałem, więc - ciekaw jestem Waszych opinii.

              Słówko zatem.

              Polecam bardzo mi się podbał film. Film - zacznę od konca - z mocnym przesłaniem na czasy globalnego kryzysu o tym jak ważna jest rodzina. W trudnej sytuacji, kiedy człowiek traci pracę, kiedy wali mu się na głowę cały świat, to rodzina, najbliźsi swoim wsparciem, troską pozwalają człowiekowi przetrwać najgorsze kryzysy, motywują do dalszego działania. Mówi o tym w finale kilku bohaterów, zwolnionych wcześniej przez Ryana Binghama (George’a Clooneya).

              Dobra rola George’a Clooneya. Zagrał poniekąd siebie, pięknoducha po pięćdziesiątce, który do tej pory jeszcze się nie ustatkował i nie założył rodziny (jakie ma przekonujące argumenty, na wszytsko odpowiedź nie do zbicia). Zareszta na budowanie głebszego związku, na założenie rodzin, nie pozwala mu jego specyficzna praca, która wymaga od niego całkowitej dyspozycyjności i bycia w niesustannie w podróży. Ryan jest niesustannie w drodze (Baumanowski wędrowec i metafora współczesnego człowieka), podróżuje samolotem po całej Ameryce, z jednego końca na drugi, wykonując bardzo niewdzięczną pracę, w imieniu pracodawców wręcza niepotrzebnym pracownikom zwolnienia z pracy . W ciągu roku tylko czterdzieści kilka dni (jak sam stwierdził "nudnych") spędza w domu, dni jak sam stwierdził "nieciekawych". Jego prawdziwym domem są kolejne hotele i samolot . Z samolotem nawet jest związana jego pasja, cel życiowy - otrzymanie złotej karty od swoich lini lotniczych i dołączenie do elitarnego klubu pasażerów , którzy mają na konciewylatanych 10 milionów mil (czy kilometrów)

              W jednej z takich podróży na swojej drodze uroczą kobietę, z którą, jak sie okazuje po czasie doskonale się rozumieją, pasują do siebie pod różnymi względami, rozgrzewa ona powoli zlodowaciłe serce Ryanie, aż rodzi się w nim myśl by przerodzić tę znajomomość w coś poważniejszego. Splata się zresztą z pewnymi zmianami w pracy, których konsekwencją ma być zmiana jego stylu życia z nomadycznego na osiadły.


              cdn.
              • barbasia1 Re: "W chmurach" 20.01.13, 16:41
                Splata się to zresztą z pewnymi zmianami w pracy, których konsekwencją ma być też zmiana stylu życia Ryana z nomadyczne go na osiadły.

                Zmiany te wiążą się z osobą nowej pracownicy Natalie Keener (Anna Kendrick - świetna!), młodej ambitnej osóbki po bardzo dobrej uczelni. W ramach znacznej redukcji kosztów Natalie poponuje modernizację, która polegałaby na tym, że pracownicy zamiast podróżować po kraju i wydawać na przeloty , siedzieliby w biurze i informowali osoby o zwolnieniach przez komputer.

                Ryana początkowo przeraża ten pomysł, próbuje przekonywać szefa, że to niedobry pomysł, że zwalniany potrzebuje osobistego kontaktu z człowikiem, lecz wizja wiekich oszczędności sprawia , że szef jest głuchy na jego rozpaczliwe protesty. W końcu każe Ryanowi zabrać w podróż Natalie, żeby się uczyła od niego, jak fachowo zwalniać ludzi ...

                I tak się dzieje. Ta charakterna Natalie uczy się od Ryana zwalniać ludzi, jak się okazuje z niemałym kacem i bólami serca.

                cdn.

                :)
                • siostra.bronte Re: "W chmurach" 20.01.13, 18:53
                  Barbasiu, nie zdradzaj fabuły do końca, bo zepsujesz Grekowi zabawę :)

                  Oglądałam. Film mi się podobał, dobrze się go ogląda, chociaż nie wywołał większych emocji.
                  Duży plus za oryginalne, mało amerykańskie zakończenie. I za zabawne nawiązanie do "Amelii".

                  Przyczepię się do paru szczegółów. Postać Alex jest jakoś mało wiarygodna. Nie mogę zdradzić szczegółów :)

                  Trochę naciągnięta jest scena pod koniec filmu (o której wspomniała już Barbasia, więc niczego nie zdradzę), kiedy zwalniani pracownicy mówią, że na szczęście mają rodziny, żony itd. I to jest najważniejsze. Co tam praca. I to wygląda mało wiarygodnie. Optymizm na siłę, tylko po to, żeby łopatologicznie pokazać jaki to bohater jest nieszczęśliwy.
                  Na początku filmu jest podobna scena, kiedy to zwalniani są przybici, zapłakani i jakoś nikt wtedy nie wspominał o rodzinie (oprócz tekstów "co ja powiem dzieciom?").





                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 20.01.13, 20:11
                    Nie, nie oczywiście, że zdradzę wszytskiego. :)

                    Zakończenie dopisze sam Grek.

                    > Przyczepię się do paru szczegółów. Postać Alex jest jakoś mało wiarygodna. Nie
                    > mogę zdradzić szczegółów :)

                    Przewrotna, prawda? Ale wierzę w istnienie takiej postaci, dla mnie jest wiarygodna, postać z naszych czasów. Zgrzytnęło mi coś innego, pewnien drobiazg, ale o tym później.

                    Ja tego tak nie odebrałam.

                    Najpierw widzimy bohaterów, w dramatycznej systuacji, kiedy są informowani o zwolnieniu z pracy. Ich pierwsze reakcje są jak najbardziej naturalne, płacz, rozpacz w obecności przedstawiszecli dyrekcji, pytania, co powiedzą rodzinie.

                    Scena końcowa jest jakby z innej bajki, to jakby swego rodzaju post scriptum do historii, stylizowana jest na coś w rodzaju wywiadu, w którym ci zwolnienie z pracy bohaterowie -(9w tych rolach naturszczycy!) zapewne po jakims czasie od zwolnienia odpowiadają przed kamerą na pytanie, które nie pada na ekranie, co im pozwoliło przetrwć najgorsze chwile po otrzymaniu wypowiedzenia. Odrobina optymizmu, coś w rodzaju pocieszajacego memento, na koniec gorzkiej, gorzko- słodkiej historii o życiu we współczesnym świecie. Raczej o to chodziło, niż o kontrastowanie z bohaterem i jego sposobem ma życie, z którym on sam całkiem dobrze się czuł, tak myślę ...

                    :)

                    • siostra.bronte Re: "W chmurach" 21.01.13, 00:22
                      Z Alex chodzi mi o to, że wysyłała sprzeczne sygnały (weekend).

                      Kurcze, to ja się nie połapałam w tej końcówce :( Nie poznałam, że to ci sami zwolnieni ludzie, których widzieliśmy na początku. Ale swoją drogą, nie pokazano co to były za spotkania, ujęcia kamery były identyczne jak przy scenach ze zwolnieniami. Poza tym było już bardzo późno i słabo kontaktowałam :)
                      • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:41
                        Też nie lubię oglądać filmów tak późno.
                        I też nie wszytsko przyswoiłam. :)
                      • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 20:00
                        Przeczytałam teraz, że w rolach zwalnianych osób poza kilkoma aktorami wystąpili naturszczycy. Ludzie, którzy naprawdę zostali w tamtym czasie pozbawieni pracy! Oni opowiadają swoje własne historie. W tym pocieszającym finale, zapewne to głównie oni opowiadają, co było dla nich ratunkiem w kryzysowej sytuacji utraty pracy.
                    • grek.grek Re: "W chmurach" 21.01.13, 13:35
                      Barbasiu, dzięki za całą baterię informacji, czytałem też Twój dialog z Angazelą, czuję się przygotowany do oglądania :]

                      historia wygląda jeszcze bardziej zachęcająco, spróbuję dzisiaj obejrzeć i raz dwa włączyć się do Waszej rozmowy.

                      • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:51
                        Dzięki! Twoje posty juz przeczytałam. :)

                • barbasia1 Re: "W chmurach" 20.01.13, 21:25
                  > W końcu każe Ryanowi zabrać w podróż Natalie, żeby się uczyła od niego, jak fa
                  > chowo zwalniać ludzi ...

                  Świetna scena bodajże na lotnisku, czy gdzieś , w każdym razie w już podróży, Natalie rozmawia przez komórke ze swoim chłopakiem, on chyba trochę zazdrosny wypytuje o jej instruktora i towarzysza podróży, o Ryana, pytań nie słychać, tylko głośną odpowiedź Natalie, którą słyszy też Ryan. - "Stary jest" - wypala szczerze do telefonu Natalie. Kamera pokazuje Rayana (Clooneya), który natychmiast spogląda na swoją twarz w wielkim lustrze, jakby chciał się przekonać, czy naprawdę jest stary.
                  Cudna (auto) ironia z fillmowego amanta, ciągle jeszcze bożyszcza kobiet.

                  Tak więc charakterna Natalie wyrusza w podróż z Ryanem i uczy się od niego zwalniać ludzi, jak się dość szybko okazuje z niemałym kacem i bólami serca, ku zaskoczeniu. Zaś on od niej w zamian otrzymuje totalną krytykę swojego kawalerskiego stylu życia, z wyznawaną przez niego zasadą "opróżniania plecaka". (Nic nie może nas ciągnąć w dół, a plecak wypełniony np. relacjami międzyludzkimi mógłby to to uczynić).
                  Krytyka w iście brawurowym stylu, "wal się" mówi, podczas jednej rozmów nad morzem, ta ładna gładziutko uczesana dziewczynka z dobrej uczelni do starszego kolegi .

                  To właśnie Natalie podpowiada wtedy Ryanowi (młode pokolenie Amerykanów powraca do konserwatywnych zasad!?), poznawszy w jednej z podróży Alex (Vera Farmiga), ową sympatyczną, otwartą bizneswoman, która tak zauroczyła Ryana, by nawiązał wreszcie z kobietą głębszą relację , bo przecież ona "z takim robi wszytsko, by przebyć się przez ten jego styl życia" ...

                  Ryan zaprasza Alex na ślub swojej młoszej siostry. po raz pierwszy w zyciu, nie chce być sam na takiej uroczystości nie chce pić sam drinków ,chce miećwreszcie partnerkę do tańca. Zresztą Alex się godzi. Jada więc razem i miło spedzają czas w mieścinie Alexa przed weselem siostry. W dniu wesela pan młody przechodzi załamanie i chce zrezygnować ze ślubu (jaki to wszytsko ma sens pyta - rojąc wizję etapów standardowego życiorysu), starsza siostra prosi Alexa, by spełnił obowiązek braterski, potrząsnął panem młodym i przekonał go do ślubu. Ryan poczatkowo się wykręca, przecież sam nie jest orędownikiem instytucji małżenstwa, właściwie zna same argumenty przeciwko związkom, ale nie na darmo pracuje w swoim fachu. W koncu przekonuje do ślubu swojego przyszłego szwagra, efektowym dziającym na wyobrażnię argumentem o drugim pilocie. " Czy nie lepiej jest zdążać życie mając u boku drugiego pilota " - mówi.

                  A potem dokonuje się jedna wolta, a potem druga ...

                  ciąg dalszy pisze Grek ...

                  :)
                  • grek.grek Re: "W chmurach" 22.01.13, 12:49
                    ... a potem Ryan spędza świetnie przyjęcie weselne bawiąc się z Alex.

                    Na prestiżowym jublu ma wygłosić swoją tradycyjną gadkę o "plecakach", kiedy uświadamia sobie, że bez niej nie może żyć - przerywa, wybiega, pędzi do niej, a ona... okazuje się być matką dzieciom i żoną mężowi :]

                    I Ryanowi nie poprawi humoru nawet osiągnięcie wymarzonych 10 milionów wylatanych mil [jako siódmemu w historii pasażerowi liniii lotniczych], a co za tym idzie wejście w posiadanie srebrnej karty klienta oraz pogawędka z głównym pilotem samolotu.

                    Wydaje się, że wylądował na dnie.
                    Stare życie poszło precz, bo system elektronicznego zwalniania ludzi zabrał mu zajęcie, a w nowym - zabrakło fundamentu, na którym zamierzał je oprzeć. Siedzi więc w pustym pokoju, popija z butelki i gapi się tępo w okno.

                    Lecz nadzieja umiera ostatnia... Oto jedna z pracownic zwalnianych metodą elektronicznego powiadamiania - popełnia zapowiedziane samobójstwo. System idzie w odstawkę, Natalie odchodzi z pracy, a Ryan wraca na swoje stanowisko, bo jak się okazuje - umiejętności kontaktu z ludźmi, fachowość i szacunek okazywany za pomocą bezpośredniego powiadamiania o zwolnieniu sprawia, że ludzie jakoś mniej tragicznie przyjmują wiadomość o utracie pracy ;]

                    Natalie zostaje przyjęta w nowej firmie, a rekomendację wystawia jej sam Ryan, co ma kluczowe znaczenie dla tego faktu.

                    Sam Ryan wlecze znów swój bagaż na kółkach, staje przed tablicą odlotów na lotnisku, coś tam mamrocze z offu i puszcza rączkę tego bagażnika na kołach... został on przez kamerę pokazany w zbliżeniu :czyżby jako znak, że Ryan zechce wybrać trzecią opcję, podróżowanie bez celu ? ;]

                    • grek.grek Re: "W chmurach" 22.01.13, 12:55
                      aha, Alex informueje go, że "był [tylko] przerywnikiem w normalnym, codziennym życiu" :]
                      i że "[jestem dorosła] jak chcesz się spotkać, to masz mój numer telefonu".

                      Przewrotne, trzeba przyznać.
                      Już się wydawało, że to musi zadziałać...

                      wiecie co ?
                      Od pierwszej chwili, ofk nie znając dalszych losów postaci, coś mi nie grało między
                      Ryanem i Alex - nie było w tym chemii. Już zacząłem myśleć sobie, jak dobiorę się
                      do aktorów, że nie umieli jej pokazać... ale oto nadchodzi scena, kiedy ona informuje go
                      z wysokości drzwi nad schodami do swojego mieszkania, że ma rodzinę, a on był
                      przerywnikiem i już jestem w domu : nie było chemii, bo tak miało właśnie być.
                      Więcej Wam powiem, widziałem, że on się stara, ale ona jest jakaś dziwna, i myślę
                      sobie - za co ta nominacja oskarowa ?. No i wyszło, że było tak, jak miało być... albo
                      przeciwnie ;]
                      • siostra.bronte Re: "W chmurach" 22.01.13, 14:30
                        A ja miałam z Alex inny problem. Jak już pisałam wcześniej, babka wysyłała sprzeczne sygnały.

                        Przyjęcie zaproszenia na rodzinny ślub, moim zdaniem przekracza ramy hotelowego romansu. Ze strony Ryana to była ewidentna zachęta do zacieśnienia relacji. I tak to odczytałam. Tak sprytna i wyrachowana kobieta chyba zrozumiałaby to w ten sam sposób. Nie rozumiem więc dlaczego Alex zgodziła się na ten wyjazd.

                        Druga sprawa, Alex ciągle się uśmiecha i robi maślane oczy do Ryana. Ja akurat chemię widziałam, jak najbardziej. No, nie wierzę, że potrafiłaby tak przekonująco udawać. Jeżeli tak, to zasłużyła na Oscara :) Nie zauważyłam ani jednego momentu (niestety, znałam zakończenie) w zachowaniu Alex, który mógłby sugerować, że prowadzi jakąś grę.

                        W ostatniej scenie, kiedy rozmawia przez telefon z Ryanem, jest kompletnie inną osobą. I nijak nie pasuje to do jej poprzedniego "wcielenia". W tej scenie jej po prostu nie wierzę. Zbyt duża wolta, aby to było wiarygodne.
                        • siostra.bronte Re: "W chmurach" 22.01.13, 15:08
                          No i szczegół techniczny: skąd Ryan znał jej adres?
                          • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:27
                            siostra.bronte napisała:

                            > No i szczegół techniczny: skąd Ryan znał jej adres?

                            O! O! To jest właśnie ten szczegół , który mi zazgrzytał w filmie.

                            Może wziął jej adres z hotelowej recepcji, lecz scena ta z oczywistych powodów musiała zostać pominięta.


                        • grek.grek Re: "W chmurach" 22.01.13, 15:20
                          chciała się rozerwać z Przerywnikiem ;]

                          Jej późniejsza reakcja, kiedy bez większego zmieszania wyjaśnia Ryanowi, o co
                          tu chodziło : wg mnie, dowodzi tego, że to bardzo świadoma siebie postać,
                          a jednocześnie - mam wrażenie, że jednak ona chyba się nie spodziewała, że
                          u niego aż tak daleko to zajdzie. Ona wiedziała, co robi, sądziła chyba, że on
                          też pewnych ram nie przekroczy; że to taki układ seksualno-przyjacielski i oboje
                          zdają sobie z tego sprawę. Myślę, że to nie była "gra" - raczej w pewnym
                          momencie on złamał niewypowiedzianą regułę.



                          • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:23
                            grek.grek napisał:

                            > chciała się rozerwać z Przerywnikiem ;]

                            Właśnie, wesele to rozrywka, atrakcyjna przerwa w codzienności. Czasem, jak człowiek nie ma partnera zaprasza przecież znajomą osobę, by towarzyszyła mu w tego rodzaju uroczystości i nie musi to wcale oznaczać zacieśnienia stosunków (ale może, częściowo zgadzam się z Bronte) .
                            Zresztą Ryan tak przekonująco uargumentował swoją prośbę, że chyba każda (dobra) kobieta by mu uległa.


                            Tak jak bohater dałam się wkręcić, uwierzyłam, że coś z tej relacji z Alex może wyjść , ale jak później, po zakończeniu filmu raz jeszcze przeanalizowałam zachowanie bohaterki, to też wyszło mi, że ona nigdzie nie dawała sygnałów, że chce czegoś więcej niż układ seksualno-przyjacielski . / podobnie myślałam jak Grek tu ./

                            Jej naturalną serdeczność, empatię, szczerą sympatię Ryan (i ja też :/) wziął (utwierdzała go w tym jeszcze przecież Natalie) za przejaw głębszego zainteresowania jego osobą. Trochę też na pewno było w tym myślenia życzeniowego, na które niemały wpływ mogła mieć perspektywa radykalnej zmiany sposobu funkcjonowanie w życiu zawodowym, która go przerażała.

                            Poza tym Ryan( i ja :/ ) założyliśmy stereotypowo (w podświadomości to mieliśmy), że kobieta, w przeciwieństwie do mężczyzny, zawsze musi być emocjonalnie zaangażowana i matrymonialnie zainteresowana mężczyną. Tymczasem Alex robi Ryanowi (i mnie) "a kuku" ( z mocy nadanej jej przez reżysera filmu) i oznajmia, że Ryan jest dla mniej tylko przerywnikiem w monotonnej codzienności. Współczesne kobiety, biznes(wo)menki z początku 2. dekady XXI wieku bewzględnie przejmują model zachowania facetów.
                            Koniec świata! ;)


                            Myślę, że to nie była "gra" - raczej w pewnym
                            > momencie on złamał niewypowiedzianą regułę.

                            Też tak myślę.
                            • siostra.bronte Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:48
                              No jak to nie dawała sygnałów? A te ciągłe uśmiechy, patrzenie głęboko w oczy, itd?

                              Jest taka scena, kiedy załamana Natalie opowiada Ryanowi i Alex o tym, że chłopak ją zostawił. I pyta Alex, jaki miała ideał mężczyzny. Alex opowiada, że powinien być taki i owaki. I mieć piękny uśmiech. I w tej chwili znacząco patrzy na Ryana, który uroczo się uśmiecha. Jeżeli to nie był "sygnał" ze strony Alex, to nie wiem co to było :)

                              Jest też inna scena, nad rankiem w hotelu, kiedy Alex patrzy przeciągle w oczy Ryana i mówi, że jej się podoba. I to brzmi naprawdę przekonująco. No kurcze, każdy by chyba pomyślał w tym momencie, że z tego może być coś więcej. W romansach bez znaczenia nie robi się takich rzeczy (chyba?).

                              Alex zachowała się wobec Ryana nieuczciwie, nie wspominając o swojej rodzinie. Zabrakło jej wyobraźni, że facet może po prostu się zakochać?
                              • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 20:24
                                > Jest taka scena, kiedy załamana Natalie opowiada Ryanowi i Alex o tym, że chłop
                                > ak ją zostawił. I pyta Alex, jaki miała ideał mężczyzny. Alex opowiada, że powi
                                > nien być taki i owaki. I mieć piękny uśmiech. I w tej chwili znacząco patrzy na
                                > Ryana, który uroczo się uśmiecha. Jeżeli to nie był "sygnał" ze strony Alex, t
                                > o nie wiem co to było :)

                                Tak, też zwróciłam uwage na tę scenę. Owszem Alex uśmiechnęła się .

                                Ale zaraz potem Alex mówiła o dzieciach, że mężczyzna powinien lubić dzieci. I wtedy już nie patrzyła na Ryana, tylko na Natalie. (Zresztą Alex z Ryanem o dzieciach w ogóle przecież nie rozmawiali, ani o żadnych fundamentalnych dla związku sprawach.) To mi się wydało dziwne, ale nie na tyle, żeby w tamtym momencie uznać to za podjerzane, sygnał szykującej się wolty.

                                > Jest też inna scena, nad rankiem w hotelu, kiedy Alex patrzy przeciągle w oczy
                                > Ryana i mówi, że jej się podoba. I to brzmi naprawdę przekonująco.
                                Kokietowała go?

                                >No kurcze, każdy by chyba pomyślał w tym momencie, że z tego może być coś więcej. W >romansach bez znaczenia nie robi się takich rzeczy (chyba?).

                                Nie mam wielkiego doświadczenia w tej materii, ale imo romansowanie, układ seksulano-przyjacielski wcale nie wyklucza flirtowania, kokietowania, prawienia sobie komlementów, uśmiechania się do siebie, itp. itd.


                                > Alex zachowała się wobec Ryana nieuczciwie, nie wspominając o swojej rodzinie.
                                > Zabrakło jej wyobraźni, że facet może po prostu się zakochać?

                                Tak bym nie powiedziała, nie oceniłabym tak surowo Alex. Myślę (tak jak Grek), że uznała, że dla obojga to tylko romans, tylko układ seksualno-przyjacielski i że, oboje jako dorosli ludzie, zdają sobie z tego sprawę.

                                :)

                                :)
                                • siostra.bronte Re: "W chmurach" 22.01.13, 20:39
                                  No, moim zdaniem ukrywanie swojego stanu cywilnego jest nieuczciwe, nawet w przypadku niezobowiązującego romansu! Bo nigdy nie wiadomo w jaką stronę może się to potoczyć. I dorośli ludzie nie zawsze potrafią zapanować nad swoimi uczuciami.

                                  Alex powinna już na początku powiedzieć Ryanowi, że jest mężatką. Ewentualnie trochę później, kiedy widać było, że facet zaczyna się angażować. Wtedy układ byłby jasny.

                                  Czy miałabyś tak wyrozumiałe podejście, gdyby sytuacja była odwrotna? Czyli to Alex się zakochuje, a Ryan jest niewiernym małżonkiem? :)

                                  Wciąż uważam, że Alex zachęcała Ryana (a przynajmniej nie zniechęcała) do zacieśnienia znajomości.
                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 21:12
                                    Jutro odpowiem Bronte, pa! :)
                                  • grek.grek Re: "W chmurach" 23.01.13, 13:06
                                    wiesz, w przypadku "niezobowiązującego romansu" też obowiązują pewne niepisane normy,
                                    czyli : ty masz ochotę na seks ze mną, ja na seks z tobą i to nas interesuje, cała reszta
                                    nie ma znaczenia, bo jesteśmy dorośli i wiemy, co robimy.
                                    Tutaj : ktoś się zakochuje i szuka szansy na "coś więcej".
                                    w tzw układzie "niezobowiązująco romansowym" trudno o spowiadanie się z własnych
                                    życiowych układów.
                                    Jest konkret, który parę łączy i on jedynie ma znaczenie.

                                    On też mógł powiedzieć : słuchaj, coś czuję, że z mojej strony, to jest coś więcej niż
                                    okazjonalny seks - gdyby wtedy go okłamała i powiedziała, żeby się starał, to może i
                                    u niej coś się zdarzy podobnego : wtedy by była winna.

                                    Inna rzecz.
                                    wg mnie, brakuje jej punktu widzenia, przez co jej postawę można tłumaczyć na rózne sposoby.
                                    • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 14:23
                                      Nie zgodzę się. Może i nie spisali umowy u notariusza, że to ma być niezobowiązujący romans :) A jednak, nie było między nimi żadnej rozmowy na temat jak ten układ ma wyglądać.

                                      Alex sądziła, myślała, że...No niestety, czytanie w myślach Ryana nie bardzo jej wyszło :) Dlaczego nie powiedziała wprost o co jej chodzi?

                                      No, nie rozumiem, jak można z kimś sypiać, tudzież miło spędzać czas na inne sposoby i nie poinformować o takim szczególe jak rodzina. To kompletny brak szacunku dla tej drugiej osoby. I nie rozumiem aprobaty dla takiego zachowania. Ale ja to chyba niedzisiejsza jestem :)

                                      I jeszcze ta ostatnia rozmowa. Alex ma tupet, żeby atakować Ryana, bo sobie, oczywiście nie ma nic do zarzucenia. Na miejscu Ryana (który oniemiał z wrażenia) posłałabym jej soczystą wiązankę :)

                                      Podtrzymuję opinię, że Alex zachowała się egoistycznie i nieuczciwie. Nie liczy się kompletnie z uczuciami innych. Nie pomyślała ani przez chwilę, że Ryan może się zaangażować i wyjdzie z tego zraniony. Cyniczna kłamczucha. I zdania nie zmienię :)


                                      • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 15:59
                                        > Alex sądziła, myślała, że...No niestety, czytanie w myślach Ryana nie bardzo je
                                        > j wyszło :) Dlaczego nie powiedziała wprost o co jej chodzi?


                                        Ryan też nie powiedział wprost, o co mu chodzi. A obojgu chodziło tylko o miłe spędzanie czasu w podróży, o seks, sex. (Ryan długo nie brał pod uwagę możliwości zaangażowania się w tę relację. Wzruszał obojętnie ramionami, kiedy Natalie pytała, czy zamierza zobić coś z tą znajomością). Gdyby nie okoliczności życiowe - zmiany w pracy, rozmowa z panem młodym, gadanie Natalie, i inne, może by ten pieknoduch unikający zaangazowania w ogóle nie pomyślał poważnie o Alex...

                                        Bronte, ja nie aprobuję takiego zachowania, zachowania Alex. Próbuję tylko zrozumieć sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Jeśli ktoś zaczyna relację nie od wzajemnego poznawania się, ale od seksu (a więc od początku nie chodzło tu o poważną relację ), to niestety musi liczyć się w przykrymi konsekwencjami, różnymi niespodziankami. Takie jest życie.


                                        > No, nie rozumiem, jak można z kimś sypiać, tudzież miło spędzać czas na inne sp
                                        > osoby i nie poinformować o takim szczególe jak rodzina.

                                        Ale ludzie tacy, są robią jeszcze gorsze rzeczy, okłamują, zatają ,że są w związkach małżeńskich.

                                        > Podtrzymuję opinię, że Alex zachowała się egoistycznie i nieuczciwie. [...] Cyniczna kłamczucha.

                                        Tak surowo nie oceniałbym Alex.
                                        Ale Ryan też nigdy o to nie zapytał! (nie zapytał , bo go to nie obchodziło, liczyła sie przyjemnośc w tamtej chwili, nic więcej ) Może gdyby zamiast lecieć do jej domu , zaczekał do następnego spotkanie i porozmawiał z nią o swoich uczuciach, zamiast stawiać ją w takiej sytuacji, gdyby zapytał ją, czy widzi dla nich wspólną przyszłość, usłyszałby prawdę...
                                      • grek.grek Re: "W chmurach" 23.01.13, 16:07
                                        Myślę, że oboje mieli jakieś wyobrazenie na ten temat, zgodne z obiegową wersją ;]

                                        można :]
                                        jak z przyjacielem albo dobrym kumplem, tyle że z dodatkiem łóżkowym :]
                                        Skąd mogła wiedzieć, że zbliżającemu się do 50-tki facetowi uczucie strzeli go głowy ? [hehe]

                                        poza tym, Barbasia stawia ważne pytanie : na ile jemu się ta miłość do niej urodziła
                                        z powodu utraty stabilizacji życiowej w postaci dotychczasowej pracy i stylu życia z nią
                                        związanego ?

                                        oni są jak gracze w głuchy telefon : ona sądziła, że reguły są jasne i nie trzeba
                                        ich jemu tłumaczyć, on się nagle zakochał i też nie uznał za stosowne ostrzec
                                        ją przed swoim zaangażowaniem, co być może sprowokowałoby ją do wyznania
                                        mu prawdy w okolicznościach mniej nagłych i zaskakujących.

                                        • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 16:29
                                          > Skąd mogła wiedzieć, że zbliżającemu się do 50-tki facetowi uczucie strzeli go
                                          > głowy ? [hehe]


                                          Też mi taka myśl przez głowę przeszła. :)

                                          > oni są jak gracze w głuchy telefon : ona sądziła, że reguły są jasne i nie trze
                                          > ba ich jemu tłumaczyć, on się nagle zakochał i też nie uznał za stosowne ostrzec
                                          > ją przed swoim zaangażowaniem, co być może sprowokowałoby ją do wyznania
                                          > mu prawdy w okolicznościach mniej nagłych i zaskakujących.

                                          :)
                                          O to, to.
                                        • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 18:42
                                          A jakie to ma znaczenie dlaczego Ryan poczuł potrzebę związania się z kimś? Gdyby ludzie wiązali się ze sobą tylko z powodu miłości (a nie lęku przed samotnością, tudzież setki innych powodów) to ludzkość dawno by wyginęła :)

                                          Aha, więc jednak Alex nie jest bez skazy :)

                                          • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 19:15
                                            Wprawdzie to nie do mnie post, ale pozwolę sobie słowko powiedzieć do drugiej części postu, pierwszą zostawiam Grekowi.


                                            > Aha, więc jednak Alex nie jest bez skazy :)
                                            Ryan nie jest ani bardzo dobrym, ani złym człowiekiem. Oboje z Alex nie są ideałami.
                                            To zwykli przeciętni ludzie, ze swoimi słabościami.
                                          • grek.grek Re: "W chmurach" 24.01.13, 13:09
                                            wg mnie, mogłoby to coś powiedzieć o głębi jego zaangażowania,czy to prawdziwe
                                            uczucie czy fanaberia przestraszonego 50-latka.
                                            • siostra.bronte Re: "W chmurach" 24.01.13, 13:18
                                              Może po prostu potrzebował jakiegoś bodźca, żeby zrozumieć co się w życiu liczy?
                                        • pepsic Re: "W chmurach" 23.01.13, 20:55
                                          Skąd mogła wiedzieć, że zbliżającemu się do 50-tki facetowi uczucie strzeli go głowy ?
                                          Nie dość, że laska gra nieczystymi kartami, to nie zna życia;) Grek, to ja mam bronic Was facetów?!
                                          • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 21:07
                                            Hehe. No właśnie. A co to, 50-latek nie ma prawa do miłości?
                                            Też się dziwię, że Grek zwala winę na Ryana :)
                                          • grek.grek Re: "W chmurach" 24.01.13, 13:22
                                            haha :]

                                            skoro oboje nie wiedzieli o sobie wszystkiego - dorosły w końcu Ryan mógł :

                                            a] zakładać, że ona jest mężatką,
                                            b]mógł, dżizus jakie to banalne... SPYTAĆ ją : jesteś sama czy masz kogoś/męża ? :]

                                            on nie spytał, ona nie uznała za stosowne koledze od seksu zwierzać się ze swojego
                                            stanu cywilnego [a nuż mu się coś odkręci i będzie chciał jej rodzinie zrobić kuku, czasami
                                            nigdy do końca nie wiadomo z kim się ma do czynienia] - głuchy telefon wersja classic :]

                                            daruj, Pepsic, daruj Siostro, ale ja naprawdę nie dostrzegam "gry [nieczystej]" o jakiej
                                            piszecie.

                                            nie grała na jego zakochanie się, on sam się zakochał w niej :]

                                            pamiętacie co ona mu powiedziała na koniec :
                                            "Czego się spodziewałeś ?", a później
                                            "Jestem dorosła, jeśli chcesz się spotkać - masz mój numer telefonu".

                                            to wg mnie wyjaśnia jej intencje :
                                            kolego drogi, mieliśmy się przyjaźnić i czasami pójść do łózka ze sobą, ja się z tobą
                                            na nic więcej nie umawiałam, a że ty się zakochałeś - przepraszam, ale to nie mój
                                            problem.

                                            Poza tym, co by zmieniło, gdyby ona mu wyznała, że jest mężatką ? w mężatkach
                                            nie mogą się zakochiwać mężczyzni ? A może on by nie chodził z nią wtedy do łózka ?
                                            wątpię :]

                                            Uczucie zakiełkowało w nim z powodu czasu razem spędzanego, równie dobrze mógłby
                                            się zakochać wiedząc,że jest ona żoną i matką.

                                            ale - wg mnie, 50-letni chłopiec powinien być na tyle rozwinięty, żeby umieć ZAPYTAĆ.
                                            jesli nie umiał, i sobie założył, że "skoro ona nie powiedziała..." - to znaczy, że sam jest
                                            sobie winien. Ona obowiązku nie miała.
                                        • pepsic Re: "W chmurach" 23.01.13, 21:00
                                          on się nagle zakochał i też nie uznał za stosowne ostrzec przed swoim zaangażowaniem
                                          O pewnych rzeczach nie trzeba mówić, bo się je wyczuwa intuicyjnie. Natomiast w żaden sposób nie można się domyśleć zobowiązań rodzinnych, kro tym bardziej, jeśli ktoś je skrzętnie ukrywa.
                                          • siostra.bronte Re: "W chmurach" 24.01.13, 13:16
                                            O to to. Takie rzeczy się czuje i widzi.
                                            • grek.grek Re: "W chmurach" 24.01.13, 13:25
                                              ... a jak się wlaśnie straciło pracę i sens życia i poszukuje na gwałt nowego związanego z obecnością u boku kobiety, to mozna nawet przesadzić, nadinterpretować pewne sygnały i
                                              dojść do wniosków zupełnie dla siebie korzystnych, ale bez związku z rzeczywistością :]
                                              • siostra.bronte Re: "W chmurach" 24.01.13, 14:06
                                                Zauważ, że te sygnały zostały błędnie zinterpretowane także przez Natalie. I to ona go podpuściła.
                                      • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 19:30
                                        PS

                                        siostra.bronte napisała:

                                        > Podtrzymuję opinię, że Alex zachowała się egoistycznie i nieuczciwie. Nie liczy
                                        > się kompletnie z uczuciami innych. Nie pomyślała ani przez chwilę, że Ryan moż
                                        > e się zaangażować i wyjdzie z tego zraniony. Cyniczna kłamczucha. I zdania nie
                                        > zmienię :)

                                        Ryan też był egoistą, chodziło mu tylko o własną przyjemność; On też nie wykazał się żadną odpowiedzialnością za Alex, w ogóle nie myślał o tym, co będzie, jeśli Alex się zaagażuje, zakocha w nim, będzie chciała czegoś więcej, nawet w momencie, kiedy Natalie, odczytując źle sygnały (sic! jak my wszyscy!), zwraca uwagę, że Alex tak usilnie stara się o niego Ryan wzrusza ramionami z obojętnością. Co więcej mówi, że nie ma zamiaru nic czynić w kierunku zmainy relacji z A.
                                        • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 20:07
                                          Tak, nie tylko my, ale także Natalie źle odczytuje sygnały wysyłane przez Alex. Czyli coś z tymi sygnałami było jednak nie tak :)

                                          Nie wiemy co by było, gdyby to Alex się zakochała. A może Ryan przyjąłby ją z otwartymi ramionami?

                                          Wchodzenie w bliższe relacje z innymi ludźmi jest zawsze ryzykowne. Można zostać odrzuconym. Takie życie. Problem w tym, że Alex od początku wiedziała, że ten romans nie ma szans na przeobrażenie się w coś więcej. A Ryan nie. Bo mu Alex nie raczyła powiedzieć, że ma męża i dzieci. Nawet jeżeli Ryan sobie założył, że to nic zobowiązującego, to przecież mógł się potem po prostu zakochać.
                                          • pepsic Re: "W chmurach" 23.01.13, 20:32
                                            Popieram, nawet w romansie niezobowiązującym ( cokolwiek znaczy) zdarzają się uczucia, a to delikatna sfera ludzka i nie można z nią igrać. Dlatego przyzwoity człowiek powinien unikać sytuacji stawiania drugiej osoby w niekomfortowej sytuacji i nie narażać jej na cierpienie.
                                            • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 21:04
                                              Tak jest. Chodzi o zwykłą, nieco dzisiaj zapomnianą przyzwoitość. I żadne tłumaczenia nie zmienią faktu, że Alex tej przyzwoitości brakuje.
                                          • grek.grek Re: "W chmurach" 24.01.13, 13:28
                                            dlaczego ona "powinna" mu powiedzieć, a nie on powinien spytać ją ?

                                            • siostra.bronte Re: "W chmurach" 24.01.13, 14:01
                                              Bo nie nosiła obrączki, więc naiwnie myślał, że jest singielką? :)

                                              To jest tłumaczenie typu "a w Ameryce biją murzynów" :) Nawet jeżeli facet nie pyta, to nie znaczy, że babka jest zwolniona ze zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, o której wspomniała Pepsic. Czyli co, przyzwoitość i uczciwość już się nie liczą, robimy tylko to co jest "obowiązkiem" ? A kto określa co jest tym obowiązkiem, a co nie? Mam zupełnie inne zdanie na ten temat.

                                              Tak, Alex na nic więcej się nie umawiała. Ale w sumie to na nic się nie umawiała :) Nie było między nimi ustalenia: "słuchaj, zakochanie nie wchodzi w grę". Czyż nie?

                                              Gdyby Ryan od początku wiedział, że babka ma rodzinę, to pewnie nie pozwolił by sobie na zaangażowanie, przy jego ostrożnym podejściu do związków. Oczywiście, to nie znaczy, że nie mieliby ze sobą romansu. Ale sytuacja byłaby przynajmniej jasna. Chyba zawsze lepiej jest znać prawdę?

                                              Mam wrażenie, że Ryan nie pyta Alex o stan cywilny, bo tak kazali mu scenarzyści :) Bez tego chwytu historia potoczyłaby się inaczej. Może mnie boleśnie dla Ryana?

                                              Powtórzę po raz kolejny. Nawet w przypadku niezobowiązującego romansu (cokolwiek to znaczy) zawsze istnieje ryzyko/szansa, że któraś ze stron się zakocha. I trzeba się z tym liczyć. A Alex w ogóle o tym nie myślała. Co świadczy o tym, że nie liczy się z uczuciami innych ludzi.
                                              • grek.grek Re: "W chmurach" 24.01.13, 15:39
                                                tego nie podejmuję się domyślać :]

                                                wg mnie, jeśli ich układ był czysto kumplowsko-seksualny, to nie bardzo
                                                widzę powód, dla którego miałaby mu opowiadać, że ma męza
                                                i dziecko. "Bo się może zakochać" - wiesz, "może" też zostać seryjnym modercą.
                                                To są wg mnie te same rodzaje domniemywań.

                                                Czyż tak :]
                                                Tyle, że w takiej sytuacji trudno winić ją za to,że on się cichaczem zakochał, nic
                                                nie powiedział, nie zbadał sytuacji...

                                                Był taki francuski film, "Intymność", swego czasu w Cannes narobił szumu, z uwagi
                                                na ćwierćpornograficzne sceny - ona i on spotkają się na seks, tylko na seks, nic o sobie nie wiedzą, po pewnym czasie on się w niej zakochuje, zaczyna ją śledzić, ona ma rodzinę... Nie pamiętam jak się kończył, w każdym razie - układ seksualno-koleżeński możeskutkować zakochaniem, ale sam układ polega na separacji życia pozaukładowego i układowych stosunków. Taka jest zasada w podobnych relacjach.

                                                "nie pozwoliłby sobie na zaangażowanie" - wiesz, ja myślę sobie,że nad tym się nie da zapanować :] Zakochania nie zahamuje obrączka na palcu wybranki/ka.

                                                jasne, że dobrze znać prawdę.
                                                ale czasami trzeba ją wydobyć od tej drugiej strony :]

                                                hehe, ja też mam takie wrażenie.
                                                Ewentualnie : nie pyta, bo nie ma pojęcia jak takie sprawy rozwiązywać, bo
                                                jest 50-latkiem, który nie zna życia.

                                                pewnie, że takie ryzyko istnieje.
                                                tylko... jest ono niezależne od wszystkiego.
                                                jej małżeństwo i dzieci nie powstrzymałyby uczucia Ryana, o ile jest ono prawdziwe.
                                                wg mnie, ta wiedza przez niego zdobyta nie zmieniłaby sytuacji.
                                                • siostra.bronte Re: "W chmurach" 24.01.13, 17:27
                                                  No, tutaj sprawa dotyczy jednak delikatnej sfery uczuć. Nie porównywałabym tego z zostaniem seryjnym mordercą. To się zdarza chyba jednak znacznie rzadziej niż zakochanie się :)

                                                  Trochę czasu zabrało Ryanowi, aby się zebrać w sobie i powiedzieć Alex o swoich uczuciach. Nie wiem na czym miałoby polegać zbadanie przez niego sytuacji?

                                                  Tak, widziałam "Intymność". Nazywaną "Ostatnim tangiem w Londynie" :) Tylko, że tam była zupełnie inna sytuacja. Bohaterów łączył wyłącznie seks. Pokazany w sposób mało przyjemny, jako wyłącznie czynność fizjologiczna. Nie ma było tam patrzenia sobie w oczy, prawienia komplementów i okazywania jakiejkolwiek czułości. Nawet po seksie. U Ryan i Alex wyglądało to jednak kompletnie inaczej.

                                                  Nie pamiętam jak wyglądała w "Intymności" kwestia umowy między bohaterami. Tam też babka ma rodzinę, to fakt. Ale może gdyby facet wiedział o tym od początku to historia potoczyłaby się inaczej. Pamiętam, że facet nachodził potem męża tej kobiety. No, z tym powinna się była liczyć romansując na boku :)

                                                  Optymistycznie twierdzę, że nawet niezobowiązujące romanse mogą przekształcić się w trwały związek. Bo dlaczego nie? Nie tylko w życiu, ale w filmach też. Szukam w pamięci jakiś tytułów, może sobie coś przypomnę :)

                                                  Tego się nie dowiemy :) Moim zdaniem, Ryan, mając tę wiedzę, przy tak negatywnym stosunku do związków, tudzież braku nacisku otoczenia (zakładam, że Natalie jako tradycjonalistka nie zachęcałaby do romansu z mężatką) tak łatwo by się nie zakochał.
                                                  • grek.grek Re: "W chmurach" 25.01.13, 14:01
                                                    wiesz, chodziło mi o szeroki zakres możliwości, których nie sposób przewidzieć i przeciwdziałać ich
                                                    zaistnieniu :]

                                                    Zbadanie sytuacji polegałoby na pytaniu : masz kogoś ? :]
                                                    jednym pytaniem mógł upiec dwie pieczenie : dowiedziałby się od niej czy jest wolna, a jesli skłamałaby, to można by ją potem winić za "nieczystą grę" oraz wyznałby jej nie wprost,że myśli o czymś więcej i ona musiałaby się jakoś do tego ustosunkować.

                                                    w tym sensie - jest róznica, oczywiście.
                                                    Niemniej, kiedy chodzi o samą istotę relacji, mam wrażenie, że jest identyczna.
                                                    Robimy coś razem, ale poza tym robieniem mamy swoje światy i swoje życia, nie spowiadamy się z nich, bo nam to do niczego nie jest potrzebne.
                                                    A jesli jednak, to... koniec języka za przewodnika -zadajemy pytania :}

                                                    a własnie, ona nie mogła przewidzieć, że jemu taki układ przestanie nagle wystarczać.
                                                    z jego strony, to też nie jest fair. Chodziło o seks, to miało was łączyć, więc albo bawisz
                                                    się dalej albo,czując że się zakochałeś -odpuszczasz lub pytasz : jakie są szanse,że możemy
                                                    naszą relację przenieśc w nowy wymiar ? To proste :]

                                                    może się wcale nie zakochał ? może znalazł kobietę, która odpowiadałaby mu na stałe, zwłaszcza że jedyna stałość jego życia właśnie [miała] dobiegać końca. Może to nie miłość tylko... życiowa konieczność, ergo : oportunizm uczuciowy ?



                                                  • siostra.bronte Re: "W chmurach" 25.01.13, 14:59
                                                    Jak pisałam wcześniej, to że Ryan nie zapytał Alex to taki chwyt scenariuszowy :) Żeby było bardziej dramatycznie i zaskakującym zakończeniem. W prawdziwym życiu ludzie jednak pytają o takie rzeczy. I to na początku znajomości.

                                                    Oj, to się chyba nie da tak wymierzyć. Jeżeli pytam czy są jakieś szanse na rozwinięcie romansu, to znaczy że już jestem zaangażowany/a.

                                                    Okej, "zakochanie" to był skrót myślowy. Pisałam wcześniej, ludzie wiążą się ze sobą z tysiąca powodów. Choćby i całkowicie racjonalnych. I to jest jak najbardziej ludzkie.
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 25.01.13, 15:41
                                                    >Pisałam wcześniej, ludzie wiążą się ze
                                                    > sobą z tysiąca powodów. Choćby i całkowicie racjonalnych. I to jest jak najbar
                                                    > dziej ludzkie.

                                                    Tak, stąd potem wiele rozczarowań. Bo ona myślała, że on coś do niej czuje, a on chciał tylko wygodnie przertwać przy niej okres życiowych zawirowań.
                                                  • siostra.bronte Re: "W chmurach" 25.01.13, 15:57
                                                    Zaryzykuję twierdzenie, że związki zawarte z miłości też mogą się skończyć rozczarowaniem.

                                                    Mam inne zdanie. Nie sądzę, żeby Ryanowi o to chodziło. Zrozumiał, że w jego życiu jest jakaś pustka, spotkał kobietę, która mu się spodobała. I chciał coś zmienić w swoim życiu. Co w tym złego?

                                                    Nie wiem na czym to wygodne przetrwanie miałoby polegać. Czy bliscy nie wspierają nas w trudnych chwilach? Scena na końcu, ze zwolnionymi pracownikami jest aż zbyt dosłowna.

                                                    Pozostanę przy swoim zdaniu :)

                                                  • pepsic Re: "W chmurach" 26.01.13, 12:58
                                                    Myślę, że kończą się z dużo większym smutkiem i bólem!
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 25.01.13, 15:58
                                                    siostra.bronte napisała:

                                                    > Jak pisałam wcześniej, to że Ryan nie zapytał Alex to taki chwyt scenariuszowy
                                                    > :) Żeby było bardziej dramatycznie i zaskakującym zakończeniem.

                                                    Uważam jak Grek, że to sytuacja jak najbardziej prawdopodobna w życiu.


                                                    W innym miejscu widz, chwyt scenaiuszowy dla dodania dramamatyzmu ,i to rodem z melodramatów, a mianowicie w scenie, kiedy Ryan opuszcza swój wykład na oczach zebranych i pędzi pod dom Alex. W normalnym życiu doświadczony życiowo facet w jego wieku zaczekałby do następnego spotkania i zapytałby , skoro wcześniej go to nie interesowało, czy Alex jest z kimś związana u siebie i czy widzi mozliwość zmiany ich relacji z fucking friend na inną , na prawdziwy związek.
                                                  • siostra.bronte Re: "W chmurach" 25.01.13, 16:07
                                                    Scena z opuszczeniem wykłady jest rzeczywiście melodramatyczna. Ale co by to zmieniło, gdyby ją zapytał na następnym spotkaniu, na neutralnym gruncie? Facet już się zaangażował, co było widać kiedy wybiegał z tegoż wykładu. Widać też po wyrazie jego twarzy kiedy stał na progu jej domu. Efekt byłby ten sam.

                                                    Pepsic, ratuj, sama już nie daję rady :))
                                                  • pani_lovett Re: "W chmurach" 25.01.13, 16:51

                                                    > Pepsic, ratuj, sama już nie daję rady :))

                                                    Nie wołaj Pepsic na pomoc, Bronte, droga Pepsic nic Ci nie pomoże , bo wczesniej schrupiemy Cię razem z kosteczkami, hehe. ;)


                                                    cdn.
                                                  • pepsic Re: "W chmurach" 26.01.13, 13:55
                                                    Chciałabym, ale tyle potworzyło się wątków i podwątków, że się ... . pogubiłam;) Powtórzę więc, skoro laska nie miała zamiaru angażować się w związek ze względu na stan rodzinny (on przeciwnie, miał drogę otwartą), powinna sprowadzić faceta na ziemię w odpowiednim momencie, aby przypadkiem czegoś więcej sobie nie wyobrażał. Nie dała mu szansy na wycofanie się i zraniła jego uczucia. Jakby uczciwie postawiła sprawę od początku, nikt do nikogo nie miałby pretensji, bo byłby wybór. I jeszcze jedno, Grek wspominał o możliwych głuchych telefonach, no wiec właśnie. Skoro laska była taka wyzwolona powinna znać zasadę, ze nie wchodzi sie w romanse w singlami, bo mogą sprawiać kłopoty. I jeszcze jedno. A wracając do kwestii uczciwości, jakoś nikt nie zwrócił uwagi, przecież ona najnormalniej w świecie waliła męża w rogi;)

                                                    Ps. Siostro, nie mogłam Cię wczoraj wesprzeć, bo odrabiałam zaległości towarzysko-zawodowe:) Mam nadzieję, że kosteczki nie zostały schrupane w całości.
                                                  • grek.grek Re: "W chmurach" 26.01.13, 14:30
                                                    Zauważ, Pepsic, że oni się poznali w podróży służbowej, Ryan dośc plastycznie ją
                                                    poinformował o swoim trybie życia i swoich zapatrywaniach na rózne sprawy, w tym
                                                    tzw. stałe związki. tak więc, mogła uznać,że nie będzie "sprawiał kłopotów" :]

                                                    moim zdaniem, ona po prostu uznała, że są dorosłymi świadomymi ludźmi i pewne
                                                    reguły wpisane w taki układ, w jakim się znaleźli, po prostu rozumieją i honorują.

                                                    a jego zakochanie wydaje się zupełnie możliwe [ale w przeciwieństwie do Siostry
                                                    byłbym bardziej sceptyczny co do jego spontanicznych powodów], czyli - wg mnie wychodzi
                                                    niezły galimatias ;]
                                                  • siostra.bronte Re: "W chmurach" 26.01.13, 14:44
                                                    No właśnie, Alex "uznała, że są dorosłymi ludźmi". Dla mnie to oznacza także poważne traktowanie drugiego człowieka i minimum szacunku. A nie tylko "seks bez zobowiązań". Takie podejście do dorosłości jest trochę wybiórcze :)

                                                    I powtórzę, oboje nie ustalili żadnych konkretnych reguł. Nie rozmawiali na ten temat. Wizja Alex, jak widzieliśmy, różniła się jednak od wizji Ryana na ten temat. Więc niech babka nie ma pretensji.
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 26.01.13, 17:26
                                                    siostra.bronte napisała:

                                                    > No właśnie, Alex "uznała, że są dorosłymi ludźmi". Dla mnie to oznacza także po
                                                    > ważne traktowanie drugiego człowieka i minimum szacunku. A nie tylko "seks bez
                                                    > zobowiązań". Takie podejście do dorosłości jest trochę wybiórcze :)

                                                    Zgadzam się z Tobą, myślę tak samo. Jednak Alex i Ayan nie należeli do ludzi, którzy takie zasady wyznają.

                                                    Właśnie! oboje nie ustalili żadnych konkretnych reguł, oboje nie rozmawiali na ten
                                                    temat, oboje z Ryanem byli zwolennikami "sexu bez zobowązań", Ryan praktykował go przez większość część swojego życia i pewnie praktykował by sobie spokojnie nadal, gdyby nie okoliczności życiowe, spiętrzenie różnych zdarzeń - zapowiedź diametralej zmiany trybu jego pracy, która go śmiertelnie przeraziła, poznanie Natalie z jej konseratywnym podejściem do związków , ślub siostry, przed którym Ryan musiał użyć całej siły przekonywania, by nakłonić narzeczonego siostry do powrotu przed ołtarz. I wreszcie poznanie samej Alex, która doskonale wpasowała się w jego ideał kobiety.

                                                    Zgadzam się z Grekiem, że postaci Ryana, jakby w finale zabrakło racjonalizmu, chłodnej kalkulacji , która wpisana jest w konstrukcję postaci Ryana. Człowiek z jego osobowością, poglądami na życie, z jego doświadczeniem życiowym (mnóstwo różnych partnerek do seksu bez zobowiązań przez lata), w jego wieku ( pije do tego wieku, bo czlowiek dojrzały inaczej przeżywa emocje, hormony aż tak już nie szaleją) , powinien racjonalniej podejść w tej sytuacji do relacji z Alex, które zaczęła się od fucking friendship w delegacji, wstrzymać się nieco z zaangażowaniem do czasu wybadania, czy Alex jest wolna, czy ma w ogóle ochotę zmienić ich relację fucking friendship na inną.

                                                    Oboje są winni. :)
                                                  • pepsic Re: "W chmurach" 26.01.13, 20:23
                                                    ( pije do tego wieku, bo czlowiek dojrzały inaczej przeżywa emocje, hormony aż tak już ni
                                                    > e szaleją) ,

                                                    Eh młodzież, że sobie pozwolę na protekcjonalny ton, pożyjecie, zobaczycie;)
                                                  • siostra.bronte Re: "W chmurach" 26.01.13, 21:05
                                                    Haha, podpisuję się :)
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 26.01.13, 21:41
                                                    pepsic napisała:

                                                    > ( pije do tego wieku, bo czlowiek dojrzały inaczej przeżywa emocje, hormony
                                                    > aż tak już ni
                                                    > > e szaleją) ,

                                                    > Eh młodzież, że sobie pozwolę na protekcjonalny ton, pożyjecie, zobaczycie;)

                                                    Hehe! :)))
                                                    To ja przepraszam,
                                                    bo to na podstawie niby naukowego artykułu z gazety jakieś. ;))
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 26.01.13, 21:43
                                                    barbasia1 napisała:

                                                    > pepsic napisała:
                                                    >
                                                    > > ( pije do tego wieku, bo czlowiek dojrzały inaczej przeżywa emocje, ho
                                                    > rmony
                                                    > > aż tak już ni
                                                    > > > e szaleją) ,

                                                    > > Eh młodzież, że sobie pozwolę na protekcjonalny ton, pożyjecie, zobaczyci
                                                    > e;)
                                                    >
                                                    > Hehe! :)))
                                                    > To ja przepraszam,
                                                    > bo to na podstawie niby naukowego artykułu z gazety jakieś. ;))

                                                    Brzmi to (Twoj post Pepsic) bardzo ale to bardzo optymistycznie, wiesz! :)))
                                                  • pepsic Re: "W chmurach" 29.01.13, 20:24
                                                    Barbasiu, jak tak przepraszasz, to czuję się winna:)

                                                    Panowie naukowcy ze swoimi analitycznymi umysłami nie potrafią zrozumieć, że kwestii uczuciowych nie da sie wtłoczyć w jakiekolwiek ramy i statystyki, i że nie są to sprawy przewidywalne;)
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 26.01.13, 17:43
                                                    pepsic napisała:

                                                    > Chciałabym, ale tyle potworzyło się wątków i podwątków, że się ... . pogubiłam
                                                    > ;) Powtórzę więc, skoro laska nie miała zamiaru angażować się w związek ze wzg
                                                    > lędu na stan rodzinny (on przeciwnie, miał drogę otwartą), powinna sprowadzić
                                                    > faceta na ziemię w odpowiednim momencie, aby przypadkiem czegoś więcej sobie n
                                                    > ie wyobrażał. Nie dała mu szansy na wycofanie się i zraniła jego uczucia. Jakb
                                                    > y uczciwie postawiła sprawę od początku, nikt do nikogo nie miałby pretensji,
                                                    > bo byłby wybór. [...] Skoro laska była taka wyzwolona powinna znać zasadę, ze n
                                                    > ie wchodzi sie w romanse w singlami, bo mogą sprawiać kłopoty. I jeszcze jedno.


                                                    Ale to była relacja fucking friendship. Seks bez zobowiązań z nowo poznaną atrakcyjną osobą podczas delegacji.
                                                    Ryan i Alex chcieli się tylko miło zabawić w delegacji. O nic w tej relacji nie chodziło, początkowo. O nic poza upojnym seksem w różnych pozach, w różnych miejscach .
                                                    Takie relacje zawsze niosą ryzyko, dla tych którzy w nie wchodzą . Ryzykuje ten , kto w nie wchodzi. Ryan nie powinien mieć żadnych pretensji do Alex.



                                                    > A wracając do kwestii uczciwości, jakoś nikt nie zwrócił uwagi, przecież ona
                                                    > najnormalniej w świecie waliła męża w rogi;)

                                                    Tak. Ale to kwestia na inną już dyskusję. :)

                                                    > ko-zawodowe:) Mam nadzieję, że kosteczki nie zostały schrupane w całości.
                                                    He, he! ;)
                                                  • siostra.bronte Re: "W chmurach" 26.01.13, 18:27
                                                    Nie przekonamy się wzajemnie. Powtórzę się, Alex zabrakło po prostu zwykłej przyzwoitości. I żadne tłumaczenia tego nie zmienią. Bo niby nie musiała, nie miała obowiązku. Co to za tłumaczenie? Chyba jesteśmy ludźmi do licha, z jakąś wrażliwością i uczuciami!

                                                    "Ryzykuje ten kto w nie wchodzi". Dlaczego ryzykuje? A co to, wojna? Dlaczego nie może to być szansa na coś trwałego? Niejeden związek zaczął się od upojnego seksu :)

                                                    Jak widać żyję :)

                                                  • pepsic Re: "W chmurach" 26.01.13, 20:11
                                                    kwestia na inną już dyskusję. :)
                                                    Tak jest, chciałam tylko potwierdzić tezę Siostry, że Alex nie była bez skazy. Swoją drogą, jakby pan reżyser przypadkiem zobaczył w jakim kierunku poszła dyskusja z pewnością złapałby się za głowę:))
                                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 26.01.13, 21:39
                                                    pepsic napisała:

                                                    > kwestia na inną już dyskusję. :)
                                                    > Tak jest, chciałam tylko potwierdzić tezę Siostry, że Alex nie była bez skazy.

                                                    Oczywiście, że nie była bez skazy, niekt nie twierdzi inaczej.

                                                    > Swoją drogą, jakby pan reżyser przypadkiem zobaczył w jakim kierunku poszła dy
                                                    > skusja z pewnością złapałby się za głowę:))

                                                    Ale z radości! ;))
                                                  • grek.grek Re: "W chmurach" 26.01.13, 14:01
                                                    może właśnie to w jakiś sposób daje alibi "pozwanej" ? :]
                                                    skoro on nie został scenariuszowo uzbrojony w racjonalizm...

                                    • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 15:05
                                      Ale w momencie kiedy Ryan chce powiedzieć, że czuje coś więcej jest już za późno! Facet jest już zaangażowany. I niezależnie co by powiedziała Alex, będzie cierpiał.
                                      Czy tylko ja to widzę? :)
                                      • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 16:06
                                        siostra.bronte napisała:

                                        > Ale w momencie kiedy Ryan chce powiedzieć, że czuje coś więcej jest już za późn
                                        > o! Facet jest już zaangażowany. I niezależnie co by powiedziała Alex, będzie ci
                                        > erpiał.
                                        > Czy tylko ja to widzę? :)

                                        Pomyśl Bronte, ile on kobiecych serc przez te wszytskie lata mógł złamać, ile kobiet zaangażowawszy się emocjonalnie, mogło przez niego cierpieć. ;)

                                        Ale może on aż tak bardzo nie cierpiał? Koniec konców pozbierał się chłop szybko po brytalnie szczerej odpowiedzi Alex i wrócił do dawnego stylu życia.


                                        Jakoś mi nie żal Ryana, sorry. ;)
                                        • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 19:16
                                          barbasia1 napisała:

                                          > Jakoś mi nie żal Ryana, sorry. ;)

                                          Nie no , trochę było mi go żal. Przez chwilę. :)
                                  • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 16:18
                                    siostra.bronte napisała:

                                    > No, moim zdaniem ukrywanie swojego stanu cywilnego jest nieuczciwe, nawet w prz
                                    > ypadku niezobowiązującego romansu!

                                    Jakie ukrywanie?Ryana to wcale nie obchodziło.
                                    Rzecz w tym, że dla obojga liczyła się tylko chwilowa przyjemność.

                                    >Ewentualnie trochę później, kiedy widać było, że facet zaczyna się angażować.

                                    Nie było widać, że się zaczyna angażować do scecy, kiedy przerywa wykład ...

                                    > Czy miałabyś tak wyrozumiałe podejście, gdyby sytuacja była odwrotna? Czyli to
                                    > Alex się zakochuje, a Ryan jest niewiernym małżonkiem? :)

                                    Tak, bo jeśli zaczyna relacje od seksu, a nie od wzajemnego poznawania, rozmów, to trzeba sięliczyć z tego rodzaju niespodziankami i pretensje mieć tylko do siebie.
                                  • pepsic Re: "W chmurach" 23.01.13, 20:23
                                    Siostro, śpieszę z pomocą. Zgadzam się, nawet w przypadku romansu niezobowiązującego (cokolwiek znaczy) wypada choćby mimochodem wspomnieć o statusie rodzinnym, żeby ewentualnie nie rozczarować bądź urazić osoby, do której coś tam się czuje, niechby to było tylko pożądanie. Nie na darmo ktoś mądry wymyślił niepisany zwyczaj noszenia obrączki mający m.in. na celu wyeliminować kłopotliwe sytuacje. Laska jej nie nosiła, zgoda nie miała obowiązku, ale zanim z Ryanem wpadła do pokoju hotelowego na słodkie tete a tete rozmawiała z nim przy barze popijając drinki. Doprawdy trzeba się nieźle nagimnastykować, aby tak skrzętnie omijać temat sytuacji rodzinnej. Więc jak tego nie nazwać, jak grania na czyichś uczuciach?
                                    • siostra.bronte Re: "W chmurach" 23.01.13, 20:35
                                      Dzięki, Pepsic :))
                                      Tak, zastanawiam się co się działo, kiedy np. mąż dzwonił do Alex. W końcu spędzała z Ryanem trochę czasu. Czyżby nie było sytuacji, kiedy musiała mu (znaczy Ryanowi ) w żywe oczy kłamać? Zdecydowanie, grała na jego uczuciach.
                                      • pepsic Re: "W chmurach" 23.01.13, 20:46
                                        I co z niej za kobieta, która ani słowem nie pisnęła o dzieciach, co zazwyczaj jest powodem do dumy, bo tak nas matka natura stworzyła.
                    • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:37
                      >Oto jedna z pracownic zwalnianych metodą elektronicznego powiadamiania - popełnia >zapowiedziane samobójstwo. System idzie w odstawkę, Natalie odchodzi z pracy

                      A nie była to ta ciemnoskóra pani, która groziła samobójstwem, skoczeniem z mostu, kiedy to Natalie szkoląc się osobiście na miejscu informowała ją o zwolnieniu? Szef przecież zwrócił się z pytaniami o tę rozmowę do Ryana. Pytal czy kobieta wykazywała oznaki depresji. ryan mówił, że nic takiego nie pamięta.

                      > Sam Ryan wlecze znów swój bagaż na kółkach, staje przed tablicą odlotów na lotn
                      > isku, coś tam mamrocze z offu i puszcza rączkę tego bagażnika na kołach... zost
                      > ał on przez kamerę pokazany w zbliżeniu :czyżby jako znak, że Ryan zechce wybra
                      > ć trzecią opcję, podróżowanie bez celu ? ;]

                      Niestety tę koncówkę oglądąłam nieuważnie (późna pora!), więc nie mogę, potwierdzić ani zaprzeczyć Twym słowom. Ostrożnie twierdziłabym, że wrócił do swojej pracy.
                      Ale może ktoś wie, co postanowił Ryan?


                      /Niestey nie mogę tego sprawdzić, nie nagrywałam filmu./

                      :)
                      • siostra.bronte Re: "W chmurach" 22.01.13, 19:55
                        E, nawet podróżując bez celu trzeba mieć ze sobą jakieś tobołki :)
                        Tak, Ryan wrócił do pracy.
                        • barbasia1 Re: "W chmurach" 22.01.13, 20:02
                          Poza tym, żeby móc podróżować samolotami trzeba pieniędzy.
                          Tak, chyba Ryna wrócił do pracy.
                      • grek.grek Re: "W chmurach" 23.01.13, 13:10
                        tak jest, to była ona.
                        Natalia zlekceważyła jej zapowiedzi, w końcu każdy zwalniany w pierwszej chwili
                        grozi samobójstwem.

                        Kończy się, kiedy on tak stoi i patrzy na tablicę odlotów:]
                        interpretacja zostaje dla nas.
                        ten szczegół z puszczeniem rączki został wyeksponowany i przyszło mi do głowy,że
                        być może ma to jakieś znaczenie.
                        • barbasia1 Re: "W chmurach" 23.01.13, 16:35
                          Dzięki za info.

                          Rozumiem. Jednak rzucenie pracy przez Ryana, po tym jak wrócono do starego systemu wydaje mi się mało prawdopodobne.
                          Zresztą ostatnia z ostatnich scen jest filmowana z perspektywy pasażera siedzącego w samolocie lecącym w chmurach.

                          :)

              • barbasia1 Re: "W chmurach" TVN PS 20.01.13, 21:31
                PS nie 10 milionów, a 10 tysięcy mil (lub kilometrów)
                • barbasia1 Re: "W chmurach" TVN PS 22.01.13, 19:48
                  barbasia1 napisała:

                  > PS nie 10 milionów, a 10 tysięcy mil (lub kilometrów)

                  grek.grek napisał:

                  >Ryanowi nie poprawi humoru nawet osiągnięcie wymarzonych 10 milionów wylatanych mil

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,141448167,141970587,Re_W_chmurach_.html
                  Czyli jednak 10 milionów mil!

                  I "złotą kartę" Greku za to dostał, nie srebrną. ;)

                  • grek.grek Re: "W chmurach" TVN PS 23.01.13, 13:21
                    Twoja pierwsza wersja była prawidłowa, Barbasiu :]
                    10 milionów.

                    Kiedy już dostaje tę złotą [yes] kartę "transferuje" z niej po 500 tysięcy mil na
                    wykupienie wycieczki dookoła świata dla tych nowożeńców, dla których robił fotki
                    w czasie swoich podróży służbowych.
                    a jeszcze wcześniej, podczas tego występu, z którego urywa się,żeby pobiec do
                    Alex, zaczyna zdaniem "w zeszłym roku wylatałem 350 tysięcy mil [...]".

                    • barbasia1 Re: "W chmurach" TVN PS 23.01.13, 15:01
                      A jednak. Dzięki za info. i za uzupełnienia.

                      :)
      • maniaczytania Ława przysięgłych - niezla 26.01.13, 17:46
        zmiana :)
        Mialam sie dopisywac, gdy sie pojawi cos kompatybilnego z blogiem, podrzucam wiec recenzje ksiazki, na podstawie ktorej powstal film:
        mojeprzemiany.blox.pl/2011/03/Lawa-przysieglych-John-Grisham.html
        z tym, ze jak przeczytacie recenzje, to sie dowiecie, jak bardzo zmieniono pierwowzor, moim zdaniem tak bardzo, ze to zupelnie inna historia, zupelnie innego kalibru ...
        • grek.grek Re: Ława przysięgłych - niezla 27.01.13, 12:57
          można by rzec, że w filmie podrasowano parę rzeczy [ np. kwotę odszkodowania o jaką toczy się gra, ale jak widzę także oskarżonego : w książce - przemysł tytoniowy, w filmie zamachnięto się na amerykańską świętość, czyli U-zbrojeniówkę obsługującą prawo do posiadania broni które np. Franzen nazwał, bez dosłownego cytatu, amerykańską religią wolności, czymś na co żaden polityk się nie porwie, bo naród go zmiecie z powierzchni], a przede wszystkim, jak można wnioskować z konfrontacji wersji filmowej z Twoją recenzją książki - tempo akcji. "rozwlekle zeznania świadków" nie występują, ba - niemal wcale nie ma zeznań świadków jako takich.



    • grek.grek "Forbrydelsen" [3 odcinek] [1] 21.01.13, 10:53
      Dzieje się. Dzieje się ciekawie.

      Stanęło na tym, że Sara i Meyer gonią z pistoletami do mieszkania jednej staruszki, w którym czai się poszukiwany przez nich Lynge, ostatni który był w posiadaniu samochodu, w którym znaleziono ciało Nanny Larsen.

