Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 5 (vol. 79)

    • grek.grek Cannes 2017 - dzień 4 21.05.17, 17:22
      show must go on ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-4-latajacy-uchodzcy-szympans-w-lozku-i-poczucie-winy-klasy-sredniej/5cqt2z
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Granice+tolerancji-123243
      film.wp.pl/cannes-2017-120-uderzen-na-minute-czyli-nuda-przenoszona-droga-filmowa-recenzja-6124962680395393a
      • barbasia1 Re: Cannes 2017 - dzień 4 21.05.17, 17:54
        Dzięki wielkie, dopiero zaczynam śledzić Cannes, czytać relacje ...
        • grek.grek Re: Cannes 2017 - dzień 4 22.05.17, 13:06
          świetnie, Barbasiu ! :]

          to dopiero 4 dni, więc na pewno szybko uda Ci się przeczytać :]

          kilka bardzo ciekawych filmów, w opisie i recenzji - ofk :], jak na razie się pojawiło.
          a na dodatek, wiesz jak jest : te filmy w konkursie głownym, to zawsze jest
          creme de la creme europejskiego kina w danym sezonie.

          recenzenci na niektóre kręcą nosem, ale coś mi się wydaje, że zwykle dlatego, bo
          oceniają je w kontekście rywalizacji w Cannes, która podnosi poprzeczkę i skłania do grymaszenia ;]
          • barbasia1 Re: Cannes 2017 - dzień 4 23.05.17, 00:21
            Tak.
            Dziękuję! :)
    • siostra_bronte "Masters of sex" 21.05.17, 19:58
      Jutro w tvn7 o 23.10. Nic dziwnego, nie przeszłoby wcześniej :)

      Serial o duecie znakomitych naukowców Masters+Johnsons, którzy w latach 50-tych poszli śladem Kinseya i badali seksualność amerykańskiego społeczeństwa.

      Widziałam kiedyś parę odcinków, leciał na jakimś kanale, nie pamiętam jakim. Ciekawa historia, dobra obsada (Michael Sheen w roli Mastersa), staranny anturaż epoki a la "Med men". Warto oglądać!
      • barbasia1 Re: "Masters of sex" 21.05.17, 20:46
        Brzmi intrygująco. Ale też późno się zaczyna!

        Uściski , Bronte! :)
        • siostra_bronte Re: "Masters of sex" 22.05.17, 15:15
          Też bym sobie obejrzała nawet powtórkowo, ale dla mnie też za późno.

          Również ściskam :)
          • grek.grek Re: "Masters of sex" 22.05.17, 17:17
            :"]]
          • barbasia1 Re: "Masters of sex" 23.05.17, 00:25
            :)))
          • grek.grek "Masters of sex" - po 1 odcinku :] 23.05.17, 13:00
            jestem zatem po 1 odcinku ;]

            fakt - ten serial nie mógłby pójśc w prime time.
            pan doktor Masters swoje badania przeprowada bowiem z iście ułańską fantazją : podgląda prostytutkę [przy pracy] i jej klientów... siedząc w szafie i prowadząc notatki i obliczenia; zbiera ochotników i ochotniczki, którzy "poświęcają się dla nauki" za pomocą masturbacji i seksu wzaajemnego... w celach pomocy naukowej rozdaje swoim wolontariuszom pornograficzne świerszczyki - a wszystko to dzieje się w warunkach laboratoryjnych, które wykluczają perwersję, zdradę małżeńską i cokolwiek innego mogłoby się z takim wydarzeniem kojarzyć. Istotnie, ten seks nie służy podnieceniu, także widza, o czym pragnę zaświadczyć osobiście ;]]

            odwazny gość.
            podejmuje temat seksu, orgazmu, w momencie, kiedy społeczna wrażliwośc wszystkie rzeczy z tym związane każe wypierać, obkładać tabu i nazywa "świństwem" [ciekawe, że tego słowa używają zarówno starszej daty pani sekretarka doktora, jak i jego przełożony, który powinien być bardziej otwarty].

            seks jest tutaj potraktowany jako dziedzina budząca zainteresowanie medycznego typu. sam doktor obserwuje te eksperymenty jakby przyglądał się mrówkom albo pszczółkom przysłowiowym. Podobnie zachowuje się także we własnej sypialni, gdzie próbuje powołać na świat dziecko, ale od 2 lat nie odnosi na tym polu żadnych sukcesów.

            jego żona sądzi, że jest bezpłodna i wini siebie za niepowodzenie kolejnych prób, ale dowiadujemy się, że bezpłodny najpewniej jest sam pan doktor, który... ukrywa ten fakt przed żoną, ewentualnie sam nie chce go przyjąć do wiadomości.

            Trochę to perfidne z jego strony, że nie rozmawia z nią serio i nie przyznaje, że wina może leżeć po jego stronie. świadomie czy nie, celowo czy na skutek wiary że jednak jest płodny, utrzymuje ją w stanie głębokiego poczucia winy. Tym bardziej,że są to lata 50-te, w których kobieta bezdzietna jest napiętnowania społecznie, jako nieudana i felerna. Sama żona tak zresztą o sobie mówi, z niewysłowioną przykrością w głosie.

            tak więc, pan doktor jest wodzem Kamienna Twarz, seksy, orgazmy, kobieca anatomia - nic go nie jest w stanie poruszyć, prawdziwy lekarz i profesjonalista.

            Ożywia się dopiero wtedy, kiedy inni [przełożony] poddają w wątpliwość sens jego misji, wtedy się rozkręca - peroruje o istotnym znaczeniu seksu w życiu człowieka, co ma usprawiedliwiać daleko posunięte zainteresowanie anatomią ludzkiego orgazmu, jego dynamiką i strukturą, związkami z tym, tamtym i jeszcze owym. Inspirujący się wtedy staje, żarliwy, prawdzwie porywający.

            po drugiej stronie mamy asystentkę panią Johnson, która seks traktuje całkiem namacalnie, bo wdaje się w romans z jednym z lekarzy, którzy pracują w tym samym szpitalu, co ona [i pan doktor]. Jest bezpruderyjna, ale nie wulgarna, bo ma klasę.

            Jednocześnie prezentuje całkiem liberalne podejście do związków : podczas gdy młody lekarz od razu chciałby się z nią żenić, ona mówi "zostańmy przyjaciółmi [którzy chodza ze sobą do łóżka]". Młody dżentelmen nie rozumie takiego podejścia, bo mimo swojej profesji jest konserwatystą i uważa, że kobieta nie powinna mieć praw przysługujących mężczyznom.

            [co za gamoń ;)]

            Taki jest zdruzgotany jej postawą, że ją policzkuje w akcie niezrozumienia,że ma do czynienia z żywym człowiekiem, a nie ze zlepkiem kulturowo ukształtowanych atomów.

            I wreszcie scena finałowa, jaki cliffhanger ! ;] Pan doktor Masters powiada do pani Johnson, że obserwacja seksualizujących na całego wolontariuszy może wzbudzać w nich podniecenie, które mogę projektować na obserwowanych, a to z kolei wpłynąć może na niewłaściwą interpretację wyników badań, więc aby tego uniknąć powinni... sami również oddac się seksualnym wyczynom - ze sobą razem :]

            pani Johnson, która dewotką nie jest, mimo wszystko zamiera w milczeniu, a potem mówi, że musi się nad tym zastanowić.

            A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że pan doktor Masters przedstawia jej tę propozycję, w takiej samej rzeczowej tonacji, jak ta z którą obserwuje seks w wykonaniu innych ludzi, oraz wszystko co się z nim wiąże : czyli, siedząc przy biurku, z okularami na nosie, i uwaznie przeglądając jakieś papiery ;]

            póki co : świetne otwarcie :]
            zapisuję się na 2 odcinek i pewnie na cały sezon.

            dzięki za polecenie, Siostro, dzięki Mała Ciekawostko :]
            • mala_ciekawostka Re: "Masters of sex" - po 1 odcinku :] 23.05.17, 13:24
              Nie ma za co. Życzę miłego oglądania!
              • grek.grek Re: "Masters of sex" - po 1 odcinku :] 23.05.17, 15:38
                [podwójnie] dzięki, Mała Ciekawostko :"]
      • mala_ciekawostka Re: "Masters of sex" 22.05.17, 08:30
        Widziałam cały serial, ma cztery sezony - ciekawe czy zakupili wszystkie. Fabuła wciągająca, fajna gra aktorów, realia epoki starannie odzwierciedlone. Naprawdę polecam!
        • grek.grek Re: "Masters of sex" 22.05.17, 13:39
          dzięki, Mała Ciekawostko :]

          spróbujemy obejrzeć :]
      • grek.grek Re: "Masters of sex" 22.05.17, 13:24
        dzięki, Siostro ! :]

        widzę, ze jest powtórka z piątku/sobotę o 1:20 :]

        ciekawy temat, w latach 50-tych odkrywanie "tych tematów" w społeczeństwie pruderyjnym i ztabuizowanym było iście rewolucyjnym działaniem [naukowym, zdaje się, także ?].

        dzisiaj na odwrót : "te tematy" ;] są wszędzie i zachodzi proces odwrotny, czyli stopnioowego zobojętnienia na bodźce.

        jak to rewolucja zmienia twarze, i zjada swój ogon... ;]

        zgłaszam swój akces do oglądania tego serialu !
    • siostra_bronte "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" 22.05.17, 15:19
      Wypatrzyłam jutro w tv6 o 22.55. Szkoda, że tak późno!

      Znakomity thriller, który zapowiadałam parę razy, ale reakcji nie było :) Świetny klimat, dobra obsada: Colin Farrell, Ralph Fiennes, Brendan Gleeson i nastrojowa muzyka Cartera Burwella. I piękna Brugia w tle. Swoją drogą tłumacz tytułu (oryg. to "W Brugii") miał niezłą fantazję.

      Polecam!!!
      • grek.grek Re: "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" 22.05.17, 17:19
        dzięki, Siostro :]

        jakoś się dotąd nie składało, by obejrzeć ten film.
        Może tym razem się uda :]
      • grek.grek Re: "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" 23.05.17, 15:59
        Siostro, niestety nie będę mógł obejrzeć. pech !

        POlsat o 23:25 pokazuje "Amerykanina" - ha, nie mogę opuścić tego seansu, jest to jeden z moich "żelaznych faworytów' do wielokrotnego oglądania :]

        MOże następnym razem "NAjpierw strzelaj...". OBY ! :]
        • siostra_bronte Re: "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" 23.05.17, 16:43
          Szkoda! To już kolejna powtórka :)
          • grek.grek Re: "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" 23.05.17, 17:25
            ja również żałuję, Siostro.

            ale nie tracę nadziei, że nadarzy się kolejna okazja :]
    • siostra_bronte "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 16:23
      Ależ dużo się działo w tym odcinku!

      Einstein dzięki uznaniu ze strony Plancka dostaje posadę profesora fizyki na uniwersytecie w Zurychu. Jest rok 1909.

      Niestety, nie lubi wykładać. Stresuje się przed studentami, publiczne wystąpienia go peszą. Lepiej czuje się poza salą wykładową, dlatego często wychodzi ze studentami w plener.

      Na świat przychodzi drugi syn. Mileva całkowicie poświęca się opiece nad dziećmi i prowadzeniu domu. Jest zmęczona i sfrustrowana. Einstein widzi to, ale jest pochłonięty swoją pracą. Na pewno przydałaby się jakaś gosposia, ale ten temat w ogóle się nie pojawia (może wciąż Einstein mało zarabia?).

      Einstein staje się coraz bardziej znany. Dostaje zaproszenie od Carla Junga, który interesuje się jego teoriami. Mileva nie chce iść, nie lubi takich wyjść, gdzie ma się "sztucznie uśmiechać". Proponuje, żeby mąż poszedł sam. O dziwo, ten się godzi, co powoduje jeszcze większą frustrację Milevy.

      Einstein i Jung rozmawiają o różnych sprawach. Kiedy Einstein wyznaje, że bardzo stresuje się wykładami Jung daje mu radę: "nie wolno unikać swoich lęków".

      Nasz bohater zostaje zaproszony na odczytanie wykładu w Saltzburgu. Kiedy wchodzi na salę jest przerażony, bo czeka tam duża grupa gości, wśród nich wielu uczonych. Einstein miał mówić o szczególnej teorii względności, ale zaskakująco zmienia temat. Zapisuje 2 tablice wzorami. Wykład pokazano w dużym skrócie, chodziło o kwestie dotyczące światła. Na koniec mówi, że jeżeli Planck ma rację ze swoją stałą, to dotychczasowe ustalenia na temat światła i jego właściwości są błędne.

      Sala przez chwilę milczy, aż zrywa się Planck, siedzący w pierwszym rzędzie i gorąco go oklaskuje. Za nim idą inni. Wykład okazuje się wielkim sukcesem.

      Po nim jeden z gości, minister nauki Austro-Węgier z miejsca proponuje Einsteinowi posadę profesora na uniwersytecie w Pradze. Zachęca dobrą pensją i niedużą ilością wykładów. Dzięki temu będzie miał czas na pracę naukową. Początkowo Einstein ma opory. Nie interesuje się polityką, ale nie przepada za cesarstwem jako ustrojem. Jednak możliwość prowadzenia pracy naukowej przeważa i Einstein przyjmuje ofertę.

      Co ciekawe, nominację na to stanowisko w pałacu w Wiedniu wręcza mu sam cesarz (?). Nie powiedziano tego wprost, ale tak się domyślam. Einstein jest wyfrakowany, a starszy pan w mundurze i z bokobrodami wygląda mi na cesarza :)

      Mileva nie jest zachwycona wyjazdem. Jej matka, która pomaga w przygotowaniach do podróży mówi jej, że tam na pewno będzie lepiej. Ale Mileva odpowiada, że "nic się nie zmieni". Gotowanie, sprzątanie, prasowanie. Będzie jak "muł przywiązany do wozu". Matka ją strofuje. Powinna być wdzięczna za to co ma! I że w ogóle ma męża, bo na to nigdy nie liczyła (tzn. matka na to nie liczyła).

      Mileva ze łzami w oczach mówi jej, że może bez męża byłoby jej lepiej. Mamusia jest w szoku. Jak można mówić coś takiego! Czy pomyślała o dzieciach? Mileva patrzy na małego synka z miłością, ale widać, że jest nieszczęśliwa.

      Ewidentnie ma obniżony nastój, a może i depresję, ale w tamtych czasach temat był mało znany. Może gdyby ktoś jej pomógł przyszłość potoczyłaby się inaczej....

      Einstein jest zachwycony Pragą (i trudno się dziwić!). Szybko adaptuje się do nowego otoczenia. Ma krąg znajomych, uczonych i artystów, głównie Żydów. Na jednym z przyjęć poznaje niejakiego...Franza Kafkę, który narzeka na pracę w urzędzie, czuje się tam jak "karaluch" :) Einstein dobrze go rozumie, bo sam tak się męczył parę lat.

      Na przyjęciu jest też Mileva. Kiedy widzi, jak pewna kobieta wyraźnie flirtuje z jej mężem, podchodzi do niego i oznajmia, że muszą wracać do domu, bo boli ją głowa. W drodze do domu ostro się kłócą. Na moście Karola :) Einstein ma pretensje, że jest wiecznie niezadowolona i nic się jej nie podoba. Żona robi mu wymówki o flirtowanie z nieznajomą. Einstein się wkurza: "nigdy cię nie zdradziłem!". Jak może w ogóle tak myśleć?

      Na jednym z innych przyjęć Einstein spotyka...Skłodowską-Curie. Goście ją ignorują, bo za naszą rodaczką ciągnie się skandal (romans z żonatym Langevinem). Einstein nic sobie z tego nie robi i podejmuje rozmowę.

      Swoją drogą, nasz bohater miał szczęście do poznawania sławnych ludzi :)

      Einstein wyjeżdża do Berlina, do wujostwa. Jest tam też jego matka. Tam poznaje swoją kuzynkę, Elsę, rozwódkę z dwójką dzieci. Matka Einsteina mówi jej w zaufaniu, że małżeństwo syna jest nieszczęśliwe...Elsa odbiera to jako zachętę.

      Einstein i Elsa spędzają miło czas, rozmawiają o życiu...Kiedy Elsa pyta go o żonę, mówi szczerze, że nie układa im się. Dlatego kiedy tylko może ucieka z domu, bo tam nie da się wytrzymać. Elsa mówi wprost: nie każde małżeństwo musi trwać wiecznie. I całują się :)



      • siostra_bronte Re: "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 17:12
        Ciąg dalszy jutro :)
        • grek.grek Re: "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 17:17
          o !! :]

          przepraszam że pospieszyłem się z komentarzem !

          oczywiście, jutro do-komentuję ciąg dalszy ! :]
          • siostra_bronte Re: "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 17:20
            Ok :)
        • siostra_bronte "Geniusz" (5) -cz.2 23.05.17, 16:49
          Elsa wykorzystuje swoje znajomości i Einstein dostaje propozycję pracy w Berlinie. Ale musi wracać do Pragi. Przed wyjazdem mówi jej, że dużo dla niego znaczy, ale musi myśleć o żonie i dziech. Mileva jest taka wrażliwa. Nie może jej skrzywdzić. Zapowiada, że jeżeli kiedyś wróci do Berlina to tylko dla niej...

          Einstein po 1,5 roku w Pradze wraca do Zurychu, na uniwersytet. Głównie ze względu na żonę, która źle się czuje w Pradze.

          Muszę wspomnieć o wątkach naukowych :) Jest świetna scena, kiedy Einstein jedzie windą i ma wrażenie, że nic nie waży. Jadąc w dół "traci masę". Natomiast gdyby jechał w górę, byłoby odwrotnie. Mówi o tym koledze z uczelni i kończy to wnioskiem, że "grawitacja i przyspieszenie to jedno", cokolwiek to znaczy :)

          Jest też malownicza scena na moście Karola w Pradze :) Einstein tłumaczy przyjacielowi na przykładzie barki i ciągniętej przez nią belki, że "światło zmienia tor w polu grawitacyjnym". Przyjaciel jest zaskoczony. Mówi, że aby to udowodnić potrzeba ogromnej siły grawitacyjnej. Einstein na to, że grawitacja słońca wystarczy!

          Pojawiają się też sceny z przyszłości, 20 lat późniejsze, ale opiszę je w jednym kawałku. Młody mężczyzna po próbie samobójczej ląduje w szpitalu w Zurychu. Odwiedza go sam Carl Jung. Mówi, że jest przyjacielem ojca. Domyślamy się, że to syn Einsteina.

          Chłopak nie chce mówić, nie daje się nabrać na "sztuczki" Junga, bo sam studiuje psychiatrię. Ale w końcu mówi o ojcu, że zawsze czuł się przy nim bezwartościowy. I że kiedyś niemal przez niego nie zginął w pożarze, jako dziecko, bo zaaferowany swoją pracą zostawił palącą się fajkę. Nienawidzi go!

          I widzimy retrospekcję. Ale okazuje się, że to Mileva zostawiła zapałki na stole i któreś z dzieci je wzięło. Einsteinowi udaje się ugasić ogień. Potem krzyczy na żonę, że do tego dopuściła. Biedna Mileva płacze i przeprasza. Einstein uspokaja się, przytula żonę i dzieci. Proponuje Milevie wyjazd w Alpy, dostał zaproszenie od Skłodowskiej, co żona przyjmuje z radością. Wyjazd dobrze im zrobi.

          Mileva opowiada Skłodowskiej o sobie. Że miała ambicje naukowe, ale potem dom i dzieci…Pyta Skłodowską jak jej się udało pogodzić życie prywatne i pracę. „Nie udało mi się” odpowiada nasza rodaczka. Dzieci rzadko ją odwiedzają, chyba jej „nienawidzą”. Za to Milevę dzieci uwielbiają. „Ale mąż już nie” odpowiada smutno Mileva.

          Einstein też zwierza się Skłodowskiej, która jest zresztą pod wrażeniem Milevy . "Ma piękny umysł". Einstein odpowiada, że jednak coś się wypaliło między nimi. Nie wie co robić. Skłodowska na to: „łamiemy bariery w nauce, dlaczego nie możemy tego robić z konwenansami?”.

          Wracamy do syna Einsteina. W czasie wizyty matki (gra ją już inna, starsza aktorka) wypytuje ją, pewnie kolejny raz jak to było z pożarem. No i załamana Mileva się przyznaje, że go okłamała. „Chciałam, żeby moje dzieci czuły się ze mną bezpiecznie!”. Chłopak jest wkurzony i mówi matce, że chce spotkać się z ojcem (pewnie od dawna go nie widział).

          Ostatnie sceny filmu. Aktualne wydarzenia. Planck namawia kolegów do przyjęcia Einsteina do prestiżowej Pruskiej Akademii Nauk i oferowania mu profesury na uniwersytecie berlińskim. Niektórzy uczeni protestują, zwłaszcza znany nam Lenard, zaciekły antysemita. „To marzyciel, nie naukowiec” mówi o nim lekceważąco. W dodatku przed wyjazdem do Szwajcarii zrzekł się niemieckiego obywatelstwa. Ale Planck przekonuje, że pruska nauka potrzebuje Einsteina.

          Planck osobiście jedzie do Zurychu, żeby złożyć propozycję. Einstein prosi o kilka godzin do namysłu. I zgadza się. W kapelusz ma wpiętą różę. A właśnie różę dała mu przy wyjeździe Elsa. Z pewnością wyjeżdża także ze względu na nią.

          Jak widać kariera Einsteina nabiera rozpędu. Jest już uznanym uczonym. Niestety, życie prywatne wali mu się w gruzy. I z pewnością obie strony są tu winne, choć z pewnością życie z takim geniuszem jak Einstein nie może być łatwe…

          Z przyjemnością oglądało się zdjęcia z Pragi, która grała wreszcie samą siebie :)

          PS 1: Einstein to jednak ikona popkultury! Dzisiaj widziałam w autobusie animowaną reklamę oszczędzania energii czy czegoś takiego...Na rowerku pomyka jakiś facet, łudząco podobny do Einsteina a na dole widnieje wzrór: E=oszczędzanie i coś tam jeszcze :)

          PS 2: Ostatnio mam problemy z łączeniem z internetem. Będę musiała wezwać fachowców z kablówki. Jakbym się nie odzywała, to wyłącznie dlatego.


          • grek.grek Re: "Geniusz" (5) -cz.2 23.05.17, 17:24
            dzięki, Siostro :]

            dynamiczny odcinek, mnóstwo wydarzeń - świetnie :]

            te "wątki naukowe" są naprawdę znakomite ! :]

            no tak, syn w cieniu wybitnego ojca naukowca, to jest kolejna cegiełka do
            zagmatwanych relacji rodzinnych, jakie tutaj tworzą ciekawą przeciwwagę, i uzupełnienie,
            dla opisu kolejnych zawodowych perypetii bohatera.

            wątek żony poświęcającej swoje ambicje i naukowe talenty dla rodzinnego ogniska,
            dla męża i dzieci - jeden z ważniejszych, takie mam wrażenie. Teoretycznie mogłaby
            łączyć te role, ale... dzisiaj, wtedy zapewne musiała wybierać i to był to wybór "z tezą" [?].

            ciekawe, ile mogliby osiągnąć pracując jako tandem ?

            nie brakuje również środowiskowych animozji, no i bohater, choć tylko naukowy, a nie komiksowy, ma swoją nemezis :]

            no i romans, który - z różą w kapeluszu - zaczyna chyba, nomen omen, kwitnąć oraz nabierać lekkich rumieńców ?

            świetnie się zapowiadają kolejne odcinki !
            wyczekiwać będę [będziemy] Twoich świetnych opisów i recenzji, Siostro :]

            PS : o, ciekawa historia.

            PS 2 : o ! mam nadzieję,że sytuacja się ustablizuje i nie będziesz miała żadnych kłopotów z połączeniem, Siostro !
            • siostra_bronte Re: "Geniusz" (5) -cz.2 25.05.17, 11:16
              Dzięki, Greku :)

              Faktycznie coraz więcej się dzieje!
      • grek.grek Re: "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 17:15
        dzięki, Siostro :]
        kolejny świetny opis !

        rzeczywiście, rozwija się ten serial znakomicie.

        naukowe sukcesy i rosnący splendor męża występującego publicznie, i depresja zamkniętej w czterech ścianach i przypiętej do obowiązków żony - świetnie zrelacjonowany kontrast losów dwójki ludzi, z których jedno musi zrezygnować z aspiracji dla drugiego, a ten drugi nawet do końca chyba tego nie docenia, chociaż może chodzi bardziej o nastrój jaki się wokół tego dysonansu tworzy ?

        problem stresu z okazji występów publicznych - ciekawy wątek, wielu którzy mają podobny kłopot na pewno skorzysta na inspiracji, że oto sam wybitny Einstein musiał się z tym borykać :]

        etat w PRadze fakt spada mu jak z nieba, idealna sytuacja by ustabilizować finanse i móc pracować naukowo.

        Ale scenarzyści, jak widać, przezornie wprowadzają wątek romansu pozamałżeńskiego i pogłebiają niekorzystne stany psychiczne żony, więc nowe możliwości zawodowe w wyniku złagodzenia problemów ekonomicznych, nie osłabią dynamiki serialowej akcji :]

        no tak, postawa pani matki dośc klasyczna dla tamtych czasów : kobieta spełniać się powinna w życiu rodzinnych tylko i nie łączyć go z zawodowymi ambicjami. Mileva wygląda na ofiarę steretypów kuturowych swojej epokii. Oraz własnej naiwności, mimo wszystko, bo decydując się na dziecko - musiała przewidywać konsekwencje.

        w pełni zgadzam się z Twoją uwagą nt Pragi ! :]

        świetnie się to wszystko prezentuje, póki co, Siostro :]
        raz jeszcze dzięki za świetny kolejny odcinek i już wyczekuję [wyczekujemy !] na kolejne ! :]
      • grek.grek Re: "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 17:21
        aaa !, mea culpa !

        zaznaczyłaś w tytule, że to część 1.

        nie zauważyłem ! od razu rzuciłem się do czytania i przegapiłem.
        obiecuję więc poprawę w przyszłości :]
        • siostra_bronte Re: "Geniusz" (5) -cz.1 22.05.17, 17:22
          :)
    • grek.grek Cannes 2017 dzień 5 22.05.17, 17:26
      codziennie premiera filmu jakiegoś cenionego reżysera, w miejscu, w którym od 70 lat codziennie przez 10 dni premierowali inni cenieni, wybitni reżyserzy... czasami łatwo zapomnieć jakim wydarzeniem jest festiwal w Cannes ;]

      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Happy+End-123264
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-5-happy-end-michael-haneke-w-wersji-light/e93e22
      wyborcza.pl/7,101707,21845384,festiwal-w-cannes-pamieta-o-wajdzie-czlowiek-z-zelaza-pokazany.html
      • barbasia1 Re: Cannes 2017 dzień 5 23.05.17, 00:20
        Przed premierą "The Killing Of A Sacred Deer".

        www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-4531392/Nicole-Kidman-Eva-Longoria-Andie-MacDowell-Cannes.html
        • grek.grek Re: Cannes 2017 dzień 5 23.05.17, 12:31
          nooo rzeczywiście, jest to kwartet jak się patrzy ! ;]
    • barbasia1 Zmarł Zbigniew Wodecki! 23.05.17, 00:17
      Trudno w to uwierzyć!

      www.youtube.com/watch?v=EAH-eXwP0Lc
      RIP

      • barbasia1 Re: Zmarł Zbigniew Wodecki! 23.05.17, 00:18
        www.youtube.com/watch?v=M4w6B0TpJ1A
      • barbasia1 Re: Zmarł Zbigniew Wodecki! 23.05.17, 00:26
        www.youtube.com/watch?v=XLu-1XBPTjQ

        Tak mi smutno.
        • grek.grek Re: Zmarł Zbigniew Wodecki! 23.05.17, 12:33
          na szczęście pozostała muzyka i piosenki, by pocieszyć strapionych w takim momencie, Barbasiu.

          słuchajmy zatem :]
      • grek.grek Re: Zmarł Zbigniew Wodecki! 23.05.17, 12:30
        dzięki za przypomnienie muzyczne, Barbasiu !

        aż trudno uwierzyć, że to prawda. 67 lat, to początek drugiego etapu młodości, a nie moment by się pakować.
        • barbasia1 Re: Zmarł Zbigniew Wodecki! 24.05.17, 00:16
          No właśnie!
          Co za pech straszliwy z tym udarem!
    • grek.grek "Miasteczko Twin Peaks" is back 23.05.17, 15:43
      szczerze mówiąc, jakoś nie przychodzi mi do głowy żadna okoliczność dająca alibi na dokręcanie kolejnych odcinków serialom, których oryginały szczycą się statusem kultowych [filmom zresztą też] To tak jakby zrobić jakieś wyjątkowo piękne zdjęcie, a potem mazać po nim flamastrem ;]

      seryjni.blog.polityka.pl/2017/05/23/26-lat-pozniej-miasteczko-twin-peaks-wrocilo/
      • siostra_bronte Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 23.05.17, 16:58
        Zgadzam się!
      • maniaczytania Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 23.05.17, 20:23
        a ja jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa :)
        To był mój pierwszy świadomy ulubiony serial :) A kaseta z muzyką była zasłuchana do imentu ;) - do dziś tę muzykę uwielbiam!
        • grek.grek Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 24.05.17, 12:07
          o !, w takim razie życzę Ci, Maniu, żeby ten sequel spełnił, choć w części, Twoje nadzieje na przyjemne i inspirujące spotkanie z ulubionymi bohaterami :]
      • barbasia1 Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 24.05.17, 00:25
        Też się zgadzam. Zwłaszcza po tak długim czasie od emisji, pomysł mocno ryzykowny ...


        A Ty Greku oglądałeś oryginalne "Miasteczko ..."?

        Pamiętam dreszcz grozy jaki towarzyszył emisji każdego odcinka, od początku do końca, aż do momentu kiedy wybrzmiała muzyka, kompozycja Angelo Badalamenti.
        • grek.grek Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 24.05.17, 12:09
          otóż to, Barbasiu :]

          o, słabo pamiętam ten serial, Barbasiu.
          tak naprawdę, zawsze - w ostatnich latach ;] - miałem nadzieję, że zanim powstanie sequel jakaś telewizja powtórzy oryginał :]

          a tak, muzyka jest niesamowita, słyszałem ją niezależnie od samego serialu i w przyłączam się radośnie do Twojej aprobaty ! :]
          • barbasia1 Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 24.05.17, 23:54
            Pamiętam też ogólnoświatowe wkurzenie rozemocjonowanych widzów (łącznie ze mną ;), kiedy z zakończeniem sezonu drugiego nie przyszło wyjaśnienie zagadki - śmierci Laury Palmer. Na nic zdały się tłumaczenia krytyków, recenzentów, że nie wyjaśnienie zagadki jest najważniejsze, a kreowanie klimatu opowieści .
            • grek.grek Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 25.05.17, 13:28
              świetnie to napisałaś, Barbasiu !

              moim zdaniem, obie strony mają/miały rację :] : widzowie słusznie oczekiwali odpowiedzi, a krytycy słusznie bronili istotnego sensu tego serialu oraz... scenarzystów, którzy żadnej odpowiedzi nigdy nie mieli, bo sami do niej nie dotarli ? ;]
              • siostra_bronte Re: "Miasteczko Twin Peaks" is back 25.05.17, 13:35
                Pamiętam, że sama czułam się nabita w butelkę :)
    • grek.grek "Ania z Zielonego Wzgórza" bez Ani i bez Zielonego 23.05.17, 15:47
      o, następny potworek, jak wynika z tej recenzji.

      w pełni zgadzam się z autorką, przekształcanie opowieści, która zawsze miała funkcję przekonywania, że życie może mieć czar, w brutalny realizm sytuacyjny, to jakaś aberracja :

      opinie.wp.pl/zuzanna-ziemska-ania-z-ponurego-wzgorza-6124304377841793a
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Lore" 23.05.17, 15:57
      dobrze przyjęty dramat niemiecki z 2012 roku.

      z opisów wynika, że akcja rusza w maju 45 roku, kiedy kończy się wojna, III Rzesza ponosi klęskę, a Niemcy leżą w gruzach, także moralnych i mentalnych. W kraju zaczynają się rozliczenia, wyłapywanie zbrodniarzy, procesy nazistowskich aparatczyków.

      LOre jest 14-latką, którą rodzice [tata esesman i mama zaprzysięgła antysemitka] wychowali na swój obraz i podobieństwo.

      ojciec musi uciekać, bo jako obrotny funkcjonariusz zbrodniczego systemu jest już poszukiwany i najpewniej grozi mu kara śmierci.

      Wkrótce także matka wpada na koncept ewakuacji z rodzinnej posiadłości. Lore, wraz z rodzeństwem, zostaje wysłana [ze Szwarcwaldu] do babci mieszkajacej w Hamburgu.

      I ta wlaśnie droga odegra kluczową rolę w przemianie duchowej młodej dziewczyny, która nafaszerowana ideologią nazistowską przez rodziców musi [po cóż innego byłby film, gdyby nie o to chodziło ?] stopniowo zyskać nową świadomość.

      oceny niezłe, na stronie Rogera Eberta 5/5 , w Polityce 4/6, na rotten Tomatoes 94 % pozytywnych recenzji ze 111 zgromadzonych - mocne :]
      • barbasia1 Re: 21:05 Ct Art "Lore" 24.05.17, 00:26
        Kupuję od Ciebie! ;)
        • grek.grek "Lore" [1] 24.05.17, 12:54
          Miło mi, Barbasiu :]

          A zatem :

          Rzecz się dzieje w pierwszym momencie po zakończeniu wojny. Przywódcy nazistowscy idą w rozsypkę, wielu popełnia samobójstwo, z fuhrerem na czele, kapitulacja podpisana, Niemcy zdruzgotane moralnie klęską, zrujnowane infrastrukturalnie, a samo państwo przestaje formalnie należeć do narodu, bo zostaje podzielone na strefy - brytyjską, amerykańską i radziecką.

          Mamy rodzinę Dresslerów : tata esesman, mama fanatyczka nazistowska, pięcioro rodzeństwa : 14-letnia Lore, na oko 12-letnia Liessel, ok 9-letni bracia bliźniacy Juergen i Gunther, i najmłodsze dziecko , jeszcze niemowlak.

          Rodzice w zimnej panice przygotowują ewakuację - palą dokumenty świadczące o ich ideologicznej identyfikacji i przynależności do struktur III Rzeszy, pakują cenne przedmioty na czele z biżuterią i zastawą, a ojciec... zabija rodzinnego psa, ofk wilczura.

          teraz już mogą wyjechać do domku w lesie, takiej "daczy". Zaszywają się tam, ukrywają, ale rodzice są świadomi, że długo tak się nie da, przyjdzie odpokutować za wspieranie nazizmu. Lore jest świadkiem jak matka, neurotycznie oschła i chyba momentami bliska lodowatego obłędu, syczy ojcu prosto w twarz : "Ty tchórzu !". Jest on dla niej symbolem przegranej, wstydu klęski, upokorzenia narodowego.

          Właśnie takie małe-wielkie gesty, słowa, spojrzenia, reakcje stanowią o sile emocjonalnej i psychologicznej tego filmu.

          O tym kim jest Lore i jak została wychowana świadczy np. scena, kiedy wchodzi do obory, w której sąsiad doi krowę, po której mleko rodzice ją przysłali. I pozdrawia tego sąsiada... 'heil, Hitler !", ale nie takim zamaszystym i sprężystym, jak robili to wojskowi, lecz dziewczęcym, pozbawionym energii. Ale jednak 'heil, Hitler !"...

          W zachowaniach matki i ojca dominuje rozpacz i upokorzenie, ale również bez żadnych teatralnych gestów, raczej ciche i stonowane. Dzięki temu robią tym większe wrażenie.

          Matka tylko raz pozzwala sobie na wybuch : "On umarł ! On jest martwy... To koniec !", wyrywa się jej, a kiedy LOre pyta, czy chodzi o ojca, matka odpowiada, że rozpacza nad losem ukochanego Fuhrera.

          Wątpliwości LOre są zasadne, bo ojciec na dniach faktycznie znika i ona wie, co się stało - widziała wojskowy samochód, który kręcił się po okolicy. Zabrali ojca. Najpewniej do więzienia.

          Upewnia ją w tym sąsiadka, u której Lore kupuje jedzenie. "Wy tutaj jesteście ? Mama też ? Myśleliśmy, że już ją zamknęli w więzieniu...".

          Tyle co ojca zabrali, matka szykuje się do odejścia. Wie, że przyjdą po nią tak czy owak, więc woli sama wyjśc naprzeciw przeznaczeniu. Pakuje się, i tym neurotycznym tonem powiada : "Nie idę do więzienia, ale do obozu. To róznica. Do więzienia idą tylko ci, którzy zrobili coś złego". UBiera swój błękitny kostium i płaszcz, zabiera walizkę, w ostatnim słowie mówi do Lore : "Pamiętaj kim jesteś, pamiętaj o tym", a potem po prostu wychodzi. Na dramatyczne pytanie córki : "Nie wrócisz już nigdy, prawda ?" - nic nie odpowiada.

          LOre dogania ją na ścieżce leśnej i ostatni raz długo patrzą sobie w oczy.

          Dziewczyna zostaje sama z rodzeństwem. Matka zostawiła jej instrukcje : mają wybrać się do Hamburga, gdzie mieszka ich babcia. Tam znajdą schronienie.

          Kiedy sąsiedzi odmawiają sprzedawania im jedzenia, a jeden z mężczyzn obija małego Gunthera, który chciał ukraśc mleko dla swojego najmłodszego brata - ich dni tutaj są policzone. MUszą natychmiast ruszyć w drogę. Na pożegnanie LOre słyszy "Nikt was tu nie chce !".

          Idą więc przez lasy, łąki, przecinają błotniste pola, zatrzymują się na noclegi i kąpiele albo po to, by kupić jedzenie. LOre wzięła ze sobą kilka cennych przedmiotów, a takżę pamiątkową szklaną sarenkę z rodzinnej menażerii, więc poki co mają czym płacić.

          W napotkanych nad strumieniem opuszczonych zabudowaniach, LOre znajduje zwłoki kobiety. Całe sine, obsiadłe mrówkami, najpewniej kobieta została przed śmiercią zgwałcona. Kamera, która w ogóle lubuje się w zbliżeniach natrętnych, długo omiata okiem to martwe ciało, a także wyraz twarzy Lore, którą po prostu zamurowało. Jej rodzeństwo widzi tylko stopy tej martwej...

          Docierają do miasteczka. W dawnej szkole zorganizowany jest punkt pomocy, w którym można się wykąpać, zrobić pranie, coś zjeść. Nie ma tutaj intymności, bo ludzie się kłębią i tłoczą, ale lepsze to niż spartańskie warunki w drodze.

          Na murze wiszą jakieś obrazki z gazet... Lore podchodzi wolno i przeżywa szok : widzi zdjęcia ofiar obozów hitlerowskich obozów koncentracyjnych, stosy wychudzonych zwłok i stojących przy nich esesmanów. To jest ta wspaniała III Rzesza, której uczyli ją rodzice... Na dole zdjęć stoi podpis : "OTo wasza zbrodnia, oto wasze brzemię winy !".

          Nocą Lore ubiera się, przychodzi pod mur i zrywa z niego te zdjęcia. Wtedy reaguje jakiś chłopak, którego widziała wcześniej w jednym z odwiedzanych po drodze opuszczonych budynków. Robi dziwny ruch, jakby chciał ją molestować seksualnie, a może... aby jej wydrzeć te ukradzione fotografie z muru ? Lore policzkuje go i wraca do rodzeństwa.

          Następnego dnia ruszają dalej. Znów przez pola, lasy i łąki... Docierają do zabudowań gospodarczych. W środku zastają jakąś panią starszej daty. Lore chce jej zapłacić za jedzenie, ale słyszy w odpowiedzi, że ona żadnego jedzenia nie ma... Rozlega się płacz niemowlaka, kobieta reaguje instynktownie - udziela im schronienia, daje małemu lekarstwo, bo uważa że on tego potrzebuje.

          LOre kręci się po zabudowaniach. Stoją opuszczone całkiem, tylko w jednym pomieszczeniu na krześle siedzi mężczyzna. Lore widzi go od tyłu. Powoli zachodzi od frontu i wtedy widzi, że to trup samobójcy z krwawą dziurą w oku, ktorą to kamera eksponuje z bardzo bliska. W dłoni trupa zwisa smętnie pistolet.

          Po powrocie do izby Lore widzi i słyszy jak jak jej bracia bliźniacy śpiewają piosenkę dla gospodyni, a ta wzrusza się i cieszy, huśtając na kolanie niemowlę. Lore napotyka zdziwione i upokorzone spojrzenie siostry, Leissel, a potem dostzrega na ścianie portret Fuhrera. MOżna odczytać taki sens tej sceny, że bracia śpiewają jakąs piosenkę, której uczono wtedy dzieci z rodzin wiernych ideologii faszystowskiej, a jejmość gospodyni, to kolejna sierota po wodzu i nazizmie.

          POtwierdzenie przychodzi od razu. Gospodyni widzi, jak LOre przygląda się portretowi, i rzuca : "Zawiedliśmy go, złamaliśmy mu serce, a on tak nas kochał...". Przypadek nieuleczalny.

          Rankiem LOre zarządza dalszy marsz, tym bardziej, że gospodyni zaczęła coś przebąkiwać o możliwości pozostawienia niemowlęcia u niej, na wychowanie.

          Za nimi idzie ten chłopak z miasteczka. Lore w pewnym momencie postanawia stawić mu czoło. Z niemowlakiem na ręku cofa się, i staje z nim oko w oko, na leśnej ścieżce. Patrzy mu w oczy jakby pytała ""No i co zrobisz ? Zgwałcisz mnie ? Masz dośc tupetu ?". Chłopak milcząco upewnia ją, że nie zrobi jej krzywdy, nie "matce dzieciom".

          Idzie jednak za nimi i... ratuje im skórę. Oto na ścieżce leśnej spotykają amerykańskich żołnierzy, jadących samochodem wojskowym. Chcą oni wylegitymować całą familię, dopytują się, a Lore boi się, że jesli odkryją ich pochodzenie gotowi są ich rozdzielić.

          Wtedy z pomocą przychodzi chłopak. Przedstawia się jako ich... brat, pokazuje swoje dokumenty, a potem - z pomocą dzieciaków - oznajmia, że idą do babci do Hamburga. Amerykanin waha się, przygląda, kręci nosem, ale ostatecznie nie dośc, że kupuje całą historię, to jeszcze cała szóstka korzysta z luksusu podwózki wojskową ciężarówką.

          Chłopak ma na imię Thomas. Ma na przedramieniu numer obozowy, który próbuje ukrywać, ale Lore widzi go przez mgnienie oka. Thomas jest Żydem. Lore, wychowana w krwiożerczym antysemitymie, traktuje go z wyższością i niechęcią, co jest o tyle kuriozalne, że Thomas staje się ich opiekunem.Zdobywa jedzenie, organizuje noclegi, kąpie dzieciaki, zachowuje się jak najlepszy ojciec, albo starszy brat. Bracia go lubią, a Liessel, czesząc włosy LOre, pyta : "Dlaczego nie lubisz THomasa ?", na co LOre odpowiada
          • grek.grek "Lore" [2] 24.05.17, 13:34
            Na co LOre odpowiada : "Nie zrozumiesz...".

            Gdy Thomas przynosi jedzenie i rozkłada je na koszuli, Lore cedzi patrząc spod oka "Ty jedz po swojej stronie. I nie waż się dotykać mojego rodzeństwa". Ale Thomas od razu reaguje i łapie ją za kostkę u nogi. "I co mi zrobisz ?", zdaje się mówić. Instrukcje Lore nie mają racji bytu, tak jak ideologia nazistowska została pokonana i upokorzona, tak i jej rasistowskie połajanki są bezwartościowym międleniem głupstw. Thomas kąpie dzieciaki, bawi się z nimi... ale kiedy zawisa głową w dół na nadwodnej galęzi, pod jego wzrokiem Lore zanurza się w strumieniu tak, że widać jej tylko głowę. Boi się, robi to do czego ją ćwiczono przez całe 14 lat życia w oparach nazistowskiego absurdu.

            LOre zna sekret Thomasa, ale za moment także Thomas poznaje ich sekret. Dzieciaki paplają bowiem bez opamiętania i pokazują Thomasowi zdjęcie tatusia w mundurze esesmańskim. Lore słucha tego układając się do snu i mimo ciemności płonie ze wstydu. On ma się wstydzić, bo jest Żydem ? A my z powodu naszych rodziców ?

            KIedy jest sama, Lore zestawia fotografię ojca ze zdjęciami z obozów, zerwanymi z muru w miasteczku. Porównuje. NIe ma wątpliwości, wojskowi przy trupach i jej ojciec noszą TE SAME mundury. A jednak to prawda...

            W którymś momencie Lore staje nad siedzącym Thomasem, bierze jego rękę i wkłada sobie pod sukienkę [widziała jak ojciec robi to matce], a kiedy Thomas próbuje ją objąc - policzkuje go [jak matka w odpowiedzi na ojcowskie amory]. Chce ukarać ojca za zbrodnie nazistowskie III Rzeszy, więc skłania Thomasa do odegrania jego roli, więc chłopak dostaje jako symbol figury ojca, a nie jako on sam.

            Trzeba przedostać się przez rzekę. Na brzegu siedzi okazały rybak i ma łódkę. Lore próbuje go przekupić : odmawia seksu [on próbuje jej rozpiąć guzik od sukienki, ona się gwałtownie cofa], a śpiewanie, tańce, zegarek [zdjęty z ręki samobójcy z kulą w głowie] i sarenka ze szkła nie są dla rybaka atrakcyjną ofertą. Zjawia się Thomas, za plecami faceta. Oczy jego i Lore spotykają się, zachodzi między nimi jakieś milczące porozumienie.

            Lore udaje że zgadza się na ten seks, a kiedy rybak zaczyna pchać się do niej z łapami... Thomas wali go w głowę kamieniem. A potem poprawia kilka razy. Facet pada i jest martwy, kamera znów obserwuje zwłoki z pokiereszowaną głową. "Co my zrobiliśmy...", szepcze przerażona LOre. Thomas nic nie mówi, dziarsko wypija wódkę z menażki rybaka i zabiera złowione przez niego ryby.

            Płyną łódką, wymieniają spojrzenia, Thomas nie czuje wyrzutów sumienia, Lore chyba pozostaje w szoku.

            Znów zagłębiają się w las. Spotykają kolejne zwłoki. Całe w zakrzepłej krwi, lśniącej w ciemności.

            KOlejny amerykański posterunek. Thomas znów się legitymuje, a za moment musi siłą niemal powstrzymywać Lore, która ma wyraźną chętkę, by zwierzyć się żołnierzom z morderstwa jakiego dokonała razem ze swoim towarzyszem.

            Znów są w lesie. Thomas zostawia ich, nakazuje cicho siedzieć i znika gdzieś. W bliskim sąsiedztwie słychać głosy żołnierzy. To strefa radziecka, więc narodowośc wojaków znamy. Nagle mały Gunther wyrywa się i biegnie wołając Thomasa. Przeraził się nagle, że Thomas ich zostawił. LOre biegnie za nim, ale jest za późno : zaalarmowani żołnierze strzelają bezmyślnie i zabijają Gunthera.

            Thomas przybiega z ciemności i wszyscy muszą uciekać, unikając dodatkowych kilku kul karabinowych. nie ma nawet czasu pogrzebać chłopca. Wszyscy są przerażeni, i płaczą.

            Thomas nie chciał ich opuścić, poszedł ukraść żołnierzom jedzenie. No i kazał cicho siedzieć. Jest rozpaczliwie zły na Lore, że pozwoliła małemu Guntherowi wyskoczyć pod kule.

            POdczas noclegu Thomas kładzie się twarzą w stronę twarzy Lore, ale ta się obraca się plecami. Nie chowa jednak dłoni, i pozwala by Thomas ją uścisnął.

            Znajdują przystanek w jakichś opuszczonych zabudowaniach. Tutaj Thomas mówi, że droga dalsza jest prosta : LOre i dzieciaki poradzą sobie, ale on z nimi dalej nie pójdzie. LOre nalega na zmianę decyzji, prosi go, błaga, grozi, pluje jadem... "Kłamco, jak każdy Żyd jesteś kłamcą, zawsze kłamałeś, bo tacy jesteście wszyscy !", ale kiedy złośc mija duka już tylko "W tobie widzę TAMTYCH< widzę ich wszystkich..." - chodzi jej o tych martwych Żydów ze zdjęć z obozów koncentracyjnych. LOre ma zatem głębokie poczucie winy za zbrodnie pokolenia rodziców, a cała historia jej relacji z Thomasem, niemal każdy gest, to opowieść o jej buncie wobec tej wiedzy i stopniowym jej przyjmowaniu oraz dojrzewaniu do ekspiacji.

            Thomas zostaje. Razem jadą pociągiem. Słyszą tam rozmowy o zbrodniach nazistów. Rozmawia młodzież przy grze w karty, więc z ironią, ale dla Lore, i dla Thomasa także - on to przeżył w końcu, był w obozie, mają one bardzo cięzki kaliber.

            Nagle zjawia się rosyjski żołnierz i sprawdza dokumenty. Thomas szuka drogi ucieczki. Lore jest zaskoczona jego zachowaniem. Chłopak wymyka się z pociągu, stojącego teraz na stacji. Ucieka, bo... zgubił dokumenty ? Ale czy gdyby nie zgubił też miałby powód ?

            Dokumenty ukradł mu Juergen "Nie chciałem żeby odszedl", naiwnie tłumaczy się siostrze, i dodaje "Dlatego Amerykanie nas przepuszczali. Bo oni lubią Żydów". LOre ogląda te dokumenty : nie należały do Thomasa, ale do jakiegoś innego Żyda, najpewniej Thomas zabra je martwemu towarzyszowi. Są bardzo podobni, chłopak wykorzystal ten fakt, aby przywłasczyć sobie papiery i tożsamość zmarłego. Do dokumentów dołączone są rodzinne zdjęcia tego oryginalnego Thomasa. Lore przzygląda się im z zaintrygowaniem.

            Docierają do domu babci. Położony jest malowniczo, wśród drzew na skraju miasta. Babcia pyta : gdzie matka ?, a wtedy dzieciaki orientują się, ze Lore nie powiedziała im nic o losie matki, może nawet sugerowała, ze matka będzie na nich czekać u babci. Musiała to ukryć, nie mogła ich demotywować.

            Babcia ma przyjemną gosposię, która bawi się z siostrami, uczy ich swawolnego tańca, ale sama frau babcia to relikt ideologicznego wpływu. Jest kostyczna, wymusza posłuszeństwo i surowa jest. MOżna sądzić, że tak jak Lore zainfekowana była ideologią z powodu matki, tak matka odziedziczyła te narowy po tej właśnie babci.

            LOre z namaszczeniem kładzie szklaną sarenkę wśród reszty rodzinnej menażerii stojącej na stoliku.

            Wychodzi w pole i wsród drzew przyglada się tym fotografiom Żyda Thomasa - on, rodzina, dzieciaki, uśmiechnięci, normalni... A wiec to są ci Żydzi, o których matka mówiła jej jak są źli i straszni... Są tacy normalni, zwyczajni, żadne potwory, a ten chłopak był dla niej i dla dzieciaków jak ojciec. LOre zaczeła przeczuwać to w drodze, ale teraz dociera do niej z pełną siłą, jak została okłamana, jakie brednie jej wciskano w głowę, jak jej wyprano mózg. Na szczęście, przydarzyła się jej ta podróż. trudna, wyczerpująca, pełna dramatów, ale oczyszczająca i ujawniająca prawdę.

            Wraca do domu. Akurat jest pora obiadu. Mały Juergen sięga po chleb bez pozwolenia i babcia go musztruje. Na to Lore manifestacyjnie porywa kromkę i pożera ją dziko. Babcia jest oburzona. Lore wstaje i trzaskając drzwiami wychodzi.

            Z wyniosłą miną udaje się do stolika z menażerią rodzinną - rozbija butem wszystkie figurki zwierząt. Ładnych, subtelnych sarenek i jelonków, które w istocie stały się symbolem kłamstwa i degrengolady nauk, jakimi karmiono ją przez całe młode życie.

            Doskonała puenta.



            • grek.grek Re: "Lore" [2] 24.05.17, 13:59
              A więc, jako się rzekło między wierszami :], rzecz jest o odnajdywaniu prawdy i zabijaniu w sobie kłamstwa przez przedstawiecielkę pokolenia spadkobierców wstydu jaki pozostawiła po sobie III Rzesza, tak ochoczo popierana przez znaczną częśc społeczeństwa niemieckiego. Wstyd klęski, wstyd zbrodni, wstyd idiotyzmu. To właśnie generacja Lore musiała się z tym zmierzyć. Spotykani w filmie przedstawiciele pokolenia, ktore zgotowało sobie, światu i dzieciom ten los - karę wymierzają sobie sami albo dopada ich karma : wariują, lądują w więzieniach, strzelają sobie w głowę, albo sa zmuszeni do życia w poczuciu najgłębszego upokorzenia.

              konfrontacja z młodym Żydem jest tutaj katalizatorem przemiany Lore, ale i ten chłopak jest cichym bohaterem tej historii. Ocalały z obozu, bez domu, bez bliskich - zachowuje godnośc i nie odmawia pomocy dzieciom swoich oprawców.

              Czy zabójstwo tego rybaka jest rzeczą zmieniającą ocenę moralności tych dwojga ? Cóz, Thomas zabija Niemca, to raz, dwa - jest w tej aktywności konieczność dziejowa, muszą przepłynąć rzekę, a on łódki pożyczyć nie chce... Thomas wyćwiczył się w sztuce przetrwania i ten drastyczny akt też wygląda na uruchomiony instynkt walki o życie.

              Kamera nonstop niemal operuje zbliżeniem i to momentami natrętnym, chwilami może to przeszkadzać w odbiorze, ale jednocześnie zapewne ma sugerować głęboką intymnośc poszczególnych wydarzeń dla bohaterów.

              Film zrobiła pani - Cate Shortland, z Australii. Może dlatego, w sugestii nawiązania do australijskich klimatów, droga wiedzie przez tereny naznaczone piętnem surowej przyrody ? Dodatkowo kamera lubi zawieszać oko na florze i faunie : owadach, roslinach, a choćby i końskich kopytach tłukących o mokry piasek plaży [kiedy Lore i dzieciaki wychodzą z lasu w pobliżu Hamburga - sa na plaży, skąd zabiera je dalej jakaś przejezdzająca furmanka zaprzężona w dwa konie].

              Zbliżenia na zmasakrowane trupy są przejawem dośc specyficznej wrażliwości, ale ten naturalizm służy filmowi, okropieństwa wojny nie są tylko zawartością głów, ale i czysto materialnie dowodzone są.

              Młodzi aktorzy spisują się na medal, na czele z Saskią Rosendahl, która gra LOre wykazując nadzwyczajną świadomość. Ona WIE co gra, wie, rozumie co czuje jej bohaterka i potrafi to przekaać, co dla tak młodej aktorki [19 lat w momencie kręcenia filmu] jest sporym osiagnieciem.
              Ma talent, ma inteligencję, a do tego jest bardzo ładna, ale nie kiczowato ładna, to jest plastyczna uroda, co stwarza jej świetne perspektywy zawodowe.

              mała Nele Trebs, która gra jej siostrę, Liessel, jest natomiast cudownie emocjonalna. tam gdzie je bohaterka ma płakać, a jest to conajjmniej kilka scen w filmie, młoda aktorka wykonuje zadanie z nadzwyczajną wiarygodnością, poruszającą prawdziwie, to takie łzy dojrzałego przedwcześnie dziecka.

              pani DRessler, matka, schodzi ze sceny dośc szybko, ale Ursina Lardi, w tych kilku scenach, lepi naprawdę świetną rolę. Obraz małej Magdy Goebels, fanatyczki popadającej w obłęd z powodu klęski ukochanej Rzeszy i Fuhrera. Na szczęściej tej tutaj nie przyszło do głowy truć własne dzieci. ta zimna neuroza i ogniki rozpaczy w oczach, to naprawdę rzecz do zapamiętania w wykonaniu pani aktorki.

              Czesi zaanonsowali ten film "na rocznicę zakończenia II wojny światowej". Pięknie. Szkoda,że w TVP nikt nie pomyślał o tej rocznicy. NO ale dla nich koniec wojny, to przecież betka, świat został wyzwolony kiedy pierwszy Misiewicz dostał tłustą posadę za publiczne pieniądze. Wtedy się skończyła II wojna światowa, komunizm i okupacja. Wstyd.

              www.youtube.com/watch?v=9W0Zjcazg8o
    • grek.grek Cannes 2017 dzień 6 23.05.17, 16:05
      I już przekroczyliśmy półmetek ;
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-szosty-objawienie-na-amerykanskich-przedmiesciach-i-intelektualne/4qo9nd
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Zakochany+Godard-123292
      film.wp.pl/grazyna-torbicka-o-happy-end-hanekego-jeden-z-najlepszych-filmow-festiwalu-wideo-6125430007056001a
      wyborcza.pl/7,101707,21849177cannes-2017-the-square-czyli-drugi-po-nie-milosci-wybitny.html
    • siostra_bronte Roger Moore nie żyje 23.05.17, 17:05
      Mój ulubiony Bond! Starsi widzowie pamiętają też na pewno serial "Święty"...
      • maniaczytania Re: Roger Moore nie żyje 23.05.17, 20:21
        jakaś plaga w tym tygodniu ...
      • barbasia1 Re: Roger Moore nie żyje 24.05.17, 00:28
        Też wspaniały aktor.
        Przynajmniej dożył pięknego wieku.
        [']
    • grek.grek Cannes 2017 dzień 7 24.05.17, 16:54
      w sobotę zapewne poznamuy werdykt, a póki co brak jednego wyraźnego faworyta.
      [mnie przypadł do gustu, po recenzji oceniając, "Florida project" Seana Bakera, ale na "giełdzie" ponoć filmy Zwiagnicewa i Ostlunda mają najlepsze notowania].

      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Glina+i+soju-123309
      wyborcza.pl/7,101707,21853416,cannes-2017-rozczarowanie-i-opor-wobec-filmow-faworytow.html
      polski reżyseer Kuba Czekaj [to on gościł w studio podczas przeglądu filmów Fassbindera w Kulturze, sympatyczny, stonowany jegomość] z nagrodą :
      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21854450,cannes-2017-kuba-czekaj-nagrodzony-za-najlepszy-scenariusz.html#Czolka3Img
      i wywiad z A.Chyrą, który w Cannes miał premierę swojego filmu [tzn, w którym wystąpił] :
      film.onet.pl/wiadomosci/andrzej-chyra-trudno-zrobic-film-o-czyms-co-sie-dzieje-tu-i-teraz-relacja/23n6g7
      • siostra_bronte Re: Cannes 2017 dzień 7 24.05.17, 17:00
        A dlaczego nikt nie pisze o nowym filmie Andre Techine?
        • grek.grek Re: Cannes 2017 dzień 7 24.05.17, 17:02
          cześć, Siostro ! :]

          o, może będzie jakaś recenzja jutro, czasami się spóźniają :]
          ewentualnie, może w zagranicznych filmowych mediach coś się znajdzie ?

          czy był w konkursie głównym ?
          • siostra_bronte Re: Cannes 2017 dzień 7 24.05.17, 17:14
            Cześć, Greku :)

            Był w konkursie, dowiedziałam się o tym z fotki z linku Barbasi ze zdjęciami z czerwonego dywanu :)

            • siostra_bronte Re: Cannes 2017 dzień 7 24.05.17, 17:25
              O, znalazłam recenzję, tyle, że po angielsku. Tytuł: "Golden years". Nie mam czasu się wczytywać, ale recenzent chyba nie był zachwycony.

              variety.com/2017/film/reviews/golden-years-review-1202441082/



              • grek.grek Re: Cannes 2017 dzień 7 25.05.17, 13:19
                o, dzięki Siostro !

                polscy recenzenci chyba nawet nie zauważyli tego filmu, a szkoda, bo mimo wszystko filmy mistrzów - choćby nawet najlepsze czasy były poza nimi - zasługują na choćby wzmiankę.
    • grek.grek 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man Utd 24.05.17, 17:00
      haratamy w gałę dzisiaj ;]]

      kto to wygra : młodzież z Ajaxu, natchniona sukcesami choćby MOnaco, czy jednak bogate towarzystwo z Manchesteru, pod wodzą zawsze wygadanego Jose Mourinho ?

      stawką jest bezpośredni awans do Ligi Mistrzów na przyszły sezon.
      Manchester United zdaje się nie uzyskał tej nominacji w rozgrywkach ligowych w Anglii, więc
      dla nich stawka jest najwyższa.

      mecz w Sztokholmie, ale w tle będzie, przynajmniej przed pierwszym gwizdkiem, tragedia w rodzinnym mieście drużyny angielskiej. pewnie rozpocznie się minutą ciszy.

      a zatem, jak obstawiamy, Czcigodni ? :]

      wg mnie, wygra Manchester, powiedzmy... 2-1 :]


      • siostra_bronte Re: 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man 24.05.17, 17:19
        Ajax widziałam niedawno, wypadł świetnie, co do Manchesteru to nawet nie mam pojęcia kto tam teraz gra :)

        Nie podejmuję się typowania wyniku!
        • siostra_bronte Re: 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man 25.05.17, 10:51
          Tak czułam, że młodość Ajaxu w meczu o taką stawką będzie raczej wadą.

          Zasłużone zwycięstwo Manchesteru, choć druga bramka dyskusyjna (strzelająca noga zdecydowanie za wysoko!).
          • grek.grek Re: 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man 25.05.17, 13:29
            celna uwaga, Siostro :]
            podobnie stało się z MOnaco w dwumeczu z Juventusem.

            prawda. dziwiłem się, dlaczego gracze Ajaxu nie protestowali.
        • grek.grek Re: 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man 25.05.17, 13:17
          ja miałem odwrotną sytuację, Siostro :] - Ajaxu nie widziałem, za to Manchester 5 albo 6 razy, bo ct Sport upodobała sobie pokazywanie właśnie tego zespołu, w ramach transmisji z Ligi Europy.
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man 24.05.17, 23:28
        > wg mnie, wygra Manchester, powiedzmy... 2-1 :]

        Brawo Ty. :) Mecz skończył się wynikiem 2:0 dla Manchesteru. Jose Mourinho ma kolejne trofeum.
        Widziałam tylko cztery minuty doliczonej gry. Trochę żałuję.
        • grek.grek Re: 20:45 TVP1/Ct4, finał Ligi Europy : Ajax-Man 25.05.17, 13:25
          cześć, Barbasiu ! :]]

          dzięki :]

          tak liczyłem na tego gola dla Ajaxu, no i nie udało im się strzelić... ;]]

          nie martw się nic, Barbasiu, za tydzień w sobotę - finał Ligi Mistrzów, więc
          najlepsza piłka nożna dopiero przed nami :]

          yes, trener Mourinho znów triumfuje. i Manchester tylnymi drzwiami dostał się do Ligi mistrzów
          na najbliższy sezon.

          a mecz nie był porywający, absolutnie nie masz czego żałować. młodzież z Ajaxu pokazała trochę błyskotliwych sztuczek, ale taktycznie dominował Manchester i nawet na moment nie stracił kontroli nad grą.

          miałem wrażenie, że jakkolwiek wybiegani i błyskotliwi, to ci młodzieńcy z Ajaxu grali jednak za wolno : a to biegali z piłką zamiast ją podawać, a to tam gdzie powinni od razu podać - robili jeszcze jeden drybling, a to sekundę za długo podejmowali decyzję itd. Talent mają, a rozwijać go będą zapewne - w większości przypadków - w bogatszych klubach ;]
    • siostra_bronte "Lawrence z Arabii" ! (1) 25.05.17, 10:56
      Jutro w Kulturze o 20.20. Wciąż trudno mi w to uwierzyć!

      Napisałam o tym filmie już chyba wszystko. Ale parę rzeczy muszę powtórzyć . Ostrzegam, znowu wpadnę w egzaltację :)

      Przede wszystkim, epicki rozmach i piękno „Lawrence’a..” po prostu miażdżą, i to nawet dziś, po 55 latach od premiery!! Takich filmów już się nie robi i robić nie będzie.

      Fantastyczne zdjęcia Freddiego Younga zapierają dech w piersiach. Trudno uwierzyć, ale nie ma tu żadnych zdjęć w studio, ani malowanych makiet w tle. Wszystko kręcono w naturalnych plenerach i prawdziwych budynkach. Jeżeli trzeba było nakręcić efektowny wschód słońca, to ekipa czatowała całymi nocami na pustyni, żeby go złapać. Dzisiaj to nierealne.

      Jako przykład staranności realizacji podam fakt, że po próbach scen na pustyni piach trzeba było zamiatać, żeby znowu był gładki! Kto by dzisiaj robił coś takiego? Wszystko załatwiłby komputer…

      Zdjęcia trwały prawie 1,5 roku, co tylko świadczy o potężnej skali tego przedsięwzięcia. Do tego cała armia statystów i zwierząt, tysiące kostiumów, wiele scenograficznych planów. A przy tym subtelnie nakreślone portrety psychologiczne bohaterów. Jak David Lean to wszystko ogarnął nie mam pojęcia. Absolutne mistrzostwo.

      Gdy ogląda się współczesne, drogie superprodukcje, naszpikowane efektami komputerowymi to aż chce się płakać jakie to kino jest infantylne i płaskie. Na jego tle „Lawrence…” jawi się jak film z zupełnie innego wymiaru, niedostępnego dla współczesnego kina.

      Co prawda jego majestatyczne piękno można docenić dopiero na dużym ekranie (nie miałam tego szczęścia), bo został zrobiony na taśmie 70 mm. Ekran tv bardzo go zuboży (kiedy Kultura będzie w HD?), ale dobre i to. Przy okazji, mam nadzieję, że zostanie pokazany w formacie panoramicznym!

      Ten film toczy się powoli własnym, hipnotycznym rytmem. Dużo się tu dzieje, ale akcja nie pędzi. Jest tu miejsce na chwile ciszy i upajania się cudowną, ale chwilami też okrutną przyrodą.

      Metraż, 3 godziny i 34 minuty, to wyzwanie, a jednak „Lawrence..” nie mógłby trwać nawet o 1 minutę krócej. Ba, jak dla mnie mógłby płynąć i płynąć jeszcze parę godzin. Oglądanie tego filmu jest jak daleka, fascynująca podróż, nie tylko do Arabii…

      Nie ma tu żadnych eksperymentów formalnych i narracyjnych, to kino tradycyjne, ale w najlepszym sensie tego słowa. Ten film opowiada po prostu pewną historię. Ale w JAKI sposób! Mamy tu fascynującego bohatera rzuconego w wir wielkiej historii na tle oszałamiających krajobrazów. I jednocześnie jest w tym filmie jakaś poezja, coś co wykracza poza samo opowiedzenie historii. To wszystko powoduje, że „Lawrence…” trzyma widza za gardło od pierwszej do ostatniej minuty.

      Stworzony przez Davida Leana świat jest tak sugestywny, że wciąga bez reszty. Pierwszy seans to był dosłownie nokaut, a byłam wtedy nastolatką. Pamiętam jak dziś te emocje. Długo nie mogłam się uwolnić od tej historii, od niebieskich oczu Lawrence’a, od pięknych krajobrazów.

      Lista czysto filmowych walorów jest długa: genialna reżyseria Leana, oszałamiające zdjęcia Younga, boski Peter O’Toole, wspaniali aktorzy drugiego planu (Omar Sharif, Claude Rains, Jack Hawkins), cudowna muzyka Maurice Jarre’a, znakomity montaż (słynne przejście: płonąca zapałka-słońce), no i fascynująca, prawdziwa historia bohatera.

      Oczywiście dochodzi jeszcze walor sentymentalny. Bo za każdym razem, kiedy oglądam „Lawrence’a..” przypominam sobie siebie sprzed lat. To jak wehikuł czasu. I za każdym razem jestem znowu nastolatką, odkrywającą dopiero kino i życie…

      Co jeszcze? To jeden z tych filmów, które tworzą własny świat. Gdzieś poza kinem i poza światem realnym. Równie prawdziwy jak rzeczywistość, tylko istniejący poza nią, w jakimś czwartym wymiarze. Nie wiem jak to lepiej wyjaśnić. Coś takiego ma jeszcze parę filmów jakie widziałam.

      Zacytuję fragment jednej z recenzji z serwisu imdb. Bo doskonale opisuje moje wrażenia, a także innych widzów, dla których ten film, obejrzany w dzieciństwie, był jednym z najważniejszych filmowych doświadczeń. Tekst ma znamienny tytuł: „Tak zaczęła się moja miłość do kina”. Jakaś pani z Australii napisała:

      „Po raz pierwszy widziałam ten film, kiedy miałam 11 lat. Nieśmiała dziewczynka ze wsi, niewiele wiedziałam o mężczyznach i o wojnie. Jednak ten film zapadł mi tak głęboko w pamięci, że kiedy obejrzałam go ponownie mając trzydzieści parę lat, pamiętałam każdą scenę, każde słowo, każdy niuans gry aktorów. Jakbym sama była na tej pustyni, wdychając suche, zakurzone powietrze. Film, który porusza duszę, i dźwiękiem, i obrazem. Moment w czasie, który na szczęście pozostanie z nami na zawsze. Teraz mam 52 lata, płakałam 41 lat temu i wiem, że będę płakać znowu oglądając Lawrence’a z Arabii.”

      Piękne.
      • siostra_bronte "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 11:03
        Z niecierpliwością czekam na Wasze recenzje. Choć obawiam się, że wielkość tego filmu może rozsadzić ramy naszego skromnego forum. Tutaj z pewnością nie wystarczy „parę słów komentarza”. A banalne komplementy typu „znakomity” nawet nie zbliżają się do określenia tego, jaki jest ten film.

        Z drugiej strony, trochę się obawiam, że tak nakręciłam oczekiwania, że możecie być rozczarowani. Bo to kino w starym stylu, bez efekciarstwa i formalnych eksperymentów. Ten film wymaga cierpliwości i całkowitego poddania się rytmowi historii. To film z czasów, kiedy świat jeszcze tak się nie spieszył... David Lean zrobił „Lawrence’a…” na swoich warunkach, bez żadnych artystycznych kompromisów. Albo dacie się uwieść, albo nie.

        Ciekawe, że będzie pokazany w 2 częściach, jedna po drugiej. Widocznie włodarze kanału uznali, że widzowie nie wytrzymają tak długiego filmu za jednym posiedzeniem. Ale bardziej chodzi pewnie o wejście reklamowe.

        Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam! To chyba najdłuższa zapowiedź w historii naszego forum…

        Życzę wspaniałych wrażeń!

        • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 13:48
          dzięki, Siostro :]]

          poprawka : to nie "najdłuższe wprowadzenie ever", lecz najlepsze wprowadzenie ever :]

          aż nie wiem, co napisać po takiej rekomendacji.
          oczywiście, oglądam i teraz to w ogóle nie będę mógł się doczekać ! :]

          mielibyśmy być "rozczarowani kinem w starym stylu, bez efekciarstwa" ? :] o, sądzę, że piszesz to, Siostro, tylko pro forma, bo przecież właśnie te "filmy w starym stylu, bez efekciarstwa" zawsze najlepiej ocenialiśmy i nachętniej do nich wracaliśmy :]

          ... ale przy okazji niekiedy efekciarstwo też chwaliliśmy, hehe.
          wiesz, to jak delektowanie się zjawiskową i wyrafinowaną potrawą, ale docenienie także przaśnego smaku świeżego chleba ze smalcem i ogórkiem ;] moim zdaniem, wszystkie smaki mogą zaistnieć, o ile zaistnieją ku temu właściwe okoliczności.

          pięknie i poruszająco napisałaś o tym filmie, Siostro.

          ze swojej strony mogę tylko obiecać, że spróbuję dostrzec, zrozumieć i przeżyć jak najwięcej.

          Twoja oraz ta zacytowane - relacje, traktują o spotkaniu z tym filmem w bardzo młodym wieku, kiedy emocje i zmysły są bardzo świeże i dopiero "rozkręcają się". Tutaj trudno będzie Tobie, Wam, dorównać jak chodzi o dostrzeżenie zjawiskowości 'Lawrence'a". Takie indywidualne poruszenia są niedorównywalne, nie można im sprostać w porównaniu, zwłaszcza oglądając film w wieku dorosłym.

          spróbuję więc potraktowaać ten film z uznaniem i szacunkiem należnym mu choćby ze względu na to jaką estymą darzysz go Ty, ale... bez taryfy ulgowej :]

          piękne wspomienia, Siostro, piękne wprowadzenie :]
          to musi być wyjątkowy film, skoro zasłużył na taką, Twoją, recenzję i świadectwo filmowego uwiedzenia.
          • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 14:05
            Dzięki, Greku :)

            Rzeczywiście, inaczej odbiera się filmy w młodości. Obejrzenie "Lawrence'a" po raz pierwszy to było niezapomniane przeżycie! Aż Ci zazdroszczę, że masz to przed sobą.

            Wiem o tym "rozczarowaniu kinem w starym stylu", to nie powinnam nawet pisać na naszym forum. Jakoś tak mi się wyrwało :)

            Jak najbardziej, żadnej taryfy ulgowej :) Jestem szalenie ciekawa Twojej opinii! Oczywiście innych forumowiczów też.

            Zdecydowanie to film wyjątkowy. Jak dla mnie ARCYDZIEŁO!!! Porywający, piękny, fascynujący. O skali i rozmachu jak z innego wymiaru. W ogóle trudno uwierzyć JAK taki film w ogóle mógł powstać!

            Życzę jeszcze raz wspaniałych wrażeń!
            • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 15:40
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              zaczynam naprawdę czuć ten Moment ! spotkania z legendą.

              wchłaniam jak gąbka Twoje zapowiedzi i już się szykuję do seansu, chociaż to jeszcze całe przepastne 30 godzin :]
              • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 18:34
                O, zdecydowanie to będzie spotkanie z legendą!!!

                Jestem ciekawa rozmowy przed filmem, kto będzie gościem i w ogóle co sądzi o nim p. Chaciński :)

                Greku, ja już ledwo żyję z emocji :) Przyznam, że ostatni raz widziałam "Lawrence'a" dosyć dawno, choć mam dvd. I jestem ciekawa

                Mam nadzieję, że inni forumowicze też będą oglądać? :)


                • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 18:35
                  Urwało mi zdanie: I jestem ciekawa jak go odbiorę dzisiaj.
                  • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 25.05.17, 18:51
                    Jeszcze trailer, żeby wprowadzić się w klimat :)

                    www.youtube.com/watch?v=a3tuBFHuYV4
                    • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 12:27
                      Niedobrze!

                      Na stronie Kultury w fb jest trailer. Boki obcięte, jak przy "Manhattanie"!! Dlaczego nie mogą pokazać go we właściwym formacie, czyli z marginesami u góry i dołu?

                      To jest zbrodnia na arcydziele! Jeden z najpiękniej sfilmowanych filmów ever!! Od razu mówię, że w tej wersji traci z 50% swojej potęgi!

                      Wciąż liczę na to, że to tylko format dla trailera, ale mam złe przeczucia. Fatalna sprawa.

                      Jeżeli obejrzycie go w takiej wersji, to od razu planujcie obejrzenie właściwej wersji, nie wiem gdzie...

                      • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 13:37
                        miejmy nadzieję, Siostro, że właściwa emisja będzie w formacie optymalnym.

                        a jeśli nie... cóż poradzić, za pierwszym razem może uda się nam zobaczyć choć część mistrzostwa, nabrać chęci do obejrzenia go powtórnie w jak najlepszym formacie.

                        zawsze są jakieś korzyści :]
                        ale zgadzam się z Tobą, że odbieranie filmom ich walorów, za pomocą bezmyślnego manipulowania przy sposobach prezentacji, to jest coś ohydnego.
                        • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 14:13
                          Też mam nadzieję, że mimo tego okaleczenia "Lawrence" i tak Was zachwyci!

                          Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Czy pełny format jest trudniejszy technicznie do pokazania (ale na pewno Kultura pokazywała już filmy w takim formacie!), czy taką wersję już kupiła? Coś dziwnego!

                          • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 15:01
                            O, Kultura odpowiedziała na mojego posta, w którym zwróciłam na to uwagę. Na pytanie dlaczego, cytuję: "z powodów technicznych, specyfika medium". Wielka szkoda!!
                            • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 17:09
                              dzięki, Siostro :]

                              przynajmniej odpowiedzieli na Twoje pytania.

                              cóż, jedyne co nam pozostaje, to wziąć co dają, może nie będzie tak źle ?
                              na pewno jest to inspiracja, by obejrzeć film po raz drugi, w wariancie optymalnym.




                    • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 13:34
                      dzięki, Siostro !
                      ]
                      obejrzę ten trailer... po filmie :] Nie chcę znać ani sekundy zanim się nie zacznie, to by bylo trochę jak podjadanie z półmiska przed rozpoczęciem wytwornej kolacji ;]

                      Twoje wprowadzenie, the best ever !, jest absolutnie wystarczającą zachętą, Siostro :}
                • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! (2) 26.05.17, 13:30
                  o, coś mi się zdaje, że goście w studio będą pełni szacunku dla legendy, Siostro :]

                  a tak, tak to wygląda, kiedy człek wraca po dłuższej przerwie do swoich wielkich filmów,
                  trudno się doczekać, a jednocześnie chciałoby się to oczekiwanie przedłużać w nieskończonośc, bo jest w nim cała magia kina :]

                  ja również mam nadzieję, że tłumnie zasiądziemy przed ekranami telewizorów :]
      • grek.grek "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 27.05.17, 13:49
        Tak sobie pomyślałem, że jakbym obejrzał ten film jako nastolatek, to możliwe, że wpłynałby on w decydujący sposób na postrzeganie kina przeze mnie, czyli : możliwe,że podązyłbym drogą Twoich odkryć, Siostro, a także cytowanej przez Ciebie kinomanki z Australii.

        NO ale... jako 11-12 latek trafiałem na nieco inne filmy, mówiąc oględnie ;]

        Pomyślałem też, że oglądanie "Lawrence'a..." w telewizji, to przyjemnośc, ale zaledwie drobna w porównaniu do oglądania go na wielkim kinowym ekranie. Taki wniosek wyszedł mi z czynionych zawzięcie wizualiazacji :]

        Łatwo sobie bowiem wyobrazić te panoramiczne ujęcia pustynnego bezkresu, w ktorym poruszają się małe mróweczki postaci, na ekranie kilkumetrowych rozmiarów. Szczęśliwi kinomani, którzy mieli okazję do takiej uczty.

        Ale nawet na ekranie telewizyjnym te zdjęcia robią wrażenie. Widać mistrzostwo inscenizacyjne ekipy scenograficznej, wizję reżysera i wirtuozerię autora zdjęć. Nie da się tego przegapić.

        Udało się złapać wiry piaskowe na pustyni, burze kurzowe, wieczorne podmuchy niosące tumany pyłu, "falowanie" piasku... nadzwyczajne momenty filmowe. Dodatkowo, jak to zaznaczyłaś, Siostro - wykonane zostały w naturalny sposób, bez żadnych efektów specjalnych.

        Te gigantyczne skalne ściany, które fantastycznie odbijają echo najcichszych nawet dźwięków [świeetna jest ta scena, kiedy Lawrence sprawdza możliwości akustyczne tych górskich tablic], na ich tle człowiek jest kropką ledwie widzialną.

        I wszystkie te ujęcia mają głęboki sens : pokazują potęgę natury, jej rozległośc, niepodporządkowanie człowiekowi, wyniosłą bezduszność. Arabowie odczuwają wobec niej instynktowny lęk, jest on częścią ich kulturowej tradycji. Lawrence przeciwnie - uważa ją za wyzwanie, rzecz do pokonania, za szansę nawet. Wierzy, że przejście przez pustynię pozwoli zdobyć port w Akabie, bo Turcy nie przypuszczają nawet, że ktoś mógłby od tej strony ich zaatakować. Arabowie są przeciwni, ale najwyraźniej potrzebują tego głosu by za nim podążyć.

        w ogole, Lawrence jest symbolem kogoś, kto stoi ponad kulturowymi ograniczeniami wszelakiego rodzaju. Nie tylko arabskimi, ale i brytyjskimi.

        Udaje mu się je przezwyciężać i zyskiwać uznanie po obu stronach, bo jest odważny, a odwaga tłumaczy się na każdy język jednakowo.

        Arabowie cenią go, bo potrafi w samobójczej misji wrócić po utraconego podczas marszu towarzysza. I powiada, że nie ma przeznaczenia, wszystko mozna kształtować za pomocą swojego działania. Człowiek jest panem swego losu, przyroda zaś może mu pomagać stawiając
        kolejne zapory, aby doskonalił się podczas pokonywania ich.

        Kiedy dochodzi do konfliktu między arabskimi klanami, to on sięga po pistolet i wykonuje egzekucję na przestępcy, którego czyn poróżnił tamtych. OBciąza własne sumienie dla wyższej sprawy.

        Kiedy z kolei pojawia się w Kairze i spotyka z brytyjską generalicją, dumnie nosi szaty arabskie, faworyzuje swojego prostego służącego, wprowadza się z nim do kantyny oficerskiej, łamie zasady, wzbudza swoim wygląadem i zachowaniem niekłamaną sensację, by w ostateczności okazało się, że on tym młodym brytyjskim oficerom imponuje. Jest odważny i oni to doceniają. Odwagę doceniają wszyscy, wszelkie kultury, tradycje i róznice bledną w obliczu odwagi.

        Jako jedyny patrzy ponad podziałami i jako jedyny nie uprawia polityki, a kieruje się ideałem rewolucyjnym, czyli dążeniem do wolności.

        I traf chce, że prócz niego nikt na tę wolnośc nie jest gotów. Lawrence gotów jest wysadzać tory kolejowe, napadać na pociągi tureckie, uprawiać terror, a w dalszej perspektywie wynajmować bandy rzezimieszków oraz samemu zabijać podczas walki, jest gotów przekroczyć własne ograniczenia dla powodzenia swoich zamierzeń. POzwala nawet na rabunek i zabijanie jeńców [w domyśle], żeby utrzymać jednośc w arabskiej para-armii.

        Zdobywają Damaszek, mają idealną pozycję do dyktowania warunkow wszystkim dookoła, nawet Brytyjczykom. I wszystko się rozpada ; infrastruktura miasta zawodzi, odcięte są prąd i woda, Arabowie kłócą się jak małe dzieci, Brytyjczycy cynicznie czekają na rozwój wypadków, a w gabinetach dyplomatycznych już dzielą tereny arabskie pomiędzy Koronę i Francję.

        Cynizm i kłótliwość biorą więc górę nad dyplomacją. Kulturowe podziały, tradycyjne waśnie i niechęci oraz polityka i interesy zwycięzają zamiary i żarliwość jednostki.

        Ciekawy jest ten moment, kiedy Lawrence uświadamia sobie na moment bezcelowośc własnego działania. OPuszczają go sojusznicy, którzy trwali przy nim tylko dla zysku i kiedy trafiło im się stado koni uznali, że mogą wracać do domu i reszta ich nie obchodzi. Sam dostaje się do tureckiego więzienia, którego naczelnik nie łamie go kijem przez plecy, ale odkryciem, że pod turbanem i płaszczem... Lawrence jest biały. To niezwykle ważna, wspaniale symboliczna scena. Araba Turek by zabił, Lawrence'a każe tylko obić i wyrzucić do kałuży. To akt upokorzenia niemal.

        Lawrence chce więc wrócic do "swoich", pogrązyć się w normalności, "żyć jak inni'. Nawet jesli nie jest to jego ulubiona forma spędzania czasu. Teraz 'swoi' śmieją się z niego pokątnie, a generalicja odsyła go skąd przyjechał nie po to, bo zrozumiała jego punkt widzenia i chce pomóc Arabom zdobyć niezależnośc, lecz po to, by wykorzystać go, aby rozdrapać ich ziemię.

        Jakże znaczący jest ten moment w finale, kiedy w pokoju negocjują książe Faisal i brytyjski generał. A patronuje temu polityk pod krawatem, który wcale nie ukrywa, że kłamie, oszukuje i manipuluje.

        Lawrence jest zbędny i jest zakałą, wedle mniemania wszystkich. MOże Ali postrzega to inaczej, ale i on wdaje się w małe wojenki, nie rozumie sensu działania Lawrence'a i ciągle ma do niego nieuzasadnione pretensje. Mysl Lawrence wyrasta ponad jego kruche zdolności pojmowania wizji wykraczających poza utarte schematy lokalnych układów. Od studiowania polityki z ksiązki - Ali nie będzie lepssym dyplomatą, choć na pewno serce ma po właściwej stronie. Będzie tylko sprawniejszym manipulatorem, co wytyka mu życzliwie dziennikarz z Chicago.

        Ciekawe, że nawet ten dziennikarz nie pojmuje sensu zmiany jaka zachodzi w postępowaniu Lawrence'a, nazywa go 'zepsutym człowiekiem' i od podziwu ewoluuje do odrazy [wobec niego].

        Poruszająca, mądra opowieść o wolnej jednostce pośród oceanu cynizmu, ignorancji i przyziemności.

        ta pustynia jest metaforą całej tej historii. Dla Lawrence'a jest niemal domem, choć przecież się na niej nie urodził, a dla tych którzy ją dobrze znają - jest pułapką i zdrajczynią. Lawrence ją lubi, bo na niej mozna się doskonalić i realizować ideały. oni jej nienawidzą, bo nie ma w nich tego poczucia, hamuje ich pragmatyzm, którego nabyli przez lata pozostawania w zamkniętym obiegu.

        Nic dziwnego, ze nikt go nie rozumie, a wolnośc dla arabskich klanów wartością żadną nie jest. Kacykowie, w rodzaju Audy, zadowalają się stadem koni. Ali chce być politykiem z podręcznika. Reszta w ogóle odpada w przedbiegach.

        Najszlachetniejsi okazują się ci dwaj młodzi panowie, którzy gotowi są służyć Lawrence'owi, a nawet ginąć u jego boku. może i dostają szylinga na tydzień, więc nie umierają za darmo, ale jednocześnie widać w nich proste, naiwne, lecz jednak uwielbienie dla swojego pracodawcy.

        Przesłanie, wg mnie, jest czytelne : gdyby inni, ci ważniacy, potrafili zaufać mysli Lawrence'a i jego metodom działania, byłoby lepiej dla nich i dla wszystkich. Jest to jednak niewykonalne i dalekosiężne plany toną w błocie klanowych utarczek i wąskich horyzontów.

        Ostatecznie zatem przekraczający kulturowe stereotypy Lawrence wpada w pętlę ich uścisku, bo okazuje się, że ich korzenie są znacznie głębiej zapuszczone niż się wydawało. Tkwią w głowach ludzi. W ich genetycznej strukturze.

        Peter O'Toole momentami dośc dosłownie wyraża wewnętrzną walką jaką toczy jego bohater, ale poza tym wypada świetnie i zachowuje niemal dziecięcy entuzjazm. cdn
        • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 27.05.17, 14:21
          Dobrze wypada Anthony Quinn, obsadzony po warunkach, czyli nieokrzesany, hałaśliwy, nieufny, ale i potrafiący błysnąć ciekawym dialogiem, jak wtedy gdy podłamany Lawrence powiada : "Modlę się, by nigdy już nie oglądać pustyni', na co Auda odpowiada "Wrócisz na nią, bo tylko ona ci pozostała".

          Trudno nie skomplementować Aleca Guinesa w roli księcia Faisala. zmieniony znakomicie przez charakteryzację umiejętnie posługuje się gestylukacją klasyczną dla arabskich arystokratów, a także atrybutami stylu bycia człowieka, który zna zachodnie normy towarzyskie. A jednocześnie Faisal jest wytrawnym graczem, który czeka za kulisami, by w finałowej scenie wejść jak po swoje. Tę chytrośc Guiness tylko lekko sygnalizuje, a jak już się z nią ujawnia, to czyni to z ledwie tylko dostrzegalnym cynizmem, który zawsze towarzyszy działaniom noszącym znamiona praktycznych.

          sceny bitew, szarż, sceny zbiorowe z użyciem wielbłądów i koni [jak ta gdy zeskakują one z wagonów zatrzymanego pociągu, wprost na pustynię] - wybitna choreografia i panowanie nad materią.

          Zorza poranna, zachodzące słońce [w którego stronę podążają ludzkie postaci], Akaba z widokiem na morze - piękne widoki. Ich naturalność naprawdę, filmowo, zapiera dech w piersi :]

          Te stroje arabskie - mozna odnieśc wrażenie, ze każda szata i turban mają własny oryginalny krój, kolor i oznaczenia.

          Muzyka ! ten charakterystyczny motyw, który ilustruje panoramiczne ujęcia pustyni przemierzanej przez jeźdźców - nie do zapomnienia !

          I sporo humoru - jak dla mnie sceną nieodparcie zabawną jest ta, w której wydawałoby się jeden z ważnych dla filmu bohaterów, czyli przewodnik Lawrence'a do księcia Faisala, ginie dośc szybko zastrzelony przez Aliego, który zjawia się ni stąd nie zowąd. Ali chwyta za jego bukłak z wodą i nie zdejmując z Lawrence'a wzroku odrzuca ten bukłak poza kadr, jakby pozbywał się jakiegoś kłopotliwego gadżetu :] To nieodparcie komiczny moment, podobnie jak scena kiedy instruowany przez przewodnika Lawrence przyspiesza wielbłąda i ponoszony przez niego rozpaczliwie walczy o miejsce w siodle, by wylądować na piasku. A potem ten sam los spotyka nieostrożnego brytyjskiego oficera, który podpada młodym wkrótce-towarzyszom Lawrence'a i zostaje zrzucony przez wielbłąda, po tym jak młodzi zgrywusi sypią mu coś pod ogon :]

          "Arabia dla Arabów', powiada w pewnym momencie Lawrence. Hasło nacjonalistyczne zostaje przeniesione w obszar walki o wolnośc i samostanowienie. Świetny zabieg, bo te słowa nie postulują narodowego socjalizmu jako idei godnej pochwały, ale właśnie prawo do bycia panem w swoim ogródku.

          Doskonały moment, kiedy jeden z Turków próbuje zabić Lawrence'a, a ten nie chce się bronić. Woli czekać na kolejne kule, które go omijają, niż zastrzelić tamtego w samoobronie.

          "Arabowie uważają go za proroka - powiada generał -... on siebie chyba też" - to ciekawa uwaga, bo naprowadza na trop refleksji, czy przypadkiem faktycznie Lawrence sam nie uwierzył w swoje posłannnictwo bardziej niż ci, którym się z nim ofiarował ?

          Nie wziął pod uwagę zdania innych, ich kurczowego trzymania się znanych sobie zasad, norm i tradycji, niezdolności do przyjęcia zmian, do rewolucji - najpierw w myśleniu i postrzeganiu siebie i otaczającego ich świata. W pewnym momecnie Ali uświadmia go : "Ludzie ci już nie ufaja. Czego ty chcesz ? Po co to [dywersja, terror] robisz ? Sadzą, że jesteś brytyjskim szpiegiem !". Kiedy chcesz komuś nieba uchylić, bądź gotów, że gotów uznać cię za niebezpiecznego agenta wroga ;]]

          Ciekawe, ze nikt nie idzie za nim z powodu idei wolności. Auda chce coś zyskać, Aliego interesuje 'bycie politykiem', asasyni to żołdacy, służący idą z podziwu, podobnie jak cała reszta, która zresztą porzuca go, gdy tylko tak decydują klanowi kacykowie. Jego "pozycja proroka" jest iluzoryczna, jak się okazuje. Podobnie rzecz się ma z generałami po drugiej stronie barkady, dla nich z kolei jest kłopotem albo okazją do ubicia interesu politycznego, dają mu szlify majora, pułkownika, które nic a nic nie znaczą. Nawet dla tureckiego naczelnika jest tylko przebierańcem. A kiedy w Damaszku odwiedza lazaretz tureckimi jeńcami - jakiś angielski sierżant odpycha go [Lawrence ubrany jest w arabski strój] i nazywa "przeklętym mieszańcem' [potem ten sam sierżant podaje mu z uprzejmością dłoń, ale dlatego tylko, że Lawrence ma na sobie mundur]. Czy to nie wygląda na serię negacji jego tożsamości kulturowych ?

          chcąc je wszystkie przekraczać - Lawrence pozostaje człowiekiem bez przydziału, outsiderem, kimś bez domu, no chyba że domem jego jest pustynia.

          Wniosek ejst więc taki, że świat pozostaje strefą zimnej wojny między grupami, klanami, kulturami, sojuszami i nie sposób wpływać na jego kształt próbując pozostać neutralnym albo przynależeć wszędzie. Trzeba się określić, a okreslić się, to znaczy ograniczyć, odebrać sobie możliwość działania, zawężyć horyzonty i zaprzeczyć idei.

          człowiek istotnie wybitny jest skazany na klęskę - smutny to wniosek z losów Lawrence'a.
          I piękny.

          Jak sam film :]

          dzięki, Siostro :]
          • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 27.05.17, 15:57
            Dzięki, Greku :)

            Znakomicie wszystko opisałeś!

            A ja znowu oglądałam "Lawrence..' z zachwytem. Rozmach i piękno po prostu zapierają dech w piersiach!

            Dla mnie to przede wszystkich obrazy, ciąg obrazów. Wiele scen wizyjnych, absolutnie fantastycznych, które na zawsze pozostają w pamięci. Wymienię tylko kilka:

            "Wejście" Alego. Przy studni przewodnik dostrzega jakiś punkcik na horyzoncie. My też się w niego wpatrujemy. Mijają kolejne sekundy, punkcik robi się coraz większy. Jakby płynął w gorącym powietrzu. Aż w końcu widzimy zbliżającego się Alego.

            Podobna scena. Sługa Lawrence'a wypatruje go na pustyni (kiedy ten wrócił po zagubionego Beduina). W końcu widzi jakiś punkcik. Trwa to parę chwil, potem sługa rusza na wielbłądzie w jego kierunku. I pędzi też kamera. Jakbyśmy sami siedzieli na tym wielbłądzie!

            Wszystkie sceny podróży przez pustynię, pokazujące jej ogrom i piękno. Coś fantastycznego. Udało się pokazać pustynię tak doskonale, że dosłownie sami czujemy ten skwar i chce nam się pić :)

            Sceny między Lawrencem i Alim, kiedy nie bez powodu stoją naprzeciwko siebie, co podkreśla, że pochodzą z innych światów i dzieli ich, przynajmniej na początku wszystko.

            Przy okazji, O'Toole i Sharif są piękni, świetnie skontrastowani w typach urody, co podkreślają ich stroje (Lawrence w bieli, Ali w czerni), a ich profile to czysta perfekcja! Przepraszam, ale musiałam to napisać :)

            Zresztą wiele innych scen ma swoje ukryte znaczenia, które odkrywa się przy kolejnych seansach.

            Tak, Lawrence właściwie nigdzie nie czuje się u siebie. Jak kiedyś pisałam, był nieślubnym synem jakiegoś arystokraty, co bardzo utrudniło mu życie. Dlatego Lawrence gardził brytyjskim porządkiem społecznym, na pustyni odnalazł swój dom. Kiedy ktoś go pyta, co takiego widzi w pustyni odpowiada: "jest czysta", co budzi rozbawienie pytającego. Ale to ma sens.

            Jest taka scena, kiedy Lawrence ze sługą docierają do kanału Sueskiego. Jakiś żołnierz na motocyklu woła z drugiej strony kanału: "kim jesteś?". Mina Lawrence świadczy o tym, że sam tego nie wie. Bo jest obcy i dla Brytyjczyków i dla Arabów...

            Ciekawe jest to, że na początku to Ali wydaje się brutalnym, okrutnym Arabem. Zabija przewodnika Lawrence'a bez zmrużenia okiem, bo "pił z jego studni". Kiedy Ali pyta go o imię Lawrence odpowiada :"Moje imię jest dla przyjaciół, a wśród moich przyjaciół nie ma morderców". Ale z biegiem czasu jakby zamienili się rolami. To Lawrence pogrąża się w okrucieństwie ("No prisoners!), a Ali bezskutecznie próbuje go hamować.

            Warto wspomnieć, też o scenie w tureckim więzieniu. Wydaje się nie do końca jasna. Historycy spekulują, czy Lawrence zostały "tylko" pobity czy także zgwałcony. Z pewnością jednak stało się coś takiego, co fatalnie wpłynęło na jego psychikę, czego efektem było coraz głębsze pogrążanie się w okrucieństwie.

            Co ważne, dialogi są tu znakomite. Oszczędne, ale przemyślane i głębokie.

            A propos humoru, kapitalna jest ta scena, która pokazuje próżność Lawrence'a. Po otrzymaniu arabskiego stroju, gdzieś w zacisznym miejscu rozgląda się, czy nikt go nie widzi i przechadza się w nowych szatach, a nawet..przegląda w sztylecie! Niestety, obserwuje to Auda :)

            Tyle tematów jest tu do opisania, że nie dam rady o wszystkim napisać :)

            Cieszę się, Greku, że wreszcie go zobaczyłeś!


            • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 27.05.17, 16:08
              A, jeszcze o Peterze O'Toole. Też pisałam, że chwilami gra zbyt ekspresyjnie, zwłaszcza w drugiej części, ale to nie zmienia faktu, że jest idealnym Lawrencem. Trudno wyobrazić sobie kogoś innego. Ma ekranową charyzmę i jest piękny. I te błękitne oczy...Tak wiem, powtarzam się :)

              Ciekawostka: pierwszym wyborem Leana był Albert Finney, ale po dwóch dniach na planie zrezygnował, nie wiadomo dlaczego. Drugi był...Marlon Brano. Ale też zrezygnował, dla "Buntu na Bounty". Co za fatalny błąd!

              • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 27.05.17, 17:25
                Tak, wiem, mam obsesję na punkcie "Lawrence'a". Ale jeszcze szalenie ciekawy filmik o realizacji filmu. Widać tutaj jak trudnej.

                www.youtube.com/watch?v=T_WKRYhnvRM

                • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 28.05.17, 12:29
                  Siostro, to nie 'obsesja', ale pasja filmowa :] bezcenna !

                  dzięki za link :]
                  • siostra_bronte Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 28.05.17, 15:03
                    Miło mi :)

                    Ale, ale, czy tylko my oglądaliśmy????!!!
                    • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 28.05.17, 16:35
                      dobre pytanie, Siostro :]

                      może inni świadkowie tego wydarzenia trochę się ukrywają ze swoimi wrażeniami ;]
            • grek.grek Re: "Lawrence z Arabii" ! - po seansie 27.05.17, 16:58
              dzięki, Siostro :]

              ja również się cieszę, że taką perłę kinematografii miałem szczęście spotkać osobiście :]
              to rzeczywiście - tak jak napisałaś - jest jeden z takich filmów, które zmieniają spojrzenie na współczesne dokonania kina, zwlaszcza tego wielkoformatowego, chcącego uchodzić za "epickie".

              tak jest !
              a dodatkowo, ta scena kiedy służący widzi wracającego Lawrence'a ma w sobie taką tonację, że... no nie można się nie wzruszyć ! :] Wiemy, że wróci, ale mimo to ten moment zapisuje się z wielkiej litery,co dowodzi tylko mistrzostwa reżysera.

              celna uwaga, Siostro.
              już w połowie filmu wiedziałem, że odkryć i impresji jest tutaj na kilka seansów. Ten wczorajszy, to tylko przetarcie szlaku :]

              to jest piękne zdanie ; "]Pustynia] jest czysta". Rozmówca Lawrence'a tego nie rozumie, ale sens jest naprawdę głęboki. Jest uczciwa, stawia twarde wymagania, ale nagradza za wysiłek i pracę. Nie jest cyniczna. W istocie odczytałem to jako pochwałę surowości natury, która dla tubylców jest groźna i wroga, ale dla kogoś kto grozę i wrogość dostrzegł w prawach i normach stanowionych przez społeczeństwo, staje się szorstkim przyjacielem i przeciwnikiem, który pozwala się rozwijać. Oni mają inne doświadczenia, to ich najbardziej dzieli.

              celna charakterystyka, Siostro.
              Lawrence pozostają w duchu pacyfistą, ale dopuszcza przemoc dla realizacji wyższych ideałów, co powoduje konfuzję u Aliego, który widzi rzeczywisatość w sposób uporządkowany i posortowany. Tyle że tak nie działają umysły wizjonerów. Takie umysły kwestionują ustalone oczywistości. Ali myśli, że Lawrence porzucił swoje ideały, podczas gdy Lawrence nigdy nie był głębiej na drodze ich realizacji.

              wydaje mi się, ze to okrucieństwo właśnie z zapamiętania w drodze do ideału wynika, ale ten trop, który podajesz faktycznie jest intrygujący.

              haha, to prawda :]

              o, istotnie : ten film to temat-rzeka, niemal każda scena nadaje się do opisu, rozbioru logicznego, odnajdywania symboli i metafor.

              o, pełna zgoda.
              na męskiej urodzie, to ja się słabo znam, ale aż takim dyletantem nie jestem, by nie odróżnić ewidentnie urodziwego od urodziwego nieprzesadnie ;]

              dzisiaj trudno wręcz wyobrazić sobie inną obsadę, zwłaszcza głównej roli :]

              uczta filmowa !



    • grek.grek "Hiszpański rachunek" - dokum. via TVP2 25.05.17, 14:36
      Czyli, jak tonie Hiszpania, o przyczynach rosnącego długu, zapaści systemu politycznego i rosnącej frustracji społecznej.

      Grecja już zbankrutowała, ponoć; Hiszpania raźnym krokiem zmierza w tym samym kierunku, aczkolwiek film jest z 2012, więc może przez te 5 lat coś się zmieniło na lepsze ?

      Reżyser "Rachunku" skupia się na wyliczeniu grzechów partyjnego systemu demokracji hiszpańskiej, choć równie dobrze można by te zarzuty odnieść do np. polskiej.

      A więc : przerost administracji publicznej, 50 mln Hiszpania ma 3 mln urzędników i 80 tys politykóow na róznych szczeblach, którzy podyktowali sobie wyborne pensje. USA mają 300 mln mieszkańców i 4 razy mniej urzędników i polityków. MOżna ? Jak w piosence "LOs Angeles ma 20, a Warszawa ponad 700 radnych".

      I żeby tylko to...

      Panuje patologiczna korupcja pomiędzy politykami, urzędnikami, a biznesem. Politycy zatrudniają swoich kolesiów poprzez obsadzanie nimi dostępnych stanowisk publicznych, a jak kolesiów jest za dużo, to tworzy się dodatkowe, zbyteczne całkowicie stołki, żeby ich na nie wsadzić. Oczywiście, pensje są wystrzelone w kosmos, bo dzisiaj jest się u władzy, a jutro można nie być, więc trzeba się nachapać póki czas.

      Politycy mając do dyspozycji publiczną kasę dostają świra i marnotrawią miliardy euro [w Polsce - złotych także] na idiotyczne inwestycje. Przykładem w filmie jest lotnisko w Callejon. Wydano na nie 200 mln euro. Od momentu oddania do użytku lotnisko... stoi puste. Żaden samolot stamtąd nie wyleciał, ani tam nie przyleciał. Miejsce wymarłe. Nowoczesny grobowiec.

      Funkcjonuje za to administracja tego lotniska : dyrektor i personel dostają co miesiąc wysokie pensje, a w ubiegłym roku [2011] dyrektor wydał 5 mln euro na... reklamę. 0,5 mln euro rocznie dostaje firma, która... oczyszcza pas startowy z martwych ptaków... Nie trzeba wyjaśniać,że mamy do czynienia z grubym przekrętem.

      Lotnisko zostało postawione w miejscu, w którym nie może po prostu działać. Za daleko od miasta jest, w szczerym polu niemalże. Kto będzie się tam fatygował kilkaset km, żeby gdzieś lecieć, skoro w większych miastach są lotniska pod ręką ?

      Nie chodziło jednak o to, by lotnisko działało, ale żeby określona grupa ludzi zarobiła na jego powstaniu i istnieniu [dla istnienia]. Firma, która je postawiła wzięła 200 mln, a media, w których dyrektor uparcie reklamuje ten grób - biorą co roku 5 mln, zaś firma oczyszczająca pas startowy ma zapewnione 0,5 mln rocznie i może sobie z tego pięknie żyć. Jednocześnie, jacyś politycy i decydenci wzięli łapówkę w zamian za klepnięcie takiej inwestycji. Ręka rękę myje, system zorganizowanego przekrętu.

      Podobne rzeczy dzieja się w systemie stawiania mieszkań. Tutaj haczyk polega na tym, że polityk za łapówkę zleca firmom budowę, one biorą na to kasę z budżetu, a na końcu powstają niewykończone pseudomieszkania, których nie można oddać do użytku ludziom.

      Identyczny schemat obowiązuje w transporcie. Powstają liczne linie kolejowe, które nie działają, bo nie docierają do klienta. Najnowocześniejsze tory i pociągi stoją i nie kursują. Kasę jednak ktoś przytulił i tylko o to chodziło od samego początku.

      Kłania się Polska z ostatnich lat, "Polska w budowie", jak chwalili się rządzący : Polska stojące setkami budowlanych idiotyzmów, opisywanych w gazetach, Polska w której każda wieś ma swój aqupark, a każde miasteczko nowoczesny stadion.

      Te pieniądze, które wydaje się na w.op przekręty nie znajdują się potem na lecznictwo, edukację, kulturę i wiele innych ważnych rzeczy. POlska w budowie... a ile kto wziął w łapę za te budowy, to już nikt nie policzy.

      Oczywiście, tak w Hiszpanii, jak i w Polsce, podobne inwestycje mają budżety ściśle tajne, pdoobnie jak zarobki w mediach publicznych, którym ciągle brakuje pieniędzy, bo przecież kolesiom z zaprzyjaźnionych firm i firemek trzeba płacić za produkowanie 565775 odcinka telenoweli, albo inne projekty, których jakość można o kant potrzaść, ale przecież nie o to chodzi w dojeniu podatnika,żeby dać mu wartościowe produkty. Ci którzy w TVP byli, i ci którzy są, to ta sama sitwa, te same numery kręcą, a jeden taki, co za 45 minutowy program brał milion miesięcznie, a kasa na produkcję szła na konto firmy zakolegowanej - śmie jeszcze upominać się o standary moralne w mediach publicznych :] Oto skala bezczelności.

      w mediach publicznych jest kaplica, ale nie każdy ma moralne prawo o tym mówić.

      Wracając do filmu.
      Jak wyliczono, sama Andaluzja na ograniczeniach finansowania administracji do niezbędnego minimum, mogłaby zaoszczędzić rocznie 10 mld euro !

      Tyle że to niemożliwe, bo żadna władza sama z siebie nie dokona takiej reformy. Bedąc w opozycji postuluje i zaklina się, a dostając władzę i kasę - od razu robi to samo, co poprzednicy. Błędne koło.

      A jak budżet nie wytrzymuje tej rabunkowej polityki finansowej, to najpierw pod nóz idą wydatki publiczne i po tyłku dostają obywatele, a nie urzędnicy, ani tym bardziej politycy siedzący w kieszeniach biznesu i banksterstwa.

      Problem zauwąża nieliczna grupa intelektualistów [wypowiadają się m.in pisarze], dziennikarzy i co bardziej światłych polityków na szczeblu lokalnym. Podatnicy pozostają bierni, a jedyne na co umieją się zdobyć to bunt w postaci unikania płacenia podatków. Politycy na to reagują ich podwyższaniem, a im bardziej podwyższają, tym bardziej ludzie unikają, wieć znów podwyższają... i tak w koło macieja. Cierpi na tym budżet, który co roku, w Hiszpanii, odnotowuje 50 mln euro strat z powodu uciekania obywateli od płacenia podatków. Z drugiej strony, skoro obywatel wie, że jak zapłaci, to władza zmarnuje te pieniądze, czy można się dziwić taki usiłowaniom ? Kłopot polega na tym, że w ten sposób tracą wszyscy ; politycy, ci którzy nie płacą i ci którzy płacą, bo usługi publiczne wszystkim w końcu się przydają i z czegoś trzeba je finansować.

      Podobnie jest w Katalonii, która ma 45 mln euro długu, największe obciążenia podatkowe i jednocześnie najwyższe cięcia w usługach publicznych, głównie w lecznictwie. po prostu, rząd centralny swoje marnotrawstwo, korupcję i niekompetencje finansuje z budżetu najbardziej, do niedawna, prężnej gospodarki w kraju. nic dziwnego, ze połowa Katalończyków chce się od Hiszpanii odłączyć.

      Dziennikarze odkrywający przekręty, ustalający i podający do publicznej wiadomości siatkę cwaniaków na stołkach, którzy wyprowadzają kasę z budżetu są skazywani przed sądy, z paragrfatu, uwaga : "obrazy dumy osobistej" przekręciarzy. Sąd nie neguje, że fakty się zgadzają, ale nie ściga złodziejów, lecz karze za "obrazę dumy" demaskatorów. Idiotyzm totalny.

      Pani dziennikarka z Walencji opowiada o przekrętach w państwowych kasach oszczędnościowych, gdzie, za przeproszeniem, przewalono 40 mld euro, a odpowiedzialni za to urzędnicy wzieli za to wielomilionowe premie... z publicznej kasy.

      Reasumując : winne jest społeczeństwo, bo choć protestuje, to nie dośc licznie, a do tego - politycy, urzędnicy, system pozwalający na nielegalne powiązania na linii władza-banki-biznes. Jakiś pan mówi : "Wszystkich polityków trzeba wygnać'. No niby tak, ale co dalej ? Co innego niż demokracja oparta na systemie partyjnym ? MOnarchia ? Rządy komitetów ludowych ?

      Decydować powinna osobista uczciwośc, ale tej już dawno nie ma, jak chodzi o szeroko pojęte społeczeństwo. Polityka korumpuje nawet tych, którzy przedtem byli bez zarzutu. Nieformalne powiązania i zobowiązania są jak sznurek zarzucany na szyję każdemu, kto zaczyna parać się polityką. społeczeństwo musi się zmienić, dopiero wtedy zmieni się polityka. A dopóki w społeczeństwie dobre obyczaje są "frajerstwem', dopóty poolityka będzie domeną najgorszego sortu ludzi jakich świat wyprodukował.

      PS : TVP ofk puściła ten wielce pouczający dokument w srodku nocy, a w prime time miała telenowele, które są - co wiadomo powszechnie - robione tak jak to lotnisko w Callejon, kolega koledze kolegi, a kasa zawsze państwowa.


    • grek.grek Cannes 2017 dzień 8 25.05.17, 15:58
      dzień 8, nowy film Sofii Coppoli i kolejny [który to już do kolekcji...] głupawy wyskok TVP.

      powiedzieli w tej "publicznej" Telewizji, że hagiograficzny film o Maksymilianie Kolbem "Dwie korony" został wyświetlony w konkursie w Cannes, oraz że to jedyny polski film na tym festiwalu.

      w istocie, TVP zrobiło klasykę Radia Erewań : "Dwie korony" został pokazany, ale nie w Cannes - lecz na doklejonym do Cannes targu producenckim, gdzie handluje się smarem, mydłem i powidłem, a nawet gdyby został pokazany w Cannes, to nie jako "jedyny polski film", lecz jako jeden z 3 polskich, bo w głównych konkursach swoich sekcji pokazane zostały/zostaną krótkometrażowe : "Najlepsze fajerwerki ever" i "KOniec widzenia". Ten drugi dostał się jako jeden z 9 spośród 5 tysięcy kandydatów.

      TVP należy natychmiast, choćby i siłą, zabrać tej zgrai indolentów zanim do reszty zdewastują jakąkolwiek wiarygodność medium opłacanego z pieniędzy podatnika. Nie chodzi o ich osobisty poziom, bo tutaj w ogóle nie ma o czym dyskutować, jaki jest koń każdy widzi, chodzi o to, ze oni niszczą niezwykle ważną dla Polski instytucje. Publiczne media stały się pośmiewiskiem, a powinny być autorytetem i oazą, azylem, dla każdego kto szuka rzetelnej informacji i mądrej dyskusji. Wstyd i żenada.

      teleshow.wp.pl/wiadomosci-znow-koloryzuja-rzeczywistosc-tym-razem-w-materiale-o-polskim-watku-w-cannes/6126200084760193a
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21859382,wiadomosci-otrabily-sukces-tvp-w-cannes-tyle-tylko-ze-go-wcale.html#BoxNewsLink&a=66&c=61
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Oszukane-123328
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-osmy-perwersyjne-pensjonarki-i-rap-ktory-wyciaga-z-dolka-relacja/mh5r4w
      wyborcza.pl/7,101707,21859371,cannes-2017-the-beguiled-sofii-coppoli-samotny-mezczyzna-w.html
    • grek.grek "Midnight Express" - wczoraj w Kulturze 26.05.17, 14:24
      Oczywiście, podążyłem śladem Twoich rekomendacji, Siostro :]

      No i muszę stwierdzić, że istotnie jes to pierwszej klasy dramat obyczajowy, a także kino egzystencjalnej grozy.

      Młody Amerykanin, Billy, próbuje przemycić narkotyki z Turcji, ale zostaje zdemaskowany i aresztowany. Próbuje uciec, ale zostaje złapany, posadzony w więzieniu, a później staje przed sądem, gdzie - przy wysiłkach tureckiego adwokata wynajętego przez ojca, dostaje karę 4 lat więzienia.

      Są to trudne 4 lata, bo strażnicy [zwłaszcza szef, otyły sadysta specjalizujący się w biciu kijem po gołych podeszwach stóp] są brutalni i wyjątkowo cięci na cudzoziemców, a i współwięźniowie życia nie ułatwiają, szczególnie jeden obrzydliwy kapuś, który cynicznie wysługuje się strażnikom w zamian za walutę. Inni nie są lepsi, aczkolwiek fizycznie trochę odstają, co nadrabiają chwackim wymachiwaniem nożem. Ich ulubiony teren ataków nożownicznych, to... tyłek. Atak powyżej linii pasa traktowany jest jako zamach na życie, więc wybierają cel najbardziej zbliżony ;]

      Od razu przypomniał mi się tekst z jego z filmów Woody'ego Allena, w którym jego klasyczny nerwowy bohater popada w konflikt z policjantem [oskarżając go o antysemityzm] i relacjonuje swój plan zemsty na nim : "Wziąłem karabin i zaczaiłem się na niego. Jako satyryk postanowiłem strzelić mu w d..." ;]]

      W środku jest "amerykańska kolonia", trzech innych więźniów, z którymi nasz bohater się zżywa i jakoś człapie do końca swojej kary. Zostają mu 2 miesiące, kiedy nagle dowiaduje się, że sąd wyższej instancji - pełznąc jak ślimak - rozpatrzył odwołanie prokuratora, który żądał dla oskarżonego dożywocia.

      Billy znów staje przed sądem i tym razem wyrok brzmi : 30 lat więzienia. Nie pomagają łzy, ani wściekły speech, w którym oskarżony obrzuca obelgami wszystkich Turków naraz.

      Wraca więc do celi i przeżywa ciąg dalszy koszmaru na jawie. WIęzienie przypomina jakieś stalinowskie kazamaty, ale dziedziniec zalany jest słońcem, co tworzy ciekawy dysonans estetyczny. Poza nim, wszystko jest brudne i ponure.

      Billy z kolegami odkrywają, że kamienie w ścianie ich "pomieszczeń biurowych" można wyważyć i przez stworzoną w ten sposób dziurę wydostać się być może na zewnątrz.

      Niestety, kapuś ich denuncjuje i jeden z kolegów zostaje wywleczony, by już nigdy nie powrócić. Drugi z kolegów ma ochotę zemścić się na kapusiu, który na dodatek zabija jego ulubionego kota, ale Billy powstrzymuje go, powiada : zabierz mu pieniądze, tym mu sprawisz prawdziwe cierpienie. I faktycznie, okradziony kapuś wpada w panikę, i angażuje w poszukiwania swojej gotówki także strażników.

      Kiedy zostają znalezione, a raczej - ich spalone resztki, strażnicy zabierają kolegę Billy'ego. A Billy, już nie mając nic do stracenia, rzuca się na kapusia i w amoku wymierza mu sprawiedliwość dziejową.

      Ta akcja, która ofk jest tylko erupcją frustracji, rozpaczy i zdziczenia, o jakie przyprawiły go lata spędzone w tym grajdole, powoduje u Billy'ego zapaść emocjonalną. Ląduje w psychiatryku więziennym, skąd już naprawdę siarką mocno zalatuje : chorzy umysłowo ludzie błąkaką się w kółko po ciemnych, brudnych "salach" mamrocząc bez sensu albo nieudolnie dukając na instrumentach muzycznych.

      Billy spotyka tutaj swojego kolegę, ale - rzec by można : nie ma już co zbierać, gośc jest w totalnej rozsypce, nie reaguje na bodźce, nie poznaje swojego przyjaciela.

      Najciekawszą postacią w tym towarzystwie jest Ahmed, dziwny typ "filozofa', który okrywając się prześcieradłem jak togą udaje greckiego myśliciela i pozornie racjonalnym i kulturalnym tonem rzuca myśli w stylu ; "My tutaj jesteśmy zepsutymi maszynami".

      BIlly odwiedza jego dziewczyna, rozmawiają przez szybę, a - poza zupełnie przejmującymi próbami wywołania w sobie zmysłowej przyjemności, celem zrównoważnia odczucia koszmaru, przez Billy'ego - najważniejszym wydarzeniem jest informacja, że nie da się dla niego nic zrobić, choć jego los porusza wielu ludzi w Ameryce. "Możesz liczyć tylko na siebie", powiada ze łzami w oczach dziewczyna, i podaje mu album z rodzinnymi zdjęciami.

      Oczywiście, zdjecia to betka, w środku sprytnie ukryte są pieniądze, na oko kilka tysięcy dolarów.

      Billy próbuje setką przekupić otyłego sadystę, żeby załatwił mu pobyt w lazarecie, ale gruby nie dośc, że inkasuje, to jeszcze wcale nie ma ochoty spełniać prośby chłopaka. Zamiast tego znów go leje i chce go zgwałcić. Billy walczy o siebie, odpycha go, a gruby wpada głową na metalowy wieszak, który wbija mu się w mózgownicę, czy raczej : coś co ten typ ma zamiast mózgu.

      trup na miejscu.

      Billy przebiera się w jego mundur, zakłada czapkę [która prawie na oczy mu spada] i cały w strachu zmierza do wyjścia. Na wszelki wypadek ma pistolet w kieszeni.

      Zaczepia go jeden ze strażników, ale na szczęscie z pewnej odległości, więc nie rozpoznaje z kim ma do czynienia. MUndur czyni cuda.

      Billy wychodzi głowną bramą i na chwiejnych nogach idzie szeroką ulicą. Naprzeciwko niego wyłania się zza zakrętu samochód więzienny. Billy przystaje i... i nic się nie dzieje. Auto mija go obojętnie.

      Teraz podrywa się z miejsca i biegnie szaleńczo, by wykonać skok radości.

      Epilog donosi, że udało mu się przedostać na Cypr [albo do Grecji ?], a stamtąd wrócił do Ameryki.

      Film klasowy.
      Więzienny brutalizm i cięzka psychodrama człowieka popełniającego głupstwo, za które obrywa karą absurdalnie wysoką - robią wrażenie, a jednocześnie dają do myślenia : jak wielkie znaczenie ma kultura danego regionu świata dla oceny konkrentnego czynu : w jednym miejscu kara wyniesie rok więzienia, w innym prokurator żąda dożywocia i tylko wspaniałomyślnośc sędziego ratuje delikwenta przed perspektywą czekania na śmierć w lochach.

      Świetne zwroty akcji dodają rumieńców całej fabule, wprowadzają elementy sensacyjne : już sekwencja otwierająća, na lotnisku, kiedy Billym, z paczkami haszyszu przyklejonymi do ciała taśmami, próbuje przejść przez kolejne kontrole - wygląda jak najlepszy dreszczowiec, choć wiemy, że wpaśc musi, bo znamy tematykę filmu :] Potem sprawy procesowe : dostanie dożywocie czy nie ? Kiedy już ma wyjśc - trach ! : proces od nowa i wyrok 30 lat. POtem sprawa potencjalnej ucieczki : uda się, czy kapuś wywęszy i ich sprzeda ? No i wreszcie finałowa sekwencja, która też jest w jakiś sposób przewidywalna, bo wiadomo że bohater wydostał się z tego więzienia, ale oglądając łatwo można zapomnieć, że się wie, jak to się skończy, bo okoliczności tej ucieczki są naprawdę nietuzinkowe i świetnie rozegrane fabularnie.

      Znakomita muzyka ! ma ten "ejtisowy" sznyt i rozpoznawalny lejtmotiw. Cały czas przechadza się w tle, podnosi dramaturgię, ale jednocześnie jest w nim jakiś rodzaj melancholii egzystencjalnej. Ciekawa kompozycja :]

      słowem : świetne kino, zupełnie się nie zestarzało [1979 r.].

      dzięki, Siostro, za niezawodną rekomendację :]


      • siostra_bronte Re: "Midnight Express" - wczoraj w Kulturze 26.05.17, 15:36
        Dzięki, Greku :)

        Myślałam, że go widziałeś ostatnio, ale sprawdziłam, że wybrałeś "Casablancę" :)

        Zdecydowanie, mocny, znakomity film. Wspomnę jeszcze o świetnej roli Johna Hurta w roli Maxa.

        Przyznam, że muzyka, choć faktycznie ciekawa (i oscarowa), to mimo wszystko troszkę mnie drażniła. Ten elektroniczny sound jakoś nie pasował do tematu. Ale może czasem trzeba wyjść poza schematy.

        Warto wspomnieć, że film wywołał takie wrażenie, że przyczynił się do złagodzenia warunków w więzieniach w Turcji.

        Miło mi :)
        • grek.grek Re: "Midnight Express" - wczoraj w Kultur 26.05.17, 17:12
          cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

          tak było :]

          o yes, Max to jest najlepiej zagrana postać w tym filmie.
          ta scena z kotem jest przejmująca.

          ha, muzyka, rzec by można... wyprzedzająca swoje czasy ;]

          o, ciekawa informacja.
          skoro tak się stało, znaczy że w filmie mamy samo życie - ta świadomość dopiero robi wrażenie !

          dzięki raz jeszcze :]
    • grek.grek Cannes 2017 dzień 9 26.05.17, 17:02
      nowy film Siergieja Łoźnicy ["We mgle' i "Szczęscie ty moje' - oba świetne !], nowy film Francoisa Ozona [o którym Barbasia napisała najbardziej błyskotliwą uwagę jaką słyszałem od dawna : "Z zacięciem robi filmy o kobietach, mimo że kompletnie ich nie rozumie" - to już klasyka !], oraz ciekawa propozycja amerykańskich braci Safdie :

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-dziewiaty-spektakularny-powrot-fran-oisa-ozona-i-zyciowa-rola/jrlt8j
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+W+rynsztoku-123342
      wyborcza.pl/7,101707,21863929,cannes-2017-niezrozumiany-swietny-loznica-i-jego-lagodna.html
      PS : jutro ostatnie filmy :] werdykt zapewne późnym wieczorem.
    • grek.grek Cannes 2017 dzień 10 i ostatni :] 27.05.17, 17:07
      ostatnie propozycje konkursowe [m.in film Fatiha Akina, który chyba zrobił świetne wrażenie] plus recenzja najnowszego filmu ROmana Polańskiego z E. Seigner i E. Green :

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-dziesiaty-terroryzm-jakiego-nie-znamy-i-femme-fatale-wedlug/qwc9g0
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Czas+zabijania-123355
      podsumowanie i prognozy a'propos nagród, z Guardiana :
      www.theguardian.com/film/filmblog/2017/may/27/cannes-2017-roundup-and-awards-predictions-a-festival-of-sorrow-strenght-and-middle-class-woes
      werdykt zapewne wieczorem. w Wenecji zawsze nagrodę główną dostaje jakiś film, ktory recenzenci z polskich mediów pominęli, w Cannes szansa na sensację jest jakby mniejsza, bo zwykle gros filmów to propozycje uznanych reżyserów albo wyrózniających się mlodych talentów, pokazuje się w głównym konkursie po 2 góra 3 filmy dziennie, więc trudniej coś przeoczyć ;]
    • grek.grek 20:20 TVP KUltura "Dla Ellen" 27.05.17, 17:10
      rockowy muzyk zawiesza gitarę na kołku i nagle orientuje się, że nie bardzo ma do czego wracać, bo małżeństwo się rozpadło, a ukochana córka jest z matką, i na dodatek on sam się na to wcześniej zgodził.

      zamierza więc odwrócić swój błąd i odzyskać prawo do spotkań z tytułową Ellen.

      brzmi niebezpiecznie trywialnie, w sensie filmowym oczywiście, ale może jednak warto dać mu szansę ? :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP KUltura "Dla Ellen" 27.05.17, 17:14
        Szczerze mówiąc wolałabym obejrzeć w jedynce finał pucharu Niemiec :) Niestety, nie dam rady.
        • grek.grek Re: 20:20 TVP KUltura "Dla Ellen" 27.05.17, 17:17
          ciekawa alternatywna propozycja, Siostro :]

          szkoda.

          ale mam nadzieję, że na finał Ligi Mistrzów, w przyszłą sobotę, uda Ci się zarezerwować sobie termin ? :]
      • grek.grek "Dla Ellen" - kilka zdań 28.05.17, 14:40
        udało się Wam obejrzeć ? :]

        wg mnie, całkiem nieoczywisty, bezpretensjonalny, pozbawiony ambicji dramatyzowania film.

        Mamy więc tego muzyka, imieniem Joby, którego łapiemy w momencie, gdy przebija się przez lekko ośnieżone okolice jakiejś prowincji, którędy zmierza do sądu, w którego gmachu ma podpisać papiery rozwodowe, które złożyła jego żona.

        Rozmawia przez telefon z menadżerem, umawia jakieś występy, potem nagle dowiaduje się, że jego duet muzyczny rozpada się, bo druga jego połowa chce spróbować solowej kariery, a wreszcie spotyka swojego adwokata.

        Papiery są przygotowane do podpisu, a pani żona, póki co ciagle, nawet nie zamierza z Jobym rozmawiać. Mimo jego próśb.

        I być może ta postawa żony powoduje, ze tak uderza w Joby'ego informacja, że żona chętnie zrzeknie się praw do ich wspólnego domu, jesli Joby zrzeknie się praw do swojej córki, 6-letniej Ellen.

        Joby przyjechał tutaj po prostu złożyć parafkę na papierku, ale teraz nagle zaczyna o tym wszystkim poważnie rozmyślać. Prosi adwokata żony o jeden dzień do namysłu.

        Rozmawia ze swoim mecenasem, młodym i sympatycznym, który zaprasza go do siebie na kolację przygotowaną przez mamę. Pani też jest sympatyczna, a na dodatek na tyle bezpośrednia, że pyta wprost Joby'ego jak układa mu się życie, czy ma jakąś kandydatkę na panią Joby'ową. I Joby odpowiada półgębkiem, ze ma dziewczynę, ale... no i właśnie - ale. Ale jednak nie wydaje się, by to była ta właściwa. I nie wydaje się, by Joby wcześniej się nad tym zastanawiał.

        Trochę słucha muzyki w miejscowym klubie, trochę flirtuje, ale ostatecznie ma pytanie do swojego adwokata : dałoby się jakoś wygrać tę sprawę, czy mógłbym zdobyć prawo do widywania się z córką ?

        Postanawia poprosić zonę o jedno spotkanie z Ellen. Kiedy żona się waha, zaczyna ją kulturalnie szantażować papierami medyczymi niezbicie dowodzącymi, że żona chciała tę ciążę usunąć, ale Joby walczył na tyle desperacko, że jednak urodziła Ellen.

        Adwokat żony wzywa go na spotkanie i informuje, ze dostał pozwolenie na 2-godzinne spotkanie z córką. Pod warunkami : nie będzie mówił o przeszłości między nim, a matką dziecka, a także nie będzie oczerniał matki w oczach córki. Joby na wszystko się godzi, byle móc zobaczyć się z Ellen.

        Mała jest sympatyczna, pozytywnie nastawiona, Joby lekko zestresowany. Zabiera ją do sklepu po lalkę, grają razem w kręgle, idą do kawiarni na lody i babeczki... Aż wreszcie mała najpierw rzuca "Nie mogę nazywać cię tatą, bo mi zabronili...", co Joby przyjmuje ze zrozumieniem, a poitem zadaje mu pytanie ; czemu nie odwiedzałes mnie nigdy ? I tutaj Joby naprawdę nie wie, co odpowiedzieć, bo sam widzi, jak wiele stracił. Duka, że 'podróżował dużo i że między nim, a żoną/matką trochę się popsuło...". Ellen przyjmuje te wyjaśnienia, wspólny czas kończą rozmawiając na huśtawkach w pustym parku.

        Joby odwozi ją do domu, bo mała zaraz ma lekcje pianina.

        Ale nie umie odjechać. Zakrada się od podwórza i prosi Ellen, zeby mu otworzyła. Mała się waha, ale wpuszcza go, a Joby prosi by mu coś zagrała. Ellen zna tylko kilka nut "Dla Elizy", ale to wystarczy. Joby jest poruszony i wychodzi oknem.

        Zanim wyjdzie pyta ją : co o mnie sądzisz ? Ona na to : jesteś miły.
        Kiedy jednak pyta o mężczyznę, z którym związać się ma była żona, matka Ellen, mała odpowiada : [on] jest miły. MOże w tym momencie Joby rozumie, że nie sposób nadrobić tych 6 lat ?

        Na ulicy spotyka tę swoją nową dziewczynę, która przyjechała tutaj za nim autobusem. Kwateruje ją w swoim wynajętym pokoju.

        Następnego dnia podpisuje papiery rozwodowe i zrzeka się praw do opieki nad Ellen. MOże uznaje, że małej nie dzieje się krzywda, że będzie jej dobrze i lepiej bez niego, a dla niego zostanie na zawsze to wspomnienie krótkiego spotkania ? MOże nie chce wszczynać awaantury sądowej, w której i Ellen by się rykoszetem oberwało ?

        I mamy finałową scenę, kiedy Joby wybiega z tego wynajętego mieszkania, podczas gdy jego dziewczyna śpi. Kamera z daleka filmuje jak Joby zatrzymuje cięzarówkę na szosie nieopodal i zapewne każe się wieźć dokądś... Kierowca zapewne wyraża zgodę, bo Joby wskakuje do środka i auto rusza.

        Dokąd jedzie ? :]

        skromne, uczuciowe kino, które przemyca istotne rzeczy, nie dorabiając do nich pompatycznej otoczki.

        nie mamy tutaj starcia KRamer vs Kramer, przeciwnie : mamy rodziców, którzy się rozeszli i nie mogą już zejśc, matkę która chce zacząc nowe życie i ojca muzyka, który nagle uświadmia sobie, że przez 6 lat zawodził jako ojciec i zadnym alibi nie jest to, ze żona nie chciała go widywać wcale i trzymała córkę z dala od niego. On sam nie dobijał się o bycie ojcem, więc... próbuje złapać choć jeden moment, jedno wspomnienie na resztę życia, jedną chwilę z córką, której nigdy nie poznał, a teraz widzi że wyrosła na mądre dziecko, przed którym dobra przyszłośc. on tej przyszłości jej nie zaoferował, więc nie ma prawa ingerować w jej życie i domagać się wpływu na jej wychowanie. UZnaje własną winę i nie dyskutuje z okolicznościami, chce tylko 'kosmyka włosów", na pamiątkę.


        • grek.grek Re: "Dla Ellen" - kilka zdań 28.05.17, 14:42
          trailer ;

          www.youtube.com/watch?v=9CJqbw8AsbA
        • barbasia1 Re: "Dla Ellen" - kilka zdań 28.05.17, 18:23
          Naprawdę niezły! Nie oglądałam niestety.
          • grek.grek Re: "Dla Ellen" - kilka zdań 29.05.17, 12:55
            cześć, Barbasiu !! :]

            to prawda, dobry film. skromny i pozbawiony pretensji, wiarygodny emocjonalnie.
            na pewno będzie jakaś powtórka :]
    • grek.grek 22:45 Ct Art : "Co jest grane, Davis ?' 27.05.17, 17:15
      no proszę, warto czasami czekać na powtórkę ;]

      bodajże na jesieni Czesi pokazywali ten film, ale niestety nie miałem okazji obejrzeć. I oto - voila ! ;]

      bracia Coenowie o losie muzyka nowojorskiego, który ma nadzieję na wydanie płyty, a zanim to się wydarzy próbuje jakoś ten swój wózek życia pchać z dnia na dzień, with litlle help of his friends.

      pamiętam dobre recenzje, to może być niezła [pra]premiera :]
      • barbasia1 Re: 22:45 Ct Art : "Co jest grane, Davis ?' 27.05.17, 22:36
        Bierzemy! :)
        • grek.grek "Co jest grane, Davis ?' [1] 28.05.17, 13:29
          cześć, Barbasiu :]

          No to zaczynam :]

          Nie jest to klasyczny krwisty dramat coenowski z ludzką chciwością i lekkomyslnością jako motorami napędowymi całej akcji. Raczej kameralna rzecz, o muzyku, który nie chce się przystosować do rzeczywistości.

          Llewyn Davis, tak się nazywa.
          Za dnia przesiaduje w kawiarniach, wieczorami gra w nowojorskich klubach swoje folkowe balladki z tekstami z życia wziętymi, a nocuje na kanapach w domach akurat tych przyjaciół i znajomych, którzy zechcą go ugościć.

          Kiedy miał kolegę z którym grał w duecie, ale pewnego dnia MIke popełnił samobójstwo skacząc z mostu. LLewyn do dziś nosi pamięć szoku jakiego wtedy doznał, nie znosi wspomnień o przyjacielu, a nawet nie gra piosenek, które wspólnie wykonywali.

          Jego najbliżsi przyjaciele to Jean i Jim, którzy są parą w życiu i na scenie. Ona śpiewa, a on śpiewa i gra na gitarze.

          Jean była dziewczyną LLewyna, ale stwierdziła, że z nim nie ma przyszłości, bo będąc po 30-tce LLewyn ciągle zyje z dnia na dzień, nie ma zamiaru pójśc do normalnej pracy, a na agresywną krytykę Jean odpowiada ze spokojem : "Ty byś chciała męża, domek, lodówkę... to dopiero jest żałosne i przyziemne". Jean istotnie jest dla niego ostra. Także dlatego, że właśnie dowiedziała się, iż jest w ciązy z nim. Rozstali się zapewne niedawno... "Jakby to było dziecko Jima, to bym je urodziła, twojego - nie chcę", powiada Jean.

          LLewyn ofiaruje się zorganizować zabieg i wizytuje znajomego lekarza. Z wielkim zdziwieniem dowiaduje się, że zabieg jest już opłacony, bo... "tamta poprzednia dziewczyna, którą pan przyprowadził jednak urodziła, nie przerwała ciązy". LLewyn orientuje się, ze to oznacza iż jest ojcem 2-letniego dziecka.

          Kot ! Jasnorudy kot, który staje się nemezis LLewyna, jest niemal równoprawnym bohaterem tej opowieści.

          Jak się poznają ? To pierwsza scena filmu : LLewyn gra w klubie, potem dostaje bęcki od jakiegoś tajemniczego gościa, który czeka na niego na tyłach lokalu i zarzuca "grasz nie swoje piosenki !", a następnie rankiem budzi się w mieszkaniu znajomego profesora. I ten kot już tam jest ;] LLewyn chce wymknąc się z mieszkania nie wypuszczając kota, który - jak podejrzewa - jest pupilem gospodarza, ale traf chce, że kot ochoczo wybiega za nim, a drzwi się zatrzaskuja.

          LLewyn musi go przechować do czasu aż spotka się ponownie z profesorem. Nie jest to proste, bo rudzielec ciągle ucieka i Llewyn zmuszony jest za nim biegać. w końcu znika na dłuzszą chwilę...

          Llewyn odbywa znaczące rozmowy z Jean i siostrą Joy, które mowią to samo ; weź się za siebie, odwiedza Mela, swojego menadżera, by zainkasować 40 dolarów w ramach tantiem za płytę nagraną dawno temu z MIke'em, a potem nagle z okna kawiarni dostrzega kota i udaje mu się wyskoczyć i złapać go.

          Wieczorem odwiedza profesora, który gości także parę adiunktów pochodzenia azjatyckiego. Żona profesora prosi Llewyna o zagranie piosenki przy stole, a że jest to kawałek "pamięci MIke'a", to wieczór kończy się awanturą wywołaną przez LLewyna. Na dodatek pani domu stwierdza, że ten kot co go Llewyn oddał, to niewłaściwy egzemplarz, bo jest płci męskiej, a właściwy był dziewczyną. Llewyn bierze więc niewłaściwego kota pod pachę i znów szuka lokalu na noc.

          Znajduje go dzięki sesji nagraniowej dla jakiejś wytwórni, na którą zaprasza go Jim. Właśnie nagrywa płytę i w jednym kawałku chce aby akompaniował mu LLewyn.

          Tam LLewyn poznaje kolegę, który zgadza się przemieszkać go o siebie przez parę dni. A zimy w Nowym Jorku bywają mroźne.

          cdn
          • grek.grek "Co jest grane, Davis ?' [2] 28.05.17, 13:43
            Po paru dniach Llewyn dostaje informację, że przyjeżdza narzeczona gospodarza, więc... yes, musi szukać innego miejsca.

            Wtedy decyduje się skorzystać z możliwości transportu do CHicago. Z gitarą w pokrowcu i kotem pod pachą wskakuje do samochodu, w którym spotyka dwóch jegomościów rodem z kina coenowskiego :] Starszy i słusznej postury siedzi na tylnym siedzeniu, głównie śpi, ale także lubi się odezwać, a wtedy wypytuje LLewyna o gitarę, muzykę i popełnia rekord pomyłek przy wymowie jego imienia, a pomiędzy wierszami sprzedaje opowieśc o sobie i przedstawiaj się jako eks-jazzman. Przyznaje się także do znajomości czarnej magii i grozi llewynowi, że jesli będzie niemiły, to go potraktuje "wzmożeniem samoświadomości, w której ujrzysz własne życie jako totalną klęskę" ;]

            Drugi jegomośc jest młody i zajmuje się prowadzeniem auta. Dopiero gdy zatrzymują się w restauracji [duża, pusta i przypomina lokal rodem z PRL] młodszy zaczyna mówić i... od razu recytuje swój wiersz vel tekst piosenki, bo ofk też jest muzykiem. Wszyscy są tutaj muzykami ;]

            W restauracyjnej toalecie starszy gośc, pan TUrner, doznaje ataku epilepsji.

            Nocą zatrzymują się na poboczu, by odpocząć, a wtedy przyczepia się policjant i poirytowany niedbałym i opieszałym zachowaniem młodego kierowcy - wyciąga go z auta, zakuwa w kajdanki i wywozi na sygnale.

            Llewyn po cichu się pakuje, zostawia spiącego Turnera i idzie łapać autostop. Kot... zostaje z własnej woli. Llewyn chce go zabvrać, ale kot robi minę jako pytał : "zostawisz tego faceta samego ? A jak umrze ?". Llewyn nie zabiera zatem ze sobą swojego rudego znajomka.

            Stopem dociera do zaśnieżonego nieco chicago i kieruje swoje nieomylne kroki do klubu pana Goodmana. Chce u niego występować i powiada, że przysłał go jego menadżer, Mel [istotnie, Mel wspominał mu o Goodmanie].

            Mr Goodman zaprasza go do prezentacji swojej muzyki. Nie ma w klubie nikogo, krzesła stoją na stolikach, a Llewyn gra. Goodman słucha uważnie i... odmawia. Stwierdza, że LLewyn ma talent, ale może mu zaproponować tylko udział w trzyosobowych zespołach scenicznych. llewyn grzecznie odmawia, od śmierci MIke'a z nikim wspólnie nie wystepował na scenie i nie zamierza.

            Znów brodzi w śniegu, w biednych cienkich półbutach, i łapie autstop z powrotem do Nowego Jorku.

            Trafia mu się zmęczony i zaspany młody człowiek, który prosi, żeby LLewyn poprowadził, bo on musi się przespać. No i LLewyn maszeruje za kółko, a jadąc widzi znaki 'Akron - w bok'. Akron - miasto, z którego pochodziła i do którego najpewniej wróciła ta dziewczyna, która urodziła jego dziecko ! Kusi go, żeby tam pojechać, odnaleźć ją i... i co ? No własnie. I co ? Czy on się nadaje na ojca ? Nie skręca ostatecznie, a tok jego rozumowania, który prowadzi do takiej decyzji, to moja interpretacja autorska ;]

            cdn
            • grek.grek "Co jest grane, Davis ?' [3] 28.05.17, 14:09
              W pewnym momencie, nagle, sensaacyjnie... Llewyn dostrzega na ułamek sekundy KOTA przed maską auta. Hamuje gwałtownie, omal nie wywraca samochodu. Pasażer nie budzi się, a Llewyn wychodzi na oględziny terenu.

              Zwłok nie widać, ale jest krew na zderzaku. LLewyn rozgląda się i w ciemności jakby majaczył koci kształt. Kryje się za drzewem i wydaje się utykać. LLewyn chwilę czeka, kot znika na dobre, a więc nasz bohater siada za kółko i odjeżdza.

              W Nowym Jorku odwiedza jakiś przybytek, w którym wynajmuje łódź. Czy raczej : usiłuje ją wynając, bo Joy przypadkiem wyrzuciła gdzieś jego licencję sternika, a na dodatek kasa którą wpłacił przepadła.

              Odwiedza ojca, który przesiaduje milcząco w domu spokojnej starości. Gra mu jakąś piosenkę, ofk o tekście komentującym aktualności w jego życiu, a więc o wypływaniu w rejs, ze wstawkami dot. życia i w ogóle :] Ojciec słucha, słucha, a na końcu... Llewyn wybiega poionformować pielęgniarzy, że jego tacie trzeba zmienić bieliznę...

              Dokąd Llewyn chce płynąc ? Nie wiadomo :]

              Wiadomo tylko to, ze nigdzie nie płynie.

              Odwiedza Jean i mówi, że jest "do cna wyczerpany", zmęczony, zniechęcony... potem wizytuje profesora i dowiaduje się, ze... kot wrócił ! I że na imię mu Odyseusz. "Odyseusz", mówi do siebie cicho, jakby tonem pełnego zrozumienia i porozumienia :].

              A potem mamy scenę, która dokładnie niemal odwozoruje scenę wyjściową : Llewyn budzi się rano i... widzi rudego kota nad sobą :] jest w mieszkaniu profesora. Ubiera się, wychodzi, ale tymn razem udaje mu się nie wypuścić kota :]

              Wieczorem jest w klubie i gra na scenie, ten sam kawałek co na otwarcie filmu, rozmawia z właścicielem - jak na początku filmu, dostaje informację, ze na zapleczu czeka jakiś gośc, wychodzi do niego i obrywa w nos, facet mówi "grasz nie swoje piosenki !" - jak na początku filmu :]

              Llewyn zatacza się na róg chodnika, patrzy za gościem wsiadającym do taksówki i rzuca 'Au Revoir !" :]

              I koniec.

              Czy ten facet to duch MIke'a, zmarłego przyjaciela-muzyka ?

              Kimkolwiek jest ta postać, sam film jest naprawdę godzien uwagi. Lekko nastrojowy, czasami zalatuje śladami offowej estetyki, no i mamy kilka urodziwych piosenek w wykonaniu bohatera, ktory wydaje się być pogodzony z sobą i losem. Niby chce zrobić muzyczną karierę, ale mu nie zalezy na tyle by wyzbyć się priorytetów. Innego zaś życia nie akceptuje, co sprawia że pozostaje w zawieszeniu między światami, czego symbolem są te noclegi na leżance kątem u znajomych.

              te momenty pojawiania się i znikania kota można by dokładnie przeanalizować, bo kto wie, czy nie mają one kluczowego znaczenia dla okreslania przyszłych losów bohatera, moze są jakim ostrzeżeniem, a może zapowiedzią nadchodzącego ? a może po prostu ta znajomośc dowieśc ma że Llewyn nie nadaje się do życia w którym musiałby za kogoś odpowiadać ? Albo ma go nauczyć tej odpowiedzialności ?

              Grający główną rolę Oscar Isaac czuje konwencję bezbłędnie, a jego fizjonomia pasuje znakomicie do postaci pozornie grzecznego studenta, który wszelako czasaami wpada w histerię :]

              Pp. Mulligan, Timberlake, Driver, a zwłaszcza Goodman i Hedlund grający tę osobliwą parę męzczyzn podróżujących samochodem, odgrywają swoje drugoplanowe role z talentem i taktem.

              na moment pojawia się F. Murray Abraham w roli Grossmana [ nie "Goodmana" - przepraszam za pomyłkę], właściciela lokalu muzycznego w Chicago.

              Nowy Jork i Chicago są tutaj zimowe, ale śniegu nie ma zbyt wiele, choć na tyle sporo, żeby poczuć sympatię dla LLewyna, który zasuwa w cienkich pantoflach, którym zdarza się przepuszczać wodę.

              Muzyka odgrywa tutaj ważną rolę, ale nie mozę być inaczej w filmie, którego główny bohater to człowiek muzyką żyjący i obracający się w środowisku innych muzyków bez sukcesów, ale z marzeniami o nim.

              www.youtube.com/watch?v=X8eKgUW5XxQ
    • siostra_bronte "Mr Nobody" 28.05.17, 15:15
      Dzisiaj w Jedynce o 0.05. Szkoda, że tak późno, ale na wszelki wypadek zapowiadam. To powtórka, pół roku temu leciał ok. 22.00, więc nawet nie miałabym pretensji o taką porę.

      Poprzednio pisałam o tym filmie tak:

      Film Jaco van Dormaela z 2009 r. , najdroższy w historii belgijskiego kina.

      Trudno opisać fabułę, bo jest niezwykle skomplikowana. W dużym skrócie: historia alternatywnych losów bohatera, w zależności od decyzji jaką musiał podjąć przy rozstaniu rodziców: czy zostaje z matką czy z ojcem. Scena kiedy chłopiec biegnie za uciekającym pociągiem oczywiście kojarzy się z "Przypadkiem" Kieślowskiego.

      No i mamy wymieszaną historię prawdopodobnych losów chłopca aż do wieku dorosłego. Narracja jest mocno skomplikowana, co i rusz przeskakujemy w czasie i przestrzeni. Często nie mogłam się połapać o co chodzi. Jest nawet wątek sci-fi :)

      Muszę przyznać, że pod względem wizualnym to rewelacyjna robota. Montaż, zdjęcia, pomysłowe sceny, naprawdę ogląda się to wielkim podziwem dla inwencji twórców.

      Ale wszystkiego jest tu za dużo, historia jest przeładowana i chwilami byłam już zmęczona zastanawianiem się, co się teraz dzieje i dlaczego :) A wnioski płynące z tej historii są mało odkrywcze: życie jest sumą przypadków, jakąkolwiek decyzję podejmiemy to i tak nie ma znaczenia, nie możemy się cofnąć i wybrać inaczej....

      Ale pod względem wizualnym to prawdziwa uczta, więc z pewnością warto obejrzeć!
      • grek.grek Re: "Mr Nobody" 28.05.17, 16:41
        dzięki, Siostro :]

        nie wiem, czy zdołam obejrzeć, ale na pewno będę próbował :]

        od nocy z poniedziałku/wtorek TVP1 pokazywać zamierza [tak wskazuje ramówka, heh] finałowe mecze NHL, więc muszę popracować nad moim rytmem dobowym, czyli przestawić się na odpowiednie godziny. nie chodzi o ilość snu, bo jakoś nigdy nie spałem zbyt wiele, ale o to, kiedy te "dawki" przyjmować ;]

        dlatego, nie wiem czy północ z dziś na jutro, to będzie dobry termin w tym momencie i okolicznościach, ale na pewno spróbuję !

        PS : o 21:50 Czesi wyświetlają 'Ptaki" w Ct2 :] ech, klasyka !
      • grek.grek Re: "Mr Nobody" 29.05.17, 12:58
        Siostro, niestety nie udało mi się obejrzeć wczoraj.

        w sumie, mógłbym zasadzić się na pierwszą godzinę, ale wolę poczekać na
        okazję do obejrzenia w całości.

        na pewno takowa się przydarzy :]
    • grek.grek Cannes 2017- dziś wyróżnienia i nagrody ;] 28.05.17, 16:53
      decyzja jury dziś wieczorem, a swoją drogą jury w arcyciekawym składzie m.in : Maren Ade [reżyserka Toniego Erdmanna], Paolo Sorrentino, Jessica Chastain, Will Smith, a szefuje Pablo Almodovar.

      sądząc z tego, jakie ci autorzy kino tworzą, mozna by oczekiwać nagrody głównej dla filmu barwnego, malowniczego, z elementami komicznymi i groteskowymi, ale mam wrażenie, ze niemal każde jury skrzętnie korzysta z okazji, by swoimi werdyktami dokładnie zaprzeczyć temu, czego się oczekuje.

      do Złotej Palmy poważnie kandydują pp. Sandler i Pattinson, obaj za role dramatyczne; czy to nie rewelacyjna historia ? pierwszy uznany już został za speca od ról w dośc niewymagajacych komedyjkach, a drugi ciągle wlecze za sobą image wampira dla nastolatek. Aż tu nagle... ;]

      jak chodzi o główną nagrodę, faworytem zestawień jest "Loveless" Andrieja Zwiagnicewa.

      wyborcza.pl/7,101707,21872871,cannes-2017-polanski-na-zakonczenie-festiwalu-jego-prawdziwa.html
      film.org.pl/cannes-2017-prawdziwa-historia-rez-roman-polanski-112254/
      variety.com/2017/film/columns/9-thoughts-on-cannes-1202446695/
      www.rogerebert.com/festivals-and-awards/cannes-2017-palme-dor-predictions
    • grek.grek Cannes 2017 : "The Square" zdobywa ZŁotą Palmę :] 29.05.17, 12:53
      wszelkie rachuby zawiodły i wygrał "The Square", który owszem podobał się, ale nie aż tak, by go za faworyta uważać :

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21878002,cannes-2017-the-square-ze-zlota-palma.html#BoxKultImg&a=74&c=53
      • grek.grek Re: Cannes 2017 : "The Square" zdobywa ZŁotą Palm 29.05.17, 17:13
        są pierwsze komentarze medialne made in Poland ;] :

        film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-po-nagrodach-satysfakcja-i-niesmak-podsumowanie/qq4fe8
        wyborcza.pl/7,101707,21878221,cannes-2017-zlota-palma-dla-robena-ostlunda-the-square-to.html
        • grek.grek Re: Cannes 2017 : "The Square" zdobywa ZŁotą Palm 30.05.17, 16:21
          są następne :]]

          wyborcza.pl/7,101707,21882891,cannes-2017-podsumowanie-festiwalu-jest-nadzieja-dla-europy.html
          film.org.pl/kmf/festiwal-kmf/cannes-2017-podsumowanie-festiwalu-113581/
      • grek.grek Re: Cannes 2017 : "The Square" zdobywa ZŁotą Palm 29.05.17, 17:14
        PS : jednak "wygrał", to określenie głupkowate :]

        przepraszam za nie.
        w sztuce nie ma wygranych i przegranych.


    • grek.grek 20:05 Polsat "Elizjum" 29.05.17, 13:14
      chyba jeszcze nie recenzowaliśmy ?

      i nie oglądaliśmy wcale ? :]

      rzecz się dzieje w połowie XX wieku, gdy po wojnie Ziemia boryka się z problemami odbudowy zniszczeń i licznych plag pt : przeludnienie, bieda, choroby.

      zamożniejsi i bardziej wpływowi ludzie przeprowadzili się na Elizjum, stację kosmiczną, gdzie nie dośc że panują optymalne warunki do życia, to jeszcze rozwija się medycyna i technologia, dzięki którym zatrzymane zostają procesy chorób i starzenia się.

      I wszyscy by się na taki porządek godzili w nieskoończonośc, gdyby nie pewien człowiek, ktory podczas pracy ulega napromieniowaniu, zostaje mu killka dni życia, a on wcale nie zamierza umrzeć. W tym celu musi pokonać liczne zasieki i dotrzeć do Elizjum, gdzie znajduje się lekarstwo w sam raz dla niego.

      kolejna dystopia z bohaterem z przypadku, który działając w osobistej sprawie przypadkiem wznieca rewolucję, która przynosi kres niesprawiedliwej organizacji społeczeństwa ?

      reżyser Neil Blomkamp od czasu "Dystryktu 9" ma spore wzięcie i chyba głównie powierza mu się produkcje s-f :]

      główne role : Matt Damon i Jodie Foster.
      • siostra_bronte Re: 20:05 Polsat "Elizjum" 30.05.17, 15:15
        Kiedyś widziałam, chyba właśnie w Polsacie, a może gdzie indziej. Nie pamiętam szczegółów, ale na pewno to dobra rozrywka.
        • grek.grek Re: 20:05 Polsat "Elizjum" 30.05.17, 16:18
          o, zatem warto będzie spróbowaać złapać powtórkę :]
          miejmy nadzieję, że już wkrótce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka