Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 3 (vol. 41)

    • grek.grek "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 14.03.14, 16:36
      22:10 TVN

      nie wiem, czy widzieliście szwedzki oryginał ?
      swego czasu opisywałem, ale OFK obejrzenie samodzielnie, to inna bajka.

      generalnie, gdzies mi w tej szwedzkiej wersji brakowało wyrazistego suspensu, palących w jęzor
      przypraw i tego wszystkiego, co sprawia że film z jego atmosferą zostaje w powietrzu
      choćby na kilka godzin po obejrzeniu. Davidf Fincher to gośc, który co jak co, ale ma dryg do tworzenia znakomitych nastrojowo thrillerów, więc ostrzę sobie zęby na to, co się wydarzy. jesli on wziął ten scenariusz, to znaczy że zaświtała mu wizja, jak to pokazać, żeby było z przytupem. przynajmniej mam taką nadzieję, motywowaną jego filmografią.

      Ronney Mara, której zupełnie nie znam, versus Noomi Rapace - no to będzie intrygujące porównanie. Rapace stworzyła wizualnie i behawioralnie ekranową Lisbeth, ale gdzieś tam niepogłębioną. Mara ma trudne zadanie, bo musiałby dodać coś zupełnie nowego, mam nadzieję, że nie będzie to wyłącznie golizna, chociaż sama w sobie golizna jest absolutnie pożądana ;]

      Daniel Craig już teraz wydaje mi się rewelacyjnie dobrany do roli Blomqvista.

      wielką szansą dla tej wersji jest tzw. ilustracja muzyczna.
      w oryginale muzyka, z tego co pamiętam, jakoś się nie przebiła i nie pomogła stworzyć świata, który byłby duszący, groźny, ciężki, spowity jakąś mgłą tajemnicy.

      skaczemy ? ;]

      ofk, Barbasia już skoczyła do kina i ma seans za sobą :]

      Barbasiu, bisujesz dziś ?

      • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 14.03.14, 17:06
        Dlaczego tak późno?! Kończy się po 1.00. Nie dam rady obejrzeć do końca. Aż tak zdeterminowana nie jestem. Zastanawiam się, czy jest sens zobaczyć tylko część filmu.
        • maniaczytania Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 14.03.14, 17:42
          linkow nigdy za duzo ;) , wiec podrzucam kolejny raz swoje wrazenia z filmu - nie moglam sie doczekac, zeby isc do kina!, chociaz ksiazka zachwycona mocno nie bylam.

          Zachecam wielce, w jednej z rol - niewielkiej moze - Robin Wright, ktora bardzo lubie. I nie przegapcie czolowki!!!
          • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 13:49
            czołówka rzeczywiście świetna, dzięki za zwrócenie uwagi - siedziałem i pilnie czekałem od pierwszej sekundy :]

            własnie, ja trochę odczułem cięzar tych 2,5 godzin [& reklamy, hehe]. a to dlatego, że US vers. właściwie idzie po linii oiginal vers. i jest do niej scenograficznie bardzo podobna. scena po scenie - niemal tak samo. są tyllko drobne róznice.

            na plus oryginału - np. cała narracja dotycząca śledztwa jakie Mikael przeprowadza na materiale dowodowym, czyli na fotkach, zapiskach, cytatach biblijnych, także z pomocą szefa policji miejscowej który przed laty badał zabójstwa kobiet. szwedzka wersja jest tutaj lepsza, chociaż także nie nakręca suspensu w sposób szczególnie wybitny.
        • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 13:37
          i jak ostatecznie zdecydowałaś ?

          po obejrzeniu, doszedłem do wniosku, że gdybym mógł cofnąć czas : wolałbym najpierw obejrzeć wersję Finchera, a potem dopiero oryginał, bo są do siebie podobne zawartością, Fincher nie poszedł w "upiększanie" i nie dołożył czegoś zaskakującego, ale Daniel Craig & muzyka & zdjęcia sprawiają, że american product jakoś wydaje mi się atrakcyjniejszy filmowo, i w takim ujęciu problemem jest to, że w warstwie fabularnej byłem już zorientowany po obejrzeniu wcześniej szwedzkiego pierwowzoru, skutkiem czego atrakcyjniejsza wersja okazała się nią tylko w porównaniu. niestety, David Fincher nakręcił film dla amerykańskiej widowni, która zapewne "Millenium" nie kojarzyła. dla pozostałych, najciekawsze może być porównywanie obsady fincherowskiej ze szwedzką. gros scen aranżowanych jest dośc podobnie, zabrakło Fincherowi śmiałości, by poprawić oryginał [powieściowy/filmowy]. nie ofk pod względem fabularnym, ale w zakresie aranżacji, szczegółów scenograficznych czy intensyfikacji relacji między bohaterami. osobowości bohaterów też nie zostają specjalnie pogłębione, aczkolwiek tego, to bym się spodziewał już tylko w ostateczności ;]

          Rooney Mara nie jest lepszą Lisbeth Salander od Noomi Rapace, jej ekspresja wydała mi się wtórną.
          • pani_lovett Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 15:52
            >Rooney Mara nie jest lepszą Lisbeth Salander od Noomi Rapace, jej ekspresja wydała mi się wtórną.

            Postać Lisabeth narysowana jest tak wyrazista kreską, że, imo, trudno tę postać inaczej zbudować. Siłą rzeczy Rooney Mara musi być wtórna.


            PS
            Ożeż , ale zajęty tydzień minął.
            Wczoraj nie odzywałam się, ale wieczorem, kiedy przeczytałam już wszytstkie nieprzeczytane posty i zbierałam się do odpisywania przydarzyła się mała awaria domowej sieci. Nie wiem, czy awarię usunięto jeszcze wczoraj, bo zasnęłam w trakcie oglądania "Dziewczyny z tatuażem". Dziś na szczęście wszystko działa od rana. :)
            • pani_lovett Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 15:57
              Dobrze, że nie wypadała gorzej od swej poprzedniczki.
            • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 17:12
              co prawda, to prawda :]

              no właśnie zauważyłem, że nam trochę zniknęłaś z radarów w ostatnich dniach :]
              • pani_lovett Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 16.03.14, 15:03
                :)

                Troszkę. Ale nie myśl sobie mam Cię, ma Was cały czas na oku.
                • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 16.03.14, 15:42
                  zawsze to jakaś skromna pociecha na czas Twojej nieobecności :]
                  • pani_lovett OT 16.03.14, 16:06
                    O! :}}}

                    www.strongchurch.org/wp-content/uploads/2013/02/Petting-cat.jpg
                    • grek.grek Re: OT 17.03.14, 15:19
                      haha :]
                      klasyk !
                      • pani_lovett Re: OT 17.03.14, 16:16
                        :)
                      • pepsic Re: OT 17.03.14, 21:32
                        Greku zauważyłeś, to jest męska dłoń. B. powinna sie wytłumaczyć;)
                        • grek.grek Re: OT 18.03.14, 13:38
                          ;]
                        • pani_lovett Re: OT 18.03.14, 16:27
                          pepsic napisała:

                          > Greku zauważyłeś, to jest męska dłoń. B. powinna sie wytłumaczyć;)

                          Hehehehe! :)))

                          Co za sokoli wzrok, Pepsic!? ;)

                          Nie potrafiłam tam podłożyć mojej drobnej, damskiej rączki, choć wierz mi chciałam! ;)
      • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 12:28
        Jednak obejrzałam :)

        No i mam mieszane uczucia. Film jest znakomicie zrealizowany. Zdjęcia, montaż, klimatyczna muzyka Renzora - wszystko na wysokim poziomie. Świetna, "bondowska" czołówka (dzięki, Maniu za zwrócenie uwagi). Także Craig i Mara wypadli bardzo przekonująco.

        Ale... sama kryminalna intryga była jakoś mało wciągająca. W sumie było mi obojętne kto z rodziny stał za zniknięciem Harriet (zresztą i tak nie mogłam się połapać w rodzinnych koneksjach). Nie wiem czy to kwestia cięć z obszernej książkowej fabuły, czy z tej historii po prostu nie dało się więcej wycisnąć. Oczekiwałam więcej emocji, więcej napięcia. W sumie lekkie rozczarowanie.

        Przy okazji, ciekawostka. Okazuje się, że Rooney Mara to siostra Kate, która gra Zoe w "House of cards", a ostatnio przemknęła w "127 godzinach" jako jedna z dwóch turystek (ta której wpadł w oko Aron).



        • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 14:03
          zgadzam się z Tobą, Siostro.

          fabuła jest dobra, ale nie wybitna.
          w pewnym momencie przyszło mi do głowy porównanie z "Purpurowymi rzekami" i aż się przetraszyłem ;], tym bardziej że w tamtej opowieści jakby więcej było niesamowitości, może naweet balansujących na krawędzi kiczu, ale jednocześnie thrillerowi dodających rumieńców.

          myslę, że oryginał jakby lepiej precyzuje i wyjaśnia, kto z kim, skąd i dlaczego. amerykańska werrsja jest mniej klarowna pod tym względem. brakowalo mi trochę mocnego akcentowania kolejnych odkryć jaki czynią Mikael i Lisbeth. raz wydawało mi sie, że jest to prawie-prawie, kiedy Mikael odkrywa na zdjęciach, że Harriet COŚ zobaczyła na ulicy, co napełniło ją mimowolnym lękiem - w momencie, gdy dociera to do niego, kamera cofa się do góry i widać ujęcie całego pokoju i Mikaela przed kompem, w takim efektownym przyciemnionym świetle. to było dobre, ale to był jeden raz. innymi zdobyczami, para śledczych dzieli się jakoś tak mniej namiętnie, ewentualnie nie jest to należycie dograne i sfilmowane w dostatecznie sugestywny sposób. chwilami wydawało mi się, ze David Fincher jakby się obawiał użycia środków mniej wyrafinowanych, ale za to dodających filmowi tej upragnionej szczypty efekciarstw [która przecież w małej, dobrze zlokalizowanej dawce wcale nie umniejsza filmowi, a wprost przeciwnie, jak mi się wydaje].

          • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 14:50
            Tak, dobrze to ująłeś. To śledztwo jest pokazane mało wyraziście, brak tu narastającego napięcia, zwrotów akcji (takich jak ta scena ze zdjęciami, którą opisałeś). Koneksje rodzinne wyjaśnione zbyt szybko i pobieżnie. Kiedy w filmie pojawiało się np. imię Martin, to nie miałam pojęcia o kogo chodzi :) I masz rację z tym "mało namiętnym", hehe, dzieleniem się informacjami przez dwójkę bohaterów. W efekcie historia jakoś mało angażuje.
            • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 17:16
              wiesz, mnie się momentami wydawało, że nawet sami bohaterowie jakby nie do końca są przejęci śledztwem, które prowadzą. zwłaszcza Lisbeth Salander, gdzieś bardziej zorientowana na swoje osobiste sprawy. ale może to tylko takie wrażenie. miałaś coś podobnego ?
              • grek.grek Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 15.03.14, 17:52
                do nowalijek w stosunku do wersji szwedzkiej : pocięty kot [to akurat było bardzo niefajne], scena szycie Blomkvista przez Lisbeth, a także - to było naprawdę dobre - scena w której Martin podaje podwieszonemu i skrępowanemu w gorsecie naszyjnym Blomkvistowi... szklankę z drinkiem :] "wylałeś drinka", powiada i podaje mu, co jest o tyle zabawne, że Blomkvist "wylał" tego drinka w następstwie oberwania w łeb, które pozbawiło go przytomności.

                może trochę... własnie takiego czarnego humoru w tym zabrakło ? trochę więcej ponad tę jedną sytuację ? jak sądzicie, Siostro, Barbasiu, Czcigodni ?
              • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 16.03.14, 13:42
                Zgadza się. Lisbeth generalnie nie okazuje większych emocji i to się odbija na temperaturze całego śledztwa.
                • maniaczytania Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 16.03.14, 13:58
                  ale ona nie pokazuje emocji z zalozenia - nie pamietam, czy to tylko czytelnicy, czy gdzies indziej o tym czytalam - ona ma zaburzenia - zespol Aspergera zdaje sie.
                  • siostra_bronte Re: "Dziewczyna z tatuażem" [w TVN] 16.03.14, 14:30
                    Tak, wiem, ale efekt jest taki, że śledztwo jest średnio emocjonujące.
    • grek.grek The Following 4 odc. 16.03.14, 12:47
      Weszliście w to, czy jeszcze się wahacie ? ;]

      Jeśli się ciągle wahacie, a wierzę że tak jest :]], to podtrzymam wątek krótkim streszczeniem 4 odcinka.

      www.youtube.com/watch?v=vBB6HenfPZM
      3 odcinek wprowadził dwie nowe postaci i stały się one istotne własnie teraz. Pierwsza była Maggie Kester, żona Ricka Kestera, killera latającego w masce E.A Poego. Po śmierci męża, którego zastrzelił agent Hardy, Maggie Kester jakimś trafem wydostała się na wolność, mimo że FBI dostało informację, że to Maggie stała za porwaniem syna Claire przez bandę pomagierów Joe Carrolla.

      Maggie dociera do Jenny Hardy, siostry naszego agenta, Ryana. Bierze ją jako zakładniczkę, a potem dzwoni do agenta, informując go, że chętnie zamieni ją na niego. Hardy jest dobrym bratem, jego siostra to dla niego postać niezwykle istotna, ostatnia z rodziny. Jak się dowiadujemy, agent stracił wszystkich : matka na białaczkę, ojciec policjant w akcji, brat gdziestam jescze. Wszyscy zmarli.

      Zatem, Hardy bezzwłocznie i, zgodnie z instrukcjami Maggie, nic nie mówiąc reszcie agentów, jedzie do restauracji, którą prowadzi jego siostra, gdzie Maggie się z nią zamknęła. Nie jest sam. Przyłącza się do niego ten młody policjant, szukający z nim kontaktu, Mike Jakiśtam. Hardy najpierw chce jechać sam, ale kiedy dowiaduje się, ze chłopak usłyszawszy imię "Jenny", jakie Hardy wypowiadał w rozmowie przez telefon domyśli się, że musi chodzić o coś ważnego - bierze go ze sobą. Nadal jednak nie daje się sprowokować do rozmowy na osobiste tematy. Hardy poleca Mike'owi wejśc do budynku przez jakieś boczne drzwi, sam idzie głównymi.

      Ciekawe, że kiedy Hardy sugeruje Mike'owi, że za pomoc mu w tej akcji poza procedurami MIke może beknąć, a nawet zostać zawieszonym - Mike odpowiada lekko, że po akcji z 3 odcinka, w której zginął agent Riley : już dowodząca agentka Parker podejrzewa go o szok bojowy, więc pal licho, nic mu nie zrobią.

      Na miejscu Maggie [określana przez Joe carrolla, ktorego ofk Hardy odwiedził w puszce (pielgrzymują tam do niego jak pątnicy), jako "jego wyjątkowo bystry nabytek"] rzeczywiście trzyma siostrę agenta. Błądzącego po ciemaku w budynku agenta Maggie ogłusza, a kiedy Hardy budzi się - jest przywiązany do stołu. Jenny bynajmniej nie zostaje uwolniona. Plan Maggie Kester jest taki, że zabije agenta, a jego siostra będzie widownią, zaś później sama zostanie wysłana do krainy wiecznych łowów. Tak to jest, jak się wierzy wariatom z nożami ;]

      Hardy próbuje odwieść Maggie od zamiaru, sugerując że Joe Carroll, jest morderczy guru i szef zza krat, będzie się gniewał jesli zabije ona agenta, który ma przecież tak istotną rolę odegrać w jego planie. Ale Maggie powiada "działam teraz poza planem JOe'ego". Śmierć agenta ma byc specjalna. Hardy, po pamiętnej akcji przeciw Carrollowi sprzed lat, ma wszeczepiony rozrusznik serca. Maggie chce zaburzyć pole elektromagnetyczne tego sprzętu i po prostu zabić agenta za pomocą awarii. Przywiązuje mu do piersi telefony komórkowe, o ile dobrze zauważyłem. I zdaje się dzwonki telefonów mają spowodować śmierć.

      Niedoczekanie. Do akcji wkracza młody Mike i kładzie Maggie strzałem z pistoletu.

      W drugim segmencie jest trójka porywaczy przetrzymująca syna Claire, eks-żony Carrolla, która zdradziła go swego czasu z Hardym, wówczas prowadzącym śledztwo z okazji morderstw studentek stylizowanych na zabójstwa z opowiadań E.A Poego, podczas którego Hardy zaprzyjaźnił się z Joe'em Carrollem, ekspertem od Poe'ego. Później się okazało, że Carroll jest tym mordercą, ale w międzyczasie sporo się zdarzyło w tym trójkącie. Wracają te zdarzenia w retrospekcjach. Carroll nigdy nie wybaczył żonie zdrady, a agentowi, że żonę mu uwiódł i że go złapał, mimo że się zakumplowali.

      Porywacze tworzą osobliwy trójkąt. Hersztem jest dziewczynka cherubinka, bezwzględna jak stado piratów, Emma Hill. POmagają jej Jacob i Paul. Wszyscy zapatrzeni w guru Carrolla. Jacob i Paul przez 3 lata udawali gejów, mieeszkając po sąsiedzku z Claire i zdobywając jej zaufanie, czekając na sygnał od Carrolla, aby zacząć akcję.

      Po porwaniu, fikcja gejowskiego związku ustąpiła rzeczywistości, w której Jacob jest chłopakiejm Emmy, a Paul czuje się zdradzony, bo zdązył zakochac się w Jacobie.

      Między Emmą, a Paulem dochodzi do kolejnych spięc, aż wreszcie Paul decyduje się na sprytny manewr. Opuszcza dom, w którym cała trójka przetrzymuje chłopca [mały myśli, że to zabawa, a matka o wszystkim wie, w końcu Paul i Jacob to para sąsiadów, a Emma, to jego opiekunka od roku]. Kiedy Emma i Jacob niepokoją się, że Paula złapie policja, a potem zwali im się tutaj na głowę - Paul realizuje chytry plan.

      W jednym z marketów zaskarbia sobie sympatię niejakiej Megan. Potem wali ją w łeb i przywozi do domu. Emma nie ma pojęcia, po cholerę ta pannica ? Paul na to, ze skoro jej tutaj nie chcą, to... niech ją Jacob zabije. Emma to prawdziwa królowa piratów, więc lekkim tonem każde Jacobowi Megan odciąć od tlenu.

      I tutaj się zaczyna problem. Bo Jacob... miętki jest. Nie umie zabijać. NIe umie, ale nigdy się z tym przed Emmą nie zdradził. Przeciwnie, naopowiadał, że ma już na koncie morderstwo. Dlatego został do całej bandy przyjęty. Prawdę wyznał tylko Carrollowi, ale ten potraktował go z ojcowską wyrozumiałością - docenił jego chęć uczestnictwa w planie, oddanie, a dziewictwo jako killer... no cóż, "To kwestia dojrzałości, w końcu to zrobisz, kiedy będziesz gotowy", tłumaczy mu w retrospekcji JOe z troskliwym uśmiechem.

      Emma jednak nic nie wiedziała. I Paul chce wbić klin między Emmę, a Jacoba prowokując sytuację, w której Jacob może się zdradzić ze swoją nieporadnością.

      I rzeczywiście, Jacob nie może zabić Megan. Deliberuje, deliberuje, Megan - związana - prosi go, błaga, żeby np. zabrał ją do pobliskiego lasu, puścił wolno, a reszcie powiedział, że ją zabił i zrzucił do wąwozu. Jacob zastanawia się długo, aż wreszcie po prostu ją rozwiązuje i każe uciekać.

      Rzecz w tym, że Megan musi wyjśc z piwnicy na górę, a z góry przez drzwi i dopiero może uciekać. Nie udaje się jej. Maggie zauważa, że dziewczyna ucieka i razem z Paulem ją ściga. Po krótkiej makabrycznej zabawie w kotka i myszkę w zabudowaniach okołodomowych, Megan znów wpada im w ręce.

      I wtedy już nie ma wyjścia, Paul triumfalnie oznajmia Maggie, że Jacob kłamał, nigdy nie zabił nikogo. Emma jest głęboko rozczarowana. Jej uczucie do Jacoba jakby osłabło o połowę. Megan znów ląduje w piwnicy, Jacob dostaje zadanie przełamania się, a Paul i Emma... lądują razem pod prysznicem. "Nie będzie żadnego seksu, nie panikuj", powiada Emma do Paula, ale zaraz go całuje w usta. Widac, królowa piratów swoje uczucia lokuje w tych, których widok krwi mniej rusza ;] Kiedy w łazience pojawia się Jacob, Emma i Paul zapraszają go do siebie. Nie wiadomo, czy Jacob zabił Megan - ujęcie urywa się, kiedy on na nią patrzy w tej piwnicy.

      Trójkąt zaczyna się zgrywać, czy to tylko pozory, bo zarówno Emma jak i Paul chcą Jacoba tylko dla siebie ? A może w ogóle zaczną kombinować jak by tu się słabego ogniwa pozbyć ?

      Najlepsze zaś jest to, ze młody policjant Mike, a nawet dowodząca całą akcją agentka Parker, wydają się być podejrzanymi. Kto wie, czy nie są oni również sojusznikami Carrolla. I kto wie, jaką mają role do odegrania w dalszej fazie. Maggie Kester wyglądała na płotkę, a cała ta akcja, w której Mike przyłącza się do Hardy'ego i ignorując szefostwo w osobie agentki Parker - prowokuje powyższe pytanie. Mike wyraźnie chce się zaprzyjaźnić z oschłym i zdystansowanym Hardym. Po co ? Ot, własnie :] Albo dlatego, ze go podziwia, albo dlatego, że jest kretem Carrolla i działa według jego wytycznych. Z tego pkt widzenia, zabójstwo Maggie byłoby częścią planu, a Maggie i Mike działaliby według jednego planu Carrolla, ale tylko Mike wiedziałby co nastąpi, zaś Maggie byłaby zwykłym pionkiem, ktorego Carroll bez problemu poświęca. Hardy ma dług wobec Mi
      • pani_lovett Re: The Following 4 odc. 18.03.14, 16:23
        Czytałam wczoraj do poduszki. ;)
        Tylko dla Twoich opisów. Serial bez rewelacji.
        • grek.grek Re: The Following 4 odc. 18.03.14, 16:40
          dzięki :]]

          ja się wstępnie wciągnąłem, podejrzewam że będzie coraz lepszy.
          • pani_lovett Re: The Following 4 odc. 18.03.14, 17:19
            Optymista. ;)
            • grek.grek Re: The Following 4 odc. 19.03.14, 13:48
              hehe ;]
              może realista ?
              w oglądzie i rytmie oglądania "Following" naprawdę prezentuje się nieźle.
              • pani_lovett Re: The Following 4 odc. /"Homeland" i T. Stańko 23.03.14, 14:19
                OK. Będę czytać, jak zechcesz napisać.

                Otóż dowiedziałam się dziś z DDTVN, którego gościem (aż 10 minut) był Tomasz Stańko, że w "Homeland" wykorzystano utwór, który kiedyś nagrał.

                www.youtube.com/watch?v=pqWth2UvXp8
                Teraz trochę żałuję, że odpuściłam "Homeland". Ale w poprzednim sezonie tyle było seriali, że nie miałam już sił i chęci na wchłonięcie kolejnego. ;)
                • grek.grek Re: The Following 4 odc. /"Homeland" i T. Stańko 23.03.14, 14:57
                  no pewnie, że będę pisał :]
                  obejrzałem 5 odcinek i jutro napiszę parę zdań a'propos.

                  popatrz na to od strony szklanki do połowy pełnej :]
                  "Homeland" dopiero przed Tobą.
                  a myślę, że lepiej coś mieć przed, niż za sobą :]

                  wszystkie odcinki są na tej stronie na literę Z :]

                  świetny kawałek, rewelacja.
                  nie wiem, czy bardziej lubię Stańkę jako muzyka czy jako człowieka.
                  ale to wybór z kategorii : które "bardzo" jest bardziejsze :]


    • grek.grek "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebours 16.03.14, 13:24
      Film z cyklu "porady wychowawcze na małym ekranie".

      Uczeń szkoły średniej, Justin, ma co trzeba by wg mieszczańskich wzorców uchodzić za ideał : odnosi sukcesy jako sportowiec-pływak, ma udanego rodzinę, brata, porządną dziewczynę, grono przyjaciół, jest lubiany w szkole i dobrze się uczy. Któregoś dnia odkrywa istnienie pornografii w internecie. No i się zaczyna. Justin surfuje na stronach z golizną i z czasem zaczyna się od tego sypać jego poukładane życie.

      Oglądałem to z niekłamanym rozbawieniem. Raz, ze film wyraźnie... "interwencyjny", a więc traktujący postaci nie jak ludzi, a jak problemy i wzorcowe reakcje na nie.

      Jak wygląda upadek Justina ?
      proszę bardzo.

      Zaczyna się od tego, że jego mamuśka wstaje nocą i widzi jak 16-letni chłopak ogląda gołe baby w sieci. Mama jest w szoku cięzkim. Rozumiecie - szok z powodu tego, ze 16-latek interesuje się golizną kobiecą :]] Jakby ogladał gołych chłopaków, no to by można zrozumieć jakieś jej przerażenie ;] Ale zdrowy chłopak oglądający zdrowe dziewczyny ??

      Justin ma wizje, w których dziewczyny oglądane w sieci kąpią sie z nim w basenie, jak idzie korytarzem szkolnym, to wszedzie widzi tylko biusty i pępki dziewczyn itd. Że niby porno rzuca mu się na mózg, chociaż i bez porno mając 16 lat wszedzie widzi się dziewczyńskie pępki i biusty. Tak działa natura i z tym się nie polemizuje :] Powiem więcej, facet to taka zabawka, że w wieku 90 lat też widzi wszędzie pepki i biusty i przeklina Boga, ze chęci dał, a możliwości już poskąpił ;]]

      No nic. Matka alarmuje ojca. Ojciec próbuje racjonalnie to rozebrać. Ale matka nie popuszcza. Motywuje ją przykład koleżanki z pracy - rozeszła się z mężem, bo on siedział po nocach i oglądał porno. "Siedział i oglądal, chociaż mógł mieć to na żywo ze mną !", żali się. Uwierzcie mi na słowo, NIE MÓGŁ mieć "TEGO" na żywo z nią :] Mógł mieć najwyżej smutne potwierdzenie, że lepiej na monitorze oglądać niż takie "na żywo" konsumować ;] MOże gdyby pani ta zaproponowała męzowi, że poogląda z nim... Ale nie wpadła na to.

      Matka Justina zaczyna syna normalnie prześladować. Najpierw ostrożnie, a potem coraz namolniej. Ma powód taki, że ciekawski młodszy syn znajduje jakąs płytę CD z gołymi biustami należącą do Justina. Mamuśka przystępuje więc do totalnej inwigilacji : grzebie w rzeczach Justina, sprawdza pliki na jego kompie, instaluje [ z pomocą instrukcji] jakieś zabezpieczenia na jego komputerze, a potem - kiedy nic już nie działa - przeprowadza komputer do głównego pokoju, tak żeby Justin korzystał z niego w obecności całej rodziny :}]

      Justin próbuje namówić na seks swoją dziewczynę, ale ona chce miec "swieczki, Barry'ego White'a i niepowtarzalny nastrój". Justin zaś ma hormony i nie chce czekać. Poznaje nieco starszą koleżanką, która nie potrzebuje "nastroju". W internecie ma ona swoją stronę, na której udostępnia własne fotografie - zero pornografii, wszystko w ubraniu, ale za to z ekspozycją drugorzędnych cech płciowych. I Justin się jej podoba. A ona jemu.

      Mając szlaban na pornografię w chacie - Justin znajduje inne sposoby. A to zgrywa płyty na kompie u kolegi w domu, a to ściąga w szkolnej bibliotece... za chwilę koledzy uznają go za "zboczeńca", a w bibliotece go nakrywają nauczyciele. Obniża swój poziom w nauce i na basenie już też nie wygrywa, co stawia pod znakiem zapytania jego stypendium uniwerysteckie. Ofk, Justin kłamie jak najęty - idzie poszukiwać porno, a mowi, że idzie się uczyć itd. Matka to sprawdza, no i jest chryja.

      POziom ostatecznej klęski osiąga, kiedy umawia się z tą koleżanką bezpruderyjną [ale nie wulgarną, bardzo sympatyczną i przyjemną dziewczyną, tyle że nie traktującą seksu jako jakiegoś superdeseru, który nalezy jeść raz na dziesiąć lat i to drążcą ręką], ale już w jej domu i na łózku nagle dociera do niego, że nie chce zdradzić swojej pruderyjnej dziewczyny. Zostawia więc temat w połowie drogi i ucieka. Bezpruderyjna czuje się upokorzona. Nabija sobie sama pare guzów i twierdzi, ze to Justin ją pobił. KOledzy od "zboczeńca" znajdują Justina i leją go solidnie. Sfatygowany Justin jakimś tajnym wejściem przez dziurę w oknie, dostaje się nocą na szkolny basen i rzuca się do wody. Chyba nie umiera - tak się wydaje w scenie, która otwiera film. Kiedy ta sama scena film kończy, na zasadzie klamry - Justin zaczyna niesmiało przebierać rękoma, co by sugerowało, że ma wolę wydostania się z "bagna", w które popadł.

      Zabawne - od pierwszego momentu "nałogu" Justina widać, jak matka, a później rodzina i otoczenie wpędzają go w poczucie winy. Żadne tam porno. POrno dlatego powoduje w nim poczucie winy, bo wszyscy dookoła potepiają to porno i jego oglądającego porno. Piekłem są inni, jak mawiał klasyk.

      Matka nie rozmawia z nim. Ojciec szybko staje się instrumentem w rękach matki. KOledzy nie oglądają porno. Dziewczyna zaś seks uważa za jakies wydarzenie rangi lądowania na Księżycu. A Justin ma zdrowe popędy. Jak ma je realizować, jak nie z poomocą pornografii i wyzwolonej koleżanki ?

      Gdyby nie histeria matki, to Justin oglądałby sobie gołe baby w swoim pokoju i byłoby spoko oko. Matka zmusza go jednak, żeby wyszedł z tym w teren. A w terenie wpadka goni wpadkę. Justin pada ofiara świętoszkowatości i hipokryzji otoczenia, a nie własnej zdrowej seksualności.

      Ten film powinno się pokazywac jako przykład rodzicielskiej nieudolności, pedagogicznej niechlujności i kompletnego braku wyczucia sytuacji. Powiedzcie mi, jak można doznać szoku z powodu tego, że 16-letni chłopak ogląda gołe baby ? :} On jest normalny, matka jest zwichrowana i powinna się udac do specjalisty seksuologa, ktory by jej przepisał jakies tabletki na nerwicę i dał przepustkę na terapię, żeby mogła swoje kompleksy wyleczyć :]

      No i jeszcze koledzy. Nazywaja go "zboczeńcem", bo sami porno nie oglądają ;]] Kto w to uwierzy. Tylko Jankesi mogli nakręcić takiego bubla. Filmy potepiajace porno, a w Kalifornii biznes pornograficzny na 15 miliardów dolarów rocznie. Ot i cała Hameryka.

      Ale Hameryka jaka jest, każdy wie. Co jednak z Polską ? Dlaczego TVP pokazuje taką opowiastkę ? Co chce przekazać w tym misyjnym programie ?

      I żeby to jeszcze było prawdziwe porno ;] A to same akty, same gołe zdjęcia, same jakieś niewinne dup.erele.

      Jesli do tiwi trafiają filmy pokazujące fatalne wychowawcze wzorce jako zachowania właściwe, to HOuston, mamy problem :}

      • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 14:42
        Rzeczywiście, koszmarek filmowy nachlanie umoralniający, który, wbrew intencjom, jest antyinstruktarzem wychowawczym dla rodziców. Choć być może nie tyle chodziło o poradę wychowawczą dla rodziców, ile o ostrzeżenie samej młodzieży przed upadkiem, jaki niechybnie niesie oglądanie pornografii w internecie. ;)

        Aczkolwiek łatwo dostępna i zalewająca internet pornografia zaczyna stanowić problem, zwłaszcza wśród młodzieży, donoszą o tym pedagodzy.


        Motywuje ją przykład koleżanki z pracy - rozeszła się z mężem, b
        > o on siedział po nocach i oglądał porno. "Siedział i oglądal, chociaż mógł mieć
        > to na żywo ze mną !", żali się. Uwierzcie mi na słowo, NIE MÓGŁ mieć "TEGO" na
        > żywo z nią :] Mógł mieć najwyżej smutne potwierdzenie, że lepiej na monitorze
        > oglądać niż takie "na żywo" konsumować ;]

        Domyślam się, że pani była nie była za piękna, a może się trochę zaniedbała poświęciwszy się zanadto rodzinie i obowiązkom domowym? Za to pan mąż pewnie jakiś Bradley Cooper czy Antonio Banderas był?

        >MOże gdyby pani ta zaproponowała męzowi, że poogląda z nim... Ale nie wpadła na to.

        Jeśli miałaby się tylko przyglądać, jak pan mąż-esteta się samozadowala ręcznie przed ekranem monitora, to to kiepskie by było.
        • siostra_bronte Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 15:21
          Podpisuję się. Zwłaszcza pod fragmentem z Banderasem. Grek przedstawia męski punkt widzenia i oczywiście broni bohatera :) To jest stereotyp: facet zawsze będzie wolał porno od seksu z własną kobietą, bo ta nie jest ani tak atrakcyjna, ani tak, hm...otwarta na nowe pomysły. Przecież to nieprawda.

          Porno jest dla ludzi. Ale uzależnienie od oglądania pornografii to uzależnienie jak każde inne. Jeżeli wymknie się spod kontroli, to może uniemożliwić normalne funkcjonowanie, zniszczyć relacje z bliskimi, itd. Czy owa koleżanka z pracy mówiła o szczegółach? A może rozmawiała z mężem, ale to nie dawało rezultatu?
          • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 16:26
            siostra_bronte napisał(a):

            Otóż to. :)) Zgadzam się, Bronte, w całej rozciągłości.

            Czytałam kiedyś na Forum Kobieta dramatyczny post młodej kobiety , której mąż, jak ten filmowy, od lat uzależniony od i samozaspokajania przy pornografii w internecie , stracił zainteresowanie seksem ze swoją żoną! Żadne starania ze strony coraz bardziej zdesperowanej żony nie pomagały. Na forach specjalistycznych jest pewnie mnóstwo takich opowieści.

            • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 16:44
              Małżeństwo zawisło na włosku.
            • pepsic Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 18:29
              A mnie załamują na tymże forum (kobieta) porady rozwodowe, nieraz naprawdę z błahych powodów. Kiedyś wyczytałam bardzo mądrą kontrę w tej sprawie, niestety uciekła w pojemnej otchłani wirtualnej.
              • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 20:31
                A tak, zauważyłam, w kanonie porad rozwód zajmuje tam czołową pozycję, he,he.:)
          • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 13:07
            hehe ;]
            wiesz, ja raczej stawiam na to, ze ta filmowa fikcyjna para źle się dobrała pod względem
            temperamentu i zapatrywań w rzeczonej materii.

            w filmie nie ma szczegołów całej sytuacji.
            ot, żona nakryła męża, potem znów, a potem się rozstali.
        • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 15:36
          w takim otoczeniu, jak to filmowe, upadek miłośnika kobiecego ciała jest nieunkniony ;]

          pedagodzy, mam wrazenie, sami mają problem.
          większośc z nich ma, stawiam dolary przeciw orzechom, dośc marnej jakości życie
          seksualne.

          młodziez będzie korzystać z porno.
          zamiast malować porno na murzyna, potepiac, kropić wodą święconą - jak to robią
          ci rózni znachorzy - powinno się je akceptować, a nawet zwracać uwagę na to, że
          może spełniać inspirującą rolę w seksie w związku oraz w seksie singlowskim. porno
          jest stare jak ludzkość, sugerowanie że należy odcinać ludzi od tej rozrywki, to jakaś
          niedorzeczność. jak widac w samym filmie, dziewczyna Justina wie, co to jest porno, a
          jakoś jej to nie kręci, czyli - wszystko zależy od człowieka i jego konstrukcji mentalnej.
          tak ja bym to widział :] grunt to dopasowanie.

          hehe, wiesz mąż tej pani występuje tylko w opowieści, trudno więc określić jego
          atrakcyjność ;]

          na moje oko, ta pani nie jest spełnieniem seksualnej fantazji nawet dla mężczyzny nieprzypominającego Banderasa, bo i Banderasowata uroda o fantazyjności nie decyduje :]

          wiesz, w moim odczuciu jej nieatrakcyjność nie jest związana z urodą albo jej brakiem.
          atrakcyjnośc kobiety, czy mężczyzny ? - ale na tym to się nie znam, wiąże się raczej ze sferą osobowości. zawsze dla mężczyzny atrakcyjniejsza będzie kobieta otwarta, wesoła, temperamentna, przy czym te cechy kompletnie nie wykluczają wrażliwości czy subtelności. a pani z filmu wygląda na rozmemłaną marudę bez fantazji. wg niej, dlaczego mąz wymykał się na porno ? moze dlatego, że ten seks w sypialni z nią był po prostu nieciekawy i schematyczny ? :]

          nie no, aż tak źle miałoby być ? :]]
          nie sądzę.
          kobiety też przyznają się do konsumowania pornografii, moze więc chodzi aby znajdowały mężczyzn o podobnych zainteresowaniach i obyczajach, wtedy znajdą wspólny, że tak powiem... język :] w tej filmowej opowieści, zdaje się padło na dwoje ludzi rózniących się w tej materii, a głównym oskarżonym została pornografia, a nie róznica charakterów :]

          • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 16:16
            > w takim otoczeniu, jak to filmowe, upadek miłośnika kobiecego ciała jest nieunk
            > niony ;]

            He,he! Prawda. :)

            > pedagodzy, mam wrazenie, sami mają problem. większośc z nich ma, stawiam dolary
            > przeciw orzechom, dośc marnej jakości życie seksualne.

            Nie mam pojęcia, jakiej jakości życie seksualne mają pedagodzy oraz psychologiowie oraz inni , których dobro młodych i bardzo młodych ludzi leży na sercu. I nie za bardzo mnie to obchodzi.

            > młodziez będzie korzystać z porno.

            Nie wątpię w to.

            > zamiast malować porno na murzyna, potepiac, kropić wodą święconą - jak to robią
            > ci rózni znachorzy - powinno się je akceptować,a nawet zwracać uwagę na to, że
            > może spełniać inspirującą rolę w seksie w związku

            Więc właśnie, uważam, że porno jest dla ludzi dojrzałych emocjonalnie, którzy wiedzą, w czym rzecz i jak się z tym obchodzić.


            > rozmemłaną marudę bez fantazji. wg niej, dlaczego mąz wymykał się na porno ? moze dlatego, że ten seks w sypialni z nią był po prostu nieciekawy i schematyczny ? :]

            Nie mogła być tak naprawdę rozmemłaną marudą, bez fantazji erotycznej, skoro, jak mówiła, oferowała mężowi, to samo, co oglądał w internecie!? A więc musiała też być gotowa na nowe propozycje, których się od jakoś męża nie doczekała.

            > na moje oko, ta pani nie jest spełnieniem seksualnej fantazji nawet dla mężczyz
            > ny nieprzypominającego Banderasa,

            Właśnie, mężczyźni to wzrokowcy. ;)

            > bo i Banderasowata uroda o fantazyjności nie decyduje :]

            Obawiam się, że jednak ma decydujący wpływ. Przynajmniej do ewentualnego pierwszego rozczarowania. ;)


            > nie no, aż tak źle miałoby być ? :]]
            > nie sądzę.
            > kobiety też przyznają się do konsumowania pornografii, moze więc chodzi aby zna
            > jdowały mężczyzn o podobnych zainteresowaniach i obyczajach, wtedy znajdą wspól
            > ny, że tak powiem... język :] w tej filmowej opowieści, zdaje się padło na dwoj
            > e ludzi rózniących się w tej materii,

            Oczywiście zgadzam się. Rzecz w tym, że pan nic takiego nie zaproponował, skoro pani czuła się niezaspokojona, zaniedbana i sfrustrowana, aż w konsekwencji podziękowała panu za małżeństwo.

            :)
            • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 18.03.14, 13:48
              ja bym optował za zbadaniem tych naukowców w rzeczonej materii, bo zbyt często mam wrażenie, że ich osobiste niespełnienia przekładają się na ferowane wyroki i stawiane tezy :]

              haha :]
              to ciekawe postawienie sprawy.
              tylko, jesli "oferowała mu to samo, ale na żywo", czy ona wiedziała czego on szukał
              czy tylko miała jakieś mgliste domysły ? ;] inna rzecz, że w pewnym momencie każdego [albo wielu] związku następuje moment, gdy seks z kimś tak codziennie obecnym i znanym do spodu traci swój czar, namiętnośc wyparowuje. tutaj mogło być podobnie, i jegomość sięgnął po wirtualne zabawki, a pani się wydawało, że problemu nie ma. generalnie, powierzchownie ten wątek został w filmie potraktowany, stąd rózne interpretacje można przykładać.

              e tam, wszyscy w jakiś sposób jesteśmy wzrokowcami.
              a ta pani po prostu wyglądała na nadąsaną i ciągle przeżywającą 'zdradę" męzowską, a więc
              raczej nie na taką, która by pobudzała wyobraźnię.

              ona mu podziękowała za małzeństwo dlatego, że on oglądał :]
              poczuła się zdradzona, bo on się gapił na inne kobiety ;]]

              • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 23.03.14, 14:11
                Greku, jeśli psychologowie donoszą o tym , że już 8-letnie dzieci są uzależnione (sic!) od twardej pornografii, to chyba jest coś na rzeczy, nie sądzisz? I na pewno nie chodzi tu o zawiść niespełnionych seksualnie starych belfrów, psychologów i innych wobec onanizujących się przed pornosami z internetu małolatów.

                Czy w ogóle oglądanie pornosów daje dawać spełnienie, które może budzić zawiść u innych, tych "niespełnionych seksualnie"??? 8-O

                Greku, przepraszam, wiem, że jesteś /byłeś zawsze (przynajmniej nam tak mówiłeś ;)) // ale nie mydliłeś oczu, co?// zdania, że nieatrakcyjność nie jest związana z urodą albo jej brakiem.

                Tak, tak, wątek jest bardzo powierzchowny, nie ma co kruszyć kopii .

                Tak, warianty mogłyby być najróżniejsze.

                PS
                Swoją drogą to trochę smutne, ludzie żyją ze sobą lata, są ze sobą blisko, cały o czymś rozmawiają, śpią w jednym łóżku, uprawiają seks, a mają problem, żeby powiedzieć szczerze jedne drugiemu, jakie są ich fantazje seksualne???
                • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 23.03.14, 14:52
                  ok 5-7 % społeczeństwa ma tendencję do uzależnienia - od dowolnej rzeczy, może
                  to być pornografia, może być jedzenie dropsów, może być czytanie naszych postów ;]]
                  jedno z pytań na pewno może dotyczyć wieku, w którym się ta tendencja ujawnia w
                  poszczególnych przypadkach.

                  wiesz, o tym niespełnieniu seksualnym, pisałem a'propos ludzi, dla których jedyną
                  formą spełnienia jest seks prowadzący do prokreacji, grzeczny i w jednej pozycji.
                  niestety, po prostu mam wrażenie, że bardzo często ludzie z tytułami naukowymi
                  wypowiadają się - a co gorsza : udzielają porad - kierując się własnym poczuciem
                  słuszności.

                  zupełnie nie uważam, aby pornografia była uniwersalnym modelem spełnienia seksualnego.
                  co nie znaczy, że jeśli ktoś ogląda pornografię i mu z tym dobrze, jeśli go to odpręża - należy go perswazją albo siłą wyciągać z tego "stanu", a to właśnie robią tzw.specjaliści mający jeden i ten sam słuszny pogląd na seksualne upodobania. po prostu, jestem zdania że nie należy ze wszystkiego robić wielkiego aj waj :] to robienie aj waj ma na ludzi gorszy wpływ niż to, co robią rzekomo niewłaściwego.

                  ad PS :
                  pewnie, że smutne.
                  z drugiej strony, a jesli któraś ze stron fantazjuje o trójkąciku z sąsiadką/sąsiadem ? ;]
                  wtedy może lepiej nie porywać się na brawurową szczerość ? :}



        • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 16:27
          Choć być może nie tyle cho
          > dziło o poradę wychowawczą dla rodziców, ile o ostrzeżenie samej młodzieży prze
          > d upadkiem, jaki, w założeniu twórców filmu, niechybnie niesie oglądanie pornografii w internecie. ;)
        • pepsic Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 18:24
          nie była za piękna, a może się trochę zaniedbała poświęciwszy się zanadto rodzinie i obowiązkom domowym?
          Moim zdaniem nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zaniedbywania sie, no chyba że 10 dzieci.


          • pani_lovett Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 16.03.14, 20:27
            pepsic napisała:

            > nie była za piękna, a może się trochę zaniedbała poświęciwszy się zanadto ro
            > dzinie i obowiązkom domowym?

            > Moim zdaniem nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zaniedbywania sie, no chyba
            > że 10 dzieci.


            Łatwo powiedzieć. ;)
            Ale generalnie zgadzam się. Zresztą miałam napisać coś innego, że "żona może się już trochę postarzała" ...

            Przy okazji w Daily Mailu był artykuł o pewnym szczęśliwym angielskim małżeństwie, w którym mąż wziął na siebie obowiązki domowe, sprzątanie, gotowanie (nie pamiętam już czy mieli dzieci, czy może jeszcze nie) itd., by jego żonka była miała czas na dbanie o siebie i była zawsze świeża i wypoczęta oraz gotowa w każdej chwili spełniać wszelkie zachcianki łóżkowe męża. :)
            • pepsic Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 21:39
              Łatwo powiedzieć. ;)
              Wiem, ale Żeby nie było też co nieco mam na sumieniu;)
          • grek.grek Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 13:13
            celna uwaga, Pepsic :]

            wg mnie, każda kobieta moze być atrakcyjna.
            dbałośc o siebie, elegancja [niekoniecznie trzeba cięzkich pieniędzy, żeby wyglądac schludnie, a nawet efektownie], czystość - leżą w zakresie możliwości każdej/każdego. jak jeszcze jest humor, uśmiech, inteligencja, otwartośc - to jest full package :] tymczasem wiele kobiet patrzy w lustro, nie widzi Angeliny i powiada : a po co ja mam się starać ? no i klapa. i narzekanie na mężczyzn, ze powierzchnowni są :]

            żeby było jasne, to działa w obie strony w relacjach damsko-męskich.
            • pepsic Re: "Seks z internetu" w TVP, czyli misja a'rebou 17.03.14, 21:40
              Zatem ogólnemu rozmemłaniu mówimy stanowczo nie:))
    • grek.grek archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 14:38
      Kolejna nowelka o charakterze okołohorrorowym.

      Rozpoczyna się mistrzowskim kadrem - wieczorową porą, wśród malowniczo prószącego śniegu, jedzie powóz, czarny, z jakimiś rzeźbieniami, które z daleka równie dobrze można wziąć za rogi albo zrogowacenia na łbie jakieś bestii. Jedzie majestatycznie, a na koźle siedzi nieruchomy woźnica. I do tego niesamowita muzyka z jakimiś głuchymi tąpnięciami na dalszym planie. Scena z dreszczykiem. Więcej w niej jednej grozy i klimatu niż w całej "Dziewczynie z tatuażem" ;]

      Tym razem akcja [umieszczona tradcyjnie w XIX wieku] rozgrywa się niemal w całości w jednym pomieszczeniu. Jest to sklep z antykami, którego właścicielem jest chciwy stary łysy i gruby krwiopijca, grany przez Aleksandra Bardiniego. MOżna zakładać, że jest to człowiek nie mający większych skrupółów w kupowaniu od desperatów dzieł sztuki po cholernie zaniżonych cenach.

      W Wigilię odwiedza go wieczorową porą tytułowy Markehim, grany z kolei przez Jerzego Kamasa. Najpierw Markehima zaczepia mały uliczny żebrak, prosi o pieniądze, ale Markheim pokazuje mu swój portfel "NIe mam ani grosza !".

      Wnętrze sklepu jest świetnie zaaranżowane. Wszędzie jakieś obrazy, komody, świeczniki, co chcecie, wszystko w starym stylu.

      Właściciel najpierw wygłasza cyniczny monolog na temat sposobów, którymi wykorzystuje się naiwnośc albo rozpacz klientów, i sugeruje Markheimowi, że "on [pan] grzeszy brakiem takltu, natręctwem". Potem żegna się z Karoliną, swoją młodą pracownicą, która idzie na spotkanie z "kochankiem", a zapewne w istocie chodzi o narzeczonego. Właściiel nieprzystojnie sugeruje, że Karolinie się spieszy do łózka z nim, a potem sam ją obleśnie jęzorem próbuje dopaść podczas dzielenia się opłatkiem. Karolina wychodzi do narzeczonego, ale jest szansa, ze jeszcze wróci później, żeby pomóc właścicielowi w inwentaryzacji czy czymś takim.

      Markheim siedzi w fotelu i obserwuje spod oka całą scenę. Kamas gra bardzo intensywnie. Widac, że Markheim jest cały skoncentrowany, cały skupiony, zdeterminowany ku czemuś. Wpatruje się w sklepikarza bezustannie.

      Kiedy Kartolina wychodzi, a rolety sklepowe są opuszczone od środka do wysokości kolan dorosłego mężczyzny - właściciel pyta Markheima, po co przyszedł. "Panie Markheim, czy mnie się wydaje, czy pan wysprzedał już cały swój rodzinny majątek, który pan odziedziczył ?", drwi sobie właściciel. Markheim potwierdza, ale zaznacza że tym razem przyszedł, by coś kupić, bo "polepszyło mu się ostatnio". Sugeruje, że ma to byc prezent dla kobiety. Rzuca na stół banknot. Właściciel marudzi, że banknot jest pobrudzony, ale zaraz swoim kpiącym tonem dodaje : "Fiuuu, a więc ma pan na oku jakąś zamożną partię, tak ?". I rusza ku wszechobecnym gratom, żeby znaleźć coś odpowiedniego.

      Proponuje Markheimowi lusterko. Markheim odrzuca to, z ledwie skrywanym zagniewaniem : "Mysli pan, że skoro pan to lubi, to i kobieta chce cały dzień na siebie patrzeć ? KObieta potrzebuje róznorodności. Zwłaszcza kobieta". Właściciel wraca do poszukiwań.

      I kiedy tak szuka i szuka, Markheim zdejmuje płaszcz, siada w fotelu, z nagła podbiega za plecy właściciela, ale zaraz się cofa, znów siada. Wpatruje się w niego obsesyjnie.

      Wreszcie właściciel coś znajduje, obraca się, ale w fotelu nie ma Markheima. Znajduje się w drugim kącie pokoju, okrąża stoły i komody ze świecznikami, nie spuszczając oka z właściciela. Ten zaczyna się bać. Markheim podejmuje sztylet z kredensu. Właściciel wygląda jak mysz zahpinotyzowana przez węza. Wtedy Markheim skacze ku niemu i wbija mu nóz w pierś. Właściciel pada cięzko. Martwy ?

      Czy celem wizyty Markheima była zemsta ? Okazuje się, że nie. Zaczyna buszować po sklepie. Szuka czegoś. Przechodzi do sąsiedniego pokoju. Potem schodzi do piwnicy. Łapie się za rózne kluczyki i szuflady, grzebie po komodach i majstruje przy sejfie. Łatwo się już zorientować, ze szuka albo jakiejś cennej kosztowności, którą kiedyś musiał sprzedać właścicielowi, aby przeżyć - albo też szuka po prostu łupów, czyli kasiory. Ze znalezionym pistoletem w garści przemierza kolejne zakamarki mieszkania-sklepu, ale nic nie znajduje.

      Nagle słyszy wycie psa. Jakieś daleki, ale wyraźne, trochę zdeformowane. Sytuacja już jest niepokojąca, bo jest pusto, gdzieniegdzie ciemno, a sam Markheim az paruje od nagromadzenia strachu i desperacji.

      Słysząc wycie, Markheim wraca do głównego pomieszczenia. Widzi psa obok zwłok właściciela. Nie traci rezonu. Podchodzi do zwierzaka, chwilę się czai, z ulicy dobiega do niego głos chłopca żebraka, a potem nagle łapie za sztylet i ubija nim psa.

      Ktoś wali do wejściowych drzwi. Potem pochyla się z zewnątrz i zagląda spod rolet. To jakiś podpity facet. Wymysla właścicielowi od chciwych hien. Markheim chowa się za rogiem sciany, żeby facet go nie zauważył. Potem wraca do piwnicy szukając tego, po co przyszedł. Nagle... znów słyszy psa. Zdjęty trwogą patrzy w górę schodów i widzi tam stojącego kundla. Pies zaraz ucieka. Przerażony Markheim strzela za nim z pistoletu. POtem pędzi do głównego pomieszczenia.

      Zastaje tam człowieka. Siedzi on w fotelu, w którym poprzednio siedział sam Markheim. Spowija go ciemność, więc Markheim nie widzi jego twarzy. Głos jest jednak znany...

      Zaczyna z tą postacią dyskutować. Ten drugi pyta, "Znalazł już pan ?", potem sugeruje, że są świadkowie całego zajścia [Karolina], że "będą cię szukać i znajdą", a na koniec powiada "Znam cię lepiej niż ktokolwiek. Mógłbym ci pomóc".

      Markheim odpiera "Nie jestem gorszy od innych. Jestem lepszy, bo nie kryję tego kim jestem. I nie jestem gorszy od tego chciwca, zabijajacego ludzi swoją pazernością !". Postać na to "Jesteś biedny, a bieda wykoślawia, upodla, wykoleja...".

      POstać mówi mu, że "Szybko roztrwoni te pieniądze, które znajdzie", Markheim na to "Zrobię to powoli, umiem oszczędzać, rozejdą się ale starczą mi na długo". Postać kontruje, że "Wszystko przepuścisz... także i swój bunt roztrwonisz prędko i beztrosko".

      Co będzie jak wróci Karolina ? Markheim odpowiada, ze po prostu przywali jej, potem wyniesie co trzeba, a budę podpali i ślad nie zostanie. Nikt się nie domyśli, że to jego sprawka. Postać na to spokojnie : "MOżesz się też wyrzec tego wszystkiego". Markheim w zamyśleniu "Tak, mógłbym... ale nie chcę".

      Wreszcie Markheim rozwiązujje zagadkę - podchodzi do postaci, oświetla ją lampą. Jest to ON SAM. Jego alter ego. Ktoś puka w tym momencie do drzwi wejściowych. Marhkeim odruchowo patrzy w tamtym kierunku. POtem wraca wzrokiem i zjawy już nie ma.

      Idzie otworzyć. Za drzwiami stoją Karolina i jej narzeczony. Ona pyta "Jeszcze pan nie wyszedł ?". Marheim stoi bez słowa...

      Potem akcja przenosi się na ulicę, stoi na niej Markheim, a straszny powóz przy strasznej muzyce odjeżdza w prószącą śniegiem noc...

      Bardzo ciekawe interpretacyjnie. Czy Markheim zabił właściciela ? Jesli go tylko ranił, to by wyjaśniało dialog z własnym sumieniem. Jesli zabił, a sumienie zjawiło się jako przestroga przed samym rabunkiem, to by to miało chyba mniejszy sens :] Moze więc nie zabił właściciela, a tylko pozbawił go przytomności zadając ranę.

      Czy w sytuacji życiowej bezradności i rozpaczy można zabić dla zysku, usprawiedliwiając się tym, że zamordowany to szuja ? Dylemat Raskolnikowa.

      Tu jest recenzja i kilka zdjęć z filmu :
      www.horror.com.pl/filmy/recka.php?id=2357
      rewelacyjna muzyka [Bohdan Mazurek], naprawde rewelacja, ta otwierająca scena z powozem - perełka. prawdziwa groza :] Kapitalny nastrój.

      jest to adaptacja opowiadania Roberta Louisa Stevensona.
      reżyserował Janusz Majewski.

















      • grek.grek Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 14:40
        * skrupułów
        wybaczcie analfabecie :]
        • siostra_bronte Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 14:52
          Dzięki, Greku :)

          Świetna historia. Aż poczułam ten dreszczyk. Nie dziwię się że było tu więcej grozy i emocji niż w "Dziewczynie z tatuażem" :)
          • grek.grek Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 15:39
            dzięki, Siostro :]

            świetnie :]
            nie znalazłem niestety żadnego video z tego filmu.
            ale poszukam, pokopię w sieci, może się gdzies odnajdzie choćby fragment.

      • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 15:44
        Oglądałam! :]

        I bardzo mi się podobało.

        Nie ma wątpliwości, antykwariusz, pada martwy na ziemię, po tym jak Markheim wbił mu nóż w brzuch. Inaczej dawałby jakieś znaki życia - jęczałby z bólu, poruszał się na podłodze, a tak się przecież nie dzieje.

        Czy Markheim zabił właściciela ? Jesli go tylk
        > o ranił, to by wyjaśniało dialog z własnym sumieniem. Jesli zabił, a sumienie z
        > jawiło się jako przestroga przed samym rabunkiem, to by to miało chyba mniejszy
        > sens :]

        To właściwie przestroga nie tylko przed samym rabunkiem, ale i kolejnym morderstwem na Karolinie.

        W opowiadaniu Stevensona (którego streszczenie przeczytałam na wikipedii ;/) ów tajemniczy nieznajomy (Markheim sądzi, że to Diabeł) namawia Markheima do zabójstwa Karoliny, dzięki czemu ten będzie miał całą noc na splądrowanie domu antykwariusza. Markheim uzmysławia sobie, że choć już nie kocha dobra, to wciąż bardziej brzydzi zła i że warto jeszcze coś dobrego przed śmiercią zrobić. Odmawia więc dokonania zbrodni i rabunku. Wtedy nieznajomy, na którego twarzy odmalowuje się wyraz triumfu (Anioł stróż?), znika. Markheim otwiera drzwi i oznajmia służącej, że powinna pójść na policje, i wyznaje, że zabił jej pana.

        U Majewskiego zakończenie jest niejednoznaczne, nie wiadomo, co zrobił Markheim. Przyznał się do zabójstwa Karolinie i jej narzeczonemu, uciekł, a może zabił oboje i dokończył to co zaczął ?
        • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 16.03.14, 15:48
          >Odmawia więc dokonania zbrodni i rabunku.

          Czy może raczej - porzuca pomysł dokonania zbrodni i rabunku.
        • grek.grek Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 17.03.14, 13:20
          celne spostrzeżenia, Barbasiu.

          i mnie się wydawało, że właściciel sklepu padł martwy.
          trochę mnie zmyliło to późniejsze pojawienie się alter ego bohatera z dyskusją
          etyczną, bo wydało mi się, że trochę ta dyskusja poniewczasie się odbyła.

          dzięki za streszczenie oryginału.
          to wiele wyjaśnia.
          zakończenie filmu pozostawia niejaki mętliik, jak słusznie zauwazyłaś.
          można szukać róznych wyjaśnień.
          przyznam, że wolałbym zakończenie STevensona.
          a Ty ?

          byłoby klarowniejsze, a jednocześnie ostateczne odkrycie kart nie pozbawiłoby
          filmu zalet.

          może ten powóz na początku i na końcu ma być wyjaśnieniem decyzji bohatera ?
          tylko jak ten symbol tutaj odczytać [o ile ofk ma sens moje podejrzenie] ?

          • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 17.03.14, 17:15
            > i mnie się wydawało, że właściciel sklepu padł martwy.
            > trochę mnie zmyliło to późniejsze pojawienie się alter ego bohatera z dyskusją
            > etyczną, bo wydało mi się, że trochę ta dyskusja poniewczasie się odbyła.

            Czy poniewczasie? Dostrzegłeś słusznie analogię do dylematu Raskolnikowa. Raskolnikow także mocuje się przecież ze swoim sumieniem po dokonaniu zbrodni.

            Tak, chyba też wolałbym zakończenie Stevensona ...
            Postanowiłam zdobyć tę nowelę Stevensona i poznać ją porządnie. O rezultatach oczywiście Ci/Wam powiem.


            > może ten powóz na początku i na końcu ma być wyjaśnieniem decyzji bohatera ?
            > tylko jak ten symbol tutaj odczytać [o ile ofk ma sens moje podejrzenie] ?

            Niewykluczone.
            O tym samym myślę, kogo wiezie powóz i dokąd jedzie?!


            Patrzcie jaką fantastyczną rzecz znalazłam! Zdjęcia z planu "Markheima" i czarno-białe i w kolorze!


            fototeka.fn.org.pl/strona/wyszukiwarka.html?key=Markheim&search_type=tytul&lastResult[]=8004&result[]=8004


            • siostra_bronte Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 17.03.14, 17:33
              Świetne fotki! Dzięki.
              • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 17.03.14, 17:42
                Prawda!? :))

                A jakim tam jest fantastyczny zbiór zdjęć z planów filmowych!
            • grek.grek Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 18.03.14, 13:55
              Raskolnikow ma wyrzuty sumienia po fakcie.
              Markheim zaczyna się zastanawiać czy może uzasadnić morderstwo, w taki sposób
              jakby dopiero miał je popełnić.
              to mi trochę tutaj zgrzyta, dylemat ten sam, ale w trochę innych okolicznoścach przyrody roztrząsany, wg mnie.

              dzięki :]

              świetne te zdjęcia, jak Ty znalazłaś taka wypasioną stronę ? :]
              • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 18.03.14, 16:56
                Racja.


                Szukałam całego opowiadania Stevensona "Markheim" w necie i natrafiłam przypadkiem na tę stronę.
                Bardzo jestem ciekawa oryginału książkowego.

                :)
                • pani_lovett Re: archiwum grozy "Markheim" [1971] via Kultura 18.03.14, 17:29
                  Wygląda na to, o ile dobrze przejrzałam katalog, że jedyne wydanie "Markheima" w języku polskim pochodzi z 1909 roku! Szczęśliwie jest ono dostępne w wielkiej bibliotece, na miejscu. Bardzo dobrze! :)
              • pani_lovett "Markheim" - zakończenie PS i powóz 18.03.14, 21:42
                Obejrzałam właśnie jeszcze raz zakończenie "Markheima" (dzięki temu, ze nagrałam na pendrive). Otóż, jest jak pisałeś: Markheim otwiera drzwi Karolinie i jej narzeczonemu. "Ona pyta "Jeszcze pan nie wyszedł ?". Marheim stoi bez słowa... Potem akcja przenosi się na ulicę, stoi na niej Markheim, a straszny powóz przy strasznej muzyce odjeżdza w prószącą śniegiem noc..."

                Przy czym kiedy Markheim stoi na ulicy za jego plecami właśnie opuszczane są rolety , jak się można domyślać, sklepu antykwairusza! A zatem hipoteza, że Marhheim mógł zabić Karolinę i jej narzeczonego chyba odpada. to jeszcze nie koniec, zanim pojawia się straszny powóz Marhieim mówi "Muszę się tego wyrzec" .

                Ów straszny czarny powóz, przyjrzałam się, wygląda mi na karawan pogrzebowy. Przyczepione do powozu latarenki na świeczki zwieńczone były krzyżami, powóz zdobiły tez cztery figurki aniołów w postawie żałobnej z pochyloną głową.
                • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 14:07
                  tak było, masz rację, Barbasiu.

                  może to wszystko dzieje się w wyobraźni Markheima ?

                  może on nigdy nie wszedł do tego sklepu ?

                  jesli dobrze pamiętam, rolety zostały opuszczone tuż po wejściu Markheima do środka.
                  a więc : jesli w zakończeniu stoi on na dworze i mówi "muszę się tego wyrzec", a rolety są
                  właśnie opuszczane - to znaczy, że nie zdecydował sie wejśc. to była projekcja jego
                  imaginacji. co by było, jakby wszedł. to spotkanie z własnym sumieniem - jest częscią tego.

                  tak mi się to kojarzy.
                  co powiesz na taką wersję ?
                  jaka jest Twoja interpretacja ?

                  świetnie opisałaś ten powóz.
                  robi wrażenie :]
                  no i ta niesamowita muzyka, nie ?
                  • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 15:56
                    Tak! Tak! Masz rację! Teraz dopiero to widzę. Jesteś genialny! :)

                    Początek na to także wskazuje:


                    A początek jest taki: Markheim kreci się przed sklepem antykwariusza, zagląda przez okno wystawowe do wnętrza, ale ciągle waha się z wejściem . W tym momencie zaczepia go mały chłopiec żebrzący o pieniądze i szarpie za poły płaszcza. Marheim wyciąga portfel, pokazuje chłopcu, że nie ma pieniędzy, ale nagle skądś wypada mu banknot, mały rzuca się na ziemie by go podnieść, Marhleim przydeptuje swoim butem banknot i schyla się po niego. W tym momencie kątem oka dostrzega, że antykwariusz opuszcza rolety zamykając sklep. Markherim podnosi się , rolety opadają, a on wpija wzrok na napis " Entree" widniejący na szklanych drzwiach sklepu antykwiariusza.

                    W kolejnym ujęciu szklane drzwi antykwariatu z napisem Entree otwierają się, przy ogromnym biurku siedzi antykwariusz antykwariusz i, nie odrywając wzorku od eksponatu, któremu bacznie się przygląda, mówi: "Pan zaczeka, panie Markheim".

                    W tym kontekście opisana przez Ciebie rozmowa Markheima ze swoim sumieniem, sobą, diabłem, aniołem jest w pełni zrozumiała.

                    Wracając jeszcze do powozu - na powozie siedzi ponury woźnica, którego strach byłoby spotkać w ciemnej ulicy, do tego ta niesamowita muzyka (autorem jest Bohdan Mazurek, który jak piszą, "pracuje w Studio Eksperymentalnym Polskiego Radia jako reżyser muzyczny, kompozytor i wykonawca muzyki elektronicznej"). to wszystko robi niesamowite wrażenie, to prawda.

                    :)

                    A Ty, Greku , robiłeś notatki podczas oglądania "Markheima" ? Czy też nagrywałeś? Masz już nagrywarkę, czy ciągle się przymierzasz?
                    • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 15:58
                      W tej interpretacji opisana przez Ciebie rozmowa Markheima ze swoim sumieniem, sobą, diabłem, aniołem jest w pełni zrozumiała.
                    • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 16:24
                      trafiło mi się, jak ślepej kurze... ;]

                      przypomnienie przez Ciebie, w świetnym opisie, opadających rolet naprowadziło mnie na ten trop.

                      własnie, widzisz - woźnica :]
                      to też ważna figura na tym obrazku.
                      wygląda jakby woził do piekła ;]

                      az głupio się przyznać, Barbasiu, ale zupełnie zapomniałem o tych moich
                      planach zakupowych. gdzieś się zawiesiłem w trakcie poszukiwań. postaram się
                      wrócić do tego pomysłu, a zacznę od skontrolowania możliwości mojego tiwi, bo
                      nie wiem, czy tam czegoś przerabiać nie będzie trzeba, czy coś. u Ciebie
                      wystarczył sam pendrive ?

                      • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 16:57
                        :)

                        > wygląda jakby woził do piekła ;]

                        Właśnie, diabelski powóz.
                        Może po ciało cwanego antykwariusza jechał? A może po duszę Markheima? Na darmo ...

                        Widać, możesz żyć bez z nagrywarki. ;)
                        Tak, wystarczy sam pendrive (8 GB) Wkładam go do dekodera i naciskam guzik RECORD i tyle. Nauczona doświadczeniem oczyszczam wcześniej pevdrive z poprzednich nagrań tak, aby był pusty i cały film się mógł się nagrać bez przeszkód.

                        :)
                        • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 20.03.14, 14:20
                          doskonały pomysł, Barbasiu :]
                          "po duszę Markheima" - doskonała myśl, doskonała interpretacja.

                          niby żyć mogę, ale co to za życie ;]

                          a serio : zupełnie zapomniałem o tym instrumentarium.
                          czasami naprawdę by się przydał. muszę się zmobilizować.
                          możesz mnie, sklerotyka fatalnego, jeszcze raz ponformować o : nazwie [marka], cenie i pojemności ?
                          • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 21.03.14, 23:31
                            :)

                            Dobre są pendrive'y marki Kingstone (ja mam scandisk też ok), minimum 8 GB (na mój pendrive mieści się bez problemów jeden film fabularny 90 - 120 minut i dłuższy lub dwie, trzy krótsze pozycje po np. 30 minut; potem w komputerze oglądam nagranie i/lub przegrywam na twardy dysk albo kasuję, by przed kolejnym nagrywaniem mieć pusty p. ). Cena ok 30 zł.

                            Tylko pamiętaj, że podczas nagrywania na pendrive możesz przełączać kanały w obrębie danej platformy (np. tylko kanały telewizji polskiej, jeśli nagrywasz na TVPKultura)
                            • grek.grek Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 22.03.14, 13:47
                              jesteś nieoceniona, Barbasiu :]
                              dzięki za wszystkie informacje.
                              sprawdzę jeszcze jak to z moim tiwi jest, bo może trzeba tam coś
                              przeprogramować ? czy coś.
                              • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 22.03.14, 18:25
                                Przyjemność po mojej stronie.

                                Na allegro wypatrzyłam taki pendrive:

                                allegro.pl/nowosc-14-8gb-kingston-pendrive-dti-g4-usb-3-0-i3938666874.html
                                Ma fenomenalną prędkość zapisu i odczytu. Mój p. te paramertry ma znacznie mniejsze, ale też świetnie działa.
                    • pani_lovett Re: "Markheim" - zakończenie PS i powóz 19.03.14, 16:47
                      >wpija wzrok W napis
    • pepsic Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie piękno 16.03.14, 19:07
      Czyli wielki przegrany i wielki wygrany ostatnich Oskarów. Obejrzane ciurkiem z okazji jubileuszu kina studyjnego.

      "Wilk z Wall Street" - dynamiczne, dopracowane w każdym calu dzieło z rozmachem iście hollywoodzkim, tyle że z zerowym przesłaniem. Leonardo daje radę, Matthew McConaughey (uff) udzielający nauki zawodu w trzecioplanowej roli wymiata. Raczej komediodramat, nawet zabawny. Trochę za długi. O maklerze giełdowym, który tak samo szybko dorabia się oszałamiającej fortuny, jak traci.

      "Wielkie piękno" - sentymentalna podróż podstarzałego dziennikarza po olśniewającym zabytkami Rzymie w rytm przepięknej muzyki naszych rodaków: Góreckiego i Preisnera (sic!). Dobre, niewymuszone dialogi i Fellini w tle. A tak się bawią rzymskie elyty:)
      • siostra_bronte Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 19:20
        O, dzięki. Ciekawy zestaw.
        • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 19:31
          Dosyć niekonwencjonalny:)
          Garść cytatów z "Wielkiego piękna":
          Czym sie pani zajmuje?
          Jestem ... bogata.
          Ooo, fajny zawód:)


          Albo:
          X:Moja ostania dziewczyna to miła osoba.
          Y:Czyli mało urodziwa.


          X: Ile siostra (zakonna) ma lat:
          Siostra: 104 !
          X: O? Myślałem, że więcej.
          Takich perełek jest więcej.
          • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 20:17
            pepsic napisała:

            > Dosyć niekonwencjonalny:)
            > Garść cytatów z "Wielkiego piękna":
            Dobre! :)))

            Piękna zachęta, Pepsic.

            Czy możesz coś więcej zdradzić na temat fabuły? Albo opowiedzieć jakąś scenę z filmu, która
            utkwiła Ci w głowie .

            Jak kocham Rzym , tak muszę ten film obejrzeć! :)



            A nasze kino studyjne zamienili na Multikino, w którym królują bajki dla dzieci i amerykańskie megaprodukcje, z rzadka coś dobrego teraz pokazują. Oczywiście "Wielkiego piękna"
            • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 20:54
              Fabuła nie jest zbyt wartka. 65-letni niespełniony pisarz przechadza sie po Rzymie zwiedzając zabytki, wspominając dawną miłość i przypadkiem spotykając obecną. W wolnych chwilach, a jest ich sporo konwersuje z przyjaciółmi ze świata intelektualnego i arystokratycznego, od czasu do czasu balanguje tudzież pracuje na chleb tj. przeprowadza wywiady z artystami celebrytami, którzy nota bene mają nieźle porąbane w głowach. Ponadto próbuje bezskutecznie nawiązać kontakt z intrygującym sąsiadem, co w finał okaże się zabawnym suspensem. Z jego olbrzymiego tarasu rozpościera się przepiękny widok na sąsiedzkie Koloseum(!). Tam urządza eleganckie party. Na jednym z nich przyjaciółce pisarce butnie przechwalającej sie sukcesami zawodowymi i rodzinnymi funduje chwilę brutalnej prawdy. Rzym zosta przecudnie skadrowany. Piękna jest także scena z flamingami (podejrzewam tricki komputerowe). Zatem must see Barbasiu, jak by to Grek napisał. Z resztą sama chętnie sięgnę jeszcze raz, bo po 3 godzinnym Wilku jednak byłam zmęczona i nie wszystkie niuanse wyłapałam.

              No cóz, możemy sie poszczyć dwoma rzeczami: Jasną Góra i kinem studyjnym:) Detroit nas czeka, ale oby nie.
              • grek.grek Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 13:28
                takie dwie klasowe pozycje jedna za drugą...
                jako żywo, nie słyszałem dotąd o atrakcyjniejszym maratonie :]

                mnie się wczoraj udało obejrzeć kolejno Sherlocka, Bękarty wojny i Homeland, ale
                to małe piwo, zwłaszcza że 2/3 to powtórki ;]

                oba filmy mam na liście must-see, Wielkie Piękno w założeniu przypomina "Słodkie życie",
                może nawet bohater jego jest Marcello Rubinim 45 lat później - żyje tak samo, niewiele się zmieniło, poza tym że zaczyna się starzeć i próbuje zdobyć się na jakąs refleksję ? tak czy owak, chwytliwy koncept, gustownie filmowany Rzym sentymentalno-współczesny, galeria ciekawych bohaterów, coś o życiu... no brzmi wręcz uwodzicielsko :] dzięki za świetną recenzję.

                • siostra_bronte Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 15:12
                  Greku, pozazdrościć kondycji :)

                  Też czuję się zachęcona do obejrzenia "Wielkiego piękna", ale kiedyś, na dvd, bo do kina od dawna nie chce mi się chodzić :) Podobieństwa ze "Słodkim życiem" są ewidentne, akurat to jeden z nielicznych filmów Felliniego, które bardzo lubię.
                  • grek.grek Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 15:21
                    dzięki ;]
                    prawie 6 godzin.
                    fajny sport ;]]

                    świetnie.
                    zatem, oby szybko nam się przydarzyło :]

                • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 21:25
                  Staram sie, jak mogę, choć wiem i ze tak Wam nie dorównam, a pzoa tym się śpieszyłam:)
              • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 17:32
                Dzięki, Pepsic! Jestem w zachwycona Twoimi opisami! :)

                "Słodkie życie" mamy w naszej kolekcji dzięki Grekowi. Trzeba koniecznie przypomnieć sobie przed seansem "Wielkiego piękna".

                Znalazłam jeszcze trailer "Wielkiego piękna":
                www.youtube.com/watch?v=RAhZ5CQOCME
                a na końcu fantastyczny cytat:

                "Wszyscy jesteśmy na skraju rozpaczy. Jedyne, co możemy zrobić , to spojrzeć sobie w oczy, dotrzymać sobie towarzystwa i trochę pożartować. Nie zgodzisz się?"


                > No cóz, możemy sie poszczyć dwoma rzeczami: Jasną Góra i kinem studyjnym:) Detr
                > oit nas czeka, ale oby nie.







                • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 17:41
                  > No cóz, możemy sie poszczyć dwoma rzeczami: Jasną Góra i kinem studyjnym:
                  > Detroit nas czeka, ale oby nie.

                  Oby się miasto rozwijało.

                  PS
                  A propos, moja babcia pochodziła z Częstochowy, dziadek też tam mieszkał. Dziadek zrobił sobie zdjęcie w Zakładzie Fotograficznym znanego w Częstochowie fotografa Wacława Wesołowskiego ( II aleja Nr. 26), nagrodzonego srebrnym medalem na wielkiej Wystawie Przemysłu i Rolnictwa 1909 w Częstochowie.
                  • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 21:08
                    Aż się tam przejdę. A ja tak naprawdę nie pochodzę z Cz-wy:)
                    • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 18.03.14, 16:21
                      :)))

                      Zapomniałam dodać, ze dziadek zrobił sobie tam zdjęcie w mundurze strażaka.
                      Zakład fotograficzny W. Wesołowskiego działał pod tym adresem w Częstochowie najprawdopodobniej do roku 1913.

                      Z kolei w Alei NMP nr 7 mieścił się zakład fotograficzny pod nazwą „Rembrant”, którego właścicielem był Hendel Szmulewicz, ( on też przedstawił swoje fotografie na Wystawie Przemysłowo-Rolniczej w 1909 roku), a potem od 1935 roku Lewek Szmulewicz . W zakładzie Hendla Szmulewicza dziadkowie zrobili sobie zdjęcie ślubne (na zdjęciu znajduje się nazwa zakładu „Rembrant”). Niestety to zdjęcie jest już mocno wypłowiałe.

                      Znalazłam kiedyś w necie ciekawy artykuł na temat fotografów częstochowskich, stąd mam tę wiedzę na temat zdjęć:

                      www.genealodzy.czestochowa.pl/pl/zasoby/artykuly/392-fotografia-czstochowska-w-latach-1847-1939

                      Sądziłam, że jesteś rodowitą Cz-wianką.

                      :)
                • pepsic Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 21:19
                  To może jeszcze:

                  Reżyser: popatrz, znamy sie tyle lat, a w moim mieszkaniu byłeś tylko kilka razy.
                  Dziennikarz: ten pokój w akademiku nazywasz mieszkaniem?

                  Reżyser: powinieneś znaleźć sobie piękną kobietę.
                  Dziennikarz: powinieneś wiedzieć, że w moim wieku piękna kobieta nie wystarczy (Barbasiu, Greku, mamy kolejną wypowiedź do wczorajszej wymian zdań).


                  Pisze z pamięci, zatem bardzo niedosłownie i to były sympatyczne przygaduszki bez cienia złośliwości.
                  • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 18.03.14, 16:38
                    > Reżyser: powinieneś znaleźć sobie piękną kobietę.
                    > Dziennikarz: powinieneś wiedzieć, że w moim wieku piękna kobieta nie wystarczy
                    > (Barbasiu, Greku, mamy kolejną wypowiedź do wczorajszej wymian zdań).


                    Owszem. :)

                    Wynika z tej wymiany zdań smutna konstatacja, że wnętrze kobiety mężczyźni doceniają dopiero w pewnym wieku (czytaj: na starość). :)

                    >i to były sympatyczne przygaduszki bez cienia złośliwości.

                    Tak je właśnie odbieram. :)
      • maniaczytania Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 16.03.14, 20:43
        ciekawie brzmia, ale na wilka sie raczej nie skusze, na peikno byc moze ;)

        Ja zaliczylam wczoraj pierwszy seans kinowy w tym roku - bylam na "LEGO przygodzie" - niby bajka, niby dla dzieci, ale dawno takich swietnych tekstow nie slyszalam, takiego mrugniecia okiem z superbohaterow, nawiazan do popkultury nie widzialam juz dawno :)
        • grek.grek Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 15:31
          no co ty, Maniu, na "Wilka" się nie skusisz ? nie kręcą Cię bałwany lepione z koki, las gołych pleców i jazda łódką wśród morza zielonego papieru ? ;]]
        • pani_lovett Re: Maraton filmowy:Wilk z Wall Street/Wielkie pi 17.03.14, 17:47
          "Wilka ..." też chętnie, ale na DVD z wypożyczalni.
    • pani_lovett Sherlock 1/ odc. 3 "The Great Game" w TVP2 21:10 16.03.14, 20:39
      Przypominam! :)
      • pepsic Re: Sherlock 1/ odc. 3 "The Great Game" w TVP2 2 16.03.14, 20:54
        No to lecę:)
        • siostra_bronte Re: Sherlock 1/ odc. 3 "The Great Game" w TVP2 2 16.03.14, 22:55
          O, myślałam, że już oglądałaś :)
          • pepsic Re: Sherlock 1/ odc. 3 "The Great Game" w TVP2 2 17.03.14, 21:28
            Dzięki temu mam sposobność przyjrzenia się na spokojnie panu Benedictowi C. próbując zrozumieć jego fenomen.
      • grek.grek Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 słowa] 17.03.14, 16:24
        nie omieszkałem :]

        Barbasiu, jak ten "Sherlock" Ci się podoba ?

        nie wiem, czy przypadkiem sam nie zostałem na placu boju, ale przy okazji dopiszę, że
        10 odcinek 2 serii "Homeland" naprawdę wciąga, chociaż panowie i panie ostro jadą i robi się
        kryminalnie, moze nawet za bardzo. akcja Brody'ego w sprzęzeniu z położeniem Carrie oraz wszystkimi zdarzeniami okołotego : zapachniała już naprawdę filmem sensacyjnym. zwłaszcza zwazywszy szczebel na którym te rozgrywki się odbywają [osoba której dotyczą], trochę
        pobrzmiewają nieposkromioną fantazją scenarzystów :] szkoda, że psychologiczna rozgrywka, w której zachowania przypominały posunięcia szachistów, przy jednocześnie wysokim poziomie suspensu, ustąpiła miejsca takiej własnie top-action. początek tego 2 sezonu był świetny, w połowie ciągle było dobrze, ostatnie 2 odcinki jakby nieco odbierają mu główne atuty, wg mnie.
        tym bardziej interesujący będzie finisz tej serii, zarówno w kontekście fabularnym, jak i własnie ustalenia [się] tożsamości tego serialu.
        • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 16:36
          Czy ja też mogę się wypowiedzieć? :)

          Oglądałam "Great Game" trzeci czy czwarty raz i to jednak chyba najlepszy odcinek, imho. Świetne tempo. Po raz kolejny podziwiałam znakomite, pomysłowe zdjęcia. Choćby scena, kiedy Watson wypytuje współlokatorkę zabitego ochroniarza w jego pokoju. Scena ewidentnie a la Vermeer, z bocznym światłem, drapowaną tkaniną, stonowanymi kolorami. Świetne. Albo pierwsze ujęcie na basenie. Kamera na wysokości wody, słychać jej łagodny plusk. Niby nic, ale od razu robi się niepokojący klimat. Długo by wymieniać. Jak pomyślę o naszych serialach "akcji" i to tych lepszych, z trzema planami na krzyż to płakać się chce.

          Za tydzień "Skandal w Belgravii". Jak pamiętacie mocno zjechałam ten odcinek. Ale teraz, po traumie trzeciego sezonu możliwe, że wyda mi się arcydziełem :)
          • pani_lovett Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 17:46
            Nawet powinnaś się wypowiedzieć. :)

            Tyle już dobrego powiedzieliście o tym serialu, że muszę się zastanowić mocno, co napisać. Zresztą chciałam też jeszcze raz zobaczyć wczorajszy odcinek.
            Więc jutro postaram się napisać mały komentarz.

            • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 17:54
              Hehe. Dzięki :)

              A co tu się tak zastanawiać? :) Napisz o swoich wrażeniach. I jak mówiłam, nie sugeruj się tym co napisaliśmy z Grekiem. Zresztą, miałam też krytyczne uwagi co do pierwszych dwóch serii. O trzeciej już nie wspomnę :)
              • pepsic Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 21:43
                No właśnie Barbasiu, tu sami swoi, wal śmiało:)
                • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 22:52
                  Hehe.
          • pepsic Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 17.03.14, 21:21
            A dla mnie ten odcinek jest wybitnie dekoncentrujący:)
          • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 18.03.14, 14:48
            no co to za pytanie ?!! :]

            [ja chciałbym tylko przypomnieć, korzystając z okazji, że "Sherlock" zaczął się od brawurowych i precyzyjnych opisów kolejnych odcinków dokonywanych przez Siostrę, są one w archiwum, a w historii mają miejsce honorowe :)]

            przyznam, że "Great game" oglądałem 2 razy, w niedzielę i ostatniej nocy :] jakby puszczali trzeci raz, to też bym obejrzał.

            doceniłem Moriarty'ego w wykonaniu Andrewa Scotta. niepozorny, a jaka łepetyna. i ten taki klasyczny dla dzisiejszych szwarcharakterów styl i charm. sam charakter jego związku z Sherlockiem jest zajmujący : dwóch mistrzów w swojej dziedzinie desperacko szukających atrakcyjnych przeżyć w świecie, który generalnie razi ich swoją rutyną wg której żyją ludzie. to niemal intymny związek.

            znamienna jest ta scena, kiedyt insp. Lestrade pomstuje na to, co robi Moriarty i pyta "po co on to robi ???!!", na co Sherlock tylko się uśmiecha pod nosem, z sympatią, może nawet wdzięcznością dla Jima, który przecież daje mu to, czego Sherlock łaknie najbardziej. to naprawdę, wg mnie, kapitalna relacja, w Great Game bardzo wyeksponowana zresztą, w ostatnim odcinku 2 serii gdzieś się ona przeradza w ostateczny pojedynek, co odbiera jej dużo uroku.

            a tak, "Skandal..." to odcinek, w którym pojawia się Irene Adler, uwodzącą Holmesa, z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków wyrazu :] nie było więc innego wyjścia, musiał Ci się nie spodobać ;]]

            no i muzyka.
            jest kapitalna, a ten lejtmotiw z czołówki jak się wkręci w głowę, to gdzieś tam czas cały wiruje, przynajmniej u mnie, i do tej pory.

            coraz bardziej doceniam też Martina Freemana, tym bardziej, ze Benedict Cumberbatch jest tak magnetyczny, iż właściwie panoszy się na całym ekranie i zaznaczyć swoją obecność w takim towarzystwie, to jest wyczyn. poczciwość Watsona, który próbuje mieć własne zdanie, czasami ochrzaniac Holmesa i umoralniać, a jednocześnie podąża ciągle za nim i jak dobra matka wszystko mu wybacza, a przy okazji z taką piękną naiwnością daje mu się wkręcać [scena kiedy Holmes zachęca Watsona, żeby dedukował w.s butów, tylko po to, żeby po skończonej analizie wykazac mu jak kompletnie nic nie dostrzegł].

            cięzko będzie tę parę znielubić w 3 serii ;]]


            • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 18.03.14, 16:34
              Haha, Greku, dzięki za miłe słowa :)

              O, dwa razy w ciągu paru dni. Nieźle. Ale wcale się nie dziwię :)

              Zgadzam się z Twoimi uwagami. Andrew Scott jako Moriarty budzi autentyczny niepokój, nie jest karykaturą szwarccharakteru. I faktycznie ten "związek" z Sherlockiem bardzo ciekawy. W trzeciej serii wyraźnie brak Moriarty'ego.

              Hehe, to prawda. Ale wiesz, po fatalnej trzeciej serii "Skandal..." może się okazać nie taki zły.

              Tak, muzyka jest świetna. Pisałam już kiedyś, że współkompozytorem jest David Arnold, który przez pewien czas pisał muzykę dla Bondów. Oprócz tytułowego jest kilka innych wspaniałych tematów. Znalazłam jeden z moich ulubionych, zaczyna się od 2'10" :

              www.youtube.com/watch?v=dFEOAvZ8yHc

              I z wyprzedzeniem utwór ze "Skandalu". Przepiękny.

              www.youtube.com/watch?v=uwIVuKSfdvo

              Masz rację. Freeman ma o wiele trudniejsze zadanie, jego rola jest mało efektowna w porównaniu z Sherlockiem, a jednak udało mu się zbudować tę postać tak, że jest ciekawa i bardzo wiarygodna.

              Trudno w to uwierzyć, ale niewiele mi brakowało :) W pierwszym odcinku 3 serii Sherlock jest antypatyczny, jego zachowanie wobec Watsona jest wręcz aroganckie. Za to w trzecim odcinku jest odwrotnie. Ale jak pisałam w 3 serii wszystko jest postawione na głowie :)




              • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" 18.03.14, 16:47
                ale wzmagasz moją ciekawość tej 3 serii :]]

                muzyka świetna.
                w tym pierwwszym kawałku pobrzmiewają w pierwszej fazie znajome dziarskie motywy :]
                w drugiej części jakoś tak nostalgiczniej i spokojniej.

                fragment ze "Skandalu" istotnie urodziwy.

                oglądałaś, a raczej - słyszałaś, już "Pustkowie Smauga" ? B.Cumberbatch użycza głosu tytułowemu smokowi, podobno tak klasowo, że zyskuje na tym głosie cały smok, od dzioba do ogona ;]
                • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 18.03.14, 17:26
                  O rany, mój zamiar był wręcz przeciwny :))

                  Hehe, słyszałam. Ale Tolkien to nie moje klimaty, więc nie będę miała okazji się o tym przekonać.

                  Tak przy okazji naszła mnie taka refleksja a propos Benedicta Cumberbatcha. Zaskakująco, mam obawy o jego aktorską karierę. Bo tak naprawdę jego ogromna popularność, zwłaszcza w internecie, na razie nie przekłada się na role filmowe (nie mówię o teatrze). A sympatia widzów jest zmienna, za jakiś czas mogą sobie znaleźć nowego idola.

                  Pierwszy duży film, w którym zagrał główną rolę "Piąta władza" Condona (ktoś widział?) zrobił klapę. Podobno niezasłużoną, ale jednak. Role w głośnych filmach: "Sierpniu..." i "Zniewolonym" tylko drugoplanowe, a za pierwszą miał kiepskie recenzje. Za sukces można uznać tylko "Star Treka", ale to tylko kino rozrywkowe.

                  Dobre opinie krążą o skończonym właśnie filmie o Alanie Turingu, ale może to tylko marketing starego wygi Wensteina. Poza tym nie słyszałam o żadnych konkretnych planach. Na miejscu Benedicta rzuciłabym "Sherlocka" w diabły, bo po trzeciej serii może być już tylko coraz gorzej :)

                  Moim zdaniem problem w tym, że ze względu na oryginalną fizys ma ograniczone możliwości wyboru ról. Nie zagra everymana, nie jest też klasycznym amantem. Od szufladki szalonych geniuszy a la Sherlock stara się uciekać (choć akurat film o Turingu temu zaprzecza). Nie byłoby źle gdyby został solidnym aktorem charakterystycznym, sama nie wiem...

                  Jakoś mnie naszły takie refleksje. Nie zmieniające faktu, że jako mężczyzna B. C jest hm...absolutnie fascynujący :)
                  • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" 19.03.14, 14:02
                    podobno to całe "Pustkowie..." ma ze 3 godziny.
                    ja też nie czuję tych filmów, trylogię Tolkiena obejrzałem, ale
                    żebym do niej wracał, to bym nie powiedział ;]

                    "Pustkowie" mnie ciekawi właśnie ze względu na tego smoka, więc może
                    dałoby się obejrzeć od momentu, kiedy on się pojawia, hehe.

                    Twoje obawy są uzasadnione, wydaje się, że aktor po prostu wykorzystuje
                    swój moment, aby grać jak najczęsciej i za dobre pieniądze. nie ma w tym
                    nic niewłaściwego, aktor nie powinien głodem przymierac, bo wtedy słabiej
                    zapamiętuje tekst ;], ale z drugiej strony - na pewno trudniej o role wybitne, bo
                    twarz staje się coraz bardziej opatrzona i wysłużona, budząca już konkretne
                    skojarzenia.

                    świetnie to napisałaś.
                    wszelako, mam inną opinię :]
                    wg mnie, dzisiaj bycie ikoną teleiwizyjną już nie jest obciachem.
                    wybitne role kinowe stają w jednym szeregu z wybitnymi kreacjami serialowymi.
                    ostatni przykład, oscarowy Matthew McConaughey, który w serialowym "Detektywie"
                    [btw, podobno wyśmienity] zagrał tak doskonale, że co czytam w ostatnim czasie
                    jakiś artykuł o tym aktorze, to obie te role wymieniane są obok siebie.

                    wg mnie, B.Cumberbatch nieźle z pewnością zarabia na byciu Sherlockiem, może
                    być aktorem... globalnym :] łapie dwie sroki za ogon, a to już coś. last but not least...
                    Sherlock w jego wykonaniu, to przecież prawdziwa kreacja, której aktorskich walorów
                    nie sposób zakwestionować w żadnym momencie.

                    Sherlock może jego szanse na wybitną rolę filmową zlimitować.
                    ale jednocześnie... porzucenie Sherlocka nie gwarantuje niczego.

                    w moim odczuciu, lepiej być Sherlockiem na miarę globalną i czekac na swoją szansę
                    w kinie :] a nawet jesli nic się nie zdarzy, skojarzenie wyłącznie z Sherlockiem, TAKIM
                    Sherlockiem, brzmi całkiem nieźle.





                    • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 19.03.14, 19:57
                      Greku, dzięki za ciekawe uwagi :)

                      Zgadza się, nie każdy aktor ma szczęście trafić na TAKĄ rolę. Rolę idealną, która może być trampoliną do wielkiej kariery. Ale oczywiście nie musi. B. C. na pewno ma większe ambicje, ale czas pokaże czy to mu się uda. Mam tylko wrażenie, że balon oczekiwań wobec niego jest tak rozdęty, że trudno będzie mu sprostać tak dużej presji. Oczywiście, życzę mu jak najlepiej :)
                      • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" 20.03.14, 14:26
                        cieszę się, że znalazłaś je jako ciekawe :] cała przyjemnośc po mojej stronie.

                        wiesz, Sherlock to całkiem młoda rzecz. za parę lat trochę się unormuje sytuacja, a
                        BC będzie ciągle młodym aktorem z przyszłością :]

                        z drugiej strony, jest tak wyrazisty i znakomity jako Sherlock, że wariant Hugh Laurie alias Gregory House 2.0 też jest zupełnie możliwy.

                        popatrz, jaki to paradoks - BC dokonał nie lada wyczynu reanimując do życia postać zdawałoby się tak już wyeksploatowaną i na wskroś poznaną, dał jej nową osobowośc, WIĘCEJ - sprawił, że grany już tyle razy Sherlock będzie miał teraz jego twarz i styl. Zrobił więc rzecz niezwykłą.

                        a teraz może [bo jednak może] się to stać jego problemem... to dopiero przewrotna historia :]
                  • pepsic Re: Sherlock The Great Game" 20.03.14, 18:33
                    jako mężczyzna B.C jest hm...absolutnie fascynujący :)
                    A jak dla mnie deczko smarkaty, a poza tym chyba już wyrosłam z fascynacji macho w sensie mentalnym;)
                    • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 20.03.14, 19:05
                      De gustibus... Jednak 38 lat to już nie pierwsza młodość. Niestety, jestem już w tym wieku, że chyba każdy facet jest ode mnie młodszy :)
                      • pepsic Re: Sherlock The Great Game" 20.03.14, 19:23
                        Siostro, równie dojrzała koleżanka musi Cię upomnieć, spoglądasz nie w tę stronę, co trzeba;)
                        A tak w ogóle zapytam retorycznie, co znaczy: "w tym wieku"
                        • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" 22.03.14, 18:42
                          Tak, wiem, zasłużyłam na krytykę :) Ale czasem nachodzą mnie takie ponure myśli.
                          • pani_lovett Re: Sherlock The Great Game" 22.03.14, 21:12
                            Pepsic napisała:
                            A tak w ogóle zapytam retorycznie, co znaczy: "w tym wieku"

                            No właśnie!?
            • pani_lovett Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 18.03.14, 17:18
              > przyznam, że "Great game" oglądałem 2 razy, w niedzielę i ostatniej nocy :] jak
              > by puszczali trzeci raz, to też bym obejrzał.

              Ha! Jak Grek oglądała dwa razy to ja muszę co najmniej ze cztery razy! :)
          • grek.grek Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 18.03.14, 14:51
            PS : Siostro, takich pytań nie wypada zadawać :] my oczekujemy wręcz, że będziesz nam świecić przykładem i prymusostwem pożądanym przez nas błyszczeć :]
            • siostra_bronte Re: Sherlock The Great Game" [Homeland 2/10, 2 sł 18.03.14, 17:34
              :))
    • pani_lovett "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 20:20 17.03.14, 20:18
      Dziś! Za kilka minut!

      • pepsic Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 17.03.14, 21:30
        Znam, zatem mogę spokojnie sie porozpisywać.

        Ps.Z tą pięknością w tytule to chyba jednak przesadzili, że się narażę... Siostrze;)
        • siostra_bronte Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 18.03.14, 12:16
          Haha. Bez przesady, aż tak wrażliwa nie jestem. Jak napisałam o pyzatej Michelle Williams to nawet Grek się zbulwersował :)
        • grek.grek Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 18.03.14, 13:32
          koniecznie musisz.

          pięknośc kojarzy się jednak inaczej, nie ? ;]

          świetne zakończenie, przewrotne i nietypowe.
          w ogole, wyszła z tego taka pseudo-komedia romantyczna, przy czym "pseudo" jest
          tutaj komplementem.
          wszystko jest w tej całej zabawie nie na swoim miejscu : amant, który moze być
          ojcem głównej bohaterki, a potem jej decyzja w finale która stanowi jakże zgrabny kompromis
          między racjonalną kalkulacją a namiętnością, a więc coś wbrew zasadzie, wedle której kobieta filmowa wybiera zawsze sercem, a nie rozumem i... innymi częściami ciała.
          • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 19.03.14, 16:41
            Tak, świetne zakończenie.

            potem jej decyzja w finale która stanowi jakże zgrabny kompromis
            > między racjonalną kalkulacją a namiętnością, a więc coś wbrew zasadzie, wedle k
            > tórej kobieta filmowa wybiera zawsze sercem, a nie rozumem i... innymi częściam
            > i ciała.

            Bo też to i prawda, może nie specjalnie odkrywcza i nie ma co zaprzeczać, że kobiety nie zawsze kierują się sercem, i nie gorzej od mężczyzn potrafią używać rozumu i kierować się zimną kalkulacją, wyrachowaniem itp. w relacjach damsko-męskich (o czym powinni pamiętać zwłaszcza starsi panowie uganiający się za dużo młodszymi kobietami od siebie ;).

            Tylko, czy ten kompromis opłaci się bohaterce na dłuższa metę?

            Polubiłam bohaterkę (wyładniała w dalszej części filmu), w finale jednak straciłam nieco sympatii do niej.

            Pan Benesz (znany nam dobrze Josef Abrham) , zamożny człowiek, który większość swojego życia spędził na Zachodzie, we Włoszech, jaka to piękna postać. Szlachetny, dobry , uważny na krzywdę drugiego człowieka, skory do pomocy człowiek. W swojej ojczyźnie ma pecha natykać się na cwaniaczków, oszustów i wyrachowane baby, ludzi , którym właściwie nie warto pomagać.

            :)
            • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 19.03.14, 17:00
              kulturalny!
            • grek.grek Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 20.03.14, 14:05
              haha ;]
              wiesz, zakładam, że starsi panowie uganiający się za młodymi spódniczkami doskonale wiedzą, w czym uczestniczą i na czym ta zabawa polega. w końcu... jak ktoś stawia na szali całą swoją rentę albo emeryturę, to musi perfekcyjnie znać charakter inwestycji :]

              zakładam, że bohaterka podpadła Ci, bo nie umiała zrezygnować definitywnie z eks-męza na rzecz 100 % wierności szlachetnemu panu Beneszowi ?

              zaiste, rozwiązanie to filmowo niekonwencjonalne, ale w tzw.realu zdaje się spotykane nierzadko, aczkolwiek moze nie w takiej konfiguracji ;]

              wg mnie, filmolwo wypadło to bardzo dowcipnie i... wlasnie - życiowo. po co rezygnować z jednego na rzecz drugiego, skoro można mieć oba ?

              w moim odczuciu, zarówno jej relacja z p.Beneszem, jak i erotyczny pociąg do eks-męza są równie autentyczne i tak samo potrzebne jej do życia, i myślę, że erotyczna więź [na odległość] z eks-mężem zupełnie nie zakłamuje ani nie osłabia znaczenia jej związku z p.Beneszem.


            • pepsic Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 20.03.14, 19:15
              Polubiłam bohaterkę (wyładniała w dalszej części filmu), w finale jednak straciłam nieco sympatii do niej.

              Byłabym mniej surowa;) Namiętność porwała ją w stosunku do człowieka, którego z jakichś powodów wybrała na męża i ojca swoich dzieci, z którym coś ją łączyło, zanim pan Abram pojawił się na horyzoncie.

              A ja darzę sympatią postaci niejednoznaczne do końca, którym daleko do ideału i które potwierdzają, że życie nie jest ani proste, ani czarno-białe.

              A o ten opłacalny kompromis (Barbasiu, ależ masz podejście) to jestem jakoś spokojna:)
              • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 22.03.14, 21:24
                pepsic napisała:

                > Byłabym mniej surowa;) [...]
                > A o ten opłacalny kompromis (Barbasiu, ależ masz podejście) to jestem jakoś spo
                > kojna:)

                To jestem trochę zaskoczona Twoją wyrozumiałością. ;)
            • oleena Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura - 20.03.14, 20:31
              > Pan Benesz (znany nam dobrze Josef Abrham) , zamożny człowiek, który większość
              > swojego życia spędził na Zachodzie, we Włoszech, jaka to piękna postać. Szlache
              > tny, dobry , uważny na krzywdę drugiego człowieka, skory do pomocy człowiek. W
              > swojej ojczyźnie ma pecha natykać się na cwaniaczków, oszustów i wyrachowane b
              > aby, ludzi , którym właściwie nie warto pomagać.

              A ja tym razem (moje drugie oglądanie "Piękności..") pomyślałam, że Benesz wcale nie jest taki jednowymiarowo szlachetny. Benesz po prostu wymienia dobro, którego ma pod dostatkiem (kasę) na dobro, którego mu brakuje (młoda dupa w łóżku).
              Jakieś pomysły co do motywów, dla których zaprosił wujka Richiego do siebie? Poza dostarczeniem wujaszkowi sposobności do walenia konia i napawania się widokiem Marceli?
              • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 21.03.14, 00:16
                oleena napisała:

                > A ja tym razem (moje drugie oglądanie "Piękności..") pomyślałam, że Benesz wcal
                > e nie jest taki jednowymiarowo szlachetny. Benesz po prostu wymienia dobro, któ
                > rego ma pod dostatkiem (kasę) na dobro, którego mu brakuje (młoda dupa w łóżku)

                Ale dlaczego odbierasz panu Beneszowi prawo do zauroczenia się, zakochania się, do uczuć?

                > Jakieś pomysły co do motywów, dla których zaprosił wujka Richiego do siebie? Po
                > za dostarczeniem wujaszkowi sposobności do walenia konia i napawania się widoki
                > em Marceli?

                He,he! Wujek Richi to wyjątkowo antypatyczna i odpychająca postać filmowa. :) Ratuje go pewnie jedynie szczere uczucie do żony, matki Marceli. Sądzę, że właśnie to szczere opłakiwanie śmierci żony, szczery żal, mógł poruszyć pana Benesza, może nawet i Marcelę i jej dzieci i mógł stać się impulsem do zaproszenia go Włoch.

                Odnoszę też wrażenie, że reżyser, Jan Hřebejk, lubi tę postać i dlatego taka miła niespodziankę zaplanował Richiemu na koniec. ;)
                A scena w basenie była obleśna.
        • pani_lovett Re: "Piękność w opałach" J.Hrebejka w TVPKultura 18.03.14, 17:20
          Obowiązkowo.
    • siostra_bronte "Turysta" 18.03.14, 22:40
      Ktoś oglądał? Uwaga, będzie ostro :)

      Wiedziałam, że to była klapa, ale z braku innych atrakcji obejrzałam. No i faktycznie, to raczej parodia thrillera. Całość razi sztucznością. Fabuła pełna absurdów i schematów typu gangsterzy, którzy nie potrafią strzelać, itd. O jakichkolwiek emocjach i suspensie to już w ogóle nie ma mowy.

      Aktorstwo dostosowane do scenariusza. Jolie zagrała z ekspresją manekina. Zbyt mocno "zrobiona" i sztuczna. Za to bez makijażu Johnny Depp był niepodobny do siebie :) W pierwszej scenie, w pociągu, w ogóle go nie poznałam. Generalnie sprawiał wrażenie, jakby znalazł się na planie przez pomyłkę. Romantyczne sceny między dwójką bohaterów wzbudzały niezamierzoną wesołość. Ogólne wrażenie fatalne.

      Ale Wenecja piękna :)
      • grek.grek Re: "Turysta" 19.03.14, 14:18
        hoho, jakoś bardzo dawno była pierwsza emisja. chyba nie oglądałem, chyba nie omawialiśmy jeszcze :]

        Siostro, Twoja recenzja jest druzgocąca :]

        kto tam casting robił ?
        Johnny Depp pasuje do roli faceta wciągniętego w kryminalną intrygę, jak pięśc do nosa. Angelina zaś ostatnimi czasy bardziej chyba "glamuje" i ma być wabikiem na widownię z okazji swojego królowania na portalach plotkarskich niż z racji swojego aktorstwa [a grać umie].
        szczerze mówiąc, poza rolą w "Oszukanej", wlaściwie ciągle gra w jakichś łubu-dubu-bęc produkcjach, za które pewnie kasuje cięzkie milyjony, ale aktorsko przestała się rozwijać, a nawet zaczęła się cofać. jak wracam pamięcią do "Przerwanej lekcji muzyki", czy nawet błahych, ale urokliwych "Hakerów" - trudno odnaleźć jakieś jej ambitne role. A od "Przerwanej..." minęło dobre 15 lat.

        z tego, co piszesz, wygląda na to, że tandem Depp-Jolie miał starczyć za Wielką 3, czyli scenariusz, suspens i sens :] całe szczęscie, że nie wyszło.

        może chociaż Wenecja [podczytałem, że tam się akcja koncentruje ?] zagrała dobrą rolę i przyniosła Ci parę miłych wrażeń ?

        PS : doczytałem też, że jest to remake "Anthony'ego Zimmera", oryginału made in France. ten zaś film kiedyś opisywaliśmy. też nie był chyba wybitny, ale dało sie go jakoś ugryźć ;]
        • grek.grek Re: "Turysta" 19.03.14, 14:21
          PS 2 : chciałbym jeszcze dodać, ze romans na linii Depp-Jolie też, na pierwszy rzut oka, też jakoś pokracznie wygląda, bo wg mnie pan aktor kompletnie nie ma warunków amantowych. Angelina też. kogokolwiek by nie grała, to i tak już wiadomo, że jest zadowoloną żoną innego ;]
          • siostra_bronte Re: "Turysta" 19.03.14, 18:28
            Greku, wiesz, że jestem raczej łagodnym krytykiem, ale tym razem nie wytrzymałam :)
            Oglądałam ten film z uczuciem zażenowania, aż czasami miałam ochotę schować się pod fotel. Rzadko mi się to zdarza.

            Muszę się jeszcze poznęcać nad aktorskim duetem. Jolie jest sztywna jakby połknęła kij. To że każdy facet w filmie pożera ją wzrokiem jest pokazane w tak sztuczny sposób, że aż przykro patrzeć. Depp jest nie tylko tradycyjnie niewyraźny. Gorzej, on kompletnie nie wie co ma grać. Czy to romans, czy komedia, czy thriller. Tego nie wiedział chyba sam reżyser. A propos, to dzieło zrobił Florian Henckel von Donnersmarck, ten od "Życia na podsłuchu", ciekawe skąd się tu wziął.

            Liczę na powtórkę. Greku, musisz to koniecznie zobaczyć :)

            Tutaj trailer:

            www.youtube.com/watch?v=5XtbLezJtMg
            • grek.grek Re: "Turysta" 20.03.14, 14:15
              wiem :]
              właśnie dlatego Twoje ostrzejsze recenzje mają swoją rangę i rzucają się w oczy.

              ja bym stawiał na obecnośc reżysera "Życia na podsłuchu", jako motywowaną dobrą
              finansowa zachętą, hehe. no i może chciał sobie fotkę machnąć z Angeliną i Johnnym.
              a w CV mieć epizod rezyserski z takimi gwiazdami :]

              swoją drogą, pamiętam jak Daniel Olbrychski wystąpił razem z Angeliną Jolie w "Salt" -
              widziałem i czytałem wtedy kilka wywiadów z nim, gdzie pytano go niemal wyłącznie o
              to, jaka ona jest, jak się z nią aktorzy, a pan Daniel sprzedawał anegdotki i wychwalał
              jej profesjonalizm [np. że nie ma problemu zagrać 10 dubli jakiejś sceny i nigdy nie
              marudzi.... co wydało mi się dośc zagadkowe, bo film "Salt", w tych fragmentach które
              widziałem, nie był dziełem, które domagało by się 10 dubli jakiejkolwiek sceny].

              ale uderzyło mnie coś innego.
              mianowicie, na skali aktorskiego kunsztu i dorobku pan Daniel jest przy pani Jolie bytem stratosferycznym, a kiedy spotyka ją na planie jakiegoś błahego filmu i nagle cała jego klasa i marka sprowadza się do "faceta który grał razem z Angeliną". znak czasu ?

              hehe, dzięki za trailer, Siostro.
              no i czekam z niecierpliwością na powtórkę.
              testament mam spisany, na wszelki wypadek ;]

              • siostra_bronte Re: "Turysta" 21.03.14, 19:36
                Coś mi się zdaje że pan reżyser po tej klapie to długo pracy w Hollywood nie znajdzie :)

                Takie czasy, są takie gwiazdy, które niekoniecznie są dobrymi aktorami. Raczej celebrytami.

                Hehe, ten film naprawdę gwarantuje mocne przeżycia :)
            • pepsic Re: "Turysta" 20.03.14, 18:47
              To jeszcze słówko nt. Angeliny, które mi się nasunęło po obejrzeniu trailera. Tak bardzo udoskonaliła urodę, że stała się własną karykaturę przypominającą figurę woskową.
              • siostra_bronte Re: "Turysta" 20.03.14, 19:07
                Miałam dokładnie to samo wrażenie! Napisałam wcześniej o ekspresji manekina :) Na dokładkę miała zbyt mocny makijaż i w efekcie wyglądała okropnie sztucznie.
        • pani_lovett Re: "Turysta" 19.03.14, 16:12
          grek.grek napisał:

          > Johnny Depp pasuje do roli faceta wciągniętego w kryminalną intrygę, jak pięśc
          > do nosa.

          Johnny Depp jako inspektor Frederick Abberline tropiący Kubę Rozpruwacza w filmie "Z piekła rodem" wypadł bardzo przekonująco. Pamiętam, że i Ty niegdyś pozytywnie o tym filmie się wypowiadałeś.

          Niegdyś rozmawiałyśmy troszkę o tym filmie z Pepsic. Pamiętam, że całego filmu też nam się podobały najbardziej obrazki z Wenecji.

          :)
          • grek.grek Re: "Turysta" 19.03.14, 16:28
            trafiony :]

            tam był jednak detektywem, w dodatku dośc specyficznym i w okolicznościach przyrody, ktore jakoś to łagodziły. w "Turyście" jako facio, który nie wie, co się wokół niego dzieje, a do tego kochanek Angeliny... wg mnie, już samo zestawienie tych funkcji postaci z jego fizjonomią i stylem aktorskim nie brzmią zbyt wiarygodnie :}

            o yes :]
            • pani_lovett Re: "Turysta" 19.03.14, 16:45
              >w "Turyście" jako facio, który nie wie, co się > wokół niego dzieje
              Udaje , że nie wie , co się wokół niego dzieje!

              >a do tego kochanek Angeliny... wg mnie, już samo zestawieni
              > e tych funkcji postaci z jego fizjonomią i stylem aktorskim nie brzmią zbyt wia
              > rygodnie :}
              :)
              Niestety, muszę się z tym zgodzić. :/
        • pepsic Re: "Turysta" 20.03.14, 18:50
          Tak jest, pierwowzór francuski mimo tego samego wątłego scenariusza przynajmniej trzymał warsztat aktorski na poziomie.
    • grek.grek "Zabicie ciotki" [polski 2013] via Kultura 19.03.14, 13:45
      25-minutówka, jako żywo pachnąca off-kinem :]

      Młody człowiek przychodzi do kościoła, idzie do spowiedzi, podczas której - po początkowych nieporadnych wyznaniach "grzechów" - informuje księdza, że zabił swoją ciocię. Przysypiający ksiądz aż podskakuje na siedzisku. A potem indaguje młodzieńca, i w formie poglębionej spowiedzi ten cały film się odbywa.

      Młodziak zabił ciotkę młotkiem. Nie zrobił tego, bo mu zawadzała jakoś konkretnie, bo chciał się "uwolnić", bo cośtam. Ciocia go utrzymywała, sponsorowała jego studiowanie, gotowała, prała - full package :] A on wziął i ją zabił. Z tej całej jego opowieści w zasadzie nie wynika jakaś istotna przyczyna. Może zabił ją dlatego, bo trajkotała bez ustanku. Nonstop. Moze dlatego, że była ciągle obok.

      Student killer jedzie rowerem uliica, wrzeszczy "zabiłem ciotkę !", powoduje wypadek, wywala się prosto na radiowóz. Trafia na policję, gdzie jest przesłuchiwany.
      - A więc... studiujesz ?
      - Tak.
      - Studiujesz ?
      - Tak.
      - Na pewno ?
      - Na pewno.
      - Uhmm... studiujesz, powiadasz ?
      - Tak.
      :]]
      coś w tym guście.

      Moment Kodaka następuje, kiedy chłopak powiada, że studiuje historię. Wtedy do przesłuchujacego dołącza drugi policaj, wyskakuje z dziką miną od stolika obok i ryczy do studenta "Data bitwy pod Grunwaldem ?!!!" - student "1410". Tamten "Nie słyszę !!! Jeszcze raz, bitwa pod Grunwaldem ?!!!", odpowiedź "1410", na co tamten już spokojnie "No..." :]

      Generalnie, chłopak większych rozterek nie posiada. Kiedy spotyka pod trzepakiem swoją uroczą nastoletnią sąsiadkę i zaprasza ją do domu, "bo sam jest" wydaje się wręcz zadowolony z położenia w jakim się znajduje. Kiedy dziewczyna przychodzi i trochę rozmawiają, całują się, aż on jej wyznaje "Słuchaj, przeprowadź się do mnie, co ? Zabiłem ciotkę, więc możemy się urządzić. Ale by było fajnie. ŁÓZko byśmy sobie kupili podwójne...". cytat niedosłowny, ale mniej więcej o to chodziło. On jej proponuje wspólnotę majątkową, i tak lekko i między wierszami wspomina o ciotce.

      Ona najpierw myśli, że on sobie jaja robi. Ale gdzie tam, on twierdzi, że ciotka jest w trzech częsciach... Dziewczyna nie chce wierzyć. Kiedy słyszy, ze częśc ciotki znajduje się w łazience - idzie tam, otwiera drzwi, a potem kieruje na bohatera wzrok zdumiony i niedowierzający. Zrobił to ?

      W ostantnim akcie... ciotka zaczyna cyklicznie odwiedzać studenta :] Jak żywa. Co chwilę dzwoni, wchodzi do domu, jakby wróciła z podróży, trajluje, trajluje, on jej nie moze przerwać. I kiedy jedna ciotka znika, za chwilę druga dzwoni, wchodzi i to samo... Tak wygląda piekło bohatera ?

      A moze to tylko sen ? Fantazja ?

      Typowe, wg mnie, offowe kino, takie zalatujące inscenizacją reporterską albo wizją lokalną, lekko tylko pod-fabularyzowaną ;] Aktorstwo dyskusyjne, ale ciekawe, dobre zdjęcia.

      Rzecz jest ekranizacją opowiadania Andrzeja Bursy.
      • pani_lovett Re: "Zabicie ciotki" [polski 2013] via Kultura 19.03.14, 15:03
        Film "Zabicie ciotki" wg. powieści Bursy zrobił wcześniej (w 1984 roku) Grzegorz Królikiewicz.

        filmpolski.pl/fp/index.php?film=121250

        Powieściową ciotkę interpretowano jako symbol przeszkody na drodze młodego człowieka do samodzielności i do rozpoczęcia życia na własną rękę.
        • grek.grek Re: "Zabicie ciotki" [polski 2013] via Kultura 19.03.14, 16:30
          o proszę.

          takaż interpretacja pasowałaby chyba i do bohatera tego... remake. chociaż, on chyba sam nie bardzo wie, dlaczego się na ciotkę z młotkiem porwał.

          swoją drogą, co za pomysły na "samodzielność", nie ? ;] ciotkę łup i gotowe, hehe.
          • pani_lovett Re: "Zabicie ciotki" [polski 2013] via Kultura 21.03.14, 00:55
            > swoją drogą, co za pomysły na "samodzielność", nie ? ;] ciotkę łup i gotowe, he , he.

            :)))
            Może to tylko fantazjowanie? Albo projekcja chorego umysłu?
    • grek.grek "Artysta" w KOcham Kino 20.03.14, 16:07
      21:35 & 1:10 TVP2

      no to zobaczymy, za co ta niezliczona liczba nagród była :]]
      co za historia i czy chodzi tylko o - chwytliwy sam w sobie - pomysł, żeby w erze kina technologicznego rozpasania zrobić film niemy.
      jak widziałem w zajawkach, o formę Berenice Bejo obawiac się nie trzeba, więc jeden powód do obejrzenia już jest ;]
      ale i sam lead wydaje się ciekawy : moment przejścia od kina niemego do mówionego, w odczuciu aktora, który był/jest idolem konwencji wypieranej, odchodzącej w przeszłość. pobrzmiewa "Bulwarem Zachodzącego Słońca", ale chyba nie będzie aż tak nostalgicznie i smutno ?

      o, btw, co powiecie o Stop-klatce. TV [nie wiem, czy maszyna nie potraktuje tej nazwy jako
      spamu, więc piszę rozdzielnie] ?

      ja bym powiedział, że to całkiem niezła propozycja.
      filmy nonstop, do wyboru do koloru; fakt że w większości powtórki i klasyka, aczkolwiek
      raczej młodszej daty niż szlachetnie starszej :]

      dzisiaj : 16:50 "Argentyńska lekcja" - naprawdę warto skoczyć :]
      wieczorem "Valmont" i "Zabawy z bronią" [słowem : dokumenty też są, łoł ;]


      jutro m.in
      9:20 Zakochany Paryż
      15:45 Pociąg" Kawalerowicza
      20:15 Wszystko gra" Allena


      • pepsic Re: "Artysta" w KOcham Kino 20.03.14, 18:40
        chyba nie będzie aż tak nostalgicznie i smutno ?
        Zaspojleruję, ale niestety tak, choć z z odrobiną pozytywnej nutki:)) Berenice Bejo ok, Jean Dujardin, do którego mam słabość tez, ale ogólnie ten eksperyment jakoś tak średnio mi podszedł Fakt, nie byłam przygotowana na wersję niemą.
        • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 00:08
          Pierwsze wrażenia: szatański pomysł i znakomita realizacja. Jean Dujardin świetny, wyraźnie stylizowany na Douglasa Fairbanksa. Pełen uroku hołd dla kina, także muzycznie (wyłowiłam piękny motyw z "Zawrotu głowy" Hitchcocka). Szkoda, że byłam bardzo zmęczona i początek trochę mi uciekł, ale im dłużej oglądałam tym bardziej mi się podobało :)
          • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 00:49
            Tak, uroczy, wzruszający, zabawny film fenomenalnie, genialnie oddający ducha kina niemego.

            Fantastyczna scena , kiedy bohater filmu niemego - George Valentin (jak się można domyślać wielkiego amanta kina niemego , Rudolfa Valentino) zaczyna słyszeć dźwięki (widz razem z nim słyszy), które nagle wydają przedmioty, kubek stawiany na półce, coś tam jeszcze, oraz, i tu zaskakujący i zabawny koncept, spadające piórko, które wydaje w momencie upadku na ziemię dźwięk przypominający odgłos wybuch bomby. Bohater jest przerażony dźwiękami oraz niemożnością , mimo usilnych prób, wydobycia z siebie jakiegokolwiek dźwięku. W końcu okazuje się, że to był koszmarny sen.

            Tyle na gorąco ja. ;)
            • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 14:32
              mam podobne odczucie.
              i to był pierwszy film niemy, który obejrzałem, hehe.
              serio, przynajmniej jak chodzi o te widziane w całości ;]

              byłem ciekaw, jak scenarzyści to rozwiążą : bohater tak zacnie unosi się honorem i nie chce
              zacząć grać w mówionym kinie, że rezygnacja z tej postawy zakrawałaby na zupełnie niewiarygodną. coś musiałoby ją uzasadnić.

              i tutaj mały zgrzyt : kiedy Valentin w swoim zrujnowanym mieszkaniu przymierza się do strzelenia sobie w głowacza - pojawia się Peppy, mówi "nie rób tego !" i... i Valentin z nagła porzuca myśl o zamachnięciu się, a nawet się uśmiecha i do tego dodany jest gag, jak to pistolet sam strzela w ścianę i jest zabawnie. może nie powinienem się czepiać, bo akurat nie spójność scenariusza miała tutaj być kluczowa, ale trochę to było dziwne i pospiesznie przeprowadzone. jakoś Valentin musiał wyjść z kryzysu, więc dlaczego nie za pomocą gwałtownej zmiany nastroju o 180 stopni ;]

              Berenice Bejo - ojoj... najpiękniejszy uśmiech filmowy... czy ja wiem ? w historii ? czy tylko w ostatnim stuleciu ? ;] Urzekająca.

              Podobała mi się scena, kiedy Peppy odwiedza wstępnie podłamanego Valentina, razem z nią przyjeżdza chłopak [zapewne nie "jej", tylko taki przyklejony do niej w celach wizerunkowych] i ten chłopak powiada do Valentina "To zaszczyt pana poznać. Mój ojciec jest pana fanem" :]]

              I wszystkie sceny z Bejo.

              Generalnie, początki były trudne - widzicie że towarzystwo na ekranie paszczą robi, a plansze z napisami pokazują tylko sedno ich kłapania, góra 2 zdania :] Ale im dalej w las, tym jakby mniej drzew. Po kwadransie byłem całkowicie wciągnięty, razem z piętami.

              Jakoś bohater mnie ujął. Facet był idolem, tłum dziewczyn się z nim fotografuje, jego popisom po seansie filmowym, przed kurtyną - nie ma końca. I nagle... bęc, od milionera do pucybuta.

              Prawie zrozumiałem o co chodzi. Prawie uchwyciłem ten romantyczny charakter początków kina. Prawie doskoczylem do tego, co reżyser chciał powiedzieć i przekazać. Nie muszę Wam mówić, jak jestem z siebie dumny ;]

              Pewnie w tym doskakiwaniu zgubiłem zdrowy rozsądek i została mi tylko naiwność, ale... gdzieś tam nie widać w nim prymatu pieniądza. Widać pragnienie robienia filmów, dawania przyjemności widowni, a na widowni widać zachwyt tym całym wynalazkiem. To takie radosne i szlachetne. Naiwny jestem, bo zapewne i wtedy kasa miała znaczenie i to moze nawet kluczowe. Jednak, mimo wszystko, reżyser Hazanavicius tak to wszystko wyczarował, że powstała piękna iluzja czasów niewinności. A moze jednak coś w tym głębszego jest, jak sądzicie ? :]

              I te dwa życiorysy przejeżdżające jak windy obok siebie. Ona w góre, a on w dół. A linią demarkacyjną jest dźwięk w kinie.

              Ileż tam prostych, a przecież uroczych symboli, prawdaz ? Pierwsza scena : Valentin gra złapanego szpiega, którego śledczy próbują zmusić do... mówienia, a on się z całych sił opiera aż do omdlenia, ale tylko po to by uciec później :] Jakże to profetyczny moment, tak kompletnie bezpretensjonalny.

              Albo kiedy ogląda siebie jako Zorro, wraca do przeszłości, wreszcie podpala stare taśmy z niemymi filmami, lecz tylko po to, by je później z narażeniem życia ratować. Jak zwalnia swojego wiernego lokaja, każe mu wziąć samochód i znaleźć nową pracę - a ten czeka na niego cały dzień przed domem, aż zapadną ciemności. I kiedy wysprzedaje swoje pamiątki, nie wiedząc jeszcze że kupi je ktoś, kto kocha stare kino tak samo jak on. Naprawdę wzruszające, jak napisałaś Barbasiu, a zarazem takie szczere i proste. Przy czym, fakt że to współcześnie nakrecony film, z udziałem zaawansowanej technologii i jedynie powiela wzorce z przeszłości - jest prawdziwie przewrotną świadomością.

              pomyślałem sobie, że gdyby taki film nakręcono w normalnym trybie, czyli była to opowieśc o współczesnych ludziach, i nie miała tej konwencji czarno-białego niemego kina - byłaby kiczowata i to strasznie :]

              W tym przypadku, konwencja wszystkie te wzruszające momenty czyni wiarygodnymi, a sam film zyskuje rangę wartościowego i klasowego, a nie jakiejś kiepskiej historyjjki. Konwencja jest wszystkim.

              Własnie, świetnie to wychwyciłaś, Barbasiu.
              Valentin - Valentino.
              co by się stało z Rudolfem Valentino, gdyby przyszła era kina mówionego, a on by się musiał w niej znaleźć. Moze tak własnie by to wyglądało ?

              Partie taneczne są znakomite. Aktorzy zapewne napracowali się niekiepsko, żeby wyszły tak lekko i zamaszyście zarazem.

              Pan aktor Dujardin gra wybitnie, wg mnie. Jak to określiła filmowa Peppy Miller - "robi miny" w sposób rewelacyjny. Perfekcyjnie czuje nastroj i wspomnianą konwencję. Reżyser łapę na wszystkim trzyma i panuje mistrzowsko nad ta furmanką. Wg mnie, to jest jednak sztuka nakręcić taki film 70 lat po tym jak zaprzestano bawić się w tego typu kino. To tak jakby wsiąść na rower z lat 30-tych i przejechać nim Tour de France - nawet dla wybitnie wytrenowanego kolarza byłoby to zadanie niełatwe. BYłem sceptyczny na starcie, ale teraz chętnie powiem, że to film wybitny albo mocno ocierający się o wybitnośc.

              Wspaniała jest też muzyka, w takim filmie wyrastająca na rzecz kluczową, zastępującą dialogi, odgłosy maszyn, życia i dowolne wszelkie dźwięki [inne]. Wszystko działa perfekt.

              to byłem ja. tak na pół-gorąco :]

              • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 18:31
                Greku, podpisuję się oburącz :)

                Tak, to hołd dla kina u jego początków, kiedy było jeszcze "niewinne" jakkolwiek banalnie to brzmi.

                Co do scenariusza, trochę za mało pogłębiono także wątek, dlaczego Valentin tak się bronił przed kinem dźwiękowym. Może gdyby dał się namówić na testy, okazałoby się, że ma wspaniały głos i to byłby jego dodatkowy atut. Tak jak było np. z Garbo. Nie do końca jego motywacje są jasne.

                Miałam tak samo. Na początku trudno było mi się przyzwyczaić do tego, że to niemy film, ale z czasem przestało mi to zupełnie przeszkadzać :)

                Oprócz scen, które opisała Barbasia zapamiętałam zwłaszcza te dwie: przy stole, gdy psiak naśladuje Valentina i z Bejo, która przytula się do smokingu na wieszaku :)
                • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 19:14
                  Jeszcze trailer:

                  www.youtube.com/watch?v=ixqr8D7J_Kc
                • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 13:40
                  dzięki :]

                  nie przepadam za psami, ale nie odmówię temu filmowemu, że zagrał świetnie, hehe.

                  yes, masz rację, Siostro.
                  motywacje Valentina są zbyt utajone.

                  do głowy przyszło mi tylko to, że może po prostu był to idealista i kino dźwiękowe było
                  dla niego zaprzeczeniem wartości, które wyznawał ? tyle że znów pytanie : jakie to były
                  wartości ? i znów motywacje są niewidoczne.

                  może więc po prostu tak bardzo kochał kino nieme ?
                  • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 14:53
                    Tak, psiak był uroczy :)

                    No właśnie, zabrakło rozwinięcia tego wątku. Można się domyślać, że to była motywacja ideologiczna. Trudno to nam teraz zrozumieć, ale wtedy wielu artystów, także tych wybitnych krytycznie podchodziło do wprowadzenia dźwięku. Np. Chaplin długo bronił się przed kinem dźwiękowym, twierdził, że brakuje mu "artyzmu" (cytat z wiki). I w 1931 r. nakręcił swoje arcydzieło "Światła wielkiego miasta" jako film niemy, chociaż na ekranach królował dźwięk.
                    • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 15:27
                      siostra_bronte napisał(a):

                      > Tak, psiak był uroczy :)
                      >
                      > No właśnie, zabrakło rozwinięcia tego wątku. Można się domyślać, że to była mot
                      > ywacja ideologiczna. Trudno to nam teraz zrozumieć, ale wtedy wielu artystów, t
                      > akże tych wybitnych krytycznie podchodziło do wprowadzenia dźwięku. Np. Chaplin
                      > długo bronił się przed kinem dźwiękowym, twierdził, że brakuje mu "artyzmu" (c
                      > ytat z wiki). I w 1931 r. nakręcił swoje arcydzieło "Światła wielkiego miasta"
                      > jako film niemy, chociaż na ekranach królował dźwięk.

                      Sorry, Bronte, teraz doczytałam post, w którym też wspominasz o Chaplinie.
                      • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 15:29
                        > Sorry, Bronte, teraz doczytałam post, w którym też wspominasz o Chaplinie.

                        Nie czytałam go, bo ja zaczęłam pisać, to jeszcze go nie było.
                        Więc w tym samym momencie myślałyśmy o tym samym.
                        • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 15:38
                          Hehe, telepatia :)
                          • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 21:10
                            siostra_bronte napisał(a):

                            > Hehe, telepatia :)

                            Bez dwóch zdań. :)
                    • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 23.03.14, 12:00
                      świetny przyklad z Chaplinem, Siostro.
                      cały czas się czegoś ciekawego dowiaduję, obcując z Wami :]

                  • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino - 22.03.14, 15:23
                    grek.grek napisał:

                    > nie przepadam za psami, ale nie odmówię temu filmowemu, że zagrał świetnie, hehe.

                    Filmowy piesek cudny.
                    W ciekawostkach na filmwebie znalazłam informację, że grały go aż trzy psy!

                    > yes, masz rację, Siostro.
                    > motywacje Valentina są zbyt utajone.

                    Nie zgadzam się z Wami, Drodzy Państwo.

                    George Valentin wychodzi z gabinetu producenta filmowego, krzycząc na odchodne: „Nie będę grał w filmach dźwiękowych. Jestem artystą!” .

                    W tym zdaniu, myślę, wyraża się cała istota postawy Georga Valenitina. To zdanie to również echo wielkiego sporu jaki wówczas prowadzili zwolennicy i przeciwnicy wprowadzenie dźwięku do kina. Do przeciwników kina mówionego, jak czytałam, należał, co pewnie nie powinno specjalnie dziwić, Charlie Chaplin, który wskazywał, że "pojawienie się dźwięku nie jest tylko początkiem czegoś nowego, ale także końcem wytworzonego już języka filmu". W 1929 roku tak powiedział: ,,Film mówiony burzy całą technikę przez nas ustaloną. Artyści wiedzą, że obiektyw nie notuje słów, tylko myśli. Myśli i uczucia. Dzięki temu przyswoili sobie alfabet ruchu, poezję gestu. W filmach swoich nie mówię nigdy. Nie sądzę, aby głos mój mógł cokolwiek dodać do mego dzieła. Przeciwnie, rozwiałby złudzenia (…)”.

                    Dla filmów niemych szczególnie ważna była ekspresja gestów, mimiki.

                    Nie dziwne więc, że w wielu aktorach kina niemego , zwłaszcza w tych z dużym stażem budził się lęk przed występami w filmach mówionych. Zdobyte umiejętności, narzedzia, technika okazywały się kompletnie nieprzydatne, wręcz anachroniczne w kinie dźwiękowym. To musiał być dla aktora wielki szok., który stawał przed koniecznością zdobycia nowego warsztatu, jeśli chciła grać nadal.
                    • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino - 22.03.14, 16:34
                      Koszmarny sen "dźwiękowy" Georga, który opisałam wyżej, jest wyrazem podświadomych? lęków i obaw aktora.

                      Ale poza tym George Valentin jest zadufanym w sobie pyszałkiem, w dodatku krótkowzrocznym , którego duma zostaje dotkliwie ukarana klęską filmu, który wyprodukował za swoje pieniądze, ze sobą w roli głównej zresztą. Szczęśliwie dla Valetina, pomysł Peppy (!) na jego dalszą karierę okazał się trafiony i nie podzieli smutnego losu innych artystów kina niemego.
                      • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino - 22.03.14, 18:17
                        Ostatnia już rzecz, bardzo podobało mi zakończenie, kiedy wchodzi dźwięk - Peppy i George po wykonanym efektownym tańcu ciężko oddychają, producent po chwili milczenia chropowatym głosem oznajmia, że jest zachwycony i zarządza ... powtórkę, George z uśmiechem oznajmią (sic!), że "z przyjemnością" (powtórzy taniec ;) , w tle rozbrzmiewa nagle gwar rozmów członków ekipy filmowców, w tym momencie naszło mnie poczucie zbędności tych dźwięków (nie wiem jak Was?) . Reżyserowi udało się właśnie w tym momencie fenomenalnie uzmysłowić widzom, zwłaszcza tym, dla których kino nieme jest zupełnie nieznane, zapomniane jego magię oraz moc oddziaływania obrazu, na widza na jego wyobraźnię.


                        Naprawdę to Twój pierwszy film niemy, Greku?
                        Oglądałam ( w naszej telewizji, w ubiegłym wieku) filmy nieme z Chaplinem "Światła wielkiego miasta", "Gorączkę złota", Brzdąca" (widziałam te filmy na youtube!), ze Stanem Laurelem i Oliverem Hardym, czyli słynną parą Filipem i Flapem.
                        • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino - 22.03.14, 18:37
                          Podpisuję się :)

                          No właśnie, jak się Grek uchował? Przy okazji, Barbasiu, dla mnie finał "Świateł wielkiego miasta" to najpiękniejsza scena filmowa EVER.
                          • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino - 22.03.14, 21:09
                            Wiesz, jak już się skończyły w TVP cykle W starym kinie, Perły z lamusa to kino nieme praktycznie zniknęło z telewizji. Ja jeszcze się załapałam na te filmy w ostatniej chwili. Ale wtedy niestety nie odbierałam ich jeszcze tak świadomie, jak dziś bym je odbierała.


                            >finał "Świateł wielkiego miasta" to najpiękniejsza scena filmowa EVER.

                            O tak! To prawda, Bronte. :)
                            • siostra_bronte Re: "Artysta" w KOcham Kino - 22.03.14, 21:58
                              No właśnie, ja też obejrzałam te filmy wiele lat temu. Może Kultura mogłaby czasem coś pokazać?

                              Cieszę się, że zgadzasz się ze mną :)
                    • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino - 23.03.14, 12:08
                      doskonale to napisałaś, Barbasiu.

                      coś tam wspominaliśmy o "wartościach, które wyznawał Valentin", jako o jego motywacji do
                      odmawiania kinu dźwiękowemu, ale dopiero Ty rozwinęłaś to w pełni.

                      zresztą... tytuł "Artysta" chyba nie wziął się z powietrza :]]

                      lęk.
                      zdecydowanie !
                      niechęc do pogodzenia się z nową rzeczywistością, w której cała wypracowana technika
                      aktorska nagle zaczyna być nieprzydatna, bo kiedy można mówić, to mowa ciała, spojrzenie,
                      gesty i inne sprawy muszą współgrać z głosem, a więc trzeba przeorientować całą
                      swoją aktorska manierę.

                      widać na fragmentach [to u mnie, bo ja w całości raczej mało widziałem takich filmów] tych niemych filmów ekspresję body- facetalk aktorów. wymowna, momentami wręcz nadekspresją grzesząca. od razu jednak pojawia się myśl : hola, wtedy nie mówili, musieli tak grać.

                      gdy zaczęli mówić - te same techniki nagle stały się po prostu śmiesznymi, odbierającymi wiarygodność ich postaciom, a aktorów skazujących na zarzut grafomanii ekranowej.

                      o ile ma to jakiś sens ??, to powiem że skojarzyło mi się dzięki Twoim interpretacjom, ad hoc :]
                      • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino - 23.03.14, 15:43
                        grek.grek napisał:

                        > doskonale to napisałaś, Barbasiu.
                        ;)

                        > coś tam wspominaliśmy o "wartościach, które wyznawał Valentin", jako o jego mot
                        > ywacji do odmawiania kinu dźwiękowemu.

                        Oczywiście! Masz rację! Zwróciliśmy wszyscy uwagę na ten sam aspekt.

                        Tak. W pełni się zgadzam z Tobą.


                        Na potwierdzenie Twych słów fragment filmu ze starego kina:

                        www.youtube.com/watch?v=kFKjFCbJbfw
                        :)
                        • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino - 24.03.14, 14:52
                          Ty zwróciłaś uwagę i rozwinęłaś bujnie wątek :]

                          ha, Flip i Flap - nie no, klasyka :}] dzięki.

                          • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino - 27.03.14, 17:07
                            Wątek bujnie zakwitł już na samym początku. :)
              • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 14:49
                A propos scen symbolicznych (dobre uwaga, Greku)–znakomita scena z filmu , który nakręcił i wyprodukował i jeszcze w nim wystąpił George Valentin. Bohater grany przez Valentina gdzieś w środku dżungli zapada się w ruchomych i ginie, co jest czytelną metaforą sytuacji bohatera, który uporczywie odmawiając udziału w filmach dźwiękowych, rujnuje swoją dalszą karierę, pogrąża się w zawodowym niebycie. Rozumie to doskonale Peppy, jedna z kilku osób na widowni, która płacze oglądając film Georga.

                Peppy, to fantastyczna postać, świetna dziewczyna pełne życia , energii, z uśmiechem na twarzy i chłopcami zabaweczkami u boku (cudowna Bérénice Bejo) , cały czas stara się bardzo dyskretnie, nie chcąc urazić jego dumy, pomóc Georgowi, którego darzy uczuciem, a którego on zdaje się zupełnie nie dostrzegać , heh.

                A może Peppy płacze odnosząc do siebie ostanie słowa bohatera filmu Valentina, który zapadając się w ruchomych piskach mówi do swej zrozpaczonej towarzyszki, która usiłuje mu pomóc - „Żegnaj, nigdy cię nie kochałem”?
                • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 23.03.14, 12:15
                  yes, to bardzo wymowna scena.

                  Peppy jest rewelacyjna, bez dwóch zdań.
                  i jak zamaszyście całusy posyła, nie ? ;]

                  chociaż, w restauracji, w wywiadzie, dośc ostro przejechała się po niemym
                  kinie :] zapewne było to kreacją dla nowych potrzeb rynkowych, ale mimo
                  wszystko zgrzytnęło lekko.

                  chociaż vol.2 - Peppy może jest po prostu racjonalna, w przeciwieństwie do Valentina.
                  kocha nieme kino, ale słusznie uznaje je za erę minioną, do której nie ma powrot, z
                  punktu widzenia kina dźwiękowego - aktorstwo w niemym kinie może wyglądać na komiczne i
                  przerysowane. inna rzecz, że to te środki wyrazu były niezbędne w tamtych warunkach.

                  możliwe, że tak jest.
                  bohater filmu - zapewne wypowiem truizm, za co z góry przepraszam - wyznaje
                  dziewczynie brak miłości do niej, aby ułatwić jej pogodzenie się z jego śmiercią.
                  może i to Peppy dostrzegła.

                  • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 23.03.14, 16:33
                    > Peppy jest rewelacyjna, bez dwóch zdań.
                    > i jak zamaszyście całusy posyła, nie ? ;]

                    Tak.
                    Kilka całusów więcej i ręka zwichnięta, he,he.
                    Uroczo! :)

                    George za to miał czarujący uśmiech.

                    Spory nowego ze starym zazwyczaj mają ostry przebieg w fazie początkowej.

                    Tak. Też tak można rozumieć tę scenę, zgadzam się.
                    • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 24.03.14, 15:01
                      haha, coś w tym guście :]

                      i to prawda, z czasem uczą się koegzystencji, akceptują swoje miejsce, albo
                      nie akceptują i po prostu zostają tam, gdzie im pisane.

                      swoją drogą, w zakończeniu Peppy i George tańczą, ale nic nie mówią.
                      czyżby George nie poddal swoich ideałów i zagrał w filmie dźwiękowym, ale
                      nie zabierając głosu ?

                      mógłby grać niemowę, nie ? wilk by był syty i owca cała ;]
        • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 16:41
          trochę istotnie było :]]

          ja się jakoś szybko zaadaptowałem, chociaż w pierwszych minutach musiałem odpędzać
          wrażenie, że ktoś wyłączył głos aktorom i że zaraz muszą to naprawić.

          gdzieś przeczytałem, że ten film wyznaje miłośc kinu niememu, ale jednocześnie jest
          peanem na cześć zdobyczy kina, jaką było wprowadzenie dźwięku. mądre... tak sobie myślę; co sądzisz, co sądzicie ? :]
      • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 00:52
        > o, btw, co powiecie o Stop-klatce. TV [nie wiem, czy maszyna nie potraktuje tej
        > nazwy jako spamu, więc piszę rozdzielnie] ?

        Dopiero dziś się o tym kanale od Ciebie dowiaduję!? ... Sprawdziłam, mam ten kanał u siebie!
        Godny uwagi kanał i dobrze zapowiadająca się oferta. Będę śledzić propozycje.
        • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 15:36
          ja się dowiedziałem we wtorek :]]

          patrzyłaś na grafik ?
          wygląda ciekawie, nieprawdaż ?
          telegazety nie mają, ale... no da się jakoś żyć bez tego udogodnienia ;]

          na TVp Historia powtarzają "Lalkę" - w soboty i niedziele o 17:00.
          1 odcinek leciał w ostatnią niedzielę.
          powtórka będzie jutro o 9:00, bo i powtórki puszczają, tacy są szlachetni, hehe.

          TVP Rozrywka przypomina Tygodnik Moralnego Niepokoju.
          codzienne, 19:35.
          jak mi się uda, to oglądam.
          ech, stare dobre czasy.
          im dalej w teren, tym bardziej przekonuję się do Twojej opinii, że bez Pakosy
          KMN nie jest już taki sam. nadal świetny i prima sort, ale BRAK, o BRAK jej :]
          • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 21.03.14, 22:19
            Nie, jeszcze nie przeglądałam ramówki. Pewnie w internecie trzeba by jej poszukać. Żaden problem.

            No tak, i znów wypatrzyłeś swoją ukochaną "Lalkę".

            Brakuje mi Pakosy, szczególnie, kiedy muszę oglądać jej następczynie/ę.
            Gdzie te stare dobre czasy, tak, heh. ;)
            • maniaczytania Stopklatka 22.03.14, 08:36
              to kanal, ktory chyba kazdy powinien miec bez problemu, bo to nowy kanal na multipleksie (czyli na darmowej naziemnej platformie cyfrowej). Od niedawna jest kanal dla dzieci (TVP ABC) - podobno maja tam byc powtarzane spektakle teatru mlodego widza, a niedlugo ma dolaczyc kolejna nowosc Fokus TV (edukacyjno-poznawczy).
              Czytalam wczoraj artykul o tym w jakims dodatku tv, to, co bylo ciekawe w tym artykule, to, ze na poczatku traktowano multipleksa jako takie cos, na ktorym bedzie mozna 'zadowolic' widzow powtorkami itp., a okazalo sie, ze ludzie oczekuja jakosci ;)
              • pani_lovett Re: Stopklatka 22.03.14, 15:50
                A właśnie kanał TVP ABC! Tak psioczyliśmy na telewizje publiczną, że wrzuciła dobranockę, a to proszę, powstał specjalny kanał na dzieci. Brawo!

                podobno maja tam byc powtarzane spektakle teatru ml
                > odego widza, a niedlugo ma dolaczyc kolejna nowosc Fokus TV (edukacyjno-poznawczy).

                Jeszcze raz brawo!


                Wreszcie się ktoś obudził!

                Cześć, Maniu! Fajnie Cię czytać.
                • grek.grek Re: Stopklatka 23.03.14, 11:57
                  wiesz, Barbasiu, ten kanał dostanie swoich dyrektorów, poddyrektorów, kierowników, podkierowników... urośnie biurokracja i to za niemałe pieniądze, wiesz jak to jest w TVP - czy się stoi czy się lezy 10 koła się należy :].

                  a wszystko po to, żeby uwolnić pasmo 19:00-19:30 dla reklam, zwiastunów i powtórek
                  albo dla Gaci Młynarskiej :]

                  dzieci nie oglądają bajek przez cały dzień.
                  w sumie, moje pokolenie i wcześniejsze wychowały się na Wieczorynce o 19:00 i nie doznaliśmy krzywdy na umyśle [no może ja gdzieniegdzie zostałem nadszarpnięty ;)]
                  z powodu braku całodobowego kanału bajkowego.

                  reasumując : ktoś na tym nieźle zarobi, pieniądze znów pójdą do przepastnych kieszeni, zatrudni się iks krewnych i znajomych królyka, bo przeca nowy kanał obsługę musi mieć.
                  alibi dobre jest, bo dzieci są.

                  tylko... czy nie taniej byłoby wziąc za gacie Agacię i wystawić jej walizki za drzwi [ten jej program, to jaja kwadratowe], na te 30 minut wstrzymać tsunami reklam i po prostu zostawić tę bajkę od 19:00 do 19:25 ? dzieciakom starczy. całe 60 lat starczało, to i teraz starczy. i przy okazji zachęci rodziców, żeby maluchom przed snem czytali, zamiast wyświetlić Pokemona i umyć ręce :]
              • pepsic Re: Stopklatka 24.03.14, 17:00
                Jutro o 22.15 "Jackie Brown" wg Tarantino. Z pewnością nie omawialiśmy. Publiczna i inne mainstreamy traktują po macoszemu, a ja mogłabym dorzuć to i owo.
                • siostra_bronte Re: Stopklatka 24.03.14, 17:33
                  Kiedyś widziałam w tv, ale nie pamiętam gdzie.
                  • pepsic Re: Stopklatka 24.03.14, 17:46
                    Pewnikiem na filmboxie:)
                    • siostra_bronte Re: Stopklatka 24.03.14, 18:18
                      Całkiem możliwe :)
            • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 13:44
              a tak - 2 tygodnie temu nagle przyszło mi do głowy, że coś dawno "Lalki" nie powtarzają w telewizji - bęc, tydzień później napotykam w ramówce. i to własnie Historii, gdzie na 99 % spodziewałem się ją ujrzeć. Historia weszła w tym powtarzania seriali [Połanieccy, Noce i dnie, Chłopi... itd.] stąd moje przypuszczenie, ze jeśli "L", to tylko tam. wykrakałem ? :]

              hehe, łatwo mi to zrozumieć :]
              chociaż następczynie bywają udane, to jednak główne skojarzenie z nimi jest takie, że nie ma Pakosińskiej.
              • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 15:46
                :)
                W okresie wielkanocnym i przedwielkanocym zawsze na myśl przychodzi mi scena (filmowa i książkowa) kwesty w kościele w Wielką Sobotę. Panie z wyższych sfer zbierające pieniądze na biednych. Wokulski poznaje wtedy Mariannę, trudniąca się prostytucją, której postanawia pomóc.


                Za chińskiego boga nie mogę się do następczyń. ;)
                • grek.grek Re: "Artysta" w KOcham Kino 23.03.14, 11:48
                  yes, to scena z wczorajszego [2] odcinka.

                  :]
                  • pani_lovett Re: "Artysta" w KOcham Kino 23.03.14, 16:41
                    Już była, szkoda ... :)
      • maniaczytania Re: "Artysta" w KOcham Kino 22.03.14, 08:39
        nie ogladalam "Artysty", ale kolezanka ma dvd, to po Waszych refleksjach widze, ze musze pozyczyc :)

        Ja ten wieczor spedzilam w kinie na przedpremierowym pokazie "Akademii wampirow", hehe ;) Ale musze przyznac, ze wbrew moim obawom, byl to prawdziwy relaks. Film nie byl zrobiony bowiem na 'sierioznie', jak Zmierzch chociazby (z ktorego swoja droga niezle sie nabijaja), tylko z jajem, humorem i wieloma nawiazaniami do roznych rzeczy (teksty sa niezle). A do tego - i tu informacja dla Barbasi ;) - w glownej roli meskiej Danila Kozlowski ;)
        • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 16:05
          Koniecznie musisz zobaczyć "Artystę"!


          Jakąś smakowitą krwistą scenę z "Akademii wampirów " podrzuciłabyś nam na sobotnią ucztę? ;)


          Maniu! Jak miło, że o mnie pomyślałaś! :}
          Danila Kozlowsky - bardzo! :)) Nie spotkałam go jeszcze w filmie.


          www.shadowkissed.net/vampire-academy-movie/danila-kozlovsky/
          • maniaczytania Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 16:39
            krwistej sceny to moze nie opisze, ale zarzuce zarysem opowiesci ;)

            Glowne bohaterki sa dwie - Vasylissa Dragomir (ktora jest wampirem z gatunku 'moroi' - zywia sie krwia od karmicieli - tekst Rose "czy zastanawialiscie sie kiedys, co sie dzieje z waszymi zaginionymi znajomymi - wielbicielami wampirow? tak, zostali karmicielami w naszej akademii" - i maja super zdolnosci magiczne) i Rose Hathaway - to pol-wampir, pol-czlowiek, czyli dhampir, ktory sluzy morojom. Rose jest jakby 'ochorniarka' Lissy, po tym, jak w wypadku samochodowym zgineli rodzice i brat tej ostatniej. Dziewczyny uciekly z akademii i zyly 'normalnie' w naszym swiecie, ale oczywiscie zostaly znalezione przez wyslannikow i przywiezione tam z powrotem ("zegnaj Facebooku, zegnaj Iphonie" - to tez tekst Rose).
            No wlasnie, dziewczyny wiaze specyficzna wiez, jak ja nazywa Rose - 'cholerna jednokierunkowa wiez' - Rose ma wizje, w ktorych jakby 'wchodzi' w Lisse, czego tamta nie czuje. A tak w ogole, to Rose jest swietna - jest lobuziara okropna, ma niewyparzony jezyk, ale jest prawdziwie przywiazana, do tych, ktorych kocha.

            cdn ;)
            • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 18:21
              "zegnaj Facebooku, zegnaj Iphonie" - to tez tekst Rose.

              Fajny. ;)

              > No wlasnie, dziewczyny wiaze specyficzna wiez, jak ja nazywa Rose - 'cholerna j
              > ednokierunkowa wiez' - Rose ma wizje, w ktorych jakby 'wchodzi' w Lisse, czego
              > tamta nie czuje.

              Ho, ho! Wątek homoerotyczny!?
              • maniaczytania Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 18:25
                nie, nie! Lissa, pomimo poczatkowej niecheci Rose zaczyna chodzic z Christianem Ozera, ktory jest troche 'persona non grata' po tym, jak jego rodzice zostali strzygami (to trzeci i ostatni rodzaj wampirow, jakie wystepuja w tym filmie - zostaje sie nimi po zabiciu innego moroja, strzygi to smiertelni wrogowie morojow, a i dhampirom ciezko z nimi walczyc, bo maja niezwykle sily, jedyna bron to srebrny kolek w serce ;) ).
                A sama Rose zakochuje sie w swoim mentorze (to wlasnie jego gra Danila ;) )
                • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 18:30
                  To może jest to nieuświadomiony homoerotyzm? ;)

                  No proszę, i wampiry są tu zróżnicowane i zhierarchizowane!?
                  • maniaczytania Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 18:35
                    pani_lovett napisał(a):

                    > To może jest to nieuświadomiony homoerotyzm? ;)

                    Barbasiu - czyzby w filmach nie mozna juz bylo pokazac przyjazni damsko-damskiej bez podtekstow? ;) W filmie zreszta tez jest scena, gdy dziewczyny zostaja o to posadzone - calkiem niezle sobie z tym radza ;)

                    > No proszę, i wampiry są tu zróżnicowane i zhierarchizowane!?

                    Alez jak najbardziej. Maja swoja krolowa (Joely Richardson), maja swoj rzad, czy rade (do ktorej wchodza przedstawiciele 12 krolewskich rodow); ha! maja nawet swoj kosciol i msze oraz swietego Vladymira, ktory jest ich patronem.
                    • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 21:00
                      Pół żartem, ale i pół serio mówię o tym homoertotyzmie bohaterek (same mówią o specyficznej relacji "jedna wnika w drugą"!!!), Maniu, bo przecież, wampir jest symbolem ludzkiej seksualności (oraz symbolem śmierci) , często perwersyjnej, wynaturzonej. Mówi o tym przecież cała literatura poświęcona motywowi wampira w literaturze, w filmie, w sztuce.

                      No proszę! :)
                      • maniaczytania Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 21:49
                        pani_lovett napisał(a):

                        > Pół żartem, ale i pół serio mówię o tym homoertotyzmie bohaterek (same mówią o specyficznej relacji "jedna wnika w drugą"!!!),

                        Ale w tym filmie nie ma o tym mowy w ich przypadku. To ja uzylam slow 'jedna wnika w druga' i to nie wcale nie bylo o ich relacji. To wyglada tak, ze Rose nagle ma jakby 'napad', zmienia jej sie kolor oczu i przestaje widziec to, co jest wokol, za to widzi to samo, co w tym momencie widzi Lissa, nawet oddalona od niej bardzo.

                        > Maniu, bo przecież, wampir jest symbolem ludzkiej seksualności (oraz symbolem śmierci) , często perwersyjnej, wynaturzonej. Mówi o tym przecież cała literatura poświęcona motywowi wampira w literaturze, w filmie, w sztuce.
                        >
                        > No proszę! :)

                        Ja to rozumiem, ale naprawde nie w kazdym filmie o wampirach jest mowa o relacjach homo ;)
                        • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 22:24
                          > Ale w tym filmie nie ma o tym mowy w ich przypadku. To ja uzylam slow 'jedna wn
                          > ika w druga' i to nie wcale nie bylo o ich relacji.

                          Rozumiem.
                          To co napisałaś wyżej zabrzmiało mocno dwuznacznie i to mnie zaintrygowało.
                          Ciekawe co piszesz. Trzeba by się wnikliwiej przyjrzeć relacji dziewczyn.

                          > Ja to rozumiem, ale naprawde nie w kazdym filmie o wampirach jest mowa o relacj
                          > ach homo ;)

                          Chodziło mi zasadniczo o kwestię seksualizacji postaci wampira, a czy relacje są homo czy hetero , to częściej, prawda, to kwestia drugorzędna.

                          Nieno, brakowało mi rozmów z Tobą. :)
                          • maniaczytania Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 22:33
                            pani_lovett napisał(a):

                            > Rozumiem.
                            > To co napisałaś wyżej zabrzmiało mocno dwuznacznie i to mnie zaintrygowało.
                            > Ciekawe co piszesz. Trzeba by się wnikliwiej przyjrzeć relacji dziewczyn.

                            NIe, nie trzeba, naprawde ;) One sie kochaja jak siostry - jedna drugiej ratuje zycie. A fabula jest w sferze milosnej prosciutka - w koncu to licealistki i przezywaja rozne milosne przygody ;) - one sa zakochane w kims, w nich jest zakochany ktos inny, chcialyby byc juz troche dorosle, a jednak w srodku sa jeszcze dziewczynkami. Z tym, ze to Rose ma wiekszy problem, bo Dymitr (Danila), jej mentor jest od niej starszy, dojrzalszy, jest najlepszym dhampirem (pozostali nazywaja go nawet bogiem) i twierdzi, ze nie moze pokochac ;)
                            A poniewaz o rodzinie Rose w tej czesci niewiele wiadomo (jej matka jest znakomitym dhampirem i zostawila corke w akademii, zeby chronic jakies moroje w innym koncu swiata, przesyla tylko telegramy w stylu "zawiedziona Mama" albo "dumna", ojca Rose nie zna) moja kolezanka, z ktora bylam w kinie, prawie caly czas nadawala mi do ucha - 'okaze sie, ze Dymitr to jej ojciec, to na pewno jej ojciec' ;)


                            > Chodziło mi zasadniczo o kwestię seksualizacji postaci wampira, a czy relacje są homo czy hetero , to częściej, prawda, to kwestia drugorzędna.

                            Zabrzmialo troche inaczej :), ale jesli chodzi o seksualizacje - to film dla nastolatek glownie ;)
                            Troche bylo, ale bardzo, bardzo grzecznie.

                            > Nieno, brakowało mi rozmów z Tobą. :)

                            Mnie tez :)))
                            • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 22:45
                              To teraz już wszystko wiem. Mogę spać spokojnie. ;))
                              Dzięki, Maniu.
                            • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 23.03.14, 13:46
                              >Zabrzmialo troche inaczej :)

                              Nienieni. Wyszłyśmy od przedstawionych przez Ciebie dwóch bohaterek, przyjaciółek i domniemywanej przeze mnie relacji homoerotycznej. Potem w odpowiedzi na Twój zarzut o dopatrywanie się podtekstów, odpowiedziałem, dlaczego wspominam tu o wątku erotycznym (tu: homo) i napisałem, że wampiry są w literaturze, sztuce "symbolem ludzkiej seksualności", a nie tylko relacji homoseksualnej. :)
                            • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademia wampirow" PS 25.03.14, 17:17
                              PS
                              "[...] horror w swym łączeniu Erosa i Tanatosa zawsze był perwersyjny" - napisał KJZ w krótkim tekście w Gazecie Telewizyjnej z października 2001 poświęconemu filmowi "Wywiad z wampirem" .

                              Przy okazji i "Wywiadzi z wampirem" mamy wątek homoseksualny.

                              ;)
                      • siostra_bronte Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 22:22
                        Jednym z pierwszych (o ile nie pierwszym) wampirem w literaturze był "Wampir" Johna Polidoriego z 1819 r. , nawiązujący do skomplikowanej relacji z lordem Byronem, którego leczył Polidori. Ken Russel wspomina o tym w świetnym "Gotyku" :)
                        • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 22:41
                          siostra_bronte napisał(a):

                          > Jednym z pierwszych (o ile nie pierwszym) wampirem w literaturze był "Wampir" J
                          > ohna Polidoriego z 1819 r. , nawiązujący do skomplikowanej relacji z lordem Byr
                          > onem, którego leczył Polidori. Ken Russel wspomina o tym w świetnym "Gotyku" :)


                          Ha! No proszę nie wiedziałam. Dzięki! Dzięki, Bronte, za tę szalenie ciekawą informację.

                          W wyborczej znalazłam właśnie świetny artykuł na ten temat "Wampira" doktora Polidoriego. Wkleję ciekawy fragment:


                          " W tym samym czasie John Polidori na kanwie opowiadania, które zaczął pisać Byron, z fragmentów legend, wyobrażeń i lęków przekazywanych sobie przez pokolenia stworzy wampira.

                          Będzie to wampir inny niż krwiożercze bestie z ludowych przypowieści, cuchnące gnijącą ziemią zombi, które snują się po świecie z obłędem w oczach. Lord Ruthven wywodzi się z klasy wyższej, jest bogaty, dystyngowany, przebiegły, uwodzicielski i tajemniczy. Dzięki swemu urokowi seksualnemu z łatwością zniewala kobiety i łamie im serca, ale jest także groźny dla mężczyzn, o czym przekonuje się młody arystokrata Aubrey, drugi bohater opowiadania "The Vampyre", który podróżuje w towarzystwie Ruthvena i którego ostatecznie gubi zainteresowanie demonicznym kompanem.

                          Wampir Polidoriego wydaje się projekcją jego własnych lęków, seksualnej frustracji, złości na świat i biernej postawy wobec dominującego Byrona. Trudno nie zgodzić się z badaczami literatury, że Byron był dla Polidoriego pierwowzorem Ruthvena. Zimny, ale budzący pożądanie, piękny, ale przerażający, aspołeczny, a jednak zawsze w towarzystwie kobiet, siejący strach wśród ludzi, którzy jednak nie mogli mu się oprzeć. Wampir Polidoriego otworzył drzwi Draculi Brama Stokera i Edwardowi Cullenowi, bohaterowi cyklu "Zmierzch" Stephenie Meyer, którym dziś tak zachwycają się kobiety".


                          Całość tu:
                          wyborcza.pl/alehistoria/1,129847,13010731,Wampir_doktora_Polidoriego.html
                          • siostra_bronte Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 23.03.14, 14:17
                            Miło mi :) Dzięki za ciekawego linka. Tak, to spotkanie nad jez. Genewskim to fascynująca historia, o której właśnie Ken Russel zrobił film.
                            • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 23.03.14, 14:32
                              Tak, to spotkanie nad jez. Genewskim to f
                              > ascynująca historia, o której właśnie Ken Russel zrobił film.


                              O spotkaniu nad jeziorem Genewskim mówi się właściwie głównie w kontekście powstania powieści "Frankenstein , czyli współczesny Prometeusz" Mary Shelley. A tu proszę, spotkanie zainspirowało jeszcze medyka lorda Byrona, doktora Polidoriego do napisania "Wampira" i wprowadzenia tej postaci do literatury.

                              Zapisuje ten film na listę "MUST SEE".
                              • siostra_bronte Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 23.03.14, 14:37
                                Film ma typowy dla Russela lekko histeryczny styl, ale sama historia jest bardzo ciekawa, a Gabriel Byrne w roli Byrona jest boski :)
                                • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 24.03.14, 17:42
                                  Ciekawe! Bronte, jaki tytuł nosi ten film?
                                • siostra_bronte Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 24.03.14, 17:45
                                  "Gotyk" :)
                                  • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 24.03.14, 17:57
                                    Dzięki.
                        • pani_lovett Re: "Artysta" / "Akademii wampirow " 22.03.14, 23:08
                          W opowiadaniu XIX-wiecznego irlandzkiego pisarza, autor opowieści grozy Josepha Sheridana Le Fanu "Carmilla" pojawia się wątek miłości homoseksualnej dwóch młodych dziewczyn, Carmilli i Laury. Pierwsza jest wampirzycą, a druga jej ofiarą.

                          Opowiadanie to na stałe weszło do kręgu „literatury lesbijskiej”.
                          Ponoć było wielokrotnie filmowane.
    • grek.grek "Angel" w Kulturze [u nas - na bis] 22.03.14, 13:18
      oglądaliście może ?

      jeśli nie, i jeśli nie chcecie czekać na powtórkę - coś, co skleciłem po obejrzeniu tego filmu w
      Ct2 swego czasu.

      [5 post od góry]
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,,Ojej_co_tu_wybrac_2012_3_vol_20_.html?s=6&v=2
      nie dorzuciłem wtedy trailera [choćby], więc korzystając z okazji nadrobię to niedopatrzenie :
      www.youtube.com/watch?v=ZpdLCREdUYQ
      • siostra_bronte Re: "Angel" w Kulturze [u nas - na bis] 22.03.14, 14:12
        Pamiętałam, że nie byłeś tym filmem zachwycony, więc sobie odpuściłam :) Poza tym byłam bardzo zmęczona.
        • maniaczytania Re: "Angel" w Kulturze [u nas - na bis] 22.03.14, 14:27
          Ogladalam jakis czas temu i pomimo wielkiej sympatii do Fassbendera nie podobal mi sie, a juz Romola Garai w glownej roli byla dla mnie nie do zniesienia.
          • grek.grek Re: "Angel" w Kulturze [u nas - na bis] 23.03.14, 11:47
            mnie urzekła ta aktorka - musiała pokazać tę samą postać na przestrzeni jakichś 40 lat,
            od młodej, pyskatej prostaczki przez ciągle młodą, ale zmanierowaną autorkę wziętych
            kiczów literackich która żyje w świecie zupełnie odciętym od brudnej i trudnej rzeczywistości, aż
            po kobietę dojrzałą, której ta rzeczywistośc włazi do domu, odbiera bliskich, wyrywa ją z błogiego
            uśpienia i każe się przejmować, zastanawiać nad światem i mieć poglądy.

            wg mnie, aktorka spisała się na medal :]
            • pani_lovett Re: "Angel" w Kulturze [u nas - na bis] 23.03.14, 15:21
              Świetna zachęta do obejrzenia filmu.
      • pani_lovett Re: "Angel" w Kulturze [u nas - na bis] 22.03.14, 15:54
        Spóźniłam się wczoraj na ten film, nie chciałam oglądać od połowy. Zaczekam na powtórkę i w międzyczasie przeczytam, przypomnę sobie Twój post.

        :)
    • pani_lovett OT kryminalno-literacki 22.03.14, 21:48
      "New York Times" o polskich kryminałach: "Zapomnijcie o Skandynawii. Nadchodzą polscy tajniacy"

      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114528,15658237,_New_York_Times__o_polskich_kryminalach___Zapomnijcie.html#BoxSlotIIMT
      • maniaczytania Re: OT kryminalno-literacki 22.03.14, 21:50
        czytalam juz wczoraj - swietny i oby sie spelnilo :)
    • grek.grek Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 11:41
      wreszcie mogę podlinkować którąs z tych nowelek :
      www.youtube.com/watch?v=S5W9CNBg_os
      jest to ekranizacja opowiadania E.A Poe.

      ma formę retrospekcji, czegoś w rodzaju spowiedzi. młody człek [gra go Olgierd Łukaszewicz] opiekuje się starszym sąsiadem. wszystko byłoby git, gdyby ten sąsiad nie miał zdeformowanego wybałuszonego oka. i to oko nie daje spokoju młodzieńcowi. prześladuje go wszędzie i zewsząd, wyprowadza z równowagi i w końcu prowokuje do działania.

      tym razem nie będę opisywał niczego [czyżbym słyszał "hurraaa !" ;)], zobaczcie sami do czego to doprowadziło :]

      kapitalne zakończenie. świetnie zagrane przez Łukaszewicza, świetnie je opisującego [dobra, to Poe opisuje ;), ale Łukaszewicz udatnie interpretuje tekst] z offu.

      wg mnie, rewelacyjnie nakręcona rzecz, sama scena kiedy młodzian wchodzi nocą do pewnego pokoju - ta gra cyplem światła na jego twarzy, kiedy stoi w drzwiach, na progu : mistrzostwo.
      w ogole, ten moment jest doskonały, szyderstwo i strach jednocześnie na twarzy bohatera - klasyka.

      do tego muzyka : raz przytłumiona, niepokojąca, wyczekująca, innym razem - ostra, kłująca w ucho. świetna.

      Łukaszewicz gra świetnie, jego bohater popada powoli w sugestywną psychozę, a groteskowy finał wieńczy dzieło.

      jak dla mnie, kolejny dowód na to, że mając w ręku dobry scenariusz, utalentowanych aktorów i zdolnych ludzi od robienia klimatu zdjęciami i muzyką - nie trzeba fortuny, żeby zrobić kapitalny film. scenariusz i reżyseria Jan Laskowski. zdjęcia Jerzy Łukaszewicz i Wacław Dybowski.muzyka Jan Borkowski. to może najważniejsze nazwiska z listy płac.

      czytałem gdzieś niedawno, jak to Wes Anderson zwerbował Billa Murraya do "Rushmore".
      - Bill, chętnie bym cię widział w moim filmie.
      - W czym problem ?
      - W twojej gaży, wiem, że poniżej 9 melonów nie schodzisz, a tyle to ja mam na całą produkcję.
      - E tam, obetniemy parę zer.

      Murray zagrał za 9 tysięcy :]

      zabawne, że dzisiaj polskie produkcje kosztują wiele razy więcej niż te za ohydnego PRL, a jakby spojrzeć na to, które współczesne filmy dorównują klasą i wartością tym za skromne
      peerelowskie kopiejki, to na 100 najważniejszych/najlepszych - tych po 89 byłoby może z 10-15.

      tak mnie naszło, wybaczcie Czcigodni.

      odpalajcie film, warto :]




      • siostra_bronte Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 14:13
        Dzięki, Greku :)

        Czuję się zachęcona. Postaram się obejrzeć w wolnej chwili.
        • grek.grek Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 14:53
          dzięki :]

          koniecznie, Siostro.
      • pani_lovett Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 15:10
        > tym razem nie będę opisywał niczego [czyżbym słyszał "hurraaa !" ;)],

        Nie, nie, źle słyszysz. Pewnie brzęczą Ci w uszach jeszcze odgłosy wczorajszej imprezowej hulanki? ;) A może uszu dobrze nie umyłeś rano?


        Oglądałam.

        Podpisuję się pod każdym słowem pochwały i zachwytu.

        Fantastyczna była też ta gra światła, ciemności i cieni w scenie, kiedy bohater nocą tuż przed wyjściem z pogrążonego w ciemności pokoju przygląda się swemu odbiciu w lustrze. W ciemnych oczodołach, widnieją dwa jasne punkciki, odbijające jakieś źródło światła, nie wiadomo skąd pochodzące, jego twarz przybiera iście upiorny, przerażający wygląd.

        Lustro w literaturze, filmie jest symbolem rozdwojenia jaźni, schizofrenicznej osobowości. (Patrzcie: np. "Lśnienie")

        Historia króciutka i nieskomplikowana, ale właśnie, dzięki temu o czym wspomniał Grek (scenariusz, aktorstwo, zdjęcia, muzyka - co jakiś czas słychać przejmujący dźwięk, jakby odgłos, krzyk jakiegoś stworzenia; może ptaka? Puszczyka? Pawia?), szalenie klimatyczna i efektowna.

        :)

        Yes. :)
        • pani_lovett Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 15:14
          korekta:

          Fantastyczna była też ta gra światła, ciemności i cieni w scenie, kiedy bohater
          nocą tuż przed wyjściem z pogrążonego w ciemności pokoju przygląda się swemu odbiciu w lustrze. W ciemnych oczodołach, widnieją dwa jasne punkciki, to źrenice odbijające jakieś źródło światła, nie wiadomo skąd pochodzące, jego twarz w ten sposób przybiera iście upiorny, przerażający wygląd.
        • grek.grek Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 15:37
          nad wyraz uprzejmym z Twojej strony jest domniemanie, że w ogóle próbowałem uszy umyć ;]]

          yes, celne uwagi, Barbasiu.

          dodałbym może jeszcze, że oczy są w twórczości Poego istotne i nadaje ich znaczeniu wysoką rangę. "The Following" kręci się wokół twórczości Edgara Allana śp., dzięki czemu miałem okazję się o tym dowiedzieć :]]

          ale czytałem swego czasu opowiadania EAP, może nawet z pewnym upodobaniem. "Bicia serca", przyznaję, nie miałem okazji skonsumować.

          a Ty ? a Wy ?
          • pani_lovett Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 23.03.14, 16:08
            Hehehe! :))))
            Cała przyjemność po mojej stronie. :)

            Wygadany, czysty chłopak, tak sobie Ciebie wyobrażam. ;))

            HA! No proszę jaką edukacyjną wartość mogą mieć seriale. :)

            Też sobie nie przypominam tego opowiadania. I miałam w tym celu nawet zajrzeć do zbioru opowiadań Poego, który mam w domu.
            • grek.grek Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 24.03.14, 14:57
              dzięki :]
              duma sprawia, że piszę unosząc się metr nad krzesłem :]]

              prawda ?
              hehe, czasami ciekawa inforrmacyja może wpaśc w ucho.

              nie wiem, czy to całość, ale znalazłem coś takiego :
              wolnelektury.pl/katalog/lektura/serce-oskarzycielem.html
              • pani_lovett Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 24.03.14, 17:41
                He,he,he! :))))

                Otóż.

                Na moje oko, to całe opowiadanie, tak. Wspaniale! :)
          • pani_lovett Re:Archiwum grozy: "Bicie serca" OKO interpretacja 23.03.14, 16:36
            Relacje między narratorem a starym człowiekiem są niejednoznaczne, podobnie jak ich nazwiska, zawody i miejsca zamieszkania. W zasadzie ta ambiwalencja dodaje historii ironiczne elementy, które zwracają uwagę na szczegóły w fabule[12]. Narrator może być służącym starca, lub - co bardziej prawdopodobne - jego synem. W tym wypadku sępie oko może symbolizować rodzicielską kontrolę i możliwie także podział na to, co jest dobre i to, co co złe. Morderca, pozbywając się tego widoku, pozbywa się także sumienia[13]. Oko może reprezentować tajemnicę, co znowu przywołuje niejednoznaczny brak szczegółów o starym człowieku i narratorze. Tylko gdy widzi on otwarte sępie oko, ujawniające tajemnicę, dopuszcza się morderstwa[14]. Mimo to ich relacje są kwestią drugorzędną. Całość koncentruje się na wzorze popełnienia zbrodni doskonałej.

            pl.wikipedia.org/wiki/Serce_oskar%C5%BCycielem
      • oczko49 Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 04.09.14, 13:24
        Czy można prosić ponownie o link do filmu "Bicie serca" z Olgierdem Łukaszewiczem? Bardzo mi na nim zależy (to wspaniały film) a link już niestety nie działa:( Z góry dziękuję.
        • grek.grek Re: Archiwum grozy : "Bicie serca" 1971 05.09.14, 14:09
          be me guest :]

          www.efilmy.net/film,18000,Bicie-serca-1971-PL.html
          działa bez zarzutu, sprawdziłem na wszelki wypadek.
    • pani_lovett "Siostry Magdalenki" w Stopklatka TV o 0:05 23.03.14, 16:57
      Dramat obyczajowy Petera Mullana "Siostry Magdalenki" opowiada o losach dziewcząt - niezamężnych matkach, ofiarach gwałtów, i innych, które w latach sześćdziesiątych trafiały do zakładów prowadzonych przez Siostry św. Marii Magdaleny w Irlandii. Temat ten, jak może pamiętacie podejmuje najnowszy film Stevena Frearsa „Tajemnica Filomeny” (2013) z Judi Dench, nominowana w tym roku do Oscara za tę rolę.

      Strasznie późno, tylko dla nocnych marków, szkoda.
      • siostra_bronte Re: "Siostry Magdalenki" w Stopklatka TV o 0:05 23.03.14, 17:05
        Też zauważyłam, ale zdecydowanie za późno.
    • grek.grek T 24.03.14, 13:39
      Wiem, że się ciągle wahacie ;]]
      Barbasia mnie wsparła, więc zachęcam nadal.

      co się wydarzyło w 5 odcinku ?
      voila.

      Troje porywaczy syna Claire - żony killera Joe'ego Carrolla zza krat prowadzącego swój plan ukarania ludzi którzy go w życiu wykiwali i zdradzili - ma ciągle wewnętrzne pęknięcie. O ile szefowa o urodzie cherubinka i charakterze psychopatki, Emma i Paul są zaprawieni w bojach, to Jacob nigdy nikogo nie zabił. "Musisz zabić, to kwestia zaufania, lojalności", instruuje Jacoba Paul. W piwnicy jest Megan, związana, zakneblowana i przerażona dziewczyna, którą Paul porwał, aby wymusić na Jacobie zabicie człowieka - masz i zrób TO. Ale Jacob jest zbyt wrażliwy. Najpierw uwalnia Megan, ale kiedy jej ucieczka się nie udaje i Emma z Paulem łapią ją i przyprowadzają z powrotem - Jacob staje przed testem. Paul cynicznie pomaga mu dobrać odpowiedni nóż - "jak na pierwszy raz, dobry będzie z cienkim ostrzem, większa siła uderzenia". Jacob ma minę co najmniej niewyraźną.

      Za chwilę tercet egzotyczny ma jednak daleko większy problem niż Jacob i jego opory przed zabijaniem. JOey, syn Claire, nie za bardzo chce uwierzyć, ze mama wie o tym wyjeździe z trojgiem jej "przyjaciół". Emma nie pozwala mu dzwonić do matki, a do tego cały czas przekonuje, że tatuś [Joe Carroll], to fajny gość. Joey słyszał w tiiwi, że jego ojciec narobił ambarasu, ale Emma dzielnie go przekonuje, że to policja jest niefajna. I to przed nią mają go chronić.

      Mały jednak nadal jest nieufny. Podejrzał gdzie Emma ukryła komórę, łapie za nią, ukrywa się pod stołem i dawaj tarabanić do matki. A u matki sztab agentów FBI. Claire nie posiada się ze szczęścia, ze słyszy syna, a policja stara się namierzyć go, ale bezskutecznie. Mały jednak sprzedaje parę informacji o wyglądzie domu, w którym jest trzymany. Policji udaje się złapać teren, z którego chłopiec dzwoni. Jest to hrabstwo Dutchess. Od razu agent Hardy gotowy jest by tam jechać i osobiście chłopca uwolnić.

      Paul nakrywa Joeya, kiedy ten dzwoni. Wściekły łapie go za wszarz i niesie do Emmy. Ta oczywiście przywołuje Paula do porządku, a Joey'owi sprzedaje kolejną bajkę, że mama kazała im go tu przywieźc, że go chronią na jej polecenie itd.

      Mały wierzy jej jak psu - czyli w ogole :] Decyduje się zwiać. Wykorzystuje moment i chodu w las. Napotyka starszego człowieka, nazwiskiem Sullivan. Ten zaprowadza go do swojego domu, gdzie mieszka z żoną. Twarz Joeya nie jest im obca - widzieli ją w telewizji, gdzie ogłoszono że mały został porwany i jest poszukiwany przez policję.

      Prędko przybiegają tam jednak Emma, Jacob i Paul, którzy ruszyli w pościg zaraz po ucieczce Joeya. Emma słodkim głosikiem i uśmiechami przekonuje Sullivanów, że wszystko jest w porządku, a Joeya namawia do powrotu i że 'zadzwonią do mamy". Mały się zgadza. Kiedy odchodzą trochę dalej w las - Emma mówi, że "zapomniała podziękować starszym państwu", patrząc wymownie na chłopaków. Paul wraca i zabija oboje. Ale Sullivanowie tuż przed śmiercią zdązyli zadzwonić na miejscowy komisariat policji... Po powrocie do domu Emma oczywiście łamie dane słowo - żadnego telefonu do mamy. Zamiast tego zamyka Joeya na klucz w pokoju.

      Kiedy przybywa na miejsce [helikopterem podrzucony] agent Hardy - i opisuje wg tego, co Joey przekazał, dom w którym chłopak może być trzymany : miejscowy komendant powiada, że takich posesji jest tutaj ze 150, a cały teren obejmuje 50 mil pofałdowanego, nierównego terenu.

      MIjescowa policja poszukuje zaginionej Megan. Mają nagranie z monitoringu, ze sklepu, gdzie pracowała Megan. Wyszła z chłopakiem. Nagranie jest niewyraźne, ale od czego najnowocześniejsza technika w zasobach FBI - po poprawieniu zdjęć Hardy i jego pomagierzy rozpoznają Paula.

      Właśnie zarejestrowany telefon od Sullivanów pozwala dodatkowo sprecyzować miejsce. Hardy i policjant miejscowy Lopez zastają tam trupy starszych państwa - są pewni, że Joey i porywacze muszą być gdzieś w któryms z blisko położonych domów...


      Joe Carroll, siedząc w puszce zawiaduje całym planem. Na jego prośbę przyjeżdza na widzenia Olivia Warren, czarnoskóra adwokatka. To ona broniła Carrolla podczas rozprawy o jego morderstwa, za ktore poszedł siedzieć. Nie obroniła, z tego wynika. Albo i gorzej : sprawa była medialna, ale jednocześnie nie do wygrania. Pani Warren sprytnie poprowadziła ją jakiś czas, dała się medialnie zauwazyć i poznać, a potem nagle zrezygnowała z dalszego prowadzenia wątku i zostawiła Carrolla na lodzie.

      Trudno jeszcze powiedzieć jakiego Carroll ma na nią haka, bo samo "Olivio, jesteś mi coś winna" tego nie wyjaśnia. Mrs Warren jest niemal przerażona wizją całą sytuacją. Carroll chce zrobic z niej kogoś, kto będzie jego "uszami i oczami". Ma ona kontakty w policji, w FBI, w wymiarze sprawiedliwości, Carroll chce informacji aby planować kolejne posunięcia.

      Pierwszym jego zadaniem dla Olivii jest wygłoszenie oświadczenie medialnego. Ma ono zaskakującą treśc - jest to fragment opowiadania Edgara Alllana Poego, traktujący o zemście. Agent Hardy rozpoznaje, że to z utworu "Maska szkarłatnej śmierci".

      Olivia czuje się jak idiotka, ale Carroll wie co robi - ten fragment jest sygnałem do działania, który uruchamia dwóch nowych ludzi z tej jego sekty. Olivia domyśla się, o co chodziło Carrollowi, z trudem znosi, że potraktował ją jak pas transmisyjny. "O co chodzi, Olivio ? Wybralem cie, bo nie masz sumienia", z uśmiechem nawraca ją Carroll.

      Dwóch nowych ludzi ma określone zadanie. Jeden z nich jedzie do Emmy, Jacoba i Paula - każe im się pakować raz dwa, bo muszą wyjechać z tej budy, co ją zajmują.

      W tym czasie, Claire dostaje informację od Olivii. Info jest ofk od Carrolla. Claire ma sie stawić w określonym miejscu i czasie, stawką jest życie jej syna. Nikt nie moze się o tym dowiedzieć. Claire musi więc oszukać pilnującvych ją policjantów. Oznajmia, że nie jest więźniarką, więc ma prawo pójśc na spotkanie z koleżanką. I tak też robi. Ale agentka Parker, prowadząca całe śledztwo, każe dwóm agentom iśc razem z nią.

      Spotkanie to tylko przykrywka - w którymś momencie Claire wychodzi do toalety i daje dyla. Agent idzie za nią, początkowo myśli że weszła ona tam, gdzie król piechotą chodzi, ale po jakimś czasie orientuje sie, ze babka zwiała.

      Za późno jednak. Claire pojawia sie w umówionym miejscu. Podjeżdza auto. Siedzi tam drugi z tych dwóch nowych. "Wsiadaj, jeśli chcesz zobaczyć jeszcze syna", rozkazuje Claire. Co ma robić - wsiada i odjeżdzają.

      Agent Hardy i Lopez węsząc po okolicy domu Sullivanów - znajdują poszukiwaną chałupę ["czarne okiennice", opisywał go Joey, to pomogło]. Posesja jest duża. W jednym z rogów domostwa, w czymś w rodzaju dużego garażu, Hardy i Lopez natykają się na tego nowego, co przyjechał zabrać porywaczy i chłopca. Najpierw znajduje go Lopez - bierze na muszkę, ale tamten sprytnie ględząc zbliża sie, wybija bron Lopezowi, łapie ją i sttrzela do niego z bliska. Zaalarmowany Hardy wraca i kładzie gościa jednym strzałem.

      Emma, w drugim rogu posesji, słysząc strzał uzbraja siebie, Jacoba i Paula w pistolety. Kręcąc się koło domu znajdują Lopeza. Nie żyje.

      W tym czasie, agent Hardy dostaje się przez piwnicę do środka domu. W piwnicy spotyka związaną Megan. Odkneblowuje ją, ucisza jej histerię, obiecuje że po nią wróci. Idzie na górę chyłkiem i z bronią gotową do strzału, czyli klasyka :]

      W chałupie jest pusto. W tym czasie Joey wyłamuje kijami i innymi pogrzebaczami zamek od drzwi i uwalnia się z zamkniętego pokoju. Hardy widzi nagle głowę chłopca migająca zza rogu ściany na piętrze. Woła do niego cicho, czy mały go poznaje. A kiedy dostaje twierdzącą odpowiedź i prosi go zeby zszedł na dół... z tyłu podchodzi Paul i przystawia agentowi pukawkę do potylicy. Kaniec odcinka.

      www.youtube.com/watch?v=Es9fJafoAYM
      PS : jest coraz ciekawiej, odcinki mają tempo, a idea taktyka który dowodzi akcją zza kratek - jest zaciekawiająca
      • grek.grek The Following odc.5 24.03.14, 13:40
        tytuł wcięło, heh.
      • pani_lovett "The Following" 5 25.03.14, 17:04
        Greku, masz moje i nie tylko moje wsparcie, błogosławieństwo i co tam jeszcze potrzebujesz. Pisz, pisz! Opisuj, co Ci do gustu przypadnie.
        Nie wiadomo, co się kiedy komu przyda.

        A my za Tobą powoli drepczemy. Bo nadążyć to raczej niemożliwe. ;)

        No nie mogę się przekonać do "The Following".
        • grek.grek Re: "The Following" 5 26.03.14, 14:40
          dzięki :]

          haha, nie jest chyba tak źle, ani ja taki szybki, ani Wy tacy powolni ;]

          ha, wiesz - myślę, że obejrzenie któregoś odcinka mogłoby zweryfikować
          Twój stosunek do tego serialu. bardzo prawdopodobne, że niespecjalnie
          wychodzi mi oddanie jego atmosfery opisem.
          • pani_lovett Re: "The Following" 5 27.03.14, 17:00
            Staramy się jak możemy. ;)


            Problem nie leży w opisie , który się znakomicie się go czyta (właśnie się nim zachwycałam, jakoże wskoczyłam ponownie po małej przerwie; okazało się dzięki dopowiedzeniom , wyjąśnienim, przypomnieniom doskonale orientuję się w wydarzeniach i bohaterach ) , ale w fabule, akcji, która mnie nie wciąga.
            • grek.grek Re: "The Following" 5 27.03.14, 17:43
              rozumiem.

              może się rozkręci w kierunku, który Cię zainteresuje.
              będę donosił stale nowe wiadomości z frontu :]
              • pani_lovett Re: "The Following" 5 27.03.14, 17:51
                Dobrze. :)
    • pepsic Teatr TV "Miłość na Krymie" 24.03.14, 17:23

      Mrożek w doborowej i gwiazdorskiej obsadzie:) Za wyborczą: dramat człowieka, który widzi, jak rosyjska dusza obraca sie w pył i nie rozumie, że sam jest temu winny.

      Od siebie dodałabym epilog: wiernopoddańczy list poparcia środowisk twórczych Rosji dla działań Putina wobec Ukrainy (bodajże 400 podpisów ludzi kultury!), tudzież przyjęta owacją na stojąco przez reprezentantów rosyjskiego narodu (parlament) aprobata aktu agresji na Ukrainę.

      • pani_lovett Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" 24.03.14, 17:34
        Synchronia telepatyczna. :)

        • siostra_bronte Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" 24.03.14, 17:35
          Ostatnio zdarza się coraz częściej :)
          • pani_lovett Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" 24.03.14, 17:37
            Zgrane towarzystwo, Siostro. :)
      • pani_lovett Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 24.03.14, 17:36
        PS do "dodatku od siebie"

        Co z tą Rosją?
        • pepsic Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 24.03.14, 17:44
          Mnie nie pytaj, sytuacji nie ogarniam.
        • grek.grek Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 25.03.14, 13:11
          Z Rosją zdaje się wszystko gra :]

          ot, Zachód brzydko wlazł w szkodę, więc Rosja podjęła pręzne kroki w celu pokazania, kto tam rządzi i czyja to strefa wpływów. my się martwimy z powodu rosyjskich rakiet tuż za naszą granicą, wiec i Rosja ma prawo bać się rakiet amerykańskich tuż za swoją granicą.

          ja bym spytał, starając się nie plagaitować ;], co z tą Polską ?
          po co my tam kinola pchamy ? żeby po nim dostać ?
          jak się ma 1.50 w kapeluszu i debet na koncie, to sens pchania się w awanturę dwumetrowców z milionami jest dość dyskusyjny.

          obroty handlowe z Rosją spadną z 12 mld do 2, a te 2 co zostaną - wydamy na amerykański latający szrot. niestety, jak komuchu rządzili, to nam włos z głowy nie spadł, jak rządzi zwietrzały styropian, to mamy bilionowy dług, rozkład lecznictwa i za chwilę pożegnamy naszego wielkiego partnera handlowego. kto religijny, niech się mogli, żeby Rosja nie wyłączyła nam gazu, bo jak posiedzmy miesiąc przy świeczkach [co docelowo czeka naszych braci zza wschodniej granicy, którzy czczą rezunów, którzy wymordowali nam 75 tys. ludzi], to nam się zrobi ciepło w okolicach pośladków.

          myślę, że rządzą POlską ludzie niebepieczni - PiS i Platforma chodzą na pasku Amerykanów, a to jedyna nacja na świecie, ktora z beztroską wszczyna wojny w odległych rejonach świata.

          "to nie jest wojna dla wolności, to wojna dla korzyści !', śpiewał poeta i jak zawsze miał rację. jestem zażenowany zachowaniem polskich politykow i ich ostatecznym poziomem głupoty.

          nawet śmiać mi się już nie chce. najchętniej każdemu zasadziłbym porządnego kopa tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. a potem wysłał do pasania świń, bo na cieci są za mało rozumni.
          • grek.grek Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 25.03.14, 13:14
            PS : wybaczcie mi ten sieriozny ton i słowa nieopanowane, ale doprawdy tylko takie pozostają, jak patrzę na te kuriozalne akcje polskich dyplomatołków i polskich matolskich mediów w ostatnich tygodniach. ci ludzie prezentują skrajny poziom bezmyślności, histerii i niezdolności do myślenia kategoriami polskiej racji stanu.
            • pani_lovett Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 28.03.14, 19:12
              Nie przepraszaj. Nie obraziłeś nas, przynajmniej mnie nie obraziłeś. I mnie nie obce są niektóre Twoje obawy i wątpliwości w kwestii polityki Polski wobec Rosji i Ukrainy. Aczkolwiek nie podoba mi się, że jedno państwo, wchodzi na teren innego i dokonuje aneksji kawałka jego terytorium pod pretekstem ochrony swoich swoich obywateli, którzy tam zamieszkują ...
              cdn.
              • grek.grek Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 29.03.14, 13:16
                to, że Ci się nie podoba aneksja Krymu jest racjonalne.

                niemniej, Ukraina dała powody Rosji do takiej reakcji.
                albo - pretekst :]
                panuje w nich chaos polityczny wywołany zamachem stanu i nielegalnym przejęciem władzy przez grupkę uzurpatorów, wzmagaja się tendencje faszystowskie, mieszkańcy Krymu mieli pełne prawo bać się interwencji nacjonalistów ukraińskich wyrażających głośno nienawiśc wobec Rosjan [Polaków zresztą też, chcą od nas Przemyśla i paru innych okręgów], zakazujących używania języka rosyjskiego etc. wobec faszystów nie można używać grzecznych słów, oni tego nie zrozumieją. przyznam, że jakoś wcale nie martwi mnie widok gierojów ukraińskich - którzy wchodzą do telewizji i prokuratur, żeby popisywać się terroryzowaniem pracujących tam ludzi - dziś trzęsących się ze strachu. jak faszyści się boja, to znaczy że świat zmierza ku lepszemu.

                zauważ, Barbasiu, ze podczas tej aneksji NIKT nie zginął, nie padł żaden strzał.
                co zaś powiedzieć o tych, którzy okupują Irak i Afganistan, kłamiących w żywe oczy o irackiej "broni masowego rażenia" ? którzy wywołują wojny od kiedy istnieją, a ostatnio w Libii, Syrii i Egipicie, gdzie dzisiaj panuje terror i strach ? specjaliści od napalmu i Guantanamera ? oni dzisiaj zza Oceanu pouczać chcą Rosję, która odkąd pamiętam podejmowała wojny wyłącznie w obronie swoich obywateli [np. przeciw szariatowym terrorystom czeczeńskim, budującym za płotem poligon dla bandziorów z całego świata, organizujących zamachy na cywilów w Rosji ? - ich też nasze polityczne elity popierały, a nawet chciano imieniem czeczeńskiego bandziora nazywać ronda czy ulice w polskich miastach, co było smutnym przejawem polskich kompleksów wobec Rosji] :]

                Krym jest właściwie rosyjski, ca 80 % ludności to Rosjanie, od zawsze
                ciążący ku Rosji, czego wyraz dali w zorganizowanym teraz referendum.
                Rosja z Krymu zrobi piękność, XIX-wieczna Ukraina tylko marnowała jego potencjał.
                dla wszystkich będzie lepiej.
              • siostra_bronte Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 30.03.14, 13:26
                Podpisuję się. Do tej pory nie wiem jakież to niebezpieczeństwa groziły Rosjanom na Krymie. Ciekawe co będzie dalej. "Pomoc" uciskanej mniejszości rosyjskiej we wschodniej Ukrainie, na Litwie, Estonii?

                Nie wspomnę już o takim szczególe jak dogadywanie się Ławrowa z Kerrym i stawianie warunku, że inne, suwerenne państwo jakim jest Ukraina nie zostanie przyjęte (nigdy?) do NATO!

                Jeszcze jedna sprawa. Nawet demokratycznie wybrany rząd musi się liczyć z tym, że "ulica" pozbawi go władzy. I z tego co widziałam to naprawdę nie była tylko "grupka uzurpatorów".
                • grek.grek Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 30.03.14, 14:00
                  jeśli na Ukrainie władzę przejęli nacjonaliści, głośno zapowiadający wymuszenie na ludności rosyjskojęzycznej posłuszeństwa, a w pierwszym dniu obradowania nowy parlament uchwalił ustawę znoszącą język rosyjski jako jeden z urzędowych, to Rosja dostała pretekst do działania, moim zdaniem aż nad wyraz oczywisty.

                  Rosja nie chce sąsiadować z rakietami NATOwskimi.
                  w 62 ZSRR zainstalował na Kubie swoje rakiety i Ameryka o mało nie narobiła w... Myszkę Miki ;] dzisiaj Rosja ma pełne prawo obawiac się amerykańskich militariów tuż za miedzą. wg mnie, Rosja jest krytykowana za coś, co robi służąc własnemu bezpieczeństwu narodowemu.
                  z naszego punktu widzenia, moze i to jest nieetyczne, ale z ich stanowiska - absolutnie konieczne. jak dla mnie, to nie jest ofensywa, to zachowanie obronne.

                  och, Siostro - jesli w jakimś państwie władza leży na ulicy, to mamy do czynienia z republiką bananową. Amerykanie organizowali już parę przewrotów małych państwach Ameryki łacińskiej, aby na tronie osadzić swojego watażkę i kontrolować sytuację.

                  ktokolwiek pociągał za sznurki [czytaj : sypał dolarami] na Ukrainie trafił kosą na kamień :]

                  popatrz na całą sytuację - podpisano przecież porozumienie między Janukowyczem, a majdanowcami. Majdanowcy zerwali je 24 godziny później. eskalowali starcia zbrojne.

                  Janukowycz był do obalenia za pomocą... kartki wyborczej :] Ale Majdan nie chciał czekać na wybory, wybrał drogę siłową. WHY ? jeśli oni sami nie byli dostatecznie głupi, by to wymyśleć, to KTo to zrobił za nich ?

                  pytanie : komu najbardziej zależy na zdestablizowaniu sytuacji w Europie Wschodniej ? BO jak dla mnie, najbardziej zależy Ameryce, która nie ma z Rosją interesów, a za to ma mnóstwo obaw jak chodzi o zbliżenie Rosji z Chinami [trochę egzotyczna koncepcja, ale w Pentagonie może mieć wpływowych zwolenników] i ewentualnie sojusz BRCIS [Brazylia, Rosja, Chiny, INdie, Płd Afryka], który mógłby grozić amerykańskim interesom. Jest jeszcze opcja wojenna, na której Ameryka mogłaby zarobić krocie sprzedając broń, a samemu nic nie ryzykując. Moim zdaniem, Rosji nie powinniśmy się bać, powinniśmy się bać amerykańskich szarlatanów. dopóki Majdan nie zaczął szaleć - dopóty Rosja siedziała spokojnie i nikomu na odcisk nie wchodziła. jak się prowokuje misia, to się trzeba liczyć z konsekwencjami.

                  wiesz, ten cały majdan to parenaście tys. ludzi. Ukraina liczy prawie 50 mln obywateli. ich nikt o zdanie nie zapytał, a wiadomo że wschód to rejony zdeklarowane ku Rosji. niestety, jak ktoś zakłada kominiarki, biega z karabinami i włamuje się do budynków administracji publicznej, to jest dla mnie uzurpatorem, terrorystą. ja bym nie chciał, żeby takie jazdy miały miejsce w Polsce, jakkolwiek uważam ten i poprzedni rząd za skrajnie szkodliwe dla Polski. czekam na wybory. i zagłosuję. jak wygramy, to świetnie. jak przegramy - nie złapię za karabin i nie będę strzelał do tych, którzy mają inne poglądy :]
                  • siostra_bronte Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 30.03.14, 14:13
                    Ech, Greku, nie mam siły na polityczne dyskusje :)

                    Po prostu nie podoba mi się, że Rosja robi co chce, a reakcji Europy brak, bo interesy, bo to, bo tamto. Szybko przełknięto aneksję Krymu. A co będzie, jeżeli Rosja na tym się nie zatrzyma? Coś mi się wydaje, że to bardzo prawdopodobne.
                    • grek.grek Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" PS 30.03.14, 16:32
                      a i ja też nie miałbym sumienia Cię nimi zadręczać :]

                      wiesz, świat jest jaki jest. rządy róznych krajów muszą brać pod uwagę interes
                      ich obywateli. za skorumpowaną, chwiejną, upadłą Ukrainę nikt umierać nie będzie.
                      no może Polska, co świadczy o nas jak najgorzej, bo dowodzi że nasi politycy są
                      niepoważni i łatwo ich wykorzystać.

                      imo, nie ma powodu do obaw.
                      Rosja pokaże siłę, skorzysta z okazji żeby wziąć Krym, a potem będzie działać
                      aktywnie na rzecz podziału Ukrainy i najpewniej powstania dwóch państw, aby
                      wschodnia Ukraina [pod nową nazwą] była nadal zaporą rosyjską przed bazami
                      i rakietami NATOwskimi.
      • grek.grek Re: Teatr TV "Miłość na Krymie" 25.03.14, 13:34
        ja bym się raczej zastanowił : dlaczego oni go popierają, mimo zmasowanej krytyki w mediach zachodnich ?

        Pepsic, Ukraina jest państwem bandyckim. sorry.
        uzbrojone, zamaskowane bojówki obaliły prezydenta, wtargneły do budynkow administracji publicznej, sterrroryzowały media... - jakim mianem to określić ?

        potem te bojówki wpłyneły [widziałaś jak rządzący przychodzili się kajać przed nimi ? widziałaś marsz w rocznię urodzin Bandery, kiedy pod flagami OUN i UPA szedł Udar pana Kliczki, goszczącego później na konwencji PO ?] na zdjęcie języka rosyjskiego jako jednego z urzędowych na Ukrainie, chwaliły się wszem i wobec, że pojadą teraz na wschód Ukrainy dyscyplinować prorosyjskich obywateli - Rosja wykorzystała więc powyższe argumenty i sama zajęła Krym, w akcie ochrony ludności rosyjskojęzycznej, która w później rozpisanym referendum gigantyczną większością głosów zdecydowała o przyłączeniu Krymu do Rosji.

        ja bym się bardziej martwił tym, że ci którzy de facto rządzą dziś na Ukrainie mają na buźkach ślinkę lecącą im na myśl o odbiciu Polsce Przemyśla i paru innych okręgów naszych ziem wschodnich.

        ja mieszkam na południowym zachodzie, mnie to formalnie nie dotyczy :], ale jako Polak nie mam specjalnej ochoty dowiadywać się o kolejnych mistrzowskich akcjach speców od rżnięcia tepą piłą na wchodzie kraju.

        Ukraina to wór bez dna, tam niogdy nie będzie tak jak u nas. Żyrinowski ma rację - podzielic to państwo, niech każdy weźmie co chce i co mu pasuje, a banderowców zostawić cypelek który zostanie Czeczenią 2.0, a jak zacznie dymić, to mu się zrobi jazdę bez trzymanki. Podzielona Ukraina ma szansę dostać finansowanie od krajów, które przyjmą poszczególne jednostki terytorialne. Jako 50 mln kolos z gospodarką w stanie tragicznym - upadną. A jak upadną, to zacznie wszystkim dookoła grozić fala nacjonalizmu ukraińskiego, milionowa emigracja i sąsiadowanie z krajem będącym beczką prochu, w którym moze dojśc do wojny domowej i czystek.

        Ukraina jest w tej chwili ogromnym problemem dla wszystkich. Szanse na członkostwo w Unii są ZEROWE, kasy żadnej nikt im nie da, Rosja i Zachód mają biznesy na setki miliardów plus parę gazrurek, który łączą ich spójnie i harmonijnie. żądanie od Niemców czy Brytyjczyków, żeby umierali za zamaskowaną hołotę na Majdanie jest żądaniem komicznym :]

        najgorzej ma Polska, niestety.
        szukamy teraz drogi wyjścia z piepr.znika w który się władowaliśmy z racji genetycznej rusofobii polityków nakręcających się wzajemnie ku eskalacji nastrojów. wiadomo już, ze pierwsze ciosy zbieramy, a następne są w drodze.

        jest to sytuacja, którą sami sobie wytworzyliśmy. bo mamy półgłówków za polityków i media obsadzone czynownikami, którzy ochoczo pyskują i nakręceją, ale jakby doszło do wojny, to pierwsi by wiali do Niemiec. w tyłek dostanie tzw. zwykły Polak. może jak dostanie w tyłek, to sie nauczy głosować, zacznie myśleć interesem narodowym i finansowym, a nie interesem w majtkach. mam więc nadzieję, że ten okres będzie istotnym z punktu widzenia dojrzewania politycznej świadomości Polaków. to jedyna pociecha w tej grotesce.
    • pani_lovett "Miłość na Krymie" w Teatrze Telewizji 20:25 24.03.14, 17:31
      Spektakl na podstawie sztuki Sławomira Mrożka, w reżyserii i adaptacji Jerzego Jarockiego opowiada o Rosji w epokach carskiej, sowieckiej i współczesnej.


      www.teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/aktualnosci/artykul/spektakl-na-czasie-milosc-na-krymie-w-teatrze-telewizji_14318805/
      • grek.grek Re: "Miłość na Krymie" w Teatrze Telewizji 20:25 25.03.14, 13:15
        niestety, nie dostąpiłem...

        czy oglądałaś ? oglądaliście ?
        podzielicie się wrażeniami ? :]
        • er.pa Re: "Miłość na Krymie" w Teatrze Telewizji 20:25 25.03.14, 20:17
          To może ja przerwę dwa milczenia - swoje (kolejne) i okołoteatralne w tym wątku.
          Powiem tak: aktorstwo rewelacyjne w większości (Kożuchowska dla mnie bardzo tak sobie): Frycz, Gajos, Fraszyńska, Bonaszewski - klasa sama w sobie (Seniuk trochę za mało). Tekst miejscami cudownie błyskotliwy po mrożkowsku. Ale całość mnie jednak nie ujęła ani nie porwała. Intertekstualność albo zbyt oczywista, albo taka, na jaką moja wiedza za mała :) Ogólnie - warto było, ale zachwyt u mnie umiarkowany.
          • grek.grek Re: "Miłość na Krymie" w Teatrze Telewizji 20:25 26.03.14, 14:37
            dzięki za recenzję, Er.po :]

            widziałem też osobny wątek na TV forum, założony przez Barbasię alias Panią Lovett, zaraz tam skoczę, może coś złapię :]]

    • grek.grek "Luther" w CT2 [od jutra] 25.03.14, 13:42
      ... czyli, kolejny z seriali autorstwa BBC.

      tytułowy Luther, to detektyw [policjant]. nie zawsze grający czysto w swoich śledztwach, z trudnym charakterem, obowiązkowo z problemami w życiu osobistym.

      jak czytam "cięzki duszny kryminał" - sounds good ;]

      ponoć "stoi w jednym szeregu z takimi produckcjami jak "Sherlock" " - jeszcze lepiej.

      Główną rolę gra czarnoskóry Idris Elba, dla którego serial stal się sceną wzlotu nie gorszą
      niż "Sherlock" dla Benedicta Cumberbatcha czy "Dr House" dla Hugha Laurie'ego.

      6 odcinkow.
      pierwszy ma 50 minut, następne pewnie też tyle będą mieć.

      zamierzam się przykuć do telewizora, a i bym coś napisał a'propos, bo mnie zawsze
      łapy świerzbią jak coś obejrzę, heh.

      pytanie : mam opisywać fabułę czy raczej pisać o wrażeniach bez zdradzania szczegółów
      akcji ?
      • pani_lovett Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 25.03.14, 16:50
        Rzeczywiście, to brzmi nawet zachęcająco. Nawet miałabym ochotę poznać akcję porządnie, ze szczegółami.

        Greku, a co z kolejnym sezonem "Boardwalk Empire"? Nie będzie go czeska telewizja pokazywać wiosną?

        A "Rodzina Borgiów"?

        Mam (w AleHistoria) efektowny opis wyglądu zwłok Rodriga Borgii. ;) I smakowitą hipotezę na temat jego śmierci. Rodrigo z Cesare mieli omyłkowo wypić zatrute wino, które przygotowali specjalnie dla kardynała Adriano Castello. Cesare przeżył tylko dlatego, że ponoć wypił niewielką ilość tego wina.
        • grek.grek Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 26.03.14, 14:33
          spróbuję zatem napisać trochę o akcji :]

          na razie nie ma żadnych informacji, Barbasiu.
          możliwe, że pojawią się na dniach, bo też miałem nadzieję na 2 sezon "BE".
          może termin jesienny zarezerwowali ?

          o 'Borgiach" też ani widu ani słychu. ale trzymam rękę [łapę] na pulsie.

          ciekawe info, dzięki.
          mam nadzieję, że ten 3 sezon jednak sie pojawi. 4-tego ponoć ma nie być,
          za duże koszta, za małe zyski. ces't la Vie :]
      • siostra_bronte Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 25.03.14, 17:14
        Widziałam kilka odcinków, jakiś czas temu, kiedy jeszcze miałam BBC w kablówce. Serial jakoś mnie nie porwał, ale za krótko oglądałam, żeby wyrobić sobie zdanie.
        • grek.grek Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 26.03.14, 14:34
          no to w ciemno idę trochę ;]
      • angazetka Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 25.03.14, 21:38
        Pierwsza seria "Luthera" jest nieziemska, bardzo warto. Zaiste - ta sama najwyższa pólka, co "Sherlock". A Ruth Wilson podbiła me serce.
        • grek.grek Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 26.03.14, 14:35
          dzięki za zachętę, Angazetko - i to jaką entuzjastyczną :]
          • siostra_bronte Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 26.03.14, 17:34
            A tak, Ruth Wilson była świetna. Zastanawiam się tylko, czy ma tak oryginalną urodę, czy jednak, niestety, robiła sobie usta.
            • angazetka Re: "Luther" w CT2 [od jutra] 28.03.14, 10:53
              Od zawsze tak wygląda. Niesamowita jest :)
    • siostra_bronte "Kaci także umierają" 25.03.14, 17:15
      Dzisiaj o 20.20 w Kulturze. Ciekawe, że dają powtórkę tak szybko i o dobrej porze. Greku, mam nadzieję, że obejrzysz? :)
      • grek.grek Re: "Kaci także umierają" 26.03.14, 14:29
        z przyczyn niezależnych - nie miałem możliwości.

        dziękii, Siostro, za zapowiedź :]
        naprawdę żałuję, ale... no nie udało się.

        :]
        www.lolroflmao.com/wp-content/uploads/2012/08/Box-of-shame.jpg
        • siostra_bronte Re: "Kaci także umierają" 26.03.14, 17:34
          O, szkoda...
    • grek.grek "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] 26.03.14, 12:50
      W 94 był to wręcz manifest pokoleniowy. Wraz z ksiązką Douglasa Couplanda i muzyką Nirvany tworzyła klucz do odczytania postaw i stosunku do siebie, życia i świata Generation X.

      Nakręcił i napisał go Kevin Smith. Jest to ciąg tytułowanych osobno scen z życia sklepu spożywczego, gdzies na przedmieściach. Widaćź na każdym kroku ścinanie kosztów, ale ten off amerykański jest o klasę lepszy od offu polskiego :] Czarno-biała forma dodaje całości... kolorytu.

      Punkt wyjścia : Dante Hicks chce sobie w sobotę pograć w hokeja w parku [takiego hokeja na rolkach i z piłką], a tu rano tarabani szef i prosi o zastępstwo w pracy, bo musi wyjechać. Dante klnie na czym świat stoi, ale nie ma wyjścia - przychodzi do roboty, pocieszając się, ze ma zostać tylko do południa. Oczywiście, wkrótce okaże się, że musi garować aż do zamknięcia.

      Fabuła ma jakiś ciąg zdarzeń i wątki, ale zasadniczo chodzi w niej o to, że bohaterowie rozmawiają. Dialog, dialog, dialog, chyba że jakiś mini monolog w trakcie. Można by nazwać ten flm przegadanym, gdyby nie to, że te rozmowy są wciągające - nierzadko błyskotliwe, często wulgarne, czasami mądre.

      Bohaterowie dają się lubić. Dante jest 20-latkiem wyglądającym na około 40-tkę, który nie poszedł do collegu, a zamiast tego sterczy za ladą jakiegoś sklepiszcza. Randal wypożycza videofilmy w kanciapie sąsiadującej ze sklepem. Cichy Bob i Jay dilują prochem, w związku z czym wystają calutki dzionek pod sklepem. Od czasu do czasu zjawia się aktualna dziewczyna Dantego, Veronica, a w drugiej części : jego eks- Caitlin.

      spoliery :]
      Dante ma bowiem układ stary jak świat : spotyka się z Veronicą, ale ciągle myśli o Caitlin, z którą się rozstał, a która na dniach ma wyjśc za mąż za azjatyckiego projektanta mody. Poza tym, skaranie boskie z tymi babami ;]] Dante nieostrożnie wdaje się w pogawędkę z Veronicą na temat ilości partnerów seksualnych i kiedy dowiaduje się, ze miała ona dwóch przed nim - uspokaja się, sam delektując się liczbą 12 dziewczyn na koncie. MIna rzednie mu jednak, kiedy wychodzi, iż Verronica dalszym 36 facetom zrobiła dobrze ustnie :] Przekomiczna sytuacja, w zabawny sposób pokazująca znany schemat : kiedy facet ma bogate doświadczenie - to dobrze, kiedy dziewczyna - jest to nie do przyjęcia. No i czy coś innego niż tradycyjny seks można traktować jako... seks ? "Nie mogliście pójśc ze sobą do łózka, jak normalni ludzie ?", pyta w końcu zdenerwowany Dante. A Veronica objaśnia mu róznice między w poziomie zaangażowania mentalnego w relację, które warunkują : łózko lub przelotne ustysfakcjonowanie :]

      Kiedy zjawia się Caitlin i składa Dantemu propozycję dot. ich wzajemnych relacji - zdarza się kolejna chryja. Mają wyjść razem, więc Dante idzie się przebrać, zostawia ją w towarzystwie Randala. Caitlin idzie do toalety, gdzie nie ma światła, bo coś się zepsuło. Wraca i... powiada, że ten seks z Dantem był znakomity. Na co on, że go tam wcale nie było. Na co ona, że ktoś tam na nią czekał i był gotowy do działania. Kiedy okazuje się, że
      tym gotowym był klient, który sprytnie wydębił wpuszczenie go do środka, a potem sprzedawcy o nim zapomnieli [bo pojechali na pogrzeb kolegi, o którego śmierci się nagle dowiedzieli]. Czytał" pornomagazyn, i w trakcie masturbacji złapał go atak serca. Pikawa padła, ale reszta pręzyła się dumnie, jak wyjaśnia policjantka prowadząca śledztwo. Po tym ataku Caitlin trafia na rok pod obserwację psychologa. Cóz, seks z trupem, to może być trauma ;]

      Dante kręci się między dwiema dziewczynami, a wybór pomagają mu podjąć dilerzy. Milczek Bob i gadający ciągle tylko o imprezach i dragach Jay - nagle wychodzą z nich [całkowicie wiarygodnie] goście, ktorzy umieją w Veronice dostrzec kobietę właściwą. Caitlin jest atrakcyjna, ale to Veronica przynosi Dantemu obiad do pracy :] I dba o niego. Martwi się o jego przyszłość. Zmieniła szkołę, żeby być bliżej niego, z nadzieją że Dante pójdzie na studia i zdobędzie dyplom.

      No i klienci. Co chwila zjawia się ktoś, kogo trzeba obsłużyć - nie zawsze klient jest miły i nie zawsze sprzedawca trzyma nerwy na wodzy. Czasami klient natrafia na rozmowę Dantego i Randala o facecie zarabiającym w budkach do porno peep show, co skutkuje u niego napadem histerii. Albo ten, co pod pozorem załatwienia się w toalecie wydębił miękki papier i pisemko pornograficzne do "poczytania", a potem się okazało, że nie chciało mu się tenteges, tylko wlazł, zeby się zadowalać, co skończyło się - jak wyżej. Albo klient, co szuka "idealnego tuzina jajek" - czystej maści czubek :] Albo aktywista antynikotynowy, który stoi przy ladzie i odstrasza gadką klientów proszących o papierosy. Jest tak skuteczny, że w końcu rezygnują z zakupu i wybierają gumę do żucia. Koniec końców, idealista okazuje się być tajnym agentem firmy sprzedającej własnie zujgumy. Albo facet, który komentuje debilne artykuły z tabloidów a'la Fakt - i trzeba go w końcu jakoś spławić, bo zamęcza.

      Jak Dante bywa neutralny, to znów Randal jest niemiły. Jak Randal siedzi cicho, to Dante nawala. W wypożyczalni video, gdzie panuje Randal, dzieją się w ogóle dantejskie sceny. Nic dziwnego, ze większość klientów odchodzi z tekstem "NIgdy więcej tutaj niczego już nie kupię !".

      Randal to elokwentny facet. Ma gadkę. Bystrzak. Moja ulubiona scena z tego filmu dzieje się w jego wypożyczalni. Przychodzi kobiecina z małym dzieckiem na ręku. Pyta o jakiś film dla dzieci. Randal mówi, że nie ma tego tytułu, ale właśnie dzwoni z zamówieniem do dystrybutora, więc wspomni o nim. I składa zamówienie... najpierw ciurkiem leci 30 najbardziej obleśnych i wulgarnych tytułów filmow pornograficznych, matka z dzieckiem słuchają tej serii z kałacha, a na końcu Randal przysłania słuchawkę dłonia i jakby nigdy nic pyta : jaki był tytuł tego filmu, o który pani pytała ? :]]

      Randal to człowiek-problem. Zaczytany w gazecie, sprzedaje papierosy 4-latce. Ta kopci jak parowóz, więc matka składa skargę. Pojawia się inspektor z jakiegoś sądu, który wlepia mandat... Dantemu, a potem informuje, że może go to kosztować odsiadkę :]

      Dante próbuje być racjonalnym, rozsądnym facetem, ale słabo mu idzie. Rzeczywistość prowokuje go do zachowań niepoważnych albo i skandalicznych. Ot, kiedy dowiaduje się, że szef nie wróci i musi zostać w sklepie do zamknięcia - nie chce zrezygnować z gry w hokeja. Zwołuje więc kolegów, zamyka sklep i organizuje mecz... na dachu. Trwa on całe 12 minut, bo Dante wdaje się w kłótnię z klientem, wkurzonym na zamkniętą budę. Klient włazi po drabinie na dach, wchodzi do gry, nokautuje Dantego, a potem strzela na bramkę tak mocno, że piłka leci w na inny dach, prosto w komin. Nie ma drugiej piłki, więc po meczu.

      Informacja o zgonie jakiejś koleżanki, podrywa Dante i Randala do spontanicznej wycieczki na jego pogrzeb. Znów skllep jest zamknięty. Jadąc na uroczystość, umilają sobie drogę rozmową o śmierci kolegi Randala, który skręcił sobie kark chcąc zrobić sobie dobrze własnymi ustami. Znaleźli go w pozycji świadczącej o tym, że dopiął swego ;]] Ich obecnośc na pogrzebie trwa jakieś 2 minuty. Salwują się ucieczką przed rozszalałym tłumem żałobników, zaraz po tym jak Randal przewraca trumnę z nieboszczykiem.

      I to są ludzie, ktorzy umieją wdać się w rozmowę o powinnościach sprzedawcy względem klienta :] Cóż, w innym miejscu złośliwie opisują najbardziej znienawidzone za głupotę typy klientów, jacy moga się przydarzyć porządnemu sprzedawcy. W jeszcze innym - prowadzą zaangażowaną dyskusję o zasadności podanej wersji budowy jakiejś "Gwiazdy Śmierci" ??? w "Powrocie Jedi" - z punktu widzenia biznesowo-polityczno-społecznego :] Erudyci.

      Czasami klient naprawdę denerwuje... Jak pewien trener z siłowni, kopnięty na punkcie "bycia fit", ni stąd, ni zowąd kwestionujący tęzyznę fizyczną Dantego. Wciąga w to klientkę. Dante broni się przed atakiem. Niespodziewanie, w trakcie rozmowy wychodzi, że mają wspólnych znajomych i eks-dziewczyna Dantego zdradzała go z trenerem :]





      • grek.grek "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 26.03.14, 13:16
        Kiedy pojawia się Caitlin, z propozycją dla Dantego reaktywacji ich związku, Randal ostrzega, że jesli drugi raz zrobi mu krzywdę - będzie miała z nim do czynienia.

        Randal wcześniej wybrał się do wypożyczalni video po "ambitne kino". Wypożyczył porno z hermafrodytami. "O co ci chodzi ? Poszerzam horyzonty", odpowiada Dantemu pytającemu, czemu takie coś wybrał. I "oglądając ten film" rozmawia z Caitlin, która rzuca jakąś złośliwą uwagę na temat jedzenia przez niego jakiegoś chińskiego żarcia. Na co Randal "Cóz, oboje mamy smak na chińszczynę" [Caitlin miała wyjśc za mąz za chińskiego projektanta mody], ona na to "Kut...s", na co Randal "Własnie..." :]] MOże i wulgarne, ale w jakiś sposób zabawne.

        POd koniec dnia i po takiej serii zdarzeń nerwy są jak postronki, więc Dante zaczyna obwiniać Randala o wszystkie najgorsze rzeczy, Randal spokojnie ripostuje wyliczając winy Dantego - bójka, tarzanie się w obalonych z półek torbach i pakunkach, rozładowuje atmosferę. Dante zamyka sklep i rozstają się w przyjaźni.

        A w międzyczasie, jest miejsce na rozmowę o życiu. Randal wytyka Dantemu, że ciągle marudzi. "Jak nie chcesz sr..ć, to złaź z nocnika", powiada. Narzekasz na swoją pracę, związek, na swoje życie ? Zmień je, albo nie truj. Przestań utyskiwać. Zmień sytuację. Spróbuj chociaż. Randal jest zadowolony ze swojego życia, akceptuje je i dlatego ma luz. Dante chce nie wiadomo czego. "Patrzymy na klientów z wyższością i pogardą, a sami kim jesteśmy ? - pyta Randal - skoro tacy jesteśmy fajni i na tyle nas stać, to dlaczego sprzedajemy w jakimś g.wnianym sklepiku ? Popatrz na to realnie, masz marną robotę o zerowym znaczeniu społecznym, a strugasz ważniaka; mógłby nas zastąpić odpowiednio przeszkolony szympans, spójrz prawdzie w oczy, twoje ambicje są niewspółmierne do faktów" - piękne credo :]

        Definicja pokolenia. 20-, 30-latków nie chcących wdziać ubranka szczura, żeby ścigac się z innymi gryzoniami o kawałek sera. Zaczepiających się na kolejnych posadkach za małe pieniądze i z małą odpowiedzialnością. OBlatanych w popkulturowych kodach, ale generalnie wykształconych tak sobie, niemniej niezaprzeczalnie błyskotliwych. MOmentami. Randal jest ikoniczym przykładem. Dante na swój sposób też, ale o ile u Randala rzecz cała wynika z aprobaty życia na luzie, o tyle Dante ciągle chciałby czegoś... więcej ? czegoś innego ? Studiów, etatu za dobry pieniądz, domu, dzieci, zony, podatków i mieszczańskiego szczęścia ? MOżliwe. Stąd stoi w rozkroku, nie mogąc się zdecydować na to, w ktorą stronę pójśc w życiu.

        Jay i Cichy Bob, ciągle tkwiący pod murkiem sklepowym - zdaje się też już wybrali :] Dla Dantego istotną postacią jest Veronica, ktora widzi w nim zagubionego chłopaka potrzebującego implusu by wydobyć się z marazmu, w którym - wg niej - tkwi.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=Mlfn5n-E2WE
        scenka z hokejem, po prawej są linki do kilku innych :
        www.youtube.com/watch?v=tp7ss_bTP4Y
        gwoli formalności powiem, że śledziłem losy bohaterów za pomocą Stop-klatki TV ;]
        debiut, że tak powiem.

        czarno-biały wystrój wnętrza - ujmujący.
        dialogi momentami pieprzne, jędrne i niesmaczne :]
        całość, wg mnie, przetrwała próbę czasu.
        ogląda i słucha się tego z uśmiechem.

        • pani_lovett Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 26.03.14, 16:54
          Specyficzne poczucie humoru. W okolicach czterech liter ;)

          Mnie się spodobał cytat, który znalazłam przypadkiem: Wiesz, na świecie jest milion pięknych kobiet, koleś. Ale nie wszystkie przynoszą ci lasagne do pracy. Większość tylko cię zdradza. :))
          To pewnie o Veronice, która przynosi Dantemu obiad do pracy , tak?

          :)


          • pani_lovett Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 26.03.14, 17:00
            Dzięki! Nie widziałam nigdy "Sprzedawców" choć film ma już 20 lat!
            :)
          • grek.grek Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 27.03.14, 14:48
            tak jest :]
            Veronica wygląda na najrozsądniejszą w tym towarzystwie.
            nawet jesli "zrobiła dobrze 36 facetom" ;]]
            • pani_lovett Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 27.03.14, 16:08
              Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha! :))))))
              /płaczę ze śmiechu/


              Ale, co tylko facet może mieć wiele kobiet? Kobieta już nie?
              • grek.grek Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 27.03.14, 17:41
                Dante jest # 37 ;]
                jest taki dialog :
                Dante : i jeszcze te Veronica i jej 36 facetów...
                Randal : 37
                :]

                otóż to :]
                jemu wolno, jej nie.

                a Veronica wszystkich [o ile mówi prawdę, w co można powątpiewać] ich
                zadowoliła zanim poznała Dantego. zazdrośc wstecz jest dość dziwna, ale...
                tak to bywa między ludźmi ;]
                • pani_lovett Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 28.03.14, 16:50
                  Ha,ha,ha! :))

                  Skrupulatny gość z tego Randala.

                  To prawda. :)
        • pani_lovett Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 26.03.14, 17:34
          > Definicja pokolenia. 20-, 30-latków nie chcących wdziać ubranka szczura, żeby
          > ścigac się z innymi gryzoniami o kawałek sera. Zaczepiających się na kolejnych
          > posadkach za małe pieniądze i z małą odpowiedzialnością. OBlatanych w popkultur
          > owych kodach, ale generalnie wykształconych tak sobie, niemniej niezaprzeczalni
          > e błyskotliwych. [...]


          A może to raczej obraz znudzonych, zgnuśniałych młodych ludzi wychowanych na pop-kulturze, pornografii i narkotykach?

          ;)
          • pani_lovett Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 26.03.14, 17:37
            "ówcześnie współczesnych młodych ludzi"
          • grek.grek Re: "Sprzedawcy" [Clerks, 1994] via Stopklatka 27.03.14, 14:51
            a to już pytanie o interpretację : czy ich styl życia jest świadomie wybraną manifestacją poglądów i zapatrywań czy raczej samorzutną bezmyślną reakcją na wydarzenia i rzeczy, z którymi się stykają ? :]
    • grek.grek "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 27.03.14, 16:04
      1 odcinek zachęcający do kontynuacji.
      Heh, nawet jakby nie był, to pewnie i tak bym oglądał dalej, w nadziei że się rozkręci :]

      Kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.
      [będzie parę szczegółów, podpadających pod spoilery]

      Główny bohater - gliniarz z problemami, który własnie rozwiązał sprawę porywacza/zabójcy dzieci, praca nad którą tak go wymęczyła, że aż mu się rozpadł związek z żoną, Zoey. Nie byle jaką kobietą, ale taką którą Luther naprawdę kocha. I to jest uczucie pod tytułem : on by za nią życie oddał, gdyby było trzeba. Te sceny między nimi są naprawdę bardzo dobre - Luther dostaje ataku wściekłości, dowiedziawszy sie, że ona ma innego, demoluje drzwi w jej/ich mieszkaniu, ale na nią nigdy palca by nie podniósł, więc dziewczyna się nie boi tej jego furii; potem przychodzi do niej do pracy i bezceremonialnie wyprasza klientów; wreszcie nachodzi ją w domu jej nowego faceta, prowokuje kłótnie, wezwanie policji, ale kiedy Zoey zgadza się porozmawiać z nim chwilę i to naprawdę jest poruszające jak on się do niej uczuciowo odnosi, a potem spokojnie daje się aresztować. Zatem, zgorzknienie mu nie grozi :] Po niej widać, ze kocha go tak samo mocno, ale widocznie ostatni czas w ich związku był po prostu nie do wytrzymania dla niej, skoro go opuściła.

      Żona rzuca pod jego adresem najstarszym tekstem świata "Trupy obchodzą cię bardziej niż żywi" - przyznam, że tylko czekałem na to :] Ostatnimi czasy, to jest zelazny argument ekranowych żon ekranowych policjantów, na okoliczność rozstania się z powodu braku zrozumienia i współbytności. "Zadręczasz się mysleniem", to drugi zarzut. Lepszy, bo oryginalniejszy :]

      W pracy stosuje metody na tyle dyskusyjne, że muszą go zawiesić. Spoiler... Już w pierwszej scenie Luther dopada tego porywacza-mordercę dzieci. Rzecz się dzieje w jakiejś starej fabryce. Facet wpada w jakąs dziurę i zawisa nad przepaścią trzymając się rękoma jakieś belki. Luther wydobywa z niego zeznania, dzięki którym udaje się uwolnić ostatnią z porwanych dziewczynek. Wiszący typek ma nadzieję, że w zamian za informację Luther pomoże mu uratować zadek. Ale to błędna rachuba. Luther nie pomaga mu, ręce mdleją z wysiłku i facet z spada z 10 metrów. Nie zabija się, jest w śpiączce. Jego zeznania mogą pogrązyć Luthera, a razem z nim cały wydział.

      Luther rutynowo nie dostarcza swoim szefom żadnych dokumentacji ze śledztw, którymi się zajmuje, więc zostaje zawieszony. Potem go odwieszają. Góra nie wierzy w to, że Luther zrobił wszystko, by ratować przestępcę. Jego bezpośrednia przełożona, która lubi Luthera i trzyma z nim cichą sztamę, broni go "Ale za to ta dziewczynka, którą znaleźliśmy, chodzi sobie teraz do szkoły". Argument nie do przebicia. Na osobności, szefowa prosi jednak Luthera, zeby zaczął spisywać jakieś raporty i dokumentować to, co robi, bo w końcu doigra się i go wywalą. Ot, choćby jesli ten Śpiączek się obudzi i zrelacjonuje jak to Luther nie podał mu pomocnej dłoni i zostawił na [niemal] pewną śmierć.

      Pojawia się nowa sprawa - morderstwo starszego małżeństwa Morganów. I ich psa. Nie ma świadków. Policję zawiadomiła ich córka, Alice. Spanikowana, zapłakana, to ona znalazła ich zwłoki. Wyszła z domu, do sklepu, wróciła... a oni nie żyli.

      Luther przesłuchuje Alice i zauważa u niej brak symptomów empatii, jakiś rodzaj chłodu, podejrzewa aktorstwo wysokiej próby. Wreszcie na moment opuszcza pokój i mówi swojej szefowej i reszcie towarzystwa, że wg niego, to Alice zabiła swoich rodziców. Jest psychopatyczną narcystką, domagającą się uwagi i doceniania - nie zostawiła żadnych śladów, nie można doszukać się żadnego motywu, sprawa pozostaje zatem zagadkowa... i o to chodzi Alice, aby policja czuła i niemal wiedziała, że to ona, a jednocześnie nie mogła jej postawić zarzutów z braku dowodów. To ją kręci

      spoilery...

      Alice z zapłakanej dziewczyny szybko zmienia skórę i wychodzi z niej rasowa psychotyczka, niepozbawiona wdzięku, a już na pewno obdarzona niebezpiecznym urokiem. Ładna, zgrabna i nieźle stuknięta :] Jest fizyczką, wonder kid - już w wieku 18 lat napisała doktorat z astrofizyki. Bardzo inteligentna.

      Ona wie, że Luther wie, a Luther wie, że ona wie, że on wie. Luther musi ją wypuścić, nie ma żadnych powodów by ją zatrzymywać. JUż wtedy Alice chełpi się przed nim [choć nie wprost, ofk] że jest na tyle bystra i błyskotliwa, że zabiła i cała policja moze jej nagwizdać. Zbija wszystkie argumenty na konto jej winy, z którymi Luther nie kryje się specjalnie, a jednocześnie nie pozostawia niemal żadnych wątpliwości, że jest winna, ale na tyle mądra, że nie da się złapać i to właśnie sprawia jej największą frajdę.

      Potem Luther odwiedza ją w jej mieszkaniu, gdzie przewrotnie Alice ni to go uwodzi, ni to wypróbowuje, co z niego za materiał na przeciwnika. Luther nie daje się oczywiście skołować, ale trzeba przyznać, że Alice ma styl. W necie znajduje materiały medialne nt. zatrzymania tego porywacza Śpiączka, wie że Luther dostał się pod ostrzał podejrzeń, iż działał poza prawem. Wie zatem, że Luther to przeciwnik, który nie zawaha się złamać prawa, jesli będzie trzeba, by ją złapać. I wie, że kosztowało go to związek, który się rozleciał. I tymi kartami z nim próbuje grać.

      Doskonałe są te sceny i rozmowy między nimi, cały czas niemalże patrzą sobie w oczy, mierzą się, ewidentnie jest tam erotyczne przyciąganie, nawet jeśli ona z nim pogrywa, a on nie zamierza jej ulec, nawet jesli nie jest pewien do końca jej intencji.

      Zaraz po 2 rundzie w ich pojedynku, Alice napada żonę Luthera. Niedaleko budynku, w którym pracuje Zoey. Terroryzuje ją jakimś ostrym przedmiotem [stoi za jej plecami, więc tamta nie jest w stanie dostrzec jej twarzy], a potem sugestywnie sączy do ucha, że Luther molestował ją seksualnie, a oprócz tego sprzedaje jej serię przerażających wizji tortur odcinania i przypalania, które rzekomo Luther miewa w stosunku do własnej żony. Rysuje obraz Luthera jak jakiegoś wariata, a potem powiada "Boję się, że ktoś mógłby cię kiedyś tak skrzywdzić" - a to już jest groźba.
      uwaga następne spoilery :]

      Kolega Luthera przynosi mu wyniki badań, które wskazują, ze broń z której strzelano do rodziców Alice Morgan była plastikowa. Luthera olśniewa - czyta raz jeszcze raport : rodzice dostali po jednej kulce w głowe, pies... dostał aż cztery. Luther dedukuje, że po to pies został uszkodzony tak mocno, aby Alice mogła wcisnąć do środka zwłok broń. Pies został skremowany, zatem dowody zbrodni uległy zniszczeniu. Urnę z procvhem po psie ma Alice w swoim mieszkaniu. Luther podejrzewa, ze w prochach są fragmenty broni.

      Sama jej ofk nie odda, więc Luther włamuje się do jej mieszkania pod nieobecność Alice. W urnie oczywiście są fragmenty pistoletu. Kiedy wychodzi, Alice akurat wjeżdza windą na górę. Luther staje z boku, a kiedy Alice otwiera drzwi, wyłania się, woła ja po imieniu, pokazuje urnę i wsiada do windy.

      Alice goni za nim. Dopada go na moście. Ma nóz w kieszeni. A dzień biały jest ciągle :] Jej nie chodzi o te fragmenty broni, Alice wie że podczas kremacji wysoka temperatura usunęła wszelakie ślady i pistoletu nie da się w żaden sposób połączyć z jej osobą. Jest bezwartościowy.

      Chodzi o coś innego - Alice przystawia Lutherowi nóz do brzucha i każe oddać urnę, bo ta urna z prochami psa, to jej trofeum. Symbol tego jak wykołowała policję, jak popełniła zbrodnię bez kary, zbrodnię doskonałą. Luther wczuwa się w jej psychologię, wie o co biega. I wreszcie zamaszystym ruchem wyrzuca urnę do wody. Alice próbuje go dźgnąc tym nożem, ale Luther ja obezwładnia.

      Kiedy trzyma ją dłonią za gardło, Alice nie panikuje, nie krzyczy i nie płacze, tylko z pełnym spokojem pyta go "Tak samo zabiłeś tego porywacza ?". To się nazywa babka z klasą ;]

      I kiedy on nic nie odpowiada, trwając w tym ścisku jej gardła, ona do niego "Zrób coś ? Pocałuj mnie albo zabij" - mówiłem, ma klasę :]]



      • grek.grek "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 27.03.14, 16:13
        Ale Luther to cwaniak.
        Powiada : odczep się od mojej żony, albo cię załatwię - sfabrykuję dowody i zamknę kogoś innego za tę zbrodnię, którą ty popełniłaś. Nie będzie już "tajemniczej sprawy Alice Morgan", stracisz to, co tak cię kręci. Decyduj sama.
        Słyszeliście kiedyś o czymś takim ? :] Świetne.

        Alice pyta : jesteś gotów łamac prawo dla kobiety, która kopnęła cię w tyłek, jak psa ? Też ostra zawodniczka :] Dodaje : co to za miłośc, skoro skazuje się na samotnośc, cierpienie i deprawację ?

        Londyn jest deszczowy i jesienny, Idris Elba alias John Luther przenikliwy i skomplikowany, Ruth Wilson alias Alice Morgan intrygująca i niebezpieczna, a do tego cała akcja rozgrywa się na płaszczyźnie intelektualno-psychologicznej. Świetne sekwencje konforntacji słownych Luthera z Alice. Bardzo interesujący wstęp.

        trailera nie widać, a za to cały odcinek jest w jutubie, heh ;]
        www.youtube.com/watch?v=O4wwmmlxrfU
        • pani_lovett Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 28.03.14, 16:09
          Kupuję "Luthera".

          Luther nie jest szczególnie oryginalną postacią. Można by chyba rzec , że to czarnoskóry potomek Brudnego Harry'ego, inspektora Calahana, znanego z brutalnych i niezgodnych z regułami prawa metod. Popraw mnie, Greku, jeśli się mylę. Więcej tu jeszcze można znaleźć ogranych schematów i motywów z kina amerykańskiego, niemniej wciągnęła mnie opowieść / nie wiem czy to już mówiłam, opowiadacz jest niezrównany/ i jestem ciekawa, co będzie dalej.


          > trailera nie widać, a za to cały odcinek jest w jutubie, heh ;]

          Już nie. :)
          • grek.grek Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 28.03.14, 16:49
            świetnie :]

            ma swój styl, tak bym powiedział po tym 1 odcinku.
            jak mu prawo nie pasuje, to gotów jest je ominąć, aby złapać kogo trzeba.
            i wydaje mi się, że w przeciwieństwie do "callahanów" ma osobowość :]

            wg mnie.
            Callahan był trochę sztucznym tworem, o ile mogę tak napisać o postaci fikcyjnej.
            ta postać zmieniała amerykański wzorzec policjanta filmowego, Luther jest w tym
            względzie prawie schematyczny, bo iluż to od tamtego czasu pojawiło się policjantów
            z problemami i działającymi na granicy prawa ? można by rzec, że ten model stał się
            na tyle dominujący, że teraz by się przydał jakiś glina w staroświeckim guście, nie ? ;]

            hehe, dzieki, "opowiadacz" cały w pąsach ;]

            z mojego punktu widzenia, postać Alice Morgan jest wartością istotną. też morderczyni i wariatka z niej nowoczesna, czyli ma charm i jest inteligentna, a do tego ładna. nie ma to jak godny przeciwnik dla detektywa, hehe.

            w sumie, mężczyzna policjant ścigający kobietę zabójczynie, to też rzadki koncept... chyba ? w jednej ze scen, Alice Morgan stoi z rękoma za plecami i przypomina trochę Hannibala Lectera podczas rozmowy z agentką Starling :] Alice próbuje wejśc w głowę Luthera, a on próbuje ją kontrować, co też jest intrygujące.

            a to mużyki, no :]] usunęli ?

            nic to, na stronie na "Z" - jest do obejrzenia :]



            • pani_lovett Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 28.03.14, 17:02
              Tak, miałam napisać - potomek Callahana i jego kolejnych wcieleń.
              Policjantów z problemami i działającymi na granicy prawa było już mnóstwo, to prawda.

              >że teraz by się przydał jakiś glina w staroświeckim guście, nie?

              A nie było takiego w ostatnim czasie? A Sherlock?

              wiesz, chyba wolę w wersji czytanej.
              • grek.grek Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 29.03.14, 12:55
                Sherlock to raczej "konsultant" :]

                a jak chodzi o tę staroświeckośc, to bardziej chodziło mi o tę taką dawną jednoznaczność.
                choć chyba do takiej prezentacji bohatera powrót jest niemożliwy, dzisiaj musi mieć kilka
                warstw, a najlepiej jak łapie przestępców, a przy okazji jest wzorcowym antybohaterem.

                pytanie, co dalej, bo ta formuła też zaczyna się opatrywać i antybohater z oryginalnego wynalazku staje się rutynowym elementem infrastruktury serialowej.
                • pani_lovett Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 08.04.14, 00:07
                  Tak.

                  To prawda.
            • pani_lovett Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 28.03.14, 17:27
              > w sumie, mężczyzna policjant ścigający kobietę zabójczynie, to też rzadki koncept... chyba ?

              Koncept może faktycznie rzadki, ale miał już słynną realizację, która przeszła do historii kina -seksowna, ładna, a przede wszystkim inteligentna i piekielnie niebezpieczna (nasza ulubiona kiedyś ;)) Catherine Tramell (morderczyni i psychopatka nowoczesna) i usiłujący ją zdemaskować detektyw Nick Curran w "Nagim Instynkcie".
              (przypomniało mi się, ufff).

              Alice Morgan na dłużej zagości w serialu?
              • grek.grek Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 29.03.14, 12:51
                aaa, no to jest klAsyka :]
                aczkolwiek, czy Katherine jest zabójczynią - do końca nie wiadomo, a moja pamięć
                jest tak zawodna, że może nawet istnieje czarno na białym rozwiązanie, że killerką
                była jej młoda przyjaciółka :]

                ale faktycznie, świetnie znalazłaś, że motyw drapieżnej kobiety tropionej przez
                mężczyznę, to właśnie historia z "Nagiego instynktu".

                mam nadzieję, że Alice zostanie na długo.
                świetnie wprowadzili tę postać, nadali jej piętno, wyposazyli w niebagatelny potencjał - szkoda
                by było marnować taką szansę :] zabawnie się czuję pisząc przypuszczająco o czym, co
                już się dokonało lub nie, hehe. ale nie sięgam po artykuły o tym serialu, żeby sobie nie
                zakłócać odbioru; jak widzę - Ty również :]
                • pani_lovett Re: "Luther" - po 1. odcinku i o 1. odcinku 08.04.14, 00:05
                  Ja zamierzałam zajrzeć do artykułów, ale potem pomyślałam, że szczegóły dotyczące fabuły mogłyby za wiele zdradzić.

                  Tak, tak, nie ma co snuć teraz przypuszczeń na temat bohaterów, wystarczy opisywać.

                  :)
    • siostra_bronte "W stronę Słońca" 27.03.14, 17:28
      Jutro o 22.05 w Polsacie. Podobno niezły film Danny'ego Boyle'a (ostatnio ma jakiś festiwal w tv). Sci-fi na poważnie, w dzisiejszych czasach rarytas. Oglądam :)
      • grek.grek Re: "W stronę Słońca" 27.03.14, 17:42
        rad bym obejrzeć także :][
        • pani_lovett Re: "W stronę Słońca" 27.03.14, 18:14
          Jak Wy to i ja także. :)

          "Slumdoga" muszę Wam opowiedzieć! Będzie do kompletu.
          • er.pa OT - NT Frankenstein w Multikinie 28.03.14, 08:28
            OT, choć nie do końca, bo jest związek z z Dannym Boylem :)
            Byłam wczoraj w Multikinie na przedstawieniu Frankensteina w reżyserii Boyle'a w ramach cyklu National Theatre Live w Multikinie.
            ntlive.nationaltheatre.org.uk/productions/16546-frankenstein
            I tu jak widać coś dla Siostry - Cumberbach w roli tytułowej. W woli potwora Johnny Lee Miller. Bardzo pozytywne doświadczenie, dynamiczne, świetnie zagrane przez obu panów (w teatralnej rzeczywistości grywali też "odwrotnie", i jak twierdził wstępny filmik widownia przychodziła dwa razy, by obejrzeć obie wersje). Wciąż broni się też tekst, jakże zadziwiająco przejmujący jak na coś, co napisała dziewiętnastowieczna dziewiętnastolatka :)
            24 kwietnia będzie "The Audience" z Helen Mirren w roi królowej EII prowadzącej audiencje dla kolejnych premierów. Mam nadzieję też zobaczyć.
            A tak w ogóle, to pozdrawiam, poczytując Was z braku czasu mniej regularnie, pozostając jednak w życzliwej czujności :)
            • angazetka A Koriolan w Atlantiku... ;) 28.03.14, 10:57
              "Frankensteina" widziałam w Multikinie półtora roku temu, gdy pokazywano go po raz pierwszy - sama sztuka może nie porwała, ale obaj panowie robili duże wrażenie. I tak, owszem, znam osoby, które widziały spektakl w obu wersjach, ok. 10 razy ;)
              A ja z kolei wczoraj byłam w warszawskim kinie Atlantic, też w ramach NTL, na "Koriolanie" z Tomem Hiddlestonem i Markiem Gattisem. Pierwszy raz (a pokazy różnych sztuk są organizowane tam od listopada) całe kino, czyli cztery sale, wypełnione było NAMI ;) Świetna sztuka i w końcu przekonałam się, że Hiddleston jest świetnym, charyzmatycznym aktorem. Bardzo spodobał mi się też minimalizm inscenizacji, który dawał aktorom pole do popisu, a widzom - pole dla wyobraźni.
              • er.pa Re: A Koriolan w Atlantiku... ;) 28.03.14, 11:40
                No właśnie, ja przegapiłam Kariolana, był w rzeczonym Multikinie tydzień temu. Koleżanki również bardzo chwaliły.
                A we Frankensteinie podobała mi się oprócz brawurowych panów strona wizualna przedstawienia.
                Inna zabawna rzecz - po "spektaklu" dano nam do wypełnienia ankiety BC który za tymi projekcjami stoi, i wielce ucieszyła nas mozliwośc wybory płci: Kobieta, Mężczyzna, Inne. Kiedys rewolucją było wprowadzenie w amerykańskim spisie powszechnym kategorii "więcej niż jedna rasa" oraz "rasa mieszana", a teraz jak widać niepewność płciowa już tez znalazła swoją rubryczkę :)
                • pani_lovett Re: A Koriolan w Atlantiku... ;) 28.03.14, 17:06
                  Piękne rzeczy oglądacie.
                  W prowincjonalnym Multikinie nie uświadczysz człowieku, heh.
              • never_never Re: A Koriolan w Atlantiku... ;) 28.03.14, 17:31
                "w końcu przekonałam się, że Hiddleston jest świetnym, charyzmatycznym aktorem"

                ooo tak, polać jej wódki...!;)

                a co sądzisz o Only Lovers Left Alive?
                Bardzo skrajne opinie na temat tego filmu, no i może Hiddleston nie miał za wiele do grania, ale jego charyzma jest niezaprzeczalna
                • angazetka Re: A Koriolan w Atlantiku... ;) 29.03.14, 16:03
                  OLLA mnie zachwyciło! Dokładnie moje filmowe klimaty, cudne niedzianie się :) Dowcipne, ciekawe, z masą smaczków (doktor Watson i doktor Faust, portrety na ścianach...), z kuszącą wizją wieczności (czytanie wszystkiego, co się da, i tworzenie - czy to nie piękne?). I fajnie zagrane: Tilda Swinton była czarująca i magnetyzująca, Tom jej nie ustępował. OLLA właśnie pokazało mi jego charyzmę, więc ten marzec mogę nazwać miesiącem Hiddlestona w moim życiu ;)
                  PS. Dodatkowym plusem filmu jest ukazanie relacji ze szwagierką. Absolutnie cudowny i jakże prawdziwy niespodziewany element komiczny!
                  • never_never Re: OLLA :)))) 29.03.14, 19:35
                    no to witaj bratnia duszo ;)
                    bo już się tyle krytycznych recenzji o OLLA naczytałam, że trochę zaczęłam czuć się wyobcowana, że na mnie ten film zrobił takie wrażenie
                    ja tu rzadko na forum wpadam, nie wiem, czy już omawialiście OLLA - ja ciągle nie mogę się uwolnić i od wspaniałych plastycznie kadrów, i od fantastycznej muzyki
                    rewelacyjne intro:
                    www.youtube.com/watch?v=meHc-w5S8eA
                    no i hipnotyzujące The Taste of Blood:
                    www.youtube.com/watch?v=zdeNU2bxX18
                    a Yasmine Hamdan to brak słów:
                    www.youtube.com/watch?v=EIjRX0K0pFM
                    • pepsic Re: OLLA :)))) 29.03.14, 19:41
                      Ale co to jest ta Olla?;) Bo muzyczka rewelka, to fakt.
                      • angazetka Re: OLLA :)))) 29.03.14, 22:52
                        OLLA. Only lovers left alive. Nowy Jarmusch.
                    • pani_lovett Re: OLLA :)))) 29.03.14, 23:33
                      never_never napisała:
                      > ja tu rzadko na forum wpadam, nie wiem, czy już omawialiście OLLA

                      Wspomnieliśmy tylko o kinowej premierze. Grek linkował recenzje, a ja utwór The Taste Of blood (Jozefa Van Wissema & SQÜRLa).


                      Miło czytać tę pochlebną opinię, bo i my pozytywnie nastawienie mieliśmy do filmu po przeczytaniu recenzji.
                    • angazetka Re: OLLA :)))) 30.03.14, 14:04
                      > bo już się tyle krytycznych recenzji o OLLA naczytałam, że trochę zaczęłam czuć
                      > się wyobcowana, że na mnie ten film zrobił takie wrażenie

                      Serio? W moim gronie wszyscy zachwyceni, szczęśliwie :) Nie wychodzę z tego kokonu.
                      • never_never Re: OLLA :)))) 30.03.14, 21:57
                        no niestety, na filmwebie taki hejt, że lepiej nie wchodzić, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał - dla zachowania obiektywizmu oceny...

                        nawet recenzja w "Polityce" niezbyt przychylna:
                        " Przykro patrzeć, jak wielkie ambicje przekuwane są w pretensjonalność i nabzdyczenie"

                        dla mnie ten film to dzieło, które odbieram zmysłami (kadry, muzyka), a nie rozumem (jeżeli analizować na chłodno, to rzeczywiście niektóre wątki można skrytykować i ich usunięcie/poprawienie pewnie by wyszło filmowi na dobre)
                        dlatego nie jest to film doskonały (za taki uważam np. "Amadeusza" Formana, gdzie współgrało wszystko: scenariusz, gra, kostiumy, muzyka), ale jest to film, który zostaje na długo, do wielorazowego oglądania

                        pani_lovett:
                        dzięki, rzeczywiście znalazłam wasze posty na początku tego tematu razem z linkami do ciekawych (tym razem pochlebnych) recenzji :)
                        • pepsic Re: OLLA :)))) 30.03.14, 22:04
                          Właśnie grają w moim kinie, a ja nie dam rady w tym tygodniu w żadnym razie, a to pech.
                          Co do "Amadeusza" zgadzam sie, absolutne arcydzieło do wielokrotnego użytku.
                          • never_never Re: OLLA :)))) 30.03.14, 22:17
                            chyba trzeba się spieszyć, na moim seansie były trzy (!) osoby i groźba, że film w ogóle nie zostanie wyświetlony
                            no cóż, zawsze pozostają inne sposoby ;)

                            miłego wieczoru
                            nie mogę się powstrzymać, żeby nie skończyć na pożegnanie pięknym In Templum Dei
                            www.youtube.com/watch?v=lpvnV0CDSXI
            • pani_lovett Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 28.03.14, 17:57
              er.pa napisała:
              > Wciąż broni się też tekst, jakże zadziwiająco przejmujący jak na coś, co napisała >dziewiętnastowieczna dziewiętnastolatka :)

              :)

              Ta dziewiętnastowieczna dziewiętnastolatka pochodziła z rodziny o tradycjach literackich, intelektualnych. Jej ojciec, William Godwin był cenionym pisarzem i filozofem. Matka znaną zwolenniczką emancypacji kobiet. Mary Wollstonecraft (po mężu Shelley) dorastała w otoczeniu znanych filozofów, pisarzy i poetów. Czytała lektury rzadko spotykane u dziewiętnastowiecznych nastolatek jak np.- "Metamorfozy" Owidiusza i "Raj utracony" Miltona, których wyraźne inspiracje dostrzega się we "Frankensteinie" .


              > A tak w ogóle, to pozdrawiam, poczytując Was z braku czasu mniej regularnie, po

              > zostając jednak w życzliwej czujności :)

              Twoje posty niezmiennie sę bardzo mile widziane i czytane. Niech będzie i tak. Pozdrawiamy serdecznie. I drzwi otwarte zostawiamy. ;)
              • grek.grek Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 29.03.14, 12:45
                ciekawe, na ile świadomie zawarła we "Frankensteinie" teologiczną refleksję, jak to
                Bóg z ciekawości stworzył ułomnego człowieka, a potem kazał mu się bujać ? ;]
                • siostra_bronte Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 29.03.14, 13:23
                  Nic nie wiem na ten temat :) Ale duży wpływ na powstanie tej historii miała śmierć jej córki. I stąd pewnie obsesja ożywienia martwego ciała.
                  • grek.grek Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 29.03.14, 16:32
                    zapewne to była inspiracja główna, ale przy okazji... :]] wyszła jej dośc pojemna metafora.
                    • er.pa Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 29.03.14, 16:47
                      Przy okazji, ale z pewnością nie przypadkowo :) Biorąc pod uwagę pochodzenie, o którym wspomniała Barbasia, i męża ateistę-butnownika, to takie oskarżenie stwórcy ma swój kontekst. Mnie przy tym najnowszym oglądaniu uderzyło wyczulenie na cierpienie człowieka odrzuconego, cierpienie wynikające z samotności.
                      W nawiązaniu do Barbasi powyżej - dzięki za dobre słowo :)
                      • grek.grek Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 29.03.14, 16:52
                        humanistka :]

                        swoją drogą, bardzo pojemna znaczeniowo jest ta historia, na wielu płaszczyznach można
                        ją, że tak powiem... rozbierać.
                      • pani_lovett Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 31.03.14, 19:46
                        er.pa napisała:

                        > Przy okazji, ale z pewnością nie przypadkowo :) Biorąc pod uwagę pochodzenie, o
                        > którym wspomniała Barbasia, i męża ateistę-butnownika, to takie oskarżenie stw
                        > órcy ma swój kontekst.

                        Tak.

                        Mnie przy tym najnowszym oglądaniu uderzyło wyczulenie n
                        > a cierpienie człowieka odrzuconego, cierpienie wynikające z samotności.

                        To ważna uwaga.


                        > W nawiązaniu do Barbasi powyżej - dzięki za dobre słowo :)

                        :))
                  • pani_lovett Frankenstein / Mary Wollstonecraft Godwin 31.03.14, 19:43
                    Na temat inspiracji pisarki istnieje wiele teorii. Jedna z nich mówi, że prawdopodobnie zapadła jej w pamięć informacja o reanimacji za pomocą impulsów elektrycznych żony Percy'ego Shelleya, Harriet, która rzuciła się do jeziora, by popełnić samobójstwo.

                    Zdaniem niektórych Mary mogła się zainspirować postacią alchemika, filozofa Johanna Konrada Dippela , który urodził się na zamku Frankenstein koło Darmstadt, stąd znany były również jako Konrad Frankenstein. Konrad Dippel próbował stworzyć eliksir życia, w tym celu miał używać kawałków kości i tkanek zwierząt. Dippela oskarżano podobno także o eksperymenty na zwłokach, bezczeszczenie i okradanie grobów, oraz zawarcie paktu z diabłem. Jego historię Mary miała usłyszeć w czasie pierwszej europejskiej podróży z Percy Shelleym i przyrodnią siostrą.

                    Jeszcze inna teoria mówi o francuskich eksperymentach z odciętymi głowami, które miała podobno oglądać Mary. Głowy podłączano do prądu tak, że poruszały one oczami lub ustami. (uff!). I jest jeszcze historia grabarzy z Ząbkowic Śląskich z 1606 roku.



                • pani_lovett Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 30.03.14, 17:05
                  > ciekawe, na ile świadomie zawarła we "Frankensteinie" teologiczną refleksję, jak to Bóg z > ciekawości stworzył ułomnego człowieka, a potem kazał mu się bujać ? ;]

                  :)

                  W powieści Mary Shelley ułomną istotę tworzy nie Bóg, ale człowiek, który miejsce Boga, chce zająć, wierząc potęgę nauki. Mary Shelley polemizuje tu z wieloma popularnymi ówcześnie ideami, a przede wszystkim zaś ukazuje konsekwencje traktowania nauki jako nowej religii. Zdaje się wątpić, by nauka dała odpowiedzi na wszelkie pytania, by zastąpiła Boga.


                  A w ogóle co to za herezja ta teologiczna refleksja,? ;)
                  • grek.grek Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 31.03.14, 15:45
                    dobra interpretacja :] pojemność znaczeniowa tej historii jest zdumiewająca.

                    mnie jednak chodziło o to, że można ją również odczytać jako refleksję na temat
                    relacji Bóg-człowiek. Bóg tworzy człowieka, potem zaś nie bierze odpowiedzialności za
                    jego los [deizm, o ile dobrze kojarzę]. ofk, taka refleksja nie zainteresuje ateistów ;]

                    wg mnie, jezeli ktoś wierzy w Boga, to i w rozum dany od Boga powinien, zatem -
                    nauka byłaby tylko efektem wykorzystania tego, co człowiekowi dał Bóg, ergo : nauka
                    wynika z Boga. ofk, znów - ateista tego nie kupi, ale i wierzący odrzuci, bo przecież
                    religijną cnota ma być wiara, która stoi w sprzeczności z rozumem, a do tego rozum
                    zaprzecza istnieniu Boga. prawda jest sierotą ? ;]


                    • pani_lovett Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 31.03.14, 18:14
                      To prawda.

                      /Tak właśnie podejrzewałam. ;)/

                      Bóg obdarza człowieka wolną wola, by sam decydował o sobie. [chrześcijaństwo]

                      Ależ nie, wiara i rozum nie stoją w sprzeczności. Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Jan Paweł II , encyklika "Fides et ratio".
                      • grek.grek Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 01.04.14, 14:18
                        :]
                        a jednak jest między róznica jak chodzi o... naturę wewnętrznej struktury ;]
                        • pani_lovett Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 02.04.14, 00:20
                          grek.grek napisał:

                          > :]
                          > a jednak jest między róznica jak chodzi o... naturę wewnętrznej struktury ;]

                          Aha. ;)
                      • grek.grek Re: OT - NT Frankenstein / Mary Shelley 01.04.14, 14:20
                        PS : wszelako, ta wolna wola w chrześcijaństwie jest jednocześnie nieco podrasowana okolicznościami. chrześcijaństwo mówi : rób dobrze, to pójdziesz do Nieba, a jak nie będziesz robił dobrze, to pójdziesz do Piekła. to prowokuje do zachowań oportunistycznych ;] jedynym czystym dobrem jest dobro czynione bezinteresownie i bez oczekiwania na nagrodę czy ze strachu przed karą za nieczynienie dobra :]
            • siostra_bronte Re: OT - NT Frankenstein w Multikinie 28.03.14, 19:45
              Oj, szkoda, że przegapiłam "Frankensteina". Trzeba było dać jakiś znak :)

              Ta historia zawsze robiła na mnie wrażenie. Wersję filmową Jamesa Whale'a z 1931 r. obejrzałam jako dzieciak (a chyba nie powinnam, hehe). I to było naprawdę mocne przeżycie.
              • er.pa Re: OT - NT Frankenstein w Multikinie 28.03.14, 22:03
                No nic nie mam na swoje usprawiedliwienie, nic :(
                Poza bezmyślnością, która spowodowała pochwalenie się po fakcie, zamiast zasygnalizowanie przed faktem. Inna rzecz, że gdyby nie koleżanki, to i ja bym przegapiła.
          • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" 29.03.14, 21:49
            Ktoś oglądał?

            Całkiem fajny film. Co prawda napięcie czasem siadało, gubiłam się też trochę w technicznych meandrach. Najbardziej podobały mi się zdjęcia, muzyka i niebieskie oczy Cilliana Murphy'ego :)
            • pani_lovett Re: "W stronę Słońca" 29.03.14, 23:36
              Miałam o to samo pytać.
              Niestety nie dałam rady obejrzeć, choć telewizor był nastawiony na "W stronę Słońca" /do 1:30 przenosiłam graty/
              • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" 30.03.14, 14:41
                To może napiszę parę słów :)

                Akcja dzieje się w dalekiej przyszłości. Słońce zaczyna wygasać. Ziemia pokrywa się lodem. Statek kosmiczny "Ikar 2" zostaje wysłany z misją "obudzenia" gwiazdy dzięki bombie z ładunkiem atomowym. Na pokładzie jest siedmioro astronautów.

                W trakcie podróży statek przechwytuje radiowy sygnał ratunkowy. To prawdopodobnie "Ikar 1", który wyruszył kilka lat wcześniej, ale nie dotarł do celu. Po gwałtownej dyskusji załoga, a właściwie fizyk Kapa (Cillian Murphy) decyduje o zmianie kursu w stronę zaginionego statku. I od tego momentu zaczną się problemy...

                Trzeba przyznać, że film ma piękną stronę wizualną. Z przyjemnością ogląda się film sci-fi z klimatem, na poważnie, a nie wersję jakiejś gry komputerowej :)

                Oficjalny trailer, niestety jest niezbyt udany, w dodatku bez oryginalnej muzyki. Ale znalazłam jeden z najbardziej emocjonujących momentów. Kapa i Kaneda wychodzą w przestrzeń kosmiczną, żeby naprawić uszkodzone panele statku (to efekt błędu jednego z astronautów przy zmianie kursu). Obaj muszą się spieszyć, bo słońce zaczyna ich dosięgać. Jeszcze chwila a spłoną żywcem. Kapa szybko się zwija, ale Kaneda chce naprawić ostatni panel. Kapa krzyczy, żeby uciekał ale ten nie słucha. Poświęca się, żeby ratować statek i załogę. Ta scena w połączeniu ze wspaniałą muzyką Johna Murphy'ego naprawdę robi duże wrażenie:

                www.youtube.com/watch?v=hR69EKvcW-4
                • pepsic Re: "W stronę Słońca" 30.03.14, 21:22
                  Bardzo zachęcająco brzmi i wygląda. THX:)
                  • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" 31.03.14, 18:45
                    Dzięki :) Szkoda, że tylko ja oglądałam.
                • pani_lovett Re: "W stronę Słońca" 31.03.14, 19:54
                  Mnie też Twój zgrabny komentarz bardzo zachęcił. Zalinkowany fragment jest rzeczywiście fantastyczny.

                  Film sci-fi z klimatem, na poważnie, a nie wersję jakiejś gry komputerowej - też takie filmy s-f wolę.

                  Liczę na szybką powtórkę.
                  • siostra_bronte Re: "W stronę Słońca" 01.04.14, 18:25
                    Dzięki, Barbasiu :) Wydaje mi się, że jakiś czas temu Polsat pokazywał już ten film, ale go przegapiliśmy. Może znowu go powtórzą.

                    To jeden z najlepszych fragmentów filmu. Całość jest co prawda nierówna, zwłaszcza końcówka jest wyraźnie słabsza, ale takie sci-fi we współczesnym kinie to rzadkość, więc nie ma co narzekać :)
                    • pani_lovett Re: "W stronę Słońca" 02.04.14, 00:28
                      Już mi się podoba! :)
    • grek.grek "Grand Budapest Hotel" w kinach 28.03.14, 13:10
      dwie arcypozytywne recenzje, zdaje się hicior wchodzi ;]

      film.wp.pl/id,32280,rid,64599,title,Ciastko-z-niespodzianka,type,editor,film_recenzja.html
      film.interia.pl/recenzje/news/grand-budapest-hotel-recenzja-anderson-touch,2004107,6290
      i jedna też pozytywna :
      www.filmweb.pl/reviews/Rezerwujcie+pokoje!-15368
      [i polska dystrybucja nie spartoliła tłumaczenia tytułu, nawet jeśli może być on nazwą własną]
      • gryfny Re: "Grand Budapest Hotel" w kinach 28.03.14, 13:55
        plejada gwiazd, inteligentna komedia,polecam:
        images.cinefacts.de/Grand-Budapest-Hotel-DE-Poster.jpg
        • pani_lovett Re: "Grand Budapest Hotel" w kinach 28.03.14, 17:04
          Ale gryfny plakat!
    • grek.grek "Delta" [na bis] w Kulturze 28.03.14, 14:05
      20:20.

      jesli przegapiliście w Kocham Kino parę tygodni temu, macie szansę nadrobić stratę :]

      coś tam napisawszy o tym filmie, ale najlepiej przecież obejrzeć go w nieświadomości
      nadchodzącego. to kameralna opowieść o dziwnej, niedpowiedzianej, może nawet erotyzującej,
      relacji między rodzeństwem, która ściąga na nie negatywne odium ze strony miejscowej
      małej społeczności. prowincjonalne okoliczności nad-jeziornej przyrody i ciekawa narracja, w wielu miejscach obywająca się bez słów, w której rezyseiro buduje interesującą więź między
      dwójką głównych bohaterów, a równolegle dokłada drugą nitkę : między nimi, a ich sąsiadami oraz krewnymi.

      kino węgierskie bywa rzadko pokazywane, a tutaj dodatkowo jest to historia z obserrwacją społeczną, psychologią i intrygującymi sugestiami bez jasnych odpowiedzi na temat charakteru relacji jaka łączy brata i siostrę. on powraca w rodzinne strony po wielu latach nieobecności, ona czuje się w tym świecie wyobcowana, on jest jakiś inny, kulturalniejszy i wrażliwszy niż reszta, więc ona jakoś instynktownie ku niemu się skłania.
      • pani_lovett OT 28.03.14, 18:02
        Ja dziś w związku z przygotowaniami do remontu, będę wieczorem przenosić rzeczy, które zostały do przeniesienia.

        Jutro będę dopiero późnym popołudniem, od rana przenosiny mebli,
        i inne cuda będą się działy.

        Do zobaczenia. :)
        • grek.grek Re: OT 29.03.14, 12:42
          wyrazy współczucia, Barbasiu :]
          rozgradiasz in da house, to nic miłego.
          chociaż ponoć są tacy, co lubią, hehe.



          • pani_lovett Re: OT 29.03.14, 23:22
            He,he! :)) Dziękuję.

            Rozgardiasz w domu jest s t r a s z n y.

            Ja do nich stanowczo nie należę.



            Do jutra.

            :)
            • grek.grek Re: OT 30.03.14, 13:42
              trzymaj się, Barbasiu :]
              • barbasia1 Re: OT 30.03.14, 15:36
                Dziękuję, Greku!!! :)

                Jutro się zacznie ...
                • grek.grek Re: OT 30.03.14, 16:42
                  śmignie, ani się obejrzysz.
                  potem spojrzysz wstecz i powiesz : to już ? ;]
                  • pani_lovett Re: OT 30.03.14, 17:11
                    Twe słowa to miód na me serce. :)
                    Tego się będę trzymać.
                    Jeszcze jeden pokój będzie do przygotowania.

                    Jakoś trzeba przeżyć.

                    :)
          • pepsic Re: OT 31.03.14, 19:11
            To ciekawe, miałam napisać identyczny komentarz, toczka w toczkę tj. złożyć wyrazy współczucia wraz z sentencją, że niektórzy lubią remonty. Nawet się zaczęłam zastanawiać, czy sama należę do tych lubiących, czy nie.
            :)
            • pani_lovett Re: OT 31.03.14, 19:49
              Dziękuję, Pepsic!!! :)))

              Najbardziej lubię, jak jest już po remoncie, świeżo i czysto. I odnowione.
    • pepsic "Wyspa tajemnic" Scorsesa 28.03.14, 20:18
      Z Leonardo di Caprio, w TVN od 22:50 do 1:35 (!!!). A tak chciałam obejrzeć:(
      • grek.grek Re: "Wyspa tajemnic" Scorsesa 29.03.14, 12:40
        spojlerem służyć mogę ;]
        • pepsic Re: "Wyspa tajemnic" Scorsesa 29.03.14, 19:43
          Niekoniecznie musi być spojler, co by nie kusił, wystarczy stanowisko.
          • grek.grek Re: "Wyspa tajemnic" Scorsesa 30.03.14, 13:40
            dobra :]

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,139961593,_Wyspa_tajemnic_2.html
            • pepsic Re: "Wyspa tajemnic" Scorsesa 30.03.14, 21:20
              No proszę, jest!
              Chętnie się zapoznam, ale najpierw obejrzę, jeśli pozwolisz:)
              • grek.grek Re: "Wyspa tajemnic" Scorsesa 31.03.14, 15:47
                podlinkowałem tylko podsumowanie, bez spojlerów :]

                mam nadzieję, że podrzucisz swoją recenzję, po obejrzeniu ?
                • pepsic Re: "Wyspa tajemnic" Scorsesa 31.03.14, 19:07
                  Jasne, że tak, ale pod warunkiem, że "Wyspę..." puszczą o normalnej porze dla pracujących mas:)
                  Ps. Mi się wydaje, że już czytałam tę opinię, bo niby skąd miałabym wiedzieć, że coś straciłam;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka