romy_sznajder
26.06.08, 14:13
www.polityka.pl/newsowa-blondynka/Lead33,1137,259795,18/
Krystyna Lubelska, kolezanka, a na pewno dobra znajoma probuje zrozumiec ataki
na Hanus. Czuc ze ja lubi.
"Na jednym z portali internetowych toczy się dyskusja wokół sandałków, które
Hanna Lis nabyła w Sadyba Best Mall za ponad 100 zł. Jedni piszą, że reporter
na pewno się pomylił i opuścił jedno zero. Inni, doskonale poinformowani przez
tabloidy, stwierdzają, że nie skończyła się jeszcze sprawa z byłym partnerem o
alimenty dla dzieci, więc udaje biedną. Jeszcze inni są zdania, że nie musi
wydawać fortuny na ciuchy, bo i tak jest superbabeczką."
"
Dziennikarka telewizyjna, prezenterka serwisów informacyjnych oraz jej mąż
dziennikarz TV, publicysta, zażywają popularności godnej gwiazd wielkiego
show-biznesu. Beckhamowie polskich mediów.
– Starają się o PR, podtrzymują zainteresowanie tabloidów, to i mają, co
chcieli. A ona strzela jeszcze gwiazdorskie fochy – podpowiada jeden z
urzędników TVP. Według niego, na przykład Justyna Pochanke, prowadząca „Fakty”
TVN, chociaż jest żoną szefa TVN24, ustawia się zupełnie inaczej niż Lisowie,
bokiem do kolorowej prasy. Oni idą frontem. Pani Hania cierpi na rozdarcie
między chęcią pozostania gwiazdą a dolegliwymi czasem konsekwencjami tej
sytuacji – uważa telewizyjny urzędnik.
Hanna Lis podkreśla, że w ciągu ostatnich trzech lat udzieliła wywiadu tylko
trzem pismom: „Vivie!”, „Gali” oraz „Twojemu Stylowi”. Komórka często dzwoni,
ale jej nie odbiera. Sprawdza najpierw pocztę głosową, bo nie chce się nadziać
na jakąś minę. – Obawiam się – ocenia Monika Richardson – że Hania ma obecnie
niewielką szansę na sprawiedliwy wizerunek. Jest nie tylko żoną swojego męża,
ale i profesjonalistką. Jako atrakcyjna blondynka zawsze będzie atakowana za
rzekomo zbyt wysokie zawodowe ambicje. Richardson wspomina, że do telewizji
startowały we trzy, razem z Kingą Rusin. Młode, zdolne, atrakcyjne. Monika
poszła szlakiem show-biznesu. Hania obstawiła newsy.
Podróż salonką, wysiadka w polu
Ma żyłkę dziennikarską, którą zawdzięcza pewnie genom po rodzicach,
Aleksandrze i Waldemarze Kedajach, którzy byli m.in. korespondentami w Szwecji
i we Włoszech. Żelazna kurtyna nie odgrodziła więc Hani od zagranicy. Poznała
Orianę Fallaci na długo przedtem, zanim u nas zrobiło się o niej głośno.
Chłonęła świat, nauczyła się języków. Biegle zna włoski, szwedzki, angielski,
porozumiewa się po francusku, ale ten język ma zamiar jeszcze wyszlifować. –
Korzystam z zagranicznych portali i gazet, ale równie często sięgam do
serwisów regionalnych, bo bywają inspirujące. Lubię sprawdzać, co inni piszą,
co widzą, czego oczekują.
Na początku zawodowej drogi krótko była spikerką. /.../"