Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 2 (vol. 40)

01.02.14, 14:59
no Kochani - nowy miesiac, nowy watek - tym razem jubileuszowy nawet :)

Ciekawe, czy bedzie tak owocny, jak styczniowy - pieknie Wam (bo ja sie malo udzielalam) tam poszlo :)
Obserwuj wątek
    • siostra_bronte "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino 01.02.14, 16:02
      Dzięki, Maniu :)

      Jak wspominałam wcześniej dzisiaj wieczorem dwa filmy McQueena. Brawo dla Ale kino! Jestem ich bardzo ciekawa. O "Głodzie" bardzo pozytywnie pisał Grek. Nie znalazłam "Wstydu" w archiwum, ale mam wrażenie, że ktoś o nim wspominał?
      • grek.grek Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino 02.02.14, 15:53
        "Wstydu" na 99,9 % nie mamy :]

        więc jakbyś miała chęć napisać co nieco, to wiesz, że ja/my na to zawsze jak
        na lato... :]]
        • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 02.02.14, 18:43
          Z przyjemnością napiszę o obu filmach :)

          Najpierw "Głód". No coż, miałeś rację, mocny film :) Moim zdaniem jednak zbyt naturalistyczny. Ten realizm przysłania trochę fabułę. Film dzieli się jakby na dwie części. Pierwsza to naprawdę brutalny obraz życia w więzieniu. Przyznam, że czasami musiałam zamykać oczy :)

          Druga część to historia Bobby'ego, od momentu rozmowy z księdzem. Mam wrażenie, że ten wątek zaczyna się za późno i nie było czasu, żeby jakoś związać się emocjonalnie z tą postacią. Mimo dramatycznych scen z czasu głodówki, jego losy zaskakująco mało mnie poruszyły. Czegoś tu zabrakło. W sumie byłam trochę rozczarowana, oczekiwałam jakichś większych emocji, biorąc pod uwagę tematykę filmu.

          Teraz o "Wstydzie". Bohaterem filmu jest Brandon, młody, dobrze ustawiony mieszkaniec Nowego Jorku. Mieszka sam do czasu, gdy niespodziewanie przyjeżdża do niego siostra Sissy (Carey Mulligan), która jest piosenkarką. Brandon nie jest z tego zadowolony, widać, że za sobą nie przepadają.

          Sissy bywa faktycznie irytująca, bezczelna, ale jednocześnie wygląda na zagubioną. Po tym, kiedy Sissy szybko konsumuje znajomość z szefem Brandona, ten wpada we wściekłość i nazywa ją dziwką. Później wygarnie jej, że jest pasożytem, ciężarem dla niego i że ma się wyprowadzić. Sissy próbuje go przekonać, że przecież jest jej bratem, a ona nie ma dokąd pójść. Bez efektu. Można się zastanawiać, dlaczego Brandon tak emocjonalnie reaguje na postępowanie Sissy. Czasem zachowuje się tak, jakby był o nią zazdrosny. Ale jest też scena, kiedy Sissy śpiewa w klubie piosenkę ("New York, New York" w wersji sentymentalnej) i Brandon wzrusza się do łez. Może oboje mają za sobą jakieś trudne doświadczenia z przeszłości, z czasów dzieciństwa? Przyznam, że nie potrafię tego wątku rozgryźć.

          Ale najważniejszym tematem filmu jest uzależnienie Brandona od seksu. Internet, świerszczyki, przygody z paniami poznanymi w klubach. I tu muszę przyznać, że jak na film o uzależnieniu od seksu, jest tu zaskakująco mało...właśnie seksu :) "Momenty" można zliczyć na palcach jednej ręki. I chyba tylko jedną scenę można uznać za bardzo odważną (seks z dwoma prostytutkami) i to właściwie jeden jej fragment (kto widział ten wie). Opowieści, że to taki skandalizujący film są bardzo przesadzone. Nie ma porównania choćby z "Intymnością" Chereau. Efekt jest taki, że brakuje tu temperatury, namiętności, choćby i niezdrowych :)

          Co prawda nie widziałam pierwszych 15 minut filmu, w czasie których, jak się doczytałam, Fassbender paradował nago, ale czy męska nagość w filmie to jest dzisiaj jakiś skandal? :)

          Mój główny zarzut wobec tej historii: nie ma tutaj dramatu bohatera, a przynajmniej ja go nie widziałam. Po zapowiedziach spodziewałam się prawdziwej podróży przez piekło, emocji, upokorzenia, walki ze sobą i swoimi słabościami. Słowem tego co niesie ze sobą każde uzależnienie. A tutaj ten temat został pokazany powierzchownie i skrótowo. Nie wiadomo jakie są przyczyny tego uzależnienia, skąd to się bierze. Dlatego portret psychologiczny bohatera jest niepełny, trudno go zrozumieć i zaangażować się emocjonalnie w jego losy.

          cdn...
          • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 19:01
            Zakończenie filmu jest mało przekonujące. Brandon wpada w rozpacz po próbie samobójczej Sissy (na szczęście uratował ją w ostatniej chwili). Oczywiście Sissy zrobiła to akurat tej nocy, kiedy Brandon ruszył w miasto i nie odbierał telefonów. Trochę to zbyt łatwe granie na emocjach.

            W sumie jestem rozczarowana. Zaskakująco letni film, nie wnoszący się poza stereotypowy obraz singla, który przez przypadkowy seks zapełnia emocjonalną pustkę w życiu.

            Tutaj trailer:

            www.youtube.com/watch?v=Zh2w0iym0Gk
            • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 20:33
              * nie wnoszący niczego nowego do stereotypowego obrazu singla...
              • pani_lovett Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 21:31
                Dzięki, Bronte za fajną relację. Mimo mało pochlebnego komentarza chciałabym zobaczyć ten film.

                :)
                • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 21:32
                  Wiesz, moja opinia nie byłaby taka surowa, gdyby nie to, że o filmie pisano w samych superlatywach, więc miałam duże oczekiwania.
                  • pani_lovett Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 23:52
                    Tak, rozumiem.
            • pepsic Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 20:40
              Fassbender nie tylko paradował nago, ale bez Wstydu i przy otwartych drzwiach łazienki załatwiał potrzeby filologiczne. Być może chciał się pochwalić, i zdaje się miał czym;) Tymczasem ja bez Wstydu odpłynęłam z powodu nieśpiesznego tempa narracji (czyt. nudnego) i zawiedzionych nadziei na wielkie dzieło.
              Czy mi sie wydaje, że Sissy do bohatera zapałała miłością niekoniecznie braterską?
              • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 20:52
                To może lepiej, że nie widziałam tego początku :) Zresztą przeżyłam chwile grozy przed emisją. Nagle pokazał się nieruchomy obraz o jakiejś "Kontroli rodzicielskiej" z informacją od kablówki, że mam podać nr. PIN. Kurcze, jestem w pełni dorosła :) W panice pobiegłam do komputera, znalazłam stronę kablówki, instrukcję i info o domyślnym nr. Wpisałam i obraz się pojawił. Ale straciłam pierwszy kwadrans. Naprawdę, aż takie podchody, jakby to była jakaś pornografia :)

                No właśnie, nie rozumiem zachwytów nad tym filmem. Tym większe rozczarowanie, bo spodziewałam się dobrego kina.

                Tak, są tu pewne sugestie, że to nie jest tylko miłość siostry i brata, ale to tylko domysły.
                • pani_lovett Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 21:22
                  > kwadrans. Naprawdę, aż takie podchody, jakby to była jakaś pornografia :)

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,148768999,149326464,_Wstyd_wydarzenia_okolofilmowe.html
                • pani_lovett Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 21:26
                  Zresztą przeżyłam chwile groz
                  > y przed emisją. Nagle pokazał się nieruchomy obraz o jakiejś "Kontroli rodzicie
                  > lskiej" z informacją od kablówki, że mam podać nr. PIN. Kurcze, jestem w pełni
                  > dorosła :)

                  Ożeż! :)
              • pepsic Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 21:05

                * fizjologiczne
                ups :(
                • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 21:22
                  Haha, nie zauważyłam :)
          • pepsic Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 02.02.14, 20:31
            Nie nastawiałam się na "Gód", więc tylko przeleciałam okiem i tak sobie pomyślałam patrząc na zrozpaczonych rodziców, czy decyzja bohatera nie była samolubna?
          • grek.grek Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 03.02.14, 14:21
            z przyjemnością przeczytałem od deski do deski; dzięki, Siostro :]

            bardzo ciekawa jest Twoja opinia nt. "Wstydu" - o tym średnio poruszającym
            dramacie bohatera.

            "Wstyd" mam na liście do obejrzenia, nie widziałem jeszcze, ale zaryzykuję
            "w ciemno", że może reżyserowi ten dramat jawił się właśnie w ciągłym rozglądaniu
            się za seksem, który już nie daje radości, ale jest przykrym obowiązkiem ?
            może dlatego jest to dramat bez mocnych akcentów, rozgrywający się jakby
            "na zapleczu" człowieka ?

            co do "Głodu" - Steve McQueen opowiadał, że kluczem był dla niego sposob wykorzystania
            ciała bohatera, czyli własnie ten naturalizm, rany, wychudzenie, smarowanie odchodami [o ile pamiętam]. jakby mniej chodziło o los postaci, czyli np. to że cierpi dla sprawy, dla idei.
            w centrum miało stać ciało. może to by tłumaczyło, choć po części, Twoje wrażenia ?

            może z kolei we "Wstydzie" głównym zagadnieniem jest koniecznośc sięgania po seks, a on sam pozostaje gdzieś w tle, jako konsekwencja już tylko samego w sobie uzależnienia ?

            "Wstyd" mam chęć zobaczyć od dawna, teraz na pewno dostanę ostrogę w tym kierunku :]]
            chciałbym skonfrontować się z Twoimi wrażeniami, ewentualnie później zaproponować Ci jakąs polemikę, gdyby moje odczytanie i skala odczuć były różne od Twoich :}

            • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 03.02.14, 18:06
              Miło mi, Greku :)

              Co do "Głodu" masz sporo racji. Jeżeli chodzi o "Wstyd" to najkrócej mówiąc ta historia po prostu nie wciąga. Ale widzę, że bronisz reżysera jak lew :) Mam nadzieję, że będzie okazja do takiej polemiki.
              • grek.grek Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 04.02.14, 16:15
                haha :
                taki lew wesoły :]

                ale naprawdę zaostrzyłaś moją ciekawość, mam namierzony ten film w sieci i tak jakoś się
                ociągam, cały czas licząc na to, ze telewizja pokaże [jestem nierefermowalnym miłośnikiem
                ekranu telewizyjnego, hehe]. teraz czuję się zmobilizowany do obejrzenia na monitorku wielkości kartki z kalendarza ;]. a nuż będę miał odmienną od Twojej opinię i dopiszemy kolejny rozdział do bogatej historii polemicznej naszych wątków ? :]]
    • maniaczytania KK - luty 01.02.14, 16:47
      to tradycyjnie podaje program KK na luty:

      6.02. - "Falszerze", czyli powtorka, czyli film, ktory 'zabral' Oscara "Katyniowi", co mnie akurat nie dziwi ;) - jak ktos jeszcze nie ogladal, to warto;
      13.02. - "Fundacja" - film polski z 2006r., w rez. Filipa Bajona, z Janem Nowickim w roli glownej;
      20.02. - "Zycie na podsluchu" - o ile sie nie myle, chyba pierwszy raz w tym cyklu, moze wreszcie uda mi sie obejrzec;
      27.02. - "Wiedzma wojny" - kanadyjski z 2012r., pokazywany na festiwalu w Berlinie, o afrykanskiej dziewczynce, ktora zostaje 'wcielona' do grupy partyzantow.

      Wyglada na to, ze dwa filmy to beda premiery telewizyjne. Nie jest zle, ale naprawde mogliby tych "Falszerzy" juz odpuscic ;)
      • siostra_bronte Re: KK - luty 01.02.14, 18:09
        I znowu bez rewelacji.
      • grek.grek Re: KK - luty 02.02.14, 15:55
        "Życie" lata na Kulturze nonstop niemalże :}

        ciekaw jestem "Fundacji", bo chyba jeszcze nie pokazywali.

        "Wiedźma wojny" też zalatuje premierą, więc ustawiam się na obejrzenie.
        • pani_lovett Re: KK - luty 02.02.14, 21:08
          grek.grek napisał:

          To samo mnie interesuje.
    • grek.grek "Dexter" sez 7 odc 12 [1] 02.02.14, 13:32
      Czuję, że nie jedliście, nie spaliście, tylko czekaliście na ten ostatni odcinek ;]]

      No to lecim na Szczecin.
      W poprzednim odcinku, Dexter dokonuje wyboru : bezpieczeństwo ukochanej siostry Debry, kosztem wolności osobistej ukochanej kobiety, Hanny McKay. Po tym, jak Hannah usiłowała otruć depczącą jej po piętach Debrę - Dexter uznał, że to jest moment, w którym nie może być bierny. Przekazuje siostrze dowód przeciwko Hannie, długopis ze śladami trucizny, którą zabiła ona Price'a, dociekliwego reportera i pisarza znajdującego się tropie morderstw jakie Hannah popełniała w przeszłości.

      Tak więc, Hannah McKary garuje. Dexter ją odwiedza, ale powiedzieć jak jest mu przykro, że tak się to wszystko potoczyło. "Gdybym mógł inaczej... ale miałem wyboru, musiałem chronić Debrę", powiada, na co Hannah odpowiada mu "Miałeś wybór ! I miałeś wybrać MNIE". Ani przez moment Hannah nie ukrywa, że rzeczywiście chciała zabić jego siostrę. Z tej przyczyny, dla której zabijała zawsze : aby chronić siebie, swoje życie i wolność. Ofk, Dexter bidula jest cały w żalu, bo przecież Hannah, to jego miłość, "przy której nie musi niczego udawać i we wszystkim jest akceptowany". W grę wchodziło jednak życie najdroższej mu na świecie Debry. Fatalna sytuacja.

      Hannah zapewnia go "nie powiem nikomu, że jesteś zabójcą, nie zdradzę cię". I kusi go wizją wspólnego życia. Wystarczy, żeby zniknął ten feralny długopis... i wszystko jeszcze będzie możliwe. "Uciekniemy razem, zamieszkamy daleko stąd, moze do Argetyny !", snuje plany Hannah, ale Dexter odmawia, nie może przecież zostawić siostry z tym całym ambarasem na głowie. "To musiało się stać, jedno z nas w więzieniu lub martwe", konstatuje Dexter, na co Hannah "Zawsze myślałam, że to będziesz jednak ty". Na koniec całują się, ale to nie jest pocałunek kochanków. Hannah boleśnie gryzie Dextera w wargę, do krwi. I robi to z zimnym spojrzeniem. Żegnają się. Czy w jej wykonaniu była to zapowiedź "NIgdy ci tego nie daruję, wiarołomny kochanku ?"

      Rano na Dextera czeka jeszcze ciekawsza sytuacja. Jest w domu, z synem i jego opiekunką. Pukanie do drzwi. Za drzwiami stoi kapitan LaGuerta, z dwoma policjantami w mundurach. Oznajmia Dexterowi, że jest aresztowany. Za zabójstwo Hektora Estrady.

      W poprzednim odcinku Dexter istotnie zapolował na Estradę, mordercę jego matki, sprzed 40 lat. Nie wiedział, że LaGuerta użyła swoich wpływów, aby Estrada uzyskał przedterminowe zwolnienie. Było to jej celowe działanie, mające sprowokować Dexter do ataku. LaGuerta podejrzewa go bowiemo seryjne morderstwa, za które kiedyś niełusznie obwiniono jej dawnego kolegę, a nawet partnera życiowego, sierżanta Doakesa [2 sezon, doskonały 2 sezon].

      Dexter zostaje odstawiony na komisariat. Kiedy LaGuerta wprowadza go w kajdankach, zapada zdumiona cisza. Konsternacja. Spokojny, nie wadzący nikomu Dexter skuty jak pospolity bandzior. Natychmiast całe towarzystwo rzuca się przemawiać pani kapitan do rozumu, ale LaGuerta jest nieugięta. Oskarża Dextera o to, że jest "Rzeźnikiem z Zatoki", sprawcą dziesiątek mordów, co zupełnie już wyprowadza niektorych z równowagi.

      POdczas przesłuchania Dexter zachowuje zupełny spokój. LaGuerta jest tą bardziej nerwową stroną, ale łatwo ją zrozumieć - ona wie, że ma rację. Przedstawia Dexterowi dowody. Najpierw fotografie [zapewne wzięła pod obserwację jego łódź], na którym Dexter wywozi w ocean worki foliowe. LaGuerta sądzi, że jest w nich Estrada. W kawałkach. Następnie : portfel Estrady oraz jego zakrawiwoną koszulę. Wszystko znalezione w śmietniku przy przystani, gdzie Dexter parkuje swoją łódź.

      Wiecie, co jest najlepsze ? Że Dexter nie zabił Estrady. Dowiedziawszy się od niego, że to LaGuerta stała za jego uwolnieniem z więzienia - w ostatniej chwili odstąpił od egzekucji. Policjanci pod wodzą LaGuerty już docierali do kontenera w porcie, gdzie Dexter trzymał Estradę. Udało się mu uciec, a Estrada uciekł z kolei jemu. Od 6 dni Estrada się ukrywa.

      Tak więc : wiadomo, że LaGuerta kłamie. Wystawiła Estradę na przynętę, ale Dexter nie skorzystał, więc LaGuerta chce spreparować dowody na wersję która pozwoli zamknąc Dextera. Pani kapitan czuje, że ściga właściwego człowieka, ale... no cóż - nie mając dowodów jego winy, próbuje upichcić coś na własną rękę :]

      Zostaje zdemaskowana. Debra zabiera te "dowody" do analizy. Vince Masuka, drugi z laborantów, ujawnia, że koszula Estrady i portfel - owszem, są jego, ale... mają one 40 lat na karku. Są na nich dowody ewidencyjne z policyjnego magazynu. Dodatkowo na portfelu są odciski palców pani kapitan. Tak, LaGuerta podrzuciła te ciuchy i papiery, które miał Estrada w 1973 roku, kiedy go zatrzymała policja za morderstwo. Grube kłamstwo. A worki ? Dexter tłumaczy, że były w nich odpadki, i proponuje sierżantowi Batiście, żeby to sprawdził w śmietniku przy przystani. Wszystko jest już jasne.

      Dla całego wydziału sprawa jest czysta : zacietrzewiona LaGuerta próbowała Dexterowi podłożyć świnię i obarczyć go winą za zbrodnie swojego eks-kochanka Doakesa.

      Dexter siedzi na krześle w pokoju przesłuchań i powiada do kapitan "CO z ciebie za policjantka ? Miałaś wszystko przed oczami, cała winę Doakesa i do dzisiaj jej nie zauważyłas. Zaślepiło cię to, że był twoim partnerem i kochankiem". Dexter wie, że LaGuerta go przejrzała, ale to jest gra na brudne chwyty. Wygrywa ten który lepiej kalkuluje. Dexter wstaje i wychodzi zamaszystym krokiem, a wszyscy patrzą na LaGuertę jak na wariatkę z wariatkowa. Debra dosuwa jej jeszcze ostrym tekstem, że jak nie skończy tego...wariatkowa :], to ona osobiście zadba, żeby kapitan staneła przed sądem, co najmniej wewnętrznym.

      Najlepsze jest to, że za chwilę i LaGuerta wychodzi z biura. Wchodzi do windy, a tam Dexter. Jadą więc razem. Mierzą się wzrokiem. Wreszcie ona mówi, że wie o swojej racji, ale uznaje, że ją pokonał, bo nie ma dowodów jego winy. Co zwiastuje, ze pani kapitan nie odpuści, za daleko zaszła w swoim śledztwie, żeby się poddać. Dexter na to "wszyscy mieliśmy trudny dzień, chcę być teraz z synem". Cwaniak :]

      Wracają w kilku odsłonach retrospekcje, w których pojawia się postać sierżanta Doakesa. To on pierwszy rozszyfrował Dextera. W 2 sezonie poznał prawdę, ale to są zapewne sceny, które maja nawiązywać do 1 sezonu albo nawet pre-1 sezonu. Dexter pomaga, jako laborant, w śledztwie Doakesowi. Ktoś zabija prostytutki. Seryjnie. JUż wtedy surowy Doakes dostrzega w Dexterze coś dziwnego, jakąś nadmierną grzecznośc, jakąś dziwną mowę ciała, jakby się nieustannie zgrywał. Do tego zamiłowanie do krwi. Dexter na to "to moja praca, zajmuję się badaniem śladów krwi", ale Doakesa to nie przekonuje. Wreszcie seryjny morderca, którego gania Doakes - znika. Zostaje po nim tylko znaleziony dziennik. I któregoś dnia Dexter nieopatrznie rzuca sentencją, właśnie z tego dziennika. Doakes jest zdumiony. Dexter tłumaczy, że to jakiś przypadek, ale jakimż przypadek może być cytowanie sentencji, ie z ksiązki, nie takiej co ją mozna znaleźć w internecie, ale z zapisków seryjnego mordercy, których nikt wcześniej nie widział ? Dexter udaje głupka, ale Doakes już wtedy ma go na oku. [yes, to Dexter ubił tego seryjnego mordercę]. W 2 sezonie nastąpiła kumulacja tych podejrzeń, wraz z wypłynięciem sprawy Rzeźnika z Zatoki.

      Po całej akcji, sierżant Batista próbuje przemówić LaGuercie do rozumu, żeby się od niewinnego jak lilija Dextera odczepiła. Mówi taktownie, jak przyjaciel zatroskany o stan głowy swojej przyjaciółki.

      W mieszkaniu Dextera, on i Debra ocierają pot z czoła po tym, co się stało. "BYło blisko", mówi Dexter. Debra na to, bez radości : "zapewne zakończyłeś jej karierę". Na co Dexter "rozwiązałem problem, to wszystko". Widać tu wpływy Hanny Mckay :] Kiedyś Dexter kierował się zasadami, teraz po prostu reaguje na sytuację. Rób to, co trzeba, a nie to co wynika ze z góry powziętych założeń. Bądź elastyczny. No to jest.


      • grek.grek "Dexter" sez 7 odc 12 [2] 02.02.14, 14:15
        Debra zastanawia się głośno, czy przypadkiem Hannah McKay nie jest groźniejsza od kapitan LaGuerty. Za obietnicą lepszych warunków, obniżenie wyroku etc., mogłaby zakapować Dextera. Ale Dexter jest spokojny, że Hannah tego nie zrobi. "Kocha mnie", mówi poważnie.

        Teraz Dexter za swój priorytet uznaje znalezienie Hektora Estrady. LaGuerta na pewno też go szuka. Jesli znajdzie go pierwsza, zaoferuje mu jakieś frukta w zamian za to, żeby obciązył Dextera oskarżeniem o próbę zabójstwa.

        Korzystając z policyjnej bazy danych, Dexter ustala ostatni adres pobytu Estrady. Jest to dom jego żony. POdając się za kuratora, Dexter puka do jej drzwi. Babka powiada, ze Estrady nie widziała od 40 lat, i że jej nowy partner nie chciałby o tym wiedzieć, że była żoną kogoś takiego. Dexter jest jednak uważny - dostrzega na jej palcu obrączkę ślubną. Stara miłośc nie rdzewieje. Wystarczy czekać na rozwój wypadków...

        Czai się więc Dexter w aucie z podglądem na mieszkanie żony Estrady. Wreszcie widzi jak babka wychodzi i gdzieś jedzie. On za nia. Yes, żona spotyka się z zakamuflowanym w czapkę i okulary Estradą w parku. Potem odchodzi. Estrada zostaje sam. Dexter wpada na pomysł - za pieniądze namawia parę dzieciaków, żeby prowokowali Estradę rzucając w niego piłka. Kiedy wściekły Estrada w końcu biegnie za nimi, żeby dać im nauczkę - wpada prosto w ręce Dextera, który sprawnie wyrasta za jego plecami, wstrzykuje mu usypiacz i zgrabnie pakuje do auta. Akcja w biały dzień, niedaleko parku, no ale wiarygodność ujdzie w tłoku :]

        Kapitan LaGuertę odwiedza Matthews. Eks-policjant, który pomagał jej w śledztwie w ostatnich odcinkach. LaGuerta prosi go o pomoc, wie że będzie miała problemy po tym cyrku jaki odstawiła. Matthews powiada, że jeśli zostanie wezwany na świadka, zezna zgodnie z prawdą, że odkryli dowody winy Doakesa [10-11 odcinek tej serii, czyli vol.39, hehe], a zatem cała dalsza akcja LaGuerty, to by jej chory plan, zupełnie niezgodny z logiką. Kiedy LaGuerta odwołuje się do dawnej znajomości, Matthews zgadza się ewentualnie zasięgnąc języka "na górze" i jej pomóc.

        Trzeba przyznać, ze kapitan znalazła się w sytuacji absolutnie kafkowskiej. Ma rację, wszystko się jej składa, ale nie dośc ze nie moze udowodnić, to jeszcze jest w oczach ludzi czubkiem, który nie umie pogodzić się z rzeczywistością taką jaka ona "jest".

        Zbliża się Nowy Rok. Sierżant Batista zaprasza panią kapitan do siebie, do tawerny, na balety sylwestrowe. To ma być pożegnalna impreza, bo sierżant odchodzi z poliicji, po 25 latach zasuwu. Kupił sobie tę knajpkę i zamierza się poświęcić prowadzeniu jej. LaGuerta trochę się ociąga, narobiła w końcu dużo bigosu w ostatnich dniach, ale zgadza się. "Będziesz mogła przeprosić Dextera, a on na pewno ci wybaczy", pociesza [hehe] ją Batista.

        Hannah McKay telefonuje z więzienia do Arlene Shram, swojej przyjaciółki sprzed lat. Arlene była świadkiem jak Hannah truje jednego wychowawcę z zakładu poprawczego, w którym razem siedziały. Zdradziecki ojciec Hanny, wykablował to Debrze, która postawiła ultimatum Arlene : albo będziesz śpiewać, albo nie zobaczysz więcej dzieci. Ale wtedy Debra miała wypadek samochodowy, zaś badania wszelakie doprowadziły Dextera do odkrycia, ze to Hannah podtruła Debrę, aby uniemożliwić przesłuchanie Arlene, która mogłaby się załamać i Hannę pogrązyć swoimi zeznaniami. Jak widać, nikt tu nie gra czysto.

        Teraz Hannah telefonuje do Arlene, bo potrzebuje jej pomocy.

        Przywożą Hannę do sądu, na wstępną rozprawę. Debra tam czeka. Zagaduje złośliwie Hannę, "jak to jest, wiedzieć, że dostanie się dożywocie ?", ale Hannah odpowiada, że "kiedy ostatnio sprawdzałam, instytucja domniemania niewinności jeszcze obowiązywała", a i nie pozostaje jej dłużna, aż Debrze nerwica szczęką targa. "Jak ty to robisz... - powiada Hannah - mnie wsadziłaś, a swojego brat-mordercę NIE ? Tłumaczenie masz gotowe, czy znajdujesz sobie na poczekaniu ?", i dorzuca "Wiem jak jest ci z tym cięzko... i świadomośc jak musisz się rozpaczliwie miotać, wystarczy mi za wszystko". Hannah ma uśmieszek na ustach, a Debra jest rozstrzęsiona.

        Sędzia szybko załatwia sprawę. Nakazuje zamknięcie Hanny, aby w więzieniu oczekiwała na proces, żadnej "wolnej stopy", nic takiego. Hannah wybucha płaczem. Arlene z ławy dla publiczności pochodzi do niej, również płacząc, rzucają sie sobie w objęcia. To teatr, odegrany po to, aby Arlene mogła ukradkiem przekazać Hannie jakąs pastylkę. POtem Hannah, niby to ocierając łzy rękoma, połyka tę pastylkę.

        Podczas przewożenia do więzienia - Hannah mdleje w furgonetce, ma drgawki. POlicjanci natychmiast przewożą ją do szpitala. Hannah jest nieprzytomna. W tym więziennym pomarańczowym wdzianku zostaje położona na szpitalnym łózku i przyłączona do aparatury odpowiedniej. W oczekiwaniu na lekarza, przywiązana za rękę do łóżka zostaje sama...

        ... kiedy po jakimś czasie pielęgniarki przychodzą do niej - łózko jest puste. Pastyla i omdlenie ofk bylo fortelem Hanny, a Arlene została przez nia poinstruowana, co ma robić. Tak czy owak, oswobodziła się i uciekła. Niedaleko łózka jakaś pielęgniarka zostawiła nożyczki... To zapewne wyjaśnia jak Hannah McKay zerwała pęta niewoli, że tak wyrazę się grafomańsko :]

        Wieczorem, Hannah Mckay podchodzi pod drzwi domu Dextera. Zostawia tam doniczkę z kwiatem. Sygnał - "jestem wolna". Ale czy "Miej się na baczności, bo zemszczę się ?". Z drugiej strony, gdyby chciała się mścić, to by nie dawała znaku, że uciekła. Z trzeciej strony, i tak się Dexter dowie, że uciekła.

        Kapitan LaGuerta zaprasza do siebie Debrę. Najpierw z godnością przeprasza za cała awanturę z Dexterem. Ale zaraz potem, pod pozorem "porządkowania spraw", wciąga Debre w rozmowę, od której Debrze włosy staną dęba.

        Oto kapitan LaGuerta próbuje ułożyć w logiczną całośc wydarzenia z nocy, w trakcie której spłonął kościół, a w nim Travis Marshall, zabójca z 6 serii. My wiemy, że Debra nakryła wtedy Dextera na tym, jak zabija Travisa. Było to szokujące odkrycie dla niej. Otrząsnęła się jednak i pomogła Dexterowi zatrzeć ślady, a ściślej na stacji bezynowej zatankowała paliwo do kanistra, przywiozła do kościoła i razem podpalili budynek. Pech chciał, że wtedy właśnie Dexter zgubił szkiełko z krwią Travisa, swoje mordercze trofeum, które znalazła LaGuerta, połączyła to ze sprawą sprzed lat Rzeźnika z Zatoki, który używał takich samych szkiełek, które generalnie wyszły z użytku w laboratoriach wiele lat temu.

        Tak więc, LaGuerta ma fotografie z monitoringu. Policjant który prowadził śledztwo w sprawie, Mike Anderson [zginał w 1 odcinku poniższej 7 serii], zdobył zapis z kamer wszystkich budynków w promieniu 5 km od kościoła. Kiedy zginął, jego papiery policji przekazała jego żona. I teraz LaGuerta ma zapis, na którym Debra bezczelnie tankuje benzynę do kanistra na stacji paliwowej.

        Wedle zeznań Debry, Dexter pracował wtedy w kościele, zbierał tam ślady, po tym jak odkryto, że ta zapuszczona stara rudera, to kryjówka seryjnego mordercy Travisa Marshalla. Debra rzekomo go tam nie odwiedzała.

        Ale fakty są teraz bezlitosne. 2o minut przed pożarem kościoła Debra Morgan tankuje paliwo na stacji oddalonej od tegoż kościoła o 2 przecznice. LaGuerta patrzy na nią oskarżycielskim wzrokiem. Co ty na to, moja panno ? Wszystko pasuje, nie ? Debra się poci, jąka i jest zupełnie w proszku. Wie, ze LaGuerta za chwilę dotrze do prawdy. Dowodami. Bo przekonanie o niej pani kapitan już posiada. Broni sie więc Debra, że zapomniała, iż wówczas kanapki bratu dowoziła, ale tylko "na momencik". To się kupy nie trzyma. La Guerta taktownie ją namawia, nie wprost, żeby zakapowała brata-mordercę. "Ja też kiedyś chroniłam kogoś, kto na to nie zasługiwał...", podpuszcza Debrę, kłamiąc jednocześnie, bo przecież wciąz jest przekonana, teraz już na 99,9 %, że Doakes nigdy nikogo nie zabił.

        Debrze jakos się udaje nie złamać. Wychodzi jednak z biura spocona i na pałąkowatych nogach. Spotykają się z Dexterem w opustoszałym porcie.


        • grek.grek "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 02.02.14, 14:47
          "Mamy przerąbane ?", grobowym głosem pyta Dextera po opowiedzeniu mu co się stało. Dexter w tej samej tonacji odpowiada, że owszem, a Debra panikuje, że nie na taką odpowiedź czekała. Ale to nie koncert życzeń. Dexter po chwili odzyskuje równowagę i zauważa, że LaGuerta nie ma wciąz twardych dowodów. Ma jednak mocne poszlaki i to nakazuje działać. Na razie Dexter proponuje Debrze żeby wróciła do pracy i zachowywała się "normalnie", czyli zleca jej kolejne zadanie aktorskie na miarę Oscara :]

          Kiedy tak rozmawiają, słychac nagle krótki rumor w bagażniku. "TO Estrada", spokojnie tłumaczy Debrze Dexter :]

          Sam włamuje sie do domu kapitan LaGuerty. Znajduje napisaną przez nią prośbę o dostęp do zapisów z GPS telefonów Debry i Dextera. Jeśli ktoś z "góry" przychyli się do tej prośby i wyda jej zgodę - LaGuerta zdobędzie swoje dowody. Dexter i Debra tej nocy rozmawiali nieraz i te bilingi złoża LaGuercie opowieść w logiczną całość. Sytuacja jest naprawdę podbramkowa.

          Głos wewnętrzny Dextera, pod postacią jego zmarłego ojczyma [stałego partnera jego monologów, mentora życiowego], powiada mu "Uciekaj, Dexterze, to jest ten moment". Ale uciekać, ciągnąć za sobą Debrę, syna...A do tego - Dexter nagle uświadamia sobie, ze to całe życie, które miało być tylko przykrywką dla uprawiania zabijackiego hobby - to życie nagle stało mu sie bliskie, PRAWDZIWE. I on już tego życia nie chce porzucać.

          Noc. U sierżanta Batisty sylwestrowa zabawa. Debra w sukience wieczorowej. Kubańskie rytmy.

          Kapitan LaGuerta zmierza samochodem na tę zabawę. Nagle dzwoni telefon. Kiedy LaGuerta odbiera słyszy spanikowany głos Hektora Estrady "Jestem w tym kontenerze, co wtedy, potrzebuję pomocy !". A więc znalazł się Estrada. LaGuerta natychmiast rusza do portu. Oto jej szansa na przyskrzynienie Dextera.

          Spryciara z niej, ale tutaj robi błąd. Goniąc za króliczkiem wpada do nory. Kiedy kapitanica wchodzi do kontenera, znajduje tam przywiązanego Estradę - niestety dla niej, już martwego. I kiedy tak dziwuje się nad jego zwłokami, za jej plecami wyrasta Dexter i szybkim zastrzykiem usypiającym obezwładnia ją.

          Yes, to Dexter zmusił Estradę do zwabienia LaGuerty w zastawioną pułapkę. Jest to w sumie komiczna scena, bo Dexter obiecuje Estradzie, ze go wypuści w zamian za to. Kiedy jednak Estrada domaga się dotrzymania słowaa, Dexter odpowiada "Zabijam ludzi, a myślałeś, że nie kłamię" ? ;]] Estrada próbuje przepraszać za to, że 40 lat temu zabił piłą motorową matkę 3-letniego wówczas Dextera, czego chłopiec był świadkiem. Estrada kaja się, że to była walka o przetrwanie, a jego matka była kapusiem policyjnym. Dexter wyznaje mu, a raczej sam sobie ale jakby do niego, że tego wieczora jeszcze raz będzie musiał zabić : nie w imię zasad, ale dlatego że TAK MUSI. Estrada podchwytuje "widzisz, o tym mówię, walka o przetrwanie". To na nic. Dexter wysyła go na łono abrahama.

          Debra, na tym przyjęciu u Batitsty, cała jest w nerwach. Batista uspokaja ją, ze LaGuerta i Dexter zapewne dlatego nie przyjdą, zeby się ze sobą nie spotkać, po tym co ostatnio się działo.

          Ale sierżant nie wie o kulisach całej sytuacji. Debra dzwoni na centralę policji i prosi o namierzenie samochodu LaGuerty. Kiedy dowiaduje sie, ze jest on w porcie, pełna najgorszych przeczuć, sama tam jedzie.

          Słyszy strzał. Celując z pistoletu, dociera do źródła, czyli do kontenera. W środku, zszokowana, zastaje swojego brata i związaną kapitan LaGuertę. Dexter oddał strzał z broni LaGuerty do martwego Estrady. Potem chce zabić LaGuertę i wcisnąć drugi pistolet w łapy Estrady. Wszystko zaś będzie wyglądało jakby Estrada i kapitanica pozabijali się nawzajem.

          [Jennifer Carpenter grając po raz 17976 w tej serii Debrę w stanie szoku i zdumienia :] dokonuje cudów zręczności aktorskiej]

          Debra pyta więc zdławionym głosem, co tu się kruca dzieje ? Dexter odpowiada jej twardo, że robi to co musi, aby siebie i ją ochronić. Debra celuje do niego z broni i protestuje przeciw temu, co ma się wydarzyć za moment - "nie możesz jej zabić !". Ale Dexter nie po to porzucił kodeks szlachetnego mordercy, w którym miał zapisane "nie zabijaj niewinnego", żeby się teraz wycofać na słowa swojej siostry.

          Bierze nóz. Debra mierzy do niego i każe mu odłożyc. Wtedy przytomnieje LaGuerta i namawia ją coraz śmielszym głosem "Debro, zabij go ! Nie jesteś taka jak on, jesteś dobrym gliną, uczciwym gliną ! Zabij go, to morderca !". I Debra ma już niezły mętlik w głowie, zwłaszcza że Dexter odkłada nóz i cicho przytakuje LaGuercie "Ona ma rację, jesteś dobrym człowiekiem, RÓB TO CO MUSISZ".

          I Debra, w stanie całkowitego wstrząsu emocjonalno-etycznego, strzela... kładąc trupem kapitan LaGuertę.

          Znów wygrywają więzy rodzinne. Dexter wsypał Hannę, by chronić Debrę. Debra zabija LaGuertę, by chronić Dextera, ale i siebie samą.

          Zaraz po strzale, Debra rzuca się do LaGuerty i przytula ją, z płaczem i rozpaczą. Jest zdruzgotana. W sumie, to właśnie Debra Morgan wydaje się być główną bohaterką tej serii, to ona najwięcej trudnych chwil przeżywa, łamie się świat jej zasad i etyki, które poświęca dla swojego brata i dramatycznej prawdy o jego sekretnym życiu, jakże kłopotliwym z czasem nie tylko dla niego, ale i dla niej samej.

          W ostatniej scenie, Debra i Dexter zjawiają się w tawernie Batisty. Zabawa trwa, korki od szampanów strzelają, a razem z nimi sztucznie ognie na powitanie nowego roku.

          "Czy łamiąc nasze zasady, złamaliśmy i siebie ? Kim ja jestem ? Kim teraz jest Debra ? Nowy początek ? A moze początek końca", ten monolog Dextera kończi serię. POza małymi zgrzytami iprzegięciami - naprawdę świetną, wg mnie.

          www.youtube.com/watch?v=u-3dRaX_g-k


          • pani_lovett Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 02.02.14, 23:51
            LaGuerta gnie! Mogłam się tego domyślić. Dexter bezpieczny. Choć chyba nie do końca, bo Hannah, która zna tajemnicę Dextera, jest na wolności, co pewnie nie da Dexterowi spokoju.
            Dobre zakończenie.
            Dzięki serdeczne, Greku, za kolejny sezon!
            • grek.grek Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 03.02.14, 14:08
              między Hanną McKay, a Dexterem trochę się pofanzoliło ;]
              teraz pytanie brzmi : czy ona chce się na nim zemścić czy wygra uczucie, dzięki
              ktoremu zdoła zracjonalizować jego zachowanie wobec niej [wpakowanie jej do
              więzienia] ?
              wszystko to w 8 sezonie, jak sądzę ?, ale w Prima Cool nie zapowiadają jeszcze emisji;
              myślę sobie ostrożnie, że wypuszczą go latem.

              dzięki, Barbasiu, za wytrzymanie 12 odcinków pisanych w stylu pijanego mistrza ;]

              • pani_lovett Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 03.02.14, 22:00
                I jak skończy się historia Dextera. Sezon 8 to ostatni już sezon.


                Cała przyjemność po mojej stronie! Czytało się świetnie. :)
                • grek.grek Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 04.02.14, 16:17
                  no własnie, świadomość że nadchodzą ostateczne rozstrzygnięcia nada rangę
                  każdemu z odcinkow tej ostatniej serii.

                  dzięki, Barbasiu :]
                  dzięki również za konstruktywne uwagi, wartościową krytykę [w znaczeniu : analizy], czyli...
                  jak zawsze :]
                  podzielimy przyjemnośc po 50 % ? ;]
                  • pani_lovett Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 05.02.14, 17:21
                    Tak.


                    Konstruktywnych uwag i itp. na temat "Dextera" nie wyszło wiele spod mojej klawiatury, więc tak naprawdę nie zasłużyłam sobie na takie pochwały, Grekuniu.


                    > podzielimy przyjemnośc po 50 % ? ;]

                    Z przyjemnością się z Tobą podzielę. :)
                    • grek.grek Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 06.02.14, 15:07
                      jeśli uwagi są konstruktywne, to choćby i była jedna, to ma rangę.
                      a każda następna, to już prawdziwa rozpusta :]
                      • pani_lovett Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 06.02.14, 16:42
                        Aaa, jeśli tak, to wspaniale! ;))
    • grek.grek "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 16:06
      [jutro powtórka, o 23:05]

      Kiedyś trochę czytałem o tym filmie, wydał mi się ciekawy [w opisie wstępnym].

      Rzecz sie dzieje na brytyjskiej prowincji.
      Po latach wraca do małego miasteczka dziewczyna, która się w nim wychowała, a potem wyjechała do Londynu i została dziennikarką. Jako młoda koza uchodziła za brzydactwo i generalnie porażkę. Wraca w zupełnie nowej ultraatrakcyjnej odsłonie. Ofk, jej uroda i styl sprawia, że paru tytułowych mężczyzn, w tym chyba też i tacy co to kiedyś mieli ją za dno, doznaje zaczadzenia jej wdziękiem i rywalizuje o jej względy.

      Wyreżyserował to Stephen Frears, co samo w sobie może zachęcac, nieprawdaż Czcigodni ?
      W głównej roli jest Gemma Arterton [pamiętam ją/pamiętacie też ? z "Uprowadzonej Alice Creed", świetnego thrillera], która, co tu dużo gadać, na zdjęciach wygląda na taką, co to może niejednego przyprawić o spowodowanie wypadku drogowego :]

      Godzilla sympatyczna, hicior "Krew z krwi" nie konkuruje już ;], więc można by spróbować chyba ?
      • maniaczytania Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 16:12
        ja mimo slabosci do brytyjskich aktorow patrzec bede na ot, co zastapilo "Krew z krwi", czyli na serial z Ashley Judd (ale nie dla niej, tylko dla Adriano Gianniniego ;) ).
        • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 17:17
          [oho, Mania ma nowego faceta :)]

          dobry jest to serial ?

          [przyznam, że jak zobaczyłem Ashley Judd, która kopami roznosi kolejnych
          atletów - a do tego dowiedziałem się, że ona jakąs ma misję ratowania porwanego
          syna, jakoś mnie to nie porwało,. w dodatku jakiś wywiad z panią aktorką
          wpadł mi w łapska i przeczytałem, że ta kopanina ma szczególne uzasadnienie
          dla głębi filmu :] jak to mówią "za pieniądze ksiądz się modli", hehe.]
          • pani_lovett Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 21:04
            grek.grek napisał:

            > [oho, Mania ma nowego faceta :)]

            Czy ten Gadiator Spartakus nie będzie zazdrosny czasem?
            • maniaczytania Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 21:08
              zaraz tam "ma nowego faceta", to tylko taka przelotna raczej znajomosc ;)
              A gladiator to nie Spartakus Barbasiu, bo Spartakus mnie jakos do gustu nie przypadl ;), Gannicus kochan, Gannicus - ale ja juz drugi raz nie ogladam, widocznie moje skryte pragnienia zostaly zaspokojone przy poprzedniej emisji ;)

              Jesli chodzi o 'Zaginionego" jest fajna akcja, duzo fajnych miejsc w Europie (w niektorych bylam, wiec przyjemnie sie na nie patrzy), sa rozgrywki wywiadow, jest Ashley ladna, jest Sean Bean - niewymagajaca rozrywka na koniec weekendu - czemu nie? :)
              • pepsic Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 21:11
                A gladiator to nie Spartakus Barbasiu, bo Spartakus mnie jakos do gustu nie przypadl ;)
                Toteż byłam zaskoczona, bo mydłek raczej;)
              • pani_lovett Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 21:18
                He,he! A to przepraszam. :)

                Gannicus
                www.comicvine.com/images/1300-2831193
                Nooooo! ;)


                Rozumiem. Sama lubię czasami obejrzeć niewymagającą rozrywkę dla relaksu. "Krew z krwi" było dla mnie taką rozrywką.

                Muszę kiedyś rzucić okiem na to.
      • pani_lovett Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 21:03
        Już mi się podoba ten film! :)

        > Godzilla sympatyczna, hicior "Krew z krwi" nie konkuruje już ;], więc można by
        > spróbować chyba ?

        O tak!
        • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 14:10
          udało Ci się obejrzeć ?

          [ja sprobuję dzisiaj powtórkę złapać]
          • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 15:42
            Ja obejrzałam, jeśli mogę się "wciąć" :) Baaardzo przyjemne dla oka, zabarwione czarnym humorem, mile spędzone niecałe dwie godziny. Bardzo spodobały mi się kosmicznie irytujące nastolatki - fajny "rozbijacz" fabuły, psychologicznie udatny, i aktorsko jedna z nich rokująca, choć urody nienachalnej. Najsłabiej w tym wypada gośc grający perkusistę, oglądałam go juz w kilku rzeczach, zawsze mi tak samo nie leży :) Moja ulubiona postać to zdecydowanie Beth.
            • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 16:21
              wcinaj i "wcinaj się" zawsze i z impetem, Er.po :]

              przyjemna recenzja, zachęcająca.
              dzięki, wchodzę w to :]

              jakby się Jedynce poprawiła oferta, nie ?
              • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 16:55
                To jeszcze coś dodam:
                - fajnym smaczkiem - jak dla mnie - jest podskórna rywalizacja między jednym z gości farmy będącej miejscem akcji, amerykańskim akademikiem na urlopie naukowym, piszącym ksiązkę o Hardy'm i nie mogącym wyjśc z niemocy twórczej, a gospodarzem, autorem kryminalnych bestsellerów, nonszalancko podchodzącym do pisania-rzemiosła: "zaczynam pisac latem, a na wiosnę ksiązka wychodzi."
                - i cudna uwaga ilustrująca podstawy lokalnej tożsamości: jeden z lokalesów zapytany o to, jak długi właściciele farmy tam mieszkają odpowiada:"O, to będzie ze dwadzieścia lat. Tak, że w sumie to ciągle jeszcze są obcy."

                Przypomniało mi się, jak po jakimś czasie od sprowadzenia się na wieś, idąc z psem na spacer, zostaliśmy w wieczornym półmroku powitani przez przechodzącego lokalesa: "Dobry wieczór! Ja państwa znam, choć państwo obce' :)
                • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 04.02.14, 16:10
                  dobrze, że napisałaś [i napisaliście] troche o tym filmie, bo - kurdebalans - wczoraj
                  nie obejrzałem, postawiłem na klasykę w CT2 ["Zeszłego roku w Marienbadzie"]. widziałem
                  tylko początek, jak pan literat robi w bambo swoją żonę. ona mu prowadzi chałupę, podtyka
                  pod nos specjały i cymesy rozmaite, a ten się buja z jakimiś laskami i sprzedaje żonce
                  takie kaprawe wymówki, że głowa mała. aktorka grająca żonę - doskonale dobrana : dobra kobieta ale taka szara, bez osobowości, niepobudzająca wyobraźni, kopciuszek taki; a zatem bez szans na to, żeby odegrać się na męzu i uwieść ze trzech chłopa, żeby sam na kolanach przyszedł z przeprosinami i zaczął ją uwielbiać po wsze czasy ;]

                  nie wiem jak było dalej, moze się zagalopowałem... odegrała się na nim ? :}]
                  • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 04.02.14, 16:46
                    Odegrała, to może nie jest dobry czasownik, ale w jakimś sensie sprawiedliwości stało się zadość. I - że nawiążę do wątku o tym czy dla kobiet misie są atrakcyjne - widzisz, i na "myszki" bywa popyt :) Znalazł się koneser, który docenił :)
                    • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 05.02.14, 14:39
                      a więc, tak czy inaczej, kara mustafa :]

                      o, nigdy w to nie wątpiłem.
                      jak się myszka ogarnie, to serek sam za nią biega, razem z pułapką ;]

                      • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 05.02.14, 16:51
                        Wiesz co, to nie była taka historia, że myszka się odstrzeliła, a wszystkie serki za nią. To raczej było zakochanie przez zasiedzenie. Amant też nie z tych żurnalowych, ale się nadał :)
                        A kara (mustafa) była po całości - zaspoileruję - albowiem winowajcę stratowało stado krów, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało :)
                        • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 06.02.14, 15:05
                          haha, no to rzeczywiście rodzaj kary, i WYMIAR, istotnie kuriozalny ;]

                          "zakochanie przez zasiedzenie"
                          czyli, żadnego nagłego porywu serca, a raczej wykorzystanie nadarzającej się
                          okazji wyczekiwanej przez liczne sezony ? :]
                          • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 06.02.14, 17:18
                            No, wyczekiwanie było, i w końcu nadarzyła się okazja, czyli potrzeba pocieszenia :) W filmach to zawsze działa, w życiu nie miałam okazji sprawdzić, chyba na szczęście :)
            • siostra_bronte Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 17:54
              Potwierdzam, sympatyczna, trochę czarna komedia. To zdaje się ekranizacja komiksu? Plenery przepiękne. Tylko główna bohaterka jest irytująca i co tu ukrywać, zdzirowata. Gemma Arterton jest w tej roli drewniana, ale panowie będą pewnie mieli inne zdanie :) Aktorsko najbardziej podobali mi się niewierny pisarz Nicholas i mała Jodie, o której wspomniała er.pa. A, rozbawiło mnie konsekwentne tłumaczenie "f..k" jako "kurza twarz" :)
              • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 19:42
                No, ale urodziwa to Tamara jest :) Natomiast tak sobie myślę, że gdyby to była produkcja amerykańska, to Nickolas byłaby choć trochę przystojny :) Ale jak rozumiem on działał pisarską aurą. Cudna była scena oswajania drapieżnej sąsiadki od krów :)
        • pepsic Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 19:56
          Ja mam niedosyt, bo film nierówny i powierzchowny zdecydowanie bardziej dryfujący w kierunku komedii. Młoda faktycznie była pierwszorzędna. Rośnie kolejna brytyjska gwiazda?
          • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 20:45
            Albowiem mądry to ten film nie jest :) Choć pewnym sytuacjom trudno odmówić pewnego psychologicznego prawdopodobieństwa.
    • maniaczytania Philip Seymour Hoffman 02.02.14, 20:17
      wlasnie przeczytalam, ze zmarl. Swietny byl z niego aktor, mial zaledwie 46 lat
      www.wprost.pl/ar/434725/Philip-Seymour-Hoffman-nie-zyje/
      • pepsic Re: Philip Seymour Hoffman 02.02.14, 20:28
        Stworzył wiele ciekawych, charakterystycznych i zapadających w pamięć kreacji aktorskich. Prawdziwy talent. Szkoda [*]
      • siostra_bronte Re: Philip Seymour Hoffman 02.02.14, 20:29
        Jeszcze młody facet. Smutne.
      • pani_lovett Re: Philip Seymour Hoffman 02.02.14, 21:00
        Jak twierdzi policja, przyczyną śmierci było prawdopodobnie przedawkowanie narkotyków.
        [...] Hoffman leżał w łazience z wbitą w ramię igłą strzykawki - twierdzą policjanci, którzy byli na miejscu zdarzenia.

        Aktor publicznie mówił o tym, że w młodości zmagał się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. Od 1990 r. żył w trzeźwości, ponownie na leczenie odwykowe zgłosił się w 2013


        Jak on mógł nam to zrobić!

        (")
        • maniaczytania Re: Philip Seymour Hoffman 02.02.14, 21:03
          no wlasnie, jak???

          Przyznam sie, ze w wielkim szoku jestem. Owszem, wielu juz aktorow skonczylo w podobny sposob, ale jakos ten przypadek szczegolnie mnie ruszyl, wydawaloby sie faceta w rozsadnym wieku, dawno po czasie szalenstw mlodosci, takie cos nie powinno dotyczyc ...
          • pani_lovett Re: Philip Seymour Hoffman 02.02.14, 21:06
            To samo myślę, Maniu! Właśnie włączyłam komputer i zostałam porażona tą wiadomością.
          • angazetka Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 15:59
            Tak mało wiemy, w zasadzie nic, o tym, dlaczego, co się działo, jak do tego doszło.
            Zostaje smutek i szok, że jak to.
      • gryfny Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 15:50
        z szuflady;ciekawostki
        www.tvn24.pl/philip-seymour-hoffman-debiutowal-w-polsce-mial-scene-erotyczna-z-gawryluk,394074,s.html
        • pani_lovett Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 21:52

          gryfny napisał:

          > z szuflady;ciekawostki

          Ale historia! :)
      • angazetka Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 15:55
        Rzadko się teraz tu wypowiadam, ale tu muszę. Bo ta wiadomość jeszcze całkiem do mnie nie dotarła.Bardzo, bardzo duża strata - to był genialny, wybitny aktor.
      • grek.grek Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 16:23
        zdumiewająca informacja.
        świetny, wszechstronny aktor, wszystko było jeszcze przed nim.
        • angazetka Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 16:44
          Wczoraj czytałam o jego projekcie reżyserskim, z Amy Adams i Jake'iem Gyllenhaalem...
        • er.pa Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 16:48
          To dla mnie taka kolejna smutna historia o sławie - przypomniał mi się Heath Ledger.
          Hoffman był dla mnie długo niezauważalny, mimo, że patrząc na filmografię grał w wielu filmach, które oglądałam. Mało wyraziste role były wcześniej? Mało "filmowa" uroda? Nie wiem. Zachwycił mnie w "Capote'm", potem w "Wątpliwości" i w "Rodzinie Savage" i "Wojnie Chrliego Wilsona."
          Ta śmierć jest taka bezsensowna, na każdym poziomie, rodzinnym też. Szkoda człowieka, bardzo.
          • angazetka Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 19:52
            > To dla mnie taka kolejna smutna historia o sławie - przypomniał mi się Heath Ledger.

            Ech, mnie też. Ledger był bodaj jedyną osobą publiczną, nazwijmy to, po której płakałam. I do dziś się łapię na myśli, w czym by grał.
            • maniaczytania Re: Philip Seymour Hoffman 03.02.14, 20:06
              a to ja nie - Heath Ledger byl mi obojetny, malo filmow z nim widzialam, wrazenia jakiegos wielkiego nie zrobil.
              Ale np. taki River Phoenix to dla mnie jedna z takich nieodzalowanych strat.
    • grek.grek "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 03.02.14, 14:52
      uzbierało mi się filmów do opisania, wspomnienia, sentymentalnego powrotu. ;] ech, będę się zatem z nimi ujawniał stopniowo, hehe.

      oglądaliście "Opowiedz mi o deszczu" ?
      w sobotę leciał, na Kulturze.

      żadne wybitne dzieło francuskiej kinematografii, ale przyzwoita całkiem obyczajówka rozgrywająca się w plenerach podparyskich malowniczych miejscowości.

      w warstwie fabularnej jest to historia pogmatwanych relacji uczuciowych kilkorga znajomych.

      główną bohaterką jest Agatha Villanova, popularna w sferach paryskich intelektualistgów feministka i pisarka. własnie zabiera się za karierę polityczną, a pierwszym krokiem ma
      być kandydatura na burmistrza [mera ? :)] swojej rodzinnego miasteczka pod Paryżem.

      znajomy reżyser proponuje jej nakręcenie filmu dokumentalnego o niej samej, który mógłby
      jednocześnie być jej reklamowym folderem wyborczym.

      spotykają się więc w tej miejscowości i przez 2-3 godziny dziennie kręcą ten film, który
      polega na tym, że ona siedzi przed kamerą, na tle bujnej zieleni, a reżyser i jego asystent [dziennikarz i jednoczesnie właściciel małej restauracji Karim] zadają jej pytanie dotyczące
      jej motywacji politycznych.

      kręcenie filmu jest tylko osią całego zamieszania.
      w tle odbywa się seria romansów i relacji w związkach.

      pani Vilanova przyjeżdza na te całe "roboty filmowe' z narzeczonym. najpierw reżyser każe mu przytrzymywać jakiś badyl za plecami Agaty, żeby ładniej kadr się komponował :] potem badyl się łamie i pozostaje w pozycji pożądanej, więc narzeczony w ogole do niczego się już nie może przydać. zmęczony całą sytuację wraca do Paryża, a Agata dzwoni do niego wieczorami.

      Starsza jejmośc, od stuleci robiąca za gospodynię w domu rodzinnym Agaty, namawia ją, żeby wreszcie wyszła za niego za mąż, żeby "miała kogoś, kto ją wesprze". ile można karyjerę robić...

      pan reżyser ma romans z siostrą Agaty, której mąż wpadł w kryzys mentalny, wyleciał z pracy, nie umie sobie ułożyć życia i generalnie popadł w depresję studzienną, prowokującą go do łkania że żona nim gardzi za pomocą czytania ksiązki w łózku, zamiast przytulania go :]
      reżyser i siostra Agaty spotykają się potajemnie, a ona głośno i zamaszyście planuje rozwód z hukiem i wyjazd do Paryża.

      do tego pan reżyser ma nastoletniego syna, który go odwiedza w miasteczku. i niespecjalnie mogą nawet ze sobą spędzić czas [idą do restauracji, na dobry deser, gdzie pan reeżyser dziwi się, że "casata", to nie jest ciasto z sokiem malinowym, tylko lody], bo syn ma plany wyjazdy z kolegami na jakąs wyprawę. pan reżyser trochę to przeżywa.

      z kolei jego kolega i współpracownik Karim wdaje się w ciekawą znajomość ze pracownicą tej swojej restauracji. na codzień nie zwraca na nią uwagi ["jestem zonaty" - "i nawet jak widzisz przed sobą fajną dziewczynę, to nie zwracasz na nią uwagi ?" - "tak właśnie, nie obchodzi mnie"], ale kiedy reżyser zauważa tę panne - wkrótce i Karim gdzieś tam zacznie na nią zaglądać i w pewnym momencie połączy ich rozmowa, wspólnie spędzany czas i normalna ludzka sympatia.

      przy okazji Karim i reżyser sprzeczają się podczas krecenia tego filmu - głównie o to, czy wywiad ten ma być soft czy hard :] Karim chce przepytać konfrontacyjnie panią polityczkę in spe, a reżyser [jako jej stary kumpel] wolałby jednak ograniczać ekspresję i nie zadawać
      pytań trudnych. zasadniczo, pytania padają więc rzadziej niż obaj panowie się kłócą, a Agata coraz częsciej ma wrażenie, że obcuje z ludźmi o dośc ograniczonych kompetencjach i jej odpowiedzi bywają nerwowe. co ma zapewne takze wiele wspólnego z rozłąką z narzeczonym.

      i na przeplataniu tych kilku wątków zasadza się tenże film.

      zwycięza obowiązek i poczucie odpowiedzialności :] wywiad jest raczej soft niż hard, siostra Agaty nie może zostawić rozmemłanego męża, ale reżyser pociesza się tym, że syn zaprasza go na ten swój wypad z kolegami i od razu rezyser poznaje sympatyczną rudą jejmośc w swoim wieku. Karim i jego pracownica zostają przyjaciółmi, nie ma sensu seks który tylko by zburzył ich relację i skrępował wobec siebie, a zapewne w konsekwencji zmusił do rychłego rozstania. zatem, jak nie u Francuzów :] a pani Agata feministka nie jest taka twarda, bo
      instytucja małżeństwa przemawia do niej coraz bardziej i zapewne pobierze się ze swoim narzeczonym, łysiejącym intelektualistą, specem od podtrzymywania opadającego zielska :]

      www.youtube.com/watch?v=1QBAX6RmszI
      • siostra_bronte Re: "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 03.02.14, 19:47
        Dzięki, Greku :)

        Oglądałam jakiś czas temu, nie pamiętam na jakim kanale. Tak jak napisałeś, solidne kino obyczajowe, czyli francuska specjalność :)
        • grek.grek Re: "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 04.02.14, 16:00
          drobiazg, dzięki, Siostro :]

          kino przychylne wobec wartości mieszczańsko-familijnych :]
      • pani_lovett Re: "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 03.02.14, 21:52
        A w tle, znane skądinąd kwestie polityczne - parytety (zdaje się to dzięki nim Agatha Villanova mogła kandydować na deputowaną? co wypominał jej reżyser dokumentu), kwestie dopłat unijnych dla rolników, stanowiących przedmiot białej gorączki i dla tamtejszych gospodarzy.
        Brakowało właściwie tylko straszliwego słowa /spluwam w tym momencie trzy razy przez prawę ramię ;))/ "gender". Ale ono zdaje się dopiero niedawno się pojawiło także ,we Francji.
        W każdym razie dobrze wiedzieć, że w pewnych kwestiach dotrzymujemy już kroku Europie Zachodniej.



        >zatem, jak nie u Francuzów :]

        Właśnie! Mało zdrad, mało skomplikowanych konfiguracji damsko-męskich, mało rozstań! ;)

        :)
        • grek.grek Re: "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 04.02.14, 16:04
          hehe, yes :]

          haha, no tak, gender się nie wynurzył.

          taka etyczna ta francuska klasa średnia, żona nie zostawi męża znajdującego się w kryzysie,
          inny żonkoś nie zdradzi żony, a potencjalnej kochance zaoferuje szlachetnie przyjaźń, wreszcie
          feministka i baba herod ;] pędzi do telefonu, żeby usłyszeć w słuchawce konkubenta, którego poślubi, bo tak jej poradziła starsza pani, która zdaje się młodość przezywała w okresie rewolucji seksualnej ;]]
    • grek.grek HOmeland 2 [odc. 4] 03.02.14, 15:03
      no to szykujcie się :]

      niech Was nie zmyli pierwsza część odcinka - będzie w miarę spokojnie, a rozmowa Saula z Estesem, jak i początek "operacji specjalnej" - zasugerują raczej długi marsz tego wątku. do tego spore fragmenty dotyczące rozwijającej się znajomości córki sierżanta z synem wiceprezydenta i domowe problemy sierżanta z żoną, ktora znów zbliża się z tym gościem, z ktorym romansowała kiedy mąz przez 8 lat był "uznany za zaginionego".

      w finałowej części akcja dostanie turbodoładowania, głównie za sprawą Carrie, która wyraźnie wraca do formy i tutaj naprawdę rozgrywa brawurowo.

      ciekawe, jak oni zamierzają pociągnąć GŁÓWNY wątek przez następne 8 odcinków, skoro już w 4 zaszli tak daleko. sezon rozwija się zacnie i zapowiada się [dla nas, opóźnionych w poznaniu, hehe] znakomicie. stay tuned.
      • maniaczytania Re: HOmeland 2 [odc. 4] 03.02.14, 19:42
        podobno zwrotny i wazny jest odcinek 5 , okreslany nawet 'epickim' ;)

        az moze dzisiaj zerkne, jakos pierwsza serie przerwalam bez wiekszego zalu i tej drugiej nie zaczelam ogladac, sprawdze moze, co trace ;)
        • grek.grek Re: HOmeland 2 [odc. 4] 04.02.14, 15:30
          no proszę :]

          obejrzałaś wczorajszy ?

          swoją drogą, jak zobaczyłem wczoraj zwiastun tego 4 odcinka w TVP, to się ucieszyłem, że
          mam to za sobą. WSZYSTKO, literalnie WSZYSTKO co ważne i kluczowe w tym odcinku - było w zwiastunie :]] niebywała dezynwoltura i brak szacunku dla widza. ja oglądałem wcześniej, wiec tylko pokiwałem głową z niesmakiem. ale ci, którzy nie widzieli, obejrzeli zwiastun, a potem ten odcinek - musieli kląć na czym świat stoi, bo zupelnie odebrano im przyjemność raczenia się suspensem.
    • grek.grek W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" ['61 04.02.14, 15:26
      Niezwykły film.
      Rzecz dzieje się w luksusowym, ale takim - w starym stylu - ogromnym hotelu. Całe 90 minut filmu wypełnia monolog mężczyzny, który spotyka w nim kobietę, z jaką rok wcześniej połączył go namiętny romans. Ona się broni przed tym wspomnieniem, mówi że nic nie pamięta. Raz zaprzecza wszystkiemu, a za chwilę tylko wątpi. On opowiada jej ich historię sprzed roku, przekonuje że się tutaj spotkali i planowali nawet wspólną przyszłośc, serie retrospekcji pokazują ich wspólne spacery, rozmowy, hotelowe spotkania - ale wszystko filtrowane jest przez jego monolog i jego punkt widzenia, ona wątpi lub zaprzecza, kiedy wspomnienie się urywa na chwilkę. Jest to rodzaj gry psychologicznej, może nawet dramatu egzystencjalnego. Ona ucieka od niego, ale - tak myślę - nie dlatego że nie pamięta, ale dlatego że boi się przyszłości, że coś się stało w ciąfgu tego roku. A może wtedy była to jedynie zabawa, może nie miało to dla niej znaczenia, te obietnice ?. On zaś jest owładnięty tymi obietnicami, że za rok będą razem na dobre. Wspomina miejsca, momenty, symbole [drzwi, okna, pomnik na wybiegu pod którym się spotykalil niecodzienny, przywodzący na myśl sztukę kubistyczną, układ zieleni w monstrualnym ogrodzie na patio hotelu], słowa, pada bardzo efektowna i jakże dyskretna sugestia że poszli ze sobą do łózka [gdzież dzisiejszym rzeźnikom do takich subtelności :)]. A ona wymyka mu się, jest melancholijna, niepewna, "[nie wiem nawet, czy rok temu byłam tutaj czy we Fredrikstadt..."] jakkolwiek nie bezradna. Jakby stała na rozdrożu w swoim życiu, może w ogole już się jej nie chce żyć ?

      Mieszają się swobodnie plany czasowe. Raz są oni w hotelu pełnym gości - sprzed roku, a raz są dzisiaj, ale goście są tam ci sami - tyle że w formie żywych "duchów", między którymi ona i on się przechadzają. Właściwie jedynymi elementami oddzielającymi te miejsca w czasie, są jej stroje [wtedy jasne, teraz ciemne, chociaż i tutaj nie jestem pewien czy ta zasada obowiązuje w sposób sztywny i niezmienny] i jego monolog. POjawiają się w nim czasami te same zdania, te same słowa, ale zmienia się kontekst, niekiedy zdania wypowiedziane na początku w jakimś szyku są modyfikowane w zdaniach następujących pop nich - raz za razem, z dodawaniem kolejnych słów, aż w końcu powstaje coś zupełnie nowego. Jest kilka takich sekwencji.

      Ona nie jest sama. Ma męża. Zdarzenia są tak rozsypane, że w pewnym momencie pojawia się scena, w której mąz do niej strzela i ją zabija. Jej ciało leży martwe na łózku w pokoju. Pewnie podejrzewał ją o ten romans. A jesli to tylko jej/ich fantazja ?. Gdzie jest prawda ? Co jest prawdą ? Może cały ten romans jest zmyślony przez opowiadającego, a ona nie oponuje przed taką formą flirtu miłosnego ?

      Mąż kobiety i jej romansiarz oddają się grom planoszowym. Zawsze wygrywa mąz. Gry te polegają na zabieraniu leżących kart albo pionków w taki sposób, aby zostawić przeciwnikowi ostatni pionek albo kartę. W ten sposób się wygrywa. MOżliwe, że ostatnia scena, w której ubrana w czarne palto z piórami kobieta znika w hotelu, stojącym wśród ciemności z charakterystycznie zapalonymi kilkoma oknami, co daje efekt podobny do ustawienia pionków lub kart na planszy do gry - a narrator sugeruje, że "zniknęła z nim" dowodzi iż popełnili samobójstwo ? albo że ona ? a może znów jest to symboliczny znak, że przegrał batalię o nią, bo przecież te planszowe potyczki musiały mieć jej osobę w tle ? a może to znak bezpowrotnego końca miłości ? a może że w ogóle jej nie było ?

      Zagadkowy film. Zarówno w swojej wymowie fabularnej i symbolicznej, jak i w formie - jakby się wszystko działo w półśnie, a może w wyobraźni bohaterów. Moze jej tam wcale nie ma, a tylko on przyjechał po roku do pustego hotelu i próbuje tworzyć na własny użytek narrację jakoby ona tam z nim była ?

      Aktorzy są urodziwi [Delphine Seyrig jest arcypiękna], wnętrza rewelacyjne, ogród że mucha nie siada, stroje nieprzeciętnie eleganckie. Całość karmi oko przepiękną formą.

      Nie wiem, jeszcze :], jaka była recepcja tego filmu, jak odczytano go i jak zakwalifikowano, ale obiło mi się na razie o oczy, że w Wenecji [Złoty Lew 1961] też niektórzy krytycy i znawcy mieli z tym problem :]] MOże, jak to bywa z trudnymi filmami, wytłumaczenie jest banalnie proste : nie należy próbować interpretować tego, co wydaje się dziwne i absurdalne, bo to ornamentyka nie mająca znaczenia dla treści ? :] MOże więc pozostaje tylko pytanie : czy jest to tylko jego sen i marzenie czy ona naprawdę tam z nim jest ? Tak czy siak, nie mam pojęcia, jak to ugryźć bardziej naukowo :] Jesli jednak nawet zrezygnować ze zbyt zawziętych prób dotarcia do najgłębszej prawdy i sensu tego filmu, zawsze pozostaje jego wspaniała uroda i naprawdę hipnotyczna uwodzicielska energia, ktorą warto się delektować. Film jest czarno-biały, co dodatkowo dodaje mu wdzięku.

      trailer [w jez. angielskim, ja oglądałem wersję oryginalną z czeskimi napisami] :
      www.youtube.com/watch?v=yc6n2McMAnY
      • siostra_bronte Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 04.02.14, 18:12
        Dzięki, Greku. Moja szkoła :)

        Nie widziałam tego filmu. Kiedyś nagrałam go na video, ale nie mogłam zebrać się na odwagę, żeby go obejrzeć. Bo "Zeszłego roku..." cieszy się sławą arcydzieła, kamienia milowego w historii kina, o którym każdy słyszał, ale mało kto widział. I jak to z arcydziełami bywa, nie zawsze wiadomo, co autor miał na myśli :)

        Obejrzałam tylko fragment, ten film ma, jak napisałeś, niezwykły klimat jak ze snu. Może rzeczywiście nie ma sensu analizować każdego szczegółu, tylko poddać się nastrojowi?

        Brawo dla Czechów, że pokazują takie filmy.



        • grek.grek Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 05.02.14, 14:37
          dzięki, Siostro, jak sie uczyć, to od najlepszych :]]

          szkoda !
          nie jest łatwy, można [tak myślę, częściowo po sobie] się zgubić w poszukiwaniu
          jego odczytania i pełnej interpretacji, ale równocześnie nie sposób nie dać się ponieśc
          jego magicznemu nastrojowi i okolicznościom estetyki.

          też tak myślę.
          wiesz, jak już człek wpada na taki film, to [zapewne] chce go rozgryźć, szuka symboli,
          łączy, ogląda poszczególne sceny i zapisuje drobiazgowe róznice, żeby je potem odpowiednio
          zdeszyfrować. i im bardziej nic się z tego nie wyłania, tym głębiej kopie [im bardziej Kubuś zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było ;)].
          a przecież nikt nie gwarantuje, że reżyser i scenarzysta tworzyli racjonalną fabułę i wsszystko
          w niej ma swój sens. tak czy owak, oba warianty podejścia do tego filmu mogą dać spełnienie : zarówno intelektualne próby systematyzacji i dedukcji, jak i oglądanie na "luźnej gumie", czyli czysta uczta "klimatyzacyjna" :]

          yes ! wprawdzie leciał dopiero o 23:30, ale... leciał :]

          • siostra_bronte Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 05.02.14, 17:51
            Dzięki, Greku :)

            Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go zobaczyć.

            Haha, analogia z Prosiaczkiem jak najbardziej trafna :)

            U nas, w publicznej, kiedy go nagrywałam, też leciał koło północy. Teraz nie można liczyć nawet na to.
            • siostra_bronte Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 05.02.14, 18:25
              Jeszcze ciekawostka, teledysk Blur sprzed lat, inspirowany filmem:

              www.youtube.com/watch?v=0DjHKqb365A
            • grek.grek Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 06.02.14, 15:13
              hehe, jak przez mgłę pamiętam te czasy, kiedy w TVP ten i jemu podobne
              filmy można było obejrzeć. teraz to jest jakaś fantasmagoria.

              prezes TVp wczoraj chwalił się, że z nowego podatku medialnego będzie
              miał 1,5 mld do dyspozycji i "będzie więcej atrakcji kulturalnych" :] - czyli,
              jak mniemam, kolejne odcinki Voice of Poland i ze trzy nowe "Klany".

              ja z chęcią obejrzę "Marienbad" raz jeszcze, więc można by rzec, że w tym
              oczekiwaniu nie będziesz odosobniona :]
      • pani_lovett Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 04.02.14, 23:25
        Dzięki, Greku! Szkoła Bronte, widzę! ;)

        Tytuł znany, ale samo dzieło w ogóle, do dziś...

        Jerzy Płażewski w „Historii filmu francuskiego” przytaczał anegdotę oddającą problem, jaki widzowie mogą mieć z tym filmem:

        Otóż: w Paryżu popełniono zabójstwo. Policja złapała podejrzanego i zaczęto go przesłuchiwać. Rzekomy zbrodniarz zarzekał się, że jest niewinny, a w czasie, w którym popełniono przestępstwo był w kinie na „Zeszłego roku w Marienbadzie”.
        - W takim razie proszę powiedzieć o czym jest ten film! – zażądał prowadzący przesłuchanie. Aresztowanego skazano…


        kultura.wiara.pl/doc/1365375.Zeszlego-roku-w-Marienbadzie
        • grek.grek Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 05.02.14, 14:27
          dzięki, Barbasiu :]
          yes, trochę się lękałem, czy podołam, ale chyba tak strasznie źle nie było ;]
          chociaż, film niełatwy do opisania, zwłaszcza w wersji roboczej.

          haha, rewelacyjna anegdota :]
          wydaje mi się, wszelako, że gdzieśtam ma ten film swoje jądro fabularne, a
          przynajmniej jakiś zarys.
          • pani_lovett Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 05.02.14, 17:37
            Twój opis jest wyśmienity.

            Prawda!? :)

            O tak.
            • grek.grek Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 06.02.14, 15:15
              dzięki :]
              ale, mimo wszystko, szkoda że nie ma "edit", nie ?
    • grek.grek "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 04.02.14, 16:23
      "The Following" to jakiś gruby hicior ponoć, nie ?
      TVN7 rusza z tym serialem od 20 lutego [chociaż w Telegazecie jak wół stało 17 lutego, ale to się wyjaśni niebawem], ma latać w czwartki o 22:00.

      no i "Sherlock" - od 2 marca w TVP2 :]
      • siostra_bronte Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 04.02.14, 17:47
        Też wypatrzyłam newsa o "Sherlocku". Duży poślizg, ale lepiej późno niż wcale :)
        • grek.grek Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 05.02.14, 14:23
          hehe, nie inaczej :]

          ciekawe, o której godzinie będą puszczać i czy od razu wszystkie odcinki ?
      • pani_lovett Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 04.02.14, 23:34
        > no i "Sherlock" - od 2 marca w TVP2 :]

        TEN SHEROCK!?? TEN SHERLOCK Z PRZYSTOJNIAKIEM OD SIOSTRY_BRONTE???
        TO FANTASTYCZNA WIADOMOŚĆ!!! :))

        "The Following" - nic mi ten tytuł nie mówi.
        • angazetka Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 05.02.14, 13:01
          Ten sam :) I to podobno wszystkie trzy sezony. I dadzą możliwość wybrania wersji z napisami.
          • grek.grek Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 05.02.14, 14:24
            o, 3 sezonu jeszcze nie zacząłem, czekając instynktownie na telewizję.
            no i proszę... jaka niespodzianka ;]
          • pani_lovett Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 05.02.14, 17:38
            angazetka napisała:

            > Ten sam :) I to podobno wszystkie trzy sezony. I dadzą możliwość wybrania wersj
            > i z napisami.

            Jednak! Cudownie! Brawo TVP! :)
            • siostra_bronte Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 05.02.14, 17:41
              Super, że tak się cieszysz :) Ale nie sugeruj się tym co tutaj pisaliśmy z Grekiem. Jeszcze, nie daj Boże, będziesz rozczarowana.

              Zdecydowanie, tvp należy się pochwała :)
              • pani_lovett Re: "The Following" w TVN7, "Sherlock" w TVP2 :] 05.02.14, 17:49
                Czuję , że dwie pierwsze serie na pewno mi się spodobają . :)
    • pani_lovett "Miłość w czasach zarazy" dziś w TVN7 o 20:00 05.02.14, 17:08
      Adaptacja powieści G.G. Marqueza z Javierem Bardemem w roli głównej!

      :)
    • grek.grek "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 16:21
      zahaczyłyście o tę premierę w poprzednim volume, ale jako że jutro startuje, a zdaje się
      przedwczoraj był pokaz dla "elyty" :]...

      pierwsza napotkana recenzja :
      film.wp.pl/id,31715,rid,64558,title,To-cos-wiecej-niz-Kapitan-Polska,type,editor,film_recenzja.html
      8 na 10 :] zatem 1:0 dla "Jacka", zobaczymy co będzie w weekend, kiedy posypią się
      kolejne... noty krytyczne, heh.

      w ostatnich dniach media ostro promują samą postać Kuklińskiego, a starannie dobrani goście jednostronnie opiewają jego patriotyzm :] można i w ten sposób...

      nie oglądałem [haha, OFK] "Jacka", ale cos czuję, że Pasikowski zbył kontrowersje tworząc, jak wyżej stoi w recenzji, "szpiegowski thriller". chytrus, hehe.
      • pani_lovett Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 16:35
        > nie oglądałem [haha, OFK] "Jacka", ale cos czuję, że Pasikowski zbył kontrowers
        > je tworząc, jak wyżej stoi w recenzji, "szpiegowski thriller". chytrus, hehe.

        Reżyser wcale nie ukrywa, że stał się entuzjastą postaci płk. Kuklińskiego.

        wyborcza.pl/1,75475,15382007,Pasikowski_o_Kuklinskim___wywiad_z_rezyserem_filmu.html
        :)
        • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 17:21
          wolno mu, a co :]

          swoją drogą, ciekawe czy można zrobić film o tej postaci, odpowiadający obu stronom ?
          [można wszak założyć, że już w samą działalność szpiegowską jest wpisany konflikt zdrady i patriotyzmu; a może do takiego filmu musiałby się przymierzyć większy wirtuoz ? :)]
      • pani_lovett Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 16:44
        odkąd zapoznał z odtajnionymi niedawno dokumentami dotyczącymi tegoż
        • er.pa "Rozstanie" Farhadiego dziś Ale kino 20.10 06.02.14, 17:17
          Tyle zachwytów na temat tego filmu słyszałam, że az się boję :)
          • siostra_bronte Re: "Rozstanie" Farhadiego dziś Ale kino 20.10 06.02.14, 18:13
            Tak, czasem można się nieźle przejechać, jak ja ostatnio na filmach McQueena. Pepsic chyba pozytywnie pisała o tym filmie. Nie obejrzę, bo kończy się zbyt późno.
            • er.pa Re: "Rozstanie" Farhadiego dziś Ale kino 21.20 :) 06.02.14, 18:22
              No właśnie, o 20.10 to dokument "o" jest, o ja gupia :) A raczej ślepa.
              Ja spróbuję wytrwać - zoabczymy. Pora jak dla mnie akurat, ale dziś jestem po mało wyspanej nocy.
              • siostra_bronte Re: "Rozstanie" Farhadiego dziś Ale kino 21.20 :) 06.02.14, 18:28
                Hehe, nawet nie zauważyłam tego błędu :) Szkoda, że nie o 20.00, na pewno więcej ludzi by obejrzało.
            • pepsic Re: "Rozstanie" Farhadiego dziś Ale kino 20.10 06.02.14, 18:59
              Tak, byłam zadowolona, ale jako entuzjastka Farhadiego nie jestem do końca obiektywna. Dramat obyczajowy rozgrywający sie niczym klasyczny thriller pomiędzy dwoma rodzinami na skutek pewnego zdarzenia. Jednak zachwyty o arcydziele uważam za mocno przesadzone. Oskar w pełni zasłużony.
              • er.pa Re: "Rozstanie" Farhadiego dziś Ale kino 20.10 07.02.14, 07:59
                No, nie będę oryginalna - bardzo dobre kino. Wciągające, dynamicznie opowiedziane i pozwalające na refleksję.
      • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 19:56
        Czy mi sie wydaje, że wiszący w powietrzu rozwód państwa Jaruzelskich przyćmił premierę "Jacka Stronga"? W razie co Isabel jest wolna, jak mówią na mieście;)
        • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 07.02.14, 16:54
          hehe ;] nie sądzę.
          wszędzie ostatnio Kukliński, nawet we wspomnieniach zaproszonych agentów CIA, którzy
          go werbowali. Zalew Kukliński ;] wydaje mi się, że ta premiera przygotowana została
          bardzo profesjonalnie, jak na polskie warunki, a media się podłączają z wielką ochotą.
          • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 07.02.14, 20:04
            Geriatryczny romans, jako epitafium dla zdrajcy i zbrodniarza.Tego nikt w najśmielszych snach nie przewidział;)

            wydaje mi się, że ta premiera przygotowana została bardzo profesjonalnie, jak na polskie warunki, a media się podłączają z wielka ochotą.
            Zgadzam się, a na domiar nie ma histerii, ani agresji, co przyjmuję z ulgą.
            • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 08.02.14, 15:58
              dla jednych "zdrajca i zbrodniarz", dla innych bohater i mąz stanu.
              ciekawe, że tacy jak Reagan, Thatcher czy Wojtyła przyjmowali go zawsze z
              honorami i najwyższym szacunkiem. czyżby nie wiedzieli, że to "zdrajca i
              zbrodniarz" ?

              pojawiają się za to ciekawe podejrzenia, jakoby bohater brał kasę od róznych wywiadów i
              w sumie dość cynicznie się wysługiwał.

              zabawne jest też to, że Amerykanie mając informacje od Dżeka nie zdecydowali się
              na powiadomienie o nich Solidarności, ułatwiając tym samym władzy zadanie spacyfikowania
              opozycji. najpewniej Amerykanie doskonale zdawali sobie sprawę, że jak się Solidarnośc dowie, to
              wybuchnie wojna domowa, a wtedy wejdą [czy raczej wkroczą, bo tu już byli] Sowieci i zacznie się konflikt regionalny, który może zacząc angażować takze Amerykę, która sobie cholernie nie życzyła gorącej wojny, w momencie gdy zimną prawie już wygrała.


              • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 09.02.14, 18:08
                Nie on pierwszy i nie ostatni. Stalina i Hitlera tez niektórzy władcy honorowali, a z dziejów współczesnych Kadafiego.

                Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych wydało oświadczenie, które stanowi odpowiedź dla Ciebie, a które pokrótce przytoczę:
                "Nigdy nie zdradził Polski, bo PRL nie była prawdziwą Polską. Senat RP 16 kwietnia 1998 roku stwierdził jasno i dobitnie, że PRL była totalitarnym państwem, zniewolonym przez komunistów i pozbawionym suwerenności. .... Rządziła agentura komunistycznych zdrajców, wsparta o bagnety moskiewskie, terror, przemoc i kłamstwo. ...

                Dziś część byłych komunistów, funkcjonariuszy peerelowskich służb specjalnych takich jak Marek Dukaczewski, Gromosław Czempiński, Aleksander Makowski ma czelność nazywać pułkownika Ryszarda Kuklińskiego zdrajcą. A przecież zdrajcami byli ci, którzy służyli wiernie Sowietom, wymuszając siłą posłuszeństwo wobec Moskwy, nie wahając się strzelać do bezbronnych manifestantów na ulicach lub do robotników w zakładach pracy. Gdy i to nie wystarczało grozili, że przyjdą Rosjanie i rozjadą czołgami ludzi walczących o wolność.
                Pułkownik Ryszard Kukliński poprzez wieloletnie przekazywanie Stanom Zjednoczonym najtajniejszych informacji o... wielu .. istotnych aspektach wojskowości przyczynił się znacząco do osłabienia okupanta Polski - Związku Sowieckiego. Nie trzeba udowadniać, że w przypadku wykrycia jego patriotycznej, samotnej misji, zostałby zamordowany przez Sowietów w szczególnie okrutny sposób, być może wraz z całą rodziną. ... Był niezwykle ceniony przez Amerykanów za swój wkład w uniknięcie wojny atomowej, która mogłaby mieć katastrofalne skutki dla Polski i dla całego świata.

                • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 10.02.14, 14:07
                  od 89 roku, w kraju wolności i swobodnego dostępu wszelkich mediów do widowni, mimo zmasowanej propagandy antypeerelowskiej, wszystkie badania opinii publicznej wskazują na to, że większość Polaków ma go za bohatera :]

                  "PRL nie była prawdziwą Polską. Rządził terror, przemoc i kłamstwo"
                  odbudowano kraj z horrendalnych zniszczeń wojennych
                  wykarmiono i wykształcono jakoś około 70 [mogę się mylić, ale tak czy owak - dużo] mln ludzi
                  kultura, sztuka, nauka świetnie się rozwinęły
                  Polska była legalnym państwem, uznawanym przez caly świat.
                  a że w strefie wpływów radzieckich... może w pierwszej połowie lat 50-tych istniał
                  terror i przemoc, potem były to przypadki epizodyczne - jak dobrze się rozejrzeć po
                  świecie, to i bardziej "światłe" ustroje niż polski przed 89 posługiwały się bronią i
                  przemocą przeciw demonstrantom.

                  tyle że jakoś dzisiaj żadna organizacja nie wydaje odezwy nazywającej własny kraj
                  "nieprawdziwym". ludzie chcą zabłysnąć, ot co :] ale my możemy nie być ideologicznie
                  zwichrowani i dyskutować cokolwiek racjonalniej i rozsądniej.

                  dzisiaj łatwo o tym mówić, bo ZSRR nie ma, Polska jest w Unii i NATO.
                  ale jeszcze w 81 okoliczności były absolutnie inne.
                  wg mnie, to jest kluczowy błąd : krytykujemy z pozycji, ktore nie pozwalają
                  zrozumieć tamtego momentu w historii.

                  "bezbronnych manifestantów"
                  to samo słyszymy dzisiaj od biednych Ukraińców z Majdanu.
                  tyle że dzisiaj mamy obraz z pierwszej ręki i widzimy, że ci "biedacy" podpalają
                  milicjanta, rzucają cegłami, atakujją z wściekłą agresją.

                  Kukliński przekazywał Amerykanom wiadomości na temat polskiego wojska - uzbrojenia, liczebności etc. osłabiał własną armię. plus jeszcze jakieś info o tym, że są plany ewentualnych działań zbrojnych, co już zakrawa na totalną dziecinadę, bo każda armia ma plany awaryjne
                  na wypadek jakiegoś zagrożenia. tym się "przyczynił do uniknięcia wojny atmowej" ? :}


                  • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 10.02.14, 18:04
                    Widać nie znają dokumentów, wg których Jaruzelski nie raz zwracał się do ZSRR, wręcz błagał o zbrojną pomoc, nawet sam Gorbaczow niechcący go wsypał. Jak byś nie zaklinał rzeczywistości, musisz sie w końcu zgodzić, to są już fakty niepodważalne.

                    Greku, to że w państwach totalitarnych rozwija się edukacja, gospodarka etc. nijak ma się do braku swobód demokratycznych i wolności.

                    Wstrzymajmy się z ocenami do emisji filmu, dzięki któremu miejmy nadzieję opinia publiczna ukształtuje prawdziwy obraz pułkownika i dzięki czemu będzie padało coraz mniej pytań o to, czy Kukliński był zdrajcą, tudzież nikt nie będzie umniejszał rangi jego dokonań, co powyżej zaprezentowałeś (na marginesie, działalność płk. Kuklińskiego jest bardzo wysoko oceniania przez CIA).
                    • pani_lovett Re: "Jack Strong"- komentarz prof. Antoniego Dudka 11.02.14, 15:41
                      "Bo "Jack Strong" to tak naprawdę film "made in CIA". Właściwie tylko tyle, co powiedzieli agenci CIA, którzy dzisiaj , po jego śmierci są jedynymi depozytariuszami prawdy, tak jak o więzieniu w starych Kiejkutach. Prawda o szpiegach nigdy nie jest taka, jaką się sprzedaje publiczności. Ona jest gorsza albo lepsza niż w rzeczywistości, ale zawsze jest tak skrojona by przynosiła korzyść. Nikt tego lepiej nie oddał niż John le Carre w powieści "Krawiec z Panamy", z której do języka szpiegowskiego przeszła nawet metafora "szyć sprawę". Niestety, opowieść o pułkowniku Kuklińskim sprzedana nam przez Langley [centrala CIA -red.] trąci naiwnością jak serial "Homeland" i z łatwością wychwyci to adept Starych Kiejkut. Ja też bardzo lubię "Bondy", ale przecież niewiele mają wspólnego z MI6!"
                      WPROST, V.V. Severski, Bohater made in USA, s. 24
                      • pani_lovett Re: "Jack Strong"- pomyłka w nagłówku!!! 11.02.14, 15:42
                      • pani_lovett To komentarz prawnika i ofic. wywiadu PRL i III RP 11.02.14, 15:45
                        Przepraszam za pomyłkę!!!

                        "Bo "Jack Strong" to tak naprawdę film "made in CIA". Właściwie tylko tyle, co powiedzieli agenci CIA, którzy dzisiaj , po jego śmierci są jedynymi depozytariuszami prawdy, tak jak o więzieniu w starych Kiejkutach. Prawda o szpiegach nigdy nie jest taka, jaką się sprzedaje publiczności. Ona jest gorsza albo lepsza niż w rzeczywistości, ale zawsze jest tak skrojona by przynosiła korzyść. Nikt tego lepiej nie oddał niż John le Carre w powieści "Krawiec z Panamy", z której do języka szpiegowskiego przeszła nawet metafora "szyć sprawę". Niestety, opowieść o pułkowniku Kuklińskim sprzedana nam przez Langley [centrala CIA -red.] trąci naiwnością jak serial "Homeland" i z łatwością wychwyci to adept Starych Kiejkut. Ja też bardzo lubię "Bondy", ale przecież niewiele mają wspólne go z MI6!"

                        ( WPROST, V.V. Severski, Bohater made in USA, s. 24 )
                        • pepsic Re: To komentarz prawnika i ofic. wywiadu PRL i I 15.02.14, 19:13
                          "Jack Strong" to tak naprawdę film "made in CIA"
                          Nie do końca, bo wiele faktów jest przytaczanych z dokumentu "Gry wojenne", tudzież z najnowszych archiwów, o czym sam Pasikowski wspomina.
                    • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 11.02.14, 17:12
                      miałem dobry artykuł, który te informacje [a konkretniej źródła] dezawuuje, znajdę - to dokładnie opiszę, nie chcę z pamięci tego robić.

                      to ciekawe, wtedy można było normalnie ciąże przerwac, dzisiaj trzeba jechać na Słowację albo dziobać drutem w piwnicy. ech, swobody swobody...

                      ludzie powiedzą ci, że wolą mieć mieszkanie, pracę, szkołę dla dziecka, leczenie bez kolejek, choćby i za cenę jednowładztwa zamiast kartki wyborczej raz na 4 lata, którą i tak się mogą podetrzeć, za przeproszeniem, bo ich "swobody i wolności" są o kant potłuc, kiedy system gnije pod rządami bezkarnych [demokracja, nie ?] debili :]

                      och, CIA nie mogła inaczej :]






                      • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 13.02.14, 20:19
                        Nie wydaje mi się, aby przykład kontrowersyjnej moralnie aborcji był najszczęśliwszym przykładem potwierdzającym, jak to w PRL-u żyło się dobrze. I przypomnę, że mieszkania owszem dawano za darmo i bez kolejek, tyle że partyjnym kacykom, a społeczeństwo było poddawane totalnej inwigilacji.

                        Bardzo pozytywnie o płk Kuklińskim wypowiada sie gen. Polko, zwracając uwagę, że nagonkę medialna nakręcają b. esbecy.
                        • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 14.02.14, 15:50
                          możliwe, że masz rację.
                          ja bym jednak stanął na stanowisku, że prawo do decyzji, czy pozwolić zarodkowi zostac dzieckiem czy usunąć go na etapie, gdy dzieckiem jeszcze nie jest - jest jakimś probierzem [jednym z wielu, ofk] swobód obywatelskich.

                          skoro za PRL-u było tak źle, to jakim cudem do dzisiaj wysprzedajemy i prywatyzujemy majątek państwowy zgromadzony właśnie za tamtych strasznych czasów, dzięki czemu przeszliśmy jakoś, i przechodzimy nadal, tę przyspieszoną transformację ustrojową ? :]

                          dzisiaj m ożna mieć mieszkanie bez kolejki i za pieniądze, czyli postępowo :] szkopuł w tym, że bez kredytu na 30 lat się raczej nie obejdzie. efektem czego jest włoski model rodziny, czyli starzy i młodzi razem w popeerelwskich mieszkaniach, które rodzicom się udało dostać.

                          wiesz, ja myślę, że i dzisiaj jesteśmy inwigiliowani. i to być moze nawet dokładniej, bo technika poszła do przodu, jakby nie patrzeć.

                          wydaje mi sie, że nie trzeba tutaj esbeków. fakt, że Kukliński zdradził jest dośc oczywisty. a moralna ocena tego czynu, to już osobna historia. żołnierze, zwłaszcza ci starszej daty, jednak wyżej będą stawiali przysięgę i zołnierski honor ponad racje takie czy inne.
                          • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 15.02.14, 19:11
                            O złożoności problemu, o którym nikomu sie pewnie nie śniło za PRL-u świadczy przypadek sprzed kilku dni, kiedy dziecko przeżyło aborcję.

                            To wszytko, co wymieniasz, to pokłosie magdalenkowe.

                            Trudno uważać go za zdrajcą, skoro w czasie jego służby Polska była pod obcym władaniem, nie była niepodległa i suwerenna. Nie zdradził sprawy polskiej, tylko interesy ZSRR i Układu Warszawskiego, a także Ludowego Wojska Polskiego, które wcześniej zostało haniebnie użyte do interwencji w Czechosłowacji i do strzelania do współobywateli w Trójmieście w grudniu 1970 roku, a wkrótce miało być użyte w stanie wojennym przeciw całemu narodowi.
                            • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 16.02.14, 17:55
                              legalną aborcję.
                              pytanie, w ktorym miesiącu ciązy była matka ? ja sie tam za bardzo na tym nie znam, ale
                              z tego co wiem, to jest moment, w którym aborcja zarodka zaczyna być zabójstwem dziecka, i to jest moment wykształcenia się u zarodka pnia mózgu. jeśli źle myślę - popraw mnie.
                              w tym przypadku, który opisujesz, może badania zawiodły ? albo legalna aborcja była już po tym, jak sie dziecko zrobiło z zarodka [wiem, piszę dziwnym językiem].

                              jakby nie patrzeć, Polska była legalnym, uznawanym przez świat państwem, z legalnymi władzami i całą resztą instytucji. dzisiaj też jesteśmy w róznych międzynarodowych
                              organizacjach, razem z zachodnimi państwami organizujemy "misje stabilizacyjne" etc., najeżdżamy Iraki i Afganistany. dzisiaj tłumaczy się to walką z terrorem, chociaż chyba mało kto wierzy, że nie stoi za tym po prostu ustanawianie pax americana, pax western w innych rejonach świata, a Amerykanie mają po prostu lepszy piar niż Związek Radziecki i opinia publiczna w świecie nie śmie powiedziec o nich per "okupanci", chociaż to co wyczyniają wpisuje się w definicję tego pojęcia. moim zdaniem, niewiele się zmieniło. jesteśmy w róznych strukturach, takich czy owakich, które legalnemu państwu odbierają częśc suwerenności. tyle że dziisaj to wygląda inaczej na papierze i w przekazie :]
            • pani_lovett Romans generała 11.02.14, 16:38
              pepsic napisała:

              > Geriatryczny romans, jako epitafium dla zdrajcy i zbrodniarza.Tego nikt w najśm
              > ielszych snach nie przewidział;)


              Od początku miałam wrażenie, że cały pożal się Boże romans generała to śmierdząca sprawa. Wyglądało mi to na cyniczne wykorzystywanie ludzkiej słabości w celu ośmieszenia .
              I okazało się, że mam rację.

              Czytałam wczoraj we WPROST rozmowę z Moniką Jaruzelską. Generał od wakacji leży, obecnie jest w szpitalu od dwóch miesięcy , poddawany różnym operacjom. Generałowa, która ma już 84 lata, też przeszła operację, guza mózgu. Córka nie mówi tego wprost, ale można wywnioskować , że kobieta wciąż nie doszła do siebie. Zdarza jej się też zwierzać ze swoich stanów emocjonalnym różnym osobom, nie mając do końca świadomości , jak one mogą to zmanipulować.

              Przykre to.


              • grek.grek Re: Romans generała 11.02.14, 17:17
                może przypomniał się starszej pani romans męża z... partią ? ;]

                a poważnie : tabloidy, to ściek, nie obrażając ścieku.
                • pani_lovett Re: Romans generała 12.02.14, 16:13
                  He,he,he! ;)))) Niewykluczone!

                  O tak.
      • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 07.02.14, 19:59
        media ostro promują samą postać Kuklińskiego, a starannie dobrani goście jednostronnie opiewają jego patriotyzm
        A jednak sa wyjątki: Czempiński, Makowski i Dukaczewski.
    • siostra_bronte "Pod słońcem szatana" 06.02.14, 18:52
      Jutro o 20.20 w Kulturze. Zapowiadam z wyprzedzeniem, żeby nikt nie przegapił :)

      Kolejny film Maurice'a Pialata, z 1987 r. Złota Palma w Cannes i wiele innych nagród. W roli głównej Gerard Depardieu. Z tego co czytałam trzeba zobaczyć!
      • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 07.02.14, 15:59
        ekhm, wchodzę w to :]

        powinien być specjalny cykl wTVp, w którym pokazywaliby filmy
        z canneńskich konkursów, a jak te palmiczne - z gwiazdką :]

        dzięki za zapowiedź, Siostro, czy mi się zdaje, czy na piątki Kultura
        rezerwuje najciekawszy film tygodnia ?
        • siostra_bronte Re: "Pod słońcem szatana" 07.02.14, 17:50
          Tak myślałam, że to jest propozycja nie do odrzucenia :)

          Dobry pomysł :)

          Nie ma za co :) A co było tydzień temu? Liczyłam na jakiś dłuższy przegląd Pialata, ale okazuje się, że na tym koniec, przynajmniej na razie.
          • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 07.02.14, 23:59
            Fantastyczna rola Depardieu! Przejmująco i przekonująco pokazał księdza, niemal świętego, którego wiara poddana jest próbie, której towarzyszy zwątpienie, niepewność, niepokój.

            Film "Pod słońcem szatana" powstał na podstawie powieści katolickiego pisarza Georgesa Bernanosa, podobnie zresztą jak "Pamiętniki wiejskiego proboszcza" (które jakiś czas temu opowiadał nam Grek).

            Ciekawostka - Złota Palma w Cannes dla filmu "Pod słońcem szatana" została przyznana w atmosferze skandalu. Publiczność przyjęła werdykt gwizdami, na co reżyser wygrażając pięścią powiedział: "Skoro mnie nie lubicie, to powiem wam, że ja was też nie lubię".
            • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 15:15
              yes, kapitalna rola.
              i doskonały film.
              swietne monologi, dialogi, widać że literacko się wywodzące. literatura Bernanosa ma swoje
              lata, ale jakby nawet zapomnieć, co było po niej - to i tak, poza kilkoma zdaniami z ust Donissana, jakie wypowiada patrzac przez okienko swojego pokoju w nowej plebanii, można rzec, że gość pisał całkiem interesująco nt. tego, co wydawaloby się zostało dawno wyeksploatowane, czyli o Bogu, Szatanie, wątpliwościach wiary.

              swoją drogą, nie wiem - jak Wy ? - ale dla mnie dotąd Depardieu, był takim
              aktorem trochę bardziej znanym z nazwiska, niż z ról, w ktorych prezentowałby
              swój kunszt. ta w "Pod słońcem...", to może druga właściwa, w której go widzę i
              naprawdę robi znakomite wrażenie. niezwykłe jest to, w jaki sposób opanowuje swoją
              fizyczną dominację na ekranie, i wydobywa psychologiczne niuanse swojego bohatera,
              gra jego niepokój, strach i wątpliwości. taki cięzki, naturalistyczny, cielesny, a jednocześnie tak
              aktorsko delikatny i cieniujący. doskonała rola.

              postać księdza rozpisana mistrzowsko, w scenach dialogowych i bezdialogowych
              ujawniona cała jego osobowośc i wątpliwości, jakie go pożerają od środka.
              rewelacyjna scena, kiedy znosi ciało dziewczyny [strzeliła samobója ? dobrze to
              odczytałem ?] i kładzie je na ołtarzu. jak również sceny późniejsze, kiedy ona mu sie
              pojawia jako imiginacja, widać cały lęk i zaintrygowanie, aktor jest cholerycznie sugestywny,
              a do tego sposób filmowania.

              w pewnym momencie mówi on, że "Szatan już zwyciężył, my, Bóg - jesteśmy przegrani".
              to są jego wnioski z oglądu świata, z tej zjawiskowej sceny wizyjnego spotkania i rozmowy, jak on sam twierdzi, z Szatanem. jak wobec tego traktować to uzdrowienie, któreego dokonuje ? czy może chłopak jeszcze nie umarł ? tak czy owak, ożywia się nagle po interwencji ksiedza. do kogo wznosił modły o pomoc ? do Boga czy do Szatana ? :]

              ksiązka ponoć świetna, ale i film niezgorszy :] rzadko się zdarza, nie sądzicie ? a spoglądając na film, zdaje sie że materia wcale nie była taka zdatna do ekranizowania. dużo dialogów, dużo scen statycznych, dużo introspekcji, dużo psychologizowania. reżyser trafił w dychę, nie zamieniając tego w teatr, a do tego - imo - bardzo pomógł mu świetny autor zdjęć. filmowanie w pomieszczeniach jest, wg mnie, rewelacyjjne. np scena, kiedy ksiadz okłada się pokutnie, albo kiedy proboszcz zaprzyjaźniony przychodzi obejrzeć jego izbę, kiedy Donissan przenosi się na nową parafię; albo kiedy Donissan ma widzenie zmarłej dziewczyny-morderczyni, cofa się do ściany, jaka świetna jest wtedy praca kamery, ten cień przesuwający się z wolna na jego twarz - klasa. no i scena zamykająca, w konfesjonale. a wcześniej cała ta sekwencja z wizytą u rodziców chłopca, z kulminacyjnym momentem, kiedy wznosi go do góry na ramionach i modli się. mnóstwo świetnych ujęć.

              • siostra_bronte Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 15:27
                Dzięki Greku :)

                Muszę przyznać, że dla mnie film był trudny w odbiorze. Bardzo literackie dialogi. Ale doceniam ciekawy temat.

                I rzeczywiście Depardieu był znakomity. To o czym napisałeś, połączenie jego fizyczności z subtelnością aktorskich środków robi naprawdę duże wrażenie.
                • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 17:10
                  dzięki :]

                  temat fundamentalny :] wydaje mi sie, że pomimo niewygodnej materii - efekt
                  końcowy jest świetny. udało się, tak uważam, nie popaść w deklamacje i gesty, za co
                  by trzeba zasługę oddac reżyserowi i prowadzeniu aktorów. plus maestro od kamery,
                  że się powtórzę :]

              • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 16:16
                > do kogo wznosił modły o pomoc ? do Boga czy do Szatana ? :]

                Greku! Bernanos to pisarz katolicki!

                • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 17:11
                  ale istotą filmu była wątpliwość księdza :]
                  • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 09.02.14, 14:16
                    Tak, chyba masz rację. Wycofuję mój poprzedni komentarz. Uznaj go za niebyły.

                    Źle się przygotowałam do emisji "Pod słońcem szatana",heh, a Bronte zapowiadała go z wyprzedzeniem. Ten film trzeba obejrzeć co najmniej dwa razy (powinnam była go nagrać), albo robić notatki.

                    cdn.
                    • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewska 09.02.14, 17:16
                      Córka słynnego modernisty Stanisława Przybyszewskiego była zachwycona powieścią Bernanosa "Pod słońcem szatana", zresztą nie tylko tą, o czym donosiła w listach do swej "pół-siostry", Iwi Bennet, , córki Stanisława Przybyszewskiego i Dagny Juel.
                      Tak się składa, że akurat mam ten tom "Listów", (ktoś wyrzucał tę książkę i ja się nią zaopiekowałam!). I mogę Wam/ Nam tu przytoczyć stosowny fragment, który rzuca dorobiną światła na film:

                      "No cóż, Sous le Soleil ... nie jest lekturą łatwą, ale ma, ze tak powiem , swoje skały, których czytelnik może się uczepić, i trzymać kurczowo, tak że rzuciwszy się w tę wodę, nie musi nieuchronnie dryfować, unoszony przez nieludzkie, niepojęte prądy. W Sous le Soleil ... jest historia miłości i zbrodni - historia ta jest najmniej istotnym rekwizytem [...] Jest też opowieść o pełzającej nocy, w której święta osoba gubi drogę i wpada w rozwarte , pomocne ramiona Szatana - ramiona z ciała i kości!" (Listy t. 3, str. 107)


                      cdn.
                      • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewsk 10.02.14, 14:10
                        why ?
                        Twój komentarz miał sens, dlaczego miałabyś go wycofywać ?

                        dzięki za ciekawą glossę, Barbasiu :]

                        "ktoś wyrzucał tę ksiązkę i ja się nią zaopiekowałam"
                        brawo :]
                        nie mów, że wyrzucał ją do śmieci ?
                        • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewsk 10.02.14, 19:13
                          Nie zrozumiałam dobrze wątku z Szatanem.

                          Nie, nie dobra kobieta oddawała książki chętnym.

                          Co nieco jeszcze o powieści "Pod słońcem szatana" oraz pisarstwie Bernanosa z innego źródła. Polecam!

                          Pisarz wojownik
                          Gość Niedzielny | dodane 2008-02-22 (11:09)

                          Sławny za życia, dzisiaj praktycznie niewznawiany. Georges Bernanos należał do najwybitniejszych pisarzy katolickich XX w. Jakie są przyczyny, że dzisiaj znalazł się w cieniu? Czy jego twórczość może być nadal inspirująca?

                          Lata dwudzieste i trzydzieste XX w. to okres szczególnie owocny, jeśli chodzi o związki chrześcijaństwa z literaturą. Wielkie sukcesy święcili wówczas François Mauriac, Thomas Stearns Eliot, Gilbert Keith Chesterton, filozof Jacques Maritain i właśnie Georges Bernanos. W Polsce warto wspomnieć poezję i listy Jerzego Lieberta, twórczość Wojciecha Bąka. Można mówić nawet o panującej wówczas swoistej modzie na katolicyzm, która powodowała, że tematyką religijną koniunkturalnie zajmowali się autorzy, którzy niekoniecznie są z wiarą kojarzeni, jak choćby wychwalany za powieść „Ład serca” Jerzy Andrzejewski. Mody jednak mają to do siebie, że szybko przemijają. Można zatem zapytać, czy literatura, która wówczas powstawała, wytrzymała próbę czasu?

                          Pisarz chrześcijańskiej rozpaczy?
                          Georges Bernanos zdobył sławę już swoją pierwszą powieścią „Pod słońcem szatana” (1926). Miała ona ogromne powodzenie i zapewniła mu pewne miejsce wśród pisarzy francuskich, szybko też została przetłumaczona na inne języki. Kiedy dzisiaj czyta się tę książkę, trudno się oprzeć wrażeniu, że to nie powieść Bernanosa się „zestarzała”, lecz Europa odeszła od chrześcijańskich korzeni. Siła pisarstwa Bernanosa brała się z bezkompromisowego traktowania grzechu, a kto by dzisiaj w dobie, kiedy samo pojęcie grzechu wyrugowano ze społecznego języka, chciał słuchać gorzkich prawd? Książka, pozornie niespójna, składa się z dwóch osobnych opowieści. Pierwsza romansową fabułą niczym się nie wyróżnia spośród czytadeł. 16-letnia Mouchette zachodzi w ciążę, oszukana i odrzucona przez kochanka zabija swojego amanta. Późniejsze jej losy to dalsze pogrążanie się w upadku, ilustracja tego, jak zmysłowe namiętności prowadzą do zguby. W drugiej opowieści Bernanos daje popis swojego artystycznego kunsztu. Potrafi w przekonujący sposób, odbiegający od schematów hagiograficznych, przedstawić wykreowaną postać świętego. Proboszcz z Lumbres to bohater targany sprzecznościami, toczący heroiczny bój ze złem. Zło u Bernanosa jest zupełnie nagie, odrażające i uosobione przez szatana. Diabeł jest dla proboszcza z Lumbres postacią realną. Pomimo iż osobowe zło jest potężne, przez co zarzucano pisarzowi manicheizm, pozostaje on zawsze wierny katolickiej doktrynie. Choć świętość wiąże się z dramatyczną walką, Bernanos nie wątpi w ostateczne zwycięstwo Chrystusa.

                          Historia powieści rozgrywa się współcześnie (w XX w.), kiedy przeżycia i wizje bohatera mogą być poczytane za objaw psychicznej choroby. Bernanos patrzy na świat i opisuje go oczami człowieka średniowiecznego, chociaż oczywiście posiadającego wiedzę o aktualnym rozwoju nauki. „Pod słońcem szatana” nie jest powieścią łatwą, a w pełni docenić jej wartość może tylko czytelnik dobrze obeznany z pismami chrześcijańskich mistyków i żywotami świętych.

                          Chrześcijański heroizm

                          Bohaterami książek Bernanosa bardzo często są duchowni. Co najważniejsze, są to postacie przekonujące, przedstawione prawie tak, jakby sam autor znał bezpośrednio tajniki życia konsekrowanego. Są oczywiście duchowni święci, ale zdarzają się tacy, jak ksiądz z „Zakłamania”, który traci wiarę, ale ukrywając ten fakt, nadal pracuje w parafii.


                          cdn.
                          • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewsk 10.02.14, 19:15
                            Być może ulubieni bohaterowie pisarza są jakąś emanacją charakteru jego samego. Bezkompromisowi, prawdomówni, idealistyczni, wchodzący w konflikt z letnim, obojętnym religijnie otoczeniem. Pisarz był zaciętym krytykiem mieszczańskiego, powierzchownego traktowania wiary. Perypetie jego postaci unaoczniają konflikty, na które i dziś natrafia człowiek oddany Chrystusowi i poważnie traktujący wiarę. Taki jest narrator „Pamiętnika wiejskiego proboszcza”. Młody, pochodzący z dołów społecznych żarliwy kapłan styka się z bezdusznością swoich parafian i doświadcza wielu upokorzeń. Nie jest jednak postacią kryształową, albowiem cierpienie zamienia się u niego w cierpiętnictwo. Smutek, któremu się poddaje, ma na niego destrukcyjny wpływ. Uświadamia mu to dopiero Olivier Tremville-Sammerange, żołnierz Legii Cudzoziemskiej. To w jego usta włożył pisarz gorzkie słowa o chrześcijaństwie: „Nie ma już, nie będzie nigdy świata chrześcijańskiego. (...) Bo nie ma już żołnierzy. Gdy nie ma żołnierzy, nie ma chrześcijaństwa. O, ksiądz mi powie, że Kościół przeżył chrześcijaństwo, a to jest najważniejsze. Zapewne. Tylko że już nie będzie więcej doczesnego królestwa Chrystusa, to się skończyło. (...) Pierwsza prawdziwa laicyzacja to była laicyzacja żołnierza”.

                            Kryzys chrześcijańskiej kultury wynikałby zatem ze zmierzchu rycerstwa. Wraz z końcem świata rycerzy w chrześcijaństwie uległ osłabieniu męski pierwiastek. Dzisiaj echo powieści Bernanosa można znaleźć w znanej książce Johna Eldredge’a – „Dzikie serce”. Bohaterowie Bernanosa spełniają się w działaniu, chrześcijanin kreuje się poprzez swoje czyny.

                            Nonkonformista

                            Rysy bohaterów Bernanosa znajdziemy w biografii samego pisarza. Przez całe życie konserwatysta i monarchista, w młodości siedział w więzieniu za udział w demonstracji na Sorbonie w obronie pamięci Joanny d’Arc. W czasie I wojny światowej zwolniony ze służby wojskowej z powodu złego stanu zdrowia, nie spoczął, póki nie dostał się do armii. Wielokrotnie ranny, otrzymał Krzyż Wojenny.
                            Gardził zaszczytami, fałszem literackiego życia. Jego pasją była jazda motocyklem; ciężki wypadek w 1933 roku uczynił go inwalidą. Bezkompromisowy, niezmienny w poglądach, potrafił wycofać swoje poparcie dla sił politycznych, jeśli uznał, że działają niemoralnie. Tak się stało podczas wojny domowej w Hiszpanii. Bernanos – początkowo entuzjasta Franco – widząc prześladowania opozycji na Majorce, stał się krytykiem generała. Nie oznaczało to, że poparł jego przeciwników, mieniących się obrońcami demokracji. Zacięty antykomunista, po Jałcie jako jeden z nielicznych zachodnich intelektualistów upominał się o wolność Polski. Wstydził się za zachowanie Francji we wrześniu 1939 roku.

                            W swoim ostatnim utworze, „Dialogi karmelitanek”, pisarz podjął temat prześladowań duchownych w okresie rewolucji francuskiej. Współczesnych analogii nie trzeba było daleko szukać. Ale ze swoimi poglądami był coraz bardziej osamotniony. Francja szybko się komunizowała, a Bernanos stawał się autorem „reakcyjnym”. Coraz bardziej ograniczano mu dostęp do prasy. Zmarł w 1948 roku. Pamięć o nim w ojczystej, laickiej Francji ze zrozumiałych względów nie jest szczególnie żywa, ale to nie jest żadnym wyznacznikiem rangi jego osobowości i pisarstwa.


                            gosc.pl/doc/806018.Pisarz-wojownik
                            Artur Nowaczewski
                            poeta, krytyk literacki
                            • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewsk 11.02.14, 17:34
                              dzięki za oba cytaty, jesteś niezastąpiona :]

                              poczytam na spokojnie i na spokojnie skomentuję jutro,, dzisiaj mnie jakieś dziwne terminy gonią i sprawunki, wieczór mam zaklajstrowany zupełnie, heh.
                              • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewsk 12.02.14, 16:16
                                Cytat nie Gołota nie ucieknie, jak mawia klasyk. :}

                                Miałam wczoraj napisać: leć, pędź, działaj! ;)
                            • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana"-Stanisława Przybyszewsk 13.02.14, 17:20
                              ciekawy rys biograficzny.

                              ta pasja motocyklowa, o której wspomina autor, jest zaznaczona w "Pamiętniku..." - to własnie eks-żołnierz LC, który jest przywoływany, zabiera na przejażdżkę księdza, głównego bohatera, odwozi go na pociąg, a potem rozmawiają na dworcu [czy też - przed dworcem] i tam pada to zdanie zacytowane w tekście.

                              ciekawy gość. pisał z siebie. to najważniejsze.

                              dzięki raz jeszcze :]

            • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 15:17
              ups :]
              research jak zwykle na wysokim poziomie u Ciebie, Barbasiu.

              wiadomo, co wzbudziło aż takie protesty i skandal ?
              • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 15:51
                W innym miejscu przeczytałam, że protesty wzbudziła "kontrowersyjna wymowa filmu", ale co dokładnie kryje się pod tym stwierdzeniem, nie wiem, więc nawet o tym nie wspominałam. Sama jestem ciekawa, co nie spodobało się widowni (może radykalizm księdza?). Jak coś ciekawego znajdę, natychmiast tu podrzucę.
                • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" KorektA 08.02.14, 16:02
                  W innym miejscu przeczytałam, że protesty wzbudziła "kontrowersyjna wymowa filmu", ale co dokładnie kryje się pod tym stwierdzeniem, nie wiem, więc nawet o tym nie wspominałam. Sama jestem ciekawa, co nie spodobało się widowni . Jak coś ciekawego znajdę, natychmiast tu podrzucę.
                • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 17:15
                  coś musiało tam być.

                  ciekawa jest ostatnia scena.
                  najpierw ksiądz uzdrawia, może nawet zakrawa to na cud, a potem
                  chwieje się na nogach, by niebawem umrzec podczas spowiedzi.
                  umiera... dlaczego tak nagle ?
                  dlatego, że uzyskał odpowiedź ?
                  czy scena w domu chłopca, była odpowiedzią Boga na jego wątpliwości ?
                  [tzn. czy on to tak odebrał, bo cud jako taki byłby zaprzeczeniem
                  religijnej prawduli, że tylko ci co nie widzieli, a uwierzyli... itd. a co to
                  za problem uwierzyć, jak się cud widziało, nie ? :)]
                  • siostra_bronte Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 17:34
                    W tej scenie ksiądz prosi o cud, obiecuje, że odda za to swoje życie wieczne. Ale nie życie na ziemi. A wygląda to tak jakby ksiądz umarł zamiast chłopca, ale może się mylę?
                    • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 17:48
                      siostra_bronte napisał(a):

                      > W tej scenie ksiądz prosi o cud, obiecuje, że odda za to swoje życie wieczne.

                      Właśnie tak.
                    • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 09.02.14, 15:44
                      na to by wyglądało, o ile ten chłopiec naprawdę był martwy, a nie ledwie żywy.

                      sama śmierć padre wygląda na taką z wyczerpania nerwowego, nie ?
                  • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 18:01
                    grek.grek napisał:

                    > coś musiało tam być.
                    >
                    > ciekawa jest ostatnia scena.
                    > najpierw ksiądz uzdrawia, może nawet zakrawa to na cud, a potem
                    > chwieje się na nogach, by niebawem umrzec podczas spowiedzi.
                    > umiera... dlaczego tak nagle ?
                    > dlatego, że uzyskał odpowiedź ?
                    > czy scena w domu chłopca, była odpowiedzią Boga na jego wątpliwości ?
                    > [tzn. czy on to tak odebrał, bo cud jako taki byłby zaprzeczeniem
                    > religijnej prawduli, że tylko ci co nie widzieli, a uwierzyli... itd. a co to
                    > za problem uwierzyć, jak się cud widziało, nie ? :)]

                    Wezwijcie mi księdza!

                    :}
    • grek.grek "Radio" [via POlsat] 07.02.14, 14:56
      Tytuł może być mylący. Nie jest to historia powstania pierwszego radiowęzła :]
      Film oparty na faktach, co zapowiadane jest przed rozpoczęciem, a puentowane
      w zakończeniu zestawem ujęć, w których występują oryginały filmowych bohaterów.
      Ot, ktoś się dowiedział o niecodziennej story, komuś powiedział, ktoś napisał scenariusz,
      ktoś się chwycił za reżyserię i voila. Kino ku pokrzepieniu serc, w klasycznej formie
      jankeskiej. Główną zaletą jest obsada, z Edem Harrisem i Cubą Goodingiem Jr. na czele.

      Rzecz się dzieje w latach 50-tych albo góra 60-tych.
      Radio, to chłopiec. A ściślej : chłopiec upośledzony intelektualnie. Jak mówi matka, która
      go samotnie wychowuje, "on wszystko rozumie, ale myśli wolniej niż inni". Ma ksywę Radio, bo
      jak zobaczy tranzystor, to musi go dopaść i od razu ustawia sobie muzykę, do której
      lubi się pobujać. Naprawdę nazywa się [bo to truestory, w dodatku gość ciągle żyje] James Kennedy. Pseudo nadał mu trener futbolu amerykańskiego, nazwiskiem Jones, człowiek który zmienił życie Jamesa, a James zmienił życie jego i całej społeczności małego miasta Anderson w Karolinie Południowej.

      Zanim nie napatoczył się trener Jones, James alias Radio był milczącym czarnoskórym nastolatkiem, z mimiką i sposobem mówienia, które w oczywisty sposób nie pozostawiały wątpliwości, że jest opóźniony w rozwoju. Całymi dniami pchał przed soba wózek a'la supermaketowy, wypchany róznymi "skarbami" znajdowanymi tu i ówdzie.

      Radio zawsze przystawał przy boisku, na którym ćwiczyła szkolna drużyna footballowa. TRener JOnes zauważył go od razu, ale nie doszłoby zapewne do ich spotkania, gdyby nie podpopieczni trenera. Pewnego razu mocno kopnięta piłka wylądowała poza ogrodzeniem. Radio ją znalazł i sobie wziął, pomimo żądań jednego z graczy żeby ją oddał. W zemście za tę "kradzież" - drużyna złapała Radio, związała go i wrzuciła do składziku gospodarczego obok boiska. Trener zauwazył zaaferowanie, podszedł, uwolnił Radio [który s.pieprzał z miejsca zdarzenia jak zawodowy zając], a potem ukarał swoich graczy długą bieganiną tam i z powrotem. Bo trener JOnes to cholernie szlachetny facet, najlepszy na świecie normalnie :] Żona, córka, szanowana pozycja szkoleniowca w swojej szkole średniej, w której dodatkowo pracuje on jako nauczyciel.

      Od tego momentu Jones zaczyna interesować się upośledzonym chłopakiem. Wiecie, co robi ? Po przyjaznej rozmowie, w trakcie której swoim życzliwym i ciepłym usposobieniem przełamuje lęki i niepokoje chłopaka - ustanawia go swoim osobistym asystentem w drużynie. Radio uwielbia football, ma niesamowitą frajdę z tego, że może nosić ręczniki, zbierać koszulki, pomagać przy niektórych ćwiczeniach na treningu. Cały odżywa. Z milczącego strachajły wychodzi uśmiechnięty,, radosny, sympatyczny i absolutnie niezdolny do skrzywdzenia choćby muchy-faszystki człowiek. Błyskawicznie zostaje pokochany z wzajemnością. Nawet ci, co wycięli mu numer ze składzikiem przekonują się do niego w trymiga. Trener JOnes odwiedza jego matkę [typowa czarnoskóra matka doświadczona przez los, twarda, dumna], przekonuje ją do siebie i do tego, że James spędzając czas z nim i z drużyną jest bezpieczny. Lepiej, on się nawet rozwija osobowościowo. Odblokowuje się. Trenera Jonesa oczywiście wspiera mądra żona, córka trochę grymasi, bo niebawem kończy szkołę i idzie na studia, a ojciec poświęca jej za mało czasu, ale grymasi z umiarem, bo przecież nie chodzi o to, żeby to był film dramatyczny ;]

      Podczas meczów Radio wyprowadza zespół, robi zamiesaanie, pozdrawia publike, czasami nawet zdarza mu się władować na boisko, aby po reprymendzie uciekać na swoje miejsce obok ławki trenerskiej, jak... ? zgadliście - jak zawodowy zając. Drużynie idzie raz lepiej, raz gorzej, jak idzie lepiej to jest to pokazywane za pomocą jakichś dziwnych wygibasów czynionych przez graczy oraz za pomocą zbliżeń na twarze ostentacyjnie uszczęśliwionych bohaterów. Poza jednym zgrzytem, gdy dyrektorka szkoły odmawia zgody na wyjazd Radio razem z drużyną na mecz wyjazdowy - nie ma żadnych problemów, idzie jak po maśle.

      W piątek wieczorem są mecze, a po meczaach trener Jones odwiedza miejscowego fryzjera, gdzie gromadzi się na nasiadówkach towarzyskich rada starszych, czyli faceci po 50-tce, z brzuchem. JOnes przychodzi jak po recenzję występu zespołu, chociaż oficjalnie wpada, żeby pociągnąć łyk kawy z dzbana.

      Sezon wypada tak sobie, a oczekiwania były większe. No i już Jones ma w plecy, bo niektórzy z rady starszych zaczynają szumieć, że to przez tego czarnego dzieciaka, co się wcina i burzy koncentrację zespołu. Nieważne, że wszyscy lubią Radio, grunt że musi być jakiś winny niepowodzeń, bo sentencja "tamci byli lepsi" jest zbyt oklepana.

      Sezon footballowy trwa 4 miesiące, a co potem ? Trener JOnes obawia się o losy Radio, dzieciak bez towarzystwa, bez grupy zwiędnie marnie. Wpada więc trener na myśl, żeby jego kumpel, szkolący drużynę koszykarzy, w tej samej szkole - wziął Radio do siebie. Kumpel z radością się zgadza i teraz Radio pomaga przy koszykówce. I tak jak przy footballu strasznie się angażuje w przeżywanie meczów.

      Jednocześnie Jones zaczyna uczyć Radio pisania, czytania, obserwując z przyjemnością, jak chłopak odnajduje się wśród ludzi. Przez megafon zapowiada, co będzie na obiad, chodzi po korytarzu i zwraca uwagę, zeby "nie biegać", przytula się do wszystkich, a oni do niego. Staje się maskotką całej szkoły. Wśród ludzi jest szczęśliwy. Dyrektorka ma obiekcje, a także kontrola wewnętrzna z kuratorium, ma obiekcje, czy chłopak nadaje się do samodzielnego przebywania wśród uczniów, ale trener Jones broni go tak dzielnie, a Radio jest taki fajny, że dyrektorka przyłącza się do JOnesa, więc skruszony wysłannik kuratorium sp,ieprza jak... ? wiecie sami - jak zawodowy zając :]

      Święta Bozononarodzeniowe są dla Radia i jego matki najlepsze w historii. Radio dostaje całą furę prezentów od uczniów i nie tylko. JOnes zawozi mu je do domu samochodem. Spędza tam chwilę z nim i jego matką, tańcują do muzyki, którą Radio puszcza z... radia, które dostał w prezencie od rodziny trenera. Sielanka.

      Następnego dnia, Radio roznosi po okolicy prezenty dla sąsiadów. Co sam dostał od uczniów i nauczycieli, teraz rozdaje. Taki święty z niego człowiek ;] POjawia się policjant, którego zaciekawia widok czarnoskórrego wyposażonego w zbyt dużą ilośc najwyraźniej nie-tanich gadżetów. Aresztuje go. Radio wpada w panikę. Na szczęście na komsiaracie okazuje się, że to dopiero co zatrudniony policjant, i nie wiedział z kim ma do czynienia. Starzy gliniarze uwalniają zalęknionego Radio z celi, fundują mu burgera i oglądają razem mecz koszykówki w tiwi. Kiedy pojawia się trener Jones, skruszony policjant, który aresztował Radio, kuli się w sobie ze skruszenia i nieomal zapada pod ziemię.

      Najgłośniej gardłujący przeciw Radio członek rady starszych, ma syna. I to ten syn, futbolista i koszykarz zarazem, był głównym pomysłodawcą i wykonawcą zamknięcia Radio w składziku. Teraz wycina mu lepszy numer. Wykorzystując łatwowiernośc chłopaka, wysyła go do damskiej szatni. Radio nie wie, dokąd idzie i po co, spełnia prośbę. Robi się zamieszanie [swoją drogą, dziewczyny paradujące po szatni w ręcznikach od kolan po szyję, to jakiś skandal jest :)]. Radio zostaje oskarzony o "wtargnięcie do damskiej szatni". Jego dalsze przebywanie w szkole staje pod znakiem zapytania. Oczywiście, trener Jones staje za nim, nikt nie wierzy by sam tam wszedł, w sumie : najpierw reżyser zapowiada wielką burzę, a potem puszcza mżawkę. Sprawa rozchodzi się po kościach, a najważniejszym wydarzeniem jest to, że Radio nie wydaje tego, który go wpuścił w te maliny. Trener JOnes wzrusza się lojalnością chłopaka, ale i tak wie, do kogo iśc i kim potrząsnąć za tę aferę. KOszykarzo-futblista zbiera ochrzan.

      Niby wszystko jest fajnie, rok szkolny się kończy, a tutaj trzeba zdecydować - co dalej z Radio. KOńczy on własnie 11 klasę i przestanie go to upoważniać do dalszego przebywania w szkole.
      • grek.grek "Radio" [via POlsat] 07.02.14, 15:22
        Chłopiec nie bardzo zdaje sobie spraweę z sytuacji. Mysli, że będzie sobie do końca życia chodził do tej 11 klasy, a każdej jesieni pomagał przy footballu. Trener JOnes próbuje jakoś na niego wpłynąć, ale jest zbyt delikatny, aby chłopaka wytrącić z poczucia euforii w jaką tamten wpadł.

        Wreszcie los zsyła moment na bezwarunkowe podjęcie decyzji. Umiera matka Radio. Chłopak się podłamuje. Przyjeżdza brat, żeby z nim mieszkać.

        Ważą się jego losy. Rada starszych dowodzona przez ojca koszykarzo-futbolisty jest podzielona, częśc chce aby od nowego roku Radio przestał się kręcić wokół drużyny. Najgłośniej gardłuje oczywiście pan ojciec, nieprzytomnie skupiony na tym, żeby synek odniósł sukces [nawet kosztem drużyny, kiedy chłopak po meczu koszykówki mówi "miałem 32 punkty", ojciec przerywa mu "po co innym podawałeś ? miałbyś 50".], a przecież jak drużyna wygrywa, to sukces indywidualny smakuje tym lepiej. Organizują spotkanie z dyrektorką. Dowiaduje się o nim kumpel Jonesa, ten od koszykówki. JOnes wprasza się więc sam, chociaż przychodzi z całą rodziną, i wygłasza... co ? tak, speech. Wiecie sami, amerykańska truestory bez kluczowego speechu, to jak spaghetii bez makaronu.

        No i w tym speechu trener JOnes przekonuje, jak bardzo Radio zmienił ich wszystkich, "pokazał nam swoim postępowaniem i zachowaniem, jak chcielibyśmy by nas traktowano chociaż przez jedną minutę naszego życia" [czy coś takiego]. Oczywiście, lody tych, co mieli jakieś resztki wątpliwości pękają jak zapałki. Kamera z lubością wyłapuje aprobujące potakiwanie głowami :] Wreszcie sama dyrektorka też opowiada się po stronie Radio, żeby z nimi został. Ojciec krwiożerczy [dobra, wcale taki bardzo nie jest, w ogóle tutaj dominują pastele] też wymięka, i głupio mu. Na koniec trener Jones powiada, że rezygnuje z funckji trenera, będzie tylko nauczycielem i będzie się cały czas opiekował Radiem. "No i widzisz, co narobiłeś !", strofują podłamanego decyzją Jonesa ojca krwiożerczego. No bo JOnes to szycha trenerska, więc utrata takiego szefa to granda banda.

        Poza tym, JOnes musi zająć się rodziną. Córkę przekupuje opowieścią, że jako 12-latek spotkał kogoś podobnego do Radio. też upośledzonego chłopca, przetrzymywanego przez rodzinę w nieludzkich warunkach. I wtedy nie pomógł. To wyjaśnia jego motywację w stosunku do Radio. Córka jest wzruszona, że tatulo podzielił się z nią taką tajemnicą. A zona.. żona mądra jest za wszystkich, więc rozumie męża i stoi za nim murem, więc nie musi jej niczym przekupować.

        Teraz jeszcze tylko ostatecznie zostaje wysiudany na twarz węszący wysłannik w kuratorium. Jeszcze tylko młody futbolisto-koszykarz przeprosi Radio i zrobią niedźwiedzia, rzucą sobie przyjacielskie klepnięcia, a Radio dostanie od chłopaka wymarzoną kurtkę z logo szkolnego zespołu footballowego, co sprawi że pofrunie do nieba ze szczęścia, i... już przychodzi dzień rozdania świadectw szkolnych.

        Radio pełni rolę asystenta dyrektorki i podaje świadectwa uczniom, a oni go ściskają. Na końcu sam dostaje takie świadectwo. A dyrektorka uroczyście oświadcza, że Radio może "powtarzać 11 klasę jak długo zechce, choćby do końca życia", innymi słowy : że może zostać przy tej szkole na wieki wieków amen. Znów Radio frunie do nieba ze szczęscia, a razem z nim cała reszta.

        I to jest finał tej opowieści. Ta historia ma swój ciąg dalszy, bo jest prawdziwa : chłopiec o ksywie Radio został w Anderson HS i teraz, jako już ponad 50-letni mężczyzna, ciągle tam jest, pełni rolę trenera pomocniczego, wyprowadza zespół na mecze, jest kimś w rodzaju miejscowej legendy. I nadal spotyka się z trenerem Jonesem. Obaj panowie są pokazani w finałowej sekwencji w kadrach okołomeczowych drużyny footballowej z Anderson.

        Cuba Gooding ofk jest na pierwszym planie, a że niemal nie schodzi z ekranu i udawać musi upośledzonego [co czyni za pomoca dodania do swojej zwykłej maniery filmowej paru nieznacznych trików ;)] - jest to również najefektowniejsza rola w filmie. Celująco wypada również Ed Harris jako szlachetny trener Jones. Jego żonę gra Debra Winger.

        Generalnie, dobro triumfuje, miłośc bliźniego przełamuje wszystkie lody, a najlepsza jest, rzecz jasna, obserwacja jak zahukany smutny opóźniony chłopak w otoczeniu ludzi staje się radosnym szczypiorkiem. Ludzie zaś z niego czerpią radość i poza rzadkimi i rachitycznymi przejawami niechęci - tworzą idealne dla niego środowisko naturalne. Nawet jak ktoś podpada Radio, to za chwile wycofuje się rakiem, gromiony przez ludzi i do głębi wstrząsnięty własną nieprawością :]


        www.youtube.com/watch?v=gLybxmgq6Ww
        • pani_lovett Re: "Radio" [via POlsat] 08.02.14, 00:05
          Good story! ThnX! :)


          > Cuba Gooding ofk jest na pierwszym planie, a że niemal nie schodzi z ekranu i u
          > dawać musi upośledzonego [co czyni za pomoca dodania do swojej zwykłej maniery
          > filmowej paru nieznacznych trików ;)] -
          He,he!

          :)
          • grek.grek Re: "Radio" [via POlsat] 08.02.14, 15:18
            dzięki :]

            hehe.
            w którymś momencie pomyślałem nawet "Hej, Cuba, zacznij grać upośledzonego, zapomniałeś o zadaniu aktorskim ?" ;]]
    • grek.grek Berlinale 2014 [1] 08.02.14, 17:19
      ruszyło się w Berlinie, pierwsze relacje :

      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Kino+totalne-102471
      www.rp.pl/artykul/9146,1084987-Filmowa-kreacja-Andersona.html
      • pani_lovett Re: Berlinale 2014 [1] 08.02.14, 17:57
        A właśnie, dobrze, że o tym piszesz. Też miałam to zrobić.

        Festiwal nie wielkich filmów, a wielkich tematów, głównie tych społecznych.

        "Kryzys ekonomiczny i kryzys moralności, religia i meandry wiary, seks i obyczajowość. Te wszystkie oblicza współczesności będą się w tym roku odbijały na berlińskich ekranach – wylicza najważniejsze tematy tegorocznych filmów Dieter Kosslick, szef festiwalu".
        www.rp.pl/artykul/9146,1084987-Filmowa-kreacja-Andersona.html
        :)
        • gryfny Re: Berlinale 2014 [1] 08.02.14, 18:07
          wszystkie filmy konkursowe:
          www.cinefacts.de/News-Features/Features/64-Berlinale-Die-Kandidaten-fuer-den-Goldenen-Baeren,1348128
          polskich akcentow nie znalazlem,niestety
          • pani_lovett Re: Berlinale 2014 [1] 08.02.14, 18:26
            film.interia.pl/wiadomosci/film/news/berlinale-2014-nimfomanka-bez-cenzury-i-polska,1989371,38
            Polskie akcenty są, choć nie w konkursie głównym .

            Jedynym pełnometrażowym polskim filmem fabularnym, który pojawi się na Berlinale, jest "Obietnica" Anny Kazejak ("poruszający, odważny i wnikliwy portret młodego pokolenia"), zakwalifikowany do konkursowej sekcji Generation.

            Na festiwalu zostanie pokazana także krótkometrażowa animacja Ewy Borysewicz "Do serca Twego" oraz dwa krótkometrażowe filmy eksperymentalne (w programie Forum Expanded) "Orbitalna" Marcina Malaszczaka oraz "Pogorszenie widzenia" Wojciecha Bąkowskiego.
            I jeszcze "Huba" Anki i Wilhelma Sasnalów (w sekcji Forum).

            :)




      • pani_lovett Ruszyły też Igrzyska Olimpijskie w Soczi 08.02.14, 17:58
        Z kronikarskiego obowiązku zanotuję.



        Kibicujesz, Greku, Justynie Kowalczyk?

        :)
        • grek.grek Re: Ruszyły też Igrzyska Olimpijskie w Soczi 09.02.14, 15:46
          mogę kibicować ;]
          byle się już nie przewracała, hehe.
          • siostra_bronte Re: Ruszyły też Igrzyska Olimpijskie w Soczi 09.02.14, 15:50
            Dzisiaj o 18.25 konkurs skoków :)
          • pani_lovett Re: Ruszyły też Igrzyska Olimpijskie w Soczi 09.02.14, 16:32
            Justyna ma jednak załamaną kość (i) stopy! Podali dziś w radiu!
            Ale pech!

            :)
    • grek.grek "Wielkie piękno" [La grande bellezza] kinowo prem. 08.02.14, 17:30
      "Jack Strong" zdominował kinowe zajawki, a tu przeca wchodzi wreszcie [pierwotnie na początek roku zapowiadane] "Wielkie piękno" Sorrentino, nad ktorym się ludziska rozpływają, że to nawiązanie do "La Dolce VIta" Felliniego, i to kurdebalans wcale nie gorsze.

      film.interia.pl/recenzje/news/jack-strong-recenzja-specjalista-od-dobrej-akcji,1989870,6290
      ogolna :
      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,15415449,_Jack_Strong__Pasikowskiego___najlepszy_thriller_szpiegowski_.html#BoxKultTxt
      film.interia.pl/recenzje/news/wielkie-piekno-urojone-podroze,1988768,6290
      film.onet.pl/recenzje/wielkie-piekno-w-poszukiwaniu-straconego-czasu-recenzja/9e6r6
      www.rp.pl/artykul/9146,1084503-Wielkie-piekno--recenzja-filmu.html
      www.filmweb.pl/reviews/Słodkie+życie+wieczne-15364
      • grek.grek Re: "Wielkie piękno" [La grande bellezza] kinowo 08.02.14, 17:30
        * nie gorsze od oryginału, rzecz prosta.
      • pani_lovett Re: "Wielkie piękno" [La grande bellezza] kinowo 08.02.14, 18:38
        Dzięki za info. i linki, poczytam. :)
    • pepsic "Generał Nil" polsat 21:45 08.02.14, 18:12
      Może nie arcydzieło, ale koniecznie do obejrzenia z patriotycznego obowiązku!.
      Jedncześnie przecieram oczy ze zdziwienia, że telewizja prywatna wyręcza w misji.
      • grek.grek Re: "Generał Nil" polsat 21:45 09.02.14, 15:55
        oglądałem inną bohaterszczyznę w Kulturze ;]
        fakt efektowną.

        yup.
        misja realizowana za pomocą grantów małych i dużych, to by był ideał.
        zamiast terroryzowania ludzkości polskiej kolejnymi podatkami na pensje
        setek dyrektorów i odprawy kierowników i celebrytów w publicznych mediach,
        pod pozorem troski o ukulturalnienie narodu. a może należałoby przywrócić do
        pracy ekipę peerelowską ? oni wiedzieli jak dbać o publiczny grosz i robić dobrą
        telewizję za skromny pieniądz.
        • pepsic Re: "Generał Nil" polsat 21:45 09.02.14, 18:15
          A może należy oczyścić tivi z resortowych dzieci i dopuścić młodych spoza układu?
          • grek.grek Re: "Generał Nil" polsat 21:45 10.02.14, 14:13
            mnie tam nie przeszkadza, że czyjaś ciotka od matki prababaki wujka pracowała
            na portierni w bibliotece ze znaczkiem "PRL" :]

            tu raczej by się przydały zmiany organizacyjne i systemowe.
            • pepsic Re: "Generał Nil" polsat 21:45 10.02.14, 17:37
              Naprawdę uważasz, że resortowym dzieciom wszystko się należy, a reszta won na zmywak do UK? Przypominam, dzieciom związanym z b. władzą i bezpieką, doskonale ustawionym w życiu dzięki koneksjom i grubej kresce, usytuowanym w opiniotwórczej prasie, głównie w telewizji, pełniącym w miarę potrzeb rolę "dyżurnych autorytetów moralnych"?

              W świetle powyższego nie ma szans na jakiekolwiek zmiany, bo układ trwa i ma się dobrze.
              • grek.grek Re: "Generał Nil" polsat 21:45 11.02.14, 16:59
                wiesz, jak prywatna telewizja a'la TVN chce sobie zatrudnić choćby nawet seryjnego morderce, to nic nikomu do tego.

                dziwi mnie raczej to, że te wybitne talenty medialne, nie mające "dziadka odźwiernego u komuchów" same nie założą mediów i nie zakasują tych "resortowych dzieci".

                problem autorytetów jest problemem tych, którzy je uznają, a nie tych, którzy lansują.
                lansować można nawet małpy jako speców od wszystkiego - jeśli ludzie ulegają magii
                szklanego ekranu aż tak bardzo, to zasługują w pełni na to by w ślepym zaufaniu do
                autorytetów głupieć razem z nimi :]

                układ trwa, bo - wg mnie - żadna partia polityczna, czy PO czy PiS czy SLD, nie ma
                odwagi uczynić mediów publicznych prawdziwie niezależnymi od politycznych uwarunkowań.
                • pepsic Re: "Generał Nil" polsat 21:45 13.02.14, 20:02
                  Tym sposobem wychowano młode pokolenie, dla którego wzorem do naśladowania jest Ruch Palikota.

                  To w teorii, bo koncesje były reglamentowane, a wejście na rynek medialny wymagało kapitału.

                  Jest na to nawet trafne określenie: lemingoza.

                  Układ trwa i ma sie dobrze, i nie jest do ruszenia, bo został opleciony siłami postesbeckimi tudzież bękartami okrągłego stołu.
                  • gryfny Re: bez polityki 13.02.14, 20:20
                    byla umowa...jak "dziub kaczy" swedzi jest wiele innych mozliwosci
                    • pepsic Re: bez polityki 13.02.14, 20:34
                      Ja tylko zapowiadałam "Generała Nila", więc, jeśli byś zechciał sprawdzić, kto pierwszy wrzucił na tapetę PRL, to byłoby miło:)
                  • grek.grek Re: "Generał Nil" polsat 21:45 14.02.14, 16:00
                    ja myślę, że jakby Ruch Palikota nie istniał, to by go i tak wymyślono :]
                    postulaty, które zgłasza, i problemy które porusza ta partia są w społeczeństwie żywo obecne,
                    trudno dłużej od nich abstrahować. bardziej mnie dziwi, że dopiero teraz coś takiego
                    powstało. na Zachodzie już dawno mają te dyskusje i spory za sobą.

                    ale w internecie, zdaje się, prężnie rozwija sie ten nurt poglądów. sam fakt, że ksiązka, której
                    tytuł padł w Twoim poście, narobiła takiego zamieszania. czyli, jednak można znaleźć wydawcę, wydrukować, kolportować itd.

                    ja bym raczej postawił na to, że politycy sa racjonalni :] wiedzą, że lepiej mieć media publiczne niż ich nie mieć. rezerwuar stanowisk dla swojaków, możliwość prezentowania siebie w korzystnym enturażu, żyć nie umierać. szkoda, że ten racjonalizm partyjny ustępuje jednak miejsce racjonalizmowi propaństwowemu, który zakładałby neutralność mediów publicznych, co w dłuższej perspektywie czasu przełożyłoby się na, choćby odrobinę, bardziej świadome społeczeństwo, które będzie dokonywać wyborów politycznych [ale nie tylko] wyposażone w wiedzę, a nie w kije i pałki :] ofk, wyczyszczenie mediów publicznych z telenowelowo-celebrycko-marnoserialowej-filmoCklasowej rozrywki też by się przydało.
    • pepsic "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 08.02.14, 18:16
      Około tematycznie wokół głośnej "Różyczki" , z Robertem Więckiewiczem. Nie słyszałam, nie oglądałam. Dziś?
      • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 08.02.14, 18:31
        Niech będzie na dziś "Zwerbowana miłość". Przyznam, że pierwszy raz słyszę ten tytuł.

        "Generała..." obejrzałabym winnym terminie, dobrze?

        :)
        • pepsic Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 08.02.14, 18:51
          Masz moje błogosławieństwo:)
          • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 08.02.14, 19:47
            O! Dzięki Ci Dobra Kobieto! :)))
      • maniaczytania Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 08.02.14, 20:23
        tez sie na to 'nastawiam", chociaz jesli nie bedzie fajnie, mam zamiar przelaczyc sie na "Nostalgie aniola" na TVN o 23.00
        • siostra_bronte "Nostalgia anioła" 09.02.14, 16:09
          Miałam obejrzeć tylko kawałek, bo film kończył się bardzo późno (1.30!), ale tak się wciągnęłam, że obejrzałam do końca. Film Petera Jacksona z 2007 r., ekranizacja znanej, podobno, powieści.

          Bardzo mi się podobał. Ciekawa, pełna emocji historia, piękna strona wizualna i świetna Saoirse Ronan w roli głównej (pamiętamy ją z "Pokuty"). Może tylko sceny z zaświatów były czasem bliskie kiczu, ale zaskakująco, wcale mi to nie przeszkadzało. I film mógłby być odrobinę krótszy, trwa ponad 2 godz. Szkoda, że tvn pokazał go po nocy.

          Krótko o fabule. Nastolatka Susan zostaje zamordowana przez swojego sąsiada (Stanley Tucci). Po śmierci obserwuje z zaświatów (?) pogrążoną w rozpaczy rodzinę i próbuje nawiązać z nią kontakt. A także naprowadzić na trop mordercy... Trudno jednoznacznie określić gatunek filmu. To połączenie kryminału, dramatu i kina fantasy. Bardzo widowiskowa mieszanka.

          Tutaj trailer:

          www.youtube.com/watch?v=jvWXV-c2hWo
          Może Mania dopisze swój komentarz :)


          • pepsic Re: "Nostalgia anioła" 09.02.14, 17:34
            Jeśli o gatunku mowa, wg mnie to thriller, tyle że niekonwencjonalny, który z jednej strony przeraża, z drugiej zachwyca pięknem obrazu. I fenomenalna Susie, która perfekcyjnie przechodzi od okazania zaufania do uzmysławia sobie, że tkwi w pułapce bez wyjścia. Trzyma tempo i budzi emocje. Zainspirowała mnie Maniaczytania:)
          • grek.grek Re: "Nostalgia anioła" 09.02.14, 17:49
            powieśc ponoć była bestsellerem.
            zawsze jest to ciekawa story, przy ekranizacji uznanej [czyli, czytanej i lubianej, hehe]
            literatury - jak tu nie przegadać, jak tu pokazać na ekranie stany ducha ktore ksiązka opisuje,
            a miłośnicy oryginału pamiętliwi i wymagający, o wymagający i pamiętliwi nadzwyczajnie, hehe.

            dzieki, Siostro, Maniu za zajawkę i opis [szkoda, że tak krótki (celem mobilizacji piszę)] :]

          • maniaczytania Re: "Nostalgia anioła" 09.02.14, 19:25
            ja jednak nie podjelam sie - za pozno sie konczylo. Moze nastepnym razem, licze na powtorke.
      • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 16:37
        Całkiem dobrze się oglądało!

        Świetna rola Joanny Orleańskiej.
        • pepsic Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 17:51
          Ooo? A ja mam sporo zastrzeżeń. Głównie co do siermiężnego charakteru oraz naiwności scenariuszowej: białaczka zdiagnozowana i leczona w przychodni, operacja plastyczna na osobie śmiertelnie chorej i jej znikomy efekt, liczne, bezkarne zabójstwa na mieście - toż to wielkie bzdury. Co do obsady też mam niedosyt. Więckiewicz musiał mieć gorszy dzień, bo nie udźwignął roli esbeka, z jednej strony miał być pozbawionym uczuć funkcjonariuszem, tudzież pospolitym zabójcą, z drugiej romantycznym kochankiem. Ja tego nie kupiłam. Końcówka się pani Joannie udała, się zgadzam, ale jej metamorfoza psychologiczna, czy wcześniejsza wulgarna kreacja jakoś mnie nie przekonała. Jednak jest jedna rzecz zasługująca na prawdziwe uznanie, a mianowicie kulisy i prawda o okrągłym stole.
          • maniaczytania Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 19:24
            Pepsic - tam nei ma naiwnosci scenariuszowej - historia oparta na faktach, czasem zycie pisze scenariusze nie do uwierzenia.
            Sam film byl nudny troche, przeciagniety, ale historia niesamowita, mozna z niej bylo wiecej wykrzesac.
            • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 21:13
              maniaczytania napisała:
              > Sam film byl nudny troche, przeciagniety, ale historia niesamowita, mozna z nie
              > j bylo wiecej wykrzesac.

              Zgadzam się. Akcja mogłaby być bardziej żwawa. Za bardzo skoncentrowano się na emocjach głównych bohaterów, kosztem dynamiki akcji.
              Można było więcej wykrzesać jeszcze więcej z tej historii, to prawda.

            • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 21:16
              maniaczytania napisała:

              [...] tam nei ma naiwnosci scenariuszowej - historia oparta na faktach, czasem zycie pisze scenariusze nie do uwierzenia.

              Tak, też czytałam, że to historia oparta na faktach.
            • pepsic Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 23:05
              Źle się wyraziłam, to pan reżyser Król nie potrafił przelać skądinąd niezłego pomysłu na ekran. Nawet sie pokuszę o stwierdzenie, że film nie był o tyle nudny, co źle skonstruowany i słabo zagrany (panie do szkoły), poza wyjątkami w osobie Krzysztofa Stroińskiego np. po po co było trzy razy powtarzać nagranie, że archiwista ma zginać? A o tym, że życie pisze lepsze scenariusze, akurat mnie nie trzeba przekonywać;)
          • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 21:30
            pepsic napisała:

            > Ooo? A ja mam sporo zastrzeżeń. Głównie co do siermiężnego charakteru oraz nai
            > wności scenariuszowej: białaczka zdiagnozowana i leczona w przychodni,

            To były pierwsze badania, pierwsze konsultacje.

            > operacja plastyczna na osobie śmiertelnie chorej [...]

            Tylko, że dziewczyna faktycznie nie była śmiertelnie chora, poza tym głupia była i dała się zbajerować.

            • pepsic Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 09.02.14, 22:50
              Tak poważne diagnozy sie potwierdza, a dopiero potem kieruje do specjalisty na dalsze postępowanie medyczne. Jak happy end pokazał dziewczyna nie była wcale głupia, zatem jakim cudem sie zgodziła na operację będąc w sytuacji podbramkowej.
              • pani_lovett Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 10.02.14, 19:00
                Racja, niedorobiony scenariusz. Zastanawiałam się dlaczego mi się ten film tak spodobał i tak bezkrytycznie do niego podeszłam. I doszłam do wniosku, że zaczarowała mnie muzyka Agima Dżeljilji. Niestety nie ma linków!
              • maniaczytania Re: "Zwerbowana miłość" tvp1 22:05 16.02.14, 16:05
                z tymi diagnozami to jest bardzo roznie, znam osobiscie przypadki, gdy lekarze po odczytaniu standardowego badania krwi mowili pacjentom o raku bez potwierdzania i kolejnego badania - wierze wiec, ze glowna bohaterka mogla od razu w to uwierzyc, tym bardziej, ze nagle zaczela sie przeciez czuc zle (bedac regularnie podtruwana).
    • pepsic "Obcy krewni" dwa słowa z wczoraj 08.02.14, 18:27
      Nie ukrywam, pozycja "Pod słońcem szatana" okazała sie ponad moje siły, więc ze spokojnym sumieniem postawiłam na komedię amerykańską. Biologiczni rodzice zjawiają się w przede dniu ślubu syna oddanego do adopcji siejąc ferment i sprawiając potomkowi kłopot. Rodzice to obciachowe cudaki, sympatyczne (w odróżnieniu od przyszywanej rodzinki) w osobach Danny DeVito oraz Kathy Bates. Wcale niegłupie i całkiem zabawne, aczkolwiek przydałoby sie w paru momentach wykonać krok do tyłu. Da zainteresowanych: liczne powtórki na pulsie.
      • pani_lovett Re: "Obcy krewni" dwa słowa z wczoraj 08.02.14, 19:49
        pepsic napisała:

        > Nie ukrywam, pozycja "Pod słońcem szatana" okazała sie ponad moje siły,
        Niemożliwe!? ;)

        I jak bohater poradził sobie z podwójnym kompletem rodziców?

        Brzmi fajnie! Kupuję.
        • pepsic Re: "Obcy krewni" dwa słowa z wczoraj 08.02.14, 20:40
          W tym sęk, że początkowo w ogóle sobie nie radził.

          Ps. Tematyka i napinka "Pod słońcem...." jakoś mnie nie porwała:(
      • maniaczytania Re: "Obcy krewni" dwa słowa z wczoraj 08.02.14, 20:18
        obejrzalam koncowke "Obcych krewnych" rzeczywiscie fajne, aczkolwiek DeVito troche przerysowany, a Kathy Bates jak zawsze - swietna (ale jestem nieobiektywna, bo lubie ja we wszystkim ;) )
    • pani_lovett Mad Men 5/6 - stanąć w prawdzie po LSD 08.02.14, 19:44
      Najciekawszy wątek odcinka - Roger ze śliczną żonę Jane idzie na przyjęcie do eleganckich znajomych.

      Wiecie, elity nowojorskie - m.in. psychoterapeutka, lecząca znane gwiazdy filmu, jakiś filozof czy pisarz, tylko Woody'ego Allena brakowało, który w jednym z filmów sparodiował przyjęcia elit nowojorskich raczących się w eleganckich apartamentach narkotykami ....

      Narkotykami, no właśnie, po obiedzie, przy którym gawędzono na temat kwestii prawdy i kłamstwa, gospodarze częstują gości LSD w postaci kostek pod język. Jedna para się, chyba się boi, więc ulatnia się wcześniej, Roger też zamierza iść do domu, ale Jane bardzo chce spróbować LSD, i bardzo nie chce zostać w tym momencie sama. Roger ,jest gentelmenem, więc zostaje. Siada na kanapie obok żony obejmują ją, oboje biorą do ust kostki LSD.

      Pozostałe osoby także biorą LSD, oprócz gospodarza, który postanawia czuwać nad gośćmi. Nagle jedna z pań zaczyna chodzić na czworakach, dokoła pokoju, Jane siedzi otępiała, za to Roger czuje się doskonale. Wstaje podchodzi barku, bierze butelkę wódki, w momencie, kiedy odkręca zakrętkę, słyszy orkiestrę gającą jakiś klasyczny utwór na rosyjską nutę, kiedy zakręca butelkę muzyka ustaje, odkręca ją znowu, znowu słychać muzykę, zakręca, muzyka cichnie . Roger zubawiony nalewa sobie kieliszek i wypija. Siada znów na kanapie i przegląda gazetę, widzi tam twarz mężczyzny, który połowę włosów ma siwych, a druga połowę czarnych. Podchodzi do wielkiego lustra wiszącego na ścianie i przygląda się swojemu odbiciu, które tak jak mężczyzna na reklamie ma połowę włosów siwych, a połowę czarnych. Gospodarz ostrzega go by nie patrzył w lustro. Roger ignoruje jego radę. Parzy znów w lustro i widzi stojącego za nim Dona (który jest w zupełnie innym miejscu), który radzi mu by wrócił do żony i "stanął z nią w prawdzie"!

      I Roger wraca do zony na kanapę, wkrótce małżonkowie wracają do domu taksówką, ciągle są pod wpływem narkotyku. W domu biorą kąpiel, kładą się na podłodze w pokoju i rozmawiają. Roger wyznaje Jane , że "kiedyś bardzo ją lubił" (z akcentem na kiedyś).

      Rano Roger oznajmia Jane, że on się przenosi się do hotelu, by ... dać jej czas na wyprowadzkę z ich mieszkania. To koniec ich małżeństwa. Jane jest wstrząśnięta. Nic nie rozumie. Roger przypomina jej wczorajszą szczerą rozmowę po LSD. I słowa psychoterapeutki, które Jane pod wpływem LSD przytoczyła Rogerowi - że ich małżeństwo już dawno się skończyło. Jane, według słów, psychoterapeutki miała tylko czekać aż Roger sam o tym powie. I właśnie ten moment w końcu nadszedł (dość niespodziewanie dla niej). Jane zaczyna sobie wszystko z przypominać. Ma łzy w oczach. W końcu mówi do Rogera -"Rozwód będzie Cię bardzo słono kosztować".
      Roger na to ze spokojnym uśmiechem, że doskonale o tym wie...

      A Dona znów miał nieporozumienie z Megan ...

      :)
      • pani_lovett Re: Mad Men 5/6 - stanąć w prawdzie po LSD 08.02.14, 20:09
        Do agencji przyjęto (dwa, trzy odcinki temu) Afroamerykanę na stanowisko sekretarki Dona (rok 1963). To pierwsza czarnoskóra osoba na tak odpowiedzialnym stanowisku w agencji. Do tej pory czaroskórzy pracowali tu na podrzędnych stanowiskach - windziarza albo sprzątacza czy konserwatora.

        I przyjęto też człowieka o żydowskim pochodzeniu (to zdaje się też świadectwo przemian obyczajowych zachodzących w tych czasach w Ameryce!? ) - Ginsberga, który jak się okazało w 6. odcinku miał urodzić się w obozie koncentracyjnym. Człowiek, którego nazywa ojcem znalazł go, jako małego chłopca, w sierocińcu w Szwecji i zabrać do Ameryki...
        Ginsberg opowiedział swoją historie Peggy, która była bardzo poruszona.
      • pepsic Re: Mad Men 5/6 - stanąć w prawdzie po LSD 08.02.14, 20:43
        Ten odcinek oglądalam, ale i tak fajnie sie czyta:)
        • pani_lovett Re: Mad Men 5/6 - stanąć w prawdzie po LSD 09.02.14, 16:38
          Dzięki, Pani Pe! :))
        • grek.grek Re: Mad Men 5/6 - stanąć w prawdzie po LSD 09.02.14, 17:50
          i ja czytam, chociaż nie oglądam :] ale opisy prima sort, Barbasiu :]
          • pani_lovett Re: Mad Men 5/6 - stanąć w prawdzie po LSD 09.02.14, 21:33
            grek.grek napisał:

            > i ja czytam, chociaż nie oglądam :] ale opisy prima sort, Barbasiu :]

            :)))
            Bardzo się cieszę, Greku!
    • maniaczytania Ostatni samuraj 08.02.14, 20:39
      bronilam sie przed tym filmem lata ;) ale wczoraj w koncu postanowilam sprobowac.
      Piekny film! Swietna historia, przepiekne zdjecia, sceny walk fantastyczne i do tego jeszcze cudowna muzyka Hansa Zimmera :)

      I nawet Tom Cruise mi nie przeszkadzal ;) , z kolei aktor grajacy glowna role Ken Watanabe doskonaly.

      Coz, nie wiem, co wczoraj bylo w powietrzu ;), ale druga polowe filmu praktycznie cala przeplakalam ...
      • gryfny Re: Ostatni samuraj 08.02.14, 20:57
        pelna zgoda: Ken Watanabe doskonaly aktor, tu mu Oscara "ukradziono"
        www.filmweb.pl/Listy.Z.Iwo.Jimy/awards
    • grek.grek "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 13:42
      Hagiograficzna opowieśc o rosyjskim admirale Kołczaku, który zapisał się podczas I wś., a takze w domowej wojnie w Rosji po wybuchu rewolucji październikowej. Kasiory wpakowano w to niemało, aktorów dobrano pieczołowicie, perfekcyjnie odtworzono realia epoki, macherzy od kostiumów i charakteryzacji odwalili kawał świetnej roboty, sceny batalistyczne są znakomite... zabrakło tylko scenariusza, który byłby czymś innym niż właśnie hagiograficznym ukłonem w stronę tytułowej postaci.

      Akcja rusza w trakcie I wojny światowej, w 1916 roku - i od razu mamy przedstawienie bohaterskiego bohatera. Okręt rosyjski strzela się z okrętem niemieckim. Niemcy mają chyba lepszych speców od namierzania celu, bo ich bomby i kule nonstop trafiają w Rosjan, a Rosjanie trafić ni cholery nie mogą. Sytuacja się zmienia dopiero w momencie, kiedy na działo wstępuje sam admirał KOłczak. Mimo tego, że przed chwila oberwał odłamkiem tak, że prawie zemdlał, wstaje i chwiejąc się dociera na stanowisko przy armacie. Ci co tam byli przed nim - leżą nieżywi. Ale jego kule się nie imają. Krzykiem bojowym wskrzesza cięzko rannego żołnierza, który ostatkiem sił załadowuje pocisk do armaty. Zachowując olimpijski spokój Kołaczak wymierza, celuje i pierdut ! - trafia w niemieckie stanowisko armatnie, widać wielki wybuch, panikę niemieckich żołnierzy - kanonada ustaje. PO strzeleniu gola Admirał nakazuje odwrót. "Ale nie możemy, admirale, tam się miny na wodzie rozsiane, zginiemy !", oponuje jeden z oficerów. Ale Kołczak nie chce ginąc, chce sprowokować Niemców do pościgu i na te miny ich wciągnąć. Pułapka taka. No i oczywiście znów Kołczak wychodzi z tego zwycięsko. Jego okręt ostrożnie przepływa między minami, które go muskają, ale nie wybuchają. Niekumate Niemce wpakowują się z buciorami wprost na te miny i oczywiście okrętem wstrząsają cięzkie eksplozje. Niemcy pokonani, admirał zwycięski. Jak piknie ! ;] Nie trzeba chyba dodawac, ze zołnierze kochają swojego wodza.

      Potem Kołczak wraca do Rosji. Bryluje na salonach. Ale nie jest jakimś sztywniakiem. Razem z wesołą kompanią bawi się w "wykupowanie fantów". Kiedy przychodzi pora na niego, wedle zarządzenia "ma pocałować pierwszą osobę, która wejdzie do salonu". No i traf chce, że pierwszą taką osobą nie jest żaden wąsaty marynarz, tylko piękna jak anioł kobieta - Anna, żona jednego z bliskich Kołczakowi oficerów. Wszyscy pokładają się ze śmiechu, oficer powiada "no cóż, jesli taka jest zabawa...", a Kołczak zbiera się niesmiało do pocałunku, upuszczając coś na ziemię z wrażenia, co z kolei rozbawia samą zmieszaną nieco do tej pory Annę - miłość gotowa.

      O yes, Kołczak i Anna Wasiliewna Timiriewa zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Od tej pory się ze sobą spotykają. Oficer Anny obserwuje to z cięzkim sercem, ale nie ma odwagi walczyć o swoją narzeczoną [a może żonę już ?] przeciw własnemu dowódcy. Co ciekawe, Kołczak ma żonę, i ona też patrzy z trudem na kolejne jego zakochanie, zwłaszcza że admirał nie ukrywa się wcale z tym, że Anna zawładnęła nim całkowicie. Niewierny Kołczak ? No może i tak, ale reżyser robi wszystko, żeby pokazac, iż to nie jest takie sobie fiubździu, to miłośc najwyższych lotów. Zatem, admirał może i zdradza żonę [ma też syna, który w ogole nie występuje na ekranie, choć jest o nim mowa, hehe; pewnie dlatego, by nie stanowić niezręcznego kontrapunktu dla romantycznych pozamałżeńskich porywów serca Kołczaka], ale dla JAKIEJ ! miłości ! Takiej jednej na sto lat.

      Ta jedna na sto lat miłośc pokazywana jest dośc schematycznie i tak jakoś bez energii. Ona jest piękna, on... jest Kołczak, okoliczności ich spotkań, to albo plaża albo piękny salon, albo urodziwe okoliczności pałacykowej jakiejś przyrody. Wreszcie pewnego dnia, Kołczak... zrywa z Anną. "KOcham panią", powiada wprost, ale oznajmia, że muszą przestać się spotykać. Kołczak widzi, że jego oficer cierpi patrząc jak Anna bez skrępowania prowadza się z jego admirałem... Kołczak jest zbyt szlachetny, żeby nadal robić przykrośc swemu zołnierzowi. A cała scena odbywa się pod błękitnym niebem, wśród feerii barw wczesnej jesieni, pod deszczem padającym z nieba ;]

      Oczywiście, rozumiecie że to tak się nie moze skończyc. Mimo wszelkich obietnic i prób, Kołczak i Anna wkrótce znów mają okazję się spotkać. I niepomny swoich poprzednich zapewnień, Kołczak znów rzuca się w wir znajomości z nią. Miłośc usprawiedliwia jego niewytrwanie w postanowieniu :]

      Historia kręci swoje kółka. Wybucha rewolucja w Rosji. Nagle Kołczak staje po drugiej strony barykady, przeciw bolszewikom. Zostaje odsunięty od wojska. I to zaraz po bitwie, w trakcie której jego okręt plując z armat dewastuje lądowe pozycje kolejnej niemieckiej armii [bardzo efektowna sekwencja]. Tylko za zasługi dostaje łaskawą propozycję pomocy w wyjeździe do Ameryki. Ale odrzuca ją. Jego rodzina musi uciekać z domu, udaje się jej przedostać do Paryża. Także Anna i jej oficer muszą się ewakuować, po tym jak pan oficer cudem wymyka się bolszewikom spod karabinów.

      Przez jakś czas Anna i oficer oraz Kołczak kursują między Piotrogradem, Sewastopolem i Omskiem. Oczywiście, Anna i admirał spotykają się czasami, zawsze wyznając sobie miłośc w scenach nieznośnie pseudoromantycznych :]

      Wreszcie w Omsku Kołczak zaczyna organizować wojsko. Białych, chcących powrotu do porządku przedrewolucyjnego, przeciw bolszewickim Czerwonym. Akcja na dobre przenosi się w krainę wielkiego śniegu i mrozu. Kołczak jest uwielbiany przez tłum, zołnierze którzy nie przeszli na stronę bolszewików - garną się do niego.

      Anna dowiedziawszy się o tym, że jej ukochany oddał się wojennej misji - porzuca oficera, wysiada z pociągu jadącego do Paryża, i zasuwa prosto do Omska. Tam zostaje pielęgniarką w miejscowym lazarecie. Ale nie zbliża się do Kołczaka. Z miłością obserwuje go z boku, serwując z offu monologi, jak to "wystarczy jej bycie blisko niego, obserrwowanie go". On jej nie zauważa, bo ona się dobrze kryje, a do tego nosi stroj a'la zakonnica, więc nie jest w pełni... rozpoznawalna :] Tak czy owak, on zbiera wojsko i przemawia, ona leczy rannych i ofiarnie spieszy na pomoc potrzebującym.

      Wojna zatacza coraz szersze kręgi. Kolejne sceny opiewają siłę oręża rosyjskiego. W jednej z bitew, sojusznicza wobec Kołczaka armia Białych, dowodzona przez generała Kappela, zdobywa pozycje Czerwonych za pomocą najdziwniejszej strategii świata : kiedy kończy się im amunicja i nie moga dłuzej strzelac się z wrogiem - wstają, zakładają bagnet na broń i przy dźwiękach piłującej marsz bojowy orkiestry, ruszają z buta na wraże pozycje. Idą sobie marszem na stanowiska karabinów maszynowych i armat :] Padają jak muchy. A gdyby tak... pobiegli ? Byłoby szybciej. A gdyby pobiegli zygzakami ? byłoby trudniej trafić. A gdyby tak poszli, nie wiem, gęsiego ? albo pobiegli gęsiego ? Mniejsza powierzchnia do trafienia dla wroga ;] Kurdebalans, wszystko by było lepsze niż spacerek przeciw kanonadzie wroga. A jednak wygrywają. Ot, jest ich odpowiednio dużo, więc mogą ginąc do woli ;]

      Mija kilka tygodni. Czerwoni zbliżają się do Omska. Rozproszone armie Białych nie moga się połączyć. Kappel trafi obie stopy, odmrożone w lodowym klimacie. KOłczak decyduje się na wyjazd z Omska. Następnym punktem zbornym dla swojej armii mianuje oddalony o 450 km Irkuck. Wszyscy zgromadzeni w Omsku jego zolnierze, ich rodziny, cały sprzęt - pakują się do pociągu. Wtedy właśnie, podczas organizacji wyjazdu, jeden z oficerów Kołczaka zauważa biegającą wśród rannych Anne. Natychmiast donosi o tym Kołczakowi. Admirał osobiście wychodzi po nią, padają sobie w ramiona, a Kołczak oznajmia jej uroczyście, ze od tej pory pragnie, aby była z nim cały czas. Podczas drogi do Irkucka jadą w jednym wagonie.

      Niestety, nigdy tam nie docierają. Najpierw dopada ich wieść, że w Irkucku wybuchło powstanie i bolszewicy plądrują miasto. KOłczak puszcza więc informacje do Kappela, że kiedy tam dotrze - bedzie musiał od razu zdusić rebelię. Czy to się uda - nie wiadomo.
      • grek.grek "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 14:20
        Nocą Kappel dociera pod Irkuck, gdzie wita go kanonada z karabinów. Podejmuje walkę.

        W którymś momencie pociąg wiozący oddziały Kołczaka zostaje zatarasowany przez pociągi przewożące jakieś towary, którymi obłowili się jego czescy sprzymierzeńcy. 20 tysięcy wagonów. Tak więc, Kołczak przesiada się w inny pociąg, jadący do Irkucka, aby być tam w momencie, gdy dotrze do miasta Kappel, żeby przejąc dowództwo nad jego armią i od razu zacząć walczyć z rebeliantami.

        Pech chce,że właśnie wtedy sypie się cała układanka. Czerwoni już kontrolują teren, Czesi dopuszczają się zdrady i Kołczak wpada w potrzask. Teraz może liczyć tylko na szczęście, że przejedzie w tym pociągu do Irkucka. Że Czerwoni nie zapukają do jego drzwi. W ostatnim momencie, odsyła z powroteem swoją obstawę, kilkudziesięciu oficerów towarzyszących mu w tej podróży. "Masz żyć ! rozkazuję ci żyć !', mówi do swojego wiernego młodego podoficera, który nie chce go zostawić samego. A Kołczak nie zwykł uciekać, honor nie pozwala - on musi do Irkucka, więc decyduje się na kontynuowanie drogi. Wpada w ręce Czerwonych, jak się okazuje mających dane z pierwszej ręki [od francuskiego generała, Janina, ktory miał dowodzić czeskimi sprzymierzeńcami, a po ich zdradzie został na lodzie i w zamian za życie wydał plany Kołczaka]. Annę chcą puścić wolno, ale ona wymusza na nich, żeby ją aresztowali razem z ukochanym. Najpierw więc żegnają się w przedziale wagonowym, jakby Kołczak w komos leciał, a 5 minut później znów się razem, bo ona nie może pozwolić mu odejść w poniewierkę i musi być z nim.

        KOłczak zostaje osadzony w więzieniu. Anna też, tyle że w innej celi. Zarówno proste mużyki, co go aresztują, jak i wodzowie CZerwonych traktują go z mimowolnym respektem i szacunkiem. Kołczak zachowuje godnośc, chodzi wyprostowany, do celi wkracza krokiem napoleońskim, a na spacerniaku wygląda jak we własnym ogrodku. Anna ma zakaz kontaktów z nim, ale jest tak urocza i piękna, że wąsaty poczciwy strażnik nie moze się oprzeć jej wdziękowi i pozwala jej porozmawiać z admirałem. Anna przekazuje mu wiadomość, że Kappel dotarł pod Irkuck i walczy, więc wolnośc jest blisko. Ale Kołczxak się nie łudzi. "W takim razie będą działać szybko", powiada w zamysleniu z uśmiechem.

        I tak też się dzieje - następnego dnia Kołczak zostaje wyprowadzony z celi, rozstrzelany, a potem w kombinezonie kalesonowym wrzucony do przerębli. Cóż za degradacja. Śmierć przyjmuje z godnością. Nie płacze, nie zbiera się na odwagę, nie widać ani grama niepewności czy paniki. Dumnie wstaje z pryczy, dumnie zapina guziki, dumnie wychodzi z celi, dumnie staje przed plutonem egzekucyjnym, ani chwili zawahania, a kiedy ustawiony obok niego eks-premier rządu carskiego załamanym głosem przetraszony powiada "pani admirale, pożegnajmy się...", Kołczak dumnie krótko rzuca "żegnam pana". Umiera jak prawdziwy gieroj :] W ostatnim słowie... tak - krótkim i dumnym... pamięta o swoim synu i żonie w Paryżu, ale oczywiście ginie zespolony z Anną, swoją miłością prawdziwą.

        Anna śpi w swojej celi, kiedy admirał zostaje zastrzelony.

        Na zakończenie akcja przenosi się z 1920 roku do 1964, kiedy trwają prace nad filmem dotyczącym tamtych zdarzeń. Anna jest tam na planie, już jako starsza kobieta, kamera pokazuje tylko jej oczy i postarzoną twarz, z charakterystyczną blizną na lewym policzku. Filmowcy dają znak, kamera rusza, akurat kręcona jest scena salonowa... Anna wraca wspomnieniami do oryginalnych zdarzeń, widzi siebie, Kołczaka, swojego męża, żonę Kołczaka, młodego oficera który do końca chciał przy Kołczaku zostać... wszyscy wirują w tańcu, są uśmiechnięci, sielanka.

        Realizacja jest na wysokim poziomie, zdjęcia efektowne, w scenach bitewnych nie brakuje urwanych nóg i widowiskowych wybuchów po których ludziska fruwają w powietrzu, odtwarzająca rolę Anny aktorka Elizavieta Boyarskaya jest kobietę przepiękną, zresztą żonie admirała też nic nie brakuje, i do tego jaka wyrozumiała, powiada "Wiem, ze ją kochasz, ale ja jestem twoją żoną i nią pozostanę". Admirała gra aktor KOnstantin Chabienski, ale ja ciągle widziałem aktualnego ministra zdrowia. Obaj panowie podobni do siebie jak dwie krople wody, tyle że chyba aktor taki jakies na diecie.

        Postać admirała jest wzorcowa, bez wad właściwie. Sprawny dowoódca, ale taki co to walczy na pierwszej linii, a nie nadzoruje z bezpiecznej odległości. Zdolny do miłości idealnej, czyli bezseksualnej. LOjalny wobec swoich ludzi. Dumny i stoicki wobec dramatycznych kolei losu. No i religijny - nieważne : pod ostrzałem z okrętu wroga, czy przed własną śmiercią - cały czas żegnający się z nabożną czczią. Ideał, normalnie. Zalatuje papierem nie gorzej niż tekturowe karabiny statystów na planie.

        Wyszło mi z tego całego zamieszania, że celem nadrzędnym tej opowieści było przesłanie pod tytułem : zobaczcie jacy szlachetni ludzi stali lojalnie na straży władzy cara, przeciw władzy motłochu :] Jak to się ma do współczesnej Rosji, wiecie sami :] Jakkolwiek nawet we współczesnej Rosji ten car, to tylko twarz całego mechanizmu rządzącego układem.

        www.youtube.com/watch?v=ZpaHUI0yio
        www.youtube.com/watch?v=5vDvB1QP1_g
        • grek.grek Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 14:34
          PS : tu jest zapowiedź ze strony C+, wraz z naszkicowaniem dokładnym tła historycznego [ciekawe, że na zdjęciu firmującym jest admirał z... żoną, a nie ze swoją miłością Anną]

          www.canalplus.pl/film-admiral_35043
          • siostra_bronte Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 15:49
            Dzięki, Greku :)

            Nie oglądałam, bo temat wydał mi się mało ciekawy. Ale lepsze to niż kolejna powtórka :)
            • grek.grek Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 17:13
              drobiazg :]

              głębi przepastnej w tym filmie raczej nie da się odnaleźć, ale widowisko jest to
              całkiem znośne i sprawnie zrealizowane. powiedziałbym, że nasi polscy aspiranci do
              robienia kina rozmachowego, mogliby się czegoś nauczyć.
          • maniaczytania Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 19:45
            obejrzalam kawalek, nie od poczatku i nie do konca. Z tego, co czytalam, rzeczywiscie to wielki rosyjski bohater, o ktorym dlugo nie wolno bylo mowic. Kto wie, jak potoczylyby sie losy swiata, gdyby udalo mu sie pokonac rewolucjonistow. Odstreczylo mnie jednak od ogladania to, z jaka latwoscia porzucil rodzine dla innej kobiety. A syn byl Greku, choc ogladalam krotko, to widzialam scene z synkiem wzruszajaca zreszta, gdy admiral przyjechal do zony i powiedzial, ze musi wyjechac do Piotrogrodu (gdzie zlozyl rezygnacje), na prosbe zony poszedl do synka, ktory lezal juz w lozku i spytal , czy tata wroci.
            Przyznaje, ze pieknie, perfekcyjnie zrobiony.

            Ale z takich filmow i tak wole "Cyrulika syberyjskiego", ech, to jest film!
            • pani_lovett Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 21:35
              maniaczytania napisała:

              > Ale z takich filmow i tak wole "Cyrulika syberyjskiego", ech, to jest film!

              Też lubię ten film.
            • pepsic Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 22:53
              "Cyrulik" nie podszedł mi kompletnie. Nie moje klimaty.
              • maniaczytania Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 09.02.14, 22:54
                to mnie zaciekawilas - dlaczego?
                • pepsic "Cyrulik syberyjski" 09.02.14, 23:17
                  Maniu, z całym szacunkiem, dla mnie ten film to wielkie rozczarowanie. Miało być pięknie o miłości, tudzież rosyjskiej duszy, a wyszło mało emocjonalnie i infantylnie. Jeśli dobrze pamiętam, to nawet nie przebrnęłam przez drugą część..
                  No sorry.
                  • maniaczytania Re: "Cyrulik syberyjski" 10.02.14, 18:17
                    Pepsic - rozumiem i szanuje :)

                    Przypomnialam sobie, ze mnie sie chyba dopiero za drugim razem spodobalo i wtedy ujrzalam wielka milosc i rosyjska dusze, bo druga czesc pokazuje pewne rzeczy do konca.
                    I nie wiem, w ktorej czesci, jest scena, ktora wywoluje we mnie dreszcze - wyjazd glownego bohatera na zsylke na Syberie i pozegnanie na dworcu - ogromnie 'sierceszczypatielnyje"
            • grek.grek Re: "Admirał" [rosyjski,2008][ via Kultura 10.02.14, 14:17
              a widzisz, dzięki; gdzies mi się zapomniało z tym synem.

              wiesz, może i odchodzi od żony z łatwością, ale zobacz jak to jest pięknie
              usprawiedliwione : spotyka wielką miłość, a to przecież daje dyspensę na takie
              wyczyny, a do tego żona wcale nie jest specjalnie namolna, raczej wyrozumiała
              wobec... WM :] no i ostatecznie, czy żona by była zdolna zostać z nim w śniegu.
              mrozie, w więzieniu ? :] siedziała w Paryżu sobie :}]
    • pani_lovett "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 16:16
      Obiecanych kilka słów o filmie „Pod Mocnym Aniołem” …

      /Przepraszam, że tak długo to trwało/

      Smarzowski nakręcił mocny film o alkoholizmie, jakiego jeszcze nie u nas nie było. Dosadnie pokazuje brzydką, odrażającą stronę alkoholizmu. Wiele scen epatuje naturalizmem, obrazami fizjologicznych objawów choroby alkoholowej – przepraszam – wszelkimi możliwymi ludzkimi wydzielinami krwią, rzygowinami (scena z księdzem (gra go Jacek Braciak), który w trakcie odprawiania pasterki wymiotuje pod ołtarzem na oczach tłumu – mocne), ekskrementami (na ekranie pojawia się obsrany , przepraszam za słowo , tyłek głównego bohatera, rozchwytywanego przez media pisarza, wielce zadowolonego z siebie w chwilach trzeźwości, w innej scenie bohater garny przez Lecha Dyblika załatwia się do kosza na śmieci, brrr, stojącego przy przystanku tramwajowym czy autobusowym ), padaczką alkoholową, pianą toczącą się z ust podczas napadu padaczki, psychozą, zaburzeniami świadomości. Rzeczywiście może odechcieć człowiekowi alkoholu po obejrzeniu tych scen.
      Aczkolwiek bijąca po głowie dosadność tych scen zostaje złagodzona (inaczej trudno byłoby znieść ten film ) czarnym humorem, zabawnymi dialogami (Która godzina? - pyta w autobusie pijaczyna (Lech Dybik) człowieka o twarzy, na której również mocne piętno odcisnął alkohol (gra go Henio Gołebiewski). Człowiek z autobusu odpowiada –„Szósta”. Pijaczyna dopytuje – „Ale szósta rano czy szósta wieczorem”? „Szósta po południu” – mówi facet , groteskowymi sytuacjami, których doświadcza główny bohater grany przez Roberta Więckiewicza (np. scena na krakowskim rynku, kiedy pijany pisarz usiłuje kopnąć w zadek lajkonika) oraz drugoplanowych bohaterów (Mającemu już dobrze w czubie młodemu zdolnemu i przystojnemu, dizanjersko ubranemu reżyserowi, który właśnie zasłynął jakimś głośnym filmem i znalazł się na eitarnym przyjęciu, chce mu się starsznie sikać, na sali jest jest tłum gości, cały czas ktoś coś od niego chce, albo stoi na drodze do upragnionej toalety, więc dotrzeć tam nie może; w końcu, ktoś niespodziewanie zaciąga go przed oblicze wielkiego amerykańskiego producenta, który może wiele dla niego zrobić; w tym momencie młody przystojny i pewny siebie reżyser popuszcza, mocz leje się nogawką, na twarzy producenta maluje się obrzydzenie i zdegustowanie ) oraz komicznym rysem wielu postaci drugiego planu.

      cdn.
      • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 16:39
        Obiecanych kilka słów o filmie „Pod Mocnym Aniołem” …

        /Przepraszam, że tak długo to trwało/

        Smarzowski nakręcił mocny film o alkoholizmie, jakiego jeszcze nie u nas nie było. Dosadnie pokazuje brzydką, odrażającą stronę alkoholizmu. Wiele scen epatuje naturalizmem, obrazami fizjologicznych objawów choroby alkoholowej – przepraszam – wszelkimi możliwymi ludzkimi wydzielinami krwią, rzygowinami (scena z księdzem (gra go Jacek Braciak), który w trakcie odprawiania pasterki wymiotuje pod ołtarzem na oczach tłumu – mocne), ekskrementami (na ekranie pojawia się obsrany , przepraszam za słowo , tyłek głównego bohatera, rozchwytywanego przez media pisarza, wielce zadowolonego z siebie w chwilach trzeźwości, w innej scenie bohater garny przez Lecha Dyblika załatwia się do kosza na śmieci, brrr, stojącego przy przystanku tramwajowym czy autobusowym ), padaczką alkoholową, pianą toczącą się z ust podczas napadu padaczki, psychozą, zaburzeniami świadomości. Rzeczywiście może odechcieć człowiekowi alkoholu po obejrzeniu tych scen.


        Aczkolwiek bijąca po głowie dosadność tych scen zostaje złagodzona (inaczej trudno byłoby znieść ten film ) czarnym humorem, zabawnymi dialogami (Która godzina? - pyta w autobusie pijaczyna (Lech Dybik) człowieka o twarzy, na której również mocne piętno odcisnął alkohol (gra go Henio Gołebiewski). Człowiek z autobusu odpowiada –„Szósta”. Pijaczyna dopytuje – „Ale szósta rano czy szósta wieczorem”? „Szósta po południu” – mówi facet , groteskowymi sytuacjami, których doświadcza główny bohater grany przez Roberta Więckiewicza (np. scena na krakowskim rynku, kiedy pijany pisarz usiłuje kopnąć w zadek lajkonika) oraz drugoplanowych bohaterów (Mającemu już dobrze w czubie młodemu zdolnemu i przystojnemu, dizanjersko ubranemu reżyserowi, który właśnie zasłynął jakimś głośnym filmem i znalazł się na eitarnym przyjęciu, chce mu się starsznie sikać, na sali jest jest tłum gości, cały czas ktoś coś od niego chce, albo stoi na drodze do upragnionej toalety, więc dotrzeć tam nie może; w końcu, ktoś niespodziewanie zaciąga go przed oblicze wielkiego amerykańskiego producenta, który może wiele dla niego zrobić; w tym momencie młody przystojny i pewny siebie reżyser popuszcza, mocz leje się nogawką, na twarzy producenta maluje się obrzydzenie i zdegustowanie ) oraz komicznym rysem wielu postaci drugiego planu.

        cdn.
        • siostra_bronte Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 16:43
          Dzięki, Barbasiu. Czekamy na ciąg dalszy :)
          • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:19
            Teraz muszę wyjść! :/
            Ale za półtorej godziny pojawi się ciąg dalszy, w trakcie skoków będę pisać,
            no i jednocześnie trzymać kciuki za naszych ;).

            • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:20
              pisać i trzymać kciuki jednocześnie ? toż to ekwilibrystyka stosowana będzie, Barbasiu ;]

              w sumie, jakbyśmy tak umieli pisać nogami, nie ? fajnie by było, można by na dwa kompy
              naparzać ;]
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:24
                Bo my kobiety mamy bardzo podzielaną uwagę. ;))


                Ha,ha ha,ha,ha! :)))))
                Szefom korporacji by się spodobał ten pomysł bardzo!

                Pa!
                Zaraz wracam!
                • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:43
                  no i macie tak jakoś... więcej palców ;]

                  haha, jakby ten pomysł przeszedł i zaczeliby ludzi wysyłać na kurs nauki pisania nogami, to
                  bym musiał uciekać z kraju przed tłumem dyszącym pragnieniem zemsty - bo prędzej czy później by się wydało, kto podsunął taki szatański koncept :]

                  jak w tym dowcipie :
                  - Kiedy wrócisz ?
                  - Wtedy, kiedy będę.
                  - Dobra, tylko nie później.

                  hehe.
                  • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 17:25
                    Taaak? A która tam ma tyle palców, hę? Mów mi tu szybko!

                    He,he,he! Owszem. O tym samym pomyślałam. :)

                    Fajny dowcip! :)

                    • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 12.02.14, 14:23
                      haha ;]
            • siostra_bronte Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:28
              Potrafisz stopniować napięcie :)
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 21:31
                Przepraszam, nie zamierzałam. ;)
        • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:15
          i ja czekam na pełną wersję, ale już mi się ten opis podoba, Barbasiu :] - i język, i materia.

          • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:22
            Ależ mnie zmotywowałeś / zmotywowaliście! :)))

            Ciąg dalszy nastąpi dziś jeszcze. Oczywiście nie musicie czytać dziś! ;)

            Na dwa fronty dziś działałam. Męczę się jeszcze z "Pod słońcem szatana" . ;)
            • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 17:45
              przeczytamy tak czy owak, więc : ty pisz, a nam zostaw resztę :]]

              o kurka, to dzisiaj ruszyłaś z prawdziwym impetem twórczym :]
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 19:08
                > o kurka, to dzisiaj ruszyłaś z prawdziwym impetem twórczym :]

                No właśnie! ;)
                Powiem Ci dlaczego:
                Raz dlatego,że w ubiegły tydzień był w miarę luźny na Forum i w ogóle, no i miałam wolną relaksująca sobotę tydzień wcześniej (a jednak relaks umysłowy jest absolutnie konieczny raz w tygodniu ;).

                Dwa, chciałam zakończyć bieżące wątki, by zasłużyć na mały, tygodniowy urlopik od tej środy do następnego czwartku (planowałam od poniedziałku, ale niestety moje grzebalnictwo udaremniło plany ). Zmęczonam mocno. Musze zregenerować neurony. ;)

                Dasz mi wolne, Ojcze Detektorze!?

                :)
                • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 11.02.14, 15:25
                  To może od czwartku!?? ;)
                • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 11.02.14, 17:32
                  w takim układzie, oby więcej takich tygodni Ci się przydarzalo, z korzyścią dla nas
                  wszystkich :]

                  aż tydzień ? nie da się jakoś skrócić ?
                  • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 12.02.14, 16:08
                    :))

                    Ale ja wpadnę do tu za kilka dni. Już to planuję. Nie mogłabym wytrzymać nie zajrzawszy do Was!
                    • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 13.02.14, 15:46
                      aaa, no to dobrze - w takim układzie mogę wydać przepustkę

                      Ojciec Detektor
                      ;]]

                      baw się dobrze, wracaj szybko :]
      • pepsic Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 18:25
        Szczerze powiedziawszy nie potrafię dopatrzyć sie przesłania filmu. Dzięki za ostrzeżenie, przeżyć nie zazdroszczę;)
        Ps. Telewizyjny spec od AA twierdził, ze reżyser Smarzowski mocno przesadził i nierealnie zintensyfikował, a w terapii szpitalnej pewne rzeczy sa po prostu niemożliwe.
        • siostra_bronte Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 18:42
          No właśnie, nurtuje mnie pytanie, czemu miało służyć tak naturalistyczne pokazanie picia, ze wszystkimi okropnymi szczegółami. Zniechęceniu do tego nałogu? Wątpliwe. Wzbudzeniu obrzydzenia do pijaków? Bądź co bądź alkoholizm to jednak choroba, którą się leczy. Czy aby te szczegóły nie przysłaniają ważniejszego i ciekawszego problemu: DLACZEGO ci ludzie piją? Wtedy z pewnością nie byłoby na ekranie już tak wesoło. Czy w filmie jest w ogóle o tym mowa?
          • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 20:49
            Czy aby te szczegóły nie przysłaniają ważniejszego i ci
            > ekawszego problemu: DLACZEGO ci ludzie piją?

            Owszem padają w filmie odpowiedzi:

            Piję, bo ojciec był zbyt surowy.
            Piję, bo matka była zbyt łagodna.
            Piję, bo wszyscy wkoło pili.
            Piję od kiedy Polak został papieżem,
            Piłem, kiedy Polska zwyciężała ipiłem, kiedy Polska przegrywała.


            i jeszcze / za książką /:
            Pili, bo pochodzili z rodzin pijackich, i pili, bo pochodzili z rodzin, w których od pokoleń nikt nigdy nie umoczył dzioba. Pili, bo Polska była pod moskiewskim jarzmem, i pili w euforii po wyzwoleniu. Pili, bo Polak został papieżem, i pili, bo Polak dostał Nobla, i pili, bo Polka dostała Nobla. Pili za zdrowie internowanych i piciem czcili pamięć zamordowanych. Pili, gdy byli sami, i pili, gdy ktokolwiek pojawił się obok nich.

            Jednym słowem powodów picia jest tysiące, właściwie każdy człowiek ma swój indywidualny powód. Ale powody picia nie są tu wcale ważne, istotne jest ukazanie potworności nałogu, błędnego koła, w które wpada człowiek ogarnięty nałogiem.


            IMO naturalistyczne pokazanie picia, miało służyć właśnie , jak piszesz, zniechęceniu do nadużywania alkoholu. Zaś ironiczny dystans (groteska, rys komiczny) do bohaterów służy ich ochronie przed degradacją, przed, właśnie, budzeniem u widza obrzydzenia.


            Wg. producenta przesłaniem filmu jest takie: "z alkoholem trzeba postępować rozsądnie, by nie przekroczyć pewnej niezauważalnej granicy, za którą może zacząć się poważny problem”.

            :)
          • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 21:00
            Piję, bo piję. Piję, bo lubię. Piję, bo się boję. Piję, bo jestem obciążony genetycznie. Wszyscy moi przodkowie pili. Pili moi pradziadowie i dziadowie, pił mój ojciec i piła moja matka. Nie mam ani sióstr, ani braci, ale jestem pewien: gdyby byli na świecie, wszystkie moje siostry by piły i wszyscy moi bracia również by pili. Piję, bo mam słaby charakter. Piję, bo coś mi się przestawiło w głowie. Piję, bo jestem zbyt spokojny i chcę się ożywić. Piję, bo jestem nerwowy i chcę ukoić nerwy. Piję, bo jestem smutny i chcę rozweselić duszę. Piję, kiedy jestem szczęśliwie zakochany. Piję, bo daremnie szukam miłości. Piję, bo jestem zbyt normalny i potrzebuję odrobiny szaleństwa. Piję, gdy coś mnie boli i chcę ukoić ból. Piję z tęsknoty za kimś. I piję z nadmiaru spełnienia, kiedy ktoś przy mnie jest. Piję, kiedy słucham Mozarta i kiedy czytam Leibniza. Piję z powodu cielesnego uniesienia i piję z powodu seksualnego głodu. Piję, kiedy wypijam pierwszy kieliszek, i piję, kiedy wypijam ostatni kieliszek, wtedy piję tym bardziej, ponieważ ostatniego kieliszka nie wypiłem nigdy.

            J.Pilch "Pod Mocnym Aniołem"
            • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 12.02.14, 14:22
              to jest KLASYK :]
          • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 14:24
            ja bym zaryzykował [nie oglądalem filmu], że nie służyło to niczemu konkretnemu. poza prawdą o samej naturze tego uwikłania; jesli ona sama, ta natura, jest tematem filmu, to wydaje mi się, że unikanie jej prawdziwego oblicza byłoby nie tylko błędem, ale i nieuczciwością ze strony reżysera. historia ludzka, komedia ludzka, ot co :]]
            • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 16:55
              O tak. Na pewno. Zgadzam się. Choć Smarzowski, sam o tym mówił w Polityce / pewnie też czytałeś ten wywiad/ chodziło mu też o to, by mocny budzący emocje obraz /lubię takie kino, dlatego lubię Smarzowskiego/ wywołał refleksje w narodzie , otworzył dyskusję nad (kolejną po korupcji pokazanej w "Drogówce" ) wadą narodową.

              :)
        • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 21:08
          > Ps. Telewizyjny spec od AA twierdził, ze reżyser Smarzowski mocno przesadził i
          > nierealnie zintensyfikował, a w terapii szpitalnej pewne rzeczy sa po prostu n
          > iemożliwe.

          Telewizyjny spec od AA zdaje się nie zrozumiał do końca filmu Smarzowskiego. Ale o tym później...
          Dzięki za komentarz. :)
          /O przesłaniu filmu niżej./
          • pepsic Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 22:40
            Z całym szacunkiem, ale spec na co dzień pracuje w klinice odwykowej, zatem ma większe pojęcie od widza.
            Życie byłoby zbyt proste, żeby zbyt naturalistyczny film Smarzowskiego załatwił problem alkoholików.
            • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 23:48
              Ależ ja nie zarzucam specowi braku fachowości w swojej profesji, tylko to, że nie zrozumiał filmu Smarzowskiego. Rzecz w tym, że Smarzowski nie pokazuje rzeczywistości (czytaj: rzeczywistości filmowej) . To o wiele bardziej wyrafinowana opowieść. Historia pokazana w filmie filtrowana jest przez umysł głównego bohatera, umysł alkoholika (który oczywiście pod wpływem alkoholu inaczej postrzega rzeczywistość, deformując ją), ale i, a może przede wszytskim umysł pisarza, którym jest główny bohater.

              Pisarz, alkoholik na oczach widza snuje opowieść, której wielkim (a może "wielkim") tematem jest alkoholizm. Rzeczywistość miesza się pisarską fantazją, pijackimi wizjami, prawda z fałszem. W pewnym momencie bohater grany przez Więckiewicza mówi do dziewczyny, w której jest zakochany (choć może ona też jest tylko jego fantazją), że nie pamięta już, która z wersji historii kierowcy tria jest prawdziwa, a którą wymyślił czy może zapożyczył z opowieści zupełnie innego pacjenta oddziału odwykowego. Pisarz mówi kilka razy powtarza kwestie innych bohaterów filmowych, których spotkał na odwyku, a którzy de facto okazują się tu być bohaterami jego opowieści. Wyolbrzymienia, hiperbole należą do podstawowego zestawu chwytów literackich.

              Tak więc zarzut, że Smarzowski "nierealnie zintensyfikował" , i że w filmie pokazuje oddział odwykowy niezgodnie z realiami jest całkowicie chybiony.




              > Życie byłoby zbyt proste, żeby zbyt naturalistyczny film Smarzowskiego załatwi
              > ł problem alkoholików.

              Oczywiście, masz rację.
              Aczkolwiek niektórzy wierzą w terapeutyczną moc literatury (pisania, czytania), kina.
              Jeśli film choć jednemu człowiekowi tkwiącemu w uzależnieniu film uświadomi w jakie g..no wpadł albo zaraz wpadnie, to będzie już wieki sukces.

              Dobrej nocy! :)

              Dziś już więcej nie dam rady napisać. Do jutra!

              :)
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 09.02.14, 23:50
                Tak więc zarzut, że Smarzowski "nierealnie zintensyfikował" pewne zjawiska , i że w filmie pokazuje oddział odwykowy niezgodnie z realiami jest całkowicie chybiony.
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. korekta 09.02.14, 23:52
                Rzecz w tym, że Smarzowski nie pokazuje rzeczywistości (czytaj: rzeczywistości filmowej) oddziału odwykowego.
              • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 14:32
                dziewczyna pisarza chce go ratować czy po prostu chce mu towarzyszyć ? co nią kieruje, wg Ciebie ? jakiego typu jest to relacja ?

                [czytałem w paru recenzjach, a i widze w Twojej wspomnienie o tej zabawie czasem, karuzeli powtarzających się miejsc i czynności, która otumania bohatera; brzmi zajmująco]

                ciekawe, że dzisiaj pijak uważany jest za "uzaleznionego", nie ? :]
                jeszcze nie tak całkiem dawno powiedzieć by można, że pijak to taki jest raczej... niezależny - ma za nic normy społeczne, gromy ciskane na niego przez otoczenie, złą opinię wśród ludzi... :]] no proszę, a dzisiaj jest to ofiara uzależnienia jednak. zmieniło się trochę. piętnowanie takie ma, zdaje się, służyć walce z nałogiem ? :]

                kawał dobrej roboty, Barbasiu, ciekawa recenzja i opisy. mam nadzieję, że jeszcze nas uraczysz tym i owym dotyczącym "Pod Mocnym..." ? a jak wypadła wyprawa sama w sobie ? inni kinomani nie siorbali Ci za uchem zbyt głośno ? :]

                • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 18:49
                  Ona (gra ją Julia Kijowska) jest jego " największą miłością życia". Właściwie nie wiadomo do końca, czy to prawdziwa relacja czy tylko fantazja pisarza o wielkiej miłości. Ona jest uroczą, młodą dziewczyną, studentką. Poznaje Jerzego w okolicznościach dość nieprzyjemnych dla niego, kiedy ten leży pijany w sztok pod bankomatem. Ona pomaga mu wstać i od razu wpada mu w oko.

                  Ona jest zafascynowana jego osobowością, elokwencją, erudycją pisarza.
                  Początkowo jego alkoholizm zdaje się nie robić na niej większego wrażenia.
                  Bawi ją, kiedy Jerzy opowiada jej rodzicom bez skrępowania w trakcie uroczystego obiadu, jak się poznali pod bankomatem. Zresztą on jej wmawia na początku, że kontroluje picie. Film zaczyna się takimi zdaniami: "Są tacy, którzy mogą pić i tacy, którzy nie mogą, a nawet nie powinni pić. Ja mogę" - mówi Jerzy. Po czym dziewczyna odpowiada pytaniem "Znaczy, kontrolują?". Na co Jerzy "Znaczy, ja kontroluję".
                  Tak się Jerzemu tylko wydaje. To błędne przekonanie towarzyszy wielu alkoholikom.

                  Potem Ona jest coraz bardziej przerażona jego piciem. Kiedy Jerzy wychodzi w finale po raz kolejny z oddziału odwykowego, Ona nie czeka na niego pod oddziałem, co z szyderstwem zauważa Anioł Jerzego...


                  Wspomnę o tym...



                  > ciekawe, że dzisiaj pijak uważany jest za "uzaleznionego", nie ? :]
                  > jeszcze nie tak całkiem dawno powiedzieć by można, że pijak to taki jest raczej
                  > ... niezależny -[...]

                  Hehehe! :)

                  ;)
                  Wyprawa była przyjemna, nie było wielkich tłumów. Świetnie się oglądało w takich warunkach film. Para siedząca obok mnie (dzieliło nas wolne krzesło) chrupała chipsy, ale bardzo dyskretnie, ufff.
                  • grek.grek Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 11.02.14, 17:15
                    dzięki, Barbasiu, za tak szeroki i zajmujący opis.

                    ciekawy jest ten wariant, że to tylko wyobrażenie bohatera.
                    w tej całej poetyce, w której zaciera się jawa ze snem - całkiem możliwe, nie ?
                    może cały ciąg dalszy jego relacji z nią dzieje się w jego głowie w tym jednym
                    momencie, gdy ona pomaga mu wstać ? [widziałem w zwiastunie telewizyjnym
                    scenę ich poznania się]

                    aaa, no to znaczy, że miałaś warunki komfortowe :]
                    kameralna atmosfera, widownia złożona z poważnych kinomanów, którzy przyszli
                    oglądać, a nie komentować, i ciamkają w granicach przyzwoitości... no ideał :]]
              • pani_lovett Re: "Pod Mocnym"-specAA i tworzenie literatury cd. 10.02.14, 17:06
                pani_lovett napisał(a):

                > Ależ ja nie zarzucam specowi braku fachowości w swojej profesji, tylko to, że n
                > ie zrozumiał filmu Smarzowskiego. Rzecz w tym, że Smarzowski nie pokazuje rzecz
                > ywistości (czytaj: rzeczywistości filmowej) . To o wiele bardziej wyrafinowana
                > opowieść. Historia pokazana w filmie filtrowana jest przez umysł głównego bohat
                > era, umysł alkoholika (który oczywiście pod wpływem alkoholu inaczej postrzega
                > rzeczywistość, deformując ją), ale i, a może przede wszytskim umysł pisarza, kt
                > órym jest główny bohater.
                >
                > Pisarz, alkoholik na oczach widza snuje opowieść, której wielkim (a może "wielk
                > im") tematem jest alkoholizm. Rzeczywistość miesza się pisarską fantazją, pijac
                > kimi wizjami, prawda z fałszem.

                KOREKTA:
                W pewnym momencie bohater grany przez Więckiewicza mówi do dziewczyny, w której jest zakochany (choć może ona też jest tylko jego fantazją), że nie pamięta już, która z wersji historii kierowcy tria jest prawdziwa, a którą wymyślił czy może zapożyczył z opowieści zupełnie innego pacjenta oddziału odwykowego. Pisarz kilka razy powtarza kwestie, które wypowiadali ludzie, spotkani na odwyku, a którzy de facto okazują się tu być bohaterami jego opowieści.


                i ciąg dalszy:
                Ludzie spotkani przez Jerzego na oddziale odwykowym są jednocześnie bohaterami jego opowieści m.in. z czasów dziecinnych i dają swoje twarze ludziom, których pisarz kiedyś znał z widzenia z opowieści:

                I tak doktor z oddziału odwykowego (gra go Andrzej Grabowski) daje swoją twarz wiecznie pijanemu doktorowi Granadzie, znanemu lekarzowi z Wisły, który leczył małego może 7-letniego Jureczka. Tu dwa śliczne dialogi - „Kaszle” – mówi lekarz. „Nie, on nie kaszle” – mówi stojąca obok łózka matka o małym Jureczku. „Ja kaszlę”- mówi doktor. „On będzie kaszlał za dwa dni”. W tym momencie matka zrozumiała, o co chodzi i pobiegła po kieliszek wódki dla doktora , lekarstwo na ów rzekomy kaszel.

                Doktor zbadawszy Jureczka pyta uśmiechając się pod wąsem: „Wolisz katoliczki czy ewangeliczki”? (motyw wyznania ewangelickiego pojawia się w całej twórczości Pilcha, który jak wiadomo jest ewangelikiem). Mały Jureczek odpowiada cienkim dziecięcym głosikiem: „Katoliczki”. Doktor śmieje się rubasznie.

                Policjant alkoholik, który trafił na oddział odwykowy (Marian Dziędziel) daje z kolei swoją twarz pradziadowi pisarza, który zastawił i przepił chałupę oraz konia. W opowiadanej historii z dramatycznym finałem pradziad podpala swoją chałupę i odcina łeb koniowi, by nie trafiły one w ręce tego, któremu winien jest pieniądze. Alkoholizm dziedziczony jest z pokolenia na pokolenie –mówi pisarz (i reżyser) - to kolejna z odpowiedzi na pytanie Bronte, dlaczego piją.

                Historia opowiedziana w filmie, nie jest, nie ma być skrupulatnym, dokumentalistycznym odtworzeniem realiów oddziału deliryków, ona dzieje się w umyśle Jerzego, pisarza i alkoholika, jest jego fantazją pisarską, która zasilana jest także przeżyciami doznawanymi w stanie upojenia.

                Ten film zatem to wyrafinowana wielowarstwowa opowieść także o tworzeniu literatury.
                • grek.grek Re: "Pod Mocnym"-specAA i tworzenie literatury cd 11.02.14, 17:37
                  Granada, rewelacyjne nazwisko :]

                  świetnie brzmią te sceny, które opisujesz tak barwnie i interesująco.
                  miałem chęć obejrzeć ten film, gdy tylko się o nim dowiedziałem, a dzięki Tobie
                  ta chęć podniesiona została do kwadratu :]

                  dzięki za tak wiele smaczkow i analiz, Barbasiu :]
                  czekaliśmy na Twoje impresje, doczekaliśmy się i bylo warto czekać... jak zawsze :]
                  • pani_lovett Re: "Pod Mocnym"-specAA i tworzenie literatury cd 12.02.14, 16:06
                    > Granada, rewelacyjne nazwisko :]
                    Copywright Jerzy Pilch.


                    W takim razie uśmiecham się od ucha do ucha z zadowolenia. Dziękuję, Greku za komplementy, choć ciągle jeszcze nie powiedziałam, nie napisałam ostatniego słowa ;).

                    A ja Wam, w szczególności Tobie, Pepsic, Bronte ,dziękuję za inspirujące do pisanie komentarze.
                    • grek.grek Re: "Pod Mocnym"-specAA i tworzenie literatury cd 13.02.14, 15:48
                      my będziemy inspirować, a Ty pisz :]
              • siostra_bronte Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 18:08
                A może to połączenie typowego dla Smarzowskiego naturalizmu z fantazją i hiperbolami nie do końca zagrało i widzowie mogą się czuć zagubieni? Uparcie szukam jakichś słabych punktów :)
                A w ogóle, to czy wszystko Ci się w tym filmie podobało?
                • pani_lovett Re: "Pod Mocnym Aniołem" cz. 1. 10.02.14, 18:55
                  siostra_bronte napisał(a):

                  > A może to połączenie typowego dla Smarzowskiego naturalizmu z fantazją i hiperb
                  > olami nie do końca zagrało i widzowie mogą się czuć zagubieni? Uparcie szukam j
                  > akichś słabych punktów :)

                  Ale dlaczego trzeba koniecznie doszukiwać się słabych punktów?
                  Zresztą zrobili to już ludzie, którym film się nie podobał. Bo i tacy są.

                  > A w ogóle, to czy wszystko Ci się w tym filmie podobało?

                  Może trochę ta efektowna forma, wielość postaci drugoplanowych, natłok i intensywność zdarzeń itd. wielowątkowość, wielopłaszczyznowość wytworzyła jakiś dystans do postaci głównego bohatera, Jerzego.
                  Pisze o tym także T. Sobolewski.
    • pani_lovett Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 20:23
      Brawo!
      • maniaczytania Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 20:43
        jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

        Przecudne to bylo, coz za emocje ;)
        • pani_lovett Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 20:50
          O tak! :)
          • siostra_bronte Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 21:26
            Brawo!!!!!
            • angazetka Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 21:49
              Też się cieszę i mam nadzieję, że to nie koniec :)))
              I taka telewizyjna uwaga, a raczej marzenie ściętej głowy - czy komentatorzy mogliby kiedyś się przymknąć? Choćby na czas dekoracji?
              • pppaaappp Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 22:22
                ja wiem, ze to tak po polsku zawsze się do czegos przyczepić, zwłaszcza na tym forum grupki sfrustrowanych grafomanów , ale dzis nie było dekoracji, będzie jutro. Dzis tylko wręczali kwiaty matole (matołko?!)
                • pani_lovett Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 22:58
                  pppaaappp napisała:

                  > ja wiem, ze to tak po polsku zawsze się do czegos przyczepić, zwłaszcza na tym
                  > forum grupki sfrustrowanych grafomanów , ale dzis nie było dekoracji, będzie ju
                  > tro. Dzis tylko wręczali kwiaty matole (matołko?!)

                  Ty nawet jednego zdania sklecisz poprawnie nie potrafisz, frustracie.
                  Wynooocha , chaaamie i buraku. Nie pokazuj się tu więcej.
                  • pepsic Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 09.02.14, 23:20
                    Pani Lovett, popieram Cie tym razem wbrew zasadom dobrego wychowania. Panie pppaaappp, wal sie:(
                  • grek.grek Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 10.02.14, 14:38
                    mam nadzieję, że szpic Twojego wirtualnego kozaka nie utkwił w... tym w co wcelowałaś ;]]

                    [ja bym optował za ignorowaniem albo usuwaniem. w wirtualu to są najlepsze metody :)]
                    • pani_lovett Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 10.02.14, 17:21
                      Hehehe! :))))))))

                      Przyszedł gołO doopę pokazał, prosił się o kopa , to dostał. Chyba to lubi, skoro tu ciągle gitarę zawraca.

                      Będę ignorować, przepraszam!
                      • grek.grek Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 15:35
                        sama widzisz [na załączonych obrazkach], że szkoda czasu na polemikę :]

                        sam fakt, że uznał za konieczne poinformować nas jak nas bardzo nie poważa, już
                        dowodzi jego słabości i kompromituje jego usiłowania.

                        olać go zlotym deszczem i gramy dalej swoje :]
                        • pani_lovett Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 16:41
                          Powstrzymuje się!
                          Choć mi niełatwo. ;)

                          Wyobrażasz sobie mieć takiego upierdliwego durnia za sąsiada?
                          • er.pa Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 17:21
                            A mnie się przypominają w takich sytuacjach historie z dzieciństwa, kiedy bawiłyśmy się w piaskownicy coś tam budując, a przychodził chłopak z sąsiedniego bloku, i rozdeptywał te babki z piasku dla samej satysfakcji zrobienia nam przykrości. Zadziwienie tym, że są osoby czerpiące przyjemności z robienia komuś przykrości idzie u mnie w parze ze smutkiem wynikającym ze świadomości tego, że rzeczywiście są.
                            • grek.grek Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 17:43
                              chamstwu trzeba się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom :]
                          • grek.grek Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 17:40
                            doceniam to :]

                            wiesz, w realu to by była krótka piłka [wiesz, co mam na myśli].
                            wirtualnie nie można zastosować środków bezpośredniego przymusu w stylu
                            Toma i Jerry'ego, więc najlepiej zwyczajnie pokazać faka i robić swoje :]
                            • pppaaappp Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 19:17

                              Tak, wiem, trenowaleś boks w Ludowych Zespolach Sportowych! Dzielny i silny! He, he /cytat/
                            • pani_lovett Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 11.02.14, 21:32
                              grek.grek napisał:

                              :)


                              > więc najlepiej zwyczajnie pokazać faka i robić swoje :]

                              Yes!

                              www.youtube.com/watch?v=o01j-pMJ_Dg


                  • pppaaappp Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 10.02.14, 14:40
                    he, he! (cyt. za Grek.grek).
                    • pani_lovett Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 10.02.14, 16:56
                      pppaaappp napisała:

                      > he, he! (cyt. za Grek.grek).

                      Wyp.......aj zboczeńcu!
                      • pppaaappp Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 10.02.14, 19:18
                        Wyp...laj zboczencu!!! Nie mogę... To z wami jest jeszcze gorzej...?? Stawiam na to, ze jestescie nauczycielami polskiego w gimnazjach! Te kompleksy, ta nieokielznana grafomania, odkrywanie tego co odkryte... I te wypracowania/opisy. Będę wpadać do was, poprawiacie humor po ciężkim dniu
                • angazetka Re: Złotooooooooooooo! dla Kamila Stocha w Soczi! 10.02.14, 15:57
                  Medale będą dziś, ale na podium stawali również wczoraj. Oglądaj uważniej zamiast obrażać.
    • grek.grek Berlinale'14 [2] 10.02.14, 15:45
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Droga+do+zatracenia-102554
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=17893
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2014-wojny-religijne-relacja/ppd7e
      • grek.grek Re: Berlinale'14 [2] 10.02.14, 15:59
        a to jeszcze dorzucę :
        www.rp.pl/artykul/9146,1085671-Kazdy-szmer-niemal-zabija.html
        esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=17889
        www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Sztuka+wojny+i+rozmowy-102533
        • pani_lovett Re: Berlinale'14 [2] 10.02.14, 17:15
          Dzięki, ze czuwasz i zbierasz linki!
          Będę czytać!

          :)
          • grek.grek Re: Berlinale'14 [2] 11.02.14, 15:35
            orajt :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka