Gość: s.
IP: 157.25.119.*
09.05.03, 15:45
Z Gali
Katarzyna Borkowska
Miłość mu wszystko wybaczy
Postanowiła ujawnić, co czuje żona, którą opuszcza mąż. Aktor Jacek Borkowski
zostawił ją dla innej kobiety. Mówi, jak trudno jej pogodzić się z porażką.
Myślałam, że jeżeli ktoś odchodzi z domu, zostawia rodzinę, za którą jest
odpowiedzialny, to powinno być mu przynajmniej przykro - mówi z żalem
Katarzyna Borkowska. - Rozpada się coś budowanego wiele lat, a więc jest to
raczej porażka niż powód do dumy.
Gala: Co sprawiło, że postanowiła pani publicznie opowiedzieć o swoich
doświadczeniach?
Katarzyna Borkowska: Mój mąż przedstawił publicznie własną wersję. Znalazłam
się więc w sytuacji, w której pisze się o mnie i moim życiu, czy tego chcę,
czy nie. Gdy emocje opadły, uświadomiłam sobie, że ja też mam coś do
powiedzenia.
Gala: W jednej z ostatnich publikacji pani mąż wyznał: "Zawsze byłem wrażliwy
na płeć piękną, ja już tak mam". Musiała pani o tym wiedzieć...
K.B.: O, tak. Dowiedziałam się o tym wkrótce po ślubie. Gdy wyszła na jaw
pierwsza jego zdrada, Karolina była malutka. Klęczał przede mną i błagał o
wybaczenie. Mówił, że to tylko nic nieznaczący seks i zapewniał o swojej
gorącej miłości. Gdybym czuła, że kłamie, to może już wtedy zdecydowałabym
się na rozstanie. Ale wiem, że on mówił prawdę, zależało mu na mnie i na
rodzinie. Jeśli kobieta to czuje i sama też mocno kocha, to potrafi wybaczyć
fizyczną zdradę. Ja potrafiłam...
Gala: Za drugim razem także...
K.B.: Owszem. Powiem więcej, choć jako żona byłam na niego wściekła, jako
człowiek potrafiłam go zrozumieć. To była koleżanka z teatru Ateneum, w
którym wtedy pracował. Dojrzała, u szczytu sławy, piękna. Uwielbiali ją
mężczyźni i robiła wrażenie nawet na kobietach. Jackowi imponowało, że
zwróciła na niego uwagę... Płakałam, ale wiedziałam, że to nie będzie długo
trwało.
Gala: Jednak było publiczną tajemnicą, że Jackowi Borkowskiemu romanse
przytrafiały się często. Czy tolerancja nie ma granic?
K.B.: Tolerancja musi być wpisana w każdy związek z aktorem. W naszym
środowisku jest wiele takich małżeństw. Artysta to szczególny rodzaj
człowieka. Nadwrażliwy, zwłaszcza na swoim punkcie, egocentryk, często
zakompleksiony - musi stale udowadniać światu, że jest coś wart. Oczywiście,
nie zawsze tak musi być, ale niestety zakochiwanie się na planie często
przytrafia się aktorom na całym świecie. Ciągłe przebywanie ze sobą,
dotykanie się, wyzwalanie szczególnych emocji powoduje bliskość między
partnerami z planu i sprawia, że to, co dzieje się w scenariuszu, na chwilę
przenosi się do realnego życia. Zwykle na krótszą, bo zauroczenie na ogół
kończy się z ostatnim filmowym klapsem.
Gala: Mówi pani, że mąż przyznawał się do wszystkiego. Chciała pani tego
słuchać?
K.B.: I tak, i nie. Jacek wiedział, że ja go zawsze zrozumiem, czuł, że ma we
mnie przyjaciela, dlatego, gdy coś go bardzo uwierało, chciał się tym ze mną
dzielić, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, że sprawia mi ból.
Opowiadał mi o tamtych kobietach, często nie zostawiając na nich suchej
nitki, co, przyznam, trochę łagodziło mój żal. Po którymś kolejnym romansie
przyznał nawet, że jest seksoholikiem i chyba musi się leczyć...
Gala: Mówi jednak, że tym razem naprawdę się zakochał!
K.B.: On to mówił za każdym razem, a potem śmiał się z tego! Romans z jedną z
finalistek konkursu Miss Polonia, dziewczyną młodziutką i naprawdę piękną,
trwał najdłużej ze wszystkich, bo prawie rok. Tyle że fakt ten nie przedostał
się do mediów. Ze starszą od siebie aktorką też chciał się żenić...
Wyprowadził się do niej na kilka dni, zabrał część rzeczy. A potem, gdy
chciał wrócić do domu, nie miał odwagi, żeby jechać do niej. Poprosił, żebym
pojechała z nim. Chciał mi tak bardzo udowodnić, iż już nic go z nią nie
łączy, że zabierał mnie ze sobą w trasy. Z kolei pewną producentkę
telewizyjną, w której też oczywiście był "zakochany", zabrał ze sobą do
Pragi, gdzie kręcił film Pasaż. Miłość się skończyła, gdy mąż spadł do szybu
pustej windy. Połamanego "narzeczona" wsadziła w taksówkę i odesłała do
Polski, do mnie. Groził mu wózek inwalidzki, więc zapomniałam urazy. Mówił,
że ten wypadek był dla niego ostrzeżeniem, iż powinien się zmienić, bo w
biedzie okazało się, kto jest prawdziwym przyjacielem. Kiedy wyzdrowiał,
znowu się zakochał! Kolejne partnerki szybko mu się nudziły i tak pewnie
zostanie.
Gala: Sugeruje pani, że to uczucie też nie przetrwa? Przecież z nową
partnerką będzie miał wkrótce dziecko!
K.B.: Ja nic nie sugeruję, po prostu operuję faktami. W ostatnią Wigilię mąż
przyjechał do domu, rzekomo ze zdjęć we Wrocławiu. Ja wiedziałam już, że to
nieprawda. Powiedziałam, że mam już tego naprawdę dosyć, a wtedy on w kółko
powtarzał: "Niepotrzebnie to się wydało, to tylko 'chwilówka', jak wszystkie
dotąd, błagam, przeczekaj". Wrzasnęłam, że jest jak zdarta płyta z tym
błaganiem, a ja mam już dość przeczekiwania...
Gala: Ale jak zawsze, wybaczyła pani...
K.B.: Powiedziałam: "Są święta, jeśli chcesz spędzić je z rodziną, to na
moich warunkach. Albo ja, albo ona". Powiedział, że tylko ja. W święta dużo
ze sobą rozmawialiśmy. Jacek opowiedział mi, jak ją poznał, kim ona jest i co
robi. Dziś o Magdzie mówi w gazetach, że jest informatykiem. Wtedy
przedstawił mniej korzystny obraz... Najbardziej obawiał się, że chce go
wrobić w dziecko. I że jeżeli nawet jest w ciąży, to może niekoniecznie z
nim. W przedsylwestrową noc przyszedł do naszej sypialni, przytulił się do
mnie i żalił jak mały chłopiec, że jest bezradny, bo ona wydzwania, wyznaje
miłość i najprawdopodobniej spodziewa się dziecka. Że chciałby się jakoś z
tego wyplątać. Potem kochaliśmy się i Jacek przysięgał, że nigdy mnie nie
zostawi. Spędziliśmy razem sylwestra i Nowy Rok. Nazajutrz pojechał do
telewizji na nagranie, a przedtem poprosił, żebym przygotowała obiad. Nie
wrócił, zadzwonił i powiedział, że jednak musi wyjechać, porozmawiać z nią,
że chce wiedzieć, na czym stoi. Potem okazało się, że to ona przyjechała do
Warszawy. Zamieszkali nieopodal domu, w hotelu.
Gala: I to najbardziej panią wzburzyło...
K.B.: Wybaczałam mężowi zdrady przez tyle lat, dlatego że po prostu czułam
się kochana. Tym razem jednak poczułam się nie tylko zdradzona, ale i
oszukana. Skoro, jak dziś mówi, był w Magdzie tak zakochany i od razu
wiedział, że to miłość na całe życie, to czemu ją zdradził ze mną? Czemu tak
źle wyrażał się o niej? Czemu, obiecując, że z nią zerwie, wynajął hotel parę
metrów od domu, ku uciesze całej okolicy? Czy jako żona, która tyle znosiła
przez lata, nie zasłużyłam nawet na odrobinę taktu?
Gala: Jeśli jednak tyle lat wytrzymywała pani mężowskie wyskoki, to może
trzeba było przeczekać, nie pakować jego rzeczy, nie zawozić do hotelu?
K.B.: Nigdy nie miałam dość siły, żeby spakować Jacka. Tym razem zrobiła to,
bardzo rozżalona na ojca, Karolina.
Gala: Mąż opowiada, że córka rozumie jego decyzję...
K.B.: Karolina kocha ojca i nie chciałaby zrywać z nim kontaktów. Ale,
niestety, nie układa się między nimi najlepiej. Kochanka męża, choć sama
przecież zostanie matką, zachowuje się wobec naszej córki nieelegancko, żeby
nie powiedzieć ordynarnie. Jacek jednak - czy jej się to podoba, czy nie - na
zawsze pozostanie ojcem Karoliny. No i ciągle jest jeszcze moim mężem!
Gala: Chce pani powiedzieć, że nie wszystko stracone?
K.B.: Owszem, przed nami sprawa rozwodowa, ale pierwsza, ugodowa. Jacek
opowiada w gazetach o tym, jaki jest wreszcie szczęśliwy, a wciąż szuka
kontaktu ze mną. Wynajduje jakieś preteksty, żeby wpaść do domu, zwłaszcza
bez uprzedzenia. Twierdzi, że to wciąż jego dom, otwiera mieszkanie własnym
kluczem. Powoduje to czasem dwuznaczne sytuacje. Ostatnio zastał mnie prawie
nagą, gdy wyszłam spod prysznica... Powiedział kiedyś: "Ja wiem, że będę tego
żałował!". Czę