      Wchodzą do środka. Ciemno, głucho, pistolety gotowe do strzału. Widzą starszą panią, związaną, zakneblowaną i rzuconą jak worek na podłogę. Sara ją uwalnia. Meyer krązy w poszukiwaniu Lyngego. Sara chce mu pomóc, ale babina jest przerażona, prosi ją żeby została z nią, i przyniosła jej jakieś proszki [czy coś] z szafy w pokoju obok. Sara tam idzie i znienacka wypada na nią Lynge wymachujący nożem. Zacina ją w ramię. Sara nie traci zimnej krwi i mierząc do niego z pistoletu sugeruje, żeby się poddał. Facet jest ewidentnie rozhisteryzowany, krzyczy, że "nie wrócę do zakładu !", Sara go uspokaja. Lynge już nieco mniej pobudzony płaczliwie tłumaczy, że tamtego wieczora, kiedy zgineła Nanna, przywiózł do jej szkoły plakaty wyborcze, zszedł na dół do piwnicy szkoły,poczuł się nagle źle i musiał pójść do szpitala. Zgubił wtedy kluczyki od samochodu. Kiedy wrócił - samochodu już nie było.

      POjawia się Meyer z pistoletem.Sara boi się, żeby nie oddstrzelił Lyngemu głowy i trochę go odsuwa, upomina Meyera, że "jeśli facet ma alibi, to ja chcę je sprawdzić, i dlatego on musi żyć", ich chwilowy brak uwagi wykorzystuje Lynge i wymyka się w kierunku okna... W następnej scenie Lynge jest wieziony przez szpitalny korytarz na noszach. Spadł z 5 metrów i mocno się potłukł. Sara pyta, kiedy będzie można go przesłuchać, ale tutaj pytanie podstawowe jest takie, czy człowiek w ogole przeżyje.

      Niedługo później Meyer potwierdza wersję Lyngego, tego dnia zgłosił się do szpitala i spędził tam cały dzień. Miał problemy z lekami, których na codzień używa. A zatem - Lynge odpada, przynajmniej w tym momencie, jako podejrzany.

      Polityk Hartmann, w aucie którego sztabu wyborczego znaleziono ciało Nanny, w poprzednim odcinku dostał telefon od tajemnicznego dziennikarza, informujący go, że jedne medium już wie o wszystkim, że to był ich samochód. Teraz występuje w telewizji, toczy batalię ze swoim kontrkandydatem na stanowisko burmistrza Kopenhagi, wypada świetnie... W drodze z telewizjii do swojego biura dostaje informację od swojej asystentki,że mleko się rozlało - informacja o samochodzie jest w internecie. Pod biurem czeka na Hartmanna i jego asystentkę czeka tłumek dziennikarzy z kamerami, mikrofonami i całym tym badziewiem. Ona go prosi, żeby był spokojny i rzeczowy.I tak też się człowiek zachowuje, tłumaczy, że to było ich auto,ale oni z tym nie mają nic wspólnego, współpracują z policją, i są tak samo zdruzgotani jak wszyscy "śmiercią dziecka".Na moment tylko Hartmann traci rezon, kiedy jakiś dziennikarz pyta go o to, czy ukrywali informację z powodu trwającej kampanii. Od ostrzejszej reakcji powstrzymuje Hartmanna asystentka.

      Przede wszystkim, Hartmann ma zagwozdkę : skąd media wzięły tak ściśle skrywaną tajemnicę. On i Rie [to ta asystentka,teraz sprawdziłem imię, nalezy się jej, hehe] podejrzewają Sarę Lund. Spotykają się z nią na komisariacie, ale ona zapewnia, że z ich strony przecieku nie było. Przy okazji Sara informuje ich, że podejrzany Lynge ma mocne alibi i tzreba go na tym etapie wykluczyć jako ewentualnego sprawcę. Hartmann chce od razu organizować konferencję prasową i powiedzieć o tym wszystkim mediom, żeby uciąć obecną, fatalną dla jego kampanii wyborczej, sytuację pozostawiania w sfeerze niedomówień i spekulacji. Ale Sara znów go prosi, żeby jeszcze poczekał, aż przesłucha ona Lyngego. Hartmann nie chce o tym słyszeć. Na korytarzu spotyka niespodziewania rodziców Nanny. Patrzy na ich żałobne miny i mowę ciała i... zgadza się poczekać jeszcze jeden dzień.

      Sara z Meyerem postanawiają poszukać śladów w szkole Nanny. Skoro Lynge zgubił kluczki w piwnicy [czy raczej : takiem rodzaju otwartej sutereny pod budynkiem]... Próbują się czegoś dowiedzieć o tym wieczorze, kiedy Nanna zniknęła, a główny trop wynika z zeznań uczniów bawiących się wtedy na halloweenowej imprezie szkolnej.Wg nich, Nanna pokłóciła się wtedy ze swoim chłopakiem, Oliverem i była to poważna kolizja. Nanna wyszła, Oliver też zniknął i tamtego wieczora już nikt ich nie widział.

      Biorą więc na spytki Lise, tę najlepszą koleżanką Nanny, ale poza tym że potwierdza ona, iż Nanna i Oliver znikneli w tym samym czasie - nic więcej nie wie. Nanna miała wtedy na sobie przebranie z fioletowej peruki i kapelusza a'la czarodziejka. Lisa nie umie wyjaśnić, czy - a jesli nie, to dlaczego - Nanna ubrała wychodząc kurtkę. Jesli, jak mówi Lisa, przebierały się na górze, to dlaczego Nanna wyszła schodami w dół, jak zeznała sama Lisa ? Meyer trochę na nią wsiada, aż się mała zalewa łzami, Sara ją pociesza.

      Wtedy policaje dostają informację, że przeszukanie suterny dało efekty.Idą na dół, jest tam peruka i kapelusz Nanny [rozpoznają je ze zdjęcia zrobionego tamtego wieczora],w które była przebrana. Były w plastikowej torbie, a do kompletu miotła, bo Nanna tego wieczora była "czarownicą". Teraz normalna procedura : odciski, ślady itd. MOże wyjdzie jakiś nowy trop.

      Hartmann tymczasem uwija się ze swoją kampanią. Jego sojusz z partią centrową [czyżby Hartmann reprezentował lewicę ?] wisi na włosku, kontrkandydat gra ostro, a co najlepsze zabiera mu jego własne pomysły [jesli dobrze zrozumiałem, dotyczące polityki mieszkaniowej w mieście], jak informuje go babka od potencjalnego koalicjanta - jest podział w łonie samej partii i część nie chce wchodzić w alianse ze stronnictwem Hartmanna, będącym na takim cenzurowanym w mediach.

      Rie sugeruje Hartmannowi, że tych przecieków z ich biura jest za dużo i idąc tropem tej informacji rzuconej mediom, o samochodzie, trzeba cichaczem skontrolować poczty internetowe [dziennikarz który dostał przeciek powiedział jej,że otrzymał go mailem] ich wspołpracowników i tym sposobem dowiedzieć się, który z nich jest kretem. Hartmann nie chce się na to zgodzić.Pewnie z uczciwości wrodzonej albo naddatku zaufania.

      Rodzina Larsenów nadal jest w zrozumiałej żalobie. Larsen proponuje,żeby wyjechali, na wieś,mają tam dom. Żona [Pernilla] się zgadza, mają też zabrać swoich małych synów. Po domu ciągle kręcą się policjanci. Pokój Nanny jest sprawdzany, pobierane się najmniejsze odciski palców, domownikom też je pobrano na wszelką okoliczność. Technicy policyjni są dyskretni, ale pokój jest oplastrowany, na framugach przylepione są ponumerowane karteczki oznaczające ślady... To ciągle przypomina o tym, co się stało.

      Kiedy Larsenowie odwiedzają komisariat, żeby porozmawiać z Sarą, następuje szczególny moment... Przechodzący z jednego pokoju do drugiego policjant zostawia uchylone drzwi. Siedzący przy biurku u Sary Larsenowie intuicyjnie patrzą przez ten prześwit. I widzą na ścianach w tym drugim pokoju rozwieszone zdjęcia swojej martwej córki, w takim stanie w jakim ją znaleziono w tym samochodzie. Są w szoku, a jej zbiera się na płacz. Sara reaguje natychmiast, wkurzona wrzuca tego policaja do środka do drugiego pokoju i przeprasza ich za sytuację. Larsenowie wychodza przybici.

      załatwiają formalności związane z pogrzebem, rozmawiają w pustym kościele z pastorem. Dobór kwiatów, hymnów do zaśpiewania, psalmów do wyrecytowania podczas uroczystości, te sprawy. Widac, że Larsen chce to wszystko mieć z głowy, jak najprędzej, że bardzo cierpi i wie, że to co najważniejsze,to już się stało : jego córka nie żyje i NIC tego nie zmieni ani nie poprawi sytuacji. Inaczej żona. Wychodzą już z tego kościoła, ona żegna się z pastorem, on ją pociesza i mówi "ona [Nanna]jest teraz z Bogiem, już nie cierpi". Pani Larsen przyjmuje to w pierwszej chwili, ale już w drodze do drzwi odwraca się i z pomieszaniem płaczu i złości odpala "Z jakim Bogiem ?! Ja chcę,żeby ona ze mną była ! Ze mną !". Pastor, wspołczujący i cichutki, próbuje jej powiedzieć,ze "wszystko ma swój sens, nawet tak straszne rzeczy...", ale pani Larsen...
      cdn
      • grek.grek "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 11:37
        Pani Larsen przerywa mu brutalnie : "co mi tu ksiądz pie,przy ?! Jaki sens..." i w ten deseń. Mąż ją uspokaja, pastor kiwa mu głową ze zrozumieniem, a ona wychodzi cała rostrzęsiona.

        Tak więc - szykują się wyjazdu. Zwijają mandżury, Larsen schodzi z synami na dół, do samochodu, czekając na żonę rozmawia ze swoim wspołpracownikiem, ktoremu teraz zostawia firmę na głowie. tamten mu sugeruje, że skoro policja ma sprawcę [Larsenowie jeszcze nie wiedzą, że Lynge jest niewinny], to go niebawem zamknie, a w ten sposób oszczędzi mu zemsty.Larsen na to "proponujesz rozbić mu kijem kolana ?", tamten "no na przykład", ale złamany Larsen mu na to "to jej życia nie wróci. Ona NIE ŻYJE".

        Pani Larsen tymczasem już ma wychodzić, kiedy nagle...w techniku policyjnym zajmującym się tego dnia ściąganiem śladów z pokoju Nanny rozpoznaje tego policjanta, który wtedy na komisariacie przechodził z pokoju do pokoju i przypadkiem zostawił uchylone drzwi. Wchodzi do pokoju Nanny, facet tam siedzi i robi swoje, mówi jej "to już końcówka,niebawem damy wam spokój".Pani Larsen nie o to jednak chodzi. Ona chce, żeby jej opowiedział : jak zmarła jej córka, co się TAM stało. Policjant trochę się czai, ale ona go ośmiela "nic co pan opowie nie będzie dla mnie gorsze od tego na co jestem już gotowa". Więc... opowiada jej. Tej sceny nie widać, ale wszystko wychodzi na jaw,kiedy Larsen przychodzi na górę zobaczyć,co tak długo się żona wybiera. Pernilla właśnie rozpakowuje walizki "nigdzie nie jedziemy. Ona żyła kiedy ten samochód tonął.Całe 20 minut. Chcę tu być, chcę wiedzieć kto to zrobił". Larsen przyjmuje to ze zrozumieniem, ale widać już polaryzację ich myślenia : on chce "spalić rzeczy Nanny', mówiąc metaforycznie, bo już żadna żałoba, pogrzeby, wiedza o postępach śledztwa - NIC jej nie wskrzesi, jedyna metoda by nie zwariować, to żyć dalej i starać się zapomnieć. Ona - przeciwnie. Chce pamiętać, wiedzieć, znać, nie zapomnieć. W ogole, pani Larsen wyrasta tu na najciekawszą postać.

        Tymczasem Sara i Meyer biorą w obroty tego chłopaka Nanny - Olivera. JUż wcześniej on ich widział w szkole, patrzył z daleka, ale wtedy podszedł do niego taki chudy brunet z aparacyją Wojewódzkiego, coś mu zaszeptał i poszli sobie.

        Z zeznań uczniów wynika,że tamtego krytycznego wieczora pokłócił się z Nanną, a potem oboje zniknęli. Oliver, chudy chłpaczyna z wielką rudą szopą włosów, tłumaczy, że istotnie - trochę mu odbiło, wie że zachował się źle, ale poza tym nic nie wie o sprawie.Ktoś jednak zwinął te kluczyki do samochodu pozostawionego przy Lyngego, w którym później odnaleziono zwłoki dziewczyny.

        Oliver spowiada się z ich związku, że rozpadał się, bo on był zazdrosny, bo się bawił narkotykami i takie tam. Sara spokojnie go przepytuje, ale Meyer znów na siebie ostro wsiada, wywrzaskuje mu niemal "ona zeszła do sutereny, ty za nią, znalazłeś klucze, samochód stał, zgwałciłeś się, związałeś, wpakowałeś do auta i pojechałeś utopić !" - Sara mu nie przerywa, zabawa w dobrego i złego gliniarza ma swoje zalety. Oliver się rozkleja,zaczyna beczeć, i kiedy Meyer mu odpuszcza, Sara spokojnie pyta go "chcesz coś powiedzieć ? powiedz to teraz..." -i byłby powiedział, gdyby do sali nie wparowała dyrektorka szkoły z ojcem Olivera. Arogancki facio oczywiście żąda wypuszczenie synalka. "czy jest o coś oskarżony, aresztowany ?" - pyta, Sara zaprzecza i stary Olivera oznajmia "no to koniec przesłuchania". Idzie do pokoju [klasy] po synusia, sprzedaje mu solidnego liścia i zabiera. Już i tak wkurzona na policję, że myszkują po szkole i nagabują uczniów, dyrektorka z wymowną miną zostawia Sarę i Meyera. Sara decyduje się wrócić do domu i nadzór nad pracami w szkolnej suterenie zostawia Meyerowi[ on ją pyta "wszystko na mojej głowie, a ty dokąd, na Kanary ?" na co ona się uśmiecha -jaki "autyzm",no jak pragnę zdrowia... :)] Mają odciski i ślady tego Olivera, jeśli zabrał kluczyki to musiał coś zostawić.

        [Sara mieszka u matki chwilowo, matki która nie ułatwia jej życia, sugerując,że powinna zmienić pracę; z narzeczonym Szwedem Sara rozmawia przez telefon, pyta go czy nie przyjechał by na jeden dzień, ale on jest zajęty, w ich nowym mieszkaniu w Sztokholmie wykańczają akurat saunę, więc pozostaje rozmowa, a i tu wygląda trochę, jakby Szwed był niekoniecznie zadowolony z tego,że Sara przedłuża swój pobyt w Kopenhadze].

        Hartman hamletyzowałby do końca świata. Jego asystentka nie gada, tylko działa. I wbrew jego sprzeciwowi sprawdza internetowe kontakty ich wspołpracowników.Okazuje się, że maila z przeciekiem "samochodowym" do dziennikarza wysłał ich najbliższy kolega, ten starszawy, o wyglądzie "intelektualisty" w brylach, który ogarnia całe zamieszanie z papierkami.MOrten. Kret Morten :] Rie i Hartmann nie mówią mu nic, zachowują się normalnie, ale wymieniają porozumiewiawcze spojrzenia.
        [tu mam wątpliwości, czy to będzie ostateczne wersja - równie dobrze Rie może być kretem, to ona mogła wysłać maila używając poczty Mortena,nie mam grama zaufania do tej asystentki].

        Sara odwiedza w szpitalu Lyngego. Facet leży połamany, cały w rurkach i innych cyrkach. lekarz daje jej 5 minut na rozmowę. Sara wypytuje Lyngego o tamten wieczór, on odpowiada z wielkim trudem. Gość poczuł się źle będąc w tej suterenie pod budynkiem szkoły. Musiał się pochylić i zgubić kluczyki do auta. Ale kiedy już miał ten swój atak złego sampoczucia widział kogoś. Muzyczka:} Sara go pyta : gdzie to było, w suterenie z zaparkowanymi rowerami ? On, że nie - w TEJ OBOK. Wchodzi lekarz, wymownym gestem prosi Sarę,żeby kończyła. Jeszcze tylko jedno : Sara pokazuje Lyngemu zdjęcie szkolne - pyta czy to "tego chłopaka widział wtedy " - pokazuje palcem na Olivera. Lynge kręci głową przecząco. Sara chce odejśc,ale Lynge ją zatrzymuje, wyciąga rurkowaną dłoń do zdjęcia. Sara znów mu je przybliża. I wtedy on drżącym palcem wskazuje zdjęcie tego Wojewódzkiego [panie Kubo, przepraszam ;)]. To jego widział.

        Sara się zawija do auta i jadąc dzwoni do Meyera, z poleceniem żeby skontrolował całe podziemia, a nie tylko suterenę na rowery. Jest noc,ciemno, Meyer przyświeca sobie latarką, Sara wisi na telefonie prowadząc samochód. Meyer włazi do sąsiedniego pomieszenia, tak jak go Sara poinstruowała -to kotłownia. Nic tam nie ma. Meyer zauważa jednak jeszcze jedne drzwi... Odsuwa rózne szczotki, śmotki, które je tarasują. Otwiera, świeci latarką... Sara pyta : co widzisz ? Na co on : lepiej, żebyś sama to zobaczyła...

        I ostatni moment. Przy dośc dynamicznej muzyce, krótkie flesze : Larsenowie w domu, on coraz bardziej załamany i patrzący na żonę zagadkowo,widać że konflikt postaw wisi w powietrzu... Hartmann i Rie patrzą na siebie ponad głową Mortena... a do tego urywane zdjęcia z tek kanciapy pod budynkiem szkoły : jakieś brudne łózko, wyraźne ślady krwi... To zobaczył Meyer. I Sara jadąca autem na miejsce.

        Koniec odcinka [cxoraz dłuższe są, wczorajszy miał 55 minut].
        dalszy ciąg za tydzień :]
        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 12:00
          scena w kościele :
          www.youtube.com/watch?v=wEXb42NIV6U
          wybór video jest niemal zerowy dla tego odcinka, w ogole królują filmy
          z amerykańskiego remake'u ;].

          to może pani komisarz w firmowym sweterku :
          images3.wikia.nocookie.net/__cb20120609125339/forbrydelsen/images/d/da/Sarah_Lund_promo.jpg
          z Meyerem :
          www.virginmedia.com/images/the-killing-bad-cops-431X300.jpg
          przesłuchanie rudego :
          static.guim.co.uk/sys-images/Media/Pix/pictures/2011/2/16/1297856888218/The-Killing-Sarah-Lund-Ja-007.jpg
          Rie i Hartmann :
          www.cyfraplus.pl/ms_galeria/galeria/37080_2.jpg
        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 12:41
          [wiedziałem, że o czym zapomnę]

          podczas przesluchania rudego Olivera chłopak zaprzecza, że opuszczał salę zabawową, że czas spędzał "za barem"
          Tymczasem uczniowie w większości potwierdzili, że go nie tam nie było.
          Te jego zaprzeczenia rozsierdziły Meyera.

          • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 14:23
            Dzięki, Greku! Tak było, pamiętam jakby to było wczoraj :)
            Tak, trudno tu komuś zaufać. Cytując klasyka: "wszyscy jesteśmy podejrzani: :)
            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 14:35
              Bardzo podobały mi się te końcówki każdego odcinka. Dodatkowo zwiększały napięcie :)
              • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 16:01
                I mnie się podobają.
                jakkolwiek, od pierwszej do ostatniej minuty akcja nonstop, z doprawdy małymi momentami
                przerwy, ale i te momenty są ciekawe [np. relacje rodzinno-narzeczeńskie Sary].

                Wiesz, zauważyłem, że kobiety w tym wszystkim wykazują się większą dozą energii, czy to kinetycznej czy umysłowej. Właściwie w każdym z trzech damsko-męskich tandemów,to kobieta trzyma lejce. U Larsenów, to pani Larsen dyktuje zachowania - on chce wyjechać, ona ten pomysł w pojedynkę torpeduje, on to przyjmuje, choć kto wie, czy jego postawa nie jest bardziej racjonalna, lecz to ona ma energię; Rie nie słucha w ogole Hartmana - sprawdza te maile, a kiedy Hartmana czeka nieprzyjemne, ad hoc spotkanie z mediami - ona go instruuje co i jak ma robić. Wprawdzie to on podejmuje decyzję o przesunięciu informacji dla mediów ws.samochodu, ale to ona jest dla mnie postacią z większą dynamiką i wolą; wreszcie, to Sara kieruje Meyerem, jest skuteczniejsza i bardziej twórcza niż on, on jest tylko bardziej porywczy, agresywny, żarliwy, ona za to wydaje się być daleko bardziej inteligentna w obszarze znajomości ludzi, detektywistycznej roboty,kojarzenia faktów i nadaje ton w ich duecie, chociaż i jemu zdarzają się dobre momenty [nieźle przydusił rudego, prawie na skraj jakiegoś wyznania, które nie padlo z powodu wtargnięcia jego ojczulka].

                słowem : girls power, jak na razie :]
                I nie żeby mi chodziło o feminizm czy seksizm, po prostu rzadko spotyka się serial tej treści, który stawia na postaci kobiece jako motor napędowy fabuły, a nie tylko dodatki do maczo-rozgrywek.
                • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 17:10
                  Te końcówki dodatkowo "dobijają" widza, już i tak wykończonego nerwowo :)

                  Tak, rzadko się zdarza w serialach jedna ciekawa postać kobieca, a co dopiero kilka. Ale, Greku, jak pisałam, cierpliwości, panowie jeszcze będą się mieli okazję wykazać :)
                  • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 22.01.13, 13:19
                    hehe ;]
                    jak tak dalej pójdzie, to przy 18 albo 19 odcinku poproszę policję, żeby mnie aresztowała,bo
                    się uznam za wysoce podejrzanego [zgodnie z tym hasłem], hah.

                    orajt.
                    wiesz, dla mnie może być tak, jak jest teraz.
                    ot, zauważyło "mi się", że akcent motoryczny spoczywa na kobiecych postaciach.
                    w sumie, rzadko w serialach kryminalnych ma to miejsce, w polskich - wcale :]

                    Sara Lund przywodzi mi na myśl Danę Scully z "Archiwum".
                    • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 22.01.13, 14:44
                      Haha :) Ja przy którymś odcinku byłam bliska wezwania pogotowia :)

                      Masz rację, kilka bardzo ciekawych postaci kobiecych to bardzo oryginalny pomysł. Jak najbardziej to popieram :)

                      Ale też, tak jak napisałeś, nie zawsze emocje i duża energia przekładają się na sensowne działanie. Theis Larsen ma trochę związane ręce, ustępuje żonie, bo nie chce jej dodatkowo sprawiać przykrości. Trudno być stanowczym wobec rozpaczającej żony. Pernille kieruje się głównie emocjami i muszę przyznać, że często było mi żal Theisa.

                      Jakoś się uchowałam i nie widziałam "Archiwum" :)
                      • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 22.01.13, 15:38
                        haha :]
                        Pytanie : jak tu znaleźć telefon i wykręcić numer nie odchodząc od telewizora ?;]

                        I nie czuje się w nich papieru, tak jak w komisarzycy ze świdrowatym oczkiem z
                        "Paradoksu".

                        [Barbasia mnie zaraz prześwięci, więc na wszelki wypadek... przybiorę postawę
                        defensywną :
                        hqwalls.org/walls/shrek_cat_wallpaper-normal.jpg ]

                        to prawda.
                        Wydaje się, że on ma lepszy pomysł na przerobienie tej sytuacji - zapomnienie.
                        Nie da się jej przywrócić życia, ani pojmanie zabójcy, ani zemsta na nim nic nie
                        da - przeciwnie, uczestnictwo w tym interesie wyłącznie może pogłębić rany,a nawet
                        pchać w stronę szaleństwa.
                        Chociaż... z drugiej strony, ludzie są rózni - ona może potrzebować złapania
                        zabójcy, żeby przeżyć swoje katharsis, spokojnie pogodzić się ze śmiercią córki.
                        Trudna sprawa do rozstrzygnięcia, oboje mają swoje mocne racje, są róznymi światami.
                        Pytanie, wg mnie kluczowe, która z ich postaw będzie korzystniejsza z punktu widzenia
                        ich synów ? I tutaj własnie dostrzegam jego rację wyższą. Ona jakby zupełnie nie pamiętała,że
                        mają dwóch małych chłopców, na których musi się odbić ciągła obecność wspomnienia tej
                        makabry w ich rozmowach, myśleniu i zachowaniach, a także jej echa w otoczeniu w jakim przebywają na codzień.

                        no coś Ty ? :]
                        Może kiedyś będą jeszcze powtarzali i akurat znajdziesz chwilę...
                        Scully jest tak jak Sara - opanowana, rozsądna, bystra.
                        Podobne są, takie mam wrażenie.

                        • pepsic Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 22.01.13, 17:57
                          To nie pomysł, a samozwańczy obowiązek, jako że Theis bierze na siebie opiekę nad rozpaczającą żoną , choć tak samo jest pogrążony w rozpaczy. Nie sądzę, że to właściwy sposób na przeżywanie żałoby. Jest w tym jakaś nutka egoizm ze strony Pernille.
                          • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 22.01.13, 18:07
                            O właśnie. Theis dba o to, żeby rodzina jako tako funkcjonowała. I żeby synowie nie poczuli się odtrąceni. Pernille jakby nie rozumiała, że mąż też przeżywa śmierć córki, tyle, że nie okazuje tego tak otwarcie. I często jego dobre intencje odczytuje jako "zdradę" pamięci córki.
                            • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 23.01.13, 14:59
                              Czytam maxi-opisy, mini-opisy, Waszą dyskusję okołoserialową. Bardzo mi się podoba "Forbrydelsen" , tylko tyle powiem .

                              :)
                              • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 23.01.13, 16:08
                                dzięki :]
                              • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 23.01.13, 18:46
                                Miło nam :) Tak, ten serial oprócz kapitalnej, kryminalnej intrygi ma też kilka bardzo ciekawych wątków "życiowych" takich jak dramat rodziny Larsenów i problemy osobiste Sary.
                                • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 23.01.13, 19:32
                                  Żałuję, że nie mogę oglądać "Forbrydelsen".
                                  Żal osładzają mi tylko Wasze opowieści i komnetarze.

                                  :)
                                  • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 23.01.13, 20:17
                                    Może kiedyś się uda? ;)
                                    Dziwne, że serial nie wyszedł jeszcze u nas na dvd. Chociaż pewnie byłby drogi.
                                    • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 24.01.13, 13:43
                                      na allegro DVD z 1 sezonem [napisy angielskie] : 180 zł.
                                      a to serial jednak z konkretnymi ustaleniami, a więc do
                                      jednego jedynego obejrzenia i... ew. później odsprzedania :]

                                      Czesi pokazują każdy odcinek 3 razy :
                                      w niedzielę 22:00 z groszami, a po 3 w nocy od razu riplej, oraz w środy nocą - drugi riplej.

                                      a u nas Barwy szczęscia albo inne "nowe hity za publiczne pieniądze".
                                      nie rozumiem TVP i nie sądzę, aby ktokolwiek rozumiał.
                                      Oni tam chyba misję mają taką,żeby zbierać na potęzne pensje i odprawy dla siebie i
                                      licznych znajomków pozatrudnianych na stanowiskach, a przy okazji dają zarobić wszystkim
                                      koleżeńskim firmom i firemkom z którymi współpracują przy kręceniu tych licznych telenowel i
                                      i serialideł.To granda już jest, struktura maifjna :]

                                      A Czesi umieją, mimo że ich mało i siłą rzeczy ich publiczna telewizja ma mniejsze pieniądze.
                                      4 sezony Californication[5 w drodze], 2 sezony True Blood, pierwszy sezon Borgiów [drugi pewnie już załatwiają, może na wiosnę ?], seriale takie jak Tudorowie, RZym, teraz ten duński hit.Dextera pewnie też by pokazali, ale stacja komercyjna im podprowadziła :]

                                      jakoś mozna.
                                      i to bez straszenia obywateli sądem i strasznymi grzywnami :]
                                      w dodatku jeszcze i my możemy skorzystać i obejrzeć parę dobrych seriali i premier filmowych.

                                      • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 24.01.13, 14:13
                                        Tak, można ściągnąć wersję angielską (np. w amazonie ok 60 dol.), no ale jednak nie to samo co z polskim tłumaczeniem.

                                        Wiesz, Ale kino powtórzyło ten serial po jakimś czasie. Obejrzałam całość z wypiekami na twarzy :)

                                        Tak, brak już słów na naszą tv.
                                • pepsic Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 23.01.13, 20:36
                                  Oraz Rie, której mam wrażenie jakoś nikt nie polubił, a ja owszem, jako że mam słabość do zakochanych i zamotanych kobiet.
                                  :)
                        • barbasia1 Postawa defensywna poskutkowała ;))) 26.01.13, 22:02
                          Jestem unieszkodliwiona. ;))))

                          grek.grek napisał:

                          > I nie czuje się w nich papieru, tak jak w komisarzycy ze świdrowatym oczkiem z
                          > "Paradoksu".
                          >
                          > [Barbasia mnie zaraz prześwięci, więc na wszelki wypadek... przybiorę postawę
                          > defensywną :
                          > rel="nofollow">hqwalls.org/walls/shrek_cat_wallpaper-normal.jpg ]

                          Hehehehehe :)))))
                      • pepsic Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 22.01.13, 17:31
                        Patrząc na tę parę zawsze miałam wrażenie, że Pernille popełniła mezalians i dlatego Theis ustawiał sie na pozycji przegranej. Jest np. scena, Siostra wie która, wymagająca od widza sporo odwagi cywilnej. Sorki za tę niedyskrecje, ale nie mogłam wytrzymać.

                        Ps. Wybaczcie, że sie nie odzywałam, ale stwierdziłam, że jak sie nie ma nic mądrego do powiedzenia, to lepiej zamilknąć;))
                        • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 22.01.13, 17:58
                          Może faktycznie i wcześniej Pernille "dyrygowała" mężem. Kurcze, nie wiem o jaką scenę Ci chodzi. Ale może lepiej nie pisz :)

                          PS: Pepsic, Ty żyjesz :))
                          • pepsic Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 22.01.13, 18:16
                            Siostro, wiesz, tylko nie wiesz, że wiesz:)) Jakby Ci podpowiedzieć? Pokój w hotelu? Depresja?

                            Yes, na dodatek czytam na bieżąco Wasze dyskusje w tym około geriatryczne. I Manię na blogu podczytuję zastanawiając sie, czy "Dziwne losy Jane Eyre" to to, o czym myślę? Bo Mania nie ułatwiła zadania, jakoś bardziej dyskretna ode mnie:)

                            Ps.Spadek formy mi sie przydarzył, intelektualnej:(
                            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 22.01.13, 18:23
                              A, już wiem o jaką scenę chodzi :)
                            • maniaczytania Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 26.01.13, 18:05
                              pepsic napisała:

                              > I Manię na blogu podczytuję zastanawiając sie, czy "Dziwne losy Jane Eyre" to to,
                              > o czym myślę? Bo Mania nie ułatwiła zadania, jakoś bardziej dyskretna ode mnie
                              > :)

                              Hahaha :)
                        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 23.01.13, 13:26
                          dobra dobra :]
                          4-krotna laureatka OjejAsów nie może "nie mieć nic [mądrego] do powiedzenia",
                          może co najwyżej : być chwilowo bez formy, kokietować albo czekać
                          na odpowiedni moment na wejście do dyskusji albo rozpoczęcie nowej :]
                          • pepsic Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 23.01.13, 21:21
                            W tym rzecz, że jedna ze statuetek dała mi do myślenia;)
                            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 24.01.13, 13:30
                              no coś Ty ? na wszystkie wziąłem miarę odręcznie z Twoich cech absolutnie pozytywnych i
                              pożądanych :]
                              • pepsic Re: "Forbrydelsen" mini spojler! 24.01.13, 17:58
                                :)
            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [3 odcinek] [2] 21.01.13, 15:48
              yes, mam takie właśnie odczucia : doskonałe pióro scenarzystów, naturalnie wytworzony
              klimat, świetnie dobrani aktorzy i ta gęsta atmosfera unosząca się wokół całej sprawy.
              Poza samą parą policjantów tak naprawdę wszyscy się mogą z czymś ukrywać.

              Duńska produkcja...Gdzie w ogole leży Dania ? ! ;]] a jednak potrafią, to czasami jest
              pokrzepiające, kiedy się pomyśli, że świetne kinov [serialowe czy telewizyjne] może powstać nawet w łódce na środku jeziora na końcu świata, o iile tylko siedzą w niej ludzie, którzy mają kartkę papieru, długopis i kreatywny umysł oraz wyobraźnię, bo wszystko zaczyna się od scenariusza... nieprawdaż ? :]
    • barbasia1 Premiera w TT "Rzecz o banalności miłości" 21.01.13, 20:31
      Sztukę izraelskiej pisarki Savyon Liebrecht dla Teatru Telewizji wyreżyserował Feliks Falk. W rolach głównych występują: Agnieszka Grochowska, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Piotr Adamczyk i Andrzej Grabowski.

      "Sztuka izraelskiej pisarki Savyon Liebrecht w przekładzie z hebrajskiego Michała Sobelmana nawiązuje w swoim tytule do książki Hanny Arendt „Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła”, która wywołała gwałtowny protest ze strony środowiska syjonistycznego. Zbiorowy list opublikowany w „Le Nouvel Observateur” z dnia 26 października 1966 nosił tytuł „Czy Hannah Arendt jest nazistką?”. Oskarżano ją o uniewinnianie zbrodni hitlerowskich. Arendt próbuje pogodzić swoją epokę z pojęciem zła antropologicznego. To trudne, ponieważ jej współcześni są przekonani, że naziści to uosobienie zła absolutnego, wszyscy pozostali są zaś niewinni. Opinia zachodnia w pewien sposób nadal pozostaje w takim stanie świadomości.

      Rzecz dzieje się w kilku planach czasowych, w 1975 roku, w Nowym Jorku, gdzie do 69-letniej Hanny Arendt przychodzi Michael Ben Szaked, rzekomy doktorant z Uniwersytetu w Jerozolimie, chcąc przeprowadzić z nią rozmowę o Eichmannie. Przed rejestrującą ten wywiad kamerą Arendt tłumaczy swoje poglądy dotyczące istoty totalitaryzmu, prostuje, czym jest banalność zła. Wizyta młodego Izraelczyka wywołuje u niej wspomnienia jej romansu z profesorem Martinem Heideggerem, który zaczął się w latach 1924-25. Ta historia miłości studentki i znanego filozofa na uniwersytecie w Marburgu tworzy drugi plan czasowy utworu.

      Scenariusz łączy próby odpowiedzi na fundamentalne pytania XX wieku dotyczących istoty zła, rozliczenia ze zbrodniami nazistowskimi oraz uwikłania indywidualnych losów jednostki w wielką historię. Sięgnięcie do biografii Heideggera i Arendt pokazuje problematyczny moment konfrontacji myśli z rzeczywistością. Filozofia Heideggera, jego intelektualizm mają wpływ także na skomplikowane dzieje ich miłości".

      teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/aktualnosci/artykul/rzecz-o-banalnosci-milosci_9333643/

      Za chwil kilka, już ...

      :)
      • grek.grek Re: Premiera w TT "Rzecz o banalności miłości" 22.01.13, 15:50
        yes, naziści - pojedynczymi podpisami wysyłający Zydów na śmierć, wg Arendt
        byli jak bezbarwni urzędnicy, zwykli szarzy ludzie obracający machiną niewspółmiernie bardziej
        przerażającą niż suma ich, własnie - banalnych, osobowości. Otoczenie chciało w
        nich widzieć jakieś monstra, a dostawali portret, który kompletnie nie przystawał do
        skali ludobójstwa jakie ukręcili. Jak tu przedstawiać grozę Holocaustu, skoro jego macherzy
        to takie nijakości chodzące ?

        Ale o tym samym, albo - czymś z nieodległej tzw. parafii, mówili także np. ci, którzy opisywali masakry w Ruandzie.
        Najbardziej kuriozalne i niepojęte było to, że Hutu traktowali mordowanie Tutsich jak
        dniówkę. Wychodzili rano, robili akcję, potem mieli obiad, znów szli robić swoje, potem
        druga zmiana, potem kolacja, wieczorem zabawa, a rano kolejny "dzień roboczy".
        Nie było szału i gorączki, była raczej na zimno realizowana "praca".

        A jak wypadł spektakl, Barbasiu ?

        Ja się nie połapałem wczoraj, ostatecznie jakoś trafiłem na mecz piłki ręcznej na Dwójce i
        zostałem. Coś polska reprezentacja obniża loty, przegrali z Węgrami i odpadli.





        • pepsic Re: Premiera w TT "Rzecz o banalności miłości" 22.01.13, 17:46
          Nie wiem, jak Barbasi, mi przypadł do gustu, choć muszę przyznać, że tematyką holokaustu jestem już nieco zmęczona. Romans studentki z profesorem, całkiem fajnie pokazany do tego z z podejściem intelektualnym (jakże by inaczej), czyli klasyk gatunku, nabiera innego wymiaru, kiedy okazuje się, że pan profesor jest zagorzałym zwolennikiem Hitlera, czynnym nazistą, a dziewczyna Żydówką. Natomiast wątek współczesny uważam zbyteczny i mało przekonywujący, nie wnoszący zbyt wiele do sprawy, poza poglądami bohaterki.
          • pepsic Re: Premiera w TT "Rzecz o banalności miłości" 22.01.13, 18:04
            I jeszcze szczegół techniczny. Uważam, ze bardzo udanym zabiegiem okazała sie podmiana aktorów w późniejszym okresie ich życia, bo zazwyczaj tego typu charakteryzacje trącą sztucznym efektem.
            • barbasia1 Re: Premiera w TT "Rzecz o banalności miłości" 22.01.13, 20:55
              Mnie też się podobał spektakl, Pepsic. Jutro postaram się coś więcej napisać na ten temat.

              pepsic napisała:

              > I jeszcze szczegół techniczny. Uważam, ze bardzo udanym zabiegiem okazała sie p
              > odmiana aktorów w późniejszym okresie ich życia, bo zazwyczaj tego typu ch
              > arakteryzacje trącą sztucznym efektem

              Zgadzam się.
              Choć powiem Ci, że miałam mieszane odczucia do Grabowskiego w roli starego Heideggera.
              Bardzo go lubię, ale kojarzy mi się raczej z przaśnymi pospolitymi bohaterami, prostymi ludźmi, a nie dynsyngowanymi panami. Nie mogłam się wczoraj pozobyć tego skojarzenia, zwłaszcza ja zaczął mówić, niedoskonała dykcja, jakas niedbałość w wyglądzie, twarz nalana raziły mnie tu.

              Piotr Adamczyk doskonale pasował do roli niemieckiego filozofa. (Fajnie go widzieć w dobrej roli.) Grabowski średnio imo.
          • barbasia1 Re: Premiera w TT "Rzecz o banalności miłości" 28.02.15, 19:04
            pepsic napisała:

            > Nie wiem, jak Barbasi, mi przypadł do gustu, choć muszę przyznać, że tematyką h
            > olokaustu jestem już nieco zmęczona. Romans studentki z profesorem, całkiem faj
            > nie pokazany do tego z z podejściem intelektualnym (jakże by inaczej), czyli k
            > lasyk gatunku, nabiera innego wymiaru, kiedy okazuje się, że pan profesor jest
            > zagorzałym zwolennikiem Hitlera, czynnym nazistą, a dziewczyna Żydówką. Natomi
            > ast wątek współczesny uważam zbyteczny i mało przekonywujący, nie wnoszący zby
            > t wiele do sprawy, poza poglądami bohaterki.

            Jeśli mogę coś dodać po tak długim czasie, ten wątek współczesny tworzy paralelę między miłością Hanny Arendt do Martina Heideggera a miłością niemieckich Żydów do literatury, sztuki, muzyki, kultury niemieckiej. Obie miłości przetrwały mimo zbrodni nazizmu, dziwi się Michael Ben Szadek.
    • pepsic "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 22.01.13, 18:30
      Wstępnie się nastawiam. Przypomnę, że Grek w swoim czasie spoglądał życzliwie. W razie co, przynajmniej porządnej muzyki posłucham. O proszę, widzę na filmwebie, ze jest moja ulubiona Meg Ryan:)
      godz. 20.10.
      • siostra.bronte Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 22.01.13, 18:31
        Ten film krąży od jakiegoś czasu, ale nie mogę się do niego zabrać. Może dlatego, że nie przepadam za Doorsami :)
        • pepsic Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 22.01.13, 18:40
          A wiesz, że i mnie The Doorsi nie pociągają w stopniu należytym do ich sławy.
          • barbasia1 Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 22.01.13, 20:43
            pepsic napisała:

            > A wiesz, że i mnie The Doorsi nie pociągają w stopniu należytym do ich sławy.

            Ładnie powiedziane! Podpiszę pod tymi słowami.

            Informuję, że pożyczam sobie to zdanie i będę go używać w świecie pozaforumowym. :)
      • grek.grek Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 23.01.13, 16:13
        Potwierdzam i polecam :]

        jesli może to być dodatkowa zachęta,a nie zniechęta ;] ;
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,111967966,The_Doors_cos_o_1.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,111970159,The_Doors_2.html
        • pepsic Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 23.01.13, 21:15
          A dziękuję, skorzystałam wcześniej. Racją miała Mania, co za fascynująca recenzja!
          Ale... moja opinia wobec filmu jest dużo mniej entuzjastyczna. Za mało fabuły, za dużo haju plus niedostateczna wiarygodność. Reasumując: na dłuższą metę męczące dzieło.
          Rozczarowany?
          • siostra.bronte Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 24.01.13, 13:08
            O, byłam ciekawa Twojej opinii. Teraz to już się totalnie zniechęciłam :)
          • grek.grek Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 24.01.13, 15:24
            dzięki :]

            skądże znowu :]
            myślę wszelako, że inaczej niż w oparach koksu nie daloby się opowiedzieć
            o Doorsach.

            Według mnie, Stone dostosował estetykę i poetykę do natury podmiotu/przedmiotu, ktory
            przyszło mu portretować.
            • pepsic Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 24.01.13, 17:35
              Jednak czuje niedosyt, bo bazując na filmie tylko w niewielkim stopniu poznaje sie prywatne życie Morrisona, poza erotycznym. Nie wiadomo, jakim człowiekiem był, dlaczego nie utrzymywał kontaktów z rodziną, o co chodziło w konflikcie z ojcem, przecież miał rodzeństwo, dlaczego zwłok nie sprowadzono do USA, tylko pochowano na na Pere Lachaise. W zamian otrzymujemy okoliczności powstania zespołu, koncerty i wizje narkotykowe oraz ekscesy zawodowe Jimmiego w tym nikła garstkę prywatnych.
              Manzarek, członek zespołu tak wyraził swoją dezaprobatę :
              "Film jest okropny! To wcale nie jest Jim Morrison! Film The Doors jest bardzo dobry, ale zupełnie nie przedstawia Jima, który został sportretowany jako ktoś nieustannie pijany. A tymczasem Jim Morrison był artystą, był poetą. Oczywiście, że pił, ale nie robił tego na okrągło i wcale się z tym tak ostentacyjnie nie obnosił. To był inteligentny, bardzo oczytany człowiek! A przy tym bardzo zabawny, a tymczasem w filmie The Doors nikt się ani razu nie śmieje. To bez sensu – myśmy się naprawdę świetnie bawili. Dlatego nie mogę się zgodzić z takim obrazem. Jest nieprawdziwy."
              • grek.grek Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 25.01.13, 15:08
                nie śmiem polemizować z kimś, kto znał człowieka od podszewki.

                wydaje mi się, że Stone skupił się raczej na artyście i tym co miało kluczowy
                wpływ na kształtowanie się w nim/przez niego znanych ze sceny i z płyt
                form ekspresji i twórczej energii.

                wg mnie, dlatego obciął resztę wątków, pokazał stricte artystę: skąd się wziął,
                jak powstał, jaki miał stosunek do swojej sztuki, jak wysyłał przekaz i jak w
                tym wszystkim ewoluował.
                • siostra.bronte Re: "The Doors" w Ale Kino! wg Olivera Stone 25.01.13, 15:12
                  To jest odwieczny problem z biografiami kontrowersyjnych artystów. Trudno oprzeć się pokusie, żeby pokazać "sex, rock&roll", co może skutecznie przesłonić prawdę o człowieku.
    • grek.grek KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 24.01.13, 15:19
      Nie znam, "Iris", z chęcią zobaczę. Dwa odmienne charaktery : żywiołowa kobieta i skryty mężczyzna w związku uczuciowym przekraczającym bariery wieku i czasu. wow czy też yikes! ;]
      22:35 & 1:15

      Doktora chyba ciągle powtarzają, ale w sumie fajnie, bo Ruda znowu kusi nogami ;]
      "Mad men" za to świeży w swojej drugosezonowości, jak donoszą Barbasia i Mania, hehe.

      TVP1, 0:15
      "Na wolność" - znam, hehe, poprzednio też leciał tak późno, traktuje go publiczna jak zapychacz, watę ramówkową, a to jest niekiepskie polskie kino. W archiwum pewnie gdzieś wala się spojler, niestety mojego autorstwa, ale w rzeczy samej - warto obejrzeć.

      O 18:50 w Kulturze można sobie przypomnieć "DUże zwierzę" - zawsze warto.



      • pepsic "IRis" & "Na wolność" &"Julie i Julia" 24.01.13, 17:47
        A może czas na lżejszy repertuar? Czyli na "Julie i Julia" z Meryl Streep. Podchodzę z nieufnością:) Polsat, 20:00.

        "Iris"- może być, ale raz wystarczy.

        "Duże zwierze" - a co to?
        • siostra.bronte Re: "IRis" & "Na wolność" &"Julie i Julia" 24.01.13, 17:56
          Widziałam "Iris", ale nie w całości. Może rzucę okiem.
          Też zauważyłam "Julię i Julię". Ale nie przepadam za Meryl Streep.
        • grek.grek "Duże zwierzę" 26.01.13, 16:03
          "Duże zwierzę" jest o tym, jak małżeństwo w sile wieku [Jerzy Stuhr i Anna Dymna] przygarnia błąkającego się... wielbłąda. Mieszkają w małym miasteczku... wielbłąd jest miły, sympatyczny i nikomu nie czyni krzywdy, a dzieciaki go lubią, lecz jednocześnie wielbłąd jest... INNY, nie jest "swój", nie jest "nasz", jest "DZIWNY". Reakcja zatem jest przewidywalna : zwierzak zaczna ludziom przeszkadzać samą swoją obecnością, dzień po dniu małżonkowie doznają coraz większych krzywd, niezasłużonych przygan, stają się obiektem zaczepek, szykan [ona traci pracę, bo rodzice zabraniają dzieciom chodzić do niej na lekcje, on zostaje wymiksowany z miejskiej orkiestry], a jednocześnie rózni cwaniaczkowie próbują na wielbłądzie zarabiać, do czego też małżeństwo w końcu się zraża, bo najnormalniej w świecie są wykortzystywani [sceny kiedy Stuhr i wielbłąd nagrywają reklamy - bezcenne]. Moment, kiedy całe miasteczko, wykazujace się tak bezprzykładnym brakiem tolerancji i złośliwością, modli się w kościele, a Stuhr przechodząc obok nie wchodzi do środka,tylko żegna się na zewnątrz i idzie dalej - doskonale oddaje istotę rzeczy.

          Nakręcony jest w czarno-białej poetyce i... mający swoją poetykę, doskonale nakręcony, Stuhr i Dymna są znakomici, a wielbłąd uroczy.

          O strachu i bezmyślnej niechęci do wszystkiego, co odmienne, a zarazem o cynicznej próbie zarabiania na drugiej stronie tego medalu : czyli na ciekawości, a może nawet niezdrowej sensacji, jaką budzi wszelka inność.

          Ja bym chętnie widział w tym pytanie : co by było, gdyby ad 2012 w Polsce pojawił się Jezus, taki z kart Biblii, jakiego katolicy [chrześcijan w POlsce nie ma] wyznają i przez którym klękają w świątyniach ?

          fragmenty wraz z piosenką Myslovitz :
          www.youtube.com/watch?v=2z2WzDie93s
          • barbasia1 Re: "Duże zwierzę" 26.01.13, 18:09
            Świetny film. Dobrze, że, Greku, ją tu przypomniałeś, utrwaliłeś.

            > Ja bym chętnie widział w tym pytanie : co by było, gdyby ad 2012 w Polsce pojaw
            > ił się Jezus, taki z kart Biblii, jakiego katolicy [chrześcijan w POlsce nie ma
            > ] wyznają i przez którym klękają w świątyniach ?

            Pewnie nikt by Jezusa nie poznał, tylu dziś fałszywych jezusów. :)

          • barbasia1 Re: "Duże zwierzę" 26.01.13, 18:54
            Znakomita piosenka, dawno jej nie słyszałam. :)
          • barbasia1 Re: "Duże zwierzę" 26.01.13, 18:56
            Świetny tekst!

            W moim domu mieszka ktoś
            Niepotrzebny nikomu
            Gdzieś z daleka, nie wiem skąd
            Inność rodzi złość

            W moim domu mieszka ktoś
            Kogo każdy chce dotknąć
            Tak niewielu rozumie, gdy On
            Ucieka tam, gdzie nikt nie pyta
            O to skąd jesteś, jak się nazywasz
            Gdzie każdy z nas może poczuć się taki sam

            W moim domu mieszkał ktoś
            Kto przynosił szczęście
            Został sam, więc wziąłem go
            Szczęścia było więcej

            Ucieka tam, gdzie nikt nie pyta
            O to skąd jesteś, jak się nazywasz
            Gdzie każdy z nas może poczuć się taki sam

            Ucieka tam, gdzie to nieważne
            Jakiego koloru są nasze twarze
            Gdzie możesz kochać kogo zechcesz
            Jak mocno chcesz

          • pepsic Re: "Duże zwierzę" 26.01.13, 20:53
            Dzięki za wprowadzenie:)

            Rozumiem, że pytanie z gatunku retorycznych?
      • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 25.01.13, 00:17
        > Doktora chyba ciągle powtarzają, ale w sumie fajnie, bo Ruda znowu kusi nogami
        > ;]

        :/
        Nie wiem po co oglądać siódmy sezon powtórnie skoro tak niedawno go pokazywano.

        > "Mad men" za to świeży w swojej drugosezonowości, jak donoszą Barbasia i Mania,
        > hehe.

        Ale ja robiłam notatki podczas ostatniego odcinka MM. I w każdej chwili mogę opowiedzieć. :)


        Wzruszyłam się znowu na końcówce "Iris". Pewnie nie tylko ja.
        A Ty Greku?

        Oglądałam tylko drugą połowe, bo wcześniej trafiłam wprost na film "Julia and Julia" z kolejną fantastyczną kreacją Meryl Streep. :)
        • siostra.bronte Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 25.01.13, 12:23
          Obejrzałam "Julię i Julię" z braku innych atrakcji.

          Jak pisałam wcześniej, nie jestem fanką Meryl Streep i ten film tego nie zmienił. Jak zwykle aktorka skupiła się głównie na akcencie :) Zresztą nie rozumiem skąd ten dziwny, chyba francuski, akcent się wziął. Przecież Julia była Amerykanką. Brzmiało to tak, jakby była mocno wstawiona :) Do tego irytujący ton głosu, jaki zdaje się miała prawdziwa Julia. Efekt był taki, że kiedy mówiła to, aż zęby bolały. Ale może tylko ja jestem taka wrażliwa? :)

          Pytanie brzmi, czy grając prawdziwą postać trzeba dokładnie ją imitować, w każdym szczególe? Moim zdaniem nie. Streep gra, jak dla mnie, zbyt "technicznie", za bardzo skupia się na stronie fizycznej. Doceniam jej umiejętności, ale brakuje mi emocji.

          • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 15:29
            siostra.bronte napisała:

            > Obejrzałam "Julię i Julię" z braku innych atrakcji.

            Ja inaczej odebrałam rolę Meryl Streep w tym filmie.

            Jej kreacja Julli Child była ewidentnie przerysowana, na granicy parodii (może nawet tę granicę przekroczyła), ale z drugiej strony Meryl imo nadała tej postaci mnóstwo ciepła, uroku, charyzmy i energii. Z wielką życzliwość podeszła do swojej bohaterki. Julia w jej wykonaniu jest, imo, wyjątkową postacią, której nie można zapomnieć w przeciwieństwe do postali Julie, którą zagrała Amy Adams.

            Przynam się, że z wiekszą przyjemnością śledziłam wątek Julli Child*, niż wątek współczesny, blogowiczki Julie Powell (Amy Adams), sfrustrowanej młodej pisarki, która , by przełamać kryzys, w jakim się znalazła (wydała jedną książkę, ale aktualnie na życie zarabia pracując w budżetówce), zaczyna pisać blog poświęcony gotowaniu potraw z książki kucharskiej Julli Child, przy gorącym akceptacji swojego męża. Projekt o nazwie Julia / Julie zakłada, że ciągu 365 dni Julia ugotuje wsystkie 524 potrawy z ksiażki Julii Child, a swoimi doświadczeniami będzie dzielić się na blogu.

            **Wątek Julli Child rozgrywa się przez większą część filmu w Paryżu, na początku lat 50., na tych, którzy nie widzieli filmu - Julia Child z mężem Paulem (auetntyczne postaci), który jest amerykańskim dyplomatą, przybywa do Paryża, Julia szuka dla siebie jakiegoś zajęcia, zaczyna od kursu na modystkę, który jednak szybko porzuca, zachwycona francuskiem jedzeniem (Sole meunière - to zdaje sie pierwsza potrawa, której skosztowała we Francji, jest w filmie apetyczna scena konsumpcji tej potrawy en.wikipedia.org/wiki/Sole_meuni%C3%A8re ), postanawia zajać się gotowaniem, wybiera się, więc na kurs gotowania, pierwszy dla początkujących kucherk nie satysfakcjonuje jej, zapisuje się więc na kurs dla profesjonalnych kucharzy w "Ecole Des 3 Gourmandes" i z najgorszej uczennicy wkrótce staje się najlepsza w grupie. Gotowanie staje się jej wielką pasją. Spotyka później dwie panie, które też zajmują sie kochnią wraz z nimi po ukończeniu kursu , prowadzi zajęcia z gotowania dla Amerykanek w Paryżu, później panie wpadają na pomysł napisania książki kucharskiej, pisanie i staranie się o wydawcę monumentalnego ponad 700 stronicowego dzieła ("Mastering the Art of French Cooking" potem stanie się kultową książką dla amerykanskich gospodyń, do dzisiaj zdaje się jest , zajmuje im 10 lat!)


            Tu obie panie Mery Streep i Julia Child w tym samch okolicznościach kuchennych.
            Śliczne! :)


            www.youtube.com/watch?v=vNfSJIyFMVw
            Uwaga na momenty w 0:30 - 0.36!

            Ale z ta kreacja Meryl to ciekawa sprawa, czytałam, że ... cdn.

            :)
            • siostra.bronte Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 16:38
              Tak, wątek Julii Child był na pewno ciekawszy. Ale szkoda, że ta postać została napisana, a potem zagrana tak jednowymiarowo.

              Bo Julia jest wciąż rozświergotaną panią, uwielbiającą gotować. Czyżby nigdy nie miała złego nastroju, nigdy się kłóciła, nie miała problemów? Trochę trudno w to uwierzyć.

              Jest raptem jedna scena, kiedy Julia wychodzi z roli radosnej kucharki. Kiedy dostaje list od siostry i płacze. Widać tu prawdziwe emocji i skrywany dramat, ale niestety tylko przez chwilę.

              Ciekawa jestem tego cdn :)
              • maniaczytania Julie&Julia 26.01.13, 18:00
                i znow kompatybilnosc ;) kilka razy w jednym watku!
                moja recenzja ksiazki mojeprzemiany.blox.pl/2009/11/Julie-Julia-Rok-niebezpiecznego-gotowania-Julie.html sprzed juz ponad 3 lat :)

                Film obejrzalam rowniez w czwartek z wielka przyjemnoscia ktorys juz raz. Ale ja lubie Meryl :) A czesc o niej oparta jest na innej ksiazce "Moje zycie we Francji" Julii Child.
                • pepsic Re: Julie&Julia 26.01.13, 20:47
                  O Mania, kamień z serca:)))
                  A wiesz, że jedna z bohaterek "Julie i Julie", ta młodsza, skojarzyła mi się od razu z Tobą i generalnie z naszą tu pisaniną:) Poza tym lubię Amy Adams, która górnolotnie twierdziła, że pracuję dla rządu, he, he. Meryl zagrała tak pozytywną osóbkę, że zadziwiająca maniera i przeszarżowanie jakoś mnie nie zraziło. Sympatyczny, nieskomplikowany filmik wprowadzający w dobry nastrój. Parę się się uśmiechnęłam, a raz wzruszyłam, tak w tej scenie, o której Siostra wspomniała. Niestety, jest i minus. Otóż właśnie zmieniłam zdanie, że mam pojęcie o gotowaniu;)
                  • er.pa Re: Julie&Julia 26.01.13, 20:54
                    To dla wszystkich, którym wydaje się, że Meryl przeszarżowała - filmik z Julią Childs :)
                    ww.youtube.com/watch?v=d2kYAF6qw6I
                    • barbasia1 Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:10
                      er.pa napisała:

                      Nie otwiera się ten link. Ale ja już wkleiłam zapewne ten sam w poście niżej.
                      • pepsic Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:14
                        He, he, musimy ustalić wersję: wyżej, czy niżej;))
                        • barbasia1 Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:36
                          Niżej. :)
                      • er.pa Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:25
                        Ponieważ nie umiem coś znaleść tego linku przez barbasię wklejonego, to tylko z dziennikarskiego obowiązku wyjaśnię, że tytuł tego "mojego" filmiku na youtube to był
                        The French Chef Julia Childs Chicken 1
                        i przepraszam za zamieszanie :)
                    • pepsic Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:13
                      U mnie link się nie otwiera. Barbasia gdzieś powyżej zajutubowała dwie panie. Na moje oko granicę nieznacznie przekroczyła, choć tylko przez chwilę byłam zdezorientowana, potem domyśliłam się, że tak ma być:)
                      A zwróciłyście uwagę na wzrost rzeczywistej Julii (1,88 cm!) i sztuczki techniczne, żeby Meryl upodobnić?
                      • er.pa Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:19
                        Widać coś popieprzyłam z linkiem, ale skoro jest już od barbasi, to ja tylko wtórnie.
                        No właśnie, wzrost to kolejna ciekawostka. Coś podobnego, tylko "odwrotnie" dzieje się z Hoffmanem w Capote'm. I w Myszach i ludziach, gdzie Malkovich staje się gigantem. Film to nie tylko sztuka, ale i sztuczki :)
                        • siostra.bronte Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:32
                          O, rola Streep skojarzyła mi się właśnie z Capote'm Hoffmana. Moim zdaniem obie role zbyt przerysowane.
                          • er.pa Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:54
                            Tak sobie myśle, że zagranie takich postaci które same z siebie sa w zasadzie groteskowe jest strasznie trudne do wyważenia. Z naszego polskiego podwórka, przyszedł mi do głowy Kałużynski. Jak zagrac tak charakterystyzną postac, by wypaśc naturalnie, skoro ta postać jest absolutnie naturalnie nienaturalna? :) Juz chyba łatwiej jest stworzyć postać fikcyjną, która jest "inna". Przypomniał mi się Hanks w roli Forresta Gumpa. To był dla mnie pierwszy film, w którym zarejestrowałam istnienie Hanksa jako aktora, i potem długo nie mogłam sie do nie przyzwyczaić gdy grał "normalnych." Jako mało bystry był wtedy dla mnie bardzo przekonywujący :)
                        • barbasia1 Filmiki- Julia Child i jej parodia 26.01.13, 21:35
                          forum.gazeta.pl/forum/w,14,141448167,142087272,Re_KOcham_Kino_IRis_Na_wolnosc_rep_.html
                          > Film to nie tylko sztuka, ale i sztuczki :)

                          Tak. :)
                          • er.pa Re: Filmiki- Julia Child i jej parodia 26.01.13, 21:47
                            Dziękuję za pomoc :)
                            • barbasia1 Re: Filmiki- Julia Child i jej parodia 26.01.13, 21:53
                              :)
                  • barbasia1 Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:25
                    I jeszcze trzeba powiedzieć o ładym wyzaniu miłości, jakim Julię obdarzył ukochany mąż w Dniu Walentynek - jesteś "masłem na moim chlebie". Hehhhhh! ;)

                    /Greku, właścicielu ogrodowego rollercoastera, jak Ci się podoba ta metafora? ;)/

                    W roli oddanego męża Julli absolutnie tu uroczy Stanley Tucci, o pół głowy niższy od Julii-Meryl. /Meryl dzięki jakimś sztuczkom filmowym wygląda na wyższą niż jest w rzeczywistości/.

                    Mąż Julie-Amy jest za to słodko mdły, doskonale nijaki, niczym szczególnym się nie wyróżniał.

                    Ciekawa rzecz to kobiety są w tym filmie wiodą prym , grają pierwsze skrzypce, są twórczę, energiczne, pomysłowe,działają, podczas gdy panowie, mężowie są w ich cieniu, w tle, służą tylko wsparciem duchowym, zwłaszcza Paul, mąż Julii Child.
                    • maniaczytania Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:29
                      barbasia1 napisała:

                      > Ciekawa rzecz to kobiety są w tym filmie wiodą prym , grają pierwsze skrzypce,

                      hmm, sadzac po tytule, tak chyba mialo byc :)))

                      > są twórczę, energiczne, pomysłowe,działają, podczas gdy panowie, mężowie są w
                      > ich cieniu, w tle, służą tylko wsparciem duchowym, zwłaszcza Paul, mąż Julii Child.

                      Barbasiu - obydwaj byli cudowni! To wlasnie bylo w nich wspaniale, bo zwykle jednak rzadko zdarza sie, zeby mezowie wspierali zony w ich hobby...
                      • barbasia1 Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:32
                        > Barbasiu - obydwaj byli cudowni! To wlasnie bylo w nich wspaniale, bo zwykle je
                        > dnak rzadko zdarza sie, zeby mezowie wspierali zony w ich hobby...

                        Młody miał kryzys w pewnym momencie, do tego stopnia, że wyprowadził się z domu. ;)
                        • maniaczytania Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:36
                          ja sie jemu dziwie ze i tak dlugo wytrzymal ;)
                          • barbasia1 Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:37
                            He,he! :)
                    • pepsic Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:40
                      O, to wyznanie mi umknęło. Uważam je za dość dość ryzykowne.Osobiście wolałabym coś bardziej pospolitego np. o brylantach.

                      Blaty kuchenne obniżono, a Meryl wyposażono w niebotycznie wysokie obcasy.

                      Ponoć prawdziwa Julie (ta od Amy) ucięła sobie w realu romans z innym facetem. Jakoś mnie to nie dziwi;)

                      Nie przesadzajmy, niejedna życzyłaby sobie za męża dyplomatę, zwłaszcza o osobowości i fizjonomii Stanleya Tucci;)
                      • maniaczytania Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:45
                        pepsic napisała:

                        > Ponoć prawdziwa Julie (ta od Amy) ucięła sobie w realu romans z innym facetem.
                        > Jakoś mnie to nie dziwi;)

                        Hmm, o ile sobie dobrze przypominam, w ksiazce nic o tym nie bylo, musze chyba ja przejrzec :)
                        • pepsic Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:56
                          Mówiła o tym w jakimś wywiadzie, co wyczytałam w jednym z komentarzy na filmwebie. Jak na złość nie mogę tego znaleźć.
                  • maniaczytania Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:48
                    pepsic napisała:

                    > O Mania, kamień z serca:)))
                    > A wiesz, że jedna z bohaterek "Julie i Julie", ta młodsza, skojarzyła mi się od razu z Tobą i generalnie z naszą tu pisaniną:)

                    Pepsic - milo mi :) I musze tu ekshibicjonistycznie przyznac, ze czytalam ksiazke bodajze w pierwszym roku mojego blogowania i Julie jest mi niezwykle bliska. I ja zaczelam pisac w trudnym dla mnie momencie, i mnei blog jakos tam pomogl, i wiele jej rozterek przezywalam :)

                    O, a co do gotowania, to fakt, tez troche "zmalalam" ;)
                • barbasia1 Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:26
                  maniaczytania napisała:

                  > i znow kompatybilnosc ;) kilka razy w jednym watku!
                  > moja recenzja ksiazki

                  Maniu , rzeczywiście w tej książce Julii Powel nie ma wiele na temat Julii Child, tak pisała osoba na twoim blogu w komentarzach? Pamiętasz może?
                  • maniaczytania Re: Julie&Julia 26.01.13, 21:33
                    Barbasiu - tak, to prawda. Ale mi to wcale a wcale nie przeszkadzalo, bo ksiazke czytalam najpierw.
              • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 21:07
                Jest raptem jedna scena, kiedy Julia wychodzi z roli radosnej kucharki. Kiedy d
                > ostaje list od siostry i płacze. Widać tu prawdziwe emocji i skrywany dramat, a
                > le niestety tylko przez chwilę.

                I kiedy na mieście ogląda się tęsknym wzrokiem za panią dzieckiem ...

                > Bo Julia jest wciąż rozświergotaną panią, uwielbiającą gotować. Czyżby nigdy ni
                > e miała złego nastroju, nigdy się kłóciła, nie miała problemów? Trochę trudno w
                > to uwierzyć.

                Więc właśnie,okazuje się, że to celowy zabieg. Meryl Streep i Nora Efron w wywiadzie , którego fragment po angielsku znalazłam w necie w jakimś dziwnym miejscu, wyznały, że ten wyidealizowany obraz Julii Child jest ... wytworem wyobraźni Julie Powell. Tak sobie Julie Powell wyobrażała Julię Child i jej pobyt w Paryżu.

                Podejrzewam, że na to specyficzne wyobrażenie wpływ mała zapewne także parodia Julii Child w wykonaniu Danny'ego Ackyroda w popularnym w Ameryce programie Saturday Night Live, którą w jednej ze scen Julie ogląda wraz mężem w telewizji .
                Oto ta parodia:

                www.dailymotion.com/video/x7tnc9_the-french-chef_fun
                :)

                I jeszcze prawdziwa Julia Child, która rozprawia się z kurczakami:

                www.dailymotion.com/video/x3dcog_the-french-chef-julia-child-s-chick_news

                :)
                • barbasia1 Post wyżej są linki do prawdziwej Julii Child 26.01.13, 21:30
                  i jej parodii w wykonaniu Danny'ego Acroyda.
                  • maniaczytania Re: Post wyżej są linki do prawdziwej Julii Child 26.01.13, 21:36
                    parodie Ayckroyda to i Julie z mezem ogladali w ktoryms momencie :)
                    • barbasia1 Re: Post wyżej są linki do prawdziwej Julii Child 26.01.13, 21:37
                      Tak, pisałam o tym wyżej .
                      • maniaczytania Re: Post wyżej są linki do prawdziwej Julii Child 26.01.13, 21:42
                        barbasia1 napisała:

                        > Tak, pisałam o tym wyżej .

                        Haha, no to mam nauczke :) Zeby sie nie pogubic w odpowiedziach, wchodzilam w pojedyncze wypowiedzi z tych powiadomien mailowych. No i sie doigralam :)))
                        • barbasia1 Re: Post wyżej są linki do prawdziwej Julii Child 26.01.13, 21:54
                          Nie ma problemu. :)
                • siostra.bronte Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 21:43
                  Nie oglądałam od początku :)

                  Może i celowy zabieg, ale efekt jest taki, że Julia Childs wygląda jak postać z kreskówki, a nie prawdziwy człowiek, którego losami możemy się przejąć. A czy panie nie wyjaśniły skąd się wziął ten koszmarny akcent? :)
                  • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 21:58
                    To był tylko mały fragment,w niem nic na temat akcentu nie było. Przyznam, że nie zróciłam uwagi na ten akcent, lektor skutecznie zagłuszał.

                  • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" - Julia Child 28.01.13, 20:06
                    siostra.bronte napisała:


                    > Może i celowy zabieg, ale efekt jest taki, że Julia Childs wygląda jak postać z
                    > kreskówki, a nie prawdziwy człowiek, którego losami możemy się przejąć.

                    Mnie się bardzo podobała kreacja Meryl. Postać jest lekko przerysowana, jednak granicy nie przekracza. Meryl akcentuje niezdarne ruchy tej poteżnej kobiety, jej tubalny głos z charakterystyczną manierą, ale nie idzie na satyryczną łatwiznę, tylko nadaje postaci Julli Child jak pisałam dużo charyzmy, dobrej enegrii, radości życia. Pokazuje uroczą osobe, która ma wielkie zamiłowanie i pasję do tego, co robi. Ale i to nie wszytsko, obrazu dopełnia jeszcze subtelne wniknięcie w psychikę Julii. Pokazna jest tu jej wielka miłość do kochającego i wspierającego ją zawsze męża, serdeczne relacje z siostrą, jak i te negatywne emocje, ból związany z niespełnieniem macierzyńskim, o czym mówiłyśmy.

                    Wydaje mi się więc, że całkiem krwista postać się wyłania z tych obrazków filmowych (przyczynki do biografii), której nie sposób zapomnieć, a nie postać z kreskówki.

                    Jeśli chodzi o relacje Julii z mężem, to rzeczywiście można powiedzieć, że była ona wręcz idealna (sana ten temat wywiady, książki). Bardzo się kochali, wzjemnie się o siebie troszczyli, Paul wspiera ją i pomagał jej w karierze, nie przeszkadzało mu, że ona była gwiazdą, on zawsze w jej cieniu; Byli nierozłączni. Paul zmarł w wieku 92. Ona przeżyła go o 10 lat.



                    > A czy panie nie wyjaśniły skąd się wziął ten koszmarny akcent? :)

                    Zajrzałam do anglojęzycznych recenzji zza oceanu w tej sprawie. Recenzenci, zwracają uwagę, że Meryl Streep oddaje idealnie manierę mówienia, a nawet tembr głosu Julii Child oraz jej niedoskonałą francuszczynę /co żeśmy już z filmików na youtube wywnioskowali/). Co ciekawe wszyscy receznzenci (przeczytałam chyba 5 tekstów), którzy zreszta znają doskonale Julię Child z jej wystepów z telewizji amerykanskiej, tak jak my znamy Roberta Makłowicza czy Pascala Brodnickiego albo Magdę Gessler z naszej, nie wyłaczając tych krytycznie wypowiadajacych się o filmie Nory Efron, wysoko oceniają kreację Meryl Streep. Niekórzy piszą nawet, że jej kreacja jest jedynym powodem, dla którego warto obejrzeć ten film.

        • grek.grek Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 25.01.13, 13:41
          można znaleźć jakieś...powody ;]

          Barbasiu, masz notatki, jesteś w pełnym pogotowiu i tak spokojnie o tym mówisz ? KONiecznie musisz napisać, nie wykręcisz się :]

          Cały film [Iris] mozna by chyba uznać za poruszający/wzruszający momentami, aczkolwiek skutecznie unikający ckliwości i tanich chwytów.

          Ciekawa story, to po pierwsze - jak dwoje tak róznych od siebie ludzi znalazło w tych odmiennościach własnych płaszczyznę do tworzenia harmonijnego i zgodnego związku. Bardzo płynne i sensownie umiejscowione przejścia z ich młodości do starości i na odwrót.

          Znalezione przytomnie ważne motywy fabularne, dzięki którym opowieść dostaje głębi : jej dramat, kiedy jako babka oczytana, dla której słowo i pamięć są wszystkim, zostaje zaatakowana wujkiem Alzhaimerem i przestaje rozpoznawać znaczenie wyrazów, nie może pisać, mówić tak jak kiedyś - i on, w tej jej chorobie, paradoksalnie znajdujący pociechę, bo nagle ona staje się dla niego intelektualnie "dostępna", choroba ściąga ją na poziom, gdzie on może z nią obcować bez poczucia,że jest za cienki dla niej.

          Kapitalnie zrobiona postać samej Iris, dzięki energii i sile młodości Winslet i kunsztowi dojrzałości Judi Dench. Jaki ogromny kontrast uderza, między Iris młodą, rozhulaną, niepohamowaną, a coraz bardziej zagłębiającą się w sobie, małomówną i tracącą kontakt z rzeczywistością w wieku podeszłym - doskonałe aktorstwo, ale widać też rękę reżysera, który nad tym zapanował i wyraźnie miał wizję. Pan mąż pewnie też był świetny, ale mnie jednak przede wszystkim ujęły role kobiece. Znakomite w każdym calu.

          świetna scena nad jeziorem : ona kąpie się nago, przechodzi nauczyciel z dziećmi :zasłania im oczy, odgania je, żeby nic nie zobaczyły, a potem sam wraca żeby popatrzeć :] tak już mamy... miliard nagich kobiet możemy zobaczyć, ale jak pojawi się na horyzoncie miliard pierwsza, to oko samo ucieknie. Przynajmniej u tych zdrowych z nas, hehe.

          albo scena, kiedy w młodości odwiedzają razem jakiegoś kolegę Iris - kolega jest niezadowolony z wizyty Iris z innym facetem, pewnie ostrzył sobie na nią zęby; Bailey przygląda mu się i na osobności mówi Iris, tym swoim poczciwym tonem "myślę, że on ma wobec ciebie niecne zamiary" :]

          w sumie, świetnie zrobiony casting na Baileya -miałem wrażenie, że to ten sam aktor odgrywa go w dwóch róznych okresach życia, a to jednak dwóch róznych jegomościów było.

          mocny moment, kiedy nagle sam Bailey, opiekujacy się chorą żoną, zaczyna zapominać i już wiadomo,że i jego dopadł podstępny wuj Alek.

          Generalnie, z wielką klasą zrobione i z przekazem zawsze uniwersalnym, że kiedy namiętnośc w związku wygasa musi istnieć doskonałe partnerstwo oparte na szacunku, podziwie i po prostu na tym, że się dwoje ludzi normalnie i zwyczajnie - lubi i znajduje przyjemnośc w przebywaniu ze sobą. Wtedy nawet Alzahaimer niestraszny.



          • siostra.bronte Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 25.01.13, 15:08
            Faktycznie, niektórzy sądzą, że Bayleya juniora i seniora grał ten sam aktor :)
            Obaj panowie: Jim Broadbent i Hugh Bonneville (świetna rola w "Downton Abbey) są znakomici.
          • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 25.01.13, 23:01
            grek.grek napisał:

            >Generalnie, z wielką klasą zrobione i z przekazem zawsze uniwersalnym, że kiedy >namiętnośc w związku wygasa musi istnieć doskonałe partnerstwo oparte na szacunku, >podziwie i po prostu na tym, że się dwoje ludzi normalnie i zwyczajnie - lubi i znajduje >przyjemnośc w przebywaniu ze sobą. Wtedy nawet Alzahaimer niestraszny.

            Ładnie powiedziane,
            choć myślę, że oprócz partnerstwa opartego na szacunku, podziwie, oprócz lubienia siebie musi coś jeszcze łączyć dojrzałych ludzi po tym, jak wypali się dzika namiętność, jakieś głębsze uczucie, bo skąd by sie brały rozpacz i żal, czasem do konca życia, po śmierci ukochanej osoby. Skąd by brało się w ludziach przemożne pragnienie, o którym w filmie bardzo pięknie mówi Iris na jakimś spotkaniu czy wykładzie, spotkania się z ukochaną osoba w zaświatach i przedłużenia wspólnego ziemskiego bytowania na wieki .

            To pragnienie, mówiłam to już kiedyś, towarzyszyło pod koniec życia Bergmanowi, nie wierzył w Boga, ale miał nadzieję, że po śmierci spotka swoją ukochaną żonę ...
            • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 13:34
              KOREKTA:
              jakieś głębsze uczucie, bo skąd by sie brały rozpacz i żal, TĘSKNOTA TOWARZYSZĄCA czasem do konca życia, po śmierci ukochanej osoby.
            • pepsic Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 14:07
              Dzień dobry Barbasiu,
              Myślę, ze nie tylko ładnie, ale i prawdziwie rzekł Grek:)

              Co do miłości poza grobowa deskę uczucia mam ambiwalentne.
              • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 16:01
                Dzień dobry! :)

                > Co do miłości poza grobowa deskę uczucia mam ambiwalentne.

                No tak, nie wszytskim dana jest możliwość kochania do gobowej deski.
            • grek.grek Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 14:09
              może "rozpacz i żal po śmierci [tego drugiego,tej drugiej]' biorą się z troski o samego siebie ?

              widziałem kiedyś jakiś włoski film, nie pamiętam tytułu - małżeństwo dwojga kłótliwych ludzi. Bili się werbalnie o byle co, obrażali na siebie, zamachiwali... Po śmierci jednego [nie pamiętam : jej czy jego]- drugie nie umiało żyć samo i fiknęło niedługo później.

              Albo "La Strada" kiedy Zampano zalewa się łzami po śmierci Gelsominy, którą całe życie traktował bez grama szacunku.

              Może ten żal z rozpaczą generuje zwyczajna tęsknota za czyjąś obecnością, taką po prostu i normalnie, bez żadnych dodatków ? złamanie przyzwyczajenia, wieloletniej rutyny, świadomość bycia opuszczonym ? może to są przyczyny ?
              • pepsic Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 14:17
                Tez mam czasami wrażenie, ze niektórym żałobnikom chodzi o własne ego.
              • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 15:59
                > Może ten żal z rozpaczą generuje zwyczajna tęsknota za czyjąś obecnością, taką
                > po prostu i normalnie, bez żadnych dodatków ? złamanie przyzwyczajenia, wielole
                > tniej rutyny, świadomość bycia opuszczonym ? może to są przyczyny ?

                To też, na pewno, ale musi być coś więcej, skoro nie zawsze da się zastąpić ukochanej osoby, która odeszła innym panem, inną panią do towarzystwa.

                Wszytsko, myślę, zależy od konkretnego człowieka, od osobowości , od jego wrażliwości, emocjonalności; osoby z natury uczuciowe na pewno silniej będą przeżywać wszelkie stany emocjonalne, miłość, rozpacz czy tęsknotę po śmierci ukochanej osoby ...

                Albo "La Strada" kiedy Zampano zalewa się łzami po śmierci Gelsominy, którą cał
                > e życie traktował bez grama szacunku

                Tak. :)

                Opowiadałeś nam "La Stradę" ?
                • grek.grek Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 16:35
                  zapewne tak właśnie będzie.

                  nie było okazji do "La Strady", ale jak tylko się pojawi w zasięgu - czyli, zdarzy się powtórka, na pewno nie omieszkam napisać szerzej :]
                  • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 26.01.13, 17:58

                    > zapewne tak właśnie będzie.

                    A Ty nie chory? Co Ty taki mało rozmowny dziś? ;)
                    Pewnie niewyspany, tak?


                    > nie było okazji do "La Strady", ale jak tylko się pojawi w zasięgu - czyli, zda
                    > rzy się powtórka, na pewno nie omieszkam napisać szerzej :]

                    Świetnie! Świetnie! :)
                    • grek.grek Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 27.01.13, 12:59
                      nieeee ;] [??]
                      pelna forma.
                      ot, wyszła mi pełna zgodność z tym co napisałaś.

                      teraz tylko czekać na emisję :]
                      • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" & "Na wolność" [rep] 28.01.13, 17:22
                        Nic, nic.

                        OK! :)

                        Tak! :)
          • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" 25.01.13, 23:43
            > Kapitalnie zrobiona postać samej Iris, dzięki energii i sile młodości Winslet i
            > kunsztowi dojrzałości Judi Dench.
            > Pan mąż pewnie też był świetny, ale mnie jednak przede wszystkim ujęły role kob
            > iece. Znakomite w każdym calu.

            Mnie też ujęły role kobiece. Przejmująca kreacja Judi Dench .
            Fantastyczna szalona, żywiołowa Kate Winslet w roli młodej Iris. Bardzo dobra rola (scena nad wodą świetna).


            Pan mąż (młody i stary) uroczo safadułowaty i cudownie naturalny. Wspaniela obaj potrafili pokazać całą paletę różnych emocji od zauroczenia, zakochania, poprzez miłość, zazdrość, irytację gniew, złość, obrzydzenie aż po rozpacz.

            Świetna scena, kiedy Iris i Bailey idą po raz pierwszy razem do łóżka, bo tak zdecydowała Iris.
            Iris ściąga zdecydowanie pończochy siedząc na kanapie, Bailey stoi, nie wie, co robić, jest okrutnie skrępowany, jąkając się, usiłuje coś powiedzieć, wtłumaczyc swój brak doświadczenia z kobietami, na co Iris zupełnie poważnie, że będzie łatwiej, jeśli on zdejmie najpierw spodnie. To zdanie rozśmiesza biednego Baileya i nieco ośmiela, potem jeszcze usiłuje się tłumaczyć, że on wszystko późno zaczynał, nawet do 7 roku życia brat mu wiązał sznurówki w butach, ale Iris nie słucha go zajęta już czym innym ... :)
            • grek.grek Re: KOcham Kino : "IRis" 26.01.13, 16:07
              yes, role męskie też udane niezwykle.

              haha, pamiętam :]
              a potem scena, kiedy ona opowiada mu o swoich "kochankach", z których
              jeden poszedł na wojnę i nie wrócił. Jemu się mina wydłuża, bo gdzieś tam
              na dalszym planie gotów był nawet "posądzić" ją o rozwiązłość.
              • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" 26.01.13, 16:25
                Ja myślę, że on ją posądzał o rozwiązłość. ;) Ale uczucie do niej było silniejsze niż niesmak związany z jej rzowiązłością.

                Pamiętasz, jak zbulwersowany podglądał ją kochającą się z jakimś profesorkiem z uczelni? :)
                • grek.grek Re: KOcham Kino : "IRis" 27.01.13, 12:48
                  tego "niesmaku" właśnie nie byłem pewien, bo wydawało mi sie - również : właśnie, hehe - że owo uczucie skutecznie go zagłuszało, stąd to "posądzenie" wpasowałem w cudzysłów :]

                  yes :]
                  • barbasia1 Re: KOcham Kino : "IRis" 28.01.13, 17:21
                    :)
    • siostra.bronte "Inna kobieta" 25.01.13, 12:42
      Szykuje się wydarzenie! Niestety, w kanale Europa, dzisiaj o 20.00. Film Woody'ego Allena, na który poluję od dawna i wreszcie się udało. Pewnie też go jeszcze nie widzieliście.

      "Inna kobieta" to jeden z "poważnych" filmów Allena, z 1988 r. Wyraźne są tu wpływy Bergmana. Zdjęcia zrobił zresztą Sven Nykvyst.

      Bohaterką jest Marion (Gena Rowlands), profesorka filozofii w średnim wieku. Wynajmuje ona apartament, żeby w spokoju pisać swoją książkę (w jej domu prowadzony jest remont). Okazuje się, że akustyka w budynku jest tak dobra, że słyszy rozmowy w sąsiednim apartamencie, w którym psychoterapeuta ma swój gabinet. Początkowo jej to przeszkadza, ale potem z ciekawości zaczyna podsłuchiwać :) Słyszy historię młodej kobiety, która przechodzi poważny kryzys. Jej zwierzenia skłaniają Marion do zastanowienia się nad własnym życiem...

      Trzeba przyznać, że obsada jest rewelacyjna, bardzo nietypowa dla Allena. Oprócz Geny Rowlands grają także Ian Holm (mąż) i Gene Hackman (ex-kochanek). Czytałam same pozytywne opinie na temat tego filmu. Co niektórzy twierdzą, że to jeden z najlepszych, ale niedocenionych filmów Allena. Obiecuję zdać relację :)
      • barbasia1 Re: "Inna kobieta" 25.01.13, 22:35
        Koniecznie, obowiązkowo musisz, Bronte, zdać relację.
        Czekamy!

        Nawet tytułu tego filmu Allena nigdy nie słyszłam.
        :)
        • siostra.bronte Re: "Inna kobieta" (1) 27.01.13, 15:40
          Zgodnie z obietnicą moja relacja. Film ma dość skomplikowaną narrację, więc to nie będzie opis chronologiczny. Ale postaram się napisać o najważniejszych wątkach.

          Przypomnę, że bohaterką jest Marion, profesorka filozofii w średnim wieku (to ona opowiada zza kadru całą historię). W wynajętym apartamencie pracuje nad swoją książką. Ale z powodu wadliwego systemu klimatyzacji słyszy wszystko co dzieje się za ścianą, w gabinecie psychoterapeuty.

          Marion jest zirytowana i poduszkami zatyka kratkę klimatyzacyjną, żeby niczego nie słyszeć. Ale pewnego razu poduszka się osuwa i Marion słyszy głos pacjentki lekarza. Jakaś młoda, załamana kobieta mówi, że jej życie nie ma sensu. Marion jest zaintrygowana. Tego samego wieczora bawi się razem z mężem na jakimś przyjęciu, ale jest zamyślona, nie może zapomnieć głosu tamtej kobiety.

          Marion nie może się skupić na pracy. Przychodzi do apartamentu głównie po to, żeby znowu usłyszeć zwierzenia nieznanej kobiety. Raz, po skończonej sesji, z ciekawości wygląda na korytarz, aby ją zobaczyć. Okazuje się, że to młoda kobieta w ciąży, Hope (irytująca jak zawsze Mia Farrow, na szczęście w małej roli).

          Zwierzenia Hope poruszają w Marion jakieś ukryte struny. Opanowana i pewna siebie kobieta zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem. Wygodnym, uporządkowanym, pełnym sukcesów. A może to tylko iluzja? Wyobrażenie, które może się rozsypać jak domek z kart?

          Pewnego dnia Marion spotyka się z żoną swojego brata, która prosi o pomoc finansową, bo zamierzają się rozwieść. Przy tej okazji ma pretensje do Marion, że jej nigdy nie lubiła. Do tego mówi, że jej brat tak naprawdę jej nienawidzi, dlatego sam nie poprosi ją o pomoc. Marion jest oburzona i szybko kończy rozmowę. Ale niepokój został zasiany.

          Odwiedza swojego brata. Jest zaskoczony jej wizytą. Marion prosi go o szczerość. Dlaczego tak rzadko się spotykają? Przecież kiedyś byli sobie bliscy. Brat odpowiada, że przestał się odzywać, bo wie, że ją zawiódł swoim nieudanym życiem i małżeństwem. Przy okazji przypomina jak krytycznie potraktowała kiedyś jego literackie próby. Widać, że wciąż ma do niej żal o przeszłość. Marion zdaje sobie sprawę, że trudno będzie naprawić stosunki z bratem.

          I kolejne spotkanie, przypadkowe, z Claire, przyjaciółką z młodości. Ta nie wygląda na zachwyconą i chce szybko się ulotnić, ale jej mąż proponuje pójście na drinka. Marion i mąż (jest reżyserem) miło sobie gawędzą o teatrze i Brechcie, a przyjaciółka aż się gotuje. W końcu bez ogródek wygarnia Marion, że jak zawsze uwodzi mężczyzn. Jest wyraźnie zazdrosna o męża. Marion i facet są kompletnie zaskoczeni. Ale Claire idzie dalej. Ma do niej pretensje, że kiedyś odbiła jej chłopaka. Marion przysięga, że nic między nimi nie było, ale na próżno.

          Marion nie może już się skupić na pracy. Czy inni ludzie naprawdę uważają ją za zimną i pozbawioną uczuć egoistkę? Przecież sama tak o sobie nie myśli! Ale może jest w tym trochę prawdy?

          Dla Marion problemy nieznajomej zza ściany okazują się zaskakująco bliskie. Pewnego razu Hope opowiada, jak pewnej nocy obudziła się w łóżku, spojrzała na męża i zobaczyła zupełnie obcego człowieka. Wpadła w panikę i musiała go obudzić, aby ją uspokoił. Marion zaczyna myśleć o swoim małżeństwie.

          Ten związek łączy już tylko rutyna. Z pewnością Marion zdawała sobie z tego sprawę już wcześniej, ale dopiero teraz zaczyna o tym rozmawiać z mężem. Ken jest zaskoczony. Mówi, że ludzie się do siebie przyzwyczajają i to naturalna kolej rzeczy. Oczywiście, już od dawna ze sobą nie sypiają i to jej mąż stracił zainteresowanie seksem. Mówi co prawda Marion, że jest wciąż najbardziej pociągającą kobietą na świecie, ale…No właśnie, zawsze znajdzie jakąś wymówkę.

          I jeszcze te ciągłe wyjścia na kolacje i przyjęcia, które aranżuje Ken. Marion pyta go wprost, dlaczego nie spędzają wolnego czasu sami. Czyżby się bał, że nie będą mieli o czym ze sobą rozmawiać? Mąż oczywiście zaprzecza, ale chyba jest w tym trochę prawdy.

          Kolejne słowa Hope, które poruszają Marion: "Kiedyś był też inny mężczyzna. Zastanawiam się, czy dobrze wybrałam". I Marion zaczyna wspominać Larry'ego (Gene Hackman). To przyjaciel jej męża, którego poznała jeszcze przed ślubem. Larry był w niej zakochany, ale Marion odrzuciła go (błędnie napisałam wcześniej, że byli kochankami), bo była już zdecydowana na ślub z Kenem.

          cdn...
          • siostra.bronte Re: "Inna kobieta" (2) 27.01.13, 15:45
            Marion mówi zza kadru, że jakby straciła poczucie czasu. Wracają wspomnienia. Ma też dziwne sny. W jednym z nich widzi swojego męża, „grającego” na scenie z Claire ich małżeństwo. Spotyka też Larry'ego. Pyta go, czy czasem o niej myśli. Ten odpowiada, że tak, ale ma nadzieję, że Marion niczego nie żałuje. Marion nie zdążyła odpowiedzieć, ale może tak jest?

            Podejmujemy decyzje, które w danym momencie wydają się nam słuszne. Ale nigdy się nie dowiemy, jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy dokonali innego wyboru. Lepiej czy gorzej? Na pewno inaczej. Oczywiście, nie ma większego sensu zastanawiać co by było gdyby. A jednak czy czasem o tym nie myślimy?

            Pewnego dnia Marion spotyka zapłakaną Hope w pobliskim antykwariacie. Próbuje ją pocieszyć. Oczywiście nie mówi, że ją „zna”. Okazuje się, że obie kiedyś malowały. Idą razem do galerii, a potem na obiad. Marion liczyła na to, że dowie się o niej czegoś więcej, ale przy winie sama się rozgaduje. „30-tka mnie nie zmartwiła, chociaż wszyscy mówili, że tak będzie. Twierdzili, że 40-tka mnie dobije. Mylili się. Uprzedzali, że po 50-tce się załamię. I tak było. Nie odzyskałam już równowagi”.

            Hope mówi Marion, że chyba nie powinna narzekać na swoje życie. Marion odpowiada, że tak się jej wydawało. A jednak zaprzepaściła kilka szans. Jakich? Żałuje, że nie ma dzieci. Okazuje się, że kiedyś, w czasie pierwszego małżeństwa usunęła ciążę. Bo to nie był właściwy moment. Wtedy była pewna, że to była właściwa decyzja, ale teraz…

            Traf chce, że w tej samej knajpce mąż Marion ma randkę z ich wspólną znajomą. Marion ich widzi i jest wstrząśnieta.

            Wraca do apartamentu. I słyszy kolejną sesję Hope. Ta zaczyna mówić: „Wydawałoby się, ze ma wszystko, a nie ma nic. Boję się, że jeżeli się nie powstrzymam, to skończę tak samo”. I Marion zdaje sobie sprawę, że Hope mówi o niej! „Ona nie pozwala sobie na uczucia. Dlatego prowadzi zimne i intelektualne życie. Zraziła do siebie wszystkich. Słyszę i widzę tylko to co chcę. Ona robi tak samo. Od dawna udaje, że wszystko jest w porządku, ale wyraźnie się pogubiła”.

            Marion jest coraz bardziej poruszona. „Ona wciąż żałuje aborcji. Znalazła dla niej racjonalne wytłumaczenie. Ale myślę, że bała się uczuć, jakie mogłoby w niej obudzić dziecko. Jest błyskotliwą kobietą, ale taką jak ja. Uczucia zawsze mnie zawstydzały. Uciekałam od mężczyzn, przy których czułam się zagrożona. Namiętność mnie przeraża. Boję się, że kiedy będę w jej wieku, moje życie będzie puste”. Twarz Marion mówi wszystko. Hope ma racje. Sposób w jaki gra tę scenę Rowlands to absolutne mistrzostwo.

            Co się dzieje dalej? Marion mówi mężowi, że widziała go w knajpie. Ken próbuje się bronić, że to nic poważnego, ale wie, że to na nic. Zresztą Marion jest spokojna i nawet nie ma do niego wielkich pretensji. „Byłeś samotny, tak jak ja”.

            Marion ponownie odwiedza swojego brata. Mówi mu, że rozstaje się z mężem. I że chce zacząć od nowa. Także jeżeli chodzi o stosunki z nim i jego żoną. Brat odpowiada, że też tego chce. Nieśmiało dotyka jej ramienia, a Marion dotyka jego dłoni. Delikatna, ale poruszająca scena.

            I zakończenie. Marion przegląda książkę, którą napisał Larry (przypominam: zakochany w niej przyjaciel męża). Wiedziała, że napisał o niej, pod zmienionym imieniem. I znajduje fragment, gdzie opisuje ich jedyną randkę i spacer po parku, a my te sceny widzimy.

            Marion zamyka książkę. „Zastanawiałam się, czy wspomnienia to coś, co się ma, czy coś co się traci. Byłam spokojna”. Zakończenie jest więc ostrożnie optymistyczne. Marion zaczyna nowy etap. Nie da się cofnąć czasu, ale można przynajmniej próbować zmienić coś w swoim życiu. Nawet kiedy wydaje się, że jest już na to za późno.

            Piękny i mądry film. Bardzo wyciszony. Nie ma szlochów (oprócz nieszczęsnej Farrow) i histerii. Jest trudna prawda o życiu, jakkolwiek banalnie to brzmi. A dla co niektórych widzów, a zwłaszcza kobiet, które znajdą podobieństwa z Marion to będzie film niezwykle poruszający.

            Gena Rowlands jest absolutnie wspaniała w tej roli. Gra powściągliwie, ale możemy wyczytać jej wszystkie emocje w oczach i drobnych gestach. Świetny jest także Gene Hackman w małej, ale sugestywnie zagranej roli Larry’ego. Jaka szkoda, że tak rzadko wychodzi poza emploi silnego faceta w kinie sensacyjnym.

            Tutaj zwiastun. Niestety, niezbyt dobry, do tego radosna muzyczka kompletnie nie oddaje nastroju filmu!

            www.youtube.com/watch?v=g7p-IVawuBg
            I scena snu. Na końcu rozmowa z Larry’m , o której napisałam. W tle piękna muzyka Erica Satie.

            www.youtube.com/watch?v=tBRiwouSG2c


            • pepsic Re: "Inna kobieta" (2) 27.01.13, 22:39
              Miałaś rację, do Allena niepodobne.
              THX:)
            • grek.grek Re: "Inna kobieta" (2) 28.01.13, 13:42
              znakomita opowieść, Siostro, jak zawsze zresztą.
              precyzyjna, w tempie i celnie puentująca narracja :]
              Twoje znane atuty w całej krasie :]

              jaka bywa rola przypadku w życiu,nieprawdaż ?

              tutaj przyczynia się do w porę podjętego rozrachunku z własną przeszłością, w takim
              momencie, w którym jak widać możliwa jest jeszcze nadzieja, że bohaterka dokona
              ich i zdązy ich owoce skonsumować.

              własnie - jak to jest z tym powrotem do decyzji sprzed lat ?
              kiedy się ich naprawdę żałuje ?
              Marion wyraźnie żałuje chyba wszystkiego, co dowodzi, wg mnie, pewnej jej
              niedojrzałości, pytanie tylko : czy była ona większa,kiedy Marion podejmowała te
              nietrafione decyzje czy teraz : kiedy nie potrafi się do końca pogodzić z ich
              konsekwencjami [wykonuje, jak widać, pierwsze kroki celem naprawiania tego, co
              się da skleić] ?

              zawsze ciekawe są pytania o alternatywną wersję własnewgo życia.
              tylko, czy są one niegroźną, pocieszną zabawą czy znamionują żal za tym, że
              nie można było podjąć jakiegoś wyboru, a potem ewentualnie wrócić i wybrać inaczej.

              wg mnie, jeśli pojawia się żal, świadczy trochę o niezbyt świadomym przeżywaniu
              swojego czasu i dokonywaniu wyborów.

              nie da się nic zmienić - trzeba wyciągnąć pozytywne wnioski z tego, na co się zdecydowało.
              Nie ma innej metody. Jasne, kiedy pojawia się szansa, by zmienić jakiś przestrzelony wybór -
              np.jak tutaj z Larrym, to trzeba działać. Dziwne,że Marion widząc szansę - zastanawia się czy "nie jest za późno". Nigdy nie jest. Skoro uwiera ją przeszłość, to dostając szansę choć częściowego wyprostowania tego, co koślawe - nie ma co dywagować :]

              Ale generalnie : zamartwianie się tym,że "a mogłem/am wybrać wtedy inaczej.." jest bezcelowe. Można z tego wyciągnąc jedną naukę : w danym momencie trzeba być pewnym słuszności swojego wyboru. Wtedy nawet po latach wersja brzmieć będzie "wybrałem/am tak jak wtedy najlepiej mogłem/am". Nie będzie poczucia błędu.

              Myslę, że Marion przechodzi kurs dojrzewania :]
              • siostra.bronte Re: "Inna kobieta" (2) 28.01.13, 19:34
                Dzięki, Greku :)

                Chociaż tym razem, opowieść to niezbyt dokładna. Mogłam pokręcić kolejność wydarzeń, bo jak pisałam, narracja jest skomplikowana (sny i retrospekcje). Niektóre mniej ważne wątki w ogóle pominęłam.

                Wiesz, Marion nie ma już szansy na powrót do Larry'ego. To spotkanie i rozmowa odbywają się tylko w jej śnie. Larry wyjechał gdzieś na zachód i nie ma z nim żadnego kontaktu.

                W skrócie można powiedzieć, że Marion przechodzi taki kryzys wieku średniego. U kobiet, co tu ukrywać bardziej bolesny, bo pewne drzwi zamykają się na zawsze.

                Oczywiście, zamartwianie się nie ma sensu. A jednak z perspektywy czasu, kiedy jesteśmy bardziej doświadczeni i chyba jednak mądrzejsi pewne rzeczy widzimy inaczej. I z czasem nasze priorytety mogą się zmieniać.
                • grek.grek Re: "Inna kobieta" (2) 29.01.13, 13:07
                  aaa, widzisz, to coś pokręciłem.
                  w takim układzie...czy ja wiem, może myśl o Larrym i "jak by to było z nim ?" jest
                  TYLKO reakcją na nieudane małżeństwo z Kenem ?
                  może wcale nie chodzi o Larry'ego, tylko wyłącznie o zły wybór małżeński ?
                  może to raczej poczucie niepowodzenia i rozczarowania związkiem, a nie kwestia trafności wyboru faceta ?

                  coś jest na rzeczy, istotnie.

                  to prawda.
                  tylko rozpamiętywanie i "mogłam/em inaczej wtedy wybrać" już nic nie daje.
                  można, wg mnie, tylko uczyć się na błędach, ale żeby to robić tzreba jednak
                  honorować własne decyzje z przeszłości, znajdować w nich sens i jednak jakąś
                  wartośc, choćby tę że jeśli owocowały rozczarowaniem, to były pomocne przy
                  zwiększaniu samoświadomości i unikaniu błędów w przyszłości.



                  • pepsic Re: "Inna kobieta" (2) 29.01.13, 20:17
                    ŻYcie wcale nie jest takie proste, jak nam tu sugerujesz:))
                    • grek.grek Re: "Inna kobieta" (2) 30.01.13, 12:51
                      serio ? ;]
            • barbasia1 Re: "Inna kobieta" (2) 29.01.13, 18:52
              Bardzo ciekawy film. Zupełnie inny Allen.
              Choći tu można by odnaleźć charaterystyczne dla Allena motywy - postać (niespełnionego) pisarza (w tle), psychonaliza i to, co ciekawe, w bardzo pozytywnym świetle ukazana.

              Świetna opowieść, Bronte. Prawdziwy rarytas w naszej kolekcji ten Allen.
              • siostra.bronte Re: "Inna kobieta" (2) 31.01.13, 14:42
                Dzięki, Barbasiu :)
                Szkoda, że te "poważne" filmy Allena są tak rzadko pokazywane.
    • barbasia1 Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 13:44
      więc nie obejrzałam 4. odcinka MM. Za późno się zorientowałam, że piątek powtórką MM będzie tak późno, bo bym Cię, Greku, poprosiła, byś nagrał i objerzał za mnie ...

      Dzień dobry. :)
      • grek.grek Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 14:23
        mógłbym nagrać, tylko nie mam na czym :]
        na razie mogę nagrywać tylko z tych kanałów, które miałem przed dekoderem.
        TVP Kultura, to juz "z dekodera" u mnie zasuwa, a więc musiałbym mieć tego
        penddrive'a, a póki co - ciągle się przymierzam do zakupienia go :]
        • barbasia1 Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 15:30
          A tak! Zapomniałam! Nie ma problemu! :)
      • maniaczytania Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 18:13
        i ja nie obejrzalam z tych samych przyczyn.

        A przy okazji pytanie mam - wiem z tego artykulu, co to go mialam wycisnac ;), ze Peggy miala aborcje - poniewaz przegapilam kilka odcinkow - ona w ciazy byla z Petem tak? I w serialu w tej chwili jest juz po, stad ta scena z dzieckiem, ktora dali jej do potrzymania w kosciele, stad ostatnio jej dziwne zachowanie, gdy przy kliencie musiala pokazywac ten film o aborcji?
        • barbasia1 Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 18:40
          maniaczytania napisała:


          > A przy okazji pytanie mam - wiem z tego artykulu, co to go mialam wycisnac ;),
          > ze Peggy miala aborcje - poniewaz przegapilam kilka odcinkow - ona w ciazy byla
          > z Petem tak?

          Tak. To znaczy nie. Peggy miała dziecko z Petem, prawda, ale nie dokonała aborcji !? (niemożliwe, że tak piszą w artykule, chyba , że zrobiła to z kolejna ciążą!? ).

          Wsezonie pierwszym Paggy w nieświadomości przeżyła całą ciążę (to wątek wielce kontrowersyjny, czy to w ogóle możliwe, żeby kobieta nie zorientował się do końca, że jest w ciąży, zwłaszcza, ze następują zmiany w jej wyglądzie, Peggy tyje (znakomicie ucharaktryzowano aktoręi grającą Peggy ), powiększa się jej brzuch, dziecko porusza się w brzuchu; jest jeszcze jedna kwestia, Peggy mogłabyć nieuświadomiona, ale przeciez miała matkę, siostrę, która jest mężatkąi ma dzieci,( to dzięcię , które trzymała wtedy w kościele - pytałaś - to własnie dziecko jej siostry ) one powinny były natychmiast się zorientować w jej stanie. Jeśli nie one, to kolezanki jakieś, albo dziewczyny pracujące w agencji powinny zorientować się w stanie Peggy . A tu nikt niczego się nie domyśla! Troche to dziwne.

          Nieważne. W każdym razie Peggy na skutek ostrego bólu brzucha trafia do szpitala, tam lekarz rozpoznaje ciążę i orientuje sie, że Peggy zaczyna rodzić. Potem jest scena , bardzo przejmująca , Peggy leży samotnie oszołomiona na sali szpitalnej, przychodzi pielęgniarka z malenstwem, żeby Peggy go pokazać, a ona odwraca głowę, nie chce nawet patrzeć na dziecko.

          A potem Peggy już szczupła wraca do pracy. Jeszcze w czasie ciąży Don awansował ją z sekretarki na stanowisko copywriterki, pierwszej w agencji kobiety na tym stanowisku. Peggy ma być odpowiedzialna za kampanie reklamową Clearsilu dla nastolatek.

          Tymczasem Pet z żonką nie mają dzieci, choć jego żona bardzo już tego pragnie.

          cdn.
          • maniaczytania Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 18:58
            masz racje Barbasiu - pokrecilam :) Nie miala aborcji, tylko oddala dziecko.
            Dzieki za wyjasnienia :)
            • barbasia1 Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 21:46
              Zabrakło u mnie tego zdania, tak Peggy oddała dziecko. Komu, jak. Szczegółów na razie ujawniono.
              • maniaczytania Re: Mad Men 2/4 powtarzali wczoraj o 1:35!!! 26.01.13, 21:50
                a, Barbasiu, pisze tutaj, ze napisalam slowko o "Lawie przysieglych", jest gdzies chyba na stronie 500-600 :)))
    • maniaczytania Moj rower 26.01.13, 17:29
      nie pamietam - czy ktos z Was byl na tym w kinie? Ja bylam w niedziele i musze przyznac, ze dawno zaden film nie zrobil na mnie takiego wrazenia. Film prosty, wzruszajacy, taki naturalny, madry, nieprzegadany, nieprzeladowany niczym, ktory niczym nie denerwowal i w ktorym, co szczegolnie cenne w polskim filmie, byl wreszcie dobry dzwiek. I do tego piekna muzyka, specjalnie dla Was glowny motyw:
      www.youtube.com/watch?v=eEp9mZqLLcw
      • barbasia1 Re: Moj rower 26.01.13, 17:55
        O! Mania wreszcie jesteś! Już chciałam list gończy puścić w obieg: Maniaczytania WANTED!

        Ładny utwórz. Brzmi jakoś znajomo, Tobie też , Wam też???

        Dzięki za kinową relację ! Ja nie widziałam "Mojego roweru". Wybrałabym się na coś do kina ... / "Pokłosie" miałam opowiedzieć, O Matko!/ Chciłabym bardzo zobaczyć "Miłość" Hanekego, może przed Oscarami będą ponownie wyświetlać w kinach ten film...



        :)
        • maniaczytania Re: Moj rower 26.01.13, 18:03
          jestem, jestem :)
          ale poprzedni tydzien byl ciezki emocjonalnie dla mnie, w tym przez kilka dni mialam goscia, wiec nie bardzo mialam kiedy i jak pisac, co sie odbilo i na blogu - zaleglosci mi urosly straszliwe! :)

          Was podczytywalam jednak stale, bo dzien bez ojejkow dniem straconym! :)
          • barbasia1 Re: Moj rower 26.01.13, 18:13
            Już wypisuję i podbijam usprawiedliwienie. :))

            > Was podczytywalam jednak stale, bo dzien bez ojejkow dniem straconym! :)

            A to piękne wyznanie. :)

            Oby przyszły tydzień i kolejne upływały Ci w spokoju, Maniu.

            A co z ta muzą z "Mojego roweru"? Nie brzmi Ci znajomo?
            • maniaczytania Re: Moj rower 26.01.13, 18:19
              Barbasiu - to jest w ogole podobno bardzo slawny utwor - "Aria" Ackera Bilka, bardzo specyficznie grajacego klarnecisty. Byc moze juz nieraz w jakichs filmach lub programach wystapil :)
              Bardzo jest ladny, a w filmie brzmi jeszcze lepiej niz w tym zalinkowanym filmiku.
              • barbasia1 Re: Moj rower 26.01.13, 18:44
                A widzisz, nie spojrzałam na opis.
                Nazwisko klarnecisty nie było mi wczesniej znane, utwór z nazwy także. Dzięki. :)))
    • maniaczytania w temacie muzyki filmowej 26.01.13, 18:32
      trafilam na taki filmik:
      www.youtube.com/watch?v=W8BpcO4K9ao
      to 10 najpiekniejszych sciezek dziwekowych z 10 pieknych filmow

      z wiekszoscia sie zgadzam nawet :) wymienilabym za to "Titanica" na "Ostatniego Mohikanina" - nie ma ladniejszej muzyki filmowej niz z tego ostatniego :)
      • barbasia1 Re: w temacie muzyki filmowej 26.01.13, 18:52
        Piękne! Piękne!
        Jeszzce muzyki filmowej Sakamoto brakuje i wielu, wielu innych utworów. Bardzo trudno wybrać 10 najpiekniejszych utworów, kiedy takich są setki:

        Muzykę z "Ostatnieho Mohikanina" znam, jest przepiekna, to prawda:

        www.youtube.com/watch?v=MHW7lH3vyto
        :)
    • maniaczytania No to Kocham Kino - rozklad 26.01.13, 19:15
      jazdy na najblizsze tygodnie:

      31.01. - to moze byc interesujace - film glownie dunsko-islandzki - "Noi albinoi"
      07.02. - "Powrot do Brideshead" - na to sie szykuje obowiazkowo, mam nadzieje, ze mi sie uda :)
      14.02. - Walentynki :) - "Byla sobie dziewczyna" - i tego tez jestem ciekawa :)
      21.02. - cos odbrze Wam znanego, ja nie ogladalam, moze sie skusze - "Rysa"

      dalej na razie nie ma, ale to, co jest calkiem, calkiem :)
      • er.pa Re: No to Kocham Kino - rozklad 26.01.13, 20:33
        To ja sie odezwę, krytycznie o Brideshead A.D. 2008. To nie jest - moim zdaniem - dobry film, a jako adaptacja tekstu jest kompletnie beznadziejny. Nie, żeby tekst był jakims niesłychanym arcydziełem, ale jest o czymś znacznie głębszym, niż to, co pokazuje ten film. Na nieszczęście tej produkcji istnieje na rynku adaptacja telewizyjna zrobiona przez Granadę w 1981 roku, która ksiązkę o długosci ok. 340 stron ujęła w 11 odcinków, z czego dwa są podwójnej długości. Czyli mamy 13 godzin filmu :) Z Jeremym Ironsem, Lawrencem Olivierem i Johnem Gielgudem, z historią opowiadaną w tempie spacerowym o wewnętrznych dramatach członków arystokratycznej rodziny którym przygląda się chłopak z klasy średniej. Nikt już tak nie kręci seriali, ale jesli wejdzie się w to niesłychanie niespieszne tempo, to uwodzi, i wciąga. Ten serial był emitowany w naszej telewizji w styczniu-marcu 1990 roku., może ktoś z Was go wtedy widział, ja nie miałam okazji. Jeśli obejrzycie film, i ktoś będzie chciał bym wyjaśniła na czym polega wyższośc serialu, to chętnie wtedy wyjaśnię, ale się nie narzucam. przypadek, nazwijmy to zawodowy, sprawia, że jestem nieprzyzwoicie w temacie :)
        Wersja filmowa spłyca cały dramat Sebastiana do rozterek miłosnych. Ja oglądałam najpierw te wersję kinową, obejrzałam, i zostałam z takim "yyy?" "I to niby fajne było?". Potem przeczytałam ksiązkę, która uwieśc mnie nie uwiodła, ale sporo wyjaśniła. A dopiero w następnej kolejności doszłam do serialu, i przy pierwszym 1.5 godzinnym odcinku myślałam, że oszaleje od tej powolności. Ale potem dałam się całkowcie uwieść :)
        To tyle tytułem antyreklamy filmu, przepraszam :) Choć wizualnie jest oczywiście dobry - i co ciekawe - wykorzystuje ten sam pałac jako Brideshead. Posiadłość, nawiasem mówiąc należała do jednego z członków zarządu BBC, gdy kręcono serial (dla konkurencji). Miejsce nazywa się castle Howard.
        Natomiast "Była sobie dziewczyna" jest jak najbardziej przyjemna do oglądania, na róznych poziomach, w tym wizulanym też :)
        • siostra.bronte KK- "Powrót do Brideshead". 26.01.13, 21:30
          Szybka reakcja. Miałam napisać prawie to samo :)

          Duże zmiany w fabule w porównaniu z książką. Postać Sebastiana zdecydowanie spłycona. I nie wiem dlaczego jest zagrany tak manierycznie przez Bena Whishawa.

          Widziałam ten serial! Rewelacja. Ech, kiedyś to były seriale. Jeremy Irons był świetny. Do dzisiaj pamiętam motyw muzyczny filmu.
          • er.pa Re: KK- "Powrót do Brideshead". 26.01.13, 21:44
            O serialu ktos napisał zdanie, że jest znacznie lepszym serialem na tle innych seriali, niz powieść jest na tle innych powieści :) To dośc rzadki przypadek, gdy adaptacja wzbogaca teskt źródłowy, a nie redukuje.
            W tej filmowej wersji broni sie oczywiście Emma Thompson, choć z racji skondensowania fabuły tez jest troche inną postacią.
            Mnie w serialu absolutnie rozwalił John Gielgud w roli ojca Charles'a, postać kompletnie marginalna w filmie kinowym. Ta postać w powieści jest taka niejednoznaczna, nie wiadomo, czy jest tak potwornie cyniczny, czy zupełnie "odklejony", a Gielgud wygrał to na takiej nucie, że kradnie wszystkie sceny w których jest. W wydniu dvd które mam sa komentarze, i tam ktoś mówi, że Olivier był zazdrosny w któryms momencie, że Gielgud dostał wszystkie najlepsze kwestie w tej produkcji :) No fakt faktem, że innych zabawnych scen to tam rzeczywiście nie ma :) To było spotkanie w jednej produkcji dwóch ówczesnych gigantów teatralno-filmowych, tyle, że nie mają żadnych wspólnych scen, niestety.
      • grek.grek Re: No to Kocham Kino - rozklad 27.01.13, 13:18
        "Rysa" istotnie już była, zarówno w TVP2 [może nawet w ramach KK], a także w Kulturze.
        reszta - jak najbardziej premierowo :]
        dzięki, Maniu, za comiesięczną informację, sam nawet nie sprawdzam na stronie Kocham Kino jakie będą ewentualne propozycje - tak się już zżyłem z tradycją Twoich zapowiedzi, hehe.

        [btw, "Tetro", premierowany w KOcham Kino,a wczoraj powtarzany na Kulturze, który miałem okazję obejrzeć powtórkowo - chyba mi wejdzie w krew i kolejne liczne powtórki będę karnie oglądał. zupełnie oplatający i unieruchamiający klimat. UNieruchamający na szczęście tylko tyłek :] Reszta, zwłaszcza powyżej szyi uaktywnia się, choć niekoniecznie na poziomie intelektualnym, a bardziej...zmysłowym ?]
        • maniaczytania Re: No to Kocham Kino - rozklad 27.01.13, 13:27
          wlasnie zauwazylam juz jakis czas temu (a pewnie i Wy juz o tym pisaliscie), ze na Kulturze dosc szybko "laduja" te filmy z KK, czasem o lepszej porze :)

          I tak np. wczoraj byl "Babel", a dzis beda "Granice milosci" (Burning Plain)
    • barbasia1 OT Do zobaczenie w poniedziałek! 26.01.13, 21:52
      Jutro odpoczywam, wietrzę głowę, naoliwiam neurony ...

      Przyjemnej niedzieli życzę Wszytskim, Tobie Greku!

      www.youtube.com/watch?v=XclulJd0FlA

      :)
      • pepsic Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 26.01.13, 22:08
        Dziękujemy, do miłego!
        :)
        • barbasia1 Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 28.01.13, 15:49
          pepsic napisała:

          > Dziękujemy, do miłego!
          > :)

          Do miłego!
          Po-zdrówka poniedziałkowe, Pepsic! :)
      • grek.grek Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 27.01.13, 13:03
        haha :]
        świetne.

        udanego wypoczynku, Barbasiu.

        idzie odwilż - szykuj rower :]
        • barbasia1 I nadszedł poniedziałek! :) 28.01.13, 15:48
          > udanego wypoczynku, Barbasiu.

          Odpoczęłam. :)))
          Dla higieny psychicznej bardzo potrzebny jest dzieńw tygodniu bez komputera!


          > idzie odwilż - szykuj rower :]

          :)))
          Chyba wodny rowerek, bo jak te góry śniegu (a ciągle pada, /u nas -1/) zaczną topnieć, to będzimy pływać.
          • grek.grek Re: I nadszedł poniedziałek! :) 28.01.13, 16:08
            mocne słowa :]]

            haha, może i rzeczywiście... ale, jakby tam dobrze popatrzeć, to po asfalcie czy betonie
            mozna by pojechać jakoś, nie ? :]

            jutro ma być duży plus wszędzie.
            u mnie nawet teraz jest jeszcze +4.
            jutro może dychy sięgnie ?
            • barbasia1 Re: I nadszedł poniedziałek! :) 28.01.13, 17:21
              grek.grek napisał:

              > mocne słowa :]]
              :)))

              Głowa mi już odpadała! ;)

              Właśnie matura zaczęłam się przygotowywać w ramach dodatkowych zajęć z pewnym dziewczęciem.
              Zaraz "Lalkę" będę przypominać sobie. Ha! Ja z przyjemnością będę czytać , dziewczę zdaje się niekoniecznie. Przykre to prawda!? Ale może, kiedyś w przyszłości, kiedy na "Lalce" nie bedziejuż ciążyć klątwa lektury szkolnej, odkryje ją ponownie dla siebie i przeczyta z przyjemnością? :))

              > haha, może i rzeczywiście... ale, jakby tam dobrze popatrzeć, to po asfalcie czy betonie mozna by pojechać jakoś, nie ? :]

              Jak będzie widać asfalt , to owszem można jeżdzić.


              > jutro ma być duży plus wszędzie.
              > u mnie nawet teraz jest jeszcze +4.

              O!!! Nieźle!

              > jutro może dychy sięgnie ?

              Aż tak ciepło? 8-O Chyba nie. Choć kto wie.

              To moja minimalna temperetura. Wtedy to mozna bez obaw wsiadac na rower. :)
              • grek.grek Re: I nadszedł poniedziałek! :) 29.01.13, 13:14
                w sumie, odpadająca głowa... jest to jakiś argument ;]]

                na pewno tak będzie, i powinna serial zobaczyć - lektury nie zastąpi, ale
                ją świetnie uzupełni o obraz tamtych czasów, pozwoli łatwiej przyswoić fabułę i uplastyczni odbiór książki.
                jak się raz widziało film, to potem czytając widzi się Wokulskiego z twarzą
                Jerzego Kamasa, Rzeckiego - Pawlika, a Łęcką - Braunek, prawdaż ? :]

                dziś mam +5, ale prawdziwe ocieplenie ma być jutro i w czwartek, więc spozieraj
                na termometr, Barbasiu, bo a nuż tam się pojawi przepisowe 8 stopni i będziesz
                mogła dexterkiem na kogoś zaszarżować ;]]

                • barbasia1 Re: I nadszedł poniedziałek! :) 29.01.13, 15:28
                  He,he,he!
                  To ja Ci się przyznam, wypatrzyłam ten efekciarski zwrot kiedyś w interenecie . ;)))
                  Brzmi jakoś tak eleganciej niż odpadający łeb. ;))


                  Prawdaż, Greku. Święte słowa. I właśnie zaleciłam obejrzeć "Lalkę" i film i serial, tylko, że serialu na youtube nie mogłam znaleźć!? A przecież sama go kiedyś linkowałam. Jeszcze raz na spokojnie musze poszukać.


                  Hahahahaha! :)))
                  Pamiętasz o moim dexterku! :)))))

                  U nas rano ok +3 było. Buciki mi przemakają.
                  To byłoby dopiero przejażdżka rowerowa w styczniu! :)
                  • grek.grek Re: I nadszedł poniedziałek! :) 29.01.13, 16:29
                    dobry jest :]

                    bardzo dobre posunięcie pedagogiczne, Barbasiu.
                    a'propos, z chęcią bym obejrzał filmową wersję Hasa, jakoś tak się
                    już zafiskowałem na serialu, a tymczasem to byłby całkiem ciekawy
                    odświeżacz.

                    faktycznie, wywiało odcinki serialu na jutubie...
                    może spróbuj w filmach w guglu ?

                    no jakżeby miał zapomnieć, haha :]

                    mnie wczoraj jeden przemóklł, po przepięknym wdepnięciu po kostkę w
                    jakąś dziurę przychodnikową, po ciemaku żeby było przyjemniej, hehe.

                    dla Butoprzeciekających przydałby się taki dexterek, prawda? :
                    www.nab.republika.pl/Historia%20roweru_pliki/image015.jpg
                    • barbasia1 Re: I nadszedł poniedziałek! :) 29.01.13, 18:38
                      He,he! :)

                      Tadeusz Fijewski w roli pana Rzeckiego, Mariusz Dmochowski w roli Stacha Wokulskiego, Beata Tyszkiewicz jako Izabela Łęcka, nie mniej wspaniała adaptacja "Lalki" od tej serialowej...
                      Gdybyś chciał obejrzeć już, natychmiast , to znajdziesz , jak mówiłam na youtube,
                      na wszelki wypadek nie linkuję filmu.

                      A propos, mam coś ciekawego dla Ciebie do czytania na temat "Lalki", już dawno miałam to zalinkować:

                      tygodnik.onet.pl/1,78280,druk.html
                      Tak, poszukam później .

                      :)) O! To nieprzyjemna wpadka. Uważaj na zdradliwe dziury, zwłaszcza wieczorem!

                      Hahahahahaha! :))) Nie wsiądę, nie wdrapię się na ten bicykl za żadne skarby świata. Nie namówisz mnie na to, mowy nie ma. Wolę już chodzić w mokrych butach.
                      • siostra.bronte Re: I nadszedł poniedziałek! :) 29.01.13, 18:53
                        Obejrzałam wersję Hasa już po serialu. I muszę powiedzieć, że byłam rozczarowana. I klimatem filmu i obsadą. Aktorzy z serialu za bardzo zapadli mi w pamięć.
                        • barbasia1 Re: I nadszedł poniedziałek! :) 30.01.13, 19:56
                          Też musiałam się do tej wersji dłużej przekonywać, po obejrzeniu serialu. Też w takiej kolejności oglądałam te dwie adaptacje.

                          Ale pana Rzeckiego w wykonaniu Tadeusza Fijewskiego pokochałam od razu. :)
                      • grek.grek Re: I nadszedł poniedziałek! :) 30.01.13, 12:56
                        wiem wiem, jest :]
                        ale... wolałbym jednak na ekranie tv :]
                        poczekam, może się zreflektują, hehe.

                        dzięki, Barbasiu, poczytam.

                        staram się:]

                        haha :] aż tak jest to przerażająca machina ? własnie - wleźć na takie coś, to
                        jak zdobywać grzbiet słonia startując z ziemi. I jak tym kierować, żeby nie skończyć w
                        pierwszym lepszym rowie albo na najbliższym drzewie ? ;]
        • barbasia1 Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 28.01.13, 15:50
          Cześć, Greku! Jesteś jeszcze?
          :)
          • grek.grek Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 28.01.13, 16:05
            a kuku ;]

            jestem jestem, cześć Barbasiu :]
            • barbasia1 Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 28.01.13, 16:32
              Hehe! :))))) Cześć Greku! Ale fajnie, że jesteś!!! :))))))
              • grek.grek Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 28.01.13, 16:41
                hehe, energia dzisiaj Ci dopisuje, Barbasiu :]
                • barbasia1 Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 28.01.13, 16:57
                  Błogosłowione skutki odpoczynku. :)))

                  Już przeczytałam posty Bronte na temat "Innej kobiety", zaraz zabieram się za "Forbrydelsen".

                  I postanowiłam, że opowiem Ci porządnie film "Julie i Julia", cośmy go w babskim gronie obejrzały i obgadały w sobotę ale (nie wiem czy dziś zdążę). Nie wiem czy zaglądałeś do powątku"Julie i Julia"? Co nieco już o filmie napisałam z myślą o Tobie.
                  • grek.grek Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 29.01.13, 13:16
                    hehe :]

                    czytałem oczywiście Waszą dyskusję.
                    wszystko czytam :]
                    Bardzo mnie cieszy wizja Twojego streszczenia filmu :]
                    • barbasia1 Re: OT Do zobaczenie w poniedziałek! 29.01.13, 15:42
                      Świetnie! :)

                      /Trochę już mam napisane, więc mam nadzieję, że uda się szczęśliwie i szybko wypełnić obietnicę. /
    • grek.grek TT :] 27.01.13, 13:38
      pamiętam z "Do widzenia do jutra" [który jest filmem absolutnie nadzwyczajnym, uzbrojonym w prawdziwie magiczną atmosferę, zupełny unikat] jak zamurowało postać graną przez niezapomnianego Zbyszka-C, kiedy ją zobaczył po raz pierwszy. MNie "murowało" przez całą premierową [dla mnie] emisję. W scenie dialogowej na plaży - jest ona przepiękna, zupełnie kosmiczna.

      film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/artykuly/5382053,wiadomosc-drukuj.html
      www.youtube.com/watch?v=lGBh6iGCFB8
      od 0:4:00 :]
      0:37:00 - 47:00 - niesamowity fragment, rozmowa na plaży, przy stolikach, scena szekspirowska : ona na balkonie, on pod nim, no i 0:43:50 kiedy mówi o sukience, w ogóle
      cała sekwencja kiedy kamera filmuje ją z bliska.
      i potem też scena w miasteczku i z deszczem, który "ich zasłania".

      ale caly film jest nieprzeciętny.

      "Mogła mieć wszystko, ale na niczym jej nie zależało" - i także dlatego zawsze będzie wspaniała i ciekawa jako człowiek. Jakże różna od tych wielu współczesnych, którzy nie
      mają papierów na cokolwiek, ale twardymi łokciami i giętkim karkiem pchają się by ze scen i
      ekranów straszyć wrażliwców :]
      • siostra.bronte Re: TT :] 27.01.13, 15:35
        Co oznacza skrót TT? :)
        • siostra.bronte Re: TT :] 27.01.13, 18:16
          A, już wiem :)
          • siostra.bronte Re: TT :] 27.01.13, 19:35
            Tak, ciekawy film, ale moim zdaniem, trochę pretensjonanly i trochę na siłę zrobiony w manierze francuskiej nowej fali.

            Szkoda, że Tuszyńska była dubbingowana, co sprawia, że brzmi jakoś sztucznie.
            • grek.grek Re: TT :] 28.01.13, 13:45
              możliwe :]
              ale ma tak niepowtarzalną atmosferę [plus ta sytuacja : on chce ją zatrzymać, ona musi wyjechać], aktorzy są tak przekonujący, w ogole zbudowany jest ten film jak Miss Polonia :]

              yes, trochę ten dubbing przeszkadza, ale... moja wyrozumiałość dla niektórych jego niedociągnięć jest bezkresna, heh.
              • barbasia1 Re: TT :] 28.01.13, 16:29
                A dubbinguje ją Amerykanka, aktorka Elinor Griswold, ówczesna żona Zygmunta Kałużyńskiego ( która porzuciła go później dla Aleksandra Forda -to od tego momentu, jak powiadają złośliwi, z całego serca nienawidził polskiego kina ;).


                Mnie też nie przeszkadza ten dubbing,
                w pewnym momencie ucho sie przyzwyczaje i przestaje się zwracać uwagę na niego.
                Zresztą nie zwracam przesadnej uwagi , nie emocjonuje się nieistotnymi drobiazgmi. I generalanie mam w sobie dużo wyrozumiałości dla wszelkich przejawów niedoskonałości.
                • siostra.bronte Re: TT :] 28.01.13, 18:06
                  Jednak głos to jedno z narzędzi pracy aktora! Taka postać, z obcym głosem, jest po prostu niewiarygodna.
                  • barbasia1 Re: TT :] 28.01.13, 18:58
                    Oczywiście, prawda.
                    Więc gdyby aktorka miała wadę wymowy, gdyby nie miała dykcji, gdyby miła głos niedopasowany do roli, itd., wypunktowałabym. Tu natomiast nie przeszkadza mi wcale, że nie jest to oryginalny głos Tuszyńskiej (zwłaszcza, że nie znam oryginalnego głosu Tuszyńskiej), bo rozumiem, jaki był zamysł autorów, chcieli mieć głos z oryginalnie łamaną polszczyzną i oryginalnym cudzoziemskim akcentem, dopasowany idealnie do postaci, którą gra Tuszyńska.

                    Naszemu zacnemu krytykowi filmowemu z Gazety Wyborczej też ten dubbingowany głos jakoś nie przeszkadzał, skoro tak napisał o tym filmie: "Film zaczyna się obrazem spotykających się rąk z gdańskiego teatrzyku 'Co to' i gitarową balladą Komedy. Nie przeszkadza blada projekcja, chrypiący dźwięk. Działa elegancja graficznych, czarno-białych kadrów Laskowskiego: dużo światła, powietrza; rock-and-rollowa moda tamtych lat, halki, spódnice i koszule w paski; okulary Zbyszka Cybulskiego, orientalna uroda Tuszyńskiej, którą dubbinguje uroczą (sic!) polszczyzną Amerykanka, ówczesna żona Kałużyńskiego. Jak wiele o tamtym czasie udało się powiedzieć w tym małym filmie" ("Kino" nr 5/2002)."
                    Tadeusz Sobolewski oczywiście to napisał.
                    • barbasia1 Re: TT :] 28.01.13, 19:01
                      (sic!) jest moje! ;)
                    • siostra.bronte Re: TT :] 28.01.13, 19:21
                      Nic na to nie poradzę, dubbing mi przeszkadzał i już :)
                      • barbasia1 Re: TT :] 28.01.13, 20:07
                        Rozumiem! ;)
                      • barbasia1 Re: TT :] OT PS do Julii Child 28.01.13, 20:09
                        forum.gazeta.pl/forum/w,14,141448167,142133980,Re_KOcham_Kino_IRis_Julia_Child.html
                        :)
      • barbasia1 Re: TT :] 28.01.13, 16:01
        Czytała historię TT kiedyś w Wysokich Obcasach.

        Zmarnowany talent . Mało udane życie. Przygnębiająca historia.
      • barbasia1 "Do widzenia do jutra" 28.01.13, 16:10
        Też uległam magii "Do widzenia do jutra" ... :)

        Bliskia mi jest ciągle postawa młodego bohatera granego przez Zbyszka Cybulskiego, o której piszą na stronie filmpolski.pl : "niezgoda na nietrwałość uczuć, na świat, w którym nie ma miejsca dla romantyzmu, na szczęście ulotne jak chwila".

        Raz na kilka lat odwiedzam grób Zbyszka Cybulskiego i zapalam lampkę, a czasem nawet przyprowadzam mu fajnych gości. ;)
        • grek.grek Re: "Do widzenia do jutra" 28.01.13, 16:34
          prawda ? poetyka w tym jest, a zarazem twardy realizm życiowy.

          właśnie, ładnie ujęte, to jednak były inne czasy - aktor nie prezentował
          na Pudelku swojej nowej limuzyny, tylko skakał z chlebakiem do pociągu.
          Kto wie, jak Cybulski by się [nie]odnalazł w tym wolnorynkowym świecie ?

          o,Barbasiu, zapomniany kaganek oświaty i misyjności, jak widzę, niesiesz :]
          piękny to obyczaj.
    • siostra.bronte "Znamy tę piosenkę" 27.01.13, 20:05
      Coś namnożyło się ostatnio ciekawych filmów :)

      Jutro w tv4 o 22.55. Pisałam o tym filmie jakiś czas temu. Uroczy niby-musical klasyka francuskiego kina, Alaina Resnais.

      Film pokazuje perypetie kilkorga mieszkańców Paryża, typowych przedstawicieli klasy średniej, których losy przypadkowo się krzyżują. Niewiele się tu dzieje, bo bohaterowie głównie rozmawiają. O życiu, swoich problemach sercowych. Jak to Francuzi :)

      Ale od treści ważniejsza jest tu forma. Bo bohaterowie czasem śpiewają. Klasyczne, francuskie piosenki, pasujące do danej sytuacji. Z tego co pamiętam są napisy z tłumaczeniem tekstów. Co ciekawe, słyszymy oryginalne wykonania Dalidy, Aznavoura i innych, a aktorzy tylko markują śpiewanie. Pomysł dosyć ryzykowny. Na początku trochę dziwnie to wygląda, ale potem człowiek się przyzwyczaja :)

      W obsadzie znakomici aktorzy: Sabine Azema, Agnes Jaoui, Andre Dussolier i inni. Film może błahy, ale jeżeli kupi się konwencję, a do tego lubi francuską piosenkę, to ogląda się go z przyjemnością. Szkoda, że pora emisji, jak zwykle, późna.

      Na zachętę krótka scena. Jeden z bohaterów (Pierre Arditi) wyobraża sobie jak opuści swoją żonę. Śpiewa przy tym, a właściwie to Gainsbourg śpiewa swój hit „Przyszedłem Ci powiedzieć, że odchodzę”. Niestety, dźwięk filmiku jest dosyć słaby.

      www.youtube.com/watch?v=RZPHq1qBOzQ&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1

      • grek.grek Re: "Znamy tę piosenkę" 28.01.13, 16:11
        dzięki za zapowiedź i omówienie, Siostro.
        Niestety, po"Forbryelsenie" rzuciłem się w kimono,żeby wstać na... powtórkę, hah.
        przespałem niestety "Pornografię" Kolskiego wg Gombrowicza, ale mam nadzieję, że
        Kultura uraczy mnie, ale i - nas przecież, powtórką w niedługim czasie.
    • dona.a Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 27.01.13, 21:12
      W ramach ciekawego cyklu Katastrofy lotnicze o godz. 21 na National Geografic fabularyzowany film prod. kanadyjskiej o katastrofie smoleńskiej, dla zainteresowanych.
      • barbasia1 Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 28.01.13, 15:38
        Niestey nie oglądałam, nie mam kanału National Geografic, ale chętnie poczytałabym (obiektywne) komentarze na temat tego dokumentu.

        Co nieco na temat tego filmu można przeczytać w niedawnym artykule z GW, zapowiadającym ten dokument.

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,13277411,Film__Smierc_prezydenta__autorstwa_National_Geographic_.html
      • barbasia1 Re: Smoleńsk - dziś u Lisa 28.01.13, 15:41
        mają być dyskusja na temat tego właśnie filmu.

        PS
        Opinie prawicowych dziennikarzy o filmie
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13307543,_Gniot_i_tyle___Prawicowi_dziennikarze_o_filmie_National.html
        • pepsic Re: Smoleńsk - dziś u Lisa 28.01.13, 18:49
          I tu mamy "obiektywizm" Gw, nawet tytuł nie pochodzi od prawicowego dziennikarza, tylko z "Wprostu".

          Jest to jednostronnie zekranizowany raport MAK i komisji Millera, więc co tu dyskutować, można jedynie powtórzyć za Igorem Janke z zalinkowanego tekstu:
          Miałem przekonanie, że standardy dziennikarskie w PL są bardzo niskie. NatGeo ma jeszcze niższe.
          I niech mi ktoś wyjaśni, co w tym towarzystwie robił Konstantany Gebert? Znawca od katastrof, czy co? I dlaczego wieża kontrolna w Sewiernoje przypominała w filmie nowoczesną bazę wojskową, a nie rozwalająca się ruderę?

          Ps. Wszystkie pytania są natury retorycznej. Musiałam dać upust emocjom:)
          • barbasia1 Re: Smoleńsk - dziś u Lisa 28.01.13, 19:06
            > Ps. Wszystkie pytania są natury retorycznej. Musiałam dać upust emocjom:)

            Bardzo proszę. :)

            Pytania pozostaną retoryczne. Dzieła nie widziałam.

            :)
      • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 28.01.13, 16:15
        kanału tegoż nie posiadam w ofercie :]

        ale w zasadzie powiedziano już chyba wszystko, gdyby nie próby politycznego
        [i finansowego, np przez Gazetę Polską, która zarabia krocie na karmieniu ludzi
        głupstawami dot. tej właśnie sprawy] wyzyskiwania tej tragedii, to pewnie dziś nikogo specjalnie
        by to już nie zajmowało, bo wyjaśniono wszystko, co da się wyjaśnić.

        zabawne jest to, że pracy kilkuset ekspertów z różnych dziedzin, którzy tworzyli
        raport Millera przeciwstawia się brednie jakichś politycznych oszołomów i godzinami
        media to wałkują, jakby nie było tysiąca poważniejszych problemów społecznych,
        politycznych i wszelakich innych.
        To naprawdę jest wstyd.
        • barbasia1 Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 28.01.13, 16:39
          > zabawne jest to, że pracy kilkuset ekspertów z różnych dziedzin, którzy tworzyl
          > i raport Millera przeciwstawia się brednie jakichś politycznych oszołomów i godzi
          > nami media to wałkują, jakby nie było tysiąca poważniejszych problemów społecznych,
          > politycznych i wszelakich innych.
          > To naprawdę jest wstyd.

          Co racja, to racja.
          Uszczypliwy, acz bardzo trafny komentarz do tematyki dzisiejszego programu Tomasza Lisa.
          :)




        • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 28.01.13, 19:08
          Nie Grek, w zespole Macierewicza uczestniczą naukowcy znani i cenieni w świecie. Jakbyś chciał się zapoznać z głównymi tezami (nie dotyczą tylko przyczyn technicznych, bo i zaniechań oraz zaniedbań ze strony rządu PO przed, i po katastrofie), być może zmieniłbyś zdanie. W dalszym ciągu służę skrótem. A poza tym, co za naród byłby z nas, który nie chciałby się upomnieć o swojego prezydenta, o prawdę. Może, jakbyś zobaczył ten żenujący paradokument zmieniłbys zdanie, toż więcej prawdy pojawiało się po opublikowaniu raportu MaK, przynajmniej druga strona się wypowiadała.
          • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 29.01.13, 15:08
            wiesz, Pepsic, jedyne co ja chciałbym wiedzieć, to np. dlaczego piloci obniżali
            maszynę, aż do momentu, w którym leciała kilkanaście metrów nad ziemią, i
            cały czas ignorowali wydzierający się komunikat "pull up !".

            według mnie, ci ludzie tak bardzo chcieli lądować, że się zabili.

            i wg mnie, wobec tej zasadniczej przyczyny katastrofy - reszta ma znaczenie
            naprawdę drugorzędne.

            można by się wręcz cofnąć do początku całej historii i spytać : kto pozwolił im lecieć w
            taką pogodę ? kto wpadł na pomysł podejścia do lądowania mimo zgłaszanych problemów
            przez lądujących przed nimi pilotów innego samolotu ?

            tylko, wiesz... odpowiedzi na te pytania piloci i reszta zabrali ze sobą do krainy wiecznych
            łowów i nam pozostaje, takie mam wrażenie, cisza nad tą trumną. Jakoś słabo to wychodzi,
            może dlatego, że polityka i biznes tą padliną koniecznie muszą się pożywić.
            • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 29.01.13, 20:04
              Byli źle naprowadzani przez wieżę, poza tym nie lądowali, a wykonywali manewr odchodzenia (wg zespołu), a pogoda popsuła się w trakcie lotu.
              Ps. Nie zastanawiają Cię ci wszyscy seryjni samobójcy uwikłani w katastrofę? Pomylone i zbezczeszczone ciała też lepiej przemilczeć? Greku, a co z racją stanu, czy upokarzające działania ze strony Rosji to nic takiego?
              • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 30.01.13, 12:50
                wg stenogramów zeszli aż do 80 m - ignorując ostrzeżenia systemu TAWS.
                po co schodzili tak nisko, skoro nie chcieli lądować ?
                Na 80 m włącza sie system ostrzegający
                przed zbyt małą wysokością, ale oni nadal idą w dół, 60m, 50, 30, cały czas kontroler
                z wiezy ostrzega ich "kontrola wysokości, horyzont", TAWS wariuje "pull up ! pull up !",
                a oni nic... potem już tylko koszenie drzew, głośne "kur....aaaaaa !" i rozbicie o ziemię.

                z tych danych naprawdę trudno wyciągnąć wniosek,że chcieli odlecieć, a nie lądować.

                wiesz, masz kilkaset kilogramów szczątków ludzkich, dopasować to tak żeby nie popełnić błędów było [i byłoby w każdym innym przypadku] niemożliwością wręcz.

                o jakim "bezczeszczeniu" piszesz ?

                śledztwa w sprawie samobójstw są zapewne prowadzone.
                jesli coś wyjdzie, dziennikarze dotrą do tego, tak sądzę.

                znów muszę spytać : w czym Rosja "upokorzyła" Polskę ?
                przecież Polska zgodziła się na określone reguły prowadzenia
                całego dochodzenia w sprawie, Rosjanie korzystają ze swoich
                uprawnień.


                • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 30.01.13, 18:00
                  To rosyjski kontroler z wieży lotów wydał komendę o zejściu na wysokość 50 metrów, co potwierdził podchorąży R. Muś. Dobre pytanie, jaka była przyczyna, że nie mogli poderwać samolotu?

                  Mówię o zbezczeszczeniu ofiar podczas sekcji zwłok, kiedy Rosjanie zaszyli w jamach brzusznych rękawiczki, gazy, kawałki drewna, ziemię i śmieci, które znalazły się na stole sekcyjnym. Następnie brudne nagie ciała włożyli do foliowych worków i zamknęli w trumnach. Odzież dostarczona przez rodzinę położono na wierzchu.

                  Co do upokorzeń, proszę lista: drastyczne zdjęcia ofiar w internecie w tym zakrwawione i okaleczone ciało prezydenta RP na blaszanym stole sekcyjnym (!), niewiarygodny raport MAK, zamiany ciał, w tym Ryszarda Kaczorowskiego, prezydenta RP na uchodźstwie, hocki, klocki z oddaniem wraku, nie nieprzekazywanie innych materiałów dowodowych, i ogólnie traktowanie Polski jak petenta.

                  Tylko, że nikt nie widział dokumentu przekazującego Rosji śledztwo.
                  • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 31.01.13, 13:26
                    8:23 - piloci Tupolewa nawiązują pierwszy kontakt z wiezą.
                    chwilę później rozmawiają z pilotem Jaka-40,który lądował przed nimi.
                    Pilot Jaka mówi, cytuję "ogólnie rzecz biorąc, to tu p....da jest.
                    w tym samym momencie kontroler z wiezy podaje "temperatura +2,
                    ciśnienie 7-4-5, warunków do lądowania NIE MA", na co piloci Tupolewa
                    odpowiadają "dziekuję, ale jeśli można SPRÓBUJEMY podejścia [...]".

                    system TAWS ostrzegał pilotów od wysokości 300 metrów.
                    na 100m darł się "pull up".
                    nikt ich za uszy nie ciągnął na dół, sami podjęli decyzję.
                    mieli wszystkie informacje, Jak cudem wylądował, rosyjski Ił w ogóle odpuścił,
                    a oni mieli możliwość lądowanie w Witebsku,Mińsku albo MOskwie. Wybrali inaczej.
                    Lufy rosyjskiego pistoletu nie mieli przystawionej do głowy.

                    wiesz, można tylko spróbować sobie potrafię wyobrazić poziom stresu i histerii w jakiej ci ludzie pracowali na miejscu i biorąc pod uwagę materię, z którą musieli się zmierzyć.

                    zamiany - wiesz, tych szczątków było kilkaset kg, dopasować je idealnie, pracując szybko, w stresie, nierzadko w szoku...niektórzy w rodzin tych zamienionych nie mieli odwagi zidentyfikować tych strzępów, ale umieją krytykować tych, którzty podjęli się tego i zdarzyło się im wstawić mały palec od nogi pana X do trumny pani Y.

                    wrak ma prawo przebywać w Rosji do momentu zakończenia śledztwa przez stronę rosyjską.
                    skoro to śledztwo trwa - Rosja korzysta ze swoich praw.

                    polscy eksperci byli na miejsscu, badali wrak, materiały dowodowe miała komisja Millera, i na ich podstawie skonstruowała swój raport.

                    konwencja chicagowska obowiązuje, choć tu akurat pewności 100 % mam - automatycznie, państwo na terenie którego zdarzył się wypadek przejmuje śledztwo. Polska po prostu nie zgłaszała sprzeciwu wobec jej postanowień.
                    • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 31.01.13, 20:11
                      1. W związku z tym, ze zespół parlamentarny przyjął inna koncepcję przebiegu katastrofy
                      (stwierdził kilkanaście usterek na pokładzie zanim samolot się rozbił, dwa wybuchy, brak wszystkich czarnych skrzynek, manipulację TAWS-em ) - parametry, które podajesz trudno uznać za punkt wyjścia. Dane dotyczące TAWS 38 dosłownie zakryte przez komisję Miller, ponadto zmanipulowana długość nagrań z czarnych skrzynek (w kuriozalny sposób strona rosyjska je zabezpieczała: przyklejoną karteczką z pieczątką (!) wpłynęły na to, że nie ma pewności, co do godziny katastrofy.

                      2. Mamy XXI wiek, normą przyjętą j całym świecie jest, że ofiary katastrof i kataklizmów identyfikowane sa wg kodu genetycznego, ale jak widać nie w Rosji. Niektóre ciała zachowały się, a i tak je pomylono.

                      3. Szkoda, że korzystają z praw, a nie przestrzegają obowiązków, bo zgodnie z przyjętą konwencją chicagowską (nie wiadomo na jakiej podstawie i nie wiadomo w jaki sposób ustaloną, chyba na gębę)) zabronione jest niszczenie dowodów. Na filmie widać, jak wrak traktowany jest buldożerem oraz wybijane sa szyby oraz jak lśni wymyty. Ponadto nie zgadzają się gabaryty, co widać gołym okiem, a z kadłuba mało co zostało wg relacji mieszkańca sąsiedniego bloku.

                      4. Nie, w raporcie Millera nie ma nic o badaniu wraku, polscy specjaliści zajęli sie wrakiem dopiero we wrześniu 2011 roku.

                      5. Zastosowano zał. nr 13 konwencji, chociaż obowiązywała wzajemna umowa z 1993 r. Ale nawet jakby, to i załącznik nie jest przestrzegany, bo zgodnie z jego zapisami wrak oraz wszystkie przedmioty zabezpieczone w śledztwie powinny być zwrócone stronie polskiej po ogłoszeniu raportu MAK-u. Kiedy rodziny ofiar zwróciły sie do premiera Tuska o wyjaśnienie tej kwestii do udzielenia odpowiedzi zatrudnił zewnętrzną firmę prawniczą, co jest faktem wiele mówiącym.

                      Odwoływałam się do do "Anatomii upadku", wobec której nawet dotychczasowi sceptycy zjechali z tonu, przyznając że jest obiektywnym dokumentem powołującym sie na dowody i zeznania świadków bez żadnych sensacji i podtekstów politycznych.
                      • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 01.02.13, 13:30
                        1.wiesz, ja sobie tak myślę, że koncepcja powinna bazować na tym, co wynika z dostępnych wyników badań, a tutaj mam wrażenie, że ten Zespół ustawił się po prostu w kontrze, i do przyjętej postawy dopasować chce koniecznie jakieś wyniki badań, a jeśli nawet nie wyniki, to przynajmniej próbuje negować ustalenia ekspertów. krótko mówiąc, nie mogę się opędzić od
                        myśli, że jest to dla nich polityczna rozgrywka.

                        z tego co wiem dane o kolejnych zachowaniach pilotów Tupolewa eksperci czerpali ze skrzynek wysłuchiwanych w Rosji oraz z rejestratorów lotu.

                        wiesz, myślę,że gdyby czarnymi skrzynkami Rosjanie manipulowali, to najpierw wymazaliby z nich wszystkie zapisy świadczące o tym, że kontroler na wieży zachowywał się momentami dośc niepewnie.

                        2. trudno orzec, wg mnie, dlaczego tak się stało.
                        pośpiech, szok, stres, pewnie także po raz pierwszy w życiu mieli do czynienia z takim przypadkiem.

                        3. wiesz, jesli w środku wraka były jakieś fragmenty ciał albo sprzęty mogące przydać się w śledztwie, to jakoś do nich trzeba było dotrzeć, może czassami za pomocą przecięcia lub rozbicia jakichś części samolotu.

                        4. orajt; tak czy owak, eksperci nie mają wątpliwości : rejestratory lotu nie odnotowały żadnych wybuchów, z tego co pamiętam, to także urządzenia satelitarne [m.in amerykańskie] nie zlokalizowały żadnej eksplozji.

                        5. ja mam inną wersję :] : do zakończenia śledztwa przez rosyjską prokuraturę, wrak może pozostawać w rękach Rosjan. A śledztwo ciągle trwa.

                        Z tego co słyszałem, eksperci stwierdzili,że "Anatomia upadku" potwierdza ich wersję wydarzeń.


                        • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 02.02.13, 20:02
                          1. I słusznie. Tak kontrowersyjna i ważna sprawa powinna być rozpatrywana pod każdym kątem, aby nic nie umknęło uwagi.

                          2. O rejestratorach już pisałam, zaginął ten najważniejszy, a do pozostałych są wątpliwości co do rzetelności nagrań. Trudno brać na poważnie odczytywanie rejestratorów przez Rosjan, którzy słyszeli rożne głosy w tym gen Błasika, a które w rzeczywistości nie miały miejsca, bo nasi prokuratorzy obalili ponad wszelką tego typu wątpliwość. Podobnie, jak potwierdzili obecność trotylu podczas posiedzenia komisji sejmowej. Za to im chwała. Co do manipulacji Rosjan, można domniemywać, ze w pierwszym momencie nie mogli wszystkiego ogarnąć i dopracować, zauważ, że na początku dopuścili skandaliczne zeznania kontrolerów, ale potem szybko je wycofali.

                          3. Grek, ja nie mówię o chwilach po katastrofie, choć wg podchorążego Musia już godzinę po katastrofie znoszono fragmenty wraka do stolika do rejestracji, nie przejmując się porozrzucanymi nagimi ciałami, nie wspominając, że nikt nie zawracał sobie głowy, aby sprawdzić, czy któraś z ofiar przeżyła. Nawet karetek nie dopuszczono. Chodziło o systematyczne, niszczenie wraka podczas sprzątania terenu. Na filmie widać, jak jeden z robotników macha wesoło ręką do kamery, a drugą z całej siły wybija szyby w kadłubie, bo... tak.

                          6. Państwo w osobie pana premiera Tuska uważa inaczej, ze zacytuję wypowiedź z wczoraj:
                          "póki co nad polsko-rosyjskimi relacjami wisi jak cień fakt, że Rosja zwleka z oddaniem wraku Tu-154M - oświadczył szef rządu.
                          • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 03.02.13, 12:41
                            2. Pepsic, z tego co wiem polscy eksperci też mieli do tych dowodów dostęp.

                            obecność trotylu została przez posłów PiS potraktowana jako dowód na to, że
                            "zamordowano 96 osób" i że "był wybuch".

                            tak naprawdę, z tych opinii i teorii PiSu i jego zaprzyjaźnionych osób nie wynika
                            żadna spójna teoria. Najpierw było "rozypylenie mgły", potem filmik na którym
                            ponoć "dobijano rannych", potem "niemożliwe, żeby brzoza...", i przyznam Ci
                            się, że trochę się w tym gubię, bo nie wiem : w czym upatrują oni przyczyn
                            katastrofy ?

                            wybuchu nie zaresjestrowały żadne urządzenia, zresztą - zdajesz sobie sprawę
                            z tego, że gdyby podtrzymywać teorię o wybuchu, zamachu, to tzreba by oskarżyć
                            o to polski BOR, bo tylko on mógłby zamontować bombę na pokładzie.

                            polscy piloci zeszli za nisko - są na to zapisy z rejestratorów, i nie ma co do tego
                            wątpliwości, przecież to jest zapisane na nośnikach. Pytanie : dlaczego jednak zdecydowali
                            się lądować, mimo pełnej wiedzy o fatalnych warunkach na lotnisku ? Dlaczego nie odlecieli
                            na zapasowe lotniska ? czy za sterami siedzieli samobójcy [terroryści/zamachowcy] ?

                            Rosjanie wiedzą doskonale, że każde zdanie kontrolera część polskich politykow,traktujących
                            wrogość wobec Rosji jako swój polityczny oręż, potraktuje jako "dowód na rosyjskie brudne ręce". Gdyby rzeczywiście usuwali jakieś zdania kontrolerów, to w tym upatruję sensu tego działania, bo naprawdę trudno zakładać, że uwagi kontrolerów przyczyniły się do katastrofy, gdy za sterami siedzieli polscy piloci, mieli pełne dane o sytuacji i naprawdę zdrowy rozsądek nakazywał po prostu wybrać inne miejsce lądowania.

                            3. gdyby przyjąć taką wersję, to będzie ona parła do stwierdzenia, że "Ruscy mają krew na rękach, i dlatego tak się pilnie pozbywali dowodów spocvzywających na wraku" - i tak się nieudolnie pozbywali,że polscy eksperci trotyl odkryli ? :]

                            co Rosjanie mieliby ukrywać ?
                            nie mogli wnieśc żadnej bomby na pokład.
                            nie siedzieli za sterami Tupolewa.
                            nawet gdyby "rozpylili mgłę", to przecież nie mogliby zmusić polskich pilotów
                            do podjęcia tak szalonej decyzji, żeby w tej mgle lądować.

                            wiesz, motywów brak.
                            nawet świadków,którzy wypowiadali się dla "Anatomii upadku", się "nie pozbyli" ;]

                            6. pan premier uprawia politykę, rosyjski rząd to wie, puszczają do siebie oko i wiedzą, o co
                            chodzi. Zauważyłaś, że Amerykanie i nikt inny nie chcą się w to angażować ? wiedza, wg mnie, że po prostu nie ma tu czego szukać, sprawa jest jasna i prosta. Nikt nie kazał nikomu lądować we mgle, na zdezelowanym lotnisku bez nowoczesnych przyrządów pomiarowych. Czekały dwa lotniska zapasowe. Piloci wybrali inaczej. Czy były naciski czy sami poczuli się naciskani... przyznam się,że mnie to już niespecjalnie kręci. Zginęli ludzie, mam nadzieję, że ta sytuacja będzie przestrogą dla następnych, żeby nigdy nie podejmować decyzji irracjonalnych i by strzec się brawury.
                            • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 03.02.13, 19:05
                              Nie mieli pełnego wglądu, stąd w listopadzie apel o udostępnienie dowodów świadczących o przebiegu katastrofy smoleńskiej.

                              Ale ten trotyl skądś się wziął.

                              W każdej katastrofie, w dodatku takiej rangi należy drobiazgowo zbadać wszystkie okoliczności i każdą hipotezę wziąć pod lupę. Naukowcy niezależni wciąż szukają przyczyny, brzozę wykluczyli za pomocą badań, co potwierdza najnowszy raport rosyjski! Od możliwości utworzenia sztucznej mgły odstąpili ze względu na mało możliwy praktyczny aspekt - zbyt duży obszar, choć teoretycznie istnieje taka możliwość, no i na szybach wykryli związek do produkcji sztucznej mgły.

                              Wypada tylko pochylić głowę ze smutkiem, że politycy z innych opcji nie potrafią się upomnieć o swoich. Za rozpowszechnianie filmików na YouTube trudno podejrzewać PiS, chyba ich przeceniasz:)

                              Teoria o możliwych wybuchach (nie są tożsame z zamachem, wybuch może mieć inne podłoże) ujawniona została w raporcie zespołu parlamentarnego, a wcześniej podparta naukowymi skomplikowanym dla mnie dyletantki eksperymentami i wyliczeniami. Ponadto są artykuły w necie. Nie znam się na tym, wiec nawet w skrócie sie nie podejmę. Teorię tę potwierdza rosyjski dokument ujawniony na dniach, a sporządzony 4 godziny po katastrofie, który świadczy o tym, że samolot rozpadł się w powietrzu. Wniosek taki można wyciągnąć na podstawie liczby i rozmieszczenia w terenie znalezionych szczątków samolotu. Logiczne byłoby, że zeszli za nisko, bo maszyny na skutek wybuchu zaczęły się rozlatywać w powietrzu i przestały reagować.

                              Gdzie? Remont w Rosji od początku podejrzanie mi wyglądał, notabene za astronomiczne, nierealne kwoty. Może tam coś podrzucili, choć wiem, że BOR-owcy w dniu katastrofy samolot sprawdzali. Musi być zaraz bomba, może wystarczy płytka powodująca zwarcie?

                              Grek, zadajesz pytania, nad którym głowią się od wielu miesięcy tęgie głowy, wiec nie oczekuj ode mnie odpowiedzi;)

                              Powtarzam, nie zwrócone stronie polskiej rejestratory, nadal pozostające w Moskwie ie są dla mnie mało wiarygodne., a ze względu na brak jednego nie stanowią integralnej całości.

                              To były bardzo istotne i kluczowe w zeznania, wycofano notkę o o pobycie 3 osoby w wieży kontroli lotów, czy rozkazach płynących z Moskwy.

                              Widać nie każdego dowodu można się pozbyć, zwłaszcza tak olbrzymiego, jak wrak, ani zapanować nad całością. Takie kamizelki kuloodporne borowców, na których zachowują sie wszelkie chemiczne, biologiczne ślady - też zdaje się nie wróciły, przynajmniej nie słyszałam.

                              Piloci nie nie podchodzili do lądowania, to wieża wprowadziła ich na zła ścieżkę, a jeśli były wybuchu to przestali panować nad maszyną.

                              Póki co nie ma żadnych dowodów na naciski, są tylko chore urojenia wyborczej i jej podobnych stronników.

                              Obawiam, że zabawo w kotka i myszkę ze strony Rosji jest świadomą prowokacją mającą na celu skłócić polski naród. Niestety coraz bardziej sie utwierdzam, że skuteczną.
                              • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 03.02.13, 19:15
                                * Póki co nie ma żadnych dowodów na naciski, są tylko chore urojenia wyborczej i jej podobnych stronników. Prokuratura wojskowa potwierdziła, że generał Błasik nie miał żadnego wpływu na pracę załogi .Śledczy jednoznacznie zdementowali spekulacje komisji Millera. Oświadczenie wydano w związku z insynuacjami zawartymi w dokumencie (tzw.) Nationale Geographic, dzień po emisji.
                              • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 04.02.13, 13:54
                                wiesz, to jest ciekawe, że eksperci komisji Millera nie odkryli tego wszystkiego, co
                                "niezależni naukowcy" :]

                                z tego wszystkiego wynika,że ktoś tu po prostu kłamie.

                                Nie może być tak, że przy tych samych parametrach i okolicznościach
                                jednym wychodzi tak, a drugim owak - musi istnieć obiektywne wyliczenie i
                                obiektywna wersja.

                                trochę mnie zastanawia, jakim cudem ci "niezależni" wiedzą to, co wiedzą
                                bez choćby rzucenia okiem na wrak, na rejstratory i inne rzeczy, do których dostęp
                                mieli eksperci ? na odległośc, telepatycznie, to jednak trochę karkołomne zadanie.

                                moje wrażenie jest takie,że dopóki nie zostanie potwierdzona i przyjęta wersja
                                tego zespołu parlamentanego, dopóty będzie konflikt. PiS ma żywotny polityczny interes
                                w kreowaniiu teorii spiskowych.

                                prezes PiS w najnowszym wywiadzie mówi, że "nawet komisja międzynarodowa nie
                                dojdzie do prawdy, bo wpływy Rosji są zbyt duże" :]

                                eksperci nie stwierdzą prawdy według PiS, bo wg ich ustaleń - jest ona zupełnie
                                niemożliwa.

                                w sumie, wygląda na to, że po prostu ten temat będzie musiał umrzeć smiercią
                                naturalną, z powodu wymęczenia ludzi. za rok-dwa raczej nie będzie go na tapecie.
                                Tu po prostu jedna strona nie powie, że jeest tak, jak uważa druga, bo nie
                                zaryzykuje dla świętego spokoju swojej zawodowej reputacji i nie usankcjonuje
                                czegoś, co uważa za herezję - druga strona też nie uzna argumentów pierwszej, bo
                                "powiela ona ustalenia MAKu" [a MAK przeca ruski jest].

                                wg mnie, dość wymowne jest milczenie świata - gdyby świat uważał,że doszło do
                                zamachu : ktoś by coś powiedział, w róznych krajach nie brakuje polityków, dla których
                                Rosja nie jest "świętą krową" i choćby dla picu mogliby jej przywalić. A zobacz : nikt się
                                nie odzywa. Wg mnie, dlatego, że jednak nikt nie cche się skompromitować.

                                samolot był sprawdzany przez polską stronę.

                                Inna rzecz, że ja nie widzę interesu Rosji w jakimkolwiek atakowaniu kogokolwiek z Polski.
                                POlska jest za mała, żeby Rosja się przejmowała. Moim zdaniem, jest to bliskie megalomanii albo jest polityczną gierką PiS : przedstawianie nielubianego, traktowanego bez powagi, dołującego w sondażach prezydenta, z którego nawet niemieckie brukowce darły łacha jako
                                "męza stanu, na którego wielka i potęzna Rosja musiała się zamachnąć...-i tu mi brakuje ciągu dalszego. BO co ? Bo mógł on Rosji jakąś krzywdę zrobić ? Powiem więćej, dla Rosji żywy Kaczyński był najważniejszym sojusznikiem, gwarantującym, że na czele rządu w Polsce stać będzie partia PO preferująca wobec Rosji politykę w miarę pragmatyczną i racjonalną, bez ekscesów.

                                naprawdę, nie widzę motywów, dla których słoń miałby zajadle polować na mrówkę.

                                wg ciebie, piloci "nie podchodzili do lądowania".
                                ale jednocześnie nie zostało wybrane lotnisko zapasowe.
                                ale jednocześnie kapitan mówił do wieży, że "spróbuje podejścia".
                                ale jednak samolot ciągle schodził w dół i piloci nie reagowali na komendy
                                TAWS, żaden z pilotów nie zasygnalizował, żeby z samolotem działo się
                                coś dziwnego.
                                ale jednak samolot znalazł się nad ziemią, kosił drzewa i tuż przed końcem
                                relacji piloci wydali głośny okrzyk trwogi, którego synchronizacja z momentem
                                zderzenia z ziemią, nie budzi wątpliwości.

                                jeśli nawet Rosjanie usuwali z zapisów teksty swoich kontrolerów, to powyższych
                                faktów nie da się wymazać, polscy piloci wiedzieli jaka jest fatalna sytuacja,mieli
                                dane,mieli relacje z Jaka, mieli informację, że rosyjski Ił nie podjąl próby, mieli
                                zapasowe lotniska i byli pytani, o to które wybierają. Nikt ich za uszy w dół nie
                                ciągnął - to jest wg mnie kluczowe pytanie : dlaczego tak się zachowywali, jak
                                powyzej opisałem ?

                                wg mnie, ludzie mają swoje życie, i ta katastrofa mało ich obchodzi. jest jakaś
                                grupka osób wokół PiS i mediów prawicowych, która ma na tym punkcie obsesję
                                plus tacy jak my, którzy sobie okazjonalnie pogadamy. Gros ludzi nie da się
                                skłócić, bo ich to nie interesuje.

                                Natomiast jest to znakomite paliwo politycvzne dla prawicy obojga imion.
                                Jedni mogą rozwijać sztandary antyrosyjskie i pod nimi integrować wyborców przeciw obecnie rządzącym, drudzy na tym rozwijaniu zyskiwać
                                jako "ostoja normalności przeciw oszołomom", chociaż jako żywo PO ani ostoją, ani
                                normalności nie jest. jako wyborca lewicowy - boleję nad tym chocholim tańcem, który umacnia prawicową, skrajnie szkodliwą, koalicję na 60-70% poparciu, przy czym największa ilośc Polaków po prostu z obrzydzeniem się odwraca od polityki i to jest najcięższa klęska, jaką ponosimuy dzięki tej rozróbie. Życia ludziom nie zwrócimy, jesli NAWET to był zamach - wojny Rosji nie wypowiemy, a jeśli jednak zamach to nie był - PiS i reszta tego nigdy nie przyznają. Na teoriach spiskowych można jechać bardzo długo, prawda nie leży w interesie jej kolporterów :]
                                • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 04.02.13, 18:28
                                  Jeszcze tylko jedna mała uwaga. Przyczyną mogła być zemsta za Gruzję, podobnie, jak w przypadku Litwinienki zatrutego herbatą z polonem wartym 10 mln dolarów.
                                  • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 05.02.13, 14:50
                                    ryzyko światowego skandalu w ramach zemsty ? nie chce mi się wierzyć.
                                    Zresztą, tej bomby na razie nie sposób udowodnić, jak również trudno dowieść, że
                                    polscy piloci i BOR działali w zmowie z rosyjskimi specsłużbami.
                                    Litwinienko był zdaje się szpiegiem, miał poufne informacje, mógł nimi naprawdę
                                    szkodzić Rosji.
                                    • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 05.02.13, 17:47
                                      A uwierzyłbyś kiedyś, że zamachy terrorystyczne na budynki mieszkalne w Moskwie były sprawką rosyjskich służb specjalnych i miały stanowić uzasadnienie do wznowienia wojny czeczeńskiej, co ujawnił w swojej książce Litwinienko? W tej sytuacji zemsta wydaje się być najbardziej prawdopodobną przyczyną otrucia.

                                      • grek.grek Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 07.02.13, 15:40
                                        Pepsic, to nie tak że łykam oficjałki, np. w 9/11 i terrorystów z nożykami do papieru ni grzyba nie wierzę :] W zamachy czeczeńskie - też nie.

                                        ALE w obu przypadkach dostrzegam motywację i interes : amerykański - w położeniu łapy na ropie irackiej, afgańskim opium, krocie dla koncernów naftowych i zbrojeniowych, pax americana w regionie, pretekst do inwigilacji własnego społeczeństwa na skalę wprost niespotykaną. Rosjanie zaś szukali powodu, żeby pod ich bokiem nie wyrosło państewsko które stanie się mekką terrorystów najgorszej prowieniencji, zgromadzoncyh pod zielonym sztandarem Proroka, z postulatami mordowania niewiernych, czyli podkładania bomb w całej Rosji, jak ta długa i szeroka. Sprokurowali więc powód, żeby zrobić nad Czeczenią zapanować i zrobić tam porządek. MOzna się zastanawiać nad środkami, ale cele są przynajmniej zrozumiałe.

                                        w przypadku potencjalnego zamachu Rosjan na polskiego Tupolewa naprawdę nie widzę specjalnego sensu i interesu jaki Rosja miałaby ugrać. I jednak, powtórzę raz jeszcze, trudno mi uwierzyć, że polski BOR mógłby podłożyć bombę, piloci zamienili się w samobójców, a satelity amerykańskie, czułe na każde bzyknięcie komara, nie zarejestrowały wybuchów na pokładzie samolotu. Ta układanka nijak mi się nie chce złożyć :]

                                        ale rozumiem pewne wątpliwości, sam jestem za tym, żeby doszło do jakiejś fachowej konfrontacji obu grup eksperckich. Z tym, że trzeba by też arbitra, a jesli PiS już nawet międzynarodową komisję odrzuca, to znaczy, że chce po prostu kolportować włąsną wersję i zaprzeczać do upadłego komisji Millera. Obawiam się, że mamy tutaj za dużo politycznych
                                        interesów, a za mało prawdziwej chęci wyjaśnienia sprawy.
                                        • pepsic Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 07.02.13, 21:10
                                          Ależ nie posądzam Cię:))

          • barbasia1 Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 29.01.13, 16:06
            pepsic napisała:

            >A poza tym, co za naród byłby z nas, który nie chciałby się upomnieć o swojego prezydent
            > a, o prawdę.

            ?

            Wszytskim, Pepsic, chodzi o poznanie prawdy o wypadku.

            Choć niektórzy daliby wszystko, żeby ta prawda była mniej prozaiczna.
      • franciszek333 Re: Katastrofy lotnicze - Smoleńsk 27.02.13, 13:59
        Pisowcy a na ich czele Macierewicz nie mówią wszystkiego o Katastrofie Smoleńskiej. Nic nie wspominają o sprowadzeniu całunu okrywającego samolot po katastrofie. Gdzie on się podział? Macierewicz mówi co jest dla niego wygodne a zataja ważne dla Ludu Polskiego fakty. Szczerą prawdę o Katastrofie Smoleńskiej przeczytałem na tych stronach. Wszystkim gorąco polecam ten nikomu nieznany materiał.
        www.rozmowy.jpn.pl/viewtopic.php?f=29&t=348&sid=fc5ec0dd6262eb1ebeff5ba44cb765f6
        www.rozmowy.jpn.pl/viewtopic.php?f=29&t=347&sid=d3afc320c0166ea13ee650f3aa36b4c1
        Tak myślą prawdziwi Polacy!
    • grek.grek "Forbrydelsen" [4 odc.] 28.01.13, 11:01
      A więc stanęło na tym, że dzieki zeznaniom Johna Lynge policja odkrywa w suterenie budynku szkoły pomieszczenie, które może mieć znaczenie dla ustalenia losów Nanny Larsen feralnego wieczoru 1 listopada; Lynge zasłabł tam, zgubił klucze do auta, w którym potem znaleziono zwłoki Nanny i widział tem jednego z uczniów,którego rozpoznał na fotografii; rodzina Larsenów przeżywa żałobę, na rózne sposoby, na razie razem, ale coraz bardziej... jakby osobno; polityk Hartmann i jego asystentka, do sztabu wyborczego których należało auto ze zwłokami, czekają z konferencją prasową na której mogliby mediom powiedzieć wreszcie,że nie mają z całym zamieszaniem nic wspólnego, a przy okazji Rie odkrywa, że mail informujący media o tym, że to było ich autow wysłany został z komputera ich najbliższego współpracownika, Mortena. uff :]

      I teraz... Do tej kanciapy w suterenie wchodzi ofk cała policja Danii ;] Jest tam materac, jakieś butelki, i inne badziewie. Jest krew, są włosy z peruki, którą tamtego halloweenowego piątkowego wieczora nosiła Nanna podczas szkolnej zabawy, są "paluchy", jakaś czarna czapa, są i rózne inne ślady, z których policja ma nadzieje zgarnąć porządne DNA, które ułatwi śledztwo.

      Ofk, Sara od razu bierze na tapetę tego uczniaka, którego na dole widział Lynge i którego rozpoznał na zdjęciu. Chłopak nazywa się Jeppe Hald. Nie zaprzecza, że schodził na dół do tego składziku [mimo że, wedle słów dyrektorki, uczniowie nie powinni tam przebywać],bo jako jeden z organizatorów tego halloweenowego wieczorku donosił na górę trzymane tam butelki piwa. Poza tym, jego wersja jest taka, że w zasadzie, to mało był na tej zabawie, bo wychodził coś kupić [nie skojarzyłem : co, ale to raczej nieważne], jechał po to daleko,a jak wrócił, to Oliver [rudy eks-chłopak Nanny, który tamtego wieczora zrobił jej awanturę] był na tyle podpity i senny, że zabrał go i razem z jakąś koleżanką pojechał do odwieźć do willi rodziców [Olivera], a sam się zamelinował u siebie,skąd nie wychodził do poniedziałku rano.[ta wersja z Oliverem może być prawdziwa, kiedy Theis Larsen dostaje info,że jego córka zaginęła, w 1 odc., szuka jej na własną rękę właśnie w domu Olivera, ale znajduje tam tylko jego i jakąś nieznajomą dziewoję śpiącą na golasa w łózku]. Sara słucha tych wyjaśnień spokojnie, jest miła i nieinwazyjna,skrzętnie notuje, a na koniec proponuje chłopakowi, żeby przydał się jeszcze bardziej i pozwolił pobrać sobie krew i ślady DNA. Na to Jeppe zmienia front i prosi o adwokata.

      Adwokata dostaje tego samego, co Oliver, stary Olivera to jakaś szycha i dba o interesy własne. W szkole ktoś, nie wiadomo kto, stawia na korytarzu cały ołtarzyk ku pamięci Nanny -znicze, zdjęcie, kondolencje i wyrazy pamięci na kartkach przyczepionych do ściany, itd.

      Hartmann wydzwania tymczasem do policajów, bo organizuje konferencję prasową celem wyjaśnienia roli jego sztabu w tym całym zamieszaniu kryminalnym i chce wiedzieć, czy Sara nie ma nic przeciwko, czy za 5minut znów go nie poprosi o to, żeby wstrzymał się o kolejny dzień. Spotykają się w małej knajpce, Sara krótko go informuje, że może działać, ale jako że kobiecina z głodu umiera, to widząc frykasy które kelner przynosi do stolika Hartmanna - sama zamawia coś dla siebie i spędzają wieczór razem. Rozmawiają zahaczając o swoje życie prywatne, on się jej zwierza, że zmarła mu 2 lata temu żona, ale "poznał kogoś właściwego" - Sara od razu rozgryza go,że chodzi o tę Rie, na co on dziwi się "czyta mi pani w kartach". Sara sprzedaje mu gadkę o tym, że jest na walizkach i ma wyjechać do Szwecji z narzeczonym, i że ma syna lat 12. I dostaje, jak raz, telefon, że na jeden dzień ten jej Szwed przyjechał.

      Istotnie, spędzają razem noc, rano ona odwozi go na samolot do Sztokholmu, ale Sara cały czas jest w pracy, w kontakcie telefonicznym z Meyerem, który nieźle sobie poczyna. Jako że dowodzi całą akcją zbierania śladów i przesłuchiwania Jeppego i Olivera magluje ich niemiłosiernie, z łóżek ściąga bladym świtem, a kiedy Oliver nie chce zeznawać bez obecności adwokata Meyer trzyma go w celi :] do czasu przybycia owego. Adwokacina jest oburzony metodami Meyera [nie widać tego, Sara dowiaduje się o wszystkim, kiedy przychodzi rano na komisariat i wysłuchuje szefa, wkurzonego że adwokat dzieciaka ciosa im kołki na głowie za zachowanie Meyera].

      Oliver zeznaje Sarze,że Nanna tamtego wieczora powiedziała mu,że ma kogoś innego. Kogo ? Tego chłopak nie wie. Tropem mogą być luksusowe, drogie kozaki, które w szafie Nanny odkrywa Sara, podczas wizyty u Larsenów. Sara przeprasza ją za gadulstwo tego technika policyjnego, który uległ prośbie Pernille i wypaplał jej szczegóły dotyczące śledztwa, a zwłaszcza drastyczne fragmenty o tym co się stało z Nanną. Pernille odpowiada Sarze, że chciała to wiedzieć i chce wiedzieć wszystko na temat sprawy. Sara jeszcze raz zdaje jej relacje o Nannie, pan Larsen wstaje od stołu - ma chyba dośc ciągłego wracania do tych obrazów. Sara pyta ich o kozaki - nie wiedzą nic. Pyta też :dlaczego najlepsza koleżanka Nanny - Lisa kryła jej kłamstwo, że tamtą noc mają spędzić właśnie u Lisy. Larsenowie nie wiedzą.

      Pani Larsen idzie do szkoły, serdecznie i współczujaco witana tam przez dyrektorkę - spotyka się z Lisą w akurat pustej klasie. Pyta ją o te kłamstwa Nanny, ale Lisa trzyma się wersji,że nie wie dlaczego Nanna się nimi posłużyła, z kim naprawdę miała się spotkać tamtego wieczora. Pernille z lekką histerią i płaczem próbuje od Lisy wydusić, czy Nanna "była na NAS wściekła, rozżalona [nas -rodziców]" - Lisa zapewnia ją, że nic takiego nigdy od Nanny nie słyszała. TUtaj mi się pojawia motywacja pani Larsen : wyrzuty sumienia, że może to ona coś źle zrobiła, gdzieś się zagapiła i dlatego Nanna zginęła. Theis w domu obejmuje ją i zapewnia,że
      jest "dobrą matką", leżą patrząc na bawiących się synów i widać, że jej to jakoś spokoju nie przynosi.

      Potem Pernillle siedzi na ławce na szkolnym koytarzu pod tym miejscem pamięci o Nannie, wzrusza się, a potem próbuje odejśc, ale wpada na nauczyciela Nanny, takiego o fizjonomii bardziej tureckiej niż sweter Sary Lund :]. Wytrąca mu plik papierów z rąk, potem pomaga zbierać, a na końcxu on ją odwozi do domu. Romansik zasugerowany wstępnie ?

      Larsenów odwiedzają też rodzice. Chyba jej, bo ojciec nie ściska się z Theisem, a podaje mu dłoń, a potem oboje siedzą przy Pernille, a Theis sam w kuchni przy stole.

      Hartmann organizuje tę konferencję prasową, wyjasnia wszystko dziennikarzom, jest luźny, zwięzły i jednocześnie współczujący wobec ofiary,którą feralnie znaleziono w aucie jegosztabu wyborczego. Wypada bardzo dobrze, sprawa wydaje się zamknięta, "dalsze pytanie proszę kierować do policji, która nota bene wyraziła ubolewanie z powodu zamieszania nas w całą sprawę".

      Nadal on i Rie ukrywają przed Mortenem, że wiedzą o tym przecieku z jego komputera. Hartmann nie chce wierzyć, że Morten mógł to zrobić, zna go od 20 lat, ale Rie naciska go,żeby zrobił z nim porządek, bo kolejna wpadka może pogrązyć go politycznie.

      Kiedy Hartmann wybiera się do miejskiego przedszkola, gdzie nagrywa jakiś spot wyborczy czy ma spotkanie z mediami [przyznam, że to nie zostało chyba do końca wyjaśnione, a może sam się nie połapałem], Rie proponuje głośno, żeby zabrał ze sobą Mortena i pogadał z nim o jakichś kampanijnych sprawach. Morten nie ma nic przeciwko, a Hartmann wie, że Rie wysłała mu wten sposób zachętę do rozprawienia się z Mortenem.

      W przedszkolu Hartmann bawi się z dziećmi,a potem siedzą razem z Mortenem i Hartmann wyznaje mu ostrożnie, że podejrzewa, iż przeciek ws. auta mógł być z ich sztabu. MOrten uważa,że to niemożliwe, "mam zaufanie do naszych współpracowników". Hartmann bacznie mu się przypatruje, aż nagle cień uśmiechu przebiega po jego twarzy, jakby pomyślał "nie, to mój stary druh, Rie musi się mylić, to nie on".

      W drodze powrotnej do Hartmanna dociera informacja,że jego przeciwnik wyborczy, Bremer, próbuje mu storpedować koalicję wyborczą z centrystami...
      • grek.grek "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 11:26
        Dzwoni komórka Rie, na drucie jest Kirsten [duża babka w typie... Anny Grodzkiej ;)], Hartmann jest podenerwowany całą sytuacją, wahaniami potencjalnego koalicjanta, Rie odbiera ten telefon - scena jest na korytarzu gmaszyszka biurowego czy sejmowego, gdzie mieści się ich "szaniec" polityczny - prosi go, żeby się uspokoił i bez nerwów pogadał z Kirsten. Hartmann chodzi tam i z powrotem przez moment, bierze słuchawkę i wypala na zimno, że jesli centryści mają wątpliwości, to niech się idą bujać. RZUca wymowne spojrzenie Rie : ja tu podejmuję decyzje, "na spokojnie".

        JUż w ich pokoju Hartmann wydaje dyspozyce :Morten ma przygotować informację dla mediów, Rie konferencję...Morten prosi go, żeby nie szarżował i wyrównał ofertę dla centrystów i nie psuł tego nad czym pracowali całe pół roku. Morten powiada "posłuchaj mnie, w końcu to ja zawarłem ten kompromis z nimi", na co Rie strzela z grubej rury "tak i dzięki tobie teraz oni się wycofują" -Morten staje zaskoczony, ale już nie ma odwrotu : Rie i Hartmann mówią mu co wiedzą - że to on wysłał przeciekowego maila do mediów. Morten jest superzaskoczony, wyciąga laptopa i domaga się wskazania tego maila. Rie skrupulatnie to własnie czyni. Morten jest podwójnie superzaskoczony, twierdzi,że to nie on napisał, a już na pewno nie on wysyłał.

        i tak by stali w tej konfuzji gdyby do pokoju nie wkuśtykała owa Kristen - z informacją,że centryści będą jednak w koalicji z Hartmannem, a ten drugi niech się wypcha sianem. Hartmann pyta o to, na ile jej zdanie akceptuje zarząd partii, ale ona go uspokaja "zrobią to, co ja postanowię". Zasiadają we trójkę, z Rie, do sporządzenia informacji medialnej, a Morten zostaje wystawiony za drzwi. Towarzyszy mu przez moment młody garniturowiec ze stzbabu Hartmanna, także później kamera go pokazuje, kiedy Hartmann i Kristen wychodzą do mediów i dają się fotografować jako polityczni sojusznicy.Jest więc nowa postać w grze.

        Policyjne oględziny tej kanciapy w suterenie pozwalają zebrać ślady, ale są one zabrudzone, przynajmniej pierwsza wzięta próbka -nie sposób wyodrębnić i określić DNA. To pierwsza informacja jaką otrzymuje Sara od patologa policyjnego,kiedy odwiedza go celem zdobycia informacji o tym jakie wnioski wysnuł z oględzin ciała Nanny.

        Patolog [pan w sile wieku, z siwą brodą i w okularach] powiada,że slady wskazują, iż Nanna przez 15 do 20 godzin leżała na czymś, może na betonie [ma odleżyny na ciele], została kilkukrotnie zgwałcona, w róznych odstępach czasu, sprawca użył prezerwatyty - więc nie ma śladów nasienia, a co najciekawsze : bardzo pieknie i dokładnie ktoś zrobił Nannie...manicure. Być moze dlatego, żeby nie zostały żadne ślady na i pod paznkociami [to już mój domysł].
        Patolog konstatuje "zrobił to ktoś znający się na rzeczy, być może nie po raz pierwszy".

        Sara jest gotowa uznać trop Jeppego i Olivera za mylny, ale oto Meyer przynosi znalezione podczas przeszukania domu Jeppego - video nagrane na komórkę. Video z tamtej szkolnej zabawy. Najpierw są na nim fragmenty zabawy na korytarzach, Nanna w swoim stroju czarordziejki, Jeppe wydzierający się do kamery, ale później - jest seks. Widać Olivera w roli męskiej. W roli żeńskiej jest osoba z tą czarną czapą na głowie, jest na dole, niby wymachuje ręka, ale Oliver tę rękę przyciska do materaca, jesli jest to gwałt to jakoś specjalnie dziewczyna nie probuje ani go kopnąc ani się wyrwać. Rzecz dzieje się w połmroku tej kanciapy w suternie, gdzie znaleziono ślady krwi, odciski palcow, ale i ślady kokainy i amfetaminy. Czy dziewczyną z video jest Nanna ? W pewnym momencie filmującvy calą scenę podchodzi do pary, zdejmuje z nich koc, dziewczyna wstaje na nogi...film się urywa. Dziwna scena. W każdym razie - wersja Jeppego i Olivera,że sobie poszli, nie widzieli Nanny i generalnie nic się wtedy nie dzialo, a o suterenie mają zerowe pojęcie - jest nieaktulna.

        Sara i Meyer pewnie zaraz ich tam zaczną znów maglować.

        Zwróciłem uwagę na muzykę w tle.
        świetna, niepokojąca, przytłumione basy.
        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 11:30
          bomba, cały odcinek jest na jutubie :
          www.youtube.com/watch?=33fABTnSPLg&feature=youtube_gdata
          • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 18:50
            Dzięki :)

            Zwróciłeś uwagę, że w czasie tego spotkania Sary i Hartmanna coś zaczęło się między nimi "dziać"? Jakby wyszli trochę poza oficjalne ramy. To Hartmann zadaje jej chyba jakieś osobiste pytanie, nie pamiętam dokładnie jakie. Ale wyczułam, że może coś się kroi :)

            Greku, masz chyba jakąś turecką obsesję :) Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że Rama nie był Turkiem. Może ktoś wie dokładnie?

            Tak, muzyka jest kapitalna.

            Link się nie otwiera. Czy ten odcinek jest w oryginale? :)
            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 18:51
              Nie dopisałam, chodzi oczywiście o spotkanie Sary i Troelsa w knajpie.
            • pepsic Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 19:56
              Zdaje sie, że Rama był muzułmanizmem, co w dalszej akcji wyjdzie, ale dokładnie jakiej narodowości, nie pamiętam.
              • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 20:06
                Tak, był muzułmaninem. Nawet szukałam info w sieci, ale nic nie znalazłam.
            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 13:25
              yes, mieli się spotkać na moment, ale wyszła cała kolacja razem i zeszło
              na tematy prywatne. czy coś zatrybiło ? możliwe.
              Hartmann spytał ją "czy wierzy w przeznaczenie ?", czy o tym myślisz ?

              haha :]
              no może te "turki" gdzieś mi tam się ze sobą spięły, ale naprawdę nauczyciel
              wydaje mi się "turecki" korzennie.

              mnie też.
              udało mi się znaleźć wpisując w jutubie do wyszukiwarki "Forbrydelsen, season 1, episode 4".
              wersja jest angielska.
              spróbuje wpisać 2 częśc [pozostałe są na pasku po prawej], może w ten sposób wyświetli :
              www.youtube.com/watch?=o60qTlIGi2c
              • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 13:27
                jeszcze raz :
                www.youtube.com/watch?v=o60qTlIGi2c
                • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 13:43
                  O, faktycznie, jest cały serial! Ale długo chyba nie powisi.

                  Tak, chodziło mi właśnie o pytanie Troelsa o przeznaczenie.
        • pepsic Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 28.01.13, 19:42
          To gmaszysko też nie dawało mi spokoju. To najprawdopodobniej urząd miasta, w którym Hartmann jest zatrudniony jako naczelnik wydziału edukacji. Dziwne prawda? Raz, że w takim miejscu działa sztab wyborczy, dwa, nie widać, żeby Hartman pracował na gwizdek, co tam gwizdek, on w ogóle nei wykonuje żadnej urzędniczej pracy.
          • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 13:29
            haha, właśnie :]
            celnie zauważyłaś, facet zajmuje się tylko polityką, pracy urzędniczej zupełnie nie widać w
            jego wykonaniu. typowy urzędnik ratusza ;]]
            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 13:47
              Od roboty to ma podwładnych :)
              • pepsic Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 20:30
                I zapewne nie ma na głowie karty nauczyciela tudzież mizernej subwencji oświatowej:)
              • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 30.01.13, 12:58
                coś ich tam słabo widać ;]
            • pepsic Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 29.01.13, 20:28
              Eee tam typowy, nie biega po korytarzu z czajnikiem na herbatę;)
              • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] [2] 30.01.13, 12:59
                ale to Dania jest ;] pewnie ma łazienkę wbudowaną w gabinet, hehe.
      • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 28.01.13, 20:59
        >Potem Pernillle siedzi na ławce na szkolnym koytarzu pod tym miejscem pamięci o Nannie, >wzrusza się, a potem próbuje odejśc,

        >ale wpada na nauczyciela Nanny, takiego o fizjonomii bardziej tureckiej niż sweter Sary Lund :].


        Hahahaha!
        Sądząc po komentarzach Bronte i Pepsic, coś jest na rzeczy tym razem . ;))

        Świetna opowieść.
        Bardzo dobry serial.

        Nie kupię, Greku, niestety na Allegro pierwszego sezonu "Forbrydelsen" /cena! ale dzięki serdeczne za info./, będę czekać na emisję w naszej TV, heh.

        Tymczasem jestem przeszczęśliwa, że mogę czytać Twoje streszczenia, z fajnymi komentarzami, uwagami i dopowiedzeniami, Pepsic i Bronte. :)
        • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 28.01.13, 22:10
          Miło nam :)
        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 12:59
          hehe ;]
          sama zobacz, czy jegomość nie ma tureckiej fizjonomii ? :
          images3.wikia.nocookie.net/__cb20120610134150/forbrydelsen/images/b/b2/Rama_1x02b.jpg
          dzięki, Barbasiu.
          serial jest naprawdę dużego kalibru, to prawda.
          a to ledwie 20 % na razie.
          co będzie przy 17-18 odcinku, kiedy zapewne sytuacja zacznie się zagęszczać
          ekstremalnie ? pewnie przyjdzie jajo znieść z niecierpliwości, jak to się skończy ;]

          słusznie. cena wyjątkowo niesympatyczna.

          miło mi bardzo :]
          • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 13:33
            Spieszę z informacją, że ten przystojny pan (chociaż ta fotka akurat nie jest korzystna) jest Irańczykiem. Co nie znaczy, że nie może grać Turka :)

            Wydaje mi się, że w kolejnym odcinku Rama będzie dokładnie prześwietlony, więc nadstaw uszu, Greku :)

            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 14:26
              Zaparłam się i znalazłam wywiad z tym aktorem, po duńsku :) Wrzuciłam tłumacza i wyszło, że Rama jest Syryjczykiem. A więc miałam rację :))
              • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 15:39
                Dzięki za wyjaśnienia. :)
            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 15:12
              arabska uroda, może tak to ujmijmy ? :]

              nadstawiać będę bardzo.
              i oczy wytrzeszczać będę na wszelkie gesty i geściki, bo to chyba tam też
              sporo znaczy,w paru momentach mowa ciała wydała mi się dość dwuznaczna,
              np.w rozmowie Pernille z Lisą, kiedy Pernille się odwraca miałem wrażenie,że Lisa
              nieszczerze na nią popatrzyła. A może to zakłopotanie było..?
              • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 17:43
                Chodziło mi o wyjaśnienie pochodzenia Ramy :)

                Bystre oczka :)
                • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 30.01.13, 13:00
                  orajt. ja tam go o bycie Turkiem rodowitym nie posądzałem :]

                  o, wskazówka jakaś ?
                  • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 30.01.13, 13:51
                    Nie pisnę już ani słowa :)
                    • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 02.02.13, 14:30
                      hehe :]
                      no coś Ty, ona od razu dość nieprzyjemnie mi się kojarzyła, widać że coś ukrywa.
                  • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 30.01.13, 19:47
                    Plotka in statu nascendi.

                    To ja swą niezgrabnością sformułowania włożyłam w Grekowe w usta posądzenie pana aktora o rodowitą tureckość .
                    A pan miał być jedynie bardziej trurecki niż sweterek Sary Lund. I był moim zdaniem. ;))

                    Przepraszam. :)
                    • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 30.01.13, 20:50
                      :))
                    • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 31.01.13, 13:38
                      dzięki, Barbasiu, za uznanie moich racji ;]

                      i absolutnie nie masz za co przepraszać:]
                      • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 31.01.13, 14:38
                        Jakżeby inaczej mogło być, szefie! :)

                        Na wszelki wypadek!
                        :)
                        • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 31.01.13, 15:12
                          oooch tam... ;]]

                          haha;]

                          • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 01.02.13, 16:33
                            Tak, tak! Szefie!
                            A nawet Szefuniu! ;)))
                            • grek.grek Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 02.02.13, 13:15
                              aż nie wiem, co powiedzieć...;]]
                              • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] OT dementuję! 02.02.13, 21:46
                                grek.grek napisał:

                                > aż nie wiem, co powiedzieć...;]]

                                Niemożliwe! ;)))



          • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 15:37
            Rzeczywiście, wygląda jak zawojowany Turek. :)))
            A poważnie, też bym go posądziła o tureckie pochodzenie.

            Wątek, wąteczek? obcokrajowców, muzułmanów w Danii się kroi?

            Taki powinien być dobry serial, widz ma obgryzać paznokcie z niecierpliwości. :)

            Serial mi się ogromnie podoba, ale nie dałabym tyle pieniędzy za niego. :)

            A propos z Twoim Stylem do kupienie jest w tym miesiącu "Zelazna Dama" z Meryl Streep w roli głównej.
            • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 29.01.13, 18:55
              O nie, tylko nie Meryl Streep z obcym akcentem :))
              • barbasia1 Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 30.01.13, 19:32
                He, he! :)
                Wiedziałam, że się ucieszysz! :)

                Meryl , podejrzewam z charakterystyczną dla Margaret Thatcher manierą w głosie oraz brytyjskim akcentem.

                Mały trailer:
                www.youtube.com/watch?v=rTf-sgOe4AU
                • siostra.bronte Re: "Forbrydelsen" [4 odc.] 30.01.13, 20:52
                  Haha :)
                  Tak przy okazji, warto pisać o ciekawych filmach dołączonych do prasy.
    • pepsic "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 20:00 29.01.13, 20:10
      Po wersji prorządowej i promoskiewskiej okazja na poznanie drugiego punktu widzenia wg Anity Gargas.
      • barbasia1 Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 30.01.13, 19:16
        pepsic napisała:

        > Po wersji prorządowej i promoskiewskiej okazja na poznanie drugiego punktu w
        > idzenia wg Anity Gargas.

        W wersji przede wszytskim i po pierwsze opracowanej przez najlepszych polskich specjalistów w swojej dziedzinie w oparciu o różnego rodzaju dowody, w tym m.in. rejestratory lotu (tzw. czarne skrzynki).

        Dzięki za info. Obejrzę oczywiście (Greku, mamy TV Puls?) Mam nadzieję, że dokument National Geographic też szybko pojawi się w w naszej telewizji.
        • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 30.01.13, 20:00
          Tylko, że film Nationale Geographic snuje te swoje kłamliwe insynuacje nie powołując się na żadne dowody, w przeciwieństwie do innych odcinków serii. Nie na darmo rodziny ofiar rozważają pozew przeciw producentowi, za którym zgadnijcie kto stoi, i stwierdzają: "nierzetelny, tendencyjny, jednostronny i obraźliwy. "

          Nie mogą się powoływać, bo nie ma trzeciej najważniejszej czarnej skrzynki, która zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Temat ten porusza w filmie Anita Gargas.

          • barbasia1 Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 31.01.13, 14:36
            Gdyby to fachowcy, specjaliści (piloci, fizycy itd.) kwestionowali rzetelność , to bym uwierzyła, że jest coś na rzeczy.

            Powiem Ci, że zamiast tego dokumentu NG wolałabym jednak program, w którym to nasi fachowcy przełozyliby z polskiego na nasze (na ile to możliwe) ustalenia komisji Millera oraz proces, który doprowadził do wyciągnięcia przez nią takich, a nie innych wniosków oraz odniesli się do ustaleń fachowców z tytułami profesorów z komisji Macierewicza i obalili lub potwierdzili ich wnioski (i wice wersa) . Fizyka jest tylko jedna, badania różnymi metodami muszą doporowadzić do tego samego wyniku.

            Dziś są takie możliwości techniczne, jak mówi jeden z profesorów w dokumencie Gragas, że wszytsko można ustalić, bez najmniejszych wątpliwości. To ważny, uważam, przekaz, jaki płynie z tego dokumentu.

            Dwa. Co najmniej dwóch świadków w dokumencie potwierdzało, że samolot zszedł za nisko! (Jeden ze świadków, wyznał, że omal nie udusił się spalinami z samolotu). I to jeszcze w niewłaściwym miejscu. Czyli potwierdzają się ustalenie komisji Millera.

            Pani autorka dokumentu zapomniała wspomnieć o gestej mgle nad lotniskiem w Smoleńsku (podejrzewanej o to, że jest celowo rozpylonym helem) .
            • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 31.01.13, 19:48
              Przecież nie kto inny, jak naukowcy współpracujący z zespołem ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy podważają i to bardzo poważnie raport Millera wskazując na możliwości wybuchu, a który na tej podstawie stawia tezy.

              Przewodniczący rządowej komisji M. Lasek nigdy nie skorzystał z żadnego z wielokrotnych zaproszeń do dyskusji z naukowcami ze strony zespołu. Ostatnio z apelem o udział w niezależnej debacie wystąpiły rodziny ofiar. Bezskutecznie.

              Nie do końca, ci świadkowie potwierdzali wybuchy i rozpadający w powietrzu samolot. Spaliny buchały spod oderwanego ogona.

              Anita Gargas jest chwaloną za rzetelność dziennikarką, w filmie nie zastosowała żadnych tanich chwytów, czy sztuczek populistycznych, powoływała się na fakty i zeznania świadków, bez politycznych podtekstów. Wiec skąd Barbasiu Twój sarkazm?
              • barbasia1 Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 01.02.13, 16:15
                Przepraszam, nie chciałam, żeby mój post zabrzmiał sakrakstycznie (a dokładnie fragment o mgle). Nie dokończyłam myśli. Chodziło mi o to, że tyle o tej gęstej mgle utrudniającej widzenie w Smoleńsku się mówiło, tyle snuto fantastycznych teorii, a w dokumencie ani słowa na ten temat, za to na poparcie tezy o zamachu, pokazuje się się ludzi, którzy jakoby mieli dostrzec (w tej mgle?) odpadające jeszcze w powietrzu kawałki samolotu i spaliny (czy ognie) buchające spod oderwanego ogona (jeszcze nad ziemią).

                Zastanawiające jest w związku z tym, dlaczego nie ma żadnych wypowioedzi pilotów na temat awarii i żadnych ich reakcji na tego rodzaju problem podczas lotu, a przede wszytskim dlaczego rejestratory lotu (i pewnie może jeszcze jakieś inne urządzenia) nie wykazały tych awarii (wybuchów), dlazcego żadne urządzenia nie sygnalizowały awarii?

                Oczywiście, dobrze, że Anita Gragas sygnalizuje niejasności w sprawie katastrofy. Życzyłabym sobie, aby członkowie komisji odpowiedzieli rzeczowo i przekonująco na wszystki zarzuty(i w miarę jasno dla przeciętnego człowieka). I żeby rozwiaili ostatecznie wszelkie wątpliwości, co do przyczyn tej katastrofy.


                > Anita Gargas jest chwaloną za rzetelność dziennikarką,

                Ale Anita Gargas nie jest obiektywna, bo sympatyzuje z jedną stroną , z jedną opcja polityczną, trudno nie zauwazyć, że forsuje tezę o zamachu.

                • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 02.02.13, 19:24
                  Toteż niezależni eksperci alarmują, że zaginęła najważniejsza, kluczowa czarna skrzynka
                  (rejestrator lotu). Z kolei za te w Moskwie zabezpieczane karteczkami głowy bym nie dała.Nawet co do istniejących sa wątpliwości, czy nie zmanipulowano fragmentów.

                  Nie zauważyłam, aby w filmie padła choć jedna sugestia dotyczącą zamachu. Jeśli już, mówi się o ewentualnych wybuchach. W razie co można sprawdzić, w niedzielę będzie powtórka.

                  W filmie nie stawiano hipotez, ani nie podpierano się nie potwierdzonymi dowodami, a takich jak mniemam nie ma, co do mgły. Z drugiej strony nie wszystko, co Gargas trzyma w zanadrzu zmieściło się w filmie.

                  I jeszcze słówko o autorce. Bardzo mi zaimponowała odwagą za poszukiwanie prawdy, bo nie czarujmy się musiała czuć na plecach oddech rosyjskich sił specjalnyhc tam w Smoleńsku podczas kręcenia filmu. Z resztą to niejedyna godna podziwu wojująca prawicowa dziennikarka upominająca sie o prawdę (również Dorota Kania, Ewa Stankiewicz). Właśnie z tego względu Antoni Krauze wybrał za bohaterkę kobietę, dziennikarkę.

                  Ps. Posiadanie poglądów w żaden sposób nie dyskwalifikuje i nie oznacza braku obiektywizmu.
                  • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 02.02.13, 20:19
                    Drobna korekta:
                    *Właśnie z tego względu Antoni Krauze wybrał za bohaterkę kobietę dziennikarkę w mającym powstać filmie fabularnym o Smoleńsku. Ciekawe, czy Polski Instytut Sztuki Filmowej, który hojną ręką obdarzył supergniot pt. 'Wyjazd integracyjny" dorzuci choć cegiełkę. Oby nie stało się, jak w przypadku filmu o rotmistrzu Pileckim, na realizację którego od wielu lat instytucje publiczne odmawiają wsparcia.
                  • barbasia1 Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 04.02.13, 00:30
                    pepsic napisała:

                    > Toteż niezależni eksperci alarmują, że zaginęła najważniejsza, kluczowa czarna
                    > skrzynka (rejestrator lotu).

                    Czarna skrzynka to inaczej własnie rejestrator danych/parametrów lotu, rekorder awaryjny. I tu mam pytanie, bo tego nie wiem, nie znalazłam informacji w internecie: jakie dane dokładnie zawierała trzecia nieodnaleziona czarna skrzynka? Co zawiera ta skrzynka, dlaczego ma ona być kluczowa. Dwie pierwsze dostarczają przecież bardzo dużo istotnych danych o przebiegu lotu samolotu.

                    Nasi specjaliści podobno nie stwierdzili ingerencji z zapis czarnych skrzynek.
                    Nie znam się kompletnie ana technicznych aspektach czasrnych skrzynek, ale podejrzewam, że nie jest prostą sprawą dokonać maniupulacji w zapisie w tego rodzaju zapisie, tak by nie dało się tego odkryć.

                    Nie, w dokumencie jest mowa tylko o wybuchach. O wybuchach i o zamachu mówi komisja Macierewicza. Natomiast komisja Millera nie potwierdza wybuchów. Widać więc, do której wersji zdarzeń bliżej jest Anicie Gargas.

                    > W filmie nie stawiano hipotez, ani nie podpierano się nie potwierdzonymi dowoda
                    > mi, a takich jak mniemam nie ma, co do mgły.

                    Jak to nie ma teraz potwierdzonych dowodów? W trakcie lotu kontroler z lotniska Siewiernyj dwukrotnie informował załogę TU-154M, że nie ma warunków do lądowania i zasugerował jej udanie się na lotnisko zapasowe. Dwa - załoga Jak-40 ostrzegała o mgle załogę załogę TU-154M , ale niestety dopiero godzinę po wylądowaniu i na ... minutę przed katastrofą, choć powinni byli wcześniej to zrobić! (Prokuratura bada ten wątek). Trzy - Porucznik Artur Wosztyl, który siedział za sterami rządowego Jaka-40 z dziennikarzami został oskarżony o złamanie procedur lądując w gęstej mgle poniżej warunków granicznych (zdaje sie już uniewinniony).


                    Obecność cząstek trotylu nie musi wcale świadczyć o obecności materiałów wybuchowych, ale tym mogą się wypowiadać tylko naukowcy, fachowcy .
                    • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 04.02.13, 01:28
                      Zaginiona czarna skrzynka to opancerzony (!) rejestrator K3–63, który precyzyjnie zapisywał parametry lotu: wysokość baryczną, prędkość oraz przeciążenia, czyli zapis wstrząsów. Ciekawostka: zaginęło też urządzenie TCAS II, przechowujące dane o samolotach znajdujących się w pobliżu, o wysokości samolotu w czasie podejścia do lądowania, prędkości opadania, a także czasy alarmów TAWS. Zupełnie niezrozumiały jest fakt zniknięcia tych dwóch niezwykle ważnych urządzeń.

                      Nie takie rzeczy się zdarzały w Rosji. Wiadomo, jak wyglądało zabezpieczenie czarnych szkrzynek w Rosji, a raczej brak, natomiast nie wiadomo, jak i czy w ogóle zabezpieczane były taśmy z nagraniami.

                      Raport parlamentarnego zespołu nie wspomina o zamachu ani jednym słowem, jest mowa o 2 eksplozjach/wstrząsach, które uznaje za najprawdopodobniejszą przyczyną katastrofy , po których zanikło zasilanie elektryczne i zatrzymał się komputer pokładowy.
                      Za to w filmie Macierewicz wskazuję na ewentualność zestrzelenia, co wyłapałam za drugim razem.

                      Sądzę, ze dużo ciekawsza i dużo więcej wnosząca byłaby treść rozmów z Moskwą, bo to ona pośrednio odpowiada za to, że kontrolerzy lotu do chwili rozbicia samolotu utrzymywali załogę w przeświadczeniu, że jest na właściwym kursie.

                      Rzecz jasna chodziło o sztuczną mgłę.
                      • barbasia1 Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 04.02.13, 16:34
                        Dzięki za wyjaśnienia.

                        Przynam, że nie mam pojęcia, czy tego rodzaju informacje nie zostały czasem wydobyte z innych źródeł.


                        > Nie takie rzeczy się zdarzały w Rosji. Wiadomo, jak wyglądało zabezpieczenie cz
                        > arnych szkrzynek w Rosji, a raczej brak, natomiast nie wiadomo, jak i czy w ogó
                        > le zabezpieczane były taśmy z nagraniami.

                        Raport parlamentarnego zespołu nie wspomina o zamachu ani jednym słowem, jest
                        > mowa o 2 eksplozjach/wstrząsach, które uznaje za najprawdopodobniejszą przycz
                        > yną katastrofy , po których zanikło zasilanie elektryczne i zatrzymał się kompu
                        > ter pokładowy.

                        Ale po co zatem fałszować rejestratory lotu, skoro, jak mówisz eksplozje / wstrząsy (czyżby awaria jakaś?) niekoniecznie miałyby być wynikiem zamachu?

                        > Sądzę, ze dużo ciekawsza i dużo więcej wnosząca byłaby treść rozmów z Moskwą,
                        > bo to ona pośrednio odpowiada za to, że kontrolerzy lotu do chwili rozbicia sam
                        > olotu utrzymywali załogę w przeświadczeniu, że jest na właściwym kursie.

                        To zdaje się ustaliła komisja Millera, że były błędy po stronie kontrolerów, podawali błędne dane, źle naprowadzali naszych pilotów, (wcześniej jednak radzili ze względu na złe warunki udać się na lotnisko zapasowe!), jednak cała odpowiedzialność za błędy popełnione podczas lotu osatecznie spada na pilotów samolotu, bo to oni podejmują decyzje nie tylko na podstawie danych z wieży kontrolnej, ale przede wszytskim na podstawie danych, które podają mu urządzenia w samolocie.

                        • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 04.02.13, 17:42
                          Widać mają nieczyste sumienia, tudzież chcą pokazać, kto rozdaje karty, a z podkładania kolejnych zrzutów czerpią dziką satysfakcję, bo naród podzielony oznacza słabe państwo. Jak tak patrze na to wszytko, to widzę, że powiela się schemat działania rosyjskich służb, ze sięgnę do historii i przypomnę słowa Stalina na zapytanie Andersa i Sikorskiego o jeńców z Ostaszkowa, Starobielska i Kozielska: może byli w obozach na terenach, które zajęli Niemcy, i rozbiegli się, ... może do Mandżurii uciekli.

                          Jak na razie zamachu nie można do końca ani potwierdzić, ani wykluczyć. Za dużo niewiadomych, za dużo podejrzanych przypadków, w tym serii samobójstw.

                          W tak poplątanej, wielowątkowej sprawie na dodatek na nieprzychylnym od wieków terytorium nie odważyłabym sie oskarżyć winą nieżyjące osoby. Ja nie wierzę Rosji za grosz, bo wiem, ile nieszczęścia i tragedii jej zawdzięczamy. I nadal dziwne rzeczy się tam zdarzają.
                      • grek.grek Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 05.02.13, 14:45
                        gdzieś czytałem, że ta tajemnicza 3 skrzynka zawiera dane dla pilotów, które ułatwiają
                        orientację np. kiedy zrobić jakiś przegląd, dolać płynów róznych do urządzeń, a te
                        wstrząsy, które rejestruje, to raczej wstrząsy silnika, a nie samolotu i może nawet nie
                        tyle wstrząsy co wibracje, np. z powodu zderzenia łopatkami z ptakiem etc.

                        możliwe, że rejestruje parametry wysokościomierza barycznego, ale w tym przypadku
                        to i tak ponoć bez znaczenia, bo załoga Tu przestawiła go na pokazujący standardowe
                        ciśnienie, czyli wysokość 163 m wyższą, skutkiem czego posługiwano się wysokościomierzem
                        radiowym.

                        opinia jest taka, że ta skrzynka po prostu rozleciała się w drobny mak.
                        • pepsic Re: "Anatomia upadku" jutro w telewizji Puls, o 2 05.02.13, 17:51
                          skrzynka po prostu rozleciała się w drobny mak.
                          Pancerna?!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka