Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 10 (vol. 48)

    • grek.grek Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 09.10.14, 17:11
      premiera chyba ?

      z opisu : akcja w IV w. w Aleksandrii. rosnące wpływy chrześcijaństwa, którego wyznawcy dewastuję Bibliotkę Aleksandryjską i generalnie biją we wszystko, co nosi znamiona racjonalizmu i naukowej definicji. wśród prześladowanej mniejszości jest filozofka i myślicielka Hypati, a po drugiej stronie zakochany w niej eks-niewolnik i jej eks-uczeń, pnący się szybko po szczeblach urzędniczej karyjery.

      Alejando Amenabar zrobił "Innych" i "W stronę morza" - oba ocenialiśmy dośc wysoko, z tego co pamiętam, więc... skok na "Agorę" wydaje się formalnością, nieprawdaż ? :]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 09.10.14, 17:47
        Pamiętam dobre recenzje, chociaż twórcom dostało się za pokazywanie niezbyt chlubnych kart chrześcijaństwa. Szkoda, że późno, może obejrzę chociaż kawałek.
        • pepsic Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 09.10.14, 21:29
          Na chrześcijanach jakoś łatwo wieszać psy. Ciekawe, czy któryś z twórców podejmie się tematu i zdobędzie na odwagę, aby robić film i drastyczne zdjęcia z rzezi dokonywanej na chrześcijanach przez państwo islamskie w XXI wieku. Jestem po świeżej lekturze takich zdjęć. Nie mogę się otrząsnąć. Na ich widok pierwszy raz w życiu zrobiło mi się niedobrze.
          Ps. Nie będę ich wrzucać, nie wiem, czy chcielibyście je oglądać, ale na pewo gdzieś krążą w necie. Nieopacznie weszłam w linki, bo nikt nie uprzedził, jak bardzo sa makabryczne.

          Ps. Na film rzucę okiem z uwagi na cenne dokonania reżysera, choć tematyka i okres historyczny średnio mnie interesują.
          • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 01:09
            Bo to kilka tysięcy lat naszej kultury. Aktualne wydarzenia trudno tak od razu przekuć w artystyczną formę, chyba, że chodziłoby wyłącznie o kino interwencyjne. Kto wie, może taki film już gdzieś powstaje.
          • grek.grek Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 14:30
            łatwo, i nie przyczyny :]

            oglądałem te zdjęcia, o których mówisz.
            szariaty i islamskie kalifaty, to ten sam rodzaj ześwirowania, co dawna inkwizycja, palenie czarownic czy mordowanie ludzi nauki, hamowanie postępu w imię wygodnej dla ojców kościoła ciemnoty. o tym, co ci "mędrcy" wygadywali, a pospólstwo wcielało w czyn, na temat kobiet - chyba już wypada litościwie pominąć, aczkolwiek echa tych wyjątkowo malowniczych skończonych kretynizmów przetrwały do dzisiaj, co widać w mowie i piśmie polskich "duchownych" hierarchów.

            prowadzi to do wniosku, że religia jest bezwartościowa dla człowieka. każda. religia jako taka. bez wyjątku.

            sama w sobie wiara w Boga jest człowiekowi zbyteczna, bo nie sposób ustalić czy Bóg daje znaki czy też znaków nie daje. każde zdarzenie można odczytywać zarówno jako dowód na istnienie Boga jak i na jego nieistnienie. a sama istota wiary polega na braku wiedzy. po co więc ludzie wiary dopatrują się znaków, które ich wiarę musiałyby zniszczyć ? dlaczego nie akceptują jej sensu ? a ludzie niewierzący spędzają czas na zajmowaniu się czymś czego i tak nie da się pokonać racjonalnymi środkami ? Bóg, hehe, raczy wiedzieć.

            gdyby to się zamykało w powyżej nakreślonym kręgu, to pół biedy.
            kłopot jest właśnie w tym, o czym piszesz - w skutkach tej wiary w Boga. bo sama wiara dostaje do pomocy przyrządy w postaci praw, norm i zasad, które wierzący powinni wcielać w czyn. a zatem, religia służy do inżynierii społecznej, do urabiania ludzi jakby byli plasteliną.

            dlaczego biskupom polskim nie podoba się, ze w podręcznikach dla dzieci "za mało jest o bozi", albo "za dużo jest o magii [swoją drogą, żeby religianci krytykowali magię, to już szczyt absurdu i braku autorefleksji]", albo pokazuje się takie bezceństwa jak np. "ojciec który pomaga dzieciom w nauce", co dla kościoła jest odbieraniem mężczyznom ich męskości.
            po mojemu, odpowiedź jest prosta - czym skorupka za młodu...
            jak smarka od 6 roku życia, kiedy umysł chłonie jak gąbka, wytresujesz odpowiednio, to masz duże szanse, że nigdy nie przestanie poruszac się w tym systemie. będzie obchodził świątki, będzie przyjmował po kolędzie, nie będzie pyskował że kościół dostaje z budżetu na ferrari biskupstwa, będzie chrzcił, bierzmował, posyłała do komunii, grzebał na cmentarzu w asyście księdza itd. słowem - że dzięki wpajaniu dzieciom religijnych widoczków i słów-wytyrychów plus posyłając na praktyki mszalne, spowiednicze i komunijne - wychowają sobie potulne barany do strzyżenia, które nigdy nie wpadną na to, że jesli Bóg naprawdę jest taki mądry, to nie będzie ich sądził za ich grzechy, a już na pewno nie za ich omijanie kościoła. ludzi się urabia dla tzw. społecznego porządku, dla politycznej korzyści i dla kościelnej wygody. religia nie ma nic wspólnego z Bogiem :]

            skutki religijnego zaczadzenia są przerażające albo irytujące.
            w Syrii - takie.
            w Polsce - siakie.
            dzisiaj owakie. jutro jeszcze inne. a 500 lat temu jeszcze inne. zawsze jednak religia prowadzi do rzeczy szkodliwych.

            inna rzecz... jestem przeciwnikiem wszelkich religi, wszystkie uważam za szkodliwe, ale pamiętamy wyprawy krzyżowe, pamiętamy jak zdobywano Amerykę północną i pod czyją egidą kolonizowano dzisiejszą Amerykę Południową zamieszkaną przez Indian. może po prostu historia dąży do uzyskania równowagi.

      • pani_lovett Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 09.10.14, 22:17
        >skok na "Agorę" wydaje się formalnością, nieprawdaż ? :]

        Prawdaż! Skaczemy w ciemno! :)
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 13:56
          jakie wrażenia, Barbasiu ? Czcigodni ?

          ja bym powiedział, że z niezłym szwungiem zostało to wszystko zrobione. inscenizacja godna podziwu - sceny zbiorowe [zarówno te efektownie filmowane z góry, jak i kadry z walk i demonstracji ulicznych kręcone "spomiędzy tłumu"], scenorafia z tymi wszystkimi szczegółami architektonicznymi plus oczywiście stroje, ufryzowania i inne pomniejszości. oglądało się wspaniale.

          trojkąt uczuciowy - bez zarzutu. no może z jednym : o ile rozumiem motywacje Davusa, który został chrześcijaniem, bo chciał zrzucić z siebie piętno niewolnika, o tyle trochę nie bardzo umiem dostrzec
          rysopis Orestesa; dlaczego przyjął chrzest ? żeby zostać urzędasem i dochrapać się stołka ? nie wyglądał na karierowicza. gdyby wybrał karierę, to powodem mogłoby być zawiedzione uczucie do Hypatii. tymczasem on nie tylko nie przestał jej kochać, ale i pogodził się z jej wyborem i jest jej przyjacielem. co więcej, przez moment ryzykuje własną karierę oburzony retoryką chrześcijańskiego przywódcy, który próbuje skierowaać przeciwko niej gniew tłuszczy.

          w sumie, cała trójka pada ofiarą fanatyzmu religijinego i politycznych rozgrywek.

          to jest wg mnie, całe sedno tej opowieści - religia, chrześcijańska, żydowska, islamska, jakakolwiek : jest po prostu rzeczą szkodliwą dla świata.

          jakiekolwiek pozytywne i dobre by były inspiracje i przekaz tychże religii, w końcu i tak zostaną wypaczone przez tłum, który w swej masie nigdy nie zrozumie istoty rzeczy, a także przez politycznych prowodyrów i cwaniaków, pragnących władzy i leczących jakieś kompleksy, ewentualnie będących ewidentnymi psycholami.

          czy nie piękny dialog ?
          - Powinnyśmy przebaczyć, Bóg kazał przebaczać.
          - Chcesz się równać z Bogiem ?

          pozostaje się cieszyć, ze żyjemy w miejscu świata, i okresie w dziejach świata, w którym doszliśmy do takiego poziomu techniki i względnej zamożności, że religia istnieje masowo już tylko w jakichś enklawach biedy i zacofania, a tam gdzie choć trochę bardziej bogato - kościoły są regularnie omijane, a perorujący hierarchowie ośmieszani w mediach i internecie. raz, że co do jednego wyglądają jak pajace bazarowe, a dwa - nie mówią o istocie swojej religii, a raczej zaglądają ludziom w majtki. oprócz starych dewotek i jeszcze starszych impotentów wszyscy mają ich centralnie "dokładnie tam, właśnie tam", jak śpiewa poetka.

          podobał mi się sposób poprowadzenia wątku losów głównej bohaterki. zero dziecinnego heroizmu, żadnych wzniosłości i pompy, nawet scena jej śmierci, dramatyczna przecież i niewątpliwie wzruszająca [ja się wzruszyłem, tradycyjnie "na mecenasa Prado", czyli tak do-środkowo bez oznak zewnętrznych ;)], pokazuje ją, zaskakująco !, na jakimś bocznym planie. zauważyliście ? albo mi się zdawało, sam nie wiem.
          to Davus jest głównym aktorem w tym momencie. jego emocje są na pierwszym planie. z niego jednego chrześcijaństwo nie wyprało uczuć, i to on jeden zrozumiał jego pierwotną ideę w sposób najpełniejszy.

          nic dziwnego, że odrzuca swoich towarzyszy. tak wtedy, jak i dzisiaj, chrześcijaninem można być tylko poza kościołem. "tam gdzie dwóch gromadzi się w imię moje - ja jestem pośród nich" - niektórzy, wg mnie, rozumieją to zbyt dosłownie, jak zresztą całą Biblię. w tej instrukcji chodzi o połączenie mentalne, a nie fizyczne. niestety, chrześcijaństwo dawno temu zamieniło się w stek prostactw i prymitywizmów przyciętych pod niepisatych i nieczytatych.

          why ? for money :] for wygodne życie tego całego aparatu, który steruje łódką. i władzę. dopóki pogłowie jest liczne, to aparat może stawiać warunki politykom, bo przecież w demokracji każdy ma jeden głos, a zatem żaden sprzedajny politykier nie będzie zadzierał z tymi, co mają kontrolę nad tak zasobnym rezewuarem potencjalnego poparcia.

          tak czy inaczej, Rachel Weisz zagrała z wielką subtelnością i dystansem, przez co ta cała Hypatia jest
          zrównoważona, opanowana, łatwo uwierzyć w to, co mówi o swoim oddaniu nauce, w jej racjonalizm i jej inteligencję.

          obok niej, i na dalszych planach, wspaniale dobrane twarze aktorskie. pan grający Davusa doskonały w ostatnich scenach, ale bank, wg mnie, rozbił jegomośc grający Ammoniusa - zrobił z niego prawdziwego szowinistę i kato-psychola, ale jednocześnie postać któreej nie sposób odmówić stylu, żarliwości i ogromnej energii płynącej z dziecinnej wiary w swoją religię. Ashraf Barhom, tak się aktor nazywa, jak głosi obsada :] brawo ten pan.

          w sumie, ja jestem kontent :]
          a Wy ?

          • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 15:14
            Oglądałam :)

            Zgadzam się, że realizacja znakomita, dobrze się to oglądało. Kino historyczne na poważnie to teraz rzadkość. Bardzo dobra Rachel Weisz, trójka panów o nieopatrzonych twarzach też. Faktycznie, Ammonius wypadł nader przekonująco.

            Wydaje mi się, że Orestesowi chodziło jednak o karierę. Jest taka scena, kiedy biskup (?), dawny kumpel z uczelni, każe mu klęknąć. Już nie pamiętam o co chodziło, na pewno o coś w rodzaju potwierdzenia jego wiary. Orestes mocno walczy ze sobą, ale w końcu to robi, ewidentnie dla utrzymania swojej pozycji.

            Przy okazji, nie wiedziałam, że w starożytności kobiety były filozofkami i naukowcami!

            Nie będę się rozwodzić o Kościele jako instytucji, bo opisałeś to dokładnie i tradycyjnie, malowniczym językiem :)

            Główny temat tego filmu to co religia, każda!, może zrobić z ludźmi. To rzeczywiście jakiś paradoks. Religie, chyba wszystkie?, wzywają do pokoju i miłości bliźniego. Ale ludzie są ułomni. I potrafią wypaczyć najwspanialsze idee. Zawsze znajdą się fanatycy, którzy czują potrzebę nawrócenia "niewiernych". Bo z tajemniczych powodów uważają, że są od nich lepsi.

            Ciekawe jak by wyglądał świat, gdyby religie nie istniały?





            • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 15:19
              *jakby...
            • grek.grek Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 17:18
              yes, w końcówce Orestes się łamie. przerasta go rola.
              bardziej mi chodziło o początki.
              w pewnym momencie jest przeskok w czasie - po decyzji prefekta rzymskiego o oddaniu
              Biblioteki chrześcijanom. po tym przeskoku nagle okazuje się, że Orestes, który był wśród
              obrońców Biblioteki, jest nowym prefektem, a jednocześnie ochrzczonym chrześcijaniem.
              i tego właśnie, chyba ?, nie wyjaśniono - co nim powodowało, że dał się ochrzcić.
              doznał łaski wiary ? coś nie wyglądał na takiego. kariera ? też nie bardzo [wg mnie].
              jako potencjalny Wallenrod byłby cokolwiek ospały w działaniu ;]
              zatem ?

              yup, tak jak napisałaś - religie w końcu stają się orężem w rękach polityków i innych hochsztaplerów. w jakiś sposób mogą organizowac życie społeczne, tu mogłaby siuę kryć jakaś ich wartość, ale
              skoro organizują je wokół nietolerancji wobec innych i poczucia moralnej wyższości własnej, to o kant potłuc taką organizację :]

              a to ciekawe pytanie.
              możliwe, że za jakiś czas sami się o tym przekonamy.
              wg mnie, wraz z postępem techniki, wpływem globalnej zachodniej kultury medialnej i generalnie dominującymi trendami nowoczesności obyczajowej - religie się zwiną. dzisisiejsi 20-latkowie za 15-20 lat będą zachowywać się i postrzegać świat kompletnie inaczej niż dzisiejsi 40-latkowie, a ci przecież są nowocześni bardzo. kolejne pokolenia będą dokładać swoje. także w islamie, tak sobie myślę. ktoś to już powiedział [w odniesieniu do Iranu] "rządy ajatollahów obali nie wojsko i nie bomby, ale... MTV".

              • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 10.10.14, 18:28
                Moim zdaniem to był za szybki przeskok czasowy i faktycznie nie wiadomo jak to się stało, że Orestes przeszedł na chrześcijaństwo.

                Co do zwijania się religii nie byłabym taką optymistką :)

              • pani_lovett Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 15:08
                yes, w końcówce Orestes się łamie. przerasta go rola.
                >bardziej mi chodziło o początki.
                >w pewnym momencie jest przeskok w czasie - po decyzji prefekta rzymskiego o oddaniu
                >Biblioteki chrześcijanom. po tym przeskoku nagle okazuje się, że Orestes, który był wśród
                >obrońców Biblioteki, jest nowym prefektem, a jednocześnie ochrzczonym chrześcijaniem.
                >i tego właśnie, chyba ?, nie wyjaśniono - co nim powodowało, że dał się ochrzcić.

                Hypatia słynęła z tolerancji dla wszystkich wyznań. Wśród jej uczniów byli również chrześcijanie. Najprawdopodobniej Orestes był jednym z nich.
                • grek.grek Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 17:03
                  dzięki, Barbasiu :]
              • pani_lovett Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 15:29
                yup, tak jak napisałaś - religie w końcu stają się orężem w rękach polityków i innych hochsztaplerów. w jakiś sposób mogą organizowac życie społeczne, tu mogłaby siuę kryć jakaś ich wartość, ale skoro organizują je wokół nietolerancji wobec innych i poczucia moralnej wyższości własnej, to o kant potłuc taką organizację :]

                Czy tylko religii to dotyczy, czyż ideologie , nawet te mające w założeniu piękne i szlachetne hasła, np. jak ta mówiąca o równości każdego człowieka, nie stają prędzej czy później orężem w rękach polityków i innych hochsztaplerów?
            • pani_lovett Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 14:29
              >Główny temat tego filmu to co religia, każda!, może zrobić z ludźmi.

              Ja bym powiedziała, ze głównym tematem jest to, co człowiek może zrobić z religią i każdą ideologią (nawet w założeniach słuszną), jak potrafi je wykoślawić, o czym zresztą piszesz w dalszej części zdania.

              >Ciekawe jak by wyglądał świat, gdyby religie nie istniały?

              Tak samo.
              • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 14:33
                Tak, masz rację.

                No, jednak historia potoczyłaby się inaczej. Paru wojen by nie było.
                • pani_lovett Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 15:19

                  >No, jednak historia potoczyłaby się inaczej. Paru wojen by nie było.

                  Przekonawszy się o naturze człowieka, uważam, że ludzie znaleźliby powody do wszczęcia wojen w miejsce tych religijnych.
          • pani_lovett Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 15:01
            >to jest wg mnie, całe sedno tej opowieści - religia, chrześcijańska, żydowska, islamska, jakakolwiek : >jest po prostu rzeczą szkodliwą dla świata.

            Protestuję! Amenabar pokazuje, że to fanatyzm, fundamentalizm, wypaczenia religii są szkodliwe, a nie same religie....

            > [ja się wzruszyłem, tradycyjnie "na mecenasa Prado", czyli tak do-środkowo bez oznak zewnętrznych ;)],

            Ha! Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio przyznałeś się do wzruszenia!

            Mnie też wzruszyła scena śmierci Hypatii wpatrzonej w cienie w otworze w suficie świątyni układające się w elispy. Wzruszyły mnie też pierwsze próby zrozumienia i naukowego opisania funkcjonowania świata i wszechświata przez ludzi uzbrojonych wyłącznie w oczy, rozum i narzędzia matematyki. Zasługa w tym wielka Rachel Weisz, jej znakomitej gry aktorskiej.

            • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 16:12
              Religie tak, wypaczenia nie :) Sęk w tym, że jedno z drugim lubi się łączyć. Czy to "wina" samych religii, zbyt idealistycznych dla słabego człowieka?
            • grek.grek Re: Kocham Kino "Agora" 22:35, 2:30 12.10.14, 17:07
              niestety, religie są z fanatyzmem i fundamentalizmem odwiecznie zrośnięte.
              mają tego raka w siebie wdrukowanego.
              tak wynika z doświadczenia paru tysięcy lat trwania ludzkości.

              hehe, czasami mi się zdarza ;]

              o yes.
    • grek.grek "Nikita" w Polsacie [23:00] 09.10.14, 17:37
      absolutny klasyk :]

      młoda dziewczyna, agresywna punkówa, ćpunka i chuliganka, zostaje zgarnięta z ulicy. w areszcie wydobywczym specjalna agentura państwowa przedstawia jej ofertę : więzienie albo... szkolenie na tajną agentkę z licencją na zabijanie [dla rządu, ofk]. Nikita wybiera to drugie i przechodzi cały cykl nauki posługiwania się wszelakimi rodzajami broni, panowania nad własnymi emocjami, ale także dbania o urodę i zachowywania się jak na damę przystało. wychodzi z tego kotła jako zupełnie nowy człowiek. dostaje mieszkanie i kasę na urządzenie się. żyje normalnie, zaczyna lubić swoją codzienność, z której co jakiś czas wyrywa ją kolejne rządowe zlecenie akcji specjalnej, czyli zlikwidowania następnego niewygodnego gościa. czy można pogodzić próbę budowania normalnego życia z byciem tajną agentką do zabijania ?

      świetny, nieoczywisty film sensacyjny, z najlepszych czasów Luca Bessona. z szalenie atrakcyjną i niezwykle wiarygodną emocjonalnie Anną Parillaud [dostała zasłużonego Cezara za tę rolę]. jest tutaj przemiana psychologiczna i mentalna, jest głębokie rozdarcie między róznymi pragnieniami i schizofreniczne balansowanie między dwiema róznymi stronami osobowości, jest momentami niesamowicie efektowna, dynamiczna i uzasadniona akcja. patrząc na "Nikitę" zawsze przychodzi mi do głowy, że niektóre filmy nie mają wieku, tak jak niektóre kobiety :]

      jesli nie widzieliście, Czcigodni, zalecam skok obowiązkowy ;]
      • siostra_bronte Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 09.10.14, 17:49
        Kurcze, nie pamiętam czy oglądałam czy nie :) Ale i tak za późno.
        • pepsic Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 09.10.14, 21:32
          Zaręczam, że jakbyś oglądała, nie miałabyś dylematów. Jakby Grek.grek powiedział: must see.
        • grek.grek Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 10.10.14, 14:31
          Siostro, jeśli jednak nie miałaś okazji [przyjemności :)]- spróbuj :]
          • siostra_bronte Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 10.10.14, 15:16
            Wybrałam "Agorę".

            Chyba jednak widziałam "Nikitę", tyle że wieki temu. Widocznie bohaterka nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia :)
      • mozambique Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 10.10.14, 10:03
        ANna świetna ale Tcheky KAryo fenomenalny , trzeba przyznać

        no i mlody i jeszcze przed wielką karierą Jean-Hugh Anglade ( pamiettny król Karol w Krolowej MArgot )

        Jeanne Moreau - klasa sama w sobie

        no i czysciciel !!!!!! ale ot juz nie mówię bo przecież wszyscy wiedzą


        i cakowicie zakazaląbym oglaania remaku NIkity czyli dzieła pt Kryptonim NIna z Bridget Fondą w roli glownej - jak mawia moja kumpela z pracy " g..wno większe od drąga"
        • grek.grek Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 10.10.14, 14:34
          si :]
          all the way... si :]

          w ogole, remake'ów powinnni zabronić, jeśli tych udanych jest 5 %, to i tak optymistyczna liczba.
          reszta zwyczajnie psuje CV oryginału.

          teraz już nawet nie ma np. "Szczęk" czy "Obcego".
          przez to, że powstały te cholerne rimejki - tytułuje się "Szczęki, część 1" i "OBcy, część 1" -
          słowem : szajba luz ;]
        • siostra_bronte Re: "Nikita" w Polsacie [23:00] 10.10.14, 15:22
          Tak, ten remake był słaby i nie pomógł nawet jeden z moich ulubieńców, Gabriel Byrne.
    • grek.grek "Bogowie" w kinach 10.10.14, 17:22
      no cóż, sami wiecie :]
      recenzja absolutnie ku zachęcie :
      wyborcza.pl/duzyformat/1,141112,16760613,Religa_nie_istnial__czyli_Kot_w_pelni_niepolski.html#CukGW
      planujecie skok ?
      • pani_lovett Re: "Bogowie" w kinach 12.10.14, 14:37
        Owszem, planuję wyskok do kina na "Bogów".

        A propos w drugiej połowie lat 80. syn sąsiadów miał poważne problemy z sercem zakończone szczęśliwym wszczepieniem rozrusznika w klinice w Zabrzu. Pamiętam, że czasie leczenia, pobytów w szpitalu miał mocno zmienioną, pucołowatą nabrzmiałą od lekarstw twarzą , która budziła w innych dzieciach wesołość. Kolega dostał, przezwisko Pucek. Taki czarny humor podwórkowy.
        • grek.grek Re: "Bogowie" w kinach 12.10.14, 17:09
          brawo, Barbasiu :]
          będziemy Cię molestować o recenzję, wiesz o tym... ;]]

          anegdota, tudzież historia z życia wzięta - zawsze cenna.
    • grek.grek w kinach "Gone gril" [aka nowy Fincher] 10.10.14, 17:28
      po polskiemu "Zaginiona dziewczyna", ale ten tytuł graficznie nie umywa się do oryginału ;]
      też zachęcająco :
      film.wp.pl/id,146017,title,Zaginiona-dziewczyna-Uwodzi-na-pokuszenie,wiadomosc.html
      na IMBD 8,6 na 10.
      Rotten Tomatoes 87 % z 226 recenzji.
      na Metacritic 79 % z 49.
      dobre opinie w NY Timesie czy Variety.

      słowem - przyjęło się :] zobaczymy co w Polandzie się wydarzy.

      skaczecie ?
      • grek.grek Re: w kinach "Gone girl" [aka nowy Fincher] 10.10.14, 17:29
        twórczo przerobiłem tytuł.
        ma się ten talent... ;]
        • siostra_bronte Re: w kinach "Gone girl" [aka nowy Fincher] 11.10.14, 00:04
          I tak nikt nie zauważył :)
      • angazetka Re: w kinach "Gone gril" [aka nowy Fincher] 11.10.14, 12:50
        Mam nadzieję, że pójdę w środę, jak mi się totalny kataklizm w pracy skończy. Koleżanki były na pokazie przedpremierowym, bardzo chwalą.
        • grek.grek Re: w kinach "Gone gril" [aka nowy Fincher] 11.10.14, 14:42
          będę [będziemy] Cię dopingować i czary odprawiać, żeby wszystko Ci się dobrze ułożyło.

          jesteśmy mili, jak wiesz.
          ale przecież nie bezinteresowni ;]] - liczymy na Twoją recenzję :]
    • grek.grek "Trzy małpy" Kultura 20:20 & 1:55 10.10.14, 17:42
      kolejny film Ceylana.
      jak to Palma w Cannes wzmacnia notowania reżyserskie [w Kulturze].

      z opisu : rzecz dzieje się w Stambule. wpływowy polityk powoduje kraksę drogową, w której ginie człowiek. chcąc uniknąć odpowiedzialności wszelakiej, proponuje swojemu szoferowi, żeby wziął winę na siebie. szofer ma kłopoty finansowe, więc za odpowiednią sumę zgadza się pójśc do więzienia zamiast szefunia. żona zostaje z synem, który ma pomysł na własny interes, a do tego potrzebna jest ta kasa od polityka...

      brzmi nieźle, nieprawdaż zawżdy ?

      "Małpy" też miały w Cannes [2008] dobre przyjęcie i nagrodę za reżyserię. czasami nagroda za reżyserię jest nagrodą pocieszenia dla klasowego filmu, który nie zdobył Palmy, więc możliwe że to właśnie taki przypadek.

      zatem...

      www.youtube.com/watch?v=S7q_12tYZdA
      ..? :]
      • siostra_bronte Re: "Trzy małpy" Kultura 20:20 & 1:55 10.10.14, 18:24
        Oglądam :)
      • pani_lovett Re: "Trzy małpy" Kultura 20:20 & 1:55 10.10.14, 21:08
        Wskakuję! :)
        • grek.grek Re: "Trzy małpy" Kultura 20:20 & 1:55 11.10.14, 14:35
          i ja wskoczyłem :]

          doskonała reżyseria - długie ujęcia, wycyzelowane poszczególne sceny, dobór środków i pomysłów idealny [kiedy mąz czeka na śmierć zony - nie widać jej, nie wiadomo co zrobi, kamera pokazuje jego, kryjącego się przy ścianie, z zapartym tchem oczekującego rozstrzygnięcia jakie ona podejmie; innym razem, kiedy żona spotyka się z kochankiem, by go zatrzymać przy sobie - kamera filmuje to z daleka, ba - z ukrycia, w taki sposób, że nie wiadomo, czy przypadkiem ktoś ich nie obserwuje, nie śledzi; w finałowych momentach okazuje się, ze tak właśnie mogło być].

          świetnie namalowana cała historia, mało wyznań wprost - poza jednym [syna o zabójstwie kochanka matki] same sugestie, same "domyślcie się", same niejasności.

          bohaterowie właśnie tak się zachowują - syn nie powie matce, że wie o jej romansie. matka nie powie męzowi, że miała romans, a mąz nie powie, że chcąc uciszyć jej brzęczącą komórkę zobaczył sms-a, który każe podejrzewać żonę o [tenże] romans... nie powiedzą sobie niczego w oczy, będą to ukrywać, ale duszenie tego w środku prowadzi do spiętrzenia nerwów, a nerwy wylewają na zewnątrz - mąż żonę szarpie i zdziera z niej seksowną bieliznę, bo "nigdy wcześniej takiej nie zakładała" [nic wprost, ale sugestia - wiem, że mnie zdradziłaś]; syn nie powie matce "słyszałem kaszlącego mężczyznę w twoim pokoju, jak mogłaś to zrobić ojcu, który poszedł siedzieć,żeby nam było lepiej ?" - da jej po twarzy krzycząc,. że "kłamie", nie zdradzając się ze swoją wiedzą; żona & matka nie wyzna prawdy - również będzie ją kryć, zbierając po twarzy, a nawwet zastanawiając się poważnie nad samobójstwem.

          do czego prowadzi nakręcenie spirali kłamstw i trwanie w niej uparcie.
          ze strachu przed prawdą ?
          kurde, a co gorszego by ich spotkało, gdyby wyznali sobie wszystko ?
          ukrywanie tej prawdy prowadzi do zbrodni. wychodzi od zbrodni i kończy się zbrodnią.

          i tę ostatnią zbrodnię ojciec chce by syn odpokutował ?
          myślicie, że pójdzie siedzieć ?
          ojciec poszedł garować za nie swoją winę, syn za swoją - wg mnie - nie pójdzie [ofk, jesli możemy dywagować o losach fikcyjnych postaci]. najlepszy dowód, że rankiem po dramatycznej nocy, żona i syn śpią zmęczeni nerwami.
          mąż stoi na tarasie, słychać nadciągającą burzę [znad morza, na które mają widok] i ta burza, wg mnie, wcale nie zwiastuje burzy w ich życiu, zmiany jakiejś. przeciwnie - burza przyrodnicza przychodzi w momencie, gdy oni już swoją odbębnili.
          jesli tytuł odwołuje się do trzech małp, które "nic nie widzą, nic nie słyszą, nic nie mówią", to własnie w tym końcowym ujęciu ma swoje pełne zastosowanie.

          cała trójka nabierze wody w usta jak chodzi o zbrodnię syna. właśnie od tego momentu będą zgodnymi "trzema małpami". syn nic nie powie, matka nic nie słyszała, a ojciec niczego nie widział. czy nie będą w zgodzie z faktami ? [cynicznie]

          jak odczytaliście tego małego chłopca, zdaje się marę senną, który pojawia się w polu widzenia syna i ojca ? domyślam się, że to młodszy ich syn, ale... co się z nim stało ? zmarł - yes, ale... w jakiś tragiczny sposób ? wzbudza ich wyrzuty sumienia ? może to on jest kluczem do ich postępowania ? coś mu się stało, oni byli temu winni albo czuli się winni, i wtedy własnie odkryli tę metodą "nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić" [o tym co mogłoby naruszyć równowagę, bezpieczeństwo i pozorny spokój] - jak sądzicie ?

          może te gwałtowne reakcje w sprawie romansu żony i matki - nie wynikają tylko z tego faktu. może są one także odpracowywaniem tej traumy rodzinnej sprzed lat, którą zamieciono pod dywan ? może przygniata ich tamten ciężar, tak bardzo, że tym razem wprawdzie nadal nie umieją mówić prawdy wprost, z nadzieją na porozumienie i przebaczenie, ale już nie są w stanie chować w sobie urazy i nerwów, stąd ostre zachowania ?

          jak sądzicie ?

          w każdym razie, wg mnie - świetny film, z elegancją nakręcony, a końcowy kwadrans, cała sekwencja nocnych potyczek rodzinnych - z samymi sobą i wzajemnych, jest perfekcyjna; zarówno jak chodzi o ciężar emocjonalny pojedynczych zachowań [niemal bez słów i na pewno bez przesadzonych gestów !], jak i o koncept samych zachowań [np. mąz widzi jej przygotowania, ale nie wie, czy żona skoczyła z tarasu na śmierć; nie umiejąc zajrzeć po raz drugi, a jednocześnie targany niepewnością i zdenerwowaniem, idzie po prostu na spacer po ulicy, zagląda ukradkiem do góry, ale nic nie słyszy z tarasu własnego domu... jest tam ? nie ma jej ? już skoczyła na tory pod pociąg ?].

          jakie są Wasze wrażenia ?

          [PS : brawo Kultura :)]
          • siostra_bronte Re: "Trzy małpy" Kultura 20:20 & 1:55 11.10.14, 15:12
            Dzięki za ciekawą recenzję :)

            Będę mniej entuzjastyczna. Momentami było nudno. Oczywiście nie liczyłam na wartką akcję, bo to nie takie kino, ale mimo wszystko ta historia za bardzo się wlokła, zwłaszcza od momentu zabójstwa szefa. I jakoś nie mogłam wczuć się w ten dramat. Można go było chyba lepiej wygrać.

            Jeżeli chodzi o tego małego chłopca to myślę podobnie, ale zbyt to enigmatyczne. Przy okazji te dwie sceny, w których występuje: raz kiedy widzi go syn i drugi raz, kiedy jego ręka obejmuje ojca były rodem z thrillera.

            Co do fabuły pomysł to z wrobieniem tego faceta z herbaciarni jest nierealny. Nie wystarczy przyznać się do winy, co już byłoby nader podejrzane. Winę trzeba udowodnić oskarżonemu przed sądem. Wrobienie kierowcy było teoretycznie możliwe, ale też naciągnięte.

            Jeszcze syn, dosyć denerwujący. Nie wiem dlaczego tak dziwnie się zachowywał. Ciągłe polegiwanie na łóżku, potem epizod z wymiotami na stacji. Myślałam, że to jakaś choroba, ale tematu nie pociągnięto.

            W sumie rozczarowałam się. Na plus piękna aktorka grająca główną rolę i krajobrazy w tle.
            • grek.grek Re: "Trzy małpy" Kultura 20:20 & 1:55 11.10.14, 17:06
              dzięki :]

              specyfika stylu.
              przy okazji ostatniego Cannes w recenzjach zwycięskiego "Winter Sleep" pojawiały się anegdoty dot.
              kina Ceylana - z grubsza : że usypiające jest ;]

              zawiązanie fabuły jest dość szybkie, nie bardzo wiadomo w jaki sposób kierowca przyznał się i jak to zostało uznane przez policję. widocznie reżyseiro stwierdził, że taktycznie da się niektóre wątpliwości, o ktorych napisałaś, wyminąć ;]

              mam wrażenie, że pan reżyser uznał, że widownia na tyle się wciągnie, że pójdzie za każdym tropem jaki jej podrzuci.

              o yes, aktorka - bardzo bardzo pod każdym względem. [Hatice Aslan]
    • grek.grek "Borgowie" sezon 3 11.10.14, 10:55
      wielce oczekiwany 3 sezon od dziś w CTv.

      zatem, na kilka tygodni przestanę Was dręczyć zapomnianymi filmami z klasyki, i będę
      Was prześladował kolejnymi odcinkami serialu. cóż... nikt nie mówił, że będzie lekko ;]

      stay tuned.
      • grek.grek "Borgiowie" 11.10.14, 10:57
        znów pomyłka w tytule - dlaczego one są tak skomplikowane ? to jakaś złośliwość ze strony
        macherów :]
        • pani_lovett OT 11.10.14, 11:40
          Jadę niespodziankowo w góry. Do jutra zatem! :)
          Pozdrawiam
          • grek.grek Re: OT 11.10.14, 14:36
            baw się dobrze, Barbasiu :]
            • pani_lovett Re: OT 12.10.14, 14:07
              Dziękuje, Greku! :)
              Było ciepło, przyjemnie i jesiennie.
              • grek.grek Re: OT 12.10.14, 17:12
                doskonale :]
                jesień złota polska, nieprawdaż ?
                • pani_lovett Re: OT 12.10.14, 19:38
                  Prawdaż, na jesień nieodwołanie nadeszła pora. :)
      • siostra_bronte Re: "Borgowie" sezon 3 11.10.14, 12:44
        Przyznam, że jestem rozczarowana. Już się cieszyłam na jutrzejszą recenzję jakiegoś klasyka :(
        • grek.grek Re: "Borgowie" sezon 3 11.10.14, 14:38
          miło mi, Siostro :]... no i niemiło zarazem.

          ten 3 sezon ma 10 odcinków - po 2 tygodniowo.
          w tym czasie zdążę przygotować nową playlistę ;]
          • pani_lovett Re: "Borgowie" sezon 3 12.10.14, 14:09
            Ja się bardzo cieszę. Tym bardziej , że jest to niestety ostatni już sezon.
    • siostra_bronte Fellini w Kulturze! 11.10.14, 12:54
      Na poprawę filmowych nastrojów. Wypatrzyłam, że od 20 października będzie leciał przegląd filmów Felliniego, wcześniej zapowiadany. Lista filmów: "Wałkonie", "Niebieski ptak", "Słodkie życie", "8 i 1/2", "Gulietta i duchy". Niestety, emisja ok. 22.00.

      Nie widziałam dwóch pierwszych tytułów, pozostałe dosyć dawno. Fellini nie należy do moich ulubionych reżyserów, ale i tak bardzo się cieszę. Szykuje się filmowa uczta :)
      • grek.grek Re: Fellini w Kulturze! 11.10.14, 14:40
        rewelacja :]

        "Słodkie życie" widziałem, zostawiłem zresztą ślad w naszym archiwum, hehe.
        "8 i pół" - widziałem, ale nie pamiętam czy pisaliśmy o nim ? czy nie ?
        tak czy inaczej - obejrzę w dużej mierze "po raz pierwszy".

        reszty tytułów w ogóle nie miałem przyjemności, więc teraz na nią pora :]

        dzięki za świetną informację, Siostro.
        • siostra_bronte Re: Fellini w Kulturze! 11.10.14, 18:22
          Aż przyjemnie przekazywać takie wieści :)
          • pani_lovett Re: Fellini w Kulturze! 12.10.14, 17:10
            Cieszę się! :)
    • grek.grek "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 11.10.14, 16:43
      Kultura nas rozpieszcza.

      "Debiutanci" są z 2010.
      Oliver żyje jakby chciał, a nie mógł i generalnie sądzi, że po 30, a około 40 już jest get down. wtedy nagle spadają na niego nowości, które mają szansę obudzić go z letargu : niedawno owdowiały ojciec, pan po 70-tce, wyznaje że całe od zawsze był gejem i wreszcie może się uwolnić od skrywanych tajemnic i żyć na full; zjawia się też niecodzienna, intrygująca kobieta, Francuzka. dla Olivera chyba nie wszystko stracone ?

      w głównych rolach Ewan McGregor, Christopher Plummer i Melanie Laurent.
      nie znzm pani Francuzki, więc chętnie poznam, ale ciekaw jestem zwłaszcza mr Plummera, który zawsze kojarzy[ł] mi się z rolami faszystowskich dygnitarzy, nie wiem dlaczego ? może jakiegoś zagrał kiedyś, a mnie się wdrukowało ?

      skaczmy ! :]
      • siostra_bronte Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 11.10.14, 17:00
        Nie dam rady obejrzeć tego filmu.

        Melanie Laurent grała, znakomicie zresztą w "Bękartach wojny", tę dziewczynę co uciekła przed Waltzem, a potem kupiła kino.

        Hehe, a mnie Plummer kojarzy się z musicalem "Dżwięki muzyki", gdzie zresztą grał Austriaka :)

        • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 11.10.14, 17:09
          pamiętam :] Shosanna.
          aczkolwiek, pamiętam ją ze scen, w których to jej adwersarze popisywali się świetnymi monologami [nawet jeśli była to forma rozmowy].

          haha, no własnie - taka fizjonomia... prusacka jakaś ;]
        • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 11.10.14, 17:11
          PS : u mnie "Debiutanci" są #1 na dziś, więc coś napiszę :]

          • siostra_bronte Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 11.10.14, 18:21
            O, wyczytałam, że Plummer dostał za tę rolę Oscara.
            • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 16:13
              I słusznie, że dostał :]
              Gra naprawdę z sercem i kunsztownie, co jest kluczowe dla całego filmu.

              Główną rolę ma Ewan McGregor, ale jego bohater jest w jakiś sposób rozciągnięty między trójką pozostałych. Olivier pracuje jak rysownik, tworzy okładki płyt dla zespołów muzycznych. Życie trochę mu się nie składa. Po rozpadzie czterech związków z kobietami, sam już nie wie czy w ogóle nadaje się do jakichkolwiek trwałych relacji męsko-damskich. Przed chwila zmarł na raka ojciec [gra go własnie Plummer]. Oliver żyje w apatii i niepewności. Ciągle zanurzony we wspomnieniach o swoich rodzicach i sobie - mieszają się one swobodnie z aktualnymi wydarzeniami. Jedynym powiernikiem Olivera jest... pies. Jego "myśli" wyrażane za pomocą sugestywnej psiej mowy ciała, są zapisywane u dołu ekranu. Zabawny moment - Oliver powiada do niego "Gdybyś mógł do mnie coś powiedzieć...", a u dołu pojawia się psia "odpowiedź" : "Znam 150 słów, ale niestety nie umiem mówić".

              Kilka lat wcześniej zmarła matka Olivera, a żona Hala [czyli, ojca]. Po jej śmierci ojciec wyznaje synowi - jestem gejem, od 13 roku życia jestem gejem. "Wiesz jak to jest, czekas na lwa - czekasz, czekasz, czekasz... a tu zjawia się żyrafa. MOżesz w ogole nie żyć albo żyć z nią". Niedługo po śmierci matki Hal zmienia całe swoje życie - od zawartości szafy po ogłoszenia matrymonialne w czasopismach dla gejów [dowcipne i ciepłe bardzo].

              A potem Hal dowiaduje się, że ma raka. Ostatnie stadium. Najpierw przeżywa mały dramat, widać to na jego twarzy. Nie poddaje się jednak. Zaczyna żyć. Chodzi na imprezy do klubów z muzyką house [pyta przez telefon Olivera o nazwę "tej głośnej młodzieżowej klubowej muzyki"], w środku nocy robi porządki na półkach z ksiązkami, zaczyna działać w ruchu obrony praw gejów, zaprasza ich do siebie, sam bywa u nich, a przede wszystkim randkuje z młodszym od siebie o jakieś 142 lata chłopakiem. Oliver jest trochę wycofany, pasywny, otwarty - nie przejawia niechęci wobec orientacji ojca czy tego że ma on chłopaka. Przeciwnie, z sympatią i może nawet z pewną zazdrością obserwuje jak 75 letni jegomość śmieje się od ucha do ucha, gaworzy z przyjaciółmi, chwyta najmniejszą pierdółkę którą przynosi życie i cieszy się z niej jak dziecko. Wie, że umiera, że niewiele mu zostało czasu, ale leżenie w łózku i odliczanie sekund byłoby najgorszym wariantem w tym położeniu.

              Wspomnienia matki pokazują kobietę urodziwą, nieco szorstką, ale jednocześnie intrygującą. Wiedziała, że Hal jest gejem, kiedy za niego wychodziła. POwiedziała jednak "Damy sobie z tym radę". Sporo przeszła w życiu. Oliver dużo myśli zarówno o tym, jak musiał się czuć przez te wszystkie lata ojciec, ukrywający prawdę o sobie, wobec nieprzyjaznego społeczeństwa polującego na homoseksualistów, pozbawiającgo ich równych praw, krzywdzącego fizycznie. Matka była Żydówką, ją też spotykały za to rozmaite represje np. wyrzucono ją z drużyny pływackiej w szkole. Właśnie z powodu pochodzenia. A potem jeszcze małżeństwo z gejem, w którym wytrwała 40 lat. W którymś momencie mówi ona do młodocianego Olivera "W następnym życiu wyjdę za gorącokrwistego Żyda, takiego pełnego emocji. Hal rzadko bywał w domu, jego kontakt z synem nie był najlepszy. Kiedy Oliver i matka chcieli go spotkać, wybierali się do galerii sztuki, którą Hal prowadził i której poświęcał najwięcej czasu w swoim życiu. Matka niekiedy zachowywała się w taki sposób, że ochrona musiała ją wyprowadzać :]

              Snuje się między tym wszystkim melancholia przez duże M. Podkreślana charakterystyczną, wpadającą w ucho sentymentalną muzyką. Ta muzyka, razem ze spokojnymi zdjęciami, zrównoważoną narracją i wyciszoną twarzą i grą Mc Gregora tworzą cały nastrój.

              Wreszcie zjawia się ona - Anna. Francuska aktorka, wiecznie w rozjazdach, głównie mieszkająca w hotelach. Oliver poznaje ją na jakiejś imprezie przebierańców. Oboje mają peruki, a Oliver dodatkowo przyklejoną brodę i chyba udaje Freuda. Przychodzi ofk z psem, którego nie ma gdzie zostawić, bo on wyje i szczeka kiedy Olivera nie ma.

              Oliver i Anna nieźle się dogadują. Między słowami. Jest jakaś nic porozumienia. Na imprezie, gdzie muzyczka i ożywione rozmowy, oni sie bezbłędnie znajdują. Niby oboje umieją się uśmiechać, ale on jest smutny, a ona jest nostalgiczna. Mówi, że ma łatwośc zrywania znajomości z ludźmi, odchodzenia, że przeraża ją ta prostota, i to że nie tękni później. A on, że zrywanie bez odchodzenia też jest łatwe.

              Idą do hotelu, ale nie na seks, tylko po to by spać przy sobie.
              Od tej pory zaczynają się spotykać. Czasami jest zabawnie, czasami idą na hot doga do jakiejś nocnej budki ulicznej, czasami się bawią, biegają, czasami seks - a czasami jest, słowo klucz - melancholijnie. Oliver ciągle wraca pamięcią do ojca, do jego ostatnich tygodni, próbuje znaleźc w nich inspirację dla siebie. Czasami zdobywa się na dziwne zachowania - w jego przypadku "dziwne" jest już jeżdzenie z kumplem po nocy i wymalowywanie grafitti na ścianach. Kumpel maluje swój podpis, swoje imie. A Oliver zapełnia ściany informacjami, niczym z mini-wikipedii ;]. I próbuje znów ułożyć wszystko w swoim, życiu, z Anną. Może z tego coś będzie ?

              NIe jest. W którymś momencie on dowiaduje się od samego siebie, że to nie trybi.
              Może dlatego, że ona nie umie z nim mieszkać ?
              "Nie czuję się tu dobrze... - mówi po pierwszej nocy - nie wiem dlaczego... ale z drugiej strony, chcę tu być".
              Dla niego to jest sygnał, że "To się nie uda. Nie może się udać". W tym przekonaniu, prześladującym go od zawsze, Oliver widzi sedno swojego losu. "Nie może się udać" i już.
              Ona widzi jego wahania, i w końcu on jej o tym mówi. Rozstają się. On nie wierzy,że się uda...
              ona jest aktorką i ciągle w rozjazdach... oboje mają wprawę w uciekaniu... oboje są melancholikami,
              a może nawet ocierają się o jakąś neurozę - może faktycznie "nie da się" z tego nic ulepić ?

              Tyle że to film optymistyczny.
              Wprawdzie żadna komedia romantyczna, ale Oliver znajduje w sobie niezbędny kwant energii, żeby postarać się o Annę. Odwiedza ją w jej mieszkaniu w Nowym Jorku. Ale jej nie ma. Dzwoni do niej na komórkę. Okazuje się, że jest ona w LOs Angeles. OBowiązki zawodowe.

              Lecz nie zapomniała o nim. I jej też nie było dobrze z tym rozstaniem. MOże więc jednak uda się przełamać tę "klątwę" ?
              A jesli tak, to kluczem do wszystkiego będzie ojciec. Jego szczerości i bezkompromisowość
              w ostatnich miesiącach, tygodniach życia. Jego uśmiech i szczeście, którego Oliver, ciągle opiekujący się nim, doświadczał naocznie, nausznie i wszelako inaczej.
              Aż do ostatniego gestu, kiedy już ledwie oddychając Hal wdaje się w rozmowę ze swoim opiekunem [ofk Hal przechodzi radio- i chemioterapię, i kiedy już wiadomo, że są przerzuty, nie da się nic zrobić, lekarka mówi do niego "Hal, teraz lepiej będzie jak zamieszkasz w domu, albo w hospicjum... próbowaliśmy wszystkiego", a on odpowiada "Rozumiem. I dziękuję wam za to" - ona mówi to z wielkim wdziękiem i taktem, a on tak samo odpowiada] na temat... włosów. Zwraca uwagę na to, ze chłopak ma "piękną fryzurę". Ten odpowiada, że używa pianki do włosów i pyta czy Hal by chciał spróbować, a on oczywiście chce. Mlodziak układa mu resztkę włosów "na irokeza", Hal uśmiecha się resztką sił, a Oliver wzruszony ogląda tę scenę z ukrycia.

              Po śmierci ojca Oliver odwiedza jego chłopaka. Ogromnie poruszonego tą śmiercią. I ten chłopak pyta Olivera, czy zachowuje dystans wobec niego z powodu jego homoseksualizmu ? I Oliver, może rzeczywiście trochę wcześniej skrępowany [widzi bez przerwy jak ojciec i ten chłopak się całują, nie z jęzorem, ale jednak], tym razem pada mu w ramiona.
              Skoro potrafi, to może potrafi też w innych dziedzinach ?
              z Anną ?

              Cóż, nietuzinkowy film. Doskonale zagrany, wyciszony, z rewelacyjnie robiącą klimat ścieżką dźwiękową, z wplatanymi w narrację rysunkami Olivera który poza obowiązkami zawodowymi tworzy własny cykl obrazków pt "Historia smutku", bardzo precyzyjnie przeplatane plany czasowe, ma w sobie sporo, słowo-klucz :], melancholii, ale na niej wyrasta
              • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 16:15
                na niej wyrasta cały drzewostan z kwiatostanem optymizmu i wiary w człowieka.

                Mike Mills - scenarzysta i reżyser.
                można podejrzewać historię autobiografią malowaną ?
                kto wie.
              • siostra_bronte Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 16:25
                Dzięki, Greku :)

                Obejrzałam tylko krótki fragment, w przerwie meczu. Akurat to były scena, kiedy Anna wprowadza się do mieszkania Oliviera, także ta rozmowa Hala z opiekunem, że nie można już nic dla niego zrobić. Od razu spodobał mi się klimat filmu. I bardzo prawdziwe dialogi. Choćby kiedy Olivier mówi do Anny: "chyba nie powinienem się tak czuć". Liczę na powtórkę.

                Przy okazji, fajny akcent z polskimi plakatami w mieszkaniu Oliviera. Wyczytałam na filmwebie, że to dzieła Andrzeja Krajewskiego.
                • pani_lovett Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 16:59


                  A obejrzałam cały film. (I drugą połowę meczu)

                  Też mnie zaintrygowały cudne plakaty Andrzeja Krajewskiego na ścianie w domu Oliviera -"Siedem razy kobieta" i "Wielka majówka" :
                  www.cinemaposter.com/KRA7xkobieta.html
                  Wielu widzów zaintrygowały plakaty Andrzeja Krajewskiego, aż Mike Miles musiła się wytłumaczyć. ;)

                  I get asked all the time about the posters in Oliver's house. They’re mostly Polish film posters, mostly by this guy - Andrzej Krajewski. How gorgeous are these?? How lush and juicy and raw and full of life. Why are they in the film? Simply ‘cause I love them and I hoped they would bring some of their jubilance to the house, some of their strange boundary-lessness. In some of our improvising, Ewan walked by and patted the drawing on the bottom which inspired Mélanie to walk by and scold the drawing for flirting with her man - that's just how powerful Krajewski’s graphics are!

                  www.focusfeatures.com/blog/the_posters_of_andrzej_krajewski

                  Wyczytałam, że historia pokazana w filmie jest oparta na biografii reżysera.
                  • pani_lovett Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 -plakat 12.10.14, 18:36
                    Drugi plakat, "Wielka majówka" jest autorstwa Marii Ihnatowicz!

                    www.polishposter.com/Merchant2/merchant.mvc?Screen=PROD&Product_Code=4036
                    • pani_lovett Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 -plakat 12.10.14, 18:36
                      www.rp.pl/artykul/9155,686669-Polskie-plakaty-w--Debiutantach-.html?referer=redpol
                • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 17:16
                  a jednak wpadłaś na moment :] świetnie.

                  yes, atmosfera jest znakomicie stworzona.
                  tak, jest ten plakat z polskim napisem, nie miałem pojęcia o co chodzi, czekałem aż kamera
                  pokaże pełny plan, z nadzieją że nazwisko polskiego malarza czy kogo-tam autora się ujawni.
                  widzę że Barbasia była na posterunku i możemy liczyć na research :]

              • pani_lovett Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 17:07
                Bardzo oryginalnie zaczyna się znajomość Oliviera z Anną na imprezie.

                On w swoim przebraniu konsekwentnie odgrywa rolę doktora Freuda siedząc na krześle przy tapczaniku - kozetce i przeprowadzając z chętnymi seanse psychoanalizy. Kiedy jeden klient opuszcza kanapkę, na jego miejce kładzie się urocza dziewczyna w czarnej peruce z krótkimi włosami. Dziewczyna ma notesik, w którym notuje odpowiedzi , albowiem nie może mówić z powodu infekcji gardła. Faktycznej lub udawanej. :)

                Piesek Arthur jest uroczy, choć tak samo jak w jego panu jest jakaś psia melancholia. ;)
                • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 17:21
                  yes, to kapitalna scena, odpowiedzi pisane w notesie i wspomagane minami piszącej Anny - bezcenne :]
                  w ogóle, nie wiem jak ocenisz ? ocenicie ?, te ich randki są kompletnie nie-randkowe [mówię o filmowej manierze przedstawiania takich sytuacji, w życiu to róznie bywa, heh].
                  np. wieczór w starym antykwariacie wśród książek, m.in jakiegoą archiwalnego wydania kamasutry, albo leksykonu aktorek, z którego Oliver wyciąga rys biograficzny jakiejś dawnej divy kina [zapamiętałaś moze nazwisko ?], która miała problemy z nałogami i depresją.
                  zupełnie wyskakujące ze schematu historie.
                  ale i cała opowieśc daleka od szablonu.
                  • pani_lovett Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 12.10.14, 19:30
                    I mnie przypadły do gustu ich randki.
                    Zgadzam się. Randki są nie-randkowe, niebanalne, bo też bohaterowie są ludźmi nieprzeciętnymi, artystami, ona aktorką on rysownikiem (a'propos wszystkie rysunki, które tworzy bohater są dziełem reżysera Mike'a Millsa). Przy czym ta niebanalność pokazana bez nieznośnego silenia się na oryginalność.



                    >w życiu to róznie bywa, heh]
                    Dlaczego wzdychasz? Czyżby częściej zdarzały Ci się banalne randki, że tak spytam obcesowo? ;)

                    Powiem banał, wszystko zależy od nas samych. Trzeba starać się żyć niebanalnie. Kreować jak najwięcej niebanalnych sytuacji, trzymać się niebanalnych ludzi, wtedy życie jest ciekawsze.

                    Nie zapamiętałam. Aleeee zajrzałam na odpowiednią stronę i mam nazwisko pani, która Cię interesuje. To Veronica Lake, o której Oliver mówi "modelka z plakatów i gwiazda filmowa, jej sukces trwał krótko, seria nieudanych małżeństw, chora psychicznie, alkoholiczka, zmarła na zapalenie wątroby w wieku 51 lat".

                    en.wikipedia.org/wiki/Veronica_Lake
                    Wcześniej pojawiło się jeszcze nazwisko Louise Brooks - która kocha Olivier - "gwiazdy kina niemego, wyrzuconej z Hollywood , która skończyła jako sprzedawczyni".
                    / jej koniec lepszy ;)/

                    pl.wikipedia.org/wiki/Louise_Brooks


                    • grek.grek Re: "Debiutanci" w Kulturze 20:20 & 1:55 13.10.14, 16:27
                      haha :]
                      wiesz, przez lata doszedłem do wniosku, że to co nagłe, nieplanowane, czytaj : spontanicznie się przydarzające - jest tym co "odpala" zawsze :] tak jak w tym filmie.

                      yes, w pelni zgadzam się z Twoim stanowiskiem, że tak to ujmę :]

                      ależ Ty masz researach, Barbasiu, niezawodna jesteś :]
                      dzięki.
                      Veronica Lake, wlaśnie o nią chodziło.
                      interesująca postać.

    • grek.grek "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [bisowo] w TVN 11.10.14, 16:47
      z parą Robert Downey Jr & Jude Law.

      21:40.
      czyżby TVN zaplanował chytrze, licząc na to, że po 1. połowie meczu POlska-Niemcy wynik będzie rozstrzygnięty na tyle, że widownia polsatowska zacznie szukać jakiegoś filmu ? ;]
      • angazetka Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [bisowo] 12.10.14, 13:26
        Hehehe, jeśli tak ktoś planował, to się wczoraj rozczarował srodze ;)
        • siostra_bronte Mecz! 12.10.14, 13:37
          Greku, ominęło Cię historyczne wydarzenie :)
        • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [bisowo] 12.10.14, 17:22
          wiem, Angazetko, Siostro - sprawdziłem wynik w telegazecie ;]

          jakim cudem do tego doszło ?

          [ok, rewanż będzie srogi, hehe]
      • pani_lovett Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [bisowo] 12.10.14, 14:10
        > 21:40.
        > czyżby TVN zaplanował chytrze, licząc na to, że po 1. połowie meczu POlska-Niem
        > cy wynik będzie rozstrzygnięty na tyle, że widownia polsatowska zacznie szukać
        > jakiegoś filmu ? ;]

        Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni! Hyhyhy! ;)
        • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [bisowo] 12.10.14, 17:23
          na to wygląda ;]
          kto by pomyślał...
          jakaś passa powodzenia nienotowana w dziejach dopadła polskich zawodników... chyba ? ;]
          • pani_lovett Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 12.10.14, 18:41
            Hehehe! :)) Owszem.
            Przynajmniej będziemy mieli, czym się cieszyć i co wspominać, jeśli później ... ;)
            • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 14:13
              a to prawda :]

              jutro zaś, mecz ze Szkocją.
              tak sobie myślę, że jak ze Szkocją POlacy nie wygrają, to ten sukces sobotni będzie
              jakiś połowiczny, nie sądzisz ?

              z dwóch meczów będą 3 albo 4 punkty, a chodzi przecież o to, żeby było 6, nieprawdaż ?

              jeśli ze Szkocją będzie remis i łącznie 4 punkty, to w zasadzie cóż za róznica : wygrać z Niemcami i zremisować ze Szkocją, a wygrać ze Szkocją i zremisować z Niemcami ? dla układu tabeli nie będzie to miało większego znaczenia.

              z drugiej strony... ileż tam było szczęścia, jak tak patrzę na powtórki :] mam wrażenie, że Niemcy przegrali ten mecz znacznie bardziej niż Orły wygrały :]
              • siostra_bronte Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 14:33
                Oj, Greku, to samo pisałeś o drużynie niemieckiej na MŚ. :)
                • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 18:03
                  podobnie się ułozyły losy obu meczów :]
              • angazetka Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 16:36
                >> dla układu tabeli nie będzie to miało większego znaczenia.

                Mentalne będzie miał. Na kolejne 40 lat, jak zwycięski remis na Wembley. Bramka Mili będzie nam uszami wychodziła, parady Szczęsnego oczyma duszy będziemy widzieć przed snem. Rzekłam ;)
                • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 18:08
                  :}

                  podobnie mówiono po meczu z Portugalią, ponoć najlepszym w ostatnich dwóch dekadach, w wykonaniu Polski, a po euforii przyszły trudne czasy i miejsce w rankingu FIFA za plecami Hongkongu i Watykanu ;]

                  Niemcy mieli w tym spotkaniu 70 % posiadania piłki i oddali 30 strzałów na bramkę, pudłując kilka razy w sytuacjach, w których zwykle nie pudłują. powiedziałbym, że łut szczęscia był tu napisany przez całkiem duże Ł.

                  żeby nie było, żem jakiś-żerca, to powiem, że wygrywanie meczów, w których przeciwnik ma przewagę, to pożyteczna umiejętność i dobrze że rep Polski ją przyswoiła. przynajmniej w tym przypadku.

                  ze Szkocją Polacy będą faworytami, ciekawe jak zagrają w takiej roli ?
                  • pepsic Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 20:12
                    Greku, mam wrażenie, że Niemcom kibicowałeś:(
                    • angazetka Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 21:47
                      Nie wiem, jak Grek - ja byłam w roli rozdartej sosny ;)
                      • siostra_bronte Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 22:47
                        Hehe, ja też :)
                      • pani_lovett Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 13.10.14, 23:43
                        angazetka napisała:

                        > Nie wiem, jak Grek - ja byłam w roli rozdartej sosny ;)

                        Hehehe! :)
                    • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 14.10.14, 13:56
                      wydało się ;]

                      serio, nie kibicowałem nikomu.
                      nie umiem kibicować.
                      • pepsic Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 14.10.14, 18:48
                        Tak, czy siak szkoda, że niektórych zabolał historyczny sukces naszej drużyny, i że dopatrują się w nim V kolumny oraz dziury w całym. Na marginesie przypomnę, że w piłce nożnej liczy się ilość bramek, nie estetyka gry.
                        • pepsic Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 14.10.14, 19:01
                          Przy okazji chciałam odszczekać to, co powiedziałam o naszych piłkarzach przed wygraną z Niemcami :(
                          • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 14.10.14, 22:15
                            pepsic napisała:
                            :)
                        • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 15.10.14, 14:15
                          ten medal ma dwie strony, Pepsic :]

                          po tej drugiej są ci, którzy zapomnieli, że piłka nożna, to nie boks i pokonanie mistrza świata nie jest tutaj równoznaczne z własną intronizacją ;]

                          Słowacja ograła Hiszpanią, Islandia pokonała Holandię... ot, pomundialowe sensacje. podejrzewam, że wiosną wszystko wróci na swoje miejsce, w futbolu niespodzianki są solą, ale samą solą trudno się wyżywić :]
              • barbasia1 Szkocja 14.10.14, 22:13
                grek.grek napisał:


                > tak sobie myślę, że jak ze Szkocją POlacy nie wygrają, to ten sukces sobotni będzie
                > jakiś połowiczny, nie sądzisz ?

                Zgadzam się.
                Przegrana ostudziłaby rozbudzone nadzieje na awans.

                Wskoczyłam na drugą połowę meczu. Niestety na razie 2:1 dla Szkocji.
              • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 14.10.14, 22:45
                > z drugiej strony... ileż tam było szczęścia, jak tak patrzę na powtórki :] mam
                > wrażenie, że Niemcy przegrali ten mecz znacznie bardziej niż Orły wygrały :]

                :)

                Po dzisiejszym remisie ze Szkocją to wrażenie powinno być już nieaktualne.
                • grek.grek Re: "Sherlock Holmes" 2009, G.Ritchiego [ 15.10.14, 14:20
                  w znaczeniu ? ;]

                  potencjalnie znacznie słabsza od Niemiec Szkocja o mały figiel, a wygrałaby mecz z Polską.

                  nie jestem znawcą, ale wydaje mi się, że trener szkocki popełnił duży błąd nakazując swojej
                  drużynie cofnąć się zbyt głęboko, po zdobyciu drugiego gola. gdyby kontynuowali taką
                  grę, ktora im to prowadzenie 2-1 zapewniła - zapewne dowieźliby zwycięstwo do mety.
                  a tak... ;]

                  swoją drogą, w dzisiejszej piłce jesli nie umie się trzy razy z rzędu w tej samej akcji podać piłkę bez przyjęcia jednocześnie wykonując agresywny i sprytny ruch bez piłki [by ją dostać od kolegi], to nie ma czego w nim szukać. niestety, rep. Polski nie zaprezentowała ani jednej płynnej akcji. Szkoci - jedną, tę z której padł ich pierwszy gol.
    • grek.grek "Wrogowie publiczni" [też powtórka] w TVP1 11.10.14, 16:55
      pamiętam, że ocenialiśmy chyba dość przychylnie ? Michael Mann ma swoje dobre momenty, a do tego nazbierał calą plejadę aktorskich gwiazd [Johnny Depp, Marion Cotillard, Christian Bale], a do tego historie romantyczne o przestępcach z klasą, w enturażu lat 30-tych, zawsze mają swój osobliwy, przyjemny charakter.

      rzecz o gangsterskim styliście i trendesetterze, czołowym rabusiu okresu Wielkiego Kryzysu w Ameryce, Johnie Dillingerze. popisywał się brawurowymi skokami na banki, zyskiwał sympatię ludności, a FBI nie mogło go złapać.

      dzisiaj o 21:25, jutro powtórka o 22:25.

      dodajmy do tego mecz polskich straceńców przeciwko mistrzom świata - i robi się tłoczno :]
      • siostra_bronte Re: "Wrogowie publiczni" [też powtórka] w TVP1 11.10.14, 17:01
        No, Twoja recenzja była tak średnio zachęcająca.

        Oglądam mecz, chociaż raczej dla drużyny niemieckiej :)
    • grek.grek "Borgowie" sez 3 odc 1 12.10.14, 12:48
      Nadejszła... Trochę to trwało. II seria finiszowała w CTv w kwietniu ub.roku. Jakoś III nie miałem sumienia zaczynać via net, jak widzę [?] Wy też nie zaczynaliście... ;]

      Seria II kończy się w momencie dramatycznym - spisek godzący w życie papieża Rodrigo Borgii [niezmiennie gra go znakomity Jeremy Irons] zaczyna się materializować. Podstawiony przez kardynała Della Rovere młody chłopak zdobywa posadę "kelnera" usługującego przy papieskim stole i w stosownym momencie nalewa do pucharu papieża zatrute wino. Rodrigo doznaje wstrząsu, pada na podłogę w konwulsjach. I to właśnie w momencie, gdy omawia ze swoim synem, Cesare [Francois Arnaud], drażliwy temat rodzinny : Cesare zmuszony był bowiem do zabicia swojego brata, Juana, ukochanego syna Rodrigo. Po przegranej bitwie z wojskami nieposłusznej papiestwu Katarzyny Sforzy [doskonale dobrana Gina McKee] załamany i ranny w nogę Juan popadł w ruinę moralną, fizyczną i familijną. Pokłócony w rodzeństwem zaczął nastawać na życie wnuka Rodrigo, a syna Lukrecji [Holliday Grainger], a tego było już za wiele. Cesare wyznaje ojcu swoją winę, a Rodrigo jest zaszokowany. Nie wybacza - jako ojciec i jako papież. Wprawdzie poczuwa się do współodpowiedzialności za czyn, jakby nie było, "krwi z własnej krwi", ale to trochę za mało, choć możliwe że tuż przed atakiem serca z okazji otrucia - Rodrigo miał ochotę jednak syna rozgrzeszyć.
      Tak kończył się II sezon.

      Sezon III startuje, a jakże, dokładnie w momencie zakończenia poprzedniego. Całym Watykanem aż telepie. Wieść o zamachu na papieża wszystkich stawia na nogi. Cesare rzuca się do ratowania ojca, wzywa pomoc, pojawiają się medycy, przybiega cała rodzina. Medycy określają rodzaj użytej trucizny - to była cantarella, wyjątkowe świństwo :]. Aplikują Rodrigowi odpowiednie środki, a do pomocy włącza się niespodziewanie Lukreacja Borgia, na siłę faszerując nieprzytomnego starego węglem i wodą. Medycy coś tam kręcą nosem na boku, ale dziewczyna jest tak zdeterminowana, że aż nie śmią jej przerywać.

      Natychmiast zostają zamknięte wszystkie bramy miasta, jak również gwardziści zajmują bojowe pozycje przy wejściu do samego pałacu papieskiego. Oczywiście, zaczynają się poszukiwania zamachowca, który zdązył się ulotnić.

      Zdjęcia są realizowane w ciemnych komnatach i na równie ciemnych korytarzach, oświetlanych tylko mniej lub bardziej jasnymi płomieniami świec i pochodni. W tle muzyka - a to pasyjna, a to jak z dreszczowca. Świetne tło dla całej akcji.

      W celi zamachowca, zaufany siepacz Cesarego - Micheletto [znakomity Sean Harris] znajduje modlitewnik zdradzający jakieś związki chłopak z dominikanami. Od razu pędzi tam grupa zbrojnych. Kładą trupem próbujących stawiać opór zakonników. Innym przykładają stal do szyi i pytają gdzie jest kardynał Della Rovere. W jego celi znajdują zresztą cantarellę, co dowodzi ponad wszelką wątpliwość, kto stał za zamachem. Jeden z mnichów zdradza tajne podziemne przejście, które prowadzi z budynku na miasto. Della Rovere, jesli tu był, to już dawno umknął.

      Wokół łoża omdlałego papieża zbierają się kardynałowie. Udając troskę i modlitwę za jego zdrowie - bezczelnie układają się i już dzielą łupy po zmarłym, już myślą o tym jak pozbyć się reszty Borgiów, już liczą głosy przy wyborze nowego papieża. Chcą by był nim ponownie któryś z Włochów. Cóż za cynizm :] Wszyscy oni są święcie przekonani, że śmierć Rodrigo Borgii, to tylko kwestia czasu. Co ciekawe, przebywający na granicy życia i śmierci Rodrigo słyszy te głosy, jak z oddali, przez mgłę. Słyszy, że oni nie modlą się za niego, ale dyskutują o tym, co się stanie po jego śmierci, jak ustanowić nowego papieża, rozdzielić wpływy, łupy, majątek i całą resztę.

      Niespodziewanie zjawia się... sam kardynał Della Rovere [charakterystyczny Colm Feore]. Oczywiście, maksymalnie przejęty sytuacją. Powiada "Papież umarł !", na co inni "Dlaczego wyprzedzasz fakty ? On jeszcze żyje". I patrzą na niego podejrzliwie. Ofk, my wiemy że Della Rovere stoi za tym zamachem, widzieliśmy jak osobiście mentalnie szkolił zamachowca, a także dostarczył mu truciznę, której tamten użył. Teraz cały zaintrygowany czeka na końcowy efekt swojej rozgrywki. I nie zasypia gruszek w popiele. Sam chce zostać papieżem, więc namawia cichaczem niektórych kardynałów do tego, by go poparli. Obiecuje im złote góry z władzą i kasą na czele.

      Kiedy do komnaty papieskiej wpada Cesare - od razu chce zgładzić Della Roverego, ale powstrzymuje go matka [Vanozza Cattaneo, gra ją Joanne Whalley], a reszta kardynałów zasłania udającego zaskoczenie kolegę po fachu.

      Matka mówi do Cesare, na boku : pomyśl raczej O NAS. Co zrobimy kiedy ojciec umrze ? Kto nas obroni przed zemstą ? Czy my mamy w ogóle jakichś przyjaciół ? A jeśli tak - gdzie oni teraz są ?

      Cesare rozpytuje Ascanio Sforzę [Peter Sulivan], najbliższego Borgiom kardynała, o tym co zamierzają kardynałowie zrobić w razie śmierci Rodrigo, jak rozkładają się kandydatury na nowego papieża. Sforza nie mówi mu nic, za to sugeruje że Cesare powinien jak najszybciej odnaleźć spis interesów, wietrzytelności i innych zobowiązań jakie Rodrigo miał/ma z każdym z kardynałów. To może pomóc wpływać jakoś na ich zachowania.

      Sam kardynał Sforza zostaje odwiedzony przez niejakiego Rufia, skrytobójcę wysokiej klasy, zaufanego człowieka oraz doradcę siostry kardynała Katarzyny Sforzy, mającej z Borgiami rachunki do wyrównania. Podczas wojny między jej miastem, a papiestwem - zabity został jej syn.

      Rufio zdradza kardynałowi, że Katarzyna już ma plan na okolicznośc śmierci Rodrigo - chce ona wymordować całą resztę Borgiów. Jak widać, wieść o zamachu na papieża obudziła do działania kogo tylko się da. Rufio [świetnie zagrany przez Thurego Lindhardta] przypomina kardynałowi Sforzy o pokrewieństwie z Katarzyną. Więzy krwi zobowiązują do pomocy i lojalności. Wykluczają obojętność. A jeśli kardynał stanie po stronie Borgiów... moze skończyć jak oni. Wtedy więzy krwi już nie będą obowiązywać, skoro on je zlekceważył lub zignorował.

      Jakiś szok wywołuje gwałtowne przebudzenie się Rodriga ! Kardynałowie wprost nie mogą uwierzyć własnym oczom - facet żyje. Toczy wprawdzie nieprzytomnym wzrokiem, słania się, ale zwymiotował potęznie i wydaje się, że... będzie żył. Zaraz zostaje mu udzielona pomoc, rodzina nie posiada się ze szczęścia, kardynalstwo ze zdumienia i rozczarowania, a Della Rovere jest po prostu wściekły i ledwie to ukrywa, a może nawet w ogóle nie stara się ukryć. Natychmiast opuszcza pokój.

      Mknie korytarzami, starając się unikać gwardzistów. JUż wychodzi na zewnątrz, już prawie mu się udaje... wychodzi drzwiami, ale za nimi już czeka Cesare z kilkoma zbrojnymi. Mieczem przystawionym do szyi zapędzają Della Rovere z powrotem do pałacu, a potem Cesare osobiście wtrąca go do więzienia - dużego pustego pokoju na poddaszu. Della Rovere jest podwójnie zdruzgotany : raz - fiaskiem zamachu na znienawidzonego Rodrigo, dwa - tym że został zamknięty. JUż przewiduje, że sposób w jaki Borgiowie się z nim rozprawia nie będzie należał do przyjemnych.

      cdn





      • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 1 [2] 12.10.14, 13:32
        Wyciągnięty śmierci z pazurów, Rodrigo jest blady, ledwie może mówić i bełkocze, że "widział oblicze śmierci". I że słyszał jak kardynałowie modlili się o jego śmierć. Jest wstrząsnięty i zmieszany. Kiedy Lukrecja powiada "Bóg cię uratował", on odpowiada powoli "Nie... to nie Bóg...". Rozgląda się po komnacie, widzi wszystkich bliskich, ale nie widzi... Juana. Pyta o niego. Zapomniał, że Cesare poinformował go o jego śmierci. Ale teraz nic nie pamięta. Lukrecja ukradkiem spogląda na Cesarego, a ten milczy.

        Niedługo później, Rodrigo, ze łzami w oczach, wyznaje im,że "tam po drugiej stronie... nie widziałem oblicza Boga. Dlaczego mi się nie ukazał ?". Znów dopada go myśl o tym, że Bóg się na niego obraził.

        Rodrigo, w czasie nieprzytomności, jako tako kontaktował. Nieco później, już w trochę lepszeh formie, patrzy na Cesarego ze wzruszeniem i wdzięcznością, powiada "Słyszałem jak mnie wołałeś... widziałem jak mnie niosłeś w ramionach...". Jest to rozmowa sam na sam - Rodrigo wspomina, że pamięta o tym, co Cesare mu powiedział. O tym, że przyznał się do zabicia własnego brata. TEraz Rodrigo, pełen wdzięczności wobec Cesarego, powiada "Trzeba znaleźć zabójcę Juana". Jasny znak : możemy wykorzystać jego śmierć, obarczyć winą kogoś nam niewygodnego i w ten sposób wyeliminować go z gry. Cesare pyta "A co ze mną ?", na co Rodrigo odpowiada "Znajdź spokój wewnętrzny"...

        Jako się rzekło - machina ruszyła. Spisek uknuty przez Katarzynę Sforzę rozkręca się błyskawicznie. Grożąc śmiercią jej rodzinie - zamachowcy na życie Borgiów zmuszają młodą służącą by zostawiła im otwarte jedno z okien w willi Borgiów, gdzie mieszkają wszyscy oni plus ledwie co urodzony syn Lukrecji. Przy okazji służąca dostarcza im informacji o ilości strażników pilnujących drzwi i komnat, jak również o godzinach ich zmian i w ogole - sprzedaje im wszystkie szczegóły, które są potrzebne grupie rzezimieszków aby wpaść nocą i powyzabijać [dobre słowo] całą familię papieską.

        Rufio znów odwiedza kardynała Sforzę. Kiedy Sforza mówi mu, że Rodrigo żyje - Rufio nic sobie z tego nie robi. Plan zamordowania wszystkich Borgiów już ruszył i nie da się go zatrzymać. Rodrigo nie był przewidziany, sądzono że umrze z otrucia. Ale skoro żyje... ktoś musi także go zabić. Rufio wyznacza... kardynała Sforzę. Broń będzie przygotowana, kardynał ma wejśc, podjąć ją z ukrycia i zrobić swoje. Sforza wie, że gra toczy się o jego własne życie - jeśli odmówi, a Borgiowie zostaną wymordowani, on podzieli ich los. Własna siostra go nie oszczędzi, a już na pewno ten jej killer [w istocie wyglądający i mówiący jak projektant mody, a nie jak "adept sztuki zabijania"].

        Cesare odwiedza zamkniętego Della Roverego. Mówi mu, że wie iż to on stał za zamachem na Rodrigo. "Przygotowałem dla ciebie coś znacznie gorszego niż dla Savonaroli [ten był spalony na stosie", zapowiada Cesare. Della Rovere próbuje negocjować, że niby może się Borgiom przydać, aby zatrzymać sztylety i miecze skierowane przeciwko nim, ale Cesare nie ma zamiaru wchodzić z nim w żadne układy. Wychodzi, a kardynał wzdycha cięzko rozmyślając o niewesołej przyszłości.

        Nadchodzi noc. Noc długich noży :]
        Najpierw grupa zamaskowanycn zbrojnych zabija strażników i uwalnia kardynała Della Rovere. Na jej czele stoi w ogole nie zamaskowany jeden z kardynałów. "Pamiętaj kto ci pomógł", mówi do Roverego.

        A potem cała szajka atakuje pałac Borgiów. Tyle że oni są przygotowani. A wszystko jest dziełem przypadku.

        Zdradziecka służąca pędem próbuje opuścić pałac. Mimo że niemowlak Borgiów drze się wniebogłosy. Jak to, niania wieje z domu, kiedy dziecko płacze ? Pilnujący terenu Micheletto nakrywa ją na tej eskapadzie. "CO jest ? Dlaczego uciekasz w takim momencie ?", pyta ją. A ona pęka od razu i wyznaje wszystko, z płaczem naciskając na fakt, że została zmuszona do wszystkiego.

        W tym samym momencie w komnacie śpiącego, wciąz wyczerpanego Rodrigo Borgii, jest kardynał Sforza. Ma sztylet. Krązy wokół łoża Rodrigo, czy to jak sęp ? czy zastanawiając się do końca jak ma postąpić ? Wreszcie unosi do góry dłoń ze sztyletem, jakby chciał zadać potęzny cios... I w tym momencie do pokoju wchodzi Cesare. Sforza natychmiast chowa broń i przybiera pozę skupioną modlitewną.

        Cesare informuje, że Della Rovere uciekł. Na co kardynał Sforza wyznaje mu, że na zycie całej rodziny Borgiów spisek uknuła jego własn siostra, Katarzyna. Cesare jest zaalarmowany i wzburzony. Natychmiast każe gwardzistom trzymać straż przy łożu papieskim.
        Jak sprytnie kardynał Sforza zmienił kierunek, prawda ? :] Chytrus pierwsza klasa. Błyskawicznie zareagował na zmianę sytuacji i warunków.

        Zamachowcy od Katarzyny napotykają więc na problem. Borgiowie są przygotowani na ich atak. Na ciemnych korytarzach i w ciemnych komnatach ma miejsce prawdziwy taniec śmierci.

        Rodzina cała ukryta jest w łazience. Zamachowiec wdziera się do komnaty Lukrecji i jej syna. Dźga zapamiętale TO co leży pod pierzyną. Kiedy pierzynę odrzuca... okazuje się, że leży pod nią ciało zabitej wcześniej służącej. Niedoszły morderca sam zostaje zaciukany na korytarzu. Drugi z zamachowców, błądzący w poszukiwaniu dziecka Borgiów - trafia pod nóż Cesarego. Rodzina ochroniona.

        KIedy do Katarzyny Sforzy dociera informacja o zdradzie brata i nieudanym zamachu - wpada ona na jedyną rozsądną myśl. TRzeba zebrać pod jednym sztandarem wszystkich którzy kiedykolwiek padli ofiarą Borgiów. Wszystkich upokorzonych, skrzywdzonych i wykiwanych. Kiedy Rufio zgłasza wątpliwości "Oni wszyscy kłócą się między sobą", Katrzyna odpowiada "Połączy ich nienawiść do Borgiów". Zatem, jest plan B :]

        Podczas gdy w sali kościelnej trwa uroczysta msza, na tyłach Cesare rozmawia z kardynałem Sforzą. Ten mu wszystko opowiada : o Rufio, o Katarzynie itd. I zdradza, że sam musiał podjąć decyzję : z Borgiami czy przeciw ? Cesare jest nieufny, a Sforza dumnie odpowiada "Wybrałem Rzym ! Zawsze z Rzymem !". Cesare na to "Na pewno ?", Sforza "Masz wątpliwości ?!", na co Cesare, spokojnie i z wiercąc go przenikliwym wzrokiem :"Jeden zdrajca więcej, czy jeden mniej...". Dobrze kombinuje, no - prawie dobrze ;]

        Kiedy Cesare zastanawia się nad tym, kto mógł umożliwić ucieczkę Delle Roveremu, Sforza rzuca "Widocznie ma tutaj przyjaciół..." i dodaje od razu, że nic o tym nie wie. Cesare duma jeszcze chwilę, a na koniec chwali go "Świetnie się spisałeś". O włos "się spisał" :}

        A gdzież przebywa kardynał Della Rovere ? ofk, w drodze wyjazdowej z Rzymu. A dokładniej : udaje trupa na wozie drabiniastym, którym jakiś chłop wywozi zwłoki tych zabitych w domu Borgiów. Kiedy ten chłop próbuje ściągnąć drogi pierścień z palca jednego z trupów, "trup" łapie go za rękę. Chłop wieje, a "trupem" okazuje się być całkowicie żywy kardynał Della Rovere. Jest wolny. I pragnie zemsty jak nigdy dotąd :]

        BOrgiowie zbierają się w komnacie Rodrigo. I kiedy Vanozza, po wydarzeniach ostatniej nocy, cięzkim głosem mowi "Nie jesteśmy bezpieczni, musimy mieć oczy szeroko otwarte", stojący przy oknie Rodrigo poprawia ją "Nie !.. Jesteśmy na wojnie".

        A na ulicach Rzymu, z głową ukrytą pod kapturem, pojawia się sama Katarzyna Sforza...

        doskonały 1 odcinek.
        Czesi puścili od razu dwa, więc - drugi niebawem :]
        stay tuned.





      • grek.grek Re: "Borgowie" sez 3 odc 1 12.10.14, 13:39
        dwie sceny.

        niedoszłego papieżobójstwa kardynała Sforzy :
        www.youtube.com/watch?v=icbe6NQhtbs

        i finałowa, kiedy Cesare informuje Rodrigo o wszystkich wydarzeniach "nocy długich noży", ten się trochę obrusza, a na koniec powiada, jak wyżej, że "są na wojnie" :
        www.youtube.com/watch?v=0Cbic_JHlak
        • pani_lovett Re: "Borgowie" sez 3 odc 1 12.10.14, 22:00
          Świetny odcinek.
          Dzięki także za przypomnienie. Pierwsze dwa zdania - i ostatni odcinek 2. sezonu stanął mi przed oczami. :)

          Della Rovere miał cholerne szczęście.
          • pani_lovett Re: "Borgowie" sez 3 odc 1 12.10.14, 22:02
            Świetny początek sezonu.
          • grek.grek Re: "Borgowie" sez 3 odc 1 13.10.14, 13:57
            o yes :]

            hehe, kardynał już na najgorsze był przygotowany, a tutaj niespodzianka.
            w każdym razie, jest komuś potrzebny żywy i na wolności.
            możliwe, że uwolnienie go było częścią akcji stronników Katarzyny Sforzy, podczas
            której zginąć mieli Borgiowie.
    • pani_lovett "Z pamiętnika położnej"odc. 6 w Stopklatce o 17:20 12.10.14, 17:10
      i "Hannibal"odc. 7 w TVPuls o 22:30 dziś

      • grek.grek ...przed "Hannibalem" -"Szczęki" od 20:00 12.10.14, 17:25
        dzięki za zapowiedź, Barbasiu.

        dodam, że od 20:00 - jak wyżej... El Classico :] oryginał.
        wszystko to via TV Puls ofk.

      • grek.grek ... a w Kulturze "Erratum" od 20:30 12.10.14, 17:28
        i powtórka w nocy o 2:40.
        kolejna powtórka podwójna, tym razem z okazji "Niedzieli z Kotem Tomaszem".

        jakby się dobrze zakręcić, to całkiem niezła filmowa wieczornica może się z tego urodzić ;]
      • grek.grek Re: "Z pamiętnika położnej"odc. 6 w Stopklatce o 13.10.14, 14:08
        Hannibal trzyma świetny poziom, nie sądzisz, Barbasiu ?

        wprawdzie szczegółów "medycznych" nie brakuje, ale przy okazji akcja rozwija się jakże bujnie.
        Will Graham, widząc Lectera popisującego się [w służbie ludzkości] swoimi zdolnościami
        chirrurgicznymi, chyba zaczyna coś podejrzewać. a w każdym razie mocno się zamyślił :]

        świetne były te fragmenty z muzyką klasyczną jako ilustracją do obrazkow na których
        Lecter przyrządza swoje wybitnej jakości kunsztowne potrawy.
        jego goście zaś, nie mają bladego pojęcia, co konsumują, hehe. Mads Mikkelsen gra
        to wszystko rewelacyjnie. i cóż za zorganizowanie - przepisy w jednym skoroszycie",
        wizytówki w innym... w ogole - rzuca się w oczy sterylnośc, precyzja.

        może to będzie myliło Willa Grahama, jesli na dobre zacznie węszyć wokół Lectera -
        Rozpuwacz wygląda na artystę, Lecter jest niezwykle precyzyjny, wydaje się nie mieć
        miejsca na wyobraźnię, na charakterystyczne dla artystów roztargnienie i improwizację.
        jedyne co może byc łącznikiem, to... kucharzenie Lectera, w nim przejawia ten rodzaj
        artystycznej energii.

        zauwazyłaś Gillian Anderson ? :] ja miałem pecha, zauwazyłem jej nazwisko w obsadzie, więc
        jej pojawienie się nie zaskoczyło mnie, a szkoda, hehe. i kogo gra - psychoterapuetkę samego
        Lectera. bardzo ciekawie zapowiadająca się postać [miejmy nadzieję]
        • barbasia1 "Hannibal" odc. 7 18.10.14, 18:04
          grek.grek napisał:

          Yes!


          Muszę wreszcie spisać swoje wrażenia na temat 7. odcinka "Hannibala", bo już kolejny na horyzoncie. Jutro!

          Ha! Fantastyczny odcinek (jeśli można powiedzieć tak o makabrze ;). To był najlepszy odcinek ze wszystkich, jakie do tej pory pokazano.
          Efekt zaskoczenie, prze-rażenia prawdą jaka wychodzi na jaw na temat upodobań doktora Hannibala byłby jeszcze większy, gdyby jego historia nie była widzom, nam znana. Nie mniej odcinek zrealizowany jest tak efektownie, że i tak robi piorunujące wrażenie.

          Odcinek zaczyna się od wspaniałego koncertu muzyki poważnej, podczas którego doktor Hannibal wzrusza się cudowna muzyką Haendela /uwielbiam!/ ( "Piangero la sorte mia" pol. płaczę nad swym losem! ) i zachwycającym głosem śpiewaczki, to wzruszenie jest tak wielkie, że nawet pojawiają się łzy w jego oczach. Potem doktor zrywa się pierwszy do oklasków stojąco.
          Okazuje się, że w Lecterze ukryte są pokłady emocji i wzruszeń, że może być on zdolny do okazania emocji . A impulsem, który jej wywołuje jest najwyższych lotów artyzm. Stereotypowo uważa się, że psychopaci nie są zdolni do jakichkolwiek emocji!?

          Ale wcześniej pojawia się zaskakujące ujęcie "laryngostroboskopowe", z wnętrza krtani śpiewaczki, pokazujące struny głosowe w czasie wydobywania dźwięków ( kamera robi potem zbliżenie na ucho doktora Hannibala, do którego wpadają dźwięki muzyki). Jak teraz po obejrzeniu odcinka myślę o tej scenie , mam wrażenie, że to była przewrotna antycypacja przyszłych wydarzeń czy raczej motywu przewodniego odcinka, którym są ... ludzkie organy wewnętrzne. Uch!

          www.youtube.com/watch?v=HZuX6-JTH7I
          Tak! Właśnie! Zbrodnia!
          Na mieście znalezione zostają jedno pod drugim bodajże cztery okaleczone na różne sposoby ciała ludzkie.
          W scenie kulminacyjnej (w kulminacji zbrodniczo-kuchennej makabry) w prosektorium nad ciałami nieboszczyków zebrali się wszyscy śledczy w tym Will, by jeszcze raz zanalizować sprawę. W każdym ciele brakuje jakiegoś organu wewnętrznego, w pierwszym , jak wymienia Will, brakuje serca, w innym wątroby, w kolejnym nerek, jelit, płuc, itd. Morderca z precyzją pociął ciała i powyjmował w ciał organy, jakby był biegły w chirurgii…
          W tym samym czasie doktor Hannibal przygotowuje wytworną ucztę dla zacnych gości z wizytówek. Ujęcia z kuchni zaczynają się przeplatać z ujęciami z prosektorium w coraz szybszym tempie. W tej samej kolejności w jakiej Will wymienia poszczególne brakujące organy, pojawiają się kolejne wykwintnie przygotowane przez Lectera potrawy z… podrobów , lub tylko ich nazwy , a więc -wyszukanie przyrządzone serce, wątróbka w sosie cytrynowym bodajże, dania z nerek, flaczków , płucek, itd. Dla każdego gościa coś innego. Uh!
          To nie koniec makabry. Doktor Lecter pozostałe niewykorzystane produkty pakuje w worki próżniowe i chowa do swojej lodówki. Uch!

          Jack, szef Willa Grahama, po wznowieniu śledztwa w sprawie śmierci jego stażystki (zamordowanej , jak już wiemy, okrutnie przez Lectera i okaleczonej , pozbawionej ręki), udręczony tajemniczymi telefonami , jak podejrzewa od mordercy dziewczyny , traci równowagę psychiczną. Mam przywidzenia. W prosektorium widzi martwego Willa z odrąbaną ręką i pooperacyjnym szwem na klatce piersiowej aż do brzucha , siadającego z martwym wzrokiem na ladzie prosektoryjnej .

          Will też ma się kiepsko. Nie zjawia się na spotkaniu z dr Lecterem.


          Jeszcze jeden ciekawy wątek się pojawił. Do dr Hannibala przyszedł pacjent, grubasek, który wyznaje mu, że chciałaby się z nim zaprzyjaźnić. Mają te same pasje, muzyka klasyczna (też był na tym samym koncercie) i … sery /hy,hy/. Dr Hannibal chłodno odmawia, tłumacząc, że nie może się przyjaźnić z pacjentami. Poźniej swojej psychiatrze dr Du Maurier wyznaje , że nawiązał w swojej pracy przyjaźnie. Kogo miał na myśli, jak sądzisz, Greku? Czy psychopata jest zdolny z kimś się naprawdę zaprzyjaźnić?

          Dr Hannibal może triumfować, najważniejsze zagrażające mu osoby, zmanipulowane, są w psychicznej rozsypce.


          >cóż za zorganizowanie - przepisy w jednym skoroszycie, wizytówki w innym... w ogole - >rzuca się w oczy sterylnośc, precyzja.

          W s k o r o s z y c i e??? 8-O ;)
          Toż to było eleganckie drewniane pudełeczko-cacuszko, w którym alfabetycznie (!) poukładane były identycznej wielkości kartoniki w kolorze ecru z wypisanymi (lub wydrukowanymi) pięknym, stylowym pismem (lub czcionką) przepisami.
          Wizytówki również były poukładane porządnie według alfabetu w obrotowym wizytowniku, prawda.

          Co do reszty zgadzam się. Skrupulatność, pedanteria, elegancja.

          [i]> zauwazyłaś Gillian Anderson ? :]
          Tak, tak! Zauważyłam Gillian Anderson. Właśnie chciałam Cię o to samo spytać.
          Gillian wygląda świetnie, nieprawdaż!? Dr Du Maurier , w którą się wciela, psychoterapeutka doktora Lectera, będzie grzebać w umyśle psychopaty. Zapowiada się, myślę, szalenie ciekawy wątek.

          Nie wiem, czy zauważyłeś, w tym odcinku od początku pojawia się dużo czerwieni w elementach scenografii. Purpurowe szarfy na scenie , czerwone płachty na ścianach. W scenach w gabinecie Lectera dominują ujęcia na tle czerwonej ściany.


          A propos muzyki w Hannibalu ...
          www.tekstowo.pl/soundtrack,hannibal_1.html
          • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 7 19.10.14, 16:51
            rewelacyjny komentarz, Barbasiu :]

            i kto go napisał... pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno Autorka, yes You :], nie była pewna czy
            będzie "Hannibala" oglądać :]] a tutaj proszę, jakbyś nie oglądała, to nie mielibyśmy okazji tak ciekawych rzeczy przeczytać.

            yes !
            kolorystyka, scenografia, kompozycja szczegółów rozmaitych - jest w połączeniu tych rozmaitości jakaś niecodzienna spójność i klasa, dzięki której ogląda się to wszystko z przyjemnością. nawet pomimo makabreski.

            choćby te, opisywane przez Ciebie, sceny gdy Lecter szykuje jedzenie.
            jakieś są plastyczne, malarskie, do tego podświetlone" klasyczną muzyką.
            razem z fizjonomią i zdystansowaną grą pana aktora lepiej tworzą postać
            Hannibala niż słowa albo świadomość jego zabójstw i kanibalizmu.

            zdecydowanie - gdyby nie fakt, że wiemy o upodobaniach Lectera,
            serial zyskałby w swej dramaturgii.
            teraz dopiero to widać.

            ciekawe zagadnienie.
            czy Lecter jest psychopatą ?
            może nie ma 100 % psychopatów, a więc na ileś cech charakterystycznych dla
            takiej osobowości - któraś musi się nie zgadzać, a może zgadza się tylko część ?

            może mówiąc o tych "nawiązanych przyjaźniach' miał na myśli ludzi, których zjadł ?
            w jego języku "przyjaźń" znaczyć może coś zupełnie osobnego i specyficznego.

            yes, świetne opisy.

            to jest ciekawy wątek. Jack Crawford wyraźnie ma poczucie winy w związku
            ze ze zniknięciem kadetki [zabójstwem jej], teraz obwinia się o to, co dzieje się
            z Grahamem, a wszystko to do kupy jest dla niego dowodem na to, że żona
            nie chce dzielić z nim swojej choroby dlatego, że jest w nim jakaś skaza, przez
            którą ludzie w jego otoczeniu ulegają destrukcji.

            haha, wiedziałem, że ten "skoroszyt" to była nazwa fatalnie przestrzelona, a
            TA rzecz w której doktor przetrzymywał wizytówki i przepisy nosi nazwę daleko
            szlachetniejszą :] mnie samemu źle to pachniało od początku :]]

            o, pani Gillian trzyma formę, bez dwóch zdań :]
            ciekawe co te postaci [ją i Lectera] naprawdę łączy.
            w każdym razie, liczę na bujny rozwój tego wątku.

            doskonałe spostrzeżenie. zwrócę na to uwagę. przyznam, że zupełnie się
            zafiskowałem na efektowności tych potraw sporządzanych przez Lectera, i przy tej
            muzyce... hipnoza całkowita; no i to jadło wygląda tak apetycznie... ;]

            dzięki, Barbasiu, muzyka też jest dobra, dopasowana do stylu narracji.

            • barbasia1 Re: "Hannibal" odc. 7 19.10.14, 18:20
              grek.grek napisał:

              > rewelacyjny komentarz, Barbasiu :]

              Dzięki Greku. Różne uwagi przyszły mi do głowy. ;)

              > i kto go napisał... pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno Autorka, yes You :], nie
              > była pewna czy
              > będzie "Hannibala" oglądać :]] a tutaj proszę, jakbyś nie oglądała, to nie miel
              > ibyśmy okazji tak ciekawych rzeczy przeczytać.


              Wzięłam się w garść. ;) Naprawdę miałam na początku moment poważnego zawahania, czy dam radę to oglądać.

              > choćby te, opisywane przez Ciebie, sceny gdy Lecter szykuje jedzenie.
              > jakieś są plastyczne, malarskie, do tego podświetlone" klasyczną muzyką.
              > razem z fizjonomią i zdystansowaną grą pana aktora lepiej tworzą postać
              > Hannibala niż słowa albo świadomość jego zabójstw i kanibalizmu
              .

              Tak, racja.




              > ciekawe zagadnienie.
              > czy Lecter jest psychopatą ?
              > może nie ma 100 % psychopatów, a więc na ileś cech charakterystycznych dla
              > takiej osobowości - któraś musi się nie zgadzać, a może zgadza się tylko część?

              Bardzo dobra uwaga. Bardzo możliwe, że masz rację. Może właśnie tego rodzaju rozważania pojawią się w serialu.

              > może mówiąc o tych "nawiązanych przyjaźniach' miał na myśli ludzi, których zjadł ?
              > w jego języku "przyjaźń" znaczyć może coś zupełnie osobnego i specyficznego.

              Nie pomyślałam o tym. Całkiem możliwe. Uch!

              > haha, wiedziałem, że ten "skoroszyt" to była nazwa fatalnie przestrzelona, a
              > TA rzecz w której doktor przetrzymywał wizytówki i przepisy nosi nazwę daleko
              > szlachetniejszą :] mnie samemu źle to pachniało od początku :]]


              He,he! Zdecydowanie fatalna nazwa, obrażająca nawet dr Hannibala. ;))

              > TA rzecz w której doktor przetrzymywał wizytówki i przepisy nosi nazwę daleko

              To były dwie różne rzeczy. Pudełko na przepisy i wizytownik kołowy. ;)


              > muzyce... hipnoza całkowita; no i to jadło wygląda tak apetycznie... ;]
              Hy, hy! ;)

              Na mnie nie działa apetyczny wygląd jedzenia przyrządzanego przez dr Lectera.


              :)
              • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 7 20.10.14, 14:29
                świetnie [i oby regularnie] :]

                tak sobie spróbuję przypuścić, że może przekonała Cię psychologia, ciekawe postaci, no i strona
                wizualna [pomijając makabreskę] wraz z muzyką ?

                haha :] cicho sza, może się nie dowie, bo gotów mnie przyrządzić na obiad ;]

                o, widzę operujesz nazwami fachowymi, doktor na pewno by to docenił i zaprosił Cię do
                stołu.
                w charakterze gościa, oczywiście :]

                hehe... coś tam czułem. ale... jakbyś nie wiedziała, co jesz... hehe ;]
    • pani_lovett "Amelia" w środę powtórka w Stopklatce o 20:00 12.10.14, 17:19
      Właśnie pojawiła się zapowiedź. Kto nie widział, niech rezerwuje pilota i miejsce przed telewizorem. ;)
      • siostra_bronte Re: "Amelia" w środę powtórka w Stopklatce o 20:0 12.10.14, 18:33
        I w czwartek o 22.30. Grek ma bojowe zadanie zobaczyć ten film :)
        • pani_lovett Re: "Amelia" w środę powtórka w Stopklatce o 20:0 12.10.14, 18:37
          Otóż to, he, he! :))
        • grek.grek Re: "Amelia" w środę powtórka w Stopklatce o 20:0 13.10.14, 14:10
          haha :]
          no, skoro tak, to będę pamiętał i postaram się obejrzeć.
          • barbasia1 Re: "Amelia" w środę powtórka w Stopklatc 15.10.14, 23:40
            Przypomniałam sobie "Amelię"! I powiem, że "Amelia" nie straciła po latach nic ze swego uroku i pozytywnego zakręcenia. :)

            Dozorczynię , żonę wiarołomnego męża , Madeleine Wallace zagrała Yolande Moreau, która fantastycznie wcieliła się później w malarkę, Seraphinę Louis! :)
            • siostra_bronte Re: "Amelia" w środę powtórka w Stopklatc 16.10.14, 18:27
              Obejrzałam do połowy. Wrażenie to samo. To byłby świetny film (b.efektowna realizacja, cała galeria malowniczych postaci, moja ulubiona to oczywiście hipochondryczka z kawiarni) gdyby nie irytująca, słodka aż do bólu bohaterka.
              • barbasia1 Re: "Amelia" w środę powtórka w Stopklatc 16.10.14, 20:45
                siostra_bronte napisał(a):

                > cała galeria malowniczych postaci, moja ulubiona to oczywiście hipochondryczka z kawiarni

                Tak, to też świetna postać, w ogóle świetna historia z tym zazdrośnikiem, który szpiegował najpierw koleżankę kelnerkę, swoją byłą, a potem hipochondryczkę z kawiarni

                > gdyby nie irytująca, słodka aż do bólu bohaterka.

                Ale postać Amelii ma rys tragiczny. To bardzo samotna osoba. Od dziecka. Oschły, nie okazujący uczuć ojciec, znerwicowana matka, która zresztą wcześnie osierociła córkę, brak rodzeństwa, a do tego jeszcze brak przyjaciół, rówieśników, ponieważ nigdy nie mogła chodzić do szkoły z powodu wady serca. W dorosłym życiu też w zasadzie ucieka w samotność , jest nieśmiała zagubiona, inna od wszystkich.
                • barbasia1 "Amelia" muzyka z filmu 19.10.14, 17:31
                  www.youtube.com/watch?v=unCVi4hYRlY
                  W niektórym aspektach Amelia jest mi bliska.

                  ;)
                  • barbasia1 Re: "Amelia" 19.10.14, 17:33
                    Ciekawam okrutnie opinii Greka o "Amelii".
                    • grek.grek Re: "Amelia" 19.10.14, 18:09
                      niestetym, w tej transzy nie udało mi się zobaczyć.

                      naprawdę chcę, bo to przecież klasyka współczesnego kina, no i chciałbym wreszcie
                      z Tobą, Siostrą i Wami jak równy z równym dyskutować, więc - będę się starał jak
                      najszybciej obejrzeć. jak tylko obejrzę, dam znać w osobnym poście :]
                      stay tuned ! :]
                      • barbasia1 Re: "Amelia" 19.10.14, 18:26
                        Tak czułam. :)


                        OK. Daję głowę, że "Amelia" w najbliższym czasie jeszcze nie raz się pojawi w ramówce Stopklatki.
    • siostra_bronte "Jowita" 13.10.14, 16:52
      W Kulturze o 20.20. Film Morgensterna z 1967 r. wg. powieści Dygata. Widziałam wieki temu. Pamiętam tylko, że poszukiwania tytułowej Jowity denerwująco się przeciągały, a na końcu i tak nie wiedziałam kto jest ową Jowitą :) Na pewno warto obejrzeć dla obsady (Olbrychski, Jędrusik, Barbara Kwiatkowska, Cybulski zginął w czasie realizacji) i klimatu epoki. Ciekawa jestem jak ten film zniósł próbę czasu, bo inny tytuł Morgensterna "Do widzenia, do jutra", którym zachwycał się Grek,. moim zdaniem nie najlepiej.

      Oglądacie? :)
      • grek.grek Re: "Jowita" 13.10.14, 18:02
        dzieki, Siostro - wchodzę w to :]
      • pepsic Re: "Jowita" 13.10.14, 20:15

        Nie mogłaś tego wiedzieć, bo nie zostało pokazane, ani w książce, ani w filmie.
        • siostra_bronte Re: "Jowita" 13.10.14, 22:52
          Ale to jest pokazane! Okazuje się, że zapomniałam o ostatniej scenie. Na końcu Agnieszka mówi: "to ja byłam Jowitą", wcześniej wspomina, że widziała Marka w bramie. To chyba ona?? Ciekawe, że po wielu latach pozostało wrażenie, że zagadka nie została jednak rozwiązana i że Jowitą mogło być przynajmniej kilka pań, które przewinęły się w filmie.
          • pani_lovett Re: "Jowita" 14.10.14, 00:02
            Świetny film. Tak się zastanawiam, czy dziś nie jest on bardziej aktualny niż w czasach, w których powstał.


            Dobrze, że napisałaś zapowiedź na forum, Bronte, bo przegapiłabym.
            • siostra_bronte Re: "Jowita" 14.10.14, 18:02
              Zgadzam się. Też mi się bardzo podobał

              Miło mi :) Na szczęście trzymam rękę na pulsie.
          • grek.grek Re: "Jowita" 14.10.14, 13:55
            a to jedno z najważniejszych pytań w tym filmie.

            jesli Agnieszka była Jowitą, to Marek nie ma nadziei, ALE za to ma szansę nie mieć złudzeń.
            może nawet ma szansę wrócić do swojego poprzedniego życia.

            jesli Agnieszka nie była Jowitą, to Marek pozostanie przy nadziei, że w tym całym piep,rzniku istnieje
            coś lepszego, wyższego, do czego musi dązyć, szukać [gdyby w poszukiwaniu znalazł sens - byłoby mu łatwiej nie znajdować, tak na marginiesie]; jednoczesnie nie będzie mógł wrócić do swojej aktywności sportowej i równowagi ducha, o ile to jeszcze możliwe.

            mam wrażenie, że Agnieszka okłamuje go. własnie po to, żeby odebrać mu nadzieję, a tym samym wrócić go na tory "normalności".

            a on, słusznie zresztą, nie wierzy jej :]
            nie wierzy, bo nie chce ? albo nie wierzy, bo nie wierzy.

            w każdym razie, przedstawił mu się jakiś lepszy świat, w odbiciu którego zobaczył swój własny jako system głupot i nieprawd, rozjechała mu się tożsamość. można by rzec, że... zaczął myśleć i odebrał tego efekty :] w takim momencie, niewazne jaki status mają "głupoty i nieprawdy", są nimi z samej natury egzystencjalnego kryzysu jaki dopada ich właściciela.

            jeśli Agnieszka okazałaby się Jowitą, to losy związku z nią musiałyby Marka załamać :] przekonać go, że spełnienie najwspanialszej zapowiedzi okazało się kompletnym fiaskiem. tam, na balu, atmosfera była inna i tajemnica była królową - w realu tajemnica okazała się kryć zestaw rutynowych zachowań : irytacja, zniecierpliwienie, zdrada, sprzeczka, ot - zwyczajne dzieje.

            nie zaglądaj za kurtynę - ciesz się spektaklem. pięlegnuj w sobie marzenie, nie starając się go złapać. tak mógłby Marek podsumować swoje rozczarowanie ? :]

            przy okazji, Barbara Kwiatkowska może i ładna, ale przy całej energii zmysłowości Kaliny Jędrusik, wypada jak dziewczątko nieopierzone przy rasowej kobiecie. nawet jeśli Jędrusik bywa lekko teatralna :]

            btw, Siostro - co decyduje, wg Ciebie, że "Do widzenia, do jutra" dzisiaj się nie broni ?

            PS : świetna muzyka. te jazzowe ciągi. szkoda, że dzisiaj tak rzadko wykorzystuje sie ten patent.
            • siostra_bronte Re: "Jowita" 14.10.14, 19:02
              Bardzo celne uwagi, Greku. Podpisuję się.

              Gdyby Agnieszka go okłamała, to byłoby z jej strony podłe. Nie dość, że jednocześnie kręciła z innym facetem to na końcu odbiera Markowi szansę na szukanie i może znalezienie prawdziwej Jowity, za to sama szykuje się do ślubu.

              Gdyby Agnieszka jednak była Jowitą, to też nieźle namotała. Oszukiwała Marka cały czas, bez zmrużenia okiem.

              W obu wersjach Agnieszka wypada fatalnie. Prawdziwa femme fatale :)

              Hehe, tak czułam :) Sprawdziłam , że Kwiatkowska miała w trakcie realizacji filmu 27 lat, ale faktycznie wyglądała na znacznie młodszą.

              Greku, zgodzisz się ze mną, że w filmie przewinęło się wiele pięknych pań, także w epizodach, a fryzury, makijaże i stroje z tamtych czasów były nader twarzowe :)

              Zgadzam się, kapitalna muzyka. Ten powracający, muzyczny motyw chwyta za serce. Ciekawe, że dramatyzm tej muzyki skojarzył mi się od razu z "Kolumbami" tegoż Morgensterna. I faktycznie kompozytor jest ten sam, Jerzy Matuszkiewicz.

              Jeżeli chodzi o "Do widzenia..." to już nie pamiętam dokładnie :) Chyba za dużo klimatu, za mało treści.











              • siostra_bronte Re: "Jowita" 14.10.14, 19:45
                Jeszcze jedno. Czy mężczyzna nie powinien zapamiętać oczu tudzież głosu kobiety, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia, nawet jeżeli rozmawiał z nią tylko przez chwilę? :)
                • grek.grek Re: "Jowita" 15.10.14, 14:30
                  jest teoria wedle której znacznie trudniej odtwarza się w pamięcy rysy, kolor oczu czy tembr głosu osób sobie bliższych, a już najtrudniej idzie z tymi "kochanymi" ;]
              • grek.grek Re: "Jowita" 15.10.14, 14:29
                dzięki, Siostro :]

                z drugiej strony... jeśli Agnieszka nie była Jowitą, to jak musiałaby się czuć, wiedząc że Marek kocha inną kobietę, a z nią zadaje się... w jakim właściwie celu ? czy to nie usprawiedliwiałoby jej zachowania ?

                moim zdaniem, wyznając że była Jowitą dałaby mu szansę na wyleczenie się z pogoni za iluzją. i tu powstaje pytanie : na ile Marek zdolny jest kochać realną kobietę, a na ile wyobrażenie o ideale ?

                oczywiście, że się zgodzę :] z przyjemnością.
                także aktorka grająca Dorotę [jakże bezpretensjonalną i wyemancypowaną studentkę] - urodziwa i wcale seksowna [podkolanówki do spódniczki - niezawodne połączenie].

                yes, motyw przewodni wpada w ucho.

                ha :] liczyłem na jakąs szerszą filipikę z Twojej strony :]]
                z drugiej strony, może rzeczywiście treści jest jakoś mniej, ale z kolei ten klimat tak jest wciągający i roztaczający aurę, że - wg mnie - "Do widzenia..." ludzie będą ulegać przez szereg kolejnych lat.
                • siostra_bronte Re: "Jowita" 15.10.14, 14:58
                  Nie ma za co :)

                  Jednak Marek dosyć szybko mówi Agnieszce, że "Jowita nie istnieje" i dramatycznie drze jej zdjęcie. Potem ma do niej pretensje, że "wpycha go w jej ramiona". Z drugiej strony, pamiętajmy , że Agnieszka jednocześnie kręciła z Michałem, więc dla niej takie wielokąty to nic nowego.

                  Dlaczego Agnieszka miałaby uzurpować sobie prawo do decydowaniu o przyszłości Marka? Nikt nie ma takiego prawa, a już zwłaszcza przy pomocy kłamstwa.

                  Wiesz, dawno oglądałam "Do widzenia...", pamiętam więc tylko ogólne wrażenie.
                  • grek.grek Re: "Jowita" 15.10.14, 18:02
                    "Do widzenia..." dziś [z dziś na jutro] puszczają w Stopklatce.
                    o 2:35 ;]

                    mam wrażenie, że Marek chce wierzyć w istnienie Jowity, bo to oznacza dla niego istnienie jakiegoś lepszego losu własnego, jakiś cel, ideal do którego warto dązyć. możliwe więc, że ten uśmiech na końcu, kiedy Agnieszka oznajmia mu, ze to ona "była "Jowitą" jest uśmiechem niedowierzania. bo on nie chce w to uwierzyć, jako że zycie bez [choćby] iluzji istnienia kobiety doskonałej i miłości prawdziwej jest dla niego bezwartościowe.

                    wiesz, może nie chodzi o decydowanie. raczej, w tym wariancie, rzecz by dotyczyła pomocy w poukładaniu sobie świata. na zakończenie chciałaby mu dać coś od siebie. a może jest to zabawa, żart ? chociaż, nie podejrzewam tej akurat postaci o złośliwość tego typu. zwłaszcza wobec Marka w więziennym drelichu i w tej zimowej zadymce. raczej chciała mu pomóc swoim oświadczeniem - pytanie : jak definiowała tę pomoc :]

                    • barbasia1 Re: "Jowita" 15.10.14, 19:20
                      Myślę, odwrotnie, że był to uśmiech zadowolenia, ulgi.
                      Marek w momencie kiedy Agnieszka oznajmia mu, że to ona "była "Jowitą" chyba zrozumiał , że nie musi już gonić za fantazmatem, który w rzeczywistości nie istniał i nie istnieje i wreszcie może zacząć "żyć na nowo", tak jak naprawdę chce. To pragnienie zadeklarował znajomemu milicjantowi, który chciał go wypuścić na wolność po bijatyce w hotelu.
                      • grek.grek Re: "Jowita" 16.10.14, 16:11
                        o ile jej uwierzył :] finał, wg mnie, ma otwarte zakończenie.

                        ponoć, nie wiem czy czytałaś ?, opinie nt filmowej ekranizacji powieści [Dygata]
                        były dość wstrzmięźliwe; że ponoć "nie ma w tym filmie Dygata".

                        ciekawe, czy zakończenie jest z "Dygata" czy domalowane zostało przez Konwickiego [który pisał scenariusz do filmu, tak tylko gwoli formalności dodam] ?
                        • barbasia1 Re: "Jowita" 16.10.14, 19:04
                          Tak, oczywiście.

                          Tak, właśnie przeczytałam. Scenarzyści inaczej rozłożyli akcenty, na innych aspektach się skoncentrowali, pominęli istotne dla prozy Dygata kwestie i dylematy.
                          culture.pl/pl/dzielo/jowita

                          Niestety nie czytałam "Dysneylandu" Dygata. Może w kwestii zakończenia Pepsic będzie mogła pomóc? Teź jestem ciekawa.
                          • pepsic Re: "Jowita" 29.10.14, 15:13
                            Niestety czytałam wieki temu. Byłam pewna na 100%, że Jowita do końca nie została rozszyfrowana. Jak książkę znajdę u mamy, to dam znać, co i jak.
                    • barbasia1 Re: "Jowita" 15.10.14, 22:42
                      Marek chyba zrozumiał,że iluzja istnienia kobiety doskonałej i jakiejś miłości prawdziwej nie pozwoliłaby mu pokochać prawdziwie realnej osoby.
                      • grek.grek Re: "Jowita" 16.10.14, 16:12
                        wg tej intepretacji, do której się skłaniasz, Barbasiu - zdecydowanie, tak własnie jest.
          • siostra_bronte Re: "Jowita" 14.10.14, 18:25
            Eee, trochę pokręciłam, ale to ze względu na późną porę :) Obejrzałam końcówkę jeszcze raz i Agnieszka mówi o scenie w bramie z Jędrusik, a nie tej początkowej ("spotkamy się przy bramie"), przed Akademią. Nie wiem dlaczego tak to zrozumiałam. A w ogóle to dlaczego Jowita nie przyszła na umówione spotkanie?

            Cały film jest w youtube:
            /www.youtube.com/watch?v=RDUkumC1K2k
    • grek.grek 30. Warszawski Festiwal Filmowy 14.10.14, 17:11
      po cichu własnie się odbywa, niektórzy trzymają rękę na pulsie

      [linkuję dzień 1, pozostałe dni są na marginesie z prawej strony] :
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=19299
      z tych recenzjo-opisów najbardziej przypadły mi do gustu "Beltracchio" [dokumentalny o fałszerzu dzieł sztuki], "Brud" i "Fela odnaleziony".
      • barbasia1 Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 15.10.14, 23:09
        W Trójce słyszałam o WFF! Fajnie, że znalazłeś relacje. Przeglądałam, poczytałam. Filmy, które przypadły Ci do gustu, to chyba najciekawsze filmy tego festiwalu.

        Zaintrygował mnie dokument "Fela odnaleziony" i postać głównego bohatera, nieznanego mi wcześniej, Feli Kutiego , "ikony afroamerykańskiej muzyki, twórcy afrobeatu i obrońcy praw człowieka".

        W necie znalazłam ciekawy artykuł na jego temat:

        magivanga.wordpress.com/2012/04/14/fela-kuti-1938-1997/
        z którego dowiecie się m.in., że Fela nawoływał do powrotu do naturalnych instynktów: „do spacerowania, gadania, pieprzenia, odpoczywania i większego cieszenia się życiem”.
        i że "w tradycyjnej afrykańskiej ceremonii poślubił 27 kobiet, wcześniej jego nałożnic, a także wokalistek jego zespołu".

        :)

        • grek.grek Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 16.10.14, 16:17
          brawo ten pan :]
          dzięki za link, Barbasiu.

          zaglądasz do kolejnych "dni" ?
          mam nadzieję :]
          są kolejne ciekawe tytuły - rosyjska "Gwiazda", inteligentna komedia o wampirach "Co robimy w ukryciu", rumuński "Toto i jego siostry" [to z dnia 4]

          dzień 5 jeszcze mam w poczekalni.

        • grek.grek Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 16.10.14, 16:22
          PS : bredzę popołudniowo, heh.

          5 dzień mam zaliczony. "Carmina i Amen" - hiszpańska monologowo-dialogowa rzecz o pośmiertnych rozliczeniach z życiem [wdowa po śmierci męża], "Fantail" - z Nowej Zelandii, o poszukiwaniu tożsamości przez białą Maoryskę; "Party Girl" [chyba made in France] o zasiedzeniu się w singielstwie :]
      • angazetka Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 17.10.14, 13:01
        Idę jutro na rozdanie festiwalowych nagród. Tak się chciałam pochwalić :)
        • grek.grek Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 17.10.14, 15:25
          nasz człowiek na rozdaniu nagród :]
          brawo, Angazetko.

          jakaś relacja... coś... szykujesz [dla nas] ?
          • angazetka Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 18.10.14, 00:05
            Będę forumowymi oczami i uszami :) Relacja będzie!
        • barbasia1 Re: 30. Warszawski Festiwal Filmowy 17.10.14, 16:29
          angazetka napisała:

          > Idę jutro na rozdanie festiwalowych nagród. Tak się chciałam pochwalić :)

          Zazdraszczamy okrutnie. ;)
          Jak będziesz oklaskiwać nagrodzonych, oklaskuj, podwójnie, potrójnie, w naszym imieniu także.

          Chciałabym mieszkać w Warszawie, heh.
    • grek.grek "Furia" z Bradem & Tofifest 2014 14.10.14, 17:21
      z opisu wynika, że to będzie [a może już jest] hit, który w kinach będzie bił rekordy popularności.
      spektakularne kino wojenne :

      film.wp.pl/id,146084,title,Fascynujaca-Furia-na-zakonczenie-festiwalu-filmowego-Tofifest,wiadomosc.html
      kilka ciekawszych, wg autorów tej notki, tytułów z tego festiwalu :
      film.wp.pl/idGallery,151102,idPhoto,404170,title,Tofifest-2014-czyli-Torun-zyje-filmem,galeria.html
      poza ww. "Furią", ja bym na liście wciągnął "I'm Femen", "Sils Maria" z Juliette Binoche, "Bezsenność" [oryginał, wedle którego Amerykanie nakręcili remake z Alem Pacino, Robinem Williamsem i Hilary Swank], no i ofk "Mama" Xaviera Dolana, plus niemiecką "Drogę krzyżową", ale w sumie... wszystkie 10 tytułów ma potencjał, wszystkie warto by kiedyś zobaczyć.
      co sądzicie ?
      • angazetka Re: "Furia" z Bradem & Tofifest 2014 15.10.14, 13:04
        Na "Furię" czekam straszliwie, samo hasło "Brad Pitt w czołgu" wywołało mój entuzjazm, a do tego dochodzą jeszcze pozytywne recenzje... :)
        • grek.grek Re: "Furia" z Bradem & Tofifest 2014 15.10.14, 14:34
          no to... czołgiem, Bradzie Picie ;]

          a serio - z zapowiedzi naprawdę zanosi się na hiciora i to bynajmniej nie w stylu "Pancernych". swoją drogą, że też dopiero teraz ktoś wpadł na to, jak świetnym materiałem filmowym mogą być czołgi. dysponując dzisiejszą techniką filmową, pokazanie czołgu w walce, ba - wielu czolgów w walce, ma naprawdę ogromny potencjał. także kasowy.

          ciekawe, że takie rzeczy najczęsciej się sobie uświadmia, w momencie gdy ktoś na rzeczony pomysł już wpadnie i efekty zaprezentuje ? ;]
        • barbasia1 Re: "Furia" z Bradem & Tofifest 2014 15.10.14, 23:34
          angazetka napisała:

          > samo hasło "Brad Pitt w czołgu" wywołało mój entuzjazm, a do tego dochodzą jeszcze pozytywne recenzje... :)

          Podpisuje się. :)
    • angazetka Gone girl - teaser recenzji 15.10.14, 23:59
      TAKI DOBRY FILM. Paskudnie inteligentny, grający z widzem, grający z kinem (och, ogrywanie drewnianej gry aktorskiej Afflecka - miodzio!), ze świetną muzyką. Jestem szczęśliwa, że byłam w kinie.
      • grek.grek Re: Gone girl - teaser recenzji 16.10.14, 16:14
        dzięki.
        cóż za entuzjazm w Twoim głosie :]

        świetnie, że się dobrze bawiłaś, o to chodzi :]
      • barbasia1 Re: Gone girl - teaser recenzji 16.10.14, 18:13
        Teaser brzmi rewelacyjnie! Czekam na rozwinięcie. :)
      • pepsic Re: Gone girl - teaser recenzji 16.10.14, 18:33
        Najbardziej radosna i rozbrajająca recenzja, jaką w życiu przeczytałam:) Idę!
        • siostra_bronte Re: Gone girl - teaser recenzji 16.10.14, 18:36
          Coś czuję, że Twoja nie będzie aż tak entuzjastyczna :)
          • pepsic Re: Gone girl - teaser recenzji 16.10.14, 18:40
            Spokojnie, mam słabość do Bena Afflecka:)
    • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 2 [1] 16.10.14, 14:06
      2 odcinek nosi nazwę "Oczyszczenie", celne i nie bez kozery :]

      Po dramatycznych, zakonczonych happy endem, wydarzeniach z 1 odcinka Borgiowie przechodzą do kontrataku. Papież Rodrigo uniknął otrucia, a jego rodzina skrytobójczego zamachu. Rodrigo z wolna dochodzi do siebie, jest golony, wożony na wózku i nonstop rozpamiętuje, jak to będąc na granicy życia i śmierci słyszał kardynałów spiskujących przeciw niemu stojąc przy jego łożu [wówczas : łożu spodziewanej śmierci]. Chce zemsty. Chce zrobić porządek w, jak to nazywa "gnieździe żmij".

      Na początku musi przyjąc do wiadomości, że kardynał Della Rovere zdołał uciec spod klucza. Rodrigo jest tak zdenerwowany, i tak podminowany ostatnimi zdarzeniami, że pozwala sobie nawet na sugestie, że to może Cesare pomógł kardynalskiemu zdrajcy. Cesare jest zdumiony.
      Rodrigo szybko porzuca te absurdalne przypuszczenia, są one raczej skutkiem załamania jakie przeszedł, utraty zaufania dosłownie do wszystkich. Rodrigo wie z kim ma do czynienia, to zostało już ustalone - "pajęczyną rozciągniętą w Watykanie" są kardynałowie, wywodzący się z bogatych rzymskich rodów, a "tarantulą" Katarzyna Sforza. Wg Rodrigo, to ci ludzie zabili mu syna JUana, chociaż my wiemy, że zabójcą jest Cesare, w porozumieniu z siostrą Lukrecją i swoim wiernym Michelettem [mnie się zdawało, że Cesare wyznał to ojcu, no chyba że Rodrigo mówi o tym jak o aspekcie intrygi]. POleca więc Rodrigo Cesaremu, by pilnie śledził co się dzieje za murami Watykanu. On sam zajmie się tym, co w środku.

      Ciekawa jest scena późniejsza.
      Rodrigo i Cesare ustalają plan dalszego działania, Rodrigo powiada "Oskarżymy kardynałów o spisek przeciwko papiestwu, przeciw świętości danej od Boga". Na to Cesare dodaje "... i o zabójstwo Juana". Na to Rodrigo milknie, patrzy na niego spod oka i cedzi "Przechodzisz sam siebie...".

      Z Forli, miasta władanego przez incijatorkę spisku przeciw Borgiom, Katarzynę Sforzę, do wpływowych rzymskich rodzin wysłane zostają poufne listy z wezwaniem na tajne spotkanie. Przedstawiciele rodzin Orsinich, Vitellich, Collonów spotykają się w jakichś malowniczych ruinach starego zamku, nie wiedzą po co i dlaczego, kto ich wezwał. Zabawne, że te wszystkie rody są w nieustannym konflikcie ze sobą nawzajem, więc panowie mierzą się nieufnym wzrokiem i trzymają broń gotową do użycia.

      Dopiero po chwili zjawia się Rufio, zaufany człowiek Katarzyny, jej prawa ręka. Objaśnia im : kto ich wezwał i o co w tym całym interesie chodzi - a chodzi o sojusz przeciw Borgiom. Po ich wymordowaniu, ew. wygnaniu, rzymskie rody będą mogły nienawidzieć się po staremu :]

      Cesare działa energicznie. Odwiedza w jakimś hałaśliwym hazardowym przybytku męską częśc rodu Vitellich. Trzech braci gra sobie w karty czy coś takiego. Cesare bezceremonialnie przerywa im zabawę uciszając towarzystwo dookoła. Zarzuca im spiskowanie przeciw papiestwu. Oni się przed tym zarzutem bronią i upominają Cesarego by nie szafował tak cięzkimi oskarżeniami. POjawiają się nerwy, a skutkiem tego - noże w rękach Vitellich, ale i Micheletta, jak zawsze stojącego u boku Cesarego. Atmosfera jest gęsta, ale rychło opada, aczkolwiek na odchodne jeden z Vitellich rzuca "być możę morderca JUana jest.... wśród nas". Skąd miałby wiedzieć ? A może tylko podejrzewa ? Spór chwilowo zostaje zażegnany, ale to zaledwie przygrywka, runda rozpoznawcza.

      Rodrigo poleca wezwać do siebie kardynała Sforzę. I wydaje mu polecenie : znajdź odpowiedzialnych za zamach na mnie. Przesłuchaj kardynałów, znajdź takiego który wszystko opowie i potwierdzi, że spiskowcami byli kardynałowie wywodzący się z zamożnych rzymskich rodów [tych samych, które Katarzyna próbuje związać sojuszem przeciwko Borgiom]. Rodrigo proponuje Sforzy by zaczął od kardynała De Luki. Bez żadnych warunków wstępnych i z użyciem wszystkich dostępnych metod, a najlepiej - niech De Luca "powącha narzędzi tortur, to go zmotywuje do współpracy".

      Tak też robi kardynał Sforza - w rozmowie próbuje wyciągnąc coś od De Luki, ale wychodzi tu słabo. Prowadzi go zatem do wiezy gdzie torturowani są więźniowie. Miejsce to ponure, okropne, ciemne, słychać tylko monotonne jęki, a całe oświetlenie pochodzi z lichych płomyków ognisk palonych w specjalnych obręczach. De Luca jest wstrząśnięty, kiedy dopada go siepacz i zakuwa w kajdany. Histerycznie krzyczy "Ja, ojciec Kościoła, mam być torturowany ?!". Sforza odwraca się wolno i wychodzi. Ofk, chodzi nie o przypalanie pięt panu De Luce, ale o to, żeby poznał twarz zagrożenia jakie nad nim wisi. Potem do De Luki przychodzi Micheletto i spode łba patrząc tłumaczy mu jak dobrym jest specjalistą od dostarczania mało przyjemnych wrażeń ludziom zakutym w łańcuchy. De Luca jest przerażony.

      W międzyczasie trwają przygotowania do ślubu Lukrecji. Jej mężem ma być książe Aragonii. Ofk, ma to być małżeństwo o znaczeniu strategicznym dla Rzymu, polityczne, wyznaczone przez taktyczne sojusze jakie chce zawrzeć Rodrigo [szerzej o tym w 2 sezonie]. Lukrecja jest zakochana w bracie swojego męża, ale to wyznaczony kandydat przejmie tron aragoński, więc małżeństwo z jego bratem odpada.

      W dodatku LUkrecja ma dziecko, będące wynikiem namiętnego romansu z chłopcem stajennym, Paolem [ten wątek również był w 2 sezonie, ostatecznie Paolo został zabity przez JUana, brata Lukrecji, po odkryciu przez niego siostrzanych amorów z "plebsem"]. I tu jest problem - książe aragoński jest bowiem... dziewicą. Słubował czystość przedślubną św.Agnieszce. A zatem - rodzina młodego księcia, zwłaszcza wujek SKądśtam, mają obiekcje co ich ślubu. Nieślubne dziecko panny młodej jest kłopotem wizerunkowym. A dla ojca księcia jest okazją by "renegocjować" warunki posagu, a zatem - Rodrigo i Rzym będą musieli przyjąć kolejne żądania rodziny pana młodego, aby małzeństwo zostało sfinalizowanie, a kontrakt dotrzymany.

      Ileż to problemów spada na głowę Rodrigo papieża. Nic dziwnego, że dopada go niemoc łózkowa. Jego kochanka, Giulia Farnese, pociesza go, że to efekt stresów ostatnich tygodni, i że to minie. Ale Rodrigo nie jest taki pewien. Im słabiej Giulia działa na niego w sypialni, tym bliżej Rodrigowi jest do zony, Vanozzy. Najpewniej niemoc wobec Giuli wynika z podświadomie zakodowanej obawy przez obcymi ludźmi, której nabawił się zdradzony i otoczony spiskami Rodrigo. W tych dniach ufać może tylko rodzinie, a żona to żona :]

      OBie panie znają się oczywiście bardzo dobrze, żona wie o kochance, a kochanka o żonie. Giulia czuje, że niebawem straci względu u Rodrigo. Zaczyna myśleć więc o tym, na ile wycenić swoje odejście. Ma zamiar postawić Rodrigo dwa warunki : do dyspozycji chce dostać pałac, a dla swojego brata... posadę kardynała. Mocna zagrywka, ale jak się za chwilę okaże - wobec burzliwych wydarzeń w Watykanie, absolutnie do spełnienia, i to nawet lekką ręką.

      cdn



      • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 2 [2] 16.10.14, 14:35
        Kiedy kardynał Sforza odwiedza zakutego w kajdany [ale ciągle w kardynalskiej purpurze] kardynała De Lukę - ten jest absolutnie zmotywowany do współpracy :] Czas "oczyszczenia Watykanu ze żmij" może się rozpocząć.

        POdczas spotkania z kardynałami, Rodrigo występuje z ostrym oskarżeniem o spisek przeciw "świętości papieża", inspirowany przez Katarzynę Sforzę. Kardynałowie głośno i namiętnie zaprzeczają. Rodrigo patrzy na nich i powiada "Niektórzy z was, teraz zaklinających się że o niczym nie wiedzą, aktywnie brało udział w tym spisku !".

        Na to występuje zmotywowany :) kardynał De Luca i wygłasza oświadczenie, że BYŁ spisek na życie papieża i jego rodziny. KLęka wyznając własną winę. A potem po kolei, nazwisko po nazwisku, wsypuje kardynałów którzy w tym brali udział. Orsini, Vitelli, Colonna... Robi się rejwach. Rodrigo dziękuje mu za szczerość i pokajanie się. I zarządza wyrok : wszyscy spiskowcy zostaną pozbawieni tytułów, zdegradowani, majątek ich ulegnie konfiskacie na rzecz Watykanu, a oni sami precz zostaną wygnani z Rzymu.

        W międzyczasie coraz wyraźniejszych kolorów nabiera relacja między Lukrecją, a Cesarem. Ona go prowokuje, leżąc na golasa w łózku, a on nie umie się jej oprzeć. Ona się skarży, że "mąz nie chce z nią sypiać, więc... może jest nieatrakcyjna ?", i uwodzicielsko podpytuje brata o to, jak ocenia poszczególne części jej ciała [skupiła się tylko na łydkach i stopach, co przyznam szczerze stanowiło dla mnie lekki zawód ;)]. Cesare zupełnie oszołomiony z werwą oświadcza, że ktokolwiek jej uchybi w jakimś względzie - z nim będzie miał do czynienia, a tak poza tym, to siostrzyczka jest prima sort laska :] Wcześniej jest scena, w której się lekko całują. W tej opisywanej - zaraz mają się pocałować, bynajmniej nie w policzek, ale przerywa im pukanie do drzwi. To krawcowa, która szyje suknię ślubną dla Lukrecji. Cesare odskakuje jak oparzony, nie za bardzo kontaktuje, co się dzieje. Wie tylko, że musi wyjśc czym prędzej. Lukrecja jest zaś rozbawiona i wyraźnie to ona jest motorem napędowym w tej relacji.

        Rodrigo zbliża się do żony. I to nie tylko duchowo, wyraźnie ma ochotę na odświeżenie ich łóżkowych wygibasów. Żona przyjmuje to ze śmiechem, satysfakcją, ale kiedy siedzą na schodach efektownego hallu jakiegoś pałacu odebranego jednemu ze zdradzieckich kardynałów, i Rodrigo zaczyna sugerować, że są dla siebie przeznaczeni, ona nagle okazuje mu chłód. Rodrigo od dawna z nią nie sypiał i w ogóle żoną była na papierze. Przede wszystkim zaś, była matką jego dzieci i dlatego pozwalał jej mieszkać z nimi. POza tym - nic ich nie łączyło, no może poza poprawnymi relacjami koleżeńskimi. TEraz żona ma okazję do małej zemsty - on chce wrócić, a ona go odpycha. "MOje życie bez ciebie było szczęściem w nieszczęściu", powiada ona, a potem dodaje "Oboje jesteśmy potępieni... Ale zyjąc osobno mamy przynajmniej od siebie święty spokój", wstaje i odchodzi. Czyżby Rodrigo nie wiedział, jak reaguje żona, kiedy mąż wraca pod pantofel po upojnych chwilach z kochanką ? ;]]

        Kardynałowie są pozbawiani swoich biretów, złotych insygniów władzy i innych dopereli w sposób efektowny. Każdy z objętych "fatwą" podchodzi do stołu stojącego przed papieskim tronem, w którym mości się Rodrigo, i zdejmuje te wszystkie symbole, a potem odchodzi wyprowadzany przez gwardzistów papieskich. Jedni znoszą go lepiej, inni się pultają i rzucają... Cest la Vie ;]

        Kardynał Vitelli pokornie przyjmuje swój los. Prosi jednak, na odchodnem, o spowiedź. MÓwi, że ma do wyznania wiele grzechów. Kardynał Sforza i Cesare na migi odradzają Rodrigo spowiadanie wydalanego kardynała, ale Rodrigo ma chyba nadzieję na to, że Vitelli zdradzi mu jakieś wazne informacje nt spisku Katarzyny.

        Zaprasza go więc do osobnej komnaty. Sam zasiada na krześle, a Vitelli klęka przed nim. I nagle... eks-kardynał Vitelli wyciąga zza pazuchy... nóz ! - rzuca się z nim na Rodrigo. Splatają się w śmiertelnych zapasach [dobry jestem, nie ? ;)] Walka trwa dłużśzą chwilę. Wreszcie Rodrigo udaje się obalić Vitelliego i zasztyletować go.

        Kiedy do komnaty wchodzi, zniecierpliwiony przedłużającą się nieobecnością ojca, Cesare - zastaje zmachanego okrutnie Rodrigo... Biała papieska sutanna jest cała we krwi [kapitalne wrażenie robi ten obrazek]. Cesare jest poruszony tym, co widzi. Rodrigo dochodzi do siebie po cięzkim boju z młodszym przeciwnikiem. Milczą chwilę obaj, aż wreszcie Rodrigo powiada "Bóg chce abyśmy żyli...". Odzyskał wiarę ? :]

        świetnie się rozkręca ten sezon, wg mnie.

        • barbasia1 Re: "Borgiowie" sez 3 odc 2 [2] 17.10.14, 17:26
          Dużo się dzieje! Akcja nabrała tempa.
          Świetna opowieść, Greku. Dzięki!

          Mam ciekawostkę o cantarelli, ulubionej truciźnie Borgiów:

          Peter Macinnis, australijski znawca dziejów toksykologii, uważa, że cantarellą nazywano najpewniej biały proszek, który: Mógł zawierać arszenik bądź octan ołowiu, a prawdopodobnie obie substancje. Trucizna prawdopodobnie miała przyjemny słodkawy smak i mogła być dodawana do pokarmów i napojów. Borgiowie zatrudniali chemików-astrologów, którzy robili próby z rtęcią, szalejem, tojadem, lulkiem czarnym, cisem i makiem.

          Być może na opóźnione działanie trucizny mógł mieć wpływ dodatek opium. Są jednak i tacy toksykolodzy, którzy uważają, że cantarellę wytwarzano nie na bazie arszeniku i opium, lecz że była ona pochodną kantarydyny, znanego afrodyzjaku robionego z pancerzy chrząszczy z rodziny majkowatych (powszechna nazwa tego specyfiku to "hiszpańska mucha"). Podawana systematycznie w większych ilościach kantarydyna wywołuje stany zapalne przewodu pokarmowego i narządów rodnych, a jej stała obecność w organizmie prowadzi do śmierci.


          Jest to fragment z pasjonującego artykułu o truciznach Borgiów zamieszczonym w AleHistoria, dodatku do Wyborczej:
          wyborcza.pl/alehistoria/1,136805,15622614,Trucizny_Borgiow.html
          • grek.grek Re: "Borgiowie" sez 3 odc 2 [2] 17.10.14, 17:34
            a to dopiero 2 odcinek :]

            cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu.

            ha, świetny artykuł, dzięki.
            swoją drogą, na razie na ekranie Borgowie są truci - sami nie trują, ale wszystko przed nimi
            [ofk, w serialu ;) ]. ponoć zwłaszcza Lukrecja w tym sposobie wyrównywania rachunków
            osiągnęła sporą biegłość, hehe.
      • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 2 [2] 16.10.14, 14:38
        multimedia ;]

        czyli, trailer :
        www.youtube.com/watch?v=HH1O0GiFPD0
    • grek.grek KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 16.10.14, 17:53
      polski, z 2011.

      chłopak ze wsi ma ambicję wyrwać się do "wielkiego świata", ale co próbuje - to mu nie wychodzi. ukrywa niepowodzenia przed otoczeniem, a w środku ma poczucie przegranej. po porażce przy próbie zostania prawnikiem, wraca na wieś, gdzie musi przemyśleć czy to wszystko ma sens i jak dalej żyć, kim właściwie jest.

      brzmi nieźle, reżyserem jest Andrzej Barański, główne role : Rafał Zawierucha, Mateusz Zając Michał Anioł.

      ja chyba skoczę...
      skaczecie ze mną ? :]
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 16.10.14, 18:04
        Nowy film Andrzeja Barańskiego!

        Skaczę z Tobą. ;)
        O 22:30.
        • siostra_bronte Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 16.10.14, 18:29
          Pepsic, zdaje się, chwaliła. Ale dla mnie za późno.
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 17.10.14, 14:08
          dzięki, Barbasiu :]
          i... skoczyłaś ?

          skoczyliście, Czcigodni ?
          • barbasia1 Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 17.10.14, 16:43
            Zamierzałam, naprawdę, ale postanowiłam obejrzeć początek filmu "Elena" w TVPKultura, do którego zachęcała Pepsic. Film zaczynał się wcześniej o 22:20 i jak już zaczęłam oglądać, tak nie mogłam się oderwać. Wybacz! O "Elenie" w zamian Ci opowiem.

            Przeczytałam Twój świetny i ciekawy komentarz o filmie "Księstwo". Postaram się gdzieś znaleźć ten film i obejrzeć.
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 17.10.14, 17:38
              cieszę się zatem na Twoją opowieść :]

              dzięki. film jest niezły, gorzko-komiczny.
              kompletnie nie znam oryginału literackiego, więc nie wiem czy reżyser filmu coś zmieniał -
              ale wydaje mi się, że gdyby reżyser trochę całą historię "upaćkał" w manierze czeskiego
              kina, polubił trochę bardziej bohaterów, trochę im odpuścił, trochę mniej się nastawiał
              na uderzanie w klawisze powagi, to wyszedłby z tego udany polski "czeski" film.
              niemniej, nawet bez tego - wg mnie, film godny uwagi.

              coś mi się zdaje, że skakałem solo ? ;]
              trochę jak ten wuefista z "400 batów" ;]
              • barbasia1 Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 17.10.14, 18:16
                > coś mi się zdaje, że skakałem solo ? ;]
                > trochę jak ten wuefista z "400 batów" ;]

                He,he! Jeszcze nie wiadomo.
                W każdym razie ja byłam z Tobą myślami /mam podzielna uwagę ;) /


                Znalazłam artykuł na temat prozy Zbigniewa Masternaka, na podstawie której powstał film. Autorem jest krytyk literacki , współpracujący z Gazetą, Dariusz Nowacki. Polecam!
                wyborcza.pl/1,75517,3836813.html
                Jeśli nie będziesz mógł otworzyć artykułu, napisz, to go wkleję.
                • grek.grek Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 18.10.14, 17:54
                  dzięki, Barbasiu, wciągnąłem ten artykuł do mojej "10" na początek listopada [każdego miesiąca
                  10 art. jest free, hehe].
                  • barbasia1 Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 19.10.14, 17:26
                    Chmurołap , Masternak, Zbigniew
                    Dariusz Nowacki
                    08.01.2007 ,

                    Rzecz została wydana własnym sumptem w niewielkim nakładzie. Po roku tę samą powieść (pod zmienionym tytułem "Niech żyje wolność") ogłosił drukiem - jako rzekomy debiut książkowy Masternaka - duży dom wydawniczy. Powieść spotkała się z zaskakująco życzliwym przyjęciem, szybko pojawiła się też informacja, że proza ta zostanie przeniesiona na ekran. Wreszcie po ośmiu miesiącach od premiery "ponownego debiutu" pojawił się "Chmurołap", kolejna powieść Masternaka.

                    Jaki morał należy wysnuć z tej historii? Ano taki, że dziś rozgłos tworzy pisarza. To prężny i wpływowy wydawca rozstrzyga, co jest, a co nie jest debiutem, to filmowcy decydują o tym, czy pisarz ma przed sobą przyszłość, czy jej nie ma. W 28-letnim Zbigniewie Masternaku rozpoznano nadzieję nowej polskiej prozy. Dwie powieści wydane w jednym roku najlepszym tego dowodem.

                    Gdyby przyszło mi odpowiedzieć na pytanie, na czym polega siła prozy Masternaka, byłbym w kłopocie. Nie jest to pisarstwo artystycznie okazałe. Przeciwnie - wydaje się pod każdym względem przeciętne. O uroku tej prozy przesądza być może prostolinijność i autentyzm. Wszak autor "Niech żyje wolność" w najprostszy sposób opowiada o swoim prostym życiu - przedstawia historię sympatycznego, ambitnego chłopaka z małej świętokrzyskiej wioski, który wyruszył na podbój świata. Najmniej to wyszukany pomysł na literaturę. Oryginalność konceptu zasadza się chyba tylko na tym, iż owa opowieść została zaplanowana jako wielotomowy, autobiograficzny cykl powieściowy.

                    Pierwszy utwór Zbigniewa Masternaka ("Niech żyje wolność") obejmuje lata studenckie autobiograficznego bohatera, "Chmurołap" jest opowieścią o dzieciństwie i wczesnej młodości tej postaci. Zapowiadane są kolejne odsłony tego cyklu.

                    Ponieważ wydarzenia z "Chmurołapa" poprzedzają chronologicznie fabułę debiutanckiej powieści Masternaka, dowiadujemy się wreszcie, skąd wzięło się dumne imię bohatera - Książę. Tytułowy Chmurołap, ojciec Księcia, przekonał głównego bohatera, iż ten jest potomkiem prastarego rodu książęcego i w pełni zasługuje na ów szlachetny przydomek.

                    Chmurołap, alkoholik i awanturnik, karmi syna ludowymi podaniami związanymi z ich małą ojczyzną. Miejscowe legendy przedstawia jako opowieści rodzinne. W finale utworu okazuje się, że w istocie Chmurołap opanował pamięciowo opowieści zgromadzone w popularnej książce Jerzego Stankiewicza "Legendy świętokrzyskie". Dorosły już Książę tak to komentuje: "O Górze Witosławskiej, o zbóju Madeju, o diabłach, czarownicach i skarbach - więc to stąd znał je ojciec. A mówił, że to nasze rodzinne podania, jedyny spadek po przodkach".

                    Dziwne to odkrycie, a to dlatego, że Książę jest prymusem. Uczy się pilnie i z zapałem trenuje piłkę nożną, żeby wyrwać się z biednej wsi, być kimś. Jak to możliwe, że ów najlepszy uczeń w okolicy nigdy nie zetknął się z tzw. edukacją regionalną? Wyjaśnieniem może być zwykła powieściowa ekonomia - "Chmurołap" w jednej trzeciej składa się z parafraz legend wydobytych z opracowania Stankiewicza. Czymś tę opowieść o młodzieńczych latach autobiograficznego bohatera należało wypełnić. Stąd to rozwiązanie.

                    Trudno oprzeć się wrażeniu, że Masternak jest sprytnym (by nie powiedzieć - koniunkturalnym) powieściopisarzem. Legendy świętokrzyskie jako czynnik formujący bohatera to raz, a dwa - modny w ostatnich sezonach temat molestowania seksualnego. Chodzi o perypetie miłosne młodziutkiego Księcia. Ten przez długie lata dąży do zbliżenia z dziewczyną z sąsiedztwa, na końcu zaś odkrywa dramat - jego ukochana była wykorzystywana seksualnie przez własnego ojca, toteż nabrała wstrętu do mężczyzn.

                    Poza tym w "Chumrołapie" znaleźć można standardowe wątki należące do konwencji powieści inicjacyjnej. Masternak opanował technologię pisarską, wie, jakimi schematami i matrycami się posłużyć. Przy okazji chce nas przekonać, iż jego powieści wyrastają z doświadczenia autobiograficznego. Tymczasem biorą się one głównie z oczytania, z biegłości w prozatorskim rzemiośle, ze świadomości chwytu. Żeby się spodobało. No i dość powszechnie - podoba się.


                    Cały tekst: wyborcza.pl/1,75475,3836813.html#ixzz3GQ3VTkJs

                    PS
                    Możesz teraz coś innego dodać na listę Twojej "10" na początek listopada.
                    Musisz zainstalować więcej przeglądarek, wtedy zwiększy się liczba "10" .
                    • grek.grek Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 19.10.14, 18:07
                      dzięki, Barbasiu :]

                      za tekst [zaraz czytam] i za świetną radę.
                      ciemny jestem w tych sprawach, więc o łaskę wyrozumiałości upraszam :]
                      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Księstwo" 22:35 & 3:00 19.10.14, 18:29
                        Oczywiście! :)
      • pepsic "Księstwo" versus "Elena" 16.10.14, 18:28
        "Księstwo" obejrzę z przyjemnością jeszcze raz, bo choć szczegółów nie pamiętam, kojarzę nader pozytywie. Z cyku kina naturalistycznego, zatem i taśma czarno-biała.
        - - -
        Tak samo mogę polecić rosyjską "Elenę" w tvp kultura o 22:40, nieśpieszny dramat, gdzie okazuje się, że nie wszystko jest oczywiste i czarno-białe, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.

        Filmy nakładają się na siebie, czyli publiczna kontra publiczna. To sie nazywa zmysł do robienia interesów;)
        • siostra_bronte Re: "Księstwo" versus "Elena" 16.10.14, 18:30
          Telepatia :)
          • pepsic Re: "Księstwo" versus "Elena" 16.10.14, 18:35
            Barbasia też tu grasuje:))
            • barbasia1 Re: "Księstwo" versus "Elena" 16.10.14, 19:53
              Owszem, grasuję. ;)

              Czytam właśnie opis "Eleny" (w reżyserii Andrieja Zwiagincewa!) - świetna rzecz!
              Właśnie, szkoda, że taka premiera pokazywana jest w porze Kocham Kino.
              • mozambique Re: "Księstwo" versus "Elena" 17.10.14, 10:14
                Elena to ta historia o royjsskiej zónie bogatego NIecma co to bardzo chory jest ?
                i ma dorosla córkę z pierwszego malzenstwa a Elena ma syna i wnuki biedujące w MOskwie ?

                jesli to to - to dobra rzecz
                • barbasia1 Re: "Księstwo" versus "Elena" 17.10.14, 16:26
                  Tak. Przy czym mąż Eleny, Władimir to Rosjaninem. Nowobogacki Rosjanin?

                  Bardzo dobra rzecz. :)
                  • pepsic Re: "Księstwo" versus "Elena" 29.10.14, 15:15
                    Mąż Eleny z pewnością nie wyglądał na nowobogackiego i w sumie az tak bardzo chory nie byl, ale cicho sza dajmy Barbasi głos
                    • barbasia1 Re: "Księstwo" versus "Elena" 01.11.14, 16:18
                      Może to dawny towarzysz partyjny? Właściwie to nie wiadomo, jak dorobił się majątku!?
        • grek.grek Re: "Księstwo" dwa słowa 17.10.14, 14:07
          naprawdę świetna filmowa robota. zdjęcia, mądrze i precyzyjnie wplatane w fabułę sekwencje muzyczne, a i sama muzyka zawsze adekwatna do opisywanej sceny i nastroju, bardzo dobry montaż tych wszystkich kawałków.

          miałem cały czas wrażenie, że z tych opowieści i z jednej ze scen [w końcówce] wyłania się tak interesujący porttret ojca głównego bohatera, że to właśnie on wydaje się najciekawszą postacią w tym całym interesie. alkoholik, a jednocześnie swego rodzaju erudyta i człowiek filozoficznie nastawiony do życia [jak inaczej nazwać kogoś, kto w realiach zapadłej wsi na wschodniej ścianie próbuje szukać greckiego ideału ludzkiego istnienia, pełnej "harmonii" między ciałem i duszą ?], obcykany w miejscowych legendach. no i postać tragiczna, symbolizująca dolę pechowca, a może nawet dolę człowieka, co oddaje w pełni scena z workiem maku.

          jakaś beznadzieja wyziera z tego obrazka polskiej wsi. nie można stamtąd uciec. jak się próbuje, to się wpada w jeszcze gorsze koleiny. fatum, los zapisany i nie podlegający zmianie. Zbyszek usoabia to w sposób idealny - idzie na studia, ale nie chce mu się uczyć, więc odpada. Piłka nożna - ledwie zaczyna rysować się przed nim szansa na karierę ligowca, a tutaj od razu kontuzja eliminująca go z gry na zawsze. Dziewczyna się odzywa po latach... ale tylko po to, żeby odebrać mu złudzenia, że mogą się ze sobą związać. No i ostatnia scena, w lesie, z dezerterem nieudolnie próbującym sobie przestrzelić kolano.

          Zbyszek nie jest przecież głupi. Mógłby te egzaminy zaliczyć. Nie uczy się, bo ? No własnie, bo co ? Mnie się wydaje, że dlatego, bo zwyczajnie ma przeczucie fatum jakie nad nim wisi. Fatum, które wychodzi z otoczenia, w jakim się wychował, z atmosfery jaką nasiąkł przez lata. On jakby czuł, że i tak musi wrócić na wieś, więc specjalnie się nie stara tego zmienić. Nie ma w nim determinacji, desperacji. Jest raczej spokojna rezygnacja. Te jego pytania i zastanawiania się są mało znaczące. On musi skończyć tak jak kończy, od samego początku.

          Jest tragizm, jest kupa beznadziei, z przewagą kupy, są ludzie mało wytworni, ale i komizmu nie brakuje, a poszczególne epizody są znakomicie napisane [zapewne zasługa to literackiego oryginału]. mnie przypadła do gustu zwłaszcza szarża rycerska - co to była za akcja, hehe :] Zaczepni menele pierzchali jak zające przed kwiatem polskiej myśli blaszanej.
          Albo scena orki - dramatyczna, bo przecież Zbyszek próbuje w niej złapać swoje korzenie, ulega wreszcie presji otoczenia, stara się odnaleźć tożsamość, a zarazem - czysta komedia, kiedy traci równowagę i niemal na czworakach jest ciagnięty przez konia.

          albo scena, kiedy ukazuje się na drzewie Matka Boska, a drzewo jest tuż obok domu eks-ubeka. ludzie się modlą, a ubek protestuje że mu zakłócają spokój. nocą ksiądz ścina spróchniałe drzewo, żeby ciemny lud nie robił zbiegowiska, tylko modlił się w kościele. i dawał na tacę, zamiast wykosztowywać się na dewocjonalia do ozdabiania cudownego drzewa. lud nie jarzy o co chodzi, więc chce wieszać ubeka, sądząc że to on odpowiada za profanację :] na to pojawia się ksiądz z interwencją - gromi ciemniaków i ratuje ubekowi życie, nawracając go tym samym na katolicyzm, haha. czy to nie zabawna sytuacja ?

          albo moment, kiedy przypadkiem Zbyszek dowiaduje się, że dziewczyna, w której się podkochiwał przed laty, a która własnie wyszła za mąz za miejscowego wirażkę, jest... lesbijką, a cały ślub to farsa, żeby ciemnogród się nie połapał. i wirażka nic o tym nie wie :]]

          Dyskoteka, tartak, wino marki wino, niechlujna polszczyzna, polskie wesele, wychodki, furmanki, korupcja na blokadzie ;], usypianie psów, agresywna i pyskata baba z widłami... obrazki może przesadzone ?, ale filmowo przecież sprawdzające się bardzo dobrze. a w mieście... wujo narzeka, że jakby był na wsi, to by coś robił, działo by się, a w swoim miejskim mieszkaniu, to tylko siedzi i lampi się w telewizor. tu źle, tam niedobrze. wujo oskarża o rabunek portfela, dziewczyna oznajmia, że wyjeżdza do Ameryki, a prostytutka na telefon zawsze może się okazać koleżanką z tej samej wsi, której nie wyszło w modelingu - i jak tu znaleźć w miejskiej przestrzeni kontrapunkt dla wiejskiej bezndziei ?

          dziwna jest historia z tym kierowcą, który wziął Zbyszka na stopa. dlaczego kazał mu, co prawda pięknie zaakcentowaną polszczyzną, ale jednak - "wyp...ać" ? najpierw autor tej efektownej riposty jakby proponuje Zbyszkowi pracę na budowie... potem na pytanie "czy wziąłby [w domyśle - byle jaką] pracę ?", Zbyszek odpowiedział, że wziąłby i to jeszcze jak... Kierowcy chodziło o brak ambicji Zbyszka ? o uległość wobec losu ? o miałkość jego aspiracji ?

          nie rozgryzę głównego bohatera [notabene, bardzo dobra rola pana aktora]. reszta jest zrozumiała. oni są na swoim miejscu. od jego matki począwszy, przez babę z widłami, po księdza dobrodzieja. wszyscy na swoim. ale Zbyszek kompletnie nie jest na swoim. czego on chce ? jasne : wieś jes brzydka, nic dziwnego że on jej nie lubi. ale i miasto mało gustowne. czego więc on szuka ? gdzie w tym wszystkim jest jakaś idea ? a może on jej dopiero szuka ? może chodziło o pokazanie pogubienia, zamętu, życiowego klinczu w którym tkwi ?

          a co z tym "księstwem" tytułowym, jak sądzicie ?
          tytuł, pseudo bohatera plus wyraz "twarzy' otoczenia oraz jego życiowe porażki sprawiają, że "ksiązę" nie brzmi dumnie, leczkuriozalnie i prześmiewczo. wiadomo jednak, że chodzi przede wszystkim o to, że ojciec zawsze mu wciskał do głowy, że ich rodzina, oni sami, są z lepszej gliny, książęcej właśnie.

          może cała rzecz opowiada o tym, jak on boleśnie się przekonuje, że wcale tak nie jest ? że jego "księstwo", to kraina chaosu, próżnia jakaś, pyłek wobec wichru rzeczywistości, w której Zbyszek przekonuje się o swojej znikomości ? za duże słowo jak na wątłe plecy zupełnie nieukształtowanego dzieciaka ? dostał szlify, zanim zdobył tożsamość i dowiedział się kim naprawdę jest ?

          uważacie, że ojciec go w jakiś sposób skrzywdził ? wypaczył jego rozwój, zbyt wcześnie mówiąc mu o czymś, czego dzieciak nie był w stanie zrozumieć ?

          a może dał mu wspaniałą ideę, a Zbyszek jej nie sprostał, okazał się tylko sobą ? zaszczepił w nim coś, a potem odszedł, a Zbyszek został z tym sam nie umiejąc tego rozwinąć, a jednocześnie nie mogąc się tego pozbyć ?

          czym naprawdę jest "księstwo" ?
          • pepsic Re: "Księstwo" dwa słowa 29.10.14, 15:34
            Mnie film również zainteresował, choć z rezerwą podchodzę do wykonawcy główniej postaci. Do mało skomplikowanej muzyki też mam uwagi. Natomiast do komicznych scen dorzucam tę z ruską mafią, którą wita rozpromieniona matka szykująca kanapki i wołająca radośnie: synku, koledzy do Ciebie. Się zgodzę, że scena z wesela, podczas której panna młoda okazuje się lesbijką jest the best.

            Ps. Greku, jeśli można, dopisz kilka słów tytułem wyjaśnienia, o co chodziło w końcowej scenie, podczas której odlatujący w niebyt ziemski Zbyszek przypomina wyprawę z ojcem na Łysą Górę. Pan twórca mnie zmylił i przed czasem wyszłam do kuchni.
            • grek.grek Re: "Księstwo" dwa słowa 29.10.14, 16:55
              bardzo proszę.

              ojciec zabiera Zbyszka na wyprawę, bo ma zanieść mak mnichom z klasztoru na szczycie góry. Zbyszek mu trochę pomaga, na miarę swoich skromnych możliwości, a generalnie chodzi o nauki życiowe jakie ojciec mu sprzedaje w trakcie.

              ojciec targa ten wór z makiem, mały pomaga jak umie, kamienisty grunt, a wzniesienie górskie strome, słowem : bieda i znój okropny... i oni tego nie widzą, ale my widziemy - niedaleko przed końcem drogi przy dolnym rogu worka puszczają szwy i mak zaczyna się ciurkiem sypać...

              metafora życiowa dośc czytelna ;]

              hehe, scena z gangsterami - prima sort.
              • pepsic Re: "Księstwo" dwa słowa 29.10.14, 20:13
                Chcesz powiedzeić, że życie przecieka przez palce?;)

                Dziękuję ze ekspresową odpowiedź. Szkoda, że nie masz kanału "Ale kino", bo mam podobną zagwozdkę w stosunku do wczorajszego niszowego "Policjanta" (Izrael).
                • grek.grek Re: "Księstwo" dwa słowa 30.10.14, 14:56
                  no coś w tym stylu ;]
                  że cały trud o kant ... potłuc ;]
                  ale wydaje mi się, że równie dobrze ta metafora może dotyczyć tylko życia Zbyszka, w którego
                  usiłowaniach zawsze w finale "worek pękał, a mak sypał się ciurkiem"
                  .
                  ewentualnie jest swego rodzaju usprawiedliwieniem jego stanów apatycznych : chłopie, leziesz
                  pod tę górę, targasz ten wór maku, a na końcu i tak ci się wysypie... nawet jakbyś został
                  tym piłkarzem, ożenił się z tą dziewczyną, to żelazna zasada [rodzinna/nasza albo ogólnie egzystencjalna]
                  jest taka, że musi się to obrócić w g... :]
                  taka myśl umierającego młodo człowieka, dzięki której odejść jest mu łatwiej.

                  "Policjant" from Izrael ?
                  ciekawa rzecz ?
                  • pepsic "Księstwo" / "Policjant" 01.11.14, 17:46
                    Oczywiście żartowałam o przeciekaniu życia przez palce, bo końcową intencję zrozumiałam i Cugowski mógłby spokojnie zaśpiewać: znowu w życiu mi nie wyszło;)
                    "Policjant" z pewnością jest godny uwagi mimo dość monotonnego tempa, braku fajerwerków i skromnych środków. Akcja toczy się dwubiegunowo: z jednej strony spec grupa ma problem, bo podczas akcji (udanej) zginęły niewinne osoby, więc namawiając chorego kolesia, aby wziął winę na siebie, bo i tak nie wróci do służby. Z drugiej strony grupa bogatych izraelskich dzieciaków pod szyldem równości ekonomicznej szykuje porwanie miliardera.
                    • grek.grek Re: "Księstwo" / "Policjant" 02.11.14, 16:31
                      hehe, coś w tym stylu.
                      pytanie zaś brzmi : co ojciec miał na myśli mówiąc Zbyszkowi, że oni są z "lepszego rodu" ? czym jest to "księstwo" tytułowe ? ojcowym bajaniem ? a może jakąs filozoficzną konstrukcją, której Zbyszek nie pojął albo nie mógł wprowadzić z życie z powodu jej utopijności lub nieżyciowości ? a może wcielał, ale go przerosła ?

                      dzięki za naszkicowanie. od czasu "Homeland", zrobionego na izraelskiej licencji, warto mieć oko na scenariusze filmowe/serialowe pochodzące z tego kraju.
    • siostra_bronte Serial "Zbrodnia" w AXN 16.10.14, 18:31
      Dzisiaj o 22.00. Polski serial kryminalny, reż. Greg Zgliński. W obsadzie Wojciech Zieliński i Magdalena Boczarska. Wg. jakieś szwedzkiego serialu. Nie wiem czego się spodziewać, ale rzucę okiem.
      • pepsic Re: Serial "Zbrodnia" w AXN 16.10.14, 18:37
        A to mi klina wbiłaś:)
        • siostra_bronte Re: Serial "Zbrodnia" w AXN 16.10.14, 18:37
          Wybacz :)
      • pepsic Re: Serial "Zbrodnia" w AXN 29.10.14, 15:09
        Bryndza bez charyzmy, jeśli sie zgodzisz. Oglądam z musu, tylko dla znanych kątów i ulubionych helskich widoków. Wychodzi, że nawet tam byłam podczas końcowego kręcenia zdjęć:)
        • zorro7007 Re: Serial "Zbrodnia" w AXN 24.09.15, 20:49
          Strasznie denerwującą maja reklamę sezonu 2. Przerost formy nad treścią!
    • siostra_bronte "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:34
      Jutro o 20.00. Znakomity film sci-fi, o którym już kiedyś pisałam. Polecam!!!
      • pepsic Re: "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:38
        Wychodzi, że wymiękłam na tym kiedyś zbyt szybko.
        • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:39
          Tak? Nic nie pisałaś.
          • pepsic Re: "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:41
            Trudno coś napisać po 10 minutach, na których nic sie nie dzieje;)
            • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:43
              Zrezygnowałaś po 10 minutach?! Faktycznie, akcja toczy się niespiesznie, ale warto dać temu filmowi szansę :)
              • pepsic Re: "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:46
                Odpowiem dyplomatycznie, może kiedyś spróbuję.
                • siostra_bronte Re: "Moon" w Ale kino 16.10.14, 18:47
                  Ok :)
    • barbasia1 Muzycznie - "We go home" 17.10.14, 16:10
      Śpiewa Adam - syn Leonarda

      www.tekstowo.pl/piosenka,adam_cohen,we_go_home.html
      ;)
      • grek.grek Re: Muzycznie - "We go home" 19.10.14, 16:28
        na szczęście nie poszedł w ślady stylistyczne ojca, zdecydowanie nowocześniejsze brzmienie,
        zwłaszcza w refrenach z tymi chórkami i przyspieszonym tempem. na melancholijne "blusy"
        ma jeszcze czas, hehe.

        dobry tekst.
        i ciekawa lokacja teledysku, ciekawe gdzie kręcili ?
        ok 2:40 - dwie przebitki z klimatyczną miejscówką :]

        dzięki :]
      • grek.grek Re: Muzycznie - "We go home" 19.10.14, 16:30
        PS :
        "na szczęscie" w znaczeniu : postawił na własny styl, a nie odcinanie kuponów od naśladowania
        ojca :]

    • maniaczytania "Sędzia", "Jeziorak" 17.10.14, 18:46
      w kinach, do tego jeszcze "Furia", "Zaginiona dziewczyna" już od zeszłego tygodnia - ech, ale mi zaległości się narobi! A na wszystkie bym chętnie poszła :)
      • angazetka ... "Brud" 18.10.14, 13:19
        I jeszcze "Brud" (chwilę temu pokazywany na WFF). Film miał światową premierę ponad rok temu, przywiozłam go sobie z Londynu na dvd, przekonana, że nigdy nie dojdzie do naszych kin, a tu proszę!
        Warto zobaczyć, ciekawy, odjechany i mocny film z doskonałym McAvoyem w roli zupełnie poza schematami.
        • maniaczytania Re: ... "Brud" 18.10.14, 14:51
          no tak, ale na to jakoś większej ochoty nie mam ;)
        • grek.grek Re: ... a także "Mama" Xaviera Dolana 18.10.14, 16:56
          właściwie nie spotkałem się z choćby taką-sobie opinią na temat tego filmu.
          już od premiery w Cannes - same bardzo dobre oraz doskonałe recenzje, momentami
          przechodzące w zachwyty i peany.
      • barbasia1 "Jeziorak" 19.10.14, 14:21
        Krytycznie o "Jezioraku" mówią!?

        To Jest Kino: "Jeziorak". Miało być polskie "Fargo", ale nie wyszło
        Marek Kuprowski
        kultura.gazeta.pl/kultura/12,127932,16825780,To_Jest_Kino___Jeziorak___Mialo_byc_polskie__Fargo__.html#BoxKultTxt
        • grek.grek Re: "Jeziorak" 19.10.14, 16:20
          bohaterka filmu jest policjantką w ciąży, a reżyser pytany o to czy inspirował się "Fargo" odpowiada - ależ skądże ;] film zatopiony w szarzyźnie, deszczyźnie i tak dalej, a reżyser pytany o to, czy inspirował się skandynawskimi serialami a'la "The Killing [Forbrydelsen]} odpowiada - ależ skądże...

          rezyser powiada, że on "Fargo" i "The Killing" w ogóle nie widział... wierzysz, wierzycie, w te opowieści dziwnej treści ? :]
          • barbasia1 Re: "Jeziorak" 19.10.14, 17:17
            Hehehe! :)

            > rezyser powiada, że on "Fargo" i "The Killing" w ogóle nie widział... wierzysz,
            > wierzycie, w te opowieści dziwnej treści ? :]

            Trudno mi w to uwierzyć. Reżyser, który nie zna klasyki filmowej, nie zna dobrych nowości ze świata pod ziemię ze wstydu powinien się zapaść.
            • grek.grek Re: "Jeziorak" 19.10.14, 18:04
              haha, właśnie - ja też nie wierzę w te jego zapewnienia, którymi nie udowadnia swojej
              oryginalności, a tylko sugeruje ignorancję, zresztą także nieudolnie ;]
              • barbasia1 Re: "Jeziorak" 19.10.14, 18:22
                Właśnie! :)
    • barbasia1 TVPKultura "Poza szatanem" /TVP1 "Popiełuszko" 17.10.14, 21:52
      W TVPKultura film Bruno Dumonta "Poza szatanem" godz. 20:20 . W TVP1 "Popiełuszko. Wolność jest w nas" godz. 21:30
      • grek.grek TVP Kultura "Poza szatanem" parę słów w a'proposie 18.10.14, 14:01
        intrygujący film.

        udało się Wam obejrzeć ?
        co sądzicie ?

        u mnie to by szło mniej więcej tak...

        prowincjonalna miejscowość. poza terenem zabudowanym, blisko morza, wśród wydm i łąk mieszka bezdomny gośc. ale nie jakiś menel. raczej... mistyk ? święty ? szarlatan ? wygląda normalnie, żadnych kijów pasterskich i szat powłóczystych ani brody świątobliwego mędrca. ganz normal jegomość, całkowicie współczesny.

        proszony jest o pomoc w róznych sprawach. nigdy nie odmawia. w zamian jest dożywiany przez mieszkańców, ktorym wyświadczył przysługę.

        jego przyjaciółką jest dziewczyna z tej miejscowości. prosi go ona o wybawienie od prześladowania przez ojczyma. co robi nieznajomy ? kombinuje strzelbę i po prostu zabija typa.

        innym razem chodzi o dziewczynkę w stuporze. matka załamuje ręce, błaga o pomoc. facet przychodzi, coś tam kombinuje, chyba ją całuje czy coś - wszystko wraca do normy.

        kiedy na wydmach pojawia się dziewczyna z epilepsją, nieznajomy uprawia z nią seks [uprawia, głupie słowo, ale lepszego teraz nie mam], ona ma atak, on ją całuje i... dziewczyna zostaje uzdrowiona. kąpie się w stawie.

        wreszcie sama przyjaciółka pada ofiarą gwałtu i zostaje zamordowana. nieznajomy wykrada jej ciało z domu dotkniętej żałobą jej matki. zanosi zwłoki na łąkę, blisko wody, kładzie w specyficznej pozycji [bokiem] i po prostu zostawia. mija jakiś czas... dziewczyna się budzi. wraca do domu. a w domu zastaje przerażoną matkę, która wydaje okropny krzyk. po chwili przerażenie ustępuje szczęściu. padają sobie w ramiona. a uzdrowiciel, ba - wskrzesiciel jest już w drodze daleko od osady. z psem, który się do niego przyplątał jak jakiś własny.

        nieznajomego nie ima się ogień [chodzi po ognisku i nic], a kiedy przypadkiem wypala jego strzelba i trafia w sarnę - gośc dobija ją kamieniem, przyprawiając dziewczynę o płacz.

        ona próbuje go uwieść, prosi by ją pocałował w usta, ale on się kulturalnie wzbrania. co prócz tego ? oczy. gośc operuje wzrokiem, w którym nie sposób dostrzec wrogości czy niechęci do świata albo ludzi. raczej widać tam wspołczucie, może litość.

        jeśli robi to co dobre, to dlaczego wygląda to jak przestępstwo ? może nie sposób oddzielić czasami jednego od drugiego ? dobro i zło zachodzą na siebie, splatają się w uścisku, wymieniają znaczeniami.

        gwałt, morderstwo, molestowanie seksualne... w działaniiu nieznajomego przynoszą dobro, uwolenienie, uzdrowienie. kim więc jest ? świętym ? figurą nowego proroka ? dotkniętym przez Boga ? a może wariatem, a jego czyny wcale nie są cudami, ale formą terapii trafną dla każdego przypadku ? wskrzeszenie zmarłej ? może nie była martwa, chociaż akurat tej tezie przeczy fakt, że przyjechało pogotowie z lekarzem i stwierdzono jej zgon... to trochę słabo pasuje do tej interesującej aury niedopowiedzenia jaką stworzył reżyser.

        nie wiadomo, kto zgwałcił i zabił dziewczynę. tej nocy była na wydmach. odwiedziła nieznajomego, a on spał. wróciła więc do domu, ale nie dotarła tam żywa. przechodząc obok krzaków usłyszała jakiś szelset. zajrzała, a potem - pstryk ! i następne ujęcie pokazuje jej brudne nagie nogi, obok których leża zmięte jej spodnie.

        gwałciciel-morderca zostaje złapany. policja go wyprowadza w kajdanach z jego domu. pies przyprowadza nieznajomego z wydm, żeby to zobaczył [też dośc dyskusyjny zabieg - pies rozumiejący co się dzieje...uff ]. kajdaniarz patrzy na niego przez moment.

        czas pomiędzy kolejnymi aktami czynionymi przez nieznajomego wypełniają jego spacery, wędrówki po łąkach, wydmach i krzaczorach. czasami klęka, jakby się modlił, chociaż nie czyni znaków żadnych. często towarzyszy mu jego młoda przyjaciółka. niekiedy trzymają się za ręce. zdjęcia są pełne wdzięku, a przyroda na nich ukazywana - efektowna i przyciągająca. duży atut. osada przypomina trochę fotografie z tzw Polski B - podwórza w rozgardiaszu, płoty stojące na słowie honoru, trochę gratów, a pojawiająca się w skromnych iloścach ludzkość nie grzeszy elegancją stroju. kolory stonowane, z dominacją zieleni we wszelakich odcieniach. przez większość filmu panuje cisza, a ujęcia są długie i cierpliwe. żadnych przeskoków, żadnego przyspieszania akcji, żadnych kaskaderskich wyczynów kamerzysty. zawsze w centrum kadru jest twarz nieznajomego. tzn. nie w każdym ujęciu, ale w scenach z nim - zawsze. pan aktor doskonale gra wyrazem twarzy i spojrzeniem.

        pan rezyser Bruno Dumont zrobił, w moim odczuciu, kawał świetnej roboty. jest wizual, jest narracja, no i są ciekawe pytania jakie stawia ten film.

        był w Cannes w 2011, nie w głównym konkursie, ale w jednej z sekcji towarzyszących. i miał niezłe przyjęcie. Kultura tej jesieni, jak widać słychać i czuć, cały czas sięga po kino festiwalowe. brawo !

        a w przyszłym tygodniu... jak już Siostra pisała - tydzień z Fellinim. oj, będzie klasycznie i nostalgicznie :]

        • barbasia1 Re: TVP Kultura "Poza szatanem" parę słów w a'pro 18.10.14, 20:39
          Dzięki , Greku.

          Zaraz będę oglądać, czytać o kinie Dumonta.




          > a w przyszłym tygodniu... jak już Siostra pisała - tydzień z Fellinim.
          >oj, będzie klasycznie i nostalgicznie :]

          :)
    • grek.grek "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 14:39
      a mnie jakoś naszło :]

      uwaga, od 4 akapitu będę spoilerował bez umiaru :}

      jest tak : młoda dziewczyna zostaje napadnięte i zgwałcona. ląduje w szpitalu i wygląda fatalnie. jej mąż/narzeczony [gra go Nicolas Cage i robi dokładnie te wszystkie trzy miny co zawsze], nauczyciel angielskiego w miejscowej szkole, ot taki Pan Chlebaczek i Okularki przeżywa bardzo całe wydarzenie. w szpitalu podchodzi do niego elegancki jegomośc [Guy Pearce] i powiada : "złapią sprawców... ale nic im nie zrobią, wypuszczą ich". i dodaje, że pracuje dla pewnej tajnej organizacji, działającej con amore, która wyręcza zbolałe ofiary i sama wymierza sprawiedliwość oprawcom. bez sądu i bez policji. po prostu daje im nauczkę.

      jedna mała zagwozdka : kto zgadza się skorzystać z ich usług - zaciąga dług, który kiedyś być może będzie musiał spłacić. mały dług - "zadzwonić gdzieś" albo "zanieśc coś".

      nauczyciel zastanawia się, a potem zgadza się - tak, dopadnijcie tego sk...syna. mowy nie ma o zabijaniu, ale... sprawca gwałtu na jego żonie zostaje zamordowany. i niebawem pojawia się znów elegancki jegomość - tym razem w sprawie długu wdzięczności jaki nauczyciel ma wobec jego organizacji.

      od słówka do słówka i okazuje się, że ten dług ma polegać na zabiciu człowieka. co z tego, że rzekomego pedofila - nauczyciel nie ma zamiaru nikogo mordować. tyle że organizacja nie zamierza mu odpuścić. jest gotowa zagrozić jego żonie. jego samego zaś ścigać jak zająca przez pół miasta.

      w końcu nauczyciel stawia czoła wyzwaniu. ma od organizacji mapę trasy ppo której porusza się jego ofiara. i wyznaczone miejsce ataku. organizacja ma zadbać o to, by monitoring był wyłączony i belfer mógł zabić bezkarnie.

      belfer zabijać nie chce. chce ze swoją ofiarą porozmawiać. ofiara jednak zachowuje się dziwacznie - atakuje go. ze strachu zapewne, podejrzewając go o najgorsze intencje. w efekcie szarpaniny - facet sam spada z mostu pod samochód. i trup.

      organizacja dotrzymała słowa. monitoring był wyłączony. ale sąsiednie kamery działały i z ich nagrań wyłonił się jasny obraz ; nauczyciel i jego ofiara byli razem w momencie śmierci ofiary. a w którymś momencie widac nauczyciela jak spie,prza ile sił w nogach. jasne ? jasne. nauczyciel zostaje aresztowany. grozi mu dożywocie. z policyjnego aresztu uwalnia go... policjant. porucznik poslugujący się hasłem organizacji "głodny królik skacze".

      nauczyciel nie bardzo jarzy o co tu chodzi. dowiaduje się dwóch rzeczy - primo : celem organizacji był nie jakiś pedofil, jak mu powiedziano, ale dziennikarz śledczy. zajmujący się własnie sprawą tajnej organizacji wymierzającej sprawiedliwość na własną rękę. secundo : organizacja ma nauczyciela w garści, bo ma nagranie z monitoringu na którym widać, że śmierć dziennikarza była wypadkiem, a nie zabójstwem.

      oczywiście, nauczyciel chciałby to nagranie, żeby się oczyścić z zarzutów, ale organizacja mając go w łapach chce wykorzystywać go do maksimum. nauczyciel, którego fotka "most wanted" jest już w gazetach, lawiruje więc jak się da i próbuje znaleźć coś co pozwoli wyrównać szanse w tej nierównej rozgrywce. dociera do materiałów śledzczych tego dziennikarza, którego nie zabił. w tym czasie organizacja czasami wpada na jego ślad, scigają się, biegają, autami, podchody - wszystkie schematy kina sensacyjnego zostają wykorzystane. ach, no i oczywiście organizacja chce dopaść żonę nauczyciela, żeby zmusić go do poddania się.

      wreszcie nauczyciel coś tam na nich ma. umawia się z elegantem na wielgachnym stadionie, na którego arenie odbywają się zawody monster trucków. niezła idea, prawda ? facet którego facjata z napisem "poszukiwany morderca" jest na pierwszej stronie głównego dziennika, umawia się na stadionie, gdzie jest jakieś 50 tysięcy czytelników tegoż dziennika ;] tylko amerykańscy scenarzyści wpadają na takie pomysły. i tylko oni sa na tyle bezczelni, żeby nikt naszego bohatera jednak nie rozpoznał, hehe.

      ofk, od początku wiadomo, że finał będzie taki jaki jest - spotkanie, strzelanina, dramatyczne sceny, w momencie w którym już bohater ma zginąć, ktoś ratuje mu życie [żona], potem wydawało się martwy przeciwnik zrywa się sensacyjnie do kontrataku i wtedy wkracza ktoś całkiem z zewnątrz i znów ratuje życie, tym razem im obojgu. ratownikiem jest ten policjant porucznik. możliwe, że on stoi na czele całej szajki albo jest w tej szajce ważną figurą. po co im ratuje życie ? tego w ogole nie wiadomo, poza tym że chyba nie chce by niewinny bidula oberwał od jego towarzyszy, którzy postradali kompas moralny. innego wytłumaczenia nie widać.

      tak czy owak, film jakich wiele. idea wyjściowa dośc ciekawa, wg mnie, ale akcja poprowadzona utartymi koleinami, czyli akcja, akcja i znów akcja, ku rozstrzygnięciom spodziewanym. bez zaskoczenia :]

      moja ulubiona scena : sala redakcyjna, po zmroku, pusto jak w grobie - Cage grzebie w biurku zmarłego dziennikarza, w poszukiwaniu jego ustaleń dotyczącyh organizacji. okazuje się, ze jednak ktoś oprócz niego na sali jest - redaktorka, która biedzi się nad jakimś tekstem. pyta go o jakąś błahą rzecz z dziedziny stylistyki językowej. Cage zamiera [już w tym momencie jest poszukiwany za zabójstwo i jego foto jest na gazety codziennej]... ale po chwili odpowiada jej jak przystało na uczonego belfra - dając całą wykładnię podręcznikową omawianego zjawiska :} pilnym uczniem był, hehe.

      www.youtube.com/watch?v=7OXDHZ3BiXA
      • maniaczytania Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 14:50
        hehe :) właśnie miałam go nawet wczoraj Tobie jako nocnemu markowi polecić ;)
        Cage nie był taki zły jak potrafi być, w roli jego żony piękna January Jones znana tu na forum z roli chociażby Betty Draper w "Mad Men" czy Emmy Frost (X-Men: Pierwsza klasa), czy, właśnie nie pamiętam, czy ktoś tu w końcu obejrzał - z "Tożsamości" z Liamem Neesonem.
        Film może i przewidywalny i schematyczny, ale sam pomysł niezły. I wytłumaczenie, dlaczego ich ocalono, ja miałam chyba inne niż Ty, ale już nie pamiętam dokładnie jakie, bo widziałam ten film dawno temu.
        • garypayton.hof Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 16:50
          jak widać, działa system telepatyczny :]

          żona faktycznie ładna i zgarbna, aczkolwiek jak kobieta w filmie doznaje zgwałcenia, to
          tak jakoś widzowi [se moui] nie wypada spoglądać na nią zbyt... żarłocznie ;]

          a ciekaw jestem Twojej wersji powodu ich ocalenia, bo przyznam, że jakoś mi się to
          omsknęło nieco. tyle tej akcji było, tyle nerwów jak to się skończy... ;]]
        • grek.grek Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 16:51
          przepraszam, to mój nick rezerwowy, którego używam w celach siana propagandy i demoralizacji ;]
          • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 18:11
            Nie nadawałabyś się na szpiega w ogóle! ;)
            • grek.grek Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 18:17
              chyba że takiego z Krainy Deszczowców ;]
              • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TV 18.10.14, 18:19
                He,he! :)

                Wątek w którym się dopisałeś, Garypayton.hof, jest bardzo ciekawy. Muszę się wgłębić później. ;)
                • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TV 18.10.14, 18:23
                  Garypayton.hof - to brzmi obco.
                  • grek.grek Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TV 19.10.14, 16:22
                    to prawda. dlatego... mów mi Grek ;]
                    • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TV 19.10.14, 17:01
                      Ufff! Dobrze, Greku. :))
          • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 18:12
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,154961223,155168209,_Hannibal_odc_7.html

            grek.grek napisał:

            > przepraszam, to mój nick rezerwowy, którego używam w celach siana propagandy i
            > demoralizacji ;]

            He,he! ;))
            • grek.grek Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 18:19
              z tym też mi idzie jako-tako ;]

              dzięki, Barbasiu; alez obszerny komentarz, brawo ! tak jak lubię :] zaraz czytam.
              • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TV 18.10.14, 18:21
                grek.grek napisał:

                > z tym też mi idzie jako-tako ;]

                Czy my Cię trochę nie zaniedbaliśmy ostatnio?


                > dzięki, Barbasiu; alez obszerny komentarz, brawo ! tak jak lubię :] zaraz czytam.

                :}
      • barbasia1 Re: "Bóg zemsty" [Seeking justice] via TVP 2 18.10.14, 20:41
        >[gra go Nicolas Cage i robi dokładnie te wszystkie trzy miny co zawsze]
        He,he,he! :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka