kini
24.03.03, 16:24
Wczoraj oglądałam program "Jestem, jaki jestem – Ring". Lubię Wiśniewskiego
jako osobowość telewizyjną, jego muzyka mnie nie pociąga. Pod koniec programu
MW wykonał utwór Sinatry "Strangers in the night". I tu zdębiałam.
Publiczność była wręcz w ekstazie. Oklaskom nie było końca, potem zaczęło się
skandowanie "Mi-chał! Mi-chał!". I tak sobie myślałam w osłupieniu, czy ci
ludzie ogłuchli? Przecież to wykonanie było TRAGICZNE. MW jest showmanem
pierwszej klasy, ale W OGÓLE nie umie śpiewać. Jeszcze jak występuje z
zespołem, to trochę zaśpiewa, ale w gruncie rzeczy jest zagłuszany przez
pozostałych "ich dwoje". Ale solo? Utwór Sinatry? Nieee... Ja chyba śnię. To
był koszmar. I gdyby to był ktokolwiek inny, to na pewno zostałby słusznie
wygwizdany. A tu - euforia... Nie wiem, co mam o tym myśleć...