maniaczytania 01.11.13, 16:38 i zaczynamy przedostatnie ojejki w tym roku. Wczoraj ogladalam "Piratow z Karaibow - Klatwa Czarnej Perly", dzis nastawiam sie wstepnie na "Australie" kolejny raz. A Wy? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
maniaczytania KK - listopad 01.11.13, 16:47 i tradycyjnie zapowiedzi Kocham kino na listopad: 7. 11. - "Besouro" - film brazylijski z 2009r. o najslynniejszym tancerzu capoeiry 14.11 - "Pora umierac" 21.11 -"Boso, ale na rowerze", z 2009r., kino belgijsko-holenderskie, ktore z opisow zapowiada sie fajnie 28.11 - "Kadisz dla przyjaciela", niemiecki z 2011r., o trudnej przyjazni starego rosyjskiego Zyda i mlodego palestynskiego chlopaka na niemieckiej ziemi. Nie wiem do konca dlaczego, ale jakos mi sie skojarzyl z "Gran Torino". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: KK - listopad 02.11.13, 15:07 nieśmialo chciałbym pionformować, ze "Boso ale na rowerze" jest w naszym archium : osobiście opisywałem ;] "Pora umierać" pokazywane jest od pewnego czasu na różnych kanałach TVP. pozostałe dwa - nie znam i jestem ciekaw :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 01.11.13, 19:03 Jeszcze nie wiem. W TVPKultura daje dramat historyczny "Ludzie Boga", ale chyba nie mam dziś siły na ciężkie tematy. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 01.11.13, 19:10 Ja tak samo. Obejrzę sobie Poirota w Ale kino. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 14:08 Rzecz opowiada o prawdziwych wydarzeniach, które w 1996 roku miały miejsce podczas wojny domowej w Algierii. Siedmiu francuskich mnichów z klasztoru w górach Atlas zostało porwanych i zabitych przez islamskich fundamentalistów. Film pokazuje jak do tego doszło. Zakonników jest ośmiu. Zamieszkują skromny, ale bardzo schludny dom. Rytm ich życia wyznacza praca w polu, uprawianie ziemi i hodowanie kwiatów, spotkania modlitwne, podczas których śpiewają psalmy oraz posiłki, w trakcie których słuchają z magnetofonu kazań i rozważań teologicznych. Nie są jakimiś rozmodlonymi pokutnikami, widać w nich skupioną radość ze swojego losu i życia, sami je wybrali, sprawdzili się już, żyją jak chcieli, nie mają wątpliwości, nie przeżywają kryzysów wiary. Są grupką ludzi którzy się spełniają i sprawia im to satysfakcję. Przede wszystkim są jednak podporą miejscowej społeczności malomiasteczkowo-wiejskiej. Muzułmańskiej. Jest wśród nich lekarz, codziennie melduje się ponad 100 pacjentów. Inni mnisi niosą pomoc duchową, rozwiązują problemy duszy [dziewczyna która pyta zakonnika "Kiedy wiadomo, że jest się zakochanym ?"], pomagają pisać urzędowe listy, generalnie - jak kto ma jakiś kłopot, to wali do zakonników jak w dym, a oni nigdy nie odmawiają pomocy. Są szanowani, sami szanują innych. Nie nawracają, nie próbują wpływać na religijne przekonania swoich "owieczek". Chcą być "dobrymi pasterzami", ale nie mają najmniejszego zamiaru jednego Boga zastępować innym, własnym, lepszym. Calkowicie respektują, nie wnikając w nie, miejscowe tradycje wierzeń i obyczajów. To całkowicie wyjęta z religijnego kontekstu relacja. Dookoła zaczynają sie dziać rzeczy niepokojące. Wojna domowa zatacza coraz szersze kręgi. Niedaleko stąd bojówka muzułmańskich separartystów brutalnie morduje grupę chorwakich pracowników najemnych [czy kogoś takiego]. POdrzynaja im gardła bez dania racji. Bracia wiedzą, że któregoś dnia wojna zapuka także do ich drzwi. Co wtedy ? Jeden z nich mówi "Jak do nas przyjdą, to... zabawimy się z nimi w chowanego" :] Istotnie, klasztor jest duży, ale wszyscy wiedzą, że to nie przejdzie. Konfrontacja ma miejsce kilka dni później. Do klasztoru wchodzą bojownicy, brodacze w charakterystycznych ciuchach i z bronią. Najwyższy rangą wśród mnichów, ojciec Christian, stanowco prosi ich, żeby odłożyli broń, bo "tu nie ma dla niej miejsca", na co dowódca tamtych odpowiada "Ja się z nią nie rozstaję". Więc Christian proponuje rozmowę na zewnątrz. Dowódca chce wziąc lekarstwa żeby pomóc rannemu jakiego ma w swoim oddziale. Christian odmawia, tłumacząc, ze codziennie muszą leczyć wiele osób ze wsi, nie moze wyzbyć sie zapasów. Proponuje, zeby przywieźli rannego do klasztoru. Dowódca nie chce się na to zgodzić, ale jednocześnie postawa Christiana wzbudza w nim sympatię. Kiedy zakonnik aby usprawiedliwić swoje racje i podkreslić czyste intencje cytuje KOran - szef bojówki jest jeszcze bardziej pod wrażeniem. POleca swoim ludziom odwrót. Kiedy odchodzą, Christian mówi do niego "Dzisiaj jest szczególna noc", tamten "dlaczego ?", a Christian na to "Tej nocy świętujemy narodziny Księcia Pokoju, ...[tutaj wymienia islamskie imię Jezusa]". Dowódca cofa się i upewnia się "Jezusa ?" i dodaje "Przepraszam, nie wiedziałem". A potem podaje Christanowi dłoń. Ten chyba z nerwów jakby się wahał, ale po chwili ją ściska. Pierwszą wizytgę przetrwali, ale jasne jest, że kolejne są tylko kwestią czasu. I ich finał nie musi być tak pozytywny. Pojawia się kluczowy dylemat : zostajemy czy wyjeżdzamy ? Wśród ośmiu zakonników : 3 chce zostać, 3 wyjechać, a Christian i najstarszy, mały Amadee - proponują by zaczekać na rozwój wypadków, "Bóg nam podpowie rozwiązanie" - pada kwestia i z tym się wszyscy zgadzają. Wracają do swojej codzienności. Nie mogą się jednak uwolnić od brzemienia wyboru, jakiego muszą dokonać. Zostać i ryzykowac śmierć ["Chcę być mnichem żywym, a nie martwym"], czy wyjechać w inne miejsce i uratować życie ? jak powinien postąpić lojalny "czlowiek Boga" ? Czy można zostawić ludzi, którzy na mnie liczą i ratować siebie ? Czy da się to usprawiedliwić ? Czy cenniejsze jest życie zachowane czy oddane na ołtarzu wiary i idei ? Jedni się boją, inni mowią "Ja nie mam dokąd jechac, zostaję", "Nikt na mnie nie czeka, zostaję", albo "Od kiedy to pierzchamy przed presją ?". Dylemat mają wszyscy. Uprawiają ogród, orzą pole, leczą i pomagają ludziom, ale coraz częściej ich rozmowy oraz czas wolny spędzany samotnie kręcą się wokół decyzji jaką będą musieli wspólnie podjąć. Christian udaje się na długi spacer po okolicy przecudnej urody, inni myślą pracując, potem do Christiana przychodzi ten najbardziej przestraszony i odbywają długa rozmowę, w której Christian niczego mu nie nakazuje, nie narzuca, do niczego nie przekonuje, mówi tylko o swojej wizji posługi, o swoich wątpliwościach, i ten kontakt rozwiewa wątpliwości drugiego. Czerpie z niego energię, by zdecydować o pozostaniu. Podczas kolejnej narady w jadalni - wszyscy są za tym, aby nigdzie nie wyjeżdzać. Christian odwiedza konsulat francuski, miejscowa policję. Wszędzie słyszy o tym, jak niewiele da się zrobić, jak bardzo chaotyczna staje się sytuacja w kraju. Na dokładkę któregoś dnia w jakimś starciu zbrojnym ginie ten dowódca, ktory był w klasztorze. Christian identyfikuje jego ciało. Byl to ktoś znaczny, zatem - w razie czego, zakonnicy nie moga liczyć na ewentualnie powołanie się na jego nazwisko. Czekają. Odwiedza ich policja, przyłażą zbrojni żołnierze, oni z godnością zawsze wychodzą na powitanie. Są przy okazji elementem dosyć niewygodnym. Francuzi... jakaś akcja przeciw nim może grozić dyplomatycznym skandalem. Urzędnicy proponują im ewakuację, ale oni już postanowili, że zostają. W takim razie, może wojsko będzie siedzieć w klasztorze i pilnować ich ? Nie chcą sie na to zgodzić. Chcą normalnie żyć, zawierzają swój los Bogu, przeznaczeniu. I modlą się. Śpiewają psalmy, które zawsze odzwierciedlają ich myśli i aktualne dylematy, są jakby na nie odpowiedzią, a zawsze jest nią zaufanie do Boga. Czytają ewangelię, też fragmenty akurat odpowiadające albo ilustrujące ich wątpliwosći i dylematy. Kiedy nad klasztorem pojawia się wojskowy helikopter cichną, a potem wychodzą na podwórze... Chwytają sie nawzajem za ramiona, jak drużyna piłkarska, i modlą się, kiedy maszyna kołuje tuż nieopodal, z zamiarami nieodgadnionymi. Po paru minutach odlatuje. Pewnego dnia jeden zakonnik [jakkolwiek nie jest to chyba mnich z ich zboru], wysłany do miasta niedalekiego, wraca z ksiązkami, lekami, gazetami. Robią sobie pamiątkowe zdjęcie. A potem jedzą kolację. I to jest kapitalna scena. Jeden z zakonników, ten sędziwy lekarz, zamiast kazania na ten wieczór, puszcza z magnetofonu muzykę poważną [nie jestem specem, ale to jest bardzo bardzo bardzo znany motyw, jak znajdę tę scenę, to na pewno uda się Wam rozpoznać], pełną energii ale zarazem niepokojącą. Fantastycznie oddającą moment w ktorym się znaleźli. Lekarz wyciąga dwie butelki wina. Nalewa im do kieliszków. Radośc wypływa im na twarze, najpierw nieśmiała, potem coraz szersze mają uśmiechy, wymieniają wesołe spojrzenia. Delektują się winem. Muzyka płynie niemal na pierwszym planie. Ale kiedy pojawiają się mocniejsze, wręcz złowrogie takty - i ich twarze tężęją, przyjemne odprężenie zastępuje podświadomie, instynktownie atakujący lęk, strach, łzy cisną się do oczu. Kamera filmuje ich twarze coraz bliżej, zagląda do oczu, lęk miesza się z nieśmiałymi uśmiechami. Jakby przecuwali, co się stanie, jakby coś w nich darło się, że to ich ostatnia wieczerza. Tej nocy do klasztoru wdzierają się bojownicy. JUż nie chcą lekarstw. Wyciągają ich [bez chamstwa, ale bardzo zdecydowanie] z pokojów i każą się ubrać. A potem pakują do cięzarówki i wywoża. Tylko jednemu udaje się schować, małemu staremu Amadee. Resztę zabierają. Kradną też lekarstwa. MNisi zostają zakładnikami Al-Islamii ? czy czegoś takiego, jakiegoś ugrupowania terrorystycznego. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 14:32 Zostają osadzeni w jakiejś chacie górskiej. Kolejno przedstawiają się do podstawianego mikrofonu, a Christian dostaje do przeczytania oficjalne oświadczenie. Później bojówka wyprowadza ich i idą w góry, przez płytki śnieg, aż kamera szarzeje, szarzeje i pojawia sie plansza z informacją, że wszyscy zostali zabici. Ocalał tylko Amadee, który schowal się pod łózkiem i nie zostal zdemaskowany. Kiedy w klasztorze sie uspokaja, wychodzi on z kryjówki i biega po salach - nie ma nikogo. Na dworze spotyka tego, co im z miasta przywiózł suweniry - z płaczem padają sobie w objęcia. Ostatni fragment, to jakby monolog Christiana, leci z offu, opowiada o wypełniającym jego życie pragnieniu służenia Bogu, a kamera pokazuje wnętrza klasztorne, izby, jadalnię, salę modlitewną, pole uprawne - puste, ciche. Prima sort zdjęcia - nie tylko te efektowne, pokazujace plenery, ale także filmowanie rozmów, scen w pomieszczeniach. Znakomicie dobrani aktorzy, świetne twarze, fizjonomie i mowy ciała budzące sympatię, a jednocześnie nie epatujace mądrością nadmierną czy manifestacyjną świętością. To nie są bohaterowie. Kiedy stary lekarz strofuje islamistów, którzy wleźli mu do gabinetu i zaczęli trącać oczekujące na wizytę kobiety z dziećmi - nie ma w jego zachowaniu kozactwa, jest siwa skroń i broda oraz ludzkie zdenerwowanie na nieokrzesanie. Nie ma mnisiej pokory, tę ma on i oni wobec Boga. Kiedy siedzą sobie we dwóch w pokoju i jeden drugiemu czyta zjadliwy komentarz w sportowym dziale gazety, dotyczacy słabo grającej reprezentacji piłkarskich Francji , krytykujący przepłaconych piłkarzy - obaj się podśmiewają i cieszą pokazem dziennikarskiej ironi, ale nie jest to american joke, wygląda to jakże wspaniale naturalnie. Rewelacyjna muzyka, a śpiewane wzorowo psalmy miały ilustrację tekstową lecąca u dołu ekranu. Filmowo - rzecz znakomita. I dająca do głowy : czy dobrze zrobili wahając się ? Czy jednak powinni wyjechac ? Czy byłaby to ucieczka ? Jak powinien postąpić Pasterz ? A jak powinien postapić Człowiek ? Brawo TVP Kultura, wybór świetny, ale i rzecz nowa, bo z 2010. trailer : www.youtube.com/watch?v=b4qdMIg_3X4 scena [z fragmentem, jak się okazuje, "Jeziora Łabędziego" :) człek się uczy całe życie, nawet takich podstaw, hehe] www.youtube.com/watch?v=rrYLJzA1eNs i kilka innych : www.youtube.com/watch?v=6tsnPmmVYx4 www.youtube.com/watch?v=wRP0by0rmlM wpisuję trochę w ciemno, mam nadzieję, ze znajda się, w tych 2 ostatnich, jakieś fragmenty z psalmami - świetne są te sceny. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 15:06 Dzięki, Greku :) Ciekawa historia. Pamiętam, że film miał świetne recenzje. Ale podobnie jak Barbasia, nie miałam wczoraj nastroju na takie klimaty. Faktycznie, Kultura się szarpnęła na premierę, pewnie z okazji święta. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 15:20 ja tam odpoczywalam przy "Australii" ogladanej chyba juz po raz trzeci :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 16:08 dzięki, Siostro :] też pamiętam ten film, chyba na jakimś festiwalu byl pokazywany i nawet tutaj o nim wtedy wspominaliśmy [?] ja też miałem taką myśl, że mogą to być 2 godziny ascetycznego zupełnie obserwowania zakonnego wyplatania koszyków :]. A jednak jest zupełnie inaczej. Klimat nie jest szczególnie ciężki, a poziom estetyczny, mądrze narysowany charakter dylematu przed jakim stają oraz codziennośc zakonna pokazana w ciepłych barwach - tylko dodają calości klasy. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 15:33 Niezwykłe i godna podziwu była misja braci, ponadreligijna służba ludziom, chyba można ją tak określić. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 02.11.13, 16:18 to prawda. stanęli przed wyborem ich życia. dla nich cała istota wyboru Boga jako swojej drogi sprowadziła się do tego momentu - kim by byli uciekając ? jako ludzie - byliby usprawiedliwienie, ale jako "ludzie Boga" ? inna rzecz, że ten wybór podejmują nie pod naciskiem sumienia, podejmują go w pelni świadomie, jako wolni ludzie, co podkreśla doktor. to moment konfrontacji z własną wiarą i przekonaniem, koniecznośc powściągnięcia naturalnego odruchu lęku przed śmiercią i wyjścia poza tę barierę. w jakimś stopniu dotykają Boga, w swoim odczuciu, jako ludzie wierzący. dokonują przekroczenia własnej ludzkiej słabości, co ich wcale nie wbija w dumę, a dodatkowo napawa pokorą. porownajmy to z biskupami w limuzynach... :} Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 03.11.13, 16:35 Tak, misjonarze, którzy bezinteresownie służą ludziom, tym najbiedniejszym w najpodlejszych zakątkach świata są najwspanialszym, najpełniejszym wcieleniem ideałów chrześcijańskich. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Ludzie Boga" [storyline, czyli spoilery] 04.11.13, 16:46 może nawet jedynym w dzisiejszym Kościele [wśród kleru, stanu duchownego] ? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek OLdboy [1] 03.11.13, 13:53 Zupełnie oryginalny korerański psychothriller z 2003. [czego Polsat nie pokaże, to można zobaczyć w TV4, hehe] gdybyście mieli ochotę : www.kinomaniak.tv/film/Oldboy/6440 Gośc się nazywa Oh Dae Su. Któregoś wieczora przyjaciel odbiera go z komendy policji. Su jest zupełnie pijany, awanturuje się, zupełnie przeprasza, normalnie zachowuje się jak jakiś poseł z Wiejskiej. Wychodzą, przyjaciel wchodzi do budki, żeby zadzwonić, kiedy wraca - Su znika. Nie ma kto, jak kamfora albo inny kamień w wodę. Su zostaje porwany, jak się domyślacie. Sprawca zamyka go w pokoju hotelowym. Codziennie jest karmiony smażonymi pierogami - na tacce, wpychanej do środka przez małą furtkę zamykaną na klucz przy samej podłodze. Nie ma pojęcia : kto ? i dlaczego ? wsadził go do tego więzienia. W środku ma telewizor, ktory ogląda ciągle, i z którego dowiaduje się o śmierci swojej żony i o tym, że został oskarżony o jej zamordowanie. Aby zabić czas, ćwiczy boks, naparzają w ścianę pięsciami owiniętymi w podarte ręczniki. Tatuuje na przedramionach kreski mające ilustrować kolejne lata spędzane w zamknięciu. Wygrzebuje też malym drucikiem dziurę w ścianie za łóżkiem [pociesza się, ze ucieknie, ale kiedy przekopuje się na szerokość wyciągniętej dłoni, przez którą łapie deszcz, widać, że wylot dziury jest na płaskiej ścianie na wysokości kilkunastu metrów nad chodnikiem]. Zapełnia też liczne zeszyty wyliczanka krzywd jakie uczynił innym ludziom, jakby dokonywal rachunku sumienia. Jego prześladowca/ca dbają o niego, karmią regularnie, a nawet strzygą go schludnie, oczywiście najpierw usypiając go gazem wpuszczonym do pokoju przez wywietrzniki. Oh Dae Su spędza w ten sposób 15 lat. Któregoś dnia, znów zostaje uśpiony, jak przez mgłę widzi kobietę pochylającą się nad nim i traci przytomność. Budzi się w... kufrze rzuconym na zarośnięty trawą dach jakiegoś budynku [fajna scena, najpierw wydaje się, ze kufer ląduje na jakiejs łące w lesie, ale za chwilę kamera poszerza spektrum i widać, ze to dach]. Nie jest sam. Obok jakiś facet szykuje się do popełnienia samobójstwa. Su wdaje się w rozmowę z nim. Opowiada mu swoją historię. Kiedy samobójca chce mu się zrewanżowac swoją historią - Su nie słucha, odchodzi. Chwilę później, już będąc na dole, widzi jak facet spada na samochód zaparkowany przed budynkiem. Ma tylko 2 cele : poznać prześladowcę i wywrzeć na nim zemstę oraz dowiedzieć się dlaczego został zamknięty. Chciałby też odnaleźć własną córkę, którą miał z żoną, z którą zdaje się był w konflikcie, może w separacji. Na ulicy zderza się z jakimś facetem, który podaje mu portfel wypchany forsą i telefon. Spełnia czyjeś polecenie, nie wie czyje. Potem Su zachodzi do baru, poznaje dziewczynę stojącą za kontuarem - widział ją w tiwi. Zamawia do jedzenie ośmiornicę. Zjada ją żywą [ohydna scena]. Dzwoni telefon, oczywiście po drugiej stronie jest jego oprawca. Mówi mu tajemniczo "kamień i worek piasku toną tak samo". Kiedy Su zastanawia się nad sensem tych słów - jego dłoń spotyka się z dłonią dziewczyny, a po chwili Su mdleje. Mi-do, bo tak nazywa się dziewczyna, zabiera go do siebie. Su próbuje ją naklonić do seksu, ale robi to zbyt obcesowo. Przeprasza. Mi-do mówi mu, że "kiedy będzie [na to] gotowa" da mu znak, będzie to fragment piosenki. Z mieszkania Mi-do Su idzie w miejsce, z którego przed 15 laty go porwano. Znajduje tuż nieopodal hotel. Poznaje charakterystyczny wystrój wnętrza pokojów. Tam go przetrzymywano. Widzi też, ze hotel ma monitoring. Bierze za twarz właściciela, chcąc od niego wydusić : kto go tu przetrzymywał ? Właściciel odmawia informacji, twierdzac, że nic nie wie. Na to Su związuje go, przynosi obcęgi i wyrywa mu 15 zębów, "po jednym za każdy rok mojej niewoli". Zmaltretowany właściciel wyznaje mu, że są taśmy magnetofonowe z tego, co działo się w jego pokoju. Su je zabiera. Ale nie jest mu łatwo opuścić hotel, bo właściciel to gangster jest. Musi się zmierzyć z bandą jego giermkow. Długa scena walki na korytarzach hotelu jest zupełnie inna niż te, do których kino azjatyckie przyzwyczaiło - poza tym, że jeden gośc pokonuje kilkunastu :] Pojedynki są krótkie, szybkie, ciosy wyglądają naturalistycznie. Su pokonuje wszystkich, i nie przeszkadza mu nawet nóz wbity w plecy. Kiedy jednak wychodzi na ulicę - pada z upływu krwi. Jakis młodzieniec w czapce wędkarskiej pomaga mu wstać, wzywa taksówkę, a kiedy na odwozi Su młody uśmiecha się i mówi "żegnaj, Dae Su". I Su wie, że własnie widział swojego prześladowcę. W mieszkaniu Mi-do, już po opatrzeniu w szpitalu, De Su i ona mają seks. Jej pierwszy seks. Ważna, kluczowa scena dla filmu, jak się później okaże. Su przesłuchuje taśmy magnetofonowe znalezione w hotelu, nie znajduje tam jednak żadnych kluczowych wskazówek odnośnie osoby której poszukuje, jesli dobrze pamiętam. Przy okazji okazuje się, ze sam jest śledzony, ktoś go fotografuje, a także jest podsłuchiwany. Jego romans z Mi-do rozwija się dzielnie. Idzie do kajfejki internetowej, którą prowadzi ten jego przyjaciel, który odbieral go wtedy z aresztu. Obaj próbują dociec, kto mógł go wtedy porwać. KLuczowym elementem okażą się maile, które Su znajdzie w komputerze Mi-do. Wyniika z nich że dziewczyna kontaktowała się z gościem o nicku "evergreen", w pełni zorientowanym a'propos Dae Su. Su uważa, ze dziewczyna go zdradziła, robi jej awanturę. Wtedy zostaje wywołany telefonicznie przez swojego prześladowcę. Co ciekawe, jest on w domu obok, pomiędzy nimi są schody. Su biegnie we wskazane miejsce, znajduje tam tego chłopaka w czapce. To Lee-Woo. Lee swobodnie przyznaje, ze to jego robota. Wściekły Su chce go sprać i najpewniej zabić, ale raz że Lee ma ochroniarza [blond milczący typ], a dwa - Lee swobodnie, przytomnie i bardzo elokwentnie tłumaczy mu, że chodzi mu przecież o to, by poznać przyczyny dla których te 15 lat siedział w puszce. Su przytakuje. Lee proponuje grę : daje mu 5 dni na dojście przyczyny zamknięcia. Jesli ją odnajdzie - Lee popełni samobójstwo, a zatem Su dokona swojej upragnionej zemsty jego własnymi rękoma. Jeśli jednak nie znajdzie - zabita zostanie "każda" kobieta, którą Su pokocha, czyli de facto Mi-do. Przy okazji, Lee mówi, że ma wszczepiony rozrusznik serca, a do tego specjalny pilot do niego, z którym się nie rozstaje - panuje nad swoim życiem i śmiercią, w każdym momencie sam może się zabić. Kiedy uśmiechnięty i swobodny Lee wychodzi z opuszczonego mieszkania, w którym rozmawiają, zwraca uwagę Su, że ten zostawił otwarte drzwi wychodząc... Su gna z powrotem, ale już jest za późno : w mieszkaniu Mi-do, przywiązanej i topless, panoszą się gangsterzy właściciela hotelu, a także on sam we własnej osobie. Pokazuje Su swój szczerozłoty uśmiech i teraz Su ląduje na krześle przytrzymuje go paru typów, a hotelarz wymachuje obcęgami. Zabiera się do wyrwania zęba Su, ale jedynie je imituje, Su wydziera się na zapas. Rozbawiony hotelarz mówi do Su to samo, co Su sam we własnej głowie, kiedy wdaje się w bójkę albo w seks - "sprawdźmy, jak można wyszkolić wyobraźnię przez 15 lat'. Ostatecznie Su zostaje tylko pobity, zostawiony na podłodze, i wygraża opuszczającemu mieszkanie gangsterowi "utnę ci łapy, którymi dotykałes jej piersi !', na co tamten odpowiada "a co zrobisz z moim językiem ?". Wkrótce, co ciekawe, właściciel hotelu istotnie straci dłoń. Dostaną ją Su i Mi-do, w ozdobnym pudełku. Dlaczego tak się stało, wyjdzie później. Su ma więc 5 dni na wyjaśnienie przyczyny swojego uwięzienia. Dlaczego Lee więził do tak długo, dlaczego wypuścił go właśnie teraz ? Wraz ze swoim przyjacielem z kafejki biorą pod lupę ten nick "Evergreen". Okazuje się, że jego właściciel jest powiązany ze szkołą średnią, do której chodził Su. POdczas wizyty w tej szkole - Su, wraz z Mi-do, znajduje w albumie swojego rocznika zdjęcia poszukiwanego człowieka. Mi-do zaś, dostrzega że ze szkolnych albumów wymazana jest twarz jakiejś dziewczyny. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: OLdboy [1] 03.11.13, 14:34 O, wiedziałam, że napiszesz o tym filmie :) Tytuł znany i nagradzany, wypatrzyłam go w programie, ale to nie moje klimaty. Chociaż faktycznie szkoda, że go nie zapowiedzieliśmy. Nowości w tv jak na lekarstwo. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: OLdboy [1] 03.11.13, 15:15 A ja miałam cichą nadzieję na "Piękność w opałach" , fantastycznego observatora Hrebejka. Ps. Niemniej jednak z przyjemnoścą zapoznałam się z nieznanym mi dotąd krwawym dziełem w stylu Tarantino. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: OLdboy [1] 03.11.13, 15:30 "Piękność w opałach" też przegapiłam, heh. Głucha w połowie słuchałam uczestników "Voice of Poland", pewnie Mania się ucieszy. ;) Maniu, kogo typujesz na zwycięzcę? Czułam, że Grek obejrzy "OLdboy'a". :)) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [1] 03.11.13, 16:17 aż tak przewidywalny jestem [hehe] ? ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania VoP 03.11.13, 17:14 pani_lovett napisał(a): > Głucha w połowie słuchałam uczestników "Voice of Poland", pewnie Mania się ucieszy. ;) > > Maniu, kogo typujesz na zwycięzcę? Ciesze sie bardzo :) A na razie chyba takiego faworyta jeszcze nie mam, aczkolwiek Mateusz Ziolko spiewa, ech, och, ach ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: VoP 03.11.13, 17:24 :) Pamiętam człowieka. A na mnie większe wrażenie zrobiły damskie głosy. Dziewczyna (pierwsza) od Edyty, a jeszcze większe długowłosa brunetka od chłopaków z Afromental. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [1] 03.11.13, 16:16 hehe, wyczułaś mnie :] film znakomity. szkoda, że przy okazji przefrunęły mi koło nosa 3 część "Millennium" [Czesi pokazywali], no "PIęknośc w opałach", o której Pepsic wspomina [Kultura]. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek OLdboy [2] via TV4 03.11.13, 14:53 Su sięga pamięcią do młodości. Wspomina, ze poznał wtedy sympatyczną dziewczynę. On był łobuziakiem, a ona lubiła jeździć na rowerze ;] Któregoś razu niespodziewanie udało mu się ją podpatrzeć podczas schadzki z chłopakiem. Mieli seks. Su powiedział o tym, co widział znajomemu, ale prosił go bardzo, zeby nikomu o tym nie wspominał. Idąc tropem całej sytuacji, okazuje się, że ta dziewczyna popełniła później samobójstwo, skacząc z barierki zapory rzecznej. To jej twarz została wymazana z fotografii. Su musi teraz znaleźć Lee i wyjaśnić z nim wszystko. Czas mija. Aby zabezpieczyć Mi-do Su prowadzi ją do tego gangstera z hotelu. Nie wiem dokładnie czym się motywował, ale wydaje się, że i ten właściciel miał na pieńku z Lee. Wszelako, kiedy Su odwiedza Mi-do - śledzący go cały czas Lee wpuszcza do pokoju gaz i kiedy uśpieni Mi-do i Su leża nago w uścisku - Lee, w demonicznej masce gazowej, kładzie się przy nich. Su, idąc za wskazówkami które w rozmowie przekazał mu Lee, znajduje go. Mieszka on na najwyższym piętrze wieżowca, jest bogatym przedsiębiorcę. Su i Lee spotykają się w windzie, do tego jest jeszcze ten ochroniarz. Lee jakby go nie zauwazył wsiadając do windy. Ale wie doskonale o co chodzi. Ostateczna rozgrywka ma miejsce w luksusowym apartamencie Lee. Su wyjawia mu, że wie, dlaczego został zamknięty - dziewczyna która sie zabiła, była siostrą Lee. Mieli kazirodczy romans. Su podpatrzył, zasiał plotkę, ktora się rozprzestrzeniła i dlatego dziewczyna zginęła. Dziś jest okrągła rocznica tamtego zdarzenia, dlatego został wypuszczony właśnie teraz i dostał własnie 5 dni na odnalezienie prawdy [chodzi o datę 5 lipca]. Lee odpowiada, ze owszem. Mówi do Su "To ty ją zabiłeś !". Opowiada, ze kiedy plotka się rozeszła, jego siostra zaszła w ciążę urojoną. Świadomośc, ze będzie miała dziecko z bratem przeraziło ją do tego stopnia, że popełniła samobójstwo. Su w to nie wierzy, uważa że to Lee ją zabił aby chronić swoją opinię, to dla Lee myśl o dziecku z własną siostra była nie do pomyślenia. Na co Lee wyrzuca mu "Nie ja ją zabiłem, jej urojona ciąza i jej śmierć, to twoja wina, zabiłeś ją swoim JĘZYKIEM !". I Su zdaje sobie sprawę z tego, ze to prawda. Lee ciągnie dalej - opowiada Su o tym jak go więził, i jak go uwolnił, ale pozornie. Su zostal bowiem zahipnotyzowany, zaprogramowany na konkretne działania, np. na pójście do tego baru. Kolejne zdarzenia zostały mu niejako wdrukowane zawczasu, wystarczyło je tylko inspirowac w rzeczywistości, aby doszlo do płynnego ich realizowania się. Lee miał jeden cel : połączyć Su z Mi-do, ona też była pod kontrolą Lee, wszystko co stało się w barze było zaplanowane, a niepoślednią rolę odegrał telefon, to co Su usłyszał przez słuchawkę, co powtórzył na glos i na co Mi-do zareagowała. Pokazuje Su leżące na stole pudełko. Jest w nim album ze zdjęciami. Su przegląda go i krew mu zastyga w zyłach : zdjęcia są kroniką dorastania Mi-do, a pierwsze z nich, rodzinne, nie pozostawia wątpliwości, ze Mi-do jest córką Su. Dla podkreślenia grozy sytuacji : Lee puszcza z głośników nagrane dialogi Su i Mi-do podczas ich seksu. Su jest zdruzgotany. Lee bierze za telefon [przez cały czas, kiedy tłumaczy Su sytuację - przygotowuje się do wyjścia, bierze prysznic, ubiera się, zapina koszulę, chodzi po apartamencie, a Su stoi i słucha]. Dzwoni do hotelu. Okazuje sie, że hotelarz to jego człowiek. Dlaczego więc odciął mu rękę ? W ramach transakcji - kupił mu za nią ten hotel. Wiedział, że Su nie będzie miał do kogo pójśc z prośbą o ochronę Mi-do, że musi zawrzeć sojusz z gangsterem. Teraz Lee wykorzystuje ten element planu. Hotelarz siedzi w pokoju z Mi-do. Jest tam pudełko ozdobne, klasyczne dla tego filmu ;] Lee mówi do gangstera, zeby kazał Mi-otworzyć je. Su słucha tego cały struchlały, wie że w środku są dowody na to, ze jest ona córką Su, a więc - możliwe, że w ten sposób i ona popełni samobójstwo, nie mogąc znieśc świadomości bycia kochanką własnego ojca. Su desperacko rzuca się na podłoge. Miota się po niej, wykrzykuje prośby o przebaczenie do Lee, udaje psa, szczeka, liże buty Lee, błaga go, żeby zachował tajemnicę. Scena jest niesamowita. Wreszcie łapie za nożyce i odcina sobie język, ten sam język którym spowodował śmierć siostry Lee. Lee stoi nieporuszony. Śmieje się chyba, w każdym razie krawatem zatyka sobie usta. Wreszcie mówi do telefonu, żeby gangster nie otwierał pudełka. Su uspokaja się. Po chwili jednak dostaje szału, próbuje atakowac Lee, ale na drodze staje jego ochroniarz. Wywraca Su. Su rzuca się do ataku. Kiedy mocują sie ze soba, podchodzi do nich Lee z pistoletem. Łapie za głowę Su, trzymając przy niej lufę, ale... strzela w głowę ochroniarza zabijajac go na miejscu. Su zostaje na podłodze. Lee kieruje sie do wyjścia. Na podłdoze zostaje pilot do jego rozrusznika serca. Su dopada go. Ale Lee spokojnie się uśmiecha, wie że Su nie zrobi mu krzywdy. Lee żegna do słowami "ja i moja siostra kochaliśmy sie pomimo, że byliśmy rodzeństwem. czy ty i twoja córka będziecie to umieli ?". Wchodzi do windy. I tam ostatni raz wspomina siostrę. W retrospekcji widać, że on jej nie zabił. Probówał do końcą ją trzymać, ale puściła jego rękę. Su słyszy tylko wystrzał, potem winda się otwiera i leży w nije Lee z przestrzeloną głową. Zgodnie z umową - Su odkrył prawdę, więc Lee się zabił. Potem aklcja się przenosi w góry. Su z miną czlowieka złamanego, z siwym włosem, rozmawia z ta kobietą, którą widział przez mgłę, gdy ostatni raz był usypiany w swoim pokoju więziennnym. Okazuje się, ze cały film miał formę listu pisanego przez niego do niej. Kobieta powiada, że może pomóc Su : zahiponotyzuje go, cofnie do miejsca,. z którego będzie w stanie wymazać nieznośną wiedzę [o tym, że jego kochanką i miłością jest własna córka]. Cofa go więc do tego apartamentu w wieżowcu i każe iść, "a każdy krok będzie jak rok z tych 15 lat". Potem Su budzi się na śniegu, w tych górach, i jest przy nim Mi-do. Obejmują się i całują, wyznają sobie miłość. Historia kapitalnie skonstruowana, nawet z tym zahipnotyzowaniem, a do tego świetnie podana, z nadzwyczajną muzyką w tle, w scenach walki, seksu, machania obcęgami, wyznawania win, odkrywania przeszlości - w najmniej spodziewanym momencie wchodzą smyczki, które tworza zupełnie nowe otoczenie dla ekranowych sytuacji. JUż w samej historii mają one mocne uzsadnienie i wymowę symboliczną, ale otóz własnie forma tylko przydaje walorów tej narracji. Bardzo udane retrospekcje, w kolorze sepii. Kamera pokazuje to wszystko w odpowiednim zbliżeniu, surowo, bez popisów. Zdjęcia i muzyka robią całe wrażenie, ani na moment reżyseiro nie traci kontroli nad całością, ani na moment nie obsuwa się to w jakąś tanią kryminałkę, czy rąbniętą "japoońszczyznę". Aktorzy są znakomici, zwłaszcza ponury, wilkowaty i wewnętrznie potargany Chio Min Sik grajacy Oh Dae Su. Jego rywala gra Yo Ji Tae, jego Lee jest elokwentny, świetnie się prezentuje, ma w sobie lekkośc, a jednocześnie przecież nosi w sobie nielichy cieżar. Obie postaci rozwijają się w trakcie filmu, co też jest jego zaletą, kończąc sa w momencie zupełnie innym niż na starcie, niespodziewanym. Są w gruncie rzeczy podobni do siebie, cały czas ze sobą związani, nieuchronnie zmierzający do momentu, który przyniesie im zgubę, przynajmniej jednemu z nich. I, jak zauważyliście, w swojej strukturze narracyjnej, jak chodzi o sensy i znaczenia całej intrygi, rzecz jest daleko bardziej skomplikowana niż w thrillerach amerykańskich czy europejskich, w ogole - w pewnym momencie ten film przestaje mieć gatunkowy charakter, staje się jakimś moralitetem albo kinem czysto psychologicznym. trailer : www.youtube.com/watch?v=LPUEXu6GeRW [ofk, Amerykanie zrobili sobie remake, albo własnie robią, bo widzę datę 2013, a za kamerą Spike'a Lee] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [2] via TV4 03.11.13, 14:55 tamten link nie funguje, więc może ten ? : www.youtube.com/watch?v=dMuBb6CKcXA Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [2] via TV4 03.11.13, 14:59 kurdebele ;] może ten zadziała, u mnie chodzi : [trailer z muzyką Mansona] www.youtube.com/watch?v=2HkjrJ6IK5E Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: OLdboy [2] via TV4 03.11.13, 16:28 Działa. Podoba mi się aktor, który gra Su. Historia zaiste ... pokręcona. Dzięki za link do filmu. Postaram się obejrzeć. Może dziś? :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [2] via TV4 03.11.13, 16:34 świetnie :] mam nadzieję na Twoja recenzję i zestaw wrażeń, przemyśleń. ho ho, coś często aktorzy azjatyccy wpadają Ci w oko ;] historia naprawdę wciągająca, bardzo złożona i misternie poukładana. hitchcokowska, zaczyna się od trzęsienia ziemi, a później ciśnienie rośnie :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: OLdboy [2] via TV4 03.11.13, 17:20 Dziś już chyba nie dam rady obejrzeć. Postaram się wkrótce. Są tacy męscy! :} Dzięki! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [2] via TV4 04.11.13, 16:45 orajt :] hehe, to oryginalne spostrzeżenie :] :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: OLdboy [2] via TV4 04.11.13, 22:51 Tak, śmiej się ze mnie i mego wyznania. ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: OLdboy [2] via TV4 05.11.13, 16:16 ;] no coś Ty, ani przez myśl mi nie przeszło. ja się w ogole na tym temacie nie znam :] a oryginalne opinie i gusta zawsze bardzo doceniam. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: OLdboy [2] via TV4 08.11.13, 16:52 Sprostowanie Jednak pan mi się aż tak bardzo nie podoba, jak mi się wydawało na początku. Zobaczyłam go lepiej na ekranie telewizora / niestety nie obejrzałam całego filmu, dokończę oglądać necie / :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: OLdboy [2] via TV4 09.11.13, 14:10 He,he! Coś w tym rodzaju. ;)) Przejrzałam na oczy! ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 03.11.13, 15:24 i szansa na pokazanie w misyjnej bardziej wartosiowych pozycji. Jakieś przecieki w temacie ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 03.11.13, 15:25 Nic nie wiem na ten temat!? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 03.11.13, 15:51 Wypatrzyłam, że w tvp 2 o 22.00 pokażą bliżej mi nie znany polski film "Podroż". Nie wiem natomiast co zamiast komedii na jedynce. W Polsacie "Salt", ale tu są sprzeczne informacje o której godzinie, czy 20.00 zamiast "Must be a music", czy o 22.00. Na TCM o 21.00 "Rachelo, Rachelo", dramat o toksycznym związku matki i córki (oscarowa Joanne Woodward). Film Paula Newmana z 1968. Warto zobaczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 03.11.13, 16:21 Dzięki, Bronte. O filmie "Podróż" ze strony filmpolski: www.filmpolski.pl/fp/index.php/1216837 :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 03.11.13, 16:48 "Salt" chyba jednak o 20.00 Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 03.11.13, 16:30 chyba nic się nie zmieniło. a żałoba potrzebna jak drzwi w lesie, przecież mamy weekend św. Zmarłych. w ogole, ta instytucja jest przedziwina, urzędnicy wybierani przez społeczeństwo według własnego widzimisię każą się nam żałobie; i po co nam prezydent tak naprawdę ? Żeby tysiące bezrobotnych ziomali wybrańca narodu mogło za nikomu nie potrzebne farmazony pobierać bajońskie pensje ? Tacy bogaci jesteśmy ? Od ustalania prawa mamy Sejm, Senat [też do likwidacji] i Trybunał. Chyba starczy, nie ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 04.11.13, 17:07 Greku, nie oczekuj na kontrę, bo to była żałoba poprawna politycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Zmiana repertuaru w związku z żałobą (??) 05.11.13, 16:15 ależ skąd :] nie oczekuję. ot, refleksja na okoliczność, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek ,,Dystrykt 9'' via TV4 [1] 04.11.13, 14:18 TV4 w wysokiej formie :] Ciekawa wizja przyszłości. Przede wszystkim dlatego, że tzw. obcy/kosmici są tu pokazani w zupełnie innym świetle niż w innych filmach science-fiction. Podczas gdy wcześniej zawsze byli albo najeźdzcami, którzy chcą zniszczyć ludzkość albo dostojnymi goścmi, którzy udowodniają, że ludzie nie są sami we wszechświecie i zmieniają perspektywę patrzenia na własne miejsce w kosmosie. Tutaj : są oni 2 milionową armią chuliganów i meneli zapędzonych przez ludzi do tytułowego Dystryktu 9, czyli slumsów na obrzeżach Johanesburga. Obcy mieszkają w budach zbitych z blachy i desek, wszędzie walają się śmieci i złom, a rządzą nigeryjskie gangi, które w zamian za przysmak obcych - puszki z kocią karmą - skupują od nich nowoczesną broń, jedyny towar wymienny jaki kosmiczna horda ma do zaoferowania Ziemianom. Tak wygląda ich los 20 lat po wylądowaniu na Ziemi. A właściwie, po tym jak im się zepsował wehikuł, którym przylecieli. Stoi on zawieszony w powietrzu nad miastem, jak wspomnienie momentu, który miał być przełomowy, a okazał się być zwiastunem zwyczajnych kłopotów. Obcy byli wycieńczeni, schorowani, nie mieli w sobie nawet zabójczych instynktów. Trafili na Ziemię i zostali obywatelami trzeciej kategorii. Ich los jako żywo przypomina los imigrantów, niechcianych, nielubianych, przesuwanych z miejsca na miejsce. Getto D9 stało się siedliskiem przemocy, handlu bronią na masową skalę i zwykłej żulii uprawianej przez zdegenerowanych przybyszów. Dystrykt sąsiaduje z miastem, więc co i rusz kosmici przenikają na ulice i uprawiają kradzieże i wandalizm. Ludzie mają ich dość. Wybuchają zamieszki i bitwy uliczne. Społecznośc ludzka Johanesburga domaga się przeniesienia tych slumsów z obcymi na tyle daleko, na ile się da, aby uniemożliwić wzajemne kontakty. Oczywiście, za obcymi ujmują się obrońcy praw... człowieka :] Ta pierwsza część jest w ciekawy sposób stylizowana na dokument, składa się z połączonych w logiczną całość, ilustrująca sytuację społeczną, wypowiedzi podpisanych z imienia, nazwiska i pełnionej funkcji fikcyjnych naukowców, publicystów i polityków. Wreszcie pod naciskiem opinii publicznej władze miasta decydują się dokonać eksmisji obcych. Wbrew podszeptom radykałów nie desygnują do tego armii, ale powierzają ją organizacjom społecznym oraz wynajętym za ich pieniądze najemnym żołnierzom. Szefem całego zamieszania mianowany zostaje Wikus Van Der Merwe, urzędnik niższego szczebla, zięć jednego z głównych decydentów. Jego osobę znajomi opisują jako gościa bez większego polotu, ale sumiennego, na którego można liczyć. TrZeba przyznać, że gość ma swój styl, świetnie aktorzy do filmującej wszystko kamery[znakomita rola niejakiego Sharlto Copleya, wg mnie właśnie w tej pierwszej części pokazał swój talent w sposób szczególny], jest rzutki, ale jednocześnie nie jest w stanie ukryć, nawet nie chce, że swój stosunek do obcych wyniósł ze społecznych stereotypów, w których pogardliwie są oni nazywani "krewetkami" i ich los nikogo nie obchodzi. Wikus wkracza na teren slumsów, w urzędniczejk białej koszuli i kamizelce, i wraz z obstawą chodzi od budy do budy i wręcza kolejnym obcym nakaz eksmisji. Muszą go potwierdzić. Jesli któryś wytrąci mu go z ręki nerwowym pacnięciem - Wikus uznaje to za zgodę, jest odcisk łapy na formularzu ? Jest. No to o co chodzi :] Oczywiście, nie jest sam, podobnych patroli łażą po Dystrykcie setki. Kiedy Wikus napotyka w jakiejś szopie coś w rodzaju inkubatora, w którym dojrzewają jaja z młodymi kosmitów - każe podpalić budę. Mówi do kamery "Kiedy pękają, strzelają jak kukurydza, lubię ten odgłos". Z drugiej strony, nie wykazuje się wobec obcych wrogością, jest wręcz uprzejmy, nawet jeśli obrywa z kopa. Bo obcy mają po 2 metry i jak sprzedadzą z kujawiaka, to człowiek leci parę metrów w tył. Nie mają jednak morderczych narowów. Nie zabijają ludzi. Cała zatem akcja pacyfikacyjna wygląda dośc pociesznie, bo obcy uciekają przed ludźmi sadząc dwumetrowe susy, albo zabierają im formularze, albo robią w balona i chowają się po szopach nie chcąc wpuścić ich do środka. Czasami sami oberwą, jak cierpliwość straci druga strona. Rózne te epiozdy rejestruje kamera uczestnicząca, a co jakiś czas obraz przenosi się na ekrany telewizji 24-godzinnej, która transmituje całe wydarzenie. Obcy są bezwartościowi jako element społeczeństwa miejskiego, nie sa w stanie się zasymilowac z ludźmi, nie umieją przyjąć ludzkich norm współzycia, jakkolwiek zupełnie dobrze mówią po angielsku i łatwo się z nimi dogadać ;] Ludzi, zarówno rząd jak i gangsterów z Nigerii mieszkających w slumsach, obcy interesują wyłącznie w charakterze przedmiotowym. Chodzą słuchy, że z róznych części ich ciała można uzyskiwać cudowne lekarstwa, dzięki którym od ręki znikają cukrzyce i inne złośliwe choróbska. Nigeryjczycy, kierując się zabobonami, polują na obcych i zjadają konkretne fragmenty ich padliny, żeby przejąć rzekomo cudowne ich moce. Rząd tworzy zaś specjalne laboratorium, w którym prowadzi naukowe badania nad struktura i właściwościami ich ciał. Drugą rzeczą jest broń. Potęzna, zabójcza, na czele z futurystycznymi karabinami, granatami i specjalnymi robotami aktywowanymi zarówno na odległośc jak i za pomocą wejścia w środek takiego ustrojstwa i sterowania ręcznego. Szkopuł w tym, że ta broń działa w taki sposob, że reaguje tylko na dotyk osoby kosmitów, na ich DNA. Dla człowieka są one bezużyteczne. Tyle, że człowiek nie umie się poddać. Rząd dłubie w laboratoriach, a gangi skupują w slumsach od obcych te cacka, w zamian za kocią karmę. Nikt jednak nie może strzelać z tej broni. Jedni wierzą, że z pomocą przyjsdzie im nauka, drudzy ufają szamańskim zabiegom - czyli, wierzą w pożeranie stekow z kosmitów :] Podczas przeszukiwania domu kosmity o nazwisku Christopher Johnson, Wikus natrafia na tajemniczą substancję ukryta w podłużnej butelce. Zabiera ją ze sobą. W ogole, dzień ma trudny, bo zostaje pogryziony, pokaleczony w rękę przez niesubordynowanego obcego. Źle się czuje, głowa go boli, ma mdlości, wymiotuje czarną mazią. Po powrocie do miasta idzie coś zjeśc, mając nadzieję, ze to poprawi mu humor i przywróci formę. Nic z tego, jest coraz gorzej - zaczynają odpadać mu paznokcie. Zmęczony okropnie dociera do domu, gdzie czeka na niego przyjęcie urodzinowe. Podczas zdmuchiwania świeczek znów wymiotuje, a zaraz potem mdleje. Przewoża go do szpitala. A tam, po kilku godzinach, okazuje się rzecz przerażająca : lewa ręka Wikusa od łokcia w dół zamieniła się w rękę... obcego. Ohydną jaszczurowatą zakończoną szczypcami. Został więc zainfekowany DNA obcych i zakażenie postępuje bardzo szybko. Raz dwa do sali zostają wezwani zołnierze, zamykają go w czarnym worku plastikowym i przewożą do laboratorium wojskowego. Czekającej żonie nie udzielają informacji, a dopiero później o wszystkim dowie się teść Wikusa. Jak powiada jeden z naukowców relacjonujących całą sytuację z perspektywy minionego "Wikus został kimś lub czymś wartym miliardy dolarów". Istotnie, oto bowiem, mając DNA obcych, został jedyną hybrydą czlowieka i kosmity na świecie, a więc jednym nie-obcym zdolnym posługiwać się ich wspaniałą bronią. W laboratorium lekarze oraz armia przeprowadzają na nim testy - potwierdzają one fakty : Wikus moze strzelać z karabinów obcych. Co wcale nie znaczy, że jest tak cenny, że może zostac w jednym kawałku. Lekarze chcą go pokroić i używać poszczególnych części jego ciała w róznych medycznych i wojskowych celach. Już na sali operacynej, Wikus rzuca się zdesperowany do walki i po szaleńczej akcji udaje mu się uciec. Nie moze zostać wśród ludzi. Ściga go cała policja, jego twarz jest w gazetach i w telewizji. Ukrywa swoją drogocenną rękę pod kocem czy płaszczem, ale nie moze nawet kupić jedzenia w sklepie, bo zaraz pojawia się wezwany patrol. Ludzie uciekają na jego widok, jako że media sprytnie rozgłosiły, że jest on śmiertelnie chory. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 04.11.13, 15:17 Żeby było śmieszniej, wedle oficjalnej wersji kolportowanej przez media, Wikus zaraził się poprzez... kontakty seksualne z obcymi :] Rzut oka na anatomię obcych z "Dystryktu" wystarczy, żeby samo śmiałe wyobrazenie takiej... relacji wywołało rozbawienie. Aczkolwiek, w gettcie kwitnie prostytucja uprawiana przez kobiety rasy ludzkiej... aczkolwiek, ten rodzaj działalności rozrywkowej już łatwiej sobie przedstawić :]] Wikus nie ma więc wyjścia - musi skryć się w slumsach. Wczoraj je pacyfikował [pokojowo], dzisiaj sam staje się jednym z wyrzutków społecznych. Śpi pod kartonem, stoi w kolejce po mięso w rzeźni na wolnym powietrzu [zamiast kawałka nieoskórowanej dziczyzny woli jednak kocią karmę - mimo, że to delicja obcych, to jednak dowodzi, że ciągle jest człowiekiem :)]. Nachodzi go moment czarnej rozpaczy. Porywa siekierę i zamierza się nią nad własną obcą ręką. Tutaj się zawiesza, nie jest w stanie jej sobie odciąć. Kończy się na amuptacji najmniejszego z "palców". Jako że Wikus jest wyrzutkiem cennym bardzo, slumsy przeżywają najazd wojska i policji, pojawiają się eskadry helikopterów - wszystko po to by go znaleźć i złapać. Uciekinier ukrywa sie w domu Christophera Johnsona. Nie jest to przeciętny obcy. Najpierw poomaga melinuje u siebie Wikusa, a za chwilę wyznaje mu, że od 20 lat pracuje nad uruchomieniem statku kosmicznego wiszącego nad miastem. Typ naukowca. I w dodatku samotny ojciec małego kosmity. Kiedy się zawiesił, odpadła z niego kapsuła, wylądowała pod ziemią na terenie slumsów. "Traf" chciał, że pod ziemią - znaczy się, pod lepianką Johnsona. Jest on w stanie uruchomić ten pojazd, dotrzeć do statku-matki, a tam sporządzic lekarstwo, ktore przywróci ludzkie kształty Wikusowi. Ten słucha ze łzami szczęścia i nadziei. Proponuje Johnsonowi, żeby w takim razie już polecieli i załatwili to od ręki. Johnson mu na to, że byłoby to możliwe, gdyby nie fakt, że podczas przeszukania w trakcie wręczania nakazu eksmisji Wikus osobiście skonfiskował mu paliwo do pojazdu, czyli te butelczynę podłużną. Obaj mają interes : Wikus, coraz bardziej przerażony pogłębiającymi się na jego ciele zmianami, nieuchronnie przeistaczającymi go w szkaradną poczwarę, chce cofnąć zakażenie, Johnson pragnie zabrać z Ziemi swoich pobratymców i odleciec z nimi w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia - logiczna jest więc ścisła współpraca. Staje na pomyśle brawurowej akcji - napadu na laboratorium i zabraniu stamtąd drogocennej butelki. Nie mogą pójśc z gołymi rękoma. Wikus udaje się więc do siedziby nigeryjskiego gangu, aby kupić od nich broń [kosmitów, ofk]. Problem w tym, że i dla nich Wikus jest bezcenną zdobyczą, bo przecież ma rękę kosmity. Ukrywa ją pod płaszczem, ale gangsterzy czytają gazety, a ze Wikus jest na okładce każdej jednej... :] Koniecznie chcą mu tę łapę odciąc, żeby przejąć zdolność korzystania z cudownej broni. Udaje mu się jakoś wydostać grożąc im karabinem kosmitów. Zabawny jest tu moment, kiedy zazdrosny capo di tutti capi tych Nigeryjczyków mówi do Wikusa "Skąd masz taką rękę ? też chcę taką mieć !" :] Johnsonowi i Wikusowi siejącym na prawo i lewo z kosmicznych karabinów udaje się przeniknąc do wojskowego laboratoirum. Porywają butelkę z paliwem. Pod gradem kul, torując sobie drogę granatami przedostają się na parking, porywają auto i wracają do slumsów. Ale nie sami. Za nimi pędzi cały batalion wojska dowodzony przez psychopatycznego oficera. Namierzają Wikusa, korzystając z tego, że wcześniej z domu Johnsona zadzwonił do swojej zony [i odbył z nią łzawą rozmowę, jak to koniecznie chce wrócic do domu, żyć normalnie, ale nie może, bo ma tę rękę cholerną, lecz nic to, gdyż posiada pomysł jak sprawę załatwić tak, by znów był człowiekiem i mógł z nią obcować]. Między Wikusem a Johnsonem dochodzi do kłótni. Już na miejscu Johnson wyjawia Wikusowi, że moze go wyleczyć za... 3 lata. "3 lata ???!, powtórz mi to proszę", nie wierzy włąsnym uszom Wikus. Johnson odpowiada, że tyle to potrwa, bo musi najpierw zadbać o swój naród, a później dopiero może zacząć rzeźbić lekarstwo, które samo w sobie wymaga długiej mozolnej pracy. Sprzeczkę przerywa pojawienie się zołnierzy. Johnson kryje Wikusa pod podłogą, gdzie jest ta kapsuła. Razem z Wikusem jest syn Johnsona. I kiedy oficer beszta Johnsona, a ten dzielnie nie chce zdradzić w jaki sposób można dostac się pod podłogę... Wikus załadowuje paliwo, uruchamia kapsułę, na wariata, bo nie wie, jak tym latać. W każdym razie efektownie wynurza się ona spod ziemi i leci w stronę zawieszonego statku obcych. Zołnierze zaczynają strzelac z helikopterów. Kapsuła obrywa, skrzydło się kopci, spada na ziemię [poza tymi karabinami, okazuje się, że sprzęt obcych to żadna supernowoczesna technologia, jakiej by się można po nich spodziewać, bazujac na dotychczasowych filmowych scenariuszach]. Wikus wygrzebuje się z wnętrza i zostaje aresztowany. Ale tylko na moment, bo za chwilę z wojskowego jeepa odbijają go Nigeryjczycy. Ich szef, inwalida na wózku, chce zjeść jego rękę, żeby zyskać moc strzelania z karabinów obcych. "Tak to nie działa", mruczy Wikus, gdy gangsterzy szykują się do "obcinki". Oczywiście i tym razem Wikusowi udaje się uciec, a wszystko za sprawą ataku na Nigeryjczyków jaki przypuszcza... robot, broń kupiona od obcych, stojąca w namiocie wodza :] Robota aktywuje syn Johnsona, jak się okazuje cholernie zdolny dzieciak. Stalowe cacko otwoera ogien z przytroczonych do ramion karabinów i kładzie cały gang nigeryjski. Potem zachęcająco się... otwiera. Wikus włazi do środka, zajmuje miejsce w panelu sterowniczym i rusza do walki z wojskiem. Udaje mu się znaleźć Christophera i strzelając seriami i samemu w robota obrywając :] doeskortowac Johnsona do tej kapsuły, która w międzyczasie na nowo uruchomiał jego syn. Żegnają się, pod gradem kul, Johnson obiecuje wrócić za trzy lata. A póki co, wsiada do kapsuły, wolno wznosi sie do statku-matki, a na dole Wikus w robocie osłania go i kładzie kolejnych policjantów. Wreszcie jego robot jest już tak sfatygowany i słania się na stalowych nogach, aż wreszcie pada. Wikus wytacza się z niego, ledwo żywy. A już idzie ku niemu psychooficer, żeby go zabić [niepomny rozkazu, żeby Wikusa złapać żywego]. JUż ma strzelać, kiedy... znienacka otaczają go obcy, wyłażący ze swoich szop, zza stert śmieci i gratów. Kiedy oficer strzela do jednego z nich z pistoletu, reszta atakuje go na hurra i w wysyła na łono Abrahama. Telewizja na zywo pokazuje jak Christopher uruchamia statek matke, od 20 lat zalegający nad miastem. "Czy wróci i wypowie nam wojnę ?", zastanawiaja się komentatorzy. W każdym razie, nie zabiera on ze sobą nikogo prócz syna. Odlatuje. Dał słowo, że wróci. Jako kto wróci ? Wróg ludzkości ? Odpowiedzi na to nie ma. Ostatni kadr pokazuje wyczerpanego Wikusa, już z zaawansowanym stadium przemiany w obcego, leżącego obok robota, w którym tak dzielnie szalał. Narrator dopowiada, że dalsze losy Wikusa nie są znane, a co za tym idzie narosło wokół nich wiele teorii spiskowych. Jedno jest faktem : Dystrykt 9 został zrównany z ziemią, obcych przeniesiono do dalej od miasta położonego Dystryktu 10, gdzie jest ich już 2 i pół miliona, a będzie znacznie więcej, bo populacja rośnie w zawrotnym tempie. www.youtube.com/watch?v=DyLUwOcR5pk Obcy jako usciskana, imigrancka mniejszość, zepchnięta w getto przypominające brazylijskie fawele, czyż to nie rewolucyjna idea ? [o ile naprawdę wcześniej nie było podobnych pomysłów w kinie ?] :]] Żadni mesjasze technologicznego postępu, żadna siła zdolna dźwignąć ludzkośc ponad wszelkie ograniczenia, ot stado kloszardów biegających po śmietnisku i żebrzących o puszkę kociej karmy. Bez chęci zabijania ludzi, chociaż... jakby te 2 miliony złapało za tę swoją superbroń i ruszyło do ataku... :] Ciekawe, że tutaj właśnie nie mają oni genu zabijania. Czasami im się wypsnie i któryś palnie z liścia człeka, po którym lata Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 04.11.13, 15:19 przepraszam, od tego powinienem zacząć... www.kinomaniak.tv/film/Dystrykt-9/6622 Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 05.11.13, 16:10 Klasyczny obraz ksenofobii! - taka myśl przychodzi na samym początku. Kosmici /obcy - bardzo oryginalnie potraktowani, nieporadni, zagubieni, co więcej , jak napisałeś, nie mają w sobie nawet zabójczych instynktów, nie są zainteresowani podbojem ziemi i ziemian, mimo, że posiadają zabójczą broń. Naprawdę ciekawy pomysł. :) Dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 05.11.13, 16:21 yes :] dokładnie taki to film. cały szkopuł stanowi własnie to, że tymi "dziećmi gorszego Boga" są kosmici, po których, o ile istnieją, ludzkośc zawsze spodziewała się samych niezwykłych rzeczy, podczas gdy tutaj okauzją się rasą marną, pozbawioną zalet, z łatwością popadająca w patologie przynależne raczej mniej docenianym grupom społecznym [etnicznym ???]. pomysł urywa się w połowie, kiedy jego socjologiczna warstwa zostaje zastąpiona akcją, akcją i jeszcze większą ilością akcji :] cała przyjemnośc z mojej strony. aha, powtórka "Oldboya" jutro w TV4, o 20:00. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 05.11.13, 17:09 Dzięki, Greku :) Jakiś czas temu ten film był pokazywany w tv. Obejrzałam tylko początek, bo nie mogłam się wciągnąć. Wszystko wyglądało jakoś sztucznie. Ale koncept faktycznie oryginalny. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 05.11.13, 20:18 Dyskusyjny jest wygląd obcych. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: ,,Dystrykt 9'' via TV4 [2] 06.11.13, 16:30 dzięki, Siostro :] mnie się wydaje przeciwnie, zwłaszcza pierwsze pół godziny wygląda jak bardzo dobra relacja telewizyjno-dokumentalno-reportazowa :] zgadzamy się więc w tym punkcie, że pomysł trafiony i ciekawy :} wiesz, przy okazji jest to opowieść, jak Barbasia wspomniała, o sytuacji imigrantów, mniejszości etnicznych, ludzi których domem jest getto, do którego albo zostali zepchnięci albo znaleźli sie tam w wyniku splotu niekorzystnych okoliczności. podstawienie pod figurę mniejszości obcych, a dodatkowo uczynienie miejscem akcji Johanesburg - tworzy odpowiedni kontekst. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Gomorra" [1] 05.11.13, 15:10 "Gomorra", czyli, zapewne, gra słów "Gomora" i "camorra"; próba ekranizacji ksiązki Roberto Saviano, dzięki której zdobył światowy rozgłos oraz wyrok śmierci na siebie, jaki wydała włoska mafia, owa Camorra, w "Gomorrze" opisana. www.kinomaniak.tv/film/Gomorra/839 Całośc nakręcona jest w formie do złudzenia przypominającej dokument, jakby kamera towarzyszyła prawdziwym ludziom, a nie aktorom. Znakomity naturalizm. Przeplata się kilka osobnych wątków, wszystkie razem pokazują jak działa wspomiana camorra. Już dzieciaki chcą należeć do jakiegoś klanu mafijnego. Dwóch na oko 10-11-latkow wybiera przeciwne klany. "Teraz będziemy wrogami", mówi jeden do drugiego. Mały Toto jakby tego nie rozumiał. Idzie na pierwszy test, który ma go sprawdzić jako ewentualnie nadającego się na zołnierza mafijnego. Wraz z kilkoma, tylko nieco starszymi od siebie, chłopakami czeka w opuszczonych kortytarzach fabrycznych, na wezwanie. Po kolei chłopcy ruszają przed siebie, w ciemnośc nieprzebytą [świetne, symboliczne ujęcie]. Rozlega się strzał, chłopak wraca i idzie następny. Test polega na założeniu kamizelki kuloodpornej i przyjęciu strzału z pistoletu, z bliskiej odległości. Jedni się boją, inni nie, ale każdy musi odpowiedzieć na to pytanie. Siła strzału przewraca ich na ziemię. Na piersi zostaje siniak, który Toto ogląda z zaciekawieniem. Dobry z niego dzieciak, wydaje się dośc grzeczny, a jednocześnie - probuje się w tę mafię wkręcić. Dlaczego ? Bo każdy musi należeć do jakiegos odłamu ? Jeździ ze starszymi chłopakami autem, słucha jak zaczepiają dziewczyny. Aż do momentu, kiedy samochodu nie zatrzyma jego własna matka i siłą nie wyciągnie go ze środka. "Chcesz, żebym przychodziła pod mury więzienia i wołała ciebie ?", pyta go zdenerwowana. Nie wie najpewniej o tym, że syn już zrobił pierwszy krok w mafijnej karierze. I robi następne, przenosząc w plecaku działki z narkotykami, którymi włoska mafia handluje na wielką skalę. I jest pierwsza strzelanina. Młodziez z innego mafijnego klanu wpada na motorowerze na deptak, gdzie przy muzyce bawią się rywale, zabija jednego z nich i ucieka. Klan do którego należy już Toto zbiera się na naradę i pada propozycja odwetu. "Musimy ich zabić, zanim oni zabiją nas", pada leninowska fraza. Nie ma jednak zgody w ich szeregach, jedni chcą czekać na rozkaz starszyzny, inni mówią "zaczekajmy na rózwoj wypadków", a jeszcze inni popierają plan natychmiastowej zemsty. Matka Toto zacznie mieć problemy. Najpierw groźba eksmisji, a potem śmierć na progu własnego domu. Możliwe, że z powodu syna, ale możliwe także, że dlatego, iż związana jest z Ciro. Don Ciro :} Ciro jest po 50-tce, na oko schludny włoski wczesny emeryt, o wyglądzie urzędnika. W istocie jest, z tego co zrozumiałem, gościem który przenosi z miejsca na miejsce pieniądze dla mafiosów. Kurtka szwedka, poczciwe porteczki, zaczeska i gośc wygląda jakby szedł do zoo oglądać małpki, a nie z brudną kasą dla brudnych typów. Zdradza go tylko wyraźnie zarysowana pod kurtką, na plecach, kamizelka kuloodporna. Ciro jest coraz bardziej przetraszony swoją pracą, zwłaszcza po tym jak zostaje zaatakowany przez facetów którym przyniósł pieniądze. Rzucają go na podłogę w toalecie i wciskają lufę w usta. Próbuje się ułożyć z inną grupą, ale ci z kolei każą mu wystawić tych, dla których przenosi kasę. Ciro zdradza gdzie będzie następne spotkanie, a zawiadomieni gangsterzy urządzają tam masakrę, zabierają kasę i znikają. Ciro w kurteczce pochlapanej krwią wychodzi z pomieszczenia, omija skrzętnie leżące dookoła trupy i znika w rytmie codziennego życia miasta. Pasqualle jest krawcem. Doskonałym. Projektuje i szyje dla camorry, jest kierownikiem manufaktury zarządzanej przez gościa pracującego dla mafii. Pewnego razu, na ulicy, zaczepia go uprzejmy Chińczyk. Pyta grzecznie, czy Pasqualle nie byłby chętny poprowadzić serii wykładów o sztuce krawieckiej dla młodych adeptów, płaci 2 tys za wykład. Pasqualle nie odpowiada wprost, ale później spotykają się ponownie i oznacza to, że Pasqualle wyraził zgodę. Chińczycy oczywiście są mafiosami również. Najpierw z wielkim szacunkiem karmią Pasqualle potrawą z ryby, a potem - przepraszając, ale to względy bezpieczeństwa - wsadzają go do bagażnika auta i wiozą do swojej fabryczki. Siedzi tam przy maszynach do szycia kilkadziesiat osób gotowych do działania. Witają Pasqualle oklaskami na stojąco. "Mistrz", jak jest tytułowany, opowiada im, oraz demonstruje, jak należy prawidłowo zszywać materiał, aby powstawały odpowiednie rodzaje sukienek i innych pierdzimąków. Tłumaczka przekłada na ichn i język, a oni słuchają z zapartym stolcem. Potem Pasqualle przechadza się pomiędzy stołami i udziela indywidualnych rad. Pani tłumaczka wszystko przekłada i niemal nadskakuje "mistrzowi". Pasqualle dzieli więc czas na pracę dla swojego szefa i tajne wizyty w chińskim zakładzie krawieckim. Wraca do domu zmęczony niemożebnie, kładzie się obok żony i syna od razu zasypiając. Żona znajduje plik banknotów, "skąd te pieniądze ?", pyta, ale mąż już śpi. Nic jednak nie dzieje się bez wiedzy mafii. Któregoś dnia do szefa Pasqalle przychodzi odpowiedni człowiek i prosi o zrobienie porządku, bo Pasqualle wysługuje się Chińczykom i psuje camorrze interesy, wzmacnia konkurencję. Szef zwraca uwagę Pasqualle, pomimo której ten nadal pomaga Chinczykom. 2 tysiące za wizytę piechotą nie chodzi. Kiedy perswazja słowna nie pomaga, mafia posuwa się do mocniejszego argumentu. Jedzie sobie Pasqaulle z tymi Chińczykami, siedzi w bagażniku, ale jako że ma on otwierany lufcik, może śmiało rozmawiać z osobą siedzącą na tylnym siedzeniu [zabawne, bo Chińczyka widać całego, jak siedzi na kanapie, a Pasqualle wystawia samą tylko głowę]. Nagle, znienacka, sensacyjnie - bang ! rozlega się strzał w szybę auta i Chińczyk pada martwy. Prawdopodobnie zamachu dokonał killer jadący obok samochodu na motorynce. Błyskawiczna akcja. Kierowca traci panowanie nad pojazdem i wpada on w las posągów imitujących starożytne klasyki. Pasqualle ledwie wychodzi cało z tej akcji. Ląduje w szpitalu, ma liczne zadrapania na głowie. Swojemu szefowi komunikuje "Poszukaj sobie nowego krawca". A potem spotykamy go w barze. Na ścianie wisi telewizor, w ktorym przechadza się po dywanie festiwalowym Scarlett Johansson. Ma na sobie suknię projektowana i uszytą przez Pasqualle. Ten patrzy z sympatią i uczuciem [to pierwsza rada jakiej udziela młodym krawcom i szwaczkom chińskim "Podchodźcie do tego, co robicie - z miłością"] na swoje dziecko, zachwycające komentatorów i wychodzi. Wsiada do samochodu, z naczepą, i odjeżdza. Został kierowcą dostawczego tira ? A może zabrał swoje manele i wyjechał w lepsze miejsce, by tam realizować swój, jak się okazuje, niepośledni talent ? Marco też pracuje dla camorry. Ma 50 parę lat, prezencję Tony'ego Servillo i styl bycia biznesmena. Jego zadanie polega na utylizowaniu odpadów z firm zaprzyjaźnionych i działających dla mafii. Chociaz... utylizowanie to niewłaściwe słowo. Bo to kosztuje. A tu chodzi o to, by beczek z groźnymi substancjami po prostu się pozbyć. Marco wyszkuje więc pasujące miejsca, jakieś po-kopalniane odludne rejony, gdzie beczki się zwozi cięzarówkami [efektowna scena filmowana z góry], a potem zasypuje ziemią. I szlus. Robotę wykonują wynajęci za grosze imigranci. Marco nadzoruje, a jak trzeba to negocjuje z właścicielami terenu, na którym beczki zostaną ukryte. Zabiera ze sobą młodego kolegę. Ma on przyjrzeć się całej metodologii działania, aby później samemu takie akcje przeprowadzać. Młody człowiek nie jest jednak tym, za kogo go uważał Marco. Nie jest cynikiem. Ogląda to, co się dzieje i ma coraz więcej etycznych wątpliwości. Jak można truć środowisko, łamać wszelkie przepisy i normy przyzwoitości ? Czare goryczy przepelnia zachowanie Marco wobec imigranta, który ulega poparzeniu tymi toksycznymi odpadami. Facet umiera, a Marco nie zgadza Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Gomorra" [1] via CT2 05.11.13, 15:40 Nie zgadza się na wezwanie do chorego karetki. Tajnośc operacji kosztem ludzkiego życia. pardons, FRANCO, tak ma na imię postać Servillo. FRANCO :] Tak więc, młody człowiek jest zdegustowany po same pachy. Kiedy opuszczają dom tych właścicieli terenu pobierających kasę za udostępnianie go na składowisko odpadów - starsza kobieta zbiera z sadu brzoskwinie. Obdarowuje ich całym ich koszem. Po drodze Franco każe chłopakowi wywalic te owoce w krzaki, "śmierdzą" tłumaczy. Czy na ziemi tak skażonej syfem, tyfusem i mogiła, w której mafia "zaopatruje" glebę może wyrosnąć cokolwiek zdrowego ? Można się tylko raka nabawić od tych ton azbestu. Młodzieniec wyrzuca owoce, przygląda się im, a potem wyrzuca Franco "Nie jestem taki jak ty" i rusza dalej sam, na piechotę. Nie widać, żeby Franco się przejął. Tłumaczy przez moment chłopakowi zasady działania tego mechanizmu, ale cokolwiek by nie powiedział, są one proste : świnimy na potęgę, żeby ktoś mógł zarobić na czysto. Wreszcie są dwaj młodzieńcy, na oko może po te 18 lat mają. "Chcę być jak Tony Montana !", krzyczy jeden z nich, kiedy w opuszczonych korytarzach pod jakąs starą fabryką snują plany swoich gangsterskich podbojów. Chcą być bossami. Nie chcą dla nikogo pracowac. Sami będę rozwijać swoją karierę. Najpierw kradną narkotyki kolumbijskiemu gangowi. Zuchwali są. Przyjeżdzają niby to kupić parę gram towaru, a potem nagle bach ! ze stołu cały woreczek, sprint, skok na skuter i gazu w długą. Są przeszczęśliwi z takiej akcji. Do czasu. Za wszarz łapie ich miejscowy klan camorry, ktory zdziera z Kolumbijczyków haracz, i każe się uspokoić, z takimi numerami, bo odstrzeli im głowy. Na nic. Chłopcy nie mają nic do roboty, a plany ambitne, więc śledzą członków camorry ukrywających na odludziu broń. Kiedy tamci odjeżdzają młodziaki odnajdują cały ten arsenał i go kradną. Robiąc kozackie miny i krzycząc paradują w slipkach po jakimś nadbrzeżu jeziorka i strzelają napawając się samą możliwością używania karabinów. Wrzeszczą, odgrażają się co też zrobią Kolumbijczykom i czują się bardzo pewni siebie :] Pierwszy napad. Terroryzują grupę rówieśników w klubie, gdzie tamci grają w bilard. Za zrabowane pieniądze idą do klubu go-go. Wybierają sobie dziewczyny, ktore tańczą dla nich w prywatnych pokojach. Fajnie się bawią... do momentu, kiedy za włosy nie wyciągają ich stamtąd ludzie z camorry. Wywożą za miasto i daja 24 godziny na oddanie ukradzionej broni. Przed chwilą gangsterzy pełną gębą, teraz kwilą i łkają jak niemowlęta, kiedy z lufami pistoletów przy skroniach i w błocie są przez dorosłych gangsterów musztrowani. Nazajutrz znajdują ukrytą broń. Co ciekawe, zakopali się w kompleksie leśnym złożonym z dokładnie takich samych drzew. Ledwie znajdują znaki jakimi opatrzyli miejsce ze schowkiem :] Broń oddają, ale afera nie cichnie. Mafii nie podoba się to co robią, ale podoba się ich odwaga i brawura. Jeden starszy capo zaczepia się w barze. Pyta, czy nie chcieliby dla niego pracować ? Inni bossowie chcą ich odwalić, ale on ma ochotę dać im szansę. Będą pod jego ochroną. UNoszą się dumą - nie, my chcemy sami pracować. No jak tak, to tak - mówi boss - proponuje im zatem robotę zleconą za 10 tys euro. Mają odstrzelić jednego faceta. Na skuterku jadą za wskazanym celem. Mają broń daną im od mafiosa. Facet zatrzymuje się autem za miastem, obok plazy. Chłopcy parkują tak, żeby ich nie widzial, a potem próbują zajśc go od tyłu. Kiedy manewruja - dopada ich grupa gangsterów. Kilka strzałów i obaj giną na miejscu. Leżą w kałużach krwi pod murem. To była pułapka. Chodziło o to, by ich zwabić w puste miejsce, za miastem, i odstrzelić. "TYle zachodu ? Po to tylko ?", pyta jeden z gangsterów tego bossa, który osobiście nadzorował akcję. "Tak trzeba było", odpowiada krótko. A potem zjawia się koparka, zwłoki dzieciaków wrzucone zostaja do "łyżki", koparka unosi tę łyżkę wysoko i jedzie w dal... Bardzo symboliczne ujęcie. Nie dziwi nic, tak działa mafia, wiadomo to od dawna. Tutaj w głównych rolach są bardzo młodzi ludzie, dzieci, i to uderza najmocniej. Oczywiście, w brazylijskich fawelach czy gettach afrykańskich miast znajdą się przykłady równie drastyczne, ale koszula bliższa ciału, wszak to Europa, cywilizacja, rzut beretem od własnego domu. Zabrakło trochę wątku opisującego kontakty camorry z polityką, bo tam dopiero zaczyna się ciekawie robić. W tym ujęciu, wrażenie robi styl filmowania, surowość obrazu, uderzające naturalizmem sceny zabójstw i napadów, bezwzględnośc świata przedstawionego - nie ma miejsca na negocjacje, koniecznośc kontrolowania sytuacji aby utrzymać wpływy i zyski wymusza niemal paranoiczne zachowania. Jednocześnie, tak jakby bohaterowie nie mieli wyboru, poza tym jednym, który wysiada z auta i po prostu odchodzi poboczem jezdni. Reszta nie widzi wyboru w życiu, tylko "być mafiosem" albo "służyć mafiosom", sposób na życie, na pieniądze, na sens istnienia w takim, a nie innym otoczeniu. www.youtube.com/watch?v=egtdYTuRKto Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Gomorra" [1] via CT2 05.11.13, 20:16 O tym filmie pisano, że m.in. demitologizuje mafię, której romantyczny mit stworzyło kino, odziera ją z atrakcyjności, z blichtru. Reżyser filmu w wywiadzie, który czytam teraz Rzepie, powiedział "Kamorra jest silna, bo tworzą ją ludzie, którzy wyrośli na ulicach Neapolu, znają jego nastroje, bolączki" ... Czyżby genialny krawiec Pascquale (uno l !) skusił się na dodatkową pracę u Chińczyków, bo był słabo opłacany przez swoich mafijnych chlebodawców? Od dawna zamierzam przeczytać książkę Saviano i obejrzeć film (dostałam go kiedyś). Świetne. Grazie! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Gomorra" [1] via CT2 06.11.13, 16:24 bardzo celna uwaga, Barbasiu. w tym obrazie nie ma nic atrakcyjnego, toporni gangsterzy, siermięzne otoczenie, żadnego aromatu hajlajf za te koszone pieniądze itd. może dlatego, że nie jest pokazywana ta najwyższa kasta mafijna, tylko ta podstawowa, "regionalna". yes. o, to ciekawe pytanie. nie mam pojęcia :] wydaje mi się, że Pasqualle to pasjonat swojego fachu, zgodził się częściowo dla pieniędzy, ale także chyba dla przyjemności przekazywania wiedzy jaką posiada. koniecznie :] moja przyjemnośc :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Gomorra" [1] via CT2 06.11.13, 19:18 Dzięki, Greku :) Chociaż jak wiesz, nie przepadam za gangstersko-mafijną tematyką. Czesi nie próżnują. Ciekawa jestem co mają jeszcze w zanadrzu :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Gomorra" [1] via CT2 07.11.13, 16:44 dzięki :] wiem, pamiętam :] o, na pewno jakieś ciekawe rzeczy szykują. na razie zapowiadają kolekcję Bondów, ale w CT leci po ok 10-12 filmów tygodniowo, więc na pewno będą coś ciekawego w tym zestawie się pojawi. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Californication sez 6 odc 10 [1] 06.11.13, 12:39 Wreszcie odcinek, który przypomina klimatem oryginalną [czytaj : pierwszą] serię/ Becca zwołuje zebranie z rodzicami. Ma dla nich ważną informację. Hank w swoim stylu próbuje wyprzedzić fakty "Idziesz na studia ! Jestem pewien. Przybij piątkę !". Ale oczywiście "ważna" informacja to taka, po której będzie się czuł źle. Becca oznajmia, że zamierza wyjechac zagranicę. Po co ? Bo nie znosi Los Angeles, a poza tym, ma to być "pielgrzymka" śladami jej literackich idoli. Moody na to, że "to cię nie uczyni pisarką, jak chcesz pisać, to siadaj na tyłku i przelewaj na papier swoje myśli. Zrób coś konkretnego, a potem możesz sobie jechać". Karen ma lepszy stosunek do pomysłu córki, więc Hank ma jej to, oczywiście w lekkim stylu, za złe. Becca opuszcza towarzystwo czując, ze znów zanosi się na bitwę, co też ma miejsce, kiedy Hank nazywa Karen "zepsutą" i proponując... 'seks z nienawiści" :]] Po chwili zostaje sam przy stole mamrocząc do siebie, jak stara baba, że "wszyscy są zepsuci" :] Dla odreagowania jedzie do Faith. Ktoś u niej jest. A nawet lepiej : to ona u kogoś jest. Właścicielem domu, w którym mieszka, a właściwie mieszkała, jest brat Atticusa. Też muzyk. Właśnie sobie siedzą razem. Gośc też jest z branży muzycznej. Własnie wrócił po dłuższej nieobecności, co zwiastuje dla Faith konieczność opuszczenia domu, jako że gośc ma zamiar prędko sprowadzić tutaj swoją narzeczoną. Hank przysiada się do nich, parę razy celnie punktuje Atticusa, którego obgadują, a potem wychodzi z Faith do baru ? klubu ? tawerny ? Jakkolwiek to się nazywa, grają tam w bilarda. Hank pyta, co dalej z jej życiem - nie ma teraz domu, nigdy nie miała pracy i mieć jej nie zamierza, co dalej ? Ona na to, że będzie się "unosić", no i dodaje, ze "mężczyźni zawsze byli dla mnie uczynni". Hank proponuje, że mogłaby się zatrzymac u Łysego. Trochę czułości, trochę uśmiechów, aż tu dzwoni jej telefon. Faith ma zaprogramowane nieodbieranie połączeń z tym numerem. Znaczy się : matka dzwoni. Faith nie trzyma z nią kontaktu, w ogóle - nie bywa w rodzinnym domu. Co ciekawe, jako nastolatka była bardzo religijna, pewnie z okazji matki, ale któregoś dnia po prostu to rzuciła, bo z niej poszukująca dusza. I została muzą rockmenów. Matka jest totalnie krytyczna wobec życia jakie córkia prowadzi i chciałaby, żeby Faith wróciła, ale to na tyle nierealne, że kiedy przyjeżdza chociaż na chwilę - kończy się "piep...oną katastrofą", jak sama mówi. Hank, z racji bycia ojcem i swoich ostatnich wzlotów i upadków w stosunkach z Beccą, namawia Faith aby jednak staruszków odwiedziła. Ona mu na to, że mogłaby pojechać, ale... z nim, w roli jej narzeczonego. "Jesteś relatywnie normalny", komplementuje Hanka ;] No i jadą, bo przecież Hank nie odmówi przyjaciółce w potrzebie. Sama scena jest znakomita, przebitki na zakątki Los Angeles i "Gotta out of this town" Nancy Sinatry jako ilustracja muzyczna. Świetne. Muzyka w Californication niezmiennie na najwyższym poziomie. Dom rodziców Faith też jest w Kalifornii ;] Ot, normalny jednorodzinny taki. Ledwie wjeżdzają, a z drugiej strony podjeżdza autem matka Faith. Wita córkę z radością, ale nie omieszka dodać "wyglądasz jak dziwka" :], aczkolwiek jest to przezabawny moment, bo mamuśka stara się nie widzieć tego, na co patrzeć musi, robi dobra minę do złej gry, ale Faith zna ja na wylot i wyczuwa, co chce powiedzieć "Dobra, wyduś to z siebie, odbębnijmy to i idźmy dalej" :]] No więc matka odklepuje to "wyglądasz jak dziwka" i przeprasza z miejsca. Rytuał rodzinny ;]] Hank robi dobre wrażenie. Matka Faith patrzy na niego "To twój chłopak ? Gdzie masz tatuaże i brudne długie kudły ?", na co Hank "zostawiłem je w samochodzie, chciałem się dobbrze zaprezentować". Jest żarcik, jest "relatywnie normalny" narzeczony, matka obejmuje Hanka i prosi go, aby pomógł jej z zakupami, co je przywiozła. Moody pokazuje na migi Faith, że dobrze jest. Chałupa od środka przypomina sklep z dewocjonaliami. Obrazki święte, zdjęcia z pierwszej komunii, krzyże małe i duże, generalnie - widać, ze mamuśka jest ostro zaangażowana :] A ojciec Faith ? Zupełnie przeciwieństwo matki. Siedzi sobie wciśnięty w fotel i ogląda gołe baby w telewizji :] Matka włazi do pokoju, załamuje ręce nad jego "sprośnością", a potem informuje, ze Faith przyjechała. Ojciec podrywa się z fotela, witają się wylewnie. Z ojcem zdaje się zawsze miała lepsze relacje. Hanka stary ogląda z rezerwą, ale tylko w pierwszym rzucie oka, pewnie pomny tego, ze widział już córkę z innego typu "narzeczonymi". Zadaje to samo pytanie co matka "Gdzie długie włosy i tatuaże ?" :] Później jest już znacznie lepiej, Hank daje się lubić. Ojciec wysyła ich do sklepu. Faith spotyka tam dawno nie widzianych znajomych ze szkolnej ławy. KOleżanka jest w trzeciej ciązy, typowa matka-polka. Jej mężem jest ten gitarzysta, z którym Faith straciła dziewictwo kiedyś - teraz jest grubasem w wyplutym podkoszulku, z miną nienachalnie inteligentną, zajadącym czipsy z torby. "Kuźwa, Faith ! Gdzieś ty była ? Podobno wystąpiłaś w jakimś teledysku, czy filmie porno... czy coś w tym stylu", wita ją koleżanka. Hank, podszczypujący z tyłu Faith :], na to "Teledysk... film porno... w sumie żadna róznica". Babka opowiada, jaka była Faith kiedyś : cnotliwa, zapięta pod szyję, dreptająca do kościółka. "Potem zrobiła się seksowna i zaczeła się bzykać z kim popadnie. Mojego męza też wybyzykała" :] Faith uspokaja ją, żeby nie przesadzała. Inna rzecz, że przecież nigdy nie przestała wierzyć w Boga, ale stała się religijna na swój własny sposób. Faith patrzy na tę dwójkę widząc być moze swój los, gdyby tu została, albo gdyby tu wróciła, a na pewno - gdyby podporządkowała sie wizji własnego życia według swojej matki. Cała ta koleżanka próbuje ich zaprosić na drinka, a Faith z Hankiem tylko patrza jakby tu zwiać. Wreszcie Moody sięga po najgłupszy sposób : telefon, który nie dzwoni, ale właśnie odebrał ważną informację :] Babka na to, że przecież nie ma dzwonka, ani powiadomienia, na co Hank, że działa on na wibracje. Ona na to "potrząsasz dłonią, dlatego podskakuje", na co Hank wymyśla na poczekaniu jakąs chorobę na którą cierpi, a która powoduje takie reakcje :] Zupełna szajba. W każdym razie udaje się im jakoś wyreklamować z tego towarzystwa. Kiedy wychodzą ze sklepu, gruby mówi do swojej zony "Serio ? ja się z NIĄ bzykałem ?!". Yup, Faith pewnie miała to samo wrazenie, tyle że z odwrotnym kierunkowskazem ;] Btw, Hank przedstawił się tym dwojgu jako "Charles Wolfgang Runkle" :] Jakby co, to Łysy ma problem, hehe. Kolacja rodzinna. Musi być nieprzyjemnie ;] No i jest. Już podczas modlitwy za jedzenie, które incjuje matka Faith. Dziękuje za jadło, a do tego dodaje podziękowania za "przybycie naszej córki, Faith, na codzien obcującej z dziećmi diabła, i ochronę jej przed chorobami wenerycznymi" :]] Matka pyta jak się Hank z Faith poznali, więc sprzedają jej historyjkę o "niby-KOściele", w którym oboje "szukali natchnienia", co matka przyjmuje z radością, ze córka znów jest na "właściwej drodze". gdyby wiedziała, ze chodzi o detoks ;'] "Ciągle z NIM rozmawiasz", cieszy sie, Faith udaje, ze chodzi o Hanka, Moody leci z gadką, jak to się razem odnaleźli, jak mu Faith pomogła, jak nawiązali kontakt na bazie Biblii [robili skręty ze jej stron :)], ale chodziło matce o Boga :]. Generalnie, Hank powiada, ze rodzice powinni być z Faith dumni, "pisano o niej piosenki", zaznacza. Matka na to "Owszem, zaraz po tym jak ich autorom zrobiła loda". Faith na to usprawiedliwiająco "Co zdrożnego w zrobieniu laski przyjacielowi ? Mężczyźni to lubią, odpręza ich to, czują się szczęśliwi". NO to jest zarzewie konfliktu przy stole. Ojciec z miną skazańca, ale coraz bardziej poirytowany, słucha tej wymiany zdań. Kiedy matka mówi o "brudnych penisach" nie wytrzymuje i stara się przerwać. Hank popiera matkę "penisy męskie są obrzydliwe" :]] Ale dowcip już nie pomoże. Ojciec probuje zmienić temat, pyta Hanka czy lubi sport, na co Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Californication sez 6 odc 10 [1] 06.11.13, 13:29 Hank na to "wiem, że dasz mi punkt karny, ale - nie", i dodaje, ze kibicuje Faith i że jest wspaniała, powinni być dumni. Matka na to, że dumni, to oni już byli, kiedy Faith była zakonnicą [hehe, !!]. Ale zdradziła Boga i przy okazji im zrobiła koło pióra. Zawiodła ich srodze. Ojciec wie, ze zaraz coś grzmotnie, Hank też, więc przez stół intensywnie wymieniają się potrawami. To jednak nie hamuje wymiany zdań po na drugiem skrzyżowaniu. Matka jest rozczarowana i osobiście dotknięta [ale wyraża to na spokojnie, czyli najgorzej na świecie] życiem jakie wybrała Faith. "Bóg ci wybaczy, ale ja nie umiem", mówi, na co Faith odpowiada, że "Ja tobie za to chętnie wybaczę". Matka "Ty mnie ?!", i już zaczyna się pyskówka, w która wkracza ojciec. Z poparciem dla córki "Co za problem, że nie została zakonnicą ? Co to za życie ?! To była twoje marzenie, a nie jej". Matka na to wstaje i wychodzi. Faith dziękuje ojcu za wsparcie, ale stary powiada jej "Matka źle to znosi, a ty albo nas olewasz, albo przyjeżdzasz i zawsze jest TO SAMO; raz jeden moglibyśmy pogadać o... pogodzie !". I wychodzi także. Faith zabiera więc Hanka do kościoła. Moody nie może się nadziwić, że Faith była zakonnicą. "W TWOIM przypadku, to akurat bardzo seksowne", stwierdza. Faith mówi mu, że wcale nie przestała wierzyć, ciągle poszukuje, i jej życie to "Bóg, seks i rock n roll" :] dobre :] Jak to jednak matce wytłumaczyć ? Nie da się, dla niej znajdowanie Boga ma tylko jeden wymiar. Hank opowiada jej o śnie jaki go prześladuje [od tego snu zaczyna się cały serial, hehe] - przychodzi do kościoła, chce porozmawiać z Bogiem, a tutaj zjawia się urodziwa zakonnica i zamiast rozmowy z Bogiem jest seks ustny :] Teraz też się tak kończy, tyle, że zakonnica jest "eks", ale za to seks na jawie ;] Kościół jest pusty, więc... Hank rzuca w stronę krucyfiksu nad ołtarzem "Patrz do góry, patrz do góry" :] Wracają wieczorem do domu. Ojciec prosi Faith, żeby porozmawiała z matką, ciągle modli się i płacze od kiedy się pokłóciły. Sam zaś zaprasza na piwko Hanka. Rozmawiają sobie, stary zwierza się, że też był dumny z jej wyboru posługi zakonnej, jak to ojciec cieszył się, ze będzie z dala od kłopotów i różnych świrów, co to za każdym rogiem czyhają [Hank podziela te uczucia, jako ojciec młodej dziewczyny, co widać i słychać w tym sezonie] - ale kiedy zrezygnowała i wyjechała i to raczej wywołało w nim refleksję niż zawód - może powinien był zawsze okazywac Faith więcej miłości, być większym luzakiem, zamiast obarczac ją cięzarem oczekiwań. "Musiało jej być cięzko w tym domu, za mało miłości, za dużo zasad", zamyśla się. Kto wiem, może to była kluczowa przyczyna jej ucieczki, wyboru innego życia. Hank oczywiście komplementuje Faith, "powinieneś się do niej zbliżyć, jest świetna". Pokój w którym się wychowała Faith - pozostaje niezmieniony. Jakby matka chciała zachować wspomnienie o niej, zanim się zmieniła. A może dlatego, że wierzy, iż Faith jeszcze wróci do domu ? Faith ją przeprasza, matka przeprasza Faith. Po prostu za nią tęskni, chciałby ją mieć u boku, martwi się o nia - stąd te przytyki i stąd te zaczepki. I że ojcu mogłoby się poprawić, gdyby Faith wróciła. "Co z nim ?", pyta Faith na co matka "Poza tym, że jest alkoholikiem na drodze do piekła... to wszystko w porządku" ;] ["Highway to hell", czy przypadkiem ?] Matka zauważa naszyjnik z krzyżykiem na szyi Faith, ona na to "dostałam od niezwykłego faceta", matka "zawsze o nich chodzi...", ale tym razem z sympatią, no może dobrotliwym zatroskaniem, a nie z wyrzutem. Kryzys zażegnany. Hank im przerywa, alarmując, ze ojciec zaczął oglądac jakąs goliznę w tiiwi i Hank czuje sie z tym niezręcznie ;] Matka na to "nieszczęsny grzesznik" ;]]. A potem rozdziela ich : Faith spi w swoim pokoju, a Hank na kanapie. "Nie będziecie spali razem pod tym dachem" - ale to już wzbudza rozbawienie tylko. Faith ma sen. Pod "Personal Jesus" Mansona, w stroju wyzywającej uczennicy pojawia się w pustym kościele. Niczym Hank w swoim śnie, tyle że on nie nosi podkolanówek i spódniczki. Faith zwierza się Jezusowi ze swojego kryzysu wiary. Znienacka Jezus zamienia się w... Atticusa. Pyta ją, w czym kłopot, na co ona, że stoi na rozstaju dróg i nie wie, co dalej. Na to Atticus-Jezus schodzi z krzyża [yes, nie obywa się bez wyciągania gwoździa z łapy... zębami ;)] i staje w pozie modelki "tadada !". A potem zapala trawkę i zaczyna się całowac z Faith... która się budzi i już wie - co dalej w jej życiu. Nie moze tu zostać. To nie jej miejsce, więc "gotta out of this town". I wyjeżdzają nocą, chyłkiem opuszczając dom. Zaraz po powrocie, Hank odwiedza Karen. Wizyta u rodziców Faith, cała ta sytuacja , to co zobaczył, rozmowa z jej ojcem, zmuszają go do weryfikacji własnych postaw. Mówi Karen, że Becca zdecydowała się na coś wspaniałego, na co w jej wieku nikt nie jest w stanie wpaść, i tylko ostateczny idiota i kretyn może jej tego zabraniać. Przeciwnie, TO trzeba poprzeć wszystkimi ręcyma i nogyma. "Powiedzmy jej to razem", proponuje Karen i oboje zauważają, że wreszcie się w czymś zgodzili. Uff, świetnyh odcinek, bardzo bliski 1 serii, a sceny kościelne, i z Jezusem - wyjaśniają dlaczego ten serial nie lata w polskich telewizorniach, hehe. 2 melony kary z nadania KRRiTV... kto by chciał płacić :] tytuł odcinka "Blind Faith" znakomicie wieloznaczny. www.youtube.com/watch?v=oXorlFMo338 wielki, niezmienny od 1 sezonu, plus za firmowanie tych kawałków sprzed lat : www.youtube.com/watch?v=vur5VR4sHiA Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 06.11.13, 13:34 d,upa :] tamto powyżej to coś innego, a ta właściwa liryczna wersja z Californication jest tutaj i śpiewa ją Beth Hart [nie znam się kompletnie na muzyce, zamiast sprawdzić wersję Nancy, wziąłem ją za dobra monetę i wpisałem, uff... oszukali mnie !! ;)]: posłuchajcie, ten kawałek jest naprawdę świetny : www.youtube.com/watch?v=mXcFMVmJMs8 Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 06.11.13, 17:29 Prześwietna piosenka z dobrym tekstem! www.tekstowo.pl/piosenka,beth_hart,la_song.html :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 06.11.13, 17:28 Ho,ho, żarty znów mocno prowokujące. > Uff, świetnyh odcinek, bardzo bliski 1 serii, a sceny kościelne, i z Jezusem - > wyjaśniają dlaczego ten serial nie lata w polskich telewizorniach, hehe. 2 melo > ny kary z nadania KRRiTV... kto by chciał płacić :] Właśnie. :) Faith wyrosła tu na postać niemal tragiczną... cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 07.11.13, 16:41 trochę tak. fajna dziewczyna, mądra, subtelna, wyzwolona i atrakcyjna :] niebezpieczna :] Moody zawsze trafia na fajne dziewczyny. to mu trzeba przyznać, heh. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 07.11.13, 17:36 Właśnie, mądra dziewczyna po szkole katolickiej, zakonnej (!), która ucieka z prowincjonalnej dziury do wielkiego świata, by stać się jedną z grupie (szumnie nazywającą siebie muzą) i oddawać się seksowi, narkotykom i rock’n'rollowi. A jedynym jej życiowym dokonaniem jest występ "w teledysku czy filmie porno "... Też trafisz, cierpliwości. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 07.11.13, 17:37 Trochę to smutne... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 07.11.13, 17:52 nietuzinkowy życiorys :] zdarzało mi się również, dlatego zostałem fanem Waszej płci ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 07.11.13, 18:10 Otóż. ;) O słynnych muzach co nieco w haśle: pl.wikipedia.org/wiki/Groupie No widzisz! Oczywiście, tak sądziłam, nawet za pierwszym razem użyłam przeszłej formy czasownika , ale potem poprawiłam na czas przyszły, w końcu jeszcze trochę życia masz przed sobą, prawda!? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 08.11.13, 16:10 nawet wśród groupies serialowa Faith wygląda na zjawisko, jako wybiera tylko wyjątkowo utalentowanych muzyków, a jej celem jest zainspirowanie ich do tworzenia wiekopomnych riffów :] toż to artyzm sam w sobie, w posłudze artyzmowi ;] :] [dzięki :)] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 08.11.13, 16:44 Ale kobieta-muza posługująca mężczyźnie-artyście to już mocno zatęchły męski fantazmat. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 10 [1] 09.11.13, 16:40 to na pewno. ale tutaj widzę raczej związek partnerski, w którym to kobieta wybiera sobie obiekt, ona rozdaje karty, nie jest więc w pozycji przedmiotowej, a wprost przeciwnie :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte "Rashomon" 06.11.13, 19:22 W piątek o 20.20 w Kulturze. Zapowiadam z wyprzedzeniem, żeby nie przegapić, bo szykuje się wydarzenie. Film Kurosawy z 1950 r., wygrana w Wenecji i Oscar dla najlepszego filmu zagranicznego. Od „Rashomona” zaczęła się kariera Kurosawy i kina japońskiego na świecie. Krótko o fabule. Akcja dzieje się w średniowiecznej Japonii. Trójka nieznajomych znajduje schronienie przed deszczem w ruinach bramy Rashomon. Dwóch z nich dla zabicia czasu opowiada trzeciemu o tragicznym wydarzeniu do jakiego doszło niedawno w okolicy. Okazuje się, że obaj mają z nim pewien związek. W sumie obejrzymy to zdarzenie cztery razy. Za każdym razem opowiada o nim ktoś inny, sam uwikłany w tę zbrodnię. Nie wyjawię kto to będzie, żeby nie spojlerować. Każda z osób przedstawi wydarzenia w inny sposób. Nie wiadomo kto kłamie, a kto mówi prawdę… Widziałam ten film wieki temu, jeszcze jako dzieciak, ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie. Przede wszystkim świetny, oryginalny scenariusz. Skromna forma, ale przy tym sugestywny obraz natury ludzkiej. Bardzo pesymistyczny. Do tego fantastyczne, czarno-białe zdjęcia. Ten las, skąpany w słońcu, pamiętam do dzisiaj. Dopiero teraz wyczytałam, że zastosowano specjalne lustro, żeby wywołać taki efekt. Z kinem japońskim jest generalnie problem, bo to kompletnie inna kultura, bardzo specyficzne aktorstwo, ale warto się przełamać. Zdecydowanie to jedno z arcydzieł kina. To trzeba zobaczyć. Sama jestem ciekawa jak odbiorę ten film po latach. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rashomon" 07.11.13, 16:14 Dzięki za info, Bronte! Będę oglądać. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rashomon" 07.11.13, 16:46 kiedyś miałem go na taśmie video. przypadkiem zupełnym skasowałem nagrywając coś innego, zanim zdązyłem obejrzeć. drugiej okazji do nagrania nie było, więc wreszcie nadarza się szansa by obejrzeć. dzięki za zapowiedź, Siostro :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rashomon" 07.11.13, 19:47 Drobiazg :) Mam nadzieję, że nie będziemy rozczarowani. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rashomon" 09.11.13, 14:06 Wspaniały film. Technicznie - taśma - na pewno się zestarzał. Natomiast kwestia, którą porusza film jest - zagadnienie prawdy - jest stale aktualna. Niesamowity klimat ma film, którą budują stara zrujnowana świątynia, ulewny ponury dzień, medium, w które wchodzi duch... Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rashomon" 09.11.13, 15:54 Cieszę się, że Ci się podobał :) Szkoda, że taśma miała tak słabą jakość. Strona wizualna "Rashomona" zapiera dech w piersiach. Mogę sobie tylko wyobrazić jak ten film wygląda w wersji cyfrowej! Znalazłam trailer: www.youtube.com/watch?v=xCZ9TguVOIA Jeden z bohaterów (mnich?) mówi, że ludzie są jak wilki, myślą tylko o sobie i zrobią wszystko dla swojej korzyści. Po tylu latach to wciąż brzmi aktualnie... Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rashomon" 10.11.13, 12:38 > Szkoda, że taśma miała tak słabą jakość. Na zalinkowanym przez Ciebie fragmencie w wersji cyfrowej obraz zdecydowanie jest lepszy. Prawdę mówiąc, nie wiem jaką wersją dysponowała TVPKultura. Może o jakości odbioru u mnie zdecydował mój stary telewizor? Ty oglądałaś Roshomona w piątek, Bronte? Tak. Też zwróciłam uwagę na to zdanie. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rashomon" 10.11.13, 14:52 Tak, oglądałam w piątek. Na pewno to nie była wersja cyfrowa, bo obraz był kiepski. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rashomon" 09.11.13, 17:10 oglądałem także :] mozna by znów zastosować formułkę "dzisiaj się już tak nie robi filmów" w znaczniu stuprocentowo pozytywnym. świetny, dziki Mifune [podobny był w "Siedmiu samurajach"], doskonały i niebezpieczny. znakomita scena walki między samurajem, a Tajomore - zero jakiegoś "szlachetnego kunsztownego" pojedynku, jeden przed drugim na zmianę ucieka, ciosy są niezgrabne i chaotyczne, samuraj się przewraca na liściach, obaj są przestraszeni i zdeterminowani zarazem, na zmianę tracą i odzyskują broń, ale i w tych momentach jest to surowe i chropowate : Tajomore nie może wyciągnąć swojego miecza tkwiącego głęboko w ziemi, dopada do niego i musi odstąpić bo ściga go samuraj, dopiero za trzecim razem udaje mu się wyrwać klingę. doskonała scena, daleka od tradycji kina walki, bez cienia efekciarstwa, bardzo naturalistyczna. sekwencja kiedy żona samuraja jest zdruzgotana jego lodowatym spojrzeniem - kapitalna. rozpacz odgrywa po japońsku, z emfazą, ale jest to świetne. scena, kiedy żona proponuje Tajomore "zabij go !", czyli jej męża-samuraja związanego sznurkiem - to jak ona to mówi, jest wtedy jak lady Makbet, ten jej syk "zabij go !" - dreszczyk. pogłębia energię tej chwili fakt, że są tam tylko oni troje, a dookoła ani żywej duszy, gęsty las... Dzisiaj na ekranie ludziska padają jak muchy, śmierć ekranowa raczej obojętnośc tylko wzbudza, nikt nie wierzy już w realnośc tych zgonów. a tutaj... moment, w którym ona proponuje "zaszlachtuj go !" naprawdę przywraca śmierci i zbrodni moralny wymiar i filmową osobowość. no i właśnie, sama konstrukcja, 4 historie - każda inaczej przedstawiająca jedno zdarzenie. już samo to czyni całośc niezwykle ciekawą. "niewazne, która wersja jest prawdziwa, ważne - która jest ciekawsza" :] na bakier zupełny z credo "tylko prawda jest ciekawa". a może przeciwnie ? najciekawsza jest historia prawdziwa, a zatem po stopniu wzruszenia i przejęcia się poszczególnymi wariantami można wnioskować o ich prawdziwości ? bardzo interesujący motyw metafizyczny, czyli samuraj zza grobu, poprzez medium, przedstawiający swoją wersję zdarzeń. no i to mediium, o ktorym wspominasz, jak z horrorów jakichś, hehe, podbijające bębenek... grozy. takie odniosłem wrażenie - że jest tutaj prawdziwa groza, wszystkie historie kręcą się wokół tajemniczej śmierci, a przynajmniej 3 dowodzą bezwzględności ludzkiej natury, Tajomore może być mordercą i gwałcicielem, zona samuraja zaś - do mordu może podjudzać albo sama wbić sztylet w pierś męża [tak zrozumiałem jej wersję, w której zeznaje że nagle traci przytomność, a kiedy się budzi widzi swój nóz wbity w serce martwego męża]. decydują namiętności, staromodnie pojmowany honor i ambicje na jakich umiejętnie grając można z człowieka wydobyć najgorsze dźwięki [zona samuraja wyśmiewająca brak męskości zarówno tego, który ją zgwałcił jak i tego, który na to pozwolił, stawiając ich naprzeciw siebie w pojedynku na śmierć i życie]. wydaje mi się, że nie trzeba było wielkiej kasy, żeby ten film zrobić, oczywiście jak na standardy porównywalne z kinem amerykańskim. scenariusz i aktorzy plus kunszt reżysera gwarantują efekt. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Rashomon" 09.11.13, 18:03 O, czekałam na Twoje wrażenia. Dzięki :) Nic dodać nic ująć. Wychwyciłeś najciekawsze momenty :) Na mnie wciąż duże wrażenie robią zdjęcia. Mistrzostwo! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rashomon" 10.11.13, 16:43 Dzięki :] prawda, filmowanie doskonałe. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rashomon" 10.11.13, 13:48 > "niewazne, która wersja jest prawdziwa, ważne - która jest ciekawsza" :] Tak, niesamowita jest scena z medium kobiety, w które wchodzi duch zmarłego samuraja. Medium miota się, kręci, ze strasznym wyrazem twarzy przemawia męskim głosem. > na bakier zupełny z credo "tylko prawda jest ciekawa". > a może przeciwnie ? najciekawsza jest historia prawdziwa, a zatem po stopniu wz > ruszenia i przejęcia się poszczególnymi wariantami można wnioskować o ich prawd > ziwości ? Prawdziwe jest to , co jest zgodne z rzeczywistością. Tak brzmi klasyczna definicja prawdy sformułowana przez Arystotelesa. Tu świadkowie , zwłaszcza bezpośredni uczestnicy opowiadając historię zdarzenia próbują przedstawić samych siebie w lepszym świetle. PS >dziki Mifune [podobny był w "Siedmiu samurajach"], doskonały i niebezpieczny. Mifune bardzo mi się podoba. :} Nieodwołalnie. ;) Znikam już. Do zobaczenia jutro, Greku i Wszystkim! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Rashomon" 10.11.13, 16:45 właśnie własnie, ten męski głos z tej wykrzywionej kobiecej twarzy się wydobywający - esensja grozy. definicja wyczerpująca :] yes, Mifune i mnie się podoba - myslę, że z innych powodów niż Tobie :] na szczęście, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rashomon" 10.11.13, 17:00 > definicja wyczerpująca :] Otóż nie! > yes, Mifune i mnie się podoba - myslę, że z innych powodów niż Tobie :] na szcz > ęście, hehe Nieno, ja też doceniam jego aktorstwo. www.listal.com/viewimage/4200831 :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Rashomon" 10.11.13, 17:03 toshiro-mifune.tumblr.com/page/4 (Ostanie zdjęcie !) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Halloween i inne swieta importowane 06.11.13, 20:41 postanowilam troche przesunac z tamtych ojejkow ciezar dyskusji ;) W wydaniu sobotnio-niedzielnym "Rzeczpospolitej" jest specjalna wkładka weekendowa, nie wiem, jak sie nazywa, bo rzadko to czytam jednak. Ale wpadla mi w rece ta z ubiegłego weekendu i byl tam bardzo ciekawy artykul o tych importowanych swietach. M.in. o tym, ze Walentynki przyjely sie dosc gladko i szybko, ze Halloween raczej podobnych szans nie ma, bo gdyby mial miec, to juz dawno by spowszednial. I byly dwie rzeczy, na ktore zwrocilam uwage i chcialabym tu rozwazyc ;) 1. podane bylo wytlumaczenie, dlaczego Halloween u nas ma mniejsze szanse - otoz dlatego, ze w USA nigdy nie bylo i wlasciwie do dzis nie ma czegos takie jak Swieto Zmarlych. I dlatego oni 'wypracowali' sobie nowa tradycje. 2. podobno kilka lat temu producenci indykow probowali przeszczepic na nasz grunt swieto dziekczynienia - nie udalo sie (ja nawet o tym nie slyszalam). Ale! Uwazam, ze to chyba jedyne swieto, ktore naprawde moglibysmy przejac. Wydaje mi sie, ze to nie moglo sie udac, bo jestesmy narodem narzekaczy i zawistnikow (innym zawsze jest lepiej od nas), no i indyk jednak malo jakis taki polski jest ;) A przeciez mozna by znalezc nasza wlasna date dla takiego swieta - 11 listopada jest idealny wrecz. Po pierwsze to swieto, z okazji ktorego mozna byc wdziecznym, po drugie i mieso by sie znalazlo - wszak to imieniny sw. Marcina - a na sw. Marcina najlepsza gesina! :) I moglibysmy zrobic z tego naprawde radosne swieto, a jesli przy okazji moglibysmy wtedy wyrazic bliskim wdziecznosc za to, ze sa z nami, gdybysmy podziekowali, komu tam kazdy chce, czy uwaza, za to, ze jestesmy tu i teraz, za wszystkie te dobre rzeczy, ktore nas spotykaja - byloby naprawde lepiej na swiecie :) Co o tym myslicie? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Halloween i inne swieta importowane 07.11.13, 16:53 Podoba mi się Twój pomysł, Maniu. Idea - (radosne swieto, a jesli przy okazji moglibysmy wtedy wyrazic bliskim wdziecznosc za to, ze sa z nami, gdybysmy podziekowali, komu tam kazdy chce, czy uwaza, za to, ze jestesmy tu i teraz, za wszystkie te dobre rzeczy, ktore nas spotykaja) - jest naprawdę piękna. Jestem całym sercem za tak pozytywnym świętem. Mam tylko wątpliwości czy data - 11 listopada byłaby odpowiednia na święto swojskiego " święta dziękczynienia". Obawiam się, że Twoje dobre intencje mogłyby być źle zrozumiane i odbierane przez niektórych, jako zamach na święto narodowe. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Halloween i inne swieta importowane 07.11.13, 16:56 nie jestem fanem Ameryki, ale podoba mi się, że ich święta są pozytywne. jakby Polska była Ameryką, to na bank świętowalibyśmy napad na Pearl Habour albo ofiary wojny wietnamskiej. powinniśmy, wg mnie, szukać własnych, nowych świątecznych zwyczajów, ale właśnie takich by były okazją do zabawy. nie chodzi mi o zamykanie zadumy czy patosu w gettcie, ale o to, że pzaduma i patos nie tworzą wspólnoty, w zadumie i patosie tzw. kapital społeczny, poczucie wspólnoty się nie realizuje, mało kto umie sie zadumać na rozkaz czy odnajduje w patetycznym uniesieniu, no chyba że podczas grania hymnu przed meczem piłkarskim ;] Halloweenowe dynie sa sympatyczne. mnie się taki styl podchodzenia do śmierci podoba. jasne, że wielo[wiekowej?] tradycji św Zmarłych nie pokona, ale warto wykorzystać ten zwyczaj, żeby mówić inaczej o śmierci, zachęcac dzieci do zabawy w ten dzień, do gier jakichś, do chodzenia za cukierkami, bo to ma swój urok, zamiast tarmosić je na groby, gdzie... zaduma i patos najczęsciej zresztą wionące kabotyństwem. one nie czują tego święta, a myślę, ze jakby je zachęcać do zabawy z tymi dyniami i ogolnie do spędzania 1 listopada na zabawach, to miałyby się lepiej i nie czekały na ten dzień jak na egzekucję. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Halloween i inne swieta importowane 07.11.13, 19:24 Dynie są sympatyczne, aczkolwiek halloweenowe zabawy z dyniami, przebierankami i chodzeniem po domach po cukierki to robienie ze Wszystkich Świętych popkulturowej papki. To mi się nie podoba. >w zadumie i patosie tzw. kapital społeczny, poczucie wspólnoty się nie realizuje, A jednak 1 listopada zmotywował Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, Irlandii do odwiedzin na tamtejszych cmentarzach i palenia zniczy. wiadomosci.onet.pl/wielka-brytania-i-irlandia/luna-zniczy-i-tlumy-polakow-na-cmentarzach-w-uk/j5bwp Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Halloween i inne swieta importowane 07.11.13, 20:24 Z dyni to najlepsza jest zupa o najpiękniejszym kolorze na świecie. Rodacy, tak trzymać:) Ps. Spotkałam się w wakacje ze znajomym od lat mieszkającym w USA. Wybierał sie na groby tłumacząc, że bardzo mu brakuje tam na obczyźnie korzeni. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Halloween i inne swieta importowane 07.11.13, 20:42 pepsic napisała: > Z dyni to najlepsza jest zupa o najpiękniejszym kolorze na świecie. A ja jeszcze nigdy nie jadlam ... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Halloween i inne swieta importowane 08.11.13, 16:05 na pewno tak właśnie jest. pytanie : lepsza lekko kiczowata popkultura czy lekko nadpsuta tradycja ? :] dyfuzja kulturowa ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Halloween i inne swieta importowane 08.11.13, 16:35 Może i nadpsuta (tu dyskutowałabym), ale własna. Dobrze mieć coś, czym można się wyróżniać na tle innych. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Halloween i inne swieta importowane 09.11.13, 14:04 dlaczego nikt nie chce z Polski czerpać zacnych wzorców kulturowych [vide św. Zmarłych], a kiczowaty Halloween znajduje sympatyków w świecie ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Halloween i inne swieta importowane 09.11.13, 14:15 Odpowiedź jest prosta, zdecydowana większość ludzkości woli spędzać miło i przyjemnie czas czas na bezmyślnej zabawie, niż zmuszać się do choćby minimalnej refleksji na tematy ostateczne takie, jak śmierć. Wieczna zabawa to rys charakterystyczny popkultury. Tu temat śmierci, starości praktycznie nie ma prawa istnieć. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Halloween i inne swieta importowane 09.11.13, 16:52 wiesz, ja myślę, że jest inne przeciwstawienie. nie refleksja kontra zabawa. raczej bezrefleksyjnośc tuszowana ceremoniałem i pustym nabożeństwem kontra świadome odejście od refleksji. wydaje mi się, że myślącej jednostce święto nie jest potrzebne do refleksji nt. śmierci. a tłumu, z samej natury, nie stać na żadną zbiorową refleksję, a wyłącznie na celebrę rytuałów i gestów. zatem, ja bym postawił na Halloween, który przynajmniej pozwala się nie pogrążać w smutnawych ceremoniałach [będę się upierał, jak widzisz, że są one jednak smutnawe, od kiedy żyję 1 listopada ma twarz ponurą, takich ludzi w ten dzień widzę, zwróć też uwagę na datę - dlaczego św. Zmarłych nie jest 1 lipca albo 1 sierpnia tylko 1 listopada, kiedy zwykle jest chłodno i jesiennie ? zamierzone przesłanie tego święta ma się komponować ze spodziewaną aurą, ot co :)]. wiesz, popkultura ma bawić, proponowac rozrywkę, dlatego śmierć tutaj nie pasuje. wg mnie, jest to logiczne. po popkulturę sięgamy aby się rozerwać. nikt nam nie zabrania istnieć poza nią, myśleć samodzielnie. śmierć dotyka nas tak czy owak, zmusza do zastanowienia nad nią. ale zwykle są to momenty które nie wiążą się z konkretną datą, raczej z okolicznościami na nas spadającymi albo odbijającymi się echem w świecie czy okolicy. jak ktoś nie chce albo nie umie, to refleksja o śmierci nie najdzie go z powodu 1 listopada :] a mówimy o dorosłych. co zaś z dziećmi, które z natury w gros przypadków nie mają tak rozwiniętego intelektu i wyobraźni, jak dorośli ? co one rozumieją z 1 listopada ? groby, znicze, kwiatki, nabożny kabotynizm dookoła, po łapach za każdą zabawę spontanicznie wymysloną... ;] słabe wzorce. ciekawe, że Polacy są uznawani za ponuraków, i to właśnie w Polsce mamy św. Zmarłych... hehe, nie wiem, co było pierwsze : jajko czy kura, ale związki między nimi wydają się zaciekawiające :]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Halloween i inne swieta importowane 08.11.13, 16:49 >lepsza lekko kiczowata popkultura Amerykańska kulturowa konkwista. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Halloween i inne swieta importowane 07.11.13, 20:13 Maniu, mam wątpliwości, bo w Polsce nie zauważam ani Halloween, ani potrzeby Halloween, ale być może prosta baba jestem. Ponadto wykreowanie jakiegokolwiek święta uważam za karkołomną rzecz, zwłaszcza w dniu święta już istniejącego. Tu potrzebny jest impuls jak w przypadku przytoczonego Święta Niepodległości 11 listopada. Zauważ, jeszcze kilka lat temu mało kto słyszał o marszu niepodległości w tym dniu, który pierwsza, pewnie niechcący rozpropagowała gazeta wyborcza gwizdkami Blumsztajna (tego od "pie..., nie rodzę",) potem niemieckie bojówki i policyjne prowokacje. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 10 [1] 07.11.13, 10:49 9 odcinek kończył się sceną nieudanego zamachu na Nucky'ego Thompsona. Zaplanowanego przez braci D'Alessio, będących w gruncie rzeczy marionetkami bossa nowojorskiej mafii, Rothsteina, mającego rachunki do wyrównania z Thompsonem, a przy okazji także interes do zrobienia, który wymaga wyeliminowania go z gry. W pierwszym rzędzie Nucky dba o to, by nic nie stało się Margaret i jej dzieciom. Zdaje się, że już na dobre mieszkają razem, ewentualnie on tam nocuje. Ustanawia Richarda Harrowa domowym ochroniarzem. Harrow, przywieziony do Atlantic z Chicago przyjaciel Jima Darmody'ego, ma pewien defekt - na wojnie stracił połowę twarzy, zastępuje ją maską. Z tego powodu wzbudza strach u dzieci Margaret. Nucky zwraca mu uwagę, żeby nie pokazywał się dzieciakom w tej masce. Tyle że bez maski, to już w ogóle będzie katastrofa, więc toleruje jakoś Richarda i każe mu być maksymalnie dyskretnym. Margaret, z powyższych powodów, nie jest zadowolona z obecności Harrowa w domu, ale z czasem zaczyna człowieka rozumieć. Richard jest cichy, skromny, niezwykle kulturalny i wyraźnie speszony swoją przypadłością. Wreszcie Margaret postanawia jakoś przełamać lody - czyta dzieciakom bajkę "Czarnoksięznik z krainy Oz" i porównuje Richarda do Blaszanego Drwala z tejże bajki. Od razu inaczej na niego patrzą i jego maska przestaje wzbudzac w nich lęk. Sama zaś przeprasza go za początkowy dystans i chłód wobec jego osoby. Jimmy Darmody na dobre zagościł w domu. Po śmierci świadka jego napadu i zabójstwa 5 konwojentów Rothsteina - został wypuszczony z aresztu, zarzuty oddalono, wskutek braku dowodów, a nawet poszlak. Zupełnie inaczej niż przed wyjazdem do Chicago traktuje swoich bliskich. Przeszkadzającego mu niegdyś syna traktuje z uwielbieniem. Stara się także zbliżyć do żony. Angela maluje kolejny obraz, a Jimmy wyznaje jak bardzo podoba mu się jej sztuka. Musi się to skończyć seksem o poranku, ale tym razem nie widać, zeby się zmuszała do tego. Przeciwnie. Po południu wychodzą na spacer promenadą. Syn biegnie prosto do zakładu fotograficznego Dittrichów. Jimmy za nim. I wtedy mały wskazuje palcem na zdjęcie Dittricha, widniejące na wystawie, i mówi "Ten pan całował się z mamą". Jimmy upewnia się, że dobrze usłyszał, a potem wchodzi do środka, gdzie Dittrich właśnie fotografuje jakieś dziecko z matką. NIe ma litości :] Łapie Dittircha i powala na ziemię. Potem wyrzuca przez oszklone drzwi na ulicę. Ludzie się zbiegają. Jimmy zdejmuje marynarkę, chwyta za... statyw od aparatu i naparza nim leżącego Dittricha. Tu i tam podnoszą się głosy, żeby wezwać policję, a Jimmy mówi gapiom "ten cham dobierał się do mojej żony". Cóż, fakty są takie, że żona chętnie pozwala mu sie do siebie dobierać, Jimmy był wtedy od 2 lat na wojnie, nie było wiadomo czy żyje, a i przed jego wyjazdem na front nie mieli ze sobą jakiegos nadzwyczajnego kontaktu i był to związek ze znakiem zapytania. Ciekawe, że zawsze w takich okolicznościach obrywa kochanek, a zdradziecka żona uchodzi z życiem ;]] Angela oczywiście próbowała Jima odwieśc od bicia Dittricha, jakkolwiek mocno przeżyła ochłodzenia stosunków z nim i jego żoną, wywołanego powrotem Jimmy'ego i przyhamowaniem obiecująco rozwijającego się seks-trójkąta. Po wszystkim, Dittrich ląduje w szpitalu ze złamaniami i wstrząśnieniami. Angela odwiedza zakład i przeprasza jego żonę, a swoją od-dawna kochankę, za to co się stało. Pani Dittrich odpowiada jej, ze to wszystko zima - ona i tak nie kocha męża, zamierza go puścić w trąbę. Proponuje Angeli wyjazd do Paryża. Jej i jej synowi. Angela zaskoczona jest zupełnie. Otwierałoby to nowe perspektywy : związek z kimś kogo kocha, możliwości artystyczno-finansowego spełnienia, a pani Dittrich dodatkowo kusi ją wizją jej syna chodzącego do szkoły Isadory Duncan i uczącego się języka francuskiego. Jak tu teraz wybrać ? Jimmy się zmienił i ona zaczyna czuć sie dobrze z nim, ale z drugiej strony - Paryż, sprzedawania obrazów, spełnienie uczuciowe... W Niujorku Rothstein spotyka się z braćmi D'Alessio i Doyle'em, który się z nimi trzyma przeciw Thompsonowi, ktory go wyrzucił z biznesu i palcem nie kiwnął, kiedy Doyle siedział w więzieniu. Zamach się nie powiódł, a drugi raz będzie cięzko zaskoczyć przeciwnika. Rothstein, lubiący mówić metaforami, powiada "Wiecie dlaczego jestem dobrym hazardzistą ? Bo nigdy nie obstawiam wydarzenia, którego wyniku nie znam" :] Przekaz jest jasny : panowie, shrzaniliście robotę i nie podobacie mi się, narobiliście zbędnego szumu i teraz już gość, i reszta towarzystwa, będą czujni i ostrożni. Tłumaczą sie bracia gęsto, odgrażają, że "przyniosą jego głowę na talerzu", pytają jak mogą Rothsteinowi wynagrodzić, na co on odpowiada "Przeproście mnie pieniędzmi" :] Następnego dnia niespodziewanie Nucky'ego odwiedza Doyle. Nucky wie doskonale, że Doyle współpracuje z gangiem D'Alessio, kiedy on sam o wspomina, ze z nimi się zwiąchał - Thompsonwięc wskakuje na niego wkurzony, a Jimmy wyciąga pistolet jak do egzekucji. Doyle opowiada historię swoich związkow z braćmi, potwierdza że to oni stali za seria napadów na ludzi związanych z Nuckym i jego interesami i że wszystkim zarządza Rothstein. Wraca do momentu, kiedy czarnoskórego wspólnika Thompsona, Chalky'ego White'a odwiedził pewien facet proponując interes alkoholowy bez dzielenia się zyskami z Nuckym. Chalky wziął to za test lojalności, jakiemu poddaje go Thompson, odmówił, a potem zwrócił uwagę Nucky'emu, że powinien mu bardziej ufać. Wtedy Thompson nie bardzo załapał o co chodzi, przecież nikogo z "propozycją-testem" nie wysyłał. Teraz wie już, kto za tym stał. A cel był prosty, chodziło o to by zorientować się w ilości towaru jakim obraca Nucky i jego wspólnicy. Rothstein chce bowiem przejąć rynek wódczany w Atlantic, zalać go whisky sprowadzaną z Anglii. Nucky wzywa Chalky'ego. Wyjaśnia mu sytuację. Zastawiają pułapkę. Chalky kontaktuje się z tym posłańcem i wyraża ochotę wejścia w zaproponowany biznes. Podlewa to informacją, że to bracia D' Alessio stoją za powieszeniem jednego z ludzi Chalky'ego. Chalky pyta "A co zrobisz z Rothsteinem ?", na co Nucky odpowiada "Zrobię z niego najbogatszego trupa w Nowym Jorku". Dwóch z braci D'Aleesio i ten wygadany posłaniec zjawiają się w te pędy. Chalky zgadza się na wszystkie warunki, dostaje dumną, hehe, etykiete "naszego człowieka z Atlantic", ale oczywiście to ściema. Na ostatniej prostej Chalky wyjmuje dwa pistolety i terroryzuje cała trójkę. UJawniają się Nucky i Jimmy. Nucky rozpoznaje w jednym z braci zamachowca. Nucky'ego interesuje jak dopaść pozostałych czterech braci, wygadany posłaniec [Lansky] składa mu ofertę doprowadzenie do ugody między nim, a Rothsteinem. Jest grzeczny i zachowuje zimną krew. Bracia D'Alessio przeciwnie. Są związani i na kolanach, ale języka za zębami trzymać nie umieją. Jeden pyskuje zbyt nachalnie i Jimmy go zabija. Drugi grozi Chalky'emu powieszeniem, za co Chalky dusi go gołymi rękoma. Lansky'ego... Nucky wypuszcza "Idź do Rothsteina i powiedz co tu widziałeś". Dobra mysl :] Pojawia się informacja o przyznaniu kobietom prawa do głosowania. Nucky wiedział, ze ustawa przejdzie, od pewnego czasu przygotowywał więc Margaret do występowania w charakterze politycznej agitatorki, która przekonywac ma nowy target wyborczy :] do oddawania jedynie słusznych głosów. Margaret właśnie ma wystąpić na prezentacji kandydata Republikanów na nowego burmistrza Atlantic - Badera. Jubel jest uroczysty, sala wypełniona, Margaret zostaje z honorami zaproszona na ambonę. Zdenerwowanie ustępuje talentowi retorycznemu, i jakkolwiek nie mówi nic sensacyjnego, ot typowe polityczne wystąpienie, zachwalące kandydata, to wrażenie robi jej uroda, pewność siebie i styl. Dostaje wielkie oklaski, na scenę wychodzi sam kandydat, a Margaret siada na krześle obok. Z daleka widzi stolik, przy którym siedzi Nucky z innymi politykami. Obserwuje ich. Widzi, że kompletnie nie słuchają Badera, za to wydają się być rozbawieni. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 10 [2] 07.11.13, 11:13 Robi się jej przykro, bo nachodzi ja myśl, że ich wesołość wynika z faktu, że oto urobili kobiecy elektorat, po to żeby osadzić na stołku swojego kacyka. Co z tego, ze kobiety mają głos, skoro mężczyźni rozdają karty i dyktują warunki ? Margaret czuje, że została wykorzystana. Sama chciała wystąpić, wiedziała na co się decyduje, ale chyba dopiero po fakcie dotarło do niej jakie są reguły tej zabawy i jak bardzo jest ona w niej narzędziem, a nie podmiotem. Bo taka też polityka jest. Kiedy wraca do domu, dosyć przygnębiona, wdaje się w rozmowę z Richardem. Harrow mówi jej, że tak naprawdę stracił poczucie tożsamości, z powodu swojej twarzy. Czasami nie wie sam kim naprawde jest. To samo czuje Margaret, kiedy patrzy w lustro - czy już się sprzedała ? A może wcale sie nie sprzedała, tylko robi coś ważnego ? I czy robi to w zgodzie ze sobą samą ? Akceptuje rzeczywistość zamiast ją zmieniać ? W finale 9 odcinka skorumpowany agent Sebso, na polecenie zwierzchników federalnych, likwiduje świadka, który mógł swoimi zeznaniami pogrązyć Jimmy'ego Darmody'ego, co mogłoby prowadzić do postawienia w stan oskarżenia także Nucky'ego Thompsona, wówczas [i teraz] faktycznego bossa Jima. Nucky posmarował gotówką, robota została wykonana, Jimmy uwolniony od zarzutów. Sebso spreparował całą akcję, zabił świadka z zimną krwią, a potem upozorował jakoby chłopak na niego napadł, uderzył kamieniem i biedny agent musiał się rozpaczliwie bronić. Sebso jest przesłuchiwany przez fedsa z AC, trzyma się swojej wersji, na czole ma [własnoręcznie zrobiony] ślad po walnięciu kamieniem... Wszystko trzyma się kupy. OBecny przy przesłuchaniu Van Alden jest wściekły, kiedy słyszy jak Sebso tłumaczy, że zdjął kajdanki świadkowi, aby ten mógł się po ludzku wysikać. "Wstydziłem się rozpiąć mu rozporek", powiada Sebso. Agent kaja się, ma minę zbitego psa, "ta smierć nie da mi spać", skarży się, ale ma usprawiedliwienie. Odpowiedzialnością za fiasko całego śledztwa zostaje obarczony Van Alden. Dowiaduje się, że to jeszcze jedna wpadka i pożegna się z robotą. Cały załamany idzie do baru. Zamawia... whisky :]] Agent ścigający łamiących ustawę prohibicyjną - zamawia sobie dwie setki na polepszenie nastroju :} W głębi sali zauważa siedzącą przy stoliku markotną Lucy. Van Alden rozpracowuje Nucky'ego, ma informacje na temat jego kobiet, więc wie, że Lucy była jego dotychczasową flamą. Teraz zastąpiła ją Margaret, która zresztą Van Aldena pociąga bardzo. Los zsyła więc Van Aldenowi szansę na jaką czekał - jesli zdoła namówić do zeznań Lucy może coś znaleźć na Nucky'ego. Zdradzona kobieta zrobi wiele, aby zemścić się na niewiernym kochanku, nieprawdaż ? ;] Póki co, Van Alden przysiada się, zamawia jej drinka, częstuje papierosem, a potem ląduja w łózku i mają seks, i to całkiem śmiały. To musiał byc cięzki dzień dla bogobojnego drętwego agenta, skoro poszedł na całość i nie dość, że sięgnął po zakazane procenty, to jeszcze uczepił się jeszcze bardziej zakazanego seksu pozamałżeńskiego ;] www.youtube.com/watch?v=IF2jY6Qcb9y Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 10 [2] 07.11.13, 19:58 Nucky zaczyna działać metodami brutalnej konkurencji. Margaret jest coraz bardziej interesującą postacią. Prawdaż, do wszystkiego najgorszego zdolna jest zdradzona kobieta. :) Zobaczymy, co zdziała Van Alden. Świetna opowieść, dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 10 [2] 08.11.13, 16:02 jak Kuba Bogu... ;] bardzo. wydaje się, nie wiem czy masz takie wrażenie ?, że ona ma talent polityczny i gdyby tylko była w stanie wpaść na taki koncept, no i okoliczności byłyby odpowiednie, mogłaby stworzyć partię kobiecą, która byłaby w stanie rywalizować z kandydatami na burmistrzów i senatorów wystawianych przez istniejące organizacje rządzone męską ręką. ale to ma być przecież zgodne z realiami Ameryki lat 20-tych, więc kobieta może być, póki co, politycznym instrumentem w rękach męskich szarych eminencji. tym bardziej ciekawe : ile wie, i ile może sprzedać. Van Alden zapewne będzie działał dłuższy czas, nie wydaje mi sie, żeby taki aktor jak Michael Shannon łatwo z serialu został wykibicowany. Trochę pobędzie :] chociaż... kto ich tam wie. dzięki, Barbasiu. świetny to serial, znakomicie zrobiony, perfekt :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Dziś ostatni odcinek "Forbrydelsen"? 07.11.13, 20:00 Wreszcie się wszystkiego dowiemy! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [1] 08.11.13, 11:40 No to już wszystko wiadomo. Wam, części z Was ?, wiadomo nawet od pewnego czasu, hehe. www.kinomaniak.tv/seriale/forbrydelsen/s2e10#SEZON2 A słowami, to będzie mnie więcej tak... 9 odcinek finiszuje ucieczką Bilala, żołnierza podejrzanego o morderstwa, a także o wykasowanie radiogramów, które nadeszły z Afganistanu - wtedy kiedy doszło tam do zamordowania afgańskich cywilów przez oficera duńskiego, o nadal nie ustalonej tożsamości. Bilal ma ze sobą, w charakterze zakładniczki, żonę Rabena & córkę Pułkownika, Louise. Sara Lund i Strange wracają z Afganistanu, gdzie dzięki jej dociekliwości udało się potwierdzić, że faktycznie do zabójstwa cywilów doszło, a co dowodzi, że Raben i jego ludzie od początku mieli w tej sprawie rację. Na lotnisku czeka matka Lund i matki świezo poślubiony mąż. Dziwna sytuacja. Matka zwierza się jej, ze miała zły sen - widziała w nim córkę leżacą zupełnie bez życia. Sara i Strange rozdzielają się. Lund w samochodzie rozprawia przez telefon o odkryciach jakie poczyniła w Afganistanie, "przesztrzelone czaszki", "morderstwa w kraju [i zagranicą]", "te zabójstwa wyglądają na rytualne, zarówno tam popełnione, jak i te z kraju, to musi być ten sam sprawca... matka z tylnego siedzenia wszystkiego słucha, widać ją na dalszym planie. Sytuacja staje się tak nieznośna, że mąz matki proponuje taktownie, aby wysiedli. [Pepsic, wspominałas o tej scenie, rzeczywiście świetna]. Na miejscu Brix pokazuje Lund własne odkrycie - klucz znaleziony w szafce majora, podrzucony tam zapewne przez Bilala - razem z telefonem, połówkami nieśmiertelników 5-tki zamordowanych - wiedzie do magazynu, na terenie koszarów chyba ?, w którym sprawca zgromadził materiały wybuchowe, dyski komputerowe, kamerę, wszystko co służyło mu do aranżowania i popełniania zbrodni. Są narzędzia zbrodni na Drausholm i pastorze, z ich DNA. Bilal uznawał ludzi Rabena za zdrajców, nienawidząc dzielnie talibów - chciał obarczyć winą za swoje zabójstwa Kodmaniego i innych fundamentalistów z Danii, popierających poglądy talibanu. Posługiwał się mailem i tożsamością Per K.Mollera - wynajął na jego nazwisko skrytkę pocztową, a także ten tutaj magazyn. Znali się z batalionu Egger. Śladów palców Bilala nie znaleziono, zapewne z powodu jego nadzwyczajnej czujności. Lund kręci na to nosem. Dowodem ma być tylko ten klucz ? Dlaczego Bilal trzymałby te wszystkie rzeczy na terenie jednostki wojskowej ? I nadal nie wiadomo, kim był ów Perk afgański, osoba Bilala nic nie wyjaśnia w tej kluczowej sprawie. Ciekawsza byłaby lista komandosów, którzy w tamtym czasie służyli w Afganistanie, ale wojskowy kontrwywiad jej nie dostarczy, bo nie moze zdradzać takich sekretów kuchni. Teraz sprawa Perka należy do wojska i ono ma sobie poradzić z ustaleniem jego nazwiska. Sara wspomina, że mogliby się z tej listy dowiedzieć czegoś więcej np. o Strangem, na co Brix tłumaczy, że przecież już mają potwierdzenie, że Strange został wysłany z Afganistanu do domu długo przez tym epizodem z zabójstwem cywilów. Strange się zjawia cichaczem, z boku słucha ich rozmowy, i kiedy dociera do niego, że znów Sara Lund go podejrzewa - wychodzi z miną urażoną. Spotykają się na parkingu, gdzie na jego pytanie "O co ci jeszcze chodzi ?", Sara tłumaczy, że widać jest przemęczona i stąd jej nerwowość. Kiedy tak stoją, Lund zauważa witrynę księgarni z pismami i ksiązkami fundamentalistów islamskich. Jest ona tuż obok koszarów. "Jesli Bilal chciał znaleźć inspirację, to miał ją tuż pod nosem", mówi w zamysleniu. W tym samym momencie na radio przychodzi informacja, ze zlokalizowano samochód Bilala. W koszarach, czy też przy ich bramie, Pułkownik spotyka się z Rabenem - trochę mu wyrzuca, że to przez niego Louise została porwana, doradza stanowczo, żeby się nie mieszał w całą awanturę, bo jeszcze pogorszy sprawę i niech to policja załatwi. Rzecz w tym, że za chwilę na telefon Pułkowniika dzwoni Bilal. Gada jak hitlerowiec : że wykonał rozkaz, nic więcej. Domaga się od Pułkownika pomocy, "wyciągnijcie mnie z tego !", powiada że został wkręcony w całą historię. Raben przejmuje telefon i żąda dowodów na to, że Louise żyje. Bilal podstawia jej telefon do ucha [ręce ma związane], a Louise daje głos, a tym głosem próbuje ich naprowadzić na ślad. Bilal od razu zabiera telefon i sprzedaje jej sierpowy. Raben podskakuje przy telefonie ze swojej strony. Bilal grozi, ze jesli powiadomią policję - Louise zginie. Rozłącza się, a potem wyciaga kartę z telefonu, więc jest nie do namierzenia. Raben z Pułkownikiem dochodzą do wniosku, że Bilal musi kręcić się wokół jakichś wojskowych obiektów, gdziez indziej miałby szukać schronienia ? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [2] 08.11.13, 12:19 W tym czasie Sara Lund i Strange maglują po raz enty majora. Wszystko przemawia za winą Bilala, to on zataił radiogramy z Afganistanu, on mógł podrzucić majorowi obciązające go przedmioty. Jedno nurtuje Sarę niezmiennie : rola w tej całej hecy komandosów duńskich. Raben i jego ludzie mówili prawdę - był tam "Perk". Jesli Perkiem nie okazał się żaden z zołnierzy batalionu Egger, to musiał tam być inny oddział, czyli komandosi. Ale do ich danych nie ma dostępu. Major potwierdza, ze Bilal nie znał osobiście Pera K.Mollera, a w momencie gdy Moller zginął - nie było przy nim nikogo innego, tym bardziej żadnego komandosa. Nadal Lund interesuje się niesmiertelnikiem Mollera, moze jego drugą połową ? Wszak znalazła jedną połówkę w piecu w domu, w którym doszło do zbrodni w wiosce. Zapewne więc chodzi o tę odłamaną drugą połowę. Brix zawiadamia ją, że znaleziono samochód Bilala, że dzwonił on do Pułkownika i Rabena, którzy teraz go ściagają. Wypadałoby zatrzymać także ich, zanim zrobią coś głupiego. Policaje ustalaja konkretny opuszczony od dawna budynek wojskowy, podejrzewając że tam Bilal może się zamelinować. Lund chce jeszcze raz skontaktowac się z Fredrikiem Holstem, lekarzem z Afganistanu, który przyjmował i ewidencjonował ciała zabitych w tamtym epizodzie w wiosce. Chce go spytać o to, co stało się z nieśmiertelnikiem Mollera, oraz - czy w tamtym czasie leżał w szpitalu także jakis ofircer z oddziału komandosów. Jak się nie da drzwiami, to oknem wchodzi, ma babka cojones ;] Raben z Pułkownikiem napotykają Bilala, wychodzącego ze sklepu,w pobliżu opuszczonej bazy wojskowej. Bilal ucieka : najpierw piechotą, potem autem. Wjeżdzają na teren tej bazy. Bilal porzucił auto, wiec musi być w środku. Pułkownik zostaje na zewnątrz, aby powiadomic policję. Raben, zaopatrzony przez niego w pistolet, wchodzi do srodka. Biega korytarzami szukając Bilala i swojej żony. Wreszcie ich znajduje. Bilal mierzy do niej z pistoletu. Każe Rabenowi wyłazić, a potem połozyć broń. Raben grzecznie spełnia jego rokazy. Wkurzony mówi, że kazał im go nie szukać, a potem jakby się tłumacząc mówi, ze tam w wiosce, to nie byli "cywile" żadni, tylko informatorzy talibów, a wiec cała zbrodnia nie była zbrodnią, zabito wrogów, a nie bogu ducha winnych obywateli. Wtedy zjawia się Lund, z policją zawiadomioną przez Pułkownika, z bronią wycelowaną w Bilala. Każe mu odłożyć pistolet i uwolnić Louise, dopiero wtedy będą mogli porozmawiac i znajdzie się dla niego pomoc. Bilal uparcie powtarza "wykonywałem rozkazy !". Z drugich drzwi wyskakuje Strange z pistoletem również w niego wycelowanym. Bilal poddaje się, uwalnia Louise, którą zabiera Raben i oboje znikaja. Potem odkłada broń. Lund pyta go o radiogramy, które wykasowywał, co w nich było ? czy mówiły coś o tożsamości "Perka" ? Ale Bilal już nie słucha, rozpina mundur, pod spodem ma materiały wybuchowe przymocowane do ciała. Strange porywa Sarę i rzucają się do ucieczki. Bilal mamrocze pod nosem "Za Boga i Królową" i detonuje bombę. Oczywiście, rąbnięcie jest efektowne. Po wszystkim, adwokatka informuje Rabena, że oskarżenie pod jego adresem było niesłuszne, zostanie uwolniony. Odsiedział 2 lata, więc nawet jeśli jego ostatnie wybryki zostaną ocenione jako przestępstwo, to pewnie się wyrok zmieści w tych 2 latach, ktore odfajkował bez powodu. Radzi mu tez, by wystąpił o odszkodowanie. Ale Raben chce już tylko zostać sam na sam z żoną. Louise wyprowadza się z koszarów, z mieszkania które jej Pułkownik załatwił. Teraz zamieszka razem z Jensem, na razie w jakims ośrodku w ktorym zostanie on zameldowany, do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy, a może nawet tylko do momentu załatwienia wszystkich formalności. Na komisariacie jest spotkanie opłatkowe ;] Za opłatek robią kieliszki z winkiem marki winko, sprawa wyjasniona, można świętowac. Wszyscy świętują zatem, oprócz oczywiście Lund. Bo dla niej nic nie jest zakończone. Kim jest Perk ? Na to pytanie przecież nie znaleźli odpowiedzi. Bilal nie żyje, ale nic mu nie udowodniono, poza tym, ze kasował radiogramy, które przychodzily wówczas do bazy wojskowej, taił zatem prawdę o wydarzeniach w wiosce. Sara zastanawia się, dlaczego podczas pierwszego przeszukania koszarów nic nie znaleźli. Policjant, którego pyta, odpowiada, ze pewnie Bilal później podrzucił majorowi te wszystkie graty. Przychodzi jej tez do głowy pytanie na miarę jej wysokiej inteligencji : dlaczego Anne Drausholm nigdy nie poprosiła o pomoc policji ? Dlaczego prowadziła sprawę samodzielnie ? Wynajęła sobie prywatną ochronę, a policji o nic nie prosiła, w ogóle nie chciała się z policją kontaktować... czy to nie zastanawiające i niezwykłe ? Potem pyta, kto prowadził pierwsze przeszukanie w koszarach. Pada odpowiedź : Strange. Hedeby, brunetka, kochaka Brixa, zaczepia Sarę i gratuluje jej, zawiadamia, ze będą ją prosić o to, by wróciła do wydziału. Ale Lund ma inne sprawy, wiszą jej przeprosiny za "początkowy brak zaufania". Pyta Brixa, czy Strange ma alibi na czas, kiedy się rozdzielili. Lund zajmowała się wtedy przypadkiem śmierci pastora, a Strange oficjalnie był w innym miejscu, gdzie miał zbadać stan wiedzy o zabójstwach w środowisku imigrantów. Brix nie widzi tutaj nic zdrożnego, owszem Strange był wtedy na wyjeździe. Jakby tego było mało, Pułkownika odwiedza Generał. W trudnej rozmowie, wzburzony Pułkownik wyciąga od niego coś, co rzuca dodatkowe światło na całośc materiału dowodowego, to co chciałaby wiedzieć Sara Lund gdyby miała dostęp do wojskowych tajnych danych. Generał opowiada Pułkownikowi, że policja prosiła o sprawdzenie, czy jeden z jej ludzi, oficer służb specjalnych, był w Afganistanie w tym czasie, kiedy doszło do zbrodni na cywilach. Generał mówi : daliśmy im odpowiedź przeczącą, ale to było KŁAMSTWO. Owszem, ten oficer - czyli Strange] został odwołany do kraju, ale później WRÓCIŁ do Afganistanu. Miał tajną misję. Dlatego m.in wojsko dostało polecenie kasowania radiogramów jakie nadchodziły z Afganistanu. Wszystko dla zachowania tajemnicy. To był "rozkaz, który wykonywał" Bilal. Generał opowiada, że "ten oficer" [Strange] "na parę dni odłączył się, bez pozwolenia". Pułkownik jest wściekły, słysząc jak jego zwierzchnik spokojnie mówi o czymś, co kosztowało życie jego żołnierzy. Wiedzieli, co się stało, wiedzieli kto to zrobił, wiedzieli kto zabija zołnierzy w kraju - i nic nie zrobili. Z powodu "konieczności zachowania tajemnicy o tajnej misji". Każe Generrałowi wychrzanić z pokoju, i trzymać się z dala od zołnierzy jego batalionu. Generał nie reaguje, a cynicznie zyczy Pułkownikowi, aby wychował kolejne zastępy dobrych żołnierzy, i że on, Generał, zawsze będzie go w pełni popieral i stał za nim murem. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [3] 08.11.13, 12:32 Na komisariacie Sara Lund dowiaduje się od Brixa, ze Strange zaraz odwozi Rabena do tego ośrodka, w którym Raben ma teraz mieszkać. Od razu schodzi na dół i przyłącza się do nich. Już wiadomo, kto jest kim, teraz chodzi tylko o to, by nie dać mu uciec, a przede wszystkim nie wykonać swojej roboty do końca. A póki co... Polityczna rozgrywka za kulisami, a za to na najwyższym szczeblu - trwa. Media huczą po aresztowaniu Rossinga i Bucha. Buch jest przesłuchiwany przez kontrwywiad. Mówi co wie, albo co mu wychodzi z poszlak : premier wiedział o tym, ze w Afganistanie zołnierze zabili cywilów, ale zataił to. Wiedział od Rossinga, ministra obrony. Obaj nic nie zrobili, ale premier był tym który podejmował decyzję. To on jest zdrajcą. Na to przesłuchiwacz wymienia Buchowi całą listę przestępstw i wykroczeń jakich ten dopuścił się wobec racji stanu państwa : puszczanie przecieków, nielegalne pozyskiwanie danych przez sekretarkę za jego zgodą, zagadkowe odwiedziny jakimi zaszczycił Monberga, po których facet wykorkował; a do tego niewyjasnione ujmowanie się za islamistami [chyba chodzi o to, ze Buch, jako min.sprawiedliwości przez pewien czas blokował ustawę antyterrorystyczną, uwazając, ze jest zbyt ostra i krzywdząca wobec środowisk muzułmańskich], no i tajne spotkanie z Lund, prowadzącą całą sprawę [po prawdzie, w tamtym momencie była od niej odsunięta]. "Czy podtrzymuje pan swoje zarzuty wobec premiera ?", pyta, po tej wyliczance, tajniak ? Na to Buch "Nie... Zamierzam je zaostrzyć" :] To jest gość, hehe. Wtedy do pokoju wchodzi inny tajniak z informacjami na ucho dla tego pierwszego. Chodzi o to, ze w Afganistanie potwierdzono zabójstwo cywilów, zbrodnię wojenną. A więc Buch zyskuje przewagę. Wychodzi i naradza się ze swoimi ludźmi. . Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [4] 08.11.13, 12:56 Buch chce zwołania posiedzenia tej grupy. Bez zawiadamiania premiera. A plan ma nie lada : chce postawić premierowi ultimatum : albo sam się poda do dymisji albo jego własne zaplecze polityczne postawi wniosek o odwołanie rządu. Tak więc, chce dać premierowi wybór : szabla albo pistolet... którymi premier ma zostać politycznie zabity. Nie musi długo czekac, bo jego grupa parlamentarna, czy raczej - szefostwo, przygalopowało w dzikim tempie. Plough ostrzega Bucha : nie mamy dowodów przeciw premierowi. Wszystkie dane wskazuja na Rossinga, to on wiedział i zataił. Buch jest jednak przekonany, że przecież premier musiał wiedzieć. Minister spr. wewnętrznych niemal na kolanach przeprasza Bucha za to, że wcześniej mu nie wierzyli. Proponuje jednak rozwiązanie sprawy, ktore Bucha wprawia z krańcową irytację : otóż facet wyjeżdza z planem następującym : przyjmijmy wersję, ze winni są Rossing i nieżyjący już Monberg. Okłamali premiera, okłamali opinię publiczną, premier jest niewinny. Rossing ma zostać kozłem ofiarnym. Tym lepsze rozwiązanie, w sytuacji gdy aresztowany Rossing milczy jak kamień : ze strachu ? z tępej lojalności ? Powód takiej kombinacji jest jasny : uwalenie rządu prowadzi do nowych wyborów. A nowe wybory rządząca dotąd partia musi przegrać, w takich okolicznościach. Na nic zda się plus w postaci dowodu na uczciwość. Jesli rząd dopuścił się takiego nadużycia, to karę poniesie jego polityczne zaplecze. Stołki, władza, kasa... get out. Buch wyrzuca ich za drzwi. Zamierza porozmawiac z liderem koalicjantów, Krabbem, wtajemniczonym w całą sprawę. Chce aby on pomógl mu odwołać rząd i zmusić premiera do odejścia. Gania po korytarzach, aż wreszcie znajduje Krabbego na schodach gdzies na tyłach w budynku Parlamentu. Mówi mu jaka jest sytuacja, że to jest moment, aby odwołać zdradzieckiego premiera, to jest moment aby wykazac się ideałami i ujawnić prawdę. Ale to co odpowiada Krabbe zupełnie osłabia Thomasa - Krabbe otóż powiada, że cała wina spoczywa na Rossingu, że premier nie mial pełnej wiedzy, bo Rossing ją zataił, a kiedy się dowiedział - od razu przecież kazał aresztować Rossinga. Buch jest podłamany, przecież aresztowano Rossinga [ i jego samego] na polecenie premiera, w momencie w którym chcieli wystąpić przeciw niemu, zaprezentować dowody go obciążające. Krabbe nie odpowiada, a za to przypomina Thomasowi, ze dymisja albo odwołanie rządu, to nowe wybory, a on i jego partia nie są na to gotowi, czyli koalicja trwa i trwa mać :] LUdowcy. jak to u nas, jak się PSL nie wywali z rządu, to sam nie wyjdzie. Buch patrzy na Krabbego i sugeruje, ze to Krabbe ostrzegł premiera - wtedy przed spotkaniem, na którym Rossing i Buch mieli przedstawić prawdziwą wersję, a Rossing przyznać do tego, ze premier o wszystkim wiedział i nie ujawnił prawdy o epizodzie afgańskiim, co doprowadziło do serii morderstw w kraju. "to musiałes być ty, o wszystkim wiedzieliśmy tylko my dwaj i moi ludzie", mówi Buch. Na co Krabbe odpowiada, ze to nie mógł być on, był cały dzień na spotkaniu partyjnym, nie zdradził premierowi swojej rozmowy z Thomasem. Buchowi zostało już niewielu kandydatów na kapusia. Karina, sekretarka, raczej odpada, jest cała zaangażowana w sprawę, pyta co się dzieje, widząc jak Buch biega po biurze i przerzuca papierzyska. Zostaje Plough. Buch pyta gorączkowo o niego, Karina informuje go, że Plough był tamtego dnia na spotkaniiu premiera. Oficjalnie chodziło o tę placówkę w Skopje, do którego mial być wysłany, czy raczej - zesłany. Buch pyta o dokumenty, notatki, czy Plough mógł je wynieść. Karina nie wierzy w taką wersję. Buch dopada do akt zołnierzy z oddziału Rabena. Pyta czy Plough miał syna ? Miał. Zginał w ubiegłym roku, w kraksie samochodowej. No to jesteśmy w domu. Jak pamiętacie z oddziału Rabena, który uczestniczył w tej zbrodni wojennej, czy raczej statystował przy tym co zrobi Perk, przezyło 6 osób. Jedna z nich zginęła właśnie w samochodowym wypadku. Buch idzie do Plougha. Ten się własnie pakuje. Wyjeżdza do Nowego Jorku. Na placówkę ? No nic. Na szafce stoi zdjęcie - tego samego chłopaka, co w aktach oddziału Rabena. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [5] 08.11.13, 13:32 To Hans Christian Vedel, nazwisko po matce. Syn Plougha. Plough zaczyna tłumaczyć Buchowi, co się dzialo i dlaczego - jego syn nie oberwał w Afganistanie, ale wrócił w fatalnej kondycji psychicznej, opowiadał o wydarzeniach w wiosce, o zbrodni na cywilach; sledztwo nic nie wykazało, cała sprawa została wyciszona. Chłopak miał się coraz gorzej, wreszcie pewnego dnia wziął auto, wjechał na autostradę pod prąd i zabił się. Samobój w formie wypadku. Rozpadło się Ploughowi małżeństwo, on sam wpadł w kryzys, cierpał na poczucie winy. Wtedy pojawiła się Anne Drausholm, z nowymi dowodami pozwalającymi wznowić śledztwo. Dowodami świadczącymi o tym, że jego syn mówił prawdę. Monberg, poprzedni min.sprawiedliwości, oszukał jednak wszystkich. Miał informacje i nic nie zrobił. Wtedy Plough postanowił skierować uwagę Bucha na całą sprawę, zapewne to on podrzucił infomacje o śmierci Drausholm w papiery, które przeglądał już 1 dnia Buch. To Plough zdobył raport kontrywywiadu, to on cichaczem podrzucił Karinie grafik spotkań Monberga, z których wynikały jego kontakty z Drausholm, co zaintrygowało Bucha szukającego spoiwa między serią morderstw żołnierzy, sprawą afgańską i stanem wiedzy we własnym urzędzie. Plough był przekonany o winie Rossinga, mówił o niej takze Monberg. Kiedy więć Buch dotarl do dowodów tej winy - Plough doniósł o wszystkim premierowi. I on zareagował, od razu kazał aresztować podejrzanego. "Zrobił coś, a pan nic", dodaje Plough. Zatem, mamy kreta. Buch nerwowo tłumaczy mu, że premier ponosi odpowiedzialności, a nie jego ministrowie, którzy meldowali mu o wszystkim, a on podejmował decyzje. Plough popiera, i donosił mu, niewłaściweego człowieka. Ale Plough nie chce już nic słyszeć. Skądinąd, wiadomo że premier szykuje rekonstrukcję rządu i będzie w nim miejsce dla Bucha. "Dacie sobie radę, dostaniecie nowe stołki, pan i Karina", upewnia Bucha Plough. Sam chce już tylko wyjechać, "zrobiłem to, co byłem winny synowi", kończy i prosi Bucha by wyszedł. W tym czasie Sara Lund i Strange konwojują Rabena. PÓźny wieczór, ciemności, z radia muzyka operowa, klimat prima sort. Lund najpierw zmienia trasę, ignorując uwagi Rabena, a potem zatrzymuje auto, chce porozmawiac ze Strangem na osobności, Raben cały wewnętrznie spanikowany dyskretnie niepokoi się na tylnym siedzeniu. Wie z kim jedzie... Sara prowadzi Strangego do Ogrodu Pamięci, miejsca w ktorym znaleziono zwłoki Anne Drausholm, zaatakowanej we własnym domu, zabitej właśnie w tym Ogrodzie, cmentarzu dla bohaterów wojennnych. Lund tłumaczy Strangemu, że to dziwne : Billal szanował mundur wojskowy, jesli uznawał Drausholm za zdrajcę działającego na szkodę armii, to nie zabiłby jej w miejscu dla niego świętym. Inna rzecz, wspominana już : dom Drausholm przypominał twierdzę, był naszpikowany elektornicznymi czujnikami bezpieczeństwa, nie ruszała się z niego bez ochrony - bała się. Ale mimo że się bała, nigdy nie kontaktowała sie z policją. Dlaczego ? Odpowiedź jest oczywista, w tym momencie : nie kontaktowała się z policją, ponieważ ustaliła, ze poszukiwany oficer "Perk" pracuje w policji. To by wyjaśniało także dlazcego dopiero za drugim razem znaleziono dowody w koszarach - Bilal ich nie podrzucił, podrzucił je ktoś z policji. Strange na to naiwnie "To musi być ktoś z naszego zespołu. Bogadajmy z Brixem". Lund na to, że Brix kryje mordercę, a ją samą chce odesłać precz. Strange proponuje jej, żeby na razie trzymali się wersji oficjalnej, czyli, że "Morderca przeciągnał Drausholm przez tory kolejowe i przywiązał do słupa w Ogrodzie Pamięci". Sara na to klimatycznym półgłosem : SKĄD wiesz, że "przeciągnął ją przez tory" ? Nie ustaliliśmy tego w śledztwie. Strange zaczyna krążyć wokoł niej w milczeniu. A Sara zadaje mu kluczowe pytanie "Dlaczego ?". On na to, po chwili, wyjaśnia morderczo spokojnie, że Drausholm zauważyła jego tatuaż, zainteresowała się, zaczęła zadawać mnóstwo pytań... Zabił ją więc, aby chronić siebie. Perk to Strange. Kończy swój wywód i z najbliższej odległości pakuje w korpus Sary kilka kulek z pistoletu. Lund koziołkuje i pada martwa. PO chwili dzwoni telefon. To Fredrik Holst z Afganistanu, ma informacje, ze w czasie kiedy dokonała się ta zbrodnia w wiosce - istotnie, był w szpitalu oficer komandosów. Potwierdzenie już w sumie zbyteczne. Wiadomo, kto jest kim. Strange przyciąga na miejsce Rabena. Najpierw sprzedaje mu przepisowego kopa, a potem wyciera swoje odciski palców z pistoletu, którym strzelał do Sarym i wciska go w dłonie Rabena zostawiajac na broni jego paluchy. Dzwoni na policję, informuje że Raben zabił Lund i uciekł. Byłoby fajnie, i nawet by nie musiał zabijać Rabena, żeby go pogrązyć, gdyby nie to, ze trup Sary Lund ożywa. zachodzi od tyłu z jakimś cięzkim przedmiotem i wali nim Strangego w czerep. Ten pada. Trup Sary Lund każe mu trzymac się z dala od lężącego pistoletu i trzyma go na muszce. Kiedy Strange robi jednak ruch w stronę broni - Sara pakuje w niego cały magazynek. Finał. Dla niej znow traumatyczny. Poprzednio straciła partnera, teraz partner okazał się mordercą. Lund oczywiście miała na sobie kamizelkę kuloodporną, a zawodowy komandos Strange nie pomyślał, żeby jej strzelić dla świętego spokoju w głowę ;] Ale nie czepiajmy się. Sara "finiszowała po amerykańsku", jak zapowiedziała Pepsic. I opuszcza miejsce ostatecznej rozgrywki przechodząc pomiędzy przybyłymi na miejsce policjantami, niczym John Rambo :] Zatrzymuje się tylko na moment, żeby spojrzeć na Brixa. Wymownie. Finał gabinetowego pokerka rozgrywa sie w biurze premiera. Prosi on na rozmowę Bucha. Przeprasza Thomasa za całe zamieszanie z zatrzymaniem przez kontrwywiad i sugeruje mu, że po rekonstrukcji rządu znajdzie w nim on swoje miejsce. Buch na to, ze zna już całą prawdę, po rozmowie z Ploughem, że zawiadomi o niej media, partie w parlamencie, policję - wszyscy będą wiedzieli. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 08.11.13, 13:53 Premier na to, ze robił tylko to, co konieczne. Ten oficer był na tajnej misji, a więc de facto jego tam nie było. Tajne misje zatwierdza Parlament, a TEJ misji premier w ogole z Parlamentem nie konsultował. Złamał więc przepisy. Dlaczego ? Bo według niego, nie ma pojęcia "uzgodnionej tajnej misji", przecieki z komisji obrony fruwają tak szybko, że "5 minut później cały Kabul by o tej misji wiedział". Zrobił to więc dla dobra kraju. A potem już poszło... wiedzieli co się stało w wiosce, znali prawdę, mieli kluczowe informacje dot. serii morderstw w kraju - i już nic zrobili. Jedno kłamstwo pociąga za sobą kolejne. Buch słucha tego w osłupieniu. Premier dodaje "Dla dobra demokracji czasami trzeba jej przepisy obejść. Ty powinieneś to najlepiej rozumieć i docenić". Dodaje, że po rekonstrukcji rządu znajdzie się w nim miejsce dla Bucha. "Kontroluj mnie, wskazuj błędy", zachęca go premier. Tak się właśnie zatyka gębę. Skorumpowani policjanci zmuszają do wziecia łapówek uczciwych kolegów, a oszukańczy premier sadza potencjalnego Brutusa tuż przy swoim boku. Tylko...czy wina premiera jest oczywista ? Jeśli w grę wchodziło bezpieczeństwo kraju ? Buch nie wierzy w to, co słyszy. Grozi premierowi, że jeśli nie z własną grupą parlamentarną, to z pomocą Krabbego odwoła go ze stanowiska, a rząd ze stołków. Premier jest zimny i spokojny, wie że Krabbe nic nie zrobi, a Buch wie, że blefuje, Krabbe nie pozostawił mu wątpliwości podczas rozmowy na schodach. "Wszyscy popieramy koniecznośc dalszego prowadzenia wojennej misji", oświadcza premier. Otwiera drzwi sąsiednego pokoju. Są tam politycy z ich grupy parlamentarnej, a może i nawet paru z opozycji. Buch jest załamany. Dołącza do nich, staje z boku z opuszczoną głową. Przez sekundę zza zamykanych drzwi do gabinetu premiera widzi spojrzenie Kariny. Spojrzenie warte tysiąca słów. Ona jedna zaryzykowała wszystko i była gotowa ryzykować do końca, aby ujawnić prawdę. Buch przegrywa z koniunkturalizmem i interesem grupy, z brakiem wiary we własne możliwości przebicia [media mogłyby pociagnąć sprawę...], a może wybiera urząd kosztem ideałów ? Może premier go przekonał ? Może uznał, że to wszystko na nic, że walczy z wiatrakami ? Tak czy owak, finał, wg mnie, jest podobny do finału 1 sezonu. Lund w traumie i osamotniony polityk który zna prawdę, ale nie ma stuprocentowych dowodów by ją potwierdzić, więc przyłącza sie do swojej politycznej watahy, wybiera złamany kręgosłup. było świetnie :] a obawiałem się o to, czy 2 sezon dorówna 1-szemu, jak to teraz brzmi pocieszenie, hehe. A jak Wy oceniacie ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 08.11.13, 15:49 Co tu dużo mówić, fantastyczny scenariusz. :) cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 08.11.13, 16:31 Może później napiszę, swoje cd. Dziś wyjątkowo nie w formie jestem. :/ Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 08.11.13, 17:40 Dzięki, Greku :) Stawiałeś na Strangego? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 08.11.13, 18:30 Ja uwierzyłam Rabenowi, kiedy w Strangem zobaczył Per K-a. Nikt nie zapytał Rabena dlaczego akurat Strangego uważa za Per K-a. Chyba wtedy w Sarze Raben zasiał ziarno nieufności w stosunku do Strangego, które potem kiełkowało. Niestety szybko okazało się Strange ma mocne alibi. Nie miał w papierach powtórnego wyjazdu na tajną misję do Afganistanu. I śledztwo podążyło w innym kierunku. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 13:54 drobiazg :] przed tym ostatnim odcinek - NIE stawiałem na niego. generalnie, na nikogo nie stawiałem :] i, co gorsza, nie miałem w ogóle żadnego typu, nikt nie pasował. podejrzewałem, że decydujące fakty wyjdą na finiszu. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 16:28 Sezon naprawdę dobry, zaczyna się od serii morderstw w Kopenhadze, potem wydaje się że sednem sprawy jest zbrodnia na ludności cywilnej popełniona przez pełniących misję w Afganistanie duńskich żołnierzy, w końcu wychodzi na jaw, że tak naprawdę chodziło o tajną misję wywiadu, co przenosi ciężar odpowiedzialności z wojskowych na polityków. Tak sobie pomyślałam, że serial z takim wątkiem nie mógłby powstać u nas. Twórcy by się natychmiast sami ocenzurowali z obawy oskarżenia o antypolskie nastawienie. Podobno 3. sezon jeszcze lepszy! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 16:37 yes. świetny 1 sezon trochę mnie do drugiego nastawiał sceptycznie, bo czyż można drugi raz skonstruować coś równie dobrego ? a tu, proszę... czytalem, że o właśnie zakończonym "Breaking Bad" ktoś napisał, w Ameryce, że "przewyższa wszystko, co może dziś zaoferować kino". idąc tym tropem, powiedziałbym że "Forbrydelsen" w dziedzinie kryminałów to poziom właśnie takiej satysfakcji :]. co Ty na to ? Co Wy na to ? hehe, zdecydowanie. autocenzura w czasach bezwzględnej walki o kasę :] 3 sezon powinien być na Kinomaniaku. aczkolwiek, ja osobiście będę czekał na ewentualne pokazanie go w CTv. a poza tym... chyba dobrze będzie odsapnąć trochę po tym świetnym 2 sezonie :] czuję się nasycony tym serialem, na głód 3 serii przyjdzie pora za jakiś czas. oczywiście, pod warunkiem, że zagra tam Sophie Grabol, bez niej ten serial nie może istnieć, tak uważam. swoją drogą, to jak gra Sarę Lund czyni ją, jako kobietę, bardzo interesującą, bo podejrzewam, że gra tak dobrze z powodu tego, że prywatnie jest zupełnie inna, czyli... uśmiechnięta flirciara :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 17:20 A ja znalazłam taki cytat: "Duńczycy potrafią pisać oryginalne scenariusze dla telewizji i diagnozują w nich problemy współczesnych społeczeństw nie gorzej niż scenarzyści HBO czy AMC". Bez dwóch zdań "Forbrydelsen" to doskonały, wybitny kryminał, perła pośród współczesnych kryminałów. W takim razie zaczekam z Tobą. Licząc po cichu, że Pepsic i Bronte, obejrzawszy na pewno w międzyczasie , zdadzą nam nieco szczegółów . swoją drogą, to jak gra Sarę Lund > czyni ją, jako kobietę, bardzo interesującą, bo podejrzewam, że gra tak dobrze > z powodu tego, że prywatnie jest zupełnie inna, czyli... uśmiechnięta flirciara > :] He,he! O! Na pewno. :) Też zostałam jej fanką. ;) Aleee młodziutka Sophie Grabol grała u Zanussiego w filmie "Dotknięcie ręki" u boku Maxa von Sydowa. Pamiętasz ten film? Ja go sobie przypomniałam w ubiegłym roku, zdaje się w cylku filmów Zanussiego na Polonii był pokazywany. Patrz od 0:47 www.youtube.com/watch?v=vqJTkMsodg0 Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 17:54 Aleee, czy wiesz, że młodziutka Sophie Grabol grała u Zanussiego w filmie "Dotknięcie ręki" u boku Maxa von Sydowa. Pamiętasz ten film? Ja go sobie przypomniałam w ubiegłym roku, zdaje się był on pokazywany w cyklu filmów Zanussiego na Polonii. Nie poznałam w Sarze Lund Annette Berg, młodej sekretarki sławnego i wiekowego kompozytora Henri'ego Kesdiego z "Dotknięcia ręki". Dopiero przeczytana informacja na jakiejś stronie w necie uzmysłowiła mi, że Sofie Grabol grała w tym filmie! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 10.11.13, 14:42 ten cytat pasuje do tego serialu :] warto by też dodać, że Dania i jej stolica mają opinie miejsc świetnych do życia, niemal idealnych, przyjaznych człowiekowi. serial kompletnie pomija urodę Kopenhagi, pokazując - jeśli już wychodzi poza klaustrofobiczne albo klaustrofobicznie zaprezentowane pomieszczenia - co najwyżej podwórka na tyłach jakichś złowrogich opuszczonych magazynów albo ulice po ciemaku. hehe, no właśnie, ciekawe czy będą oglądały a może - czy JUŻ obejrzały ? :] dzięki za link. ale wyśledziłaś ją, hehe :] no proszę, miała niekiepskie wprawki, jak widać. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 21:49 serial z takim wątkiem nie mógłby powstać u nas. Niestety, ale się zdarzył w realu, jeśli pamiętasz niesławny incydent z Nangar Khel, podczas którego polscy żołnierze ostrzelali afgańską wioskę, w wyniku czego zginęło 6 cywili, a 4 zostało rannych w tym dzieci, kobiety, jedna w ciąży. Dziwne, że nikt tu nie wspomina, jako że skojarzenia sa oczywiste. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 10.11.13, 14:37 skojarzenie ciekawe, ale myślę że implikowanie z tej akurat prawdziwej historii związków ze spiskiem rządowym mającym na celu zatajenie tego, co wszystkim wiadomo - mogłoby budzić niesmak i oskarżenia o instrumentalne traktowanie ofiar. no i w duńskiej wersji są jednak morderstwa w samej Danii - dopiero ten splot tworzy intrygę :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 16:50 Finał. Dla niej znow traumatyczny. Poprzednio straciła partnera, teraz partner okazał się mordercą. Lund oczywiście miała na sobie kamizelkę kuloodporną, a zawodowy komandos Strange nie pomyślał, żeby jej strzelić dla świętego spokoju w głowę ;] Ale nie czepiajmy się. To samo mi przyszło do głowy po akcji. Bo na początku zamarłam, jak Strange strzelił do Sary, a ona padła na ziemię. (obejrzałam wczoraj ostatni odcinek). Miałam pretensje do Sary, że dała się tak łatwo zabić, przez chwilę ... Sara "finiszowała po amerykańsku", jak zapowiedziała Pepsic. Święte słowa . >I opuszcza miejsce ostatecznej rozgrywki przechodząc pomiędzy przybyłymi na miejsce >policjantami, niczym John Rambo :] Otóż! :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 21:38 Jak już wspominałam, końcowa przewałka polityczna w pełni rekompensuje początkowe niemrawe tempo. Scenę, kiedy drzwi zamykają się przed Karen odczytuję w sensie symbolicznym: pani już dziękujemy, a my politycy nie damy sobie krzywdy zrobić, a poza tym mamy inne żołądki (mogłabym dosadniej, ale nie lubię wulgaryzmów ). No i proszę Buch, pozytywny bohater, wręcz idealista, tak mocno trzymaliśmy kciuki, a tak łatwo dał się podkupić. Dla mnie clou i autentyczny suspens. Wracając do sceny w taksówce, mam wrażenie, że nowy papa Sary mało się ze strachu nie posikał;) I słówko o Sarze. Ujęła mnie nieporadnością w osobistych relacjach (kiedy wręcza synowi sweter w prezencie, a okazuje za mały, kiedy po napadzie mówi Strobbenowi, że nie ma dokąd pójść, bo w domu bawią sa weselnicy etc. ). Nadal nie rozumiem, jakim cudem znaleziono tajemnicze pomieszczenie mając tylko kluczyk. Mi sie nie wydaje, że w koszarach to było(?) I nie daje mi spokoju, dlaczego nikt na poważnie nie zainteresował się oskarżeniami Rabena pod adresem Strobbena, ani dlaczego sam nie drążył tematu. Why? Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 09.11.13, 21:52 Nie ma pojęcia, skąd się wziął Strobben zamiast Strange. :( Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 10.11.13, 13:31 >No i proszę Buch, pozytywny bohater, wręcz idealista, tak mocno trzymaliśm > y kciuki, a tak łatwo dał się podkupić. Wątpiący Buch uległ tyranii przekonanej o słuszności sprawy większości. Trochę go rozumiem. I nie daje mi spokoju, d > laczego nikt na poważnie nie zainteresował się oskarżeniami Rabena pod adresem > Strangego, ani dlaczego sam nie drążył tematu. Why? Też się nad tym zastanawiałam. Strange miał żelazne, niepodważalne alibi. W tym czasie według oficjalnych dokumentacji nie było go w Afganistanie. Raben w czasie tej nieszczęsnej akcji w Afganistanie pewnie nie widział dokładnie jego twarzy . Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 10.11.13, 15:04 nikt tutaj nie wygrywa tak naprawdę. ja myślę, ze to zaleta. przegrywa policja - okazuje się, że zabójca to jej funkcjonariusz. przegrywa Sara Lund - jej partner, z którym wiązała może nawet jakieś prywatne plany, jest mordercą. a ona sama ma prawo uważać się za pechowca : w 1 i 2 serii jej partner ginie w tragiczny sposób, a ona sama wydaje się być naznaczona jakimś piętnem dramatu i śmierci. przegrywa państwo - rząd łamie prawo, nagina demokratyczne zasady, kłamie, a potem jeszcze zwiera szyki przed ewentualnymi próbami odwołania go albo zmuszenia go ekspiacji. tłumaczy się obroną demokracji, uprawiając raczej obronę stołków, czym łamie morale ostatniemu sprawiedliwemu, który nie może nic wskórać wobec zmowy milczenia i faktycznego braku dowodów w ręku, mając przeciw sobie cały aparat władzy. Buch wygląda tutaj jak bohater Kafki. przegrywa polityka asymilacyjna rządu, nadszarpnięta oskarżeniami wobec islamskich środowisk w Danii. przegrywa wojsko - zabici zostają zasłużeni zołnierze, a cały dramat kładzie się cieniem na jego reputacji; przegrywa Pułkownik, który zna prawdę, ale nie ma dowodów by ją ujawnić, a nawet jeśli ujawni, to go zdegradują. będzie milczał, dusząc wściekłość. przegrywa Plough, ktory jest tak złamany śmiercią syna i rozpadem rodziny, że nie dostrzega nawet własnego zaślepienia. przegrywa Karina, widząca jak kapituluje ten na ktorego liczyła jako na ostatniego uczciwego. może tylko Rabenom udaje się ocalić "my". jako jedyni wychodzą z tego wszystkiego zwycięsko. jak dla mnie, porażka Bucha jest konieczna, aby można było postawić kropkę nad "kiedy w grę wchodzi zbrodnia - nikt nie korzysta, czasami tylko ktoś moze ocaleć". yes. Lund płaci za swoje zaangażowanie w pracy. mnie to zaangażowanie pachnie pasją. i na końcu nie przynosi jej nawet cienia satysfakcji z doprowadzenia sprawy do końca : ona przegrywa najbardziej ze wszystkich. mnie się wydaje, ze to pomieszczenie bylo w koszarach. pytanie : jak Strange tam wchodził i wychodził ? :] oskarżenie Rabbena miało słaby punkt : najpierw powiedział, że "rozpoznałbym Perka od razu", a później okładał bogu ducha winnego oficera z Egger i darł się "Powiedz, że jestes Perkiem ! Przyznaj się !" - po co mu przyznanie się, skoro mówił, że "rozpoznałby od razu" ? zaraz po tej sytuacji następuje scena, kiedy identyfikuje Strangego jako Perka - stąd, wg mnie, powstało podejrzenie, że Raben sfiksował, wszędzie zaczął widzieć Perka. Sara Lund zwróciła na to uwagę, bo była świadkiem obu scen. myślę,ze dlatego nie wierzyła w zapewnienia Rabena. i, między bogiem a prawdą - sprawdzono bardzo dokładnie przeszlość wojskową Strangego. wedle wszelkich papierów i danych - kiedy zabito cywili w wiosce, on od dawna był w kraju. dopiero w ostatnim odcinku okazało się, że był na tajnej misji, a Bilal kasował radiogramy wysyłane przez Strangego aby tajnośc tej misji utrzymać w mocy. Lund nie miała podstaw, by wcześniej zawierzyć na słowo Rabenowi. tak ja to widzę :] nie bardzo też znajduję coś, co mogła dodatkowo zrobić policja odnośnie Strangego. imo, zrobili wszystko, co tylko możliwe, by go sprawdzić. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 10.11.13, 15:30 Koszary były dwa razy przeszukiwane przez policję. Niemożliwe, że nikt się nie zainteresował podejrzanym lokalem za zamkniętymi drzwiami. Witryny z treściami religijnymi też nie wskazują na okolice koszar. Miejsce pobytu cywilizowanego człowieka można stosunkowo łatwo określić. Wystarczy prześledzić historię konta i gdzie dokonywane były płatności bądź z którego bankomat pobierane, popytać sąsiadów, rodzinę, sprawdzić logowanie telefonu, komputera etc. Wobec tak poważnego podejrzenia oni tyko papierki sprawdzili, a to nie był pospolity morderca. Miał na sumieniu cała afgańską rodzinę i wojskowy oddział, członów którego na dodatek torturował. Ja mam uczyć duńską policję? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: FOrbrydelsen sez 2 odc 10 [6] 11.11.13, 15:16 jeśli mieli "pewne" informacje, że Strangego nie było wtedy w Afganistanie, to też nie mieli powodu by się za niego zasadzać jakoś szczególnie. w tych okolicznościach wyglądałoby to na : a] na bezzasadne nękanie, b] stratę czasu :] Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Esencja tego, za co byc wdziecznym 08.11.13, 17:05 w nawiazaniu do tego, co pisalam powyzej przy okazji wprowadzania swieta dziekczynienia :) www.upworthy.com/clear-your-next-10-minutes-because-this-video-could-change-how-happy-you-are-with-your-entire-week?c=ufb1 Obejrzyjcie, poswieccie 10 minut swojego czasu, a potem mozemy rozpoczac nowa nasza tradycje - opisywania chocby jednej rzeczy, nie dziennie, ale chociaz tygodniowo, za ktora jestesmy wdzieczni ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 17:37 maniaczytania napisała: > w nawiazaniu do tego, co pisalam powyzej przy okazji wprowadzania swieta dziekc > zynienia :) A może by wprowadzić świeto dziekczynienia (dziękowania ?) w wigilię 11 listopada? Konkretna data pomogła w utrwalaniu święta w pamięci ludzi. Ale się wzięłaś, Maniu, we wcielanie idei w życie! :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 17:44 Listopad to raczej kiepski okres na świętowanie. Szaro i ponuro, do tego jeszcze deszcz... Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 17:45 Bronte - nie pomagasz ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 18:03 Więc właśnie, by ocieplić ten czas, dodać mu kolorów Bronte, miłe święto dziękowania wprowadzamy, Maniusia i ja. :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 17:50 Barbasiu - raz w roku moze byc za zradko, proponuje raz w miesiacu, moze byc 10 :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 18:07 Czy to nie za dużo, jak na zwykłego człowieka? ;) :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 08.11.13, 18:35 to bardzo trudne, zwlaszcza dla nas Polakow - my przeciez glownie narzekamy ;) ale my tu w ojejkach na pewno znajdziemy wiele powodow do dziekowania - chocby dobry film ;) czy tak, jak Ty nieraz - piekne widoki - cudne zdjecia wstawiasz :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Esencja / 10 listopada - święto dziękowania? 09.11.13, 13:52 :) O! Maniu, nie wiem, co powiedzieć ... Przeogromnie mi miło! Unoszę się właśnie 10 cm nad fotelem ... :))) A ja dziękuję losowi za nasze, z Tobą, ze Wszystkimi tu na Forum spotkania i pasjonujące rozmowy. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Esencja tego, za co byc wdziecznym 09.11.13, 16:29 wdzięczni : sobie, komuś, naturze, historii... fatum ? :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Esencja tego, za co byc wdziecznym 09.11.13, 16:39 Każdy wariant wchodzi w grę. W takim razie jestem ciekawa odpowiedzi? :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Esencja tego, za co byc wdziecznym 09.11.13, 18:42 ja bym powiedziala, ze ni emusi byc 'komus', raczej 'za cos' :) Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Prawo i pięść via tvp vod 09.11.13, 19:26 A ja tak się wtrącę OT, choć chyba nie do końca :) Obejrzałam dziś "Prawo i pięść" z 1964r na tvp vod i chciałam się tym podzielić :) DO tego filmu zwabiła mnie piosenka, która znana jest powszechnie, ale nie byłam do niedawna świadoma, że to Komeda popełnił do niej muzykę (że Osiecka słowa, to można było zgadnąć). Nigdy tego filmu wcześniej nie widziałam, a jest to jak się okazało próba zrobienia filmu w konwencji westernu, osadzonego na ziemiach odzyskanych, zaraz po wojnie. Do paru rzeczy oczywiście można się przyczepić, ale film jest zaskakująco niejednoznaczny. Fantastyczny Holoubek w roli "sprawiedliwego", młodziutka Ewa Wiśniewska, Zofia Mrozowska, Maklakiewicz, Pietruski, Gołas (w roli która chyba doprowadziła go dwa lata później do Czereśniaka). Film jest zaskakująco niejednoznaczny - tzn. główny zły jest zły, ale cała reszta już nie wpisuje się w czarno-białą wizję świata. Absolutnie ujęła mnie scena początkowa, w której Holoubek, człowiek po wojennych przejściach, jadący pociągiem na owe ziemie odzyskane, w czasie chwilowego postoju pociągu nawiązuje kontakt wzrokowy z przecudnej urody niewiastą z pociągu na drugim torze. I tak sobie patrzą na siebie, a w tle słychac kobietę wzywajacą pomocy. I ta urodna niewiasta zaczyna wzrokiem wymuszać na Holoubku, by coś zrobił. A jemu się tak cholernie nie chce :) I to widać, że on już ma zgłuszoną wrażliwość na ludzkie nieszczęście, i że nie ma ambicji byc rycerzem, że juz nie ma siły, ale ten lachon tak wymuszająco błaga wzrokiem, że on w końcu złazi z tego pociągu, i idzie na pomoc. Film ma jeszcze parę zacnych scen, zwłaszcza tych z Holoubkiem i Mrozowską, ma też tę taką charakterystyczną dla swojej epoki refleksyjną narrację i znakomicie oddaje klimat zmęczenia wojną. Ciekawe jest też zakończenie, z zaskakującym morałem, lub raczej jego brakiem. A tak w ogóle to pozdrawiam, zapewniając, że to, że się nie odzywam, nie znaczy, że nie czytam :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Prawo i pięść via tvp vod 09.11.13, 22:09 Er.pa, pisz częściej :) Dzięki za recenzję. Bardzo lubię ten film. Oryginalny jak na polskie kino, "westernowy " klimat. Cała ekipa aktorska znakomita, Holoubek faktycznie kapitalny. Ta początkowa scena, o której napisałaś też zapadła mi w pamięć. Stare, dobre kino. Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 12:39 Problem w tym, że ja teraz bardzo mało oglądam, to i pisać nie mam o czym :) Ale zainteresowałam się serialem "Top of the Lake" na Ale kino, póki co jestem po pierwszym odcinku i przyglądam się. Świetne zdjęcia, reżyseria Jane Campion, od której "kupię" wszystko, w jednej z ról siwowłosa Holly Hunter, i ogólnie dość mroczny klimat. I świetne recenzje :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 13:23 er.pa napisała: To był bardzo dobry pomysł, żeby podzielić się z nami wrażeniami z filmu! Znakomita zachęta do obejrzenia "Prawa i pięści", było nie było klasyki kina polskiego. :) Fajnie, że jesteś od czasu do czasu z takimi smakowitymi postami i że czytasz wątek. Pozdrawiam serdecznie. www.youtube.com/watch?v=C_SY8a-GRcw :) Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 14:37 A wiecie, co jest najzabawniejsze w związku z moim postem? Że ten film był dziś w Kino Polska o 7.55 :) Gdybym zauważyła wcześniej, to umieściłabym tę informację we wczorajszej notce, a tak to się dziś rano zdziwiłam zobaczywszy tytuł w programie :) Najwyraźniej nie tylko mnie się ten film przypomniał - kiedy latem usłyszałam wspomnienie o nim w Trójce, filmu nie było w necie. Na vodzie pojawił się niedawno. Ciekawe, czy też w kontekście tego radiowego przypomnienia, czy też to zbieg okoliczności. A piosenka przyczepia się na cały dzień, niestety :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 14:57 Szkoda, że Kino Polska pokazuje starsze filmy rzadko, tudzież o dziwnych porach. Wieczorem lecą głównie komedie, w kółko te same. A piosenka rzeczywiście piękna. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 16:34 er.pa napisała: Niezwykły zbieg okoliczności! :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett 8.11 - Józef Hen obchodził 90 rocznicę urodzin! 16.11.13, 23:45 Scenariusz do "Prawa i pięści" napisał znakomity pisarz Józef Hen. 8 listopada obchodził on 90 rocznicę urodzin. Może w związku z tą rocznicą na vod pojawiło się "Prawo i pięść". I w Kino Polska , a w radiu piosenka z tego filmu. Szkoda (po raz kolejny), że dla telewizji publicznej, misyjnej ta wspaniała rocznica nie stała się pretekstem do przypomnienia filmów, czy seriali, do których scenariusze napisał Józef Hen. Oprócz "Prawa i pięści" było ich jeszcze sporo. er.pa napisała: > A wiecie, co jest najzabawniejsze w związku z moim postem? Że ten film był dziś > w Kino Polska o 7.55 :) Gdybym zauważyła wcześniej, to umieściłabym tę informa > cję we wczorajszej notce, a tak to się dziś rano zdziwiłam zobaczywszy tytuł w > programie :) Najwyraźniej nie tylko mnie się ten film przypomniał - kiedy latem > usłyszałam wspomnienie o nim w Trójce, filmu nie było w necie. Na vodzie pojaw > ił się niedawno. Ciekawe, czy też w kontekście tego radiowego przypomnienia, cz > y też to zbieg okoliczności. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 16:21 Er.po - Twoj wpis, tak pelen Twoich wrazen, jak najbardziej wpisuje sie wspaniale w temat wdziecznosci - doceniajmy takie drobne przyjemnosci, wlasnie o to chodzi! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 16:34 piątka za [ciekawy] wpis. za skandalicznie nikłą częstotliwość pisania - jedyna z minusem :] Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Re: Prawo i pięść via tvp vod 10.11.13, 18:53 Czyli z sumie zaliczam na trójczynę z półminusem... :) Spróbuję się poprawić... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Prawo i pięść via tvp vod 11.11.13, 15:18 takiej własnie odpowiedzi, po cichu, oczekiwałem :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Esencja tego, za co byc wdziecznym 10.11.13, 12:20 maniaczytania napisała: > ja bym powiedziala, ze ni emusi byc 'komus', raczej 'za cos' :) Ty tu rządzisz! Ale dlaczego Grek nie mógłby dostać wersji rozszerzonej? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "BLue Valentine" via CT2 [1] 10.11.13, 14:02 Anatomia rozpadającego się związku dwójki młodych ludzi. www.kinomaniak.tv/film/Blue-Valentine/58008 Przeplatają się cały czas dwie perspektywy czasowe - wczesny i schyłkowy okres związku Cindy i Deana. Jest to tak zaciekawie spięte, że ta wczesna faza ewoluuje od nieśmiałych początków do prawdziwej harmonii relacji, a faza schyłkowa obejmuje w zasadzie jeden dzień, w którym również spirala wzajemnych pretensji rozkręca sie sukcesywnie. Daje to doskonały kontrast w drugiej fazie filmu, gdy momenty szczęścia gwałtownie przechodzą w obrazy ostrego konfliktu. Pierwsze takty wskazują, że jest problem. Dean tarmosi wszędzie ze sobą Frankie, ich może 3-letnią córeczkę, widać że mają ze sobą świetny kontakt. Udając "tygrysy" budzą rano Cindy. I już od sceny śniadania widać, ze coś tu nie gra, chociaż wtedy jeszcze można posądzać Cindy o to, że jest niewyspana, zmęczona po dyżurze w szpitalu - jest marudna, szorstka, momentami nawet opryskliwa. Wspomina Deanowi, że spotkała w sklepie swojego poprzedniego chłopaka, zapaśnika, i że "przytył, źle wygląda", on na to "po co mi to mówisz ?", ona że niby po "nic", ale z czasem okaże się, że jest mistrzynią woalowania sugestii. Potem okazuje się, że pies który uciekł z domu, bo Cindy otworzyła nieostrożnie drzwi, znajduje się martwy, co Deana doprowadza do łez. Cały ten prolog dowodzi jednego : mają kryzys, i to dużego kalibru. Widać to właśnie w sposobie odnoszenia się do siebie, w gestach, w zniecierpliwieniu i irytacji Cindy która po prostu jest wkurzona samą obecnością Deana, a wreszcie i odrzucany Dean traci cierpliwość. To on wreszcie podejmuje próbę rewitalizacji związku : wynajmuje pokój w specjalnym hotelu dla zakochanych. Cindy zgadza się z nim tam pojechać, może jeszcze wierzy w to, że się uda, może chce dać sobie, jemu, im - ostatnią szansę. Odwożą Frankie do jej ojca, a potem spędzają razem "romantyczną noc". Jak to się zaczęło ? Mają po 20-parę lat. Cindy [rewelacyjnie gra ją Michelle Williams] pochodzi z pełnej - ale skłóconej wewnętrznie [matka vs ojciec] rodziny, jest w zaawansowanej fazie studiów na medycynie. Dean [znakomity Gosling] nie ma kontaktu z matką, a z ojcem sporadyczny, nie nastawia się na karierę - pracuje w firmie wykonującej przeprowadzki na zlecenie. Ona spotyka się z kolegą ze studiów, ale wyraźnie przeżywają kryzys. On szuka "tej jednej jedynej, bo mężczyźni są prawdziwymi romantykami zdolnymi do milości, a kobiety raczej szukają materialnego zabezpieczenia" :]. Ona wygląda na ciut neurotyczną, a on jest szalenie sympatyczny. POznają się w domu opieki społecznej : ona regularnie odwiedza tam babcię, a on akuratnie pomagał przy przenosinach starszego jegomościa. Cindy urzeka Deana od pierwszego wejrzenia, widzą się przez korytarz i uchylone drzwi pokoju jej babci. Dean daje jej wizytówkę swojej firmy, prosi o telefon i żeby poprosiła go do telefonu, na pewno go zawołają. Ale Cindy nie dzwoni. Zrywa z tym swoim chłopakiem, zapaśnikiem. W domu starzy wymieniają coraz mocniejsze ciosy słowne. Chwile wytchnienia znajduje przy czytaniu babci starych romansów. Dean czeka na jej telefon, a wobec jego braku - odwiedza tę jej babcię. Prosi żeby pozdrowiła ją od niego. W drodze powrotnej, niespodziewanie spotykają się w prawie pustym autobusie. Dean podchodzi do niej i pyta "Mogę usiąść obok ciebie ? Nie ma wolnych miejsc" :] Od słowa do słowa zaczynają rozmawiać, Dean komplementuje jej urodę, dodaje że "Kiedy jest się tak ładnym jak ty, można opowiadać kiepskie dowcipy, a i tak wszyscy się śmieją", na co ona "Uważasz, ze nie znam dobrych dowcipów ?", a potem opowiada żart o pedofilu, który prowadzi w las młodego chłopca i kiedy ten naiwny chłopiec w końcu powiada "Boję się", pedofil odpowiada "A co ja mam powiedzieć ? Będę wracał sam" :}] Ciąg dalszy wieczoru spędzają na ulicy - on spiewa, ona stepuje, biegają, łazą, gaworzą, a potem w hotelu, gdzie wreszcie Cindy doświadcza jakiegoś seksu, w którym nie jest przedmiotem, a podmiotem narracji :] Zapaśnik się w końcu dowiaduje o nich, wpada mu w rękę ta wizytówka firmy Deana. Idzie tam z kolegami i obija człowieka solidnie. Kolacja u rodziców Cindy wypada nienajgorzej, aczkolwiek śliwka pod okiem i podpuchnięty nos Deana nie komponują się najlepiej z wystrojem wnętrza. Starzy wypytują go o rodzinę, o plany, o to, czym się zajmuje, dośc tradycyjnie. A on niczego nie ukrywa, chociaż chyba zdaje sobie sprawę z tego, że nie plusuje. Nie skończył szkoły średniej, z rodzicami kontakt ma marny albo wcale go nie ma, targa toboły i nazywa to pracą... A Cindy zaraz zostanie lekarką. Gdzies tutaj jest sprzecznośc. Spaja ich jednak uczucie, niedefniowalna satysfakcja z przebywania razem, nie padają deklarację "na zawsze razem", ale nawet wtedy perspektywą wobec której kreuje się sądy i oceny jest zwykle wieczność, nieprawdaż ? Aż wreszcie test ciązowy Cindy jest pozytywny. Nie chce powiedzieć Deanowi, on ja molestuje "grożąc" skokiem z mostu, aż w końcu ona wyznaje mu prawdę. Na jakiś czas słabnie ich relacja, chyba z powodu jej niepewności [urodzić ? czy on mnie nie zostawi ?], a może także i jego zaskoczenia [w pierwszym momencie nie skacze w górę z radości]. Wreszcie jednak on wyznaje jej, że chce jej i dziecka - i jadą tak sobie w autobusie, ona w niego wtulona w pozycji embrionalnej. A potem ona rodzi córkę, a zanim ją urodzi - on jej towarzyszy podczas pierwszej wizyty u lekarza, który bada ciążę. Nie wchodzi do środka, czeka w korytarzu, cały zaangażowany. Tak było - zanim się nie popiep..yło. Właściwie, nie doszło do jakiegoś incydentu, który by ich od siebie odseparował. Jakiegos cięzkiego przewinienia jednej ze stron. Żadnej miłości na boku, żadnej zdrady, żadnego pobicia, żadnego słowa o wadze słonia indyjskiego. Nic się nie stało. Po prostu ich relacja wystygła. Po prostu. Tak zwyczajnie i po ludzku. POdczas wieczoru w hotelu Cindy stara się jak może unikać kontaktu z Deanem, a Dean stara się jak może incicjować kontakt z Cindy. Kiedy ona idzie pod prysznic, on idzie za nią, ale kiedy próbuje ją erotycznie namydlić - ona ucieka; kiedy próbuje ją skłonić do romantycznego seksu, ona zachowuje się agresywnie, stara się go zniechęcić poprzez swoją złośliwą natarczywośc reaktywną, mówi "Zróbmy to, no zróbmy, ale nie kombinuj z uczuciami, po prostu bzykajmy się !", az w końcu Dean sam odmawia "Ja nie chcę dziwki, chcę się z tobą kochać ! dośc tego". Ważna jest rozmowa, która odbywa się pomiędzy tymi dwiema scenami - Cindy wyrzuca Deanowi, że "nie realizuje swojego potencjału", on na to "a co to jest ten potencjał ? o co ci chodzi ?". Jemu sprawia przyjemność wykonywana praca, to że ma czas dla niej i dla Frankie. Ale Cindy w sposób zawoalowany krytykuje go. Tak jakby jej przeszkadzało, że jest dla niego oczkiem w głowie. Jakby chciała powietrza w tym związku. Jakby Dean ją dusił swoją nadobecnością i brakiem własnego życia. Piją wino, są trochę wstawieni, z tego wynika ta scena z usiłowaniami seksualnymi. Potem kłócą się, Cindy wypycha Deana z pokoju do małego przedpokoju i zamyka drzwi. Śpią więc osobno, a w nocy Cindy dostaje telefon z pracy, że jest potrzebna. Nie bez cichej ulgi wychodzi z hotelu i wraca do miasta. Zostawia mu kartkę z informacją. Dean przyjeżdza za nią do szpitala. Chce porozmawiać, wyjaśnić wszystko. Znaleźć jakieś porozumienie. Tyle że tu już nie ma czego zbierać. To jest może najgorsze - że wszelkie próby są skazane na fiasko, i to od samego początku powstania myśli o ich podjęciu. Cindy mówi mu to, co koleżance ze szpitala : "ja już nie mogę na niego patrzeć ! ja mam dość !". Dean ignoruje wezwania lekarza oddziałowego do tego, by opuścił lokal. Cindy, cała czerwona ze wstydu i wściekła, wychodzi na zewnątrz, aby go wyciągnąć. Potem wraca. Ale nie udaje mu sie go zgubić. Znów kłócą się w środku. Lekarz próbuje interweniować, Deanowi wyświetla się, że to dlatego, bo ma romans Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "BLue Valentine" via CT2 [2] 10.11.13, 14:23 Momentalnie posądza lekarza o romans z Cindy [lekarz, nota bene, czyni podchody] i daje mu w dziób. Dołączają się pielęgniarki, wreszcie sama Cindy skacze na niego z łapami, daje upust całej swojej agresji. Wyrzuca mu prosto w twarz "Ja tak już nie umiem żyć, ja tak już nie chcę żyć !". Ledwo żywy lekarz sugeruje, że powinni opuściś szpital, oboje. Na zewnątrz Cindy rabie w twarz Deanowi "Chcę rozwodu !". I zapewne go dostanie. Tu już nie ma czego sklejać. W niej się rozpadło, a on już tego nie uratuje. Rzuca się po ostatnią deskę ratunku : Frankie. Co z nią będzie, ma się wychowywać bez ojca ? Przecież maja wspaniały kontakt. CIndy jednak nie przekona, mimo że zdaje sobie ona sprawę z tego, że mała będzie w tej sytuacji pokrzywdzona. Ale czy lepsze jest kłamstwo i rosnący chłód pomiędzy rodzicami, w którym miałaby się wychowywać, a który w końcu i tak dojrzy i dopiero wtedy się załamie ? Wracają do domu. Wcześniej Dean idiotycznie rzuca kluczykami w krzaki, pod szpitalem, i na chwilę pogodzeni chodzą w pozycji grzybiarzy i ich szukają. Ojciec pyta "Co się dzieje ? powiecie mi ?". Ale nie mówią. Jeszcze rozmawiają u niego w domu, we dwoje. O córce. Lecz to na nic. Każda rozmowa, każde kolejne zdanie zbliża ich tylko do pogodzenia się z nieuchronnym - ich związek nie istnieje, nie ma już "ich". Wreszcie Dean wychodzi. Frankie od razu się do niego przykleja. Dean próbuje ją odesłac do matki, ale mała nie chce go zostawić. Wymyśla w końcu "wyścig" i kiedy mała rusza biegiem i ląduje w ramionach matki - Dean odchodzi wolnym krokiem. Mała jeszcze z objęc Cindy woła że "kocha tatę !', ale tata jest załamany i game is over. Ta ostatnia scena, z ich córką, jest może najmocniejsza, z powodu kontrastu radości z jaką Frankie biega między nimi i entuzjazmu z jakim reaguje na Deana, a widza świadomością, że oni się rozchodzą, rozlatują, że to moment wagi ciężkiej - i że umysł dziecka nie jest w stanie tego pojąć. Dobry film [Derek Cianfrance, reżyseiro, zdaje się na plus zasłużył], doskonale zagrany, oszczędnie fotografowany, dużo zbliżeń, rzetelne spokojne ujęcia, świetne obie role główne, chociaż wg mnie jednak Williams wypada lepiej, moze dlatego, że Cindy jest nieco bardziej zniuansowaną postacią od prostolinijnego Deana, aczkolwiek i Gosling musiał wykazac sporo empatii dla bohatera, który wie, że jest źle, ale mimo to uparcie próbuje dokonać niemożliwego. POświęcił nawet część swojego owłosienia ;] Cała psychologia tego filmu rozgrywa się w gestach, słowach i zachowaniach bohaterów, od aktorów zalezy niemalże wszystko, scenariusz nie zawiera scen przełomowych, tworzących jaskrawe punkty odniesienia - przyczyna rozpadu związku jest pozamaterialna, jest w psychice Cindy, trzeba to po prostu odegrać. Michelle Williams od początku do końca odpowiada za wiarygodność całości. I nie zawodzi ani na moment. Wielka rola, wg mnie. trailer : www.youtube.com/watch?v=3oiY7W7nDeE "best moments", jak to ktoś nazwał : www.youtube.com/watch?v=3JQbcJiuvLM Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "BLue Valentine" via CT2 [2] 10.11.13, 15:56 Interesujące studium bezprzyczynowego rozpadu związku. Mam tyko wątpliwości, czy aby lasce nie wydawało się, że kocha. THX Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "BLue Valentine" via CT2 [2] 10.11.13, 16:41 drobiazg :] byle się czytać dało. wiesz, tu nawet nie pada słowo "miłość", tu jest dwoje ludzi którzy spróbowali i im nie wyszło. może nie dorośli, ona zwłaszcza, do okreslenia czego chcą i poszukują, do zdolności pełnego zaakceptowania partnera i szukania kompromisu w imię jakiejś wspólnej wartoścvi [tutaj byłaby nią córka], aczkolwiek - z drugiej strony, życie w zakłamaniu i pogłębiającej się niechęci wzajemnej... frustrująca wizja. ona wygląda na mniej ustabilizowaną mentalnie niż obaj jej partnerzy. z pierwszym, sportowcem ze szkoły, też zerwała właściwie bez przyczyny. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "BLue Valentine" via CT2 [2] 10.11.13, 16:56 Może uczucie Cindy solidnych podstaw. Kiedy wypaliło się pierwsze zauroczenie, nie było już powodów, dla których chciała by być z Deanem. Świetna rzecz! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "BLue Valentine" via CT2 [2] 10.11.13, 17:09 bingo, Barbasiu :] wydaje mi sie, że to najtrafniejszea diagnoza. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "BLue Valentine" via CT2 [2] 10.11.13, 17:26 Może uczucie Cindy solidnych podstaw nie miało. Za szybko napisałam i wysłałam post. Dzięki! :) Zanim zdążyli się dobrze poznać, dowiedzieć się czy, chcą spędzić ze sobą całe życie, pojawiło się dziecko , co poniekąd wymusiło na nich decyzję o ślubie, byciu razem. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 16:19 to w ramach pierwszego ojejkowego dnia wdziecznosci, zaczynam :) I wdzieczna jestem bardzo, ze moge w sobotnie wieczory ogladac takie wystepy, jak ten, ktory tu podlinkowuje ;) - chodzi za mna od wczraj nonstop, ale jaka to przyjemnosc - drogie Panie - nie tylko dla ucha ;))) voice.tvp.pl/wideo/live/ernest-staniaszek-do-kolyski-12966912/ Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 16:24 a ten wystep przypomnial mi o wersji oryginalnej czyli Dzemu z Maciejem Balcarem, a to z kolei przypomnialo mi o swietnej bajce dla dzieci (i nie tylko moim zdaniem) "Mustang z Dzikiej Doliny" i znakomitej swietnej piosence z niej w wykonaniu Balcara wlasnie "Nigdy nie ulegne": www.youtube.com/watch?v=iq0yxBZUKEI Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 16:28 Ja już mówiłam dziękuję za spotkania na Forum i rozmowy, wszystkie, dyskusje, czasem trudne. Za fantastyczne opowieści filmowe. Tobie, Maniu, za muzykę. Właśnie słucham. :) Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 16:29 Barbasiu - Tobie ja bardzo dziekuje za te wszystkie wpisy wprowadzajace przed Oscarami, zwlaszcza za muzyke ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 16:32 Całuski! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 16:33 Jestem zmotywowana do przedstawienia Wam przyszłorocznych muzycznych nominacji oscarowych. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 17:08 a to ja zaczne tradycyjnie i ostrożnie - za zdrowie wdzięczny jestem. szczególnie za dobry wzrok. nie wiem za bardzo komu podziękować powinienem, więc nie adresuję imiennie, niemniej : jak pomyślę, że mógłbym nie widzieć tego, co widzę, to zupełnie tego nie widzę, więc wolę widziec to co czasami muszę widzieć, jako niewielką cenę za to, że mogę widzieć, to czego widzenie sprawia, że brak możliwości widzenia zupełnie nie widzi mi się z tego punktu widzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 10.11.13, 17:19 Bo dostaniesz minusa za ten barokowy wtręt! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 11.11.13, 15:19 wybaczenia proszę :]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Dzien wdziecznosci ;) i wczorajszy VoP 13.11.13, 18:03 Nic nie rozumiem z tej drugiej części. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 16:31 Na kilka dni znikam. Będę się dalej leczyć z anginy. Zjadłam już całe opakowanie antybiotyku , a tu ciągle gorączka, uszy zatkane. Trzymajcie się zdrowo. :) b. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 16:42 zdrowiej :) i nie znikaj ..., bo domyslam sie, o co chodzi nie znikajcie - obydwie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 17:01 Tym razem, ja na chwilkę dla odmiany. Słowo się rzekło. ;) Do zobaczenia, Maniusiu. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 17:12 jak Cię nie będzie za 2 dni, to wiesz jaki kawałek muzyczny zagram :} zdrowia, Barbasiu. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 17:17 Zagraj , Grekuniu! :)) A wrócę za dwa dni. Albo jakiś inny kawałek, bo ten już do Pepsic należy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 17:34 Barbasiu, życzę zdrowia! Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 23:28 Dziękuję, Bronte! :) Trzymaj się ciepło. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 10.11.13, 23:29 Oczywiście żartuję, nie musisz grać. Wrócę. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 11.11.13, 15:21 mam nadzieję, że wrócisz wcześniej :] a jak nie, to coś wyszukam [nowego]. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 16:42 Nie można nadużywać przywołań, one są tylko na specjalne okazje. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 17:09 cześć, Barbasiu :] no to na taką właśnie specjalną okazję mam coś specjalnego. jak będziesz chciała, to i bez okazji mogę zagrać ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 17:21 w przypadku specjalnych okoliczności ... / korekszyn/ Cześć, Greku! :)) Zagraj, proszę! Bez okazji. Dobrej muzyki nigdy za wiele. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 17:33 Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem :] www.youtube.com/watch?v=oGZooKy0UOY Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 18:18 Ha,ha, ha! Świetne! Lubimy tu Raya bardzo, prawda!? Ciekawe, która z licznych kobiet zainspirowała go do napisania tej piosenki :) Dziękuję. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 20:03 PS Obiecany nagrobek/ki Tu leżą zacnego Grek.greka szczątki, Choć nieżywy wciąż tworzy na forum nowe wątki. To nie nagrobek posła Janusza Palikota, Ale Greka, co przybierał czasem na forum postać czarnego kota. Tu leży indywidualista Grek.grek, nagrobek jego nie prosto, lecz w poprzek. Przechodniu, nie znajdziesz tu nagrobka Grek.greka, Dał się skremować, rozsypać i nie narzeka. Skończył się długi żywot Grek.greka niestety, To on wielbił wszystkie na świecie kobiety. Jak tylko choroba nieco ustąpiła, muza łaskawie przyjść się zgodziła. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 20:09 Haha! Świetne! Cieszę się, że już lepiej się czujesz, Barbasiu :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 20:26 Dziękuję, Bronte! :))) Jeszcze mnie nie chce opuścić zaraza. Ale już jest lepiej, to prawda. Ubolewam wielce, Bronte, że masz taki trudny do rymowania nick. Nic to, będę się głowić dalej. Tu spoczywa Maniaczytania, To ona wymyśliła nowe święto Dziękowania. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 20:38 Tu Siostry Bronte jest mogiła Ona Benedicta Cumberbatcha wielbiła. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 13.11.13, 21:08 Zanim swe kości Siostra_Bronte tu schowała O filmach ze starego kina na forum nam opowiadała. Tu spoczywa piękna Siostra_Bronte, Mężczyźni padali przed nią z wrażenia jak rażeni prądem. Tu leżą zacnej Pepsic doczesne szczątki, co dwa razy się obraziła na polityczne wątki. Tu spoczywa Pepsic z miasta świętego, Już nie opowie o nowościach z kina studyjnego. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 14.11.13, 15:05 To nagrobek Grek.greka, dzielnego chwata, Co zanim umarł, opisał na forum prawie wszystkie filmy świata. Dożywszy lat 105 zmarła Mania niestety. Teraz w niebie na łyżwach kręci piruety ku wielkiej uciesze Pana Boga w przerwach między pisaniem swego bloga. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 14.11.13, 15:50 hahahaha ! ależ pozytywnie mnie odmalowujesz :] wszystkich nas. masz talent ! Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:01 :))))))) Zawsze o Was jak najlepiej i jak najcieplej myślę. :) Przecież rymować każdy potrafi! Ja mam ciągle w pamięci Twój fantastyczny nagrobek dla mnie sprzed lat i ten od Mani. Jeszcze jeden nagrobek dla Pepsic: Odpoczywa już nasza Pepsic w Bożej winnicy, Za życia szalała nad morzem i w Górskiej Krynicy. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:08 wzajemnie :] e tam, mnie to się raz jeden fuksło :] Ty masz łatwość i sprawność na stałe :] hehe, Pepsic zapewne spodoba się najbardziej okreslenie "szalała" ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:22 Potrafisz! Potrafisz! :) Mogłabym powiedzieć - Boże dałeś mi sprawność, tylko dlaczego taka małą? > hehe, Pepsic zapewne spodoba się najbardziej okreslenie "szalała" ;] Prawdę mówiąc wahałam się czy użyć tego słowa, ale bardzo zależało mi na kontraście (wieczny) odpoczynek - aktywność (za życia). A przede wszystkim, żeby było żartobliwie. :) Tylko czy zechce przeczytać? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:44 ze mną jak z tą ślepą kurą... ;] hehe :] bardzo dobry kontrast, bez dwóch zdań. e tam, na pewno zechce, moze znów ma jakieś problemy z kompem ? miejmy nadzieję, że nic poważniejszego nie wchodzi w grę. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 18:03 Kokietujesz, Greku! Znam Cię , troszkę, zdolnyś do najbardziej szalonych wyzwań językowych. :) Raczej nie o problemy z kompem chodzi ... W każdym razie czekamy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 16.11.13, 13:37 dzięki :] nie mam pomysłu... yes, cóż innego pozostaje... Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Miły Greku, Miłe Panie! 14.11.13, 19:32 Hahahaha! Cóż za trafny opis :) Dzięki, Barbasiu! A może napiszesz coś o sobie? :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 14:29 o tym samym pomyślałem : Barbasiu, prosimy o epitafium autotematyczne :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 16:51 Cieszy mnie bardzo, że trafiłam i że jesteś zadowolona. :)))))))) Pomyślę. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! - o mnie ;) 15.11.13, 17:05 Wielbicielka kwiatów, barbasia1 zamknęła już księgi życia ostatnią stronicę Przechodniu, bądź miły i postaw na jej grobie najpiękniejszych chryzantem donicę. Przechodniu, nie szukaj miejsca, gdzie barbasia1 złożyła swe kości, Ona wciąż żyje, bo popija cudowny eliksir nieśmiertelności. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! - o mnie ;) 15.11.13, 17:09 haha, świetne :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! - o mnie ;) 15.11.13, 17:13 He,he! Jak już człowiek rozrusza głowę, to wymyślanie idzie coraz lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! - o mnie ;) 15.11.13, 17:49 tajemnice warsztatu twórcy :] do jutra. muszę uciekać. prosto na dentystyczny fotel :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! - o mnie ;) 15.11.13, 18:10 He,he! :) Ożeż! Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! Bezbolesnej wizyty życzę! Do jutra! :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 15.11.13, 18:22 jarryjaworski.blogspot.com/2011_12_01_archive.html Tekst linka :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 15.11.13, 18:27 Klikaj w "tekst linka". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 16.11.13, 13:43 hahaha :]] ale ciekawe odwrócenie ról. jakbym siebie widział ;] żartuję, chodzę regularnie, ba - prymusem jestem :]] wczoraj miałem tylko oczyszczanie z kamienia, betka, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 16.11.13, 15:27 :))) Aaaa, to tak. W takim razie brawo! :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 16.11.13, 15:54 hehe, taki ze mnie przykładny obywatel :] wychodzę z żałożenia, że lepiej myć i kontrolować niż udawać rekina ze sztuczną szczęką :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 16.11.13, 16:21 Hahaha! Słusznie. :) Sztuczna szczęka to nie przelewki. Kuzyn, duuużo starszy, dał sobie zrobić elegancką protezę uzębienia, górny łuk. Ale go nie nosi. Kiedy pytają go dlaczego nie nosi, odpowiada, że nie chce, żeby zęby się zużyły, bo planuje wystawić je na allegro.Tak sobie żartuje. A naprawdę za nic nie może się do tych sztucznych zębów przyzwyczaić. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 16.11.13, 16:47 koszmar. no i, zdaje się ?, jest to kosztowna rzecz. nie wspominając o całej procedurze wyrabiania takiego sztucznego urekinowienia. słyszałem od ludzi, którzy przez to przechodzili. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 16.11.13, 17:44 Na kasę chorych można zrobić. Do lepszych trzeba dopłacić, jak zwykle. Dbajmy o zęby, tak szybko wypadają! ;)) Nici dentystycznych koniecznie używaj! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 17.11.13, 16:09 będę :] szanuj zęba swego jedynego, bo jak tu ugryźć bliźniego swego bez niego... ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 17.11.13, 16:59 A mówiłeś , że rymowanki Ci nie wychodzą. Coś ściemniasz;)) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 18.11.13, 16:26 wychodzą mi tylko takie czarnohumorzaste ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Trzymaj się mocno fotela dentystycznego! ;) 18.11.13, 17:07 > szanuj zęba swego jedynego, bo jak tu ugryźć bliźniego swego bez niego... ;] He,he! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 14.11.13, 15:47 hahaha :]] rewelacja ! dzięki, Barbasiu :] wydrukuję sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 16:47 Baaaardzo się cieszę, że Ci się podobały moje/ Twoje nagrobki! Cała przyjemność po mojej stronie. :) Jestem zaszczycona! :))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:05 każę się skremować, kartkę z wydrukowanym Twoim dla mnie epitafium pociąć na drobne kawałeczki, a potem wszystko... rozsypać z jakiejś góry [górka też moze być] :] jak widzisz, zainspirowałaś mnie do rozważana alternatywnego scenariusza formy zejścia z tego padołu. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:11 Cześć Greku! :)) A mnie się ten Twój alternatywny scenariusz formy zejścia tak strasznie nie podoba! Heh. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 17:43 halo, Barbasiu :] hehe, serio ? ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 19:11 Serio. Ale co ja tam mogę gadać ... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Miły Greku, Miłe Panie! 14.11.13, 15:41 pewnie była inteligentna i urodziwa :] cieszę się, że Ci się podobała :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 16:50 Na pewno. :) Świetna piosenka. :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 18:25 A propos mego powrotu, Grek.Kocie! www.rysuneksatyryczny.com/ ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Miły Greku, Miłe Panie! 15.11.13, 18:25 O ten konkretnie rysunek mi chodzi: www.rysuneksatyryczny.com/2013/10/w-kocim-swiecie.html Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Podróz/Leszczu/Agresja/Sharknado 11.11.13, 15:06 kilka tytułów, krótkich, na krótko, ot tak sobie :] z ostatnich tygodni. "Podróż" w TVP2. 30 minutowa opowieść o kobiecinie, która tyra w "biedronce" jako szara pracownica, a szef to menda i nawet nie da się wyprosić u niego zamiany godzin w grafiku. Wraca kobiecina do domu, a tam dzieciaki, kuchnia, żelazko i mąż - bez stałej pracy, znikający w poszukiwaniu dorywczych zajęć, wracający często nad ranem. Upachanej trudnym losem, zmęczonej, ponurej jak czołówka serialu "Klan" Matce Polce spada z nieba prezent od losu : eks-narzeczony z Wielkiej Brytanii dzwoni do niej, mówi że ma pracę, mieszkanie, perspektywy i proponuje, żeby do niego przyjechała i razem zaczęli nowe życie. W tajemnicy przed rodziną kobieta szykuje się do wyjazdu. Zwierza się tylko matce, a ona nie wprost, ale daje jej do zrozumienia, że to nieładnie porzucać męża i dzieci [zdaje się, dzieci miałyby dołączyć później]. Od momentu telefonu bohaterka jeszcze mocniej widzi wady swojego męża, jeszcze mocniej doskwierają jej sąsiedzi majacy pretensje o "hałąsy" w jej mieszkaniu, nawet odgrażający się, że złożą wniosek o eksmisję. Wreszcie przychodzi dzień wyjazdu - zdecyduje się czy nie ? Jak myślicie ? :] w roli głównej G.Muskała, jej męza gra J.Braciak. surowy kawałek polskiej rzeczywistości, kiepski dźwięk, ale świetne zdjęcia, czyli rasowe kino polskie ;] "Leszczu" z TVP Kultura Trzech młodzianów, studentów - zdaje się, jedzie na weekend za miasto. Jest po sezonie, więc panuje przyjemne wyludnienie. Wynajęty domek letniskowy w lesie, obok plaża, gra w piłkę, dysputy o niczym prowadzone żargonem pełnym młodzieżowej nowomowy, jakieś piwko... Wszystko by grało, gdyby do sąsiedniego domku nie wprowadziła się trójka łysych dresiarzy. Od razu popadają z nimi w konflikt : na plaży jeden z młodzianów niechący trafia piłką w herszta karków. Udaje się im uniknąć lania, ale za to herszt zabiera im piłkę. A cenna to piłka - należy do ojca jednego z chłopaków, wielkiego fana Manchesteru United. Piłka jest okolicznościowa i ze specjalnymi autografami. Ojciec zabije swojego ukochanego syna jak się dowie, że nie dośc, że zabrał, to jeszcze zgubił jego relikwię. Dresiarze są niemili, agresywni, nie dośc, ze nie chcą piłki oddać, to jeszcze chcą chudych studentów zdziesionować ;] Herszt daje im czas do wieczora, żeby się... wyprowadzili, po czym nasi studenci najpierw prowadzą ożywioną dyskusję : czy na przemoc zareagować przemocą, czy może po prostu zapaśc się pod ziemię. W jej efekcie zapadają się pod ziemie, czyli gaszą światła i siedzą jak trusia pod stołem [nie dosłownie, hehe]. Jedyna ich nadzieja na odzyskanie piłki, i zachowanie zębów oraz honoru, to dziewczyna herszta dresiarzy - o wdzięcznym i dźwięcznym imieniu Celestyna. Dlaczego taka fajna, sympatyczna i miła panienka trzyma się z takimi typami ? "wiesz, to testosteron", tłumaczy jeden ze studentów, hah. W każdym razie nawiązują z nią kontakt jeszcze przed utratą piłki, i honoru, a potem pokryjomu spiskują, tak zeby dresoherszt ich nie nakrył. Kiedy studenci deliberują, jak tu się zachować - dresiarze z Celestyną jadą do sąsiedniej wioski kupić piwo. Celestyna dostaje sms-a od studentów, na stronie próbuje odpowiedzieć, ale herszt ją przyłapuje. Dochodzi do kłótni między nimi, scena zostaje zawieszona. Wieczorem tytułowy Leszczu [młodzian w okulary odzian, typ intelektualny z wyglądu] decyduje, że dośc czajenia się po omacku i żwawym krokiem idzie do domku dresiarzy po piłkę. Dresiarzy nie ma. Na ganku stoi starszawy... woźny tego letniskowego "kompleksu". Informuje Leszcza, że dresiarze zginęli w wypadku samochodym. Leszczu bardzo to przeżywa, tak bardzo że odzyskaną piłkę wykopuje z molo hen w jezioro. Studenci poruszeni śmiercią swoich prześladowców wracaja w milczeniu. Nagle Leszczu każe się zatrzymać, wyskakuje z samochodu i wraca do niego z Celestyna pod pachą. Czyli, dziewczyna ocalała, bo pokłócona ze swoim chłopakiem nie wsiadła do samochodu. Dziwny jest ten świat :] ciekawe 30 minut, dużo młodzieżowego slangu, dobra scena kłótni studentów, w której wyraźnie upokorzeni niemocą wobec faktu przeważajacych sił wroga naskakują na siebie po kolei i okazuje się, ze jeden to ćpun na garnuszku matki, drugi boi się ojca, a trzeci to prawiczek ;] starego ciecia, milczącego świadka wydarzeń, gra charakterystyczny Wiesław Komasa, a Celestyną jest Maja Bohosiewicz. "Skala agresji" z TV4 Matka z córką i nowy partner matki - z synem, przeprowadzają się na przedmieście. Niebawem w domu zjawia się banda wynajętych morderców poszukujących pieniędzy, które partner matki ukrył przed bossem mafijnym, ktory im zlecił robotę. Na dzień dobry zabijają panią domu, potem nie certolą się z panem domu, a córce matki ledwie się udaje ujśc z życiem i zwiać do lasu. Wtedy do akcji przystępuje 14-letni syn własnego ojca - nie jest to taki przeciętny 14-latek : zdiagnozowano u niego nadmiar zachowań agresywnych, w szkole tłucze kolegów, milczy, patrzy spode łba zagadkowo, a kiedy nadarza się okazja pożytkuje swoje instynkta wykańczając po kolei całą czwórkę bandziorów. Na końcu pada ich przywódca srebrzysty brodacz ;]. Kijem, strzelbą, zastawioną pułapką, gazem z butli... dzieciak posługuje się sprawnie wszystkim czy można unieszkodliwić przeciwnika, 150 cm Rambo połączony z Mc Gyverem :]. On eliminuje wrogów, a ocała dziewczyna robi tło akustyczne, głównie krzycząc, piszcząc i tupiąc butami podczas licznych ucieczek i pościgów. "Sharknado" TV Puls, wczoraj. Takiego cyrku jeszcze nie było :] Wyobraźcie sobie sytuację : nad Los Angeles dociera rekordowo gigantyczne tornado połączone z jakimś kuriozalnym tsunami. Ta pogodowa szajba przynosi sensacyjny efekt : jako że woda lejąca się z nieba falami pochodzi z otwartych akwenów, to znajdują się w niej tysiące rekinów :]] I te rekiny spadają z nieba, fruwając jak ptaszyska, i atakują ludzi. Słyszeliście o równie nieodrzecznym pomyśle ? Haha. Ponoć kino własnie po jest, zeby wcielać w życie takie własnie fantazje. LA jest zatem w mocy tornada, krecącego się jak czarny bąk; woda zalewa miasto, rozwala napis "Hollywood", pustoszy Santa Monicę i Beverly Hills, nad miastem płyną czarne jak smoła chmury, wiatr gwiżdze z prędkością TGV, a ulice zamieniają się w rwące potoki - słowem, sceny jakie można zobaczyć podczass materiałów z Filipin z ostatnich dni. No i te rekiny spadające z nieba prosto na ludzi ;] W tej, i przez tę, apokaliptyczną scenerię przedziera się z jednego końca miasta na drugi grupka śmiałków próbująca uciec przed kolejnymi zagrożeniami. Jadą z miejsca na miejsce, bo właściciel samochodu, a także właściciel przyplażowego baru [świętej pamięci, bo się ten bar rozpada w momencie uderzenia fal wody], chce koniecznie dotrzeć do swojego ukochanego syna, jakiego ma z małżeństwa które mu się rozpadło. Po drodze zabiera córkę i żonę z drugiego małżeństwa, co mu się też rozpadło :] Do tego jest starszy pijak, młodszy pijak i seksowna pracownica eks-baru, zakochana w swoim bossie. Jak już docierają do tego syna, po drodze pokonując około miliona rekinów ;], to wypowiadają wojnę tornadu i rekinom. Syn wsiada do helikoptera i wlatuje w tornado rzucając w środek prymitywnie skonstruowane bomby - szast prast wybuchają i rekiny kręcące się w tym tornadzie, jak g..wno w przerębli ;], lecą martwe na ziemię. Kiedy helikopter doznaje uszkodzenia, sam ojciec wsiada do samochodu, jedzie w kierunku ostatatniego już tornada, a kiedy jest całkiem blisko - przyciska czymś pedał gazu, a sam wyskakuje z auta : wpada ono w srodek wiru, pozostawiony ładunek wybucha i resztka rekinów ginie marnie. Co za kicz :] Twórcze rozwinięcie apokaliptycznej przepowiedni o tym, że "żabami będzie biło" ? tutaj w roli żab występują rekiny. Efekty specjalne dośc poczciwe. W roli głównej ten chłopak, co grał w Beverly Hills 90210 [pucołowaty blondynek kędzierzawy] i realizuje się teraz w projektach ambitniejszych :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Podróz/Leszczu/Agresja/Sharknado 11.11.13, 15:13 Kuriozalnych scen jest bez liku, ale na plan pierwszy wysuwa się ta, w której bohater z zapalona piłą spalinową wskakuje klasycznym "szczupakiem" w paszczę pikującego ku ziemi rekina, na chwilę akcja staje, aż wreszcie ciszę przerywa odgos piły, którą bohater rozcina od środka martwe zwierzę - i wychodzi. Powiem więcej : wychodzi nie sam. Wychodzi razem z seksowną współpracownicą, którą wszyscy uważali już za nieżywą, bo podczas akcji padła ofiarą rekiniego apetytu. A tu proszę, została tylko połknięta, ale nie przeżuta, i akurat w tym z tysięcy rekinów, w którego wskoczył bohater z piłą :]] obejrzyjcie trailer... w sumie - to tak jakbyście zobaczyli cały film ;] www.youtube.com/watch?v=soWwuC-svWw Film oczywiście bzdurny i nawet mało atrakcyjny jak chodzi o efekty specjalne, ale w jakiś sposób pocieszny i fantazyjny w tej swojej absurdalności. I znów pojawia się pytanie : czy kino nie jest właśnie po to, by kręcić rzeczy których w rzeczywistości nigdy nie moglibyśmy zobaczyć ? Czy nie powinno przede wszystkim realizować najdzikszych wybrykow ludzkiej wyobraźni ? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Podróz/Leszczu/Agresja/Sharknado 11.11.13, 17:59 Dzięki, Greku :) Zbiór różności. Zwłaszcza ostatni film robi wrażenie :) Już myślałam, że dzisiaj nie napiszesz, bo w tv mizeria. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Podróz/Leszczu/Agresja/Sharknado 12.11.13, 15:53 dzięki, Siostro :] a, nazbierało się rozmaitości, więc pomyślałem, że je upchnę razem i może jakoś da się to przeczytać :] Podobaja mi się te polskie krótkie metraże, szkoda że TVP nie puszcza ich zamiast kolejnych odcinkow tych bezdennie słabych telenowel. fakt, wczoraj głównie powtórki, "Shawshank, "Prawdziwa zbrodnia" i inne takie. Czesi grali "Fisher Kinga", którego też polskie telewizje pokazywały kilkakrotnie. poleciał kolejny odcinek "Homeland", mam nadzieję, że Pepsic oglądała i jest ukontentowana, bo sporo sie dzieje, a Carrie pokazała pazur w scenie przesłuchania arabskiego dygnitarza-geja :] btw, oglądasz "Top of the lake", o którym Er.pa wspominała ? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Podróz/Leszczu/Agresja/Sharknado 12.11.13, 18:49 Nie oglądam tego serialu. Przyznam, że nie słyszałam o nim. No i nie jestem fanką Jane Campion. Więc jakoś nie mogłam się zmobilizować. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Podróz/Leszczu/Agresja/Sharknado 13.11.13, 16:41 może to Cię zachęci :] www.wyborcza.pl/1,76842,14871384,_Top_of_the_Lake__juz_u_nas__Najlepszy_serial_kryminalny.html Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Podróz//Sharknado 13.11.13, 16:50 >Wreszcie przychodzi dzień wyjazdu - zdecyduje się czy nie ? Jak myślicie ? :] Widziałam "Podróż". Film kończy się sceną, kiedy bohaterka z walizką na kółkach wsiada do autobusu miejskiego, po kilku przystankach, wysiada z autobusu i idzie w kierunku przeciwnym do jazdy autobusu. Wraca domu. Tak odebrałam zakończenie. > Film oczywiście bzdurny i nawet mało atrakcyjny jak chodzi o efekty specjalne, > ale w jakiś sposób pocieszny i fantazyjny w tej swojej absurdalności. I znów pojawia się py > tanie : czy kino nie jest właśnie po to, by kręcić rzeczy których w rzeczywisto > ści nigdy nie moglibyśmy zobaczyć ? Czy nie powinno przede wszystkim realizować > najdzikszych wybrykow ludzkiej wyobraźni ? Coś w tym jest. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Podróz//Sharknado 13.11.13, 17:15 tak właśnie się kończy :] górę wzięło jednak poczucie obowiązku. gdyby ten mąz chociaż ją uderzył raz, to by była sprawa pewna - uciekaj, kobiecino, jak możesz najdalej. ale scenarzysta nie dał się wpuścić i męża przedstawił może nie jako wzór cnót, ale jako gościa, który się stara jak może. no i w ostatniej scenie przed jej próba wyjazdową - ten mąż taki naprawdę ciepły jest dla niej. z drugiej strony, nie wydaje Ci się, że jednak finał był trochę przewidywalny ? czy w takim małym, kameralnym filmie scenariusz mógł przewidywać ucieczkę bohaterki ? [kto by na film z takim zakończeniem dał pieniądze ? ;)] hehe, dzięki, rozczuląjace to "Sharknado". o, btw będzie chyba jakaś powtórka tego filmu ;] w Puls 2. jakbyś/cie mieli ochotę, to podam dokładny termin, widziałem gdzies w programie papierowym, który wczoraj przeglądałem... :]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Podróz//Sharknado 13.11.13, 17:56 Otóż to. Mąż jest mało zaradny, pewnie zagubiony w dzisiejszych trudnych realiach rynku pracy, zwłaszcza dla przeciętniaków, ale, właśnie, stara się jak może i jest dobrym człowiekiem. Może górę wzięło nie tylko poczucie obowiązku, odpowiedzialności za rodzinę, ale i prawdziwe uczucie do męża. Postawiony w skrajnej sytuacji człowiek często uświadamia sobie, co naprawdę czuje. (Moja sąsiadka zabrała podobnego męża /a nawet gorszego / i z dwójkę dzieci i razem wyjechali do Anglii, już kawał czasu temu). Powiem Ci, że ja wcale nie byłam pewna jednoznacznie pozytywnego zakończenia filmu. Stawiałam raczej na zakończenie otwarte. Sądziłam, ze film skończy się na scenie podróży Iwony (dobra jak zawsze Gabriela Muskała) autobusem na lotnisko, na zbliżeniu jej twarzy pełnej wahań ... Dodam tylko jeszcze, że film wyreżyserował udanie Dariusz Glazer. Trailer do "Rekinnado" jeszcze raz, Twój link się nie otwiera: www.youtube.com/watch?v=iwsqFR5bh6Q Dzięki serdeczne za informację o powtórce "Sharknado", ale wystarczy mi wiedza, że taki film już jest oraz oczywiście Twój opis zobrazowany dodatkowo trailerem z youtube. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Podróz//Sharknado 15.11.13, 14:52 ja myślę, że jednak górę wzięła odpowiedzialnośc :] przekalkulowała to i wyszło jej, że lepiej zostać tutaj i żyć w marazmie i apatii niż wyjechać tam i żyć z wyrzutami sumienia. może taka interpretacja trochę by z niej zdejmowała cięzar naiwnego bohaterstwa, a czyniła raczej postać udramatyzowaną ? jak uważasz ? podoba mi się Twój pomysł. można by podłożyć iks rozwiązań, każdy mógłby postawić się na jej miejscu i podjąć za nią decyzję. a tak... nastąpiło definitywne rozstrzygnięcie. [ja bym jeszcze dodał takie wymowne spojrzenie prosto w kamerę, pełne targających nią przeciwstawnych uczuć :)] dzięki :] a właśnie, "Rekinado" dzisiaj w TV Puls o 22:00, polecam ! ;] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Podróz//Sharknado 15.11.13, 17:37 Masz rację. Ja patrzę na ludzi przez pryzmat swojego idealizmu i zazwyczaj postrzegam ich lepszymi niż są w rzeczywistości. Tak, taka interpretacja byłaby ciekawsza. Tak. To ja poprzestanę na trailerku "Rekinado". ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Podróz//Sharknado 15.11.13, 17:47 reżyser [scenarzysta] taką właśnie perspektywe chciał zaznaczyć. pokrzepiającą, że jednak istnieje cos takiego jak normalna przyzwoitość. pytanie, czy dla FILMU nie byłaby lepsza ta, którą Ty wykoncypowałaś [a mnie się taka koncepcja spodobała, a jakże] haha :] czyżbyś nie miała chęci obejrzeć fruwających uroczo rekinów ? ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Kratka" polski z 99, via TVP 1 12.11.13, 15:32 Puścili w środku nocy [bodaj o 2 się zaczął]. 45-minutowa fabuła, świetnie zrealizowana, treściwa, z zawsze znakomitym Jerzym Kamasem. gdybyście mieli ochotę : www.youtube.com/watch?v=XSHYEnwAXN0 a gdyby to rozpisać... Rzecz się dzieje w stolicy, pod Pałacem Kultury. Spotykają się tam Sebastian, mały chłopiec i Eugeniusz, starszy jegopmośc, żeby nie powiedzieć sfatygowany emeryt. Sebastian mieszka w obskurnej kamienicy, słucha Liroya, pomaga koledze w kradziezy auta z samochodu, ale i opiekuje się starą babcią, podaje jej leki, robi herbatę. Jak się później okaże, wedle jego słów, ma matkę, a matka ma gacha, który Sebastiana nie lubi. Jedyny plus jest taki, że gach to właściciel wypożyczalni filmów video i Sebastian "ze 20 razy" oglądał "Psy" ;] Eugeniusz jest stary, pochylony, jedyna cenna rzecz jaką jeszcze ma, to wazon kryształtowy. Tego dnia wychodzi z nim pod pachą, bo zdaje się, ze nadejszła czarna godzina i trzeba go sprzedać, żeby mieć za co żyć. Okoliczności spotkania są osobliwe : spod hotelu odjeżdza samochód z killkorgiem Francuzów [ich córka to pianistyczne wunderkind, jej występ pokazuje telewizja]. Gubią banknot 500-frankowy, ktory wpada w otwór pod kartką ściekową. Chłopiec probuje go wydobyć ręką, ale nie dosięga. Kiedy tak majstruje, podchodzi zaciekawiony Eugeniusz i orientuje się w temacie. Mały probuje odgonić emeryta, ale emeryt bierze górę. Łapie się na sposób, a więc probuje wyciągnąc forse drutem. Idzie mu średnio. Mały ma lepszy plan : sznurek z gumą do żucia na końcu. Tylko jak tu dziadka kiwnąć ? Kiwedy Eugeniusz na moment wstaje z kolan, przy chodniku parkuje samochód i traf chce, że kołem najeżdza na kratkę. Teraz w ogole nie da się nic zrobić. Ale konkurenci walczą zaciekle, bo przecież kiedyś samochód odjedzie i kto będzie pierwszy, ten będzie bogaty :]. Mały podchodzi oglądająć zaparkowane auto, a Eugeniusz udaje triumf "no, w ostatniej chwili, kasa jest u mnie, do widzenia". Ale nie z małym takie bajery, dzieciak szybko orientuje się, ze banknot nadal leży gdzie leżał, a Eugeniusz chciał to tylko skłonić do pójścia precz. Chłopak nie daje się wykiwać i nasyła na dziadka straż miejską. Strażnicy podchodzą, legitymują krążącego ciągle wokół chodnika Eugeniusza i dopytują się "co jest, lubi pan małych chłopców ?" :], po czym każą mu odejść stąd. Nie odchodzi oczywiście, wraca zaraz, i znów spotyka się z Sebastianem. Siedzą na dwóch rogach ławki i wyrzucają sobie od "kapusiów" i "kłamców" :] Eugeniusz idzie po rozum do głowy i proponuje małemu współpracę i podział zysków pół na pół, na co tamten się zgadza. Zabiera go do kawiarni. Rozmawiają. Kiedy Eugeniusz wychodzi do toalety [kradnie tam ręczniki papierowe], Sebastian zamawia lody. Przychodzi do płacenia rachunku i Eugeniusz, goły jak świety turecki, musi zapłacić tym swoim kryształem. Chłopak ma wyrzuty sumienia. Nagle skóra cierpnie im obu. Mróz występuje na plecach... Oto środkiem ulicy jedzie... polewaczka ! I sieje wodą na boki. Eugeniusz sprintuje w jej kierunku, włazi w tę wodę, stara się rozpaczliwie ją zatrzymać, daje desperackie znaki kierowcy. Ten nic sobie nie robi z dziadka. I kiedy załamany Eugeniusz spogląda w stronę kratki, pewien że fala wody zmyła banknot do ścieków... widzi leżącego na niej Sebastiana, który własnym ciałem przykrył kratkę i uratował szansę na 500 franków. Po chwili siedzą pod murem, mokrzy od stóp do głów, i suszą się w bladym porannym słońcu. Auto nadal stoi kołem na kratce... Eugeniusz proponuje małemu podział pół na pół, mały się zgadza. Pan starszy ma widokówkę w kieszeni. Ładny widoczek plażowo-palmowy. Mówi, że to z Australii, od dzieci. Zapraszają go do siebie i tylko musi wykupić bilet. Odczytuje dumnie pozdrowienia i wyrazy miłości od dzieci, zapisane na odwrocie kartki pocztowej. Później się okaże, że z tyłu pocztówki nie ma żadnych życzeń, jest białe czyste miejsce. Moze Eugeniusz ma rodzinę w Australii, ale to, ze ona go kocha i oczekuje jego przyjazdu, to marzenia starego opuszczonego człowieka. Mały ma plan. Drzwi do szoferki auta są otwarte, wystarczy wsiąść i albo odjechać kawałeczek albo tylko przesunąc kola, żeby uzyskac dostęp do kratki. Proponuje to Eugeniuszowi. Wsiadają ciachaczem do samochodu, kombinują z kluczykami zostawionymi w środku, ale Eugeniusz tak niefortunnie uruchamia auto, że na wstecznym uderza w taksówkę stojącą tuż za nimi. Włącza się alarm, rozbite reflektory, kraksa... Wyskakują w popłochu z szoferki i salwują się długą i dramatyczną ucieczką :]] Eugeniusz rezygnuje, mówi że idzie do domu, małemu też radzi, żeby sobie dał spokój i wracał do mamy. Oczywiście, raz dwa spotykają sie ponownie :] Coraz bardziej zakolegowani, już nawet za rękę chodzą, hehe. Obserwują zza rogu, jak idzie praca robotnikom, ktorzy przyjechali tym pechowym autem - Eugeniusz poirytowany tym, ze przecięgają się ich prace, rzuca "jakbym pracował tak jak oni, to bym do niczego w życiu nie doszedł" :} Mocne słowa, jak na kogoś, kto musi wygrzebywać pieniądze z kratki ściekowej, żeby przeżyć, tragikomiczne. Przychodzi noc. Żeby jakoś spożytkować czas, Eugeniusz zabiera chłopca do PKiN-u. Jak się okazuje, przepracował tam całe życie jako windziarz. Dzieki znajomości ze swoim następcą, zabiera Sebastiana na przejażdżkę windą. Kiedy jada - mówi te same teksty i zachowuje się tak samo, jak - można mniemać - zachowywał się wtedy, gdy woził windą dygnitarzy. Na dachu wracają wspomnienia, Eugeniusz wiruje w tańcu z wyimaginowaną kobietą, nucąc jakieś przedwojenne tango, a mały wykonuje te dziwne hiphopowe tańce skandując słowa piosenek Liroya. Znow rozmawiają, znów Eugeniusz wspomina o Australii, a mały wie, że to nieprawda, bo tuż po ucieczce Eugeniusz zgubil tę kartkę pocztową, a mały odkrył prawdę. Grzmi. Idzie burza. Ale i auto odjechało już ! Widzą to ze dachu Pałacu. Gonią więc na dół. Ciemno jest. Eugeniusz znów przystępuje do działania, z łapką z drutu. Kiedy Sebastian wspomina o podziale pół na pół - Eugeniusz cynicznie odpowiada "naprawdę tak mówiłem ? Nie przypominam sobie, chyba mam amnezję" i dodaje "spadaj do domu, do mamy, wyczyśc jej gachowi buty... on już tam twoją matka dyma [dodaje to półgłosem]". Mały czuje się zdradzony, wyrzuca staremu w twarz, że ten nie ma żadnej rodziny, żadnej Australii, że jego życie to klęska. Odchodzi. Chwilę później Sebastiana łapie za kark portier hotelowy, najwyraźniej zakolegowany z tym taksiarzem, którego auto mały z Eugeniuszem uszkodzili. Chłopak trafia w ręce taksiarza, siedzącego razem z kolegami w restauracji. W ślad za nim przyuchodzi jednak Eugeniusz. "TO ja zniszczyłem twoje auto, jego zostaw", mówi do taksówkarza, a żeby tamten poważnie go potraktował - ściąga ze stolika w restauracji obrus i rozbija z rozmachem szklanki o podłogę. Pada deszcz. Sebastian zagląda do kratki, ale zdaje się nie ma już szans, banknot popłynął. Za restauracją znajduje leżącego na ziemi pobitego Eugeniusza. Pomaga mu wstać, a potem odchodzą razem ulicą. [dodam jeszcze epizod z dowodem osobistym/legitymacją/ID małoletniej francuskiej pianistki; początkuje on cała akcję - dziewczynka go gubi, wsiadając do auta, Sebastian podbiega kiedy samochód odjeżdza, podnosi z chodnika, i wtedy zauważa banknot w kratce. potem widzi występ małej w TV. a następnie spotyka ją i oddaje zgubę. i zakochuje się w niej, na dachu PKiN-u pisze na ścianie jej imię] 99 rocznik. Zdegradowany emeryt, chłopiec z ulicy bez przyszłości - rózni od siebie, a tak bardzo do siebie podobni, cios w nos Polski wczesnego kapitalizmu, przemian, w których to właśnie te dwie grupy, najstarsi i najmłodsi zostali na lodzie. Ciekawe i zabawne nieodparcie całe te usiłowania wokół wydobycia banknotu z tytułowej kratki. doskonała skoczna muzyka, pojawiająca się w momentach szczególnie intensywnych zachowań albo zmiany sytuacji. No i wspaniale grający Jerzy Kamas. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Kratka" polski z 99, via TVP 1 12.11.13, 18:47 Dzięki, Greku :) Tytuł obił mi się o uszy. Ciekawa historia. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Kratka" polski z 99, via TVP 1 13.11.13, 16:36 dzięki, Siostro :] zalinkowałem ten krótki film, jakbyś miała kiedyś nastrój... naprawdę dobra rzecz. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Californication sez 6 odc 11 [1] 13.11.13, 10:59 10 odcinek w całości poświęcony był Faith, w 11 wraca cała banda, co do jednego, na czele z Łysym cierpiętnikiem, który przeżywa mrożącą krew w żyłach przygodę :] Po powrocie Hank i Faith urządzają sobie przyjemności cielesno-zmysłowe, a tu Łysy bezpardonowo im włazi w paradę. To co, że we własnym domu ? Jak można przeszkadzać w takich momentach ;] Hank "Charlie, my tu mamy grę wstępną", a kiedy Łysy nie reaguje, dodaje "Charles Runkle, denerwujący kawałek g.na na podeszwie" :] Przyjacielskie czułości. Łysy ma powody, żeby zawiewać na kilometr brakiem wrażliwości i obcesowością - Atticus dostał palmy, odwołał koncerty, rozwodzi się z żoną i, co najgorsze, wycofuje się z tworzenia tej rockopery, do której Moody napisał już scenariusz. Rockman ma zamiar się leczyć z narkotykowego nałogu i doświadczyć oczyszczenia duchowego. Co za niewdzięcznik ;] Łysy biadoli, że ten idiota właśnie odbiera mu/im chleb od ust. Kupa szmalu pójdzie się wietrzyć. Może by Hank z nim pogadał i przekonał, że warto zostać w tym projekcie ? Moody się wzbrania, ale Faith od razu oferuje swoją pomoc i... wdzięki. Rozpina bluzkę [pani aktorka demonstruje swoją goliznę w domyślnych ujęciach, czym jej postać budzi dodatkowe zainteresowanie], Moody'emu brakuje słów, a Łysy od razu musi iśc na stronę w celach autoerotycznych. Hank wiedząc co się święci woła Faith "uciekamy, to mogłoby zniszczyć twoją psychikę" ;]] Atticus zamelinował się w tym samym ekskluzywnym ośrodku, co wcześniej Hank [i Faith]. Kiedy do niego przyjeżdza ekipa ratunkowa : własnie medytuje w pełnym słońcu na leżaku przy basenie. Plecie kompletne androny, że muzyka przestała go obchodzić, że chciałby mieć ogródek i w nim kontemplować, a tak w ogole, to najbardziej by chciał "młodo umrzeć". Fani ? A pal ich licho. Status legendy rocka ? A co tam... Hank sięga po wunderwaffe : biust Faith. Ale nawet jego demonstracja nie wpływa orzeźwiająco na Atticusa, wydobywa z niego tylko godną pochwały, ale w jego ustach komiczną, refleksję, że traktowanie kobiet jak przedmiotów jest ohydne i on nie chce mieć z tym nic wspólnego. "Twoje cycki zawiodły w godzinie próby", mówi do Faith Hank ;]. Pojawia się szef całego zamieszania, Gabriel, terapeuta [ten którego w pierwszym odcinku Hank kontestował i przypominał mu drwiąco o jego homoseksualnym romansie z Richardem Batesem, pisarzem, przyjacielem Hanka i eks-mężem Karen]. Jest niezadowolony z tego, że Hank i Faith urabiają Atticusa. Hank pokpiwa sobie z niego, sugerując mu ciągoty seksualne do Atticusa. Gabriel wspomina Batesa, pyta Hanka czy nie wie, gdzie go szukać. Wyraźnie mamy tu do czynienia z miłością ;] W lokalu gejowskim, w którym Hank ostatnio go spotkał - w roli barmana, Bates już nie pracuje. Hank nie ma pojęcia, gdzie człowieka szukać. Atticus wraca marudząc, że wizyta Hanka i Faith wywołała u niego chęć zapalenia jointa :]] Gabriel otacza go ojcowskim uściskiem, a "podżegaczom" ;] każe wychrzaniać i nie prowokować pacjenta. Moody i Faith znajdują Batesa w szkole, gdzie skacząc jak małpa po pulpicie wykłada swoją teorię pisarstwa, polegającego na "używaniu tego, co się ma między nogami, a potem pisaniu o tym" :] Hanka wita ognistym całusem w usta. Ma dwójkę asystentów, dziewczynę i chłopaka, nie podejmuję się zgadywać, co robią kiedy są sami we trójkę. Bates zresztą nie kryje się z sugestiami. Zaprasza Hanka i Faith, ale od razu się wymawiają :]] Hank ma plan : chce wnieśc na teren ośrodka odwykowego narkotyki, aby rozkręcić Atticusa i żeby, słowami Faith, "z popiołów znów powstał Feniks". Bates ma zająć sobą Gabriela, żeby im się nie wtarabanił w paradę. Batesowi w to graj, zgadza się od razu. Widok Batesa rzeczywiście zniewala Gabrela. Jest tak szczęśliwy, kiedy Bates podchodzi z otwartymi ramionami i powiada "chodź do tatusia", że zapomina o całym świecie. Przestaje go obchodzić, że Moody i Faith "rujnują jego pracę i zarażają pacjentów patologią" ;] A róbcie se co chcecie, ja znikam z moim ukochanym. W głównym pokoju siedzi cała trzódka Gabriela. Pasterza nie ma, więc owce są wydane na żer wilków :] Na Hanka rzuca się od razu ta wariatka, co chciała go zgwałcić w 2 odcinku. Zachowuje się jak pies, który zobaczył bezpańską nogę. Grozi Faith i wyzywa ją od najgorszych. Szurnięta i to zdrowo :] Atticus siedzi w fotelu, jak capo di tutti capi. Hank chce z nim pogadać na osobności, ale Atticus zachowuje się jakby zastępował Gabriela i mówi mu, żeby mówił w obecności wszystkich. Hank wyciąga z torby dwie paczki koksu - pokazuje je wymownym gestem, a potem rzuca na stół. Chwila oczekiwania i całe bractwo "pacjentów odwykówki" rzuca sie do walki o zioła :]] Piękna scena. Atticus próbuje udawać twardziela. Z piskiem na ustach rzuca się do ucieczki. Za nim Faith na obcasach, za nią Hank powiewający kusicielsko dwiema kolejnymi paczkami z narkotykami, a za Hankiem - przywieziona jako wsparcie ogniowe Becca. Atticus wieje jakby go węże ścigały, wokół basenu, po leżakach, a oni za nim. Wreszcie pada przygnieciony wyrzutami sumienia, że przez narkotyki zdradzał żonę, jakby nie było : miłość jego życia. Kula się po leżaku jak arbuz, a Hank tłumaczy mu, że to nie narkotyki są winne, tylko jego charakter. Faith zaś, jak dziecku, opowiada, że to jak sobie czasami zapali albo prześpi z kimś, kto też ma na to chęć, to nic się strasznego nie staje. "Jesteś gwiazdą rocka", mówi mu uświadamiająco-przypominająco-cucąco ;] Atticus już jest rozmiękczony. Hank jak dyrygent wskazuje palcem na Beccę. Ta zaczyna sączyć Atticusowi słodkie kawałki, jaką to jest superfanką jego muzyki, że jej przyjaciele wykupili bilety na koncerty, że żyją już tylko tym, jak te występy będą wyglądały. Atticus trochę jeszcze kryguje i skarży, że musi robić za support dla "tego palanta" Marylina Mansona, ale cała trójka podpowiada mu, że oto ma szansę dzieciarni fanującej Mansonowi pokazać kawał dobrego starego rocka. Jest prawie wyleczony. Podchodzi do Beccy i pyta, jaką piosenkę powinien wybrać na rozpoczęcie koncertu/ "Superfanka" Becca oczywiście nie zna żadnej jego piosenki, patrzy pytająco na Hanka, który piskliwym głosem "nie budzącym podejrzeń" podrzuca jej odpowiedź. Atticus jest wyleczony całkowicie. Chce omówić sprawy przy winku, a więc jest dobrze :] Tymczasem w salonie kręci się istne pandemonium. Wszyscy pacjenci nadziobani jak meserszmity. Pielęgniarz puka do pokoju Gabriela i alarmuje go, ze dzieją się straszne rzeczy. Gabriel wychodzi, aby sprawdzić. Półgoły. Za nim wychodzi półgoły Bates. Pielęgniarz ma oczy wielkości talerzy. Gabriel patrzy osłupiały : dziewczyny tańczą w bikini, wrzaski, krzyki, tu się całują, tam się przewracają, Atticus popija i popala, Moody leży zadowolony z siebie i ogląda ten cyrk... Gabriel chce dzwonić po policję. Bates go uspokaja "wciągnij sobie, synu" - i sam wdmuchuje nosem sporą porcję "tego białego", heh. Zachąca go przyssany do apetycznej tancerki na stole. Gabriel stoi z głupią miną i się waha, zaczynają go dopingować Hank i Atticus, aż wreszcie przełamuje się i rzuca na koks :]] Owacje. Bates wskakuje na stół i wykonuje stary numer ze schowaniem genitaliów między zaciśnietymi udami, co ma chyba uczynić z niego kobietopodobny twór - ohyda :] Przekomiczny moment. Karen spotyka się z Marcy w ogrodku kawiarnianym. Chce pogadać o tym, ze Becca wyjeżdza. POjawia się Ofelia, kastrująca feministka, "kobieta która nienawidzi mężczyzn". Rozstały się z Marcy w gniewie, kiedy Ofelia poraziła prądem z... prądnicy Stu'a i Łysego, róbujących przekonać Marcy, ze powinna porzucić przyjaźń z urabiającą ją na swoją modłę pisarką i "filozofką". "Zapraszam na obiad", rzuca Ofelia. Karen na to, ze musi pomóc córce, na co Ofelia "czy ja mówiłam do ciebie ?" :] Karen więc ewakuuje się, rzucając porozumiewawcze spojrzenia Marcy, która na migi błaga ją, zeby jej nie zostawiała sam na sam z Ofelią. Kiedy Karen znika, Ofelia przeprasza Marcy za to, co robiła i jak to robiła. Proponuje "zadośćuczynienie". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Californication sez 6 odc 11 [2] 13.11.13, 11:49 Ofelia wygląda poczciwie, więc Marcy się zgadza. Jadą do domu Ofelii, popijaja wino, Marcy uspokaja ją, ze generalnie nie było tak źle, a nawet śmiesznie, kiedy porażony prądem Łysy zmoczył pantalony. Ofelia wyraźnie zbiera się w sobie, żeby coś Marcy wyznać. Marcy już jest tym wyznaniem wstępnie przerażona. Wyznaje jej to z humorem, na co Ofelia reaguje niczym psychopatka z dreszczowca "Nie waż się mnie lekceważyć !". Marcy chce chylkiem wyjść, bo widzi że kobiecina ma problemy. Ofelia rzuca się z przeprosinami, a Marcy tłumaczy jej, że boi się tych agresywnych reakcji. Ofelia na to, że czuje się bardzo sfrustrowana, przyczyny czego Marcy upatruje w seksualnym niezaspokojeniu Ofelii. Ta sie z nią chętnie zgadza, ale kiedy Marcy chce ją umówić ze Stu, zachwalając jego walory - Ofelia jej przerywa i mówi "Ja pragnę ciebie". Marcy domyśla się, że Ofelia jest lesbijką, ale ta sobie wyprasza takie uwagi, nie jest lesbijką, ale kocha Marcy. "Bądź moją pierwszą" - proponuje jej uroczyście. Marcy na to, że nie ma nic przeciw seksowi z kobietami, ale do Ofelii jakoś nie ma feblika odpowiednio ukierunkowanego. Chce wyjść. Ofelia zatrzymuje ją, z uśmiechem sugerujac, ze mogą zostać platonicznymi przyjaciółkami. Marcy nie ma nic przeciwko, ale podstępna Ofelia bierze ja w ramiona przyjacielskie i... razi prądem z... prądnicy. Marcy pada nieprzytomna. W swojej chałupie Łysy właśnie celebruje przygotowania do autoerotyzmu przy filmie, kiedy dostaje sma-a na komórkę - treść brzmi "POmocy !". Sms jest od Marcy. Łysy nie wie, gdzie ona jest, ale w końcu puka do drzwi Ofelii. Ta go wita chamską odzywką, i odpowiada, ze Marcy u niej nie ma. Tyle, że auto Marcy stoi przed domem, więc o co tutaj chodzi ? Ofelia zmienia od razu ton, uśmiecha się [uśmiech w skali 1 do 10 - 10, zupełnie piękna jest kiedy się uśmiecha], obraca wszystko w żart i mówi, że Marcy owszem jest u niej. Zaprasza Łysego do środka. "Nie walniesz mnie znów prądem ?", pyta ostrożnie Łysy. Ofelia śmieje się, ze nie, a kiedy tylko Łysy przekracza próg domu - zachodzi go od tyłu i razi z prądnicy w czaszkę. Łysy pada jak długi. Budzi się w pokoju w domu Ofelii. Jest półnagi i przypięty łańcuchami. W drugim rogu pokoju jest Marcy, też na łańcuchu. Oboje są w strachu, a Marcy dodatkowo wkurzona jest. Dziękuje Łysemu za przybycie na wezwanie, stwierdza "Chyba jednak trochę mnie kochasz jeszcze...", co Łysy skwapliwie potwierdza, a nawet że "bardzo". Marcy ma to to samo. Oboje dochodzą do wniosku, ze bycie osobno odczuwają jako coś kompletnie nienaturalnego, nawet jesli Marcy było dobrze ze Stu, a Łysy miał niezłe przygody. I wtedy do pokoju wkracza Ofelia. Nie sama. Targa ze sobą potęzny sekator ogrodowy :] W wiadomym celu, Łysy jest przypięty w takiej pozie, że to nie pozostawia wiele miejsca na wyobraźnię odnośnie jej zamiarów :]] Jakby tego było malo, Ofelia jest podpita, rozbawiona i wykonuje straszne "kłapanie" tym potwornym urządzeniem. Łysy wrzeszczy ze strachu. Marcy widząc co się dzieje, podejmuje akcję : mówi Ofelii, że nienawidzi Łysego, co Ofelia przyjmuje z entuzjazmem "tak, sama chciałam obciąć mu tę marną namiastkę penisa i rzucić kotom na pożarcie, ale... tak - ty to zrób !". Marcy udaje, że jej cholernie na tym zalezy - "obetnę i zjem", na co Ofelia "lepszy mam pomysł : zrobimy zupę" :]] Łysy słucha tego i przeżywa katusze. Ofelia uwalnia ją z łańcuchów. Marcy od razu powala ją sierpowym. Kiedy Ofelia zbiera się z nokautu, wściekła Marcy wyrzuca jej "Ty kretynko, feminizm nie polega na kastrowaniu mężczyzn, ale na uczeniu się, jak z tymi żałosnymi idiotami żyć i się nie pozabijać !" ;] Dodaje, ze ksiązki Ofelii, to kicha i że w robieniu ustami przyjemności mężczyźnie nie ma żadnej zdrady kobiecości [to już druga taka opinia w tym serialu, feministki na pewno tego nie oglądają :)]. Łysy z ulgą w głosie, komplementuje Marcy i jej wykład. Ofelia rzuca się w ostatnim ataku, z prądnicą w garści, ale Marcy nie dość, ze odpiera atak, to jeszcze odbiera jej ten przyrząd i skutecznie razi prądem powalając na ziemię i pozbawiając przytomności. Uwolniony z łańcucha Łysy też chce porazić prądem Ofelię, bo to musi być dobra zabawa. I tak sobie, chichocząc, raz za razem sprzedają jej kolejne dawki woltów :]] Wracają do domu cięzko doświadczeni przez los. W środku jest reszta bandy. Ogłaszają, że... zamierzają się znów pobrać. Łysy bez Marcy i na odwrót, to fakt było nienormalne. Atticus, już wyleczony, mówi, że nie ma mowy, bo jadą w trasę, a Łysy jako jego agent musi być ciągle pod ręką. Ma lepszy pomysł : osobiście udzieli im ślubu podczas koncertu, na scenie. Ma uprawnienia pastora :] Zaprasza w trasę takze Hanka, będzie okazja skończyć te rockoperę. A potem udaje się do sypialni wraz z tą gwałcicielką-Hanka, która zapowiada że zrobi mu sajgon, czego on z kolei nie moze sie doczekać. Wyleczony jest ;] No i finisz, scena jak z 1 sezonu, Hank i Becca. Spacerują pożegnalnie. Bo ona wyjeżdza właśnie na tę swoją "pielgrzymkę".Namawia Hanka, zeby też gdzieś pojechał, ale Moody ciągle czeka na znak od Karen, że "zaczynają od nowa razem", więc nie może się zawinąć i zniknąć. Becca nie jedzie sama. Towarzyszem podróży ma być ten pulchny krotochwilny kudłacz. Własnie pakuje graty do samochodu. Becca mówi, ze wyznał jej miłość; Hank bierze człowieka na umoralniającą rozmowę. Kamienieje kiedy pulchny zwierza się, jak go Becca seksualnie pociąga, ale zaraz zdobywa Hanka uwagą, że "ona jest mądrzejsza, lepsza ode mnie, uwielbiam jej intelekt, i chcialbym po prostu dbać i troszczyć się o nia, dopóki będzie tego sama chciała" - Hank podaje mu rękę, i dodaje "Jak schrzanisz, to ci powyrywam wszystkie włosy" :] POŻegnanie w stylu tradycyjnym, z uściskami i machaniem. Auto odjeżdza, rodzice odprowadzają je wzrokiem. Jak zwykle. Hank proponuje Karen spacer, ale ta "woli popłakać samotnie w opuszczonym gnieździe". Nie może uwierzyć, że córka już taka samodzielna sie zrobiła. Hank pociesza ją, ze Becca chce pisac, więc co najmniej dziesięc następnych lat będzie bezrobotną, a zatem musi wrócić, a jak wróci to na pewno do Karen. A jej sie zbiera na refleksję, czy przypadkiem Becca nie była jedyną i ostatnią rzeczą jaka ich łączyła ? Co teraz, kiedy odeszła ? Cóż pozostaje Hankowi jak udać się na samotny spacer :] www.youtube.com/watch?v=UFky-eXwiuM Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 13.11.13, 17:19 Ofelia szalejąca paralizatorem na prąd, z sekatorem ogrodowym z zamiarem kastrowania i planująca przygotowanie zupy z penisa to chyba najbardziej przerażająca postać feministki w historii filmu, he,he. :) Zakpili sobie twórcy serialu z feministek na całego. Wątek świetny jak i ten z trzeźwym rockmenem na odwyku. A jej sie zbiera na refleksję, czy przypadkiem Becca nie była jedyną i ostatnią rzeczą jaka i > ch łączyła ? Co teraz, kiedy odeszła ? Oto jest pytanie! Fajny odcinek. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 13.11.13, 17:32 Sekatoro-kastratorka ;]] yes, babka żywcem wyjęta z Seksmisji, "samiec twój wróg !", haha. wiesz, ta seria bardzo mi przypadła do gustu, nie wiem - jak Tobie ?? trochę za dużo watowania tematami i dialogami okołorozporkowymi, ale poza tym sporo fajnych postaci, nawiązania klimatyczne do 1 serii i znów świetna muzyka. własnie, ciekawe jak ten 6 sezon się skończy :] na Kinomaniaku jest w całości, więc... voila, Barbasiu :] ja poczekam na za-tydzień, jakoś ten rytm tygodniowy mnie trzyma, hehe. bardzo fajny :] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 13.11.13, 18:51 Właśnie, Ofelia to młodsza i jeszcze bardzie radykalna siostra sióstr z "Seksmisji"! ;) > trochę za dużo watowania tematami i dialogami okołorozporkowymi, Tak. I sporo było też mocnych, prowokacyjnych, przekraczających granice dobrego smaku scen. Ale to w końcu jest istotą tego serialu. Dobra przyznam się, chorując obejrzałam 11 i 12 odcinek. Ale milczę we wszystkich językach świata. I czekam na Twój opis za tydzień. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 14.11.13, 15:44 owszem,, było tych scen sporo, scenariusz konsekwentnie ćwiczy wszelkie możliwe seksualne "odchyły" :], ale, na obronę, powiem że robi to z wielkim przymrużeniem oka i niezmiennym humorem. no proszę, hehe, czyli jesteś zorientowana w temacie. finałowe odcinki i same sceny zamykające serię mają zawsze świetną oprawę. zatem, jestem ciekaw bardzo. po tygodniu puchnięcia z ciekawości ledwie dotoczę się do telewizora, żeby włączyć ;]] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 15:53 Racja. Atticus rusza w trasę, zabiera ze sobą całą ekipę . Będzie romantycznie i sentymentalnie. Oczywiście nie zabraknie ostrych dowcipów. W finale nastąpi spodziewany / niespodziewany* zwrot akcji, acz scena nie zostanie dokończona, ulegnie zwieszeniu do następnego sezonu, ufff ... ;) He, he! :) Ale za to z jaką przyjemnością obejrzysz ostatni odcinek. *niepotrzebne skreślić Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 15:54 W ostatnim odcinku tego sezonu Atticus rusza w trasę, zabiera ze sobą całą ekipę . Będzie romantycznie i sentymentalnie. Oczywiście nie zabraknie ostrych dowcipów. W finale nastąpi spodziewany / niespodziewany* zwrot akcji, acz scena nie zostanie dokończona, ulegnie zwieszeniu do następnego sezonu, ufff ... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 16:19 dzięki za zapowiedź :] spodziewałem się raczej ostatniego odcinka wśród starych śmieci, sądziłem że trasa będzie już tylko w domyśle. [swoją te kawalki Atticusa, to jakies nieporywające są, nie sądzisz ? takie plumkanie, ktore zabawnie nie pasuje do jego rockstar lifestyle, nie ?] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 17:12 A jednak Atticus wyruszy w trasę i to wielkim busem. W końcu obiecał udzielić ślubu Łysemu i Marcy na scenie... Marcy będzie miała śliczną suknię w rockowym stylu. Ale czy się ostatecznie zgodzi wyjść za Łysego ? ;) He,he! Na koncercie na trasie będzie momentami prawdziwie rockowo ... A Ty wiesz, że autorem tekstu (czy muzyki też, tego nie wiem) do jednego z utworów Atticusa jest Tim Minchin, człowiek, który ... gra Atticusa, brytyjsko-australijski aktor, komik, muzyk, autor tekstów piosenek, człowiek orkiestra; Tę piosenkę Atticus wykonuje (ustami Minchina) właśnie w ostatnim odcinku tego sezonu (wcześniej w jednym z odcinków komponował ją plumkając na pianinie ;). Zaśpiewał ją zaraz po tym jak udzielił ślubu (trudno wygadałam się) Łysemu i Marcy: www.tekstowo.pl/piosenka,tim_minchin,so_long__as_we_are_together_.html ! Cóż chyba trzeba spojrzeć przez palce na muzyczne wyczyny rockmena Atticusa. A na finał za tydzień będzie inna świetna piosenka! Na razie milczę jak grób. :) (o Timie Minchinie) splay.pl/2013/03/21/tim-minchin-kim-jest-atticus-fetch-z-californication/ :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 17:15 Piosenka Tima Minchina "So Long (As We Are Together) podoba mi się. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 17:21 ale porcja ciekawostek, dzięki :] niby Atticus podśpiewuje, ale przecież aktorzy, o ile dyplomowani, na uczelniach mają zajęcia ze śpiewu, więc to nie wydarzenie samo w sobie. trzeba przyznać panu MInchinowi, że ma aktorski pazur, prawda ? Atticusa, całą tę rockową otoczkę kojarzoną z muzykami tego nurtu, odegrał koncertowo, a jednocześnie z nieustannie zmrużonym porozumiewawczo okiem. e tam, sam fakt ślubu, to betka - forma, o !, to będzie wydarzenie, hehe. btw, prawda to ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 16.11.13, 17:39 Tak jest, jednak w praktyce, co pokazują różne programy rozrywkowe, różnie bywa z umiejętnością śpiewania u aktorów. Tak, Tim Minchin ma aktorski pazur i naprawdę niezły głos. Ciekawy człowiek. Mam nadzieję, ze jeszcze o nim usłyszymy. Owszem! :) Ślub na scenie przed zgromadzona publicznością będzie wydarzeniem, oczywiście niepozbawionym zabawnych momentów. Jednocześnie ważne będzie, to co się wydarzy, albo co się nie wydarzy, na drugim planie. Będzie się dużo działo podczas tej wcale nie tak znowu długiej sceny. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 17.11.13, 16:12 czekam z ciekawością, zatem, do wtorku :] a potem czas na podsumowanie sezonu, yes ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 18.11.13, 17:10 Yes! Oczywiście Tobie ustępuję pierwszeństwa w dokonaniu podsumowania. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Californication sez 6 odc 11 [2] 19.11.13, 15:20 nie czekaj na mnie, śmiało pisz :] Odpowiedz Link Zgłoś
mia72 "Życie w Cranford" 14.11.13, 05:56 Jeśli ktoś ma Filmbox, to od wczoraj może oglądać w każdą środę wieczorem serial BBC wg powieści E. Gaskell. Podobno świetny - ja póki co nagrałam i się zobaczy. Jak ktoś lubi XIX-wieczne angielskie klimaty - jak znalazł, choć mężczyźni mogą nie dać rady;) W obsadzie m.in. Judy Dench i Simon Woods (Oktawian z serialu "Rzym") oraz M. Gambon (czyli prof. Dumbledore nr2). Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Życie w Cranford" 14.11.13, 19:34 Niestety, jakiś czas temu Filmbox zniknął z mojej kablówki. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Życie w Cranford" 15.11.13, 14:33 ja też nie mam tego kanału, więc... Mio, cała nadzieja w Tobie :] napiszesz coś a'propos ? Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 14:48 Mia milczy, to może ja się wyrwę, próbując poprawić ocenę :) Oglądałam kiedyś, teraz niedawno druga część "Powrót do Cranford" na BBC HD. Jesli kiedyś natraficie, warto dać się uwieść :) Bo to jest ciasteczko z kremem, tort z wisienką, dla wielbicieli seriali kostiumowych. Pierwsza seria tak się spodobała, że dorobiono Christmas special, i potem drugą serię, wygrzebując co się jeszcze dało z utworów pani Gaskell. To historie z życia małej społeczności zdominowanej przez kobiety w wieku średnim-zaawansowanym w drugiej połowie XIX w. Mamy m.in tu dwie siostry w zaawansowanym staropanieństwie, z których młodsza zawsze pozostaje tą młodszą i wymagającą kontroli starszej. Tę młodszą gra Judy Dench, która jest cudowna jak zawsze. Sa ich rozliczne sąsiadki, i ich słabostki, i zmartwienia, i prawdziwe, głębokie tragedie. Jest w tym serialu sporo humoru charakterystycznego dla angielskich historii tego typu, ale jest i dużo ludzkiego nieszczęścia. I jest nadchodzący postęp, który zagraża status quo Cranford, bo przecież jest dobrze, a jak przydzie nowe, to nas zje. Oczywiście najgroźniejszym symbolem postępu jest kolej, która w drugiej części dosięga Cranford. Nie ma tu jakiejś jednej spójnej fabuły, bo nie jest to adaptacja jednego teksty. Sa przeplatajace się historie, w tym w każdej serii jedna romantyczna, ale daleko tym produkcjom do typowych intryg małzeńskich. W pierwszej serii jest pewna "kocia" historia, która przytoczę Szanownemu Kociolubnemu Gronu. Otóż jedna z pań ma koronkowy kołnierzyk, który o ile pamiętam chce wybielić, i ktoś jej podpowiada namoczenie go w śmietanie. Problem w tym, że to miski ze smietaną dobiera się kot, i opróżnia ją nieselektywnie, czyli razem w tym kołnierzem. No i panie w panice wpadają na jedyne mozliwe rozwiązanie, czyli dają kotu coś na przeczyszczenie, by ten kołnierz przed strawieniem odzyskać. I odzyskują kołnierz, ale on nie odzyskuje bieli, tylko ma taki kolor, hmmm, pamiętacie bawełniana koronkę w kolorze naturalnym, takim bezowo-brudnym - no to ten kołnierz po tych zabiegach zostaje taki, ale ta właścicielki przyjmuje ten stan rzeczy z godnością. Pierwsza seria im dalej w odcinki, tym smutniejsza, druga bardziej optymistyczna, piekne kostiumy, fantastyczna gra aktorska, trochę XIX wiecznych realiów, i obraz takiej społeczności, w której różne osoby o różne rzeczy się obrażają, ale jak pojawia sie prawdziwy problem, to każdy serce otwiera. Ku pokrzepieniu serc widowni. To ja tyle :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 15:43 Historyjka o kocie i kołnierzyku jest przecudna. Uśmiałam się. :) Śliczny serial rzecz! Zazdraszczam Wam bardzo możliwości oglądania! Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 16:18 zdajesz sobie sprawę z tego, że do uzyskania lepszej noty w dzienniku, jest to zaledwie pierwszy maleńki kroczek ? ;] świetnie napisane, Er.po, treściwie i do rzeczy. tak dobrze, że mignęło mi nawet, że sam by to obejrzał, jakbym spotkał. aż się wystraszyłem ;] współczuję opisanemu kotu [kotowi ?], nawet jeśli przeczyszczany był tylko w scenariuszu. jakby to był pies, to bym proponował, żeby mu dosypać więcej i koniecznie o mocniejszym działaniu :] Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 16:38 No to jak dla Was - scena z koronkowym kołnierzykiem. To jednak maślanka była, nie śmietana. Polecam wytrwanie do końca sceny, bo utensylium zastosowane do odzysku koronki jest dośc nietypowe... www.youtube.com/watch?v=uRyK8j8Dss0 Oczywiście nie cały serial jest tak groteskowy :) Greku, a cóż Ci psi zrobili? (uprzedzam, psa też mam :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 17:03 psi kotów ganiają :] a ja z kotami sztamę trzymam, i dlatego zionę rytualną niechęcią do wroga ;] mam kocie naleciałości pod wieloma względami, hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 15:29 Czuję się zachęcona, tym bardzej że jestem w posiadaniu filmboxa. Odpowiedz Link Zgłoś
er.pa Re: "Życie w Cranford" 17.11.13, 16:02 Jeśli zachęciłam, to się cieszę, i mam nadzieję, że nie skończy się to rozczarowaniem. A ja się chciałam poprawić, bo poprzednio pisałam z pamięci, teraz sprawdziłam: Pierwsza seria, czyli polskie "Życie w Cranford" lub "Panie z Cranford" (taki był tytuł wydany na DVD) jest oparta na trzech nowelkach Gaskell. Druga seria, czyli "Powrót do Cranford" to jest to, co było pierwotnie "Christmas Special" i jest oparte na dwóch nowelkach i jednym opowiadaniu, z wymyśloną kontynuacją niektórych wątków z pierwszej serii. Ta druga seria jest też moim zdaniem trochę bardziej naiwna niż pierwsza, może to efekt mniejszego polegania na Gaskell. I akcja toczy się w latach 1840-tych, przesadziłam z tą drugą połową. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 11 [1] 14.11.13, 11:39 finał o krok, Thompsonowi rosną zastępy wrogów i urażonych. Razem z Margaret Nucky gości w klubie. Występuje tam iluzjonista, Hardeeni, brat Houdiniego - pokazuje podobny numer : uwalnia się z kaftana bezpieczeństwa wisząc głową w dół. Chwilę to trwa, ale ostatecznie magik wychodzi z tego zwycięsko. Potem towarzystwo gości go na pokojach, hehe, gdzie pokazuje kolejne triki, z biżuterią zmieniającą właścicielkę i z kartami. Margaret jest oczarowana, Nucky zobojętniały, aż tu nagle wybucha wąsaty znajomy Nucky'ego, ten którego utrzymanka, Annabelle, mieszka w tym samym domu, co Margaret i jest jej przyjaciółką. Wąsaty zwierza się niemal z płaczem, że zbankrutował - źle ulokował kasę, inwestycje przepadły, a on jest goły. Patrzy na Annabelle i mówi "poradzimy sobie jakoś, nie martw się, kochanie". Ale Annabelle, to kobieta interesu, naiwny wąsaty myślał, że ona z nim jest z miłości :]] "A odwal się, tepy tłuściochu !", warczy Annabelle i wychodzi z pokoju. Wąsaty za nią, ale to mission impossible jest. Następnego dnia Annabelle zagląda do biura Nucky'ego. Ten ją od razu uprzedza "POgadamy, ale nie krzycz, nie płacz i nie rzucaj niczym" :]] Annabelle skarzy się, że wąsaty odkrył jej zaskórniaki, całe 3 tysiące które mu przez okres ich "bycia razem" zwędziła. Składała zapobiegliwie kasę, na okolicznośc bankructwa wąsatego albo gdyby wąsaty postanowił wymienić ją na nowszy model. A teraz została goła na lodzie. Sugeruje, ze Nucky powinien w jej imieniu oskarżyć wąsatego o kradzież. Nucky na to "O kradzież tego, co ty mu ukradłaś ?". POtem daje jej trochę kasy, Annabelle jest uratowana, Nucky pół żartem pół serio mówi "A co z formułką 'zrobię dla ciebie wszystko' ?" - Annabelle poważnie "Tak, zrobię wszystko, przeleć mnie jak kiedyś". Nucky na to "Zapamiętam te słowa". Nie wie, że w drzwiach od jakiegoś czasu stoi Margaret i słyszała całą rozmowę. Annabelle dyskretnie opuszcza pokój. Margaret jest urażona, widać to po niej, informuje Nucky'ego, że jakaś "LIga Kobiet" zdecydowała się poprzeć w wyborach na burmistrza jego kandydaata. "Cieszę się, że mogłam ci się na coś przydać", dodaje i zamaszystym krokiem wychodzi. Druga runda odbywa się w ich sypialni. Margaret i Nucky szykują się do wyjścia na jakiś jubel. Margaret sugestywnie wspomina o incydencie w biurze, a Nucky tłumaczy, że był kiedyś w związku z Annabelle, stąd formuła tej rozmowy którą Margaret słyszała; ten związek to przeszłość i nie ma do niego powrotu. Margaret agresywnie pyta "Przeleciałbyś ją, co ?". Nucky na to, że wulgarny język zupełnie do niej pasuje. Margaret nie hamuje się jednak, zarzuca mu że jest zdolny do wszystkiego, a ona sama jest zdegustowana układem w jaki się zaangazowała, w którym ma grzecznie milczeć i udawać że nie wie, w jakich interesach macza paluchy Nucky. On na to, ze widocznie jej taki "układ" pasuje, jakoś nie zgłaszała nigdy zastrzeżeń, czasami wykona jakiś akt sprzeciwu, ale bardziej pro forma, bo tak naprawdę jest jej w tym układzie wygodnie. "Porządny człowiek nie zachowywałby się w ten sposób", mówi jej Nucky sugerując, że Margaret nie powinna z siebie robić ofiary, a z niego najgorszego męta. "Co ty o mnie wiesz", rzuca Margaret, a poirytowany Nucky wyciąga z ukrycia butelkę z jakimś płynem, którym Margaret przemywa się po seksie. Pewnie jest to jakiś środek antyciązowy. W poprzednich odcinkach istotnie była scena informująca o tym. "Zachowujesz się jak dziwka", zarzuca jej Nucky, a Margaret odpowiada, ze po prostu nie chce mieć kolejnego dziecka, "jego dziecka", czyjegokolwiek, żadnego. Wreszcie wraca sprawa jej męża, którego Nucky kazał zlikwidować. Margaret wiedziała, kto to zrobił. Nucky przypomina jej o tym, że zaakceptowała sytuację, jego pomoc, a poza tym... jej mąż był brutalem, pobił ją aż poroniła. "Jego śmierć nie przyprawia mnie o bezsenność, ciebie też nie, z tego co widzę", mówi Nucky i dostaje z liścia od Margaret. Jest wściekły, rozbija butelkę o ścianę "nie będziesz już jej potrzebowała", oznajmia. Mocna scena. Następnego dnia do Nucky'ego dzwoni Richard Harrow, robiący za ochroniarza Margaret. Wzywa go do domu. Nucky przyjeżdza z biura i dowiaduje się, że Margaret spakowała sie, zabrała dzieci i odeszła. Wybory się zbliżają i gorączka zaczyna narastać. Wyzdrowiały juz Elias Thompson odwiedza brata w jego biurze. Jest podenerwowany. Jesli wygra kandydat Demoratów, Fletcher, to i on i Nucky mają gwarantowany zjazd ze stanowisk. Elias ma 8 dzieci, jakoś je musi wyżywić, z legalnych dochodów szeryfa jest to niemożliwe, a przynajmniej aktualny standard będzie nie do utrzymania. Kiedy dowiaduje się dodatkowo o tym, ze Nucky pokłócił się z Margaret, a ona wie doskonale o interesach Nucky'ego, grzmi, że "ta kobieta nas zniszczy !". Sugeruje, że należy jej jakoś zamknąć usta. Jak wygrają Demokraci a Margaret pójdzie do federalnych z informacjami [widziała ten zeszyt z rachunkami, liczbami i datami dotyyczącymi przemytu alkoholowego, jaki organizuje Nucky - oni nie wiedzą, my na razie też nie, ale możliwe, że Margaret te dane sobie zapisała], to są załatwieni. "Myślisz, ze ludzie szanują ciebie, że im zalezy na tobie ? Nie ! im zalezy na tym, co możesz załatwić", uświadamia Nucky'ego Elias. Jak pójdziemy na dno, to dzisiejsi cmokierzy palcem nie kiwną, żeby nam pomóc. Nucky słucha tego ze spokojem i podsumowuje "Byłeś na występie Hardeeni'ego ?.. Gdyby nie był bratem Houdiniego - ludzie mieli go gdzieś. Jasna sugestia : braciszku, ja tu rządzę, a ty nie masz prawa mnie pouczać. Niemniej, po zaznaczeniu bratu swojej przewagi, Nucky odwiedza w swoim biurze macherów kampanii swojego kandydata na burmistrza, Badera. Chłopaki dowcipkują, śmieją się, popijaja. Nucky ustawia ich do pionu : wy tu sobie szopkę urządzacie, a Fletcher i jego ludzie spotykają sie z wyborcami, ściskają łapy, prezentują program, zapewniają że jak dojdą do władzy to poprawią stan bezpieczeństwa, który leży i kwiczy. Jegomoście milkną. Nucky każe im sie wziąć do roboty, bo sam Bader nie da rady. Informuje ich, że Elias zrezygnował z funkcji szeryfa, zastępuje do Halloran - młodszy, ale wyglądający na starszego ;], który od pewnego czasu w cztery oczy zapewniał Nucky'ego, że gdyby postrzelony Elias nie mógł wrócić do pracy, to on chętnie go zastąpi i gwarantuje 110 % lojalność. Po mojemu, Nucky sam wywalił Eliasa ze stołka. Problem w tym, czy ktoś obcy gwarantuje wyższy poziom zaufania ? Do Jima Darmody'ego dociera informacja, ze jego ojciec, ksywa KOmandor, jest umierający. Ich relacje są marne, Jimmy ojca nie odwiedza. W takich warunkach jednak przychodzi na wizytę. Stary leży w łózku, ledwie zipie. Częstuje Jima ciastkiem, ten nie odmawia, ale rozmowa się nie klei i w sumie nie wiadomo, czego ojciec chciał. Jimmy próbuje wyjść, ale ojciec przytrzymuje go - opowiada nostalgicznie, że to miasto było kiedyś gnojowiskiem. za jego rządów stało się miejscem cywilizowanym, z elektrycznością, brukowanymi drogami i całą resztą. KOmandor namaścił Nucky'ego, Nucky został ojcem opatrznościowym Jima, na prośbę ojca. Ale stary nie ufa Nucky'emu - "Miastem rządzi niewłaściwy człowiek", mówi do Jimmy'ego. Jimmy ma mdłości. Wychodzi z pokoju, idzie do łazienki i wymiotuje. Potem odwiedza matkę, Gillian. Teraz już wiadomo, czemu jest taka młoda. Ona i Komandor poznali się, kiedy on miał 54 lata, a ona 13. Zauwazył ja podczas Majówki, Nucky ją przyprowadził do jego biura... BYła sierotą, nic nie miała, a Komandor zapewnił jej wszystko, co najlepsze, ona zaś urodziła Jima. De facto, opiekował się nimi Nucky, wówczas szeryf Atlantic City, oczywiście na takiej samej zasadzie, jak dzisiaj opiekuje się Jimmym. Gillian przyznaje, że miała z Nuckym romans. Cięzko mu było po śmierci Maybel, żony, miał nawet wyrzuty sumienia, ze ją po śmierci zdradza z inną kobietą. Gillian decyduje się zaopiekowac starym mężem [eks-mężem ??]. "Nikt nie powinien umierać w samotności", powiada. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Zakazane Imperium sez 1 odc 11 [2] 14.11.13, 12:20 Lekarza bada Komandora i stwierdza, ze dolega mu żółtaczka, a zapaść postępuje. Pobiera włos w nadziei, że znajdzie tego przyczynę. Stary broni się, jakby mu chciał odciąć ucho, ale Jimmy uspokaja starego. Badania dają sensacyjne wyniki : stary jest zatankowany pod korem... aresznikiem. Zatem, ktoś chce dziadka otruć. Jimmy odwiedza matkę. Ostrożnie wypytuje Gillian o to, ile forsy Komandor zostawi po swojej śmierci. Gillian nie wie, może jedynie przypuszczać. Jimmy w końcu informuje ją, co wykazały badania. To że wymiotował, to też nie przypadek. W ciastkach również była trucizna. Służąca ? Nie ma mowy. Więc kto ? W międzyczasie, Jima odwiedza Richard Harrow. Ma nowe info dotyczące braci D'Alessio, którzy po złąpaniu i zabiciu dwóch z nich przez Jima i Chalky'ego White'a pochowali się gdzieś. W Filadelfii szpiedzy White'a odkryli miejsce pobytu matki, sióstr i jeszcze jednego brata D'Alessio [ten ostatni nie jest gangsterem, jest dentystą]. Harrow mówi, że jakby ich wszystkich pozabijać, to D'Alessio w Atlantic wreszcie musieli wystawić głowy i można by ich zlikwidować. Ale Jimmy nie podejmuje decyzji. Sprawa ojca pochłania go całkowicie. Żona Jima, Angela, odwiedza panią Dittrich w jej [i męza] w ich zakładzie fotograficznym. Cichaczem, na boku, umawiają się na ten potajemny wyjazd. Mają zostawić swoich męzów i spełniać się jako kochanki, a Angela jako artystka, w Paryżu. Mają wyjechać rankiem następnego dnia. Przerywa ich te konszachty Dittrich, po pobiciu przez Jima chodzący o kulach. Wydaje się, ze nic nie wie, ale mówi do żony "Ty i te twoje gierki... jesteś okrutna...". W mieszkaniu Angela pakuje walizkę, zostawia pożegnalny list dla Jimmy'ego, odpiera pytania syna, czy babcia [Gillian] i ojciec z nimi pojadą ["Nie pojada, nie lubią Paryża"]. Zjawia się o ustalonej godzinie w zakładzie fotograficznym, gdzie ma czekać jej wspólniczka. Lokal jest pusty, tylko cieć lata z miotłą i sprząta podłogę. Angela pyta, gdzie są Dittrichowie i dowiaduje się, że wyjechali w srodku nocy, "zona Dittricha mówiła coś o Paryżu". Angela jest zdruzgotana. Wystawili ją. Kochanka ją zdradziła, bez dwóch zdań. Slodka zemsta za to, że Angela zerwała trójkącik i za pobicie męza. Mówiła Angeli, że męza nie kocha, ale to było kłamstwo, żeby Angelę skłonić do decyzji o wyjeździe, który miał nigdy nie nastąpić. Angela wraca do domu. Jimmy milczy. Niewątpliwie przeczytał list pozegnalny, wie że żona chciała odejść. Nie odzywa sie teraz do niej. Wita syna, pomaga mu się rozebrać, kładzie do łózka, troskliwie się nim zajmuje, ale żonę traktuje jak powietrze. Angela płacze po cichu. Zemsta Dittrichów jest więc pełna i rasowa. Agent van Alden wychodzi na kolację w chińskiej restauracji z agentem Sebso. Podczas posiłku daje mu do zrozumienia, że nie wierzy w jego wersję, wedle której Sebso zastrzelił świadka -ktory miał zeznawać przeciw Jimmy'emu w sprawie o 5 morderstw, z tefgo powodu, ze świadek się na niego rzucił z cegłą po tym jak Sebso rozkuł go, żeby mógł załartwic potrzebę. van Alden odtwarza zajście wedle zeznań Sebso i nie składa mu się to w wiarygodną całość. Sebso aktywnie przekonuje go, że było tak jak powiedział, dlaczego miałby kłamać. Sebso oczywiście zabił świadka, z polecenia góry, a góra z polecenia Thompsona. Sebso dzwoni do Nucky'ego i panikuje, że Van Alden ciągle mu nie wierzy, nie ufa w ani jedno słowo. Nucky wpada na koncept, żeby Sebso czymś się zapisał pozytywnym, udowodnił swoją lojalność, wtedy Van Alden odpuści. Podaje Sebso adres pod którym ma się znajdować nielegalna rozlewania nielegalnego alkoholu. Van Alden i Sebso jadą tam, ale zdaje się albo informacja była nieświeżą albo Nucky kłamał ? zatrzymują się nad jeziorem, gdzie grupa czarnoskórych śpiewa pieśni religijne, a pastor zanurza w wodzie i "oczyszcza z grzechu" tych, którzy się zgłoszą ze skruchą i zechcą doświadczyć katharsis. Van Alden przygląda się temu, wdaje w krótka rozmowę z pastorem, z której wynika, ze o ile pastor wierzy 100 % w boską miłość, to agent coś nie bardzo, "wierzę w Boga, [powiada] ale odwracam się zbyt często od jego miłości", podsumowuje. Pastor przekonuje, że wszystko da się zmyć i naprostować, każdy grzech i zwątpienie, on za to ręczy. Van Alden zaczepia Sebso, ktory jest Żydem : wierzycie w Niebo ? Sebso na to, ze nie. "Skoro nie wierzycie w Niebo, cóż możecie wiedzieć o piekle", dodaje Van Alden. Sebso czuje się nieswojo, dostrzega w zachowaniu Van Aldena wobec siebie ukrytą agresję i złość. Patrzy jak van Alden przymyka oczy, pyta o samopoczucie. Van Alden odpowiada "czuję się dobrze, ale pytanie brzmi : jak pan się czuje ?". Wymowna sugestia. Nastepnego dnia w biurze Sebso informuje van Aldena, że poprosil o przeniesienie do Detroit. Ma tam rodzinę, a federalni robią nabór do grupy walczącej ze szmuglem wódki z Kanady, więc ma nadzieję się do niej dostać. van Alden zauważa jego nowe buty. Sebso na to, ze to z wyprzedaży, wcale nie "nowe". Cały czas Van Alden sugeruje, ze Sebso jst skorumpowany, za wyeliminowanie świadka wziął kasę od protektorów Jimmy'ego. Czuje pismo nosem. Sebso rozpaczliwie próbuje przekonywać Van Aldena, ze jego podejrzenia, które czuje i które go krępują i urażają - są bezzasadne. Van Alden raz jeszcze jedzie nad to jezioro. Zabiera ze sobą Sebso. Znów są tam Murzyni i pastor wygłasza kazanie, śpiewają, a on obmywa ich w wodzie z grzechów. Pyta Van Aldena, czy chciałby się rytualnie z grzechów wyswobodzić, ale Van Alden mówi, że nie ma z czego. Proponuje za to agentowi Sebso ceremonię oczyszczenia. Sebso odmawia. Pastor namawia go na kąpiel. Wreszcie Sebso ustępuje, zdejmuje cenne nowe buty, marynarkę i wchodzi do wody. Van Alden prosi pastora o możliwość wykonania tego obrzędu, ponoć nie tzreba być pastorem żeby to robić - pastor wyraża wątpliwość co do tego zapisu, ale zgadza się żeby to van Alden wykąpał Sebso. Łapie więc Van Alden Sebso za kark i w pasie i zanurza w wodzie na kilka sekund, po wynurzeniu pytajac "wyrzekasz sie grzechu i nieprawości ?". Sebso nie odpowiada, łapie oddech. Procedurę tę Van Alden powtarza z coraz większą agresywnością, coraz dłużej Sebo ma głowę pod wodę, a coraz krócej jest na powierzchni. Wśród Murzynów wrze... Pastor stoi osłupiały. Wreszcie Van Alden, w furii i szale, zanurza Sebso na tak długo, że tejn przestaje walczyć. Umiera. Topi się. Wszyscy są w szoku. Van Alden zostawia trupa w wodzie, wychodzi z jeziora z rozkrzyżowanymi ramionami i krzyczy w niebo. Mocna scena. www.youtube.com/watch?v=Hfjw3uW7tT0 www.youtube.com/watch?v=ujX8OPlS5m0 www.youtube.com/watch?v=tuoRRP4QVO4 Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 11 [2] 14.11.13, 15:17 Świetne, dzięki! Ależ zakończenie! Co ten Van Alden wyrabia!? Jak się wytłumaczy przełożonym z zabójstwa kolegi policjanta? Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 11 [2] 14.11.13, 15:58 dzięki, Barbasiu :] śledzisz na Kinomaniaku kolejne odcinki ? Van Alden służy praworządności, ale robi to metodami "Brudnego Harry'ego", złapanie Nucky'ego Thompsona staje się chyba jego obsesją. sam Nucky wydaje się być w opałach, bo grozi mu porażka wyborcza [jego kandydata, gwarantującego dalsze rządzenie finansami miasta z tylnego siedzenia], Margaret i Lucy mogą mu narobić problemów, jeśli zgłoszą się do federalnych z zeznaniami nt. jego interesów [Lucy mało chyba wie, ale Margaret to już inna para kaloszy], pooza tym ten jego protektor, Komandor, też zdaje się traci do niego zaufanie. słowem, finał zapowiada się znakomicie. w Ameryce, i nie tylko, leci już 4 sezon ;], więc w zasadzie trochę spóźniony jestem/spóźnieni jesteśmy, jesli też oglądasz 1 sezon... ale, co tam :] przy okazji, mam nadzieję, że Czesi dośc szybko zaczną pokazywać 2 sezon i kolejne. z Californication uwinęli się w trymiga :} Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 11 [2] 16.11.13, 22:54 Nie, niestety nie oglądam serialu na Kinomaniaku. Nie ma kiedy, heh. Czytam tylko Twoje streszczenia... Tak. O! Czesi są konsekwentni, jak już wiemy z doświadczenia, zdecydowali się na emisję serialu, więc na pewno pokażą wkrótce kolejne sezony. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: Zakazane Imperium sez 1 odc 11 [2] 17.11.13, 16:59 zawsze możesz nadrobić w sprzyjającej chwili :] Californication 7 dopiero ponoć w przyszłym roku wychodzi. ale na szybką emisję 2 sezonu Zakazanego w CTv mam nadzieję i owszem, skoro aktualnie po róznych tiwi lata 4 sezon... Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek [wywiad ze Stevem Buscemim] 15.11.13, 14:44 dodałbym jeszcze, że naprawdę jst tutaj cała galeria postaci, z których żadna nie wygląda na jednowymiarową. zwłaszcza postaci kobiece, które za nic mają wymogi poprawnościowe i zdradzają, oszukują, przymykają oko, świetnie rachują i dbają o własne interesy i bynajmniej nie występują jako ofiary męskiej dominacji. ten serial oferuje najlepsze wzorce tworzenia interesujących charakterów i pełnokrwistych osobowości. btw, wywiad z ekranowym Nuckym, czyli Stevem Buscemim [tak to się odmienia ?], hehe mowa w nim już o 4 sezonie :] no nic, niech się martwią ci, co już obejrzeli, niech zazdroszczą tym, którzy dopiero będą oglądać : wyborcza.pl/1,75475,14944558,_Zakazane_imperium___czyli_kto_mowi_o_zabijaniu_.html Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: [wywiad ze Stevem Buscemim] 15.11.13, 14:45 PS : chyba dobrze odmieniłem... tytuł linkowanego artykułu mnie przekonał. [coś dzisiaj mało spostrzegawczy jestem (dzisiaj... ;)] Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: [wywiad ze Stevem Buscemim] 17.11.13, 14:49 Tak świetna uwaga. Aczkolwiek faktem jest, że w tych czasach to mężczyźni rządzą światem, a kobiety pełnia rolę żon, matek, kochanek. Jedyną sferą, nad którą kobiety mają władzę to seks. Nieprzegadany ten wywiad z ekranowym Nuckym, czyli Stevem Buscemim [tak to się odmienia ? - tak się odmienia. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek co dzisiaj oglądamy ? 16.11.13, 16:56 jakoś ostatnie 2 dni bez propozycji, recenzji, opisów... co się dzieje w państwie duńskim ? ;] Czesi słabo, nie mam czym Was zaskoczyć. polskie główne kanały stawiają raczej na komedyjki albo opowieści biblijne ekranizowane enty raz. Kultura daje "Miasto ślepców", które omawialiśmy już kiedyś. a przecież cała wielka klasyka kina tylko czeka, żeby ją przypominać. ostatnio pochłonałem z ciekawością ; esensja.stopklatka.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=17282&strona=1#strony takie zestawienia dowodzą, jak duże ma się [mam ja, w tym przypadku] zaległości. jakby pierwszą trójką z tego zestawienia TVP pokazała, to by jej korona z głowy nie spadła, od tego przecież jest "publiczna i misyjna", nie ? Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: co dzisiaj oglądamy ? 16.11.13, 23:28 A właśnie! Mały zastój w państwie duńskim. Bywały już takie w historii Ojejku dni nieraz nie dwa (w czasach przed cyfryzacją, o których szybko zapomnieliśmy w tym dobrobycie ;) , nie ma się co martwić, mała przerwa nam / mnie się przyda. Poza tym zawsze jest coś do omówienia, obgadania, no i są zaległości do odrobienia, rozmowy niedokończone ... Szkoda gadać. :) Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: co dzisiaj oglądamy ? 17.11.13, 13:53 Tak, nie było o czym pisać. Ale następne dni też nie zapowiadają się zbyt ciekawie. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co dzisiaj oglądamy ? 17.11.13, 15:08 Ależ Siostro, wczoraj Ale kino wystartowało z całkiem niezłym filmem "Niebo nad Paryżem, do którego mam niebywała słabość. Kiedyś o nim wspinałam. Tu kilka słów w temacie. Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co dzisiaj oglądamy ? 17.11.13, 16:07 Jeszcze na jedną alekinową pozycję zwróciłabym uwagę, a mianowicie "Władza pieniądza". Wprawdzie nierówny, przemoralizowany, momentami wręcz nudny, ale niedostatki wynagradza urodziwa Kim Basinger, tu zdecydowanie bardziej swojska i mniej gwiazdorska. Swoja droga czego sie najadł Alec Baldwin, że z tak piękną kobieta się rozstał? Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: co dzisiaj oglądamy ? 17.11.13, 16:46 Nie znam tego filmu. Dzięki za sugestię. Wiesz, może Kim ma trudny charakter? :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: co dzisiaj oglądamy ? 17.11.13, 17:03 Podobno faceci bardziej cenią zołzy od potulnych myszek, aby mogli się czuć cały czas zdobywcami. Odpowiedz Link Zgłoś
maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 16.11.13, 23:23 daje znak, ze zyje, jestem, czytam, ale troche sie pokrecilo i malo mam czasu na 'wirtuala' ... Pozdrawiam :) PS filmow duzo ogladam, w kinie bylam ostatnio na Thorze 2 :), a i w TV sporo, chociaz bardziej familijnych, udalo mi sie obejrzec Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 16.11.13, 23:29 maniaczytania napisała: > daje znak, ze zyje, jestem, czytam, ale troche sie pokrecilo i malo mam czasu n > a 'wirtuala' ... > > Pozdrawiam :) Pozdrawiam! Trzymaj się! :) Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 17.11.13, 14:43 A ja myślałam, że tak hucznie i na bogato świętujesz 5-te urodziny:) Ps. "Idę" w kinie zaliczyłam, aczkolwiek to nieadekwatne określenie, bo film swoją subtelnością i prostotą bardzo mnie zauroczył. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 17.11.13, 14:48 To Mania też ma urodziny w listopadzie?! Pepsic, czekamy na dłuższy komentarz o "Idzie" :) Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 17.11.13, 14:53 Popieram, Bronte. Musisz napisać o "Idzie", Pepsic. Sama zamierzałam dziś napisać o filmie "Chce się żyć" , ale coś mi tu cały czas odwraca uwagę... Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 17.11.13, 14:57 To nie te urodziny, o których myślisz:) Aczkolwiek z tych właściwych Mania tajemnicy nie robi. Ok! Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 17.11.13, 15:12 Aa, rozumiem :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [1] 17.11.13, 13:37 Nie wiem, jak sie to stało, że nie dopatrzyłem wcześniej, ale traf chciał, że przybyłem, włączyłem i dostąpiłem :] Film jest niemiecki, a 99 % akcji dzieje się w Nowym Jorku, ot globalna struktura :] Zaczyna się od sceny, gdyby uciekającą skrajem lasu dziewczynę dopada czterech ścigających ją chłopaków i dochodzi do gwałtu [pokazanego bez epatowania szczegółami]. Ale oto znienacka pojawia się czarnoskóry mężczyzna w stroju amerykańskiego generała i seriami z karabinu zabija całą czwórkę. Cięcie. Akcja przenosi się do Nowego Jorku. Jej bohaterem jest Eddie Schneider [gra to Til Schweiger], świetnie radzący sobie menadżer wielkiej agencji reklamowej - rodzinnego interesu Birk Family. Własnie ma się odbyć spotkanie z przedstawicielami firmy lotniczej, Eddie ma zaprezentować strategię marketingową jaką dla niej wymyślił. Stary Birk obiecuje Eddiemu, że jeśli skłoni ich do podpisania kontraktu na okrągłą sumkę - zostanie oficjalnym partnerem biznesowym Birków. Fundamentem harmonijnego współzycia Birków i Schneidera jest małżeństwo, jakie Eddie ma zawrzeć z Judy Birk, córka starego Birka. Problem polega na tym, ze Eddie nie umie zrezygnować z romansów z innymi kobietami. W tym momencie także jest zaangażowany w taki związek. Ukrywa go bardzo starannie. KOchanka mieszka na tej samej ulicy, co on i Judy, więc ma do niej parę metrów szybkim chodem :] Jest ona mężatką, więc tak samo jak Eddiemu nie zależy jej na tym, żeby ktoś się dowiedział, iż ma faceta na boku. W dniu prezentacji, Eddie spędza z nią poranek i w efekcie spóźnia się na spotkanie. Birkowie odchodzą od zmysłów, są załamani, bo wielka kasa przechodzi im koło nosa. Eddie jest jednak mistrzem kamuflazu, a może także, albo przede wszystkim : kłamstwa i to przed duże K. Przebijając się autem przez zakorkowane ulice Nowego Jorku dzwoni do sekretarki i każe jej podać interesantom... zimną kawą. Tak się dzieje. To ich wkrewia do białości. Stary Birk niemal umiera ze wstydu. I wtedy wpada na salę Eddie. Rozpoczyna prezentację i prowadzi ją w taki sposób, że swoją niepunktualność i obcesowe potraktowanie kontrahentów przedstawia jako element zamierzonego planu. "Chciałem żebyście się poczuli, jak klienci waszej firmy, kiedy lot się spóźnia i muszą czekać albo anulować bilety", powiada. Jest swobodny, elokwektny i rzutki. Panuje nad wszystkim, mimo że improwizuje na całego. Przygotowane wcześniej foldery reklamowe, stojące na sztalugach, odsłania i zrywa jeden po drugim. Są dośc banalne, trzeba to przyznać. A potem rzuca : "wasze nowe hasło reklamowe brzmi... Wszystko dla Was, teraz ! natychmiast !". Klienci są zdumieni formą i zachwyceni treścią występu Eddiego, Birk szaleje ze szczęścia, cała rada nadzorcza triumfuje. Eddie zwycięża, a wszystko to co przedstawił, wymyślił w... samochodzie, jadąc spóźnionym na to spotkanie. Jedno jest więc pewne : Eddie Schneider jest gościem, który świetnie kłamie i kombinuje. Lukratywny kontrakt zostaje podpisany, nazwisko Eddiego zostaje oficjalnie dołączone do logo firmy, pełen sukces. Żeby z tego mógł powstać jakiś scenariusz, to sami rozumiecie, że w życiu Eddiego musi się teraz zdrowo pochrzanić :] Iskrą zmieniającą jego życie do imentu staje się gwałt, jakiego syn Birka, Anthony dopuszcza się na przyjaciółce Eddiego, Angelinie. Angelina jest młoda, ładna i nie chce romansować z Eddiem. Sa więc dobrymi przyjaciółmi. Pewnego wieczora, Angelina wraca na moment do budynku firmy, czy też wychodzi późno z pracy ? Whatever, tak czy owak - dopada ją Anthony. Zarzuca jej romansowanie z Eddiem i przyprawianie rogów Judy, swojej siostrze, a narzeczonej Eddiego. A potem ją bije, dusi i gwałci. Co ciekawe, jest to moment, ktry zbiega sie w czasie z rodzącymi się niepokojami Judy, która obwąchuje dresy, których Eddie używa do biegania : nie są przepocone, ale za to pachną damskimi perfumami. Judy podejrzewa Eddiego o romans. Od tej pory, kiedy Eddie wychodzi pobiegać, ona wychodzi pare minut po nim, żeby go sprawdzić. I nie znajduje go na żadnej ścieżce dla biegających. Nie ma go nigdzie. Angelina najpierw płacząc myje się w firmowej łazience, a potem spędza całą noc na parkingu, siedząc za słupem, obok swojego auta, którego rozstrzęsiona nie mogła nawet otworzyć. Znajduje ją Eddie, a ona opowiada mu co się wydarzyło. Zabiera ją do szpitala, powierzając opiece lekarki, swojej dawnej koleżanki od łózkowych wygibasów. Potem Eddie dzwoni z pracy, aby spytać o stan zdrowia Angeliny - lekarka informuje go, że nie jest najgorzej, ale po gwałcie będzie potrzebowała odpoczynku. Przy okazji, lekarka zawiadomiła policję. Eddie nie jest tym faktem zachwycony, nie chce być zamieszany w żadne policyjne śledztwo. Policjantka nazywa się Drake, zawozi Angelinę do ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne, aby dziewczyna tam wydobrzała. Potem Drake odwiedza firmę Birków. Nie oskarża oficjalnie o gwałt Anthony'ego, ale sugeruje że wie o wszystkim i chce dokonać czynności śledczych na miejscu, w firmie. Stary Birk pojawia się w trymiga i wyprasza Drake, zarzucając jej, że nie ma nakazu. "Mogę go mieć w tydzień", mówi Drake, na co stary "Więc niech pani wtedy przyjdzie". Anthony uśmiecha sie cynicznie, jakby cała sprawa nie robiła na nim wrażenia. Eddie jest wstrząśnięty tym, co się stało, wparowuje do biura Anthony'ego i chce go bić. Ale Anthony, jak zawsze ze złośliwym uśmieszkiem, powiada : nie tak prędko, Eddie. I pokazuje mu robione z ukrycia zdjęcia, na których jest Eddie i jego kochanka oraz inne kochanki. Eddie jest podłamany. Anthony grozi mu, że jeśli będzie podskakiwał, to te zdjęcia dotrą do starego Birka i do Judy i Eddie wyleci z firmy, jak z procy. Angelina wnosi oficjalne oskarżenie i ma miejsce rozprawa sądowe ws. tego gwałtu. Birkowqie wynajmują świetnego adwokata, który prześwietla przeszłośc Angeliny. I właśnie tej przeszłośći dotyczy epizod początkowy. Angelina juz raz, dekadę wcześniej, wniosła oskarżenie o gwałt. Nie znaleziono żadnych dowodów, a jej wersja, wedle której "pojawił się czarny generał i pozabijał gwałcicieli" sprawiła, że dziewczyna wylądowała w psychiatryku i spędziła tam 2 lata. Eddie, wezwany jako świadek, kłamie że tego wieczora Angelina najpierw wyjechała z parkingu autem, a potem wróciła do biura. Jest to wbrew zeznaniom samej dziewczyny. Kiedy przychodzi jej kolej, Angelina rewanżuje się Eddiemu kłamstwem, że mieli romans. Judy, narzeczona Eddiego, słucha tego z bólem, bo od dawna podejrzewała romans. TEraz ma "dowód", że to prawda. Angelina zostaje ośmieszona przed sądem. Adwokat Birków przywołuje jej przeszłość i wobec braku dowodów gwałtu [może gdyby się nie umyła zaraz po...] sam przechodzi do ataku i sugeruje dziewczynie chęc wrobienia syna Birków w aferę. Powołuje się także na to, ze w kuluarach firmy mówiono o niezadowoleniu szefostwa z pracy Angeliny i planach jej zwolnienia. Angelina broni się, że ona o niczym takim nie słyszała, ale jej sytuacja jest kiepska, jej prawniczka nie jest w stanie już nic zrobić. Nie ma dowodów, wiarygodność powódki została podwazona, nie ma sprawy. Anthony i cała rodzina Birków, zwłaszcza agresywna matka, wracają do domu w nastroju triumfalnym. Sytuacja Eddiego jest fatalna : przed sądem Angelina powiedziała, ze mieli romans. Stary Birk jest tym faktem zawiedziony. Rozważa wyrzucenie Eddiego z firmy. Judy chce zerwać z Eddiem, więc jako nie-członek rodziny, a nawet zdrajca, będzie persona non grata. Próbują sobie z tym jakoś poradzić, Eddie broni się, że Angelina mści się na nim, że przed sądem zeznał przeciwko niej, nie potwierdził jej wersji. I oto pewnego dnia Eddie wychodzi pobiegać, a na chodniku czeka na niego... Judy. Ubrana w strój do biegania. "Pobiegamy razem ?", proponuje. Eddie na to, że on biega szybko, może to być dla niej zbyt duże wyzwanie. Judy się nie zraża. Wspólne bieganie jest gwoździem do trumny Eddiego. Okazuje sie, że Judy, to przy nim mistrzyni świata. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [2] 17.11.13, 14:23 Eddie sapie i ledwie żyje po kilku minutach biegu, błaga Judy żeby się zatrzymała, bo on umiera na stojąco. Wreszcie Judy staje, wraca do niego i mówi mu prosto w twarz "Codziennie wychodzisz biegać i słabniesz tak szybko ? Eddie, powiedz to wreszcie, masz romans z tą kobietą z naszej ulicy; masz tak marną kondycję, bo nigdy nie przebiegłeś więcej jak tych kilka metrów między naszym i jej mieszkaniem". Eddie nie może nawet zaprzeczyć, a Judy nie miałaby ochoty słuchać jego wykrętów. Koniec kłamstw. I koniec ich związku. KOniec także pracy Eddiego w firmie Birków. Stary Birk powiada "Jesli nie ożenisz się z Judy, nie masz tu czego szukać; chciałem żebyś rządził ta firmą razem z nami, ale to interes rodzinny, obcy nie mają wstępu". To jedno, a drugie : trudno żeby Eddie po dorobieniu rogów Judy nadal mógł być tolerowany w firmie jej rodziców i brata. Sama Judy otwiera właśnie swój sklep czy to jakaś galeria jest ? No mniejsza z tym :] Birkowie dają Eddiemu odprawę 200 tys. dolarów. Eddie "Załatwiłem wam kontrakty na 20 mln, a wy mi dajecie 200 tys. ?", na co Anthony "Możesz dostać 200 tys., albo figę z makiem, wybieraj". Wybór jest więc prosty. Angelina, po przegranym procesie, traci wiare w życie i sens świata. Zwierza sie zakonnicy, ze drugi raz została zgwałcona i drugi raz oprawcy unikają kary, co to za świat, co to za sprawiedliwośc, co to za "boski porządek" ? Zakonnica nie wie, co jej odpowiedzieć. Angelina zostaje sama i chce się powiesić na pasku. Wtedy nagle zjawia się w jej pokoju... czarnoskóry generał. Mówi jej, ze nie wolno się poddawac słabości i rozpaczy, przeciwnie - trzeba walczyć i wierzyć. Jest to oczywiście twór jej wyobraźni. Na tyle jednak skuteczny, że już wisząca Angelina znajduje stopami stołek i decyduje się nie umierać. Tego samego wieczora kupuje u ulicznego handlarza pistolet. Zakłada blond perukę i idzie do klubu tanecznego. Jest w tym klubie także Eddie. Pije przy barze. Przychodzi do niego wesoło bawiący się Anthony. Prowokuje, podgaduje, przypomina Eddiemu jakie ma haki na niego, aż wreszcie Eddie nie wytrzymuje i skacze na niego z pięściami. Bije Anthony'ego aż do momentu, gdy wkracza ochrona i go od niego odciąga. Wyprowadzają go na zewnątrz. Eddie, zrozpaczony i oszołomiony, idzie do Judy. "Nic nie wskórasz, między nami skończone", mówi Judy, ale widząc w jakim jest stanie przygarnia go na noc, oferując przysłowiową "polówkę w kuchni" :] Pobity Anthony probuje się jakos ogarnąć, wyzywa barmanki, jest wściekły. Zamawia piwo. Siedząca obok Angelina w blond peruce dosypuje mu czegoś, kiedy Anthony na moment się odwraca. Barmanki widzą to, ale tylko się uśmiechają, "masz, chamie, za swoje". Anthony wypija piwo i po chwili ledwie kontaktuje, twarze mu się rozmazują, świat wiruje... Angelina zabiera go, pijanego i otumanionego, z klubu i wywozi za miasto. Parkuje w odludnym miejscu i proponuje mu zabawę. Anthony chętnie się zgadza, mimo że nadal bełkocze i ledwie kuma co się do niego mówi. Angelina przykuwa go do kierownicy. Jest coraz agresywniejsza, aż w końcu zdejmuje perukę i Anthony widząc z kim ma do czynienia... momentalnie trzeźwieje. Przeprasza ją solennie, kaja się, posuwa się nawet do wyznania jej miłości. Jest żałosny. Kiedy nic nie skutkuje, wyzywa ją od najgorszych. Wtedy Angelina wychodzi z auta, zakłada pas z protezę penisa [spory rozmar ;)] i wolno zachodzi na stronę Anthony'ego - otwiera drzwiczki, ustawia go w odpowiedniej pozycji i gwałci brutalnie. Anthony wrzeszczy z bólu i strachu, odgraża się, ale to ostatnie jego podrygi - po wszystkim Angelina pakuje mu kulkę w łeb. Zostawia go z opuszczonymi portkami martwego gdzieś pośród opuszczonych budów. Sprawę zabójstwa bierze policja. Pierwszą podejrzaną jest Angelina. Policjanci idą do niej i przepytują. Miała motyw, a to że pacjent został zgwałcony dodatkowo kieruje podejrzenie na nia. W ostatnim momencie bezradnej, nie mającej alibi dziewczynie, przychodzi z pomocą zakonnica. "Była ze mną. Całą noc. Zeznam to pod przysięgą", oświadcza zakonnica. Zapewne wie, że Angelina jest winna, ale wie także że aby "boski porządek" został zachowany, winny musi ponieśc karę, nie "w niebie, być może... kiedyś...", ale tutaj, na ziemi. Biedna skrzywdzona dziewczyna nie może zostać po raz trzeci zgwałcona, tym razem przez więzienie za czyn moralnie usprawiedliwiony. Skoro Angelina ma przykrywkę - policja zwraca sie w stronę Eddiego. Aresztują go podczas pracy. Na ciele Anthony'ego są ślady DNA Eddiego własnie. Bili sie tego wieczoru. Potem Eddie znikł. Był u Judy ? Ale czy Judy może potwierdzić, że Eddie nie wychodził nocą ? Wedle zeznań : kiedy Judy rano sie obudziła i zeszła na dół, Eddiego już nie było. Tak więc, Eddie zostaje tymczasowo aresztowany, odziany w pomarańczowy kaftan i zamknięty w więzieniu. Odwiedza go tam Angelina. Przyznaje się do wszystkiego. Eddie prosi ja, żeby powiedziała o tym przed sądem, inaczej wsadzą go na 25 lat. Ale ona tego nie zrobi. Mówi "ja zasługuję na przyszłość. Na to by wreszcie przespać noc, by nie budzić się rano z krzykiem i płaczem". Rzeczywiście, od kiedy wywarła oślepiającą zemstę na swoim prześladowcy wygląda jak człowiek, któremu sie życie wyprostowało, zmazała z siebie piętno ofiary, krzywdy, poczucia beznadziei. Proces Eddiego jest jego wielką klęską. Adwokat dociera do kompromitujących Eddiego fotek, które miał Anthony. Oto motyw zabójstwa, jakiego miał dopuścić się Eddie. Zawarli układ z Anthonym : ja ci pomogę anulować sprawę o gwałt, a ty będziesz trzymał w tajemnicy dowody mojej niewierności. Kiedy Judy zerwała z nim, dowiedziała się o romansie, Eddie postanowił usunąc Anthony'ego, ktory juz nie mógł go szantażować. Taki obraz kreśli adwokat. Obraz który może gwarantować Eddiemu 25 lat odsiadki. Słucha tego cała rodzina Birków. W drodze powrotnej do domu, matka Birk wyrzuca Angelinie "jak ty mogłaś taką świnie wpuścić między nas, to dla naszej rodziny upokorzenie !". Judy nie chce tego słuchać, wysiada z auta na środku ruchliwej ulicy. Eddie zwierza się swojemu adwokatowi z tego, co Angelina mu powiedziała. Adwokat [gra go Eric Roberts] proponuje, żeby to wyznał przed sądem. Eddie się waha. Wtedy adwokat naświetla mu połozenie w jakim się znalazł "37 % więźniów, skazanych na 25 lat, popełnia samobójstwo, 25 % doznaje trwałego uszczerbku na zdrowiu psychicznym i nigdy nie wychodzi, 13 % cośtam, pozostałe 25 % ginie w porachunkach pomiędzy więźniami. Eddie, twoje szanse na wyjście po 25 latach wynoszą ZERO procent. Jesteś w 100 % ciemnej d...e". Łamie się więc Eddie, ofiara własnego kłamliwego stylu życia, ale przecież facet który nie jest winny zabójstwa. Adwokat zwołuje posiedzenie sądu z powodu "ważnych nowych dowodów". Sadza Eddiego na fotelu dla świadka i mówi "Powiedz nam, Eddie, co wyznała ci pani Angelina podczas odwiedzin w więzieniu". Eddie milczy, znajduje wśród widowni na sali twarz Angeliny. I nie może jej obciązyć. Dociera do niego, że dziewczyna dośc już wycierpiała. Bąka więc, że "Przyszła i... życzyła mi powodzenia". Sala w śmiech, sędzia upomina adwokata, żeby już więćej takich jaj sobie z sądu nie robił. 25 lat w puszcce wydaje się pewne i oczywiste. Są mocne poszlaki, jest motyw, Eddie wydaje się nie mieć szans. I wtedy następuje niespodziewane. Na świadka zgłasza się Judy. Daje alibi Eddiemu - mówi, że miała przy sobie klucze do mieszkania, Eddie nie mógł wyjśc z domu bez jej wiedzy. Spotkali się rano, był u niej. Przeprasza sąd za swoje wcześniejsze zeznania. Można przypuszczac, ze chciała go ukarać, ale teraz sprawy zaszły za daleko. TEraz musi ratowac niewiernego przed więzieniem za niepopełnione czyny. To nie koniec. Judy zaprzecza kreślonemu przed sądem wizerunkowi Anthony'ego jako człowieka uczynnego i sympatycznego. "To był okrutny człowiek, zgwałcił wiele kobie", opowiada, "skąd o tym wie ? wiem, bo... bo jestem jedną z nich. Zgwałcił mnie, kiedy miałam 15 lat". Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 17.11.13, 14:32 Dodaje też, że rodzice od wielu lat wiedzieli o wyczynach synusia, ale akceptowali je, dbając jedynie o to, aby prawda nie wydostała się na zewnątrz, często płacąc ofiarom za milczenie. Starzy Birkowie słuchają tego z wielkimi oczami, ale chyba bez grama wstydu albo poczucia winy. Eddie wychodzi z sądu jako człowiek wolny. Judy na moment spotyka się wzrokiem z Angeliną. Niesmiało zaczyna "Chciałam spytać cię tyllko o jedno...", na co Angelina robi mały, potwierdzający ruch głową. To wszystko... "Tak, to ja go zabiłam". Eddie i Judy żegnają się przyjacielskim ucałowaniem. Może się jeszcze spotkają, może ona mu wybaczy ? Rozchodzą się, on w jedną stronę, ona w drugą, ale... może nie na zawsze ? Angelina wsiada w taksówkę i dysponuje "Na lotnisko". Za kierownicą siedzi sympatyczny młody Ibrahim i oznajmia "Robi się. Jestem twoim kapitanem na tym pokładzie". A ona się śmieje. Przeszlośc za nią, przyszłość jak najbardziej przed. Bez strachów i lęków. Sprawnie zrealizowane, nieźle napisane, przyzwoicie zagrane, akcja głównie w wielkogmachowych wnętrzach, choć i na zewnątrz się wymyka, ale w taki sposób, że zawsze czuć, że to New York, New York ;] www.youtube.com/watch?v=hog1CdMjxos Odpowiedz Link Zgłoś
pepsic Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 17.11.13, 14:52 Grek, jak byś chciał się z naszą Manią skonfrontować, to voila:. Mi końcówka nie rpzypadła do gustu, co wyraziłam tak: Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 17.11.13, 15:57 o kurde... :]] kończę tego posta i wołami wypiszę sobie wywieszkę, którą przykleję obok kompa : "zawsze sprawdzaj w archiwum tytuły filmów !!!" :] wybaczenia :] Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_bronte Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 17.11.13, 16:44 Hehe. Ale i tak dzięki za recenzję :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 17.11.13, 17:04 dzięki, Siostro :] Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 17.11.13, 15:58 PS : oczywiście, że chcę skonfrontować z Waszymi opiniami, zaraz to zrobię. Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 19.11.13, 14:39 po primo, Mania napisała tak dobrze i sprawnie, że chętnie bym ten swój opis wykosił, co by nie leżał obok. brawo, Maniu, raz jeszcze :] Pepsic, zgadzam sie z Tobą, że wejście smoka Judy - dośc dyskusyjne. co do sceny gwałtu - nie jest to scena naturalistyczna, nie ma pełnego planu i kamera nie epatuje golizną, natomiast rzeczywiście jest sporo wysiłku w grze aktorskiej, próba odegrania tej sceny grymasami twarzy i chaotyczną szamotaniną. z jednej strony, fakt może to dawać mocny efekt. mnie jednak wyszło, że próba zagrania zamiast pokazania złagodziła efekty. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 18.11.13, 17:31 grek.grek napisał: Jak doszłam do finału Twojej opowieści, to przypomniałam sobie, że skądś tę historię znam. Potem przeczytałam post Pepsic z linkiem do opowieści Mani o tym filmie (Mania się fajnie rozpisała) i już wszystko wiedziałam. Przy okazji przypomniałam sobie też swój dawny komentarz. / Nadęta moralistka ze mnie wyszła w tym komentarzu. :/ Pominąwszy nadęty moralizatorski komentarz moja opinia o filmie była wtedy pozytywna. Dziś nie zmieniam zdania. To całkiem udany thriller z zaskoczeniem w finale. :) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 19.11.13, 15:27 dzięki, że przeczytałaś :} właśnie, Mania jak się już rozpisze, to jest co czytać. tak jak Ty. obie Was należy nieustannie napastować i molestować za zbyt rzadkie przypadki się-rozpisywania ;] e tam, gdzie Ty widzisz swoje "nadęcie" ? ;] Twoja wątpliwośc jest uzasadniona zupelnie. czy lincz jest dopuszczalną formą wymierzania sprawiedliwości ? i czy jest nią w momencie, gdy sprawiedliwości nie da się dojśc na drodze prawnej ? to są zasadne, mądre pytania, Barbasiu. żadne "nadęcie" i żadne "moralizatorstwo" [a już na pewno negatywnie pojmowanie]. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 19.11.13, 17:07 NocoTy! Przecież zawsze Cię czytam, nawet jak nie odpowiadam od razu. :) Chodzi mi o to, że ten film/ thriller to rozrywka, bez bez aspirowania do czegoś większego, więc kwestią sposobu wymierzenia sprawiedliwości nie należy się specjalnie przejmować. Natomiast wątpliwości Pepsic, co do długiego milczenia June są w pełni uzasadnione. Choć pewnie można by je tłumaczyć poczuciem rodzinnej solidarnością (ale nie wiem, czy to wystarczająco przekonujące). No i twórcy chcieli mieć efektowny suspens na końcu. Dzięki za obronę! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
grek.grek Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 20.11.13, 15:54 wiem :] tak mi się jakoś niezręcznie napisało. na pewno dla potrzeb scenariusza lincz był wymagany :] ale nawet jeśli, to optowałbym dyskretnie za tym , że jednak jest to zaznaczone pytanie. oczywiście, bez pretensji do uznawania całego filmu za jakiś moralitet, bo, jak piszesz, nie ma on ambicji takowych. dobry pomysł. ona sama mówi, że chciała ukarać Eddiego za niewiernośc, dlatego milczała. potem jednak sytuacja rozwinęła się w kierunku, w którym musiała zacząć mówić. e tam, nie ma za co :] sama się obroniłaś sensem tego, co napisałaś. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_lovett Re: "Jedyne wyjście [One Way]", via Ct2 [3] 20.11.13, 17:22 :) Ciebie i Wszystkich zawsze czytam. Tak. Zgadzam się. I ja przyjmuję to tłumaczenie June. :) Dzięki. :)) Odpowiedz Link Zgłoś