Gość: rafaelkrk
IP: *.zax.pl
21.03.11, 04:42
Film o miłości rodzącej się, nie bez przeszkód i w chwili rozkwitu wydanej na próbę, którą zdaje; opowieść o przyśpieszonym dojrzewaniu do odpowiedzialności, o wierności w domu bez zasad, o moralności niemoralnych, itp. Można tak.
Ale można zauważyć sztuczność dialogów, potworną ckliwość, nachalny dydaktyzm (końcowe napisy informujące o liczbie wykrywanych rocznie zakażeń HIV i liczbie zgonów na AIDS od chwili odkrycia choroby - po nich aż się prosiło o wielki napis: "Geju! Pamiętaj o prezerwatywie!") oraz epatowanie cierpieniem - i to w 2009 roku (rok produkcji filmu), kiedy HIV/AIDS już dawno przestał dziesiątkować sytych Europejczyków, a w zbiorowej świadomości stał się przewlekłą chorobą na poziomie alergii, krótkowzroczności czy anemii, na którą trzeba brać pigułkę dziennie i zdrowo się odżywiać.
Pytanie: do kogo ten film jest skierowany? Bywalcy randkowych portali doskonale znają młodych ludzi preferujących seks "bareback" - bez prezerwatywy oraz ich przeciwieństwo: ludzi żyjących w chorobliwym wręcz strachu przed jakąkolwiek chorobą przenoszoną drogą płciową. Tych pierwszych film nie przekona - wszak rozpoczęli życie seksualne dobre 5-10 lat temu, kiedy HIV już nie był żadnym wyrokiem, drugich - tylko utwierdzi w przekonaniu o słusznym lęku przed wszechobecnymi wirusami.
Dla heterowiększości film będzie kolejnym ckliwym melodramatem o biednych amoralnych gejach (wszak tytułowe miejsce akcji to nie tylko erotyczny kabaret ale kryptoburdel pełen narkotyków!) i ich "raku" sprzed 25 lat, dodatkowo niezbyt dobrze nakręconym i do tego w hermetycznym dla nich języku.
Mam nieodparte wrażenie, że reżyser (rocznik 1963) chciał opowiedzieć trwogi i bóle swojej młodości, coś przekazać z atmosfery gejowskiej fobii przed "nową chorobą" wczesnych lat 80, nietolerancji dla zarażonych (tu bardzo oszczędnie pokazanej: bohater traci posadę w Domu, ale ma gdzie mieszkać otoczony miłością), itp. Fakt, wtedy temat film byłby na czasie. Szkoda, że powstał ćwierć wieku za późno.