Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 11 (vol. 73)

    • maniaczytania Kinowo - Doktor Strange 05.11.16, 17:45
      dawno w kinie nie byłam (jakieś 1,5 miesiąca ;) ), za to teraz szykuje się dużo fajnych filmów do końca roku (fajnych dla mnie, czyli trochę fantastyczno-superbohaterskich ;) )

      Doktor Strange jest świetny. Można go zobaczyć bez poznania wcześniej innych filmów z uniwersum Marvela. Efekty specjalne - znakomite, może nawet na Oscary? Charakteryzacja też nie odbiega. Tilda Swinton jak zwykle bardzo dobra, ale, choć nie przepadam za B. Cumberbatchem, to muszę mu tu oddać honory ;) - zagrał super, jest idealnym doktorem - czarownikiem. Z arogancją, butą, przemądrzałością, ale i specyficznym poczuciem humoru. I uważam, że dobrze zrobił 'wchodząc' do takiego filmu.

      A fabuła w skrócie - świetny chirurg, ale 'dupek' w życiu prywatnym, pewnego dnia ma wypadek. W jego wyniku ma pokiereszowane dłonie i cały sens jego życia ulatuje. Trafia przypadkiem na trop klasztoru w Katmandu, gdzie mogą go 'uleczyć'. A potem to jest już jazda bez trzymanki - odkrywa moc swego ducha i razem z innymi mistrzami musi stoczyć walkę o świat ziemski z mrocznym światem.
      • grek.grek Re: Kinowo - Doktor Strange 06.11.16, 12:29
        brawo, Maniu ! :]
        I wyczekujemy na większą dawkę Twoich recenzji :]
        napiszesz o "The Walk..." ?

        Benedict Cumberbatch bardzo a'la Sherlock, jak widzę także w Twojej recenzji pojawia się taka ocena. może i dobrze ? Sherlocka jest tak bardzo ZA mało, że podobne przeniesienia są chyba mile widziane, hehe.

        w efekty ponoć zainwestowano rekordowe pieniądze. Cóż, jesli już to zrobiono, miło wiedzieć, że efekt jest oszałamiający. Zresztą, wpływy kasowe zapewne łatwo zrównoważą poniesione koszta.

        ha, klasyka scenariusza superbohaterskiego :]
        • maniaczytania Re: Kinowo - Doktor Strange 06.11.16, 14:42
          grek.grek napisał:

          > Benedict Cumberbatch bardzo a'la Sherlock, jak widzę także w Twojej recenzji pojawia się taka ocena. może i dobrze ? Sherlocka jest tak bardzo ZA mało, że podobne przeniesienia są chyba mile widziane, hehe.

          eee, tego to ja nie wiem, bo nie widziałam Sherlocka ;) Raz próbowałam, ale mnie właśnie Cumberbatch zniechęcił po jakichś 5 minutach ;) Z tego, co ja słyszałam, to tylko się wydaje, że Strange jest Sherlockowy, bo ma podobne cechy, ale Cumberbatch je inaczej rozgrywa.
          • grek.grek Re: Kinowo - Doktor Strange 06.11.16, 16:21
            a to mnie zaskoczyłaś wyznaniem swym, Maniu ! ;]


        • maniaczytania co do "The Walk ..." 06.11.16, 16:20
          proszę o jeszcze chwilę cierpliwości ;) Zadałeś mi bowiem trudne zadanie jeszcze w tamtym wątku pisząc o porównaniu do dokumentu. A ponieważ dokument niedawno był w tv, to znaczy, że nie jest już trudno dostępny i w takim razie zdecydowałam, że przed napisaniem o filmie, muszę obejrzeć też dokument ;)
          • grek.grek Re: co do "The Walk ..." 06.11.16, 16:26
            ależ doskonała decyzja, Maniu ! :]

            tak, ogromnie oraz niezmiennie poolecam dokument, jest naprawdę znakomity, nie sposob się oderwać od seansu.

            zaczekam, oczywiście, że zaczekam ! ile będzie trzeba ! :]
    • grek.grek "INkarnacja [Shelter]" 06.11.16, 17:05
      Wytargacie mnie za uszy, bo to trzeci film do opisu dziś, ale zaryzykuję ;] Obejrzałem ten film via czeska Nova Cinema.

      Zapowiada się jak przedni thriller psychologiczny, a potem powoli, powoli, powoli dryfuje w stronę drugoligowej opowieści z krypty. Szkoda.

      Ale po kolei.

      Julianne Moore gra panią doktor psychiatrii Carę Harding. Jej ojciec jest profesorem w tej samej dziedzinie nauki i to on zaciekawia ją przypadkiem 30-letniego chłopaka, który jest szczęśliwym posiadaczem osobowości dwojakiej. Jest łagodnym Davidem, a odpowiednio poinstruowany [przez telefon "czy mogę rozmawiać z Adamem ?"] zamienia się błyskawicznie w agresywnego Adama. Gra tę postać Jonathan Rhys-Meyers i robi to od początku pierwszorzędnie. Spotkania aktorskie Moore vs Rhys-Meyers są tak dobre, że film wciąga bez reszty.

      Co ciekawe, jako David chłopak potrafi uszkadzać sobie kręgosłup, tak że traci władzę w nogach. Po prostu maksymalnie wygina szyję i chrup ! Nie może chodzić, trzeba go wozić na wózku. O co tutaj chodzi ?

      pani doktor rozmawia z nim, widzi te przejścia z jednej osobowości do drugiej, stara się go rozgryźć. Mimo że jest bardzo wierząca, nie zatrudnia religii do swojego myślenia. Jej wiarę pogłębiła tragedia, w której straciła mężą i chyba syna. Samotnie wychowuje córkę. Pomaga jej młodszy brat Steve, informatyk.

      Idąc tropami Cara dochodzi do sensacyjnego wniosku - David jest wcieleniem chłopca, który 25 lat temu najpierw stracił władzę w nogach, a potem został porwany i zabity przez do dziś nieznanego sprawcę. Sprowadza jego matkę, dziś starszą panią, i konfrontuje ją z Davidem. Okazuje się, ze David wie o rzeczach, które mógł wiedzieć tylko syn tej pani. Kobiecina jest w najgłębszym szoku, a Cara idzie do kościoła, bo jak to wszystko zrozumieć na gruncie nauki... :]

      Wozi Davida/Adama na miejsce, w którym znaleziono tamtego chłopca, nagle Adam zamienia się w Davida, potem rozstrząsa teorię, jakoby Adam/David był świadkiem tej zbrodni i próbuje ją wyprzeć z pamięci, stąd jego rozdwojenie jaźni... Konfliktuje się nieco z ojcem, a także dowiaduje się, ze córka przestała wierzyć w BOga, bo "pozwolił tacie umrzeć". Zaczyna ją to wszystko przerastać.

      Ale to dopiero początek, bo Adam/David nagle przedstawia się jako Wes. Udaje się ustalić, ze Wes, to muzyk rockowy, możliwe że satanista, który zginał w niewiadomych okolicznościach. A jeszcze za chwilę Adam/David/Wes wciela się w... męża Cary i jakby nigdy nic odbiera ze szkoły jej córkę. Cara jest coraz bardziej przerażona.

      Zabawia sie w śledczą i odwiedza dom Adama. Jest tam pies i ... trup. Nie wiadomo, co to za jegomośc, wiadomo tylko że leży w wannie, przykryty dywanem, już od dłuższego czasu.

      Przy okazji Cara odkrywa jakieś znaki w mieszkaniiu. Niby krzyże, ale jakieś takie "faliste". Matka prawdziwego Davida kieruje się na prowincję, gdzie Cara spotyka się z wiekową czarownicą. Starsza pani jest niewidoma, a mimo to wszystko widzi, wie o czym Cara myśli i zasadniczo sprawia wrażenie jakby była nie z tego wymiaru. Cara jest świadkiem jak czarownica leczy raka poprzez wyciągnięcie nowotworu z ciała, jak ci znachorzy z Filipin.

      Dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy. Wzyscy ludzie, którzy mieli fizyczny kontakt z Adamem vel Davidem vel Wesem posiadają na plecach ranę w kształcie takiego falistego krzyża - czarownica mówi, że to nie jest krzyż, tylko znak inkarnacji. Do tego cierpią na postępującą gorączkę oraz...wymiotują ziemią. Czyli, robi się niesamowicie.

      Tymczasem kamera w pokoju Adama vel Davida rejestruje coś niezwykłego : chłopak spi, a nad jego łóżkiem pojawia się jakaś... czarna chmura, która jakby w niego wstępowała, a on się nagle budzi. Brat Cary, jako informatyk, odkrywa z przerażeniem, że ta chmura, to... fala dźwiękowa. I mówi :] Charczącym tonem bełkocze po niemiecku albo niderlandzku i wymienia jekiś nazwisko.

      Z tym nazwiskiem CAra jedzie do starszego antropologa vel historyka, który prezentuje jej taśmę filmową z końca XIX wieku. Opisuje ona historię szarlatana, który w wiosce na amerykańskiej prowincji, skłonił ludzi, aby nie szczepili się na chorobę zakaźną, wskutek czego choroba wydusiła kilkoro dzieci. W zemście czarownica, ta sama którą spotkała CAra, wyssała mu ustami duszę, narysowała na plecach falisty krzyż, a potem nawaliła ziemi do gardła, żeby "dusza nie mogła wrócić z powrotem". Cara z przerażeniem widzi twarz tego szarlatana XIX-wiecznego... to twarz Adama/Davida/Wesa. A więc szarlatan powrócił ;]

      jednocześnie pojawia się informacja, że ciało znalezione w domu Adama/Davida, to Adam jakiśtam. tak więc nasz szarlatan przywłaszczył sobie tożsamośc pierwszej swojej ofiary, podobnie jak i kolejnych.

      Jak w podręczniku, kiedy Cara odkrywa prawdę, szarlatan vel Adam/David zaczyna atakować. Zabija jej ojca, przejmuje jego duszę, próbuje złapać córkę i brata Cary. Córka już choruje, ma ranę na plecach i gorączkuje. Cara jest w drodze, a wujek próbuje siostrzenicę uratować. Udaje mu się, choć obrywa od Adama/Davida/szarlatana :] Carze udaje się go unieszkodliwić... przez telefon. DFzwoni do brata i woła "Chcę rozmawiać z Davidem !". Szarlatan to słyszy i reaguje jak w klinice jej ojca - przechodzi w stan Davida i jako parality przewraca się i mdleje.

      Brat cary ma czas dostarczyć jej córkę. Cara wiezie ją do czarownicy. Prosi o ratunek, ale starsza jejmość powiada, że to niemożliwe, bo mała nie wierzy w Boga, a tacy nie mogą być uratowani.

      DOjśc więc musi do starcia Cara vs szarlatan, o duszę jej córki. Tu już mamy zupełny kicz, szarlatan ginie bo wpadł na kołek plecami, a Cara ratuje dziecko, chyba dlatego że sama wierzy w Boga i udało się jej tę wiarę ocalić, pomimo wszystkich szaleństw, które widziała i które jej wiarą chwiały jak sztorm łódką na oceanie.

      szkoda, że w drugiej częsci filmu scenariusz obrócił w film w serię rutynowych, sprawdzonych chwytów. Pierwsza godzina wszelako jest na naprawdę dobrym poziomie, JUlianne Moore rozwija skrzydła, a Jonathan Rhys Meyers gra właściwie 3-4 role w jednej i żongluje nimi z imponującą łatwością i kreatywnością.

      a potem obie postaci główne schodzą do poziomu po prostu kolejnych papierowych ludzi z przeciętnego horroru i miejsce psychologicznej rozgrywki zajmuje akcja, akcja i znów akcja, z elementami okultyzmu, chiromancji, medyccyny ludowej ;], czarownictwa, podań i bajd, z tytułową inkarnacją w roli głównej. on ją ściga i wcielając się nawet w jej własnego ojca już nie robi wrażenia, bo robi to w biegu i pospiesznie, ona ucieka, córka choruje i zaraz może umrzeć, wyścig z czasem, a na koniec konfrontacja w jakichś okolicznościach nocnej przyrody...Uff, scenariusz starczył na połowę filmu :]

      co nie znaczy, że jako całośc jest źle zrobiony. Wydaje się, ze wręcz bardzo dobrze.

      www.youtube.com/watch?v=aWCl93yETq4
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Ostatnie piętro" 07.11.16, 12:19
      całkiem niezły zapis klinicznej odmiany paranoia wera.

      zwolniony do cywila mundurowy stopniowo popada w absolutną korbę - uważa że szefostwo jednostki wojskowej, to agenci i spiskowcy, musztruje i terroryzuje żonę i dzieciaki, chałupę w blokowisku zamienia się w punkt oporu zbrojnego. oczywiście każde działanie, każdą kolejną chorą brednię, motywuje dbałością o dobro rodziny i bezpieczeństwo domowego ogniska.

      mam nieodparte skojarzenia polityczne, a nawet personalne... ;]

      Janusz Chabior w kolejnej dobrej roli.
    • grek.grek 0:05 TVP1 "O północy w Paryżu" 07.11.16, 12:37
      wczoraj oglądałem i dzisiaj też będę ;']]

      czasami pojawiają się takie filmy, które być może do wybitnych nie należą, ale mają taki wdzięk, że nie sposób się im oprzeć. I to wg mnie jest jeden z takich filmów właśnie :]

      w tej "europejskiej" stawce filmów Woody'ego Allena - wydaje mi się szczególnie wyrózniający. a scenariusz, wizja wskrzeszenia lat 20-tych w Paryżu, wariacja na temat teorii światów równoległych i interesująca refleksja, że zawsze tęsknimy za życiem w innym miejscu i czasie niż żyć nam przyszło - głęboka na swój sposób, ale podana w lekkiej, przyjemnej tonacji.

      Owen Wilson jest ujmująca sympatyczny, a ekranowe wcielenia artystów z Montmartre lat 20-tych - przeznakomite, a Scott Fitzgerald i Salvador Dali urzekający :]

      wyobrażam sobie, że aktorzy grający role mniej sympatyczne, czyli... współczesnych Amerykanów [przemądrzały profesor, topornie materialistyczni rodzice narzeczonej Gila, i sama narzeczona - zupełnie pozbawiona romantyzmu], musieli z zazdrością obserwować na planie, jak ich koledzy spełniają się w tak miłych okolicznościach aktorskich wyzwań.

      no i główny bohater calego zamieszania, najpełniej wyeksponowany w słowach i w obrazach, czyli Paryż. Pocztówkowy momentami, wyidealizowany, filmowany w sposób upiększający realność, ale... czy nie o czasami w kinie chodzi, o zakochanie w iluzji istnienia ideału ? :}

      PS : ciekawy tydzień filmowy nadciąga :]

      jutro w CT Art "Nostalgia" Tarkowskiego, w środę w Polsacie "Stoker" Pak CHAN-Wooka [zapewne seans powodowany premierą kinową "Służącej" tegoż rezysera], w piątek "Miłośc" w Kulturze, a w sobotę... yes, "OSiem i pół" - też w Kulturze :]

      a poza telewizjną ramówką - 1 część "Ludwiga", którą zamierzam sobie zaaplikować [Siostro, planuję na środę albo czwartek].

      I nie mam wątpliwości, że dopiszecie do tej listy jeszcze niejeden ciekawy film, który wypatrzyliście w ramówce, albo zamierzacie obejrzeć w sieci lub w kinie [i koniecznie go zrecenzować !] :]

      • siostra_bronte Re: 0:05 TVP1 "O północy w Paryżu" 07.11.16, 13:11
        A ja nie mam zamiaru oglądać :) Obejrzałam raz, co prawda bez początku i wystarczy. Nie trawię "nowego" Allena i już!

        O, zazdroszczę Tarkowskiego. Wstyd się przyznać, ale nie widziałam żadnego jego filmu. O "Miłości" pisaliśmy, dla mnie rozczarowanie.

        Bardzo się cieszę, że pamiętasz o "Ludwigu" !

        Wypatrzyłam, uwaga..."Lalkę" od piątku w Kulturze, bodajże o 11.30. Codziennie, poza weekendem. Na pewno się ucieszysz :)
        • grek.grek Re: 0:05 TVP1 "O północy w Paryżu" 07.11.16, 14:45
          cześć, Siostro :]

          z Twoich słów wynika bardzo wielka sympatia dla "starego" Allena :]

          ja również nie oglądałem jeszcze żadnego filmu Tarkowskiego :], więc czekam z zaciekawieniem na jutrzejszy seans. to zastanawiające, swoją drogą, że w polskiej telewizji w ostatnich nawet latach można było zobaczyć filmy dokładnie wszystkich wybitnych rezyserów aktualnych i niektualnych, a choćby jednego przypadku wyświetlania filmu Tarkowskiego - nie pamiętam. a Ty ?

          o, Siostro, nie tylko pamiętam, ale bardzo czekam na ten seans :] wrażenia po czwartkowym obejrzeniu częsci 2 są na tyle jeszcze świeże, że pomyślałem, iż środa/czwartek to będzie odpowiedni moment, żeby znów wejśc w tę nadzwyczaajną filmową rzeczywistość.

          o ! hurraaa :]
          dzięki za informację !

          a nawet ostatnio zaczynałem się już lekko wiercić i zastanawiać : kiedyż to ostatnio TVP przypominała "LAlkę" i dlaczego tak dawno, że zaczyna mi jej brakować :] świetnie, że znów będzie.
          • siostra_bronte Re: 0:05 TVP1 "O północy w Paryżu" 07.11.16, 18:08
            Oj, przypomniałam sobie, że widziałam "Andrieja Rublowa", ale wieki temu i właściwie nic nie pamiętam. Jakiś czas temu w Kulturze było "Dziecko wojny". Mimo zapowiedzi nikt się nie skusił :)

            Oczywiście czekam na recenzję z niecierpliwością!

            Wiedziałam, że się ucieszysz :)

            • grek.grek Re: 0:05 TVP1 "O północy w Paryżu" 08.11.16, 11:55
              a jednak :]

              Tarkowski nakręcił 7 pełnometrażowych fabuł, może krok po kroku skompletujemy całą jego filmografię, Siostro :]

              oby telewizje wszelakie zaczęły nas w tym dziele wspierać !

              dzięki ! :]

              och, bardzo !
              całe szczęście, że różne kanały TVP co 4-5 miesięcy urządzają powtórki tego serialu, więc
              od paru lat z najwyższą przyjemnością mogę do niego powracać.

    • grek.grek "Narodziny [Birth]" 08.11.16, 12:41
      "O północy w Paryżu" skończyło się, a "Narodziny" się zaczęły więc zostałem :] Ciekawe, że jak najbardziej komercyjna NOva Cinema puściła ten film bez reklam. U nas komercyjne stacje nawet w środku nocy przerywają filmy niekończącymi się reklamowymi blokami. Co kraj, to obyczaj ;]

      Scena otwierająca : mężczyzna na joggingu, prawdopodobnie w Central Parku w NYC. Biegnie, biegnie, dookoła krajobraz lekko zimowy. Wbiega do takiego parkowego tunelu... pada i umiera.

      W tym samym momencie rodzi się jakieś dziecko...

      Mija 10 lat. Wdowa po zmarłym biegaczu, Anne [Nicole Kidman, wyszczuplona, z krótkimi włosami, piękna niezmiernie, i dramaturgicznie trzymajaca film na swoich barkach] układa sobie życie na nowo. Jest związana ze starszym od niej Josephem, biznesmenem. PLanują ślub.

      Podczas urodzin matki Anne, a trzeba zaznaczyć, że jej rodzina należy do nowojorskiej socjety, więc cała uroczystośc odbywa się w wypasionym mieszkaniu w drogiej kamienicy - zjawia się chłopiec. Poważny, przytrzymujący spojrzenie, taki mały dorosły.

      Niespodziewanie wkracza na salony i chce rozmawiać z Anne. Ta jest zdziwiona, bo go nie zna, nikt go zresztą nie zna. Wychodzą na cztery oczy i chłopiec powiada : jestem twoim mężem, Anne, to ja SEAN. Anne jest rzecz jasna zdziwiona i zaskoczona, ale sądzi że to jakiś żart albo prowkacja. JAk Wy byście się zachowali wobec takiego wyznania ? ;] Ano właśnie.

      Grzecznie wyprasza chłopca, który wcale nie zamierza na siłę zostać.
      NAstępnego dnia Anne dostaje list. Od Seana, czyli chłopca. Ma tak samo na imię jak jej zmarły mąż. W liście Sean prosi ją, by nie wychodziła zaa mąz za Josepha. Anne dzieli się tymi wydarzeniami z rodziną. Nikt nie robi sobie dowcipów, ale jednocześnie wszyscy uważają, że trzeba to jakoś rozwiązać. Joseph od początku jest bardzo niezadowolony z całej sytuacji. Można przypuszczac, że wierci się, bo ktoś mu... próbuje popsuć dobry interes ? Takie mozna odnieść wrażenie, ale od razu zaznaczę, że to mylny trop. Nie ma tutaj kryminalnego drugiego dna.

      Sean ma słabe relacje z rodzicami. Matce mówi "NIe jestem twoim synem". Bardzo ją to boli.

      Następnego dnia Sean prosi Anne o spotkanie w Central Parku. "Wiesz gdzie", mówi. Anne jest zaintrygowana. Idzie do tego tunelu, gdzie zmarł jej mąż i... Sean tam czeka na nią. Mówi jaby był dorosły, nie zdejmuje z niej spojrzenia, a ona wpatruje się w niego. Jest bardzo poruszona. Idzie w mężem do opery, ale nie może skupić się na spektaklu. Kamera przez dobre 3-4 minuty pokazuje tylko twarz Kidman, na której niby niewiele się dzieje, a jednocześnie dzieje się ogromnie wiele.

      Rodzina i sama Anne są jednogłośni : trzeba dzieciaka sprawdzić. Zapraszają do do mieszkania. I tutaj szczęki niektórym opadają, bo Sean porusza się jakby był u siebie, zna domowników, poznaje biurko "przy którym pracował" i generalnie daje wszelkie podstawy do tego, by naprawdę uważać go za wcielenie zmarłego męża Anne. Ona sama aż nie wie, co ma ze sobą począc, jak zahipnotyzowana wpatruje się w niego, a on nie spuszcza z niej wzroku. Nazywa ją "swoją żoną" i już. Joseph nie wytrzymuje tej "komedii".

      Z chłopcem ma porozmawiać mąż siostry Anne - Bob. Znał doskonale męża Anne. Rozmowa rozwiewa wątpliwości, Sean wie wszystko : kiedy się poznali z Anne i w jakich okolicznościach, a nawet że uprawiali seks w mieszkaniu Boba. Co teraz ? jak to wszystko wyjaśnić ? Wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że chłopiec naprawdę jest wcieleniem zmarłego męża Anne.

      Rodzina naciska ją, żeby chłopaka jakoś zbyła, bo przecież "to niemożliwe". Mają dowody pod nos podstawione, ale nie wierzą. Anne zaś...wierzy. Prosi o spotkanie matkę Seana, która strasznie się martwi zachowaniem chłopca. Anne proponuje, że zabierze go do siebie, pomieszka z nim chwilę, spróbuje go uspokoić i przetłumaczyć mu pewne rzeczy, a potem "odeśle" go do domu. Matka Seana zgadza się, może to faktycznie jedyne wyjście.

      Sean i Anne spędzają czas razem. Anne wyzbywa się powoli ostatnich wątpliwości. To jej mąz. Sean nie mógł wiedzieć tego, co udowodnił, że wie. Anne mu wierzy, jest wstrząśnięta, a jednocześnie stopniowo zakochuje się w Seanie, ale nie tym chłopcu, lecz swoim męzu, który w nim mieszka. Rozmawiają, chodzą, nawet kąpią się razem.

      Momentami jest to rozgrywane dośc wadliwie, wg mnie. Anne wierzy że rozmawia i przebywa ze swoim mężem wcielonym w 10-latka, ale chwilami tego 10-latka traktuje jak dziecko,a nie swojego męża. Np pyta o to : jesli mamy być razem, to... jak mnie utrzymasz ? jak zaspokoisz moje potrzeby ? Miałeś już seks z kobietą ? Albo przygląda się, jak Sean - niby z wyglądu chłopiec, ale w środku mężczyzna - bawi się jak dziecko na drabinkach w parku. Trochę to nielogiczne.

      Anne wierzy, ale chce jeszcze skonfrontować Seana z jej najbliższymi przyjaciółmi : z Cliffordem, który świadkował mu na ślubie, oraz Klarą, jego żoną. OPowiada im o wszystkim, łamie się jej głos.

      Sean poznaje Clifforda od razu. Pada mu w objęcia. Kolejny znak ? Anne tak to odczytuje.

      Jest w cięzkiego kalibru dylemacie : zaraz ma wziąć ślub, a jednocześnie... wierzy, że ten chłopiec to jej MĄŻ, który kocha ją i nigdy nie przestał kochać. Mimo wszystko, słuchając też rodziny, matki i siostry, decyduje się na oficjalne zaręczyny z Josephem.

      Ceremonia ma miejsce w apartamentach rodziny ANne. Goście, muzycy, nastrój... A Sean siedzi w drugim rzędzie i kopie butem w krzesło siedzącego przed nim Josepha. W końcu Joseph nie wytrzymuje. Rzuca się na niego, próbuje najpierw pobić, potem wynieść z pokoju, a potem leje przez tyłek jak niesfornego dzieciaka. Robi się straszne zamieszanie. Ceremonia zamienia się w karczemną awanturę. Anne z przerażeniem patrzy na wybuch agresji Josepha.

      Zaręczyny zerwane, Joseph się wyprowadza, związek z Anne też zakończony... Matka i siostra Anne uważają, że powinna się pozbierać, przestać zadawac się z dzieciakiem i wrócić do rzeczywistości.

      Ale Anne ma inne plany...

      Tymczasem Seana odwiedza Klara, żona Clifforda. Jest to dziwne spotkanie. Klara [Anne Heche] przychodzi, prosi o pozwolenie umycia rąk w łazience, a potem wypisuje chłopcu na dłoni... swój numer adres. "TYlko nic nie mów Anne", zaznacza. I wychodzi.

      Sean jest zaskoczny. Nie kojarzy Klary. Czy powinien ? Okazuje się, ze jak najbardziej. KLara była jego... kochanką ! Chcieli się ze sobą związać, a Klara miała nawet niecny plan pokazania ich miłosnych listów Anne, ale zrezygnowała dla dobra ich związku. Teraz pokazuje te listy Seanowi, który wpada w męską rozpacz.

      "Nie mogę być Seanem - mówi - nie jestem nim... Kocham Anne. Tylko ANne. Nie mogę więc nim być, bo on kochał inną". Do takiego dochodzi wniosku. Spędza noc na drzewie w parku.

      POtem wraca do domu, mieszka ciagle u Anne. Bierze kąpiel. Przychodzi Anne i wyznaje mu, że postanowiła... uciec z nim. "Za 11 lat będziesz mógł się ze mną ożenić", mówi z radością i niekłamanym zachwytem "JUż nie mogę się doczekać, jak będziesz wyglądał". A on na to krótko i rzeczowo "Nie jestem Seanem. Nie jestem twoim mężem". I przyznaje, że kłamał. ANne jest ponownie wstrząsnięta. Chce go ochrzanić, ale nie umie. Jest załamana. Czy mu wierzy teraz ? Ewidentnie jest skołowana do cna.

      Sean się wyprowadza, wraca do rodziców. Normalnie się uczy. Pozując do zdjęcia w szkole po raz pierwszy się uśmiecha. Pisze list do Anne, który leci z offu, i wyjaśnia w nim, że to było nieporozumienie i on sam nie wie, co się właściwie wydarzyło.

      Anne udaje się przeprosić Josepha i biorą ślub. W posiadłości nad morzem. Cała sekwencja leci bez dialogów i z muzyką, jak typowy epilog filmowy. Anne w welonie i sukni ślubnej pozuje do zdjęć, wygląda na zadowoloną i szczęśliwą, ale nagle... doznaje załamania nerwowego. Gaśnie jej uśmiech, biegnie na plażę i usiłuje wtargnąć do wody. Josephowi udaje się ją złapać, przytulić i zabezpieczyć. Anne ma nieobecny wzrok, łzy w oczach. Joseph eskortuje ją z powrotem, Anne idzie jakoś tak mechanicznie, jak nakręcana lalka, sztywno kołysząc
      • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 08.11.16, 12:56
        kołysząc się lekko z boku na bok w manierze drewnianej.

        I to jest koniec.

        czyżby jeszcze przepracowywała ponowną żałobę ? A może jednak nie uwierzyła chłopcu ? MOże jednak przekonała się, że TO BYŁ jej mąż, ba - to JEST jej mąż ?

        tak czy owak, happy endu nie ma, załzawiona, zagubiona, niezborna ruchowo Anne to ostatnie ujęcie w tym filmie.

        Kidman gra bardzo dobrze, wg mnie, nie szarżuje, a w adekwatną do psychologicznej ewolucji postaci mowę ciała wkłada wiele energii. Dobrze wypada też Cameron Bright, który gra małego Seana. gra męskiego chłopca, czyli coś zupełnie nienaturalnego, ale jest tak skoncentrowany, ma tak wyraziste spojrzenie i umie zachowywać się jak dorosły, że jest godnym partnerem dla starszej Kidman i dzięki temu cała ta historia przedziwnego zakochania pośmiertnego solidnie się trzyma.

        nastrój robią pastelowe wnętrza nowojorskiego mieszkania w kamienicy dla socjety, a w tle płynie muzyka skomponowana przez niezawodnego Alexandre'a Desplata. idealnie oddaje atmosferę całej opowieści i akcentuje charakter poszczególnych scen i uczuć jakie przeżywa główna bohaterka.

        www.youtube.com/watch?v=pNa0fq5Ib2I
        I scena w operze :
        http//www.youtube.com/watch?v=lpJj9c2OV-0
        • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 08.11.16, 12:59
          www.youtube.com/watch?v=lpJj9c2OV-0

          jak doskonale niepokojąca muzyka ze sceny współgra z nastrojami bohaterki. I jak świetnie, i minimalistycznymi środkami, Kidman potrafi go odegrać ! jaka jest skupiona.
          • siostra_bronte Re: "Narodziny [Birth]" 08.11.16, 16:01
            Dzięki, Greku :)

            Ten tytuł obił mi się o uszy. Intrygująca historia, choć chyba niezbyt oryginalna, pewnie filmy z takim pomysłem już były.

            Zakończenie wydaje mi trochę rozczarowujące. Bo w końcu jak mamy tę całą historię interpretować? A jaka jest Twoja opinia?
            • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 08.11.16, 16:52
              dzięki, Siostro :]

              podobnie myślę.

              ha, no właśnie.
              jak to zinterpretować ostatecznie ?

              Klara mówi do chłopca "Ty nie jesteś Seanem. Gdybyś nim był - poznałbyś mnie. Wiedziałbyś, że byłam twoją kochanką, że mieliśmy być razem". wtedy chłopiec zupełnie się rozsypuje. "Nie mogę być Seanem. Nie mogę nim być, skoro on kochał także inną kobietę niż Anne".

              I jak z tego wyprowadzić jakąs logiczną interpretację ? :]

              chłopiec był Seanem czy nie był ? wiedział tak wiele, znał mnóstwo szczegółów, poznawał miejsca, szczegóły, drobiazgi. Kiedy matka Anne pyta go "Skąd dowiedziałeś się o tym wszystkim ?", on spokojnie odpowiada "Jestem Sean".

              może Seanem był i nim pozostał, ale wypierał świadomość romansu pozamałżeńskiego, a kiedy został na nowo uświadomiony, postanowił skończyć z 'tamtym życiem" ?

              z kolei Anne, wydaje mi się że uświadomiła sobie, że nie kocha Josepha i nigdy nie przestanie kochać Seana, który wrócił, ale znów odszedł i ona nie wie dlaczego.

              nic innego mi do głowy nie przychodzi :]

              a co Ty sądzisz ?
              • siostra_bronte Re: "Narodziny [Birth]" 08.11.16, 17:26
                Tak, to chyba jedyne sensowne wytłumaczenie. Chłopiec znał zbyt wiele szczegółów z życia Seana, nie mógł przecież się tego wszystkiego dowiedzieć w inny sposób.

                • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 09.11.16, 11:37
                  ciekawe, czy istnieją takie przypadki "wcieleń" w rzeczywistości, Siostro, słyszałaś o czymś podobnym ?
                  • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" 09.11.16, 23:50
                    grek.grek napisał:

                    > ciekawe, czy istnieją takie przypadki "wcieleń" w rzeczywistości,
                    >słyszałaś o czymś podobnym ?

                    Oglądałam kiedyś ciekawy dokument o kilkuletnim chłopcu, który twierdził, że pamięta swoje poprzednie życie! I ... ;)
                    • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 10.11.16, 11:56
                      o, a to ciekawe :]]
                      • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" 10.11.16, 22:54
                        Znasz? Oglądałeś? Ze dwa trzy lata temu był w telewizji!
                        • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 11.11.16, 11:15
                          o, może wkrótce nadarzy się jakaś powtórka ? :}

                          nie miałem bowiem okazji obejrzeć, a zapewne warto ?
                          • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" 11.11.16, 16:59
                            Musiałam sobie przypomnieć ten dokument! ;)

                            Dokument nosi tytuł "Chłopiec który żył już kiedyś" i nakręcony został w 2006 roku. Bohaterem jest 5-letni Brytyjczyk Cameron Macauley, który pamięta szczegóły swojego poprzedniego życia!

                            Matka wspomina w dokumencie, że chłopiec nie miał jeszcze dwóch lat, nie umiał jeszcze dobrze mówić, a już opowiadał o tym, że żył wcześniej, mieszkał w białym domu z rodzicami i trójką rodzeństwa. W jego wspomnieniach pojawiała się też nazwa miejsca , gdzie spędził poprzednie życie - wyspa Barra. Co ciekawe, wyspa o takiej nazwie rzeczywiście istnieje, leży ona archipelagu Hebrydy Zewnętrzne (na północnym zachodzie Szkocji - patrz wikipedia) i jest oddalona od Glasgow, rodzinnego miasta chłopca, o 300 km. Matka nie miała zielonego pojęcia, skąd chłopiec mógł znać nazwę wyspy oraz zwyczaje jej mieszkańców, nigdy tam nie byli, nie mieli tam rodziny ani znajomych.

                            Chłopiec dorastał, ale historia swym pierwotnym kształcie nie zmieniała się, tylko z czasem w jego opowieściach zaczęło się pojawiać coraz więcej szczegółów np. nieduża plaża , gdzie chodził się bawić z rodzeństwem i psem, i gdzie lądowały samoloty. Bawiąc się samochodzikami w obecności dokumenalistów mały odpowiadał na pytania swojej mamy o ojca z Barry, który miał zginąć potrącony przez samochód (aż miałam ciarki jak oglądałam ten fragment ). Chłopiec pamiętał imię i nazwisko ojca, wspominał też o mamie z Barry, która miała długie włosy. Kiedy matka Camerona zapytała go kiedyś, którą mamę bardziej kocha, ją czy tę z Barry, odpowiedział, że obie je kocha tak samo! Pewnego razu w przedszkolu, opowiadała matka Camerona, rozpłakał się, bo to ona go odebrała, a nie mama z Barry! Łzy leciały mu jak groch. Powtarzał, że musi wrócić na wyspę, bo rodzina za nim tęskni! PAni Macauley była wstrząśnięta.

                            W końcu postanowiła dowiedzieć się, czy da się racjonalnie wytłumaczyć te wspomnienia, to co mówi chłopiec, w tym celu zwróciła się do doktora Frencha, psychologa i redaktora czasopisma poświęconego zjawiskom paranormalnym ...

                            cdn.
                            • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" cz.2 cdn. 13.11.16, 13:20
                              Dr French usiłuje znaleźć racjonalne wyjaśnienie, wypytuje matkę Camerona o ewentulanych znajomych , którzy mogli mu kiedyś opowiedzieć w o wyspie Barra, ale matka zaprzecza by, znała kogoś takiego, by mały Cameron mógł spotkać takich ludzi. Zresztą dziecko bliskiej znajomej, chłopczyk w tym samym wieku co Cameron, z którym mały Cameron niemal się wychował, nigdy nie opowiadało takich historii.

                              Potem matka (oczywiście wraz z kamerą) udaje się do pani psycholog ,specjalistki od psychologii rozwojowej, która prowadzi badania nad dziecięcą wyobraźnią. Psycholożka zwraca uwagę, że opowieści Camerona nie są typowe dla dzieci w jego wieku, ponieważ chłopiec podkreśla, że ten świat naprawdę istnieje, podczas gdy jego rówieśnicy mówią o niewidzialnym świecie i niewidzialnych przyjaciołach. Dzieci, które tworzą wyimaginowany świat panują nad nim, nad biegiem wydarzeń. U Camerona tego nie widać! Dzieci potrafią zachować dystans wobec swego wyimaginowanego świata, a Cameron tego nie potrafi.

                              cdn.
                              • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" cz.2 cdn. 13.11.16, 13:54
                                Barbasiu, czytam na bieżąco :]
                                • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" cz.2 cdn. 13.11.16, 14:14
                                  Wiem to! ;)
                              • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" cz.3 cdn. 13.11.16, 14:13
                                Pani psycholog nie potrafiła jednak wyjaśnić zachowania Camerona. Zaniepokojona matka skontaktowała się więc z psychiatrą dr Jimem Tuckerem z Uniwersytetu Stanowego w Wirginii, który zajmuje się tego rodzaju przypadkami na swoim wydziale!

                                Przypadki takie jak Camerona, mówi doktor, zdarzają się na całym świecie zarówno w rodzinach wierzących w reinkarnację i nie wierzących w nią ( w ostatnich 40 latach odnotowano 2500 przypadków dzieci, które twierdziły , że zachowały wspomnienia z poprzedniego życia). Wszytskie przypadki mają podobny schemat jak w historii Camerona, np. opowieści pojawiają się bardzo wcześnie w wieku 2, 3 lat, są szczegółowe, ale treść się nie zmienia, dzieci opowiadają emocjonalnie lub bez emocji, i bardzo często tęsknią za dawnymi rodzinami.

                                Doktor zapisuje relacje dzieci i próbuje jej zweryfikować. Jednak w wielu przypadkach nie da się historii zweryfikować albo potwierdzić w racjonalny sposób. Jednym z najsłynniejszych przypadków dra Jima Tuckera, którego nie dało się w racjonalny sposób wyjaśnić, był przypadek Gaza Taylora, chłopca z środkowego zachodu Ameryki, w dokumencie 10-latka, który twierdził, że jest swoim własnym dziadkiem!

                                Kamera przenosi się do domu Taylorów. Ojciec Gaza wspomina o okolicznościach w jakich po raz pierwszy Gaz miał mu o tym powiedzieć. Chłopczyk miał półtora roku (!), ojciec go przewijał, nagle maluch ni stąd ni zowąd powiedział tak: "kiedy ja byłem w twoim wieku, ja zmieniałam ci pieluchy! Nieźle co!?!?!

                                Gaz nigdy nie poznał swojego dziadka Augusta, ponieważ ten zmarł rok przed jego urodzeniem. Kiedy Gaz troszkę podrósł, miała ok. 4 lat, bezbłędnie wskazywał na różnych zdjęciach swojego dziadka z różnych etapów życia, auto, którego był właścicielem. Wiedział też o tragicznie zmarłej (zamordowanej) siostrze dziadka, co było wielkim szokiem dla rodziny, ponieważ, nikt z rodziny nie wspominała tych tragicznych wydarzeniach. Chłopiec znał też pewne szczegóły z życia rodzeństwa.

                                Obaj chłopcy i Cameron i Gaz twierdzili, że żyli wcześniej na ziemi potem "wpadli w dziurę" i znów znaleźli się na ziemi.

                                W końcu nadchodzi TEN moment! Cameron z mamą bratem i doktorem Tuckerem, lecą na wyspę Barra, by skonfrontować opowieści chłopca z rzeczywistością!!!

                                cdn.
                                • barbasia1 "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.4 cdn. 13.11.16, 14:48
                                  W końcu nadchodzi TEN moment! Cameron z mamą, bratem i doktorem Tuckerem, i dokumentalistami oczywiście, lecą na wyspę Barra, by skonfrontować opowieści chłopca z rzeczywistością.

                                  (Doktor Tucker specjalnie przylatuje do Anglii, do Glasgow by z bliska śledzić rozwój wypadków).

                                  Nieduży samolot ląduje w Barra na ... plaży (jak podaje wikipedia - "Jest to jedyny na świecie port lotniczy znajdujący się na plaży, z którego odlatują i lądują regularne samoloty pasażerskie"). Mały Cameron patrzy zadowolony przez okienko samolotu i powtarza cały czas "A nie mówiłem."

                                  Doktor Tucker z zadowoleniem stwierdza, że początek jest obiecujący ! Rodzina, doktor z lotniska jadą do hotelu, z okien samochodu patrzą na okolicę. Mały twierdzi, że wszystko poznaje!

                                  Na drugi dzień udają się do lokalnego archiwum, gdzie spotykają się z miejscowym historykiem, znawcą dziejów wyspy. I okazuje się, że historyk nie zna nikogo o nazwisku, które pamięta Cameron ( jego ojciec w w poprzednim życiu miał się nazywać Shane Robertson). Owszem w bardzo starych dokumentach przewija się nazwisko Robertson, ale obecnie na wyspie nie mieszka nikt o takim nazwisku!

                                  Skonfundowana matka i doktor postanawiają zwiedzić autem wyspę. Chłopiec z auta przygląda się małym domkom , ale żadnego z nich nie rozpoznaje. Jadą na północ wyspy na plażę w pobliżu lotniska, o której wspominał Cameron.

                                  Na drugi dzień do matki dzwoni pan historyk z bardzo intrygującą wiadomością. Znalazł rodzinę Robertsonów! Wprawdzie nie mieszkali na wsypie na stałe, ale przyjeżdżali do Barry na wakacje ze Szkocji. Miało to miejsce w latach 60. i 70. Mieszkali w białym domku w północnej części wyspy! Tu podał adres.

                                  Rodzina z doktorem jadą pod podany adres ...
                                  cdn.

                                  • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 cdn. 13.11.16, 15:03
                                    Jadą znów na północ, ale inną drogą. Nie mówią nic Cameronowi, by się nie zasugerował, albo nie rozczarował. W końcu biały domek wyłania się zza zakrętu.

                                    Rozgadany do tej pory chłopiec, kiedy staje przed furtką białego domu (w którym ktoś obecnie mieszka, ale w czasie wizyty Camerona nikogo obcego poza rodziną i doktorem nie ma), zapada w dziwne milczenie, w zadumę. Niesamowite! Chodzi po domu ogląda, mebli nie rozpoznaje, bo są nowe, ale jest wciąż kominek! I zgadza się specyficzna furtka, widok z okna na plażę, gdzie się bawili z rodzeństwem i biało-czarnym psem i w oddali lotnisko.

                                    Matka pyta chłopca czy tęskni za mama z Barry on potwierdza ze smutna miną, że tak. Ona go przytula i mówi, że teraz ma ją. Chłopiec potwierdza smutno.

                                    Rodzina wraca do Glasgow.

                                    A matka postanawia odnaleźć jakichś członków rodziny Robertsonów. Dzięki pomocy pani genealożki oraz dzięki książce telefonicznej udaje się skontaktować, apotem spotkać z córką Robertsonów, Gilian, panią w starszym już wieku.

                                    cdn.


                                    cdn.
                                    • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatnia 13.11.16, 16:18
                                      Rodzina Robertsonów pochodziła z ... Glasgow! Przez 20 lat mieli domek na wyspie Barra.
                                      Gillian spędzała w nim wakacje w tym samym czasie, co, jeśli wierzyć chłopcu, Cameron.

                                      Matka z małym Cameronem, który ma poważną minę, spotykają się z Gillian, która pokazuje im album rodzinny ze zdjęciami z wakacji. Na zdjęciach widać biały domek, plażę, dzieci i ... biało-czarnego psa. Pies, jak się okazało nie należał do Robertsonów, ale do ich sąsiadów na wyspie.
                                      Gillian Roberston zaprzeczyła jakoby ich ojciec zginął w wypadku potracony przez auto, nikt z rodziny też nie zginął w podobnych okolicznościach. Poza tym zaprzeczyła, że ojciec, jak twierdził Cameron, miał na imię Shane. Choć na jednego z wujków Jamesa, mówiono zdrobniale Shane.

                                      Konfrontacja opowieści chłopca z rzeczywistością -pobyt na Barra, rozmową z córką Robertsonów potwierdziła niektóre fakty, innym zaprzeczyła. Kwestia, czy chłopiec ma rzeczywiście wspomnienia z przeszłego życia czy to jakiś fenomen psychiczny, który dziś jeszcze nie jest możliwy do wyjaśnienia ( ale wkrótce będzie), pozostaje wciąż otwarta i niewyjaśniona, jak się chyba należało spodziewać. Matka Camerona stwierdziła, że jest zadowolona. Byłoby upiorne, gdyby się wszystko zgadzało.


                                      Dr Tucker w podsumowaniu powiedział tak: "Widać było, ze chłopiec bardzo przeżywa tę wizytę w domu [na Barra - ja], ze to było dla niego wyjątkowe miejsce, że z tą wyspą musiały wiązać się silne wspomnienia i emocje, które towarzyszyły mu w poprzednim życiu i pozostały w tym życiu".[sic! -ja] Czyli wynika z tego, że dr Tucker skłania się ku reinkarnacji.

                                      A chłopiec po wizycie na Barra wyciszył się, uspokoił, nie prześladują go już wspomnienia, nie emocjonuje się już tak jak kiedyś.

                                      PS
                                      Niestety w dokumencie nie było mowy o tym, czy Cameron rozpoznał siebie na zdjęciach, czy "rozpoznał matkę z Barry", innych członków rodziny, jak zareagował na to, czy konfrontował swoją wiedzę ze wspomnieniami swojej domniemanej siostry z przeszłego życia. Nie było też mowy o rodzeństwie Gillian, zwłaszcza o braciach, co z nimi czy żyją jeszcze, jeśli nie to kiedy, w którym roku zmarli.

                                      Koniec :))


                                      • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" dokument 13.11.16, 16:20
                                        Cały dokument można zobaczyć na youtube:

                                        www.youtube.com/watch?v=rCIWEY8W9nI
                                      • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatni 13.11.16, 17:23
                                        Barbasiu, wspaniała opowieść !
                                        jak dobrze znów czytać historię opowiedzianą przez Ciebie ! :]
                                        prawdziwa to przyjemność, jak zawsze :]

                                        nadzwyczajne !

                                        nie ma oczywistych dowodów na to, że Cameron istotnie jest inkarnacją, ale kilka rzeczy faktycznie daje do myślenia, choćby jego stan emocjonalno-psychiczny, który przeżywa czy to opowiadając czy w momencie konfrontacji z rzeczywistością wyspy.

                                        scena z życia państwa Taylorów - bezcenna. Dziecko mówiące ojcu o tym, że "kiedyś zmieniało mu pieluchy". Jesli tylko pan ojciec Gaza tego nie wymyślił, to rzecz jest nieprawdopodobna :] A jesli wymyślił, to ściskam wirtualnie jego dłoń - jako posiadaczowi prawdziwego talentu do blagi, która czyni świat ładniejszym ;]

                                        świetna jest forma reporterskiego śledztwa, wyszukiwanie kolejnych tropów, śladów, grzebalnictwo w papierach i dokumentach - lubię tę formę filmu czy dokumentu :]

                                        właśnie ! - detale, szczegóły, drobiazgi, które dowodzą, ze COŚ jest na rzeczy. Przecież wystarczy JEDEN drobiazg, jedno małe wspomnienie, ale takie które w oczywisty sposób dowodzi, ze dziecko COŚ WIE ! Ono powinno znosić wszelkie wątpliwości, a przynajmniej tworzyć bardzo poważną dla nich przeciwwagę. I platformę do głębokich studiów nad takim przypadkiem.

                                        jesli prawdą jest, że mózg wykorzystujemy tylko w 20-30 % - jakież tam muszą się kryć możliwości poznawcze ! Kto wie, może właśnie praca nad rozwijaniem tego potencjału da nam w końcu odpowiedzi na pytania dotyczące choćby właśnie istnienia inkarnacji, albo sposobu w jaki wspomnienia jednego człowieka stają się częscią pamięci innego.

                                        I byli Robertsonowie ! ależ to jest moment w tej opowieści ! :] I ich związek z Glasgow. Uff :]

                                        Potem jakoś jednak pewne zeznania się nie potwierdzają, ale mimo wszystko niektóre z ujawnień Camerona są co najmniej zastanawiające.

                                        ha , doktor Tucker jest podobny do Foxa Muldera - przyświeca mu hasło "I want believe" :] takich ludzi nigdy za wielu, bo tylko ciekawość i wyobraźnia pchają ludzkośc do przodu na drodze poznania i rozwoju.

                                        tak, słuszne uwagi, Barbasiu. Tych paru dopowiedzeń, do-wyjaśnień, zabrakło.

                                        dzięki za link :]

                                        Znakomita opowieść, Barbasiu ! :]
                                        z najwyższą przyjemnością się wczytałem. I to dwukrotnie ! :]
                                        • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatni 13.11.16, 21:53
                                          Dziękuję! :)))
                                          A coś innego planowałam opowiedzieć, ale w sumie cieszę się , że opowiedziałam o tym filmie, bo odnoszę wrażenie, że tego rodzaju autentyczne przypadki musiały zainspirować twórców filmu "Narodziny".

                                          Tak.

                                          He,he! Taka myśl, może się rzeczywiście pojawić w pierwszej chwili, aczkolwiek , jak patrzy się na Gusa (bo tak się poprawnie pisze jego imię, wyżej zrobiłam błąd w pisowni), przesympatycznego 10-latka o bystrym spojrzeniu, który chichra się w filmie, wspominając jakie wrażenie zrobił w przeszłości na rodzinie, kiedy wskazał zdjęcie samochodu dziadka Augusta i powiedział, że to był jego samochód, to jednak trudno uwierzyć, że ktoś, nawet tak ważna postać jak ojciec, mógłby mu wtłoczyć do głowy tego rodzaju wiadomości.

                                          > świetna jest forma reporterskiego śledztwa, wyszukiwanie kolejnych tropów, ślad
                                          > ów, grzebalnictwo w papierach i dokumentach - lubię tę formę filmu czy dokumentu :]

                                          Wiesz, że ja też! Dlatego przypomniałam sobie ten dokument i tak szczegółowo go opowiedziałam.

                                          > I byli Robertsonowie ! ależ to jest moment w tej opowieści ! :] I ich związek z
                                          > Glasgow. Uff :]

                                          Tak, to też ciekawe. Jednak dokumencie nad tym faktem szczególnie się nie rozwodzono.

                                          >Ono powinno znosić wszelkie wątpl
                                          > iwości, a przynajmniej tworzyć bardzo poważną dla nich przeciwwagę. I platformę
                                          > do głębokich studiów nad takim przypadkiem.

                                          I tak jest.


                                          > ha , doktor Tucker jest podobny do Foxa Muldera - przyświeca mu hasło "I want b
                                          > elieve" :] takich ludzi nigdy za wielu, bo tylko ciekawość i wyobraźnia pchają
                                          > ludzkośc do przodu na drodze poznania i rozwoju.

                                          Hehe! Tak. Ale to zaskakujące jednak , że w ogóle istnieje taki wydział , i tego rodzaju zagadnieniem zajmują się poważni badacze na poważnym Uniwersytecie, nieprawdaż!?

                                          Jeszcze raz dziękuję! :))
                                          Dobranoc.
                                          • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatni 14.11.16, 13:02
                                            A więc masz w zanadrzu kolejną opowieść ! :]
                                            doskonale, Barbasiu :]

                                            yes, zdecydowanie bardzo pasuje "Chłopiec..." do "Narodzin", idealnie !

                                            no właśnie. Są rzeczy na ziemi i niebie, o których się filozofom nie śniło :]

                                            :]

                                            widocznie uznano, że wszechobecnośc Glasgow tłumaczy się sama przez się :] poniekąd - słusznie, wg mnie.

                                            masz rację, Barbasiu.
                                            to pokazuje wszechstronnośc uniwersytetów amerykańskich.

                                            cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu ! :]

                                            udanego dnia ! :]
                                            • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatni 14.11.16, 23:16
                                              Tak. Jak będę mieć dłuższą chwilę spokoju, to opowiem. :)

                                              Dziękuję serdecznie!
                                              Dobrej nocy! :)
                                              • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 15.11.16, 10:01
                                                świetnie, Barbasiu ! :]
                                                znakomita wiadomość !

                                                udanego dnia, Barbasiu :]

                                                udanego dnia, Czcigodni :]
                                                • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 15.11.16, 22:38
                                                  Udanego! I dobrej nocy! :)
                                                  • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 16.11.16, 12:58
                                                    :]

                                                    miłego dnia, Barbasiu ! :]

                                                    miłego dnia, Czcigodni !

                                                    robi się coraz cieplej, zauwazyliście ? w końcówce tygodnia ma być ponad 10 stopni - czas wyciągnąć rowery ! o ile ktoś schował ;]
                                                  • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 16.11.16, 21:47
                                                    A mam cały czas w domu rower! Jeśli będzie 10 stopni i sucho to wyskoczę w weekend! Już się cieszę! :)
                                                  • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 17.11.16, 13:04
                                                    podziwiam Twoją dalekowzroczność, Barbasiu :]

                                                    na pewno będzie dobra pogoda :]
                                                    ma być 10+ w stopniach, i jeśli wiatr, to ciepły.
                                                    idealna pogoda na weekendowe rowerowe szusowanie :]
                                                  • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 17.11.16, 23:19
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > podziwiam Twoją dalekowzroczność, Barbasiu :]

                                                    Hehehe! :))
                                                    Zdradzę Ci sekret, mój rower cały rok stoi w domu, a nie w piwnicy.
                                                    Byłoby świetnie!
                                                  • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 18.11.16, 13:35
                                                    haha :]

                                                    a więc to tak ! ;]]

                                                    Barbasiu, świetny pomysł :]
                                                    taki... hipsterski trochę.
                                                    każdy szanujący się hipster trzyma rower w domu :]

                                                    napompuj koła, Barbasiu, prognozy pogody wszelakie wieszczą w przyszłym tygodniu
                                                    15 stopni ciepła ! :]

                                                    sezon na rower czas... wznowić :]
                                                  • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 18.11.16, 22:51
                                                    Hehehehe! :)

                                                    Może jutro!? :}

                                                  • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 19.11.16, 11:59
                                                    :]]

                                                    doskonale !
                                                    prognozy są wielce obiecujące :]
                                        • barbasia1 Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatni 14.11.16, 23:14
                                          >jesli prawdą jest, że mózg wykorzystujemy tylko w 20-30 % - jakież tam muszą się kryć >możliwości poznawcze !

                                          Gdzieś czytałam wypowiedź jakiegoś naukowca, że nie jest to prawda. Nie pamiętam jak to uzasadniał.
                                          • grek.grek Re: "Chłopiec, który żył już kiedyś" cz.6 ostatni 15.11.16, 10:00
                                            opinie się sprzeczne, Barbasiu ;]... ale nadzieja brzmi całkiem efektownie, prawda ? :]]
                    • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" 10.11.16, 22:53
                      Cdn. jutro! ;) Dobrej nocy.
                      • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 11.11.16, 11:14
                        w porządku, Barbasiu :]

                        miłego dnia !
                        • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" 11.11.16, 17:00
                          Miłego! :)
        • barbasia1 Re: "Narodziny [Birth]" 09.11.16, 00:17
          Przeczytałam! :)
          • grek.grek Re: "Narodziny [Birth]" 09.11.16, 11:36
            dzięki, Barbasiu :]
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Nostalgia" 08.11.16, 13:10
      no to chyba pierwszy film Tarkowskiego do oceny ? :]

      trudno powiedzieć, czy zapowiedzi fabularne będą miały tutaj większe znaczenie, ale... rosyjski poeta wybiera się do Włoch, aby prześledzić i opisać życie swojego rodaka, kompozytora, który żył tutaj w XVIII wieku. Podczas wizyty w jednym z malowniczych miasteczek spotyka niejakiego Domenica, który ponoć parę lat wcześniej uwięził w stodole swoją rodzinę, by ją w ten sposób ochronić przed niegodziwością świata. Towarzysząca poecie tłumaczka sugeruje, że to bzdura dla turystów, ale poeta zaczyna wierzyć w to, co mówi Domenico.

      tyle opis :]

      a jak będzie - przekonamy się :]

      tu i tam padają sugestie, jak trudne filmy kręcił Tarkowski. Może i tak będzie... ale często mam wrażenie, że ta "trudność" jest w głowach krytykow i filmoznawców, którzy przecież muszą na czymś budować swoją wyższość nad przeciętnym kinomanem ;] filmy są"trudne", a oni jako jedyni mogą je zrozumieć i objaśnić, hehe.

      a mnie się wydaje, z doświadczenia i intuicji także, że jest przeciwnie. te filmy zazwyczaj są po prostu głębokie i z wirtuozerią zaplanowane i nakręcone. Nie są jednak "trudne" w znaczeniu : niezrozumiałe.

      najbardziej niezrozumiałymi filmami są takie dzieła jak Kac Wawa" albo "Wyjazd integracyjny". Któż potrafi zrozumieć bowiem, jak mozna nakręcić takiego knota ! ;] Krytycy powinni się mocno zaangażować w wyjaśnianie podobnych kuriozów filmowych, heh.
      • grek.grek "Nostalgia" [1] 09.11.16, 12:26
        obejrzałem :]

        MNóstwo symbolilki, kapitalne zdjęcia i nieprzypadkowo zapewne dobrane miejscówki; na poziomie podstawowym, wg mnie, wszystko mozna odczytać poprzez... tytuł filmu, o czym ponoć sam Tarkowski zaświadczał w rozmaitych wypowiedziach. Na końcu pada dedykacja "dla matki" od samego reżysera. POza tym, zdązyłem się zorientować, że wiersze recytowane w filmie, to twórczośc ojca Tarkowskiego, co również wiele może wyjaśniać jak chodzi o kontekst sytuacyjny.

        Mamy tutaj rosyjskiego poetę Andrieja Gorczakowa, który podróżuje po Włoszech śladami XVIII wiecznego poety Sosnowskiego, Rosjanina który z miłości do kobiety [niewolnicy] wrócił do Rosji, wiedząc, że nie czeka go tam wesoły los. Wrócił z miłości, ale i z tęsknoty za krajem. Potem popadł w alkoholizm i zmarł.

        Andriejowi towarzyszy piękna tłumaczka włoska, Eugenie. Zmierzają do łaźni/term Vignioni. Tam podobno Sosnowski chętnie bywał.

        Po drodze zatrzymują się w szczerym polu, Eugenie namawia Andrieja do odwiedzenia kościoła, który stoi nieopodal. Andriej odmawia i mruczy pod nosem, że ma już dośc Włoch. Eugenie idzie więc sama. W kościele akurat odbywa się procesja ku czci MAtki Boskiej. Eugenie zaczepia jakiś mnich. Mówi łagodnie "Dostaniesz czego potrzebujesz, ale musisz uklęknąć". Eugenie próbuje się do tego zmusić, ale nie wychodzi jej. Pyta go "Dlaczego kobiety są świętsze od mężczyzn, bardziej pobożne ?", na co mnich nie ma jasnej odpowiedzi.

        Dlaczego Sosnowski wrócił do Rosji, mimo świadomości zagrożeń ? Andriej dochodzi do wniosku, że towarzyszyła mu taka sama nostalgia, jak jemu w tej chwili. Eugenie opowiada mu historię koobiety z Mediolanu, która zdemolowała posiadłość państwa, u których pracowała jako służąca. "Zrobiła to również z nostalgii, za swoim domem, który zostawiła w Kalabrii".

        Warto od razu zapowiedzieć, że część zdjęć jest w czerni i bieli, a częśc w kolorze. Czarno-białe ilustrują wspomnienia, sny i wizje jakich doświadczał będzie Andriej. Kolorowe odnoszą się do współczesności.

        Łaźnie Vignoni mieszczą się w malowniczym , perfekcyjnie włoskim, miasteczku. Artystycznie "zaniedbanym", pięknym bardzo. KLuczowym punktem jest tzw akwen św. Katarzyny, w którym pluskają się zamożni goście, komentują, śmieją się, a nad wszystkim unosi się para, niczym mgła nad jeziorem.

        Andriej i Eugenie meldują się w małym hoteliku, gdzie zakwaterowani są też klienci łaźni. Andriej jest zadumany. Siedzi na łózku, przy otwartym oknie, a na dworze pada deszcz. Pokój składa się tylko z tego łózka, a drzwi do łazienki są otwarte. Piekny malarski kadr, jakich mnóstwo w tym filmie.

        Spacerując chodnikiem obok akwenu Andriej i Eugenie zauważają mężczyznę w czapce. Wchodzi do wody w ubraniu. CO się dzieje dalej, nie widać, bo zasłania mur okalający łaźnie, a do tego para skutecznie ogranicza pole widzenia. Słychac tylko jak śmieją się klienci siedzący po szyję w wodzie.

        Mężczyzna wychodzi z wody i chce odejść. Z rozmów świadkow wydarzenia Andriej i Eugenie dowiadują się, że jest to Domenico, miejscowy "wariat". Jakiś czas temu narobił zamieszania przetrzymując pod kluczem w domu swoją żonę i dzieci. Przez 7 lat. Dlaczego ? Z powodu wiary [w Boga, choć to określenie nie pada wprost]. "TO wariat", mówią z pobłażaniem, przyznając jednak,że to człowiek wykształcony, ma tytuł naukowy z matematyki. Andriej patrzy na niego i mówi "Nie, to nie wariat... to człowiek pobożny, bardzo wierzący".

        "Biedacy, chcieliby żyć wiecznie", komentuje śmiechy pod swoim adresem Domenico. I mówi o tym, co Bóg powiedział św.Katarzynie. Co to było ?, pyta Eugenie, a Domenico cytuje "Ty jesteś ta, której nie ma, a ja jestem ten, który jest".

        Namawia Eugenie, żeby poszukali domu Domenico. Andriej chciałby zaprosić go na kawę. Znajdują go bez trudu, tutaj wszyscy znają Domenico. Mieszka w pustostanie za miastem. I własnie pedałuje zaciekle na stacjonarnym rowerze ustawionym przy ścianie. Mimo prób Eugenii - Domenico nie chce dac się namówić na rozmowę. Eugenia wścieka się dodatkowo na Andrieja - "Sam sobie z nim rozmawiaj. Ja wyjeżdzam. Mam tego dość".

        Powodem zdenerwowania Eugenii jest jej uczucie do Andrieja. Ma nadzieję na to, że on je odwzajemnia. Pokojówka mówi do niej "Pani kolega jest taki jakiś smutny i zamyślony... na pewno jest zakochany". Eugenie rośnie więc w nadziei, że o nią chodzi. Bez skrepowania odsłania dekolt, uśmiecha się dyskretnie, acz zalotnie, doczekuje się komplementu... Ale Andriej, jeśli jest "zakochany", to raczej nie w niej.

        Kiedy wraca do hotelu, Eugenie robi mu awanturę. Rozpędza się w histerycznym monologu, w którym oskarża mężczyzn, biada nad swoimi nieudanymi romansami, które podejmowała w jednym tylko celu : by znaleźć tego właściwego". Ale nie znalazła. "A ty jesteś najgorszy ze wszystkich ! - wykrzykuje do spokojnego, stonowanego Andrieja - ty kobiety nie szukasz, ty Madonny szukasz ! Jesteś z rodzaju tych, z którymi łatwiej się przespać niż powiedzieć, że na nich [mnie] nie zależy". I dodaje "Widziałam w Rosji róznych mężczyzn, ale nie takich jak ty. y nie znasz swobody, nie rozumiesz czym ona jest, że można nią żyć !".

        Potem spotykają się jeszcze na chwilę na korytarzu i Andriej bez powodu dostaje od niej w nos. Krwawi. Eugenie wyjeżdza. Wraca do Rzymu.

        Zanim jednak wróci do hotelu, wysłucha monologu Eugenie i dostanie od niej w nos - Andriej spędza czas z Domenico i próbuje z nim rozmawiac, na tyle na ile pozwala mu jego włoski. "Wiem co zrobiłeś. I wiem PO CO to zrobiłeś", mówi do niego.

        A potem obaj chodzą po tym pustostanie, w którym mieszka Domenico. Chociaz słowo "chodzą" nie bardzo tu pasuje... Cała scena jest poetycka, szalenie symboliczna, pełna liryzmu. Dach pustostanu przecieka, a akurat pada deszcz... na podłodze stoją butelki, o które deszcz uderza miarowo, na ścianie wisi lustro, w którym Domenico podejrzliwie się sobie przygląda, a za oknem i w domu panoszy się jaskrawa zieleń. Domenico podlewa ją pomimo deszczu. Towarzyszy im pies, wierny towarzysz Domenico, ALE spotykamy go także w wizjach i snach Andrieja. Czego jest symbolem ? No właśnie :]

        Domenico opowiada Andriejowi, że wiele razy już próbował wykonać rytuał : z zapaloną świeczką przejśc przez "akwen św. Katarzyny", tak by nie zgasła. NIGDY mu się nie udało. Podaje Andriejowi tę świeczkę - mocno już wypaloną - i prosi, żeby on to zrobił. W jego imieniu. Andriej przyrzeka, że to uczyni.

        Na ścianie wisi równanie : "1 + 1 = 1". Ciekawe.

        Domenico częstuje go chlebem i winem, aż emanuje z tej postaci - uduchowienie. Dla kogoś mocno zanurzonego tylko we współczesnośc, istotnie może się ona kojarzyć z "wariactem", bo Domenico wygląda jak mieszanka dziwnego skupienia i jeszcze dziwniejszego rozkojarzenia. "Byłem egoistą - mówi - powinien ratować CAŁY świat, a nie tylko moją rodzinę".

        po Andrieja przyjeżdzaa taksówka i tak kończy się ich spotkanie.

        W czarno-białych retrospekcjach wracają urywane wspominki z momentu, gdy uwolniono rodzinę i zabrano DOmenica [chyba do szpitala]. Jego mały syn wybiega, pędzi przed siebie, Domenico za nim. Syn dobiega do pewnefgo punktu, z którego widać jakieś miasto. "Tato, co tam jest, czy to koniec świata ?".

        Andriej też ma sny. też czarno-białe. Śni mu się domek wśród drzew i nad nieopodal leżącym jeziorem. Taki jakby wiejski. Widać wyraźnie, że to Rosja. I kobiety : młoda piękna brunetka - najpewniej matka. I kilka innych kobiet, może siostry ? I pies. Oraz chłopiec. I gdzieś z bardzo daleka, jak ledwie słyszalne echo, śpiewy. Charakterystyczne śpiewy kobiet, jak przy zbiorach plonów z pola albo z okazji wspólnego haftowania. Nie ma wątpliwości, wg mnie, że to nostalgiczne powroty do ojczyzny, do dzieciństwa. On jest tym chłopcem w swoim śnie.

        W pewnym momencie we śnie Brunetka obejmuje się z Eugenie. Jest w tym jakaś szczpyta zmysłowości, ale nie jest to scena erotyczna. Eugenie zwraca głowę do kamery, nie ma w niej grymasu, ekspresji, ale jest łza na policzku.
      • grek.grek "Nostalgia" [2] 09.11.16, 13:08
        Po wyjeździe Eugenie Andriej sięga po trunek wzmacniający i na lekkim rauszu brodzi w wodzie jakiegoś zalanego budynku. MOże to jakaś stara świątyna, od dawna opuszczona ? Pięknie i romantycznie "zrujnowana", opleciona egzotycznie zieloną roślinnością, a sypiące się mury robią wspaniałe wrażenie. Z offu Andriej recytuje wiersz. Na murku stoi butelka wódki i otwarta ksiązka, która od prawego górnego rogu robi się coraz czarniejsza, w miarę postępu ognia, który ją trawi.

        POjawia się mała dziewczynka. Przycupnięta pod murem obserwuje Andrieja, a on do niej zagaduje i opowiada historię : jeden człowiek ratuje drugiego przed zejściem do przepaści. Siedzą obaj wyczerpani i ten uratowany pyta : co to zrobiłeś ?!, na co ratujący : jak to co, uratowałem ci życie ! po co tam szedłeś ?!, na co uratowany : ja tam żyję !. I Andriej porównuje tę sytuację do Rosji, a siebie samego do... tego uratowanego ? Zapewne tę historię można by też przyłożyć do poety Sosnowskiego. On także wrócil w przepaść "bo tam żyje !".

        Zdjęcia są tutaj piękne : zieleń, kamienie pod wodą filmowane znad lustra wody są naprawdę wyjątkowe. No i nastrój, który ciągle operuje pomiędzy poezją, a mistycyzmem, ale bez cienia pretensjonalności.

        "SKąd to nieszczęscie, latami słońca nie widzieć, bać się dnia...", czy to wiersz Sosnowskiego czy samego Andrieja, a może myśli Andrieja ?

        Włoczy się po jakimś starym kościele, który nie ma dachu, za to liczne szpalery filarów, przedzielane pasami zieleni. Andriej chodzi i chodzi, a z offu nagle płynie dialog. KObiecy głos : powiedz mu, zobacz ! - on ciągle czeka i szuka !. Męski głos : mówiłem mu, pokazywałem, ale on nadal nie widzi... Kto z kim rozmawia ? Kobieta [która "zawsze jest pobożniejsza od mężczyzny"] z... Bogiem ?

        Czy to wszystko było snem ? Andriej budzi się leżąc na murku przy "oczku wodnym" w starej świątyni. Ksiązka już spłonęła, a butelka po wódce jest pusta.

        Zamierza wyjechać. Jest spakowany. A obraz klarowny, czysty, realizm 100 % :] Kierowca przybiega z informacją, że jest telefon od Eugenie. Dziewczyna mówi mu, że w Rzymie jest Domenico. I pytał , czy Andriej zrobił to o co go poprosił. Andriej odpowiada, że TAK. Eugenie wyjeżdza do Indii, z nowym przyjacielem. PIękne jest to ujęcie, kiedy Eugenie znika : idzie w stronę drzwi na tle szerokiej ściany, po której lewej stronie wisi tylko jakiś mały obraz.

        Domenico jest w Rzymie. To prawda. Stoi na... jesli dobrze rozpoznałem - na pomniku cesarza Marka Aureliusza. Stoi na samej górze i wykrzykuje przesłanie dla świata : najogólniej rzecz ujmując - apeluje, by wrócić do podstaw, do korzeni człowieczeństwa, zmienić się, szanować przyrodę i wodę [wody w "Nostalgii' jest całe mnóstwo, jak chyba w ogóle w twórczości Tarkowskiego ?], że trzeba odwagi. "KIm jesteście, co to za świat, w którym wariat musi wam mówić takie oczywiste rzeczy ?", krzyczy w natchnieniu.

        Scena jest teatralna : ludzie słuchający go na dole, stoją nieruchomo, w równych odstępach, na wysokich schodach. Jakby zostali złapani w codziennym ruchu i poustawiani przez reżysera dla potrzeb tej konkretnej sceny.

        Domencio ma pomocników. Też "wariatów". Dostarczają mu na górę kanister z benzyną. Domenico podpala się. Spada na dół, czołga się płonąc, wydaje okrzyk i umiera wśród ciszy ulicy i miasta.

        Tymczasem Andriej każe się wieźć do Vignioni. Musi spełnić wolę Domenico, a więc przejść przez łaźnię, "akwen ś Katarzyny" z zapaloną świeczką, tak by nie zgasła. Jak odczytać ten rytuał ?

        Akwen jest pusty, właśnie w nim sprzątają. Wyciągane są przedmioty : stara lampa, rower bez przedniego koła i parę innych. Zapewne wszystkie mają znaczenie symboliczne.

        Nie ma wody, więc Andriej idzie po prostu po kamienistym dnie. Za pierwszym i drugim razem świeczka gaśnie, mimo że osłania ją płaszczem i dłonią. Jest wyczerpany, a wydaje się, że w tym przejściu nie ma nic trudnego fizycznie, poza koniecznością odddychania przez nos, aby podmuchem powietrza nie zagrozić płomykowi. Za trzecim razem zmęczony nieludzko Andriej dociera do końca. Stawia świeczkę na murku. Ugruntowuje jej pozycję. I... wydaje zduszony jęk i przewraca się. Widzimy jak biegnie do niego kierowca. I widzimy teraz, że jego drogę obserwowało w milczeniu kilkanaście osób, opartym o górną krawędź przeciwległej strony muru.

        W ostatnim kadrze, czarno-białym, dorosły Andriej siedzi na ziemi w scenerii tej wioski rodzinnej, którą widział w snach, wspomnieniach. A kiedy kamera oddala się od niego, nagle orientujemy się, że ta wioska jest wpisana w ten kościół bez dachu, z rzędami filarów, przez który wędrował. Dzieciństwo, Rosja, wiara, milczący Bóg, który "daje znaki, ale on ich nie widzi"... Równanie do przeprowadzenia ?

        I to koniec.

        PIękne zdjęcia, nastroje poetyckie, symbolika wody i ognia, sny, rytuał przeniesienia świecy, który naprawdę zapiera dech i ogląda się Andrieja z najwyższą uwagę, zachodząc w głowę : czy mu się uda ? To rytuał zapewne majacy nieśc światu nadzieją na ocalenie, będący aktem wiary i miłości ?

        Jednocześnie - pewne rzeczy są tu pięknie czytelne, wg mnie. Eugenia jest ideałem kobiety z rosyjskiej ikonografii : świętej i dziwki. Domenico, to nikt inny jak rosyjska figura jurodiwego. Jego dom, kościoły które odwiedzają bohaterowie, pokój hotelowy Andrieja - wszystko to nasycone jest rosyjskimi śladami, takie wnętrza można znaleźć w każdym rosyjskim filmie z połowy XX wieku [zaryzykuję :)]. Wszystko to stanowi o tej nostalgii, o której mowa w tytule. Wszystko co porusza Andrieja jest nostalgią aż przesiąknięte. Od ludzi, przez znaczące miejsca i widoki, aż po sny, w których spotyka matkę i wraca do rodzinnego domu. Dwa wiersze recytowane z offu albo są w fabule przypisane Sosnowskiemu albo samemu Andriejowi, ale w istocie ich autorem jest ojciec rezysera, co - razem z imieniem głównego bohatera i dedykacją dla matki na końcu filmu - każą traktować ten film jako historię na wkroś autobiograficzną. Autobiografię myśli, ducha i uczuć.

        Oleg Jankowski jest medium Tarkowskiego, jego alter ego; Erland Josephson, Domenico, zagrał wiele ról w filmach Bergmana, nie zjawił się więc tutaj przypadkiem. A Domiziana Giordano jest prawdziwie podobna duchem do Nastazji Filipownej z "Idioty" czy Katarzyny Iwanownej z "Braci Karamazow", ale urodę ma absolutnie włoską, na czele z burzą blond loków.

        do pisania scenariusza Tarkowski zaprosił Tonino Guerrę , który wspołpracował z Antonionim czy Fellinim. Musiał powstać film niezwykły i takiż on jest.

        Zastanawia mnie, czy Andriej umiera po odprawianiu rytuału ze świeczką ? A jesli tak, to czy jest to odniesienie do faktu, ze Tarkowski nie mógł wówczas powrócić do ojczyzny, by tam kręcić filmy ? I czy skoligacony fabularnie moment śmierci Domenico, który poświęcił się dla "budzenia świata z otępienia duchowego", ma tutaj również znaczenie interpretacyjne ?

        Pod każdym względem - zjawiskowy film.
        • grek.grek "Nostalgia" [2] 09.11.16, 13:13
          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=_a00N9fU1Mk

          no tak, w ostatniej scenie sennej zaczyna padać deszcz. czy to deszcz oczyszczenia ? Wszak woda jest symbolem życia. A jednak Andriej niesie ogień przez basen, w którym... wody nie ma. Czy to ma znaczenie ? Nie ma życia, więc ogień musi to życie zapoczątkować, odnowić, odświeżyć ?


          • grek.grek Re: "Nostalgia" [2] 09.11.16, 13:15
            PS : te wszystkie "arystycznie zrujnowane" wnętrza opuszczonych światyń czy kościołów, mają zapewne symbolizować stan duchowości Europy i samej Rosji ?

            może proste odczytania symboli są odczytaniami najlepszymi ? :]
      • siostra_bronte Re: 21:05 Ct Art "Nostalgia" 09.11.16, 15:30
        No, Greku, a ja z pokorą przyznaję, że mnie zdarzało mi się oglądać filmy tak trudne w odbiorze, że nie miałam pojęcia co "autor miał na myśli" :)
        • grek.grek Re: 21:05 Ct Art "Nostalgia" 09.11.16, 16:55
          :]

          Siostro, sądzę że reżyserzy takich niedających się zrozumieć filmów uprawiają bełkot :]
    • grek.grek 20:00 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 502 09.11.16, 13:19
      stary turban, który dostaje Ferdynand połączony jest w sposób magiczny z dywanem Paździocha, i przenosi bohaterów w świat Dalekiego Wschodu, a Daleki Wschód w świat... kamienicy, w której mieszkają :]

      przepadam :]
      • barbasia1 Re: 20:00 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 502 09.11.16, 23:46
        Zaczęłam oglądać ... a tu telefon! :( Skończyłam rozmawiać się, jak skończył odcinek. Jakiś pech ciąży u mnie nad premierami w tym sezonie. Na szczęście w IPLA znalazłam ten odcinek, obejrzę na dobranoc.



        :))
        • grek.grek Re: 20:00 Polsat "Świat wg Kiepskich odc 502 10.11.16, 11:55
          ha, rzeczywiście, Barbasiu :]

          pech jakiś :]

          świetny odcinek ! zakończenie zabawne i... też by się tak chciało ;]
    • grek.grek 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 13:25
      a to niespodzianka :]

      film Park Chan Wooka, którego "Służąca" właśnie pojawiła się w kinach.

      India to młoda dziewczyna, która w wypadku traci ojca. Na pogrzeb przyjeżdza wujek Charlie, brat ojca. Jego postać intryguje zarówno Indię, jak i jej matkę, aktualnie wdowę. Nie wiadomo, po co wujek przyjechał, ale możliwe że jego zamiary są całkiem niecne.

      przypomniał mi się wujek Charlie z "Cienia wątpliwości" Hitchcocka. Może nie jest to skojarzenie bezpodstawne ? :]

      Mia Wasikowska, Nicole Kidman, Matthew Goode w rolach głównych.

      skaczemy ? :]
      • siostra_bronte Re: 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 15:29
        Faktycznie, tego po Polsacie się nie spodziewałam. Ale stanowczo za późno!
        • siostra_bronte Re: 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 16:42
          A propos "Cienia wątpliwości" okazuje się, że masz rację :) Zajrzałam do wikipedii, okazuje się, że film Hitchocka był ewidentną inspiracją.

          Ciekawe, parę dni temu przypomniałam sobie "Cień wątpliwości" na dvd, przywiezionym z wywczasów. Wciąż znakomity!!
          • grek.grek Re: 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 16:58
            o, dzięki :]

            to ciekawe, a inspiracja znakomita, trudno o lepszą :]

            tylko czy w ten sposób film nie stawia sobie poprzeczki zbyt wysoko, bo dorównać mistrzowi jednak jest/będzie ciężko...

            chyba,że uda/udało się zrobić jakąś błyskotliwą wariację na temat :]
            • siostra_bronte Re: 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 17:05
              To raczej nawiązanie. Zresztą mało kto z widzów się połapie :)

              Przejrzałam na szybko opinie na filmwebie. Od zachwytów do mocnej krytyki.
              • grek.grek "Stoker" [1] 10.11.16, 12:47
                Cóż, po obejrzeniu ostrożnie skłaniałbym się raczej ku tej drugiej ocenie.

                Może spróbuję napisać słów parę, a nuż się przyda [kiedyś]... ;]

                W dniu 18 urodzin Indii Stoker miejsce mają 2 ważne wydarzenia : najpierw w wypadku samochodowym ginie jej ojciec, ważna figura w jej życiu, mentor niemalże; następnie w posiadłości Stokerów zjawia się brat ojca Charlie, którego India i jej matka Evelyn widzą pierwszy raz w życiu na oczy.

                Wujek nie uczestniczy w ceremonii pogrzebowej, stoi sobie w bezpiecznej odległości, i już to jest dziwne, tak jakby cały wujek dziwny nie był dostatecznie : niby miły, z aparycją, ale jakieś takie zmieszanie wywołuje. Cały czas przypatruje się Indii, która niby unika go jak może, niby przed nim ucieka i się chowa, lecz z tego ukrycia i schowka również go obserwuje.

                Kilka dni po pogrzebie dom opuszcza wieloletnia gosposia. A wujek powiada, że zostanie tutaj na trochę i pomieszka z rodziną. Evelyn jest nim zaintrygowana i India odkrywa wkrótce, że tych dwoje łączy romans. Mówią o tym nawet w szkole, w której India się uczy.

                Dziewczyna jest tą "inną". Nie ma przyjaciółek, jest "dziwadłem" szkolnym, które zaczepiają chłopcy, a żałoby po ojcu nie ujawnia za pomocą żadnych emocjonalnych gestów. Nie płacze, nie zamyśla się, a jedynie zakłada tenisówki, które ojciec jej kupował co roku na urodziny. Zawsze te same. 17 par. Jedynym zaś wspomnieniem związanym z ojcem jest obrazek z polowania. India powiada, że ojciec nauczył ją jak zachowuje się prawdziwy myśliwy : leży w krzakach, broń ma gotową do strzału, i umie czekać. Nawet wiele godzin, nie tracąc przy tym ani grama koncentracji. Obserwuje cel, czeka na dogodny moment do strzału.

                Ma odruchy iście gangsterskie : kiedy wredny kolega zaczepia ją na podwórku - z zimną krwią wbija mu zaostrzony ołówek w dłoń [a potem ostrzy go na nowo i kamera dokładnie pokazuje jak temperówka ścina z czubka ołówka zakrzepłą krew], a kiedy ją straszy znienacka - ani jej powieka nie drgnie. Wiadomo, że jest inna. Nie zachowuje się jak typowa nastolatka.

                Wujek rozgaszcza się w domu : pogwizduje, chodzi sobie wszędzie, gra w tenisa w cichach zmarłego brata, gotuje dla rodziny smaczne jedzenie [ale sam nie je]. I ciągle obserwuje Indię. Codziennie przyjeżdza pod szkołę, wywołując sensację wśród kolezanek Indii, i czeka na nią. Dziewczyna nigdy jednak nie wsiada do jego samochodu. Ale wujek nic sobie z tego nie robi.

                Jakby to wszystko pokazywane było zwyczajnie i normalnie, to wyglądałaby cała historia dośc schematycznie. Reżyser i operator bawią się jednak tym filmem w taki sposób, by maksymalnie rafinować scenografię i nastrój całej historii. Są hipernaturalistyczne, symboliczne ujęcia, na czele z pająkiem wchodzącym pod sukienkę Indii albo chrząszczem pchającym przed siebie kulę... wiadomo czego. Muzyka jest z fortepianu albo innych instrumentów "poważnych", a zdjęciowy opis stosunków międzyludzkich zdecydowanie idący w stronę thrillerowej poezji, ujęcia są przeciągane, postaci są statyczne i powściągliwe. A jednak ta cała rozgrywka ma bardzo zmysłowy charakter.

                Zjawia się ciocia Jane. Zna wujka. Chce porozmawiać z Evelyn na osobności. Umawiają się na następny dzień. Ciocia Jane ma przenocować w motelu, nie chce mieszkać w domu. Czuje się, że ma coś ważnego do powiedzenia o wujku Charliem.

                Nie powie tego nigdy. Wujek Charlie... znajduje ją, mimo że nie powiedziała, w którym motelu się zatrzyma. Dusi ją w budce telefonicznej. Za pomoca... paska do spodni. Kiedy wujek powoli wyciąga ten pasek, kamera objeżdza ten ruch z najbliższej odległości. Nie zobaczymy wściekłej walki. Raczej krótki moment egzekucji. Żadnych chwytów z kina klasy B :]

                W tym samym momencie... India znajduje w domowe zamrażace... ciało gosposi. Poszła po lody, które dla niej kupił wujek i znalazła. W tym momencie już wie, że wujek to morderca. Ale jako się rzekło, India ma myśliwskie nawyki. Nie biegnie z płaczem do mamy albo na policje. Nic nikomu nie mówi. A wujek doskonale musi ją znać : nie po to kupił lody i położył je w zamrażace, żeby jej utrudniać zadanie dotarcia do zwłok.

                Chyba dla odreagowania, India spotyka się z kolegą ze szkoły, który kiedyś stanął w jej obronie. Pozwala się pocałować, a kiedy kolega chce więcej - India protestuje. Kolega szturmuje na całego, zanosi się na gwałt, ale... zjawia się wujek i obezwładnia napastnika. Związuje mu paskiem nogi. Mówi do Indii "Zrób z nim co chcesz". India wymierza koledze kopniaki, a potem wujek dusi go paskiem. Zakopują razem ciało w jakimś pięknym zagajniku. Jest noc, więc nie ma świadków.

                Czy wujek i India są teraz połączeni więzią wspólnie przelanej krwi ? Czy odkryli siebie nawzajem, że są jednakowi ? Że "widzą i czują więcej niż inni" ?

                Tego wieczora, pod prysznicem India przeżywa pierwszy orgazm w wyniku autoerotyzmu. Czy bycie wspólniczką i świadkiem morderstwa tak ją seksualnie odurzyło ?

                A potem grają z wujkiem na fortepianie. Na cztery ręce. W pewnym momencie wujek sięga jedną ręką za plecy Indii. Wymowna scena, sugerująca osaczenie, a równocześnie - bardzo ścisły związek. Ona nie ucieka, nie wyrywa się, nie jest przesadnie zmieszana, więc być może ten drugi wariant jest bardzo prawdopodobny.

                India interesuje się wujkiem coraz bardziej. Dlaczego tyle lat milczał ? Gdzie byl ? On mówi,że zagranicą, np. był kucharzem we Francji, stąd umiejętności kulinarne.

                Ważnym elementem tropicielskim są... okulary. Ciemne okulary, które nosi Charlie. takie same miał ojciec. India znajduje zapasowe okulary ojca w jego biurku. Jest tam takze pistolet. I... LISTY. Cała sterta listów od wuja Charliego. Z róznych stron świata, z rysunkami. We wszystkich listach wujek zwraca się do niej : podejrzewa, że jest "taka sama jak on", chce ją poznać, nie może się tego doczekać. India wreszcie okazuje emocje : jest wzruszona, chyba nawet puszcza łzę. Te listy, ich słownictwo, język, treść, wskazują niezbicie, że Charlie to jej bratnia dusza.

                Niesie te listy na górę, gubi dwa po drodze i nagle zauważa na odwrocie wszystkich kopert adnotację "Crawford Instiute". O co chodzi ?

                Z wyjaśnieniem spieszy się powoli wujek, który oczywiście pojawia się od razu w momencie, gdy zdrętwiała India wypuszcza z rąk wszystkie koperty, które efektownie spadają na podłogę.

                I mamy retrospekcję, bo wujek uznał, że bratanica dojrzała do prawdy. Otóż : jako kilkuletni chłopiec Charlie zakopał żywcem swojego młodszego brata. Uznano go za nienormalnego i zamknięto w tymże "institute". Na zawsze odseparowano od rodziny. Charlie wychowywał się w tym zakładzie. Nie podróżował nigdy. To co pisał, to były kłamstwa. Dlatego ojciec trzymał listy z daleka od Indii, aby nigdy wuja Charliego nie poznała.

                Charlie dorósł i jako człowiek już podleczony miał prawo wyznaczyć datę swojego wyjścia z zakładu. Wyznaczył... datę 18 urodzin Indii.

                Odebrał go z zakładu ojciec Indii. W drodze zatrzymują się : ojciec Indii pokazuje Charliemu zaparkowane auto. A potem wyjmuje ze schowka w aucie pieniądze i papiery rozmaite. Mówi : masz tutaj samochód, forsę i dokumenty.Czeka na ciebie mieszkanie w Nowym Jorku. Jedź tam, zacznij nowe życie, ale nie zbliżaj się do mojej rodziny.

                A jako że wujek Charlie przez całe swoje zakładowe życie chciał tylko jednego : spotkać się z Indią - jest jasne, że musiał zamachnąc się na życie swojego brata, a jej ojca. W taki sposob ojciec Indii zginął, a wujek pojawił się w domu.

                India nie okazuje żadnych wzruszeń słuchając tej opowieści. Wujek przekonuje ją, że "jesteśmy tacy sami, jesteśmy pokrewnymi duszami". I czuje, że ona ma podobną intuicję.

                Od początku dzieje się coś między nimi, i możemy się tylko domyślać CO. Wujek całując się z Evelyn widzi jak India przygląda się tej scenie z ukrycia. Demaskuje ją wzrokiem. ONa ucieka, a on to widzi. Dlaczego uciekla ? Z zazdrości ? Czy może jednak dlatego, bo swieżej wdówce nie godzi się tak szybko pocieszać po stracie męża i ojca córce ?

                • grek.grek "Stoker" [2] 10.11.16, 13:17
                  I mamy scenę znakomitą : oto wujek daje prezent Indii. Ojciec 17 razy przynosił jej tenisówki. Wujek stawia przed nią... kobiece szpilki. I osobiście wkłada jej stopy w buty. Inicjacyjny moment. I również bardzo zmysłowy.

                  Te gry i odkrycia przeszłości przerywa Indii i Charliemu policjant. Rozpytuje o tego kolegę, którego India i wujek pochowali w parku. India zeznaje, że widzieli się, ale rozstali i nic nie wie o miejscu pobytu chłopaka. Pomaga jej Charlie. Policjant wychodząc pyta, czy gosposia już się odezwała po nagłym wyjeździe. Oni zaprzeczają. "Jak to ludzie znikają...", rzuca policjant i odchodzi.

                  "On wróci", powiada wujek. I proponuje znienacka dziewczynie, żeby wyjechali razem do Nowego Jorku. Dotyka twarzy Indii. Widzi to... Evelyn. I jest wstrząśnieta, bo sądziła, że już wujka upolowała. Charlie mówi, że India jest pełnoletnia, może wyjechać, a nawet może w tym domu sama mieszkać.

                  Jest więc awantura. Evelyn wpada w histerię. Charlie udaje że przeprasza, a Evelyn pada mu w ramiona. Czyżby odrzucił Indię. Nie, nigdy w życiu... Nagle wujek zaczyna dusić Evelyn. Paskiem od spodni rzecz jasna. I woła "India, chodź tutaj ! Chodź... POPATRZ !".

                  India przychodzi, owszem, ale... z flintą myśliwską. I jednym strzałem kładzie wujka trupem. Aż kula przebija nie tylko głowę, ale i szybę w oknie. Zachowała się jak na polowaniu, która zresztą scena przebija się z offu. Wyczekała aż CEL poderwie się do lotu i strzeliła bez pudła.

                  A potem kamera filmuje ruchem wężowym podłogę, z której krew została wytarta, ale osad pozostał...

                  India wyjeżdza do Nowego Jorku. Zostawia matkę. Wygląda inaczej : ma czarne okulary ojca/wujka na nosie, siedzi za kierownicą szybkiego auta [chyba po wujku] i na nogach ma ofk szpile.

                  Zatrzymuje ją policjant. India uwodzi go lekko, a za moment rani boleśnie. W biały dzień. Na szosie. Kamera cofa się nieco i jakby z ukrycia obserwuje jak policjant chwiejąc się, cały oszołomiony, próbuje uciekać w zboże, a India wolno za nim idzie. Ma karabin. Celuje w jego głowę...

                  I ostatni kadr jest przepiękny : białe kwiaty "pomalowane" czerwoną rosą krwi. I rockowa muzyka. Jaka zmiana !

                  Jak dla mnie, to jest film o odkrywaniu swojej prawdziwej natury, dojrzewaniu seksualnym, pielęgnowaniu w sobie instynktu zabijania, ktory India ma w znaczeniu dosłownym. Obecność i aktywnośc wujka zdynamizowała ten proces. Pytanie brzmi : czy bez niego India zostałby, jakby nie patrzeć, morderczynią ? Czy wujek okazał się niezbędnym katalizatorem czy to wszystko by się w końcu uruchomiło także i bez niego ?

                  Mia Wasikowska jest świetna, taka powściągliwa, opanowana, a jednocześnie wewnętrznie czujna i skoncentrowana. Matthew Goode też jest dobry, wujek ma swój filmowy charakter i osobowość. Związek między nimi jest wieloznaczny, opiera się na wspólnocie zbrodni i seksualnych podchodach, aczkolwiek wcale nie jest powiedziane, że nie ma tutaj pierwiastka relacji
                  ojciec-córka, jakkolwiek to zabrzmi. Są jednakowi, naprawdę są tacy sami. Mają ten sam gen. Czy ojciec nie chciał spotkania córki z wujkiem, bo bał się właśnie tego, że są jednakowi i obecność Charliego spowoduje uaktywnienie się u Indii morderczych instynktów ?

                  doskonała praca operatora, jako się rzekło, a reżyser Park Chan Wook zdecydowanie znalazł swój pomysł na ten film. Dzięki takiej, a nie innej aranżacji scen, prowadzeniu aktorów, nadaniu całości rysu perwersyjnej poetyki zrobił, wg mnie, film który wychodzi poza gatunek.

                  www.youtube.com/watch?v=JNpDG4WR_74
        • grek.grek Re: 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 16:53
          prawda, Siostro, trochę późno.
          czyżby były... sceny ?

          spróbuję obejrzeć.

          PS : "Ludwiga" zaplanowałem na jutro :]
          • siostra_bronte Re: 23:15 Polsat "Stoker" 09.11.16, 16:58
            Nie mam pojęcia! Może jako film "artystyczny" upchali go tak po nocy. Nie wiem, może obejrzę chociaż kawałek.

            Znakomicie, czekam na recenzję :)
            • grek.grek Re: 23:15 Polsat "Stoker" 10.11.16, 11:58
              udało Ci się obejrzeć, Siostro ? :]

              dzięki :]
              dziś oglądam.
              czekam z niecierpliwością, nawet jesli żałuję, iż to seans via internet, a nie w telewizji, gdzie przegapiłem w fatalny sposób tę 1 częśc, czego do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć :]
              • siostra_bronte Re: 23:15 Polsat "Stoker" 10.11.16, 12:10
                Niestety, nie. Widziałam tylko sam początek, potem uznałam, że nie ma sensu oglądać tylko kawałka. A Ty pewnie obejrzałeś?

                Rzuciła mi się w oczy twarz Kidman przypominająca maskę. Nie mam pojęcia dlaczego tak piękna kobieta oszpeciła się botoksami i operacjami plastycznymi! Już w "Żonach ze Stepford" (ten sam rok co "Narodziny") widać było podejrzane zmiany, a miała wtedy raptem 37 lat.

                W roli Charliego uroczy Matthiew Goodie, ale mam wątpliwości czy mógł wiarygodnie wcielić się w szwarccharakter.
                • siostra_bronte Re: 23:15 Polsat "Stoker" 10.11.16, 12:11
                  Co do "Ludwiga" to faktycznie wielka szkoda, że się zagapiłeś. Ale trudno, dobrze chociaż, że możesz obejrzeć w sieci. Życzę wspaniałych wrażeń!
                  • grek.grek Re: 23:15 Polsat "Stoker" 10.11.16, 13:27
                    dzięki, Siostro !

                    to taki film, którego się nie zapomina.
                    wiem to już po 2 częsci.
                    a obejrzenie części 1, jak sądzę, tylo ugruntuje to odczucie.
                • grek.grek Re: 23:15 Polsat "Stoker" 10.11.16, 13:25
                  aaa, szkoda !, Siostro :]

                  podjąłem się próby opisu, może choć częściowo udało mi się naświetlić główne wątki [?]

                  przyznam, że się nie znam na operacjach plastycznych, ale nawet na tzw chłopski rozum Nicole Kidman wygląda inaczej niż kiedyś. Teraz już wiem dlaczego :]

                  tutaj wyraźnie jest na drugim planie, niewiele ma do zagrania.

                  o, myślę że Matthew Goode zaskoczył by Cię pozytwnie !
                  zagrał naprawdę wiarygodną rolę, może dlatego że ten wujek wcale nie jest takim zimnym draniem. To postać zniuansowana, ofk jest to bad guy, ale w relacji z bratnicą pełni ważną rolę mentora, człowieka niejako pomagającego jej odkryć istotę własnej osobowości, to coś co sprawia, że jest naprawdę inna niż jej otoczenie [tak jak on był i jest inny].

                  Trochę to wygląda tak, jakby byli dwojgiem ludzi bardzo wyobcowanych, którzy w spotkaniu ze sobą odnajdują pierwszy raz w życiu duchowe niemalże związki z drugim człowiekiem. Mimo że cała relacja ufundowana jest na posiadaniu genu morderstwa - jest to wręcz subtelna zależność.

                  i tutaj pan aktor wypada naprawdę dobrze.
    • grek.grek 21:00 TVP Kultura "Bikiniarze" 10.11.16, 16:57
      rosyjski musical z 2008 roku.

      akcja ma miejsce w 1955 roku, kiedy prawomyślna radziecka młodzież buduje socjalizm, a nieprawomyślna ":] oddaje się zakazanym aktywnościom rodem ze "zgniłego Zachodu", czyli tańcom boogie, jazzowi i obnoszeniu się z prowokacyjnie ekstrawaganckimi i krzykliwymi strojami.

      bohaterem głównym jest przykładny komsomolec, który w ślad za dziewczyną, w której jest zakochany, wpada w środowisko bikiniarzy i ulega niecnym wpływom jego kolorowej rzeczywistości.

      ma to swoje dobre strony, ale i całkiem niewesołe konsekwencje.

      ciekawe, nieprawdaż ? :]


      • grek.grek Re: 21:00 TVP Kultura "Bikiniarze" 11.11.16, 11:17
        PS : oglądaliście ? :]

        zaraz "Lalka" w KUlturze.

        Siostro, obejrzałem "Ludwiga", napiszę jeszcze dziś :]
      • grek.grek "Bikiniarze" kilka słów po seansie :] 11.11.16, 17:29
        czy oglądaliście ? :]

        jeśli nie, to będę zachęcał Was w okazji powtórki :]
        ewentualnie do zobaczenia fillmu w youtube :

        www.youtube.com/watch?v=pA7B2H1snA
        Rok 1955, budowa socjalizmu w rozkwicie, do więzienia mozna trafić nawet za "powieszenie portretu Stalina naprzeciwko toalety", wszyscy chodzą w jednakowych szaro-burych mundurkach, a tutaj nagle... pojawiają się tytułowi bikniarze.

        Kolorowo, krzykliiwe, kampowo ubrani, głośni, z fryzurami lakierowanymi, słuchający jazzu i tańczący boogie, nawet swoje imiona przestylizowujący na modłę amerykańską - Fiodor to "Fred", Polina to "Polly", Borja to "Bob", a...

        właśnie - a Mels zostanie "Melem".

        Mels go członek związku młodzieży komsomolskiej. POdczas jednego z nalotów na imprezę bikiniarską spotyka Polly. Zakochuje się od razu i zamiast ją zgarnąć - wdaje się w rozmowę z nią, a stąd już tylko krok do tego, żeby wylądował w stawie, do którego ona go oszukańczo wrzuca ;]

        Od tego momentu Mel robi wszystko, żeby dołączyć do bikiniarskiego towarzystwa. Odziewa się jak należy, stylizuje włosy, nabiera potrzebnego luzu i uśmiechu, a przy okazji doświadcza społecznego ostracyzmu z powodu swojego wyglądu, co jest dla bikiniarzy chlebem codziennym.
        Ciuchy, krawaty, buty kupuje na czarnym rynku, gdzie dostać można co się chce tylko, hehe.

        początki są trudne, ale zostaje zaakceptowany, zaprzyjaźnia się z Fredem, synem wpływowego urzędnika i studentem elitarnej uczelni, który jest binikiarzem nr 1, bo ma pieniądze na amerykański luz, a ojcowska pozycja zapewnia mu bezkarność.

        mamy świat klubów jak z Ameryki i apartmentu rodziców Freda, gdzie imprezy fruwają do białego rana, skontrastowany ze skromnymi czynszówkami dla robotników, w których mieszkają inni bikiniarze. Dla nich ten kolorowy świat jest odskocznią od brzydoty socrealistycznej, od fabryk, ulic i domów, gdzie są ttraktowani jak element wywrotowy.

        ojciec Mela jest w porządku, ale już matka Polly to zaprzysięgła komunistka, więc dziewczyna ma w domu przysłowiowy sajgon.

        Mel tak się wkręca w całą subkulturę i jej styl życia, że nawet zaczyna sam grać na saksofonie. Jednocześnie jego związek z Polly nabiera rumieńców, a scena pierwsszego pocałunku śmiało może iśc w zawody z amerykańskimi odpowiednikami :"]

        Sytuacja lekko się komplikuje, kiedy Fred wyjeżdza do Ameryki, żeby robić karierę dyplomaty. Ojciec nie zostawia mu więksszego wyboru, choć - czego daje dowody taneczne - sam był kiedyś buntownikiem przeciw systemowi.

        Towarzystwo istnieje nadal, a nawet odnosi sukcesy w epatowaniu otoczenia swoim wystawnym kiczem. Imprezy w klubie nadal się odbywają, a "Broadway" istnieje niezmiennie w centrum Moskwy. Mel zamiata na saksie jak zawodowiec, a z Ameryki przyjeżdza facet z płytami z muzyką Dizzy'ego Gillespiego, MIlesa Davisa i Charliego Parkera.

        Polly zachodzi w ciążę , matka wyrzuca ją z domu, a ojciec Mela [równy gość, nowoczesny taki] przyjmuje ją do ich skromnego mieszkania, żeby mogła być razem z Melem. Rodzi się dziecko... czarne :] Owoc epizodu romantycznego Polly z amerykańskim studentem czy muzykiem, czy kimś takim.

        Mel jest zdziwiony, a ojciec wcale. Bierze bety z niemowlęciem do rąk, pokazuje go rodzinie i mówi " Nasz ?", a oni najpierw lekko zmieszani za chwilę z coraz szerszymi uśmiechami odpowiadają "No nasz ! NASZ !". Piękna scena.

        nawet matkę Polly ojciec Mela poskramia, kiedy ta próbuje zbić córkę pasem :"] Taki z niego duch opiekuńczy.

        Bez Freda towarzystwo kręci się nadal, binikarstwo kwitnie, a tylko Polly zamienia się w matkę 20 % i nie bierze już udziału w imprezach. Także dlatego, ze jeszcze przed urodzeniem zostałą złapana i ostrzyżona [nieznacznie, ale symbolicznie] przez komsomolską bojówkę partyjną, walczącą z przejawami "zachodniej zgnilizny".

        na czele tej bojówki stoi Katia, przełożona Mela, chyba w nim zakochana. Nawet próbuje udawać przez moment bikiniarę, ale tylko po to by go uwieść i zawrócić z drogi "moralnego upadku".

        Kiedy Mel nie daje się jej usidlić, bo kocha Polly, bojówka nasila represje, a na zjeździe Mel zostaje potępiony i składa legitymację. Świetna jest scena taneczno-muzyczno-piosenkarska, która ilustruje ten moment. wg mnie, najlepsza w tym filmie. Znakomita choreografia i tekst piosenki.

        z Ameryki przyjeżdza Fred. teraz jest młodym dyplomatą na stażu. OPowiada Melowi, że... tam nie ma binikiarzy. "Gdyby zobaczyli takich jak my, to by nas do czubków zamknęli". Słowem : marzyliśmy o Ameryce i wolności, a TUTAJ jesteśmy bardziej wolni niż oni tam.

        I więćej nawet : to opresja systemu stwarza wolność jednostek, w opozycji do systemu można być wolnym; w systemie nieopresyjnym... nie ma wolności, bo jest zbyteczna. Nie da się wyważyć otwarrtych drzwi. Nasza marzycielska amerykańska wolnośc była iluzją, powiada Fred. Mel wysyła go do wszystkich diabłów.

        a potem razem z setkami subkulturowej młodzieży, i z Polly, Mel spiewa finałową piosenkę "może tam w Ameryce bikiniarzy nie ma, ale TUTAJ my JESTEŚMY !". I cały barwny korowód ciągnie środkiem długiej ulicy.

        Podsumowując : świetna rzecz. Naprawdę interesująca, i z napisami, dzięki czemu można wsłuchać się w rosyjski język.

        Dużo ofk scen muzycznych, z tańcami grupowymi, i nie tylko, mnóstwo jazzu z 50s, historia romantycznej miłości potraktowana z przymrużeniem oka, no i jest golizna, a nawet urywki z seksem, nie mówiąc o rycinach z podręcznika do kamasutry.

        Scenografia w pełni odzwierciedlająca estetykę epoki : czynszówka z niewywkintnymi lokatorami, widowiskowy amerykański w stylu klub jazzowy, mieszkanie w zdezelowanej kamienicy [pierwszy raz Mela i Polly], mającej w sobie wdzięk gotyckiej rudery z filmów Tima Burtona, luksusowe mieszkanie Freda, gdzie impreza goni imprezę, ale także pijalnia piwa, gdzie wśród prostych robotników Mel kupuje swój pierwszy saksofon.

        Dynamiczne piosenki, układy taneczne, wszystko zrobione sprawnie i widać ze z niezłym wsparciem finansowym :"]

        Bardzo ładne aktorki, doskonale dobrane tło, bo i ktoś musi sprawnie wykonywać te wszystkie zestawy taneczne, a twarze w wielu przypadkach muszą być typowo... "chłoporobotnicze", ruchy zaś perfekcyjne technicznie. Radziecka przykra i szara rzeczywistość [choć w filmie jest ona bardzo umowna i wręcz ma swój wdzięk wszeteczny] musi wiarygodnie zderzać się z american-style. Udaje się to przeprowadzić, nie przerysowując w żadną stronę.

        z chęcią polecam, gdybyście natrafili na powtórkę.
        • barbasia1 Re: "Bikiniarze" kilka słów po seansie :] 11.11.16, 17:51
          Nie, nie oglądałam, ale chętnie przeczytam Twój post.
          • grek.grek Re: "Bikiniarze" kilka słów po seansie :] 12.11.16, 12:44
            dzięki, Barbasiu "]
            miło mi.

            polecam film :]
    • grek.grek "Ludwig" cz. 2 [1] 11.11.16, 14:38
      dzięki, Siostro, raz jeszcze za zainspirowanie mnie do obejrzenia tego filmu :]

      powiedziałbym, że jednak warto [by było/jest/] obejrzeć go po kolei. Dzieki chronologii zdarzeń łatwiej zrozumieć Ludwika i jego drogę życiową, jego zachowania.

      O ile 2 częśc jest zdecydowanie królestwem zmysłów, o tyle pierwsza angażuje bardziej intelekt, wg mnie.

      Już otwarcie jest znaczące : Ludwik przyjmujący nauki mentora, księdza Hoffmana, który tłumaczy mu czym jest władza, jak bardzo wymaga skromności, otwarcia na rady doświadczonych ludzi, wzięcia odpowiedzialności za los państwa. Ludwik przyjmuje te rady ze zrozumieniem, ale później całe to vademecum władcy idealnego staje w sprzeczności z jego naturą. I to jest dramat.

      Niby Hoffman ma rację, ale jak tu nie stać po stronie Ludwika, którego otoczenie wręcz terroryzuje, żeby 'wziął się za rządzenie i wypełnianie obowiązków". Wojna [z Austrią chyba ?] odbywa się wbrew niemu. "Powiedz ministrom, że ja nic nie wiem o tej wojnie", oświadcza emisariuszowi, który przybył do niego z pytaniem czy tę wojnę poprze. Nie wie, czy jest to wojna konieczna, ale wie, że wojna sama w sobie jest niegodziwością. Pozycja być może wymagałby poparcia tej awantury, ale natura odmawia. Ludwik idzie za głosem serca.

      Żona. Musi mieć żonę, bo co to za król co nie ma żony i dzieci ? Korona wymaga. Wszyscy go namawiają, włącznie z kuzynką Elżbietą, która jest mu szalenie bliska, są "jednakowi", głęboko ze sobą zżyci i nawet ona nie oszczędza go na tym polu. To ona podsuwa ideę ożenku z Sophie, też kuzynką.

      Nic z tego oczywiście nie może wyjśc, bo Ludwik ani się do małżenstwa nie pali, a także woli chłopaków. Natura znów staje w sprzeczności z narzucanymi mu obowiązkami.

      Niezwykłe są dwie rozmowy : najpierw z Durkcheimem, wojskowym i przyjacielem, który zawsze stał po jego stronie, ale nigdy też nie zamykał oczu na to, że król ma swoje powinności i musi je wypełniać, oraz ponownie z Hoffmanem.

      Rozmowa z Durkcheimem, który daje mu wykład na temat obowiązków monarchy, streszczajac je w słowac "odpowiedzialność, obowiązek, bezpieczeństwo [państwa]", skłania Ludwika do ogłoszenia narzeczeństwa z Sophie, co ogromnie raduje całe otoczenie, na czele z matką.

      Rozmowa z Hoffmanem poprzedza bezpośrednio zerwanie tych zaręczyn, kiedy Ludwik przekonuje się, że zdecydowanie bardziej pociągają go mężczyźni, i nie sposob dalej ranić biednej Sophie, która wylewa łzy w rozmowie z Elżbietą, narzekając słusznie na to, ze Ludwik nie poświęca jej wcale czasu, zbywa, pomija, milczy, pojawia się z rzadka, wykonuje gesty zastępcze, ale "nie jest nią zainteresowany".

      Ludwik wie, że w imię "królewskich obowiązków, w których zakresie jest sprawowanie władzy i wypełnianie męskich obowiązków [Durckheim]", krzywdzi niewinną dziewczyną, co gorsza - zakochaną w nim chyba. Znów dramat natury i sumienia przeciw wymogom stanowiska. I wreszcie Ludwik się buntuje, a potem - jak informuje jedna z gadających głów komentujących losy króla - oddaje się całkowicie aktywności budowania swoich fantastycznych zamków, oddalając się od realiów rządzenia państwem i udziału w intrygach dworskich.

      Znakomity jest ten krótki monolog, w rozmowie z Durckheimem, w którym Ludwik wykłada swoje credo życiowe : poszukiwać piękna, przyjemności i zycia w sztuce, w zmysłowości, nawet przekraczając przyjęte wzory moralności. Dyskusja niby toczy się o depresji w jaką popadł młody książę Otton, ale Ludwik mówi o sobie [choć wierzy że Otto jest podobnego charakteru]. Durckheim z klasą, ale stanowczo oponuje przeciw tej 'eskapistycznej" filozofii. Ludwik obserwuje go z wielką uwagą, słucha, a wreszcie chowa twarz w dłoniach. Próbuje iśc za głosem swojego doraedcy, może nawet wie, że tamten ma rację, ale natura i pragnienie są jednak silniejsze. I słusznie. Choć... czy ci, co oczekują od króla odpowiedniej postawy, również nie mają racji ? Oto starcie najcięższe z możliwych - gdy obie strony mają mocne argumenty. Czy król nie ma prawa być człowiekiem ? Czy człowiek może być królem ?

      Faktycznie, świetnie rozwinięty jest wątek przyjaźni, a może nawet platonicznej miłości, Ludwika i Elżbiety. "Jesteśmy jednakowi", dochodzą do wspólnego wniosku, choć na zewnątrz nieco się róznią : ona jest swobodna i pewna siebie, on skryty i czujny. Ona żyje w realiach, i je akceptuje, nawet jeśli ich nie szanuje, a on od realiów w końcu postanawia uciec, uznając świat za 'brzydki", a ludzi za "niegodziwych" [zapewne ma na myśli swoje otoczenie, w czym ma wiele racji]. Ona go namawia, zeby jednak się ożenił, dla dobra państwa i korony, a on ma do końca nadzieję, że ożeni się z nią. Ma tę nadzieję jeszcze w momencie, gdy spotyka się cała rodzina na ogłoszeniu zaręczyn z Sophie. Widać jak liczy na to, że Elżbieta zmieni zdanie. Kiedy jednak dowiaduje sie, ze przyjechała tylko na chwilę i wcale nie po to, by jednak zdanie owo zmienić - wyraźnie markotnieje i narasta w nim gniew.

      Ta scena, kiedy oboje nocą jeżdzą po lesie, po śniegu. Świetnie nakręcona, przez moment śnieg ma niebieską barwę, zupełnie jest odrealniony. I ta rozmowa, kiedy dzielą się ze sobą plotkami na własny temat, które obiegają salony wiedeńskie i bawarskie. Oboje zdają się kompletnie tym nie przejmować, a Ludwik roztacza przed nią widoki zaprowadzenia w Bawarii nowych porządków w dziedzinie sztuki.

      Tutaj pojawia się Wagner. Jego "Tristan" ma być wielkim początkiem wspaniałej ery, a Elżbieta - honorowym gościem na premierze.

      Z offu płyną informację, ile "Tristan" ostatecznie kosztował, jak bardzo nadszarpnął budżet korony, ale że był jednocześnie ogromnym sukcesem artystycznym. I że ELżbieta nie zjawiła się na preemierze, choć wydano fortunę na przygotowanie dla niej luksusów legendarnych. Tak jakby odsuwała się od Ludwika, widząc że liczy on na więcej niż ona jest gotowa mu ofiarować, i że im dalej się odsunie, tym bardziej skłoni go do samodzielności, jako króla i władcy. On to zupełnie inaczej odbiera.

      Wagner okazuje się być specjalistą od produkowania długów osobistych, za które ścigany jest w Niemczech i Austrii. Ludwik, wielbiciel jego talentu muzycznego, wszystkie te długi bierze na siebie, zaciąga nawet pożyczkę na ten cel. Zapewnia bez przerwy o swoim oddaniu i jest w tym szczery. Prawdziwy mecenas kultury !

      Z drugiej strony odpowiedzi są niejasne i zależne od sytuacji. Kiedy Ludwik przygarnia Wagnera, daje luksusowy dom i warunki do tworzenia, kiedy reguluje jego długi, ratuje mu skórę - Wagner gotów na kolanach przed nim pełzać i opowiadać, że król jest niedościgłym wzorem cnót.

      Kiedy tylko pojawiają się informacje, ze król może nie ochronić Wagnera przed interwencją ministerstwa, które zagięło na niego parol z powodu jego niewypłacalności, kompozytor w rozgniewaniu nazywa króla "niedojrzałym młokosem". Nieładnie.

      Zadziwiające, ile Ludwik gotów jest poświęcić z miłości do muzyki wagnerowskiej... Kiedy okazuje się, że żona jego dyrygenta Von Bulowa jest jego kochanka, a Von Bulow akceptuje cały układ, bo od tego zależy jego posada - król musi zmierzyć się z oskarżeniami, że wspiera i pomaga człowiekowi o wątpliwej moralności. Co robi ? Ano wystawia się na strzał i podpisuje przygotowany przez Wagnera list do prasy, w którym uwielbia kompozytora i bezgranicznie go akceptuje. I nawet nie czyta tego listu ! POdpisuje go bez wątpliwości.

      OStatecznie jednak związek ten zrywa się, kiedy Ludwik zostaje postawiony w sytuacji bez wyjścia przez rząd i nie może dłużej Wagnera chronić.

      cdn
      • grek.grek "Ludwig" cz. 2 [2] 11.11.16, 15:13
        Inwigilowanie Wagnera przez swoich ministrów Ludwik piętnuje "Sztuka jest ważna. Nie życie artysty. Nie jego moralność ma pierwszeństwo, lecz dzieła". To prawda, ale proza codzienności dopada także i jego epigramy. "Wobec prawa wszyscy są równi, Wasza Królewska Mość", pada odpowiedź.

        Ze wszystkich gadających głów, informująccyh o wydarzeniach które nie są inscenizowane w fabule, tylko jedna wyraża się o Ludwiku z najwyższym oddaniem. To Hornig, jego kamerdynder, który - jak później się okaże - zostanie przy nim aż do końca, aż do momentu, kiedy Ludwik - z honorami i szacunkiem, ale jednak... - zostanie przewieziony do zamku Berg celem odsunięcia od władzy i przymknięcia pod okiem lekarza psychiatry.

        Znacząca i jakże subtelnie zagrana i zainscenizowana jest scena spotkania Ludwika i Horniga w posiadłości nad jeziorem, kiedy Ludwik pod maską władczności i królewskiej wyniosłości próbuje niezdarnie ukryć fakt, że młody człowiek podoba mu się niezmiernie. W ostatnim zdaniu proponuje mu jednak nocleg w salonie, a potem jest chyba przebitka, w której ten nocleg zamienia się w erotyczną scenę pomiędzy nimi. Tak to odczytałem, co namiętnie całujące się ustami głowy należą chyba jednak do mężczyzn ?

        Istotna jest też scena z golasem, którego Ludwik nakrywa na nocnej kąpieli w jeziorze. Okazuje się, ze to chłopak ze służby. Ludwik oczywiście po królewski go gani, ale koniec końców okrywa go swoim płaszczem. Widac, ze jest zmieszany, ale i pełen skrywanego starannie pożądania. I jest to odegrane w sposób niezwykle subtelny i stonowany.

        Przekomiczna jest scena, w której Ludwika odwiedza prostytutka. Ma go wprowadzić w arkana seksu. Jest prymitywna i hałaśliwa, ale Ludwik nie od razu ją nokautuje ;] Najpierw udaje zainteresowanego, dzięki czemu wyciąga od niej informacje, że cały dwór czeka na jej relację z tej schadzki. A więc zaczaili się na niego, wchodzą w jego życie w sposób niegodny.

        Prostytutka jest kobietą interesu. Oferuje mu wariant : nie musimy iśc do łózka, a ja opowiem to, co król będzie sobie życzył, czyli za odpowiednią opłatą nakłamię ile wlezie. Ludwik bawi się z nią, sugeruje że to możliwe, a potem... wrzuca ją bezceremonialnie do basenu :] Piękny moment.

        Przykre są za to sceny z młodym księciem Otto, który bierze udział w wojnie, gdzie nabawia się załamania nerwowego. LUdwik go rozumie, dostrzega w nim podobieństwo do siebie samego, przeżywa jego trudności, jakby Otto doznawał ich za ich obu, z których tylko jednemu los zaoszczędził podobnych doświadczeń. Z 2 części dowiedzieć się można, iż Otto nie doszedł do siebie i wpadł w chorobę psychiczną, lądując w szpitalu.

        Ludwik żyje sztuka. Kiedy Wagner prosi go o ratunek, mówi w zamyśleniu "Czyż Lohengrin nie rzucił się na pomoc Elzie...". Sophie też nazywa "Elzą". Czyzby utożsamiał się z bohaterem tej właśnie opery ?

        W ostatniej rozmowie z Hoffmanem, Ludwik jest już tak zdesperowany, że zarzuca Sophie, iż chce go poślubić "z ambicji bycia królową !", co jest głęboko krzywdzące dla niej, i on chyba sam to wie, ale wykrzykuje te kalumnie, aby zbić z tropu księdza. Zresztą, wydaje się że w płaczliwej rozmowie z Elżbietą, Sophie wyjaśnia swoje intencje i są one czyste. Elżbieta namawia ją : żyj aktywnie, udzielaj się, pokaż mu że jesteś rzutka i nie zależysz od niego. MOże ma nadzieję, ze taka Sophie bardziej będzie ją samą przypominać i Ludwik stanie się dla niej łaskawszy. Tyle że chyba nawet Elżbieta jest w błędzie i nie docenia siły naturalnych skłonności, z ktorymi nie sposób walczyć. I chyba sama wie, że byłaby jedyną kobietą, z jaką Ludwik mógłby się ożenić.

        Wiele tu pięknych ujęc wnętrz, malarskie kadry kominków, foteli, mebli, obrazów na ścianach pokojów i salonów, znakomita charakteryzacja, aktorzy z wdziękiem noszą stroje z epoki, ale przy wnętrzach ludwikowskich zamków z 2 częsci, to są jednak sceny co najmniej skromne :] Urodziwe i reżysersko wspaniałe, ale skromne i taktowne. Eksplozja przepychu następuje później.

        Choć scena, w której Wagner narzeka na warunki, jakie stworzył mu Ludwik, na wspaniały dom w którym mieszka, zakrawa na komedię marnej jakości.

        Znakomite jest ujęcie schodów, po których schodzi w pewnym momencie Elżbieta [chyba]. Zaiste, plastyczny kadr. Kamera zawsze stoi w idealnej odległości od filmowanego obiektu. To mistrzostwo prawdziwe.

        I ten monolog Ludwika... "JUż widzę te ceremonie [małżeńskie]... ci ludzie, ciotki, kuzyni, krewni, z całej Europy... księżą, recytacje, stroje, powaga... KOSZMAR !". Nie tylko sam obowiązek go obrzydza, jako przeciwny jego naturze i sensowi życia jaki wyznaje, lecz i oprawa wzbudza najgorszy niesmak.

        Stroje są przepyszne, ujęcia zamków i dziedzińców - znakomite, insygnia królewskie, które wdziewa Ludwik podczas koronacji [i które przymierza Sophie, jako wówczas jeszcze spodziewana królowa] - pokazane z pietyzmem i dbałością.

        Film doskonały, żadnych słabych punktów, trudno się oderwać choćby na moment !

        Helmut Berger oczywiście także i w 1 części gra wybitnie, koncertowo wcielając się w postać, choć dopiero w 2 części, zgodnie ze scenariuszem, osiąga niebezpieczne wręcz wyżyny tego wcielenia. Romy Schneider jest piękna niezwykle, i tak jak powiedziałaś, Siostro - gra Elżbietę, która nie ma żadnego związku z postacią jaką widac w filmach o Sissy. Tutaj jest kobieta. Inteligentną, rozumną, swobodną. Zabrakło mi jednak pewnej dozy współczucia dla Ludwika z jej strony. Jesli ona go zna, powinna wiedzieć jak trudne momenty przeżywa, jak cięzko mu zderzać swoją naturę z wymogami sprawowania władzy.

        Tymczasem Elżbieta, takie odniosłem wrażenie, uznaje że Ludwik musi po prostu dorosnąć, wziąc się w garść, porzucić sny na jawie. Trochę to zbyt bezceremonialne w jej wykonaniu. Czy nie masz podobnego wrażenia, Siostro ?

        Dzięki raz jeszcze.

        To była filmowa uczta ! :]
        • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 11.11.16, 18:02
          Dzięki, Greku!

          Oczywiście, lepiej byłoby obejrzeć film od początku, żeby lepiej zrozumieć Ludwika i jego motywacje.

          Napisałeś chyba o wszystkim, trudno dodać coś więcej :)

          Jeżeli chodzi o Zofię to Ludwik pragnął wierzyć, że naprawdę ją kocha. Idealizował ją. "Podkręcał" swoje emocje odwołaniami do oper Wagnera. W listach nazywał ją właśnie Elzą, a sam podpisywał się jako Heinrich, też postać z opery. Ale im bliżej było ślubu tym bardziej zdawał sobie sprawę, że to się nie uda. Że Zofia to kobieta z krwi i kości, nie żadna fikcyjna postać...

          Ciekawy fragment z listu króla do Zofii, w którym zrywa zaręczyny:
          " Jeśli zarządziłem przygotowania do ślubu [...] i jeśli odłożyłem je na pewien czas, nie robiłem tego, żeby z Ciebie zakpić, lub jak mogłabyś sądzić, aby stopniowo uwolnić się od zobowiązania. Nie, nie chciałem Cię oszukać, to absolutnie nie wchodziło w rachubę. Działałem w niezachwianym przekonaniu, że wszystko ułoży się pomyślnie. Teraz, gdy zdążyłem swoje uczucia poddać próbie i zastanowiłem się nad sytuacją, wiem, że w głębi duszy żywię do Ciebie miłość braterską, prawdziwą i wierną; ale wiem także, że nie jest to rodzaj miłości wystarczający do zawarcia związku małżeńskiego."

          Widać, że Ludwik walczył ze sobą, aż w końcu się poddał. Nie chciał unieszczęśliwiać siebie i także Elżbiety.

          Co do Sissi, to nie mogła się ożenić z Ludwikiem :) Była już cesarzową od wielu lat. Wyszła za mąż za Franciszka Józefa jako 17-latka.

          Może dlatego, mając już duże doświadczenie życiowe, Elżbieta była tak mało wyrozumiała wobec króla. No i kwestie osobiste: zależało jej na wyswataniu siostry.

          Tak, relacja z Wagnerem była bardzo skomplikowana. Można powiedzieć, że król miał na jego punkcie obsesję, wynikającą z uwielbienia dla jego muzyki. Zachowana korespondencja króla i Wagnera świadczy o tym, jak głęboka i gwałtowna to była przyjaźń.

          Na początku Wagner nie wierzył własnemu szczęściu. Był zachwycony Ludwikiem i jego pomocą. Z pewnością to było szczere. Zachowana korespondencja króla i Wagnera jest niezwykła, pełna egzaltacji i wielkich emocji.

          Fragment listu Wagnera do przyjaciółki, wkrótce po zamieszkaniu w Bawarii, w którym tak pisze o królu: "Ach, zachwycająca istota! Doprawdy, jest dla mnie wszystkim, światem, kobietą, dzieckiem".

          Ale z czasem zaborczość Ludwika zaczyna go męczyć. Król potrafi posyłać po niego nawet w środku nocy. Wagner czuje się zmęczony i samotny. W innym liście pisze: "Moja samotność jest okropna. Stosunki z królem są tak delikatne i trudne do utrzymania jak zachowanie równowagi na górskiej grani."

          No, a potem Wagner robi się coraz bardziej interesowny. Najpierw z wdzięcznością przyjmuje każdą pomoc. A potem się rozbestwia i zaczyna wprost żądać określonych funduszy na opery i na swoje utrzymanie. Dołącza do niego Cosima z dziećmi. Wagner żyje w luksusie a i tak narzeka na warunki. No cóż, nie był z pewnością wzorem cnót.

          O perfekcji scenografii, kostiumów i zdjęć nie muszę już pisać :) Jeden z najbardziej malarskich filmów jakie widziałam!!

          Tak, Berger jest w tej roli po prostu genialny!! Każdy gest (te niespokojne dłonie!), każde spojrzenie wyrażają osobowość Ludwika. Niezwykła wrażliwość w gorsecie obowiązku i konwenansów. Pamiętasz tę scenę, kiedy Zofia śpiewa przy fortepianie, a Ludwik, udręczony, słucha jej fałszowania? :) Jego twarz mówi wszystko. Ludwik gardzi banałem i pospolitością. Pragnie świata idealnego piękna. Od ludzi wymaga wierności i pełnego oddania, ale mało kto jest w stanie sprostać takim wymaganiom, stąd kolejne rozczarowania...

          Przepraszam, ale muszę po raz kolejny napisać, że Berger jest nie tylko absolutnie doskonały w roli Ludwika, ale też piękny!! Już samo patrzenie na niego dostarcza mi niezapomnianych wrażeń! :)

          Jeszcze raz dzięki, Greku! Cieszę się bardzo. Mam nadzieję, że może kiedyś będziesz mógł zobaczyć "Ludwiga" na dużym ekranie, żeby w pełni docenić jego absolutne piękno!





          • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 11.11.16, 18:24
            Hm, "absolutnie doskonały", "absolutne piękno"... Mam nadzieję, że rozumiesz moją egzaltację :)
            • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 12.11.16, 13:21
              Siostro, oczywiście ! :]

              to JEST - ABSOLUTNIE doskonały i piękny film.

              można tego dowieść na gruncie odbioru zmysłowego, ale - wg mnie - także za pomocą
              całkowicie "chłodnej" analizy wedle kanonów filmowego piękna :]

          • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 11.11.16, 18:25
            Oczywiście, "nie chciał unieszczęśliwiać siebie i także Zofii".
            • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 12.11.16, 00:05
              Ech, "Sissi nie mogła wyjść za mąż za Ludwika". I powtórzone zdanie o korespondencji króla i Wagnera. Coś nie jestem dziś w formie :)
              • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 12.11.16, 13:31
                :] Siostro, to drobiazg :]

                poza tym, zdania powtórzone są przydatne, bo wpływają na dokładniejsze zapamiętanie, podkreślenie, przedmiotu, którego dotyczą :]
          • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 12.11.16, 13:16
            dzięki, Siostro :]

            o, ten film jest tak przepastny w swojej głębi i konstrukcji, że zapewne można o nim pisać i pisać :]

            Tak, tę postawę Ludwika wobec Zofii oddaje film, subtelnie, bez dosadności, odwołując się do drobnych gestów, pojedynczych słów. Jednocześnie w pełni widać wątpliwości obojga. To ważne, wg mnie, że Visconti oddaje także głos Zofii, nie czyni jej bierną postacią czyjegoś dramatu, ale pełnoprawną uczestniczką wydarzeń.

            ten list pokazuje uczciwość Ludwika. Wplątał się w to wszystko z powodu podszeptów innych, ale wycofał się już całkowicie samodzielnie, wg mnie - dzięki temu ustanowił siebie jako podmiot zdarzeń, zyskał tożsamośc.

            ach, no tak... Dzięki za informację, Siostro :] moja orientacja w meandrach ówczesnych związków i pokrewieństw jest dośc fragmentaryczna :]

            o, ciekawe !
            świetnie to opisujesz, Siostro. I film, znów, okazuje się być dobrym medium dla zilustrowania tych skomplikowanych relacji. Choć... nie wiem, jak Ty uważasz ?.. wg mnie, mimo wszystko Visconti trochę tutaj oszczędza Ludwika i więcej minusów stawia przy Wagnerze, którego owa interesowność i pewnego rodzaju bezczelność [propozycja opublikowania listu, w którym Ludwik uwielbia i akceptuje kompozytora, a więc w pewien sposób stawia także odpór oskarżeniom go o niemoralne prowadzenie się], a także rozpieszczenie i niewdzięczność są mocno wyeksponowane. Jednoczesnie król w piękny sposób go rozgrzesza, stawiając ponad wszystko jego talent.

            Ciekawe też, że Visconti pewną natarczywość Ludwika [która oczywiście wynika z jego pasji dla sztuki i niezmordowanego pragnienia nieustannego z nią obcowania, co samo w sobie jest bardzo chwalebne] nie ukrył, ale przeniósł ją na relacje z aktorem Kainzem, którego król traktuje tak właśnie jak to opisujesz a'propos relacji z Wagnerem. Trochę podchodzi do niego jak do... adaptera ;] który zawsze można włączyć i słuchać muzyki albo do płyty z nagraniem filmowym. Tyle że... żywy człowiek czasaami musi spać, jeść, bywa zmęczony... Ludwikowi niełatwo przychodziło godzenie się z tymi naturalnymi ograniczeniami.

            ALe podoba mi się jego łapczywość sztuki, poezji, aktorstwa, muzyki.

            Król saam w sobie jest artystą. Wagner słusznie to zauważa opisując jego charakter i zachowania, trudną [interesującą !] osobowośc. Król nie tworzy samodzielnie, ale w samej istocie artyzm przejawia w swojej sztuce życia.

            o, pełna zgoda :"]

            Tak ! rewelacyjna scena !
            ten fałsz Zofii narasta, aż w końcu osiąga jakieś dantejskie dźwięki, Ludwik ledwie nie ucieknie z miejsca. Jest to komiczne, ale jednoczesnie Ludwik siedzi w połciemnościach, scenografia jest dośc ponura, więc ten komizm sytuacyjny ulega rozpadowi, splata się z tragedią świadomości, która - jak napisałaś - poszukuje piękna i odrzuca pospolitośc.

            To prawda. Ludwik jest bezkompromisowy. Kocha aż do przesady i odrzuca równie mocno. Nie znajduje złotego środka, ale w jakiś sposób ma tutaj przywilej, bo jednak to on jest królem :]

            Ciekawe, że tak naprawdę najbliżsi pozostają mu ludzie, których nie łączy z nim żadna więź artystyczna, wizjonerska. Kamerdyner, pokojowy, jeden ze strażników [wita się z nim, kiedy przyjeżdza do Berg w ostatniej sekwencji filmu]... Prości ludzie, być może nie czujący sztuki jak on, ale lojalni i on tę lojalność odwzajemnia, nawet jeśli bywa wobec nich szorstki.

            ha, z pewnością tak jest :]
            bardzo przystojny aktor, świetnie do swojej roli dobrany.

            dzięki, Siostro, cała przyjemność po mojej stronie :]

            również mam taką nadzieję, obejrzenie tego filmu na wielkim ekranie, to z pewnością niezapomniane przeżycie.

            a jednocześnie... niezwykła postać Ludwika, jego dylematy, i pasja przeżywania życia i sztuki, sprawiają że nawet obejrzenie "Ludwiga" na małym ekranie w komputerze ma swoje nieprzeciętne zalety, porusza umysł i inspiruje.


            • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 12.11.16, 13:59
              Ciekawe uwagi, Greku :) Jutro odpiszę!
              • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 12.11.16, 17:49
                dzięki, Siostro :"]
                świetnie !
            • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 13:34
              To po kolei :)

              Zdecydowanie Wagner jest przedstawiony w niezbyt korzystnym świetle. Visconti pokazuje Ludwika z sympatią i zrozumieniem, jak pisałam wcześniej mógł go traktować osobiście, jak pokrewną duszę. Co ciekawe film był krytykowany m.in. za zbyt bezkrytyczny stosunek do Ludwika, co wydaje się naprawdę absurdalne. Reżyser miał prawo do swojej wizji, a zresztą, wydarzenia pokazane w filmie w większości pokrywają się z prawdą historyczną.

              Des Cars pisze w swojej książce, że "Bawarczycy kochają swojego władcę. [...] Już za życia stał się królem z legendy".

              Powtarzano sobie opowieści o podróżach Ludwika saniami po górach. Jeden z wieśniaków opowiada:
              "Myślałem, że to archanioł...Słyszałem tylko galop koni., które potrząsały srebrną uprzężą. Zdobiące chomąta janczary wydawały dźwięk, który brzmiał jak bicie dzwonów. Pokryte pianą zwierzęta potrząsały grzywami, a białe pióropusze tańczyły na ich głowach". Piękne.

              Ludwik w czasie swoich wędrówek zapuszczał się też do wiosek i spotykał się z prostymi ludźmi. Sympatię zawdzięczał też temu, że budowa zamków dawała pracę wielu rzemieślnikom.

              Relacja jednego z leśników:
              "Dla króla las i zwierzęta były niepowtarzalną, zaczarowaną krainą. [...] To wcale nie jest prawda, że król stronił od ludzi, jak to się teraz powtarza. Bardzo często pojawiał się nagle wśród nas, pracowników leśnych, albo wstępował późnym wieczorem do wiejskiej gospody. Pytał nas jak idzie robota, czy mamy dość narzędzi i czy nasze płace są przyzwoite. Wiele razy mówiliśmy sobie, że król może lubi swoją samotność, ale że lubi też mieć towarzystwo. Godzinami chodził po górach. Pozdrawiał nas gestem i ogarniał przyjaznym spojrzeniem."

              A to wspomnienie snycerza, który zbudował tę piękną łódkę do groty w zamku Linderhof:
              "Ze sposobu, w jaki z nami przyjaźnie i serdecznie rozmawiał, jakby był jednym z nas, wynikało zawsze, że bardzo cenił tych, którzy tworzyli dla niego. Często widziałem, jak król osobiście przynosił na tacy malarzom, rzeźbiarzom czy sztukatorom jakiś napój, kiedy zdarzało nam się zapamiętale pracować nad jakimś dziełem, że traciliśmy poczucie głodu i pragnienia. Przy takiej okazji powiedział mi pewnego dnia: "Dosyć, Benhard, teraz odpocznijcie trochę i nabierzcie sił".

              I jeszcze urocze wspomnienie pewnej kobiety, której ojciec był zarządcą zamku Herrenchiemsee, była wtedy małą dziewczynką:
              "Dowiedziałam się, że król ma zegar z kurantem. Co godzinę Król Słońce (ten zamek był kopią Wersalu-mój przypis) wychodził z pudła, a za nim duszek kładący mu na głowę koronę. Pewnego dnia, gdy króla nie było na zamku odważyłam się wejść do komnaty, w której znajdował się zegar, weszłam na krzesło i niecierpliwie czekałam na wybicie godziny. Byłam zafascynowana i nie mogłam oderwać oczu. Nagle ktoś dotknął mojego ramienia. Przerażona odwróciłam głowę, domyślając się najgorszego. Król stał tuż przy mnie i pełen dobroci i spokoju zapytał: "Czy wiesz, że nie wolno wchodzić do apartamentów królewskich?". Zrozpaczona, rozpłakałam się i wyznałam, że wiedziałam, ale pokusa była zbyt wielka. Król odparł patrząc mi prosto w oczy: "Jeśliby wszystkie pokusy miały prowadzić do tak dobrego końca jak ta, mogłabyś się nie obawiać. Ale proszę, abyś bez pozwolenia więcej tu nie wchodziła".

              I jak tu nie kochać Ludwika?? :)

              Pisząc o dużym ekranie miałam na myśli oczywiście ekran telewizora! Masz rację nawet i w komputerze robi wielkie wrażenie, jednak z pewnością pod względem wizualnym sporo traci.





              • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 14:06
                dzięki, Siostro :]

                świetny post !

                I mnie się wydaje, że film nie jest apoteozą Ludwika. Visconti bardzo wyraźnie zaznacza jego rozgniewania, czasami dośc bezceremonialne traktowanie ludzi, a już przecież sam fakt, że Ludwik "uchylał się" od królewskich powinności - co jest przecież treścią główną - może być dla niektórych dowodem przeciwko niemu !

                yes :] ta opowieśc brzmi znakomicie.

                no właśnie ! w jakiś sposób ta ludyczna natura Ludwika znajduje ilustrację w scenie uczty w górskiej chacie. No i ekonomiczna strona pomysów zamkowych również jest istotna.

                piękne są te świadectwa, nawet wzruszające momentami.
                I tak sobie myślę, że król odmalowany w sposób taki jak w "Ludwigu" z pewnością śmiało wpasowałby się takie sceny, gdyby film je zawierał.

                wygląda na to, że był znakomitym pracodawcą, wyrozumiałym i pogodnym, a naweet troskliwym. Nawet jeśli gros tej troski dotyczyło samych zamków, to i dla robotników z pewnością było jej aż nadto wiele.

                najwyraźniej, Ludwik sympatyzował ze wszystkimi, dla których sztuka i artyzm były tak samo ważne i poruszające jak dla niego :"]

                taki król, to skarb większy niż wszystkie zamki, które wybudował, przy całej ich wspaniałości i szyku :]

                dzięki, Siostro :] te opowieści jeszcze dodają wdzięku królewskiej postaci.

                to prawda, Siostro. dla pełnego wizualnego, estetycznego, zmysłowego efektu - ekran telewizora, to niezbędne minimum. A ekran kinowy.. uff, to już by była rozpusta ! :]
                • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 14:08
                  "ludyczna natura" - no nie, chyba jednak... ludyczny pierwiastek w bogatej naturze [Ludwika] - tak by było chyba bliżej prawdy, jak sądzę ? :]
                  • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 15:08
                    Tak jest :)
                • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 15:10
                  Dzięki, Greku!

                  No cóż, o "Ludwigu" mogłabym bez końca :)

                  Tak, życzę Ci obejrzenia go na ekranie telewizora!
                  • barbasia1 Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 16:43
                    >No cóż, o "Ludwigu" mogłabym bez końca :)

                    Ostrzę sobie zęby na "Ludwiga". ;)
                    • siostra_bronte Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 16:51
                      Znakomicie, Barbasiu! :)
                  • grek.grek Re: "Ludwig" cz. 2 [2] 13.11.16, 17:07
                    dzięki, Siostro ! :]

                    opowiadasz o nim, o filmie, o wszystkim tak zajmująco, że ja z kolei mógłbym czytać, czytać i czytać i znów czytać... :]

                    mam nadzieję !
                    liczę na Czechów, zdarza im się powtarzaać niektóre filmy.
    • grek.grek 20:45 Polsat : Rumunia-Polska 11.11.16, 16:39
      to co... Polska gola ! ? :}

      Rumunia rywal trudny, ale chyba w zasięgu ?

      Ponoć w cyfrowym Polsacie studio meczowe zaczyna się o 18:00 ;] ależ tam muszą panowie mieć tematów do obgadania, hehe.

      wydarzenie goni wydarzenie... uroczystości i marsze niepodległościowe [swoją drogą, czy maszerujący wiedzą w ilu dziedzinach POlska jest zmuszona podporządkowywać się dyrektywom UE, a w ilu sama chętnie podporządkowuje się tzw. sojusznikom ? hehe...], otwarcie Świątyni Opatrzności BOżej [ z Biblii "Bóg nie mieszka w budynkach ludzką ręką zrobionych", czy jakoś tak :)], no i mecz. 11 listopada aż skrzy się od wiekopomnych momentów ;]


      • barbasia1 Re: 20:45 Polsat : Rumunia-Polska 11.11.16, 17:44
        No raczej, nie inaczej! ;)


        W najnowszym rankingu FIFA najwyżej notowanych reprezentacji narodowych Rumunia jest na 34 miejscu, czyli daleko za Polską, więc chyba można śmiało potwierdzić, że rywal jest w zasięgu. :)
        Aczkolwiek, po trzech kolejkach rywalizacji w eliminacjach mistrzostw drużyna Rumunii ma 5 punktów i taką samą chęć na awans jak nasza drużyna.

        Oby polska drużyna nie poległa na niemieckiej taktyce selekcjonera rumuńskiej reprezentacji, Christopha Dauma. ;)

        Trzymamy kciuki!


        A właśnie, to samo myślę! Hehe!

        Maszerujący tyle wiedzą, ile im w reżymowych mediach powiedzą.
        • maniaczytania 3:0 !!!!!!!!!!!!!!!!!! 11.11.16, 23:15
          Fantastyczny mecz :) Paskudne faule rywali, okropne zachowanie kibiców rumuńskich - te rzucane na boisko race! Zwłaszcza ta, która ogłuszyła naszego kapitana.
          Ale to się zemściło, bo po tym R. Lewandowski strzelił dwa gole (drugi z karnego).

          Wspaniały prezent na święto niepodległości ;)

          I jeszcze taka ciekawostka - dziś 11.11, a Kamil Grosicki grający z numerem 11 strzelił pierwszą dla nas bramkę w 11 minucie :)

          I jeszcze dwie ciekawostki odnośnie R. Lewandowskiego - w tej chwili jest liderem strzelców eliminacji przed C. Ronaldo (przewaga dwóch goli), a w historii strzelców polskich właśnie trafił na podium strącając z niego K. Deynę.

          No i Polska jest liderem tabeli :)
          • barbasia1 Re: 3:0 !!!!!!!!!!!!!!!!!! 11.11.16, 23:45
            > Ale to się zemściło, bo po tym R. Lewandowski strzelił dwa gole (drugi z karnego).

            Hehe! Zemsta godna wielkiego piłkarza! :)

            A ja się wystraszyłam, że Lewandowski dostał czymś w oko w wyniku wybuchu tej petardy.
            Świetny mecz, i spokojniejszy niż poprzednie. Choć mały thriller też się przydarzył , na początku 2. połowy, kiedy to Rumuni przez kilka dobrych minut mocno nacierali na polską bramkę.

            > I jeszcze taka ciekawostka - dziś 11.11, a Kamil Grosicki grający z numerem 11
            > strzelił pierwszą dla nas bramkę w 11 minucie :)

            Ależ info.! Kapitalny zbieg okoliczności!

            Brawo Lewandowski. Brawo cała drużyna.
          • grek.grek Re: 3:0 !!!!!!!!!!!!!!!!!! 12.11.16, 13:30
            widziałem ten rzut racą w polskiego piłkarza. metr dalej i byłoby nieszczęście jakieś.

            nie rozumiem ludzi, którzy przychodzą na stadion, żeby "bawić się" w ten sposób.

            o, numerologia wyższego formatu ;]

            POlska gra równo.
            Czarnogóra przegrała w Armenii 2-3.
            nie ma to jak regularność :]

            I nareszcie Polacy po zdobyciu gola nie cofnęli się, tylko nadal grali wysoko, hamowali akcje Rumunów i wyprowadzali kontry. Tak trzymać :]
            • barbasia1 Re: 3:0 !!!!!!!!!!!!!!!!!! 12.11.16, 18:00
              To prawda! Surowa kara się należy Rumunom, co najmniej taka jak Legii za zadymy kiboli na stadionie.

              Jak Ty już chwalisz to jest bardzo dobrze! :))

        • grek.grek Re: 20:45 Polsat : Rumunia-Polska 12.11.16, 13:36
          haha :"]

          Polska wczoraj zupełnie wybiła z rytmu Rumunię.
          ofensywa rumuńska zupełnie się nie mogła rozpędzić.

          a po drugiej stronie... 3 trafienia i 3 punkty ;]

          hehe, też tak myślę, Barbasiu.
          podobał mi się wczoraj pan minister MSZ, który zdawał relację z marszów okolicznościowych, i nie darował sobie wprost okazanej mściwej satysfakcji z tego, ze na Marszu Niepodległości było najwięcej ludzi, a na innych marszach odpowiednio mniej. urzędnicy nowego rządu nawet przekazując oficjalne informacje uprawiają nachalną politykę. Słabe to jest, bardzo słabe.


    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Miłość" 11.11.16, 16:41
      wybitny ponoć film Michaela Hanekego.

      nie wiem jak Wasze plany na wieczór, ale mnie chyba ominie ten seans. Niestety, w miejscu, w którym będę przebywał [najpewniej] królował będzie mecz ;]

      cóż, pozostaje czekać na rychłą powtórkę.
      • maniaczytania Polska - Rumunia 11.11.16, 16:46
        u mnie też dziś na ekranie, aczkolwiek nie wiem, czy dam radę 'nerwowo' ;)
        • barbasia1 Re: Polska - Rumunia 11.11.16, 17:06
          maniaczytania napisała:

          > u mnie też dziś na ekranie, aczkolwiek nie wiem, czy dam radę 'nerwowo' ;)

          Hehehe! :))

          Mam tak samo.
        • grek.grek Re: Polska - Rumunia 11.11.16, 17:33
          cześć, Maniu ! :]

          haha ;]
          no tak, w ostatnich meczach Polacy fundowali nam thrillery niezgorsze.


          • barbasia1 Re: Polska - Rumunia 11.11.16, 17:45
            Ostatni mecz to był horror do ostatniej sekundy! :)
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Miłość" 11.11.16, 17:06
        grek.grek napisał:

        > wybitny ponoć film Michaela Hanekego.
        >
        > nie wiem jak Wasze plany na wieczór, ale mnie chyba ominie ten seans. Niestety,
        > w miejscu, w którym będę przebywał [najpewniej] królował będzie mecz ;]
        >
        > cóż, pozostaje czekać na rychłą powtórkę.

        Chyba jednak mecz. :)

        Skoro tak, to najlepiej będzie jak grupowo odłożymy "Miłość" na inny, lepszy dzień.
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Miłość" 11.11.16, 17:31
          cześć, Barbasiu :]

          zatem... oglądamy ! :]
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Miłość" 11.11.16, 17:49
            Cześć, Greku! :)))

            Oglądamy! :)
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Miłość" 12.11.16, 13:32
              cześć, Barbasiu :]

              tak jest !
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Miłość" 11.11.16, 18:07
        Kiedyś o nim pisałam i byłam rozczarowana. Ale znając Kulturę na pewno będą powtórki :)
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Miłość" 12.11.16, 13:17
          pamiętam, Siostro :]

          miejmy nadzieję.
    • grek.grek 20:00 Stopklatka "Zakochana Jane" 11.11.16, 16:53
      kiedyś oglądałem i ostrożnie bym polecił :]

      przyszła literatka, Jane Austen [brawurowo zagrana przez Anne Hathaway] jest tutaj młodą dziewczyną, która dopiero szuka swojej życiowej drogi.

      matka namawia ją do zawarcia korzystnego małżeństwa, które zapewni jej bezpieczeństwo finansowe i materialne. Jane zupełnie nie ma na to ochoty, a jedynym związkiem jaki dopuszcza jest ten z miłości i namiętności.

      no i trafia się nawet właściwy kawaler. Jest nim elokwentny Irlandczyk Tom, z którym Jane uprawia gry wstępne polegające na sprzeczkach, "kłótniach" i strojeniu gombrowiczowskich min flirciarskich, spoza ktorych w oczywisty sposób wyziera narastające uczucie.

      tyle że to Anglia z konca XVIII wieku, tutaj pochodznie, stan społeczny, ustosunkowania towarzyskie, majątek, pozycja decydują o wszystkim albo o prawie wszystkim w życiu człowieka, a zwłaszcza młodej kobiety. I to takiej, która marzy o spełnieniu w literaturze, czyli o czymś niekoniecznie mile widzianym i dostępnym w tamtych czasach dla osób jej pokroju, że tak to ujmę.

      tytuł jest bardzo zmyślny : "Zakochana Jane" aka "Becoming Jane" sugeruje jednoznacznie, ze to bohaterką jest wprawdzie TA Jane Austen, ale zanim TĄ Jane Austen została. Tutaj jest po prostu dziewczyną z marzeniami, inteligentną, z ogromnym poczuciem humoru, wrażliwością, która zderza się z całym tym społeczno-ekonomicznych otoczeniem, ze swej natury dążacym do zdołowania jej i odebrania marzeń.


      • maniaczytania Re: 20:00 Stopklatka "Zakochana Jane" 11.11.16, 18:07
        też polecam - bardzo zgrabny film
    • barbasia1 Zmarł Leonard Coen. 11.11.16, 18:16
      Chóry anielskie na powitanie śpiewają mu "Hallelujah".

      www.youtube.com/watch?v=Q-4JmRnv_nE
      [']
      • maniaczytania i Robert Vaughn 11.11.16, 20:26
        www.filmweb.pl/person/Robert+Vaughn-5899
        • siostra_bronte Re: i Robert Vaughn 11.11.16, 20:35
          Właśnie, dowiedziałam się z fb. Znakomity aktor, niezastąpiony w rolach eleganckich szwarccharakterów.
        • barbasia1 Re: i Robert Vaughn 11.11.16, 23:35
          Na stronie Wyborczej piszą - "Robert Vaughn, ostatni z żyjących bohaterów "Siedmiu wspaniałych" (1960) Johna Sturgesa" !
          wyborcza.pl/7,101707,20966735,robert-vaughn-nie-zyje-odszedl-ostatni-z-siedmiu-wspanialych.html
          [']
        • grek.grek Re: i Robert Vaughn 12.11.16, 13:26
          jeden z "Siedmiu wspaniałych".

          cześc Jego pamięci !
          • siostra_bronte Re: i Robert Vaughn 12.11.16, 13:56
            Tak jest, i jeszcze rewelacyjna rola w "Bullicie". Był też świetny serial "Waszyngton za zamkniętymi drzwiami".
      • grek.grek Re: Zmarł Leonard Coen. 12.11.16, 13:18
        tak będzie, Barbasiu :]

        ten głos łatwo nie da się zapomnieć. I o to chodzi.
        • barbasia1 Re: Zmarł Leonard Coen. 12.11.16, 22:05
          Piosenka Coena z jego najnowszej, ostatniej, jak piszą, znakomitej płyty:

          www.tekstowo.pl/piosenka,leonard_cohen,you_want_it_darker.html
          • grek.grek Re: Zmarł Leonard Coen. 13.11.16, 12:52
            dzięki.

            cohenowska bardzo piosenka, i tekst również. Zostanie muzyka, a to tak jakby Cohen ciągle żył. Czyż nie o to chodzi ..? :]
    • barbasia1 Donald Trump 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych 11.11.16, 18:49
      Ciekawe, w jakim kierunku popłynie Ameryka, a z nią cały świat!?
      • grek.grek Re: Donald Trump 45. prezydentem Stanów Zjednoczo 12.11.16, 13:24
        To może być dobry kierunek, Barbasiu.

        pytanie, jak bardzo nowa administracja rządowa będzie zależna od lobby zbrojeniowo-paliwowego ;]

        tak czy owak, na mój gust, nie ma szybkiego i łatwego powrotu do świata jednego mocarstwa. zanosi się na świat wielobiegunowy, a to zawsze lepszy wariant, kiedy kilku mocnych graczy wzajemnie się ogranicza.
        • barbasia1 Re: Donald Trump 45. prezydentem Stanów Zjednoczo 13.11.16, 16:45
          Dobrze powiedziane!
          • grek.grek Re: Donald Trump 45. prezydentem Stanów Zjednoczo 13.11.16, 17:24
            dzięki ! ;]
    • grek.grek 15:30 TVP Kultura "Osiem i pół" 12.11.16, 13:38
      hurra :]

      nieodmiennie i nieustannie zachęcam ! :]
      • siostra_bronte Re: 15:30 TVP Kultura "Osiem i pół" 12.11.16, 13:54
        :)
        • grek.grek Re: 15:30 TVP Kultura "Osiem i pół" 12.11.16, 17:48
          :]]

          yes, Siostro :]

          to jeden z tych filmów, które nigdy nie przestaną mnie zadziwiać i choćbym obejrzał go tysiąc razy, to za tysiąc pierwszym będą czuł tę samą radość z powodu przebywania w jego towarzystwie :]
    • siostra_bronte "Podróż do Indii" 12.11.16, 14:00
      Powtórkowo film Davida Leana jutro w Kulturze, o 11.15. Chyba nigdy nie poleci w prime timie! Może dlatego, że taki długi?? Jeżeli ktoś nie widział to polecam gorąco!!!
      • grek.grek Re: "Podróż do Indii" 12.11.16, 17:50
        z przyjemnością przyłączam się do Twojej rekomendacji, Siostro ":]

        uczta filmowa !
      • barbasia1 Re: "Podróż do Indii" 13.11.16, 16:49
        Bronte, pamiętaj, proszę, by kolejną powtórkę ogłosić na forum, ja jeszcze nie widziałam "Podróży do Indii"!
        • siostra_bronte Re: "Podróż do Indii" 13.11.16, 16:52
          O rany, to już była chyba trzecia powtórka :)
          • barbasia1 Re: "Podróż do Indii" 13.11.16, 21:56
            Wiem. :/
    • siostra_bronte "Backbeat" 12.11.16, 14:02
      Jutro w Kulturze o 20.25. Znakomity film o wczesnym epizodzie z kariery Beatlesów, gdy grali w klubach Hamburga. Świetne aktorstwo i covery! Polecam gorąco!!!
      • siostra_bronte Re: "Backbeat" 14.11.16, 16:09
        Ludzie kochani, taki fajny film i nikt nie oglądał?? :)
        • grek.grek Re: "Backbeat" 15.11.16, 09:58
          posypuję głowem popiołem, Siostro :]

          jeśli jeszcze raz powtórzą - obejrzę na pewno !
          • siostra_bronte Re: "Backbeat" 15.11.16, 18:07
            Trzymam za słowo!
            • grek.grek Re: "Backbeat" 16.11.16, 12:57
              nie zawiodę, Siostro :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Prorok" 12.11.16, 18:04
      9 Cezarów, i to nie bez powodu :] sukces w Cannes, i to nie bez powodu; 5 nominacji do ENF [1 nagroda : dla Tahara Rahima za rolę główną], i to też absolutnie zasłużenie.

      kariera młodego Araba, Malika, który trafia do więzienia, tam pobiera nauki od starszych kolegów, wysługuje się im, a z czasem zaczyna sam aspirować do bycia poważnym mafiosem. Rozpoczyna od zagubienia i strachu, przechodzi przez dylematy, wątpliwości i przełamania-się, aż w końcu staje się bezwzględny, przewrotny i cyniczny, jak wszyscy nauczyciele, których na swojej drodze spotkał.

      na ekranie trudna rzeczywistość i świat bez sentymentów, pierwszorzędne kino, niekoniecznie kryminalne czy "gangsterskie', ale o zacięciu społecznym.

      Postaci i losów głównego bohatera nie sposób postrzegać inaczej, niż przez pryzmat jego etnicznego pochodzenia. Czy Europa jedyne co ma do zaoferowania imigrantom, to kariera przestępcy ? A może oni sami nie starają się o bardziej zgodne z prawem warianty samorealizacji ? A może bohater jest ofiarą fatum, któremu musi ulec, bo tak zaprogramowana jest rzeczywistośc społeczno-ekonomiczna [tutaj] Francji ?
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Prorok" 12.11.16, 21:58
        Bardzo dobra zapowiedź filmu, Greku. :)

        Nie oglądam, innym razem sobie przypomnę ten film.
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Prorok" 13.11.16, 12:50
          dzięki, Barbasiu :]

          na pewno będzie powtórka, jak to w TVP Kultura ;]
          czasami zdarza się mnie, nam, narzekać na instytucję powtórek, ale z drugiej strony... jak widzę w ramówce znów "Lalkę" albo "Osiem i pół", to błogosławię ten zwyczaj nieustannych powrotów do pewnych filmów i seriali.
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Prorok" 13.11.16, 16:46
            Hehehe! :)

            Tak, powtórki dobrych i wspaniałych filmów, seriali nie są złe.
    • grek.grek "Herkules"via TVp1 13.11.16, 13:21
      najpierw powiem, że nadal nie rozumiem, i nie zrozumiem chyba nigdy, jak to jest, że MISYJNA telewizja w sobotnim prime time naajpierw puszcza serial o psie, co rozwiązuje kryminalne śledztwa, a potem "Herkulesa", mimo że przecież jest tak wiele naprawdę znakomitych, wybitnych filmów, które powinny wypełniać ramówkę MISYJNEJ telewzji publicznej. Zgadzam się tutaj z eks-prezesem TVP Wildsteinem, który powiedział swego czasu, że TVP Kultura powinna być nie alibi TVP na uprawianie, ale zaledwie DODATKIEM do głównych anten. A tymczasem dzisiaj KUltura jest w TVP jedynym miejscem, gdzie pamięta się o MISJI, reszta uprawia komercję albo polityczną propagandę. Coście [...] uczynili z tą krainą, cytując poetę...

      A "Herkules"... cóż, typowa rozrywka, choć jej tło jest zarysowane w sposób całkiem ciekawy.

      Otóż heros mityczny wcale nie jest tutaj herosem mitycznym. Żadnym tam synem Zeusa, tylko po prostu ciut silniejszym od innych Grekiem, któremu gębę herosa doprawiają koledzy, a zwłaszcza jeden, Jolaos, wygadany spec od reklamy i marketingu.

      Herkules podróżuje po świecie z kilkorgiem przyjaciół i jako przywódca grupy najemników wykonuje rózne zadania zlecone.

      Tutaj zadaniem zleconym jest pomoc królowi Tracji, Cotysowi, który akuratnie toczy boje z separatystami.

      Armia rządowa Tracji jest pospolitym ruszeniem, więc Herkules z koleżeństwem musi nauczyć ich techniki, organizacji i taktyki walki zespołowej, a także tchnąć w nich ducha bojowego.

      oczywiście, sceny walk, pojedynów, bitew zajmują przynajmniej połowę filmu i są na pewno efektowne.

      Zwrot fabularny następuje w końcówce, kiedy okazuje się, że król Tracji to człowiek kompletnie niegodny zaufania, uzurpator i zdrajca, a Herkules i jego przyjaciele zaangażowali się w wojnę po niewłaściwej stronie konfliktu.

      wydaje się, ze jest za późno na odwrócenie biegu wypadków, bo zostają uwięzieni i czekają na stracenie, ale od czego wrodzona siła Herkulesa i motywacyjne przemowy jego bliskich przyjaciół... ;] następuje kontratak, a idąca szturmem na grupkę straceńców armia tracka przygnieciona zostaje kamieniami ogromniastego posągu Hery, obalonego własnoręcznie przez głównego bohatera.

      ofk, zgodnie z kanonami panującymi, scenariusz próbuje pogłębiać osobowośc Herkulesa, którego prześladują cienie niewyjaśnionej śmierci żony i dzieci, o którą to zbrodnię jego oskarzono, a on nawet bronić się nie może, bo nic nie pamięta z tamtego dnia. Ostatecznie ofk wyjaśnia się, ze jest niewinny, a jego rodzinę wysłał na łono Abrahama zdradziecki król Aten, który zresztą ponosi zasłużoną karę w finale.

      Jeden z przyjaciół głównego bohatera, to straumatyzowane dziecko wojny, inny w pewnym momencie opuszcza Herkulesa, żeby wrócić w porę i na czas ratując mu życie, a łuczniczka Atalanta jest wystylizowana jakby co drugi dzień spędzała w salonie piękności ;]

      najciekawszy jest jednak ten, który wierzy iż we śnie zobaczył moment i rodzaj śmierci jaka na niego oczekuje. Ma zostać "przebity ognistą włócznią". No i co bitwa i w stronę człowieka leci czy to zapalona strzała z łuku [cały deszcz takich strzał] czy istotnie włócznia z ognistym ogonem, to on odrzuca broń i w pozycji godnej oczekuje śmierci. I oczywiście nie ginie. A to wszystkie strzały cudownie go omijają, a to włócznię przechwytuje któryś z przyjaciół. Los mozna zmienić , nie istnieje żaden z góry wyznaczony scenariusz. W komediowym stylu zaznaczenie i rozegranie greckiego pojęcia "fatum".

      dialogi ofk najważniejsze nie są, ale i tak widać, ze scenarzyści nie mogli się zdecydować czy bohaterowie mają mówić językiem całkiem nowoczesnym czy jednak łamaną starożytną gwarą.

      sam Herkules grany przez Dwayne'a Johnsona jest idealnie nieskazitelny, dżentelmeński i ma poczucie humoru, choć i tak głównie się człek zastanawia, ile trzeba zjeść i wypić, żeby dorobić się takiej postury ;]. Jego towarzysze są nie mniej szlachetni, nawet jesli nieokrzesani albo dający się ponieść chwilowej frustracji.

      nikt tutaj nie udaje, że kręci arcydzieło i to chyba największy plus tego filmu ;]


    • grek.grek "Red Eye" via TVN7 13.11.16, 13:47
      Cóz, zaczyna się intrygująca, a potem... byle do spodziewanego zakończenia ;]

      Bohaterką jest Lisa [Rachel Mc Adams], kierowniczka hotelu na Florydzie. Wraca właśnie samolotem z pogrzebu babci. Latadło jest opóźnione, więc Lisa - z resztą pasażerów - spędza kilka godzin w hallu lotniska. Poznaje tam jakże sympatycznego Jacka [Cillian MUrphy].

      Jak już samolot podstawiają i Lisa odnajduje swoje miejsce, stwierdza że... będzie podrózowała ramię w ramię z jakże sympatycznym Jackiem. Miła perspektywa, zwłaszcza dla dziewczyny, która jeszcze ciągle pamięta, że umarła jej babcia, no i boi się latać samolotami. Jack faktycznie jest pomocny, a do tego przyjemny w obejściu. Podróż zapowiada się komfortowo.

      Pięc minut później jest już pewne : to będzie koszmar dla Lisy.

      Chłodnym tonem, nie robiąc niepotrzebnego hałasu, Jack objaśnia jej sytuację : nie lecą razem przypadkowo, i nie spotkali się przypadkowo. Od dawna Lisa była obserwowana i to spotkanie zostało zaarażowane.

      O co chodzi ?

      Otóż : Jack jest najemnym zabójcą, a raczej - organizatorem zamachów na zlecenie. I taki zamach ma właśnie przeprowadzić na amerykańskiego ministra obrony Keefe'ego [Jack Scalia].

      Po co mu Lisa ?
      Jest mu potrzebna, bo Keefe, wraz z rodziną, tego dnia ma się zatrzymać w hotelu, w którym Lisa jest menadżerką. LIsa musi zadzwonić do hotelu i zmienić zakwaterowanie Keefe'ego, umieszczając go w pokoju, w którym łatwiej będzie zamachowcom go zabić.

      Aby zapewnić sobie uległośc LIsy Jack wysłał płatnego zabójcę pod dom jej ojca. Jesli Lisa nie wypełni zadania, ojciec zostanie zabity.

      Dziewczyna jest najpierw w takim szoku, że ledwie kontaktuje. POtem kilka razy próbuje wymigać się od tego co Jack każe jej zrobić. Nikt w samolocie nie wie, co się dzieje, a Jack doskonale kontroluje otoczenia i ją samą.

      No i... w grę wchodzi zycie jej ojca. Z drugiej strony, jesli Keefe zostanie zabity, to łatwo będzie powiązać ten zamach z nagłą zmianą numeru pokoju w którym go zainstalowano, a więc Lisa zostanie z pewnością oskarżona o współpracę z zamachowcami.

      Mimo kilku prób, Lisa w końcu telefonuje do hotelu i każe przenieśc Keefe'ego do innego [wskazanego przez Jacka] pokoju. Decyzja jest dziwna, bo Keefe zawsze brał jeden i ten sam pokój, ale Lisa uzasadnia ją faktem, że ten stały pokój ma uszkodzoną kanalizację.

      Samolot podchodzi do lądowania... i wtedy Lisa kontratakuje. Rani Jacka długopisem w krtań i rzuca się do ucieczki. Ranny Jack za nią. Gonią ją też służby porządkowe lotniska, ale Lisa sprytnie się wymyka pościgowi.

      Dopada do telefonu i dzwoni znów do hotelu cofając poprzednią decyzję i prosząc o przekazanie ochronie Keffe'ego, że szykowany jest na niego zamach. W akcję angażuje swoją młodą pomocnicę, która dwoi się i troi oraz uwija jak w ukropie ;]

      Udaje się w ostatniej chwili. uderzenie nadchodzi z oceanu pod hotelem, gdzie grupa terrorystów udając iż łowi ryby na kutrze, przymierza w pokój ministra z bazooki. Eksplozja jest potęzna, ale zaalarmowany wcześniej minister z rodziną oraz panami z secret service umyka zagrożeniu.

      Teraz Lisa musi uratować ojca. Kradnie auto spod lotniska i przyjeżdza pod dom. I fakt, Jack nie kłamał : stoi srebrne auto i kręci się smutny pan, który na widok auta i Lisy wyciąga pistolet. Lisa taranuje go samochodem wjeżdzają przy okazji do chałupy.

      ojciec żyje, ale jest nieprzytomny. Lisa go cuci, a wtedy pojawia się dyszący żądzą zemsty i wściekłością Jack. Ganiają się po całym domu, kilka razy odbywa się rutynowa zabawa w ciuciubabkę, aż w końcu kot dopada mysz, ale mysz łapie pistolet, który zgubił staranowany samochodem killer, i powala napastnika.

      A na koniec rozluźniający moment, kiedy Lisa przyjeżdza do hotelu, otrzymuje podziękowania i gratulacje od uratowanego polityka, a takze spuszcza po brzytwie marudnych klientów hotelu, którzy mają pretensje do tej dzielnej młodej pomocnicy.

      I tyle :]

      Od początku wiadomo jak to się skończy, choć sama w sobie świadomośc do jakiego finału zmierza akcja, nie musi obniżać oceny filmu. W końcu, wazne nie CZY, ale JAK ;]

      Niestety, tutaj JAK jest dość nieprzekonujące i ten thriller do kanonu wybitnych dzieł gatunku raczej nie wejdzie.

      Rachel Mc Adams i Cillian Murphy robią, co mogą, ale scenariusz nie daje im większych możliwości. Urodziwa pani aktorka jest chyba największą zaletą tego seansu :] I jako kobieta, i jako aktorka.

      www.youtube.com/watch?v=XP0DdJ6_5xU
      • siostra_bronte Re: "Red Eye" via TVN7 13.11.16, 13:51
        O, widziałam kiedyś, nie pamiętam na jakim kanale. Mogę się podpisać pod Twoją recenzją. Dobry początek, ale potem coraz gorzej, a końcówka to już w ogóle fatalna.
        • grek.grek Re: "Red Eye" via TVN7 13.11.16, 14:12
          dzięki, Siostro :]

          trochę taki dreszczowiec bez dreszczy ;] I dośc schematyczny.

          brak scen, dialogów, momentów, które mogłyby zrównoważyć przewidywalność scenariuszową.
          aktorzy próbują mimiką i dykcją nadać swojej rozgrywce odpowiednią temperaturę, ale są tym dziele osamotnieni i skazani na... co najwyżej remis ;]
      • grek.grek Re: "Red Eye" via TVN7 14.11.16, 13:13
        powtórka dziś o 20:00 :]


    • grek.grek 20:10 Polsat "Niepowstrzymany" 14.11.16, 13:12
      kolejny hicior POlsatu ;]

      powtórka z "Uciekającego pociągu", ale na znacznie niższym poziomie filozoficznym, jak mozna wywnioskować z głównego pomysłu.

      służbom kolei "urywa" się duży skład przewożący groźne chemikalia. Wskutek błędów obsługi, pociąg rusza w drogę... bez maszynisty.

      kierownictwo kolejowe postanawia wykoleić maszynę na jakimś niezaludnionym terenie.

      na kursie kolizyjnym pojawia się lokomotywa prowadzona przez dwóch maszynistów : doświadczonego i debiutanta. Na ich barkach spocznie cięzar bezpiecznego rozwiązania niebezpiecznej sytuacji.

      Denzel Washington, Chris Pine i Rosario Dawson w głównych rolach.

      reżyseruje dobry specjalista od action movies Tony Scott.
      "Gliniarz z Beverly Hills", "Wróg publiczny", "Karmazynowy przypływ", "Fan", "Metro strachu", to są dobre albo bardzo dobre, albo nawet klasyczne, pozycje w annałach gatunkowego kina.

      chyba można spróbować.. ? :]
    • grek.grek oryginalne filmy grozy 14.11.16, 13:17
      interesujęcy artykuł o nieprzeciętnych filmach grozy, wymykającym się gatunkowym zaszeregowaniom oryginalnym :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/ciekawe-horrory-mniej-znane-horrory-warte-uwagi/vhnp59

      "Ludzie-koty" - oglądaliśmy, z tego co pamiętam, są opisy w archiwum. Bardzo udany film, ze swoją filozofią, odwołujący się metaforycznie do tajników ludzkiej natury i psychologii.

      ale pozostałe... przyznam, że pierwszy raz o nich słyszę, i z przyjemnością bym obejrzał :"
      A Wy ?
      • siostra_bronte Re: oryginalne filmy grozy 14.11.16, 14:14
        O, widziałam wszystkie, oprócz tego filmu Bigelow.

        Podejrzewam, że w archiwum jest opis "Ludzi-kotów" z Nasstasją Kinski? Bo w tekście jest o oryginale, filmie wybitnego francuskiego reżysera Jacquesa Tourneura z 1942 r. Widziałam dawno temu w tv. Świetne!

        O "Karnawale dusz" pisałam na forum. Już nie pamiętasz, Greku? :)

        "Widmo" Clouzota to klasyk. Też widziałam wieki temu w tv.

        "Kwaidan" mam nawet na dvd. Przyznam, że trochę mnie rozczarował. Jak zwykle z nowelowymi filmami, jest nierówny. Ale może podejdę kiedyś do niego jeszcze raz.

        "Historie niesamowite" też widziałam kiedyś w tv. Nic nie pamiętam :)

        • grek.grek Re: oryginalne filmy grozy 14.11.16, 15:30
          tak, chodziło mi o wersję Paula Schradera :]

          musiałem czytać niedokładnie, a przyznam że nie miałem pojęcia, że "Ludzie koty" mieli sój oryginał w 42 r. Chętnie bym go obejrzał. Ciekaw jestem, czy ta wersja również tak śmiało zapuszcza się w rejony seksualności człowieka i jakie zastosowano rozwiązania techniczne w paru scenach [przemiana ludzi w zwierzęta i samo zachowanie zwierząt].

          o, świetna informacja, Siostro !
          muszę sobie przypomnieć Twoją recenzję.

          tak czułem, że obejrzałaś wszystkie, albo zdecydowaną większośc, z tych filmów :]


    • siostra_bronte "Mr. Nobody" 14.11.16, 13:59
      Natknęłam się przypadkiem, leciał wczoraj w Jedynce o 22.20. Chyba się nie spodziewamy, że publiczna może dać dobry film i to w paśmie "Zakochana Jedynka" :)

      Film Jaco van Dormaela z 2009 r. , najdroższy w historii belgijskiego kina.

      Trudno opisać fabułę, bo jest niezwykle skomplikowana. W dużym skrócie: historia alternatywnych losów bohatera, w zależności od decyzji jaką musiał podjąć przy rozstaniu rodziców: czy zostaje z matką czy z ojcem. Scena kiedy chłopiec biegnie za uciekającym pociągiem oczywiście kojarzy się z "Przypadkiem" Kieślowskiego.

      No i mamy wymieszaną historię prawdopodobnych losów chłopca aż do wieku dorosłego. Narracja jest mocno skomplikowana, co i rusz przeskakujemy w czasie i przestrzeni. Często nie mogłam się połapać o co chodzi. Jest nawet wątek sci-fi :)

      Muszę przyznać, że pod względem wizualnym to rewelacyjna robota. Montaż, zdjęcia, pomysłowe sceny, naprawdę ogląda się to wielkim podziwem dla inwencji twórców.

      Ale wszystkiego jest tu za dużo, historia jest przeładowana i chwilami byłam już zmęczona zastanawianiem się, co się teraz dzieje i dlaczego :) A wnioski płynące z tej historii są mało odkrywcze: życie jest sumą przypadków, jakąkolwiek decyzję podejmiemy to i tak nie ma znaczenia, nie możemy się cofnąć i wybrać inaczej....

      Ale pod względem wizualnym to prawdziwa uczta, więc z pewnością warto obejrzeć!

      Dzisiaj powtórka o 0.20.

      Trailer:

      www.youtube.com/watch?v=mpi0qsp3v_w
      • grek.grek Re: "Mr. Nobody" 14.11.16, 15:26
        cześć, Siostro :]

        dzięki za intrygujące wprowadzenie i recenzję.

        ha, no tak, TVP przyzwyczaja do omijania ramówki 1 i 2 programu, aczkolwiek tydzień temu w tym samym paśmie wypatrzyłem "O północy w Paryżu" ;]

        nieźle brzmi "Mr Nobody", aczkolwiek nie wiem, czy zdołam obejrzeć o tej porze, na którą go zaplanowano.

        ano właśnie, trudno dziś o film z oryginalnymi przemyśleniami i puentą, nieprawdaż ? Głównie otrzymujemy kolejne warianty refleksji i wniosków, które już wiele razy zostały filmowo opowiedziane.

        dzięki :]
        • siostra_bronte Re: "Mr. Nobody" 14.11.16, 16:02
          Cześć, Greku :)

          W sumie to szkoda, że się tak zagapiliśmy. Trzeba jednak sprawdzać nawet Jedynkę.

          Właśnie, chyba już wszystko zostało powiedziane i trudno wymyślić coś nowego. Ta historia sprawia wrażenie powierzchownej, mimo pozorów głębi i ciut efekciarskiej, ale i tak warto zobaczyć.

          • grek.grek Re: "Mr. Nobody" 15.11.16, 09:55
            racja, Siostro :]

            wczoraj musiałem odespać ostatnie nadaaktywne dni - nie udało mi się obejrzeć "Mr Nobody". Ale na powtórkę reflektuję ! :]
    • siostra_bronte "Hubal" 14.11.16, 14:01
      W Kulturze o 20.20. Klasyka polskiego kina. Polecam!!
      • grek.grek Re: "Hubal" 14.11.16, 15:32
        dzięki, Siostro :]

        pamiętam "HUbala" z dzieciństwa. strasznie mi się podobali ci żołnierze na koniach, w lesie, zawsze chciałem się bawić w ułanów na podwórku ;]
        • siostra_bronte Re: "Hubal" 14.11.16, 16:05
          :)

          W sumie Kultura mogłaby częściej sięgać po takie polskie klasyki, które są rzadko pokazywane. Zamiast n-tej powtórki niektórych tytułów!
          • grek.grek Re: "Hubal" 15.11.16, 09:57
            Kultura zbyt często robi sobie tzw playlisty "na sezon" i niemal żadnych zmian nie wprowadza.

            chętnie obejrzałbym np. "Rękopis znaleziony w Saragossie", "Niewinnych czarodziejów", "NÓż w wodzie". Niestety, prędzej można się ich doczekać w kanałach komercyjnych niż w publicznej, która ma obowiązek przybliżania widzom klasyki polskiego kina.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka