Dodaj do ulubionych

Tymczasem Krystyna Lubicz...

06.07.03, 13:49
...właśnie kryła się przed pielęgniarkami na terenie szpitala, w którym
zmuszona była pozostać po urodzeniu wcześniaka - Ignasia. Męczył ją głód
nikotynowy, rzadko zaspokajany - Paweł nie znosił zapachu tytoniu, ale
ponieważ obecnie przebywał na wczasach w Kołobrzegu,(dzieląc pokój ze
Stiepanem Vujkovicem), mogła sobie pofolgować. Niecierpliwymi palcami zerwała
banderolkę z Ekstramocnych, wydobyła papierosa bez filtra, przysiadła na
ławeczce w parku otaczającym szpital, i już miała zapalic, kiedy obok niej
przejechała karetka na sygnale. Krysytna zupełnie ją zignorowała, zapaliła,
zaciągnęła się dymem aż po pępek. skończywszy udała się w strone oddziału
noworodków - nadchodziła pora karmienia Ignasia.
nagle na korytarzu dopadła ją rozemocjonowana pani Stenia.
- Pani doktorowo! właśnie przywieźli tu pani córkę, jest w drugim miesiącu
zagrożonej ciąży!!! jak to mój mąż nieboszczyk mawiał..
Krystyna nie słuchała dłużej gaworzenia pani Steni i szybko udała się na salę
przyjęć, zapominając na razie o głodnym Ignasiu. tam ujrzała jedną ze swoich
córek...
Obserwuj wątek
    • Gość: kuku Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: diak:* / 10.6.1.* 06.07.03, 15:48
      ...którą o dziwo było to rude straszydło Ola.Krystyna sprintem znalzła sie przy
      niej
      - Olu czy ty naprawde jesteś w ciąży?!?!
      - Mamo , ja nie chciałam...
      - Natychmiast powiedz mi kto jest ojcem!!! - grzmiała Krystyna
      - Nie mogę powiedzieć , on groził,że zrobi mi krzywde jak komuś powiem... -
      wydpłakała Ola
      - Ale nie bój sie, wynajmiemy Bogdana tego byłego Moniki, wuj Stefan też coś
      nam pewnie poradzi - próbowała uspokoić córke Krystyna
      - Mamo ja nie chce tego dziecka
      - Co!?!?!?! Jak to nie chcesz?!?!?! Chyba nie powiesz mi,że chcesz zrobić
      skrobankę? Natychmiast powiedz mi kto zrobił ci bachora!!!!
      - Dobrze mamo, tylko żebyś nie zdiwiła sie gdy on zacznie się mścić, to chory
      człowiek - wywrzeszczała z siebie Ola
      -No mów kto!!!
      -Ojcem jest...
      • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 06.07.03, 16:17
        Gość portalu: kuku napisał(a):
        > -Ojcem jest...
        Ola zanisoła się płaczem, który skutecznie uniemożliwił jej dokończenie ważkiej
        dla Krystyny kwestii. Krystyna poczuła, że znów musi zapalic - teraz, zaraz,
        nie zwracajac uwagi na szwędających się wokoło lekarzy. wyciągnęła rękę z
        papierosami w kierunku córki. Obie zatonęły w kłębach śmeirdzącego dymu.
        Lekarze i pielęgniarki nie reagowali - tylko siostra Edytka wcisnęła Krystynie
        odsysacz pokarmu.
        - jak pani skonczy, proszę napełnić. trzeba nakrmić Ignaisia - powiedziała.
        Ekstramocny uspokoił Olę do tego stopnia, że wreszcie wyjąkała:
        - To Maks Brzozowski. Ten, który mieszka na Wspólnej.
        Krystyna uspokoiła się.
        - Przynajmniej dziecko będzie ładne, zaczęła uspokojona, kiedy nagle Ola
        zwinęła się z bólu.
        - Chuba nie będzie dziecka - wystękała.
        Do sali wpadli salowy Mareczek i doktor Burski, targając za sobą przedpotopową
        maszynę. Błyskawicznie rozebrali Olę, rozłożyli ja na kozetce. Burski
        zakomenderował:
        - Panie Marczku, defibrylator!
        W tym momencie w szpitalu wysiadł prąd...
    • Gość: Iga Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: linux:* / 192.168.117.* 07.07.03, 12:26
      Zanim zaczęły działać zapasowe generatory, do skali weszła jeszcze jedna
      pielęgniarka. Lubiczowa i Lubiczówna ze zdziwieniem zauważyła, ze to GRażynka
      Lubicz.
      - Grażynko, co ty tu robisz? - zawołała Krystyna.
      - Wyjechałam do pracy zagranicę, ale odkąd jesteśmy w Unii Europejskiej, to
      okazało się, że u nas jest zagranica i pracuję tu. Co się stało?
      - Mamy kryzys - odparł salowy Mareczek.
      - Energetyczny?
      - Nie, medyczny.
      - Ok. Zaraz coś zaradzimy. Umyjcie ręce!
      (chór zrozpaczonych brudnorękich lekarzy, zza kadru): Nieeeeee!!!!!!
      Zabłysło światło. Niestety, na łózku nie było juz rudej Olki...
      • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 07.07.03, 12:51
        > Zabłysło światło. Niestety, na łózku nie było juz rudej Olki...

        ...za to leżała wiadomość, nabazgrana w pośpiechu na recepcie na
        postinor: "jadę dostać się na pływającą klinikę aborcyjną. nie zatrzymuj mnie,
        sprawa jest już postanowiona. Maks zawiezie mnie swoim samochodem. uściski -
        Ola"
        Krystyna poczuła, jak grunt usuwa się jej spod nóg. taka hańba w katolickiej
        rodzinie! (insza inszość, że do kościoła regularnie uczęszcza tylko Władysław)
        trzeba działać! ale najpierw - papieros. Krystyna z odsysaczem pokarmu wyszła
        ponownie do parku przyszpitalnego. z Ekstramocnym przyklejonym do dolnej wargi
        myślała intensywnie, co począć z niespodziewanym kłopotem zaserwowanym przez
        Olkę, i jednocześnie ściagała pokarm. Wraz z ostatnią kroplą mleka wydobytą z
        matczynej piersi wpadł do głowy zbawienny pomysł: zadzwonić do Pawła! z
        kieszeni szlafroka wydobyła telefon komórkowy i zadzwoniła.
        "abonent czasowo niedostępny" zaszczebiotał głos w słuchawce. ale rpzecież
        Paweł jest razem z Vujkovicem! drżącymi z emocji rękami Krystyna wystukała
        numer do Stiepana. odebrał już po pierwszym sygnale.
        - krysztina?
        - Stiepan! czy jest tam gdzieś w pobliżu Paweł? trzeba ratować naszą córkę,
        jest w ciąży i pojechała na ten przeklęty statek-klinikę aborcyjną! nie można
        do tego dopuścić! halo, Stiepan? - gdzieś w słuchawce rozbrzmiewały piski mew i
        szum fal.

        [zmiana planu: Stiepan wisi na asekurujących szelkach, przemalowując nazwę
        holenderskiego statku na El-Med; właśnie upuścił telefon do wody; Paweł,
        przyzwyczajając się do nowej filii swojej kliniki, wymiotuje pogodnie za burtę]

        - krysztina? nie bardzo mogę rozmawiać, oooo! - rozległ się plusk, i Krystyna
        straciła połączenie. telefon Stiepana wpadł do wody...
        • branca28 Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 07.07.03, 12:59
          soczewica napisała:

          > telefon Stiepana wpadł do wody...
          - Paweł! dzwoniła twoja żona, i powiedziała, że twoja córka właśnie tu jedzie
          dokonać zabiegu. masz jej w tym przeszkodzić.
          Paweł Lubicz podniósł zamglony wzrok (miał lekko zielonkawą twarz i wyglądał,
          jakby do niego nie docierały słowa wiernego chorwackiego drucha)
          - masz lekko zielonkawą twarz - stwierdził z troską Stiepan. - dzwoniła Kriszia
          i powiedziała...
          - słyszałem, co powiedziała - przerwał Paweł słabo. no cóż, pierwsza klientka,
          jak zapłaci, to będzie zabieg.
          - a dlaczego właściwie powiedzxiales Krystynie, że będziemy w Kołobrzegu?
          - bo jesteśmy. koło brzegu, he he he. - zarechotał Paweł. - a ta inwestycja to
          dla niej niespodzianka. już wkrótce zamontuję jej ze cztery wanny z
          hydromasażem, a Ignasiowu załatwię miejsce w żłobku rządowym, przedszkolu
          przyszłości i najlepszej szkole podstawowej w kraju...
    • mamalgosia Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 07.07.03, 13:00
      Widocznie córeczki Krychy Lubicz nie czytają "Bravo Girl" i nie wiedzą, ze aby
      zapobiec niepożądanej ciąży, należy jeść jajko z kiełbasą na twardo...
      • Gość: mahoney Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.man.polbox.pl 07.07.03, 13:40
        tymczasem Ola wpadla w poploch , poniewaz okazalo sie ze Maksa nie ma w domu ,
        postanowila poprosic o pomoc Ryska ... Krystyna poczula dziwny niepokoj
    • Gość: Iga Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: linux:* / 192.168.117.* 08.07.03, 13:13
      Odkiedy bowiem Rysiek wplątał się w tę aferę z gwałtem i morderstwem
      świetliczanki, mimo iz sąd uniewinnił go ze względu na niepoczytalność, nie
      był wymarzonym towarzystwem dla córki doktorostwa, nawet zaciążonej. Dłuższa
      podróż jego srebrną taksówką mogłaby skończyć się żle. Krystyna znowu
      wyciągneła komórkę i wykręciła numer....
      • Gość: palacz Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.delcom.pl / 192.168.0.* 08.07.03, 15:13
        ...ale nikt nie odbierał. Opadła zrezygnowana na fotel.
        - Ostatecznie, nic wielkiego się nie stało – pomyślała – ciążę małoletnich
        córek zdarzają się przecież. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby nikt
        się nie dowiedział, że dziecko które nosze pod sercem nie jest Pawła. Oj wtedy
        to by się działo.
        Nie chciała sobie wyobrażać sytuacji , w której Paweł, Aga i Ola dowiadują się,
        że ma kochanka. Cały czas skrzętnie ukrywała to przed nimi, robiła wszystko,
        aby swoim zachowaniem nie pozostawić cienia wątpliwości. Najgorsza była dla
        niej ciągła gra przed członkami rodziny. – Tak kochanie... oczywiście
        kochanie... może koniaczku kochanie.... a może herbatki kochanie. Miała już
        tego dość. Nie raz chciała powiedzieć Pawłowi, ze te jego grzeczności, ten jego
        sztuczny ton doprowadza ja do szału. Potrafiła to jednak znieść, ale kiedy
        nadchodził wieczór i musiała kłaść się z mężem do łóżka ciarki przechodziły po
        jej plecach. Jak długo będzie ją stać na okłamywanie męża? Jak długo będzie
        mogła wymawiać się złym samopoczuciem itd. Zdała sobie sprawę, z tego, że Paweł
        nie spełniał jej seksualnych oczekiwań. Przecież to, do niedawna pierwszy i
        jedyny mężczyzna w jej życiu. Nie miała porównania, nie mogła się przekonać jak
        to jest z kimś innym i to doprowadziło ja do zdrady. A później, jak już
        zasmakowała zakazanego owocu nie mogła się powstrzymać, chciał jeść, jeść i
        jeść. Kiedy przypomniała sobie rozmiary meżowego członka zachichotała cicho. –
        Z czym do ludzi?
        Na szczęście ta ciąża spowodowała, iż nie byli w łóżku ze sobą tak blisko. –
        Ale co będzie jak urodzi? Jak to wszystko się dalej potoczy?
        Usłyszała sygnał telefonu, wyciągnęła go z kieszeni i sprawdziła numer. – To
        on – ucieszyła się...
        • Gość: :) Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: proxy:* / 172.17.1.* 08.07.03, 15:27
          - Tadeusz? - zapytała.
          - W rzeczy samej - odpowiedział ojciec jej trzeciego dziecka. - Co u ciebie,
          kochanie?
          - Olka jest w ciąży!!! I chce zabić to dziecko!!!
          - Nie martw się... Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko po tym, jak mnie
          wyleczyłaś z "łóżkowych" problemów. Znam kogoś, kto nam pomoże...
          - Kto?!? - zapytała nerwowo Krystyna.
          - Mieszka w Złotopolicach i nazywa się.......
          • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 08.07.03, 21:35
            .
            > - Mieszka w Złotopolicach i nazywa się.......
            ...Marcysia Biernacka. potrafi warzyć lubczyk, ale i środki na potrzymanie
            ciąży. jak tylko zmusimy Olkę do wypicia, nie ma siły, żeby pozbyła sie ciąży
            przez najbliższe jedenaście miesięcy! to coś w rodzaju prenatalnego super-glue,
            dziecko przyklei się od środka, i dopiero moja w rzeczy samej interwencja
            pozwoli wydobyć kolejnego Klan'owca na światło dzienne...
            • Gość: t Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.duna.pl 08.07.03, 22:48
              krysia wpadla po tadeusza i razem pojechali po marcysie. Po drodze jednak za
              300-metrowego parowozu wyskoczyl zmutowany krolik i puscil gigantycznego piarda
              w samochod naszych przyjaciol. Zielonokminkowy dym unosil sie w powietrzu,
              tragedia wisiala na wlosku....
              • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 08.07.03, 23:13
                Gość portalu: t napisał(a):

                > krysia wpadla po tadeusza i razem pojechali po marcysie. Po drodze jednak za
                > 300-metrowego parowozu wyskoczyl zmutowany krolik i puscil gigantycznego
                piarda
                >
                > w samochod naszych przyjaciol. Zielonokminkowy dym unosil sie w powietrzu,
                > tragedia wisiala na wlosku....

                królik dopadł Krystynę i wycharczał: która godzina?!
                - za pięć piąta - odparła wystraszona Krystyna.
                - kurde, spóźnię się na herbatkę do zmutowanego kapelusznika! - wykrzyknął
                zmutowany królik i pomknął w dal, opuszczając ramy serialu Klan NA ZAWSZE.
                Koziełło odpalił samochód, i już mieli startować ponownie w stronę Złotopolic,
                kiedy nagle rozdzwoniła się komórka krystyny.
                - pani Lubicz? - dzwoniła siostra przełożona Trafankowska Daria. - proszę
                natychmiast wracać do szpitala, mały Ignaś potrzebuje pokarmu!
                mus to mus, pomyślała Krystyna.
                - Tadeusz, wracam do Warszawy, sam jedź po Marcysię - zadysponowała, odpalając
                Ekstramocnego (dla zintensyfikowania smaku mleka). Ja wracam autostopem do
                Warszawy...
                Tadeusz ruszył z kopyta w stronę Złotopolic (asfalt trochę się zmarszczył);
                Krystyna zamachała gorączkowo na nadjeżdżający samochód. Zatrzymał sie z
                piskiem opon, obsypując krystynę drobnym żwirkiem. przyciemniana szyba uchyliła
                się, i z wnętrza wozu wyjrzał(a)....
                • ariwederczi Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 09.07.03, 08:24
                  ...Jaroszy.
                  - Dzień dobry, pani Krystyno! - powiedział.
                  - Skąd pan wie, jak się nazywam? - zapytała Krysia, sięgając po kolejnego
                  Ekstramocnego.
                  - Widzi pani, pani Krystyno. Ja wiem wszystko... Może panią podrzucić?
                  - Tak, muszę do szpitala! Oddać pokarm dla syna...
                  - Spieszmy się - rzekł Jaroszy.
                  - ...kochać ludzi, tak szybko odchodzą - dodała Hanka Mostowiakowa, podnosząc
                  się z tylnego siedzenia. - Świetnie się składa! Ja też muszę do szpitala,
                  bo......
                  • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 09.07.03, 13:42

                    > - ...kochać ludzi, tak szybko odchodzą - dodała Hanka Mostowiakowa,
                    podnosząc
                    > się z tylnego siedzenia. - Świetnie się składa! Ja też muszę do szpitala,
                    > bo......

                    doszłam do wniosku, że rpzenzaczeniem mojego życia jest Kuba Burski. Spieszmy
                    się, koniecznie muszę go odbić Zosi za pomocą szeroko rozwiniętego wachlarza
                    wdzięków własnych.
                    - dobrze się składa, powiedziała Krystyna dusząc obcasem ekstramocnego w pyle
                    drogi. - Burski opiekuje sie moim synkiem i żywi ciepłe uczucia do mnie i do
                    mojego męża z powodu licznego smarowania kieszeni jakie mu zapewniamy. Polubi i
                    ciebie.
                    wsiadła do samochodu. jaroszy odpalił silnik - zawyli i pojechali.

                    [zmiana planu - kamera ukazuje Lagenort-ElMed. Stiepan Vujkovic i Paweł Lubicz
                    zapieprzają po pokładzie z mopami, czyniąc ostatnie poprawki kosmetyczne przed
                    oficjalnym otwarciem kliniki]
                    - Paweł, powiedż mi, dlaczego tu nie ma pani Steni?
                    - za cieżka praca dla niej, wyciągnęłaby kopyta przy malowaniu burty.
                    Stiepan zacukał się delikatnie - czasem miał problemy ze zrozumieniem polskich
                    wyrażeń.
                    - wyciągnęłaby.. co?
                    - kopyta - wyjaśnił odrobinę zniecierpliwiony Paweł (każdy byłby
                    zneicierpliwiony będąc spoconym, zmęczonym właścicielem kliniki, który zamiast
                    zcerpać z niej kokosy, na kolanach - urwał się kijek - czyści pokład mopem
                    który na dodatek nie chce zbierać wody, a w perspektywie ma również
                    własnoręczne woskowanie)
                    - kopyta? pani Stenia jest koniem?
                    - nie, baranie, to wyrażenie potoczne. ona by tutaj umarla ze zmeczenia.
                    - aha - odparl Stiepan zamyślony, i już miał powrócić do szorowania pokładu
                    (jego mop również nie chciał zbierać wody), kiedy nagle zauważył ruch na brzegu.
                    - Pawel popatrz, ktos tutaj macha!
                    Lubicz oderwał się od pokładu. Podchodząc do burty w celu wybadania któż to
                    taki zaklął, gdyż wlazł prosto w wiadro z mydlinami. Wytężył wzrok, robiąć z
                    rąk prowizoryczną lornetkę. Na brzegu...
                    • Gość: dno_dna_min Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 09.07.03, 17:12
                      soczewica napisała:

                      >
                      > > - ...kochać ludzi, tak szybko odchodzą - dodała Hanka Mostowiakowa,
                      > podnosząc
                      >> Lubicz oderwał się od pokładu. Podchodząc do burty w celu wybadania któż to
                      > taki zaklął, gdyż wlazł prosto w wiadro z mydlinami. Wytężył wzrok, robiąć z
                      > rąk prowizoryczną lornetkę. Na brzegu...
                      ...otoczona sporym wianuszkiem fanów, przytakiwaczy, totumfackich i
                      popleczników stała Ninka Terientiew; machając krótkimi rączkami,unoszącymi jej
                      miniówkę ponad pępek, zawołała piskliwym głosem: ...Stiopa, Stiopa, skończ te
                      ablucje, czas na ciebie.!! Za chwilę zaczynamy nagranie kolejnego
                      odcinka "bezdusznej wyspy", dzisiaj w całości poświęconemu zbrodniom w
                      Chorwacji.............cdn.


                      • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 09.07.03, 21:02
                        Gość portalu: dno_dna_min napisał(a):

                        > Na brzegu...
                        > ...otoczona sporym wianuszkiem fanów, przytakiwaczy, totumfackich i
                        > popleczników stała Ninka Terientiew; machając krótkimi rączkami,unoszącymi
                        jej
                        > miniówkę ponad pępek, zawołała piskliwym głosem: ...Stiopa, Stiopa, skończ te
                        > ablucje, czas na ciebie.!! Za chwilę zaczynamy nagranie kolejnego
                        > odcinka "bezdusznej wyspy", dzisiaj w całości poświęconemu zbrodniom w
                        > Chorwacji.............cdn.

                        Niech to, dopadła mnie - mruknął Stiepan, z widocznym żalem odkładając mopa.
                        - no, to nie nada, obowiązki wzywają... - i wskoczył do morza, żeby crawlem
                        popłynąć w kierunku podskakującej Ninoczki. przed odpłynięciem wrzucił jeszcze
                        na pokład mały przedmiocik - komórkę, która wypadła wcześniej za burtę.
                        i odpłynął.
                        Paweł z pokładu obserwował, jak Terentiewa obkłada ręcznikiem dzielnego
                        pływającego Chorwata, po czym pcha go do plażowego samochodu za którego
                        kierownicą siedział Dejwid dwojga imion Micz Bjukanon Haselhof.
                        odjechali.
                        Paweł zerknął na telefon komórkowy - o dziwo działał!
                        - czas zadzwonić do pani Stanisławy, napiłbym się czaju, pomyślał. wykręcił
                        numer.
                        - czy to ciocia Stasia? czy ciocia pryzpadkiem nie przebywa na Wybrzeżu? tak?
                        to ja po ciocie podpłynę...
                        • Gość: dno_dna_min Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 09.07.03, 21:13
                          soczewica napisała:


                          > Paweł zerknął na telefon komórkowy - o dziwo działał!
                          > - czas zadzwonić do pani Stanisławy, napiłbym się czaju, pomyślał. wykręcił
                          > numer.
                          > - czy to ciocia Stasia? czy ciocia pryzpadkiem nie przebywa na Wybrzeżu? tak?
                          > to ja po ciocie podpłynę...
                          Oj, kochanieńki, taż sia nie fatyguj, jaż jeszcze młodzieńka i sama do ciebie
                          przypłyna. ...( rzuca się na fale i stylem kazachskim dzielnie pokonuje
                          spienione bałwany )
                          Przebitaka na mieszkanie grażynki i Ryśka:
                          - bałwan Rysio: - Grażynko, przeczucie mi mówi, że ciocia Stasia jest w
                          niebezpieczeństwie. Ty odbierz dzieci, a ja odpalam brykę i mknę do
                          Władysławowa. Zaparz mi czaju na drogę, bo coś mi się wydaje, że na ciocię już
                          liczyć nie można......
                          ( odcinek powyższy jest wstępem do kolejnego uśmiercania bohaterów tego serialu
                          i mu pokrewnych. ) ....cdn.
                          • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 09.07.03, 22:10
                            > - bałwan Rysio: - Grażynko, przeczucie mi mówi, że ciocia Stasia jest w
                            > niebezpieczeństwie. Ty odbierz dzieci, a ja odpalam brykę i mknę do
                            > Władysławowa. Zaparz mi czaju na drogę, bo coś mi się wydaje, że na ciocię
                            już
                            > liczyć nie można......

                            [ujęcie z góry na trasę łazienkowską. Ryszard w swoim wozie pruje w stronę
                            wybrzeża. w radiu DiscopoloFM ryczy Milano. Ryszard ryczy razem z nim. w
                            bagazniku znajomo pobrzękują kajdanki i pejczyk. tak na wszelki wypadek. czas
                            mknie. przebitka na wnętrze auta]

                            Ryszard śpiewajac kolejną piosenkę siorbie jednocześnie czaj z bardzo
                            szczelnego termosu.
                            - dobrze się Grażynka postarała - mówi do siebie w rozmarzeniu.
                            nagle samochodem targa wstrząs. Ryszard oblewa sie i parzy herbatą. zatrzymuje
                            auto. spogląda we wsteczne. i widzi że przejechał leżące na ulicy ciało.
                            wysiada z auta.
                            okazuje się, że przejechał ciało...





                            > ( odcinek powyższy jest wstępem do kolejnego uśmiercania bohaterów tego
                            serialu
                            >
                            > i mu pokrewnych. ) ....cdn.
                            • Gość: dno_dna_min Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 09.07.03, 22:36
                              soczewica napisała:

                              > nagle samochodem targa wstrząs. Ryszard oblewa sie i parzy herbatą.
                              zatrzymuje
                              > auto. spogląda we wsteczne. i widzi że przejechał leżące na ulicy ciało.
                              > wysiada z auta.
                              > okazuje się, że przejechał ciało..... nieprzeciętnej wprost długości. To musi
                              być Robert, pomyślał Rysiek. Wyrzucili go, jak nikomu już niepotrzebny balast.
                              ( było to około godz. 23-ciej i właśnie pół godz. temu zakończyła się sesja
                              RN. TVP, gdzie Robertowi podziękowano za owocną, wieloletnią pracę ku chwale
                              ojczyzny i narodu)
                              - sic transit gloria mundi - westchnął Rysiek i przytroczywszy kajdankami
                              zezwłok Roberta do haka holowniczego swego srebrnego rumaka, ruszył na północ.
                              Nadchodziła północ.......
                              >
                              >
                              >
                              >
                              >
                              > > ( odcinek powyższy jest wstępem do kolejnego uśmiercania bohaterów tego
                              > serialu
                              > >
                              > > i mu pokrewnych. ) ....cdn.
                              >
                              >
                              • Gość: Arn Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.centrum.gliwice.pl / 10.49.11.* 10.07.03, 03:43
                                > - sic transit gloria mundi - westchnął Rysiek i przytroczywszy kajdankami
                                > zezwłok Roberta do haka holowniczego swego srebrnego rumaka, ruszył na północ.
                                > Nadchodziła północ.......

                                ...a właściwie północny-zachód. Ryśku był już zmęczony całonocną podróżą. Do
                                tego rozbolała go głowa gdyż przyczepiony do haka Robert co chwila podskakiwał
                                na dziurawym asfalcie E77 powodując niemiłe dla ucha nieustanne brzęczenie.
                                Będąc nienagannym kierowcą Ryśku nie chciał stanowić zagrożenia na drodze
                                postanowił więc przenocować w motelu, który 5 km wcześniej znęcił go
                                tablicą: 'Motel Bejts - 5 km; do każdego pokoju świetliczanka gratis". Nim
                                jednak Ryśku podjechał pod sam motel, zdecydował sie ukryć w pobliskim leśie
                                ciało Roberta. Pech chciał, że w tym samym czasie i tym samym motelu a potem w
                                tym samym lesie znalazła się siostra Ryśka - siostra Dorota, zakonnica. Miała
                                ona tam małe tete ta tete z...
                                • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 10.07.03, 11:46
                                  Gość portalu: Arn napisał(a):
                                  Miała
                                  > ona tam małe tete ta tete z...
                                  ..oczywiscie z niesmiertelnym Rafalskim, którego zdążyły już znudzić lekko
                                  przejrzałe acz zadbane wdzięki Laury Łącz.
                                  Rychu podekscytowany wygasił światła, wysiadł z samochodu, owinął we własną
                                  kufajkę samochodową saperkę dla wydziszenia odgłosi, zamachnął się, i
                                  profilaktycznie dał po głowie pasażerowi z tyłu wozu, żeby przypadek nie wydał
                                  ich obecności. Uderzenie było profesjonalne, jak na taksówkarza przystało.
                                  Rychu miał pewność, że, jeśli do tej pory facet żył, to na pewno nie umarł a
                                  jeno osłabiony z lekka został. Porzucił tedy ogłuszonego, i zakradł się w
                                  stronę gdzie zdało mu się widzieć swoją siostrę, siostrę Dorotkę i Rafalskiego.
                                  Rzeczywiście, siedzieli obok siebie przy ognisku. Ale rozgorączkowane oczy
                                  Ryśka zawiodły się nieco, gdyż żadnych sprośności dojrzeć nie mógł. Oboje
                                  trzymali w rękach patyki z nadzianymi kiełbaskami i jedli. Rychu z
                                  przyzwyczajenia szepnął do siebie:
                                  - pokręcę się trochę po mieście.
                                  kiedy nagle do jego uszu dobiegł dialog.
                                  - doktorze Rafalski, to naprawdę nie jest wielka operacja. nie trzeba się bać.
                                  - w życiu sie jej nie poddam!
                                  - ale doktorze, trzeba - perswadowała siostra Dorotka, pryskając naokoło
                                  kawałkami tłuszczu z kiełbasy. - chociażby dla, boże wybacz, seksu!
                                  - z Łączową już dawno nie ten tego. zaczęła rpzechodzić klimakterium i zajęta
                                  jest odnawianiem swojej aplikacji. dla mnie nie ma czasuuuuuuuu... - zaczął
                                  zawodzić Rafalski. dorotka współczująco poklepała go po dłoni.
                                  - wcale mi się nie znudziiiiiiiiiła, ona mnie już nie kochaaaaaaaa...!!! - wył
                                  Rafalski jak małe dziecko któremu odmówiono lizaka.
                                  - spokój! - ryknęła siostra Dorotka po czym z wprawą rąbnęła Rafalskiego w
                                  twarz na odlew. zamlaskało. podglądający Rychu aż oczy zmrużył - przypomniało
                                  mu to kilka sytuacji z Grażynką, epizodzików, które miał nadzieję wymazać ze
                                  swej pamieci.
                                  - nic tu po mnie - stwierdził nadzywczaj inteligentnie jak na siebie. - czas
                                  wracać do warszawy. pokręcę się trochę po mieście...
                                  wycofał się do swojej kosmicznej taksówki - wsiadł w nią - i pojechał, stukając
                                  swoim pasażerem po wystających korzeniach i innych wykrotach. nadchodził świt...

                                  • branca28 Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 10.07.03, 11:59
                                    soczewica napisała:
                                    > swoim pasażerem po wystających korzeniach i innych wykrotach. nadchodził
                                    świt..
                                    świtało również na Lagenorcie-ElMedzie. osamotniony Paweł nie mogąc sie
                                    doczekać przybycia pani Stanislawy Błożesz Ty Moi z początku zasnął z twarzą w
                                    mopie, a kiedy już się obudził, zadecydował, że sam zaparzy sobie herbatkę.
                                    niestety, okrągłe torebki Tetleja nie dały takiego samego efektu jak magiczny
                                    czaj cioci Stasi. Paweł zastanowił się. dlaczego?
                                    - chyba się domyyyyyyślam - westchnął wreszcie z uśmiechem. sięgnął do kieszeni
                                    swojego fartucha, i wydobył stamtąd mały zielonkawy pakiecik...
                                    w oparach dymu i czaju świat zaczął przybierać bardzo ciekawe barwy. po
                                    pokładzie zaczęły biegać różowe słonie, kiedy nagle rozległ się chlupot, a na
                                    burtę wdrapała się sama Błożesz Ty Moi.
                                    - Pawelku Pawelku, co za swinstwa ty tu pijisz, a? juży ja cji przygotuji
                                    swjiżego czaju ze swjizym ziolem!
                                    i nie zwlekając zdjęła kostium płetwonurka i zabrała się do pracy.
                                    słońce wzeszło nad całą Polską...
                                    • Gość: wowo Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.drw.zabki.net.pl / 192.168.41.* 10.07.03, 19:56
                                      ...i zajrzało przez okno, wprost w twarz śpiącej snem sprawiedliwego Grażynki
                                      Lubicz. Z objęć Morfeusza wyrwało ją łomotanie do drzwi.
                                      -Kogo tam lich niesie?-pomyślała Grażynka wkładając szlafrok.
                                      -Idę, idę!-zawołała, po czym kontrolnie zapytała-Kto tam?
                                      -Elektryk!-zza drzwi dobiegł zduszony chichot.
                                      -O, to pewnie Cześka-pomyślała radośnie Grażynka, otwierając drzwi. Za drzwiami
                                      stała Policja w osobie komisarza Halskiego i kolegów. Rozbawiona Sfora biegała
                                      po klatce i obsikiwała wszystkie kąty.
                                      -Cholera, czy ja kiedys trafię, kto stoi za drzwiami?-pomyślała ze złością
                                      Grażynka.
                                      -Hhhraszynko-sapnął Halski i wtoczył się przez próg-Szy sastałem Rycha?
                                      Sfora wykorzystała okazje i wdarła się do mieszkania. Zbita z tropu Grażynka
                                      owinęła się ciaśniej w szlafrok.
                                      -Powiedział, że jedzie do Władysława, czy jakoś tak...
                                      -Siękuje Hhraszynko. Sfffora, noga!
                                      Z pokoju dobiegł debilny śmiech Maciusia, gdy nagle rozdzwonił się telefon...
                                      • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 10.07.03, 21:45
                                        Gość portalu: wowo napisał(a):
                                        > Z pokoju dobiegł debilny śmiech Maciusia, gdy nagle rozdzwonił się telefon...
                                        ----------------->^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^ po pierwsze bez takich, bardzo proszę
                                        :( to nie o to chodzi. wystarczyłby sam śmiech. dziękuję. wierzę że więcej tak
                                        nie bedzie :)

                                        no ale jedziemy dalej.
                                        ...nagle rozdzwonił się telefon. Grażynka wymijając Sforę i Halskiego, który
                                        próbując objąć ją grzmotnął o ziemię jak długi, przy okazji puszczając pawia na
                                        wypielęgnowany dywan Grażynki. Sfora zarechotała, ale umilkli pod ostrym
                                        spojrzeniem Grażynki odbierającej telefon.
                                        Dzwoniła Czesia.
                                        - ciociu, ta ruda Ola z rodziny twojego meza i jaiś kudłaty chłopak własnie
                                        wpadli, wyciagneli Darka z kluczykami i pobiegli po schodach. a potem odpalili
                                        silnik i już ich nie ma. ciocia się nie orientuje o co chodzi? ja muszę iść do
                                        pracy, bo mnie pani Monika wyrzuci... ciocia przechowa klucz dla Darka?
                                        - oj Cześka, Cześka - westchnęła dydaktycznie Grażynka, wykręcając zręcznie
                                        lewą stopę z miłosnych objęć komisarza Halskiego leżącego na podłodze.
                                        skonstatowała że ranny pantofelek nosi ślady womitów Halskiego. - przechowam,
                                        pewnie, ale czy wy się nigdy nie nauczycie nosić ze sobą na szyi po kluczyku?
                                        - oj ciocia! jak mam nosić na szyi cały pęk? Darek zamontowal drzwi
                                        antywlamaniowe z dziesięcioma zamkami.
                                        - to przynieś, Czesiu - zgodziła się Grażynka, jednocześnie z niepokojem
                                        obserwując kolejną fazę bełtów na jaką zbierało mi się w tej chwili. przykryła
                                        słuchawkę ręką i zadysponowała Sforze: wynieście go do lazienki. Macius i
                                        Bozenka wam pokażą gdzie.
                                        Sfora karnie wyniosla Halskiego - akurat zdążyli z treścią żołądkową do wanny.
                                        I w tym momencie wydarzyło się kilka rzeczy na raz.
                                        po pierwsze - do pokoju wpadli spięci kajdankami maciuś i bożenka (podebrali
                                        zalanemu w trupa Halskiemu kajdanki)
                                        po drugie - weszła Cześka i pospiesznie rzucająć solidny pęk kluczy trafiła
                                        nimi bożenkę w głowę. bożenka wrzasnęła i rzuciła się na Cześkę w celu
                                        ugryzienia, ciągnąc zdezorientowanego Maciusia za sobą.
                                        po trzecie - Halski po kolejnym pawiu rzuconym tego poranka (tym razem do wanny
                                        Lubiczów) poczuł sie na tyle trzeźwy, że wstał i doczołgal się do pokoju który
                                        właśnie zaczął zamieniać się w piekiełko
                                        po czwarte wreszie - w drzwiach domu stanął Ryszard, piastując w rękach mocno
                                        nadwerężony czarny worek pełen Kwiatkowskiegop Roberta, noszacy ślady szurania
                                        po asfalcie, żwirze i korzeniach.
                                        towarzystwo zastygło.
                                        Rychu wypuścił z rąk ciało, przełykajac ślinę z głośnym *GLURP*
                                        Bożenka zatryzmała się wpół ruchu. maciuś zapomniał wrzeszczeć.
                                        Halski poczuł, że nagle wytrzeźwiał...
    • Gość: dno_dna_min C.D.N ??????? IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 09.07.03, 23:48
      • soczewica wkrótce :) nt 09.07.03, 23:54

        • Gość: pipa Re: wkrótce :) nt IP: *.rtk.net.pl 10.07.03, 00:58
          soczewica napisała:

          >
          Nie chciałabym żeby ktoś mnie znalazł porażoną prądem z
          niedogoloną cipką siedzącą na kiblu.

          pindo jedna, zmień tę sygnaturę!
          • Gość: mahoney Re: wkrótce :) nt IP: *.man.polbox.pl 10.07.03, 02:04
            ej pipo nie psuj flow historii ,
          • soczewica Re: wkrótce :) nt 10.07.03, 11:29
            Gość portalu: pipa napisał(a):

            > pindo jedna, zmień tę sygnaturę!

            nie. adminowi nie przeszkadza więc tobie też nie powinna.

            -:PPPPPP
            • zdzisio1 soczewico.. 10.07.03, 11:34
              zajmij sie lepiej goleniem i nie przerywaj watku krystyny lubicz
              • branca28 Re: soczewico.. 10.07.03, 11:51
                zdzisio1 napisał:

                > zajmij sie lepiej goleniem i nie przerywaj watku krystyny lubicz

                soczewica to moja przyjaciółka, i proszę jej tu nie mówić nieprzyjemnych
                rzeczy, bo ona jako jedna z kilku ten wątek podtrzymuje.
                zdzisiu1, napisz lepiej sam coś o Krysi! gorąco zachęcam :)

                branca28
                • Gość: akademia Re: soczewico.. IP: 80.51.244.* 10.07.03, 22:06
                  po czym wylecial z mieszkania w celu ponownego ,,zatankowania". Zeskoczyl do
                  pobliskiego baru na piwo. Sprzedawca okazal sie Ridge Forester. Halski siedzial
                  i meczyl Gingersa, gdy jego oczom ukazal sie tajemnicza, swiecaca postac. byl
                  (a) to...
                  • Gość: palacz Re: soczewico.. IP: *.delcom.pl / 192.168.0.* 10.07.03, 22:48
                    ...był to Stanisław Anioł. Usiadł przy Halskim i zacząl podpijać mu piwo.
                    - Widze panie Halski, że nie daje sobie pan rady z tą bandą - uderzył w te
                    słowa - ale ja mam dla pana prpozycję. Poradziłem sobie z lokatorami bloku to i
                    pomogę panu.
                    Halski nie był pewny czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy Anioł
                    rzeczywiscie z nim rozmawia. Spojrzał jednak na szklake, w ktorej nic już nie
                    było i przekonał sie, że jednak tak. Ale, żeby być pewnym, wziął siarczysty
                    zamach i z całej siły uderzył Anioła w szczekę.
                    Na cieciu nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.
                    - Co ty kurwa robisz halski? Chcesz se krzywde zrobić? Zresztą popatrz na
                    siebie, jak ty wyglądasz? Pisarz Sofronow widząc cie w takim stanie
                    powiedziałby...
                    • soczewica Tymczasem Krystyna Lubicz... 11.07.03, 03:01
                      Gość portalu: palacz napisał(a):

                      > siebie, jak ty wyglądasz? Pisarz Sofronow widząc cie w takim stanie
                      > powiedziałby...
                      ..to samo, co mawia ciocia Stanisława: łu nas na wshodzje mawjajo,że łudeżyci
                      janiola we szczenku, to dlugije lata zawijeruhi cjie czekajo! - bezbłędnie
                      podrobił akcent cioci Stasi Anioł. może to przez te wybite zęby.
                      Halski spojrzał mętnym wzrokiem.
                      - pojebało cię do końca, Anioł - wyrzekł najsmaczniejszym głosem marka Kondrata
                      jaki tylko się dało wydobyć. Anioł tradycyjnie zrobił minę symulującą myślenie,
                      i tradycyjnie wyglądał, jakby nie myślał wcale.
                      - co ja mam kurwa zrobić z tym ciałem? - zasycił znowu Halski - przecież Sawka
                      mnie zatłucze, że nie dopilnowałem Roberta...
                      Nagle rozdzwoniła się komórka Halskiego. Halski czknął siarczyście dokładnie w
                      momencie naciskania zielonego przycisku odbioru, co spowodowało że jego
                      HAAAALSKI SŁUCHAM nabrało interesującego pogłosu.
                      - tak? tak? tak. taaaak? tak! już jadę.
                      Maszc szczeście, Anioł, że wzywają mnie sprawy służbowe.
                      - szacuneczek, komisarzu! - wykrzyknął Anioł z szacunkiem, i zniknął w drzwiach
                      klatki schodowej (poszedł czytać listy do lokatorów). natomiast Halski udał się
                      na wybrzeże. Właśnie odebrał pilną wiadomość z pałacu Mostowskich, że na
                      Lagenorcie było włamanie.
                      • Gość: palacz Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: *.delcom.pl / 192.168.0.* 11.07.03, 11:42
                        Coś pieprzysz te posty i na dodatek w twoich wypocinach ciągle dzwoni telefon.
                        Wysil sie i wymysl cos z brakiem pola, a najlepiej to kaź Halskiemu
                        zabezpieczyc wszystkie telefony jako dowody.
                        paniatna?
                        • Gość: Anna Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... IP: 213.17.139.* 13.07.03, 16:52
                          powinni to nakręcić. A co będzie dalej??
                          • soczewica Re: Tymczasem Krystyna Lubicz... 13.07.03, 20:57
                            Gość portalu: Anna napisał(a):

                            > powinni to nakręcić. A co będzie dalej??

                            zapytaj palacza. pewnie wie lepiej. tylko nie chce mnie pogrążać ostatecznie,
                            więc nie dopisuje dalszego ciągu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka