24.06.03, 16:01
- Masz inna???
- Ile razy mam ci powtarzac, ze nie...
- To dlaczego odchodzisz??? Zle nam bylo razem???
- Wiesz sama dobrze wisz, ze do siebie nie pasujemy...
Ja lubie slonce, lato, przygode... Lubie luz i odbra
zabawe... A ty ciagle bys tylko siedziala przy tych
horrorach, w domu wszystkie zaslony pozaciagane, ciagly
polmrok, i jeszcze do tego te obrzydliwe ryby w
akwarium... A wlasnie, ryby, co z nimi zrobilas?
- A co cie to obchodzi, nigdy ich nie lubiales...
- Ale wiem, jak bardzo ty je uwielbiasz, dlatego jestem
ciekawy, co sie z nimi stalo...
- A nic, w koncu musze czasami wyczyscic akwarium...
Jakos glonojady sie tu za dlugo nie utzymuja, nie wiem
dlaczego...
- Pewnie nawet one nie wola zdechnac niz przebywac w
towarzystwie tych twoich obrzydliwych ryb... No nie rob
takiej miny, przepraszam... Nie chcialem zeby to tak
wyszlo... Wiesz, dla mnie ta sytuacja tez nie jest
prosta... Te dwa lata z toba to na prawde cudowny czas,
chcialbym zebysmy sie rozstali w pokoju... Jeszcze raz
przepraszam za te ryby... Wiem ile dla ciebie znacza,
nie powinienem sie o nich w ten sposob wyrazac...
- Zwlaszcza ze teraz tylko one mi zostana...
- No dobrze, juz, dobrze... Na prade nie chce zebysmy
rozstawali sie w gniewie... Jesli jest cos, co moglbym
dla ciebie zrobic...
- Skoro mowisz, ze nie ma innej, to chyba mozemy raz
jeszcze, na pozegnanie wziac wspolna kapiel...
- Wlasciwie... sam nie wiem...
- Juz ci sie nie podobam, czy przeciwnie, boisz sie, ze
po wspolnej kapieli nie bedziesz w stanie odejsc???
- Po prostu nie wiem czy wspolna kapiel na pozegnanie
to dobry pomysl...
- Obiecuje, ze o nic wiecej cie nie poprosze... Czy to
tak duzo???
- Ok, w sumie dlaczego nie...
- To pojde do lazienki napuscic wody...

- Ciemno u ciebie w tej lazience...
- Jak zawsze. Poczekaj, zaraz zapale swieczki... Ten
ostatni raz powinien byc piekny... Mozesz juz wejsc do
wanny, ja zachwile przyjde, tylko jeszcze reczniki
przyniose...

* * *

- O, a to akwarium z piraniami masz fantastyczne!!!
- Skad widziales, ze to piranie? Interesujesz sie
akwarystyka???
- Nie, ale jak wygladaja piranie i rekiny to akurat
wiem... W ogole dolotowe masz to mieszkanie: ciezkie
meble - to antyki, czy stylizowane tylko, bo w tym
polmroku trudno ropoznac...
- Stylizowane, gdzie tam by mnie bylo stac na autentyki...
- Ale i tak odlotowe... Ten polmrok, to mnostwo swiec i
prawie w ogole swiatla elektrycznego... Tylko
podswietlone akwarim z piraniami... Nigdy takiej
fajoskiej chaty nie widzialem... Z jakiego ty sie
horroru urwalas?
- Z takiego, jaki ci sie nawet w najkoszmarniejszych
snach nie snil...
- Coraz bardziej mi sie podobasz... A ta czacha w tym
akwarium, to prawdziwa?
- Moze... kto wie...
- No powiedz, skad ja masz? Wyglada naprawde kulersko...
- A taka pamiatka po poprzednim chlopaku...
Obserwuj wątek
    • vampi_r Re: ... 25.06.03, 12:21
      Jagodo, co raz bardziej cie lubie.
    • h.lecter Re: ... 26.06.03, 15:18
      Czy mam się bać? :-)
      • czarnajagoda Re: ... 27.06.03, 10:00
        a widziales gdzies u mnie piranie??? ;))
    • vampi_r Re: bogini 27.06.03, 11:56
      Ja też zaczynam się ciebie bać.
      • czarnajagoda Re: bogini 27.06.03, 11:57
        dlaczego???
        • vampi_r Re: bogini 27.06.03, 12:01
          Ale to pozytywny objaw. Ja uwielbiam się bać.
          • czarnajagoda Re: bogini 27.06.03, 12:05
            a to dobrze :))=
            • vampi_r Re: bogini 27.06.03, 17:00
              O! Boginii ty moja
              • czarnajagoda Re: bogini 28.06.03, 17:44
                będziesz się do mnie modlił??? ;))
                • vampi_r Re: bogini 30.06.03, 11:30
                  Modlił może nie, ale paść na kolana zawsze mogę. Skoro H.Lecter nie chce...
                  • czarnajagoda Re: bogini 30.06.03, 11:32
                    a skąd wiesz, że nie chce???
                    • vampi_r Re: bogini 30.06.03, 11:48
                      A chce? To czemu tego nie robi?
                      • czarnajagoda Re: bogini 30.06.03, 11:53
                        bo to się kłóci z moim wyobrażeniem prawdziwego mężczyzny ;))
    • mmpm Re: ... 01.07.03, 12:30
      Hehe, Ka mnie zachęcił...



      ...Głowa smoka potoczyła się po ziemi. Rycerz ciężko dysząc opuścił swój miecz.
      Zmęczony usiadł i zdjął hełm, ocierając pot z czoła pokrytego zmarszczkami i
      bliznami. No tak, nie był już młodzieniaszkiem, od wielu lat służył różnym
      panom, walczył w wojnach i zabijał potwory... Ten smok dwadzieścia lat temu nie
      sprawiłby mu żadnych problemów, ale teraz musiał się mocno namęczyć, żeby go
      pokonać...
      Rozmyślania przerwał mu dźwięk dochodzący z głębi jaskini. Zerwał się na równe
      nogi i z uniesionym mieczem ruszył w głąb. Nie uszedł daleko, gdy zobaczył
      piękną dziewczynę, przykutą do ściany jaskini.
      - Czy ty jesteś córką króla, którą porwało i uwięziło to straszydło? – zapytał
      trzymając się w bezpiecznej odległości.
      - Jam ci jest! Uwolnij mnie, rycerzu, a mój ojciec sowicie cię wynagrodzi!...
      Może nawet otrzymasz w nagrodę moją rękę...
      Rycerz podszedł do księżniczki i – szybkim ruchem zatopił miecz w jej sercu. Ta
      umierała, szeroko otwarłszy oczy ze zdumienia.
      Rycerz westchnął z zadowoleniem. Macocha księżniczki obiecała za jej śmierć o
      wiele więcej niż król za jej uwolnienie. Z tym, co zaoszczędził za poprzednie
      zlecenia, wystarczy na kupna jakiegoś dworku na uboczu razem ze wsią, gdzie
      spędzi w spokoju ostatnie lata swego burzliwego żywota...
      • czarnajagoda Re: ... 01.07.03, 12:37
        urocze :))
        • mmpm Re: ... 01.07.03, 13:33
          To może coś o współczesnych rycerzach... Niestety, chyba trochę zabrakło mi
          puenty...

          UWAGA, ZAWIERA SŁOWA WULGARNE!!!


          Tego ponurego pochmurnego zamglonego wieczoru grupka młodzieży jak zwykle stała
          pod blokiem. Nalane twarze, brak szyi, gładko wygolone głowy, dresy z trzema
          paskami – ot, typowi przeciętni przedstawiciele młodego pokolenia, prowadzący
          inteligentne rozmowy na interesujące ich tematy...
          - I ja wtedy tak zajebałem z glacy temu bramkarzowi, że się skurwysyn
          wypierdolił, a ja mu wtedy jeb z glana...
          - E, zobaczcie, jakiś frajer tam lezie!
          Rzeczywiście, pod ścianą przemykał drobny starszawy człowieczek, szczelnie
          opatulony płaszczem. Daleko jednak nie uszedł, gdyż drogę zastąpiła mu grupka
          młodzieży – z bejzbolami w dłoniach.
          - E dziadek, wyskakuj z kasy, to może nic ci nie zrobimy!
          - Ależ panowie, ja nie szukam żadnej zaczepki...
          - Nie pierdol chuju, tylko dawaj forsę! – grupka zbliżyła się do mężczyzny...
          - Ale... – nie dokończył, gdy największy z młodzianów zamierzył się na niego
          trzymanym kijem.
          Mężczyzna błyskawicznie odchylił poły płaszcza i wydobył spod niego długi
          miecz. Kilka ruchów rękami i dwie głowy potoczyły się po chodniku. Trzeci z
          napastników został przepołowiony na pół, kolejnemu miecz przeszył serce.
          Ostatni z nich rzucił się do ucieczki, ale celnie rzucony miecz przeszył mu na
          wylot szyję, a z nią tchawicę i aortę.
          Człowieczek wolnym krokiem zbliżył się do próbującego uciekać, wyciągnął swoją
          broń i starannie wytarł.
          - Przecież mówiłem, że nie chcę żadnej walki, ale to wy zaczęliście... –
          mruknął i ponownie otulając się płaszczem zniknął w mroku...


          WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO ZDARZEŃ LUB OSÓB PRAWDZIWYCH JEST CZYSTO
          PRZYPADKOWE. ;-))
          • czarnajagoda Re: ... 01.07.03, 14:10
            dlaczego wcześniej nie pisywałeś takich rzeczy??? wychodzą Ci uroczo :))
            • mmpm Re: ... 01.07.03, 14:19
              Brak czasu, chęci i ochoty...
              Wiem, że są dość przeciętne (niedostatki stylu, niezbyt swieże pomysły, itd.),
              ale na chwile mozna się rozerwać...
              • czarnajagoda Re: ... 01.07.03, 14:21
                no tak szczerze mówiąc, to ja tu nieprzeciętnej tfurczości niewiele
                dostrzegam... Twoja jest na tym samym poziomie co pozostała...
        • piotr_c Re: ... 01.07.03, 13:53
          :))
          • mmpm Re: ... 02.07.03, 12:04
            Piotrze, sądzę, że nie powinieneś opowiadać Bogusi tej bajeczki. Przynajmniej
            nie tak od razu... ;-)
            Ale mam specjalnie dla Ciebie kilka innych alternatywnych opowieści. :-)


            Królewna Śnieżka

            Zła Śnieżka próbuje w drodze zamachu stanu obalić swego ojca-króla i przejąć
            władzę. W tym celu wynajmuje siedmiu krasnoludów-rozbójników-najemników. Dobra
            macocha w ostatniej chwili ratuje sytuację, podstępnie trując Śnieżkę.


            Czerwony Kapturek
            (bajka ekologiczna)

            Dziewczyna zwana Kapturkiem mści się na wilkach, okrutnie zabijając wszystkie
            sztuki, mimo że są pod ochroną. Pomaga jej w tym babcia – weteranka I i II
            wojny światowej, były partyzant. Ostatni pozostały przy życiu w lesie wilk
            oddaje się pod ochronę leśniczego – członka Greenpeace.


            Jaś i Małgosia

            Dwójka zepsutych bachorów napada na spokojną, niewinną i bezbronną staruszkę.

      • edzioszka Re: ... 14.08.03, 14:44
        mmpm napisał:

        > Hehe, Ka mnie zachęcił...

        he he he...;)
        >
    • mmpm Re: ... 02.07.03, 12:05
      Słoneczny patrol

      ...Już dziesiątą godzinę patrolował przestrzeń. Nienawidził tego. Siedział
      samotnie w swym statku i ze znudzeniem obserwował planetę.
      Od kiedy ją podbito, przestrzeń kosmiczna wokół niej była patrolowana bez
      przerwy. Mała zapyziała planetka gdzieś na zadupiu jakiejś peryferyjnej
      galaktyki... Jak tu w ogóle mogło powstać życie???
      Zdobyto ją kilkanaście lat temu. Jej mieszkańcy znajdowali się na bardzo niskim
      szczeblu rozwoju cywilizacyjnego – dopiero parędziesiąt lat wcześniej ujarzmili
      energię atomową. Na dodatek byli podzieleni na wiele rywalizujących ze sobą
      państewek. Kilka tysięcy lat opóźnienia cywilizacyjnego... Wojna była krótka.
      Nie mieli żadnych szans.
      Teraz trzymano planetę w ryzach, aby eksploatować jej surowce mineralne. Ci
      głupi tubylcy nie mogli zrozumieć, że jedynym celem ich życia jest teraz
      służenie zdobywcom i wciąż próbowali się buntować. Dlatego konieczne było
      nieustanne patrolowanie przestrzeni kosmicznej wokół planety.
      Miał naprawdę dość. Służył tu już 9 lat. Dziewięć długich pieprzonych obrotów
      tej planety wokół ichniego słońca. Uczestniczył w tłumieniu ostatniego buntu, a
      od 5 lat latał w patrolach. Jeszcze 6 lat służby...Czuł, że może już długo nie
      wytrzymać tego bezsensownego wpatrywania się w czarną pustkę na zewnątrz
      statku.. Wiedział, że na żadne przeniesienie nie szans – za mało ochotników do
      służby...
      Czasami chciał po prostu rozpieprzyć tę planetę w drobny mak – wziąć krążownik
      i wystrzelić w jej kierunku wszystkie rakiety.



      Wyobrażał sobie, jak te gadopodobne istoty cierpią i umierają... Ale nie zrobi
      tego. Był przecież żołnierzem. Dobrym żołnierzem. Posłusznym żołnierzem
      Ziemskich Sił Kosmicznych i zawsze wykonywał rozkazy swoich przełożonych z
      Ministerstwa Obrony Unii Stanów Ziemskich...
      • mmpm Re: ... 02.07.03, 12:33
        A w ogóle to chciałbym obejrzeć "Dzień niepodległości" w wersji, w której to my
        bylibyśmy najeźcami... ;-)
    • mmpm Re: ... 02.07.03, 12:06
      Dziecko Rosemary II

      Zbliżał się wyznaczony dzień porodu. Kochała tę małą istotę spoczywającą pod
      jej sercem. Obawiała się jednak nieco, czy wszystko będzie w porządku –
      zwłaszcza po tym, kim był ojciec jej kruszynki...



      Poród przebiegł szybko i bezboleśnie. Po kilku godzinach mogła wreszcie ujrzeć
      swego synka. Pielęgniarka z uśmiechem podała go w jej ręce. Wystarczyło jedno
      spojrzenie, by zrozumiała, że potwierdziły się jej najgorsze obawy... Tak! A
      więc malec był taki sam, jak jego ojciec...
      Nie mogła wytrzymać i rozpłakała się na oczach zdumionej pielęgniarki. Nie,
      musi być silna. Poradzi sobie jakoś sobie z tym. Przecież to jej syn, krew z
      jej krwi, ciało z jej ciała. Przecież kocha go. Bardzo kocha.

      I zrobi wszystko, aby nie miał żadnego znaczenia, że jej syn nie odziedziczył
      po niej jej diabelskiej mocy czarownicy i był zwykłym śmiertelnikiem...
      • czarnajagoda Re: ... 02.07.03, 12:21
        o, widzę że masz napad weny... jestem jak najbardziej za, pod warunkiem, że
        przyczyny Twoich napadów weny nie są tożsame z przyczynami moich napadów
        weny ;))
        • mmpm Re: ... 02.07.03, 12:27
          Aha, nie wiem, jakie są przyczyny Twoich... ;-)
          Chyba po prostu musiałem trochę sie odreagować...
          • czarnajagoda Re: ... 02.07.03, 12:29
            no, w moim przypadku to też było odreagowanie :))
            • mmpm Re: ... 02.07.03, 12:33
              Pomogło? :-)
              Bo mi tak... :-)
              • czarnajagoda Re: ... 02.07.03, 12:42
                mnie raczej też... przynajmniej wyżywałam się na forum a nie na ludziach ;))
                • piotr_c Re: ... 02.07.03, 15:44
                  Oboje jesteście świetni! MMPM mógłbyś rozwinąc te wspaniałe ziarna opowieści.

                  W warunkach forum krótka forma chyba lepiej się sprawdza. Ciągle sprawdzam czy
                  jakiś dalszy ciąg u Helenki sie nie pojawił - a tu ciagle nic ( ale obiecałem
                  juz nie poganiać :( )

                  Ukłony (niskie)
                  • czarnajagoda Re: ... 02.07.03, 16:10
                    jak pogonisz, to Ci skasuje tego posta, w którym obiecujesz tego nie robić, i
                    wszystko będize ok :))
                  • mmpm Re: ... 02.07.03, 16:19
                    Raczej nie, bo wtedy wyszłyby opowieści o objętości co najmniej równej
                    oryginałom... ;-)
                    • mmpm Re: ... 03.07.03, 11:53
                      ... Ale mogę Ci opowiedzieć jakąś krótszą bajeczkę. ;-)


                      - Pocałuj mnie, a zmienię się w księżniczkę – powiedziała żabka z piękną złotą
                      koroną na głowie, do chłopca, który właśnie ją złapał.
                      Ten spojrzał na nią najpierw z nieufnością, potem z obrzydzeniem, w końcu
                      jednak zbliżył usta...
                      PUFFF...
                      Zakotłowała się i chłopczyk zamienił się w obrzydliwą wielką muchę. Żabka
                      zręcznie złapała ją swoim językiem i błyskawicznie połknęła.
                      - Co za frajer – pomyślała. – Początek XXI wieku, a ten jeszcze w zaczarowane
                      księżniczki wierzył...
                      • mmpm Re: ... 03.07.03, 18:56
                        Niech będzie Kopciuszek: ;-)

                        Młoda narkomanka, zwana Kopciuszkiem (bo w przeciwieństwie do ex-prezydenta
                        lubiła się zaciągać) zostaje zatrzymana w trakcie napadu na aptekę i skazana na
                        wiele lat więzienia. Trafia do zakładu o zaostrzonym rygorze, gdzie szybko
                        naraża się rządzącym nim gangowi „sióstr” i jej przywódczyni, zwanej „Macochą”.
                        Zaprzyjaźnia się również ze świeżo przyjętym do pracy młodym strażnikiem,
                        zwanym „Księciuniem”. Udaje się jej go omotać i wspólnie organizują jej
                        ucieczkę, w trakcie której Kopciuszek zabija próbującą ją zatrzymać Macochę.
                        Następnie Kopciuszek i Księciunio wspólnie podróżują po kraju i napadają na
                        banki. W końcu jednak policja wpada na ich trop, gdy w trakcie jednego z nich
                        Kopciuszek gubi but (o bardzo charakterystycznym rozmiarze 49). Gdy pętla wokół
                        nich się zaciska, przerażony Księciunio chce wydać wspólniczkę, aby samemu
                        otrzymać mniejszy wyrok. Ta jednak dowiaduje się o wszystkim i z zimną krwią
                        rozwala mięczaka. Udaje się jej wymknąć z obławy, jednak wkrótce potem umiera z
                        przedawkowania narkotyków.
                        • mmpm Re: ... 04.07.03, 15:23
                          Podrzućcie mi może coś, jakiś motyw do przerobienia albo cóś...
                          • czarnajagoda Re: ... 04.07.03, 15:25
                            a może tak stara dobra ruska bajka: wilk i zając??? andersenowska Mała
                            syrenka???
                            jelonek Bambi???
                            smok wawelski???
                            sierotka ma Rysia i 7 krasnludków???
                            • mmpm Re: ... 04.07.03, 15:39
                              Sierotka zbyt erotycznie mi sie kojarzy... ;-)))
                              • czarnajagoda Re: ... 04.07.03, 15:41
                                według zasady że głodnemu to chleb na myśli???
                                • mmpm Re: ... 04.07.03, 15:49
                                  Ona jedna, a ich 7 - to normalnie jakaś orgia... ;-)
                                  • czarnajagoda Re: ... 04.07.03, 15:50
                                    a, to faktycznie nie to forum ;))
    • czarnajagoda Re: ... 07.07.03, 08:49
      - O, spójrz, słońce znów wyszło zza chmur, nie sądzisz, że jest uroczo???
      - Ja tam wolę jak deszcz pada...
      - Jakdeszcz pada też jest ładnie, ale jak słońce świeci to także jest bardzo
      przyjemnie...
      - Aha, tylkojaczemuś tego dostrzec nie potrafię...
      - Każdy potrafi, postaraj się trochę, uśmiechnij się, a zobaczysz jak jest
      pięknie...
      - Z uśmiechem mi nie do twarzy...
      - Nie mów tak, ślicznie się uśmiechasz, szkoda że tak rzadko.
      - Ja myślę, że za często...
      - Nie można się uśmiechać za często, życie przecież jest takie piękne.
      - Jak dla kogo...
      - Dla każdego powinno być piękne, przecież każdy dzień niesie ze sobą obietnicę
      szczęścia.
      - Aha, tylko szkoda, że jej nie dotrzymuje...
      - Dlaczego tak mówisz??? Czyżbyś była nieszczęśliwa?
      - No nieno, w sumie nie mam powodu do narzekań. Ale i szczęślwa też się nie
      czuję...
      - To może chodźmy na spacer. Zobaczysz, przejdziesz się, popodziwiasz śliczne
      krajobrazy i od razu humor ci się poprawi.
      - Ok, to gdzie pójdziemy??? może nad urwisko...lubię patrzeć jaksię fale
      rozbijają o skały...
      - Jak sobie życzysz...


      - Cześć!
      - Cześć! Gdize się wybieracie??
      - Nad urwisko, przejdziesz się z nami?
      - Ztobą zawszebardzo chętnie... Ale czy twój towarzysz nie będzie miał nic
      przeciwko temu?
      - Nie będziesz miał, prawda???
      - Miły spacer zawsze jest przyjemniejszy w dobrym towarzystwie...
      - Widzisz, chodź z nami...

      - Co ty do diabła robisz??? Przestań się wygłupiać, chcesz żebym się zabił???
      - Dokładnie...
      - Z kim ty się dziewczyno zadajesz??? Powiedz mu żeby przestał się wygłupiać!!!
      - Ja nie sądzę, żeby on się wygłupiał... Przecież mówiłam ci że mam skłonność
      do psychopatów... A do tego jednego w szczególności...

      - Nad czym się tak zastanawiasz???
      - Jak go stąd wydobyć.
      - Chodźmy stąd, z niego i tak już nic nie będzie...
      - Ale chciałem cię zaprosić na romantyczną kolację.
      - Nic straconego, możesz przecież zamówić pizzę, mają fajnych dostawców...

      • mmpm Re: ... 07.07.03, 11:30
        Hyhyhy. ;-)))
        • czarnajagoda Re: ... 07.07.03, 13:36
          i cóż Pana tak rozbawiło, Panie Prokuratorze??? ja się poważnie pytam...
          • vampi_r Nicole 07.07.03, 15:49
            NICOLE



            Nicole oddała mi swoje ciało na klatce schodowej.
            Spotkałem ją przypadkowo, kiedy wracała z nocnego sklepu. Taszczyliśmy
            swoje butelki, rozmawiając o przyziemnych sprawach.
            Nicole zawsze mi się podobała. Mieszkała piętro wyżej i często mijaliśmy
            się na schodach. Jej wzrok wielokrotnie krzyżował się z moim, brakowało mi
            jednak śmiałości aby zaprosić ją do siebie.

            Jak tylko weszliśmy do kamienicy wtuliła się w moje ramiona, przywierając
            ustami do moich ust. Czyż mogłem pozostać obojętny?
            Mocnym pociągnięciem rozerwałem jej bluzkę. Guziki potoczyły się po posadzce.
            Stanik wylądował w pojemniku na suchy chleb, a majteczki zawisły na poręczy.
            Ponieważ ciągnęło od betonowej podłogi, sprzed drzwi sąsiadów zgarnąłem trzy
            wycieraczki.

            Było cudownie. Nicole odwzajemniała pieszczoty i nim się obejrzeliśmy
            nastał dzień.

            ********

            Pierwsza na klatce pojawiła się dozorczyni. Umoczyła szmatę w wiadrze i
            zaczęła myć schody. Bryzgała wodą na lewo i prawo. Miała jednak poczucie
            taktu, gdyż ani kropelka nie skapnęła na nasze pośladki.
            Sąsiad z trzeciego piętra minął nas bez słowa. Z aktówką w dłoni
            przeskoczył ponad nami.
            Człowiek wysokiej kultury!
            Po chwili ktoś otworzył drzwi listonoszowi. Ten, po wrzuceniu
            korespondencji do skrzynek pofatygował się na półpiętro. Klepiąc mnie w ramię,
            zapytał;
            - Czy zechce pan pokwitować odbiór poleconego listu? – miętoląc kopertę
            machnąłem parafkę we właściwym miejscu.
            Mleczarz przepraszał za hałas stawianych butelek, akwizytorzy przemykali
            się chyłkiem, a podążający do pracy sąsiedzi mijali nas na palcach.

            Dopiero w południe odprowadziłem Nicole do jej mieszkania. Na pożegnanie
            cmoknąłem ją w policzek, mówiąc; - Do zobaczenia wieczorem, w tym samym
            miejscu.
            Schodząc piętro niżej pomyślałem;
            - Szkoda, że moja nieśmiałość nie pozwala zaprosić mi Nicole do siebie.
          • mmpm Re: ... 07.07.03, 16:20
            czarnajagoda napisała:

            > i cóż Pana tak rozbawiło, Panie Prokuratorze??? ja się poważnie pytam...

            Podobało misie... :-)))
            • czarnajagoda Re: ... 08.07.03, 08:28
              mmpm napisał:

              > Podobało misie... :-)))
              to ja nie wiem, co Pan czytał, bo ja o żadnych misiach nie pisałam ;))
    • czarnajagoda z dedykacją dla MMPMa 14.07.03, 16:39
      - Kogoś ty tu przyprowadził???
      - A to pani historyczka... tak z rozmowy nam wyszło, że historii prawa naucza,
      o prawie karnym dawnym naucza, o karach odzwierciedlających, talionach i innych
      mutylacyjnych... pomyślałem, że może chciałaby zobaczyć na własne oczy to,o
      czym naucza...
      - A no to bardzo szanowną psorkę witamy, witamy w naszych skromnych progach...
      Zechce szanowna pani zajść z nami do piwnicy, pooglądać narzędzia jakimi przy
      pomocy których takie kary wymierzano...
      - To pan nie żartował???
      - No gdizż bym śmiał... A skoro szanowna pani myślała, że to żart, to dlaczego
      zgodziła się przyjść do mnie do domu??? Chyba nie myśli sznowna pani, że na
      taki maszkaron bym się połakomił.
      - ???!!!
      - No dobra, niech się pani tak nie unosi, chce pani zobaczyć te narzędzia? No
      to chodźmy...

      ...
      - Chyba za mocno jej w łeb dałeś... Sprawdź czy oddycha...
      - Spoko, żyje jeszcze.
      - No to przykuwamy do leżanki... Nogi też żeby nie wierzgała.
      - To co, zaczynamy?
      - Zgłupiałeś? Ta zazbawa ma sens tylko jak delikwent przytomy... Hahaha, miała
      nadizeję na bara-bara, to będzie miała bara-bara... tylko krochę inne niż się
      spodziewała...
      - Jedyne na jakie może liczyć, z jej wyglądem...

      ...
      - O, budzi się!
      - Gdize ja jestem???
      - Nie drzyj się babo, na wrzaski jeszcze przyjdzie czas... jesrteś w
      śrewdniowiecznej sali tortur...
      - Wypuśćcie mnie stąd natychmiast!!! Ja was do więzienia powsadzam jak tylko
      stąd wyjdę!!! ja znam Większosć tutejszych sędziów i prokuratorów... zgnijecie
      w więzieniu!!!
      - Jak stąd wyjdę, dobre sobie... A kto ci poweidział że wyjdizesz???
      Dobra, koniec dyskusji, zaczynamy... Nie stój tak, podaj rozżarzone węgle!!!
      - Co ty tak od razu do sedna, a gra wstępna???
      - To co proponujesz?
      - No, na rozgrzewkę to może by tak manikjur zrobić... i pedikjur przy okazji...
      Gdzi emasz te szczypce?
      - Po co ci szczypce, wyrywane paznokcie ostatnio jakby passe. Szpilki wystające
      spod pazkokci to będzie szczyt awangardy...
      - No to dawaj... Nie, nie te... te z dużymi kolorowymi główkami... W końcu Pani
      profesor zasługuje na wszystko co najlepsze...
      - Czy ona musi się tak drzeć? Nie da się z tym nic zrobić?
      - Zgłupiałeś, nie po to wytłumiałem ściany, żeby uciszać gości...
      - To daj mi zatyczki jakieś do uszu, bo ja nie mogę tego znieść...

      ...
      - Ok, teraz już możemy przejść do rozżarzonych węgli... Odwróć ja na brzuch -
      ładny wzorek na pleckach zrobimy...

      ...
      - Całkiem ładnie ci wyszła ata szubieniczka, tylko jakby trochę poza obszar
      pleców wyjechałeś... masz zdolności artystyczne...
      - Wiesz, kiedyś zdawałem do plastyka, ale mnie nie przyjęli.
      - A bo to ludzie się na sztuce noie znają... Ok, odwróćmy ją teraz na plecy...
      Na brzuchu tez jakiś wzorek można by zrobić...
      - a nie, na brzuchu to Ziutka położymy...
      - Kto to Ziutek???
      - Nie pamiętasz? mój szczurek... od paru dni biedactwo nic nie jadł, a mięsem
      nie gardzi... zwłaszcza surowym... Co ona tam wrzeszczy??? że się boi
      szczurów??? Biedactwo... ale coś sie na to zaradzi... da jeszcze dwa węgielki,
      na oczka szanownej pani, skoro się brzydzi patrzeć na szczurka, to oszczędzimy
      jej tego widoku...
      - Aha, to może jeszcze języczek by tak wyrwać??? bo się jeszcze biedactwo nim
      zadławi... a w końcu nie chcemy by umarła przedwcześnie...

      ...
      - Ale z tym soleniem kikutów po nogach to przesadziłeś...
      - Wiem, ale nie mogłem się powstrzymać.
      - Ta i szybciej przez to odkorkowała... a tak mielibyśmy jeszcze kilka godzin
      zabawy.
      - Sorry, ale w sumie i tak nieźle było. A co zrobimy ze szczątkami???
      - Rozpuśnim, mam kumpla chemika, wisi mi przysługę...
      • edzioszka Re: z dedykacją dla MMPMa 17.07.03, 20:54
        he he he...cudownie poprostu, zwłaszcza Jagódce i Mmpmkowi gratujuje weny
        twórczej - swoją drogą nie znałam Was z tej pozytywnej strony...;)
    • mmpm Re: ... 12.08.03, 16:36
      Pasztet i łapka
      (dzieło zbiorowe pod moja redakcją)


      Króliczek wczoraj wieczorem uciekł pod wannę i nie wychodzi. Ponieważ po
      południu wyglądał na chorego, to Leon miał najgorsze przeczucia... Początkowo
      nie przejmował się. Króliczek nie raz to robił i wychodził, ale nie tym razem.
      Najpierw pocieszał się, że jak wlazł, to i sam wyjdzie, jak zgłodnieje. Dlatego
      położył w miejscu, gdzie wlazł pod wannę, kawałek sałaty. I nic. Później pod
      wyjście podstawiał inne dobra – wszystko, co wydawało mu się interesujące, przy
      założeniu, że jest króliczkiem - flaszkę, salceson, paczkę klubowych - i nic.
      Potem biżuterię, i wreszcie w ostateczności lekturę - poezję hip-hopową... W
      końcu NA COŚ musi się skusić. Ale nie. Nie wyszedł nawet, jak mu puścił płytę
      relaksacyjną. Zaczął się poważnie niepokoić. Od czwartej rano prowadził seans
      terapeutyczny pt.: Wyjdź Króliczku. I nic.
      Ło Jezu, niech on wylezie!!!
      Chyba się zaklinował.
      Może by go tam należało na jakiś czas zostawić? To mogłaby się okazać niezła
      kuracja odchudzająca. Aż by sam wyszedł...
      Gdy do 12.00 króliczek nadal nie wyszedł, postanowił wezwać ekipę ratunkową –
      ślusarską brygadę specjalną. Ratownicy szybko dotarli na miejsce. Sprawdzili,
      że pod wannę nie ma dostępu. Trzeba będzie kuć. Zresztą to pryszcz pod
      warunkiem, że wyciągnie króliczka żywego.
      Płytki i klej do płytek - rzecz nabyta, pozamiata się i tyle. Króliczek się
      liczy. Tylko żeby się nie wystraszył tego stuku i puku!!!!
      Ekipa ratunkowa okazała mało profesjonalna i, poza stwierdzeniem oznak życia,
      niewiele wskórała. Leon musiał sam wziąć się za wydobywanie nieszczęsnego spod
      cholernej wanny. Szef ekipy, zamiast rozwalać pół łazienki, stwierdził: "Jak
      zgłodnieje, to sam wyjdzie". No niewątpliwie, jak zgłodnieje, to schudnie i
      wtedy się odklinuje. Ale Leon chciał jak najszybciej sprawdzić stan jego
      nadszarpniętego zdrowia (a nerwów na pewno) i starał się to wyjście
      przyspieszyć.
      Przystawił do otworu lusterko i zobaczył go. Ma się chyba dobrze, nie wygląda
      nawet na chorego.
      Po dokładnych oględzinach wyszło na jaw, że może wyjść tylko - nie chce!!!!
      - Już ja z nim pogadam... – obiecał sobie Leon.
      Zaczął zastanawiać się, czemu ten króliczek choruje????? I czemu w dziwnych
      miejscach przesiaduje? Przecież to widać jak na dłoni, że mocnych wrażeń
      szuka... Sexualna frustracja!!!!!!!!! Eee... chyba nie... Zauważyłby jakieś
      akcje w tym kierunku... A może to ciąża urojona, i nie wyjdzie, bo wije
      gniazdko?
      Miał nadzieję, że niedługo króliczek osobiście złoży podziękowania za modły
      wznoszone w jego intencji. I to nie jako pasztet... Chociaż podobno ten
      króliczek nie jest przeznaczony do konsumpcji. Ani pod postacią pasztetu, ani
      żadną inną.
      Leon postanowił sam zorganizować sprawną akcję ratowniczą. Najpierw na kartce
      papieru zrobił plan:
      Potrzebny sprzęt:
      1.Inspekcja
      - kamera internetowa
      - latarka halogenowa "szperacz" (najlepsza byłaby taka na diodach LED - mała i
      poręczna - dzięki czemu łatwo sprzężyć z kamerą)
      - 2-3 mb drutu sztywnego (typu pilot)
      2.Ewakuacja
      - kij hokejowy (ew. do golfa)
      - drewniane szczypce do gotowania bielizny
      - siatka od papilotów
      - ew. podbierak wędkarski
      Po chwili jednak przyszło opamiętanie.
      - Nie mam niestety:
      - kamery internetowej (mam video - 8 mm - trochę duża, ale może się zmieści?)
      - kija hokejowego (ani golfowego, ale jakieś bambusowe kawałki znalazłbym)
      - szczypców i siatki od papilotów
      - podbieraka wędkarskiego – przypomniał sobie.
      Poza tym przecież w ogóle nie znał się na sprawach technicznych. A króliczek w
      dalszym ciągu nie chce wyjść. Nic nie pomaga. Zero dojścia. Nie miał pomysłu,
      jak nie rozwalając wynajętego mieszkania (w tym łazienki) go wydostać. Nie da
      się tam nawet ręki włożyć.
      Zaczęły mu do głowy przychodzić głupie pomysły. Może spróbować go uzależnić od
      trawki, potem na głodzie sam wyjdzie? Albo takie rozwiązanie: strzała z łuku
      posmarowana środkiem usypiającym wraz ze sznurkiem na końcu! Strzała trafia w
      króliczka, środek go usypia, a on ciągnie za sznurek. Musiałby uważać, żeby
      strzała nie przeleciała na wylot przez króliczka. Tylko kto się na Legolasa
      zgłosi????
      W końcu zdesperowany odkrył jedną płytkę, którą może uda się odbić bez
      większych strat. Kurna, potrzebował fachowca!!! W końcu sam ruszył walczyć z
      kafelkami.
      - Kafelkę odbiję, choćbym miał do jutra to robić (nie obejdzie się bez strat
      dla kafelki, właściciel mnie zabije, ale ja to pie...lę) – pomyślał.
      Odkuł pierwszą kafelkę na górze wanny, bo wydawało mu się, że pod nią jest
      pusto. Pod kafelką była jednak cegła.
      - No teraz to już naprawdę nie wiem... - jęknął.
      Chociaż... – zastanowił się chwilę. - Jak się taki króliczek zablokuje pod
      wanną, to wiele radości może być z tego. Oj, bardzo wiele! Chyba króliczek nie
      wszystek ugrzązł pod wanną...
      - Czego on tam szukał pod tą wanną, po co sięgał? Jak słowo daję - nie wiem –
      powiedział na głos Leon.
      Ale nagle jak toto zaczęło prychać, fukać i wierzgać. Oj, złości się. Po chwili
      jednak spokorniało, tak jakby się już z losem pogodziło. Jeszcze trochę i
      polubi tę niecodzienną pozycję. Może nawet króliczka popchać bardziej pod wannę?
      Nagle i niespodziewanie, z własnej nieprzymuszonej woli – króliczek wyszedł!!!!
      Już hasa i domaga się pieszczot. Na chorego nie wygląda. I waruje przy drzwiach
      łazienki, czy przypadkiem nie dałoby się tam smyknąć!


      No tak – w tym Playboyu powinni zatrudniać znacznie bardziej inteligentne
      dziewczyny w charakterze króliczków!!!!!!!!


      (Bardzo odtwórcze opracowanie nastepujących wątków:
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=277&w=3909281&a=3909281
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=277&w=3914932&a=3914932
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=277&w=3923138&a=3923138
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=277&w=6856358&a=6856358)
      • mmpm Re: ... 12.08.03, 16:37
        Poprawna linka do ostatniego wątku to:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=277&w=6856358&a=6856358
        • piotr_c Re: ... 12.08.03, 16:54
          Łza się w oku kręci , to była akcja :)))
        • czarnajagoda Em... 13.08.03, 11:25
          robisz się coraz bardziej twórczy... cieszy mię to
          niepomiernie :))
          • mmpm Re: Em... 13.08.03, 11:52
            Na wakacjach stworzyłem jeszcze jeden tekścik... Ale nie mam na razie czasu go
            przepisać do kompa.

            A co do króliczka, to ciekawe, czy autorzy potrafiliby jeszcze rozpoznać własne
            posty - która wypowiedź do kogo należy... ;-)
            • piotr_c Re: Em... 13.08.03, 15:27
              Ja na ten przykład dopiero teraz dostrzegłem drugie dno opowiadania Jagody,
              niech żyją spotkania autorskie :)
              • czarnajagoda Re: Em... 13.08.03, 15:32
                o, a ja myślałam, że było oczywiste...
                • piotr_c Re: Em... 14.08.03, 10:27
                  Nie wszyscy są wystarczajaco przytomni , to dla nich MMPM zaczepia linki do
                  materiałów źródłowych. :))))
                  • brezly Re: Em... 14.08.03, 13:44
                    Jest takie opowiadanko Kafki 'Kolonia karna'.
                    W esencji przypomina to twoje ,CJ, ale ma drugie denko,
                    bo tam tortury sa upanstwowione. Polecam.
                    • czarnajagoda Re: Em... 14.08.03, 13:52
                      zdarzało mi się przy popołudniowej kawce czytać Kafkę,
                      ale o to opowiadanie akurat się nie potknęłam...
                      • edzioszka Re: Em... 14.08.03, 14:42
                        potknąc może się nie potknęłaś, jeno o mały włos nie zjechałaś wtedy zakrętem
                        śmierci do Tataru...;)
                        • edzioszka Re: Em... 14.08.03, 14:42
                          oczywiście Tartaru, tatar to był z przechodnia, który nie zdązył umknąć na
                          pobocze...;)
    • czarnajagoda deszcz 09.10.03, 11:34
      Za oknem deszcz bębnił o szyby. Padało już czwarty dzień z rzędu. Siadziała tępo
      patrząc na drżące na wietrze lilście drzew. U jej stóp siedział jej ulubiony kot
      - zwykły dachowiec prawie cały czarny, tylko z białą plamą na oku. Jak ona
      obserwowała drzewa, tak on obserwował ją. Wiedział że jest smutna, że cierpi od
      lat i że na to cierpienie i na ten smutek nie ma lekarstwa, bo czym zapełnić
      pustkę wewnątrz siebie??? A deszcz jescze ten smutek pogłębiał...
      Widząc, że go nie zauważa wskoczył jej na kolana. Wiedział, że jeśli spojrzy mu
      w oczyy to może uda mu się przekazać co miał jej do przekazania. W końcu zawsze
      świetnie wyczuwała jego nastroje, potrzeby i humory, może więc zrozumie co chce
      jej przekazać.
      Pojawienie się kota na jej kolanach na moment wyrwało ją z zadumy.
      - Co, głodny już jesteś??? nie, chyba nie - z czułością pogłaskała jego sierść i
      spojrzała mu w oczy. I ze zdizwienim ujrzała, że kot też patrzył jej w oczy,
      prosto i głęboko, jakby chciał jej coś przkazać. - No, co chesz mi powiedzieć???
      Tyle do ciebie mówię, opowiadam ci wszystko o sobie, a w sumie prawie wcale cię
      nie znam. Karmię cię codziennie, dbam o ciebie, i w sumie nic o tobie nie wiem.
      nie wiem nawet czy ci dobrze u mnie. chyba tak skoro wciąż tu jestes. I chyba
      raz pierwszy dziś żałuję, że nie możesz się do mnie odezwać. Tak bardzo
      chciałabym zrozumieć co chcesz mi powiedzieć.
      Spojrzała mu w oczy jeszcze raz... i zrozumiała. Delikatnie strąciła go z kolan,
      wstała i poszła do łazienki. Napuściła gorącej wody do wanny i rozebrała się.
      Zaraz, żyletka, czy w domu jest jakaś żyletka??? od lat takiego wynalazku nie
      kupowała, bo i po co. Ale może w aptezce jest jeszcze coś, z czasów gdy mieszkał
      tu ojciec. Jest - jakie to szczęście, bo przeciąć żył nożem chyba nie miałaby
      odwagi. Położyła się w wannie, i powoli zaczęła przecinać skórę na przegubach
      ręki, głęboko, coraz głębiej... krew powoli zaczynała kapać na podłogę...
      przymknęła oczy i poczuła że powoli zaczyna się oddalać... i perwszy raz od lat
      poczuła się szczęśliwa...

      Przez niedomknięte drzwi łazienki wślizgnął się kot. Tak, już chyba powonno być
      po wszystkim. Raz jeszcze spojrzał na rękę, która go głaskała i karmiła, po czym
      odwrócił się, pobiegł do pokoju i wyskoczył przez uchylone przez wiatr okno.
      Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku skierował sie w kierunku parku... dziś
      rozpocznie nowe życie...Teraz będzie musiał radzić sobie sam. Trudno, trzeba
      będzie przypomnieć sobie jak się poluje na myszy, jak się ucieka przed ludźmi...
      Ale tak będzie lepiej...
      Tymczasem przestał padać edzcz, wyjrzało słońce, a na niebie pojawiła się piękna
      tęcza...
      • piotr_c Re: deszcz 18.11.03, 15:58
        Musi co pogoda cię przygnębiła , ale fajnie piszesz. Czy to też z życia
        wzięte :)
    • czarnajagoda [part 2] 18.11.03, 14:55
      - No już, uspokój się, tu tylko zły sen...
      - A co, mówiłam coś???
      - Żeby tylko... krzyczałaś tak, że chyba pół klatki zbudziłaś... Sąsiedzi gotowi
      pomyśleć, że znęcam się nad tobą...
      - Albo że wręcz przeciwnie...
      - Cieszę się, że już ci humor wraca... A tak właściwie, to co ci się śniło???
      - Zmory z przeszłości, o których myślałam, że już dawno pochowane...
      - No, to śpij juz... przy mnie nic ci nie grozi...
      - Wiem i doceniam.

      - Wstawaj śpiochu, czas uporać się z twoimi zmorami...
      - Trzeba??? Teraz, przy świetle dziennym nie wydają mi się takie straszne...
      - Trzeba, trzeba, nie chcę, żebyś znów nocami krzyczała... a w każdym razie nie
      z powodu koszmarów sennych...
      - Skoro tak twierdzisz, to pewnie masz rację. OK, już się ubieram.
      - Tylko ubierz się ciepło, bo wychodzimy...
      - Gdzie???
      - Jak to gdize, nad urwisko... Czyż nie tam straszą twoje demony???
      - Czasem odnoszę wrażenie, że znasz mnie lepiej niż ja sama...
      - Bo może tak jest... Gotowa???
      - Gotowa.
      - No, to idziemy.

      - O Boże, on tu wciąż jest... i to dokładnie taki sam, jakim go wtedy
      zostawiliśmy... a to było już tak dawno... Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś???
      - Mówiłem ci, żeby cię już więcej nie dręczył... Inaczej się nie da...
      - No dobrze, a co zamierzasz zrobić...
      - Zobaczysz... Najpierw musimy zejść po linie na dół...
      - Przecież tam jest morze...
      - Kawałeczek plaży też, tylko stąd nie widać. Schodzę pierwszy, zacznij
      schodzić, jak będę w połowie...

      - Wiedziałeś, że tu jest ta jaskinia???
      - Jak byłem mały często tu przychodziłem jak chciałem być sam... Samam
      widziałaś, że tu na urwisku prawie nikt nie bywa, a jeśli nawet, to jaskinia
      stamdąt jest prawie niewidoczna... A teraz pomóż mi wnieść to ciało do środka...
      - On nawet z bliska wyglądaj, jakby dopiero co spadł z urwiska... żadnych śladów
      rozkładu... to chyba nienormalne...
      - Nie chyba to jest nienormalne... ale czy on kiedykolwiek był normalny???
      - Masz rację, nie... O a co jest w tym kanistrze??? i skąd on się tu wziął???
      - A co ma być??? Benzyna... Przyniosłem ją tutaj rano, zanim wtałaś... Miałem
      zamiar też wnieść ciało, ale uznałem, że żeby uporać się z własnymi upiorami
      musisz też wziąć w tym udział...
      - Masz rację...
      - No to na co czekasz, bierz kanister, i oblej go benzyną...
      - Przecież on jest cały mokry...
      - Spróbuj, może się uda, w końcu w wilgotnej grocie na pewno nie wyschnie...
      - No dobrze... Masz zapałki...
      - Trzymaj...
      - O, jakie fajne, to te do zapalania kominków???
      - No, przeciż nie chcę, żebyś się poparzyła... Nie, jeszcze nie zapalej,
      widzisz, że stoisz w kałuży benzyny... Odsuń się trochę, w końcu to on ma
      spłonąć, nie ty... No dobra, podpalaj...

      - Spopielił się całkiem... przecież to niemożliwe... tyle razy słyszałam o
      nadpalonych zwłokach... z tego co wiem, to nawet w krematoriach rozdrabniają to
      co zostanie, co znaczy że coś zostaje...
      - Wiem, też się trochę dziwię, ale sama przecież mówiłaś, że on nie jest
      normalny... No, chodźmy stąd, teraz już nie powinien cię straszyć... Wchodź
      pierwsza, nie chcę, żeby ci się co stało... Wiem, że jesteś jeszcze
      zdenerwowana, ale weź sie w garść, innej drogi stąd nie ma niż ta, którą
      przyszliśmy...
    • czarnajagoda [part 0] 09.12.03, 11:54
      - Ty?! O tej porze??? Zdaje się, że powiedziałaś mi już wszystko, co miałaś do
      powiedzenia...
      - Przestań... Przepraszam... Przyjedź do mnie... Teraz... Potrzebuję twojej
      pomocy...
      - Pewnie, jak trwoga, to do Boga.
      - Przepraszam, wiem, że nie powinnam, ale ja naprawdę nie mam się do kogo
      zwrócić... Potrzebuję cię...
      - OK, OK, a co na to twój najnowszy nabytek???
      - Nic ci nie powie... on w ogóle już nic nie powie...
      - Widzę, że to rzeczywiście coś poważnego. Poczekaj chwilę, będę za jakieś pół
      godziny.
      - Dziękuję...

      - No, złotko, bierz swoją należność i spadaj.
      - Już? Przecież zamawiałeś na całą noc... Coś nie tak?
      - Wszystko w porządku, naprawdę przeszłaś dziś samą siebie. Po prostu musze
      iść. Pilne wezwanie.
      - Szkoda. Mam nadzieję, że następnym razem nic nam nie przeszkodzi.
      - Nie będzie następnego razu, kotku.
      - Szkoda. Znudziłam ci się?
      - Niezupełnie. Po prostu przestałaś już mi być potrzebna. No, masz tu jeszcze
      na otarcie łez i już cię tu nie ma.
      - O, dzięki. Rzadko się dziś trafia facet z gestem. Będzie mi cię brakowało.
      - Nie wątpię. Będziesz tęsknić cały dzień, by w nocy szukać pocieszenia. -
      Oczywiście z korzyścią dla siebie i swojego szefostwa.
      - Cynik.
      - Raczej realista. No już, spadaj mała.

      - No jestem już. O co chodzi?
      - Wejdź, zaraz ci wszystko opowiem.
      - Boże, kobieto, jak ty wyglądasz??? Co on ci zrobił??? Gdzie on jest??? Zabiję
      skurwysyna!!!
      - Nie krzycz tak, nic mu nie zrobisz... Leży tam w sypialni...
      - Jak to się stało???
      - Wyjechał w delegację... miał wrócić jutro... przyszedł do domu jak spałam...
      pijany... zaczął mnie bić i krzyczeć, że jego z pracy wyrzucili, a mnie to nic
      nie obchodzi i śpię sobie w najlepsze... nie chciałam go zabić... chciałam po
      prostu żeby przestał bić... boję się...
      - No już, już... chodź do mnie... nie bój się, przy mnie nic złego cię nie
      spotka. Wiesz o tym, prawda?
      - Wiem... nigdy nie powinnam była od ciebie odchodzić... wybaczysz mi to
      kiedyś???
      - Już dawno ci wybaczyłem. Wiesz dobrze, że nie umiem się na ciebie długo
      gniewać, nawet jeśli mnie ranisz. A teraz już weź się w garść, musimy coś
      zrobić z ciałem.
      - Co???
      - Masz je w co zawinąć? Nie wiem, jakiś dywan, koc czy coś w tym stylu?
      W piwnicy powinny być jakieś stare być dywany... Poczekaj, poszukam...

      - Takie coś znalazłam... może być???
      - OK, teraz pomóż mi go zawinąć. Dobrze... O teraz jeszcze zwiążemy, żeby się
      nie rozwinął... Gdzie samochód?
      - Na parkingu
      - A kluczyki???
      - Powinien mieć w tej kurtce, w której przyszedł... poczekaj, poszukam... o,
      masz...
      - Teraz pomóż mi go znieść... A, ten drugi dywan, co przyniosłaś z piwnicy też
      weźmiemy, dwa dywany, z czego jeden dużo mniejszy, już tak się jednoznacznie
      nie kojarzą ze zwłokami... To tak na wypadek jakby ktoś cierpiał na
      bezsenność... I podaj mi jego kurtkę... Nie, nie ubieraj się, nie ma na to
      czasu teraz, po prostu nałóż płaszcz i kozaki...

      - Pomóż mi to włożyć do samochodu... Przyjadę po ciebie za jakieś 2-3 godziny.
      W każdym razie jeszcze przed świtem. Do tego czasu dokładnie posprzątaj
      mieszkanie, usuń wszelkie ślady krwi i spakuj swoje i jego rzeczy. Brudną
      pościel też spakuj, późnej zastanowimy się co z nią zrobić.
      - Gdzie jedziesz???
      - Zobaczysz... A teraz zmykaj na górę sprzątać!
      - Boję się... nie zostawiaj mnie tu samej...
      - Spokojnie, mała. To tylko parę godzin. Postaram się być jak najszybciej. W
      tym czasie nikogo nie wpuszczaj do domu, i wyłącz telefon. Nie sądzę, żeby o
      tej porze ktoś chciał przyjść lub zadzwonić, ale ostrożności nigdy dość, jak
      mawiała moja nie świętej pamięci babka. Ja biorę klucz, więc się nie przestrasz
      jak wejdę.

      - Już jesteś... cieszę się... bałam się, że nie wrócisz...
      - Miałbym cię tu samą zostawić? No wiesz??? Fakt, spóźniłem się trochę, ale nie
      dało się szybciej. No, ale widzę już porządki zrobione, rzeczy spakowane.
      - Możemy już jechać???
      Poczekaj, rzucę okiem jeszcze, czy gdzieś jakichś śladów nie ma... Dokumenty
      wszystkie wzięłaś? No, to jedziemy.

      - Jesteśmy na miejscu.
      - O, to ten dom... Nasze pierwsze wspólne wakacje...
      - Miło że pamiętasz... Teraz to mój dom... a właściwie twój... Zamieszkasz tu,
      ja wracam do siebie, w każdym razie na czas jakiś. Jutro się zajmę jakimiś
      papierami dla ciebie, samochodem, jego rzeczami i innymi drobiazgami, żebyś
      mogła rozpocząć nowe życie. A teraz połóż się spać, bo to ci chyba najbardziej
      potrzebne.

      - No, wstawaj już!
      - Dlaczego??? Przecież jeszcze ciemno...
      - Nie jeszcze. Jest już ciemno. Przespałaś cały dzień. Chyba dobrze ci się
      spało?
      - Cudownie... jak zawsze w tym domu... tylko czuję się tak jakoś dziwnie...
      - Tym się nie przejmuj, wkrótce przejdzie. A teraz już wstawaj, pomożesz mi
      zrobić obiad.

      - Obierz ziemniaki i zrób jakąś surówkę, ja przyrządzę pieczeń...
      - O, a co to za mięso??? Niczego znanego mi to nie przypomina...
      - Naprawdę nie domyślasz się???
      - O Boże!
      - Nie przesadzaj z tą tytułomanią. Zresztą do boga to mi trochę brakuje –
      wskrzeszać zmarłych to ja jeszcze nie potrafię.
      - I ja mam to zjeść???
      - Nie ty. My. No, bierz się do roboty, bo chyba nie chcesz jeść obiadu o
      północy...
      - Dlaczego??? Wydaje mi się, że dla takiego obiadu północ jest najlepszą
      porą... Zwłaszcza że, zdaje się, dziś mamy pełnię...
      - O faktycznie, nie zwróciłem uwagi. A z tą północą to w sumie całkiem niezła
      myśl... Tylko co my do tego czasu będziemy robić?
      - To samo co wtedy, gdy pierwszym razem byliśmy w tym domu...
      - Myślisz, że może być tak samo jak wtedy?
      - Nie. Postaram się, żeby było dużo, dużo lepiej...

      - I jak, smakowało?
      - Jak zwykle w twoim wykonaniu – wspaniałe... Zastanawiam się tylko jak to
      zrobiłeś,że nigdzie nie widać ani śladu krwi...
      - W pobliżu jest stara ubojnia świń... zainteresowała mnie czas jakiś temu...
      sprawdziłem, sprzęt, choć na to nie wyglądał, nadawał się do użytku, więc
      wyczyściłem wszystko, co trzeba było naprawiłem, zabezpieczyłem przed
      ewentualnymi złomiarzami i od czasu do czasu wykorzystuję. Cieszę się, że ci
      smakowało. A jak samopoczucie?
      - Cudowne. Dawno się tak nie czułam. Chciałabym żeby tak już było zawsze...
      To zasługa obiadu... Oczywiście, żebyś czuła się tak zawsze, musisz od czasu do
      czasu jadać takie posiłki. Naprawdę cudownie wzmacniają.
      - Tylko skąd brać jedzenie??? To chyba trochę ryzykowne???
      - O to się nie martw, już moja w tym głowa...
      - Dlaczego nigdy wcześniej mi nie powiedziałeś???
      - Nawet nie wiesz ile razy chciałem. I za każdym razem coś mi mówiło, że to nie
      dobry moment. Że nie jesteś na to gotowa.
      - Pewnie miałeś rację... Ale teraz cieszę się, że wiem... i nawet mi się to
      podoba...
      - Cieszę się, bo ty mi się wciąż podobasz, i chciałbym, żebyś wszystko dzieliła
      ze mną. Zawsze...

      • h.lecter Re: [part 0] 16.12.03, 13:30
        Podobało mi się. Zwłaszcza zakończenie.
    • czarnajagoda księżniczka na ziarnku grochu 21.12.03, 16:06
      uzupełnienie serii bajek MMPMa...

      W pewnej wiosce przy dworze żył sobie kowal z żoną i sześciorgiem dzieci...
      kowal był paskudny jak noc listopadowa, za to kowalowa była niezwykle piękną
      kobietą, a do tego dobrą kucharką. Słynne na całą wieś były jej
      bożonarodzeniowe lukrowane pierniczki. Sława ich doterła do pobliskiego dworu,
      więc przed świętami została wezwana do dworu, by i tam skosztowano jej
      wypieków. Z końcem sierpnia następnego roku kowalowa urodziła córeczkę. W
      przeciwieństwie do pozostałej szóstki dzieci córeczka była piękna. Wprawdzie na
      wsi mówiono to i owo o pochodzeniu dziecka, jednak kowal kochał córeczkę
      bardziej niż pozostałe dzieci, albowiem wiedział coś, czego na wsi nie wiedział
      nikt - będąc zupełnie młodym chłopakiem kowal zadał się z niewłaściwą
      dziewczyną, co przypłacił zdrowem. Wprawdzie się wyleczył, ale dzieci mieć nie
      mógł. Więc zewszystkich dzieci swojej żony kochał jedyne, które było ładne.
      Oboje z żoną umyślili, że takiej urody zmarnować nie można, więc najmłodsza
      latorośl kowalostwa zwalniana była od wszelkich cięższych robót, a wszelkie
      dodatkowe pieniądze jakie się trafiały kowalistwu inwestowane były w naukę
      dobrych manier dla córki. Zazdrościli jej tego wszystkiego siostry i bracia,
      więc często padała ofiarą ich złośliwych żartów. Ulubioną rozrywką rodzeństwa
      było wkładanie siostrze pod pościel karaluchów i wszelkiego innego robactwa.
      Stąd dziewczyna wyrobiła w sobie nawyk sprawdzania zawsze przed pójściem spać
      czy czegoś nie ma pod pościelą.
      Gdy dziewczyna miała 16 lat kowal ciężko zachorował. Wszystkie pieniądze jakie
      były w domu poszły na lekarstwa, ale stan kowalasię wciąż pogarszał. Pewnego
      dnia więc kowalowa korzystając z nieobecności pozostałych dzieci wezwała
      najmłodszą córkę do siebie i rzekła:
      - Kidyś, będąc we dworze dostałam od gospodarza ten perłowy naszyjnik. Nigdy
      nikomu o tym nie mówiłam i nigdy go nie nosiłam, bo wiesz jacy są ludzie -
      wiedzą, że nas nie stać na teki luksusy i poweidzili by że ukradłam. Terazgdy
      nei ma pieniędzy na leczenie mojego męża można zrobić z nigo użytek - idźdo
      miasta i sprzedaj go u jubilera. Ubierz się w swoje najlepsze rzeczy, niech
      nikt nie myśli, że go ukradłaś.
      Dziewczę ochoczo spełniło wolę matki.
      Tymczasem w mieście bawił książę, który, choć już nie młody wciąż jeszcze nie
      miał żony, albowiem żadna księżniczka mu się nie podobała. Ujrzał młodą
      kowalówne i dech mu zaparło z zachwytu.
      - Kim jesteś piękna dizewczyno - zapytał książę.
      Kowalówna, widząc swoją szanse odparła
      - Nie wiem wielmożny panie. Wychowałam się u kowali z pobliskiejwioski, ale
      powiedzieli mi oni, że nie jestem ich córką. że gdy byłam niemowlęciem znaleźli
      mnie w lesie. I chyba musze z dobrej rodziny pochodzić, bo w mojej kołysce
      znajdował się ten oto naszyjnik.
      Książę pomyślał sobie: to może być zona dla mnie.
      Sprowadził kowalównę do domu i oznajmił rodzicom, ze to będzie jego żona.
      Rodzice nei do końca chcieli wierzyć w szlachetne p9ochodzeni kowalówny, ale
      wówczas stary piastun przypomniał sobie o słynnym teście na szlachetne
      pochodznie i rzekł:
      - Trzeba pod posłąnie dizewczyny włożyć ziarnko grochu. Jak jej będzie
      przeszkadzało, znaczy jest szlachetnej krwi, albowiem tylko dziewczęta
      szlachetnej krwi mają tak delikatną skórę, że im ziarnko grochu może
      przeszkadzać.
      Jak radził piastun tak zrobiono.
      Kowalówna wpadła w zachwyt widząc łoże a na nim stos pierzyn i poduszek. Jedna
      przed położeniem się spać, już z nawyku sprawdizła, czy przypadkeim pod
      pościelą nie ma robaków. Robaków wprawdzie nie ujrzała, ale uwagi jej nie uszło
      ziarnko grochu. "Niby tu taki porządek, a groch w pościeli sie znajduje"
      pomyślała zdumiona. Ale nie bardzo wiedziała czy jej wypada mówić w pałacu o
      takim niedopatrzeniu służby. Całą noc przespała i cały ranek. Gdy wstała, i
      zobaczyła jak już późno, wstyd jej sie zrobiło że tak długo spała. Gdy zeszłą
      na śniadanie księżna rzekła:
      - długo spałaś moje dziecko. Chyba dobrzeCi się spało?
      - Oj, niebardzo wasza wysokość... całą noc zasnąćnie mogłam, bo coś mnie w
      plecy uwierało...dopieronad ranem nieco przysnęłam, nazbyt zmęczona tą
      neispokojną nocą.
      Księżna, ucieszyła się, ze wymarzona kondydatka na żonę dla syna jest prawdziwą
      księżniczką. Sprowadzono Kowali na zamek, wyleczono kowala i dano mu posadę na
      zamku i wkrótcewyprawiono huczne weselisko.
    • piotr_c Re: najdroższy skarb 24.05.05, 14:59
      :)))
      Fajne
      • vampi_r Re: najdroższy skarb 30.05.05, 01:28
        Czemu w większości opowiadania Jagody są tak feministyczne i antysamcze?
        • czarnajagoda Re: najdroższy skarb 30.05.05, 09:39
          hyhy, bo jakoś mi się nie uśmiecha pisanie szowinistycznych
        • piotr_c Re: najdroższy skarb 30.05.05, 17:48
          Ktoś musi być ofiarą w kryminale. Na ogół jest to blondynka. A tu masz ciekawą
          odmianę i jeszcze narzekasz .
          • czarnajagoda Re: najdroższy skarb 31.05.05, 08:19
            bo Vampi pewnie lubi okrwawione blondynki...
            tu zresztą też ofiarą jest kobieta, i nic nie stoi na przeszkodzie by
            wizulalizować ją sobie jako blondynkę...
            • piotr_c Re: najdroższy skarb 31.05.05, 17:43
              Może nie tyle okrwawione co pełnokrwiste :)
    • titu_titu Re: ... 02.06.05, 08:47
      Witam. Z niekłamaną przyjemnością odkryłam że Forum Horrorum to kopalnia
      skarbów. Dla mnie przeurocze i chcę więcej i więcej.
      Pozdrawiam.
    • czarnajagoda echo 07.06.05, 13:42
      - Mamo co to jest co powtarza wszystko co mówię???
      - Echo, Aneczko.
      - Echo, echo, co ono tu robi? Ja nie chcę go słyszeć. Echo spadaj stąd!!!
      I echo spadło, prosto na głowę Aneczki, i od tej pory Aneczka już go nie
      słyszała... Podobnie jak nie słyszała nic innego, ponieważ echo rozgruchotało
      jej czaszkę...
    • korado9 Re: bogini 13.09.05, 14:38
      Czy to gejowska pornografia, że błaga kapłanów o laskę?
      • czarnajagoda Re: bogini 13.09.05, 14:59
        głodnemu chleb na myśli... więc jeśli o laske (a nie laskę) to kaplanow blaga
        (jak sam więc widzisz, to nie pornografia, tylko blaga), kapłanów natomiast to
        on o łaskę błaga...
    • naels Re: Troszke przydlugie 15.09.05, 16:12
      Po wyjsciu z supermarketu sprawnie minalem schody i sprowadzilem wozek po
      rampie. Pozdrowiwszy znajoma pania z jamniczkiem, skierowalismy sie w strone
      domu.

      Lubilem ten nasz osiedlowy supermarket. Mila obsluga, lagodna muzyka saczaca
      sie z glosnikow i przestronne alejki miedzy polkami, z latwoscia mieszczace
      duzego mezczyzne pchajacego wozek inwalidzki zony. Lubilem tez nasz osiedlowy
      park, taki spokojny i pelen zieleni; wiekszosc mieszkancow osiedla
      przyzwyczaila sie juz do naszego widoku i pozdrawiala nas uprzejmie, acz
      dyskretnie, ze zrozumieniem unikajac wtracania sie w cudze sprawy. Zakochane
      nastolatki patrzyly na nas z mieszanina niezdrowej ciekawosci i rozczulenia,
      przytulajac sie mocniej do siebie. Czasami tylko jakas nowa osoba, zwykle mloda
      mamusia, zwrocila na nas szczegolna uwage; uczynne emerytki szybko podbiegaly i
      szeptem uswiadamialy nowicjuszke. Dochodzily do mnie strzepki takich
      rozmow: „...czesto na spacer... straszny wypadek, samochod splonal... podobno
      niezwykle piekna kobieta... sparalizowana, na wozku... zaslania twarz przed
      sloncem, blizny... opiekuje sie nia od trzech lat...” Oddalalismy sie, a ja
      slyszalem jeszcze szybkie potakiwania mamuski i nutke poczucia winy w glosie,
      ktorym karcila synka: „Billy, przestanze sie tak gapic!”

      Dzis postanowilem dac sobie spokoj z parkiem - pogoda sie psula, a ja
      zaczynalem byc solidnie glodny. Wrocilismy do domu, pocalowalem Mary-Jane w
      czolo i ustawilem jej wozek pod oknem, kolo fikusa, sam zas odgrzalem sobie
      kawalek wczorajszej pizzy i zalalem herbate. Czas zabrac sie do pracy.
      Otworzylem folder z felietonami, ktore od czasu do czasu pisywalem do jakiejs
      malo znaczacej gazetki science-fiction dla szukajacych sensacji nastolatkow.
      Marne zajecie, ale coz innego moglem robic w zyciu? Po tym, jak przebimbalem
      sobie mlodosc, przez lata przeskakujac z uniwersytetu na uniwersytet, z
      kierunku na kierunek, niewiele sie naprawde nauczywszy? 3 lata egiptologii i
      zaocznej medycyny, 2 lata etnologii, rok farmacji i nowoczesnej inzynierii
      materialowej i te niezliczone kursy, na ktore z taka fascynacja uczeszczalem:
      tai-chi, medycyna wschodu, szamanizm dorzecza Amazonki, medytacja, wspolczesne
      ruchy satanistyczne... Ech, dobrze, ze chociaz renta Mary-Jane, przelewana na
      nasze wspolne konto, pozwalala zyc na jako-takim poziomie...

      Zniechecony porzucilem meki tworcze i, dolawszy sobie solidna porcje whisky do
      herbaty, podszedlem do zony. - Nie powinnismy wystawiac towojej skory na
      slonce -, powiedzialem, odsuwajac wozek od okna. W obcislej, ciemnozielonej
      sukni z szerokim dekoltem, w ktora ubralem ja dzis rano, wygladala wspaniale.
      Nie, te blizny na twarzy to tylko plotka, majaca zniechecic zbyt wscibskich
      sasiadow: jej alabastrowoblada twarz byla niemalze bez zarzutu, kasztanowe
      wlosy nadal miekkie i blyszczace. Boze, jak ja pragnalem tej kobiety! Pozadalem
      jej niemal nadludzko: seks z nia byl czyms niewyobrazalnie pieknym i wznioslym
      zarazem. Jej idealnie gladkie, miekkie cialo i absolutna uleglosc, z jaka mi
      sie poddawalo, pozwalajac spelniac moje najsmielsze erotyczne fantazje...
      wieczor, nasza pora na milosc... Nie moglem sie doczekac. – A wlasciwie czemu
      nie teraz, Mary-Jane? – powiedzialem, przyslaniajac okno. Pochylilem sie nad
      nia i szarpnalem sznureczek przy dekolcie sukni, druga reka rozpinajac spodnie.
      Nagle w cisze mieszkania wdarl sie dzwonek do drzwi. Klnac, zapialem spodnie i
      poszedlem otworzyc.

      Na progu stala pani McCullan, energiczna brunetka z drugiego pietra.
      - Dzien dobry, panie Hearick, co nowego? Ja chcialam oddac te dwa jajka, ktore
      pozyczylam wczoraj – usmiechnela sie, wyraznie mnie kokietujac. – Jak sie dzis
      czuje malzonka?
      Z trudem kryjac zniecierpliwienie, rzucilem kilka towarzysko poprawnych kwestii
      majac nadzieje, ze szybko sie jej pozbede. Niestety, nie dzis.
      - Widzialam panstwa wracajacych ze sklepu – kontynuowala, niezrazona. –
      Naprawde podziwiam pana zaangazowanie w opieke nad zona. Pan, przystojny
      mezczyzna w sile wieku... – znow sie usmiechnela. – Jak to mozliwe, ze radzi
      pan sobie bez zadnej pomocy? Moze jednak rozwazy pan pomysl z ta pielegniarka,
      o ktorej rozmawialismy w poniedzialek? Bardzo dobrze wychowana starsza kobieta,
      byla dla nas nieoceniana pomoca, kiedy chorowal moj tata i...
      - Dziekuje, pani McCullan, szczerze dziekuje. Obiecuje, ze sie nad tym
      zastanowie – mialem jej naprawde serdecznie dosc. – A teraz wybaczy pani, musze
      wracac do zony...

      Z westchnieniem zamknalem drzwi na klucz i wrocilem do pokoju. Herbata z
      whisky, zostawiona na biurku, zdazyla juz prawie calkowicie wystygnac.
      Pociagnalem spory lyk i poglaskalem zone po twarzy.
      - Chyba znowu musimy sie wyprowadzic, Mary-Jane – powiedzialem. – Sasiedzi
      zaczynaja weszyc, a przeciez chyba nie chcesz, zeby nasz sekret sie wydal?
      Popatrzylem na smukle, biale dlonie zony oparte o porecze wozka. „Nie, nie moge
      dopuscic do tego, zeby ludzie sie dowiedzieli”- kontynuowalem w myslach. „Ze
      tak naprawde nie bylo zadnego wypadku, prawda? Ze sfingowalem cala krakse juz
      po tym, jak podalem ci smiertelna dawke barbituranow, wsciekly o twoja kolejna
      zdrade...” Po raz kolejny wydalo mi sie, ze rzesy zony drgenly, a kaciki ust
      uniosly sie lekko, chociaz wiedzialem, ze to niemozliwe. „Zachowalem cie dla
      siebie. Zabalsamowalem cie idealnie, prawda? Nic sie nie zmienilo przez te
      kilka lat, moze tylko te szklane oczy troche psuja efekt...Ech, w koncu do
      czegos przydaly sie te lata studiow, badania nad najnowoczesniejszymi
      materialami do implanow, nauki wiecznie nacpanych szamanow”, pomyslalem z
      gorycza. Upilem kolejny lyk wzmocnionej herbaty. „Juz nigdy mnie nie zdradzisz.
      Nie bedzie juz wiecej milych kolegow z pracy, przystojnych trenerow na silowni,
      nachalnych malolatow z klubu jazzowego. Jestes moja, tylko moja. Juz na zawsze
      bedziemy razem!”

      Rozmyslania przerwal mi dzwiek syren policyjnych pod blokiem. Odstawilem pusty
      kubek i podszedlem do okna...
      • czarnajagoda Re: Troszke przydlugie 16.09.05, 09:08
        bzdura, jak na mój gust mogło by być nawet dłuższe...
        miło, że objawia się tu twórczosć kolejnych forumowiczów :))
        • piotr_c Re: Troszke przydlugie 20.09.05, 14:06
          Przyłączam się.
          • naels Re: Troszke przydlugie 20.09.05, 17:17
            Serdecznie dziekuje za cieple przyjecie, mialam troche tremy przed debiutem...
            a forum rewelacyjne, czyta sie swietnie, postaram sie jeszcze udzielic!
    • czarnajagoda Re: ... 02.05.07, 14:15
      a to taki jeszcze szczęśliwie niezarchiwizowany wątek, dla tych, którzy
      chcieliby zamieścić jakiś własne krótsze lub dłuższe formu literackie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka