Gość: dżastina
IP: *.acn.waw.pl
10.11.01, 08:11
TVN nie pokazał nam, co naprawdę działo się w domu Wielkiego Brata we wtorek.
Tego dnia, jak zwykle, miał być wyemitowany na żywo talk-show "W cztery oczy".
Zamiast niego nadano program poniedziałkowy. Podczas środowego talk-show w
ogóle zrezygnowano z rozmowy uczestników programu, a zamiast tego każdy z nich
był proszony do pokoju zwierzeń, gdzie czekał na niego list od rodziny.
Wielbiciele programu oczekiwali niecierpliwie na wieczorne wydanie, w którym
miały być pokazane szczegóły wyjścia Irka. Zobaczyli jedynie zachowania Irka
niemal niczym nie różniące się od tych, które prezentował w ciągu dwóch
miesięcy pobytu w Sękocinie. Informacja o tym, że sam, po rozmowie z ekipą
producencką, zdecydował się zrezygnować z udziału w programie, była
nieprawdziwa.
Jakby nic się nie stało
Nic nie wyjaśnia również zachowanie pozostałych mieszkańców domu. Niemal
wszyscy w przekazach telewizyjnych wyglądają na bardzo zadowolonych i
rozbawionych, jakby nic się nie stało. Jedynie Agnieszka podczas środowego talk-
show była wyraźnie przygnębiona.
Telewizja robi zresztą co może, by mieszkańcy domu dalej świetnie się bawili.
We wtorek i środę kontynuowali zadania tygodnia gier. Dodatkowym zadaniem było
układanie fraszek o Irku. Wynikało z nich, że Irka wszyscy bardzo lubili i
dobrze go wspominają. Wprowadzono też tego wieczoru do domu Manuelę Michalak,
jedną z gwiazd poprzedniej edycji programu.
Czy uczestnicy nie przejęli się zachowaniem Irka, które w konsekwencji
doprowadziło go do szpitala? A może TVN nie pokazuje ich prawdziwych reakcji?
Według planu
- Kolejne programy przygotowywane są według już dawno ustalonego planu - mówi
Andrzej Sołtysik, rzecznik TVN. - W środę zwykle nadajemy programy na żywo. W
tę środę na wstępie pokazaliśmy, jak doszło do opuszczenia domu przez Irka.
Potem program przebiegał według przygotowanego wcześniej scenariusza. W wizycie
Manueli nie było nic dziwnego. Wcześniej mieszkańców odwiedził przecież
Klaudiusz.
Był konkurentem
Andrzej Sołtysik dodał również, że mieszkańcy nie wiedzą o tym, iż Irek znalazł
się w szpitalu, ponieważ jest to już informacja ze świata zewnętrznego, a do
takich mieszkańcy nie mają prawa (nie wiedzą również o zamachach
terrorystycznych w USA, wynikach polskich wyborów i wojnie w Afganistanie).
- Mieszkańcy czasem wspominają Irka, ale nie zapominajmy o tym, że był on ich
najgroźniejszym konkurentem w grze, której stawką jest 500 tysięcy złotych -
tłumaczy Sołtysik brak smutku po wyjściu Irka.
IWONA LEOŃCZUK