Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 3 (vol. 53)

    • mozambique a "Big Mike" widzieli? 26.03.15, 12:06
      pewnie tak
      ja widzialam wczoraj i mam takei sobi odczucia - oprocz tego ze Sandra Bullock wygląda ślicznie w blond włosach to mni eosobiscie drazni ta wszechobecna poprawnosc polityczna, rasowa, tolerancyjna bijąca z tego filmu

      taka jedna wielka laurka dążąca niemal do świętości

      tak jakby przez te pare lat rodzina nie miala ani jednej wątpliowsci co do podjetej decyzji ?
      naparwde ani razu nie zwatpili, nie wkuzryli sie na Mike'a, ani razu nie pokłócili? "rodzenswto" naparwde ani razu mu nic nie powiedziłao do słuchu ani mamuśce? ze np spelnia fanaberie bogatej paniusi kosztem wlasnych rodzonych dzieci ? mąz tez tak od razu bez probelmów sie zgodził ?naprawde nigdy nic wbrew?
      cala rodzika taka slodka i dobra ze az troche mdli
      • grek.grek Re: a "Big Mike" widzieli? 26.03.15, 15:24
        z tego co pamiętam, to... WIDZIELI :]

        i BYLI tego samego zdania, co Ty ;]

        zero dramaturgii, zero dylematów, zero wewnętrznych tarć, za to sama słodycz, dobro i
        akceptacja.

        w ostateczności : może i takie rzeczy się dzieją na świecie, nawwet na pewno się dzieją.
        tylko czy akurat takie przypadki trzeba 1 do 1 w filmie przedstawiać ?
      • barbasia1 Re: a "Big Mike" widzieli? 26.03.15, 23:27
        Widzieli.

        A z Mike'a scenarzyści zrobili głąba, niemal opóźnionego w rozwoju. Chłopak, który był pierwowzorem tej postaci, zmuszony był potem prostować historię na swój temat, napisał nawet książkę, w której przedstawia historię z jego perspektywy.

        W filmie jest scena, w zamierzeniu komiczna, w której Mike uczy się zasad gry w futbol amerykański,w którym później osiągnie mistrzostwo. Trener kładzie mu do głowy owe zasady, ale Mika nie rusz, pojąć nie może. I wtedy wkracza Mamuśka i tłumaczy jak małemu dziecku, co i jak (już dobrze nie pamiętam, w jaki sposób ona mu to wyjaśniła) i wtedy dopiero Mike łapie zasady. Prawdziwy Mike, czytałam po angielsku jakiś artykuł na ten temat, jak się okazuje, nie był tak zielony w tej materii, znał dobrze zasady gry.
        Nie był też opóźniony w rozwoju, jak można by wnioskować z filmu, tylko miał potężne zaległości ze wszystkich przedmiotów, ponieważ nie chodził do szkoły.


        • pepsic Re: a "Big Mike" widzieli? 27.03.15, 17:28
          Nie odebrałam Mike'a, jako opóźnionego w rozwoju, raczej społecznie zaniedbanego, czemu nie ma co się co dziwić. A że historia oparta na faktach chapeau bas dla rodziny adopcyjnej.
          • maniaczytania Re: a "Big Mike" widzieli? 27.03.15, 22:02
            podpisuję się w 100% pod Pepsic. Ja też nie odebrałam go absolutnie jako opóźnionego w rozwoju.

            Poza tym, z tego, co pamiętam, to ja broniłam tego filmu i tej historii jak niepodległości ;), co nadal podtrzymuję ;)
            • barbasia1 Re: a "Big Mike" widzieli? 28.03.15, 00:04
              > Poza tym, z tego, co pamiętam, to ja broniłam tego filmu i tej historii jak nie
              > podległości ;), co nadal podtrzymuję ;)

              Tak. Pamiętam, nawet to chciałam napisać.
            • barbasia1 Re: a "Big Mike" widzieli? 28.03.15, 00:38

              Poza tym, z tego, co pamiętam, to ja broniłam tego filmu i tej historii jak niepodległości ;), co nadal podtrzymuję ;)

              I słusznie, bo wcale nie jest taka najgorsza. :)
          • barbasia1 Re: a "Big Mike" widzieli? 28.03.15, 00:38
            pepsic napisała:

            > Nie odebrałam Mike'a, jako opóźnionego w rozwoju, raczej społecznie zaniedbaneg
            > o, czemu nie ma co się co dziwić.

            A ja tak właśnie odebrałam postać Mike'a, że nie dość, że zaniedbany społecznie, to jeszcze jakby lekko opóźniony w rozwoju intelektualnym. Być może scenarzyści wbrew intencjom za bardzo się postarali pokazując to zaniedbanie Mike'a.

            I chyba coś na rzeczy byś musi , bo , jak później przeczytałam, Michael Oher , który był pierwowzorem postaci wielkiego Mike'a, prostował potem w wywiadach, że nie był/ nie jest niesprawny intelektualnie, nie był tępy, tylko miał braki w wykształceniu.

            Oher appreciates that the movie made him famous and inspired people, Yaeger says.

            Two "misperceptions" bother Oher: "That he isn't intellectually capable. As Michael says, 'I'm not dumb, I just wasn't educated.' "

            The other: "That he knew nothing about football."



            According to his book, Oher was playing varsity football for a Memphis high school when he was an eighth-grader. He has followed sports his whole life and knew they were his destiny at age 7, when he watched Michael Jordan in the 1993 NBA finals. Basketball, football, baseball — he played and loved them all.


            usatoday30.usatoday.com/life/books/news/2011-02-08-oher08_CV_N.htm
            A że historia oparta na faktach chapeau bas d
            > la rodziny adopcyjnej.

            Tak.

    • grek.grek KOcham Kino "Bejbi blues" 26.03.15, 16:21
      22:55 & 2:25

      nastolatkowie rodzicami, czyli zapewne będzie krytycznie, ale z dużą dozą życzliwości i nadziei, że może dorosną do wyzwania, które całkiem niespodziewanie los przed nimi postawił.

      kino polskie współczesne [2012].

      skoczyć or not to skoczyć... [?] :]
      • barbasia1 Re: KOcham Kino "Bejbi blues" 26.03.15, 23:29
        Z "Bejbi blues" wyskakuję dziś i odkładam na inny termin.
        • grek.grek Re: KOcham Kino "Bejbi blues" 27.03.15, 14:05
          i mnie się jakoś nie zebrało, po drodze nie było :]

          czy ktoś obejrzał ?
          • pepsic Re: KOcham Kino "Bejbi blues" 27.03.15, 17:31
            Nikt nie oglądał?!
            :(
            • grek.grek Re: KOcham Kino "Bejbi blues" 28.03.15, 17:39
              albo nikt się nie chce przyznać :]
    • grek.grek klasyki czar : "Annie Hall" i "PApillon" 26.03.15, 16:24
      "Annie..." w KUlturze - 21:15

      "Papi" w POlsacie o 0:25

      czy trzeba coś dodawać ? :]] wybitne i ponadczasowe kino.
      • siostra_bronte Re: klasyki czar : "Annie Hall" i "PApillon" 26.03.15, 16:56
        "Annie Hall" oczywiście oglądam, po raz enty. I nawet "Jestem Bogiem" mnie nie skusi :)

        "Papillona" widziałam, no i pora dla nocnych marków.
        • grek.grek Re: klasyki czar : "Annie Hall" i "PApillon" 27.03.15, 14:58
          i ja obejrzałem ponownie.

          "W przedszkolu wychowawczyni zabrała nas na "Królewnę Snieżkę" i tylko ja zakochałem się w Złej Królowej" :]]

          PS : "Wszystko na sprzedaż" obejrzę jutro, dzisiaj miałem [ONI mieli :)] awarię sieci światłowodowej, internet wrócił mi dopiero około 14:00 i trochę mi się plany pozmieniały :]

          ale... stay tuned, co się odwlecze, to nie uciecze.

          • siostra_bronte Re: klasyki czar : "Annie Hall" i "PA 27.03.15, 15:43
            Hehe. Znam już "Annie Hall" na pamięć.

            Ok, czekam na wrażenia :)
            • grek.grek i słowo o "Wszystko na sprzedaż" 28.03.15, 14:34
              dzięki, Siostro za polecający list :]

              zdecydowanie i ponad wszelką wątpliwości zagubionym, a wreszcie - zmarłym tragicznie, aktorem jest Cybulski i to zapewne we własnej osobie, jakkolwiek okoliczności śmierci się tutaj z rozmysłem odwrócone [tutaj : wyskakiwał z pociągu, gdzieś w szczerym polu].

              w istocie wszystkim zbiera się na wspominki.
              Obecna partnerka cała jest zaniepokojona i kochając go, wyrzuca Nieobecnemu, brak dojrzałości i skłonnośc do dziwnych zachowań, takich jak to nagłe zniknięcie. Dawna partnerka wspomina go właśnie takiego jakim teraz obecna żona go widzi. I też go kocha, a te wspomnienia są w rzeczy samej pełne ciepła i uczucia dla jego inności i wrażliwości.

              świetnie jest zaanrażowana scena, kiedy obie kobiety jeżdzą w terenie i szukają jego śladów, napotykają na informację, że odwiedził świetlicę w jakiej wsi i wybrał się gdzieś z młodą dziewczyną, która recytowała wiersze podczass tego spotkania; a kiedy spotykają tę dziewczynę - zabierają ją do środka i odpytują z wiersza, ona nie umie, więc ją wysadzają w środku pola. I wtedy z radia leci info o śmierci aktora, więc zatrzymują się i zamierają, a dziewczyna dogania je i nieświadoma niczego recytuje ten wiersz, co go sobie wreszcie przypomniała, a mowa w nim o "pamięci która nie zaginie". Pasuje jak wieniec na świeży grób.

              Reżyser, któremu ucieka film, jaki miał kręcić z zaginionym - wyczekuje, a kiedy okazuje się że człowiek nie żyje - ma dylemat co z tym fantem począć. "Zrób film o tym", ktoś podpowiada. Własnie - etyczne ? Dla reżysera zaginiony, zmarły to AKTOR. tylko aktor. Reżyser widzi go przze pryzmat swoich interesów i wizji : aktor czyli instrument. NIgdy nic poza tym ? Tylko narzędzie do wcielania w życie pomysłów filmowych ?

              KIedy reżyserr kupuje ten pomysł zrobienia filmu o zaginionym/zmarłym i wyznacza do tej roli Daniela - nagle okazuje się, ze nic o zmarłym nie wiedzą. Nic, same domysły, jakieś historie nie wiadomo czy prawdziwe. Z czego zrobić tę postać ? Jak ma ją zagrać Daniel, rzekomo od zawsze pragnący go naśladować. Nagle on sam nie wei, kim był jego idol, wzór.

              I kręcą w miejscu wypadku i śmierci tego NIeobecnego. Sztuczna krew, rutynowe pokrzykiwania ekipy, poprawiane makijaże kobiet, filmowa codziennośc. Majestat tej śmierci gdzieś uleciał. Staje się przedmiotem do obróbki.

              Daniel chce uciec już wcześniej, ale porzucona przed laty kariera biegacza jest już zamkniętym rozdziałem i nie ma do niego powrotu. Aktorstwo albo nic. Dlaczego on się boi ? Boi się podzielenia losu tego Nieobecnego ? A może tego że nie podoła jako jego nastepca ? zastępca ? MOże ma świaodmość, że jedyne czym mozę być to własnie nastepcą, a nigdy sobą ?

              W ostatniej chwili orientuje się na czym polega to, co zostało po zmarłym. Swoboda. Nieokiełznanie. łamanie schematów. Porzuca plan, biegnie za stadem koni i spontanicznie cieszy się z tego. Ekipa to podchwytuje, kameruje go. Może i oni coś zrozumieli ? A może nawet ten gest człowieka wyzwalającego się z szablonu zostaje przemielony na film, który później zobaczą ludzie i za to zapłacą ?

          • barbasia1 Re: klasyki czar : "Annie Hall" - Sinatra :) 29.03.15, 15:48
            grek.grek napisał:

            > i ja obejrzałem ponownie.

            I ja. :)

            Lubię scenę, w której Annie opowiada o pierwszej wizycie u psychoterapeutki, na którą zresztą namówił ją Alvi, i to on opłaca jej seanse. Annie mówi: "Nie musiałam się kłaść na kozetce. Pozwoliła mi siedzieć. Opowiedziałam o rodzinie, o relacjach z mężczyznami, z bratem. A potem [psychoterapeutka] wspomniała o obsesji na tle penisa" .
            - "Wiesz coś o tym?"- Annie zwraca się do Alviego.
            - "Jestem jednym z niewielu mężczyzn, którzy na to cierpią." - odpowiada z pełną powagą Alvie.
            :))

            A potem Annie opowiada Alviemu swój sen, który wcześniej opowiedziała psychoterapeutce.
            -"W tym moim śnie Frank Sinatra kładzie mi poduszkę na twarzy i nie mogę oddychać. Dusi mnie".
            - "To oczywiste - mówi Alvie - Jest piosenkarzem, jak ty. To ty próbujesz się udusić. Trafna analiza".
            - "Ona mówi, że to ty. Alvi SINGER.
            - "Ja?" - dziwi się Alvi.
            - "Ty". Bo we śnie tłukę Sinatrze okulary." - odpowiada z przekonaniem Annie. :)
            - "Nie mówiłaś, że twój Sinatra nosi okulary! Czyli to ja cię duszę!?"
            - "A potem zrobiłam coś okropnego Sinatrze, bo śpiewał cienkim głosem." - mówi Annie. :)))
            - "Jezu! A co na to pani doktor?" - pyta lekko przerażony Alvie.
            - "Mówi, że powinnam przychodzić pięć razy w tygodniu."


            Pod skrzącymi się dowcipem dialogami kryje się smutna historia pary nieobranej pod względem emocjonalnym, intelektulanym, seksualnym , niedobranej pod względem potrzeb i pragnień. Może tylko podobne poczucie humoru ich łączyło. Ale i to wkrótce się skończyło. Szybko, jak wyznaje Annie, przestali się wspólnie śmiać.

            Nie dziwne więc, że "miłość", czy może raczej zauroczenie? namiętność? wypaliła się tak szybko, odsłaniając poczucie winy, poczucie przytłoczenia, frustrację, kompleksy, zmęczenie głównie w Annie.
            • grek.grek Re: klasyki czar : "Annie Hall" - Sinatra :) 29.03.15, 17:51
              haha :] to doskonała scena, w dodatku Allen gra ją z takim wiarygodnym zdenerwowaniem, że aż przychodzi do głowy, że musiał kiedyś uciekać przed kobietą z nożem w ręku i kastracyjnymi ideami w głowie :]

              i to też jest prawda.
              to pokazanie mechaniki związku, Allen nawet chyba sugeruje,że dwoje ludzi, którzy są osobowościami, a nie "ja jestem ograniczona, tępa i nie mam nic do powiedzenia i on też jest tępy i głupi, więć pasujemy do siebie jak ulał" ;], musi przejść kolejne fazy "bycia razem", na końcu których konkluzja jest ta sama.

              ewentualnie jest to historia tego konkretnego związku [chociaż... Allen w zasadzie w każdym filmie opowiada ciąg dalszy i kolejne warianty Związku jako takiego, takie mam wrażenie]. jak sądzisz ? jak sądzicie ?

              • barbasia1 Re: klasyki czar : "Annie Hall" - Sinatr 29.03.15, 19:11
                Tak. :))
                A jeśli nie on osobiście, to na pewno któryś z jego licznych nowojorskich znajomych tego doświadczył.

                :))

                To też są osobowości, tylko znacznie uboższe duchem. ;) Ale za to jak się doskonale dobrały.

                chociaż... Allen w zasad
                > zie w każdym filmie opowiada ciąg dalszy i kolejne warianty Związku jako takieg
                > o, takie mam wrażenie

                To samo myślę.
                • grek.grek Re: klasyki czar : "Annie Hall" - Sinatr 30.03.15, 14:54
                  yes. swoją drogą, pan Woody gra z takim zaangażowaniem, że wszystko jest możliwe ;]

                  a scena w której jako dorosły analizuje swoje dzieciństwo w towarzystwie swoich ówczesnych
                  kolegów z podstawówki - pozostaje niedościgniona, ale, co szokujące, w "Annie Hall" jest tylko JEDNYM Z kapitalnych momentów. To mówi wszystko o tym znakomitości scenariusza, wg mnie.

                  właśnie, dopasowanie kluczem do sukcesu ;] z drugiej strony, może najlepiej jeśli dopasowanie przebiega po linii wzajemnego zaintrygowania wzajemnym niedopasowaniem ? wtedy i tak nie można przestać, bo to drugie za bardzo ciekawi, żeby odpuścić ?

                  świetnie :]
    • siostra_bronte "Harfa birmańska" 27.03.15, 15:47
      Dzisiaj w Kulturze o 20.20. Słynny film Kona Ichikawy z 1956 r. Zapowiada się trudny seans, ale trzeba zobaczyć.
      • grek.grek Re: "Harfa birmańska" 27.03.15, 16:30
        dzięki za zapowiedź, Siostro :]

        ocalały japoński żołnierz wędruje przez wojenny świat i oddaje ostatnią posługę napotykanym poległym - brzmi rzeczywiście doniośle.

        PS : mam jeszcze dwie ciekawe rzeczy, ktore obejrzałem w minionym tygodniu i chciałbym o nim napisać, więc uprzedzam Ciebie i Was, że będę się panoszył niezmiernie :]]
        • siostra_bronte Re: "Harfa birmańska" 28.03.15, 09:05
          Uff, ale piękny film...

          Kino japońskie nie przestaje mnie zaskakiwać. Brawo Kultura!
          • grek.grek Re: "Harfa birmańska" 28.03.15, 13:09
            yes :]

            z mocnym antywojennym przesłaniem.
            zarówno w drodze życiowej bohatera [od żołnierza do mnicha buddyjskiego] jak i poprzez sugestywność ofiar po zupełny bezsens stawiania oporu, jak w scenie kiedy Mizushima próbuje skłonić oddział z jaskini górskiej do poddania się, a oni odmawiają, co kończy się tym że dostają pare razy z armaty, wszyscy giną i tyle jest z ich kozakowania.

            Mizushima ma rację. gdyby chodziło TYLKo o to : jak zginąć ?, to oczywiście śmierć w walce jest lepsza niż śmierć bez walki.
            ale jeśli wybór jest między śmiercią, a przetrwaniem, to wybór śmierci tylko po to, żeby uniknąc rzekomego "upokorzenia" jest nonsensem.

            zapewne w kulturze japońskiej, spadkobierczyni ideałów samurajskich, honorowych harikiri czy seppuku - polemika głowy z sercem ma jeszcze głębszy wydźwięk.

            świetna jest scena kiedy spotykają się oddziały brytyjski i japoński, szykują się do stzrelaniny, ale kiedy Mizushima zaczyna grać na tytułowej harfie - wszyscy śpiewają i doznają sentymentalnego uniesienia, zapominają o co im chodziło wcześniej.

            droga Mizushimy pośród birmańskich gór, gdzie spotyka kolejne niepochowane zwłoki żołnierzy. W pewnym momencie już nie może patrzeć na kolejny stos szkieletów. Próbuje przebiec obok zasłaniając oczy.

            Towarzysze są w niewoli, a on zostaje mnichem, zmienia się w wędrowca przynoszącego zmarłym ostatnią posługę. Kiedy oni wracają do domu, po zakończeniu wojny, on nie moze jechać z nimi. MOże im tylko zagrać pożegnalną pieśń na harfie. Zostaje, bo za dużo się w nim wydarzyło, bo ma misję tworzenia widomego albo symbolicznego pomnika tych, co polegli.

            doskonała jest scena, kiedy oni stoją za siatką z drutu kolczastego, a on sam gra im na tej harfie. Proszę go by z nimi wrócił, tresowany papug powtarza z nimi, a on jednak bez słowa skłania się i idzie w drugą stronę.

            list pozegnalny, czytany przez dowódcę na statku wiozącym ich do Japonii, pełen jest patetycznych zwrotów ["moje serce rozpaczliwie pytało..." itp.], ale o dziwo przesłanie i prawda tego wyznania, które przed nimi czyni, przykrywa barok języka.

            co tu dużo mówić - jest tak jak napisałaś, Siostro :]

            Kultura niezmiennie w formie :]]

            [w czwartek przed świętami - "Ostatnie kuszenie Chrystusa" - nie wiem, kto za tym stoi, ale to rewelacyjny pomysł; ciekawe kto się wzburzy i w jakiej formie, hehe
            • siostra_bronte Re: "Harfa birmańska" 28.03.15, 13:42
              Dzięki, Greku :)

              Myślałam, że będzie ciężko to oglądać, że to jakaś nuda, że film się zestarzał. Ale jak to było przy Mizoguchim, nic z tych rzeczy.

              Oglądałam "Harfę" z wielkimi emocjami. Świetnie nakręcony, z wieloma pięknymi scenami. Ta, o której napisałeś, kiedy towarzysze broni śpiewem próbują nakłonić Mizushimę do powrotu. I kiedy Brytyjczycy i Japończycy śpiewają razem. Albo kiedy Mizushima grzebie ciała na plaży przy rzece, przyglądają mu się jacyś miejscowi, aż wreszcie ktoś się przyłącza i potem wszyscy razem to robią. I ta końcówka, trochę patetyczna, ale i tak robi wrażenie. Świetna jest to ujęcie, kiedy kapitan fragment o okrucieństwie wojny, a my widzimy tylko morze.

              To co jest ważne: oglądamy całą historię oczami tych "złych". Ale kiedy widzimy te stosy trupów, te ciała rozszarpywane przez ptaki to rozumiemy, że ofiarami wojny są wszyscy, niezależnie od tego po której stronie stali. To jest mocne, głęboko humanistyczne przesłanie tego filmu.

              I jeszcze trailer:

              www.youtube.com/watch?v=x1ChSdFyxnk
              Yes, czytałam o "Ostatnim kuszeniu..." :)


              • grek.grek Re: "Harfa birmańska" 28.03.15, 17:53
                dzięki, Siostro :]

                mogę się tylko podpisać pod wszystkim, co napisałaś.

                wydaje mi się też, że jest to film odważny, idącyy pod prąd pewnym przyzwyczajeniom w kulturze japońskiej, gdzie tradycją jest raczej honorowo lec niż się mądrze i taktycznie poddać, aby przetrwać dla dobra wszystkich.

                w sumie, nie widzę dylematu np. dla powstańców w gettcie warszawskim : oni mieli wybór - walczyć albo zginąc w obozie koncentracyjnym. wybór oczywisty. lepiej umrzeć w walce niż dać się zabić pozostając biernym.

                tutaj jest dylemat : kontynuować bezsensowny opór by zginąć, czy złożyć broń aby żyć ? wydaje mi się, że pociągnięcie tego wątku, zwłaszcza w scenie w jaskini górskiej, również ma wysoki walor humanistyczny.

                hehe, będzie wyścig przedświąteczny : Polsat pokaże "Pasję", a Kultura "Ostatnie kuszenie..." ;] i jak tu potem jajkiem się stukać...

                dzisiaj informują, ze ksiadz w szkole wyświetlił małym dzieciom film z internetu, jak islamiści z ISIS zabijają nożami chrześcijan, ponoć w ramach "instruktażu, jak zostać męczennikiem".

                co dalej ? pornografia dziecięca pod hasłem "jak zostać ofiarą pedofila w sutannie" ?

                powiedz mi, jaki jest sens nauczania religii w szkole i to w liczbie godzin większej niż matematyka, angielski czy informatyka, oraz pakując w to 1,5 miliarda złociszy rocznie ? :] przyznam, że coraz mniej rozumiem państwo, w którym żyję, a które coraz mniej jest mi potrzebne ze swoim idiotycznym, opresyjnym prawem. Tyle że procedura zrzeczenia się obywatelstwa polskiego, o której poważnie myślę, to ponoć rzecz nie mniej trudna do przeprowadzenia od zdobycia bieguna południowego w trampkach i podkoszulku ;]

                czemu mam wrażenie, że żyjemy z najgorszym z dających się zaakceptować systemów prawnych [czyli, NIE w KOrei Pln, Iranie itp absurdach] ?
                • barbasia1 OT 29.03.15, 00:18
                  grek.grek napisał:
                  >Tyle że procedura zrzeczenia się obywatelstwa polskiego, o której poważnie myślę, to ponoć >rzecz nie mniej trudna do przeprowadzenia od zdobycia bieguna południowego w trampkach i >podkoszulku ;]

                  A nie prościej wyprowadzić się do innego kraju, np. do najbardziej zateizowanego kraju na świecie !? Do Czech!? Zwłaszcza, jak ma się tam część korzeni. Księży na palcach jednej ręki można tam zliczyć, nie ma religii w szkołach, świąt się nie celebruje, jaj się nie maluje i nie święci. No i trawka jest legalna.
                  • grek.grek Re: OT 29.03.15, 11:35
                    ta trawka jest kusząca, zwłaszcza że Czesi wypiekają ją w formie z ciastkami czekoladowymi ;] jesli jeszcze posypują kokainą, to już w ogóle producent powinien założyć stosowny kościół ;]]

                    ale w istocie, Barbasiu, nie chodzi mi o kościół, religię, Polskę albo Czechy. Chodzi o to, ze chciałbym być bezpaństwowcem. problemy są dwa :a] cholernie zawiła i uznaniowa [prezydent decyduje] zrzeczenia się polskiego obywatelstwa, b] konwekwencje w postaci problemów z róznymi sprawami na gruncie prawa polskiego, czyli z dziedziczeniem, rozzliczeniami podatkowymi itd.

                    dlatego, nie wiem - uspokoję Cię ? czy może wprost przeciwnie :] - ale póki co pozostaję made in Poland ;]

                    a co do religii w szkołach, księzy wyświetaljących masakry i innych rzeczy - niech rodzice mający dzieci w tychże szkołach i na tychże zajęciach zastanawiają się nad tym, czy leży im na sercu dobro własncyh dzieciaków czy niespecjalnie.


                    • barbasia1 Re: OT 29.03.15, 14:16
                      Hehehe! :)) Nie wiedziałam!? Podasz nazwę i adres tej ciastkarni?

                      > dlatego, nie wiem - uspokoję Cię ? czy może wprost przeciwnie :] - ale póki co
                      > pozostaję made in Poland ;]

                      Uspokoiłeś mnie. :)

                      I mam szczerą nadzieję, że za kilka lat będziesz się śmiał z siebie i z tego pomysłu.

                      > a co do religii w szkołach, księzy wyświetaljących masakry i innych rzeczy - ni
                      > ech rodzice mający dzieci w tychże szkołach i na tychże zajęciach zastanawiają
                      > się nad tym, czy leży im na sercu dobro własncyh dzieciaków czy niespecjalnie.

                      Taki ksiądz nie powinien w ogóle uczyć dzieci w szkole.
                      • grek.grek Re: OT 29.03.15, 15:04
                        haha, oto prawidłowe podejście do tematu, brawo Barbasiu ;]
                        tylko... czy to nie byłaby kryptoreklama ? ;]]

                        och, Polak, Czech, Chińczyk czy Somalijczyk - zawsze będę, dla Ciebie i Was, tym samym Grekiem :]

                        też mi się wydaje, że pan ksiądz się nieco zagalopował.

                        ja pamiętam, że sumiennie chodziłem na religię do salki przykościelnej i żaden ksiądz
                        nie epatował krwawymi szczegółami. była nauka przykazań, były jakieś Prawdy Wiary, człek to wkuwał na blachę, coś tam rysowaliśmy, a nawet ksiądz przytaczał rzekome źródła historyczne, które potwierdzały istnienie Jezusa [Swetoniusza pamiętam do dzisiaj, hehe].

                        nie odnosisz wrażenia, że to jakoś nielogiczne jest..? wydaje się, że w szkole księża powinni sobie pozwalać na znacznie mniej niż w salce, a tymczasem jest/było na odwrót :]
                        • barbasia1 Re: OT 29.03.15, 17:24
                          :))
                          A co nas to obchodzi!?


                          :)

                          Ale żebyś się nam nie zgubił w wielkim świecie!?

                          A jakbyś postanowił zostać Chińczykiem, mogłybyśmy mieć problemy ze zrozumieniem, co do nas piszesz? ;)


                          > nie odnosisz wrażenia, że to jakoś nielogiczne jest..? wydaje się, że w szkole
                          > księża powinni sobie pozwalać na znacznie mniej niż w salce, a tymczasem jest/b
                          > yło na odwrót :]

                          Jestem tego samego zdania.
                          • grek.grek Re: OT 29.03.15, 17:54
                            sprzedają też czekoladę z... wkładką ;] to są patenty nie tak znów świeże, bo praktytkowane już w starożytnej Persji, podobno.

                            haha, o, bez obaw :]

                            haha, byłbym zupełnie do Ch... do Ch..., do Chińczyka niepodobny ;]]
                            • barbasia1 Re: OT 29.03.15, 18:18
                              Naprawdę? Czy mnie wkręcasz?

                              > haha, byłbym zupełnie do Ch... do Ch..., do Chińczyka niepodobny ;]]

                              Greku ...!
                              • grek.grek Re: OT 30.03.15, 14:49
                                i tak byś się nie dała wkręcić :]

                                i1.pudelekx.pl/5b2ca59102099b354c8e3396c573cdf7d35211dc/image-jpg

                                a swoją drogą, słyszałaś na pewno o zbawiennym wpływie konopii na rozmaite schorzenia a'la epilepsja; ciekawe, kiedy lobby pro-ludzkie wymusi na tej politycznej mafii polskiej zalegalizowania choćby medycznej marihuany.

                                "Greku...!"

                                Barbasiu ! :]]
                                • barbasia1 Re: OT 30.03.15, 23:55
                                  Ooooo!Jaaaacie!

                                  Naprawdę myślałam, że to żart!

                                  Próbowałeś?

                                  :)
                                  • grek.grek Re: OT 01.04.15, 15:37
                                    haha, coś czułem, że Cię zaskoczę ;]

                                    nie próbowałem :]
                                    jeszcze... ;]]
                                    podejrzewam, ze jest tam niewiele konopiii, raczej symboliczna ilość.
                                    najpewniej ciastka czekoladowe z wkłądką najlepiej wychodzą w domu -
                                    wtedy proporcje są dużo bardziej szczodre ;]
                                    • barbasia1 Re: OT 02.04.15, 00:49
                                      Nawet nie przypuszczałam, że taka czekolada może istnieć!!!

                                      Pewnie tak. :)
                        • barbasia1 Re: OT 02.04.15, 00:45
                          grek.grek napisał:

                          [...] - zawsze będę, dla Ciebie i Was, tym samym Grekiem :]

                          :)
                • barbasia1 "Ostatnie kuszenie Chrystusa" 29.03.15, 14:19
                  > hehe, będzie wyścig przedświąteczny : Polsat pokaże "Pasję", a Kultura "Ostatni
                  > e kuszenie..." ;]

                  Widzieliście, Greku, Bronte, Drogie Panie, ten film? Nie pamiętam, żeby w ostatnich latach był pokazywany w naszej telewizji? Czy w ogóle kiedykolwiek pokazano go w naszej telewizji?
                  • siostra_bronte Re: "Ostatnie kuszenie Chrystusa" 29.03.15, 14:26
                    Nie, nie widziałam.
                  • grek.grek Re: "Ostatnie kuszenie Chrystusa" 29.03.15, 15:05
                    wydaje mi się, że kiedyś był.
                    i była jakaś awanturka z tego powodu.
                    • barbasia1 Re: "Ostatnie kuszenie Chrystusa" 29.03.15, 15:54
                      Pamiętam jak przez mgłę, że w związku premierą kinową było głośno o tym filmie także i u nas. Oczywiście o kwestie obrazoburcze chodziło, ale nie pamiętam szczegółów.
    • pepsic Polski thriller "Sęp" tvn 20:00 27.03.15, 17:24
      Fajerwerków nie spodziewam się, ale co tam, niech będzie na dobry początek weekendu:) Z udziałem Żebrowskiego, Małaszyńskiego i śp. Przybylskiej.
      • barbasia1 Re: Polski thriller "Sęp" tvn 20:00 28.03.15, 00:41
        Słówka dwa napiszesz, czy warto oglądać i szykować się na powtórkę?
        • pepsic Polski thriller "Sęp" 29.03.15, 18:15
          Przykra sprawa, gniot. Pomysł niezgorszy, tyle że pana scenarzystę i reżysera w jednej osobie nadto poniosło; fatalny dobór aktorów sprawiający ból zębów (obsadzenie 70-letnich panów jako szefów cbś), fatalne wykonanie, w czym przoduje genialnie nijaki Żebrowski rozmawiający z kotem i wypisujący kredą banały na domowej tablicy wielkości ściany oraz odstręczający, zmanierowany Olbrychski, synonim aktorskiego upadku.
          Wobec powyższego nie polecam, ostrzegam.
          :)
          • barbasia1 Re: Polski thriller "Sęp" 29.03.15, 20:24
            Brzmi odstraszająco! Niemniej wielkie dzięki za ten komentarz. :)
          • grek.grek Re: Polski thriller "Sęp" 30.03.15, 14:43
            pan Olbrychski niebawem zostanie zapisany w encyklopedii aktorskiej jako "ten starszy facet który zagrał z Angeliną Jolie" :]] rzeczywiście, szkoda że tak uznany aktor, z takim dorobkiem, tak pochopnie wybiera propozycje.

            kiedyś słuchałem jak w jakimś programie pan Daniel żarliwie bronił serialu "Daleko od noszy", dowodząc że to serial wysoce wspaniały i cudowny.
            I tak sobie myślę : o co mu chodzi ?
            na końcu się dowiedziałem, ze on w tym serialu grał jakąs rolę.

            w sumie, jego najlepszy występ po 89, to wtargnięcie do galerii i naparzanie szablą po ścianach ;]]
            • siostra_bronte Re: Polski thriller "Sęp" 30.03.15, 15:25
              Haha, pamiętam tę akcję w Zachęcie. Aż dziw, że Olbrychski nie poniósł (chyba?) żadnych konsekwencji. Nie rozumiem, dlaczego ostatnio gra w tak słabych serialach. Rozumiem, że może potrzebować kasy, ale na Boga, za reklamę Biedronki zgarnął...milion złotych!
              • grek.grek Re: Polski thriller "Sęp" 30.03.15, 16:25
                chyba nikt nie miał odwagi do niego podejśc, żeby nie dostać tym pałaszem co on nim machał ;]]

                a wiesz, tak sobie pomyślałem, że to swoją drogą jest paradoks, że we współczesnym polskim kinie
                nie ma dobrej roli dla Olbrychskiego. 70 lat to wcale nie starość, aktorzy w Amerykach i innych krainach
                łapią się czasami do naprawdę ciekawych filmów, są dla nich tam role i nagle - wow, znów są w grze.

                pan Daniel nie zapomniał jak się gra. pytanie, wg mnie, brzmi : dlaczego nikt nie napisał w ostatnich 20 latach żadnego scenariusza, w którym mógłby on spożytkować swoje doświadczenie i warsztat ? w ogole, im aktor starszy tym w Polsce mniej wykorzystywany, nie sądzisz ? dyskryminacja ? ;] a może kolejna z dróg, w które polskie kino nie zbacza, bo po prostu brak w nim twórców na tyle odważnych czy też poszukujących ?
            • pepsic Re: Polski thriller "Sęp" 30.03.15, 19:47
              Nie stoją za tym słabe propozycje, a brak talentu uwidoczniony na stare lata, choć przyznaję za młodu był świetny jako Azja, Kmicic, Borowiecki. Bo np. Talar potrafił zagrać w "Sępie" wspaniały epizod, o czym zapomniałam wspomnieć. Od czasu Zachęty Olbrychski publicznymi wypowiedziami zbłaźnił się wielokrotnie, tak samo wchodzeniem bez mydła rządzącym wpisując się w chórek lemingów i mediów maistremowych tworzących medialny parasol nad gangsterskim systemem III RP. W jednym z wywiadów sam przyznał, że jest koniunkturalistą i gdyby nie lizał tyłka władzy w każdym okresie RP nie zagrałby tylu ról. I żeby jeszcze nie miał na chleb i tego miliona z Biedronki. ŻAL.PL

              Ps. Pewnie się zdziwisz, ale lubię serial "Daleko od noszy" z genialnym Wawrzeckim (notabene niewykorzystany talent komediowy, jak Pokora). Olbrychskiego na szczęście nie wypatrzyłam;)
              • maniaczytania Re: Polski thriller "Sęp" 30.03.15, 20:11
                a'propos talentu i wieku - prawdziwy talent się nie starzeje - stąd np. znakomita rola Jerzego Treli w "Ziarnie prawdy"
                • siostra_bronte Re: Polski thriller "Sęp" 31.03.15, 01:14
                  Podpisuję się pod pierwszym zdaniem.
                  • siostra_bronte Re: Polski thriller "Sęp" 31.03.15, 01:38
                    Pod pierwszym zdaniem Pepsic :)
              • grek.grek Re: Polski thriller "Sęp" 31.03.15, 14:07
                w "Pannach z Wilka", "JOwicie" czy "Brzezinie" też grał bardzo dobrze.

                może jednak bardziej chodzi o tę politykę niż o rzekomy brak zdolności ? :]

                a w istrocie, po mojemu : mozna "lizać tyłek władzy", a mimo to być dobrym aktorem grającym dobre role, a można być aktorem miernym, ale nie lizać tyłka władzy i na starość mieć najwyżej doskonałe alibi na zerowy dorobek zawodowy i mistrzostwo w graniu na grzebieniu :]









                • pepsic Re: Polski thriller "Sęp" 31.03.15, 18:57
                  Te role akurat mi nie utkwiły, ale nie twierdzę, że nie.
                  Trzeci wariant: można talent roztrwonić, lizać tyłek władzy, stracić szacunek widza.
      • grek.grek Re: Polski thriller "Sęp" tvn 20:00 28.03.15, 17:40
        obsada, którą wymieniłaś, konfunduje mnie, bo szanowni panowie obaj to są aktorzy dla których... jakby to powiedzieć, nie pisze się wybitnych scenariuszy z interesującymi postaciami do zagrania :]
    • siostra_bronte "Starsza pani znika" 28.03.15, 09:10
      O 16.30 w Kulturze. Jeden z moich ulubionych filmów Hitchcocka! Pomysłowa intryga, świetne wygranie przestrzeni pociągu i dużo humoru. I jeszcze znakomita obsada z Michaelem Redgrave na czele. Koncept ze zniknięciem pasażera, którego nikt nie zauważa był potem wiele razy wykorzystywany w kinie. To będzie znakomity seans :)
      • siostra_bronte "Gattaca-szok przyszłości" 28.03.15, 09:13
        W Stopklatce o 20.00. Powtórka jutro o 22.10. Sci-fi na poważnie, czyli prawdziwy rarytas. Film Niccola z 1997 r., o którym wspomniałam przy okazji, gdy Grek recenzował jego inny film. Polecam.
      • grek.grek Re: "Starsza pani znika" 28.03.15, 17:41
        dzięki, Siostro - SKACZĘ również :]
      • grek.grek Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 15:29
        znakomity seans, Siostro :] dzięki za polecenie.

        intryga, suspens i humor o którym wspominałaś.

        dwóch nobliwych angielskich dżentelmentów [jadących na mecz krykieta] nocuje w hotelu, w pokoju kelnerki - ona się przebiera, oni nie wiedzą co z sobą począć, więc odwracają się do ściany; później : ona zagląda na moment, żeby coś zabrać z szafy, a oni leżą w [jej] łózku, jeden z nich wstaje w postawie pełnej godności, mimo że ma na sobie samą bluzę od pidżamy :] spodnie ma ten drugi, który z kolei nie ma bluzy, hahaha.

        albo bijatyka w pociągu : Gilbert toczy zażarty bój z podejrzanym iluzjonistą, prosi pannę Henderson "przywal mu !", ale ona długo się waha, ewentualnie nie wie jak się do tego zabrać, aż wreszcie zachodzi iluzjonistę od tyłu i wymierza mu soczytsego kopniaka, ale ten kopniak wygląda przekomicznie :]

        zniknięta panna Froy i jej poszukiwania, podczas których p.Henderson wychodzi na wariatkę, bo nagle nikt starszej pani nie widział, a kiedy się starsza pani "pojawia ponownie" - wiemy, że to nie jest ona, mimo że zna szczegóły swojej krótkiej znajmości z p. Henderson.

        Hitchcock dba o pozory : przed wejściem do pociągu panna Henderson obrywa w głowę doniczką, kiedy żegna przyjaciółki stojące na peronie - mgli się jej przed oczami; czy pani Froy naprawdę mogła być tylko wytworem jej wyobraźni ? zdecydowanie. choć oczywiście ani przez moment nie sposób uwierzyć,ze p. Henderson zwariowała. Ale kafkowski akcent jest pięknie postawiony. ona sama w ktorymś momencie podejrzewa siebie o zwidy.

        towarzystwo narysowaane ciekawą kreską. dwóch Anglików od pidżamy, którym zależy tylko na dotarciu na mecz, kiklkoro Niemców, zwłaszcza ta Helga w okularach :] iluzjonista wyglądający na śliskiego typa, wreszcie para kochanków : on się nie chce rozwieść, a ona chce mu dać powód do rozwodu, więc licząc na rozróbę, jako jedyna potwierdza wersję panny Henderson o istnieniu starszej pani Froy, traf chce że nigdy jej nie widziała na własne oczy, więc kiedy pokazują jej panną Froy, ale tę już podmienioną - "rozpoznając" ją nieświadomie pogrąża pannę Henderson [swoją drogą, świetny koncept]

        Gilbert i panna Henderson mają świetną chemię, on jest zabawny, a ona czarująca, on jej pomaga wbrew zdrowemu rozsądkowi, a ona w końcu porzuca dla niego narzeczonego, jednocześnie tytułując go, Gilberta, a nie narzeczonego, "egoistą bez serca" ;]]

        scena strzelaniny w lesie dość dziwna : dlaczego tajniacy nie próbują okrążyć wagonu i dostać się do środka ? A pasażerowie strzelają z okien, marnując amunicję, którą powinni oszczędzać na wypadek gdyby tamci zechcieli zdobyć szturmem/fortelem wagon ? ale to drobnostka, bo przecież daje szansę na fajne bon moty, jak ten kiedy jeden z Anglików prosi o rewolwer, by wspomóc celnością swojego oka obronę wagonu "Jestem niezłym strzelcem, kiedyś wygrałem pudełko cygar" :]]

        generalnie, intryga znakomita, no i powtarzający się motyw ochrony przewożenia nietypowo zaszyfrowanej wiadomości. Tym razem w melodii, którą zna tylko pani Froy, która ofk w pewnym momencie, jak już zostaje wyrwana z rąk porywaczy podstępnych [stawiałem na doktora, zwłaszzca od momentu, keidy zaczął łazić za Gilbertem i panną Henderson tłumacząc, ze "to bardzo ciekawa sprawa", chciał być jak najbliżej tego, co oni ustalą, ewentualnie/oraz po to, by móc na bieżąco torpedować ich usiłowania i konkluzje mocą swojego rzekomego autorytetu medycznego, wedle którego panna Henderson doznała, OFK, halucyjnacji], przekazuje Gilbertowi.

        no i puenta. Jaka efektowna. Pod wpływem ożenku z panną Henderson Gilbert zapomina drogocennej melodii, którą wypiera w jego głowie Marsz Mendelsona [co za podświadoma projekcja, hehe], ale w brytyjskim MSZ jest już sama panna Froy, ktora wygrywa tę melodię na fortepianie. klasyka :]

        mistrzostwo w starym dobrym stylu.

        1938 rok ?
        nie wierzę... :]
        • siostra_bronte Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 17:21
          Cieszę się, że Ci się podobało, Greku :)

          Z zabawnych tekstów dodam jeszcze gości od krykieta (swoją drogą kapitalny duet), którzy stali do "Rapsodii węgierskiej", bo myśleli, że to hymn i to trwający 20 minut :)

          I rozmowa jednego z nich z kimś z Londynu przez telefon: "co słychać w Anglii?", "wieje" odpowiada anonimowy rozmówca. A kiedy gość od krykieta nie dostaje informacji o wyniku meczu wściekły odkłada słuchawkę. Świetne jest to, że przez dłuższy czas nie wiemy kim są goście od krykieta, a ich teksty jak "Anglia jest w niebezpieczeństwie" brzmią co najmniej tajemniczo :)

          Była jeszcze zakonnica w butach na obcasach :) I panna Froy wciśnięta do toaletki, która na pytanie czy jest jej wygodnie odpowiada "Jak w londyńskim metrze w czasie szczytu" :)

          Yes, między Iris i Gilbertem jest fajna chemia. I jakie to romantyczne, po pierwszym pocałunku planują już podróż poślubną. Ech, gdzie te czasy...

          Masz rację, końcówka ze strzelaniną nie wygląda przekonująco i to jedyny słabszy punkt filmu. No i parę razy znowu oglądamy dziecięcą kolejkę :) Ale poza tym to naprawdę kawałek świetnego kina w starym stylu.


          • siostra_bronte Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 17:53
            I jeszcze trailer:

            www.youtube.com/watch?v=pTKfhyj2neg
          • grek.grek Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 18:00
            ja się cieszę podwójnie :]]

            haha, to było dobre, pamiętam :]

            ci dwaj są bezbłędni.
            tutaj strzelanina, człowiek zaginął, może nie żyje, pociąg najeżdzają jacyś zbrojni, a oni ciągle z flegmą zauważają "Możemy się spóźnić na mecz, możemy się spóźnić na mecz..."

            pani Froy też jest mocna.
            pamiętasz ten tekst ? : "U nas moralnośc rządu i społeczeństwa niekoniecznie idą ze sobą w parze. A społeczeństwo mamy całkiem porządne..." :]] z cyklu : jak skrytykować tak, żeby poszło w pięty, ale przy zachowaniu pełnej elegancji.

            o, wiesz, Siostro - jak trzymasz agresywnego iluzjonistę za uszy, a ukochany/ukochana wymierza mu kopa w zadek... to trudno nie poczuć wzmożenia miłosnego ;]]

            o, a widzisz, nie wiedziałem o wykorzystaniu kolejki [także w tym filmie] i przyznam, że nie zauwazyłem. nie jestem wysokiego mniemania o własnej spostrzegawczości, ale mimo wszystko to chyba znaczy, że kamuflaż był niezły ;]
            • barbasia1 Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 18:14
              > o, a widzisz, nie wiedziałem o wykorzystaniu kolejki [także w tym filmie] i prz
              > yznam, że nie zauwazyłem. nie jestem wysokiego mniemania o własnej spostrzegawc
              > zości, ale mimo wszystko to chyba znaczy, że kamuflaż był niezły ;]

              I jeszcze posłużono się makietą zabudowań mieściny, z której wszyscy wyruszają w podróż do Londynu pociągiem.

              Uważam efekty specjalne były całkiem przyzwoite jak na rok 1938.
              • grek.grek Re: "Starsza pani znika" 30.03.15, 14:38
                no to już zupełnie jestem ustrzelony :] dzięki za te informacje, Barbasiu [i Siostro].
                następnym razem zwrócę uwagę na te rzeczy.

          • barbasia1 Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 20:22
            > I jakie to romantyczne, po pierwszym pocałunku planują już podróż poślubną. Ech, gdzie te czasy...

            Właśnie. :)

            Ale wcześniej połączyła ich emocjonująca przygoda. Historia nie mogła się więc skończyć inaczej.

            Świetna scena na dworcu w Londynie, Iris wypatruje narzeczonego, "łowcy posagów" z herbem, a kiedy go w końcu dostrzega chowa się w natychmiast do taksówki, jednak nie chce się z nim spotkać, za nią do taksówki wskakuje Gilbert, uśmiecha się. Scena kończy się wspomnianym już pocałunkiem pary .
        • barbasia1 Re: "Starsza pani znika" 29.03.15, 18:01
          Niepozorna starsza dama, nauczycielka muzyki, szpiegiem, tajną agentką w służbie jego królewskiej mości, to kapitalny pomysł. :)
          Panna Froy, której Gilbert pomógł wydostać się przez oko pociągu, ucieka potem pod ostrzałem kul przez leśne chaszcze i doły ze zwinnością Jamesa Bonda. :))

    • grek.grek "Kolacja na cztery ręce" [1990] Teatr TVP 28.03.15, 14:11
      świetny spektakl - znakomity tekst, nie gorsza scenografia i wybitne aktorstwo.

      rzecz napisał Niemiec Paul Barz.
      treścią jest spotkanie, które nigdy nie miało miejsca, a jego bohaterami J.F Haendel i J.S Bach, czyli wybitni kompozytorzy tworzący w tym samym czasie.

      wedle fikcyjnego pomysłu, Haendel przygotuje wspaniałą kolację [zupa z tymiankiem, ślimaki, ostrygi i pasztet plus cały barek przednich win] na którą zaprasza Bacha.

      przez 90 minut trwa pojedynek dwóch osobowości, z rzadka przerywany pojawianiem się lokaja Haendela, który przynosi kolejne posiłki i z chęcią wtrąca swoje trzy grosze, zawsze krytyczne wobec swego pracodawcy, czym doprowadza go do furii :]

      Haendel jest nazywany "królem muzyki" i smakuje podziwu szerokiej widowni, zaś krytycy niekoniecznie wysoko oceniają to, co robi. Bryluje na londyńskich salonach, tak samo chętnie przyjmowany, co i wykpiwany przez karykaturzystów przedstawiających go na rysunkach z głową świni.

      Bach przeciwnie : jego dzieła są cenione przez znawców materii, zbiera cenne pochwały, ale pozostaje "skromnym kantorem [z kościoła Jakiegośtam]".

      status obu kompozytorów znajduje idealne odzwierciedlenie w ich postawie, stylu bycia i poglądach na sztukę.

      Haendel jest nonszalancki, lubi imponować, popisywać się, peroruje o sobie i tym jak jest podziwiany przez ludzi, nosi wybujałą perukę, a muzyka według niego powinna być skoczna, głośna i taka pod publiczne gusta.

      Bach na odwrót : stonowany i z początku niesmiały, zajada nieudolnie ostrygi i wsysa ślimaki, słucha bezwiednie opowieści Haendela, z czasem się rozkręca [i to jak], ale opinię o sztuce ma tę samą od początku do końca : uporządkowana, technicznie precyzyjna, trudna w konstrukcji - oto ideał.

      Haendel żyje sam, ma tego lokaja do pomocy, chętnie bywa na dworach i salonach, gdzie jest mile widziany. Bach ma żonę, wiele dzieci, a wolne chwile spędza na tworzeniu w swoim małym pokoiku.

      oczywiście, te postawy i zapatrywania zderzają się ze sobą, aż momentami iskry idą. POczątkowo Bach ma szacun dla Haendela i vice versa, ale z czasem panowie naskakują na siebie z coraz większą pasją.

      i ile razy naskoczą, tyle razy - za moment dłuższy lub krótszy, okazuje się, że coś im jednak doskwiera. Haendel chciałby doświadczyć tego uznania wąskiego, ale znająćego się na rzeczy, grona krytyków, którym cieszy się Jan Sebastian. Bach chciałby choć raz być podziwiany przez tłum, nawet jesli miałby to przypłacić pisaniem "miernej muzyki". Haendel boleje nad tym, ze jego londyńska pozycja towarzyska i rodzaj twórczości zależą od podlizywania się królowi. Bach jest niezależny, ale co za to niezależność, skoro obarczony jest żoną, dziećmi, pracą i w ogóle głowa mu pęka. Haendel świetnie zarabia za swoje dzieła, ale co z tego skoro ukradkiem nie zaspokaja swoich ambicji twórczych. Bach zaspokaja ambicje, ale trzosu bynajmniej. Haendel zyskuje poklask ludu i możnych, ale ileż nerwów go to kosztuje ! Ileż gryzienia się w język, ile niechęci wobec samego siebie. ILeż strachu przed samotnością, ślepotą i śmiercią w porzuceniu przez wszystkich. Bach żyje w pełnej harmonii i całkowitym oddaniu sztuce, w otoczeniu kochająćej rodziny, ale... dżizus, jak by było upojnie, gdyby tak sam król mu klaskał, a z widowni leciały staniki.

      mówiąc metaforycznie : Haendel jest jak wokalista rockowy, Bach jak pianista jazzowy.

      znacie ten dowcip : spotyka się dwóch jazzmanów :
      - Cześc, stary, kupiłem twoją płytę.
      - A, to ty...

      i cokolwiek by sobie nie wypalili prosto w twarz, to szanują swoją muzykę. Kiedy Bach siada do klawesynu i gra swoje Wariacje Goldergowskie - Haendel słucha z coraz większym zaintrygowaniem i rozpaczą "co za muzyka... to mistrz, wirtuoz, A JA ? ja, podziwiany król muzyki ? jego kunszt bije mnie na głowę]. Kiedy Bach kończy, Haendel stara się własne odczucia zbagatelizować.

      ofk, musi być i wątek "Mesjasz" vs "Pasja sw. Mateusza".

      a lokaj z chęcią bierze stronę Bacha i podczas swoich krótkich wejść umizguje się z najwyższym szacunkiem dla "zwykłego kantora" ośmieszając swojego mentora i "króla muzyki" kolejnymi kompromitującymi go w oczach Bacha ujawnieniami.

      Jest to tak dynamiczny dialog, doskonale skomponowany, że nie sposób się oderwać. SCenografię stanowi jeden duży pokój, ale kapitalnie przygotowany, ze stołem, barkiem, pstrokaty i robiący od razu nastrój. No i te drzwi, którymi trzaska złośliwie lokaj...

      Janusz Gajos gra Bacha, a ROman Wilhelmi Haendela.
      z klasą i mistrzostwem stylu noszą peruki [a czasami je zdejmują], a ich aktorstwo - mistrzostwo, po prostu czapki z głów.
      ekspresyjni są fantastycznie, obaj w swoich klasycznych emploi, jakie znamy z ich wielu ról filmowych [w teatrze różnie wszak bywa, np. Wilhelmi w "Procesie" gra absolutnie wbrew swojemu wizerunkowi z dużego ekranu], kapitalnie balansują pomiędzy zgrywą i kłopotliwą szczerością, a że scenariusz to zaiste rollercoaster złożony z dekonstrukcji ich własnych
      postaw w rozbite na cząstki kompleksy, pozy, zazdrostki i niespełnienia - wygląda to i brzmi niezrównanie.

      "Skoro historia przeznaczyła nam wzajemną wrogość, może powinniśmy wbrew niej zostać przyjaciółmi...", powiada Haendel w końcówce, kiedy to przyjaźń jest w istocie bardzo możliwa, bo obaj - wbrew temu co sobie nawrzucali - ogromnie siebie nawzajem szanują i chyba się polubili, podczas tego zmyslonego, ale jakże prawdopodobnie wyglądającego [wedle historyków, jak udało mi się doczytać] spotkania.

      a rezyserował to wszystko Kazimierz Kutz.

      com obejrzał i Wam doniósł via TV Polonia :]

      to trzeba zobaczyć :] :

      www.youtube.com/watch?v=MiY0ukL0Y1U
    • grek.grek "Soul Kitchen" w Kulturze 28.03.15, 18:05
      spróbujcie, jeśli akurat będziecie w pobliżu :]

      20:20 & 3:15

      symoatyczna, zabawna, w duchu multikulti sporządzona opowieść o perypetiach Zinosa, greckiego NIemca, prowadzącego tytułową Soul KItchen, czyli klub-restaurację w postindustrialnej scenerii dawnego magazynu, gdzieś na obrzeżach Hamburga.

      ofk, kłopoty, upadki i nieustanne handryczenie się z opresyjną rzeczywistością są specjalnością bohatera tego filmu, knajpka [skupiająca miejscową młodzież, imigrantów wszelkiej maści, kontestatorów systemu i niebieskie ptactwo rozmaite] zacznie mu się wymykać z rąk, z powodów administracyjnych i nie tylko, ale... od czego przyjaciele, szczęśliwy los i trochę własnego sprytu oraz pomysłowości.

      z dawnych czasów :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132307527,Soul_KItchen_House_Obslugiwalem_ang_krola.html
    • grek.grek "King Kong" w Dwójce [wczoraj i dziś] 29.03.15, 12:02
      nowe środki technicze sprawiają, ze jest to piękny czas renesansu kina przygody.

      Kino wraca do korzeni, jakkolwiek chcielibyśmy to widzieć :]]

      ofk, sensów i znaczeń "King Kong" zawiera mnóstwo : krytykę kolonializmu, niewolnictwa, wyzysku Czarnego Lądu, rasizmu itd.

      do tego melodramat, kolejna odsłona Pięknej i Bestii oraz Kong jako ucieleśnienie ideału męskości ;] - no nie mówcie, że nie, drogie Panie ? Rano się budzi w doskonałym humorze i skory do zabawy, potem poprawia grzywkę, wychodzi na miasto i przynosi do domu kawał mięsa do gara, jak trzeba stanąc w Waszej obronie - to obije twarz tyranozaurowi, a wieczorem z filozoficzną miną wzrusza się przy zachodzie słońca i zaprasza Was do towarzystwa. A konkurencja w postaci ludzi ? Jeden to sprzedajna menda, drugi to aktor, heros w filmie i oferma oraz tchórz w rzeczywistości, trzeci wypisuje jakieś komedie dla mieszczuchów... w czym tu wybierać ? ;]

      realizacja jest wspaniała.
      orajt, komputer, ja wiem... ale ten rajd oszalałych ze strachu brontozaurów wąwozem między skałami, z ludźmi pętającymi się pood nogami i atakującymi raptorami, ze sceną jak spadają w przepaśc nie wyrabiając zakrętu na klifie, a ludzie biegną ile sił w płetwach a skały usuwają się im spod nóg... niesamowita sekwwencja - komputer czy nie, sztuka współczesnej iluzji filmowej osiągnęła niesamowity poziom.

      bitwa Konga z tyranozaurami - fenomenalne.

      ludzie walczący z gigantycznym robactwem, scena ofiarowania z tym zwodzonym mostem i zapalanymi pochodniami na całej szerokości muru, sam MUR, skały, w ogóle WYSPA - zwłaszcza w scenach kiedy statek dopływa do niej i widać jej kształty, skały i skałki nieregularne - wsszystko to jest doskonale skomponowane.

      i bardzo wiarygodne. kiedy te dinozaury się wywracają albo łapią z trudem równowagę, to widać niemalże jak mięśnie grają pod ich skórą, tak doskonale jest to zrobione.

      sceny na wodzie, kiedy statek cumuje przy wyspie miotany falami. cóż za dynamika i sprawnośc realizacyjna.

      no i sam Kong. imponująco realistyczny.

      aktorzy siła rzeczy schodzą tu na drugi plan ;], ale w sumie szkoda, że aktorzy nie łamią w jakiś spsosób konwencji, chociaż popisująca się żonglerką i fikaniem kozłów Naomi Watts jest
      momentami interesującym uzupełnieniem tej feeri efektów, które nie są jednak tylko efektami samymi w sobvie, ale ilustrują zapierającą dech w piersi przygodę.

      niemożliwą do zrealizowania w rzeczywistości, a przez to tym bardziej frapującą.

      wg mnie, wielkie kino :]
      w innym sensie niż "Oscar Złota Palma Złoty Lew etc", ale być moze w tym sensie najbardziej dla kina właściwym i pierwotnym, prawie tak pierwotnym jak główny bohater :]

      na Dwójce już leci powtórka [oglądałem wczoraj o 20:00], jak sądzę ? nie wiem, bo telewizor mam na górze, a komp na dole, a pośrodku dużo schodów, a leniwy jestem jak poobiadowy kot przy niedzieli, więc sprawdzić nie jestem w stanie ;]]

      tak czy owak - oby więcej takich filmów. prawdziwych widowisk, powołujących do życia świata z bujnej wyobraźni, ale i przecież mających humanistyczne przesłanie. bez nich nie było nigdy kina i bez nich go także nie będzie, jak sądzę.

      PS : też czekacie na nowego Bonda, "SPectre" ? :]
      ponoć już są pierwsze przecieki.

      wstydzę się ;], ale te nowoczesne Bondy to jest coś naprawdę dobrego. zwłaszcza po "Skyfall" jestem naprawdę zaciekawiony, co tym razem wymyślą i jak zainwestują te liczne setki milionów jakie pójdą na realizację.
      • siostra_bronte Re: "King Kong" w Dwójce [wczoraj i dziś] 29.03.15, 14:25
        Kiedyś już dyskutowaliśmy o tym filmie.

        Powtórzę się, to męczące widowisko, czyli typowy przerost formy nad treścią. Za dużo tutaj wszystkiego. Za dużo efektów specjalnych, które odbierają historii napięcie. I skąd się tutaj wzięły dinozaury?? Aktorzy głównie biegają przerażeni :) Moim zdaniem ta wersja nie umywa się do filmu Guillermina z 1976 r., (mimo skromnych efektów specjalnych), który miał jakiś styl i wywoływał emocje.

        Odważę się przyznać, że mnie Bondy kompletnie nie interesują :)
        • grek.grek Re: "King Kong" w Dwójce [wczoraj i dziś] 29.03.15, 18:09
          tak :]

          czyżby nie miała zbyt wiele sympatii dla nowoczesnego kina staromodnej przygody ? :]

          historia w istocie nie zawiera dramaturgii, która byłaby nowa, albo wysokich lotów, i
          masz rację z nadmiarem efektów. oglądałem to... własnie pod tym kątem :] jest w tym jakiś
          haczyk, na ktory się nabieram, słusznie lub nie, mądrze lub głupio. może to jakaś pierwotna
          ciekawość ujrzenia światów, które dotąd istniały tylko na kartach powieści ?

          z pewnością film anuluje także aktywne użycie wyobraźni, z tym że dla mnie to już nie jest chyba niebezpieczne ;] jak miałem te 12-13 lat i pasjami czytałem "Tomki" Szklarskiego, powieści Wernica i inne
          takie - wyobraźnię rozkręciłem do groźnych rozmiarów ;] a jak się ma te 30-parę, to już człek w miarę ukształtowany jest, odpowiednie klapki albo się otworzyły albo nie otworzą się już nigdy, więc może stąd
          gdzieś tam te efekty wydają mi się interesujące, jako kreacja rzeczywistości, jakiej naocznie nigdy nie zobaczymy.

          W sumie, ciekawe jak nowoczesne kino, ktore operuje taką paletą możliwości, wpływa na wyobraźnię dziecka ? Jak to mówią, potrzeba matką wynalazku, więc jak czegoś nie da się zobaczyć, to wchodzi imaginacja i w sumie te braki działają na korzyśc rozwoju małolata. Czy nadmiar obrazkow sprawia, ze jakieś mechanizmy wyobraźni i fantazji pozostają nieaktywne ? a może te obrazy wyobraźnie w dwójnasób aktywują ? To chyba do dzieci pytania, nie ? :]

          ja do tych starych Bondów chyba się nie cofnę, ale te nowe podziwiam za rozmach.
          • grek.grek Re: "King Kong" w Dwójce [wczoraj i dziś] 30.03.15, 14:36
            * czyżbyŚ nie miała... :]

            przepraszam, zjadłem literę i wyszło niezręcznie
    • barbasia1 "Serbski epos" reż. P.Pawlikowski TVPKultura 23:00 29.03.15, 17:02
      Kolejny dokument Pawła Pawlikowskiego w TVP Kultura, opowieść o wojnie domowej w Bośni.

      Jeden z najlepszych filmów dokumentalnych o wojnie domowej w Bośni. Reżyser, niczym antropolog, przygląda się rytuałom i narodowym mitom, unikając dziennikarskiego komentarza do bieżących zdarzeń. Oglądamy mi.in sceny masowego chrztu, udzielanego serbskim żołnierzom przed ostateczną walką oraz plemienne okrzyki bojowe Serbów na linii frontu. Są w tym filmie sceny niezapomniane - jak ta, w której rosyjski pisarz Eduard Limonow strzela w kierunku oblężonego Sarajewa... Dzięki perspektywie, jaką przyjął reżyser, dokument stał się uniwersalnym wglądem w oblicze bałkańskiego koszmaru, ale nie wszyscy go zaakceptowali. Część brytyjskich parlamentarzystów próbowała nie dopuścić do jego emisji, oskarżając Pawlikowskiego o sympatyzowanie z bałkańskimi zbrodniarzami.
      www.telemagazyn.pl/tv/612846/serbski-epos
      A ja jeszcze nie opowiedziałam Wam dwóch poprzednich! Ech! :/
      • grek.grek Re: "Serbski epos" reż. P.Pawlikowski TVPKultura 29.03.15, 18:10
        dzięki, Barbasiu :]

        nie wiem, czy skoczę, ale jakby co, to mam zapisane :]
        • barbasia1 Re: "Serbski epos" reż. P.Pawlikowski TVP 29.03.15, 18:16
          Będę nagrywać. Kiedyś opowiem, mam nadzieję. :)
          • grek.grek Re: "Serbski epos" reż. P.Pawlikowski TVP 30.03.15, 14:35
            dzięki ! :]
    • grek.grek "W lepszym świecie" 20:45 Kultura [tym razem] 29.03.15, 17:21
      polecam bardzo, aczkolwiek z nadzieją niewielką, że stanie się konkurencją dla MECZU [w Polsacie] :]

      film jest kooprodukcją szwedzko-duńską i nakręcony jest w manierze doskonale znanej z innych skandynawskich filmów, czyli bardzo dobrze i wyraziście.

      rzecz kręci się wokół spotkania dwóch chłopców - Eliasa i Christiana. obaj są z rodzin dobrze sytuowanych, ale przeżywających swoje kryzysy [małżeńskie]. Elias jest w szkole prześladowany przez bandę wyrostków. Nie oddaje ciosów, jest bierny, w czym naśladuje poglądy swojego ojca [lekarza]. inaczej Christian, na którym piętno wywarła śmierć matki - on nie waha się zasadzić na prowodyra i tak mu wlać, że ręce składają się do oklasków. Co więcej - zachowanie Christiana sprawia, ze niedawny zakapior kłania mu się na szkolnym podwórku. Elias jest tym wydarzeniem przejęty ogromnie, intryguje go jego nowy kolega i obrońca. Zaczynają się spotykać cortaz częsciej, a prowadzi to w coraz bardziej niebezpieczne rejony.

      znakomity film, osnuty wokół pytania : dać w dziób czy w dziób nie dać ? :] z dylematem : kiedy używać przemocy i : czy w ogole przemoc prowadzi do sensowncyh rozwiązań ? Gdzie jst granica ?

      poprzednie wejście :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,156457892,156736212,_W_lepszym_swiecie_2010_via_TVP1.html
      udanego seansu :]
      • barbasia1 Re: "W lepszym świecie" 20:45 Kultura [tym razem] 29.03.15, 19:25
        No właśnie, dziś mecz z Irlandią naszej odnowionej, odrodzonej drużyny, pierwszy mecz po długiej przewie zimowej?! Poważna konkurencja dla filmu, tak.
        • grek.grek Re: "W lepszym świecie" 20:45 Kultura [tym razem] 30.03.15, 14:34
          no i coś chyba nie wyszzło ? czyżby euforia po meczu z Niemcami była przedwczesna ?

          ale za to jeden z panów komentatorów dzielnie wspomagał Orły :] za pomocą kwestionowania i podważania każdej sędziowskiej decyzji podjętej przeciwko nim, hehe.

    • latarnik88 Re: Ojej, co tu wybrać 2015 - 3 (vol. 53) 31.03.15, 10:19
      Daniel Olbrychski powinien teraz odcinać kupony od swojej długoletniej pracy a nie pokazywać się w marniutkich rolach w jeszcze bardziej marniutkich produkcjach , mam na myśli również rolę w filmie z A.Jolie. Cedzi słowa , przemieszcza się z trudem , samo nazwisko nie wystarczy . I zeby nie było to tamto , byłam kiedyś zauroczona Olbrychskim jako mężczyzną i aktorem , teatralnym i filmowym. Myślę , że jest za bardzo wyeksploatowany , życiowo i zawodowo.Czas odpocząć , może faktycznie skupić się na reklamach , dopóki płacą.Ponoć ma tyle osób na utrzymaniu.
      • mozambique "Ścieżki" na c+ 31.03.15, 13:58
        Cciekawy australisjki film, choc przyznaje, nie dla kazdego.
        Autenytuczna historia z lat 70-tych, mloda Australijka Robin ( tu zdolna Mia Wasikowska) postaanwia dokonac wielkeigo czynu , samodzielnie i indywidulanie przejsc asutralijaksa pustynię w poprzek , sama smaiutenka, tylko z wielblądami.
        Che tym cos "ponaparwiac" w sowim niewiesolym zyciu - jej matka wczensie ją osierocila wieszajac sie na kablu a ojciec , pod oddaniu jej pod opeike nielubianej ciotki, probuje dokonac przejscia Sahary tylko z wieblądami. TYlko nigdy nie wrócił z tej wyprawy. OSamotniona Robin, wyobcowana, wyautowana, nie lubiąca ludzi , ( dzis pewnei zdiagnozowano by jej Z.A) najpierw przez rok zarabia na farmie wielbladów na tą wyparwe ale wciaz jej duzo brakuje, poznaje przypadkeim sympateycznego - Ricka, fotografa z National Geografic , który pomaga jej otzrymac finansowanie z NG w zamian za cykliczne zdjecia i reportaz z tej calej wyprawy.
        KOmpletuje wiec sprzet, zapasy , kupuje trzy silne wielblady ( w tym samice z mlodym) , bierze ukohcanego psa i wyrusza... Sama che pokonac kilka tysiecy km przez australijski interior. Wg umowy z NG co pare tygodni na trasie ma spotykac sie z Rickiem, odfajkowac obowiazkowy wywiad i sesje zdjeciowa i tyle.

        No i wyrusza i idzie, idzie na nogach ( wielblady są juczne) , idzie dzien, drugi, dziesiaty, trzydziesty, sama wyznacza traseae na mapie, je to co upoluje lub ma w puszkach, spi na ziemi, pije wode z kanistra albo z kałuzy, bawi sie z psem i boryka sie z nieuprzejma przyrodą - nizesmki upał, silne wiatry, szukanie wody, sluchanie odglosów przyrody , rozpalanie ogniska, w nocy oglądanie gwiazd, pacyfikowanie dominujeco samca wielbląda , ktory chce zdominowac ją, i nietstey dla niej spotkanai z ludzmi : o wyprawie jzu Rick zdązyl napisac wiec co pare dni jakei auta z turystami ją dopadają i cykają fotki jak jakiemus zwierzeciu. Roobyn prostestuje, ucieka, chowa sie gdzies po krzakach , nie lubi ludzi, nie cierpi ich, toelruej tylko Ricka bo taka byla umowa .RIck chyab nawet zakochuje sie w niej ale Robyn nie lubi romantyków , tego czulego kląsakanai i wzdychania, Ricka uzywa tylko do seksu a poza tym chce byc sama. I jest sama, coraz bardzije sama.
        Z tygodnia na tydzien tych turystów jest coraz mniej, Robyn wchdozi na teren czysto pustynne, i widac ze jest tam szczesliwa , zyczliweio odnosi sie tylko do Aborygenów ktorych lubi , szanuje i stara sie poznac. Oni lubia i szanują ją, bo ona szanuje ich parwa, zwyczaje i wierzenia,np nadklada ponad 200km drogi zeby nie wejsc na swiete ziemie Aborygenów , mimo glodu w ich obecnosci nie wyptroszy upolowanego zwierzecia , bo wg ich prawa kobieta tego nie moze robic itp Dzieki temu jeden ze starszyzny ofiarouje sie dolączyc do niej i przeprowadzic przez swiete ziemie itp.
        ALe nawet tam dopadaja ich auta , tym razem z dziennikarzami roznych mediów dla ktorych slawna juz camel-lady to smaczny kąsek. I znowu Robyn przed nimi ucieka, chowa sie na dzrewie, czuej sie jak zaszcuta zwierzyna.
        i Idzie dalej , tam gdzie juz prawie nie ma wody ...

        To nie jest "łatwy " film , to cos innego niz film drogi, to raczej droga do wewentreznego wyzwolenia, oczyszczenia, pogodznei sie z soba i swiatem, są piekne zdjecia i kadry , prawie nei ma muzyki , cala ilustracja dziwekowa to natura - wycie wichru, porykiwania wielblądów, chrzest piasku pod ich stopami , dzownki na szyjach, cykady, spiekota, szcekanie psa, spalone sloncem cialo Robyn

        To nie jest film przygodowy , bo przygód w tym sensie to Robyn nie ma - az dziwne zrestza ze ta cala wyprawa idzie jej tak łatwo- mimo ze Australia ma najwiecej jadowitej gadziny na swiecie to spotaknei z wezem miala tylko jedno i pokojowo zakonczone, najgrozniejszym drapieznikiem okazal sie dziki wielbląd atakujacy ją , kgtorego musiala zabic ( bo ponoc zdziczaly wielblad jest potwornie agresywny ) , jej wlasne wielblady robia jej niespodzianki w postaci ucieczki w nocy o pare kilometrów, wielblądziotko sparzylo sobei stopy i tzreba mu zrobic "onuce" ale w sumie przyroda jest dla niej laskawa. TRagedie przezyej dopeiro z winy ludzi - ukochany pies znajdize gdzie przy zbiorniku wodnym pusta butelkę po strychninie i wyliże...
        CZasmai nawet spotyka ludzi - a to jakis podroznik gdzies tam prowadzi obserwacje przyrodnicze, a to jakas starsza para hoduje troche bydła w okoolicach rzeki ( widok starszej siwej pani w rózwej podomce zamiatającej ganek malego domku dokladnei w srodku niczego - bezcenny) a to RIck podjechal i przywiózl banke wody ale Robyn dalej woli byc sama. Idzie dalej ...
        Przez pól roku przeszla tak parwie 3 tys km i doszla do oceanu, potem pislala artykuly do NG i w koncu ksiażke 'TRacks" na podstaiwe kóerej jest ten film.

        Tak jak wspomnialam to wymagający film, pierwsze pol godziny obserwacji tej podrozy dla widza przyzwyczajonego do kina amerykanskiego moze byc nudny i nużący, ale gdy poczekac dalej to niespieszny rytm opowiesci magnetyzuje, przyciąga, cos jak mantra, modlitwa. NIby nic sie nie dzieje ale dzieje się. MI film sie spodobal bardzo i to mimo ( a moze z powodu) braku upieksznai realiów "pod widza" - MIa prezentuje tu odwaznie niedepilowane łydki ( w dzisiejszych czasach to odwazniejsze niz przytycie 20 kilo) a w innej scenie - menstruację ( cóż, biologia). Jest powtornei wycieńczona ale szczesliwa, mogac byc tylko ze sobą...

        A Rick ze ten temat podostawal jakeis tam branzowe nagrody .

        A To prawdziwa Robyn i zdjeica z wyprawy - Wielbłądy w oceanie są nieziemskie:
        www.google.pl/search?q=robyn+davidson&rlz=1C1RNNN_enPL365PL396&espv=2&biw=1366&bih=653&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=A4MaVdzYPMWnsgGj-YFw&ved=0CJUBEIke&dpr=1
        • grek.grek Re: "Ścieżki" na c+ 31.03.15, 16:30
          skojarzyło mi się z "Drogą" made in Us, dobry trop ?

          na pewno bardzo dobre streszczenie, MOzambique, dzięki :]

          film pewnie istotnie "nie dla każdego", ale coś czuje, że bym chyba złapał ten rytm i
          się wciągnął.

          ciekawa postać, ta Robyn. singielka... a co tam - pustelnica ;] - z przekonania, natury i
          genetycznego zakodowania.

          trzeba to mieć w sobie,żeby się na taką wyprawę zdecydować. ktoś o innej konstrukcji osobowościowej pewnie by tego jednak nie przetrwał. a tutaj dodatkowo widocznie ta przyroda, dzika ciągle, jest jej
          bliska, może nawet POKREWNA ? co o tym sądzisz ? bohaterce chyba bliżej do tych węzów jadowitych,
          a nawet wielbłądów agresywnych niż do ludzkości jako takiej ?

          "nie lubi czułego wzdychania, Ricka uzywa tylko do seksu"
          męska osobowość, bez dwóch zdań ;]

          "nie lubi romantyków, tego kląskania i wzdychania"

          mnie się wydaje, że sama jest romantyczką :]
          tyle że nie w stylu stereotypowym, bo w stereotypie romantyk to jakaś pierdoła, co to zbiera kwiatki,
          wyje z rozżalenia jak mu się pies nie da pogłaskać i pisuje okropnie grafomańskie wierszydła.

          w tradycji rosyjskiej, brytyjskiej czy niemieckiej bohaterowi romantycznemu bliżej do tego agresywnego, zdziczałego wielbłąda :]

          w sumie, Robyn też ma ten rodzaj pociągu do natury, przygody i rodzaj oddalenia i poczucia swojej nietuzinkowości.

          no i szacun dla dawnych obyczajów [tutaj :aborygeńskich]
          oldskul romantic, zdecydowanie :]]

          • barbasia1 Re: "Ścieżki" na c+ 01.04.15, 00:01
            grek.grek napisał:

            > skojarzyło mi się z "Drogą" made in Us, dobry trop ?

            Z "Drogą" opartą na powieści Cormaca McCarthy'ego (obejrzałeś?)?

            Jedynie motyw wędrówki przez kontynent łączy te dwa filmy. Poza tym nie ma żadnych innych podobieństw.
            • grek.grek Re: "Ścieżki" na c+ 01.04.15, 15:42
              jak zwykle coś pokręciłem... mam nadzieję, ze mi wybaczysz/wybaczycie :]

              chodziło o "DZIKĄ drogę" Jeana-Marca Valle'a z Reese Witherspoon.

              film.org.pl/r/recenzje/dzika-droga-64071/

              "Drogi" wg Mc Carthy'ego jeszcze nie widziałem, ale jestem na tropie i jak tylko
              obejrzę - napiszę niechybnie :]

          • mozambique Re: "Ścieżki" na c+ 01.04.15, 11:47
            skojarzyło mi się z "Drogą" made in Us, dobry trop ?

            - nie widzialam wiec nie powtierdzam i nie zaprzeczam :)

            film pewnie istotnie "nie dla każdego", ale coś czuje, że bym chyba złapał ten rytm i
            się wciągnął.

            bo ten film wciąga , naprawde, wlasnie cos jak mantra czy medytacja - nudne potwornie ale jak trudno przerwac :)


            trzeba to mieć w sobie,żeby się na taką wyprawę zdecydować. ktoś o innej konstrukcji osobowościowej pewnie by tego jednak nie przetrwał. a tutaj dodatkowo widocznie ta przyroda, dzika ciągle, jest jej
            bliska, może nawet POKREWNA ? co o tym sądzisz ? bohaterce chyba bliżej do tych węzów jadowitych,
            a nawet wielbłądów agresywnych niż do ludzkości jako takiej ?

            wiesz tak wlasnie myslaam ze nawet gdyby wspolczesnie ktos sie na to porwał ( taka np Martyna W. :) to jednak oblozyby sie masą techniki, elektroniki , dla zwyklego bezpieczenstwa, ale i dla zabicia czasu . A Robyn odmowlia nawet wziecia radia ( wsadzili jej go na siłę) i uzyla go dopiero gdy zdechl pies. Doipeiro wtedy zrozpaczona usilowała wezwac SOS, nie udalo sie. Przetrwala te pare dni w stuporze i ruszyła dalej. Wieczorami gapila sie w gwiazdy i sluchala wiatru, raz wlaczyal takie radio tranzystorowe i tyle. Ona w ogoel nie byal istotą społeczną , jej obecnosc innych ludzi nie byla do niczego potzreban.

            "nie lubi romantyków, tego kląskania i wzdychania"

            w sumie, Robyn też ma ten rodzaj pociągu do natury, przygody i rodzaj oddalenia i poczucia swojej nietuzinkowości.

            to na pewno , ponoc w ksiązce duzo czasu poswiecila tematom aborygenskim, w filmie nacisk na to nie jest az tak silny

            no i szacun dla dawnych obyczajów [tutaj :aborygeńskich]
            • grek.grek Re: "Ścieżki" na c+ 01.04.15, 15:34
              ciekawe, czy dzisiaj taka wyprawa byłaby w ogóle możliwa bez jakiegoś wsparcia elektroniki, komórek, GPS i innych takich ?

              to trochę jak ze zdobywaniem bieguna - dzisiejsi specjaliści od takich wypraw twierdzą, że z wyposażeniem jakim dysponowali Ammundsen czy Scott : nie dałoby się dziisaj tego wykonać.

              podobnie pan Doba, ktgóry przepłynął kajakiem z Lizbony, przez Atlantyk, na Florydę - podązał śladem pewnego niemieckiego podróżnika, ktory zrobił to samo bodajże w latach 20-tych XX wieku.

              i tenże pan Dobra twierdzi, że bez sprzętu nawigacyjnego, GPS, telefonów komórkowych itd., którymi jego poprzednik NIE rozporządzał - nie zdołałby dopłynąć do mety, zagubiłby się na Oceanie.

              a zatem, zupełnie jakby trudnośc takich wyczynów rosła z biegiem lat i wymagała jednak zaangażowania zupełnie nowoczesnych środków. to już chodzi, z tego wynika, nie o możliwość skorzystania z elektroniki, ale o konieczność.

        • barbasia1 Re: "Ścieżki" na c+ 01.04.15, 00:14
          mozambique napisała:

          Dla zdjęć, krajobrazów dzikiej Australii chyba też warto obejrzeć ten film?
          • mozambique Re: "Ścieżki" na c+ 01.04.15, 11:27
            ofk warto bo fotografowany ten film jest bardzo ładnie i wcle nie kiczowato
            bo np kangur jest tylko jeden i to w dodoatku martwy :)))
    • grek.grek Opera w Kulturze : "Manon" 20:30 31.03.15, 14:51
      ofk, znów z Metropolitan z NYC.

      5-aktówka Julesa Masseneta [pierwsze wystawienie w 1884 roku w Parisie] o miłości trudnej i nieszczęsliwej.
      tym razem w rolach głównych Anna Netrebko i Piotr Beczała.

      lets jump ! :]
      • barbasia1 Re: Opera w Kulturze : "Manon" 20:30 31.03.15, 16:56
        Jeśli o miłości trudnej i nieszczęśliwej - to coś w sam raz dla nas, nieprawdaż Greku!? ;)

        > tym razem w rolach głównych Anna Netrebko i Piotr Beczała.
        Pięknie!


        185 minut!
        OMG!
        • grek.grek Re: Opera w Kulturze : "Manon" 20:30 31.03.15, 17:31
          rzec by mozna : specjalizacja ;]

          tylko 185 ? ;]
          • barbasia1 Re: Opera w Kulturze : "Manon" 20:30 04.04.15, 00:17
            grek.grek napisał:

            > rzec by mozna : specjalizacja ;]

            Hehehe! :))

            > tylko 185 ? ;]
            8-/

            Aleee
            Wytrwałam. Obejrzałam. Wysłuchałam. Nie żałuję. ;) Postaram się jutro dopisać do Twojego postu.
            Wybacz. Przedświąteczna gorączka u mnie.

            Nigdy nie byłam wielką fanką opery, nie znam się na muzyce operowej, ale powiem Ci, że z coraz większa przyjemnością oglądam kolejne spektakle z MET!? :)
        • grek.grek Re: Opera w Kulturze : "Manon" 20:30 01.04.15, 14:00
          no i Barbasiu ? jak Ci się spodobał ten spektakl ? dało się te 3 godziny wytrzymać ? :]

          na razie czekam z wrazeniami, bo chciałem przenieśc do nowego volume, a
          nie wiem co i jak z nim [chyba się do klasyki przyzwyczaiłem, hehe].
    • grek.grek "Zodiak" w TVN7 o 20:00 [must see :)] 31.03.15, 15:04
      kurde, szkoda że o 20:00 i nakłada się na powyższe.

      rzecz dotyczy rzeczywistego śledsztwa w sprawie zabójcy, który grasował po Ameryce, i lubił wysyłać pełne symboli i szyfrów listy do gazet, w którym przedstawiał się właśnie jako Zodiak.

      policji jako instytucji - dedukcja szła średnio, ale za to pewien rysownik gazetowy [miłośnik szarad i zagadek logicznych], złapał bakcyla i wziął się serio za rozpracowywanie tematu. jest też dziennikarz zainteresowany jego postępami, a potem do rysownika dołącza policjant z głową na karku i równie zdeterminowany by złapać Zodiaka.

      film nie jest widowiskowy, żadnych fajerwerków.
      mozolne powolne odcyfrowywanie tropów, znakow, symboli, łapanie sladów i utrata, kolejne sukcesy i nagłe porażki, oddalanie się i zbliżanie do celu, cała ta detektywistyczna żmudna dłubanina - oto zasadnicza treśc wypełniająca te 2 i pół godziny.

      i jest to niezwykle wciągająca historia, uzupełniona o obrazek kosztów jakie główni bohaterowie płacą za obsesję na punkcie zidentyfikowania mordercy.

      Jake Gyllenhaal, Robert Downey Jr i Mark Ruffalo grają bardzo dobrze, a David Fincher pewną ręką prowadzi ten wehikuł i tworzy, jak zazwyczaj, świetną atmosferę kryminalnego śledztwa.

      z dawnych czasów. ale nie czytajcie za wiele ;'] :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,103757749,Zodiak.html
      • siostra_bronte Re: "Zodiak" w TVN7 o 20:00 [must see :)] 31.03.15, 18:51
        Widziałam kiedyś i jakoś się nie zachwyciłam. Mam wyraźny problem z Fincherem :)
        • grek.grek Re: "Zodiak" w TVN7 o 20:00 [must see :)] 01.04.15, 13:12
          O ! :]

          chyba rzeczywiście, coś nie możecie polubić, bo pamiętam że i "Siedem" nie zrobił na Tobie wrażenia ;]
          coś mi się zdaje, przepraszam że tak szarzuję, ale "Fight Club" też może Cię nie przekonać z uwagi na sporą dozę przemocy [aczkolwiek usprawiedliwioną i w fair-style, czyli w formie uczciwych i akceptowanych pojedynków na pięści].

          może ten nowy "Gone girl" spodoba Ci się bardziej :]
      • maniaczytania Re: "Zodiak" w TVN7 o 20:00 [must see :)] 01.04.15, 10:47
        obejrzałam wreszcie, wcześniej zawsze się jakoś nie składało.

        Rzeczywiście film znakomity, trzymający cały czas w napięciu, nawet przez chwilę nie był nudny. Panowie aktorzy zachwycający, i tak sobie pomyślałam, czytając zalinkowany wątek sprzed lat (streszczenie Greka - świetne!), że chyba nam się jednak trochę percepcja brodatych zmieniła, bo mnie się Downey Jr. z brodą podobał bardzo, poza tym on, jak napisał Grek, nawet z brodą jest ładniejszy od niektórych innych panów ;)

        Zrobić wciągający film o takim typowym prawdziwym śledztwie, polegającym na dłubaninie - prawdziwa sztuka.
        • maniaczytania "Zodiak" - specjalnie dla Pepsic 01.04.15, 10:48
          zauważyłam w tym starym wątku, że pytałaś o piosenkę, która była na samym początku filmu, tuż po napisach. To była piękna piosenka - "Easy to be Hard" :)
          • pepsic Re: "Zodiak" - specjalnie dla Pepsic 01.04.15, 22:41
            O mamo, nic nie pamiętam. To piosenka z "Hair" musicalu wszech czasów, również mojej młodości. Co ciekawe, od tgo czasu nigdy więcej filmu nie obejrzałam.
            Merci beaucoup Maniu:)
            • maniaczytania Re: "Zodiak" - specjalnie dla Pepsic 01.04.15, 22:48
              cieszę się, że mogłam pomóc :)
            • pepsic Re: "Zodiak" - specjalnie dla Pepsic 01.04.15, 22:48
              I jeszcze jedno. Nie kojarzę tej piosenki z Hair, ale dokładnie pamiętam, na jaką okoliczność dama w białym futerku ją śpiewała.
        • grek.grek Re: "Zodiak" w TVN7 o 20:00 [must see :)] 01.04.15, 13:15
          doskonale :]

          ależ przychylna ocena ! Maniu ! :]

          wczoraj nie zobaczyłem [ech, te operowe wtorki w Kulturze], ale dokładnie tak go pamiętam, jak
          To opisałaś. [dzięki za dobrą ocenę mojego starego... wypracowania, hehe]. Fincher tchnął wspaniałe życie i klimat w coś, co na papierze mogłoby wyglądać mało interesująco.

          hehe, brodacze nadciągają ! ;]
    • pepsic Wielki tydzień - "Pasja" 31.03.15, 19:25
      Ciekawe historycznie, mocne kino z artystycznym, budzącym nadzieję zakończeniem, które mi się bardzo podobało. Interesująco oddana plastycznie postać szatana i psychologiczna Piłata, którego na moje oko za bardzo wybielono. Konkluzja: 2000 lat minęło, a ludzie nic się nie zmienili. Wbrew rozumowi, logice i sercu podążają za złem nie dostrzegając dobra. Chapeau bas dla Mela Gibsona, którego nie znałam z tej strony. Dla mnie premiera.

      Ps. Ne ma co wybrzydzać, ale mógłby sobie Polsat darować na takim filmie reklamy, albo choćby przejść do nich bardziej taktownie, a nie tak, że mało obuchem w głowę nie dostałam.
      • siostra_bronte Re: Wielki tydzień - "Pasja" 31.03.15, 19:46
        Nie widziałam. Pamiętam zarzuty o zbytnią brutalność i okrucieństwo. Twoim zdaniem są słuszne?
        • pepsic Re: Wielki tydzień - "Pasja" 31.03.15, 21:26
          W jakiś stopniu z pewnością, ale z uwagi na temat jest to uzasadnione.
      • grek.grek Re: Wielki tydzień - "Pasja" 01.04.15, 13:08
        jak dla mnie - wszystko w tym filmie jest po łebkach, a zwłaszcza teologia zbawienia.

        chodziło o to, żeby plastycznie pokazać tortury i zabijanie.
        co najlepsze - Gibson zrobił scenariusz na podstawie objawień jakiejś mistyczki, a kompletnie
        zignorował rzetelne przekazy historyczne.

        można ofk wziąć pod uwagę, ze nie istnieją żadne zapisy dotyczące domniemanej jego śmierci i
        szczegółów, ale przecież istnieją hsitoryczne dane dotyczące epoki.

        i tak, np., do okładania skazanego Rzymianie nie używali wówczas flagrum, czyli batów z haczykami. w filmie jest to niemal pierwszorzędna rzecz.

        Gibson postawił na dosłowność aktu, a zupełnie pominął głębszy sens całego tego wydarzenia albo mitu albo jak to zwał.

        myślę, że znacznie ciekawszy film obejrzymy w czwartek :] "Ostatnie kuszenie..." daje nowy punkt widzenia, perspektywę, a choćby i kontrowersję intelektualną.

        tutaj kontrowersją i perspektywą jest tylko zastanawianie się, czy człowiek naprawdę ma tylko 5 litrów krwi, bo w "Pasji" zdaje się, ze chyba dwa razy tyle - i jak już ją straci, to nadal idzie i żyje.

        Gibson niestety pozostał przeciętnym rezyserem Americano, który macha ręką na realia i rzetelnośc przekazu, o ile tylko nie pasują mu do od odpowiednio widowiskowej wizji.
        • pepsic Re: Wielki tydzień - "Pasja" 01.04.15, 22:31
          Każdemu wg potrzeb. Do mnie, przeciętnego widza "przeciętny" Americano Mel Gibson trafił, a droga krzyżowa to nie spacer po parku. Niby czego sie spodziewałeś?
          • grek.grek Re: Wielki tydzień - "Pasja" 02.04.15, 15:04
            zapewne taka droga to nie spacer po parku, ale z drugiej strony im mniej krwi ma człowiek, tym słabszy, a tutaj jeszcze mu każa dźwigać drewno.

            fakty historyczne są takie, że pzy tego typu egzekucjach nie osłabiano zanadto skazanca biciem, bo by z tym drewnem nie doszedł na miejsce.

            w istocie cała akcja polega na tym, żeby skazany udusił się. do tego nie bito go zbyt mocno, a często używano także nie gwoździ, a rzemieni i przywiązywano, bo śmiertelnośc tego rodzaju kary polegała na umieszczeniu skazanego w pozycji, w której coraz cięzeej było mu oddychać, aż do zgonu.

            nikt nie wie, jak naprawdę wyglądało całe zajście i jakich technik użyto. Gibson postawił na sadystyczną widowiskowość i z aktu zbawienia [dla mnie mnie, ale dla wierzących - i owszem] zrobił sobie hucpę.

            może i rzeczywiście trudno się byłop po panu Melu spodziewać czegoś innego, bo on najwyraźniej ma ciągoty do robienia filmów w których główną atrakcją jest barbarzyńska egzekucja.
            • pepsic Re: Wielki tydzień - "Pasja" 02.04.15, 15:48
              Oj Greku, nie oglądałeś uważnie. Piłat skazał Jezusa na biczowanie dlatego, aby uratować Go od ukrzyżowania. Wiedział, że jest niewinny i liczył, że to wystarczy. Jest to wyraźnie zaakcentowane. Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli, bo żądna krwi tłuszcza nie odpuściła. Wówczas tchórzliwie umył ręce. Rzeczywiście skatowany Jezus nie mógł dźwigać krzyża, więc przymuszono do tego Szymona, ale była to konsekwencja próby ocalenia.

              A czym było ukrzyżowanie Chrystusa, jak nie aktem barbarzyństwa i jatkę? Tak, Gibson oparł się na objawieniach oraz biblii i pokazał wersję zdarzeń prawdopodobną, na ile możliwe. Czy bicz był zakończony kulkami, czy haczykami, to akurat najmniej istotny element. Przede wszystkim namacalnie uzmysłowił, jak wielkim aktem heroizmu było dźwiganie krzyża za zbawienie świata.
              • grek.grek Re: Wielki tydzień - "Pasja" 03.04.15, 16:43
                "zbawienie świata", to dla wierzących wersja :]

                dla mnie, ateisty, wedle dostępnych źródeł nie jest pewne nawet to, że Jezus istniał naprawdę. a całośc tej opowieści ma charakter symboliczny, ofiara też jest symboliczna.

                wg mnie, naturalizowanie tego całego wydarzenia jest zabiegiem bezcelowym. odziera go z metafizyki, z teologicznej doniosłości, przenosi akcenty na formę, a nie na treśc.

                ten film to pornografia. przesada, wyolbrzymienie stylizowane na naturalizm, całkowite wyzbycie się sensu duchowego, intelektualnej refleksji.

                dośc dziwnie brzmi opinia, ze "PIłat chciał uratować Jezusa" wobec faktu, że tym okładaniem omal go nie zabił. to znaczy, zabił go, bo mu wytoczył krwi ponad normę posiadaną przez normalnego człowieka.

                zatem, w ujęciu Gibsona jest to po prostu hamburger filmowy i już nie chcę mówić że z zielonym i zepsutym kotletem w środku, żeby to nie zabrzmiało dwuznacznie w kontekście zawartości tego filmu.
                • pepsic Re: Wielki tydzień - "Pasja" 03.04.15, 18:24
                  dośc dziwnie brzmi opinia, ze "PIłat chciał uratować Jezusa"
                  W filmie było powiedziane dobitnie, że Piłat skazał Jezusa na biczowanie, bo nie chciał jego śmierci. Jednocześnie wydał polecenie, aby nie przesadzić z biciem. Bez odpowiedzi pozostanie pytaniem, dlaczego tego nie uszanowano.

                  Moim skromnym zdaniem naturalizowanie nie zaszkodziło wydźwiękowi duchowemu. A jeśli bym miała porównywać - "Pasja" dużo bardziej mnie porwała, niż "Ostatnie kuszenie Chryystusa" deczko trącące myszką, w którym ciężko było sie przekonać do Jezusa rewolucjonisty. Nota bene Scorsese przedstawił interesującą wizję.

    • 82adrian Katyń (TVP1) 01.04.15, 00:19
      Właśnie teraz w TVP1 leci ''Katyń'' - film, którego reżyser Wajda i producent Kwieciński złożyli hołd najbliższym, którzy zginęli w Katyniu w 1940 roku.

      Obsada ciekawa, m.in. Artur ''Ojciec Mateusz'' Żmijewski, Andrzej ''Carte Blanche'' Chyra czy Maja ''Żabcia'' Ostaszewska.
      • 82adrian Re: Katyń (TVP1) - streszczenie 03.04.15, 15:30
        Streszczenie Filmu ''Katyń'', który w nocy widziałem w TVP1:

        17 września 1939 roku. Anna (Ostaszewska) wraz z córką dociera do obozu, w którym przebywa m.in. jej mąż - rotmistrz Andrzej (Żmijewski). Prosi Andrzeja, żeby uciekł lecz ten odmawia i razem z pozostałymi oficerami zostaje wywieziony do ZSRR.

        6 listopada 1939 roku ojciec Andrzeja, który jest profesorem Uniwersytetu Jagielońskiego w Krakowie bierze udział w ''Sonderaktion Krakau'' i zostaje wywieziony do obozu w Sachsenhausen. 24 grudnia 1939 roku polscy oficerowie wojskowi, którzy przebywają w kościele-obozie w ZSRR składają życzenia świąteczne.

        Pod koniec marca 1940 roku Anna i matka Andrzeja dostają list i urnę z prochami ojca Andrzeja, który zmarł na serce w Sachsenhausen. Oficerowie polscy przebywający w obozie w ZSRR dowiadują się, że mają zostać wywiezieni. Jeden z nich, Jerzy (Chyra) mówi Andrzejowi że pozostaną po nich tylko ''guziki'', gdzie ich wypowiedź zostaje przerwana wizytą NKWD-zistów, którzy wymieniają osoby które mają zostać wywiezieni i wśród nich jest Andrzej. Jerzy daje mu sweter podpisany jego imieniem.

        Rok 1943. Mieszkańcy Krakowa dowiadują się o odkrytych przez Niemców zwłokach polskich oficerów w Katyniu. Anna odkrywa że na liście nie ma jej męża i dzięki temu oddycha z ulgą. Matka Andrzeja jednak nie wierzy tym informacjom. Na liście wśród zabitych znajduje się mąż Generałowej (Stenka), która zostaje wezwana na Wawel i tam dostaje po mężu m.in. medal Virtuti Militari. Generałowa zostaje zmuszona przez Niemców do podpisania listy przekonującej o tym, że to sowieci zamordowali oficerów, lecz ta odmawia. Ogląda Niemiecką Kronikę Filmową pokazującą te wydarzenia.

        Rok 1945. Kraków zostaje wyzwolony przez sowietów. Do domu Anny przychodzi Jerzy ubrany w strój UB. Matka Andrzeja oraz Anna są zdziwieni, ponieważ Jerzy znajduje się na liście osób zabitych w Katyniu. Jerzy przychodzi do UJ i prosi profesora, aby przekazał Annie kalendarz-pamiętnik Andrzeja.

        UB pokazuje na rynku Radziecką Kronikę Filmową, w której jest informowane iż że to Niemcy są winni zbrodni Katyńskiej. Generałowa każe wyłączyć ubekowi projektor, aż w końcu wkracza Jerzy. Generałowa jest w szoku, gdy widzi go w stroju ubeka. Mający wyrzuty sumienia że nie uratował Andrzeja pijany Jerzy popełnia samobójstwo strzałem w głowę.

        Do Krakowa przyjeżdża Agnieszka (Cielecka), siostra pilota (Małaszyński) który zginął w Katyniu. Odwiedza księdza, który był w Katyniu w 1943 roku. Do Anny przyjeżdża jej kuzyn, który chce studiować na ASP lecz tam zostaje odrzucony przez dyrektorkę-siostrę Agnieszki, ponieważ wpisał informacje że jego ojciec zginął w Katyniu. Wściekły rozrywa plakaty radzieckie, gdzie to zauważa UB i go ściga. Ukrywa się na dachu z córką Generałowej i umawiają się do kina. Po spotkaniu kuzyn Anny ścigany przez UB ginie rozjechany przez samochód wojskowy.

        Agnieszka chce postawić tablicę informującą o tym, że jej brat zginął w Katyniu z rąk sowietów. Gdy idzie do księdza dowiaduje się, że został aresztowany przez UB a Wikary odmawia umieszczenia tablicy w kościele. Na cmentarzu zostaje aresztowana przez UB, a ubecy niszczą tablicę.

        Do Anny przychodzi asystentka profesora, która daje jej pamiętnik w którym Andrzej opisywał ostatnie dni swojego życia. Andrzej ginie w Lesie Katyńskim, dostaje strzał w głowę od NKWD-zisty i umiera na miejscu.
        • grek.grek Re: Katyń (TVP1) - streszczenie 03.04.15, 16:34
          dobre streszczenie, panie kolego.

          nie widziałem tego filmu, więc z tym większą ciekawością przeczytałem. może kiedyś się zmobilizuję, wypadałoby obejrzeć kandydata na kandydata do Oscara, hehe :]
        • pepsic Re: Katyń (TVP1) - streszczenie 03.04.15, 18:02
          Adrian, a może jeszcze słówko o osobistych wrażeniach?
          :)
          • 82adrian Re: Katyń (TVP1) - streszczenie 03.04.15, 18:23
            Jeśli chodzi o wrażenia to powiem tak:

            Film wspaniały i zarazem przerażający, który pokazuje oficerów - Elitę Polaków, którzy zostali zabici przede wszystkim za wolność oraz za to, żeby NKWD-ziści i Stalin wyeliminowali osoby wykształcone z kraju okupowanego przez nich.

            ''Katyń'' to przede wszystkim historia rodzin, którzy po wojnie chcą jednego: prawdy oraz gdzie są ich najbliżsi?. Film ten jest hołdem dla ojca Andrzeja Wajdy - oficera Wojska Polskiego, który został zamordowany przez NKWD w Charkowie w 1940 roku i ojca Michała Kwiecińskiego - producenta ''Katynia'', który został zabity w Kozielsku w kwietniu 1940 roku.
            • pepsic Re: Katyń (TVP1) - streszczenie 03.04.15, 18:33
              Jak dla mnie fabuła nie jest ani zajmująca, ani zapadająca w pamięć. Rękę mistrza widać dopiero w końcowej, wstrząsającej sekwencji, która winna być lekturą obowiązkową.
              • maniaczytania Re: Katyń (TVP1) - streszczenie 03.04.15, 19:09
                Pepsic - zauważyłam, że za drugim razem fabuła bardziej 'rzuca' się w oczy. Przy pierwszym razie miałam wrażenie, że film jest pozlepiany z wątków, które nie mają sensu.
    • grek.grek "Co z oczu, to z serca" TVP2, 22:20 01.04.15, 15:26
      jutro riplej o 1:00 :]

      złodziej elegant [w tej roli Clooney George] skutecznie rabuje kolejne banki, aż wreszcie postanawia dokonać ostatniej akcji, wyciągnąc wiele milionów i wycofać się na emeryturę. problem w tym, że w międzyczasie wyrosła mu konkurencja, która ma zamiar pokrzyżować mu plany, no i na tropie jest policjantka [Jeniffer Lopez], którą kiedyś przetrzymywał przez chwilę jako zakładniczkę i zaczęli mieć się ku sobie.

      wygląda na łotrzykowskie kino z szelmowskim okiem Clooneya, klimaty z "Ocean's Eleven" no i z elementami komedii romantycznej.

      wyreżyserował Steven Soderbergh, więc cokolwiek by nie stanowiło treści tego filmu, zapewne zostanie wyrównanie albo podrasowane fachową realizacją.

      można by skoczyć..? :]
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka