Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 3 (vol. 29)

    • pepsic Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 12.03.13, 19:07
      Owszem przeważają uproszczenia i biało-czarne postacie, a także nierówna gra aktorska (wyjątkowo słaba Kinga Preis w roli naiwnej i niedouczonej dziennikarki TVP (he,he) żywcem ściągniętej z "Człowieka z marmuru" (dużo lepiej wczuła i spisała się młodzież), a jednak spektakl porywa prostym przesłaniem i walorem edukacyjno-historycznym ukazując bezwzględne metody działania UB na zasadzie: dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf, niosąc ulgę w świecie pogwałconych wartości. Spektakl powstał w ciągu 10 dni, co usprawiedliwia pewne braki warsztatowe. Powinien być obowiązkowo pokazywany młodzieży szkolnej, zamiast szkalującego Polaków nieuczciwego "Pokłosia", który został wpisany do programu nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych. Nieprawdopodobne, prawda?

      Tak sobie dumam, że oblanie czerwoną farbą (!) pomnika Inki w Krakowie (już w chwili stawiania popiersia były sygnały, że nie jest dobrze widziany przez niektórych mieszkańców), niewinnej, niespełna 18 letniej dziewczyny nie uwikłanej w żadne przepychanki polityczne paradoksalnie zadziałało w drugą stronę przypominając społeczeństwu postać tej bohaterskiej dziewczyny. A być może dzięki temu haniebnemu czynowi zawdzięczamy powtórkowy teatr.

      Ps. Pomyśleć, że spadkobiercy i potomkowie komunistycznych oprawców z urzędu bezpieczeństwa mają się świetnie w III RP, do tego stopnia, że skala zjawiska zaskoczyła nawet Karnowskiego, było nie było, nieźle zorientowanego w temacie, czemu dał wyraz w programie u Pospieszalskiego.

      • grek.grek Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 13.03.13, 15:03
        szkoda, że tego typu spektakle skupiają się na martyrologii zamiast pokazywać złożony
        charakter tamtych czasów, tło historyczne, jakąś próbę nie wybielenia oprawców, ale
        pokazania wśród jakich zależności i ideologicznych konfrontacji wszystko to się dzieje.
        trochę to taka czytanka dla dzieci, nawet jeśli brutalna, a nie rzecz dla ludzi dojrzałych,których
        jednak trzeba pobudzać do myślenia, do rozstrząsania róznych dylematów i stawiania
        pytań bez odpowiedzi. Tutaj są same odpowiedzi, jak zauważyłaś - dzielące świat na
        jednowymiarowe postaci i dwie skrajne postawy, chociaż wiadomo, że róznie to bywało.

        "Pokłosia" nie widziałem, ale co nieco słyszałem, i bazując na tym - też bym wolał
        raczej stonowane historie, pokazujące jakieś starcia racji, a nie ilustracje założonych
        tez.

        • pepsic Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 18.03.13, 18:27
          Grek, to były działania zbrodnicze powodowane złem tkwiącym w człowieku, które jest zapisane w genach i nie podlega usprawiedliwieniu. Co tu można wybielać? Sprawcy tych okropieństw do końca dni mieli się dobrze ze swoimi ciepłymi emeryturkami i można domniemywać, że nie mieli sobie nic do zarzucenia.
          • grek.grek Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 19.03.13, 14:01
            ja bym jednak nie odrzucał uwarunkowań społecznych, ideologicznych dla tych działań.
            nie w sensie alibi dla nich, ale film czy spektakl powinny jednak dostrzegać subtelności,
            niuanse, złożoności, drążyć temat, zamiast pokazywać tylko i wyłącznie fasadę, powinny
            tworzyć coś, zamiast wyłącznie epatować prostymi środkami wyrazu i wymuszać niemalże
            cześc dla ofiary i potępienie dla kata.
            sztuka powinna jednak jakąś ambicją się wykazywać.
            a te spektakle a'la "Inka" po prostu uparcie kreują świętych, a jak wiadomo bez opozycji w postaci tepej mierzwy święty wypada chudo i blado :]
            Przy tworzeniu pomników nie wypada, jak można sądzić, widza zmuszać do myślenia i
            zastanawiania się.

            wiesz, sumienia sprawców to jedno.
            drugie, że... to jednak teatr, sztuka...
            można by oczekiwać mniej szantażu emocjonalnego i wciskania widzowi do ręki kamienia
            i oznaczania celu dużym czerwonym kólkiem.
            ergo : nie wiem, czy jest sens tworzenia takich spektakli, no chyba że celem ma być
            zrobienie interesu na sprzedaży klęczników :]
            • pepsic Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 19.03.13, 18:14
              Rozumiem o co Ci chodzi, ale tu zastosowano inną formułę - dokumentalizowaną opartą na zeznaniach świadków i archiwach IPN, którego pracownik zdaje dziennikarce telewizyjnej relację z aresztowania, przesłuchania i egzekucji Inki. Tak więc spektakl ma poniekąd wartość historyczną i taki jest jego przekaz/cel.
      • barbasia1 Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 13.03.13, 23:12
        > Powinien być obowiązkowo pokazywany młodzieży szkolnej, zamiast szkalującego Po
        > laków nieuczciwego "Pokłosia", który został wpisany do programu nauczania w szk
        > ołach ponadgimnazjalnych. Nieprawdopodobne, prawda?

        To znakomita wiadomość. Nie wiedziałam.

        Kompletnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem o "szkalowaniu Polaków w Pokłosiu" .
        Szerzej odpowiem w piątek.

        /Jutro mam najcięższy dzień./
        • pepsic Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 14.03.13, 19:11
          Jakoś nie podzielam Twojego entuzjazmu. Nie oglądałam "Pokłosia" i nie mam zamiaru, ale trochę słyszałam. Otóż nie zawiera faktów, a fabułę nie mającą za wiele wspólnego z historyczną prawdą, tym bardziej w świetle nie zbadanej do końca sprawy Jedwabnego. Skoro już teraz mówi sie o polskich obozach śmierci (sam prezydent Obama), to jaki obraz pojawi sie po lekcjach prania mózgów polskiej młodzieży? Pewnie okaże się, że za holokaust odpowiadają Polacy, do tego sa brudni, leniwi i wiecznie pijani i z lubością palili Żydów po stodołach. I jeszcze jedno. Pasikowski zapomniał o podstawowej zasadzie. Otóż nie kala się własnego gniazda i nie stawia swojego narodu w fałszywym świetle. Przykre, że zamiast przywracać i oczyszczać pamięć historyczna zaserwował widzom prymitywną agitkę i jeszcze podsuwa ją młodzieży.

          Ps. Mnie w weekend nie będzie.
          Pzdr.:)
          • siostra.bronte Re: Garść wrażeń z wczoraj - "Inka 1946" 14.03.13, 19:31
            Nie widziałam filmu, więc trudno mi się wypowiadać. Ale mam inne zdanie na temat stosunku do naszej historii. Nie można udawać, że wszystko było pięknie i wspaniale, a my byliśmy zawsze bohaterami, bo to nieprawda. Trzeba podejść krytycznie do tego co było złe, tylko wtedy możliwe jest wyciąganie wniosków na przyszłość.
    • pepsic cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 19:19
      W I odcinku dopiero sie wgryzałam, na dodatek mając do dyspozycji odbiornik kiepskiej jakości. Dopiero teraz więc mogłam dostrzec w pełni urok tej opowieści ku pokrzepieniu serc. Ach, ta wysoka kultura i te liczne tekstowe perełki (niedosłowne):
      Nie dramatyzuj, nie występujesz na scenie (lord do szefa służby, byłego komedianta po patetycznej dymisji).
      Starasz się być milszy od nas wszystkich. Nie staram sie, jestem. (dialog państwa lordostwa).

      Jedynym słabym punktem, jak dotąd jest niezbyt sympatyczna i o wysokim mniemaniu Mary, no i mogłaby być trochę ładniejsza;)

      Skoro o laskach powyżej mowa, oto hrabina G./ Maggi Smith w młodości:
      25.media.tumblr.com/tumblr_lnzb4pZPqN1qbaov9o1_400.jpg
      24.media.tumblr.com/tumblr_m93c2kDtNL1qha06io1_400.jpg
      • siostra.bronte Re: cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 19:27
        Tak, Mary jest wybitnie niesympatyczna i arogancka. Co zresztą jeszcze nieraz pokaże.
        Pepsic, a co myślisz o panach? Jakiś faworyt? :)
        • pepsic Re: cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 19:45
          Szczerze mówiąc... nie mam, bo jeśli chodzi o pana domu, no cóż, za blisko mu do ideału, wolę niegrzecznych chłopców.
          No dobra, młody jest niezły, ale nie w moim przedziale;)
          • siostra.bronte Re: cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 19:57
            Masz na myśli przedział wiekowy? Można chyba sobie pofantazjować? :)
            Powtórzę za Manią: lord Grantham (Hugh Bonneville grał też w "Iris"), Bates, no i oczywiście Thomas :) Matthiew jest przystojny, sympatyczny, ale jakoś brak mu wyrazistości.
            • pepsic Re: cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 20:09
              Moje fantazje aż tak daleko nie sięgają;)
      • maniaczytania Re: cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 19:46
        taak, teksty to mistrzostwo prawdziwe :) Bardzo podobaja mi sie dialogi starej lady Grantham i matki lorda-dziedzica ;)

        A tekst tego odcinka to - "a co to jest weekend?" :)))
        Scena, o ktorej wspomnialas - z kamerdynerem i jego dawna kariera - boska!

        I rzeczywiscie - Mary jest odpychajaca, rzeczywiscie aktorke tez mogli dobrac ladniejsza, mnie sie bardzo podoba Sybill - ta najmlodsza - sliczna jest ta aktorka!
        Co do panow, to zaden mnie jakos nie porwal uroda swa ;) Najwieksza sympatie ma wzbudza Hugh Bonneville, czyli lord Grantham (znany mi chociazby z "Mansfield Park" "Notting Hill", "W swiecie Jane Austen") i Brendan Coyle, czyli Bates (ale na to ma tez wplyw sentyment do jego swietnej roli w "North and South"). Przystojny calkiem jest Thomas momentami, choc jak wiemy - dla kobiet spalony ;) A lord dziedzic, czyli Dan Stevens podobal mi sie bardzo w ostatniej wersji "Rozwaznej i romantycznej" (nawet bardziej od Hugh Granta!), ale tu jakis taki nie za bardzo jak na razie.
        • er.pa Re: cd. "Dowton Abbey" 12.03.13, 20:13
          A ja mam ulubienicę w postaci Daisy :) Jest fantastycznie wymyślona, ma w sobie taką nieporadność i naiwną łatwość do zachwytu, przy jednoczesnej fizyczności graniczącej z pewnym "niedorozwinięciem" (przypomniała mi się opowiadana przez Barcisia anegdota, o tym, jak poszedł na badania lekarskie, i lekarka kazała mu się rozebrać, nie patrzyła, gdy to czynił, po czym spojrzawszy wykrzyknęła: Ależ panie, pan jesteś niedorozwinięty!). Cudnie plasuje się na swojej najniższej półce w tej wielopoziomowej strukturze.
          Wydaje mi się, że Maggie Smith dostała po prostu najfajnieszą rolę w tym serialu. Ta postać jest daleka od ideału, ale kiedy trzeba, potrafi ustąpić, jest bardzo ludzka - to wychodzi w dalszych odcinkach. No i ta cudowna złośliwość, w której aktorka czuje się jak ryba w wodzie :) (Nie wiem, czy widziałyście Dom na placu Waszyngtoan Agnieszki Holland, w którym Smith gra ciotkę. Choćby tylko dla niej ten film moge oglądać w kółko.) Ta postać reprezentuje takie charakterystyczne angielskie "kostiumowe" poczucie humoru, trochę podszyte autoironią.
          Maniu - zgadzam sie co do Rozważnej i romantycznej z tym aktorem - o niebo bardziej na miejscu niż Grant.
      • barbasia1 Re: cd. "Dowton Abbey" hrabina G./ Maggi Smith 19.03.13, 16:43
        > Skoro o laskach powyżej mowa, oto hrabina G./ Maggi Smith w młodości:


        O! Śliczna była!
        Też laska!
    • barbasia1 Habemus papam -wlaśnie podano w telewizji 13.03.13, 23:08
      Nowy papież - Jose Mario Bergoglio pochodzi z Argentyny, był arcybiskupem Buenos Aires .

      Symboliczne imię - Franciszek I - które przyjął doskonale koresponduje z ze stylem życia jaki obecny papież prowadził i z jego charakterem. Bergoglio, donoszą media, znany jest (był) ze skromności i pokory. "Jak podaje "Washington Post", gdy został arcybiskupem, zrezygnował z mieszkania w arcybiskupim pałacu i jeżdżenia limuzyną z szoferem. Zamiast tego podróżował autobusem i przygotowywał swoje posiłki".

      Zwiastuje ono, jak się wydaje powrót /a przynajmniej starania do powrotu/ kościoła do cnót ubóstwa, skromności i prostoty, którymi kierował się św. Franciszek z Asyżu i większe otwarcie na ludzi biednych.



      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13557021,Nowy_papiez__Jorge_Mario_Bergoglio_to_pierwszy_Ojciec.html#BoxSlotIIMT

      /Greku, czułam, że nowy papież nie przyjmie imienia Aleksander. ;)/

      • grek.grek Re: Habemus papam -wlaśnie podano w telewizji 14.03.13, 13:38
        z tego co widziałem i słyszałem, cały dzień wczoraj TVP zapchała tym oczekiwaniem :]

        teraz pytanie, jakimi ludźmi się otoczy, i na ile będą oni zdolni trochę ograniczyć
        biznantyjskim przepych jakim się raczą elity kleru, w tym także w Polandzie, bo...
        księdzów Mateuszów jak na lekarstwo.

        Wiernym ludem, jako żywo nie jestem, więc moja chata cokolwiek z kraja, ale
        w sumie ciekawe będzie, czy zmiana sterów w Watykanusie wpłynie na to, że w
        Polsce zaczną honory obejmować fluorescencje trochę bardziej otwarte na świat
        i rozumiejące współczesność, wyglądające raz na jakiś czas z tych swoich pałaców
        wybudowanych za pieniądze podatnika, aby biskupi mieli gdzie oddawać się
        ubóstwu i ascezie.

        z drugiej strony, problem Polski to klasa polityczna, która nie umie rozdzielić
        interesu obywatela od schlebiania biskupim fochom. Nie masz/macie wrażenia, że
        zyjemy w państwie rządzonym w chory sposób ? Wójt, pan i pleban, a społeczeństwo
        patrzy na ich układy i samo nie jest w stanie całego tego towarzystwa pogonić
        w diabły.

        w sumie, to ja nie znam dobrze Biblii, ale mam wrażenie, że "kościół", to nie jest wspólnota,
        która ma być podporządkowana klerowi, płacić mu, otaczać dostatkami.

        wspólnota kościoła, to np. Polak w Krakowie, Chinka w Szanghaju i Brazylijczyk na plaży
        Copacabana - jesli wierzą w Boga, to tworzą wspólnotę, i to jest prawdziwy kościół, a nie
        grupa ludzi w jednym miejscu zebrana, a już zwłaszcza koniecznie z udziałem albo pod
        patronatem kleru. słowem, całe to łażenie i wystawanie w świątyniach wcale nie czyni
        wspólnoty religijnej. tyle, że kler nie może tego ludziom powiedzieć, bo by z torbami
        poszedł, a jakby poszedł, to co z sobą poczęliby ci wszyscy purpuraci i inni tacy ?
        dzisiaj zbijają bąki za państwowe, a państwo jak może tak się przed nimi płaszczy, bo
        rządzący wiedzą, kogo w niedzielę wyborczą nie obowiązuje cisza...

        TK uwalił śledztwo przeciw Komisji Majątkowej.
        how sweet is that...
        Czyli, według starej zasady, jak kraśc to miliony.
        wtedy jest gwarancja bezkarności.

        Uff :]
        takie refleksje na okoliczność mi wyszły, hehe.

        • barbasia1 Re: Habemus papam -wlaśnie podano w telewizji 16.03.13, 15:42
          > Uff :]
          > takie refleksje na okoliczność mi wyszły, hehe.

          No wiesz, myślałabym, że coś z Tobą nie tak, gdybyś z entuzjazmem mówił o zmianach na stanowisku biskupa Rzymu i o sprawach KK (Housa trzeba byłoby sprowadzić!? ;).

          > w sumie, to ja nie znam dobrze Biblii, ale mam wrażenie, że "kościół", to nie j
          > est wspólnota, która ma być podporządkowana klerowi, płacić mu, otaczać dostatkami.

          "Kościół" w KK ma trzy znaczenia, w tym poniekąd także to, o którym tu mówisz, wytykając rażące niedoskonałości ludzkie. "Kościół" to także kościół widzialny, wspólnota ludzi, społeczność hierarchiczna, w której wierni mają obowiązek dbania o swoich dusz-pasterzy, o świątynie.


          > teraz pytanie, jakimi ludźmi się otoczy, i na ile będą oni zdolni trochę ograni
          > czyć biznantyjskim przepych jakim się raczą elity kleru, w tym także w Polandzie, bo
          > księdzów Mateuszów jak na lekarstwo.

          Oto jest pytanie! :)

          > TK uwalił śledztwo przeciw Komisji Majątkowej.
          > how sweet is that...
          > Czyli, według starej zasady, jak kraśc to miliony.
          > wtedy jest gwarancja bezkarności.

          Też uważam to za skandaliczne.

          • grek.grek Re: Habemus papam -wlaśnie podano w telewizji 17.03.13, 13:22
            hehe ;]
            wiesz, trudno mi uwierzyć, że ta instytucja się zmieni w jakiś sposób z
            powodu wyboru innego dyrektora.
            w swojej podstawowej tkance pozostanie nienaruszona.

            trochę dziwna to sytuacja, kiedy widzisz kapiących złotem dobrze odżywionych
            panów, pomieszkujących w wystawnych pałacach/plebaniach, i słyszysz jak oni
            perorują o potrzebie "niesienia krzyża", "znoszenia ubóstwa", jak pouczają, ze
            czegoś nie wolno albo że coś trzeba, mimo że sami nie są w stanie wyobrazić
            sobie siebie w takim położeniu [np. sprawy eutanazji], kiedy - tak po prostu -
            gardłują przeciw przyrodzonym ludzkim prawom wyboru własnego modelu życia i
            tego, by państwo dla którego płacą podatki szanowało ich podmiotowość.

            tak mi się wydaje, że księża Mateuszowie pozostaną ewenementami :]

            ale i od nas wiele zalezy.
            kiedy zaczniemy wybierać politykow zdolnych pchnąć Kościół na drogę wolnorynkowej
            rywalizacji o człowieka i jego portfel, wtedy może nastąpią zmiany. Kościół w Polsce
            jest szczodrze dotowany z podatków, dlatego ma się pysznie. Gdyby przyszło mu
            zabiegać o wiernych i ich pieniądze via podatek wyznaniowy, wtedy może zacząłby
            się hamować w swojej bucie i arogancji. Ale kler dobrze wie, że większośc jego
            owieczek to ludzie mało zamożni, emeryci, renciści, którzy owszem - zapłacą taki
            podatek, ale będzie on chudziutki. Łatwiej i wygodniej jest brać kokosy budżetowe, bo
            bierze się z określonej puli i stałą sumę. jak widac, świetnie to się sprawdza, kler w Polsce
            w wielu miejscach jest po prostu oligarchą. Nie dośc, ze dostaje cięzką kasę, to jeszcze
            zysków z tacy i okolicznościowych oppłat nie musi rozliczać, księza zarabiają na uczeniu
            religii w szkołach, FUndusz Kościelny zostaje, Kościół jest największym bodaj posiadaczem
            ziemskich w Polsce, wiele z tych terenów dzierżwi i pobiera sowite opłaty - a właściwie
            na co idą te pieniądze ? Na pomoc biedakom ? :] Nie, na wystawne życie hierarchów i wielu proboszczów. Rzadko który przyjeżdzając na parafię maluchem nie wyjeżdza autem wysokiej klasy. Dorabiają się na posłudze i ślubach ubóstwa ;]

            Nauki kościoła ?
            archaiczne, zabraniające, surowe, sztorcujące, nie uczące ludzi radości życia, a
            wyłącznie smutne, moralizatorskie, żałośnie dyndające wokół tyłka i genitaliów.
            Kościół uważa, że dobry wierny, to wierny zdołowany i zasmucony, tylko taki będzie
            trzymał się Kościoła który jego kompleksy nagradzać będzie obietnicą lepszego życia...
            po śmierci. KOściół boi się człowieka szczęśliwego i uśmiechniętego, zamiast samemu
            taką twarz pokazywać i zmieniać się w tym kierunku.

            I kwestia wspołczesności.
            dlaczego jest tak, że już tylko w Polsce Kościół klątwą o[b]kłada in vitro, prawo do
            aborcji, związki partnerskie, prawo do eutanazji w przypadkach beznadziejnych, antykoncepcję i wychowanie seksualne w szkołach, które przecież służą temu, żeby tych aborcji było mniej ?
            KOściół polski ignoruje rzeczywistość.
            kwestia pedofilskich skandali...
            DUżo tego jest, Kościół zaś wiele zrobił w tym kierunku, żeby wyhodować sobie
            grupę zaprzysięgłych krytyków, których jego kłopoty i wpadki bardzo cieszą.

            wiesz, mam wątpliwoścvi, czy papież i jego ludzie to zmienią.
            natomiast mam wiarę w to, że zmieni się społeczeństwo i po prostu poprzez
            swoje wybory polityczne i postawy życiowe sprawi, że i tutaj będzie normalnie.
            Obecnie jest jednak ciągle za dużo ludzi, zindoktrynowanych w dzieciństwie i
            młodości, ktorzy od wpływu kleru na swoje życie nigdy się nie wyzwolą.

            ufff, znowu mi wyszła przemowa ;]]
    • vasilip Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 3 (vol. 29) 14.03.13, 07:08
      www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13557077,_Konczy_sie_Kosciol__jaki_znam__Centrum_chrzescijanstwa.html#MT
      • barbasia1 Habemus papam cd. 16.03.13, 15:22
        vasilip napisał:

        > rel="nofollow">www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13557077,_Konczy_sie_Kosciol__jaki_znam__Centrum_chrzescijanstwa.html#MT

        Nie spodziewałam się, że miejsce Benedykta XVI zajmie postępowy papież. Jeszcze sporo czasu musi minąć, żeby taki objął rządy w Watykanie. Przy czym nie sądzę, aby kościół kiedykolwiek zmienił zdanie w kwestii eutanazji, aborcji (i dobrze), ale zmian pewnie można by oczekiwać naprędzej w kwestiach atykoncepcji, zmiany podjeścia do związków homoseksulanych, może i in vitro.
        Ciekawe, czy doczekamy tych czasów. ;)
        • siostra.bronte Re: Habemus papam cd. 16.03.13, 15:26
          Nie ma co liczyć, że kościół zmieni zdanie w kwestiach obyczajowych, choćby i duża część wiernych tego chciała.
          • barbasia1 Re: Habemus papam cd. 16.03.13, 15:48
            siostra.bronte napisała:

            > Nie ma co liczyć, że kościół zmieni zdanie w kwestiach obyczajowych, choćby i d
            > uża część wiernych tego chciała.

            A jednak liczę, że w kwestii antykoncepcji , homoseksualistów, związków homoseksulanych zmieni kiedyś zdanie.
          • grek.grek Re: Habemus papam cd. 17.03.13, 13:35
            Barbasia jest optymistką, a ja jednak pozostanę, jak Ty, Siostro - pesymistą :]
            chociaż... to jest sprawa wyboru sumienia każdego człowiieka.
            jeśli ktoś żyje pod dyktando jakichś dogmatów i ideologii i swoje postawy i poglądy
            zmienia tylko wtedy, kiedy zmieniają je twórcy tych systemów -
            w rzeczywistości, jeśli cierpi z powodu przestrzegania tych przyjętych kanonów, to
            jego własna wina :] Cierpi nie z powodu tych obostrzeń, ale własnej niezdolności
            do bycia niezależnym.

            wiesz, dlatego polscy politycy to taka mierzwa.
            nie dlatego, ze większośc z nich wierzy w te kościelne prikazy.
            większośc z nich głosuje np. przeciw związkom partnerskim, bo się boi o to, że w
            swoim okręgu wyborczym może zostać napiętnowana przez proboszczów z ambony i
            "wściekły lud" wymiecie ich z polityki przy wyborczej urnie.
            to żałosny mały głupi cynizm.
            cynizm ludzi, którzy mają za nic swoje obowiązki wobec całego społeczeństwa.

            czy takie związki partnerskie mają być obowiązkowe ? :]
            no przecież nie.
            mają być po to, żeby ułatwić życie części ludzi.
            dlaczego więc głosować przeciw ?
            w imię czego ?
            Jak się okazuje, w Europie można, we Francji geje i lesbijki mogą już dzieci adopotować.
            a w Polsce nawet nie moga być związkiem partnerskim :]
            Bo polityka polska ciągle siedzi pod sutanną i ma w nosie człowieka i jego codzienne problemy.
            banał wytarty strasznie, ale fatalne jest to, że nie posuwamy się ani o krok w kierunku
            standardów zachodnich, skandynawskich, niemieckich, brytyjskich tylko cofamy się do jakiegoś Króla Ćwieczka.

            10 lat prezydentem był ateista, 2 razy wybory parlamentarne wygrywała postkomuna,
            od kilku lat rządzi zróznicowana, atakowana przez kler PLatforma... a polscy politycy ciągle
            klerowi się kłaniają w celu korzyści wyborczych :] zrozumiałbym tych z PiS, tapartia obstawia czerwone w czarnym, ale nie rozumiem tych z Platformy. i nie rozumiem dlaczego PiS ma 30 %, prowadząc politykę i wyznając poglądy tak XIX wieczne. POlska zagadka, Archiwum X znad Wisły :]
            • siostra.bronte Re: Habemus papam cd. 17.03.13, 14:04
              Podpisuję się :)

              No właśnie, nikt nikogo nie zmusza do związków partnerskich, in vitro czy innych bezeceństw. Ale kościół i politycy mu sprzyjający usiłują narzucić swoje poglądy całemu społeczeństwu poprzez rozwiązania prawne. O świeckim państwie to na razie można pomarzyć.

              Polityka PO wobec kościoła to dla mnie zagadka :) W czasie wyborów Tusk mówił, że "nie będzie klękania przed księdzem", czy jakoś tak. Ale oczywiście to była tylko wyborcza zagrywka. Potem cała historia z ustawą o związkach partnerskich pokazała, że Platforma jest w rzeczywistości partią konserwatywną, nie różniącą się od prawicy.

              Parę dni temu Tusk wysłał do papieża list z gratulacjami. Tutaj ciekawy fragment: "Pragnę jednocześnie zapewnić Ojca Świętego o woli i gotowości Polski do dalszego umacniania więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie".
              • grek.grek Re: Habemus papam cd. 18.03.13, 15:52
                :]

                yes, wiesz, oni walczą o swoja pozycję polityczną, przetargową.
                jesli okaże się, że są słabi, że można uchwalać ustawy wbrew ich
                nauczaniu, to rządy kolejne śmiało zaczną im odbierać przywileje, jakie
                dzisiaj mają.
                dlatego, nie mogą dać nawet końca palca, bo to będzie początek odgryzania
                całej ręki.
                Tak, wg mnie,rozumują.
                ani guzika.
                Najgorsze, że kompletnie tutaj nikogo, ani kleru ani politykierów, nie obchodzą ludzie
                i ich życie.

                hehe :]
                ostatnio zapowiedział, że będzie stał na straży dobrego sampoczucia KOścioła w Polsce.
                tylko, wiesz, ja odebrałem to jako zapowiedź dbania o interesy nie tyle Kościoła, co
                samego kleru. Kościół ma się dobrze, nikt nikomu nie zakazuje chodzenia na msze, praktykowania, nie ma prześladowań religijnych etc. Problemem jest to, że kler doi
                kasę publiczna. Zamyka się ośrodki zdrowia, likwiduje szkoły,ale miliardów rocznie
                na zachcianki kleru sie nie załuje. To fatalne. Podatek wyznaniowy załatwiły sprawę.
                Kto chce - płaci. Kto nie - nie płaci i jest uczciwie, a tak - ateiści czy innowiercy muszą
                łozyć na księzy, z którymi nie mają nic wspólnego. Kler, to jednak nie jest służba
                zdrowia czy edukacja, na którą wszyscy musimy się składać bez względu na przekonania
                takie i siakie oraz wiarę w to czy owo.

                rewelacja, haha ;]
    • grek.grek KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & reps 14.03.13, 14:00
      "Para na życie" - nie znam, czytam że komedyja, a że reżyserem jest Mendes, to brzmi
      ciekawie, bo raczej kręcił się on pomiędzy komediodramatem, a dramatem.
      22:35.
      można by spróbować, nie ?

      "HOuse" 2 odcinki, od 20:40.
      "Mad Men"1 odcinek od 21:10.
      "Borgiowie" od 22:10.

      kurdesz, sporo tego stuffu, a tylko jeden tiwi i jeden magnetus.
      i to radzieckiej produkcji, z ukraińskiego materca z rąk człowieka o
      kaukaskich rysach i chytrym uśmieszku, który sprawił, że zadrżała
      mi ręka, kiedy płaciłem, a nuż "sprzedaje mi zimny czaj" ?
      ale działa, tyle lat, tylu premierów i prezydentów, a ten dalej działa, hehe.
      częsci zamiennych i tak nie ma na rynku, więc do pierwszej awari :]

      22:15.
      "Szczęśliwego Nowego Jorku" w KUlturze.
      trochę go Wam już rekomendowałem, wiem że staroć, ale prawda o Polsce,Polakach i
      imigranckiej martyrologii ;] - jak najbardziej, jak sadzę, ponadaczasowa. I dobre aktorstwo,
      zwłaszcza Gajosa, Lindy i Zamachowskiego.

      o 1:05 [czemu tak późno ?] "Szczęście ty moje", następna opowieśc o Rosji, brudnej, złej i
      nieszczęśliwej.
      jakby ktoś...
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,139403974,_Szczescie_ty_moje_storyline.html
      TVN daje "Oszukać przeznaczenie", co jest pozycją mało trafną, na ten wieczór, bo wiadomo, że stacji się nie uda, nie przy takich propozycjach serialowo-kochamkinowych.
      A sam film, kiedyś chyba już znęcałem się nad całym cyklem [dacie wiarę, że bodaj 4 części nakręcono... hehe]. W skrócie - grupa uczniów cudem, a właściewie na skutek proroczej wizji jednej z dziewczyn, unika strasznego wypadku. Tyle, że Śmierć o nich nie zapomniała. Ci, których cud objął - zaczynają jeden po drugim ginąć w tragicznych okolicznościach, a reszta próbuje rozpaczliwie uniknąć ich losu. I tak w koło macieja, 4 części. Zmieniają się tylko sposoby uśmiercania kolejnych postaci, na coraz bardziej wymyślne, tak dalece, że aż absurdalne. Generalnie, szkoda czasu, chociaż... klimat tych filmów nie jest taki najgorszy.




      • siostra.bronte Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 14.03.13, 14:06
        Wybieram "House'a" i może kawałek "Pary na życie", bo późno się kończy.
      • barbasia1 Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 14.03.13, 23:17
        Oglądam właśnie "Parę na życie" ...

        Na Housie miałam zaklócenia (ten podstępny Morfeusz), i teraz mam pytanie, dlaczego w finale drugiego odcinka, asystentka Housa demolowała sprzęty kijem baseballowym?


        :)
        • grek.grek Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 15.03.13, 15:32
          rozładowywała frustrację :]
          House drązył zaciekle i wydrążył, że jej spóźnienie do pracy było związane ze sprawą
          rozwodową, jaką dziewczyna ma w sądze ze swoim [eks]mężem, który ją zdradzał i
          że tamtego dnia chciała odreagować cały stres z tym związany. Uznał więc, że po
          zakończeniu medycznego śledztwa należy się kobiecinie coś od życia, przygotował
          patyk, a przy okazji wywarł "oślepiająca zemstę w zapalczywym gniewie" na złośliwym
          ortopedzie. Swoją drogą, ten ortopeda to kawał miglanca - zagipsował House'owi cały
          gabinet :]] To było mocne.

          I co jak co, ale Hugh Laurie jest chyba w życiowej formie w tym ostatnim sezonie.
          Zawsze był dobry i ekspresyjny, miał ten swój styl, ale - ja wiem...może to kwestia
          długiego niewidzenia doctore ? - wg mnie w tych odcinkach naprawdę kosi równo
          z trawą.

          Podoba mi się język tej małej skośnej - "wykopsać", "był na gazie" w oficjalnych rozmowach :]
          Z jej ust, takiej niby poważnej, brzmią takie slangowe zwroty zwłaszcza zabawnie. Poza tym, tworzy ciekawą parę z tą drugą, misską - w fajny sposób odbiera swoją współobecnością częś majestatu jej urodzie.

          House miesza jak szalony, haha, ileż on prowadzi rozmaitych szachowych rozgrywek, i zawsze musi wyjśc na swoje.

          Pacjent z manią rozdawania wszystkiego - świetny.
          ja bym tam go nie leczył...
          Przecież facet zarabiający miliony i gotowy je rozdawać co do centa, to kura znosząca
          złote jaja ;]

          Ten drugi jakoś mniej ciekawy, może dlatego, że glównie nieprzytomny.
          A i tak doctore na nim zarobił.

          Co za tekst, kiedy House wraca z "pożyczonym" sprzętem do szpitala -
          "znów spał na ławce, bo ordynator [Foreman] go nie lubi", hehe.

          Dużo tego było, dużo ripost House'a, czyli jest chyba dobrze, nie sądzisz ?
          sądzicie ?
          • barbasia1 Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 16.03.13, 00:03
            Dziękuję! :)

            Widzę, że obejrzałam znacznie mniej niż myślałam.

            Ortopedy miglanca, który zagipsował House'owi cały gabinet nie wiedziałam. ://
            Muszę poszukać tych odcinków w necie.

            Ale widzałam jak House zakłada się z małą skośnooką asystentką o to, czy zostanie zwolniona z pracy w szpitalu. House mówi, że zostanie zwolniona, mała, że nie, na pewno nie. House, po przyjęciu zakładu krzyczy natychmiast - "zwalniam cię", he,he ;)



            > Pacjent z manią rozdawania wszystkiego - świetny.
            > ja bym tam go nie leczył...
            > Przecież facet zarabiający miliony i gotowy je rozdawać co do centa, to kura zn
            > osząca złote jaja ;]

            Mała skośnooka asystentka nazwała (zdiagnozowała) go "wariatem", druga wysoka ciemnowłosa piękność - "altriustą, szlachetnym człowiekiem, który pomaga biednym". ;)

            A jednak miła problem natury psychicznej? Wyleczono go z tej manii?


            Też jestem bardzo mile zaskoczona 8 sezonem Housem.

            To lecę na Mad Men. Don w Californii na delegacji. Nowo pozna znajoma, młoda dziewczyna (lat 21) zaprosiła go do ekskluzywnej willi z basenem. Dziewczyna zachęca go do kapieli w basenie, pyta potrzebuje kąpielówek czy wykąpie się nago? Californication! ;) Wokół basenu opala się towarzystwo, w basenie na materacu jakaś pieknosć leżey. A Don pada jak długi na ziemię. To przez upał ...

            Cały dzień dziś latam. ;)

            A polecam Ci goraco "Parę na życie"! Jutro opowiem co nieco! :)
            • barbasia1 "HOuse","MM" 2/11 16.03.13, 00:12
              Don doszedł do siebie wieczorem. Zjadł kolację w towarzystwie dziewczyny i towarzystwa, a potem poszedł do łóżka z dziewczyną , która już podczas kolacji zaczęła go całować przy wszytskich. Na drugi ddzień rano, po upojnym seksie panna wyznała Donowi, że lubi seks.

              A Don wpadł jej w oko w restauracji, poprosiła znajomego, który później okazał się być jej ojcem, by podszedł do Dona i zapoznał ją z nim.


              :)
              • pepsic Re: "HOuse","MM" 2/11 18.03.13, 18:19
                Zasłabnięcie niewątpliwie spowodował upał. Tylko, czy czasem nie było oznaką nadchodzącej groźniej choroby, która być może okaże sie punktem zwrotnym serialu?

                Barbasiu, jeśli można mam dwa zapytania. Do kogo zadzwonił Don/Donald w finale odcinka? Pytam, bo imiona i nazwiska bohaterów jeszcze za wiele mi nie mówią. I w jakich okolicznościach przyrody rozstał się z kochanką?

                Tak w ogóle, jakiś dziwny ten ostatni odcinek. Cały czas miałam wrażenie, ze Don się w którymś momencie obudzi.
                • barbasia1 Re: "HOuse","MM" 2/11 21.03.13, 21:22
                  A początku 2. serii (czyli tej która właśnie się kończy) u Dona wykryto nadciśnienie. Więc może to za słabnięcie miało jakiś związek z tym faktem.

                  Oto jest pytanie! Nie wiem, nie mam pojęcia. Nazwisko tej osoby nie padło. Może dowiemy się tego dziś. Don telefonując do kogoś ... podał swoje prawdziwe nazwisko - Dick Whitman ...

                  >I w jakich okolicznościach przyrody rozstał się z kochanką?

                  Którą masz na myśli? :)
                  • pepsic Re: "HOuse","MM" 2/11 22.03.13, 18:35
                    Trochę się wyjaśniło, skąd wziął się Don. Tylko nadal nie mam pojęcia, dlaczego zmienił tożsamość.

                    Oh, my Got, było ich więcej?!!
                    Tę, która wyrzuciła telewizor za okno. Notabene znałam gostka, który zrobił to samo, tyle że rzucał z parteru. Dzieci go wkurzyły tocząc nieustanne boje o pilota, swoją drogą niespotykanie spokojny człowiek. Bo ta wczorajsza kobieta, jak rozumiem, pozostała w spadku za prawdziwym Donem.
            • grek.grek Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 16.03.13, 13:42
              pech, House leci w piątki powtórkowo, bodaj od 16:00.
              wczoraj się kapnąłem ;]
              MOże spróbuj na tej stronie "od Borgiów", - twoje-seriale ?
              tam powinien już być ten ostatni sezon doktora.

              hehe, te kontropinie były dobre.
              a na końcu jednej wydaje się, że drugą okiwała płacąc za naprawę
              jej auta, a okazuje się, że ta druga zgodziła się tylko po to,żeby z tą
              swój cel mógł osiągnąc House :] co za galamatias, hehe.

              yes, gość miał jakiś problem z tarczycą, czy czymś takim.
              w każdym razie, po operacji był już skąpcem, jak normalnie ;]

              "przez upał"...a może przez tę wizję kąpieli bez osłonek ? ;]

              ha, no to winszuję Ci oddechu w weekend, Barbasiu, od tego zalatania.

              Dzięki, obejrzałem "Parę...", poniżej coś tam nadziobałem od siebie.
              ciekaw jestem Twojej opinii.
              Siostra nie oglądała, Er.pa połowe, wszyscy pozostali milczą w trzynastu
              językach ;]... zdaje się, że tylko my oglądaliśmy ?

              • barbasia1 Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 16.03.13, 14:29
                Tak, właśnie to zamierzam zrobić, poszukać na tej stronie serialowej 8. sezonu House'a.

                > yes, gość miał jakiś problem z tarczycą, czy czymś takim.
                > w każdym razie, po operacji był już skąpcem, jak normalnie ;]

                Tak, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, he,he! ;))

                Przeczytałam już Twoj komentarz, bardzo mi się podoba. Poza opinią na temat Lily bohaterki granej Allison Janney zgadzam się ze wszytskim.

                grek.grek napisał: /niżej o filmie "Para na życie/
                "Rozumieją się, akceptują i mają zaufanie. Partnerstwo w uczuciach, porywy serca i namiętności mają za sobą, przeszli to i nadal są razem i łączy ich coś dojrzałego".


                Ho,ho,ho!
                Nie spodziewłam się po Tobie takiej konstatcji! ;)



                Siostra nie oglądała, Er.pa połowe, wszyscy pozostali milczą w trzynastu
                > językach ;]... zdaje się, że tylko my oglądaliśmy ?

                Damy sobie radę we dwójkę, jak to nie raz i nie dwa bywało! ;)


                > ha, no to winszuję Ci oddechu w weekend, Barbasiu, od tego zalatania.

                Dzięki, Greku. :)

                > "przez upał"...a może przez tę wizję kąpieli bez osłonek ? ;]
                Przez upał. :)

                cdn.
                • grek.grek Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 16.03.13, 16:25
                  dobra jest też ta strona z której linkowałem ostatni odcinek FOrbrydelsen.
                  żadnych limitów nie ma z tego, co się zorientowałem.

                  hehe ;]

                  dzięki.
                  o, Lily Cię nie przekonała swoją rubasznością ? ;]

                  no może nie wyglądam na takiego, ale docenić umiem, hehe.

                  może ich zmobilizujemy na okoliczność powtórki ? heh.

                  załatwiłaś przynajmniej wszystko ?
                  latanie było owocne ? :]

                  • barbasia1 Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 17.03.13, 11:44
                    > o, Lily Cię nie przekonała swoją rubasznością ? ;]

                    > no może nie wyglądam na takiego, ale docenić umiem, hehe.

                    Właśnie wyglądasz mi na takiego, który potrafi docenić; chodziło mi o coś innego, o Twój pogląd na kwestię relacji damsko -męskiej, o pojmowanie miłości ( "coś głębszego" ,jak to ująłes, co łączy bohaterów odczytałam jako miłość) , jak mi się wydawało zupełnie inny od który tu się ujawnił!?

                    > może ich zmobilizujemy na okoliczność powtórki ? heh.
                    O! Dobry pomysł.


                    Teraz lecę, znaczy jadę w góryyyyy!
                    Trafił mi sie wyjazd relaksacyjny jak ślepej kurze ziarno, hehe! ;)))
                    Miłego dnia życzę, Greku, Tobie i Wszytskim Paniom!.


                    > o, Lily Cię nie przekonała swoją rubasznością ? ;]
                    i
                    > załatwiłaś przynajmniej wszystko ?
                    > latanie było owocne ? :]
                    Jutro odpowiem.

                    :)
                    • grek.grek Re: KOcham KIno "Para na życie", "HOuse","MM" & r 17.03.13, 12:42
                      z tą nomenklaturą, to same problemy ;]
                      porozumienie mają, uczucie, przyjaźń+.
                      już faza namiętności i porywu przeszła, ale im nie
                      przeszło, to ich połączenie jest dojrzałe i głębsze.

                      "miłośc", to tylko słowo, każdy podstawia sobie pod nie
                      co tam chce, mnie się kojarzy bardziej z ta fazą zakochania,
                      spontaniczności, a to co później bardziej utożsamiam z
                      dojrzałym świadomym partnerstwem.
                      może po prostu samo słowo jest nadużywane i prowokuje
                      rózne odczytania ?

                      no to : udanego zdobywania szczytów, Barbasiu :]
                      i tego relaksu też udanego.
                      i dużo :]

                      orajt.
    • siostra.bronte "Pokuta" 14.03.13, 14:04
      Greku, oglądałeś?
      • siostra.bronte Re: "Pokuta" 14.03.13, 14:37
        Czekam też na opinie innych osób zaglądających na forum :)
      • grek.grek Re: "Pokuta" 14.03.13, 15:39
        Niestety, Siostro, nie było mi dane.
        wpadłem po godzinie, około 21, więc nawet nie próbowałem oglądać "reszty".
        poczekam na powtórkę...

        ... mam nadzieję, czytając Twoje [i Wasze] recenzje tego filmu :]

        • siostra.bronte Re: "Pokuta" 14.03.13, 17:17
          A to pech, Barbasia też nie widziała. A liczyłam na gorącą dyskusję :)
          Postaram się napisać parę słów, może ktoś jeszcze się dołączy.
          • pepsic Re: "Pokuta" 14.03.13, 18:34
            Czekałam na habemus papam 13.03.2013, tak więc tylko na końcówkę się załapałam. Niestety nie przemówiła do mnie. Jakoś niemrawo wypadli aktorzy odgrywający parę głównych bohaterów (irytująca drewnianą grą Keira Knighley) nie potrafiący wzbudzić należytych emocji, tempo też bez rewelacji. Ale to tylko moja subiektywna opinia.
            • siostra.bronte Re: "Pokuta" 14.03.13, 19:24
              Chyba się umówiliście :)

              No więc tak. Film jest wspaniale sfilmowany, jest na co popatrzeć (choćby sceny podwodne). Do tego piękna muzyka, zwłaszcza fragment z Dunkierki z autentycznym, starym hymnem.

              W samej historii jest trochę niedociągnięć. Przede wszystkim, mało prawdopodobne, aby skazano człowieka na podstawie zeznań 13-latki i to w takich okolicznościach (ciemna noc, światło latarki). Musiał się odbyć jakiś proces, ale w filmie nie ma o tym słowa. W każdym sądzie to byłoby za mało na skazanie. Ale bez tego chwytu nie byłoby historii.

              Związek Cecilii i Robbiego przed całą aferą jest pokazany pobieżnie. Oboje mają raptem dwie wspólne sceny. Trudno uwierzyć w wielką miłość między nimi.

              Część druga, wojenna wypada trochę sztucznie, widać efekty komputerowe (chyba?). W scenie na plaży w Dunkierce prawdziwe wrażenie robi tylko muzyka. I w ogóle ta część trochę się ciągnie. Większe emocje wywołała we mnie scena w szpitalu, kiedy zostają przywiezieni ranni.

              Co do Briony, to nie do końca rozumiem dlaczego "karała" się pracą w szpitalu. Pisze o tym Cecilia w liście do Robbiego. Sama Briony opowiada zza kadru, że zrezygnowała ze studiów, aby robić coś pożytecznego. Widzimy jak ciężko pracuje w szpitalu i faktycznie wygląda to jakby chciała odpokutować za to co zrobiła (nie pamiętam czy mówi o tym wprost). Skąd ta "kara", skoro wydała policji gwałciciela? Żałowała dlatego, że Cecilia odwróciła się od niej i od rodziny? Bo przecież Briony olśniło, że to był...ktoś inny (nie będę spojlerować) dopiero kiedy oglądała kronikę w kinie. Trochę to pokręcone.

              I oczywiście gubiłam się w przeskokach czasowych.

              Knightley w każdym filmie jest drewniana, więc nie byłam zaskoczona. Ale McAvoy był całkiem dobry, no i te dwie małe dziewczynki, grające Briony i Lolę. Co do Cumberbatcha to nie potrafię się obiektywnie wypowiedzieć :)

              W sumie warto obejrzeć, ale całość rozczarowuje.

              W ogóle to wątek dziecka rujnującego życie pary zakochanych (także przenoszącego listy) przypomina historię z pięknego "Posłańca" Josepha Loseya wg. powieści Hartley'a.



              • er.pa Re: "Pokuta" 14.03.13, 19:39
                Mnie film przy pierwszym oglądaniu znudził :) Zyskał póżniej, zwłaszcza ze wspomnianym komentarzem Wrighta.
                Wizualnie jest bardzo dopracowany, fajny jest też ten "stukający" motyw muzyczny w pierwszej części. Ładne tez kostiumy w pierwszej częsci, włacznie ze strojami kąpielowymi "z epoki."
                Z części szpitalnej - fajne wnętrza, natomiast mnie aktorka grajaca Briony nie przekonuje. Widziałam ją potem w Emmie, i była bardziej trafiona, tutaj, po tej swietnej dziewczynce, jakoś nie bardzo.
                Co do Briony i jej karania się - nie pamiętam dokładnie, ale to poczucie winy wynika tez z tego, że Celia ją odrzuca po tej historii z Robbiem, wyjeżdża, i zostają pielęgniarką, zrywa z rodziną, a życie Briony po jej wyjeździe juz nie wraca do wcześniejszej normy.
                Podobieństwo do Posłańca - jak najbardziej :)
                Ogólnie moje wrażenie - trochę przerost formy nad treścią. Sama fabuła zgodna z ksiązkową, czyli nielogiczności sa stamtąd.
              • pepsic Re: "Pokuta" 14.03.13, 20:02
                To nie my, to purpuraci stęsknili sie za komórkami i laptopami;)

                Ps. Mnie ścisnęła za serce niespodziewana śmierć na posocznicę młodego bohatera.Bardzo smutny fragment to był.
                • siostra.bronte Re: "Pokuta" 14.03.13, 20:30
                  Hehe. Ale umówiliście się z Grekiem i Barbasią na nieoglądanie :)

                  Tak, scena śmierci Robbiego była bardzo smutna, Cecilii też. Byli tacy młodzi.
                  • barbasia1 Re: "Pokuta" OT 14.03.13, 22:45
                    Ale ja mam usprawiedliwienie, obchodziłam imieniny soleniznantki z 13 marca ! Potem oko zawiesiłam na relacjach z Watykanu, i już było za późno na oglądanie filmu,
                    aleeee jakis czas temu wypatrzyłam "Pokutę" na DVD w realu za przyzwoitą cenę. Jutro, albo w sobote polecę po niego.

                    :)
                    • siostra.bronte Re: "Pokuta" OT 14.03.13, 22:58
                      Barbasiu, jesteś usprawiedliwiona, Pepsic i Grek też :)

                      O, to fajnie. Tylko szkoda, że nie udało się nam uniknąć spojlerów.
                      • barbasia1 Re: "Pokuta" OT 15.03.13, 23:24
                        Dzięki! :))

                        Spojlery mi nie straszne, wręcz przeciwnie (już poczytałam).
              • mia72 Re: "Pokuta" 15.03.13, 07:56
                Ja ten film oglądałąm dość dawno (2 lata temu chyba)i miałam wrażenie, że Briony od początku świadomie wskazała niewłaściwego winnego - ale może źle pamiętam, sam film nie przejął mnie jakoś przesadnie;) Nawet Cumberbatcha nie zauważyłam;)
                Sherlock nb wraca w Ale Kino od 31.03 - kolejna seria, niestety tylko 3 odcinki:(
                • angazetka Re: "Pokuta" 15.03.13, 09:43
                  Ale od poniedziałku zaczynają kręcić kolejne trzy ;)
                  Briony, moim zdaniem, wskazała na Robbiego z zemsty, takiej głupiutkiej, bez pomyślunku, co to będzie dla niego (i dla wszystkich) oznaczało.
                  • siostra.bronte Re: "Pokuta" 15.03.13, 13:56
                    Tak, a co więcej będzie też 4 seria. Hura!
                    Ale przy takim tempie to zobaczymy ją za parę lat :)
                • siostra.bronte Re: "Pokuta" 15.03.13, 13:53
                  Wydaje mi się, że Briony bardzo chciała wierzyć, że to był Robbie. Sceny, które widziała tego dnia (przy fontannie i w bibliotece) tudzież liścik utwierdziły ją w przekonaniu, że jest "zboczeńcem". Do tego, Briony sama była nim zauroczona i to wszystko się nałożyło. Ale nie przekonuje mnie jej zachowanie. Albo widziała gwałciciela, albo nie.

                  W scenie w kinie widać jak Briony nagle doznaje olśnienia, tak jakby w końcu dotarła do niej prawda. I potem chce się spotkać z Cecille, żeby porozmawiać.

                  Tak, Benedict jest w ogóle niepodobny do siebie. I uważam, że jego Marshall został przedstawiony zbyt negatywnie :)

                  Dzięki za info o Sherlocku. Jeszce wisi nade mną streszczenie ostatniego odcinka :) Nagram sobie jeszcze raz, bo lektor w bbc był fatalny, do tego słabe tłumaczenie.
                  • grek.grek Re: "Pokuta" 15.03.13, 15:22
                    Siostro, dzięki za wszystkie opisy i spostrzeżenia - dzięki Er.po również :]

                    dylemat moralny bohaterki i owa tytułowa "pokuta" istotnie mogą być
                    przyczynkiem do ciekawej wymiany zdań i poglądów.
                    mam nadzieję na dołączenie do niej, ewentualnie wznowienie, zaraz po
                    obejrzeniu powtórki.
    • grek.grek "Borgiowie" sez 2 odc 5 [1] 15.03.13, 11:15
      www.twoje-seriale.tv/borgias/sezon_2/odcinek_1.html
      [odcinki do wyboru po prawej stronie w ramce]

      Wersja pisana... voila.
      Tak więc wojska włoskich księstw pokonują w bitwie Francuzów, dzięki akcji dywersyjnej tajnego oddziału najemników dowodzonego przez Cesare, który wysadza w powietrze proch strzelniczy do armat francuskich pozbawiając armię wroga argumentów bojowych. Rzym zyskuje uznanie, chociaż nikt nie wie, kto imiennie stał za tym brawurowym wyczynem, szacunek - bo przeca papa błogosławił i sprawował duchowy patronat nad całą awanturą, a skarbiec papieski wzbogaca się o łupy wojenne uzyskane przez księstwa, które przed bitwą zobowiązały się,w razie zwycięstwa, zasilić nimi ów właśnie.

      Rodrigo nie wystarczy pogonienie Francuzów. Tuż po bitwie, ciągle dopytując się Cesare, co wie o "dzielnych Rzymianach, którzy nocą rozbroili francuską armię" - decyduje się wziąć w obroty kolejnych wrogów, czy też raczej - ludzi nielojalnych wobec Rzymu. Wysyła Cesare [razem z nieodłącznym kilerem Micheletto] do Forli, gdzie rezyduje Katarzyna Sforza, niedawna sojuszniczka Francuzów; sam zaś, z kardynałem Sforzą, kuzynem Katarzyny, jedzie do Florencji, żeby zbadać sprawę mnicha Savonaroli, zyskującego duża popularnośc wśród prostego ludu głosiciela ubóstwa, cnoty i atakującego papieża i Rzym za zbytek i rozpustę.

      Forli, to rodzinne miasto Micheletto. Najpierw więc on i Cesare zaglądają do jego domu. Tutaj wita ich klasyczna włoska mamma, rozradowana widokiem synusia. MIcheletto, jak się okazuje, kłamie od lat matce, że w Rzymie kształci się na lekarza, "leczy ludzi" :] Zabawna sprawa,bo w rzeczywistości zajmuje się rzeczami zgoła odmiennymi. Cesare zostaje wzięty za jego "dottore", nauczyciela, czy jak to tam będzie z włoskiego [Barbasiu, dobrze koślawię ?]. Sytuacja cokolwiek komiczna, Cesare pokpiwa sobie, że Micheletto "dużo i pilnie ćwiczy", a mamma nie posiada się ze szczęścia, jak to synkowi błyskotliwa kariera w medycynie się kroi. Przy okazji pojawia się brat Micheletto, Augustino. Bracia unikają siebie wyraźnie, nie witają się nawet, mamma zaś szczebiocze, że Augustino na dniach będzie się żenił. Wychodząc z domu, zapytany przez Cesare o ojca, Micheletto odpowiada, że... on nie żyje, zabił go własnoręcznie sam Micheletto.

      Coś jest między braćmi. Co - to się okazuje niebawem. Panowie spotykają się na... cmentarzu. Zaczynaja zrzucać ubrania... Będą się bić ? BŁąd, rzeczy rozwijają się w kierunku zupełnie przeciwnym - rozebrani do rosołu zaczynają się całować. Tak więc, ojcobójca Micheletto pozostaje w ściśle skrywanym kazirodczym związku homoseksualnym ze swoim bratem. Po wszystkim brat zwierza mu się, że żeni się tylko dlatego, by mieć przykrywkę dla swoich faktycznych skłonności. Micheletto namawia go, żeby rzucił w cholerę to zakłamanie i zycie w ukryciu i pojechał z nim do Rzymu, tam będą mogli się spotykać z większą swobodą, a i on sam będzie bezpieczniejszy niż tutaj, ggdzie jedna chwia słabości i może się zdemaskować, za co czeka go śmierć. Ale Augustiino nie chce wyjeżdzać, nie chce opuszczać domu, miasta, do których jest ogromnie przywiązany.

      Cesare odwiedza Katarzynę Sforzę w jej zamku. Zostaje godnie podjęty - obiadem, kolacją, śpiewem w wykonaniu syna Katarzyny. Miło się gawędzi, ale Cesare przyjechał z konkretną propozycją dla Katarzyny od Rodrigo. Papa daje jej wybór : albo sama przyjedzie do Rzymu, klęknie przez papciem i cmoknie go w pierścień, a on jej wspaniałomyślnie wybaczy nielojalność, albo wybaczy ją jej równie wspaniałomyślnie, ale zaraz po tym jak zostanie do Rzymu doprowadzona na łańcuchu. Katarzyna jest kobietą dumną, niezależną i jej odpowiedź dnia pierwszego brzmi "klękam tylko wtedy, kiedy sama tego chcę i przed tym, przed kim chcę", co powiedziawszy klęka przed Cesare. Potem każe służbie zaprowadzić go do sypialni... w której Cesare spotyka ją samą. Sztywnawa z lekka Katarzyna okazuje sie być całkiem wygimnastykowana i namiętna. Po co ten seks ? Żeby zmiękczyć papieskiego emisariusza ? a może Cesare się jej spodobał ?

      Tak czy owak, drugiego dnia Cesare nadal nalega na to, żeby Katarzyna dokonała wyboru, i zalezy mu na tym, by nie zmuszała Rzymu do karnego jej doprowadzania, a zachowała choć pozory godności. Ale dla niej wyraźnie godnośc kojarzy się jednak z niezależnością, na prośby Cesare przy kolacji reaguje tylko tekstem, że "popsuł jej smak wyrafinowanego jedzenia, na które miała taką ochotę". A potem znowu Cesare nie może się jej oprzeć i znów seks in da house.

      POjawia się w zamku Giovanni Sforza, wezwany przez Katarzynę ? W towarzystwie swojego brata/kuzyna? Katarzyna ostatecznie odmawia Cesaremu podporządkowania się papieżowi. Giovanni bardzo jest tym rozbawiony, a i pozwala sobie na dopowiedzenie o "odmowie upokarzania się przed świnią ubraną w tiarę", wspomina tez jak sam został w Rzymie potraktowany, od słowa do słowa, Cesare pewnie przypomina się jeszcze to, jak Sforza traktował Lukrecję i nagle rzuca się na niego - dusi go, a potem dźga seriami nożem "nie mogąc znaleźć serca". Wreszcie Sforza przestaje się ruszać, wykrwawia się na stole, wchodząca służaca wrzeszczy na cały regulator, a Cesare rzuca się do panicznej ucieczki. Zaalarmowana Katarzyna przychodzi do jadalni,widzi co opisane - i wydaje rozkaz by zatrzymać Cesare. Ścigają go więc straże, ale na zewnątrz jest już Micheletto z końmi. W ostatniej chwili przed zamknięciem wrót udaje się im wyskoczyć na zewnątrz, a strzaly z kusz ich nie dosięgają. hehe, co za akcja ;] JUż oddaliwszy się na pewną odległośc zatrzymuja się by się rozdzielić - Cesare daje Micheletto nóż utopiony we krwi Sforzy i powiada, żeby zawiózł go Lukrecji.

      We Florencji Rodrigo i kardynał Sforza, w naciągniętych na czerepy kapturach, uczestniczą we mszy odprawianej przez Savonarolę, słuchają jego płomiennego kazania, w którym jak zwykle wychwala modlitwę, ascezę i Boga, i sugeruje niedwuznacznie, że papiestwo w Rzymie jest zakałą. W tłumie jest też kardynał Della Rovere, również zakapturzony. W pewnym momencie Rodrigo, Sforza i Della Rovere stoją ramię w ramię, nie wiedząc o tym.

      Po seansie Rodrigo zagląda do pałacu Medyceuszy, chce się dowiedzieć czegoś więcej o tym całym Savonaroli. Chce go jakoś unieszkodliwić. Zabójstwo raczej nie wchodzi w grę, jako męczennik byłby daleko groźniejszy niż obecnie. Rodrigo chodzi po głowie raczej kosztowne przekupstwo,np. podarowanie Savonaroli diecezji, a może nawet kardynalska purpura i wygodny stołek w Rzymie. Jak mówi "wrogów należy mieć jak najbliżej siebie, aby móc ich stale kontrolować".

      Z Savonarolą osobiście spotyka się za to Della Rovere. Z szacunkiem, ale i z determinacją, wyłuszcza mu swoje zamiary, że chce zamordować papieża, uwolnić kościół od niego. POtrzebuje wsparcia mnicha, jakiegoś gestu, słowa, whatever... patronatu. Savonarola bawiąc się świeczkami [świetna sceneria tej rozmowy] słucha go, a potem niespiesznie odpowiada "bądź mieczem bożym, czyń sprawiedliwość, błogosławię twoim zamiarom i wspieram je".

      Tak uzbrojony Della Rovere, a dodatkowo - będący w posiadaniu śmiertelnej trucizny, musi tylko dotrzeć do papieża i jakoś mu ją podać ["można go zabić w taki sposob,w jaki on chciał zgładzić mnie"]. Rzuca swój planvw izbie pełnej zakonników - jedyna droga by podać truciznę papieżowi, to znaleźc się wśród jego zaufanych ludzi, w gronie jego służby, tych którzy podają mu jedzenie i napoje. Morderca musi się wkupić w łaski papieża, a potem wykonać wyrok, a być może, a nawet na pewno samemu zginąć, bo służba papieska sama próbuje potraw, które papa ma spożywać. A więc potrzeba terrorysty-samobójcy. I to takiego, który nie boi się śmierci bolesnej i długiej. Sam Della Rovere nie może tego zrobić, z oczywistych powodów, nawet z brodą jest ciągle zbyt podobny do siebie. MNisi jeden po drugim opuszczają jadalnię, nie ma chętnych...

      Wieczorem, kiedy Della Rovere pieli grządki w zakonnym ogródk
      • grek.grek "Borgiowie" sez 2 odc 5 [2] 15.03.13, 11:33
        a więc, kiedy Della Rovere pieli grządki, pojawia się młody chłopak. I mówi, że zgłasza się na ochotnika do akcji zabicia papcia. Della Rovere jest poruszony, wypytuje go czy spełnia warunki "na pewno nikt cię nie zna ? i nie masz rodziny ani przyjaciół ? jesteś gotowy umrzeć dla sprawy i to umrzeć śmiercią straszną ?" [normalnie, jak przykazania z katechizmu Nieczajewa, hehe]. Chłopak wszystko potwierdza i niczego się nie boi, bo zależy mu na zasłudze w Niebie. Tak więc, kardynał ma swoje narzędzie do wykonania na papieżu wyroku.

        Rodrigo tymczasem odprawia mszę, chyba jeszcze we Florencji. Na zewnątrz jest burza z potęznymi piorunami. I nagle : bach ! piorun wali w dach świątyni i cegły lecą prosto na ołtarz, a także i na resztę uczestnikow nabożeństwa. Wybucha panika, ludzie wieją z kościoła, krzyki, wrzaski... Rodrigo jest ranny, broczy krwią z rany na głowie, ale mimo tego probuje pomagać ministrantom przygniecionym przez gruzy... Jednego wyciąga spod cegieł, z narażeniem własnego życia, ale chłopiec umiera w jego objęciach. Wybiega z kościoła, pada rzęsisty deszcz, Rodrigo zrozpaczony prosi, żeby inni poszli razem z nim ratować tych, ktorzy ucierpieli, ale nikt się nie rusza, więc pędzi sam z powrotem.

        Są cztery trupy dzieci-ministrantów, zaś Rodrigo siedzi wśród gruzów i jest załamany, uważa że Bóg się wpienił i dał głos, że "za grzechy trzeba zapłacić", pewnie myśli o tych własnych, i nie daje się pocieszyć kardynałowi Sforzy.

        Coś w tym jest, Barbasiu, o czym mówiłaś, że "w tamtych czasach wszystko ludziom na głowy leciało" ;]

        W Rzymie Lukrecja, Vanozza i Giulia Farnese prowadzą swoją krucjatę przeciw kardynalskiemu rozpasaniu, korupcji i sobiepaństwu. Podczas mszy przyglądają się ich strojom i biżuterii, purpuraci wręcz kapią złotem i kosztownościami. LUkrecja zauważa, że biedny lud daje się wyzyskiwać kardynałom w nadziei na to, że w ten sposób zapewnia sobie jakieś nadzieje na zbawienie, a to przecież czyste szalbierstwo.

        POtem wszystkie trzy panie odwiedzają największy rzymski... burdel. Zastają tam paru kardynałów z agentkami towarzyskimi u boku, i nie tylko u boku. Idą do burdello bum bum szefowej i składają jej propozycję : sypniemy groszem na twój przybytek, będziesz mogła
        zaprowadzić higienę, przystroić wnętrze, ale w zamian za to dasz nam nazwiska wszystkich kardynałów, którzy twój przybytek odwiedzają. Łącznie z datami odwiedzin i ilością kasy jaką zostawili w zamian za usługi twoich dziewczyn. Piękna akcja, będzie zatem czym zmuszać kardynalstwo do posłuchu, a jednocześnie czym szantażować w razie jakichś oporów przed przyjmowaniem nowych dyrektyw,które zapewne babinec im zaleci :]

    • grek.grek "Para na życie", jakie wrażenia ? 15.03.13, 15:36
      Obejrzeliście ?
      Barbasiu, udało Ci się dokończyć zanim podstępny Morfeo zaczął o Ciebie rywalizować ? :]

      jakie wrażenia ?
      [ja mam nadzieję obejrzeć dzisiaj, może nocą, kiedy wszystkie koty są czarne, więc zachęćcie mnie jakoś :)]
      • er.pa Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 15.03.13, 15:48
        Ja, niestety, odpadłam, skonczyło się na dobrych chęciach :( Zaczęłam, ale oglądanie tego bezpośrednio po dwóch odcinkach House, to nie był dobrzy pomysł. Że się wyrażę górnolotnie - poetyka tego filmu była nieco inna :) Poszłam spać po pierwszej dluższej wypowiedzi siostry głównej bohaterki, ale podejrzewam, że film oglądany w innym momencie mógł miec zupełnie inny odbiór. Nie weszłam w klimat.
        • siostra.bronte Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 15.03.13, 17:35
          Też nie oglądałam.
        • grek.grek Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 13:35
          Obejrzałem wczoraj w nocy.

          wiesz, wyglądało mi to tak, jakby Mendes chciał pokazać alternatywna, czytaj : optymistyczną
          wersję "Drogi do szczęścia". Tam młoda para doznawała cięzkiej frustracji związanej z
          życiowym niespełnieniem i egzystencją w klatce norm i konwenansów drobnomieszczańskiej
          amerykańskiej prowincji. Ostatecznie ich związek rozpada się, finał jest tragiczny i rezonuje na
          ich otoczenie [pisaliśmy zresztą szeroko o tym filmie, sama na pewno go znasz, więc to tylkotak piszę, żeby trzymała się kupy całość, hehe]. Tutaj - tak samo młoda para poszukuje swojego miejsca pod słońcem, z róznych powodów podrózuje po Ameryce odwiedzając znajomych, członków rodziny i po każdym kolejnym kontakcie z nimi stwierdzając, że nikt z tych ludzi nie nadaje się do tego, by w jego/ich pobliżu założyć dom. Miejsce właściwe znajdują
          dopiero w starym domu po jej rodzicach, w ustronnym miejscu, z widokiem na jezioro. Do szczęśćia potrzebują więc siebie. I dziecka, które jest w drodze. Świat nie jest piękny i mądry, ale im to nie przeszkadza, zawsze bowiem mogą się zamknąć w tym swoim uczuciu jakim siebie nawzajem darzą. Zdobywają to, czego bohaterowie "Drogi..." osiągnąć nie mogli z powodu braku spoiwa. Nie kochali się, a więc wszystko co z zewnątrz miało do nich szeroki
          dostęp i kształtowało ich postawy bardziej niż wzajemne relacje.

          Megaoptymistyczny film.
          Burt i Verona są zwykli, normalni, wyjątkowe jest to co ich łączy, a co pokazane jest
          bez ckliwości i egzaltacji, bez koślawo rozumianego romanatyzmu. Kochają się, ale po ludzku, a nie po ksiązkowemu, są czuli i troskliwi wobec siebie, ale nie są rozlazłymi kapciami. Dzięki temu łatwo w to uwierzyc i łatwo im kibicowac, nawet jeśli nie potrzebują tego, bo w ich związku nie ma kryzysów i nic im nie zagraża,nawet jego skłonnośc do damskich biustów... wszystkich :]
          Rozumieją się, akceptują i mają zaufanie. Partnerstwo w uczuciach, porywy serca i namiętności mają za sobą, przeszli to i nadal są razem i łączy ich coś dojrzałego.

          Świrami są co, których spotykają po drodze, ruda matka dwójki dzieci, krzykliwa i momentami wulgarna, ale przecież urocza na swój sposób i zabawna. Brat, którego zostawiła zona i który wychowuje samotnie córkę. para która ma 3 adoptowanych dzieciaków, ale nadal nie moga się doczekać własnego, bo ona wszystkie pięć ciąż poroniła. Para kopniętych neo-hippisów vel new-age'owców rozdajających gościom papucie, wierzących, że dziecka nie należy w wózku wozić i w ogole liberalnych na punkcie symbiozy z dziećmi [seks przy dzieciach - noproblem, wg nich]. Jego rodzice wyjeżdzają na2 lata do Belgii. Ona ma siostrę, która nie założyła rodziny [dobrze pamiętam ?], ale ktróra też nie wygląda na "dostępną" jako ktoś, z kim mozna by sąsiadować. Żadna z tych osób nie jest na tyle szczęśliwa i poukładana, żeby wiązać z nią przyszłość, jako ktoś obok kogo można mieszkać i znajdować z nim wspólny język. Bohaterowie mogą śmiało dojśc do wniosku, że w tym świecie tylko oni dwoje są normalni i rozumieja o co chodzi w związku, Verona nie będzie krzykliwą, wulgarną, smutną z powodu braku własnego dziecka, bojącą się wózka babą, a on nie będzie samotnie wychowywał córki biadoląc nad swoim losem zamiast dać dziecku szczęście i swój optymizm, nie będzie zapuszczonym hippisem w przykrótkich gatkach.

          Ta podróż upewnia ich, że największym ich sukcesem i gwarancją szczęścia jest to, że mają siebie. Ona nie robi mu wyrzutów, że nie dostał nowej pracy, a on zgadza się robić jej publicznie sceny tylko po to, żeby dziecko w jej brzuchu miało prawidłowe ciśnienie :] Fajna jest ta scena, kiedy nocą leżą na batucie rozstawionym w ogrodzie domu jego brata i przyrzekają sobie, na co się będą zgadzać przy wychowywaniu dziecka. Wszystko o czym mówią jest mądre, a niekiedy zabawne. To będą dobrzy rodzice. MYslą poważnie, a przecież sztywniakami nie są, a wręcz przeciwnie [akcja z wózkiem w domu hippisów - bezcenna, "wyzwiska" w pociągu
          i samolocie - również], mopżna nawet podejrzewac, ze wszyscy których spotykają zazdroszczą im po cichu tego jak im się ze sobą układa. Przypominają trochę jego rodziców, chociaż ci akurat popsuli nieco wrażenie tym, jak się ucieszyli, że na te 2 lata wyjazdowe wynajmą mieszkanie zamiast dać je Burtowi i Veronie z dzieckiem, no i jednak trochę do roli dziadków się nie poczuli ;]

          świetny epizod miała Maggie Gylenhaal, jako ta szurnięta hippiska od wózka.
          te jej gesty i próby okiełznania "agresji" Burta, haha ;]
          podobała mi się tez Allison Janney, ta ruda krzykaczka, jadąca swoim otyłym
          dzieciakom po rajtach, fajnie się śmiała, temperamentna, zabawna, ale i ona
          wyraźnie sfrustrowana i ze smutkiem niejakim żegnająca Burta i Veronę, którzy
          byli jakąś odmianą w jej życiu, z bezbarwnym mężulem i dwójką niekontaktowych
          dzieciarów.

          • siostra.bronte Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 14:05
            Dzięki :) Szkoda, że nie mogłam obejrzeć tego filmu, z opisu wygląda na ciekawy.
            Chociaż szukanie miejsca do życia pod kątem właściwych sąsiadów, czy jak to nazwać, jest trochę naciągane. Ale z pewnością filmowo atrakcyjne. A co choćby z pracą? No, chyba, że para bohaterów nie musi się przejmować takimi drobiazgami.
            • barbasia1 Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 14:23
              Oni szukali przede wszytskim miejsca, gdzie mogliby zapuścić korzenie.

              Szukali też pewnie ludzi, który mogliby być dla nich jakimś wzrocem. Na początku filmu uświadamiają sobie , że mimo przekroczonej trzydziestki, właściwie nie wiedzą jak żyć, poczucie zagubienia pogłębia świadomość, że wraz z narodzinami dziecka wchodzą w zupełnie nową fazę życia .

              Wspaniały film.

              Oczywiście szukali, on szukał w tych miejscach pracy, lepszej pracy, lepiej płatnej. Ona natomiast miałachyba wolny zawód (dobrze mówię, Greku?), więc musiła być uwiązana do jednego miejsca.
              • siostra.bronte Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 15:23
                Dzięki :)
                • barbasia1 Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 15:44
                  Cała przyjemność po mojej stronie. :)

                  /korekta/
                  >więc NIE musiała być uwiązana do jednego miejsca.
              • grek.grek Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 16:29
                yes, prawdę rzeczesz :]
            • grek.grek Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 16:29
              na pewno będzie riplej, prędzej czy później :]

              Barbasia lepiej ode mnie to wyjaśnia.
              szukali swojego miejsca, i tak przy okazji tych podróży rozważali inspiracje spotykanymi
              ludźmi.

              dobytek cały im się mieścił w zdezelowanym aucie, dwa rowery przytroczone do bagażnika.
              a resztę Barbasia wyjaśnia :]
          • siostra.bronte Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 15:22
            Czyli nasi bohaterowie dochodzą do wniosku, że wszyscy dookoła są świrami, tudzież nieszczęśliwymi osobnikami, z którymi lepiej się nie zadawać, a tylko oni sami są mądrzy i normalni? Już ich nie lubię :)
            • grek.grek Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 16:32
              na ich usprawiedliwienie powiem, że reszta to naprawdę ludzie toksyczni, do
              wniosku, że Burt i Verona są jedynymi zrównoważonymi ludźmi łatwo dojść
              samemu :] scenarzyści tak to uszyli.
              • barbasia1 Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 16.03.13, 17:57
                Ups! Chwilowa przerwa internetu nastąpiła.
                Jak to dobrze, że skopiowałam tekst postu!

                Właśnie, to samo myślę. Tak to twórcy zrobili, że to w głowie widza rodzi się przekonanie,
                że na świecie jest kupa wariatów i kupa ludzi toksycznych.

                (Każdemu z nas nieobce jest pewnie takie spostrzeżenie? ;))

                I że to wielkie szczęście spotkać w na tym zwatiowanym świecie tę jedna jedyną bratnią duszę na całe życie, kogoś, kto myśl, czuje tak samo, kto kocha, rozumie i pragnie tego samego. Kto powie nigdy cię nie opuszczę.

                To ja jeszcze dodam na obronę tej sympatycznej pary, że oni po każdym spotkaniu dochodzą do wniosku, że owo miejsce nie jest ich miejscem do życia i jadą szukać dalej, raz tylko Burt nie wytrzymał i wyzywał od głupich bab tę znajomą? krewną? (Maggie Gyllenhaal) z oryginalnym new-ageowym (jak to Grek określił, i chyba ma rację) stylem życia, nieuznającej wózków dla dzieci, kiedy zaczęła podczas kolacji zaczęła bredzić głupoty. Wtedy też zrobił im na złość wsadzając do wózka ich małego synka i goniąc z nim dokoła stołu w salonie, ku radosci małego, a przerażeniu iz bulwersowaniu jego rodziców . Jedno miejsce opuszczają też dlatego, że Burt nie dostał angażu.

                • barbasia1 Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 17.03.13, 11:35
                  Oczywiście nie wszyscy ludzie, których spotkali w podróży nasi bohaterowi byli wariatami. Właświe w większości byli to ludzie, który mieli swoją filozofię życia, swój sposób na życie.

                  :)
                • grek.grek Re: "Para na życie", jakie wrażenia ? 17.03.13, 12:58
                  MNie się czasami zawiesza na moment, taki biały prostokąt wyskakuje w lewym górnym
                  rogu i nie da się nic poradzić, można tylko czekać aż powrócą czynności życiowe. To też
                  fajne momenty, zwłaszcza jak post całostronicowy własnie mam wypuścić :]
                  Zwykle system wraca do sprawności po chwili, ale raz na jakiś czas zdarza się tak, że pomaga jedynie reset albo wyłączenie kompa na moment, z tym że tekstu uratować się
                  już nie da. Przerwy w dostawie czy inne nieodwołalności, to już zupełna klęska :]

                  wiesz, wygląda na to, że twórcy polubili swoich bohaterów [może siebie w nich widząc] i
                  to tak bardzo, że postanowili ich fajność uwypuklić maksymalnie ekstremalnie :]
                  a najlepiej nadaje się do tego odpowiednio chropowate i koślawe tło, na którym moga
                  się nienagannie prezentować.

                  znamienne jest co Verona mówi na końcu : że ma "nadzieję [cholerną]", że to wszystko się uda, że na zawsze itd. To jest mądre podsumowanie : pewne są tylko podatki i śmierć,
                  szczytowy optymizm wobec reszty,to własnie nadzieja - że się uda, powiedzie, że przy odpowiedniej dozie pracy i szczęścia - coś z tego będzie. Nawet tak zgodna para, jak ta filmowa, nie wyjdzie poza nadzieję i gotowośc do walki o swoje "razem". Ten brak naiwnego romantyzmu, ale za to optymistyczny realizm i wiara w czlowieka, sporą zaletą tego scenariusza jest, tak mi się wydaje ? Nieprawdaż zawżdy ? :]

                  yes :]
                  on szaleje z tym wózkiem, a ci new age'owcy oboje stoją zaszokowani, a ona robi
                  jakieś dziwne gesty i "ćwiczy oddech" rzucając tekst "Burt, twoja agresja mnie nie
                  sprowokuje" czy coś w tym guście. Podobała mi się ta "agresja" w stosunku do
                  chudawego faceta w okularkach, który wozi w wózku zadowolonego dzieciaka. A potem
                  wychodzi z domu i rzuca do małego "podobało ci się ? następnym razem będziesz
                  miał taką frajdę, jak odkryjesz seks oralny" ;]

                  tak czy owak, newage'owcy maja problem.
                  maly zobaczył zalety wózka i już im spokoju nie da, hehe.





    • maniaczytania Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 15.03.13, 20:15
      No, to lecimy ;)

      Piatek 15.:
      Polsat - pozno, bo o 23.25 - Szybcy i martwi - western stary, ale jary, z Sharon Stone, L. Di Caprio, G. Hackmanem i R. Crowe (ktory wtedy byl chyba jeszcze przed wielka slawa przyniesiona mu przez "Gladiatora") - jesli ktos nie ogladal, to naprawde warto - swietny turniej pojedynkow strzeleckich z dodatkowymi motywami zemsty;
      Tvp Kultura - 20.20 - Aurora i archaniol - to moze byc interesujace, choc juz za chwile - dramat meksykansko-hiszpanski z 2008r. cztery zlodziejki dokonuja zemsty na meskim rodzie, hehe - Greku bedzie powtorka o 1.40 ;) , w jednej z rol Victoria Abril;

      Sobota 16.:
      tvp2 - 22.10 - Miasto smierci - juz przez nas omawiane, ale to naprawde dobry i poruszajacy film, a do tego niestety wciaz prawdziwy ...
      Polsat - 0.05 - Egzorcyzmy Emily Rose - film oparty/ inspirowany prawdziwa historia opetanej Anneliese Michel; zdaje sie juz w ktorychs ojejkach omawiany i linkowany z artykulami na temat
      Tvp Kultura - 20.25 - powtorka z KK - Tetro

      Niedziela - tradycyjnie niestety nic ciekawego nie wypatrzylam, mnie zostaja na szczescie "Kosci" :)

      Poniedzialek 18.:
      Tvp1 - 22.05 - DA :)
      Polsat - 20.00 - Megahit - Ja, robot - troche ten megahit juz przelezaly jednak ...
      Tvp Kultura - 20.20 - Na krawedzi nieba - turecko-niemiecko-wloski film z 2007r.

      Wtorek 19.:
      Tvp1 - 22.15 - Jagodowa milosc - pierwszy amerykanski film Wong Kar-Waia - w rolach glownych Norah Jones i Jude Law - moze sie skusze, bo jeszcze go nie widzialam
      Tvn7 - 20.00 - Beowulf
      Tvp Kultura - no, tu chyba ciekawie - o 20.20 - Teatr Telewizji - Proces. Na podst. powiesci Franza Kafki, rezyseria A. Holland, L. Adamik, z Romanem Wilhelmim!, a po teatrze film, rez. A. Holland - "Kobieta samotna"

      Sroda 20.:
      Tvp2 - 21.45 - Na pewno, byc moze - byc moze, ze obejrze ;) romantyczna komedia, ale troszke nietypowa
      Tvn7 - 20.00 - Cena odwagi - film o Danielu Pearl i zonie, ktora na wszelkie sposoby probuje go uratowac, w roli zony - Angelina Jolie

      Czwartek 21.:
      Tvp2 - najpierw House, potem KK - Powazny czlowiek, czyli bracia Coen. Odpuszczam :)
      Polsat - wypatrzylam cos dla mnie i innych fanek brytyjskich filmow i aktorow, ale pora jest tragiczna - 23.00, a film to Dwie prawdy z Tomem Wilkinsonem, Emily Watson i Rupertem Everettem
      Tvn (wymieniony pierwszy raz w tym tygodniu) - 22.30 - tez odgrzewany, ale jednak dobry - Odwazna - J. Foster w kolejnym filmie 'seksistowskim' (biedny Grek ;) - te baby!);

      I to by bylo na tyle w tym tygodniu - nie wyglada to zbyt obiecujaco, ale sa i plusy - bede mogla poczytac :)))

      -
      • siostra.bronte Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 15.03.13, 23:22
        Dzięki :) Tak, ten tydzień jest mało atrakcyjny.

        Wypatrzyłam jeszcze "Wild man blues" w Kulturze, w niedzielę o 22.00. Dokument o trasie koncertowej Woody'ego Allena po Europie. Chyba tylko dla jego fanów. Będę oglądać :)

        Dla nielicznych posiadaczy Ale kino "Nocny kowboj", w czwartek o 20.00. Absolutny klasyk kina amerykańskiego, w reż. Johna Schlesingera, z 1969 r. Trzy Oskary, w tym za najlepszy film. Brutalny obraz Nowego Jorku i ludzi, którzy żyją gdzieś na marginesie, ale wierzą, że ich marzenia w końcu się spełnią. Niezapomniany duet Jon Voight -Dustin Hoffmann i kapitalna muzyka. To nie jest przyjemny film, ale polecam!!
      • grek.grek Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 16.03.13, 13:50
        "Tetro" - mój faworytny, oglądam :]

        "Proces" z Wilhelmim to jest arcydzieło; jednocześnie w tak ponurej, wulgarnej
        scenerii, że pogłębia jeszcze odium i tak cięzkiej powieści. Ale zobaczyć warto, bo
        to kapitalny spektakl, a pan Roman wybitny.

        "KObietę samotną" już przerabialiśmy, z tego co pamiętam.
        ale nadal must-see.

        Coenowie - yes.

        hehe, "Odważna"...
        wiesz, Maniu, specjalizujaca się w rolach twardych kobiet Jodie to jednak inna para kaloszy niż
        zwiewna jak rusałka Kim prosto od fryzjera, pląsająca po nocy ze skrzynką na
        narzędzia ;]

        seriale... Forbrydelsen, Borgiowie, House, jest tego trochę.
      • barbasia1 Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 16.03.13, 14:51
        Kilka rzeczy mnie zainteresowało np. film turecko-niemiecko-wloski "Na krawedzi nieba" (myśmy go Greku nie oglądali jeszcze np. via Czeska TV, prawda?) we wtorek.
        Reżyserem filmu jest dobrze znany nam Turek Fatih Akin, który w swoich filmach tworzy portrety bohaterów funkcjonujących na przecięciu dwóch kultur, tureckiej i europejskiej (w wariancie niemieckim). Nie inaczej będzie w zapowiadanym filmie, tak mówią opisy.

        "Jagodową milość" Wong Kar-Waia też bym chętnie obejrzała we wtorek. I "Proces" na podst. powieści Franza Kafki w reżyserii A. Holland, L. Adamika. koniecznie musze obejrzeć (albo przynajmniej nagrać). Wtorek będzie ciężki. ;)

        "Kobietę samotną", też polecam (coś miałam ważnego dodać do naszej pierwszej dyskusji o tym filmie, musze sobie przypomnieć ...).

        Dzięki Maniu! :)
      • pepsic Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 18.03.13, 18:51
        Odniosę się tylko do "Jagodowej miłości', na której wytrwałam raptem 10 minut i odnotuję, że żałuję nieobejrzenia "Tetro".
        • grek.grek Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 19.03.13, 13:50
          O ! :]

          wiesz, znalazłem niedawno ciekawą recenzję, może Cię dodatkowo zaciekawi
          www.ofilmie.pl/recenzje/tetro
          od 2 obejrzenia wlaściwie jestem pewien, że już żadnej następnej powtórki
          nie przegapię, te czarno-białe zdjęcia, LaBoca, kobiety, Tetro, wątek Coppeli,
          ojciec, Alona, przedstawienie Fausty od A do Z, mieszkanie Tetro i MIrandy, Miranda,
          retrospekcje MIrandy, Josefina, kłótnia kochanków, sztuka i dramat życia Tetro i ich powolne odkrywanie przez Benniego, Bennie i jego zakochanie się w La Boca i życiu tej społeczności, ulice, wieczory, muzyka, zdjęcia i ciuchy, ktore film cofają do stylu lat 60-tych, finał,
          scena w ogrodzie domu Alony, wszystkie rozmowy, aż do tej w której Tetro zdradza Benniemu swoją tajemnicę, wściekłośc Tetro w szpitalu, pięść Tetro przed nosem MIrandy, ha -nie wiem, czy to "dobry" czy "słaby" film, udany czy nie, po prostu mam do niego słabość i wszystko w nim lubię.

          ciekaw jestem, co powiesz po obejrzeniu :]


          • pepsic Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 19.03.13, 18:17
            Jesli tylko sie uda, postaram się zaspokoić Twoją ciekawość:))
            • grek.grek Re: Filmowa 'zajawka' tygodnia (15-21 marca) 20.03.13, 13:58
              trzymam Cię za słowo :]
              • gryfny Re: Warto! 20.03.13, 19:11
                www.filmweb.pl/film/Ma%C5%82y+wielki+wojownik-2010-507292#poster-8
    • grek.grek FOrbrydelsen odc 11 [1] 18.03.13, 10:57
      regulaminowy link :
      www.putlocker.com/file/7a98f6a01084580b
      [kliknijcie w "continue as a free user" i dalej już z górki]

      Stanęło [ad 10 odc] na tym, że dociekliwa Sara Lund, dzięki zeznaniom taksiarza wiozącego Nannę Larsen feralnego wieczora piątkowego, odkrywa mieszkanie, a raczej pomieszczenie biurowe należące do partii Liberalnej [Troelsa Hartmanna, do którego zamka pasuje klucz znaleziony w rzeczach zamordowanej Nanny, pokój 130. W środku Sara zastaje totalny bajzel, ślady krwi, porozbijane szkło, walające się po podłodze plakaty wyborcze z dziobem Hartmanna. Jednocześnie Meyer, wraz z policyjnym specem, rozrózniają twarz kierowcy wyjeżdzającego z parkingu Urzędu Miasta samochodem, w którym później znaleziono ciało zabitej panny Larsen. Meyer dzwoni z tym do Sary, a ona zaskakuje go "domyślam się, że na tym zdjęciu jest Troels Hartmann..."

      I teraz - ofk, cały ten pokój jak i dziedziniec kamienicy zajmuje już chmara gliniarzy, techników ściągających odciski palców, macherów od krwi itd. Na miejscu jest nawet sam Buchard, szef wydziału zabójstw.

      Pierwsze ustalenia są takie, że pomieszczenie to stało puste przez weekend,służyło do przyjmowania gości, politycznych spotkań etc. Nanna miała klucz do drzwi wejściowych, a także drugi klucz [yes, 2 klucze] do drzwi wewnątrz tego biura. Na rozbitym szkle wewnątrz pokoju, na podłodze wszędzie są odciski palców i ślady krwi Nanny oraz blond włosy, musiała porządnie rąbnąć o szklaną ławę czy cośtam. Prawdopodobnie była atakowana przez kogoś, broniła się, rzucała czym popadnie, próbowała schronić się w drugim wewnętrznym pokoju, ale napastnik przedarł się i tam prawdopodobnie zgwałcił ją. Czas zajścia : 23:35, Nanna probówała o tej właśnie godzinie telefonować na ratunek, ale nie uzyskała żadnego połączenia, najpewniej on jej przeszkodził, zaraz później gwałcąc. Gostek działał w rękawiczkach, sladów nie zostawił, ale jest nadzieja że jakieś DNA zostało na tym, czym Nanna w niego rzucała, może trafiła, a także na łózku. Pytanie czy Nanna była tam trzymana cały weekend czy zaraz po zajściu wywieziona. Pracująca do późna sekretarka zeznała, że wychodząc o 21:"00 widziała na parkingu auto [takie jakim jeżdzą ludzie Hartmanna, a i on sam używa]. Meyer informuje Bucharda, że w aucie wyjeżdzającym tamtej nocy z parkingu pod magistratem był Hartmann.
      Buchard prosi Sarę na cztery oczy, co wścieka Meyera do czerwoności, w końcu - kto lubi być traktowany jak piąte koło u wozu ? Sara, przy Meyerze, pyta Bucharda, kto usuwał połączenia z telefonu Nanny [10 odc], ten - że nie on.

      Policja od razu telefonuje do Hartmanna. Każą mu przyjechać i to jak najszybciej. Troels nawet specjalnie nie polemizuje, sam jest - tak wygląda - ciekaw, o co chodzi z tym całym samochodem, z zamieszaniem w sprawę Jensa Holckta, jego za-chwile-koalicjanta politycznego.

      Hartmann się wszelako spieszy, zwłaszcza że jego dwoje pomagierów, Rie i Morten, naciskają na szybkie podpisanie umowy koalicyjnej i ogłoszenie tego w mediach. Jesli Hartmann znów będzie zamotany w sprawę zabójstwa Nanny Larsen, umowa przepadnie, albo się odwlecze, a dzień wyborów już za pasem. Hartmann zatem domaga się szybkiej piłki, Sara prosi go samego, bez pomocników, do pokoju. Oczywiście, przyboczni się buntują, Sara sugeruje, że jeśli Hartmann chce adwokata to niech go wydzwoni - Hartmann dziwi się, że to aż tak poważne.

      Sara i Meyer pokazują mu film z parkingu. Hartmann rozpoznaje auto, jako należące do jego sztabu i powiada, że jesli potrzeba informacji, kto kierował nim - znajdzie je i im wyśle. Ale zaraz zostaje zaskoczony zdjęciem kierowcy, którym się okazuje on sam. Tłumaczy, że wyszedl wcześniej z politycznego jubla, bolała go głowa, dał swojemu kierowcy wolne i pojechał trochę popracować nad jakims okolicznościowym przemówieniem do tego biura z pokojem 130.
      Spowiada się, ale nadal nie wie, o co chodzi. Sara wszystko mu wyjaśnia, co tam znaleziono i jak wygląda prawdopodobna wersja wydarzeń. I że auto,którym jechał było tym, w którym znaleziono później ciało Nanny Larsen. Sytuacja jest dośc zabawna : Hartmann utrzymuje, że spędził w tym biurze kilka godzin, SAM, a jednocześnie wszystkie ślady wskazują, że w tym samym czasie była tam, i została zgwałcona i pobita, Nanna Larsen, a potem ktos ją zapakował do JEGO auta i wywiózl. Troels wygląda na cięzko zdziwionego. Dodaje, że tego piątkowego wieczora golnął sobie trochę, więc nie jechał samochodem do domu, zostawił go pod tym biurem i uderzył z buta do domu. Wrócił w poniedziałek rano, ale auta nie zastał, pomyślał że jego sztabowcy odprowadzili je na miejsce. KLuczyki zostawił na stole, ktoś mógł je zabrać. Co z kasetą z monitoringu portierni, która znikneła, a na której powinien być zapis tego, kto kluczyki zabrał ? co z wymazanymi z telefonu Nanny telefonami ? Hartmann znów jest w szoku, nic nie wie, broni sie, że nic z tym nie ma wspólnego i nic nie wie.

      W tym gorącym momencie do pokoju włazi koleś o wyglądzie grabarza, przedstawia się jako Brix, i przerywa całe przesłuchanie. Zdaje się gość przybywa z polecenia jakieś "górki" politycznej, adwokat ?. W każdym razie Hartmann zostaje wypuszczony, a Sara z Meyerem pouczeni, że Hartmann grzecznie im na wszystko odpowiedział i że... ma alibi - wyszedł z tego biura 130 o 23:00, a resztę czasu, cały weekend spędził ze swoją koleżanką z pracy - Rie. Rie i Troels razem byli przez cały następny dzień na jakiejś konferencji. Na odchodnym, Brix rzuca do Sary "następnym razem,kiedy zaczepisz takiego kogoś jak Hartmann przygotuj się lepiej". Sara, popalając z Meyerem tego samego papierosa [komitywa, hehe] zleca mu sprawdzenie alibi Hartmanna, jak również dowiedzenie się, czy inni politycy używali tego biiura z pokojem 130. Brix zostawił im łaskawie prawo do przesłuchania członków sztabu Hartmanna.

      Pernille Larsen staje na wysokości zadania i przychodzi na policję z Charlottą, która spowiada się z pracy Nanny w klubie nocnym, z romansu Nanny z nieznajomym, o którym wiedziała, a także o historii z tym, jak ona i Theis znaleźli ją pijaną w jakimś hotelu [to służba hotelowa zadzwoniła, żeby ją ktoś zabrał, pewnie numer znaleźli w jej telefonie ?], zaraz po tym jak przestała pojawiać się w pracy. Sara wypytuje o tego tajemniczego amanta, ale Charlotta nie zna go, Nanna ukrywała go dokładnie [możliwe,ze dlatego iż był żonaty ?], nazywała go FAUST. Spotykali się w hotelach i jednym mieszkaniu, Charlotta mówi o TYM mieszkaniu z pokojem 130 [pada dokładny adres, ale umówmy się, że "130" :)].

      [w tym czasie wypuszczony z aresztu Theis Larsen próbuje się z Pernille skontaktować, ale bezskutecznie].

      Rie uspokaja Hartmana, że prawnicy wszystkim się zajmą, ale Troelsowi nie daje cała sprawa spokoju, skad Nanna miała klucze do tego pokoju, skoro mają je tylko sztabowcy ? Czyżby zostały dorobione ? Trochę się w towarzystwie gotuje, tak bardzo że zapomnieli na moment, że przecież mają do załatwienia sprawę porozumienia koalicyjnego z Demokratami Jensa Holcka. Troels chce odłożyć całą procedurę, aż do momentu, kiedy policja da znać, że sprawa jest czysta. Rie i Morten probują go przekonac,że policja zachowa dyskrecję tym razem, a że na pewno jest niewinny i wszystko się wyjasni - trzeba działać i politykę robić. Hartmann jest jednak nieugięty.

      Policaje sprawdzają tego "Fausta". Żaden z członków tego klubu, w którym Nanna pracowała, nie ma nosi takiego... imienia ? nazwiska ? Nic. Ale Meyer ma pomysł - Klub ma portal internetowy, dokładniej : portal randkowy. I Meyer już puścił w ruch techników, może coś wygrzebią.

      Sara w domu [ pusta chata, półmrok Sara woła matkę i syna, nikogo nie ma, jakies szmery za drzwiami, ona wolno wychodzi sprawdzić... wiecie o co chodzi, sugestia że i ona może być zagrożona, że za daleko zaszła, itd. - wkażdym razie "Kobra" na całego; później sie okaże, że matka wraca skądś, a syn śpi u kolegi] łapie się za laptop i sama wchodzi na t
      • grek.grek FOrbrydelsen odc 11 [2] 18.03.13, 12:01
        Sara wchodzi na ten klubowy portal randkowy. Rejestruje się, tworzy swój profil, znajduje też profil Fausta. Nic tam nie ma, poza jakąś złotą myślą o "sercu".

        Hartmann tymczasem informuje swoich współpracowników,ze policja ich trochę pomagluje, i żeby byli z tym dyskretni. Rie i Mortenowi każe policajom przekazywać wszystkie rzeczy, o które tylko zostaną poproszeni.

        Techniczka policyjna grzebie w tym portalu randkowym, ale żadnych nazwisk nie sposób znaleźć, wszyscy użytkownicy używają nicków. Jest za to dostęp do listy kontaktów poszczególnych nicków ze sobą nawzajem. Znajdują się kontakty "Fausta" z "NBR" [Nanna Birk-Larsen]. Pisali do siebie całą wiosnę, a latem się urwało. To ona przestała odpowiadać,mimo że on próbował podtrzymac znajomość. Techniczce udaje się ustalic, że "Faust" logował się z TEGO biura partii Liberalnej, ew. używał internetu z Urzędu Miasta. No kruca, wszystko pasuje do Troelsa Hartmanna, nota bene, którego alibi na TAMTEN weekend zostaje potwierdzone. Niezły mętlik :] Sara zleca techniczce żeby ustaliła ewentualne kontakty Fausta z innymi kobietami z tego portalu.

        Znów pojawia się ten grabarz Brix, tym razem z pomocnym nakazem skontrolowania ponownego billingów z telefonu Nanny Larsen, bo jak go "doszły słuchy" policja podejrzewa,że jakieś połączenia były usuwane. Przy okazji Sara i Meyer dowiadują się, że Buchard został odsunięty od sprawy, a nawet ze swojego stołka, i będzie w sprawie jego zaniedbań prowadzone dochodzenie. Sara mu na to, że Buchard nie mógł tym sterować, na co Brix grzecznie jej sugeruje, że jesli po zakończeniu tego śledztwa ma pracować w policji sztokoholmskiej,to lepiej żeby tutaj nie narobiła sobie jakichś "niepotrzebnych problemów". Ktoś tam się martwi całą sprawą, ktoś chce na niej trzymac łapę i prowadzić w sobie znanym i wygodnym kierunku.

        Larsenowie widoczny kryzys przechodzą, Pernille ma Theisowi za złe tamta sytuację z Nanną i szukaniem jej po hotelach. Nic jej nie powiedział. Theis - że nie chciał jej martwić, Nanna obiecała poprawę, że będzie się uczyć, rzuciła tę pracę w Klubie, a on jej wierzył. Myślał, że nic nigdy nie wyjdzie na jaw, że to był epizod. Pernile trochę histeryzuje, boli ją, że córka wolała ojca, a nie ją, jak sugeruje Theis, dodając, że to przecież nieprawda. Może tylko obawiała się bardziej jej reakcji, liczyła że stary będzie mniej surowy, dodaje, że "bała się, że ty jej nie wybaczysz popełnienia błędów, które sama zrobiłaś kiedyś",hoho...

        Nieco później Theis odwiedza w szpitalu Ramana Kemala. Przeprasza go za to, co mu zrobił, a Raman raz jeszcze zapewnia go o swojej niewinności.
        Jeszcze później Pernille ma spakowane manatki i zdaje się, że wyprowadza się z chałupy. Razem z synami. Theis próbuje ją zatrzymać, mówi jaka jest dla niego ważna, ale to na nic. Pernille odchodzi.

        W magistracie Hartmann jak może kombinuje, żeby swoim koalicjantom prawie-podpisanym nie zdradzić, że znów jest problem ze śledztwem, a zarazem jakoś ich skłonić do tego, żeby przeciągnąc termin zawarcia oficjalnej koalicji. Nawija im makaron na uszy, że trzeba to dopracować, dopieścić, oni się trochę dziwią, ale jakoś udaje mu się trzymać rzecz pod kontrolą. Tyle, że za dwie minuty pojawia się Jens Holckt i donosi, że jest kłopot : burmistrz, kontrkandydat Hartmanna w wyborach, Brehmer niespodziewanie zmienił wieczorny plan obrad Rady Miasta - będą to 3 tematy, mówiąc krotko : w których Demokraci i Liberałowie mają sprzeczne poglądy, a więc de facto próba publicznego pokazania sprzeczności i konfliktu wśród już-za-momencik koalicjantów. Sprytny typ. Jens naciska Hartmanna, aby spięli tę koalicję jeszcze tego wieczora, wytrącili Brehmerowi atuty z ręki, pokazali jedność. Hartmann prosi go o kilka dni zwłoki, Jens się niepokoi, że jego własna partia może to utrącić ze stołka, wtedy koalicję szlag może trafić.

        Policaje maglują ludzi Hartmanna. W tym tego zapomiananego nieco, a we wczesnych odcinkach podejrzanego, młodego Olava,który był zamieszany w historię z dokumentami Ramana Kemala, wówczas podejrzanego w sprawie, które nie docierały ze sztabu Hartmanna do policji, albo nawet i do samego Troelsa, a cała sprawa przeciekała do politycznych rywali Liberalów. Gostek nic nie wie, o Fauście też nic. Meyer prosi Sarę na chwilę i informuje ją, ze znaleźli kobietę, która kontaktowała się z Faustem. Pewnie ustalili ją na podstawie "śladów" logowania,IP. i innych takich.

        Sara z Meyerem znajdują kobiecinę przy lodowisku, gdzie razem z mężem urządzają synowi urodziny w plenerze. Proszą ją na slówko, męza uspokajaja i zabierają ją na krótki spacer w sześcioro oczu. Mają dane wedle których, jako "Fanny Hill" [coraz lepsze nicki ;)] utrzymywała kontakt z "Faustem". Babka się im wyrywa, odmawia wszelkich informacji, ucieka niemalże, aż mąz wkracza do akcji i sugeruje,że jesli mają coś do żony,to niech się kontaktują przez ich "sekretariat" [ ten sam sekretariat poinformował policjantów, gdzie akurat ta pani przebywa, NETHE - tak ma na imię] - pewnie są to jacyś prominenci ? Babina rżnie głupa zwyczajnie, policaje mają IP kompa z jej adresem, wpisy między Fanny a Faustem dowodząće, ze mieli przynajmniej jedną randkę, a nawet więcej - teksty pod tytułem "w tym samym miejscu, o tej samej porze" dowodzą, że mieli swoje "gniazdko" i nawet godzinę spotkań.
        Po wszystkim, Sara rzuca do Meyera, że trzeba ją przydybać kiedy będzie sama, widać że krępuje ją sama tylko obecność męza w pobliżu.

        Policaje są stale w kontakcie telefoniczym z Rie od Hartmanna. To ona przynosi info, że policja szuka kogoś kto w sieci posługiwał się "Faustem". Hartmanna ta informacja interesuje, wygląda na to, jakby słyszał o czymś, gdzieś, kiedyś ["jesteś pewna ? "Faust" ?]

        Nethe pojawia się na policji. Sama ? Wezwali ją ? whatever :] Przez chwile Meyer i Sara rozważają tego młodego OLava - Meyer znajduje ten case z dokumentami i z rozmowy z Olavem dowiedział sie, że zrobił to w odwecie za to, że Hartmann cofnął mu awans. Sara uważa jednak, że facet nie ma wartości dochodzeniowej, płotka

        Jakiś policjant próbuje powiedzieć Sarze, że coś znaleźli w sprawie niewyjaśnionych zaginięć kobiet z ostatnich lat [Sara sama to zleciła, jakiś czas temu, 6- 7 odcinek ? i wtedy nic nie znaleziono ciekawego]. Sara jednak odsyła go na później. Kto wie, może tu coś będzie.

        W każdym razie zjawia się ta Nethe. Spowiada się ze wszystkiego, że czuła się samotna, bo mąz w rozjazdach i zalogowała się na tym randkowym portalu. Miała parę kontaktów, ale odpowiedziała tylko "Faustowi", bo był "inny niż reszta", rozumieli się bardzo dobrze. Spotkali się parokrotnie, i jak sama Nethe mówi : gotowa była dla niego rzucić w cholerę "wszystko"... A on się wycofał z tej znajomości. KTO to jest ? KIM jest FAUST ? Babka się gnie, Sara i Meyer powtarzają to samo pytanie 8 tysięcy razy...

        W tym samym czasie trwa posiedzenie Rady Miasta. Brehmer prowadzi obrady i zgłasza te 3 tematy niewygodne dla Liberałów i Demokratów. Wtedy występuje Hartmann, prosi o głos i w ostrej tyradzie ironizuje, że "nagle burmistrz Brehmer przypomniał sobie o tematach, które ma w nosie od wielu lat". Uzbrojony przez Mortena Troels wyciąga też proceduralny kruczek : zmiana agendy obrad może się odbyć TYLKO z 4 -dniowym wyprzedzeniem, to co Brehmer zrobił jest łamaniem przepisów. Ostatecznie Brehmer zarządza głosowanie nad wnioskiem Hartmanna o anulowanie agendy : głosy są liczone, tablica świetlna, ciśnienie rośnie... i okazuje się, że Hartmann wygrywa 28 do 12. Sukces. Wszyscy gratulują Troelsowi, a Brehmer przełyka pokaźną żabę. Potencjalny przed-koalicyjny zgrzyt zostaje zlikwidowany w zarodku.

        I wtedy do sali wchodzi woźny. Coś mówi Brehmerowi. A ten wali na całą salę, że "panie Hartmann,jest pan proszony na zewnątrz,przyszła do pana POLICJA KRYMINALNA". Mocne, nie ? Cała sala zamiera. Koalicjanci mają ciepło, a Brehmer triumfuje.

        cdn :]


        • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 11 [3] 18.03.13, 12:04
          w drzwiach stają Sara i Meyer, Hartmann chce ich jakoś na sześcioro oczu wyciągnąc, ale oni twardo mu rzucają, że jest zatrzymany do dyspozycji, najlepiej jakby się porozumiał z adwokatem, i ze wyjdzie z nimi polubownie, albo zostanie wyprowadzony z kajdankach. Cała sala mruczy i szumi...

          [Nethe alias "Fanny Hill" musiała sypnąć:)]

          Hartmann siedzi więc w aucie, Sara i Meyer po bokach i jadą... gdzieś.
          Koniec odcinka.

          Niezmiennie jestem pod wrażeniem :]
          • siostra.bronte Re: FOrbrydelsen odc 11 [3] 18.03.13, 14:19
            Dzięki :)
            Faktycznie, dużo się działo. Biedny Hartmann jest w fatalnym położeniu.
            Ale, oczywiście, od razu rodzi się wątpliwość. Gdyby to był on, to czy zostawiłby obciążające go ślady, krew itd. w biurze? Przecież wcześniej czy później ktoś by do tego biura zajrzał.
            • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 11 [3] 18.03.13, 15:44
              moja przyjemnośc, Siostro :]
              kto wie, może kiedyś pliki filmowe nagły szlag trafi i te
              graficzne opisy staromodne będą miały swoją wartośc dodaną ? ;]]

              yes, zdecydowanie :]
              zadbałby o sprzątnięcie całego pobojowiska, i na
              pewno nie odsuwałby szyby auta, gdyby wyjeżdzał
              nim z parkingu.
              chyba, że nie planował zabójstwa, a jakoś tak wyszło.

              z drugiej strony, szwedzki narzeczony Sary,psycholog, mówił jej, ze morderca
              to facet skrupulatny, zorganizowany, precyzyjny, nic nie pozostawia przypadkowi,
              doskonale dba o czystośc swojej roboty. To trochę nie pasuje do tego bajzlu
              zostawionego w pokoju. CHYBA, że został on celowo zrobiony,aby wprowadzić
              w błąd policajów i skierować ich podejrzenia na Hartmanna. No i zadziwiająca
              koincydencja zdarzeń : zeznania Hartmanna i ustalenia ws. tego co się zdarzyło
              w tym pokoju sugerują, że Hartmann jednak BYŁ tam w momencie, kiedy TO się
              działo. JUż jestem ciekaw, jak scenarzyści z tego wybrną.

              [swoją drogą, powinni jakiegoś Oscara dostać, bo za moment dojdę do wniosku, że
              rozbiją pulę i po tym serialu nie będzie już kina kryminalnego, co jeszcze mozna napisać ?
              co lepszego ?]

              wygląda to na jakąs polityczną hecę, a Nanna Larsen tylko
              przypadkiem weszła w tryby rozgrywek o wpływy i pieniądze.
              tak to widzę.

              • pepsic Re: FOrbrydelsen odc 11 [3] 18.03.13, 18:14
                Widzę, że zaczynasz kombinować i stawiać pytania:)

                • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 11 [3] 19.03.13, 13:37
                  głównie się delektuję kunsztem pióra, klasą aktorów i stworzoną stmosferą :]
                  tak nieśmiało formułuję jakieś pytania, wiem że Wy wiecie :], wiem że wielu
                  Wie, wiem, że prawie Wszyscy wiedzą, więc po prostu głównie oczekuję na to, co
                  się wydarzy.

                  po prawdzie, cięzko coś przewidzieć, bo tu jedna hipoteza za drugą walą się w
                  proch, a na ich gruzach powstają ciągle nowe :] bardzo to są nietrwałe rzeczy.
                  podejrzewam, że do ostatniego odcinka tropy będą mylone, a prosty widz [jako ja]
                  wystrychnięty na dudka wiele razy :]
    • angazetka Do Judi Dench i Bena Whishawa w pakiecie Jude Law 18.03.13, 11:31
      Czyli Angazetki londynskie przypadki (bez polski znakow, bo jeszcze z miejsca zbrodni).
      Przy okazji "Pachnidla" wspominalam, ze mam marzenie, by trafic na spektakl "Peter and Alice", grany od 9 marca w Londynie. I otoz mi sie udalo (dzieki kolezance, ktora stala po wejsciowki za 10 funtow od 7 rano do 10.30 - kocham ja!).
      Spektakl to wyobrazenie, o czym moglaby rozmawiac kobieta, ktora byla pierwowzorem Alicji w Krainie Czarow, z mezczyzna, po ktorym imie ma Piotrus Pan (do takiego spotkania zreszta naprawde doszlo). Rzecz jest mocno gorzka i daje aktorom mozliwosc wykazania sie. A aktorzy sa... Ach. Judi Dench jest niesamowita. Magnetyczna. Oszalamiajaca. Moglaby czytac ksiazke telefoniczna, a widownia bylaby oczarowana. Bylam strasznie wzruszona, ze moge ja ogladac. Nawet Ben Whishaw przy niej nie mial szans, choc byl znakomity ;)
      Po przedstawieniu nie mialam watpliwosci, ze nalezy zerwac sie z krzesla i bic brawo jak najdluzej, sycic sie tym niezwyklym wydarzeniem ile sie da.
      A potem... polecialysmy pod wyjscie dla aktorow. Lal deszcz, ale stal tam tlumek fanow z roznych krajow, wszyscy podekscytowani. Ben Whishaw okazal sie czlowiekiem uroczym. Podpisywal, rozmawial, dziekowal za komplementy, usmiechal sie do zdjec, przejmowal sie, ze podsuniety mu program jest mokry, calowal - dobre pol godziny. Nawet kiedy juz zdobylam autograf i zdjecie, to stalam jak urzeczona i patrzylam :) BTW jest niesamowicie fotogenicznym czlowiekiem.
      A wisienka na torcie bylo to, ze piec rzedow przed nami siedzial Jude Law. Jako ze byl osoba prywatna, nie wypadalo go prosic o zdjecie, ale jednak slowko zachwytu po spektaklu mu sie rzeklo ;) I kamera nie klamie - jest piekny jak nie wiem.
      Nawet po spotkaniu jednej z tych trzech osob bylabym szczesliwa i podekscytowana. A tu... :)
      Podzieliwszy sie z wami ta przydluga opowiescia fangirl, ide korzystac z urokow miasta. Poki co nie pada.
      • siostra.bronte Re: Do Judi Dench i Bena Whishawa w pakiecie Jude 18.03.13, 14:04
        Wow!! Wspaniała historia!
        Miłego zwiedzania :)
      • grek.grek Re: Do Judi Dench i Bena Whishawa w pakiecie Jude 18.03.13, 15:58
        co za historia...:]

        gratulacje z okazji spełnionych marzeń, zdobytych pamiątek, pięknych widoków i wrażeń, no
        i tego całowania ;]
        ale i tak najlepsza z tego wszystkiego jest twoja radośc, z każdego słowa w tym poście,
        a to pewnie i tak tylko namiastka tego, co w rzeczywistości udało Ci się przeżyć.

        dobrej zabawy w ciągu kolejnych dni :]

      • pepsic Re: Do Judi Dench i Bena Whishawa w pakiecie Jude 18.03.13, 18:09
        Bardzo sympatyczna pocztówka z Londynu:) Podrzucisz coś o samej sztuce?
      • maniaczytania Re: Do Judi Dench i Bena Whishawa w pakiecie Jude 18.03.13, 21:04
        Ech! Jak milo sie czyta, o tym, jak sie komus marzenia spelniaja - cudnie!!! :)))
      • barbasia1 Bliskie spotkania trzeciego stopnia z ... 19.03.13, 16:18
        Judi Dench, Benem Whishawem i Judem Lawem... ;)

        Dzięki Tobie, Angazetka, i myśmy się otarli o wielki świat teatralny, aktorski. Dzięki!

        Wspaniale, że Ci się udalo obejrzeć to przedstawienie.

        A znalazłam na youtube ładną zapowiedź spektaklu:
        www.youtube.com/watch?v=bIRZ_J9cp4E
        :)
        • angazetka PS. 22.03.13, 19:58
          W poniedziałek nie wytrzymałam, poszłam na trzęsących się nogach pod teatr i dzięki temu mam zdjęcie i autograf Dame Judi Dench. Na którą, skądinąd, czekało początkowo o wiele mniej osób niż na Bena Whishawa (no cóż, nie jest ona młodym ślicznym chłopcem, ale jednakowoż to dziwne). Ale też dzięki temu mogłam sobie popodziwiać ją na spokojnie, choć z mocno bijącym sercem.
          Dzięki za link do zapowiedzi. W ramach uzupełnień: tu o sztuce: www.michaelgrandagecompany.com/whats-on/#peter-and-alice_page0, tu recenzja: everything-theatre.blogspot.com/2013/03/peter-and-alice-noel-coward-theatre.html
          • barbasia1 Re: PS. 23.03.13, 13:44
            Świetnie, przeczytamy recenzję. :)
          • grek.grek Re: PS. 23.03.13, 15:43
            proszę, my my tu gadu gadu, a koleżanka szaleje :]
            gratulacje.
            dobrej zabawy, dzięki za inspirujące korespondencje :]
            • barbasia1 Re: PS. 23.03.13, 15:53

              grek.grek napisał:

              > proszę, my my tu gadu gadu, a koleżanka szaleje :]
              Przyznam, że zazdraszczam, jako że lubię podróże , spotkania niezwykł, heh. :)

              PS
              Jeszcze trochę i zobaczymy Angazetkę z Judem Lowem pod rękę w Daily Mailu. ;)
              • grek.grek Re: PS. 23.03.13, 16:34
                I powie, że nas nie zna i nie kojarzy, a Jude doda, że jesli dziennikarze nie
                przestaną ją łączyć z nami, to ich puści w skarpetach ;]
                • grek.grek Re: PS. 23.03.13, 16:35
                  * jej łączyć
                • barbasia1 Re: PS. 23.03.13, 16:53

                  He, he, he! :)

                  O niewdzięczna! A myśmy ja już zdążyli polubić!!! ;)

                  Jak to ludzie się zmieniają, kiedy wchodzą do lepszego towarzystwa?
                  • grek.grek Re: PS. 24.03.13, 13:21
                    ale wiesz, może zamieszkają w jakiejś wypasionej posiadłości Jude'a i
                    będą potrzebowali ogrodników albo wyprowadzaczy licznych psów, za dewizy...
                    ja tam zamierzam zacząć się podlizywać ;]]
                    • barbasia1 Re: PS. 24.03.13, 13:29
                      Jude'a albo Bena!

                      Słusznie kombinujesz! To jesteś mądry facet, wiedziłam to od pierwszego wejrzenia!
                      To ja ogród zamawiam! ;))

                      Łubudubu, łubudubu niech żyje nam nowa prezeska naszego klubu,
                      Niech żyje nam Angazetka!
                      • grek.grek Re: PS. 24.03.13, 13:38
                        a tak :]

                        haha ;]
                        no coś Ty... w odwiedziny przyjedzie Ben [albo Jude] i zaprosi Cię na Capri, a mnie zostanie
                        zasuwanie z sekatorem po ogrodzie i opędzanie się od komarów [tym sekatorem też] ;]

                        przyłączam się !
                        Niech żyje nam !
                        • barbasia1 Re: PS. 24.03.13, 15:34
                          > no coś Ty... w odwiedziny przyjedzie Ben [albo Jude] i zaprosi Cię na Capri,

                          A to świetnie! :)))


                          > a mnie zostanie
                          > zasuwanie z sekatorem po ogrodzie i opędzanie się od komarów [tym sekatorem też]

                          Zabierzemy Cię ze sobą na Capri. Ogrodnik to jest zawsze się przyda. ;))

                          • grek.grek Re: PS. 25.03.13, 15:02
                            haha ;]
                            ciąłbym co popadnie, słyszysz, Ben ?;]]
                            • angazetka Re: PS. 25.03.13, 18:55
                              Jesteś swojską wersją Edwarda Nożycorękiego? :D
                              I chyba powinnam stanąć tu w obronie Bena, ale kwilę ze śmiechu. Dziękuję wam serdecznie.
                              • grek.grek Re: PS. 26.03.13, 15:52
                                yes, tnę niezawodnie, wynajmują mnie żony niewiernych mężów ;]
                                • barbasia1 Re: PS. 26.03.13, 18:36
                                  He,he! :)))
                • barbasia1 Re: PS. 23.03.13, 17:33
                  Po Judzie Lowie też się tego nie spodziewałam! ;)
                • angazetka Re: PS. do PS. 24.03.13, 10:14
                  :D
                  WAS bym się miała wyprzeć? Was? No way!
                  I dodam jeszcze, że wpadłam w whishawomanię totalną.
                  • gryfny Re: ani slowa o... 24.03.13, 11:02
                    www.filmweb.pl/Swieci.Z.Bostonu
                    slabnie poziom ,nie da sie ukryc
                    • barbasia1 Re: "Świeci z Bostonu" - kiedy? Gdzie? 24.03.13, 13:24
                      gryfny napisał:

                      > www.filmweb.pl/Swieci.Z.Bostonu
                      > slabnie poziom ,nie da sie ukryc

                      Gryfny Gryfny napisałbyś, kiedy, gdzie pokazują "Świętych z Bostonu"?
                      W programi nigdzie nie widzę, a występuje tam jeden z ciekawszych aktorów, przystojniak Willem Deofoe!
                      • pepsic Re: "Świeci z Bostonu" - kiedy? Gdzie? 24.03.13, 16:02
                        Za 5 dni na pulsie o 22.05, zgodnie z linkiem po prawej.

                        Ps. Tu raczej nie o poziom się rozchodzi, a znak czasu, czyli różnorodność ofert na kilku rodzajach nośników i kanałach, bo ostatnio rzadko się zdarza, abyśmy oglądali jednocześnie te same filmy, jeśli to pojedyncze przypadki.
                        • barbasia1 Re: "Świeci z Bostonu" - kiedy? Gdzie? 26.03.13, 17:08
                          Dzięki, Pepsic za info.

                          Gryfny miał pewnie na myśli nasz podwątek w oparach absursu ( PS i PS do PS) nie całokształt.

                          Gryfny, aleś Ty się małomówny zrobił!?
                          • barbasia1 Re: "Świeci z Bostonu" - kiedy? Gdzie? 26.03.13, 17:08
                            absurdu
                          • pepsic Re: "Świeci z Bostonu" - kiedy? Gdzie? 26.03.13, 22:49
                            Ja tam sobie nie przypominam, aby kiedykolwiek był rozmowny;)
                            • siostra.bronte Re: "Świeci z Bostonu" - kiedy? Gdzie? 27.03.13, 00:29
                              Hehe :)
                    • siostra.bronte Re: ani slowa o... 24.03.13, 14:17
                      Nie ma możliwości, żeby opisywać tutaj każdy film, nawet jeżeli jest dobry (nie wiem, nie widziałam go).
                      :)
                      • barbasia1 Re: ani slowa o... 24.03.13, 14:56
                        siostra.bronte napisała:

                        Właśnie.

                        Zdarza się, że nie kończymy ciekawej dyskusji na temat jednego filmu, bo już wchodzi następny film. Tego mi najbardziej żal.
                    • pepsic Re: ani slowa o... 24.03.13, 19:33
                      W zamian mogę napisać o "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" Skądinąd idiotyczny tytuł znakomitego brytyjskiego komediodramatu z życia gangsterskiego. Świeżo obejrzany z Colinem Farrellem i Ralfem Fiennes'em.
                      :)
                      • siostra.bronte Re: ani slowa o... 24.03.13, 20:08
                        O, widziałam jakiś czas temu w tv. Też mi się podobał, fajny klimat i piękna Brugia :)
                        • pepsic "Najpierw strzelaj, potem zwiedxzaj" 25.03.13, 17:44
                          O tak, Brugię przepięknie sfilmowano, nawet miałam wrażenie, że zbyt nachalnie. Widać brugijski burmistrz ma głowę do interesów. Podobnie sprawa przedstawiała sie z lejącym ze wszystkich stron piwskiem i słowem "fuck" padającym w filmie 126 razy! Niezła średnia. Przynajmniej tłumacz dostał pole do popisu stosując równie mocne polskie zamienniki, tyle że mniej monotonne. Ta zgrabnie i soczyście opowiedziana historia, z poukładanymi klockami, początkowo zabawna stopniowo przeradza sie w dramat, może zbyt łopatologiczny ale mający sensowne uzasadnienie. Rzecz o dwóch zawodowych mordercach, którzy po spapranej robocie w Londynie zostają zesłani na przymusowy urlop do Belgii. Nie mając wyjścia zwiedzają przepiękne średniowieczne miasto. O ile starszy odnajduje w tym prawdziwą pasję, młodszy wyraźnie sie nudzi i rozchmurza dopiero na widok szklanki piwa mówiąc: taki urlop to rozumiem. Irlandczycy (tu zarówno aktorzy jak i bohaterowie) chyba mają dużo wspólnego z Palakami?
                  • grek.grek Re: PS. do PS. 24.03.13, 13:17
                    haha ;]
                    nie obiecuj, nie obiecuj... Jude zamruga oczami, a Ty nas z testamentu wykreślisz, tak to działa w stanie zauroczenia ;]]

                    ja się dziwie, że pana aktora jeszcze nie porwałaś :]
                    może by nie miał nic przeciwko, kto wie...
                    [hehe]
                  • barbasia1 Re: PS. do PS. 24.03.13, 13:21
                    angazetka napisała:

                    > :D
                    > WAS bym się miała wyprzeć? Was? No way!
                    > I dodam jeszcze, że wpadłam w whishawomanię totalną.

                    Aaaa, czyli nie z Judem a Benem pod pachą ... ;)
                    • grek.grek Re: PS. do PS. 24.03.13, 13:33
                      wiesz, związki partnerskie już tam mozna zawierać, niebawem przyklepią poligamię i
                      Angazetka nie będzie musiała wybierać, a żaden z panów nie poczuje się odrzucony ;]
                      • barbasia1 Re: PS. do PS. 24.03.13, 15:30
                        He,he! :)
    • pepsic 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 18.03.13, 18:57
      Zgodnie z Mani zapowiedzią: poz. nr 1 na kulturze 20:20 (Grek w swoim czasie rekomendował tego tureckiego reżysera, tylko przy innej okazji), poz. nr 2 na jedynce 22:05.
      Oglądam obydwie, choć nieco nachodzą się:)
      • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 18.03.13, 20:14
        I ja ten zestaw dziś biorę.


        :)
        • grek.grek Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 14:08
          heloł, Barbasiu :]

          i jak wypadły projekcje ?
          mam nadzieję, że udalo Ci się... zrobi sobie antrakt we fruwaniu :], i obejrzeć ?
          • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 16:00
            Cześć Greku!
            Katastrofa, Greku, zasnęłam w połowie Dowton Abbey!
            Walczyłam dzielnie, daję słowo!

            Planowałam po DA wrócić na Forum odpowiedzieć na posty, ale nie dałam rady .

            Po raz kolejny !?
            Chyba przesilenie wiosenne.

            A właśnie, pojutrze zaczyna się kalendarzowa wiosna, a u nas zima, śnieg sypie ...
            • grek.grek Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 16:43
              grunt że podjęłaś nierówną walkę :]
              na pewno będzie powtórka jakaś, zauważyłem że w niedzielę pokazują "DA" ?

              oj tam, posty nie Gołota, nie uciekną.
              odpoczniesz, znajdziesz czas, napiszesz... nigdzie nie uciekamy :]

              możliwe...

              u mnie było dobre 30 cm, chodnik wokół i przed domem odśniezałem dobrą godzinę, śnieg
              cięzki, mokry, zostawał na odśnieżaczu zamiast odpadać...koszmarek :]
              ale już topnieje na poczekaniu... czyżby nowa dostawa w drodze ? ;]

              • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 17:00
                Witaj wtorkowo! :)

                > grunt że podjęłaś nierówną walkę :]
                O to, to! :)))


                Świetna wiadomość! Nie wiedziałam, że w niedzielę powtarzają "DA".

                Good!

                A dlaczego nie oglądałeś wczoraj "Na krawędzi nieba",co ?


                Ożeż! Nieźle.
                U nas padało chyba do trzeciej, teraz nie pada, ale na niebie wiszą ciężkie stalowe chmury. Śnieg leży grubym kożuchem, ale właśnie jest mokry i ciężki, z niektórych chodników poodgarniano śnieg, ale w wielu miejscach leżą topniejące zwały, a największe kałuże są na przejściach. Buty mi przemokły. Niewykluczone, że i u Was będzie jeszcze padać.
                Jeszcze z tydzień potrzyma zima, mówili.
                • grek.grek Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 20.03.13, 13:53
                  wprrowadziłem Cię niechcący w błąd, Barbasiu.
                  to w poniedziałki są powtórki z niedzieli.
                  napisałem zanim sprawdziłem, stary błąd :], i stąd ta pomyłka.

                  nie oglądałem, bo... jakoś tak wyszło niefartownie :]

                  tutaj tak samo jest.
                  i nie padało ani nie pada.
                  zima niech będzie, tylko... taka bez śniegu i mrozu ;).


                  • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 20.03.13, 16:11
                    Tylko, że w niedzielę DA pokazują, właśnie sprawdziłam, o zgrozo w środku nocy, o 1:05, jakby nie można było puścić w niedzielny poranek.
                    Ale zawsze jest jeszcze podesłana przez Ciebie strona serialowa! Mad Men namierzyłam to pewnie i DA się znajdzie.

                    Dokładnie tak samo myślałam, chciałam się tylko upewnić. ;)

                    Dziś piękny, ciepły dzień, słońce uprzątnęło z chodników i trawników większość śniegu. Oby tak dalej.
                    Właśnie, niech taka zima będzie, skoro jeszcze nie chce odejść, bez śniegu i mrozu.

                    :)
                    • grek.grek Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 21.03.13, 14:21
                      święte słowa.

                      Barbasiu, z tym 3 odcinkiem DA... -spróbuj wśród tych linków, może któryś będzie czynny i dobry :
                      www.tv-links.eu/tv-shows/Downtown-Abbey_24131/season_1/episode_3/
                      hehe ;]

                      wczoraj widziałem prognozę : była do wtorku najbliższego, a w ów wtorek stopni zero i chmury z deszczem... :] byle do... maja ?


                      • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 23.03.13, 14:01
                        U Ciebie otwiera się tu któryś odcinek? Mnie każą założyć konto!?


                        A dziś duży mróz był u nas rano. A akurat dzisiaj , jak na złość, musiałam bardzo wczesną porą lecieć na targ na drugi koniec miasta upolować świeże jaja z gospodarstwa (już na święta). ;)

                        Bardzo prawdopodobne, że dopiero w maju będzie ciepło.

                        :)
                        • grek.grek Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 23.03.13, 15:42
                          sprawdziłem, w sumie to... nic mi się nie otwiera :]
                          wszędzie chcą zapłaty, heh.

                          no to podziwiam Twoją determinację :]
                          zimno wszędzie, śnieżnie wszędzie, co to będzie ?
                          wiosna !
                          hehe.

                          wiesz, może wobec tego jak to wygląda dziś, i jak ma wyglądać w najbliższych
                          dniach, a moze nawet tygodniach, można by powiedzieć, że JUŻ w maju będzie
                          ciepło ? ;]

                          swoją droga, jesień w tym sezonie wydłużyła się poważnie, potem też bywały cieplejsze
                          okresy, może wyrównują się własnie proporcje ?
            • siostra.bronte Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 17:31
              Barbasiu, a mnie zmogło w piątkowy i sobotni wieczór. To chyba faktycznie ta pogoda.

              U nas śnieg padał cały dzień i to solidnie! Teraz trochę zelżał. Ale widok za oknem jak w środku zimy :)
              • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 20.03.13, 16:23
                Pogoda i zmiana pór roku. Zawsze o tej porze roku tak mam.

                Mam nadzieję, że centrum Polski też słońce dziś przygrzało.

                :)
            • pepsic Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 17:58
              Jakoś mnie nie dziwi, ze wpadłaś w objęcia Morfeusza, bo odcinek mimo obyczajowego smaczku jakoś spuścił z tonu.
              • barbasia1 Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 20.03.13, 16:19
                Przesilenie wiosenne. ;))

                Może troszkę, ale wątek z emancypującą się pokojówką, która kupiła sobie maszynę do pisania i zapisała się na korespondencyjny kurs dla sekretarek, by w przyszłości, ku zbulwesowaniu reszty służby, porzucić intrantną pracę we dworze, ciekawy.

      • grek.grek Re: 1. Na krawędzi nieba / 2. Dowton Abbey 19.03.13, 14:06
        o, to prawda.
        miałem przyjemność coverowania, i jeszcze większą przyjemość rozmawiania z Wami nt.dwóch filmy Akina "Głową w mur" i "Soul Kitchen", oba są w archiwum.
        pierwszy to mocny społeczno-psychologiczny dramat, drugi to luźna energetyczna, ale niegłupia i mająca swój styl komedia.
        gośc jest dobry w róznych formach wyrazu.

        oglądałaś/oglądaliście "Na krawędzi..." ?
        mnie znowu się nie udało, ciekaw jestem co i jak ?
        • pepsic Na krawędzi nieba - mały spojler! 19.03.13, 17:51
          Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardzie pasjonującego. W zamian otrzymałam kilka niespodziewanie zakończonych wątków w sposób nieunikniony, jakby zabrakło inwencji na ich pociągniecie lub jakby za dużo się ich pootwierało. Nie pomogli urodziwi tureccy odtwórcy głównych ról ani Hanna Schygulla, choć jej rolę cenię najwyżej.
          • grek.grek Re: Na krawędzi nieba - mały spojler! 20.03.13, 13:56
            dzięki.

            czekam na riplej, i ewentualnie będę z Tobą polemizował :}
          • barbasia1 Re: Na krawędzi nieba - mały spojler! 24.03.13, 15:29
            A mnie się, Pepsic,cały czas narzucał się metaforyczny odbiór filmu, wzajemna fascynacja kulturowa niemiecko- turecka, przenikanie się dwóch kultur. Widziałam to w wątku miłosnej relacji Lotte i Ayten - Niemki i Turczynki (córki porostytutki, którą zginęła tragicznie ), w wątku spotkania głównego bohatera , Turka urodzonego w Niemczech wykładowcy literatury niemieckiej w Niemczech i Niemca mieszającego w Turcji, w Stambule i prowadzącego tu księgarnię z literaturą niemiecką w Turcji (obaj potem wracają do swoich krajów, do swoich kultur ...), w wątku matki Lotte (tak, świetna Hanna Schygulla), która w finale filmu, pogodziwszy się po ciezkiej rozpaczy za śmiercią córki, postanawia pomóc Ayten, zaopiekować się nią , pomimo tego , że to poniekąd przez Ayten jej córka zginęła, postrzelona przez przypadek z pistoletu Ayten na stambulskiej ulicy .

            :)


            PS
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143441691,Re_Nocny_kowboj_1_OT_skojarzenie_filmowe.html
    • siostra.bronte "Nocny kowboj" -muzyka 20.03.13, 10:37
      Wiem, że nikt nie obejrzy tego filmu, ale to mnie nie powstrzyma od napisania paru słów :) Na wszelki wypadek przypominam: jutro, o 20.10 w Ale Kino.

      Muszę napisać o muzyce. Każdy, kto widział film na pewno ją zapamiętał. Znalazłam dwa moje ulubione fragmenty.

      Świetny początek filmu. Joe (Jon Voight), prosty chłopak z Teksasu wyjeżdża na podbój Nowego Jorku. Wierzy, że zrobi tak łatwą i szybką karierę jako...pan do towarzystwa. Bo to jedyna rzecz, jak sam mówi, w której jest dobry :) Piękna piosenka w wykonaniu Nilssona. Warto wspomnieć, że znakomite zdjęcia zrobił nasz rodak, Adam Holender.

      www.youtube.com/watch?v=tyfy66oXw8E
      Tutaj jeden z najpiękniejszych tematów filmowych ever, moim zdaniem. Muzyka Johna Barry'ego.

      www.youtube.com/watch?v=ps3DkBfD_14&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=2
      • grek.grek Re: "Nocny kowboj" -muzyka 20.03.13, 15:39
        bardzo o to chodzi właśnie, o pisanie "paru słów" :]

        niestety, Ale Kino w moim "pakiecie" nie występuje, a widzę, że sporo
        ciekawego pokazują. "Nocny..." - klasyk, z tego co czytałem, obejrzeć
        nie miałem okazji, jak dotychczasz.

        dzięki za linki, Siostro, i za zapowiedź.
        może pokusisz się o szersze omówienie, po obejrzeniu ?..
      • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" -muzyka 20.03.13, 16:48
        Dobry powód, by przypomnieć świetną muzykę. "Everybody's Talkin" - bardzo znany utwór.

        Nie obejrzę dziś "Nocnego kowboja", z tych samych powodów, co Grek. Wieki temu oglądałam jakieś fragmenty tego filmu. Pozostaje liczyć, że "Nocny kowboj" zawędruje kiedyś , do któregoś z dostępnych nam kanałów.

        :)
      • pepsic Re: "Nocny kowboj" -muzyka 22.03.13, 22:42
        Ten drugi motyw, ever faktycznie urzeka:)
        Miałam rzucić okiem, przynajmniej do MM, ale trafili mi sie niespodziewani goście z filmikiem weselnym.

      • siostra.bronte "Nocny kowboj" (1) 23.03.13, 13:35
        Zgodnie z obietnicą parę słów o filmie :)

        Jak już wspomniałam, bohaterem jest Joe, prosty chłopak. Pracuje na zmywaku w restauracji w jakiejś dziurze w Teksasie. Ma już dosyć takiego życia i postanawia pojechać do Nowego Jorku. Jest przekonany, że bogate, starsze panie tylko czekają na takiego faceta jak on i są gotowe za to zapłacić.

        Joe wsiada do autobusu. W czasie podróży przypomina sobie zdarzenia z przeszłości. W retrospekcjach pojawia się jakaś dziewczyna. Także babcia, która go wychowywała, a która już nie żyje.

        Kiedy autobus zbliża się do Nowego Jorku Joe krzyczy z radości. Jest pełen nadziei na przyszłość. Zamieszkuje w marnym hotelu i wychodzi na spacer. Jest zachwycony miastem, tłumami ludzi na ulicach i wystawami sklepowymi. To zupełnie inny świat niż jego miasteczko w Teksasie.

        Joe próbuje nieporadnie zabrać się do pracy. Wyszukuje na ulicach starsze, eleganckie panie, idzie za nimi, a potem zaczyna swój tekst: "Jestem tutaj nowy. Jak dojść do Statui Wolności?" :) Oczywiście szybko okazuje się, że chodzi mu o coś innego, więc nic dziwnego, że zaczepiane panie są oburzone.

        Ale wreszcie szczęście się do niego uśmiecha. Spotyka elegancką panią z psem, stojącą pod hotelem. Joe bawi się z pieskiem i zagaduje kobietę. Ta od razu wie o co chodzi i zaprasza Joe do swojego pokoju. Joe jest zachwycony.

        Rankiem, po upojnej nocy kobieta prosi Joe o pieniądze na taksówkę, bo spieszy się na spotkanie, a nie zdąży już do banku. Joe, zaskoczony, mówi jej, że właśnie sam chciał ją prosić o kasę :) Babka jest w szoku. Co, ma mu zapłacić? Jeszcze nie jest tak zdesperowana, żeby płacić za seks! I wybucha płaczem. Skonsternowany Joe próbuje ją uspokajać, że to był żart, no i oczywiście, da jej pieniądze. Kobieta wyciąga aż 20 dolarów, ku rozpaczy Joe. Chłopak wychodzi z pokoju. Pierwsza klientka i kompletna klęska.

        Joe idzie do baru, żeby dojść do siebie. Obok niego siedzi mały, podejrzany facet. Komplementuje oryginalną koszulę Joe (ten cały czas chodzi w kowbojskich ciuchach). Zaczynają rozmawiać. Joe, zadowolony, że spotkał jakąś życzliwą duszę funduje nieznajomemu drinka. To niejaki Ratso (Dustin Hoffmann), który wygląda na dobrze zorientowanego w życiu miasta. Joe jest pod wrażeniem i zwierza mu się ze swoich problemów. Ratso mówi mu, że nie może zaczepiać kobiet na ulicy. Potrzebuje pośrednika. A on zna faceta, który się tym zajmuje. I skontaktuje go z Joe.

        Joe jest zachwycony. Nareszcie ruszy z miejsca. Kiedy wychodzą z baru okazuje się, że Ratso kuleje, ma duże kłopoty z chodzeniem. Do tego często kaszle. Nie jest w dobrej formie. Ratso dzwoni do tego gościa i umawia go na spotkanie. Oczywiście od razu bierze od Joe kasę, 10 dolców za pośrednictwo, ale Joe wie, że musi ponieść koszty. Jadą do pośrednika. Ratso bierze kolejnę 10 dolców, zostawia Joe pod mieszkaniem pośrednika i znika.

        Otwiera mu podejrzany facet. Rozmawia z Joe, ale jakoś ogólnikowo. Chłopak nie traci jednak entuzjazmu i mówi, że jest gotowy do ciężkiej pracy. A ten facet, nagle każe mu paść na kolana i ... modlić się. Otwiera przy tym drzwiczki, za którymi kryje się mały ołtarzyk. Facet wpada w religijną ekstazę. Joe ucieka przerażony. I żądny zemsty na Ratso.

        Sytuacja Joe jest coraz gorsza. Nie ma kasy na zapłacenie czynszu w hotelu, więc zostaje wyrzucony, na dokładkę wszystkie jego rzeczy zostają zarekwirowane do czasu, aż zapłaci.
        Joe błąka się po mieście. Widzi na szybie knajpy ogłoszenie o pracy na zmywaku, ale nie decyduje się, żeby spróbować.

        Przypadkiem widzi Ratso w jakimś barze. Wściekły rzuca się na niego z pięściami, ale Ratso się broni: "Nie będziesz chyba bił kaleki?". Joe przetrząsa jego kieszenie, ale znajduje tylko drobniaki. Załamany Joe wychodzi z baru. Ratso biegnie za nim. Oferuje mu nocleg. Joe początkowo nie chce się zgodzić, ale nie ma wyjścia. Idą do mieszkania Ratso. To nora w budynku przeznaczonym do wyburzenia. Ratso jakoś się tam urządził, ale warunki są fatalne. Joe jest wykończony i rzuca się na łóżko.

        Nocą Joe ma koszmary. Powracają wspomnienia. Wynika z nich, że miał kiedyś dziewczynę, ale znajomość zakończyła się tragicznie. Oboje zostali brutalnie zgwałceni przez miejscową bandę wyrostków, zazdrosnych o dziewczynę. Potem dziewczyna wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. A więc, Joe przeżył swoje i nie jest takim naiwnym facetem, jakim się wydawał na pierwszy rzut oka.

        Joe przerażony budzi się ze snu. Szuka swoich butów. Ratso nie śpi, pokazuje mu, gdzie leżą buty. Joe wyraźnie nie ma do niego zaufania. Mówi mu, że musi mieć jakiś interes, w tym, że go zabrał do siebie, "chyba nie jesteś pedałem?". Ratso spokojnie odpowiada, że go zaprosił, żeby mu pomóc. I wtedy może Joe stanie na nogi. Bez ogródek mówi mu, że zaczyna śmierdzieć, a w takim stanie kariery na zrobi :)

        Ratso zabiera więc Joe do pralni samoobsługowej. Sprytnie podrzuca jego ciuchy do prania jakiejś babki, którą zagaduje :) Zostaje jego "fryzjerem" i w końcu Joe wygląda porządnie. Ratso dostaje cynk, że w pewnym hotelu zatrzymała się duża grupa kobiet, idealne miejsce dla Joe. Ratso widzi już oczami wyobraźni luksusową przyszłość na Florydzie. Wyjazd tam to jego marzenie. Ale Joe zostaje namierzony przez obsługę hotelu i wyrzucony. Obaj z Ratso uciekają.

        Przychodzi zima i sytuacja bohaterów jest dramatyczna. W mieszkaniu jest zimno, nie ma wody. Nie mają też kasy. Joe z bólem serca sprzedaje swoje radio, ale dostaje za nie grosze. Ratso czuje się coraz gorzej.

        cdn...







        • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) 23.03.13, 14:47
          A, zapomniałam o jednej scenie. Po spotkaniu z fanatykiem religijnym, nie mając już kasy, zdesperowany Joe idzie na ulicę, pod kino, gdzie wystają męskie prostytutki. Podchodzi do niego przestraszony chłopak. Idą do seans i tam dochodzi do realizacji transakcji. Po wszystkim chłopak przyznaje się, że nie ma kasy, żeby zapłacić. Joe jest wściekły, przetrząsa jego kieszenie. Chce zabrać zegarek. Ale chłopak błaga go, żeby tego nie robił, bo matka go zabije. I Joe zostawia mu zegarek. Zdaje sobie sprawę, że dzieje się z nim coś złego, że staje się coraz bardziej bezwzględny.

          Wracając do akcji. Pewnego dnia Joe i Ratso przesiadują w jakimś barze. Podchodzi do nich dwójka ekscentrycznie ubranych ludzi, robią zdjęcie Joe i wręczają zaproszenie na jakąś imprezę. Okazuje się, że to impreza z mnóstwem oryginalnych gości. Jest psychodeliczna muzyka, alkohol i narkotyki. Obaj bohaterowie czują się trochę zagubieni, ale szybko skupiają swoją uwagę na darmowym bufecie :) W tej scenie wystąpiły gwiazdy z Factory Warhola i inni przedstawiciele ówczesnej, artystycznej bohemy Nowego Jorku. Przemknął nawet nasz Jerzy Kosiński :)

          Joe i Ratso dobrze się bawią. Joe wpada w oko jakieś babce. Ta proponuje, żeby pojechali do niej. Wie, o co chodzi, płaci Ratso kasę. Ten czuje się kiepsko, spada nawet ze schodów, ale twierdzi, że wszystko jest ok i Joe może jechać.

          Mimo początkowych problemów Joe ("jeszcze nigdy mnie nie zawiódł") noc jest upojna. Kobieta jest na tyle zadowolona, że dzwoni do znajomej i proponuje jej usługi Joe. Umawia ich na spotkanie.

          Joe robi zakupy i wraca do mieszkania. A Ratso czuje się źle. Narzeka, że nie może już chodzić. Ma gorączkę. Wyraźnie boi się co będzie z nim dalej. Joe jest zaniepokojony i chce iść po lekarza. Ale Ratso mu zabrania. Mówi, że chce wyjechać na słoneczną Florydę. Tam na pewno dojdzie do siebie.

          Joe się waha, ale chce spełnić jego życzenie. Idzie do wesołego miasteczka. Tam zaczepia go jakiś starszy jegomość. Opowiada, że przyjechał w interesach. Zaprasza go do hotelu. Wydaje się przestraszony. W końcu wyrzuty sumienia są silniejsze i prosi Joe, żeby wyszedł. Joe mówi mu, że musi wyjechać. Facet rozumie o co chodzi, daje mu łańcuszek. Ale Joe potrzebuje kasy na bilety na Florydę. Facet daje mu 10 dolców. Joe potrzebuje więcej. Chce przeszukać szafkę faceta, ale ten się broni. Joe brutalnie bije faceta i dostaje się do pieniędzy.

          Następna scena. Joe i Ratso jadą autobusem na Florydę. Ratso wygląda bardzo źle, ma gorączkę, ale próbuje z tego żartować. Podróż zbliża się do końca. Joe snuje plany. Mówi, że poszuka w końcu normalnej pracy. Ale Ratso nic nie mówi. Joe chce go obudzić, Ratso nie reaguje. I Joe już wie, że nie żyje. Biegnie do kierowcy, ten zatrzymuje autobus. Mówi, że muszą jechać dalej, nic więcej nie można zrobić. Joe zamyka oczy Ratso, siada na swoim miejscu. Nie dociera do niego co się stało. Obejmuje Ratso ramieniem i tak jadą dalej. W szybie autobusu odbijają się palmy i luksusowe hotele Miami. Koniec.

          Widziałam ten film wieki temu, kiedy jeszcze byłam nastolatką. Wtedy byłam zszokowana jego odwagą obyczajową. Teraz, oczywiście, pod tym względem nie robi już takiego wrażenia.

          Najważniejsza jest historia czegoś na kształt przyjaźni między dwoma życiowymi rozbitkami. Mimo, że są na dnie, gdzie trudno o jakieś ludzkie odruchy. Duet Voight-Hoffmann jest znakomity, trudno ich zapomnieć.

          Ciekawy jest też portret miasta, gdzie ludzie są anonimowi i obojętni. Jest taka scena na początku filmu, kiedy Joe spaceruje po mieście i widzi na chodniku leżącego, nieprzytomnego człowieka. I nikt z przechodniów nie reaguje. Joe zatrzymuje się, nie wie co robić. Ale idzie dalej, bo tak robią inni. Wrażenie robią też sceny z nocnego życia Nowego Jorku.

          No i oczywiście, wspaniała muzyka, o której już pisałam.

          Trochę zestarzał się sposób w jaki pokazane są sny i retrospekcje. Jest ich trochę za dużo, przez co historia trochę traci na płynności. Ale film powstał w końcu 40 lat temu.

          Tutaj trailer:
          www.youtube.com/watch?v=a2yBydiEJrI



          • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) 23.03.13, 16:38
            rewelacja, dzięki Siostro :]
            nie wiem, czy zdążę dziś na spokojnie przeczytać, ale jutro bezaplacyjnie.
            • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) 23.03.13, 17:11
              Dzięki :)
          • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) 23.03.13, 21:58
            Wreszcie ponałam historię "Nocnego kowboja". Dzięki! Świetna opowieść, Bronte!
            :))
            • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 14:19
              Dziękuję :))
          • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 13:14
            świetna opowieść.

            jak dla mnie - historia o zawiedzionych marzeniach.
            o brutalnej konfrontacji ze światem rzeczwistym, weryfikacja marzeń i planów.

            w planach - miało być tak pięknie, łatwo i kolorowo, w rzeczywistości - jest cięzko, trudno i
            szaro trochę. z ziemi obiecanej Niujork staje się miejscem odzierającycym bohatera z
            naiwnych złudzeń, że będzie fajnie i sukces. jakiś tam jest, w tej dziedzinie którą sobie
            upatrzył, ale jednocześnie, jesli dobrze odczytuję, gdzieś tam majta w tle tekst z "Seksmisji" :
            autografy miały być, wywiady, a wy bohaterów - prądem ?! [wiem, zlepiłem dwa rózne cytaty w jeden] :] Chcciał być hitem wieczorów, między partyjkami bryżdza, a rozmowami o nowych ubrankach dla psów, a tutaj jakoś słabo, nawet za normalną, szarą i mało nobilitującą robotą trzeba się zacząć rozglądać, a i kradzieżą nie pogardzić. Jako wątek, zamierzenie ?, humorystyczny może wyglądać to, że Joe sam musi płacić swoim klient[k]om :] Cóz za ironia losu...

            ciekawi mnie ta story z przeszłości, gwałt.
            na ile mogła mieć wpływ na życiowe wybory bohatera ?
            trochę to może archaiczne, szukać motywacji do prostytucji w jakichś traumach, ale
            tutaj tak to trochę zostaje zarysowane.

            interesujący też wątek szorstkiej przyjaźni z... menadżerem :]
            świetnie to okresliłaś - "dwóch rozbitków" [dodałbym : na przeciekającej tratwie].
            rozwija się klasycznie, i - co oznacza ta śmierć ?
            że Joe się zmieni na tej Florydzie ?
            nie chcę mówić - zrobi porządek ze swoim życiem, bo cóż złego w pracy żigolaka ?
            taka sama jak każda inna, jesli dwie dorosłe osoby akceptują taki układ, to nikomu
            nic do tego.

            wydaje się jednak, że powstaje na końcu pytanie - czy Joe się do tej pracy nadaje ?
            może taki był pierwotny zamysł, a potem coś się odmieniło.
            w nim.
            dojrzał może ?
            moze druga trauma, śmierć przyjaciela, i cały ten nowojorski kocioł, wygonił z niego
            wspomnienie tej traumy gwałtu [ o ile miała ona znaczenie dla jego wyboru życiowej
            profesji] ? - i to by jakoś pchało go ku decyzji, by naprawdę zacząc od nowa ?
            jak sądzisz, Siostro, jako naoczna świadkini zdarzeń ? :]
            jak sądzicie ?

            raz jeszcze dzięki.
            amerykańskie kino lat 70-, 80-tych było świetne, zdjęcia, ulice miast, cała ta forma, było
            ambitniejsze od współczesnego, ja bym powiedział, ze to złoty okres w ichniej kinematografii.

            ta odwaga obyczajowa, jak piszesz - dzisiaj już nie bulwersuje, ale za to ma w tej swojej poczciwości jednocześnie jakiś urok. niby trąci myszką, ale dzięki temu, że nie epatuje dosłownością i naturalizmem - potrafi wykreować atmosferę.
            i dodałbym, że to kino ma głębię.
            może Ameryka miała wtedy swój lepszy czas, jako kraj..?
            może lepsi twórcy się wtedy rodzili ?
            z duszą :]
            • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 13:38
              > może Ameryka miała wtedy swój lepszy czas, jako kraj..?
              > może lepsi twórcy się wtedy rodzili ?

              Komercja nie była jeszcze tak rozbuchana. Liczyło się bardziej kino niz money.
              • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 14:07
                Na pewno. Czy ktoś wtedy w ogóle przejmował się wynikami z pierwszego weekendu? Teraz to jest wyznacznik sukcesu dla filmu.
                • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 14:32
                  Otóż to.
              • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) 25.03.13, 15:04
                yes.
                za "komercyjne" uchodziły takie filmy jak "Ptaki" Hitchcocka.
                to były czasy...
            • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 14:03
              Dzięki, Greku :)

              Tak, zderzenie marzeń Joe z rzeczywistością było brutalne. Miało być zupełnie inaczej. Na miejscu okazało się, że Nowy Jork to dżungla, w której trzeba walczyć o przetrwanie. A Joe nie był na to zupełnie przygotowany. Na pewno to była naiwność z jego strony, ale też młodzieńcza brawura i nadmierna pewność siebie.

              Też się zastanawiałam, jaki wpływ miały te tragiczne zdarzenia na jego wybory. On sam o tym nie mówi. Na pewno to miało znaczenie. Może od tamtej pory seks przestał się dla niego wiązać z uczuciami i jest w stanie traktować go czysto instrumentalnie?

              Tak, to jest szorstka przyjaźń :) Najpierw Joe zostaje oszukany przez Ratso, potem długo jest wobec niego nieufny. Ale w końcu jakoś znajdują porozumienie i wzajemnie sobie pomagają. Oczywiście Ratso liczy na kasę jako menadżer :), ale to chyba nie wszystko. Na pewno razem jest im łatwiej zmagać się z ciężkim losem.

              Joe już blisko Florydy opowiada Ratso, że poszuka normalnej pracy, bo cytuję: "dziwka ze mnie marna". Przekonał się, że to nie jest łatwa i przyjemne zajęcie. Przeżycia z Nowego Jorku były dla niego wystarczającą lekcją. I to jest ironia losu, że kiedy o tym mówi, Ratso już nie żyje. Myślę, że jego śmierć jeszcze dodatkowo utwierdzi go w tej decyzji, że musi zmienić swoje życie.

              Tak, w tym filmie nie ma dosłowności. Sceny erotyczne są tylko sugerowane, ale zdecydowanie to robi większe wrażenie, niż epatowanie nagością.

              Dokładnie tak. Moim zdaniem koniec lat 60-tych i lata 70-te (80-te już chyba nie) to złoty okres amerykańskiego kina. Powstawały filmy o dorosłych dla dorosłych, życiowe, pełne emocji i mówiąc górnolotnie, humanizmu. Długo można ciągnąć listę podobnych w klimacie, znakomitych filmów z tamtych lat: "Strach na wróble" Schatzberga, "Klute" Pakuli, "Rozmowa" Coppoli, "W poszukiwaniu idealnego kochanka" Brooksa, itd, itd.

              No właśnie, dlaczego w tamtych latach powstawały tak dobre filmy? Co się takiego porobiło, że teraz powstaje kino głównie dla nastolatków z popcornem, pełne potworów i innych bestii?
              Nie rozumiem tego.
              • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 14:35
                > No właśnie, dlaczego w tamtych latach powstawały tak dobre filmy? Co się takieg
                > o porobiło, że teraz powstaje kino głównie dla nastolatków z popcornem, pełne p
                > otworów i innych bestii?

                To nie do końca prawda. Przecież na filmach mainstreamowch kino się nie kończy!!! Czego dowodem jest nasz zbiór filmowy w wątku.
                • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) 24.03.13, 15:01
                  No tak, mamy o czym pisać :) A jednak wydaje mi się, że kiedyś te proporcje między dobrym kinem, a czystą komercją były inne. Tzn. w mainstreamie było więcej poważnego kina dla dorosłych.
                  • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) 26.03.13, 00:57
                    O na pewno dziś kino maistremowe zinfantylniało. Dziś pożądane są filmy, na które przyjdą dorośli z dziećmi, całe rodziny, dzięki czemu wpłynie więcej pieniędzy do kasy.

                    Szydził z tego bohater grany przez Allena, reżyser w filmie "Koniec z Hollywood" , który by się przypodobać producentom i zyskać ich akceptację dla swego projektu, szeroko zakreślał grupę odbiorców swojego najnowszego - dorośli młodzież, dzieci i niemowlęta.

                    I chyba trochę też zgłupiało.
              • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) 25.03.13, 15:14
                dobra interpretacja a'propos gwałtu, coś w tym jest, o czym piszesz.

                obu ich wypluł i wymiętosił dziki Nowy Jork :]
                takie relacje trwają najdłużej i są najmocniejsze.

                o proszę, to znaczy że coś mi tam zadzwoniło :]
                Floryda to kraina wielu możliwości, jakby co, heh.

                sporo tego kina omówiliśmy, zawsze z atencją, bo i
                zawsze o coś w nich chodziło, była jakaś myśl, zupełnie
                nie mialy tego odium amerykańskiego kina, które mu
                dzisiaj towarzyszy, kiedy na jeden dobry film przypada
                30 mało ciekawych, o znikomej wartości artystyczno-wszelakiej.
                wtedy jakoś chyba proporcje były inne, a "lekki film" był na
                dzisiejsze warunki znakomitością wagi ciężkiej.

                trudno to zrozumieć.
                może, po prostu, jaki klient taka oferta.
                wrażliwość jakby mniejsza, wyobraźnia nie jest w modzie, wszystko ma
                być szybkie i pigułce, już nawet na forach mało kto czyta dłuższe niz
                3 zdania posty. My jakims wyjątkiem chyba jesteśmy :]


            • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 24.03.13, 14:31
              > bo cóż złego w pracy żigolaka ?
              > taka sama jak każda inna, jesli dwie dorosłe osoby akceptują taki układ, to nikomu nic do tego.

              Nieuzpełnie taka jak inne. Bo jednak relacje pomiędzy zatrudanianym i zatrudniającym nie zawsze są tu równe.

              Jest taki wątek a propos w filmie na "Krawędzi nieba", o którym kilka słów na nasze szczęście napisała Pepsic. Otóż ojciec głównego bohatera, obaj to Turcy zamieszkali w Niemczech, proponuje prostytutce, by porzuciła pracę w domu publicznym i zamieszkała z nim , on jej za to zapłaci, tyle ile zarabia w burdelu. Kobieta, także Turczynka, która zarabia seksem na utrzymanie siebie i córki mieszkajacej i studiującej w Turcji, godzi się na popozycję, tym chętniej, że jest prześladowana przez innych Turków , strażników moralności kobiet tureckich!?
              I wprowadza się do domu starego. W ten sam dzień jeszcze stary dostaje zawału (chyba z nadmiaru szczęścia!? ;) i zostaje odwieziony do szpitala. Po powrocie ze szpitala świruje, podejrzewa kobietę, że spała (czytaj: zdradzała) go z jego synem (wykładowcą literetury niemieckiej na jednym z uniwersystetów niemieckich!?? - tak na marginesie, bardzo enigmatyczna, dziwna postać , Turek urodzony juz w Niemczech , facet przystojny, inteligentny w sile wieku, ale samotny, bez rodziny, bez żadnej dziewczyny, kobiety? ), upija się alkoholem,choć nie może pić, nieprzyjemnie odzywa się do kobiety, aż w końcu podchodzi do niej, ona siedzi na fotelu maluje paznokcie u stóp, rozpina rozporek każde jej ustami sobie robić mu dobrze mówiąc "kupiłem cię, jesteś moją własnościa masz robić co ci każę". Kobieta zbulwersowana wubiega z pokoju zaczyna się pakować ...

              (Stary, pijany, popycha ją on upada, uderza o coś głową i umiera ...)
              • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 24.03.13, 14:38
                > Nieuzpełnie taka jak inne. Bo jednak relacje pomiędzy zatrudanianym i zatrudnia
                > jącym nie zawsze są tu równe.


                Co gorsza nie ma możliwości poskarżenia się na nierówne traktowanie. ;)
              • pepsic Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 24.03.13, 15:32
                bo cóż złego w pracy żigolaka ? taka sama jak każda inna,
                He, he, rozumiem, że pytanie z założenia prowokacyjne:)

                I nie o nierównie relacje chodzi, oj nie, raczej o etykę.
                • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 24.03.13, 15:36
                  pepsic napisała:

                  > bo cóż złego w pracy żigolaka ? taka sama jak każda inna,
                  > He, he, rozumiem, że pytanie z założenia prowokacyjne:)
                  >
                  > I nie o nierównie relacje chodzi, oj nie, raczej o etykę.

                  Tak, to przede wszytskim i po pierwsze.
                • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 25.03.13, 15:22
                  wiesz, to zależy
                  dla jednego będzie to klęska i grzech.
                  inny uzna prawo do decydowania o własnym ciele i pozostawi skutki
                  sumieniu samego zainteresowanego [zainteresowanych].

                  moim zdaniem, dopóki są okreslone czyste reguły [jakkolwiek można uwazać
                  całą rzecz za brudną raczej], to z kilkutysięcletnim doświadczeniem nie ma się
                  co wadzić ;]

                  etyka etyka, a ludzkie potrzeby [zarobku i seksu bez zobowiązań] istnieć będą
                  zawsze, że się takim truizmem posłużę :]
                  • pepsic Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 25.03.13, 18:22
                    Nie neguję sensu istnienia, co nie zmienia faktu, że słowo żigolak ma wydźwięk jednoznacznie negatywny.
                    • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 26.03.13, 15:39
                      to słowo ma kiepski piar ;]

                      wiesz, jakąś nazwę trzeba było tej profesji nadać, także w męskim wykonaniu, wszak
                      równouprawienie być musi.
                      • siostra.bronte Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 26.03.13, 16:52
                        Tak, źle to brzmi :)
                        Określenie "nocny kowboj" oznaczało w owym czasie właśnie męską prostytutkę.
                        • barbasia1 Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 26.03.13, 18:34
                          siostra.bronte napisała:

                          > Określenie "nocny kowboj" oznaczało w owym czasie właśnie męską prostytutkę.

                          To znaczenie funkcjonowało już przed nakręceniem filmu? Czy zostało wzięte z tego filmu?
              • grek.grek Re: "Nocny kowboj" (1) - OT skojarzenie filmowe 25.03.13, 15:19
                wiesz, on ją podejrzewa, bo może jest zazdrosny ?
                a jesli jest zazdrosny, to może zakochany ?

                a jesli ją traktuje jak "własność", to moze dlatego, że z zazdrości
                zszedł ze szlachetności, a uruchomiły sie w nim mechanizmy kulturowe ?

                mnie chodziło raczej o układ zdrowy, w takiej sytuacji.
                jedna strona oferuje - druga strona uznaje zasady i reguły.
                inne układy, to patologia.

                ofk, sama prostytucja też może być patologią, to zależy od punktu widzenia.
                ale... ta profesja jest nazywana "najstarszą" nie bez powodu :]
                a jeśli już istnieje i nie da się jej wyrugować z przestrzeni społecznej, to
                można przynajmniej dbać o czystość reguł i ich przestrzegania.
    • grek.grek Kocham Kino "Poważny człowiek","Dwie prawdy"; odc. 21.03.13, 14:03
      Ależ plażowo w ostatnich dniach, prawda ? hehe.
      Swoją drogą przegapiliśmy dwa ciekawe dokumenty :
      www.rp.pl/artykul/55361,990494-Uczta-dla-fanow-Woody-Allena.html
      www.rp.pl/artykul/55361-991504-Czlowiek--ktory-wykorzystal-wampira.html
      no nic, może jakieś powtórki się trafią.

      ale - wracamy.
      jak to w czwartek widac dużo ciekawego.

      20:40 House, kolejne 2 odcinki
      22:05 Borgiowie, CT2
      22:10 KUltura - Art of freedom
      www.rp.pl/artykul/512382,992304-Gorskie-wyczyny-ekstremalne.html
      22:35 "Odważna" TVN, Jodie Foster w swoim emploi, na szczęście to powtórka ;]

      22:30 Kocham Kino - "Poważny człowiek"; Coenowie... i wszystko jasne, gość ma niby poukładane życie, które nagle zaczyna się rozpadać jak domek z kart. Na rotten tomatoes 89 % pozytywnych recenzji. na IMDb ocena 7/10. To reklama, a jaki kot w worku się kryje - zobaczymy :] oglądamy ?

      i jakby było za mało problemów z wyborem, to jeszcze Polsat sensacyjnie dosunął
      brytyjskie "Dwie prawdy" - wiejska posiadłośc, nudząca się żona bogatego wielkomiejskiego adwokata nawiązuje romansik, jest to jednak "dramat", więc pewnie, hehe, mąz się w końcu dowie. tak czy owak, Emily Watson, Ruppert Everett i Tom Wilkinson w obsadzie, no i bankowo urok angielskiej prowincji. Czy zaprawione w bojach z kinem brytyjskim Forumowiczki mają ten film na rozkładzie ? :][

      uff, no i naprawdę... co tu wybrać ? Łojej...



      • grek.grek Re: Kocham Kino "Poważny człowiek","Dwie prawdy"; 21.03.13, 14:04
        z kronikarskiego obowiązku, bo Fanki wiedzą przecież :]
        :
        21:10 Mad men w Kulturze.

      • siostra.bronte Re: Kocham Kino "Poważny człowiek","Dwie prawdy"; 21.03.13, 16:26
        Tak, ostatnie dni jakoś mało ciekawe.

        Informuję, że nie przegapiliśmy :) Tzn. anonsowałam "Wild man blues" w zajawce tygodniowej. Trzeba jednak powtarzać zapowiedź konkretnego dnia, bo można się pogubić :) I obejrzałam ten film. Szczerze mówiąc trochę za dużo tam muzyki i całość się dłuży.

        Ale jest kilka ciekawych scen z Woody'm i jego żoną. Allen prywatnie jest ironiczny, skupiony na sobie, ma swoje dziwactwa. Zaskoczyło mnie to, że dba o formę, w hotelach pływał w basenie i ćwiczył na takim urządzeniu (bieżnia?). I że lubi luksus, mieszkał z żoną w najlepszych apartamentach :)

        Bardzo ciekawa jest końcowa scena, kiedy Allen z żoną odwiedzają swoich sędziwych rodziców. Jego ojciec miał wtedy 96 lat! Już wiadomo skąd u Allena taka żywotność :)

        Wybieram "Nocnego kowboja". Dla mnie to powtórka po wielu latach. Postaram się coś napisać jutro. Szkoda mi House'a, może uda mi się zobaczyć jutro powtórkę. Potem "Poważny człowiek".

        "Dwie prawdy" to film, ,co ciekawe, scenarzysty "Downton Abbey", ale nie zapowiada się jakoś pasjonująco, chociaż lubię Toma Wilkinsona. No chyba że bracia Coen mnie rozczarują.

        Wspomniałeś dalej o "Wyśnionym życiu...". Program w Teletygodniu nawet nie drukuje nocnych godzin Kultury. Widziałam kiedyś spory kawałek tego filmu, ale był przygnębiający i jakoś mnie nie wciągnął.

        A, ten drugi link się nie otwiera :)
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Poważny człowiek","Dwie prawdy"; 22.03.13, 15:48
          czyli, ja przegapiłem :]
          brawo, Siostro.

          trzymam Cię zatem za... "Kowboja" :]
          klasyka mile widziana.

          niestety, "Wyśnionego..." nie obejrzałem.
          mam nadzieje, że Kultura tradycyjnie będzie powtarzać jeszcze 2-3 razy ;]

      • maniaczytania Definitely, maybe 21.03.13, 17:23
        a ja wczoraj zaczelam ogladac i obejrzalam wieksza czesc uroczego filmu - nie pamietam polskiego tytulu - "Definitely, maybe" na tvp2 o 21.30. Niestety przysnelam na koniec i nie dowiedzialam sie, kto jest matka rezolutnej dziewczynki, granej przez Abigail Breslin. Tatusia gral rozbrajajacy Ryan Reynolds, a w roli jednej z potencjalnych matek - Rachel Weisz. Niby komedia romantyczna, ale nieglupia, z humorem i troche przewrotna.
        Pozostanie polowac na jakas powtorke (tylko takie filmy to akurat rzadko powtarzaja...)
        • grek.grek Re: Definitely, maybe 22.03.13, 15:49
          Morfeusz ostatnio wyjątkowo się uaktywnił :]
      • pepsic Re: Kocham Kino "Poważny człowiek","Dwie prawdy"; 21.03.13, 17:28
        Nie wiem, co będę dzisiaj oglądać, najprawdopodobniej postawię na "Mad Mensów". Za to wiem, co wczoraj udało mi się obejrzeć: "1900 człowiek legenda" z przepiękną muzyką Ennio Morricone. Wprawdzie przeważają opinie mocno entuzjastyczne, moja jednak pozostaje w sferze lekko sceptycznej. Otóż niewątpliwie jest to górna półka, ma swój klimat i nietypowy baśniowy motyw, ale są momenty nużące. W rolę geniusza muzycznego, zarazem podrzutka spędzającego całe życie na statku pasażerkom wcielił sie Tim Roth. Tak, czy siak, planuję jeszcze jeden seans.

        A tu scena, w której się zakochałam, o czym radośnie donoszę (tak naprawdę są takie dwie i dla nich bardzo warto obejrzeć film):
        www.youtube.com/watch?v=Jk5xoCJ6JcU
        Ps. Barbasiu, pytałam o MM gdzieś wcześniej i wyżej. Mogę liczyć na odzew?
        :)
        • barbasia1 Re: Kocham Kino "Poważny człowiek","Dwie prawdy"; 21.03.13, 21:24
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143383856,Re_HOuse_MM_2_11.htmlcdn.
    • grek.grek "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 21.03.13, 14:15
      kurdesz, to nie koniec.

      Kultura ciemną nocą, o 2:20, daje francuskie "Wyśnione życie aniołów".
      w najkrótszym skrócie historyja przyjaźni dwóch odmiennych od siebie mentalnie
      i charakterologicznie, dziewczyn.
      zupełny hit w swoim sezonie [98/99] - Cezar dla najlepszego filmu i dwa następne dla aktorek, w Cannes Palmy dla obu głównych aktorek.

      wstępnie mam nadzieję obejrzeć.
      "Dwie prawdy" o 23:00 i "Poważny" - jedno nagrać, drugie bezpośrednio, a jakby co, to
      jutro "Poważnego" powtarzają.
      House też jutro powtórkowo, jakby co [od 16:15 bodajże].
      generalnie - lawirując i manewrując - to może być dobry połów ;]

      a jak u Was ?
      • barbasia1 Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 21.03.13, 21:04
        "Wyśnione życie aniołów", tytuł mi znany, ale nic więcej nie kojarzę ...

        House'a nagrywam na pendrive'a, "Poważnego człowieka" też nagram na wszelki wypadek i na "Mad Men" się szykuję ...

        :)
        • grek.grek Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 22.03.13, 15:52
          ja, niestety, też nie :]
          nie obejrzałem wczoraj, może powtórzą jeszcze...

          ja też House'a nagrałem sobie - jeszcze na video [ostatni miesiąc, 22 kwietnia wyłączaja
          mi analogową tiwi; a Tobie kiedy ?], w ogole zamierzam teraz nagrywać bez opamiętania
          wykorzystując ten czas, kiedy jeszcze jest to możliwe.

          jak tam "POważny" wypadł w Twoich oczach ?
          [ja dopiero dzisiaj, a nawet - jutro, bo powtórka jest w nocy].

          "Mad men", mam nadzieje, że prowadzisz zapiski i je nam tutaj zaprezentujesz
          niebawem ? :]
          • barbasia1 Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 23.03.13, 14:40
            Nie mam pojęcia, kiedy nam zupełnie wyłączą analogową telewizję. Muszę to sprawdzić.

            Mam nadzieje, że uda Ci się nagrać jakieś dobre filmy!

            > "Mad men", mam nadzieje, że prowadzisz zapiski i je nam tutaj zaprezentujesz
            > niebawem ? :]

            Tak, oczywiście, postaram się dziś co nieco napisać o "Mad Med". Ostatni 12 odcinek był bardzo dobry, wyszły na jaw nowe fakty z życia Dona Drapera się, dużo się działo w życiu innych bohaterów, sporo dobrych tekstów się pojawiło ...

            • grek.grek Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 23.03.13, 15:46
              podobno do lipca już nigdzie analogowej tiwi nie będzie.

              och, ja też mam taką nadzieję, nagram co się da, żeby mieć taki
              mały skansen, relikty przeszłości i... wspomnienia :]

              już czekam[y] :]
              • barbasia1 Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 23.03.13, 16:08
                Tak, to wiem, że do lipca wyłączą całkowicie telewizję analogową. A w naszym regionie ...

                właśnie sprawdziłam, nastąpi to około 20 maja. Czyli miesiąc później.
                Całe szczęście, że mamy już zainstalowane, przetestowane dekodery, nieprawdaż?

                Naszej sąsiadce musimy pomóc w zakupie, instalacji i obsłudze dekodera. Nie byłoby problemu, gdyby nie antena gdzieś na strychu, która słabo odbiera ... Musimy ją znaleźć i dobrze ustawić.
                Naszą anteną zresztą też będziemy jeszcze kręcić, może złapiemy telewizję czeską?

                > och, ja też mam taką nadzieję, nagram co się da, żeby mieć taki
                > mały skansen, relikty przeszłości i... wspomnienia :]

                Ha! To będzie pamiątka z innej epoki. :)

                A jakie masz tam najstarsze nagranie?
                • grek.grek Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 23.03.13, 16:26
                  o, chciałbym też do maja :]
                  ale, nie ma co odwlekać nieuchronnego, hehe.

                  yes, uzbrojeni jesteśmy.
                  i niebezpieczni :]

                  o widzisz, to byś miała pełny pakiet, Borgiowie w tiwi wyglądają
                  jeszcze lepiej niż na monitorze, a język jest prostszy niż się wydaje.

                  o, bez dwóch zdań... obok dinozaurów i telefonu na korbkę ;]

                  hoho, musiałbym sprawdzić, chyba jakiś stary odcinek Kiepskich z 2000 roku.
                  ale to mi się uchowało na taśmach, które jeszcze nadają się do użytku.
                  a nagrywałem w ogóle od 94 albo 95.
                  cała prehistoria, słuchaj :]
                  • barbasia1 Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 23.03.13, 17:32
                    Przeprowadź się na miesiąc w moje rejony! ;)

                    Tak, sporo rzeczy możemy wyśledzić, albo wypunktować to, czego nie wyśledziliśmy. ;)

                    Pal sześć monitor, żeby tylko limity nie blokowały ciągle oglądania.
                    Utknęłam w połowie 3. odcinka Borgiów i nie mogę ruszyć dalej ...

                    No tak , prehistoria, sięga jeszcze ubiegłego wieku! ;)
                    • grek.grek Re: "Wyśnione życie aniołów", Kultura...2:20 :] 24.03.13, 13:30
                      hehe ;]
                      telewizor i video w plecaku by mi sie nie zmieściły ;]]

                      ha, najlepiej odbiera ten link do "FOrbrydelsen", żadnych limitów, świetny odbiór,
                      wersja angielska - sprawdzałem; może tam są też "BOrgowie" ?
                      spróbuję pogrzebać.

                      haha ;] wiesz, postęp taki jest galopujący, że niebawem 5 lat to będzie w technologii
                      cała era.

                      • barbasia1 OT 24.03.13, 14:47
                        Mógłbyś spakować sprzęt w takie duże kraciaste torby, jakie kiedyś "Ruscy" na targu mieli? ;))
                        Do plecaka wrzuciłbyś ubrania, ręcznik, szczoteczkę do zębów, Dostojewskiego i jaśka. ;)

                        W takim razie z góry serdecznie dziekuję za poszukiwania! :))

                        To prawda.

                        • grek.grek Re: OT 25.03.13, 15:23
                          hahaha :]
                          i tak bym się zataczał z jednej strony chodnika na drugą, hehe.
                          i mówiono by do mnie po rosyjsku ;]

                          poszukam.

                          • barbasia1 Re: OT 26.03.13, 16:01
                            :)

                            Dzięki.
                            • grek.grek Re: OT 27.03.13, 13:28
                              Barbasiu, jest, 3 odcinek 2 sezonu Borgiów w bardzo dobrej jakości :
                              www.putlocker.com/file/56F630A0F5FBE84D
                              [klik w "continue as a free user" i dalej już z górki, tylko trzeba usunąć parę wyskakujących
                              okien]

                              [niestety, bez napisów, czy to będzie problem ?]
                              • barbasia1 Re: OT 27.03.13, 16:57
                                Dziękuję Ci serdeczne, Greku, za trud poszukiwań!
                                Dla mnie. :)

                                Mam! Widzę!!! Widzę!!! Lukrecja załamana po śmieci Paolo, maluszek płacze z głodu ...

                                Oczywiscie, byłoby wspaniale, gdyby były polskie napisy, aleee poradzę sobie, tym bardziej, że mam przecież i w pamięci i pod ręką Twoje streszczenie.

                                Dziękuję Mój Rycerzu!
                                Doceniam!

                                Queen Cat
                                :)
                                • grek.grek Re: OT 28.03.13, 13:39
                                  udało się :]
                                  z tego, co uświadczyłem - nie ma tutaj żadnego "limitowania" itp., włączasz i
                                  oglądasz spokojnie w całości.

                                  później podrzucę linki do 4,5 i 6 odcinka [zakładam, że są tam, hehe].

                                  cała przyjemnośc po mojej stronie :]
    • grek.grek BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 22.03.13, 10:56
      link :
      www.twoje-seriale.tv/borgias/sezon_2/odcinek_1.html
      [6 odcinek do wyklikania w ramce po prawej]

      Dobra, zatem staneło na tym, jak to papciowi wali się na głowę dach... dosłownie. W trakcie burzy piorun grzmoci w świątynię, gdzie Rodrigo odprawia mszę i cegły z kamieniami sypią się na ludzi. Ginie kilku ministrantów. W tym czasie Cesare nawiązuje romans z Katarzyną Sforza, do której pojechał z misją dyplomatyczną, miał ją nakłonić do złożenia hołdu Rzymowi, po tym jak w wojnie włosko-francuskiej opowiedziała się po stronie najeźdzców przeciw aliantom i papiestwu w Watykanie. Katarzyna romansuje z Cesare, ale odrzuca propozycję polityczną; pojawia się także jej brat, Giovanni, eks-[wredny]mąz Lukrecji Borgii, siostry Cesare - wywiązuje
      się między nimi kłotnia, w trakcie której Cesare zabija Giovanniego i ucieka z Forli.

      No i teraz...
      Rodrigo przeżywa to co się stało, siedzi sam w konfesjonale i biadoli, że Bóg postanowił dać głos i ukarać go [albo i nawet całą rodzinę] za nieprawości i grzechy. W tej sytuacji zastaje go Cesare, wracający ze swojej misji. Prosi ojca o spowiedź. Wyznaje, co się stało w Forli, że zabił i że Katarzyny nie udało mu się przekonać. Spowiedź szybko przekształca się w rozmowę całkowicie innego typu, Rodrigo jest nieźle wkurzony na syna, ze pokpił sprawę i stawia Rzym/Watykan w położeniu dośc niewygodnym, bo teraz trzeba księstwo Forli siłą zmusić do podległości. Cesare proponuje, że wyprawi się tam z wojskiem i zrobi porządek. Rodrigo na to, że wojsko "nie bierze się w powietrza", trzeba mieć pieniądze na taką wyprawę, a chwilowo Watykan takiej kasy "na zbyciu" nie posiada.

      Ciekawe rzeczy dzieją się we Florencji. Mnich Savonarola, fanatyk religijny, talib głoszący odnowienie Kościoła, pod hasłami ascezy, pokuty i tępienia wszelkiego grzechu oraz odrzucenia papiestwa watykańskiego zyskuje coraz większe kręgi wyznawców. Wraz ze swoimi ludźmi organizuje na rynku jakieś przedziwne spektakle - są biczownicy smagający się jakimś badziewiem po plecach, są mnisi zakapturzeni, jest podest na którym pojawia się młoda dziewczyna i kiedy Savonarola ścina jej włosy i daje włosienicę do ubrania zamiast sukni - ona wyrzeka się "luksusu" i ślubuje służbę Bogu. A braciszek stentorowym głosem wyrzuca swoje kazania, od których tłum dostaje plamy, która przekłada się na nienawiść wobec rodziny Medyceuszy, postrzeganej teraz jako wroga ludowi banda burżujów i krętaczy - kiedy pojawiają się oni, aby posłuchać i pooglądać to widowisko zostają przepędzeni za pomocą gradu kamieni ciskanych przez prosty lud.

      Do Rodrigo docierają głosy, że mnich zaczyna być już powaznym problemem i trzeba natychmiast coś z nim zrobić. Wysyła więc kardynała Sforzę do Florencji z propozycją posady kardynała dla Savonaroli. Panowie spotykają się w pustym, półmrocznym kościele, gdzie Savonarola ze wzgardą, w twarz Sforzy, odrzuca symboliczny czerwony beret.

      Teraz już nie ma wyjścia - z polecenia Rodrigo do Florencji jedzie Cesare razem z uzbrojoną gwardią papieską. Wkraczają do kościoła, w trakcie kolejnego natchionego wystąpienia Savonaroli, Cesare - jako kardynał i wysłannik papieża - nakazuje mu zamilknąć i przestać głosić swoje obrazoburcze poglądy. Savonarola wśród tłumu swoich zwolenników powiada ze śmiechem, że "papieskim nakazem mogę się podetrzeć", a gawiedź wesoło rechocze ze szczęścia. Cesare z zimną krwią mówi, że wobec odmowy zostanie ekskomunikowany, a jako kacerz spalony na stosie. Savonarola żegna go tekstem "ognia się nie boję, bo Bóg jest po mojej stronie".

      Na ulicach trwa zaś karnawał... Prosty ciemny lud kamienuje ludzi oskarżonych o sodomię. Zwłaszcza Micheletto przygląda się temu ze zgrozą [dlaczego : odpowiedź w odcinku 5]. Jakieś łebki lat 12 zaczepiają też Cesare, który kręci się po mieście razem ze swoimi przybocznym oddziałem najemników [odc4 i 5], chcą żeby oddał im swój pierścień. Kiedy Cesare odmawia dzieciarnia wykrzykuje, że i on jest sodomitą, cała grupa musi się ewakuować torując sobie drogę mieczami.

      Medyceusze dają w długa ze swoich pałaców. Pieniądze, kosztowności, całą zawartość swoich banków wywożą tajnymi wozami do róznych miast włoskich. Cesare spotyka się z Machiavellim i dostaje od niego informacje o jednym z wozów, w których ukryte będzie złoto. Cesare może na ten konwój napasć i go przejąć. Gotówka jest Cesare potrzebna na wyprawę wojskową do Forli, a także na żołd dla swoich najemnikow. Machiavelli sugeruje, że w zamian za tę przysługę będzie liczył - on i Medyceusze - na to, że Rzym przygarnie ich, kiedy sytuacja we Florencji dojrzeje do tego, że będą musieli stamtąd uciekać.

      Atak na konwój udaje się, Cesare przejmuje złoto, teraz ma już tylko jedno pragnienie : przyprowadzić do Watykanu Katarzynę Sforzę i rzucić ją na kolana przed majestat papieski. A Medyceusze rzeczywiście muszą się szybko ewakuować z Florencji, ich pałace są obrzucane kamieniami przez "lud boży". Rodrigo udziela im schronienia, z pozycji dominującej, i powiada, że ma pomysł - chce by Wattykan miał swój bank, w którym - w sugestii - Medyceusze mieliby ulokować swoją fortunę, co oznaczałoby, że po prostu gościna i opieka nie będą za darmo, w końcu jakiś kapitał założycielski ten bank musi posiadać :]

      Na tym pomysły Rodrigo się nie kończą. Przychodzi mu do głowy kolejne małżeństwo polityczne, mające być tym razem pieczęcią na sojuszu, który chce wykorzystać przeciw Forli. Za mąz ma wyjśc Lukrecja. wszak jej pierwsze małżeństwo zostało unieważnione przez...ojca :} Na pokojach watykańskich zjawiają się więc kolejne partie aspirujące do ręki papieskiej córki. Rodrigo prosi matkę LUkrecji, Vanozzę, aby osobiście rozmawiała z kandydatami, Lukrecja zaś przygląda się im z ukrycia. Pierwszy przywozi jej w darze psa - "taki bogaty i psa ?". Lukrecja patrzy na niego, i na sugestię Rodrigo, że "jest przystojny" odpowiada 'tak, pies owszem", a potem odmawia "akceptuję... psa. kawalera nie. chociaż... psa też nie chcę". Trochę pogrywa, bo wcale jej nie w smak pomysły ojca i bycie "towarem w twoim politycznym cyrku, w którym mam się kłasć do łózka z każdym zwierzęciem jakie sobie upatrzysz".

      ALE nie ma tego złego, wraz z kolejnym kandydatem do jej ręki zjawia się facio, który wpada jej w oko, a ona jemu. Brat tego aspiranta.

      Jednocześnie babiniec Vanozza, LUkrecja i Giulia Farnese nadal prowadzi akcję ustawiania do pionu watykańskich kardynałów i przykrócania ich życia ponad stan. Panie, w zniszczonym niedawno kościele, planują otworzyć dom pomocy społecznej dla biedoty. Nakazują kardynałom sfinansowanie tego przedsięwzięcia, bo jak nie, to im się dobiorą do odpowiednich części ciała, czyli do ich skarbców, a także zaczną ich kompromitować informacjami z jakich burdeli korzystają. Purpuraci wiele więc do powiedzenia nie mają, trochę kwękaja i pomstują,ze "kobiety ich biją", ale następnego dnia na progu papieskiego pałacu pojawia się skrzynka pełna złota...

      Kardynał Della Rovere zaś, ćwiczy swojego młodocianego truciciela, którego chce wykorzystac do zabicia papieża. Nazywa truciznę, cantarellę, "niebem i piekłem", ze względu na to, że jej działanie zalezy od dawki : małe - bardzo wzmacniają organizm, nieco tylko większe - zabijają niechybnie. Podaje więc swojemu wychowankowi kolejne kieliszki z winem i ostrożnie dawkowaną trucizną, chłopaka skręca, paraliżuje, odbiera przytomnośc, ale kiedy się budzi mówi, że "widuje rzeczy niezwykłe".

      Akcję może wykonać w tylko jeden sposób. Dochrapać się posady papieskiego degustatora. Papież ma już wypróbowanego człowieka. Oto Rodrigo zarządza, że w ramach zbliżenia - on i kardynalstwo będzie jedli obiady wspólnie, a w ramach pokuty, postu i solidarności z biednymi - posiłek stanowić będą sardynki. Jedzą więc te sardynki,a degustator próbuje - Rodrigo uważa to za zawracanie gitary, ale ulega rytuałowi i żartuje sobie z całej sprawy "No i jak tam, księże, umierasz już ? Oby, próba za
      • grek.grek BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 22.03.13, 11:04
        "...oby, próba zamachu ożywiłaby to smętne posiedzenie", tak brzmi pełna wersja :]
        A ksiądz degustator ma minę jakby żegnał się ze światem, no bo i w istocie każda próba papieskiego jedzenia może być ostatnia; taka saperska robota. I własnie tę posadę musi
        zdobyć kamikadze kadynała Della Rovere. Spróbuje zatrutej potrawy, powie że jest dobra, papiez też ją więc zje - i umrą obaj. Taki jest chytry plan Della Rovereego.

        Cesare wraca do Rzymu ze złotem zdobycznym, informuje o tym z dumą ojca. Rodrigo gratuluje mu, zamyśla się "chciałbyś jednak być żołnierzem, masz to we krwi", ale zaraz dodaje, że bardziej potrzebuje Cesare w innych rolach. A do tego - że jego brat, Juan, niebawem wraca do Rzymu, i dobrze by było, gdyby Cesare przywitał go godnie i z braterską miłością... co Cesare przyjmuje z widoczną irytacją, bo stosunki między nim, a Juanem, były kiepskie i wrogie. Rodrigo powiada, że "Juan jest już innym człowiekiem", ale wkurzona mina Cesare dowodzi, że jakoś trudno mu w słowa starego uwierzyć.

        Kooniec :]
        to dopiero misja jest, nie ?
        Doskonała oprawa, aktorstwo, meandry politycznych gier i międzyludzkich relacji, osobowości, a zarazem przecież mnóstwo faktów historycznych.
        w sam raz dla TVP... ;]
        Gdyby nie siedział tak głęboko u proboszcza w dup... pod sutanną :]
        • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 23.03.13, 15:46
          > osobowości, a zarazem przecież mnóstwo faktów historycznych.

          Przemieszanych z fikcją dla potrzeb fabularnych .

          > w sam raz dla TVP... ;]
          > Gdyby nie siedział tak głęboko u proboszcza w dup... pod sutanną :]

          Sądzę, że to raczej kwestia pieniędzy, słupków oglądalności itp.


          >Na ulicach trwa zaś karnawał... Prosty ciemny lud kamienuje ludzi oskarżonych o sodomię. >Zwłaszcza Micheletto przygląda się temu ze zgrozą [dlaczego : odpowiedź w odcinku 5].

          Oczywiście, że znam odpowiedź na pytanie dlaczego Michelotto (tak powinno się pisać jego imię, na filmwebie jest błąd, sprawdziłam w bazie IMBD oraz w wikipedii) ze zgrozą patrzy jak ciemny lud kamienuje ludzi oskarżonych o sodomię. Czytałam o tym w ubiegłym tygodniu w Twoim streszczeniu.

          Ciekawam bardzo czy ten z lekka szokujący wątek z kazirodczym związkiem Michelotto z bratem, to tylko fikcja stworzana na potrzeby uatrakcyjnienia serialu, czy jednak ma potwierdzenie w faktach, wszak Michelotto to postać autentyczna.

          en.wikipedia.org/wiki/Michelotto_Corella
          • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 23.03.13, 16:52
            yes :]

            o, ja myślę, że TVP by było stać, skoro CTv może... [?]
            wiesz, większość wiernych nie zna Kościoła od tej strony, mogliby doznać
            szoku, a TVP w tym momencie jest niezdolna do edukacji publiczności.
            jest gorszą wersją komercyjnej tiwi. Jedynka jest kościelna, dwójka dba o
            inne wyznania, ale wszędzie ta sama polityczna poprawnośc :]

            dzięki :]
            dobra informacja, mnie do głowy nie przyszło zajrzeć za tą postacią.
            ciekawa bardzo, jedna z najciekawszych w tym serialu, aczkolwiek właściwie
            nie ma takiej, która nie byłaby interesująca - bez tego dziisaj w zasadzie
            trudno myśleć o zrobieniu wciągającego serialu. Polscy scenarzyści mogliby to
            sobie wydrukować, hehe, ilośc ciekawych charakterów w polskich serialach
            współczesnych równa się ZERO :} ciekawe, że w szranki z zachodnimi mogłyby
            raczej stawać dawne polskie seriale, tworzone na bazie literatury albo scenariuszy
            pisanych przez literatów. Tak mi się wydaje :]
            CO sądzisz ?
            • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 23.03.13, 18:18
              A jednak Micheletto! Przepraszam! Okazuje się, że trafiłam wcześniej na stronę serialu o Borgiach z roku 1981!!!? No proszę, nakręcono już wczesniej serial o Borgiach.
              Tu jest właściwa strona:

              www.imdb.com/title/tt1582457/?ref_=sr_1
              W każdym razie w en.wikipedii jego imię brzmi Michelotto.

              Myślę inaczej, myślę , że ludzie znając doskonale różne grzeszki swoich miejscowych sług Pana B., wcale nie byliby bardziej zaszokowani historiami z dawnych czasów pokazanymi w serialu .


              Ale przypominam Ci, że to na TVPKulturze oglądaliśmy "Złe wychowanie" Almodovara.

              Zgadzam się w stu procentach.

              Myślę, że scenarzyści powinni także poczytać nasz wątek. Wiele inspirujących wiadomości, by tu znależli.

              :)
              • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 24.03.13, 13:26
                w serialu występuje wersja MichelEtto.
                moze to zależy od źródła, grunt że to sama postać :]

                no wiesz, papież i jego kochanki, papiez i jego dzieci... hehe, to mogłoby jednak
                wiernych zbulwersować, skoro niewinny żart kabaretu Limo wywołał taką aferę...

                a tak, pamiętam, o tym m.in myślałem pisząc, że Dwójka inne wierzenia zaspokaja, ale
                za to polityczną poprawnością epatuje. pokazuje gejów, Żydów etc., czyli uciskane
                mniejszości, ale zwykle w sposób pozytywny, zabawny albo tricksterski [jesli tak by mozna
                ochrzcić kino Tarantina z jego "Bękartami wojny"].

                hehe, pamiętasz jak kilka dni po tym, jak wpadło nam do głowy, że powinna być specjalna nagroda dla kiepskich polskich filmów, takie polskie antyoscary val Maliny, gruchnęła wiadomość, że poowstała idea wręczenia Węży ? :] jesli nie mamy zdolności inspirujących, to na pewno posiadamy talenta profetyczne ;]
                • barbasia1 Re: BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 26.03.13, 16:49
                  Tak, Micheletto.

                  Celny argument. Może i masz rację.

                  Żart kabaretu Limo o puszczaniu bąków, dodajmy, bardzo niskich lotów. Panowie powinni dopłacać widzom za oglądanie ich występów i słuchanie takich żartów .

                  jesli nie mamy
                  > zdolności inspirujących, to na pewno posiadamy talenta profetyczne ;]
                  O, tak. :))
                  • grek.grek Re: BOrgiowie sez 2 odc 6 [1] 27.03.13, 13:30
                    yes, żart beznadziejnie słaby, nawet dobrymi intencjami, które przyświecały jego spłodzeniu, nie da się go obronić :] tym bardziej niezrozumiała ta cała zadyma wokół.
    • grek.grek "Dwie prawdy" [pełna wersja] 22.03.13, 13:42
      Obejrzałem wczoraj i słów kilka na ten temat, jeśli można :]

      Więc tak - jest małżeństwo, Ann i James. On ma pod 60-tke, ale trzyma się prosto, kiedy biegnie parenaście metrów do metra, to nie umiera z wysiłku, w sumie - żwawy facio w sile wieku. Ona jest dużo młodsza, jakieś 15-20 lat, i nie ukrywa, że ma ładny dekolt. On ma swoją kancelarię prawniczą, czy coś takiego, w centrum Londynu, a jej niczego nie brakuje. Kupują sobie dom na wsi [klasyka brytyjskiej prowincji, zabudowania, cegła, trawniki, normalnie jak wyjęte z filmów o akcjach Jasia Fasoli ;)]. Tam urządzają przyjęcia, on odpoczywa grając w krykieta [Anmn złośliwie zauważa "tak się spina i spina, a nigdy nie zdobył ani jednego punktu"] , a jej nadal niczego nie brakuje, prócz trochę życia w tym związku. A tu akurat pojawia się Wiliam, syn lorda mającego niedaleko swoją posiadłość. William, to przeciwieństwo ułożonego i dystygnowanie angielskiego, nie bez poczucia humoru, Jamesa - młody, wysportowany, własnie wrócił z Nowego Jorku i jest lekko bezczelny i nonszalancki. Może to ujmuje w nim Ann najbardziej. Babka dowiaduje się, że William nie ma żony, a za to ma dwójke synów, i od razu zaczyna się przy nim kręcić, nie ukrywając, ze własny jej mąz to pierdoła [ten tekst o krykiecie, to własnie do Williama]. Billy też nie ma specjalnie wiele do roboty, bo jako lordzik opływa w luksusy, a Ann jest atrakcyjna, więc...

      Któregoś dnia zdarza się wypadek. POtrącony zostaje przez samochód mąz Maggie, gosposi w domu Ann i Jamesa. Po paru dniach w szpitalu -umiera. Tego samego dnia wieczorem Ann i Wiliam wracając skądś razem samochodem, jest na nim rysa na boku karoserii, na którą zwraca uwagę James, ale William bagatelizuje sprawę. Ann zaś tłumaczy, że mieli gości w domu, zabrakło alkoholu i William podwiózł ją do jakiegoś sklepu.

      W kolejnych dniach okazuje się, że jest świadek całego tragicznego zajścia, zwłaszcza że odbyło się w biały dzień [widać ten moment w pierwszej scenie, starszy pan jedzie rowerem, gwizd i starszy pan pada - nawet nie wiadomo dlaczego, równie dobrze mógłby to być zawał na ścieżce] - sama Maggie. Czekała w oknie na męża i widziała jak palnął go samochód, który wyglądał dokładnie jak ten,którym szusuje po drogach wiejskich William. Maggie mówi o tym Jamesowi, a James spotyka się w Londynie z Williamem. Chłopak [38 lat, to jeszcze chłopak ? w stosunku do Jamesa - możliwe] kręci, kręci, ale w końcu bez większych wyrzutów sumienia w głosie wyznaje, że to istotnie on był, ale - co to zmieni ? Nic. Może więc lepiej o tym zapomnieć.

      James wraca na wieś i mówi o wszystkim Ann. A ona nieoczekiwanie bierze stronę Williama, po co mu marnować życie, przecież nie wskrzesi to zmarłego, no i do tego jak można odbierać dzieciom ojca [aczkolwiek, te dzieci mieszkają chyba z matką]. James jest szczerze zdziwiony reakcją żony - halo, zginął człowiek, mąz naszej gosposi, jest świadek, sprawca właśnie mi się przyznał, a ty TAK do tego podchodzisz ? I wtedy jedzie armata... Ann mówi mu, że TAK do tego podchodzi, bo... ona BYŁA w tym samochodzie, który zabił starszego człowieka, więcej - ona prowadziła ten samochód [tutaj retrospektywna stosowna scena, Ann dodaje gazu, William ją mityguje, ale jej się podoba prędkość i wtedy nie zauważa rowerzysty i trach go]. A nawet jeszczse więcej - ma romans z Williamem. James nie wierzy w to, co słyszy, sporo tego jak na jeden raz. Prosi żonę, zeby zerwała z chłopakiem, ona na to, że ma zamiar to zrobić, że się zapomniała. James bierze wolne w pracy, spędza go z Ann i próbuje wyjaśnić sytuację,dowiedziec się dlaczego go zdradziła, ona mu na to, że "Wiliam nic ode mnie nie chciał, ty zaś tworzyłeś wrażenie presji, w której ciągle czułam, że nie doskakuje do twoich wymagań; przy nim mogłam się odprężyć".

      James ma tak dobre mniemanie o Ann i tak ją kocha, że nawet zgadza się dostarczyc im obojgu, przede wszystkim podejrzewanemu Williamowi, ale przecież i Ann, prawidziwej sprawczyni której William nie wydaje na razie, ale kto wie, co zrobi w sytuacji ekstremalnego zagrożenia własnego tyłka ? Staje więc na wspólnej wersji, że w czasie, kiedy miał miejsce wypadek, James i William mieli rozmowę telefoniczną, a William dzwonił z zupełnie innego miejsca - coś w tym guście, przyznam, że albo nie załapałem do konca sensu tego alibi, ale koniec końców nie będzie ono miało znaczenia dla sprawy w swoim technicznym kontekście, a raczej w takim, że James został wspólnikiem kochanków-zabójców.

      Ann obiecuje, że skończy z Williamem, ale nie kończy. Któregoś dnia James wraca wcześniej z pracy i widzi jak auto Williama z piskiem kół wypada z ich posesji, a Ann schodzi z góry poprawiając ubranie. Żona przyznaje mu wprost : nie, nie zerwałam z nim, i nie zerwę, nie chcę, albo nie moge - whatever, nie i już. I tu już James jest mocno trafiony, bo kocha żonę, gotów jest jej wybaczyć, ale musiałaby chcieć tego wybaczenia i zasłużyć jakoś na nie. W pracy do sfatygowanego Jamesa uśmiecha się sekretarka - wreszcie spędza z nią noc, po tym jak Ann odchodzi z domu do Williama. Sekreterka jest ładna, miła i zapobiegliwa - w łazience ma nawet przygotowane dla niego świeżo zakupione przybory do golenia :] Ale James kocha żonę, nic z tego nie będzie, wyjdzie nie zjadłwszy z nią śniadania, ale za to z pełną klasą, tak żeby nie poczuła, że ją wykorzystał.

      Przy zabójstwie starszego pana węszy policja, pojawia się ciemnoskóry detektyw. Maggie utrzymuje, że był to samochód Williama i nie chce myśleć inaczej. Jest jednak pewien fakt z przeszłości, który rzuca cień na jej zeznania - Maggie była kiedyś służącą u ojca Williama i została wtedy oskarżona o kradzież pieniędzy, a William zaciekle i agresywnie zeznawał przeciw niej, czym jej bardzo dopiekł i uraził. Maggie została skazana. Potem nie mogła nigdzie znaleźć pracy, bo wyrok w papierach był jak wilczy bilet. Przgarnęła ją dopiero Ann, kompletnie ignorując że ma do czynienia z byłą kryminalistką.

      Pytanie brzmi w tym momencie : kto pierwszy pęknie ? Pęka Ann. Wyjawia Maggie całą prawdę, zalewając się łzami i przepraszając. Przy okazji Ann wzywa od razu na gwałt policję, bo chce się przyznać i odpokutować. Kiedy jednak zjawia się na miejscu detektyw, Ann nie może wydukać słowa, a Maggie zamiast niej mówi policjantowi, że nic się tak naprawdę nie stało, a Ann chciała się tylko dowiedzieć jakie poczyniono postepy w śledztwie, bo właśnie wróciła z zagranicy [Ann i William byli w Paryżu, w tym samym czasie, w intersach, była tam też James, spotkał się z Ann na chwile, wciąż mając nadzieję na jej powrrót i traktując ją z wielką atencją i sympatią, a podczas rozmów biznesowych nie mogąc się skupić, po tym jak poprosiła go o spotkanie; zapewne w Paryżu, Ann doszła do wniosku, że musi się przyznać, bo jej sumienie nie pozwala wciąz taić prawdy]. William i James słuchają tego w milczeniu. Ann patrzy z niedowierzaniem i wdzięcznością na Maggie, a Maggie... no cóz, odpłaciła Ann lojalnością za dobre serce. POlicjant patrzy na całą czwórkę i dobrze wie, że kłamią, sugeruje im to nieco wkurzony, a potem odjeżdza. Sprawa umiera, bo teraz to już nikt się nie wygada, a policja nie ma żadnych dowodów.

      Po tym zajściu Ann wraca do Jamesa.

      Mija jakiś czas. James zupełnym przypadkiem dowiaduje się, że William jest chory na raka. Jego dni są policzone, nie będzie nawet operacji, nie ma już czego ratować. James odwiedza go w szpitalu, mówią o Ann, przeszłości, o dzieciach Williama.

      Wtedy Ann wyprowadza się z domu, żeby zajmowac się Williamem na pełny etat. To znów oznacza rozstanie z Jamesem, Ann nie robiłaby tego gdyby nie kochała Williama, czyli znów jest tu miłosna perturbacja; ona sama nie wie, co ją łaczy z Williamem, sama nie wyklucza miłości.

      Ann i James widują się. Deszczowego wieczora James przychodzi pod dom/szpital ? w którym Ann pięlęgnuje Williama, rozmawiają chwile, James zapewnia ją o swoim uczuciu i oddaniu.
      cdn.
      • grek.grek "Dwie prawdy" [pełna wersja] 22.03.13, 13:53
        Wreszcie William umiera. Jamesa odwiedza jego ojciec, znają się skądś, i oprócz żalu za synem ma też opowieśc o tym, że dzięki Ann William przeżył całe 15 miesięcy.

        Ann i James spotykają się na pogrzebie Williama. james pyta ją, co zamierza, ona na to, że zapewne wyjedzie do Londynu i tam rozpocznie jakieś nowe życie. James mówi, że może ją podwieżć, jesli nie ma nic przeciwko. Ona się nie zgadza wprost, ale z cmentarza wychodzą razem. Kto wie, może jeszcze uda im się to jakoś zlepić ? Przecież on nawet na moment nie przestał jej kochać, a ona - cóż, zbłądziła, może była zbyt słaba, może szukała prawdziwego uczucia nie tylko ze strony męża, ale i w sobie wobec niego, ale znajdowała je, tyle że w kierunku Williama ? Uczucia chadzają zaiste poplątanymi ścieżkami, można by spuentować :]

        Tom Wilkinson świetny, Emily Watson w swojej manierze niepodrabialna, a Rupert Everett prawidłowo zblazowany. Chciałbym jeszcze wymienić aktorkę grającą gosposię Maggie, ale na Filmwebie jest tylko "córka Maggie", a samej Maggie nie ma :] hehe. Ojca Williama też nie ma, więec w sumie wychodzi pół na pół.



        • grek.grek "Dwie prawdy" [pełna wersja] - linki 22.03.13, 13:56
          jest na jutubie dużo ścinków, 1-minutowych fragmentów :
          www.youtube.com/results?search_query=separate+lies
          a osobno może trailer :
          www.youtube.com/watch?v=7ExpYhxFiN8
        • pepsic Re: "Dwie prawdy" [pełna wersja] 25.03.13, 17:32
          No właśnie, film traktuje o tym, że nie da się wszystkiego zaszufladkować, nawet uczuć (a raczej zwłaszcza). Jeśli bym miała się przyczepić, to do choroby Wiliama, którą wykorzystano jako zgrany, sentymentalny schemat, jakby panu reżyserowi zabrakło inwencji bądź odwagi.

          Nikt nic na ojejku, na filmwebie tylko 2 komentarze, a z opisu wychodzi całkiem zgrabny zarys, więc Grek?

          Ps. Ciekawostka, Tom Wilkinson musi być dużym misiem, liczy 191 cm wzrostu!
          • grek.grek Re: "Dwie prawdy" [pełna wersja] 27.03.13, 13:37
            muszę dopowiedzieć, że w ostatniej scenie Ann i James wychodzą z cmentarza razem, ona ma niby jechac do LOndynu, "zacząć od nowa", ale on ją zaprasza na obiad i ona przyjmuje zaproszenie, więc możliwe, że wrócą do siebie.

            wiesz, chcieli chyba koniecznie mieć zamknięty wątek żoniej miłości pozamałżeńskiej, że to było coś więcej niż romansik - problem, wg mnie, polega na tym, że jest to mało wiarygodna sytuacja, bo relacje między kochankami w ogole nie zostały zilustrowane, nie wiadomo, co ich tak naprawdę łączy i że jest to coś tak mocnego, że Ann opuszcza męża, żeby się Wiliamem opiekować w trakcie choroby - trzeba przyjąc z dobrodziejstwem inwentarza. Jedyne alibi dostępne może być takie, że istotna była tylko wiadomość o tym, że Ann kocha tamtego, a wątek główny to uczucia Jamesa i jego uwikłanie w całą historię tragicznego wypadku z zabójstwem w tle, a potem ukrywania tego faktu, wraz z powolnym rozpadem więzi z żoną.

            jakie jest pytanie, Pepsic ? :]

            • pepsic Re: "Dwie prawdy" [pełna wersja] 29.03.13, 20:02
              żebym to ja wiedziała;)
    • grek.grek "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 22.03.13, 15:53
      jak było ? :]
      zjadliwe ?

      • siostra.bronte Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 22.03.13, 16:41
        To może ja się wypowiem :)

        Podobał mi się dyskretny humor. Ale sama historia średnio wciąga. Dużo tu odniesień do judaizmu i nie wszystkie tropy są dla przeciętnego widza zrozumiałe. No i dziwne zakończenie, historia nagle się urywa. Bez rewelacji :)
        • grek.grek Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 14:02
          wiesz, wydaje mi sie, że to zakończenie to duże oko puszczone do widza.

          przez cały film można odnieśc wrażenie, że Larry'ego dotykają nieszczęścia,na które
          zdaje się nie być odpowiedzi ani nie będzie ich końca, że Bóg - Larry szuka tego
          boskiego planu - postanowił wypróbować jego wiarę naciągając strunę do oporu.
          Nagle wszystko wraca do porządku - rozwodu nie będzie, brat się uspokoił, amant
          zony ginie, etat w szkole uratowany... Bóg się rozmyślił ? koniec próby ? I wtedy -
          bach, wiadomośc o tym, że Larry jest chory [pewnie na raka] i nadciągające potężne
          tornado... I co z tym ? Bóg uderzył w gong na 2 rundę ? :] Bóg nie miał z tym
          nic wspólnego, a - jak mówią Jankesi - po prostu "shit happens" ? MOże życie to
          nie boski plan tylko konglomerat decyzji, ich braku albo przypadków, które chodzą
          po ludziach ? A męcz się widzu sam :] Nie ma odpowiedzi, bo zostawienie tego bez
          tej puenty byłoby jakąś jej formą. W finale zaś cała ukladanka zostaje zburzona i
          pytania wracają ze zdwojoną energią :]

          Tak ja bym to widział.
          • siostra.bronte Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 14:56
            Chyba powinnam obejrzeć ten film jeszcze raz :)
            • grek.grek Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 15:39
              ;]
      • pepsic Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 22.03.13, 18:51
        Z filmami Coenów jestem trochę na bakier, choć taki "Big Lebowski" mi się spodobał. Ta prosta historia o życiu, nie jakaś wymyślna, ale na swój sposób przejmująca i ironiczna trafiła w moje upodobania, choć początek nie rokował dobrze. Niestety nie mogłam sobie pozwolić na wysiadywanie do pierwszej w nocy, bo następnego dnia musiałam być w formie (nie byłam), tak wiec moje wrażenia są tylko szczątkowe. Pozostaje mi tylko liczyć na kulturę.
        Świetny, absurdalny wątek z dentystą uzupełniony doskonałym podkładem muzycznym. Siostro, może wiesz, co to było?
        • siostra.bronte Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 22.03.13, 19:54
          A mnie typ humoru w tym filmie podobał się nawet bardziej niż w "Big Lebowskim". Sporo było zabawnych scen i dialogów. Ale zakończenie pozostawiło jakiś niedosyt.
          Tak, ten wątek z dentystą był świetny. Wyszukałam tę scenę. Z opisu wynika, że to "Machine Gun" Hendrixa :)
          www.youtube.com/watch?v=YUTyEEiulQk
          • pepsic Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 22.03.13, 22:28
            Dzięki Siostro, jesteś niezawodna, aż mi głupio, podwójnie, no bo Hendrix'a nie rozpoznać:(

            Najlepszy w tej scenie był suspens, czyli brak suspensu.

            • siostra.bronte Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 11:56
              Dzięki. Ja też nie poznałam Hendrixa :)
      • barbasia1 Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 22.03.13, 23:54
        Też nie porwał mnie ten film w pierwszym oglądzie (może to jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć kilka razy?) . Ale jest kilka scen do zapamiętania, właśnie ta z żydowskim dentystą, który u swego pacjenta goja, znajduje po wewnętrznej zębach wyryty po hebrajsku napis: "Pomóż mi, ocal mnie!"
        Scena bez puenty, jak powiedziała Pepsic.

        I niezwykły prolog, historia spotkania z prawdopodobnie dybukiem, rozgrywająca się odległej przeszłości w polskim sztetlu!

        www.youtube.com/watch?v=2bWlzQLLVlA
        Szukałam jakichś tropów, które pomogłyby rozgryźć ten film i znalazłam informację, że to najbardziej osobisty film Coenów. Coenowie odtwarzają tu świat swojego dzieciństwa.

        Odwołanie do biblijnej historii Hioba oczywiście rozpoznałam.

        :)
        • siostra.bronte Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 00:45
          Spóźniłam się na początek i nie widziałam tej sceny. Dzięki za linka :)
        • grek.grek Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 13:54
          yes, scena otwierająca jak z horroru :]

          wg mnie, najciekawszy jest tu motyw religianta, którego dopadają życiowe
          niepowodzenia, a on nie wie, jak ma się wobec nich zorientować. I co na to
          Bóg ? Gośc filtruje wszystko przez swoją osobistą wiarę i szuka głosu Boga w ludziach
          którzy ponoć są kumaci w tej materii.

          Którędy wypowiada się Bóg ? Poprzez ludzką indywidualną percepcję ? Zadaje zagadki i
          liczy na błyskotliwość i zdrowy rozsądek człowieka ? A może stawia pytania i dylematy
          aby człowiek nauczył się sam je rozpoznawać i decydować sam ? Larry ciągle chce mieć
          od Boga odpowiedź na pytanie : jak to traktowac ? co robić ? Ostatni, najmądrzejszy
          rabin, w ogóle go nie przyjmuje, ale stawia pytanie jego synowi : co będzie, kiedy stracisz
          nadzieję i znajdziesz się na skraju ? co wtedy zrobisz ? To człowiek ma udzielać sobie
          odpowiedzi, znajdować je w sobie, a nie zamulać tym Boga, abstrahując od tego, czy jest
          czy też istnieje jako ludzka proteza myśli.

          Larry przyjmuje kolejne kłopoty i trudności biernie, może czasami się tylko dziwiąc -
          żona go wywala z domu, bo ma wprowadzić się jego następca, jego dobry kolega ?
          Larry z pokorą wyprowadza się do podłego moteliku. Brat wariuje, łamie prawo -
          Larry nie trzącha nim, żeby go wreszcie doprowadzic do pionu, tylko w snach brat
          trzeźwieje i wyjeżdza do Kanady [czy raczej : stara się wyjechać]. Sąsiad go lekceważy ?
          no problemo. Dzieci są niepoważne, córka to pustak, a syn bar micwę odprawia na
          haju [to była kapitalna scena, nie ? on i jego kumpel z oczami jak talerze, hehe], a do
          tego codziennie gania go syn sąsiadów, któremu wisi kasę - Larry nic nie wie o życiu
          swoich dzieci. Wspomaga się radami prawnika, ale tak naprawdę nie kontroluje własngo
          losu, nie wie nic o swoich bliskich, nie rozumie ich i nie rozumie siebie.

          Wierzy, że Bóg to robi, ze gdzieś tam jest i pociąga za sznurki, że życie
          Larry'ego ma swoje uzasadnienie, że jest pod czyimś nadzorem. Łatwiej dostać w cymbał
          i ustać wierząc, że to część boskiego planu, że istnieje dla życia oparcie w mądrości
          legendarnych ksiąg i ich znawców. Larry zwyczajnie nie jest odpowiedzialny. On zrzuca
          swoją odpowiedzialność na Boga i mądre księgi.

          Koszmarem, a może wyzwoleniem Larry'ego byłaby myśl, że świat i jego życie toczą
          się własnym rytmem, a to co go spotyka, to po prostu wypadkowa decyzji i wyborów oraz zaniechań własnych i innych ludzi. Ale to by było sprzeczne z wychowaniem jakie odebrał, z tym religijnym piętnem, które mu na czole wypalono, dlatego nigdy tak nie pomyśli.

          Niby rzeczy się jakoś układają w życiu Larry'ego, coś tam się składa, z roboty go nie wywalili, żony amant padł trupem w wypadku, rozwodu nie będzie, ale kiedy już niby "Bóg się zlitował" i "to była próba wiary" okazuje sie, że Larry ma, najpewniej, raka, a w jego osiedle domkow z tektuiry za chwilę przywali tornado. I jak to teraz traktować ? znów szukać boskiej mądrości, boskiego planu, czy może jednak życie jest sumą decyzji, zaniechań i przypadków ?

          Czy ktoś bogobojny i religijny, a jednocześnie poszukujący, jak Larry, moze wyplątać się z tej zagwozdki ? a może własnie dla Larry'ego nie ma nadziei, może jest Ahaswerem, skazanym na wieczne pytania i brak odpowiedzi, kręcenie się w kółko wokół swojego Boga, który mu nie odpowiada wprost albo bezczelnie milczy ? a może milczy bardzo wymownie ? tylko jak go przeniknąć ? Czy można przeniknąc samego Boga ? kto wie, może to proste jest, może on jest prosty w swoich komunikatach ? tylko trzeba by chyba mieć klucz do ich czytania ? Czy mądre księgi to klucze ? A jesli jednak nie ? A jesli klucz, to własny umysł ? Ale skoro własna wola i umysł są kluczem, to znaczy,że trzeba wyjśc poza religię, księgi i religię ? czyli, Larry jest zgubiony :]

          Zabawne, swoją drogą, że Larry jest matematykiem :]
          ścisły umysł i głęboka wiara - ciekawe połączenie, tyle że u Larry'ego przekłada się
          prawdopodobnie na wiarę, iż to Bóg jest twórcą praw naukowych, mimo że wszystkie
          jak jeden mąż moga służyć zaprzeczeniu, że On istnieje.

          Kto wie, może Larry żyl przez lata w uśpieniu, dopiero seria życiowych niepowodzeń
          obudziła w nim żywą wiarę, ale odkrywa on z przerażeniem, że ma tylko to, w czym go
          za młodu wytresowano - księgi i rabinów, a to za mało żeby poznać Boga, bo On
          przemawia nieoficjalnymi kanałami, a reszta to ściema dla naiwnych ? :]

          Ciekawy film, lekka forma, a - jak mi się zdaje - sporo głębszych wątków.

          Sąsiadka Larry'ego, od topless, marii i mruczącego seksapilu - haha :]
          • barbasia1 Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 14:49
            O właśnie! Znakomite uwagi! Doskonałe interpretacja!

            Dlatego mówiłam, że trzeba obejrzeć go ze dwa razy.
            (zwłaszcza jak się przespało pół filmu).

            :)
            • grek.grek Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 15:38
              Dzięki :]
              niebawem będziemy mieli chyba wszystkie "coeny" na rozkładzie, hehe.

              aaa, znowu podstępny Morfeusz Cię uwodził... a to ci bestyja :]
              • barbasia1 Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 15:50
                Właśnie, nie film, ale Morfeusz mnie porwał, znów. :/
                Na szczęście mam film na pendrivie.

                Polecam Ci gorąco zakup tegoż po 22 kwietnia (minimum 16 GB).

                > niebawem będziemy mieli chyba wszystkie "coeny" na rozkładzie, hehe.

                To dobrze.
                • grek.grek Re: "Poważny człowiek" - jakie wrażenia ? 23.03.13, 16:32
                  podziwiam Twoją zapobiegliwość :]

                  chyba się nie obędzie, o ile telewizor będzie w porządku, bo doszły mnie
                  słuchy, że bywa i tak, że owszem - pendrive działa, ale nagrywa tylko to,co
                  akurat się ogląda. Albo program ustawiony do nagrywania. Nie można np.
                  oglądać jednego kanału, a nagrywać w tym samym czasie z innego. Trochę
                  wydaje mi się to ograniczające. Jak jest u Ciebie ?

                  trochę ta tiochnika bolszaja dziwna, powinno być łatwiej, a wcale jakoś nie jest :]
                  ech, nie ma to jak stare telewizory, stare magnetowidy, proste i wydajne.
                  będzie mi tego retro stylu brakowało, hehe.
                  • barbasia1 OT telewizyjny 23.03.13, 17:21
                    Owszem możesz podczas nagrywania (z dekodera) zmienić kanał, aleee tylko w obrębie danej platformy. To znaczy, jeśli nagrywasz coś na TVPKulturze, możesz przeskoczyć pilotem do TVPHistorii, do Polonii , TVP1, TVP2 (TVP1HD, TVP2 HD2) , natomiast, jeśli nagrywasz coś z TVN to możesz przełączyć na Polsat i inne kanały, które są na tej platformie (ale nie przejdziesz na TVP1, TVPKultura itd.). Tak to mnie więcej działa u mnie. Nie jest najgorzej.

                    Obiło mi się o uszy, że podobno (!?) niektóre (!?) nowe telewizory, które odbierają telewizję cyfrową już ten problem rozwiązały, można nagrywać i w tym czasie oglądać inny dowolny kanał niezależnie od platformy, na której się znajduje, ale nie pytaj mnie o szczegóły, bo na razie nie wiem. Jak będę kupować w przyszłości nowy telewizor, to się dopytam.
                    • grek.grek Re: OT telewizyjny 27.03.13, 13:39
                      dzięki, Barbasiu, za wszystkie informacje.
                      powoli będę się wdrażał w ten cały interes.
                      ech, stare czasy, szkoda...;]
                      • barbasia1 Re: OT telewizyjny 27.03.13, 16:15
                        To jeszcze Ci powiem , że u mnie z nagrywaniem jest tak:

                        Jeśli nagrywam na TVP1 to mogę przejść na kanały:
                        -TVP Kultura
                        -TVP Polonia
                        -TVP Historia
                        -TVPInfoKraków
                        -TVP2 HD

                        Jeśli nagrywam na TVP1HD to mogę przejść na kanały:
                        -TVP 2
                        -TVP Info (nasze katowickie)
                        -TTV
                        -ATM Rozrywka TV

                        Jeśli nagrywam na TVP2 to mogę przejść na:
                        -TVP 1HD
                        -TVPInfo (nasze)
                        -TTV
                        -ATM Rozrywka
                        -Eska TV
                        -Polo TV
                        -TVP2 HD

                        Jeśli nagrywam na TVP2 HD to mogę przejść na:
                        -TVP 1
                        -TVP Kultura
                        -TVP Polonia
                        -TVP Historia
                        -TVPInfoKraków

                        Jeśli nagrywam na TVPKultura to mogę przejść na:
                        -TVP 1
                        -TVP 2 HD
                        -TVP Polonia
                        -TVP Historia
                        -TVPInfoKraków

                        A więc poruszanie się w obrębie jednej platformy nie dokońca jest bezproblemowe.

                        Np. ostanio Housea nagrywałam z TVP2 HD , nie mogłam ze zwykłego TVP2 jeśli chcaiłam oglądać jednocześnie Mad Men z TVP Kultura.


                        Jestem ciekawa, czy u Ciebie będzie tak samo? A może w tym względzie Twój dekoder okaże się lepszy i bedzie odbierał z dwóch platform jednocześnie!? Oby! Oby!

                        Bezproblemowego przejścia na inną technologię życzę Ci zatem.



                        > ech, stare czasy, szkoda...;]

                        Nie bądź sentymentalny! ;))
                        • grek.grek Re: OT telewizyjny 28.03.13, 13:46
                          dzięki za rozpiskę, Barbasiu.
                          rozumiem, że do wszystkiego doszłaś metodą prób i błędów ?
                          tym większe dla Ciebie uznanie.

                          skomplikowane to wszystko, będę się jakoś wdrażał w ten cały galimatias, póki co
                          cieszę się jeszcze ostatnimi tygodniami z moim radzieckim magnetowidem.
                          teraz już zamierzam nagrywać, co tam sie ciekawego zdarzy, i nie kasować niczego

                          a było tak dobrze przez tyle lat, hehe.
                          jakoś technologiczny postep nie wzbudza we mnie entuzjazmu, kiedy dotyczy mnie
                          samego ;]]

    • siostra.bronte Filmowa "zajawka" tygodnia. 24.03.13, 14:32
      Maniu, czekamy :)
      • pepsic Re: Filmowa "zajawka" tygodnia. 24.03.13, 19:37
        Siostro, pewnie sie delektujesz Sherlockiem w maratonie na Ale Kino. Jak widzę, same starocie.
        • siostra.bronte Re: Filmowa "zajawka" tygodnia. 24.03.13, 20:15
          Zgadłaś :) Wpadłam na chwilę zobaczyć, co słychać.

          Pozwolę sobie zapowiedzieć na ten tydzień "Ostre psy", w czwartek o 23.00 w tvn7. Kapitalna brytyjska komedia, o której już pisałam. Szkoda, że znowu tak późno.
          • pepsic Re: Filmowa "zajawka" tygodnia. 25.03.13, 17:35
            No to... klapa, bo pora nieludzka, zwłaszcza dla matki Polki w przededniu świąt. A takiej ochoty nabrałam na "Ostre psy" po zalinkowanych przez Cibie scenkach. Swoją droga chyba ich porąbało z tymi kretyńskimi tytułami;)
            • siostra.bronte Re: Filmowa "zajawka" tygodnia. 25.03.13, 18:31
              Tak, tytuł jest naprawdę zniechęcający. Nie rozumiem skąd ta późna pora. Fakt, że sporo tu przemocy, ale na wesoło :)
          • angazetka Re: Filmowa "zajawka" tygodnia. 25.03.13, 18:56
            Czy "Ostre psy" to "Hot fuzz"?
            • siostra.bronte Re: Filmowa "zajawka" tygodnia. 25.03.13, 18:59
              Tak!! Mało brakowało, że nie zauważyłabym tego filmu w programie (pamiętałam tytuł oryginalny).
      • maniaczytania Re: Filmowa "zajawka" tygodnia (24-28.03.) 24.03.13, 20:25
        czyli tym razem krotsza troche, a to gdyz poniewaz mialam gosci od piatku i odcielam sie bylam od netu ;) Ale skoro zostalam wywolana do tablicy, to sie zglaszam :)

        No to lecimy:
        niedziela 24.:
        tvp1 - 21.20 - Zakazany owoc - komedia romantyczna, hmm, nie do konca, ale zabawna jest o trojkacie milosnym miedzy znajomymi ze szkolnych lat, ktorzy wyrosli na piekna niezalezna dziewczyne, pastora i rabina. Ktorego z nich wybierze Anna? :) W rolach glownych m.in. Ben Stiller i E. Norton.
        Tvn7 - 20.00 - jesli zdazycie, to przelaczajcie - Amerykanski gangster - R. Crowe i D. Washington w genialnym jak dla mnie filmie, trzymajacym w napieciu, przewrotnym dramacie gansgtersko-policyjnym, z kilkoma scenami, ktore w kinie sprawily, ze wstrzymywalam oddech :)
        tvp Kultura - 20.30 - Duchy Goi - warto!

        Poniedzialek 25.:
        tvp1 - teatr tv moze byc interesujacy - 20.20 - Moralnosc pani Dulskiej - tegoroczna premiera;
        potem DA :)))
        Polsat 20.00 - Terminator: Ocalenie - cos dla Greka chyba ;)
        Tvp Kultura - 20.20 - Uprowadzona Alice Creed - film brytyjski z 2009r.

        Wtorek 26.:
        Tvp Kultura - 20.20 - Spacer po wodzie - film izraelsko-szwedzki,
        reszte litosciwie pomine, nie wspominajac zwlaszcza o meczu ;)

        Sroda 27.:
        Tvn7 - 20.00 - Jedwab - moze wreszcie uda mi sie obejrzec? :)
        tvp1 - 20.25 - Dzien D - film rosyjski z 2008r. - kusi, oj kusi
        tvp2 - 21.45 - komedia dla odprezenia i zresetowania sie - Stare wygi
        tvp Kultura - 21.45 - Skrzydlate swinie

        Czwartek 28.:
        chyba kroluje tvp2 - celowo nawet nie podam innych propozycji ;)
        najpierw House x2, a pozniej w ramach KK - polski film - Jestem Twoj - warto chocby dla nagrodzonej w Gdyni za role w tym wlasnie filmie Doroty Kolak.

        No, to co wybieracie?
        • barbasia1 Dziś dokument o Polańskim w TVPKultura o 22:35 24.03.13, 21:50
          "Polański: poszukiwany, pożądany" (USA/GB, 2008), właśnie wypatrzyłam w programie!

          Mnie więcej w tym samym czasie (od 22:55) na Dwójce prawdziwa gratka koncert w ramach 34. Przeglądu Piosenki Aktorskiej poświecony pamięci Jerzego Wasowskiego (który w tym roku świętowałby setne urodziny!), zatytułowany "Zawsze może gorzej być" .
          Piosenki śpiewać będą zacne damy m.in. Barbara Krafftówna, Iga Cembrzyńska, Stanisława Celińska, Krystyna Tkacz, Kinga Preis. "Układają się one (piosenki, nie damy - ja) w melancholijną opowieść o tęsknocie, o pragnieniu miłości i o smutku" - dodam jeszcze za telemagazynem. I co tu teraz wybrać!?

          ;)
        • pepsic Re: Filmowa "zajawka" tygodnia (24-28.03.) 25.03.13, 18:15
          To może kilka słów o Benie Sillerze - facet w nieokreślonym wieku, nie wiedzieć czemu namiętnie obsadzany w roli nieudacznych amantów i raczej nie z powodu dyskusyjnej aparycji. "Zakazany owoc" przeleciał chyba wszystkie możliwe kanały filmowe, podobnie jak Ben S. wszystkie mniej ambitne produkcje USA, a ja nie mam serca i ani razu nie dałam szansy:(

          I jeszcze o "Duchach Goi", które mieliśmy na tapecie i omawialiśmy. Niewinna, młodziutka, dziewczyna brutalnie torturowana i więziona przez świętą inkwizycje jest pierwowzorem matki reżysera Milosa Formana. Podczas wojny była przetrzymywana przez rok na gestapo, zginęła w obozie w Auschwitz , podobnie jak ojciec. Informacje powzięłam z interesującego dokumentu pokazywanego pod koniec roku na kulturze "Co cie nie zabije" który zawiera sporo odniesień do filmów tego wybitnego reżysera, dużo osobistych. Forman ma 81 laty, dystans do siebie i taktownie przemilcza niektóre osobiste etapy życie stawiając na wartości rodzinne (lepiej późno, niż wcale). Kolejną ciekawostką, b. sympatyczną jest fakt posiadania przez niego dwóch par bliźniaków: dwóch synów w granicach 50-tki (z drugą żoną) i dwóch 11- latków (z trzecią aktualną).

          Ostrożnie stawiam na "Alice Creed", ale kto wie, może sięgnę po klasykę wg. Zapolskiej.

          Ps. Nie sądzicie, że wartości przedstawione w "Moralności pani Dulskiej" się nieco zdewaluowały w dzisiejszym świecie celebrytów omawiających publicznie orgazmy, rozwody, nałogi etc. ?
        • angazetka Moralność 25.03.13, 18:58
          Jakoś nie umiem sobie wyobrazić Cieleckiej jako Dulskiej. Ani Więckiewicza jako Dulskiego. Co nie zmienia faktu, że się z tym spróbuję zmierzyć.
          • pepsic Re: Moralność 25.03.13, 19:11
            Hi Angazetko!
            O Więckiewicza byłabym spokojna. Przypuszczam, że dałby radę zagrać nogę od krzesła;)

            • angazetka Re: Moralność 25.03.13, 19:56
              W to też nie wątpię (jestem wyznawczynią teorii, że w Polsce jest tylko dwóch aktorów), ale jednak on jako Dulski... Hm.
              • siostra.bronte Re: Moralność 25.03.13, 20:13
                Tak, obsada jest zaskakująca, ta dwójka aktorów chyba ciut za młoda. Mam w pamięci film "Dulscy" Rybkowskiego z lat 70-tych i to dla mnie kanoniczna wersja :)
                • anatras3 Re: Moralność 27.03.13, 14:49
                  A mnie podobała się poniedziałkowa "Moralność...". Szczególną uwagę zwróciłem na p. Więckiewicza. Pomimo, że rola była niema, to potrafił on ukazać inne niż zazwyczaj oblicze Dulskiego. Aktorzy grający zazwyczaj tę postać pokazują go jako safandułę. Dulski p. Więckewicza wcale nie jest safandułą, wie swoje. Prawdopodobnie ma w lekkiej pogardzie swoich najbliższych, wybrał ostentacyjnie nieangażowanie w sprawy domowe, dba tylko o siebie, o swoje ciało oraz ducha, o ile oglądanie telewizji można tak nazwać. Poza tym podobała mi się aktorsko p. Kluźniak, pełna temperamentu i sprytu oraz młody gniewny Jakub Gierszał.
                  • gryfny Re: Moralność 28.03.13, 10:24
                    aktorstwo aktorstwem,mocne "teksty" tylko za Chiny Ludowe nie pojmuje koncepcji z telefonym komorkowym kontra Trybuna Ludu
        • grek.grek Re: Filmowa "zajawka" tygodnia (24-28.03.) 26.03.13, 13:00
          hehehe... dobry żart, hehehe...

          ;]]
          "Terminator" oryginalny i znakomity sequel - proszę bardzo.
          kolejne dokrętki - pogoń za kasą bitą na dobrej reputacji poprzednich "części".

          w tym tygodniu głównie serialowa świetna rutyna [Forbrydelsen, Borgiowie, House], ale za
          to w przyszłym będą minimum dwie bombki : "INcepcja" w TVN w piątek i "Melancholia" w Kocham KIno w czwartek. Obie w bardzo dostępnych godzinach - w TVN o 20:00 [i powtórka o 1:05] a KK tradycyjnie.

          jestem zaskoczony bardzo mile i przyjemnie.
          2 hiciory jak nic.
    • pepsic Nie mogę znaleźć wątku o Mad Men, 24.03.13, 15:41
      a tymczasem na Pudelku obgadują nam Dona (Jon Hamm), zazdrośnicy! ;)

      www.pudelek.pl/artykul/53685/jego_penis_rozpraszal_ekipe_na_planie/?utm_campaign=SG&utm_source=main_stream&utm_medium=48
      Ps. Niezła klata:)
      • barbasia1 Re: Nie mogę znaleźć wątku o Mad Men, 24.03.13, 15:57
        pepsic napisała:

        Podeślę Ci go, jak odpowiem na Twoje pytania! Masz spore zaległości widzę. Tej pani od telewizora już dawno nie ma w życiu Dona.


        Święte słowa, Pepsic. :)))
    • grek.grek FOrbrydelsen odc 12 [1] 25.03.13, 10:49
      Link :
      www.putlocker.com/file/57c4bb4c02a175cd
      [klik w "continue as a free user]

      Na czym to stanęło ? Aha, na tym jak świadek, imieniem Nethe, zeznała, że tajemniczy "Faust" z portalu randkowego, z którym romans miała zamordowana Nanna Larsen, to Troels Hartmann. Nethe również spotykała się z "Faustem" alias Hartmannem. Sara Lund i Meyer przychodzą po Hartmanna na posiedzenie rady miasta, przyczyniając się niechcący do małego skandalu i triumfu jego politycznego przeciwnika, któremu właśnie przed momentem to Hartmann przyciął nochal. Wyprowadzają go z posiedzenia, jako oficjalnie podejrzanego, informując że powinien zadzwonić po adwokata i to od razu.

      I teraz... Przywożą go na komisariat, gdzie już czeka adwokatka i w osobnym pokoju relacjonuje podenerwowanemu Hartmannowi, jakie materiały posiada policja i że został zidentyfikowany jako właściciel nicka, którego używał najprawdopodobniej morderca Nanny Larsen. Hartmann utrzymuje,że nie ma pojęcia o co chodzi, a to co wie - już zeznał; i
      że to jakaś hucpa, że chcą go wrobić. Adwokatka uspokaja go, że wobec tego, co udało
      im się ustalić - mają pełne prawo go przesłuchać. Sara z Meyerem, jak petenci czekają na korytarzu, aż szanowny pan Hartmann pogada sobie ze swoją mecenas. Zjawia się ich nowy nadzorca, Brix. Patrzy na nich wzrokiem pytającym "co wyście, kutfa, znowu narobili ?", Sara od razu z objaśnieniami, że "nie mogli inaczej postąpić", a Meyer, że mają dowody. Poirytowany Brix ucina rozmowę - jego adwokat może mu poradzić, zeby nic nie mówił i tyle będzie z waszej akcji. Jak w Polandzie, górce bardziej zależy na prominentnych oskarżonych niż na odwalających dobrą robotę policajach :]

      Wreszcie przesłuchanie można zacząć. Hartmann spowiada sie, że po śmierci żony[2 lata wcześniej] był w dołku, ktoregoś dnia znalazł ten portal randkowy i zaczął na nim się udzielać. Przyjał nick "Faust" - dlaczego ? bo akurat miał tę ksiązkę w zasięgu wzroku. KOrespondował w sumie z kilkunastoma kobietami [10-20]. Spotykał się z nimi w tym mieszkaniu biurowym nr 130, gdzie znaleziono ślady krwi Nanny i cały ten rozgardiasz. Na pytanie Meyera, co tam robił z poznanymi kobietami, Hartmann odpowiada, że to jego sprawa. Z Nanną Larsen nigdy się nie spotykał, bo jej... nie znał. Jakże to ? Przecież jest korespondencja między nimi !"Faust" rozpoczał, Nanna odpisała, a potem poszłooo. Hartmann na to, że to nie jego wpisy, on skończył pisać na tym portalu pół roku wcześniej... Więc - KTO używał jego nicka ? Kto był taki sprytny, że użył jego HASŁA ? Przecież Hartmann je znał, a nie krasnoludki. Hartmann utrzymuje,że to nie on, że nic nie wie więcej. Adwokatka kończy rozmowę tekstem, że jej klient powiedział, co wiedział, wg dalszych zeznan - opuścił mieszkanie 130 o godz 23:00, pojechał do swojej przyjaciółki Rie i przez cały weekend był z nią na służbowym wyjeździe, na co są świadkowie - i nie ma potrzeby go dłużej trzymać.

      Meyer nie chce wierzyc, ze Hartmanna ktoś podsadził. Tylko on znał hasło do swojego nicka. Kto miał klucze do mieszkania 130 oprócz Hartmanna ? Wersja podejrzanego nie trzyma się kupy, albo tylko kupy się trzyma. Brix z marsową miną kategorycznie zabrania Sarze i Meyerowi działać bez jego zgody i wiedzy, a już zwłaszcza nie wolno im mediom nic mówić.

      Sara duma, że może Rie jest tropem. CO wiadomo o tym ich pobycie w Centrum Konferencyjnym podxczas weekendu ? Wiadomo tyle, że - z informacji od recepcji - zameldowali się w sobote rano, wzięli pokój, w niedzielę ppłd wyjechali, Rie płaciła kartą. ALE czy ktoś widział wtedy Hartmanna na własne oczy ?

      U Larsenów siedzi kobiecina od terapii grupowej dla rodzin, które straciły dzieci w tragicznych okolicznościach. Namawia ich do wzięcia udziału w zajęciach. Theis słucha spokojnie, ale Pernille jest wkurzona, że ktoś im włazi z propozycjami. Babka tłumaczy im, że po takiej traumie muszą coś zrobić dla siebie, bo tylko siebie mają, no i dwójkę dzieci jeszcze. Trzeba o nich pomysleć. Pernille arogancko przerywa, że "sama dobrze wie, co dla jej dzieci najlepsze" i że dzięki za propozycję, miło z pani strony, ale... Psycholog nie pozwala jej skończyć - to nie jest taka sobie propozycja rzucona z troski o nich, to raczej skonsultowany z policją i służbami socjalnymi pomysł, a może nawet daleko idąca sugestia.

      Pernile już wie, że Troels Hartmann jest nowym podejrzanym. Ogląda szeroko otwartymi oczami dziennik w tiwi, gdzie mówią o zatrzymaniu Hartmanna, nawet nie słyszy, jak synek skarży się, że nie może usnąć. Theis idzie z nim do pokoju, widząc że żonka odpływa.

      A podejrzany Hartmann próbuje ze swoimi zaufanymi, Rie i MOrtenem, dojśc - kto mógł włamać się na jego konto w portalu randkowym i podszyć się pod "Fausta", kto miał dostęp do mieszkania-130, skąd wziął klucze ? Pada nazwisko tego młodego OLava, ale Morten mówi, że policja już go przesłuchała i nic nie znalazła. Rie jest nieprzyjemnie zaskoczona wiadomością, że Hartmann miał ten swój randkowy epizod, ale nie dopytuje o szczegóły. Ogranicz się do sugestii,co powinni powiedzieć mediom i że ona się tym zajmie, bo jesli Hartmann teraz wystąpi w tiwi, to będzie spalony jako polityk, ludzie/wyborcy zapamiętają TYLKO ten obrazek - tłumaczącego się podejrzanego. I że Troels powinien pomysleć, jak uspokoić koalicjantów, którzy po takim numerze mogą być skłonni do zerwania prawie zawartego porozumienia. Hartmann tłumaczy jej, że ten portal i randki, to był epizod, był wtedy w dołku, a po wszystkim "nie mógł na siebie patrzeć" i wtedy poznał ją. Rie nie komentuje jego wyznań, ale widać że musi się z tym oswoić.

      Do domu Sary [czy raczej jej matki, gdzie Sara mieszka chwilowo] przyjeżdza były mąż Sary, okularnik o wyglądzie urzędnika skarbowego. Wraz z nową żoną sprowadzili się do Kopenhagi, i mężulowi zalezy, żeby Mark,syn Sary i jego, poznał córki, jakie męzulo ma z nowego małżeństwa. Proponuje kolację. Przy okazji krytycznie nastawiona do tego, co robi Sara, jej mamuśka zdradza, że szwedzki narzeczony Sary odwiózł meble do Danii [yes, bodaj w 10 odcinku jest moment, kiedy Sara dostaje info, że przyjechał ze Szwecji kurier z czymśtam, teraz dopiero wiadomo z czym, hehe]. Męzulo wychodzi, Sara z nim, męzulo pyta czy przyjdą na tę kolację - Sara na to, że ona nie może, ale "jesli nie odwołasz jak zwykle", to Markowi nie zabronię [teraz chyba wiadomo, dlaczego się rozstali].

      W tiwi Rie sprawnie wygłasza dyplomatyczne oświadczenie, wedle którego cała sprawa zatrzymania Hartmanna, to "owocna wspołpraca z policją, dla której pan Hartmann okazał się bardziej pomocny niż wcześniej sądzono" - niezłe, nie ? :] Równie sprytnie Rie zbywa pytania o to, że Troels tamtego wieczora prowadził auto w którym znaleziono później trupa Nanny Larsen. Sara uważnie się jej przygląda, a Meyer informuje ja, że wedle ustaleń -tamtego weekendu w Centrum KOnferencyjnym,Hartmann NIE wychodził z pokoju. To Rie wszystko załatwiała. Hartmann NIE był widziany wtedy. Czyli, całe to alibi opiera się na przysiędze Rie, że wtedy był z nią.

      Meyer czyta CV Hartmanna : syn polityka, urzędnik, radny, zmarła mu żona - na raka, była w szóstym miesiącu ciązy; nigdy nie był notowany przez policję. KTO pisał latem z jego komputera, pod jego nickiem, znając jego hasło, i używał jego mieszkania do spotkań z kobietami ? Jesli Hartmann mówi prawde, że od pół roku nie używał swojego konta randkowego, a w tym czasie Faust nadal działał i wtedy Nannę poznał.

      Jakiś policaj przynosi Sarze akta spraw dotyczących zaginięć z ostatnich 10 lat, o które kiedyś prosiła. Jak mówi : nic tam nie ma ciekawego, ale możesz sobie poczytać do snu". Skoro jest strzelba na stole, bo pewnie niebawem wystrzeli :]

      Hartmann tymczasem stara się uładzić koalicjantów, zaniepokojonych jego kolejnymi problemami. Pytają go o wszystkie aspekty sprawy, a on że naprawdę nie ma pojęcia i jest w takim samym szoku jak oni. Nie chciał im mówić wcześniej o niczym, bo s
      • grek.grek FOrbrydelsen odc 12 [2] 25.03.13, 11:38
        Sądził, że uda się to po cichu wyjaśnić. Ale teraz to już jest sprawa polityczna i może zaważyć na karierach ich wszystkich. Hartmann uspokaja ich, że ma alibi. PYtają go, czy jest TEGO więcej, a on odpowiada, ze NIE. Na końcu zadaje im pytanie: jesteście nadal ze mną ? PO krótkim zastanowieniu odpowiadają, że są z nim, bo i... innego wyjścia nie mają, ale - Jens Holckt to mówi : przestań chowac się za Rie, zacznij sam wiarygodnie i klarownie występować we własnym imieniu.

        Zaraz po zebraniu Hartmann zastanawia się z Mortenem, KTO mógł znać jego haslo do Fausta, kto używać mógł jego mieszkania ? Czy ktoś coś widział wtedy ? Nic nie wiadomo.

        Potem jedzie do mieszkania 130, gdzie ma być przeprowadzona rekonstrukcja zdarzeń, według jego wersji. Na miejscu Troels tłumaczy co i jak po kolei : przyszedł, rozebrał się z płaszcza, pisał gadki-szmatki na ten weekend służbowy, a około 23:00 wyszedł i poszedł do Rie, z którą spędził resztę weekendu na delegacji w Centrum Konferencyjnym. Samochód zostawił pod budynkiem, klucze - na biurku w mieszkaniu. Są pewne dodatkowe okoliczności.

        Meyer sprytnie podpytuje go, jak wyszło to, co pisał wtedy w tym mieszkaniu, te "gadki" na wyjazd - Hartmann, że świetnie. Sara zaskakuje Hartmanna wiedzą, iż używał środków antydepresyjnych... i jeszcze kwestia alkoholu - Hartmann utrzymywał, że wypił zanim przyjechał do mieszkania 130. W samym mieszkaniu znaleziono jednak dodatkowe opróżnione butelczyny... Hartmann, że może i golnął trochę, bo go głowa bolała i chciał sobie pomóc. Według zeznań sprzątaczki, barek był załadowany do pełna, ubyło dośc sporo. Jesli Hartmann to wszystko wydoił, jesli połączył leki z alkoholem, to SKĄD może mieć pewność, że wyszedł około 23:00, jak zeznał ? Hartmann rozpaczliwie miota się, zapewniając że leków od dawna nie bierze, a co do reszty... to była rocznica jego ślubu ze zmarłą żoną... dodatkowa jest to okolicznośc sugerująca, że być może jego wersja nie jest wiarygodna - wypił dużo, stracił kontrolę, nie wie co się stało i kiedy wyszedł... Alibi od Rie ? NO cóż... I jeszcze jedna sprawa - Hartmann mówi, że wychodząc z budynku użył windy. Sara na to, że kierownik kamienicy zeznał, że winda była nieczynna cały weekend... Zdziwiony Hartmann prostuje : być może użyłem schodów... Ale jego wersja cuchnie.

        U Larsenów zjawia się niejaki Kim Hogsted, dziennikarz. Proponuje Pernille, żeby zaczęli się wypowiadać dla mediów, przedstawili swoje odczucia, swoje myśli, zaczęli... "opowiadać'... Pernille wściekła wyrzuca go, "mam opowiadać o mojej zmarłej córce ?! Won stąd,wynoś się !".Dziennikarz zostawia wizytówkę, Pernille wyrzuca ją do kosza na śmieci. Jest rozstrzęsiona, wkurza ją synek, który do szkoły chce zabierać swoją zabawkę. Theis zachowuje spokój, ale widzi, że Lady Makbet znowu się ręce trzęsą. Sam zajmuje się finansami, papierami rodzinnymi, porządkuje to, z czym Pernille nie mogła dać sobie rady, gdy Theis garował.

        Morten przynosi Hartmannowi ciekawą informacje - jedna z ich byłych współpracowniczek powiedziała mu, że mieszkanie 130 używane było obficie przez...OLava.Biorą więc młodego na spytki - okazuje sie, ze wedle informacji 4 razy w miesiącu pożyczał to mieszkanie, aby tam podejmować gości. Ofk, gości biznesowych, politycznych, nawet "POLakow,którzy przyjechali pisać artykuł o naszym systemie socjalnym" [hehe]. Morten sugeruje mu, że coś za bardzo się tym mieszkaniem interesował, że może chciał je dla siebie zdobyć ? Hartmann nie wytrzymuje i wali w Olava pytaniami o "fausta", konto, hasło, klucze, Nannę... Tamten wygląda na kompletnego zaskoczonego, nie wie o co chodzi, mówi im, że "chcą z niego zrobić kozła ofiarnego, bo pan Hartmann w coś wdepnął". Wkracza w ten cały magiel Rie, mowi że OLav ma mocne alibi na tamten wieczór, potwierdzili je świadkowie, i żeby dali mu spokój. OLav wychodzi ledwie żywy.

        Na terapii Pernille i Theis wysłuchują jak jedna dziewczyna z płaczem zwierza się z historii utraty dziecka. Potem Pernille zostaje niespodziewanie zaproszona przez jednego z grupowiczów, Petera. Gośc pyta ja, jak poszło, ona na to, że pomogło jej, na co on, że za pierwszym razem nigdy nie pomaga. Idą porozmawiać przy kawce. Peter zwierza się jej ze swojej traumy - jego syn zginał potrącony przez kierowcę czerwonego auta. Peter chodził potem przez wiele tygodni na miejsce zdarzenia, czekał na pojawienie się TEGO auta, ale nigdy sie nie doczekał, a przez swój upór stracił wszystko : zonę, drugie dziecko, pracę... To był błąd. Pernille mówi mu "powinieneś tam zostać, czekac aż się pojawi TO auto". A co będzie jesli się sprawca nigdy nie znajdzie ? Pernille, że MUSI zostać znaleziony. I wychodzi. Dobra ilustracja jej własnego przypadku i jej motywacji.

        Do biura Hartmanna w magistracie przychodzi Nethe, ta jego eks-kochanka z portalu, przeprasza go że jej zeznania narobiły mu problemów. Hartmann uspokaja, że wszystko da się wyjaśnić i nie ma kłopotu. Nethe, że jakby co,to Troels zawsze może do niej zadzwonić. To jak na siebie patrzą, sugeruje że COŚ między nimi nadal jest. Rie słucha tego odwrócona i czymś zajęta, nie jest szczęśliwa, mówiąc oględnie... Hartmann żegna Nethe, tłumaczy że "chciała porozmawiać...", a potem pyta Rie - o co chodzi ?powiedz coś,dlaczego milczysz ? Potem następuje wyżej opisane maglowanie Olava. Rie wyraźnie jest trafiona kolejnymi rewelacjami z przeszłości Troelsa.

        Wg uzyskanych od operatora komórkowego informacji - nie ma wśród billingów Hartmanna rozmów z numerem Nanny Larsen. Ale jest coś innego, około 22:30 KTOŚ do niego dzwonił, kiedy był w tym mieszkaniu 130. KTO ? Sara przegląda dane i "ooo !"wyrywa się z jej ust.

        Za chwilę rzecz się wyjasnia - Sara spotyka się z Nethe. To ona wtedy dzwoniła do Troelsa. Chciała się z nim spotkać, kontynuować romans, ale Troels nie był już zainteresowany. Panie spotykają się pod tą kamienicą z mieszkaniem 130, widać Sara ją tam wezwała. Tego piątkowego wieczora Nethe była pod kamienicą [Sara ma na nią kwity - Nethe dostała mandat za złe parkowanie,widać musiała zatrzymać auto w wygodnym, ale niedozwolonym miejscu, bardzo jej zależało żeby spotkać Hartmanna, czekała w aucie, a potem ruszyła do szturmu], około PÓŁNOCY, dzwoniła do mieszkania 130, ale na próżno. Wyszła na dziedziniec wewnętrzny i krzyczała do okna. W mieszkaniu 130 grała MUZYKA, ale nikt nie otworzył. Widziała jednak POSTAĆ na tle okna. Sara na to, czy jest pewna - była noc, padało, okna są na 4 piętrze..? Nethe, że jest pewna, widziała KOGOŚ - ale to NIE był Hartmann, był niższy, skierował głowę ku niej przez to okno, to było "bardzo nieprzyjemne" i Nethe sobie poszła.

        W domu Larsenów Pernille informuje Theisa, że zadzwoniła dotego dziennikarza, że chce z nim mówić, że w ogóle chce mówić o całej sprawie, zacząć się komunikowac ze światem, może COŚ uda się ustalić. Theis nie jest zachwycony, raczej zrezygnowany i zaniepokojony jej postępującą obsesją.

        Tymczasem Meyer decyduje się wezwać Rie na przesłuchanie,mimo że Sara twierdzi, że "ona nic nie powie".Meyer umiejętnie rozgrywa partię.Pyta ją "dlaczego GO chronisz ?", czyta jej intymne korespondencje Fausta z Nanną Larsen, sugerując "czy tak nie mógłby pisać Hartmann ?", dorzuca, że Hartmann romansował przez ten portal z "paroma" kobietami... Rie trzyma się dzielnie, nawet kiedy Meyer grozi jej, że za chronienie zabójcy pójdzie siedzieć oraz rzuca, że "Hartmanna w tamten weekend w Centrum - NIKT nie widział osobiście". Pokerowa twarz. I kiedy już spokojna Rie chce wyjśc, Meyer ją grzecznie zatrzymuje i pyta o to : dlaczego, skoro byli wtedy razem, wykaz jej rozmów telefonicznych pokazuje,że WIELE razy w TAMTEN weekend próbowała się do Hartmanna dodzwonić ? Rie wolno puszcza klamkę, wraca na miejsce...

        Tymczasem Sara jest na jakimś podwórku... ciemno... dom... To posesja Hartmanna. Sara dzwoni do drzwi, otwiera jej sprzątaczka. Hartmann jest w domu. Niespecjalnie uradowany widokiem Sary, wszak już wszystko powiedział.
        cdn
        • grek.grek FOrbrydelsen odc 12 [3] 25.03.13, 11:50
          Sara od razu atakuje go pytaniem : dlaczego nie powiedział, ze jednak wtedy wieczorem z kimś rozmawiał przez telefon ? Troels wzdycha "Nethe..." i rzecze, ze dla niego sprawa jest skończona, i była od dawna, ale to ona nie dawała mu żyć telefonami i sms-ami.

          I zwierza się Sarze, że hasło jakiego używał do "Fausta", to była data jego urodzin. Prosta sprawa. Parę osób mogło je znać. Hartmann nawet zrobił listę tych osób. Sara prosi go o nią. Troels chce ją poczęstować pizzą, którą zaraz będzie pożerał, ale Sara chce tylko tę listę. W międzyczasie wychodzi sprzątaczka, kiedy oboje rozmawiają.

          Kiedy Troels idzie na góre, Sara szwęda się po pokojach, znajduje egzemplarz "Fausta" na półce z ksiązkami, ale na większe grzebanie nie ma czasu.

          I wtedy dzwoni jej telefon. To Meyer. Mowi jej, ze Rie pękła - NIE MA pojęcia, co się działo z Hartmannem w tamten weekend. Kłamała. Hartmanna nie było wtedy razem z nią. ON NIE MA ALIBI. Sara słucha tego kończy rozmowę z Meyerem nie mówiąc mu gdzie jet, i wszystko to z wielkimi oczami, bo... staje przed nią Troels Hartmann z tą listą.

          Co za sytuacja, klasyk : wieczór, w domu faceta, który MOZE być zabójcą, i policjantka właśnie dowiaduje się o tym. On nie wie nic, że ona wie. Jest spokojny, daje jej tę listę, a sam zasiada do kolacji. Sara patrzy,patrzy i... powiada, że chętnie z nim tę pizzę pochłonie :]
          Czyżby wierzyła mu i wiedziała, że nic jej nie grozi, a raczej ma szansę się czegoś dowiedzieć ? Przekonały ją zeznania Nethe ? czy raczej fakt, że Hartmann nie sprawia wrażenia mordercy, a już na pewno nie rziuci się na nią, nie wiedząc ze Rie sypnęła, no i zaraz po tym, jak widziała ich oboje sprzątaczka ?

          W każdym razie - ojażesz, scenarzyści - Oskard i to honorowy :]a jeszcze 8 odcinków.
          W życiu nie chcę od razu, niech kapią co tydzień, tak jest lepiej :]

          stay tuned.
          • siostra.bronte Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 25.03.13, 16:50
            Dzięki :)
            Tak, Hartmann jest w opałach. Świetna jest scena kiedy Sara jest u niego i dowiaduje się, że nie ma alibi. Wydaje mi się, że mimo tej rewelacji chce z nim spędzić jeszcze trochę czasu, bo ma do niego słabość :)
            • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 13:03
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

              yes, co za momentum.
              i to jej spojrzenie, którym obrzuca Hartmanna.
              a zaraz potem decyzja, by jednak zostać.
              ona nie wierzy w jego winę, ale ewidentnie gra toczy się wokół niego, więc
              warto się go trzymać, bo to może być decydujące dla śledztwa.

              no i słabość też ;]
              jak zresztą co najmniej dwie inne bohaterki.
          • pepsic Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 25.03.13, 17:25
            Ha, długo czekałam, aby użyć najbardziej irytującego określenia: a nie mówiłam? Chodzi rzecz jasna o postać Hartmanna, czyli "wzór i uosobienie cnót";)

            Czy dobrze mi się wydaje, ze w imię męskiej solidarności coraz mniejszą sympatię, jeśli w ogóle darzysz panią Makbet?
            • siostra.bronte Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 25.03.13, 17:29
              No, Pernille potrafiła być denerwująca. Często było mi szkoda Theisa.
            • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 13:06
              jak hasło "Gotowych na wszystko" - każdy ma jakiegoś trupa w swojej szafie ;]

              sympatią może niekoniecznie, nie znajduję w niej niczego ciekawego, a to nie musiałoby być coś "dobrego", żeby ją polubił; wszelako, rozumiem motywy jej postępowania i dlaczego jest taka, a nie inna.
          • barbasia1 Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 00:29
            >Ofk, gości biznesowych, politycznych, nawet "POLakow,którzy przyjechali pisać artykuł o >naszym systemie socjalnym" [hehe].

            Naprawdę miło czytać, że wątek Polaków za granicą został tak niestereotypowo potraktowany.

            Ależ to wszytsko przemyślnie rozpisane. Znakomity scenariusz.

            Hartmann winny czy jednak niewinny??? Podpowiecie Dobre Kobiety odrobinkę?
            • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 12:54
              hehe :]

              i ja mam taką opinię.
              kapitalnie napisane.

              Barbasiu, cierpliwości, jeszcze tylko 8 odcinków, 2 miesiące i będziemy wiedzieli ;]
              na putlocker.com są wszystkie odcinki, sam się zastanawiałem, czy nie zjeść
              wszystkich od razu, tak bardzo jestem ciekaw, co dalej, ale... większą przyjemnośc
              znajduję jednak w przedłużaniu całej... procedury :]
              • siostra.bronte Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 14:04
                Barbasiu, nie będziemy niczego podpowiadać, bo Grek by nas zamordował :)
                • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 15:43
                  hehe...
                  ksrcollege.wpengine.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2013/01/killercat2.jpg:]
                  • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 15:44
                    ech...
                    ksrcollege.wpengine.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2013/01/killercat2.jpg
                    • siostra.bronte Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 16:59
                      Hahaha :)
                      • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 27.03.13, 13:40
                        na wodę ;]
                • barbasia1 Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 16:29
                  siostra.bronte napisała:

                  > Barbasiu, nie będziemy niczego podpowiadać, bo Grek by nas zamordował :)

                  Właśnie zobaczyłam kota mierzącego z strzelby. :/ W takim razie nie będę Was narażać. ://

              • barbasia1 Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 26.03.13, 16:26
                Cierpliwość to moje drugie imię. ;)

                Masz rację, też tak uważam.

                Choć jakbym już co nieco więcej wiedziała, to i tak z nie mniejszą przyjemnością śledziłabym kolejne odcinki. Jestem tego pewna. :}

                • grek.grek Re: FOrbrydelsen odc 12 [3] 27.03.13, 13:43
                  ten serial ma kapitalny klimat, ta muzyka, zdjęcia, sceneria poszczególnych odsłon, te momenty zawieszenia. czysta znakomitość, wzór kina kryminalnego.

                  tak więc, rzeczywiście coś w tym jest, że nawet wiedza o tym, co dalej było, nie jest dostateczną przesłanką, by nie oglądać.

                  ale, można połączyć przyjemnośc dramaturgiczną z atmosferyczną :]

    • grek.grek "Człowiek na linie [Man on wire]" - dokument 25.03.13, 13:56
      ależ znakomity, wciągający dokument, Oscar 2008 :]
      Czesi pokazali go wczoraj, zaraz po "Forbrydelsen".

      tutaj link, a poniżej... jednak nie mogłem sobie odmówić przyjemności napisania kilku słów.
      Zachęcem bardzo do obejrzenia :
      www.youtube.com/watch?v=fEoRbkyjzYo
      jest to historia niejakiego Phillipe'a Petita,linoskoczka, artysty cyrkowego [nie wiem, czy w cyrku wszelako pracował] który w 1974 roku spełnił marzenie swojego życia - przeszedł po linie rozpiętej między wieżami WTC, na wysokości prawie pół kilometra nad ziemią.

      kapitalna jest już sama opowieść o narodzinach tego życiowego pragnienia.
      we Francji młody chłopak siedział w poczekalni u dentysty.
      w gazecie przeczytał, że oto w dalekiej Ameryce powstają dwie bliźniacze wieże, które
      będą miały ponad 400m wysokości.
      I błyska mu CEL : przejśc na linie pomiędzy nimi, bez żadnego zabezpieczenia.
      Porywa gazetę z poczekalni i ucieka pełen podniecenia.
      "ząb bolał mnie przez tydzień, ale znalazłem sens życia", wspomina.

      kolejne 7 lat Petitowi wypełniają przygotowania - treningi chodzenia po linie, w którym
      osiągnął niesamowitą biegłość, potrafił chodzić po niej z wychyleniami, nawet bez tego
      kija do trzymania balansu w rękach, umiał się na niej kłaść na plecach, klękać, co chcecie.

      w ramach treningu przeszedł między wieżyczkami Norte Dame, wykonał też przejście w
      Sydney nad jakimś mostem czy czymś - ofk, wszystko dokumentowali jego współpracownicy i przyjaciele, a także aktualna dziewczyna. Niesamowite robi wrażenie ten jego spacer widziany z daleka - jakby człowiek szedł w powietrzu. Petite ubierał się na czarno, specjalnie po to, aby spotęgować to wrażenie. Kapitalna sprawa. Ofk, zawsze towarzyszyła mu grupa rozentuzjazmowanych gapiów oraz... policja, zawijająca go zaraz po zejściu z liny. I zawsze całe przedsięwzięcia pomagali mu przygotowywac przyjaciele, bo zamontować te liny w taki sposob, żeby mógł bezpiecznie [jak to brzmi... "bezpiecznie" z samą tyczką w dłoniach kilkaset metrów na ziemią chodząc albo leżąc na wznak na wąskim sznurku, nie szerszym niż średnica jego stopy obutej w specjalne kierpce, cóż to za koncentracja i technika... wszak jeden fałszywy krok, najmniejszy błąd i leci się w dół ] po niej wędrować.

      7 lat więc sympatyczny blondynek przygotowywał się razem z kolegami do zdobycia WTC. i jakie akcje się odbywały w tym okresie... Cały czas śledził informacje o postepach w budowie, a kiedy już wieże stanęły panowie jechali do Ameryki, jako...dziennikarze robiący program o WTC. Jeden miał kamerę i kręcił, drugi fotografował, a Filip robił za pismaka :] Wszędzie ich wpuszczano, więc mogli dokładnie obejrzeć sobie budynki, aby potem znaleźc sposób w który najlepiej będzie rozwiesić linę. Wyszły im setki grafik, cały wielki zeszyt z planami i notatkami dotyczącymi najmniejszych szczegółów WTC oraz skomplikowane obliczenia. ZW zespole było 3 Francuzów, Australijczyk i dwóch Amerykanów.

      ostatecznie i tak drżeli, wydawało im się, że zrobili najgorszy montaż ze wszystkich w życiu. I to własnie ten najważniejszy... bali się o Filipa, a on pierwszy raz bał się o siebie samego. na wysokości 400-450metrów sytuacja jest zupełnie inna niż na niższych - wieje mocniejszy wiatr [na treningach Filip chodził po linie, a cała reszta szarpała je i wieszała się na zabezpieczeniach wprawiajac ją w drgania dzikie, a ten łobuz i tak nie spadał, tylko jakoś szedł dalej], może wystąpić zawilgocenie, bardzo trudno to wszystko kontrolować. No i presja jest inna, spadając z 10 metrów można się zabić równie skutecznie, ale jednak... ta wysokość robi wielkie wrażenie.

      Problem dodatkowy - jak oszukać strażników i dostać się na dach ?
      Panowie dokonywali cudów męstwa i sprytu,żeby to osiągnąć.
      Mieszając się z robotnkami dostali się środka, przemkneli na góre, a potem ukryli się i przeleżeli w jakichś brezentowych workach kilka godzin, zdrętwieli, wsadzając jeden drugiemu palce u nóg do oka, niemal nie oddychając, czasami mając strażnika "jakby opierał się o [ich] ucho". Potem, już wieczorem, rozpoczęli w zupełnych ciemnościach montaż całego olinowania, z wielkim trudem, ofk były dwie grupy, które dostały się w tym samym czasie na dwie wieże, a liny podawali sobie za pomocą.... strzałów z łuku :]

      Rankiem wszystko było gotowe, po drodze parę razy omal ochroniarze ich nie nakryli.

      Historię tę opowiadają oni sami, 30 lat później, w tym Philippe,ciągle energiczny, żywy mężczyna, po którym nie widać śladów starzenia się. Jego partnerzy zwierzają się, jakie wątpliwości i lęk nimi targały. Nie tylko o niego, ale i o siebie - a jesli się zabije ? w Ameryce za pomoc w "reżyerowanym samobójstwie" mozna pójśc siedzieć na całe życie. A jeśli pomagamy człowiekowi, który nie wie, kiedy się wycofać, który stracił kontrolę nad sobą w pogoni za marzeniem ?

      Nic to, rankiem 7 sierpnia 1943 roku Petit pojawił się na linie rozpiętej między wieżami WTC. w tym momencie atmosfera dramatu i wątpliwości ustępuje delikatnym stuknięciom na pianinie, oczywiście jest nagranie całego przejścia, jak i wszystkich innych oraz treningów i obrazków z życia tej niecodziennej grupy ludzi, to duża zaleta - dokument w wielkiej mierze zmontowany z filmów i zdjęc z archiwum samych bohaterów.

      Philippe wykonał OSIEM przejśc na 60-metrowej trasie między wieżami. OSIEM :] Łącznie 45 minut. Kładł się na plecach, balansował, szedł równo, róbił co chciał. Niesamowite jest wzruszenie jego partnerów i dziewczyny - po TYLU latach,wspominają ten moment, kiedy on spcearował, a oni to widzieli z wielkim wzruszeniem. Bo i moment niesamowity. Na dole zatrzymały się auta, ludzie wyleźli i wiwatowali na jego cześć. Ofk, policja też już była, a on się bawił z nimi - zbliżał się do krańca liny, oni już prawie go mieli, aon zawracał i robił kolejną rundę. Jeden z policjantów, wypowiadający się -nagranie archiwalne - dla telewizji mówi, że "ten człowiek popełnił przestępstwo, ALE... jestem szczęśliwy i dumny, że mogłem widzieć w jego wykonaniu coś,czego nie widziałem nigdy wcześniej w życiu i zapewne już nigdy później nic równie wspaniałego nie zobaczę". Kapitalny moment, kapitalny film, kapitalny ludzie :]

      od razu po zakończeniu Filip został aresztowany, a nawet skierowano go na rozmowę u psychiatry, ale szybko został wypuszczony. Był bohaterem, Nowy Jork go kochał. Jakaś dziewczyna od razu zapędziła go do hotelowego pokoju i przez cały dzień z niego nie wychodzili :] Dawał wywiady, ściskał dłonie, miał stolicę świat u stóp.

      Jego partnerzy snuli plany kolejnych podbojów,ale... Filip zrezygnował. DOścignął swoje marzenie. Nie chciał tego dalej ciągnąć, nic nie mogło dorównać temu wyczynowi. Wszystkie kolejne byłyby już tylko sportem. Rozstali się, Petit nie kontynuował także znajomości ze swoją dziewczyną.

      Inspirujący facet, pelen życia, każdy dzień traktujący jak wyzwanie, "dzięki temu przez całe życie <<chodzę na linie>> ". Szczęśliwy człowiek.

      Kapitalny dokument, bez niepotrzebnych scen, mnóstwo zdjęc i filmów, wspaniała muzyka, wypowiedzi bohaterów, ich wzruszenia.



      • siostra.bronte Re: "Człowiek na linie [Man on wire]" - dokument 25.03.13, 16:46
        Tytuł obił mi się o uszy. Ciekawa historia. Dzięki :)
        • grek.grek Re: "Człowiek na linie [Man on wire]" - dokument 26.03.13, 12:51
          moja przyjemnośc :]
          polecam obejrzenie, naprawde intrygująca rzecz, znakomicie umuzykalniona przy okazji.
      • barbasia1 Re: "Człowiek na linie [Man on wire]" - dokument 26.03.13, 17:03
        Ależ nieprawdopodobną odwagę miał ten człowiek.
        Świetna historia!
        Dzięki. :)
    • barbasia1 "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 26.03.13, 18:50
      "Jak zostać królem"!!! Ciesząc się niezmiernie zapowiadam Wam, Moi Drodzy tę popozycje filmową na święta.

      Wprawdzie ten film dla nas nic nowego, dzięki Grekowi i jego Czeskiej Telewizji, ale miło będzie na własne oczy zobaczyć tę uroczą historię filmową i to wszytsko, czego Grek nie opowiedział tylko z braku czasu.

      Powtórka 30 marca, godz. 11.45!

      Pięknie!
      :)
      • siostra.bronte Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 26.03.13, 19:20
        Tak, właśnie dzisiaj wypatrzyłam w programie! Zauważyłam też kilka innych ciekawych tytułów w okolicy świąt, ale o tym później :)
      • pepsic Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 26.03.13, 22:47
        Aż się boję zapytać o porę:)
        • siostra.bronte Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 00:34
          O dziwo, ludzka pora, 20.55 :)
          • barbasia1 Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 15:36
            Tak, pora świetna, ale prawdę mówiąc wolałabym, żeby ten film pokazano w niedzielę albo w świąteczny poniedziałek.


            :)
            • barbasia1 Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 15:37
              Dzięki, Bronte, za pomoc. :)
            • angazetka Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 16:39
              A ja pomyslałam, że będzie z tego miły i dobrze znany dodatek do rodzinnego dekorowania mazurków i krojenia warzyw na sałatkę. Po czym sobie przypomniałam, że w piątek wieczorem to ja przeciez w podróży będę...
              • barbasia1 Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 17:04
                Właśnie, więc ja bym tak chciała w spokoju obejrzeć ten film, bez latania z pokoju do kuchni, bez domagających się uwagi bab na głowie ... ;)

                >Po czym sobie przypomniałam, że w piątek wieczorem to ja przeciez w podróży będę.
                He, he! :))

                Czyżby już przyszło zaproszenie na święta od Bena? ;)
      • grek.grek Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 13:20
        a tak, pamiętam, dobry to film :]
        niezmiennie polecam i jestem ciekaw Waszych opinii.

        ale dylematu to Wam nie zazdroszczę...
        w ten sam piątek, TVN puszcza "Incepcję" o 20:00 :]

        [powtórka w TVN o 1:05]

        u mnie wybór jest dość prosty, "Jak zostać..." mam ciągle w pamięci, a
        na "Incepcję" przyznam, że czekałem, bo od początku brzmi intrygująco.

        [czyżby chwilowo TVN wrócił do dobrej, choć nieregularnie uprawianej, praktyki
        pokazywania filmów świeżych i hitowych ?]
        • barbasia1 Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 27.03.13, 15:57
          O! Jeszcze i "Incepcja" w piątek!!!

          Też mam żywo w pamięci Twoją opowieść o "Jak zostać..." i właśnie dlatego bardzo chcę obejrzeć na własne oczy ten film.
          "Incepcji" żal ... (nagrać nie da rady, na powtórkę sie nie piszę )

          kto wie , może TVN nas jeszcze miło zaskoczy filmami. :)
          • grek.grek Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 28.03.13, 13:52
            o, nie zawiedziesz się, to pierwszorzędne kino, świetni aktorzy.
            Liczę na to, że napiszesz poprojekcyjnie o swoich wrażeniach :]

            z tego, co czytałem Incepcja trudna będzie do opowiedzenia krok po kroku, ale -
            jesli nie uda Ci się obejrzeć - postaram się jakoś zebrać rzecz całą i opowiedzieć
            to i owo.

            liczę na to.
            to będzie już 3 w tym sezonie hicior w piątkowy wieczór.
            oby tak dalej, tyle że z regularnością nieco wyższą, i TVN da się
            oglądać, hehe.
            [serio, jak tak patrzę, to włączam tę stację raz na ruski rok, a i to
            przypadkiem, kiedy mi się palec na pilocie omsknie, heh; a Ty ?]
            • barbasia1 Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 29.03.13, 16:04
              > z tego, co czytałem Incepcja trudna będzie do opowiedzenia krok po kroku, ale -
              > jesli nie uda Ci się obejrzeć - postaram się jakoś zebrać rzecz całą i opowiedz
              > ieć to i owo.

              Liczę na to, Greku
              że nam zawikłości fabuły rozwikłasz swoją opowieścią! :)

              Też rzadko ostanio oglądam TVN.
              • grek.grek Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 30.03.13, 13:52
                postaram się :]
                wszelako, początki są trudne.
                mam nadzieję, że za 2-3 razem będe lepiej poinformowany, bo z
                wczorajszego debiutu zrozumiałem 5 przez 10, chociaz - ja wiem ? może to
                i tak nieźle, jak na mnie ? :]
                • siostra.bronte Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 30.03.13, 14:05
                  Oglądałam. I podpisuję się pod Twoją recenzją :)
        • pepsic Re: "Jak zostać królem"!!! w Wielki Piątek TVP2 01.04.13, 23:38
          Mnie nie porwał. Jakoś problemy Jego Wysokości, notabene średnio sympatycznego, który dobrych manier powinien się uczyć od lorda z DA, nie wydały mi się nadzwyczaj interesujące. Dobre i to, że Helena Bohnan Carter wreszcie była uczesana;) Za komentarz niech posłuży fakt, że w trakcie zasnęłam.
    • grek.grek KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 28.03.13, 14:20
      czwartek, filmowo-serialowo obfity jak zazwyczaj.

      stałe fragmenty gry :
      20:40 House [coś mało o doktorze piszemy, a ten sezon jest naprawdę dobry, nie sądzicie ? Wilson został koncertowo wyślizgany w ostatnim odcinku, heh]
      21:10 Mad men
      22:05 Borgowie [CT 2]

      Kocham Kino, 22:35
      "Jestem twój".
      Polski.
      Znacie, Czcigodni ?
      Z zajawki wynika, że to historia rozpadu małzeństwa, która kończy się ciążą, której
      [potencjalnego] owocu matka nie chce, a kochanek-ojciec chce, a dodatkowo nakręca go
      w tych staraniach mamuśka.

      Polskie młode kino [2009], zawsze warte uwagi.

      za tydzień "Melancholia" von Triera, więc pani Torbicka umiejętnie ustawia ramówkę : nowe polskie, nowe światowe, jeszcze jakby dostała drugi termin to mogłaby tam pokazywać starsze filmy mało znane i starszą klasykę. NO ale do tego, to trzeba by chyba usunąc jeden odcinek Barw szczęścia albo jakąs komedyjkę z trzeciej ligi w środę, więc raczej nie wchodzi to w rachubę ;]

      Kutura powtarza "Milczenie Lorny" - mamy :]
      1:10, warto spróbować, jeśli jeszcze nie było okazji.
      sam dylemat moralny bohaterki, decyzje, postępowanie, jak i osobna w tym wszystkim storyline o trudnym losie imigranta - dają do głowy.

      "Kolekcjoner" w TVN - 22:30 [jeśli ktoś nie widział, to nie rozczaruje się, ale - nie wiem jak Wy - jak dla mnie, to jest jednak film na jeden strzał, nie ma tego nieuchwytnego uroku najlepszych thrillerów, które skłaniają do przypominania sobie ich po raz kolejny i kolejny]

      POlsat konkuruje "Erin Brockovich", 23:00, też powtórka zatem [i to powtórka dośc często grana przez tę stację].

      "House", "Borgiowie", "Jestem twój" - tak by wyglądała marszruta u mnie ?
      a u Was ?




      • siostra.bronte "Ostre psy" 28.03.13, 16:10
        A ja po raz kolejny polecam ten film :)) Dziś w tvn7 o 23.00.
        Może mógłby być z pół godziny krótszy, bo końcówka jest ciut przeciągnięta. Ale i tak to najlepsza komedia jaką widziałam od dawna, od lat? Polecam, chociaż jak to z komediami bywa, gusty są różne.

        Jak mi się uda to obejrzę House'a.
        • barbasia1 Re: "Ostre psy" 29.03.13, 00:19
          Pora znów koszmarna. Czekam na kolejnę powtórkę.

          :)
      • barbasia1 Re: KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 29.03.13, 00:13
        Sezon 2 Mad Men zakończony.


        "Jestem Twój" - osobliwy film ...

        :)
        • angazetka A ja zamiast czegokolwiek innego 29.03.13, 09:53
          Każdą wolną chwilę (umiarkowanie znane mi pojęcie) poświęcam na oglądanie serialu "The hour". Trochę brytyjski "Mad men" (epoka, dbałość o detale: kostiumy, sprzęty, muzyka). Dziennikarsko-szpiegowskie, mocno osadzone w historii. Aktorsko olśniewające (świetną ekipę zebrano, człowiek się uśmiecha do ekranu pełnego dobrych brytyjskich aktorów). Nie chce mi się wychodzić z tego klimatu w szarość końca marca.
          • siostra.bronte Re: A ja zamiast czegokolwiek innego 29.03.13, 15:53
            Słyszałam o tym serialu. Czy skończyło się na dwóch seriach? Gdzie go oglądasz?
            • angazetka Re: A ja zamiast czegokolwiek innego 29.03.13, 16:29
              Niedawno BBC zdecydowało o niekręceniu serii trzeciej, ale ludzie wierzą i petycje piszą. Ponoć jakiś straszny cliffhanger dali na koniec, więc jest nadzieja ;)
              Oglądam na dvd, na razie pożyczonym, ale niechybnie kupię.
        • grek.grek Re: KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 29.03.13, 14:16
          czy możemy liczyć na Twoje podsumowanie, Barbasiu ?

          ja dopiero dzisiaj :]
        • maniaczytania Re: KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 29.03.13, 18:34
          barbasia1 napisała:

          > "Jestem Twój" - osobliwy film ...

          Hehe, jakze laskawie to napisalas ;)
          Dla mnie ten film byl ..., no dobra napisze inaczej - nie podobal mi sie wcale. Histeryczna, nadpobudliwa, nadekspresyjna R. Gasiorowska z okropna maniera w mowieniu (ona ma tak zawsze, czasem mi to nie przeszkadza); do tego nadmiernie niepotrzebnie uzywane wulgaryzmy.
          • grek.grek Re: KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 30.03.13, 14:02
            Barbasia coś tak półgębkiem...
            chyba zajęta jest łapaniem zajęcy na świąteczny stół ;]

            wyobrażacie sobie... Barbasia zakamuflowana liścmi i gałęziami, z błyskiem w oku i specjalną siatką w ręku skradająca się ku zającowi wcinającemu marchewkę :]] ofk, po to żeby złapać, oswoić i posadzić przy świątecznym stole ubranego w muszkę, surdut i przeszkolonego w zakresie posługiwania się sztućcami ;]
            • siostra.bronte Re: KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 30.03.13, 14:04
              Hehe. Nie da się ukryć, święta odbijają się na forum, ruch jest wyraźnie mniejszy :)
        • pepsic Re: KochamKino "Jestem twój", HOuse,MM & ripleje 29.03.13, 20:11
          Jaska szkoda, dopiero się się rozkręcałam. Nie sądzisz, że Betty ze słodkiego, sympatycznego dziewczątka przemienia się w mało przymną kobietę. Wiem, ma powód, ale jednak to Don, gł. sprawca budzi sympatię (moją).
          • barbasia1 Mad Med w TVPKultura - 3 sezon za tydzień 30.03.13, 18:24
            Nie powiedziałam najważniejszego! Pepsic, za tydzień zaczyna się 3 sezon! :))

            Nie lubię Dona (zasługa w tym wielka świetnego, przekonującego Johna Hamma), swoją postawą, zdradami, (świadomym czy nieświadomym) leceważeniem Betty, tak oddanej mu osoby i jej potrzeb , zapracował sobie solidnie na to wszytsko, co go teraz spotyka ze jej strony i on sam ma tego świadomość (w rozmowie z Betty na koniach, w 13 odcinku przyznaje się, że wina leży po jego stronie), ale nie mogę go całkowicie skreślić, potępić (zasługa w tym wielka , po raz drugi to powiem, świetnego Johna Hamma), uznać za bezdusznego, bezwzględnego drania. Ratują go, w moich oczach, przede wszytskim te momenty głębokiej refleksji nad sobą (powodowane różnymi czynnikami, a to wypowiedzią córki, a to widokiem obcych dzieci w wieku jego dzieci / scena w basenie/ ), w których zdaje się mieć świadomość krzywdy, jaką wyrządza najbliższym swoim postępowaniem.

            No i jeszcze pokręcone, traumatyczne dzieciństwo, którego szczegóły powoli się odkrywają; ono może nie usprawiedliwia, ale wyjaśnia w pewnym stopniu motywy postępowanie Dona, ciężki charakter .

            :)


    • grek.grek BOrgiowie sezon 2 odc 7 [1] 29.03.13, 10:57
      przepisowe linki :
      www.twoje-seriale.tv/borgias/sezon_2/odcinek_1.html
      [odcinki do wyboru z prawej strony w ramce]

      ewentualnie [bez limitów, ale po angielsku]
      www.putlocker.com/file/57C98801A1C5B73B
      [klik w "continue as a free user" i dalej już będzie wiadomo, tylko parę okien trzeba
      będzie usunąć]

      Dobra, wersja graficzna :]
      Stanęło na kryzysie we Florencji, który wymiótł stamtąd Medyceuszy razem z ich pieniędzmi, a dobry papa watykański ich przygarnął, ale ofk nie za darmo :] Rozpoczeło się poszukiwanie kolejnego narzeczonego dla Lukrecji - papcio uznał, że czas na nowy polityczny sojusz, a nic tak nie cementuje [przynajmniej w teorii] przymierza, jak małżeństwo. Po "zamachu" pioruna na życie Rodrigo nie ma już śladu, zwątpienie w boską łaskę i groza boskiego gniewu kruszącego dach świątyni, ustąpiły zaangażowaniu w nowej projekty. W finale 6 odcinka pada zapowiedź powrotu młodszego syna Rodrigo, Juana, wydalonego do Hiszpanii z powodu konfliktu z Cesare i generalnie niezbyt udatnego prowadzenia się.

      No i rzeczywiście Juan wraca. Witany jest jak jakiś zdobywca... bo istotnie podróżował w dalekie krainy, skąd przywiózł do Watykanu : hiszpańskiego generała zaprawionego w bojach z "dzikimi", czarną panterę dla Lukrecji, cygara dla Rodrigo oraz... chorobę weneryczną dla siebie. W sali tronowej cała gawiedź, damy salonowe, kardynałowie i inne elyty przyglądają się z zachwytem temu, co Juan im prezentuje - komiczna jest scena, kiedy Rodrigo odpala cygaro. Nie jest im znany rytuał palenia czegokolwiek poza ludźmi na stosach, więc cała ta publiika tłoczy się, by popatrzeć, jak to się odbywa i co z tego moze wyniknąc. Rodrigo niezadrnie trzyma w ustach cygaro, Juan je przypala, gawiedź wydaje dziwne odgłosy i szmery, oczy im wyłażą z orbit - dziwowisko :] Wyglądają dokładnie jak Indianie czy inna "dzicz", która pierwszy raz zobaczyła lusterko. Rodrigo dusi się, krztusi dymem, a ci "wow"-ują i "ach"-ują do taktu. Czysta komedia. A wieczorem papcio kopci już stary palacz, kiedy z Juanem siedzą sobie przy kominku i gaworzą. Rodrigo zleca mu misję - wyprawę do Forli i zmuszenie zbuntowanej Katarzyny Sforzy do oddania Rzymowi hołdu.

      Istotnie, Juan rychło wyrusza z wojskiem do Forli. Wcześniej poddaje się leczeniu kłopotliwego schorzenia, którego się nabawił. Odbywa się to w taki sposób, że... a co Wam będę tłumaczył, jako posiadacza podobnego płciowego... dreszcz mnie przechodził na sam widok ;] Wprowadzanie długiej rurki, przez otwór... Uff :] Ani słowa więcej.

      Forla zamyka się widząc nadciągające wojska rzymskie. Juan rozważa wraz z tym hiszpańskim generałem strategię ataku na zamek. OBleżenie moze być bardzo kosztowne, obrońcy mają armaty, dookoła jest puste pole, a więc szturm musiałby się odbyć pieszo i pod ostrzałem pocisków oraz łuczników. Klęska murowana.

      Juan aż takim idiotą nie jest :] Robi to, co Borgiowie umieją najlepiej - stosuje fortel i wykorzystuje błąd Katarzyny.

      Oto na przedpolu zamku odbywa się spotkanie między posłami Forli i Rzymu. Juan donośnie komunikuje Katarzynie, jakie ma wobec niej żądania. Ona odmawia jakiegokolwiek ukorzenia się przed papieżem, co więcerj nazywa go "dziwkarzem watykańskim". Jej błąd polega na tym, że zaufała Juanowi i że zebrała ze sobą syna. Juan daje znak i jego łucznicy strzelają do delegacji Forli. Katarzynie i jej koledze udaje się uciec, ale nie są w stanie uratować jej syna, który dostaje się do niewoli rzymskiej. Juan chce zmusić Katarzynę do poddania się odwołując się do jej macierzyńskich instynktów.

      Robi to po swojemu, czyli brutalnie. Na przedpolu zamku stawia rusztowanie na którym podwiesza za związane z tyłu ręce chłopca. Zmusza go, żeby krzyczał do matki - nie tylko z bólu, ale i z prośbą o pomoc, ergo : o poddanie się. Katarzyna obserwuje to całe widowisko z murów, łzy leją się jej gęsto, kiedy patrzy jak dzieciaka torturują, Juan ucina mu palce, a potem przywożą do na konui ze stryczkiem na szyi - ale ma charakter z żelaza -"Bóg mnie będzie sądził. Zabijcie mojego syna, ale nie zmusicie mnie do uległości. Tym [tutaj zadziera kieckę pod którą nie ma nic] urodzę jeszcze wielu synów i zemszczą się na was" - i co Wy na to ? Ostra babka. Na potwierdzenie jej słów forlicki łucznik strzela do Juana i rani go w udo. Juan jest wściekły, nie daje sobie niczego przetłumaczyć, że może przegina - daje rozkaz, żeby powiesić chłopaka.

      Ale nie dochodzi do tego... W tym samym momencie na wojska rzymskie spada armia Ludovica Sforzy z Mediolanu [mówiłem, Sforzów jak psów, ten z Mediolanu występował już w 1 serii], idącego rodzinie z odsieczą.

      Tutaj jest ciekawa story. Cesare przebywający w tym czasie we Florencji dostaje informację, że jego brat oblega Forlę, a z Mediolanu idzie armia, które może mu zadać cios, a której on się nie spodziewa. Szybki posłaniec z Florencji zdołałby ostrzec Juana, tutaj Micheletto rzuca Cesare wyczekujące spojrzenie - już raz wykonał taką misję, kiedy z Neapolu dotarł do Rzymu ostrzegając przed pochodem francuskiego wojska, ale Cesare zbywa tę wieśc tekstem "mój brat to dobry żołnierz,poradzi sobie". Wyraźnie zalezy mu na tym, żeby Juan miał kłopoty. Bracia za sobą nie przepadają i to bardzo.

      Tak więc, wojska mediolańskie spadaja na plecy rzymskich. Wywiązuje się bitwa, armia Juana wkrótce idzie w rozsypkę. Hiszpański generał zdąza jeszcze tylko uwolnić syna Katarzyny. Juan z kontuzjowaną nogą umyka w las, panicznie oglądając się za siebie, niczym Wielki Mistrz w "Krzyżkach". Czy kontratakujący Forliści dopadną go ? Jesli tak, to marny jego los... Przegrał sromotnie, stracił panowanie nad sobą, pomysły miał niezłe, ale realizował je bezmyślnie i nerwowo.

      Cesare jest więc we Florencji. Tu też się dzieje ciekawe rzeczy. Miasto, jak mówi Cesare, "niegdyś wesołe i luzackie", teraz ogarnięte jest szaleństwem jakiejś... reformacji ? Mnich Savonarola i jego ludzie w zasadzie przejęli rządy. Wygnali, de facto, Medyceuszy. Teraz po mieście chodzą grupki 8-10 letnich chłopców w mnisich habitach rectytujących jakieś weresty o "wyborze między Niebem, a Piekłem", a na środku rynku powstaje stos rzeczy, których "nalezy się wyzbyć, aby żyć cnotliwie" -jakie to rzeczy ? Ksiązki zbyt madre, dzieła sztuki zbyt piekne, bibeloty, wszystko co "Bogu niemiłe i od zbawienia odciągające". Cesare z Machiavellim ratują, co się da, Machiavelli chowa za pazuchę jakieś tomiszcze. Nie udaje się wszelako uratować obrazów Boticellego, zostają zawleczone na ten stos. Jednocześnie do drzwi domu Machiavellego pukają "Boskie Dzieci" [toczka w toczkę Hitlerjugend] Savonaroli - 10-letnie szczyle butnym i aroganckim tonem recytują te swoje wyuczone formułki [cóż za poziom wytresowania i zindoktrynowania... dzieci] i nakazują Machiavellmu oddać wszystkie przedmioty "cenne". ten się z nimi troche droczy, a potem daje im jakies niewazne badziewie, mówiąc, że wszystko, co ma cennego, to swój intelekt.

      Wieczorem Savonarola podpala ognisko, a tłum wiwatuje. Cesare stoi obok, a Machiavelli rzuca kwaśno "Mogłem przynieśc i rzucić na ten stos Decameron. Boccacia by to rozbawiło". Savonarola triumfalnie zwraca się do Cesare, co on na to ?, czy moze chciałby coś dorzucić, ale Cesare z ponurą miną odchodzi nie chcąc patrzeć na to żałosne widowisko. Savonarola patrzy za nim i Machiavellim, a potem napotyka spojrzenie Micheletto i traci całą pewnośc siebie i radochę. Bo i istotnie, jest w tym człowieku coś złowieszczego, aczkolwiek Micheletto ma na czole wymalowany popiołem krzyż, a kiedy słucha nauk Savonaroli trudno powiedziec, czy je przyjmuje i jest nimi zaintrygowany, znajduje w nich nową drogą życiową, czy też ma odczucia całkowicie odmienne. Zagadka przez duże Z, aczkolwiek Micheletto wygląda na wiernego Cesare. A Cesare Borgia ? Ponoć to on był dla Machiavellego "władcą idealnym" opisanym w "K
      • grek.grek BOrgiowie sezon 2 odc 7 [2] 29.03.13, 11:16
        opisanym w "Księciu".

        co z tym Savonarolą zatem.
        Facet chodzi i na kazaniach opowiada, ze "słyszy głos aniołów, rozmawia z nimi i z Bogiem się kontaktuje". Jest więc szansa, by oskarżyć go o herezję i puścić z dymem, tak jak on dzieła sztuki i książki.

        W Rzymie trwa zas prezentacja kolejnego kandydata na męza dla Lukrecji. Tym razem jest to chłopina z Genui. NIby grzeczny i ogólnie miły, ale LUkrecji w oko wpada jego brat - Rafaele. Vanozza,matka, domyśla się tego, a Lukrecja także nie kryje, kogo, jesli już musi, chciałaby poślubić. Matka tłumaczy jej, że "nie wychodz się za mąz za młodszego syna", a Rodrigo, momentami poirytowany jej kaprysami, tłumaczy cierpliwie, ze Lukrecja "nie wychodzi za mąż tylko dla siebie, nawet nie dla Rzymu, ale... dla rodziny, dla pomyślności naszego rodu".

        Dziewczyna jednak obrosła już w piórka, zyskała dużo pewności siebie, nie jest już gąską, którą Rodrigo rzucał na żer byle chamowi z rodu Sforzów. Teraz chce sama wybierać. Robi więc przedstawienie, podczas powitania kawalera - przybywa na nie wraz ze swoją panterą, którą karmi jakimiś wiśniami, czy czymś takim, zachowuje się swobodnie ale oficjalnie, a potem ot tak sobie wychodzi darując panterę temu kawalerowi, a mówiąc wprost - pozbywając się niechcianego prezentu od Juana, który przecież zabił jej ukochanego Paolo. Pozstawia całą salę w konsternacji, zwłaszcza ojca. Więcej uwagi, bez słów, poświęca Rafaelle niż jego 'wynaczonemu" do jej ręki bratu.

        Interesując się Rafaellem Lukrecja każe swojej służącej śledzić go przez cały dzień. Dowiaduje się, ze chłopak z nikim sie nie spotkał, a za to cały dzień przesiedział w jakimś ukrytym zakątku i malował, czyli... malarz z niego.

        Następnego dnia Lukrecja niby przypadkiem nachodzi go w tym jego miejscu [zresztą, bardzo gustownym, wśród jakichś starych ruin i zieleni] i wyznaje, że to takze jej ulubione miejsce. I że przychodzi tu malować ;] Tyle że nie dzisiaj, bo pantera ją zadrpała w rękę. Siadają razem,rozmawiają, Rafaelle przyznaje, że 'nie jest malarzem, jest znudzonym synem bogatych rodziców, który ma za dużo czasu,więc sobie maluje". Sympatyczny się wydaje. I całują się, ale zaraz odskakują, cóz za romantico ;] MOżna by rzec, że ten Rafaelle to taka poprawiona wersja Paolo, poprawiona o wykształcenie, obycie, umiejętnośc konwersacji i pochodzenie.

        Cóz, odcinek kończy się widokiem Juana, spanikowanego ze zranioną nogą, kuśtykającego wśród krzaczorów leśnych z przerażeniem oglądającego się czy aby nie ścigają go wojska Sforzów.

        Dobrze rozwijając się wątek kardynała Della Rovere szykującego trucicielski zamach na papieża, z użyciem gorliwego chłopca, który chce zostać męczennikiem w słusznej sprawie - lekko zwolnił, widać tylko że kardynał nadal go do misji owej przygotowuje pojąc kolejnymi kielonkami z cantarellą, w takich dawkach by go nie zabiła, ale wzmocniła, wszak tak działa "niebo i piekło" w jednym :]
        • barbasia1 Re: BOrgiowie sezon 2 odc 7 [2] 02.04.13, 18:38
          Obejrzałam sobie wczoraj ten odcinek / dzięki, że linkujesz każdy odcinek!/.

          Śliczna ta scena, o której wspomniałeś, Greku, kiedy mali chłopcy w mnisich strojach dyskutują z Machiavellim przed drzwiami jego domu, domagając się oddania rzeczy cennych i zbytkownych, świadczących o póżności właściciela. Machiavelli w końcu, po tym jak, wyznał, że najcennieszą rzeczą jaką posiada jest jego rozum, znika za wielkimi drzwiam, po chwili jednak wraca z wypchaną sową w szklanym pojemniku i wręcza jednemu z chłopców. Chłopiec początkowo waha się wziąć ją do ręki, jakby się trochę bał tej sowy, ale w końcu decyduje się ją zabrać i razem z grupą chłopców triumfanie odmaszerowują.

          Zaiste wielce konterowersyjna postać ten Savonarola . Z jednej strony przyświecały mu dobre intencje - domagał się przeprowadzenia reformy Kościoła i duchowieństwa ( w tym papiestwa), któremu wypominał nie bez podstawnie przecież wiele grzechów m.in. przepych, rozpustę, nepotyzm i odwrócenie się od koncepcji chrześcijaństwa z pierwszych wieków jego istnienia, domagał się odnowy moralnej ludzi, mieszkańców Florencji. A z drugiej strony te szczytne idee kończyły się, właśnie, smutno na paleniu dzieł sztuki, książek, falkonów z perfumami ...

          Tu nieco więcej o Savonaroli

          facet.interia.pl/obyczaje/historia/news-szalony-kaznodzieja-savonarola,nId,601755
          historia.org.pl/2013/01/25/savonarola-szaleniec-czy-reformator/

          Ależ się zawziął Della Rovere. ;)

          :)



          • grek.grek Re: BOrgiowie sezon 2 odc 7 [2] 03.04.13, 14:17
            o, widzisz, zapomniełem podlinkować poprzednie.

            # 4
            www.putlocker.com/file/86A130F797527EA0
            ["contiune as a free user", bez zmian :)]

            #5

            www.putlocker.com/file/C4FF62DF7B038F99
            #6

            tutaj nie ma linka do putlockera, może w tym miejscu zadziała ?

            www.tubeplus/me/player/1975526/The_Borgias/season_2/episode_6/Day_of_Ashes/
            okpił ich stary lis :]
            swoją drogą, te dzieci są przerażające.
            wytresowane i ogłupione.

            yes, w serialu, jak zauważyłaś, widać jego pozytywne cechy charakteru, nie daje się
            przekupić i zamknąc sobie dzioba nawet proponowaną kardynalską purpurą.

            z drugiej strony, jest radykałem, fanatykiem - nie uznaje żadnej odmienności poglądów i postaw, z dzieciaków robi bojówki szermujące hasłami, których one same nie rozumieją.

            dzięki za link, Barbasiu.

            hehe, tak się zawziął, że aż mu broda urosła ;]
            czuję, że w ostatnim odcinku będzie kulminacja tego wątku.
            albo przeniosą go na 3 sezon, o ile jest/będzie ?

            ależ zleciało, już tylko 3 odcinki do końca tego 2 sezonu.

            • barbasia1 Re: BOrgiowie sezon 2 odc 7 [2] 03.04.13, 17:28
              W serialu te dobre intencji, Savonaroli, o których wyczytałam w zalinkowanych tekstach trudno dostrzec, jest tylko fanatyzm .

              Tak, te dzieci są przerażające.

              Dziękuję za linki. :)
              • grek.grek Re: BOrgiowie sezon 2 odc 7 [2] 04.04.13, 13:47
                fanatyzm rzuca się w oczy, to prawda.
                ale jest też scena, kiedy ze wzgardą odrzuca korupcyjną propozycję, jaką kardynał Sforza
                przywozi z Watykanu, co znów dowodzi jego fanatyzmu, ale tak jakoś... na szlachetniejszą nutę, bo jednak trudno mu odmówić idealizmu.

                nie glosi takiej wizji świata z którą bym się zgadzał, nawet wizji chrześcijaństwa, która - wg mnie - byłaby bliższa jego istocie, ale ma czyste intencje, nie chce się dorobić czy mieć wygodnego życia, ryzykuje życie nawet.

                drobiazg, Barbasiu, mam nadzieję że będą działać, zwłaszcza ten do 6 odcinka.

                dzisiaj 8 w CT.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka