Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37)

    • pepsic "Ida" Pawła Pawlikowskiego 17.11.13, 15:45
      Subtelne, nienachalne kino i choć kaliber ciężki z przyjemnością sie ogląda. Świetnie obsadzone główne role, oklaski dla młodzieży: wdzięcznej Agaty Trzebuchowskiej nawiązującej urodą do lat 50-tych, tudzież Dawida Ogrodnika, nowego objawienia polskiego kina i rewelacyjnej zwyczajowo już Agaty Kuleszy. W jakimś sensie film drogi, z przepiękną jazzową oprawą muzyczną, bez moralizowania i bez oceniania. Brawa dla reżysera. Wysmakowana gratka dla kino maniaków.

      W filmie pada ważna kwestia związana z naszą niedawną około zaduszkową dyskusją. W scenie, kiedy bohaterka chce pojechać na cmentarz do rodziców, ciotka ze smutkiem stwierdza: oni nie mają grobów. Do refleksji.
      :)
      • grek.grek Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 17.11.13, 16:03
        dzięki :]

        nie oglądałem jeszcze, ale troche czytałem a'propos...
        jak się zapatrujesz na postać graną przez Kuleszę ?

        może pamiętasz, rozmawialiśmy kiedyś nt. potencjalnej atrakcyjności ekranowej
        postaci ubeków. stawiałem wtedy tezę, że ciekawie by było zobaczyć takie egzemplarze
        nie jako wyłącznie zimnych katów, ale jako ludzi, z ich uczuciami, motywacjami i ocenami
        świata.

        z tego, co wiem filmowa Wanda wierzyła w ideały komunistyczne, we "wrogów ludu", w
        w to że działa dla dobra Polski [jesli jest inaczej, proszę wyprowadź mnie z mylnego błędu];
        ma też poczucie winy za to kim była i co robiła, po latach myśli inaczej [znów ta sama prośba, co wyżej].

        jakie to na Tobie zrobiło wrażenie, w kontekście tamtej naszej dyskusji ?
        • pepsic Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 17.11.13, 16:56
          jako ludzi, z ich uczuciami, motywacjami i ocenami świata.
          Mam wrażenie, że właśnie taką postać stworzyła Agata Kulesza dostając do zagrania świetną rolę i rewelacyjnie się z niej wywiązując. Prokurator "Krwawa Wanda", bo taką ksywkę zyskała bohaterka ma sumieniu kilka wyroków śmierci na wrogach ludu. Prywatnie jest osobą barwną prowadzącą swobodny tryb życia i nadużywającą alkoholu, ale tak naprawdę postacią podwójnie tragiczną o życiowej pustce głęboko skrywającą w zakamarkach duszy traumę wojenną, a przy tym doskonale zdającą sobie sprawę ze zła, które wyrządziła i nie mającą złudzeń, co do swojej negatywnej roli. Zatem Greku, Twoje nadzieje nie do końca są spełnione, bo z filmu nie wynika, aby Polskę Ludową poważała. Co do motywów postępowania, widz niby dostaje na tacy, ale nie musi wyrokować, czy aby na pewno są wystarczające. Wydaje się, że i dla Wandy to za mało, ale o tym trzeba koniecznie przekonać się w kinie, bo nie chcę spojlerować.

          Od dawna żaden film nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Rzecz jest kameralna i niezwykle taktowna zważywszy na tematykę opowiedziana jakby od niechcenia. Nie brakuje również czarnego humoru. Zważywszy na okres, w którym rozgrywa sie akcja, tudzież czarno-biała klisza narzuca sie podobieństwo do "Rewersu", ale tylko na I rzut oka. Co ciekawe, mojej koleżance film aż tak bardzo się nie spodobał.
          • grek.grek Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 17.11.13, 17:10
            świetnie, dzięki Pepsic za obszerny szkic. jestem ciekaw tego filmu, właśnie m.in ze względu na tę postać. z przyjemnością też dowiaduję się, także z Twojej recenzji, że to doskonała robota czysto filmowa.

            i powiedz, kurde balans, dlaczego do Oscara zgłoszony został "Wałęsa", a nie "Ida" ? czysty oportunizm ? polityczne zamówienie ? cyniczna kalkulacja ?
            • pepsic Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 17.11.13, 17:27
              Miło mi.

              Trudno sie zdecydować, choć rozumiem, że pytanie retoryczne. Stawiam na wszystko po trochu plus poprawność polityczna i poparcie salonu.

              Swoja droga szkoda, że film o Wałęsie nie powstał z perspektywy oskarżeń o współpracę z SB. Tylko, kto by sie odważył, i kto dał kasę?
              • grek.grek Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 18.11.13, 16:28
                na taki film pewnie trzeba będzie ze dwa pokolenia poczekać.
                aczkolwiek, podobno w filmie Wajdy jest wzmianka o takim epizodzie.



                • pepsic Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 18.11.13, 20:06
                  Chodziło mi o coś w stylu "Amadeusza" Formana, choć tam punkt wyjścia tj. spór pomiędzy kompozytorami był wymyślony.
                  • pani_lovett Re: "Ida" Pawła Pawlikowskiego 20.11.13, 19:24
                    O! Pepsic! Nie mogę do Twego wątku o Idzie dotrzeć , heh . Ale czytałam Twój komentarz i ciekawą rozmowę z Grekiem.
                    Postaram się jutro napisać posty.

                    Dzisiaj tylko Ci się poskarżę , że w naszym Multikinie ani "Idy", ani "Papuszy" nie będą wyświetlać. Jestem bardzo rozczarowana.

                    Jak wróciłaś od razu nastąpiło ożywienie! :)

                    Pozdróweczka!
                    • pepsic Re: "Ida" P. Pawlikowskiego mini spojler 20.11.13, 20:07
                      A ja tymczasem dorzucam postscriptum, bo Grek ciekawe dylematy powrzucał. Zatem nie wiadomo, czym kierowała sie Wanda ferując wysokie wyroki. Mógł to być akt zemsty za traumę wojenną, wypaczony przez tenże traumę charakter, nadgorliwa dyspozycyjność typu sędziego Milewskiego, albo po prostu zło tkwiące w bohaterce. Mnie bardziej nurtowało, dlaczego bohaterka nie wzięła na wychowanie osieroconej córeczki siostry, ba nawet ani razu jej nie odwiedziła w domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne przez 15 lat. Postać głównej bohaterki jest na tyle ciekawa i wielowymairowa, że wzbudza nić sympatii, która nie gaśnie po wyjawieniu straszliwej prawdy.
                      A teraz zmiana nastroju. Sędzia Wanda przysłuchuje się z roztargnieniem mowy prokuratora, który wydaje się być bardziej wstrząśniętm nie samym zabójstwem, tylko narzędziem zbrodni, a mianowicie szablą sanacką otrzymaną w spadku po legioniście. A tak w ogóle, do taktu na prowincjonalnym dansingu przygrywa Coltrain. Jest tez o pierwszej, niewinnej miłości w wykonaniu uroczego młodego pokolenia (Ogrodnik!).

                      Postać Wandy zainspirowana została autentycznymi osobami: prokurator Heleną Wolińską pochodzenia żydowskiego, którą osobiście znał reżyser mieszkający na stałe w UK oraz krwawej Lunie, czyli Julii Brystygier funkcjonariuszce aparatu bezpieczeństwa PL.

                      Ps. Jeszcze przez chwile będę na pol gwizdka z powodu powinności i uroczystości rodzinnych.

                      A dziękuję. Staram sie być grzeczna. Mam nadzieję wytrwać do Barbórki:))
                      • grek.grek Re: "Ida" P. Pawlikowskiego mini spojler 21.11.13, 17:18
                        bardzo interesujęce wrażenia i interpretacje, Pepsic.

                        o to mi, także, chodziło - żeby z kogoś zrobić Postać.
                        nie zakwalifikować od razu jako "kata", "świnię', "mendę", ale
                        pokazać osobowość i indywidualność.
                        i niech widz wyrabia sobie zdanie. przede wszystkim jednak :
                        niech spróbuje zrozumieć ową postać - nawet jeśli i tak mu wyjdzie, że
                        to straszny człowiek, to niech chociaż ma coś, co skłoni go do zastanowienia
                        zamiast czegoś, co skłania do bezrefleksyjnego i oczywistego zaszufladkowania.
                      • pani_lovett Re: "Ida" P. Pawlikowskiego mini spojler 27.11.13, 19:59
                        > Ps. Jeszcze przez chwile będę na pol gwizdka z powodu powinności i uroczystoś
                        > ci rodzinnych.

                        Zapytam korzystając z okazji, nie obchodziłaś czasem imienin jakichś w tych dniach? Ewentualnie urodzin? ;}

                        > A dziękuję. Staram sie być grzeczna. Mam nadzieję wytrwać do Barbórki:))

                        Hehehe! :)))

                        Ja się nie obrażam tak ławo. A już na pewno nie za krytykę poglądów politycznych.

                        Pepsic, nie chce Cię straszyć, ale ja lubię inteligentne niegrzeczne dziewczynki. ;))
                        (nic nieprzyzwoitego oczywiście nie mam na myśli ;)



                        • pepsic Re: "Ida" P. Pawlikowskiego mini spojler 28.11.13, 19:11
                          Owszem, obchodziłam, ale nie swoje, kameralnie, skromnie i "na słodko", tudzież udzielałam sie kulinarnie dla przyjaciół.

                          lubię inteligentne niegrzeczne dziewczynki. ;))
                          Mogłabyś sie rozczarować;)

                          Ps. Barbasiu, zazdraszczam konsekwencji, zawsze mi jej w życiu brakowało, a moje imię pojawiło się kiedyż na wątku w dość zaskakującym kontekście.
                          • pani_lovett OT różne 07.12.13, 14:40
                            pepsic napisała:

                            > Owszem, obchodziłam, ale nie swoje, kameralnie, skromnie i "na słodko", tudzież
                            > udzielałam sie kulinarnie dla przyjaciół.

                            O! To mam pytanie natury kulinarnej. :) Czy robisz karpia po żydowsku na święta? Masz dobry przepis?

                            > lubię inteligentne niegrzeczne dziewczynki. ;))
                            > Mogłabyś sie rozczarować;)

                            Nie sądzę. :)

                            > Ps. Barbasiu, zazdraszczam konsekwencji, zawsze mi jej w życiu brakowało, a mo
                            > je imię pojawiło się kiedyż na wątku w dość zaskakującym kontekście.

                            Ożeż! Trudna podpowiedź. Nic mi na razie do głowy nie przychodzi ... :/
                            • pepsic Re: OT różne 08.12.13, 13:58
                              Ryby mi jakoś nie leżą, w sensie, że nie przepadam za obróbką, a karpia nikt z domowników nie lubi, wiec mam święty spokój. Aczkolwiek zawsze jest obecny u mnie na wigilii w formie tradycyjnie smażonej i w galarecie, co by tradycji stało się zadość, rzecz jasna rękoma nieocenionej mamam.

                              Z tą inteligencją różnie bywa, a niegrzeczna bywam tylko od czasu do czasu.
    • siostra_bronte "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 17.11.13, 18:55
      Nauczona historią Greka sprawdziłam, że już pisaliście o "Nieznośnej..." parę lat temu :) Emisja jutro w Kulturze o 20.20. Prawdziwe wydarzenie, w końcu coś spoza stałego zestawu powtórek :))

      Z tego co przeczytałam, to film raczej się podobał. A ja byłam rozczarowana. Niestety filmowcy z tzw. Zachodu nie są w stanie zrozumieć słowiańskiej duszy :) Na dokładkę aktorzy mówili z dziwnym (czeskim?) akcentem, zupełnie bez sensu, co tylko pogorszyło sprawę.

      Aktorstwo też mnie nie zachwyciło. Daniel Day-Lewis, jeszcze piękny i młody, wypadł jakoś blado, tak jakby ta rola mu nie leżała. Juliette Binoche to pomyłka obsadowa, zupełnie nie pasowała mi do roli Teresy (czytałam książkę). No, ale ja w ogóle nie lubię tej aktorki. Dobra jest za to Lena Olin w roli demonicznej Sabiny.

      Dla szczęśliwych posiadaczy Ale kino w tym samym czasie "Fedora" Wilder'a, którą kiedyś opisywałam " :)
      • grek.grek Re: "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 18.11.13, 16:24
        przyznam, że srednio pamiętam "Nieznośną...", może powtórka przychodzi w porę ?

        yes, "Fedorę" pamiętam lepiej, dzięki Tobie, ba - teraz to już... znam :]
        • siostra_bronte Re: "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 18.11.13, 18:34
          O, ciekawe jak byś odebrał ten film teraz. Nie mam ochoty na powtórkę.

          Miło mi :)
          • siostra_bronte Re: "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 18.11.13, 18:48
            *jakbyś.
      • pepsic Re: "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 18.11.13, 19:43

        No to mam zagwozdkę, tym bardzije, że pamiętam Twój entuzjazm wobec "Fedory", tudzież pochwalne peany Greka nad NLB. Będę musiała pokalkulwać, a w tym nigdy, jeśli w ogóle nie byłam dobra.
        • siostra_bronte Re: "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 18.11.13, 19:49
          Oj, tak entuzjastycznie to chyba nie pisałam o "Fedorze"? Ten film ma słabe punkty, ale ja generalnie wolę stare kino :)
          Może obejrzyj początek "Nieznośnej...". Jak Ci się nie spodoba, to przerzuć się na Ale kino :)
          • pepsic Re: "Nieznośna lekkość bytu'/ "Fedora" 18.11.13, 20:07
            Tak zapamiętałam:)
    • grek.grek "The Box" via TVP1 [1] 18.11.13, 13:49
      Zabawne, po obejrzeniu wychodzi mi, że najlepsze są w tym filmie początek oraz... koniec :]

      Zaczyna się intrygująco.
      Jest rok 76, Richmond, Virginia. W stereotypowym domu na stereotypowym przedmieściu mieszka stereotypowa rodzina Lewisów. Norma jest nauczycielką, Arthur optykiem, który pracuje dla NASA i właśnie zaprojektował kamerę do łazika który ma być umieszczony na Marsie;, ich syn ma jakieś 12 lat i nie zaniedbuje lekcji. Rodzina wzorowa.

      Pewnego ranka budzi ich dzwonek do drzwi. Na wycieraczce stoi pudełko. Norma zabiera je do domu. Otwierają. W środku jest następne pudełko z czerwonym "grzybkiem" alias przyciskiem w środku. I liścik, że o godzinie 17 odwiedzi ich niejaki "pan Steward". O co może chodzić ? Jakaś niespodzianka chyba. Norma w szkole musi znosić dociekliwego ucznia, który pyta agresywnie o przyczynę jej utykania - Norma przyjmuje wyzwania i pokazuje całej klasie okaleczoną stopę, bez czterech palców licząc od dużego. Jak się później okaże to efekt błędu lekarskiego z jej młodości. Jakby mało było wesołego, dyrektor z bólem serca oznajmia, że od nowego roku [jest tuż przed świętami BN] likwiadacji ulegają przywileje nauczycielskie, co oznacza dla Lewisów zwiększone wydatki na szkołę syna.

      Arthur pracuje w ogromnej hali NASA production, ale po cichu projektuje coś w rodzaju protezy dla żony. Ma nadzieję, że znajdzie się w ekipie, która poleci na Marsa, z tym całym sprzętem poznawczym. Przeżywa jednak zawód, jego akces zostaje odrzucony, co dziwi część z jego współpracowników. Według oficjalnej wersji : nie przeszedł testów psychologicznych.

      Zgodnie z zapowiedzią, o godzinie 17 odwiedza Lewisów facet nazwiskiem Steward. Przyjmuje go sama Norma. Doskonale ubrany, żwawy dżentelmen po 70-tce, z wielką blizną po oparzeniu na tym, co kiedyś było lewą dolną połową twarzy. Norma jest jego wyglądem jakby nieco zaszokowana. Gośc budzi jednak zaufanie. Zaprasza go do środka.

      Steward wyciąga klucz do pudełka i objaśnia Normę, o co w tym chodzi : jeśli o godzinie 17 następnego dnia Lewisowie nacisną czerwony przycisk - ktoś, kogo zapewne nie znają, umrze. Oni zaś dostaną milion dolarów w gotówce. Steward otwiera teczkę, którą ze sobą przytargał - istotnie, w środku są pieniądze. Normie zostawia 100 dolarów, za samo to że go wpuściła. Co będzie jesli nie przycisną ? Urządzenie zostanie "przeporgramowane" i ktoś inny dostanie pieniądze.

      No i teraz dopiero, po powrocie z pracy Arthura, Lewisowie mają burzę mózgów : jak postąpić ? Padają wszelkie propozycje : tak, nie, tak bo to pewnie ściema, nie bo lepiej nie ryzykować... Siedzą, chodzą, kręcą się wokół pudełka i nie mogą podjąć ostatecznej decyzji. Arthur nie wierzy nawet w ten "milion dolarów", podejrzewa że znajomi robią sobie z nich jaja. Cały następny dzień mija im pod znakiem zastanawiania sie nad decyzja. Wreszcie przeważa argument finansowy i Norma po prostu : bach ! dusi grzyba. I nic się nie dzieje. Śmieją się.
      Jednocześnie akcja znienacka przenosi się w zupełnie inne miejsce. Policja dostaje sygnał o strzelaninie. Wpada do domu : na podłodze leży martwa kobieta. W łazience siedzi w kucki mała dziewczynka. Nie ma nikogo więcej. Śledztwo prowadzi ojciec Normy, policjant, jak łatwo się domyslić :]

      Steward przynosi im pieniądze, jak było umówione. "Czy ktoś umarł, naprawdę ?", pytta Norma i dostaje potwierdzająca odpowiedź. Mina im rzednie. Arthur chce oddać Stewardowi pieniądze, ale ten odjeżdza wypasioną limuzynę szybciej niż Arthurowi przyszła do głowy ta zacna myśl.

      Od tej pory dzieją się rzeczy dziwne. Na przyjęciu rodzinnym, "próbnym weselu" jej siostry - pojawia się ten chłopak, co nagabywał Normę w szkole. Jakby szyderczo się uśmiechał do Arthura, a potem pokazuje mu na palcach "V". Arthur wkurzony chce go bić. Norma dostaje niespodziewany telefon od Stewarda. Facet mówi do niej tak, że nie ma wątpliwości iż ją słyszy i widzi. Skąd ? "Mam wszędzie swoich ludzi", powiada. Kiedy Lewisowie opuszczają przyjęcie, Arthur widzi w lusterku wstecznym jakiegoś chłopaka, który pokazuje mu "V". O co chodzi ? Jednocześnie trwają poszukiwania Stewarda przez wojsko. Okazuje się, ze facet pracował kiedyś dla NASA, potem uległ poparzeniu przez piorun, od tej pory się ukrywa. Arthur znajduje zresztą jego zdjęcie, z cała twarzą. Dwukrotnie : pierwszy raz na tym "probnym weselu" w prezencie zostawionym dla niego i Normy od tajemniczego "wielbiciela". Drugi raz - na fotografii pracowników NASA pracujących nad jakimś poprzednim projektem marsjańskim.

      Kiedy oni się bawią, ich syn zostaje z opiekunką, młodą Daną. Po powrocie, Arthur odwozi ją do motelu, gdzie się zatrzymała. Dana zachowuje się bardzo dziwnie. Mówi Arthurowi, że "jedynego człowieka, który może cię uratować, zobaczysz w lustrze". Zaczyna jej lecieć krew z nosa [co chwila ktoś tam z nosa krwawi] i mdleje. Arthur szuka jakichś leków w jej torebce, może jest chora ? Znajduje dowód osobisty, który dowodzi, że nosi ona zupełnie inne nazwisko niż to, ktorym się przedstawiła i że pochodzi az z Bostonu. Dana znienacka budzi się. Idzie do motelu, a tam wychodzą z pokojów ludzie. Wyglądają jakby byli w hipnozie, w transie jakimś. Dana biegnie do swojego pokoju. Jego ściana jest wytapetowana zdjęciami, m.in Lewisów. Jest też mapa z wyraźnie zaznaczonym połączeniem między Richmond i jakimś innym miejscem.

      Jest coraz dziwniej. Lewisowie, róznymi drogami, docierają w to samo miejsce - do biblioteki. Nie pamiętam w jaki sposób ona została tam skierowana, może przez samego Stewarda, przez telefon. Arthur zainteresował się śmiertelnymi wypadkami w Richmond w ciągu ostatnich dni. I tym tropem, dzięki teściowi, trafił do domu tej zastrzelonej kobiety. Na stoliku znajduje zdjęcie Stewarda z jakąś babką oraz kartę biblioteczną z tytułem jakiejś ksiązki.

      Bibliotekę, w której buszują Norma i Arthur, wypełniają ludzie w transie. Mężczyźni chodzą grupami za nim, a kobiety za nią. Oboje są przerażeni. Wreszcie Arthur trafia na głównę salę - od stolikow wszyscy wstają i widać, że wszyscy są jak w transie. Wychodzi kobieta, ta ze zdjęcia, jest to żona Stewarda, i zaprasza Arthura na... prezentację. POkazuje mu trzy wnęki w podłodze. "Wybierz jedną, tylko jedna oznacza zbawienie", proponuje mu. Arthur przypomina sobie te "V"-ki pokazywane mu przez nieznajomych. Wybiera środkową. Niespodziewanie z wnęk wystrzeliwują w górę ściany wody. A raczej zwarte jak kostki mydła... kostki wody. Arthur zanurza się w wybranej przez siebie.

      Norma zostaje poproszona przez trzy kobiety... yes - wyglądające jak w transie :], do osobnego pokoju. Czeka tam Steward. Rozmawiają. On ją pyta o to, co poczuła na jego widok. Ona na to, że poczuła... miłość. Po raz pierwszy w życiu, widząc jego twarz, dowiedziała się jak sama by wyglądała, gdyby cierpienie, jakiego doznała w życiu [stopa] można było zawrzeć na twarzy. I kiedy go zobaczyła, dotarło do niej, że spadł z niej wielki
      cięzar, noszony tak długo. To bardzo intymna i czuła rozmowa. Potem Norma ląduje w takiej samej kostce, co Arthur.

      Nagle kostka, w której unoszą się oni w stanie jakiegoś natchnienia, pęka i lądują oni znienacka na swoim własnym łózku, w domu, woda zaś leje się strumieniami i rozpływa po całym domu.
      Arthur jest pewien, że widział zbawienie, "tamten świat", istnienie pozazmysłowe, drugie życie.

      A potem tajemnice wyjaśniają się jedna za drugą. Steward nie jest człowiekiem. Jest "szarym i mało istotnym wysłannikiem" swoich "potężnych mocodawców", który "testuje" ludzi. Zabawa z pudełkiem na tym właśnie polega. Testuje ludzką moralność. Kim są "mocodawcy" ? Być mozę są to kosmici. Ludzie w transie, to armia Stewarda, używa on ich do śledzenia i nadzorowania ludzi poddanych testowi. Cała zaś procedura dzieje się w dawnej bazie NASA, przypominającej gigantyczny hangar.

      Przychodzi czas na prawdziwe wesele siostry Normy Aklcja przyspiesza. Najpierw Arthur zostaje sterroryzowany pistoletem i porwany spod domu. Porywaczem jest mąz tej kobiety, ktra została zastrzelona.
      • grek.grek "The Box" via TVP1 [2] 18.11.13, 14:31
        Chce zabrać Lewisa do tej bazy NASA, aby zabić Stewarda. Po drodze przedstawia mu dowody na wyżej opisane pochodzenie i cel Stewarda. W jaki sposób Steward został "wysłannikiem mocodawców" ? Nie wiem, czy jest to wyjaśnione, ja nie dostrzegłem takiej próby. Po porażeniu poiorunem, przypadkowym zdaje się, Steward został uznany za zmarłego, ale ożył w kostnicy. I był radosny jak szczypiorek na wiosnę. Potem zniknął. Służy kosmitom ? Służy ludziom ? Nie jest to jasno określone.

        Na drodze Lewisa i jego kompana staje... mikołaj. Taki ze świąt bożonarodzeniowych. I macha dzwonkiem. Zatrzymują się i w tym samym momencie z impetem najeżdza na nich ciężarówka. "Porywacz" ginie na miejscu, a Arthur zostaje znaleziony nieco później, przez wojsko, pod bazą NASA, w której Steward trzymał swoja armię i robił jakies eksperymenty.

        Potem porwany zostaje syn Lewisów. W jakimś dziwnym rytuale zostaje złozony w wodzie, w basenie tego motelu, w którym mieszka Dana.

        Norma widzi, że jej syna łapią jakies postaci w ciemnościach, ale kiedy próbuje interweniować zostaje obezwładniona i w kontrolowany sposób pozostawiona w omdleniu.

        Arthur i Norma zmęczeni i zszokowani, ale już przytomni, wracają do domu. Czeka tam na nich Steward. Teraz dopiero gra się zaczyna na dobre.

        Spokojnym głosem oznajmia Lewisom, że ich syn stracił słuch i wzrok. Do końca życia będzie żył w ciemności i ciszy. Nigdy z nimi nie porozmawia, nigdy ich już nie zobaczy. Istotnie, kamera przeskakuje na dzieciaka, który budzi się w jakiejś wannie i z rozpaczą stwierdza, ze nie widzi i nie słyszy.

        Steward kładzie na stole rewolwer. I mówi do nich : możęcie jednak odwrócić kartę losu. Jesli Arthur zastrzeli Normę - ich syn odzyska wzrok i słuch, a milion dolarów znajdzie się na jego koncie bankowym i będzie mógł nim dysponować po osiagnięciu pełnoletności. Lewisowie są zrozpaczeni i zatrwożeni. Ale Steward nie przedstawia im innego wyjścia. Jesli wybiorą życie całej trójki, już zawsze będą musieli żyć z dzieckiem głuchym i ślepym. Steward wstaje, zbiera się do wyjscia i wyznaje im "Zrobiliście na mnie naprawdę wspaniałe wrażenie, naprawdę. Ale nacisnęliście przycisk... Daliście się ponieść najgorszym instynktom". Owszem, nie obchodziła ich czyjaś śmierć, obchodziła za to kasa. Na koniec Steward informuje ich, ze ich syn jest w łazience na górze. I wychodzi.

        Stewardowie pędzą na piętro, faktycznie - ktoś się dobija z wnętrza łazienki. Ich syn tam jest, kamera o tym upewnia. Krzyczą do niego, wołają, ale zaraz zdają sobie sprawę że on ich nie może usłyszeć...

        Arthur już wie, dlaczego Dana mówiła mu, że "ktoś kogo zobaczy w lustrze - będzie jego ratunkiem". Chodzi o niego samego, i istotnie - widział swoje odbicie w jakimś odłamku lustra.

        Norma żarliwie namawia go, zeby ją zastrzelił. Dla dobra wszystkich. "Widzieliśmy zbawienie, tam jest inny świat, spotykamy się", przekonuje go. Arthur się oczywiście rozpaczliwie i płaczliwie waha. Ale w końcu bierze broń i przystawia jej do piersi, oboje tkwią w miłosnym uscisku, a cała scena to typowy wyciskacz łez...

        W tym samym momencie kamera pokazuje jakąs niezajomą rodzinę - siedzą przy stole i zastanawiają się : nacisnąc przycisk w pudełku, czy nie ? Kobieta naciska. I wtedy Arthur strzela do Normy. Zabija ją na miejscu.

        Biegnie na górę. Syn widzi i słyszy. Dobija się z wnętrza zamkniętej na kłódkę od środka łazienki. Ale ktoś z sąsiadów powiadamia policję o wystrzale. Przybywają błyskawicznie. Aresztują Arthura. JUż wiadomo jaki był mechanizm : kiedy Lewisowie nacisnęli grzyba - inny mąz zabił żonę, a córka została znaleziona w łazience. Teraz oni padli jego ofiarą. Widać jak Steward idzie z teczką pełną pieniędzy do kobiety, która nacisneła przycisk tuż przed śmiercią Normy. Tak jakby działało jakies psychopołączenie warunkujące strzał decyzją zupełnie obcej i w innym miejscu przebywającej osoby. Ludzie płaca za chciwość i niemoralność. Stawkę w grze jest dobro dziecko. Odkupienie grzechu ? Test Stewarda sprawdza ludzką moralność. Kim są jego mocodawcy ? Kosmitami, którzy pragną wiedzieć, czy powinni zniszczyć ludzkość czy też może przeciwnie, pomóc jej wzrastać ? Jeśli ludzie w komplecie podejmują decyzje mające za nic życie innych, tylko dlatego, ze potencjalnie są to nieznajomi, to czy mają prawo żyć jako rasa ? [kiedy Norma i Arthur zastanawiają się, czy przycisnąć - Arthur mówi "możemy zabić w ten sposób kogoś z rodziny", a ona na to "Ale równie dobrze seryjnego mordercę"]. Norma jest dobrym człowiekiem, jej mąz też. Gubi ich troska codzienności, świadomośc że milion dolców ratuje im życie i standard materialny. Popełniają błąd, za który muszą zapłacić.

        Pomysł dobry [zaczerpnięty z ksiązki/noweli science-fiction "Button, button !", środek zamotany niemożebnie :], ale generalnie koniec końców film ten jakos się broni. Wg mnie, ofk. Obok samego etycznego wątku, plusem jest obsada : Cameron Diaz gra Normę, a Frank Langella wyciska co się da z Stewarda. Do tego muzyka przywodząca na myśl lejtmotiw z "Archiwum X".

        www.youtube.com/watch?v=JB7rX7owL-M
        • pepsic Re: "The Box" via TVP1 [2] 18.11.13, 19:47
          Muszę sie zgodzić, że ciekawy pomysł psują wrażenia z przekombinowanego środka i pokręconego miejscami scenariusza:) Ale i tak dzięki.
          • grek.grek Re: "The Box" via TVP1 [2] 19.11.13, 14:25
            dzięki, Pepsic :]

            obrałem marną koncepcję opisu.
            zamiast wikłać się w opisywanie poszczególnych znakow i sygnałów [część i tak pominałem, tajemnicze "No Exit" wymazane na zaśnieżonej szybie auta Lewisów czy faceta będącego jak-w-transie plątającego się na patio ich domu, co dowodzi, że Steward ją śledzi] mogłem po prostu o nich wspomnieć bez zagłębiania się w szczególiki, bo trochę to zamuliło całośc. no nic, nauka na przyszlośc :]

            tak naprawdę, najciekawszy jest ten motyw "testowania".
            można założyc, ze Steward w imieniu jakichś wszechpotężnych kosmitów sprawdza stan moralności rasy ludzkiej, co ma zdecydować o tym, czy ludzkość zostanie ocalona czy też
            zniszczona w trakcie nadchodzącej inwazji. tak ja to zrozumiałem.

            jest też, jak zauwazyłaś, motyw winy i odkupienia. błędu i zapłaty. pytanie o odpowiedzialność i granice cynizmu.

            problem w tym, że udziwniono całość wikłając w to jakieś siły pozaziemskie. rozumiem, że to dlatego, iż ksiązkowy pierwowzór o tym traktuje, ale gdyby wziąć zeń tylko same etyczne dylematy, wymazać znaczną część środkowej części oraz poprowadzić w stylu bliższym realizmowi, to wyszedłby całkiem intrygujący moralitet.
            • pani_lovett Re: "The Box" via TVP1 [2] 20.11.13, 19:52
              > Steward w imieniu jakichś wszechpotężnych kosmitów sprawdza stan moralności rasy ludzkiej

              Ależ ci wszechpoteżni kosmici są mało rozgarnięci, wszak wiadomo, że mało który człowiek oprze się pokusie zdobycia dużych pieniędzy w takiej sytuacji . ;)
              • grek.grek Re: "The Box" via TVP1 [2] 22.11.13, 14:16
                może chodziło o to, żeby chociaż jeden się znalazł :}

                [to jest własnie trochę niedookreślony element tej fabuły, a przecież ważny, jak sie wydaje -
                Steward testował ludzką etykę, ale nie było powiedziane, co jaki wynik byłby zadowalający; aczkolwiek, tam mi się wyświetliło, że Lewisowie to byli naprawdę dobrzy ludzie, tworzący kochającą się parę/rodzinę, życzliwi otoczeniu, a więc jesli NAWET oni nie oparli się pokusie, to kto miałby się jej oprzeć ?]
                • pani_lovett Re: "The Box" via TVP1 [2] 23.11.13, 17:27
                  Jak w biblijnej przypowieści o Sodomie? ;) Przy czym tam potrzeba było do uratowania miasta nie jeden, a dziesięciu sprawiedliwych.

                  Mam coś ciekawego! :)))


                  grek.grek napisał:
                  > problem w tym, że udziwniono całość wikłając w to jakieś siły pozaziemskie. roz
                  > umiem, że to dlatego, iż ksiązkowy pierwowzór o tym traktuje, ale gdyby wziąć z
                  > eń tylko same etyczne dylematy, wymazać znaczną część środkowej części oraz pop
                  > rowadzić w stylu bliższym realizmowi, to wyszedłby całkiem intrygujący moralitet


                  Otóż opowiadanie Richarda Mathesona pt. "Button button" na podstawie, którego powstał film nie zawiera udziwnionego wątku science-fiction, który jest po-wy-mysłem scenarzysty i reżysera filmu. Znalazłam dzisiaj to opowiadanie w necie, gdybyś chciał / gdybyście chcieli się z im zapoznać , podaję link:
                  www.fantastyka.pl/10,3481.html
                  (tam klinkąć w podany link)


                  Opowiadanie jest w języku angielskim, ale nie jest napisane trudnym językiem, no i nie jest długie. Sama z ciekawością przeczytam to opowiadanie .



                  Przy okazji, znalazłam informację, że Richard Matheson jest autorem powieści, horroru science-fiction "I Am Legend", która została zekranizowana w 2007 roku i którą oglądaliśmy, jak pewnie pamiętasz, główną rolę, zagrał Will Smith (pol. "Jestem legendą").

                  Jeszcze dwa smaczki:

                  Matheson autor powieści, sf, fantasy, horrorów i autor scenariuszy filmowych, "mistrz literackiej fantastyki" (zmarł niedawno, 23.06.2013 w wieku 86 lat) był współautorem słynnych horrorów Rogera Cormana (o których już wspominałam niegdyś)!

                  Dla Stephena Kinga Matheson był pisarzem, który najbardziej wpłynął na jego twórczość.
                  • grek.grek Re: "The Box" via TVP1 [2] 23.11.13, 17:34
                    świetne, dzięki za link, Barbasiu :]

                    własnie, coś ten wątek s-f wydawał się dziwnie doklejony, zdominował narrację i
                    udziwnił całość.

                    • pani_lovett Re: "The Box" via TVP1 [2] 24.11.13, 14:41
                      Opowiadanie jest znakomite! Fantastyczna puenta! Czytałeś, Greku?

                      Po przeczytaniu opowiadania rozumiem intencje reżysera filmu i scenarzysty w jednym, Richard Kelly, który zapewne obawiał się, że materiału literackiego nie wystarczy na pełnometrażowy film, mający do końca trzymać w napięciu widza.
                      Mógł jednak zlecić pisanie scenariusza komuś o wiele bardziej utalentowanemu, kto lepiej wykorzystałby to ciekawe opowiadanie Richarda Mathesona.




                      PS
                      Ciekawam , co powiedziałyby o tym opowiadaniu feministki? ;)
                      • grek.grek Re: "The Box" via TVP1 [2] 24.11.13, 15:56
                        jeszcze nie czytalem.
                        napiszesz a'propos ?

                        będę się starał nadrobić :]
                        • pani_lovett Re: "The Box" via TVP1 [2] 24.11.13, 16:13
                          Przeczytaj, Greku, koniecznie, nie chcę Ci psuć efektu ślicznej puenty. Opowiadanie, mimo, że w obcym języku czyta się naprawdę dobrze. Jest napisane prostym językiem.
                          • grek.grek Re: "The Box" via TVP1 [2] 24.11.13, 17:02
                            dzięki za zachętę :] na pewno przeczytam.

                            nie popsujesz mi niczego, jeśli jednak zdecydujesz się na recenzję :}
                            • pani_lovett Re: "The Box" via TVP1 [2] 26.11.13, 00:20
                              Recenzja to za duże słowo. Myślałam raczej o małym streszczeniu opowiadania "Button, Button". Jutro spróbuję ...
                              • grek.grek Re: "The Box" via TVP1 [2] 26.11.13, 14:49
                                cokolwiek napiszesz - biorę w ciemno :]
                                [bierzeMY, pozwolę sobie w imieniu grupy napisać, hehe]
                                jak zawsze.

                                na pewno przeczytam to opowiadanie i skomentuję.
    • grek.grek Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 18.11.13, 16:20
      7 sezon "Dextera" ruszył na czeskiej Primie, więc będę zamęczał Was tym, co sie tam dzieje.
      zaczałem od 2 odcinka [wczoraj], ale nadrobię pierwszy, a potem już regularnie, mam nadzieję.


      "Homeland".
      11 odcinek zapowiada burzę w 12 :]

      kolorystyczne fiksacje Carrie, ktora mocno przeżyła wybuch bomby w poprzednim odcinku; akcja z "zielonym długopisem" - przednia, zresztą przez cały odcinek babka ma spore kłopoty ze sobą samą. ale ciekawe, ze te kłopoty skutkują niesamowitą kreatywnością, której wyniki odkryje zdumiony Saul [świetna scena, z nieodłączonym zestawem : ściana-oczy jak talerze-cofnięcie-najazd na ścianę, hehe].

      bagażnik sierżanta Brody'ego będzie pomieszczeniem mieszczącym rzecz złowrogą, zapowiadającą mocnego kalibru zagranie. wyprawia rodzinna pod Gettysburg będzie tylko pretekstem do ważnego spotkania, a córka sierżanta z niepokojem przyjrzy się nagraniu z kamery video i zachowaniu na nim ojca.

      świetny finał, w ktorym jeden łowca drugiego łowcę robi na szaro, choć to zapewne będzie chwilowo tylko zyskana przewaga.

      • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 18.11.13, 17:04
        Przedostatni sezon Dextera. Świetnie. :)
        • grek.grek Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 19.11.13, 14:17
          dzięki :]

          jak pamiętasz, 6 sezon kończy się sceną, w której Debra odkrywa wreszcie, że jej brat, to morderca.

          jestem bardzo ciekaw pierwszych scen 7 sezonu.
          w 2 odcinku ten wątek dominuje nad resztą i tym się głównie zajmę.
          chciałbym jednak najpierw nadrobić 1 odcinek, żeby napisać parę słów odnośnie obu.

          dzisiaj finały "Californication" i "Zakazanego imperium", więc "Dexter" później.

          co ciekawe "Homeland" ma 13 odcinkow, więc 12 będzie "zapowiadał burzę".
          Czesi dzisiaj pokazują 12. ale nie dam się skusić ! nie ! poczekam na emisję w TVP.
          a co ! twardy jestem ;]]
          • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 19.11.13, 17:16
            Tak, doskonale pamiętam finał 6. sezonu. Szykuje się ciekawy wątek.

            Dobrze.

            A właśnie. Emisji bez zakłóceń życzę! ;)

            He,he! Prawda, twardyś! ;)
            • grek.grek Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 20.11.13, 15:58
              fakt rozwija się nieźle.
              i jak na fikcję :] - wiarygodnie.
              tego własnie byłem ciekaw, jak aktorzy odegrają ten dramatyczny moment i sceny
              w których postaci już mają wiedzę sytuacyjną. wyszło dobrze, przynajmniej w tym
              2 odcinku. Pierwszego jeszcze nie nadrobiłem, ale to kwestia czasu tylko.

              dzięki :]

              haha, trzymam się, albo jak mówią niektórzy "czymam" :]
              chociaż, ciekawi mnie czasami jak to jest obejrzec cały sezon w 2-3 dni.
              może kiedyś spróbuję.
              próbowałas ?

              jest parę ciekawych seriali, które z chęcią bym obejrzał, choćby i via internet, ale
              ci Czesi mnie terroryzują : ja obejrzę w internecie, a oni później pokażą w telewizji i
              będę wyglądał jak przez okno, hehe ;]
              • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 20.11.13, 19:44
                Good! :)


                Nie, nigdy nie próbowałam oglądać całego sezonu w 2-3 dni. Ale oglądałam (nadrabiałam) kiedyś sezon serialu w trybie: codziennie jeden odcinek. I bardzo sobie chwalę.


                He,he,he! A Czeskiej Telewizji oglądalność spadnie. ;))
                • grek.grek Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 21.11.13, 17:19
                  odcinek codziennie ? dobra myśl.

                  hehe, i to jeszcze jak im spadnie. w końcu jestem widzem cenny, bo zagranicznym ;]]
                  • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 21.11.13, 17:25
                    Tak, codziennie wieczorem jeden. Zależało mi by szybko nadrobić zaległości, chodziło nawet o więcej niż jeden sezon serialu "Czes honoru" ;) .
                    Ale powiem Ci, że najbardziej jednak lubię tryb tygodniowy. Czekanie dodaje smaku , już kiedyś o tym mówiliśmy, prawda.

                    • grek.grek Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 21.11.13, 17:28
                      ale z nas wyrafinowana widownia ;]]
                      • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 21.11.13, 17:34
                        Hahahaha! :))) Dwa dinozary, no nie!? :)))
                        • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 21.11.13, 17:35
                          ;)))))
                        • grek.grek Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 22.11.13, 15:43
                          i to jakie - pamiętamy nawet mecenasa Prado :]
                          • pani_lovett Re: Dexter sez 7 & Homeland [11 odc prev.] 22.11.13, 16:14
                            Hehehe! Właśnie! :)
    • grek.grek Californication sez 6 odc 12 [1] 20.11.13, 13:41
      Dużo muzyki, sentymentalizmów, "niedźwiedzi", całusów, uroczystych momentów, których patos jest łamany pikantnym językiem dialogów, no i ciekawa puenta.

      Hank i Faith dzięki serii niecnych trików wyciągają Atticusa z klinki leczenia uzależnień - po powrocie do narkotyków zyskuje on nową energię twórczą i reanimuje plan wyjazu w triumfalną trasę koncertową, mającą być jego wielkiem comebackiem do rockowego biznesu. Łysy i Marcy przeżywają dramatyczny epizod z nawiedzoną feministką-kastratorką, OFelią, który zbliża ich do siebie tak bardzo, że decydują się na wzięcie ślubu odnawiającego ich związek. Becca wyjeżdza w "literacką pielgrzymkę" żegnana przez Hanka i Karen, która zadaje fundamentalne pytanie "Jej wyjazd kończy jakiś rozdział. A jeśli była jedynym, co nas ze sobą łączyło ?".

      Finałowy odcinek rusza od sceny snu Hanka. Siedzi w barze tonącym w lekko czerwonawej poświacie. Za kontuarem uwija się Lew Ashby, jego zmarły [2 sezon] przyjaciel-rockman. Tematem ich rozmowy jest oczywiście uczucie Hanka do Karen i czy mają sens kolejne jego próby zbliżenia się do niej, czy w ogóle jest możliwe jest ich "bycie razem". Ashby przeciwstawia ciepło domowego ogniska erotycznym przygodom, zadaje Hankowi pytanie "A może ona nie jest tą Jedyną ?", wreszcie sugeruje "MOże powinieneś odpuścić i dopuścić do głosu zew natury ?". Hank sam nie wie, co ma począć. Widzi Faith, widzi Karen... az się budzi. Po pokoju uwija się Faith. Pakuje walizy i oznajmia, że wyjeżdza. W trasę, z Atticusem i jego zespołem. Hank nie jest pewien, co ma zrobić - też jechać ? zostać ? Tak czy owak, w tym momencie podejmuje najlepszą możliwą decyzję, czyli zaciąga Faith do łózka :]

      POtem odwiedza Karen. Przygotowuje ona Marcy do ślubu z Łysym. Ma się on odbyć podczas inaugurującego trasę koncertu Atticusa. Oczywiście, po chwili zostaja sami i Hank opowiada Karen o tym, że zastanawia się nad udziałem w tej koncertowej trasie, Atticus go zaprasza... Trochę to wygląda, jakby czekał na jej błogosławieństwo. A może bardziej na "nie jedź, zostań ze mną, zacznijmy TO od nowa i wreszcie tak jak należy". Ale Karen mówi tylko "Decyduj sam, nie czekaj na moją zgodę, jesteś dorosły". NIe to Hank chciał usłyszeć. "Może związek bez związku to jest właśnie coś, czego najbardziej chcesz ?", pyta go Karen, sugerując że powinien się "związać" z Faith, skoro tak im razem przyjemnie. Ale Moody kocha Karen, nie jest w stanie się od tego uwolnić, mimo że, a może - własnie dlatego, że jest to chwilami zupełnie niezrozumiałe :]

      Kiedy Hank pojawia się na lotnisku okazuje się, ze samolot Atticusa już do niego nie nalezy. Rockmana oskubała zdradzona żona, i to do tego stopnia, że musiał sprzedać samolot, żeby móc ruszyć w tę cała trasę koncertową. Ruszyć... autobusem :} Powrót do korzeni, hehe, lata 60-te, flower power, wymalowane busy, romantyczna epoka rocka, zanim dobrały się do niego pieniądze i go zniszczyły.

      Łysy panikuje, że Atticus jest w proszku i jedynie Hank może go jakoś postawić na nogi. Istotnie, Atticus leży w łózku [na pokładzie tego samolotu, z którego już wynoszone są klamoty] i nie chce z niego wyjść. Kocha żonę, ma komicznie wyrażane wyrzuty sumienia że doprowadził ją do takiej desperacji, ale jednocześnie wizja trasy koncertowej w autobusie - pachnie mu upadkiem prestiżu. No i jak tu ma zagrać koncert bez całusa od żony na wejściu ? Bez całusa zupełnie straci pewnośc siebie. Czysta rozpacz ;]

      Hank przekonuje go, że za trasę jechaną autobusem - może dostać nawet jakąś nagrodę od ekologów :]] Poza tym, to romantyczne, a autobus jest luksusowy. Atticus trochę sie rozchmurza i zastanawia się, skąd w Hanku tyle optymizmu, jak znosi to, że jego ukochana kobieta pozostaje poza jego zasięgiem ? Hank na to, że radzi sobie z pomoca procentów i sztuki. "Piszę dla niej i o niej, dzięki temu jest ze mną cały czas", wyjaśnia mu Hank. Atticus wzrusza się do łez i obejmuje Hanka jak niańkę. Prosi, żeby koniecznie z nim jechał w tę trasę. No i jak już skonstruują wspólnie tę rockoperę, to pomoże im ona odzyskać "kobiety ich życia" ? Czy Hank może odmówić zapłakanemu rockmanowi ?

      Rusza więc wesoły autobus. KOncert początkujący trasę ma być w LA, Atticus ma wystąpić przed Marylinem Mansonem. Rozkładanie sceny, próby, kręcąca się obsługa, typowy backstage imprezy tego typu. Hank i Faith siedzą na pustej jeszcze widowni obserwując te przygotowania. "To jak kolonie letnie bez końca", podsumowuje Faith [chyba naturę tras koncertowych]. Przylepia się do nich wytatuowany długowłosy mydłek i próbuje nakłonić "legendarną" Faith do tego, żeby odwiedziła autobus jego zespołu. Faith próbuje grzecznie odmówić, ale przyciśnięta do muru wali prosto z mostu " Wybij to sobie z głowy. Nie macie ani grama talentu, rzępolicie metal do kotleta". Muzyk ofk rewanżuje się wulgaryzmami, a Moody'egho tytułuje "tatuśkiem", za co Hank rzuca się, żeby go pobić :]

      Koncert się rozpoczyna. Widownia pęka w szwach. Zdjęcia są tak skrojone jakby scenę kręcono na jakimś prawdziwym koncercie. Atticus jest stremowany, ma niewyraźną minę. Chyba zardzewiał podczas tej przerwy w koncertowaniu. No i bez całusa, to on nie umie... Ratuje więc sytuację Faith i po siarczystym pocałunku Atticus z zadowolniętą miną wskakuje na scenę i rozgrzewa publikę do białości grając te swoje... "folkowe" ;] kawalki.

      Przychodzi moment ślubowania małżeńskiego Marcy i Łysego. Atticus robi za księdza ["Kościoła Pogromców Księzyca"], z tyłu sceny wyjeżdzają jakieś witraże, w sumie - prawie jak kościół ;] Oczywiście, sentencje do wypowiedzenia dla narzeczonych są dalekie od poprawności politycznej i odpowiednio u-sporśnione, ale zawsze tak by rozczulająco rozbawić, a tylko troszkę zniesmaczyć :], a juz na pewno złamać trochę patetyczny nastrój. Oczywiście, oboje ślubują to co trzeba. Potem Atticus pyta, czy KTOŚ jeszcze chciałby wziąć ślub. Hank i Karen stoją na scenie, chyba jako świadkowie ?, i Hank ma wizję, jak prosi Karen o rękę, na klęczkach. Ale ona nie odpowiada. A może to była realna scena ? Barbasiu, jak uważasz ? Trochę za duzo czerwonawej poświaty chyba, żeby to był real, nie uważasz ? ;]

      Nikt sie nie zgłasza i Atticus gra rzewną balladę miłosną, dedykując ją Hankowi, "który wie dobrze czym jest złamane serce".

      W kulisach Hank spotyka Marylina Mansona. Witaja sie wylewnie. "Nie dałbym wtedy twojej córce narkotyków... sam miałem mało", mówi Manson nawiązując do sytuacji, gdy wciągał razem z Atticusem, a Beccę Hank przyprowadził, żeby sobie ich pooglądała i nabrała wstrętu do "rockowego stylu źycia", z sukcesem zresztą.

      Jak na zawołanie dzwoni telefon Hanka. Po drugiej stronie jest Becca. W trakcie tej swojej "literackiej podróży". Opowiada ojcu, że niebawem wylatuje do Europy, a poza tym bawi się świetnie. I jest na haju. Moody, jak przystało na przykładnego ojca, przestrzega ja, żeby szalała z umiarem :] Nie obywa się bez krótkich wyznan miłosnych.

      I Moody postanawia dołączyć do ekipy Atticusa w trasie. Zasuwa więc autokar z Atticusem i jego gitarą, na której brzdąka, a także Faith i Hankiem, który akurat znów ma sen.

      Znów jest w barze i znów rozmawia z Lew'em Ashbym. Lew pyta go o to, co by zrobił, gdyby Karen przyjeła jego oświadczyny, na co Hank prosto "ożeniłbym się z nią". Ashby wypowiada chyba jego własne wątpliwości co do związku ewentualnego z Faith - będą się dobrze bawili, będą się kotłować w łóżku, a co potem ? Nie da się całego życia spędzić w łózku, w końcu przychodzi czas na krok naprzód, jaka będzie więc podstawa takiego związku ? Pojawia się Faith. Całują sie z Hankiem. I wtedy Moody widzi Karen siedzącą przy stoliku, która ich obserwuje z miną, czy to krytyczną czy kastrującą czy po prostu zasmucono...-kastrującą ;]. "Karen !", wyrywa mu się okrzyk. Budzi się.

      Faith leży obok niego i co może powiedzieć... "Wracaj do niej, musisz wrócić", podpowiada mu. Bez dwóch zdań. Po pierwsze, zalezy jej na Hanku, więc ponad własne przekłada jego szczęście.
      • grek.grek Californication sez 6 odc 12 [2] 20.11.13, 13:57
        A po drugie, mogłaby powtórzyć za hrabiną Wąsowską z "Lalki" : jestem zbyt dumna, by wiązać się z mężczyzną, o którym wiem, że TAK BARDZO kochał inną kobietę". To nie miałoby chyba przyszłości.

        Wracaj więc, Hanku, do swojej Karen. Rozstanie łatwe nie jest i scena dosyć smutnawa, jak to Hank leży nie wiedząc co powiedzieć, po swoim sennym okrzyku, a Faith doskonale wszystko rozumie i zdaje się nie ma złudzeń, wyznając wszakże, ze "mogłabym cię pokochać, bo mnie lepiej rozumiesz niż jakikolwiek inny męzczyzna, którego spotkałam w życiu; a to wyjątkowa rzadkość". Hank znów jej powtarza jaka jest niezwykła, a i oboje sobie życzą "znalezienia tego, czego szukają". Hank powiada, że "nie chce się [z nią] żegnać", ale Faith na to "nie byliśmy nigdy w związku, więc nie musisz się ze mną żegnać" i dodaje "zbieraj się szybko, bo zaraz mogę cię przekonać, zebyś jednak został, a wiesz że umiałabym". Cóż, rozstania łatwe nie są, a tutaj dodatkowo wrażenie wzmacnia fakt, że Faith jest tak ciekawa, że Karen przy niej blednie.

        Autobus parkuje w środku pustynnego krajobrazu. Faith i Hank żegnają się z wiadomą czułością. Atticus dostaje łzawicy. W tle sentymental music. "Wracaj do swojego "żyli długo i szcześliwie" " - mówi do Hanka Faith.

        Atticus zaś podarowuje mu kierowcę. Hanka odwozi jego ochroniarz, na motorze. Kiedy ruszają, a Faith i Attticus odprowadzają Hank wzrokiem i aż słychać jak im dusza sentymentalnie wzdycha ;] Atticus ofiaruje się Faith jako powiernik i wspomożenie "w sprawach emocjonalnych, duchowych i... łózkowych" :]

        Ochroniarz podwozi Hanka pod sam dom. Dom Karen, ofk. Szorstki i obcesowy bodyguard, który Hanka traktował zawsze z góry, zdobywa się nawet na wyznanie, że on też kiedyś miał wielką miłość i ją zaprzepaścił, więc wie, o co tu biega.

        I staje Hank pod drzwiami domu Karem. I puka. I kończy sie sezon.

        I jakby tam zostawili, to by było do-sko-na-le :] ale nie zostawią, bo 7 sezon w drodze, hehe.

        www.youtube.com/watch?v=sSPMy4M5CEY
        i ściezka dźwiękowa, fakt piosenki Beth Hart świetne tło położyły pod ten sezon :
        ekcejQ-Q2dU
        • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 20.11.13, 13:57
          www.youtube.com/watch?v=ekcejQ-Q2dU
        • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 20.11.13, 16:23
          >i Hank ma wizję, jak prosi Karen o rękę, na klęczkach. Ale ona nie odpowiada. A może to >była realna scena ? Barbasiu, jak uważasz ? Trochę za duzo czerwonawej poświaty chyba, >żeby to był real, nie uważasz ? ;]

          Zgadzam się, to była projekcja umysłu Hanka ...

          > [...] Rozstanie łatwe nie jest i scena dosyć smutnawa, [...]
          > Faith doskonale wszystko rozumie i zdaje się nie ma złudzeń, wyznając wszakże, z
          > e "mogłabym cię pokochać, bo mnie lepiej rozumiesz niż jakikolwiek inny męzczyz
          > na, którego spotkałam w życiu; a to wyjątkowa rzadkość". [...]

          Moment wcześniej Faith wyznała szczerze, że nie kocha Hanka, ale , właśnie, że mogłaby go pokochać, bo itd...
          W tej sytuacji pożegnanie wydaje się nieco łatwiejsze .



          >Cóż, rozstania łatwe nie są, a tutaj dodatkowo wrażenie wzmacnia fakt, że Faith jest
          > tak ciekawa, że Karen przy niej blednie.

          Myślę dokładnie odwrotnie, to postać Karen, dla której Hank rezygnuje z śliczniutkiej, młodziutkiej Faith, staje się jeszcze bardziej fascynująca.

          Postawa Hanka przywraca wiarę w istnienie prawdziwej miłość. Paradoksem jest, że przekonuje o tym serial, w którym afirmuje się seks, erotykę . :)


          > I jakby tam zostawili, to by było do-sko-na-le :] ale nie zostawią, bo 7 sezon
          > w drodze, hehe.

          O tak. Podpisuje się oboma rękami pod tymi słowami. :) To byłby doskonały, idealny , wymarzony finał serialu.

          Piosenka Beth Hart przepiękna, też zamierzałam ją zalinkować.
          Tu jeszcze jeden link z tekstem, gdyby ktoś był zainteresowany ...

          www.tekstowo.pl/piosenka,beth_hart,my_california.html
          :)

          • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 20.11.13, 16:25
            pani_lovett napisał(a):
            Postawa Hanka przywraca wiarę w istnienie prawdziwej miłość.

            Może zaczekajmy, pani_lovett, z ostatecznymi wnioskami do sezonu 7. ;)

          • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 20.11.13, 16:50
            tak było, masz rację.
            powiedziała, że "mogłaBY".
            czy łatwiej..? :]
            może trochę, hehe.

            haha, ano właśnie.
            Karen w sezonu na sezon staje się coraz bardziej mdła, chaotyczna mentalnie i
            zupełnie nie rozumiem o co jej chodzi.
            może nawet sam scenarzysta nie wie :]] jak sądzisz ?
            ciągle każe jej biadolić i siedziec okrakiem na murze, tak by nie mogła się
            zdecydować na to, by wreszcie coś powiedziec konkretnego.

            albo : spróbujmy, ale na poważnie. jak mnie wystawiasz, to nie ma powrotu.
            albo : nie chcę już próbować. zostańmy przyjaciółmi i to wszystko.
            ofk, jej niezdecydowanie jest wymagane, aby serial mógł trwać, niemniej...
            w 6 sezonie zaczyna nieco ciążyć, a sama postać traci dużo wdzięku, ktory
            miała w pierwszych 2 sezonach.

            jak Ty oceniasz ją ?

            tak jest, dobrze zauważyłaś.
            pośród golizny i "cali - fornication" - jednak wszystko sprowadza się do uczucia i
            poszukiwania miłości. nie każdy widz ma o tym pojęcie, niektórzy sięgają po
            ten serial a nadziei jakichś ćwierćpornograficznych scen, a tu nie dośc, że tak
            naprawdę ich nie ma, to jeszcze jest ekspozycja i adoracja znaczenia rodziny,
            miłości, przyjaźni, a sam Moody mógłby równie dobrze byc postacią glówną w
            jakimś dramacie egzystencjalnym.

            hehe, dzięki :]
            niestety, 7 sezon będzie i wystartuje z tego dogodnego punktu.

            a może - stety ?
            może 7 skończy się jeszcze lepiej ?

            dzięki za link.
            • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 20.11.13, 19:18
              Niezdecydowania Karen (oraz wieczne odchodzenie i wracanie Hanka) wpisane jest w schemat serialu, to już chyba mówiliśmy. Bez niezdecydowania Karen ten serial nie miałby sensu, nie miałby egzystencjalnej głębi. I może postać Hanka nie była tak niejednoznaczna.

              Karen jest niezdecydowana, bo widzi niezdecydowanie i rozdacie Hanka.

              Czasem ma momenty załamania, odpuszcza, innym razem, widząc cień szansy na związek z Hankiem chce dać szansę ostatni raz, a potem odpuszcza, by znowu za jakiś czas dać szansę. To wszystko ludzie przerabiali w związkach. (Ale normalna (w sensie prawdziwa, realna) kobieta na miejscu Karen wykończyła by się nerwowo z takim Hankiem. ;)

              Ale masz rację , postać Karen wpadła w pułapkę schematu i zrobiła się mało ciekawa.



              > poszukiwania miłości. nie każdy widz ma o tym pojęcie, niektórzy sięgają po
              > ten serial a nadziei jakichś ćwierćpornograficznych scen, a tu nie dośc, że tak
              > naprawdę ich nie ma, to jeszcze jest ekspozycja i adoracja znaczenia rodziny,
              > miłości, przyjaźni, a sam Moody mógłby równie dobrze byc postacią glówną w
              > jakimś dramacie egzystencjalnym.

              Tak! Zgadzam się.


              a może - stety ?
              > może 7 skończy się jeszcze lepiej ?

              Hank znów stanie przed drzwiami Karen, tylko z drugiej strony. W finale zawiśnie pytanie - wyjdzie czy nie wyjdzie? ;)
              /Mój pomysł na zakończenie. ;) /

              • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 21.11.13, 17:13
                otóż to.
                i ten fundament sensu pozbawia postać Karen wdzięku :]

                Hank też jest schematyczny.
                On ją kocha, ona nie wie czy go kocha i tak w kółko :]
                w 6 sezonie czuje się już cynizm scenariusza, hehe.
                ofk, bez tej głównej osi rzecz straciłaby podstawę bytu i
                nie było tych wszystkich smaczków doklejonych do niej.
                więc - powstrzymując zgrzytanie zębami... coś za coś.

                hehe, jej niezdecydowanie się pogłębia.
                albo niech zaproponuje związek albo definitywnie przetnie spekulacje.
                i tu wchodzimy w to, co już wiemy, czyli - że nie da się, bo trzeba dalej
                kręcić :]
                ale orajt, ja to akceptuję. pod warunkiem, że Karen nie wchodzi za często
                do akcji.

                dobry koncept, Barbasiu.
                wszystko zależy od tego, czy... planowany jest 8 sezon :]
                • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 21.11.13, 17:21
                  Racja. :)

                  Jak Amerykańscy spece od zarabiania wyniuchają, że opłaca się zrobić sezon 8. to pewnie on powstanie. ;)



                  • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 21.11.13, 17:27
                    jeśli 6 sezon sprzedał się bardzo dobrze, to możliwe, że 8 będzie, nawet jeśli 7 zawiedzie, to nie na tyle, żeby ewentualny 8 nie zarobił na siebie... wiem, wiem... mialem z matmy 3 na szynach :]
                    • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 21.11.13, 17:33
                      He,he,he,he! :)))

                      Greku, wymyśl jakiś fajny scenariusz serialu, pliz! Sprzedamy go potem Amerykanom. :))

                      • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 22.11.13, 15:51
                        hehe :]
                        sprzedamy i kupimy sobie po paczce dropsów ;]
                        • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 22.11.13, 16:13
                          Ha, ha!
                          Aleś Ty pesymista!? :))
                          • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 22.11.13, 16:45
                            onieśmielił mnie Twój pomysł ;]
                            • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 23.11.13, 15:34
                              Ja w Ciebie wierzę! :)
                              • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 23.11.13, 16:57
                                no właśnie to mnie onieśmiela ;]]
                                • pani_lovett Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 23.11.13, 17:32
                                  O! NocoTy, Grekuniu! :)
                                  • grek.grek Re: Californication sez 6 odc 12 [2] 23.11.13, 17:35
                                    ;]

                                    wiesz - jak tu sprostać takiemu zaufaniu ? :]]
    • er.pa Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 09:14
      To ja dojrzałam, by coś na ten temat napisać.
      Serial był bardzo pozytywnie reklamowany w GT, ma dobrze recenzje z necie. Jestem po trzech odcinkach, czyli w połowie. I nie podoba mi się.
      Rzecz o śledztwie prowadzonym w małej, nowozelandzkiej miejscowości w spawie zaginięcia dwunastoletniej dziewczynki zaraz po tym, jak odkryto, że jest w ciąży. Dziewczynka jest córką człowieka, który rządzi społecznością, brutalny, bezwzględny, uwikłany w ciemne interesy, ale jest to chyba jedyna ciekawa postać, bo ma też i swoje drugie i trzecie dno. Są dwa główne miejsca akcji, czyli miasteczko pełne dośc prymitywnego, głownie męskiego towarzystwa, i jest Paradise, dziwne obozowisko kobiet po przejściach mieszkających w kontenerach w zjawiskowym widokowo miejscu nad jeziorem, z przywódcą duchowym w postaci GJ granej przez Holly Hunter. I jest policjantka, która pochodzi stamtąd, ale wraca po latach do chorej matki, a że zajmuje się sprawami gwałtów, to zostaje poproszona w tej sprawie o pomoc. Gra ją Elisabeth Moss znana Wam z Mad Men.
      Rezyseruje to Jane Campion, której kostiumowe produkcje darzę dużym szacunkiem.
      I teraz co pozwolę sobie skrytykować, i co czego - o dziwo - jesteśmy zgodni ze współoglądajacym mężem (a to nie zdarza się często :)
      Serial kompletnie nie wciąga, nie tworzy żadnego napięcia. Poruszyła mnie tylko jedna, przejmująca scena, zagrana przez Jacka Komana, grającego austryjackiego pedofila na odwyku. Poza tym guzik mnie obchodzi, jak to śledztwo się potoczy, żadnej ciekawości we mnie nie ma. I guzik mnie obchodzi główna bohaterka, nie przekonuje mnie.
      Narracja jest jakaś niespójna, nierówna, nie ma tempa, ale nie ma też klimatu, który by ten brak tempa zastąpił.
      Postaci są wyłącznie mniej lub bardziej irytujące, nie ma nikogo, komu mozna by kibicować, utożsamić się, interesować jego losem. Irytacja to jedyna wzbudzona emocja. Obiecywanej w recenzjach magii dla mnie nie ma.
      Jedyny plus to piękne zdjęcia krajobrazów.
      Chyba odpuszczam, i czwartego odcinka juz nie obejrzę. Najwyraźniej nie mam nowozelandzkiej wrażliwości :)

      • gryfny Re: Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 15:57
        zakonczenie jest totalnie zaskakujace
        • er.pa Re: Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 16:31
          Czyli namawiasz mnie do dotrwania do końca? W sumie trzy odcinki może wytrzymam :)
      • grek.grek Re: Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 17:08
        comeback godny czempionki :]

        może naprawdę rozkręci się w 2 połowie i warto poczekać ?
        szkoda by bylo się nie przekonać, nie sądzisz ? :]

        "prymitywni mężczyzni w miasteczku, kobiety w kontenerach" - wyraziosty podział,
        bez dwóch zdań.

        jesli klimatu nie ma, to by znaczyło, że Jane Campion zawiodła.
        ciekawe ilu z tych, którzy uważają, że serial jest doskonały - kieruje się w tym
        nazwiskiem reżyserki filtrując przez nie swoje wrażenia ?

        a może jednak w 2 połowie się rozwija ? :]]

        • er.pa Re: Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 17:37
          Ok, czuję się zmobilizowana, "wjechana na ambicję", bohatersko podejmę się obejrzenia czwartego odcinka :)
          No właśnie z tym klimatem - wszyscy piszą jak to klimat zachwyca, a jak zachwyca, jak nie zachwyca? I to nie to, że mam jakieś wygórowane oczekiwania. Czego mi tu brakuje do stworzenia klimatu. Do mnie też nie trafia Elisabeth Moss, jest dla mnie w tej aktorce coś, co mnie odstręcza, jakaś niekompatybilność ciała i głosu.
          Są porównania tego serialu do Twin Peaks - ja akurat w Twin Peaks nie weszłam, bo byłam powracajacą z zagranicy jakoś w środku emisji serialu, i mnie ominęło wtedy, gdy dotknęło wszystkich, ale wspomniany współmałżonek był onegdaj fanem TP, a jakoś ToL nie próbuje porównywać do tamtej produkcji.
          Co do relacji męskie prostaki w miasteczku/kobiety z przeszłością w kontenerach, to te dwa światy się zazębiają. Tzn. "zazębiają" to chyba nie jest dobry czasownik, "przenikają" byłby chyba lepszy :)
          Nie znalazłam nigdzie odniesienia do tego, ale sama koncepcja takich kobiet outsiderów mieszkających we wspólnocie umiarkowanie harmonijnej pojawia się w powieści Toni Morrison o tytule nomen omen Paradise, tyle, że samo miejsce w którym mieszkają te kobiety nazywa się "Convent" bo jest dawnym opuszczonym klasztorem. Ale sam pomysł, i ciekawość/irytacja mężczyzn z miasteczka tym, że istnieje taka zewnętrzna, niezrozumiała kobieca komuna jest ten sam. Przy czym dla jasności - ta komuna sielankowa nie jest, jak z resztą nic i w powieści, i w serialu. Fabuła powieści z serialem nie ma nic wspólnego.
          No nic, w przyszłą środę zasiadam po raz czwarty :)

          • siostra_bronte Re: Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 19:06
            Dzięki za recenzję!
            Czyli niewiele straciłam. Ale forumowicze to optymiści :) Moim zdaniem,
            jeżeli do tej pory się nie wkręciłaś to już nic z tego nie będzie.
            • er.pa Re: Top of the Lake via Ale kino 21.11.13, 22:01
              "Wkręcić" to juz się raczej nie wkręcę, bo po trzech odcinkach juz wiem, że stylistyka mi nie odpowiada, ale chyba jednak z dziennikarskiego obowiązku dotrwam do końca. Może gdzieś będzie klucz, który spowoduje, że na całość spojrzę inaczej :)
          • grek.grek Re: Top of the Lake via Ale kino 22.11.13, 14:12
            brawo !

            przygotuję sobie jakąś zbroję nietlukąca, na wypadek gdybyś jednak doznała niezmiennego
            rozczarowania i postanowiła komuś kto Cię namawiał - przyładować zasłużonym pomidorem [w wersji light] :]

            ta kobieca komuna ma coś wspólnego z męską wspólnotą miasteczka ?
            chodzi mi o to, czy są to kobiety, które uciekły od krzywdzących ich
            mężczyzn [ z tego miasteczka ?] ?

            jesteś dośc sceptyczna, ale piszesz na tyle ciekawie, że się zainteresowałem
            tym serialem. czytałem same dobre recenzje, Twoja jest mniej entuzjastyczna,
            zrobił się fajny ferment, dzięki temu. kontrowersja taka.

            trzymam kciuki za rozwój fabuły i zmiany klimatyczne :]
            napisz koniecznie, jak się rzeczy mają.

            no i w ogóle... pisz, pisz, pisz :] co tam Ci się objawi i przejawi.




            • er.pa Re: Top of the Lake via Ale kino 22.11.13, 15:23
              No właśnie, jak czytam te recenzje, to zaczynam się obawiać, że jest ze mną coś nie halo :)
              Co do kobiet - one są "zewnętrzne", dlatego wzbudzają niepokój i zainteresowanie (jest tam też konflikt o sam ziemię na której obozują). Coś więcej wiemy tylko o dwóch z nich, jeden mąż jest bardzo zewnętrzny, przylatuje nawet śmigłowcem, a druga jest skrzywdzona - uwaga - przez szympansa. Tzn. miała takiego udomowionego, i się zbiesił, w efekcie trzeba go było anihilować, a ona wychodzi z traumy. O reszcie kobiet póki co nie wiemy nic, była u nich przez chwilę ta później zaginiona dziewczynka.
              No nic, ciąg dalszy nastąpi :)
              • grek.grek Re: Top of the Lake via Ale kino 22.11.13, 15:50
                e tam, w tej materii demokracja nie istnieje :]

                a widzisz, to może własnie w tej drugiej części sezonu zaczną się
                rozkręcać osobowości i charaktery, odkrywać jakieś historie z przeszłości
                bohaterek.

                a jak wypada to śledztwo w sprawie dziewczynki ? intrygująco czy mało ciekawie ?
                [jesli nieciekawie, to kto wie - może to dobry znak, że w 2 połowie się nakręci na
                odpowiednie obroty ?]



                • siostra_bronte Re: Top of the Lake via Ale kino 22.11.13, 19:56
                  Greku, nie pogarszaj swojej sytuacji :)
                  • grek.grek Re: Top of the Lake via Ale kino 23.11.13, 16:55
                    a wiesz... skoro i tak mam zginąć marnie... ;]
                    • er.pa Re: Top of the Lake via Ale kino 23.11.13, 20:24
                      Oj tam, ja niegroźna jestem :)
                      Co do pytania w wątek dziewczynki - właśnie kłopot w tym, że nnie jest intrygujący.Tzn w pierwszym odcinku okazuje się, że dziewczynka, pół-Tajka jest w 5. miesiącu ciązy, ale nie zachowuje się jak ztraumatyzowana ofiara gwłatu. Robi wrażenie złej, obrazonej, znużonej pytaniami policji. Nie chce powiedzieć, czyje to dziecko, ale nie ma w niej strachu, jest złość, trochę agresji (wobec ojca), jest samotność. W drugim odcinku dziewczynka znika, niby sa poszukiwania, ale jest jakoś tak, jakby tylko tej policjantce zależało na odnalezieniu, towarzystwo robi wrażenie jakby wykonywali ruchy pozorne, by się ta kobieta nie czepiała. Innymi słowy jest jakaś zbiorowa tajemnica, bo jeśli dziewczynka żyje i urodzi, to będzie można poszukać ojca dziecka. W trzecim odcinku dziewczynki dalej nie ma, ale już nawet ruchów pozornych jest mniej, jest w zasadzie tylko jedna akcja związana z samobójczą śmiercią jedynego podejrzanego, która nic nowego nie wnosi.
                      • grek.grek Re: Top of the Lake via Ale kino 24.11.13, 14:26
                        serio ?
                        steelturman.typepad.com/photos/uncategorized/shoot_the_cat3_1.jpg
                        ;]

                        a wiesz, że ta historia naprawdę intrygująco brzmi.
                        nawet mimo braku klimatycznej i pasjonującej akcji śledczej :]
                        jak mawia przysłowie "oczekiwanie jest gorzkie, a jego owoce słodkie" :}
      • pepsic Re: Top of the Lake via Ale kino 24.11.13, 20:07
        Coś jest na rzeczy. Dwukrotnie podchodziłam - bez skutku. To by sie nawet zgadzało, bo nigdy mnie nie pociągały klimaty Twean Peaks, na który rzucałam okiem pobieżnie i szczątkowo. Co do Elisabeth Moss, moim zdaniem ma coś w sobie i kamera ja lubi, lae faktycznie jakoś tu sie na ekranie miota bez celu.
        A propos "Mad Men", oglądasz Barbaisu/oglądacie? Tylko dwa odcinki było mi dane, ale jakże znakomite. Ten, w którym Betty ze świeżo poślubionym małżonkiem spotyka w restauracji eksmałżonka z małolatą dając upust zazdrości oraz nagły zgon wiekowej sekretarki Dona, tej z tupecikiem (z dedykacją dla twórców ustawy 67) i tragikomiczne usuwanie zwłok z pola widzenia ważnego klienta.
        • er.pa Re: Top of the Lake via Ale kino 25.11.13, 16:45
          Pepsic, dzięki Ci wielkie za ten komentarz, moja samoocena odbiła się od dna :)
          Zdałam sobie sprawę, że w najbliższą środę mam półzawodowe wychodne wieczorne, i czwarty odcinek muszę obejrzeć jakoś inaczej, i ile w ogóle. Ale postaram się, skoro sie zobowiązałam...
          • pepsic Re: Top of the Lake via Ale kino 25.11.13, 17:56
            Wiem, o co chodzi, jako że przynależę do filmowych marud.
    • grek.grek Zakazane Imperium odc 12 [1] 21.11.13, 14:57
      Finałowy odcinek, o tytule "Powrót do normalności". Może i tak, ale na pewno nie dla wszystkich, a nawet jeśli dla niektórych, to i tak ze znakami zapytania.

      Agent Van Alden po utopieniu sprzedajnego agenta Sebso decyduje się odejść ze służby. Nucky Thompson nie kłamał, kiedy zdradził agentowi Sebso, że opodal jeziora mieści się nielegalny punkt wyrobu alkoholu. Sebso nie doczekał, ale sam Van Alden go odnalazł. Za pacyfikację dostał propozycję podwyżki i dwóch agentów do pomocy. A jednak nie ma zamiaru zostać. Stracił do tej roboty serce. Żona mówi mu "Lubię być żoną agenta federalnego" - Van Alden zarzuca jej próżność i powiada, że jego wuj proponuje mu udział w biznesie gastronomicznym. "Wykonujesz pracę miłą Bogu", oponuje żona, na co van Alden "... więc niech Bóg da mi jakiś znak, że powinienem ją kontynuować". Póki co, prowadzi rekrutację grupy agentów, z których najlepszy ma go zastąpić. Porównuje Atlantic City do "występnej i grzesznej" Kartaginy, a agentów ostrzega przed pokusami, które będą czekały na nich na każdym kroku. Kiedy jeden z nich dowcipkuje - Van Alden z rozmachem bije go w twarz krzycząc, że "agent Sebso zmarły na atak serca na służbie" [ a więc takie alibi znalazł ] i że takie dowcipasy kalają jego dobre imię.

      Wkrótce później agenta Van Aldena odwiedza Lucy, eks-kochanka Nucky'ego Thompsona, z którą agent miał erotyczną przygodę. Lucy informuje go, że jest w ciąży.

      Zblizają się wybory. Nucky Thompson jest zdenerwowany i zaniepokojony, zwłaszcza o losy swojego stołka w Atlantic City, bo jeśli jego kandydat przegra - to kaplica. Sztab Badera, namszczonego przez Nucky'ego kandydata, robi co może żeby zwiększyć szanse na zwycięstwo. Nie mają oporów nawet przed wpisywaniem na wyborcze listy tzw. martwych dusz, które ofk będą "głosować" na ich człowieka. Kiedy jeden z zebranych rzuca "Nie no... martwe dusze ?!", inny rozładowuje atmosferę tekstem "A co ? Mamy Halloween, temat na czasie", po czym wszyscy rechoczą.

      Nucky ma rozmowę z liderem czarnoskórej społeczności AC,swoim partnerem biznesowym, Chalkym White'em. White zajarzył, że wreszcie Nucky trzęsie tyłkiem, po raz pierwszy od dawna wygrana nie jest pewna, a więc może utargowac dla siebie jakieś dodatkowe frukta. Sprzedaje Nucky'emu opowieść o tym, jak to obóz Demokratów zabiega o poparcie czarnych i kto wie : może by się nawet zgodził. A jeśli ma zostać przy Nuckym - musi mu coś skapnąć. Chalky chce nowe auto, trochę pieniędzy oraz... miejscówkę na bankiet powyborczy w eksluzywnym klubie Babette. Nucky odpowiada, że z tym ostatnim może być cięzko.

      W domu Komandora, "ojca chrzestnego" Nucky'ego w tym interesie/polityce, lekarz informuje zgromadzone towarzystwo, że Komandor był od dłuższego czasu podtruwany przez... kogoś. Podejrzaną jest ta jego czarnoskóra służąca. KOmandor nie ma wątpliwości, że to ona chciała go zabić, a podczas całej akcji zdązyła otruć mu psa, jego "najlepszego przyjaciela". KOmandor nie przebiera w słowach wobec kobieciny. Ta się nie chce przyznać do zarzucanych jej czynów. Ale wobec zmasowanej presji wlepia zimny wzrok w dziadka i cedzi "Tak, to ja ! Chciałam otruć tego starucha za to jak mnie traktował, za te ciągłe poniżenia. Mogłabym uzyć strzelby, ale... musiałbym potem to g.wno sprzątać". Komandor natychmiast żąda aresztowania i wpakowania jej do pudła. Na... tysiąć lat.

      Na to Nucky Thompson bierze kobiecinę na stronę. Wyjmuje z portfela pieniądze, wręcza jej i mówi "Wyjedź stąd na zawsze, weź pieniądze i nie pokazuje sie już tutaj. Nie można ot tak sobie truć ludzi". Murzynka bierze tę kasę, błogosławi Nucky'ego i ostrzega go "Niech pan na siebie uważa". Potem daje mu ukradkiem ksiązkę z zaznaczoną stroną i odchodzi. Nucky otwiera, czyta i patrzy za nią zamyślony. Rozwój wypadków wskaże wkrótce możliwy kierunek podejrzeń a'propos tej informacji, którą posiadł.

      Margaret, po kłotni z Nuckym i wyprowadzce z mieszkania jakie dla niej wynajął, mieszka z Nan Jakąstam, kochanką kandydata na prezydenta, Hardinga, i matką jego dziecka. Margaret właśnie szykuje ciasto i inne frykasy na Dzień Zmarłych, jako Irlandka obchodzi to święto. Nan ciagle powtarza, że kiedy Harding wygra wybory - wezwie ją do siebie, uczyni Pierwszą Damą, "Hej, Margaret, nie zapomnę o tobie, spodziewaj się zaproszenia do Białego Domu", mówi Nan. Margaret patrzy na nią ze smutkiem, bo wie doskonale, że Harding nigdy ze swojej kochanki żadnej damy nie zrobi, a Pierwszej zwłaszcza. Dziewczyna żyje złudzeniami, ale Margaret nie chce jej przywracać do rzeczywistości. Zresztą... kto wie, może zdarzy się cud ?

      Margaret piecze ciasto z niespodziankami. Polega to na tym, że zapieka się w nim pierścionek, monetę i kawałek szmatki. To rodzaj wróżby - komu się trafi kawałek z pierścionkiem : może się spodziewać zamążpójścia, kto wceluje w monetę - bogactwo, a kto będzie miał pecha - znajdzie szmatkę, a to oznacza biedę. Kiedy wieczorem jedzą to ciasto, Nan trafia na pierścionek, Margaret... na szmatkę. Rzeczywistość napisze jednak scenariusz odwrotny do tego zrządzenia losu.

      Oto bowiem wieczorową porą Margaret i Nan idą razem z całą procesją na cmentarz. Przypadkiem Margaret natrafia na nagrobek - jak wskazują napisy są tam pochowani : żona i... syn Nucky'ego Thompsona. O żonie Margaret wiedziała, ale o synu - absolutnie nie. Nan mówi jej, że Nucky zwierzył sie jej, że stracił dziecko dawno temu [istotnie, była tak scena w bodaj 7 czy 8 odcinku]. Maraget jest tym faktem bardzo poruszona.

      Odwiedza Nucky'emu w jego apartamencie hotelowym. Natrafia akurat na moment, kiedy Nucky w masce Zorro, przegląda się w lustrze, zaraz ma wyjśc na bal halloweenowy [świetna scena, ustawienie luster w pokoju sprawia, ze Nucky stojący przed lustrem jest w czterech osobach]. "Elegancki złoczyńca", rzuca Margaret. Nucky na to "A jakie jest twoje przebranie ? Wierna żona ? Sufrażystka ? Wojowniczka przeciw alkoholowi" ?", Margaret na to złośliwie "Zapomniałes jeszcze o... "utrzymance" ". Ale po tej wymianie zdań tempo i nastrój się zmieniają. Margaret mówi, że "przyszła poznać prawdę [o nim]". Wspomina o jego rodzinie. Syn Nucky'ego przeżył zaledwie 6 dni, żona zmarła miesiąc później. "Straciłam ciążę. Ty też straciłeś dziecko. Coś na łączy", mówi Margaret.

      Nucky opowiada jej historię, która wyciska Margaret łzy. Rzecz miała miejsce 8 lat wcześniej. Nucky był wtedy jeszcze szeryfem w AC. Duzo pracował, trochę może zaniedbywał rodzinę. Tak czy inaczej, jego żona urodziła wtedy dziecko, syna. Był mały, z trudem utrzymywano go przy życiu. Żona się nim zajmowała, bo Nucky... właśnie - dużo dużo pracował. Któregoś wieczora wrócił sensacyjnie wcześnie, miał wreszcie czas dla niej i syna. Ze zgrozą i rozpaczą odkrył wtedy, że żona kołysze... trupa. Ich syn był martwy od tygodnia. A matka zajmowała się nim w taki sposób, jakby był normalnym, zdrowym niemowlakiem - przewijała go, karmiła, kąpała... To był jeden jedyny raz, kiedy Nucky trzymał w ramionach swojego syna. Pochowali go. A żona nigdy nie wyszła z traumy. Miesiąc później podcięła sobie żyły. Nie udało się jej uratować. I Nucky ma poczucie winy, że nie zapobiegł tragedii. Nie mówi tego wprost, ale za często wspomina, że "dużo wtedy pracował...", żeby nie dało się tego odczuć.

      Margaret słucha tego ze ściśniętym sercem i pośladkami. "Masz w sobie dobro. Jak mozesz robić to, co robisz ?", zadaje Nucky'emu pytanie kluczowe. On na to "Każdy z nas decyduje, z jakim bagażem grzechów jest w stanie żyć". Pyta ją, czy zamierza wyjechać z Atlantic City, Margaret przytakuje. "Miło było cię w końcu poznać", mówi Margaret, żegnają się oficjalnymi tytułami "pan/pani" i Margaret wychodzi.

      Nowojorski mafioso, Rothstein, wróg Nucky'ego, ma spore kłopoty. Ustawiał mecze finałowe ligi bejsbola, teraz federalni i prokuratura dobierają mu się do tyłka. Zamierza zwiać do Szkocji :] Jego prawnik sugeruje, że powinien pogadać z Nuckym, bo jedyna szansa na odkręcenie tej sprawy, to znalezienie kogoś, kto zna wpływowych ludzi w kręgach politycznych.
      • grek.grek Zakazane Imperium odc 12 [2] 21.11.13, 15:38
        Nucky ma chody, ale przecież wwiadomo także, że to Rothstein stał za braćmi D'Alessio, którzy próbowali zabić Thompsona.

        Wkrótce Nucky ma telefon z Chicago, od tamtejszego bossa - Torrio. Proponuje mu on spotkanie.

        Okazuje sie, ze Rothstein porozumiał się z Torrio, w sprawie organizacji takiego właśnie spotkania. Na uroczej dróżce za miastem, obok plaży, zbierają się zatem wszystkie trzy strony. Rothstein proponuje Nucky'emu zakopanie topora wojennego. Torrio wygłasza speech nakłaniający ich obu do "patrzenia w przyszlość" i odrzucenia waśni. Rothstein zwierza się ze swoich problemów. Nucky mówi, że dałoby się coś załatwić, zna odpowiednich ludzi, w tym naczelnego prokuratora. Cena brzmi : milion dolarów i miejsce pobytu pozostałych 4 braci D'Alessio [2 już nie żyje, reszta się schowała kiedy ludzie Thompsona przystąpili do kontrataku].
        Rothstein z cięzkim sercem [milion dolców...] zgadza się. Rozstają się wszyscy w zgodzie. Jeden tylko Jimmy Darmody jest niepocieszony - Luciano, człowiek Rothsteina, sypiał z jego matką, Jimmy miał go zastrzelic, przerwał mu najazd federalnych, którzy dopadli go właśnie w momencie, gdy wyprowadzał Luciano na egzekucję. To już druga decyzja Nucky'ego, której Jimmy nie rozumie.

        Nucky, stary chytrus, wykorzystuje sprawę z braćmi D'Alessio do celów wyborczych. W przeddzień głosowania zwołuje konferencję prasową. Informuje, ze za falą przestępczości, która przetoczyła się po Atlantic City stali właśnie bracia D'Alessio, a ich kompanem był Shroeder. To oni napadli na konwój Rothsteina i zabili 5 osób. Teraz miasto się z nimi rozprawi. Sprytnie więc zakończył temat 5-krotnego morderstwa, za którym tak naprawdę stał Jimmy. Odegnał też podejrzenia od siebie, jako protektora Jimmy'ego. Kiedy Nucky przemawia, kamera pokazuje jak Jimmy, Al Capone i Richard Harrow likwidują kolejno braci D'Alessio. Rothstein dotrzymał słowa... A w dniu wyborów dociera informacja, że prokuratura chicagowska umorzyła jego sprawę, a więc Nucky też słowa dotrzymał.

        Na bulwarze, w entuzjastycznej podniosłej atmosferze, przy dźwiękach orkiestry, Nucky ściska ręce wyborców. Usmiecha się, pozdrawia, namawia go głosowania na Badera, a wszyscy sa zachwyceni. Margaret patrzy na niego bez słowa, a on przy niej powaznieje.

        Jimmy Darmody z trudem znajduje się w sytuacji, w której żona jest z nim tylko dlatego, że kochanka, z którą miała uciec do Paryża, wystawiła ją do wiatru. Stara się ją ignorować, ale na dłuższą metę tak się nie da. Zauważa przy okazji, że syn jakoś słabo reaguje na niego, gotów jest podejrzewac żonę, że go nastawia przeciw niemu. Ale to nie to. Angela mówi mu, że syn się go boi - Jimmy sypia bardzo niespokojnie, rzuca się, wrzeszczy po niemiecku, jest agresywny, oboje się boją. Jimmy siada podłamany i opowiada jej, że to są pozostałości po wojnie. Zwierza się jej, ze nie pisał z frontu dlatego, bo nie ufał, że zdoła z tej wojny wrócić do domu. ALE za to zawsze o niej, i o synu, myślał, to oni byli dla niego inspiracją by przetrwać i wrócić. Pyta ją o to, czy kochała naprawdę Mary Dittrich. Angela nie odpowiada wprost, mówi tylko, że była wtedy bardzo samotna... Wreszccie oboje dochodzą do wniosku, że powinni sobie wybaczyć wzajemnie, oddzielić grubą kreską to co było, i zacząć od nowa, z czystą kartą. Całują się i obejmują... chyba traktują to poważnie :]

        Na dniach, Angela dostaje pocztówkę. Z wieża Eiffela, z Paryża. Od Mary. "Wybacz mi. I nie zapomnij o mnie", pisze Mary. Czy wystawiła Angelę z zemsty ? A moze jednak nie i wcale od niej nie uciekła ? Zagadkowa sytuacja, możliwe że z kontynuacją w kolejnych seriach.

        Kiedy następnego dnia Jimmy wraca do domu - zastaje Angelę z... krótkimi włosami. Przygląda się jej, dotyka jej włosów... jakby był niezadowolony z tego, co widzi. Narasta w nim frustracja. Żona wspomina, że był do niego telefon, ojciec [Komandor] prosi o spotkanie.

        A jest to dzień głosowania. Wybory.

        Nucky ma trudną rozmowę z Eliasem - brat zarzuca mu, że zabierając funkcję szeryfa [odc. bodaj 10] chciał go upokorzyć. Nucky próbuje łagodzić sytuację, ale Elias jest naprawdę wnerwiony. Czuje, że Nucky go lekceważy i pomiata nim, traktuje bez godności. "Wykorzystujesz ludzi", rzuca mu w twarz oskarżenie.

        Wyniki wyborów są doskonałe. Bader wygrywa w Atlantic City, a to oznacza, ze Nucky zachowuje swoją pozycję i wpływy. Pierwszą decyzję Badera jest... przywrócenie Eliasa na funkcję szeryfa. Jej dzierżyciel, Halloran, jest zawiedziony, próbuje oponować, ale ktoś mówi "Nucky tak zdecydował..." i Halloran od razu milknie. Nucky powołał go na to stanowisko wyłącznie na czas wyborów, aby Elias niczego głupiego, pod szeryfowską gwiazdą, nie chlapnął. Tak więc, Elias nie ma powodu się ucieszyć - znów okazało się, ze Nucky robi z nim co chce, odwołuje, powołuje, robi z niego pajaca. Inna rzecz, że Nucky robi to, co słuszne w tym wypadku. Brak talentów dyplomatycznych i topornośc Eliasa mogły zaszkodzić kampanii wyborczej prowadzonej przez sztab Badera.

        Siedza więc sobie panowie na górnym piętrze w Babette i popijają szampana. Podchmielony Jimmy spotyka dawnego znajomego, kiedyś sędziego, teraz polityka. "Nucky o mnie dba", mówi ten kolega, na co Jimmy "Pewnie stręczy tez twoją matkę...", nawiązując do faktu, że jego matkę, Gillian, Nucky poznał z Komandorem, kiedy miała ona ledwie 13 lat, a Komandor 54, i z tego związku powstał Jimmy.

        NUcky ostro bierze Jimmy'ego na stronę i pyta, co mu odwaliło. Jimmy podpitym, ale rozżalono-złośliwym tonem, zarzuca Nucky'emu, że "jest jak maszynka, beznamiętny, skuteczny, doskonały w wykorzystywaniu ludzi". Pyta, jak to było z nim - czy zajmował się nim, bo musiał ? Nucky na to, ze traktował to jak zobowiązanie wobec Komandora. I znów Jimmy jest rozczarowany "MYślałem, ze mnie kochasz", na co Nucky "Nie jestem twoim ojcem". I proponuje Jimmy'emu wytrzeźwienie w domu, przy żonie. JImmy na to "Nie udawaj, że cię obchodzę". I odchodzi. Prosto do Komandora, na spotkanie umówione.

        KOmandor dochodzi do siebie po próbie otrucia. Popija mleko z... whisky :] Zajmuje się nim Gillian. Kiedy zostają sami, z Jimmym - Komandor opowiada mu, że wiele lat wcześniej on i Nucky, wówczas szeryf, zostali złapani na próbie ustawienia wyborów. Prokurator zaproponował im układ : jeden się przyzna, a drugi pójdzie siedzieć. Komandor zdecydował, że on pójdzie do więzienia, byl podejrzanym gościem,a Nucky szedł w górę. Umówili się, że Komandor odsiedzi, a Nucky rozkręci interesy i zadba o człowieka. Ale Nucky nie zadbał. Komandor odsiedział całe 5 lat, a po powrocie Nucky był kierownikiem, a on został wysiudany, aczkolwiek z całym szacunkiem i zachowaniem dużego majątku. Ma jednak Nucky'emu za złe, że tak się z nim obszedł. Proponuje Jimmy'emu usunięcie Nucky'ego ze stołka i przejęcie wpływów w mieście. Wtedy do pokoju wchodzi... Elias. Pyta czy KOmandor już wtajemniczył Jimmy'ego. A więc spisek :] I zapewne o tym właśnie chciała powiedzieć Nucky'emu czarna służąca na odchodnym. O tym informację zostawiła mu w książce. Nasłuchała się, albo napodsłuchiwała, a że Komandor traktował ją jak czarną kretynkę... :]

        PO zwycięstwie wyborczym przychodzi pora na bankiet. Rozkręca się on maksymalnie, gdy dociera via radio informacja, ze Harding został prezydentem. Lecą konfetti, cała sala tańczy, orkiestra łoi klasyczne melodie z lat 20-tych, jakies "scotty jopliny", a piosenkarzo-stand uper ze sceny śpiewa "LIfe is funny proposition, after all...".

        Nucky rozmawia z jakąs blondynką przy stoliku. Zjawia się Annabelle, zawodowa utrzymanka :] W poprzednim odcinku zrozpaczona, że jej kobyła zbankrutowała i w dodatku zabrał jej pieniądze, które mu kradła cichaczem, a tutaj - proszę bardzo, już wisi pod ramieniem innego. Typ podobny : nadziany kasą i golonkami, jowialny grubasek z wąsem. Nucky uśmiecha się pod nosem. Taka zaradna kobiecina nigdy nie zginie ;]

        Zjawia sie Margaret. W klasycznej pozie sierotki na balu dla księżniczek. Nucky widzi ją. Ona jego. Podchodzi do niej.
        • grek.grek Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 15:48
          "Nie zaproponujesz mi drinka ?", pyta niestrudzona bojowniczka antyalkoholowa. On oczywiście proponuje. I to szampana.

          Margaret gratuluje mu sukcesu wyborczego, a Nucky dziękuje jej, w końcu jej wystąpienie na wiecu wyborczym Badera zapewniło mu poparcie wśród kobiecego elektoratu. Nucky pytają, co w domu, a ona, że... dzieciaki tęsknią za "wujkiem Nuckym" [ w tej rozmowie, kiedy Nucky opowiada jej o swojej zmarłej żonie i synu - zdradza, że "najlepsze chwile w jego życiu", to te, kiedy jest z Margaret i jej dziećmi, te zwyczajne pozornie : przy stole, podczas śniadania, kiedy sobie tak po prostu siedzą i rozmawiają o błahostkach]. Całują się. A potem znów.

          Nad rabem ubawieni wychodzą z lokalu i oparci o balustradę patrzą przez rzekę na kolejne zabudowania rozrastająćego się Atlantic - a nad nimi górują reklamy. Tak rodzi się to, co znamy dzisiaj.

          I kilka obrazków pod piosenkę finałową : spiskowcy u Komandora, zamyślona samotna Angela, Jimmy z flaszka błakający się nocą po plaży, Riothstein dowiadujący się, ze śledztwo przeciw niemu zostało umorzone, lokaj Nucky'ego liczący dolę z tego miliona dolców, niewyraźny Van Alden, któremu się szykuje upragnione ojcostwo, tyle że nie ze swoją żoną; i Chlky White świętujący zwycięstwo w jakimś podrzędnym lokalu - kolejny wyślizgany przez Nucky'ego, dał mu głosy czarnoskórych, a w zamian nie dostał prezentu w postaci wejściówki do Babette. Murzyn wyglądałby wśród zacnego białego towarzystwa, cokolwiek niewyjściowo... czy tak kombinował Nucky ? tak czy owak, jego sojusznicy mają powody by być przeciw niemu. Wybiory wygrane, bracia D'Alessio załatwieni, Rothstein wyrównany, Margaret u boku, ale na 2 sezon zapowiadają się rozgrywki wewnętrzne [fajnie brzmi, w sytuacji, gdy leci właśnie 4 sezon, nie ? hehe]
          • grek.grek Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 15:51
            www.youtube.com/watch?v=eHnb0y8ET-Y
            piosenka finałowa :
            www.youtube.com/watch?v=Zuf__PZc55bE
            • pani_lovett Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 16:03
              Link do piosenki finałowej nie działa. Mógłbyś wkleić jeszcze raz, pliz?

              Biorę się do czytania. :)
            • pani_lovett Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 16:47
              Przeczytałam całość, i już wiem, która to piosenka finałowa:
              /Life is a funny proposition after all (Stephen DeRosa) /

              www.youtube.com/watch?v=IWgLt8X_nXs
              Fantastyczny tekst:

              Did you ever sit and ponder,
              Sit and wonder, sit and think,
              Why we're here and what this life is all about?
              It's a problem that has driven
              Many brainy men to drink,
              It's the weirdest thing they've tried to figure out.
              About a thousand diff'rent theories
              All the scientists can show,
              But never yet have proved a reason why
              With all we've thought
              And all we're taught,
              Why all we seem to know
              Is we're born and live a while and then we die.

              Life's a very funny proposition after all,
              Imagination, jealousy, hypocrisy and all.
              Three meals a day, a whole lot to say;
              When you haven't got the coin you're always in the way.
              Ev'rybody's fighting as we wend our way along,
              Ev'ry fellow claims the other fellow's in the wrong;
              Hurried and worried until we're buried and there's no curtain call.
              Life's a very funny proposition after all.

              When all things are coming easy, and when luck is with a man,
              Why then life to him is sunshine ev'rywhere;
              Then the fates blow rather breezy and they quite upset a plan,
              Then he'll cry that life's a burden hard to bear.
              Though today may be a day of smiles, tomorrow's still in doubt,
              And what brings me joy, may bring you care and woe;
              We're born to die, but don't know why, or what it's all about,
              And the more we try to learn the less we know.
              www.tekstowo.pl/piosenka,boardwalk_empire_ost_,life_is_a_funny_proposition_after_all__stephen_derosa__.html
              • grek.grek Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 17:00
                yes, o to chodziło :]
                dzięki.

                tutaj jest ten kawałek w serialu :
                www.youtube.com/watch?v=1zGPBqHKCgk
                • pani_lovett Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 17:40
                  Obrazki pod piosenkę finałową, o których pisałeś. Świetne. :)
                  • grek.grek Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 22.11.13, 13:55
                    ostatnie minuty sezonu :]
            • pani_lovett Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 17:10
              Dzięki! :) Fanstastyczny finałowy odcinek. Drugi sezon zapowiada się znakomicie, mnóstwo ciekawych nowych wątków się zarysowało.



              :)

              • grek.grek Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 21.11.13, 17:24
                dzięki również :]

                też tak sobie pomyślałem - świetnie poprowadzone wątki i linki do następnych powikłań.

                znakomity sezon.
                rewelacyjna szata epoki, świetne aktorstwo, cała seria interesujących postaci, intrygujące
                kobiety, wielowymiarowy Nucky Thompson, błyskotliwie napisane dialogi i kolejne wątki i
                intrygi.

                sprawdziłem co za tydzień - na razie powtórka 5 sezonu Californication. ale trzymam rękę na pulsie.

                i obie nogi :]
                • pani_lovett Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 23.11.13, 15:25
                  Yes. :)

                  W Ameryce 7. sezon Californication dopiero wystartuje w nowym roku. Tak więc pewnie za rok można się spodziewać emisji tego sezonu w czeskiej telewizji.
                  • grek.grek Re: Zakazane Imperium odc 12 [3] 23.11.13, 16:56
                    będzie czas, żeby odsapnąć i zgłodnieć :]
    • pani_lovett "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 21.11.13, 18:12
      Przypominam. Film był już omawiany i polecany przez Pepsic, Greka.




      • siostra_bronte Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 21.11.13, 19:08
        Kiedyś obejrzałam początek, ale zdemoralizowane towarzystwo pokazane w filmie skutecznie zniechęciło mnie do oglądania :)
        • pani_lovett Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 22.11.13, 16:37
          Bohatersko zniosłam wyczyny zdemoralizowanego towarzystwa. :)
          • grek.grek Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 24.11.13, 14:10
            podobał Ci się film ?
            • pani_lovett Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 24.11.13, 16:08
              Dla porządku dodam linki
              Dobre komentarze Pepsic:
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,124619339,Re_telewizornie_na_swietoweekend_wyramowaly_.html
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,124679421,_Boso_ale_na_rowerze_.html
              Greka streszczenie:
              forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132893734,_Boso_ale_na_rowerze_dwie_wersje.html
              Przypomniałam sobie Wasze opowieści, komentarze. Podzielam Wasze pozytywne opinie na temat filmu. Właściwie niewiele mam do dodania. Może małe sprostowanie do Twojego streszczenia. Piękna ciocia Rosie, która zjawiła się po latach w domu Strobbe'ów ze swoją śliczną i grzeczną córeczką, to nie była eks-żoną jednego z wujów Gunthera, ale siostrą braci, która wiele lat temu opuściła rodzinny dom (a teraz oświadczyła, że nie należy już do klanu Strobbe'ów, ku wściekłości braci) prawdopodobnie miała dość życia w patologicznym środowisku z wiecznie pijanymi ojcem, braćmi, chciała lepszego życia. Chyba nie do końca jej się to udało, fatum poszło za nią, o czym świadczyły sinaki na jej twarzy.

              Zabawna była scena, kiedy przychodzi komornik , żeby zabrać telewizor za długi jednego z braci. Bracia próbują tłumaczyć, że telewizor nie należy do żadnego z ich, tylko jest własnością matki, dlatego nie może być zabrany. W tym czasie matka czyści szmatką telewizor. Jeden z braci, jej synów ze zdziwieniem pyta, co ona robi. Poczciwe matczysko odpowiada, że przecież nie odda człowiekowi zakurzonego telewizora. Synowi aż ręce opadają ze zdumienia. ;)




              PS
              Worek stomijny, nie "stomiczy" ;)

              • grek.grek Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 25.11.13, 16:53
                hehe, przypominam sobie co nieco :]
                dzięki za dopisanie tych scen, Barbasiu.

                dzielnie przebiłaś się przez brzydotę :]

                jak się tak już człek przewierci, to wychodzi z tego całkiem zabawny i niegłupi film, prawda ?
                • pepsic Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 25.11.13, 17:33
                  Czy mi się wydaje, ze Barbasia pisze bez entuzjazmu?
                  ;)

                  Dobre też było, ale bardziej tragikomicznie, jak opiekunka społeczna przyszła do domu incognito, a chłopaki po suto zaprawianej imprezie zamiast ratować sytuację dolewali, fakt nieświadomie, oliwy do ognia.
                  • pani_lovett Re: "Boso, ale na rowerze" TVP2 22:30 26.11.13, 00:16
                    Nie, nie, film mi się naprawdę bardzo podobał,
                    pomimo wulgaryzmów, sprośnych żartów (acz z fantazja trzeba przyznać), epatowania nagością, fizjologią ...


                    Skupiłam się na mniej wesołych wątkach, tylko dlatego, że Wy opisaliście wszystkie zabawne.

                    > Dobre też było, ale bardziej tragikomicznie, jak opiekunka społeczna przyszła d
                    > o domu incognito, a chłopaki po suto zaprawianej imprezie zamiast ratować sytu
                    > ację dolewali, fakt nieświadomie, oliwy do ognia.
                    Tak. :))
    • grek.grek Dexter sez 7 odc 1 & 2 23.11.13, 14:03
      Finałowa scena 6 sezonu przynosi to, na co pewnie połowa widowni czekała od minimum 3 sezonów - w opuszczonym kościele Debra nakrywa brata podczas morderczego rytuału. Ofiarą jest poszukiwany seryjny killer, szurnięty na tle religijnym Travis Marshall. Moment wagi cięzkiej.

      Dexter tłumaczy się, że doznał załamania nerwowego, po śmierci żony [finał 4 sezonu] w zasadzie ciągle nosił w sobie ukryty gniew i frustrację i właśnie dał im upust. Debra jest w szoku oczywiście, widząc jak niewinny i cichy braciszek wbija z zimną krwią nóz w serce człowieka. Ma kompletny chaos w głowie, więc Dexterowi udaje sie ją nakłonić do tego, by wspólnie podpalili kościół i zatarli ślady całego zajścia. Oficjalną wersją będzie samobójstwo. Tak też robią. Sam Dexter ma tylko jedną myśl : objaśnić siostrze całą rzecz, jako epizod, tak by z czasem przeszła nad tym do porządku dziennego. W przeciwnym wypadku może dojśc do najgorszego : Debra dowie się, że Dexter zabija od wielu lat.

      Dlaczego przywiązałeś go folią do stołu ? dlaczego miałes na sobie gumowy fartuch ? Dlaczego, kurdebele, byłeś tak przygotowany do tego zabójstwa, skoro przedstawiasz go jako wynik przypadku i wyładowania nagromadzonej negatywnej energii ? Dexter kluczy, tłumaczy, objaśnia, zasłania się na wszelkie możliwe sposoby - Debra przyjmuje to wszystko, ale patrzy na brata podejrzliwie, łapie się co chwila na tym, że mu się przygląda i zastanawia, jak to z nim naprawdę jest.

      Policja zostaje wezwana na miejsce, Dexter [na codzień laborant i spec od śladów na miejscach zbrodni] stwierdza samobójstwo i sprawa Travisa zostaje zamknięta. Debra nie czuje się szczęśliwa, jest wyprowadzona z równowagi tym, co odkryła.

      Szefowa wydziału, LaGuerta, znajduje w pogorzelisku [a raczej w kratce ściekowej pod ołtarzem] coś, co ją zaskakuje : kroplę krwi zamkniętą w plastikowym zatrzasku, sprzęcie używanym przez służby policyjne. Rzecz w tym, że tak było niegdyś, dziś policja ich nie stosuje. Ostatnim, który je stosował był sierżant Doakes, rozpoznany niegdyś jako Rzeźnik z Zatoki, seryjny morderca [2 sezon, doskonały zresztą; przypadkiem odkryto w oceanie składowisko worków ze zwłokami, policja wszczęła śledztwo, Doakes wpadł na trop Dextera, odkrył jego tajemnicę, ale został przez niego wmanewrowany i w sumie to jego oskarżono o te ponad 50 morderstw, Dexter zaś uszedł cało], a także za życia przyjaciel LaGuerty, która nigdy nie uwierzyła w jego winę.

      Zatrzask zgubił Dexter, ale kiedy się orientuje jest już za późno. Mógłby liczyć na to, ze pożar go pochłonie, ale tak się nie stało i LaGuerta zrobi co się da, żeby wyjaśnić tę zagadkę - Doakes nie żyje, a więc być na miejscu zbrodni [to się nazywa dedukcja, nie ? ;)] - ten kto zgubił zatrzask - może być prawdziwym Rzeźnikiem z Zatoki. Pani szefowa nie przegapi takiego kąska, aby zrehabilitować swojego przyjaciela.

      Wątpliwości Debry nasilają się, kiedy przypomina sobie, że rodzony brat Dextera, Brian, jej eks-chłopak - chciał ją zamordować w sposób łudząco podobny do tego, w jaki Dexter rozprawił się z Travisem [Debra i Brian, to sezon 2]. "To Brian naśladował mnie, nie ja jego", mówi w myślach Dexter. Dobra z niej policjantka, nie umie tak po prostu odpuścić.

      W międzyczasie zastrzelony zostaje policjant z wydziału. Wieczorem, na trasie, zatrzymuje się, żeby pomóc facetowi, który ma problem z samochodem. Chce wyjąć koło z jego bagażnika. W środku jest trup kobiety. Facet nie namyślając się pakuje policajowi kilka kulek z pistoletu, kładąc trupem na miejscu. Zabójca odjeżdza autem policjanta, a jego zwłoki zostawia przy swoim samochodzie z trupem.

      Zwłoki należą do niejakiej Kaji Soroki, Ukrainki pracującej jako striptizerka w jednym z klubów w Miami. POlicja od razu bierze ten klub na radar, robi nalot, przeszukuje. Wiadomo, że faktycznym właścicielem jest jakiś rosyjski mafioso.

      Dexter, podczas oględzin samochodu, znajduje odcisk palca na kierunkowskazie - znajduje właścieiela w bazie danych. To Rosjanin, imieniem Wiktor, nazwiskiem Zapomniałem ;] Ustala jego dane i adres, ale w mieszkaniu nikogo nie zastaje, znajduje za to papiery świadczące o tym, że Wiktor będzie próbował uciec zagranicę. Dopada go w toalecie na lotnisku, usypia, a potem po swojemu zabija, fundując przed wbiciem noża w serducho - umoralniająco-obyczajowo-psychologiczną gadkę.

      Ale to ostatni już trup zrobiony "na spokojnie".

      Debra znajduje w 'zeznaniach' Dextera nieścisłość. Tego wieczora kolega w pracy mówi jej, że będzie pracował cała noc, a Dexter ma przyjśc rano - tak się umówili. Kiedy Debra dzwoni do Dextera - w jego domu jest opiekunka, zajmująca się jego synem. Mówi, że Dexter ma "nockę". A więc braciszek kłamie jak z nut. Debra pyta opiekunkę, czy Dexter często pracuje w nocy - ta odpowiada, że owszem bardzo często. A więc brat ma sekretne życie, z czym związane ? Z popełnianiem morderstw ? My wiemy, że oczywiście tak.

      Debra dowiaduje się dopiero po przetrząśnięciu mieszkania Dextera. Odnajduje jego zestaw noży, którymi zabija, a takze dowód koronny : trofea - zatrzaski z krwią każdej z ofiar. Kiedy Dexter wraca do domu po zabiciu Wiktora, oraz spuszczeniu worków z pokawałkowanym ciałem, do oceanu ze swojej motorówki - znajduje Debrę siedzącą na fotelu, a dowody na stole.

      Tak kończy się 1 odcinek.
      W drugim - trwa psychoterapia, jaką siostra funduje bratu.
      Najpierw jest ofk psychodrama, bo Dexter przyznaje się, że to on zabił wszystkich tych, z których trofea "zdarł", czy raczej : wytoczył ;]. Siostra reaguje paniką, roztrzęsieniem, dramatyzmem. Dexter opowiada jej swoje losy : jak to handlarze narkotykami zabili jego matkę, zamknęli ją w kontenerze, a on w jej krwi siedział wiele godzin i uruchomił mu się instynkt zabijania, który domagał się realizacji. Najpierw mordował zwierzęta, potem przeszedł na ludzi, ale nigdy nie zabił nikogo porządnego - ukierunkował swoje... hobby ;] na samych łobuzów, których policja nie mogła złapać albo sąd musiał wypuścić z braku dowodów. Stosował zawsze kodeks, wpojony mu przez ojczyma, policjanta, który zajął się nim po śmierci matki. To wszystko wiadome i oczywiste sprawy, ale nie dla tych którzy nie widzieli poprzednich serii.

      Debra miota się, płacze i szlocha, patrzy na brata ze zgrozą, ale w końcu dochodzi do wniosku, że jest on człowiekiem... uzależnionym. Zatem, trzeba jego "przypadłość" leczyć jak nałóg alkoholowy czy narkotykowy. Przede wszystkim - nie pozwala Dexterowi ruszac się gdziekolwiek samemu. Zawsze ma być z nią. Wszedzie, nawet jak idzie do łazienki, to z nią :} Przesadzam, ale jest ona zdeterminowana i absolutnie zdesperowana, żeby go wyciągnąć z tej kołomyji.

      Jest to oczywiście niewykonalne, ale Dexter oddycha z ulgą, bo najważniejsze, ze u siostry względy rodzinne wygrywają z obowiązkowością zawodową i nie zamierza go ona denuncjować. Wie, że stale będzie na jej radarze, że będzie musiał udawać, że się "leczy" i udaje jak może. Urywa się jej jeden raz, żeby dopaść chłopaka tej opiekunki do dziecka.

      Gośc umawia się z nią tylko po to, by móc bywać w mieszkaniu Dextera; wyraźnie ma do niego jakieś "ale", zagląda mu do komputera, przysyła jakieś ręce nieboszczyków kupione w sieci [ukradzione z magazynu policyjnego], a nawet wciela się w hakera i blokuje mu kartę płatniczą. Zasadniczo : Dexter czuje się przez niego osaczany. Wymyka się więc Debrze, gotów na to że być moze trzeba będzie człowieka wysłać na łono Abrahama, ale przyciśnięty do muru chłopak rozpaczliwie tłumaczy, że do Dextera ma żal za to, że jakiejś jego "gry" nie chciał ocenić pozytywnie. Było to w 6 sezonie, faktycznie chodziło o jakąś grę komputerową, traktującą o sprawach bliskich zawodowi Dextera, do której odniósł się on sceptycznie, mimo że autorowi bardzo zależało na jego pochlebnej recenzji, jako specjalisty od policyjnych procedur badawczych.

      Tak więc, zapowiada się ten sezon interesująco, chociaż znawcy twierdzą, ze ostatnim, który nadawał się do czegokolwiek był sezon 4. Ech, sceptycy... ;]
      • grek.grek Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 23.11.13, 17:19
        scena zamykająca 1 odcinek [z boku na pasku przynajmniej 3 pierwsze video też w temacie] :

        www.youtube.com/watch?v=aFK1tKuFYw8
      • grek.grek Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 23.11.13, 17:24
        start 1 odcinka :
        www.youtube.com/watch?v=Q7AdlKVmk1w
        trailer 2 odcinka :
        www.youtube.com/watch?v=kkPb00RN-W4
        • pani_lovett Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 23.11.13, 19:43
          Dzięki za tekst i dodatki! :)

          Dexter nie dość, że będzie musiał rozegrać sprawę z siostrą, to jeszcze prawdopodobnie LaGuerta zacznie za nim węszyć. Zapowiada się ciekawie.

          Nie sądzisz, że Dexter wykazał się zaskakującą , jak na tę postać nieostrożnością, niefrasobliwością?, nie ukrywszy dobrze dowodów swoich zbrodni - noży oraz woreczków z krwią zamordowanych przez niego ofiar, które tak łatwo odnalazła Debra?

          • grek.grek Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 24.11.13, 14:09
            cała przyjemnośc z mojej strony, Barbasiu :]

            z siostrą rozgrywka psychologiczna, z porucznik LaGuertą - będzie pewnie więcej bezpośredniego
            eliminowania kolejnych dowodów, wszak główna zasada kodeksu Dextera brzmi "nie dać się złapać".

            zdecydowanie masz rację.
            dziwne jest już to, że biorąc się do zabijania Travisa nie upewnił się, że wszystkie drzwi do kościoła są pozamykane. już to było błędem dużej klasy.

            i to jest prawda także - skoro wiedział, że Debra jest mocno zaalarmowana : dlaczego nadal ukrywał noże i krew w pokoju ? nie domyślał sie, że siostra może zrobić mu popularnego "pilota" ? ;]

            ewidentnie scenarzyści podrzucali tutaj piłeczki do efektownych smeczów, abyśmy mieli co oglądać w kolejnym sezonie :}
            • pani_lovett Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 24.11.13, 16:30
              Rozumiem. :)

              O wątku Travisa już nawet nie wspominam, to było w poprzednim sezonie. Ale racja.

              Otóż.

              Czyli c y n i z m scenariusza? ;))
              • grek.grek Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 24.11.13, 17:09
                hehe :] może troszczkę ;}
                wiesz, nawet najlepszym zdarzają się błędy, a poza tym... nie codzien siostra przyłapuje
                cię na szlachtowaniu człeka, hehe - można stracić kontrolę nad wydarzeniami i palnąć gafę :}

                jest to w miarę wiarygodnie i nie namolnie napisane, dobrze poprowadzone... da się przeżyć :}
                • pani_lovett Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 24.11.13, 18:58
                  :)))

                  Zgodzę się z Tobą jak powiesz, że bez postaci Karen nie ma Californication. ;)
                  Właściwie już to powiedziałeś.
                  To zgadzam się. :)

                  • grek.grek Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 25.11.13, 16:25
                    :] oczywiście, że powiem, a nawet, hehe, powtórzę : bez Karen nie ma Californication.

                    ALE ta istotność niestety nie przydaje jej barwy, a scenarzyści nieco ją zinstrumentalizowali, właśnie do roli tej kotwicy serialowej, odbierając wszelkie atrybuty budzące zainteresowanie.
                    • pani_lovett Re: Dexter sez 7 odc 1 & 2 25.11.13, 23:48
                      :)

                      To prawda, niestety.
    • siostra_bronte "Rzym, miasto otwarte" 24.11.13, 13:08
      Jutro w Kulturze o 20.20. A przez cały tydzień kolejne filmy Rosseliniego. Jestem pod wrażeniem. Dlaczego Kultura nie robi takich przeglądów częściej?!

      Przyznam, że Rosselini kompletnie mnie ominął. Co oznacza, że jego filmy nie były pokazywane w naszej tv co najmniej od ćwierćwiecza :) Akurat włoski neorealizm nigdy mnie nie ekscytował, ale ten film muszę zobaczyć. W końcu to absolutny klasyk, ważny dla historii kina.

      Akcja toczy się w Rzymie w 1944 r. Film pokazuje dramatyczne losy grupy mieszkańców, m.in. księdza i uczestnika ruchu oporu. W obsadzie oprócz Anny Magnani znalazło się wielu aktorów niezawodowych. Film nakręcono za niewielkie pieniądze, tuż po zakończeniu wojny w zniszczonym mieście, co daje mu niezwykły walor autentyzmu.

      Znalazłam video z fragmentami filmu i muszę przyznać, że robią duże wrażenie. Uwaga, radzę pominąć pierwsze 30 sek, bo zawierają spojler.

      www.youtube.com/watch?v=OeBleS8PzlE

      • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 24.11.13, 13:15
        Zapomniałam dopisać, że współscenarzystą filmu był Federico Fellini.
      • pani_lovett Re: "Rzym, miasto otwarte"/ Kobra w TT! 24.11.13, 13:36
        Właśnie, dobra okazja by się z twórczością Rosseliniego, zwłaszcza, że nie wiadomo, kiedy się powtórzy. Też nie znam filmów Rosseliniego.

        Dzięki za zwrócenie uwagi, Bronte. :)

        Wypatrzyłam na Jedynce Kobrę, i tu wielka gratka, to pierwsza od lat premierowa Kobra w Teatrze Telewizji i to w dodatku na żywo, adaptacja sztuki brytyjskiego dramatopisarza Rogera Mortimera-Smitha pt. "Dawne grzechy" w reżyserii Krzysztofa Langa.

        Przez długi czas żadnych ciekawych propozycji w telewizji publicznej, jak się wreszcie pojawiły to wszystko na raz pokazują.

        Pewnie nagram jedną z tych pozycji.
        • pani_lovett Re: "Rzym, miasto otwarte"/ Kobra w TT! 24.11.13, 13:40
          Właśnie, dobra okazja by się z twórczością Rosseliniego zapoznać, zwłaszcza, że nie wiadomo, kiedy się powtórzy.
      • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 24.11.13, 14:15
        był przegląd Passoliniego.
        trzy filmy, z czego 2 starałem się Wam przybliżyć kulawymi opisami :}

        Rosseliniego też nie znam, a "Rzym..." jako właśnie klasyk - warto mieć
        na rozkładzie. zwłaszcza że okazja niepowtarzalna być może.

        dzięki za link :"]
        • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 24.11.13, 15:58
          Tak, pamiętam :)
          Wcześniej były też przeglądy Allena i Cassevetesa, ale to kropla w morzu potrzeb :)
          • pani_lovett Re: "Rzym, miasto otwarte" 24.11.13, 16:18
            iostra_bronte napisał(a):

            > Tak, pamiętam :)
            > Wcześniej były też przeglądy Allena

            A na ok. 40 filmów Allena pokazywanych było zaledwie 6-7 filmów.
          • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 24.11.13, 17:11
            w TVP był jeszcze 3-filmowy przegląd Hitchcocka :]

            ale masz święta rację, Siostro : potrzeby znacznie wykraczają poza
            podaż, hehe.

            • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 26.11.13, 16:00
              Oglądaliście?

              Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wspaniały, głęboko humanistyczny film. Skromny forma, ale jego emocjonalna siła jest porażająca. Fantastyczne aktorstwo Anny Magnani i Aldo Fabriziego (ojciec Pietro). Niektóre sceny trudno będzie zapomnieć.

              • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 26.11.13, 17:10
                trzymałem się dzielnie, 3 noc z rzędu na chodzie :], ale kiedy tylko zmieniłem pozycję i przyłożyłem głowę do oparcia fotela wyciągając nogi do przodu ;]... padłem jak kawka.

                zostało mi ostatnie 30 minut, spróbuję nadrobić jak najszybciej.

                zgadzam się z Twoimi wrażeniami odnośnie formy.

                niestety, chyba ominęło mnie to co decyduje o wszystkich innych walorach tego filmu [??]

                • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 26.11.13, 17:54
                  Żeby zasnąć akurat na tym filmie?! Niewybaczalne. Zwłaszcza, że emisja była o ludzkiej porze.
                  • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 27.11.13, 13:10
                    nie zaprzeczę :]

                    oglądałem, niestety, nocną porą powtórkową [zaczął się o 1:50].

                    na pewno nadrobię.
                    • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 27.11.13, 19:29
                      A, to rzeczywiście późna pora. Jesteś usprawiedliwiony. Częściowo :)
                      • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 28.11.13, 16:55
                        postaram się znaleźć, obejrzeć i zasłużyć na pełny odpust :]]
              • pepsic Re: "Rzym, miasto otwarte" 26.11.13, 18:28
                Poszłam po najmniejszej linii oporu stawiając na lekko ciepłą kobrę, i widzę że straciłam prawdziwą ucztę.
                • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 26.11.13, 19:06
                  Może będzie powtórka? Chociaż mam wrażenie, że Kultura generalnie powtarza nie te filmy co trzeba :)

                  "Rzym..." ogląda się ze ściśniętym sercem. Już dawno tak się nie wzruszyłam na filmie.
                  • pani_lovett Re: "Rzym, miasto otwarte" 27.11.13, 00:09
                    Jak Pepsic, wybrałam Kobrę, ale nagrałam Rosseliniego, obejrzę wkrótce.

                    Obejrzałam dziś 3 pierwsze nowelki z filmu "Paisa".
                    (potem film mi się urwał) Jutro może o nich dwa słowa napiszę.

                    :)
                    • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 27.11.13, 12:50
                      ja też oglądałem "Paisę", wszystkie 6 nowel ;]
                      • siostra_bronte Re: "Rzym, miasto otwarte" 27.11.13, 19:30
                        Brawo, Greku! Zrehabilitowałeś się :)
                        • grek.grek Re: "Rzym, miasto otwarte" 28.11.13, 14:04
                          hurra ! :]
                      • pani_lovett R.Rosselini "Paisa" Część 1. 27.11.13, 19:43
                        Świetnie. Opowiesz mi/ nam 3 pozostałe.

                        Wszystkie historie rozgrywają się pod koniec wojny, w momencie wkraczania wojsk alianckich do Włoch. Każda opowieść toczy się w innej części kraju.

                        Pierwsza historia dzieje się na bombardowanych skalistych wybrzeżach Sycylii. Amerykański patrol złożony z kilku żołnierzy trafia nocą do miejscowego kościoła, gdzie schronili się ludzie. Jeden z żołnierzy amerykańskich, jedyny w grupie, który mówi po włosku wypytuje ich o Niemców, ile ich jest , gdzie się przemieścili, potem prosi , by ktoś pokazał im drogę, by mogli bezpiecznie minąć pole niemieckie minowe. Jeden z mężczyzn radzi im by wzięli Carmelę, ona zna bezpieczną drogę korytem lawy. Młodziutka Carmela, wbrew protestom matki?, zgadza się Amerykanom drogę. Dziewczyna niepokoi się o ojca i brata, którzy od czterech dni nie wrócili do domu (zdaje się wypłynęli w morze na połów), przy okazji liczy, że uda jej się odnaleźć ojca i brata.

                        Amerykanie początkowo obawiają się, czy dziewczyna ich nie zdradzi, nie zaprowadzi w pułapkę , jednak strach przed śmiercią na polu minowym jest większy. Dziewczyna więc prowadzi żołnierzy skalistą drogą, aż docierają do ruin nadmorskiego zamku. Tu dowódca grupy każe jednemu z żołnierzy o imieniu Joe zostać z Carmelą, on zaś z czwórką pozostałych żołnierzy wyruszają na dalsze rozpoznanie terenu.

                        Carmela chce też opuścić ruiny zamku, by rozejrzeć się za ojcem i bratem. Ale Joe jej nie pozwala na to. Każe usiąść jej obok siebie, wyciąga z kieszeni zdjęcia swojej rodziny i zaczyna opowiadać jej o sobie o swojej rodzinie, po angielsku. Początkowo Carmela nic nie rozumie, ale Joe pomagając sobie rękami i powoli tłumaczy niektóre słowa na migi, z nawet niezłym skutkiem. Joe w Ameryce był kierowcą auta ciężarowego. Mieszkał z matką, ojcem i siostra, która ma małego synka. Joe pokazuje zdjęcie siostry, usilnie próbuje wytłumaczyć Carmeli, że dziewczyna na zdjęciu to jego siostra . "Sorella" (wł. siostra) - mówi Carmela, która zrozumiała. Ale Joe, który nie zna włoskiego, by przekonać Carmelę, że to jego siostra, zapala zapalniczkę i przystawia ją do swojej twarzy, by pokazać jej bratersko-siostrzane podobieństwo jego do dziewczyny na zdjęciu. W tym momencie pada strzał. Joe pada na ziemię postrzelony. Dziewczyna jest przerażona.

                        Okazuje się, że Niemcy, czterech czy pięciu żołnierzy, ukryci gdzieś na sycylijskich skałach wypatrzyli światełko zapalniczki Joego i strzelili w tym kierunku, nie wiedząc , że trafili amerykańskiego żołnierza. W ciemnościach, gdzie wcześniej widzieli światełko z zapalniczki Joego, wypatrzyli kształty ruin zamku i postanowili tam się udać, by spędzić noc.

                        W zamku trafili na Carmelę (Joego nie zauważyli) i zaraz zabrali się za przesłuchiwanie jej. Nie trwało to jednak długo, ponieważ byli wyczerpani i spragnieni postanowili wysłać ją po wodę. Kiedy Carmela poszła, żołnierze niemieccy zaczęli niewybrednie żartować, a może mówić serio , jak się do niej dobiorą, kiedy wróci.

                        Carmela jednak nie poszła po wodę, ale po karabin należący do Joego. Zabrała go i wróciła do niemieckich żołnierzy i zastrzeliła jednego z nich. Wystrzał karabinu usłyszeli Amerykanie, którzy poznali broń Joego i natychmiast ruszyli na pomoc do zamku. Kiedy przybyli na miejsce zobaczyli leżące na dole zdaje się podnóża stromych i wysokich schodów zwłoki Joego. Jeden z Amerykanów mówi na ten widok ze złością : "Makaroniarska dziwka" (sądząc, że to wina Carmeli).

                        W ostatniej scenie kamera pokazuje martwe ciało Carmeli leżące na skalistym wybrzeżu.

                        :)
                        • grek.grek R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 28.11.13, 14:03
                          Spróbuję.

                          4 część dzieje się we Florencji. Opisuje przebijanie się przez miasto młodej sanitariuszki amerykańskiej, Harriet i jej przyjaciela, włoskiego partyzanta. Harriet dowiaduje się, że
                          na drugim końcu miasta stacjonuje oddział partyzancki dowodzony przez "Wilka", legendarnego
                          wodza włoskich bojowników. Przed wojną "Wilk" był malarzem, znakomitym, takim romantykiem
                          z natury, człowiekiem wrażliwym na piękno i uduchowionym. Harriet była w nim zakochana, nie pamiętam już czy z wzajemnością. Wieść niesie, że "Wilk" jest ranny.

                          Tak czy inaczej, wybiera się ona w tę niebezpieczną wyprawę, by się z nim jakoś spotkać. Co chwila pytając o sytuację spotykanych ludzi przedzierają się przez gruzy, biegiem przecinają zdradliwe wolne przestrzenie, na których miasto jest wprawdzie niezniszczone, ale jednocześnie wszędzie czają się niemieccy snajpierzy osłaniający powolny odwrót głównych sił, które odgradzają się od ścigających ich powstańców za pomocą minowania kolejnych mostów i budynków. A powstańcy gromadnie łapią i na miejscu likwidują pierzchających także włoskich faszystów.

                          Jest tak niebezpiecznie, że cywile przekazują sobia baniaki z wodą na takich specjalnych wózeczkach, przeciągają je na lince między jednym a drugim rogiem ulicy, bojąc się wyjść zza nich, aby nie paść ofiarą bezbłędnego strzelca ukrytego niewiadomogdzie, ale siejącego z karabinu nawet do tych wózeczków.

                          Napotykani po drodze powstańcy próbują ich zatrzymywać, odradzać dalszą drogę, ale Harriet jest zbyt zdeterminowana. Ten jej włoski kolega, też zdaje się znał "Wilka" jeszcze przed wojną, był to jego przyjaciel. Ewentualnie jest zakochany w Harriet :] Przyznam, że nie rozgryzłem intencji dla których jej towarzyszy.

                          W którymś momencie, pokonując jeden z odcinków drogi - dachami, spotykają włoskiego majora w stanie spoczynku, który siedzi na fotelu na tarasie i przez lornetkę obserwuje skąd padają strzały niemieckich snajpierów, chwali się im, że potrafi przewidzieć gdzie wyląduje kula po takim strzale.

                          Wreszcie Harriet i kolega docierają na ulicę, przy której trwa ostra wymiana ognia. Partyzanci strzelają się z faszystami. Kolega Harriet brawurowo przebiega na drugę stronę ulicy unikając cudem kul. Jednocześnie partyzant próbujący udzielić mu ogniowej osłony zostaje trafiony. Reszta powstańców szybko zabija faszystów, a Harriet trzyma na kolanach głowę umierającego parttyzanta. Od niego dowiaduje się, że "Wilk" od dawna nie żyje.

                          5 cześć rozgrywa się w klasztorze katolickim. Trafiają tam trzej amerykańscy kapelani, prosząc o gościnę. No i zostają ugoszczeni :] Jest fajnie i przyjemnie, do momentu kiedy nieformalny przywódca tej trójki [nieformalny, bo jako jedyny mówiący po włosku, dzięki czemu moze się komunikować z gospodarzami] informuje braciszków, że jeden z jego kolegów jest Żydem. Bracia wpadają w popłoch, jak to : Żyd pod ich dachem ?! Czy moga na to pozwolić ? Czy się godzi ? A także : jak się tu zachować ? Chodzą więc nieufni i skonfundowani. Kapelan, co to po włosku umie - powiada, że ten klasztor jest dla niej prawdziwym wybawieniem. Tak tu wspaniale, cicho, nastrojowo... po tym, co widział i co przeżył na froncie - znalazł tutaj raj. Jego koledzy również, aczkolwiek widzą też oni w braciach zakonnych istoty oderwane od codzienności, "wojna jest gdzieś daleko, do nich to nie dociera, żyją sobie istotnie, jak... u Pana Boga za piecem". I wreszcie przychodzi wieczerza podczas której kapelan widząc wciąz zażenowanych i stropionych [obecnością Żyda] mnichów, wstaje i - wymownie filmowany pod wielkim obrazem religijnym i pod krzyżem - odwołuje się do faktu, że wszyscy, Żydzi, katolicy, wyznawcy Latającego POtwora Spaghetti... wszyscy jesteśmy braćmi i w domu Pana powinniśmy się radować i patrzeć na siebie z miłością.

                          6 część jest jak przebój Elvisa : little less conversation, little more action. Gdzieś na pustkowiu, pośród wody [jezioro ? brzegi morza ?] i nadrzecznych zarośli - trwa regularna wojna. Partyzanci włoscy ostrzeliwują Niemców, a Niemcy ostrzeliwują ich oraz Amerykanów prowadzących dywersję na niemieckich tyłach. Bomby latają, świstają kule, ludzie biegają albo ukradkiem przemykają się po wodzie łódkami, czasami wychodzą na ląd i wymieniają krótkie komunikaty o aktualnej sytuacji. Chwilami trudno się połapać : kto z kim i przeciw komu oraz... gdzie sie, kurde, Niemcy ?! ;]

                          W nocy przelatują nad teren brytyjskie myśliwce. Jeden obrywa, ale lotnicy jakoś się wydostają z kabiny [katapulta ? może spadochron ? whatever...] i lądują w wodzie. Rankiem znajdują ich partyzanci i Amerykanie. I ratują im tyłki.

                          Potem wszyscy razem próbują się jakoś prześlizgnąć dalej w głąb lądu, ale przepływając jezioro zostają wzięci w kleszcze przez doskonale uzbrojone niemieckie łodzie bojowe, sypiące gęsto z cięzkich karabinów maszynowych. Bój przenosi się na ląd, gdzie sprzymierzeńcy idą w rozsypkę, prędko kończy im się amunicja - jedni giną na miejscu, inni się poddają i zostają wzięci do niewoli.

                          Anglicy i Amerykanie traktowani są z szacunem. Zostają umieszczeni w jakimś pokoju na strażnicy budynku bojowego. Młody Niemiec, który dowodzi pilnowaniem ich, częstuje ich winem, jedzeniem i płomiennie opowiada, że celem tej wojny jest stworzenie przez Niemcy nowej cywilizacji, lepszego świata, ale żeby to zrobić - muszą najpierw zrujnować świat już istniejący, marny i niedoskonały.

                          W tym czasie włoscy partyzanci, powiązani jak barany, leżą na podwórzu, a jeden z nich zostaje od razu powieszony.

                          Rankiem Niemcy topią wszystkich pozostałych. Wrzucają ich, ze związanymi na plecach rękoma, do wody. Jednego po drugim. Tego który próbuje rozpaczliwej ucieczki kładą serią z karabinu.

                          Amerykanów chroniła konwencja wojenna. Partyzanci byli pozbawieni takiej ochrony. Ewidentnie częśc składająca hołd i honor oddająca włoskiemu bohaterskiemu ruchowi oporu.
                          • pani_lovett Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 29.11.13, 18:01
                            grek.grek napisał:

                            I wreszcie przychodzi wieczerza podczas której kapelan widząc wciąz zażenowanych i stropionych [obecnością Żyda] mnichów, wstaje i - wymownie filmowany pod wielkim obrazem religijnym i pod krzyżem - odwołuje się do faktu, że wszyscy, Żydzi, katolicy, wyznawcy Latającego POtwora Spaghetti... wszyscy jesteśmy braćmi i w domu Pana powinniśmy się radować i patrzeć na siebie z miłością.

                            Piękny przykład ekumenizmu. :)


                            Aleee "Latających POtworów Spaghetti" nie było w scenariuszu. Proszę to wykasować.
                            • grek.grek Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 13:43
                              zdecydowanie.

                              hehe, ale oni są tacy sympatyczni, z tymi durszlakami na głowach :]
                              przepraszam, z jakimi "durszlakami", co ja plotę...
                              w uświęconym ceremoniałem nakryciu głowy ;]
                              • pani_lovett Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 16:55
                                Ja tu poważnie o ekumenizmie u Rosselliniego, a Ty jakieś śmichy-chichy urządzasz!

                                :)))
                                • pani_lovett Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 16:56
                                  "Durszlaki na głowach"!
                                  • grek.grek Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 17:18
                                    bi.gazeta.pl/im/d4/d3/cb/z13358036AA,Wyznawca-Latajacego-Potwora-Spaghetti.jpg
                                    ;]
                                    • pani_lovett Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 17:41
                                      Hehehehehe! :))))))))
                            • pani_lovett Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 16:34
                              Aleee przedstawicieli "Latających POtworów Spaghetti" nie było w scenariuszu. Proszę to wykasować.
                              • pani_lovett Re: R.Rosselini "Paisa" Cz. 4-6. 30.11.13, 16:36

                                pani_lovett napisał(a):

                                > Aleee przedstawicieli "Latających POtworów Spaghetti" nie było w scenari
                                > uszu. Proszę to wykasować.
                                Co ja piszę ?


                                Aleee wyznawców "Latających POtworów Spaghetti" nie było w scenariuszu. Proszę to wykasować.
                        • pani_lovett Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 28.11.13, 19:03
                          Druga część dzieje się w Neapolu, którego port miał ogromne znaczenie strategiczne w czasie II wojny światowej.

                          Na ulicach Neapolu krąży mnóstwo dzieci, próbujących zdobyć trochę grosza. Grupa chłopców w wieku na oko może 10-12 lat, z zazdrością patrzy jak połykacz ognia "zgarnia kupę forsy" za swój pokaz.

                          W grupie chłopców jest mały Pasquale. Pasquale postanawia iść do centrum miasta, ma nadzieję tam coś zarobić albo ukraść. W drodze zaczepia go odrobinę starszy chłopak i pyta, czy Pasquale chce zarobić . Pasquale odpowiada , że owszem. Chłopcy przez chwilę się targują jak starzy. Kiedy transakcja zostaje sfinalizowana, Pasquale pyta, co ma robić. Chłopak odpowiada: "Obserwuj ulicę i krzycz, jak zobaczysz policjanta". Sam biegnie w zaułek, gdzie, tu świetna scena, mali chłopcy targują się o kupno wielkiego pijanego czarnoskórego żołnierza amerykańskiego, ledwo utrzymującego się na nogach. W końcu przychodzi jakiś młodzieniec, daje jednemu z chłopców trzy tysiące lirów i wydziera Amerykanina z rąk małych chłopców.

                          Kiedy młodzian ciągnie żołnierza w uliczny tłum, Pasquale zaczyna krzyczeć: "Policja!", "Policja!" (choć policji faktycznie nie widać). Tłum rusza do ucieczki. Młody człowiek, który prowadził Amerykanina też ucieka i zostawia go samego, wtedy Pasquale podbiega do żołnierza i bierze go za rękę i ciągnie przez miasto, aż trafiają do teatru lalkowego, gdzie wystawiana jest sztuka (pewnie Ariosta) o rycerzu Orlandzie walczącym z najazdem muzułmańskim, z "czarnoskórymi Maurami" - (to kwestia ze sceny).

                          Wciąż podchmielony czarny Amerykanin wskazuje niespodziewanie na małą scenę i próbuje walczyć z lalkami rycerzy-chrześcijan. Za nim natychmiast wpadają mężczyźni, którzy usiłują ściągnąć go ze sceny, co nie jest wcale takie proste, bo chłop, jak już mówiłam jest wielki i silny , na dodatek skory do bitki - zabawna scena. ;) Robi się wielkie zmieszanie, kotłowanina. Ale Pasqule udaje się wyciągnąć Amerykanina z zamieszania i szczęśliwie uciekają tylnym wyjściem na miasto.

                          I znowu Pasqule ciągnie żołnierza przez miasto. Ale ten po w końcu zmęczony siada na krawężniku odmawia dalszej wędrówki. Wtedy z kieszeni wpadają chłopcu organki, mały podnosi je i zaczyna grać. Amerykanin chce spróbować zagrać na organkach, ale mały ucieka, więc ten podnosi się i biegnie za nim, aż docierają do jakichś ruin na obrzeżach miasta. Tam siadają, Amerykanin usiłuje grać na organkach, potem śpiewa amerykańską pieśń. "Ładnie śpiewasz, ale piosenka była brzydka" - mówi mały. Potem Amerykanin rozkręca się, udaje, że jest na okręcie, potem wyobraża sobie, że leci samolotem nad Ameryką, nad Nowym Yorkiem. Widzi paradę na swoją część. I roi sobie, że wraca do domu. Ale nie chce wracać do domu, mówi. I tak gada i gada, aż w końcu zmęczony gadaniem zasypia.
                          Mały ostrzega go, że jak zaśnie , to mu buty ukradnie. I tak się dzieje.

                          Na drugi dzień, albo kilka dni później. Amerykanin, Joe, tak go nazwał Pasquale, kierując wojskowym gazikiem widzi chłopca , kradnącego zawartość paczek znajdujących się na ciężarówce (amerykańskiej?), jadącej przed nim.

                          Amerykanin zatrzymuje ciężarówkę, zabiera chłopca ze sobą i każe mu się rozebrać i oddać wszystko co ukradł. Podczas rozbierania się chłopcu wypadają z kieszeni organki, wtedy Joe, poznaje Pasquale i natychmiast żąda oddania ukradzionych butów. Po czym wsadza chłopca do gazika i każe mu wskazać drogę do jego miejsca zamieszkania.

                          Pasquale posłusznie pokazuje mu drogę. Kiedy docierają na miejsce, zostawia Joego przy gaziku,a sam biegnie po buty. Okazuje się jednak, że buty, które przyniósł Joemu nie należą do niego. Joe wkurzony każe prowadzić się do rodziców. Chłopiec prowadzi żołnierza do jakieś potężnej jaskini w skałach, gdzie są nędzne, prowizoryczne domki, które zamieszkują w większości kobiety i dzieci. Pasquale wyznaje tam, że jego rodzice nie żyją, zginęli w bombardowaniu.
                          Joe widząc nędzę tego miejsca, odjeżdża nie żądając już butów od Pasquale.

                          :)
                          • grek.grek Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 29.11.13, 14:01
                            świetnie opowiedziane, Barbasiu.

                            ja bym nawet zaryzykował, że Joe po prostu... ucieka co sił, aż się kurzy za nim :]

                            miał chłopca za jeszcze jednego urwisa i złodziejaszka, a tu nagle zderza się
                            z prawdę, że mały jest sierotą, ofiarą wojny - zupełnie przechodzi mu ochota by
                            dzieciakowi natrzeć uszu. wahadło wychyla się w drugą stronę : Joe nie wie, co
                            ma zrobic z tym fantem, jak się zachować i chyba zawstydza się własnych zamiarów.
                            prawda go uderza młotkiem w głowę.
                            • pani_lovett Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 30.11.13, 18:12
                              Nie tak znowu świetnie, bo to wersja robocza, pisana na gorąco, bez większych poprawek.
                              Ale dziękuję za dobre słowo. :)

                              Świetne to jest podsumowanie.


                              • grek.grek Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 01.12.13, 14:16
                                dobra dobra, nie bądź taka skromna :]
                                wersja bardzo dobra, a jak robocza, to tylko pogratulować.

                                e tam, taka myśl luźna.

                                każda z tych 6 noweli ma bardzo dobrą, mocną, głęboką puentę, nie sądzisz ?
                                mam wrażenie, ze reszta opowieści jest tylko przyczynkiem do tego, żeby te
                                znakomite ostatnie sceny mogły zaistnieć. oczywiście, wiadomo, że liczy się cała
                                opowieść, nie chcę w ten sposób deprecjonować całokształtu. jedno oddziałuje na
                                drugie.
                                • pani_lovett OT 01.12.13, 16:42
                                  Jestem już. U nas od rana trwała instalacja nowej ślicznej pralki. Trochę roboty było.
                                  Teraz piorę, a jak skończę będę prać jeszcze raz. :))) Przepraszam za prywatę.
                                  • grek.grek Re: OT 01.12.13, 17:16
                                    o kurde :]

                                    hehe, ratuj się kto może - Barbasia wrzuca do pralki każdego kto się nawinie ;]
                                    • pani_lovett Re: R.Rossellini "Paisa" Część 3 01.12.13, 18:16
                                      Tak, to też jest moja ulubiona nowelka. :)

                                      Ale Fred z Francescą widzieli się bardzo krótko, może maksimum godzinę, to bardzo mało. A po sześciu miesiącach twarze musiały im się nieco zatrzeć w pamięci, niewątpliwie dramatyczne przeżycia wojenne jeszcze pogłębiły ten proces. Poza tym oboje zmienili się przez te miesiące, zwłaszcza Francesca, w nieskromnym stroju prostytutki wyglądała inaczej niż tamta skromna dziewczyna, która ugościła Freda.

                                      Tak. :)

                                      • grek.grek Re: R.Rossellini "Paisa" Część 3 02.12.13, 14:15
                                        to jest sensowny argument.
                                        intensywne przeżycia wojenne na pewno mogły zatrzeć pamięć twarzy.

                                        hehe, w takim stroju Francesca dzisiaj by pewnie uznawana była za dziewicę.
                                        jak to świat z postępem idzie ;]
                                    • pani_lovett Re: OT 01.12.13, 18:21
                                      O tak, tak! Dokładnie takie myśli mi chodzą po głowie, ha,ha,ha! :)))


                                      Masz/ macie coś do prania? To dawaj/ dawajcie!


                                      Wybacz, moje myśli są dziś w łazience przy pralce. ;)))

                                      A poza tym mam jakiś problemy z łączeniem się z Forum? A dokładnie z wysyłaniem postów!?
                                      • pepsic Re: OT 01.12.13, 20:13
                                        Zawsze mam coś do prania i stosy do prasowania:(
                                        • pani_lovett Re: OT 02.12.13, 18:18
                                          pepsic napisała:

                                          > Zawsze mam coś do prania i stosy do prasowania:(

                                          Daj do prania. Z sympatii mogę nawet dołożyć prasowanie. ;)
                                          • pepsic Re: OT 02.12.13, 19:07
                                            Barbasiu, Grek ma racje, jesteś nad wyraz uprzejma.
                                            :)
                                            • pani_lovett Re: OT 02.12.13, 23:35
                                              To czar nowej pralki działa. ;)
                                      • siostra_bronte Re: OT 01.12.13, 22:28
                                        Hehe.

                                        Też miałam dzisiaj problemy z zalogowaniem na forum!
                                        • pani_lovett Re: OT 02.12.13, 23:31
                                          :)

                                          Czyli jednak musiały wystąpić jakieś problemy techniczne na stronie Forum w niedzielę. Dzięki za info. Bronte.
                                      • grek.grek Re: OT 02.12.13, 14:17
                                        to zrozumiałe... gośc w dom - ciuchy do bębna ;]

                                        u mnie wczoraj wszystko było dobrze.
                                        • pani_lovett Re: OT 02.12.13, 23:28
                                          Ha,ha,ha! :))
                                          Nieno ciekawy pomysł... :}

                                          Dzięki za info. Bronte też miała problemy z wejściem na Forum, czyli coś musiało być na rzeczy.
                            • pani_lovett Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 30.11.13, 20:47
                              Trzecia historia dzieje się na ulicach Rzymu. Prostytutka, których w tym czasie było mnóstwo na ulicach Rzymu, zaczepia podchmielonego amerykańskiego żołnierza i zaprasza go do siebie. Mężczyzna początkowo odmawia, ale dziewczyna nie daje za wygraną, wczepiwszy się w jego ramę ciągnie go do pobliskiej kamienicy. Żołnierz chcąc nie chcąc idzie z nią.

                              Kiedy są już w pokoju należącym do prostytutki Fred, tak miał na imię ów żołnierz, kładzie się na łóżku i zaczyna wspominać, kiedy po raz pierwszy znalazł się w Rzymie. Było to sześć miesięcy wcześniej. Czołg w którym jechał Fred i jego towarzysze zatrzymał się na jednej z ulic Rzymu , był upalny dzień, Fred wyszedł z czołgu i prosił ludzi ,wiwatujących na cześć wyzwolicieli, by dali mu trochę wody do umycia się. Wtedy z tłumy wyłoniła się piękna dziewczyna i zaprosiła go do siebie do domu. Zaprowadziła go łazienki, dała mu sagan wody, mydło, ręcznik. Kiedy Fred się umył, rozmawiali miło przez chwilę. Zaiskrzyło między nimi. Fred obiecał Francesce, tak miała na imię dziewczyna, że wróci do niej. Ona obiecała czekać. Potem , jak wyznał prostytutce, cały czas myślał o Francesce, uczył się nawet języka włoskiego , by móc poprawnie wymawiać jej imię, chciał ją teraz odnaleźć, ale nie mógł trafić, ponieważ nie znał adresu (co za ofiara, nie zapytał o adres! - ja). Obszedł nawet wszystkie place Rzymu, mimo to nie rozpoznał miejsca, w którym wcześniej spotkał Francescę.

                              Fred jest już zrezygnowany, mówi prostytutce, że nie ma sensu szukać Franceski, bo pewnie „stała się taka, jak wszystkie, taka jak ty”. Na to prostytutka z przekonaniem, dopowiedziała mu, że Francesca na pewno taka nie jest. „Jest mnóstwo dziewczyn, które pracują i potrafią się obronić przed nędzą i głodem” - dodała w zamyśleniu.
                              „Na podwórku rosło drzewo” - przypomina sobie Fred. „Rośnie nadal, tylko nie kwitnie jak kiedyś” – odpowiada prostytutka i dodaje - „Wiem , gdzie mieszka Francesca” . I tu podaje Fredowi adres. „Bądź tam” - prosi Freda. „Francesca będzie na ciebie czekać” , mówiąc te słowa wstaje z łóżka , ale Fred ją zatrzymuje. Dziewczyna go kładzie z powrotem na łóżko, mówiąc – „ Śpij Fred jutro odnajdziesz swoja Francescę”. Fred zasypia, a dziewczyna wychodzi w pokoju. Wychodząc prosi właścicielkę mieszkania, by rano wręczyła Fredowi kartkę z adresem, tym samym, który podała Fredowi chwilę wcześniej i by kazał mu natychmiast udać się pod ten adres .
                              Na drugi dzień Fred rozmawia z kompanem z wojska, który prosi go o ogień i pyta, jak spędził dzień. Fred wyjmując z kieszeni zapalniczkę znajduje kartkę z adresem do Franceski, ogląda ją. Kolega pyta go, co to jest, Fred odpowiada, że to adres, prostytutki i wyrzuca natychmiast kartkę.
                              W tym samym czasie Francesca w strugach deszczu niecierpliwie czeka przed domem na Freda… To Francesca była tą prostytutką, a Fred jej nie poznał…
                              W ostatniej scenie Fred z towarzyszami wsiada na pakę wojskowej ciężarówki i odjeżdża.
                              • grek.grek Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 01.12.13, 14:12
                                świetnie to opisałaś, Barbasiu.

                                wszystkie 6 opowieści ma swoją urodę i głębię, ale chyba ta własnie chyba najbardziej
                                mi się spodobała [ a Tobie ? a Wam ?], jakkolwiek trochę naciągany jest fakt, że żołnierz
                                nie rozpoznaje dziewczyny, która była dla niego taka ważna - jeszcze pół roku wcześniej.
                                trudno chyba pozbyć się z pamięci twarzy takiego kogoś. i tylko trochę, wg mnie, ratuje tę
                                supozycję pozostawanie żołnierza w stanie wskazującym :]

                                puenta jest przeraźliwie smutna i pokazująca jak niszczącą energię ma wojna - tutaj : zmuszająca porządną dziewczynę do prostytucji, żołnierza skłaniająca do pijaństwa, i depcząca uczucie między nimi. ostatnia scena, kiedy ona czeka na niego w bramie, leje deszcz, a on nie nadchodzi, bo właśnie wyjeżdza z miasta, zapomniawszy o swojej miłości, a adres wypisany na kartce wyrzuca pogardliwie jako "adres jakiejś prostytutki" - piękna w swej przykrej wymowie.
                                • siostra_bronte Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 01.12.13, 14:59
                                  Dzięki, Greku i Barbasiu :)
                                  Też widziałam "Paisę", opisaliście ją znakomicie.

                                  Zgadzam się, Greku, trudno uwierzyć, że żołnierz nie rozpoznał dziewczyny. No i ona też nie była pod specjalnym wrażeniem, kiedy go zobaczyła po raz pierwszy. Czyżby też o nim zapomniała? Ale sam pomysł i puenta robią wrażenie.
                                  • pani_lovett Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 01.12.13, 16:52
                                    Dziękuję, Bronte. :)) Cała przyjemność po mojej stronie. Nowelki filmowe, ponieważ są krótkie szybko, a zatem przyjemnie się opisuje.

                                  • grek.grek Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 01.12.13, 17:14
                                    dzięki, ale ja tylko uzupełniłem :] Barbasia napisała część zasadniczą, dla niej brawa :]

                                    jest to zgrzyt, nie ma co ukrywać, ale... bez niego nie było tej wspaniałej historii.


                                    • pani_lovett Re: R.Rossellini "Paisa" Część 2 02.12.13, 23:34
                                      Podzieliliśmy się po połowie. :)

    • grek.grek co na dziś ? "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 24.11.13, 16:19
      no to dzisiaj korba luz nocną porą :]

      o pólnocy w Polsacie "Alpha dog".
      1:15 Homeland
      3:50 Dexter

      ani chybi, coś będę musiał na jutro odłozyc i zapewne będzie to Homeland.

      oglądaliście wczoraj "Kevina..." ?
      ja się nie mogłem przemóc i obejrzałem, hehe.
      mozna się irytować, że co roku ze 2 razy, a już na pewno około świąt, musi zostać
      pokazany tu albo tam, ale... no po prostu dzieciak jest tak ujmujący, że trudno się
      oprzeć, żeby nie podejrzeć jak torturuje tych dwóch rabusiów [świetnie dobranych,
      swoją drogą]/
      inna rzecz, że jednak listopadowa emisja, to nie to samo, co grudniowa w dniu
      świątecznym.
      yes yes, jako ateista, udający zaledwie obchodzenie świąt [hehe] - i dla mnie atmosfera
      jakoś przesiąka świątecznością, chociaż dziwna ci ona jest.

      w Polonii z pt/sob "Plac Zbawiciela" - też enty raz.
      ale tym razem miałem dłuższą przerwę między powtórkami, więc znów palnął mnie brutalny realizm tego filmu. mnóstwo jest scen, które chce się co jakiś czas po prostu zobaczyć znów, doceniając kunszt reżysera, umiejącego wykreować naprawdę mocny ich wydźwięk, jak i aktorów potrafiących zagrać je w sposób mistrzowski. Jowita Budnik w jakimś Cannes czy gdzieś mogłaby pewnie rywalizować o Złotą Palmę [może szarżuję, wybaczcie, ale naprawdę jest to wybitna rola, podobnie jak Ewy Wencel, chociaż ona miała mniej scen wymagających wiarygodnego odegrania granicznych stanów cierpienia psychicznego, które zostawiały jednak większy ślad w świadomoście widza [w tym wypadku mogę pisać ofk tylko o swoim odczuciu].

      im częsciej oglądam, tym bardziej uderzające jest jak bohaterka zmierza w przepaśc, i właściwie nie ma ratunku i przyjść on nie może. w pewnym momencie wiadomo już, że mąz po prostu ma ją za śmiecia i jakby mógł ją zabić bez konsekwencji, to by już nie żyła; że teściowa traktuje ją jak denerwujący mebel, którego chętnie by się pozbyła, ale nie ma na to chyba odwagi, z powodu wnuków; odpada koleżanka, odpada sąsiadka-feministka, odpada własna rodzina. kobiecina zostaje sama i to, że w końcu musi zostac sama, to jak z kwadransa na kwadrans narasta jej samotność i okrucieństwo świata wokół niej, to chyba uderza najcelniej.
      i w dodatku, to ona płaci cenę za feerię świństw.

      inna rzecz, że oni po prostu źle życie zaplanowali - jeszcze bez mieszkania, jeszcze ona bez pracy, a już dwoje dzieci i mieszkanie kątem u jego matki, która syna ma za zero, ale jednocześnie synową za jeszcze większe zero. dlatego, kiedy mówi "ty mu tylko d.. umiałaś wystawić, a on, jak zrobił dwa bachory, to niech teraz zapier... jak robol !" - matka nie jest czarująca i nie ma wdzięku, trudno ją lubić, ale akurat w tym przypadku bardzo trafnie podsumowała ich życiową lekkomyślność. może ostro, ale prawdziwie.

      film podobny do "Długu", stawiający te same pytania, tak samo doskonały w tworzeniu dusznej atmosfery cięzkiej dramatycznej brudnej "życiowości", z sugestywną muzyką.

      • pepsic "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 24.11.13, 19:18
        Greku, coś mi sie wydaje, że tym razem jesteś bardziej wyrozumiały wobec Beaty.
        Tak zgadzam się, film oscarowy, muszę tylko pomyśleć w jakiej kategorii. Może najbardziej poruszających? Nie wiem, czy dałabym radę po raz trzeci. Jowita Budnik produkuje się obecnie w kinach w "Papuszy" Krauzego. Po "Nikiforze" o podobnej tematyce jakoś mnie film nie pociąga.

        Kevin? He, he, a to nie dla dzieci?

        Wczoraj mecz oglądam, podczas którego odnotowałam tylko i wyłącznie wynik 3:0, nie mam pojęcia dla kogo, wiem że nie dla naszych;)) Za to wiem, co to jest spalony.

        Ps. Pewnie juz pisałam, że za nic nie potrafię zrozumiec, po co wymyślono serial o psychopacie Dexterze. Mnie sama tematyka odrzuca.
        • siostra_bronte Re: "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 24.11.13, 20:03
          Nikt by mnie nie zmusił do obejrzenia "Kevina" jeszcze raz :)

          Bayern-Borussia??

          Mam to samo z "Dexterem", tudzież z "Californication".

          • pepsic Re: "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 24.11.13, 20:13
            O yes, o te kluby chodziło:)

            "Californication" też mnie nie pociąga. Za bardzo ocieka seksem, ale przynajmniej na kilku odcinkach oko zawiesiłam. Co ciekawe nie wszystkim facetom tematyka tak ujęta przypada do gustu.
        • grek.grek Re: "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 25.11.13, 16:15
          możliwe, że tak, mamusia z synusiem wyświetlili mi się chyba wreszcie w pełni swej
          chuliganerki.

          haha, oczywiście że Kevin jest dla dzieci.
          dlatego zawsze oglądam ;]

          myślę, że ten serial powstał z takich samych powodów z jakich mógłby powstać serial
          o bliźniakach syjamskich albo o kimś, kto cierpi na syndrom Tourette'a - bo to serial
          o zmaganiu się z odmiennością.

          owszem, Dexter zabija, ale nie zabija ludzi niewinnych.
          wyłapuje i eliminuje zbójów, co to uszli wymiarowi sprawiedliwości.
          ewentualnie takich ludzi, którzy mogą go zdemaskować.

          jest to kontrowersyjne, bo nagle się okazuje, że można polubić mordercę.

          poza tym - on ciągle dojrzewa społecznie, socjalizuje się, nabiera ludzkich
          odruchów. to jest może najciekawszy motyw całego serialu, z sezonu na
          sezon pobiera nowe nauki i przyswaja sobie nowe zachowania. na początku
          udaje uczucia, z czasem kolejne zdarzenia, ludzie, sytuacje - wymuszają na
          nim samodzielność w tej materii.


          • pepsic Re: "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 25.11.13, 17:43
            I z tych samych powodów seriale ulegające taniej sensacji byłyby dla mnie nie do przyjęcia. Są programy w kablówce parające się tego typu tematyką o charakterze paradokumentalnym. Też nie potrafię zrozumieć tego epatowania.

            Nie pochwalam samosądów, ani zabawy w Pana Boga, a psychopatów tak po prostu sie boję.
            • grek.grek "Dexter" [a propos] 26.11.13, 14:46
              wiesz, ekranowy Dexter jest szalenie sympatyczny i raczej by Cię chronił, a nie krzywdził :]
              gdyby istniał naprawdę, mogłabyś się obawiać kilkudziesięciu prawdziwych psychopatów... mniej.

              pytanie dotyczące tego bohatera brzmi własnie tak jak sygnalizujesz : czy formą ochrony przed przestępcami jest ich eliminowanie ? czy można zabijać tych, którzy zabili albo zgwałcili, ale uszli wymiarowi wszelkiej sprawiedliwości, z powodu kruczków prawnych albo nieudolności policji, ewentualnie własnemu sprytowi ? może nawet dotyczy sensy kary śmierci, aczkolwiek pytanie o karę śmierci dotyczy ludzi już zamkniętych za swoje wyczyny, a tutaj chodzi o to, że powinni siedzieć w celi śmierci, a hasają sobie na swobodzie i planują kolejne igraszki. Dexter nie zabija nikogo, komu winy nie udowodni [na własną rękę, ale jednak].

              wydaje mi się to bardzo ciekawe : 95 % przesłanek przemawia za tym, zeby uznać go za bohatera dobrego. ale jest 5 %, które oponuje : zaraz, moment, chwila... to morderca !

              kompromisu nie ma : albo można zabijać albo nie. i teraz każdy musi wybrać. albo Dexter jest dobry albo jednak nie. wg mnie, ciekawa zagwozdka. już nawet pomijając, że sam serial jest atrakcyjny w swojej formie [Miami, Floryda, zaułki, krajobrazy, kubańska muzyka, plenery, sceny na wodzie i nie tylko], doskonale napisany - są tutaj pytania, wykraczające poza luźną rozrywkę.

              wg mnie, to dobrze że popkultura tworzy takie rzeczy.
              to jest jak ćwiczenie z etyki.
              łatwo mogę sobie wyobrazić lekcję w szkole i temat dyskusji bazujący własnie na dylemacie związanym z Dexterem.

              z drugiej strony, ofk jest niebezpieczeństwo, że niektórym spodoba sie samo zabijanie. usuną z niego naleciałości szlachetne i zostawią sam akt. może tak być, to zagrożenie. ale co w kulturze nie nosi w sobie potencjału zagrożenia ? już od czasów "Cierpień młodego Wertera" wiadomo, że nigdy nie wiesz, czy twór twojej wyobraźni nie sprowokuje kogoś do zachowań [auro]destrukcyjnych. tutaj przynajmniej zaznaczony jest bardzo mocno, podkreślony na czerwono, kierunkowskaz - w niektórych miejscach w sieci pokazywane lub opisywane są treści równie dyskusyjne, ale bez cudzysłowu [dobrze odmieniam ?;)] i bez zaznaczenia, że to tylko, co najwyżej, sparing mentalny i temat na dyskusję o moralności i systemie prawnym.

              • pepsic Re: "Dexter" [a propos] 26.11.13, 18:34
                wiesz, ekranowy Dexter jest szalenie sympatyczny i raczej by Cię chronił, a nie krzywdził :]
                He, he nigdy nie wiadomo;)

                Ps. Greku, a co z okolicznościami łagodzącymi? A słowo prokuratora przeciwko obrońcy, a raczej opinią sędziego, bo funkcję prokuratora przejął Dexter?

                • grek.grek Re: "Dexter" [a propos] 27.11.13, 13:08
                  hehe, to zabrzmiało intrygująco dwuznacznie ;]

                  własnie, celna uwaga.
                  to są właśnie te kontrowersje.
                  wszak każdy ma prawo do uczciwego procesu.
                  co będzie, jak zaczniemy linczować tych, co nabroili ?

                  macherzy "Dextera" ułatwiają trochę sytuację, bo zwykle ci, których
                  trafiają na stół pod nóz - są winni, Dexter znajduje bezsprzeczne dowody
                  na to.

                  jest też kwestia resocjalizacji, przeca każdemu może się odkręcić w drugą
                  strone i zacznie czynić samo dobro - powinien mieć szansę dowieśc swoim
                  życiem, że się zmieni.

                  dochodzi kwestia odpowiedzialności przed Bogiem, która zapewne będzie ważna
                  dla ludzi wierzących. żaden człowiek nie ma prawa pozbawiać życia drugiego
                  człowieka, bo "do mnie należy pomsta, rzekł Pan". a to od razu staje w szranki
                  dyskusji o relacjach między sprawiedliwością boską, a ziemską. co jesli ziemska
                  zawodzi ? czekać w ufności na nadejście boskiej ? czy może, to o czym mówiłaś,
                  zastępować wiarę działaniem własnym ?

                  wiesz, ja myślę że cenne są te kontrowersje, bo prowokują przemyślenia/polemiki
                  na tematy istotne.



                  • siostra_bronte Re: "Dexter" [a propos] 27.11.13, 19:36
                    A czy Dexter nie mógłby po prostu wysyłać zebrane dowody, świadczące o zbrodniach w paczce na adres policji ?:) Anonimowo. Przecież zabija też bez rozgłosu :) I wtedy delikwenci już by się nie wywinęli wymiarowi sprawiedliwości.
                    • pani_lovett Re: "Dexter" [a propos] 27.11.13, 19:45
                      siostra_bronte napisał(a):

                      > A czy Dexter nie mógłby po prostu wysyłać zebrane dowody, świadczące o zbrodnia
                      > ch w paczce na adres policji ?:) Anonimowo.

                      Ale to nie byłoby tak kontrowersyjne i intrygujące zarazem. ;)
                    • grek.grek Re: "Dexter" [a propos] 28.11.13, 16:51
                      interesująca propozycja :]
                      kłopot w tym, że on je zbiera zwykle łamiąc prawo w sposób rażący :]
                      te dowody nie mogłyby zostać użyte w sądzie.
                      ale zdarzało mu się naprowadzać policję, zwykle swoją siostrę-detektywa, na trop
                      róznych typków, bez podsuwania dowodów, a jedynie śladów :] robił to wtedy, kiedy, z jakichś powodów, nie mógł sam wyekspediować
                      delikwenta do krainy wiecznych łowów.

                      inna rzecz, może ważniejsza od tej pierwszej : on musi zabijać.
                      to skaza jego genotypu.
                      uzależnienie.
                      coś dzięki czemu zyskuje równowagę życiową.

                      dzięki swojemu ojczymowi, który odkrył to w nim, kiedy jeszcze Dexter był dzieciakiem - znalazł sposób w jaki kanalizuje swoje popędy bez szkody dla niewinnych ludzi, a nawet z korzyścią dla społeczeństwa [według niego i... według części widzów]

                      najpierw zabijał zwierzęta, ale było nieuniknionym - przejście do zabijania ludzi.
                      to wampiryzm swego rodzaju.
                      głód wytaczania krwi.
                      ojczym wytyczył mu szereg zasad, swoisty kodeks, którym Dexter kieruje się w
                      swoim... "hobby", czyli : a] nie daj się złapać, b] nie zabijaj niewinnych.

                      jest taka scena, bodaj w 4 sezonie, kiedy Dexter przypomina sobie, gdy ojczym po
                      raz pierwszy zobaczył go nad rozpłatanym ciałem zabitego człowieka. zaniemówił,
                      był w szoku, wycofał się rakiem nie mogąc oderwać oczu od zwłok i młodego Dextera w
                      rzeźnickim fartuchu z nozem nad nim - "wtedy zobaczył, kim naprawdę jestem; zobaczył
                      potwora, którego stworzył, któremu pomógł się stać", tak wspomina po latach Dexter,
                      a cały wątek dotyczył wówczas śmierci ojczyma, policjanta, który zginął w dośc zagadkowych
                      okolicznościach, na służbie. ten motyw powraca w każdym sezonie - Dexter cały czas
                      się mierzy ze sobą, z własną osobowością, z własną innością i miejscem w świecie, wśród
                      tzw. normalnych ludzi.

                      • pepsic Re: "Dexter" [a propos] 28.11.13, 19:17
                        jest taka scena, ..., kiedy Dexter przypomina sobie, gdy ojczym po raz pierwszy zobaczył go nad rozpłatanym ciałem zabitego człowieka.
                        Greku utwierdzasz mnie, że nie oglądając Dextera dobrze robię... dla siebie:)
      • pepsic Re: co na dziś ? "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 24.11.13, 19:51
        Graku, pominąłeś istotny szczegół. Młodzi zaczęli wychodzić na prostą, tyle że zostali oszukani przez developera.
        Mocny film, za każdym razem działa na mnie dołująco.
        • grek.grek Re: co na dziś ? "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 25.11.13, 16:22
          mam inne zdanie :]
          mnie się wydaje, że moment w którym wpadają w długi i tracą szansę na mieszkanie - jest testem dla ich związku i pokazuje dobitnie, jak mało ich łączy, a może nawet NIC ich nie łączy, poza dziećmi.
          mówiąc krótko : ta beczka prochu czekała tylko na iskrę. mieszkanie by nie uratowało tego związku. tak sądzę.

          • pepsic Re: co na dziś ? "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 25.11.13, 17:52
            Związku być może, bo problemy związku nie cementują, ale nie byłoby tak przejmującej tragedii, upodlenia, podeptania godności i 100 procentowego finansowego ubezwłasnowolniona.
            • grek.grek Re: co na dziś ? "Kevin" & "Plac Zbawiciela" 26.11.13, 14:26
              yes.

              swoją drogą, matka im dobrze radziła : kupcie jakieś gotowe mieszkanie i po krzyku.
    • grek.grek "Alpha dog" via Polsat [1] 25.11.13, 13:59
      Rzecz o środowisku młodych handlarzy narkotykami. Jest to filmowa rekonstrukcja prawdziwych wydarzeń, ewentualnie bardzo dobrze wykonana inscenizacja na "z życia wzięte", przyznam że jeszcze nie sprawdzałem jak jest naprawdę.

      Hersztem grupy jest Johnny Truelove, który ma ojca, eks-dilera. I to czym handluje - albo ma od ojca, albo też wykorzystuje ojcowskie koneksje w pracy dla jakiejś większej organizacji. No nic, w każdym razie, Johnny skończył szkołę parę lat temu, a już ma samochód i dom, o jakich gros Amerykanów w wieku dowolnym - może najwyżej pomarzyć. Prowadzi niemal dom otwarty, jest on miejscem towarzyskich spotkań dla kolegów-"współpracowników" i innej ludzkości na doczepkę. Można zapalić trawkę, wypić piwko, ochlapać się w basenie, obciskiwać z dziewczyną, poszarżowac w videogry, poćwiczyć sztangą, a przygrywają hip hipowcy z telewizora wielkości stodoły.

      Najlepszą zabawę mają z niejakiego Elvisa Schmidta, pomniejszego dilera, który swoje długi odpracowuje u Johnny'ego i robi za nadwornego pajaca, którym reszta pomiata. Truelove upokarza go, a im bardziej upokarza, tym bardziej Elvis jest mu oddany, z czego inni kpią bezlitośnie, sugerując że jakby JOhnny chciał, to Elvis by go ustnie zaspokoił.

      Problem pojawia się w momencie, gdy Johnny popada w konflikt z Jake'em Mazurskym. Jake to jego diler. Tak jednak kiepsko zarządza swoją działką, że klient wisi mu 1,200 dolarów, a Jake wisi je Johnny'emu. Prosi o cierpliwość, ale Johnny trzyma interesy twardą ręką i natychmiast próbuje Jake'owi dosłownie wbić do głowy szacunek dla szefa i respekt dla pracy którą wykonuje. Jake jest jednak silniejszy, więc w bójce wygrywa, ale Johnny'ego ratują koledzy. Od tej pory między "współpracownikami" jest wojna.

      Mazursky nie jest typem grzecznym, przeciwnie wręcz. Razem z kolegami, i z bronią w ręku, najeżdza dom Truelove'a i demoluje go, wynosi cenny sprzęt i... zostawia ślad po sobie w salonie - w postaci figury z brązu :] Johnny dokładnie wszystko widzi - jest w domu, kryje się z pistoletem w garści, licząc na to, że towarzystwo weźmie fanty i go nie zabije. Tak tez się dzieje, chociaż Jake widzi Johnny'ego, kiedy ten wystawia głowę na moment.

      Johnny zmienia miejsce zamieszkania i postanawia przystąpic do kontrataku. Zalezy mu przede wszystkim na pieniądzach, ale także na upokorzenie Jake'a. Wpada na, wydaje mu się, że znakomity, pomysł - porwie 17-letniego [chociaz ponoć faktycznie 15-letniego] brata Jake'a i każe Mazursky'emu oddać dług pod groźbą zabicia chłopaka.

      Jak postanawia - tak też robi. Razem z kumplami wciągają Zacka do furgonetki i uwożą. Pilnować ma go Frankie. Jak się szybko okazuje - wcale nie musi. Zack jest zachwycony całą sytuacją. Nawet kiedy Frankie proponuje mu, żeby uciekał - on wcale nie ma zamiaru.

      Zack to dziecko wychowane przez rodziców porządnych i chcących, aby syn wyszedł na normalnego człowieka, czyli nie takiego jak jego wytatuowany braciszek. Jake niby pracuje, niby cośtam, ale wikła się w dilowanie narkotykami i zasadniczo marny z niego wzór do naśladowania. Bywa w domu, ale zwykle tylko po to, żeby od starego wydusić kasę na pokrycie kolejnego swojego długu. KOńczy się to oczywiście kłótnią, bo Jake wybucha łatwiej niż gaz przy włączonej zapalniczce. Zack oczywiście trzyma stronę brata, bywa u niego w mieszkaniu, Jake częstuje go trawką, i widać że bracia trzymają sztamę.

      Kiedy więc Jake dowiaduje się, że Zack znikł, a potem dostaje wiadomośc, że stoi za tym Truelove wpada we wściekłość. Chce koniecznie brata odzyskać. I nie chce za to płacić tych 1,200 dolarów. Chce to zrobić siłą.

      Zack jest miły, szalenie sympatyczny i lekko naiwny. Podoba mu się codziennośc starszych kolegów dilerów. TEraz może sobie palić, napić się piwa, starzy mu nie wiercą dziury w brzuchu, a to, ze jest zakładnikiem - czyni go dodatkowo bardzo interesujących w oczach minimum dwóch dziewczyn, bywających na zabawach u handlarzy. Tak więc, Zack zaprzyjaźnia się z Frankie'em i całą resztą. Wszystko mu się podoba, nawet to, że ojciec Franka, podtatusiały 50-latek zabawia się z dwiema pannami, w ogrodzie hoduje marihuanę, a Frankie rozmawia z nim językiem pełnym wulgaryzmów i nie tyle po imieniu, co za pomoca słowa popularnie tytułującego pewną męską częśc ciała - na "f' :]

      W tym czasie zaalarmowana policja szuka już Zacka, rodzice [zwłaszcza matka] odchodzą od zmysłów z niepokoju, a Jake dostaje szajby - nie mówi policji, że wie, iż za porwaniem stoi Johnny, ale i sam nie wie, gdzie jego brat może być i co mu grozi.

      Truelove po kilku dniach dochodzi do wniosku, że pora złożyć ofertę Jake'owi. Dzwoni do niego, ale Jake miota się i wrzeszczy, że żadnej kasy nie odda, a Johnny już może kupować sobie trumnę, bo za porwanie Zacka - odpowie głową. Nie ma rozmowy.

      Johnny staje więc w sytuacji dośc niewesołej - dzwoni do prawnika ojca i sugerując, ze chodzi o "znajomego", pyta co mu grozi za porwanie. Kiedy dowiaduje się, że 25 lat do dożywocia - robi mu się ciepło. Jeśli Zack powie rodzicom, co się naprawdę stało - Johnny pójdzie bączyć w pasiak, jak nic. Reszta też.

      Niby żartem, niby dla jaj, Johnny składa Frankie'emu propozycję zabicia Zacka - "dam ci 1,5 tys dolców, jesli go zabijesz". Frankie jest zdumiony, odmawia kategorycznie, a Johnny na to, że oczywiście żartował. Ale Frankie wie, że to nie był żart. Jest przestraszony, opowiada o tym innym, dodaje że Johnny jest kompletnie nieobliczalny.

      Truelove dochodzi więc do wniosku, że Zacka trzeba zabić, a ciało ukryć. Wtedy sprawa będzie czysta.

      Zackowi cięzko żegnać sie z kompanią, w której tak mu się dobrze żyło, przyjaźnie nawiązywało i seks miało, od razu z dwiema dziewczynami, w basenie :] Frankie zapewnia go, że nazajutrz zawiozą go do domu.

      Wyrok jednak został wydany. Frankie próbuje jakoś wywabić Zacka ze swojego domu. Nie chce, żeby został zastrzelony tutaj. Może nawet chciałby go wywieźć i po prostu wysadzić w cholerę, ratując mu w ten sposób życie. Ale Zack zalega przed tiwi i mówi, że poogląda sobie film.

      Zjawia się Elvis, ma broń pod koszulą. Bez słowa pokazuje ją Frankie'emu. Ten wpada w popłoch. Elvis tłumaczy mu jednak, że nie może sie wycofać. Za daleko w to wszedł. Jesli sie wycofa, to JOhnny każe odstrzelić zapewne i jego. Tak czy owak, nie ma już wyjścia. I to własnie ten wyśmiewany Elvis okazuje się tutaj najbardziej bezwzględnym wykonawcą rozkazów. Ci którzy z niego sobie robili jaja - płaczą i wymiękają. Lojalnośc Elvisa nie zna granic, może chce też awansować w oczach Johnny'ego.

      Wywożą więc Zacka za miasto, w okolice jakiegos pagórka czy czegoś takiego. Całą drogę tłumaczą mu, że wiozą go do domu. POtem wysiadają i prowadzą. Jest noc. Mówią mu, że muszą spacerkiem dojśc do "punktu przerzutowego". Jest ich tam trzech, jeden nie wytrzymuje grozy sytuacji : z płaczem rzuca się Zackowi na szyję i ucieka do auta.

      Spotykają jakąs parę. Jak skrzętnie jest notowane w trakcie filmu - są to świadkowie # 43 i # 44. Tyle osób widziało Zacka w towarzystwie Johnny'ego i jego kolegów. Czy to mogło się udać ?

      Zack w pewnym momencie orientuje się, o co chodzi - kiedy docierają w pobliże wykopanego dołu, jak na grób... Zaczyna płakać, zaklinać się, że nic nie powie, zezna że uciekł z domu i wyjechał do Fresno albo innego jakiegoś miasta, o nich nie piśnie słowa - "jesteśmy przyjaciółmi !", mówi. I mówi prawdę, faktycznie się z nimi zżył. Ale zapewnienia to jedno, a prawdziwe przesłuchanie przez policję - to drugie.

      Frankie do końca zapewnia Zacka, że mu nic nie grozi. Po sto razy powtarza, z coraz większa płaczliwością, ze "nigdy bym cię nie skrzywdził", przysięga na BOga, że Zack wróci do domu. Zack tez płacze, ale daje się związać i zakneblować. Wtedy Elvis zachodzi go od tyłu i wali w łeb łopatą pozostawioną w tym wykopanym dole. Zack pada, a Elvis poprawia seria z karabinka. Zack nie żyje, Frankie ledwie łapie oddech, a Elvis po prostu zrobił swoje, choć nie jest to typ cynicznego zbója.
      • grek.grek "Alpha dog" via Polsat [2] 25.11.13, 14:20
        W tym czasie Johnny Truelove jest brany w obroty przez swojego ojca, któremu prawnik wykablował oczywiście, że syn doptywał się o kwestie sądowe. Stary Truelove [gra go Bruce Willis] nie posiada się ze złości, że syn mógl się wykazać aż taką głupotą i brakiem odpowiedzialności. Z rachunkow wychodzi, że jeśli wszystko się powiedzie, odsiedzi 2 lata i wyjdzie. Ale Johnny ani myśli iśc do więzienia. Dlatego nie powstrzymuje Elvisa przed zabiciem Zacka.

        Zwłoki zostają znalezione dośc prędko. Policja szybko ustala, dzięki świadkom, z kim widziany był Zack i raz dwa przymyka wszystkich poszukiwanych. Poza Johnnym Truelovem. Ten ucieka w stronę Meksyku, raZem ze swoją dziewczyną, Angelą [gra ją Olivia Wilde, dośc poczciwie kontrastująca z dzieciakowatym Emile'em Hirschem]. Angelę policja zawija podczas postoju w Albuquerce. Johnny widzi to zza rogu ulicy. Miał szczęściel, że wyszedł do sklepu.

        Ucieka dalej i dociera pod samą granicę, gdzie odwiedza kumpla. Co się dzieje dalej - wiadomo z para-dokumentalnej wypowiedzi tego kumpla : tuż przed granicą Johnny wpada w panikę i każe się wieźć z powrotem, do domu. Na miejscu wchodzi do domu, a ten kumpel ucieka, mimo że Johnny prosił żeby zaczekał. Gośc czuje, że coś tu brzydko pachnie.

        Stary Truelove odpytywany przez dziennikarza mowi, że nie wie, gdzie się podział syn. Odwiedził go, ale zniknął.

        W finale napisy na ekranie informują, że Elvis dostał czapę, Frankie dożywocie, a Johnny Truelove [stosowna scena do tego : Johnny w szykownym garniturze, ogolony i z teczką idzie ulicą] został złapany w... Paragwaju, odtransportowany do Ameryki i czeka na proces, pod groźbą kary śmierci. Stan AD. 2006.

        Kilka rzeczy na plus : przede wszystkim bardzo dobra scena, kiedy Frankie i Elvis prowadzą Zacka dfo tego grobu, i moment gdy Frankie zapewnia go o swojej przyjaźni i oddaniu - mówi prawdę, a jednocześnie wie doskonale, że chłopak zaraz zginie. Naprawdę mocna scena.

        Świetny jest monolog matki Zacka, po jego śmierci. Cały film ma formę rekonstrukcji, z elementami stylizacji na dokument : a więc dokładne daty, miejsca i godziny zdarzeń, numeracja świadków pojawiających się w toku akcji oraz wypowiedzi bohaterów podpisane ich nazwiskami. Właśnie taką wypowiedzią do kamery jest wyznanie matki Zacka. Gra ją Sharon Stone. Do tej sceny została ucharakteryzowana na spuchniętą utytą kobietę po cięzkim przejściu, opowiada o tym jak chciała się zabić po dowiedzeniu się, że syn nie żyje, o swoim żalu do Boga ["jeśli ma jakiś pllan wobec mnie, to niech k... zejdzie tutaj i powie mi JAKI to plan !"], o miłości do Zacka. Wreszcie, cała zapłakana i szara na twarzy - prosi o przerwę.

        Wreszcie wśród dopbrych ról młodych aktorów [Timberlake, Yelchin/Zake, Hirsch] prawdziwą mała kreację tworzy Ben Foster - Jake to chodząca bomba; histeryk, którego ataki szału są
        tak nagłe i tak gwałtowne, że właściwie można podejrzewać go o niezrównoważenie psychiczne. Płynnie przechodzi ze spokoju w paroksyzm gniewu.

        www.youtube.com/watch?v=VPWjDJmbrak
    • grek.grek "HOmeland" - [po finale sez.1] 26.11.13, 14:24
      oglądaliście ? :]

      świetne zakończenie.

      [będę spojlery]

      pewne było, jak w banku, że sierżantowi bombka nie wybuchnie, ale całej przewidywalności finału jego akcji - było to poprowadzone znakomicie. i sam pomysł dobry : snajper robi zamieszanie na zewnątrz, po to aby wdrożona została procedura odizolowania ważniaków, czyli zamknięcia ich w bunkrze, a także aby na moment zawieszono kontrolę przy wejściu do budynku, przez co sierżant mógł się swobodnie przedostać do środka, z tą swoją kamizelką bombastyczną pod mundurem. świetny plan.

      same sceny w bunkrze - pan aktor wyszedł z siebie, żeby zagrać człowieka, co to zaraz ma zdetonować zawieszony na sobie ładunek wybuchowy. wiedziałem, że nie walnie z powodu kłopotów technicznych [tez wiedzieliście, hehe], więc podziwiałem aktorskie usiłowania pana Lewisa. poprawił łączenia, styki, wrócił... i córka telefonicznie mu przerwała, hehe. a jak przestała przerywać, to bunkier został otworzony, bo zagrożenie minęło. ten drugi raz, imo, był potrzebny - gdyby nie wypaliło z powodu kontuzji bomby... byłoby to zdecydowanie zbyt banalne. musiało się wydarzyć coś jeszcze.

      generalnie, Carrie udało się zapobiec zamachowi. przypłaciła to utratą pracy, zdobyciem sobie reputacji wariatki do sześcianu i elektrowstrząsami na życzenie, ale kurdebele... warto było. Claire Danes nie bała się w tych ostatnich odcinkach być brzydka i straszna momentami - za to ją cenię :]

      najlepsze, że w ogole nie wie, co się miało stać. nie wie, że miała rację, Brody chciał zabić wiceprezydenta, ale nie był w stanie. sama siebie uznała za szurniętą, chociaż w finale przypomina się jej fakt, że Brody znał imię tego zmarłego w amerykańskim ataku syna swojego arabskiego guru.

      swoją drogą, jakby ten wicek wyleciał w powietrze, to nikt by nie miał pretensji, bo kanalia z niego pierwszej wody.

      zatkało mnie najmocniej w momencie, kiedy Saul mówi przez telefon Carrie, że wysyła po nią agentów, co by ją wpuścili do budynku, co de facto oznaczałoby że wraca ona do akcji, ale już samym agentom każe ją po prostu złapać i aresztować [nie mówi tego, ale zdaje się o to chodziło w tym lapidarnym poleceniu, jakie wydaje] - nawet on jej nie uwierzył. musiało do tego dojśc... 2 sezon i tak dalej... ;]

      dłuższy o pół godziny ten odcinek.
      może dlatego Pepiki mają 13, a nie 12 w swojej wersji ?
      może rozdzielili na dwa ten ostatni.

      w każdym razie, świetna akcja, finał sezonu naprawdę godny swojej nazwy. ostatnie 2 odcinki przed nim - wyraźnie były ciszą przed burzą i z tych naciapanych czarnych chmur naprawdę nieźle popadało.

      ciekawą postacią w kolejnym sezonie może być córka Brody'ego.
      pomimo ostatniej sceny, w ktorej siedzi sobie z tatulem na dachu i gaworzy - uwierzyła Carrie i jednak zadzwoniła do starego.
      miała podejrzenia już wcześniej - nagle ojczulek zamyka się w pokoju, odmawia jej "niedźwiedzia" na pożegnanie [nie chciał, żeby wyczuła kamizelkę z bombą pod jego ubraniem], trzyma coś w bagażniku, mówiąc że to prezent dla matki, ale za dużo tych nagłcyh ciekawostek. no i islamista modlitewny z niego, co też córka w końcu odkrywa.
      pomysł Carrie, żeby ratować sytuację apelując do jej instynktów i intuicji - brawurowy był.

      jak oceniacie motywacje sierżanta ?
      ani chybi, ale trwa tutaj produkowanie "dobrego terrorysty".
      ofk, poza tym że każdy terrorysta jest zły z natury, to ten tutaj wyposazony zostaje w coś, czego przeciętnemu dynamitardowi się nie przyznaje - ma racjonalną pozytywną motywację.

      czy gośc powinien zostać wierny państwu, kiedy widzi jak jego rząd, wojsko i specsłużby mordują ludzi w odległym kraju i tuszują ten fakt ? a tu nawet nie tyle chodzi o "ludzi", co o dzieci.

      i co za cyniczna kalkulacja : chcą zabić jakiegoś wodza terrorystów islamskich, ale wiedzą, że jednocześnie zginą niewinni ludzie - obliczają jednak, że "straty zmieszczą się W NORMIE".

      z drugiej strony : jeśli ten terrorysta może w jakiś sposób przyczynić się do śmierci ludzi w swoim kraju, innym kraju albo zorganizować zamach w samej Ameryce, wywołując panikę interes państwowy wymaga wyboru mniejszego zła. amerykańskie służby mają chronić amaerykańskich obywateli. kropka. zatem - czy nie mają prawa do takiej właśnie cynicznej kalkulacji.

      zagwozdka nie do ruszenia. wicepremier to świnia, ale jednocześnie spełnia swoje zadania nałożone przez służbę społeczeństwu swojego kraju. jeśli inaczej się nie da zamachnąć na tego lidera terrorystów, to co ma zrobić ? czekać aż tamten się zamachnie ? może, po prostu... taki jest ten świat i nie da się znieśc zarówno dylematów, jak i sytuacji, których dotyczą ?

      świetnie zrobione, zagrane, doskonale budowana intryga, długo można było usprawiedliwiać jakoś sierżanta, podejrzewając Carrie o paranoję, ale... może naiwny byłem ? :] może od początku było wiadomym, że jest on "odwrócony" i nie miało sensu żadnego tworzenie pozorów, więc skupić się na lezało na... błyskotliwości tworzenia pozorów ;]

      z drugiej strony, trochę suspens by siadł, więc próbowałem to sobie jakoś jednak ubarwiać upartym przekonywaniem, że "na dwoje babka wróżyła", hehe. [a Wy ? od początku mieliście jasnośc ? Pepsic, Ty chyba tak właśnie miałaś, jesli moja nędzna pamięć mnie nie zawodzi :)]

      podobała mi się scena z Walkerem, który po wykonaniu swoich przepisowych strzałów zamachowych z mieszkania jakiejś kobieciny - pakuje graty i wychodząc ręką burzy włosy tej kobiecinie, przywiązanej do krzesła i zakneblowanej, pewnej, że zostanie zastrzelona, bo przecież człowiek przygotował sobie pistolet i to rzucając jej wymowne spojrzenie :] gagatek z tego jegomościa :]

      tutaj obserwacja, ze pan terrorysta arabski też nie jest specjalnie hamletyzujący - Walker zrobił swoje, Walker może odejść... i wcale nie piję tutaj do koloru skóry pana Walkera. No ale także pan terrorysta ma swoje motywacje, śmierć syna to niekiepski powód, żeby eliminować nadmiar wątpliwości.

      ciekawe, kiedy TVP wrzuci 2 sezon ?
      o ile w ogóle, hehe.
      przyszły rok ?
      optymistyczna wersja ?

      a jak u Was ? jakie wrażenia ? jakie przemyślenia ?

      • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 26.11.13, 18:48
        Do tej pory żyłam w przekonaniu, ze bomba sie zacięła i nie przypominam sobie, żebym zasnęła, ani huśtawki, ani że córka dzwoniła.
        ??

        Pepsic, Ty chyba tak właśnie miałaś
        Chyba nie ja. Od początku podchodziłam sceptycznie i nie potrafiłam wyrobić zdania.

        Oby alzheimer nie zakończył w naturalny sposób naszego wątku (żart!) ;)
        • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 27.11.13, 12:57
          jakże to ?! :]

          po tym jak bomba nie odpaliła - sierżant wyszedł, cały w nerwach, do toalety. tam zdjął kamizelkę, poprawił styki przy bombie i wrócił, żeby ją wreszcie odpalić. i już miał detonować, złapał za przełącznik, już zamknął oczy i wyprostował się krzywiąc twarz...aż wtedy własnie zadzwoniła córka, zajęła go rozmową : zapłakana prosiła, żeby przyrzekł, że wróci do domu - do nerwów doszło wzbudzone, na ich bazie, potrójne uczucie do dziecka i sierżant nie był w stanie już nic zrobić; tym bardziej, że kiedy skończył rozmawiac przez telefon, otworzono drzwi bunkra i zaczęto wypuszczać ważniaków; wiceprezydent, który miał być główną ofiarą zamachu, wychodząc patrzy na sierżanta, kompletnie wypompowanego z sił, i mówi "Nick, co jest ? wyglądasz jak g..wno" - nie pamiętasz tej sekwencji ?

          a to przepraszam za podejrzenia :]
          mnie się zaczęła lampka świecić, kiedy dowiedziałem się, że ta akcja ma 3 sezony, teraz puszczają 4-ty, a w jakiejś krótkiej polecajce w gazecie przeczytałem, ze jest to "fascynujące starcie dwójki wytrawnych myśliwych". no i pękło, skoro "starcie" i skoro "myśliwi", to znaczy, że Brody jest "odwrócony". a także, że Carrie może i zachciało się elektrowstrząsów, ale nie pozbawią jej one agenturalnej dociekliwości i nie zamarzą w jej głowie całej historii.

          haha ;]
          • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 28.11.13, 19:30
            Grek uwierz, czytając Twoje wyjaśnienia oczy miałam jak spodki (sorki za grafomanię) Bez obrazy, może oglądałeś czeską wersję? :)

            Mi się też wydawało, że jak nakręcono kilka serii, to sytuacja wyjaśni sie dopiero w końcówce. Czyli to już koniec?
            • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 29.11.13, 13:35
              coś czuję, że TVP pokazała wersję skróconą :]

              tak naprawdę, ostatni odcinek trwa prawie 90 minut.
              nie wiem, dlaczego TVP takowej nie pokazała.

              nie mogę wpisać TEGO adresu, bo system blokuje takie próby
              jako "spamowanie", ale sprawdź ten ostatni odcinek 1 sezonu na Zalukaj.TV :]
              • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 29.11.13, 16:14
                Chyba znalazłam rozwiązanie zagadki. 13 odc. będzie nadawany w poniedziałek, co by wyjaśniało nasze rozbieżności.Wcześniej w celu ustalenia faktów zwróciłam się o niezależną opinię, niczego nie sugerując i uzyskałam potwierdzenie, że bomba nie odpaliła, bo zawiódł bezpiecznik.
                Też nosiłam się z myślą, żeby obejrzeć kontrowersyjny odcinek raz jeszcze.

                Pewnie nikt wcześniej nie zauważył, że odcinek jest dłuższy i za późno jest, aby go upchnąć w ramówkę.
                • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 30.11.13, 13:40
                  no to mamy wyjaśnienie :]

                  pech, że - niechcący ! - popsułem Ci trochę przyjemnośc z oglądania tego 13 odcinka, zdradzając
                  pewne fakty...
                  • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 01.12.13, 20:34
                    Nic nie szkodzi. Mogę tylko odetchnąć z ulgą, że jeszcze nie nadszedł na mnie czas;)
                    • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 02.12.13, 14:19
                      haha ;]

                      napisz koniecznie, jak oceniasz te finałowe rostrzygnięcia/zdarzenia/zawieszenia, no i
                      generalnie : jak ten 1. sezon Ci się podobał ?
                      • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 02.12.13, 17:34
                        Będziesz rozczarowany, bo jak wcześniej wspominałam, mimo obiecującego początku wraz z kolejnymi odcinkami trochę się jednak zniechęciłam.
                        • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 03.12.13, 17:11
                          a tak, pamiętam.
                          myślałem, że może w trakcie trochę bardziej się przekonałaś do tego serialu.

                          a jak oceniasz perspektywy 2 sezonu [wiem, 4 leci już w tiwi, hehe] ?
                          zdaje się, że teraz Brody będzie działał w kręgach politycznych, a więc idea
                          samobójczego zamachu mija bezpowrotnie, a chyba szykuje się rozgrywka
                          na salonach, i nade wszystko - za kulisami - partii republikańskiej ?
                          • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 03.12.13, 20:00
                            Trudno mi sie ustosunkować, bo jakoś nie czuję serialu, z drugiej strony suspens padł.

                            Ps. Jutro otwieramy szampana, czyż nie?
                            :)
                            • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 04.12.13, 14:45
                              szampana ? :]

                              [Barbasia ma dzisiaj imieniny ? przyznam, ze skruchą, że nie zapamiętałem jak to u Niej wypada]

                              • pepsic Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 04.12.13, 19:13
                                Jak to? Przecież od lat podwójnie balujemy podczas Barbórki:))

                                Ps. Dobre miałam przeczucie;)
                                • siostra_bronte Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 04.12.13, 19:21
                                  :))
                                  • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 05.12.13, 17:05
                                    i Siostra ma imieniny ! :]
                                    [znaczy się, miała, ma co roku, bo też Basia...]

                                    amnezja !
                                    atak amnezji !
                                    hospitalizacja konieczna ;]
                                    za mało lecytyny...

                                    ślubuję, że już nie zapomnę :]
                              • pani_lovett Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 04.12.13, 22:34
                                grek.grek napisał:

                                > szampana ? :]
                                >
                                > [Barbasia ma dzisiaj imieniny ? przyznam, ze skruchą, że nie zapamiętałem jak t
                                > o u Niej wypada]

                                No wiesz!

                                ;)
                                • pani_lovett Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 04.12.13, 22:35
                                  Imieniny Barbary są tylko raz w roku!
                                  • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 05.12.13, 17:03
                                    wybacz idiocie :]

                                    ja czasami zapominam nawet dat własnych, jak się w familiji jakaś uroczystośc rocznicowa
                                    zbliża, to mi o tym mówią - jak nie przypomną sobie, żeby mnie przypomnieć, to sam sobie na pewno nie przypomnę :] zapominam nawet tego, żeby sobie zapisać wszystko. solennie zapewniam, a potem znów zapominam. pamięć dat, to moja pięta achillesowa. właściwie, cały sie składam z tej pięty, ale ten jej fragment jest szczególnie dokuczliwy :]
                                    • pani_lovett Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 05.12.13, 17:46
                                      Nie ma problemu, Greku.

                                      Jakbyś zapomniał Nic by się przecież nie stało.

                                      • grek.grek Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 06.12.13, 16:52
                                        ze wstydu bym sie tutaj pokazywał tylko z torbą na głowie :]
                                        • pani_lovett Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 06.12.13, 17:03
                                          Ha,ha,ha! :)))

                                          NocoTy!
                                        • pani_lovett Re: "HOmeland" - [po finale sez.1] 06.12.13, 17:54
                                          Nie mogłabym się długo gniewać na Ciebie. ;))

                                          PS Później dopisze kilka słów o "Erratum"
    • pani_lovett Kuba Wojewódzki Show 27.11.13, 00:04
      Rzuciłam okiem ze względu na gościa -
      którym był Tymon Tymański, ze swoją biografią. Szkoda, że krótko.

      A rolę Wodzianki z elegancją pełniła ... Maria Czubaszek z nieodłącznym papierosem.
      Odzieży miała sporo na sobie, niczego nie odkrywała. ;))

      • grek.grek Re: Kuba Wojewódzki Show 27.11.13, 12:59
        ależ dawno nie oglądałem tego programu...

        nie ma już pani Wodzianki all original ? ;]

        hehe, jeśli p. Czubaszek nosiła dzban, to nie wierzę, żeby tam woda się znajdowała.
        • pani_lovett OT 27.11.13, 17:00
          Dwa dni mnie nie ma (a właściwie wracam późno w nocy), a tu już jakaś faworyta częstuje Cię koktajlami? Wytłumacz się Grek.greku!

          ;))
          • pani_lovett Re: OT 27.11.13, 18:12
            O! Faworyta już się ulotniła.
          • grek.grek Re: OT 28.11.13, 14:07
            a ja niepijący jestem ;]

            ktoś mi ją podstawił ;]
            • pani_lovett Re: OT 28.11.13, 16:57
              Hahaha! :))

              • grek.grek Re: OT 29.11.13, 13:37
                chcieli [ONI !!] mnie ululać koktajlami, zrobić kompromitujące zdjęcia i "oczyścić", ale z
                resztek gotówki ;]]
                • pani_lovett Re: OT 30.11.13, 17:12
                  Ha,ha,ha! :)))))
                  Aaaaa, to tak... A to dranie!

                  Na szczęście, uratowałam Cię w ostatniej chwili! :}



                  • grek.grek Re: OT 30.11.13, 17:21
                    dzięki ! :]

                    "koktajle oczyszczające", ech... hehe.
                    • pani_lovett Re: OT 30.11.13, 17:36
                      Hahahahahaha! :)))))))))))))))))))))))))
        • pani_lovett Re: Kuba Wojewódzki Show 27.11.13, 17:40
          Rzadko teraz oglądam. Wczoraj się zasnęłam przed telewizorem, kiedy się obudziłam była prawie pora na program "Wojewódzkiego", więc przełączyłam na TVN.

          Nie. W tym sezonie nie ma oryginalnej Wodzianki. Różne inne bardziej znane panie podają wodę. Tydzień temu mignęła mi Ania Mucha z ciążowym brzuchem (Wojewódzki prostował, że to nie on jest sprawcą ciąży).

          Chyba jednak była woda.
          Pani Maria była najbardziej skromną , acz najbardziej najbardziej rozmowną Wodzianką w historii programu i wytłumaczyła swoje pojawienie się w tym charakterze w programie Wojewódzkiego. Pani Maria zanana jest ze swojej niechęci do posiadania potomstwa. Mówiła jak to ludzie ostrzegali ją, że na starość nie będzie miał kto jej podać szklanki wody. Więc ona (będąc już w dojrzałym wieku) na postanowiła być przekorna, odwrócić role i osobiście podać komuś szklankę wody. :)
          • grek.grek Re: Kuba Wojewódzki Show 28.11.13, 14:11
            ciekawa formuła, nigdy nie wiadomo jaka i która będzie nalewała.
            chociaż... jak była ta etatowa pannica, to dylemat był chyba bardziej interesujący :
            będzie nalewała nago czy półnago ? :]

            hehe, ma żart.
            mogła wziąć takie nosidło na wodę, jakiego używano kiedyś na wsi : taki pałąk
            z dwoma wiadrami na końcach, kładziony na karku ;]
            • er.pa Re: Kuba Wojewódzki Show - w kwestii terminologii 28.11.13, 16:37
              > mogła wziąć takie nosidło na wodę, jakiego używano kiedyś na wsi : taki pałąk
              > z dwoma wiadrami na końcach, kładziony na karku ;]

              Greku, to się nazywa koromysło :)
              • grek.grek Re: Kuba Wojewódzki Show - w kwestii terminologii 28.11.13, 16:52
                dzięki :]
              • pani_lovett Re: Kuba Wojewódzki Show - w kwestii terminologii 28.11.13, 16:56
                er.pa napisała:
                > Greku, to się nazywa koromysło :)

                W jednym ze skeczów wrocławskiego kabaretu Elita, bohater, prostak obraża swoją żonę mówiąc do niej "Ty durne koromysło". ;)
                • er.pa Re: Kuba Wojewódzki Show - w kwestii terminologii 28.11.13, 17:22
                  Bo koromysło to fajne słowo jest :) Funkcjonuje też jako przenośne określenie czegoś nieporęcznego, za dużego dla okoliczności.
                  • pani_lovett Re: Kuba Wojewódzki Show - w kwestii terminologii 28.11.13, 19:09
                    er.pa napisała:

                    > Bo koromysło to fajne słowo jest :)

                    Bardzo fajne słowo. :)

                    Funkcjonuje też jako przenośne określenie c
                    > zegoś nieporęcznego, za dużego dla okoliczności.

                    O! Ciekawe! Nie wiedziałam.

    • grek.grek Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 27.11.13, 16:33
      po "Rzymie..." i "Paisie" - "Miłość", 20:20 i 0:20/



      • pani_lovett Re: Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 27.11.13, 16:51
        Jeśli "Miłość" to koniecznie. :)
        (ja o 20:20 :)
        • grek.grek Re: Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 28.11.13, 16:53
          i jak tam ?
          oglądałaś
          oglądaliście ?
          • pani_lovett Re: Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 28.11.13, 16:54
            To samo miałam pisać. ;)
          • siostra_bronte Re: Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 28.11.13, 19:15
            Oglądałam. Bardzo mi się podobało. A wy oglądaliście?
            • pepsic Re: Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 28.11.13, 19:32
              Niestety nie, jestem na etapie Wallandera, którego oglądam od końca, a także zmutowanych, ludożerczych pająków;))
            • grek.grek Re: Rossellini po raz trzeci [w Kulturze] 29.11.13, 13:52
              yes :]

              rzeczywiście, jak wieszczyła adnotacja w czołówce, był to dwuaktowy koncert
              aktorski Anny Magnani - najpierw w długim kameralnym monologu szalejącej z miłości kochanki,
              czekającej na telefon, który albo się nie zdarza, albo jednak się zdarza, ale jest on zapowiedzią końca związku [w sumie, nie wiem jak odebrać ten dzwonek po którym ona podnosi słuchawkę i niejako godzi się na zakończenie całej historii].

              potem w roli upośledzonej bezdomnej wieśniaczki, która zostaje upojona winem i wykorzystana seksualnie przez turystę, którego - z racji swojej prostej religijności - wzięła za św. Józefa. cała wieś [czy może jednak miasteczko] się z niej nabija, kiedy oznajmia że nosi dziecko świętego. zmuszona do ucieczki przed rechoczącym tłumem długo wędruje schodami jakimiś w górę, aż dociera do opuszczonego kościoła. wkrada się do środka niezamkniętymi tylnymi drzwiami i w środku rodzi samotnie dziecko.

              jaki tytuł - taka treść :]
              miłośc do człowieka, miłość do Boga - obie skrajnie intensywne. emanują i wynikają z postaci kobiet - w obu przypadkach podobnie "niezrównoważonych" z racji energii w jaką wyposażone są ich uczucia i wiara w tę miłość, która je spala od środka.

              nie wiem, jak Wam, ale mnie, w tych nowelach zarówno w "Paisie" jak i "Miłości", podoba prostota tych opowieści. klarowne i zrozumiałe historie, z doskonałymi mocnymi puentami,
              a jednocześnie idea, przesłanie, myśl którą wyrażają jest głęboka.
    • grek.grek Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] :] 27.11.13, 16:48
      niezastąpieni :]

      Stonesi x 3 na udany wieczór dla Was, dla Nas :]

      www.youtube.com/watch?v=XzcWwmwChVE
      www.youtube.com/watch?v=vBecM3CQVD8
      www.youtube.com/watch?v=9Uj9sduV3k8
      • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 27.11.13, 16:55
        U mnie Stonesi już grają... :))
      • pepsic Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 28.11.13, 19:19
        Drugi kojarzy mi sie z fajnym, znanym tu filmem C.R.A.Z.Y.
        A dlaczego "Angie" niet?
        • grek.grek Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 16:51
          w następnej transzy będzie :]
          • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:01
            O! Przepraszam, nie zauważyłam Pana, odpowiedzi. Szukałam piosenki Angie, a potem czytałam polskie tłumaczenie. :)
        • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 16:58
          Angie - bardzo proszę:

          www.tekstowo.pl/piosenka,the_rolling_stones,angie.html
          :)

          • pepsic Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:16
            Podziękowania dla Szanownej Pani :-]

            Ps. Co się dzieje z Manią? Wie ktoś?
            • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:22
              pepsic napisała:

              > Ps. Co się dzieje z Manią? Wie ktoś?

              Mania w wątku kuchennym się udzielała nie dalej jak wczoraj wieczorem i wcześniej też. Co więcej tam obcym chwaliła się, że była na na koncercie Matta Duska! A nam słówka nie pisnęła. :/
              • pepsic Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:29
                No proszę, a tymczasem to mnie posądzano o zdradę;))
                Dusk? Nie znam człowiek.
                • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:42
                  ;)

                  Żartuję, oczywiście, z ta kwaśną miną, tak naprawdę ucieszyłam się, jak przeczytałam post Mani w wątku obok. Znaczy to, że krąży tu.

                  Matt Dusk , chyba nie przesadzę jak powiem, że to nowy Sinatra. Mnie się ogromnie podoba.

                  www.youtube.com/watch?v=pqanIKrnZ_g
                  :)

                  • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:52
                    Rzeczywiście Matt Dusk jest porównywany do Franka Sinatry.


                    Więcej o Macie Dusku tu:
                    rozrywka.trojmiasto.pl/Matt-Dusk-nigdy-nie-bede-Frankiem-Sinatra-n74791.html
                    I jeszcze słynna piosenka, którą śpiewał Sinatra "My Way" w wykonaniu Matta Duska.
                    www.youtube.com/watch?v=-PXdTagZGG4
                    • pepsic Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 18:04
                      Pan Matt Dusk mi sie podoba, a "May way" to jedna z piękniejszych melodii. Ale jeśli chodzi o cover, to mój ulubiony rewelacyjnie śpiewa przystojniaczek Robin Williams.
                      • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 17:18
                        "My Way" w wykonaniu Robina Williamsa.


                        www.youtube.com/watch?v=XYLOAay_2MQ
                        Podoba mi się. :)


                  • pepsic Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 18:07
                    Może ma fazę na gotowanie, albo potrzebę :)
                • maniaczytania Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 16:18
                  ladne rzeczy sie tu o mnie wypisuje ;)))

                  jestem, czytam, kraze dookola, ale zazwyczaj skrobne niewiele bardzo. Zreszta tu juz gdzies tez dawalam znaki - chyba przegapiliscie ;)))

                  A Matt Dusk jest cudowny i wspanialy! Spiewa rewelacyjnie, lepiej od M. Buble, rusza sie jak Fred Astaire, moiw po polsku, bo ma olska zone i nawiazuje wspanialy cieply kontakt z publicznoscia - po koncercie podpisywal plyty, plakaty, pozowal do fotek, a nawet spiewal ludziom przez telefon Happy Birthday ;)
                  • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 16:32
                    > jestem, czytam, kraze dookola, ale zazwyczaj skrobne niewiele bardzo.

                    No tak, bo Maniusia, przy stole MasteriTopChefa się kręci i tam woli sobie coś skubnąć. ;)

                    >Zreszta tu juz gdzies tez dawalam znaki - chyba przegapiliscie ;)))
                    Niemożliwe.


                    Zazdraszczam pięknego koncertu na żywo.

                    Gdzie pozowaną fotkę z Mattem można obejrzeć ? Na blogu? ;)
                    • maniaczytania Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 16:40
                      no, nie przegapilyscie, ale niewiele sie zmienilo niestety w kwestii mojego wolnego czasu ;)

                      fotki chyba nie bede publikowac, jeszcze mysle ;)

                      a dzisiaj bylam w kinie, na super fajnej bajce - "Kraina lodu" (Frozen).
                      • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 17:06
                        Trzymaj się, Maniu!

                        Opublikuj! Jak opublikujesz, podaj link koniecznie! ;)

                        Coś fajnego, co Ci się spodobało w bajce "Kraina lodu" (Frozen) możesz nam opowiedzieć w kilku zdaniach?
                        W temacie filmów dla dzieci jesteś niekwestionowaną specjalistką u nas.

                        :)
                        • maniaczytania Kraina lodu 30.11.13, 17:17
                          no dobra, namowilas mnie ;)

                          to animacja Disneya, bardzo muzyczna - chyba sobie kupie plyte ze sciezka dzwiekowa, bardzo fajne piosenki :)
                          To luzno bardzo oparta na basni "Krolowa sniegu" historia dwoch siostr - Elsy i Anny. Elsa ma magiczna moc, potrafi stworzyc lod i snieg, ale nie potrafi nad ta moca panowac. Bardzo fajnie i przewrotnie troche pokazane tradycyjne motywy - jak chocby milosci do ksiecia ;)
                          Swietny jak zazwyczaj zreszta, polski dubbing - glosy sa super podlozone, a do tego sporo naprawde fajnych tekstow. Swietna postac balwanka Olafa, znanego z fajnego filmiku reklamujacego ten film (sceny z filmiku w filmie nie bylo).
                          Dodatkowa niespodzianka przed filmem byla krociutka animowanka z okazji urodzin Myszki Miki, pokazujaca Myszke z czasow czarno-bialych i ta juz kolorowa :)
                          • pani_lovett Re: Kraina lodu 30.11.13, 17:35
                            Let it Go / Elsa & Anna / Frozen

                            www.youtube.com/watch?v=LVvC9elMcaQ
                            I teraz mogę polecić koleżankom (z dziećmi) ten film. Dzięki! :)

                  • pepsic Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 01.12.13, 20:22
                    Miałam to szczęście, ze podczas piątkowego prasowania wstrzeliłam sie równo w jego koncert relacjonowany na trójce, która nota bene uhonorowała pana Matta specjalną nagrodą. Jest, jak mówisz, udzielał się i żartował po polsku. Ciekawe, czy już wie, z jak wielkim obżarstwem wiążą się polskie śiwęta?

                    Ps. Mam tylko jedno zdjęcie ze znanym artystą, bardzo amatorskie, a mianowicie z Adamem Nowakiem z "Raz, dwa trzy", z lat, kiedy był na topie. Pan Adam w środku, a my z kuzynką po boku. Eh, rozmarzyłam się:)
              • grek.grek Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 13:46
                Mania pewnie wie, co ją czeka, więc z nadejściem zwleka ;]]
                • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 30.11.13, 17:19
                  Otóż! :)))
            • pani_lovett Re: Stonesi na listopadowy wieczór [i każdy inny] 29.11.13, 17:22
              Bardzo proszę! :)))
    • pepsic "Krew z krwi" polski serial sensacyjny 29.11.13, 16:20
      Dzisiaj wypatrzyłam w dodatku telewizyjnym z ulubienicą Greka Agatą Kuleszą, Izabelą Kuną i Aleksandrem Domogarowem. Zapowiada się interesująco, jeżeli do tego dodać skandynawskie klimaty i ciekawie rozbudowany wątek obyczajowy. Niedziela, godz. 21.10 w dwójce.
      To jak? Oglądamy?
      • pani_lovett Re: "Krew z krwi" polski serial sensacyjny 29.11.13, 16:51
        Oczywiście, że oglądamy ! :)
        A ja niedawno widziałam w telewizji na zapowiedź tego serialu i też miałam zamiar o nim wspomnieć w Ojejku.
      • grek.grek Re: "Krew z krwi" polski serial sensacyjny 29.11.13, 16:52
        oglądamy :]
        z panią Agatą - obejrzałbym nawet odcinek "Klanu" [ale mam nadzieję, że nie zostanę
        wystawiony na taką cięzką próbę, hehe]
        • pani_lovett Re: "Krew z krwi" polski serial sensacyjny 29.11.13, 17:02
          He,he! :)))

          Też lubię panią Agatę. :)
          • pepsic Re: "Krew z krwi" polski serial sensacyjny 29.11.13, 17:25
            Zaimponowała mi rezygnując z drogocennej wygranej w Tańcu z gwiazdami. Na taki gest mało kogo stać zważywszy, że wówczas mimo wszystko nie była tak wziętą gwiazdą, jak obecnie.
            • pani_lovett Re: "Krew z krwi" polski serial sensacyjny 29.11.13, 17:44
              Tak, to prawda.
    • pani_lovett Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do Włoch 29.11.13, 17:33
      Oglądaliście wczoraj film "Stromboli, ziemia Boga"?

      Dziś w TVPKultura ostatni już film Rosselliniego - "Podróż do Włoch".

      "Brytyjskie małżeństwo podróżuje do Włoch, by sprzedać pozostawioną w spadku willę nieopodal ruin Pompejów".

      www.telemagazyn.pl/program-tv/1000013751058,podroz_do_wloch,id,t.html
      • pepsic Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 29.11.13, 17:58
        Niestety tylko o MM zahaczyłam. Zaczynają mnie nudzić baby ochoczo wskakujące Donowi do łóżka;) I tylko Rogera żal, że tkwi w związku nie z tą, z którą powinien.

        "Podróż..." brzmi nader zachęcająco. Chyba sie skuszę.
        • pani_lovett Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 29.11.13, 18:26
          A właśnie w innym podwątku, odpiszę później, pytałaś czy oglądam Mad Men. Oczywiście oglądam, wczorajszy odcinek też widziałam. A właśnie, wczoraj jedna adoratorka po drugiej rzucała się w ramiona Dona, brunetka i blondynka, nowa atrakcyjna sekretarka i doktor Fay Miller,z firmy pracującej dla Agencji Sterling Cooper Draper Pryce. A jeszcze przecież jest trzecia panna, bardzo młoda, z którą się spotyka, i z którą widziała Betty go w restauracji.

          Tak. Przy czym to Ruda nie chciała wyjść za Rogera, kiedy proponował , że się z nią ożeni. Bała się, że Roger ją zostawi, wymieni na nowszy model, bała się zaryzykować...


          :)

      • siostra_bronte Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 29.11.13, 18:47
        Oglądałam! Może jutro napiszę słówko, dzisiaj jestem padnięta. Ale muszę przyznać, że Ingrid wyglądała zachwycająco. To pewnie zasługa zakochanego reżysera :)

        Kiedyś natknęłam się przypadkiem na dokument, w którym Scorsese opowiada o włoskim kinie. Pamiętam, że zachwycał się właśnie "Podróżą do Włoch".

        Obejrzę dla Ingrid Bergman, ale także George'a Sandersa. Bardzo lubię tego aktora. Był świetny w "Rebece" i "Wszystko o Ewie" Mankiewicza (Oscar).

        • pani_lovett Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 30.11.13, 17:26
          siostra_bronte napisał(a):

          > Oglądałam! Może jutro napiszę słówko, dzisiaj jestem padnięta. Ale muszę przyzn
          > ać, że Ingrid wyglądała zachwycająco. To pewnie zasługa zakochanego reżysera :)

          Trzymam za słowo, Bronte.

          :)
      • grek.grek Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 30.11.13, 13:53
        obejrzałem "POdróż..." - bardzo gustowna naturalna scenografia, jakże optymistyczne zakończenie, psychologia związku w kryzysie, no i piękna oraz aseksualna INgrid Bergman ;]
        przepraszam za moje grubiaństwo, ale kiedy postać grana przez nią mówi "chciałabym mieć
        dziecko", to ja sobie myślę, że sprawa jest trudniejsza do zrealizowania niż się wydawać by
        mogło. dodatkowo, moda tamtych lat zupełnie odbierała kobietom wdzięk - te spódnice
        do pół łydki... koszmarek. Przy takim kroju - stopy na obcasie wygladają jak racice :] ja się tam nie znam od strony technicznej i w ogóle... moje zdanie, to opinia prostego chłopa, co to walory estetyczne zgrabnych nóg kobiecych docenia i pasjami lubi oglądać :]
        • siostra_bronte Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 30.11.13, 14:17
          Greku, mam zupełnie inne zdanie :)

          Już kiedyś była taka dyskusja o modzie z tamtych czasów, bodajże przy okazji "Zawrotu głowy"? Mnie się te eleganckie kostiumy podobają :) I innym paniom na forum także. Mężczyźni są oczywiście wzrokowcami, ale też bym nie uogólniała. Może tylko fryzura Ingrid była trochę postarzająca, ale taka była wtedy moda.

          A Bergman należy do tych aktorek, które kamera kocha. Kiedy jest na ekranie, nie można od niej oczu oderwać. I nie chodzi o samą urodę, to coś nieuchwytnego z czym trzeba się urodzić. Dla mnie Ingrid jest jak najbardziej "seksualna" :)
          • grek.grek Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 30.11.13, 16:20
            spodziewałem się tego, Siostro :]

            elegancja jest niezaprzeczalna. rzecz w tym, że te stroje są ukierunkowane na zasłanianie
            wszystkiego :] nie chodzi mi o zwrot o 180 stopni i pokazywanie wszystkiego, ale o złoty środek.
            tak jak dzisiaj, kiedy sukienki są ponad kolano, umiarkowany dekolt - i nie ma mowy o wulgarności, a zachowana jest elegancja. jak to parenaście centymetrów może zmieniać perspektywę ;]

            uroda i cała reszta - zgadzam się z Tobą.
            ale seksualna energia - nie dostrzegam jej, nie wyczuwam.
            może problem we mnie.
            wiesz, ja mam to samo z np. Charlize Theron albo Angeliną Jolie, więc może po
            prostu chodzi o jakiś brak chemii między nimi, a... mną ;]
        • pepsic Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 01.12.13, 20:09
          Ja sie z Grekiem zgadzam. To coś, w co ubrano Ingrid Bergman woła o pomstę do nieba. Tu nie chodzi nawet o długość spódnicy, czy zapięcia pod szyję, tylko o zwykłe bezguście i za duże o dwa numery rozmiary. Uroku do tej nieatrakcyjnej długości nie dodawały okropne baleriny, ochoczo noszone przez bohaterkę. W takich workowatych, babcinych namiotach nawet Marlin Monroe wyglądałaby mało apetycznie. Poza tym wole Ingrid w bardziej stonowanym makijażu. Jednocześnie podtrzymuję głos w dyskusji sprzed lat, że moda z lat 50 i 60 idealnie podkreślała walory kobiece, co potwierdza inspirujący sie nią serial MM.

          Wracając do filmu. Siostro pewnie Cię rozczaruję, ale jak dla mnie okazał się słabo uzasadniony psychologicznie, a i główni wykonawcy nie dali rady, zwłaszcza Ingrid nie mogła się zdecydować, czy gra dostojną matronę, czy wdzięczną kusicielkę. Michał Chaciński tuż przed projekcją w studiu stwierdził, że to arcydzieło, przyznam, że jest zaskoczona. Ale, ale walory historyczne mi się podobały i ... wiekowi panowie przewodnicy:)

          Grek, możesz sie wytłumaczyć, o co chodzi z "chciałabym mieć dziecko" ? Znaczy, że co?
          • siostra_bronte Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 01.12.13, 22:21
            No dobrze, może faktycznie te ciuchy nie były najbardziej twarzowe :)

            To Cię chyba zaskoczę, bo byłam trochę rozczarowana tym filmem.

            Szkoda, że Bergman i Sanders byli dubbingowani przez włoskich aktorów. Oryginalnie mówią chyba po angielsku (?). Generalnie nie lubię dubbingu, moim zdaniem odbiera aktorom ,przynajmniej częściowo, wiarygodność.

            Grek chyba miał na myśli to, że takie ciuchy odbierają szanse na seks nawet u własnego męża. Ale to chyba tak nie działa :) A w ogóle to takiej kwestii chyba nie ma w filmie. Bohaterka mówi coś w tym rodzaju: "szkoda, że nie postaraliśmy się o dziecko".
            • pepsic Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 02.12.13, 17:27
              takie ciuchy odbierają szanse na seks nawet u własnego męża. Ale to chyba tak nie działa
              Też mi sie tak wydaje.
          • grek.grek Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 02.12.13, 14:13
            dzięki :]]

            Siostra częściowo [ w większej części] mnie wytłumaczyła.
            postać grana przez Bergman ma parcie na posiadanie dziecka, na ulicach jej uwagę
            zwracają kobiety z wózkami, a w pewnym momencie wyrywa się jej, że sama by chciała
            takowe mieć.
            • siostra_bronte Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 02.12.13, 16:59
              Wytłumaczyłam, ale i tak nie widzę związku przyczynowo-skutkowego :)
            • pepsic Re: Rossellini"Stromboli,ziemia Boga"/"Podróż do 02.12.13, 17:29
              Nadal jednak nie rozumiem, co autor miał na myśli. Hę?
    • vasilip Re: Ojej, co tu wybrac 2013 - 11 (vol. 37) 03.01.14, 09:15
      ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka